Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Integracja- co to takiego?  (Przeczytany 15535 razy)

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Integracja- co to takiego?
« dnia: Luty 16, 2003, 06:33:53 pm »
Integracja- co to takiego?

Klasy integracyjne-co to takiego?-artykuł Inne archiwalne artykuły z różnych dziedzin Archiwum "Światło i Cienie"
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 06, 2003, 11:11:59 am »
"W grupie integracyjnej można przezwyciężyć przejawy negatywnego zachowania społecznego w stosunku do ludzi o odmiennym wyglądzie czy zachowaniu.

Równocześnie kształtowane są pozytywne cechy osobowości: otwartość, wrażliwość, uczynność, cierpliwość, wyrozumiałość, wytrwałość. W czwartym roku działalności grup integracyjnych możemy pochwalić się następującymi osiągnięciami:..."

Warto poczytać Integracja dzieci niepełnosprawnych - czwarty rok działalności
10 pytań o szkołę integracyjną
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Beata

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 152
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #2 dnia: Czerwiec 06, 2003, 10:12:53 pm »
Jak mówi przysłowie: Czym skorupka za młodu...
Problemy integracji przedszkolnej - Podstawy prawne integracji

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Pułapka integracji
« Odpowiedź #3 dnia: Styczeń 31, 2006, 10:35:07 pm »
PUŁAPKA INTEGRACJI
 
Niepełnosprawność
2006-01-31

Moda na integrację trwa. Przedszkolne oddziały integracyjne czy szkolne klasy o podobnym charakterze powstają jak grzyby po deszczu, jak Polska długa i szeroka.

Cieszą się wszyscy oprócz... fachowców od prawdziwej integracji, tej, która ma umożliwić niepełnosprawnym osobom prowadzenie samodzielnego życia. My postrzegamy modną integrację jako poważny problem przyznaje Rafał Dziwis, dyrektor Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Niesłyszących i Słabosłyszących.

PROBLEM JEST PODWÓJNY: DEMOGRAFICZNY I ZNACZNIE WAŻNIEJSZY MERYTORYCZNY.

Zacznijmy od pierwszego, który w potocznym odbiorze wydaje się być poważniejszy, bo zahacza o kwestie finansowe. Stały spadek liczby wychowanków odbija się na kosztach utrzymania ośrodka i był czas, gdy władze powiatu (poprzednie) myślały nawet o jego likwidacji. Bo kalkulacja jest bezlitosna: subwencja oświatowa obliczana jest według ujednoliconych kryteriów i nie bierze pod uwagę tego, że lubliniecki ośrodek, zbudowany w 1935 specjalnie zmyślą o niesłyszących, to cała sieć budynków rozrzucona na powierzchni 10 hektarów. Ma to swoje dobre strony (izolacja chroni przed patologiami, choćby narkotykami, które są dziś problemem chyba każdej szkoły w Polsce), ale też sporo kosztuje.

W tych realiach spadek liczby uczniów w dramatyczny sposób odbija się na kosztach utrzymania placówki. W latach 90. mieliśmy ich nawet 330, dziś jest ich 200 przyznaje dyrektor Dziwis. Ale to nie jest tak, że dzieci z wadami słuchu rodzi się mniej. Po prostu te, które kiedyś trafiłyby do nas, znajdują opiekę gdzie indziej. Przykładowo zrezygnowaliśmy ostatnio z naboru dzieci do przedszkola, bo to działanie skazane dziś na niepowodzenie.

NIEDOSŁYSZĄCE MALUCHY ZNAJDUJĄ OPIEKĘ

w integracyjnych oddziałach przedszkolnych, starsze dzieci mogą jej poszukać w nowych ośrodkach, które powstały ostatnio między innymi w Raciborzu, Katowicach czy Zabrzu. Subwencja idzie za uczniem, a ponieważ subwencja na ucznia niepełnosprawnego jest odpowiednio wyższa, samorządy kalkulują sobie, że bardziej opłaca im się stworzyć własną placówkę niż przekazać dzieciaki (i pieniądze) do innej placówki, nawet tak renomowanej jak ośrodek w Lublińcu. Nic więc dziwnego, że musi on ostatnio zaciskać pasa i szukać oszczędności, na przykład zamieniając kosztowne ogrzewanie olejowe na gazowe (o inwestycyjnych planach starostwa w stosunku do ośrodka piszemy winnym miejscu).

Taka prointegracyjna polityka, uprawiana z upodobaniem przez polskie samorządy, sprawdza się finansowo i propagandowo, bo wpisuje się w politycznie poprawny model wspierania grup nieuprzywilejowanych. Kłopot w tym, że niekoniecznie sprawdza się merytorycznie. Wyobraźmy sobie szkolną klasę integracyjną, do której trafiają dzieci z poważnymi wadami słuchu czy wzroku. By taką klasę prowadzić, trzeba zatrudnić fachowców od rewalidacji. I wypada zadać pytanie, czy w realiach takiej klasy taka rewalidacja będzie prowadzona naprawdę skutecznie mówi dyrektor Dziwis.

Taka klasa na pewno sprawi, że zdrowe dzieci staną się bardziej
tolerancyjne w stosunku do niepełnosprawnych. Ale przecież nie tylko oto tu chodzi. Znacznie ważniejsze jest to, by to niepełnosprawnych nauczyć życiowej samodzielności.

ZDANIEM SPECJALISTÓW OD REWALIDACJI, INTEGRACJA OSÓB ZDROWYCH I
NIEPEŁNOSPRAWNYCH fantastycznie sprawdza się na różnego rodzaju
imprezach turystycznych, sportowych czy kulturalnych. Ale w realiach szkoły, która ma przygotować dzieci do dorosłego życia, może się w ostatecznym rozrachunku okazać utrudnieniem.

Zwolennicy modelu integracyjnego powołują się na doświadczenia bardziej rozwiniętych krajów zachodnich, gdzie kampania uświadamiania społeczeństwa czy likwidacji barier architektonicznych (to najbardziej namacalny wyraz szacunku dla potrzeb niepełnosprawnych) jest o wiele bardziej zaawansowana. Kłopot w tym, że sprawa nie sprowadza się do większej tolerancji. - Ważniejsze jest stworzenie systemu, w którym osoba niepełnosprawna może sama na siebie zarobić i nie staje się
klientem pomocy społecznej przekonuje Dziwis. Atak niestety jest często u nas. Widzimy to na zjazdach absolwentów. Wszyscy oni ukończyli naszą szkołę i wynieśli z niej podobne kwalifikacje, ale ci, którzy wyemigrowali, radzą sobie znacznie lepiej. I trudno o dobitniejszy dowód na to, że nasz polski system adaptacji niepełnosprawnych szwankuje.

Jedno wątpliwości nie ulega: osobom sprawnym inaczej należy pomagać nie po to, by się samemu lepiej poczuć, ale po to, by to im pomóc naprawdę.

A z tym najlepiej poradzą sobie fachowcy.

Dziennik Zachodni - Lubliniec
Data: 2006-01-27          
Autor: MAREK ŚWIERCZ
http://zpchr.info/drukuj.php?ID=info&art=20211
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia


Offline croner

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 93
    • http://www.pomoz-michalowi.rwi.pl
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #5 dnia: Czerwiec 02, 2006, 10:18:38 pm »
A tutaj zamieeszczam link do naszych doswiadczeń ze szkołą integracyjną.
Integracja TAK, ale nie dla naszego syna.
Iwona i Rafal

Natalia 9 lat (diablosiss huliganiss ;))
Michał 7 lat (MPDz postać móżdżkowa)

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #6 dnia: Czerwiec 04, 2006, 04:15:50 pm »
croner
Czy to już przesądzone i decyzja podjęta?
Napewno,to Wy znacie Michała bardzo dobrze i jego możliwości.
Jednak zastanawia mnie coś innego.
Cytuj
Pomimo, że w orzeczeniu psychologicznym
wyszło mu upośledzenie lekkie (mąż uzupełni dokumentację Michała w najbliższym czasie),
Michał nie nadaje się do tej szkoły. Drugi rok spędzony w "zerówce" w szkole integracyjnej (jeden był w przedszkolu też integracyjnym) nic mu nie dał. Nie nawiązał kontaktu z rówieśnikami, pomimo, że są o rok
młodsze, trzyma się z boku. Nie angażuje się do niczego, nie ma żadnej motywacji do pracy.
Panie nauczycielki są miłe nawet idą na ustępstwa, ale Michał nie czuje się tam dobrze.

Czy napewno jest to "wina" Michałka,że nie nawiązał kontaktu z dziećmi?
Tak z perspektywy czasu patrząc na nasze dzieci,to gdyby nie naprawdę ogrom pracy
ze strony Pań,pewnie gro dzieci , nie tylko z orzeczeniami nie nawiązałoby ze sobą tak odrazu kontaktu.
Od samego początku są dzieci razem,pracują razem w grupach mieszanych .
I podobnie nie odrazu było landrynkowo były dzieci które nie chciały pracować razem,
nie angażowały się ( i nie tylko z orzeczeniami) .Stopniowo ta malutka bariera została przełamana ( tak 4,5 miesięcy 1 klasie)
Dużo dały też od samego początku wspólne występy.
Intergacja nie tylko klasy ,ale i rodziców,by znów i tu przełamac bariery.
Może właśnie brakuje u Michała w klasie tej współpracy razem,choć pewne rzeczy
nie zrobi dziecko ,ale jest w grupie,co też powinno motywować do pracy.
Przecież Michał i w klasie integracyjnej może iść programem specjalnym "S".
 Może potrzeba tylko innych "drobnych" zmian by Michała zainteresować czymś,wciągnąć ?
Nie wiem tak sobie gdybam tylko .
Na jakie ustępstwa idą Panie,i czy to te same Panie będą w klasie od 1do 3 ?
Może nie trzeba już się poddawać ?

Więcej tu znajdziesz też.
Jaka szkoła ?
Klasy integracyjne

I tak na szybko z linku podanego pzrez Sonię
Cytuj
Integracja- co to takiego?

Klasy integracyjne-co to takiego?-artykuł


Cytuj
W założeniu ideowym klas integracyjnych chodzi nie tylko o nauczanie, ale przede wszystkim o wychowanie w duchu tolerancji i zrozumienia drugiego człowieka, a także o to aby umieć pomóc potrzebującemu wtedy, kiedy zachodzi taka potrzeba. Dzieci uczą się, że bawić się i pracować można ze wszystkimi ludźmi, tymi zdrowymi i tymi chorymi, a pomoc polega nie na współczuciu, ale wspieraniu i przyjaźniNie są to puste słowa. Codziennie z koleżanką , która jest nauczycielem wspomagającym, obserwujemy efekty tych nauk. W naszej klasie, każdy ma kolegę, w czasie zajęć grupowych, dzieci zdolniejsze pomagają lub wręcz” uczą” te mniej zdolne. Podczas przerw organizujemy zabawy integracyjne lub dydaktyczne, i tu nie ma ucznia który stałby z boku.
Co więcej, większość dzieci nie zauważa, że ich koledzy są upośledzeni.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline croner

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 93
    • http://www.pomoz-michalowi.rwi.pl
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #7 dnia: Czerwiec 07, 2006, 08:59:00 pm »
Trochę to trwało, zanim znalazłem odpowiedzi na twoje pytania. napisałem o tym artykuł. Mozna przeczytać go TUTAJ
Oczywiście to jest subiektywne spojrzenie na sprawę ale...
Iwona i Rafal

Natalia 9 lat (diablosiss huliganiss ;))
Michał 7 lat (MPDz postać móżdżkowa)

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #8 dnia: Czerwiec 10, 2006, 01:39:07 am »
croner
Dziękuję bardzo za wyjaśnienie. :D

Cytuj
Czy ta integracja dzieci ma miejsce tylko w szkole? A co poza nią? Czy rodzice dzieci zdrowych zastanawiają się nad tym? Ilu rodziców rozmawia ze swoimi pociechami o problemach dzieci niepełnosprawnych? Jeśli te tematy są przemilczane w domu to jak dziecko ma zrozumieć potrzeby niepełnosprawnych, a brak zrozumienia potrzeb innych rodzi nietolerancję.

I tu jest duzo racji.Integracja to nie tylko szkoła ( nie myślę o finansach,brakach itp),
ale o kontaktach pomiędzy dziećmi również poza nią.
Tylko od dorosłych zależy jakie one będą .
Niestety nie każdy rodzic rozmawia i tłumaczy swojej latorośli -dlaczego z kolegą jest tak ,a nie inaczej.
Tylko nigdy jednorazowa pogawędka nie wystarczy  :(
Tak przy okazji,jakis czas temu była poruszona dyskusja na temat przyjazni w wątku
Dziecko niepełnosprawne w rodzinie nasze postawy, problemy..

Michał,zle się czuł w szkole,nie chciał chodzić,więc całkiem możliwe,że w drugiej odnajdzie się dużo lepiej , poczuje się bezpieczny,znajdzie kolegów,czego życzę Michałkowi . :kw:
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline marmati

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 359
    • http://www.mateuszs.blog.onet.pl
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #9 dnia: Czerwiec 11, 2006, 09:28:31 pm »
Zależy też podejście szkoły. Moja córka chodzi do szkoły integracyjnej. Zapisaliśmy ją ze względu na możliwość obcowania z niepełnosprawnymi i dlatego, że to najbliższa szkoła. Z niepełnosprawnością spotyka się w domu i wszystko powinno być ok. Ale okazuje się, że tak łatwo akceptuje się niepełnosprawnego brata atak trudno inne dzieci. Wytłumaczyliśmy jej dokładnie na czym polega klasa integracyjna i jakie mogą z tego wyniknąć dla niej obowiązki. Zaakceptowała wszystko. Całkiem przez przypadek znalazłam się na zebraniu rodziców dzieci niepełnosprawnych z psychologiem szkolnym. Mamy skarżyły się na brak tolerancji i niezrozumienie. Pani psycholog prosiła aby tłumaczyć dzieciom. Pomyślałam wtedy : zaraz stop, kto ma tłumaczyć? Matka dziecka niepełnosprawnego swojemu dziecku aby nie przejmowalo się gdy ktoś zawoła głupek? Zaproponowałam inne rozwiązanie. Przygotowanie szkolnego dekalogu dla rodziców i dzieci zapisujących się do szkoły. Każdy przy zapisie dziecka otrzymałby ulotkę z dekalogiem do zapoznania. Szkoła integracyjna cieszy się dużym powodzeniem. Często jest tak że dzieci tu są zapisywane ze snobistycznego podejścia. Tak jest w moim mieście. Szkoda tylko że pomysł z dekalogiem nie został zrealizowany.Uważam, że aby uświadamiać dzieci należy najpierw uświadomić rodziców. Ale rodziców dzieci zdrowych.
"Nadzieja umiera ostatnia"mama 9 letniej Marty i 4 letniego Mateusza z mpdz

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #10 dnia: Wrzesień 02, 2006, 09:39:51 pm »
Do czego ma prawo uczeń niepełnosprawny

• każde dziecko niepełnosprawne ma prawo do nauki
art. 70 Konstytucji RP i art. 1 pkt 1 Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU
z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami)

• do pobierania nauki we wszystkich typach szkół przez dzieci i młodzież niepełnosprawną
zgodnie z indywidualnymi predyspozycjami, potrzebami rozwojowymi oraz edukacyjnymi
art.1 pkt 5 Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329
z późniejszymi zmianami)

• do korzystania z bezpłatnego transportu i opieki w czasie przewozu na zajęcia do szkół
podstawowych i gimnazjów lub specjalnych ośrodków szkolno-wychowawczych oraz specjalnych ośrodków wychowawczych dla dzieci i młodzieży wymagających stosowania specjalnej organizacji nauki, metod pracy i wychowania, a także ośrodków umożliwiających dzieciom i młodzieży z głębokim upośledzeniem umysłowym realizację obowiązku szkolnego art. 17 ust. 3a Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami)

• do dostosowania treści, metod i organizacji nauczania do możliwości psychofizycznych
ucznia art. 1 pkt 4 Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (Dz.U. z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami)

• do korzystania z opieki i pomocy psychologiczno-pedagogicznej oraz specjalnych form pracy dydaktycznej art. 1 pkt 4 i 5a Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami) i Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 7 stycznia 2003 r. w sprawie zasad udzielania i organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach (DzU nr 11, poz. 114)

• do uzyskania opinii bądź orzeczenia w sprawach dostosowania wymagań edukacyjnych do indywidualnych potrzeb psychofizycznych ucznia, zwolnienia ucznia z wadą słuchu lub z
głęboką dysleksja rozwojową z nauki drugiego języka obcego, dostosowania formy i warunków przystępowania do sprawdzianu bądź odpowiedniego egzaminu
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 11 grudnia 2002 r. w sprawie
szczegółowych zasad działania publicznych poradni psychologiczno-pedagogicznych, w tym publicznych poradni specjalistycznych (DzU z 2003 r. nr 5, poz.46)

• do dostosowania wymagań edukacyjnych, do indywidualnych potrzeb ucznia, w momencie kiedy poradnia psychologiczno-pedagogiczna lub inna poradnia specjalistyczna stwierdza u ucznia specyficzne trudności w uczeniu się, uniemożliwiające sprostanie tym wymaganiom art.1 pkt 4 Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami) i par.6 pkt 1, 2 i 3  Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 7 września 2004 r. w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania egzaminów i sprawdzianów w szkołach publicznych (Dz. U. nr 199, poz. 2046 z późn. zm.)

• do przystąpienia do sprawdzianu, egzaminu gimnazjalnego, egzaminu maturalnego bądź
egzaminu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe w warunkach i formie dostosowanych do indywidualnych potrzeb psychofizycznych ucznia par. 34, 55, 105 Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 7 września 2004 r. w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania egzaminów i sprawdzianów w szkołach publicznych (Dz. U. nr 199, poz. 2046 z późn. zm.)

• do dostosowanych wymagań egzaminacyjnych - standardów wymagań egzaminacyjnych:
dla uczniów niewidomych i słabo widzących, niesłyszących i słabo słyszących - w przypadku sprawdzianu w szóstej klasie szkoły podstawowej i egzaminu gimnazjalnego
dla osób niesłyszących z języka polskiego, języków obcych nowożytnych (języka angielskiego i języka niemieckiego), historii i wiedzy o społeczeństwie - w przypadku egzaminu maturalnego rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 10 sierpnia 2001 r. w sprawie standardów wymagań będących podstawą przeprowadzania sprawdzianów i egzaminów (DzU nr 92, poz.1020 z późn. zm.)

• do zwolnienia z nauki drugiego języka obcego, w przypadku kiedy cierpi na wadę słuchu
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 7 września 2004 r. w sprawie
warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz
przeprowadzania egzaminów i sprawdzianów w szkołach publicznych (Dz. U. nr 199, poz. 2046 z późn. zm.)

• do wydłużenia każdego etapu edukacyjnego przynajmniej o jeden rok
rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 lutego 2002 r. w sprawie ramowych
planów nauczania w szkołach publicznych (Dz. U. Nr 15, poz. 142 z późn. zm.).

Ostatnia aktualizacja: 30 sierpnia 2005
data wydarzenia: 2004-10-27
Autorzy: Halina Sitko, Centralna Komisja Egzaminacyjna, Katarzyna Koletyńska, Centralna Komisja Egzaminacyjna

***
Masz wybór – integracyjna czy zwykła?

Jaką szkołę wybrać dla dziecka - zwykłą czy integracyjną? To trudna i ważna decyzja. Mając podstawową wiedzę o funkcjonowaniu klasy integracyjnej, rodzic będzie mógł świadomie podjąć decyzję.  A jak wygląda nauczanie integracyjne?

...zdaniem pedagoga wspierającego
Ewa Kaźmierska, pedagog wspierający w Szkole Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi nr 342 w Warszawie:

Dla kogo są klasy integracyjne? Dla uczniów niepełnosprawnych. Ale czy tylko? Z mojego
doświadczenia wynika, że wielu rodziców zdrowych dzieci szczególnie zabiega o zapisanie
dziecka właśnie do klasy integracyjnej. Dlaczego? Mówią, że w klasie integracyjnej dzieci
nauczą się tolerancji i szacunku dla innych, niezależnie od ich wiedzy, wyglądu i sprawności. Chcą bowiem, by ich dzieci były nie tylko asertywne, ale i pełne empatii.

Jak wygląda zwykły dzień? Bywa, że w klasie integracyjnej dzień jest inny niż w zwykłej
klasie, bo więcej się w niej dzieje - niejako - obok nauki. Bywa, że jest po prostu więcej
hałasu i rozgardiaszu... Nieraz zdrowe dziecko musi poświęcić własną wygodę na rzecz osoby niepełnosprawnej. W klasie integracyjnej zawsze trzeba myśleć o potrzebach i możliwościach niepełnosprawnego kolegi czy koleżanki, chociażby planując zawody sportowe, wycieczkę za miasto czy do kina.

Dzieci niepełnosprawne są pod opieką pedagoga, ale nie znaczy to, że nie są pytane i wywoływane do tablicy przez nauczyciela prowadzącego. Dzieci zdrowe natomiast zawsze mogą liczyć na pomoc drugiej pani. Trzeba pamiętać, że w klasie integracyjnej każdy uczeń ma takie same prawa i obowiązki z zastrzeżeniem, że każdy jest indywidualnością mającą inne możliwości psychofizyczne.

W klasach integracyjnych sporo emocji wywołuje ocenianie. Oczywiście, każdy nauczyciel
analizując postępy swoich uczniów, ocenia je według indywidualnych możliwości dziecka.  I dlatego uzyskiwane przez uczniów noty nigdy nie są porównywane. Zasadę tę muszą zaakceptować zarówno uczniowie, jak i ich rodzice. Problemy "niesprawiedliwego" oceniania ujawniają się szczególnie na II etapie nauki, gdyż w młodszych klasach uczniowie otrzymują jedynie oceny opisowe. Szczegółowe zasady Wewnątrzszkolnego Systemu Oceniania powinny być zresztą przekazane do wiadomości wszystkich zainteresowanych na początku roku szkolnego.

Obowiązkiem wychowawcy jest wyjaśnienie rodzicom i dzieciom wszelkich zawiłości czy
wątpliwości - chociażby takich, dlaczego zarówno Olek, który ledwie czyta, jak i wzorowa ze wszystkich przedmiotów Ania, mają oceny celujące.

W zajęciach prowadzonych w klasach integracyjnych, często uczestniczą studenci pedagogiki i psychologii, odbywający swoje praktyki właśnie w takich placówkach. Nierzadko prowadzą badania związane z pracą dyplomową, przekazują dzieciom, i rodzicom różnorodne ankiety do wypełniania. Dzieci zazwyczaj przyjmują praktykantów z wielką radością.

Praca w klasie integracyjnej wymaga ścisłej współpracy pedagoga z nauczycielem. Zwykle
razem układają program wychowawczy czy kulturalny dla swoich uczniów, wystawiają oceny, uczestniczą w zebraniach z rodzicami. Bywa, że wspólnie lub zamiennie prowadzą zajęcia.

Jako pedagog wspierający uważam, po porównaniu z pracą w zwykłej klasie, że klasa integracyjna jest czymś wyjątkowym. Trzeba pamiętać, że edukacja szkolna to zaledwie
początek edukacji obywatelskiej. I to właśnie w szkołach widać jak pod mikroskopem, jak
wiele jest jeszcze uprzedzeń w postrzeganiu i traktowaniu osób niepełnosprawnych.

Starajmy się, by świat dzieci sprawnych i niepełnosprawnych był jeden - bezpieczny i
kolorowy.  

..we Wronkach
Katarzyna Grzebyta, pedagog specjalny, ze Szkoły Podstawowej Nr 1 we Wronkach:
Pracuję w szkole podstawowej z oddziałami klas specjalnych i ''szkoły życia'' dla uczniów
z lekką i głębszą niepełnosprawnością intelektualną.
W naszej szkole całe grono pedagogiczne dokłada wszelkich starań, by tworzyć ''klimat dla integracji''. Z myślą o tym opracowałam program zajęć integracyjnych, obejmujący różne sfery działalności naszej szkoły. Są to imprezy okolicznościowe, spotkania integracyjne, zajęcia sportowe i rekreacyjne, turystyka, zajęcia artystyczne i inne.

Każda organizowana impreza, spotkanie, wycieczka mają określony cel i zadania. Biorą w
nich udział zarówno uczniowie pełnosprawni, jak i niepełnosprawni. Najważniejsze, że obie
strony wynoszą z tych wzajemnych kontaktów wymierne korzyści.

U uczniów niepełnosprawnych obserwujemy istotne zmiany w rozwoju emocjonalnym - wzrost poczucia własnej wartości, samooceny, pewności siebie. Ich dotychczasowa postawa wycofująca ustępuje potrzebie nawiązywania kontaktów, także z pełnosprawnymi rówieśnikami.

To mobilizuje do rozbudzania ambicji i naśladowania pozytywnych wzorców. Uczniowie
niepełnosprawni intelektualnie stają się bardziej komunikatywni i samodzielni. Czują się
dowartościowani, gdy np. okazują się sprawniejsi fizycznie w rywalizacji sportowej. Często
piękniej rysują, malują, mają większe zdolności artystyczne niż pełnosprawni rówieśnicy.

Integracji nie można rozpatrywać tylko w kategoriach jednej ze stron, tzn. dziecka
niepełnosprawnego. Należy ujmować ją także jako wychowanie do integracji dzieci sprawnych.

Co one mogą i powinny wynieść z kontaktów z niepełnosprawnymi kolegami?
Przede wszystkim uczą się traktowania odmienności jako czegoś naturalnego, niewzbudzającego sensacji czy zażenowania; ponadto tolerancji, opiekuńczości, solidarności, troskliwości, umiejętności współżycia z innymi. Kontakt dziecka sprawnego z
niepełnosprawnym kształtuje właściwą postawę wobec innych ludzi, skłania do większej
otwartości i wyrozumiałości. Możliwość porównania własnych ograniczeń i trudności z
codziennymi zmaganiami dzieci niepełnosprawnych uczy pokory i cierpliwości w pokonywaniu życiowych przeszkód.

Dlatego tak istotne jest wpajanie idei integracji już od najmłodszych lat oraz nawiązywanie i pielęgnowanie kontaktów pomiędzy osobami sprawnymi i niepełnosprawnymi.

Taka postawa przynosi obu stronom nie tylko wiele satysfakcji i radości, ale przyczynia się również do tego, że otaczający świat staje się bardziej przyjazny.

..w Głogowie
Anna Pakosz, nauczycielka w Szkole Podstawowej nr 1 w Głogowie:

Jako nauczyciel nauczania zintegrowanego w szkole podstawowej podjęłam wraz z moimi
wychowankami współpracę integracyjną ze szkołą specjalną dla uczniów upośledzonych
umysłowo - Szkołą Życia.

Zanim do współpracy doszło, postanowiłam wprowadzić do świadomości moich wychowanków - uczniów klasy trzeciej - zasadę, że ''miarą kultury społeczeństwa jest między innymi stosunek do osób niepełnosprawnych''. Wyjaśniłam pojęcie integracji społecznej i przeprowadziłam rozmowę na temat niepełnosprawności dzieci, z którymi zamierzamy podjąć współpracę. Przedstawiłam im cele i korzyści, jakie wszyscy mogą osiągnąć z tej współpracy. Po uzyskaniu zgody i akceptacji dzieci oraz ich rodziców przystąpiliśmy do realizacji planu.

Ideę realizowaliśmy m.in. poprzez:
- uczestnictwo w życiu kulturalnym naszego miasta
- naukę piosenek i tańców
- wspólne wykonywanie prac plastycznych i technicznych, udział w konkursach plastycznych
- wzajemne odwiedziny i wspólne obchodzenie uroczystości
- wspólne przygotowywanie teatrzyków i inscenizacji
- wspólną naukę, zabawę, wypoczynek (wycieczki dydaktyczno-rewalidacyjne, pikniki)
- przygotowanie programu artystycznego dla rodziców z okazji obchodów Dnia Matki i Ojca
- organizowanie zabaw ruchowych i zawodów sportowych.

Moi uczniowie z własnej inicjatywy zebrali odzież, bajki i zabawki dla swoich kolegów ze
Szkoły Życia. Dzieci stały się bardziej wrażliwe na potrzeby innych, opiekuńcze, troskliwe. Doskonale współpracowały z kolegami nie tylko podczas zabawy, ale również podczas pracy. Same czuły się niejako nauczycielami wspierającymi rozwój psychospołeczny swoich kolegów.

Uczniowie ze Szkoły Życia poprzez kontakt z dziećmi pełnosprawnymi wzbogacili swoje
doświadczenia, poznali nowe pojęcia, mieli okazję nawiązać kontakty, uczyli się współdziałania w grupie. Podczas zajęć dzieci czuły się bezpieczne, akceptowane i pewne
siebie.

Wszystkie dzieci polubiły te spotkania i zajęcia. Szczególnie przypadło im do gustu wykonywanie wspólnych prac plastycznych i technicznych. Lubiły również razem tańczyć i
śpiewać. Niepotrzebny był specjalista, aby stwierdzić, że doskonale się bawią i razem pracują.

Wielokrotnie podczas spotkań z rodzicami rozmawiałam na temat "naszej małej integracji".

Rodzice dużo dowiadywali się od swoich dzieci o niepełnosprawności innych, uczniowie sami inicjowali rozmowy na ten temat.

Cieszę się, że nie jest to temat tabu, że dzieci chętnie dzieliły się z rodzicami i rówieśnikami swoimi spostrzeżeniami powstałymi w wyniku kontaktów z dziećmi upośledzonymi.

..w Bolesławcu
Renata Sobko, doradca metodyczny i nauczyciel nauczania zintegrowanego w Szkole
Podstawowej nr 2 w Bolesławcu:

Nasza szkoła jest: przystosowana do przyjęcia osób niepełnosprawnych i w pełni otwarta na potrzeby i rozwój dzieci.

Mamy windę osobową w klatce schodowej wjeżdżającą na I piętro; pokój pielęgnacyjny i
rehabilitacyjny - wyposażony w odpowiedni sprzęt do ćwiczeń dla uczniów; poręcze, uchwyty - urządzenia pomocnicze i ułatwiające poruszanie się dzieci niepełnosprawnych (umocowane na ścianie z zachowaniem odpowiedniej wysokości), poręcze wykorzystywane są w celu odpoczynku lub chwilowego wsparcia się osób niepełnosprawnych; toaletę dla osób niepełnosprawnych - wyposażenie zaprojektowano według katalogu urządzeń "Przyjazny świat" firmy Koło.

W szkole pracują pedagodzy, psycholog, logopeda, rehabilitantka i pielęgniarka. Z pomocy specjalistów mogą korzystać nie tylko dzieci chore, ale i zdrowe, a także ich rodzice.

Psycholog pracuje z dziećmi w ramach terapii psychologicznej, rehabilitantka indywidualnie z dziećmi niepełnosprawnymi ruchowo, logopeda dwa razy w tygodniu pracuje z dziećmi z wadami wymowy.

Nauczyciele korzystają z porad specjalistów, a swoje umiejętności i kwalifikacje podnoszą
na kursach i studiach podyplomowych. W każdej klasie integracyjnej pracuje dwóch
nauczycieli - prowadzący i wspomagający. W klasach uczy się do 20 uczniów, w tym 3-4
uczniów niepełnosprawnych. Pomieszczenia znajdują się na parterze szkoły. Każda klasa
integracyjna ma indywidualny wystrój i charakter.

Uczniowie niepełnosprawni siedzą przy stoliku z uczniami zdrowymi. W każdej sali znajduje się miejsce relaksacyjne, gdzie odbywają się psychozabawy, psychodramy, a także indywidualne spotkania nauczyciela z uczniem. Można tam też odpocząć.

W procesie kształcenia nauczyciel i uczniowie wchodzą w kontakty interpersonalne. Tylko
ustawiczne włączanie uczniów w życie klasy, szkoły i innych społeczności, w podejmowanie różnych zadań edukacyjnych, pobudza motywację i gotowość do określonej aktywności z własnego wyboru, własnych potrzeb, zgodnie z indywidualnymi możliwościami.

..we Włocławku
Elżbieta Tyter, nauczycielka klasy integracyjnej SzkołyPodstawowej Nr 20 we Włocławku:

Wśród moich uczniów są dzieci niepełnosprawne umysłowo, przewlekle chore oraz z dysfunkcją ruchu. Wraz z nauczycielem wspomagającym mamy pełne kwalifikacje do prowadzenia takiej klasy.

Codziennie obserwujemy, jak obie strony korzystają na wzajemnych kontaktach. Zdarzają się jednak i chwile trudne. Dzieci pochodzą z różnych środowisk. Czasami do klasy integracyjnej trafiają "z przypadku". Nikt z nimi nie rozmawiał, nikt nie nauczył wrażliwości. Bardzo trudno jest integrować dzieci, gdy "te zdrowe" są nieczułe, złośliwe,
czasami wręcz agresywne.

Przykład: wiążemy krąg - chłopiec odsuwa się od dziewczynki, która nie ma rączki i mówi
przy tym brzydkie słowo. Jak wtedy czuje się dziewczynka? Takie chwile naprawdę się
zdarzają... takie jest przecież życie.

Praca w klasie integracyjnej to dla nauczyciela wyzwanie. Oprócz pracy wychowawczej,
należy przecież realizować normalny program nauczania.
Zaczęłam od zebrania z rodzicami - usiedliśmy w kręgu i porozmawialiśmy. Jakie rodzice
mają oczekiwania, dlaczego wybrali dla swoich dzieci właśnie klasę integracyjną, jak
pracuje się w takiej klasie, jak mogą pomóc.

Integrujemy dzieci w czasie codziennych zajęć. Podstawą naszej pracy są zabawy integracyjne i rozmowy w kręgu, praca w grupie.

W nauce stawiamy na współpracę, nie na rywalizację. Nie organizujemy wystawy pięknych
zeszytów, bo wiemy, że kolegom trudno jest pisać, jeśli ręka jest bezwładna lub jej brak.

Prace plastyczne i techniczne związane z wycinaniem, lepieniem, organizujemy w parach
(niepełnosprawny i zdrowy uczeń), tak by dzieci nie poczuły się słabsze czy inne.

Poprzez zabawę uczymy współodczuwania i wrażliwości - dzieci pakują plecak, ubierają się w strój gimnastyczny, próbują wiązać but, tak jak Marysia - za pomocą jednej ręki. Z podziwem patrzą wtedy na Marysię, bo ona robi to migiem.

W naszej klasie stawiamy na imprezy klasowe, wycieczki i spotkania pozaszkolne. Podczas swobodnych zajęć łatwiej jest dzieciom dotrzeć do siebie i zrozumieć ograniczenia drugiego człowieka. Obserwujemy wtedy, jak pomagają sobie wiązać buty, noszą chorym dzieciom plecaki.

Odwiedzamy inne klasy integracyjne, również inne szkoły. Uczniowie dostrzegają, że takich klas jest więcej, że obecność niepełnosprawnych to normalność. Widok osoby upośledzonej nie budzi zdziwienia ani obaw.

Staramy się pokazać wszystkim dzieciom, szczególnie tym zdrowym, jak prowadzi się
rehabilitację dzieci niepełnosprawnych. Jeździmy na zajęcia dogoterapii, hipoterapii, planujemy zajęcia w sali doświadczenia życia.

Pomysłów mamy dużo. Każdy dzień z naszymi uczniami to niespodzianka.

Uczą się pomagać, nie współczuć
''Uważam, że dzieci i młodzież powinny edukować się w warunkach normalnych. Bez względu na to, czy mają jakieś deficyty rozwojowe, czy nie. Najważniejsze jest dobro dziecka, ono powinno decydować o tym, czy dziecko zostanie przekazane do szkoły specjalnej czy nie.

Jestem zwolenniczką klas integracyjnych. Dzięki takim szkołom dzieci niepełnosprawne mogą uczyć się w typowej grupie rówieśniczej i nie są izolowane od innych dzieci. I w takich, typowych warunkach przygotowują się do życia. Poza tym dzieci sprawne mają możliwość nauczenia się okazywania umiejętnie pomocy. Pomocy a nie współczucia.''
Anna Zawisza, Dyrektor Departamentu Kształcenia Ogólnego, Specjalnego i Profilaktyki Społecznej Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu

Nie zawsze jest dobrze
"Nie jestem zachwycona tworzeniem specjalnych szkół integracyjnych, nie wszystkie takie

powinny być. Lepszym rozwiązaniem jest edukacja włączająca, ponieważ każde dziecko, nie tylko niepełnosprawne, wymaga indywidualnego podejścia. Warunkiem zastosowania jednak takiej metody nauczania jest zmiana sposobu kształcenia kadry pedagogicznej tak, by każdy pedagog i nauczyciel wiedział, jak powinien zajmować się dzieckiem niepełnosprawnym.  

Umiejętność pracy z dzieckiem niepełnosprawnym często jest elementem weryfikującym
zdolności pedagogiczne nauczyciela. Część nauczycieli w ogóle nie nadaje się do tego
zawodu, a żaden z nich nie przechodzi testów psychologicznych, Sytuacja taka świadczy o
słabości systemu edukacji. Znam szkoły integracyjne, które działają dobrze i takie, które
działają źle. Mamy modę na integrację.  W jednej z gmin władze samorządowe doszły do
wniosku, że dobrze jest mieć szkołę integracyjną i taka placówka powstała. Niestety, nauczyciele byli zupełnie nieprzygotowani do kontaktu z niepełnosprawnymi dziećmi, a w
konsekwencji były one izolowane. Sama chodziłam do liceum z niewidomą dziewczynką.

Dyrekcja nie widziała problemu, żeby mogła uczęszczać do tej szkoły. Stworzono jej
właściwe warunki. Jedyne dodatkowe zajęcia, jakich potrzebowała, to geometria. Oczywiście, gdyby takie sytuacje zdarzały się powszechnie, powinien być stworzony odpowiedni system wsparcia dla uczniów i nauczycieli. To, co w edukacji jest najważniejsze, to nauczenie bycia człowiekiem, a nie kilku przedmiotów i pięciu języków. Uczniowie niepełnosprawni powinni być przez każda szkołę postrzegani jako dar."
Alina Bałdyga-Kozińska, prezes Federacji Inicjatyw Oświatowych.
Więcej o edukacji włączającej:  www.fio.interklasa.pl


Bolesna kontrola NIK
W roku szkolnym 2002/2003 w szkołach podstawowych i gimnazjach kształciło się 166 399
uczniów niepełnosprawnych, co stanowiło 3,6 proc. ogółu uczniów, w tym w oddziałach
integracyjnych 11 651, tj. 15,4 proc.
NIK od 1 kwietnia do 7 lipca 2003 r. przeprowadziła kontrole kuratoriów oświaty, poradni
psychologiczno-pedagogicznych, ośrodków szkolno-wychowawczych oraz szkół gminnych lub powiatowych.
Kontrola wykazała, że:
- w 36,7 proc. szkół prowadzących klasy integracyjne lub specjalne stwierdzono zbyt dużą
liczbę uczniów w klasie
- w 26,6 proc. szkół zajęcia kumulowano, odbywały się tylko częściowo albo się nie
odbywały
- w 18 spośród 19 szkół zatrudniano nauczycieli wspomagających, jednak z powodu ograniczeń finansowych nie byli obecni na wszystkich lekcjach
- w 1/3 skontrolowanych szkół stwierdzono niewystarczającą aktywność w zakresie
rewalidacji indywidualnej uczniów.

Przyczyniała się do tego m.in. ogólnikowość niektórych zaleceń i brak praktycznych
wskazówek, które wynikały z niedostatecznej rzetelności komisji orzekających o potrzebie
kształcenia specjalnego,
- w 23,3 proc. stwierdzono braki w przygotowaniu zawodowym nauczycieli w stosunku do
wymagań określonych przez MENiS lub nieprawidłowości dotyczące sposobu ich zatrudnienia,
- w 2/3 kontrolowanych szkół do wielu przedmiotów brakowało aktualnych podręczników i
zeszytów ćwiczeń przystosowanych do potrzeb uczniów niepełnosprawnych, gdyż MENiS nie dał wystarczających środków finansowych na zakup,
- tylko w 26,7 proc. badanych szkół zlikwidowano bariery architektoniczne, w pozostałych
szkołach wykonano tylko część niezbędnych prac lub nie podjęto żadnych działań w celu
likwidacji barier,
- w 42,8 proc. placówek stwierdzono ponad 2-miesięczny czas oczekiwania przez dzieci na
badania, w 2 poradniach okres oczekiwania dochodził nawet do roku,
- Minister Edukacji Narodowej i Sportu nie wywiązał się w pełni z obowiązku wydania aktów wykonawczych do ustawy o systemie oświaty dotyczących kształcenia osób niepełnosprawnych.

Nie wydano 3 rozporządzeń, a 3 inne ukazały się z opóźnieniem.

Więcej informacji na stronie www.nik.gov.pl


Źródło: "Integracja" 3/2004
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #11 dnia: Styczeń 16, 2007, 01:41:02 pm »
Wklejam artykuł, skoro się pojawił w portalu o2.pl, ale uważam, że tytuł jest niestosowny...  nawet jeśli słowo w tytule jest wzięte w cudzysłów, a artykuł napisany w dobrej wierze, to tak czy inaczej, moim zdaniem, używanie określeń typu "debil" w odniesieniu do dzieci niepełnosprawnych przyczynia się do powstawania negatywnych skojarzeń i buduje pewien obraz....


Zarobic na "debilach"[/[/u]URL]

Grześ nie może spożywać produktów zawierających gluten, musi jadać specjalne posiłki przygotowywane mu przez rodziców. Był zapisany do przedszkola integracyjnego, gdzie oprócz niego były jeszcze inne dzieci z dysfunkcjami. Mama przygotowywała mu posiłki. Po kilku miesiącach rodzice Grzesia zostali poproszeni o zabranie go z przedszkola. Z tą jego dietą jest za duży kłopot – usłyszeli.

Geniusze i autystycy

Kiedy logopedka głoskuje słowo f-o-t-o-k-a-l-o-r-y-m-e-t-r, Kamil, który jest w piątej klasie podstawówki, powtarza je od razu, chociaż nie ma pojęcia, co to jest fotokalorymetr. Potrafi też powtórzyć trudniejsze słowa. Potrafi pisać bez błędów i płynnie czytać. Kamil chodził do szkoły, gdzie były klasy integracyjne, ale on do niej nie trafił. Nie było potrzeby. Potem okazało się, że był trochę nadpobudliwy i często się wygłupiał, ale miał wyniki. Rodzice nie stwarzali mu za dobrych warunków do nauki, trochę pili. Kamil, przez to że był za bardzo ruchliwy, został zakwalifikowany do szkoły specjalnej. Nie pozwolono mu uczęszczać do równorzędnej klasy integracyjnej. Dziś nie ma szans, żeby się dalej normalnie rozwijał. Znalazł się na marginesie, mimo że nigdy nie miał jedynki na półrocze i nie groziło mu powtarzanie klasy. Jego matka nie protestowała, chociaż mogła to zrobić, bo ważne przecież jest, żeby w ogóle jakąś szkołę skończył, a poza tym co ją to obchodzi.

Mama autystycznej Ani bezskutecznie próbowała znaleźć dla niej jakąś szkołę. Dziewczynka dotknięta jest głębokim autyzmem i do ósmego roku życia chodziła do przedszkola. Mogła w nim zostać, lecz rodzice postanowili wysłać ją do szkolnej zerówki. Rodzice Ani mieszkają pod Warszawą. W okolicy jest mnóstwo prywatnych, drogich szkół i przedszkoli deklarujących się jako placówki integracyjne. Pobyt dziecka kosztuje tam około 600 zł za miesiąc. Anki nie przyjęto do żadnej szkoły integracyjnej, tłumacząc to tym, że nie ma w szkole innych upośledzonych dzieci, z którymi mogłaby tworzyć grupę. Okazało się jednak, że dziecko może chodzić do zwykłej szkoły w rejonie, do którego jest przypisane. To mała wiejska szkoła. Dyrektor zatrudnił od razu dodatkową opiekunkę dla Ani, a wiejskie dzieci, które wędrują tu przez pola, polubiły swoją milczącą koleżankę i śpiewają jej piosenki. Po pół roku Ania, która mówi bardzo niewiele, też zaczęła śpiewać.

Kiedy rodzice Ani mieszkali we Francji, w małym miasteczku nad Loarą, miejscowy mer zatrudnił dla małej autystycznej Polki dwójkę nauczycieli wspomagających, którzy mieli przebywać z nią przez cały czas z wyjątkiem nocy. Tylko to dawało jakieś szanse, że dziewczynka się "obudzi". Płaciło za to merostwo.

Bea przyjechała ze swoimi rodzicami z Wenezueli. Nie jest dzieckiem dysfunkcyjnym, jest zwyczajną dziewczynką, która mówi po hiszpańsku. Rodzice w trosce o jej edukację wysłali ją do szkoły integracyjnej. Dziewczynka przychodzi do klasy, siada i siedzi bez słowa. Już drugi rok. Dyrekcja szkoły nie zatrudniła logopedy ani nauczyciela wspomagającego z hiszpańskim, żeby mała Bea mogła czegoś się w Polsce nauczyć. Bo i po co?

Dzieci tylko przeszkadzają

Jest w Polsce miasto - którego nazwę litościwie pominę, bo sytuacja tam zaczęła się już normować i widać kres patologii i łamaniu prawa - gdzie rodzice dzieci z dysfunkcjami uczęszczających do przedszkola integracyjnego muszą podpisywać deklarację, że będą swoje upośledzone dzieci odbierać do 13:00. Po tej godzinie integracja w tych placówkach odbywała się już bez przeszkód między dziećmi zdrowymi. I już nikt nikomu nie zawracał głowy małymi downami i autystykami.

W jednej z podwarszawskich szkół integracyjnych nauczycielka rozmawia z inną nauczycielką o swoich upośledzonych podopiecznych, używając słów takich jak głupki, debile, idioci.

Prywatne oświatowe placówki integracyjne to dobry interes. Wystarczy, że zapisze się do takiej szkoły trójkę dzieci z lekkimi dysfunkcjami. Wtedy można otworzyć klasę integracyjną i reklamować się jako szkoła integracyjna. Integracyjna czyli lepsza, wyczulona na potrzeby dziecka, szkoła, w której pracują wrażliwsi nauczyciele i sympatyczniejsze "ciocie". Integracyjna czyli po prostu fajniejsza, zupełnie odlotowa. Ceny za miesiąc pobytu w tych szkołach wahają się od 400 do 600 złotych za miesiąc.

Teoretycznie kontrolę nad placówkami oświatowymi, także prywatnymi, sprawuje specjalnie do tego celu powołana komórka kuratorium. W praktyce tego, co dzieje się w przedszkolach i szkołach utworzonych pod szyldem "integracji", nie kontroluje nikt.

W jednym z warszawskich przedszkoli (zwykłym, nie integracyjnym) dzieci, zanim zostaną przyjęte do grupy, muszą przejść specjalny test. Przychodzą z rodzicami, mają się bawić z nimi i innymi dziećmi pod okiem psychologa i wychowawcy. Dzieci, które są mało aktywne lub zbyt rozbiegane, albo takie, które nie mówią lub mówią źle, nie mają szans, by się zakwalifikować.

Jeśli w trakcie roku przedszkolnego dziecko nie wykazuje oczekiwanych przez wychowawców postępów, jego rodzice mogą zostać poproszeni, by poszukali dla swojego malca innego przedszkola. Chętnych na to, by ich dzieci uczęszczały do tak prowadzonej placówki jest bardzo wielu. Wiadomo - ambicja. Dzieci, które przejdą naukę w tak elitarnym miejscu, będą miały lepszy start w życiu, będą więcej znaczyć i łatwiej im będzie znaleźć pracę.

Póki co, nie widać końca tej obłąkanej sytuacji.

Gabriel Maciejewski

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #12 dnia: Styczeń 16, 2007, 01:42:15 pm »
Wklejam artykuł, skoro się pojawił w portalu o2.pl, ale uważam, że tytuł jest niestosowny...  nawet jeśli słowo w tytule jest wzięte w cudzysłów, a artykuł napisany w dobrej wierze, to tak czy inaczej, moim zdaniem, używanie określeń typu "debil" w odniesieniu do dzieci niepełnosprawnych przyczynia się do powstawania negatywnych skojarzeń i buduje pewien obraz....


Zarobic na "debilach"[/[/u]URL]

Grześ nie może spożywać produktów zawierających gluten, musi jadać specjalne posiłki przygotowywane mu przez rodziców. Był zapisany do przedszkola integracyjnego, gdzie oprócz niego były jeszcze inne dzieci z dysfunkcjami. Mama przygotowywała mu posiłki. Po kilku miesiącach rodzice Grzesia zostali poproszeni o zabranie go z przedszkola. Z tą jego dietą jest za duży kłopot – usłyszeli.

Geniusze i autystycy

Kiedy logopedka głoskuje słowo f-o-t-o-k-a-l-o-r-y-m-e-t-r, Kamil, który jest w piątej klasie podstawówki, powtarza je od razu, chociaż nie ma pojęcia, co to jest fotokalorymetr. Potrafi też powtórzyć trudniejsze słowa. Potrafi pisać bez błędów i płynnie czytać. Kamil chodził do szkoły, gdzie były klasy integracyjne, ale on do niej nie trafił. Nie było potrzeby. Potem okazało się, że był trochę nadpobudliwy i często się wygłupiał, ale miał wyniki. Rodzice nie stwarzali mu za dobrych warunków do nauki, trochę pili. Kamil, przez to że był za bardzo ruchliwy, został zakwalifikowany do szkoły specjalnej. Nie pozwolono mu uczęszczać do równorzędnej klasy integracyjnej. Dziś nie ma szans, żeby się dalej normalnie rozwijał. Znalazł się na marginesie, mimo że nigdy nie miał jedynki na półrocze i nie groziło mu powtarzanie klasy. Jego matka nie protestowała, chociaż mogła to zrobić, bo ważne przecież jest, żeby w ogóle jakąś szkołę skończył, a poza tym co ją to obchodzi.

Mama autystycznej Ani bezskutecznie próbowała znaleźć dla niej jakąś szkołę. Dziewczynka dotknięta jest głębokim autyzmem i do ósmego roku życia chodziła do przedszkola. Mogła w nim zostać, lecz rodzice postanowili wysłać ją do szkolnej zerówki. Rodzice Ani mieszkają pod Warszawą. W okolicy jest mnóstwo prywatnych, drogich szkół i przedszkoli deklarujących się jako placówki integracyjne. Pobyt dziecka kosztuje tam około 600 zł za miesiąc. Anki nie przyjęto do żadnej szkoły integracyjnej, tłumacząc to tym, że nie ma w szkole innych upośledzonych dzieci, z którymi mogłaby tworzyć grupę. Okazało się jednak, że dziecko może chodzić do zwykłej szkoły w rejonie, do którego jest przypisane. To mała wiejska szkoła. Dyrektor zatrudnił od razu dodatkową opiekunkę dla Ani, a wiejskie dzieci, które wędrują tu przez pola, polubiły swoją milczącą koleżankę i śpiewają jej piosenki. Po pół roku Ania, która mówi bardzo niewiele, też zaczęła śpiewać.

Kiedy rodzice Ani mieszkali we Francji, w małym miasteczku nad Loarą, miejscowy mer zatrudnił dla małej autystycznej Polki dwójkę nauczycieli wspomagających, którzy mieli przebywać z nią przez cały czas z wyjątkiem nocy. Tylko to dawało jakieś szanse, że dziewczynka się "obudzi". Płaciło za to merostwo.

Bea przyjechała ze swoimi rodzicami z Wenezueli. Nie jest dzieckiem dysfunkcyjnym, jest zwyczajną dziewczynką, która mówi po hiszpańsku. Rodzice w trosce o jej edukację wysłali ją do szkoły integracyjnej. Dziewczynka przychodzi do klasy, siada i siedzi bez słowa. Już drugi rok. Dyrekcja szkoły nie zatrudniła logopedy ani nauczyciela wspomagającego z hiszpańskim, żeby mała Bea mogła czegoś się w Polsce nauczyć. Bo i po co?

Dzieci tylko przeszkadzają

Jest w Polsce miasto - którego nazwę litościwie pominę, bo sytuacja tam zaczęła się już normować i widać kres patologii i łamaniu prawa - gdzie rodzice dzieci z dysfunkcjami uczęszczających do przedszkola integracyjnego muszą podpisywać deklarację, że będą swoje upośledzone dzieci odbierać do 13:00. Po tej godzinie integracja w tych placówkach odbywała się już bez przeszkód między dziećmi zdrowymi. I już nikt nikomu nie zawracał głowy małymi downami i autystykami.

W jednej z podwarszawskich szkół integracyjnych nauczycielka rozmawia z inną nauczycielką o swoich upośledzonych podopiecznych, używając słów takich jak głupki, debile, idioci.

Prywatne oświatowe placówki integracyjne to dobry interes. Wystarczy, że zapisze się do takiej szkoły trójkę dzieci z lekkimi dysfunkcjami. Wtedy można otworzyć klasę integracyjną i reklamować się jako szkoła integracyjna. Integracyjna czyli lepsza, wyczulona na potrzeby dziecka, szkoła, w której pracują wrażliwsi nauczyciele i sympatyczniejsze "ciocie". Integracyjna czyli po prostu fajniejsza, zupełnie odlotowa. Ceny za miesiąc pobytu w tych szkołach wahają się od 400 do 600 złotych za miesiąc.

Teoretycznie kontrolę nad placówkami oświatowymi, także prywatnymi, sprawuje specjalnie do tego celu powołana komórka kuratorium. W praktyce tego, co dzieje się w przedszkolach i szkołach utworzonych pod szyldem "integracji", nie kontroluje nikt.

W jednym z warszawskich przedszkoli (zwykłym, nie integracyjnym) dzieci, zanim zostaną przyjęte do grupy, muszą przejść specjalny test. Przychodzą z rodzicami, mają się bawić z nimi i innymi dziećmi pod okiem psychologa i wychowawcy. Dzieci, które są mało aktywne lub zbyt rozbiegane, albo takie, które nie mówią lub mówią źle, nie mają szans, by się zakwalifikować.

Jeśli w trakcie roku przedszkolnego dziecko nie wykazuje oczekiwanych przez wychowawców postępów, jego rodzice mogą zostać poproszeni, by poszukali dla swojego malca innego przedszkola. Chętnych na to, by ich dzieci uczęszczały do tak prowadzonej placówki jest bardzo wielu. Wiadomo - ambicja. Dzieci, które przejdą naukę w tak elitarnym miejscu, będą miały lepszy start w życiu, będą więcej znaczyć i łatwiej im będzie znaleźć pracę.

Póki co, nie widać końca tej obłąkanej sytuacji.

Gabriel Maciejewski

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #13 dnia: Styczeń 16, 2007, 01:42:13 pm »
Wklejam artykuł, skoro się pojawił w portalu o2.pl, ale uważam, że tytuł jest niestosowny...  nawet jeśli słowo w tytule jest wzięte w cudzysłów, a artykuł napisany w dobrej wierze, to tak czy inaczej, moim zdaniem, używanie określeń typu "debil" w odniesieniu do dzieci niepełnosprawnych przyczynia się do powstawania negatywnych skojarzeń i buduje pewien obraz....


Zarobic na "debilach"[/[/u]URL]

Grześ nie może spożywać produktów zawierających gluten, musi jadać specjalne posiłki przygotowywane mu przez rodziców. Był zapisany do przedszkola integracyjnego, gdzie oprócz niego były jeszcze inne dzieci z dysfunkcjami. Mama przygotowywała mu posiłki. Po kilku miesiącach rodzice Grzesia zostali poproszeni o zabranie go z przedszkola. Z tą jego dietą jest za duży kłopot – usłyszeli.

Geniusze i autystycy

Kiedy logopedka głoskuje słowo f-o-t-o-k-a-l-o-r-y-m-e-t-r, Kamil, który jest w piątej klasie podstawówki, powtarza je od razu, chociaż nie ma pojęcia, co to jest fotokalorymetr. Potrafi też powtórzyć trudniejsze słowa. Potrafi pisać bez błędów i płynnie czytać. Kamil chodził do szkoły, gdzie były klasy integracyjne, ale on do niej nie trafił. Nie było potrzeby. Potem okazało się, że był trochę nadpobudliwy i często się wygłupiał, ale miał wyniki. Rodzice nie stwarzali mu za dobrych warunków do nauki, trochę pili. Kamil, przez to że był za bardzo ruchliwy, został zakwalifikowany do szkoły specjalnej. Nie pozwolono mu uczęszczać do równorzędnej klasy integracyjnej. Dziś nie ma szans, żeby się dalej normalnie rozwijał. Znalazł się na marginesie, mimo że nigdy nie miał jedynki na półrocze i nie groziło mu powtarzanie klasy. Jego matka nie protestowała, chociaż mogła to zrobić, bo ważne przecież jest, żeby w ogóle jakąś szkołę skończył, a poza tym co ją to obchodzi.

Mama autystycznej Ani bezskutecznie próbowała znaleźć dla niej jakąś szkołę. Dziewczynka dotknięta jest głębokim autyzmem i do ósmego roku życia chodziła do przedszkola. Mogła w nim zostać, lecz rodzice postanowili wysłać ją do szkolnej zerówki. Rodzice Ani mieszkają pod Warszawą. W okolicy jest mnóstwo prywatnych, drogich szkół i przedszkoli deklarujących się jako placówki integracyjne. Pobyt dziecka kosztuje tam około 600 zł za miesiąc. Anki nie przyjęto do żadnej szkoły integracyjnej, tłumacząc to tym, że nie ma w szkole innych upośledzonych dzieci, z którymi mogłaby tworzyć grupę. Okazało się jednak, że dziecko może chodzić do zwykłej szkoły w rejonie, do którego jest przypisane. To mała wiejska szkoła. Dyrektor zatrudnił od razu dodatkową opiekunkę dla Ani, a wiejskie dzieci, które wędrują tu przez pola, polubiły swoją milczącą koleżankę i śpiewają jej piosenki. Po pół roku Ania, która mówi bardzo niewiele, też zaczęła śpiewać.

Kiedy rodzice Ani mieszkali we Francji, w małym miasteczku nad Loarą, miejscowy mer zatrudnił dla małej autystycznej Polki dwójkę nauczycieli wspomagających, którzy mieli przebywać z nią przez cały czas z wyjątkiem nocy. Tylko to dawało jakieś szanse, że dziewczynka się "obudzi". Płaciło za to merostwo.

Bea przyjechała ze swoimi rodzicami z Wenezueli. Nie jest dzieckiem dysfunkcyjnym, jest zwyczajną dziewczynką, która mówi po hiszpańsku. Rodzice w trosce o jej edukację wysłali ją do szkoły integracyjnej. Dziewczynka przychodzi do klasy, siada i siedzi bez słowa. Już drugi rok. Dyrekcja szkoły nie zatrudniła logopedy ani nauczyciela wspomagającego z hiszpańskim, żeby mała Bea mogła czegoś się w Polsce nauczyć. Bo i po co?

Dzieci tylko przeszkadzają

Jest w Polsce miasto - którego nazwę litościwie pominę, bo sytuacja tam zaczęła się już normować i widać kres patologii i łamaniu prawa - gdzie rodzice dzieci z dysfunkcjami uczęszczających do przedszkola integracyjnego muszą podpisywać deklarację, że będą swoje upośledzone dzieci odbierać do 13:00. Po tej godzinie integracja w tych placówkach odbywała się już bez przeszkód między dziećmi zdrowymi. I już nikt nikomu nie zawracał głowy małymi downami i autystykami.

W jednej z podwarszawskich szkół integracyjnych nauczycielka rozmawia z inną nauczycielką o swoich upośledzonych podopiecznych, używając słów takich jak głupki, debile, idioci.

Prywatne oświatowe placówki integracyjne to dobry interes. Wystarczy, że zapisze się do takiej szkoły trójkę dzieci z lekkimi dysfunkcjami. Wtedy można otworzyć klasę integracyjną i reklamować się jako szkoła integracyjna. Integracyjna czyli lepsza, wyczulona na potrzeby dziecka, szkoła, w której pracują wrażliwsi nauczyciele i sympatyczniejsze "ciocie". Integracyjna czyli po prostu fajniejsza, zupełnie odlotowa. Ceny za miesiąc pobytu w tych szkołach wahają się od 400 do 600 złotych za miesiąc.

Teoretycznie kontrolę nad placówkami oświatowymi, także prywatnymi, sprawuje specjalnie do tego celu powołana komórka kuratorium. W praktyce tego, co dzieje się w przedszkolach i szkołach utworzonych pod szyldem "integracji", nie kontroluje nikt.

W jednym z warszawskich przedszkoli (zwykłym, nie integracyjnym) dzieci, zanim zostaną przyjęte do grupy, muszą przejść specjalny test. Przychodzą z rodzicami, mają się bawić z nimi i innymi dziećmi pod okiem psychologa i wychowawcy. Dzieci, które są mało aktywne lub zbyt rozbiegane, albo takie, które nie mówią lub mówią źle, nie mają szans, by się zakwalifikować.

Jeśli w trakcie roku przedszkolnego dziecko nie wykazuje oczekiwanych przez wychowawców postępów, jego rodzice mogą zostać poproszeni, by poszukali dla swojego malca innego przedszkola. Chętnych na to, by ich dzieci uczęszczały do tak prowadzonej placówki jest bardzo wielu. Wiadomo - ambicja. Dzieci, które przejdą naukę w tak elitarnym miejscu, będą miały lepszy start w życiu, będą więcej znaczyć i łatwiej im będzie znaleźć pracę.

Póki co, nie widać końca tej obłąkanej sytuacji.

Gabriel Maciejewski

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #14 dnia: Styczeń 16, 2007, 01:43:46 pm »
Wklejam artykuł, skoro się pojawił w portalu o2.pl, ale uważam, że tytuł jest niestosowny...  nawet jeśli słowo w tytule jest wzięte w cudzysłów, a artykuł napisany w dobrej wierze, to tak czy inaczej, moim zdaniem, używanie określeń typu "debil" w odniesieniu do dzieci niepełnosprawnych przyczynia się do powstawania negatywnych skojarzeń i buduje pewien obraz w społeczeństwie....

Zarobic na "debilach"

Grześ nie może spożywać produktów zawierających gluten, musi jadać specjalne posiłki przygotowywane mu przez rodziców. Był zapisany do przedszkola integracyjnego, gdzie oprócz niego były jeszcze inne dzieci z dysfunkcjami. Mama przygotowywała mu posiłki. Po kilku miesiącach rodzice Grzesia zostali poproszeni o zabranie go z przedszkola. Z tą jego dietą jest za duży kłopot – usłyszeli.

Geniusze i autystycy

Kiedy logopedka głoskuje słowo f-o-t-o-k-a-l-o-r-y-m-e-t-r, Kamil, który jest w piątej klasie podstawówki, powtarza je od razu, chociaż nie ma pojęcia, co to jest fotokalorymetr. Potrafi też powtórzyć trudniejsze słowa. Potrafi pisać bez błędów i płynnie czytać. Kamil chodził do szkoły, gdzie były klasy integracyjne, ale on do niej nie trafił. Nie było potrzeby. Potem okazało się, że był trochę nadpobudliwy i często się wygłupiał, ale miał wyniki. Rodzice nie stwarzali mu za dobrych warunków do nauki, trochę pili. Kamil, przez to że był za bardzo ruchliwy, został zakwalifikowany do szkoły specjalnej. Nie pozwolono mu uczęszczać do równorzędnej klasy integracyjnej. Dziś nie ma szans, żeby się dalej normalnie rozwijał. Znalazł się na marginesie, mimo że nigdy nie miał jedynki na półrocze i nie groziło mu powtarzanie klasy. Jego matka nie protestowała, chociaż mogła to zrobić, bo ważne przecież jest, żeby w ogóle jakąś szkołę skończył, a poza tym co ją to obchodzi.

Mama autystycznej Ani bezskutecznie próbowała znaleźć dla niej jakąś szkołę. Dziewczynka dotknięta jest głębokim autyzmem i do ósmego roku życia chodziła do przedszkola. Mogła w nim zostać, lecz rodzice postanowili wysłać ją do szkolnej zerówki. Rodzice Ani mieszkają pod Warszawą. W okolicy jest mnóstwo prywatnych, drogich szkół i przedszkoli deklarujących się jako placówki integracyjne. Pobyt dziecka kosztuje tam około 600 zł za miesiąc. Anki nie przyjęto do żadnej szkoły integracyjnej, tłumacząc to tym, że nie ma w szkole innych upośledzonych dzieci, z którymi mogłaby tworzyć grupę. Okazało się jednak, że dziecko może chodzić do zwykłej szkoły w rejonie, do którego jest przypisane. To mała wiejska szkoła. Dyrektor zatrudnił od razu dodatkową opiekunkę dla Ani, a wiejskie dzieci, które wędrują tu przez pola, polubiły swoją milczącą koleżankę i śpiewają jej piosenki. Po pół roku Ania, która mówi bardzo niewiele, też zaczęła śpiewać.

Kiedy rodzice Ani mieszkali we Francji, w małym miasteczku nad Loarą, miejscowy mer zatrudnił dla małej autystycznej Polki dwójkę nauczycieli wspomagających, którzy mieli przebywać z nią przez cały czas z wyjątkiem nocy. Tylko to dawało jakieś szanse, że dziewczynka się "obudzi". Płaciło za to merostwo.

Bea przyjechała ze swoimi rodzicami z Wenezueli. Nie jest dzieckiem dysfunkcyjnym, jest zwyczajną dziewczynką, która mówi po hiszpańsku. Rodzice w trosce o jej edukację wysłali ją do szkoły integracyjnej. Dziewczynka przychodzi do klasy, siada i siedzi bez słowa. Już drugi rok. Dyrekcja szkoły nie zatrudniła logopedy ani nauczyciela wspomagającego z hiszpańskim, żeby mała Bea mogła czegoś się w Polsce nauczyć. Bo i po co?

Dzieci tylko przeszkadzają

Jest w Polsce miasto - którego nazwę litościwie pominę, bo sytuacja tam zaczęła się już normować i widać kres patologii i łamaniu prawa - gdzie rodzice dzieci z dysfunkcjami uczęszczających do przedszkola integracyjnego muszą podpisywać deklarację, że będą swoje upośledzone dzieci odbierać do 13:00. Po tej godzinie integracja w tych placówkach odbywała się już bez przeszkód między dziećmi zdrowymi. I już nikt nikomu nie zawracał głowy małymi downami i autystykami.

W jednej z podwarszawskich szkół integracyjnych nauczycielka rozmawia z inną nauczycielką o swoich upośledzonych podopiecznych, używając słów takich jak głupki, debile, idioci.

Prywatne oświatowe placówki integracyjne to dobry interes. Wystarczy, że zapisze się do takiej szkoły trójkę dzieci z lekkimi dysfunkcjami. Wtedy można otworzyć klasę integracyjną i reklamować się jako szkoła integracyjna. Integracyjna czyli lepsza, wyczulona na potrzeby dziecka, szkoła, w której pracują wrażliwsi nauczyciele i sympatyczniejsze "ciocie". Integracyjna czyli po prostu fajniejsza, zupełnie odlotowa. Ceny za miesiąc pobytu w tych szkołach wahają się od 400 do 600 złotych za miesiąc.

Teoretycznie kontrolę nad placówkami oświatowymi, także prywatnymi, sprawuje specjalnie do tego celu powołana komórka kuratorium. W praktyce tego, co dzieje się w przedszkolach i szkołach utworzonych pod szyldem "integracji", nie kontroluje nikt.

W jednym z warszawskich przedszkoli (zwykłym, nie integracyjnym) dzieci, zanim zostaną przyjęte do grupy, muszą przejść specjalny test. Przychodzą z rodzicami, mają się bawić z nimi i innymi dziećmi pod okiem psychologa i wychowawcy. Dzieci, które są mało aktywne lub zbyt rozbiegane, albo takie, które nie mówią lub mówią źle, nie mają szans, by się zakwalifikować.

Jeśli w trakcie roku przedszkolnego dziecko nie wykazuje oczekiwanych przez wychowawców postępów, jego rodzice mogą zostać poproszeni, by poszukali dla swojego malca innego przedszkola. Chętnych na to, by ich dzieci uczęszczały do tak prowadzonej placówki jest bardzo wielu. Wiadomo - ambicja. Dzieci, które przejdą naukę w tak elitarnym miejscu, będą miały lepszy start w życiu, będą więcej znaczyć i łatwiej im będzie znaleźć pracę.

Póki co, nie widać końca tej obłąkanej sytuacji.

Gabriel Maciejewski

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #15 dnia: Marzec 31, 2007, 02:13:55 pm »
Inny, nie znaczy gorszy >>>

Do napisania tego artykułu skłoniła mnie sytuacja, jaka miała miejsce w Szkole Podstawowej w Moryniu (woj. zachodniopomorskie) w klasie III, której jestem wychowawczynią.
Cytuj
Dzieci były zachwycone, ale do pewnego momentu, póki nie usłyszały, że odwiedzimy również dzieci z domu pomocy społecznej. W jednej chwili przewróciło się wszystko do góry nogami. Kilku uczniów krzyknęło prawie jednocześnie: "tylko nie tam!", "ja się boję" , "oni tam biją" itp.

Cytuj

Kolejny dzień zajęć był dyskusją na temat integracji i czy jesteśmy tolerancyjni wobec ludzi "sprawnych inaczej". Najpierw dzieci odczytały znaczenie słowa integracja. I tu ku mojemu zdziwieniu okazało się, że dzieci rozmawiały w domu na ten temat z rodzicami.

Cytuj
Widać było zdziwienie dzieci, że one potrafią takie ładne rzeczy robić. Nastąpił moment, że moi uczniowie nie chcieli wracać z powrotem do szkoły. Rozmawialiśmy o nadchodzących świętach. Umówiliśmy się na następne spotkanie.

Cytuj
Ustalilismy wspólnie zasadę "nie słuchaj ludzi, i rób to, co ci mówi serce".

Cytuj
Jeżeli wytłumaczono zdrowemu dziecku stan niepełnosprawności, to wówczas będzie wiedziało, że nie każdy jest tak sprawny, jak ono (dziecko na wózku nie będzie poruszało się szybciej, czy ładniej tańczyło).
- wszelkie inicjatywy integracyjne powinny w miarę możliwości obejmować dzieci mieszkające na tym samym terenie.
- wielu ludzi powinno zrozumieć, że wystarczy tylko wyciągnięcie dłoni, szczery uśmiech, czasami przytulenie, aby, jak sądzą niektórzy, tym "innym" dać choć odrobinę szczęścia.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #16 dnia: Kwiecień 03, 2007, 12:15:20 pm »
Kogo integruje integracja?

Renta Mazurowska

Z obserwacji psychologów, ale i rodziców dzieci z zaburzeniami lub chorobami wynika, że tak naprawdę integracja integruje dzieci zdrowe. Uczy je tolerancji, wspólnego funkcjonowania i normalnego traktowania w swoim otoczeniu dzieci z zaburzeniami, upośledzeniami intelektualnymi, emocjonalnymi i ruchowymi. Ale czy naprawdę pomaga dzieciom chorym funkcjonować w zdrowym środowisku? I co dalej, gdy dorosną?

Większość chorych i zaburzonych dzieci ma zdrowych rodziców. W domu znajdują one na ogół miłość i akceptację. Problem zaczyna się wówczas, gdy z domu trzeba wyjść - w sensie dosłownym i metaforycznym - do szkoły, do ludzi, do świata. Niewątpliwie szkoła powinna być miejscem, które do życia w świecie przygotowuje, ale na ile sama jest gotowa na przyjęcie do siebie dzieci z innego, zaburzonego świata?

Wyrózniony czy napiętnowany?

W Magazynie Międzynarodowym "Obyczaje" Anna Pachołka pisze, że dla Inków ułomność fizyczna była karą bogów lub efektem działania złych duchów i izolowali osoby chrome w przeznaczonych do tego budynkach. Niepełnosprawni mogli spożywać owoce i warzywa jedynie z przydzielonych im terenów, pól i sadów. Starożytni Rzymianie pochylali się szczególnie nad osobami ułomnymi psychicznie - opiekować się nimi mieli krewni, a terapią miała być łagodna muzyka i wino. Średniowieczny kościół katolicki utrzymywał wiernych w przekonaniu, że niepełnosprawność jest karą za grzechy, działaniem sił nieczystych lub przeciwnie - doświadczeniem dla wybrańców. To przekonanie, jak się wydaje, w niektórych środowiskach pokutuje do dziś.

Kościół także segregował chorych - przy świątyniach często powstawały przytułki dla odrzuconych. Za sprzątanie świątyni otrzymywali dach na głową, na jedzenie zarabiali żebractwem. Miało to swój edukacyjny, społeczny wymiar - osoby chore, dzięki pracy czy zarobkowaniu, czuły się użyteczne, co pomagało im zachować poczucie własnej godności. Ułomni członkowie znakomitych rodów, lepiej urodzonych czy bogatych umieszczani byli dożywotnio w klasztorach, za co oczywiście zakonnym płacono. I tak przez wieki.

Filozofia integracji rodem z XX wieku musiała zatem wydać się bardzo cywilizowana i humanitarna. Przedszkola integracyjne, szkoły podstawowe i gimnazja, a później klasy czy oddziały integracyjne powstały w Europie w latach 60-tych, w Polsce - w 90-tych. Integracyjny system szkolenia polega na wspólnej nauce młodzieży niepełnosprawnej i zdrowej. Niepełnosprawni mają się nauczyć żyć i funkcjonować w zdrowym społeczeństwie, zdrowi - akceptować w swoim otoczeniu chorych i mniej sprawnych i umieć z nimi współpracować, nie narzucać swojej pomocy, ale być wyczulonym na potrzeby innych osób.
Trzeba pamiętać, że liczba osób niepełnosprawnych w Polsce wzrasta - według Narodowego Spisu Powszechnego z 2002 roku w naszym kraju żyje niemal 5,5 miliona osób niepełnosprawnych, co w stosunku do 1988 roku oznacza wzrost o około 50 %.

Zwykle wylicza się, jakie korzyści integracja przynosi dzieciom zdrowym - uczy tolerancji, uczy pomagać, uczy konkretnych umiejętności (np. języka migowego), ale jak integracja wpływa na dzieci chore?

Magdalena Zagrodnik, psycholog, badała ostatnio, jakie cechy środowiska szkolnego wpływają korzystnie na młodzież z dysfunkcją słuchu, co stymuluje ich rozwój, poczucie sensowności, zrozumiałości i zaradności. Z jej badań wynika, że integracja integruje głównie zdrowych. Uczniowie słyszący i niesłyszący różnie odczuwali dostępność nauczyciela. Deklarowali również różny stopień poczucia bycia sprawiedliwie ocenianym i poczucia bycia podobnym do grupy rówieśniczej.

- "Najistotniejsze okazały się różnice w poczuciu dostępności nauczyciela oraz poczuciu bycia podobnym" - mówi Magdalena Zagrodnik. ? "Kształcenie integracyjne, które w swoim założeniu ma ujednolicać, upodabniać warunki zdobywania wiedzy, stwarza przesłanki do różnicowania się poczucia dostępności nauczyciela, komfortu w przestrzeni personalnej, bycia sprawiedliwie ocenianym, poczucia bycia podobnym."

Jak dzieci z wadami słuchu mają utożsamiać się ze zdrowymi rówieśnikami, skoro przez specjalistów uważane są za ułomne? - "Zauważyłam, że tylko niewielka część specjalistów widzi w osobie niesłyszącej istotę dwujęzyczną i dwukulturową, w wielu placówkach nadal aktualny jest model głuchoty jako niepełnosprawności" - mówi Magdalena Zagrodnik.

Integracja czy segregacja

Mama Julki Kownackiej, uczennicy IV klasy podstawowej, jest zachwycona sposobem kształcenia i podejściem do dzieci nauczycielek swojej córki. - Gdy posłałam swoje dziecko do przedszkola, przez pięć dni był płacz przed wyjściem, a w przedszkolu siedzenie przy tym samym stoliku przez 6-8 godzin. Jadła, co podano, wracała spłakana do domu - opowiada Iwona Kownacka, dziennikarka Gazety Malborskiej. - Po kilku dniach zabraliśmy dziecko do domu, a po dwóch miesiącach posłaliśmy do przedszkola integracyjnego. Była tam jej koleżanka z podwórka, myśleliśmy, że Julce będzie łatwiej. W przedszkolu nie odzywała się do nikogo, nawet do koleżanki, nie mówiła w ogóle. W domu normalne, żywe dziecko.

Państwo Kownaccy nie wiedzieli wtedy jeszcze, że Jula jest zaburzona emocjonalne - mutyzm wybiórczy, który u Julki rozpoznano, polega właśnie, między innymi, na odmowie mówienia w niektórych sytuacjach. Przyczyną może być silny uraz psychiczny. - Pamiętam rysunek Julki, który pokazała nam pani pedagog w przedszkolu - opowiada Iwona Kownacka - nasza rodzina: rodzice, rodzeństwo i ona bez ust. Miała 5 lat.

Gdy Julka miała iść do szkoły, jej rodzice zdecydowali się na klasę integracyjną. Dziewczynka wciąż nie mówiła poza domem. W klasie Juli jest 22 dzieci, są dzieci niewidome i z ADHD (nadpobudliwość psychoruchowa), i oczywiście dzieci zdrowe. W szkole już było łatwiej, bo Julka poszła tam zdiagnozowana. Najpierw z oporami, ale zaczęła czytać, na przerwach, kiedy dzieci nie było w klasie. Gdy miała wykazać znajomość wiersza na pamięć pani pocięła dla niej wydruk i Julka musiała go poskładać. - Mówić tak naprawdę zaczęła w 3 klasie, teraz jest w czwartej. Ma dobry kontakt z innymi dziewczynkami. Jestem przekonana, że w klasie "normalnej" moje dziecko nie miałoby szans - mówi Iwona Kownacka. Twierdzi, że matki innych dzieci też są zadowolone z integracji. Dzieci sobie nawzajem pomagają, ale nie narzucają się z pomocą dzieciom mniej sprawnym, np. niewidomym. Chce, by jej córka dalej kształciła się w klasach integracyjnych - i w gimnazjum, i liceum. Mama Julianny boi się, że jej dziecko, traktowane dotąd ze zwiększoną uwagą, opieką i troską, w zderzeniu ze zwykłym trybem nauczania i wychowania może mieć trudności i że wypracowany przez lata proces zdrowienia może się zatrzymać, a nawet cofnąć.

Czy taka ochrona dzieci przed "zwyczajnym" życiem jest na dłuższą metę możliwa? Czy można uchronić dzieci przed życiem w normalnym, niedoskonałym i mało się przejmującym, także zdrowymi, dziećmi światem?

Mama Natalii Suchcickiej z Warszawy uważa, że nie można. Założyła stowarzyszenie "Bardziej Kochani", by Natalia i dzieci do niej podobne, były szczęśliwsze, integrując się głównie ze sobą, czyli z innymi dziećmi z zespołem Downa.

Magdalena Zagrodnik ma podobne spostrzeżenia na podstawie kontaktów z młodzieżą niesłyszącą. Zauważyła, że wielu nauczycieli, rodziców i członków społeczności głuchych, wyraża opinię, iż dzieci w szkołach segregacyjnych wydają się znacznie bardziej szczęśliwe niż ich rówieśnicy w szkołach integracyjnych.

Rodzice Natalii swoje oczekiwania wobec "normalnego" świata schowali do kieszeni:
- "Ja, będąc rodzicem niepełnosprawnego dziecka, jestem przedmiotem oceny ze strony terapeutów, nauczycieli i tak zwanej opinii publicznej. To ja jestem przesadnie wrażliwa, widzę problemy tam, gdzie ich nie ma. Jestem leniwa, bo nie wykonuję wszystkich zaleceń terapeutów. Zajmuję postawę roszczeniową, bo zdarza mi się wyciągać rękę po pomoc. Mnie nie wolno oceniać nikogo! W świecie osób głęboko wierzących bywa, że zajmuję dwie przeciwstawne pozycje. Albo jestem grzeszna i rozpustna, a moje niepełnosprawne dziecko to kara za grzechy, albo jestem prawie święta i zostałam obdarowana największym boskim skarbem, czyli niepełnosprawnym dzieckiem."

Ewa Suchcicka rozwiewa piękne przekonania ubrane w slogany, idee. Sama wierzyła, że dzięki miłości i pracy uda jej się Natalię przystosować do "normalnego" życia, na siłę usiłowała wtłoczyć swoje dziecko w świat większości, aż nagle spostrzegła, że spełnia oczekiwania tego świata, a nie potrzeby samej Natalii. I że, gdy postanowiła świat dostosować do córki, a nie córkę do świata, spotyka się z oporem "normalnego" społeczeństwa:
- "Wszyscy naokoło dokładnie wiedzą, jaka powinnam być i jak się zachowywać. Powinnam być przede wszystkim wdzięczna za każdą najdrobniejszą nawet pomoc, za każdy przyjazny gest, za każdy nowy pomysł na poprawienie bytu mojego niepełnosprawnego dziecka, który specjaliści i niektórzy przedstawiciele rodziców, co jakiś czas są łaskawi zaproponować. Nie zabrałam się z pociągiem "Integracji", nie przemówiły do mnie pięknie brzmiące i mające pozory racjonalności argumenty. Przekonało mnie doświadczenie. Jestem matką i mnie naprawdę zależy na szczęściu mojej córki!

Ewa Suchcicka zamiast integracji wybrała dla swojego dziecka segregację, czyli jak sama mówi to, o czym pisze się z pogardą, czemu odbiera się humanistyczne wartości, co jest, zdaniem niektórych, czynieniem wbrew dokumentom ONZ, UNICEF i innym większym lub mniejszym deklaracjom razem wziętym:
- "Moja decyzja wywołała wiele nieprzychylnych komentarzy, zwłaszcza w środowiskach pedagogicznych, z którymi jestem, chcąc nie chcąc, związana, gdyż sama jestem z wykształcenia pedagogiem. Kilka osób było nawet na mnie zwyczajnie obrażonych" - mówi.

Mało kto zadał sobie pytanie, ile kosztowała rodziców Natalii ta decyzja, co musieli zrozumieć, by ją podjąć. Też, jak każdy rodzic przerażony perspektywą wychowywania niepełnosprawnego dziecka, szukali najpierw cudownych metod, skutecznych rehabilitantów, najlepszych ośrodków, leczenia za granicą, normalnej szkoły, normalnych kolegów, zanim zrozumieli, że nie przystosują dziecka do świata, że lepiej jest zostawić je w jej własnym świecie.

- "Ten proces zrozumienia ja nazywam powtórnymi narodzinami niepełnosprawnego dziecka, narodzinami na zawsze" - mówi Ewa Suchcicka. -. "To coś takiego, jakbyśmy nagle przełknęli ciężar dławiący nas od dawna. Był zbyt mały by mógł zabić, a zbyt duży, by z nim żyć? To taka ulga, jak zrozumienie wielkiej tajemnicy, która okazuje się być bardzo prosta. Jak odnalezienie czegoś bardzo bliskiego, a szukanego do tej pory po szerokim świecie. Odzyskuje się wiarę we własne siły, odnajduje radość z bycia z niepełnosprawnym dzieckiem, a sama niepełnosprawność wydaje się być nawet pogodna i radosna, a nie boleściwa, tragiczna i smutna."

Czy ktoś zakocha się w Downie?

W życiu każdego młodego człowieka, sprawnego czy niesprawnego, nadchodzi czas zadawania sobie pytań o tożsamość: kim jestem? jak ważny jestem dla innych? jak inni są ważni dla mnie? Zaczynają się dramaty - dzieci chore zauważają różnice, napotykają na bariery w nawiązywaniu bliższych relacji, szukają swojego miejsca w świecie.

- "Wiedziałam już, że możliwości intelektualne Natalii są skromne" - mówi Ewa Suchcicka - "wiedziałam, że powtarzanie po wielokroć ćwiczeń, reguł, zadań nie przełoży się w proporcjonalny sposób na jej wiedzę i sprawność... Obserwowałam, jak Natalia garnie się do rówieśników. Towarzystwo rodziców przestało jej wystarczać, zaczynała mieć swoje sekrety, tajemne marzenia. Stawała się autonomiczną osobą z własną, choć mało skomplikowaną wizją świata, z własnym, chociaż mocno uproszczonym systemem wartości. Bardziej niż wiedzy, potrzebowała ludzi wokół siebie, rówieśników, którzy nie tylko będą ją tolerowali, którzy nie tylko będą ją akceptowali, ale dla których będzie ona kimś ważnym w takim samym stopniu, jak oni dla niej. Koleżanki i koledzy, których światy i systemy wartości są wzajemnie przekładalne, koleżanki, którym można powierzyć najgłębsze tajemnice i koledzy, w których się można z wzajemnością zakochać. Czy ktoś z nas, proszę państwa, był zakochany kiedyś w Downie?!"

Ewa Suchcicka uważa, że trzeba być ogromnym optymistą, by zakładać, że osoby niepełnosprawne intelektualnie funkcjonują w lokalnych środowiskach koleżeńskich. Na ogół właśnie nie funkcjonują! Uważa, że grupowanie osób upośledzonych w placówkach specjalnych jest tworzeniem środowiska rówieśniczego, a nie wyrywaniem ich z jakiegoś teoretycznego, wirtualnego środowiska lokalnego. Jako matka niepełnosprawnej intelektualnie córki nie zgadza się, by ktokolwiek uczył się czegokolwiek kosztem jej dziecka. Kosztem jego codziennych stresów, odrzucenia. Kosztem jego samotności.

Co dalej z integracją?

Różne formy edukacji są potrzebne, to nie ulega wątpliwości. Wielu rodziców, jak Iwona Kownacka z Malborka, błogosławi szkoły i klasy integracyjne - w innych ich dzieci nie miałyby szans na rozwój zgodnie z własnym rytmem. Jest także wielu rodziców, zwłaszcza dzieci zdrowych, którzy nigdy by swoich pociech do takich szkół nie posłali, np. z obawy, że ich dzieciom nie poświęci się tyle czasu i uwagi, co dzieciom niesprawnym. Może nie wiedzą, że w klasach integracyjnych jest dwoje nauczycieli na każdej lekcji?

Powielamy wzorce stosowane z mniejszym lub większym powodzeniem w innych krajach Europy, godząc się lub wciąż nie godząc z ułomnością naszych dzieci. I z rzadka, niestety, spełniając oczekiwania społeczne, zastanawiamy się nad spełnianiem potrzeb własnego dziecka. Czy nasze dziecko w klasie integracyjnej jest szczęśliwe? Czy ma tam przyjaciół, kolegów? Czy czuje się takie samo jak wszyscy, czy jednak wciąż inne?

- "Na naszych oczach historia niepełnosprawności intelektualnej zatacza koło" - uważa Ewa Suchcicka. - "Nasi upośledzeni umysłowo ziomkowie już przecież żyli wtopieni w środowisko lokalne i nie wiodło im się najlepiej. Dlatego wymyślono placówki specjalne. Teraz poprzez integrację i włączanie znów usiłujemy ich powrócić na łono ojczystych lokalnych środowisk. Zastanawia mnie, skąd bierze się wiara w to, że będzie im lepiej?!"

Iwona Kownacka jest szczęśliwa, że pobyt Julki w przedszkolu integracyjnym, a później praca z nauczycielkami w klasie integracyjnej w końcu pomogły wyjść córce z zaburzenia (mutyzmu wybiórczego). - "Klasy integracyjne rzeczywiście pełnią rolę parasola ochronnego. Ale w klasie 30-osobowej, z jednym nauczycielem, 'inne' dzieci zupełnie nie mają szans" - mówi. - "Moja córka trafiłaby w końcu do szkoły specjalnej, bo jak nauczyciel miałby z nią nawiązać kontakt, skoro jest jeszcze 29 rozwrzeszczanych? Ona nie lubi hałasu i boi się gwałtownych zachowań. Na przerwie nie biega, nie krzyczy, woli spokojne zajęcia. Klasa Julki realizuje ten sam program, tylko inaczej. Nauczyciele wkładają wiele serca, poświęcenia i uwagi. Wykorzystują niekonwencjonalne metody i indywidualnie podchodzą do każdego dziecka. Dziś, kiedy wiem o takim zaburzeniu, jestem przekonana, że miałam w podstawówce koleżankę z autyzmem wybiórczym, która tej szansy nie dostała i w końcu skierowano ją do szkoły specjalnej."

Ale może była tam szczęśliwsza? Magdalena Zagrodnik uważa, że dzieci w szkole integracyjnej są zawsze mniejszością. - "Choć zwolennicy integracji głoszą, iż zapobiega ona izolacji niesłyszących, przywraca im mowę ustną, ułatwia pełniejszy rozwój umysłowy, zmniejsza postawy frustracyjne wynikające z wyobcowania z otoczenia, to wciąż często czują się wyizolowanie, co poważnie zaburza obraz samego siebie i rozwój społeczno uczuciowy.

Zatem integracja czy segregacja? Zarówno jeden jak i drugi model kształcenia zakłada, że problem tkwi w dziecku, które należy 'ulepszyć', wymodelować zgodnie ze społeczną normą. Problem integracji szkolnej będzie tak długo budził wątpliwości, dopóki nie ulegnie zmianie charakter usług dla dorosłych, tak by ludzie niepełnosprawni zostali uznani przez społeczeństwo za ludzi pełnowartościowych" - mówi psycholog Magdalena Zagrodnik.

Zamiast puenty

Pamiętam kolegę z czasów, gdy pracowałam w radiu, miał na imię Mundek i wszyscy bardzo go lubiliśmy. Gdy chciałam sobie przypomnieć, na potrzeby tego artykułu, czy znam kogoś niepełnosprawnego, zupełnie o nim zapomniałam. Bo Mundek, pomimo że na wózku inwalidzkim, zupełnie nie funkcjonuje w mojej głowie jako osoba niepełnosprawna. I myślę, że wielu ludziom, z którymi się zetknął, też nie. Ale to wyłącznie jego zasługa. Był pogodny, radosny, inteligentny i koleżeński. Nie robił nigdy problemu ze swojego kalectwa - wręcz przeciwnie, potrafił sobie z niego dworować, jak np. wówczas, gdy na drugi dzień po imprezie integracyjnej wołał, że już od świtu jest na... kółkach. Nikt z nas nie czuł się przy nim zażenowany jego niesprawnością, pomoc przy pokonywaniu schodów przez Mundka była dla nas tak oczywista, jak umycie kubka w łazience czy zapalanie światła, ot czynność jak inne.

Nie wiem tylko, jak on czuł się z nami, nigdy go o to nie zapytałam...




Z badań TNS OBOP "Społeczna percepcja niepełnosprawności i niepełnosprawnych w Polsce", Warszawa, sierpień 2002 r.

Blisko dwie trzecie społeczeństwa (63%) jest zdania, że w Polsce osoby niepełnosprawne mogą czuć się ludźmi gorszej kategorii. Jedna piąta badanych (20%) zdecydowanie jest o tym przekonana.

Zdecydowana większość Polaków uważa, że osoby niepełnosprawne powinny
- jeśli tylko mogą - dążyć do tego, aby nie zamykać się w obrębie domu i rodziny.
W czterech piątych odpowiedzi (80%) podkreślano to, że niepełnosprawni powinni podejmować pracę zawodową (jeśli oczywiście mogą pracować). W dalszej kolejności wskazywano na to, że powinni oni dążyć do tego, aby podejmować naukę i kształcenie zawodowe (69%). Dwie trzecie badanych jest zdania, że powinni brać udział w publicznych formach wypoczynku i rozrywki (66%).

Prawie trzy czwarte Polaków (71%) wyraża pogląd, że interesy niepełnosprawnych są źle reprezentowane przy podejmowaniu ważnych dla nich decyzji w państwie.

Większość Polaków, w swym najbliższym otoczeniu, nie ma kontaktu z osobami niepełnosprawnymi. Jeśli już respondenci odpowiadają na to pytanie twierdząco, to najczęściej wskazują krąg przyjaciół i znajomych, jako tę sferę życia, w której spotykają osoby niepełnosprawne (26%).


Magdalena Zagrodnik, psycholog kliniczny, członek Zarządu stowarzyszenia Katolicka Misja dla Niesłyszących w Bytomiu:

Integracja jest ideą szczytną i, jak to idea, musi w zderzeniu z rzeczywistością przybrać formę realną, nie idealną. Mam poczucie, że wiele osób traktuje integrację jak lekarstwo na wszelkie zło, a integracja powinna służyć przede wszystkim osobom integrowanym i nie szkodzić reszcie społeczeństwa.

Ja prywatnie traktuję osoby niesłyszące jako mniejszość językową, która tworzy pewną kulturę, normy wartości specyficzne dla siebie samej, dla swojego sposobu myślenia (obrazowego nie pojęciowego), dlatego integracja w formie, w jakiej jest wdrażana z lubością, bardziej szkodzi niesłyszącym, niż im pomaga. Ludzie ci tracą poczucie wspólnoty z osobami myślącymi i rozumującymi, co za tym idzie - czującymi podobnie. Nie należą do społeczności głuchych, ale także nie stają się słyszącymi. Nawet protezy słuchowe nie załatwią tu sprawy, bo to nie jest kwestia tylko medyczna jak się wielu wydaje, ale przede wszystkim psychologiczno-społeczna.


Podstawowe informacje o klasach integracyjnych

- klasy integracyjne istnieją na świecie od lat 60-tych, w Polsce - od lat 90-tych;

- zadaniem klas integracyjnych jest włączanie dzieci i młodzieży niepełnosprawnej do placówek [przedszkole, szkoła podstawowa, gimnazjum] umożliwiających im dorastanie w gronie zdrowych rówieśników;

- spada liczba dzieci poruszających się na wózkach; w klasach integracyjnych dominują dzieci z upośledzeniem umysłowym lekkim i umiarkowanym, dzieci z ADHD, z zaburzeniami wzroku, słuchu oraz dzieci przewlekle chore;

- liczba uczniów w klasie waha się na ogół od 15 do 20, w tym 3-5 niepełnosprawnych;

- w klasie integracyjnej pracuje dwoje nauczycieli - nauczyciel przedmiotowy oraz pedagog wspomagający, dostosowujący formy i metody nauczania do potrzeb i możliwości uczniów niepełnosprawnych.

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #17 dnia: Kwiecień 03, 2007, 12:26:05 pm »
Integracja to jeden wielki slogan w Polsce.
Trzeba było 3 lat w szkole abym otworzyła oczy szerzej.
Tam nie ma prawdziwego wspomagania zaburzonych funkcji rozwoju dzieci- tam jest sztuka dla sztuki by wypełniać hasła o integracji w Polsce.
Zamiast prawdziwej rewalidacji-poprostu pobnizają poziom nauczania dzieciom niepełnosparwnym
Piszę o tym w pełni przeświadczona i podjęłam trudną decyzję "wyleczenia się z integracji" w dalszych latach nauki córki.

Integracja to NIE tylko uspołecznianie, ale  stymulowanie dziecka w przypadku zauważonych niedociągnięć w edukacji i rozwoju-na to nie liczcie. (zwłaszcza jak dziecko jest nieco starsze).
Po nowoybranej szkole, jestem przekonana, że poprzez wspomaganie w domu -więcej nauczy się bo tu ma stawiane wymagania a nie zaniżanie poziomu.
Piszę szczerze po 8 latach integracji w placówce przedszkolnej i szkolnej.
Dodam, że moją opinię o integracji podzielił wczoraj starszy doświadczony psycholog w PPP.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #18 dnia: Kwiecień 04, 2007, 10:01:41 pm »
mwaga napisała
Cytuj
Soniu widzę że też zjadasz zęby w temacie integracja.
Ja chyba już wiem,że nie ma czegoś takiego w szkołach.
Jest mniej lub bardziej udana improwizacja.
A często w wielu szkołach ...bulba
A kasa idzie za tym niemożebna


zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #19 dnia: Kwiecień 05, 2007, 09:10:39 am »
Przeniesione
zródło

Sonia
Cytuj
mwaga:
Cytuj
Soniu widzę że też zjadasz zęby w temacie integracja.
Ja chyba już wiem,że nie ma czegoś takiego w szkołach.
Jest mniej lub bardziej udana improwizacja.
A często w wielu szkołach ...bulba
A kasa idzie za tym niemożebna  


ona jest, ale dla mało wymagających od rozwoju dzieci -kompletne zero pod względem wspomagania zaburzeń -jak więc można mówić o efektach w edukacji.
dziecko spokojne integruje się z autystą lub z dzieckiem z ADHD  :roll:  -kosztem nerwów.
Dziecio z zD są na ogół pogodne, wrażliwe-wymagają spokoju do skupienia się a dopiero wówczas dają z siebie wszystko w nauce.
Tymczasem dziecko na przerwach nie bawi się z innym i - to NIE brak uspołecznienia- to
pierwszy sygnał, że jest za głośno i nie można mówić o wspólnocie.
Przykładów może być znacznie więcej.
To dobre w przedszkolu, czasami w nauczaniu początkowym -potem pwostaje DYLEMAT GIGANT co dalej, gdzie, z kim.
Całe dni miałam strute tematem, mimo, że szkoła wystąpiła z wnioskiem do PPP o kontynuację Moniki w integracji.
Zostawic?  ;;  Jako sztukę integracyjną w ławce, wspomożenie szyldu szkoły.?

mwaga
Cytuj
Masz Soniu dylemat i problem taki jak ja rok temu
Tylko że on tyczył wyboru gimnazjum.
Wiem że już zdecydowałaś,ale wydaje mi się że Monia mogłaby
dokonczyc podstawówke ze swoją klasą,i bynajmniej nie chodzi tu
o osiągniecia naukowe.Moje myslenie poszło w tym właśnie kierunku
i nie żałuję.Z nauką radzimy sobie o tyle o ile.Tzn tyle ile może,a nie ile
zakłada program,i tu spotykamy sie ze zdrowym podejściem nauczycieli,Magda miewa sie w nowej szkole dobrze,i nawet ma koleżanke od serca w sąsiedniej klasie.
Panie wspomagajace widząc ,że dziewczynki koleżankuja ze sobą,zaproponowały Madzi wyjazd na wycieczkę wspólnie z klasą koleżanki.Wycieczka była udana,Madzia szczęśliwa
i o to chodzi.  :D  

Beata Czapla
Cytuj
Widzę, że wczoraj był gorący temat. Każdy z nas prędzej czy później będzie miał do czynienia z pseudo integracją.
My oczywiście też mieliśmy różnie przypadki, ale najbardziej zdenerwowała mnie pani z kółka tanecznego, na które Paula chodzi. Dzieci występowały na Wielkiej Orkiestrze, ale Paula nie była wzięta pod uwagę. Potraktowano ja jak piąte koło u wozu. Pani bała się, że Paula popsuje pięknie przygotowany układ choreograficzny, bo czasami jej nie wychodzi. Przeciez to tylko dzieci i każde ma prawo się pomylić. I tak było. Z Paulą oglądałysmy występ z widowni. Prawie każde dziecko tańczyło w swoim tempie. Paula chciała iść na scenę a ja mogłam tylko ukryć swój ogromny żal.

kasiape
Cytuj
jeszcze (sorki Gaga że tu) chciałam powiedzieć nt integracji i kasy - u Jędrka w Ośrodku kasa płynie rzeką w postaci pomocy naukowych - niektóre są po prostu niesamowite;-))
i dzieci mają to wszystko do dyspozycji. Kiedy Jędrek chodził do przedszkola integracyjnego to panie wszystko miały pozamykane w szafkach żeby dzieci nie popsuły, a też niektóre pomoce były bajeranckie.
Poza tym w przdszkolu nie chodził do kina (bo nie wysiedzi) i na koncerty (bo krzyczy z radości) - teraz idzie z gr niepełnosprawnych dzieci i może krzyczeć i klaskać do woli!
taka to jest nasza integracja :cry:
pozdrówka dla wszystkich, musze zmykać, bo Shrek2 czeka żeby go odpalić :D
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #20 dnia: Maj 21, 2007, 03:28:00 pm »
List do nauczyciela klasy integracyjnej
 mgr Beata Herominek-Darnikowska
http://www.sosw.edu.lodz.pl/Programy/pro_bh_2.doc
Cytuj
W związku z tym, iż od kilku lat pracuję w szkole dla dzieci niesłyszących. Chciałabym podzielić się z Tobą moimi spostrzeżeniami dotyczącymi nauczania dziecka z ubytkiem słuchu.
Przed Tobą trudne zadanie faktycznego zintegrowania dziecka niesłyszącego z jego słyszącymi rówieśnikami.
Podstawową sprawą jest byś dowiedziała się jak najwięcej o dziecku i jego rodzinie. Przeprowadzenie takiego wywiadu środowiskowego pozwoli ci zorientować się w kilku sprawach:
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #21 dnia: Wrzesień 13, 2007, 11:33:04 pm »
Dodam tu jeszcze z wątku Aspergera link do artykułu.
Cytat: "Ulka"
Zajęcia wprowadzające
Jasiek miał tylko 10 lat, gdy potrafił wymienić łacińskie nazwy ponad 100 zwierząt, a o graffiti wiedział prawie wszystko. Z łatwością zaliczył trzy pierwsze klasy szkoły podstawowej.

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/20161

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/20161
Cytuj
Psychiatra postawił diagnozę: zespół Aspergera. Rodzice kolegów zażądali usunięcia Jaśka z klasy.

- Nie było wskazane, aby przenosić Jaśka w środku roku szkolnego do innej placówki, wpadłam więc na pomysł przeprowadzenia specjalnych zajęć dla uczniów, rodziców i nauczycieli - wspomina Dominika Słomińska, psycholog i terapeuta - Chciałam wyjaśnić, na czym polega choroba Jaśka oraz nakłonić ich, aby mu pomogli i dali szansę na naukę w dotychczasowej szkole.

Cytuj

Zaakceptowanie przez rodziców faktu, ze z ich latoroślami będzie przebywał niepełnosprawny rówieśnik wymaga delikatności. Należy przekazać komplet informacji na temat schorzenia i dysfunkcji, pokazać, że są w tej sprawie stroną współdecydującą, odwołać się do wrażliwości: „Jak państwo by postąpili, gdyby to wasze dziecko było chore i potrzebowało pomocy?", dać czas na przemyślenie sprawy i dyskusję, a na koniec zaproponować miesiąc próby.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #22 dnia: Wrzesień 28, 2007, 12:31:04 pm »
Eksperci: polska szkoła segreguje uczniów i dyskryminuje niepełnosprawnych

Polska szkoła jest szkołą segregacyjną i dyskryminacyjną jeśli chodzi o traktowanie uczniów niepełnosprawnych - podkreślali uczestnicy dwudniowej konferencji "Niepełnosprawni w systemie oświaty i na rynku pracy", która rozpoczęła się w czwartek w Warszawie.

Według ekspertów, zbyt dużo niepełnosprawnych uczniów uczy się w szkołach specjalnych, podczas gdy rodzaj ich niepełnosprawności pozwala na naukę w zwykłych szkołach gdyby tam stworzono im odpowiednie warunki. Ci bowiem niepełnosprawni, którzy uczą się zwykłych szkołach bardzo często natrafiają na bariery - nauczycieli nie przygotowanych do pracy z nimi, nie dostosowane do ich potrzeb podręczniki oraz bariery architektoniczne.

Jak mówiła socjolog prof. Anna Firkowska-Mankiewicz z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie stosunek do osób niepełnosprawnych się zmienia: "od kompletnego ostracyzmu, lęku, nieufności, wstrętu, odrazy przechodzimy do postaw coraz bardziej akceptujących. Zaczynamy zauważać, że osoby niepełnosprawne są wśród nas, nie reagujemy już alergicznie na ich widok".

"Ciągle nie umiemy jednak spojrzeć na osoby niepełnosprawne jak na równoprawnych obywateli, a przecież rodzice dzieci niepełnosprawnych płacą takie same podatki jak rodzice dzieci zdrowych, sami niepełnosprawni gdyby stworzyć im warunki pracy też płacili by podatki" - podkreśliła Firkowska-Mankiewicz. Zaznaczyła, że o traktowaniu równoprawnym niepełnosprawnych mówią m.in. wszystkie konwencje praw człowieka.

"Tymczasem polska szkoła jest jeszcze ciągle segregacyjna, choć widać pewne zmiany na plus. Pojawiły się szkoły integracyjne - tak mniej ostra forma segregacji. Na świecie myśli się już inaczej: nie mówi się o osobnym kształceniu niepełnosprawnych czy o ich integracji, lecz o włączaniu, czyli dostosowywaniu zwykłych szkół masowych do uczniów, który w pewien sposób się różnią od pozostałych. Niepełnosprawność jest bowiem zwykłą ludzką kondycją, każdy z nas może w każdej chwili stać się niepełnosprawny" - powiedziała Firkowska-Mankiewicz.

Dlatego - jak mówiła - ważne jest by dzieci niepełnosprawne już na etapie wychowania przedszkolnego uczestniczyły w zajęciach z resztą dzieci. Jest to potrzebne zarówno jednym jak i drugim, by w przyszłości budowały właściwe relacje społeczne.

"Tak się jednak w Polsce nie dzieje. Dyskryminacja dzieci niepełnosprawnych zaczyna się już w przedszkolu. Do przedszkoli trudno się w ogóle dostać, bo jest w nich zbyt mało miejsc w stosunku do liczby chętnych, a podania rodziców dzieci niepełnosprawnych są w pierwszej kolejności odrzucane" - powiedziała.

Jej zdaniem, dyskryminacja trwa dalej w szkole podstawowej, a nasila się w gimnazjum i szkolnictwie ponadgimnazjalnym, odsetek zaś osób niepełnosprawnych na studiach jest znikomy.

Z danych MEN, wynika, że odsetek dzieci niepełnosprawnych uczących się w szkołach specjalnych wynosi 65 proc., w tym w szkołach podstawowych 44 proc., gimnazjach - 63 proc., w szkołach ponadgimnazjalnych - 72 proc. W integracyjnych szkołach podstawowych uczy się 16 proc. niepełnosprawnych, w gimnazjach integracyjnych - 5 proc., w integracyjnych szkołach ponadgimnazjalnych - 4 proc.

W Europie w kształceniu włączającym przodują: Norwegia i Włochy, gdzie od lat nie ma w ogóle szkół specjalnych i integracyjnych. Nie ma takich szkół także we francuskojęzycznej części Kanady. W ostatnim czasie dużo na rzecz upowszechnienia kształcenia włączającego zrobiono w Wielkiej Brytanii.

Według Pawła Wdówika, z Biura ds. Osób Niepełnosprawnych Uniwersytetu Warszawskiego, szkoły specjalne i integracyjne nie przygotowują uczniów do podjęcia studiów, na studiach nie radzą sobie też ci niepełnosprawni, który byli nauczani w sposób indywidualny. Jak mówił, obecnie wszyscy niepełnosprawni studenci UW to absolwenci zwykłych szkół.

Doradca metodyczny w zakresie kształcenia specjalnego w Warszawie Lidia Klaro-Celej, poinformowała, że z danych z mazowieckiego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli wynika, iż przytłaczającą większość nauczycieli szukających wsparcia metodyków, to nauczyciele szkół masowych, szukających pomocy w pracy z uczniami niepełnosprawnymi, z deficytami zdrowia, z nadpobudliwością czy problemami z koncentracją.

Uczestnicy konferencji zwracali także uwagę, nie tylko na bariery mentalne na jakie napotykają niepełnosprawni uczniowie, ale też na nadal istniejące bariery architektoniczne. Większość budynków szkolnych w Polsce to stare budynki nieprzystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych.

W Polsce nie ma przepisów, które nakazywałyby by remontowi budynku użyteczności publicznej towarzyszyło dostosowywanie go do potrzeb osób niepełnosprawnych, jak jest w innych krajach europejskich - zauważyła prof. Ewa Kuryłowicz z Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. "Jeśli nie ma przepisów, to inwestorzy nie chcą wydawać środków na dostosowanie budynków" - zaznaczyła.

Mówiła także, że choć od 12 lat obowiązuje u nas prawo, zgodnie z którym każdy nowooddany budynek użyteczności publicznej musi być pozbawiony barier architektonicznych, to są architekci starający się obejść to prawo. "Ktoś, kto nie ma wśród bliskich, w rodzinie, w gronie przyjaciół i znajomych osoby niepełnosprawnej lub sam nie doświadczył ograniczeń nie zdaje sobie sprawy z problemów przed jakimi taka osoba staje" - powiedziała Kuryłowicz.

Z szacunków Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie wynika, że w Polsce jest 400-500 tys. uczniów niepełnosprawnych.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #23 dnia: Październik 15, 2007, 10:57:42 am »
Gimnastyka z przeszkodami

Według "Metra", wielu niepełnosprawnych uczniów może brać udział w lekcjach wf. Mimo to podpierają ściany. Nauczyciele boją się z nimi prowadzić zajęcia, a na specjalistów nie ma pieniędzy.

Marta ma 10 lat i jest niepełnosprawna ruchowo. Uczy się w szkole integracyjnej. Bierze udział we wszystkich lekcjach, oprócz wf. Inni ćwiczą, ona siedzi na ławce. Gimnastykować się może, ale nauczycielka boi się, że Marcie podczas ćwiczeń coś się stanie. Gdyby na wf był pedagog wspomagający, mógłby ją przypilnować. W Marty szkole go nie ma.

Podobny problem ma wielu rodziców niepełnosprawnych dzieci.: "Syn chodzi do 6 klasy i musi być zwolniony z wf, ponieważ nie ma drugiego nauczyciela. Ten, który jest, nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności" - skarży się w portalu dla mam dzieci niepełnosprawnych internautka "memenka".

Szkoły integracyjne powstały, by dzieci niepełnosprawne nie były odizolowane i w miarę możliwości robiły wszystko to, co ich rówieśnicy. Ale do tego trzeba dwóch pedagogów - jeden prowadzi lekcję, drugi pomaga, mając baczenie na dzieci niepełnosprawne - wyjaśnia dziennik. Tyle teorii. Jak jest w praktyce? "U nas dzieci mają ok. 29 godzin zajęć w tygodniu, nauczyciel wspomagający 20, bo za tyle płaci mu samorząd" - mówi dyrektorka Zespołu Szkół nr 4 w Krasnymstawie Kazimiera Poniewozik. "Musimy zdecydować, na których lekcjach jest niezbędny, a które może opuścić" - wyjaśnia.

Dużo zależy od dobrej woli nauczycieli. "W naszej szkole jeśli nauczyciel boi się prowadzić zajęcia z dzieckiem niepełnosprawnym, przez kilka pierwszych lekcji pomaga mu pedagog wspomagający. Tyle wystarcza, by poznać dziecko i zobaczyć, jak reaguje na konkretne ćwiczenia. Potem pedagog wspomagający nie jest potrzebny" - mówi nauczycielka wf Justyna Wołkowska.

Ale nie wszędzie to działa. "Wiem, że na lekcjach wf powinien być dodatkowy pedagog, ale koszta są zbyt duże" - mówi dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 w Bolesławcu Łucja Wyrzykowska. W jej szkole niepełnosprawne dzieci mogą chodzić na basen, jeśli... przyjdą z rodzicami.

Samorządy, których obowiązkiem jest opłacanie pomocniczych nauczycieli, nie widzą problemu. Choć z raportu rzeszowskiego kuratorium wynika, że w połowie szkół w regionie nauczycieli brak, przedstawiciele wydziału oświaty tamtejszego urzędu miasta twierdzą, że wszystko jest w porządku - podaje przykład "Metro".

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #24 dnia: Październik 20, 2007, 12:26:25 pm »
Jednorazowy akt dobroci

Czy integracja w Polsce się nie powiodła?
Większość polskich niepełnosprawnych rezygnuje z życia zawodowego. O swoje prawa walczy niewielu. Na Zachodzie Europy jest inaczej – osoby niepełnosprawne są przede wszystkim obywatelami, a państwo stwarza im te same możliwości co pełnosprawnym.

 
Więcej tutaj:
http://forum.darzycia.pl/vp121289.htm#121289
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #25 dnia: Listopad 16, 2007, 09:37:06 pm »
Nad integracją musimy pracować wszyscy – rozmowa z Rikiem Toddem, Ambasadorem Wielkiej Brytanii w Polsce

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/21311

Cytuj
Ile czasu, Pańskim zdaniem, zajmie nam praca nad rzeczywistą integracją osób niepełnosprawnych w Polsce? Jak długo już trwa to w Wielkiej Brytanii?

My przyjęliśmy Disability Discrimination Act w 1995 roku, znowelizowaliśmy go w roku 2005. Obecnie w Wielkiej Brytanii pracuje ok. połowa niepełnosprawnych. W Polsce – 25 proc. Myślę więc, że należy się nastawić na jakieś 10 lat pracy. To nieprędko. Ale jeśli chce się zmienić sposób myślenia ludzi, to zajmuje to trochę czasu.

Czy powinniśmy wprowadzić taką samą ustawę antydyskryminacyjną?

Myślę, że w Polsce jest to planowane. Dużo dyskutowaliśmy na ten temat z parlamentarzystami - jakiego prawa Polska potrzebuje. Jednak to nie tylko chodzi o prawo. Jest to także kwestia tego, jak ludzie myślą.
 
Czy prawo może zmienić myślenie? W Wielkiej Brytanii od wprowadzania go 12 lat temu dużo się zmieniło...
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #26 dnia: Kwiecień 11, 2008, 09:42:58 pm »
Casting na uczniów
 
Zanim szkoła lub przedszkole integracyjne przyjmą niepełnosprawne dziecko, trzeba je przyprowadzić na oględziny. - Wiadomo, że chodzi o to, żeby nie było szczególnie brzydkie i nie miało tików - bulwersują się rodzice.

Agnieszka Grajda próbowała umieścić swoją czteroletnią Zuzię z zespołem Downa w przedszkolu integracyjnym. Poszła do czterech placówek na Ursynowie i Mokotowie. - W jednym usłyszałam, że dziecko jest za małe, w drugim, że powinno umieć siadać na krześle i korzystać z toalety. W kolejnym przez godzinę psycholog robił Zuzi jakieś testy - opowiada.

Agnieszka Dudzińska jest mamą 4,5-letniego Stefka, również z zespołem Downa. Też chciała go umieścić w przedszkolu integracyjnym. - Dyrektorka i psycholożka stały nade mną i dopytywały: A umie mówić? - opowiada.

Obie kobiety ten system rekrutacji określają krótko - casting.

Dudzińska ma też problem ze starszym synem, 9,5-letnim Stasiem, który ma zespół Aspergera (odmiana autyzmu). Jest nadpobudliwy. Wyrzucono go ze szkolnej zerówki, a potem z prywatnego przedszkola, bo przeklinał. Raz na stołówce zdjął spodnie. Pani Agnieszka starała się umieścić go w szkole integracyjnej. - Ja przyjmuję naprawdę niepełnosprawne dzieci! - słyszała od dyrektorek. - Proszę nawet nie składać papierów!

Chłopiec trafił do rejonowej podstawówki. - Sterroryzowano mnie tam. Rodzice innych dzieci pisali listy do dyrekcji, w których żądali usunięcia Stasia - opowiada. - Syna wypychano na nauczanie indywidualne. Byłam przytłoczona niepełnosprawnością swojego dziecka, na wszystko się godziłam.

Będą patrzeć na ręce

Obie kobiety założyły Ursynowskie Stowarzyszenie Niepełnosprawnych. Liczy już 25 osób. Chce w tym roku monitorować nabór do placówek integracyjnych i interweniować, gdy dzieci będą niesłusznie odrzucane. A także walczyć o dostęp do przedszkoli i szkół dla dzieci z orzeczeniami psychologów o specjalnych potrzebach edukacyjnych.

Oszacowało już, że na samym tylko Ursynowie może być tysiąc niepełnosprawnych dzieci. Tymczasem w dzielnicy jest jedno przedszkole integracyjne, jedno specjalne i jedna podstawówka, gimnazjum i liceum z oddziałami integracyjnymi. - To nie odpowiada potrzebom - twierdzi Dudzińska. - Chcemy zebrać rzetelne informacje od szkół i poradni, ile jest dzieci z orzeczeniami i ile jest dla nich miejsc w szkołach i przedszkolach w poszczególnych dzielnicach.

Miejskie biuro edukacji zapewnia, że takie dane posiada. Dostarczają je dyrektorzy szkół. - Według nich planujemy ilość oddziałów integracyjnych. W zeszłym roku przybyło ich pięć - mówi Ewa Krawczyk, wicedyrektora biura. I obiecuje: - W tym roku dopilnujemy też, żeby na miejsca zarezerwowane w przedszkolach dla dzieci niepełnosprawnych nie wchodziły inne.

W całej Warszawie w ubiegłym roku w przedszkolach było 475 miejsc dla dzieci z orzeczeniami, w podstawówkach - 1148, w gimnazjach - 634.

Brak miejsc, brak kryteriów

Dyrektorzy placówek integracyjnych twierdzą, że miejsc dla niepełnosprawnych mają za mało. - W zeszłym roku w gimnazjum były tylko dwa wolne miejsca, a zgłosiło się 20 kandydatów - mówi Iwona Dyba, wicedyrektorka Zespołu Szkół Integracyjnych nr 71 na Woli.

Zasady naboru nie są jasne. - Musimy odpowiednio dobierać dzieci z niepełnosprawnościami - mówi Anna Kłoda, wicedyrektorka Zespołu Szkół Integracyjnych nr 62 na Mokotowie. - Rodzice się burzą, że nie chcemy kolejnego dziecka z ADHD, a my już mamy w klasie troje takich, a do tego jedno z porażeniem mózgowym. Musimy dbać o to, żeby nie stała mu się krzywda.

Małgorzata Polkowska, dyrektorka Przedszkola Integracyjnego nr 137 w Ursusie: - Pierwszeństwo mają dzieci starsze i te, które najlepiej radzą sobie w grupie. Zapraszamy je do wspólnej zabawy i obserwujemy, jak się zachowują.

Dzieci, które nie znajdą miejsca w szkole integracyjnej, trafiają do specjalnej albo rejonowej. W tej pierwszej nie mają szansy na kontakt z "normalnymi" rówieśnikami, w drugiej - na lekcjach nie ma psychologa. Do tego niepełnosprawnemu uczniowi w szkole rejonowej powinien towarzyszyć tzw. asystent. - Tylko, że jest on zatrudniany na pół etatu z pensją 400 zł i nikt takiej pracy nie chce - komentuje Agnieszka Dudzińska. - Znam rodziców, którzy dopłacają asystentom do pensji w własnej kieszeni. Warszawska średnia to około tysiąca złotych.

•  Biuro edukacji apeluje, żeby zgłaszać wszystkie przypadki problemów z umieszczeniem dziecka niepełnosprawnego w szkole lub przedszkolu pod nr. tel. 022 50 50 905. Na takie sygnały czeka również USN pod adresem mailowym: usn@free.ngo.pl
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #27 dnia: Kwiecień 11, 2008, 10:41:30 pm »
Cytuj
Biuro edukacji apeluje, żeby zgłaszać wszystkie przypadki problemów z umieszczeniem dziecka niepełnosprawnego w szkole lub przedszkolu


Kochani to jeszcze nie aż taki problem- PROBLEMEM jest nauka wewnątrz, brak funduszy na rewalidację, niedouczenie pedagogów, zaniżanie poziomu nauczania dla wielu dzieci, a jakwiększy koszmar stanowią szkoły specjalne, gdzie umieszcza się dzieci ze wszystkimi schorzeniami wspólnie z dziećmi spokojnymi, posiadającymi wiedzę i wielkie chęci do nauki.
Niestety nie mają WARUNKÓW spokojnych, są zagrożone ze strony dzieci ze schorzeniami psychicznymi i neurologicznymi.
Moją córkę pobito 2x w ciagu tygodnia na lekcji wf i na przerwie.
Ja przez brak warunków do spokojnej nauki i zagrożenie bezpieczeństwa względem mojej córki- zrobię wszystko aby miała indywidualne nauczanie w domu, a w ramach uspołeczniania zajęcia które kocha - muzyka, taniec, reszta we własnym zakresie.

Ja bardzo dziękuję za warunki gdzie wypełnia się worek niepełnosprawnością i patologią, agresją, przemocą, wulgaryzmami

Czas najwyższy zmienić nie tyle nabór do placówek oświatowych a cały system oświaty, który uwzględni prawdziwe DOBRO dziecka, nie zapełnainie miejsc jak sztuki w grupach integracyjnych czy specjalnych.
Dziećmi bardziej niepełnosparwnymi powinny zająć się specjalne placówki medyczno-oświatowe, aby im pomóc w rozwoju, hamować rozwój schorzeń a jednocześnie uczyć i uspołeczniać.

Trzeba wierzyć w ich możliwości rozwojowe, tkwiący w nich potencjał, znaleźć podejście do nich i dostosować program, a najbardziej UCZYĆ przyszłych pedagogów nie tylko ortografii , ale wiadomości o schorzeniach, możliwych metdoach rehab, bo to jest niezbędne w rewallidacji i nauce.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #28 dnia: Kwiecień 18, 2008, 11:14:34 am »
Elita nie spotka Downa

Szkoła wyrównująca szanse to utopia. Jeśli pochodzisz z dobrego domu, szkoła pomoże ci w dalszej drodze życiowej. Jeśli nie - wypluje. Rozmowa z Alicją Sadownik o wykluczonych i elicie

Badała pani, czy szkoła publiczna wyrównuje szanse uczniów. Najpierw w "Sorbonie", potem w jednym z najbardziej prestiżowych liceów w Polsce. Jak panią przyjęli uczniowie "Sorbony"?

- "Z panią? Co pani w ogóle ma? Komórka firmy szajs, bluzka firmy szajs".

A oni co? Firmowe ciuchy?

- Niepisany uniform to: dresy albo "nisko zawieszone" dżinsy, bluza z kapturem z napisem Nike albo Fishbone. Podróbki albo kradzione. Duże komórki ze wszystkimi bajerami.

Kradzione?

- Tak. "A pani załatwić?" - pytali.

Początkowo nie chcieli rozmawiać z "człowiekiem marki szajs". Moment przełomowy zawdzięczam Romanowi Giertychowi. Kiedy został ministrem edukacji, zaczęto pilnować zakazu palenia w szkole. Uczniowie przenieśli się do toalet. Bezsilni nauczyciele regularnie dzwonili po policję. Ta przyjeżdżała, wypisywała mandaty. Ja też dostałam. Wtedy zostałam uznana za swoją. Uczniowie darli je i wyrzucali do kosza. Ja pogniotłam, ale włożyłam do kieszeni. Zapłaciłam wieczorem.

Policjanci nie reagują na prowokacje?

- Niewiele mogą zrobić. Policjanci musieli przyjeżdżać co dzień. Uczniowie tylko na to czekali. Ustawiali się rzędem przed drzwiami toalety, uderzali pięścią w dłoń. Jeden mówił: „To jest »Sorbona « i my tu mamy swoje tradycje”. A cały szereg: „Mamy tradycję. Jebać policję”.

Uczniowie "Sorbony" gdzieś wychodzą: do muzeum, teatru, na basen?

- III klasę, samych dorosłych mężczyzn, wysłano do kina na „Kubusia Puchatka i Hefalumpy”. W tramwaju zaczęli symulować objawy zaburzeń psychicznych. „ »Sorbona « jedzie, pan ustąpi miejsca”. Pasażerowie wysiedli na następnym przystanku.

W szkole też się tak zachowują?

- Tam życie zaczyna się przed 7.30. Uczniowie stoją pod szkołą. Każdego, kto przychodzi, witają: "Cześć Downie", "Siemano, szkoło specjalna!", "No i co? Porażenie mózgu na Sorbonę zachrzania?". To rytuał. Powtarzają diagnozę, by się z nią oswoić, bo ta diagnoza jest jak wyrok.

Diagnoza, która spowodowała, że wylądowali w szkole specjalnej?

- Tak. Brzmi ona: "Niepełnosprawny intelektualnie w stopniu lekkim". Wystawia ją psycholog w rejonowej poradni psychologiczno-pedagogicznej na podstawie testu inteligencji Lawrence'a Weschlera. Problem w tym, że o wyniku testu przesądza kapitał kulturowy, który u tych dzieci jest stosunkowo niski. O ogólnym ilorazie inteligencji przesądza inteligencja werbalna, tzn. zdolność do tworzenia konstrukcji zdaniowych, zasób słownictwa i wiedza ogólna o świecie. W teście są pytania: "Kim był Newton?", "Wyjaśnij pojęcie: metafora", "Wymień cztery atrakcje turystyczne Europy".

Kto wysyła na takie badania?

- Szkoła albo rodzic. 72 procent uczniów "Sorbony" ma sześcioro rodzeństwa. Jeżeli któreś ze starszych dzieci było zdiagnozowane jako niepełnosprawne intelektualnie, rodzice przekonali się, że za tym idą świadczenia materialne (ok. 150 zł miesięcznie). Nie przypadkiem ludzie są tu do 26. roku życia, czyli do kiedy mogą pobierać zasiłki przysługujące z racji uczenia się. Uczniowie opowiadali, że mamy ich prosiły, by na teście udawali "głupszych, niż są": "Jak pani ci pokaże jakieś klocki, to nie dotykaj". "Brat chodził do szkoły specjalnej, ty też pójdziesz, to dobra szkoła".

Kim są ich rodzice?

- 90 procent to bezrobotni z wykształceniem zawodowym. Wiele dzieci wychowują matki, o ojcach nie ma informacji. W wywiadach uczniowie opowiadali, że mama często znika na kilka dni. Wtedy najstarsze z rodzeństwa bierze odpowiedzialność za dom.

Jakich zawodów uczy szkoła?

- Kucharz, ślusarz spawacz, malarz tapeciarz, pracownik obsługi hotelowej. Z wywiadów wynika, że jedyny zawód, który daje szanse na zatrudnienie, to ślusarz spawacz. Nauka kończy się egzaminem zawodowym, ale mało kto go zdaje, bo żadna placówka nie chce mieć uczniów szkoły specjalnej na praktyce. Zgodził się na to jeden hotel z Gdańska i zatrudnia ich do "czarnej roboty".

Jak się ląduje w "Sorbonie"?

- Większość uczniów ma za sobą zakłady poprawcze i policyjną izbę dziecka. Tam przebywają młodociani przestępcy oskarżeni o pobicia, kradzieże, nawet morderstwa. Razem z nimi siedzą dzieci, które nie mają się gdzie podziać, bo np. ojciec poszedł w cug. Jeden z uczniów "Sorbony" został tam dotkliwie pobity. Nauczył się, że silniejszemu należy się szacunek. Po powrocie do szkoły - w odpowiedzi na niepowodzenia związane z zaległościami - w podobny sposób wymuszał respekt. I zaczęło się: nagany, wagary, wyrzucanie z kolejnych szkół. "Aż wreszcie dopadła mnie ta szkoła specjalna" - powiedział.

Wielu przeszło podobną drogę, ich pozaszkolne doświadczenie życiowe jest podobne. Nawet porachunki z dzielnicy załatwiają w szkole.

Mieszkają w jednej dzielnicy?

- W szkole jest 58 uczniów. 39 z nich, czyli prawie 70 procent, mieszka na Oruni Dolnej. Reszta pochodzi z małych wiosek kaszubskich i mieszka w internacie położonym blisko Oruni.

Orunia Dolna jest bardzo biedną dzielnicą Gdańska. Słynie z przestępstw, narkotyków, alkoholizmu, kradzieży. W przewodnikach Pascala są przestrogi, żeby na Orunię nie chodzić. Uczniowie mówili mi z dumą: "Jak się jakiś pedał zapuści na dzielnicę, to ma wpierdol".

Uczniowie usprawiedliwiają nieobecnych kolegów: podłapał fuchę. "Fucha" jest taka: dwóch niemieckich turystów zapuściło się w niebezpieczny rejon miasta. Żeby uniknąć pobicia, musieli zapłacić 400 euro. Mając taką kasę, nie chodzi się do szkoły, tylko baluje.

Między dyrekcją a uczniami jest niepisana umowa, że jeśli ktoś znajdzie pracę, może nie chodzić do szkoły. Dyrekcja pomaga dopełnić formalności, pisząc - czasami nawet za uczniów - podania o urlop. Uważa, że w ten sposób szkoła dba o ich interes. Uczniowie to doceniają. "Dyra jest wporzo, pogadać z nią można". Zamiast upokorzeń serwuje się im zrozumienie. To dla nich pierwsze doświadczenie zrozumienia przez legalną instytucję. Dlatego są tu długo. Boją się rynku pracy. Często nie są zatrudniani dlatego, że mają w papierach szkołę specjalną.

Kółko się zamyka?

- Domyka. A zamyka wtedy, gdy zaczyna się duma z bycia na marginesie - występowanie przeciw przyjętym normom, pokonanie strachu: "Do szkoły codziennie odwoziła mnie policja, tylko frajerzy się ich boją", "Mogłam im nabluzgać, co mi zrobią?". Bycie na marginesie staje się polem do budowania własnej wartości i godności. "System nie może mi nic zrobić" - mówią uczniowie "Sorbony". Ale przecież wszystko już zrobił.

Nie wszystko. Mogą im odciąć prąd, eksmitować, zamknąć w areszcie.

- "No i co z tego?". "No to pójdę do więzienia. Brat już siedzi". Wyrzucenie poza społeczną grę daje dziwną wolność: dopóki grasz, masz coś do zyskania, ale i coś do stracenia, jesteś w całej sieci zależności. Młodzi z "Sorbony" osiągają wolność negatywną: od wszystkiego. Ale nie mają żadnej "wolności do", do realizacji celów i marzeń. Pod tym względem są kompletnie zniewoleni.

Wniosek jest taki: to warunki bytowe "robią" niepełnosprawnych intelektualnie z badanych przez panią uczniów. Ale może oni są po prostu leniwi?

- W USA niepełnosprawność intelektualną najczęściej diagnozuje się wśród Latynosów i czarnych, w Niemczech, Francji, Włoszech - wśród dzieci emigrantów. Mamy nie zauważyć tej prawidłowości? Czy wszyscy Latynosi, Murzyni, Turcy są bardziej leniwi? Powód usunięcia poza edukację głównego nurtu jest ten sam - inny kapitał kulturowy.

A konkretnie?

- To, co daje tzw. dobry dom: majątek i poziom wykształcenia rodziców, które przekładają się na kod językowy, jakim mówi się w domu. Moje badania, podobnie jak badania socjologów brytyjskich, pokazują, że uczniowie mający mniejszy zasób słów, operujący prostymi zdaniami, są uciszani przez nauczycieli albo milczą (co częściej dotyczy dziewcząt). Jeżeli używają mowy potocznej, którą znają z domu i podwórka - są karani za samo odezwanie się. Dla nich szkoła nie jest miejscem przyjaznym, więc rzucają ją i idą do pracy. W ten sposób zasilają kolejne pokolenia klasy niższej. Szkoła uniemożliwia ich społeczny awans. Kapitał kulturowy jest nie tylko samą wiedzą, ale m.in. zainteresowaniami, motywacjami do zdobywania nowej wiedzy, sposobem mówienia, myślenia i zachowania się.

Czyli inteligencją.


- USA, Wielka Brytania czy Australia mają za sobą dyskusję o dyskryminacji związanej z diagnozowaniem ilorazu inteligencji. W tych krajach na poziomie inteligencji niższej niż przeciętna plasowały się głównie dzieci dwujęzyczne, dzieci emigrantów, kolorowa młodzież z biednych dzielnic, która nie miała okazji do zdobycia "prawomocnej" wiedzy. Podobnie jak uczniowie z "Sorbony". W innych krajach obcość kulturowa dotyczy ras, płci, etniczności, religii, narodowości. U nas - osób społecznie marginalizowanych.

Jak rozpoznać, czy ktoś się do nich zalicza?

- Jednym ze "wskaźników" może być sposób traktowania przyszłości. To świetny przykład, jak nierówny dostęp do dóbr ekonomicznych determinuje doświadczanie codzienności, obraz siebie i społeczeństwa. Uczniowie prestiżowego liceum, pytani o przyszłość, rzucają hasła - studia za granicą: prawo, medycyna, architektura. Harvard, Oxford, szkoły artystyczne w Londynie. Doktorat. Staż w korporacji na stanowisku kierowniczym.

Spontaniczna odpowiedź ucznia "Sorbony" brzmi: "Jeszcze nie wiem, co będę robił wieczorem". Koncentracja na "tu i teraz" pomaga odeprzeć jedyną zgodną z prawem możliwość kariery - pracy w supermarkecie i pensji nieprzekraczającej 600 zł.

Badała pani uczniów szkoły specjalnej, a potem prestiżowego liceum. Po co?

- Początkowo chciałam opisać świat tej pierwszej grupy. W trakcie badań okazało się, że uczniowie "Sorbony" pochodzą z jednej, niskiej klasy społecznej, a ich kariery szkolne przebiegają w podobny sposób. Wtedy postanowiłam sprawdzić, czy w prestiżowym liceum zachodzi ten sam proces. I zbadać, jak do niego dochodzi: kto gdzie trafia i kto co dostaje w polskim systemie edukacji.

Skąd rekrutują się uczniowie prestiżowego liceum, które pani badała?

- Ta młodzież dzieli się na trzy grupy: "elitę", "internat" i tych pomiędzy. "Elita" ma za sobą wspólną ścieżkę edukacyjną, która zaczyna się w szkole podstawowej nr X, gimnazjum nr Y i kończy w liceum nr Z. Żeby dostać się do X, uczeń musi przejść trzy rozmowy kwalifikacyjne. Dyrekcja rozmawia też z rodzicami, sprawdza, na ile przejmują się edukacją dziecka.

Po takiej selekcji wiadomo, że problemów z dziećmi nie będzie?

- Jeśli któreś się zbuntuje, najwyżej pomaluje sobie włosy na czerwono.

"Elita" trzyma się razem, bo znają się "od zawsze". Są z tej samej klasy społecznej, ich status ekonomiczny jest bardzo wysoki. Rodzice to głównie sławne nazwiska świata biznesu. Ważne wydarzenia w życiu ich dzieci to: wyróżnienie w konkursach, wymiany zagraniczne z Danią czy Irlandią, obóz językowy w USA, obóz przetrwania w Szwajcarii, nagroda prezydenta miasta itd. Chłopcy z elity są finalistami olimpiad, mogli iść do każdej szkoły w Polsce. Wszyscy po liceum Z idą na studia: to "naturalne". Przy wejściu do szkoły stoi drogo-

wskaz ze strzałkami do najlepszych uczelni świata.

Gdzie mieszkają uczniowie z Z?

- W willowej części miasta, gdzie metr kwadratowy mieszkania kosztuje od 12 500 zł wzwyż. Na Oruni Dolnej nie ma mieszkań na sprzedaż. Jeśli jakieś się pojawi, kosztuje ok. 1500 zł za metr. Większość z badanej przeze mnie grupy licealistów, oprócz mieszkania rodziców, ma już swoje lokum lub specjalny fundusz na "te sprawy".

"Te sprawy", czyli co?


- Niektórzy ostentacyjnie marnotrawią dobra materialne. Chłopcy są bardzo przejęci wyglądem i modą. Jeden z uczniów odmówił mi wywiadu, mówiąc: "Idę dziś do mojego fryzjera Roberto. Roberto jest Włochem, gejem, wizytę trzeba rezerwować na pół roku w przód, bierze 1000 zł za strzyżenie, ja muszę tam iść, to chyba oczywiste?". Poza tym chłopak z liceum Z "po prostu musi pachnieć Armani Code" - jak się wyraził inny badany. Jeżeli chodzi o ciuchy, najlepiej widziane są te od projektanta, nie ze sklepu.

Łatwo rozpoznać ich na ulicy?

- Nie rzucają się w oczy. Żadnych krzykliwych kolorów. To gra w kosztowne niuanse.

Osoby trochę bardziej wyróżniające się wyglądem - dredy, kolczyki, nieco awangardowe ciuchy - to mieszkańcy internatu, kolejna część klasy. Ich rodzice nie są tak bogaci, nie pochodzą z dużych miast, ale wiedzą, że w edukację dzieci należy inwestować. Czasami cała rodzina pracuje na to, by dziecko mogło uczyć się w tej szkole.

"Internat" jest w kontrze do "elity"?

- Ci uczniowie właściwie żyją razem: mieszkają, gotują, uczą się. I to bardzo dużo. "Elita" ma swoje pasje, uczy się "świadomie i selektywnie", bo i tak odniesie sukces. Uczniowie z internatu wkładają w edukację szkolną dużo więcej trudu, wkuwają wszystko. Czują, że nie mogą zawieść pokładanych w nich nadziei rodziny. Są w swoistej pułapce społecznego awansu.

To znaczy?


- "Rodzice się starają, ale nie bardzo mam z nimi o czym rozmawiać. Przecież nie czytali o malarstwie romantycznym". "Elita" ich odrzuca, bo "nie są stąd".

Dam taki przykład: kiedyś kolega zrobił z dzieciakami z Oruni projekt artystyczny. Bez nakładów finansowych - nawet kostiumy zrobili ze śmieci. Wygrali konkurs. Osiągnęli sukces. Dzieciaki dostały "pozytywnego kopa", poszły do lepszych szkół, miały ambicje artystyczne. Dziś nie jest im łatwo. Dawne środowisko nie spełnia ich potrzeb, a nowego nie mają: śmietanka artystyczna ciągle nie uważa ich za swoich.

Własna klasa społeczna często odrzuca awansującego, bo on "się wywyższa", zaczyna mieć inne aspiracje. A wyższa klasa identyfikuje go jako "dorobkiewicza".

Czyli wnioski pesymistyczne: nie należy wyskakiwać ze swojej pozycji społecznej, tylko biernie się na nią zgadzać, bo inaczej człowiek skazuje się na alienację.

- Na tym polega uwewnętrznienie: obiektywne bariery społeczne zaczynamy postrzegać jako granice własnego ja. Zajmujemy miejsce, które nam przeznaczono, choć myślimy, że robimy to z własnej woli.

Czy "elita" wie, że jest w czepku urodzona?

- Zaskakujące, ale tak. Mówią: "Mnie się udało, bo urodziłem się w burżujskiej dzielnicy". Potrafią dostrzec opresję, która ich nie dotyczy.

Uczniowie z "Sorbony" też ją widzą?

- Tak, ale nie potrafią powiedzieć, z czego ona wynika. Mówią: "Oni mi zabrali", "Oni zrobili", "Oni trzymają forsę". Mają ograniczoną świadomość społeczną.

"Elita", podobnie jak uczniowie "Sorbony", ma swoje rytuały?

- Ona musi dbać o wizerunek. "Ja nie mogę z każdym porozmawiać, proszę pani - mówi jeden z uczniów. - Zaraz wszyscy będą gadali, z kim to rozmawiał dziś Iksiński na długiej przerwie". "Spotkałam koleżankę w Ross-mannie. Mam nadzieję, że mnie nie widziała! Co za obciach! Przecież ja kupuję kosmetyki tylko w Sephorze".

Czego jeszcze nie wolno elicie?

- Kupować w hipermarketach z tanim jedzeniem. Jeździć do szkoły autobusem. "Raz jechałem. Wszystko mnie potem bolało. Już nigdy nie pojadę". Za bardzo przejmować się nauką. Trzeba zademonstrować tzw. jazdę na luzaku. W klasie, którą badałam, był chłopak, który robił ranking "kujoństwa" uczniów. W rubryczki wpisywał: "T. długo myśli, nim podniesie rękę. Denerwuje się. Odwołuje się do cytatu. Kujon". Kujonami są zazwyczaj ci z internatu. Źle być kujonem, bo kujon to ktoś, kto się stara. Elita nie musi: ona "po prostu ma to w sobie".

W liceum Z uczniowie zgotowali sobie piekiełko. W "Sorbonie" jest chyba dużo milej?!

- W liceum Z wszyscy "zasuwają" w kierunku kariery i samorealizacji. Program jest wypełniony po brzegi, sprawdzenie listy trwa 5 sekund. W "Sorbonie" - 20 minut. W Z dyrekcja dała mi jedynie 15 lekcji na przeprowadzenie badań. Razem z wywiadami zajęło to trzy tygodnie. W "Sorbonie" byłam półtora roku.

Spędzałam z uczniami każdą chwilę, siedziałam z nimi na lekcjach lub na przysłowiowym murku. Robiłam wywiady z młodzieżą, nauczycielami i dyrekcją. Uczniów pytałam o dom, stosunek do szkoły, ważne wydarzenia w życiu, plany na przyszłość, poglądy, sposób spędzania wolnego czasu, marzenia.

Dla uczniów "Sorbony" szkoła jest bastionem bezpieczeństwa. Tu mogą rozładować stres z zewnętrznego świata. W ich życiu nie ma spokoju, wielu ma tiki, nerwice. Tu mogą być na luzie, wyjść z klasy, jak jest klasówka, na którą poprzedniego dnia nauczyciel podał pytania. A nawet jeśli nie podał, to da wszystkim piątki, bo każdy sprawdzian można poprawiać w nieskończoność. Zresztą większość uczniów pamięta dokładnie te same sprawdziany z poprzednich lat nauki.

O ile w Z obowiązuje niepisana umowa o maksymalnym wykorzystaniu czasu, w "Sorbonie" - o nieuczeniu się. Tu nikt nie traktuje szkoły poważnie. Na tym stosunku do ucznia opiera się reprodukcja nierówności społecznych: ludziom, którzy są wykluczeni ze świata dóbr, pozwala się na tyle, by nie chcieli nic zmieniać.

A gdyby chcieć zmieniać?


- To trzeba im dać narzędzia, edukację, która odpowie na ich potrzeby, pracę i płacę, która by ich nie upokarzała. Albo tak mocno docisnąć śrubę, że wybuchnie rewolucja.

Czy "edukacja odpowiadająca na potrzeby" oznacza zmianę programu nauczania?

- Przede wszystkim oznacza dobór treści kształcenia w zależności od doświadczeń uczniów. Jeden z nich powiedział mi: "Z kim ja, pani, pogadam o Ikarze, co se te skrzydła zjarał?". Trzeba zadać sobie trud, by np. program "Sorbony" przystosować dla ludzi, którym nikt nigdy nie czytał, którzy z dzieciństwa nie znają bajek, za to znają np. lęk przed zimnem lub głodem. Jeśli lektury mają się nijak do życia uczniów - nie mają szans ich zrozumieć. Więc tracą zainteresowanie, a kadra umywa ręce, mówiąc: sami sobie winni, bo nie chcą się rozwijać.

Czy drogi uczniów obu szkół gdziekolwiek się przecinają?

- Nie. Oni nie istnieją dla siebie. Żyją w osobnych światach.

W teorii szkoła to miejsce wyrównywania szans. Pani badania pokazały, że jest odwrotnie.


- W szkole dzieci są nagradzane za wiedzę, której oczekuje nauczyciel. Wiedzę tę zdobywają na podstawie doświadczeń. Ale dostęp do nich kosztuje. Bogate dziecko, które jeździ na narty w Alpy szwajcarskie, jest lepsze z geografii, bo przeżyło tę wiedzę na własnej skórze. Biedne dziecko patrzy na mapy jak na abstrakcyjne znaki, nie ma motywacji do uczenia się o miejscach, w które nigdy nie pojedzie. Dostaje gorsze oceny.

Za szkołą publiczną stoi demokratyczne marzenie o równości, oświeceniowa idea edukacji dla wszystkich. W praktyce, jeśli pochodzisz z tzw. dobrego domu, szkoła pomoże ci w dalszej drodze życiowej. Jeśli nie - prędko wypluje poza swoje mury.

Ma pani jeszcze kontakt z uczniami "Sorbony"?

- Nie. Pod koniec badań czułam się bardzo depresyjnie. Tam nic się nie zmienia.

I nie zmieni?

- Szkoła wyrównująca szanse to utopia. Istnieją wyspy emancypacji tzw. grup słabych. To przykłady albo działania charyzmatycznych nauczycieli, albo dobrego promieniowania szkoły na społeczność lokalną lub społeczności na szkołę. Szkoła może stać się przestrzenią emancypacji jednostek i grup, jeśli przeformułuje treści i formy kształcenia.

Jak?

- Tak, by odnosiły się do doświadczenia uczniów i uczennic, jakiekolwiek by one były. By zapraszały do aktywności, a nie bezmyślności, do dyskusji, a nie milczenia, do tworzenia, a nie odtwarzania, do mówienia własnym głosem, a nie powtarzania.

Dziś uczeń z zainteresowaniami artystycznymi, który słabo wypadnie na teście ponadgimnazjalnym, w najlepszym wypadku może uczyć się fryzjerstwa w szkole zawodowej. Mnóstwo uczniów z zainteresowaniami sportowymi, teatralnymi, podróżniczymi, muzycznymi przepada na tym właśnie etapie. Umożliwianie dostępu do różnego rodzaju wiedzy może stworzyć antidotum na segregację i reprodukcję biedy. Może stworzyć łącznik między edukacją głównego nurtu a edukacją specjalną.

Także między enklawami biedy i bogactwa?

- Uczeń, który ma okazję do mówienia własnym głosem, dokonywania wyborów, który ma poczucie realnego wpływu na świat, potrafi dostrzec niesprawiedliwości społeczne i na nie zareagować. Szkoła może w tym pomóc.

Źródło: Duży Format
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ewamonika1

  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 39
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #29 dnia: Maj 09, 2008, 01:24:32 pm »
Czy świadectwo szkoły integracyjnej zamyka szanse na rynku pracy? Tak uważają rodzice uczniów szkoły, w której uczą się także dzieci niepełnosprawne. Nie zgadzają się na dodanie do nazwy placówki określenia "integracyjna"

http://miasta.gazeta.pl/radom/1,35219,5194246.html

e.
Ewa - mama Kasi, Michała i Piotrusia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #30 dnia: Czerwiec 15, 2008, 11:06:39 am »
http://www.literka.pl/opis-i-analiza-przypadku-rozpoznawania-i-rozwiazywania-problemu-wychowawczego,artykul,20946.html
Opis i analiza przypadku rozpoznawania i rozwiązywania problemu wychowawczego

W roku szkolnym 2006/2007 zostałam wychowawczynią klasy pierwszej liczącej 15 uczniów, w tym 9 chłopców i 6 dziewczynek. Od początku roku moje oddziaływania wychowawcze skierowane były na integrację zespołu klasowego. Relacje miedzy dziećmi były od początku prawidłowe. W grupie pojawiały się konflikty, kłótnie, ale nie były to sytuacje częste i zwykle rozmowa z dziećmi, zwrócenie uwagi na niewłaściwe zachowanie odnosiły skutek. Bardzo szybko w klasie wyłonił się tzw. „lider”.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Odp: Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #31 dnia: Marzec 21, 2009, 09:05:19 am »
„Masz szczęście, jesteś zdrowy” – projekt dla uczniów
Autor: Anna Godziuk, Fot.: www.sxc.hu, Źródło: inf. własna

Od 15 kwietnia w szkołach ponadgimnazjalnych woj. kujawsko-pomorskiego realizowany będzie projekt „Masz szczęście, jesteś zdrowy”. Jego celem jest zapoznanie młodzieży z problemami osób z niepełnosprawnością i zachęcenie do niesienia im pomocy poprzez wolontariat.

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/40109
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Odp: Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #32 dnia: Kwiecień 30, 2009, 08:37:21 am »
Uczą się być razem
Autor: Joanna Dembińska, Fot.: Michał Zacharzewski, Alicja Janiak, Źródło: Integracja 2/2009

Grupa trzylatków ma właśnie czas wolny. Jedne rysują, inne bawią się w grupkach, jeszcze inne biegają z miejsca na miejsce. Śmiało, z szerokim uśmiechem na ustach, podbiega do mnie krótkowłosa dziewczynka, wyraźnie zainteresowana moim dyktafonem. Pytam, jak się nazywa. Nie odpowiada.

Cytuj
Zasady integracji
W grupach integracyjnych może być od 3 do 5 dzieci z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego i do 15 bez takich dokumentów. Obowiązuje zasada, że miejsca, które nie zostaną zajęte przez dzieci z orzeczeniami, nie są oddawane dzieciom pełnosprawnym. Do tych grup przyjmowane są dzieci z niepełnosprawnością ruchową, wzrokową, słuchową, intelektualną w stopniu umiarkowanym, z zaburzeniami zachowania, autystyczne i zagrożone niedostosowaniem społecznym. Dziecko z orzeczeniem kilka godzin tygodniowo spędza na zajęciach indywidualnych dostosowanych do rodzaju niepełnosprawności. Grupą 20 dzieci zajmuje się dwóch nauczycieli ogólnych i jeden wspomagający – pedagog specjalny. Regularnie doskonalą swoje umiejętności zawodowe. W sześciu warszawskich dzielnicach (Targówek, Białołęka, Praga Północ, Wola, Mokotów, Ursynów) uruchomiono w tym roku pilotażowo Dzielnicowe Centra ds. Integracji. Mają pomagać rodzicom w poszukiwaniu wolnych miejsc w placówkach integracyjnych.


Cały artykuł
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/42330
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Włączanie się upowszechni (do scal)
« Odpowiedź #33 dnia: Wrzesień 02, 2009, 11:11:11 pm »

Włączanie się upowszechni
Autor: Piotr Pawłowski. Fot.: www.sxc.hu

Czy integracja to przeżytek? Jaki jest najnowszy trend w systemie edukacji osób z niepełnosprawnością? O tym w rozmowie z Piotrem Pawłowskim mówi profesor Akademii Pedagogiki Specjalnej Grzegorz Szumski.

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/50258
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Odp: Integracja- co to takiego?
« Odpowiedź #34 dnia: Marzec 17, 2018, 10:28:40 am »
]"Co by było, gdybyśmy wiedzieli, że nasze dzieci będą miały zespół Downa? To nieuprawniony eksperyment logiczny"[/color]

 Ewa Wołkanowska-Kołodziej

- Na urodziny naszej córki przyszło 27 osób. Chwaliłem się, że mieliśmy najwięcej downów na metr kwadratowy w Europie Środkowej - mówi Andrzej Suchcicki, ojciec 28-letniej Natalii. Razem z żoną - Ewą Suchcicką - prowadzą Stowarzyszenie Rodzin i Opiekunów Osób z Zespołem Downa "Bardziej Kochani".

Cytuj
Ostatnio nawet Iwona Wojtczak-Grzesińska, wiceprezes stowarzyszenia "Otwarte drzwi", osoba świetnie znająca środowisko osób niepełnosprawnych intelektualnie, zwolenniczka idei "włączania", przyznała: "Może i osoby wychodzące z placówek integracyjnych intelektualnie stoją wyżej od tych ze specjalnych, ale społecznie to jest dramat. Wokół nich jest pustka".

Czy pełna integracja, nie tylko ta polegająca na uczestniczeniu we wspólnych lekcjach, jest w ogóle niemożliwa?

E.S.: Integracja jest dobra w piaskownicy. Później nasze dzieci obchodzą tylko nas - rodziców. Z czasem różnice między nimi a rówieśnikami stają się bardziej widoczne
Cytuj
A.S.: Co z tego, że można się pochwalić dzieckiem, które chodzi do szkoły integracyjnej, skoro jest apatyczne, smutne i zestresowane? My mieliśmy dziecko w szkole specjalnej, pełne energii, wesołe i niestety, co tydzień musimy je wieźć na jakieś imieniny, bo tyle ma koleżanek i kolegów. Na ostatnich urodzinach Natalii było 27 osób z zespołem Downa. Mówiłem, że mamy najwięcej downów na metr kwadratowy w Europie Środkowej.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

 

(c) 2003-2018 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach