Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: Muzykoterapia, terapia dźwiękiem  (Przeczytany 128952 razy)

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #50 dnia: Listopad 09, 2006, 08:38:12 am »
Mózg pełen Mozarta
- 2006-10-27

Muzyka wnika głęboko do struktur mózgu. Ale to, czy pobudza zdolność logicznego myślenia i poprawia rozwój językowy u dzieci, jest już kwestią sporną.



„Muzyka jest zupełnie bezużyteczna, i to czyni ją tak wartościową”. To zdanie, którego autorem miałby być sam Oskar Wilde, było wielokrotnie cytowane przez naukowców podczas konferencji „Mozart i nauka”, która niedawno odbyła się w Baden pod Wiedniem.

Myśl, zawarta w tym cytacie, nie przeszkodziła jednak uczestnikom spotkania w prowadzeniu żarliwych dyskusji o praktycznych możliwościach zastosowania melodii i rytmów.

Tam zaś, gdzie mowa o nauce i Mozarcie, na pewno nie może zabraknąć wzmianki o tak zwanym efekcie Mozarta, będącym przedmiotem licznych sporów wśród naukowców.

O tym, że muzyka tego genialnego kompozytora poprawia bystrość umysłu, na pewno nie trzeba przekonywać Gordona Shawa i Frances Rauscher. W 1993 roku przeprowadzili oni na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvine, na grupie kilkudziesięciu studentów, eksperyment, polegający na obserwacji wpływu działania muzyki Mozarta na mózg.

Lepsza wyobraźnia przestrzenna

Po wysłuchaniu sonaty Mozarta studenci wykazywali się lepszą wyobraźnią przestrzenną, co naukowcy wnioskowali z tego, jak studenci radzili sobie z ułożeniem papierowej układanki origami.

- W USA rozwinął się cały przemysł związany z Mozartem – mówi Roland Haas, rektor Uniwersytetu Mozarteum w Salzburgu. Pojęcie „efekt Mozarta” zostało zastrzeżone i stało się marką, napędzającą sprzedaż książek i płyt kompaktowych, które mają poprawiać działanie naszych szarych komórek.

Przynajmniej jedno nie ulega wątpliwości: muzyka wnika głęboko do struktur mózgu i trwale wiąże się ze wspomnieniami. Wczesne doświadczenia muzyczne zostają w pamięci często na całe życie. Przebój, który był hitem list przebojów w czasie, gdy przeżywało się swoją pierwszą miłość, będzie miał specjalny wydźwięk nawet po kilkudziesięciu latach.

Zjawiska towarzyszące procesom mózgowym podczas słuchania muzyki, związanej z intensywnymi wspomnieniami, zbadał psycholog Petr Janata z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis. Wykorzystał on do tego metodę funkcjonalnego magnetycznego rezonansu jądrowego, który obrazuje obszary mózgu będące w danej chwili aktywne.

Okazało się, że podczas słuchania muzyki, przywołującej w pamięci ważne momenty z życia osoby badanej, aktywizowały się przede wszystkim komórki nerwowe w środkowej części kory płatów przedczołowych lewej półkuli. Im bardziej autobiograficzny charakter miał utwór, tym sygnały odbierane z mózgu były bardziej intensywne.

Mozart W.A., ''Eine kleine Nachtmusik''
Wolfgang Amadeus Mozart, Eine kleine Nachtmusik G-Dur KV 525, cz. I Allegro, 1787


Terapia muzyczna dla pacjentów z chorobą Alzheimera

Co więcej, u pacjentów z demencją ten właśnie obszar mózgu prawie nigdy nie zostaje dotknięty chorobą. Janata ma więc nadzieję, że wyniki jego badań zostaną wykorzystane przy leczeniu pacjentów cierpiących na chorobę Alzheimera.

Rzeczywiście, muzyczna pamięć może się zachować w przypadkach ciężkiego otępienia (demencji) - nawet pacjenci, którzy mają trudności w mówieniu, są w stanie wtórować znanym przebojom.

- Terapia muzyczna może poprawić zdolność koncentracji oraz usprawnić pamięć ludzi chorujących na demencję – donosi Concetta Tomaino z nowojorskiego Instytutu Muzyki i Funkcji Neurologicznych.

Od lat dyskutuje się, czy muzyka wzmaga sprawność intelektualną również u zdrowych ludzi. Nawet efekt Mozarta, choć skutecznie wypromowany, jest wciąż przedmiotem sporów. Podczas gdy jedni kwestionują wspomagające działanie muzyki w ogóle, a w szczególności muzyki Mozarta, drudzy potwierdzają jej skuteczność.

Stefan Koelsch z Zakładu Nauk Neurologicznych przy Instytucie Maxa Planka w Lipsku jest przekonany, że zajęcia z muzyki podwyższają zdolności językowe u dzieci.

Fale mózgowe chórzystów

Podczas eksperymentu porównał on chłopca z chóru z chłopcem, który nie miał żadnego wykształcenia muzycznego. Naukowiec zmierzył długość fal mózgowych, które zmieniają się, gdy badana osoba dostrzega nieprawidłowości w strukturze frazy muzycznej.

- Chłopcy z chóru wykazywali o wiele wyraźniejsze reakcje niż ich koledzy – mówi Koelsch. Jego zdaniem, uzyskane rezultaty wykazują, że wykształcenie muzyczne poprawia rozwój językowy u dzieci.

Jednak bezpośrednich dowodów, że mali śpiewacy potrafią rzeczywiście lepiej rozumieć lub zręczniej formułować tekst, nie dostarczył. Tego aspektu w ogóle nie wziął pod uwagę.

Frances Rauscher, która 13 lat temu opisała efekt Mozarta, stała się bardziej powściągliwa w swoich sądach. Jej ostatnie wyniki nie potwierdzają tezy, że wykształcenie muzyczne dzieci prowadzi do wyostrzenia inteligencji. W ramach badania, kilkoro dzieci z rodzin społecznie dysfunkcyjnych zapisano na trzyletni kurs gry na keyboardzie.

Posłuchaj fragmentu opery Mozarta "Don Giovani"

Wychowanie muzyczne już w wieku przedszkolnym

W porównaniu z rówieśnikami nie uczestniczącymi w lekcjach wychowania muzycznego, wyobraźnia przestrzenna, jak również wyniki w matematyce badanych dzieci nieco się poprawiły - twierdzi psycholog, pracująca obecnie na uniwersytecie w stanie Wisconsin.

Ale efekt ten miał miejsce jedynie wtedy, gdy naukę muzyki rozpoczęto w wieku przedszkolnym. Specjalne klasy muzyczne w szkole w ogóle nie wpłynęły na rozwój językowy dziecka - niezależnie od momentu rozpoczęcia nauki.

Natomiast muzykolog, Hans Günther Bastian z uniwersytetu we Frankfurcie, wskazał na imponujący sukces wprowadzenia wychowania muzycznego w berlińskich szkołach podstawowych. Dzięki obecności wychowania muzycznego w szkole nie tylko wzrósł iloraz inteligencji dzieci, ale znacznie poprawiło się także ich funkcjonowanie społeczne, twierdzi Bastian.

Mimo to, psycholog Oliver Vitouch z uniwersytetu w Klagenfurcie pozostaje sceptyczny. Jego zdaniem, wątpliwym wydaje się fakt, że lepsze wyniki w nauce są spowodowane zajęciami z muzyki.

Odpowiednia motywacja w ramach wychowania fizycznego lub zajęć teatralnych mogłaby mieć podobne efekty. - Ponieważ brakuje odpowiednich grup kontrolnych, nie da się jednoznacznie stwierdzić, że muzyka była jedynym czynnikiem determinującym.

Psychiatra Manfred Spitzer stwierdza, że na podstawie zgromadzonych danych nie można mówić o efekcie Mozarta, który miałby usprawniać podstawowe zdolności. Spitzer odrzuca opinię, że stały kontakt z muzyką i codzienny przymus ćwiczeń na pianinie poprawiają inteligencję.

Presja zabija kreatywność

- U osób uczących się pod presją, aktywizuje się w mózgu ośrodek strachu, czyli ciało migdałowate – wyjaśnia. W związku z tym, podczas powtarzania wyuczonego materiału powracają automatycznie wszystkie lęki. - To zabija kreatywność.
- Muzyka wykonywana bez przymusu może natomiast przezwyciężyć strach, poprawić funkcjonowanie społeczne i pomóc w procesie nauczania - mówi psychiatra. - Muzyka wyłącza ciało migdałowate i włącza ośrodek nagrody w mózgu. Przecież nie bez powodu gwiżdżemy, kiedy wchodzimy do ciemnej piwnicy.

Posłuchaj "Marsza Tureckiego" z "Sonaty nr. 11 A-dur"
Wolfgang Amadeus Mozart, Marsz Turecki z Sonaty nr 11 A-dur, KV 331

więcej o: Mozart Wolfgang Amadeus

Galeria dźwięków
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26184
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #51 dnia: Marzec 18, 2007, 12:32:48 am »
Muzyka wspomaga rozwój mózgu
14 marca
Cytuj
Rodzice, którzy namawiają swe dzieci do nauki gry na instrumencie muzycznym, wiedzą co robią. Nawet jeśli mały muzyk nigdy nie zostanie wirtuozem, czas spędzony na ćwiczeniach nie pójdzie na marne. Jak twierdzą naukowcy z Northwestern University, lekcje muzyki poprawiają funkcjonowanie mózgu, szczególnie zdolności językowe.

Muzyka nie tylko bowiem łagodzi obyczaje, ale pomaga także w rozwoju mózgu, szczególnie jego wrażliwości na brzmienie ludzkiej mowy.
Sprawdzono to testując grupę 20 dorosłych, z których połowa miała za sobą długoletnią naukę gry na instrumencie. Badano, jak dobrze są w stanie rozróżnić odmienne intonacje tego samego chińskiego słowa.

Okazało się, że osoby mające za sobą muzyczną przeszłość zdecydowanie lepiej radziły sobie w rozróżnianiu takich podobnych do siebie dźwięków, o których znaczeniu nie miały żadnego pojęcia.

Jak pisze w swym kwietniowym numerze czasopismo "Nature Neuroscience", te wyniki podkreślają jak duże jest znaczenie edukacji muzycznej dla rozwoju umysłowego dzieci nawet wtedy, gdy nie przejawiają one szczególnych zdolności w tej dziedzinie.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26184
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #52 dnia: Marzec 25, 2007, 09:25:21 am »
Ksenia Łoszmanowa/21.03.2007

Dźwięk jak wirus
Shakuhachi jest jak choroba zakaźna. Wystarczy raz je usłyszeć i człowiek chwyta bakcyla

Starożytni Chińczycy doceniali rolę muzyki w leczeniu ran. Ale trzeba było kilku tysiącleci, by rannym zaczęto puszczać Mozarta, a w jednej z moskiewskich klinik leczyć astmę pacjentów grą na instrumentach dętych. W tym na mało znanym Zachodowi flecie shakuhachi.


Pierwsze wzmianki o bambusowym flecie z pięcioma otworami pochodzą z VI wieku, kiedy to muzyka jednego z komentatorów sutr buddyjskich, księcia Setaku Taisi, zmuszała pomniejsze bóstwa do tańca. Flet Taisi do dziś strzeżony jest w tokijskim Muzeum Narodowym.

Szerzej muzykę shakuhachi poznano dwa wieki później, w epoce Nara. Poeta i filozof Muromati Ikkio miał twierdzić, że do najsubtelniejszych dźwięków, ujawniających prawdę o bycie należy szum kipiącej wody – na nim skupia się uwaga uczestników ceremonii parzenia herbaty, oraz szelest oddechu fletnisty, który wyciąga nutę na shakuhachi. Ikkio, nie wiedząc o tym, torował drogę XX-wiecznemu klasykowi minimalizmu Johnowi Cage’owi. Po dekadach dyktatu oper i akademii miał on odwagę powiedzieć, że w skwierczeniu jajecznicy udaje mu się słyszeć "muzykę sfer".

W międzyczasie jednak shakuhachi trafiło do ludu: w nowożytnej Japonii nie rozstawali się z nią mnisi komoso, zwani także "bractwem plecionki". Dźwięk fletu przypominał im o nicości wszechrzeczy, sam flet jednak chronił przed zasmakowaniem tej nicości zbyt szybko: komoso, którym jako byłym samurajom zakazano nosić jakąkolwiek broń, starali się sporządzić swoje shakuhachi z jak najniższych, umieszczonych jak najbliżej korzenia, a zatem najgrubszych części bambusa. Zrobiony z nich instrument mógł, w ostateczności, służyć do obrony.

Tymczasem w połowie XVII wieku z bractwa komoso wyodrębniła się grupa mnichów-samurajów Fuke-su, którzy odwoływali się do wcześniejszych tradycji, a nazwę wzięli od – również legendarnego – mnicha Puchua (jap. Fuke). Doznał on oświecenia, słuchając dźwięku swego ręcznego, podróżnego dzwonu. Jego uczeń, Dżan Bo, który nadał instrumentowi mistrza imię "Dzwonek Pustki", potrafił powtórzyć ów dźwięk na flecie shakuhachi. Melodii nie sposób było zapisać, wędrowała – jak stwierdzają ówcześni kronikarze – "z serca do serca". Udało się to dopiero japońskiemu mnichowi Hatto. Wraz z uczniami utrwalił on "melodię oświecenia" i dwie kolejne, które złożyły się na podstawę kanonu Honkyoku. Z czasem shakuhachi pojawił się też w świeckim świecie zabaw, wchodząc w miejsce instrumentu smyczkowego kokyu do tradycyjnego ludowego trio, na które składa się prócz niego lutnia i cytra.

Być może do dziś flet przygrywałby tylko zbieraczom ryżu, gdyby nie gwałtowna, wymuszona modernizacja Japonii epoki Meiji pod koniec XIX wieku. Cesarz Mutsuhito, obawiający się – nie bez racji – oporu książąt (daimyo) i samurajów, nakazał rozwiązanie sekty Fuke-su. Mnisi-samuraje ruszyli w świat. Gdy się rozproszyli, uformowały się trzy szkoły gry na shakuhachi: Kino, Meijan i Todzan.

Wszystkie po dziś dzień odtwarzają kanon Honkyoku: dźwięk fletu brzmi jak wolno bijący dzwon. Statyczny pozostaje również flecista: kanon dopuszcza przyjęcie trzech pozycji, w których ciało ludzkie najbliższe jest równowagi. Nieruchoma postawa i wysiłek, jaki trzeba włożyć w opanowanie Honkyoku, skłoniły mniej cierpliwych adeptów sztuki do cierpkiej, przekazywanej wraz z tradycją uwagi, iż nauka gry na shakuhachi to nic innego, jak "trzy lata trzęsienia podbródkiem". Istotnie, trzeba co najmniej kilkunastu miesięcy, by bambusowy, suchy dźwięk zaczął przypominać bicie dzwonu.

A jednak trud wtajemniczenia coraz częściej decydują się podjąć mieszkańcy wielkich miast Zachodu. W epoce, w której na "kurs ceremonialnego parzenia herbaty" zapisać się może każdy nowobogacki, co drugi z nas potrafi jeść pałeczkami, a sushi zamówić można z dostawą do domu równie łatwo jak pizzę, chciałoby się sięgnąć po coś naprawdę orientalnego.

Nie inaczej jest i w Moskwie, gdzie pierwszy kurs muzyki japońskiej ruszył przy Konserwatorium Państwowym dopiero w roku 1993. Co roku przyjeżdżali mistrzowie z Tokio. Jednak dopiero w pięć lat po rozpoczęciu kursów pojawił się tu jeden z "mędrców shakuhachi", Koku Nisimura. Nowy sensei uczy Rosjan już od dziesięciu lat, a adepci jego sztuki zwykle dochowują wierności dźwiękowi dzwonów.

– Shakuhachi jest jak choroba zakaźna. Wystarczy raz je usłyszeć i człowiek chwyta bakcyla – tłumaczy Georgij Mnacakanow, który za Nisimurą trafił już i do Berlina, gdzie sensei wykładał wcześniej, i do Japonii. (…) A przede wszystkim – wspólnie z modelarzami, którzy dawniej pracowali nad miniaturami szybowców i latawców, zajął się sporządzaniem fletów dla kolejnych adeptów.

To, że prawdziwe shakuhachi powinno być wykonane ręcznie, jest poza dyskusją. Tanie, plastikowe flety oferowane czasami w Japonii są w najlepszym razie pamiątką dla turystów-ignorantów, w najgorszym – kpiną. (…). Flet sporządza się z bambusowego pnia, w miarę możliwości z najniżej rosnącej części, a najlepiej z ostatniego odcinka rosnącego nad ziemią. Po oczyszczeniu podgrzewa się go na małym ogniu – zaczynają wówczas wydzielać się i parować olejki i woski, dodatkowo impregnując przyszły instrument. Następnie czeka go długie leżakowanie w ciemności i lekkim przewiewie. Shakuhachi jest jak wino – im starsze, tym lepsze. Najcenniejsze okazy leżakują do dziesięciu lat, potem dopiero wkracza do akcji świder – w przypadku fletu (należy starannie wywiercić pięć otworów), a w przypadku butelki korkociąg.

Podobnie postępuje Georgij. Nad Wołgą wprawdzie niełatwo o bambus, ale tańszy surowiec kupuje od firm, które zajmują się dekorowaniem wnętrz modnych restauracji orientalnych, a droższy od znajomego z Abchazji, gdzie rośnie "bambusopodobna" odmiana traw. Po flety za 300 dolarów zaczynają zgłaszać się już poszukiwacze spokoju i transu z Niemiec i Belgii. Tymczasem Sukyio Hara z Tokio życzy sobie za shakuhachi dziesięć razy tyle.



Więcej informacji

Strona www
http://www.shakuhachi.com


SHAKUHACHI

    Shakuhachi to tradycyjny japoński flet prosty (instrument dęty drewniany) wykonany z korzeni rzadkiego gatunku bambusa, który występuje jedynie na wyspie Kyushu.
Jak w każdej dziedzinie, doprowadzonej przez Japończyków do perfekcji, i tu wielkość, kształt, kolor oraz struktura materiału odgrywają olbrzymie znaczenie. Instrument ma długość od 40 do 70 cm, oraz średnicę 4 - 5 cm. Bardzo charakterystyczny jest układ otworów – cztery z przodu oraz jeden z tyłu (dlatego też zwany jest często fletem pięciootworowym). Długość fletu oraz ilość otworów ewoluowała na przestrzeni dziejów. Dla przykładu w okresie Nara (710-794) grano na sześciootworowym flecie (5 z przodu i 1 z tyłu), natomiast w Muromachi (1333-1560), gdy rozpowszechnił się chiński typ shakuhachi, zwany w Japonii hitoyogiri, artysta miał do dyspozycji pięciootworowy instrument o długości ok. 33 cm.

Niektóre źródła podają, iż historia fletu shakuhachi sięga starożytności.
Jedna z hipotez zakłada, iż prawdopodobnie wywodzi się on z Egiptu, skąd przywędrował do Indii, Chin, aby ostatecznie w VI wieku dotrzeć do Japonii. Pewnym jest natomiast, iż popularność osiągnął dopiero w XIII wieku. Początkowo był to związany z zen instrument religijny, dlatego też stał się bardzo popularny wśród wędrownych mnichów. Największe zainteresowanie shakuhachi rozpoczęło się w okresie Edo, ponieważ instrument stał się trwałym elementem medytacji zgrupowania komuso. Dzięki temu, iż do zgrupowania należeli również samurajowie bez pana (ronin), instrument rozpowszechnił się również wśród kupców i samurajów niskiej rangi. W XVII wieku shakuhachi wyszedł poza kręgi religijne i został włączony do teatru kabuki, co sprzyjało jego późniejszemu rozprzestrzenieniu się w formie instrumentu kameralnego.

W związku z pierwotnym użytkowaniem tego instrumentu, i pomimo, iż na shakuhachi często grywali artyści świeccy, partie solowe o tematyce religijnej wciąż uważane są za najważniejsze formy muzyki na shakuhachi. W następnych okresach shakuhachi zaczęto łączyć z innymi tradycyjnymi japońskimi instrumentami, np. z shamisenem oraz z koto, a także i europejskimi - w orkiestrach z towarzyszeniem instrumentów zachodnich.
źródło


Shakuhachi, The Japanese Flute
Kohachiro Miyata

Niewiele na świecie instrumentów, które wymagają od grającego takiego technicznego kunsztu przy tak prostej konstrukcji.
Jednym z nich jest shakuhachi.

Wzmianki o tym pochodzącym od chińskiej piszczałki flecie, jednym z najpopularniejszych instrumentów Japonii, znajdujemy w opisach rytuałów religijnych z VIII wieku. A jego obecność w tych opisach dowodzi, że istniał już setki lat wcześniej.

Łagodny dźwięk shakuhachi roztacza pozytywną aurę, tchnie spokojem. Shakuhachi po japońsku znaczy 1,8 shaku (1 shaku to 0,994 stopy) i oznacza tradycyjną długość instrumentu. Wymiary instrumentu mają duże znaczenie - od jego długości uzależniona jest barwa, służąca do wywołania określonego wrażenia – instrument może opisywać przyrodę, służyć relaksowi i medytacji.

Sztuka gry na shakuhachi polega na surowym przestrzeganiu zasady, że dźwięk musi być okraszony jak największą ilością ozdobników, cały czas musi sprawiać wrażenie ruchu, ponieważ w Japonii dźwięki przytrzymywane uważane są za suche i martwe. Biegłość w grze na tym instrumencie osiągają tylko nieliczni. Należy do nich Kohachiro Miyata, którego wykonania tradycyjnych melodii japońskich słyszymy na płycie. Jego umiejętność wywoływania wibracji, dokonywania płynnych zmian barwy i wysokości dźwięku, stopniowania dynamiki na przestrzeni pojedynczego tonu, wywiera na słuchacza niemal hipnotyczny wpływ. Kiedy słucha się gry Miyaty, nieprawdopodobny wydaje się fakt, że flet, zrobiony z bambusa posiada tyko pięć otworów i nie ma ustnika. Górny koniec rury ścięty jest pod kątem, tak, aby grający mógł chwycić go dolną wargą i skierować do środka silny strumień powietrza. Dźwięki grający uzyskuje zatykając poszczególne otwory i zmieniając nachylenie piszczałki względem ciała. Miyata stosuje całą gamę zabiegów wykonawczych, m.in.: metodę regulowania oddechu (który jest niemal niesłyszalny), oraz specjalną technikę trzepotania językiem dla uzyskania bardzo charakterystycznego efektu drżenia dźwięku. Pochodzą one z tradycyjnej szkoły gry na shakuhachi, popularnej od XVIII wieku (technika zachodnia zaadoptowała ją do repertuaru instrumentów dętych dwa stulecia później).

Najciekawsze jest to, że po wysłuchaniu całej płyty zagranej na jednym tylko instrumencie słuchacz nie czuje się znudzony. Przeciwnie, fletu można słuchać w nieskończoność. Shakuhachi potrafi subtelnie wyłaniać się z ciszy, by chwilę później miękko i delikatnie, całkiem niezauważenie znów niknąć. Jest miękki, aksamitny, a w następnym dźwięku szorstki, chropowaty. Ciemny i pełny, a zaraz jasny i delikatny, niemal przezroczysty. Jest dźwiękiem, a za chwilę ciszą.

Elżbieta Chojnowska


Shakuhachi – The Japanese Flute, Kohachiro Miyata – shakuhachi
Elektra Nonesuch 1977, Warner

Kohachiro Miyata
Jeden z najbardziej znanych w Japonii mistrzów gry na shakuhachi. Zajmuje się zarówno muzyką tradycyjną jak i prezentowaniem współczesnej muzyki na shakuhachi w różnych opracowaniach. Jest członkiem zespołu Ensemble Nipponia, z którym koncertuje na całym świecie.

Płyta do kupienia
http://www.vivid.pl/php/plyta_my.php3?wyk=Tadashi%2C%20Tajima&sk=wg&pp=555&kategoria=katalog&nr=13025678

Posłuchaj fragmentu
http://www.lastfm.pl/tag/shakuhachi
Odtwórz shakuhachi
- radio taga
 
W Krakowie w styczniu był koncert
http://www.manggha.krakow.pl/new/info/074
Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha
Cytuj
Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej manggha
oraz Fundacja Kyoto - Kraków

zapraszają na

Zen Shakuhachi, koncert tradycyjnej muzyki japońskiej
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #53 dnia: Maj 09, 2007, 12:07:50 am »
mała rozgrzewka z muzykoterapii domowej  ;)
źródło


kliknij

w podkatalogu muzykoterpia

Podczas kilku minut trwania skocznego ludowego utworu- ćwiczymy z Monisią prawie wszystko co jest jej niezbędne do harmonijnego wyrównywania niedociągnięć spowodowowanych nadmiarem materiału genetycznego a zwłaszcza wiotkości.

śpiew, oddychanie, ruch naprzemienny, podskoki od podłoża, taniec na paluszkach, ruch biodrami, dotyk.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26184
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #54 dnia: Maj 30, 2007, 11:17:31 pm »
Polecam artykuł z wątku:» Dźwięki na wesoło-czyli radość dzieciom
http://forum.darzycia.pl/vp112959.htm#112959

Dzieci chcą śpiewać, nie mają gdzie
Cytuj
Anna S. Dębowska

Dobrze, jeśli dzieci mają kontakt z muzyką od najmłodszych lat. Rodzice, którym na tym zależy, nie mają w Warszawie dużego wyboru

Idealne zajęcia umuzykalniające dla dzieci to te, w których one same stają się sprawcami rozmaitych zdarzeń. Powtarzają to pedagodzy, psychologowie muzyki i artyści.

Najlepiej, gdy takie zajęcia odbywają się w niewielkiej grupie rówieśniczej, w której dzieci - im młodsze, tym lepiej - bawią się przy muzyce, śpiewają, grają i słuchają pod kierunkiem osoby umiejącej z pasją i cierpliwością zachęcić je do aktywności.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #55 dnia: Lipiec 10, 2007, 05:25:01 pm »
Warsztaty „Muziaczek” - wspomaganie rozwoju dziecka poprzez terapię dźwiękiem i muzyką

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/19373
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline amara

  • Aktywny Gadacz
  • *****
  • Wiadomości: 781
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #56 dnia: Lipiec 19, 2007, 11:51:23 am »
Muzykoterapia
U dzieci dotkniętych upośledzeniem umysłowym z jego rozległymi skutkami następuje ograniczona możliwość realizacji podstawowych potrzeb natury emocjonalnej, ograniczenie lub brak odbioru bodźców i informacji z otoczenia bądź tez niemożność wdrażania i przekazywania wrażeń, odczuć i potrzeb. Każde z tych ograniczeń utrudnia lub uniemożliwia kontakty i komunikację z rodziną, rówieśnikami i światem przyrody co powoduje różnego rodzaju zakłócenia funkcjonalne : zaburzenia mowy i myślenia, introwersję, tiki, nasilenia stanów lękowych itp.

Dzieci te wymagają szczególnej troski polegającej na dwukierunkowym oddziaływaniu :
a) łagodzeniu przyczyn wywołujących zaburzenia zachowania
b) profilaktyka i terapia
Formy umożliwiające dziecku osiągnięcie w/w stanów to m.in. muzyka, ruch, mowa.
Terapia dzieci może być prowadzona indywidualnie lub grupowo. Walorem terapii indywidualnej jest możliwość pełnego dostosowania działań terapeuty do potrzeb dziecka w danej chwili. Czasami jest to odzwierciedlanie zachowań dziecka przez powtarzanie jego czynności, czasami dostosowanie do nich muzyki.

Terapia grupowa umożliwia zaś :
a) realizację naturalnego dążenia do bycia człowiekiem społeczności grupowej
b) przeżywanie złożonych efektów muzycznych, ruchowych
c) szansę zaprezentowania przed grupą własnej odrębności

Usprawnianie funkcji intelektualnych u dzieci upośledzonych umysłowo.
Upośledzenie umysłowe wiążę się z trwałymi  zmianami w OUN i zaburzeniami w jego funkcjonowaniu. Upośledzona jest sfera intelektualna, emocjonalno-dążeniowa, wolicjonalna i motoryczna, co w konsekwencji utrudnia lub uniemożliwia uczenie się i przystosowanie społeczne.

Formy ekspresji muzycznej, ruchowej i werbalnej powinny być w terapii dzieci upośledzonych umysłowo wykorzystywane nie tylko do zaspokajania potrzeb emocjonalnych i estetycznych lecz służyć także uruchamianiu istniejących i rozwijaniu potencjalnych dyspozycji muzycznych i psychomotorycznych oraz ogólnych dyspozycji umysłowych tj. zdolność spostrzegania, naśladowania, koncentracji uwagi, myślenia, zapamiętywania, tworzenia. Ćwiczenia realizowane są różnymi, celowo powtarzającymi się środkami wyrazu. Wynika stąd możliwość nawarstwiania się podobnych przeżyć i doświadczeń manualnych, ruchowych, głosowych, wzrokowych i słuchowych sprzyja uruchamianiu funkcji intelektualnych. Rozwojowi myślenia sprzyjają ćwiczenia i zabawy wymagające identyfikacji i różnicowania prezentowanych oraz naśladowanych zjawisk ruchowych i muzycznych. Ćwiczenia wrażeniowo-ekspresyjne pobudzają dzieci do spontanicznych reakcji głosowych i ruchowych na bodźce muzyczne : płynność, skoczność, głośność, szybkość.

Usprawnianie poznawczych funkcji umysłowych idzie w parze z wychowaniem estetycznym, usprawnianiem fizycznym, nauką, wyzwalaniem energii i pomysłowości oraz zabawą równoważącą emocjonalnie – odblokowującą zahamowania i rozładowującą napięcia. Ćwiczenia uplastyczniające inteligencję, ruch, głos oraz usprawniające spostrzeganie słuchowe i wzrokowe umożliwiają korygowanie cech negatywnych i rozwijanie cech pozytywnych. Co ułatwia dzieciom przystosowanie się do życia wśród normalnych rówieśników.

Stymulowanie ruchu dziecka muzyką.
Ruch stymulowany muzyką staje się ruchem kontrolowanym, angażującym postrzeganie słuchowe, uwagę i myślenie, odzwierciedla wywołane muzyką emocje i równocześnie potęguje je.
Pierwsze reakcje ruchowe dzieci są na ogół spontaniczne i wyrażają się : marszem, biegiem, podskokami, kołysaniem, klaskaniem, tupaniem.
Obowiązkiem terapeuty jest akceptować tę spontaniczność oraz podpowiadać bogatsze formy reakcji. Ważne też jest umożliwienie dzieciom ruchowego wyrażania wysokości dźwięków, melodii oraz barw brzmienia instrumentów muzycznych. Ruch stymulowany muzyką jest ruchem uporządkowanym, wyrażającym zespolenie dziecka ze zjawiskami muzycznymi, które słyszy oraz z grupą dzieci, które robią to samo.

Pozytywny aspekt ruchowego odzwierciedlania muzyki przejawia się :
- w radości towarzyszącej zabawom i ćwiczeniom
- wyciszaniu natręctw ruchowych
- odreagowaniu napięć
- podwyższaniu samooceny
Podwyższaniu samooceny sprzyja pochwała i ewentualnie pomoc fizyczna ułatwiająca wyrażenie ruchem przeżycia muzycznego.

Dostosowanie ruchu do charakteru muzyki sprzyja usprawnianiu dyspozycji umysłowych tj. zdolność koncentracji uwagi, spostrzeganie, zapamiętywanie, refleks.

Zabawy z rekwizytami
Zastosowanie w terapii dziecka rekwizytów uatrakcyjnia zajęcia, pomaga w koncentracji uwagi, pobudza zainteresowanie ćwiczeniami, aktywizuje ruchowo. Mając w ręku rekwizyt dziecko poznaje właściwości rzeczy, manipulując nim ćwiczy umiejętności manualne i ruchowe a bawiąc się w parze lub z całą grupą nawiązuje kontakty społeczne.

Do najczęściej wykorzystywanych rekwizytów zaliczamy :
- piłki ( różnej wielkości, barwie )
- balony
- chusty
- kolorowe bibułki

PIŁKI
Możemy wykorzystać piłki stosowane w fizjoterapii, stanowią one bardzo atrakcyjny przyrząd do terapii muzyką. Na tych piłkach mogą bawić się już małe dzieci, które należy przyzwyczajać powoli do piłki ( mogą się jej bać ) a także ćwiczyć krótko i tylko to co jest przez nie akceptowane. Duże piłki mogą służyć też do łagodzenia napięć uniemożliwiających niekiedy dziecku włączenie się do zajęć. Jednak przede wszystkim piłki są najbardziej lubianą zabawką a ćwiczenia z nimi nie przypominają zwykłych ćwiczeń( na których mamy coś wyegzekwować od dziecka) ale są dla niego po prostu jeszcze jedną zabawą.

Oto kilka propozycji ćwiczeń i zabaw z piłkami :
1) Klepanki - powtarzanki
Dzieci siedzą naprzeciwk terapeuty, każde z nich ma własną piłkę. Terapeuta uderza rytmicznie o piłkę dłońmi, piłką o podłogę uzyskując różne efekty akustyczne. Dzieci obserwują czynności terapeuty i powtarzają je.Terapeuta wykonując ruch prawą ręką mówi – lewa a wykonując ruch lewą ręką mówi – prawa. Jest to ważne, ponieważ prawa strona terapeuty zwróconego przodem do dzieci postrzegana jest przez nie jako lewa a lewa jako prawa.

2) Bombardowanie materaców
Do tej zabawy potrzebujemy duży materac, który opieramy o ścianę. Dzieci siadają przodem do materaca w odległości około 2 m. Przed dziećmi rozsypujemy dużą ilość piłeczek o różnej wielkości. Potrzebna nam będzie jeszcze odpowiednia muzyka o skontrastowanych nastrojowo częściach. Na początek zajęć wybieramy powolną muzykę, wówczas dzieci rzucają piłkami w materac powoli, „ociężale” a następnie muzyka powinna stopniowo przyspieszać a dzieci powinny starać się dopasować swoje rzucanie do tempa muzyki.

BALONY
Kolorowe, leciutkie wymykające się z rąk balony są wspaniałą zabawką dla dzieci. Dla nich jest to coś „ nieziemskiego”, nie zrozumiałego. Gdy patrzą jak balon unosi się do góry ich oczy robią się szerokie ze zdziwienia a buzia otwiera się szeroko. Dzieci podrzucają, odbijają, szczupią a nawet gryzą balony. Zachowania są różne jednak za każdym razem sprawiają dziecku wiele uciechy.

KOLOROWE BIBUŁKI
Bibułki są rekwizytem cieszącym dzieci barwnością, delikatnością, szelestem i elastycznością.Można stosować je przy ćwiczeniach oddechowych. Różnorodność kolorów sprzyja kształceniu spostrzegania wzrokowego.

CHUSTY
Duże chusty są bardzo lubiane przez dzieci. Ich barwność i duża elastyczność pozwala na bogate ewolucje ruchowe, które są źródłem ciekawych wrażeń wzrokowych, a miękkość i gładkość faktury dostarcza miłych odczuć dotykowych. Ćwiczenia i zabawy z chustami powinny być realizowane przede wszystkim indywidualnie i niekiedy w parach po to aby :
a) przełamać nieśmiałość i lęk
b) wyzwolić spontaniczność oraz tłumioną energię

"Terapia dzieci muzyką,ruchem i mową" J.Stadnicka
"Człowieka poznaje się po tym co nosi w sercu"
terapeuta zajęciowy, mama Mateusza 11l z zD

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #57 dnia: Sierpień 28, 2007, 11:41:33 pm »
Na odprężenie po wakacjach na jesienne wieczory  :D Minute
Muzyczna recepta na zdrowie
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #58 dnia: Październik 03, 2007, 12:46:42 pm »
Muzykoterapia

- plik tekstowy do ściągnięcia - informacje nt muzykoterapii, wrażliwość muzyczna u dzieci, itd

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #59 dnia: Październik 08, 2007, 01:45:42 pm »
Muzyka w przychodni

Siedem lat temu, po rozstaniu się z moją macierzystą kliniką, szukałem prywatnego szpitala lub przychodni, by kontynuować praktykę. Było kilka propozycji. W ostatecznym wyborze pomogła mi muzyka, którą usłyszałem w poczekalni. Odniosłem wrażenie, że ktoś dobrze poradził sobie z delikatną kwestią z pogranicza rozrywki i ludzkiego nieszczęścia.

Wbrew pozorom nie jest łatwo dobrać w ambulatorium odpowiednie dźwięki, tak żeby nikogo nie urazić, a przy tym sprawić przyjemność chociaż kilku osobom.

Najłatwiej jest niczego nie puszczać, kiedy jednak muzyka ma faktycznie włączyć się do wizerunku szpitala, trzeba to zrobić z najwyższą starannością. Wybór nagrań musi uwzględniać wiele elementów i nie można kierować się wyłącznie gatunkiem muzyki. Podstawowym kryterium jest ogólnie pojęte brzmienie utworów. Dynamika powinna mieć niedużą rozpiętość i nie wkraczać w fortissimo. Tempa umiarkowane lub wolne. Opanowana ekspresja emocjonalna. Eksperymenty nie są wskazane; w chorobie obniża się tolerancja dla awangardy. Dobrze, jeśli muzyka jest znana, ale niekoniecznie cały czas. Wybór utworów wystarczająco duży, aby powtarzał się w cyklu co najmniej tygodniowym.

Oczywiście układ nagrań musi mieć charakter losowej składanki, ponieważ na programie tematycznym nikt się nie skoncentruje. Pod względem gatunku najlepiej korzystać z głównego nurtu jazzu, muzyki poważnej i bliżej nieokreślonej muzyki instrumentalnej. Lepiej, by liczba utworów wokalnych była niewielka. Poziom głośności powinien utrzymywać się w granicach dwóch decybeli poniżej natężenia dźwięku spokojnej rozmowy. Pasmo częstotliwości równomiernie wypełnione, co oznacza na przykład, że utwory na skrzypce solo, choćby najpiękniejsze, nie znajdą tu zastosowania. Z jednej strony pacjenci zaniepokojeni o swoje zdrowie i życie nie mogą ani przez moment poczuć, że ktoś ich lekceważy, narażając na słuchanie czegoś zbyt lekkiego i bezmyślnego. Z drugiej strony nie można ani razu popaść w ton żałobny. Obie sytuacje zagrażają wyrządzeniem szkody moralnej pacjentom, a przy okazji ich utratą. W związku z tym należy dobierać utwory o odpowiednim stopniu neutralności.

Zapewnienie dobrego tła muzycznego w ośrodku zdrowia jest kwestią wyczucia. Poza głośnością niczego tu nie da się zmierzyć ani jednoznacznie określić. Na pewno nie nadaje się na to tło żadna stacja radiowa. Selekcja nagrań musi być bardzo staranna. Można powiedzieć, że w poczekalni ambulatorium trzeba tak dobierać muzykę, by osoby pochłonięte myśleniem o swoim zdrowiu w ogóle nie odczuły jej obecności, a ludzie na nią otwarci mogli mieć - mimo kłopotów zdrowotnych - chwilę przyjemności. Umiejętność skonstruowania takiego repertuaru jest darem blisko spokrewnionym ze sztuką lekarską. W pogoni za pieniądzem i modernizacją zdarzają się niestety takie atrakcje, jak piła tarczowa i świder, pracujące przy pacjentach czekających z bólem głowy. Ale to już inny temat, choć również dotyczy dźwięków.

Kuba Sienkiewicz

Kuba Sienkiewicz jest doktorem medycyny, neurologiem, a także liderem zespołu Elektryczne Gitary.

źródło: Charaktery

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #60 dnia: Październik 25, 2007, 03:52:07 pm »
Rozwijanie wrażliwości muzycznej dziecka:

Niech gra muzyka
- długie, jesienne wieczory sprzyjają rozwijaniu wrażliwości muzycznej.
/listopadowa orkiestra/



Co w trawie piszczy?
- Jak rozwinąć wrażliwość muzyczną dziecka? Oto 13 pomysłów na wesołe (i niezbyt ciche) zabawy

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #61 dnia: Październik 30, 2007, 03:01:45 pm »
Twoje niemowlę najchętniej słucha Mozarta

Kiedy mała istotka rozpoczyna swe życie w zacisznym kąciku brzuszka mamy, otaczający je świat jest cichy i ciemny. W 8 tygodniu natura obdarza ją małymi uszkami. Chociaż już  miesiąc później nagły hałas może pobudzić maleństwo do ruchu, to jego zmysł słuchu jest wykształcony dopiero w 24 tygodniu. Wtedy do snu kołysze je bicie serca mamy i szum krwi w jej żyłach. Ta wyjątkowa muzyka będzie towarzyszyć mu aż do dnia porodu i będzie kojarzyć się z bezpiecznym i ciepłym schronieniem.

Naukowcy odkryli, że noworodki słysząc znajome odgłosy, jakie otaczały je przed narodzinami, uspokajają się. Zarejestrowano więc tę pierwszą, dziecięcą kołysankę i istnieje już wiele nagrań z odgłosami, jakie słyszy płód w macicy.  Maleństwo reaguje jednak również na dźwięki dochodzące spoza organizmu mamy. Noworodki preferują kołysanki, które słyszały przed narodzeniem i łatwiej przy nich zasypiają.

Dowiedziono, że niemowlęta pamiętają muzykę z okresu prenatalnego i gdy słyszą znajome dźwięki po narodzinach, rytm bicia ich serca zmienia się. Chociaż nie wykonano wielu badań, to niektórzy naukowcy dowodzą, że maleństwa słuchające muzyki przed narodzeniem szybciej osiągają pewne umiejętności wieku niemowlęcego, jak ogólną koordynację ruchową, śledzenie wzrokiem czy umiejętność chwytania butelki w dwie ręce. Można więc przykładać słuchawki do brzucha lub odtwarzać nagrania z magnetofonu aby umożliwić dziecku jak najwcześniejszy kontakt z muzyką. Jednak nie powinno to trwać dłużej niż godzinę, aby za bardzo go nie pobudzić. Ponieważ wody płodowe są dobrym przewodnikiem dźwięku muzyka nie może być głośna ( poniżej 70 decybeli). Hałas mógłby doprowadzić do uszkodzeń lub co najmniej zaniepokoić dziecko. Dr Pratt sugeruje muzykę Mozart’a, która posiada odpowiedni zestaw nowych dźwięków i powtórzeń, które mogą bawić dziecko.

Gdy maluszek już pojawi się na świecie odkryje wiele nowych dźwięków, które do tej pory tłumiły wody płodowe. Wydaje się, że nawet tak małe dzieci są w stanie odtworzyć melodię ze słuchu nawet, jeśli nie mają wiedzy w dziedzinie muzyki. Norman Weinberger, profesor psychologii na Uniwersytecie w Kalifornii, podczas badań stwierdził, że 4-mieisęczne dzieci wydają się rozpoznawać, kiedy śpiewano Happy Birthday poprawnie, a kiedy fałszowano. Nie martw się jednak o to, czy umiesz śpiewać. Twoje dziecko nie jest zawodowym krytykiem i nie będzie się krzywić, gdy głos Ci się załamie. Ważne jest zaangażowanie i uwaga, jaką mu poświęcasz. Najlepiej, aby repertuar  nie ograniczał się do kołysanek. Spróbuj także śpiewać z dzieckiem w ciągu dnia. Połącz muzykowanie z zabawą.
 
Kiedy budujesz dom z klocków zamiast  powiadać co robisz, zaśpiewaj to. Rób przy tym stosowne miny, gesty  i zachęć dziecko do udziału w tym przedstawieniu. Spróbuj skojarzyć konkretne melodie ze schyłkiem dnia, aby pomóc dziecku usnąć. Tempo powinno byś wolne a  dźwięk niezbyt głośny.

Pewnie zastanawiasz się jaki rodzaj muzyki jest najlepszy dla Twojego dziecka?
Kieruj się własnymi preferencjami. Jeśli lubisz muzykę klasyczną a Twoje dziecko wydaje się być tego samego zdania słuchajcie jej razem. Puszczaj swoje ulubione piosenki, bez względu na to, czy są dobre, czy nie. Każda muzyka jest dobra. Jeśli już, to unikaj głośnego rocka czy rapu. Badania Dr Pratt na zwierzętach wykazały, że chaotyczne, niezgodnie brzmiące dźwięki niszczą struktury mózgu. Nawet rośliny wydają się źle znosić taką muzykę ( Dr Pratt twierdzi, że bluszcz lepiej rośnie na domu, w którym rozbrzmiewa muzyka klasyczna niż na domu ogarniętym hard rockiem). Jeśli wybierasz więc muzykę dla dziecka, znajdź pogodną i prostą.
 
Nie ma jeszcze wielu dowodów na to, że muzyka wpływa na bystrość umysłu dzieci. Niektórzy naukowcy utrzymują, że dzieci  pobierające naukę gry na instrumencie mają lepsze wyniki w matematyce, ale badania dotyczyły starszych dzieci. Na przykład dowiedziono, że lekcje gry na fortepianie mogą wspomóc rozwój myślenia przestrzennego (rozumienie przestrzeni trójwymiarowej).
 
Inne badania dowodzą, że u starszych dzieci muzyka poprawia sprawność umysłu. W grupie badanych dzieci, które przez 6 lat pobierały lekcje muzyki lepiej czytały, pisały, potrafiły zapamiętać więcej słów i wykazywały zdolności matematyczne.

Dzieci mogą rozpoczynać edukację muzyczną już w wieku 3 lat, kiedy to mózg dojrzewa do tej nauki. Badania na Uniwersytecie w Kalifornii sugerują, że pobieranie lekcji muzyki przez dzieci w wieku lat trzech zwiększa ich potencjał umysłowy. Jednak dla  dziecka, które nie potrafi usiedzieć spokojnie pięciu minut, nauka gry na instrumencie może okazać się niepotrzebnym  obciążeniem.
 
Jeśli więc Twój maluch nie jest jeszcze na to gotowy, możesz  skupić się na wykształceniu jego wrażliwości na muzykę, rytm i wyrażanie siebie. Poprzez poznanie jak brzmią różne instrumenty, oraz jak muzyka wpływa na uczucia, dziecko może docenić muzykę znacznie bardziej, niż podczas ćwiczenia gam. Twoje dziecko może się doskonale bawić uderzając w bębenek, klawisze pianina, czy cymbałki. Ale traktuj to tylko jako zabawę adekwatną do wieku i pamiętaj, że dopóki dziecko nie osiągnie wieku 3 lat, nie odnosi większych korzyści z gry na instrumencie.

Pozwól, aby muzyka była integralną częścią życia Twojego dziecka, ale nie wychowuj geniusza.

Nie musi komponować symfonii w wieku lat 8. Wystarczy, że będzie potrafił czerpać przyjemność z wysłuchania jej. Twoim celem powinno być rozwinięcie wrażliwości muzycznej dziecka a nie wychowanie kolejnego Mozart’a. Tu chodzi o dobrą zabawę i poznanie nowych dźwięków i rytmów. Jeśli dziecko wyraźnie się ożywia przy konkretnej muzyce idź za jego upodobaniami. Możesz obudzić w nim miłość do muzyki, która trwa całe życie.

Dr Pratt  radzi, aby zamiast telewizji uczynić radio, magnetofon lub instrument muzyczny najważniejszym elementem domu. Zachęcaj więc do grania na instrumencie, ale nie zmuszaj. To jak mieć piękny obraz w domu. Dziecko nie musi patrzeć na niego każdego dnia, ale zawsze gdy przyjdzie mu ochota, może nacieszyć się jego widokiem.
 
Dorota Wilczyńska

Źródło: www.babycenter.com  (David Geller)
6.  Abrams, R.M., Griffiths, K., & Huang, X. et al. (1998). Music Perception

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #62 dnia: Listopad 12, 2007, 03:59:22 pm »
Dziecko powinno słuchać Mozarta

Muzyka rozwija inteligencję, zdolności matematyczne, ułatwia naukę języków obcych.

Bawiąc się z dzieckiem, w bardzo prosty sposób nauczysz je śpiewać, grać na najróżniejszych przedmiotach, uwrażliwisz na muzykę i rozwiniesz wyobraźnię. Zacznij... jak najwcześniej.

W brzuszku mamy

Maluch może słuchać muzyki jeszcze przed narodzeniem. Już od szóstego miesiąca życia płodowego ma tak rozwinięty słuch, że potrafi odróżnić dźwięki, a potem także rozpoznawać melodie. Jedne lubi bardziej (przy nich się uspokaja), inne wyraźnie go denerwują (wierci się wówczas i kopie).

Maleństwa preferują muzykę spokojną, łagodną, klarowną. Może to być klasyka, a także np. jazz, country czy piosenki śpiewane przez mamę. Naukowcy potwierdzają, że noworodek pamięta utwory, których ona słuchała, będąc w ciąży. Łatwiej się przy nich uspokaja i szybciej zasypia.

Meloman od kołyski

Już niemowlak może słuchać płyt z muzyką klasyczną – najlepiej jeśli będą to utwory krótkie, pogodne, np. walce, mazurki Chopina, wczesne symfonie Mozarta, koncerty Bacha i Vivaldiego. Muzyka powinna grać cicho, być w tle, tak by maluszek mógł się przy niej swobodnie bawić, jeść, zasypiać. Warto też dobrze dobierać utwory, np. po obudzeniu malec może posłuchać "Wiosny" z "Czterech pór roku" Vivaldiego, a przy zabawie – "Marsza tureckiego" Mozarta.

Tańczę, śpiewam, gram

Dobrze jest także dziecku jak najwięcej śpiewać, nie szukając do tego specjalnych okazji. Można to robić po przebudzeniu się, przy zmianie pieluszki, myciu, ubieraniu. Maluch, który słucha piosenek, szybko się ich uczy. Gdy zacznie wypowiadać pierwsze słowa, zdziwisz się, że będzie też razem z Tobą śpiewać! Równie łatwo dziecko uczy się tańca. Ledwie nauczy się chodzić, z radością porusza się w takt muzyki, tańczy i podryguje. Każdy występ nagradzaj oklaskami.

Maluchy uwielbiają także muzykować. Ich pierwsze instrumenty są bardzo proste. Zwykle dziecko samo odnajduje je... w kuchni. Któraż mama nie zna grania na przykrywkach czy garnkach? Zamiast zatykać sobie wówczas uszy, można zaproponować zabawę w orkiestrę. Talerze, garnki, przykrywki to przecież znakomite instrumenty perkusyjne! Gdy śpiewacie piosenkę, wspólnie wystukujcie jej rytm.

Przedszkolna edukacja
Czterolatka można już uczyć świadomego odbioru muzyki: warto chodzić z nim na koncerty dla dzieci, wspólnie słuchać muzyki z kaset, a potem na ten temat rozmawiać, np. pytając, czy muzyka była wesoła, czy smutna, wolna czy szybka. Można też zaproponować, by ją narysował (np. szybką jak lecący samolot, wolną jak pełznący ślimak, radosną jak tańczące dzieci, smutną jak płaczący chłopiec). Dziecko przekona się, że może w ten sposób wyrazić swój nastrój.
Jeśli lubi śpiewać, tańczyć i wykazuje ogólne zainteresowanie muzyką, warto zapisać je na zajęcia do muzycznego przedszkola (działają one przy podstawowych szkołach muzycznych lub tzw. pierwszego stopnia) albo na zajęcia z rytmiki w przedszkolu, domu kultury, osiedlowym klubie. Uzdolniony pięcio-, sześciolatek może już uczyć się gry na prawdziwym instrumencie – fortepianie, skrzypcach czy flecie. Taka nauka musi jednak być prowadzona w formie zabawy i przez fachowca, by maluch nie zniechęcił się do grania i od początku robił to dobrze.


Najlepsza terapia?

Muzyka działa na podświadomość, dlatego często jest wykorzystywana w leczeniu dzieci mających problemy emocjonalne. Dla maluchów bardzo ważne jest nie tylko słuchanie utworów (uspokajających i wyciszających), ale również aktywne muzykowanie. Dzięki temu dziecko może wyrazić własne przeżycia i emocje, uwolnić się od napięć.

Piotr Czajkowski – muzyka o klasycznej harmonii, pobudza wyobraźnię
Dziadek do orzechów.

Edvard Grieg – muzyka ilustracyjna, pogodna, nastrojowa, rozwija wyobraźnię dziecka; utwory są krótkie
Peer Gynt, zwłaszcza część W grocie króla Gór.

W.A. Mozart – muzyka pogodna, o przejrzystej strukturze i konstrukcji, uspokaja, wycisza, łagodzi emocje
– Symfonia nr 40, 41.

Fryderyk Chopin – utwory krótkie, formy taneczne, są pogodne i radosne, wprowadzają dziecko w dobry nastrój
– Walce.

G.F. Heandel – muzyka nastrojowa, uroczysta, pogodna; poprawia nastrój, mobilizuje do aktywności
– Muzyka na wodzie, Muzyka ogni sztucznych.


Baw się razem z nami!

Kształtowanie słuchu

- Dotykowe zgadywanki. Włóż do torby kilka przedmiotów, np. klucze, elektryczną szczotkę do zębów, pudełko po zapałkach, szeleszczący papier, folię. Namów malca, by zamknął oczy i na podstawie dźwięku odgadywał, jaki przedmiot wyjmujesz z torby. To zabawa dla dzieci od trzeciego roku życia.

- Słuchanie ciszy. Poproś dziecko, by zamknęło oczy i opowiadało Ci, co słyszy (np. gotującą się wodę, samochody, tramwaje). Od czwartego roku życia.

Nauka śpiewania

- Śpiewanie słów. Słowa, które maluch potrafi już powiedzieć: np. "mama", "tata", staraj się śpiewać. Moduluj swój głos, mówiąc maluszkowi, że śpiewamy jak ptaszki (wysoko) lub jak niedźwiedzie (nisko). To zabawa dla dzieci od drugiego roku życia.

- Klaskanie i tupanie. Śpiewając Wasze ulubione piosenki, wyklaskujcie i wytupujcie ich rytm. To zabawa dla dzieci od trzeciego roku życia.

- Małe przedstawienie. Inscenizujcie piosenki: np. przy "Stary niedźwiedź mocno śpi" bawcie się w niedźwiedzie, przy "My jesteśmy krasnoludki" skaczcie i pokazujcie Wasze domki, a przy "Idzie niebo ciemną nocą" zamieńcie się w pisklątka, które zasypiają w gniazdku. To zabawa dla dzieci od trzeciego roku życia.

Nauka grania

- Pierwsze instrumenty. Pudełeczka po jogurtach lub puszki po napojach wypełnij fasolą, grochem, piaskiem. Mogą to być wspaniałe grzechotki malca. Pustą ceramiczną doniczkę odwróć do góry dnem, przewlekając przez nią sznurek. Powstanie w ten sposób dzwon.
Możecie też ustawić obok siebie kilka butelek, wlewając trochę wody. Grajcie także na butelkach częściowo wypełnionych piaskiem. Niech taka domowa orkiestra uświetni np. przyjęcie urodzinowe dziecka. Możesz też udawać dyrygenta i pokazywać maluszkowi, jak szybko ma śpiewać i wystukiwać rytm piosenki. To zabawa dla dzieci od czwartego roku życia.

Katarzyna Pinkosz
Konsultacja: Marta Antoszewska, pedagog muzyk

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #63 dnia: Listopad 12, 2007, 10:42:56 pm »
Muzyka jest jak lek

Michał Stangret
 
Muzykoterapia w polskiej służbie zdrowia to coraz częstsza metoda leczenia i profilaktyki. Szczególnie dobrze wpływa na dzieci

 Barbara Stańczyk, mama ośmioletniego Marcina cierpiącego na nadpobudliwość z podejrzeniem ADHD, dostała od psychologa z Poradni Psychologicznej zalecenie, by codziennie rano w czasie śniadania włączać synowi płytę z muzyką Roberta Schumanna. Specjalne ćwiczenia relaksacyjne w rytm bossa novy - z polecenia lekarza - wykonuje codziennie Anna Budziszewska z Łodzi, która jest w siódmym miesiącu ciąży i najprawdopodobniej zdecyduje się na poród przy muzyce. Z kolei Grzegorz Wieczorek, przedsiębiorca z Warszawy, gdy poszedł do specjalisty ze swoimi nerwobólami i często pojawiającym się kołataniem serca, jako jedno z zaleceń usłyszał: - Proszę nabyć płytę Smolika i słuchać jej w samochodzie zamiast wiadomości. Zalecenia wdrożył, a kołatanie zniknęło.

Kiedyś zalecenie słuchania muzyki z ust lekarza było nie do pomyślenia, jednak dziś leczenie muzyką staje się coraz powszechniejsze. Za pomocą dźwięków uznani specjaliści leczą najcięższe depresje, wypadanie włosów czy - przy użyciu dźwięków wytwarzanych przez specjalne tzw. misy tybetańskie - nawet choroby nowotworowe.

- Lansuje się nawet tezę, że za pomocą dawnych niemieckich pieśni biesiadnych można wręcz leczyć z alkoholizmu. Choć akurat takie podejście jest mi obce, to jednak trzeba przyznać, że rola muzyki w terapii i profilaktyce staje się coraz większa także u nas - mówi dr Maciej Kierył, prekursor muzykoterapii w Polsce.

Gdy ponad 30 lat temu ten 68-letni dziś anestezjolog puszczał muzykę chorym na sali operacyjnej w szpitalu w Międzylesiu, wielu pukało się w głowę. - To było traktowane jako ciekawostka. Mówili, że jestem melomanem, nudzi mi się, więc przynoszę muzykę do szpitala - opowiada. Jednak dzięki muzyce organizm chorych lepiej znosił zabiegi, potem ich rehabilitacja przebiegała szybciej. To zaczęło przekonywać kolejnych niedowiarków. Szpitale zaczęły zatrudniać muzykoterapeutów, a dziś ich usługi są już w ofercie większości lecznic.

Jednak muzykoterapia i muzykoprofilaktyka najlepiej sprawdzają się jako uzupełnienie w leczeniu farmakologicznym i terapeutucznym najmłodszych dzieci. - Czasami ciężko jest wytłumaczyć dziecku, które słucha Tedego i Pei, że ćwiczenia oddechowe lepiej wykonywać przy "Marzeniu" Schumanna. I ja muszę uszanować tego Tedego, bo może się przecież zdarzyć, że dla młodego człowieka słuchanie muzyki poważnej może być męczarnią - opowiada. Wśród utworów, które najczęściej stosuje w leczeniu, wymienia "Sicilianę" Bacha, "Melodię" Glucka, a także trzy utwory Schumanna: "Marzenie", "Wieczorem", "Kołysanka opus 124".


Źródło: Metro 12.11.2007r.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #64 dnia: Listopad 12, 2007, 11:21:18 pm »
a ja zdobyłam  :D

MUZYCZNA AKADEMIA ROZWOJU - Mozart




01. Piano Sonata K.311 - Alla Turca
02. Symphony No.40 - Moto allegro
03. Eine kleine Nachtmusic - I Allegro
04. Symphony No.25 - Allegro con brio
05. Le nozze di Figaro - Overture
06. Violin Concerto No.5 - III Rondeau
07. Das Butterbrot
08. Piano Concerto No.21 in C major - II Andante
09. Concerto for Flute & Harp - Andantino
10. Clarinet Quintet - II Larghetto
11. Die Zauberflote - Duetto Pa-pa-pa-pa
12. Die Zauberflote - Der Holle Rache
13. Le nozze di Figaro - Voi che sapete
14. Le nozze di Figaro - Porgi amor
15. Don Giovanni - La ci darem la mano

Bardzo przyjemnie słucha się -dziś nawet bezproblemowo poszło mycie główki w kabinie przy tej muzyce.
Coś w tym jest, choć różne dzieci mogą różnie reagować na dane utwory.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #65 dnia: Styczeń 08, 2008, 09:07:45 pm »
Seria Muzyczna Akademia Rozwoju
- płyty z muzyką poważną z myślą o dzieciach dołączane były do gazety "Dziennik" (a może wciąż jeszcze trwa ta seria? nie wiem).

W serii ukazały się:
Mozart, Bach, Vivaldi, Chopin, Strauss, Beethoven oraz "Mistrzowie klasyki"


Muzyczna Akademia Rozwoju
Dziennik, wydawca: Axel Springer

Cytuj

Muzyczna Akademia rozwoju DZIENNIKA. Składają się na nie trzy płyty z muzyką klasyczną: Mozarta, Bacha i Vivaldiego, które wg opinii niektórych psychologów pobudzają rozwój intelektualny dziecka, ułatwiają koncentracje , rozwijają kreatywność. W psychologii efekt ten nazywany jest EFEKTEM MOZARTA


Jakby ktoś potrzebował, to można zamówić tutaj

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #66 dnia: Styczeń 08, 2008, 10:18:09 pm »
Muzykofilia doktora Sacksa
 
Opisuje, co jest w stanie wyprawiać w naszym mózgu muzyka. Sam miał halucynacje, że słyszy mazurki Chopina

Jak można żyć, nie poddając się czemuś tak tajemniczemu, czarownemu, wyzbytemu lęku jak muzyka? - pyta Oliver Sacks, wybitny neurolog i pisarz w swojej najnowszej książce "Musicophilia"

Na spotkaniach opowiada o postaciach, które zaludniają jego książki. Wyciąga kartki z korespondencją od nich.

Tony Cicoria miał 42 lata, kiedy uderzył w niego piorun i stanęło mu serce. Odratowany ze śmierci klinicznej wrócił do swojej pracy chirurga ortopedy. Minęło półtora miesiąca i poczuł, że musi teraz, natychmiast usłyszeć dźwięk pianina. Zachwycił się Chopinem, zakupił pianino, wziął lekcje gry. Dotychczas fan muzyki rockowej - po wypadku uznał, że nie ma nic istotniejszego na świecie niż muzyka klasyczna. Zaczął komponować. Słyszał muzykę dobiegającą go z samego środka siebie, musiał ją tylko zapisać. Uważa, że przeżył, by doznać muzyki. To była reinkarnacja, po której stał się inną osobą, muzycznie, emocjonalnie, duchowo. Zatrzymanie serca i ustanie funkcji organizmu - stwierdza Oliver Sacks - musiało doprowadzić do reorganizacji struktur mózgowych i wyzwolić nadaktywność płatów czołowych odpowiedzialnych za powiązanie naszych emocji z muzyką.

Gdy Oliver Sacks, wybitny neurolog i wybitny pisarz zarazem, miał w Nowym Jorku jesienią ubiegłego roku kilka spotkań autorskich wokół swojej najnowszej książki "Musicophilia. The Tales of Music and the Brain" (Alfred Knopf, New York 2007), pół godziny przed rozpoczęciem wszystkie siedzące miejsca były zajęte i kilkaset osób stało, żeby go posłuchać.

- Każdy człowiek od dziecka - opowiadał w księgarni Barnes & Noble na Manhattanie - ma naturalną, spontaniczną potrzebę reagowania na muzykę. Świadczy o tym najpełniej nieprzebrana liczba osób rozsianych po całym świecie, które fałszują, a mają potrzebę śpiewania. Jak wieloletni kantor w synagodze na City Island, do której zwykłem chodzić, choć nie jestem osobą religijną. Nasz mózg pozwala na postrzeganie muzyki, jej tonów i interwałów, jej brzmienia, harmonii i rytmu, na integrowanie tych wszystkich elementów i jeszcze łączenie z nimi silnych emocji. Gatunek ludzki jest w tym unikalny. Ten zachwycający mechanizm może jednak łatwo ulec mniejszym lub większym uszkodzeniom.

"Musicophilia" to opowieść o ludziach, których neurologiczna kondycja w sposób specjalny uczula na muzykę. Staje się ich nadzieją, jak w przypadku pacjentów dotkniętych demencją, którzy poprzez muzykę są w stanie choćby na chwilę nawiązać jakiś kontakt z zewnętrznym światem. Staje się ich przekleństwem, jak to się zdarza chorym, którzy na jakiś określony rodzaj muzyki reagują atakami epilepsji.

Krzyżyk na karierze

Nie sposób zamówić u niego wizyty - Sacks nie leczy prywatnie.

Spotyka się nieodpłatnie z pacjentami, którzy go zainteresowali. Ma dziesiątki rozsianych po całym świecie "pacjentów korespondencyjnych". Tysiące ludzi przysyłają mu opisy swoich neurologicznych objawów. Można się z nim kontaktować przez jego stronę internetową www.oliversacks.com.

Gdy przyjął w tym roku posadę na uniwersytecie Columbia, "New York Times" pisał o tym na pierwszej stronie. Transfery znanych profesorów z jednego głośnego uniwersytetu na inny z reguły trafiają na strony "NYT", ale ta wiadomość utrzymywała się jeszcze następne dni wśród dziesięciu najczęściej czytanych tekstów w internecie. Zostało dla niego stworzone specjalne stanowisko "Columbia artist": nie jest związany z żadnym wydziałem i może uczyć, czego chce - neurologii na wydziale medycyny czy twórczego pisania na dziennikarstwie.

Do sławy Sacksa przyczyniły się nie tylko jego książki, ale też zrobione na ich podstawie filmy i spektakle. Jego "Przebudzenia" zostały przełożone na film pod tym samym tytułem, gdzie w dr. Sacksa wcielił się Robin Williams, a na kanwie książki Harold Pinter napisał sztukę "W lodach jakiejś Alaski".

Zbiór esejów Sacksa o ludziach z rozmaitymi uszkodzeniami neurologicznymi "Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem" (w samych Stanach sprzedało się ponad milion egzemplarzy) stał się inspiracją dla filmu Petera Greenawaya "Opera neurologiczna" oraz dla spektaklu Petera Brooka ("The Man Who"). "Sacks - pisał Brook w programie do spektaklu - jest romantycznym neurologiem, którego najbardziej podstawowym narzędziem klinicznym jest jego własne serce. Przypomina mi innego lekarza, Antoniego Czechowa, który śledził niedole i dziwactwa ludzkiej duszy z podobną troską i współodczuwaniem".

Przywiązujemy się natychmiast do jego bohaterów, na których spogląda z empatią, wrażliwością i zachwytem nad tym, jakie niesamowite możliwości kryją się w ludziach uznawanych powszechnie za upośledzonych. Opisy tików, wykrzywień, niedowładów, stuporu to tylko tło, na którym jeszcze wyraźniej widać ich dzielność, a także niezwykłość i bogactwo ich znękanych umysłów.

Odwiedziłam kiedyś Sacksa w stanowym szpitalu Beth Abraham na nowojorskim Bronksie, gdzie praktykował przez większość swego życia. Chodziłam po zatłoczonych salach i korytarzach pełnych zniedołężniałych starych ludzi. Wtedy dopiero uzmysłowiłam sobie, jak trudno było w nich dostrzec coś więcej poza chorobą, cierpieniem i starością, i sprawić, że my także możemy spojrzeć na nich czułym wzrokiem.

Gdy Sacks trafił do Beth Abraham w połowie lat 60., było tam dużo gorzej niż teraz, kiedy działają uruchomione przez niego dziesiątki pomieszczeń do terapii ruchowej i muzycznej. Szpital był przepełniony chronicznie chorymi pacjentami leżącymi cały dzień w łóżkach.

- Moi szefowie i koledzy postawili na mnie krzyżyk - opowiadał Sacks podczas mojej wizyty w szpitalu. - A wszystko dlatego, że źle sobie radziłem z badaniami laboratoryjnymi, cały czas coś tłukłem albo gubiłem. Wyrzucili mnie z pracowni i skierowali do pracy z pacjentami, z którymi nikt nie chciał mieć do czynienia. Uznano, że szpital dla chroników to miejsce, gdzie najmniej mogę zaszkodzić. Taka praca oznaczała brak szans na uznanie środowiska i koniec perspektyw zawodowych.

IQ 60 i cudowna wrażliwość

To tam, w szpitalu Beth Abraham, odkrył, ile może znaczyć muzyka. Zetknął się z opisanymi później w "Przebudzeniach", już nielicznymi pozostającymi przy życiu ofiarami epidemii grypy, która w latach 1916-1927 zdziesiątkowała ludność Europy. Wraz z rodzinami przemierzyli ocean (nic o tym nie wiedząc). Skamieniali w bezruchu od kilkudziesięciu lat wydawali się fantomami, bez żadnej łączności ze światem. Sacks odkrył, że gdy puszcza muzykę ich młodości, potrafią tańczyć i śpiewać, by zastygnąć znów, gdy tylko płyta się kończy.

W czasach, gdy praktykował w szpitalu, sala muzykoterapii była jego ulubionym miejscem. Nagrał stamtąd kasetę rozsyłaną jako materiał instruktażowy. Analizując przeszłość każdego pacjenta, muzykoterapeuta próbuje odnaleźć melodie, które mogły mu kiedyś być bliskie, i za ich pośrednictwem nawiązać z nim kontakt.

W "Musicophilii" Sacks opisuje pacjentów z alzheimerem, którzy pamiętają bezbłędnie całe teksty piosenek, czy też ludzi z afazją, zaburzeniem odcinającym chorego od mowy, którzy nie są w stanie wypowiedzieć najprostszego słowa, a pod wpływem muzyki są w stanie "wyśpiewać" jakiś wyraz. Jak starszy mężczyzna z degeneracją płatów skroniowych widoczną w postaci głębokiej afazji, który był w stanie zasiąść przy pianinie i po wygraniu kilku nut wyrecytować ustęp z Tory.

Sacks cytuje list syna o ojcu, który nie rozpoznaje nikogo ze swoich bliskich, ale gdy słucha muzyki z koncertów, na których bywał, jest w stanie doskonale akompaniować na pianinie (choć nie umiałby powiedzieć, czego słucha). Zagubił swoją biografię, ale procedury i umiejętności pozostały - komentuje pisarz. Opisuje muzykologa z amnezją, która czyni go niezdolnym do zapamiętania czegokolwiek, co zdarzyło się minutę wcześniej, jednak potrafi perfekcyjnie zagrać fugi Bacha. Muzyka, twierdzi Sacks, niczym kardiologiczny by-pass przedostaje się przez uszkodzone fragmenty mózgu, torując przejście do innych obszarów, do których inaczej nie byłoby dostępu.


Fascynują go pacjenci z pewnym rodzajem demencji, którzy wraz z zatraceniem możliwości abstrakcji i posługiwania się mową zyskują nagły napływ muzycznych talentów. Opisuje, jak ataki epilepsji, które dotykają płatów czołowych, wyzwalają nie tylko mistyczne i religijne uniesienia, ale też muzyczne pasje. Z zachwytem przypatruje się, jak chorzy z zespołem Williamsa, których IQ nie przekracza 60, są cudownie wrażliwi na muzykę.

Halucynacje z Chopinem

Znany psychoanalityk popadł w całkowitą bezsenność, słuchając nocą śpiewu rabina dobiegającego z jesziwy, której próżno szukać w jego okolicach. Amerykański Żyd, który wyemigrował przed wojną z Niemiec, w wieku lat 75 zaczął mieć halucynacje - słyszał hitlerowskie marsze z lat 30. na ulicach Hamburga. Sam Sacks w jakimś momencie swego życia miał halucynacje, że słyszał mazurki Chopina.

Te i inne przykłady halucynacji muzycznych znajdujemy w "Musicophilii". Często są niewinne, ot, jakaś melodia przyplątuje się nam do głowy, ale też bywają tak głośne, tak intensywne, że uniemożliwiają pracę i normalne życie.

- Dzięki listom, które dostaję - opowiadał na spotkaniu - zdałem sobie sprawę, że muzyczne halucynacje są dużo bardziej powszechne, niż się nam może wydawać. Ludzie wstydzą się o tym mówić, ponieważ halucynacje uznaje się za oznakę psychozy. Co nie jest prawdą w wypadku halucynacji muzycznych. Większość tych, która je przeżywa, ma dość zaawansowaną głuchotę. Mózg nie dostaje wystarczających impulsów i sam się stymuluje. Ciekawe, że tylko muzyką, a nie słowami ani hałasem. Ci, którzy przeżywają te halucynacje, mają wrażenie, że słyszą muzykę dobiegającą gdzieś z oddali, szukają radia, żeby je ściszyć, zamykają okno. Na początku wywołuje to niepokój, że mózg ma własne triki, jest poza kontrolą, ale często muzyka wewnętrzna staje się ważnym towarzyszem życia. Sacks wiele razy wraca do tego, jak wokół jakiegoś deficytu (głuchota, upośledzenie) człowiek buduje całą swoją tożsamość. Taki jest przypadek młodego człowieka z zespołem Tourette'a - objawiającym się gwałtownymi ruchami, tikami, grymasami, wydawaniem niekontrolowanych, najdziwniejszych odgłosów i przekleństw - któremu choroba pozwoliła zostać wybitnym perkusistą.

- Zafascynowany jestem tym, jakie tkwią w nas możliwości kompensacji - opowiadał na spotkaniu. - Miałem kolegę z Norwegii, który po wypadku stracił w dużej mierze słuch i muzyka stała się dla niego płaska, jednowymiarowa, miał też kłopoty z lokowaniem, skąd pochodzi dźwięk. Odczuwał to jako bolesną stratę. Własną pracą - ćwiczeniami nad wyobrażaniem sobie muzyki - odzyskał możliwość słyszenia stereo i wrażliwość emocjonalną na muzykę. Zapewne po uszkodzeniu, jakie miał w lewych płatach mózgu, prawa strona przejęła niecodzienną dla siebie funkcję słuchania i analizowania muzyki.

W "Musicophilii" opisuje też przypadek kompozytorki, która ogłuchła. Wydobyła się z depresji, z życia w świecie bez dźwięków, gdy nauczyła się w wyobraźni odtwarzać sobie całe partie muzyczne. Doprowadziła to do takiej perfekcji, że mogła dalej koncertować.

Efekt Mozarta

Sacks opisuje, co jest w stanie wyprawiać nasz mózg, by zagrodzić nam drogę do słuchania muzyki i do śpiewania. Można świetnie słyszeć słowa, a nie być w stanie usłyszeć muzyki. Prowadził korespondencję z kobietą, dla której muzyka była męczącym niezrozumiałym hałasem. Pochodziła z muzykalnej rodziny i jej niechęć do zasiadania przy pianinie traktowano w młodości jako przejaw buntu wobec matki. Gdy już jako starsza pani przeczytała tekst w "New York Timesie" o przypadłościach związanych z neurologicznym brakiem koncepcji muzyki, zrobiła sobie badania. Wynikło z nich, że ona naprawdę nie może muzyki odczuwać. Brakuje jej koniecznych do tego połączeń neuronalnych w czołowych płatach mózgu. Przez całe życie czuła się zobowiązana do chodzenia na koncerty. Poczuła prawdziwą ulgę, że wreszcie może przestać.

Można być głuchym na harmonię dźwięków. Taki był przypadek utalentowanej kompozytorki, która po wypadku samochodowym słyszała orkiestrę jak intensywne przekrzykujące się dźwięki, niczym w kłótni.

Ale pisane nam mogą być też nadmiary. Jak absolutny słuch. Pewien profesor muzyki w Harvardzie słyszał, że jego ojciec pociąga nosem w tonacji G, wiatr mu szumiał w tonacji D, a stary zegar ścienny uderzał w b-moll.

- Na podstawie skanu mózgu - opowiadał Sacks na spotkaniu - nie sposób powiedzieć, czy mamy do czynienia z mózgiem poety, malarza czy matematyka. Ale możemy rozpoznać mózg muzyka. Corpus callosum, czyli spoidło, które łączy obie półkule, jest bardziej rozbudowane. A ci, którzy mają słuch absolutny, cechują się asymetrycznym rozszerzeniem kory słuchowej. Intensywny muzyczny trening w młodości powoduje zmiany w korze mózgowej, które widać u dzieci już po roku grania na wiolonczeli. Stąd tzw. efekt Mozarta - im genialne dziecko gra więcej, tym bardziej staje się genialne.

Słuch absolutny

W "Musicophilii" Sacks sypie jak z rękawa rozlicznymi przykładami muzycznych anomalii wśród znanych osób.

Można mieć dobry słuch muzyczny poza jednym - być głuchym na rytm. Che Guevara był w stanie tańczyć mambo, gdy orkiestra przygrywała do tanga.

Jak to możliwe, zastanawia się Sacks, że genialni bracia James: pisarz Henry i psycholog William, byli głusi na muzykę? Nigdy nie zawitała na stronach prozy Henry Jamesa i została raz zaledwie wspomniana w liczącym 1400 stron dziele o podstawach psychologii Williama Jamesa. Może byli wychowani w domu bez muzyki? A Nabokov, który pisał, że muzyka to dla niego seria przykrych dźwięków? Czy mogło tak rzeczywiście być, czy chciał sprowokować czytelników? (Sacks opisuje swoich pacjentów z nieodmienną empatią. To, co wydaje się przekraczać granice jego możliwości poznawczych, to zrozumienie ludzi, którzy nie są wrażliwi na muzykę. To ich tak naprawdę uważa Sacks za osoby upośledzone, a nie swoich umuzykalnionych pacjentów z alzheimerem).

Pisze o Freudzie, który w pełnym muzyki Wiedniu nigdy jej nie słuchał. Ledwo się dał od czasu do czasu zaciągnąć do opery, gdzie starał się odgrodzić od napływających do niego dźwięków przez skupianie się na konkretnych przypadkach pacjentów. Freud pisał, że jest niezdolny do czerpania przyjemności ze sztuki i muzyki być może dlatego, że racjonalistyczna, analityczna część jego umysłu buntuje się przeciw temu, by coś go poruszało bez rozumowej przyczyny.

Jak można żyć, nie poddając się czemuś tak tajemniczemu, czarownemu, wyzbytemu lęku jak muzyka? - pyta Sacks. Pisze, że był wstrząśnięty tym wyznaniem, i żywi nadzieję, że Freud chociaż jako chłopiec był w stanie czerpać z muzyki radość.

Pisarz Stefan Themerson, który pod koniec życia cierpiał na demencję, najpewniej alzheimera, miał jednego razu stwierdzić: "Straciłem moje zdolności umysłowe, ale mam się poza tym świetnie". Poza humorem pozostała mu zdolność śpiewu. Gdy śpiewał, był obecny w świecie rzeczywistym, by znów zapaść się w niebyt zapomnienia, gdy kończył. Zza objawów ludzi dotkniętych głębokimi upośledzeniami można dostrzeć - powtarza Sacks - ich pogodne usposobienie, poczucie humoru, wrażliwość na muzykę.

Pod koniec życia Maurice Ravel cierpiał na demencję i zatracił język słów i język muzyki. Ale czy jego słynne "Bolero" - zastanawia się Sacks - nie jest wynikiem wstępnej fazy choroby? Uporczywe powtarzanie dziesiątki razy tej samej muzycznej frazy, bez oddechu, bez rozwinięcia, mogłoby o tym świadczyć.


Sacks podaje dziesiątki nazwisk niewidomych muzyków jazzowych. Przypomina, że przez wieki istniała tradycja zatrudniania w kościele ślepego organisty. Tłumaczy, dlaczego niewidomi mają szczególne uzdolnienia muzyczne. Jedna trzecia naszej kory mózgowej zajęta jest przetwarzaniem tego, co widzimy. Gdy nie ma tej możliwości, nie następuje degeneracja tej części kory, tylko reorganizacja mózgu, i kora wzrokowa otwiera się na inne sensoryczne impulsy. Podczas gdy słuch absolutny ma jedna osoba na 10 000, w przypadku dzieci niewidomych ta proporcja jest zupełnie inna: jedno na dwoje dzieci od urodzenia niewidomych posiada słuch absolutny!

Migreny, wędzony łosoś i sława

Obiektem swoich neurologicznych obserwacji doktor Sacks czasami czyni samego siebie. Od dzieciństwa cierpiał na okrutne bóle głowy i to właśnie sprawiło, że swoją pierwszą książkę poświęcił migrenie. Jest - obok na przykład świętej Hildegardy, której wizje są według niego typowymi objawami poprzedzającymi atak bólu - jednym z jej bohaterów.

Sacks wychowany został w świecie muzyki. Ojciec grał na pianinie, on sam muzykował wraz z braćmi na flecie i na klarnecie. Kiedy miał pięć lat, na pytanie dorosłych, co najbardziej lubi, odpowiadał, że Bacha i wędzonego łososia. - Nie zmieniłem swoich gustów przez te wszystkie lata - mówi dziś.

W "Musicophilii" opisuje, jak po śmierci matki powrócił z Londynu, gdzie się wychował, do Nowego Jorku. Wszystko wydawało mu się martwe. Czuł się nakręconym mechanizmem, który wszelkie codzienne czynności wykonuje rutynowo. Nagle poczuł tchnienie życia, gdy, przechodząc ulicą, usłyszał Schuberta dochodzącego z czyjegoś mieszkania na parterze. Kilka dni później dowiedział się, że Schuberta grają akurat w Carnegie Hall. Bilety były wyprzedane, stał w kłębiącym się tłumie przed wejściem. Udało mu się zdobyć za sto dolarów, pokaźną sumę jak na kieszeń młodego lekarza w szpitalu stanowym, wymarzony bilet. Słuchał - i nic. Puste dźwięki.

Parafrazując przeczytane kiedyś zdanie, że sztuka nie jest narkotykiem, Sacks pisze, że tak właśnie jest z muzyką: nigdy nie mamy gwarancji, że zaaplikowana - zadziała. Spływa na nas, nie wiemy kiedy i jak, podobnie jak łaska.

Poznałam Olivera Sacksa 20 lat temu w Pelham pod Nowym Jorkiem, w domu naszych wspólnych przyjaciół - Joanny i Lawrence'a Weschlerów. Sprawiał wrażenie człowieka całkowicie pogrążonego we własnym świecie, chwilę posiedział z gośćmi bez nawiązania rozmowy i udał się na górę do pracowni gospodarza.

Był wtedy totalnym odludkiem, mieszkał w starym domu na City Island, oderwany od świata i ludzi. Opowiadano mi jak przed filmem "Przebudzenia" Robert De Niro, grający głównego bohatera Leonarda, przyszedł do niego na oddział. Dopiero kiedy pacjenci zareagowali entuzjastycznie, Sacksowi zaświtało w głowie, że to musi być ktoś znany.

Kiedy dziesięć lat temu udało mi się namówić Sacksa, by porozmawiał ze mną jako dziennikarką "Gazety", odwrócony do mnie tyłem opowiadał o swoich pacjentach, patrząc na ich zdjęcia. Jakby zamknięty w swoim i ich świecie. Szumiały trzy wiatraki, które - jak mi wyjaśnił - musi mieć na stałe włączone, bo jest mu za gorąco.

Tłumaczył, że to, co lubi najbardziej w życiu, to praca klinicysty, botanika, pływanie, czytanie słowników i słuchanie muzyki klasycznej. Jest osobą samotną i nie czuje się swobodnie wśród ludzi, przeraża go tłum. To zapewne jego ostre napady migreny w dzieciństwie wyalienowały go ze świata rówieśników.

Gdy poszłam na jego wieczór autorski promujący "Musicophilię", aż trudno mi było uwierzyć, że ten dowcipkujący showman to ten sam Sacks, którego widziałam przed laty. Z okazji objęcia posady wykładowcy na Columbii Sacks wyznał dziennikarzowi "New York Timesa", że przez całe życie miał zwyczaj izolować się od ludzi, a teraz to się zmieniło: uwielbia się spotykać i dzielić swoimi doświadczeniami. Wciąż trzeba się liczyć jednak z tym, że wyjdzie nagle z przyjęcia czy w trakcie rozmowy. I nawet sam tego nie zauważy.

Czy jest jakieś neurologiczne podłoże tych zmian? Jakieś nowe połączenia neuronów? Któraś z półkul mózgu wzmocniła się, usuwając tę drugą w cień i dodając mu animuszu? Czy stoi za tym jego olśniewający sukces pisarski, czy jakaś melodia?

Ufam, że kiedyś przeczytam książkę Olivera Sacksa o fascynującym neurologicznym przypadku, jakim jest jego osobowościowa przemiana.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Mulesia

  • Gość
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #67 dnia: Styczeń 08, 2008, 10:23:03 pm »
Czytałam książkę Oliwera Sacksa " Mężczyzna , który pomylił swoją żonę z kapeluszem ". Pasjonująca. Tym bardziej, że autor omawia przypadki ze swojej praktyki lekarskiej. Tytułowy mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem istniał naprawdę.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #68 dnia: Styczeń 08, 2008, 10:31:00 pm »
Właśnie, też przed chwilą czytałam ten artykuł i miałam go zamieścić, ale Ulka mnie ubiegła :)

Oliver Sacks jest neurologiem, a jego książki są naprawdę pasjonujące.
Podpisuję się pod Mulesią.

Polecam, chociaż to nie w temacie tego wątku:

"Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem"
- o różnych konsekwencjach zmian w mózgu

oraz (już mniej neurologicznie)
"Zobaczyć głos. Podróż do świata ciszy"
o problemach i świecie ludzi głuchych oraz znaczeniu języka migowego

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #69 dnia: Marzec 05, 2008, 11:40:17 am »
Podepnę to tu

Wszyscy jesteśmy muzykami

Powinniśmy porzucić przeświadczenie, że sztuka przeznaczona jest dla elit
Tak twierdzi amerykański specjalista od muzykoterapii Michael Taut. Każdy z nas jest urodzonym artystą, w każdym z nas gra muzyka. A rytmiczne dźwięki mają na organizm człowieka dobroczynny wpływ.


La Vanguardia: Atomy i komórki wydają jakieś dźwięki podczas ruchu?


Michael Taut: Muzyka to wibracje, a przecież wszystko wokół nas wibruje.

Czyli my też jesteśmy muzyką?

Muzyka to rodzaj języka zrozumiałego dla mózgu człowieka. To przejaw działalności ludzkiego umysłu, podobnie jak każdy inny rodzaj sztuki.

Ale zanim powstał ludzki mózg istniał już chociażby śpiew ptaków.

Oczywiście, i wieloryby też wydawały swoje odgłosy. Podobnie jak niektóre owady. Ich "mowa" to nic innego jak kod umożliwiający komunikację. Ale dla nas brzmi jak muzyka.

Czyli komunikacja poprzedziła sztukę?

Symboliczne myślenie to zarówno sztuka jak i komunikacja. W przypadku ludzi decyduje biologia: już roczne dziecko może być artystą. Od małego potrafimy śpiewać, malować… A potem, wysyłają nas do szkoły i ona nas ogranicza.

Jesteśmy zatem muzykami od urodzenia?

Tak, w przeciwnym razie nie słyszelibyśmy muzyki.

Od jak dawna ludzie tworzą muzykę?


Odnaleziono szczątki kościanego fletu, którego wiek ocenia się na 50 tys. lat.

Jak człowiek reaguje na dźwięki?

Muzyka wzbudza w nas emocje, pobudza nas do działania. Dzięki niej odczuwamy przyjemność, smutek… Dźwięki aktywują struktury mózgowe odpowiedzialne za układ motoryczny.

Dlatego tańczymy?


Tak. I właśnie dlatego muzyka może pomagać w leczeniu pewnych dolegliwości neuromotorycznych.

Na przykład jakich?

Tych spowodowanych przez zatory mózgu czy chorobę Parkinsona. Mam na myśli takie uszkodzenia neuronów powodujące widoczne zaburzenia ruchowe, spowolnienie lub asymetrię ruchów.

I muzyka pomaga chorym dojść do siebie?

Tak. Kody muzyczne stymulują w mózgu strefy motoryczne. Sam wymyśliłem ćwiczenia z użyciem melodii pomagające w koncentrowaniu uwagi, wzmacniające pamięć i zwiększające możliwości poznawcze.

Czy taka muzyka powinna być rytmiczna?

Tak, wartość terapeutyczną mają rytmiczmo-melodyjne schematy. Dzięki nim chorzy po wylewach, częściowo sparaliżowani, uczą się ponownie synchronizować swoje ruchy i odzyskują zdolność chodzenia.

Jakie mechanizmy fizjologiczne aktywuje muzyka?

Muzyka za pośrednictwem neuronów układu słuchowego pobudza neurony motoryczne. Dlatego zazwyczaj ćwiczymy w rytm muzyki. Muzyka zachęca nas do aktywności.

W jakich innych przypadkach muzyka może okazać się pomocna?

W leczeniu schizofrenii: wspomaga system poznawczy. W depresji: pomaga przeorganizować myśli i uczucia. W afazji (utracie mowy), a także u dzieci zacofanych w rozwoju mowy. To niesamowite: śpiewając dzieci potrafią z łatwością powiedzieć to, czego nie są zdolne wymówić w rozmowie. Ćwicząc z nimi śpiewanie pewnych melodii zbliżonych do modulacji mowy możemy pomóc im w nauce mówienia

Czy uraz czaszki może spowodować utratę mowy?

Owszem, czasem zdarza się to w wyniku wypadku samochodowego. Ćwiczenia muzyczne przyspieszają proces odbudowy połączeń neuronalnych.

Czy puszczanie muzyki osobom w śpiączce ma sens, czy może jest to absurdalny pomysł
?

W przypadku śpiączki nic nie jest absurdalne, ponieważ nie wiemy jakie informacje są odbierane przez mózg chorego.

Powinniśmy puszczać muzykę niemowlętom, czy nie ma to większego sensu?


Już w łonie matki dojrzewa układ słuchowy dziecka: płód słyszy. Ludzki mózg jest zdolny odbierać każdy rodzaj muzyki.

A więc Beethoven, Bach czy Mozart?


Cha, cha, cha... Każdy rodzaj muzyki jest dobry. Ale coś takiego jak efekt Mozarta nie istnieje. Mówiono kiedyś, że jeśli dziecko słucha pewnych utworów Mozarta, będzie w przyszłości bardziej inteligentne. Udowodniliśmy, że tak nie jest. Ale oczywiście muzyka i sztuka stymulują układ nerwowy dziecka.

Sam pan powiedział, że jesteśmy urodzonymi artystami.


Tak. Istnieje tendencja, aby sztukę traktować jako wyłączną domenę ludzi zamożnych. To nieporozumienie. Sztuka to zabawa, powinna służyć wszystkim.

A pan "bawi się" w sztukę?


Jestem skrzypkiem w zespole Folk Chamber Ensemble. Gram muzykę folk i kameralną kiedy tylko mogę.

Kto jest pańskim ulubionym kompozytorem?


Bach. To fenomen: co poniedziałek pisał kolejną mszę na następną niedzielę. I wszystkie są znakomite, genialne! Nikt nie dorównał mu ani pod względem ilości, ani w jakości.

Ciekawe jaki wyglądał jego mózg.


Fascynujące byłoby przestudiowanie pracy jego mózgu w momencie pełnej aktywności. Obserwowanie powiązań neuronów na skanerze czy tomografie…

Który utwór Bacha lubi pan najbardziej?


Mszę b-moll. Kiedy jej słucham doznaję niezwykłej przyjemności. Jestem synestetykiem. Słuchając muzyki doznaję trójwymiarowych wrażeń. Synestezja polega na tym, że stymulowanie jednego ze zmysłów pobudza doznania pozostałych zmysłów.

Czy muzykę można także stosować jako afrodyzjak?

Muzyka wyzwala w człowieku emocje i łączy je z innymi przeżyciami. Ale u każdego z nas ten proces przebiega inaczej.

A czy to prawda, że muzyka dobrze wpływa na mleczność krów?

Tak, to akurat zostało udowodnione. Jeśli krowy słuchają muzyki poważnej, dają więcej mleka. Ale rock nie ma już na nie takiego wpływu.


onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #70 dnia: Maj 18, 2008, 02:21:29 am »
Muzyka i ruch to jedno



Daniel Levitin, profesor z McGill University, zwany często rockandrollowym doktorem, bada wpływ muzyki na mózg.

Współpracował z wieloma znanymi postaciami ze "świata nut", m.in. Stevie Wonderem. W ramach swojego najnowszego studium odkrył powiązania pomiędzy rozwojem ludzkości jako gatunku a ewolucją samej muzyki.

Zaskoczyło go zarówno to, jakie obszary mózgu ulegają aktywacji, jak i natura pobudzenia. Uczy nas to czegoś o historii ewolucyjnej mózgu i historii ewolucyjnej muzyki.

Brzmi dość niedorzecznie, ale zauważyliśmy, że kiedy słucha się muzyki wewnątrz skanera, rozświetla się rejon mózgu, który normalnie odpowiada za przytupywanie stopami i klaskanie dłońmi... Jednym słowem część kory motorycznej uaktywnia się nawet wtedy, gdy ty leżysz całkowicie nieruchomo. Sugeruje to istnienie związku ewolucyjnego między muzyką a ruchem. Jeśli połączymy w całość to, co wiemy z antropologii [...], z pewnością zauważymy, że przez dziesiątki tysięcy lat muzykę praktykowano w zupełnie inny sposób niż współcześnie. Muzyka i taniec współwystępowały od dawien dawna. Teraz zaczęliśmy słuchać utworów, siedząc ze słuchawkami na uszach, bierzemy też udział w koncertach, podczas których inni grają, a my zastygamy w bezruchu.

Levitin podkreśla, że odczuwając przyjemność, nie zdajemy sobie sprawy z ewolucyjnego podtekstu naszych doznań. Coś sprawia nam przyjemność, ponieważ w mózgu wzbiera fala neurotransmiterów powiązanych z daną aktywnością. Dzieje się tak, ponieważ nasi przodkowie, którzy zachowywali się w podobny sposób, odnosili z tego tytułu wymierne korzyści.

Dla profesora, który studiował psychologię poznawczą na Uniwersytecie Stanforda, muzyka jest oknem do ludzkiego umysłu, ponieważ aktywuje niemal cały mózg.

Podczas swoich eksperymentów odtwarza osobom leżącym wewnątrz skanera różne rodzaje muzyki, np. lubianą i nielubianą, rytmiczną i nierytmiczną, znaną i nieznaną. W ten oto sposób sprawdzamy, czy istnieją jakieś różnice w aktywacji. Wybór konkretnego rodzaju jest podyktowany aktualnie testowanymi hipotezami badawczymi.

Dla Levitina przyjemność czerpana ze słuchania muzyki ma dwojaką naturę: estetyczną i emocjonalną. Czasem "zahacza" nawet o przyjemność fizyczną.

Muzyka towarzyszy człowiekowi właściwie we wszystkich sytuacjach i na każdym etapie życia. Odkryliśmy, że ludzie potrafią wykorzystywać muzykę jako metodę samoleczenia. Niektórzy, nie wszyscy. Wiele osób wydaje się zdobywać wiedzę o tym, jaki rodzaj muzyki pomaga im w określonych momentach, np. po wyniszczającej kłótni z partnerem czy w chwili zwykłego smutku.

Anna Błońska
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #71 dnia: Maj 20, 2008, 06:27:52 pm »
Muzykoterapia z Clive’em Robbinsem

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/24116
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #72 dnia: Czerwiec 16, 2008, 11:59:24 am »
Co nam w mózgu gra?

Ucho służy nie tylko do słuchania, lecz także do pobudzania mózgu. Dlatego im trudniejszą muzykę wybieramy, tym lepiej dla umysłu. Od wizyt w filharmonii może przybyć nam połączeń nerwowych i szarych komórek w głowie

Co nam w mózgu gra?

Ucho służy nie tylko do słuchania, lecz także do pobudzania mózgu. Dlatego im trudniejszą muzykę wybieramy, tym lepiej dla umysłu. Od wizyt w filharmonii może przybyć nam połączeń nerwowych i szarych komórek w głowie.

Claudius Conrad, 30-letni chirurg z Harvard Medical School, który prócz dwóch doktoratów z nauk medycznych ma także doktorat z filozofii muzyki i od piątego roku życia uczył się grać na fortepianie, przychodzi na salę operacyjną z iPodem.

- Przy muzyce moje ręce stają się bardziej czułe i precyzyjne - twierdzi. - Nabierają takiej samej elastyczności jak wtedy, gdy biegają po klawiszach.

Na etapie operacji, który wymaga największej precyzji, dr Conrad słucha sonat fortepianowych Scarlattiego czy Mozarta. Gdy operacja zbliża się ku końcowi i do zrobienia pozostają już tylko szwy, chirurg zmienia repertuar na bardziej nowoczesny, na przykład techno albo rap.

Dlaczego dr Conrad słucha muzyki podczas operacji? Muzyka zmniejsza ryzyko błędu przy zabiegu - twierdzi chirurg. Zachęca też swoich kolegów po fachu, by zabierali iPody na blok operacyjny. Nie zawsze znajduje jednak wśród nich zrozumienie. Wielu lekarzy sceptycznie podchodzi też do innej jego tezy: że muzyka płynąca przez słuchawki do uszu pacjentów może istotnie przyspieszać ich powrót do zdrowia. Jeszcze na akademii muzycznej dr Conrad napisał pracę o tym, jak skutecznie muzyka Mozarta może koić ból.

Pacjenci, którzy słuchają koncertów czy serenad tego kompozytora, potrzebują mniej leków przeciwbólowych. Wolfgang Amadeusz sam był słabego zdrowia, przez całe życie zmagał się z dolegliwościami. Komponował więc utwory, które przynosiły ulgę jemu samemu. Teraz mogą pomóc innym - tłumaczy chirurg muzyk.

Sonaty a hormon wzrostu
Pół roku temu w piśmie "Critical Care Medicine" dr Conrad opublikował wyniki badań z udziałem operowanych przez niego pacjentów. Po zabiegu połowa z nich leżała ze słuchawkami, przez które sączyły się skoczne sonaty fortepianowe Mozarta. Efekt był taki, jakiego dr Conrad się spodziewał: u pacjentów słuchających muzyki ciśnienie się obniżyło, akcja serca zwolniła. Chorzy ci potrzebowali mniej środków przeciwbólowych niż pozostali.

Terapia barokową muzyką zmniejszyła o 20 proc. poziom hormonów stresu
(interleukiny 6 i adrenaliny). Zaskakujące natomiast było to, że podwyższyło się, i to aż o 50 proc., stężenie hormonu wzrostu. To jeden ze związków, który w organizmie odgrywa wyjątkowo ważną rolę. - Reguluje większość procesów życiowych, dlatego nazywany jest hormonem młodości. Korzystnie wpływa na krążenie, wzmacnia mięśnie, a także układ nerwowy. Poprawia metabolizm neuronów i ogólną sprawność umysłową, może też koić ból - mówi prof. Michał Karasek, endokrynolog z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Do tej pory wiadomo było, że wytwarzaniu hormonu wzrostu sprzyja wysiłek fizyczny. Badania dr. Conrada sugerują, że stymuluje go także muzyka.

Dr Conrad próbuje prześledzić zmiany fizjologiczne zachodzące w ludzkim
mózgu i całym organizmie pod wpływem muzyki. Inny lekarz, neurolog i psychiatra dr Olivier Sachs (autor książki "Człowiek, który pomylił żonę z kapeluszem"), jest kronikarzem niezwykłych przypadków uzdrowień za pomocą muzyki. Opisał je w niedawno wydanej książce "Musicophila". Bohaterami są pacjenci, u których choroba Parkinsona posunęła się tak daleko, że całe dnie spędzali w fotelu ze wzrokiem wbitym w ścianę. Próby leczenia nie dawały zadowalających efektów. Dopiero pod wpływem muzyki zaczęli się poruszać, a niektórzy nawet tańczyć i śpiewać. Sachs opowiada o pacjentce, która zaczynała grać utwory Chopina, gdy posadzono ją przy pianinie. Wspomina też brytyjskiego muzyka Clive'a Wearinga, który w wieku 40 lat zachorował na opryszczkowe zapalenie mózgu, którego efektem była amnezja - pamięć kasowała wszystko, co działo się przed chwilą. Jego żona, zawodowa chórzystka, zauważyła jednak, że mąż jest w stanie zapamiętać i powtórnie przywołać zasłyszane melodie. I tak Clive, choć nie pamiętał, co robił pięć minut wcześniej, był w stanie dyrygować orkiestrą czy chórem. Dzięki muzyce choć na chwilę znowu stawał się sobą.

W długiej praktyce neurologicznej dr Sachs obserwował tak zdumiewający wpływ muzyki na pacjentów, że włączył muzykoterapię do stałego leczenia osób z objawami parkinsona. - Chory nie musi mieć przy sobie muzykoterapeuty, wystarczy, że włoży malutkie słuchawki iPoda - podkreśla amerykański neurolog.

Sachs i Conrad mogą sobie podać rękę - obydwaj uważają, że iPod to urządzenie, dzięki któremu możemy istotnie wpływać na to, co dzieje się w głowie. Zbierając dowody na przydatność muzyki w leczeniu, przekonują jednocześnie, że wszyscy jesteśmy ogromnie podatni na wpływ muzyki. Sami to zresztą czujemy. Po wysłuchaniu jakiegoś utworu doznajemy np. nagłego przypływu emocji. Stymulatorem dobrego nastroju są aplikowane przez dr. Conrada pacjentom po operacji sonaty fortepianowe Mozarta czy V Symfonia Beethovena. Jak wielką moc ma ten ostatni utwór, dowiedli w 2004 roku Vinod Menon ze Stanford School of Medicine oraz Daniel Levitin z McGill University w Montrealu. Gdy ochotnicy słuchali Beethovena, naukowcy obserwowali na monitorze rezonansu magnetycznego, jak mózg reaguje na tę muzykę. Wynik: muzyka pobudza wytwarzanie dopaminy, hormonu oddziałującego na tzw. układ nagrody, czego efektem jest uczucie przyjemności. Oznacza to, że słuchanie V Symfonii wywoływało w mózgu zmiany podobne do tych, jakie pojawiają się na przykład u hazardzistów grających o dużą stawkę.

skrót ar. z Newsweeka  NAUKA Numer 25/08, strona 60
Jolanta Chyłkiewicz
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #73 dnia: Lipiec 31, 2008, 01:37:21 am »
Terapia muzyką w pracy z dziećmi niepełnosprawnymi + DVD

Paul Nordoff, Clive Robbins
Terapia muzyką w pracy z dziećmi niepełnosprawnymi. Historia, metoda i praktyka (książka + DVD)




Numer katalogowy: 15379
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Impuls
Data wydania: 2008
ISBN: 978-83-7308-944-0
Format: B5, Stron: 210
Okładka: miękka
Cena: 44.80 zł

Opis:
"Od czasu pierwszego wydania tej książki znacznie zmieniły się rola i zasięg oddziaływania muzykoterapii. Obecnie autor pracuje z licznymi oddanymi swej pracy, twórczymi i serdecznymi kolegami z wielu krajów. Świat się zmienia, tak jak i nasza świadomość, idące naprzód życie przynosi nieustannie rozmaite oczekiwania i nowe nadzieje, ale jedno nie zmienia się nigdy: w twórczości muzycznej i w samej muzyce drzemie wielki potencjał uzdrawiający i dający siłę. I to właśnie jest najważniejsze przesłanie tej książki."
Clive Robbins, Uniwersytet w Nowym Jorku

"Terapia muzyką w pracy z dziećmi niepełnosprawnymi jest książką niezwykłą zarówno w formie, jak i w treści. Pod względem formalnym układ rozdziałów przeplata się z podziałem na chronologiczne okresy pracy autorów i rozwoju ich idei. Publikacja jest zbiorem refleksji autobiograficznych oraz sprawozdań z działań autorów prowadzonych we wczesnym okresie ewolucji ich wspólnego dzieła [...]. Książka w skondensowanej, klarownej formie prezentuje wszystkie te doświadczenia autorów, poparte studium przypadków bądź opisami sesji zbiorowych [...]. Tekst przesiąknięty jest zrozumieniem dla niepełnosprawności, miłości i szacunkiem dla pacjentów, z którymi terapia w głęboką interakcyjną relację, oraz ukochaniem muzyki. Autorzy wieloaspektowo ujmują znaczenie tego medium dla przybliżenia zewnętrznego świata dzieciom, z którymi pracowali, zwiększenia edukacyjnych możliwości pacjentów, nawiązywania z nimi kontaktu, usprawniania komunikacji, umożliwiania ekspresji emocji oraz po prostu dostarczania im przyjemności [...]. Praca zawiera materiał niezbędny dla każdego muzykoterapeuty, zarówno w sensie poznawczym, jak i praktycznym. Dostarcza gotowych wzorów pracy lub inspiracji do polskich adaptacji opisywanych propozycji. Wnosi ważny wkład w muzykoterapeutyczną edukację i w istotny sposób wypełnia poważne braki na polskim rynku wydawniczym."
dr Ewa Klimas-Kuchtowa, Studia podyplomowe Muzykoterapia, Akademia Muzyczna w Krakowie

Spis treści:

Przedmowa do wydania polskiego
Słowo wstępne
Przedmowa
Podziękowania
Wprowadzenie
Wrzesień 1959–czerwiec 1960
Placówka opiekuńczo-wychowawcza w Sunfield, Clent, Stourbridge, Worcestershire

Rozpoczęcie pracy
Czerwiec–listopad 1960
Podróż do Europy
Prowadzenie badań na większą skalę
Luty–lipiec 1961
Szkoły specjalne Devereux w Devon w Pensylwanii
Zarys nowej metody muzykoterapii
Wrzesień 1961–marzec 1962
Instytut Logopedii w Wichita w Kansas
Muzykoterapia indywidualna - różne rodzaje muzycznych wypowiedzi dzieci
Eksperymentalna praca z grupą - sprawozdania
"Pif-Paf-Poltrie" - gra słowno-muzyczna jako terapia
Maj 1962–maj 1967
Program muzykoterapii dla dzieci psychotycznych poniżej siódmego roku życia (Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego, grant numer OM-982)
Oddział Opieki Dziennej, Klinika Psychiatrii Dziecięcej, Akademia Medyczna, Uniwersytet Pensylwanii
Wpływ muzykoterapii na rozwój osobowości dzieci autystycznych
Listopad 1962–marzec 1967
Filadelfijski Okręg Szkolny, Komisja Edukacji Publicznej
Grupowe zajęcia muzyczne dla dzieci z upośledzeniem umysłowym
Podstawowe zagadnienia dotyczące muzykoterapii grupowej
Epilog. Do muzyków terapeutów
Aneks I. Muzykoterapia indywidualna
Aneks II. Muzykoterapia grupowa
Aneks III. Clive Robbins, Muzykoterapia kreacyjna - zastosowanie praktyczne

Wybrana bibliografia dotycząca muzykoterapii kreacyjnej Paula Nordoffa i Clive’a Robbinsa

Indeks
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #74 dnia: Sierpień 08, 2008, 09:52:34 pm »
Śpiew rozwija!

Mają rację ci, którzy twierdzą, że śpiew umuzykalnia dzieci. Mylą się jednak bardzo ci, którzy uważają, że na tym funkcje śpiewu się kończą. Wielu badaczy, naukowców, nauczycieli i wychowawców podkreśla szczególne znaczenie śpiewu w rozwoju człowieka. Tak, człowieka, bo nie tylko małego dziecka, ale również osób dorosłych.

http://www.edukacyjnykrakow.pl/?cget=artykul&from=169

Jaka muzyka dla malucha

Na zajęciach Kreatywki – Pracowni Dziecięcych Marzeń niejednokrotnie rodzice zadają nam pytanie, jakiej muzyki słuchać z dzieckiem, aby najlepiej stymulować jego rozwój. Niestety, odpowiedź nie jest prosta i nie jest jednakowa dla wszystkich

http://www.edukacyjnykrakow.pl/?cget=artykul&from=157
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #75 dnia: Sierpień 08, 2008, 10:13:03 pm »
Bardzo rozsądny art.  :ok:


Konieczny odpoczynek
Cytuj
Pamiętajmy, że układ nerwowy człowieka musi odpoczywać!

Nawet bardzo dobre, sprawdzone formy stymulacji rozwoju mogą wyrządzić krzywdę, jeśli są stosowane w nadmiarze.

Dziecko musi mieć czas przeznaczony na rozwój jak i czas na odpoczynek bez ruchu, światła i dźwięku. Tylko w bezruchu, ciemności i ciszy układ nerwowy człowieka odpoczywa.


utwierdzają mnie te słowa, dlaczego Monia lub i posiedzieć w ciszy i ciemności  :D

Udział dziecka z zespołem Downa w zajęciach gimnastyczno-tanecznych

całość tu: (spakowana zip-em)

Udział dziecka z zespołem Downa w zajęciach gimnastyczno-tanecznych
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26184
Odp: Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #76 dnia: Kwiecień 17, 2009, 08:55:27 am »
Z działu "Serce"
http://forum.darzycia.pl/index.php?topic=4526.new#new

Cytuj

Muzyka łagodzi stres u pacjentów z chorobami serca

Słuchanie muzyki pomaga pacjentom zmniejszyć stres i lęk związany z chorobą wieńcową serca i jej leczeniem - informują serwis naukowy Eurekalert. Naukowcy z USA wykazali, że słuchanie muzyki obniża ciśnienie krwi, zmniejsza częstość skurczów serca i łagodzi lęk u osób z chorobami układu krążenia i serca.

Życie pacjentów chorych na serce jest bardzo stresujące. Niepewność diagnozy i konieczność poddawania się zabiegom medycznym wywołuje dodatkowy lęk. Z kolei stres prowadzi do wzrostu ciśnienia krwi i może zwiększać ryzyko komplikacji. Naukowcy z Arts and Quality of Life Research Center w Filadelfii zaobserwowali, że słuchanie muzyki pomaga łagodzić stres i dzięki temu obniża ryzyko komplikacji u pacjentów chorujących na serce.

Autorzy pracy przeanalizowali dane pochodzące z 23 prac naukowych, w których łącznie zbadano 1461 pacjentów, którzy słuchali muzyki z płyt CD otrzymanych od swoich lekarzy. Okazało się, że słuchanie muzyki przynosi ulgę osobom cierpiącym na chorobę wieńcową serca. Muzyka łagodzi strach, zmniejsza częstość skurczów serca i ciśnienie krwi. Ponadto w niektórych przypadkach wykazano, że słuchanie muzyki poprawia nastrój chorych - takiego efektu nie zaobserwowano jednak u chorych na serce cierpiących na związaną z tym depresję.

"Wszyscy wiemy, że muzyka może wpływać na nasze emocje, fizjologię, spojrzenie na rzeczywistość. Te wstępne badania sugerują, że warto dokładniej zbadać, jak dzięki muzyce można pomóc pacjentom z chorobami serca"
- tłumaczą autorzy pracy. Ich zdaniem szczególnie korzystne dla pacjentów mogłyby okazać się sesje z wykwalifikowanymi muzykoterapeutami.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Impuls

  • Gość
Odp: Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #77 dnia: Wrzesień 17, 2009, 12:23:16 pm »
Terapia muzyką w pracy z dziećmi niepełnosprawnymi
Historia, Metoda i Praktyka


Nordoff Paul, Robbins Clive

Od czasu pierwszego wydania tej książki znacznie zmieniły się rola i zasięg oddziaływania muzykoterapii. Obecnie autor pracuje z licznymi oddanymi swej pracy, twórczymi i serdecznymi kolegami z wielu krajów.
Świat się zmienia, tak jak i nasza świadomość, idące naprzód życie przynosi nieustannie rozmaite oczekiwania i nowe nadzieje, ale jedno nie zmienia się nigdy: w twórczości muzycznej i w samej muzyce drzemie wielki potencjał uzdrawiający i dający siłę. I to właśnie jest najważniejsze przesłanie tej książki.


Clive Robbins, Uniwersytet w Nowym Jorku


Terapia muzyką w pracy z dziećmi niepełnosprawnymi jest książką niezwykłą zarówno w formie, jak i w treści. Pod względem formalnym układ rozdziałów przeplata się z podziałem na chronologiczne okresy pracy autorów i rozwoju ich idei. Publikacja jest zbiorem refleksji autobiograficznych oraz sprawozdań z działań autorów prowadzonych we wczesnym okresie ewolucji ich wspólnego dzieła [...]. Książka w skondensowanej, klarownej formie prezentuje wszystkie te doświadczenia autorów, poparte studium przypadków bądź opisami sesji zbiorowych [...]. Tekst przesiąknięty jest zrozumieniem dla niepełnosprawności, miłości i szacunkiem dla pacjentów, z którymi terapia w głęboką interakcyjną relację, oraz ukochaniem muzyki. Autorzy wieloaspektowo ujmują znaczenie tego medium dla przybliżenia zewnętrznego świata dzieciom, z którymi pracowali, zwiększenia edukacyjnych możliwości pacjentów, nawiązywania z nimi kontaktu, usprawniania komunikacji, umożliwiania ekspresji emocji oraz po prostu dostarczania im przyjemności [...]. Praca zawiera materiał niezbędny dla każdego muzykoterapeuty, zarówno w sensie poznawczym, jak i praktycznym. Dostarcza gotowych wzorów pracy lub inspiracji do polskich adaptacji opisywanych propozycji. Wnosi ważny wkład w muzykoterapeutyczną edukację i w istotny sposób wypełnia poważne braki na polskim rynku wydawniczym.

dr Ewa Klimas-Kuchtowa, Studia podyplomowe Muzykoterapia,
Akademia Muzyczna w Krakowie


Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26184
Odp: Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #78 dnia: Marzec 01, 2010, 04:53:33 pm »
Jak muzyka ćwiczy mózg

Jeśli dziecko gra na instrumencie muzycznym poprawiają się jego m.in. umiejętności językowe - informuje Daily Mail.

- Nauka gry na instrumencie przynosi wiele korzyści rozwijającemu się mózgowi i winna stanowić ważną część edukacji szkolnej
- mówi prof. Nina Kraus, neurobiolog, która w przeprowadzonym przez siebie badaniu zademonstrowała, że gra na instrumencie muzycznym znacząco zwiększa wrażliwość mózgu na wypowiadane dźwięki.

- Gra na instrumencie nie tylko pomoże młodzieży lepiej przetwarzać mowę w głośnej klasie, ale i zwracać uwagę na niuanse językowe, które są przekazywane poprzez subtelne zmiany w ludzkim głosie - wyjaśnia prof. Kraus. - Będzie to miało wpływ zarówno na zdrowe dzieci, jak i te z problemami rozwojowymi, takimi jak dysleksja i autyzm.

Profesor prowadziła badania w Northwestern University w Everston, w Illinois (USA), gdzie jej grupie udało się wykazać, jak system nerwowy reaguje na właściwości akustyczne mowy i dźwięków muzycznych. Okazuje się, że efektywność, z jaką interpretuje on ścieżki dźwiękowe, wiąże się ze zdolnościami muzycznymi.

- Granie muzyki wpływa na możliwości wychwytywania określonych form muzycznych, takich jak dźwięk własnego instrumentu, harmonia, rytm - uważa prof. Kraus.

We wcześniejszych badaniach jej zespół odkrył, że wrażliwość na różne formy dźwiękowe koreluje z umiejętnością czytania i możliwością wysłyszenia mowy z tła.

- Odkryliśmy, że lata muzycznych ćwiczeń mogą także poprawić sposób, w jaki dźwięki są przetwarzane przez język i emocje - informuje prof. Kraus.

Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26184
Odp: Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #79 dnia: Październik 16, 2010, 10:34:21 am »

Dla zainteresowanych  informacje, jak wspólnie muzykować :)

Muzykujemy - gramy na flecie , dzwonkach, kołatkach, trójkątach.

http://forum.darzycia.pl/index.php?topic=10216.new#new
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

rathri

  • Gość
Odp: Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #80 dnia: Styczeń 05, 2011, 10:29:39 pm »
Muzykoterapia to cudowna metoda, doskonale nadaje się do pracy z dziećmi zarówno pełnosprawnymi, jak i o obniżonej lub niepełnej sprawności. Z jej pozytywnego wpływu często korzystają również dorośli, m.in.: matki w ciąży, żołnierze po ciężkich misjach, osoby z różnego typu nerwicami... Zajęcia z muzykoterapii w zależności od potrzeb pacjenta przeprowadzane są albo indywidualnie, albo grupowo.

Polecam lekturę ciekawych artykułów o muzykoterapii:

1.Muzykoterapia- lekarstwo dla duszy i ciała- http://www.wiadomosci24.pl/artykul/muzykoterapia_8211_lekarstwo_dla_duszy_i_ciala_64596.html
2.Rola muzykoterapii w procesie usprawniania dzieci niepełnosprawnych http://www.kids.syjud.pl/artykul-rola%20muzykoterapii.php
3. Gdy słowa to za mało...http://www.ekorodzice.pl/muzykoterapia-terapeutyczna-rola-muzyki,27,29,137.html

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26184
Odp: Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #81 dnia: Marzec 14, 2011, 01:40:17 pm »

Mozartem w łuszczycę
Adam Czerwiński2011-03-12

 Czy z nerwów można dostać wysypki i czy muzyka może pomóc w leczeniu łuszczycy? W łódzkim Uniwersytecie Medycznym powstał pierwszy na świecie Zakład Psychodermatologii, który ma odpowiadać na takie pytania


Zakładem Psychodermatologii kieruje prof. Anna Zalewska. Mam kilka doktorantek i magistrantkę z Holandii.

Czym się zajmują łódzcy pionierzy? Zależnością między tym, co się dzieje w głowie pacjenta, i tym, co widać na jego skórze. - Od dawna wiadomo, że pokrzywka, łuszczyca, atopowe zapalenie skóry zaostrzają się pod wpływem stresu - tłumaczy prof. Zalewska. - W stresie kora nadnerczy wydziela hormony. Trafiają do krwi, łączą się z receptorami skóry i pobudzają gruczoły łojowe. Są też choroby psychiczne manifestujące się na skórze. Miałam już pacjentów, którzy widzieli na niej zarazki i je zdrapywali, raniąc całe ciało.



Choć prof. Zalewska stworzyła pierwszy na świecie ośrodek zajmujący się nową gałęzią medycyny, zastrzega, że wcale jej nie wymyśliła: - Od lat 80. dermatolodzy coraz więcej mówią i piszą o psychologicznych źródłach chorób skóry. Z takim podejściem zetknęłam się na stypendium w Leeds. Wróciłam do Polski, robiłam to, czego nauczyłam się w Anglii. Kiedy zrobiłam habilitację, udało się przekonać władze uczelni do stworzenia zakładu.

Prof. Zalewska publikuje w zagranicznych pismach, jeździ na międzynarodowe konferencje. Stąd zna ją Olivia Heringa, studentka psychologii z Maastricht. Do Łodzi przyjechała na początku roku. Do końca lipca ma zrobić badania i napisać pracę magisterską.

Promotorka ze studentką przekonały prof. Andrzeja Kaszubę, wojewódzkiego konsultanta ds. dermatologii i ordynatora w Szpitalu im. Biegańskiego w Łodzi, by projekt realizować w jego klinice. Tytuł pracy brzmi: "Wpływ muzyki na poziom stresu u pacjentów z przewlekłymi chorobami skóry". - Będę puszczać Mozarta pacjentom z dermatologii - mówi Heringa. - Każdy, kto się zgodzi, będzie go słuchał trzy razy dziennie. Po seansie poproszę o próbkę śliny, w której zmierzymy poziom hormonów odpowiedzialnych za stres. Będzie porównany z wynikami próbek pobranych w dniu bez muzyki.

Olivia zakłada, że zadziała "efekt Mozarta", czyli pacjentom słuchającym muzyki powinno się poprawić samopoczucie.

Źródło: Gazeta Wyborcza





Na temat łuszczycy więcej w wątku

'Łuszczyca
http://forum.darzycia.pl/index.php?topic=1781.0
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26184
Odp: Muzykoterapia, terapia dźwiękiem
« Odpowiedź #82 dnia: Lipiec 13, 2016, 07:27:06 am »
Ekspertka: muzykoterapia dobra dla osób z chorobą Parkinsona

12.07.2016
Autor:  PAP, fot. Freeimages.com


Muzykoterapia pozytywnie wpływa na stan sprawności funkcjonalnej u osób z chorobą Parkinsona – uważa terapeutka dr Anna Bukowska. Chodzi m.in. o ćwiczenie motoryki poprzez grę na instrumentach i jednoczesne imitowanie ruchów wykonywanych podczas codziennych czynności.

więcej:
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/334580


Na temat choroby Parkinsona w wątku:

'Parkinson - Choroba Parkinsona
http://forum.darzycia.pl/index.php/topic,2671.0.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach