Forum Dar Życia

"Anatomia - kompendium wiedzy" => Edukacja-Integracja => Wątek zaczęty przez: sonia w Luty 09, 2003, 01:06:05 pm

Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Luty 09, 2003, 01:06:05 pm
EDUKACJA została przeniesiona do działu "Dla wszystkcih dzieci świata"
Będzie ona wspólna dla wszystkich schorzeń.

Niektórzy już składają tam linki z nowoczesnej formy pomocy dzieciom - czyli edukacji połączonej z zabawą. EDUKACJA-INTEGRACJA (http://forum.darzycia.pl/viewforum.php?f=45)

Zainteresowanych rodziców zapraszamy w dalszym ciągu do współtworzenia, dziękując jednocześnie za wszelkie propozycje i uwagi.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Luty 25, 2003, 12:13:18 pm
Interesujący, aczkolwiek i kontrowersyjny wydawać się może poniższy art.
Pamięć absolutna (http://www.bosko.pl/klopotnik/poradnik/?plik=pamiec1¶m=374)  IIcz. (http://www.bosko.pl/klopotnik/poradnik/?plik=pamiec2¶m=374) - p.Renaty Kszyszkowskiej

"Wybitna pamięć nie musi cechować tylko nielicznych, ale może być osiągalna przez prawie każdego, kto tylko wie, w laki sposób ją uaktywnić. Szybkie i trwale zapamiętywanie zależy bardziej od nabytych umiejętności, niż od wrodzonych uzdolnień. Dzięki wykorzystaniu technik pamięciowych, odpowiedniej diecie i ćwiczeniom fizycznym zdolność uczenia się wzrasta nawet kilkakrotnie...."

Pewne procesy są oczywiste, ale czy bardziej chodzi o informację, czy marketing nieszablonowych metod? Co o tym sądzicie?
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: migotka w Marzec 05, 2003, 04:38:51 pm
Soniu
 Mysle, ze to prawdziwe poglady a nie reklama.
Podobne poglady sa podane w ksiazce Gordona Dryden " Rewolucja w uczeniu".
To tez elementy kinezyjnej terapi przy pomocy ruchu- znane "osemki".

Hania
Tytuł: Ruchomy alfabet
Wiadomość wysłana przez: sonia w Marzec 17, 2003, 10:50:24 am
RUCHOMY ALFABET

(http://sonia.low.pl/sonia/alf/a.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/b.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/c.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/d.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/e.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/f.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/g.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/h.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/i.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/j.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/k.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/l.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/m.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/n.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/o.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/p.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/r.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/s.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/t.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/u.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/w.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/x.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/y.gif) (http://sonia.low.pl/sonia/alf/z.gif)

do poszczególnych samogłosek i spółgłosek wystarczy dołożyć tylko dźwięki - zabawa z edukacją da efekty

Oprócz takich samo i spółgłosek można kupić tzw "lizaczki" z alfabetem (pomoc dydaktyczna) - są dwustronne - dziecko oprócz zapamiętywania danej literki i dźwięku dodatkowo ćwiczy sprawność nadgarstków.
(http://sonia.low.pl/sonia/alf/a1.jpg)
Tytuł: WIOSNA, WIOSNA - Zodiak na wesoło
Wiadomość wysłana przez: sonia w Marzec 21, 2003, 01:21:56 pm
Zbliża się powoli wiosna. Na WP.pl poświęcono już miejsce temu tematowi- a w nim Zodiak na wesoło - szkolna władza (http://trzepak.dzieci.wp.pl/ps_temat_miesiaca/?strId=22486&strIndex)
(http://obrazki.babiniec.pl/Zwierzęta/Żaby/zaba8.gif)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Kala w Marzec 27, 2003, 12:51:49 pm
ja cos dodam.........
http://www.toons.artie.com/alphabet/ralph/arg-yellow.html
http://www.artie.com/alpha-index.htm
Ułóz wyrazy... (http://www.madzia.olp.pl/christmas/alfa.htm)
http://www.geocities.com/SunsetStrip/Alley/5038/alpha9.html
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Marzec 28, 2003, 12:30:50 pm
Kala super linki i wiele radości.

Dołączę kolejny zbiór alfabetu wysłany dla Was  -dziękuję BM
Alfabet Gallery (http://www.rennysniche.com/AlphabetGallery.htm)
Miłej zabawo-edukacji z dziećmi
Tytuł: Edukacja ze Strony Antosia
Wiadomość wysłana przez: sonia w Kwiecień 04, 2003, 12:23:27 pm
Polecam wspaniałą Stronę o Edukacji i rehabilitacji Antosia
EDUKACJA (http://www.antoni.host.sk/edukacja.html) w całości STRONA O ANTOSIU (http://www.antoni.host.sk/index1.html)

Beata ze swojej strony serdecznie gratuluję takiej skarbnicy informacji, pozwoliłam sobie na przedstawienie jej tutaj, by mogła służyć nam wszystkim.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Kwiecień 04, 2003, 05:49:45 pm
Wstawiam nadesłane podziękowanie za wykonanie Strony - my również gratulujemy.

(http://sonia.low.pl/sonia/beata/mis.jpg)

 :D  :D  :D
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 05, 2003, 12:33:02 pm
Beato,wspaniała strona,czytałam wczoraj i nie mogłam się oderwać.
Wydaje mi się że już wcześniej trafiłam na twoją stronę,ale wtedy nie była jeszcze skończona,a teraz- jestem pełna podziwu.
Nie tylko strona graficzna-choć też piękna- ale ilość potrzebnych informacji,linków.

Czytając informacje zawarte na str. w linku rehabilitacja
przypomniało mi się jak my z synem -wtedy jeszcze malutkim -szukaliśmy pomocy u lekarzy.
Kiedyś już chyba pisałam o tym że po miesięcznej próbie nauki karmienia Darka przez smoczek,"wypożyczyliśmy "go do domu na 2-3 dni.
Lekarze bardzo się bali,czy my sobie poradzimy,my chyba jeszcze bardziej,ale się udało.
Gdy wzięliśmy go ze szpitala ważył 2 500 g. ( przy urodzeniu 3 000g
i miał pół roku.
W szpitalu już wypytywaliśmy się gdzie iść ,do kogo się zwrócić.
Przełożona pielęgniarek poleciła nam lekarza neuroloda dziecięcego- ponoć sława Warszawy- zadzwoniła czy w drodze wyjątku zgodzi się na konsultacje .
Po kilku dniach pojechaliśmy do lekarza do domu .
Neurolog( dość wiekowa już osoba) zbadała dziecko, wypisy ze szpitala
( 3-krotne zachłystowe zapalenie płuc, 2-razy transfuzja krwi,
nie wykształcona dolna szczęka,brak odruchu ssania i połykania . mpdz).itd
i stwierdziła że syn nie ma mpdz.
Za konsultacje zażądała takiej sumy jaką wydawaliśmy przez cały miesiąc na życie- trudno sami chcieliśmy pomóc dziecku.

Właśnie znalazłam to nazwisko na str. rehabilitacja- i tak wróciły wspomnienia
Napisała nam to na jakimś świstku papieru i odesłała do rejonu,gdzie i tak byśmy pewnie trafili.
Odesłała nas do lekarki która była kiedyś jej studentką,akurat u nas w rejonie.
Młoda p. neurolog nawet nie za bardzo interesowała się wypisem ze szpitala gdzie synem zajmowało się dwóch naprawdę dobrych neurologów, tylko bazując na opinii starszej koleżanki orzekła że ona tak właściwie to nie wie jak mogłaby nam pomóc?
kazała nam przychodzić raz na 2 miesiące i zapisy w karcie to właściwie relacja tego co nam przez ten czas udało się osiągnąć,czyli je większe porcje, już się tak często nie zachłystuje,wodzi za matką oczami...

poprosiliśmy o konsultacje u jeszcze jednago neurologa, zła jak osa wysłała nas do lek. w innej przychodni w szpitalu dziecięcym
" nowy" neurolog po zbadaniu syna stwierdził że jego kłopoty
są natury gastrycznej? a nie neurologicznej i znowu nas gdzieś odesłał.

Długo nas tak odsyłali,mam wrażenie że niektórzy to sami się trochę przy nas nauczyli, każde dziecko z mpdz. jest inne
a miesiące uciekały beż tak potrzebnej na początku rehabilitacji.
Gdy syn w wieku 3 lat miał pierwsze drgawki ta sama p. neurolog na skierowaniu na dno oka i EEG napisała po raz pierwszy - stan po mpdz.

czyli chyba wtedy stwierdziła że to jednak jest mpdz.- szkoda że tak póżno?

Miało być o stronie Antosia ,a ja tak się rozpisałam
jaszcze raz gratuluję i sama będe tam często zaglądać.
pozdrawiam  :D
Ulka
Tytuł: Rozwój dziecka w młodszym wieku szk. a cele, treści, eduk..
Wiadomość wysłana przez: sonia w Kwiecień 15, 2003, 02:29:14 pm
Pierwszy dzwonek, nowi koledzy, nowa Pani, piórnik z chińską, pachnącą gumką, dreszczyk niewiadomej,  jak to będzie ..., co znajduje się za najbliższym rogiem? - oto pierwszy oddech Pierwszoklasisty. Czy za kilka lat będzie on nucił słowa piosenki Witolda Wolnego:

„ Kolejny szary, zwykły dzień,
 Czy tyle tylko życie chce Ci dać?
 Jak głupi robot czujesz się
 Gdy znów do szkoły musisz rano wstać.
 Jak dobry film wspominasz ten dziecięcych marzeń roześmiany świat...”?
więcej: Rozwój dziecka w młodszym wieku szkolnym a cele, treści, organizacja i efekty procesu edukacyjnego (http://akson.org/x.pro/ModArticles/ShowArticle/262/) - Kamila Mironowska ze Str. Stow. "GEN"
Tytuł: Rozmowa i zabawa z dzieckiem
Wiadomość wysłana przez: sonia w Kwiecień 17, 2003, 12:51:01 am
Kolejny artykuł wnoszący soś interesującego zarówno dla rodziców jak i dla nauczycieli dzieci w wieku przedszkolnym.

"Wiek przedszkolny to okres pytań dziecięcych. Nasze dziecko stawiając pytania o cokolwiek, w sposób nieuświadomiony stawia w gruncie rzeczy pytania o to, jak żyć? Pytania są często jakby zakamuflowane, niedopowiedziane, często nas zadziwiają...

Ale wiedza dziecka stosowana na co dzień nie jest wiedzą czerpaną z naszych odpowiedzi na stawiane pytania, ale z tego, co dziecko widzi i obserwuje przede wszystkim nasze postępowanie..."

ROZMOWA I ZABAWA Z DZIECKIEM (http://www.przedszkola.krakow.pl/tekst20.html) - Anna Job
źrdło: Bliżej przedszkola nr 1-2 (16-17) styczeń - luty 2003
Strona Przedszkola nr 28 w Krakowie
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Kwiecień 17, 2003, 01:03:38 am
"Projektując współdziałanie z rodzicami należy poznać potrzeby i problemy na jakie napotykają rodzice w wychowaniu dziecka. Do najczęstszych należy: upartość, stawianie kłopotliwych pytań, konflikty między rodzeństwem, nadwrażliwości dzieci, nadpobudliwości, nadopiekuńczość dziadków, używanie brzydkich słów, trudne sytuacje rodzinne (np. nałogi, choroba, rozwód, śmierć).

Nauczyciele wychowania przedszkolnego powinni szczególnie zabiegać o nabywanie nowych umiejętności w pracy z dzieckiem posiadającym problemy emocjonalno - społeczne i jego rodzicami, jak również na bieżąco diagnozować efekty działań w obszarze wychowanie i opieka.
całość: Wspomaganie dziecka w rozwoju moralnym (http://www.przedszkola.krakow.pl/tekst21.html) - Barbara Szelag, wizytator Małopolskiego Kuratorium Oświaty
źródło: "Bliżej przedszkola. Wychowanie i oświata" nr 1-2 (16-17) styczeń - luty 2003 ze Strony Przedszkola Nr 28 w Krakowie
Tytuł: Edukacja daje radość
Wiadomość wysłana przez: sonia w Kwiecień 18, 2003, 01:06:14 pm
Świat dziecka z głęboką niepełnosprawnością intelektualną jest trudny do zrozumienia. Jednym wydaje się on bezbarwny i mało ciekawy, inni może nie mają okazji spotkać na swojej drodze takiej osoby.

Tylko nieliczni próbują poznać i zaprzyjaźnić się z tym dzieckiem.

Edukacja daje radość (http://free.ngo.pl/wsparcie/biuletyn/nr7/edukacja.html)
Rozmowa z panią Martą Grzywną i panią Anną Antosiewicz, oligofrenopedagogami z Ośrodka Rehabiliacyjno Edukacyjno Wychowawczego Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym Koła w Jarosławiu, przybliży nam ten nieznany świat wielorakiej niepełnosprawności oraz ukaże specyfikę kontaktu i pracy z tymi dziećmi.
Tytuł: Internetowe adresy Waszych przedszkoli - zgłoś link do Stron
Wiadomość wysłana przez: sonia w Kwiecień 21, 2003, 11:34:54 pm
Bardzo prosimy o nadsyłanie internetowych adresów Waszych przedszkoli. Na naszej stronie umieścimy linki do nich.

Prosimy także o adresy internetowe stron przeznaczonych dla nauczycieli, dzieci w wieku przedszkolnym.

Internetowe adresy Waszych przedszkoli-zgłoś link (http://www.przedszkola.krakow.pl/linki.htm)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Kwiecień 21, 2003, 11:46:54 pm
JAK POMÓC NASZYM DZIECIOM NA DRODZE DO SAMODZIELNOŚCI? (http://www.przedszkole49krakow.republika.pl/tekst5.html)
Tytuł: Ciekawe książki
Wiadomość wysłana przez: Kala w Kwiecień 25, 2003, 12:06:58 pm
"365 dni twórczej zabawy dla dzieci dwuletnich i starszych" (http://www.wab.com.pl/katalog.nsf/ksiazka/isbn8389291096)

Jest to pozycja w postaci poradnika, jak bawić się z dziećmi.
Polecam.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Kwiecień 26, 2003, 11:13:09 am
Inne bardzo istotne linki dla rodziców zwłaszcza-jak wybierać przedszkole
Edukacja niepełnosprawnych (http://www2.gazeta.pl/edukacja/0,27245.html)
Przedszkole (http://www2.gazeta.pl/kobieta/1,24366,1411720.html)
Dziecko w przedszkolu (http://www2.gazeta.pl/edukacja/0,38223,0.html)
Przedszkole-opowieści rodziców (http://www2.gazeta.pl/kobieta/1,24366,1411713.html)
Tytuł: Agnieszka zmienia przepisy
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Maj 02, 2003, 04:41:41 pm
To tytuł reportażu o niepełnosprawnej,głuchej dziewczynie i jej rodzicach
którzy walczą by Agnieszka żyła w świecie ludzi zdrowych

   http://www2.gazeta.pl/obcasy/1,25364,1448882.html

uzupełnieniem jest rozmowa Piotra Pacewicza z G.W.
 i Piotra Pawłowskiego prezesa stowarzyszenia" Integracja"
 i redaktora naczelnego magazynu " Integracja"
p.t. " Wszyscy jesteśmy niepełnosprawni"
niestety tego nie mogę znależć w necie-więc zachęcam do lektury
w wydaniu papierowym
Ulka
Tytuł: Problemy wychowawcze
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Maj 14, 2003, 06:39:59 pm
Myślę że ta strona przyda się wielu rodzicom PROBLEMY WYCHOWAWCZE (http://www.problemywychowawcze.republika.pl) - autorstwa Bożeny Stefańskiej

-porusza problemy nie tylko wychowawcze, a opracowana jest przez nauczyciela i wykładowcę pracującego z dziećmi

Ulka
Tytuł: Specyficzne trudności w uczeniu się
Wiadomość wysłana przez: sonia w Maj 21, 2003, 10:23:50 am
Matematyczne myślenie (http://www.waldi.and.pl/artykul.php?nr=5)

"...rozwija się wraz z rozwojem operacji myślowych na materiale matematycznym. Braki, zakłócenia i nieprawidłowości w opanowaniu tych operacji prowadzą do powstania trudności w myśleniu matematycznym".

"Aby omówić specyficzne trudności w uczeniu się matematyki należałoby najpierw zastanowić się jakie są przyczyny tych niepowodzeń. Każda z nas niejednokrotnie zastanawiała się, dlaczego niektóre z dzieci nie potrafią uczyć się matematyki. Istnieje wiele różnych poglądów na ten temat. Wiadomo, że uczenie się matematyki sprawia dzieciom trudności, bowiem matematyka nie jest przedmiotem łatwym, ze względu na abstrakcyjność jej pojęć i jej dedukcyjną strukturę. Dlatego, każda luka w wiadomościach uniemożliwia rozumienie tego, co się omawia' (Z. Krygowska, 1975, s. 241).

Krygowska uważa również, że należy wnikliwie kontrolować postępy rozumienia treści matematycznych przez dzieci oraz mieć dobrą znajomość ich indywidualnych potrzeb.."
Dzieci ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się matematyki - sposoby pomocy (http://www.waldi.and.pl/artykul.php?nr=10)

Wiele innych informacji można znaleźć na Stronie New Belfer (http://www.waldi.and.pl/linki.php)
oraz

"Specyficzne trudności w czytaniu i pisaniu są spowodowane zaburzeniami niektórych funkcji poznawczych i motorycznych, które występują u dzieci o prawidłowym rozwoju umysłowym. Podłożem tych zaburzeń jest nieprawidłowe funkcjonowanie ośrodkowego układu nerwowego. Poszczególne rodzaje tych trudności mogą występować w izolacji lub łączyć się ze sobą. Są to:

dysleksja - trudności w czytaniu lub w czytaniu i pisaniu
dysgrafia - trudności w opanowaniu kaligrafii (brzydkie, czasem wręcz nieczytelne pismo)
dysortografia - trudności w opanowaniu poprawnej pisowni (rażące i nagminne popełnianie błędów ortograficznych)..."

Objawy - zależą od wieku dziecka.

Wiek niemowlęcy i poniemowlęcy - objawy "ryzyka dysleksji":

opóźniony rozwój ruchowy ( słabo lub w ogóle nie raczkują, późno zaczynają chodzić, trudności z utrzymaniem równowagi, obniżone napięcie mięśniowe)
mała sprawność ruchowa (mało zręczne, nieporadne w samoobsłudze)
opóźniony rozwój mowy (później wypowiadają pierwsze słowa, problemy z budowaniem zdań)
dłuższe utrzymywanie się pierwotnych odruchów wrodzonych
Wiek przedszkolny 3-5 lat - objawy "ryzyka dysleksji":

opóźniony rozwój ruchowy
mała sprawność ruchowa całego ciała, a szczególnie rąk (slabo biega, trudności w utrzymaniu równowagi, zapinaniu guzików, nawlekaniu korali, trzymaniu kredki)
słaba koordynacja wzrokowo-ruchowa
opóźniony rozwój mowy
zaburzenia postrzegania wzrokowego i pamięci wzrokowej
Wiek 6-7 lat (klasa 0):

trudności z wymową
trudności w zapamiętywaniu
trudności w odróżnianiu podobnych głosek, wydzielaniu i łączeniu sylab
trudności w wyróżnianiu elementów z całości
trudności orientacji w czasie (pory roku, dnia, godziny)
trudności w rysowaniu i odtwarzaniu figur oraz wzorów
trudności w układaniu obrazków i elementów według wzoru
wadliwa wymowa (przekręcanie, przestawianie, notoryczne błędy gramatyczne)
trudności w nauce czytania
brak lateralizacji (oburęczność, mylenie prawej i lewej ręki itp.)
mała sprawność manualna (wiązanie sznurowadeł, trzymanie nożyczek, sztućców)
opóźnienie orientacji w schemacie ciała
Wiek wczesnoszkolny (I-III klasa):...."
Specyficzne trudności w czytaniu i pisaniu (http://www.mediweb.pl/children/wyswietl.php?id=36)

Praca z dzieckiem z zaburzoną Lateralizacją (http://www.dzieci.bci.pl/strony/malyczlowiek/Lateralizacja.html)
Tytuł: Mały Poradnik Młodego nauczyciela i terapia zjęciowa
Wiadomość wysłana przez: sonia w Maj 21, 2003, 10:44:09 am
Rodzicom i nauczycielom polecam NewBelfer- Mały Poradnik Młodego nauczyciela (http://www.waldi.and.pl/linki.php)
Terapia zajęciowa (http://www.terapiazajeciowa.prv.pl) -Strona Sylwi z Elbląga o różnych formach terapii zajęciowej
Tytuł: Między wolnością a wychowaniem
Wiadomość wysłana przez: sonia w Maj 31, 2003, 10:22:20 pm
"Wychowawca winien pamiętać,
że powierzono mu najbardziej
plastyczny „materiał” - osobowość
dziecka, którą kształtuje, bogaci,
rozwija i czuwa nad prawidłowym
rozwojem."


MIĘDZY WOLNOŚCIĄ A WYCHOWANIEM (http://www.przedszkola.krakow.pl/nowosc/wychowanie.htm) - autorka:s. Małgorzata Agnes Wilk, Zgromadzenie Córek Bożej Miłości z Przedszkola nr 40 Córek Bożej Miłości w Krakowie,
źródło: Strona Przedszkola Nr 28 w Krakowie (http://www.przedszkola.krakow.pl/archiwum/3.htm)
Tytuł: Nauka i integracja
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Czerwiec 09, 2003, 08:59:49 pm
Pod tym adresem jest baza adresów szkół, przedszkoli, placówek ponadgimnazjalnych specjalnych oraz integracyjnych we wszystkich województwach w kraju.

także propozycje kursów i szkoleń
 
Nauka i edukacja (http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/2513)
źródło:
redakcja@niepelnosprawni.info
Centrum Informacyjne dla Osób Niepełnosprawnych
Ul. Dzielna 1, 00-162 warszawa
Tel.: 0*22 831 85 82, 0*22 831 50 17
Faks: 0*22 831 85 82 w. 13
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Czerwiec 09, 2003, 09:18:27 pm
To bardzo ważne Ulka - można posyać adresy placwek, które nie zostały uwzględnione w ich wykazie.

Dodam jeszcze Nauka dzieci i młodzieży (http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/2514)

Jak uwzględnić potrzeby dziecka w doborze klasy (http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/2624)

Orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego (http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/2623)

Kontrowersje wokół nauczania indywidualnego (http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/2639)
źródło: www.niepelnosprawni.info
centrum@niepelnosprawni.info
faks: 0*22 831 85 82 w. 13
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Czerwiec 10, 2003, 05:07:21 pm
Mam nadzieję Soniu że są to aktulne adresy
wiele szkół jest w tej chwli zamykanych (niż demodraficzny)

link do kursów wkleiłam szybciej niż dokładnie przeczytałam i tam niestety są tylko cztery kursy dla O.N.
na jednym z takich kursów jest w tej chwili mój syn

 http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/2632

 wie doskonale że musi się dalej uczyć, zdobywać nowe umiejętności skoro w swoim wyuczonym zawodzie nie może znależć pracy, to jest dla niego szansa
podoba mi się jak jest to zorganizowane,  po takim kursie on będzie mógł uczyć następne osoby niepełnosprawne jako wolontariusz np.  tych którzy nie mogą sami w kursie  uczestniczyć bo trudno byłoby im dojechać na ul. Twardą trzy razy w tygodniu,
a najważniejsze że nie siedzi w domu,że coś robi
Tytuł: Ocenianie zajęć z muzyki i plastyki
Wiadomość wysłana przez: sonia w Czerwiec 12, 2003, 10:46:24 pm
Na świadectwach szkolnych należy teraz wpisywać oceny z muzyki i plastyki, nawet gdy dotyczą one jednego przedmiotu – sztuki..

MENiS WYJAŚNIA, Oświata. Świadectwa szkolne

"Do końca roku szkolnego 2001/2002 program dla szkół podstawowych i gimnazjum zawierał przedmiot sztuka, w którym były treści z muzyki i plastyki. Od roku 2002/2003 program kształcenia dla tych szkół uwzględnia dwa przedmioty: muzykę i plastykę.

Tymczasem na świadectwach ukończenia szkoły wpisuje się również te obowiązkowe zajęcia edukacyjne i uzyskane z nich roczne oceny końcowe, z których nauka zakończyła się w klasie programowo najniższej. Tak stanowi rozporządzenie ministra edukacji narodowej z dnia 24 stycznia 2000 r. w sprawie zasad wydawania oraz wzorów świadectw, dyplomów państwowych i innych druków szkolnych, sposobu dokonywania ich sprostowań i wydawania duplikatów, a także zasad legalizacji dokumentów przeznaczonych do obrotu prawnego z zagranicą oraz zasad odpłatności za wykonywanie tych czynności (Dz.U. nr 6, poz. 73 z późn. zm.).

Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu wyjaśniło więc, że jeśli w roku szkolnym 2002/2003 w klasie VI szkoły podstawowej i w klasie III gimnazjum szkolny plan nauczania nie przewiduje muzyki i plastyki, a nauka z tych przedmiotów zakończyła się we wcześniejszej klasie jako sztuka, na świadectwie ukończenia szkoły w miejscach przeznaczonych na wpisanie ocen z muzyki i plastyki należy:
• bądź powtórzyć ocenę ze sztuki dla obu tych przedmiotów,
• bądź oba przedmioty połączyć nawiasem i wpisać jedną ocenę.

Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu zwróciło też uwagę, że rozporządzenie ministra edukacji narodowej i sportu z dnia 12 lutego 2002 r. w sprawie ramowych planów nauczania w szkołach publicznych (Dz.U. nr 15, poz. 142 z późn. zm.) umożliwia łączenie zajęć edukacyjnych w blok przedmiotowy, w ramach którego prowadzone jest nauczanie z różnych dziedzin wiedzy. Jednym z takich bloków przedmiotowych może być sztuka. Blok nie jest jednak przedmiotem. W dokumentacji dotyczącej oceniania ucznia na koniec roku (arkusze ocen, świadectwa szkolne) należy ustalić oceny z  każdego przedmiotu wchodzącego w skład bloku przedmiotowego." -  Jarosław Żarowski

Ocenianie zajęć z muzyki i plastyki (http://www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=969&dok=969.2.3.2.9.2.0.1.htm) - Gazeta Prawna Nr 113 (969) środa 11 czerwca 2003 r
Tytuł: Konstruowanie indyw. pr. pracy z dzieckiem upośl. w st. gł.
Wiadomość wysłana przez: sonia w Czerwiec 18, 2003, 12:39:41 am
"Dzieci z głębokim upośledzeniem umysłowym stanowią dla nauczycieli szczególne wyzwanie. W ich terapii, aby możliwy był rozwój, nie wystarczy stworzenie ogólnie korzystnej atmosfery czy też zorganizowanie zajęć ogólnorozwojowych. Niezbędne jest stworzenie kolejnych kroków rozwojowych razem z dzieckiem i z pomocą jego rodziców.

Praca z dziećmi z głębokim upośledzeniem umysłowym, ze względu na swoją specyfikę, winna przebiegać w sposób przemyślany, uporządkowany i konsekwentny. Należy dążyć do..."

Konstruowanie indywidualnych programów pracy z dzieckiem upośledzonym umysłowo w stopniu głębokim (http://odn-plock.edu.pl/prv/logopeda/metody/rewalidacja/programy/programy.html) - Opracowanie: Marzena Mieszkowicz, neurologopeda

Bibliografia:

Kielin J. - Rozwój daje radość, Gdańsk 1999;
Kwiatkowska M. - Dzieci głęboko niezrozumiane, Warszawa 1997;
Młynarska M., Smereka T. - Psychostymulacyjna metoda kształtowania i rozwoju mowy oraz myślenia, Warszawa 2000;
Orkisz M. - Towarzyszenie w rozwoju osobie z głębokim upośledzeniem umysłowym; w: Rewalidacja nr 2, Warszawa 1997
Tytuł: Rewalidacja - teoria i praktyka
Wiadomość wysłana przez: sonia w Czerwiec 18, 2003, 06:49:32 pm
nauczycielom i rodzicom polecam ciekawą Stronę Rewalidacja w teorii i praktyce (http://www.rewalidacja.gower.pl/glowna2.htm)
Wiele interesujących informacji - warto zapoznać się z nimi.
Tytuł: Im więcej rozumu tym lepiej - świetnie o edukacji
Wiadomość wysłana przez: sonia w Lipiec 14, 2003, 10:34:36 pm
"14 października 2000 r. w ratuszu w Tarnowie podczas pierwszego spotkania grupy ludzi, którzy potem napisali deklarację obywatelską "Edukacja dla rozwoju", odpowiadając na wystąpienie inicjatora tej pozarządowej akcji premiera Jerzego Buzka, powiedziałem, że w Polsce trzeba by powołać Komisję Edukacji Narodowej. Obywatelską instytucję demokratyczną mającą oceniać, opiniować i wskazywać kierunki rozwoju edukacji powszechnej w Polsce.

Komisję, która miałaby być dla społeczeństwa, a nie dla władzy, źródłem informacji o stanie edukacji i mogłaby pełnym głosem wypowiedzieć się w sprawach skandali edukacyjnych III Rzeczypospolitej....

Idea stworzenia takiej komisji czy rady odżyła w pracach zespołu działającego przy Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Jej uzasadnieniu poświęcony był artykuł Piotra Legutki w "Rzeczpospolitej" ("Potrzeba nowych Kołłątajów", 18 - 19 czerwca).

W dwu wypowiedziach opublikowanych w "Rzeczpospolitej" 26 czerwca br. rektor Marek Rocki ("Im mniej ciał, tym lepiej") i doktor Jan Wróbel ("Społeczna imitacja broni"), znany warszawski edukator i publicysta, byli łaskawi odsądzić ten projekt od czci i wiary. O ile tekst Wróbla zawiera elementy warte podjęcia debaty, o tyle Rocki napisał tekst zawierający frontalny atak na jeden i to nie najważniejszy fragment tekstu Piotra Legutki, dotyczący studiów doktorskich.

Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Czyżby to,..."
- więcej - Polemika Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Im więcej rozumu, tym lepiej (http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030714/publicystyka/publicystyka_a_2.html) - ŁUKASZ A. TURSKI, Rzeczpospolita z 14.07.03 Nr 162
Tytuł: Wyd. publikujące książki o tematyce edukacyjnej i integrac.
Wiadomość wysłana przez: sonia w Lipiec 27, 2003, 01:56:28 pm
Wydawnictwa publikujące książki o tematyce edukacyjnej i integracyjnej

Oficyna Wydawnicza IMPULS z Krakowa (podany cennik książek) (http://www.impulsoficyna.com.pl)
Księgarnia Internetowa Wirtualnej Polski (http://ksiazki.wp.pl)
Księgarnia Internetowa Merlin (http://www.merlin.com.pl/sklep/sklep/strona.glowna?skad=yubhdfrsag)
Internetowa Księgarnia Akademicka (http://www.ika.edu.pl)
Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne (także księgarnia internetowa) (http://www.wsip.com.pl)
Wydawnictwo Edukacyjne z Krakowa (także księgarnia internetowa) (http://www.we.pl)

Jeśli znane są Wam inne - napiszcie.
Może macie propozycje ciekawych książek? - w tym kąciku jest miejsce dla nich.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Sierpień 06, 2003, 04:24:47 pm
Dzieci lubią rymowanki, można do poszczególnych samogłosek i spółgłosek dołączyć takie wiersze:

Można zacząć od samogłosek (czytać i pokazywać samogłoski):

Sprzeczka samogłosek

"Wierzcie sobie, jeśli chcecie,
że we wtorek w ALFABECIE
bardzo się skłóciły głoski.
Rozpoczęły SAMOGŁOSKI:

- My jesteśmy doskonałe -
a - okrągłe, uśmiechnięte,
ą - jak dzwonek - głośne, dźwięczne,
e - jak precel, ten z Krakowa,
ę - jest wdzięczne jak panienka,
i - to głoska wyjątkowa -
muzykalna, głośna, piękna...
U spojrzało zagniewane:
-Ja się z wami dziś nie bawię!
Co tu robi, moi mili,
ta głoska ó kreskowane?
Y ogonkiem zamachało,
skryło się w wysokiej trawie,
bo się bawić już nie chciało."

Literkowe figle, a w niej:

W królestwie Alfabecji

W Alfabecji - tej krainie,
co z wesołych liter słynie,
mieszkał król Alfabet stary -
znał on różne, dziwne czary.

Miał gromadkę dzieci drogich
i choć bywał dla nich srogi,
one Ojca szanowały,
lecz czasem dokazywały.

Córki piękne, wierzcie mi:
Samogłoski - A, E, O, Ó, U, Y, I,
także jeszcze Ę i Ą -
miłe, dobre, piękne są.

A - pogodne i rumiane,
E - wesoło roześmiane,
O - okrągłe jak słoneczko,
U - głębokie jak miseczka,
Y - ogonkiem raźno kiwa,
I - gdzieś z kropką w piłkę grywa.

Ę i Ą w orkiestrze grają
i sopranem wciąż śpiewają.
Ó kropeczkę swą unosi
i tak do zabawy prosi.
Dwudziestu dwóch synów króla
w Alfabecji także hula.

Zwą ich wszyscy Spółgłoskami -
są miłymi chłopakami.
B, C, D, F, G, H -
każdy z nich maniery ma.
Wszyscy dobrze ułożeni,
eleganccy, wystrojeni.
J, K, L, Ł, M oraz N -
robią wiele przykrych scen.

Więc się często ojciec złości,
bo spraszają wielu gości,
ojca-króla nie słuchają,
tylko konie ujeżdżają.

Jeżdżą też młodsi synowie,
co psikusy mają w głowie.
Pędzi P z okrągłym oczkiem,
R wybiega z animuszem,
S wygina się coś boczkiem,
T powiewa kapeluszem.
W i Z ich raźno gonią,
aż się grzywy plączą koniom.
Ć, Ś, Ź, Ź też cwałują -
braci przegonić próbują,
tak, że lecą iskry czasem,

bo Spółgłoski pędzą lasem.
Król Alfabet, choć był stary,
to pomysłów miał bez liku.
Wykorzystał swoje czary
i... umieścił je w SŁOWNIKU.

Z nimi siostry Samogłoski
prędko tam powskakiwały -
z dumą zadzierają noski...
I tak powstał SŁOWNIK cały!"

a na koniec trudne R

Przechwałki dużego R

Chwaliło się wielkie R,
że pochodzi z wyższych sfer
i że ciotkę ma hrabinę,
co objeżdża bryczką rynek,
że w Radomiu ma stryjenkę -
ta ma kamienice piękne;
że co roku zwiedza Rabkę,
bo tam ma cioteczną babkę;
i urządza imieniny
tam, gdzie zamku są ruiny
i podaje srebra stare
do racuszków z rabarbarem.
- Zgadnij, czy w wierszyka słowach,
tylko wielkie R się chowa?

/Elżbieta Śmieżkowska-Bielak - tekst Iwona Wasiluk /

a teraz wydruk, alfabet np. z gąbki z puzzlami do wkładania, butelka wody, aby zmoczyć suchy piasek - i do parku- a tam czytamy, kreślimy po mokrym piasku i pokazujemy w puzzlach gąbkowych.
 :D
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Sierpień 10, 2003, 03:04:51 pm
Zaczęło się tak:
Agnieszka zmienia przepisy (http://www2.gazeta.pl/obcasy/1,25369,1448882.html) - Katarzyna Staszak, Marcin Kowalski 02-05-2003
Gazeta.pl > Wysokie Obcasy > Kobiety współczesne

c.d. losów niesłyszącej Agnieszki pragnącej studiować na AWF W-wa

Wspólnie przeciw decyzji AWF (http://www1.gazeta.pl/kraj/1,34317,1611925.html) - Rozmawia Katarzyna Staszak 07-08-2003, źródło: Gazeta.pl > Kraj > Informacje
 
ZOBACZ TAKŻE
AWF. Niepełnosprawnych nie przyjmujemy (http://www1.gazeta.pl/kraj/1,34317,1610136.html) - Marcin Kowalski, Katarzyna Staszak 06-08-2003
Nie chcą słyszeć. Agnieszka zmienia przepisy - cd sprawy opisanej w "Wysokich Obcasach" (http://www1.gazeta.pl/kraj/1,34317,1460155.html) - Marcin Kowalski, Katarzyna Staszak 05-05-2003

I jak tu mówić o Roku Niepełnosprawnych 2003?
Tytuł: Koniec podziału na szkoły "specjalne" i "norm
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Sierpień 27, 2003, 04:00:52 pm
Słowo "specjalna" znika z pieczęci, świadectw i legitymacji około 200 szkół i przedszkoli. - Nikt już nie będzie przypinał dzieciom etykietek - cieszą się rodzice

Decydując się na tę zmianę, Ministerstwo Edukacji Narodowej kierowało się dobrem uczniów (przeciwko nietolerancyjnej nazwie "szkoła specjalna" rodzice interweniowali u rzecznika praw dziecka) oraz wymogiem dostosowania nazw do standardów unijnych.

źródło : http://www1.gazeta.pl/warszawa/1,34862,1637316.html
Tytuł: dobra podstawówka - to...
Wiadomość wysłana przez: sonia w Sierpień 28, 2003, 01:41:58 am
dobra podstawówka ma największy wpływ na przyszłą karierę ich dzieci

"...Krystyna Łybacka, minister edukacji i sportu, nie tylko ogranicza swobodę w tworzeniu programów w szkołach prywatnych i ingeruje w zasady oceniania na świadectwach, ale zapowiedziała też opodatkowanie tych szkół. Jak zauważa Wojciech Starzyński, prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego, nowy podatek może spowodować podniesienie czesnego, a w efekcie przenoszenie dzieci do szkół publicznych." - (Podatek Łybackiej)
Polecam Szkoła rynku Dorota Macieja, Współpraca: Magda Rychter, Michał Zawadzki  
Tygodnik "Wprost", Nr 1083 (31 sierpnia 2003)
(http://www.wprost.pl/ar/?O=48377&C=57)
Tytuł: Krótka nauka uczenia, co jeść aby poprawić konc.
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 01, 2003, 04:04:02 am
Ucz się z kimś, niekoniecznie przeciwnej płci i szalenie atrakcyjnym, bo się zdekoncentrujesz. Wspólne uczenie się jest szczególnie wskazane, gdy nie wierzysz w siebie...

Uczenie się od początku do końca, linijka po linijce, jest żmudne, nudne i mało efektywne. Zacznij zatem od najtrudniejszej partii materiału (potem będzie z górki!) i ustal, że uczysz się minimum 40 minut, potem krótka przerwa i następne 40 minut. Przerwy nie mogą być emocjonujące, bo oderwą cię od pracy. Zawsze kończ to, co zacząłeś.
Krótka nauka uczenia (http://kiosk.onet.pl/charaktery/1122006,1253,artykul.html) - Hanna Hamer, Charaktery

A co jeść, aby czuć sie zdrowo i w dodatku poprawić koncentrację, inteligencję, zapamiętywanie? - przeczytajcie:
Dieta na inteligencję (http://sonia.low.pl/sonia/art3/dieta_na_int.htm) - To wyjątkowo ciekawe - myślę, że raz można uwierzyć prasie z przed roku.
Tytuł: Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 06, 2003, 02:24:44 pm
Cytuj
Rodzice nie wiedzą, że wyręczają gminę i szkołę w ich obowiązkach. Szkoła ma obowiązek organizować zajęcia dydaktyczno-wyrównawcze. Tymczasem niektórzy płacą za korepetycje nauczycielom, którzy do południa uczą ich dzieci w szkole. Nie twierdzę, że to reguła, ale takie zjawisko jest skandaliczne. Zbigniew Pendel rozmawia z Krzysztofem Śnioszkiem, szefem Krajowego Porozumienia Rodziców i Rad Rodziców, i oblicza, ile kosztuje szkolna wyprawka


Ile kosztuje uczeń, ile kosztuje szkoła (http://www2.gazeta.pl/obcasy/1,25364,1645679.html?as=1&ias=2) - Zbigniew Pendel, Gazeta.pl z 05-09-2003

Kalendarz roku szkolnego w pigułce (http://www2.gazeta.pl/edukacja/1,27095,1646548.html)

Inne artykuły o szkolnictwie w Gazeta.pl >  Edukacja (http://www2.gazeta.pl/edukacja/0,26107.html)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 08, 2003, 10:47:14 am
Duży wybór przydatnych książek do rehabilitacji i edukacji dzieci niepełnosprawnych oferuje
Sklep internetowy księgarni Fundacji Daj Szansę w Toruniu (http://free.ngo.pl/fundacja.dajszanse/ksiegarnia/_sklep.htm )

Ciekawa jestem czy faktycznie są dostępne w sprzedaży? - może ktoś z Was korzysta?
Tytuł: Rozważania rzecznika praw dziecka
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 08, 2003, 08:15:23 pm
Zawieszenie w prawach ucznia czy zakaz chodzenia na lekcje

Szkoły często nie wiedzą, jak zareagować na zachowanie ucznia. Odsuwają wówczas od siebie problem, wymierzając mu karę zawieszenia w prawach.

Rozważania rzecznika praw dziecka. Zawieszenie w prawach ucznia czy zakaz chodzenia na lekcje (http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030908/prawo/prawo_a_6.html) - PAWEł JAROS, Rzeczpospolita Nr 209 z dnia  08.09.03 żródło (http://sonia.low.pl/sonia/rady/zawiesz.htm)
Tytuł: Matura z języka obcego
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 10, 2003, 12:11:42 pm
Z certyfikatem nadal bez egzaminu

Egzamin dojrzałości w roku szkolnym 2003/2004 będzie przeprowadzany według dotychczasowych zasad. Zachowane zostaną uprawnienia do zwolnień z egzaminu z języka obcego.

źrodło: http://www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=1032&dok=1032.2.62.2.9.2.0.1.htm
Tytuł: Szkolny strach - kliniczna fobia szkolna
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 12, 2003, 01:27:18 pm
Prowadzone na lekcje płaczą. W klasie dostają bólu głowy, czasem mdleją. - W takich przypadkach zazwyczaj podejrzewa się, że dziecko choruje na tzw. fobię szkolną. Jak rozpoznać, czy paraliżujący strach to początek poważnej choroby?

"Zdaniem Floryan o fobii można mówić tylko wtedy, gdy pomimo terapii nie udaje się dziecka przekonać do szkoły. Najczęściej do poradni trafiają dzieci z problemami psychosomatycznymi, czyli takie, które są tylko nieprzystosowane do nauki w szkole. - Objawy zniechęcenia do szkoły mijają u nich po kilku rozmowach z psychologiem - zapewnia Floryan.."

źródło: DD (tygodnik lokalny)

Fobia szkolna
 
Odmowa chodzenia do szkoły - zarys mechanizmów psychologicznych.

Istotą fobii szkolnej jest przede wszystkim mniejsza, lub większa niemożność chodzenia do szkoły. Niemożność ta przybiera różne nasilenie począwszy od częściowej niechęci aż do absolutnej odmowy pozostania w szkole, spowodowanej silnym lękiem, przerażeniem lub paniką, występującymi w środowisku szkolnym. Główne objawy somatyczne towarzyszące fobii szkolnej to: bóle głowy i brzucha, mdłości, wymioty i biegunki. Objawy somatyczne niezależnie od ich rodzaju ustępują zwykle po kilku godzinach, jeżeli rodzice pozwolą zostać dziecku w domu. Oprócz objawów somatycznych, dzieci z fobią przejawiają szereg obaw lub trosk za pomocą których usiłują uzasadnić niechęć do szkoły (lekcje są za trudne, nauczyciel jest niesprawiedliwy, uczniowie go nie lubią). Fobię szkolną łatwo odróżnić od uzasadnionych obaw przed pójściem do szkoły takich jak lęk przed egzaminem czy lęk przed doświadczeniem realnej przemocy ze strony rówieśników. Wagary z kolei można odróżnić od fobii tym, że odbywają się one bez wiedzy rodziców i często są objawem odmiennych problemów związanych z zaburzeniami zachowania. Fobia szkolna występuje z taką samą częstością u dziewcząt jak u chłopców.

Skłonność do reagowania fobią szkolną na stres, ma swoje źródło we współwystępowaniu określonych potrzeb neurotycznych u rodziców.

 Matki dziecka z fobią szkolną są: zależne (często od własnych matek), z niską samooceną, obawiające się impulsów agresywnych, unikające odczuwania wrogości, nadmiernie opiekuńcze, (usiłujące zaspokajać wszystkie potrzeby dziecka), utrzymujące i utrwalające zależność dziecka. Troszcząc się w ten sposób o dziecko, matka usiłuje zarówno zaprzeczyć własnym negatywnym uczuciom wobec niego, jak i zapobiegać jakiejkolwiek złości czy urazom z jego strony. Kobiety te szybko wycofują się pod wpływem przejawów złości, a łatwość, z jaką ulegają nadmiernym lub nierealnym wymaganiom powoduje że zaczyna im ciążyć poczucie własnej niekompetencji, czują że dziecko je przytłacza i wykorzystuje i są na nie złe. Przy wystąpieniu tendencji do fobii szkolnej, matka zaostrza sytuację współczując dziecku gdy narzeka na szkołę i zgadza się na pozostawienie go w domu. Matka ma ambiwalencję wobec utrwalonych już problemów i wobec terapeutów u których szuka pomocy. Chociaż w rozmowach zgadza się, że dziecko powinno jak najszybciej wrócić do szkoły, znajduje mnóstwo przyczyn, ze względu na które trzeba jeszcze z tym poczekać. Wobec dziecka często stosuje szantaż, apeluje do jego rozsądku, błaga go o rozwagę, pragnie aby było blisko zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

Ojciec dziecka najczęściej nasila nieprawidłowy charakter kontaktu matki z dzieckiem poprzez akceptację nadopiekuńczej, infantylizującej postawy żony i przez dalsze podważanie jej i tak nadwątlonego poczucia kompetencji. Wśród ojców dzieci z fobią szkolną mamy do czynienia przeważnie z jednym z dwóch typów funkcjonowania.
Pierwszy, to mężczyźni bierni, zależni, ze słabym poczuciem własnej męskości i potrzebach przypominających potrzeby ich żon. Wobec dzieci są również nadopiekuńczy, ciągle się o nie troszczą, rozwijają u nich zależność i niesłabnące uwielbienie, starają się unikać jakichkolwiek negatywnych emocji w stosunkach rodzinnych, czasem są infantylni i wchodzą w rywalizację z dzieckiem o uczucia żony/matki, lub rywalizują z żoną o zdobycie roli macierzyńskiej w domu. Podobnie jak żony wycofują się, gdy napotykają złość dziecka i ulegają jego żądaniom przy najmniejszych sygnałach nieprzyjemnych reakcji.
Wyżej omówione postawy rodziców utrwalają zależność dziecka, dają mu dużą pewność siebie w relacjach rodzinnych i rozwijają skłonność do manipulacji, zawsze towarzyszącą fobii szkolnej.
Drugi typ ojca, charakteryzuje się energią, a nawet nadmierną męskością, minimalnym zaangażowaniem w sprawy rodzinne. Rodzina ma dla niego drugorzędne znaczenie, wobec pracy zawodowej, zainteresowań czy związków z innymi ludźmi. Przeważnie dowiaduje się o tym że dziecko nie chodzi do szkoły przypadkiem, reaguje na to obwinianiem żony i krytykowaniem jej za brak umiejętności wychowawczych lub/i umywaniem rąk. Oba podejścia zaostrzają tylko problem.

Dziecko z fobią szkolną zwykle nienawidzi nadmiernej opiekuńczości swej matki. Prawidłowo rozpoznaje w jej przytłaczającej troskliwości próbę zduszenia lub zaprzeczenia jego tendencji do rozwoju i często wyczuwa wrogość, która leży częściowo u podłoża nadmiernej opieki. Ale zewnętrzne przejawy przywiązania matki i jej ciągła rezygnacja z własnych potrzeb na jego rzecz powodują, że wszelka złość, jaką odczuwa wobec niej, wzbudza silne poczucie winy. Często radzi sobie z tym poczuciem winy projektując (rzutując) swoją wrogość na zewnątrz, w rezultacie spodziewa się, że stanie się jakaś krzywda jemu lub jego rodzicom i boi się separacji od swojej rodziny.
Nadmierna koncentracja matki na dziecku i zaspokajanie jego wszystkich potrzeb, często powoduje rozwój dziecka w kierunku osobowości narcystycznej i związane z tym nierealistyczne przecenianie własnych możliwości. Kiedy sytuacja szkolna powoduje zagrożenie tego obrazu, przeżywa ono lęk i wycofuje się do warunków, w których może bez przeszkód zachować nierealistyczny obraz własnej osoby.
Według; Irving B. Weiner "Zaburzenia psychiczne w wieku dorastania".

Według klasyfikacji zaburzeń psychicznych fobia szkolna jest jednym z zaburzeń lęku separacyjnego, nie jest fobią specyficzną jak na przykład nieracjonalny lęk przed lataniem, pająkami, wysokością, zamkniętą przestrzenią itd.
Podstawowym problemem do rozwiązania jest zatem, umożliwienie dziecku rozwoju poprzez uwolnienie go z nadmiernej symbiotycznej więzi z rodziną. Proces ten jest trudny, również ze względu na w/w neurotyczne problemy rodziców dziecka. Metodą najbardziej skuteczną w tej sytuacji jest terapia całej rodziny, której dziecko jest tylko jednym z elementów.
Na poziomie behawioralnym, najbardziej istotne jest jak najszybsze przerwanie absencji dziecka w szkole. Konieczne jest zatem nawiązanie kontaktu ze szkołą, gdzie powinny być stworzone (przejściowo), bezstresowe, warunki powrotu dziecka do szkoły. Przeszkadza w tym częste mylenie fobii szkolnej z wagarami, co może powodować negatywne nastawienie uczących do dziecka.
 
źródło>>> (http://www.poradnia.ids.bielsko.pl/aktualnosci/fobiaszkolna.html)
Tytuł: Kłopoty z matematyką związane z uszkodzeniem mózgu
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 13, 2003, 09:10:23 am
Trudności z matematyką mogą być związane z patologiczną budową mózgu.

Dyskalkulia - trudności z nauką matematyką - dotyczą pięciu procent populacji. Cierpiący na dyskalkulię mają problemy z dodawaniem, odejmowaniem czy liczeniem w pamięci. Zdaniem Stanislasa Dehaene z francuskiego instytutu INSERM, mogą one być związane z nieprawidłowościami w części mózgu odpowiedzialnej za rozumienie liczb...

"Specjalista od leczenia dyskalkulii, prof.Brian Butterworth z University College w Londynie zauważa, że konieczny jest prosty test do wykrywania dyskalkulii, który zaoszczędziłby dotkniętym nią dzieciom upokorzeń w szkole i dał takie możliwości specjalnego nauczania, jakie mają dotknięci dysleksją..." - Nauka, PAP, MFi /2003-09-13
Kłopoty z matematyką związane z uszkodzeniem mózgu (http://info.onet.pl/798357,16,1,0,120,686,item.html) - Nauka, Onet-Wiadomosci.
Całość także w NEWSIE z 13-09-2003 (http://darzycia.pl/index.php?p=184&more=1)
Tytuł: Czy warto się uczyć? - Ambitne kobiety, leniwi mężczyźni
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 16, 2003, 04:37:39 pm
Ciekawy artykuł

Rozmowa z prof. Ireną E. Kotowską z Instytutu Statystyki i Demografii SGH
Wzrosła zależność między tym, co się w życiu osiąga, a rodziną, z jakiej się pochodzi. Czy to już jest dziedziczenie?

Ambitne kobiety, leniwi mężczyźni (http://kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1133140&KAT=242) - K. MONKIEWICZ-ŚWIĘCICKA, P. NOWOSIELSKA, 2003-09-15, "Przegląd"
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 18, 2003, 06:59:32 pm
Polecam szczególnie magazyn
Wychowawca (http://www.wychowawca.pl)
a w niom mnostwo interesuujących artykułów
Praca w klasie integracyjnej (http://www.wychowawca.pl/miesiecznik/09-129/13.htm)
Zaburzenia psychomotoryczne uczniiow a nauczanie matematyki (http://www.wychowawca.pl/miesiecznik/09-129/12.htm)
Opóźniony rozwoj mowy (http://www.wychowawca.pl/miesiecznik/09-129/11.htm)
i wiele innych
Tytuł: Intergracja w prawie oświatowym a realia polskiej szkoły
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 21, 2003, 12:16:10 am
Integracja w prawie oświatowym a realia polskiej szkoły - szanse i zagrożenia edukacji dzieci niepełnosprawnych w systemie integracyjnym.

Referat -Intergracja w prawie oświatowym a realia polskiej szkoły (http://www.kuratorium.gda.pl/index.php?c=213&d=978) - Referat wygłoszony przez panią Monikę Gołubiew, wizytatora Kuratorium Oświaty w Gdańsku, koordynującego kształcenie i wychowanie integracyjne na terenie woj. pomorskiego, podczas Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej z cyklu: "Dyskursy Pedagogiki Specjalnej", która odbyła się w Starych Jabłonkach w dniach 21.05 - 23.05.2003 roku.

Zajrzyj też do:
Kształcenie Integracyjne Uczniów Niepełnosprawnych i Przewlekle Chorych w Szkołach Ogólnokształcących, Integracyjnych i prowadzących i prowadzących Odziały Integracyjne w świetle prawa oswiatowego (http://www.kuratorium.gda.pl/index.php?c=208)
 
Ustawa o systemie oświaty z dnia 07. września 1991 roku z późniejszymi zmianami, nowelizacja z 2001 roku Dz.U. Nr 111, poz. 1194, zmiany w Dz.U Nr 137, poz. 1304 z 2003 roku:......
Tytuł: Nauczanie w Polsce bez wychowania
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 21, 2003, 03:15:31 pm
Cytuj
"W historii występuje odwieczne napięcie - twórcze, ale i konfliktowe - między autorytetem a wolnością, między rodzicami a dziećmi, między przełożonym a podwładnym, między wychowawcą a wychowankiem, między nauczycielem a uczniem.

Jednak w obecnej kulturze euroatlantyckiej chce się to napięcie rozwiązać jednostronnie na korzyść wyłącznie dziecka, podwładnego, wychowanka, ucznia i wolności. Takie są teorie pedagogiczne.

W liberalizmie dążą one do zniesienia jakiejkolwiek zależności człowieka od drugiego człowieka: zamiast władzy państwowej - wolny obrót idei, towarów, kapitałów, ludzi; zamiast rodziców - technika; zamiast autorytetu kapłana - telefon zaufania; zamiast nauczyciela - komputer; zamiast lektora obcego języka - taśma, zamiast wzniosłej liturgii - Woodstock - nurzanie się w błocie, z narkotykami, butelką w dłoni, z seksem.

Na tej drodze ma się rzekomo ukształtować nowy, dzisiejszy człowiek. Niestety, cała ta patologia zdobyła sobie wielu zwolenników także pośród wielkich profesorów pedagogiki..."

Nauczanie w Polsce bez wychowania (http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20030920&id=my24.txt) - Nsz Dziennik,   Sobota-Niedziela, 20-21 września 2003, Nr 220 (1716)
Tytuł: Legitymacje niepełnosprawnych dzieci
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 23, 2003, 01:03:27 am
Legitymacje niepełnosprawnych dzieci

Cytuj
Zgodnie z obowiązującą od 1 września 2003 nowelizacją rozporządzenia ministra edukacji narodowej w sprawie ramowych statutów publicznych przedszkoli lub szkół (Dz.U. nr 146, poz. 1416) w przedszkolu lub szkole specjalnej pieczątki stawiane na legitymacji nie mogą zawierać słowa "specjalny" lub "specjalna". Koniec listopada 2003 to termin graniczny, do którego należy wymienić zawierające takie słowa legitymacje i pieczątki.

Niepełnosprawni uczniowie i przedszkolaki uzyskują prawo do należnych im ulg przy przejazdach komunikacją miejską na podstawie wydawanych, według określonego wzoru, legitymacji. Uprawnienia do zniżek są zachowane nawet przy braku słowa "specjalna" w nazwie figurującej na dokumencie placówki oświatowej.

Prawo do ulg poświadcza żółta legitymacja szkolna wydana według wzoru MENiS-II/182/2. Nieistotne staje się zatem, czy jest to szkoła ogólnodostępna, specjalna, czy integracyjna. Dzieci niepełnosprawne uczęszczające do przedszkoli czy oddziałów przedszkolnych szkół podstawowych ulgi na przejazdy otrzymują na podstawie legitymacji MENiS-II/18I/2, także w kolorze żółtym.

Wzory legitymacji określa szczegółowo rozporządzenie ministra edukacji narodowej z 24 stycznia 2000 r. w sprawie zasad wydawania oraz wzorów świadectw, dyplomów państwowych i innych druków szkolnych, sposobu dokonywania ich sprostowań i wydawania duplikatów przeznaczonych do obrotu prawnego z zagranicą oraz zasad odpłatności za wykonywanie tych czynności (Dz.U. nr 6 poz. 73 z późn.zm.)


Źródło: Gazeta prawna 178/2003 (1034)
Opracowanie: Anna Bartuszek
niepelnosprawni (http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/5080)
Tytuł: BIBLIOTEKA LITERATURY POLSKIEJ W INTERNECIE
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 23, 2003, 02:28:22 am
BIBLIOTEKA LITERATURY POLSKIEJ W INTERNECIE (http://monika.univ.gda.pl/~literat/index.htm)
Skarby Literatury polskiej (http://www.polska.pl/literatura/index.htm)
 :D
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 23, 2003, 11:46:30 pm
W związku z tym postem otrzymałam dziś prośbę:

Cytuj
"Witam
Oglądając stronę Dar Życia spostrzegłam artykuł o legitymacjach dla dzieci niepełnosprawnych.
Mam 21 lat i orzeczenie o stopniu niepełnosprawności z Powiatowego Zespołu ds orzekania niepełnosprawnosci w Opolu.

Przyznano mi umiarkowany stopień. Miesiąc temu złożyłam podanie o wyrobienie legitymacji.

Chciałabym się dowiedzieć czy na podstawie dotychczasowego orzeczenia mam prawo do ulg w przejazdach autobusami PKS-u czy też nie, ponieważ zawsze wynikają jakieś kłótnie pomiędzy mną a kierowcą.

On twierdzi, że nie przysługuje mi ulga a mi mówiono że przysługuje. No i teraz mam troszkę mieszane uczucia co do tego. Jeżeli Pani wiedziałaby coś na ten temat prosiłabym o jak najszybsze odpisanie na mój list. Z góry bardzo dziękuję.
Przesyłam pozdrowienia
J.K."
(zmeiniłam dane personalne na inicjały)

Jeśli ktoś ma doświadczenie w tym temacie - proszę odpiszcie
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 24, 2003, 10:04:14 am
Na tej stronie jest wszystko dość dokładnie wyjaśnione

 http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/1207

to dotyczy przejazdów PKP i PKS, jeżeli chodzi o przejazdy komunikacją miejska i w każdym mieście może sie troche różnić- trzeba zapytać w info. MZK
w Warszawie komunikacja miejska jest bezpłatna do 26- roku życia
dla O.N. +osoba towarzysząca, póżniej płaci się 100 %
Tytuł: Antena podwyższonego ryzyka
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 25, 2003, 06:19:55 pm
Podejrzany o pedofilię dyrygent opowiadał w paśmie dziecięcym telewizyjnej "Jedynki" o swojej fascynacji muzyką. To kolejny skandal w redakcji dla najmłodszych. TVP karze redaktorów odpowiedzialnych za program i tłumaczy, że to archiwalna produkcja sprzed kilku lat, której nikt przed emisją nie obejrzał.

Wczoraj rano dzieci mogły obejrzeć "Bajeczki Jedyneczki", później czekali już na nie "Plastelinek i przyjaciele", a tuż po nich, o 9.20, wystąpił poznański chór chłopięcy Polskie Słowiki. Wraz z nim były już dyrygent i dyrektor chóru Wojciech A. K., który od czerwca przebywa w areszcie. Prokuratura zarzuca mu wykorzystywanie seksualne w latach 1992 - 1998 dwóch chłopców - śpiewaków chóru. Jak się okazało, było to nagranie archiwalne z 1996, którego nikt nie obejrzał przed skierowaniem do emisji.

A to nie pierwszy skandal w tej redakcji. W czerwcu zeszłego roku widzów oburzył "Teleranek", gdzie wystąpił Maciej Sz. (student pedagogiki i pracownik renomowanej agencji reklamowej). W wyemitowanym felietonie wystąpił z kilkuletnią dziewczynką, którą namawiał, by do pisania wakacyjnego pamiętnika wykorzystała Internet. Dodał, że to może być "ciekawe także dla chłopaków". Jako przykład podał swój pamiętnik oraz jego adres w Internecie. Tam z kolei można było przeczytać o homoseksualnych imprezach, molestowaniu w toalecie, seksie w parku. Protestowali wtedy członkowie KRRiTV, Rzecznik Praw Dziecka, sprawą zajęła się prokuratura.

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030925/kraj/kraj_a_3.html
Tytuł: Pedofil w TVP: Redakcja dziecięca rozwiązana
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 26, 2003, 11:21:04 am
Pedofil w TVP: Redakcja dziecięca rozwiązana

"Rzeczpospolita": Pierwszy program telewizji publicznej nie ma już redakcji dziecięcej. Została rozwiązana po emisji archiwalnego programu z wypowiedzią podejrzanego o pedofilię byłego dyrektora poznańskiego chóru chłopięcego Polskie Słowiki

http://info.onet.pl/804793,11,item.html
Rzeczpospolita, inf. wł., MFi /2003-09-26
Tytuł: Trochę mi smutno jak czytam takie posty,
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 26, 2003, 06:14:49 pm
czy rodzice zdrowych dzieci oddając swoje pociech do przedszkola integracyjnego liczą tylko na lepszą opiekę i mniejszą liczebność w grupach?

 http://www2.gazeta.pl/usenet/704534,27014.html?group=pl.soc.dzieci&tid=164405
Tytuł: przedszkole
Wiadomość wysłana przez: Grażyna w Wrzesień 26, 2003, 09:32:24 pm
Moja koleżanka zapisała swoją córcię pełnosprawną do przedszkola integracyjnego i jest bardzo zadowolona! A nasza wspólna koleżanka zapytała się jej: "Czy się nie boi o Gosię? Bo te niepełnosprawne dzieci są agresywne!"
Różni są ludzie Ulu, a zazwyczaj najgłośniej mówią ci co są mało ludzcy (mówiąc oględnie)!
Nie smuć się my też uczymy się mówić głośno i co lepsze to coraz więcej ludzi chce nas usłyszeć!  :D
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 27, 2003, 09:25:00 am
Masz rację Grażyno, sama widzę że jest lepiej, ale jest taka bariera "my i oni', i jeszcze wiele osób które woli stać z boku i nie zbliżać się za bardzo na zasadzie-żeby się nie zarazić

w ostatniej Integracji był spory artykuł na ten temat
wypowiadałi się O.N którzy mieli za złe mediom sposób w jaki są przedstawiani,
oni- O.N.- chcieli opowiedzieć o swoim życiu, pasji, osiągnięciach, ale często okazywało się że taki program dla zwykłego widza będzie nudny
lepiej ogląda się gdy O.N. jest słaby, chory, mało zaradny
a na końcu programu jeszcze nr. konta i prośba o wsparcie finansowe
tak O.N.. przedstawiają media- i tak często widza ich inni zdrowi ludzie
jako słabych, niezaradnych którym coś się należy, którzy ciągle o coś proszą

jak to opisali w Integracji ktoś oglądając TV przy niedzielnej kawie trochę się wzruszy, ale tak naprawdę w duchu dziękuje Bogu że jego ten problem nie dotyczy
Tytuł: WWW-zobacz TU
Wiadomość wysłana przez: sonia w Październik 03, 2003, 01:06:22 am
Ciekawe www:

Wychowanie przedszkolne, nauczanie początkowe i zintegrowane (http://www.republika.pl/wienmar/linki/naucz_pocz.htm)

oraz - tu oczopląs:

WWW-zobacz TU (http://www.republika.pl/wienmar/linki/katalog1.htm)
Tytuł: Czy istnieje przywilej rannej zmiany w klasie integracyjnej?
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 07, 2003, 11:59:23 pm
Kochani !
 
 Zwracam się do Was z prośbą o radę , pomoc.
 
 Czy istnieją jakieś , przepisy, kruczki prawne,cokolwiek, które by regulowały w istotny, konkretny sposób godziny zajęc lekcyjnych w klasie integracyjnej tzw.przywilej rannej zmiany?
 
Szkoła tworząc oddziały integracyjne powinna liczyć się z tym,iż pójdzie na rękę rodzicom dzieci, które potrzebują dodatkowej rehabilitacjii,a okazuje się , że już zaczynają się "schody".W klasie u mojej córki jest 5 dzieci z problemami (  ZD, MDM ) , które potrzebują i chodzą na dodatkowe rehabilitacje.Najbardziej martwią się mamy tych dzieci , ponieważ ewentualna nauka popołudniowa , uniemożliwi dodatkowe zajęcia.
Niebardzo wiem, od czego zacząć dalej (i gdzie?) pisać pisemka , bo niewiem na czym się oprzeć?
Zgóry dziękuję serdecznie za pomoc i serdecznie pozdrawiam. :D



Jeżeli , jest gdzieś już podobny temat, to przepraszam , ale jeszcze nieprzebrnełam przez  gąszcz wspaniałych artykułów. :?
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Październik 08, 2003, 01:42:39 am
Gaga moja córka (z zD) jest jeszcze w zerówce na terenie przedszkola. Temat Twój jest interesujący, ale muszę z nim zapoznać bliżej.
Tutaj nieco o prawach
Do czego ma prawo uczeń niepełnosprawny (http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/2689)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 08, 2003, 08:57:09 am
Witam Cię Soniu !
 Masz wspaniałą córkę.Dziękuję  za opowiedz.
Zagłebiłam się w artykuł, ale właśnie nie ma tego" czegoś",malutkiego punktu, który by o tym mówił
 Cytat z artykułu:
"Klasy integracyjne są poważnym wyzwaniem dla szkoły, która musi dokonywać licznych zmian programowo-organizacyjnych w funkcjonowaniu klasy, doskonali sposoby oceniania dzieci, wzbogaca ofertę pomocy dydaktycznych i usuwa wszelkie bariery."

Na tym się oprzeć?
 
Już w ub.roku szkolnym , w drugim półroczu zmieniono plan zajęć , co przyczyniło się do komplikacji dodatkowych zajęć rehabilitacyjnych,a wiem,że takie są plany co do następnego półrocza.Nie chodzi tu , aby sprawę opierać np. o Kuratorium Oświaty , bądz o Burmistrza miasta, tylko w szkole narazie rozwiązać ten problem.Mama dziewczynki z zD jest w stanie zrobić wszystko.Narazie to szukam informacji,aby dowiedzieć się więcej i móc działac i przedstawić , jakiś mocny argument.

Serdecznie pozdrawiam i całuję w czółko Wasze dzieciaczki. :D
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: afa w Październik 08, 2003, 08:57:41 am
W naszej szkole jest opracowany Program Wychowania i Nauczania Integracyjnego, w którym zawarte są nasze wewnętrzne przepisy. Jest tam i zapis mówiący otym, że klasy integracyjne powinny mieć na rano. Niestety zapis sobie, a życie sobie. Staramy się, ale gabinetów jest, tyle ile jest i nie zawsze da się tak ułożyć plan aby klasa miała ciągle na 8.
Zawsze jednak zależy to od dobrej woli dyrekcji i nauczycieli, którzy układają plan. Może uda się coś zmienić w II semestrze. Życzę powodzenia. Pozdrawiam :roll:
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Październik 08, 2003, 11:30:42 am
Afa jak miło znów Cię widzieć na forum- pozdrawiam Cię i szkolne dzieciaczki z Elbląga.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Październik 08, 2003, 12:01:45 pm
Jeżeli nawet istnieja takie przepisy, to ostateczna decyzja należy zawsze od dyrektora szkoły,
jeżeli wykaże że nie ma możliwości na nic zdadza sie przepisy,
pamiętam ze swojej pracy w szkole, był taki przepis że klasa nie mogła liczyć więcej niż 25 uczniów, a w szkole na nowym osiedlu dokąd trafily moje dzieci, było osiem klas pierwszych i w każdej klasie po 32 dzieci
czyli przepis- sobie, a praktyka sobie,

Gago, myślę że lepiej spróbujcie cos załatwic z p. dyrektor po dobraci,
wprawdzie październik to troche późno na zmiane planu lekcji w szkole,ale może uda wam się choć taki fortel żeby dzieci pół roku chodziły na rano, a drugie pół na popołudnie
to dużo lepsze rozwiązanie niż raz na rano, a raz na popołudnie
tak miałam przy dwojgu dzieciach w szkole i gdy jedno wychodzilo,drugie wracało, a ja jeszcze z synem musiałam do logopedy, na rehabilitacje..

wiem że moja propozycja nie jest super rozwiązaniem, ale tak juz łatwiej cos zaplanowac, rodzice wcześniej wiedzą że drugie półrocze jest tylko na popołudnie i dodatkowe zajęcia odbywją sie wtedy rano,
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 08, 2003, 01:12:01 pm
Dowiedziałam się kilku rzeczy dzisiaj , i będzie to trudniejsze niż myślę.Przepisu wewnętrznego nie ma żadnego.i coraz mocniej dochodzę do wniosku , że powinien być kruczek prawny regulujący zmianowość dla klasy integracyjnej.Po dobroci to już próbowaliśmy to załatwić .W tym półroczu dzieci mają rano , ale jak wczesniej wspomniałam są szanse na popołudniową zmianę od nastepnego półrocza.Dziewczynka z zD, 2 razy w tygodniu ma rehabilitacje poza miejsem zamieszkania, w tym jedną w Krakowie tj.około 40-50 km od nas.
 Narazie to jestem umówiona z mamami i idziemy do Dyrekcji.
Potem zobacze co dalej ,ale już wiem , że niepopuszczę .


Pozdrawiam ciepło z mojego zimnego południa  :)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Październik 08, 2003, 01:54:43 pm
Gaga- tak trzymaj. Ja też taka jestem, w dodatku z zimnego i deszczowego Krakowa  :D
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 08, 2003, 02:34:03 pm
Soniu !
Dziękuję i tak trzymać będę! Ale co  z tego wyniknie , to zobaczę.Może coś dobrego?
 
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 10, 2003, 09:21:00 am
Właśnie wróciłam z "rozmowy"z dyrekcją szkoły .
Ech! Szkoda słów.Jej tłumaczenia , jakoś mnie i inne mamy nieprzekonało .Dodając sobie informacje wcześniejsze, będzie to walka ! Skoro w pobliżu ,inne szkoły int. zapewniają ranną zmianą ze względu na choroby, rehabilitacje dzieci , to czemu nasza nie może? Co ciekawe , to jeszcze w czerwcu , zostawiłyśmy pisemko w sekretariacie , które do p.dyrektor niedotarło.Skoro szkoła chciała podać rękę dzieciom , to teraz niech zapewni i ułatwi im naukę i mozliwowość rehabilitacjii.Bo po rozmowie wyszło na to , że kilka lat walki o dziecko (zD) , może zostać zaprzepaszczone , przez takie podejście.
Może to chaotyczne , ale jestem zła :(
Niebedzie łatwo , ale działac będziemy.
Brakuje tego maleńkiego "CZEGOŚ".
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Październik 10, 2003, 09:55:51 am
"gaga"
Cytuj
Brakuje tego maleńkiego "CZEGOŚ".

No właśnie!!!! - pytanie tylko czy Serca i zrozumienia potrzeb edukacji i jednoczesnej rehabilitacji dzieci integrowanych - czy też może drugiej strony  sprawy - braku możliwości przestawienia zajęć tych pozostałych dzieci.

Może rodzice dzieci "zdrowych" mają swoje wymagania i to stawia Dyrekcję szkoły przed dylematem?
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 11, 2003, 04:11:26 am
Tyle się napisałam....i nie dałam rady wysłąć , skasowało się.
Taki cały żal ! :cry:
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ivona w Październik 11, 2003, 06:39:58 am
Witajcie! W szkole mojej Oli wszyscy uczniowie przychodzą 2 dni na 8 godz. i 3 dni na nieco późniejszą lub odwrotnie. Nie jest to szkoła integracyjna. Może taka forma mogłaby być zaakceptowana przez "Twoja dyrekcję", Gago? Jednocześnie dziewczynka z zD mogłaby uczestniczyć w rehabilitacji. Sonia ma rację, bo myślę, że wszystko zależy od serca, zrozumienia i dobrej woli dyrekcji.
Pozdrawiam.
Tytuł: CD edukacyjne - nasze opinie
Wiadomość wysłana przez: sonia w Październik 13, 2003, 02:00:27 pm
Interesuję się CD edukac. o Aliku
Czy ktoś z Was zna je w praktyce- jak oceniacie?

(http://www.zakupy.gery.pl/img/11/1110037.jpg)
ALIK-JUŻ IDĘ DO SZKOŁY (http://www.zakupy.gery.pl/x_C_I__P_1110037;1110001.html)

(http://www.zakupy.gery.pl/img/11/1110038.jpg)
ALIK-MÓJ PIERWSZY ALFABET (http://www.zakupy.gery.pl/x_C_I__P_1110038;1110001.html)

(http://www.zakupy.gery.pl/img/11/1110039.jpg)
ALIK-WESOŁA MATEMATYKA (http://www.zakupy.gery.pl/x_C_I__P_1110039;1110001.html)

Mam tylko 1 CD i widzę, że moja córeczka chłonie taką zabawę. Nie wiem co warte są inne CD - podzielcie się Waszą opinią.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 14, 2003, 11:26:00 pm
Soniu i Ivona!
Te kilka dni (siedzenia na forum) dały mi więcej niż mogłam sądzić.
Wróciłam faktycznie zła (nie tylko ja), ale spokojne przeanalizowanie , zastanowienie się z mamami co dalej dało tyle , że wiemy co robić dalej.Troszkę to potrwa , jaki będzie efekt wtedy dam znać.Ivona , Twoja córeczka ma ogromne szczęście ,że trafiła zwyczajnie do zwykłej szkoły.Bo chyba tak powinno być od zawsze.
 
Pozdrawiam Wszystkie dzieciaczki . :D
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ivona w Październik 15, 2003, 01:06:07 pm
Powiem tak: myślę, że Oli przydałby się nauczyciel wspomagający, ale życzliwość, serdeczność i chęć pomocy bardzo mile mnie w Oli szkole zaskoczyła. Masz Gago rację, że mamy szczeście, że znalazły się osoby, dla których obecność Oli w szkole jest wyzwaniem, które chcieli podjąć i próbują jemu sprostać.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Październik 15, 2003, 01:42:42 pm
"Ivona"
Cytuj
Masz Gago rację, że mamy szczeście, że znalazły się osoby, dla których obecność Oli w szkole jest wyzwaniem, które chcieli podjąć i próbują jemu sprostać.


To bardzo ważny aspekt ze strony nauczycieli. Dzięki niemu dzieci niepełnosprawne (choć nie tylko) łatwiej zdobywają zaufanie, otwierają się na dalszy rozwój i edukację.
Moja Moniczka też doświadcza Serca już kolejny rok w Przedszkolu 28 w Krakowie. Jakże inny rozwój, gdy tam znalazła swoje miejsce mając ok 3lat i tak trwa do dziś.

Oby jak najwięcej życzliwych nauczycieli - a rozwój ansdzych dzieci będzei o wiele wspanialszy ku obopólnemu zadowoleniu.
Tytuł: Orzeczenie z poradnii
Wiadomość wysłana przez: Ilona w Październik 15, 2003, 08:58:21 pm
Witam  wszystkich chciałabym sie zwrócic z następujacym pytaniem . CZekam z synem na kolejna wizyte i badanie w poradi pedagogiczno - psychologicznej, mielismy już miec badanie 15 pazdziernika ale niestety wszystko sie przedłuza  :cry:  z powodu przeprowadzki poradni do innego lokum . Ale do rzeczy chodzi mi   o to czy aby syn mógł miec lecje indywidualne, które miał w ubiegłym roku potrzebna jest opinia z poradnii koniecznie i druga sprawa czy aby dostac te indywidualne godziny dla syna musze napisac podanie do poradni o  ich przyznanie , moze ktoś z was miał podobny dylemat. Ilona
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: grazka w Październik 16, 2003, 08:05:23 am
Moj syn konczyl 4-ta klase indywidualnie i pani w poradni powiedziala, ze jesli w 5-tej klasie tze bedzie wskazane indywidualne to zeby lekarz wystawil zaswiadczenie juz w czerwcu. Z tego co ja sie orientuje to chyba lekarz kieruje na indywidulny tok nauczania ( przynamniej tak bylo z nami i pediatra napisal ze powodem jest epilepsja).A teraz moj synus juz smiga do szkoly :)
Tytuł: Zaburzenia rozwojowe w wieku szkolnym...
Wiadomość wysłana przez: sonia w Październik 16, 2003, 11:54:43 pm
Informacje o schorzeniach, ale przydadzą się i w tym kąciku, bo gdy dziecko osiągnie wiek szkolny - jego niedociągnięcia rozwojowe stają się (przynajmniej powinny)także propblemem wychowawcy i Dyrekcji placówek oświatowych.

Myślę, że warto je poznać choćby w krótkim zarysie aby pomoć dzieciom i ich rodzicom. ( to skromna prośba do nauczycieli)

Zaburzenia rozwojowe w wieku szkolnym (tiki, fobia szkolna, moczenie) (http://www.zyjmydluzej.pl/art.php?id=314&ctgid=513) -"Żyjmy dłużej"

Zahamowanie psychoruchowe
Cytuj
Zahamowanie psychoruchowe - zespół cech zachowania, który dotyczy czynności psychicznych i motorycznych. Jest to obniżenie ogólnej aktywności dziecka wyrażające się lękliwością, trudnościami w sytuacjach zadaniowych oraz w nawiązywaniu kontaktów społecznych. Jakie są przyczyny zahamowania psychoruchowego?.."

Zahamowanie psychoruchowe (http://www.zyjmydluzej.pl/art.php?id=316&ctgid=225) - "Żyjmy dłużej"- autor nie podany

Kolejnym problemem w edukacji dzieci jest ADHD-Nadpobudliwość psychoruchowa
Cytuj
- zespół cech zachowania, który dotyczy czynności psychicznych i motorycznych. Występuje w postaci wzmożonego pobudzenia ruchowego, nadmiernej reaktywności emocjonalnej oraz specyficznych zaburzeń funkcji poznawczych u ok. 12% dzieci.


Cytuj
Uwaga: dziecko nadpobudliwe psychoruchowo nie jest dzieckiem o zaburzonej osobowości, lecz jedynie dzieckiem sprawiającym kłopoty w wychowaniu.
Jakie są przyczyny nadpobudliwości?.."

Nadpobudliwość psychoruchowa (http://www.zyjmydluzej.pl/art.php?id=315&ctgid=225)
ADHD - zespół nadpobudliwości psychoruchowej (http://forum.darzycia.pl/topic,174)- wątek z naszego serwisu
ADHD - dyskusje matek (http://forum.darzycia.pl/topic,148)

polecana książka
TWOJE NADPOBUDLIWE DZIECKO. Poradnik dla rodziców (http://sonia.low.pl/sonia/ksiazki/adhd.htm) - Gordon Serfontein, Przełożył Jacek Jankowski
Tytuł oryginału
THE HIDDEN HANDICAP
Prószyński i S-ka SA WARSZAWA 1999
Wydanie I
Konsultacja merytoryczna Krystyna Zielińska
ISBN 83-7180-539-X

a także:
Dysleksja (http://forum.darzycia.pl/topic,112)
Tytuł: Szkoło, zobacz swe dno
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Październik 21, 2003, 09:10:57 am
Kiedyś, na zajęciach etyki w jednej z uczelni, stwierdziłem, że studenci nie są autorami prac, które mi pokazują. Powiedziałem: "Kto samodzielnie napisał pracę, proszę podnieść rękę". Nikt nie podniósł. Tak, miałem do czynienia z grupą zdemoralizowanych półanalfabetów, a każdy z nich miał państwową maturę

http://www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,1733408.html
Tytuł: Problem dziecka z problemem nadpobudliwości
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Październik 21, 2003, 09:49:34 am
Ośmiolatek z żoliborskiej podstawówki choruje na zespół nadpobudliwości psychoruchowej, ma problemy z koncentracją, jest agresywny. Rodzice innych pierwszaków chcą zabrać z klasy Maćka swoje dzieci


 http://www1.gazeta.pl/warszawa/1,34862,1734199.html

O problemie nadpobudliwości - mówi pedagog

http://www1.gazeta.pl/warszawa/1,34862,1734200.html

Co to jest ADHD?

http://www1.gazeta.pl/warszawa/1,34862,1734201.html#dalej
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Październik 21, 2003, 10:23:12 am
Zainteresowanym podaję oddzielny wątek poświęcony ADHD (http://forum.darzycia.pl/topic,174)z działu "Inne schorzenia"
Tytuł: Konferencja-ADHD 24-26 -10-2003 Warszawa
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Październik 25, 2003, 11:36:26 am
Konferencja Naukowo-Szkoleniowa
Nadpobudliwe dziecko wyzwaniem dla oswiaty i medycyny
Warszawa 24-26 pańdziernika 2003 r.


http://www.cbt.pl/

program szczegółowy

http://www.cbt.pl/naucz/program.htm
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Październik 25, 2003, 11:59:20 am
Obszerne informacje o ADHD możecie znaleźć
http://forum.darzycia.pl/topic,174
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Anna w Październik 27, 2003, 03:34:21 pm
Niestety nie mam żadnego programu z Alikiem, ale znalazlam Dziecięcy internet ALIK (http://www.alik.pl/)

Czym jest Alik?
    ALIK jest portalem dla dzieci. Oferuje maksimum usług dla dzieci w jednym miejscu, dzięki dostępnej technologii internetowej. W ten sposób mogą one czytać, bawić się, uczyć i komunikować między sobą bez potrzeby opuszczania strony www. Alik przygotowany został z myślą o dzieciach, zwracając przy tym uwagę na ich wiek i umiejętności. Poprzez zastosowanie kolorowych rysunków, animacji, gier i interesujących tekstów, twórcy portalu pragną przybliżyć dzieciom działanie Internetu i nieskończone możliwości jego wykorzystywania.

Do kogo adresowany jest Alik?
    Dziecięcy portal internetowy Alik adresowany jest do wszystkich dzieci w wieku od 4 do 12 lat, które lubią się bawić, grać, malować i chcą ciągle uczyć się czegoś nowego. Zawartość stron została dostosowana do wieku dzieci, co gwarantuje, że każde dziecko znajdzie coś dla siebie. Dzięki przystępnej formie strona może być obsługiwana nawet przez najmłodsze, nie potrafiące jeszcze czytać, pociechy.
Tytuł: Ogólnopolski Konkurs Grafiki Komputerowej w ZSS3 w Bytomiu
Wiadomość wysłana przez: sonia w Październik 29, 2003, 12:18:47 pm
Zapraszam do zapoznania się z:

Ogólnopolskim Konkursem Grafiki Komputerowej organizowanym przez Zespół Szkół Specjalnych Nr 3 w Bytomiu pod hasłem:
"Moja Ojczyzna w Zjednoczonej Europie"
Regulamin konkursu (http://gim1bytom.e6.pl/strony/zs15bytom/_private/konkursgrafkomp.htm)

/nadesłane przez p.Jana Jagiełłę/
Tytuł: Język angielski w necie
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Listopad 04, 2003, 06:40:50 pm
Serwis BBC oprócz wiadomości po polsku oferuje także darmowy kurs języka angielskiego.
40 lekcji pt. " Wordbuilder" znajdziemy pod adresem

 www.bbc.co.uk/polish/exr/wordbuilder/

Dialigi i teksty można odsłuchiwać w programie Real Player.
Jest także słownik i quiz sprawdzający zrozumienie omawianego fragnentu.

info: Magazyn Integracja 6/2003 r.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: SylwiaB w Listopad 05, 2003, 09:12:35 am
W Newsweeku ukazał się artykuł "Angielski w Internecie"
http://newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=2407

http://www.angielski.edu.pl/

Na onecie są dostępne słowniki: angielski, włoski, niemiecki, francuski, hiszpański, rosyjski i hebrajski.
http://slowniki.onet.pl

Amerykański słownik języka angielskiego, tezaurus oraz słownik cytatów.
http://www.bartleby.com/61/
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Listopad 08, 2003, 02:27:10 am
Jeszcze wątek SylwiB http://www2.gazeta.pl/obcasy/1,25364,1764842.html

W "Wysokich Obcasach" artykuł "Jak poprawić pamięć"
Z najnowszych badań wynika, że przed wkuwaniem do egzaminu warto łykać tabletki z szałwią i dobrze się wyspać. A w trakcie nauki - śpiewać.
Psycholodzy zalecają, by przy kłopotach z zapamiętywaniem kojarzyć sobie z czymś zapamiętywane słowo, np. nazwisko Jerzego Rogalskiego - z jeżem zajadającym rogala. Warto też uruchamiać wyobraźnię i zmysły. - Bardzo często do zapamiętywania używamy tylko jednego ośrodka w mózgu, odpowiedzialnego za słyszenie - mówi dr Ryszard Wojnecki, trener pamięci z centrum szkolenia CTW w Warszawie. - Jeśli jednak na dźwięk słowa "lipa" wyobrazimy sobie, jak ona wygląda, szumi i pachnie, to pobudzamy do zapamiętywania bardzo dużą część mózgu.
W zapamiętywaniu pomaga także muzyka.
 
http://www2.gazeta.pl/obcasy/1,25364,1764842.html
Tytuł: Szkoła jako towar
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Listopad 26, 2003, 02:19:45 pm
Warunkiem powrotu do normalności jest uniezależnienie pozycji na liście rankingowej od średniej ocen na świadectwie.
Odżyła dyskusja o rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych. W pierwszych latach trzeciego tysiąclecia cała uwaga polskich władz oświatowych jest skupiona na uniemożliwieniu korupcji i "lewego przyjmowania" głównie do liceów. Tymczasem obecnie stosowany regulamin jest najbardziej korupcjogenny ze wszystkich dotychczas stosowanych. Zaginął główny cel rekrutacji. Nie jest nim jednorazowa akcja, ale prawidłowe uformowanie środowiska szkolnego, w którym młodzież znajdzie jak najlepsze warunki rozwoju.

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031126/publicystyka/publicystyka_a_1.html

Szkoły "dobre", szkoły "złe"
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Grudzień 11, 2003, 03:39:32 pm
Czy ktoś z Was zna CD "Pippi- Pończoszanka"?

Monisia lekko uszkodziła 3 pliki (nie mamy kopii zapasowej, bo to było od Mikołaja).

Pippi, wesoła, obdarzona nadludzką siłą i wyobraźnią dziewczynka, sprawia, że w jej obecności szare, zwyczajne życie zamienia się w pasjonującą przygodę.

w Necie znalazłam książkę
Pippi (http://www.novatower.com/books/product4173.html)

(http://www.novatower.com/books/8310105029.gif)

oraz zagraniczne wydania CD, DVD VHS (http://www.geocities.com/Athens/Troy/8265/amazon.html)
(http://images.amazon.com/images/P/9129646618.01.LZZZZZZZ.jpg)


PIPPI POŃCZOSZANKA poszukiwana- wskażcie chociaż Dystrybutora w Polsce, bliższe namiary.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Grudzień 11, 2003, 05:35:28 pm
Roczne urlopy zdrowotne nauczycieli pod lupą. Projekt zmian dających większą kontrolę nad ich przyznawaniem przyjęty przez rząd i przesłany do Sejmu. Związki zawodowe mają wątpliwości

Nauczyciel, który pracuje w szkole co najmniej pięć lat, może wziąć roczny urlop na poratowanie zdrowia (poparty orzeczeniem lekarskim, może być od lekarza rodzinnego). W całej karierze szkolnej można wziąć łącznie trzy lata urlopu. Skąd ten przywilej? - Bo kłopoty z gardłem i głosem u nauczycieli to jedna z najczęstszych chorób zawodowych - mówi "Gazecie" Franciszek Potulski, wiceminister edukacji.

Urlopy jednak sporo kosztują, bo nauczyciel dostaje wtedy całe wynagrodzenie i dodatek za wysługę lat. - A na jego miejsce trzeba mieć zastępstwo, czyli opłacać dwa etaty - mówi Potulski. - Przywilej jest potrzebny, ale chcemy ograniczyć związane z nim nadużycia - dodaje.

W ubiegłym roku szkolnym na rocznym urlopie zdrowotnym było ok. 10 tys. nauczycieli w całym kraju. MENiS zna przypadki, kiedy nauczyciele, idąc na urlop uciekali przed zwolnieniami, czasami wykorzystywali go na studia albo dodatkową pracę. Wiceminister podaje przykład: lekarz rodzinny, który przyznał nauczycielce roczny urlop zdrowotny, w tym samym orzeczeniu napisał, że w trakcie tego urlopu może mieć w szkole trzy godziny nadliczbowe (dostała je w swojej szkole). - Nie wiemy, jak duży jest margines nadużyć, ale będziemy z nimi walczyć - zapowiada Potulski.

W projekcie zmian Karty nauczyciela, który rząd właśnie przesłał do Sejmu, wprowadzono dwa ograniczenia. Po skończeniu urlopu nauczyciel będzie musiał odnowić tzw. świadectwo pracy. - Tego dokumentu nie wystawia każdy lekarz, ale specjalista medycyny pracy. Chcemy mieć pewność, że jak ktoś wraca z urlopu, to na pewno jest zdrowy, bo nie chcemy, żeby wkrótce szedł na kolejny urlop - mówi Potulski. Drugi zapis nie pozwala skorzystać z urlopu zdrowotnego, jeśli nauczyciel osiągnął już wiek emerytalny. Po prostu trzeba będzie odejść na emeryturę.

Czy to koniec? Raczej nie. MENiS chce o kolejnym ograniczeniu rozmawiać z ministrem zdrowia, żeby ten wprowadził nowe rozporządzenie. - Chodzi o to, by lekarz orzekał, czy nauczyciel po urlopie zdrowotnym jest zdolny do pracy tylko na gołym etacie, czy też ma dość sił fizycznych na zatrudnianie się także w godzinach nadliczbowych - mówi Potulski.

Powiedzieli:

Sławomir Broniarz, prezes ZNP: - Margines nadużyć na pewno jest, ale ten przywilej nauczycielom się należy. Być może zgodzimy się, żeby nauczyciele mający uprawnienia do emerytury nie szli na urlopy zdrowotne, bo niż w szkołach zmusza do szukania miejsc pracy. Pomysł, żeby ograniczać nauczycielom prawo do godzin nadliczbowych, to niepotrzebna restrykcja.

Wojciech Jaranowski, rzecznik oświatowej "Solidarności": - Nie zgadzamy się na żadne niekorzystne zapisy dotyczące urlopów zdrowotnych

http://www1.gazeta.pl/kraj/1,34308,1819044.html
Tytuł: Kto policzy uczniów i nauczycieli?
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Grudzień 19, 2003, 05:58:02 pm
NIK FINANSOWANIE OŚWIATY
Kto policzy uczniów i nauczycieli?


Nierzetelna sprawozdawczość i brak rozeznania w potrzebach oświatowych powodują, że co trzecia gmina w Polsce wydaje na oświatę mniej środków niż otrzymuje z subwencji oświatowej, a co piątej nie wystarcza na podstawowe zadania.



Z lektury najnowszego raportu NIK, ujawnionego 18 grudnia 2003 r., można odnieść wrażenie, że jednostki samorządu terytorialnego są w stanie wchłonąć każdą kwotę środków budżetowych, bez żadnych gwarancji na racjonalność ich wykorzystania. W ubiegłym roku jednostki te wydały na oświatę 32.428.242,0 zł, w tej kwocie znalazły się środki z subwencji oświatowej, dotacji z budżetu państwa oraz z innych źródeł (własne). Zbadano łącznie 69 jednostek samorządu terytorialnego, w tym 35 gmin i 33 starostwa powiatowe. W skontrolowanych gminach subwencja mogła pokryć nawet 89,7 proc. kosztów zadań oświatowych objętych subwencjonowaniem, w powiatach – 98 proc.

W rzeczywistości kwoty naliczanych subwencji powstają w niemal zupełnym oderwaniu od rozmiaru i rzeczywistych kosztów zadań oświatowych. Od lat brakuje standardów, na których można byłoby oprzeć kalkulację kosztów, tj. zatrudnienia nauczycieli z uwzględnieniem oddziałów, liczby uczniów w oddziale oraz liczby obowiązkowych zajęć dla uczniów i wychowanków w poszczególnych typach i rodzajach szkół.

Z raportu wynika, że co trzecia jednostka subwencji nie wykorzystuje, a co piąta nie może zrealizować podstawowych zadań.

Zdaniem NIK w samorządach nie ma woli do uszczelnienia systemu finansowania zadań oświatowych. Jednostki te nie uwzględniają w algorytmie naliczania subwencji oświatowej struktury zatrudniania nauczycieli, związanych z tym kosztów wynagrodzeń (zwłaszcza nauczycieli o wysokich kwalifikacjach), a także zróżnicowania sytuacji szkół pod względem wskaźników urbanizacyjnych, demograficznych i lokalowych. W 56 proc. skontrolowanych jednostek stwierdzono nieprawidłowości w przygotowaniu i realizacji budżetów tych jednostek.

Z kolei w ok. 25 proc. szkół dyrektorzy wysyłali do Głównego Urzędu Statystycznego nierzetelne sprawozdania. Rezultat? „Statystycznie nieprawdziwe” dane są podstawą naliczania „statystycznie sfałszowanych” subwencji. I koło się zamyka.

 http://www.gazetaprawna.pl/dzialy/6.html?numer=1103&dok=1103.6.3.2.7.1.0.1.htm
Tytuł: Wyprawka szkolna dla najuboższych- zniknie?
Wiadomość wysłana przez: sonia w Grudzień 24, 2003, 01:35:49 pm
Czy zniknie rządowy program pomocy dla uboższych pierwszoklasistów w podstawówkach "Wyprawka szkolna"? Resort pracy chce - zamiast wydawania podręczników pierwszoklasistom - dawać pieniądze rodzicom wszystkich uboższych uczniów. MENiS się sprzeciwia. Kto kogo przekona?

Koniec z darmowymi podręcznikami dla dzieci z ubogich rodzin? (http://www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1840143.html)- Zbigniew Pendel Gazeta Wyborcza 24-12-2003
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Grudzień 25, 2003, 02:50:23 pm
Rewelacja ! :evil:  Nie ma co! Znowu uderzą w najbardziej potrzebujących :(
90 zł , tylko na co ? Średni koszt podręczników to ok.150zł ,do tego tornister , piórnik , klej , papier kolorowy i blok i jeszcze kilka potrzebnych rzeczy .Nazbiera się troszkę.A tak to dużo w "wyprawce "było.
I tak jak w art.dać do rączki tym ,może się okazać ,że pójdzie na inne "bardzo ważne potrzeby" :evil:
Tylko to "danie" , to też nie najlepiej wyglądało.Przynajmniej na moim podwórku.
Znajoma (w tragicznej sytuacji) w ub.roku starała się o wyprawkę dla dziecka .Kiedy poszedł chłopczyk do do szkoły ,nie miał  nic .Mały nie czuł sie najlepiej , kiedy dzieci korzystały z książek i innych rzeczy,a on nie mial nic,tylko dlatego ,że jeszcze 1 września u nas nie było wiadomo , czy będą "wyprawki" i niewiedzieli nawet kiedy.Okazało się że
dopiero po 20 września dostały dzieci
Napewno uderzy to tylko w dzieci.
Tytuł: Świadczenia dla nauczycieli
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Grudzień 25, 2003, 09:00:19 pm
Świadczenia dla nauczycieli
Nauczyciele obok wynagrodzenia za wykonywaną pracę są uprawnieni do innych świadczeń przyznanych im ustawą – Karta Nauczyciela. Z uprawnień tych mogą jednak skorzystać nauczyciele zatrudnieni w placówkach publicznych w wymiarze co najmniej 1 etatu, z wyjątkiem przypadków określonych w ustawie.
W ustawie z 26 stycznia 1982 r. Karta Nauczyciela (Dz.U. z 2003 r. Nr 118 poz. 1112 ze zm.), która stanowi pragmatykę zawodową, ustawodawca określił, oprócz zasad i trybu zatrudniania, zwalniania, wynagradzania, również inne świadczenia związane z pracą.
W przepisach tych przyznał osobom zatrudnionym na stanowisku nauczyciela prawo do:
• jednorazowego zasiłku na zagospodarowanie,
• dodatku mieszkaniowego,
• dodatku wiejskiego,
• działki gruntu,
• pomocy zdrowotnej dla nauczycieli korzystających z opieki zdrowotnej,
• płatnego urlopu dla poratowania zdrowia (pełny wymiar),
• nagrody jubileuszowej (bez względu na wymiar zatrudnienia),
• nagród ze specjalnego funduszu,
• świadczenia urlopowego (bez względu na wymiar zatrudnienia),
• dofinansowania, dokształcania i doskonalenia zawodowego nauczycieli,
• dodatkowego rocznego wynagrodzenia (bez względu na wymiar zatrudnienia),
• odprawy emerytalno-rentowej,
• dodatku za tajne nauczanie.
• Zasiłek na zagospodarowanie
Karta Nauczyciela przyznaje osobom rozpoczynającym karierę zawodową w szkole lub placówce oświatowej prawo do zasiłku na zagospodarowanie. Zasiłek ten jest wypłacany na wniosek nauczyciela, na złożenie którego ma 2 lata od dnia podjęcia pracy w szkole. Wysokość tego świadczenia odpowiada dwumiesięcznemu otrzymywanemu wynagrodzeniu zasadniczemu i wypłaca je szkoła, w której nauczyciel jest zatrudniony w chwili składania wniosku.
Jeżeli nauczyciel nie przepracuje trzech lat w szkole lub placówce oświatowej, będzie zobowiązany do zwrotu otrzymanego zasiłku. Na umotywowany wniosek nauczyciela organ prowadzący może go zwolnić w całości lub w części z obowiązku zwrotu zasiłku.
Należy zaznaczyć, że prawo do otrzymania zasiłku na zagospodarowanie mają jedynie osoby posiadające wymagane kwalifikacje do zajmowania stanowiska nauczyciela.
Prawo do tego zasiłku przyznano również osobom podejmującym pierwszą pracę zawodową w życiu w szkole lub placówce oświatowej, w sytuacji gdy zatrudnione są w kilku szkołach i w żadnej z nich nie mają 1/2 etatu, łącznie jednak ich wymiar wynosi co najmniej 1/2 wymiaru zajęć dla danego stanowiska.
• Dodatek mieszkaniowy
Prawo do tego świadczenia mają nauczyciele posiadający wymagane kwalifikacje, którzy są zatrudnieni na terenie wiejskim oraz w mieście liczącym do 5000 mieszkańców. Wysokość tego dodatku uzależniona jest od stanu rodzinnego nauczyciela oraz od miejscowości, w której nauczyciel jest zatrudniony. Zróżnicowanie w wysokości dodatku wynika z faktu, że jego szczegółowe zasady przyznawania określają organy prowadzące szkoły lub placówki oświatowe, uwzględniając posiadane środki finansowe.
Zasady przyznawania oraz wysokość dodatku zostały określone dla nauczycieli zatrudnionych w:
• placówkach prowadzonych przez organy administracji rządowej w rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej z 16 maja 2001 r. (Dz.U. Nr 56, poz. 585),
• placówkach prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego w regulaminach wynagradzania.
• Dodatek wiejski
Nauczycielom zatrudnionym na terenie wsi i w mieście liczącym do 5000 mieszkańców przysługuje odrębny dodatek w wysokości 10% wynagrodzenia zasadniczego, który organ prowadzący szkołę może podwyższyć, jeżeli na terenie wiejskim występuje deficyt kadr. Dodatek ten otrzymuje nauczyciel posiadający wymagane kwalifikacje i jest zatrudniony w wymiarze co najmniej połowy tygodniowego wymiaru zajęć.
• Działka gruntu
Kolejnym świadczeniem, do którego mają prawo nauczyciele, jest prawo otrzymania działki gruntu szkolnego do użytkowania. Nie wszyscy jednak mogą z tego prawa skorzystać. Odnosi się ono wyłącznie do nauczycieli zatrudnionych na terenie wiejskim.
W przypadku braku gruntów szkolnych do zrealizowania tego uprawnienia organ prowadzący szkołę przydziela w miarę możliwości potrzebny obszar gruntu, jednak o powierzchni nie większej niż 0,25 ha.
• Urlop dla poratowania zdrowia
Nauczyciele zatrudnieni w pełnym wymiarze na czas nie określony mogą skorzystać z urlopu dla poratowania zdrowia, po przepracowaniu co najmniej 5 lat w szkole.
Do nieprzerwanej pięcioletniej pracy wlicza się także:
• okresy czasowej niezdolności do pracy wskutek choroby,
• urlopy inne niż wypoczynkowy, trwające łącznie nie dłużej niż 6 miesięcy. Jeżeli jednak przekraczają 6 miesięcy, wówczas wymagany okres do nabycia prawa do urlopu zdrowotnego zostaje wydłużony o czas nieobecności.
Nauczyciel podejmujący zatrudnienie lub prowadzący inną działalność sprzeczną z celami udzielonego urlopu, może być odwołany przez dyrektora z określeniem terminu, w którym jest zobowiązany do podjęcia pracy.
Urlopu dla poratowania zdrowia udziela dyrektor na okres jednorazowo do jednego roku w celu przeprowadzenia zaleconego leczenia.
Minister Zdrowia w rozporządzeniu z 23 listopada 2000 r. (Dz.U. z 2001 r. Nr 1, poz. 13) określił tryb orzekania o potrzebie udzielenia nauczycielowi urlopu, a w szczególności podmiot uprawniony do orzekania o stanie zdrowia oraz rodzaj zatrudnienia i działalność sprzeczną z celami urlopu.
Powyższe rozporządzenie wprawdzie utraciło moc prawną z dniem 22 października 2002 r., ale do dzisiaj nie został wydany nowy akt wykonawczy, zatem istnieje konieczność posiłkowego posługiwania się jego przepisami.
W okresie urlopu dla poratowania zdrowia nauczyciel otrzymuje:
• wynagrodzenie zasadnicze,
• dodatek stażowy,
• dodatek tzw. wiejski, który jest związany z zatrudnieniem na terenie wiejskim oraz w mieście liczącym do 5000 mieszkańców, nie jest natomiast uzależniony od realizowania zadań lub pełnienia funkcji kierowniczych,
• dodatek mieszkaniowy, jeżeli wynika z przepisów płacowych obowiązujących w danej placówce.
• Nagrody jubileuszowe
Za wieloletnią pracę nauczyciele otrzymują nagrody jubileuszowe.
Wysokość tych nagród określa art. 47 ustawy – Karta Nauczyciela, zgodnie z którym nauczycielowi przysługuje:
• za 20 lat pracy – 75% wynagrodzenia miesięcznego,
• za 25 lat pracy – 100% wynagrodzenia miesięcznego,
• za 30 lat pracy – 150% wynagrodzenia miesięcznego,
• za 35 lat pracy – 200% wynagrodzenia miesięcznego,
• za 40 lat pracy – 250% wynagrodzenia miesięcznego.
Zasady ustalania okresów pracy i innych okresów uprawniających nauczyciela do nagrody jubileuszowej określa rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z 30 października 2001 r. (Dz.U. Nr 128, poz. 1418).
W myśl przepisów tego rozporządzenia do okresu uprawniającego do nagrody jubileuszowej wlicza się poprzednio zakończone okresy zatrudnienia oraz inne okresy, jeżeli z mocy odrębnych przepisów podlegają one wliczeniu do okresu pracy, od którego zależą uprawnienia pracownicze.
Nauczyciel nabywa prawo do nagrody jubileuszowej w dniu upływu okresu uprawniającego do niej bądź w dniu wejścia w życie przepisów wprowadzających nagrody jubileuszowe. Jednak nauczyciel jest obowiązany udokumentować swoje prawo do nagrody, jeżeli w jego aktach osobowych brak jest odpowiedniej dokumentacji.
WAŻNE
Pracodawca po sprawdzeniu posiadanych dokumentów powinien wypłacić pracownikowi należną mu nagrodę jubileuszową w dniu nabycia prawa lub w dniu dostarczenia brakujących dokumentów.
Nauczycielowi, z którym został rozwiązany stosunek pracy w związku z przejściem na emeryturę lub rentę z tytułu niezdolności do pracy, a któremu do nabycia prawa do nagrody jubileuszowej brakuje mniej niż 12 miesięcy, licząc od dnia rozwiązania stosunku pracy, nagrodę tę wypłaca się w dniu rozwiązania stosunku pracy.
• Nagrody dla nauczycieli
Ustawa Karta Nauczyciela gwarantuje utworzenie specjalnego funduszu z przeznaczeniem na nagrody dla nauczycieli za osiągnięcia dydaktyczno-wychowawcze.
Fundusz ten tworzy się w:
• budżetach organów prowadzących szkoły w wysokości co najmniej 1% planowanego rocznego osobowego funduszu wynagrodzeń, z przeznaczeniem na wypłaty nagród organów prowadzących szkoły i dyrektorów szkół. Zasady przyznawania i wypłaty tych nagród zostaną określone w regulaminach wynagradzania,
• budżetach wojewodów łącznie w wysokości stanowiącej równowartość 2744 średnich wynagrodzeń nauczyciela stażysty, z przeznaczeniem na wypłaty nagród kuratorów oświaty,
• budżecie Ministra Edukacji Narodowej w kwocie stanowiącej równowartość 2015 średnich wynagrodzeń nauczyciela stażysty, z przeznaczeniem na wypłaty nagród tego ministra.
Szczegółowy tryb i kryteria przyznawania nagród dla nauczycieli za ich osiągnięcia dydaktyczno-wychowawcze, ze środków kuratora i Ministra Edukacji Narodowej, określił w drodze rozporządzenia Minister Edukacji Narodowej z 6 września 2001 r. (Dz.U. Nr 101, poz. 1093).
• Świadczenie urlopowe
W myśl przepisów ustawy z 4 marca 1994 r. o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych (Dz.U. z 1996 r. Nr 70, poz. 335 ze zm.), w każdej szkole musi być utworzony zakładowy fundusz świadczeń socjalnych.
Obowiązek taki wynika z art. 3 ust. 2 ustawy, zgodnie z którym pracodawcy będący jednostkami organizacyjnymi, które prowadzą gospodarkę finansową na zasadach określonych w ustawie z 26 listopada 1998 r. o finansach publicznych (Dz.U. z 2003 r. Nr 15, poz. 148 ze zm.), tworzą fundusz bez względu na liczbę zatrudnionych pracowników.
W świetle art. 53 Karty Nauczyciela, dla nauczycieli dokonuje się odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych w wysokości 8% planowanych rocznych środków przeznaczonych na wynagrodzenia osobowe. Dla nauczycieli emerytów i rencistów dokonuje się odpisu na fundusz socjalny w wysokości 5% pobieranych przez nich emerytur i rent.
Przepisy Karty Nauczyciela wprowadziły obowiązek wypłaty nauczycielowi do końca sierpnia każdego roku, z odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, świadczenia urlopowego w wysokości odpisu podstawowego (37,5% w 2002 r. wynosi 658,57 zł), ustalonego proporcjonalnie do wymiaru czasu pracy i okresu zatrudnienia nauczyciela w danym roku szkolnym.
Serwis Prawno-Pracowniczy Nr 50/03 z dnia 14.12.2003

http://www.infor.pl/serwis.html?serwis=06&P180=I26.2003.050.000000800&krok=A
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Grudzień 27, 2003, 12:59:16 pm
Dorotko wielkie buziaki od Moniki za kupioną Pippi, w dodatku za pół ceny i to z książką.

(http://www.cdprojekt.info/nasze_gry/przygody_pipi/karta_produktu/box3D.jpg)

Żebyś widziała skaczącą z radości Monikę  :D - rzekła: "a jednak Mikołaj mnie kocha"

Wielkie dziękiiiiiiiiiiii  :D

na wszelki wypadek podam adres

http://www.cdprojekt.info/wszystko_o_grze.asp?action=ShowGame&gid=232

Świetne są też:

Multimedialne gry i zabawy z KLIKIEM (http://odn-plock.edu.pl/prv/logopeda/komputer/programy/klik/klik.html) - opisała je neurologopeda Marzena Mieszkowicz.

Polecam też dla najmłodszych "Moje Pierwsze ABC"
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Grudzień 30, 2003, 05:53:10 pm
Czego będą wymagać od przyszłych maturzystów?


Niespodzianka Centralnej Komisji Egzaminacyjnej: możesz na lekcjach polskiego przerobić dowolną powieść Henryka Sienkiewicza, ale za dwa lata na nowej maturze i tak odpytają cię z "Potopu"

- A ja zrobiłam z uczniami "Quo Vadis". Co mam teraz robić? - zastanawia się polonistka z krakowskiego II LO po lekturze najnowszego informatora maturalnego.

To pigułka wiedzy o nowej maturze. Obecni drugoklasiści w liceach będą ją zdawać wiosną 2005 r. Właśnie z informatora wszyscy mieli dowiedzieć się, czego egzaminatorzy będą wymagać od maturzystów i jak ich będą oceniać. Ale kiedy nowe informatory dotarły ostatnio do szkół... wszyscy struchleli.

- To, co jest w środku, różni się od podstawy programowej, na której uczymy młodzież - opowiadają nam z przerażeniem nauczyciele w kilku miastach.

Nie-boska komedia

Oto przykłady: ( Podstawa programowa z języka polskiego każe przeanalizować w szkole dowolnie wybrany przez nauczyciela dramat antyczny - tymczasem informator wskazuje konkretny utwór: "Króla Edypa". W podstawie jest mowa o dowolnie wybranej powieści światowej XX wieku - tymczasem informator wskazuje "Dżumę" Alberta Camusa.

- Zamiast "Edypa" wybrałam "Prometeusza w okowach". Przerobiłam z uczniami "Nie-boską komedię", ale pominęłam "Kordiana". Co mam teraz robić? Iść naprzód z materiałem zgodnie z podstawą programową, czy nadrabiać zaległości, żeby poradzili sobie na nowej maturze - głowi się polonistka w II LO w Krakowie.

Jak się dowiedzieliśmy, różnice między podstawą a informatorem nie dotyczą jedynie języka polskiego. Środowisko chemików wysłało nawet protest do Ministerstwa Edukacji.

Wątpliwości mają też niektórzy nauczyciele fizyki. - Moi fizycy sygnalizują mi, że trzeba szybko zmienić plany nauczania. Np. zakres wymagań do egzaminu z fizyki z tzw. poziomu rozszerzonego nowej matury na pewno nie przystaje do tego, czego uczy się w szkole - mówi Leszek Skrzypczak, dyr. LO im. Tadeusza Kościuszki w Pruszkowie.

Chcieliśmy ułatwić

Maria Mazur, szefowa wydziału matur Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, tłumaczy, że "uściślenia" w informatorze wprowadzono dla dobra uczniów. - Wskazanie konkretnego utworu, z którego mogą być egzaminowani, ma być dla nich ułatwieniem - wyjaśnia "Gazecie".

Ale co z uczniami, którzy przerobili na lekcjach inny materiał, niż ten, który wskazała Komisja?

Według pani Mazur różnice nie powinny być dla nich problemem, "bo bez względu na to, jaką lekturę przerabiali na lekcjach, uczyli się przede wszystkim analizy utworu". - Podczas nowej matury uczniowie dostają na kartkach fragment utworu, który będą musieli przeanalizować. Nie muszą mieć go w głowie - przekonuje Maria Mazur.

- To absurd - komentuje jedna z krakowskich polonistek. - Dałam uczniom do analizy fragment "Wesela", zanim przerabialiśmy ten dramat. Wnioski, jakie wysnuli, nie znając całości utworu, były kompletnie mylne.

Wydamy erratę, jeśli trzeba

Po interwencji "Gazety" Ministerstwo Edukacji zapowiada, że sprawdzi informatory. - Poruszyliśmy tę sprawę na spotkaniu z dyrektorami komisji egzaminacyjnych. Jeśli potwierdzą się zastrzeżenia nauczycieli, szybko wydamy erratę do informatorów - zapewnia minister edukacji Krystyna Łybacka.

Podręczniki od nowa?

Treść informatora maturzysty zaskoczyła też niektórych wydawców podręczników, którzy właśnie kończą pracę nad książkami do trzecich, ostatnich klas licealnych. Zastanawiają się, czy pisać je od nowa, aby znalazły się w nich tak ściśle wymienione pozycje w informatorze, czy pozostać przy mniej precyzyjnych wymaganiach podstawy programowej.

- Jeśli teraz wprowadzę zmiany, powstanie byle jaka książka - przyznaje autorka takiego podręcznika, która woli pozostać anonimowa. - A co z podręcznikami z do dwóch pierwszych klas liceum? Mamy pisać nowe? Znowu będą mówić, że wydawnictwa naciągają uczniów, pisząc ciągle książki od nowa - dodaje inny autor.

Nowa matura

Miała ruszyć w 2002 r. jako jeden z filarów reformy oświaty, ale nowa minister edukacji Krystyna Łybacka przesunęła start nowego egzaminu na 2005 r.

Nowa matura ma być bardziej obiektywna niż dziś (prace pisemne będą oceniać nauczyciele spoza szkoły maturzysty), a jej wynik bardziej porównywalny (maturzystów w całym kraju będą rozwiązywać te same zadania).

Nowa matura składać się będzie z dwóch części: ustnej (zdawanej i ocenianej w szkole) oraz pisemnej (pisze się w szkole, ale prace oceniają egzaminatorzy spoza macierzystej szkoły ucznia). Większość przedmiotów można zdawać na dwóch poziomach trudności: podstawowym (łatwiejszym), rozszerzonym (trudniejszym).

Minister Łybacka zdecydowała, że maturzyści nie będą musieli obowiązkowo zdawać egzaminu z matematyki (chciał tego poprzednik Łybackiej), a międzynarodowy certyfikat znajomości języka obcego nie będzie zwalniał z egzaminu na maturze.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,1844066.html
Tytuł: Bez standardów jedni dopłacają, inni oszczędzają na oświacie
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Styczeń 07, 2004, 02:35:05 pm
Ministerialny unik

Mimo zalecenia NIK minister edukacji nie wyda rozporządzenia o standardach zatrudnienia w szkołach. Wczoraj wiceszef tego resortu Franciszek Potulski przyznał, że ministerstwo boi się skutków tej decyzji. Jakie by one były? Likwidacja części szkół.


- Jeśli powiemy, że w klasie powinno być na przykład 21 uczniów, to samorządy powołując się na nas, zlikwidują wiele szkół - mówił Potulski. Ale bez tego rozporządzenia, precyzującego, ilu nauczycieli potrzeba zatrudnić i jak liczne powinny być klasy, nie można określić, ile pieniędzy na oświatę powinny wydawać samorządy prowadzące szkoły. Efekt jest taki, że co trzeci samorząd wydaje na oświatę mniej, niż otrzymuje w subwencji oświatowej, natomiast w ponad 16 procentach gmin wydatki na oświatę znacznie przekraczają kwoty uzyskane z budżetu państwa.

Najwyższa Izba Kontroli nawołuje od 2000 roku kolejnych ministrów edukacji o wydanie tego rozporządzenia. Jak dotąd bezskutecznie. W propozycji zmian w Karcie Nauczyciela, która już trafiła do Sejmu, obowiązek wydania tego rozporządzenia.... wykreślono. Potulski zapewniał jednak wczoraj posłów z połączonych komisji Edukacji i Samorządu Terytorialnego, że w ministerstwie trwają prace nad standardami edukacyjnymi, które będą uwzględniać dane jakościowe: wyniki szkół ze sprawdzianów i egzaminów ogólnopolskich. -"Szczęść Boże pracy nad takim rozwiązaniem" - skomentował ironicznie Zbigniew Wesołowski, wiceprezes NIK składane przez Potulskiego obietnice. Zdaniem Wesołowskiego jeśli opracowanie standardów ilościowych okazało się zadaniem za trudnym do wykonania dla kolejnych trzech ministrów edukacji, to nie ma szans, by powstały standardy uwzględniające również wyniki nauczania osiągane przez szkoły.

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040107/kraj/kraj_a_3.html?k=on;t=2004010720040107
Tytuł: Edukacja niep. dzieci- a prawo
Wiadomość wysłana przez: sonia w Styczeń 12, 2004, 02:03:42 pm
W dziale "Wolna dyskusja" toczy się temat o edukacji dzieci niepełnosprawnych.


Cytuj
Oj słychać strasznie w dziedzinie edukacji dzieci integrowanych w zerówkach. Plany nauczania bez uzgodnień z matkami, bez zatwierdzeń, nieprzystosowane do deficytów dziecka.

No własnie kto mocny w tej dziedzinie?


Jak to jest prawnie?

Kto może być nauczycielem grupy integracyjnej?
Kto i z kim powinien zatwierdzać Program nauczania dziecka niepełnosparwnego z lekkim stopniem upośledzenia?
Jak w tym wszystkim ma być rola rodzica?


"Katarzynka"
Cytuj
Strasznie z integracją? Mam nadzieje, że sie poprawi. Ola do zerówki ma jeszcze czas, ale już w przyszłym roku chcielibyśmy, żeby trafiła do przedszkola na dzień, czy dwa w tygodniu.

Sonia pyta jak to jest prawnie. Programy zatwierdza MEN. Listę zatwierdzonych można zobaczyć na stronie: www.men.waw.pl

Jednak kazdy nauczyciel może ułożyć własny dostosowany indywidualnie do ucznia. Musi być przygotowany w oparciu o podstawę programową
W nauczaniu dzieci z upośledzeniem w stopniu lekkim obowiązuje ta sama podstawa programowa, co w kształceniu ogólnym.

Nauczycieli w klasie integracyjnej powinno być dwóch:
główny i wspierający. Nauczyciel wspierajacy powinien mieć cytuję "Specjalne przygotowanie pedagogiczne w zakresie niepełnosprawności, która jest stwierdzona u ucznia". Uczący jest zobowiązany stworzyć w oparciu o podstawę program dostosowany do ucznia.


"sonia"

1.ROZPORZĄDZENIE MINISTRA EDUKACJI NARODOWEJ z dnia 21 maja 2001 r. w sprawie ramowych statutów publicznego przedszkola oraz publicznych szkół
pełny tekst ujednolicony

http://isip.sejm.gov.pl/PRAWO.nsf/4326b1a242fc14fd412563d20069fee3/82f3f436377d304ac1256a760039cf8b/$FILE/D20010624.pdf

Fragmenty z poszczególnych Załączników (nr 1 - przedszkole):

Zał. nr 1
§ 14. 1. W przedszkolu integracyjnym i w przedszkolu ogólnodostępnym z oddziałami integracyjnymi zatrudnia się dodatkowo nauczycieli posiadających specjalne przygotowanie pedagogiczne oraz specjalistów prowadzących zajęcia rewalidacyjne.

2. W przedszkolu specjalnym dla dzieci z upośledzeniem umysłowym w stopniu umiarkowanym i znacznym, z niepełnosprawnością ruchową, z autyzmem i z niepełnosprawnościami sprzężonymi zatrudnia się pomoc nauczyciela...

Cytuj
Osoba zajmująca się dzieckiem z zD ma tylko nauczanie początkowe (nie pedagogikę specjalną)i log.- to po pierwsze.

Bez zgody matki okazało się, że dziecko z zD jest uczone czytania metodą Domana, której matka zakazała przed 5 laty!!! życząc sobie edukacji zgodnie z glottodydaktyką (prof. Rocławskiego)


Powstaje pytanie:

czy matka ma wywalczyć zmianę nauczyciela w grupie integracyjnej, czy zmienić zerówkę w przedszkolu?
Co radzicie, aby móc odpowiedzieć i zadecydować o dalszych losach dziecka z zD?


Od siebie dodam: kto więc upośledza w ten sposób dzieci z zD (genetyka, czy ignorancja nauczycieli)?

"Ulka"
Cytuj
nie wiem czy dobrze skopiowałam, ale jest w przygotowaniu projekt. zobacz :

http://www.men.waw.pl/oswiata/projekty/rozp_14.htm

to ze strony głównej link p.t. Dopuszczanie programów i podręczników
http://www.men.waw.pl

na str. głównej jest tez adres do Ministerstwa ich e-mail, napisz i opisz zaistniałą sytuację. Masz prawo rządać aby twoje dziecko było w publicznym przedszkolu uczone w/g programu zatwierdzonego przez Ministerstwo, a nie w/g tego co sam wprowadza nauczyciel - to niedopuszczalne,  napisz do nich
Darek pisał z watpliwościami w spr. I-szej pracy i dośc szybko dostał odpowiedź i informuj nas co udało sie załatwić.


Jakie jest Wasze zdanie. Może ktoś z doświadczonych nauczycieli napisze?
Tytuł: Przedszkole bez zabawek
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Styczeń 17, 2004, 11:52:33 am
Tekst: Anna Rubinowicz-Gründler Berlin. Korzystałam z książki "Ohne Spielzeug" wyd. przez Ingeborg Becker-Textor, Elke Schubert i Rainera Stricka 17-01-2004 01:00

Niemieckie przedszkola wysyłają zabawki na wakacje, aby dzieci więcej rozmawiały i bawiły się ze sobą, nauczyły się walczyć z nudą. Dzięki temu jako dorośli nie popadną tak łatwo w nałogi - uważają inicjatorzy akcji "Przedszkole bez zabawek"

Zimowy poranek, dziewiąta rano. W przedszkolnej sali półmrok, żaluzje opuszczone prawie do końca, na środku przy ognisku grzeje się grupka pięcio- i sześciolatków. Rebeka, Nele i Luis wpełzają do ustawionych wokół ognia trzech domków kempingowych i kładą się spać pod kocami. Przez dłuższą chwilę coś sobie opowiadają, planują następny dzień nad morzem.

W końcu Luis ma dosyć, wstaje i idzie do wychowawczyni. - Graetzi, podciągnij żaluzje, ale nie wszystkie naraz, tylko po kolei - prosi. I zaczyna robić poranną gimnastykę. A gdy w sali znów jest widno, woła: - Słońce wstało! - i idzie kąpać się w morzu i łowić muszle.

Kiedy po paru minutach pełzania po podłodze i przeciskania się pod stolikiem ("ciasna jaskinia podwodna") wraca do ogniska, opowiada dziewczynkom o rybach i morskich zwierzętach, które widział pod wodą. - Jak to, nurkowałeś? - dziwi się Rebeka. - Przecież jest za zimno!

- Mam strój do nurkowania - tłumaczy Luis. To przekonuje Rebekę. - To ja też idę nurkować, tylko muszę poszukać maski do oddychania.

I nikomu nie przeszkadza, że domki kempingowe są z kartonów, a ognisko z kamyków, gałązek i latarki. Przedszkolaki pogrążone są w zabawie po uszy, choć w przedszkolu nie ma ani jednej zabawki.

Barbie jak narkotyk?

"Przedszkole bez zabawek" to pomysł dwojga pedagogów z niewielkiego Weilheim w Bawarii. 11 lat temu Elke Schubert i Rainer Strick zrealizowali go po raz pierwszy w przedszkolu w Penzbergu. Cel: zapobieganie uzależnieniom.

- Zapobieganie uzależnieniom u czterolatków?!

- Tak, zajmujemy się dziećmi, które nie mają jeszcze konkretnych problemów z nałogami, po to, aby ich nigdy nie zaznały - mówi Rainer Strick z urzędu ds. młodzieży i rodziny w Weilheim. - To nie jest walka z zagrożeniami, lecz wzmacnianie silnych stron psychiki dziecka, które uodparniają je na uzależnienia. Dzieci, które osiągną pewne życiowe umiejętności, takie jak zdolność do komunikowania się z otoczeniem, asertywność czy pewność siebie, są mniej zagrożone. I to nie tylko nałogami, ale i np. skłonnością do przemocy. Bo jeśli umiem rozmawiać z innymi ludźmi, to jestem w stanie powiedzieć komuś, że jestem na niego wściekły, zamiast od razu bić - mówi Strick.

- My doszłyśmy do "Przedszkola bez zabawek" inną drogą - opowiada Marianne Bruckardt, kierowniczka przedszkola we wschodnioberlińskiej dzielnicy Prenzlauer Berg. - Po zjednoczeniu Niemiec przeżyłyśmy istny zalew zabawek. Wszyscy musieli mieć Barbie, lego, auta, gry. Przez jakiś czas panowało szaleństwo wokół power rangersów. Nawet dwuletnie dziewczynki nie chciały innych zabawek! A jak się o nie kłóciły!

- Dzieci wcale ze sobą nie rozmawiały, nie miały pomysłów na wspólne zabawy. Bardzo nas to martwiło.

- opowiada przedszkolanka Sieglinde Graetz.

- Wpadłyśmy więc na pomysł, aby przyjść do przedszkola w weekend, pochować wszystkie zabawki i zmienić wystrój sal. Jedna stałaby się akwarium, na ścianach byłoby mnóstwo ryb itp., inna byłaby komnatą księżniczki itd. Kuratorium pochwaliło nas i zapytało, czy słyszałyśmy o bawarskim eksperymencie z "Przedszkolem bez zabawek". Zapaliłyśmy się i realizujemy ten pomysł już od pięciu lat - mówi pani Bruckardt.

"Przedszkole bez zabawek" podbiło już Niemcy, Austrię i Szwajcarię. Unia Europejska nagrodziła tę koncepcję jako jedną z najlepszych w zapobieganiu uzależnieniom w wieku dziecięcym.

Wakacje zabawek

Co roku pod koniec karnawału dzieci i wychowawczynie zaczynają przygotowania do "Przedszkola bez zabawek". Codziennie przez tydzień dzieci "wysyłają zabawki na wakacje" - wybierają te, którymi już nie chcą się bawić, i odnoszą do magazynu. O tym, co będą robić, jak już nie zostanie ani jedna, nie chcą jednak rozmawiać. Chyba nie bardzo mogą to sobie wyobrazić i nie pamiętają swoich zeszłorocznych pomysłów na zabawy.

Ale kiedy w następny poniedziałek w przedszkolnej sali są już tylko stoliki, krzesełka, regały, materace i koce, na których dzieci leżakują po obiedzie, kiedy nie ma nawet bloku i kredek - bezczynność i dezorientacja nie trwają długo. Najmłodsze, trzy- i czterolatki, wyciągają ze stosu materace i zaczynają się na nich turlać, skakać, pokładać. Dwie najstarsze, sześcioletnie dziewczynki Rebeka i Nele postanawiają zbudować jaskinię z materaców i krzeseł. Młodsze dzieci patrzą zaciekawione, a kiedy jaskinia wreszcie jest gotowa, wszystkie chcą do niej wpełznąć. Rebeka pozwala tylko niektórym, zaczynają się konflikty, Shirin idzie do wychowawczyni na skargę, ale ta odsyła ją z kwitkiem. - Rebeka zbudowała domek i może decydować, kto się w nim bawi, jeśli bardzo chcesz tam wejść, to musisz z nią porozmawiać - poucza, i Shirin zbiera się na odwagę i prosi Rebekę o pozwolenie.

W następne dni jest łatwiej, pomysły same przychodzą do głowy. Jaskinia okazuje się za ciasna i za duszna, więc dzieci budują większy dom z koców i starych zasłon, które wychowawczyni pomaga im zawiesić na gwoździach wbitych w ścianę. (- To jedna z kluczowych umiejętności w życiu: umieć poprosić o pomoc - komentuje Rainer Strick).

- Trzeciego dnia wymyśliły, żeby zrobić przyjęcie na dworze, czyli poza granicą domku - opowiada wychowawczyni Sieglinde Graetz. - Uczta była z kamyków i muszelek, dzieci usiadły na kocach na... plaży (dywanie) i zaczęły podziwiać rozgwieżdżone niebo (na ścianie wisi tiulowa zasłona ze złotymi gwiazdkami). Potem ktoś stwierdził, że w nocy robi się chłodno i trzeba zapalić ognisko, więc ułożyli ognisko z kamyków.

Dzień później Rebeka przyniosła z domu latarkę, żeby było widać, jak ognisko płonie. Stąd wzięła się noc nad morzem i nurkowanie w podwodnych jaskiniach, których byłam świadkiem w przedszkolu.


1  |  2  |   następna strona &

http://www2.gazeta.pl/obcasy/1,25364,1862417.html
Tytuł: Tragiczne skutki nieudolności nauczyciela
Wiadomość wysłana przez: sonia w Styczeń 22, 2004, 11:03:48 am
Tragiczne skutki nieudolności nauczyciela

Za właściwe uznał Sąd Najwyższy w wyroku z 20 stycznia 2004 r. zadośćuczynienie w wysokości 172 tys. zł dla ucznia, który wskutek braku właściwej pomocy ze strony nauczyciela doznał tragicznego w skutkach uszkodzenia mózgu. Tyle oprócz stałej renty ma wypłacić skarb państwa odpowiadający za nauczyciela jako funkcjonariusza państwowego.


Do tragicznego zdarzenia doszło 20 października 1998 r. podczas lekcji WF w szkole. Dawid K. był zwolniony z tych zajęć z powodu astmy. W pewnym momencie spadł z ławki. Nauczyciel uznał, że chłopiec zemdlał. Próbował przywrócić go do przytomności, uderzając w twarz. Dopiero po dłuższej chwili kazał wezwać pielęgniarkę. Ta zastosowała sztuczne oddychanie metodą usta usta. Nauczyciel tymczasem wykonywał masaż serca.

Rokowania na przyszłość bardzo złe

Dopiero po trwającej ok. 20 minut reanimacji udało się przywrócić krążenie. Łącznie w stanie śmierci klinicznej Dawid K. był ok. 40 minut.

Skutki były tragiczne. Wskutek uszkodzenia mózgu spowodowanego długotrwałym niedotlenieniem doszło m.in. do paraliżu kończyn, przykurczy mięśni, miokardii serca. Funkcjonowanie chłopca po tym zdarzeniu oceniane jest jako gorsze od niemowlęcego. Powodem była zwłoka w rozpoczęciu akcji reanimacyjnej. Także w razie niezwłocznego udzielenia chłopcu właściwej pomocy doszłoby do pewnych uszkodzeń, ale ich skutki byłby mniej tragiczne.

W grudniu 1998 r. matka wystąpiła przeciwko skarbowi państwa - wojewodzie o przyznanie stałej miesięcznej renty w kwocie 1500 zł i zadośćuczynienia w wysokości 150 tys. zł za krzywdę, jakiej doznał chłopiec z winy nauczyciela.

Skarb państwa, do którego należy szkolnictwo podstawowe i średnie (jest to zadanie własne administracji rządowej), odpowiada za szkody wyrządzone przez nauczycieli jako funkcjonariuszy państwowych przy wykonywaniu powierzonych im czynności. Podstawą prawną jest art. 417 kodeksu cywilnego. Jeśli zaś wskutek niewłaściwych działań, błędów czy zaniedbań funkcjonariusza doszło do uszkodzenia ciała albo rozstroju zdrowia, poszkodowany może m.in. żądać od zobowiązanego do naprawienia szkody odpowiedniej renty, a także zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.

Wiedział, ale nie podjął

Sąd I instancji ustalił, że nauczyciel WF skończył studia wyższe, miał zarówno teoretyczne, jak i praktyczne przygotowanie z zakresu ratownictwa. Wiedział, jak się wykonuje akcję reanimacyjną, ale jej nie podjął. Przeciwko nauczycielowi została wszczęta sprawa karna o nieudzielenie pomocy osobie zagrożonej bezpośrednio utratą życia lub zdrowia. Wina nauczyciela i odpowiedzialność skarbu państwa za skutki zawinionego przez nauczyciela niepodjęcia właściwej akcji reanimacyjnej nie były w tej sprawie przedmiotem sporu. Spór dotyczył wysokości renty, a zwłaszcza zadośćuczynienia.

Sąd ustalił, że chłopiec wymaga stałej opieki, a same lekarstwa dla niego kosztują miesięcznie ok. 300 zł. Otrzymał z ubezpieczania rentę miesięczną 300 zł i zasiłek pielęgnacyjny w wysokości 115 zł. Matka po tym wypadku przestała z powodu stanu zdrowia pracować i otrzymuje rentę w wysokości 480 zł. Sąd uznał, że w tych okolicznościach renta od skarbu państwa powinna wynosić 800 zł, a zadośćuczynienie - 70 tys. zł.

Sąd II instancji zmienił wskutek apelacji ten wyrok. Podwyższył rentę do 1100 zł miesięcznie, a zadośćuczynienie do 86 tys. zł.

Zdaniem Sądu Najwyższego

Cytuj
Sąd Najwyższy uwzględnił częściowo kasację matki, która domagała się dla syna zadośćuczynienia w wysokości 150 tys. zł i wyższej renty. Zmienił wyrok sądu II instancji. Zasądził na rzecz Dawida K. 172 tys. zł: 150 tys. zł tytułem zadośćuczynienia i 22 tys. jako skapitalizowaną rentę. Samą wysokość renty: 1100 zł miesięcznie, uznał za odpowiednią. Zmienił też wyrok w części dotyczącej odsetek od zadośćuczynienia. Sąd II instancji przyjął, że należą się one od daty wyroku I instancji, tj. od 16 maja 2000 r. SN uznał, iż liczyć je trzeba od dnia doręczenia pozwu z żądaniem zadośćuczynienia, tj. od 8 grudnia 1998 r.

Zasadą jest, że odsetki za zwłokę biegną od dnia wymagalności roszczenia. Sędzia Helena Ciepła jako decydujący w tej sprawie wskazała art. 455 kodeksu cywilnego. Według tego przepisu, jeśli termin świadczenia (w tym wypadku wypłaty zadośćuczynienia) nie został określony, powinno ono być spełnione niezwłocznie po wezwaniu dłużnika do zapłaty. Jeżeli zaś data wezwania nie jest wskazana, liczy się data doręczenia dłużnikowi odpisu pozwu. Gdyby jednak sąd zdecydował się przyznać zadośćuczynienie wyższe, niż żądał powód - tłumaczyła sędzia Ciepła - odsetki za zwłokę od tej "nadwyżki" należałyby się od daty wyroku (sygn. II CK 369/02).


Izabela Lewandowska

Źródło: Rzeczpospolita z 21.01.04
Tytuł: O nowej maturze. Języki do poprawy
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Styczeń 22, 2004, 06:21:51 pm
Wraz z nauczycielką z Gorzowa znaleźliśmy błąd w rozporządzeniu o nowej maturze

Czy z tego powodu nie będzie można poprawiać słabych ocen z dwóch najważniejszych przedmiotów: języka polskiego i języka obcego? Ministerstwo Edukacji obiecało wczoraj, że poprawi rozporządzenie w ciągu tygodnia, dwóch.

O co chodzi? Na nowej maturze będą egzaminy ustne (oceniane w szkole) i pisemne (trudniejsze, bo oceniane niezależnie, poza szkołą). Wśród pisemnych będą trzy obowiązkowe: ( z języka polskiego i ( obcego oraz ( egzamin z wybranego przedmiotu (z grupy: biologia, chemia, fizyka i astronomia, geografia, historia, historia muzyki, historia sztuki, matematyka, wiedza o społeczeństwie i wiedza o tańcu).

Nowa, znacznie trudniejsza od obecnej matura ma być przepustką na studia. Od początku zakładano, że jeśli ktoś nie zda jakiegoś egzaminu pisemnego, przez pięć lat będzie mógł ponownie go pisać bez konieczności zdawania całej matury (i to się nie zmieniło).

Prawo do poprawy wyniku przez pięć lat miało przysługiwać także tym, którzy zdadzą słabo. Chodziło o to, by potknięcie na tak trudnym egzaminie nie ważyło na dalszych losach młodego człowieka.

Ale w styczniowym rozporządzeniu, które opisuje zasady nowej matury, zapisano, że poprawiać będzie można tylko trzeci egzamin, ten z grupy do wyboru. A egzaminów z języków - już nie.

Na nowej maturze oceny mają być podawane w procentach zdobytych punktów. Żeby zdać egzamin na poziomie podstawowym, trzeba ich zdobyć co najmniej 30 proc.

Załóżmy, że maturzysta X zdobywa z pisemnego języka obcego 25 proc. punktów i nie zdaje.

Maturzysta Y zdobywa 31 proc. punktów - zdaje z bardzo słabym wynikiem, może mieć spore problemy z dostaniem się na studia.

Obaj wyjeżdżają na rok do Anglii, żeby szlifować język. Po powrocie do kraju X może poprawić wynik egzaminu, bo go nie zdał. Zaś Y, który zdał, choć słabo, takiej szansy miał nie będzie.

Błąd zauważyła pani Małgorzata, nauczycielka z Gorzowa. Potwierdził nam to Marek Sawicki, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. - Już rozmawialiśmy z Ministerstwem Edukacji, ma być poprawka - mówi Sawicki. Anna Zawisza z MENiS potwierdza, że projekt z poprawką jest na ukończeniu i będzie niedługo podpisany.

http://www2.gazeta.pl/edukacja/1,27095,1878546.html
Tytuł: Reorganizacja, likwidacja szkół
Wiadomość wysłana przez: sonia w Styczeń 25, 2004, 11:44:44 am
A co czeka niektóre szkoły- przeczytajcie.:

Reorganizacja, likwidacja

Siedem przedszkoli, 21 szkół podstawowych, 1 gimnazjum i 7 szkół ponadgimnazjalnych ma zostać zamkniętych, jeśli zgodzą się radni.

Opracowanie nowego systemu wynagradzania dyrektorów szkół i przedszkoli, likwidacja placówek najdroższych i takich, w których jest najmniej dzieci, zastąpienie dozorców przez komputerowy monitoring - to pomysły na oszczędności zawarte w projekcie polityki oświatowej, który przedstawi radnym prezydent Krakowa.

Projekt polityki oświatowej miasta przygotowany został na najbliższe dwa lata. Jej głównym tematem jest reorganizacja sieci szkół. Podane tam zostały zasady typowania placówek do likwidacji oraz liczba przedszkoli i szkół, które powinny być w pierwszej kolejności zamknięte: siedem przedszkoli, 21 szkół podstawowych, jedno gimnazjum oraz 7 szkół ponadgimnazjalnych.

Jak udało nam się dowiedzieć, na "czarnej liście" znalazły się m.in.: przedszkola na os. Górali, na os. Centrum A, na os. Centrum B, Szkoła Podstawowa nr 92 na os. Kalinowym. Decyzję o ich losie podejmie Rada Miasta.

Według Wydziału Edukacji UM, jeśli liczba szkół podstawowych "nie zostanie zracjonalizowana", to ich budynki będą coraz bardziej pustoszeć. Niekorzystnie wpłynie to na finanse miasta, ponieważ dotacja naliczana według liczby uczniów będzie maleć, natomiast dopłaty miasta - rosnąć. W sytuacji gdy klasy będą mniejsze, koszt kształcenia będzie się zwiększał (ponieważ mimo mniejszej liczby uczniów nie zmienią się koszty utrzymania budynków i koszty wynagrodzeń dla pracowników szkół).

Jeśli miasto będzie chciało utrzymać obecną średnią liczbę uczniów w klasie w szkole podstawowej (26 uczniów), to do roku 2006 musiałaby zmniejszyć się liczba oddziałów o ponad 300. Oznaczałoby to konieczność likwidacji od 10 do 15 szkół podstawowych. Gmina zaoszczędziłaby wtedy co najmniej 14 mln w ciągu 3 lat.

Spośród krakowskich szkół podstawowych aż 15 ma średnią liczebność oddziałów poniżej 20, a jedynie 10 spośród 103 posiada co najmniej 26 uczniów w oddziale. Szkoły podstawowe o numerach: 147, 136, 142, 140, 74, 138, 54, 139, 62, 137 mają średnio mniej niż 19 uczniów w oddziale i liczą w sumie od 39 do 113 uczniów. Ponieważ minimalna liczba w klasie wynosi 20 osób, te szkoły będą musiałby zostać zlikwidowane albo połączą w jeden oddział różne klasy w ciągu kilku najbliższych lat.

W gimnazjach, aby średnia liczba uczniów w klasie nie była mniejsza niż 26, należałoby do roku szkolnego 2006/07 zlikwidować o ok. 142 oddziałów, czyli od 5 do 7 gimnazjów. Aby utrzymać tę średnią do roku 2010/11 konieczne jest zredukowanie liczby oddziałów w gimnazjach o dalsze 106.

Według Wydziału Edukacji, w ciągu najbliższych dwóch lat trzeba zamknąć od 3 do 5 liceów ogólnokształcących. Tylko wtedy średnia liczba uczniów w klasie nie będzie mniejsza niż 32 osoby. W Krakowie najmniej uczniów jest w klasach w liceach: XXII, XXI, XXIII, XXXII, XXXVII, XIX, XXXIII, XXXVI. Według Wydziału Edukacji, właśnie te szkoły powinny być przez najbliższe dwa lata stopniowo wygaszane. We wszystkich szkołach zawodowych i liceach profilowanych liczba oddziałów powinna się zmniejszyć przez dwa lata o ok. 70.

Urzędnicy opracowali kryteria likwidacji placówek oświatowych. Są to: spadek liczby dzieci o 10 proc. w ciągu ostatnich 3 lat, większe niż przeciętne wydatki z budżetu miasta na funkcjonowanie szkoły, zajmowanie budynku, który nie jest własnością miasta, świecące pustkami sale lekcyjne. Wystarczy, aby placówka spełniła tylko jeden z tych warunków, aby mogła rozpocząć się procedura likwidacyjna. Nie może jednak zostać zamknięte przedszkole, jeśli w pobliskich tego typu placówkach brakuje miejsc. Szkoły podstawowe i gimnazja nie będą mogły zostać zlikwidowane, jeśli spowodowałoby to duży wzrost kosztów związanych z dowożeniem albo zbyt duże obciążenie sal lekcyjnych w sąsiednich szkołach.

Polityka oświatowa zawiera również harmonogram prac związanych z racjonalizacją wydatków. Do końca listopada każdego roku wykonywana byłaby analiza sieci szkół pod kątem sytuacji demograficznej, kosztów utrzymania, tak aby do końca grudnia radni z Komisji Edukacji otrzymali listę szkół wytypowanych do likwidacji.

Do końca kwietnia tego roku przedstawiona ma być natomiast lista młodzieżowych domów kultury, które miasto powinno zamknąć lub przekształcić. Opracowany zostanie również system motywowania dyrektorów placówek, w którym wynagrodzenie zostanie uzależnione od efektów zarządzania. Do końca roku 2005 w każdej szkole powinien działać już system monitoringu, który zabezpieczy przed kradzieżami oraz pozwoli zaoszczędzić na etatach dozorców.
(AM), http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/01.13/Krakow/b01/b01.html
Dziennik Polski 13-01-2004

* * *

http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/01.13/Krakow/b02/b02.html
 
Prezydent o zmianach w edukacji

1 nauczyciel, 1 etat


Stopniowe wygaszanie szkół, prywatyzacja niektórych przedszkoli oraz ukrócenie zatrudniania w gminnych szkołach nauczycieli w wymiarze większym niż jeden etat - to działania, które według prezydenta Jacka Majchrowskiego mają uzdrowić finanse krakowskiej oświaty.

Prezydent Krakowa mówił wczoraj dziennikarzom, że chce przedstawić "proces wygaszania szkół", czyli stopniowej likwidacji niektórych placówek. - Już teraz trzeba zdecydować, że za 2 lub 3 lata dana szkoła będzie likwidowana - mówił wczoraj prezydent. - Chodzi także o to, by nauczyciele psychicznie przyzwyczaili się do tego procesu i mieli czas zastanowić się nad tym, co dalej robić. Prezydent dodał, że chciałby też uniemożliwić zatrudnianie nauczycieli w wymiarze większym niż 1 etat. Jeżeli ktoś pracuje np. na pół etatu w jednej szkole, a drugie pół ma w innej, to nie powinien obawiać się o utratę pracy w którejś z placówek. Jeżeli jednak w jednej szkole ma pełny etat, a w drugiej - np. dodatkowe godziny, to będzie musiał się liczyć z koniecznością rezygnacji z ponadwymiarowych godzin, by w ten sposób dać możliwość pracy innemu nauczycielowi. Gdyby udało się to przeprowadzić, wtedy może być mniej zwolnień wśród nauczycieli w likwidowanych szkołach.
(GEG) "

Dodam, że nie dotyczy to tylko Krakowa, Olsztyn, Szczecin itp. są już w podobnej sytuacji.
Tytuł: Niepełnosprawni - uczniowie drugiej kategorii
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Luty 17, 2004, 10:42:36 am
W 2003 r. co druga szkoła publiczna nie przestrzegała ograniczeń dotyczących liczby uczniów w klasach specjalnych lub integracyjnych, a w co trzeciej nie zrealizowano w obowiązującym wymiarze godzin nauczania indywidualnego – wynika z raportu NIK.

Kolejnym dowodem na to, że dla polskiego szkolnictwa publicznego uczniowie niepełnosprawni w zasadzie nie istnieją, jest to, że w co czwartej szkole nie dostosowano wymagań do możliwości i tempa rozwoju dzieci i młodzieży niepełnosprawnej. Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu nie wydało też trzech rozporządzeń do ustawy o systemie oświaty dotyczących kształcenia osób niepełnosprawnych. Z kolei jedno z trzech wydanych z kilkumiesięcznym opóźnieniem wręcz utrudnia naukę takim dzieciom. Ministerstwo nie zapewniło też wystarczającej ilości pieniędzy na zakup podręczników przystosowanych do potrzeb uczniów niepełnosprawnych.

http://www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=1142&dok=1142.2.3.2.8.4.0.1.htm
Tytuł: 730 mln euro w dwa lata. Od przedszkola do dyplomu
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Luty 17, 2004, 04:55:40 pm
Przedszkola na wsi, dodatkowe zajęcia w szkołach, stypendia dla uczniów i studentów ze wsi - na to m.in. wydamy miliony euro z funduszy strukturalnych.

"Gazeta" dowiedziała się, ile euro z unijnych funduszy i na co MENiS chce przeznaczyć w tym roku. Okazuje się, że najwięcej (ponad 310 mln) pójdzie na komputery i oprogramowanie dla szkół. Sporo (117 mln) na kształcenie uczniów ze specjalnymi potrzebami. Wszystkie ministerialne propozycje na ten rok w tabelce pod tekstem.

Przypomnijmy: do 2006 r. z funduszy strukturalnych dostaniemy na edukację prawie 730 mln zł (wraz z obowiązkowym 25-procentowym wkładem polskim). - Pieniądze na nasz wkład na pewno się znajdą, wyasygnuje je Ministerstwo Edukacji. Nie będą się o nie martwiły gminy czy szkoły - uspokaja Jerzy Wiśniewski, dyr. departamentu strategii edukacyjnej i funduszy strukturalnych.

Jak się dowiedzieliśmy, MENiS za pomocą unijnych euro chce poprawić pięć głównych słabości naszej edukacji: ( na wsiach do przedszkoli chodzi o połowę mniej dzieci niż w mieście, resort chce wydawać fundusze na opiekę przedszkolną 3-5-latków z małych miejscowości, ( szkoły nie mają pieniędzy na zajęcia pozalekcyjne i świecą pustkami, fundusze mają sprawić, że w szkole będzie ciekawiej także po południu, ( z unijnych pieniędzy mają być fundowane stypendia dla wiejskich dzieci, które chcą iść do szkół maturalnych, ale ich rodziców na to nie stać, ( dostaną je także studenci z małych miejscowości, którzy obiecają, że z dyplomem w kieszeni wrócą do swojego regionu, ( MENiS chce też stworzyć na wsiach centra kształcenie dla dorosłych, gdzie mogliby podnosić swoje wykształcenie (najczęściej podstawowe lub zawodowe). Mają być one tworzone w szkołach, które gminy z braku pieniędzy chcą zlikwidować.

- Te cele to nasze główne problemy i wyzwania. Od dawna wiadomo z badań, jak wiele zależy od edukacji na samym początku, a na polskich wsiach posyłanie dzieci do przedszkola wciąż nie jest normą. Trzeba się zmierzyć z problemem zamykanych na wsiach szkół. One obok kościoła to często jedyne miejsce, w którym coś się dzieje. Szkoda ich zamykać, mamy na nie pomysł - mówi nam wiceminister edukacji Ewa Freyberg.

więcej

http://www2.gazeta.pl/edukacja/1,27095,1914872.html

mam nadzieję że nie zapomną o niepełnosprawnych dzieciach?
Tytuł: Konf.Chełm Turystyka ON w kontekście integracji społecznej
Wiadomość wysłana przez: sonia w Luty 23, 2004, 07:21:50 pm
Chełmskie Stowarzyszenie na Rzecz Integracji Osób Niepełnosprawnych ze Środowiskiem
"O Godne Życie" ul. I AWP 29/162, 22-100 Chełm

Chełmskie Stowarzyszenie na Rzecz Integracji Osób Niepełnosprawnych O GODNE  ŻYCIE z/s w Chełmie, Chełmska Biblioteka Publiczna, Medyczne Studium Zawodowe w Chełmie i Lubelski Ośrodek Samopomocy zapraszają na konferencję pt.
"Turystyka   osób niepełnosprawnych w kontekście integracji  społecznej"
która odbędzie się 15 marca  2004 r.
w sali konferencyjnej Chełmskiej Biblioteki Publicznej,
ul. Partyzantów 40, Chełm.


Celem konferencji jest:
-   pogłębienie wiedzy na temat istoty niepełnosprawności oraz pokazanie sposobów przeciwdziałania temu zjawisku
-   propagowanie idei pełnej integracji społecznej
-   budowanie pozytywnego wizerunku osoby niepełnosprawnej
Uczestnikami konferencji będą:
-   rodzice dzieci niepełnosprawnych
-   osoby niepełnosprawne
-   nauczyciele, terapeuci, lekarze
-   wolontariusze i wszystkie osoby zainteresowane problemem niepełnosprawności.

Konferencja rozpocznie się o godz. 10.00, a zakończy ok. godz. 14.00.

 Organizatorzy nie pobierają opłaty konferencyjnej. Istnieje możliwość skorzystania z noclegu i posiłków (odpłatność indywidualna w bursie szkolnej).
W przypadku zainteresowania udziałem w konferencji, prosimy o potwierdzenie swojego uczestnictwa.

Zgłoszenia prosimy przesyłać telefonicznie, faksem lub pocztą elektroniczną,
do 8 marca 2004 r.
Kontakt : e – mail: jolanta_60@o2.pl.
              Tel:  (082) 563 95 06
              Fax:  (082) 563 95 05


Jolanta Kołtun
Przewodnicząca  Stowarzyszenia

Załączniki: 1.   Program konferencji

Program konferencji pt.

„Turystyka osób niepełnosprawnych w kontekście
 integracji społecznej

   

Termin: poniedziałek 15 marca 2004 r.
Miejsce: Sala konferencyjna Chełmskiej Biblioteki Publicznej, ul. Partyzantów 40, Chełm
Godzina   Temat
09.30-10.00   Recepcja uczestników konferencji.
Prowadzący konferencję:
mgr Jolanta Kołtun - pedagog , matka dziecka niepełnosprawnego, Chełmskie Stowarzyszenie na Rzecz Integracji Osób Niepełnosprawnych O GODNE  ŻYCIE
10.00-10.15   
Uroczyste otwarcie konferencji.
10.15-10.30   dr Anna Skiert – psycholog,  Medyczne Studium Zawodowe w Chełmie
Niektóre psychologiczne aspekty społecznej integracji osób niepełnosprawnych.
10.30-10.45   dr Krystyna  Szpak – Lipińska  - socjolog, Medyczne Studium Zawodowe w Chełmie
Terapeutyczne oddziaływanie kontaktów interpersonalnych osób niepełnosprawnych ze zdrowym społeczeństwem .
10.45-11.00   mgr  Monika Sikora – nauczycielka, Medyczne Studium Zawodowe
Terapia ruchem – jako znaczący element w rehabilitacji społecznej.                  
11.00-11.30   Ryszard Jakubowski – dziennikarz , publicysta, prekursor pozamiejskiej turystyki osób niepełnosprawnych.
Turystyka   osób niepełnosprawnych w kontekście integracji społecznej.
11.30-12.00   dr Andrzej Juros – psycholog, Katolicki Uniwersytet Lubelski, LOS
Całościowe  Planowanie Życia jako metoda pracy asystentów osób  niepełnosprawnych.
12.00-12.15   mgr Jerzy Masłowski – historyk, Chełmska Biblioteka Publiczna
"Biblioteka, a osoby niepełnosprawne (na przykładzie działania Chełmskiej Biblioteki Publicznej”.
12.15- 12.45   Dyskusja
Zakończenie i podsumowanie konferencji.

Organizatorzy konferencji:  
-   Chełmskie Stowarzyszenie na Rzecz Integracji Osób Niepełnosprawnych O GODNE ŻYCIE
-   Chełmska Biblioteka Publiczna
-   Medyczne Studium Zawodowe w Chełmie
-   Lubelski Ośrodek Samopomocy

Zaplanowana jest konferencja prasowa dotycząca tematu na godz.9.00 w ChBP
oraz spotkanie Pana Ryszarda Jakubowskiego z młodzieżą  I Liceum Ogólnokształcącego na godz.12.00
Organizatorzy zastrzegają sobie możliwość zmian w programie konferencji.

/w imieniu mgr Jolanty Kołtun - Przewodniczącej  Stowarzyszenia w Chełmie/
Tytuł: Krakowska Konferencja "Nauczyciele Nauczycielom"
Wiadomość wysłana przez: sonia w Luty 25, 2004, 12:42:39 pm
Dyrekcja oraz Nauczyciele Samorządowego Przedszkola
z Oddziałami Integracyjnymi nr 28 „Na Tęczowym Wzgórzu” 30-857 Kraków ul. Duża Góra 30
Tel. (012) 658-54-67


Korzystając z uprzejmości
Akademii Umiejętności ul. Sławkowska 17 w Krakowie

SERDECZNIE ZAPRASZAJĄ
w dniu 25 lutego 2004 roku
 
na Krakowską Konferencję „Nauczyciele – Nauczycielom”
„Funkcjonowanie grup integracyjnych w przedszkolu publicznym”


W programie:

9.30 – 12.30: Wykłady znanych osobistości ściśle związanych z szeroko pojętą integracją, którym nie obojętna jest przyszłość dziecka niepełnosprawnego

12:30- 13:30 Przerwa

13.30: Rozpoczęcie warsztatów metodycznych, obejmujących następujące tematy:

- dokumentacja konieczna w pracy nauczycieli grup integracyjnych

- propozycje organizacji dnia w grupie integracyjnej-nowatorskie rozwiązania włączania dziecka z zaburzeniami w grupę rówieśniczą

(prosimy o zabranie ze sobą: ksero strony z dziennika, plan miesięczny, plan indywidualny, statut przedszkola)

- przewidywany czas zakończenia około godz. 16:00

Uwaga: Prosimy o nadesłanie faksem na nr 658 54 67 imienia i nazwiska osób, które wezmą udział w warsztatach, oraz dostarczenie nagrania ciekawszych sposobów organizacji dnia pod kątem integracji dziecka niepełnosprawnego z grupą

Na zgłoszenia i materiały czekamy

do 30 grudnia 2003 roku
Uczestnicy warsztatów otrzymują stosowne zaświadczenia.
źródło (http://www.przedszkola.krakow.pl/nowosc/27/nauczyciele.htm) (Przedszkole Monisi)
Bliżej przedszkola - Wychowanie i edukacja (http://www.przedszkola.krakow.pl)
Za miesiąc (http://www.przedszkola.krakow.pl/nastepny.htm)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: jolanta w Luty 27, 2004, 03:42:04 pm
Dzięki Soniu! za umieszczenie mojego ogłoszenia.
 Serdecznie zapraszam na naszą konferencję.
Program trochę ulegnie zmianom ponieważ dopiero po ukazaniu się naszego ogłoszenia na stronie NGO zaczęło się prawdziwe zainteresowanie tematem turystyki osób niepełnosprawnych.
Zgłaszają się osoby zajmujące się tym tematem i borykające się z problemem dostępnosci turystyki dla wszystkich.
Już dziś wiemy, że jeden z wykładów będzie miał temat:"Wykorzystanie wiejskiej przestrzeni rekreacyjnej dla turystyki osób starszych i niepełnosprawnych", a wygłosi go pan Jakub Grabowski z Łodzi.

Jeszcze raz zapraszam, kto może niechaj skorzysta, bedzie ciekawie.
Jolanta
Tytuł: Terapia przez twórczość
Wiadomość wysłana przez: sonia w Luty 29, 2004, 01:01:15 pm
Terapia przez twórczość i jej wpływ na umiejętności przystosowawcze osób z upośledzeniem umysłowym (http://mika.artysta.pl/praca%20mgr.htm) - Mirosława Kamińska
Praca magisterska napisana pod kierunkiem
prof. dr hab. Ewy Syrek
na Wydziale Pedagogiki i Psychologii
Uniwersytetu Śląskiego.
Tytuł: Konspekt -Czasopisma AP w Krakowie
Wiadomość wysłana przez: sonia w Marzec 03, 2004, 06:53:51 pm
Konspekt nr 16/17 (http://www.wsp.krakow.pl/konspekt/16) - Czasopisma AP w Krakowie.

W numerze m.in.:
O poszukiwaniu modelu edukacji (http://www.wsp.krakow.pl/konspekt/16/adamek2.html) - Irena Adamek, Głosy o książkach
Tytuł: Twórcza szkoła -magazyn dla rodziców,nauczycieli i wychowawc
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Marzec 04, 2004, 10:10:27 am
(http://hokus-pokus.pl/tworczaszkola/images/okladkaTS3.jpg)

Cytuj
Osesek na rynku czasopism - całkiem nowy dwumiesięcznik o szkole (dla rodziców i pedagogów) - wygląda bardzo obiecująco. Najpierw zjednuje nas sobie efektowną szatą graficzną i czytelnym układem stron, potem utwierdza nas w dobrym mniemaniu sensowną treścią. Lista współpracowników mówi sama za siebie - znajdziemy tu nazwiska psychologów, nauczycieli - praktyków, którzy o szkole myślą bez rutyny, miewają dobre pomysły i potrafią argumentować na rzecz ich upowszechniania. Każdy numer poświęcony jest jednej, wiodącej kwestii - i tak pierwszy mówi o sztuce rozmowy, sztuce słuchania, drugi - o roli rodziców w szkole, kolejny - o estetyce w życiu dziecka i szkoły. Dużo praktycznych rad, dyskusje redakcyjne z udziałem kilkorga fachowców, relacje z własnych doświadczeń w szkołach - zarówno polskich, jak i zachodnioeuropejskich. Bardzo przyjazny dwumiesięcznik, wychynął jak królik z kapelusza - nic dziwnego - wydawany jest przez oficynę "Hokus Pokus".



i fragment wypowiedzi Anny Sobolewskiej

Cytuj
Integracja w szkole - minusy i plusy
Anna Sobolewska


W szkołach specjalnych bywa różnie. Zdarzają się trudni uczniowie i trudne klasy. W klasie Celi nie ma dzieci agresywnych. Może miałyśmy z Celą wyjątkowe szczęście, a może po prostu szkoła specjalna jest najlepszym miejscem edukacji dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo. Oczywiście tylko szkoła na dobrym poziomie pod względem kształcenia i wychowania. Taka, w której dzieci czują się bezpiecznie. Wydaje się, że dobra klasa w szkole specjalnej, naprawdę zintegrowana towarzysko, jest nawet lepszym rozwiązaniem niż dobra klasa integracyjna, w której dziecko niepełnosprawne z reguły czuje się samotne.


 


Twórcza szkoła (http://hokus-pokus.pl/tworczaszkola/)
Tytuł: Mniej miejsc w liceach
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Marzec 09, 2004, 04:00:18 pm
Ile w Batorym, ile w Żmichowskiej, a ile w Hoffmanowej? - miasto ogłosiło w internecie liczbę miejsc w pierwszych klasach w szkołach ponadgimnazjalnych. W ogólniakach jest ich o ponad tysiąc mniej niż rok temu.  
czytaj dalej »

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,1952656.html
Tytuł: Bednarska rewiduje plan lekcji - głosują uczniowie
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Marzec 09, 2004, 04:02:54 pm
Uczniowie ze społecznej szkoły Bednarska zrywają z pędem do nauki i chcą mieć mniej lekcji. To nie marzenie, w tej szkole takie pomysły nastolatki wprowadzają w życie.

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,1954880.html
Tytuł: Blisko 1400 szkół niepublicznych
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Marzec 09, 2004, 04:04:55 pm
Prawie 10 proc. polskich podstawówek, gimnazjów i liceów ogólnokształcących to placówki niepubliczne. Wśród liceów ogólnokształcących niepublicznym jest co piąte. Ale to zwykle małe szkoły - chodzi do nich zaledwie 2 proc. uczniów.
czytaj dalej »

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,1954449.html
Tytuł: Jak wybrać dobre gimnazjum?
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Marzec 09, 2004, 06:11:37 pm
Z decyzją wyboru gimnazjum nie można już zwlekać. Najwyższy czas, by szukać, przebierać w ofertach, rozpytywać.

http://serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,51805,1954928.html
Tytuł: Dwumiesięcznik "Twórcza Szkoła"
Wiadomość wysłana przez: kameljanda w Marzec 12, 2004, 06:57:32 am
Dwumiesięcznik Twórcza Szkoła przeznaczony jest dla rodziców, wychowawców i nauczycieli:

Spis treści  (http://hokus-pokus.pl/tworczaszkola/#spistresci) ostatniego numeru wydaje się być interesujący:

Rozmowa Dwa światy
- rozmowa z Jadwigą Bogucką

Rozważania Anna Sobolewska
Integracja w szkole - minusy i plusy

Marek Kiślak Trud stawania się człowiekiem

Bogna Neumann Oswoić różnorodność

Alicja Bauer Szukając szkoły dla mojego dziecka...

Monika Dembińska "Integratio" znaczy "uzupełnianie"

Szkoła w innych krajach Harold Smits
Znowu razem do szkoły
Integracja w holenderskich szkołach podstawowych

Jana Płóciennik Życie w Camphillu

Ewa Czerkawska Czy mnie rozumiesz?
O integracji osób głuchych i słyszących

Dobre rady Beata Zduńczyk
Cukrzyca - mity i fakty

Felieton Maria Borzęcka
Miejsce dla Dyndalskiego

Listy, opinie
Skośnooka w klasie
Być Ormianinem w polskiej szkole


 Fragmenty wybranych artykułów  (http://hokus-pokus.pl/tworczaszkola/#fragmenty)

Dwa światy

- fragmenty rozmowy z Jadwigą Bogucką

Dwa światy - dzieci niepełno-spra-wnych i dzieci zdrowych, które przed kilkunastoma laty były od siebie oddalone, prawie się nie przenikały - teraz się zbliżyły. Od początku troszczyliśmy się, by proces integracji zacząć w jak najwcześniejszych etapach życia dziecka. Pierwszą placówką integracyjną było zatem przedszkole. Prawdą jest, że z takimi dziećmi jest najłatwiej, one nie mają żadnych oporów, obce im jest poczucie inności, a ich relacje są zazwyczaj naturalne. My, dorośli, często "uczyliśmy" się od nich. To one przekonały nas, że integracja ma sens i trzeba ją rozwijać.

(...)

Rodzice powinni otrzymywać od nauczyciela pozytywne wsparcie i pomoc. Nie można przekazywać tylko negatywnych spostrzeżeń. Rodzice takich informacji mają dość na co dzień, sami widzą, co dzieje się z ich dzieckiem. Nauczyciel i rodzice nie powinni się wzajemnie pouczać. Bardzo dobre efekty daje wsparcie pozytywne: "Dzisiaj pani syn świetnie pracował na historii". Należy to powtarzać systematycznie i przez dłuższy okres. To wpływa pozytywnie na relacje między rodzicami a dzieckiem oraz między rodzicami a nauczycielem.

(...)

Integracja jest wyzwaniem dla dyrekcji szkół, dla dzieci i rodziców. Nie wystarczy być dobrym dydaktykiem, trzeba być dobrym wychowawcą, po trosze psychologiem, trzeba mieć bogate wiadomości z zakresu psychologii rozwojowej i pedagogiki. Wymaga to od nauczycieli stałego doskonalenia, by efektywniej uczyć w grupie zróżnicowanej, a taką jest przecież klasa integracyjna.

-----------------------------------------------------

Integracja w szkole - minusy i plusy
Anna Sobolewska

W szkołach specjalnych bywa różnie. Zdarzają się trudni uczniowie i trudne klasy. W klasie Celi nie ma dzieci agresywnych. Może miałyśmy z Celą wyjątkowe szczęście, a może po prostu szkoła specjalna jest najlepszym miejscem edukacji dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo. Oczywiście tylko szkoła na dobrym poziomie pod względem kształcenia i wychowania. Taka, w której dzieci czują się bezpiecznie. Wydaje się, że dobra klasa w szkole specjalnej, naprawdę zintegrowana towarzysko, jest nawet lepszym rozwiązaniem niż dobra klasa integracyjna, w której dziecko niepełnosprawne z reguły czuje się samotne.

Zainteresowały mnie fragmenty tych artykułów i zapowiedzi innych, jeśli ktoś z Was ma dostęp do tej gazety niech się do mnie odezwie :)
Tytuł: Raport NIK na temat kształcenia osób niepełnosprawnych
Wiadomość wysłana przez: sonia w Marzec 15, 2004, 10:11:55 am
Raport NIK na temat kształcenia osób niepełnosprawnych

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała informację o wynikach kontroli organizacji i finansowania kształcenia osób niepełnosprawnych w szkołach publicznych.

W raporcie można znaleźć m.in., że w dziedzinie edukacji osób niepełnosprawnych udało się już wiele osiągnąć - zwiększono np. ilość szkół i oddziałów prowadzących nauczanie integracyjne, jednak nadal w wielu przypadkach nie zdołano zapewnić warunków kształcenia określonych w przepisach.

Raport NIK na temat kształcenia osób niepełnosprawnych (http://www.wiadomosci.ngo.pl/labeo/app/cms/x/48306) - autor: Dorota Landsberger, 2004-03-08
Tytuł: Myszy na pulpicie - o komputeryzacji polskich szkół
Wiadomość wysłana przez: sonia w Marzec 15, 2004, 10:24:22 am
300 mln euro ma iść na komputeryzację polskich szkół, ale czy dojdzie?

Jeszcze w tym roku może trafić do polskich szkół ponad 300 mln euro przeznaczonych z funduszy Unii Europejskiej na komputeryzację. Czy nauczyciele potrafią to wykorzystać?
Myszy na pulpicie (http://polityka.onet.pl/162,1153806,1,0,2443-2004-11,artykul.html) - EDWIN BENDYK, Polityka  NUMER 11/2004 (2443)
Tytuł: konferencja Chełm
Wiadomość wysłana przez: jolanta w Marzec 17, 2004, 03:05:37 pm
TURYSTYKA DLA WSZTSTKICH...
W Chełmie 15 marca 2004 odbyła się konferencja „Turystyka osób niepełnosprawnych w kontekście integracji społecznej”.
Uczestniczyły i niej osoby zainteresowane tym problemem z różnych powodów: rodzice dzieci niepełnosprawnych, przedstawiciele stowarzyszeń działających na rzecz w/w grupy, przedstawiciele władz samorządowych,  przedstawiciele biur turystycznych i organizacji agroturystycznych z terenu województwa lubelskiego oraz nieliczni przedstawiciele z innych województw. W konferencji wzięło udział ponad 150 osób.

      Turystyka jest jednym z elementów naszego życia. Zarówno zdrowi ludzie jak i osoby niepełnosprawne podróżują do różnych miejsc  aby wypoczywać, bawić się czy zwiedzać ciekawe miejsca. Na Zachodzie jest to zjawisko bardzo powszechne, u nas natomiast mamy zdrowych turystów a osoby niepełnosprawne uczestniczą zazwyczaj w turnusach rehabilitacyjnych.
       Pomysł tej konferencji zrodził się w wyników kontaktów z ludźmi zajmującymi się profesjonalnie turystyką w krajach zachodnich min. Dav’em Playerem z Potrtugalii. Dave Player od 17 lat zajmuje się organizacją turystyki osób niepełnosprawnych po całej Europie, sam jest osobą korzystającą z wózka inwalidzkiego. Prowadzi ogromną firmę turystyczną świadczącą usługi dla turystów niepełnosprawnych. I bardzo chce przyjechać do Polski... myślę, że niedługo to się stanie...
       Tematyka wystąpień podczas konferencji skierowana była na budowanie prawdziwego wizerunku osób niepełnosprawnych, ukazywanie ich potrzeb i sposobów ich zaspokajania. Była to pierwsza konferencja w Polsce dotykająca  problemu turystyki osób niepełnosprawnych. Mamy nadzieję, że rozpocznie ona dyskusję w tym temacie i przyczyni się do dynamicznego rozwoju tego zjawiska.
       Prelegentami na konferencji byli: publicysta, dziennikarz, laureat konkursu "Oczy otwarte" dot. problematyki osób niepełnosprawnych Ryszard Jakubowski – człowiek bardzo oddany sprawie pomocy osobom niepełnosprawnym; Jakub Grabowski doktorant Wyższej Szkoły Turystyki i Hotelarstwa w Łodzi, zajmujący się wykorzystaniem przestrzeni wiejskiej dla turystyki; Agata Harasim doktorantka na wydziale socjologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przybliżyła nam sytuację osób niepełnosprawnych w UE; dr Krystyna  Szpak – Lipińska , dr Anna Skiert, mgr Monika Sikora – wykładowcy z Medycznego Studium Zawodowego w Chełmie przybliżyły uczestnikom ogónle problemy niepełnosprawnych i wprowadziły do tematu głównego; cennym wystąpieniem był wykład mgr Jerzego Masłowskiego dyrektora Chełmskiej Biblioteki Publicznej, który ukazał ogromną rolę bibliotek zarówno w wyrównywaniu szans w zakresie edukacji jak i dostępu do informacji, a ponadto wskazał na możliwości współpracy w dziele pomocy osobom niepełnosprawnym w kontekście upowszechniania turystyki.
       Konferencja przebiegała w dwóch panelach, każdy zakończony był dyskusją. Osoby zabierające głos w dyskusji z dużym zaangażowaniem wskazywały na ogromną rolę turystyki ogólnodostępnej dla wszystkich. Podkreślano znaczenie integracji na wyjazdach plenerowych, rolę terapeutyczną środowiska naturalnego jako czynnika wpływającego na efekty rehabilitacji. Szczególnie cennymi były wystąpienia Ryszarda Zawadowskiego z Polskiego Związku Niewidomych w Chełmie oraz dr Adama Młynarczyka z Lubelskiego Regionalnego Zespołu na Rzecz Zdrowia Psychicznego. Wypowiedzi były poparte własnymi doświadczeniami i nawoływały do zaangażowania w budowanie odpowiednich struktur, które będą służyły upowszechnianiu turystyki w kręgach osób niepełnosprawnych.
     Uczestnicy konferencji rozstali się z postanowieniem i wzajemną obietnicą, że temat ten będzie kontynuowany w przyszłości. Nakreślono wstępny plan działań i miejmy nadzieję, że owocem tej konferencji będzie poprawa dostępności turystyki dla osób niepełnosprawnych oraz rozwój tego zjawiska nie tylko w skali naszego regionu lecz całego kraju.
      O wszelkich poczynaniach w tym dziele będziemy informować korzystając z portalu informacyjnego www.ngo.pl oraz za pośrednictwem mediów lokalnych i ogólnopolskich. Osoby zainteresowane prosimy o kontakt bezpośrednio z organizatorami – Chełmskie Stowarzyszenie na Rzecz Integracji Osób Niepełnosprawnych ze Środowiskiem O GODNE ŻYCIE e – mail: jkoltun@op.pl ; jolanta_60@o2.pl    tel. 0506917218.
      Nasza konferencja odbyła się dzięki ofiarności Ludzi Wielkiego Serca i ich staraniom. Podziękowania zamieszczamy w dziale „ogłoszenia drobne” www.ngo.pl
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Marzec 17, 2004, 04:14:27 pm
Jola cieszę się, że zdobyłaś także sponsorów na Konferencję (http://www.ngo.pl/labeo/app/cms/x/51428)
W tych czasach to wręcz szok.
Gratuluję Konferencji o ciekawej tematyce.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Marzec 22, 2004, 01:05:14 am
Ukazał się już nowy kwartalnik Bliżej przedszkola"
a w nim kilka ciekawych artykułów:

Integracja czy segregacja? (http://www.przedszkola.krakow.pl/nowosc/30/INTEGRACJA.htm)- Agnieszka Janiec

Powiedzieć STOP bezmyślnej integracji

"25 lutego 2004 roku odbyła się pierwsza Krakowska Konferencja Nauczyciele - Nauczycielom Funkcjonowanie grup integracyjnych w przedszkolu publicznym. Pytań i dylematów dotyczących zagadnień integracji było wiele.

Cytuj
Nie wszystkie niestety mogły uzyskać odpowiedzi i rozwiązania w czasie tak krótkiego spotkania. Mimo to, konferencję z dyskusjami panelowymi zakończył prosty wniosek: Grupa integracyjna to nie worek ze śmieciami, do którego obligatoryjnie wrzuca się wszystkie niepotrzebne rzeczy. Grupa integracyjna to wielka szansa dla tych dzieci, które mogą w pełni skorzystać z jej przywilejów. Niepełnosprawność ma wiele twarzy... współczucie dla dziecka niepełnosprawnego i jego rodziny nie może być jedynym warunkiem przyjęcia do grupy integracyjnej!!!

Pomysł zorganizowania konferencji powstał w umysłach bezradnych nauczycieli przedszkola  z oddziałami integracyjnym. W trakcie czterech lat wprowadzania integracji, poczułyśmy, że przedszkola integracyjne to wiele samotnych, bezradnie dryfujących wysepek, które do końca nie wiedzą, co począć ze swym wielkim wyróżnieniem jakim są grupy integracyjne. W jaki sposób integracja ma sprawnie funkcjonować w środowisku nauczycieli, pedagogów, rodziców? Pukałyśmy do wielu drzwi, prosząc o współpracę z placówkami z założenia wspierającymi dziecko niepełnosprawne. Wielu specjalistów niewiele wie, lub nie są pewni... a jeżeli wiedzą, to bardzo często zostawiają informację dla siebie. Konferencja ta, to wielka prośba skierowana do nauczycieli o otwarcie na szczerą, konstruktywną rozmowę...

Wyszłyśmy do nauczycieli pracujących w integracji z naszymi dylematami, pokazując, że nie poddajemy się bezradności, ale że chcemy podzielić się naszą wiedzą i wspólnie znaleźć propozycję rozwiązań dla spraw, które wydają się często niemożliwe do rozwiązania. Stąd nazwa konferencji: Nauczyciele – Nauczycielom. Mamy nadzieję, że będzie to hasło naczelne kolejnych inicjatyw wspierających się nauczycieli. Okazało się, że wbrew naszym obawom o niewielkie zainteresowanie omawianym tematem, zgłosiły się niemal wszystkie przedszkola integracyjne z Krakowa, jak również z Chrzanowa, Radziszowa, Libiąża, Biecza, Osieku, Sułkowic, Skawiny, Trzebini, a także Katowic, Lublina, Rzeszowa, Tarnowa oraz wiele przedszkoli, które mają dzieci niepełnosprawne w zwykłych grupach przedszkolnych.
WIĘCEJ... CZYTAJ W NAJNOWSZYM NUMERZE Bliżej przedszkola!


Bliżej przedszkola - Wychowanie i edukacja 3(30)2004 (http://www.przedszkola.krakow.pl)

(http://www.przedszkola.krakow.pl/okladka/styczen.jpg)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Inga w Marzec 23, 2004, 09:52:32 am
Witam, właśnie po przeczytaniu Twojego postu zaprenumerowałam sobie to czasopismo (i przy okazji kupiłam archiwalne numery) i jestem bardzo zadowolona - ciekawe artykuły, interesujący ludzie - szkoda że takie cieniutkie........chciałoby się czytać dłużej - no tak, a teraz starać się wcielać to w życie ;)
Pozdrawiam i dzięki
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: kameljanda w Marzec 23, 2004, 10:00:30 am
Cytat: "Inga"
Witam, właśnie po przeczytaniu Twojego postu zaprenumerowałam sobie to czasopismo (i przy okazji kupiłam archiwalne numery) i jestem bardzo zadowolona - ciekawe artykuły, interesujący ludzie - szkoda że takie cieniutkie........chciałoby się czytać dłużej - no tak, a teraz starać się wcielać to w życie ;)


Napisz czy warto, bo w końcu to spora sumka, taka prenumerata.
Czy byłabyś w stanie nieco streścić artykuły:
-Integracja w szkole - minusy i plusy /Anna Sobolewska
-Skośnooka w klasie /Być Ormianinem w polskiej szkole

Już nie mówiąc o innych ... ;)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: asiabe w Marzec 23, 2004, 10:26:30 am
Dziewczyny, ja tez chce to zaprenumerowac, gdzie znajde namiary ?
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Marzec 23, 2004, 10:45:10 am
Asiu, kliknij na ten wątek i tam na Twórczą szkołę
jest odnośnik do prenumetaty

http://forum.darzycia.pl/topic,2604

albo od razu tu- prenumerata

http://hokus-pokus.pl/tworczaszkola/index.php?go=prenumerata
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: asiabe w Marzec 23, 2004, 10:54:03 am
Dzieki, Ula
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Marzec 23, 2004, 11:02:51 am
Dzięki Asiu :-)
a teraz ja z pytaniem
czy można gdziś to kupić poza prenumeratą np. w EMPIK-u
widzieliście w bezpośredniej sprzedaży ?
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: kameljanda w Marzec 23, 2004, 11:39:09 am
Cytat: "Ulka"
Asiu, kliknij na ten wątek i tam na Twórczą szkołę
jest odnośnik do prenumetaty

http://forum.darzycia.pl/topic,2604

albo od razu tu- prenumerata

http://hokus-pokus.pl/tworczaszkola/index.php?go=prenumerata

Ojej...nie zauważyłam Ula, że podobny wątek już był ;) sorry!
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Marzec 23, 2004, 01:51:27 pm
Kameliando, to nawet lepiej że tu wkleiłas
może w " edukaji" nie wszyscy szukali a tu łatwiej znaleźć,
tak samo nie wiedziałam gdzie wklejac o magazynie " Integracja'
 do " prasy" to przeniosłam, a Sonia dała TU i ty znalazłaś
trochę bałagan robię, liczę że Sonia mnie poprawi w wolnej chwili  :lol:
( czy Sonia ma wolne chwile???)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Marzec 23, 2004, 04:27:45 pm
Zapraszam do kolejnych inforemacji o współpracy z Wydawcą tej Gazety (http://forum.darzycia.pl/topic,2774)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Marzec 25, 2004, 05:12:43 pm
Uzyskałam zgodę Wydawcy na publikację artykułu z Konferencji w całości. Oto on:

Integracja czy segregacja?
Powiedzieć STOP bezmyślnej integracji


"25 lutego 2004 roku odbyła się pierwsza Krakowska Konferencja Nauczyciele - Nauczycielom Funkcjonowanie grup integracyjnych w przedszkolu publicznym. Pytań i dylematów dotyczących zagadnień integracji było wiele.

Nie wszystkie niestety mogły uzyskać odpowiedzi i rozwiązania w czasie tak krótkiego spotkania. Mimo to, konferencję z dyskusjami panelowymi zakończył prosty wniosek: Grupa integracyjna to nie worek ze śmieciami, do którego obligatoryjnie wrzuca się wszystkie niepotrzebne rzeczy. Grupa integracyjna to wielka szansa dla tych dzieci, które mogą w pełni skorzystać z jej przywilejów. Niepełnosprawność ma wiele twarzy... współczucie dla dziecka niepełnosprawnego i jego rodziny nie może być jedynym warunkiem przyjęcia do grupy integracyjnej!!!

Pomysł zorganizowania konferencji powstał w umysłach bezradnych nauczycieli przedszkola  z oddziałami integracyjnym. W trakcie czterech lat wprowadzania integracji, poczułyśmy, że przedszkola integracyjne to wiele samotnych, bezradnie dryfujących wysepek, które do końca nie wiedzą, co począć ze swym wielkim wyróżnieniem jakim są grupy integracyjne. W jaki sposób integracja ma sprawnie funkcjonować w środowisku nauczycieli, pedagogów, rodziców? Pukałyśmy do wielu drzwi, prosząc o współpracę z placówkami z założenia wspierającymi dziecko niepełnosprawne. Wielu specjalistów niewiele wie, lub nie są pewni... a jeżeli wiedzą, to bardzo często zostawiają informację dla siebie. Konferencja ta, to wielka prośba skierowana do nauczycieli o otwarcie na szczerą, konstruktywną rozmowę...

Wyszłyśmy do nauczycieli pracujących w integracji z naszymi dylematami, pokazując, że nie poddajemy się bezradności, ale że chcemy podzielić się naszą wiedzą i wspólnie znaleźć propozycję rozwiązań dla spraw, które wydają się często niemożliwe do rozwiązania. Stąd nazwa konferencji: Nauczyciele – Nauczycielom. Mamy nadzieję, że będzie to hasło naczelne kolejnych inicjatyw wspierających się nauczycieli. Okazało się, że wbrew naszym obawom o niewielkie zainteresowanie omawianym tematem, zgłosiły się niemal wszystkie przedszkola integracyjne z Krakowa, jak również z Chrzanowa, Radziszowa, Libiąża, Biecza, Osieku, Sułkowic, Skawiny, Trzebini, a także Katowic, Lublina, Rzeszowa, Tarnowa oraz wiele przedszkoli, które mają dzieci niepełnosprawne w zwykłych grupach przedszkolnych.

Honorowy Patronat Konferencji objęła Małopolski Kurator Oświaty Elżbieta Lęcznarowicz, która przekazała nauczycielom wiele ciepłych słów i obiecała wsparcie naszych kolejnych  inicjatyw. Wizytator Małopolskiego Kuratorium Oświaty Anna Borowska omówiła zagadnienia podstaw prawnych funkcjonowania oddziałów integracyjnych. Rzecznik Praw Dziecka Roman Ficek entuzjastycznie i wzruszająco wygłosił referat o prawach dziecka niepełnosprawnego. Dyrektor Ośrodka Wczesnej Interwencji Ewa Pohorecka podkreśliła istotną rolę organizacji wczesnego wspierania rozwoju dziecka na terenie placówek oświatowych. Dyrektor Krakowskiego Ośrodka Terapii Barbara Woszczyna opowiedziała o relacjach między rodzicem a dzieckiem o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Bożena Michalska przekazała zasady opracowywania programów autorskich dla grup integracyjnych.
 
Po oficjalnej części konferencji miały miejsce dyskusje panelowe. Tematem przewodnim były bardzo kontrowersyjne zasady dokumentowania pracy nauczycieli w takiej grupie: statut placówki z oddziałem integracyjnym (to tylko bezużyteczny dokument czy prawdziwa konstytucja broniąca przedszkole?), plany miesięczne  (przepisywanie planu głównego czy rozpisywanie szczegółowo planu dla każdego dziecka?), zapis w dzienniku (5 osobnych dzienników czy linijka tekstu każdego dnia?), plany indywidualne (potrzebna comiesięczna weryfikacja postępów dziecka czy wystarczy półroczna ocena jego postępów?)
Jak to zrobić, by nie utopić dziecka w stosie zbędnie zapisanych papierów? W toku dyskusji dało się odczuć duże zniechęcenie i poczucie bezradności wśród nauczycieli, również w aspekcie innych spraw np.: brak terapii dla dziecka agresywnego z lekkim upośledzeniem, co zrobić, kiedy rodzice dziecka trudnego odmawiają współpracy z nauczycielem, jak mówić dzieciom w normie rozwojowej o niepełnosprawności kolegów, jak zabezpieczyć się przed nieobiektywnymi opiniami psychologów na temat dziecka z dysfunkcjami, dlaczego tak niewielu specjalistów bierze odpowiedzialność za to, co pisze o drugim człowieku, jak zorganizować grupę integracyjną, aby po roku pracy nauczyciel nie musiał brać urlopu dla poratowania zdrowia, jak i gdzie prosić o pieniądze dla grup integracyjnych, jak wygląda współpraca szkół integracyjnych z przedszkolami...?

Mnogość poruszanych tematów upewniła nas co do obawy, że nauczycielom brak jest możliwości wymiany wątpliwości i rozterek na szerszym forum, i jednocześnie potwierdziła zasadność podejmowania takich prób jak ta konferencja. Miejmy nadzieję, że zostanie ona podjęta i rozpropagowana, a problem integracji przestanie być tematem tabu, z powodu ignorancji lub po prostu zwykłej obawy o niezrozumienie.
Chciałybyśmy wierzyć, że również dzięki udostępnieniu łamów czasopisma Bliżej Przedszkola, nauczyciele bez obaw zaczną mówić i pisać o swych prawdziwych rozterkach zawodowych. Ostatnia konferencja udowodniła, że jest ku temu najwyższy czas.

Segregacja czy integracja? Wszystkim tym, którzy uważają, że wybór dzieci do grupy integracyjnej to segregacja,  możemy jedynie zaproponować małe doświadczenie pracy w grupie, przy tworzeniu której nie wzięto pod uwagę dysfunkcji rozwojowych przyjmowanych dzieci!  
Jestem przekonana, że szybko zmienią zdanie...

Agnieszka Janiec"
źródło:
"Bliżej przedszkola. WYCHOWANIE i EDUKACJA"
nr 3(30) 2004.
http://www.przedszkola.krakow.pl

dziękuję Wydawcy: Robertowi Halik za zgodę na publikację w całości.
Tytuł: Równe prawa uczelni- stypendia socjalne, kredyty, pożyczki
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Marzec 31, 2004, 12:19:25 pm
Równe prawa uczelni
Nowy system stypendialny


O stypendia socjalne będą mogli ubiegać się studenci studiów dziennych, wieczorowych, zaocznych i eksternistycznych uczelni publicznych oraz niepublicznych, a także osoby cywilne uczące się w uczelniach wojskowych.



Takie rozwiązanie przewiduje rządowy projekt nowelizacji ustaw: o szkolnictwie wyższym, o wyższych szkołach zawodowych oraz o pożyczkach i kredytach studenckich, którego pierwsze czytanie odbyło się wczoraj w Sejmie. Obecnie zakres pomocy stypendialnej z budżetu państwa zależy od rodzaju uczelni. Mogą się o nią ubiegać tylko studenci studiów dziennych uczelni państwowych. W 2002 roku Trybunał Konstytucyjny wskazał na konieczność objęcia pomocą wszystkich studentów (wyrok z 18 czerwca 2002 r., U7/01). Wczoraj na posiedzeniu sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży odbyło się pierwsze czytanie projektów nowelizacji ustaw zakładających, że wszyscy studenci będą mogli ubiegać się o stypendia: socjalne, za wyniki w nauce (przyznawane przez ministra) i za osiągnięcia w nauce. Wysokość dochodu uprawniającego do otrzymania stypendium socjalnego wciąż będzie ustalała uczelnia, ale maksymalnie nie będzie on mógł przekroczyć 569 zł na osobę.

Projekt przewiduje również zmianę reguł udzielania pożyczek i kredytów studenckich. Prawo do takiego kredytu zyskają osoby na studiach doktoranckich i studenci cywilni uczelni wojskowych. Spłatę kredytu będzie można rozpocząć po 2 latach od dnia ukończenia uczelni, a nie jak dotychczas po roku. Rata kredytu wzrośnie z 460 do 600 zł. Nowy system pomocy materialnej i nowy system stypendialny ma wejść w życie 1 października 2004 r. Teraz projekt ustaw trafi do podkomisji

http://www.gazetaprawna.pl/dzialy/29.html?numer=1173&dok=1173.29.270.2.18.3.0.1.htm
Tytuł: Nowe wzory świadectw
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 14, 2004, 05:58:55 pm
Prawo oświatowe Kolor dokumentu wskazuje szkołę
Nowe wzory świadectw

Na świadectwach z klasy do klasy w szkole podstawowej i ukończenia tej szkoły będzie ozdobna siatka w kolorze niebieskim. Widnieć ma ona także na zaświadczeniu o wynikach sprawdzianu przeprowadzanego w ostatnim roku nauki.


Świadectwa szkolne muszą być drukowane na białym papierze pokrytym siatką ozdobną. Siatką pomarańczową oznaczono świadectwa promocyjne i ukończenia gimnazjum, a także zaświadczenia o wynikach egzaminu przeprowadzanego tam w ostatnim roku nauki. Żółtą - świadectwa z zasadniczej szkoły zawodowej, różową - ze szkół średnich ogólnokształcących i zawodowych, a także o ukończeniu trzyletniego liceum ogólnokształcącego, trzyletniego liceum profilowanego i czteroletniego technikum oraz na uzyskiwanych tam świadectwach dojrzałości. Brązową - świadectwa o ukończeniu szkół policealnych i pomaturalnych, także dyplom ukończenia szkoły pomaturalnej kształcącej w zawodzie pielęgniarki i położnej oraz dyplom uzyskania tytułu zawodowego. Ponadto siatka może być jasnoszara (świadectwo dojrzałości wydawane po zdaniu egzaminu maturalnego) i jasnobrązowa (dyplom potwierdzający kwalifikacje zawodowe).

Świadectwa z wyróżnieniem opatrzone będą na stronie pierwszej biało-czerwonym

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040414/prawo/prawo_a_20.html
Tytuł: Skandal w oświacie
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 15, 2004, 10:11:09 am
Skandal w oświacie!

 Pracownicy kuratoriów oświaty mają dla nas propozycje nie do odrzucenia – mówią dyrektorzy gimnazjów. – Chcą, by każdy uczeń przechodził do następnej klasy, niezależnie od wyników w nauce. Grozi to kompletną demoralizacją uczniów. Ministerstwo zapewnia, że o niczym nie wie.
 
 
  Wicedyrektorka jednej z warszawskich gimnazjów przyznaje, że zalecenia o stuprocentowej promocji nikt oficjalnie nie wydał. Ale nie znaczy to, że ono nie istnieje. – Nie było dokumentów, nawet telefonów w tej sprawie. Wszystko odbywa się podczas nieformalnych pogaduszek przy kawie, w zawoalowanej formie, więc wszyscy się wyprą – i ministerstwo, i kuratorium – mówi dyrektorka jednego z warszawskich gimnazjów.

– Wygląda to tak: panie z kuratoriów spotykają się z dyrekcjami szkół i sugerują, że jeśli szkoła nie zapewni sukcesu edukacyjnego, to dyrekcja może szukać pracy gdzie indziej – opowiada dyrektorka. Te rewelacje potwierdza nauczycielka z gimnazjum z Łodzi (kilkanaście lat w zawodzie): zaczęło się to już parę lat temu, od sugestii i lekkich nacisków dyrekcji szkoły.

– W zeszłym roku trzy z nas wystawiły oceny niedostateczne jednemu z uczniów. Jedną zmuszono, by poprawiła ocenę z jedynki na dwójkę, tylko po to, aby uczeń miał prawo do poprawki. W tym roku takie naciski to już norma.  Cena sukcesu Szkoła ma obowiązek zapewnić uczniowi „sukces edukacyjny”. To znaczy, że nauka powinna być dostosowana do jego poziomu i możliwości intelektualnych. Każde dziecko ma prawo do indywidualnego podejścia, a nauczyciel musi umieć zachęcić go do nauki. – Jak mam zapewnić sukces edukacyjny komuś, komu na tym nie zależy i żadne zachęty z mojej strony nie działają? – pyta 30-letnia nauczycielka języka obcego z Warszawy. – Uczeń śmieje mi się w oczy i pyta, po co ma się uczyć. „Ty się uczyłaś tyle lat i zarabiasz tysiąc trzysta – mówi. – A ja taką kasę mam w noc, z obrobionych samochodów”. Przecież nie będę mu wyjaśniać, że pieniądze w życiu nie są najważniejsze, bo to go bardziej rozśmieszy.

Zgodnie z przepisami oświatowymi to nauczyciel musi się tłumaczyć z każdej jedynki i udowadniać, że zrobił wszystko, by skłonić ucznia do wysiłku, nawet jeśli ten był na lekcji gościem, wpadał do szkoły raczej towarzysko, bez zeszytów i pluł przez rurkę w wychowawcę. – Moi uczniowie wiedzą, że to ja mam problem, a nie oni – mówi młoda nauczycielka z warszawskiej Pragi. – Bo to ja sobie nie poradziłam, ja nie nadaję się do zawodu. Nauczyciele, zwłaszcza młodzi, którzy mają krótkie umowy i zależy im na kolejnych awansach i na utrzymaniu pracy, łatwiej podlegają naciskom – zarówno uczniów, jak i „pań z kuratoriów”.

Nauczycieli ze stałą umową i z długim stażem trudno jest zwolnić, więc są odporniejsi. – Ale w końcu każdego można jakoś złamać, odebrać na przykład godziny – tłumaczy nauczycielka łódzkiego gimnazjum. Lęk o pracę narasta, bo kolejne szkoły są zamykane, między innymi z powodu niżu demograficznego. – Gdybym znalazła inną pracę, poszłabym do niej na kolanach – przyznaje nauczycielka z Łodzi. I to nie dlatego, że mało zarabia, że grozi jej zwolnienie czy dlatego, że minęła się z powołaniem. – Uczę w dziesięciu klasach – kontynuuje. – W każdej jest zaledwie kilkoro uczniów, którzy naprawdę chcą się uczyć. Ton nadają rozwydrzeni, w ich stronę ciążą przeciętniacy. Potrafię sobie dać radę z dyscypliną, nikt u mnie nie wrzeszczy, nie skacze po ławkach. Ale co z tego? Ci zdolni i chętni do nauki patrzą z niezrozumieniem na to, co się dzieje, jak nauczyciel ustępuje, zmniejsza wymagania wobec gromady leniwych osłów, tylko po to, by móc postawić im dwóję zamiast jedynki i przepchnąć do następnej klasy. To demoralizuje wszystkich, a nauczyciel traci szacunek.

http://kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1158736&KAT=239
Tytuł: Do czego ma prawo uczeń niepełnosprawny
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 15, 2004, 06:39:27 pm
Do czego ma prawo uczeń niepełnosprawny
• każde dziecko niepełnosprawne ma prawo do nauki
art. 70 Konstytucji RP i art. 1 pkt 1 Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami)

• do pobierania nauki we wszystkich typach szkół przez dzieci i młodzież niepełnosprawną zgodnie z indywidualnymi predyspozycjami, potrzebami rozwojowymi oraz edukacyjnymi
art.1 pkt 5 Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami)

• do korzystania z bezpłatnego transportu i opieki w czasie przewozu na zajęcia do szkół podstawowych i gimnazjów lub specjalnych ośrodków szkolno-wychowawczych oraz specjalnych ośrodków wychowawczych dla dzieci i młodzieży wymagających stosowania specjalnej organizacji nauki, metod pracy i wychowania, a także ośrodków umożliwiających dzieciom i młodzieży z głębokim upośledzeniem umysłowym realizację obowiązku szkolnego
art. 17 ust. 3a Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami)

• do nieodpłatnego zakwaterowania w internacie specjalnego ośrodka szkolno-wychowawczego
rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 4 sierpnia 1993 r. w sprawie warunków, form, trybu przyznawania i wypłacania oraz wysokości pomocy materialnej dla uczniów (DzU Nr 74, poz.350 z późniejszymi zmianami),

• do dostosowania treści, metod i organizacji nauczania do możliwości psychofizycznych ucznia
art. 1 pkt 4 Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (Dz.U. z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami)

• do korzystania z opieki i pomocy psychologiczno-pedagogicznej oraz specjalnych form pracy dydaktycznej
art. 1 pkt 4 i 5a Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami) i Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 7 stycznia 2003 r. w sprawie zasad udzielania i organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach (DzU nr 11, poz. 114)

• do uzyskania opinii bądź orzeczenia w sprawach dostosowania wymagań edukacyjnych do indywidualnych potrzeb psychofizycznych ucznia, zwolnienia ucznia z wadą słuchu lub z głęboką dysleksja rozwojową z nauki drugiego języka obcego, dostosowania formy i warunków przystępowania do sprawdzianu bądź odpowiedniego egzaminu
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 11 grudnia 2002 r. w sprawie szczegółowych zasad działania publicznych poradni psychologiczno-pedagogicznych, w tym publicznych poradni specjalistycznych (DzU z 2003 r. nr 5, poz.46)

• do dostosowania wymagań edukacyjnych, do indywidualnych potrzeb ucznia, w momencie kiedy poradnia psychologiczno-pedagogiczna lub inna poradnia specjalistyczna stwierdza u ucznia specyficzne trudności w uczeniu się, uniemożliwiające sprostanie tym wymaganiom
art.1 pkt 4 Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami) i par.6 pkt 1, 1a i 1b  Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 marca 2001 r. w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania egzaminów i sprawdzianów w szkołach publicznych (DzU nr 29, poz. 323 z późniejszymi zmianami- tekst ujednolicony rozporządzenia zamieszczony jest na stronie www.cke.edu.pl )

• do przystąpienia do sprawdzianu, egzaminu gimnazjalnego, egzaminu maturalnego bądź egzaminu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe w warunkach i formie dostosowanych do indywidualnych potrzeb psychofizycznych ucznia
par. 32, 45, 97a Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 marca 2001 r. w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania egzaminów i sprawdzianów w szkołach publicznych (DzU nr 29, poz. 323 z późniejszymi zmianami- tekst ujednolicony rozporządzenia zamieszczony jest na stronie www.cke.edu.pl )
• do dostosowanych wymagań egzaminacyjnych - standardów wymagań egzaminacyjnych:

dla uczniów niewidomych i słabo widzących, niesłyszących i słabo słyszących - w przypadku sprawdzianu w szóstej klasie szkoły podstawowej i egzaminu gimnazjalnego
dla osób niesłyszących z języka polskiego, języków obcych nowożytnych (języka angielskiego i języka niemieckiego), historii i wiedzy o społeczeństwie - w przypadku egzaminu maturalnego
rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 10 sierpnia 2001 r. w sprawie standardów wymagań będących podstawą przeprowadzania sprawdzianów i egzaminów (DzU nr 92, poz.1020)
• do zwolnienia z nauki drugiego języka obcego, w przypadku kiedy cierpi na wadę słuchu
rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 marca 2001 r. w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania egzaminów i sprawdzianów w szkołach publicznych (DzU nr 29, poz. 323 z późniejszymi zmianami- tekst ujednolicony rozporządzenia zamieszczony jest na stronie www.cke.edu.pl )

• do wydłużenia każdego etapu edukacyjnego przynajmniej o jeden rok
rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 lutego 2002 r. w sprawie ramowych planów nauczania w szkołach publicznych (Dz. U. Nr 15, poz. 142).

Autor: Katarzyna Koletyńska i Halina Sitko, Centralna Komisja Egzaminacyjna

http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/2689;jsessionid=CC19EA87EA9939E46B4972BA5C069D36
Tytuł: Udogodnienia podczas sprawdzianu bądź egzaminu gimnazjalnego
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 15, 2004, 06:43:06 pm
Udogodnienia podczas sprawdzianu bądź egzaminu gimnazjalnego dla uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi
Konieczność dostosowania wymagań egzaminacyjnych dla uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi - choć wydawała się być oczywista - zaistniała dopiero wraz ze zmianami wprowadzanymi do polskiego systemu edukacji. Ponieważ dopiero dostosowanie wymagań zarówno edukacyjnych jak i egzaminacyjnych do potrzeb i możliwości uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi pozwoli mówić o rzeczywistym wyrównywaniu szans i stworzeniu im warunków równego dostępu do odpowiedniego poziomu wykształcenia.
Co zatem rozumie się przez specjalne potrzeby edukacyjne?
 
"Specjalne potrzeby edukacyjne to potrzeby, które w procesie rozwoju dzieci i młodzieży wynikają z ich niepełnosprawności lub powstałe z innych przyczyn trudności w uczeniu się". (Reforma Systemu Kształcenia ..., 1998).

Uczniom z różnego rodzaju niepełnosprawnościami potrzebne są zatem różne formy specjalnego wsparcia edukacyjnego tj. "dostosowanie form, środków i metod pracy na miarę indywidualnych potrzeb w procesie edukacji" (Reforma Systemu Kształcenia [...] 1998).

Wśród uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi możemy wyróżnić:

niewidomych
słabo widzących
niesłyszących
słabo słyszących
z trudnościami w uczeniu się (upośledzonych w stopniu lekkim)
ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się (z dysleksją rozwojową)
z niepełnosprawnością ruchową
z przewlekłymi chorobami somatycznymi
Są to grupy uczniów, którym należy zapewnić takie warunki i formy nauczania, aby były one jak najlepiej dostosowane do ich specyficznych potrzeb. W sytuacji egzaminacyjnej przekłada się to na specjalne formy sprawdzania wiedzy tych uczniów oraz dostosowanie sposobów i warunków przeprowadzania sprawdzianu i egzaminów do ich potrzeb i możliwości.

Zasady i tryb przeprowadzania sprawdzianu bądź egzaminu gimnazjalnego określa Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 marca 2001 r. w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania egzaminów i sprawdzianów w szkołach publicznych (DzU Nr 29, poz. 323 z późniejszymi zmianami), oraz opracowane przez Centralną Komisję Egzaminacyjną we współpracy z Okręgowymi Komisjami Egzaminacyjnymi na podstawie tego rozporządzenia "Procedury organizowania i przeprowadzania sprawdzianu w szóstej klasie szkoły podstawowej i egzaminu gimnazjalnego w trzeciej klasie gimnazjum".

Dostosowanie warunków egzaminacyjnych do możliwości uczniów  z dysfunkcjami

Uczniowie z dysfunkcjami mają prawo przystąpić do sprawdzianu, bądź egzaminu  gimnazjalnego, w warunkach i formie dostosowanych do ich dysfunkcji, na podstawie opinii publicznej lub niepublicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej lub innej publicznej bądź niepublicznej poradni specjalistycznej i na wniosek rodziców (opiekunów prawnych) ucznia, a w szczególnych przypadkach na wniosek wychowawcy klasy lub pedagoga szkolnego. Opinia poradni musi być wydana nie później niż do końca września roku szkolnego, w którym odbywa się sprawdzian bądź egzamin gimnazjalny. Z zakładanych udogodnień uczniowie mogą, ale nie muszą korzystać.
Obowiązkiem dyrektora szkoły jest zapoznanie rodziców bądź prawnych opiekunów ucznia z możliwymi dostosowaniami zarówno formy jak i warunków sprawdzianu, bądź egzaminu gimnazjalnego, nie później niż do końca zajęć dydaktycznych roku szkolnego poprzedzającego rok szkolny, w którym odbywa się sprawdzian lub egzamin gimnazjalny.

Zadaniem rodziców/opiekunów prawnych ucznia jest pisemne wystąpienie do dyrektora szkoły o odpowiednie dostosowanie formy i warunków egzaminu. Wniosek taki musi być udokumentowany odpowiednią opinią lub orzeczeniem poradni.

Dla uczniów przystępujących do sprawdzianu bądź egzaminu, stosownie do ich potrzeb, przygotowane są zróżnicowane w formie (w niektórych przypadkach również w treści) zestawy egzaminacyjne.

Uczniowie z dysfunkcjami mogą skorzystać z pełnego dostosowania warunków egzaminacyjnych, tzn. dostosowanego zestawu egzaminacyjnego (jeżeli jest przewidziany), innych udogodnień (jeżeli są przewidziane) oraz wydłużonego czasu zdawania w wydzielonej sali. Dostosowanie warunków może też być częściowe, tzn. uczeń może skorzystać tylko z dostosowanego zestawu egzaminacyjnego (jeżeli jest przewidziany dla odpowiedniego rodzaju dysfunkcji) lub/i dodatkowych urządzeń (nie przeszkadzających innym zdającym) we wspólnej sali i w regulaminowym czasie zdawania.

Członkowie zespołu nadzorującego sprawdzian bądź egzamin dla uczniów z dysfunkcjami (w miarę potrzeby w specjalnie wyznaczonej sali lub w domu zdającego) przed sprawdzianem bądź egzaminem zapoznają się z warunkami i formami przeprowadzania sprawdzianu lub egzaminu dla tych uczniów i nadzorują sprawdzian bądź egzamin zgodnie z ustaleniami, a w szczególności:

w oddzielnych salach odpowiednio dostosowują czas trwania egzaminu,
wyznaczony przez przewodniczącego spośród członków zespołu nadzorującego nauczyciel wspomagający wspomaga ucznia w czytaniu lub pisaniu (odręcznym lub przy pomocy komputera) - jeśli wymaga tego dysfunkcja ucznia.
Członkiem zespołu nadzorującego sprawdzian bądź egzamin gimnazjalny dla uczniów z dysfunkcjami (w specjalnie wyznaczonej sali lub domu zdającego) powinien być nauczyciel znający specyficzne potrzeby zdających.
Wszyscy uczniowie z dysfunkcjami, dla których dostosowany jest arkusz egzaminacyjny oraz uczniowie z dysleksją piszący sprawdzian bądź egzamin gimnazjalny w osobnych salach zaznaczają odpowiedzi do zadań zamkniętych tylko w zestawie zadań. Zaznaczenia do karty odpowiedzi przenoszą zewnętrzni egzaminatorzy.

Warunki i formy przeprowadzania sprawdzianu bądź egzaminu gimnazjalnego

Uczniowie niewidomi:

zestaw zadań dostosowany w piśmie Braille'a,
możliwe wydłużenie czasu sprawdzianu bądź egzaminu nie więcej niż o 50% czasu regulaminowego,
oddzielna sala - gdy wydłużono czas pracy,
dodatkowe wyposażenie (zgodnie z zaleceniami poradni i potrzebami zdających): maszyny do pisania pismem Braille'a, lub specjalnie dostosowane komputery,
lub/i kubarytmy oraz folie z przyborami do rysowania
UWAGA:
Uczeń, który nie opanował pisma Braille'a, może korzystać z pomocy lektora - członka zespołu nadzorującego

Uczniowie słabo widzący:

zestaw zadań dostosowany, czcionka 16 lub 24 pkt.,
możliwe wydłużenie czasu sprawdzianu bądź egzaminu nie więcej niż o 50% czasu regulaminowego,
oddzielna sala - gdy wydłużono czas pracy,
dodatkowe wyposażenie (zgodnie z zaleceniami poradni i potrzebami zdających).
Uczniowie z trudnościami w uczeniu się (upośledzeni w stopniu lekkim):

zestaw zadań dostosowany,
możliwe wydłużenie czasu sprawdzianu bądź egzaminu nie więcej niż o 50% czasu regulaminowego,
oddzielna sala - gdy wydłużono czas pracy,
uczeń może korzystać z pomocy nauczyciela wspierającego (członka zespołu nadzorującego) przy odczytywaniu poleceń i zapisywaniu odpowiedzi, jeżeli w opinii poradni określono taki sposób nauczania indywidualnego,
dodatkowe wyposażenie (zgodnie z zaleceniami poradni i potrzebami zdających).
Uczniowie z porażeniem mózgowym dziecięcym:

zestaw zadań dostosowany lub standardowy w zależności od stopnia porażenia,
możliwe wydłużenie czasu sprawdzianu bądź egzaminu nie więcej niż o 50% czasu regulaminowego,
oddzielna sala - gdy wydłużono czas pracy,
dodatkowe wyposażenie (zgodnie z zaleceniami poradni i potrzebami zdających),
odpowiednio przystosowane stanowisko pracy (właściwa wysokość pulpitu, podpory rąk itp.),
uczeń może korzystać z pomocy nauczyciela wspierającego (członka zespołu nadzorującego) przy odczytywaniu poleceń i zapisywaniu odpowiedzi, jeżeli w opinii poradni określono taki sposób nauczania indywidualnego.
Uczniowie słabo słyszący i niesłyszący:

zestaw zadań dostosowany lub standardowy w zależności od stopnia porażenia,
możliwe wydłużenie czasu sprawdzianu bądź egzaminu nie więcej niż o 50% czasu regulaminowego,
oddzielna sala - gdy wydłużono czas pracy,
członek zespołu nadzorującego jeden raz przekazuje treść informacji z pierwszej strony zestawu egzaminacyjnego najlepszymi dla ucznia metodami (fonogesty, język migowy),
dodatkowe wyposażenie (zgodnie z zaleceniami poradni i potrzebami zdających).
Uczniowie ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się (z dysleksją):

zestaw zadań standardowy,
możliwe wydłużenie czasu sprawdzianu bądź egzaminu nie więcej niż o 50% czasu regulaminowego,
oddzielna sala - gdy wydłużono czas pracy,
członek zespołu nadzorującego jeden raz głośno odczytuje informacje z pierwszej strony zestawu egzaminacyjnego oraz teksty i treści zadań, uczeń w tym czasie śledzi wzrokiem odczytywany tekst,
uczeń może pisać odpowiedzi lub rozwiązania drukowanymi literami,
rozwiązania zadań otwartych są punktowane z zastosowaniem zmodyfikowanych kryteriów,
dodatkowe wyposażenie (zgodnie z zaleceniami poradni i potrzebami zdających).
Uczniowie niepełnosprawni ruchowo:

zestaw zadań standardowy,
możliwe wydłużenie czasu sprawdzianu bądź egzaminu nie więcej niż o 50% czasu regulaminowego,
oddzielna sala - gdy wydłużono czas pracy,
dostosowanie warunków organizacyjnych: w przypadku niesprawności kończyn górnych uczeń może korzystać z pomocy nauczyciela (członka zespołu nadzorującego) przy zapisywaniu odpowiedzi,
dodatkowe wyposażenie (zgodnie z zaleceniami poradni i potrzebami zdających).
Uczniowie z przewlekłymi chorobami somatycznymi:

zestaw zadań standardowy,
możliwe wydłużenie czasu sprawdzianu bądź egzaminu nie więcej niż o 50% czasu regulaminowego,
oddzielna sala - gdy wydłużono czas pracy,
dostosowanie warunków organizacyjnych zgodnie z zaleceniami lekarza,
dodatkowe wyposażenie (zgodnie z zaleceniami poradni i potrzebami zdających).

http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/5170
Tytuł: Informatory dla uczniow ze specjalnymi potrzebami
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 15, 2004, 06:45:49 pm
Informatory o egzaminach zewnętrznych dla uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi
Najbardziej wiarygodne źródło informacji o sprawdzianie i każdym egzaminie stanowią Informatory. Zawierają opis zakresu sprawdzianu bądź odpowiednich egzaminów oraz kryteriów oceniania, a także formy i warunki przeprowadzania sprawdzianu lub odpowiednich egzaminów oraz przykłady zadań egzaminacyjnych.

W przypadku sprawdzianu i egzaminu gimnazjalnego podstawową wersję informatora uzupełniono o Aneks przeznaczony dla uczniów ze specyficznymi trudnościami w uczeniu się (z dysleksją rozwojową).

Zamieszczono tam informacje na temat przyczyn, symptomów i diagnozowania dysleksji rozwojowej. W tej części Informatora można także przeczytać o sposobach dostosowania warunków egzaminacyjnych do odpowiednich typów trudności w uczeniu się, jak i zapoznać się z przykładami punktowania samodzielnych odpowiedzi uczniów.

Poszczególne grupy uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi mogą dowiedzieć się o sprawdzianie i egzaminie gimnazjalnym w przystępnej dla siebie formie, ponieważ zostały dla nich opracowane odrębne Informatory:

dla uczniów niewidomych w wersji brajlowskiej. Specyfika pisma punktowego i techniki jego odczytu spowodowały, że niektóre treści zostały zmienione jednocześnie nie gubiąc ich istoty i sensu. Zrezygnowano z zapisów tabelarycznych, graficznych ozdobników i wyróżniania tekstu przez zmianę czcionki czy form graficznych. Wszystko to zastąpiono opisem. Zadania zostały dostosowane do percepcji uczniów niewidomych ale tam gdzie nie było to możliwe zaproponowano nowe zadania.
dla uczniów słabo widzących (w trzech wersjach, różniących się wielkością czcionki (12, 14 i 24 pkt.),
dla uczniów niesłyszących i słabo słyszących, który zawiera wykaz standardów wymagań egzaminacyjnych (z dostosowanymi dla tych uczniów objaśnieniami), opis sposobu dostosowania warunków organizacyjnych oraz dostosowany przykładowy zestaw zadań,
dla uczniów z trudnościami w uczeniu się, który zawiera opis sposobu dostosowania warunków organizacyjnych oraz dostosowany przykładowy zestaw zadań o obniżonym stopniu trudności.
Więcej informacji  na temat egzaminów zewnętrznych można znaleźć na stronie Centralnej i okręgowych komisji egzaminacyjnych.
Informatory w wersji elektronicznej są dostępne na stronach internetowych okręgowych komisji egzaminacyjnych:

Centralna Komisja Egzaminacyjna - www.cke.edu.pl
Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Gdańsku - www.oke.gda.pl
Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Jaworznie - www.oke.jaw.pl
Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Krakowie - www.krakow.edu.pl
Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Łomży - www.oke.lomza.pl
Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Łodzi - www.oke.lodz.pl
Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Poznaniu - www.oke.poznan.pl
Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Warszawie - www.oke.waw.pl
Okręgowa Komisja Egzaminacyjna we Wrocławiu - www.oke.wroc.pl

http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/5168
Tytuł: Orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 15, 2004, 06:53:01 pm
Orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego
Wolność w doborze szkoły

Podczas kongresu naukowego poświęconego problematyce mózgowego porażenia dziecięcego jeden z czołowych amerykańskich ortopedów zbulwersował całe grono naukowców wypowiedzią: "Dziecku choremu najbardziej są potrzebni: mądrzy rodzice, liczne rodzeństwo, by miało dobre wzorce, no, może czasem ortopeda".

Rozwinęłabym tę myśl w odniesieniu do całej populacji dzieci niepełnosprawnych, iż na progu edukacji najbardziej potrzebują: mądrych rodziców, zdrowych rówieśników oraz odpowiedzialnych i mądrych nauczycieli.

Decyzja dotycząca drogi edukacyjnej dziecka powinna być wsparta przez zespół orzekający, działający przy poradniach psychologiczno-pedagogicznych lub przy poradniach specjalistycznych, właściwych dla miejsca zamieszkania dziecka.

Rodzice lub prawni opiekunowie dziecka składają wniosek do poradni psychologiczno-pedagogicznej, w którym określają cel, dla którego ubiegają się o wydanie takiego orzeczenia oraz uzasadniają jego potrzebę.

Dołączają też do wniosku dokumentację; wyniki badań lekarskich, psychologicznych.

Na podstawie wyników badania dziecka i złożonej dokumentacji zespoły wydają orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego lub indywidualnego nauczania.

Orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego wydane przez poradnię psychologiczno-pedagogiczną jest dla dziecka niepełnosprawnego rozpoczynającego drogę edukacyjną ważnym dokumentem zawierającym wskazania dotyczące dostosowania programu nauczania do potrzeb dziecka, określającym warunki realizacji oraz wskazującym na potrzebę dodatkowych zajęć w zależności od deficytów, np.: logopedycznych, rewalidacyjnych, rehabilitacyjnych.

Zawiera też sugestie co do formy kształcenia: w szkole ogólnodostępnej, integracyjnej, specjalnej lub do nauczania indywidualnego.

W zależności od diagnozy orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego wydaje się: na dany etap edukacyjny w szkole lub na czas nieokreślony. Jednak ostateczną decyzję do jakiej szkoły pójdzie dziecko podejmują rodzice.

Autor: Jadwiga Bogucka, Kierownik Zespołu ds. Nauczania Integracyjnego w Centrum Metodycznym Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej w Warszawie

http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/2623
Tytuł: Jak uwzględnić potrzeby dziecka w doborze klasy
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 15, 2004, 06:54:21 pm
Jak uwzględnić potrzeby dziecka w doborze klasy
Klasy ogólnodostępne

Pojedyncze dziecko niepełnosprawne znajduje się w klasie 23-28 osobowej pod opieką jednego nauczyciela. Czas poświęcony dziecku przez nauczyciela jest więc ograniczony.

Dlatego dzieci z cięższym stopniem niepełnosprawności, szczególnie z upośledzeniem umysłowym, wymagające większego wsparcia i pomocy nie radzą sobie w takich klasach.

Na pokrycie wydatków związanych z zapewnieniem właściwych warunków transportu do szkoły i edukacji dziecka niepełnosprawnego gmina otrzymuje zwiększoną kwotę pieniędzy z oświatowej subwencji ogólnej. Rodzice zatem nie muszą się czuć upokorzeni, że ich dziecko ma przywileje kosztem innych dzieci.

Mają obowiązek śledzić, czy przyznana forma pomocy i rozwiązań sprawdza się dla ich dziecka. Powinni też systematycznie współpracować z nauczycielem, by dziecko odnosiło sukcesy i chętnie chodziło do szkoły. To oni muszą dostarczać szkole informacji o samopoczuciu i postępach ich dziecka. Dziecko niepełnosprawne nie musi opanować takiego samego zakresu materiału i w tym samym okresie jak jego zdrowi rówieśnicy.

Klasy integracyjne

Obecnie takie klasy funkcjonują w wielu szkołach w Polsce. Bardzo często sami rodzice są inicjatorami powstawania klas integracyjnych na ich terenie za zgodą władz gminnych.

Klasa integracyjna liczy od 15 do 20 uczniów - liczba ta obejmuje od 3 do 5 dzieci z różnymi rodzajami niepełnosprawności. W klasie pracuje równolegle 2 nauczycieli: jeden z przygotowaniem ogólnym, drugi ze specjalnym, którego zadaniem jest pomoc w nauce dzieciom niepełnosprawnym.

Obaj nauczyciele czuwają, by klasa stawała się zintegrowanym zespołem, oraz by każde dziecko czuło się w niej dobrze i robiło postępy na miarę swoich możliwości. Dodatkowo proces kształcenia wspierają inni specjaliści: logopeda, psycholog, rehabilitant. Klasy integracyjne są poważnym wyzwaniem dla szkoły, która musi dokonywać licznych zmian programowo-organizacyjnych w funkcjonowaniu klasy, doskonali sposoby oceniania dzieci, wzbogaca ofertę pomocy dydaktycznych i usuwa wszelkie bariery.

Klasy specjalne

Mogą być tworzone w szkołach ogólnodostępnych lub w szkołach specjalnych. Uczą się w nich dzieci najczęściej z jednym typem niepełnosprawności (np.: upośledzone umysłowo, głuche lub niedowidzące).

Pozostają w grupach 5-12 osobowych (w zależności od rodzaju niepełnosprawności) pod opieką pedagoga specjalnego. Jeżeli są to klasy w szkołach ogólnodostępnych, dzieci niepełnosprawne mają możliwość kontaktu ze zdrowymi dziećmi na przerwach i podczas wspólnych uroczystości.
Proces i tempo nauczania w tych klasach są dostosowane do możliwości uczniów.

Nauczanie indywidualne

Jest przyznawane dzieciom z cięższymi stopniami niepełnosprawności lub okresowo niemogącym uczęszczać do szkoły. Dziecko może mieć przyznane od 4 do 16 godzin lekcyjnych tygodniowo (w zależności od rodzaju szkoły). Rodzic powinien śledzić proces kształcenia. Przy nauczaniu indywidualnym istnieje możliwość udziału dziecka w wybranych lekcjach w szkole. O to również muszą zabiegać rodzice i mieć stosowne wskazania w orzeczeniu.

http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/2624
Tytuł: Akty prawne regulujące sprawy kształcenia uczniów ze specjal
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 15, 2004, 06:55:55 pm
Akty prawne regulujące sprawy kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi
Poniżej przedstawiamy akty prawne regulujące sprawy kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.
Każde dziecko niepełnosprawne ma prawo do nauki, co zapewnia art. 70 Konstytucji RP, ustawa o systemie oświaty i inne akty prawne, których tytuły podajemy niżej z krótkim komentarzem.
 
1.
Ustawa o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 i nr 106, poz. 496, z 1997 r. nr 28, poz. 153 i nr 141, poz. 943, z 1998 r. nr 117, poz. 759 i nr 162, poz. 1126, z 2000 r. nr 12, poz. 136, nr 19, poz. 239, nr 48, poz. 550, nr 104, poz. 1104, nr 120, poz. 1268 i nr 122, poz. 1320, z 2001 r. nr 111, poz. 1194 i nr 144, poz. 1615, z 2002 r. nr 41, poz. 362, nr 113, poz. 984 i nr 200, poz. 1683 oraz z 2003 r. nr 6, poz. 65).
Zgodnie z art. 1. ustawy system oświaty zapewnia w szczególności:
•  prawo każdego obywatela do kształcenia się,
•  dostosowanie organizacji, treści i metod nauczania do możliwości psychofizycznych uczniów,
•  korzystanie z opieki psychologiczno-pedagogicznej i specjalnych form pracy dydaktycznej,
•  pobieranie nauki we wszystkich typach szkół przez dzieci i młodzież niepełnosprawną zgodnie z indywidualnymi predyspozycjami, potrzebami rozwojowymi oraz edukacyjnymi.

Ustawa zobowiązuje także ministra właściwego do spraw oświaty i wychowania do ustalenia zasad i organizacji opieki nad uczniami niepełnosprawnymi oraz ich kształcenia w ogólnodostępnych i integracyjnych szkołach i placówkach oraz organizacji kształcenia specjalnego.
 
2.
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 marca 2001 r. w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania egzaminów i sprawdzianów w szkołach publicznych (DzU nr 29, poz. 323 i nr 128, poz. 1419 z 2002r. nr 46, poz. 433, nr 155, poz. 1289 i nr 214, poz. 1807 oraz z 2003 r. nr 26, poz. 225). - tekst ujednolicony (zamieszczony na stronie www.cke.edu.pl)

Precyzuje ono zapisy regulujące sprawy związane z ocenianiem i egzaminowaniem uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, w tym m.in.:
•  konieczność dostosowania przez nauczycieli wymagań edukacyjnych do indywidualnych potrzeb psychofizycznych ucznia,
•  możliwość zwolnienia ucznia z wadą słuchu lub z głęboką dysleksja rozwojową z nauki drugiego języka obcego,
•  reguluje formę i warunki sprawdzianu bądź egzaminu do którego przystępują uczniowie z dysfunkcjami,
•  określa dokumenty precyzujące zakres dostosowania wymagań edukacyjnych i egzaminacyjnych                             (orzeczenie lub opinia poradni),
•  określa gdzie można znaleźć zakres sprawdzanych umiejętności i wiadomości (standardy) dla uczniów niewidomych i słabo widzących, niesłyszących i słabo słyszących w przypadku sprawdzianu, egzaminu gimnazjalnego i maturalnego.
 
3.
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 10 sierpnia 2001 r. w sprawie standardów wymagań będących podstawą przeprowadzania sprawdzianów i egzaminów (DzU nr 92, poz.1020 i z 2003 r. DzU nr 90, poz. 846)
   Zawiera wymagania, które uwzględniają cele i zadania edukacyjne, zakres treści nauczania oraz umiejętności i osiągnięcia uczniów zawarte w odpowiednich podstawach programowych.

Rozporządzenie uwzględnia standardy wymagań egzaminacyjnych dla uczniów z dysfunkcjami:
•  w przypadku sprawdzianu w ostatniej klasie szkoły podstawowej - dla uczniów niewidomych i słabo widzących, niesłyszących i słabo słyszących
•  w przypadku egzaminu w ostatnim roku nauki w gimnazjum - dla uczniów niewidomych i słabo widzących, niesłyszących i słabo słyszących
•  w przypadku egzaminu maturalnego - dla osób niesłyszących z języka polskiego, języków obcych nowożytnych tj. języka angielskiego i języka niemieckiego, historii i wiedzy o społeczeństwie.

4.
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 7 stycznia 2003 r. w sprawie zasad udzielania i organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach (DzU nr 11, poz. 114)
Informuje o rodzajach pomocy, formach jej organizowania a także określa zadania pedagoga szkolnego. Poradnia zapewnia dziecku pomoc psychologiczno-pedagogiczną zaleconą w orzeczeniu, w takim zakresie, w jakim do udzielenia tej pomocy nie jest przygotowana szkoła lub placówka
 
5.
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 11 grudnia 2002 r. w sprawie szczegółowych zasad działania publicznych poradni psychologiczno-pedagogicznych, w tym publicznych poradni specjalistycznych (DzU z 2003 r. nr 5, poz.46)
   Poradnie psychologiczno-pedagogiczne wydają m.in. opinie w sprawach:
•  dostosowania wymagań edukacyjnych wynikających z programu nauczania do indywidualnych potrzeb ucznia, u którego stwierdzono specyficzne trudności w uczeniu się, uniemożliwiające sprostanie tym wymaganiom,
•  zwolnienia ucznia z wadą słuchu lub z głęboką dysleksją rozwojową nauki drugiego języka obcego,
•  przystąpienia ucznia do sprawdzianu lub egzaminu w warunkach i formie dostosowanych do jego indywidualnych potrzeb psychofizycznych.
6.
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 12 lutego 2001 r. w sprawie orzekania o potrzebie kształcenia specjalnego lub indywidualnego nauczania dzieci i młodzieży, oraz szczegółowych zasad kierowania do kształcenia specjalnego lub indywidualnego nauczania. (DzU nr 13, poz. 114 i z 2003 r. nr 23, poz. 192)
Reguluje sprawy związane ze składem zespołu orzekającego, jego powoływaniem, z procedurą składania wniosku o wydanie orzeczenia i zawiera wzory orzeczeń. Stanowi, m.in. że działające w poradniach zespoły orzekające wydają orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego bądź indywidualnego nauczania na wniosek rodziców (prawnych opiekunów) ucznia - tekst ujednolicony (zamieszczony na stronie www.cke.edu.pl).

http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/5169
Tytuł: Inny, nie znaczy gorszy
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 15, 2004, 07:00:32 pm
Do napisania tego artykułu skłoniła mnie sytuacja, jaka miała miejsce w Szkole Podstawowej w Moryniu (woj. zachodniopomorskie) w klasie III, której jestem wychowawczynią.

Wspólnie z moimi uczniami przygotowałam, w oparciu o napisaną przeze mnie inscenizację pt. "Zwierzaki-Futrzaki" i własne teksty piosenek oraz wierszy, program artystyczny. Po kolejnych próbach, doszliśmy wspólnie z dziećmi do wniosku, że możemy przygotowany program pokazać koleżankom i kolegom klas 0-III. Dzieci z wielkim zadowoleniem przy pomocy rodziców przygotowywały stroje, nie mogąc doczekać się premiery występu.

Była to niespodzianka zarówno dla pań-nauczycielek, jak i dzieci. Oczywiście występy wszystkim się spodobały. Umówiłam się z paniami na wspólne kolędowanie. Po powrocie do klasy pochwaliłam małych aktorów i oznajmiłam, że teraz przygotujemy "Jasełka". Powiedziałam, że ponownie pójdziemy do klas młodszych, zaprosimy też rodziców do klasy. Dzieci były zachwycone, ale do pewnego momentu, póki nie usłyszały, że odwiedzimy również dzieci z domu pomocy społecznej. W jednej chwili przewróciło się wszystko do góry nogami. Kilku uczniów krzyknęło prawie jednocześnie: "tylko nie tam!", "ja się boję" , "oni tam biją" itp. Oczywiście musiałam zaprzeczyć, ponieważ wcześniej miałam kontakt z tymi wychowankami, gdyż przygotowywałam podobny występ z uczniami naszej szkoły. Dzieci bez problemu wystąpiły i w niedługim czasie ponownie odwiedziły wraz ze mną wychowanków dps-u. Mile wspominam ówczesne czasy. Chciałam to powtórzyć.

Do tej chwili sądziłam, że nienaturalny stosunek do osób innych, niż reszta społeczeństwa, jest charakterystyczny dla wieku dorosłego. Uważałam, że dzieci bez problemów nawiążą kontakt z osobą niepełnosprawną. W tym przypadku pomyliłam się. Nie można brać wszystkich sprawnych pod jeden wspólny mianownik. A tyle się mówi o integracji. W jednym momencie nasunęła mi się myśl, że mogę wspólnie z dziećmi przygotować temat odnośnie dzieci "sprawnych inaczej". Dlatego też umówiłam się z uczniami, że wyszukają w domowych encyklopediach znaczenie słowa "integracja". Termin "integracja jest to proces scalania się, zespalania zachodzący w społeczeństwie, wyrażający się częstością kontaktów, ich intensywnością."

Kolejny dzień zajęć był dyskusją na temat integracji i czy jesteśmy tolerancyjni wobec ludzi "sprawnych inaczej". Najpierw dzieci odczytały znaczenie słowa integracja. I tu ku mojemu zdziwieniu okazało się, że dzieci rozmawiały w domu na ten temat z rodzicami. Usiedliśmy w kręgu i uczniowie opowiadali o tym, że dzieci będące w "takim domu" są poszkodowane przez życie, że to wcale nie jest ich wina, że nie mieszkają ze swoimi rodzicami. Jedna z dziewczynek powiedziała, że rozmawia często z Marzenką (wychowanką), a Irenka zapraszała Ewę do pracowni na wystawę prac. Wyczułam jakby litość wychowanków współczucie dla wychowanków dps-u okazywaną w bardzo naturalny sposób przez moich uczniów. Kacper powiedział głośno: "A co byście zrobili, gdyby wam się to stało?", a później dodał: "w naszej szkole jest taka winda przy wejściu dla ludzi na wózkach inwalidzkich).
Marta oznajmiła, że jej mama pracuje w Domu Pomocy, w biurze, i że często tam chodzi, rozmawia z dziewczynami. Zapewniała dzieci na swój sposób, że nie mają się czego obawiać. Zauważyłam, że jeden z chłopców nie bierze udziału w rozmowie. Na moje pytanie: "Pójdziesz z nami do pracowni tych dzieci?" - Odpowiedział: "Chyba tak" i opuścił głowę. Po takich zajęciach powiadomiłam Siostrę Dyrektor o moich planach, czyli odwiedzinach wychowanków dps. Usłyszałam, że to, co robię jest bardzo miłe. Ucieszyła się, że są tacy mali uczniowie, którzy chcą odwiedzić tamtych wychowanków. Porozmawiałyśmy również o dalszej współpracy. Następnie po rozmowie z paniami z terapii zajęciowej wyruszyliśmy wraz z uczniami na spotkanie "inności". Byłam troszeczkę zdenerwowana, w duchu myślałam sobie: "Czy mi się uda? Jak zareagują moje dzieci?" Paweł szedł obok mnie. Wyczułam, że się czegoś obawia. Całą drogę milczał. Pozostałe dzieci szły jak na normalne spotkanie. Po wejściu na teren dps-u, widząc, że w innym miejscu nic strasznego się nie dzieje, nikt go nie zaczepia, a wychowanki mile się witają z dziećmi, chłopiec nabrał odwagi.
Przed samym wejściem pojawiły się obawy. Szybko je rozwiałam, wchodząc do środka i witając się jako pierwsza.
Wychowanki dps-u pokazały nam swoje sypialnie, mówiły, kto najczęściej pełni dyżury, jakiej muzyki lubią słuchać. Następnie poszliśmy do pracowni pani Basi i Marty. Zobaczyliśmy bardzo dużo prac wykonanych różnymi technikami. W pracowni pani Agaty były natomiast wychowanki, które robiły swetry na drutach. Widać było zdziwienie dzieci, że one potrafią takie ładne rzeczy robić. Nastąpił moment, że moi uczniowie nie chcieli wracać z powrotem do szkoły. Rozmawialiśmy o nadchodzących świętach. Umówiliśmy się na następne spotkanie. Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i, zadowoleni, wróciliśmy do szkoły.

Dyskutowaliśmy o naszej wizycie w dps-ie. Ustalilismy wspólnie zasadę "nie słuchaj ludzi, i rób to, co ci mówi serce". Ta wycieczka dostarczyła moim uczniom wielu wrażeń. Muszę powiedzieć, że nie spodziewałam się tak pozytywnej reakcji moich uczniów. Teraz bez problemu zaprezentują swój program artystyczny, jaki przygotują na święta. To, czy idea integracji zamieszka w naszych umysłach i sercach zależy nie tylko od dzieci, ale również od nauczycieli, wychowawców, lekarzy, pedagogów i całego sprawnego społeczeństwa.

Sądzę, że jest kilka prostych i skutecznych na to metod:
- dążyć do jak najwcześniejszego spotykania się i przebywania ze sobą dzieci sprawnych i niepełnosprawnych - w przedszkolu, pierwszych klasach szkoły podstawowej. Dla samych dzieci "inność" kolegi lub koleżanki prawie nigdy nie stwarza problemów. Jeżeli wytłumaczono zdrowemu dziecku stan niepełnosprawności, to wówczas będzie wiedziało, że nie każdy jest tak sprawny, jak ono (dziecko na wózku nie będzie poruszało się szybciej, czy ładniej tańczyło).
- wszelkie inicjatywy integracyjne powinny w miarę możliwości obejmować dzieci mieszkające na tym samym terenie.
- wielu ludzi powinno zrozumieć, że wystarczy tylko wyciągnięcie dłoni, szczery uśmiech, czasami przytulenie, aby, jak sądzą niektórzy, tym "innym" dać choć odrobinę szczęścia.

Myślę, że moje dzieci zrozumiały, iż przebywanie wśród osób "sprawnych inaczej" nie jest takie trudne, jeżeli wykażemy choć odrobinę dobrej woli. Wystarczy chcieć. Uważam, że mi się to udało.

"Tyle człowiek wart, ile drugiemu może pomóc."
Julian Aleksandrowicz

Autor: mgr Julianna Lipińska

http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/5390
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Kwiecień 15, 2004, 08:22:57 pm
Do czego ma prawo uczeń niepełnosprawny (http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/2689;jsessionid=001AE1492CF8F014B7CF63D53BBC66F0)

• każde dziecko niepełnosprawne ma prawo do nauki
art. 70 Konstytucji RP i art. 1 pkt 1 Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami)

• do pobierania nauki we wszystkich typach szkół przez dzieci i młodzież niepełnosprawną zgodnie z indywidualnymi predyspozycjami, potrzebami rozwojowymi oraz edukacyjnymi
art.1 pkt 5 Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami)

• do korzystania z bezpłatnego transportu i opieki w czasie przewozu na zajęcia do szkół podstawowych i gimnazjów lub specjalnych ośrodków szkolno-wychowawczych oraz specjalnych ośrodków wychowawczych dla dzieci i młodzieży wymagających stosowania specjalnej organizacji nauki, metod pracy i wychowania, a także ośrodków umożliwiających dzieciom i młodzieży z głębokim upośledzeniem umysłowym realizację obowiązku szkolnego
art. 17 ust. 3a Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami)

• do nieodpłatnego zakwaterowania w internacie specjalnego ośrodka szkolno-wychowawczego
rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 4 sierpnia 1993 r. w sprawie warunków, form, trybu przyznawania i wypłacania oraz wysokości pomocy materialnej dla uczniów (DzU Nr 74, poz.350 z późniejszymi zmianami),

• do dostosowania treści, metod i organizacji nauczania do możliwości psychofizycznych ucznia
art. 1 pkt 4 Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (Dz.U. z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami)

• do korzystania z opieki i pomocy psychologiczno-pedagogicznej oraz specjalnych form pracy dydaktycznej
art. 1 pkt 4 i 5a Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami) i Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 7 stycznia 2003 r. w sprawie zasad udzielania i organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach (DzU nr 11, poz. 114)

• do uzyskania opinii bądź orzeczenia w sprawach dostosowania wymagań edukacyjnych do indywidualnych potrzeb psychofizycznych ucznia, zwolnienia ucznia z wadą słuchu lub z głęboką dysleksja rozwojową z nauki drugiego języka obcego, dostosowania formy i warunków przystępowania do sprawdzianu bądź odpowiedniego egzaminu
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 11 grudnia 2002 r. w sprawie szczegółowych zasad działania publicznych poradni psychologiczno-pedagogicznych, w tym publicznych poradni specjalistycznych (DzU z 2003 r. nr 5, poz.46)

• do dostosowania wymagań edukacyjnych, do indywidualnych potrzeb ucznia, w momencie kiedy poradnia psychologiczno-pedagogiczna lub inna poradnia specjalistyczna stwierdza u ucznia specyficzne trudności w uczeniu się, uniemożliwiające sprostanie tym wymaganiom
art.1 pkt 4 Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r. (DzU z 1996 r. nr 67, poz. 329 z późniejszymi zmianami) i par.6 pkt 1, 1a i 1b  Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 marca 2001 r. w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania egzaminów i sprawdzianów w szkołach publicznych (DzU nr 29, poz. 323 z późniejszymi zmianami- tekst ujednolicony rozporządzenia zamieszczony jest na stronie www.cke.edu.pl )

• do przystąpienia do sprawdzianu, egzaminu gimnazjalnego, egzaminu maturalnego bądź egzaminu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe w warunkach i formie dostosowanych do indywidualnych potrzeb psychofizycznych ucznia
par. 32, 45, 97a Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 marca 2001 r. w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania egzaminów i sprawdzianów w szkołach publicznych (DzU nr 29, poz. 323 z późniejszymi zmianami- tekst ujednolicony rozporządzenia zamieszczony jest na stronie www.cke.edu.pl )
• do dostosowanych wymagań egzaminacyjnych - standardów wymagań egzaminacyjnych:

dla uczniów niewidomych i słabo widzących, niesłyszących i słabo słyszących - w przypadku sprawdzianu w szóstej klasie szkoły podstawowej i egzaminu gimnazjalnego
dla osób niesłyszących z języka polskiego, języków obcych nowożytnych (języka angielskiego i języka niemieckiego), historii i wiedzy o społeczeństwie - w przypadku egzaminu maturalnego
rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 10 sierpnia 2001 r. w sprawie standardów wymagań będących podstawą przeprowadzania sprawdzianów i egzaminów (DzU nr 92, poz.1020)
• do zwolnienia z nauki drugiego języka obcego, w przypadku kiedy cierpi na wadę słuchu
rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 marca 2001 r. w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania egzaminów i sprawdzianów w szkołach publicznych (DzU nr 29, poz. 323 z późniejszymi zmianami- tekst ujednolicony rozporządzenia zamieszczony jest na stronie www.cke.edu.pl )

• do wydłużenia każdego etapu edukacyjnego przynajmniej o jeden rok
rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 lutego 2002 r. w sprawie ramowych planów nauczania w szkołach publicznych (Dz. U. Nr 15, poz. 142).

Autor: Katarzyna Koletyńska i Halina Sitko, Centralna Komisja Egzaminacyjna

Data utworzenia dokumentu: 06.06.2003, 12:27
źródło: z portalu www.niepelnosprawni.info

 :arrow:

Jak uwzględnić potrzeby dziecka w doborze klasy (http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/2624)

Klasy ogólnodostępne

Pojedyncze dziecko niepełnosprawne znajduje się w klasie 23-28 osobowej pod opieką jednego nauczyciela. Czas poświęcony dziecku przez nauczyciela jest więc ograniczony.

Dlatego dzieci z cięższym stopniem niepełnosprawności, szczególnie z upośledzeniem umysłowym, wymagające większego wsparcia i pomocy nie radzą sobie w takich klasach.

Na pokrycie wydatków związanych z zapewnieniem właściwych warunków transportu do szkoły i edukacji dziecka niepełnosprawnego gmina otrzymuje zwiększoną kwotę pieniędzy z oświatowej subwencji ogólnej. Rodzice zatem nie muszą się czuć upokorzeni, że ich dziecko ma przywileje kosztem innych dzieci.

Mają obowiązek śledzić, czy przyznana forma pomocy i rozwiązań sprawdza się dla ich dziecka. Powinni też systematycznie współpracować z nauczycielem, by dziecko odnosiło sukcesy i chętnie chodziło do szkoły. To oni muszą dostarczać szkole informacji o samopoczuciu i postępach ich dziecka. Dziecko niepełnosprawne nie musi opanować takiego samego zakresu materiału i w tym samym okresie jak jego zdrowi rówieśnicy.

Klasy integracyjne

Obecnie takie klasy funkcjonują w wielu szkołach w Polsce. Bardzo często sami rodzice są inicjatorami powstawania klas integracyjnych na ich terenie za zgodą władz gminnych.

Klasa integracyjna liczy od 15 do 20 uczniów - liczba ta obejmuje od 3 do 5 dzieci z różnymi rodzajami niepełnosprawności. W klasie pracuje równolegle 2 nauczycieli: jeden z przygotowaniem ogólnym, drugi ze specjalnym, którego zadaniem jest pomoc w nauce dzieciom niepełnosprawnym.

Obaj nauczyciele czuwają, by klasa stawała się zintegrowanym zespołem, oraz by każde dziecko czuło się w niej dobrze i robiło postępy na miarę swoich możliwości. Dodatkowo proces kształcenia wspierają inni specjaliści: logopeda, psycholog, rehabilitant. Klasy integracyjne są poważnym wyzwaniem dla szkoły, która musi dokonywać licznych zmian programowo-organizacyjnych w funkcjonowaniu klasy, doskonali sposoby oceniania dzieci, wzbogaca ofertę pomocy dydaktycznych i usuwa wszelkie bariery.

Klasy specjalne

Mogą być tworzone w szkołach ogólnodostępnych lub w szkołach specjalnych. Uczą się w nich dzieci najczęściej z jednym typem niepełnosprawności (np.: upośledzone umysłowo, głuche lub niedowidzące).

Pozostają w grupach 5-12 osobowych (w zależności od rodzaju niepełnosprawności) pod opieką pedagoga specjalnego. Jeżeli są to klasy w szkołach ogólnodostępnych, dzieci niepełnosprawne mają możliwość kontaktu ze zdrowymi dziećmi na przerwach i podczas wspólnych uroczystości.
Proces i tempo nauczania w tych klasach są dostosowane do możliwości uczniów.

Nauczanie indywidualne

Jest przyznawane dzieciom z cięższymi stopniami niepełnosprawności lub okresowo niemogącym uczęszczać do szkoły. Dziecko może mieć przyznane od 4 do 16 godzin lekcyjnych tygodniowo (w zależności od rodzaju szkoły). Rodzic powinien śledzić proces kształcenia. Przy nauczaniu indywidualnym istnieje możliwość udziału dziecka w wybranych lekcjach w szkole. O to również muszą zabiegać rodzice i mieć stosowne wskazania w orzeczeniu.
Żródło: "Integracja" nr 2/2002, str. 35.
Data utworzenia dokumentu: 04.06.2003, 15:13
źródło z portalu  www.niepelnosprawni.info

 :arrow:

Orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego.Wolność w doborze szkoły (http://www.niepelnosprawni.info/labeo/app/cms/x/2623)

Podczas kongresu naukowego poświęconego problematyce mózgowego porażenia dziecięcego jeden z czołowych amerykańskich ortopedów zbulwersował całe grono naukowców wypowiedzią: "Dziecku choremu najbardziej są potrzebni: mądrzy rodzice, liczne rodzeństwo, by miało dobre wzorce, no, może czasem ortopeda".

Rozwinęłabym tę myśl w odniesieniu do całej populacji dzieci niepełnosprawnych, iż na progu edukacji najbardziej potrzebują: mądrych rodziców, zdrowych rówieśników oraz odpowiedzialnych i mądrych nauczycieli.

Decyzja dotycząca drogi edukacyjnej dziecka powinna być wsparta przez zespół orzekający, działający przy poradniach psychologiczno-pedagogicznych lub przy poradniach specjalistycznych, właściwych dla miejsca zamieszkania dziecka.

Rodzice lub prawni opiekunowie dziecka składają wniosek do poradni psychologiczno-pedagogicznej, w którym określają cel, dla którego ubiegają się o wydanie takiego orzeczenia oraz uzasadniają jego potrzebę.

Dołączają też do wniosku dokumentację; wyniki badań lekarskich, psychologicznych.

Na podstawie wyników badania dziecka i złożonej dokumentacji zespoły wydają orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego lub indywidualnego nauczania.

Orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego wydane przez poradnię psychologiczno-pedagogiczną jest dla dziecka niepełnosprawnego rozpoczynającego drogę edukacyjną ważnym dokumentem zawierającym wskazania dotyczące dostosowania programu nauczania do potrzeb dziecka, określającym warunki realizacji oraz wskazującym na potrzebę dodatkowych zajęć w zależności od deficytów, np.: logopedycznych, rewalidacyjnych, rehabilitacyjnych.

Zawiera też sugestie co do formy kształcenia: w szkole ogólnodostępnej, integracyjnej, specjalnej lub do nauczania indywidualnego.

W zależności od diagnozy orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego wydaje się: na dany etap edukacyjny w szkole lub na czas nieokreślony. Jednak ostateczną decyzję do jakiej szkoły pójdzie dziecko podejmują rodzice.
Autor: Jadwiga Bogucka, Kierownik Zespołu ds. Nauczania Integracyjnego w Centrum Metodycznym Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej w Warszawie
Żródło: "Integracja", nr 2/2002, str. 35.
Data utworzenia dokumentu: 04.06.2003, 14:51
źródło: z portalu www.niepelnosprawni.info
Tytuł: Od września kursy przedmałżeńskie w szkołach
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 28, 2004, 03:21:51 pm
Prowadzone przez Kościół kursy przedmałżeńskie zmieniają formułę. Od września już uczniowie szkół ponadgimnazjalnych będą przygotowywać się do założenia rodziny
Kochankowie po bożemu

Choć do wesela Anki i Tomka zostało jeszcze kilka miesięcy, salę zarezerwowali już we wrześniu. Sukienka uszyta, mają samochód, rodzice kupili im mieszkanie. Trzeba tylko dokończyć kurs przedmałżeński. - Jeszcze kilka spotkań i koniec męczarni - opowiadają. Bez tego ślubu w kościele nie będzie.

Trudno nie znaleźć wejścia do przykościelnej salki, w której zaraz odbędzie się pierwsze ze spotkań kursu dla narzeczonych. - Dobrze trafiliście, to tutaj - z daleka nawołuje grupka stojących przed drzwiami mężczyzn. Wciskają do rąk najróżniejsze ulotki: "Fotografia ślubna", "Cyfrowe wideofilmowanie i montaż", "Dekoracje kościołów", a nawet nieaktualny numer magazynu "Nasz Ślub".

Kurs prowadzi małżeństwo. Większość z około pięćdziesięciu par stłoczonych w salce słucha go z uwagą, zwłaszcza kiedy mowa o zaliczeniu. W posiadanych przez narzeczonych tzw. indeksach musi się pojawić potwierdzenie uczestnictwa w dziesięciu spotkaniach tematycznych i trzech indywidualnych w przyparafialnej poradni rodzinnej. - Trzeba się będzie wykazać znajomością naturalnych metod planowania - mówi prowadząca. - Ale nie martwcie się, to tylko formalność.

Taki też stosunek do kursów przedmałżeńskich ma większość młodych. To one są jednak przepustką do ślubowania w kościele. Stąd kończą je tysiące. Tylko w ubiegłym roku zostało w Polsce zawartych 195,5 tys. małżeństw, z których 75 proc. to tzw. małżeństwa wyznaniowe (dane GUS).

W nauczaniu sztuki małżeńskiego pożycia służą pomocą podręczniki. Prowadzący mają kilka do wyboru. Na przebieg spotkań wpływają też instrukcje Konferencji Episkopatu Polski dotyczące zmian w obrzędzie sakramentu małżeństwa. Jak mówi ojciec Andrzej Rębacz, dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin, odpowiedzialnego za prowadzenie kursów, zmiany w programie dokonywane są też na poziomie diecezji, a ostatnie słowo należy do proboszczów.

Zróżnicowanie to ma zniknąć wraz z wejściem w życie nowego dyrektorium Duszpasterstwa Rodzin. Zgodnie z nim od września tego roku uczniowie szkół ponadgimnazjalnych będą mieli obowiązek uczestniczyć w rocznym kursie przygotowującym do małżeństwa. Będzie on prowadzony w ramach katechezy przyparafialnej. Komisja Katachetyczna Episkopatu Polski i Rada ds. Rodziny pracują nad jednorodnym dla całego kraju programem i podręcznikiem. Tym samym na cykl 25 spotkań spadnie główny ciężar odpowiedzialności, jaki do tej pory spoczywał na tradycyjnych kursach.




Wieczory dla Zakochanych, organizowane między innymi w klasztorze dominikanów w Warszawie, mają nauczyć narzeczonych dialogu.

(c) BARTŁOMIEJ ZBOROWSKI

Kobieta ma czekać na męża

Czy można tu dostać kwitek na ślub? - co jakiś czas w Towarzystwie Rozwoju Rodziny odzywają się telefony z takim pytaniem. To jednak niemożliwe, bo Towarzystwo jest organizacją pozarządową, a jego misją jest edukacja seksualna. Kilka razy w miesiącu trafiają się też inne telefony. - Dzwonią młode kobiety oburzone tym, w jaką rolę wpycha je osoba prowadząca kurs przedmałżeński - opowiada Piotr Kalbarczyk, dyrektor krajowy TRR. Jak relacjonuje: Kobieta ma czekać na męża z przygotowanym obiadem i zawsze być gotowa na seks, bo taka jest jej powinność. Oczywiście nie ma mowy o żadnym zabezpieczeniu, bo ma rodzić dzieci.

Kalbarczyk nie ma najlepszego zdania o kościelnych kursach. - To jedynie dodatkowa szansa na głoszenie Słowa Bożego, a nie zajęcia mające przekazać informacje na temat różnych aspektów życia rodzinnego, w tym dotyczących seksualności czy antykoncepcji - twierdzi. Czy Towarzystwo oferuje jakiś program dla narzeczonych? - Nie jest to, brzydko mówiąc, nasza grupa docelowa. Wychodzimy z założenia, że pomagając jednostkom, pomagamy parom - odpowiada Piotr Kalbarczyk. Choć przyznaje, że kursy byłyby przydatne.

Czy z tej mąki będzie chleb

Irena i Jerzy Grzybowscy wiedzą, że tzw. tradycyjne kursy przedmałżeńskie prowadzone przy parafiach na ogół nie cieszą się dobrą sławą. Pewnie dlatego z dumą opowiadają o zainspirowanym przez nich programie, jakim są Wieczory dla Zakochanych. - Ich zadaniem jest nauka dialogu, który będzie młodym bardzo potrzebny już od pierwszych dni życia w nowej rodzinie. Prowokują ich do tego pary małżeńskie i kapłan. Wykorzystujemy doświadczenia psychologii komunikacji interpersonalnej, jednocześnie wyjaśniamy naukę Kościoła - tłumaczy Grzybowski.

Małżeństwem są 31 lat. Niewiele krócej zajmują się kierowaniem rekolekcyjnym ruchem Spotkań Małżeńskich. Liczy on w Polsce 20 ośrodków. Tworzą się nowe, także poza granicami kraju.

Blanka z entuzjazmem wspomina weekendowy kurs zorganizowany przez ruch, w którym uczestniczyła z Jurkiem. Ona jest specjalistką od public relations. On, od trzech lat jej mąż, to konsultant biznesowy. Bezdzietni, po trzydziestce. Trzy dni zamknięcia w klasztorze okazały się dla nich istnym maratonem. Brało w nim udział dziesięć par z całej Polski. W nocy spali oddzielnie, a w dzień od rana do wieczora musieli ze sobą rozmawiać. Pisali też listy.

- Po ślubie mogą pojawić się problemy, których się nie spodziewasz, albo wyjdą na jaw już istniejące, których z wygody wolisz nie ruszać - mówi Blanka. Na kursie mieli się z nimi zmagać. Jednym z zadań było ustalenie wspólnego stanowiska w sprawie adopcji. Czy zdecydowaliby się na nią, gdyby okazało się, że jedno z nich nie może mieć dzieci? Albo: jak zachowałby się mąż, gdyby jego matka przyszła do ich domu i zaczęła rozstawiać po kątach młodą żonę? Blanka przyznaje, że takiego scenariusza bała się najbardziej. Poślubia się przecież nie jednego człowieka, ale i całą jego rodzinę. - Kurs rozwiał obawy. Ustaliliśmy z Jurkiem, że problemy z jego matką będzie rozwiązywał on.

Pod koniec weekendu jedna z par oficjalnie przyznała, że rezygnuje z małżeństwa.

- Istnieje możliwość wyeliminowania par. W końcu przychodzą na spotkania po to, żeby się przekonać, czy z tej mąki będzie chleb - przyznaje związany z ruchem Spotkań Małżeńskich ks. Stanisław Orzechowski. Z młodymi ludźmi pracuje ponad 30 lat. Cieszy się dobrą sławą na tyle, że dochodzą do niego listy adresowane: "Orzech", Wrocław.

Udało mu się ożenić muzułmanina z chrześcijanką. Ale pamięta, że pewną parę poróżniła kwestia dzieci. Jego zdaniem, nie ma siły, by w czasie spotkań nie wyszło na wierzch coś, co będzie w małżeństwie źródłem problemów. A małżeństwem trzeba się cieszyć, czerpać z niego radość i szczęście. Dlatego prowadzone przez siebie kursy nazywa antymałżeńskimi. - One same się bronią - twierdzi "Orzech". Choć przestał sprawdzać obecność, frekwencja się nie zmieniła.

Rewelacyjna pani od rozmnażania

Pani moralizatorka - tak Anka z Tomkiem nazywają kobietę, doradcę życia rodzinnego, która prowadzi ich kurs, a jednocześnie pracuje w firmie ubezpieczeniowej. - Straszne bzdury wygaduje. Że prezerwatywy są be, że w ogóle antykoncepcja jest be, że kobieta powinna sobie codziennie wkładać termometr w pupę, że ona tak robiła. Mówiła o tym przy pełnej sali - relacjonuje Tomek. - Żenujące, kiedy jakaś zupełnie obca osoba opowiada o gęstości mojego śluzu - z niesmakiem dodaje Anka.

Dwudziestoparolatkowie. Ona pracuje jako sekretarka, on jest handlowcem. Od pół roku mieszkają razem, o czym nie chce wiedzieć matka Anki. Używają prezerwatyw. Czy na kursie przyznali się do tego? - Doradca nie pytała - mówi Tomek. - Pewnie się boi, bo zna odpowiedź.

Pytania nie padają także w czasie Wieczorów dla Zakochanych. - Jeśli ktoś już rozpoczął współżycie, zachęcamy, by do ślubu się powstrzymał i uzasadniamy dlaczego - tłumaczy Jerzy Grzybowski. Młodzi przyznają prowadzącym, że dzięki Wieczorom poświęconym seksualności pojęli, dlaczego Kościół akceptuje jedynie naturalne metody planowania poczęć. Jedna z grup miała na ten temat tak wiele pytań, że ledwo chciała wypuścić z sali prowadzącą spotkanie. Nazwali ją "rewelacyjną panią od rozmnażania".

Grzybowski pamięta jeden z kursów, na którym niemal wszystkie uczestniczki były w stanie błogosławionym. Ten wyjątek powoli staje się w Polsce regułą. Jak pokazują statystyki GUS, co piąte dziecko (20,9 proc.) przychodzi w naszym kraju na świat wcześniej niż dziewięć miesięcy od ślubu rodziców.

- Wymóg czystości przedmałżeńskiej jest dla wielu fikcją. Traktują go jako mieszanie się Kościoła w nie swoje sprawy - przyznaje ks. Adam Lewandowski, duszpasterz z parafii archikatedralnej w Lublinie. Prowadzeniem kursów zajmuje się 17 lat. Połowa narzeczonych otwarcie mówi, że uczestniczą w spotkaniach tylko po to, by otrzymać zaliczenie. Jako prowadzący musi się wówczas wykazać sporą dozą cierpliwości. - Towarzyszy temu trud komunikacji. Zamiast odpowiedzi na pytania słyszę milczenie. To przykre - opowiada ks. Lewandowski. Przyczyn takiego stanu rzeczy upatruje w nadmiernym wśród młodych poczuciu wolności i w braku wiary. Sakrament małżeństwa traktują jako korzystanie z usługi, na zasadzie: płacę, więc wymagam.

Przenoszone narzeczeństwa

Hasłem przewodnim pierwszego spotkania większości kursów w diecezji warszawskiej jest pytanie: Kim jest dla ciebie Chrystus? Prowadzący starają się zachęcić uczestników do zabierania głosu. - Kiedy się Chrystus urodził? Gdzie mieszkał? Z czego słynął? - pytają. Z ust młodych, niczym osowiałych uczniaków, padają pojedyncze odpowiedzi. Każda przyjmowana jest z entuzjazmem. - Całkiem sporo Chrystus tego wina napędził, ponoć całe 700 litrów - komentują prowadzący, przypominając swoją postawą energicznych akwizytorów. Starają się uatrakcyjnić spotkanie opowiadanymi anegdotkami. Do ściany wraz ze smugą z rzutnika przyklejają się kolejne wykresy.

Kursy próbują dostosować się do otaczającej rzeczywistości. Według nowego dyrektorium Duszpasterstwa Rodzin, wraz z kapłanem mają je prowadzić małżeństwa, które są odpowiedzialne za poradnictwo rodzinne. Do tej pory ostatnie słowo w kwestii zaproszenia do pomocy osób świeckich należało do kapłanów.

Ks. Adam Lewandowski również podejmuje próby zmiany formuły spotkań. W nowej uczestniczy psycholog i zaledwie kilka par narzeczonych.

- Dawniej w akademikach kwitły małżeństwa studenckie, biegały dzieci. Było goło, ale wesoło - opowiada ks. Stanisław Orzechowski. Dzisiaj czas chodzenia ze sobą uległ wydłużeniu, nawet do 8 - 10 lat. Stara się to zrozumieć: nie ma pracy, a mieszkania są drogie. Nie brak i innych problemów - według niego co dziesiąta osoba to ofiara molestowania seksualnego. Wszystko to sprawia, że depresja stała się wśród młodych zjawiskiem powszechnym. Stąd tytuł pierwszego spotkania księdza z narzeczonymi brzmi zawsze romantycznie: Czy jesteś zdolny do miłości?

- Niewielu może pochwalić się szczęściem życia w normalnej, zdrowej rodzinie. Tymczasem to ona jest w przeważającym stopniu gwarantem dobrego przygotowania do małżeństwa - mówi Orzechowski. - Dlatego kursy są potrzebne. Choć nie ma niczego gorszego niż idąca po parafii fama, że są nudne. Nie powinniśmy się obrażać na słowa krytyki, ale nadsłuchiwać.

Jak dwie połówki jabłka

Na kurs przedmałżeński prowadzony przy kościele można przyjść niemal z ulicy, a za udział w nim nie trzeba płacić. Natomiast jednorazowa wizyta u psychologa czy seksuologa w warszawskiej poradni Towarzystwa Rozwoju Rodziny kosztuje nawet 70 zł. Inaczej niż w poradni w Opolu, która jest bezpłatna i jako jedyna z ośrodków TRR z nazwy "przedmałżeńska". Z racji tego zgłasza się doń więcej narzeczonych. Sprawdzają, czy się naprawdę kochają, spory ich procent pyta o antykoncepcję.

Z myślą o nich opracowano tam program "Czy na pewno chcemy być razem, czyli dwie połówki jabłka". - To alternatywa dla programów wyznaniowych - mówi jedna z autorek, psychoterapeutka Halina Koralewska. "Dwie połówki..." mają uczyć komunikowania się ze sobą, ale nie zapominają też o emocjonalności i płciowości człowieka. Na wprowadzenie programu w życie nie ma jednak pieniędzy.

Jesienią ubiegłego roku z propozycją dla narzeczonych wyszedł stołeczny Ośrodek Psychoterapeutyczno- -Szkoleniowy poza Centrum. "Rozterki zakochanych - wieczory dla par, które chcą się rozwijać i świadomie przeżywać swój związek" - brzmiała oferta. - Zgłosiło się kilka osób, same panie, które tłumaczyły, że ich partnerzy nie chcą w tym brać udziału. Musieliśmy z zajęć zrezygnować - informują w Centrum.

Baba wpada w słowotok

Anka z Tomkiem chodzą na kurs, bo muszą. Choć mogli to załatwić inaczej, jak ich przyjaciel. W parafii, w której biorą ślub, wystarczy większa ofiara na kościół, jakieś 500 zł i kłopot z głowy. Tomek chciał się przygotować do małżeństwa, ale podczas spotkań się wyłącza. - Ta baba wpada w słowotok, a raczej czyta z pożółkłych kartek, na sali panuje szum - opowiada. Wszystko to już słyszeli na religii czy w kościele. Oburza ich wmawianie kobietom, że powinny być służącymi swoich mężów. Nie zabierają jednak głosu, bo szkoda czasu. Rozśmieszyło ich, kiedy doradca życia rodzinnego chwaliła się, że wyprawia córce wesele bez alkoholu. Oni organizują prawdziwie polskie wesele.

Co prawda do kościoła chodzą tylko wtedy, kiedy odwiedzają mieszkającą na prowincji rodzinę Anki, "tak" powiedzą sobie przed ołtarzem. Ochrzczą swoje dzieci, bo tak być musi. Ale jak mówią, żyć będą według własnych zasad. -

 
 http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040428/publicystyka/publicystyka_a_3.html
Tytuł: Jak się uczyć w Unii
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 28, 2004, 05:14:48 pm
Jak się uczyć w Unii

Czy na uczelniach i w szkołach innych państw Unii będziemy musieli płacić za naukę, czy unijne uczelnie muszą nas przyjąć i na jakich warunkach to zrobią, czy dostaniemy akademik, ulgę na przejazdy i inne przywileje.
Zbigniew Pendel, 28-04-2004


Edukacja to sfera, w której Polacy już dawno "weszli" do Unii Europejskiej. Z roku na rok coraz więcej polskich uczniów i studentów wyjeżdża po naukę do krajów Unii. Ułatwiają to międzynarodowe programy edukacyjne, dzięki którym na takie wyjazdy pozwolić sobie mogą dzieci nie tylko najzamożniejszych rodziców.

Ci, którzy wracają, motywują do wyjazdu kolejnych. Często wyższy poziom, najczęściej dużo lepsze wyposażenie i szkolna infrastruktura, ciekawsza oferta pozalekcyjna, możliwość szlifowania języka obcego - to tylko niektóre atuty takich edukacyjnych wypraw.
 
więcej:

http://serwisy.gazeta.pl/edukacja/8,51805,2043510.html
Tytuł: Prawo oświatowe Ustalanie kwalifikacji nauczycieli
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Maj 13, 2004, 12:00:10 pm
Prawo oświatowe Ustalanie kwalifikacji nauczycieli
O jedno uprawnienie za dużo

Przepis rozporządzenia, który powierza kuratorom ustalanie kwalifikacji wymaganych do pracy nauczyciela, uchylił wczoraj Trybunał Konstytucyjny. W Karcie nauczyciela nie ma upoważnienia do wydania takiego właśnie przepisu, więc jego ustanowienie naruszało konstytucyjne zasady wydawania aktów wykonawczych do ustaw.


Rozporządzenie minister edukacji narodowej i sportu z 2002 r. dotyczące szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli zakwestionował rzecznik praw obywatelskich. Jeden z jego przepisów powierza kuratorowi oświaty ustalanie, czy nauczyciel ma kwalifikacje do pracy w danym rodzaju szkoły. Konkretnie, kurator ustala, czy kierunek albo specjalność studiów ukończonych przez nauczyciela jest zbliżony do przedmiotu, jakiego ma on nauczać, czy daje wystarczającą do tego merytoryczną wiedzę.

Rzecznik podkreślał, że dostawał skargi od osób starających się o zatrudnienie na stanowisku nauczyciela, w których żaliły się one, że od ustaleń kuratora nie mogą się odwołać. Według r.p.o. kwalifikacje wymagane od nauczycieli powinny wynikać wprost z przepisów prawa, czyli z tegoż rozporządzenia, a nie z konkretnych decyzji kuratora. Karta nauczyciela określa takie wymagania (art. 9 ust. 1), ale upoważnia (w ust. 2 tego artykułu) ministra do sprecyzowania ich w rozporządzeniu. Rozporządzenie zaś mówi szczegółowo o kwalifikacjach, ale uregulowano w nim także sposób postępowania w celu ich ustalenia, dając prawo do tego kuratorowi. R.p.o. uważał więc, że zaskarżony przepis przekroczył granice zawartego w Karcie upoważnienia do wydania rozporządzenia. Dlatego, według rzecznika, ów przepis jest niezgodny także z konstytucją określającą zasady wydawania aktów prawnych niższego rzędu.

Podczas rozprawy przedstawiciele Ministerstwa Edukacji przyznali rację rzecznikowi. Poinformowali, że jest już projekt nowego rozporządzenia, w którym o wymaganiach do nauczania określonego przedmiotu decydować będzie dyplom ukończenia studiów na kierunku zgodnym z tym przedmiotem.

Trybunał także ocenił negatywnie ów przepis. Zakres ustawowej delegacji do wydania rozporządzenia wykonawczego został przekroczony - zawyrokował. - Nadano bowiem kuratorom kompetencje do ustalania kwalifikacji nauczyciela do pracy w konkretnej szkole, tymczasem Karta nauczyciela nie daje do tego podstawy. To było niezgodne z konstytucyjnymi zasadami wydawania aktów wykonawczych. Kuratorzy mieli uprawnienie do wiążącego i bezapelacyjnego decydowania o prawie wykonywania zawodu przez nauczycieli, ale w rozporządzeniu nie ma trybu kwestionowania takich decyzji - krytykował sędzia Marek Mazurkiewicz. - Po opublikowaniu wyroku TK przepis utraci moc i powstanie luka prawna, którą niezwłocznie trzeba będzie uzupełnić, żeby nie zakłócała działania systemu oświatowego - dodał.

Ireneusz Walencik

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040513/prawo/prawo_a_3.html
Tytuł: Siedem grzechów głównych polskiej oświaty
Wiadomość wysłana przez: sonia w Maj 20, 2004, 07:47:29 am
Polecam uwadze ciekawy artyukuł w Polityce Nr 20

Cytuj
Żegnamy właśnie stare matury. Od przyszłego roku obowiązywać będą nowe. Wydaje się jednak, że reforma oświaty wytraciła impet i utknęła. Szkoła zmienia się, ale dużo wolniej niż wymogi nowoczesnego społeczeństwa. W tym sensie ciągle oblewa swoją maturę.

Szkoła w oślej ławie. Siedem grzechów głównych polskiej oświaty (http://polityka.onet.pl/162,1162964,1,RA,artykul.html) - MARIUSZ CZUBAJ, Polityka NUMER 20/2004 (2452)
Tytuł: Gazeta Szkolna
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Maj 26, 2004, 12:07:03 pm
Gazeta Szkolna 2004

  Branżowy tygodnik adresowany do nauczycieli i dyrektorów placówek edukacyjnych wszystkich typów. Niezbędny, praktyczny przewodnik po drogach reform naszej edukacji.
Ma charakter poradniczo-informacyjny - omawia wszystkie problemy szkolnej codzienności, począwszy od metodyki, zarządzania i finansów poprzez kwestie wychowawcze aż po sytuację bytową nauczycieli

http://www.sklep.infor.pl/czasopisma_karta.asp?KP=09241+&kh_x=CZ
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Czerwiec 11, 2004, 12:46:52 pm
JAK utrzeć nosa PPP i nauczycielowi MATEMATYKI

za zgodą autorki

Cytuj
JAK ROZPRAWIĆ SIĘ Z TĄ MASZKARĄ PPP I NAUCZYCIELEM, KTÓRY POWIEDZIAŁ DO MNIE, ŻE MÓJ PIOTRUŚ TO KOMPLETNE ZERO
DZISIAJ, WIĘC 20 MAJA BYŁAM W PPP NA POSIEDZENIU, BO
ZŁOŻYŁAM WNIOSEK O WYDANIE ORZECZENIA W STOPNIU
LEKKIM,BY DAĆ ATUT DYREKTOROWI GIMNAZJUM, BY TEN
WPŁYNĄŁ NA NAUCZYCIELA , KTÓRY NIE STOSUJE PRAWA
DOTYCZĄCEGO OPINII.  .......  JESTEM NAUCZYCIELEM I
UWAŻAM, ŻE NIE PRZYŚWIECA MI ŚLEPOTA MATKI ALE
OBSERWACJA I DOŚWIADCZENIE. PIOTR PRZY POMOCY I
ZGODNIE Z KRYTERIALNYM OCENIANIEM WYRABIA SIĘ NA
POZYTYWNĄ OCENĘ./ PIOTRUŚ BYŁ PRZEZ EMNIE BITOWANY/  

W ZWIAZKU Z TYM, ŻE PIOTRUŚ  W 2003/4 ROZPOCZĄŁ
GIMNAZJUM WYSTĄPOŁAM DO PPP, BY OWA INSTYTUCJA
WYDAŁA OPINIE I WSKAZÓWKI JAK NAUCZYCIELE MAJĄ Z
PIOTRUSIEM PRACOWAĆ I ZACZĘŁO SIĘ...NADMIENIĘ, ŻE W
6 KLASIE WYDALI OPINIĘ O UPOŚLEDZENIU LEKKIM I
UMIARKOWANYM.NIE CHCIAŁAM PRZYJĄĆ ORZECZENIA, BO
UWAŻAM , ŻE NAJPIERW OPINIA A W OSTATECZNOŚCI
ORZECZENIE. TYLKO TESTY NA KTÓRYCH PIOTRUŚ SIĘ NIE
SPRAWDZA - WYKAZUJĄ UMIARKOWANE I LEKKIE.  A PPP
DAJE PIOTRUSIOWI UMARKOWANE W TAKI SPOSÓB, ŻE JA NIE
MAM RACJI , BO NIE LICZY SIE TO JAK ON PRACUJE  W
WARUNKACH MNIEJ STRESOWYCH JAKIM JEST DOM CZY SZKOŁA
Z NAUCZYCIELEM POZYTYWNIE , MERYTORYCZNIE
PRZYGOTOWANYM, A NIE ZAKUTYM ŁBEM. SORY ALE
DOPROWADZIŁA MNIE TA FARSA DO SZEWSKIEJ.
PIOTRUŚ POSZEDŁ DO SZKOŁY PODSTAWOWEJ W WIEKU 7-LAT
I UMIAŁ CZYTAĆ, LICZYĆ I TROCHĘ PISAĆ.  A PPP
UMIARKOWANE, ŻE MAZŁE TEMPO CZYTANIA.  TO JEST
ŚMIESZNE  ZOSTAJE MI CHYBA PISANIE DO
KURATORIUM....DAŁAM DYREKTOROWI W LUTYM TAKIE PISMO

Dz. U. nr 29/2001 z dnia 6.04.2001 r. póz. 323
ROZPORZĄDZENIE MINISTRA EDUKACJI NARODOWEJ  Z dnia

21 marca 2001 r.
w sprawie warunków i sposobu oceniania,

klasyfikowania i promowania uczniów  i słuchaczy
oraz przeprowadzania egzaminów i sprawdzianów w
szkołach publicznych.
§ 6. 1. Nauczyciel jest obowiązany, na podstawie

opinii publicznej poradni psychologiczno -pedagogicznej lub innej publicznej poradni
specjalistycznej, dostosować wymagania edukacyjne, o
których mowa w § 4 ust. l, do indywidualnych potrzeb
ucznia, u którego stwierdzono trudności w uczeniu
się, w tym specyficzne trudności, uniemożliwiające
sprostanie tym wymaganiom.
Dz. U. nr 46/2002 póz. 433
ROZPORZĄDZENIE MINISTRA EDUKACJI NARODOWEJ I SPORTU  
Z dnia 24 kwietnia 2002 r.
zmieniające rozporządzenie w sprawie warunków i

sposobu oceniania, klasyfikowania   i promowania
uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania egzaminów i
sprawdzianów  w szkołach publicznych.
Na podstawie art. 22 ust. 2 pkt. 4 ustawy z dnia 7
września 1991 r, o systemie oświaty (Dz. U z 1996 r.
nr 67, póz. 329 i nr 106, póz. 496, z 1997 r. nr 28,
póz. 153 i nr 141, póz. 943,               z 1998 r,
nr 117, póz. 759 i nr 162, póz. 1126, z 2000 r. nr
12, póz. 136, nr 19, póz. 239, nr 48, póz. 550, nr
104, póz. 1104, nr 120, póz. 1268 i nr 122, póz.
1320, z 2001 r. nr 111, póz. 1194 i nr 144, póz.
1615 oraz z 2002 r. nr 41, póz. 362) zarządza się,

co następuje:
§ 1. W rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej z
dnia 21 marca 2001 r. w sprawie warunków i sposobu
oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i
słuchaczy oraz przeprowadzania egzaminów i
sprawdzianów w szkołach publicznych (Dz. U. nr 29,
póz. 323 i nr 128, póz. 1419) wprowadza się
następujące zmiany:
1) w § l ust. 2 otrzymuje brzmienie:
„2. Przepisów rozporządzenia nie stosuje się do

dzieci i młodzieży z upośledzeniem
umysłowym w stopniu głębokim.",        
 2)  w § 6:
 a)ust. l otrzymuje brzmienie :
„1. Nauczyciel jest obowiązany, na podstawie opinii
publicznej poradni psychologiczno - pedagogicznej, w
tym publicznej poradni specjalistycznej, dostosować
wymagania edukacyjne, o których mowa w § 4 ust. l,
do indywidualnych potrzeb psychofizycznych i
edukacyjnych ucznia, u którego stwierdzono
zaburzenia i odchylenia rozwojowe lub specyficzne
trudności w uczeniu się, uniemożliwiające sprostanie
tym wymaganiom,  z zastrzeżeniem ust. la i lb.",
b)po ust. l dodaje się ust. la i lb w brzmieniu:
„la. Dostosowanie wymagań edukacyjnych, o których
mowa w § 4 ust. l, do indywidualnych potrzeb ucznia,
u którego stwierdzono specyficzne trudności w
uczeniu się, uniemożliwiające sprostanie tym
wymaganiom, następuje także na podstawie opinii
niepublicznej poradni psychologiczno -
pedagogicznej, w tym niepublicznej poradni
specjalistycznej, o której mowa w art. 71b ust. 3b
ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty,
zwanej dalej &ustawą&, z zastrzeżeniem ust. Ib.
l b. W przypadku ucznia posiadającego orzeczenie o
potrzebie kształcenia specjalnego albo
indywidualnego nauczania dostosowanie wymagań
edukacyjnych, o których mowa w § 4 ust. l, do
indywidualnych potrzeb ucznia może nastąpić na
podstawie tego orzeczenia.",
Co znaczy w praktyce „dostosować wymagania
edukacyjne do..." ?
Dzieci z zaburzeniami i odchyleniami rozwojowymi
jest coraz więcej. W zależności od rodzaju
dysfunkcji dostosowanie wymagań edukacyjnych będzie
dotyczyło albo formy sprawdzania wiedzy, albo
treści, albo i formy, i treści. I tak, jeśli u
dziecka zdiagnozowana jest:
• Dyskalkulia, czyli trudności w liczeniu
Oceniamy przede wszystkim tok rozumowania, a nie
techniczną stronę liczenia. Uczeń ma, bowiem
skłonność do przestawiania kolejności cyfr w liczbie
i przez to jej zapis jest błędny. Zły wynik końcowy
wcale nie świadczy o tym, że dziecko nie rozumie
zagadnienia. Dostosowanie wymagań będzie, więc
dotyczyło tylko formy sprawdzenia wiedzy poprzez
koncentrację na prześledzeniu toku rozumowania w
danym zadaniu i jeśli jest on poprawny -wystawienie
uczniowi oceny pozytywnej.
• Dysgrafia, czyli brzydkie, nieczytelne pismo
Dostosowanie wymagań będzie dotyczyło formy
sprawdzania wiedzy, a nie treści. Wymagania
merytoryczne, co do oceny pracy pisemnej powinny być
ogólne, takie same, jak dla innych uczniów,
natomiast sprawdzenie pracy może być
niekonwencjonalne. Np., jeśli nauczyciel nie może
przeczytać pracy ucznia, może go poprosić, aby
uczynił to sam lub przepytać ustnie z tego zakresu
materiału. Może też skłaniać ucznia do pisania
drukowanymi literami lub na komputerze.
• Dysortografia, czyli trudności z poprawną pisownią
pod względem
ortograficznym, fonetycznym, interpunkcyjnym
itd.Dostosowanie wymagań znowu dotyczy głównie formy
sprawdzania i oceniania wiedzy z tego zakresu. Zamiast klasycznych dyktand można robić sprawdziany polegające na uzasadnianiu pisowni wyrazów, odwołując się do znajomości zasad ortograficznych oceniać odrębnie merytoryczną stronę pracy i drębnie poprawność pisowni, nie wpisując tej drugiej oceny do dziennika. W żadnym wypadku dysortografia nie uprawnia do zwolnienia ucznia z nauki ortografii i gramatyki.
• Dysleksja, czyli trudności w czytaniu
przekładające się niekiedy także na problemy ze
zrozumieniem treści
Dostosowanie wymagań w zakresie formy może nastąpić
w klasach, gdzie programowo jest sprawdzanie
opanowania tej umiejętności. Widząc trudności
dziecka nauczyciel może:   -    odpytać go z
czytanki na osobności, a nie przy całej klasie, nie
ponaglać, nie krytykować, nie zawstydzać, nie
mobilizować stwierdzeniami: Jak się postarasz to
będzie lepiej", -    nie zadawać do domu obszernych
czytanek do opanowania.
W klasach starszych problem jest bardziej złożony,
gdyż opanowanie wiedzy opiera się na założeniu, że
uczeń umie już sprawnie czytać i ta umiejętność
rzeczywiście jest niezbędna. Uczeń ma, zatem
niewielkie pole manewru. W zasadzie jedyne , co może
zrobić,    to więcej czasu poświęcać na naukę,
korzystać z lektur wypożyczanych z biblioteki dla
niewidomych (nagrane na dyskietki czy taśmy
magnetofonowe) lub sfilmowanych lektur, czy materiałów.
Nauczyciel w zasadzie nie ma wyboru, dysleksja nie
daje możliwości obniżenia wymagań jakościowych. Są
to, bowiem uczniowie, z co najmniej przeciętną
sprawnością intelektualną, którzy zechcą w
przyszłości zdawać maturę, a ta - aby zachować swoją
rangę -musi mieć odpowiedni, co najmniej przeciętny,
poziom wymagań.
Polem do pracy dla nauczyciela będzie dbałość o
rozwój sfery emocjonalnej takiego ucznia. Dydaktyka
jest, bowiem bardzo ważna, ale jeszcze ważniejsze
jest przygotowanie dziecka do radzenia sobie w
życiu, a do tego dziecko potrzebuje wrażliwości,
fantazji, ufności we własne siły i zdolności,
niezależnie od tego, kim będzie.

Uczeń ze sprawnością intelektualną niższą od
przeciętnej
W przypadku tych dzieci konieczne jest dostosowanie
zarówno w zakresie formy, jak i treści wymagań. A
więc przede wszystkim w tej grupie możemy mówić o
obniżeniu wymagań. Pamiętać jednak należy, że
obniżenie kryteriów jakościowych nie może zejść
poniżej podstawy programowej.
Dzieci z inteligencją ogólną niższą od przeciętnej,
czyli tzw. mało zdolne nie zawsze mają zaburzone te
same funkcje psychiczne. Tak, więc w tej grupie są
dzieci z różnymi zaburzeniami, niekiedy mieszanymi.

Generalnie jednak charakterystyczne dla nich są:

zaburzenia myślenia słowno - pojęciowego, a więc
tego, na którym przede wszystkim bazuje nauka
szkolna mała samodzielność w myśleniu
wolniejsze tempo pracy i uczenia się
trudności w koncentracji uwagi przez dłuższy czas

Ze względu na powyższe cechy konieczne jest wobec
tych dzieci zastosowanie metod ułatwiających im
opanowanie materiału. Dzieci te, bowiem nie
kwalifikują się do szkoły specjalnej dla
upośledzonych umysłowo, a program szkoły ogólno
dostępnej jest dla nich trudny, a przede wszystkim
zbyt szybko realizowany.
Zmiany jakościowe w zakresie wymagań programowych
powinny być takie, aby w przyszłości pozwalały tym
dzieciom na opanowanie wymagań zasadniczej szkoły
zawodowej ogólnodostępnej. Na marginesie: dla tych
dzieci tragedią jest, że reforma szkolnictwa poszła
w kierunku zawężania oferty szkolnictwa zawodowego,
a upowszechniania wykształcenia średniego, czyli
ukończenia szkoły z maturą. One przez ten szczebel
obiektywnie nie są w stanie przebrnąć.
Nauczyciele nie mogą od poradni oczekiwać, że w
opiniach będzie określone, do jakiego poziomu należy
obniżyć wymagania w stosunku do tych dzieci. To
nauczyciele są specjalistami w zakresie nauczania
poszczególnych przedmiotów. Kryteria doboru treści
powinny być 2, o których mówiłam wcześniej - nie
można zejść poniżej podstawy programowej, a zakres
wiedzy i umiejętności powinien dać szansę na
sprostanie wymaganiom ogólno dostępnej szkoły
zawodowej.
Wymagania co do formy mogą obejmować między innymi:
 omawianie niewielkich partii materiału i o
mniejszym stopniu trudności,
pozostawiania więcej czasu na jego utrwalenie
podawanie poleceń w prostszej formie,
unikanie trudnych, czy bardzo abstrakcyjnych pojęć
częste odwoływanie się do konkretu, przykładu
unikanie pytań problemowych, przekrojowych
wolniejsze tempo pracy
szerokie stosowanie zasady poglądowości
odrębne instruowanie dzieci
zadawanie do domu tyle, ile dziecko jest w stanie
wykonać samodzielnie.

Jak oceniać dzieci z zaburzeniami i odchyleniami
rozwojowymi, w tym ze specyficznymi trudnościami w
uczeniu się ?
Bardzo ważne dla mnie jest przestrzeganie etycznych
zasad oceniania,  z których pierwszorzędnymi są:

jednakowa życzliwość wobec wszystkich uczniów oraz
ocenianie sukcesów, a nie porażek  mojego ucznia.
Uważam, że sprawdzanie i ocenianie osiągnięć ucznia
powinno pomóc mu poznać siebie, określić swoje
ideały, podjąć adekwatne działania dla własnego
rozwoju.Czy tak samo ważne to jest dla każdego
nauczyciela? Czy nauczyciel zasłoni się tym, że nie
ma czasu dla Piotrusia, bo ...........np: w klasie
ma tylko 20-stu uczniów i pracuje tradycyjnymi
metodami przy których Piotruś skazany jest na
PORAŻKĘ
Uważam, że jeśli dostosujemy wymagania edukacyjne do
indywidualnych potrzeb ucznia, pod względem formy
(tam, gdzie to wystarcza) lub formy i treści (tam,
gdzie jest to konieczne) uwzględniając także wkład
pracy dziecka to zawsze  ocenimy  ucznia pozytywnie.
W stosunku do dzieci o obniżonych możliwościach
intelektualnych, zalecenie o dostosowaniu wymagań
daje nauczycielowi jeszcze jedną możliwość. Jeśli na
koniec semestru grozi uczniowi ocena niedostateczna,
a inne względy przemawiają za promowaniem, zalecenie
o obniżeniu wymagań pozwala na postawienie oceny
dopuszczającej. Zalecenia tego jednak nie należy
traktować jako równorzędnego z nakazem promowania. O
tym decyduje, bowiem rada pedagogiczna, po
uwzględnieniu różnych kryteriów składających się na
tą decyzję.

Pamiętajmy, że:
„ Kto zna  cel, może  podjąć  decyzję,
Kto  podejmie  decyzje, odnajdzie  spokój,
Kto  odnajdzie  spokój, poczuje  się  bezpieczny,
Kto  poczuje  się  bezpieczny, może  pomyśleć,
Kto  myśli, może  ulepszać.”
                                    /Konfucjusz/

opracowała na podst. zasobów internetowych:
mgr Irena L-W

JEŚLI KTOŚ MOŻE MI POMÓC TO PROSZĘ,

za zgodą atorki
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Czerwiec 12, 2004, 12:30:11 pm
warto to poznać
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu
z dnia 26 lutego 2002 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół (http://www.men.waw.pl/prawo/rozp_155/rozp_155.htm)
Tytuł: Oblicze polskiej integracji czy selekcja dzieci
Wiadomość wysłana przez: sonia w Czerwiec 15, 2004, 02:34:07 pm
Zainteresowanych obliczem "polskiej" integracji zapraszam do wypowiedzi matki dziecka niep.
Integracja czy pozory??.... (http://forum.darzycia.pl/topic,3310)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: kameljanda w Czerwiec 15, 2004, 06:07:05 pm
Soniu, dzięki za link :)
Tytuł: Rynsztok w szkole
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Czerwiec 20, 2004, 09:53:28 am
Rynsztok w szkole
   

 
 Do całego zestawu kilkudziesięciu szczegółowych pytań najlepiej pasują słowa: gwałt psychiczny, molestowanie

 Ponieważ większość uczniów wychowuje się w normalnym środowisku rodzinnym i towarzyskim, nie ma kontaktu z moralnym zepsuciem, którego symbolami jest ulica, rynsztok, trzeba, żeby to ulica „przyszła do szkoły”. Takie zdanie na temat panujących w angielskich szkołach nowoczesnych tendencji „wychowawczych” usłyszałam niedawno od kogoś, kto spędził w Anglii wiele lat.
 
 
EWA POLAK-PAŁKIEWICZ 2004-06-18
 
 
 
 
 Oczywiście, nie uwierzyłam. „Przesadza” – pomyślałam. Nie pozwoliliby na to nauczyciele, rodzice, urzędnicy z instytucji oświatowych. Tymczasem wkrótce po tej rozmowie dotarła do mnie ankieta, którą TNS OBOP skierował – za zgodą Ministerstwa Edukacji i Sportu – do polskich liceów.

O co pyta się tu uczniów? Na przykład: „Z kim zwykle oglądasz pornografię?”; „Jaki rodzaj pornografii oglądałeś kiedykolwiek?”. I tu wymienione zostają: „seks między ludźmi tej samej płci”, „seks z przemocą”, „seks między osobą dorosłą a dzieckiem”, „seks ze zwierzętami”, „seks grupowy”. Jest też kilka możliwości ocen, z których skorzystać może uczeń polskiego liceum. Na przykład: „Uważam, że materiały pornograficzne są inspirujące”; „Pornografia jest jednym z najlepszych sposobów dla młodych ludzi, by czerpać wiedzę o seksie”; „Pornografia jest rozrywką”. Wystarczy zaznaczyć krzyżykiem w odpowiednim kwadracie. Formuły są gotowe. Jest tu także sugerowanie, że ankietowany uczeń polskiego liceum mógłby mieć kontakty seksualne z najbliższą rodziną, że mógłby świadczyć usługi seksualne za pieniądze (wymienia się je szczegółowo). Jest również drobiazgowe wypytywanie o przeżycia ucznia w czasie „pierwszego razu”.

To tylko niektóre z kilkudziesięciu bardzo przemyślanych pytań. Przemyślanych, by odpowiednio naprowadzić na tematykę do tej pory obecną w miejscach, które w powszechnym odczuciu ludzi naszej cywilizacji uważane są za miejsca deprawacji. Tak rynsztok wkroczył do szkoły. Rynsztok w masce „badań naukowych”, instytucji troszczących się o „edukację zdrowotną” naszych dzieci, „problematykę wychowania do życia w rodzinie”.

Do całego tego zestawu kilkudziesięciu szczegółowych pytań najlepiej pasują słowa: gwałt psychiczny, molestowanie. Autorzy ankiety doskonale zdawali sobie z tego sprawę, dlatego do rodziców skierowali osobne pismo, uspokajające w tonie i kompletnie dezinformujące. Jako cel „badania” podano „poznanie poglądów i doświadczeń młodzieży związanych z różnymi sprawami, m.in. dotyczącymi rodziny, przyjaciół”. Pytania „o doświadczenia seksualne młodzieży” w liście do rodziców przedstawiono jako dodatek do głównego wątku. Zasugerowano, że dziecko powinno odpowiedzieć na wszystkie pytania. Te drastyczne stanowią 70 proc. całej ankiety. I, oczywiście, mnóstwo tu zapewnień o dobrowolności, anonimowości i szlachetnych naukowych celach, którym to wszystko służy.

Można więc molestować seksualnie młodzież w szkole, zmuszać ją do myślenia i przeżywania w myślach pobudzających wyobraźnię sytuacji, i to wszystko opatrywać etykietą „nauki”. Zaiste, osiągnięcia „naukowe” doktora Alfreda Kinseya, słynnego porno-seksuologa, który prowadził kryminalne doświadczenia seksualne na dzieciach, wykorzystując do tego pedofilów po wyrokach sądowych – co stało się podstawą do opracowanej przez niego „edukacji seksualnej” – nie poszły w las. Rzecz w tym, że u nas, w środowiskach medycznych i naukowych – poza jednym środowiskiem KUL-u – nie ma żadnej dyskusji, żadnej krytyki tego rodzaju „metodologii naukowej”. Dorobek deprawatora wszech czasów, jakim był Kinsey, który dopiero po śmierci został zdemaskowany jako oszust i pseudouczony, nie jest w ogóle kwestionowany.
 
Mimo że wyszła w Polsce na jego temat dociekliwa, bogato udokumentowana praca, autorstwa dr Judith A. Reisman i Edwarda W. Eichela: Kinsey – seks i oszustwo (Wyd. ANTYK), mimo że w Stanach Zjednoczonych prawda o jego działalności i wieloletniej zmowie milczenia wokół jego osoby jest przedmiotem debat i analiz. Mimo że w wielu krajach na Zachodzie obalony został definitywnie mit tzw. edukacji seksualnej jako przedmiotu, który może być proponowany szkołom na równi z innymi. Uznano, że za tzw. edukacją seksualną nie stoi żadna obiektywna wiedza, że składają się na nią połączone elementy specjalistycznej wiedzy seksuologicznej i „prawd”, instrukcji, ideologii zaczerpniętych z wydawnictw pornograficznych, które pobudzają namiętności, rozbudzają wyobraźnię, wciągają w świat, który niszczy i dezintegruje.

Najwyraźniej wiedza o tym wszystkim nie dotarła jeszcze do naszego Ministerstwa Edukacji. Najwyraźniej zawodowi deprawatorzy mają zagwarantowany nieograniczony wstęp do szkół – i mogą tu swobodnie posługiwać się oszustwem, podstępem, kamuflażem, że prowadzą rzekomo „badania naukowe” – na mocy jakiegoś niejawnego politycznego porozumienia. Wbrew zapewnieniom, że wszystko jest tu anonimowe, dobrowolne, „za zgodą rodziców” etc., stwarza się atmosferę nacisku i psychicznego przymusu uczestniczenia w tego rodzaju przedsięwzięciach. Prof. Janusz Kawecki, autor protestu złożonego do Ministra Edukacji w imieniu Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli i Wychowawców, poinformował o przypadkach wywierania presji na nauczycieli – pełnymi nagan telefonami z OBOP-u – w wypadku niewypełnienia przez nich ankiet (nauczyciele także dostali analogiczną ankietę).

Większość mediów, w szczególności wysokonakładowa prasa, bardzo przychylnie odnosi się do tego rodzaju eksperymentów, szeroko je nagłaśnia i przedstawia jako „przełamywanie barier wstydu”, „poruszanie niewygodnych tematów”, „dociekliwe zgłębianie prawdy o naszych zachowaniach” etc.

Prawda jest taka, że szkoła przestała być terenem bezpiecznym dla dzieci. Nie informuje się opinii publicznej o nieograniczonym kredycie zaufania wobec wszystkich, którzy dziś na jej terytorium – ponieważ rodzina, każda normalna rodzina, jest bastionem powszechnie uznawanych norm moralnych – zamierzają niszczyć tradycyjną etykę, wprowadzać jako normę patologie, lansować psychiczne dewiacje jako pożądane zachowania. Nie można zasłaniać się nieświadomością ani tym, że uległo się czarowi etykietek o „naukowości” działań tego rodzaju. Niestety, od dawna grasują po Polsce ludzie, którzy posługują się tytułami naukowymi, a którzy najwyraźniej pozostają na usługach koncernów pornograficznych i wytwórni środków antykoncepcyjnych oraz realizują plan międzynarodowej lewicy: przebudowy świadomości, zniszczenia moralnego społeczeństwa. Nie trzeba wyjaśniać, jak wielkie pieniądze stoją za tymi instytucjami. Swego czasu prof. Dorota Kornas-Biela trafnie określiła te osoby mianem „porno-psychologów”.

Cała ta sytuacja ukazuje trzy poważne choroby, które niszczą nasze życie społeczne: Chorobę nauki i instytucji naukowych, która nie potrafi obronić się przed tego rodzaju szarlatanami. Chorobę szkoły, która staje się, dosłownie z miesiąca na miesiąc, coraz wyraźniej miejscem zagrożenia. Nie dlatego, że słabi są nauczyciele i nieodpowiedzialni dyrektorzy – choć tych, niestety, też przybywa; ludzi, którzy „wiedzą, gdzie stoją konfitury”, albo wolą zamykać oczy na rzeczywistość. Choroba ta rozwija się przede wszystkim z powodu nieodpowiedzialności Ministerstwa Edukacji i jego uwikłań w partyjne interesy lewicy. I wreszcie – wszystko to potwierdza chorobę opinii publicznej, która coraz wyraźniej patronuje, jak to się eufemistycznie mówi: „przemianom obyczajowym”, widząc dla dziecka zagrożenie w rodzinie, a lansując to wszystko, co w delikatnej materii, związanej z przekazywaniem życia, podpowiadają: przemysł pornograficzny, ulica, rynsztok.
Najwyższy czas, by rodzice pozbyli się bierności, by spojrzeli na to wszystko bez złudzeń, ale i bez lęku, spokojni, że w walce o dzieci jest z nimi rzeczywistość nadprzyrodzona. Jest Kościół, tradycja, kultura. Najwyższy czas, by stanęli w prawdzie uczciwi, autentyczni nauczyciele. I wszyscy ludzie w Polsce odpowiedzialni za oświatę. Potrzebny jest szeroki front wspólnego działania. Wzajemne informowanie się o wszelkich nadużyciach wobec dzieci, uczącej się młodzieży, które popełniane są przez źle działające instytucje państwowe. Nazywanie tego wszystkiego po imieniu. Przestrzeganie, odmawianie. Godne upominanie się o szacunek dla rodziny, dla człowieka, zapisany w polskiej konstytucji.

Ewa Polak-Pałkiewicz

http://kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1171023&KAT=239
Tytuł: sposoby cwiczenia
Wiadomość wysłana przez: Ewaa6 w Czerwiec 27, 2004, 04:55:47 pm
Mam taki problem.
Ucze w szkole - masowej, sredniej zawodowej.
Mam w klasie ucznia, ktory ma wielorakie orzeczenia. Po prostu caly zestaw - uszkodzenia analizatora wzrokowego, sluchowego, wolne tempo pracy, dyslekcja, dysortografia, czytanie na poziomi 1 klasy szkoly podstawowej, intelekt w dolnej granicy normy, znaczne spowolnienie dzialania. Uczen ten przeszedl do klasy III liceum. Wystawilam mu ocene dostateczna poneiwaz widze, ze stara sie bardzo i praacuje wiele. Ma ponadto problemy z wszelkimi pojeciami abstrakcyjnymi,rozumieniem tekstu i polecen oraz pamiecia.
Teraz bedzie w klasie ostatniej szkoly ponadgimnazjalnej. Chcialabym spytac czy moglabym od Was dostac jakies wskazowki jak ulatwiac mu prace? Co mam robic aby ulatwic mu przyswajanie materialu z jezyka polskiego?
Widze, ze on sie bardzo stara. Zamiast klasowek wprowadzilam testy - jest mu latwiej napisac 1-2 zdania lub zakreslic odpowiedz nic pisac cala prace. Pytam go ustnie zamiast kartkowek dajac wydluzony czas na odpowiedz.
Czy moglabym dac mu jakies wskazowki jak ma sie uczyc, co ma cwiczyc? Co zrobic aby mial wiecej korzysci z lektur? On je czyta ale po prostu nic nie wie, staram sie tlumaczyc, powtarzac, dawac mu okazje do aktywnosci i wykazania sie wiedza ale chcialabym wiedziec co moge zrobic aby mu ulatwic nauke i sprawic aby na egzaminach, ktore beda dobrze wypadl/
Dodam, ze w domu pomagaja mu rodzice.
Najprawdopodobniej - z tego co dowiadywalam sie od psychologa - ma intelekt ponizej normy sporo ale rodzicom bardzo zalezalo aby byl w szkole masowej, wiele pracy w to wkladaja i dlatego nie uwzgledniono tego w orzeczeniu.
Czy byloby mozliwe udzielenie mi jakis wskazowek?
Ewa
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Beata w Czerwiec 28, 2004, 01:13:04 pm
Taka uwaga "techniczna" - szkoda jego czasu na czytanie długich lektur, skoro niewiele z tego rozumie. Proponuję, aby z każdej lektury przeczytał samodzielnie rozdział, fragment - możesz wybrać ten najciekawszy, najprostszy czy taki, który go wprowadzi w treść książki i zachęci, a nie zniechęci. Resztę mogą mu przeczytać rodzice, czy koledzy lub można skorzystać z oferty ośrodka czytelnictwa dla niepełnosprawnych (o ile taki u Was jest) i wypożyczać lektury na kasetach magnetofonowych.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ewaa6 w Czerwiec 28, 2004, 09:51:28 pm
Bardzo dziękuję za uwagę, jest ciekawa. Problem jeden jest taki, że teoretycznie jest to szkoła średnia kończy się egzaminem więc nie mogę tak całkiem otwarcie kazać czytać tylko kawałka tekstu - bo wtedy cała klasa tak zrobi pewnie... ale na pewno uda mi się jakoś przemycić taką sugestię.
Zawsze go zachęcam aby zapoznał się z opracownaiem lub streszczeniem.
Wyjątkiem są wiersze, które czytamy wszyscy na lekcjach, wymagam aby tez je czytał w całości.
Ewa
Tytuł: Przygotowanie do szkoły
Wiadomość wysłana przez: Beata w Czerwiec 29, 2004, 05:43:21 pm
ZALECANE ĆWICZENIA MOTORYKI MAŁEJ
1) malowanie farbami dużych kształtów (na arkuszach papieru rozpiętych na ścianie lub tablicy);
2) malowanie jednocześnie obydwoma rękami na dużym arkuszu papieru;
3) malowanie pędzlem linii prostych, splatanych nici, kłębuszków;
4) zamalowywanie kolorem większych płaszczyzn ruchami od strony lewej do prawej i z góry na dół;
5) zamalowywanie pól między liniami poziomymi;
6) malowanie krótkich, pionowych kresek;
7) malowanie linii falujących poziomych i pionowych (np. fale na morzu) z zachowaniem ciągłości i kierunku zgodnego z kierunkiem pisma;
8) malowanie linii spiralnych (dom ślimaka, kłębuszki);
9) kolorowanie książeczek obrazkowych;
10) rysowanie i kolorowanie pisakami (farby, miękkie kredki, pisaki wymagają niewielkiego nacisku, co zmusza do rozluźnienia mięśni);
11) kreślenie linii poziomych i pionowych "po śladzie" i samodzielnie;
12) kreślenie linii kolistych i falistych "po śladzie" i samodzielnie;
13) kreślenie linii zamkniętych (koła, owale, prostokąty);
14) łączenie liniami zaznaczonych punktów;
15) rysowanie przez kalkę techniczną wzorów dużych i drobnych o kształtach geometrycznych i literopodobnych;
16) wycinanie po liniach prostych, falistych, łamanych;
17) wycinanie figur;
18) wycinanie postaci ludzkich, zwierząt, kwiatów;
19) wycinanie części obrazków do składania;
20) wycinanie przestrzenne (np. domki, samochody, rakiety);
21) wykonywanie prac konstrukcyjnych wg wzoru (łódka, kapelusz itp.);
22) wykonywanie prac konstrukcyjnych wg własnych pomysłów;
23) lepienie z plasteliny;
24) ugniatanie plasteliny i zapełnianie nią powierzchni koła, kwadratu i trójkąta;
25) wałkowanie cienkich wałków i obwodzenie nimi narysowanych przedmiotów i figur;
26) układanie z wałeczków plasteliny różnych figur;
27) układanie klocków;
28) układanie puzzli;
29) odwzorowywanie szlaczków i wzorów.

Zaburzenia związane z motoryką małą (http://www.publikacje.edu.pl/publikacje.php?nr=622)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: kameljanda w Czerwiec 29, 2004, 06:43:50 pm
Swego czasu zarzuciłam w domu takie zabawy, bo młoda po prostu była zmęczona po przyjściu z przedszkola. Za to uwielbia wszelakiego rodzaju zabawy ruchowe. Dzięki nim odsteresowuje się.

Dodałabym tu zabawy z ciastem solnym, gliną(autentycznie),zabawy ze starymi gazetami, można je kształtować za pomocą domowej roboty kleju. Suszyć i malować :)
Tytuł: dofinansowanie do zakupu pomocy edukacyjno-rechab.
Wiadomość wysłana przez: Beatris w Lipiec 22, 2004, 11:57:29 am
Proszę o informację na temat dofinansowania do zakupu pomocy rechabilitacyjno-edukacyjnych. Jak na leży to załatwiac, jakie wymagania trzeba spełnić
Z góry dziękuję za odpowiedź
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: asiorek w Lipiec 22, 2004, 11:25:38 pm
Jedyne dofinansowanie do przedmiotów rehabilitacyjnych to chyba mozliwość  zwrócenia się do PCPR, tak jest np w przypadku wózka, ale już przedmioty typu piłka, czy drabinki, a tym bardziej materiały edukacyjne trzeba chyba niestety kupować za własne środki, które można sobie odliczyć od podatku, w zależności od niepełnosprawności dziecka.  Polecam też założenie konta w fundacji bądź stowarzyszeniu, wówczas jeśli uda się zebrać jakieś środki, można z nich pokryć sobie koszty zakupu przyrządów. My tylko tak funkcjonujemy, inaczej się nie da. Wszystko jest za drogie. A firmy produkujące przedmioty dla osób niepełnosprawnych windują ceny niesamowicie. :)
Nie wiem, czy moja odpowiedź pomogła, ale jeśli są inne możliwości, to sama chętnie skorzystam. :D
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Beatris w Lipiec 23, 2004, 09:08:16 am
o dofinansowaniu pisała sonia
http://forum.darzycia.pl/topic,2244

Soniu bardzo prosimy o więcej informacji
Tytuł: Policealna szkoła chce w weekendy kształcić farmaceutów i fi
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Sierpień 18, 2004, 11:56:31 am
Policealna szkoła chce w weekendy kształcić farmaceutów i fizjoterapeutów

   
 Marek Soja z rzeszowskiego kuratorium: - Radzę wszystkim, którzy podejmują decyzję o nauce w szkole policealnej, by w książce telefonicznej znaleźli numer do kuratorium oświaty i sprawdzili, czy wybrane przez nich studium ma uprawnienia szkoły publicznej i czy zawody, w których proponuje naukę, są w Polsce uznawane
 
 
 

- To niezgodne z prawem oświatowym - grzmią Ministerstwo Zdrowia i MENiS


Policealnym Studium Zawodowym "Wszechnica" z Krosna zainteresowało się najpierw Ministerstwo Zdrowia, a później MENiS. - Ktoś wysłał do Warszawy ulotkę reklamową tego studium. Nie dość, że nazwy zawodów, w których szkoła ogłosiła nabór, nie były zgodne z wykazem ministerialnym, to na dodatek technicy farmaceutyczni i fizjoterapii mieli się kształcić w systemie zaocznym. Tymczasem w Polsce w tych zawodach można kształcić tylko w szkołach dla młodzieży w systemie dziennym. Nie ma innej możliwości - podkreśla Marek Soja, dyrektor wydziału kształcenia ponadgimnazjalnego i ustawicznego w rzeszowskim kuratorium oświaty. Szkołom, które nie przestrzegają tych zasad, grozi utrata uprawnień placówki publicznej. A to oznacza, że nie będą mogły wydawać uznawanych w kraju świadectw i dyplomów, więc dla słuchaczy nauka w nich będzie stratą czasu. - Możemy też złożyć na szkołę doniesienie do prokuratury - mówi Marek Soja.

Ministerstwo Edukacji zobowiązało rzeszowskie kuratorium do wyjaśnienie sprawy krośnieńskiej Wszechnicy.

Nie udało się nam porozmawiać z nikim w szkole, bo pod podanym telefonem odpowiada faks. Ale kuratorium już zbadało sprawę. - Skontaktowałam się z przedstawicielem Wszechnicy. Tłumaczy, że ulotki, które rozpowszechniał, były tylko sondażem, czy na rynku jest zainteresowanie kształceniem w tych zawodach. Okazało się, że nie ma, więc kierunki te nie zostaną uruchomione - mówi Janina Czerepiuk, wizytator z krośnieńskiego oddziału kuratorium. Jak zapewnia szefostwo studium, szkoła jest przygotowana, by kształcić młodzież w systemie dziennym. - Zapewniano mnie także, że jeśli znaleźliby się chętni, szkoła postarałaby się o uprawnienia - dodaje Janina Czerepiuk i komentuje: - To nieprzemyślane i nieodpowiedzialne działanie.

Podobnie w ubiegłym roku postąpiła Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z Przemyśla. Ogłosiła nabór na kierunek, na który nie miała pozwolenia. Po blisko roku nauki okazało się, że 60 studentów straciło tylko swój czas i pieniądze. Władze szkoły tłumaczyły się, że bez problemu uzyskały ministerialne pozwolenie na prowadzenie zajęć na informatyce, więc sądziły, że równie łatwo pójdzie im z drugim kierunkiem - psychologią zarządzania. Tak jednak się nie stało i studenci zostali na lodzie.

Podkarpackie kuratorium ostro rozprawia się ze szkołami policealnymi, które łamią prawo. Na początku lipca kurator zawiadomił prokuraturę, że policealne studium Top Education działa w Rzeszowie nieuczciwie: powołuje się na uprawnienia, których nie ma, i obiecuje kandydatom nieistniejące tytuły. Jednocześnie z Top Education kuratorium skierowało sprawę do prokuratury przeciwko Centrum Nauki i Biznesu "Żak". - Ta placówka także ogłosiła nabór, nie zgłaszając swojej działalności ani nam, ani urzędowi miasta, co jest jej obowiązkiem - wyjaśniali pracownicy kuratorium.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2234678.html
Tytuł: Wychowywać i uczyć jak to łatwo powiedzieć...
Wiadomość wysłana przez: sonia w Sierpień 24, 2004, 11:58:05 pm
Wychowywać, jak to łatwo powiedzieć... (http://osiedle.net.pl/przedszkole77/pedagog.htm)

Poczucie własnej wartości u dzieci.

Każdy z nas intuicyjnie czuje, co to jest poczucie własnej wartości oraz jakie ma znaczenie w życiu. Trudniej jest wyrazić tę wiedzę słowami. W psychologii istnieje dużo definicji poczucia własnej wartości. Większość z nich mówi o poczuciu własnej wartości jako rezultacie mniej lub bardziej świadomego szacowania i oceny własnego znaczenia, atrakcyjności, kompetencji i zdolności. Inaczej jest nazywane koncepcją siebie. Dominującą rolę w strukturze pojęcia o sobie odgrywa świadomość kim jestem i jaki jestem. Koncepcja siebie jest uwarunkowana tym, jak inni spostrzegają i oceniają nas. Szczególnie dotyczy to obrazu siebie małych dzieci. Reakcje werbalne, czyli to co mówimy i jak mówimy oraz pozawerbalne, czyli gesty, miny, postawa ciała mówią dziecku, jakim człowiekiem jest w naszych oczach i jakim chcielibyśmy je widzieć. Dziecko uczy się rozpoznawać i oceniać, w jakim stopniu przystaje czy pasuje do ideału określonego i komunikowanego dziecku przez dorosłych. Wielu badaczy podkreśla, że wiedza o sobie czyli obraz Ja jest podstawową i być może najważniejszą cechą osobowości regulującą ludzkie zachowanie. Uznaje się wręcz, że sposób spostrzegania siebie wyznacza przebieg życia: wpływa na funkcjonowanie w społeczeństwie, umożliwia odczuwanie satysfakcji z obcowania z innymi, obniża poziom lęku, poprawia społeczne i intelektualne funkcjonowanie dziecka.
Wyznacznikiem poczucia własnej wartości jest samoocena. Wysoka samoocena powoduje, że dziecko z pewnością siebie, z ufnością i wiarą we własne możliwości podejmuje różne wyzwania jakie stawia mu szkoła, ponieważ wierzy we własne zdolności i nie boi się nowych, trudnych zadań. Niska samoocena powoduje niezadowolenie z siebie, pogardę dla siebie i w konsekwencji dość często samoodrzucenie, obniża efekty działań, kształtuje bierną postawę wobec zadań. Dziecko jest podatne na sugestie, przejawia zachowania asekuranckie, osiąga mniej niż wynika to z jego potencjalnych możliwości. Zdarza się też, że dziecko ma zawyżoną samoocenę. Może ona, ale nie zawsze tak jest, pełnić rolę pozytywną. Zbyt wysoka samoocena jest powodem porażek, może rodzić frustracje, napięcia i konflikty.
Budowanie poczucia własnej wartości jest procesem-trwa całe życie. Uczestniczą w nim osoby znaczące dla dziecka: najpierw rodzice i nauczyciele, potem rówieśnicy. Może się wydawać, że rolą rodziców jest nieustanne chwalenie, podbudowywanie swego dziecka. Jest to zadanie znacznie poważniejsze i wymagające większego wysiłku, ale wcale nie skomplikowane. Dziecko ma wysokie poczucie własnej wartości, kiedy łączy go więź ze swoją rodziną, czuje, że są akceptowane jego uczucia, jest z uwagą wysłuchiwane i szanowane. Budowanie więzi w rodzinie odbywa się poprzez zaspokajanie potrzeb biologicznych (ubranie, jedzenie, inne potrzeby materialno-bytowe) oraz potrzeb psychicznych (doświadczanie czułości, intymności, szczęścia, zadowolenia, zainteresowania, bezpieczeństwa, miłości). Pragnę podkreślić, że potrzeba miłości może być zaspokojona tylko w rodzinie. Najlepsza pani w przedszkolu czy w szkole nie jest w stanie dać dziecku tego rodzaju miłości.
Brak zaspokojenia tych potrzeb powoduje, że dziecko czuje się odtrącone, traci poczucie bezpieczeństwa i obniża się poczucie własnej wartości. Psychoterapeuci zbadali, że im słabsza więź w rodzinie, tym większy jest wpływ rówieśników i mediów. Dzieci szukają akceptacji często w grupach przejawiających patologiczne zachowania: alkohol, narkotyki, rozboje, prostytucja, palenie papierosów bądź uciekają w wirtualny świat w Internecie. Jako rodzic dostrzegam więcej wad niż zalet posiadania komputera i Internetu w domu. Przede wszystkim brakuje czasu na rozmowy, czytanie książek bo dzieci są zajęte grami bądź "gadu-gadu". Marzę o tym, aby przyszła do nas moda (najlepiej ze USA) na wakacje bez komputera. Jest to postawa bardzo wygodna, bo wtedy dzieci łatwo by się jej poddały. O wiele trudniej jest samemu ją wprowadzić we własnym domu i konsekwentnie trwać.
W jaki sposób zaspokajamy potrzeby psychiczne dzieci? Temat jest bardzo szeroki. Dobór sposobów postępowania jest uzależniony od rodziców, od preferowanej przez nich metody wychowania, ponieważ oni są pierwszymi i najważniejszymi wychowawcami swoich dzieci. Chciałabym zwrócić uwagę Czytelników na kilka aspektów wychowywania dzieci. O dwóch z nich pisałam w poprzednich artykułach, a mianowicie o akceptacji dziecięcych uczuć i stawianiu granic w wychowywaniu.
Akceptacja dziecięcych uczuć ("Widzę, że jesteś wściekły na Tomka") nie oznacza zgody na niewłaściwe zachowania ("Byłaś tak zła na siostrę, że ją kopnęłaś. Nie wolno kopać. Powiedz Kasi, co ci się nie podoba słowami. Przecież potrafisz"). Okazując szacunek dla dziecięcych uczuć uczymy ich szanowania samych siebie i innych. Ważne jest, że uczymy dzieci słownictwa określającego ich wewnętrzną rzeczywistość. Skoro umieją nazywać swoje doznania, zaczną radzić z nimi sobie same.
Granice w wychowywaniu to system zasad i norm, które wyznaczamy swoim dzieciom i sami ich przestrzegamy. Dzięki nim wiadomo, co jest słuszne, a co nie. Ograniczenia wiążą się nierozerwalnie z dyscypliną. Jeśli są zbyt sztywne i surowe, dzieci staja się buntownicze i zalęknione. Należy więc zachować elastyczność i znaleźć czas na rozmowę z dziećmi, gdy mają jakiś problem.
W procesie budowania poczucia własnej wartości ważny jest sposób oceniania, a więc pochwały i krytyka. Trudno jest zaakceptować pochwałę w rodzaju "jesteś wspaniała, cudowna". Czujemy, że jest wyolbrzymiona i niemal natychmiast odrzucamy ją. Dzieci również czują się niezręcznie i mają trudności z zaakceptowaniem pochwały, która wystawia im ocenę.
Większość dzieci odczuwa niepokój, gdy ustawicznie słyszy komentarze na temat swego zachowania, nawet jeśli są one pozytywne. Czują się tak, jakby były pod ciągłą obserwacją. Są też dzieci, które w takich sytuacjach reagują inaczej. Tak się przyzwyczajają do faktu, że wciąż słyszą słowa aprobaty dla tego, co robią, iż bez pochwały czują się zagubione i niepewne siebie. Jeśli przyzwyczaimy je, żeby ciągle szukały aprobaty na innych, to jaką informację im przekazujemy? "Nie możesz ufać samemu sobie. Potrzebujesz opinii innych ludzi, żeby wiedzieć, jak sobie radzisz".
Niektóre dzieci odbierają ustawiczne pochwały, jako subtelne, niewypowiedziane powiedzenie, żeby zachowywały się zgodnie z oczekiwaniami i życzeniami swoich rodziców. Dzieci te często dochodzą do wniosku: "Muszę przestać myśleć, co chcę robić i jak chcę to zrobić, a pomyśleć o tym, co oni chcą, żebym zrobił. Nie mogę polegać na sobie. Lepiej polegać na innych".
Jeśli mamy do wyboru skierować uwagę dziecka na to, co pomyślą inni lub na to co same zrobiły, lepiej wybrać tę drugą możliwość. Nauka jest bardziej wartościowa wtedy, gdy dzieci są głęboko zainteresowane tym, co robią a nie wtedy, gdy martwią się, jak ocenią ich ludzie. Pochwała opisowa sprawia, że dziecko staje się świadome swoich możliwości i jest w stanie same sobie udzielić pochwały. Dobra pochwała składa się z dwóch części: Dorosły opisuje z uznaniem, co widzi lub czuje ("Widzę, że wykonano tu dużo pracy. Wszystkie klocki na półce. Każda płyta w swoim przedziale. Miło wejść do takiego pokoju") i dziecko, po wysłuchaniu opinii potrafi pochwalić się samo ("Kiedy chcę, to wiem jak się sprząta"). Podobnie chwalimy rysunki dzieci. Dzieci potrafią siebie oceniać i czują się nieswojo, kiedy zachwycamy się , często bez zastanowienia: "Wspaniale! Jesteś prawdziwą artystką". Jeżeli mamy powiedzieć dziecku, co widzimy to musimy naprawdę patrzeć: "Widzę czarne niebo i blady księżyc, i błyszczące, żółte gwiazdy". Dziecko pochwali siebie: "Umiem narysować noc".
Nie zawsze możemy pochwalić, zachwycić się, bo widzimy niedociągnięcia i czujemy, że w jakiś sposób trzeba zmotywować do dalszych prób. Krytyka ("No proszę! Włosy potargane. I jeszcze nie włożyłaś butów. Pośpiesz się, bo się spóźnisz.") odbiera ducha do czegokolwiek. Zamiast koncentrować się na tym, co złe zacznijmy od zwrócenia uwagi na to, co dziecko osiągnęło. Potem należy wskazać, co jeszcze dziecko powinno zrobić ("Jesteś prawie ubrana. Czysta bluza, spodnie i skarpetki. Jeszcze tylko buty i włosy i możesz iść!"). Jest to konstruktywna krytyka.
Sześciolatki podejmują próby pisania liter. Dziewczynka z mojej grupy, po napisaniu kilku linijek litery "O" podeszła do mnie z zeszytem i zapytała :"Czy ładnie napisałam?" Praca nie wyglądała zbyt dobrze: literki nie były zbyt kształtne, niektóre nie mieściły się w liniach. Wyszukałam kilka najbardziej kształtnych i powiedziałam: "Widzę tu dużo literek "O" . Kilka z nich mi się podoba: ta, ta i ta jest ładna. Postarałaś się i te napisałaś ładne. Pozostałe mniej mi się podobają. Jeszcze musisz poćwiczyć". Dziewczynka odeszła. Kiedy podchodziła do swego stolika, jedna z koleżanek spytała: "No i co ci pani powiedziała?" "Że się staram"- odparła.
Wszyscy: nauczyciele, dzieci i rodzice możemy czerpać korzyści z tego, że osoba mająca obiektywny punkt widzenia powie nam, jak zrobić coś lepiej. Ale zanim w ogóle będziemy w stanie rozważać możliwość zmian, musimy uwierzyć, że więcej w nas dobrego niż złego i że sami jesteśmy w stanie naprawić to, co złe. W ten sposób budujemy wiedzę o sobie, a co za tym idzie poczucie własnej wartości." - Krystyna Grochulska, Nauczycielka w Przedszkolu Samorządowym nr 32 w Białymstoku

PORADY LOGOPEDY

Dziecko "ryzyka dysleksji"


    Według definicji M. Bogdanowicz (Uniwersytet Gdański) dysleksja jest objawem zaburzeń wyższych czynności psychicznych, które przejawiają się w postaci specyficznych trudności uczenia się czytania i pisania. Definicja ta wyklucza trudności ,które są rezultatem upośledzenia umysłowego, schorzeń neurologicznych, uszkodzeń narządów zmysłów i ruchu bądź zaniedbań wychowawczo - dydaktycznych.
    Dysharmonie rozwoju psychoruchowego wskazujące na zagrożenie dysleksją uwidaczniają się już we wczesnych okresach rozwojowych dziecka.
Ryzykiem dysleksji objęte są dzieci:
. Z nieprawidłowej ciąży i porodu (na skutek mikrouszkodzeń centralnego układu nerwowego).
. Z obciążeniami genetycznymi (gdy w rodzinie występowała dysleksja, opóźnienie rozwoju mowy, oburęczność lub leworęczność).
. Dzieci rozwijające się nieharmonijnie, z opóźnieniem rozwoju niektórych funkcji poznawczych i mowy oraz z opóźnieniami rozwoju ruchowego
Dziecko o opóźnionym rozwoju ruchowym znacznie później niż jego rówieśnicy osiąga przewidzianą normą sprawność motoryczną. Ma trudności w wykonywaniu wielu czynności ruchowych i samoobsługowych a następnie w zabawach manipulacyjnych i konstrukcyjnych. Ruchy dziecka są wolniejsze (zwiększenie ich tempa powoduje wzrost napięcia mięśniowego i brak precyzji). Dlatego dziecko unika zabaw wymagających dobrej sprawności ruchowej czy sprawności manualnej. Nie lubi rysować (rysunki prezentują niski poziom graficzny), niechętnie bawi się układankami itp.
  Opóźnieniu i dysharmonii rozwoju ruchowego często towarzyszą zaburzenia w zakresie percepcji wzrokowej. Ich przejawem mogą być:
. trudności w różnicowaniu wzrokowym (dziecko nie wyodrębnia elementów z całości obrazu, słabiej go zapamiętuje, nie dostrzega szczegółów itp.),
. uboga struktura przestrzenna wytworów konstrukcyjnych oraz kłopoty z konstruowaniem wg planu,
. schematyczne, ubogie treściowo rysunki,
. trudności w rozpoznawaniu abstrakcyjnych kształtów, mylenie liter, cyfr,
. trudności z odtwarzaniem wzorów graficznych i "szlaczków",
. opuszczanie liter, sylab lub linijek tekstu.
Dziecko "ryzyka dysleksji" ma też trudności z opanowaniem schematu własnego ciała, przyswajaniem pojęć: prawa - lewa i koordynacją wzrokowo- ruchową. Przejawia kłopoty z oceną położenia przedmiotów w przestrzeni i posługiwaniem się określeniami typu: na, pod, w, obok, przed.
    Dziecko "ryzyka dysleksji" nie lubi słuchać bajek, ma trudności z zapamiętywaniem wierszy, piosenek, złożonych poleceń, ciągów słownych (dni tygodnia, nazwy miesięcy). Przyczyna tych objawów leży w zaburzeniach funkcji słuchowych. Dziecko nie radzi sobie z wydzielaniem głosek w słowach i ich łączeniem, nie różnicuje głosek podobnie brzmiących: p - b , t - d , sz - ż.
Zaburzenia funkcji słuchowych często są przyczyną opóźnień i zaburzeń w zakresie rozwoju mowy, oraz wad wymowy. Często u tych dzieci stwierdza się opóźniony rozwój mowy, trudności z zapamiętywaniem i wypowiadaniem złożonych wyrazów, nazw, budowaniu wypowiedzi, utrzymującą się wadliwą wymowę, błędy gramatyczne.
Reasumując, można stwierdzić iż dziecko, którego rozwój w zakresie motoryki, percepcji wzrokowej, słuchowej lub mowy przebiega nieprawidłowo, będzie miało problemy z przyswojeniem umiejętności czytania i pisania. Na ogół specyficzne trudności w pisaniu i czytaniu rozpoznawane są zbyt późno, tzn. wtedy, gdy zaczynają decydować o dalszej karierze szkolnej ucznia. Dlatego z punktu widzenia profilaktyki, należy dążyć do jak najwcześniejszego eliminowania dysharmonii rozwojowych, jeszcze przed podjęciem przez dziecko nauki w szkole.
  Zachęcam do bardziej wnikliwego spojrzenia na własne dzieci, zwłaszcza pod kątem funkcjonowania omówionych tu sprawności, leżących u podstaw umiejętności czytania i pisania. Wczesne objęcie dziecka oddziaływaniami ukierunkowanymi na stymulowanie rozwoju zaburzonych funkcji, stwarza przedszkolakowi szansę na osiągnięcie gotowości do nauki czytania i pisania." - Logopeda Bożena Jabłońska

PORADY PSYCHOLOGA

Porozmawiajmy o agresji u dzieci


O agresji mówi się ostatnio bardzo dużo, ale jeszcze chyba za mało, bo w dalszym ciągu codziennie zasypywani jesteśmy informacjami o najróżniejszych aktach przemocy. A może nie mówi się tego co trzeba. Na przykład tego, że oglądanie agresywnych zachowań pokazywanych w telewizji lub kinie, po pierwsze, nasila tendencję do reagowania agresją, a po drugie, powoduje narastające znieczulenie na krzywdę. Oba twierdzenia zostały dowiedzione ponad wszelką wątpliwość w dziesiątkach badań prowadzonych na całym świecie, ale co z tego, skoro na palcach jednej ręki można policzyć produkcje filmowe i telewizyjne nie zawierające mniej lub bardziej brutalnych scen. I dotyczy to nie tylko filmów dla dorosłych, ale, niestety, również tych przeznaczonych dla dzieci. Nawet przedstawienia teatralne dla najmłodszych często potrafią straszyć szarpaniną, krzykiem, przepychankami na scenie, bardzo często niczym nie uzasadnionymi, nawet wymogami akcji. Pół biedy jeśli z dzieckiem ogląda to wszystko mądry dorosły, który wytłumaczy co dobre, a co złe, ale jeśli nie, to może być to początek kłopotów z zachowaniem. Mały człowiek najszybciej i najefektywniej uczy się przecież przez naśladownictwo. Media to nie jedyne źródło zagrożeń, ale ze względu na zasięg wpływu, jedno z poważniejszych, o czym wciąż trzeba przypominać.
Co my jako rodzice możemy zrobić, aby zmniejszyć częstość zachowań agresywnych naszych dzieci. O jednej możliwości już wspomniano - rozmawiać i tłumaczyć. Jeśli trzeba, to w nieskończoność i przy każdej okazji. Poza tym - zdecydowanie ograniczyć oglądanie telewizji, co na pewno wyjdzie dziecku na dobre również i z innych powodów. Wybierać odpowiednie, najlepiej wcześniej znane przedstawienia filmowe i teatralne. Nagradzać dziecko za każde zachowanie, które mogło być agresywne, a nie było. Uczyć takiego rozwiązywania konfliktów, aby stosowanie przemocy nie było potrzebne. Życzliwie (bez agresji) karać odpowiednio do przewinienia pamiętając, że kara ma nie być odwetem, ale poniesieniem konsekwencji nieodpowiedniego zachowania. Rozwijać w dziecku empatię czyli umiejętność współodczuwania, a także wrażliwość na krzywdę. Ale przede wszystkim być dla dziecka przykładem. Jeśli chcemy, aby nasze pociechy nie zachowywały się agresywnie, sami nie stosujmy przemocy wobec członków rodziny, innych ludzi, ale też i zwierząt. Zachowujmy się tak, jakbyśmy chcieli, aby zachowywały się nasze dzieci." - Psycholog Maria Bartosiewicz

Jak Trudno Być Mamą!

Dzień, w którym dziecko przyszło na świat, całkowicie zmieniło twoje życie. Od tej chwili stałaś się matką. Maleńka istotka, którą urodziłaś, oczekiwała , że zaspokoisz wszystkie jej potrzeby.
Od chwili narodzin stałaś się dla niej całym światem. Nawet jeśli pilnie przygotowywałaś się do nowej roli, przeżyłaś prawdziwą burzę uczuć. Każdego dnia ogarnia cię niezwykła radość i euforia, ale czasem też smutek , przygnębienie, a nawet paniczny strach przed tym, co cię jeszcze czeka. Te uczucia to smak rodzicielstwa, cała gama nowych doznań, które będą się ciągle zmieniać i mieszać ze sobą. I towarzyszyć przez całe lata.
Na początku bycie mamą może wydawać się nierealne, zupełnie jakby nie chodziło o ciebie.
Kiedy narodziny dziecka i trudne przeżycia szpitalne są już za tobą, może wydawać się, że najgorsze już minęło bezgranicznie. Jednak w domu okazuje się, że ta mała istotka przewróciła twoje życie do góry nogami i może nawet przychodziły chwile, kiedy zastanawiałaś się, czy aby na pewno posiadanie dzieci jest twoim pragnieniem i czy poradzisz sobie ze wszystkimi obowiązkami wychowawczymi, domowymi wcielając się w rolę mamy. Zawsze musi minąć trochę czasu, by twoje umiejętności rozwijały się, tak jak będzie rosło i rozwijało się dziecko. Z biegiem czasu można dojść do przekonania, ze wszystko robisz świetnie i najlepiej wiesz, czego potrzebuje pociecha. A czasem wydaje się, że jesteś bezradna jak rozbitek na oceanie, a pomoc znikąd nie nadchodzi...
Punktem wyjścia do naszego rodzicielstwa jest to, jak sami byliśmy wychowani i traktowani przez rodziców. Wszystko czego nauczyliśmy się w dorosłym życiu o wychowaniu dzieci, nakłada się na wiedzę, która zapadła w nas dawno temu, gdy sami byliśmy mali. Jeśli twoi rodzice dawali ci to, czego potrzebowałaś i czego pragnęłaś, będziesz pewnie próbowała podobnie twoje dziecko. Jeśli nienawidziłaś czegoś w dzieciństwie, postarasz się oszczędzić tego swemu dziecku.
Nie jest to łatwe, dlatego czasem wbrew najszczerszym postanowieniom, usłyszysz we własnym głosie jakby echo tego, co mówiła do ciebie mama. Być może zdarzy się to, gdy nie będziesz miała czasu ani siły, by przemyśleć sytuację. Po prostu automatycznie sięgasz do swoich doświadczeń z dzieciństwa. Cokolwiek zrobisz, staraj się pamiętać, że każde dziecko jest inne, a wychowanie polega na wzajemnym dopasowaniu swoich potrzeb i oczekiwań.
To, że zostałaś mamą, ma znaczenie nie tylko dla ciebie i twojego dziecka. Również inni- krewni, przyjaciele, znajomi będą upewniać się, że rozpoczął się nowy rozdział w twoim życiu. Nawet rodzice, choć dla nich zawsze będziesz dzieckiem, będą postrzegać cię w innym świetle. Przyjaciele, którzy mają już dzieci, przyjmą cię jakby na nowo do swojego ekskluzywnego klubu, z pełnym zrozumieniem "ludzi wtajemniczonych". Natomiast wśród tych, którzy nie mają dzieci, prawdopodobnie będziesz czuła się osamotniona. Nie będziecie mieli o czym rozmawiać. Wasze drogi na jakiś czas się rozejdą. To normalna kolej rzeczy, ale z biegiem czasu wrócicie do straconych przyjaźni, znajomych. Od chwili kiedy zostałaś matką, tylko to się liczy dla ciebie najbardziej w życiu.
Czasem w odnalezieniu się w tej roli pomagali ci obcy ludzie, którzy podczas spacerów zatrzymywali się przy wózku i ciekawie zaglądali do maleństwa, uśmiechali się. W ten sposób postrzegali cię jako matkę, a chwile dumy przeżyte na spacerze choć częściowo wynagradzały ci nie przespane noce.
Przyjście dziecka na świat nadaje nowy sens twojemu związkowi z partnerem, otwiera nowy okres wspaniałych doświadczeń, które możecie dzielić i które są wyłącznie wasze. Jednocześnie oznacza utratę wolności i niezależności. Nie ma co ukrywać, że od chwili przyjścia dziecka na świat, będzie coraz mniej czasu dla siebie. Warto więc rozmawiać na nurtujące was problemy, tematy, aby drobne nieporozumienia nie urosły do rangi poważnych problemów.
Każda zmiana w życiu jest stresująca, a pojawienie się dziecka należy z pewnością do najtrudniejszych. Choć trudy tej sytuacji mogą okazać się większe niż przypuszczaliście, warto wtedy pomyśleć, że wasze szczęście, radość i duma również przekroczyły wcześniejsze oczekiwania.
JAK BYĆ DOBRĄ MAMĄ?...
- Znajdź trochę czasu dla siebie - przemęczona mama nie potrafi spokojnie myśleć i działać. Nawet pół godziny w ciągu dnia daje szansę relaksu.
- O ile to możliwe, ustal porządek dnia (posiłki, sen dziecka, spacer, wyjście do koleżanki)
- Ciesz się kontaktem fizycznym z dzieckiem. Przytulanie, łaskotanie, baraszkowanie pomoże nawiązać tę szczególną nic porozumienia między matką a dzieckiem, która odtąd będzie zawsze was łączyć.
- Poczucie wspólnoty z innymi ludźmi często pomaga przetrwać trudne chwile. Dlatego warto utrzymywać kontakty z rodzicami, którzy mają dzieci w tym samym wieku lub podobne problemy.
- To zupełnie naturalne, że porównujesz swoje dziecko z maluchami, w tym samym wieku i interesuje cię, jak rozwijają się dzieci znajomych.
Jeśli jednak twoje dziecko nieco wolniej niż inne dzieci zdobywa różne umiejętności, nie martw się. Każde dziecko rozwija się we własnym tempie, a nieraz uczy się nowych rzeczy w innej kolejności niż rówieśnicy.
- Możesz prześledzić w książkach kolejne etapy rozwoju dziecka, ale pamiętaj, że, twoja pociecha nie musi być "przykładem książkowym".
- Zwracaj uwagę na reakcję dziecka. Jeśli jest pogodne, zadowolone i prawidłowo się rozwija, nie martw się niczym. Bądź pewna, ze radzisz sobie bardzo dobrze.
- Poczucie winy często uniemożliwia sensowne działanie i powoduje, ze czujesz się źle. Jeśli zdarzyło się zrobić coś, czego potem żałujesz, spróbuj znaleźć sposób, by sobie wybaczyć, przeproś dziecko- to nic, ze jest za małe, by cię zrozumieć i zacznijcie wszystko od początku. Przyznanie się do winy nie oznacza końca świata, a może poprawić samopoczucie.
- Nigdy nie oszukuj dziecka. Jeśli nie spełniasz swoich przyrzeczeń, dziecko nie będzie ci wierzyć, a w przyszłości również szanować cię.
- Zachowaj różne pamiątki, zdjęcia , kasety. Dzięki nim zobaczysz, jak szybko rośnie wasze dziecko, uczy się i jak szybko minął okres, który wydawał się nie mieć końca.
GDY CZUŁY DOTYK, TKLIWE SPOJRZENIA, PEŁNE MIŁOŚCI SZEPTY LUB MELODYJNE KOŁYSANKI SPRAWIĄ,ŻE NA ZAPŁAKANEJ BUZI DZIECKA POJAWI SIĘ UŚMIECH, KAŻDA MAMA ZAPOMINA O ZMĘCZENIU, NIE PRZESPANYCH NOCACH. RADOŚĆ DZIECKA DODAJE KAŻDEJ MAMIE NOWYCH SIŁ I ENERGII, A TAKŻE MACIERZYŃSKIEGO UROKU I CAŁKOWITEGO SPEŁNIENIA SIĘ W TEJ ROLI.

Źródło:
Czasopismo "Dziecko" artykuł "Jak trudno być mamą!" - Moniki Jaroszyńskiej - Szymczuk
Opracowała Bogusława Czyrska
http://osiedle.net.pl/przedszkole77/mama.htm
Tytuł: Nauczyciele bez korzyści
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Sierpień 31, 2004, 01:41:59 pm
Nauczyciele bez korzyści

WIESŁAW KOSAKOWSKI

DYREKTOR III LO IM. MARYNARKI WOJENNEJ W GDYNI

Co wynika ze zmian w Karcie nauczyciela?

Myślę, że wchodzące od września w życie zmiany w Karcie nauczyciela nie są korzystne. Najważniejsza - wydłużenie okresu oczekiwania na nauczycielski awans - wynika głównie z braku pieniędzy w budżecie. Przecież, jak już ktoś zostaje nauczycielem, to chce jak najszybciej przebyć całą ścieżkę awansu i zyskać te niewielkie, ale jednak pieniądze. Teraz nie trzeba będzie tak szybko zwiększać pensji nauczycielom, bo awansować oni będą wolniej. Część nauczycieli, zwłaszcza ci, którzy rozpoczynają starania o awans, może być z tych przepisów niezadowolona. W mojej szkole ponad połowa nauczycieli ma stopień nauczyciela dyplomowanego, ale nowi, którzy niedawno przyszli, będą pewnie tą zmianą przepisów rozczarowani. Niekorzystny też jest brak określenia górnego pułapu nauczycielskich zarobków, gwarantowanych przez państwo. Scedowanie na samorządy powiększania pensji i dodatków dla nauczycieli nie jest dobrym rozwiązaniem, bo samorządy z roku na rok mają mniej pieniędzy. Będzie tak jak jest teraz, że nauczyciele za tę samą pracę w różnych gminach zarabiają mniej lub więcej.

Za słuszną uważam natomiast zmianę przepisów dotyczących egzaminu na stopień nauczyciela dyplomowanego. Uczestniczyłem w posiedzeniach komisji kwalifikacyjnej i wiem, że trudno ocenić nauczyciela tylko na podstawie dokumentów, bez rozmowy z nim. Teraz już nie wystarczą zgromadzone dokumenty, potwierdzające kwalifikacje. Starający się o ten stopień nauczyciel będzie musiał odbyć rozmowę z komisją kwalifikacyjną. Moim zdaniem w przypadku awansu na nauczyciela dyplomowanego powinien być nawet przeprowadzany państwowy egzamin, tak jak w Niemczech. Przecież nauczyciel dyplomowany jest mistrzem w zawodzie.

Kolejna, niekorzystna dla nauczycieli zmiana, dotyczy urlopów na poratowanie zdrowia. O dwa lata dłużej, minimum siedem lat, będzie musiał on pracować, by o taki urlop mógł wystąpić. Wiem, że niektórzy nauczyciele, spodziewając się zaostrzenia przepisów, wcześniej postarali się o urlop. A przecież taki odpoczynek jest niezbędny w naszej pracy, także ze względów psychicznych. (notowała a.p.)

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040831/prawo/prawo_a_2.html
Tytuł: Prawo oświatowe Gmina ustala sieć
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 01, 2004, 11:42:50 am
Prawo oświatowe Gmina ustala sieć
Przedszkole obowiązkowe


Od dziś każdy sześciolatek musi uczestniczyć w wychowaniu przedszkolnym. Stworzenie warunków pozwalających rodzicom dziecka wypełnić ich obowiązek posyłania dziecka do przedszkola lub oddziału przedszkolnego szkoły podstawowej jest zadaniem własnym gminy.


Rada gminy ustala sieć prowadzonych przez siebie przedszkoli i oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych. Powinna być ustalona tak, aby wszystkie dzieci sześcioletnie zamieszkałe na jej terenie zostały objęte wychowaniem przedszkolnym - wynika z wchodzących dziś w życie przepisów nowelizacji ustawy o systemie oświaty z 27 czerwca 2003 roku (Dz. U. nr 137, poz. 1304). Mówią one także, żeby droga sześciolatka z domu do najbliższego publicznego przedszkola lub oddziału przedszkolnego w szkole podstawowej nie przekraczała 3 km. Jeśli to się nie uda, obowiązkiem gminy jest zapewnienie bądź bezpłatnego transportu i opieki w czasie przewozu dziecka, bądź zwrot kosztów przejazdu dziecka i opiekuna środkami komunikacji publicznej.

Rodzice dziecka podlegającego obowiązkowi przedszkolnemu są obowiązani dopełnić czynności związanych ze zgłoszeniem dziecka do przedszkola lub oddziału przedszkolnego w szkole podstawowej. Muszą też zapewnić regularne uczęszczanie dziecka na zajęcia. Nierespektowanie obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki podlega egzekucji w trybie przepisów o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. Dyrektorzy publicznych i niepublicznych przedszkoli i szkół podstawowych, w których zorganizowano oddziały przedszkolne, są obowiązani powiadomić dyrektora szkoły, w której obwodzie dziecko mieszka, o przyjęciu przedszkolaka do ich placówki.

Od 1 września, na podstawie tej noweli pojawia się także nowy typ szkoły: trzyletnie szkoły specjalne przysposabiające do pracy dla uczniów z upośledzeniem umysłowym w stopniu umiarkowanym lub znacznym oraz dla uczniów z niepełnosprawnościami. Ich ukończenie daje świadectwo potwierdzające przysposobienie do pracy.

Dzieci z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego dotyczy jeszcze jeden nowy przepis: wychowaniem przedszkolnym mogą one być objęte także w wieku powyżej 6 lat, nie dłużej jednak niż do końca roku szkolnego, w którym dziecko kończy 10 lat. Obowiązek szkolny tych dzieci może być odroczony do końca roku szkolnego, w którym dziecko kończy 10 lat. Ż.S.

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040901/prawo/prawo_a_4.html
Tytuł: Szkolne nowości
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 01, 2004, 11:57:24 am
Szkolne nowości

   
•  Miasto przygotowało w tym roku także program dla dzieci wybitnie zdolnych. Nosi wdzięczną nazwę - „As Wśród Nas". Urzędnicy proponują w nim m.in. stworzenie międzyszkolnych kółek dla nastoletnich geniuszy.

•  Dodatkową godzinę tygodniowo na przygotowanie się do egzaminu dostają też maturzyści (program: „Nowa Matura").

•  Dzięki programowi „Równe szanse" podstawówki dostaną tygodniowo po 1,5 godziny na jedną klasę (rok temu miały po 1 godzinie). Gimnazja - po 3 (wcześniej dwie godziny). Szkoły ponadgimnazjalne - tak jak rok temu - mają dwie godziny. Niestety, miasto powiadomiło o tym dyrektorów dopiero kilka dni temu, gdy ułożono już plany lekcji. Trzeba więc je zmieniać.

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2261629.html
Tytuł: Szkoły od świtu do zmierzchu
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 01, 2004, 11:59:02 am
Szkoły od świtu do zmierzchu

   
Miasto chce wydać kilkanaście milionów na zajęcia pozalekcyjne - szkoły mają pracować nawet do godz. 19.


Od nowego roku szkolnego w stolicy zaczyna się mała rewolucja oświatowa: miasto wprowadza program "Otwarte Drzwi". Chce, by szkoły publiczne pracowały - tak jak część prywatnych - od rana do wieczora (teraz zajęcia kończą się zazwyczaj o godz. 16).

- Szkolne świetlice, siłownie, biblioteki, sale gimnastyczne i komputerowe będą czynne nawet do godz. 19. Dzieci będą mogły w szkole pograć w piłkę, pójść na kółko zainteresowań, ale też odrobić lekcje - zapowiada dyrektor miejskiego biura edukacji Maxymilian Bylicki.

Oferta ma zależeć wyłącznie od szkoły. Nauczyciele, którzy poprowadzą zajęcia, stworzą ją wspólnie z rodzicami. Ci ostatni zadecydują ostatecznie, czy wolą, by ich dzieci po lekcjach grały w kosza czy np. w piłkę nożną.

- Nie chcemy, by podstawówki czy gimnazja stały się przechowalniami, w których uczniowie będą siedzieć w świetlicy przed telewizorem. Sfinansujemy jedynie dobre projekty - zastrzega wicedyrektor biura edukacji Ewa Krawczyk.

W sumie miasto wyda na program ok. 10 mln zł (to tylko szacunki), ale część dyrektorów już teraz alarmuje, że pieniędzy jest za mało. - Policzmy: Na zajęcia pozalekcyjne mamy dostać tygodniowo po 18 godzin dydaktycznych. Czyli wypada ich raptem po trzy dziennie. Jedno kółko trwa godzinę. Jakim więc sposobem moja szkoła, do której chodzi 600 uczniów ma być czynna do siódmej wieczorem? Po drugie, ile dzieci skorzysta z takiej skromnej oferty? Ten program może się okazać fikcją - denerwuje się jeden z dyrektorów.

Miasto uspokaja: szkoły mogą dostać więcej niż 18 godzin. Szczególnie te, do których chodzą uczniowie z mniej zamożnych rodzin.

Poza tym nauczyciele mają się starać o tzw. małe granty. Chodzi o nowatorskie projekty zajęć pozalekcyjnych - szkolne teatry, ekologiczne przedsięwzięcia, społeczne akcje (ten program nazywa się "Super belfer").

Ale i tu pojawiają się kłopoty: - Projekty musimy napisać, potem oceniają je urzędnicy w dzielnicy. Zanim prześlą pieniądze na szkolne konta, będziemy listopad! Zajęcia zaczną się z opóźnieniem, tak jak rok temu! - ostrzegają nauczyciele. Inni się pocieszają: - Lepszy rydz, niż nic.

Tym bardziej, że szkoły dostaną - w ramach kolejnego już programu "Równe szanse" - nieco więcej niż rok temu godzin na np. dodatkowy angielski, informatykę czy matematykę

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2261628.html
Tytuł: Niewymarzona szkoła
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 01, 2004, 12:03:38 pm
Niewymarzona szkoła

   

Uczeń wie, że większość rzeczy ze szkolnego materiału nigdy mu się nie przyda w dorosłym życiu. Uczy się po to, by zdać egzaminy, a potem zapomnieć. I tylko mu żal, że pół życia stracił, a i tak musi iść do doradcy podatkowego, żeby wypełnić druczek PIT-u. A gdy wracając stamtąd, natknie się na wypadek, ucieknie w popłochu, bo przecież nie umie udzielić pierwszej pomocy...


Mój rocznik, tegorocznych maturzystów, miał okazję obserwować zarówno szkołę przed reformą, jak i szkołę dziś, w jej trakcie. I uważam, że nie rozwiązała ona największego problemu polskiej szkoły - jej niskiej efektywności wynikającej z tego, że wciąż uczy się archaicznymi metodami nauczania na podstawie archaicznych programów, w których roi się od rzeczy uczniowi niepotrzebnych. Moja rówieśnica podsumowała to tak: "Żeby zdobyć pracę, albo nie trzeba tego wszystkiego wiedzieć, albo trzeba jeszcze umieć coś innego".

Uczeń nie nauczy się niczego, jeśli nie będzie miał do tego motywacji. Skoro zaś doskonale zdaje sobie sprawę, że większość rzeczy ze szkolnego materiału nigdy mu się nie przyda w dorosłym życiu, nic nie da powtarzane w kółko: "uczysz się dla siebie". Uczy się do egzaminów, po to, by je zdać, a zakute zapomnieć. I tylko mu żal, że pół życia stracił, a teraz i tak musi iść do doradcy podatkowego, żeby wypełnić druczek PIT-u. A gdy wracając stamtąd, natknie się na wypadek, ucieknie w popłochu, bo przecież nie umie udzielić pierwszej pomocy...

W związku z reformą i "unowocześnianiem" szkoły przeprowadzono - co prawda - pewne zmiany w programie nauczania. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że nie polegały one na tym, by wyrzucić rzeczy w nim zbędne i zastąpić nowymi, bardziej odpowiadającymi rzeczywistym zapotrzebowaniom współczesnego ucznia. Po prostu łączy się poprzednie wymagania z nowymi, przeciążając plan zajęć do maksimum. Wprowadza się takie przedmioty jak przedsiębiorczość, wiedza o Unii Europejskiej itd. Jednak często na tych lekcjach dubluje się informacje z historii, WOS-u lub matematyki. Czasem na czterech różnych godzinach czterech różnych nauczycieli tłumaczyło nam, jak przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej, a my siedzieliśmy w szkole do popołudnia, cały dzień wałkując jedno i to samo.

A potem słyszy się na korytarzach: "Nie mam czasu siedzieć w szkole. Muszę się uczyć". Samemu bądź na korepetycjach, czasem udzielanych nawet przez tych samych nauczycieli, tylko "po godzinach"... Wszyscy uczniowie z radością podchwyciliby hasło: efektywniej i praktyczniej. Ale to wciąż hasło, podobnie jak cała reforma, która utknęła w chaosie, stojąc w rozkroku między starym a nowym.

Wspomniana wyżej koleżanka o biologii: "Uczmy się nie o pierwotniakach, tylko o chorobach, jakie nam grożą, i po której stronie mamy wątrobę. Powinniśmy mieć sprawdziany z udzielania pierwszej pomocy". Nic dodać, nic ująć - człowiek uczy się szczegółów rozmnażania paprotników, a gdy go zapytać o tę nieszczęsną wątrobę...

Spróbujmy więc chwilę pomarzyć, jak wtedy, gdy w podstawówce kazano nam pisać wypracowania pt. "Moja wymarzona szkoła". Czego brakuje nam w poszczególnych przedmiotach, aby można było je raczej nazwać "dziedzinami naszego życia"?

Gdyby tak na historii uczono nas tylko zarysu chronologicznego, a nie dat dziennych pokoju w Tylży. Gdyby tak na każdy fakt historyczny patrzeć przez pryzmat skutków i przyczyn (dziś robi się to sporadycznie, a w dodatku przeważnie skutków też się nas uczy, nie pozwalając dojść do nich samemu). Gdyby więcej było historii współczesnej, nawet kosztem polityki dynastycznej Jagiellonów! To absurd, że w większości klas nauczyciel współczesność pomija, nie nadążając z programem i mając świadomość, że i tak lepiej do matury powtórzyć wojnę trzydziestoletnią, niż omówić transformację '89 roku. I gdy młody człowiek idzie do urny (jeśli w ogóle idzie), głosuje często na chybił trafił, nie rozumiejąc mechanizmów dzisiejszej sceny politycznej.

Pewien nauczyciel matematyki opowiadał mi o swej wizycie w sklepie spożywczym. Kostka sera, z ceną nie wiadomo za co. Za kilogram? Za całość? Za funt? Matematyk, zafascynowany, nakłania panią, aby wyliczyła mu, ile kosztowałby kilogram tego sera. Pani, nieco wystraszona, odpowiada: "Trzeba pomnożyć". "Nie - trzeba podzielić". Pani dzieli, ale nie w tę stronę, i tak dalej. Zapytałam: Czy w takim razie nie lepiej byłoby, aby w szkole ta pani, zamiast uczyć się stereometrii i macierzy, często wracała przy różnych okazjach do podstaw, ciągle powtarzała tak proste, ale ważne czynności matematyczne: obliczanie procentów, średniej, dzielenie pisemne? Materiału przerobiłaby mniej, ale może zapamiętałaby więcej i nie była matematycznym wtórnym analfabetą?!

Matematyk nie do końca się zgodził. A gdyby - spytał - ta pani miała na tyle rozwinięty matematycznie umysł, by po prostu wpaść na to, jak to liczyć? Może trzeba właśnie rozwijać umysł ucznia, więcej do szkolnego programu dodając np. logiki? Zagadnienie do dyskusji. Ale dziś za mało jest i jednego, i drugiego. Pan prof. Łukasz Turski stwierdził w niedawnej gazetowej dyskusji z prof. Osiatyńskim ("O czym nie mówi szkoła", "Gazeta" z 12 czerwca), że w polskich szkołach nie uczy się już matematyki wyższej, że to wspomnienia, "że uczy się, jak zakładać spółkę komandytową, o rentach na dożycie". Oj, być może w niektórych, ale w większości...

Ale jeżeli już zdarzy się, że w szkole wprowadzony jest ciekawy, autorski program nauczania, często pozostaje on ciekawy tylko na papierze. To, czy uczeń przyswoi zawartą w nim wiedzę, zależy bowiem od sposobu, w jaki się ją poda. A to, czy będzie to sposób interesujący - wciąż tylko od dobrej woli nauczyciela. Jak ważna jest w procesie nauki metoda jej przekazania, przekonałam się na własnej skórze, pracując z harcerzami. Podobnie jak w szkole miałam im do przekazania pewien program, jednak na moje zbiórki dzieci nie miały obowiązku przychodzić. Musiałam więc uczyć je w taki sposób, by miały ochotę wracać. Stosując metodę zwiadu, robiąc z nimi przedstawienia, zapraszając na zbiórki ciekawych gości udało mi się sprawić, że nie tylko miały ochotę w nich uczestniczyć, ale też na trwałe przyswajały sobie "materiał" (po części przypominający ten szkolny).

A potem pytałam sama siebie: dlaczego podobnie nie może wyglądać lekcja w szkole?

- Bo nie zdążylibyśmy z programem! - powie ktoś. Ale po co bombardować dziecko informacjami, jeżeli ono i tak otwiera sobie swój antywiedzowy parasol, bo nie ma ochoty tej wiedzy przyswajać? A mogłoby przecież chcieć się uczyć lub nawet wchłaniać tą wiedzę mimochodem, na przykład podczas pracy w grupach.

Twórcy reformy chyba to spostrzegli. Wczoraj moja siostra-gimnazjalistka na klasyczne pytanie "Co masz zadane?" odparła, że... mapę mentalną Mojżesza. Czy ktoś kilka lat temu słyszał o czymś takim? Jednak z moich obserwacji wynika, że zmiany w metodyce to wciąż tylko eksperymenty kreatywnych nauczycieli, a nie normalne wobec nich wymaganie. Trudno mi z mojej pozycji powiedzieć, jak sprawić, by zalecenia reformy stały się dla nauczycieli obligatoryjne. Podobnie jak trudno byłoby mi znaleźć prostą receptę na przełamanie strachu przed zmianami w podstawie programowej. Mogę wskazać jedynie objawy, nie metody leczenia. Ale uważam, że mam prawo i obowiązek opowiedzieć o tym, czego mi w szkole brakowało i czego brakuje mi w momencie wejścia w dorosłe życie.

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2260687.html
Tytuł: Szkoła bez dzwonka
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 01, 2004, 12:13:17 pm
Szkoła bez dzwonka



Dzwonek - rzecz, bez której, zdawałoby się, szkoła obyć się nie może. A jednak z wielu szkół dzwonki zniknęły. Co więcej z niektórych zniknęły też oceny

Dziś 1 września i chciałoby się powiedzieć, że "w szkołach zabrzmią pierwsze dzwonki". W przypadku bardzo wielu szkół byłaby to jednak nieprawda.

- U nas nic nie dzwoni, za to wszędzie - w klasach, na korytarzach - wiszą zegary - mówi Mariola Smoleń z II Gimnazjum STO w Gdańsku. - Uczniowie mają sami pilnować, aby nie spóźnić się na lekcję. To dużo trudniejsze niż dzwonki, ale uczy odpowiedzialności za siebie. Oczywiście są spóźnienia, ale były i wcześniej.

Na wyłączenie gongu zdecydowała się swego czasu również gdańska podstawówka nr 45. Eksperyment trwał trzy lata. Dzwonek powrócił na wyraźną prośbę nauczycieli.

- Byłam trochę rozczarowana, bo mnie osobiście bardzo podobał się brak tego denerwującego sygnału. No i nie było tego "hurrra!" po dzwonku na koniec lekcji. Musiałam jednak ulec prośbom nauczycieli. Fakt, że dzieci częściej się spóźniały - mówi Irola Ferlin, dyrektor SP 45.

- A u nas dzwonek jest, ale tylko jeden - na dwie minuty przed początkiem lekcji. O tym, kiedy skończyć zajęcia, decydują sami nauczyciele - mówi Jolanta Szulfer z gdańskiego Zespołu Szkół Programów Indywidualnych.

Dzwonki łącznościowców

W gdańskim Zespole Szkół Łączności przy Podwalu Staromiejskim zachowało się kilka dzwonków. Tego akurat - najstarszego - używa się już bardzo rzadko, w bardzo wyjątkowych okolicznościach. Ostatnio zabrzmiał wiosną - przy okazji akcji, w której w jednym momencie w szkołach w całej Europie "wydzwaniano" pokój na świecie. Aż się prosiło, aby wtedy dyrektor szkoły dał uczniom sygnał do dzwonienia tym, liczącym tradycyjnym, metalowym, liczącym sobie ponad 50 lat.



A to już niepodzielny władca szkolnych dzwonków. Właśnie tego typu urządzenie - metalowa czasza z kowadełkiem - najczęściej oznajmia koniec lekcji czy przerwy. Mechanizm wprawia w ruch prąd. Włącza go - najczęściej woźna - guzikiem.



Ten elektroniczny sterownik błogosławią woźne, a przeklinają uczniowie. Jest tak zaprogramowany, że sam - we wcześniej zaplanowanych momentach - uruchamia dzwonki w całej szkole. Nie da się go ubłagać, aby zadzwonił nieco wcześniej czy później. Chyba że akurat nie ma prądu i woźna musi chwycić za tradycyjny dzwonek...

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2261039.html
Tytuł: Posadki dla kolegów
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 01, 2004, 12:18:33 pm
Posadki dla kolegów

   
ZOBACZ TAKŻE  
 

• Ruch w szkołach (30-08-04, 01:00)
• Trzeba stworzyć system selekcji (30-08-04, 01:00)

 
Liczą się znajomości, a nie umiejętności - alarmuje kuratorium oświaty. I potwierdza to, co od dawna jest tajemnica poliszynela: dyrektorzy szkół zatrudniają nauczycieli z protekcji. Szykują się kontrole

Aby ułatwić nauczycielom znalezienie zatrudnienia, mazowieckie kuratorium oświaty utworzyło internetowy bank ofert pracy (http://www.biuletyn.edu.pl). Ogłoszenia, które zamieszczają tam dyrektorzy, już po kilku godzinach są nieaktualne. Na anons o etacie chemika w Zespole Szkół nr 10 przy Kolektorskiej odpowiedziało 20 osób. To nie wyjątek. Konkurencja na oświatowym rynku pracy jest tak duża, że dyrektorzy mogliby wybierać spośród najlepszych. Czy tak robią? Niekoniecznie.

Udają, że szukają...

- Dociera do nas coraz więcej sygnałów, że wolne etaty rozdawane są wśród znajomych - przyznaje Małgorzata Korczak, dyrektor biura kadr i statusu zawodowego w kuratorium. - Część dyrektorów jedynie udaje, że szuka nauczycieli. Umieszczają ogłoszenia tylko po to, by zachować pozory zdrowej konkurencji.

Nauczyciele skarżą się w kuratorium, że szkoły ich zwodzą: oferują najpierw cały etat, potem pół, w końcu tuż przed podpisaniem umowy odsyłają z kwitkiem. Bronisław Lermer, matematyk z doktoratem (w liceum i gimnazjum uczył 12 lat), od kilku miesięcy szuka pracy. Złożył podania do ośmiu szkół publicznych. - Gdy dzwonię z ogłoszenia, zwykle jest już nieaktualne. Nie mam wątpliwości, że część ofert jest pozorowana - mówi.

Pani Małgorzata (nazwisko do wiadomości redakcji), historyk, dostała pół etatu właśnie dzięki protekcji koleżanki, która poleciła ją swojej dyrektorce. - Przez kilka miesięcy szukałam pracy na własną rękę. Złożyłam podania w 15 szkołach. Jestem nauczycielem mianowanym, mam doświadczenie, sukcesy w pracy. Ale nie takie rzeczy się liczą. Belfer "z ulicy" ma nikłe szanse na etat w szkole - uważa.

...a pracę dają znajomych

Dyrektor szkoły sam odpowiada za politykę kadrową. Teoretycznie może więc zatrudnić, kogo zechce. - Nie ma regulaminu, który by określał zasady zatrudniania nauczycieli w publicznych szkołach - przyznaje kurator Ryszard Raczyński. - Dyrektor nie musi organizować konkursu ofert.

Z informacji kuratorium wynika, że przez "tylne drzwi" dyrektorzy zatrudniają często osoby bez kwalifikacji. Zdarza się, że lekcje przysposobienia obronnego prowadzą byli wojskowi, angielskiego - językowcy, którzy mają jedynie First Certificate in English (certyfikat potwierdzających znajomość języka na poziomie podstawowym). W szkołach integracyjnych na etatach specjalistów pracują wolontariusze. Czasem dochodzi do nieprawdopodobnych sytuacji. Jedna z dyrektorek przedszkola chciała np. zatrudnić na etat nauczycielski matkę przedszkolaka. Tłumaczyła, że jej kandydatka ma "wyjątkowe podejście do dzieci". Tu kuratorium od razu interweniowało.

Oświatowi urzędnicy zgadzają się, by dyrektor zatrudnił nauczyciela bez kwalifikacji, o ile ten jest w trakcie uzupełniania wykształcenia. - Większość takich próśb jednak odrzucamy, bo nie wierzę, że nie można znaleźć wykwalifikowanego wuefisty - twierdzi dyrektor Korczak.

I zapowiada kontrole w szkołach. Mają być prowadzone razem ze stołecznym biurem edukacji.

- Trudno udowodnić dyrektorowi, że zatrudnił znajomego, ale łatwo sprawdzić kwalifikacje nauczycieli - dodaje

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2257404.html
Tytuł: Szkoły- uczniowskie posłki
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 01, 2004, 04:00:12 pm
Czy obiady będą droższe?


Przygotowanie i sprzedaż posiłków w stołówkach szkolnych nie jest zwolniona z VAT. Jak powiedział „GP” doradca podatkowy Trajan Szuladziński, w takich przypadkach należy stosować stawkę właściwą dla ogółu usług gastronomicznych, czyli 7 proc. Zwolnione od podatku są natomiast usługi polegające m.in. na organizowaniu obozów czy kolonii. Usługi te muszą być jednak organizowane przez szkoły i inne jednostki objęte ustawą o systemie oświaty i świadczone wyłącznie na rzecz dzieci i młodzieży z tych szkół i jednostek.

szkoŁY. uczniowskie posiŁki
Czy obiady będą droższe?


Przygotowanie i sprzedaż posiłków w stołówkach szkolnych nie jest zwolniona z VAT. Jak powiedział „GP” doradca podatkowy Trajan Szuladziński, w takich przypadkach należy stosować stawkę właściwą dla ogółu usług gastronomicznych, czyli 7 proc. Zwolnione od podatku są natomiast usługi polegające m.in. na organizowaniu obozów czy kolonii. Usługi te muszą być jednak organizowane przez szkoły i inne jednostki objęte ustawą o systemie oświaty i świadczone wyłącznie na rzecz dzieci i młodzieży z tych szkół i jednostek.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 02, 2004, 12:27:02 am
Ustawa o systemie oświaty

Polecam

USTAWA z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty
(Tekst ujednolicony - zawiera zmiany wprowadzone ustawą z dnia 2 lipca 2004 r., która weszła w życie z dniem 21 sierpnia 2004 roku - Dz. U. z 2004 roku Nr 173, poz. 1808)
(http://www.menis.pl/prawo_oswiatowe.html)


Tekst ujednolicony. Stan prawny na 10 lipca 2004 roku - m.in. organizacja kształcenia, wychowanie i opieka w szkołach i placówkach publicznych...

więcej informacji - sdsi, rzeczpospolita 01 09 2004 (http://www.dzieci.org.pl/prawo/ustawa_o_systemie_oswiaty_2004.html)
Tytuł: Szkoda czasu na dzieciństwo
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 05, 2004, 12:42:28 pm
http://www.wprost.pl/ar/?O=65870
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 05, 2004, 01:08:25 pm
Mocny reportaż Ulka.

Nauka rozwija mózg  
Mózg dwulatka ma dwa razy więcej połączeń między neuronami (synaps) niż mózg dorosłego człowieka. Proces ich tworzenia jest nieustannie stymulowany przez bodźce, które docierają z otoczenia. Im więcej synaps, tym lepiej pracuje mózg.
Cytuj
Naukowcy dowiedli, że na przykład nauka gry na instrumencie muzycznym we wczesnym dzieciństwie ma nieocenoony wpływ na rozwój prawej półkuli odpowiedzialnej za myślenie abstrakcyjne. W wieku późniejszym skutkuje to dobrymi wynikami w naukach ścisłych. Równie dobroczynny wpływ na rozwój mózgu ma także wczesna nauka języków obcych.


Szkoda czasu na dzieciństwo (http://www.wprost.pl/ar/?O=65870) - Tygodnik "Wprost", Nr 1136 (05 września 2004)

Z tym się zgadzam, choc nieraz zarzucano mi "meczenie" dziecka.
Wcale nie chodzilo o edukacje jako taka, ale bodzcowanie mozgu dla dalszego rozwoju, dla unikniecia plaskiej glowki z tylu. Jesli polaczy sie zabawe z edukacja w formie zabawy, mozna wiele osiagnac.  A z "krytykantow" to my sie teraz z Monika smiejemy.  :D
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Wrzesień 06, 2004, 08:39:36 am
Śniadanie na szóstkę

Dziennik Polski (http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/09.06/Zdrowie/a1/a1.html)

Cytuj
Według badań niemal 14 procent dzieci w wieku szkolnym wychodzi z domu bez śniadania i rozpoczyna naukę na czczo, kolejne 17 procent rano jada tylko w niektóre dni. Podsumowując: ponad 30 procent polskich uczniów w trakcie tygodnia nauki je nieregularnie lub w ogóle nie je tak ważnego posiłku, jakim jest pierwsze śniadanie.

Przyczyną tego stanu rzeczy są zarówno problemy ekonomiczne, z którymi zmagają się polskie rodziny (niskie zarobki, bezrobocie), jak i czynniki cywilizacyjne (brak czasu rodziców, tempo współczesnego życia). Efektem jest przyzwyczajenie dziecka niemal od najmłodszych lat życia do złych nawyków żywieniowych. Tymczasem odżywianie ma bezpośredni wpływ na zdrowie i ogólną kondycję, a także na zdolność do przyswajania wiedzy w szkole. Głodny uczeń zachowuje się tak, jak się czuje, a jego samopoczucie zależy w dużej mierze od tego, co je.

Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: renata w Wrzesień 06, 2004, 02:50:39 pm
Soniu zgadzam sie ze nauka w formie zabawy i bez wymagan ale nie zeby zabierac dzieciom dziecinstwo nikt nie napisze co dzieje sie po tych cudownych naukach dzieci od malego ze sa wypalone i maja problemy psychiczne a moze to was zaciekawie ze woda w anglii ma prozac pozostalosci anglicy jedza tyle tego srodka ze organizm nie jest w stanie przetworzyc i czesc jest wyiusiana sa to takie ilosci ze resztki znajduje sie w wodzie fajnie do czego dazy ta nasza super cywilizacja w pogani za czym Moze jeszcze jedne fakty ze dzieci w przedszkolu maja nerwice i cierpia na anoreksje skad to sie bierze wiecej zajec wiecej stresu  bedzie wiecej potrzyman ciazy wiecej psychologow i przemysl medyczny zarobi na prozacu
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 06, 2004, 03:18:24 pm
Napewno każda przesada ma złe strony w rozwoju dzieci. Co do stresu w przedszkolach i szkołach - myślę, że oprócz braku dojrzałości szkolnej winę ponosi odwieczna gonitwa po Ośrodkach w poszukiwaniu "złotego środka". Sam pośpiech sam w sobie jest już zadręczający dzieci, potem kontakt malutkich dzieci z wszelkimi infekcjami w takim zbiorowisku. Z pewnością nie ma sztywnych reguł na wszystko, ale przemoc i pośpiech, a także nadopiekuńczość matek i niezbyt przyjazne stosunki panujące w placówkach są największym powodem dalszych niedomagań dzieci.
Tytuł: Dowody sympatii
Wiadomość wysłana przez: Joanna74 w Wrzesień 06, 2004, 10:58:38 pm
"Dla optymalnego rozwoju dziecko powinno zbierac jak najbardziej roznorodne doswiadczenia ze wszystkich narzadow zmyslow. Potrzebuje dowodow sympatii, jak pieszczoty i usciski, tak samo jak chlapania w blocie, szalenstw, wspinania sie i biegania, aby wyrosnac na czulego, kochajacego zycie, ciekawego swiata czlowieka" S.Pauli, A. Kisch "Co sie dzieje z moim dzieckiem? Zaburzenia rozwoju ruchowego i postrzegania".

Przytulajmy sie zatem i calujmy oraz szalejmy z naszymi ukochanymi dzieciaczkami. Dajmy im troszke swobody i sami badzmy przy nich dziecmi. :multi:  :onfire:  :angel:  :B-fly:  :ok:  :eating:   :tekno:

Pozdrawiam serdecznie
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Anonymous w Wrzesień 07, 2004, 08:29:02 am
Kontrowersyjny pomysł kuratorów oświaty

 "Gazeta Wyborcza": Niektórzy kuratorzy oświaty chcą odciąć dostęp do liceów ogólnokształcących najsłabszym uczniom, bo boją się, że zaniżają poziom. Ogólniaki biją popularnością inne szkoły kończące się maturą (technika i licea profilowane).

W ostatnich trzech latach absolwenci gimnazjów wybierali masowo właśnie licea - szło do nich około 44 proc. absolwentów - są bowiem przekonani, że ogólniak to najlepsza droga na studia - podkreśla "Gazeta Wyborcza".

Według "Gazety Wyborczej", efekt jest taki, że jak grzyby po deszczu, często w miejsce szkół zawodowych, powstają nowe LO. Jest w nich coraz więcej miejsc.

Zdaniem kilku kuratorów, przez to często dostają się do nich uczniowie słabi. Bywa, że nawet tacy, którzy na świadectwie z gimnazjum mają same dwóje (czyli mierne), obniża się więc poziom ogólniaków. Dlatego kuratorzy proponują ograniczyć dostęp do LO uczniom najsłabszym.
 Info:
http://info.onet.pl/975937,11,item.html
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Wrzesień 07, 2004, 01:27:01 pm
Ręce opadają na "decycje władz" :roll:
Już po rozpoczęciu nowego roku szkolnego  :cry:

Awantura o szkołę
 
Rodzice uczniów pierwszej klasy gimnazjum w Brzeziu w gminie Kłaj protestują przeciwko przeniesieniu oddziału zamiejscowego szkoły do oddalonego o pięć kilometrów gimnazjum w Szarowie. Jak twierdzą, o decyzji wójta dowiedzieli się... w czwartek rano. Ostrzegają, że nie będą tam posyłać dzieci.
 

Gimbus w czwartek i piątek odjechał pusty. Uczniowie pierwszej klasy gimnazjum, choć powinni rozpocząć lekcje w Szarowie, pozostali w Brzeziu.

Wój gminy Kłaj tłumaczy likwidację oddziału gimnazjum niżem demograficznym i decyzją kuratorium.

Z decyzją wójta nie zgadza się Rada Gminy, która proponowała utworzenie w Brzeziu zespołu szkół, podobnie jak w sąsiednim Targowisku. Tam też kuratorium odmówiło pierwotnie wydania zgody.

Mieszkańcy są przekonani, że szkoła w Brzeziu to idealne miejsce dla ich dzieci. Rozgoryczeni rodzice zapowiadają, że będą codziennie odprowadzać dzieci do gimnazjum w Brzeziu.

Zródło:
Serwis regionalny Kraków (http://tvp.pl/369,20040903117007.strona)
Tytuł: święta prawda
Wiadomość wysłana przez: asiabe w Wrzesień 07, 2004, 05:18:56 pm
Podpisuję się pod tym postem obiema rękami, tylko dlaczego niektórzy sie na mnie dziwnie patrzą, a i wielu zastanawia się kiedy dorosnę :D
tata
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 07, 2004, 05:45:36 pm
I ja się zgodzę że nauka przez zabawę może rozwijac małe dzieci i nic chyba nie stoi na przeszkodzie żeby pewne elementy wprowadzac wcześniej
dla dzieci które na taka naukę są juz gotowe.
Niestety, w Polsce i chyba nie tylko panuje sposób
" uśredniania" nikt nie mysli o tym że jeden trzylatek pozna wszystkie litery  i nawet będzie juz czytał, gdy inny  jeszcze długo bedzie miał z tym kłopoty, nawet w wieku szkolnym
i wcale nie chodzi tu o dzieci z deficytami, to dotyczy także zdrowych dzieci
na to naklada się jeszcze problem mizeroty oświatowych finansów, ktora nie ma nic do zaproponowania dzieciom zdolniejszym i usilnie
" równa w dół"( to niby tak dla sprawiedliwości, o czym także w artykule)

więc jeżeli po takim artykule ktos wpadnie na genialny pomysł żeby I-szą klasę zaczynać w wieku lat trzech i to dla wszystkich dzieci to lepiej
żeby zapomniano o sprawie
 
sami rodzice tez czasami nie pozostaja bez winy, czytałam kiedys na forum dzieci pytanie matki 3-latka
-czy sa jakieś metody żeby nauczyć dziecko szybko czytać???
i nawet odezwały się " znawczynie tematu" z dobrymi radami, jedna nawet polecała wspaniałą metodę którą sama pracuje z dzieckiem ( nazwę przemilczę)
i proponowała kontakt
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: marias52 w Wrzesień 08, 2004, 10:58:43 am
To wyobraz sobie jak sie na mnie patrza na szalejaca babcie tylko ja sie tym nie przejmuje
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 08, 2004, 11:06:27 am
My z Monisią przytulamy się gdzie się da, w domu najczęściej w tańcu (choć nie tylko), na ulicy jak coś ciekawego powie itp.
To nie tylko dowód radości, ale akceptacji i przede wszystkim bodźce dotykowe.
Tulmy więc ile się da i dokąd nasze dzieci dzadzą się tuklić :D
Ja zaraz mam oakzję to zrobić, bo za pół godziny wróci ze szkoły- ukażę radość z jej samodzielnego powrotu, potem za serduszka lub ocenę w szkole.
Powodów jest zawsze wiele tylko chcieć  :D
W szkole czy przedszkolu też można - uśmiechem, chwyceniem za rączkę.... - no wychowawcy - próbujcie także.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: asiabe w Wrzesień 08, 2004, 11:43:59 am
Ja tez sie podpisuje pod tym co napisali poprzednicy zwłaszcza mój mąż  :D

Macie rację ,powodów do okazywania radości i czułości nie brak zwłaszcza dla naszych "darowych bohaterów" .
Ale pamietajmy tez o pozostałych dzieciaczkach (kto ma  :D ),aby tymi całusami i przytuleniami obdarowywac kazde po równo.
 Wiadomo, że kazdy najmniejszy nawet drobiazg czy wykonana samodzielnie rzecz chorego dziecka cieszy postokroć, i radości a czesto łez wzruszenia nie ma końca.  Staram się wtedy cieszyć się razem z pozostałymi dziecmi z Oli sukcesów i oczywiście odwrotnie.
Tytuł: Będzie pomoc dla niepełnosprawnych uczniów liceum
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 09, 2004, 05:41:13 pm
Będzie pomoc dla niepełnosprawnych uczniów liceum

   
 
Zawiodło ministerstwo, pomogły władze miasta - niepełnosprawni uczniowie liceum integracyjnego przy ul. Jasnej znowu mają nauczycieli wspomagających. Bez takiej pomocy trudno byłoby im poradzić sobie w szkole.


Ada jest uczennicą drugiej klasy liceum przy Jasnej. Z trudem pisze jednym palcem na komputerze. Bez pomocy drugiej osoby nie jest w stanie robić notatek z polskiego czy narysować wykresu funkcji na matematyce. Nie może zanotować pracy domowej.

Do tej pory jej i innym niepełnosprawnym dzieciom w szkole pomagali np. robić notatki tzw. nauczyciele wspomagający. Na początku września okazało się jednak, że ich nie będzie, bo nie ma pieniędzy na etaty dla nich.

Ada próbowała radzić sobie w inny sposób. Na lekcjach historii nagrywała wykład na dyktafon. Na innych zajęciach pomagali jej koledzy i koleżanki.

- To wspaniali młodzi ludzie - mówi mama Ady.

Nauczycieli zabrakło, bo ministerstwo edukacji nie przygotowało rozporządzenia, umożliwiającego sfinansowanie takich etatów. Poprzednie rozporządzenie w tej sprawie straciło moc. Ministerstwo obiecywało przygotować nowe, ale nie dotrzymało słowa. To nie pierwsza wpadka urzędników, w ubiegłym roku było tak samo.

Kiedy tydzień temu napisaliśmy, że Ada została bez pomocy, do redakcji zadzwoniła czytelniczka. - Jestem emerytowaną nauczycielką. Skoro zawiedli urzędnicy, ja deklaruję pomoc. Mogę pomagać tej dziewczynce na wszystkich lekcjach, za darmo - powiedziała. Skontaktowała się z mamą Ady i z dyrekcją Zespołu Szkół Integracyjnych przy ul. Jasnej. Kiedy już panie były umówione, okazało się, że wolontariusz nie jest potrzebny.

- W Urzędzie Miasta znalazły się pieniądze na nauczycieli wspomagających. Mimo tego chciałam bardzo podziękować tej pani za jej serce - powiedziała nam wczoraj mama Ady.

Szkoła dostała pieniądze na sześć etatów. Nauczyciele będą pomagać nie tylko Adzie, ale też innym niepełnosprawnym uczniom w tym liceum.

- Fundusze wygospodarowaliśmy w ramach budżetu uchwalonego przez radę. Swoją drogą, nie rozumiem poczynań rządu. W skali kraju nie są to przecież tak wielkie pieniądze - mówi Andrzej Sygut, wiceprezydent Kielc.

Ada będzie mogła normalnie uczestniczyć w lekcjach. Dziewczyna ma już plany na przyszłość.

- Myśli o studiowaniu psychologii, lubi też języki obce. Może będzie kontynuować naukę przez internet, jest tyle możliwości. Może też przez internet pracować. Ale najważniejsze teraz to zdać maturę - mówi mama Ady.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2275903.html
Tytuł: Ministerstwo Edukacji ostrzega przed stronami w internecie
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 22, 2004, 06:22:13 pm
Ministerstwo Edukacji ostrzega przed stronami w internecie

   
W internecie pojawiły się strony, które wyglądają jak oficjalne witryny ministerstwa edukacji, ale nimi nie są. Próbują wciskać nauczycielom płatne materiały i bezużyteczne zaświadczenia


- Szkoły pytają czy mamy coś wspólnego z wydawnictwami oferowanymi na jednej z takich stron. Tymczasem my tego nie firmujemy. Datarły do nas też informację o witrynie, która ma podobną nazwę jak my, a poblikuje błędne informacje o nowej maturze - opowiada Mieczysław Grabianowski, rzecznik Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu (MENiS). - Nie jesteśmy w stanie śledzić wszystkich takich stron na bieżąco. Dlatego umieśliśmy w naszym serwisie informację, w której odcinamy się od tych, którzy się pod nas podszywają - wyjaśnia rzecznik.

Dotarliśmy do właściciela jednego z takich serwisów. Dlaczego podszywa się pod MENiS? - W żadnym miejscu na mojej stronie nie ma informacji, że to serwis ministerstwa, a wybrałem taki adres ze względu na oglądalność. Serwis, do którego nikt nie zagląda nie ma prawa istnieć - wyjaśnia Jacek Richta z Sosnowca.

Richta przyznaje, że odbiera telefony od osób, które sądzą, że dzwonią do ministerstwa. - Wyprowadzam ich z błędu, choć jeśli mogę to odpowiadam na ich pytania - mówi. Mimo że nie jest prawnikiem ani nauczycielem, a ekonomistą. Jako ekonomista się sprawdza, bo na swojej stronie nieźle zarabia. Oprócz sprzedaży programów edukacyjnych, kursów, pomocy szkolnych i przyborów biurowych, oferuje także zaświadczenia nauczycielom zbierającym takie dokumenty, żeby uzyskać awans zawodowy. Wygląda to tak: ktoś przysyła artykuł, Richra umieszcza go na swojej stronie i odpłatnie wystawia zaświadczenie, że nauczyciel opublikował materiał. Ta usługa cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Tymczasem podkarpacki kurator Stanisław Rusznica zapewnia, że takie zaświadczenia nie są uznawane.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2297135.html
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Wrzesień 24, 2004, 11:08:23 am
ZDANIEM MAMY. Tylko nie getto! (http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/09.24/Rodzinny/06/06.html)

Szkoły lepsze i gorsze były od zawsze. A w ramach tych szkół bywały klasy cieszące się lepszą lub gorszą opinią. W jednej akurat zeszły się dzieci spokojniejsze, w drugiej z kolei bardziej uzdolnione. Z reguły taki układ był jednak dziełem przypadku. Na przełomie lat 50. i 60. o tym, czy chodziło się do klasy a, b czy c decydował... alfabet. W klasie "a" były więc dziewczynki lub chłopcy (bo szkoły koedukacyjne należały do rzadkości), których nazwiska zaczynały się na litery od A do K, w "b" - ze środka, a w "c" - z końca alfabetu.

Szansa na to, by w jednej klasie zeszli się uczniowie zdolniejsi, w innej z bogatszych rodzin, a w kolejnej same nieznośne była więc znikoma. Ale też różnice, przynajmniej finansowe, między dziećmi były minimalne. Jeżeli kogoś nie było stać na wyjazd na wycieczkę, płacił za to komitet rodzicielski. I tyle...

- Dlaczego moje dziecko nie ma prawa jechać na "zieloną szkołę", dłuższą wycieczkę albo uczyć się w szkole dodatkowego języka? Dlaczego poziom w klasie jest niższy niż mógłby być, a syn narażony jest na demoralizujący wpływ kolegów? - zastanawiają się rodzice, których potomstwo skazane jest na chodzenie do szkoły w "niedobrej" dzielnicy, gdzie wielu rodzin nie stać na absolutnie żadne wydatki ekstra, dzieci nie chcą się uczyć, a przy tym rozrabiają ponad miarę. - Nie stać nas na prywatną szkołę, a poza tym płacimy podatki i mamy prawo, żeby w zamian za to nasze dziecko miało naukę na właściwym poziomie - argumentują.

Więc co - przyjmować dzieci do klas według zarobków rodziców, miejsca zamieszkania (osobny oddział dla tych z mieszkań socjalnych), czy może według stopnia demoralizacji? Klasa "a" dla lepiej sytuowanych, "b" - dla chuliganów a "c" dla niedożywionych? Ale jak podzielić młodych ludzi, jeśli synek z bogatej rodziny będzie bardziej zdemoralizowany od tego z biednej, a dziewczynka z mieszkania socjalnego okaże się zdolniejsza od koleżanki mieszkającej w przyzwoitym bloku lub nawet w domku jednorodzinnym?

Chyba nie w tym sęk, by dzielić dzieci, ale by dorośli znaleźli wyjście z tej sytuacji - np. szukając grosza na dopłaty do ponadprogramowych lekcji albo wycieczek nie tylko w szkole czy pomocy społecznej, ale w fundacjach i instytucjach charytatywnych, organizując zajęcia wyrównawcze dla mniej zdolnych uczniów itp. Bo tworzenie gett nigdy i nikomu nie wychodzi na dobre..."- EWA - Dziennik Polski z dn. 23,09.2004r

ZDANIEM TATY. Równi i równiejsi (http://dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/09.24/Rodzinny/07/07.html)

Maciek, syn dość wysoko postawionego w służbowej hierarchii gminnego urzędnika, siedzi w ławce z Kacprem, którego rodzice są lekarzami. Razem z nimi do klasy chodzą dzieci prawników, inżynierów, nauczycieli, pracowników wyższych uczelni, właścicieli niewielkich prywatnych firm. Wszystkie mogłyby uczyć się prywatnie, lecz z różnych powodów trafiły do gimnazjum publicznego, jednego z kilku w mieście. W tej samej szkole są również dwie inne klasy, utworzone z uczniów przyjętych tylko dlatego, że mieszkali w rejonie obsługiwanym przez wspomnianą placówkę oświatową. A rejon to, przyznajmy szczerze, nieciekawy. Stare, popadające ruinę kamienice z lokatorami, wśród których na próżno szukać przedstawicieli miejscowej inteligenckiej elity.

Podział na klasy lepsze i gorsze w publicznych podstawówkach i gimnazjach nie jest przypadkowy. Wynika z oczekiwań części rodziców, którzy liczą, że lokując swoje latorośle w grupie wybrańców, zapewnią im wyższy poziom nauczania i bezpieczeństwo, uchronią się przed problemami wychowawczymi, związanymi z wpływem tzw. złego towarzystwa. Takie rozwiązanie jest również na rękę dyrekcji szkół, choćby z czysto praktycznego punktu widzenia. Wiadomo na przykład, jak trudno przy nadmiernie zróżnicowanych aspiracjach i zamożności rodziców zorganizować wspólne wyjście do teatru czy wyjazd na wycieczkę. Ci chcą i mogą jechać, tamci też chcieliby, ale oczekują, że zostaną wsparci finansowo przez bogatszych, innych to zupełnie nie interesuje.

Przeciwko podziałom w szkołach zdecydowanie protestują pedagodzy i psychologowie. Alarmują, że taka segregacja fatalnie odbija się na charakterach młodych ludzi, rodzi kompleksy, wywołuje poczucie odrzucenia, pogłębia różnice dzielące poszczególne grupy społeczne. Zgoda, ale nie ukrywajmy, że rację mają też przecież rodzice, którzy, jakkolwiek byłyby im bliskie ideały wolności, równości i braterstwa, kierują się przede wszystkim dobrem własnych dzieci, tak jak je sami pojmują. Poza tym narzekamy, że współczesna szkoła jest oderwana od realnego życia. No, to proszę bardzo. Lekcja 1: "Świat zamieszkują równi i równiejsi"... - ADAM , Dz.Polski z dn.23-09.2004r
Tytuł: Akcja "Razem w naszej szkole"
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 24, 2004, 03:49:49 pm
Akcja "Razem w naszej szkole"

 

W filmie rozesłanym do 12 tys. szkół w Polsce Paweł Deląg zastanawia się, czy niepełnosprawni są szczęśliwi. - Nie wiem, czy chciałabym widzieć. A jak się sobie nie spodobam? - rozwiewa jego wątpliwości niewidoma uczennica


Drugą edycję akcji "Czy naprawdę jesteśmy inni? Razem w naszej szkole" zainicjowali wczoraj wspólnie Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji i Ministerstwo Edukacji Narodowej. - Nie chodzi o to, by tworzyć całe szkoły integracyjne, ale żeby w szkołach rejonowych w razie potrzeby można było otworzyć klasę integracyjną - przekonywał minister Mirosław Sawicki.
Do szkół trafiły scenariusze lekcji wychowawczych i kasety wideo z filmem o niepełnosprawnej młodzieży. Uczniowie na warsztatach będą sprawdzać, jak to jest być niepełnosprawnym - spróbują pisać bez użycia rąk, czytać brajla albo słuchać z zatkanymi uszami.

W filmie niesłyszący, niewidomi, osoby na wózkach i niepełnosprawne intelektualnie obalają stereotypy: niewidoma nie ma ochoty widzieć, niesłyszący uwielbia techno. - Czuję rytm poprzez ciało. Słyszę dźwięk w aparacie - tłumaczy. W języku migowym dziewczyna deklaruje: - Świetnie jest być głuchym, jest tak cicho.

22-letni Michał Badera z porażeniem mózgowym podkreśla: - Jestem podobnym człowiekiem jak ty.

12 lat temu w ogóle nie chodził - ma porażenie mózgowe. W Grodzisku Mazowieckim trafił do trenera Edwina Nartonowicza, skończył szkołę życia, teraz chodzi, choć z trudnością. Nie przeszkadza mu to w zdobywaniu złotych medali na paraolimpiadach w Polsce i Europie w dwuboju. - Trenuję pięć razy w tygodniu po dwie godziny, a do tego dorzucam godzinę basenu tygodniowo - opowiada Michał.

Co im wszystkim przeszkadza w kontakcie z pełnosprawnymi? To, że ci drudzy się peszą, gapią, litują, zamiast podejść i pogadać.

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2302393.html
Tytuł: Czy angielskiego w szkole może uczyć tylko nauczyciel
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 30, 2004, 04:54:27 pm
Czy angielskiego w szkole może uczyć tylko nauczyciel

   
Wójt z podskierniewickiego Makowa nie mógł znaleźć nauczycieli angielskiego. Zatrudnił więc lektorów z firmy językowej. Uczniowie już się uczą angielskich słówek, ale nie wiadomo jak długo...


Wójt Makowa Marek Skiba jest zadowolony, bo nikt się na lektorów nie skarży, w dodatku są tańsi niż zwykli nauczyciele (gmina m.in. nie płaci za nich ZUS-u). Swoją lektorkę chwali też Jolanta Szeliga, dyrektor podstawówki w Makowie.

Lektorzy z firmy mają trochę inne obowiązki niż nauczyciele - nie muszą dyżurować na przerwach, uczestniczyć w radach pedagogicznych, prowadzić kółek zainteresowań. Z pracy rozlicza ich szef firmy, w której są zatrudnieni, a nie dyrektor szkoły.

Ich zatrudnienie zbulwersowało łódzkiego posła SLD i szefa lokalnego ZNP Krzysztofa Baszczyńskiego. - W publicznych szkołach uczą osoby, o których niewiele wiadomo. Czy mają kwalifikacje i czy nadają się do pracy z dziećmi - mówi poseł.

Wójt Skiba przyznaje, że nie sprawdzał kwalifikacji pedagogicznych lektorów.

- Firma przedstawiła oświadczenie, że jej kadra ma kwalifikacje wymagane przez ministerstwo - podkreśla. Dyrektor Szeliga dodaje zaś, że widziała dyplom swojej lektorki. - Jest po filologii angielskiej i choć nie była na kierunku nauczycielskim, to wystarczy.

Jednak MENiS stawia sprawę inaczej. - W publicznych szkołach mogą uczyć wyłącznie osoby z wyższym wykształceniem i przygotowaniem pedagogicznym, zatrudnione zgodnie z Kartą nauczyciela. Dziwne, że dyrektorzy zgadzają się, by robiły to osoby nieznające być może podstaw programowych i niezobowiązane do przestrzegania regulaminu szkoły - mówi "Gazecie" Mieczysław Grabianowski, rzecznik resortu.

Tymczasem Baszczyński zainteresował już sprawą NIK i zażądał wyjaśnień od kuratorium.

- Co mam robić, skoro nie ma na rynku nauczycieli - denerwuje się wójt Skiba. - Najwyżej nie będzie angielskiego. W Makowie i w podobnych małych miejscowościach, bo to problem ogólnopolski.

Jak ustaliliśmy, firma, która wygrała przetarg w Makowie, zatrudnia też lektorów w szkołach wielkopolskich. Jej właściciel nie znalazł czasu na rozmowę z "Gazetą".

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2314088.html
Tytuł: Swietny pomysl
Wiadomość wysłana przez: Halina Kantor w Październik 07, 2004, 01:48:33 pm
Szkoda , ze tak pozno, gdyby ta akcja odbywala sie przynajmniej poltora roku temu to moze moj syn nie musialby dojezdzac do szkoly, ale to tak naprawde nie trzeba uswiadamiac dzieci, o tym , ze z niepelnosprawnymi mozna zyc i obcowac, ta akcja powinna trafic do rodzicow, bo tak naprawde to oni decyduja o tym czy ich dziecko trafi do klasy integracyjnej czy tez nie.
Pozdrawiam
Tytuł: Lekcja głupoty
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Październik 11, 2004, 06:44:52 pm
Lekcja głupoty
   
Z nauki nie ma pożytku

 Wysyłasz dziecko do gimnazjum? Polski system oświaty da mu prawdziwą lekcję życia. Oto sześć absurdów polskiego szkolnictwa, które za kilka dni nauczyciele z impetem wcielą w życie.
 
 
  Anna Zawisza, dyrektor departamentu kształcenia ogólnego MENiS
Dyrektor szkoły nie chciał przyjąć do pracy nauczyciela mianowanego, bo był za drogi? W takim razie z miłości do pieniędzy zapomniał o miłości do ucznia. Nie sądzę jednak, by takie przypadki zdarzały się w większej liczbie szkół. O ocenianiu uczniów o obniżonych wymaganiach sytuacja jest jasna: minister edukacji dał w przepisach bardzo ogólną informację o tym, jak oceniać postępy w nauce.

Prawo do szczegółowego określenia systemu oceniania mają rady pedagogiczne. To one decydują, czy za odpowiedzi na pytania o różnym stopniu trudności stawiać takie same oceny, czy nie. Nie ma nic złego w tym, że sposoby oceniania uczniów w każdej placówce są nieco inne. Rodzice nie powinni uważać, że to niesprawiedliwe, bo przed posłaniem dziecka do danej szkoły mogą się zapoznać z wewnątrzszkolnym systemem oceniania.
 
 
Nauczyciel do ucznia: – Ile jest sześć razy osiem? Uczeń przewraca wzrokiem, ręce zaczynają mu się pocić. – 68? – odpowiada. – Piątka! – wyrokuje nauczyciel. – Dałeś z siebie wszystko! Absurd? Nie, to rzeczywistość polskiego systemu oświaty. Gdyby zaczynał się i kończył na ustawie, ta rzeczywistość wyglądałaby inaczej. Polskimi szkołami rządzą jednak niepisane prawa i oryginalne interpretacje, powstające gdzieś w szarej strefie pomiędzy głową ministra a biurkami dyrektorów szkół. Polski system oświaty tworzą de facto ludzie: urzędnicy ministerstwa, kuratoriów i szefowie szkół.

Jedna, wielka, sfeminizowana wspólnota strachu przed zwierzchnikami. Strachu, który paraliżuje szare komórki, znieczula na logikę i podsuwa irracjonalne rozwiązania pod hasłem: byle się nie wychylić. W efekcie codzienność w polskich szkołach nijak się ma do teorii zawartych w rozporządzeniach i ustawach. Szeregowy nauczyciel w tym systemie staje się pionkiem. A uczeń? Lepiej żeby na to wszystko nie patrzył. Bo poza polskim i biologią nauczy się jeszcze paru innych życiowych prawd.

Lekcja I – Wszystko możesz

Tę prawdę polscy uczniowie zapamiętują najszybciej. Przychodzą do szkół z naturalną skłonnością do robienia wszystkiego, na co przyjdzie im ochota, a szkoły nawet nie starają się im w tym przeszkadzać. Wręcz przeciwnie: obdarowują kolejnymi przywilejami. W większości szkół nie wolno już pytać w piątki, zadawać na święta, stawiać do kąta, wołać po nazwisku... Sprawdziany trzeba zapowiadać dwa tygodnie wcześniej, a w tygodniu mogą być tylko trzy.

Obowiązków jest wciąż tyle samo, ale jakby mniej. Dlaczego? Krzysztof, nauczyciel z Grodziska Mazowieckiego: – Uczniowie swoje prawa mogą wyegzekwować. Poskarżą się w kuratorium, że łamany jest szkolny kodeks ucznia. A nauczycielom odebrano wszystkie środki dyscyplinujące. Ja nie mogę wyrzucić ucznia z klasy, bo jestem za niego odpowiedzialny. Nie mogę postawić go w kącie, bo to podobno uwłacza jego godności. Nie mogę zganić go na apelu, bo ujawnię jego dane osobowe. Mogę zadzwonić do rodziców. Z własnego telefonu.

Lekcja II – Nie ma sprawiedliwości

Złudzenia pryskają bardzo szybko. Zamiast nich pojawia się rezygnacja i zobojętnienie. Wystarczy jedna lekcja, na przykład geografii. Kartkówka, pięć krótkich pytań, wśród nich: jaka jest stolica Gwatemali. Uczniów w klasie jest 24, ale zestawów pytań o jeden mniej. Bo jeden z uczniów dostanie pytanie inne. Kilka tygodni wcześniej przyniósł zaświadczenie od szkolnego psychologa. Jest mniej zdolny, więc nauczyciel musi obniżyć wobec niego swe wymagania. Nie zadaje mu pytania o Gwatemalę. Pyta o stolicę Polski. Ale pod koniec lekcji stawia mu piątkę – tak samo jak reszcie uczniów, którzy odpowiedzieli poprawnie. Później na świadectwie nie będzie ani słowa o tym, że miał łatwiejsze życie.

Katarzyna, 32-letnia nauczycielka z warszawskiego Bródna: – O obniżaniu wymagań wobec niektórych uczniów usłyszałam trzy lata temu. Na radę pedagogiczną przyszła pani z kuratorium i zrobiła pogadankę. Ale nigdy nam nie wyjaśniono, jak takich uczniów oceniać. Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie, ale wniosków nie było żadnych.

Dlaczego mniej zdolny uczeń powinien dostać piątkę? Bo wkuwając stolicę Polski, dał z siebie wszystko. – Jeszcze parę lat temu uczeń, który opanował minimum programowe, dostawał ocenę dopuszczającą – mówi Krzysztof, nauczyciel z Grodziska. – Teraz filozofia jest inna. Ustawa o systemie oświaty mówi, że trzeba każdemu uczniowi stworzyć takie warunki, by osiągnął sukces edukacyjny. Nie ma sprawy. Ale jak ja uczniom wytłumaczę, że to sprawiedliwe?

Lekcja III – Z nauki nie ma pożytku

O tym, że to bzdura, powinien przekonać każdy nauczyciel. Ale niektórym te słowa nie przechodzą przez gardło. Na przykład Magdzie, 29-letniej nauczycielce wychowania fizycznego. Przez lata kształciła się, by posłusznie wykonać nakazy znowelizowanej Karty Nauczyciela. Pokonywała kolejne szczeble awansu zawodowego: była stażystką, kontraktową, wreszcie została nauczycielem mianowanym. Za każdym razem – zgodnie z przepisami – dostawała podwyżki. Przed rokiem zdecydowała się przenieść z Warszawy do Białegostoku. Zaczęła szukać pracy. – Jako nauczyciel mianowany byłam pewna, że jestem idealną kandydatką – doświadczoną, sprawdzoną…

Magda etatu w szkole nie dostała. – Dyrektor powiedziała mi wprost: nie zatrudnię pani, bo pani etat za drogo kosztuje. Zamiast Magdy pracę dostała stażystka, tuż po AWF, bez jakiegokolwiek doświadczenia w pracy z dziećmi. Magda pyta: – Pan myśli, że ja teraz potrafię spojrzeć swoim uczniom w oczy i powiedzieć: tak, nauka ma sens?

Lekcja IV – Ignorancja to wina innych

Polski uczeń, nawet jeśli jest głąbem, nie ma wyrzutów sumienia. System oświaty uczy go, że jego głupota to wina nauczyciela. To on powinien wytłumaczyć się ze stawianych na okres ocen niedostatecznych. – Nie chodzi tu o zwykłe uzasadnienie jedynek – zaznacza Ewa, germanistka z 10-letnim stażem. – Mam wytłumaczyć, co zrobiłam, by im zapobiec. Ja. Nie uczeń!

Krzysztof z Grodziska dodaje: – Przed rokiem postawiłem w jednej z klas jedynkę. Dyrekcja wezwała mnie do gabinetu i pyta:  co ja zrobiłem w kierunku, żeby ten uczeń zdał. No, do cholery, nauczyłem się za niego. Ale nie mogę się sam odpytać!

Inny nauczyciel, matematyk z warszawskiego Mokotowa opowiada: – Wystawiłem uczennicy niedostateczny, bo nie opanowała nawet minimum programowego. Od dyrektorki usłyszałem: proszę jej zadać takie pytanie, by odpowiedziała! Mówię, że słyszałem o zasadzie obniżonych wymagań, ale przecież ta dziewczyna ma zaległości jeszcze z klas podstawowych! – To już pana sprawa – usłyszałem. – Albo ona zda, albo będziemy mieli problem z panem.

Lekcja V – Prawo można lekceważyć

Tego polski uczeń nauczy się od samych nauczycieli. Wystarczy, że będzie się bacznie przyglądał ich pracy. Od lat praktyka w oświacie zmusza bowiem nauczycieli do poświadczania nieprawdy w dokumentach. Na mniej więcej dwa tygodnie przed końcem roku szkolnego muszą przedstawić na tzw. radzie klasyfikacyjnej dane dotyczące frekwencji... za cały rok szkolny. – Biorę pod uwagę nieobecności do dnia klasyfikacji, ale dzielę przez wszystkie dni nauki – przyznaje Ewa. – Wpisuję nieprawdę. Robią tak setki tysięcy nauczycieli od lat i nikomu to nie przeszkadza.

Najmniej uczniom. Patrzą i zapamiętują. A po konferencji klasyfikacyjnej połowa z nich przestaje pojawiać się w szkole. – Wiedzą doskonale, że nawet dwutygodniowa nieusprawiedliwiona nieobecność nie wpłynie na ich ocenę – mówi Krzysztof. – Skoro nauczyciele piszą bzdury w dziennikach, to i im wolno zlekceważyć przepisy. Czy im się dziwię? Nie, proszę pana, w ogóle…

Lekcja VI – Autorytety nie istnieją

Polski uczeń szanuje swych nauczycieli tak samo, jak szanuje ich system oświaty. Nauczycielka z warszawskiego gimnazjum opowiada: – Odróżniam uczniów, którzy mnie lubią od reszty po specyficznych pytaniach, które mi zadają. Raz podszedł do mnie Igor i pyta: jakie studia skończyłam. Mówię mu, że filologię. On robi kwaśną minę i mówi: „Wie pani co, to ja się dziwię, że pani tu pracuje, bo pani mogłaby sobie lepszą pracę znaleźć. Za 1500 zł tylko idioci pracują”.

Ale system oświaty lubi robić z nauczycieli idiotów. Nałożył na nich np. obowiązek powiadamiania rodziców o grożących ich pociechom ocenach niedostatecznych. – Mam chodzić po domach – mówi Krzysztof. – Ale ułatwiam sobie robotę i dzwonię na komórki. Z sekretariatu? Pan żartuje… Z domu dzwonię.

W robieniu z nauczycieli idiotów każda szkoła ma swoje osiągnięcia. W jednym z gimnazjów na warszawskiej Pradze dyrekcja nakazała nauczycielowi przepisanie do jednego zeszytu kilkudziesięciu uzasadnień ocen niedostatecznych. Ręcznie. Nie pozwoliła spiąć uzasadnień w segregator. Nie można też było przepisać ich treści na komputerze. Krzysztof pyta: – Jak uczeń ma mnie szanować, skoro widzi, że system mną pomiata?


Zenon Frączek, wydział kształcenia ogólnego MENiS
Jeżeli w arkusze ocen nauczyciele wpisują dane niezgodne z prawdą, to rzeczywiście jest to problem. Ale ja nie znam takiej praktyki. W dokumentach powinny być dane prawdziwe. Jak wyliczyć frekwencję dwa tygodnie przed końcem zajęć dydaktycznych? Wcale nie trzeba robić tego tak szybko. Frekwencję powinno się obliczać po zakończeniu zajęć dydaktycznych. A przepraszam... frekwencja ma wpływ na ocenę z zachowania, którą trzeba wystawić dwa tygodnie wcześniej... No cóż. To tylko jeden z elementów, który wpływa na tę ocenę. Myślę, że można ją wystawić bez danych na temat frekwencji. Cokolwiek by się działo przez ostatnie dwa tygodnie zajęć, nie powinno już zmieniać oceny za cały rok.

W tym poplątanym szkolnym świecie gubią się wszyscy. Obiektywna ocena nauczycieli staje się fikcją, bo w nienormalnych warunkach każdy może zwariować. Trudno też ocenić postępy uczniów, bo co z tego, że zyskają książkową wiedzę, skoro nijak nie będzie ona pasować do rzeczywistości, którą widzą wokoło. – Uczniowie w sondażach mówią, że lubią chodzić do szkół. Twierdzą, że mają luz. Ale w rzeczywistości taki system ich demoralizuje i zniekształca. Rosną w przekonaniu, że wszystko wolno, ale niczego nie trzeba. Uczą się lekceważyć prawo i żyć bez autorytetów. Pal licho głąbów! Ale cierpią na tym tysiące zdolnych, porządnych uczniów, którzy opuszczają nasze szkoły kompletnie zwichrowani, nie wiedząc, co jest dobre, a co złe – podsumowuje Ewa.

By to zmienić, potrzebna jest otwarta dyskusja. Żaden z nauczycieli, z którymi rozmawialiśmy, nie chciał, by w gazecie znalazło się jego zdjęcie. Żaden nie chciał podać nazwiska. Żaden nie chciał, by w tekście znalazła się informacja, w jakiej szkole uczy. Dziennikarz Kulis usłyszał: – Niech pan też uważa. Panie w kuratoriach mają dużo wolnego czasu. Jeśli ma pan w rodzinie nauczyciela, znajdą go. Wtedy nie będzie dyskusji…

Andrzej Borkowski

http://kiosk.onet.pl/art.html?NA=3&ITEM=1183839&KAT=242
Tytuł: Gra w klasy -segregacja dzieci
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 12, 2004, 12:52:14 am
Gra w klasy
   Stygmaty dzieciństwa

Szkoła publiczna musi być szkołą, gdzie wszyscy są jednakowo traktowani. Segregacja w szkole jest czymś niedopuszczalnym i trzeba się jej przeciwstawić” - przypomniał niedawno metropolita lubelski abp Józef Życiński. To nader aktualne napomnienie. Najnowsze badania Instytutu Spraw Publicznych pokazują, że w co piątej polskiej szkole segregacja dzieci jest dziś zjawiskiem powszechnym

Skala tego procederu nabrała w ostatnim czasie tak dużych rozmiarów, że głuche i ślepe do tej pory Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu zdecydowało się wreszcie na jakieś działania. Urzędujący od niedawna minister Mirosław Sawicki przyznał kilka dni temu, przy okazji inauguracji nowego roku szkolnego, że w wielu polskich szkołach mają miejsce podobne niegodne praktyki. Jednocześnie zapowiedział, że będzie zdecydowanie przeciwdziałał wszelkim próbom segregacji. Póki co, wszystkie kuratoria muszą do końca listopada skontrolować podległe im szkoły i przekazać wyniki kontroli do ministerstwa.

Czy przyniesie to jakieś rezultaty, czas pokaże. Oby po raz kolejny nie okazało się, że to jedynie działania pod publiczkę, a sytuacja po kilku miesiącach wróci do normy.

Ostatni gimbus

Metody segregacji zależą od inwencji dyrekcji szkoły i „nazbyt ambitnych” rodziców. W jednej z lubelskich szkół podstawowych rodzice wykupywali dodatkowe zajęcia dla swoich pociech w wysokości 180 zł miesięcznie. Dla wielu rodzin jest to suma decydującą o comiesięcznym być albo nie być. Dlatego dzieci tych rodziców, których nie było stać na taki wydatek, trafiały do „gorszych” klas. Miały mniej zajęć z języków obcych i informatyki, a także słabszych nauczycieli. Klasy „pakietowe”, jak te w Lublinie, to dzisiaj zjawisko coraz częstsze. Według badaczy z Instytutu Spraw Publicznych, segregacja dzieci według statusu społeczno-ekonomicznego ich rodziców to najczęstszy ze sposobów dokonywania selekcji.

Czynnik ekonomiczny miał także kluczowe znaczenie dla dyrektora jednej ze świętokrzyskich podstawówek, który utworzył osobne klasy dla dzieci rodziców bezrobotnych i pracujących. Bardzo często do takich praktyk przyczyniają się działania samych rodziców. Wielu z nich nie chce, by ich dzieci chodziły do jednej klasy ze słabszymi uczniami. Dlatego imają się różnych form nacisku na szkolnych włodarzy, żeby tylko odseparować swoje pociechy od „słabeuszy”. Innym z kolei przeszkadza, że ich dziecko musi zadawać się z „elementem”.

- Takie problemy wypływają niejako przy okazji innych spraw. Miałam sygnały od rodziców, którzy skarżyli się, że niektóre klasy są specyficznie dobrane, na przykład według miejsca zamieszkania czy zdolności intelektualnych – mówi Alicja Matecka, wielkopolski Rzecznik Praw Ucznia. Ale ze zjawiskiem segregacji spotykamy się już na poziomie przedszkolnym.

W kieleckich przedszkolach i zerówkach dzieci dzielone są na płatne grupy z wyżywieniem i grupy pozbawione posiłku. No bo skoro rodzica nie stać, to niech dziecko przychodzi jedynie na kilka godzin, a bezrobotna mama coś tam przecież upitrasi. Głośna była niedawno sprawa gimnazjum w Rabce, które stało się symbolem segregacji – w tej samej stołówce siedziały dzieci bogatszych rodziców zajadające kotlety schabowe i dzieci biedniejsze. Tym ostatnim musiała wystarczyć parówka...

Często segregacja przeprowadzana jest w białych rękawiczkach. Na pozór panuje równość, ale… W jednej ze szkół w województwie zachodniopomorskim plan lekcji był tak ułożony, że dodatkowe atrakcyjne zajęcia pozalekcyjne pokrywały się z godziną odjazdu ostatniego szkolnego gimbusa. Niby drobiazg, ale „wsiowe” dzieci nie miały wyboru i siłą rzeczy musiały rezygnować z dokształcania. A pozostali uczniowie byli zabierani ze szkoły samochodami rodziców.

Z kolei w Słupsku dyrektor jednego z gimnazjów podzielił uczniów według miejsca zamieszkania. Teoretycznie sprawiedliwie, tyle że w tym konkretnym przypadku utworzyły się w ten sposób odrębne klasy z dziećmi z dzielnic willowych i tych, które mieszkają w wielkich blokowiskach.

Menadżer na włościach
Jeśli segregacja zaczyna się już od przedszkola, problem ten niejako automatycznie musi przenieść się wyżej. Gorzej edukowane dziecko trafia później do szkoły podstawowej, gdzie kwalifikuje się je do słabszej klasy. Prawdziwy dramat rozgrywa się jednak na poziomie ponadpodstawowym. Jak pokazują badania Instytutu Spraw Publicznych, segregacja w gimnazjach występuje prawie dwa razy częściej niż na niższym szczeblu systemu oświaty. Według różnych szacunków, zjawiskiem tym objęte jest 30-50 procent miejskich szkół ponadpodstawowych.
Co ciekawe, z segregacją spotykamy się praktycznie wyłącznie w miastach, prawie nigdy zaś nie występuje ona na obszarze wiejskim. Dlaczego zatem w ostatnich latach segregacja tak bardzo przybrała na sile? Zasadnicze powody są dwa. Niż demograficzny i struktura systemu oświaty sprawiają, że dyrektorzy szkół robią wszystko, byle tylko przyciągnąć ucznia do swojej placówki. Jeśli im się to uda, mogą liczyć na większe dotacje samorządowe.

Dlatego najważniejszą sprawą staje się dziś renoma szkoły. A tę osiąga się poprzez wysoki poziom placówki. Wypada więc pochwalić się olimpijczykami czy też atrakcyjnymi wycieczkami lub dodatkowymi zajęciami dydaktycznymi. Niestety, do tego wizerunku nie pasują dzieci z biednych rodzin, których rodzice mimo najszczerszych chęci nie mogą sobie pozwolić na finansowe wsparcie edukacji. Biedne dzieci odstraszają, więc trzeba je odseparować już na wstępnym etapie selekcji.

Dlatego też do lamusa odchodzi stereotyp dyrektora – srogiego, ale sprawiedliwego pedagoga. W jego miejsce pojawia się rzutki menadżer traktujący szkolne mury jak placówkę zarobkową. Efekt? Dzisiejsza edukacja coraz bardziej przypomina transakcję handlową pomiędzy majętnymi rodzicami a dyrektorem–menadżerem. „Lepsze” dzieci mogą liczyć na specjalne traktowanie i parasol ochronny przed „zdegenerowanymi” rówieśnikami, a w zamian bogaci rodzice fundują szkole dodatkowy sprzęt, komputery i pomoce naukowe. I wszyscy (no, prawie wszyscy) są zadowoleni.

Stygmaty dzieciństwa

Szkopuł jednak w tym, że ci przedsiębiorczy rodzice nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób wypaczają psychikę własnego dziecka. Rośnie nam nowe pokolenie egoistów przekonanych o tym, że są lepsi, zdolniejsi, bardziej majętni. A gdy taki nieprzystosowany społecznie młody człowiek wkracza w końcu w dorosłość, trafia na brutalną rzeczywistość, przed którą do tej pory był chroniony. Spotyka biedę, bezrobocie, dyskryminację... i jest bezradny. Bez pomocy rodziców ginie, albo też staje się bezwzględnym wyzyskiwaczem, nieczułym na ludzkie nieszczęście.

- Klasy o różnorodnym przekroju społecznym najlepiej spełniają swoją rolę wychowawczą. Dzieci z tzw. dobrych domów, obcując z biedniejszymi rówieśnikami, stają się bardziej wrażliwe i uczą się rozwiązywać konflikty na tle tej różnorodności. Z kolei dla słabszych uczniów stwarza to możliwość intelektualnego równania do najlepszych w klasie. Element ten jest bardzo ważny w procesie kształcenia. Najgorszym z możliwych wariantów jest klasa „stygmatyczna”, która skupia jedynie dzieci słabe czy biedne – przekonuje Alicja Matecka. Dziecko, któremu od dzieciństwa wmawia się, że jest gorsze, traci poczucie własnej wartości.

I z takim garbem wchodzi w dorosłe życie. Za kilkanaście lat ten dziecięcy podział odczuje całe nasze społeczeństwo. Skutki mogą być opłakane, bo już dziś obie grupy patrzą na siebie z zajadłą nienawiścią. A tymczasem w latach 60. amerykańscy socjologowie udowodnili, że dzieci, które chodziły do jednej klasy z bogatszymi czy też inteligentniejszymi rówieśnikami, uczyły się zdecydowanie lepiej, a w przyszłości całkiem dobrze radziły sobie w życiu zawodowym. Jednocześnie stwierdzono, że obecność dzieci „gorszych” w żaden sposób nie odbijała się negatywnie na tych „zdolniejszych”.

Oczywiście nic w tym złego, że rodzic chce zapewnić dziecku dobry start na przyszłość. Tym bardziej, że we współczesnym społeczeństwie o sukcesie życiowym decyduje najczęściej dobre wykształcenie. Kto chce i ma ku temu środki, niech płaci. Tyle że od kilkunastu lat w polskim systemie oświaty funkcjonują szkoły prywatne. I to w nich jest miejsce dla „wybrańców”. Zupełnie inaczej ma się sprawa ze szkołami publicznymi. Tutaj nie może być mowy o tworzeniu gett i selekcjonowaniu dzieci ze szkodą dla ich psychiki. Gwarantuje to art. 70 Konstytucji RP, który zapewnia każdemu powszechny i równy dostęp do edukacji, a ustawa o systemie oświaty nakazuje jednakowe warunki kształcenia.

Jeżeli zatem państwo nie potrafi zapewnić swoim obywatelom godziwej egzystencji, to przynajmniej niech stworzy takie warunki, w których dzieci będą miały w szkole zapewniony równy start w dorosłość. W przeciwnym wypadku kolejne pokolenie młodych Polaków „odziedziczy biedę” po swoich rodzicach.
Łukasz Kaźmierczak
 (http://kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1189922)
Tytuł: Integracja przez czytelnictwo
Wiadomość wysłana przez: jolanta w Październik 15, 2004, 07:44:17 am
Siedziba naszego stowarzyszenia mieści się w budynku Chełmskiej Biblioteki Publicznej. Jest ona dostosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych, więc z dotarciem do naszej siedziby nie ma najmniejszych problemów.
Do nas przychodzą i przyjeżdźają na wózkach różne niepełnosprawne osoby. Chętnie korzystają z naszej podręcznej biblioteczki, ale ze zbiorów CHBP korzysta niewielu...
DLACZEGO????? trudno przekonać osoby niepełnosprawne do czytelnictwa?
Wspólnie z bilioteką prowadzimy różne rodzaje zachęty i promocji jakoś bezskutecznie.
Ciekawa jestem czy w innych miastach jest lepiej a może macie jakieś pomysły?
Wklejam jeden z wykładów wygłoszonych podczas konferencji organizowanej przez nasze stowarzyszenie - to szczera prawda...
Od tamtej pory trochę drgnęło czytelnictwo. Chyba jeszcze naszą podręczną blblioteczkę przeniesiemy do czytelni głównej i wtedy będzie koniecznośc odwiedzenia nie tyklo naszego biura lecz także i biblioteki...

Mgr Jerzy Masłowski – historyk, nauczyciel, publicysta, rolnik - Chełmska Biblioteka Publiczna w Chełmie
Biblioteka a osoby niepełnosprawne (na przykładzie działalności Chełmskiej  Biblioteki Publicznej)


Cytuj
        Relacje między biblioteką a osobami niepełnosprawnymi regulowane są przez dwa podstawowe akty prawne. Są to ustawa o bibliotekach i Karta Praw Osób Niepełnosprawnych.
   Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uchwałą z dnia 1.08.1997 roku przyjął Kartę Praw Osób Niepełnosprawnych. W paragrafie 1 wymieniono 10 najważniejszych praw jakie winny gwarantować osobom niepełnosprawnym „... niezależne, samodzielne i aktywne życie”.
       Trzy z nich bezpośrednio odnoszą się do funkcji wykonywanych przez biblioteki publiczne. Są to prawa do:
   1. dostępu do dóbr i usług umożliwiających pełne uczestnictwo w życiu społecznym,
     2. życia w środowisku wolnym od barier funkcjonalnych, w tym:
-   dostępu do urzędów, punktów wyborczych i obiektów użyteczności       publicznej,
-   swobodnego przemieszczania się i powszechnego korzystania ze
środków transportu,
-   dostępu do informacji,
-   możliwości komunikacji międzyludzkiej,
3. pełnego uczestnictwa w życiu publicznym, społecznym, kulturalnym, artystycznym,      sportowym oraz rekreacji i turystyce odpowiednio do swoich zainteresowań i potrzeb.”.
   Ustawa z dnia 27 lipca 1997 roku o bibliotekach w artykułach 3 i 4 precyzuje cele i zadania bibliotek. Art. 3 ust. 1 i 2 brzmią : „ Biblioteki i ich zbiory stanowią dobro narodowe oraz służą zachowaniu dziedzictwa narodowego. Biblioteki organizują i zapewniają dostęp do zasobów dorobku nauki i kultury polskiej oraz światowej. Prawo korzystania z bibliotek ma charakter powszechny”. Jako podstawowe zadanie biblioteki  art. 4 ust. 2 wymienia obsługę użytkowników, a przede wszystkim udostępnianie zbiorów oraz prowadzenie działalności informacyjnej.
   Przytoczone wyżej zapisy obu aktów prawnych gwarantują wszystkim użytkownikom, a więc i osobom niepełnosprawnym, powszechny dostęp i to zarówno w sensie fizycznego dostępu do zgromadzonych zbiorów, jak również dostęp do informacji w wersji elektronicznej.
   W Chełmskiej Bibliotece Publicznej przyjęto filozofię kreowania równych szans wszystkim użytkownikom, bez podziału na osoby w pełni sprawne i niepełnosprawne i to na wszystkich płaszczyznach działalności ustawowej.
   Zasady przystosowania budynków użyteczności publicznej, a taką budowlą w świetle prawa jest biblioteka, regulują w Polsce przepisy prawa budowlanego, a w szczególności Rozporządzenie Ministra Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa z dnia 14.12.1994 roku w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, z uwzględnieniem potrzeb osób niepełnosprawnych.
Ponieważ budynek główny ChBP wznoszony był w II połowie lat 90-tych XX wieku, a więc już po wejściu w życie w/w rozporządzenia, w zasadzie wszystkie jego rygory dotyczące zniesienia barier architektonicznych zostały spełnione. (utwardzone dojścia odpowiedniej szerokości, pochylnie, drzwi wejściowe i wewnętrzne, progi i ciągi komunikacyjne, a także urządzenia sanitarno-higieniczne).  Nieco gorzej przedstawia się sytuacja w filiach biblioteki, szczególnie tych budowanych w czasach PRL (urządzenia sanitarne i trudności z dojechaniem do pomieszczeń bibliotecznych wózkiem inwalidzkim). Wszystkie filie zlokalizowane są jednak na parterze budynków.
   Użytkowana część budynku głównego Biblioteki to pomieszczenia biurowe, gdzie w związku z brakiem od kilku już lat środków finansowych na kontynuację budowy właściwej części biblioteki umieszczono  katalogi, informatorium, wypożyczalnie i czytelnie. Katalogi i Wypożyczalnia Główna wraz z zlokalizowanymi w odrębnym pomieszczeniu zbiorami audiowizualnymi, znajdują się na parterze budynku i osoby niepełnosprawne ( w tym również na wózkach) mogą bez przeszkód korzystać ze zbiorów. Dość istotnym mankamentem jednak jest usytuowanie parkingów przy wejściu pozbawionym pochylni. Osoba na wózku po zaparkowaniu samochodu musi  przejechać ulicą na drugą stronę budynku, gdzie wykonawca usytuował wejście z pochylnią.
   Od kilkunastu miesięcy, ze względu na potężne zadłużenie biblioteki (w tym nawet wobec ZUS i Urzędu Skarbowego) jest wyłączona z użytkowania winda, którą osoby niepełnosprawne ruchowo mogły dostać się do czytelni, informatorium i pomieszczeń sanitarnych. W związku z wdrożeniem programu oszczędnościowego i spłaceniem wszystkich długów  w najbliższych tygodniach, po dokonaniu przeglądu technicznego i konserwacji winda ponownie zostanie uruchomiona. Na odnotowanie, niestety, zasługuje fakt, że od stycznia 2003 roku żadna osoba niepełnosprawna nie zgłaszała chęci korzystania z czytelni i informatorium, a z usług wypożyczalni korzystają jedynie 2-3 osoby na wózku.
   W końcu 2003 roku z budynku Chełmskiego Domu Kultury, gdzie między innymi w pobliżu brak było przystanków autobusowych i parkingów, a wewnątrz windy, która mogłaby dowieźć osoby niepełnosprawne do zlokalizowanej na piętrze czytelni, postanowiono przenieść Wypożyczalnię Główna i Czytelnię Główną do właściwego budynku Biblioteki.
Mimo iż zarówno czytelnia, jak też wypożyczalnia i katalogi zostały umieszczone w pomieszczeniach biurowych, warunki dostępu i pracy dla wszystkich czytelników znacznie poprawiły się. Został skrócony czas oczekiwania na książki z magazynu, który od początku funkcjonowania biblioteki znajdował się w budynku głównym, a także w jednym ciągu umieszczono informatorium, czytelnię książek i czytelnię prasy. Udało się też wygospodarować odrębne pomieszczenie na katalogi wraz z 5 stanowiskami komputerowymi z  wolnym dostępem do katalogów elektronicznych.
W informatorium natomiast oferujemy stały dostęp do internetu na 10 stanowiskach i fachową pomoc w wyszukiwaniu potrzebnych informacji. Kolejne 3 stanowiska komputerowe oferują dostęp do katalogów i baz danych ChBP.
 Realizujemy również program informacji telefonicznej, a także usługę wypożyczeń międzybibliotecznych.   
   Biblioteka nie posiada jednak specjalistycznego sprzętu komputerowego dla osób z dysfunkcja wzroku i słuchu.
Regały z książkami w wolnym dostępie w Wypożyczalni Głównej są ustawione w odległościach umożliwiających korzystanie z księgozbioru osobom na wózkach inwalidzkich.
  Przy kłopotach z dostępem do książek z najwyższych półek pomocą służą  dyżurujący bibliotekarze. Również przy katalogach kartkowych i elektronicznych dyżurują bibliotekarze z wieloletnim doświadczeniem., którzy każdemu czytelnikowi potrzebującemu pomocy służą radą i wskazówkami.
   Zbiory audiowizualne (płyty i kasety) zlokalizowane są w pomieszczeniu  całkowicie dostępnym dla osób niepełnosprawnych. Wśród nich znajduje się jedyny w naszym regionie zbiór tzw. książki mówionej – 3800 tytułów nagrań  literatury pięknej i popularnej. Korzystają z niej głównie czytelnicy niewidomi i niedowidzący, którzy po książki przychodzą samodzielnie, tylko nieliczni korzystają z pomocy osoby towarzyszącej W ostatnim okresie  systematycznie wzrasta liczba czytelników – dzieci i młodzieży z dysleksją.
Z książki mówionej i nagrań muzycznych korzystają również dzieci z porażeniem mózgowym i upośledzeniem umysłowym. Systematycznie ze zbiorów audiowizualnych korzysta jedna osoba na wózku inwalidzkim, druga pojawia się sporadycznie.
Istotnym utrudnieniem w pracy tej wypożyczalni jest sytuacja finansowa w jakiej od 3 lat znalazła się biblioteka. Ciągle narastające  zadłużenie powodowało minimalizację zakupów księgarskich nowości, w tym w szczególności książek mówionych, jako pozycji stosunkowo drogich. W 2003 roku kupiono tylko 30 nowych tytułów książki mówionej (393 kasety na kwotę1869 zł.). W miarę postępowania normalizacji finansowej nowości będą uzupełniane. W 2003 roku zaczęliśmy jednak od odbudowy sprzętu komputerowego w informatorium i zakupów  książek popularnonaukowych i dla najmłodszych czytelników.
W 2003 roku Oddział Zbiorów audiowizualnych opracował i rozesłał  do stowarzyszeń i organizacji pracujących z osobami niepełnosprawnymi na terenie miasta Chełma informację o zbiorach i oferowanych usługach wraz z ofertą bliższej współpracy. Wypożyczalnia ta opiekuje się też punktami bibliotecznymi przy Domach Opieki Społecznej prowadząc systematyczną wymianę zbiorów.
   Filia nr 2 na ul. Zachodniej w Chełmie prowadzi  wypożyczalnię kaset magnetofonowych, a także jako jedyna w mieście, w ramach akcji „Książka przyjdzie do Ciebie” opiekuje się dwoma osobami niepełnosprawnymi  dostarczając im książki do domu.
   Centrum Wiedzy o Regionie, w strukturach którego funkcjonuje informatorium,  nawiązało stałą współpracę z Centrum Pomocy Rodzinie. Podopieczni CPR (w tym osoby niepełnosprawne) korzystają nieodpłatnie w określonych terminach z internetu.
   W 2003 roku, w ramach współpracy z domami opieki i placówkami szkolno-wychowawczymi przekazaliśmy nieodpłatnie do ich bibliotek przeszło 2000 książek  pochodzących z dubletów, selekcji i darów. Porządkując zbiory po byłej wypożyczalni kaset video przekazaliśmy przeszło tysiąc sztuk sprawnych kaset tym placówkom i Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Rodzinie.
   Obecnie w końcowej fazie przygotowań znajduje się strona internetowa biblioteki, której szybkie uruchomienie z znacznym stopniu ułatwi czytelnikom dostęp do informacji o naszych zbiorach. Zainteresowane organizacje osób niepełnosprawnych zapraszamy do składania uwag i podpowiedzi, jakie informacje istotne dla środowiska winny być na niej umieszczone..
   Najistotniejszym zadaniem stojącym przed biblioteką w obecnym czasie (po zakończeniu reorganizacji i przeprowadzek ) jest właściwe rozpoznanie potrzeb poszczególnych środowisk i podejmowanie takich działań, które usprawnią obsługę wszystkich czytelników, w tym również osób niepełnosprawnych.
   Jeśli uda się utrzymać na obecnym poziomie dofinansowanie biblioteki i na stałe wdrożyć programy oszczędnościowe, w najbliższych latach winien być odbudowany podstawowy księgozbiór biblioteki – zakupy nowości wydawniczych z ostatnich lat i to zarówno z literatury pięknej, jak też naukowej. Problem systematycznego wzrastania liczby czytelników-studentów i rozwijanie się chełmskich uczelni wyższych, które nie posiadają wyodrębnionych własnych bibliotek, wymagający zaangażowania większych kwot pieniędzy w zakupy literatury naukowej, może spowodować znaczne rozłożenie w czasie dopływu nowości dla innych grup czytelników. Musimy jednak w planowanych zakupach, proporcjonalnie do ilości czytelników i aktualnych możliwości finansowych, uwzględniać potrzeby, przede wszystkim osób z dysfunkcją wzroku i dysleksją.
   W najbliższej przyszłości planujemy również wyodrębnić z Wypożyczalni Głównej Oddział dla Dzieci i Młodzieży ( z własnymi pomieszczeniami na wypożyczalnię i kącik czytelniczy), gdzie obok realizacji podstawowych funkcji biblioteki, będą również w szerszym stopniu niż dotychczas, prowadzone różne formy zajęć z tą grupą czytelników.
   Biblioteka organizuje również szereg wystaw ,do przygotowania których zaprasza między innymi dzieci i młodzież z placówek szkolno-wychowawczych i opiekuńczych. W ubiegłym roku zorganizowano 17 wystaw.  Odwiedziło je  około 6,5 tys. osób, w tym uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów stanowili 26%, uczniowie szkół ponad gimnazjalnych – 46% i osoby dorosłe – 28%.
   W organizowanych przez bibliotekę historycznych wykładach otwartych  w 2003 roku wzięło udział ok. 500 osób. Wśród nich liczną grupę stanowią  osoby starsze - przedstawiciele kombatanckich organizacji niepodległościowych.
   Powyżej przedstawione wybrane przykłady działań  wraz z planami na przyszłość Chełmskiej Biblioteki Publicznej  winny w  przyszłości przynieść wzrost liczby czytelników i osób odwiedzających bibliotekę i jej strony internetowe w poszukiwaniu informacji. To zaś  z kolei powinno doprowadzić  do tworzenia się na bazie tradycyjnej biblioteki nowoczesnego centrum informacji.
Tytuł: Karta Nauczyciela do likwidacji?
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 26, 2004, 03:55:37 pm
 Karta Nauczyciela do likwidacji?  (http://tvp.pl/371,20041025128012.strona)

Karta Nauczyciela - ustawa regulująca wykształcenie, przygotowanie i warunki pracy pedagogów - może zostać zniesiona. Pojawiają się nowe propozycje regulacji prawnych, które - zdaniem ich autorów - mogą dodatnio wpłynąć na poziom kształcenia. Mówiono o tym w Krakowie podczas konferencji "Misja-pasja-kompetencja", poświęconej statusowi nauczyciela i jego przygotowaniu do zawodu.
 

W każdej szkole są pedagodzy, którzy uczą, ale niekoniecznie potrafią nauczyć.
Brak odpowiedniego przygotowania czy motywacji do trudnej pracy?
 Karta Nauczyciela od 2000 roku określa awanse nauczycieli czterostopniowo: stażysta, kontraktowy, mianowany, dyplomowany.

Szkoły finansowane przez wladze samorządowe wolą zatrudnić tańszych stażystów niż nauczycieli mianowanych. Praca nauczycieli jest oceniana, ale zwolnienie pedagoga ze względów innych niż zdrowotne zdarza się niezwykle rzadko. Podczas konferencji na Uniwersytecie Jagiellońskim przedstawiono nowe propozycje zmian w systemie kształcenia nauczycieli i motywowania ich do pracy.

Zdaniem niektórych uczestników dyskusji, aby w szkołach była bardzo dobra kadra pedagogiczna, trzeba zmienić dotychczasowe prawo oświatowe, a nawet znieść Kartę Nauczyciela.

Dyskusja o statucie nauczyciela i jego przygotowaniu do zawodu została zorganizowana przez Rzecznika Praw Obywatelskich.
ptr
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Październik 27, 2004, 04:29:11 pm
Moim zdaniem należy( tak jak w innych zawodach) mocno ograniczyć " stare" przywileje

ale zniesienie w tej chwili całkowicie K.N. moze doprowadzic do sytuacji w której dyrektorzy szkół będą zatrudniać tylko " stażystów" bo taniej
czy dzieci i rodzice będą zadowoleni?
czy nie odbije się to na jakości nauczania ?
Tytuł: karta nauczyciela
Wiadomość wysłana przez: Renata 2 w Październik 27, 2004, 11:10:51 pm
A jakie "stare przywileje" tak niekorzystnie mają wpływać na nauczanie?
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 27, 2004, 11:18:24 pm
KARTA NAUCZYCIELA (http://www.karta-nauczyciela.abc.pl/)

(tekst ujednolicony wraz ze zmianami wprowadzonymi ustawą o zmianie Karty Nauczyciela z dnia 15 lipca 2004, która weszła w życie z dniem 31 sierpnia 2004 roku)

Cytuj
Mając na względzie doniosłą rolę oświaty i wychowania w Rzeczypospolitej Polskiej, pragnąc dać wyraz szczególnej randze społecznej zawodu nauczyciela zgodnie z potrzebami i oczekiwaniami, otwierając niniejszą ustawą drogę do dalszych uregulowań prawnych systemu edukacji narodowej, stanowi się, co następuje:
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Październik 27, 2004, 11:52:37 pm
Cytuj
Praca nauczycieli jest oceniana, ale zwolnienie pedagoga ze względów innych niż zdrowotne zdarza się niezwykle rzadko.


tam gdzie nie ma konkurencji, wkrada sie rutyna
a to ma ogromny wpływ na jakość nauczania


Cytuj
A jakie "stare przywileje" tak niekorzystnie mają wpływać na nauczanie?
????

nie przywileje- na nauczanie, ale mizerota finansowa oswiaty doprowadzi do sytuacji ze zaczniemy oszczędzac na dzieciach, juz zaczęlismy pozbawiając szkoły specjalistów i dajac te godziny nauczycielom bez odpowiedniego przygotowania np. w rewalidacji
ale za to mianowanym ktorych i tak nie mozna zwolnić
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Październik 28, 2004, 12:27:48 am
A ja tu troszkę wspomnę o braku odpowiedniej osobowości u wielu nauczycieli.
I tu kładłabym nacisk na uregulowania prawne na poziom uczelni pedagogiczncyh począwszy już od rekrutacji na kierunki nauczania spec.
O tym pyskowałam podczas prelekcji na Konferencji naukowekej "BK" w W-wie w maju b.r.(biedna dr Minczakiewicz musiała wysłuchać mojego pyszczenia) - choć wcale nie oponowała  :D

Nie wystarczy mieć dyplom nauczyciela, ale wiedzę z dziedzin od których zależy rozwój psycho-fiz. dziecka, jego edukacja i sposoby wychodzenia naprzeciw jego możliwościom.
Tytuł: karta nauczyciela
Wiadomość wysłana przez: Renata 2 w Październik 28, 2004, 11:42:28 pm
Mianowanych n-li nie można zwolnic, co nie oznacza, że mogą oni pracować niezgodnie ze swoimi kwalifikacjami (w końcu ktoś za to odpowiada). Uważam, ze najgorsza u  przeważającej liczby n-li jest "potulność"wobec przełożonych i brak odwagi do własnego zdania. A dyrektorzy (niektórzy?) potrafią mieć wyjątkowo dziwne, a nawet "szkodliwe" podejście do celów nauczania dzieci, zwłaszcza niepełnosprawnych.
Tytuł: Pracownia komputerowa dla dzieci niepełnosprawnych
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Październik 31, 2004, 10:53:23 am
Pracownia komputerowa dla dzieci niepełnosprawnych

(http://bi.gazeta.pl//im/2357/z2357672G.jpg)
Fot. Grzegorz Dabrowski/AG

Specjalne klawiatury, ogromne kolorowe myszy i tzw. head-mouse - te wszystkie urządzenia mają pomóc uczniom niepełnosprawnym w poznawaniu wirtualnego świata.

Otwarta wczoraj w Zespole Szkół Integracyjnych nr 1 w Białymstoku pracownia komputerowa dla dzieci niepełnosprawnych to druga - po gdyńskiej - tego typu w Polsce. Docelowo w całym kraju pojawi się siedem takich pracowni. Za 50 tys. zł Polski Czerwony Krzyż i firma Prokom kupiły białostockiej szkole sprzęt, który od dziś ma ułatwiać dzieciom upośledzonym ruchowo, umysłowo, z zaburzeniami mowy i wzroku codzienną pracę z komputerem. Resztę - czyli zakup mebli, krzesełek i wykonanie sieci informatycznej - dołożyło miasto.

- Jest specjalna klawiatura dla dzieci niedowidzących ze skanerem, który następnie przeprowadza obraz na ekran, przy innym komputerze mamy ogromne myszy dla dzieci z niedowładem i niedowidzeniem, a tam dalej tzw. head-mouse, czyli sprzęt, który dzieciom z niedowładem rąk pozwala na to, by poruszać się po programie przez poruszanie głową czy dmuchnięcie - wylicza zalety niektórych urządzeń Magdalena Juwko, koordynator ogólnopolskiej kampanii "e-Kids Network". - W komputerach zainstalowano także syntezator mowy Syntalk i program umożliwiający porozumiewanie się osobom niemym lub niemówiącym.

Szkolna pracownia wyposażona jest w siedem stanowisk. Rano będą się w niej odbywały zajęcia z niepełnosprawnymi uczniami szkoły, popołudniami dostęp do niej będą miały wszystkie niepełnosprawne osoby z całego miasta. Marcin, uczeń klasy Vc, który cierpi na porażenie mózgowe, bardzo ucieszył się z otwarcia pracowni: - Przede wszystkim podoba mi się to, że jest tu tak dużo gier, a dzięki tej wielkiej myszce łatwiej mi się poruszać - mówi.

- Otwierając tę pracownię, chcieliśmy po prostu otworzyć tym dzieciom świat na nowe podboje - mówi Magdalena Juwko. - A ten sprzęt z pewnością im to ułatwi.
Pracownia komputerowa dla dzieci niepełnosprawnych (http://miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35241,2358060.html) - kika 26-10-2004
Tytuł: Wyrównanie szans pogłębia różnice. Zbyt trudne egzaminy dla
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Listopad 02, 2004, 11:07:28 pm
Wyrównanie szans pogłębia różnice. Zbyt trudne egzaminy dla absolwentów szkół specjalnych

   
Artur Siedlecki, Gdańsk
Uczniowie z lekkim upośledzeniem umysłowym zdają od tego roku te same egzaminy zawodowe co ich zdrowi rówieśnicy - zdecydował resort edukacji. Znane są już wyniki - zdało zaledwie 19 procent z nich


Krystian Cyskowski skończył Zasadniczą Zawodową Szkołę Specjalną w Gdyni. Był wyróżniającym się uczniem. Razem z kolegami wygrał nawet ogólnopolski konkurs gastronomiczny dla szkół specjalnych. 22-letni Krystian miał szczęście - znalazł pracę w gdyńskiej restauracji Kwadrans. Do jego obowiązków należy wstępna obróbka warzyw i ryb, przygotowywanie pierogów oraz przyjmowanie towaru. - Lubię tę pracę. Dla mnie jest najważniejsza - mówi chłopak, a właściciel Kwadransu Wojciech Lazarowicz nie może się go nachwalić. Zresztą nie tylko jego.

- Zatrudniam trzech takich pracowników jak Krystian - mówi Lazarowicz. - To wspaniali fachowcy, a pracę wykonują z większą starannością niż inni. Zamierzam dalej dawać szansę absolwentom szkół specjalnych. Jeżeli mają udokumentowane, że zdobyli zawód, to dlaczego nie?

I tu może być problem.

Dobrzy w praktyce, ale oblewają testy

MENiS zadecydowało o wspólnym egzaminie dla absolwentów szkół specjalnych oraz ich rówieśników ze zwyczajnych zasadniczych szkół zawodowych. Ma to doprowadzić do zacierania się różnic między młodzieżą upośledzoną a tą dostosowaną społecznie. Egzaminy składają się z testu i sprawdzianu umiejętności praktycznych. Absolwenci szkół specjalnych mają na test pół godziny więcej.

- Nasi absolwenci w części praktycznej radzą sobie dość dobrze, ale problemy zaczynają się podczas testów z teorii - mówi Iwona Krumholc, dyrektor Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Gdyni. Jej ocenę podziela prof. Anna Firkowska-Mankiewicz z warszawskiej Akademia Pedagogiki Specjalnej: - Egzamin w formie testu nie jest miarodajną oceną wiedzy dzieci z upośledzeniem. Trudne słowa w teście tworzą dla nich dodatkową barierę. Dopiero w formie egzaminu ustnego uczniowie w pełny sposób mogliby wykazać się wiedzą.

Przed przejściem na emeryturę Andrzej Węgorzewski z Grudziądza pracował z młodzieżą o lekkim upośledzeniu umysłowym przez 37 lat. - Iloraz inteligencji IQ tych dzieci oscyluje w granicach 57. One po prostu nie są w stanie przyswoić takiej wiedzy jak zdrowi rówieśnicy - mówi.

To tylko nadopiekuńczość nauczycieli

- Przygotowywaliśmy się bardzo długo i starannie do nowych egzaminów - zapewnia Lesław Zabłocki z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej w Warszawie. Jest kierownikiem Wydziału Egzaminów Zawodowych. - Zakres materiału egzaminacyjnego obejmuje program nauczania, który dostały z MENiS wszystkie szkoły. Oczywiście dochodziły do nas sygnały ze szkół specjalnych, że ich uczniowie nie poradzą sobie na egzaminie teoretycznym. Rozumiem nadopiekuńczość nauczycieli, ale rozpościerają nad wychowankami zbędny parasol ochronny. My staramy się, aby szybciej pokonywali bariery odgradzające ich od społeczeństwa.

W skali kraju do egzaminu przystąpiło 1268 osób z lekkim upośledzeniem umysłowym - to tylko część z absolwentów. Dyplom potwierdzający kwalifikacje otrzymało tylko 237 zdających. - Miałem egzamin jeszcze według starych zasad - mówi Krystian Cyskowski. - To chyba szczęście?

Bez dyplomu państwowego szanse na zatrudnienie tej młodzieży są żadne.

- Dopiero analizujemy tegoroczne wyniki egzaminów. Za wcześnie, aby mówić, czy nowa forma się sprawdziła - mówi Lesław Zabłocki.

•  W kraju jest 469 szkół zawodowych specjalnych. W 2004 r. ukończyło je 8845 uczniów. Mogli uzyskać dyplomy w siedmiu zawodach: kucharza małej gastronomii, sprzedawcy, ogrodnika, malarza-tapeciarza, posadzkarza, blacharza, koszykarza-plecionkarza.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2371743.html
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 17, 2004, 03:00:24 am
Czy bon uratuje oświatę? (http://tvp.pl/371,20041116133823.strona)

Bon edukacyjny to zdaniem grupy krakowskich radnych, to sposób na naprawę finansów oświaty i podniesienie poziomu edukacji. Jego wprowadzeniem do szkół podstawowych i gimnazjów radni chcą zainteresować władze miasta.

Opinie na ten temat są jednak w środowisku nauczycielskim podzielone, a wydział edukacji Urzędu Miasta uważa pomysł za mało realny.

Zgodnie z ideą bonu edukacyjnego, pieniądze podążałyby za uczniem. m większe zainteresowanie daną placówką tym więcej środków. Zasada dotyczyłaby jednakowo szkół publicznych i prywatnych.

Zdaniem pomysłodawców, wprowadzenie bonu spowodowałby racjonalizację wydatków i uczyniłby z dyrektorów szkół menadżerów. A czyniąc niepotrzebnym dział ekonomiczny wydziału eduakcji Urzędu Miasta, pozwoliłby zaoszczędzić około dziesięciu milionów złotych rocznie. Według przedstawicieli wydziału edukacji Urzędu Miasta, to oszczędnosć pozorna bo koszty przeniesione zostaną na szkoły.

W środę podczas obrad Rady Miasta Krakowa zostanie złożony wniosek o powołanie grupy, która opracowałaby zasady wprowadzenia bonu eduakcyjnego w Krakowie.

Tymczasem bon edukacyjny już niedługo, bo pierwszego stycznia zamierza wprowadzić samorząd Tarnowa. Na razie urzędnicy zdołali zaoszczędzić na oświacie dzięki zamykaniu, "wygaszaniu" lub łączeniu szkół i zwolnieniu z pracy grupy pedagogów. Dominuje przekonanie, że niewiele więcej można zrobić, choć próbować trzeba.

Zasada: "ilu uczniów tyle pieniędzy" obowiązuje jak dotąd tylko na linii ministerstwo edukacji - samorząd. Na linii samorząd - szkoła jest po staremu: wysokość subwencji zależy raczej od liczby nauczycieli, zatrudnionych w każdej z placówek, bo samorząd i tak musi ich opłacić. Tarnów chce na początek zastosować system stworzony przez samorząd w Koszalinie.

Urzędnicy uważnie przyglądają się także jednej ze zlikwidowanych placówek, która przekształciła się w jedyną działającą w tej chwili w Małopolsce niepubliczną, niepłatną szkołę. Jej musi teraz wystarczyć tylko to, co przekazuje miastu ministerstwo.

Od 1 stycznia 2005 roku wysokość budżetu każdej z tarnowskich szkół ma naprawdę zależeć od liczby uczniów. Jest jednak mało prawdopodobne, by ten zamiar udało się zrealizować w stu procentach.
Tytuł: Karta nauczyciela Trybunał o nadawaniu stopni awansu zawodow
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Listopad 24, 2004, 06:29:23 pm
Karta nauczyciela Trybunał o nadawaniu stopni awansu zawodowego
Naruszona równość wobec prawa

Niezgodne z konstytucją jest uzależnianie uzyskania stopnia nauczyciela mianowanego przez część pedagogów od zatrudnienia na co najmniej połowę wymiaru czasu pracy. Trybunał Konstytucyjny uznał 23 listopada, że przepis Karty nauczyciela wprowadzający taką normę narusza konstytucyjną zasadę równości wobec prawa.


Gdański Naczelny Sąd Administracyjny skierował do Trybunału pytanie prawne dotyczące przepisu Karty, który reguluje zasady nadawania stopni awansu zawodowego nauczycielom. Od stopni tych zależy zarówno wynagrodzenie, jak i inne uprawnienia pracownicze, np. związane z trwałością stosunku pracy i możliwościami zatrudnienia na konkretnym stanowisku. Zgodnie z dokonaną w 2000 r. nowelizacją Karty, nauczyciele, którzy w dniu wejścia w życie ustawy (6 kwietnia 2000 r.) byli zatrudnieni we wskazanych w ustawie jednostkach, mogli otrzymać stopień nauczyciela mianowanego pod warunkiem zatrudnienia w wymiarze co najmniej połowy obowiązkowego wymiaru zajęć. Z kolei nauczyciele niezatrudnieni w tym dniu, lecz wcześniej pracujący na podstawie mianowania, z mocy prawa otrzymują stopień nauczyciela mianowanego z dniem ponownego zatrudnienia (jeżeli przerwa w zatrudnieniu nie przekracza 5 lat) bez konieczności spełnienia tego warunku.

NSA dostrzegł w tym naruszenie konstytucyjnego prawa obywateli do równego traktowania przez władze publiczne. Obie grupy nie różnią się pod względem kwalifikacji zawodowych, przygotowania pedagogicznego, zdolności zdrowotnych i moralnych do wykonywania zawodu nauczyciela, a także doświadczenia zawodowego. Trudno zatem racjonalnie uzasadnić zaostrzenie warunków nabycia stopnia nauczyciela mianowanego wobec jednej z nich. Uznanie daty nawiązania stosunku pracy za kryterium różnicujące prawa nauczycieli nie daje się pogodzić z zasadą równości obywateli - ocenił NSA w swoim wniosku do TK.

Stanowisko to poparł Sejm: pos. Magdalena Banaś powiedziała na rozprawie przed TK, że przy jednakowych kwalifikacjach nauczycieli przyjęcie wymiaru czasu pracy jako kryterium przyznawania stopnia awansu zawodowego nie ma żadnego uzasadnienia.

Trybunał podzielił te zastrzeżenia. Jego zdaniem za zróżnicowaniem nauczycieli wedle kryterium daty zatrudnienia nie przemawiają żadne racjonalne argumenty. Nie wiadomo także, jaki był cel wprowadzenia takiego uregulowania. - Osoby mające podobne kwalifikacje osobiste i merytoryczne powinny być traktowane podobnie - uzasadniała wyrok sędzia TK Biruta Lewaszkiewicz-Petrykowska. Zaskarżony przepis naruszył tę zasadę, a więc wprowadził stan nierówności obywateli wobec prawa.

Wyrok jest ostateczny, a w dniu jego opublikowania w Dzienniku Ustaw z art. 10 ust. 3 pkt 2 Karty nauczyciela wypadną słowa: "w wymiarze co najmniej 1/2 obowiązkowego wymiaru zajęć". Bo to one wprowadzają stan prawny naruszający konstytucję.

Jolanta Kroner

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041124/prawo/prawo_a_10.html
Tytuł: Nauczyciele dyplomowani na skróty
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Grudzień 15, 2004, 06:15:03 pm
Nauczyciele dyplomowani na skróty

   
Michał Kopiński,

W godzinę zostałem nauczycielem publicystą. Z materiałów z internetu skleciłem przypadkowe opracowanie. Po zapłaceniu 50 zł opublikowano mi je w internecie. Spełniłem jeden z warunków do awansu na nauczyciela dyplomowanego



Kilka dni potem listonosz dostarczył mi zaświadczenie. Portal edukacyjny Szkoła.net potwierdza, że opublikowałem na ich stronach profesjonalny "artykuł o treści edukacyjnej". W rzeczywistości przesłałem do wrocławskiej firmy zarabiającej na spragnionych awansu nauczycielach bubla. Praca zatytułowana "Postawy rodzicielskie" składa się z fragmentów żywcem wyciętych z materiałów znalezionych w sieci.

Tyle wystarczy zrobić, żeby spełnić jeden z warunków awansu na nauczyciela dyplomowanego. Jest o co się bić, bo zdobycie takiego tytułu to kilkaset złotych podwyżki. Publikacji podobnych do mojej można znaleźć na dziesiątkach witryn kilkadziesiąt tysięcy. Każda z nich kosztowała autora od 30 do 100 zł.

Żeby awansować na nauczyciela dyplomowanego, trzeba wystąpić do dyrektora szkoły o staż i wykonać podczas jego trwania określone zadania. Do 1 grudnia jednym z tych zadań było publikowanie artykułów związanych z wykonywaną pracą. W najnowszym rozporządzeniu ministra takiego zapisu już nie ma. Jednak w praktyce nic się nie zmieniło.

- Publikacje można przecież uznać za znaczące osiągnięcie w pracy zawodowej. A to jest jedno z nowych zadań - mówi Dorota Igielska, dyrektor departamentu pragmatyki zawodowej nauczycieli MENiS. - Przyznaję, że od kilku lat nauczyciele masowo przedstawiają komisjom decydującym o ich awansie zaświadczenia o publikacjach. Niestety, jesteśmy świadomi, że wielu z nich płaci za umieszczanie artykułów w internecie. Dlatego komisje powinny sprawdzać poziom i pochodzenie publikacji, a nie zadowalać się kwitkiem. Jak jest w praktyce, do końca nie wiemy, bo zajmujemy się tylko odwołaniami.

- Nawet jeśli członkowie komisji są bardzo rzetelni i dotrą do internetowego artykułu, to nie ma możliwości sprawdzenia, czy nie jest on plagiatem innej publikacji - przekonuje Radosław Trepiński z kujawsko-pomorskiego kuratorium, wielokrotny przewodniczący komisji kwalifikacyjnych.

Prowadzący edukacyjne strony internetowe nie ukrywają, że wystawiają zaświadczenia bez względu na poziom zamieszczanych prac. Liczy się ilość - na stronach niektórych serwisów edukacyjnych można znaleźć po kilkanaście tysięcy publikacji. Chętnych do zarobku przybywa. - Kiedyś wydawaliśmy głównie książki, ale z tego nie da się wyżyć. Od dwóch lat publikujemy więc w internecie prace nauczycieli - mówi Grzegorz Zawadzki z wydawnictwa Adalex.

Dla Gazety prof. Elżbieta Putkiewicz, Uniwersytet Warszawski, Instytut Spraw Publicznych

- Istnieje proste rozwiązanie tej sytuacji. Centrum Doskonalenia Nauczycieli powinno otworzyć własny portal, na którym nauczyciele zamieszczaliby za darmo swoje publikacje. Oczywiście wszystkie artykuły powinny być później recenzowane.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2444377.html
Tytuł: Nauczyciele do nauki
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Styczeń 02, 2005, 10:14:49 am
Nauczyciele do nauki


Podkarpacki kurator oświaty chce, aby każdy nauczyciel, zanim trafi do pracy w szkole, jeszcze na studiach miał obowiązkowe zajęcia przygotowujące go do kształcenia uczniów niepełnosprawnych intelektualnie


O problemach niepełnosprawnych dzieci pisaliśmy w poniedziałkowym wydaniu "Gazety". Zgodnie z ideą integracji powinny one trafiać do ogólnodostępnych szkół, blisko swoich rodzinnych domów. Dotyczy to zwłaszcza uczniów z lekkim upośledzeniem umysłowym. - Tym bardziej że obowiązuje je taka sama podstawa programowa jak innych uczniów w szkołach masowych. Uczą się nieco mniej, ale tych samych treści - podkreśla Jadwiga Bogucka, prekursorka idei integracji w Polsce z Pracowni Wspomagania Rozwoju i Integracji w Centrum Metodycznym Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej w Warszawie.

Tymczasem, jak wynika z danych rzeszowskiego kuratorium - na początku edukacji w szkołach specjalnych jest czterokrotnie mniej dzieci z lekkim upośledzeniem umysłowym niż w starszych klasach, a w gimnazjach ich liczba wzrasta aż ośmiokrotnie. Oznacza to, że nawet dzieci, które - zgodnie z duchem integracji - trafiają do masowych szkół, wcześniej czy później i tak lądują w szkołach specjalnych. Według specjalistów tak być nie powinno, bo miejsce tych uczniów jest w zwykłych szkołach. Zdaniem Boguckiej dane te świadczą o niekompetencji nauczycieli ze szkół masowych, którzy nie radzą sobie z kształceniem tych uczniów.

Stanisław Rusznica, podkarpacki kurator oświaty, zapowiada: - W przyszłym roku na pewno więcej będzie kursów kwalifikacyjnych dla nauczycieli z zakresu oligofrenopedagogiki [pedagogika osób z niepełnosprawnością intelektualną - przyp. red.]. Planuję także umówić się z władzami Uniwersytetu Rzeszowskiego i namówić je, aby zajęcia z oligofrenopedagogiki zostały wprowadzona dla wszystkich studentów kierunków pedagogicznych.

http://miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34965,2469531.html
Tytuł: Nie integrują, nie uczą
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Styczeń 02, 2005, 10:19:41 am
Nie integrują, nie uczą

   Agata Kulczycka

Niepełnosprawne dzieci z Podkarpacia, które rozpoczynają naukę w ogólnodostępnej szkole, prędzej czy później i tak trafiają do szkół specjalnych - wynika z danych rzeszowskiego kuratorium oświaty. - To bardzo źle świadczy o szkole w ogóle. Jeśli nie radzi sobie z potrzebami niepełnosprawnych dzieci, nie potrafi zaspokoić potrzeb pozostałych uczniów - uważa Jadwiga Bogucka, prekursorka idei integracji w Polsce

Pani Maria jest nauczycielką i mamą 20-letniego Pawła z zespołem Downa. - Na fali modnej integracji i my z mężem poszliśmy za ciosem: postanowiliśmy zapisać syna do szkoły masowej - wspomina. Na początku było bardzo dobrze. Paweł uczył się prawidłowych wzorców zachowań, był akceptowany, a wręcz hołubiony przez kolegów. Problemy zaczęły się w trzeciej klasie. - Choć bardzo dużo się uczył, sam widział, że odstaje od reszty klasy. To go zniechęciło: nie chciał chodzić na lekcje. Mówił: jestem głupi, niczego nie potrafię. Doszliśmy z mężem do wniosku, że dalsza nauka w szkole masowej byłaby tylko realizacją naszych ambicji - opowiada pani Maria. Razem z mężem zdecydowali, że Paweł pójdzie do szkoły specjalnej. - To było świetne rozwiązanie: syn bardzo lubi tam chodzić. Zaczął się wybijać, poczuł się dowartościowany - opowiada jego ojciec.

O tym, że wielu rodziców po kilku pierwszych latach nauki w szkole masowej dochodzi do podobnych wniosków, świadczą dane ze statystyk podkarpackiego kuratorium. Najczęściej to dzieci z lekkim upośledzeniem umysłowym trafiają do publicznych szkół. W nauczaniu początkowym szkół specjalnych jest ich czterokrotnie mniej niż w starszych klasach, a w gimnazjach ich liczba rośnie aż ośmiokrotnie. - Dzieci, które mieszczą się w normie intelektualnej, bardzo dobrze radzą sobie w klasach integracyjnych. Inaczej jest z upośledzonymi umysłowo, które wymagają dużo więcej wsparcia i pomocy - mówi Maria Rusin, starszy wizytator ds. kształcenia specjalnego i integracyjnego w Podkarpackim Kuratorium Oświaty.

Stanisława Gilewicz, dyrektor Zespołu Szkół im. UNICEF w Rzeszowie, mówi: - Rodzice mają prawo zapisywać dzieci niepełnosprawne do masowych szkół i robią to, zakładając, że tam będą lepiej się rozwijać. Stawiają na rozwój społeczny, liczą, że postępy dydaktyczne będą większe niż w szkole specjalnej.

Tymczasem nie zawsze tak jest. Zdaniem Stanisławy Gilewicz w klasach integracyjnych więcej zyskują dzieci zdrowe, które oswajają się z innością niepełnosprawnych. - A uczniowie, którzy trafiają do nas po kilku latach nauki w masowej szkole, zwykle gorzej czytają i piszą niż ci od początku przez nas prowadzeni - mówi dyrektor Gilewicz.

Inaczej sytuację niepełnosprawnych dzieci z Podkarpacia komentuje Jadwiga Bogucka z Pracowni Wspomagania Rozwoju i Integracji w Centrum Metodycznym Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej w Warszawie. Jej zdaniem sytuacja dzieci niepełnosprawnych w ogólnodostępnych szkołach to "papierek lakmusowy" całej sytuacji w oświacie. - Miejsce dzieci z lekkim upośledzeniem umysłowym jest w szkołach ogólnodostępnych. Wymagają one nie specjalnego, ale dobrego uczenia. To, że przenoszą się do szkół specjalnych, świadczy o bardzo skostniałej sytuacji w szkołach. O tym, że tak naprawdę reforma oświaty nie zmieniła nic, że nie ma indywidualnego podejścia do ucznia, że wymagania nauczycieli nie są dostosowane do możliwości dziecka - uważa Bogucka.

Dziecko niepełnosprawne to takie, które ma orzeczenie z poradni psychologiczno-pedagogicznej o potrzebie kształcenia specjalnego. O tym, czy trafia do szkoły masowej czy specjalnej, decydują rodzice.

http://miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34965,2465324.html
Tytuł: Nauczyciele walczą o dodatki -Toruń
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Styczeń 12, 2005, 05:08:03 pm
Nauczyciele walczą o dodatki

   
    Jarosław Cajsel

Nauczyciele uczący w klasach integracyjnych chcą, aby urzędnicy w ministerstwie zmienili rozporządzenie do Karty Nauczyciela i uznali warunki pracy w takich klasach za trudne i uciążliwe



To reakcja pedagogów na utratę 20-procentowe dodatku za pracę w trudnych warunkach, który do grudnia wypłacało im miasto. W Toruniu jest 130 takich nauczycieli. Pracują w trzech przedszkolach i pięciu szkołach na poziomie podstawowym, gimnazjalnym i licealnym. Oprócz zdrowych uczniów uczą także niepełnosprawnych, m.in. z uszkodzonym słuchem i wzrokiem, poruszających się na wózkach, z lekkim upośledzeniem umysłowym. - Naprawdę pracujemy w trudnych warunkach, bo mamy dzieci o różnych dysfunkcjach - tłumaczy Irena Zielińska, pracująca z klasą integracyjną w Szkole Podstawowej nr 18 na Skarpie. - Każde z nich ma osobny program nauczania. To tak, jakby na jednej lekcji przerabiać pięć, sześć różnych tematów a nie jeden.

Co nauczycielom da zmiana prawa? Po uznaniu warunków w jakich pracują za trudne i uciążliwe, będą mogli dostawać dodatek wynoszący nawet do 30 proc. pensji zasadniczej. Przepisy mogą zmienić urzędnicy w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu. Właśnie dlatego tam pedagodzy będą słać swoje prośby.

Nauczycieli wspierają rodzice dzieci uczących się w klasach integracyjnych. - Kiedy nauczyciele nie będą dostawali pieniędzy za prowadzenie takich grup, nie będzie chętnych do pracy - przekonuje Piotr Ceglarski, ojciec czteroletniego Szymona uczącego się w przedszkolnej grupie integracyjnej. - A przecież współpraca dzieci z dysfunkcjami z tymi zdrowymi wspaniale rozwija jedne i drugie. Pierwsze lepiej się uczą a drugie poznają, jak się opiekować słabszymi. Tego nie ma w innych klasach.

http://miasta.gazeta.pl/torun/1,48723,2486745.html


Skąd to zamieszanie?


W 2000 r. toruński samorząd podniósł pensję nauczycielom pracującym w klasach integracyjnych o 20 proc., bo tak zinterpretował wprowadzone wtedy przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu zasady wynagradzania. Wynikało z nich, jakie dodatki przysługują pedagogom, a gmina zyskała prawo regulowania ich wysokości. Rocznie dodatki kosztowały budżet miasta blisko milion zł.

Wszystko zmieniło się, kiedy pod koniec ubiegłego roku MENiS sprecyzowało sporny zapis. Jasno z niego wynika, że gmina nie może przyznawać żadnych dodatków poza tymi, które ustanawia minister. 9 grudnia 2004 r. rada miasta zlikwidowała dodatki i od stycznia nauczyciele już ich nie dostają.

http://miasta.gazeta.pl/torun/1,35576,2486738.html
Tytuł: Dziennik elektroniczny w szkole
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Styczeń 16, 2005, 03:07:56 am
Sieciowy postrach uczniów (http://fakty.interia.pl/wiadomosci/prasa/news?inf=582030&blockName=PP)

Zła ocena z dyktanda, nieodpowiednie zachowanie, wagary - o kłopotach i sukcesach dziecka rodzice uczniów z Polic dowiadują się co tydzień z internetu. Taki system informowania rodziców, oprócz tradycyjnych wywiadówek, opracowano w Zespole Szkół w Policach.

"Dziennik elektroniczny" dostępny jest dla tych, którzy mają komputer i dostęp do internetu - pisze "Głos Szczeciński".

"Rodzic wchodzi na stronę internetową szkoły, wpisuje otrzymany wcześniej login i hasło i po chwili widzi wszystkie informacje o swoim dziecku" - mówi Beata Golisowicz, dyrektor Zespołu Szkół. Są więc wypisane punkty z poszczególnych przedmiotów (w polickiej szkole na podstawie punktacji wystawia się później oceny końcowe), za co zostały przyznane i ile ich można było dostać (na przykład za dyktando). Oprócz tego zawarte są informacje o zachowaniu ucznia, jego spóźnieniach. Na prośbę rodziców wprowadzono też informacje o nieobecnościach. Jest też miejsce na drobne uwagi - na przykład taką, że po raz kolejny zapomniał zeszytu.

"Oceny uaktualniane są co tydzień, a informacje o frekwencji co dwa tygodnie" - mówi Beata Golisowicz. "Chcemy jednak doprowadzić do tego, by dane były uzupełnianie na bieżąco" - dodaje. Według gazety, nauczyciele mówią, że dzięki temu systemowi rodzice mogą lepiej dopilnować swoje dzieci. "Jest mniej kłopotów i nerwów, bo rodzice w porę dowiadują się o kłopotach dziecka" - mówi Krystyna Wiśniewska, nauczycielka niemieckiego.

Jak informuje "Głos Szczeciński", w klasie Krystyny Wiśniewskiej rodzice prawie wszystkich uczniów kontrolują przez internet postępy w nauce. "Nie oznacza to, że nie przychodzą do szkoły. Wręcz przeciwnie. Jeśli widzą, że dziecko ma kłopoty od razu się pojawiają" - mówi nauczycielka. "Na wywiadówkach jest przez to mniej przykrych niespodzianek" - wyjaśnia. "Według oceny dyrekcji szkoły, na 1500 uczniów prawie jedna trzecia ma rodziców, którzy mają dostęp do internetu" - czytamy w "Głosie Szczecińskim".

Czy uczniom podoba się taki system kontroli? Gimnazjaliści z klasy 1e nie bardzo się nim przejmowali. Przyznają jednak, że "dziennik elektroniczny" oznacza więcej kłopotów. Na razie żaden z uczniów nie pokusił się o próbę włamania do szkolnej sieci i "poprawienia" sobie ocen. Sprawka i tak wyszłaby szybko na jaw, bo oceny wpisywane są też do tradycyjnych dzienników.

(PAP)
Tytuł: Przydatne strony dla nauczycieli
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Styczeń 18, 2005, 04:35:28 pm
Program edukacyjny - Newsweek.pl (http://szkola.newsweek.pl/)

Zeszyty edukacyjne Let's Newsweek
(http://angielski.newsweek.pl/)
Każdy zeszyt został zapisany w wygodnym formacie pdf. Wystarczy ściągnąć na dysk i wydrukować.
Program do otwierania plików pdf
 można bezpłatnie pobrać ze strony www.adobe.com
Tytuł: Sześciolatki do szkoły: Projekt nowej ustawy
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Marzec 04, 2005, 09:58:44 am
Sześciolatki do szkoły: Projekt nowej ustawy

 

 Możliwe, że za trzy lata do szkół pójdą sześciolatki, tak jak w większości państw Unii Europejskiej. "Gazeta Wyborcza" pisze o projekcie ustawy obniżającej wiek szkolny autorstwa Ministerstwa Edukacji.

W dzienniku czytamy, że według projektu sześciolatki zamiast do zerówki - jak obecnie - poszłyby do pierwszej klasy, zaś obowiązkowa roczna edukacja przedszkolna objęłaby już pięciolatki.

Projekt ma być gotowy w przyszłym roku, ale ustawa, według wstępnych przymiarek ministerstwa, mogłaby wejść w życie w 2008 roku. Pracom powinna towarzyszyć społeczna debata - zapowiada na łamach "Gazety Wyborczej" Anna Zawisza z Ministerstwa Edukacji.

Nie wiadomo jeszcze, czy obniżenie wieku szkolnego będzie oznaczało dłuższą o rok naukę, czy też wcześniejsze ukończenie szkoły średniej. Rozpatrywane są obydwa warianty. Jak pisze dziennik, niebagatelna będzie z pewnością kwestia finansów. Wydłużenie nauki o rok oznaczałoby dla budżetu państwa ogromny wzrost wydatków na oświatę.
 
http://info.onet.pl/1062856,11,item.html
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Marzec 07, 2005, 01:31:48 pm
Nauczycielu, nie nudź się!   (http://polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1187185)

Młodzi, pełni wiedzy i zapału nauczyciele najszybciej uciekają ze szkoły
Zdarza się, że do szkoły trafiają młodzi, energiczni zapaleńcy, zdawałoby się – ideał nauczyciela. Ale szybko tracą energię w stetryczałym organizmie szkoły. Odchodzą z żalem, ale i z ulgą, że nie zdążyli ugrzęznąć w rutynie.
Cytuj
Negatywny wizerunek wspierają demony peerelowskiej przeszłości, kiedy to przez całe lata trwała selekcja negatywna do tego zawodu, a obciążona ideologicznie szkoła kojarzyła się z organizowaniem akademii i pochodów pierwszomajowych. I tak dzisiaj – w obiegowym uproszczeniu – nauczyciel w publicznej podstawówce to na pewno życiowy nieudacznik, który trafił do tej pracy, bo na żadną inną nie miał szans, byczy się przez trzy miesiące w roku i domaga wyższej pensji.

Kiepskiemu wyobrażeniu towarzyszy jednocześnie ogromne oczekiwanie społeczne – nauczyciel musi czuć powołanie, mieć serce do pracy oraz wciąż się rozwijać i doskonalić zawodowe umiejętności.

AGNIESZKA NIEZGODA
Tytuł: Ile kosztuje bezpłatna edukacja
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Marzec 08, 2005, 12:37:23 pm
Ile kosztuje bezpłatna edukacja

   
Nauczyciele szacują, że trzy czwarte uczniów liceów publicznych korzysta z płatnych korepetycji.

- U nas korków nie bierze tylko jeden człowiek. Z przyczyn finansowych - twierdzi uczeń VI LO w Białymstoku. W jednej z klas maturalnych znanego liceum im. Tadeusza Czackiego w Warszawie na korepetycje z matematyki i języków chodzą wszyscy.

To nie moda, lecz strach

- Korki to nie moda, ale strach przed egzaminami - mówią uczniowie.

Do korepetycji nakłaniają czasem same szkoły. - W liceum córki jest presja, by posyłać dzieci na korepetycje. Także do nauczycieli z naszej szkoły - opowiada matka warszawskiej maturzystki.

Nikt nie zna skali zjawiska, zwłaszcza teraz, gdy korepetycyjny rynek rozkręcił się po wprowadzeniu egzaminów państwowych. W tym roku wchodzi ostatni z nich - nowa matura, której wyniki będą decydować o przyjęciu na studia.

Wynik ma znaczenie i dla ucznia, i dla szkoły, bo średnia z egzaminu to lepsze lub gorsze miejsce w rankingu.

Moda lub - jak kto woli - plaga korepetycji sprawia, że bezpłatna edukacja może całkiem sporo kosztować. Dzieci z uboższych rodzin nie mają szans w tym wyścigu.

Jacek Strzemieczny z Centrum Edukacji Obywatelskiej koryguje ten obraz: - Tak to wygląda z perspektywy wielkich miast. Tymczasem w wielu szkołach wiejskich i w małych miejscowościach nauczyciele prowadzą dodatkowe zajęcia za darmo albo za półdarmo, gdy gminie uda się wysupłać np. na dodatkowy angielski.

"Gazeta" i Centrum postanowiły pomóc szkołom, które wzięły udział w naszej akcji "Szkoła z klasą". Strzemieczny: - Udało się zebrać ponad milion złotych właśnie na granty po 1200 zł na cykl zajęć. Skorzystało 700 szkół w całej Polsce (opisy tych zajęć - na www.gazeta.pl/klasa).

Szkoły społeczne, czyli korepetycje w cenie

- Można postawić hipotezę, że uczniowie szkół niepublicznych nie korzystają z korepetycji. Nie muszą. Szkoły społeczne są małe, relacje z nauczycielami bliższe, sporo lekcji języków, dostęp do komputerów, dużo zajęć fakultatywnych. Z dobrych szkół społecznych młodzież wychodzi o godz. 18, nawet nie mieliby czasu na korepetycje - twierdzi prof. Putkiewicz.

Uczniowie szkół społecznych jeśli już decydują się na dodatkowe zajęcia, to wybierają specjalistyczne kursy, np. artystyczne, przygotowujące na ASP.

- Po to wydaję kilkaset złotych miesięcznie, żeby szkoła dobrze uczyła i córka nie musiała mieć korepetycji - mówi matka maturzystki z Warszawy.

Śląsk: czesne 400 zł, korepetycje 450 zł

Edyta, maturzystka z jednego z publicznych liceów w Tychach, chce studiować pedagogikę. - Im więcej zgarnę punktów na maturze, tym większe szanse na studia. Niestety, biologia skończyła mi się po drugiej klasie.

Dlatego raz w tygodniu Edyta ma półtorej godziny korepetycji, po 30 zł. Z polskiego też nie czuje się pewnie, rodzice dokładają więc kolejne 40 zł tygodniowo. Angielski w liceum Edyty jest "beznadziejny". W jednej grupie uczniowie o różnych poziomach zaawansowania, zdarza się, że lekcje przepadają. - Robimy gramatykę, ale prawie nie rozmawiamy. Muszę chodzić na konwersacje - wyjaśnia Edyta. Uczy ją studentka angielskiego, więc za godzinę płaci tylko 30 zł.

W sumie rodzice Edyty wydają miesięcznie ok. 450 zł. - To normalka - mówi uczennica. W 35-osobowej klasie korepetycje ma ze 30 uczniów.

Tymczasem opłata miesięczna za szkołę społeczną na Śląsku waha się od 300 do 500 zł.

Bogdan Widła będzie zdawał maturę w I Społecznym LO STO w Katowicach. Płaci za miesiąc 430 zł. Ale za te pieniądze ma sześć godzin angielskiego tygodniowo w grupie do 14 osób (z podziałem na poziom zaawansowania), trzy godziny niemieckiego lub francuskiego oraz - dla chętnych - włoski. Uczniowie już w pierwszej klasie decydują, co będą zdawać na maturze, i wybierają zajęcia rozszerzone, np. humanistyczne albo medyczne (obydwa z łaciną, która przyda się na studiach medycznych i prawniczych).

Widła: - Nikt nie chodzi na korepetycje. Lekcje nam wystarczają.

Warszawa: czesne 900, korepetycje 1060

W stolicy jest drożej. Rodzice Marcina Serafina z 2 Społecznego LO STO za miesiąc nauki płacą 960 zł. Ale już ani grosza na korepetycje.

A Gosia z publicznego LO im. M. Kopernika płaci. Historii i WOS-u uczy się cztery razy w tygodniu na kursie (rocznie 3 tys. zł). Do tego angielski w British Council (2 tys. 200 zł za semestr) i lekcje w Instytucie Francuskim (1600 zł za semestr).

To wszystko kosztuje 1060 zł miesięcznie, o 120 zł więcej niż czesne Marcina!

- Nasza szkoła ma renomę, ale i tak większość klasy chodzi na korepetycje - mówi Gosia.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2586439.html
Tytuł: Dziwne prace dyplomowe na prywatnej uczelni pedagogicznej
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Marzec 08, 2005, 02:10:38 pm
Dziwne prace dyplomowe na prywatnej uczelni pedagogicznej

   Renata Czeladko, Mariusz Jałoszewski

Studenci pedagogiki prywatnej uczelni pisali dziwne prace dyplomowe o kiełkowaniu nasion, o srokach w mieście, kartach kredytowych i urzędach pocztowych. Teraz uczelnia ma kłopoty. Grozi jej nawet zamknięcie kierunków


Dotarliśmy do wyników kontroli w Wyższej Szkole Pedagogicznej Towarzystwa Wiedzy Powszechnej na Ochocie i jej ośrodkach, m.in. w Wałbrzychu, Szczecinie i Olsztynie. Jesienią zeszłego roku przeprowadziła ją Państwowa Komisja Akredytacyjna, która ocenia jakość kształcenia na uczelniach. Stwierdziła, że tematy prac dyplomowych (licencjackich i magisterskich) są nie na temat i mają niski poziom.

Rola seksu i sroki

Pedagogika to nauka o wychowaniu i nauczaniu, a tymczasem studenci zajmowali się: •  administracją (tytuł pracy „Monografia Urzędu Pocztowego nr 1 w Kłodzku”, „Zakres usług Rejonowego Urzędu Poczty Polskiej w Wałbrzychu”, •  sferą erotyczną („Rola seksu w historii Kościoła katolickiego”, „Dlaczego dwadzieścia lat po ślubie nie potrafimy rozmawiać ze swoimi partnerami”), •  gospodarką („Rynek kart płatniczych Banku PEKAO”) czy ekologią •  „Gniazdowanie siewkowców w obrębie łąk podmiejskich nad Nidą”, „Wpływ czynników środowiskowych na kiełkowanie nasion” i „Sroka w mieście”.

Zdaniem komisji podobnych prac tylko na specjalności edukacja europejska w zeszłym roku akademickim 2002/03 była ponad połowa. Nie powinny one być podstawą do uzyskania dyplomu.

Uczelnia zebrała negatywne noty ekspertów grożące zamknięciem pedagogiki zarówno w Warszawie, jak i poza nią - w Wałbrzychu i Szczecinie.

- Ta szkoła nie jest prowadzona we właściwy sposób. Jeśli ktoś ma zostać pedagogiem, a pisze o historii poczty, trudno uznać, by jego umiejętności pedagogiczne się rozwijały - mówi Andrzej Jamiołkowski, przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej.

Pozytywnie, ale źle

Rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej prof. Lucjan Olszewski broni się: - Mieliśmy również kontrolę innych kierunków. Oceniono je pozytywnie, ale na pedagogice, gdzie też jest wysoki poziom, dostrzeżono tylko zło. Tak jakby ktoś chciał udowodnić nieprawidłowości. My kształcimy 15 tys. studentów. Mogło się znaleźć kilka źle zredagowanych tematów - uważa rektor (tytuł magistra dostał przed laty za pracę o szkoleniu zawodowym dorosłych).

Gdy szkoła odwołała się od negatywnej oceny pedagogiki na studiach magisterskich w Warszawie, komisja zmieniła ocenę na warunkową (szkoła ma rok na poprawę do następnej kontroli). A ocenę studiów licencjackich na pozytywną.

Rektor zapewnia, że uczelnia usunęła już uchybienia. Mimo to pedagogice w Wałbrzychu i Szczecinie nadal grozi zamknięcie lub zawieszenie nowego naboru, bo tam ocena nadal jest negatywna. Decyzję podejmie minister edukacji.

Studenci nic nie wiedzą o problemach. Są zdumieni tematyką prac. - Za nic nie zgodziłabym się pisać o urzędzie pocztowym - stwierdza jedna ze studentek pedagogiki, która trafiła tu, bo nie dostała się na państwową Akademię Pedagogiki Specjalnej. Za semestr płaci ok. 2 tys. zł czesnego.

Zenon Gaworczuk, dyrektor generalny Towarzystwa Wiedzy Powszechnej, które prowadzi szkołę od 1993 r., poprosi o wyjaśnienia: - Od wielu lat zajmuję się pedagogiką i oceniam, że niektóre tematy prac nie były trafione - przyznaje.

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2589823.html
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Kwiecień 22, 2005, 08:24:12 am
Unijne pieniądze na pomoc młodzieży  (http://tvp.pl/371,20050421198030.strona)

Unijne pieniądze na pomoc trudnej młodzieży mogą otrzymać nie tylko organizacje pracujące z młodzieżą, ale też grupy nieformalne.
Liczy się przede wszystkim dobrze przygotowany projekt.
 


Jako "trudną" określa się nie tylko młodzież narażoną na patologie społeczne, ale też niepełnosprawną czy z małych miejscowości,
 która ma ograniczony dostęp do kształcenia,
wiedzy i kultury, sprzyjających prawidłowemu rozwojowi.

Z unijnych pieniędzy korzystają młodzi ludzie we wszystkich krajach Unii Europejskiej, przed kilku laty taka mozliwość pojawiła się w Polsce.
Projekty to nie tylko zadania długofalowe, ale także terapia przez sztukę teatralną prowadzona na przykład w przedszkolach.

O potrzebie realizacji takich projektów wiedzą doskonale księża salezjanie prowadzący placówkę pomocową dla dzieci i młodzieży, utrzymywaną z własnych środków.

Takich ośrodków jest wiele i nie wszystkie korzystają z unijnych funduszy. Często są finansowane z innych środków.
Wszelkie informacje na jego temat można znaleźć na stronie internetowej www.youth.pl.

(Kronika)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Kwiecień 30, 2005, 12:02:09 pm
Dzieci przestały jeść obiady (http://wiadomosci.wp.pl/kat,12571,wid,6929884,prasaWiadomosc.html)

Prawie połowa dzieci w Katowicach przestała jeść szkolne obiady. Związki nie zamierzają odpuścić prezydentowi Katowic - pisze "Dziennik Zachodni".


Wczoraj Związek Nauczycielstwa Polskiego, oddział w Katowicach, „Solidarność” Pracowników Oświaty oraz Śląska Społeczna Rada Oświatowa rozpoczęły akcję zbierania podpisów oraz plakatowanie katowickich placówek oświatowych na znak protestu przeciwko niefinansowaniu przez miasto tanich posiłków szkolnych.
Katowice są jedynym miastem w kraju, które interpretuje ustawy na niekorzyść dzieci - oświadczył Jerzy Szmajda, prezes katowickiego ZNP.

Brak podstaw prawnych

Chodzi o to, że brak jest w obowiązujących po 1 stycznia 2005 roku przepisach podstaw prawnych, by z budżetów jednostek samorządu terytorialnego dofinansowywać koszty przygotowywania posiłków.
– To stało się podstawą do podniesienia w Katowicach cen obiadów szkolnych z 2 do 5 złotych.

 Na efekty nie trzeba było długo czekać. Liczba dzieci stołujących się w 62 szkołach i gimnazjach miasta spadła średnio o 43% – dodał Szmajda. W Gimnazjum nr 13 z 420 dzieci płacących za posiłki w październiku 2004 roku w lutym płaciło tylko 14 osób. W Gimnazjum nr 6 wydaje się teraz 2000 obiadów mniej. Podobnie jest we wszystkich szkołach miasta.
- Teraz jedzą tylko dzieci z najuboższych rodzin, za które płaci MOPS – powiedział Szmajda.

Anna Radziwiłł, podsekretarz stanu w MENiS pismem z 7 lutego 2005, skierowanym do ZNP oświadczyła jednak, mijając się z prawdą, że zmiana prawa nie wpłynęła na ograniczenie liczby stołówek ani dzieci z nich korzystających.
 – Nie rozumiem, dlaczego związki robią w tej sprawie tyle szumu. Kiedy obiad w szkolnej stołówce był po 2 złote, na 30 tysięcy uczniów w mieście korzystało z niego 4000 dzieci, za które płacił MOPS i 4000, za które płacili ich rodzice.

22 tysiące uczniów nie jadło w szkole w ogóle, więc nadużyciem jest twierdzenie, że dzieci w Katowicach są głodne – stwierdził naczelnik wydziału edukacji Urzędu Miasta w Katowicach Mieczysław Żyrek.
– Moja sekretarka ma dwoje dzieci. Też zrezygnowała z obiadów w szkole, bo za drogo, ale daje im kanapki i obiad w domu, a prawa trzeba przestrzegać – dodał.

Rzecznik broni sprawy

Innego zdania jest Rzecznik Praw Dziecka, który zwrócił się do ministra o szybkie znowelizowanie ustawy o systemie oświaty, innymi słowy o zapisanie w niej ceny tzw. wsadu do kotła, czyli dokładne określenie co jest pokrywane z subwencji oświatowej, bo obecna praktyka pokazuje, że na skutek nieprecyzyjnych przepisów stołówki szkolne ulegają likwidacji, a wiele dzieci straciło jedyny czasem ciepły posiłek w ciągu dnia.

Co więcej, za Katowicami chcą iść inne miasta w Polsce. – To precedens, na którym tracą dzieci.
 Mamy nadzieję, że minister zajmie w tej sprawie właściwe stanowisko, ale na odpowiedź czekamy już miesiąc – powiedziała Agnieszka Zielińska z biura RPD.
(maz)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Maj 17, 2005, 09:41:50 am
Głusi na dzieci [/b] (http://gazeta.naszemiasto.pl/)
Gabińska Anna

Serce urzędników decyduje o tym, czy matce niesłyszącego dziecka należy się zasiłek.
Ustawa o świadczeniach rodzinnych jest tak napisana, że urzędnicy czytają ją jak chcą. - I dyskryminują część rodziców - oburzają się nauczyciele z wrocławskiego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego.
Sprawą nie interesuje się Sejmik Osób Niepełnosprawnych ani Polski Związek Głuchych.
Obie instytucje twierdzą, że to rzecz rodziców, by walczyć o swoje.
Jadwiga Hajduk z Bielawy ma dwie córki i szesnastoletniego syna Krzysia. Chłopiec jest niesłyszący od urodzenia. Uczy się w szóstej klasie gimnazjum we wrocławskim Ośrodku Szkolno-Wychowawczym Dzieci Niesłyszących. Pani Jadwiga przywozi go do szkoły w poniedziałek rano i zabiera w piątek po południu. Tak jak rodzice 140 innych dzieci. (W sumie w ośrodku uczy się 180 dzieci od przedszkola po technikum lub liceum). Niektórzy z niepracujących rodziców dostają 420 zł świadczenia pielęgnacyjnego z lokalnych ośrodków pomocy społecznej. Pani Jadwiga już wie, że nie dostanie tych pieniędzy, choć za dwa tygodnie będzie bezrobotna.
- Usłyszałam, że mi się nie należy, bo syn uczy się w szkole w ośrodku, który zapewnia całodobową opiekę przez 5 dni w tygodniu. Wiem, że inna matka w takiej samej sytuacji ma przyznane to świadczenie. I bardzo dobrze, ale dlaczego tak nierówno jesteśmy traktowani? - pyta mama Krzysia.
Ośrodek pomocy społecznej w Bielawie przyznaje, że obie kobiety są w podobnej sytuacji i jedna ma świadczenie, a druga - nie.
- To nie nasza wina ani złośliwość. Takie są przepisy ustawy. Poprosiliśmy o interpretację ich w ministerstwie. Tamta pani też nie dostała, ale napisała do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i ono nakazało nam wypłacanie świadczenia - wyjaśnia Robert Bąk z bielawskiej pomocy.

Bezlitosne przepisy

Ustawa o świadczeniach rodzinnych mówi, że nie przysługuje ono dziecku, które wymaga opieki, jeśli "uczy się w placówce, zapewniającej całodobową opiekę co najmniej 5 dni w tygodniu".
- Świadczenie jest dla rodzica, który z uwagi na stopień niepełnosprawności dziecka rezygnuje z pracy, by się nim zająć - tłumaczy Alina Wiśniewska z ministerstwa polityki społecznej. - Jeżeli matka czy ojciec przywozi codziennie dziecko do szkoły w ośrodku i po południu je odbiera, to jak najbardziej mu się ono należy. Nieważne, czy zabiera mu to dwie godziny dziennie czy sześć. Rodzice zostawiający dziecko w internacie mają czas, by podjąć pracę.

Kosztowna nauka
Rodzice często nie mogą jednak znaleźć pracy. Dyrekcja ośrodka ocenia, że przynajmniej połowa rodziców dzieci mieszkających w internacie to bezrobotni. Ledwo wiążą koniec z końcem. Za pobyt w internacie muszą płacić z własnej kieszeni - 8,50 zł za dzień. Zdaniem dyrektor Ewy Dobrowolskiej wielu z nich ma w rodzinnej miejscowości opiekę społeczną, która bez gadania wypłaca pieniądze. Ale ci rodzice siedzą cicho, żeby pieniędzy nie stracić.
- Zapis o tych pięciu dniach w ustawie jest bezsensowny. Dzieci uczą się przez pięć dni, ale spędzają w internacie cztery noce. Nie jesteśmy domem dziecka, nie zapewniamy im ubrań, książek, słodyczy, leków. To wszystko muszą kupić sami rodzice - mówi Janusz Wargin, wicedyrektor ośrodka. - Rodzice bezrobotni bez przyznanych im świadczeń czują się rozdarci. Chcą walczyć o swoje pieniądze, ale nie chcą zaszkodzić tym, którym opieka już wypłaca świadczenie. Ale zmienić tę ustawę będą mogli tylko wtedy, gdy zbiorą podpisy i będą naciskać na ministerstwo.


Gdzie Pisać
Petycje w sprawie zmiany przepisu najlepiej słać prosto do ministerstwa polityki społecznej pod adres: Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych (BON), ul. Gałczyńskiego 4, 00– 362 Warszawa.
Można też zadzwonić: (022) 826-96-73.
Tytuł: Nauczyciel 2005 czyli kto uczy nasze dzieci
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Czerwiec 02, 2005, 11:38:30 am
Nauczyciel 2005 czyli kto uczy nasze dzieci

   
Magdalena Kula

Dziś bardziej niż szkoła wpływ na wychowanie dzieci mają komputery, media i rówieśnicy - tak uważają polscy nauczyciele. O sobie mówią, że mają przede wszystkim nowocześnie uczyć


Jutro na konferencji Związku Nauczycielstwa Polskiego zostaną przedstawione najnowsze wyniki badań przeprowadzonych wśród nauczycieli. W ankietach aż 75 procent nauczycieli mówi o kryzysie wychowania. Ale nie obwiniają o to szkoły. Zapytani o czynniki, które wpływają na wychowanie młodego człowieka, wymieniają rodzinę, grupy rówieśników, internet i media. Szkoła pojawia się dopiero na szóstym miejscu, a sami nauczyciele jeszcze dalej - na ósmym. Wpływu na wychowywanie młodzieży zdaniem nauczycieli nie mają też księża i Kościół.

Sobie nauczyciele pozostawiają rolę dydaktyka. Są przekonani, że ich najważniejszym zadaniem jest rozwijanie zdolności uczniów, przekazywanie wiedzy i kontrolowanie postępów w nauce. Chcą nowocześnie uczyć. Skończyli studia i dokształcają się (63 proc. nauczycieli zaliczyło kursy metodyczne, a ponad 40 proc. zaczęło studia podyplomowe). Zdobywają kolejne stopnie zawodowego awansu. Udoskonalają programy nauczania i zabiegają, by w szkole nie brakowało pomocy naukowych.

Choć nauczyciele narzekają na niskie zarobki (34 proc. deklaruje, że wystarczają tylko na skromne życie), na agresywną młodzież, stosy papierów do wypełnienia i codzienny stres, nie chcą zmienić pracy. Na pytanie, czy znów wybraliby zawód nauczyciela, "tak" odpowiedziało ponad 70 proc.! Dlaczego? Przekonują, że zawsze chcieli pracować z dziećmi, a równie często wspominają, że dzięki długim feriom i wakacjom mogą sporo czasu poświęcać własnej rodzinie. Przywiązania do zawodu nie zmieniają nawet złe opinie o polskim systemie oświaty - krytykuje go prawie 60 procent wszystkich nauczycieli.

•  Badanie na zlecenie ZNP przeprowadził Zakład Badań Naukowych Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, a opracował je prof. Marian Niezgoda z UJ. Badanie przeprowadzono na reprezentatywnej próbie 1101 nauczycieli.

Nauczyciele i polityka

Czy jest w Polsce partia polityczna, z którą Pan(i) sympatyzuje? - zapytali nauczycieli autorzy badań.

Nie - odpowiedziało aż 71,9 proc. Tylko niespełna 10 proc. wskazało taką partię. Spośród nich 40 proc. głosowałoby na PO, 16 proc. na PiS, po 7 proc. na LPR i polityków dawnej UW, a około 5 proc. na SLD, PSL, UPR i SdPl.

Około 20 proc. wszystkich było niezdecydowanych albo przyznało, że nie zna programów wszystkich partii.

Ponad 60 proc. nauczycieli nie należy do związków zawodowych.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2739696.html
Tytuł: Senatorowie mają kilkaset poprawek do ustawy o szkolnictwie
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Czerwiec 30, 2005, 02:33:49 pm
Senatorowie mają kilkaset poprawek do ustawy o szkolnictwie wyższym (http://wiadomosci.onet.pl/1122118,11,1,0,120,686,item.html)

Prawo o szkolnictwie wyższym wymaga wielu poprawek - uważają senatorowie. Podczas debaty nad ustawą zgłosili ich ponad 300. Najdalej idąca mówi o odrzuceniu ustawy o szkolnictwie wyższym w całości.
262 poprawki zgłosiła senacka Komisja Nauki, Edukacji i Sportu. Kolejnych kilkadziesiąt zgłosili senatorowie podczas środowej debaty. "Idziemy na rekord świata" - skomentował zgłaszanie kolejnych poprawek wicemarszałek Senatu Kazimierz Kutz (Senat 2001).


Zasadnicza poprawka dotyczy wykreślenia z ustawy art. 236, który mówił o tym, że lustracją objęci zostaną m.in. rektorzy, prorektorzy i dziekani wyższych uczelni. Zdaniem senatorów, przepis ten nie wprowadzał obowiązku składania oświadczeń lustracyjnych, a to oznacza, że nie byłoby możliwe prowadzenie postępowań lustracyjnych.

Senatorowie zaproponowali także, by tytuł magistra nie miał charakteru tytułu zawodowego, tylko był tytułem akademickim.
"Umiejscowienie tytułu magistra na równi z licencjatem i inżynierem dyskredytuje go" - uważa senator Zbigniew Kruszewski (Lewica Razem).

Sejm przyjął prawo o szkolnictwie wyższym 3 czerwca. Rząd chce, by ustawa weszła w życie 1 września.
"Jeśli szybko uda nam się przyjąć ustawę, a prezydent ją podpisze, to vacatio legis tej ustawy potrwa co najwyżej miesiąc. Przy tak ważnej ustawie to bardzo krótko" - uważa senator Marian Żenkiewicz (Lewica Razem).

"Dlatego ustawa ta powinna wejść w życie najwcześniej 1 września 2006 roku" - zaproponowała Teresa Liszcz (Senat 2001). Dodała, że biorąc pod uwagę liczbę poprawek przekraczającą liczbę artykułów ustawy należałoby ją odrzucić w całości. "Środowisko naukowe zasługuje na porządną ustawę" - argumentowała.

"Pośpiech w przyjmowaniu tej ustawy jest ogromny, liczba poprawek pokazuje, że ma ona wiele wad, ale odrzucenie jej będzie znacznie gorsze" - uznał Edmund Wittbrodt (Senat 2001).

Wiceminister edukacji Tadeusz Szulc zaapelował do senatorów o przyjęcie ustawy. Teraz poprawkami zajmie się senacka Komisja Nauki, Edukacji i Sportu. Ustawa będzie przedmiotem głosowania jeszcze podczas tego posiedzenia Senatu.
Tytuł: Kuratorium dofinansowało im naukę, a teraz nie chce uznać dy
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Lipiec 19, 2005, 12:50:04 pm
Kuratorium dofinansowało im naukę, a teraz nie chce uznać dyplomów

Śląscy nauczyciele nabici w studia podyplomowe


Skończyli studia podyplomowe, aby nauczać dodatkowych przedmiotów. Kuratorium dofinansowało im naukę, a teraz nie chce uznać studiów.


- Łączenie pracy zawodowej z nauką i obowiązkami rodzinnymi to ogromny wysiłek. Zdecydowaliśmy się jednak na to, aby uzyskać dodatkowe kwalifikacje, by w przyszłości, w obliczu rosnącego bezrobocia i niżu demograficznego mieć większe szanse na znalezienie pracy - tłumaczy Katarzyna Elwirska-Pachla z Gliwic, jedna z poszkodowanych nauczycielek.

Problem dotyczy studiów prowadzonych przez Uniwersytet Opolski, które miały dać absolwentom uprawnienia do nauczania w szkole podstawowej przedmiotów humanistycznych.

Chodzi o absolwentów trzech roczników, którzy w latach 1999 - 2001 podjęli te podyplomowe studia. W sumie 120 osób. Do nauki namawiali ich przełożeni - dyrektorzy szkół, dostawali też dofinansowanie z kuratorium oświaty.

Wszystko po to, by przygotować nauczycieli potrzebnych dla zreformowanej podstawówki. Studia trwały dwa lata. Okazuje się jednak, że ich wysiłek był niepotrzebny. - Na dyplomie wydanym przez uczelnię jest napisane, że zdobyłem uprawnienia do nauczania języka polskiego, historii i społeczeństwa, plastyki i muzyki - mówi Robert Krzemiński, nauczyciel Szkoły Podstawowej w Toszku na Opolszczyźnie. - W mojej szkole te uprawnienia są uznawane, ale kiedy chciałem się zatrudnić w szkole w sąsiedniej miejscowości, to Kuratorium Oświaty je zakwestionowało - dodaje. Nauczycielskich dyplomów nie chce uznać Kuratorium Oświaty w Katowicach. Twierdzi ono, że w programie studiów było za mało zajęć i nie są one zgodne z przepisami o kształceniu nauczycieli. - Te studia nie dają uprawnień do nauczania wszystkich przedmiotów wymienionych w dyplomie - uważa Grzegorz Pączek, dyrektor Wydziału Strategii i Analiz Edukacyjnych w katowickim Kuratorium Oświaty.

Organizator studiów, Uniwersytet Opolski broni się. - Rozporządzenie o standardach kształcenia nauczycieli z 2003 roku nie obowiązuje tych, którzy studia podyplomowe ukończyli wcześniej - zwraca uwagę Marek Masnyk, dziekan Wydział Historyczno-Pedagogiczny Uniwersytetu.

Ministerstwo Edukacji też ma swoje zdanie na temat sporu kuratorium z nauczycielami. - Formalnie rzecz biorąc te studia dają kwalifikacje, tak jak napisała uczelnia - stwierdza Anna Dakowicz-Nawrocka, dyrektor Departamentu Kształcenia i Doskonalenia Nauczycieli w Ministerstwie Edukacji. - Ich absolwenci mogą uczyć, ale powiem szczerze, nie chciałabym, by moje dziecko uczył nauczyciel po takich studiach - dodaje.

Jej zdaniem studia trwały za krótko, by dobrze przygotować do nauczania aż czterech przedmiotów. - To jednak od dyrektora szkoły zależy, czy zechce zatrudnić nauczyciela z takimi kwalifikacjami - tłumaczy dyrektor Dakowicz-Nawrocka.

Zainteresowani nauczyciele chcą uzupełnić swoje podyplomowe studia, tak by dostosować się do nowych wymagań. - Nikt nie chce jednak z nami na ten temat rozmawiać. Od roku czekamy na odpowiedź z Ministerstwa Edukacji - tłumaczy Katarzyna Elwirska-Pachla.

Anna Paciorek

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050719/kraj/kraj_a_9.html
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Wrzesień 01, 2005, 02:31:11 pm
Szkoły sobie radzą

We wszystkich rozwiniętych państwach świata edukacja pozostaje obiektem stałego publicznego zainteresowania
W Polsce – z niewiadomych powodów – dzieje się jednak inaczej

Cytuj
O edukacji w Polsce mówi się jedynie incydentalnie. Nie stanowi ona ważnego pola ideowych konfrontacji. Jedyne gorące spory w ostatnich latach wznieciła nowa matura oraz propozycja wprowadzenia odpłatności za studia. Ugrupowania polityczne, gdy je zapytać o edukację, poprzestają na ogólnikach, tyleż słusznych, co pozbawionych treści. Ten brak głębszego zainteresowania byłby być może wybaczalny, gdyby nie to, że w polskiej oświacie bardzo dużo się wydarzyło. Reforma Handkego, choć zdaniem jej twórców nie została dokończona, rzeczywiście zaczęła zmieniać nasze szkoły.

więcej>>>
Szkoły sobie radzą (http://wiadomosci.onet.pl/1244519,2677,kioskart.html)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Wrzesień 03, 2005, 10:55:24 am
Kosztowny początek roku dla najbiedniejszych (http://wiadomosci.wp.pl/kat,17511,wid,7805926,prasaWiadomosc.html?ticaid=11ea)

W "Dzienniku Polskim" czytamy: dopiero pod koniec września lub nawet na początku października najbiedniejsze rodziny dostaną jednorazowy dodatek z tytułu rozpoczęcia roku szkolnego.

Na wcześniejsze wypłacanie pieniędzy nie pozwala ustawa o świadczeniach rodzinnych - mówią urzędnicy z krakowskiego Wydziału Świadczeń Socjalnych.

Jednorazowy dodatek z tytułu rozpoczęcia roku szkolnego przysługuje osobom, których miesięczny dochód na jednego członka rodziny nie przekracza 504 zł, a w razie wychowywania dziecka niepełnosprawnego - 583 zł. Wysokość dodatku uzależniona jest od liczby dzieci w rodzinie.

Osoby, które złożyły do końca lipca w urzędzie miasta lub gminy wniosek o przyznanie zasiłku wraz z dodatkiem mogą liczyć na wypłatę świadczenia jeszcze we wrześniu, ale prawdopodobnie w jego drugiej połowie. Te, które nie zdążyły tego zrobić, na pieniądze poczekają do października.

Należy pamiętać, że wniosek musi być złożony najpóźniej do końca miesiąca, w którym rozpoczyna się rok szkolny, a więc dla większości rodziców datą graniczną jest 30 września - przypomina dziennik.

Ratunkiem dla wielu rodziców mogą też być rządowe programy dla najbiedniejszych rodzin. Od kilku lat realizowany jest rządowy program "Wyprawka szkolna", który polega na zakupie podręczników dla najbiedniejszych dzieci. Jest on jednak skierowany wyłącznie do uczniów rozpoczynających naukę. W tym roku podręczniki od państwa otrzyma 130 tys. pierwszaków, ponad 11 tys. z nich pochodzi z Małopolski.

Rodziny, w których miesięczny dochód na jedną osobęnie przekracza 546 zł, mogą również ubiegać się o udział w programie "Posiłek dla potrzebujących" - informuje "Dziennik Polski". (PAP)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Wrzesień 05, 2005, 02:01:28 pm
Szkoła pod internetowym nadzorem (http://nt.interia.pl/news?inf=663145&blockName=FTE)

W polskich szkołach zaczyna się prawdziwa rewolucja. Coraz częściej rodzice mogą kontrolować swoje pociechy przez Internet - informuje "Życie Warszawy". Dzieje się tak za sprawą internetowych dzienników uczniów. Dzięki nim, nie ruszając się sprzed komputera, można śledzić postępy dzieci w nauce.

Najpopularniejszy w Polsce jest system Wywiadówka ONLINE, w którym działa już 140 szkół. Jak mówi Grzegorz Bilnik, współwłaściciel BBSystems, firmy, która prowadzi ten serwis, dzienniki działają dopiero od stycznia br., ale zainteresowanie nimi jest bardzo duże. Zachęca fakt, że można skorzystać z nich za darmo. Firma traktuje je jako promocję swoich usług i na razie nie przewiduje żadnych opłat - czytamy w gazecie.

Dzięki Wywiadówce ONLINE nauczyciele mogą nie tylko informować rodziców o stopniach, zachowaniu ich dzieci, ale też mogą komunikować się z nimi za pomocą Internetu.

W Warszawie z tego systemu chce skorzystać między innymi Gimnazjum nr 45 im. Powstania Warszawskiego. Dyrektor Zofia Rudzymińska od razu zastrzega jednak, że takie ułatwienia nie zastąpią zwykłych zebrań. Jak przyznaje, początkowo pomysł nie przypadł do gustu nie tylko uczniom.

"Nauczyciele boją się, że będą mieli dużo dodatkowej pracy przy wpisywaniu ocen w system. Jednak nie można bać się takich nowinek" - dodaje Rudzymińska.

"Życie Warszawy" o zdanie zapytało też uczniów. Ola, która uczy się w szóstej klasie w Szkole Podstawowej nr 23 w Warszawie, uważa, że niektórzy uczniowie przez takie rozwiązanie mogą mieć problemy. "Nie o wszystkim mówi się rodzicom. Czasami coś lepiej przemilczeć, a tak nic się nie ukryje" - tłumaczy dziewczyna.(PAP)
Tytuł: ROZMOWA Szkoła nie wyręczy rodziców
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 09, 2005, 11:02:13 am
ROZMOWA Szkoła nie wyręczy rodziców

Psycholog z podstawami karate


Rodzice często wydają na korepetycje, bo chcą mieć święty spokój. Chcą, żeby ktoś z dziećmi odrobił lekcje.

 
Małgorzata Zielicz, dyrektor LO im. Batorego w Warszawie

Czy szkoła wymaga, ale nie pomaga uczniom?

MAŁGORZATA ZIELICZ: To jest poważny zarzut. Pytanie postawiłabym inaczej: czego rodzice oczekują od szkoły, jakiej pomocy? Myślę że chcą, by szkoła ich zastąpiła w wychowaniu i w tym, na co oni, zapracowani, nie mają czasu. Jeżeli tak, to na naszą oświatę muszą iść bardzo duże pieniądze, by szkoła po południu przejęła funkcje opiekuńcze od rodziców.

Jedna trzecia rodziców niezadowolonych ze szkoły jako powód niezadowolenia podaje: dzieci muszą brać korepetycje. Czy szkoła nie potrafi uczyć?

Uważam, że rodzice często wydają na korepetycje, bo chcą mieć święty spokój. Chcą, żeby ktoś z dziećmi odrobił lekcje.

Czy szkoła powinna dzieciom gwarantować bezpieczeństwo?

Powinna. Ale czy nauczyciel, który ma 10 minut przerwy, by przejść z jednego piętra na drugie i przygotować klasę do lekcji, ma czas, żeby doglądać uczniów? Aby zagwarantować bezpieczeństwo, potrzebnisą przygotowani ludzie, którzy będą pomagać zespołowi nauczycieli. Do niektórych szkół trzeba czterech osiłków z przygotowaniem karate i umiejętnościami psychologicznymi.

Jedna trzecia rodziców dopłaca do nauki dzieci, głównie do nauki języków obcych. To także czerwona kartka dla szkoły.

Niestety, w liceum mogą być trzy godziny tygodniowo jednego języka obcego i dwie - drugiego. To zdecydowanie za mało. Mogę to nieco powiększyć, ale tylko kosztem przedmiotów, które uczniowie zdają na maturze.

Większość rodziców jest zadowolona ze szkół swoich dzieci. Najmniej entuzjastycznie są nastawieni do szkoły ci, których dzieci chodzą do zawodówek. Dlaczego?

Myślę, że odpowiedź na to pytanie niekoniecznie jest oceną tego typu szkoły. Młodzież z zawodówek pochodzi ze środowisk, gdzie jest wiele innych problemów, niż edukacja. Ich rodzice są dużo mniej zadowoleni z życia w ogóle, nie tylko ze szkoły.

Rozmawiała Anna Paciorek

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050909/kraj/kraj_a_6.html

Krytykują i płacą


Polska szkoła nie odpowiada rozbudzonym ambicjom rodziców. Wymaga, ale nie pomaga - uważa połowa naszych respondentów

 
 
Rodzice wiedząc, że szkoła nie daje wszystkiego, co potrzeba ich dzieciom, dopłacają do nauki. Tylko co trzeci pytany przez nas rodzic był zadowolony ze szkoły, do której chodzi jego dziecko. Najlepiej w ocenie rodziców wypadły szkoły podstawowe i licea ogólnokształcące, trochę gorzej: gimnazja - wynika z sondażu "Rzeczpospolitej", przeprowadzonego przez GfK Polonia. Bardzo zadowolonych z podstawówki swojego dziecka jest 38 proc. respondentów, a z liceum ogólnokształcącego - 35 proc. Tylko co czwarty z rodziców uczniów techników jest bardzo zadowolony z takiej szkoły. Podobne odczucia ma co piąty z respondentów, którego dziecko uczy się w zawodówce lub liceum profilowanym.

Uczą, ale trzeba douczać
Krytycznie wobec szkół są zwłaszcza rodzice z wyższym wykształceniem, specjaliści, kadra kierownicza i pracownicy umysłowi z miast powyżej 500 tys. mieszkańców.

Najczęściej powtarzający się zarzut to "szkoła wymaga, ale nie pomaga". Stawia go 50 proc. respondentów, głównie osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym, robotnicy niewykwalifikowani. Sami nie są w stanie pomóc swoim dzieciom przy odrabianiu lekcji, a na korepetycje często ich nie stać. Zmuszanie do korzystania z korepetycji najczęściej zarzucają polskiej szkole pracownicy umysłowi, osoby z wyższym wykształceniem, mieszkańcy dużych miast.

- Rodzice nie powinni się godzić na korepetycje - uważa prof. Elżbieta Putkiewicz, pedagog z Uniwersytetu Warszawskiego. - Mogą przez radę rodziców wpływać na nauczycieli, żeby lepiej uczyli ich dzieci. To obowiązek szkoły.

Trzeci zarzut - brak gwarancji bezpieczeństwa dla dzieci - stawiają polskiej szkole przede wszystkim osoby ze średnim wykształceniem, robotnicy wykwalifikowani, mieszkający w dużych miastach. A na brak współpracy nauczycieli z rodzicami skarżą się zwłaszcza mieszkańcy wsi.

Korepetycje, usługa popularna
O wyższych studiach dla swoich dzieci marzy zdecydowana większość rodziców. Także ci, którzy sami mają tylko podstawowe lub zasadnicze wykształcenie. Część z nich dopłaca do edukacji dzieci. Do takich wydatków przyznaje się co trzeci z badanych w tym sondażu. Najwięcej, bo aż 56 proc. z nich płaci za naukę języków obcych, ponad 30 proc. płaci za zajęcia sportowe, a 29 proc. - za korepetycje.

O to, by ich dzieci znały obce języki, troszczą się przede wszystkim młodzi rodzice (20 - 29 lat), ze średnim wykształceniem, urzędnicy, ale także robotnicy niewykwalifikowani. Tego rodzaju zajęcia fundują najczęściej rodzice uczniów liceów ogólnokształcących i techników.

Korepetycje są najpopularniejsze wśród młodzieży z liceów profilowanych i gimnazjów. Prawdopodobnie słabsi uczniowie, którzy wybierają szkołę z maturą (liceum profilowane), nie dają sobie rady, stąd taki nacisk na korepetycje.

Ankietowani rodzice przewidują, że miesięcznie będą wydawać na naukę dzieci od 100 do 249 zł. Tylko czterech na stu ma zamiar wydawać ponad 500 zł miesięcznie. Natomiast co piąty z rodziców nie zamierza w ogóle płacić za edukację. Największą grupę wśród nich stanowią osoby z podstawowym wykształceniem, z ubogich rodzin o dochodach netto poniżej 800 zł.

ANNA PACIOREK

Moje dziecko, magister


Osiemdziesiąt procent rodziców chce, by ich dzieci zdobyły wyższe wykształcenie - wynika z sondażu "Rz", przeprowadzonego przez GfK Polonia. Tylko czterech na stu respondentów uznało, że ich dzieciom wystarczy ukończenie zasadniczej szkoły zawodowej.

 
 
- To bardzo dobry wskaźnik ambicji społecznych - mówi prof. Tadeusz Luty, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. - Rodzice obserwują, że większe szanse na pracę i wyższy status materialny mają ludzie wykształceni. Chcą więc lepszej przyszłości dla swoich dzieci.

O tym, że rodzicom bardzo zależy na wykształceniu dzieci, można też wnioskować z odpowiedzi na inne pytanie. - Gdybym miał pieniądze, posłałbym swoje dzieci do szkoły niepublicznej - odpowiedziało czterech na dziesięciu badanych. W rzeczywistości z oświaty niepublicznej korzysta mniej niż jeden procent ich dzieci.

Z sondażu wynika też, że szkoła nie odpowiada w pełni na rozbudzone społeczne ambicje edukacyjne. Chociaż rodzice są dość ostrożni w krytykowaniu szkoły, to wskazują jej braki. Aż co trzeci jako powód niezadowolenia wymienia konieczność brania korepetycji. Ponad połowa wydatków ponoszonych przez rodziców na edukację to opłaty za naukę języków obcych, bo ta oferowana przez szkołę nie wystarcza. Respondenci przewidują, że miesięcznie będą dopłacać do edukacji dzieci 172,50 zł. Żadnych tego typu wydatków nie zamierza ponosić tylko co dwudziesty ankietowany.

a.p.
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050909/kraj/kraj_a_1.html
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Wrzesień 11, 2005, 03:53:53 pm
Już gdzieś ten temat cieżkich  tornistrów był poruszany.


Za ciężki tornister
2005-09-10

Nawet siedem kilogramów dźwigają uczniowie podstawówek. Krzywy kręgosłup może mieć 80 procent dzieci. Reporterzy "Głosu Szczecińskiego" zważyli uczennicę czwartej klasy, Ewę Witkowską i jej szkolny tornister. Ewa waży 34 kilogramy, a plecak - 4.

 Noszę tu książki, piórnik, zeszyty, jedzenie, picie - mówi Ewa Witkowska. - Są dni, kiedy mój plecak jest jeszcze cięższy. Natalia, uczennica drugiej klasy, tego dnia - oprócz książek - musiała przynieść jeszcze blok, farby, plastelinę i inne niezbędne rzeczy. Tornister niosła babcia.

- Nawet mnie garb boli, a co dopiero takie dziecko - żali się Krystyna Kumor, babcia Natalii. Ciężkie tornistry są jedną z przyczyn wad postawy u dzieci. Dr Maciej Kołban, kierownik kliniki ortopedii dziecięcej PAM, mówi, że ma je 80 procent dzieci.

- To nie jest ciężar do noszenia na co dzień - twierdzi dr hab. Maciej Kołban. - Dzieci powinny mieć książki w szkole!

Dwa lata temu, po sygnałach o wadach postawy u dzieci i skargach rodziców, stacje sanepidu przeprowadziły akcję ważenia uczniowskich plecaków. W Polsce nie ma norm, które określają jak ciężkie mogą być tornistry, ale przyjęto przepisy o pracy młodocianych. Według nich chłopcy poniżej 16 lat nie powinni nosić więcej niż 5 kg, a dziewczynki - więcej niż 3.

- Okazało się, że w miastach zbyt ciężkie tornistry nosi ponad 40 procent dzieci, a na wsiach ponad 30 - mówi Wanda Siegień, kierownik oddziału higieny szkolnej Wojewódzkiej Stacji Sanitarno- Epidemiologicznej.

Z wniosków sanepidu wynika, że dzieci zabierają do szkoły rzeczy, które nie są potrzebne - zabawki, dodatkowe książki. - Tak jest zwłaszcza we wrześniu. Uczulamy rodziców, ale z różnym skutkiem - mówi nauczycielka nauczania początkowego w SP 63 w Szczecinie.

Wnioski z akcji sanepidu trafiły do ministerstwa edukacji. - Nie mamy możliwości nakazania czegokolwiek - twierdzi Mieczysław Grabianowski, rzecznik ministra edukacji. - Możemy tylko przekazywać nasze uwagi. Rozmawiamy z wydawcami podręczników, by książki były mniejsze i lżejsze.

(PAP)
zródło (http://wiadomosci.o2.pl/?s=513&t=4450#more)


Od dwóch lat ten temat  jest ,a jak dzieci nosiły cieżkie plecaczki , tak noszą  :evil:
Ważyłam z ciekawości kiedyś.I to lżejszy miała, akurat w tym dniu,a wazył  4 kg. z "hakiem " :evil:
Z mojej panny to kawał baby jest, i do szkoly "kroczek", a narzeka że to cieżkie.
A co mają powiedzieć dzieci drobne i te które muszą nałożyć spory kawałek drogi?  :evil:
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Wrzesień 13, 2005, 07:09:16 am
Takich dzieci w całej Polsce,jak w poniższym artykule jest dużo więcej. :cry:
 
Województwo głodnych dzieci  (http://miasta.gazeta.pl/szczecin/1,34939,2910749.html)

Monika Adamowska,
mn 11-09-2005 ,
Cytuj
W Warmińsko-Mazurskiem i Zachodniopomorskiem żyje najwięcej głodnych dzieci - wynika z raportu Polskiej Akcji Humanitarnej. Mimo olbrzymich nakładów gmin wciąż są uczniowie, którzy nie korzystają z dożywiania

W tym tygodniu na dobre ruszą stołówki szkolne. To świetna wiadomość dla 59 tys. zachodniopomorskich uczniów korzystających z bezpłatnych obiadów i śniadań. W Szczecinie Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie wykupił na ten rok posiłki dla 3 360 dzieci.

- To dla nas ogromna pomoc - mówi pani Dorota ze śródmieścia. Trójka z pięciorga jej dzieci je w szkole. Kobieta nie chce podawać nazwiska. Wstydzi się biedy. Ona i mąż są bezrobotni, bez prawa do zasiłku. Żyją głównie z pomocy społecznej.

Są szkoły, np. SP 14 przy ul. Strzałowskiej, gdzie wsparcia wymaga nawet jedna trzecia uczniów, a z dożywiania korzysta nawet sześcioro dzieci z jednej rodziny. Pracownice stołówki SP 14 zauważyły, że biedę najbardziej widać w poniedziałki: - Po weekendzie dzieci przychodzą wygłodzone - opowiadają.

Polska Akcja Humanitarna i Danone zleciły naukowcom z Uniwersytetu im. M. Kopernika w Toruniu zbadanie sytuacji w kraju. Okazało się, że co trzeci uczeń w Polsce jest niedożywiony. 30 proc. wymaga nieodpłatnego dokarmiania, a korzysta z niego tylko ok. 18 proc. Co dziesiąty chodzi głodny, ale nie je m.in. dlatego, że dochód w jego rodzinie przekroczył kryterium przyznania pomocy - 316 zł na osobę. Są też rodzice, którzy wstydzą się korzystać z pomocy i nie pozwalają dzieciom jeść w szkole.

Według raportu PAH w Zachodniopomorskiem taka pomoc potrzebna byłaby 39,1 proc. uczniów. A ze statystyki naszego Urzędu Wojewódzkiego wynika, że korzysta z niej 59 tys. dzieci, czyli 17,02 proc. Ponad 35 tys. to dzieci ze wsi.

W ubiegłym roku szkolnym z pewnością wiadomo było o ponad 5 tys. dzieci głodnych, które nie mogły jeść w szkole. Aż ponad 2,2 tys. z nich dlatego, że rodzice nie chcieli skorzystać z pomocy.

- My i Warmińsko-Mazurskie najwięcej przeznaczamy na dożywianie - twierdzi Stanisław Dalgiewicz, kierownik oddziału pomocy społecznej w Urzędzie Wojewódzkim w Szczecinie. - W ubiegłym roku gminy wyłożyły na posiłki ponad 14,5 mln zł i dostały dodatkowo 3,7 mln zł z rezerwy celowej. W tym roku będzie to jeszcze więcej, bo obowiązuje rządowy program "Posiłek dla potrzebujących", który pozwala przyznać pomoc większej liczbie dzieci.

Jak tłumaczy Dalgiewicz, program podwyższa kryterium dochodowe - o bezpłatne obiady starać się mogą teraz rodziny, w których dochód na osobę nie przekracza 150 proc. kryterium ustawowego, czyli 474 zł. - Chociaż gminy starają się wyjątkowo dużo przeznaczać na takie wsparcie, wszystkich potrzebujących nie da się objąć pomocą - uprzedza Dalgiewicz.

Marian Burzyński, dyrektor SP 2 przy ul. B. Śmiałego, podpowiada, jak z tego wybrnąć: - W mojej szkole na ok. 120 obiadów 70 to bezpłatne, a na 50 śniadań aż 30 wydawanych jest w ramach pomocy społecznej. Żeby nakarmić jak najwięcej głodnych uczniów, korzystamy nie tylko z pomocy gminy, ale i prywatnych sponsorów - mówi dyrektor. - Są wśród nich nawet emeryci czy renciści, którzy sami nie mają zbyt wiele. Ale nawet ich wpłata 5 zł jest istotna, bo to trzy śniadania.

Rozmowa ze rencistką sponsorką

82-letnia rencistka Maria Ostrowska ze Szczecina jest jednym ze sponsorów posiłków dla dzieci z SP 2 w Szczecinie

Monika Adamowska: Jak można zostać sponsorem posiłków?

Maria Ostrowska: Z mojej renty co miesiąc 20 zł wpłacane jest na konto szkoły z przeznaczeniem na posiłki dla głodnych dzieci. Każdy, kto chciałby pomóc dzieciom, może robić tak samo. Oczywiście każdy ile może, nawet złotówka czy 5 zł się przyda, bo jak nas będzie więcej, uzbiera się spora suma.

20 zł z renty to dużo...

- Miałam syna chorego na zanik mięśni. Chciał żyć, uczyć się, ale nie było mu dane. Kiedy zmarł, chciałam coś robić w imię jego pamięci. W końcu moja córka, która uczyła w tej szkole, podpowiedziała mi, że tam dzieci chodzą głodne i można im pomóc. Uznałam, że warto, bo podczas wojny zaznałam głodu i wiem, że jak go cierpisz, myślisz tylko o jedzeniu. Głodne dziecko nie będzie się uczyć. Nie wiem, kto korzysta z mojej pomocy i nie chcę wiedzieć. Wystarczy mi, że wiem, że je

Cytuj
Głodne dziecko nie będzie się uczyć. Nie wiem, kto korzysta z mojej pomocy i nie chcę wiedzieć. Wystarczy mi, że wiem, że je
Kliknij w Pajacyka (http://forum.darzycia.pl/twoich-postow-2-olwidth300-oloffsetx10-oloffsety10-caption-bralas-udzial-w-tej-dyskusji-onmouseout-nd-class-topictitle->polska-strona-glodu-vt177.html)
Jednym kliknięciem w brzuszek pajacyka- możesz nakarmić głodne dziecko.
....... Ciebie to nic nie kosztuje.......
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Wrzesień 15, 2005, 09:05:49 am
Szkolne odpady

W Polsce 300 tysięcy dzieci nie chodzi do szkoły – alarmują specjaliści w najnowszym raporcie ONZ

Jeśli nic się nie zmieni, czeka nas wybuch społecznej bomby z opóźnionym zapłonem

Cytuj
Mimo to polskie Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu bagatelizuje problem. Na pytanie o liczbę dzieci nieprzestrzegających obowiązku nauki urzędnicy wzruszają ramionami. – MENiS utrzymywało nawet, że sprawa jest dobrze rozpoznana i dotyka tylko 1,5 tys. osób – twierdzi Mirosław Kaczmarek. Z Rzecznikiem Praw Dziecka zgodziła się też NIK. Jej raport sprzed dwóch lat szacuje, że na jedną szkołę przypada przynajmniej 3–4 dzieci, które powinny chodzić na lekcje, ale nie chodzą.

Cytuj
Tak jak w przypadku 13-letniej Kasi Babickiej (nazwisko zmienione), która już prawie nie pamięta, kiedy ostatni raz była na lekcji. Dziewczynka mieszka w popegeerowskiej wiosce w Bieszczadach, ma 25 kilometrów do szkoły i kilometr do przystanku gimbusa. Najpierw do jej rodziców zwróciła się dyrektorka rejonówki, Kasia poszła na kilka lekcji, po czym rodzice machnęli na naukę ręką. Teraz obawiają się grzywny i choć wiedzą, że nie będzie ich na nią stać, obliczyli, że i tak posyłanie dziecka do szkoły wypada za drogo. Trzeba kupić książki, zeszyty, a dziewczynkę ubrać, i to jeszcze tak, żeby się nie wstydziła przed klasą. Sama Kasia przed szkołą nie ucieka, ale rodzice nie wykształcili w dzieciach zwyczaju uczenia się. W pokoju nie mają biurka ani żadnego miejsca do odrabiania lekcji czy czytania, a półkę na książki zawala sterta starych gazet. – Brat po gimnazjum nie poszedł do następnej szkoły, bo po co – wzrusza ramionami

Kasia. Rodzice specjalnie go do tego nie zmuszali. Przyzwyczaili się do starego systemu edukacji, kiedy wystarczyło skończyć dwie szkoły, bo po podstawówce było liceum czy technikum. Teraz myślą, że ta trzecia, ostatnia część edukacji to bezsensowna konieczność.

więcej >>> (http://wiadomosci.onet.pl/1247168,2677,kioskart.html)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Wrzesień 26, 2005, 08:34:37 am
Szkoła grozi śmiercią lub kalectwem (http://www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_a_ListNews1&news_cat_id=1030&news_id=71069)

Statystycznie 1,5 tysiąca uczniów rocznie ma szanse trafić wprost ze szkolnej ławki na rentę lub do szpitala.

Eksperci z Centralnego Instytutu Ochrony Pracy alarmują: szkoła jest najbardziej niebezpiecznym środowiskiem dla dzieci.
 Aż 26 procent wszystkich wypadków z ich udziałem zdarza się właśnie na przerwach i podczas lekcji. W 2004 roku wypadkom na terenie placówek oświatowych uległo 150 tysięcy uczniów, z czego 1248 zostało na zawsze kalekami, a 88 nie przeżyło. Te statystyki są wstrząsające. W górnictwie na 1000 zatrudnionych zdarza się 17 wypadków rocznie, w transporcie – osiem. Tymczasem w oświacie na 1000 dzieci przypada aż 21 wypadków.
Nie zdarzyło się jednak, by na wniosek inspektorów BHP zamknięto w Polsce jakąkolwiek szkołę. Dzieje się tak, choć są placówki, które regularnie pojawiają się w ponurych statystykach. Z tych zestawień wynika, że najwięcej niebezpieczeństw czyha na uczniów w województwach: podlaskim, świętokrzyskim, lubuskim i łódzkim. Jednak najbardziej dokuczliwe są drobne kontuzje i schorzenia.

­ Większość uczniów nie ma szans na ukończenie nauki na przykład bez uszkodzonego kręgosłupa ­ alarmuje dr Danuta Roman-Liu.
Wszystko przez ciężkie tornistry.
 Czasami ważą nawet do 40 procent wagi ciała dziecka. Tymczasem plecak z książkami nie powinien przekraczać jednej dziesiątej ciężaru jego właściciela. Efekt jest widoczny.

Wady kręgosłupa ma już ponad połowa spośród sześciu milionów polskich uczniów. Te schorzenia to rzecz nabyta w szkole. O ile wśród sześciolatków występują u co dziesiątego malca, to w przypadku 15-latków, którzy mają za sobą dekadę w szkole, stwierdza się je u połowy.

Naukowcy zmierzyli też poziom hałasu na szkolnych korytarzach.
Okazało się, że przekrzykujące się dzieciaki potrafią wygenerować 95 do 108 decybeli. Tymczasem najwyższy dopuszczalny poziom hałasu na stanowiskach pracy to 85 decybeli. Dzieciom grozi więc też postępująca głuchota.

2005-09-24
MARCIN PRZEWOŹNIAK
Życie Warszawy
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Wrzesień 26, 2005, 04:09:40 pm
Uwięzili dzieci w klasach


Wieloletnie zaniedbania doprowadziły do skandalicznej sytuacji

Znaleźliśmy szkołę na Białołęce, w której dzieciz młodszych klas nie wychodzą na przerwy, bo na przepełnionych korytarzach zostałyby zadeptane przez starszych kolegów.


– Nasze dzieci siedzą w klasach jak w areszcie. Nauczyciele pozwalają im wyjść tylko na co trzecią przerwę – skarżą się rodzice maluchów ze szkoły nr 342 przy ul. Strumykowej na Białołęce. Rzeczywiście. 702 uczniów z klas jeden-trzy korytarze szkolne ogląda tylko wtedy, gdy nauczycielka prowadzi ich rano z szatni do klasy.
Chronić malucha

– Ze względów bezpieczeństwa część przerw najmłodsze dzieci muszą spędzać w klasach.To jedyne rozwiązanie – tłumaczy Maria Marciniak, dyrektor szkoły. – Najmłodsi nie muszą wychodzić regularnie na przerwy. Można im elastycznie kształtować zajęcia.
Czwartoklasiści są za to bardzo dumni. – Wychodzimy na każdą przerwę. My już jesteśmy starsze klasy – chwalą się dzieciaki.

Dzieci jak mrówek

W podstawówce przy ul. Strumykowej trzy lata temu uczyło się 280 uczniów. Dziś jest tu ich 1115, a budynek zaprojektowano dla najwyżej 800 dzieciaków. Korytarze podczas przerw przypominają warszawski tramwaj w godzinach szczytu.
Zapewne za rok liczba uczniów znów wzrośnie. Białołęka jest modną dzielnicą. To tu buduje się najwięcej blokowisk i tu najchętniej przeprowadzają się młodzi ludzie. Przez ostatnie dziesięć lat liczba mieszkańców dzielnicy podwoiła się z 33 do 63 tys. ludzi. W tym samym czasie dzieci w wieku do szóstego roku życia przybyło ponad sześć tysięcy. Rocznie trafia do szkół o 150 dzieci więcej niż w poprzednim roku. A osiedlanie się nowych mieszkańców trwa cały czas.

– W Warszawie rządzą developerzy, a nie samorządy. Dlatego stawia się nowe osiedla bez sprawdzania, czy zakłócą one równowagę demograficzną – uważa dr Bogdan Dzierżawski, architekt.

Nauka na zmiany

Dlaczego dzielnica przez lata nie przygotowała się do rozwiązania problemu wyżu demograficznego? Burmistrz Białołęki Jerzy Smoczyński broni się tak: – W ostatnich latach wybudowano tu sześć szkół. Kolejną dla 800 uczniów zbudujemy w 2008 r. Niestety, wszystko, co zrobiła dzielnica, to za mało.
Tłok w szkołach jest faktem. Dlatego Bożena Wojda, psycholog dziecięcy, ubolewa: – Dzieci w pierwszych klasach potrzebują dużo ruchu. Powinny wychodzić na przerwy, muszą odreagować czas spędzony w ławce szkolnej.

Jednak dyr. Marciniak i jej koleżanki po fachu nie mają wyjścia. W klasach jest ścisk. Oddanie za trzy lata nowej szkoły niewiele tu zmieni. Inni dyrektorzy ratowali się wprowadzeniem nauki na zmiany. W sąsiednim gimnazjum lekcje w ub.r. zaczynano o siódmej rano, zaś w podstawówce przy ul. Porajów zajęcia trwały do 20.30.

Data: 2005-09-23
MARCIN PRZEWOŹNIAK, WSP. MACIEJ CZERSKI
Życie Warszawy (http://www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_a_ListNews1&news_cat_id=11&news_id=70996)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 02, 2005, 11:17:40 pm
Trzy razy po 12-15 ratujące życie

PODSTAWY REANIMACJI W GIMNAZJACH. 12-15 minut wystarczy, by nauczyć się udzielania pierwszej pomocy. Wiek 12-15 lat to najlepszy czas na taki szybki kurs. W 12-15 minut dojeżdża karetka do chorego z zatrzymaną akcją serca, a zatem tak długo osoby postronne muszą prowadzić reanimację. Centrum Zdrowia Dziecka (CZD) przeszkoliło już w tym zakresie prawie 100 gimnazjalistów. "Postawy reanimacji powinny jednak wejść do programu wszystkich gimnazjów. Ocaliłoby to przed śmiercią rokrocznie nawet kilkuset nieszczęśników" - przekonuje prof. dr med. Tadeusz Szreter z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii CZD.

ZATRZYMANIE AKCJI SERCA NIE MUSI BYĆ WYROKIEM

Zatrzymanie akcji serca to wyrok śmierci - wiedzą o tym wszyscy. Mało osób zdaje sobie jednak sprawę z tego, że ten wyrok jest odroczony, choć zaledwie na 5-10 minut. Po tym czasie umiera mózg pozbawiony przepływu krwi. Do śmierci przyczynia się hipoksja, czyli niedotlenienie oraz nagromadzenie w tkankach szkodliwych metabolitów. Aby uratować mózg, a co za tym idzie życie człowieka, krążenie trzeba przywrócić.

Zrobić to może każdy.

"Nasze doświadczenie mówi, że wyszkolenie 10 osób trwa ok. dwóch godzin. Podstawy reanimacji są banalne - każdy może uciskać mostek umierającego człowieka i raz na jakiś czas wdmuchać mu do płuc życiodajne powietrze. Ważna jest jednak siła nacisku i jego częstotliwość. Tergo włąśnie uczą ćwiczenia na fantomie (modelu nieprzytomnego człowieka)" - wyjaśnia prof. Szreter.

Kurs pierwszej pomocy dla gimnazjalistów to jedna z propozycji Centrum Zdrowia Dziecka, debiutującego na warszawskim Festiwalu Nauki.

MORALNY OBOWIĄZEK LEKARZY

Jak twierdzą przedstawiciele szpitala, organizacja kursu (znacznie bardziej kłopotliwa niż np. wykładu) była ich moralnym obowiązkiem.

"Gdziekolwiek przeszkolenia uczniowie się pojawią, szansa na przeżycie umierającej osoby zwiększa się wielokrotnie. I nie jest ważne, czy będzie to w szkole, na ulicy czy na stoku narciarskim podczas najbliższych ferii zimowych" - podkreśla jedna z pielęgniarek nadzorujących praktyczną naukę reanimacji.

"Uczyć trzeba właśnie gimnazjalistów. Są dostatecznie silni i duzi, by reanimować i jeszcze pełni młodzieńczego entuzjazmu. Przez kilka lat proponowaliśmy ekipom rządzącym w naszym kraju, że opracujemy program nauki pierwszej pomocy dla uczniów. Chcieliśmy też prowadzić pilotażowo szkolenia w kilku szkołach. Ku naszemu zdumieniu żadna z ekip nie była tym zainteresowana" - nie kryje rozgoryczenia prof. Szreter.

Jak mówi, pojedyncze szkoły także nie wykazują woli, by w nich organizować szkolenia. "Jeśli w ogóle, to z takimi prośbami występują rodzice, a nie dyrekcje placówek. Te są przekonane często, że nauka pierwszej pomocy w ramach przedmiotu Przystosowanie Obronne ma te same funkcje. Nie łudźmy się. Na PO uczniowie uczą się, jak ładnego bandażowania kończyn, a nie ratowania ludzkiego życia" - dodaje lekarz.

PAP - Nauka w Polsce (http://www.naukawpolsce.pap.pl/cgi-bin/index.pl), Michał Henzler
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 04, 2005, 01:41:36 am
Internetowy dziennik szkolny (http://dziennik.oeiizk.waw.pl/)
Cytuj
Przedstawiamy Państwu propozycję dziennika szkolnego dostępnego przez Internet dla nauczycieli, uczniów oraz ich rodziców.
Włożyliśmy dużo wysiłku w to, aby dziennik był prosty w obsłudze. Twórcami dziennika są czynni nauczyciele znający potrzeby nauczycieli, rodziców i uczniów. Przy opracowaniu dziennika konsultowaliśmy się z dyrektorami szkół. Dołożyliśmy starań, aby dane przechowywane w dzienniku były bezpieczne.
Planujemy rozwój programu i oferujemy Państwu współpracę na bardzo korzystnych warunkach.
Internetowy dziennik jest wyposażony w dobrze opracowany system pomocy, na każdej stronie znajdują się instrukcje obsługi, które w miarę pojawiających się pytań będziemy starali się poszerzać.
Na tej stronie pragniemy omówić wszystkie funkcje dostępne w programie. Dostępna jest także wersja dziennika on-line oraz informacje dotyczące jego zakupu.

Życzymy miłej pracy wspomaganej naszym programem
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 04, 2005, 08:40:40 am
Regulaminowy kolczyk

"Dziennik Polski" pisze: bluzy z kapturem, czapki z daszkiem, kuse spódniczki, a nawet szorty - to tylko niektóre elementy stroju, których noszenie w szkołach jest surowo zabronione.

Szkolne statuty coraz dokładniej precyzują, jak powinien wyglądać uczeń. W ubiegłym roku do statutu Gimnazjum nr 39 w Krakowie wprowadzono zakaz noszenia na terenie szkoły bluz z kapturem.

One świadczą o przynależności do pewnej subkultury - tłumaczy dyrektorka szkoły, Wiesława Kaczmarczyk. Nie można też nosić jaskrawego makijażu i wyzywających fryzur - dodaje.

Zakaz farbowania włosów obowiązuje również w krakowskim Gimnazjum nr 13. Nie wolno też nosić koszulek z logo marihuany i długich kolczyków. Zabronione jest wypisywanie w zeszytach kibicowskich haseł i chodzenie z odkrytymi pępkami - wylicza szkolny psycholog, Agnieszka Ryss.

Z uczniem, który złamie któryś z tych zakazów spisywany jest kontrakt. Obowiązuje przez miesiąc. Tyle czasu ma uczeń na zmianę swojego zachowania. Jeśli tego nie zrobi otrzymuje naganę, najpierw na forum klasy, potem szkoły - mówi Ryss.

Podobne rozporządzenia wprowadzane są do coraz większej ilości polskich szkół.

Przepisy te wprowadziliśmy już kilka lat temu - tłumaczy dyrektor ósemki Zdzisław Kusztal. M.in. dlatego, że rodzice często stawali w obronie swoich niestosownie ubranych dzieci, tłumacząc, że statut nie wspomina o uczniowskim stroju - dodaje.

Dyrektor Kusztal przyznaje, że tego typu regulamin niektórych może śmieszyć, ale - jego zdaniem - czasem warto postawić wymagania.

Warto pod warunkiem, że da się je wyegzekwować - komentuje na łamach "Dziennika Polskiego" dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych Huty im. Sendzimira, Mirosław Ziarek. W jego szkole nie ma regulacji dotyczących stroju. (PAP)
zródło (http://wiadomosci.wp.pl/kat,17511,wid,8017624,prasaWiadomosc.html)


Cytuj
Podobne rozporządzenia wprowadzane są do coraz większej ilości polskich szkół.

W naszej szkole i pewnie nie tylko u nas wprowadzono natomiast tego typu
Regulamin oceniania ucznia (http://www.slowacki.neostrada.pl/zachowanie.htm)  :wink:
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 05, 2005, 10:58:50 am
Sms zawiadomi o wagarach dziecka
28.09.2005 15:02
 
Dobra wiadomość dla rodziców, gorsza dla wagarowiczów. Dyrekcje szkół z kilku rzymskich dzielnic postanowiły wysyłać SMS-y rodzicom, których dzieci nie przyszły na lekcje. W ten sposób postanowiono walczyć z plagą wagarów.

Koniec z podrabianiem podpisu rodziców pod usprawiedliwieniem nieobecności w szkole. W sukurs nauczycielom przyszła najnowsza technologia. "Państwa dziecka nie ma w szkole" - wiadomość takiej treści otrzymają SMS-em rodzice nieobecnych uczniów szkół podstawowych i średnich.

Do eksperymentalnej akcji, która ruszy jeszcze w tym tygodniu, przystąpiło 26 placówek oświatowych, między innymi z Ostii i Casalpalocco.
 Jeśli uda się w ten sposób zmniejszyć powszechne zjawisko wagarów, prawdopodobnie metodę przyjmą również szkoły z innych dzielnic Rzymu.((PAP)
Interia.pl (http://nt.interia.pl/news?inf=670847)

Ciekawe , czy i do nas dojdzie taka nowość  ?
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 12, 2005, 02:05:56 am
Przedszkolaki z nocnej zmiany     :shock:

    Paweł Buczkowski 11-10-2005

Sześcioletnie maluchy zamiast oglądać dobranockę, muszą do godz. 20 uczyć się w zerówce.

Dlaczego nie mogą rano? Bo lubelskie placówki nie mają dla nich miejsca, jeśli rodziców nie stać, żeby za opiekę zapłacić. - To dyskryminacja - mówi Ministerstwo Edukacji Narodowej i zapowiada interwencję w lubelskim kuratorium

Od ubiegłego roku wszystkie sześciolatki muszą chodzić do zerówki. Zgodnie z ustawą rodzice mogą bezpłatnie zapisać swoje pociechy na pięć godzin, czyli tyle, ile potrzeba na realizację programu nauczania. Jeżeli chcą, aby dziecko zostawało w przedszkolu dłużej, mogą go zapisać na 10 godzin. Jednak to już kosztuje - w Lublinie 116 zł miesięcznie plus obiad, którego cena wynosi ok. 4 zł dziennie. - Nie chcę płacić, bo państwo ma ustawowy obowiązek zagwarantować mi edukację dziecka za darmo - mówi Bogusław Drozd, ojciec 6-letniego Damiana. Tymczasem w Przedszkolu nr 58 przy ul. Radzyńskiej dowiedział się, że jego syn może się uczyć bezpłatnie, ale tylko w godz. od 15 do 20. - Znam ludzi, których nie stać, żeby płacić 200 zł za przedszkole. Dlaczego ich dzieci mają być karane nauką w nocy, w czasie kiedy ich rówieśnicy odpoczywają lub chodzą spać? - denerwuje się pan Bogusław. Po interwencji rodziców dyrekcja przedszkola zgodziła się utworzyć dodatkowy bezpłatny oddział poranny.

Problem występuje jednak w innych lubelskich przedszkolach. W Przedszkolu nr 70 przy ul. Smyczkowej jedyny bezpłatny oddział funkcjonuje wieczorem. - Mamy dużo dzieci chodzących na cały dzień, a brakuje sal, żeby wszystkich pomieścić o jednej porze - mówi dyrektor Małgorzata Małachowska-Lech.

Od 14 do 19 mogą za darmo uczyć się dzieci w Przedszkolu nr 56 przy ul. Kurantowej. - Wyszliśmy naprzeciw oczekiwaniom rodziców i przez dwa dni w tygodniu dzieci mogą uczyć się od 8 do 13. W pozostałe dni jest to niemożliwe, bo w tej sali odbywają się płatne zajęcia dodatkowe - mówi wicedyrektor Urszula Kulesza.

Ministerstwo Edukacji Narodowej uważa, że taki podział to dyskryminacja dzieci z biedniejszych rodzin: - Dzieci, których rodzice nie płacą za zerówkę, nie mogą czuć się gorsze. Będziemy interweniować u kuratora, aby zajął się tą sprawą - zapowiada Mieczysław Grabianowski, rzecznik MEN.

Ewa Dumkiewicz-Sprawka, dyrektor Wydziału Oświaty i Wychowania Urzędu Miasta, któremu podlegają wszystkie przedszkola, uważa, że problem leży w braku wystarczającej liczby lokali: - Rok szkolny już się zaczął i teraz nic nie możemy zmienić. Rodzice mogą starać się o zapis do zerówek w godzinach porannych dopiero w przyszłorocznym naborze - mówi.

Dla Gazety

prof. Danuta Waloszek, Akademia Pedagogiczna w Krakowie

Jestem tym zbulwersowana i zaniepokojona. Dzieci najlepiej uczą się, kiedy wstaną, w godzinach porannych. Wieczorem nie są już na tyle aktywne, żeby móc się efektywnie uczyć. Zostało to udowodnione przez naukowców. Okazuje się, że po raz kolejny dorośli nie wzięli pod uwagę potrzeb dziecka, wypełniając zadania administracyjne. Wymagają od dziecka, kiedy już jest zmęczone, żeby się skoncentrowało. To trudne nawet dla dorosłego. To potrzeby fizjologiczne dziecka powinny tak naprawdę wyznaczać czas nauki i czas odpoczynku.
zródło (http://miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,2963734.html)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 03, 2005, 08:43:26 am
Raport CBOS o wydatkach na naukę (http://serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,51805,2995219.html)
Magdalena Kula 01-11-2005

W tym roku na podręczniki, przybory i ubrania potrzebne dzieciom do szkoły rodzice wydali najwięcej od 1997 roku - średnio 755 złotych. Ale na dodatkowe zajęcia językowe czy sportowe pieniądze znalazły się już tylko w niespełna jednej trzeciej domów. Dzieci z wielodzietnych rodzin i ze wsi nie miały na nie szans

Rodzina Kowalskich - oboje rodzice pracują, mają trojkę uczących się dzieci. Najstarszy syn w technikum, dwie młodsze córki jeszcze w podstawówce. Na przygotowanie dzieci do nowego roku szkolnego wydali ponad 1200 złotych.

Ponad połowę tej sumy pochłonęły podręczniki. Te do szkoły średniej kosztowały prawie 300 złotych. Na książki do podstawówki trzeba było wydać kolejnych ponad 300 zł. A to i tak jeszcze nie tak wiele, bo niektóre książki młodsza siostra "odziedziczyła" po starszej. Niemal jedna trzecią tej sumy Kowalscy wydali na ubrania dla dzieci. Resztę na zeszyty, długopisy, ołówki, tornistry.

Centrum Badania Opinii Społecznej od dziewięciu lat w październiku pyta rodziców o wydatki związane z początkiem roku szkolnego. W tym roku były rekordowe.

Na przygotowanie dzieci do szkoły statystyczna rodzina wydała 755 złotych. Na jedno dziecko przypadło średnio 483 zł - jeszcze dziewięć lat temu tylko 270 zł.

- Rosnące wydatki na edukacje potwierdzają rosnące aspiracje edukacyjne rodzin. Rodzice doceniają wagę wykształcenia, a pieniądze przeznaczane na podręczniki i przybory szkolne traktują jako inwestycję w przyszłość dzieci - komentuje prof. Ireneusz Białecki, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Aż 35 proc. rodziców na przygotowanie swoich pociech do szkoły wydało powyżej 800 złotych. Jeszcze dziewięć lat temu tak dużą sumę wykładał z portfela tylko co dziesiąty rodzic. W jednej czwartej domów na szkolne wydatki poszło od 500 do 800 zł. W tylu samo domach - od 300 do 500 zł.

Najwięcej w edukację swoich pociech inwestowali rodzice jedynaków - 550 zł, o 9 proc. więcej niż rok wcześniej. Takich możliwości nie było w rodzinach wielodzietnych. Tam na jedno dziecko było tylko 366 zł (o 6 proc. mniej niż przed rokiem).

Im starsze dziecko, tym szkolne wydatki większe. Rodzice dzieci w podstawówce na podręczniki wydali średnio 204 zł. Tych w szkole średniej - już 264 zł. W starszych klasach droższe były też potrzebne do szkoły ubrania. Gdy rodzice uczniów ze szkół podstawowych wydawali na nie średnio139 zł, to w liceum i technikum mniej więcej o 40 zł więcej.

Ale gdy przybywa rodzin inwestujących w szkołę, to ubywa tych, które stać na opłacanie dzieciom dodatkowych, pozaszkolnych zajęć. Jak podkreśla autorka badań Bogna Wciórka, to właśnie te dodatkowe zajęcia najbardziej wpływają na edukacyjne szanse dziecka - na to, czy dostanie się do dobrej szkoły średniej i na dobre studia, a w przyszłości znajdzie dobrą pracę.

W tym roku z płatnych lekcji języków obcych, kursów komputerowych, lekcji rysunku czy gry na instrumentach, zajęć sportowych i korepetycji skorzystają dzieci z najwyżej 30 proc. domów. Tak źle nie było od lat. Rok temu na dodatkowe zajęcia chodziły dzieci z 37 proc. domów. A w latach 1997-98 - gdy wydatki na edukację w szkole były najniższe - dodatkowe lekcje i kursy opłacało dla dzieci ponad 40 proc. rodzin.

Ci, którzy teraz na takie zajęcia się załapią, to przede wszystkim dzieci wykształconych i dobrze sytuowanych rodziców pochodzących z dużych miast. Te ze wsi, z wielodzietnych rodzin i z obszarów objętych największym bezrobociem tyle szczęścia nie mają. Z badań wynika, że mniej niż jedna piąta rodziców z wykształceniem podstawowym, mieszkających na wsi i z dochodami poniżej 300 złotych na osobę w rodzinie opłaci swoim dzieciom dodatkowe zajęcia. Bo albo ich na to nie stać, albo wciąż nie dostrzegają takiej potrzeby.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 06, 2005, 07:49:55 pm
Stołówkowa segregacja w podkrakowskiej szkole (http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,3000116.html)
Olga Szpunar 04-11-2005

W stołówce Zespołu Szkół w Bibicach ci uczniowie, których rodzice zapłacą za posiłek, jedzą dwudaniowy obiad z kompotem. Pozostali dostają tylko zupę z wkładem

Wszystko dzieje się w podstawówce i gimnazjum w jednej z bogatszych gmin w Polsce - podkrakowskich Zielonkach. Prowadzona przez ajenta od września tego roku szkolna stołówka wydaje dwudaniowe obiady wyłącznie 30 uczniom, których rodzice w całości za nie płacą (zupa i drugie danie kosztuje 5,8 zł).

17 dzieci, którym obiady funduje Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej (płaci za nie po 3 zł), dostaje tylko zupę z wkładem. - We wrześniu dostałem informację, że dziecko będzie miało finansowane obiady przez gminę, ale nikt mnie nie poinformował, że będzie to jedynie zupa - opowiada ojciec jednego z uczniów. O tym, że córka zjada pierwsze danie, a potem gapi się w talerz kolegi, na którym leży mięso z ziemniakami, dowiedział się dopiero po miesiącu.

- Skoro wyszło z tego takie zamieszanie, możemy wrócić do rozdawania bułek najbiedniejszym. Tak było w ubiegłym roku, kiedy obiady dowoziła nam firma kateringowa - powiedziała nam wczoraj w pierwszych słowach spotkania dyrektorka szkoły Jolanta Lepiarczyk.

Nie widzi nic niewłaściwego w tym, że na jednej stołówce przy wspólnych stolikach jedne dzieci karmione są gorzej, a drugie - lepiej (w zależności od tego, czy rodzice sfinansują obiady swemu dziecku). - Lepiej, żeby dostały ciepłą zupę niż nic, prawda? A na to, by wszyscy jedli jednakowo, nie ma pieniędzy - tłumaczy.

- Za taką kwotę, jaką daje Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, niczego więcej niż zupy z wkładem nie da się zaproponować - twierdzi Tadeusz Sztuka, ajent szkolnej stołówki w Bibicach. - Może dałoby się gotować po równo dla wszystkich bez podnoszenia kosztów, gdyby ze stołówki korzystało więcej uczniów. Tak jest w dużych szkołach. Przy 30 osobach płacących za pełny obiad to niemożliwe.

Aby wszystkie dzieci jadły takie same obiady w szkolnej stołówce w Bibicach, gmina musiałaby wygospodarować rocznie dodatkowe 10 tys. zł. Czy to dużo dla Zielonek, które w raporcie Centrum Badań Regionalnych zostały uznane za jedną z bogatszych gmin w Polsce?

Wicewójt gminy Arnold Kuźniarski: - Oczywiście, że to nie jest szokująca kwota, ale takich zadań, na które brakuje 10 tys. zł, mamy na pęczki. Sugerowałbym szkole poszukanie sponsorów lub rozmowę z zamożniejszymi rodzicami. Może zgodziliby się dołożyć coś do obiadu najbiedniejszym dzieciom.

Szkoła szukała już sponsorów. I znalazła. Sześciu uczniom pełne obiady sponsoruje ksiądz z Węgrzec. To wszystko.

Wczoraj, po tym jak "Gazeta" zainteresowała się sprawą, kierowniczka Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Zielonkach Grażyna Hołda poinformowała nagle dyrekcję szkoły, że być może znajdą się dodatkowe pieniądze na to, by najbiedniejsze dzieci zamiast zupy z wkładem dostawały samo drugie danie.

W ubiegłym roku opisaliśmy segregację uczniów w szkolnej stołówce w Rabce. Dzieci z bogatych rodzin jadły na obiad kotleta, biedniejsze - parówkę. Żeby biedniejszym nie było przykro, wydawano im obiady podczas innych przerw lekcyjnych. Po opisaniu sprawy przez media szkoła znalazła sponsora. Osoby, które chcą pomóc szkole w Bibicach, proszone są o kontakt pod nr. tel (012) 285 88 21
Tytuł: OŚWIATA
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Listopad 10, 2005, 05:22:24 pm
OŚWIATA
Mniejsze opłaty dla ubogich

Wchodzą w życie 12 listopada 2005 r.

Rodzice uczniów przebywających w internacie, ośrodkach wychowawczych, domach wczasów dziecięcych mogą starać się o zwolnienie z opłat, jeśli dochód w rodzinie nie przekracza 316 zł na osobę.

Możliwość ubiegania się o zwolnienie z opłat przewiduje rozporządzenie ministra edukacji z dnia 25 października zmieniające rozporządzenie w sprawie rodzajów i szczegółowych zasad działania placówek publicznych, warunków pobytu dzieci i młodzieży w tych placówkach oraz wysokości i zasad odpłatności wnoszonej przez rodziców za pobyt ich dzieci w tych placówkach (Dz.U. nr 212, poz. 1767).

Zgodnie z nim organ prowadzący daną placówkę w przypadku szczególnie trudnej sytuacji materialnej, a w szczególności, gdy dochód na osobę w rodzinie nie jest większy niż kwota, o której mowa w art. 8 ust. 1 pkt 2 ustawy o pomocy społecznej (Dz.U. nr 64, poz. 593 z późn. zm.), czyli 316 zł, może zwolnić rodziców w całości lub w części z opłat za przebywanie dziecka w: bursie, młodzieżowym ośrodku wychowawczym, socjoterapii, rewalidacyjno-wychowaczym specjalnym ośrodku szkolno-wychowaczym oraz domu wczasów dziecięcych.

O zwolnienie mogą także ubiegać się rodziny, w których wystąpiły nieszczęśliwe przypadki losowe. Tak jak dotychczas opłata za posiłki w tych ośrodkach musi być równa wysokości kosztów surowca przeznaczonego na wyżywienie. Dyrektor placówki ustala ją w porozumieniu z organem prowadzącym.

http://www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=1584&dok=1584.2.3.2.26.7.0.1.htm

treść

http://panorama.infor.pl/akty/portal.html
Tytuł: NIEPEŁNOSPRAWNI
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Listopad 20, 2005, 09:55:09 pm
NIEPEŁNOSPRAWNI
Dzieci krzywdzone podwójnie


Wydawane przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne orzeczenia dla dzieci niepełnosprawnych intelektualnie są krzywdzące oraz niezgodne z przepisami.



Na wniosek rodziców lub opiekunów prawnych dziecka poradnie wydają orzeczenia o potrzebie zajęć rewalidacyjno-wychowawczych, indywidualnego nauczania czy kształcenia specjalnego. Choć przepisy ustawy o systemie oświaty (Dz.U. z 2004 r. nr 256, poz. 2572) stwarzają uczniom możliwość przejścia ze szkoły specjalnej do szkoły integracyjnej lub ogólnodostępnej, 95 proc. dzieci niepełnosprawnych intelektualnie, które trafiły do szkół specjalnych, pozostaje w nich aż do zakończenia edukacji. – Ten proces powinien być monitorowany – uważa Krystyna Mrugalska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym. – Należy śledzić, jak dziecko funkcjonuje i dostosowywać formę edukacji – dodaje.


Samorząd naciska

Obecnie to niepełnosprawnych dostosowuje się do struktury oświaty. Zgodnie z opiniami zawartymi w raporcie „Prawa Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną – Dostęp do Edukacji i Zatrudnienia”, władze samorządowe próbują wywierć nacisk na poradnie, by w orzeczeniach zawierały zalecenia dotyczące pobytu w swoich placówkach, co niekoniecznie odpowiada potrzebom dziecka. – Dzięki takim zabiegom samorządy nie muszą zawierać porozumień z innymi powiatami i oszczędzają na subwencjach – uważa K. Mrugalska. – Naciski dotyczą także częstszego orzekania nauczania indywidualnego. Ta ostatnia forma, w dobie niżu demograficznego, zapewnia „dopełnienie” etatu wielu nauczycielom. Izoluje jednak i dzieci, i rodziców – dodaje.


Wbrew prawu

Zdaniem szefa jednej z białostockich poradni umiarkowany bądź znaczny stopień upośledzenia wyklucza nauczanie integracyjne, choć ustawa o systemie oświaty stanowi o swobodnym wyborze szkoły przez rodziców. Do nadinterpretacji przepisów dochodzi także przy wydawaniu odroczeń od obowiązku szkolnego. Niejednokrotnie pracownicy poradni odmawiają przyznania ponownego odroczenia lub ograniczają jego trwanie w czasie. – Wynika to z nieznajomości przepisów prawa, a czasem ze zwykłej urzędniczej buty – twierdzi Teresa Wojnar z Biura Rzecznika Praw Dziecka. – Rodzice sądzą, że każdy ma prawo do edukacji, a urzędy uznają ją za obowiązek. Prawda leży pośrodku – dodaje.

Opiekunowie nie są bezradni w walce o prawa swoich podopiecznych. Od decyzji poradni przysługuje im odwołanie do kuratora oświaty. Jeśli nie będą usatysfakcjonowani wynikiem przeprowadzonego przez niego postępowania, mogą złożyć skargę do sądu administracyjnego.

Łukasz Guza

http://www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=1587&dok=1587.2.3.2.26.4.0.1.htm
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Grudzień 02, 2005, 06:39:30 pm
Nie zamykać małych szkół

Ponad 600 tys. podpisów zebrał Związek Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) pod apelem o powstrzymanie prywatyzacji małych szkół. ZNP niepokoi się, że w niektórych gminach w kraju samorządy, tłumacząc się brakiem funduszy, zamykają publiczne szkoły, a na ich miejsce tworzą prywatne, prowadzone przez fundacje i stowarzyszenia. Minister edukacji i nauki prof. Michał Seweryński, który wczoraj uczestniczył w posiedzeniu prezydium ZNP, zapewnił, że resort zaplanuje sposoby pomocy rządu dla najbiedniejszych gmin, aby nie musiały one zamykać szkół.


Środki dla szpitali bez zmian

W pierwszym półroczu przyszłego roku mazowiecki oddział Narodowego Funduszu Zdrowia przeznaczy dokładnie tyle samo pieniędzy na leczenie szpitalne, ile w tym roku – zdecydował resort zdrowia i NFZ po proteście stołecznych szpitali, które zagroziły niepodpisywaniem kontraktów z funduszem na 2006 r. Oznacza to, że do szpitali klinicznych i wojewódzkich nie trafi mniej pieniędzy na leczenie niż obecnie, co zakładał plan finansowy NFZ na 2006 r. W związku z tymi zmianami, okres konsultacji warunków kontraktów na przyszły rok na Mazowszu został przedłużony do 20 grudnia br.


UE za dostępem do tanich leków

Unia Europejska powinna uczynić wszystko, aby umożliwić najuboższym dostęp do tanich leków – stwierdzili członkowie Parlamentu Europejskiego. Wczoraj przyjął on sprawozdanie w sprawie przyznawania licencji przymusowych na patenty dotyczące wytwarzania produktów farmaceutycznych przeznaczonych na wywóz do krajów, w których występują problemy związane ze zdrowiem publicznym.


Nowi wiceministrowie w MPiPS

Premier Kazimierz Marcinkiewicz powołał z dniem 30 listopada 2005 r. Pawła Wypycha oraz Kazimierza Kuberskiego na stanowiska sekretarzy stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. Minister Wypych będzie pełnił funkcję pełnomocnika rządu do spraw osób niepełnosprawnych.

http://www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=1599&dok=1599.2.3.2.25.2.0.1.htm
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Grudzień 15, 2005, 02:27:04 pm
EDUKACJA.Jak się bronić przed błędem egzaminatora (http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_051215/kraj/kraj_a_8.html)
- Rzeczpospolita 15.12.05 Nr 292 ANNA PACIOREK

Czy będzie można podważać oceny maturalne? Domaga się tego rzecznik praw obywatelskich. Minister edukacji zastanawia się, jak zapobiec pomyłkom egzaminatorów

 
Basi Arndt udało się wywalczyć zmianę niesprawiedliwej oceny
(c) ADRIAN SPUŁA

Dotychczas prawo maturzystów do podważenia swojej oceny z egzaminu były mocno ograniczone. Mogli się skarżyć jedynie na procedurę przeprowadzania egzaminu (na przykład, że nie słyszeli
zadań, bo aparatura nagłaśniająca była niesprawna). Natomiast, jak wynika z rozporządzenia ministra edukacji, oceny wystawione przez egzaminatorów są ostateczne.

Niezadowoleni maturzyści próbowali je jednak podważać mimo takiego zapisu.

Kilkadziesiąt spraw trafiło do rzecznika praw obywatelskich. Rzecznik uważa, że potrzebne są przepisy umożliwiające dochodzenie prawa do sprawiedliwej oceny.

- Zastanowimy się nad tym wspólnie z komisjami egzaminacyjnymi - mówi Jarosław Zieliński, wiceminister edukacji.

Nie są nieomylni

Przypadek Basi Arndt, uczennicy LO w Głubczycach, potwierdza fakt, że do pracy egzaminatorów można mieć zastrzeżenia.

- Zdawałam niemiecki na poziomie rozszerzonym; kiedy dostałam mało punktów, postanowiłam sprawdzić pracę - wspomina Basia. -

Zobaczyłam, że przy wypracowaniu nie ma żadnych poprawek, a jest zero punktów, bo egzaminator uznał, że praca była nie na temat.

Basia napisała odwołanie.

Okręgowa Komisja Egzaminacyjna wypracowanie oceniła ponownie,
maturzystka uzyskała za nie maksymalną liczbę punktów. -
Uznałem, że decyzja egzaminatora, by nie oceniać wypracowania, była błędna - wyjaśnia Wojciech Małecki, dyrektor OKE we Wrocławiu.

Rekrutacja na uczelniach odbywa się jednak wcześniej, niż maturzyści mogą obejrzeć swoje prace. Basia nie znalazła się więc na liście przyjętych na wymarzoną germanistykę. Musiała złożyć kolejne odwołanie i dopiero we wrześniu dowiedziała się, że jest studentką Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Nie dopuszczają jawności

Takiego szczęścia nie miała Joanna Tomczak ze Społecznego LO nr 2 w Warszawie. Jest przekonana, że na maturze przyznano jej za mało punktów z polskiego i biologii. Reklamacje nie zostały uwzględnione, Joasia więc zamiast na dziennych studiach z psychologii na UW jest na płatnych studiach wieczorowych.

- Nieporozumieniem jest to, że od decyzji dyrektora OKE nie można się odwołać, a uczeń nie może skopiować swojej pracy, by skonsultować z nauczycielem specjalistą - uważa Andrzej Tomczak, ojciec Joasi.

Złożył zawiadomienie do prokuratury, oskarżając dyrektora OKE w Warszawie o poświadczenie nieprawdy w świadectwach maturalnych.

- Pracę Joanny sprawdził ponownie nasz ekspert i stwierdził, że została ona oceniona właściwie - twierdzi Anna Frenkiel, dyrektor warszawskiej OKE.

Nauczycielka biologii Joanny uważa, że zastrzeżenia jej uczennicy są uzasadnione.
Niestety, nie mogła zobaczyć jej pracy maturalnej. - Nie została wpuszczona - narzeka Anna Sobala-Zbroszczyk, dyrektor liceum. - Jak się nie dopuszcza do jawności, to pewnie coś się ma na sumieniu - dodaje. - Obawiam się, że praca mojej córki została już zniszczona, bo prace maturalne są niszczone po pół roku - mówi ojciec Joasi.

Przebieg matur udowodnił, że również system wystawiania ocen jest zawodny. W Łodzi wykryto błąd we wczytywaniu wyników z rozszerzonego egzaminu z niemieckiego, a we Wrocławiu z historii.

Trzeba było wymienić 2,5 tysiąca już wydanych świadectw.

ANNA PACIOREK


Ostrożnie ze zmianami Jarosław Zieliński, wiceminister edukacji
(c) PIOTR KOWALCZYK
Nie chciałbym, by wystawianie ocen na maturze było decyzją administracyjną, od której służy odwołanie w sądzie.
Przecież od wyników egzaminów wstępnych na studia też nie było odwołań do sądu. Może lepiej wprowadzić zasadę podwójnego sprawdzania większej liczby prac maturalnych, by uniknąć pomyłek.

Jeśli natomiast chodzi o prawo uczniów do kserowania swoich prac maturalnych, myślę, że będziemy bardziej skłonni uznać ich racje. W grę wchodziłaby jednak na przykład drobna opłata, bo dla jednego ucznia to niewielki wydatek, natomiast ogólny koszt mógłby bardzo obciążyć nasz budżet

Rzeczpospolita 15.12.05 Nr 292
Tytuł: EDUKACJA. NIEPEŁNOSPRAWNI
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Grudzień 19, 2005, 02:05:22 pm
EDUKACJA. NIEPEŁNOSPRAWNI
Dzieci niespecjalnej troski

Środowiska naukowe i organizacje zrzeszające osoby z dysfunkcjami domagają się zmian w ustawie o systemie oświaty. Chcą jasnej definicji ucznia niepełnosprawnego. Proponują także zwiększenie liczby korzystających z kształcenia integracyjnego.

W Polsce nie powstał Bank Danych Osób Niepełnosprawnych. Brakuje jednolitej formuły organizacyjnej kształcenia integracyjnego i specjalnego. Nie ma także długofalowego systemu wczesnego wspomagania osób z niepełnosprawnością. Z nauczania integracyjnego korzysta od 3 do 5 proc. spośród pół miliona niepełnosprawnych uczniów.

To tylko jeden z przykładów ich dyskryminacji. W rezultacie 95 proc. uczniów trafiających do szkół specjalnych kończy w nich edukację, nadużywana jest instytucja nauczania indywidualnego, a ograniczeniu ulega liczba zajęć rewalidacyjno-wychowawczych.

Od dwunastu lat Benedykt Wojcieszak, dyrektor Instytutu Edukacji Pedagogicznej w Gdańsku, stara się o wprowadzenie zmian do ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty (Dz.U. nr 67, poz. 329 z późn. zm.). – Przygotowaliśmy projekt nowelizacji i przekazaliśmy go do najwyższych władz państwa – twierdzi Benedykt Wojcieszak.


Będą zbierać podpisy

Zmiany przewidują wprowadzenie przepisu, który zawierałby definicję ucznia niepełnosprawnego. – Bez tego pojęcia niemożliwe jest określanie odpowiednich form kształcenia oraz przeznaczanie publicznych środków na cele edukacyjne – uważa Benedykt Wojcieszak. Jego brak uniemożliwia także stworzenie krajowego Banku Danych Osób Niepełnosprawnych.

W projekcie noweli znalazł się przepis dotyczący realizacji prawa do nauki oraz rewalidacji i rehabilitacji osób niepełnosprawnych. Zmiany miałyby objąć także godzinowy wymiar zajęć edukacyjnych realizowanych z uczniem w ramach nauczania indywidualnego (nie mógłby być niższy niż 50 proc. ogólnej liczby godzin wynikających z obowiązujących planów nauczania). – Jeśli nie otrzymamy odpowiedzi ze strony prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu do końca grudnia 2005 r., to zaczniemy zbierać 100 tys. podpisów i zgłosimy społeczny projekt ustawy – twierdzi Benedykt Wojcieszak. – Byłaby to jednak kompromitacja dla Sejmu, w którym tak wiele mówi się o solidaryzmie społecznym – dodaje.


Resortowa obrona

Z zarzutami dyskryminacji osób niepełnosprawnych w polskich szkołach nie zgadza się Zenona Sawicka, główny wizytator z Departamentu Kształcenia Ogólnego i Specjalnego Ministerstwa Edukacji i Nauki (MEiN). – Potrzebna jest nie zmiana przepisów, ale mentalność rodziców wszystkich dzieci. Niektórzy wciąż zwracają się do dyrektorów szkół, by ich dzieci nie uczęszczały do jednej klasy z niepełnosprawnymi – twierdzi Zenona Sawicka. Zdaniem głównej wizytator definicja ucznia niepełnosprawnego pośrednio istnieje. – Co roku dyrektor szkoły wykazuje liczbę dzieci wymagających specjalnych metod nauczania. W zależności od tej liczby placówka otrzymuje subwencję finansową – twierdzi Zenona Sawicka. – Rok temu w resorcie trwały prace nad definicją ucznia niepełnosprawnego, jednak różnice zdań pomiędzy przedstawicielami nauki spowodowały ich zahamowanie – dodaje.


Kto jest uczniem

Z danych organizacji pozarządowych wynika, że do szkół integracyjnych uczęszcza od 3 do 5 proc. niepełnosprawnych dzieci, według szacunków MEiN około połowa. Statystyki resortowe nie uwzględniają jednak osób o głębokim stopniu upośledzenia, które choć podlegają obowiązkowi szkolnemu, nie są traktowane jak uczniowie. – Nie wszystkie dzieci niepełnosprawne spełniają wymagania szkół integracyjnych. Często to życie weryfikuje decyzje rodziców dotyczące wyboru formy nauczania – twierdzi Zenona Sawicka.

78 proc. pedagogów wyraziłoby zgodę na włączenie do klasy dziecka niepełnosprawnego, niestety tylko część z nich czuje się dobrze do tego zadania przygotowana. – Istnieje wiele szkół, które oferują podniesienie kwalifikacji zawodowych. Nauczyciel musi tylko chcieć zdobyć nowe umiejętności – twierdzi Zenona Sawicka.

 Łukasz Guza

OPINIA

Ewa Wapiennik, Akademia Pedagogiki Specjalnej

W przepisach oświatowych brakuje definicji ucznia niepełnosprawnego, chociaż pojęcie to pojawia się w regulacjach prawnych, jak chociażby w dwóch rozporządzeniach MENiS ze stycznia 2005 roku, z których jedno dotyczy warunków organizowania kształcenia w specjalnych przedszkolach, szkołach, a drugie w przedszkolach i szkołach ogólnodostępnych lub integracyjnych. Nie wiadomo, czy chodzi tu jedynie o ucznia posiadającego orzeczenie o niepełnosprawności czy też szerzej, o uczniów posiadających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, a zatem o zdecydowanie szerszą grupę osób. Nowelizacja ustawy o systemie oświaty wydaje się niezbędna.

http://www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=1610&dok=1610.2.62.2.26.1.0.1.htm
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Grudzień 26, 2005, 11:44:58 pm
Niepełnosprawne dzieci. Skazane na szkoły specjalne (http://media.wp.pl/kat,38134,wid,8131619,wiadomosc.html?ticaid=1ca8)
Gazeta Prawna (http://media.wp.pl/kat,38134,wid,8131619,wiadomosc.html) Piątek, 23 grudnia 2005


Niepełnosprawny uczeń, raz skierowany do szkoły specjalnej, bez względu na stopień dysfunkcji, ma niewielkie szanse na to, by kontynuować później naukę w szkole integracyjnej. System orzekania nie weryfikuje bowiem po raz kolejny stopnia dysfunkcji dziecka ze szkoły specjalnej i możliwości przeniesienia go do innej szkoły.

Wpodstawowych szkołach specjalnych uczy się obecnie 70 tys. niepełnosprawnych dzieci. W szkołach integracyjnych tymczasem (przystosowanych do nauczania zarówno dzieci pełnosprawnych, jak i niepełnosprawnych) kształci się na poziomie podstawowym tylko co dziesiąty niepełnosprawny uczeń.

Zgodnie z raportem Open Society Institute, zaledwie 4 proc. polskich niepełnosprawnych uczniów uczęszcza do integracyjnego
gimnazjum, a tylko 1 proc. - do szkół średnich (tj. około 1 tys. osób w całym kraju przy 185 tys. niepełnosprawnych w wieku 0-18 lat). Brak szkół integracyjnych powoduje, że wiele dzieci z dysfunkcjami, które ukończyły integracyjną podstawówkę, trafia do gimnazjów specjalnych.

500 mln zł - otrzymał resort edukacji na modernizację szkolnictwa specjalnego i integracyjnego z funduszy unijnych w latach 2004-2006.
- W szkołach specjalnych powinny znaleźć się tylko te dzieci, których stopień niepełnosprawności uniemożliwia właściwy rozwój w placówkach ogólnodostępnych - twierdzi Anna Zawisza, p.o. dyrektora Departamentu Kształcenia Ogólnego i Specjalnego Ministerstwa Edukacji i Nauki.

O potrzebie nauczania w placówkach specjalnych orzekają lokalne poradnie psychologiczno-pedagogiczne.

Zdaniem działaczy organizacji zrzeszających osoby niepełnosprawne, system orzecznictwa działa nieprawidłowo.
- Zdarza się, iż o potrzebach oświatowych dziecka z zespołem Downa decyduje okulista - twierdzi Ewa Suchcicka ze Stowarzyszenia Rodzin i Opiekunów Osób z Zespołem Downa.

Resort edukacji, jak się dowiedzieliśmy, zamierza ustalić jaśniejsze zasady okresowego dostosowania form nauczania do aktualnego tempa rozwoju dziecka. Tymczasem wciąż nie ma na to
pieniędzy.

Skargi do rzecznika praw dziecka dotyczą:

likwidowania placówek specjalnych i integracyjnych,
refundacji dowozu dzieci niepełnosprawnych do szkół podstawowych i gimnazjów,
złego traktowania i przemocy wobec dzieci specjalnej troski w szkołach,
organizacji pracy szkół specjalnych i braku realizacji zaleceń poradni psychologiczno-pedagogicznych,
orzekania o potrzebie kształcenia specjalnego i indywidualnego.

- Nie jesteśmy zadowoleni z obecnej rekwalifikacji orzeczeń. Większą rolę w tym procesie powinna odgrywać szkoła - podkreśla A. Zawisza. - Konieczna jest bardziej wnikliwa obserwacja uczniów i wsparcie dydaktyczne dla nauczycieli, np. przez specjalistyczne szkolenia - dodaje. Według niej, rodzice powinni
bardziej wykorzystywać swoje uprawnienia dotyczące kierowania dzieci do szkół integracyjnych. Często brakuje im jednak determinacji.

- Od niej właśnie zależy, czy dziecko, w miarę rozwoju, będzie korzystało z właściwej formy nauczania - uważa Anna Rozborska z Polskiego Związku Niewidomych.

Samorząd tnie koszty

Prowadzenie szkół specjalnych należy do zadań własnych powiatu i podlega nadzorowi kuratorium oświaty. Władze samorządowe usiłują ingerować w arkusze organizacyjne, które określają tygodniową liczbę godzin nauczania (w tym także zajęć rewalidacji indywidualnej prowadzonej przez specjalistów). Arkusze te, zgodnie z wymaganiami edukacyjnymi, muszą być zgodne z ramowymi planami nauczania dla każdej klasy.

W takich planach dla szkół specjalnych zajęcia rewalidacji indywidualnej powinny być prowadzone w każdej klasie przez 10
godzin tygodniowo - zmniejszanie tej liczby jest niezgodne z przepisami. Mimo to jednak szukające oszczędności samorządy
zmuszają często dyrektorów szkół do zmniejszenia liczby godzin przewidzianych na te zajęcia.

Specjalna integracja

Zgodnie z badaniami, uczniowie szkół integracyjnych osiągają lepsze wyniki w czytaniu, rozumieniu tekstu oraz matematyce - w porównaniu z uczniami placówek specjalnych. Absolwenci tych
pierwszych szkół łatwiej znajdują pracę. Nie oznacza to jednak, że należy zlikwidować szkoły specjalne lub przekształcić je w
placówki integracyjne.

- Nauczanie integracyjne jest korzystne, ale tej formy edukacji nie można zastosować do wszystkich niepełnosprawnych uczniów.

Dzieci z głębszym upośledzeniem muszą rozwijać się własnym tempem, a tego nie mogłyby robić w placówkach integracyjnych -
twierdzi E. Suchcicka.

Placówki specjalne mogą dostarczyć uczniom odpowiednią pomoc
dydaktyczną oraz trudno dostępne programy rehabilitacyjne. W Polsce, wzorem Francji, mogłoby powstawać więcej placówek półspecjalnych.

Niepełnosprawni uczniowie mogliby więc uczęszczać do szkoły specjalnej, ale dwa dni w tygodniu uczestniczyć w zajęciach w placówce ogólnodostępnej wraz ze zdrowymi rówieśnikami.

Łukasz Guza

OPINIA

Krystyna Mrugalska, prezes Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym

Cytuj
Dzieci i młodzież z różnego rodzaju niepełnosprawnościami mają prawo uczyć się razem ze zdrowymi rówieśnikami. W Ameryce istnieje na przykład system podobny do piramidy edukacyjnej, polegającej na stopniowaniu restrykcyjności - od uczestnictwa w masowej szkole w zwykłej klasie aż do nauki indywidualnej w domu lub w całodobowej instytucji opiekuńczej. W Polsce niestety sprawa integracyjnej edukacji nie jest taka klarowna i zależy od bardzo wielu czynników, w tym od woli dyrektora i nauczycieli, od rodziców zdrowych dzieci, od fizycznego przystosowania szkoły, bardzo często - od finansów i chęci oszczędzania.

Najważniejsze jest jednak, aby interes dziecka niepełnosprawnego, a nie szkoły, nauczyciela czy finansów gminy, był priorytetem. To nie jest łatwe
.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Styczeń 05, 2006, 08:53:36 am
Narazie to tylko plany,aby rok szkolny skrócić o dwa tygodnie
Cytuj
- Wystąpiłem do ministra edukacji o rozważenie możliwości skrócenia roku szkolnego 2005/2006 o dwa tygodnie.

Co sądzicie o tym ?

Cały artykuł:
Hurrra! Dłuższe wakacje (http://www.superexpress.pl/se/index.jsp?place=mainLead&news_cat_id=1585&news_id=86941&scroll_article_id=86941&layout=1&page=text&list_position=1)

Więcej wakacji w prezencie od premiera! Kazimierz Marcinkiewicz (47 l.) obiecał nam wczoraj: rok szkolny skończy się 15 czerwca, dwa tygodnie wcześniej, niż zakładano.

- Wystąpiłem do ministra edukacji o rozważenie możliwości skrócenia roku szkolnego 2005/2006 o dwa tygodnie. Poprzedni minister popełnił błąd ustalając datę zakończenia szkoły na 30 czerwca. To jest za późno - zdradza nam premier.

Dobrze wie, o czym mówi

W przeszłości sam uczył w szkole fizyki. I podpierając się własnymi obserwacjami, argumentuje: - Czerwce są w Polsce za gorące. Przecież dzieciarnia męczy się strasznie!

Co ważne, wakacje nie tylko zostaną przyspieszone, ale i wydłużone! Bo to, że zaczną się dwa tygodnie wcześniej, nie oznacza wcale, że prędzej się skończą. - Rok szkolny zaczynamy normalnie, 1 września - obiecuje szef rządu.

Kropla dziegciu w beczce miodu
Krótszy rok szkolny nie oznacza wcale, że można liczyć na krótsze wkuwanie. Już od nowego roku szkolnego 2006/2007 rząd chce wprowadzić żelazną liczbę dni nauki. - To będzie poniżej 200 dni - zaznacza premier, co oznacza, że wprawdzie rok szkolny skończy się szybciej, ale trzeba będzie uszczknąć "brakujące" dni gdzieś po drodze - zapewne z którychś z licznych ferii.

W lecie i tak gorzej się uczyć
Takie rozwiązanie i tak podoba się najbardziej zainteresowanym - młodszym, jak i trochę starszym.

- To bardzo dobry pomysł. W czerwcu jest już bardzo gorąco, w klasach jest duszno. Dzieci są bardzo rozkojarzone, myślami już przy wakacjach i trudno je utrzymać w dyscyplinie. Letnia pogoda sprawia, że łatwo się męczą i trudniej koncentrują - ocenia Anna Morawska (50 l.), nauczycielka języka angielskiego w Szkole Podstawowej nr 163 w Warszawie im. Batalionu Zośka.

W tym samym czasie wieść obiegła już klasę Vb, z którą pani Anna prowadziła lekcje. Szał radości, podskoki i salwy śmiechu- takiej reakcji dzieciaków nie ma się co dziwić.

Nie dobiją do dwustu dni wolnego
Premier musi się dobrze zastanowić, którą przerwę w ciągu roku szkolnego wyciąć. Jak wynika z naszych obliczeń, nawet gdyby rok szkolny trwał do końca czerwca, twardej nauki jest tylko

190 dni.
wrzesień 22 dni
październik 21 dni
listopad 20 dni
grudzień 16 dni (przerwa świąteczna od 23 do 31 XII)
styczeń 12 dni (przerwa zimowa od 16 do 29 I)
luty 20 dni
marzec 23 dni
kwiecień 16 dni (przerwa świąteczna od 13 do 18 IV)
maj 21 dni
czerwiec 10 dni (gdyby rok nauki trwał do 15 VI)
RAZEM 181 dni
(gdyby nauka przeciągnęła się do 30 VI), wychodzi 190 dni

autor: Jacek Harłukowicz, Radek Gruca, IA
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Styczeń 07, 2006, 10:53:11 pm
W serii Biblioteczka Przyjaciół Integracji ukazała się nowa pozycja:

Cytuj
Danuty Gorajewskiej: „Społeczeństwo równych szans. Tendencje i kierunki zmian”.


Część II
Wczesne wsparcie dziecka niepełnosprawnego, jego rodziny i szkoły (http://www.niepelnosprawni.info/ledge/x/14675;jsessionid=32E25A1497B421DD7F7BFADB926BAA82)

Spis książek i publikacji jakimi dysponuje Centrum Informacyjne

http://www.niepelnosprawni.info/ledge/x/7455
Tytuł: RAPORT. EDUKACJA 2006 – FAKTY I MITY
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Styczeń 11, 2006, 05:49:25 pm
RAPORT. EDUKACJA 2006 – FAKTY I MITY
Bez rewolucji w szkole

Premier Kazimierz Marcinkiewicz obiecał wychowanie przedszkolne dla pięciolatków i język angielski od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Na pełną realizację tych pomysłów brakuje jednak pieniędzy.

Ministerstwo Edukacji zaskakuje uczniów oraz rodziców nowymi pomysłami. Jeszcze w listopadzie prof. Michał Seweryński, minister edukacji i nauki, zapewniał, że od września 2006 roku pięciolatki obowiązkowo pójdą do przedszkola. Obecnie Jarosław Zieliński, sekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji i Nauki, tłumaczy, że państwa nie stać na pełną realizację tego pomysłu, a rząd nie chce zlecić samorządom kolejnego zadania bez wsparcia finansowego.


Pięciolatki w domach

Na pomoc mogą liczyć tylko województwa o najniższym wskaźniku upowszechnienia wychowania przedszkolnego pięciolatków.

– To nie jest dobry pomysł – uważa Elżbieta Czyż z Helsinskiej Fundacji Praw Człowieka. – Jeśli mamy pomagać wybiórczo, to nie możemy mówić o województwach, ale o terenach, obszarach – dodaje Teresa Ogrodzińska z Fundacji Rozwoju Dziecka im. J. A. Komeńskiego. W województwie mazowieckim, na przykład, do przedszkola chodzi 38,1 proc. dzieci w wieku 3-5 lat, ale na terenach wiejskich już tylko 11,3 proc. Statystykę zawyża Warszawa – komentuje T. Ogrodzińska. Inaczej jest tylko w dwóch województwach– opolskim i śląskim.


Angielski nie dla wszystkich

Według ostatnich wyliczeń MEiN wprowadzenie języka angielskiego od pierwszej klasy szkoły podstawowej w pierwszych czterech miesiącach roku szkolnego 2006/2007 będzie kosztowało 27 mln zł. Jesteśmy przygotowani na taki wydatek, ale obawiam się, że nie wszystkie szkoły znajdą nauczycieli – mówi Jarosław Zieliński. Dlatego chcemy wprowadzić zasadę, że kto znajdzie kadrę, dostanie pieniądze.

– To jeszcze bardziej pogłębi różnice pomiędzy dziećmi wiejskimi a miejskimi – uważa Małgorzata Kuś, mama 7-letniej Zuzi, mieszkanka małej wsi w województwie podlaskim. Już teraz bowiem w wielu szkołach miejskich dzieci uczą się języka obcego od pierwszej klasy, a w szkole Zuzi – nie. Nauczycieli brakuje bowiem w szkołach położonych z dala od dużych miast.

– Takie rozwiązanie w żaden sposób nie pogorszy sytuacji, a na pewno nieco polepszy – uważa prof. Hanna Komorowska z Uniwersytetu Warszawskiego, twórczyni nauczycielskich kolegiów językowych. Za lekcje będzie bowiem płacić państwo, a nie jak obecnie rodzice. Jestem jednak przekonana, że samorządy zmobilizują się, znajdą odpowiednią kadrę i skorzystają na tym wszystkie dzieci.


Aneks za opłatą

Absolwenci liceów po raz pierwszy i ostatni przystąpią do nowej matury w tzw. sesji zimowej 16 stycznia. – Zorganizowanie egzaminów dwa razy w roku jest zbyt kosztowne i dlatego w przyszłym roku odbędzie się tylko sesja wiosenna – wyjaśnia Maria Magdziarz, wicedyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Osoby, które poprawią ocenę, dostaną aneks do świadectwa maturalnego. Ministerstwo właśnie opracowuje jego wzór. Wiele wskazuje na to, że za 2-3 lata uczniowie, którzy będą chcieli podwyższyć dobry wynik podczas sesji wiosennej, będą musieli zapłacić za egzamin.

– Rzeczywiście rozważamy taką możliwość, ponieważ wiele osób mimo deklaracji nie przystępuje do egzaminów, narażając podatników na duże koszty – potwierdza Anna Zawisza, dyrektor departamentu Kształcenia Ogólnego i Specjalnego w Ministerstwie Edukacji i Nauki. Uczniowie jednak wciąż nie będą mogli kopiować arkuszy sprawdzonych przez egzaminatorów.

– Wprowadziłoby to za duże zamieszanie organizacyjne, a także podwyższyłoby koszty – argumentuje Jarosław Zieliński. Jeszcze w grudniu minister edukacji na spotkaniu z rzecznikiem praw obywatelskich obiecał, że kserowanie będzie dozwolone. RPO zarzucił bowiem, że uniemożliwienie kopiowania narusza prawa obywatelskie.

W sesji wiosennej do nowej matury przystąpi ponad 427 tys. uczniów, czyli o 100 tys. więcej niż rok temu – w tym roku bowiem po raz pierwszy będą ją zdawać absolwenci techników.


 

Ważne daty

16 stycznia – początek sesji zimowej egzaminu maturalnego,
4 kwietnia – sprawdzian po szkole podstawowej,
26-27 kwietnia – egzamin gimnazjalny,
4 maja – początek wiosennej sesji egzaminu maturalnego,
9 maja – egzamin pisemny z języka polskiego,
31 maja – ostatni egzamin maturalny,
23 czerwca – zakończenie zajęć w szkołach.



 

Nowości w 2006 roku

1. Zajęcia lekcyjne kończą się 23, zamiast 30 czerwca. Okręgowe komisje egzaminacyjne będą musiały wcześniej przekazać wyniki egzaminów do szkół.
2. Do 4 lutego można dokonać zmian w deklaracji wyboru przedmiotów na egzaminie maturalnym.
3. Na egzamin (sprawdzian) po szkole podstawowej i gimnazjalny, a także na ustny egzamin maturalny, nie można wnosić żadnych urządzeń telekomunikacyjnych, np. telefonów komórkowych, ani korzystać z nich.
4. Uczeń, któremu udowodniono ściąganie na sprawdzianie wiedzy po szkole podstawowej czy egzaminie gimnazjalnym, ma unieważniony cały egzamin lub jego część. Jeśli nie przystąpi ponownie do egzaminu do 20 sierpnia, musi powtarzać klasę.
5. Maturzysta, który nie przystąpi do egzaminu z przedmiotu dodatkowego czy obowiązkowego, ale na poziomie rozszerzonym, chociaż zgłosił taką deklaracje, otrzyma na świadectwie ocenę 0 proc. z tych przedmiotów.

 Jolanta Góra

http://www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=1626&dok=1626.2.3.2.21.1.0.1.htm
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Luty 04, 2006, 10:42:39 pm
Szukasz pracy? Skończ zawodówkę (http://serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,51805,3130922.html)
Anna Stańczyk, Katarzyna Piotrowiak, Ewa Furtak, Katowice 26-01-2006

Absolwenci zasadniczych szkół zawodowych, tak często krytykowanych za niski poziom nauczania, są rozchwytywani. Bo większość młodych ludzi wybrała licea i na rynku pracy zrobiła się dziura

Bartłomiej Hajduk z Zespołu Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich w Bytomiu od dwóch lat uczy się zawodu kucharza małej gastronomii. - W czerwcu kończę zawodówkę, a już dostałem sześć propozycji pracy. Chcą mnie zatrudnić w restauracjach albo barach - mówi Bartek. - Zawód to konkret na przyszłość. Nie daje go ani ogólniak, a tym bardziej liceum profilowane.

Jego zdaniem zawodówka wcale nie musi zamykać drogi do kariery. Bartek zamierza kontynuować naukę w technikum zawodowym.

Rzeczywiście, w szkołach, z którymi rozmawialiśmy, pracodawcy sami przychodzą i proponują uczniom etaty. Potrzebują frezerów, tokarzy, ślusarzy, monterów maszyn i urządzeń, operatorów urządzeń przemysłu spożywczego.

- Nachodzą i proszą uczniów, by po skończeniu szkoły pracowali u nich - mówi Halina Majdak-Maj, dyrektorka szkoły z bielskiego Zespołu Szkół Technicznych i Handlowych.

W najlepszej sytuacji są fryzjerki. Dziewczyny z Zespołu Szkół Zawodowych nr 5 w Sosnowcu zaraz po skończeniu nauki otwierają własne zakłady. - Są rozchwytywane - mówi Urszula Marzec z ZSZ nr 5 w Sosnowcu.

Niedawno do Beskidzkiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości, która kształci m.in. piekarzy, ciastkarzy i fryzjerów, przyjechał szef sieci salonów fryzjerskich z Krakowa. Od ręki chciał zatrudnić 60 absolwentów ze Śląska. Gwarantował im nawet zakwaterowanie.

Na uczniów szkół zawodowych polują także firmy z zagranicy. Na przeszkodzie nie stoi nawet nieznajomość języków. Czesi rozglądali się ostatnio w szkołach na Podbeskidziu za frezerami i ślusarzami, a Niemcy - za modystkami w Katowicach. - Niemcy dzwonią bez przerwy, bo tam jest moda na kapelusze. Tymczasem u nas w tym roku kurs modystki skończyła jedna osoba, a szkoły w ogóle nie uczą tego zawodu - tłumaczy Maria Ostojska z Izby Rzemieślniczej oraz Małej i Średniej Przedsiębiorczości w Katowicach.

Niemcy chętnie zatrudniają absolwentów Zespołu Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich w Bytomiu. Najpierw proponują im staże (półtora roku) i praktyki (1,5-3 miesiące), a tym, którzy się sprawdzą, dają pracę.

- Do niedawna do Niemiec wysyłaliśmy tylko uczniów techników zawodowych, a od tego półrocza pojadą także uczniowie zawodówek - mówi Wanda Pyrek, wicedyrektorka ZSGH.

W ostatnich latach coraz mniej młodych ludzi wybierało zawodówki. Po pierwsze, nie cieszyły się one dobrą sławą, a po drugie, zaczęło się mówić o inwestowaniu w wykształcenie Polaków.

- Chodziło o to, że szkoła zawodowa zamykała perspektywy. Powtarzano, że człowiek siedem razy w życiu zmienia zawód, a po szkole fryzjerskiej nie będzie umiał się przekwalifikować. Ludzie zaczęli wybierać licea, żeby umieć się odnaleźć na rynku dokształcania - mówi prof. Ireneusz Białecki, dyrektor Centrum Badań Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego w Warszawie. - To problem całego świata. Amerykanie czy Anglicy nie przygotowują w szkołach do konkretnego zawodu.

Dzisiaj około 60 proc. młodzieży idzie do szkół kończących się maturą. Potem trzy czwarte spośród nich startuje na studia. Ci, którzy decydują się na naukę zawodu, są więc dla pracodawców na wagę złota. I nawet jeśli po skończeniu zawodówki są kiepsko przygotowani do pracy, to firmom i zakładom i tak opłaca się zainwestować w ich szkolenia i kursy, bo innych kandydatów mogą po prostu nie znaleźć.

Ewa Konikowska-Kruk z departamentu kształcenia Zawodowego i ustawicznego Ministerstwa Edukacji przyznaje, że jednym z założeń reformy edukacji było, na wzór krajów Unii Europejskiej, zwiększenie liczby młodzieży z pełnym wykształceniem średnim. Powstały licea profilowane, które dopiero w ostatnich klasach mają ukierunkować na wybór konkretnego zawodu. - Niestety, kuratorzy nie uświadomili gimnazjalistów, że liceum profilowane nie daje zawodu, a jedynie przygotowuje do jego wyboru. Efektem były słabe wyniki na maturze. Dlatego zastanawiamy się, co dalej z liceami profilowanymi - mówi Konikowska-Kruk.

Przy takim "ssaniu" z rynku pracy zainteresowanie młodzieży zawodówkami powoli rośnie. W latach 2002-03 uczyło się w nich 15,3 proc. wszystkich uczniów, w tym roku szkolnym - 16,7 proc.

Konikowska-Kruk: - W lutym zaczniemy się spotykać z samorządami. Uczulimy je, żeby dostosowywały sieć szkół do rynku pracy i nie blokowały kształcenia zawodowego.

Za kilka tygodni w Bielsku-Białej zacznie działać Bielskie Centrum Kształcenia Ustawicznego i Praktycznego z nowoczesnymi pracowniami do nauki zawodów. - Rynek pracy łaknie ludzi do pracy fizycznej. Takie problemy ma cała Europa. Nie każdy musi od razu kończyć liceum ogólnokształcące. Czasem lepiej rozbudować ambicje ucznia w szkole zawodowej i namawiać go do dalszego kształcenia, niż z góry obiecywać mu cuda, jeśli pójdzie do liceum - uważa Józef Szczepańczyk, dyrektor bielskiej delegatury Śląskiego Kuratorium Oświaty.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Luty 09, 2006, 02:23:44 am
SZKOŁA. Powtarzanie klasy za ka (http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060207/kraj/kraj_a_1.html)

Wychowanie według PiS

Uczeń, który otrzyma ocenę niedostateczną z zachowania, nie przejdzie do następnej klasy - planuje Ministerstwo Edukacji

Już w programie wyborczym PiS zapowiadało przywrócenie ocenom ze
sprawowania tej samej rangi, jaką mają oceny z przedmiotów. Nauczyciele krytykują ten pomysł: - Sądzę, że szkoła nie powinna pozostawiać ucznia na drugi rok w tej samej klasie z powodu niskiej oceny z zachowania. W każdym uczniu należy szukać tego, co dobre, a nie straszyć karą - twierdzi Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. -To zły pomysł, penalizacja systemu oświaty w Polsce do niczego dobrego nie prowadzi, a ten projekt wykazuje brak elementarnej wiedzy pedagogicznej jego autorów - dodaje.

-To metoda z XIX wieku, od której pedagogika już dawno odeszła - mówi prof. Bogusław Śliwerski, pedagog z Uniwersytetu Łódzkiego.

Ale są też zwolennicy takiego rozwiązania. - Kiedyś ocena niedostateczna z zachowania powodowała pozostanie na drugi rok i nie było takich problemów wychowawczych jak teraz. Nie miałbym nic przeciwko temu, by znów takbyło - mówi Wojciech Jaranowski, rzecznik prasowy nauczycielskiej "Solidarności". Zastrzega, że to jego prywatne zdanie.

Ministerstwo Edukacji pracuje nad zmianami w rozporządzeniu. - Zależy nam na tym, by podnieść rangę oceny ze sprawowania - przyznaje Stanisław Sławiński, wiceminister edukacji.

- Nie jest dobrze, kiedy wraz z każdą zmianą polityczną z resortu
edukacji trafiają do szkół propozycje zmian programowych dostosowywane do dominującej ideologii - ocenia prof. Śliwerski. MEN w 2003 roku wyróżniło nagrodą naukową jego książkę, w której wykazał bezsens i fikcyjność szkolnych systemów oceny z zachowania.

W niektórych europejskich krajach (Niemcy, Szwecja, Wielka Brytania) nie ma w ogóle ocen ze sprawowania, a tam, gdzie są (Finlandia, Czechy), nie mają wpływu na promocję ucznia do następnej klasy. A we Francji, gdzie minister edukacji zapowiedział powrót ocen ze sprawowania w gimnazjach od września, już zanosi się na protesty nauczycieli i rodziców.

-Nowa ocena posłuży raczej karaniu ucznia niż promowaniu właściwych postaw - powiedziała "Rz" Helene Chaudiere, dyrektorka gimnazjum z Athis-Mons pod Paryżem.

Anna Paciorek, g.d.

EDUKACJA. Wagarujesz - nie zdajesz (http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060207/kraj/kraj_a_9.html)
- Rzeczpospolita 07.02.06 Nr 032

Uczniowie z niedostatecznym z zachowania nie przejdą do następnej klasy.

Takie zmiany szykuje szkołom Ministerstwo Eduka Wiosną zaczną się prace nad zmianami w systemie ocen. Chcemy działać szybko, ale nie pochopnie - zapowiada Stanisław Sławiński, wiceminister edukacji, który ma doprowadzić do powstania narodowego instytutu wychowania.

Co na to nauczyciele i sami zainteresowani? - Rozumiem intencje
ministerstwa, by podnieść rangę oceny z zachowania, ale to zbyt
drastyczne rozwiązanie - mówi Lucyna Woch, dyrektor LO im. św. Marii Magdaleny z Poznania. - Z praktyki szkolnej wiem, że uczniowie, którzy mieli z zachowania oceny naganne, mądrzeli i zmieniali się na lepsze.

Trudno zorganizować poprawkę
- Jestem przeciwna, by zła ocena ze sprawowania powodowała powtarzanie klasy, przecież takiej oceny nie można zmienić na egzaminie poprawkowym, jak z jakiegoś przedmiotu - uważa Natalia Matuszak, uczennica klasy III B Liceum Ogólnokształcącego im. Augusta Witkowskiego w Krakowi. - Poza tym oceny z zachowania trudno zweryfikować.

Ministerstwo chce, by oceny z zachowania miały tę samą rangę co stopnie z przedmiotów szkolnych. Obecnie ocena jest wystawiana za to, jak uczeń respektuje zasady współżycia społecznego i normy etyczne. W szczególności:

> jak wywiązuje się ze szkolnych obowiązków,
> czy postępuje zgodnie z dobrem społeczności szkolnej,
> czy dba o honor i tradycje szkoły, o piękno mowy ojczystej, o bezpieczeństwo i zdrowie własne oraz innych osób,
> czy godnie i kulturalnie zachowuje się w szkole i poza nią,
> czy okazuje szacunek innym osobom.
Każda szkoła ma własny system ocen, ale nie oddziałują one na stopnie z poszczególnych przedmiotów oraz promocję do następnej klasy.

Próba chóru i na wódkę
Uczniowie mają zastrzeżenia. Wystarczy zajrzeć do Internetu, by
przeczytać: "U nas nie trzeba wejść w konflikt z prawem, wystarczy mieć nieco ponad 100 godzin nieusprawiedliwionych i już wystawiają naganne, dlatego chcę zmienić tę szkołę" - skarży się jedna z uczennic.

Jej rówieśnik wylicza: "Zaczynamy z pulą stu punktów (na wzorowe
zachowanie potrzeba 250). Jestem w chórze szkolnym i kółku teatralnym.

Razem dostaję za to 250 punktów. A jak doliczyć jeszcze punkty od
wychowawcy, za obecność w szkole i jakieś inne (udział w konkursach itd.), to mam tyle punktów, że mogę sobie spokojnie szaleć. A za najpoważniejsze wykroczenia (kradzieże, wymuszanie pieniędzy, alkohol, narkotyki) jest jednorazowo odejmowane 100 punktów. Wniosek tylko jeden:
cokolwiek zrobię, mam wzorowe", "To tylko napis na świadectwie. G... warty napis"- pisze inny uczeń.

- Ocena ze sprawowania jest bardzo często subiektywna, nie ma jasnych kryteriów jej wystawiania, a przecież uczeń czasem zachowuje się źle, bo po prostu nudzi się w szkole - mówi Krystyna Starczewska, dyrektor Społecznego Gimnazjum z ul. Raszyńskiej w Warszawie. - Zachowanie ucznia jest wynikiem rozmaitych emocji, zaburzeń, nerwic, lęków. Lepiej rozeznać te przyczyny, niż karać uczniów pozostawianiem na drugi rok w tej samej klasie. To absurdalny pomysł.

ANNA PACIOREK

Złe zachowanie nie ma wpływu na promocję
Jak wychowują za granicą

FINLANDIA. Ocenia się zachowanie i porządek dwa razy w roku. Jest to sposób na promowanie uczniów, którzy starają się dobrze wypełniać swoje obowiązki, nawet gdy ich wyniki w nauce nie są najlepsze. W ocenie z zachowania bierze się pod uwagę np. odpowiedzialność, zaradność, utrzymywanie porządku, a także zainteresowanie i zaangażowanie pracą i działalnością w szkole. Ocena nie wpływa na promocję ucznia do następnej klasy.

NIEMCY. Nie ma na świadectwie stopnia z zachowania. Dokonujemy jednak pod koniec roku szkolnego oceny postawy ucznia. Umieszczona jest ona na świadectwie w bardzo krótkiej formie tłumaczy Katrin Fromme, nauczycielka jednej z berlińskich szkół. Podobny system działa w innych regionach Niemiec. Ocena postawy ucznia nie wpływa na promocję do następnej klasy.

CZECHY. Zachowanie ocenia się trzema stopniami jako: bardzo dobre (1), satysfakcjonujące (2), naganne (3). Dobre oceny uczniowie dostają m.in. za inicjatywę, udział w zajęciach nieobowiązkowych, działalność charytatywną, reprezentowanie szkoły na olimpiadach, zawodach sportowych itp. Zła ocena "3" zdarza się rzadko, wystawiana jest za poważne naruszenie szkolnego regulaminu, ale nie ma wpływu na promocję.

SZWECJA. Nie wystawia się ocen z zachowania. W wielu szkołach
praktykowany jest natomiast zwyczaj przesyłania rodzicom informacji o tym, ile lekcji ich dziecko opuściło. Nie ma to większego wpływu na promocję do następnej klasy, jeśli nie chodzi tu o wyjątkowo dużą liczbę opuszczonych godzin. Od kilku lat liberałowie i chadecy domagają się wprowadzenia oceny z zachowania, by zaostrzyć dyscyplinę w szkołach.

Przeciwni są temu socjaldemokraci.
WIELKA BRYTANIA. Na świadectwach nie ma oceny z zachowania. Jedyną formą zwrócenia uwagi na pozytywne lub negatywne postawy jest na świadectwie podsumowujący komentarz nauczyciela. Właściwie za nieodpowiednie zachowanie można tylko usunąć ze szkoły, ale są to skrajne przypadki mówi Aleksandra Podhorodecka, emerytowana nauczycielka. Nie ma możliwości pozostawienia ucznia na drugi rok nawet za słabe wyniki w nauce.

FRANCJA. Ocena ze sprawowania, od której mogło być uzależnione przejście ucznia do wyższej klasy, istniała we francuskich szkołach jeszcze w latach 70. Uznając, że to "środek niepedagogiczny i straszak na ucznia", zastąpiono ją pisemną opinią o ogólnej postawie. Zgodnie z projektem ministra edukacji Gilles'a de Robien, stara metoda ma jednak wrócić tylko w gimnazjach od nowego roku szkolnego. Powodem takiej decyzji
stały się liczne przypadki aktów agresji uczniów wobec nauczycieli.

"Ocena z życia szkolnego" będzie wystawiana kwartalnie przez dyrektora szkoły w porozumieniu z wychowawcą klasy i wliczana do średniej ze wszystkich przedmiotów. O przejściu do następnej klasy jednak owa średnia nie decyduje. Projekt wywołał protesty związków nauczycielskich i stowarzyszeń rodziców. Jak powiedziała "Rz" dyrektorka gimnazjum z Athis-Mons pod Paryżem Helene Chaudiere, ocena posłuży raczej karaniu ucznia niż promowaniu właściwych postaw. b.s., ani, g.d., p.jen., k.b.
 
Nauczyciele zwolnieni z odpowiedzialności (http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060207/kraj/kraj_a_10.html)

Rozmowa z Bogusławem Śliwerskim

Rz: Jak pan ocenia pomysł, by uczeń ze złą oceną ze sprawowania nie otrzymywał promocji?

Bogusław Śliwerski: Jestem w ogóle przeciwnikiem stopni z zachowania.

Prawdziwa ocena w procesie wychowania jest wynikiem codziennych relacji, wzajemnych działań, a nie notą wystawianą dwa razy w ciągu roku. Tak można oceniać czyjąś wiedzę. A pomysł z niepromowaniem uczniów, którzy uzyskają zły stopień z zachowania, to nonsens. Wykorzystanie oceny jako metody dyscyplinującej będzie tylko powiększać niezadowolenie, frustrację i agresję uczniów.

Ale dawniej z powodu na oceny niedostatecznej z zachowania można było nie zdać do następnej klasy.

Tak było do lat 70., bo ocena z zachowania była środkiem służącym
indoktrynacji i szykanowaniu niepokornych.

Czy teraz zanosi się na powtórkę?

Na szczęście żyjemy w państwie otwartym, pluralistycznym. Szkoła nie może już w nim pełnić roli przedłużonego "ramienia monopartyjnej władzy". Myślę, że wprowadzenie takich przepisów będzie raczej powodować działania pozorne, także wśród nauczycieli, niż owocować podniesieniem jakości wychowania. To podważa kierunek dotychczasowych reform, jest powrotem do autorytarnego sterowania i selekcjonowania uczniów zgodnie z
niejasnymi i nieporównywalnymi kryteriami.

Ktoś może być zadowolony z takiego rozwiązania?

Będą zadowoleni ci nauczyciele, którzy nie są zainteresowani autentyczną pracą wychowawczą. To jest bardzo wygodne rozwiązanie, bo wychowawca danego rocznika uczniów, wystawiając ocenę naganną, podrzuci sprawiającego kłopoty ucznia innemu wychowawcy. Ale to fatalna droga, bo zwalnia nauczyciela z wysiłku i odpowiedzialności za to, co się dzieje w szkole.

Rozmawiała Anna Paciorek

Rzeczpospolita 07.02.06 Nr 032
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Luty 10, 2006, 10:04:24 am
Tanie książki tylko po bracie
10.02.2006

Ministerstwo Edukacji ma już pomysł, jak obniżyć ceny szkolnych podręczników. Chce wprowadzić zestawy książek dla szkół i ominąć pośredników - informuje "Rzeczpospolita".

To powinno ucieszyć Polaków, którzy chcą tańszych podręczników. Ustawowego ograniczenia ich cen życzy sobie 81 proc. ankietowanych - wynika z sondażu "Rz". Resort ograniczać cen podręczników już nie chce (choć taki pomysł miało PiS podczas kampanii), ale proponuje inny sposób, który pozwoli rodzicom zmniejszyć wydatki na książki.

Dzięki wprowadzeniu zestawów w poszczególnych szkołach z tego samego podręcznika będzie mogło korzystać młodsze rodzeństwo a zatem rodzice w sumie mniej wydadzą na zakup książek - tłumaczy Mieczysław Grabianowski, rzecznik prasowy ministra edukacji.

Ministerstwo Edukacji chce, by rada pedagogiczna danej szkoły wspólnie decydowała o wyborze podręczników, a ewentualne zmiany tytułów musiałyby także uzyskać akceptację rady. Teraz zazwyczaj o wyborze podręcznika decydują samodzielnie poszczególni nauczyciele.

Z sondażu "Rz" (przeprowadzonego w styczniu, na próbie dorosłych Polaków - 983) wynika, że zwolennikami tańszych podręczników są przede wszystkim osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym i średnim, robotnicy niewykwalifikowani, osoby posiadające jedno lub dwoje dzieci, mieszkańcy małych miast. Przeciwko cenom maksymalnym wypowiedział się tylko co ósmy uczestnik sondażu. Największą grupę wśród nich stanowili urzędnicy z wyższym wykształceniem, mieszkańcy wielkich miast z dochodami powyżej 2500 zł.

NASZYM ZDANIEM: Wbrew obietnicom wyborczym PiS, nie ma szans na radykalne obniżenie cen podręczników szkolnych. Możliwe są obniżki do ok 30 proc., ale dopiero za dwa lata.

Wydawcy podręczników wygrali z Ministerstwem Edukacji bitwę o ceny podręczników. Resort zrezygnował z pomysłu na wprowadzenie ceny maksymalnej na podręczniki. Następna koncepcja stopniowego obniżania cen docelowo o połowę również okazała się nie do zrealizowania.. Planowano obniżyć ceny o 20 proc. - niestety taka opcja nie jest możliwa, gdyż podręczniki są już drukowane, więc obniżka wiązałaby się z bankructwem wielu wydawców.

Obniżka za dwa lata Jak pisała prasa, obniżka rzędu 25-30 proc jest możliwa dopiero w 2008 lub 2009 roku.

 Wymaga to jednocześnie zmiany programu nauczania, który będzie musiał być okrojony, by podręczniki mogły być mniejsze, a przez to tańsze. Wydawcy ostrzegają, że obniżka oznaczałby drukowanie na gorszym papierze oraz ubogą zawartość merytoryczną ze względu na brak pieniędzy na prawa autorskie. Wiceminister edukacji Jarosław Zieliński obiecuje natomiast inny sposób na obniżkę. Planuje dystrybucję książek przez szkoły, która powinna zredukować część kosztów. Koszty dystrybucji w księgarniach wynoszą bowiem 30 proc. ceny podręcznika. Dlatego zmiany zasad dystrybucji, pozwalające na wprowadzenie takich zamówień zbiorowych przez szkoły, mogą przyczynić się do zorganizowania przez księgarzy, hurtowników i wydawców rabatów, co z kolei pociągnie za sobą redukcję kosztów dla docelowych nabywców o 10-15 procent.

MZ
(INTERIA.PL/Rzeczpospolita)
Tytuł: "Wagarujesz - nie zdajesz"
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Luty 13, 2006, 02:59:28 pm
"Wagarujesz - nie zdajesz"

Doceniam próbę ministra edukacji zrobienia czegoś ze stanem szkolnej dyscypliny (" Wagarujesz nie zdajesz", "Rz" 32, 7.02.2006 r.). Przynajmniej kilku jego poprzedników ograniczało się do zmian nazewnictwa i liczby ocen z zachowania. Tyle że zabrał się do tego z niewłaściwej strony, wywołując dyskusję na temat pozorny: za czy przeciw wpływowi tej oceny na promocję. Tymczasem uczniowie, dla których ta ocena, czy wręcz samo promowanie, ma istotne znaczenie, nie są problemem dla szkolnej dyscypliny. W ich wypadku akurat takiej oceny mogłoby nawet nie być! Problemem są młodociani dewianci, członkowie młodzieżowych gangów, np. dilerskich czy złodziejskich, osoby już uzależnione czy wręcz tak odchylone od norm psychicznych lub społecznych, że stanowią zagrożenie dla innych. Do szkoły przychodzą, kiedy chcą (a mają, niestety, prawo do niej przychodzić), by poznęcać się nad pozostawionymi do ich dyspozycji przez łaskawe państwo kilkoma setkami ofiar. Ba! To państwo często wręcz zmusza ofiary do przychodzenia do szkoły za pomocą przepisów o obowiązku szkolnym! Rozwiązaniem tego problemu na pewno nie będzie jednak jakakolwiek zmiana dotycząca oceny z zachowania. Potrzebna jest raczej zmiana zasad relegowania ucznia ze szkoły oraz utworzenie odpowiednich ośrodków wychowawczo-terapeutycznych.

Włodzimierz Zielicz, Warszawa

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060213/publicystyka/publicystyka_a_16.html
Tytuł: OBOWIĄZEK SZKOLNY
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Luty 15, 2006, 11:14:53 pm
OBOWIĄZEK SZKOLNY
Bat na wagarowiczów

W przyszłym roku szkolnym trzymiesięczna, nieusprawiedliwiona nieobecność na lekcjach będzie traktowana jako niespełnienie obowiązku szkolnego, a naganna ocena z zachowania uniemożliwi promocję do następnej klasy.

Ministerstwo Edukacji i Nauki pracuje nad projektem tzw. małej nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Zamierza w nim zapisać m.in., że niespełnienie obowiązku szkolnego obowiązku nauki i rocznego obowiązkowego przygotowania przedszkolnego to nieusprawiedliwiona nieobecność dziecka na zajęciach przez okres 3 miesięcy.

Przedszkolaki do szkół

Obecnie obowiązek szkolny rozpoczyna się z początkiem roku szkolnego, w tym roku kalendarzowym, w którym dziecko kończy 7 lat, oraz trwa do ukończenia gimnazjum, nie dłużej jednak niż do ukończenia 18 lat, i polega na regularnym uczęszczaniu do szkoły. Nie jest jednak jasno napisane, od kiedy obowiązek ten nie jest realizowany.

Jarosław Zieliński, sekretarz stanu w resorcie edukacji, zapowiedział również, że wiek rozpoczęcia obowiązku szkolnego do lat 6 zostanie obniżony od roku szkolnego 2008/2009. Oznacza to, że wszystkie pięciolatki pójdą obowiązkowo do przedszkola już za rok.


Promocja za zachowanie

Ponadto MEiN chce, aby naganna ocena z zachowania uniemożliwiała promocję do następnej klasy. Jarosław Zieliński, tłumaczy, że przywróci to szkołom funkcję wychowawczą oraz ułatwi wychowanie młodzieży.

– Zostawiając ucznia w tej samej klasie, nie wychowamy go – uważa Marek Pleśniar, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Sceptycznie do pomysłu podchodzą też uczniowie.

– Poszkodowani mogą być ci, którzy mają odmienne zdanie od nauczycieli – uważa Anna R, licealistka z Warszawy. Jarosław Zieliński uspokaja jednak, że w nowelizacji zostaną zapisane kryteria, jakie muszą być spełnione, aby można było wystawić ocenę naganną.

Rząd projekt ustawy zamierza skierować do Sejmu w marcu.

 Jolanta Góra

http://www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?numer=1651&dok=1651.2.3.2.17.3.0.1.htm
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Marzec 06, 2006, 12:07:01 pm
Niż demograficzny opłaca się uczniom

"Gazeta Wyborcza" pisze, że coraz więcej szkół prywatnych rezygnuje z czesnego. Chcą w ten sposób przyciągnąć kandydatów.

Dotychczas prywatne szkoły rezygnowały z czesnego najwyżej na czas jednego semestru, licząc, że taka promocja przyciągnie ucznia, który potem będzie już płacił za naukę. Teraz coraz częściej odpuszczają czesne na stałe.


Bezpłatna jest już nauka w policealnej szkole Cosinus w Łodzi. Właściciel - obok istniejącej szkoły płatnej - otworzył we wrześniu szkołę publiczną, bezpłatną. - By złapać klienta - tłumaczy asystentka właściciela Agnieszka Pietrzak.

Informacja szybko obiegła miasto. Tym śladem poszli właściciele innych szkół policealnych. Też chcą otwierać tzw. szkoły publiczne w miejsce płatnych szkół niepublicznych, które będą powoli zamykać. Czy to się opłaca? Tak, bo szkoła publiczna, choć nie pobiera czesnego, dostaje więcej pieniędzy na każdego ucznia z budżetu państwa i od samorządu.

- Jest niż demograficzny. Coraz trudniej przyciągnąć kandydatów, a ci wybierają szkołę najtańszą - mówi "Gazecie Wyborczej" Agata Jelonek, dyrektor AP Edukacja, ogólnopolskiej centrali sieci szkół policealnych. Takich central jest w Łodzi kilka. Mają szkoły m.in. w Warszawie, Szczecinie, Katowicach, Gdańsku, Lublinie, Krakowie i we Wrocławiu. "Gazeta Wyborcza" dowiedziała się, że tam też zamierzają się upublicznić i zrezygnować z czesnego.

Nowy trend widoczny jest w Warszawie. - Dostaliśmy kilkanaście wniosków w sprawie powołania bezpłatnych szkół policealnych - informuje Ewa Krawczyk z biura edukacji stołecznego urzędu miasta. W Krakowie pięciu różnych właścicieli chce w miejsce 20 szkół płatnych powołać bezpłatne. (PAP)

Zródło (http://media.wp.pl/kat,8171,wid,8214588,wiadomosc.html?ticaid=1132d)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Marzec 15, 2006, 12:05:22 pm
Jeśli ktoś sądzi, że w Necie wszystko można- grubo się myli:

Groźba wyrzucenia ze szkoły za wpisy na forum (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3211922.html?skad=rss)

PRZEGLĄD PRASY. Tylko pięć dni działało nieformalne forum internetowe uczniów liceum w Czarnkowie. Dyrektor szkoły stronę zlikwidował, a licealistów ukarał - podaje "Rzeczpospolita".

Dziesięć osób dostało nagany i ostrzeżenia z groźbą wyrzucenia ze szkoły, czworo pozostałych - nagany.

Tuż przed feriami, w połowie lutego, jeden z licealistów stworzył stronę internetową, na której można było podyskutować o szkole. "Informacja rozniosła się błyskawicznie. Liczba wpisów na forum rosła z dnia na dzień" - opowiada jeden z uczniów (po awanturze uczniowie boją się podawać nazwisk).

Na forum licealiści pisali, co myślą o szkole: na których lekcjach się nudzą, na których nie, drwili z nauczycieli i nielubianych kolegów (np. otyłej koleżanki i kolegi, który się jąka). Autor strony jej nie cenzurował - czytamy w dzienniku.

"To działało pięć dni. Któryś uczeń zapomniał wyłączyć komputer i zostawił otwartą stronę w kawiarence w szkole. Zobaczyła ją pani pedagog i wybuchła awantura" - mówią uczniowie.

Dyrektor ukarał uczestników forum, którzy atakowali szkołę i których tożsamość potrafił ustalić. Czy nie był dla nich zbyt surowy? "Nie, oni naruszyli na forum godność kilku osób. Wulgarnie wyśmiewali tych, którzy mają problemy. O jednym nakręcili film i podłączyli do strony" - tłumaczy dyrektor szkoły Sławomir Żarczyński.

"Wyśmiewanie się z rówieśników może się okazać dramatyczne w skutkach, młodzież potrafi być okrutna" - mówi socjolog z poznańskiego Uniwersytetu Adama Mickiewicza Krzysztof Podemski.

"Ale żyjemy dziś w kulturze ujawniania i podsłuchiwania. To cena, jaką płacimy za wolność przekazu i dostęp do informacji. Gwiazdy opowiadają o intymnych szczegółach życia, posłowie ujawniają esemesy, a poszkodowani przez SB - agentów. Temu wszystkiemu sprzyja technika. Alternatywa jest niewesoła - to państwo totalitarne i cenzura" - dodaje rozmówca "Rzeczpospolitej".

Co można było przeczytać na forum?


"Nauczyciel od w-f ciągle siedzi w swoim kantorku. Łatwiej trafić szóstkę w totka niż spotkać go na lekcji"


"Na geografii jest jak w Szymon Majewski Show. Tylko prowadzący śmieje się z własnych dowcipów"


"Kaczor na prezydenta, Kaczka (jedna z nauczycielek - red.) na jego kochankę"


"Fantom, na którym ćwiczyliśmy na PO sztuczne oddychanie, jest jak lala z sex shopu"


"... (tu pada nazwisko nauczycielki - red.) jest niezła i nosi fajną bieliznę, ale na lekcjach nie ma nic do przekazania


"Nowa teoria matematyczki? - Kula ma wierzchołki!!!"


Inne zachowania uczniów w szkole  :shock:

http://praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,68745,3116272.html
Marcin Kowalski, Michał Kopiński 17-01-2006, ostatnia aktualizacja 17-01-2006 09:46
Uczniowie zwalniają nauczyciela
Gimnazjaliści z Solca Kujawskiego nagrali na telefonie komórkowym film, na którym widać, jak nauczyciel szarpie jednego z nich. Choć wszystko wskazuje na to, że była to uczniowska prowokacja, pedagog stracił pracę
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Marzec 16, 2006, 12:52:31 pm
Cytuj
Jeśli ktoś sądzi, że w Necie wszystko można- grubo się myli:

No niestety,a tak to bywa,że nie raz młodzież zakłada forum i piszą bez najmniejszych oporów,
a co przykre dużo jest takich for, gdzie ocenia się innych imiennie .Ale to nie w tym temacie  :cry:

Mają stanieć podręczniki szkolne,ale podrożeje pewnie.....papier i inne produkty potrzebne do wydania podręcznika :roll:
Cytuj
Porozumienie z wydawcami - tańsze podręczniki

Podręczniki będą tańsze. Resort edukacji podpisał porozumienie w sprawie obniżki z wydawcami książek. Nie jest jasne, jakiego rzędu będzie ta obniżka.
W tekście uzgodnień znalazł się wprawdzie zapis, wcześniej nieakceptowany przez wydawców, gwarantujący spadek cen o 25 procent.

Jednak wydawcy podkreślają, że nie można liczyć na tak znaczącą obniżkę nowych podręczników. Według nich, ceny spadną o co najwyżej kilkanaście procent, a obniżka o jedną czwartą dotyczy głównie książek używanych. Wydawca Piotr Marciszuk wcześniej już podkreślał, że jego zdaniem realny spadek cen nowych podręczników szkolnych wyniesie od kilku do dziesięciu procent.

Jeszcze w ubiegłym tygodniu wydawcy twierdzili, że nie są w stanie złożyć deklaracji o 25 procentowej zniżce. Ma ona jednak być możliwa dzięki zapisowi, iż to szkoły będą odpowiedzialne za organizację zakupu książek i rynek wtórny. Dzięki zbiorowym zamówieniom składanym przez szkoły uczniowie mają dostawać większe rabaty.

Wcześniej wydawcy zaznaczyli też, że jeśli podrożeje papier albo inne produkty potrzebne do wydania podręcznika, także nie będą mogli wywiązać się z deklaracji.
wiadomosci.onet.pl
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Marzec 30, 2006, 08:48:10 am
MEN o pieniądzach dla nauczycieli

Nauczyciele, którzy będą pracować w maju w zespołach przeprowadzających ustne egzaminy maturalne z języka polskiego i języków obcych, otrzymają zapłatę - 12,60 zł brutto za godzinę pracy. Przeciętnie tyle czasu zajmuje przeegzaminowanie dwóch uczniów. Pieniądze dostanie nie tylko ten nauczyciel, który pyta ucznia, ale także dwaj pozostali członkowie komisji egzaminacyjnej.

Nie dostaną natomiast nic nauczyciele, którzy dodatkowo pracują podczas egzaminów pisemnych i pilnują, by uczniowie nie ściągali. - Tę czynność wykonują w ramach swoich obowiązków - wyjaśnia Marek Legutko, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Ministerstwo podało nowe stawki za sprawdzanie prac pisemnych. Egzaminator otrzyma za jeden arkusz egzaminacyjny od 8 do 12 złotych, w zależności od przedmiotu i wybranego przez ucznia poziomu egzaminu. Aby otrzymać pieniądze, nauczyciele powinni zawrzeć umowy z dyrektorami okręgowych komisji egzaminacyjnych. a.p.
 
Rzeczpospolita 30 marca 2006r.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Marzec 30, 2006, 09:12:41 am
A tu kolejna propozycja?
Plany wprowadzenia obowiązkowej nauki religii lub etyki w szkołach

KOŚCIÓŁ Przedstawiciele episkopatu i rządu o religii w szkole i pielgrzymce Benedykta XVI
Uczeń będzie musiał wybrać
Rozważymy wprowadzenie obowiązkowej nauki religii lub etyki w szkołach - zapowiada wicepremier Ludwik Dorn

Obecnie religia i etyka są przedmiotami nieobowiązkowymi i uczniowie nie muszą na nie uczęszczać.
Na wczorajszym spotkaniu Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu biskupi poprosili rząd o wprowadzenie obowiązku nauki jednego z tych dwóch przedmiotów.
- Szkoła, gdzie nabiera się formacji moralnej, nie powinna pozostawiać pustego miejsca - oznajmił wicepremier i szef MSWiA Ludwik Dorn i zapowiedział, że rząd poważnie rozważy wprowadzenie nowego obowiązku.

 Nie wykluczył, że nauka religii lub etyki mogłaby stać się obowiązkowa od najbliższego roku szkolnego. - Ale negatywna ocena z tych przedmiotów nie spowoduje pozostawienia ucznia na drugi rok w tej samej klasie - obiecują minister edukacji Michał Seweryński i biskup Stanisław Wielgus.

Następnym krokiem, o jaki zabiegają biskupi, będzie wprowadzenie religii i etyki jako przedmiotów maturalnych do wyboru. Chociaż, jak zapewnił Dorn, taka decyzja będzie poprzedzona publiczną dyskusją.

Kto ma uczyć tej etyki?
Do pomysłu episkopatu nauczyciele nastawieni są jednak ostrożnie. - Sam pomysł jest dobry, jednak pod jednym warunkiem: że będzie wyszkolona kadra dobrze ucząca etyki. Pozostaje też pytanie, kto zapłaci za dodatkowe zajęcia - mówi Cezary Urban, dyrektor XIII LO w Szczecinie.

- W większości szkół zajęcia z etyki w ogóle się nie odbywają, bo nie ma wyspecjalizowanej kadry etyków. Wprowadzenie obowiązku nauki religii lub etyki będzie tak naprawdę wprowadzeniem obowiązkowej religii, bo dyrektorzy, nie mając do dyspozycji nauczycieli, będą kazali uczyć religii. To niedopuszczalne - mówi Krystyna Starczewska, dyrektor I Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie.

Wprowadzenie obowiązku nauki religii lub etyki wiązałoby się - zdaniem episkopatu - z wliczaniem stopni z tych przedmiotów do średniej ocen na maturze.

Wczorajsze spotkanie przedstawicieli rządu i episkopatu było pierwszym od półtora roku.

Urbański przeprasza
Przedstawiciele rządu poinformowali biskupów o przygotowaniach do pielgrzymki do Polski papieża Benedykta XVI. Bp Stanisław Wielgus nie chciał powiedzieć, czy Kościół jest za majowym terminem wyborów parlamentarnych. - Kościół modli się i czeka na spotkanie z Ojcem Świętym. Tyle mogę powiedzieć - oświadczył, choć po chwili dodał, że "nie widzi problemu" w bliskim terminie pielgrzymki i ewentualnych wyborów. - Ta kwestia nie była w ogóle dyskutowana na naszym spotkaniu - dodał wicepremier Ludwik Dorn.

O tym, że wybory w maju przeszkodziłyby w zaplanowanej na koniec tego samego miesiąca papieskiej pielgrzymce, mówił w poniedziałek kard. Stanisław Dziwisz. Szef Kancelarii Prezydenta Andrzej Urbański skomentował tę wypowiedź, mówiąc m.in.: "Proszę nie wprowadzać takiego quasi-terroru, że jeden kardynał będzie decydował o przyszłości politycznej Polski". Wczoraj Urbański przeprosił za swoją wypowiedź.

ANNA PACIOREK, GRZEGORZ PRACZYK

Rzeczpospolita z dnia 30 marca 2006r.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 06, 2006, 04:44:29 pm
Nauczyciele bez uprawnień nie będą mogli uczyć

Wielkie poruszenie w szkołach. Nauczyciele, którzy nie mają odpowiednich uprawnień, od 1 września nie będą mogli uczyć. - Z mocy ustawy wygasa ich umowa o pracę - mówi Anita Stanisławska, zastępca dyrektora Wydziału Edukacji, Kultury i Ochrony Zdrowia UM w Kielcach.
Jaka dokładnie będzie skala tego zjawiska, na razie nie wiadomo. Szkoły dopiero rozpoczęły przygotowania arkuszy organizacyjnych na przyszły rok. W Łopusznie problem będzie dotyczyć na pewno dwóch osób, choć może być ich więcej. W Daleszycach nauczycieli bez odpowiednich uprawnień jest ponad 10. - Dyrektorzy naszych szkół już nam sygnalizują, że może być problem z kilkoma nauczycielami, którzy nie podnieśli swoich kwalifikacji - informuje Piotr Pawłowski, kierownik Wydziału Oświaty Urzędu Gminy w Piekoszowie.

W Kielcach na razie nawet szacunkowo nie można określić, ilu nauczycieli od 1 września nie będzie mogło uczyć.

Przyczyną całego zamieszania jest ustawa z lutego 2000 roku. Zgodnie z nią zajęcia w szkołach prowadzić mają tylko nauczyciele z pełnym wykształceniem kierunkowym. W ustawie znajduje się też zapis, który mówi, że jeśli nauczyciele nie będą mieli odpowiednich uprawnień, 31 sierpnia 2006 roku wygasa ich umowa o pracę.

Szkoły są zdezorientowane. - Jest grupa nauczycieli, która żeby mieć pełny etat, musi uczyć kilku przedmiotów. W tej chwili nie bardzo wiemy, co z takimi przypadkami robić - mówi Alicja Godek z Zakładu Obsługi Ekonomiczno-Administracyjnej Szkół Urzędu Gminy Daleszyce.

Dyrekcje szukają pomocy w kuratorium. - Przywożą do nas nawet całe teczki, dokumentujące przebieg pracy, wykształcenie i pytają o opinię. Poza udzieleniem informacji niewiele możemy zrobić, bo decyzja leży po stronie dyrektora placówki - stwierdza Sławomir Meresiński ze świętokrzyskiego kuratorium oświaty.

Okazuje się, że najwięcej problemów będzie w małych miejscowościach. Tam często nauczyciele, żeby pracować w pełnym wymiarze godzin, uczą kilku przedmiotów. Ale problem ten nie ominie też Kielc, głównie w przypadku nauczycieli angielskiego. - Podczas spotkań dyrektorzy sygnalizowali, że jest kłopot z nauczycielami mającymi zbyt mało godzin swoich przedmiotów. Często zajęcia z techniki prowadził nauczyciel plastyki. Fizyki uczył matematyk. Teraz, jeśli nie ma odpowiednich uprawnień, nie będzie mógł tego robić. Sprawa jest jasna i dyrektor właściwie niewiele może zrobić - tłumaczy Stanisławska. Dodaje, że dyrektorzy będą musieli teraz znaleźć osobę, która zgodziłaby się prowadzić zajęcia tylko kilka godzin w tygodniu. Przyznaje, że nie będzie to łatwe. - Być może znajdą się nauczyciele, którzy będą to robić w kilku sąsiadujących szkołach - twierdzi.

Na ulgowe traktowanie mogą liczyć jedynie ci nauczyciele, którzy są w trakcie uzupełniania wykształcenia. - Przepisy dają dyrektorowi możliwość wystąpienia do kuratora z prośbą, by takiej osobie wydał zgodę na pracę. I takie zgody w uzasadnionych przypadkach będziemy wydawać. Najlepiej by było, gdyby szkoły zatrudniały nauczycieli wykwalifikowanych - ocenia Meresiński.

Co mówi ustawa z 18 lutego 2000 r.

art. 7.
1. (...) nauczycielom zatrudnionym na podstawie mianowania, którzy nie posiadają wymaganych kwalifikacji, stosunek pracy wygasa z dniem 31 sierpnia 2006 r., o ile wcześniej nauczyciele ci nie uzupełnią kwalifikacji lub nie zostanie z nimi rozwiązany stosunek pracy w odrębnym trybie
.

6. Nauczyciele zatrudnieni w dniu wejścia w życie ustawy na podstawie umowy o pracę w wymiarze co najmniej 1/2 obowiązkowego wymiaru zajęć, którzy nie posiadają wymaganych kwalifikacji, z tym dniem uzyskują stopień nauczyciela stażysty i stają się nauczycielami zatrudnionymi na podstawie umowy o pracę. Stosunki pracy z tymi nauczycielami wygasają z dniem 31 sierpnia 2006 r., o ile wcześniej nauczyciele ci nie uzupełnią kwalifikacji i nie uzyskają stopnia nauczyciela kontraktowego lub nie zostanie z nimi rozwiązany stosunek pracy w odrębnym trybie.

Dla Gazety

Urszula Muszyńska z VI LO w Kielcach

Z wykształcenia jestem nauczycielem historii, ale prowadzę też zajęcia z wiedzy o społeczeństwie. Z tego kierunku też kończę specjalizację. Został mi jeszcze jeden semestr studiów. Zdecydowałam się na podnoszenie kwalifikacji, żeby mieć pełny komfort pracy. Będę mogła spokojnie i zgodnie z obowiązującymi przepisami prowadzić zajęcia z dwóch przedmiotów. Poza tym kontakt z nowymi informacjami, literaturą naprawdę się przydaje w pracy.

Gazeta Wyborcza 6.04.2006r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 11, 2006, 11:45:23 am
Debata edukacyjna w Gazecie Wyborczej

Kamil Skowroński

Rząd ma we wtorek przyjąć projekt ustawy o Narodowym Instytucie Wychowania. Instytut ma rozpocząć działalność na początku przyszłego roku. Będzie prowadzić badania, debaty, promować wzorce wychowawcze i monitorować treści przekazywane młodzieży w mediach.

Temat ten stał się głównym wątkiem debaty edukacyjnej zorganizowanej w siedzibie Gazety Wyborczej. Debata o nowych pomysłach Ministerstwa Edukacji od początku była burzliwa. Ale naprawdę gorąco zrobiło się przy Narodowym Instytucie Wychowania. - To ma być instytucja, która pokaże, że są wśród nas tacy, których warto naśladować - zaczął wiceminister edukacji Stanisław Sławiński.

- Autorytetów nie da się narzucić odgórnie! - kontrowała Krystyna Szumilas, posłanka PO i szefowa sejmowej komisji edukacji. - Instytut będzie prezentował tylko jeden jedyny słuszny światopogląd. To groźne - mówiła Irena Dzierzgowska, b. wiceminister edukacji. A poseł Zbigniew Dolata z PiS przekonywał, że młodzieży w wyborze wzorców trzeba pomóc. - Mamy przedstawić uczniom na równych prawach generała Jaruzelskiego i księdza Popiełuszkę? - pytał. - Obok czerni i bieli jest jeszcze 360 odcieni szarości - odpowiadał mu maturzysta z warszawskiego LO im. Cervantesa.

Minister oświaty propaguje spotkania modlitewne

Magdalena Kula

Wiceminister edukacji Jarosław Zieliński wezwał kuratorów oświaty, żeby rozpropagowali w szkołach spotkania modlitewne młodzieży w Lednicy

Wiceminister Zieliński swój list do kuratorów poprzedził fragmentem wypowiedzi Jana Pawła II: "Zwracam się również do was, drodzy nauczyciele i wychowawcy. (...) Młodzi was potrzebują. Oni poszukują wzorców, które byłyby dla nich punktem odniesienia". List został wysłany pod koniec marca.

Zieliński przypomina, że 3 czerwca na Polach Lednickich, "w miejscu uznawanym za kolebkę Państwa Polskiego", odbędą się jubileuszowe spotkania modlitewne młodzieży. "Wagę spotkaniu będą również nadawać poprzedzające je obchody pierwszej rocznicy śmierci Jana Pawła II i pielgrzymka do Polski Papieża Benedykta XVI" - pisze. I prosi, by kuratorzy tę informację rozpowszechnili wśród uczniów, nauczycieli i wychowawców.

Zielińskiego zaatakował SLD. Oburzała się wczoraj "Trybuna". A posłanka Sojuszu Katarzyna Piekarska mówi: - Sekretarzowi stanu ministerstwo pomyliło się z amboną. Nie mam nic przeciw spotkaniom lednickim, ale list wiceministra to próba indoktrynacji szkół, które powinny być wolne od treści religijnych. Wiceminister kompletnie nie rozumie swojej roli i należałoby się zastanowić, czy go nie odwołać - mówi.

Dziś Piekarska będzie namawiać swój klub, by wystąpił o dymisję Zielińskiego.

Sam Zieliński w liście nie widzi nic niestosownego. - Obowiązująca ustawa o systemie oświaty mówi o wartościach chrześcijańskich. A mój list to tylko życzliwa informacja; dyrektorzy, nauczyciele i uczniowie sami zdecydują, czy wezmą udział w spotkaniach w Lednicy, czy nie. List wysłałem na prośbę organizatorów.

Organizatorem spotkań jest dominikanin o. Jan Góra. - Osobiście poprosiłem pana ministra, aby zaprosił uczniów i nauczycieli do wzięcia udziału w tym wydarzeniu. Lednica jest wielkim dobrem, a istotą dobra jest to, że trzeba się nim dzielić. Nikogo do niczego nie zmuszam. Ja tylko zapraszam - tłumaczy o. Góra.

Możliwe, że o odwołanie Zielińskiego będzie też wnioskować PO. Krystyna Szumilas, minister edukacji w gabinecie cieni Platformy: - Spotkania modlitewne w Lednicy to inicjatywa godna poparcia. Ale czy powinien ją tak ostentacyjnie popierać minister rządu? Patrząc na ostre reakcje i głosy oburzenia z niektórych środowisk, widać, że nie. Przykro mi, że na skutek działań resortu pada cień na bardzo wartościową i cenioną przez samą młodzież inicjatywę. Minister Zieliński już nie pierwszy raz w problematyce oświaty porusza się jak słoń w składzie porcelany. Pora się zastanowić, czy to właściwa osoba na właściwym miejscu.

Już w miniony piątek list do premiera o odwołanie Zielińskiego wystosował Związek Nauczycielstwa Polskiego. Sławomir Broniarz, prezes ZNP: - Spotkania młodzieży na Polach Lednickich to wielka wartość. Jednak bycie listonoszem jakiejkolwiek organizacji, jakiegokolwiek stowarzyszenia to nie zadanie ministra w rządzie RP!

W liście do premiera prezes ZNP zarzuca Zielińskiemu "nieprzemyślane wypowiedzi" dotyczące oświaty i wytyka poprzedni list do kuratorów, w którym przestrzegał szkoły przed organizacjami pacyfistycznymi i ekologicznymi, które - zdaniem ministra - mogą nieść za sobą "szkodliwe treści wychowawcze". - Nie zamierzałem oceniać działalności żadnej organizacji. To było przypomnienie dyrektorom szkół, że są odpowiedzialni za wszystko, co się w szkołach dzieje - tłumaczy teraz wiceminister Zieliński. Przyznał, że list wystosował, bo "był w posiadaniu pewnych informacji" z ABW.

Sowińska: Rodzice też mogą stracic cierpliwość

   Nowa rzecznik praw dziecka Ewa Sowińska złożyła w piątek ślubowanie w Sejmie. Organizacje pozarządowe już krytykują ją za wypowiedzi w mediach, że dziecku można dać klapsa "z miłości"

To "przyzwolenie na łamanie praw dziecka" napisał w oświadczeniu Tomasz Polkowski, przewodniczący Towarzystwa "Nasz Dom". - Może będziemy musieli określić, który klaps został wymierzony "z miłości", a który nie? Może trzeba określić siłę klapsów dopuszczalnych i zakazanych? - denerwuje się Polkowski.

Monika Sajkowska, Fundacja Dzieci Niczyje: - Gloryfikowanie klapsów jako metody wychowawczej przez osobę, która ma bronić praw dzieci, jest niepokojące. Mam nadzieję, że ta wypowiedź wynikała z niewystarczającej wiedzy i gdy pani Sowińska pozna wyniki badań pokazujące rozmiary przemocy wobec dzieci, zmieni zdanie.

Elżbieta Czyż z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka dodaje: - Chciałabym, by nowa RPD przeczytała konstytucję i ustawę, w której wyraźnie zapisano, że jej obowiązkiem jest stanie na straży praw dzieci.

Rozmowa z Ewą Sowińską

Magdalena Kula: Klaps to dobra metoda wychowawcza?

Ewa Sowińska, rzecznik praw dziecka: Kiedy mówiłam, że dziecku można dać klapsa "z miłości", miałam na myśli lekkie klepnięcie. Jestem przeciwna biciu dzieci. Choć nie robiłabym afery, gdy rodzic incydentalnie, pod wpływem emocji, wymierzy klapsa. Rodzice także mogą stracić cierpliwość.

Poprzedni Sejm nie zgodził się zakazać w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie bicia i karcenia dzieci. Skoro jest Pani przeciwna biciu dzieci, to może jako RPD wróci Pani do tego pomysłu?

- Możliwe. Nie wyobrażam sobie jednak prawa, które pozwoli na ciąganie rodziców po sądach, bo zdarzyło im się dać swojemu dziecku klapsa.

W czasie obrad sejmowej komisji edukacji i komisji rodziny oświadczyła Pani, że uczniowie, którzy opuszczają lekcje i się do nich nie przygotowują, "są złodziejami".

- Państwo płaci na utrzymanie szkół. A młodzież nie prowadzi zeszytów, odmawia robienia zadań domowych, a często nawet nie chodzi do szkoły. Młodzi nie mogą być wychowywani w przekonaniu, że mają tylko prawa i przywileje. Mają jeszcze obowiązki. Jako RPD będę o tym przypominać.

Chcę doprowadzić do ścisłej współpracy mojego urzędu z resortem edukacji. Zaproponuję także, by Ministerstwo Edukacji miało w nazwie jak przed laty słowo "wychowanie". Bo ono jest kluczowe dla dobra dzieci.

Deklarowała Pani, że jako RPD będzie pomagać całym rodzinom. Jak?

- Chcę wspierać wychowawczo rodziny, edukować rodziców. Jestem też za ograniczaniem praw rodzicielskich w rodzinach, gdzie nastąpiła głęboka, całkowita destrukcja, gdzie są patologie. W takich przypadkach trzeba postawić na rodzinne domy dziecka i rodziny zastępcze.

Do piątku była Pani posłanką LPR. Jako rzeczniczka odłoży Pani polityczne przekonania na półkę?

- Jako rzeczniczka dzieci nie będę podejmować żadnych politycznych decyzji. Obiecuję.

Gazeta Wyborcza 11.04.2006r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Kwiecień 11, 2006, 12:00:41 pm
Jak PiS zdobywa szkoły

 W poniedziałek większość nauczycieli zespołu szkół przy ul. Deotymy na Kole przyszło do pracy ubrana na czarno. W ten sposób protestują przeciw nowej dyrektorce, faworytce wiceministra oświaty.
 
Na drzwiach zespołu szkół przy ul. Deotymy zawisł protest nauczycieli przeciw mianowanej ostatnio dyrektorce
 
Nauczyciele z ul. Deotymy są przekonani, że ich nową szefową wskazał wiceminister edukacji Stanisław Sławiński. W proteście w poniedziałek przyszli do szkoły ubrani na czarno. Ratusz ogłosił właśnie konkursy na dyrektorów około 200 szkół w całej Warszawie
Wczoraj na budynku Zespołu Szkół nr 71 na Woli pedagodzy wywiesili flagi przepasane kirem. Na drzwiach przykleili kartkę: "Protestujemy przeciwko objęciu stanowiska dyrektora szkoły przez panią Magdalenę Politańską". Na korytarzu od razu widać, kto protestuje, bo nauczyciele na znak sprzeciwu ubrali się na czarno.

- Wynik konkursu był przesądzony. Pani Politańska to protegowana ministra Sławińskiego i jego żony, która uczyła w szkole - uważa część pedagogów. Mimo że podpisali się pod protestem, chcą być anonimowi. Od miesięcy prosili miejskie biuro edukacji i władze Woli o zorganizowanie konkursu na dyrektora. Poprzedni przeszedł na emeryturę. Obowiązki pełniła Urszula Skrzypczak.

- Konkurs ogłoszono dopiero w kilka dni po tym, jak pani Politańska zdobyła zaświadczenie o ukończeniu kursu zarządzania oświatą. Podpisał je Stanisław Sławiński, wiceminister edukacji związany z PiS - opowiadają nauczyciele.

Formowanie dyrektora

Magdalena Politańska kurs skończyła w Placówce Doskonalenia Nauczycieli "Pro Formatione" założonej przez Radę Szkół Katolickich. Sama prowadzi tam zajęcia. Dyrektorem Pro Formatione był Stanisław Sławiński. Podpis na zaświadczeniu złożył 17 grudnia zeszłego roku. Od 11 dni był już wiceministrem edukacji.


Zapytaliśmy w kancelarii premiera, czy minister mógł być jednocześnie dyrektorem prywatnej szkoły. Wczoraj nie doczekaliśmy się odpowiedzi. Sam Sławiński tłumaczy, że zaświadczenie podpisał "jako dyrektor, a nie jako minister". Zaprzecza, by wpływał na pracę Zespołu Szkół nr 71.

To nie przekonuje rodziców. Spodziewają się, że nowa dyrektorka będzie wychowywała dzieci zgodnie z przekonaniami Sławińskiego. W jednej z publikacji pochwalał on kary cielesne. Chwali też "wychowanie w posłuszeństwie".

- Nie chcę, żeby moje dziecko było bite - irytuje się Urszula Dębicka, mama pierwszoklasisty. - Już teraz dyrektorka pokazuje, że za nic ma zdanie rodziców i zrobi, jak chce. W ogóle nie przedstawiała nam swego programu - dodaje Elżbieta Obińska, przewodnicząca rady rodziców.

Marzenia o posłusznej kadrze

Irena Dzierzgowska, była wiceminister edukacji, zauważa, że dyrektor na to, co się dzieje w szkole, ma większy wpływ niż minister. A ponieważ posłowie PiS głośno mówią, że dyrektorzy powinni być posłuszni (ostatnio wypowiadał się tak Stanisław Pięta z Bielska-Białej), to może dojść do usunięcia niepokornych.

- Od dawna wymiana dyrektorów była marzeniem władz. Teraz jest okazja, bo wielu kończą się pięcioletnie kadencje - podziela te obawy Jerzy Wiśniewski, prezes mazowieckiego okręgu Związku Nauczycielstwa Polskiego.

W najbliższych tygodniach odbędzie się blisko 200 konkursów. Radni uchwalili, że tylko w ten sposób można zostać dyrektorem. Wykluczyli możliwość przedłużenia kontraktu na następne lata. Również w konkursie ma być wybrany nowy dyrektor liceum Cervantesa, którego uczniowie zorganizowali niedawno słynną debatę o wolności słowa.

- To wymiana kadr, która zaczęła się od góry. Niedawno minister edukacji wymienił kuratorów na takich, którzy będą z nim dobrze współpracowali. Teraz czas na dyrektorów - twierdzi Irena Dzierzgowska.

Liliana Zientecka, szefowa miejskiego biura edukacji, które ogłasza konkursy, zaprzecza, by taki był ich cel: - Nie ma możliwości, by ich wynik był z góry przesądzony.

Zapewnia, że skład komisji konkursowej gwarantuje obiektywny wybór. Mają na to wpływ różne środowiska: samorząd (trzy głosy), kuratorium (trzy), nauczyciele (dwa), rodzice (dwa) i związki zawodowe (dwa). Jednak Irena Dzierzgowska jest zdania, że w sprawie konkursów "istnieje porozumienie między kuratorium a władzami samorządowymi".

Magdalena Politańska nie chciała z nami rozmawiać.

Gazera Wyborcza/Warszawa 11.04.2006r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Kwiecień 13, 2006, 08:20:11 pm
Rzecznik bicia dzieci

Uwaga, dzieci!
Jeżeli rodzic w ramach dyscyplinowania wymierzy wam solidnego klapsa, nie biegnijcie na skargę do rzecznika waszych praw! Ewa Sowińska, była posłanka LPR, która kilka tygodni temu objęła urząd Rzecznika Praw Dziecka uważa, że karcenie w ten sposób maluchów to nic złego.

- Klaps nikomu krzywdy nie zrobi, a nauczy dyscypliny. Dzieci mają prawa, ale należy od nich wymagać szacunku dla rodziców, dorosłych - twierdzi Ewa Sowińska (58 l.).

Z teorią pani rzecznik nie zgadzają się psychologowie. - Do matki, ojca dziecko ma bezgraniczne zaufanie. Źle się dzieje, gdy ktoś taki uderzy. Dla kilkulatka to przemoc! - tłumaczy dr Małgorzata Sitarczyk z Zakładu Psychologii Wychowawczej i Psychoprofilaktyki UMCS w Lubline. - Dziecko zaczyna się bać. Ciężko jest żyć w roli ofiary, więc w przedszkolu zachowuje się jak rodzic. Jest agresywne wobec słabszego. Klaps to brak dojrzałości emocjonalnej rodzica, wynik bezradności - dodaje.

- Dopuszczalne są jedynie inne formy upominania.
Jeżeli dziecko wie, że nie może czegoś zrobić i robi to, można odebrać mu jakieś przywileje. Na przykład zakazać na pewien czas oglądania telewizji. Trzeba to jednak robić delikatnie - podkreśla Joanna Wiktorowska, psychoterapeuta Instytutu Psychoanalizy i Psychoterapii w Warszawie.

- Nikt jeszcze nie udowodnił naukowo, że kary cielesne komuś szkodzą - odpowiada Sowińska. - Czasem ostre słowo, reprymenda są potrzebne. Młodzież jest coraz gorsza, więc klaps nie zaszkodzi.

autor: Łódź, Dariusz Kucharski
Super Expres z dnia 13 kwietnia 2006roku.

Cytuj
- Klaps nikomu krzywdy nie zrobi, a nauczy dyscypliny. Dzieci mają prawa, ale należy od nich wymagać szacunku dla rodziców, dorosłych - twierdzi Ewa Sowińska (58 l.).

ylko klapsem szcunku się nie zdobędzie u dzieci droga pani rzecznik  :evil:
Cytuj
- Nikt jeszcze nie udowodnił naukowo, że kary cielesne komuś szkodzą - odpowiada Sowińska. - Czasem ostre słowo, reprymenda są potrzebne. Młodzież jest coraz gorsza, więc klaps nie zaszkodzi.
 

Taki rzeczy nie trzeba udawadniać naukowo.
Jednym słowem jest to ciche przyzwolenie dla nauczycieli,skoro rodzic może i wychowuje ,to również i szkoła bo też ma za zadanie wychować .
Czy tylko rodzic "ma mieć  prawo" do wymierzenia klapsa :evil:

Wcześniejsza dyskusja rodziców na temat klapsa
Czy za klapsa trafimy pod sąd?   (http://forum.darzycia.pl/vp37420.htm#37420)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Kwiecień 13, 2006, 11:03:05 pm
uuuuuu ale się porobiło  :evil:
może lepszy byłby wakat w Ministerstwie  :wh
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Agatka 1 w Kwiecień 16, 2006, 11:00:49 pm
No też myślę, że może byc nieciekawie. Ostatnio rodzice dzieci z ADHD byli w ministerstwie zdrowia z pytaniem o refundacje leków, pan minister powiedział, ze takiej choroby nie ma, bo on sie o takiej nie uczył na studiach :puppydogeyes:
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Przemcio w Kwiecień 22, 2006, 01:07:41 pm
Skoro mały klaps jest dopuszczalny to należy ustalić wzorzec oraz stworzyć Instytut Klapsologii Stosowanej z oddziałami regionalnymi gdzie Rodzic mógłby otrzymać certyfikat np. ISO9001 oraz zezwolenie na jego użycie również poza granicami kraju.
Jak wiadomo klaps klapsowi nierówny i zależny jest od gabarytów oraz zwinności i przebiegłości Rodzica.
Jako tester-wskaźnik proponuję tylną część ciała rzecznika.

Nie wiem czy jakieś badania dowiodły z kolei, że TA część ciała jest u 99,9% populacji połączona najkrótszą drogą z centralnym układem nerwowym co powoduje nadzwyczaj szybką i skuteczną reakcję na bodziec z długotrwałymi efektami. Niestety przedawkowanie przynosi więcej strat niż pożytku
Ministerstwo Zdrowia oczywiście chętnie "wyszufluje" kilkaset milionów złotych na badania nad określeniem "dopuszczalnej dawki" dziennej, tygodniowej i miesięcznej tego "leczniczego" specyfku.

Tiiaaaa, XXI wiek i pedagogika legła w gruzach.

Pozdrawiam
Przemo
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Kwiecień 22, 2006, 03:37:04 pm
Przemcio - jesteś rewelacyjny  :ok:  :turn-l:
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Maj 07, 2006, 09:58:29 am
Szkoła nie musi być straszna
Grażyna Czetwertyńska* 06-05-2006

Słusznie martwimy się, że szkoła ma trudności z wychowywaniem, ale znajdowane środki zaradcze są jak herbatka z malin na poważną chorobę. A wystarczy dobra metoda i trochę entuzjazmu

Mateusz nie mógł się doczekać piątku. Udało mu się wypożyczyć starą maglownicę. To będzie najważniejszy eksponat na szkolnej wystawie „Stare jest piękne”. Zrobił metryczkę, będzie demonstrował, jak działała taka maglownica.

Monika nie spała prawie całą noc, następnego dnia na pokazie obrzędów weselnych Chełmszczyzny miała tańczyć polkę. Od tygodni przygotowywali imprezę. Szukali, pytali, liczyli, odtwarzali i dokumentowali - wiedzą wszystko o strojach weselnych, potrawach, dekoracji stołu
Te dzieci z podstawówki w Chełmie cieszyły się, idąc do szkoły.

Tymczasem obraz w mediach jest inny: szkoła jest czymś w rodzaju nieprzyjemnej choroby wieku dziecięco-młodzieżowego. Trzeba przetrzymać, czasem się wykazać, pokonać innych w rankingu o lepszą przyszłość. Wykształcenie to szczyt górski.

Ile osób ucieszyło się, kiedy ministerstwo zapowiedziało dłuższe wakacje? Krócej w szkole, czyli lepiej. Dla kogo? Można zrozumieć, że ucieszył się dzieciak, któremu wakacje kojarzą się z morzem i nadmuchanym delfinem, ale skąd taki entuzjazm dorosłych - rodziców, nauczycieli?


Po drodze

Nie miałam pojęcia, że od czegoś tak nudnego jak projekt z fizyki trudno będzie się oderwać. Już samo zbieranie wiadomości wprawiło nas w świetny nastrój. W jaki sposób dawniej ludzie przechowywali złowione ryby? Dlaczego folia przywiera do żywności? Wywiązywały się różne sytuacje, często nie mogłyśmy powstrzymać się od śmiechu. Wykonywałyśmy doświadczenia, sprawdzałyśmy, czy na pewno nie popełniamy błędu. Po drodze zdobyłyśmy dużo wiedzy z fizyki, a także z chemii i historii. (uczennica gimnazjum z Lublina o projekcie „Fizyka w kuchni domowej”)

Ci spośród nas, którzy zawodowo zajmują się edukacją, muszą wykazać się przed społeczeństwem. No właśnie, ale czym właściwie? Że (zadbamy o bezpieczeństwo dzieci, •  ochronimy je przed wzajemną agresją i złem świata zewnętrznego, •  nie zamęczymy nadmiarem pracy, •  sprawnie i - koniecznie! - tanio wyposażymy w odpowiednią porcję wiedzy, no i oczywiście •  dopilnujemy, żeby wakacje były odpowiednio długie.

Najważniejsza jest wiedza, ale jak głupio się ją ocenia! Czy będzie pasowała do egzaminów, do wymagań olimpiad i konkursów przedmiotowych? Czy da przepustkę na uczelnię? Nikt nie interesuje się, czy to kucie pomoże w wykonywaniu jakiejś sensownej pracy. Czy będzie jakkolwiek przydatne przez resztę życia?

Nauka sobie, życie sobie.
Uczenie się "po drodze", przy okazji obserwowania i badania świata, to pomysł na szkołę. Szkoda, że rzadko realizowany.

Kara, nagroda, odpowiedzialność

"Spotkał katar Katarzynę, A PSIK!". Kichaniu nie było końca, kiedy gimnazjaliści z Obornik Śląskich wystawiali "Brzechwę dzieciom" dla niepełnosprawnych przedszkolaków.

Karolina z trzeciej klasy:
Poczułam, że ja również mogę komuś dać chwilkę radości. A kiedy za rączkę wzięłam małego Piotrusia, a ten śmiało ze mną zatańczył, poczułam się dorosła. W domu ciągle powtarzają, że jestem niedojrzała... Akurat!!!

Wpadamy w panikę, ilekroć w szkole dzieje się źle. Uczniowie założyli nauczycielowi kosz na śmieci na głowę, ktoś pobił kolegę, uczennica pozowała dla "Playboya". Zwalniamy nauczyciela i za chwilę go zatrudniamy, wyrzucamy ze szkoły uczennicę i przyjmujemy ją do innej.
Nie do końca wiadomo, jakiej szkoły chcemy. Słusznie martwimy się, że szkoła ma trudności z wychowywaniem, ale znajdowane środki zaradcze są jak herbatka z malin na poważną chorobę.
Zwiększanie dyscypliny formalnej. Przeglądanie repertuaru kar i nagród zapisanych w pamięci naszych rodziców i dziadków. Surowsze ocenianie zachowania. Spoglądanie z nadzieją na szkoły ubierające uczniów w mundurki i zostawiające niegrzecznych uczniów w kozie. Szkoły katolickie jako wzór dla całej oświaty.

To nie pomoże. Coraz surowsze kary i rygory budzą agresję lub kształtują oportunistów.

Każdy doświadczony pedagog wie: im bardziej nauczyciel stara się uczniów zdyscyplinować, im bardziej stawia na wymagania, chce przyłapać na błędach i nieróbstwie, tym bardziej uczniowie marnują energię na ukrywanie niewiedzy, maskowanie lenistwa, ściąganie i oszukiwanie.

A może inaczej?

Może dać uczniom atrakcyjne zadania na miarę ich sił, aby mogli poczuć smak sukcesu? Zamiast opisywać im, jacy mają być, a jacy nie, zaangażować ich w projekt, w którym spróbują współpracy, a wartość pracy dla innych, także słabszych od siebie, zobaczą w oczach owego Piotrusia?
Może trenować wytrwałość i odpowiedzialność, odwołując się do tego, co w nich dobre?
To mnie obchodzi, chcę to wiedzieć
Obserwując drzewa, nie zdawałam sobie sprawy, że porosty mogą wskazywać na stopień zanieczyszczenia powietrza. Po pewnym czasie doszłyśmy do wprawy w korzystaniu ze „skali porostowej”. Nasze kochane Drezdenko jest zanieczyszczone! Dotąd uważałyśmy, że nie mamy tego problemu. To była praca! A wysiłek zbliżył nas do siebie. (gimnazjalistka Agata o uczniowskim projekcie ekologicznym)

W działającym od wieków modelu dzieci oddawane były w ręce specjalisty - nauczyciela. Musiał dać sobie radę ze wszystkim, brał całą odpowiedzialność za kształcenie. Uczniowie ubrani w jednolite stroje, posadzeni parami w ławkach, mieli się temu poddać. Na każdej lekcji dorzucano im coś do głowy - im więcej, tym lepiej. Uczeń, który nie dawał rady, szedł "do zawodu". Inni wspinali się po szczeblach edukacyjnej kariery.

Niejeden dorosły wzdycha - a nie mogłoby tak być dalej? Niestety, nie.

Taki system się nie sprawdza. Dzieci już nie te same, przynoszą do szkoły problemy, o jakich ich dziadkom i rodzicom się nie śniło, żyją w świecie internetu. Atakowane są informacjami, których nie umieją uporządkować.
Z łatwością powtórzą tekst reklamy wafelków, ale mają trudność z przeczytaniem choćby jednej szkolnej lektury. Snują się, markują uczenie się, a czasem nagle żądają wpływu na to, co się w szkole dzieje. Nie trafiają do nich argumenty, że ta męka jest dla ich dobra.

To może lepiej spytać uczniów o zdanie i tak kierować ich pracą, aby cel uznali za własny? Może pójść w kierunku szkoły, gdzie nauczyciele uczą przede wszystkim tego, jak się uczyć? Na dobrze dobranych treściach pokazują wartość wiedzy, rozbudzają zainteresowania. I przygotowują do uczenia się przez całe życie.
Tak, nauczyciel może podzielić się odpowiedzialnością z uczniem, ale musi pozwolić mu współuczestniczyć w planowaniu pracy i razem z nim ustalać kryteria oceny. Sam uczący się będzie określał, jak ma jeszcze daleko do celu. I jakiej pomocy potrzebuje.
Nauczyciel nie stara się przyłapać ucznia na błędach. Gramy do jednej bramki, drugą można z boiska usunąć.

Zmiana reguł gry
Pracując metodą projektów, poznaliśmy ich zainteresowania, poglądy, o których często nie mieliśmy pojęcia. Zdarzały się konflikty, ale udawało się znaleźć rozwiązania. Uświadomiliśmy sobie, jak ważny jest indywidualizm, osobowość ucznia. Sukces w szkole może być tylko wynikiem zintegrowanych działań nauczycieli, uczniów i rodziców.
Tak piszą nauczyciele z gimnazjum w Koluszkach. Z uczniami realizowali projekt "Nasza mała i wielka ojczyzna".

Moich studentów, przyszłych nauczycieli, zachęcam do dzielenia się odpowiedzialnością z uczniami. Słyszę, że jestem idealistką. Nawet studentom, którzy powinni mieć świeże spojrzenie, trudno uwierzyć, że to uczeń może częściej pytać nauczyciela, niż nauczyciel odpytywać ucznia. Że uczeń może przyznać się, że czegoś nie rozumie. Bez obawy, że zostanie zganiony, ośmieszony. Że może sam oceniać swoje postępy.

O takiej zmianie reguł mówi się jednak w świecie. Raport OECD "Teachers Matter": "Od nauczyciela oczekuje się więcej niż kiedyś. Zarządza procesem uczenia się i rozwoju uczniów, współtworzy szkołę jako uczącą się społeczność, inicjuje i kontroluje proces uczenia się, odpowiada na potrzeby i ocenia postępy dziecka, daje mu informację zwrotną, która pomaga dalej się uczyć. Potrafi łączyć dziedziny i dba o spójność wiedzy z różnych przedmiotów. Pracuje w zespole nauczycieli, którzy także doskonalą umiejętności. Współpracuje z rodzicami i lokalną społecznością".

Cała wiedza o świecie
Wpadłam na ten pomysł, bo chciałam pokazać uczniom, że matematyka to nie tylko nudne zadania, ale też piękno wokół nas. W projekcie „Harmonia świata” starali się zrozumieć istotę złotej proporcji, jej związek z ciągiem Fibonacciego, konstrukcje oparte na „złotej liczbie”. Poszukiwali jej w dziełach sztuki, w literaturze, przyrodzie, fizyce. Kolejne zespoły prześcigały się, aby ich prezentacja była jak najbardziej atrakcyjna dla słuchaczy: wypożyczali rekwizyty, przynosili reprodukcje dzieł sztuki, wykonywali pomiary. Rola nauczycieli ograniczyła się do wskazówek i weryfikacji materiału.

W takim kształceniu, którego przykładem jest projekt matematyczki z liceum w Gorzowie Wielkopolskim, traci znaczenie wkładanie do wszystkich uczniowskich głów jak największej liczby faktów, w dodatku identycznych. Ważniejszy staje się proces gromadzenia, porządkowania i wykorzystywania informacji. I tak zresztą od dawna nie daje się już przekazać wszystkich najważniejszych wiadomości. Zamiast tego można pokazać, że świat jest pasjonujący, i nauczyć, jak go odkrywać, jak w nim działać.

W szkole, czyli razem
Co pozostawili nam Grecy? Czy starożytność może dziś zachwycać? Jaki sens ma jej studiowanie? Na takie pytania odpowiadali licealiści z Tarnowa. Nauczyciele opisują:

To był wysiłek, ale chętnie go podejmowaliśmy. Efekty były więcej niż zadowalające. Uczniowie, którzy zwykle niechętnie występują na forum klasy, sprawdzają się, gdy mogą razem zaprezentować coś, czego się dowiedzieli, wiedząc, że to zainteresuje słuchaczy.
Uczniowie wolą komunikować się z kolegami niż z nauczycielem. Ich prace stają się staranniejsze, gdy mają być prezentowane kolegom. Gdy nie rozumieją tego, co mówi kolega, proszą o powtórzenie. Natomiast po wysłuchaniu wyjaśnień nauczyciela często tylko udają, że zrozumieli - boją się kompromitacji, uważają, że nie mają prawa zabierać czasu nauczyciela dla siebie.
Nauczanie koleżeńskie i grupowe to nie tylko sposób na zbyt liczne klasy. Badania dowodzą, że potrafi dać lepsze wyniki niż indywidualna praca z nauczycielem.

Jaka szkoła?
Potrzebujemy więcej takiej szkoły, jaka wyłania się z powyższych opisów dokonań naszych "Szkół z klasą". Właśnie teraz blisko 6 tys. nauczycieli walczących o tytuł "z klasą" przedstawia sobie nawzajem do oceny projekty edukacyjne.

Zaglądając na www.szkolazklasa.pl, skąd pochodzą wszystkie cytaty, dowiesz się też: •  jak uczniowie przygotowali czwartkowy obiad ze Stanisławem Augustem, •  jak zmierzyli pojemność Barbakanu, •  opracowali regionalną książkę kucharską, •  przygotowali kampanię zdrowego trybu życia.

Ilu z was, drodzy czytelnicy, nie wierzy, że szkoła nadaje się do polubienia, ba, do pokochania? Ilu z nas, pedagogów i metodyków, straciło tę wiarę?
Któż jednak nie chciałby posyłać uczniów do szkoły, w której pracują szczęśliwi nauczyciele, dumni ze swej pracy? Widziałam nawet szczęśliwych uczniów.

Najbardziej lubię, gdy uczniowie witają mnie rano z uśmiechem. Po prostu czuję, że oni nie mogą się doczekać, kiedy zaczną razem pracować. A ja będę im towarzyszyć - napisała jedna z kandydatek do tytułu „Nauczyciel z klasą”.
*Grażyna Czetwertyńska - Centrum Edukacji Obywatelskiej, Laboratorium Edukacyjne MISH Uniwersytetu Warszawskiego

„Nauczyciel z klasą”, aby uzyskać ten tytuł, musi udowodnić, że umie pracować metodą projektów, czyli dużych tematów, nad którymi pracuje zwykle grupa uczniów, zakończonych referatem, wystawą czy przedstawieniem.
Oto kilka przykładów takich właśnie zakończonych projektów:

Czy Kopernik jadł pierniki?
Wokół bochenka, czyli historia chleba dla każdego.
To dorośli też byli kiedyś dziećmi?
Budżet w domu.
Mój szkolny kolega z Afryki - piękno Afryki w oczach dzieci.
Tworzymy Wielka Księgę Tolerancji.
Piramidy to ostrosłupy!
Nadzwyczajne własności zwyczajnej wody.
Podróż do Państwa Środka śladami Marco Polo.
Przewodnik po "Panu Tadeuszu".
Dookoła koła.
Nasze rodziny i przemiany w Polsce - lata 1945-2006.
Wypasiony Słownik Naszej Polszczyzny (czyli język nastolatków.)
Ugryź to, czyli zgryzoty lokalne twojego miasta.
Więcej światła - optyka i życie.
Sałatka nastolatka - książka kucharska dla nastolatków.
Land art - protest przeciwko wypalaniu traw.
Szekspiriada.
Kodeks etyczny złotych jubilatów w naszym mieście - o tradycjach kultywowanych przez seniorów.
Bocian biały - żabojad z wdziękiem.
Rośniemy i dbamy o siebie.

I jeszcze wpis uczennicy z forum internetowego "Szkoły z klasą":

No więc ów program jest naprawdę całkiem, całkiem. Dzięki niemu w szkole czuć coś świeżego. Co prawda momentami aż mi "śmierdziało" tą świeżością, ponieważ moja klasa musiała robić projekty z paru przedmiotów naraz, ale jakoś daliśmy radę. Wcześniej nie myślałam, że część nauczycieli ma takie fajne pomysły.
Ocena: Akceptuję, gratuluję.
PS: Pozdrawiam wszystkich nauczycieli. Buziaczki!

Akcję "Szkoła z klasą" od 2002 r. prowadzą: "Gazeta Wyborcza", Centrum Edukacji Obywatelskiej i Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności

Grażyna Czetwertyńska*
Gazeta.pl (http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3324224.html?as=1&ias=5)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Maj 09, 2006, 09:55:54 am
Wyżej artykuł na temat rzecznika
Cytuj
13 Kwiecień 2006, 20:20      
 Rzecznik bicia dzieci  

A dziś kolejny fantasta,ktory "będzie zabiegał o powrót kar cielesnych do szkół. ":evil:
Cytuj
że zaprzestanie stosowania kar cielesnych doprowadziło do eskalacji przemocy wśród młodych ludzi. - Będę zabiegał o stworzenie przepisów umożliwiających powrót kar cielesnych do szkół


Nauczyciele nie chcą stosować kar cielesnych  (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3331846.html)
Ewa Furtak 08-05-2006

Henryk Urban, działacz PiS-u, będzie zabiegał o powrót kar cielesnych do szkół. Nauczyciele, z którymi rozmawialiśmy, nie wyobrażają sobie jednak bicia uczniów.

O pomyśle napisaliśmy we wczorajszej "Gazecie". Henryk Urban, kilka lat temu członek bielskiego zarządu miasta odpowiedzialny za edukację, a dzisiaj działacz PiS-u i członek Rady Politycznej tej partii, twierdzi, że zaprzestanie stosowania kar cielesnych doprowadziło do eskalacji przemocy wśród młodych ludzi. - Będę zabiegał o stworzenie przepisów umożliwiających powrót kar cielesnych do szkół. Będę namawiał do tego polityków, dziennikarzy, nauczycieli i rodziców - zapowiada.

Dodaje, że jeśli taką karę będą wymierzali wychowawcy pasjonaci, kochający dzieci i młodzież, nie będzie ona zemstą na uczniu, a jedynie wyrazem troski o jego odpowiednie wychowanie.

Nauczyciele są przerażeni pomysłem Urbana. Bożena Kotkowska, bielska radna i nauczycielka, od siedemnastu lat pracuje w pogotowiu opiekuńczym. - Nigdy nie zdarzyło mi się użyć kary cielesnej wobec ucznia, w ogóle nie wyobrażam sobie, że mogłabym to zrobić - tłumaczy. Dodaje, że często to właśnie dzieci bite w rodzinnych domach używają przemocy wobec młodszych i słabszych. - Jeśli dorośli, którzy mają być dla nich wzorem, stosują wobec nich przemoc fizyczną, to dzieci dochodzą do wniosku, że to najskuteczniejszy sposób na rozwiązywanie problemów - tłumaczy.

- Bicie jest przejawem zupełnej bezsilności ze strony nauczyciela. Jeśli ktoś musi posunąć się do takich metod, w ogóle nie nadaje się na wychowawcę młodzieży. Nie wyobrażam sobie, że z wyrachowaniem biorę do ręki np. pas i wymierzam razy uczniowi. Gdzie go mam uderzyć? W dłoń? Pośladki? - dodaje nauczyciel o ponaddwudziestoletnim stażu, uczący w jednym z bielskich gimnazjów.

Także ksiądz Józef Walusiak, który w bielskiej dzielnicy Komorowice prowadzi Katolicki Ośrodek Wychowania i Resocjalizacji Młodzieży "Nadzieja", mówi, że wprowadzenie kar cielesnych nie poprawi stanu naszej oświaty:

- Dziecko ma zrozumieć, dlaczego zrobiło źle, ponieść konsekwencje swojego postępowania. Dlatego czasami trzeba dziecku odmówić jakiejś przyjemności. Sam tak robię. Jeśli któryś z moich wychowanków nie wypełni jakiegoś zadania, zabraniam mu np. oglądania telewizji w sobotę. Jednak w ogóle obawiam się używać słowa kara, bo dzieciom to kojarzy się z czymś okropnym. Nie wyobrażam sobie powrotu kar cielesnych, chłosty, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Obawiam się poza tym, że mogłoby to otworzyć furtkę do różnych nadużyć - dodaje.

Cytuj
Dodaje, że jeśli taką karę będą wymierzali wychowawcy pasjonaci, kochający dzieci i młodzież, nie będzie ona zemstą na uczniu, a jedynie wyrazem troski o jego odpowiednie wychowanie.

Bez komentarza  :evil:
Tytuł: 26 maja - dzień wolny na wizytę papieską
Wiadomość wysłana przez: sonia w Maj 16, 2006, 08:14:04 am
Dzień wolny na papieża (http://fakty.interia.pl/news?inf=748925)

W związku z pielgrzymką papieża Benedykta XVI do Polski, piątek 26 maja będzie dniem wolnym od nauki - dowiedział się "Super Express". Taką decyzję podejmie dzisiaj Rada Ministrów.

Rządowy plan potwierdził w rozmowie z dziennikiem premier Kazimierz Marcinkiewicz: "Będzie w tej sprawie rozporządzenie ministra edukacji narodowej" - ujawnia szef rządu.

Wolne obowiązywać będzie wszystkich uczniów w szkołach w całej Polsce, tak by wszyscy chętni mogli wziąć udział lub oglądać transmisję z mszy św. na Placu Piłsudskiego w Warszawie. Benedykt XVI odprawi ją przy ołtarzu wzorowanym na tym, przy którym podczas swej pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 r. modlił się w stolicy Jan Paweł II.

Tymczasem już jutro Benedykt XVI przyjmie polskiego premiera na prywatnej audiencji. "To niesamowite, że uda się nam spotkać w rocznicę urodzin Jana Pawia II" - cieszy się Kazimierz Marcinkiewicz.

Prócz audiencji, szef rządu złoży kwiaty na grobie papieża-Polaka i spotka się z kardynałem Angelo Sodano.

"Super Express" przypomina, że 18 maja mija 86 lat od dnia urodzin Karola Wojtyły.

(PAP)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Maj 18, 2006, 05:11:16 pm
Zwycięska walka rodziców i dzieci o szkołę

 Izabela Jopkiewicz

Gdyby nie rodzice uczniów, Zespół Szkół Specjalnych nr 1 w Gdańsku już by nie istniał. Teraz ruszają nabory do klas pierwszych w jedynej szkole dla niepełnosprawnych dzieci we Wrzeszczu

W Zespole Szkół Specjalnych nr 1 we Wrzeszczu uczą się dzieci niepełnosprawne intelektualnie w stopniu lekkim i umiarkowanym, cierpiące na padaczkę, poruszające się na wózkach. W lutym 2005 roku Rada Miasta podjęła uchwałę o likwidacji szkoły.

Rada rodziców nie przyjęła tej decyzji do wiadomości. Szukała poparcia wśród radnych, by namówić ich do anulowania uchwały likwidacyjnej.

Rodzice odwiedzili rajców m.in. 14 lutego. Wręczyli im walentynki, prosząc o serce dla swoich dzieci podczas kolejnych sesji. W akcji wsparli ich przedstawiciele stowarzyszenia Komitet Inicjatyw Lokalnych z Wrzeszcza. W tym samym czasie rodzice złożyli doniesienie do prokuratury na urzędników wydziału edukacji Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

- Sfałszowali dane dotyczące naszej szkoły. Na ich podstawie radni zdecydowali o jej zamknięciu - oskarżali rodzice pracowników magistratu.

Prokuratura Gdańsk Wrzeszcz umorzyła postępowanie, nie stwierdzając nieprawidłowości w dokumentach, którymi posługiwali się radni.

Rodzice dalej walczyli. W kwietniu rada miasta cofnęła niekorzystną uchwałę. ZSS przetrwał, ale w zmienionym kształcie. Nie ma już w nim podstawówki. Zostało gimnazjum i zasadnicza szkoła zawodowa. Wydział edukacji właśnie zatwierdził propozycje nowych pierwszych klas i ruszył nabór.

- To dla nas duża radość, mój Marcin kończy w tym roku gimnazjum i przejdzie do szkoły zawodowej - mówi Janina Wiśniewska z rady rodziców. - Muszę jednak szukać innej szkoły dla młodszego synka, który też jest niepełnosprawny.

W szkole zawodowej ruszą klasy dwuzawodowe. Uczeń może dobrać sobie dowolne dwa zawody z oferty (kucharz małej gastronomii, pomocnik obsługi hotelowej, ślusarz, elektromechanik, malarz tapeciarz i tapicer).

- Zapraszamy też do gimnazjum zwłaszcza te dzieci, które z różnych powodów nie radzą sobie w klasach integracyjnych - dodaje Irena Dymarska, dyrektor ZSS 1. - W naszej szkole pracujemy indywidualnie, nie tylko z dzieckiem, ale i z jego rodzicami. Wystarczy przyjść na rozmowę, by się o tym przekonać.

ZSS 1 mieści się przy ul. Batorego 26, tel. 058/ 341 23 63

izabela.jopkiewicz@gdansk.agora.pl

Gazeta Wyborcza 18.05.2006
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Maj 19, 2006, 07:25:16 pm
26 maja bez lekcji (http://fakty.interia.pl/news?inf=750635)

19.05.2006

Wicepremier, minister edukacji Roman Giertych podpisał rozporządzenie, zgodnie z którym 26 maja w związku z pielgrzymką papieża Benedykta XVI do Polski, nie będzie w szkołach lekcji; zajęć jakie w tym dniu przypadają uczniowie nie będą musieli odrabiać w innym terminie.

O podpisaniu dokumentu poinformowała dzisiaj rzeczniczka prasowa Ministerstwa Edukacji Narodowej Kaja Małecka.

Zgodnie z rozporządzeniem, dla uczniów, którym rodzice (prawni opiekunowie) nie będą mogli 26 maja zapewnić opieki szkoła ma obowiązek zorganizować zajęcia wychowawczo-opiekuńcze.

Rozporządzenie zostało wydane - jak czytamy w uzasadnieniu do niego - aby umożliwić uczniom i nauczycielom udział we mszy świętej, którą ma w tym dniu odprawić na Placu Piłsudskiego w Warszawie papież Benedykt XVI.

Zaplanowany na 26 maja egzamin maturalny z historii muzyki (ma do niego przystąpić 882 abiturientów w całym kraju) nie został przesunięty na inny termin.

Benedykt XVI będzie przebywał w Polsce z pielgrzymką od 25 do 28 maja (czwartek-niedziela). Odwiedzi Warszawę, Sanktuarium na Jasnej Górze, Kraków, Oświęcim, Wadowice i Kalwarię Zebrzydowską.

(PAP)

 Rozporządzenie Minister Edukacji Narodowej (http://www.abc.com.pl/serwis/du/2006/0595.htm)

z dnia 19 maja 2006 r.
Cytuj
zmieniające rozporządzenie w sprawie organizacji roku szkolnego
(Dz. U. z dnia 23 maja 2006 r.)

Na podstawie art. 22 ust. 2 pkt 7 ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty (Dz. U. z 2004 r. Nr 256, poz. 2572, z późn. zm.2)) zarządza się, co następuje:

§ 1. W rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 18 kwietnia 2002 r. w sprawie organizacji roku szkolnego (Dz. U. Nr 46, poz. 432, z późn. zm.3)) po § 7 dodaje się § 7a w brzmieniu:
"§ 7a.      Dzień 26 maja 2006 r. jest dniem wolnym od zajęć dydaktyczno-wychowawczych w szkołach. Dla uczniów, którym rodzice (prawni opiekunowie) nie mogą zapewnić opieki w tym dniu, szkoła ma obowiązek zorganizowania zajęć wychowawczo-opiekuńczych.".
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Maj 19, 2006, 11:58:21 pm
To mają uczniowie dzień wolny dla uczniów z okazji przyjazdu Benedykta XVI  :D

Zastanawiam się,czy i te ustalenia będą mieć finał?
Lekarze i pielęgniarki powrócą do szkół (http://ww6.tvp.pl/1742,20060515342290.strona)

Bezpłatne gabinety lekarskie mają wrócić do szkół – ustalono na poniedziałkowym spotkaniu premiera z ministrami zdrowia i edukacji.

Szczegółów na razie nie dopracowano. Wiadomo jedynie, że pieniądze na opiekę medyczną w szkołach mają pochodzić z budżetu państwa.

Kilka lat temu rząd przestał finansować lekarzy i higienistki. W części szkół gabinety lekarskie finansowały gminy, w innych zlikwidowano opiekę medyczną.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Maj 24, 2006, 11:20:55 pm
Pomysł Giertycha na oświatę

   Magdalena Kula 24-05-2006, ostatnia aktualizacja 24-05-2006 13:21

"Gazeta" dotarła do ministerialnego dokumentu dla kierownictwa MEN. Dotyczy prac nad nowelizacją ustawy o systemie oświaty

Z dokumentu wynika, że MEN chce błyskawicznie wprowadzić do ustawy trzy zmiany: •  monitoring w każdej szkole, •  blokady w szkolnych komputerach na strony internetowe, które mogą być „zagrożeniem dla prawidłowego rozwoju psychicznego uczniów” •  i obowiązek, by rada pedagogiczna ustalała na kilka lat zestaw podręczników (dzięki temu młodsze klasy będą przejmować książki od starszych kolegów).

Ministerstwo chce, by za filtry do szkolnych komputerów zapłacił budżet. Ile? Jeszcze nie wiadomo. Wiadomo za to, że to oprogramowanie rodzice mogliby bezpłatnie instalować także w domowych komputerach. Budżet ma też zapłacić za montowanie przy wejściach do szkół kamer i tworzenie centrów monitoringu. Jak zapewnia Giertych - to pomoże szkołom walczyć z dilerami narkotyków.

Ale na te wydatki minister edukacji chce szukać pieniędzy także w Funduszu im. Komisji Edukacji Narodowej. To fundusz państwowy na wyrównywanie edukacyjnych szans uczniów z najbiedniejszych środowisk. Powstał w ubiegłym roku. Poza wpływami z budżetu trafiają tam także pieniądze z darowizn i spadków. Kontem dysponuje minister edukacji.


Projekt powołania funduszu budził wiele kontrowersji. Organizacje pozarządowe protestowały, że zasilany z budżetu zaprzecza idei oddawania 1 proc. podatku organizacjom pożytku publicznego. I że wypłacane przez urzędy stypendia mało komu pomogą - bo żeby dostać pieniądze, uczeń najpierw musi sam kupić np. książki. Mimo prezydenckiego weta ustawa przeszła przez Sejm - głównie głosami SLD i SdPl.

W MEN jest już gotowy projekt ustawy, która fundusz zlikwiduje. Lada dzień miał o niej dyskutować rząd, ale jak dowiedziała się "Gazeta", minister edukacji wycofał ją. W dokumencie, do którego dotarliśmy, czytamy: "Roman Giertych polecił dokonanie takich zmian w projekcie, by możliwe było pozyskanie na realizację systemu monitorowania środków finansowych z funduszu".


- To karygodne, by z puli dla najbiedniejszych dzieci zabierać pieniądze na monitoring w szkołach czy filtry. Tym bardziej że te rozwiązania i tak się nie sprawdzą. Założenia kamer w 30 tys. placówek nie udźwignie ani budżet, ani samorządy - mówi Krystyna Łybacka z SLD, b. minister edukacji.

Jarosław Zieliński z PiS, do niedawna wiceminister edukacji: - Jestem za poprawą bezpieczeństwa i wspieraniem wychowania w szkołach, ale nie kosztem stypendiów dla uczniów! Tu przecież pieniędzy ciągle jest dramatycznie mało w porównaniu z potrzebami.


Według naszych informacji projekt zmian w ustawie oświatowej będzie gotowy już w czerwcu.

Gazeta Wyborcza 24.06.2006r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Adam Wrzesiński w Maj 25, 2006, 09:26:07 am
On jest nienormalny . Nie wierzę w cudowne rozmnożenie budżetu
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Maj 29, 2006, 02:14:57 pm
5-latki nie pójdą do szkoły (http://fakty.interia.pl/kraj/news?inf=753626)

Nie będzie rocznego, obowiązkowego przygotowania przedszkolnego dla pięciolatków, tzw. zerówek - poinformował dzisiaj wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski, po spotkaniu z kierownictwem Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP).

- Konieczne jest wyrównywanie szans edukacyjnych, zwłaszcza na terenach wiejskich, ale
dzieci nie powinny być odganiane od dzieciństwa w wieku pięciu lat. Myślę, że "zerówka" w
wieku sześciu lat - to dobry pomysł - powiedział Orzechowski.

- Jestem przekonany, że specjaliści od wychowania znajdą rozwiązanie, jak wyrównywać szanse bez skracania dzieciństwa - dodał.

Obecnie roczne przygotowanie przedszkolne (w szkołach lub przedszkolach) jest obowiązkowe dla sześciolatków. Naukę w szkołach podstawowych dzieci rozpoczynają w wieku siedmiu lat.

Obniżenie wieku obowiązku szkolnego do sześciu lat i "zerówki" dla pięciolatków zapowiadali jesienią premier Kazimierz Marcinkiewicz i ówczesny minister edukacji Michał Seweryński. Za "zerówkami" dla pięciolatków, jako formą wyrównywania szans edukacyjnych, opowiada się m.in. ZNP.

Jak poinformował w poniedziałek prezes Związku Sławomir Broniarz, podczas spotkania
kierownictwa Związku z wiceministrem, Orzechowski przedstawił związkowcom ogólne
informacje, nie odpowiedział konkretnie na ich pytania.
Orzechowski powiedział po spotkaniu, że prace nad postulatami związkowców "są w różnej fazie przygotowywania przez MEN".

Dodał, że w najbliższym czasie zostanie ogłoszone stanowisko resortu w sprawie zaszeregowania płacowego nauczycieli, którzy ukończyli seminaria nauczycielskie. Ta grupa pedagogów (związki szacują, że jest to dwadzieścia kilka tys. osób) od 1 września b.r. może stracić część wynagrodzenia, bowiem po tym czasie ich kwalifikacje będą oceniane niżej niż obecnie.

Prezes ZNP podtrzymał zapowiedź, że 9 czerwca przed Sejmem odbędzie się pikieta Związku przeciwko polityce edukacyjnej państwa.

(PAP)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Maj 29, 2006, 04:05:06 pm
I bardzo dobrze,że nie będzie .
Cytuj
- Jestem przekonany, że specjaliści od wychowania znajdą rozwiązanie, jak wyrównywać szanse bez skracania dzieciństwa - dodał.

Tylko ciekawe, co w zamian będzie wymyślone  ?  :roll:
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Adam Wrzesiński w Maj 30, 2006, 12:01:43 pm
Z pomysłów MEN najlepszy(dla mnie)jest wydłużenie wakacji
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Renek w Maj 30, 2006, 02:47:47 pm
No tak ale czy dzieci poradzą sobie w I kl. Ja jestem przerażona gdy bliźniaczki mojej koleżanki przychodza do domu ze szkoły i nadrabiaja szkolne pozostałości (to co nie zdążyły na lekcji) do godziny 20.00. Materialu jest bardzo dużo i trudno sobie z nim poradzić. Ja nie pracuję a boję się września gdy obie moje dziewcznyki rozpoczną naukę pomimo chodzenia do zerówki. Nie wiem jak radzą sobie rodzice pracujący, kiedy znajdują czas by posiedzieć z dzieckiem. Mnie najbardziej absorbuje Moniczka a teraz większość czasu chyba będę musiała poświęcić Martusi (zdrowej) by nie miała zaległości....
W I klasie jest za dużo materiału.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Maj 31, 2006, 09:08:22 pm
Szkoła będzie księgarnią

Dopiero od 2007 r. uczniowie dostaną tańsze podręczniki. Wcześniej ministerstwo musi zmienić przepisy ustawy oświatowej.

  Minister Roman Giertych obiecuje: za rok podręczniki będą tańsze

- Zmiany będą głębokie, ministerstwo i szkoła wezmą na siebie obowiązek zaopatrzenia dzieci w podręczniki, tak żeby rodzice nie musieli ich szukać po księgarniach - zapowiedział wczoraj Roman Giertych, minister edukacji. Przyznał, że przekazanie uczniom przez szkoły bezpłatnych podręczników (tak jak robi się to np. w Finlandii) jest nierealne. Dodał, że kupowanie książek na wolnym rynku jest czymś niewłaściwym. - Nie poddamy się działaniom lobbingowym ze strony tych, którzy na podręcznikach zarabiają krocie - grzmiał Giertych.

W najbliższym roku szkolnym uczniowie będą kupować podręczniki tak jak do tej pory, mimo że ministerstwo zapowiadało 25-procentową obniżkę cen książek (poprzednio wiceminister Jarosław Zieliński dogadał się w tej sprawie z wydawcami). - Ministerstwo nie zrobiło nic, by wprowadzić porozumienie w życie, a szkoły nie zgłosiły nam, które zestawy podręczników wybierają - uważa Piotr Marciszuk, przewodniczący sekcji wydawców edukacyjnych Polskiej Izby Książki.

ap

Rzeczpospolita 31.05.2006r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Czerwiec 01, 2006, 08:29:48 am
(http://img.interia.pl/wiadomosci/nimg/wrzesniu_ksiazki_kupi_1055243.jpg)

Państwo kupi uczniom książki (http://fakty.interia.pl/news?inf=754799)

01.06.2006

System Ministerstwa Edukacji w skrócie będzie wyglądał tak: resort w drodze przetargu wybierze wydawcę, od którego kupi książki, a potem przekaże je szkołom.

Za książki zapłaci z budżetu państwa - pisze "Dziennik".

Oferty wydawców maja być rozpatrywane pod kątem ceny podręcznika i jego zawartości
merytorycznej. Wydawca będzie musiał również dostarczyć książki do szkoły, która potem
będzie wypożyczać je uczniom. Rodzice zostaną zwolnieni z obowiązku kupowania
podręczników, będą za to musieli wnosić opłaty na rzecz działania szkoły, np. środki czystości czy pomoce edukacyjne. Najbiedniejsi i rodziny wielodzietne mają być z tego obowiązku zwolnione - informuje gazeta.

Program "Tani podręcznik" nie będzie obowiązkowy - wezmą w nim udział tylko te szkoły, które będą chciały. - Szkoły, w których rodzice stwierdzą, że chcą, aby ich dzieci uczyły się z innych podręczników, będą działały według systemu, który obowiązuje teraz - powiedział "Dziennikowi" wysoki rangą urzędnik z MEN. Dodał, że taki system od lat sprawdza się w Niemczech i Czechach.

(PAP)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: matkakarolina w Czerwiec 01, 2006, 07:26:04 pm
Jestem odmiennego zdania niż Gaga bo:

mój syn mógłby bezpłatnie korzystać z przedszkola(dodatkowe 200 zł na rehabilitację)

w przedszkolu by z nim i innymi dziećmi PRACOWANO, a nie pilnowano

grupa liczyłaby do 25, a nie 30 osób

wykryto by wiele niepełnosprawności u dzieci, które teraz są skrzętnie ukrywane w domowym zaciszu, albo niedostrzegane przez rodziców i innych domowych patologii

miałabym zapewnione bezpłatne dojazdy do przedszkola.
A tak po raz kolejny, dostaną ponoć najubożsi, niekoniecznie wydolni wychowawczo.Dlaczego nasze państwo "robi ciągle  dobrze" ludziom nieudolnym życiowo, którzy mają do niego tylko pozycję roszczeniową.Pracuję, nie mogę poświęcić tyle czasu dziecku co powinnam,  terapię mam w godzinach pracy,a jeszcze teraz  z moich podatków rzad zasponsoruje przedszkole i dowozy dzieciom ze wsi.Fajnie.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Czerwiec 01, 2006, 07:39:10 pm
Ja żeby nie być w Takiej sytuacji jak Ty nastawiłam się na pobyt z dzieckiem, rezygnując z pracy.
Życie z zasiłków to też nie "miód", ale dla dobra dziecka jest na pewno cudownie.
Zwłaszcza dla dziecka wymagającego systematycznej rehabilitacji.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Czerwiec 01, 2006, 08:12:27 pm
matkakarolina

Dyskusja na temat obowiązkowej zerówki od lat 5 była w wątku
Jaka szkoła (http://forum.darzycia.pl/vp61279.htm#61279)
Od daty
Cytuj
Sonia
Wysłany: 23 Listopad 2005, 18:27  
Co czeka nas w przyszłości jeśli plany wejdą w życie?  

świat staje na głowie" - szkoda, że tą głową nie "pracuje"  
Dojrzałość szkolna nie ma przecież nic wspólnego z wiekiem dzieci - każdy na swój tryb rozwoju.
Dzieci niepełnosprawne będąc opóźnione w rozwoju (w tym i w dojrzałości szkolnej) - będą mimowolnie bardziej upośledzane i spychane na margines.
Teraz integracja jest pod zdechłym azorkiem- a co potem?  

aż do
kamejlanda
Cytuj
Wysłany: 6 Grudzień 2005, 20:41      

Obowiązkowe przedszkole, tak i to jak najbardziej. Naprawdę wiele dzieci by na tym skorzystało. Ale prosto do szkoły? To pomyłka w obecnym kształcie eduakcji w naszym kraju.

Zapraszam do zapoznania się z nią.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: matkakarolina w Czerwiec 01, 2006, 10:55:27 pm
Nie był to absolutnie przytyk do  Twojej  sytuacji Soniu, ja mając dziecko z ZD też bym pewnie nie pracowała.Chodzi mi o prosty fakt pomocy również tym osobom, które płacą podatki i pracują choćby w odpisie na przedszkle integracyjne.Absolutnie nie myślę o osobach z chorymi  dziećmi na wychowaniu, tylko o takich, którym się nie chce pracować.Obrazek z takiej wioski(z której dzieci bedą miały sponsorowane przedszkole)-matka rodziny cały dzień u koleżaneczek, kawka papieroski(bo na to jest zawsze).Marchewka i jajka ze sklepu na krechę -bo po co samemu hodować.Obiad mrożonka lub zupa z proszku.Dzieci zajmują się same sobą.I ja mam do takich dokładać?W imię czego.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Czerwiec 03, 2006, 10:42:37 pm
Internetowy Uśmiech” – nowy program Fundacji Grupy TP

Internetowy Uśmiech” to nowy, autorski program Fundacji Grupy TP. W ramach tego programu Fundacja tworzy dla dzieci przebywających w szpitalach mini – pracownie internetowe, przekazując szkołom przyszpitalnym darmowy sprzęt komputerowy oraz zapewnia preferencyjne warunki korzystania z Internetu. W roku 2006 Fundacja Grupy TP planuje uruchomienie co najmniej 40 pracowni internetowych w szpitalach, w których prowadzone są zajęcia edukacyjne

wiecej:

http://www.internetowyusmiech.pl/go.live.php/PL-H4/projekt.html
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Adam Wrzesiński w Czerwiec 05, 2006, 08:02:08 am
Z tego co słyszę nacjonalista w MEN robi swoje
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Czerwiec 05, 2006, 11:03:26 pm
Znowu tłok w zawodówkach  (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3347494.html)
Cytuj
Bożena Sobiech, Wrocław 04-06-2006, ostatnia aktualizacja 04-06-2006 20:28

Otwarcie unijnych rynków pracy spowodowało we Wrocławiu oblężenie szkół zawodowych. Do niektórych zgłosiło się nawet trzykrotnie więcej chętnych niż w ubiegłym roku.

Wyboru szkół w internecie dokonało już 8 tys. wrocławskich gimnazjalistów. Od lat największą popularnością cieszą się wśród nich ogólniaki. Jednak wzrost zainteresowania szkołami zawodowymi jest wyraźny. Kariera polskiego hydraulika we Francji czy posadzkarza w Wielkiej Brytanii dała do myślenia gimnazjalistom i ich rodzicom.

Horst Urbańczyk, dyrektor wrocławskiego Zespołu Szkół Budowlanych: - Naszą szkołą zainteresowało się teraz blisko 300 osób, a w zeszłym roku - 123. To bardzo dużo. Chcą zdobyć kwalifikacje w zawodach, w których można uzyskać legalną pracę na Zachodzie.

W pierwszych klasach wrocławskiej budowlanki wszystkie miejsca dawno już są zajęte. Oprócz murarzy gimnazjaliści chcą też być posadzkarzami i stolarzami.

Boom na naukę konkretnych zawodów widać w klasach ekonomicznych i socjalnych wrocławskiego liceum profilowanego przy ul. Słubickiej (licea profilowane to dawne licea zawodowe). Szkoła w zeszłym roku miała 543 chętnych, w tym - 1400! Z kolei do klas informatycznych i elektronicznych liceum profilowanego przy Elektronicznych Zakładach Naukowych w ubiegłym roku było 117 chętnych, w tym - 335. Piotr Baluk, wrocławski gimnazjalista, zapisał się do klasy elektrotechnicznej w Zespole Szkół Teleinformatycznych i Elektrotechnicznych. - Nie chcę iść do liceum ogólnokształcącego, wolę od razu uczyć się zawodu. O pracę dla technika elektronika we Wrocławiu nie będzie trudno. Wiele firm potrzebuje serwisantów kserokopiarek, drukarek czy niszczarek. Moi koledzy też wybierają zawodówki czy licea profilowane, myślą o wyjeździe za granicę.

Wielu gimnazjalistów mówi, że stawiają na zawody, na które będzie zapotrzebowanie w krajach UE. Więcej zgłoszeń niż przygotowanych miejsc wpłynęło do szkół kształcących cukierników i fryzjerów.

Dużym powodzeniem cieszy się samochodówka i wszelkie zawody gastronomiczne. - Uczniowie jeszcze w trakcie szkoły bez trudu znajdują tymczasową pracę za granicą. W czasie wakacji mają jednocześnie praktykę i zarabiają - mówi Krystyna Szumilak, dyrektorka zasadniczej szkoły gastronomicznej we Wrocławiu. - W tym roku mamy zatrzęsienie ogłoszeń. Restauratorzy poszukują kucharzy. Już od ubiegłego roku telefonują w poszukiwaniu absolwentów.

Nie tylko perspektywa pracy na Zachodzie zachęca gimnazjalistów do wyboru zawodówek. Liczą również na pracę na miejscu. W okolicach Wrocławia w ciągu kilku lat koncern LG wybuduje fabryki, w których miejsca pracy ma znaleźć 12 tysięcy ludzi. Dyrektorka wrocławskiego wydziału edukacji Lilla Jaroń twierdzi, że zawody, na które będzie wielkie zapotrzebowanie, to operatorzy obrabiarek, mechanicy samochodowi, mechatronicy (mechanicy ze znajomością układów elektronicznych), monterzy urządzeń telekomunikacyjnych i elektronicy.

Bez trudu pracę znajdą informatycy. Już dziś firmy mają kłopoty z ich zatrudnieniem. - Spotykamy się w tej sprawie z przedstawicielami Siemensa. Firma ma zamiar objąć patronatem kierunki informatyczne. Jest nadzieja na praktyki, a w przyszłości nawet na pracę - mówi Lilla Jaroń.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Adam Wrzesiński w Czerwiec 06, 2006, 11:46:46 am
Tak prawdę mówiąc,wcale się nie dziwię ,w Europie ubiegają się o ludzi ,którzy wykonują pracę fizyczną,związanych z gastronomią i białego personelu
Tytuł: Perfidnie oszukali tych, co uczciwie ściągali
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Czerwiec 13, 2006, 09:37:12 am
Czy można ..... uczciwie ściągać ?  :puppydogeyes:
Norma,przywilej,czy bestroska uczniów ?
Lepiej ściągać niż się uczyć?
Co o tym sądzicie ?

 Perfidnie oszukali tych, co uczciwie ściągali (http://portalwiedzy.onet.pl/4870,12800,1341092,1,czasopisma.html)
2006-06-09  Monika Sarwińska-Niewielska

Klasówki, dyktanda, sprawdziany, testy, odpowiedzi ustne, potem pierwszy ważny egzamin, wreszcie matura, egzaminy na studia i kolejne sesje – takie, w dużym skrócie, przygody związane z koniecznym przecież egzekwowaniem nabytej (lub nienabytej) wiedzy czekają ucznia przez cały okres edukacji. Można dyskutować, czy są to dobre sposoby, niemniej, takie na razie są i pewnie długo jeszcze nic się w tej materii nie zmieni.

Podobnie jak pewnie długo jeszcze nie zmieni się niechlubna i niestety, chyba typowo polska tendencja do ściągania, czyli różnego rodzaju sposobów korzystania z cudzej wiedzy, pracy, wysiłku w celu osiągnięcia pewnych korzyści (np. uzyskania lepszego stopnia niż wynika to z aktualnie reprezentowanego poziomu wiedzy) lub uniknięcia kary (np. jedynki za brak pracy). Samo słowo “ściąganie” nie ma w Polsce szczególnie pejoratywnego wydźwięku. Nie jest traktowane jak kłamstwo albo kradzież czy zawłaszczenie cudzej własności, w tym przypadku intelektualnej. Inaczej niż np. w języku angielskim, gdzie tego typu działalność określa się po prostu mianem: oszukiwanie.

Różne badania przeprowadzane co pewien czas na polskich uczniach wskazują, że stosunek do ściągania jest dla większości jeśli nie pozytywny, to co najmniej neutralny. Większość przyznaje się, że ściąga i nie widzi w tym niczego złego. Wręcz przeciwnie, ściąganie często uznawane jest za oznakę zaradności, sprytu życiowego, a nawet odwagi. Uczniowie czy studenci chwalą się np., że przed klasówką, sprawdzianem czy egzaminem “nic się nie uczyli”, a potem wszystko ściągnęli i teraz mają dobrą ocenę. W ich odczuciu ma to zapewnić podziw dla ich sprytu, czasem zazdrość, a przede wszystkim może, oddalić od nich fatalne piętno “kujona”. Lepiej pochwalić się, że cały wieczór spędziło się np. na imprezie, niż przy książkach, a przecież często z pogardą traktowani są ci, co przesadnie przejmują się nauką. Podobny podziw można wzbudzić, jeśli komuś uda się ściągnąć na klasówce, kiedy klasa jest pilnowana przez szczególnie “ostrego” i nieprzejednanego nauczyciela. Jest w tym na pewno element ryzyka, podnoszący adrenalinę, ale próżno szukać dla takich działań potępienia.

Choć, dla przykładu, może warto przytoczyć zupełnie odmienną historię, opowiedzianą przez uczennicę na forum internetowym dla maturzystów:

“Iwona po zdanej świetnie w Polsce maturze międzynarodowej zaczęła studia w amerykańskiej uczelni: - Bardzo się denerwowałam na pierwszym teście z biologii. Trudne pytania, obcy język. Niczego nie byłam pewna. Zapytałam dziewczynę obok o to, jaką odpowiedź zakreśliła przy 34. pytaniu, bo ja "c". Popatrzyła na mnie z taką zgrozą, jakbym jej matkę zabiła. Potem poleciała na skargę do opiekuna roku. Zrobiła się z tego straszna afera, przed trzyosobową komisją zostałam napiętnowana za próbę ściągania. Zupełnie nie rozumiałam, o co im chodzi. - Chciałam się upewnić, a nie ściągać - powtarzałam jak zdarta płyta. Oni na to: każda niesamodzielna praca jest złamaniem podstawowych zasad regulaminu uczelni i etyki. Tym razem ci wybaczymy, bo wiemy, że jesteś z Polski, a tam na ściąganie patrzycie inaczej. Gdybyś była Amerykanką, wyleciałabyś. Iwona wie, że mówili serio. Ściąganie jest w Stanach uważane za kradzież.”

Polscy uczniowie mają od lat wypracowane i coraz doskonalsze sposoby ściągania.
Do tradycyjnych, papierowych ściąg (przygotowywanych samodzielnie bądź oferowanych przez liczne wydawnictwa), trzymanych w ręku, chowanych w długopisach i innych przemyślnych miejscach, podkładanych “gotowców” itp., doszły metody znacznie bardziej udoskonalone technologicznie. Z pomocą uczniom przychodzą oraz lepsze i mniejsze telefony komórkowe, dzięki którym można nie tylko przekazywać sobie wiedzę np. poprzez sms-y, ale także korzystać z wbudowanych dyktafonów czy prawie niewidzialnych słuchawek. Nowością są także “niewidzialne długopisy”, którymi można zapisać coś wcześniej na kartce, a już na samym sprawdzianie odczytać normalnie niewidoczny zapis za pomocą specjalnej lampki zamocowanej na długopisie. Hitem tegorocznej matury i studenckiej sesji egzaminacyjnej są także podsłuchy. Innych, mniej i bardziej skutecznych ofertach nowoczesnych urządzeń do ściągania można bez problemu poszukać przez internet. Oferenci nie kryją, czemu służą takie urządzenia, bez skrępowania piszą o tym, jak oszukać nauczyciela.

Sposoby na ściąganie są różne i nie sposób wszystkich wymienić. Niepokojąca jest jednak głównie beztroska w podejściu uczniów do tego tematu. Najlepszym (i niebezzasadnym) ich wytłumaczeniem jest to, że materiału do opanowania jest bardzo dużo, często są to suche, encyklopedyczne dane, niepotrzebne w praktyce lub łatwe do odnalezienia w razie konieczności. Jeśli uczeń ma nauczyć się na pamięć kilkunastu skomplikowanych regułek, w których nie można pomylić nawet słowa, woli, dla bezpieczeństwa, przygotować na sprawdzian odpowiednią ściągawkę.
Może by tego nie zrobił, gdyby nauczyciel zezwolił na definicję danego terminu “własnymi słowami”.
Często niestety, do rozkwitu ściągania przyczyniają się sami nauczyciele. Jeżeli np. zadają trudną pracę domową, bez dostatecznego jej objaśnienia, a potem stawiają jedynki za brak pracy, sami skazują się na to, że następnym razem uczniowie odpiszą zadania od kilkorga najzdolniejszych uczniów.
Podobnie wtedy, kiedy na sprawdzianach testowana jest głównie sucha wiedza, znajomość faktów i definicji, a nie umiejętność korzystania z wiedzy i samodzielność myślenia.

Inną formą ściągania są plagiaty, czyli przypisywanie sobie autorstwa cudzej pracy. Już najmłodsi uczniowie potrafią odpisać wypracowanie, zwłaszcza, jeśli nagrodą będzie dobra ocena. Jest to bardzo proste i wymaga mniej wysiłku niż samodzielne pisanie. Nie musi to być wcale praca starszego kolegi, który pożyczy zeszyt, tysiące wzorów rozmaitych wypracowań, pisanych na różnych poziomach, a nawet na różne oceny, można znaleźć w internecie.

Zresztą, co tu mówić o uczniach.
Z cudzej własności niestety równie często korzystają studenci, przepisując cudze prace zaliczeniowe, licencjackie czy magisterskie. Od tego procederu nie są też wolni piszący prace doktorskie czy habilitacyjne.
Wracając na podwórko szkolne, kto z nas nie spotkał się z sytuacją, kiedy nauczyciel starający się o awans zawodowy “pożyczył” cudzą teczkę, skorzystał z nie swoich projektów czy wręcz spisał osiągnięcia kolegi?

Ze ściąganiem walczy się na różne sposoby: tłumaczeniem, próbami zmiany myślenia, wyjaśnianiem, zawstydzaniem, wreszcie sankcjami. Czy to odnosi skutek? Tajemnicą poliszynela od wielu lat było ściąganie na maturze. Panował pogląd, że wszystkiego biedny maturzysta i tak nie zdoła się nauczyć, a nauczyciele zwykle przymkną oko na to, gdy uczeń w odpowiednim czasie posłuży się “pomocą naukową”. Znając go kilka lat, więc wiedzą, na co go stać. Ściąganiu służyły specjalnie szyte marynarki i żakiety z odpowiednią liczbą kieszeni, a także słynne ściągi, np. z wynikami zadań, ukryte w kanapkach. Rzadko który maturzysta przyznawał się, że szedł na maturę bez ściągi.

W ten sposób powstała niechlubna tradycja, w którą walka rozpoczęła się dopiero niedawno.
M.in. temu miało służyć wprowadzenie egzaminu zewnętrznego czy oceniania prac przez nauczycieli innych niż uczący. W czasie ubiegłorocznej matury z całą stanowczością zapowiedziano, że wszelkie próby niesamodzielnego pisania prac będą jak najsurowiej karane. I faktycznie, zdarzało się, że maturzysta za próbę ściągania został wyproszony z sali bez prawa powrotu; były również przypadki unieważnienia prac, które w trakcie sprawdzania okazały się plagiatami.

Czy tegoroczni maturzyście wzięli sobie do serca apele o samodzielność i groźby surowych sankcji?

Trudno uogólniać, ale znamienny jest przykład egzaminu pisemnego z języka angielskiego. Świadczy on chyba o tym, że maturzyści nadal uznają ściąganie nie tylko za normę, ale nawet swój przywilej, o który gotowi są walczyć, nawet z samą Centralną Komisją Egzaminacyjną!

Sprawa dotyczy decyzji CKE o przygotowaniu nie jednej wersji testu dla wszystkich, a kilku równoległych. Poinformowała o tym na swojej stronie internetowej na kilka dni przed egzaminem, dlatego nie wszyscy o tym wiedzieli. Rezultat? W czasie egzaminu ci, co planowali zerkać przez ramię do pracy kolegi czy koleżanki, mogli się bardzo rozczarować. Odpowiedzi, być może lepszego ucznia, mogły być bowiem diametralnie różne od tych, jakie sami udzielili.

Na forum internetowym opowiada pewna maturzystka:

“Moja koleżanka (bardzo dobra z angielskiego) rozwiązała sama całą maturę, ale pod koniec zobaczyła u kolegi - geniusza, że ma wszystko inaczej niż ona, spanikowała i odpisała od niego . Nie mówię, że to nie jej wina, ale CKE powinno wszystkich uprzedzić o podziale na grupy, a tak w niektórych szkołach było to wiadome, a w niektórych nie. Taka sytuacja jest niedopuszczalna. Poniżej jest link, w którym można napisać własne petycje do CKE, wpisujmy się, niech zobaczą, ilu ludzi skrzywdzili, przez niepodanie informacji.”

Sprawa wywołała oczywiście w internecie ożywioną dyskusję. Niektórzy byli oburzeni złośliwością komisji, która nie raczyła odpowiednio wcześniej lojalnie uprzedzić maturzystów o dwóch wersjach testu, a właściwie o tym, żeby nie próbowali ściągać, bo to obróci się przeciwko nim. Inni dziwili się, jak można proponować nawet pisanie skargi do CKE, że perfidnie uniemożliwiła im ściąganie i w dodatku uważać to za niesprawiedliwość czy odebranie prawa do niesamodzielnego pisania.

Warto przytoczyć w tym miejscu fragmenty bardzo ciekawej dyskusji, jak toczyła się na ten temat na jednym z forów internetowych dla maturzystów:

@     “Ludzie, oni mają prawo nawet bez powiadamiania takie coś zrobić, a my nie mamy prawa ściągać. To jest matura i to jest niedopuszczalne, żeby ściągać. Jak będą szły petycje itp. to tylko na siebie bata zakręcicie, bo grupy nie były zróżnicowane w trudności, tylko odpowiedzi były wymieszane. A petycja potwierdza, że ściągaliście, a to już nie ich sprawa, tylko głupota, bo trzeba liczyć tylko na siebie!”

@     “Wysoka Komisjo. Stanowczo protestuję przeciw sposobowi, w jaki uniemożliwiliście mi ściąganie na maturze. Ponieważ nie pofatygowałem się czytać Waszych komunikatów, podział na grupy całkowicie mnie zaskoczył. To nie fair. Ściągam uczciwie od lat i z taką bezczelnością egzaminatora jeszcze się nie spotkałem... Czy coś takiego mamy pisać?”

@     “To jest tak, jakbyś pozwała policję do sądu, że dostałaś mandat za przekroczenie prędkości, bo nie wiedziałaś, że tam będzie kontrola radarowa...”

@     “Wyobraźcie sobie kogoś słabiutkiego z angielskiego, komu zależało tylko, żeby zdać tę maturę i kto pisał samodzielnie, aż do momentu, gdy przez przypadek ujrzał, że olimpijczyk siedzący obok niego ma zupełnie inny układ kropek. I w panice, żeby zdać, przepisał odpowiedzi olimpijczyka. I to mógł być super uczciwy uczeń. W stresie robi się wiele głupich rzeczy. I teraz porównajcie sobie takiego ucznia z typowym kombinatorem, który normalnie zjechałby wszystkie odpowiedzi, ale dyrektor poinformował go, że są grupy, wiec nie zjechał do pierwszego lepszego geniusza, ale najpierw zorientował się, kto z jego otoczenia ma identyczna grupę, i wtedy ściągnął.... To jest sprawiedliwe? Powinni poinformować wszystkich. I to nie na stronie CKE. Nie jest powiedziane, że każdy maturzysta musi zajrzeć na stronę. Już widzę, ile osób obleje przez to angielski.”

@     “Zajrzenie do kartki kolegi przez słabą osobę jest taką samą nieuczciwością, co zajrzenie przez dobrą w celu upewnienia się. Od kiedy słabszym wolno oszukiwać tylko dlatego, że są słabsi?!”

@     “Oszustwo jest zawsze oszustwem, niezależnie, jak często i po co się je popełnia. Do matury, żeby ją zdać, trzeba się uczyć, a nie liczyć tylko na to, żeby zdać cudem. Super uczciwy uczeń nie ściąga. Nie jest usprawiedliwione, że robi się tak pod wpływem stresu. Każdy bierze odpowiedzialność za swoje czyny. Ja w takiej sytuacji byłabym zła tylko i wyłącznie na swoją głupotę.”

@     “Czyli inaczej: nie nauczyłem się, to sobie zerżnę od kolegi, bo przecież jestem w potrzebie wyższej uzyskania tych 30 procent?”

@     “Osoba słaba np. z angielskiego, która nie ma zdolności językowych, nawet jeśliby chciała, to będzie miała trudności z językiem. I to często nie jest oznaka lenistwa czy czegokolwiek podobnego... trzeba również uwzględnić dysleksje, która w pewnym stopniu uniemożliwia nauk języka. Trzeba wiele rzeczy uwzględnić, aby cokolwiek wyrokować”.

@     “Można nie kraść, nie mordować, można też nie ściągać. Teraz mi napiszcie, że okazja czyni złodzieja. Nie kradniecie, bo was nie kusi, ale ściągacie, no bo aż się prosi, nie?”

Może to zaczątek poważnej, nawet narodowej debaty na temat ściągania?
Na razie w kręgach najbardziej zainteresowanych maturzystów, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by uczestniczyli w niej także nauczyciele, studenci, autorzy prac naukowych. Bo chyba mniej można zdziałać metodami policyjnymi, groźnymi sankcjami i wyciąganiem jak najsurowszych konsekwencji. Kluczem jest tu zmiana myślenia o samym zjawisku.

Gazeta Szkolna nr 24/25

(plagiat patrz  wątek w Prawo : Prawo autorskie (http://forum.darzycia.pl/topic,128.htm) }
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Czerwiec 20, 2006, 07:46:05 am
Koniec roku szkolego za 3 dni już.

Złe stopnie to nie dramat
Strach przed rodzicami może doprowadzić do tragedii!


Kłamstwa, ucieczki z domu, a nawet próby samobójcze.
Uczniowie, którzy boją się pokazać rodzicom świadectwa, zdolni są do wszystkiego! Lepiej nie bić piany, tylko pomóc dzieciom. Tylko tak można uniknąć tragedii - radzą psychologowie.

Koniec roku szkolnego nie dla każdego ucznia wiąże się z beztroską. Są tacy, których myśl o powrocie do domu po rozdaniu świadectw przeraża. Bo rodzice będą wymyślać kary za złe stopnie.

Czego to nie wymyślą
- Zakaz oglądania telewizji, korzystania z komputera, a nawet zero wyjazdu na wakacje. Aż dreszcze mnie przechodzą, czego to ludzie nie zrobią, by ukarać swoje dzieci - tłumaczy Izabella Kurzejewska (46 l.), psycholog szkolny. - Problem w tym, że nie zdają sobie sprawy z konsekwencji.

A te mogą być tragiczne. Zwłaszcza wtedy, kiedy dziecko jest wyjątkowo wrażliwe.

Tylko rozmowa
Przemek (7 l.), syn Barbary Konarskiej z Warszawy, zdaje do drugiej klasy. Stopnie ma różne: i piątki, i czwórki, i trójki.

- Nie jest najlepszy, ale dla mnie to nie tragedia. Odrabiam z nim lekcje, orientuję się, z czym ma problemy. Staram się pomagać, jak mogę. Niczego nie załatwiam krzykiem. Tylko tak można pomóc - uważa pani Barbara.

Niestety, niektórzy rodzice wpadają w furię, kiedy okazuje się, że ich pociechy nie spełniają oczekiwań.

Można uniknąć tragedii

- Dorośli mają chore ambicje. Jeśli dziecko boi się wrócić ze świadectwem do domu, to znak, że dzieje się tam coś złego - tłumaczy Izabella Kurzejewska.

Z dzieckiem przede wszystkim trzeba porozmawiać. Na spokojnie i bez nerwów.

- Nie wyszło, to trudno.
Należy powiedzieć: "Chodź, zastanowimy się, co z tym zrobić".
Nie wolno porównywać do siebie i mówić: "Ja w twoim wieku miałem lepsze stopnie".
Rodzice powinni się interesować dziećmi przez cały rok szkolny, a nie tylko pod jego koniec - dodaje Izabella Kurzejewska.

autor: Monika Tutak  
zródło (http://www.superexpress.pl/se/index.jsp?place=mainLead&news_cat_id=40&news_id=109018&scroll_article_id=109018&layout=1&page=text&list_position=1)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Czerwiec 20, 2006, 08:44:46 pm
Prawo ucznia do świadectwa

Rzecznik Praw Dziecka broni uczniów, którym szkoła za karę nie chce wydać świadectw

Lucyna Bojarska z biura Rzecznika Praw Dziecka: - Zdarza się, że w niektórych szkołach na koniec roku świadectw nie dostaje nawet kilkudziesięciu uczniów. Dotarliśmy do szkół, gdzie dokumenty dzieci leżały w sekretariatach nawet po trzy lata! To oznacza, że nie mogły się dalej uczyć ani pracować.

Powody zawsze te same. Bo uczniowie nie zwrócili książek do biblioteki, nie zapłacili za zniszczony strój szkolnej reprezentacji piłki nożnej albo wybitą szybę. A najczęściej - bo nie wpłacili składek na komitet rodzicielski, fundusz inwestycyjny, kserowanie testów do angielskiego czy remont sali gimnastycznej.

Rzecznik praw dziecka Ewa Sowińska wystosowała w tej sprawie list do ministra edukacji Romana Giertycha: "Uważam, że szkoły powinny w odpowiednim czasie podejmować słuszne działania dyscyplinujące, mające na celu egzekwowanie od uczniów należnych zobowiązań, (...) ale nie mogą robić tego z naruszeniem prawa, wstrzymując wydawanie świadectw".

- Przepisy mówią, że świadectwo to dokument państwowy wydawany nieodpłatnie. Szkoła nie ma prawa go przetrzymywać - mówi Lucyna Bojarska. Ale do biura RPD już piszą uczniowie przerażeni, że mogą nie dostać cenzurki. W Warmińsko-Mazurskiem do ośrodka pomocy społecznej zgłosiła się matka, prosząc o zasiłek na opłacenie komitetu rodzicielskiego! A to dobrowolna składka.

Niektóre szkoły domagają się zapłacenia zaległych kilkuset złotych na fundusz remontowy. Albo 2-10 zł na druczki. - To zwykła "lewizna", szkoły nie mają tych pieniędzy nawet jak zaksięgować - mówi Bojarska.

Na stronie internetowej www.strefamlodych.pl prawnicy radzą, jak wyegzekwować swoje świadectwo. Interwencję obiecuje też resort edukacji. - Jak tylko otrzymamy pismo Rzecznika Praw Dziecka, zajmiemy się sprawą - mówi Kaja Małecka, rzeczniczka MEN.

Gazeta Wyborcza 20.06.2006r.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Czerwiec 21, 2006, 09:45:16 am
Kolonie pełne pułapek - apel kuratorium (http://wiadomosci.onet.pl/1342965,11,item.html)

"Rzeczpospolita": Żeby organizować kolonie, wystarczy zarejestrować działalność gospodarczą. Nikt nie sprawdza przeszłości wychowawców, nie pyta, czy byli karani albo czy nie biorą narkotyków.

Mama dziewięcioletniej Asi i dziesięcioletniej Oli Anna Czarnacka, wysyła je w tym roku na obóz harcerski.

"Nie boję się tylko kolonii czy obozów organizowanych przez szkołę, w której uczą się dzieci. Nie wyobrażam sobie, żebym bez sprawdzenia mogła wysłać dziewczynki na kolonie organizowane przez nieznane mi osoby. Bym się bała" - mówi. Kolonie powinny być zgłaszane przez organizatorów do kuratorium. Ale nie zawsze tak się dzieje.

"Możemy tylko apelować do rodziców, by zwracali uwagę, kto jest organizatorem wypoczynku i sprawdzali, czy placówka jest zarejestrowana w kuratorium oświaty. To daje pewne gwarancje i możliwość interwencji w razie kłopotów" - mówi Gabriela Zielińska z Departamentu Młodzieży i Wychowania Ministerstwa Edukacji Narodowej.

"Biura podróży często nie zgłaszają swoich kolonii. Takie »dzikie« placówki powinny być zamykane i tak się dzieje, jeśli na nie natrafimy" - dodaje rozmówczyni dziennika.

Nie najlepiej sprawdzani są także wychowawcy, którzy opiekują się dziećmi.
"Od lat kuratoria oświaty postulują zmiany w zasadach naboru wychowawców kolonijnych. Dotąd jednak ministerstwo nie interesowało się naszymi prośbami. Tymczasem zasady doboru kadry kolonijnej są przestarzałe i niewystarczająco sprawdzają predyspozycje kandydatów na wychowawców" - przyznaje dyrektor Wydziału Edukacji Specjalnej, Wychowania i Kultury Fizycznej w lubelskim Kuratorium Oświaty Sławomir Kaczyński.

Żeby zostać kolonijnym opiekunem, wystarczy mieć średnie wykształcenie i ukończyć 36-godzinne szkolenie. Kursy dla wychowawców organizują różne biura podróży, fundacje, stowarzyszenia. I choć muszą mieć zgodę kuratorium, nie zawsze ten warunek spełniają - informuje "Rzeczpospolita".
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Czerwiec 23, 2006, 05:37:27 pm
Giertych: Przesuńmy rozpoczęcie roku szkolnego

W Ministerstwie Edukacji Narodowej zrodził się pomysł, aby następny rok szkolny rozpoczął się w poniedziałek 4 września, zamiast w piątek 1 września - poinformował wicepremier, minister edukacji Roman Giertych na piątkowej konferencji prasowej w Sejmie

- To by dało uczniom lepsze rozpoczęcie roku, niż gdyby organizować je pierwszego września w piątek. Przy okazji chciałem złożyć najserdeczniejsze podziękowanie nauczycielom, rodzicom, dzieciom za ten rok szkolny, za pracę, która była w tym roku bardzo ciężka. Chciałem też życzyć wszystkim dobrych, bezpiecznych wakacji - powiedział minister.

Podkreślił, że w ministerstwie w czasie wakacji będą trwały prace nad ważnymi projektami zmian. Zapowiedział, że od września zmieni się m.in. system awansu zawodowego nauczycieli, w taki sposób, aby ograniczyć procedury biurokratyczne.

- Myślę, że latem wejdzie w życie rozporządzenie w tej sprawie, tak aby nauczyciele nie zajmowali się papierami i pracą biurową, tylko mogli zająć się tym, do czego są powołani, czyli uczeniem i wychowaniem młodzieży - podkreślił.

Według Giertycha, w lipcu ma trafić do Sejmu projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Jego treści minister jeszcze nie ujawnił.

Gazeta Wyborcza 23.06.2006
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Lipiec 03, 2006, 11:49:36 pm
Dobra szkoła, czyli co? (http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,3457304.html)
Rozmowa z Johnem MacBeath 02-07-2006

Nauczyciele powinni wyłamywać się ze szkolnych schematów. Lekcja bez wyznaczonych celów? Czemu nie? Uczniowie potrafią zadawać naprawdę interesujące pytania i wtedy nagle cała klasa zaczyna iść za nimi. Warto spróbować - mówi brytyjski specjalista od oświaty

Alicja Pacewicz, Grzegorz Mazurkiewicz: Jak rozpoznać, czy szkoła jest dobra?

John MacBeath: Znajomy wizytator twierdzi, że można to ocenić w pół godziny. Gdy wchodzę do szkoły, zwracam uwagę, jak mnie witają. Czasem zza drzwi wygląda na moment czyjaś twarz i zapada cisza. Zły znak. Ale zdarza się, że otwiera mi para uczniów: "Zapraszamy. Napije się pan herbaty? Dyrektor już czeka".

Patrzę na ściany - czy wiszą prace dzieci. Staram się wyczuć klimat, czy "Obcym wstęp wzbroniony", czy raczej: "W naszej szkole goście są mile widziani".

Dalej - nauczyciele. Czy przechodzą obojętnie, strasznie zajęci, czy nie daj Boże zerkają wrogo? Albo przechodzą jak nieobecni, ze wzrokiem wbitym w ziemię? Czy też zatrzymują się na widok gościa: "Dzień dobry, możemy w czymś pomóc?".

Wreszcie dzieci - czy biegają radośnie, krzycząc coś do siebie, czy snują się pod ścianami? Czy przepychają się w przejściu, czy raczej cię przepuszczą?

Niedawno w pewnej szkole zobaczyłem dziecko, które miało jakiś problem. Nauczyciel przyklęknął, zapytał, co się stało, objął. Sygnał, że szkoła jest dobra.

A sposób nauczania, oceny?

- To już trzeba wejść do klasy. Popatrzeć na ławki - czy stoją równiutko w rzędach, czy są ustawione do jakiejś pracy zespołowej? Czy na ścianach wiszą prace dzieci, karykatury, liściki, czy tylko mapy i przekroje żaby? Czy w klasie jest cokolwiek ekscytującego? A jeśli możesz posłuchać lekcji, to porównaj, ile czasu mówi nauczyciel, a ile uczniowie. Najlepiej, gdy chcą mówić wszyscy naraz.

Ktoś o innych poglądach powiedziałby, że to brak dyscypliny.

- Jasne, mógłby pójść do tej samej szkoły i wcale nie uznać jej za dobrą. Ja to oceniam po swojemu - jak powinno wyglądać zaangażowanie i radość płynąca z uczenia. To oczywiście wartości dyskusyjne. Ale są też badania, które dowodzą, że dobre traktowanie uczniów, okazywanie im szacunku pomagają w nauczaniu. Takie podejście przeciwstawiam wartościom autorytarnym, nie tylko dlatego, że ich nie lubię. Nacisk na dyscyplinę i posłuszeństwo sprawia, że nauczyciele zatracają profesjonalne podejście - gorzej uczą, bo skupiają się na kontroli, a nie na procesie uczenia.

Za czasów Margaret Thatcher za dobrą szkołę uważano taką, w której na korytarzach było cicho, uczniowie pracowali indywidualnie w ławkach, a nauczyciele nad wszystkim panowali. Słowem - porządek. To nie jest moja wizja. Moja jest znacznie żywsza, chaotyczna, demokratyczna.

Takiej szkoły potrzebujemy w XXI wieku?

- Zależy kto. W krajach rozwijających się kluczowe jest zminimalizowanie odsetka analfabetyzmu i zapewnienie przyzwoitego nauczania nie tylko chłopcom, ale i dziewczynkom. Ale w krajach rozwiniętych cywilizacja do tego stopnia wyprzedziła szkolnictwo, że stało się ono anachroniczne.

W Wielkiej Brytanii - sądzę, że tak samo jest w Polsce - uczniowie wciąż siadają w ławkach, w pustych salach, dostają papier, pióro i odpowiadają na pytania. Przecież w realnym świecie używają informacji w wyrafinowany sposób, są praktycznie cały czas online: w świecie informacji, komunikacji i internetowej rozrywki. Nowoczesna technologia mogłaby zwiększyć odpowiedzialność młodych za własną naukę, ale szkoła tkwi w starych strukturach. Nasz model nauczania jest zapóźniony co najmniej o wiek.

Lata 70. spędziłem w USA. Ciekawe, żywe czasy. Niektóre szkoły w Filadelfii eksperymentowały, uczniowie pobierali naukę w muzeum, w szpitalu, w bibliotece. We włoskich delikatesach obsługiwali ludzi i uczyli się włoskiego, poznając też zasady handlu detalicznego. Wróciłem do Szkocji i rozpocząłem własny eksperyment.

Czy ta sławna szkoła w Glasgow jeszcze istnieje?

- Już nie. Przetrwała pięć lat, budząc wielki sprzeciw. Była otwarta 365 dni w roku 16-18 godzin na dobę. Wspólnie zarządzali nią uczniowie, nauczyciele i rodzice. Pogrążyły nas głupie przepisy, a dobił... sukces, bo rząd powiedział: "To dobry pomysł, chcemy go rozpowszechnić". Nasza mała szkoła zaczęła być kopiowana.

W latach 70. mieliśmy w całej Europie tysiące świetnych projektów, potem nastąpiło coś na kształt edukacyjnej kontrreformacji. Dziś miejsca na eksperyment jest jeszcze mniej. Filarami systemu są ogólnokrajowy program nauczania i państwowe egzaminy w formie testów. Nawet odważniejsze szkoły zaczynają tłuc testy, bo rodzice chcą, by dzieci dobrze wypadły na koniec podstawówki czy gimnazjum albo na maturze. Nauczyciele nowatorzy - o ile jeszcze są - nie mogą już być wywrotowcami jak my kiedyś.

Co zostaje szkołom, jeśli chcą wyjść poza wykucie uczniów przed egzaminami państwowymi?

- Nie ma jednej recepty. Każda szkoła musi szukać swojego modelu mądrego nauczania, które wyzwala wszystkie możliwości tkwiące w dziecku, a nie tylko pomaga mu zdać egzamin. Wiadomo tylko, że żaden nauczyciel w pojedynkę nie da rady. Jak w szwajcarskim przysłowiu - możesz złamać jeden patyk, ale nie złamiesz całego pęku. Tylko jeśli grupa nauczycieli wytworzy silną praktykę kolegialną, może coś zmienić.


Łatwo powiedzieć. W Polsce mamy nauczycieli indywidualistów uczących każdy po swojemu, za zamkniętymi drzwiami klas.

- To jak wam się udało znaleźć tyle Szkół Uczących się [informacja pod wywiadem]? Jak obudził się ten duch kolegialności i przygody? Także te 5 czy 6 tys. szkół w polskiej akcji "Szkoła z klasą" [informacja pod wywiadem] przeczy waszym twierdzeniem.

Pański konik to badanie jakości szkół. Dla czytelnika to może być dziwne. Szkoła ma uczyć, a jeśli oceniać, to uczniów. Nie szkoda czasu na szkolną samoocenę?

- Nie. Gdy grupa nauczycieli zaczyna się zastanawiać, czy ich praca ma sens - wyzwala się krytyczne myślenie i twórcza energia. Nauczyciele przypominają sobie o wartościach, które pokryły się kurzem. Stawiają sobie nowe cele, np. że trzeba się zająć uczniami z kłopotami albo zrobić coś dla wyjątkowo uzdolnionych z nauk ścisłych. Wymieniają się doświadczeniami, zamawiają szkolenia, wizytują nawzajem.

Zmiany, jakie europejska edukacja zawdzięcza takim reformatorom jak Pan, tworzą dziś nowy rodzaj ortodoksji w miejsce tradycyjnej lekcji.

- Opracowaliśmy coś w rodzaju modelu, który ma ograniczać martwą dydaktykę. Typowa lekcja, czy to będzie w Hiszpanii, czy w Finlandii, dzielona jest dziś na trzy części. Najpierw nauczyciel wypisuje na tablicy cele lekcji, uczniowie je komentują, nauczyciel sprawdza, czy rozumieją, czego i po co będą się uczyć. Potem rozgrzewka - zagadki, zabawy, coś intrygującego, co ich wciągnie w temat. Potem dużo pracy w parach i w grupach. Na koniec podsumowanie, czego się nauczyliśmy, i planowanie, co dalej.

Tak trzeba, jeśli chcemy, by uczniowie zrozumieli, po co tracą czas zamiast, pogadać z kolegami.

Ale to staje się takie stereotypowe! A może tak wyłamać się z tego schematu? Lekcja bez wyznaczonych celów? Moglibyśmy sami siebie zaskoczyć! Uczniowie potrafią zadać naprawdę interesujące pytania i wtedy nagle cała klasa zaczyna iść za nimi... Niestety, nauczyciel dyskretnie wraca wtedy do planu lekcji.

W Polsce model aktywnego nauczania dopiero się rozpowszechnia, szkoła jest królestwem nudy.

- Żywe, twórcze nauczanie jest tym trudniejsze, im silniejsza jest obsesja testów. W Szkocji testom poddaje się już czterolatki, w USA całe życie ucznia upływa w cieniu testu SAT.

Nieszczęściem jest też standaryzacja programu nauczania. Allison Woolf z londyńskiego Instytutu Edukacji krytykuje rząd za zawężanie programu do kanonu dziewięciu-dziesięciu przedmiotów: archaicznej już chemii, newtonowskiej fizyki, matematyki, jakiej uczyli się nasi dziadkowie, itp. Kolejną głową smoka jest uniformizacja - każdy uczy się tego samego, zamiast rozwijać talenty i zainteresowania.

Kto to zmieni?

- Tylko same szkoły, ale trzeba im dać swobodę. W Szkocji impulsem był właśnie system szkolnej samooceny. Od 1989 r. pytamy wszystkich - dzieci, rodziców, nauczycieli - jak oceniają swoją szkołę. I oni zaczynają przyglądać się pracy szkoły, spierać się, co zmienić... W 1995 r. poproszono mnie, bym powtórzył to samo w Anglii. Potem był europejski eksperyment w 18 krajach, teraz trwa projekt "Mosty ponad granicami".

A jak zachęcić polityków, by mądrze reformowali szkolnictwo?

- Trudne zadanie. Kiedy w 1997 r. Tony Blair doszedł do władzy, przez cztery lata pracowałem w rządowym zespole ds. standardów w edukacji. Ale rząd nas nie słuchał. Całą politykę robił sobie Blair z niewielką grupą przyjaciół na Downing Street. O pomysłach edukacyjnych nie informowali nawet ministra edukacji. Kiedy wbili sobie do głowy, że trzeba stworzyć system oceny szkół przez inspektorów, to nie chcieli już słuchać, że w Skandynawii taka polityka zaszkodziła.

Politycy są tak zajęci swoimi pomysłami i swoimi grami, że trzeba nimi wstrząsnąć. Reforma edukacji w Szkocji ruszyła, gdy dokonaliśmy "rebelii". Sprowadziliśmy dyrektorów szkół i nauczycieli z całej Szkocji i powiedzieliśmy ministrowi edukacji Davidowi Blanketowi: "Siadaj i słuchaj". Blanket coraz głębiej zapadał się w fotelu. Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Wreszcie wysapał: "Nigdy publicznie nie powiem, że mamy kryzys, ale teraz to widzę". Polskim politykom radziłbym to samo: słuchajcie głosów nauczycieli, a nie swoich doradców.

tłum. Tomasz Krzyżanowski

*** Prof. John MacBeath - profesor uniwersytetów w Cambridge i Glasgow, konsultant OECD, UNESCO, MOP, Europejskiej Komisji ds. Samooceny Szkół oraz Wskaźników, w latach 1997-2000 członek rządowej grupy ds. standardów w brytyjskiej edukacji. Współautor książki "Czy nasza szkoła jest dobra?" (Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne 2003), która pokazuje, jak ponad sto szkół z 18 krajów Europy doskonaliło się dzięki rzetelnej samoocenie z udziałem dyrektora nauczycieli, uczniów i rodziców.

*** Z Johnem MacBeath rozmawiali Alicja Pacewicz i Grzegorz Mazurkiewicz z Centrum Edukacji Obywatelskiej, autorzy podręczników i poradników, koordynatorzy programów edukacyjnych


SZKOŁY UCZĄCE SIĘ

Nauczyciele z kilkuset szkół w programie SUS prowadzonym przez Centrum Edukacji Obywatelskiej i Polsko-Amerykańską Fundację Wolności określają najważniejsze cele pracy swej szkoły (np. wyrównanie szans uczniów z ubogich rodzin, zapobieganie przemocy w szkole); wymyślają, jak te cele zrealizować, uczą się, jak badać efekty pracy

SZKOŁA Z KLASĄ

Ponad 6000 szkół z całej Polski stara się: •  dobrze uczyć każdego ucznia, •  sprawiedliwie oceniać, •  uczyć myślenia i rozumienia świata, •  rozwijać społecznie i uczyć wrażliwości, •  pomagać uwierzyć w siebie, •  przygotować do przyszłości (technologie informacyjne, języki obce). Akcję prowadzi od trzech lat CEO i „Gazeta Wyborcza” przy współpracy Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. W ramach „Szkoły” doskonalone były metody nauczania (program „Czytam.Myślę.Działam”), a ponad tysiąc szkół dostało środki na zajęcia pozalekcyjne. Właśnie dobiega końca kolejny program „Nauczyciel z klasą”, do którego zgłosiło się ponad 9000 nauczycieli.


Rozmowa z Johnem MacBeath
Tytuł: dylematy
Wiadomość wysłana przez: ziemu w Lipiec 15, 2006, 12:55:44 am
Każdy zadaje sobie pytanie "po co".
Każde działanie powinno - w/g mnie - zawsze być poprzedzone odpowiedzenem sobie samemu (może i tylko w sumieniu) jaki jest sens i cel konkretnego działania.

Reszta to tylko wychowanie i zdrowy rozsądek.
A jak często widac mało komu on jest dany
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Lipiec 15, 2006, 06:09:15 pm
Cytuj
Prawie połowa maturzystów, którzy nie zdali tym roku matury, otrzyma we wrześniu świadectwa maturalne i będzie mogła się starać o przyjęcie na studia - zapowiedział w Zielonej Górze minister edukacji Roman Giertych. Rozporządzenie w sprawie takiej "amnestii" ma się pojawić lada dzień......

Całość: Giertych: "amnestia" dla części maturzystów, którzy nie zdali (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,statp,d2lhZG9tb3NjaURuaWE%3D,wid,8394530,wiadomosc.html)
Tytuł: Kolonijna ciąża-uwaga koloniści
Wiadomość wysłana przez: sonia w Lipiec 18, 2006, 08:58:38 pm
Kolonijna ciąża (http://serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,3490266.html)
- Łukasz Antkiewicz 18-07-2006

Rodzice, których córka zaszła w ciążę na koloniach, mogą domagać się odszkodowań!
Płacić może wychowawca lub... ubezpieczyciel

(http://bi.gazeta.pl/im/7/2987/z2987017G.jpg)
Czy za "kolonijną ciążę" powinni odpowiadać opiekunowie kolonistów?
Fot. Martin Mejia / AP

Opiekunowie na koloniach mają urwanie głowy! Nie dość, że muszą dbać o bezpieczeństwo
kolonistek, to teraz muszą dopilnować, by te... nie zaszły w ciążę. Taki obowiązek nakłada
na nich rozporządzenie Ministerstwa Edukacji. Resort chce, by opiekunowie ponosili
odpowiedzialność za wszelkie uszczerbki na zdrowiu swoich podopiecznych, w tym i za
przypadkową ciążę.

Tyle że dla wychowawców to duży kłopot. Powód? Upilnować małoletnich kolonistów wcale
nie jest łatwo. - Musimy nasłuchiwać, obserwować i nie raz warować całą noc, by do niczego nie doszło - opowiada Marek, opiekun na koloniach w Lądku Zdroju. - W tym wieku dzieci mają burzę hormonów i nie jest ich łatwo upilnować - wtóruje mu Marta Rataj z obozu w Łebie.

Teraz jednak w myśl ministerialnego rozporządzenia jeśli będąca pod ich opieką obozowiczka wpadnie, to mogą stanąć przed sądem pod zarzutem niedopełnienia obowiązków. Grozi za to nawet 5 lat więzienia lub wypłata... alimentów - od 10 zł do 3 tys. zł miesięcznie przez rok!

- Ciąża przecież może zagrozić bezpieczeństwu nieletniej osoby, a nawet uniemożliwić
kontynuację nauki - wyjaśnia Marek Tyciński, sędzia z Torunia.

Pierwsze tego typu sprawy toczą się już przed sądami w Krakowie, Gdańsku i Lublinie. I tak jak w przypadku 15-letniej Marty z Wrocławia, której rodzice udowodnili, że zaszła w ciążę na zimowym obozie w górach, zazwyczaj kończą się sukcesem, czyli alimentami dla dziecka.

Co na to kolonijni wychowawcy? By uniknąć płacenia, już zaczęli się ubezpieczać przed takimi przypadkami. Dla nich towarzystwa ubezpieczeniowe sprzedają specjalne pakiety OC.

Dwutygodniowa polisa kosztuje 60 zł.

- Nie chcę mieć później problemów, a tak, jeśli dojdzie do takiej sytuacji, to odszkodowanie wypłaci towarzystwo, a nie ja - mówi Marta Krawczyk, wychowawca na koloniach we Władysławowie.

Dr Grzegorz Południewski, ginekolog: - Pociąganie wychowawców do odpowiedzialności za
ciążę kolonistki jest nieporozumieniem. Dzieci po prostu nie mają wychowania seksualnego i stąd wczesne inicjacje seksualne i późniejsze kłopoty. A za to odpowiedzialność powinni
brać rodzice i szkoła - mówi.

źródło:
(http://bi.gazeta.pl/im/7/1908/m1908997.gif)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Lipiec 19, 2006, 06:30:56 pm
"Amnestia" też dla zeszłorocznych maturzystów? (http://wiadomosci.onet.pl/1358389,11,item.html)  :roll:

"Gazeta Wyborcza": Amnestia maturalna min. Giertycha pozostanie. Obejmie ona także maturzystów, którzy oblali w zeszłym roku. To część zaskakujących zmian na maturze, które ministerstwo planuje wprowadzić od przyszłego roku.
Gazeta pisze, że projekt zmian na polecenie MEN przygotowała Centralna Komisja Egzaminacyjna. Wczoraj przedstawił je szef CKE Marek Legutko.

Innymi zmianami są wg "Gazety":
- maturzyści będą wybierać przedmioty do zdawania w grudniu, a nie we wrześniu;
- ten, kto zdaje przedmiot rozszerzony, nie będzie musiał zdawać tego przedmiotu w wersji podstawowej. Każdy kto będzie zdawał na poziomie rozszerzonym, aby zdać maturę, będzie musiał zdobyć minimum 30 proc. pkt.;
- uczeń zda maturę, jeśli będzie mieć min. 30 proc. pkt z co najmniej czterech spośród pięciu obowiązkowych egzaminów (dwóch ustnych i trzech pisemnych), pod warunkiem że ze wszystkich pięciu egzaminów jego średnia wyniesie co najmniej 30 proc.

Zmiany egzaminacyjne i poluzowanie kryteriów mają sprzyjać wprowadzeniu na maturę obowiązkowej matematyki (nie jest jasne kiedy) - informuje "Gazeta Wyborcza".

Przyjęcie nowych zasad może mieć ważne konsekwencje także dla zeszłorocznych maturzystów, którym powinęła się noga.

Zdaniem Legutki ich też powinna objąć obecna amnestia Giertycha. Wtedy wszystkie roczniki, które zdawały nową maturę, obowiązywały te same równe reguły.

Więcej w "Gazecie Wyborczej".

Raport specjalny. Kontrowersyjna "amnestia" maturalna (http://wiadomosci.wp.pl/kat,35516,statp,cmFwb3J0U3BlY2phbG55R29yYQ%3D%3D,raportSpecjalny.html)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Emilianka w Sierpień 03, 2006, 03:52:33 pm
MEN chce zlikwidować licea profilowane (http://wiadomosci.onet.pl/1365844,12,item.html)

Ministerstwo Edukacji chce zlikwidować licea profilowane. To efekt fatalnych wyników matury oraz raportu NIK, do którego dotarła IAR. Dokument pokazuje bardzo słaby poziom nauki w tych szkołach.

Wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski w rozmowie z IAR potwierdza, że według planów MEN, licea profilowane przestałyby istnieć za 3 lata. Obecnie przygotowywany jest przepis do ustawy dotyczący "wygaszania" tych liceów.

Chodzi o to, aby od roku 2007/2008 wstrzymać nabór do pierwszych klas. Zdaniem Mirosława Orzechowskiego, trzeba się zdecydować, czy chcemy liceum, czy szkoły zawodowej. Podkreśla, że liceum profilowane to "coś pomiędzy" . Zapis w tej sprawie ma się znaleźć w kolejnej nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Dokument ma być gotowy za kilka miesięcy, ale potem resort chce jeszcze skonsultować pomysł z ekspertami.

Teraz w Polsce działa ponad półtora tysiąca liceów profilowanych. Kształci się nich ponad 200 tysięcy uczniów.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Sierpień 07, 2006, 05:54:24 pm
Nadal można składać wnioski o wyprawki dla pierwszoklasistów (http://www.gazetaprawna.pl/wydarzenia/?news=eGP20060807163048153)

Rodzice dzieci, które w tym roku rozpoczną naukę w pierwszych klasach szkoły podstawowej, mogą jeszcze składać wnioski o przyznanie darmowych podręczników w ramach programu "Wyprawka szkolna". Uczniowie dostaną podręczniki we wrześniu.

"Jeśli jakaś rodzina do tej pory nie złożyła wniosku, a podręczniki jej przysługują, może jeszcze to zrobić" - powiedziała PAP w poniedziałek rzeczniczka ministra edukacji Kaja Małecka.

Na darmowe podręczniki mogą liczyć dzieci z rodzin, w których dochód na osobę nie przekracza kwoty zapisanej w ustawie o pomocy społecznej (obecnie jest to 316 zł). Wniosek należy złożyć w szkole, do której będzie uczęszczać uczeń.

W szczególnych przypadkach dyrektor szkoły, w porozumieniu z gminą, może przyznać wyprawkę uczniom, których rodziny nie spełniają kryterium dochodowego.

We wrześniu naukę w pierwszych klasach szkoły podstawowej ma rozpocząć 380 tys. dzieci. Resort edukacji szacuje, że wyprawki otrzyma co najmniej 91 tys. pierwszaków, czyli mniej więcej co czwarty.

Program "wyprawka szkolna" realizowany jest przez rząd od 2002 roku.

Początkowo dzieci oprócz podręczników dostawały także tornistry i zeszyty.
Na realizację programu przeznaczono w budżecie państwa 11 mln zł. W programie uczestniczy 13 wydawców z 21 podręcznikami.

Gazeta Prawna 07 sierpnia 2006 r.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Sierpień 18, 2006, 12:37:27 pm
Spóźnialski nie może zostać za drzwiami

Niesfornego ucznia nie wolno wyrzucić z klasy. I nikt nie może z dnia na dzień wcisnąć młodzieży w mundurki. Rzecznik praw dziecka przypomina, co wolno i czego nie wolno w szkole

Właśnie ukazał się poradnik "Dziecko w szkole" - dla nauczycieli, rodziców i uczniów. Napisali go pracownicy Biura Rzecznika Praw Dziecka, bo jak twierdzą, prawo w szkołach jest nagminnie łamane. I tak np. uczniowie, którzy zapomnieli pantofli, są odsyłani przez woźną albo ochroniarza do domu. Spóźnialskich nie wpuszcza się do klasy, a dokuczliwych uczniów wyrzuca za drzwi. To niezgodne z prawem. Konstytucja i ustawa oświatowa gwarantują każdemu dziecku prawo do nauki - także tym niegrzecznym.

Co z zapowiedzią ministra edukacji Romana Giertycha, który chce powrotu mundurków do szkół? I w tej sprawie prawnicy z Biura RPD są jednomyślni: szkoła nie może wprowadzić mundurków z dnia na dzień. Jeśli uczniowie zaczynali naukę "nieumundurowani", to mają ją prawo zakończyć bez mundurka. - Szkoła może natomiast zapisać w statucie, że każdy nowy rocznik będzie się uczył w mundurkach - przypominają autorzy poradnika Lucyna Bojarska, Krzysztof Brzeziński i Tomasz Rek.

Prawdziwą plagą są finansowe żądania szkół. Biuro Rzecznika ma sygnały, że nauczyciele odmawiają wydania świadectw uczniom, którzy nie opłacili komitetu rodzicielskiego. - Świadectwo jest dokumentem państwowym. Nikt nie może go zatrzymać ani pobierać opłat za wydanie - podkreśla Bojarska. Prawnicy Biura RPD dotarli do takich szkół, gdzie cenzurki były przetrzymywane przez kilka lat! Ich właściciele nie mogli ani kontynuować nauki, ani zacząć legalnej pracy.

Tego, co dzieje się z pieniędzmi, które wpłacają rodzice, często nikt nie kontroluje. Tymczasem prawo mówi, że mogą być one wydawane wyłącznie na działalność statutową szkoły, np. na pomoce naukowe albo dofinansowanie szkolnej wycieczki. Na pewno ze składek od rodziców nie można finansować szkolnych remontów czy opłacać nauczyciela, który prowadzi dodatkowe lekcje.

Poradnik przypomina też sprawę, o którą batalię stoczyli w tym roku pełnoletni uczniowie. -Na lekcji wychowawczej usłyszeliśmy, że mimo 18 lat nie możemy sami pisać usprawiedliwień. Potwierdzili to dyrektor szkoły i łódzkie kuratorium. Wtedy postanowiłem walczyć o swoje prawa - opowiada maturzysta z Łodzi Bartek Gryndzia. Sprawę podchwyciły media. Skończyło się na sejmowej debacie i stwierdzeniu wiceministra edukacji: po skończeniu 18 lat każdy uczeń decyduje o sobie sam.

Nauczyciel nie może namawiać rodziców do pisania oświadczeń, że ich pełnoletnie dzieci nie będą usprawiedliwiać nieobecności. Może jednak odmówić przyjęcia usprawiedliwienia, jeśli powód podany przez ucznia jest niewiarygodny. No i obowiązuje zasada, że więcej niż połowa opuszczonych lekcji ma wpływ na końcową ocenę z poszczególnych przedmiotów.

A co z usprawiedliwieniami młodszych uczniów? Decyzję o tym, czy uczeń zostanie w domu, podejmują rodzice. Szkoła nie ma prawa żądać dodatkowych druczków od lekarzy, szpitali itp. Inaczej jest ze zwolnieniem z wychowania fizycznego - decyzję, że uczeń przez cały rok nie będzie ćwiczył, wydaje tylko lekarz. Matka lub ojciec może prosić tylko o jednorazowe zwolnienie z lekcji.

Poradnik trafił już do bibliotek i organizacji pozarządowych zajmujących się prawami dzieci. Od 25 sierpnia będzie można go pobrać ze strony internetowej Biura Rzecznika Praw Dziecka -www.brpd.gov.pl.

rzeczpospolita (http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060818/kraj/kraj_a_8.html)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Sierpień 18, 2006, 12:54:17 pm
Giertych: decyzja w sprawie zerówek dla pięciolatków nie zapadła (http://www.gazetaprawna.pl/wydarzenia/?news=eGP20060818123120522)

Decyzja w sprawie wprowadzenia dla pięciolatków obowiązkowego przygotowania przedszkolnego, czyli tzw. zerówek, jeszcze nie zapadła - powiedział w piątek PAP wicepremier, minister edukacji Roman Giertych.

Piątkowy "Dziennik" napisał, że "ministerstwo edukacji już niemal postanowiło: w przyszłym roku każde pięcioletnie dziecko będzie musiało iść przedszkola".
Według "Dz", najprawdopodobniej już jesienią Giertych ma zwrócić się do ministra finansów, by w budżecie na przyszły rok zarezerwowano pieniądze na ten cel.

Giertych zaprzeczył piątkowym informacjom "Dziennika". "To jest szukanie newsa na siłę" - ocenił minister edukacji.

"Obecnie sprawa obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków nie jest przedmiotem prac resortu. Minister Edukacji Narodowej podtrzymuje dotychczasowe stanowisko, iż obowiązek przedszkolny dotyczy jedynie 6-latków, a o momencie rozpoczęcia nauki decydują rodzice dziecka, a nie resort edukacji" - czytamy w oświadczeniu wiceministra edukacji Mirosława Orzechowskiego, opublikowanym w piątek na stronie internetowej Ministerstwa Edukacji Narodowej.

W maju minister Roman Giertych poinformował na konferencji prasowej, że w najbliższym czasie resort nie przewiduje wprowadzenia zerówek dla pięciolatków.

Nauka w szkole od szóstego roku życia i obowiązkowa zerówka dla pięciolatków, a nie sześciolatków, jak teraz - takie postulaty PiS zawarło w swoim programie i w planie rządu "Solidarne państwo". Obniżenie wieku obowiązku szkolnego i obowiązku przedszkolnego zapowiadało też wiosną ówczesne kierownictwo resortu edukacji.

W Polsce jedynie ok. 30 proc. dzieci w wieku 3-5 lat jest zapisanych do przedszkoli. Odsetek ten należy do najniższych w Europie. Wskaźnik upowszechnienia wychowania przedszkolnego wynosi 100 proc. na Węgrzech, w Belgii i Irlandii; ponad 90 proc. - w Czechach, Włoszech i Szwajcarii; ponad 80 proc. - w Niemczech, Francji i Danii oraz ponad 70 proc. na Słowacji i w Hiszpanii.

Przed wprowadzeniem obligatoryjnych zerówek dla sześciolatków (przed wrześniem 2004 r. były one powszechne, lecz nie obowiązkowe) zapisywanych do nich było prawie 100 proc. dzieci miejskich i 87 proc. wiejskich; faktycznie uczęszczało tylko blisko 60 proc. dzieci w mieście i około 45 proc. dzieci na wsi.

Zgodnie z ustawą o systemie oświaty, zerówki mogą być zarówno w przedszkolach, jak i przy szkołach podstawowych.

Według danych GUS, w ubiegłym roku działało w Polsce 7 tys. 746 przedszkoli, z tego na wsi tylko 2 tys. 595. W Polsce jest 869 gmin, w których nie ma przedszkoli. Prowadzenie przedszkoli jest zadaniem własnym samorządów - oznacza to, że utrzymanie placówek oraz wynagrodzenia nauczycieli tam pracujących finansowane są ze środków własnych samorządów. Ograniczenia finansowe samorządów doprowadziły do zamknięcia pomiędzy 1990 a 2001 r. ponad 30 proc. przedszkoli.

Gazeta Prawna 2006-08-18
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Sierpień 18, 2006, 07:37:34 pm
Podręczniki ze znakiem Leppera

Podręczniki od Samoobrony będą miały logo tej partii

Andrzej Lepper chce we wrześniu podarować przedszkolakom 50 tys. kompletów książek, na których będzie logo Samoobrony.

Akcja ma się zbiec z kampanią samorządową - dowiedziało się "Życie Warszawy".

Skąd pomysł na rozdawanie książek? - Chcemy pomóc rodzinom z terenów spustoszonych przez suszę i powodzie. Poza tym, spełniamy w ten sposób obietnicę rządu, że podręczniki będą tańsze. Nasze będą nawet za darmo, chwali się w rozmowie z "ŻW" szef Samoobrony. Dodaje, że Ministerstwo Edukacji Narodowej nie ma z tą akcją nic wspólnego. - To wyłącznie nasza inicjatywa, zaznacza.

Akcja Samoobrony ma ruszyć we wrześniu. Politykom nie chodzi jednak tylko o to, by zdążyć przed rozpoczęciem roku szkolnego. - Nie ma co ukrywać, że idealnie zbiegnie się to z kampanią samorządową. Mam nadzieję, że, idąc do urn, ludzie będą pamiętać, że można na nas liczyć, przyznaje jeden z posłów Samoobrony.

- Sytuacja jest przejrzysta. Nie szukamy żadnych sponsorów, za wszystko zapłacimy z partyjnej kasy, zapowiada Janusz Maksymiuk. Politycy Samoobrony nie obawiają się także zarzutów o nielegalną agitację oraz łączenie akcji charytatywnej z kampanią wyborczą. - Wszystko sprawdziliśmy. Partie mogą prowadzić taką działalność - uważa Maksymiuk. Potwierdza to Krzysztof Lorenc z Państwowej Komisji Wyborczej.

interia.pl (http://fakty.interia.pl/kraj/news/Podr%EAczniki_ze_znakiem_Leppera,782379,3)



"Cokolwiek" na okładce podręcznika?



Prawnicy Ministerstwa Edukacji Narodowej badają, czy zgodnie z prawem można umieścić "cokolwiek" na okładce podręcznika, zatwierdzonego do użytku szkolnego przez resort - poinformował w piątek wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski.

Odpowiedział tak na pytanie dziennikarzy o pomysł Samoobrony, która chce podarować przedszkolakom 50 tys. podręczników. Na okładkach książek ma być umieszczone logo Samoobrony oraz m.in. napis, że jest to dar tej partii.

- Sprawę badają prawnicy. Musimy mieć szybko informację w tej sprawie - dodał Orzechowski. Wyjaśnił, że do użytku szkolnego zatwierdzany jest cały podręcznik, nie tylko jego treść, ale także wszystko co znajduje się na okładce.

- Szkoła jest miejscem, gdzie nie uprawia się polityki. W kilku decyzjach ministra edukacji zostało to wyraźnie oznaczone - podkreślił.

Pytany, czy samo ofiarowanie podręczników przez partię polityczną nie łamie zasady, że szkoła i przedszkole są miejscem, gdzie nie można agitować politycznie, odpowiedział: - Lepiej jest dać, niż wziąć. Na sercu jest milej i bezpieczniej. Myślę, że w geście Samoobrony jest troska o wychowanie, bo być może w niektórych rodzinach mogło by zabraknąć na podręczniki. - Chcę się wszędzie dopatrywać dobrej woli - podkreślił wiceminister.

Orzechowski dodał, że jeśli sam pomysł ofiarowania podręczników przez partię może budzić wątpliwości, czy nie jest w ten sposób łamana zasada apolityczności szkoły lub przedszkola, to ten aspekt sprawy również zbadają prawnicy.

O tym, że wicepremier Andrzej Lepper chce we wrześniu podarować przedszkolakom książki napisało w piątek "Życie Warszawy". - Chcemy pomóc rodzinom z terenów spustoszonych przez suszę i powodzie. Poza tym, spełniamy w ten sposób obietnicę rządu, że podręczniki będą tańsze. Nasze będą nawet za darmo - powiedział "ŻW" Lepper. Dodał, że MEN nie ma z tą akcją nic wspólnego: - To wyłącznie nasza inicjatywa.

Jak czytamy w "ŻW", politycy Samoobrony nie obawiają się także zarzutów o nielegalną agitację oraz łączenie akcji charytatywnej z kampanią wyborczą. - Partie mogą prowadzić taką działalność - uważa wiceszef klubu Samoobrony Jerzy Maksymiuk. Potwierdza to Krzysztof Lorenc z Państwowej Komisji Wyborczej.

"Sześcioletni odkrywca. Wspólna wyprawa" - tak brzmi tytuł serii książek, które chce rozdawać Samoobrona. Podręczniki zostały wydane przez Dom Wydawniczy Edukacja i zatwierdzone do użytku przez resort edukacji.


interia.pl (http://fakty.interia.pl/kraj/news/Cokolwiek_na_ok%B3adce_podr%EAcznika,782674,3)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Sierpień 18, 2006, 10:07:27 pm
W lipcu 2006 r. ukazała się druga część poznańskiego informatora dla osób niepełnosprawnych i ich rodzin, pt. „Edukacja osób niepełnosprawnych

http://www.niepelnosprawni.info/ledge/x/16209;jsessionid=109A75C83F8F845D24457CD285FA4C06
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Sierpień 18, 2006, 10:28:04 pm
Tanie podręczniki są, ale w internecie

Aleksandra Przybylska, Poznań

Samorządy przestały liczyć na MEN i same pomagają uczniom kupić tańsze podręczniki do szkoły. Pomysł jest bajecznie prosty - internetowe giełdy używanych książek

Do rozpoczęcia roku szkolnego dwa tygodnie, trzeba kupić dzieciom komplety podręczników do następnej klasy. Jeszcze rząd Kazimierza Marcinkiewicza obiecywał tańsze szkolne książki. - Miało być taniej, a wyszło jak zwykle - wzdychają rodzice w kolejkach i wydają po kilkaset złotych za komplet książek. Pan Piotr z Poznania na szkolnym kiermaszu wydał właśnie 400 zł za kilka podręczników do szkoły podstawowej.

Okazuje się, że można wymyślić, jak potanieć podręcznikowe zakupy. W niektórych polskich miastach działają już internetowe giełdy używanych podręczników. W Poznaniu wiceprezydent miasta Tomasz Kayser na ten pomysł wpadł przypadkiem. - Mam do książek wielki szacunek. Nie mogłem patrzeć, jak w domu zalegają sterty niepotrzebnych podręczników. Prosiłem synów, żeby odnieśli je do antykwariatu. Ale dzieci w ich wieku sporo siedzą w internecie, nie mają na nic czasu. Wtedy przyszła mi do głowy myśl, żeby uruchomić w sieci giełdę używanych podręczników - opowiada.

Giełda na oficjalnym serwisie poznańskiego magistratu pojawiła się na początku czerwca tego roku. Dwie doby po jej starcie było już 240 ofert książek na sprzedaż. Po miesiącu - ponad 2,7 tys. Wczoraj w samo południe - ponad 7 tys.! - Nie spodziewaliśmy się takiego zainteresowania - mówi Wojciech Pelc zarządzający oficjalnym urzędowym serwisem Poznania w internecie. - Po reakcji poznaniaków i innych miast widać jednak, że giełda to strzał w dziesiątkę - dodaje.

Tymczasem pomysł Poznania kopiują już inne miasta. Pytali o niego samorządowcy z Lubina i Olsztyna. Na internetowej giełdzie używanych książek, która przed miesiącem ruszyła w Bydgoszczy, wczoraj rano było ponad tysiąc ofert. - Nieraz książki są tu oferowane za symboliczną złotówkę, nie ma porównania z cenami za nową książkę - mówi Marta Estkowska z bydgoskiego urzędu miasta.

PiS obiecywał tanie podręczniki jeszcze w kampanii wyborczej. Przed zawiązaniem koalicji z Samoobroną i LPR MEN wypracowało z wydawcami i księgarzami porozumienie o obniżeniu cen. Nauczyciele i rodzice mieli ustalić w szkołach listę obowiązujących podręczników. Dyrektor miał te książki zamawiać u hurtowników i księgarzy, którzy zaproponują najlepszą ofertę. Szkoły dostawałyby rabaty na hurtowo zamawiane podręczniki. Skorzystać mieli też wydawcy: drukowaliby tyle, ile potrzeba i nie byłoby kosztownych zwrotów. - Choć terminy były napięte, chcieliśmy realizować to porozumienie - mówi Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki. - Nie udało się ze względu na zmiany w MEN.

Po objęciu resortu przez Romana Giertycha porozumienie zerwano. - Gdy tylko minister Giertych objął resort, zapowiadał, że ma swój pomysł na tanie podręczniki i że będzie on realizowany od 2007 r. Szczegóły przedstawimy jesienią - mówi Kaja Małecka, rzecznik prasowy MEN. A co według resortu mają zrobić rodzice i uczniowie w tym roku? - Na razie szkoły powinny robić wszystko, oczywiście w ramach prawa, by zakup podręczników był tańszy - radzi Małecka.

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3556317.html
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Sierpień 22, 2006, 11:09:40 pm
Nie masz studiów? Nie uczysz (http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3564015.html)

Gazeta Wyborcza, Aleksandra Pezda 2006-08-22

Tysiące nauczycieli szkół i przedszkoli może we wrześniu stracić pracę lub część pensji. Powód? Nie uzupełnili na czas wykształcenia. - Po 30 latach zarabiam 1019 zł brutto. Nie stać mnie było na studia - mówi przedszkolanka.

Od września 2006 r. wchodzi w życie nowelizacja Karty nauczyciela z 2000 r. zaostrzająca wymogi wykształcenia nauczycieli. Teraz nauczyciel będzie mógł uczyć tylko tego przedmiotu, z którego ma wyższe wykształcenie (co najmniej licencjat). Innym umowa o pracę wygaśnie.

Według wstępnych szacunków Związku Nauczycielstwa Polskiego bez wyższego wykształcenia pracowało przed wakacjami w polskich szkołach ponad 10 tys. nauczycieli. Ilu z nich straci pracę, a ilu zdążyło uzupełnić wykształcenie, na razie nie wiadomo. Precyzyjne statystyki dyrektorzy szkół przekażą Ministerstwu Edukacji Narodowej w połowie września. Szef ZNP Sławomir Broniarz uspokajał wczoraj, że exodusu w szkołach nie będzie. Ale np. Szczecin już policzył - 142 nauczycieli szkół i przedszkoli nie uzupełniło kwalifikacji.

Co na to MEN? Nie będzie łagodził wymogów. - Trudno sobie wyobrazić rodziców, którzy by chcieli, aby ich dzieci uczyli niedokształceni i niepodnoszący swoich kwalifikacji nauczyciele - mówi "Gazecie" Marzanna Piasecka z biura prasowego MEN.

Buntują się ci, którzy kończyli dawne studium nauczycielskie lub wychowania przedszkolnego.

Mamy ich ponad 14,6 tys. Będą mogli wciąż uczyć dzieci, ale stracą na pensji, bo spadną w tabelkach płacowych do tzw. grupy najniższego zaszeregowania. - Pracuję 30 lat, zarabiałam w przedszkolu 1019 zł brutto i nie było mnie stać na dodatkowe studia. Od września z tego powodu będę zarabiać 849 zł brutto - mówi "Gazecie" załamana przedszkolanka Danuta Budzińska z Polic. - Mam te same obowiązki, nadal będę przygotowywać dzieci do zerówki. Czy to, że po tylu latach pracy nie zrobiłam studiów, oznacza, że teraz będę się dziećmi gorzej zajmowała?

Nauczyciele po SN i SWP mogą stracić nawet po 300 zł miesięcznie niezależnie od tego, jaki szczebel kariery zawodowej osiągnęli wcześniej. W oświacie są cztery stopnie tzw. awansu zawodowego: stażysta, nauczyciel kontraktowy, mianowany i dyplomowany. Po wejściu w życie nowych przepisów nawet nauczyciel dyplomowany będzie zarabiał jak stażysta.

Dla nauczycieli tuż przed emeryturą ta zmiana oznacza niższe świadczenie z ZUS. - Za nimi stoi wieloletnie doświadczenie, a przeciwko nim - nowe wymogi wykształcenia. Staramy się od kwietnia, by minister edukacji wydłużył dla nich okres przejściowy - mówi "Gazecie" Sławomir Broniarz, prezes ZNP. O to samo walczyła nauczycielska "Solidarność". Wczoraj minister Roman Giertych obiecał, że zmieni przepisy tak, żeby nauczyciele po studium nauczycielskim i wychowania przedszkolnego zarabiali tyle co dotychczas.

Nowe przepisy Karty nauczyciela oznaczają również, że do nauki przedmiotów, którymi nauczyciele do tej pory często uzupełniali tzw. pensum (np. muzyka, plastyka czy informatyka), trzeba będzie mieć właściwe studia. Problem mają zwłaszcza dyrektorzy szkół w małych miejscowościach, np. w SP w Chojnie nauczyciel bloku "sztuka" ma ukończone studia z pedagogiki i wychowania muzycznego, ale nie z plastyki. Wicedyrektor szkoły Edyta Kalarus ma tylko wyjście połowiczne - jeśli udowodni, że nauczyciel ma przygotowanie zbliżone do plastycznego, może go zatrudnić. - Ale za muzykę zapłacimy mu jak dyplomowanemu, a za plastykę jak stażyście.

MEN do nauczycieli: Trzeba było się uczyć (http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34397,3549497.html)

IAR2006-08-14,

Kilka tysięcy nauczycieli może od września stracić pracę. Chodzi o osoby, które nie uzupełniły braków w wykształceniu, na przykład ukończyły studia, ale nie obroniły pracy magisterskiej lub nie mają wykształcenia pedagogicznego.

6 lat temu ówczesna nowelizacja Karty Nauczyciela dała czas na uzupełnienie wykształcenia do końca sierpnia tego roku. Teraz zwolnienia nie dotkną tylko nauczycieli zawodu i pedagogów po ukończonym studium nauczycielskim.

Wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski zapewnił w rozmowie z IAR, że mimo zwolnień nie będzie braków w kadrze. "Jest to niewielki problem. Każdy, kto jest nauczycielem powinien najlepiej rozumieć, że do wykonywania zawodu trzeba się odpowiednio wykształcić" - dodał.

O konieczności dokształcenia się od kilku lat informował Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Jednak - jak mówi prezes Związku Sławomir Broniarz - część nauczycieli zlekceważyła ten obowiązek. "Sześć lat to wystarczający okres, by uzyskać kwalifikacje. Część naszych koleżanek i kolegów nie wykorzystała tego czasu w sposób należyty" - przyznał Broniarz.

W Polsce jest obecnie ok. 700 tysięcy nauczycieli. Ministerstwo edukacji ostrożnie szacuje, że we wrześniu uprawnienia straci co najwyżej niecały procent z nich. Równocześnie jednak powstaną nowe miejsca pracy dla osób, które właśnie ukończyły studia.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Sierpień 23, 2006, 12:44:12 pm
Rodzice fałszują usprawiedliwienia

Uczniowie nie chodzą do szkół, a rodzice - jak wynika z badań dla "Życia Warszawy" - nagminnie kłamią w usprawiedliwieniach.

Dziennik dotarł do propozycji rozwiązania tych problemów, które kuratoria przesłały do resortu oświaty.

Co szósty rodzic (17,6 proc.) przyznaje, że zdarza mu się wystawić dziecku fałszywe usprawiedliwienie nieuzasadnionej nieobecności w szkole, a 74,3 proc. zapewnia, że tego nie robi - wynika z sondażu przeprowadzonego na zlecenie "ŻW" przez Mareco Polska.

Z plagą wagarów postanowiło walczyć Ministerstwo Edukacji Narodowej. Nakazało kuratoriom oświaty w całym kraju przeprowadzenie ankiety na temat frekwencji w podstawówkach, gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych w roku szkolnym 2005/06, która pozwoliłaby zdiagnozować wynikające z absencji problemy. Poproszono też o wskazanie rozwiązań, które zmniejszyłyby to zjawisko.

- Raporty z kuratoriów w całym kraju trafiły już do ministerstwa, które po opracowaniu ogólnopolskich, uśrednionych wyników, zaprezentuje je na konferencji prasowej - ujawnia rzecznik MEN Kaja Małecka.

Gazeta dotarła do danych z części województw. Wynika z nich, że rodzice nagminnie usprawiedliwiają nieobecności, nie podając ich przyczyn lub usprawiedliwiają "ciągiem" wiele godzin zaległych.

Z przesłanych do MEN-u informacji wynika, że najczęściej szkoły postulują, by usprawiedliwiać nieobecności wyłącznie na podstawie zwolnień lekarskich lub honorować te od rodziców jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Część ekspertów wskazuje jednak, że takie rozwiązanie to powrót do PRL. Rodzice mogą w efekcie zacząć nachodzić lekarzy i wymuszać wypisywanie zwolnień dla swoich dzieci.

W przesłanych do ministerstwa pomysłach dyrektorzy szkół sugerowali też wprowadzenie na świadectwie ukończenia szkoły zapisu o liczbie opuszczonych godzin - czytamy w "Życiu Warszawy".

interia (http://fakty.interia.pl/kraj/edukacja/news/Rodzice_fa%B3szuj%B1_usprawiedliwienia,783441,3317)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Sierpień 25, 2006, 10:02:13 pm
Casting na nauczycieli

Renata Czeladko

W nowym roku szkolnym w Warszawie nie będzie komu uczyć angielskiego, informatyki czy mechaniki. Problem mają nawet renomowane licea. Młodzi nauczyciele nie chcą pracować za 700 zł miesięcznie

Rafał Nowakowski zrezygnował z etatu fizyka w renomowanym liceum im. Reytana Fizyk Rafał Nowakowski pół roku temu zwolnił się z LO im. Reytana przy Wiktorskiej. Od tamtego czasu dyrektor liceum wciąż poszukuje fizyka. - Praca z młodzieżą daje satysfakcję, ale finansowo uczenie nie jest atrakcyjne - mówi pan Rafał. Rozważał wyjazd nawet do Wielkiej Brytanii. Wziął udział w spotkaniu z brytyjską firmą rekrutującą nauczycieli do pracy w Szkocji. Tam szkoły oferowały roczną pensję od 19 tys. do ponad 31 tys. funtów (114 tys. - 190 tys. zł). Wyjechali m.in. informatycy, geografowie, matematycy. - Ostatecznie zostałem w Polsce, bo dostałem propozycję z Centrum Badań Kosmicznych - opowiada Rafał Nowakowski.

Kto stanie pod tablicą?

W banku ofert pracy kuratorium oświaty czeka blisko pół tysiąca miejsc w szkołach z Warszawy i okolic, które pilnie szukają nauczycieli. Dyrektorzy narzekają, że kadra się starzeje, a młodych nie kuszą szkolne zarobki. Początkujący nauczyciel dostaje na rękę ok. 700-800 zł. Ten z kilkunastoletnim stażem - niecałe 2 tys. zł.

- Taka pensja nie jest atrakcyjna na warszawskim rynku pracy - przyznaje Anna Kalińska, wicedyrektor wydziału kadr w kuratorium.

Najbardziej brakuje anglistów - ponad stu. Wolą uczyć na kursach językowych. - My szukamy dwóch. Pytamy znajomych, dajemy ogłoszenia - mówi Małgorzata Kuna, dyrektor Gimnazjum nr 51 przy ul. Jana Olbrachta na Woli.

Szkoły zatrudnią też bibliotekarzy, geografów, biologów, chemików, historyków. W podstawówce nr 66 przy ul. Przepiórki we Włochach jest casting na matematyka - poprzedni odchodzi na emeryturę. - W Warszawie nietrudno znaleźć jakiegokolwiek nauczyciela, ale dobrego z kwalifikacjami trzeba naprawdę szukać - martwi się Agnieszka Wąsala, wicedyrektor SP 66.

Brakuje fachowców od przedmiotów zawodowych, którzy uczą w technikach i zawodówkach. Zespół Szkół Elektronicznych i Licealnych przy ul. gen. Zajączka potrzebuje informatyków. - Tego modnego przedmiotu nie ma komu uczyć! Pracował u nas absolwent Politechniki. Skończył nawet płatne studia pedagogiczne, ale w telekomunikacji na dzień dobry dostał dwa razy większą pensję i odszedł. Ludzie z branży przychodzą do szkół, jak już mają nóż na gardle albo nie sprawdzili się w kolejnych zakładach - ocenia Zofia Salamonik, wicedyrektor Elektronika. Wacław Jaworski, kierownik warsztatów w Centrum Kształcenia Praktycznego, obawia się, że bez świeżego zastrzyku ludzi, którzy na studiach zetknęli się z technicznymi nowinkami, szkoła nie wykształci dobrych fachowców.

Warszawa za droga dla pedagoga

Te kłopoty mogą być dopiero wstępem do prawdziwych problemów. - W grudniu 2006 i 2007 r. 7,5 tys. nauczycieli z Mazowsza odejdzie na emeryturę - przewiduje Anna Kalińska z kuratorium.

Ratusz zastanawia się więc nad finansowymi zachętami dla najbardziej brakujących anglistów i nauczycieli przedmiotów zawodowych. - Mamy pewne pomysły. Analizujemy je i liczymy pieniądze - mówi Grażyna Ożarek, wicedyrektor miejskiego biura edukacji. Ratusz już stara się wspomagać warszawskich nauczycieli. Każdy ma np. dodatek prezydencki - 115 zł.

Co zrobią dyrektorzy, jeśli przed rozpoczęciem roku szkolnego nie znajdą pedagoga? - Bierze się najlepszego kandydata i pisze pismo do kuratorium z prośbą o pozwolenie na warunkowe zatrudnienie - odpowiadają. Ale to nie jest najlepsze rozwiązanie, bo w szkołach powinny uczyć osoby po studiach i z przygotowaniem pedagogicznym.

Gazeta Wyborcza 25.08.2006r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Sierpień 27, 2006, 03:38:15 pm
Prgram "Tani podręcznik" dopiero za rok

Minimum 300 złotych muszą w tym roku wydać rodzice na wyprawkę szkolną dla swojego dziecka. Lwia część tej sumy to podręczniki.
W zeszłym roku Ministerstwo Edukacji zapowiadało, że książki będą tańsze, ale z zapowiedzi nic nie wyszło. Pół roku temu ówczesny PiS-owski wiceminister Jarosław Zieliński podpisał nawet umowę z wydawcami podręczników, ale nigdy nie weszła ona w życie. "Gdybyśmy zrealizowali to porozumienie, to podręczniki byłyby tańsze w sposób zauważalny" - powiedział dzisiaj Zieliński.

Krótko po objęciu fotela ministra edukacji umowę z wydawcami zerwał Roman Giertych. Jego zastępca Mirosław Orzechowski tłumaczy, że dokument zawierał błędy. W dodatku wymagał jeszcze zmiany ustawy o systemie oświaty, co oznacza, że resort i tak nie zdążyłby ze zmianami przed 1 września.

Zamiast nowego porozumienia z wydawcami, ministerstwo zapowiedziało nowy program - "Tani Podręcznik". Tyle, że wejdzie on w życie dopiero za rok. Pomysł zakłada, że resort wybierze po trzy książki z danego przedmiotu i dofinansuje zakup szkołom.

Od kilku lat najuboższe rodziny mogą korzystać z innego rządowego programu - "Wyprawka szkolna". W tym roku komplet podręczników otrzyma według szacunków Ministerstwa Edukacji 91 tysięcy pierwszaków.

gazeta wyborcza (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3576255.html)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Sierpień 27, 2006, 09:24:49 pm
Będzie miejska giełda podręczników

Renata Czeladko

 Warszawa będzie miała internetową giełdę tańszych podręczników. "Gazecie" udało się namówić ratusz. Zapadła decyzja o uruchomieniu aukcji
Decyzja zapadła wczoraj po konsultacjach biura edukacji z informatykami. - Będziemy mieć internetową giełdę podręczników szytą na miarę Warszawy - zapowiedziała Grażyna Ożarek, zastępca dyrektora biura edukacji.

Każdy więc, kto szuka tańszych książek do szkoły albo chce je sprzedać, będzie to mógł zrobić w sieci. W poniedziałek miasto poda termin startu internetowej aukcji podręczników. Prawdopodobnie będzie to 1 lub 4 września. Uważamy, że to trochę późno, bo rodzice, którzy chcą zaoszczędzić, a nie udało im się zdobyć używanych książek przed rozpoczęciem roku szkolnego, kupują droższe nowe.

- Jednak wcześniej nie jesteśmy wstanie uruchomić giełdy. Tempo i tak jest wyjątkowe. Giełdę robimy w tydzień, a wymaga ona dobrego przygotowania ze strony informatycznej - mówi Grażyna Ożarek.

Do zorganizowania aukcji zachęciła ratusz "Gazeta". Miastu podsunęliśmy rozwiązanie z Poznania. Tam internetowa giełda używanych podręczników wystartowała przed wakacjami i ma 7 tys. ofert. Działa jak tablica ogłoszeń. Na stronie wpisują się ci, którzy chcą sprzedać, i ci, co chcą kupić książkę. Miasto nie pośredniczy w transakcji. Zainteresowani kontaktują się przez podane maile i telefony. Pomysł Poznania powieliły już inne miasta.

www.edukacja.warszawa.pl

Gazeta Wyborcza 25.08.2006r

-------

Kraków

W sobotę rusza internetowa giełda podręczników
Joanna Jałowiec  
Na stronie www.krakow.pl można zamieścić ofertę sprzedaży niepotrzebnych szkolnych książek i poszukać brakujących pozycji.
 
"Gazecie" udało się namówić krakowski magistrat, by wzorem Poznania uruchomił internetową tablicę ogłoszeń. Na stronie giełdy każdy internauta będzie mógł bezpłatnie zamieścić ofertę sprzedaży lub kupna podręczników, atlasów, lektur i innych wydawnictw szkolnych. Trzeba tylko podać w formularzu swoje dane i kontakt oraz dokładnie opisać książkę. Giełda będzie moderowana, by uniknąć wulgarnych lub niepoważnych wpisów. Pierwszym sprzedającym będzie m.in. Piotr Malcharek, dyrektor Wydziału Informatyki i Infrastruktury UMK, odpowiedzialny za techniczną stronę przedwsięzięcia. - Mam używane dawno temu "skarby" w postaci starych, ale bardzo dobrych podręczników do matematyki. Na pewno się jeszcze komuś przydadzą. Oddam je za symboliczne 50 groszy - żartował.

Gzaeta Wyborcza 31.08.2006r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Wrzesień 07, 2006, 03:09:52 pm
Gdy odpowiadasz, nie patrz w twarz nauczyciela


Nauczyciele wymagają od uczniów, żeby patrzyli im w twarz w czasie przepytywania. Najnowsze szkockie badania dowodzą jednak, że powinni robić dokładnie odwrotnie - informuje serwis internetowy "Nature".

Okazuje się bowiem, że patrzenie w twarz drugiej osoby znacznie utrudnia koncentrację i nie pozwala nam jasno myśleć.

Dla osób dorosłych i starszych dzieci zupełnie normalną rzeczą jest bezcelowe patrzenie się przed siebie - np. przez okno czy w podłogę - w trakcie rozwiązywania jakiegoś problemu lub zagadki. Jednak wiele osób, w tym nauczyciele, uważa takie zachowanie za wyraz obojętności czy lekceważenia. Najnowsze badania naukowców ze szkockiego Uniwersytetu w Stirling dowodzą, że bezcelowe patrzenie się w przestrzeń po prostu pomaga naszemu mózgowi w koncentracji. Dokładny opis tych badań zamieszcza pismo "British Journal of Developmental Psychology".

Badaniami objęto grupę 25-latków. Zadawano im pytania z dziedziny matematyki. Uczestników testu wytrenowano tak, by w trakcie odpowiedzi na pytania patrzyli przed siebie, a nie w twarz pytającego.

Okazało się, że dzięki temu liczba prawidłowych odpowiedzi na zadania arytmetyczne była większa, niż wówczas, gdy badani koncentrowali się na twarzy ludzkiej.

Dalsze badania w tej grupie wykazały, iż patrzenie w twarz utrudnia myślenie nad problemami matematycznymi do tego stopnia, że wywołuje reakcje fizjologiczne organizmu. W jednym z doświadczeń ok. 30 osób poproszono by wykonali zadanie liczbowe wymagające skupienia, jak np. wymienili kolejno wszystkie wielokrotności 7 mieszczące się w zakresie od 100 do 7, równocześnie patrząc w twarz osoby odpytującej.

Było to dla badanych tak duże wyzwanie, że zaczęli się wyraźnie pocić. Najbardziej pocili się mężczyźni indagowani przez kobiety.

Wydaje się, że emocje widoczne na twarzach innych osób tak nas rozpraszają, iż przestajemy jasno myśleć, komentuje prowadząca badania Gwyneth Doherty-Sneddon.
Jej zdaniem, z doświadczeń tych płynie jasny wniosek, że nauczyciele powinni wręcz zachęcać uczniów do patrzenia w dal w trakcie odpowiedzi, zamiast karcić ich za takie zachowanie.
Naukowcy zaprezentowali wyniki swoich badań na Festiwalu Brytyjskich Stowarzyszeń Naukowych w Norwich w Wielkiej Brytanii.



onet.pl (http://wiadomosci.onet.pl/1399553,16,1,0,120,686,item.html)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 07, 2006, 04:44:59 pm
Polecam gorąco

http://serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,3590132.html
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Wrzesień 07, 2006, 05:34:26 pm
O ranyy mocny artykuł!
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 10, 2006, 08:24:10 pm
Nie ma dzieci "straconych"

Jestem wstrząśnięta wypowiedzią Jarosława Kaczyńskiego, w której oceniał działalność ministra Romana Giertycha. Popierając projekt tworzenia osobnych szkół dla trudnej młodzieży, powiedział m.in.: "Najlepsi nawet pedagodzy nie dadzą sobie rady z pewną częścią młodzieży, która jest kompletnie zdemoralizowana, bardzo agresywna i buduje opresję, przede wszystkim dla swoich kulturalniejszych i lepszych kolegów" (cytuję za "Rz" z 2-3.09. 2006 r.). Takie słowa w ustach premiera są oburzające. Oznaczają, że ludzie dorośli, w dodatku przedstawiciele władzy, proponują oddzielenie tych najgorszych młodych, a nawet dzieci, dla dobra pozostałych, bo ci najgorsi są już i tak "straceni". Wiemy, co pociąga za sobą dzielenie ludzi na dobrych i złych. Nie rozumiem też, jak minister edukacji pochodzący z partii deklarującej poszanowanie dla wartości chrześcijańskich może w ten sposób podzielić dzieci i jak premier przyznający się do tych samych wartości może to poprzeć. Blisko 40 lat pracowałam jako nauczycielka. Zaczynałam pod kierunkiem pedagogów, którzy wychowywali młodzież jeszcze przed wojną. Nauczyli mnie m.in. tego, że jestem w szkole nie tylko po to, aby przekazywać wiedzę, ale i wychowywać. O dziecku w szkole nigdy nie wolno powiedzieć, że żaden pedagog nie da sobie z nim rady i pozostaje tylko odizolować go od przyzwoitych kolegów.

Anna Walenta, Warszawa

Rzeczpospolita 9.09.2006r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 18, 2006, 09:44:05 pm
EDUKACJA Dyrektorzy o pomysłach ministra

Chcą autonomii i pieniędzy dla szkół

Roman Giertych zapowiada, że za dwa lata ruszą specjalne placówki dla niepokornych uczniów. Dyrektorzy szkół nie kryją obaw

W Sejmie dyskutowało w weekend kilkuset dyrektorów z całego kraju. Rozmawiali o przemocy wśród uczniów i o tym, jak nowocześnie zarządzać szkołą. Największe emocje budziły pomysły ministra edukacji dotyczące wprowadzenia wychowania patriotycznego, mundurków i odrębnych szkół dla trudnej młodzieży.

- Można zastraszyć dzieci i zesłać je do koszar. Ale to nie rozwiąże żadnego z ich problemów. Ich frustracja i tak kiedyś wybuchnie - przekonywał dyrektor społecznego Wielokulturowego Liceum Humanistycznego w Warszawie Piotr Laskowski.

Dyrektorka jednego z krakowskich liceów mówiła: - Mam 21-letni staż nauczycielski. Bolą mnie zarzuty, że teraz brakuje wychowania w duchu patriotycznym. To znaczy, że przez te lata nie uczyłam patriotyzmu? Nikt mi nie musi nakazywać, by szkolne akademie rozpoczynać hymnem. Przekonywała, że zamiast szkół dla chuliganów potrzeba etatów dla psychologów i pedagogów.

Dyrektor Zespołu Szkół we Włocławku Krzysztof Stasiak apelował o środki na zajęcia pozalekcyjne. - Gdyby uczniowie mieli co robić w szkole po południu, nie mielibyśmy chuliganów.

Za autonomią szkół opowiedział się dyrektor szkoły w Subkowach (Pomorskie) Waldemar Pawlusek. - Czy w części szkół są mundurki? Tak. Czy są kamery? Tak. Ale niczego nie można narzucać. Zmiany muszą być uzgodnione wspólnie przez szkołę i rodziców.

Propozycji MEN bronił dyrektor 31. Gimnazjum w Krakowie: - Czasem uczniów trzeba dyscyplinować. Trzeba wyraźnie wskazać, że kto przekroczy granicę, zostanie przeniesiony do szkoły o surowszych zasadach.

Roman Giertych chce, by w szkołach dla niedostosowanej młodzieży obowiązywał - jak powiedział - quasi-wojskowy dryl. - Będzie to miejsce dla uczniów, którzy swoją agresją oraz drastycznym łamaniem dyscypliny utrudniają życie rówieśnikom. Do tych ośrodków będzie kierować uczniów dyrektor szkoły, kurator oświaty lub minister - mówił.

mku

Rzeczpospolita 18.09.2006r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 18, 2006, 10:14:46 pm
Brak książek dla niewidomych

Angelika Swoboda  

Niewidomi uczniowie nie mają podręczników. Książki przepisują im sami rodzice. Rok szkolny w pełni, a MEN organizuje przetargi na druk

W polskich szkołach uczy się ponad 4 tys. dzieci niewidomych i niedowidzących. Co trzecie z nich nie ma podręczników, choć rok szkolny zaczął się dwa tygodnie temu. - Dzwonią do nas rodzice, ale niestety nie możemy pomóc. Radzimy, by skontaktowali się z kuratorium - opowiada Bogusława Radzka z Polskiego Związku Niewidomych.

Druk jednego podręcznika brajlem kosztuje do 1,5 tys. zł. Środki przekazywane na ten cel przez Ministerstwo Edukacji Narodowej są niewystarczające. Książek nie można kupić. Są wyłącznie w szkolnych bibliotekach, do których przekazują je kuratoria. Ale i tu ich brakuje.

- Podręczników dla niewidomych uczniów pierwszej i drugiej klasy nie mamy w ogóle. W tym roku szkolnym nie dostaliśmy też ani jednego nowego wydania - mówi Katarzyna Buła, bibliotekarka ze Szkoły Podstawowej nr 5 w Malborku.

Działacze Polskiego Związku Niewidomych twierdzą, że powodem kłopotów jest zmiana systemu edukacji i ogromna dowolność w doborze książek. - Praktycznie w każdej szkole, a nawet klasie uczniowie korzystają z innych podręczników - tłumaczy Józef Małosek, dyrektor biura zachodniopomorskiego oddziału Związku. W samym tylko Zachodniopomorskiem problem ten dotyczy ponad 200 uczniów!

Rodzice sami postanowili zaradzić problemowi. Pożyczają tradycyjne podręczniki i sami przepisują je brajlem! Beata Grekowicz ze Szczecina poświęca na to każdą wolną chwilę. Ma specjalną maszynę, dzięki której praca idzie szybciej, ale i tak przepisanie jednego podręcznika zajmuje jej wiele miesięcy.

- Młodszej córce przepisuję wszystkie książki, bo dopiero zaczyna naukę. Starszej tylko do polskiego i angielskiego, bo nie dałabym rady - mówi pani Beata.

MEN zapewnia, że dobiegają końca procedury związane z przetargami na druk. Nic innego nie było w stanie odpowiedzieć.

Chcesz pomóc niewidomym uczniom? Zgłoś się do Polskiego Związku Niewidomych w twoim mieście i zaproponuj przepisanie podręcznika (rodzice udzielą wskazówek). Nie musisz mieć maszyny brajlowskiej - pożyczą ci ją rodzice niewidomych dzieci. Telefony do oddziałów PZN pod adresem: www.pzn.org.pl

Gazeta Metro 18.09.2006r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 19, 2006, 09:45:23 pm
TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY SUBWENCJA OŚWIATOWA
Samorządy dopłacą do edukacji


Władze lokalne będą musiały pokrywać ze środków własnych różnicę między wydatkami na oświatę a subwencją otrzymywaną na ten cel z budżetu państwa.

Trybunał Konstytucyjny orzekł w poniedziałek, że zaskarżone przez Radę Miejską Łodzi przepisy dotyczące podziału środków z subwencji oświatowej między poszczególne samorządy są zgodne z Konstytucją RP i Europejską Kartą Samorządu Terytorialnego. Chodzi o art. 28 ust. 6 ustawy z dnia 13 listopada 2003 roku o dochodach jednostek samorządu terytorialnego (Dz.U. nr 203, poz. 1966 z późn. zm.) oraz art. 1 pkt 17, lit. h) ustawy z dnia 15 lipca 2004 roku o zmianie ustawy – Karta Nauczyciela (Dz.U. nr 79, poz. 1845). Zgodnie z opinią wnioskodawcy realizacja tych przepisów powoduje nieadekwatny do wykonywanych działań podział publicznych środków pomiędzy jednostki samorządu. W ubiegłym roku władze Łodzi musiały przekazać ze środków własnych 84 mln zł na cele edukacyjne, na które zabrakło środków z subwencji budżetowej. W podobnej sytuacji znalazło się kilkadziesiąt większych miast w całej Polsce. Zdaniem pełnomocnika wnioskodawcy winne temu są m.in. zasady podziału subwencji faworyzujące samorządy wsi i małych miejscowości oraz brak standardów zatrudniania nauczycieli.

Trybunał nie podzielił jednak opinii Rady Miejskiej Łodzi. W uzasadnieniu wyroku TK podkreślił, że finansowanie oświaty to zadanie własne samorządów lokalnych, które może być opłacane także z własnych środków, a nie wyłącznie subwencji budżetowej. Trybunał przypomniał także, że wysokość nakładów państwa na poszczególne zadania samorządów, w tym na zadania oświatowe, należy do ustawodawcy. Ustala on również sposób podziału publicznych środków. Trybunał może interweniować w takich sprawach tylko w przypadku zaistnienia rażących dysproporcji między wysokością subwencji a ciężarem zleconych zadań. W ocenie sędziów sytuacja taka nie miała miejsca w omawianym wniosku łódzkich samorządowców.

 Łukasz Guza

Gazeta Prawna 19.09.2006r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Wrzesień 20, 2006, 11:30:34 pm
MEN ogłasza "Tani podręcznik" (http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3630111.html?nltxx=1721542&nltdt=2006-09-20-04-05)
Aleksandra Pezda2006-09-20

Szkoły będą wybierać podręczniki i nie będą ich zmieniać przez cztery lata. Uczniowie z najuboższych rodzin dostaną książki za darmo

Program "Tani podręcznik" ogłosił wczoraj minister edukacji Roman Giertych. Ma działać od 2007 r. - Mamy horrendalne ceny podręczników - mówił Giertych. Twierdzi, że program obniży je nawet o 30 proc. w dwa lata.

Założenia są takie: szkoły (czyli rady pedagogiczne) wybiorą podręczniki spośród wszystkich dostępnych na rynku po konsultacjach z rodzicami (radami rodziców). Skompletują je tak, by taki sam podręcznik do jednego przedmiotu był dla wszystkich klas tego samego rocznika.

Wybranych książek szkoła będzie używać przez co najmniej cztery lata. Dzięki temu mają być tańsze, bo będzie można je odsprzedawać młodszym rocznikom.

Zamówienia ze szkół trafią do marszałka województwa, który ma negocjować ceny z wydawcami książek. Ale jak potem podręczniki trafią od dzieci? Czy wydawca dostarczy je bezpośrednio do szkoły, czy będzie się je kupować w księgarniach po wynegocjowanej cenie? Tego w programie MEN nie ma. - Szczegóły ustali się na poziomie województwa - mówi Ryszard Szubiński, dyr. departamentu nadzoru oświatowego w MEN.

Uczniowie z najbiedniejszych rodzin, w których miesięczny dochód nie przekracza 504 zł na osobę (kryterium otrzymania zasiłku rodzinnego), dostaną podręczniki za darmo. Według wstępnych wyliczeń chodzi o półtora miliona uczniów. MEN będzie potrzebował na to 570 mln zł w 2007 r., a do roku 2015 - 2,4 mld zł. Minister Giertych mówi, że przeznaczy na to pieniądze z unijnego Europejskiego Funduszu Społecznego.

Dzieci od zerówki do trzeciej klasy podstawówki dostaną książki na zawsze (w tych klasach to najczęściej ćwiczenia, w których dziecko pisze i rysuje). Od czwartej klasy szkoła będzie książki wypożyczać najbiedniejszym uczniom - oddadzą je do biblioteki, kiedy skończą się z nich uczyć.

- Systemu "taki sam podręcznik dla wszystkich" nie da się moim zdaniem zastosować w liceach. Nie można wybrać jednego podręcznika dla całej szkoły, bo klasy są profilowane - inaczej uczymy języka polskiego w klasie humanistycznej, inaczej w matematycznej. Różny jest też poziom uczniów w różnych klasach - mówi Joanna Cichocka, dyrektor warszawskiego LO im. Batorego i nauczycielka języka polskiego. - Uważam, że z tego programu powinny skorzystać szkoły, które będą chciały, ale nie wszystkie obowiązkowo - dodaje.

Żeby program w ogóle ruszył w 2007 r., Sejm musi zmienić m.in. ustawę o systemie oświaty. Jednak wczoraj drugi raz z rzędu nikt z Ministerstwa Edukacji nie przyszedł na posiedzenie sejmowej komisji edukacji zwołane specjalnie w tym celu.

Posłowie, choć oburzeni tą nieobecnością, nie krytykują pomysłów Giertycha. - Znam projekt od dziennikarzy. Platforma Obywatelska od dawna postulowała darmowe podręczniki dla ubogich uczniów - mówi szefowa komisji Krystyna Szumilas. Według niej jednak w programie jest dużo niewiadomych. - Czemu książka na cztery lata, skoro cykl nauki w szkołach ponadpodstawowych mamy trzyletni? I kto będzie dostarczał książki uczniom, kiedy już marszałek województwa wynegocjuje z wydawcą cenę? Trzeba to przedyskutować. Ale najpierw minister musi do nas przyjść, żeby było z kim dyskutować.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Anna w Wrzesień 22, 2006, 09:31:56 am
Uczniowie się uwsteczniają[/size]

2006-09-19, ostatnia aktualizacja 2006-09-20 16:09

Uczniowie nie umieją pisać ani rozwiązywać zadań problemowych, a na maturze często wybierają przedmioty, które "łatwo zdać". Nierzadko nie posiadają podstawowej wiedzy - mówią o tym wyniki tegorocznych egzaminów zewnętrznych przeprowadzonych w zachodniopomorskich szkołach.

Stan zachodniopomorskiej oświaty referuje Albert Łukaszewicz z OKETo wnioski z tegorocznych egzaminów zewnętrznych w zachodniopomorskich szkołach.

Źle na każdym poziomie kształcenia

- Najsłabsi uczniowie kończący podstawówki praktycznie czytają i rozumieją co trzecie słowo, a pozostałe umiejętności sprawdzane w szóstej klasie mają opanowane w 10 proc. - mówiła podczas spotkania z dyrektorami szkół Anna Przybył-Prange z Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej. Na spotkaniu omawiano wyniki tegorocznych egzaminów zewnętrznych.

- Jeśli chodzi o gimnazjalistów, to zaledwie 11 proc. posiadło wszystkie sześć ocenianych umiejętności w stopniu zadowalającym. Natomiast aż 23 proc. nie ma praktycznie żadnych wiadomości i zupełnie nie potrafi rozwiązywać zadań problemowych - informuje Przybył-Prange.

Jak wynika z analiz z OKE, te same problemy ciągną się za uczniami przez cały cykl kształcenia. - Wyniki egzaminów ujawniły dramatyczny brak elementarnej wiedzy w poszczególnych dziedzinach, nieznajomość podstawowych pojęć i terminów - mówił Albert Łukaszewicz z OKE. - Uczniowie nie potrafią stworzyć własnego tekstu, a w tych napisanych straszy liczba błędów i ograniczone słownictwo.

Uwstecznianie w gimnazjach

Na dodatek po porównaniu wyników sprawdzianu szóstoklasisty i egzaminu gimnazjalnego okazało się, że w obrębie poszczególnych umiejętności uczniowie zamiast rozwijać się i podnosić swój poziom, wręcz się cofają.

- Siatka godzin, szczególnie z przedmiotów ścisłych jest tak okrojona, że trudno jest nadganiać braki, z którymi uczeń przyszedł do szkoły i jednocześnie realizować program - przyznaje Beata Misiak, dyrektorka Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 2. - Jeśli mówimy np. o pisaniu, to rzeczywiście nauczyciele powinni więcej zadawać, potem to rzetelnie sprawdzać i omawiać. Ale przy trzydziestoosobowej klasie to jest praktycznie niemożliwe. Dlatego np. w naszej szkole nauczyciele mają konsultacje, podczas których mogą poświęcić uczniom dodatkowy czas.

Zawodówki nie uczą zawodu

W tym roku egzaminy potwierdzające kwalifikacje zawodowe zdawali też po raz pierwszy absolwenci szkół zawodowych i techników.

- Wypadło to rozmaicie na różnych kierunkach i w różnych ośrodkach - mówi Elżbieta Majka, egzaminatorka z Zachodniopomorskiego Centrum Edukacji. - Największy problem sprawiało zadanie teoretyczne, w którym uczniowie musieli omówić projekt, a nie go wykonać. I tak u nas na kierunku technik elektromechanik zdało ok. 60 proc. Na pozostałych kierunkach już znacznie mniej - ok. 30-40 proc.

W skali całego województwa dobrze wypadli przedstawiciele takich zawodów, jak sprzedawca, ślusarz, ekonomista czy handlowiec. Bardzo źle: ogrodnicy, stolarze czy mechanicy.

Jak temu zaradzić?

Zdaniem przedstawicieli OKE bardzo ważne jest, aby dyrektorzy dokładnie przeanalizowali wyniki, nawet poszczególnych uczniów i do nich dopasowywali plany dydaktyczne.

- Dyrektorzy gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych powinni przyjrzeć się, jacy uczniowie i z jakimi umiejętnościami przychodzą do ich placówek - apelował Albert Łukaszewicz. - Trzeba też koniecznie położyć nacisk na realizację podstaw programowych, a także egzekwowanie i utrwalanie wiadomości. Uczniowie powinni również więcej pisać.


http://miasta.gazeta.pl/szczecin/1,34939,3629476.html
Tytuł: Łobuz czy aniołek - dwa oblicza jednego dziecka
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Wrzesień 26, 2006, 01:06:17 pm
Łobuz czy aniołek - dwa oblicza jednego dziecka (http://wiadomosci.wp.pl/kat,12571,wid,8523608,prasaWiadomosc.html)

Łobuz z zaburzeniami osobowości, nieprzystosowany do społeczności - taką opinię o 11-letnim Adasiu P. z Imielina ma jego była szkoła - SP nr 2. W nowej, w Lędzinach, gdzie na początku roku chłopca przeniosła mama Teresa P., nie ma z Adasiem problemów. W niczym nie odstaje od innych dzieci. Dobrze się uczy, jest grzeczny.

Skąd taka przemiana? Cud, czy dowód na to, że szkoła potrafi dziecko skrzywdzić?


- Ten chłopiec się pogubił. Był nadpobudliwy. Szkoła zamiast pomóc jemu i matce, zrobiła wszystko, by kłopotu się pozbyć i to się jej udało - mówi Krzysztof Śnioszek ze Śląskiej Społecznej Rady Oświatowej.

Szkoła w Imielinie robiła problemy z wyjazdem Adasia na zieloną szkołę. Zażądała, by pojechała z nim matka. Chcieli tego rodzice innych dzieci. Zamiast pojechać na wycieczkę do miejscowego domu kultury zapłakany chłopiec przesiedział godzinę w gabinecie dyrektorki. Dlaczego? Bo zdaniem szkoły był agresywny i nieposłuszny. Na dowód szkoła ma obdukcje dzieci rzekomo pobitych przez Adasia.

- Dopiero po dwóch latach matka poszła z chłopcem na badania do poradni psychologicznej. Nie chciała nam przekazać opinii. Dla dobra dziecka musieliśmy w tej sprawie wystąpić do sądu - mówi Jadwiga Lachor, dyrektor SP 2 w Imielinie.

- Nie mogłam przekazać tej opinii, bo jej po prostu jeszcze nie miałam. Poradnia ich jeszcze nie przygotowała. Szkoła nie chciała czekać i wystąpiła o sądowe wydanie opinii. Sąd sprawę umorzył - wyjaśnia Teresa P. i twierdzi, że skrzywdzono ją i dziecko. - Przez dwa lata nikt nie wspominał o problemach z Adasiem - dodaje. Oskarża szkołę o złą wolę i łamanie praw ucznia. Nie miała wyjścia. Musiała syna przenieść do Lędzin.

- Żałuję, że chłopiec odszedł. W końcu byśmy sobie z nim poradzili. Nigdy nie zrobiłabym krzywdy dziecku. Te oskarżenia są niesłuszne - broni się dyrektor Jadwiga Lachor.

11-letni Adaś P. z Imielina musiał pożegnać się ze swoimi kolegami, klasą i nauczycielami w Szkole Podstawowej nr 2. Zrobił to bez większego żalu. Ma nowych. Takich którzy go akceptują, chwalą i nie wyzywają od łobuzów. Tyle, że każdego dnia do szkoły zamiast 8 km musi pokonywać trzykrotnie dłuższą trasę aż do Lędzin.

Szkoła w Imielinie o Adasiu:
"Agresywny w stosunku do kolegów, nieposłuszny, ma zaburzenia osobowości, jest nieprzystosowany do życia w szkolnej społeczności".

Szkoła w Lędzinach: "
Chętnie współpracuje z pedagogiem, trochę nadpobudliwy, nie stwarza większych problemów, mądre dziecko, lubi być chwalony, bardzo się stara". Mowa o tym samym dziecku.

- Przez pierwsze dwa lata szkoła w Imielinie nie miała uwag do Adasia. Kiedy zlikwidowano jego klasę i przeniesiono go do innej, stał się tym "złym". Wmawiano mu, że jest nieznośny. Nie zabierano go na wycieczki, nie chciano beze mnie wysłać na zieloną szkołę. Podburzono rodziców innych uczniów. Zamiast mi pomóc - zrobiono nagonkę - żali się Teresa P., mama Adasia.

W ubiegłym roku przeniosła syna do Lędzin. Nie miała sił walczyć ze starą szkołą. Zresztą kuratorium, do którego zwróciła się o pomoc, nie widziało problemu. Pomocy odmówił też burmistrz Imielina. Uznał, że to nie podlega jego kompetencjom.

 W Lędzinach okazało się, że Adaś jest dobrym uczniem i nie sprawia większych kłopotów. - Aniołkiem to on nie jest. Ale nie odstaje niczym od innych chłopców. Mądre dziecko. Szczególnie z matematyki. Ma zaległości z polskiego, ale to się da nadrobić - mówi Helena Suski, nauczycielka z SP 4 w Lędzinach.


Tymczasem Jadwiga Lachor, dyrektor SP 2 ma całą dokumentację.
W niej obdukcje uczniów rzekomo pobitych przez Adasia i petycję podpisaną przez rodziców z trzech klas. Nie zgadzali się, żeby pojechał z ich dziećmi na zieloną szkołę. Zaproponowała więc, aby matka pojechała z synem i sama go pilnowała.

- Załatwiłam nawet pieniądze od burmistrza. To miało być jak darmowe wczasy - podkreśla dyrektorka. Pani Teresa nie zgodziła się. Twierdzi, że nie mogła ot tak po prostu zostawić pracy na trzy tygodnie. - Z matką od początku źle się współpracowało. Dwa lata prosiliśmy, żeby poszła na badania do poradni pedagogicznej. Kiedy w końcu tam się zgłosiła, odmówiła wydania opinii. A ona była nam potrzebna, żeby nad uczniem pracować. Poprosiłam o pomoc sąd rodzinny - mówi dyr Lachor. Problem w tym, że kiedy szkoła występowała do sądu o wydanie opinii, ta nie była jeszcze gotowa. Dopiero zakończyły się badania chłopca.

Sąd w Mysłowicach sprawę umorzył, bo Adaś zmienił szkołę. Nie było podstaw do wydania wobec niego tzw. zarządzeń opiekuńczych. W uzasadnieniu napisano: "W obecnej szkole Adaś czuje się akceptowany i nie ma z nim żadnych problemów wychowawczych. - Pracownicy poradni wykluczyli u chłopca ADHD, ale podkreślili, że bywa impulsywny, miewa problemy z emocjami i wtedy staje się agresywny. Słowem nic nadzwyczajnego u nastolatka.

W obronie Adasia i jego mamy stanęła Śląska Społeczna Rada Oświatowa. Uznała, że chłopiec był dyskryminowany. Stało się to po odpowiedzi kuratorium na skargę Teresy P.
Napisano w niej, że działania szkoły były zgodne z prawem i z zasadami dbania o dobro dziecka. - Naruszono tutaj prawa ucznia. Sprawa Adasia została potraktowana w sposób rutynowy - mówi Krzysztof Śnioszek, szef rady.
Uważa, że ani szkoła, ani kuratorium nie wyciągnęli do Adasia pomocnej dłoni. - Być może chłopiec się pogubił. Jednak szkoła powinna z takim problemem sobie poradzić. To się nie udało.
 Jeszcze raz okazało się, że ważniejszy jest komfort nauczycieli. To oni, a nie chłopiec powinien odejść z tej szkoły - podsumowuje Śnioszek.

(imię dziecka zmieniono)

Aldona Minorczyk-Cichy


Cytuj
Ten chłopiec się pogubił. Był nadpobudliwy. Szkoła zamiast pomóc jemu i matce, zrobiła wszystko, by kłopotu się pozbyć i to się jej udało -

Cytuj
Szkoła w Imielinie o Adasiu: "Agresywny w stosunku do kolegów, nieposłuszny, ma zaburzenia osobowości, jest nieprzystosowany do życia w szkolnej społeczności".

Szkoła w Lędzinach: "
Chętnie współpracuje z pedagogiem, trochę nadpobudliwy, nie stwarza większych problemów, mądre dziecko, lubi być chwalony, bardzo się stara". Mowa o tym samym dziecku.

I kto tu mial problem?  :evil:
Dwie szkoły,i jak różniące się opinie o tym samym dziecku  ?:(
Czy prościej pozbyć się dziecka ( "klopotu" )ze szkoły,czy starać się rozwiązać problem,jeśli taki jest?
Niestety,a problem nie dotyczy tylko jednego Adasia.  :(
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: agaj w Wrzesień 26, 2006, 03:22:22 pm
I co tu sie dziwic skoro nawet nasz kochany minister edukacji jest za tym zeby uczniow sprawiajacych problemy (swoja droga ciekawe jakie bylyby tego kryteria) przenosić do specjalnych instytucji miast szukac zrodla problemu. W koncu lepiej miec swiety spokoj i juz na starcie przekreslac mlodych ludzi...  :2gunfire:
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Wrzesień 26, 2006, 10:57:51 pm
Podręczniki pełne byków

Marcelina Szumer  

Człowiek ma 52 zęby, a Galileusz wynalazł mikroskop - humor z zeszytów szkolnych? Nie. Takie kwiatki można znaleźć w podręcznikach zatwierdzonych przez Ministerstwo Edukacji

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60153,3643812.html
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Anna w Wrzesień 28, 2006, 02:43:00 pm
Gra w golfa terapią dla dzieci[/size]
Joanna Jałowiec
 
Nauczyciele Gimnazjum nr 25 postanowili wykorzystać sport kojarzony przede wszystkim z eleganckim panem w spodniach w kratkę jako formę terapii dla dzieci z zaburzeniami emocji i zachowania.


(http://bi.gazeta.pl/im/5/3648/z3648305N.jpg)

 Uczniowie na polu golfowym w Ochmanowie

 Co tydzień grupa składająca się z dziesięciu uczniów będzie ćwiczyć odbicia, patowanie, czyli trafianie do dołka z bliskiej odległości, i pokonywać kolejne stopnie wtajemniczenia w grze w golfa. Skąd pomysł, by wykorzystać golf w pracy z dziećmi?

- Bo ta dyscyplina sportu pozwala na rozwój motywacji dziecka, uczy wytrwałości, pobudza do współzawodnictwa, ale nie agresji - tłumaczy Beata Mazurek, nauczycielka i pomysłodawczyni projektu.

- Gra w golfa jest także sposobem rozwijania koncentracji, koordynacji wzrokowo-ruchowej, uczy wewnętrznej samodyscypliny i uporządkowuje emocje. A poza tym dzieci mają świetną zabawę - dodaje Marta Jakubczak, pedagog socjalny i współautorka metody.

Wczoraj na zielonych pagórkach pola golfowego Royal Kraków w Ochmanowie, które włączyło się bezpłatnie w realizację projektu, odbyła się pierwsza lekcja. - Czyli trafianie kijem w piłeczkę, co - wbrew pozorom - nie jest tak dziecinnie proste, jak to wygląda w telewizji - śmieje się Tadeusz Bienas, menedżer pola. Dziesiątka gimnazjalistów wybrała specjalne kije dostosowane do ich wzrostu i udała się na pole treningowe.

- Kijek między stopami, luźna ręka i robimy zamach - pod czujnym okiem Wiesława Klimy, instruktora progolfa, chłopcy i Natalia, jedyna dama w towarzystwie, uczyli się odpowiedniej postawy i sposobu uderzania w piłkę, by poleciała jak najdalej.

- To nie jest wcale takie proste - śmiał się Damian Czerski po wyczerpaniu zapasów dwóch koszyków, czyli 68 piłek. O wiele łatwiejsze okazało się patowanie, czyli trafianie do dołka z bliskiej odległości na specjalnie przystrzyżonej 4-milimetrowej trawie. Gimnazjaliści będą przyjeżdżać na pole golfowe przez cały rok. Rozpisany na godziny i konkretne ćwiczenia schemat zajęć będą mogły wykorzystać w przyszłości także inne dzieci.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3648623.html
Tytuł: Giertych oddaj Adasiowi szkołę!
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 03, 2006, 01:19:46 am
O tym,że dziecko ma problemy z podjęciem nauki w szkole,już nie jeden Rodzic przekonał sie o tym na własnej skórze  :(


02.10.2006 -
 Giertych, oddaj Adasiowi szkołę!
 
RODZICE MUSZĄ SAMI PŁACIĆ ZA NAUKĘ NIEPEŁNOSPRAWNYCH DZIECI
 
Kilka tysięcy najcięże chorych niepełnosprawnych dzieci nie ma prawa do nauki. W przepisach oświatowych jest luka, która nie pozwala na przyznanie im indywidualnego nauczania.
 
- W Polsce niepełnosprawne dzieci zepchnięte są na margines. Państwo nic dla nich nie robi. Nie refunduje się leków, nie ma pieniędzy na rehabilitację. Pozbawienie ich możliwości nauki to barbarzyństwo - mówi Anna Szymanek mama niepełnosprawnego 7-letniego Adasia.
 
Państwo nie pokrywa kosztów indywidualnego toku nauczania dzieci
 
Brak przepisów, które by pozwalały na przyznanie indywidualnego nauczania dotyczy sześciolatków i dzieci, które mają odroczony obowiązek szkolny. W Polsce można odraczać obowiązek szkolny przez cztery lata, a więc do 10 roku życia.

Jak wyrzutki społeczeństwa
 
- Żadne przedszkole integracyjne nie chciało przyjąć synka. Był zbyt trudnym przypadkiem. Adaś nie chodzi. nie mówi ma padaczkę. nosi pampersy - mówi Anna Szymanek.
Rodzice zapewnili dziecku logopedę, rehabilitanta. Te zajęcia pochłaniają większość ich zarobków. Odkąd urodził się Adaś rodzina żyje na granicy ubóstwa.
 
Dokumenty nic niewarte
 
W ub. roku Adaś miał zapewnione bezpłatne indywidualne nauczanie. Po pół roku widać było efekty pracy z nauczycielem. Więcej rozumiał był sprawniejszy manualnie.
- W tym roku kiedy Adaś miał rozpocząć naukę w szkole też dostałam orzeczenie o indywidualnym toku nauczania. Okazało się jednak że nie honorują tego orzeczenia -
skarży się matka.
Pomocy szukała wszędzie: w Ministerstwie Edukacji Związku Nauczycielstwa Polskiego, kuratorium oświaty.
- Ubolewam ale nie mogę pomóc. Brak podstawy prawnej pozwalającej na przyznanie indywidualnego nauczania-tłumaczy Dorota Żyro, z Centrum Metodycznego Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej.
 
Giertych wie
 
Roman Giertych minister edukacji narodowej przyznaje że wie o braku przepisu umożliwiającego naukę indywidualną niepełnosprawnym dzieciom. Wie ale nic nie zrobił.
- Zmienimy to ale po trzeba na to dwóch miesięcy. Moi poprzednicy zostawili bałagan - tłumaczy Giertych. Minister na swoim stołku wygód nie siedzi już pięć miesięcy i nic nie zrobił dla niepełnosprawnych dzieci.

 SUPER EXPRESS  
  Data: 2006-10-02      
  Autor: EDYTA PARADOWSKA  
zródło (http://zpchr.info/?url=inf&art=29994)



Na temat zajęć rew. oraz ind. nauczania w wątku
Zajęcia rewalidacji indyw i wczesne wspomaganie rozwoju (http://forum.darzycia.pl/topic,6584.htm)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Październik 04, 2006, 12:20:57 pm
MEN chce ograniczyć biurokrację w szkołach


Resort edukacji chce odbiurokratyzować nadzór pedagogiczny. Chce, by w przyszłości szkoły przekazywały kuratoriom tylko te dane o swojej działalności i uczniach, których nie zawierają bazy danych np. Systemu Informacji Oświatowej czy Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.

"Chodzi o bardzo poważne wyeliminowanie biurokracji, która w tej chwili zabiera nauczycielom i dyrektorom szkół bardzo dużo czasu" - powiedział we wtorek na konferencji prasowej wicepremier, minister edukacji Roman Giertych.

Poinformował, że skierował do konsultacji międzyresortowych i społecznych projekt nowelizacji rozporządzenia, dotyczącego zasad sprawowania nadzoru pedagogicznego. Wyjaśnił, że gdy nowelizacja wejdzie w życie, szkoły nie będą musiały wypełniać wielu specjalnych formularzy i ankiet służących do oceny pracy szkoły, które obecnie przekazywane są kuratoriom.

Minister edukacji zapowiedział, że jeśli konsultacje przebiegną pomyślnie jeszcze w październiku, nowelizacja rozporządzenia zostanie podpisana i w ten sposób "zniesiona będzie forma ucisku". Tak bowiem - zadaniem Giertycha - nauczyciele traktowali konieczność dokonywania przez dyrektorów szkół corocznej oceny pracy kierowanych przez siebie placówek. Za zniesieniem procedur tzw. wewnętrznego mierzenia jakości pracy szkoły opowiadali się także związkowcy.

Mówiąc o dokumentach, które obecnie muszą, zgodnie z przepisami, wypełniać dyrektorzy szkół na potrzeby nadzoru pedagogicznego, minister edukacji powiedział, że "nie jest to coś co jest potrzebne polskiej szkole". "Nikt tych formularzy nie czyta" - podkreślił.

Podczas konferencji prasowej Giertych oświadczył także, że od wtorku nie będzie udzielał żadnych informacji przedstawicielom BBC, nie będzie się wypowiadał, a także odpowiadał na pytania dziennikarzy tej stacji na konferencjach prasowych. Związane jest to - jak wyjaśnił - z "brutalnym atakiem" BBC na papieża Benedykta XVI. Dodał, że "urąga on wszelkim zasadom rzetelności dziennikarskiej i wszelkim zasadom kultury". Zaapelował do innych polityków by przystąpili razem z nim do bojkotu BBC. Ma on trwać tak długo, aż stacja nie przeprosi za swoje "skandaliczne zachowanie".
W niedzielę wieczorem telewizja BBC nadała program, w którym zarzuciła papieżowi, że będąc kardynałem, miał zalecić egzekwowanie tajnej instrukcji nakazującej milczenie na temat przypadków pedofilii wśród księży.

gazeta prawna (http://www.gazetaprawna.pl/wydarzenia/?news=eGP20061003124120323)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 07, 2006, 12:03:11 am
Szkolna medycyna w opłakanym stanie (http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3669637.html)
Joanna Jałowiec2006-10-06

Aż w 14 proc. krakowskich szkół nie ma gabinetów lekarskich, a tylko w co czwartej jest dentysta. Radni miasta apelują - Trzeba uzdrowić szkolną medycynę.

Z raportu sanepidu wynika, że szkolne gabinety są zbyt małe i niedostatecznie wyposażone, nie mają odpowiednich podłóg, dostępu do ciepłej czy zimnej wody, a w jednym inspektorzy natrafili na... pianino. Aż 120 na 256 szkół pozbawionych jest jakiejkolwiek opieki lekarskiej. - To niebezpieczne, bo dzieci narażone są na urazy - komentuje Małgorzata Radwan-Ballada, lekarz i radna miasta. - Na szczęście, jak do tej pory, nie było poważnego wypadku, ale szkolna medycyna wymaga szczególnej troski - dodaje.

Pierwsza pomoc od matematyka

Szkoła Podstawowa nr 4 w Krakowie ma - to rzadkość - i gabinet lekarski, i stomatologiczny. Pielęgniarka przychodzi do uczniów trzy razy w tygodniu, drugą część etatu wypełnia w innej szkole. Kiedy pod jej nieobecność dziecko gorzej się poczuje, boli je brzuch, głowa lub dostanie krwotoku z nosa, opiekę przejmują nauczyciele.

- Przeszkoliłam grono pedagogiczne w zakresie pierwszej pomocy. Jeśli dziecko nabije sobie guza, to mamy schłodzony żel, jeśli ma jakiś uraz, opatrujemy rany. Gdy uczeń zemdleje lub źle się poczuje, siada przy nim nauczyciel lub woźna i wzywamy rodziców - opowiada Elżbieta Wohn, dyrektorka szkoły.

Innym problemem jest brak pieniędzy. - Musimy kupować leki, środki i wyposażenie z funduszy komitetu rodzicielskiego. Zakład Ekonomiki Oświaty nie rozlicza nam takich rachunków, musimy sobie radzić sami - mówi dyrektorka.

Szczerbata populacja?

Nie lepiej wygląda sytuacja w gabinetach dentystycznych. Szkolna opieka stomatologiczna została zlikwidowana w 60 proc. Tymczasem koszt utworzenia gabinetu stomatologiczne od nowa to wydatek rzędu 100 tys. zł. Lekarze nie chcą inwestować swoich pieniędzy bez gwarancji długoletnich kontraktów, a szkoły - nawet jeśli znalazłyby wolne pomieszczenie - nie mają pieniędzy na ich dostosowanie, nie mówiąc o zakupie drogiego sprzętu.

- Nie ma lepszego miejsca opieki nad zdrowiem dziecka niż to, w którym się kształci. Rodzice zazwyczaj idą z dzieckiem do dentysty dopiero wtedy, kiedy ząb boli - uważa Robert Stępień, wiceprzewodniczący Okręgowej Izby Lekarskiej. Jego zdaniem, jeśli teraz nie zainwestuje się w zdrowie dzieci, to potem państwo będzie ponosić większe koszty.

- Znaczna część chorób ogólnoustrojowych wynika z nieleczonych wcześniej dolegliwości jamy ustnej. Kiedyś monitorowaliśmy stan uzębienia uczniów, dzieci były poddawane fluoryzacji. Teraz nie wiemy nawet, jaki procent populacji ma próchnicę! - dodaje Robert Stępień.

Miasto musi pomóc


Problem kulejącej opieki medycznej w szkołach jest na tyle poważny, że zajęła się nim Komisja Zdrowia i Profilaktyki Rady Miasta Krakowa.

- Niepokoi nas przede wszystkim fatalna opieka stomatologiczna - mówi Małgorzata Radwan-Ballada, przewodnicząca komisji. - Pielęgniarki są natomiast świetnie przygotowane do udzielania pomocy przedlekarskiej, przechodzą specjalne kursy, ale problem leży w tym, że na jedną przypada od 700 do 1100 dzieci. Kiedy szkoła jest mniejsza, pielęgniarka musi łączyć etat w dwóch placówkach. NFZ powinien zmniejszyć limit podopiecznych, którymi ma się zająć jedna pielęgniarka, aby szkoła zapewniała opiekę medyczną przez cały tydzień - dodaje.

Radni zwrócili się do prezydenta o dodatkowe środki na wyposażenie gabinetów stomatologicznych.

- Mam nadzieję , że na najbliższym posiedzeniu komisji zdrowia przedstawiciele wydziału edukacji przedstawią jakieś propozycje w tej sprawie. Ciekawi nas też, jak realizowane jest rozporządzenie prezydenta, w myśl którego wszystkie gabinety szkolne miały być dostosowane do wymagań sanepidu i innych norm - dodaje Radwan-Ballada.

Jeszcze 10 lat temu gabinet z lekarzem i higienistkami był normą. W 1999 r. wprowadzono ustawę o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym, która nie przewidywała osobnych umów na opiekę zdrowotną nad dziećmi
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 09, 2006, 09:44:53 am
Już miały być ,tanie,darmowe ? podręczniki szkolne ... a tymczasem  :roll:


OŚWIATA SZYBKA REALIZACJA PROGRAMU TANI PODRĘCZNIK ZAGROŻONA
Darmowe podręczniki dopiero w 2008 r.


• Roman Giertych zapewnia, że uczniowie otrzymają książki od szkół już we wrześniu 2007 roku
• Samorządowcy twierdzą, że pierwsze podręczniki trafią do szkół dopiero w 2008 roku
• Uruchomienie unijnych środków na zakup książek i organizacja przetargów może potrwać 18 miesięcy

Roman Giertych, minister edukacji narodowej, zapewnia, że 1,6 mln uczniów pochodzących z biednych rodzin otrzyma we wrześniu 2007 roku książki dzięki uruchomieniu programu Tani Podręcznik.

– To niemożliwe, aby podręczniki trafiły do szkół już we wrześniu przyszłego roku – mówi Renata Szczepańska, wójt gminy Cisna, członek Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.

Należy bowiem najpierw przygotować szczegółowe zasady realizacji programu, w tym przeprowadzić przetargi, a to może potrwać osiemnaście miesięcy.


Program w powijakach

Zakup tanich podręczników ma być realizowany w ramach ósmego priorytetu: Rozwój wykształcenia i kompetencji w regionach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, który w 80 proc. finansowany jest z Europejskiego Funduszu Społecznego. Za jego realizację będą odpowiadały m.in. urzędy marszałkowskie. To one będą musiały wypracować szczegółowe zasady wdrażania programu z samorządami oraz Ministerstwem Edukacji Narodowej.

– Przy bardzo dużym wysiłku i mobilizacji każdej ze stron mogą one być gotowe jeszcze w tym roku – uważa Anna Mickiewicz z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.
Samorządowcy twierdzą, że nawet jeśli uda się je szybko ustalić, to książki i tak nie trafią do uczniów na początku przyszłego roku szkolnego.

– Dziś nawet nikt nie wie, jak będzie wyglądał ostatecznie PO KL. Nie zostały bowiem opisane poszczególne działania – mówi Renata Szczepańska.

We wrześniu zakończyły się konsultacje PO KL. Po jego przyjęciu przez Radę Ministrów Polska będzie go negocjować z Komisją Europejską. Zdaniem Danuty Hübner, komisarz UE ds. rozwoju regionalnego, zatwierdzony zostanie pod koniec pierwszego kwartału 2007 roku.


Kto zorganizuje przetargi

– Realizacja programu Tani Podręcznik będzie miała zapewne formę projektów systemowych, czyli bez konieczności ogłaszania konkursów, a to przyspieszy całą procedurę – mówi Anna Mickiewicz.

(http://www.gazetaprawna.pl/numery/1814/14a.gif)


– Przeprowadzenie przetargów nie będzie jednak proste. Sama procedura przetargowa trwa pół roku. Aby książki trafiły do szkół już we wrześniu, przetargi powinny być ogłoszone w marcu – uważa Stanisław Szelewa, dyrektor wydziału oświaty i wychowania Starostwa Powiatowego w Świdnicy.

Na terenie gmin ponadto jest wiele szkół: podstawowe, specjalne, zawodowe i ogólnokształcące. Każda może wybrać inne podręczniki. Jeśli przetargi będzie przeprowadzał urząd wojewódzki, musi przygotować zestawienie liczące kilkaset różnych pozycji. Określenie liczby kompletów też nie będzie łatwe. Liczenie powinno się zacząć po zakończeniu naboru do szkół, czyli w maju. Dopiero wówczas można oszacować, ile i jakie zestawy będą potrzebne. Ze względów proceduralnych jednak należałoby zacząć to robić w styczniu przyszłego roku. Wtedy jednak nie będzie wiadomo, ilu uczniów trafi do poszczególnych szkół i ilu z nich będzie miało odpowiednio niskie dochody.


MEN wolno wydaje fundusze

Doświadczenia we wdrażaniu środków unijnych w latach 2004-2006 także potwierdzają, że w przyszłym roku tanie podręczniki nie trafią do szkół. W latach 2004-2006 Ministerstwo Edukacji Narodowej miało do dyspozycji 278 mln euro na zwiększanie dostępu do edukacji oraz 450 mln euro na podniesienie jakości edukacji w odniesieniu do potrzeb rynku pracy. Do sierpnia bieżącego roku wydano dopiero 14 proc. pierwszej sumy i 26 proc. drugiej. MEN nadzorował m.in. realizację działań mających sprzyjać tworzeniu alternatywnych form edukacji przedszkolnej.

Pierwszy konkurs miał być zorganizowany w styczniu 2004 r., a został ogłoszony dopiero w grudniu. Umowa z pierwszym wnioskodawcą została podpisana pod koniec czerwca 2005 roku. Kolejny, drugi konkurs MEN zorganizował dopiero w czerwcu 2006 roku. Na wydanie czeka jeszcze ponad 20 mln złotych.

– Jeśli tak samo będzie z realizacją programu Tani Podręcznik, to uczniowie książki dostaną najwcześniej za dwa lata – podsumowuje Renata Szczepańska.
Samorządowcy dodają, że rozwiązywanie problemów podręczników na stopniu centralnym to nietrafiony pomysł.

– Każda gmina powinna sama zdecydować, czy podręczniki kupuje ona czy poszczególne szkoły. W przeciwnym razie zapanuje wielki chaos – podkreśla Stanisław Szelewa.

 Jolanta Góra



OPINIA

Zdobysław Milewski
rzecznik prasowy Marszałkowskiego Urzędu Województwa Małopolskiego

Program Operacyjny Kapitał Ludzki jest dopiero w fazie przygotowań. Nasz urząd nie otrzymał jeszcze informacji o tym, że ze środków EFS rozdzielanych poprzez ten program mają być kupowane podręczniki. Obecnie nie mamy zatem żadnych danych na temat programu Tani Podręcznik, a bez nich nie możemy powiedzieć, kiedy i jak zostanie zrealizowany. Tak naprawdę nikt nie wie nawet, czy z tych pieniędzy mają być dofinansowane i podręczniki, i stypendia dla biednych uczniów. Powszechnie wiadomo jednak, że wszelkie konsultacje, ustalanie założeń i wytycznych trwa kilka miesięcy.

zródło (http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=1814.2.62.2.14.1.0.1.htm)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 18, 2006, 08:51:02 pm
Plany lekcji niezgodne z higieną psychiczną uczniów  (http://wiadomosci.wp.pl/kat,18032,wid,8555172,wiadomosc.html?ticaid=12864)

Prawie w co trzeciej szkole plan lekcji jest ułożony niezgodnie z zasadami higieny psychicznej ucznia. Tak wynika ze wstępnych kontroli przeprowadzanych przez Państwową Inspekcję Sanitarną.

Rzecznik Inspekcji Anna Malinowska powiedziała, że nieprawidłowości dotyczą głównie okienek, czyli wolnych godzin, w czasie których uczeń czeka na kolejną lekcję oraz różnych godzin rozpoczęcia zajęć. Anna Malinowska podkreśliła, że nie może być tak, że w poniedziałek dziecko idzie do szkoły na 8.00. w środę na 12.00, a w piątek na 14.00. Dodała, że źle jest też konstruowana kolejność lekcji.


Według standardów zajęcia w szkole nie powinny zaczynać się, ani kończyć trudnymi przedmiotami, jak język polski czy matematyka. Rano zdolność koncentracji jest mniejsza, dlatego lepiej, aby uczeń miał wtedy łatwiejsze lekcje typu muzyka czy plastyka.

Dyrektorzy szkół, w których Państwowa Inspekcja Sanitarna stwierdzi nieprawidłowości w planie lekcji, muszą go zmienić. Inspekcja apeluje też, aby udostępnić dzieciom szafki w szkołach, aby nie musiały wszystkich książek i pomocy naukowych nosić do domu. (ap)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Październik 22, 2006, 08:16:18 pm
Minister zapomniał o niewidomych

Marcelina Szumer

Szkoły i ośrodki dla dzieci niewidomych nie dostaną specjalistycznego sprzętu komputerowego, bo Ministerstwo Edukacji Narodowej zapomniało o przetargu

Niewidome dzieci uczące się w ośrodkach w całej Polsce miały dostać specjalistyczne komputery, dzięki którym mogłyby się

więcej nauczyć. Ministerstwo mogło na ten cel dostać pieniądze z UE, ale spóźniło się z przetargiem na wart nawet 40 mln zł sprzęt. Rozpisano go dopiero wiosną, choć już w sierpniu mijał termin dostaw sprzętu. Do tego przygotowano tak niedbale, że po wyłonieniu zwycięskiej firmy Urząd Zamówień Publicznych unieważnił całą procedurę. Następny przetarg z niewiadomych przyczyn się nie odbył.

A dzieci na komputery czekają... - Ja miałem szczęście - mówi niedowidzący Maciek, który od roku studiuje na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu - w ośrodku w Owińskach, gdzie kończyłem liceum, mieliśmy naprawdę dobrze wyposażoną salę komputerową: klawiatura z brajlem, programy powiększające. - Domyślam się jednak, że nie wszędzie tak jest, a właśnie zmarnowano szansę, by to zmienić - martwi się chłopak.

- W dzisiejszych czasach w ogóle trudno się obejść bez narzędzia, jakim jest komputer, a my chcemy, żeby nasi podopieczni mieli szanse na rynku pracy, byli na bieżąco, znali obsługę sprzętu - mówi Krystyna Broniarz z ośrodka dla niewidomych w podwarszawskich Laskach - Ten sprzęt jest nam po prostu niezbędny...

Jakie są szanse, że ministerstwo zdoła naprawić swoje pomyłki? - Pod koniec września rozpisaliśmy nowy przetarg, procedury trwają - odpowiada biuro prasowe MEN.

Metro 19.10.2006r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Październik 23, 2006, 10:20:31 pm
PRAWO OŚWIATOWE Pomoc edukacyjna dla uczniów

Zielone szkoły i świetlice za pieniądze z budżetu

Gminy, starostwa oraz organizacje pozarządowe ponownie mogą starać się o rządowe środki na rozwój pomocy edukacyjnej dla ubogich dzieci. Do podziału jest 15 mln zł.

W tym roku Ministerstwo Edukacji Narodowej realizuje po raz pierwszy program wspierania regionalnych lub lokalnych programów wyrównywania szans edukacyjnych dzieci i młodzieży. Podstawę prawną do tych działań zawiera rozporządzenie Rady Ministrów z 28 marca 2006 r. (DzU z 2006 r. nr 59, poz. 411).

Cel programu to dofinansowanie edukacyjnych pomysłów, których adresatami są uczniowie różnego typu szkół. Chodzi m.in. o stypendia, organizowanie zielonych szkół oraz zajęć pozalekcyjnych o charakterze psychologiczno-pedagogicznym wspierających rozwój ucznia, a także podejmowanie aktywności edukacyjnej i zawodowej oraz kształtującej postawy przedsiębiorczości.

Pomysłodawcami mogą być gminy, starostwa oraz organizacje pozarządowe. Państwo nie sfinansuje im jednak całości kosztów przedsięwzięcia, lecz połowę. Podziałem środków zajmują się wojewodowie. Oni organizują konkursy na programy. Pierwsza tura przyjmowania wniosków już się zakończyła, do podziału było 75 mln zł. Nie wszystkie pieniądze zostały jednak rozdysponowane. Ministerstwo ma jeszcze 15 mln zł.

Nowelizacja wspomnianego wyżej rozporządzenia weszła w życie 11 października (DzU z 2006 r. nr 183, poz. 1356). Przewiduje kolejny termin składania wniosków na lokalne oraz regionalne programy edukacyjne dla uczniów - do 27 października tego roku. Wojewoda rozpatrzy je najpóźniej 3 listopada. Zainteresowani muszą też pamiętać, że dotacja nie może być przeznaczona na inny cel, niż zakłada program. Realizatorzy programów mogą przeznaczyć na jego obsługę nie więcej niż 5 proc. wszystkich środków.

Według szacunków MEN liczba dzieci, które wymagają pomocy w 2006 roku, sięga 1 mln 565 tys. Więcej informacji na temat programu zawiera strona internetowa MEN: www.men.gov.pl

Renata Krupa-Dąbrowska

Rzeczpospolita 23.10.2006r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Październik 26, 2006, 07:39:01 am
CBOS: rodzice wydali średnio 800 zł na wyprawki szkolne (http://www.gazetaprawna.pl/wydarzenia/?news=eGP20061025185386049)

2006-10-25

Średnio 800 zł wydała w tym roku polska rodzina na potrzeby dzieci związane z rozpoczęciem roku szkolnego. W przeliczeniu na jedno dziecko w wieku szkolnym wydatki te wyniosły średnio 513 zł - wynika z sondażu CBOS.

Według CBOS, tegoroczne koszty poniesione przez rodziców są najwyższe w ostatnim
dziesięcioleciu.

Z sondażu wynika, że co dziesiąty rodzic na potrzeby swoich dzieci związane z rozpoczęciem roku szkolnego wydał nie więcej niż 300 zł (w tym 8 proc. wydało od 201 do 300 zł, a 2 proc. do 200 zł). Prawie co trzeci (30 proc.) wydał od 301 do 500 zł, ponad połowa (58 proc.) powyżej 500 zł; w tym 25 proc. od 501 do 800 zł, a 33 proc. powyżej 800 zł.

Z deklaracji rodziców wynika, że jeden proc. z nich nie poniósł żadnych wydatków w związku z rozpoczęciem roku szkolnego swoich dzieci.

Wysokość kwot przeznaczonych na cele szkolne zależy od liczby dzieci w wieku szkolnym w rodzinie. Te rodziny, które mają na utrzymaniu jedno dziecko w wieku szkolnym, wydały średnio 573 zł, czyli o 4 proc. więcej niż przed rokiem. Rodziny z dwojgiem dzieci przeznaczyły na ten cel średnio 872 zł, a więc niemal tyle samo, ile w ubiegłym roku, a rodziny z co najmniej trojgiem dzieci - 1601 zł, czyli o 23 proc. więcej niż rok temu.

Zaledwie 2 proc. rodziców wydało na edukację swoich dzieci w przeliczeniu na jedno dziecko średnio co najwyżej 100 zł, jedna piąta (21 proc.) przeznaczyła na ten cel od 101 zł do 300 zł, prawie połowa (45 proc.) - od 301 zł do 500 zł, a blisko jedna trzecia (31 proc.) - powyżej 500 zł.

W tym roku rodzice wydali na jedno dziecko średnio 513 zł, czyli o 6 proc. więcej niż przed rokiem. Rodziny, które mają na utrzymaniu jedno dziecko w wieku szkolnym, wydały w tym roku średnio 573 zł, a więc o 4 proc. więcej niż przed rokiem. Rodziny z dwojgiem dzieci przeznaczyły na ten cel 436 zł w przeliczeniu na jedno dziecko, czyli niemal tyle samo, ile w ubiegłym roku. Natomiast rodziny mające na utrzymaniu co najmniej troje uczniów, wydały na jedno dziecko 455 zł, czyli o 20 proc. więcej niż w 2005 roku.

Na wydatki związane z rozpoczęciem roku szkolnego składają się przede wszystkim koszty podręczników (47 proc. ogólnych kwot), ubrań (32 proc.) oraz - w mniejszym stopniu (20 proc.) - przyborów szkolnych. Nieco większe niż przed rokiem były nakłady finansowe na podręczniki i ubrania. Nie zmieniły się jedynie kwoty wydawane na przybory szkolne.

Wydatki związane z edukacją dzieci to także koszt dodatkowych płatnych zajęć. Ponad jedna trzecia badanych mających dzieci w wieku szkolnym (36 proc., od ubiegłego roku wzrost o 6 punktów) deklaruje, że któreś z nich już uczęszcza lub zamierza uczęszczać na dodatkowe płatne zajęcia. Zdecydowana większość rodziców (64 proc., spadek o 6 punktów) przyznaje jednak, że nie zapewnia swoim dzieciom udziału w żadnych płatnych formach edukacji.

Rodzice opłacają swoim dzieciom przede wszystkim naukę języków obcych (25 proc.) oraz zapewniają udział w zajęciach sportowych (16 proc.) i artystycznych (12 proc.).
Rzadziej finansują korepetycje, kursy przygotowawcze (6 proc.) oraz kursy komputerowe, informatyczne (5 proc.) i inne zajęcia (2 proc.).

Prawie połowa rodziców finansujących dzieciom w wieku szkolnym dodatkowe zajęcia (48 proc., od roku 2005 wzrost o 14 punktów) przeznacza na ten cel miesięcznie do 100 zł w przeliczeniu na jedno dziecko, ponad dwie piąte (42 proc., spadek o 5 punktów) - od 101 zł do 300 zł, a co dziesiąty rodzic (10 proc., spadek o 9 punktów) wydaje powyżej 300 zł.

W przeliczeniu na jedno dziecko korzystające z płatnych zajęć nakłady finansowe rodziców na dodatkową edukację dzieci wynoszą obecnie 167 zł, czyli o 33 proc. mniej niż w roku ubiegłym, i są najniższe od 2000 roku.

Badanie przeprowadzono 6-9 października 2006 roku, na 999- osobowej reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

Gazeta Prawna za PAP
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Październik 27, 2006, 07:56:37 am
Ile kosztuje darmowa szkoła?


Komitet rodzicielski, ubezpieczenie, klasowe wyjazdy i zrzutka na odnowienie szafek. Nazwa "szkoła publiczna" nie oznacza wcale, że rodzice nie będą za nią płacić.

- Jeśli chciałabym dać na komitet moim córkom, musiałabym wyłożyć 300 zł. Razem z podręcznikami, pomocami szkolnymi typu blok, kredki, wychodzi grubo ponad kilkaset złotych - mówi Barbara Ostrzewska, mama trójki dzieci. - Dochodzą do tego wycieczki szkolne, wyjścia do kina czy teatru, czyli średnio około 10 zł na dziecko w miesiącu.

W krakowskich szkołach składka na komitet rodzicielski wynosi od 40 do 200 zł. O wysokości opłat za komitet rodzicielski i sposobie ich wydawania decydują rodzice. Pieniądze idą najczęściej na pomoce naukowe, niewielkie remonty lub - tak jak w SP nr 16 w Krakowie - przeznaczane są na dopłaty do wycieczek i obiady dla najuboższych dzieci oraz nagrody rzeczowe w szkolnych konkursach. Obowiązkowo trzeba zapłacić za ubezpieczenie zdrowotne dziecka, ok. 40 zł. Oprócz tego w niektórych szkołach uczniowie z jednej klasy zrzucają się na tzw. klasowe płacone raz na pół roku lub co miesiąc.

Pani Grażyna na każde takie spotkanie bierze 30 zł. - Ciągle się na coś składamy: a to na imprezę z okazji ślubowania, kwiaty na dzień nauczyciela, stroiki na Boże Narodzenie i inne święta... Zawsze myślałam, że będę zbuntowaną mamą, ale kiedy słyszę: "w naszej szkole przyjęło się" i widzę wyczekujące spojrzenia innych rodziców, poddaję się i płacę - opowiada.

- W tym roku składka na komitet wynosi 40 zł, z tego zwykle 1/3 rodziców nie płaci. Nasza szkoła usytuowana jest na Kazimierzu, mamy sporo dzieci z biednych rodzin. Rodziców nie stać na zapłacenie nawet tak małej kwoty - mówi wicedyrektor SP nr 16 Marek Zieliński.

- W ciągu ostatnich kilku lat rodzice coraz mniej chętnie zrzucają się na komitet. Pieniądze wolą przeznaczyć na dodatkowe zajęcia: basen, lekcje angielskiego czy tańce - zauważa Wiesława Maczek-Hurlak, dyrektorka SP nr 52. - Część rodziców, choć nie narzeka na brak gotówki w portfelu, na komitet nie płaci "dla zasady".

- Denerwuje mnie to ciągłe dokładanie do oświaty. W ubiegłym roku za pieniądze z komitetu szkoła wyremontowała łazienkę. Uważam, że za malowanie klasy czy globus do sali geograficznej powinno płacić miasto, a nie rodzice - uważa pan Tomasz, tata drugoklasisty.

Dyrektorzy krakowskich podstawówek podkreślają jednak, że szkoła absolutnie nie naciska na rodziców, by wpłacali na komitet. - To dobrowolna opłata. Takie sprawy rodzice powinni ustalać między sobą, my w to nie ingerujemy - podkreśla Zieliński.

Potwierdza to Agata Szuta, małopolski wicekurator oświaty. - Rodziców nie wolno zmuszać do płacenia na komitet rodzicielski ani prosić o wyjaśnienia, dlaczego tego nie robią. Nie mogą być z tego powodu karani np. wstrzymaniem wydania świadectwa.

Szkolne wydatki (na przykładzie jednej z krakowskich podstawówek)

mundurek - 55 zł

ubezpieczenie - 40 zł

komitet - 200 zł

wycieczka do gospodarstwa agroturystycznego (szkoła prowadzi program unijny) - 40 zł

obiady w szkole - 70 zł

basen (10 lekcji) - 200 zł

bilety do teatru (średnio raz w miesiącu) - 15 zł

książki do drugiego języka obcego w szkole - 60 zł



gazeta.pl (http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3706138.html?nltxx=1077762&nltdt=2006-10-27-03-05)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Październik 27, 2006, 12:27:07 pm
Dzieci na etacie

Pracujące dzieci – termin, który kojarzy się z zacofaniem i trzecim światem, coraz częściej, choć w zupełnie nowym sensie, używany jest do określenia trybu życia współczesnych kilkulatków Justyna ma 8 lat. Wstaje, gdy jest ciemno. Biegnie na tenis. Potem szkoła: prywatna, trzy języki obce, basen, teatr. Ze szkoły na pianino, potem dodatkowy angielski. W domu jest przed wieczorem. Czasem nawet ogląda wieczorynkę. No, chyba że ma dużo zadane…

Pracujące dzieci teraz pochodzą ze świata „pierwszego” – bogatszego, wykształconego… No i świadomego, że właściwa, dogłębna edukacja to warunek sukcesu, że „odpowiednie” wychowanie to nie tylko kilka godzin spędzonych w ławce. Dlatego oprócz szkoły (zwykle prywatnej), dziecko biegnie na pianino, potem na dodatkowy angielski, tenis czy inne zajęcia. Czy jednak taka „inwestycja” w dzieci rzeczywiście się zwróci? Z czego naprawdę wynika? I czy dzieci edukowane od kołyski rzeczywiście mają zapewniony lepszy start w przyszłość?


Dlaczego Jasia na chiński?


Myli się ten, kto sądzi, że współczesna, poważna edukacja zaczyna się od szkoły podstawowej, czy nawet zerówki. Już trzylatek, o ile jego rodziców stać, może chodzić do przedszkoli artystycznych, językowych, sportowych, muzycznych. Czesne – w zależności od miejsca i oferty – od kilkuset do… kilku tysięcy złotych. Do tego cała gama przedziwnych i wciąż nowych zajęć – ćwiczenia pamięci, wyobraźni, pobudzanie wszelkimi sposobami szarych komórek w małych głowach. Im dziecko starsze, tym bardziej zajęć przybywa. Rodzice – co ciekawe – nie tylko ci najbogatsi, coraz chętniej korzystają z ofert.

Anna Walewska, mama Kingi: – Jestem pielęgniarką, mąż nauczycielem. Zarabiamy niewiele. Żyjemy bardzo oszczędnie. Wszystkie pieniądze idą na Kingę. Nie, nie uważam, że to przesada. Po prostu przyszłość dziecka jest najważniejsza.

Znalezione na jednym z forum poświęconych wychowaniu dzieci: „Zaniedbałam angielski mojego synka. Czy nie myślicie, że nie jest za późno… Ma już 10 miesięcy”. Śmieszne? Pewnie tak, ale internetowe mamy podeszły do „problemu” poważnie. Dawały dobre rady, pocieszały i dopingowały do działania. Jedna tylko wypowiedź zachęcała zatroskaną mamę do… zdrowego rozsądku.

Przyczyn, dla których rodzice dostają „edukacyjnej histerii”, jest wiele. Niektóre zupełnie jasne i zrozumiałe: nie chcemy po prostu, aby dzieci się nudziły. Wolny czas w nadmiarze może szkodzić.

– Często wtedy pozostaje Internet i telewizja, bo przecież nie można się dzieckiem opiekować non stop – mówi Karolina Brzozowska z Kalisza, mama dwójki dzieci.

– Obawiamy się, że gdy nie zajmiemy dziecku czasu wolnego, „świat się dzieckiem zajmie” – mówi Edyta Plich, dyrektorka żeńskiej szkoły im. Cecylii Plater-Zyberkówny w Warszawie. – Boimy się złego towarzystwa, nadmiernego wpływu rówieśników czy też oddziaływania mediów.
Jak twierdzą pedagodzy, rodzice często uważają też, że nie potrafią odpowiednio pokierować dzieckiem, że osoba wykwalifikowana, z odpowiednim przygotowaniem, zrobi to lepiej. I nawet nie z lenistwa, ale właśnie z dobrych intencji, obowiązkiem wychowania obarczają szkołę, instruktorów.

– Czasem jednak są leniwi i dorabiają do tego ideologię: „Staś czy Kazio jest taaaki mądry i musi się rozwijać”… – mówi jedna z nauczycielek w poznańskim gimnazjum.

Kolejną przyczyną, dla której rodzice wciąż podwyższają wymagania względem dzieci, są… własne niespełnione ambicje. Rodzic, który w dzieciństwie chciał, a nie mógł na przykład grać na skrzypcach, częściej będzie skłaniał do skrzypiec własną pociechę.

– Jednym słowem, gdy nawet dziecko uczy się grać, to kieruje nim motywacja… rodzica – mówi Anna Ziarno, nauczycielka w klasach 1–3 w Katolickiej Szkole Podstawowej im. Ks. Piotra Skargi w Warszawie. – A to nie daje raczej zbyt dobrych rezultatów.

Są jeszcze i inne powody: sami nieraz doświadczamy „wyścigu szczurów”, więc chcemy do niego przygotować nasze dziecko, chcemy dostosować je do realiów świata. No i kieruje nami moda na konkretne zajęcia: koledzy z pracy posyłają dziecko na judo? Nasze dziecko nie będzie gorsze. I chociaż może wolałoby pograć w piłkę, wykupujemy karnet na trening.

– Poza tym współczesny świat zaburzył naturalny podział „praca” – „odpoczynek”. Ponieważ sami pracujemy coraz więcej, dzieci również mają mniej czasu wolnego – uważa Plich. – Kategoria „nicnierobienia” zanika również u najmłodszych. W miejsce wolnego czasu wchodzi czas użytkowy – taki, dzięki któremu możemy mieć w przyszłości lepiej, możemy coś zyskać.

Jaś zyskuje, Jaś… traci

Co zyskuje dziecko, które od najmłodszych lat chodzi na języki, pływa, doświadcza wielu, wciąż nowych bodźców? Pewnie uczy się systematyczności, szybciej rozwija się intelektualnie, poznaje nowe możliwości spędzania czasu, można zaszczepić w nim nowe pasje, ćwiczy wrodzone zdolności… Jeśli jednak zajęć jest zbyt dużo lub są nieodpowiednio dobrane… dziecko może stracić. Bardzo wiele.

Edyta Plich: – Skutkiem przesadnej edukacji jest brak czasu wolnego. A co za tym idzie, dziecko nie ma czasu na myślenie, rozwój emocjonalny, kształtowanie wyobraźni…Współczesny człowiek jest pełen informacji, a mało w nim refleksji. Z dziećmi może być podobnie. Dziecko otrzymuje mnóstwo wiadomości, a zwyczajnie nie ma czasu, aby je przeanalizować.

Plich zwraca też uwagę, że czas wolny – o ile w ogóle jest, coraz częściej staje się czasem „użytecznym”. Nawet na wakacje wysyłamy dzieci na obozy językowe czy konne – dzieci wracają z certyfikatem, na ile są lepsze, mądrzejsze.

– Nie mają możliwości zwyczajnego odpoczynku, całkowitej zmiany trybu życia – mówi dyrektorka. – A nie trzeba nikomu tłumaczyć, że takie „lenistwo” jest konieczne do równowagi psychicznej.

Anna Wójcik, socjolog, mama pięciorga dzieci: – Nasze dzieci chodzą do dobrej szkoły, do tego na zajęcia dodatkowe – grają na instrumentach, pływają. Ich edukacja jest dla nas priorytetem. Jednak nauczyłam się, że nic na siłę. Rok temu starsza córka chodziła również do szkoły muzycznej. Radziła sobie dobrze – jest zdolna. Ale psychicznie traciła. Nie miała na nic czasu, wciąż żyła w biegu, a my z nią. Dziś uczy się gry na pianinie, ale dwa razy w tygodniu, po godzinie. Znaleźliśmy złoty środek.

Gdy „złotego środka” się nie znajdzie, zamiast zyskiwać, tracą całe rodziny.

– Moje koleżanki stały się „szoferkami”, a nie matkami. Cały dzień w rozjazdach – nie ma chwili na rozmowę, bycie z dzieckiem, czy zwyczajne rysowanie – mówi mama 10-letniego Patryka. – Kompletny absurd: takie rodziny rwą więzi społeczne zamiast je zacieśniać.

Czy Jaś zostanie ministrem?

Z jednej strony istnieje wyraźna tendencja, żeby dzieci czytały w wieku trzech lat. Z drugiej – wciąż się mówi o zaniedbanych pod każdym względem dzieciach, biednych środowiskach i rosnących różnicach społecznych…

– Chciałabym posłać dziecko do prywatnej szkoły, na dodatkowe zajęcia… Ale, niestety, mnie nie stać – mówi Krystyna z małego miasta na wschodzie. – Jakie ono będzie miało start w porównaniu z  dziećmi z dużych miast?

Teoretycznie dzieci, które od przedszkola uczą się więcej niż ich rówieśnicy, pójdą do lepszych szkół, na lepsze uczelnie. A co za tym idzie – dostaną lepszą pracę. I w przyszłości powinny stać się elitą narodu. A praktyka?
– Nie szkoła i pęd do nauki jest dla dziecka najważniejszy – uważa Dobrochna Lama, dyrektor społecznej szkoły podstawowej  i przedszkola „Strumienie” prowadzonych przez stowarzyszenie „Sternik”. – Przez dobrą edukację rozumiem połączenie wychowania i nauczania. Jeśli wychowanie potraktujemy po macoszemu, a nacisk położymy wyłącznie na nauczanie, nasz „sukces” może stać się… porażką.

Dyrektorka jest zdania, że poważnym błędem we współczesnym wychowaniu jest kładzenie nacisku na rozwój intelektualny kosztem kształtowania charakteru.

– Dziecko powinno być wartościowym człowiekiem, bo to jest najważniejsze w życiu. Powinno wiedzieć, że ważny jest bliźni obok niego, a nie pieniądz i „sukces”. Jeśli dziecko wyłącznie uczy się, proces jego rozwoju może być zachwiany, chcąc nie chcąc możemy wychować ambitnego, zimnego, wyrachowanego egoistę.

„Wyrachowany egoista” – nie ma lepszego materiału na współczesnego człowieka sukcesu – chciałoby się rzec.

– A właśnie nie do końca… Polska się zmienia, polscy pracodawcy też. Teraz na rozmowie kwalifikacyjnej trzeba czegoś więcej niż tylko znajomości języków i dwóch fakultetów – uważa Lama. – Człowiek musi mieć przede wszystkim wnętrze, osobowość, a tego nie da się wyuczyć nawet na najlepszych, najdroższych zajęciach. Osobowość kształtujemy od dzieciństwa. I dlatego najważniejsza w edukacji dziecka jest rodzina. Zdrowa rodzina, która wymaga, która jest, poświęca czas i kocha. Wierzę, że młody człowiek wychowywany w takiej rodzinie potrafi wiele osiągnąć – uważa Lama.

– Nie myślmy ciągle o „przyszłości” dziecka. Ono ma być szczęśliwe tu i teraz. Rodzice, w trosce o przyszłe szczęście pociech, zapominają o dniu dzisiejszym – mówi Edyta Plich. – Zamiast posyłać na siódme zajęcia dodatkowe, po prostu poczytajmy dziecku…


onet.pl (http://wiadomosci.onet.pl/1368206,2677,1,kioskart.html)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 30, 2006, 08:32:05 am
Czy Ewę uczyć tak jak Adama?  (http://www.gazetawyborcza.pl/1,75476,3705417.html)

Piotr Cieśliński2006-10-26

Dziewczyny i chłopcy mają takie same zdolności do uczenia się różnych przedmiotów. Szkolne programy nie powinny więc inaczej traktować obu płci, bo to tylko pogłębia zgubne stereotypy - dowodzą psychologowie


Czy płeć dziecka powinna decydować o tym, do jakiej szkoły je poślemy albo do nauki jakich przedmiotów bedziemy je zachęcać? - pytają zaraz na wstępie swego raportu w "Science" Janet Hyde z Uniwersytetu Wisconsin i Marcia Linn z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. I przytaczają obiegowe sądy, że kobiece talenty nie mogą rozkwitnąć w klasach zdominowanych przez agresywniejszą i brzydszą płeć albo że dziewczynki lepiej się uczą w środowisku nastawionym na współpracę, a chłopcom bardziej sprzyja wzajemna konkurencja. Te opinie podzielają niektórzy psychologowie, głosząc np. wyższość jednopłciowych klas i szkół nad koedukacyjnymi.

One nie są gorsze niż oni

Hyde i Linn dokonały mrówczej analizy rezultatów ponad 5 tys. (!) badań, w których brało udział w sumie aż 7 mln uczniów. I nie znalazły w nich potwierdzenia różnic między płciami. Owszem, w testach niemal zawsze wykrywa się lukę między średnią z osiągnięć dziewcząt oraz chłopców. - Ale skala tego efektu jest bez znaczenia - twierdzą badaczki.

Przykładowo, w rozwiązywaniu problemów matematycznych chłopcy są przeciętnie trochę lepsi, ale różnica dotyczy ledwie 4 pkt na 300-stopniowej skali.

Podobnie jest z agresywnymi zachowaniami - przeciętnie płeć brzydka w nich góruje, i to znacznie. Ale kiedy spojrzymy nie na średnią, ale na indywidualnych uczniów, to okaże się, że w sumie aż 40 proc. dziewcząt jest agresywniejszych niż przeciętny chłopiec.

Jaka jest więc prawda? Dziewczyny są gorsze z matematyki czy lepsze? Bardziej agresywne czy spokojniejsze? - Te badania raczej wskazują na niezwykłe podobieństwa płci w szkolnych uzdolnieniach niż na różnice - piszą badaczki.

Jeśli już dzielić uczniów w klasach ze względu na poziom ich aktywności, agresji, zdolności matematycznych czy językowych, to absolutnie nie płeć powinna być kryterium.

Ale jak wyjaśnić, że kobiety rzadko robią kariery naukowe, a jeśli już dorównują mężczyznom, to tylko w niektórych dziedzinach? W USA kobiety zdobywają 46 proc. stopni doktorskich w biologii, ale już w fizyce tylko 25 proc. i 15 proc. w inżynierii.

- To zgubny skutek stereotypu - podkreślają badaczki.

Wypadam źle, bo tego się po mnie spodziewają

W poprzednim numerze "Science" kanadyjscy psychologowie z uniwersytetu Brytyjskiej Kolumbii w Vancouver opisali eksperyment, w którym przetestowali z matematyki 220 dziewcząt. Podzielili je na kilka grup. W przerwie sprawdzania zdolności matematycznych poddawano je też testowi językowemu, ale każda grupa miała do przeczytania inny esej. Jeden z nich był o tym, że kobiety są genetycznie mniej uzdolnione w matematyce. I jak się okazało - dziewczyny z tej grupy osiągnęły dwa razy gorszy wynik niż najlepsza z grup! Co więcej, częściej sie myliły dopiero po przeczytaniu tego eseju.

- Ludzie wierzą w nieubłaganą siłę genów, a w tym wypadku doprowadziło to do samospełniającej się przepowiedni - mówi dr Steven Heine, autor badania.

Najbardziej niezwykłe było to, że słabsze rezultaty osiągnęła też grupa, która czytała wydawałoby się neutralny esej o kobietach w sztuce. - Był on pomyślany tak, by przypomnieć im, że są kobietami - mówi dr Heine.

Zadziałał więc stereotyp - jestem kobietą, a więc matematyka jest nie dla mnie. Kiedy musimy się z nim świadomie zmierzyć, jesteśmy poddani dużej presji, pod którą często się załamujemy - zauważa dr Heine.

Tego typu zagrożenie jako jeden z pierwszych opisał już w latach 70. Claude Steele pracujący na Uniwersytecie Stanforda w USA. Jego eksperymenty pokazywały np. niezwykły wpływ stereotypów rasowych. Kiedy białym golfistom wpajano, iż jakość gry bardziej zależy od "naturalnej sprawności atletycznej" niż "intelektualnej strategii", to zaczynali osiągać wyniki gorsze od czarnoskórych graczy.

Podobnie biali Amerykanie byli gorsi w testach z matematyki, kiedy tylko mówiono im, że ich koledzy o azjatyckich korzeniach radzą sobie lepiej.

Profesorowie w sidłach stereotypów

Przekonanie o różnych zdolnościach naukowych kobiet i mężczyzn jest niezwykle mocno zakorzenione w naszej kulturze, mimo że w świetle badań opisanych przez "Science" nie ma podstaw.

Ulegają mu wszyscy - wystarczy wspomnieć prof. Lawrence'a Summersa. Musiał ustąpić z funkcji prezydenta Uniwersytetu Harvarda po swej zeszłorocznej wypowiedzi, w której nawiązał do wrodzonych różnic między płciami i ich związku z karierami kobiet w nauce.

W debacie, jaka się potem wywiązała, Elizabeth Spelke, profesor psychologii na Harvardzie, opowiadała o tym, że to stereotypy, a nie geny mają większe znaczenie dla naukowych karier.


Opisywała jeden z eksperymentów, w którym gronu profesorskiemu uczelni dano do oceny aplikację na stanowisko nowego profesora asystenta. Aplikacja była ta sama, ale połowa z recenzentów dostała informację, że aplikantem jest kobieta, a druga połowa - że mężczyzna.

Mimo że oceniano te same dokumenty, decyzje były różne. Profesorowie wyżej ocenili naukową produktywność u mężczyzny (choć wykaz publikacji był ten sam!). Lepiej też wycenili mu doświadczenie w nauczaniu (choć patrzyli na tę samą listę wykładów!). W ostatnim pytaniu mieli wskazać, czy zatrudniliby tego kandydata. Mężczyzna dostał 70 proc. akceptujących głosów, kobieta - tylko 45 proc. - Gdyby decyzję podejmowano w głosowaniu, kobieta nie zostałaby zatrudniona. Mimo że przedstawili identyczne aplikacje - komentowała prof. Spelke.

Stereotypy nie tylko więc podkopują wiarę kobiet we własne zdolności, ale też często są barierą w karierze naukowej.

A wszystko zaczyna się już w piaskownicy. Pierwsza mówiąca lalka Barbie, jaka w 1989 r. pojawiła się na rynku, potrafiła wypowiedzieć ledwie kilka zdań, a wśród nich m.in.: "Lubię robić zakupy" i "Matematyka jest trudna".
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Październik 30, 2006, 10:16:14 pm
Kampania społeczna dzienników regionalnych i fundacji grupy TP
               
                     "Szkola bez przemocy"

W Kodeksie "Szkoły bez przemocy" znajdują się standardy, jakie powinna spełniać szkoła, której bliska jest idea walki z przemocą. Z jednej strony Kodeks definiuje wartości i normy postępowania, z drugiej zaś zawiera warunki - formalne i organizacyjne, jakie musi spełniać szkoła, która dba o rozwiązywanie konfliktów i ograniczanie przemocy

http://www.szkolabezprzemocy.pl/?menu_id=52
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Październik 31, 2006, 01:16:11 pm
Giertych: pierwszy ośrodek wsparcia wychowawczego we wrześniu (http://wiadomosci.onet.pl/1426636,11,,,,,6531,itemspec.html)

"We wrześniu 2007 roku ruszy pierwszy ośrodek wsparcia wychowawczego, kolejne powstaną w następnym roku" - zapowiedział wicepremier, minister edukacji Roman Giertych.
Do ośrodków - szkół z internatami pod specjalnym nadzorem pedagogicznym - trafiać mają gimnazjaliści, którzy uniemożliwiają spokojną naukę innym.


"Po roku, dwóch funkcjonowania ośrodków, które mają mieć charakter półotwarty, niewykluczone jest powstanie analogicznych dla uczniów starszych" - zapowiedział Giertych.O skierowaniu ucznia do ośrodka decydować ma komisja kwalifikacyjna przy kuratorze oświaty. W przypadku braku zgody rodziców na umieszczenie dziecka w ośrodku zgodę będzie wydawał sąd rodzinny. Od wniosku dyrektora szkoły o umieszczeniu ucznia w ośrodku do podjęcia decyzji ma upłynąć nie więcej niż siedem dni. Uczniowie mogą być kierowani do ośrodków na okres od tygodnia do dwóch lat, z możliwością jego skrócenia.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Listopad 02, 2006, 11:13:55 am
"Zero tolerancji": Zakaz używania komórek

"Dziennik" dotarł do szczegółów programu "Zero tolerancji", który minister Roman Giertych chce wprowadzić w polskiej oświacie.

Program przewiduje możliwość nakazania przez dyrektora szkoły uczniowi prac społecznych jako kary za złe zachowanie lub łamanie regulaminu szkoły. Prace społeczne nie muszą odbywać się w szkole. Młodociani chuligani mogą być skierowani do prac w domu opieki społecznej lub w schronisku dla zwierząt.

W szkolnych statutach mają się też pojawić zapisy o karach za agresywne lub wulgarne zachowanie, zakaz używania telefonów komórkowych w budynku szkoły i obowiązek przychodzenia na lekcje w schludnym ubraniu.

Za przestrzeganie regulaminu mają być odpowiedzialni dyrektorzy i pedagodzy. Całość programu "Zero tolerancji" Roman Giertych ma przedstawić jutro w gdańskim Gimnazjum numer 2, gdzie dwa tygodnie temu pięciu nastolatków doprowadziło swoją koleżankę do samobójstwa - pisze "Dziennik".


gazeta.pl (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3714480.html)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 02, 2006, 04:24:31 pm
Szkoły pod lupą premiera (http://www.gazetaprawna.pl/wydarzenia/?news=eGP20061102100854196)

Przegląd wszystkich szkół  oraz pociąganie do odpowiedzialności za tzw. przestępstwo urzędnicze nauczycieli i dyrektorów szkół, którzy nie zawiadomią policji czy prokuratury o przestępstwie popełnionym na terenie szkoły to rządowe propozycje walki z przemocą wśród uczniów.

"Pewien etap rozwoju polskiej oświaty się skończył. Czas tolerancji i nicnierobienia w tych sprawach mamy już za sobą" - zadeklarował w czwartek szef rządu na konferencji prasowej po czwartkowym spotkaniu z przedstawicielami resortów edukacji, spraw wewnętrznych oraz sprawiedliwości. Dodał, że w przyszłym tygodniu pojawią się do tego podstawy prawne.

Przegląd ma polegać na spotkaniach z nauczycielami, rodzicami i uczniami, by ich przestrzec przed takimi zdarzeniami jak to gdańskie, które doprowadziły do samobójstwa uczennicy.

Premier Kaczyński wyjaśniał, że przeglądu wszystkich szkół miałyby dokonywać trzyosobowe zespoły złożone z przedstawiciela administracji oświatowej, policji i prokuratury (prokurator wchodziłby w grę prawdopodobnie tylko w szkołach ponadpodstawowych), które odwiedziłyby wszystkie szkoły, spotkały się z ich dyrektorami, komitetami rodzicielskimi i uczniami.

Jak zapowiedział wiceminister sprawedliwości Andrzej Kryże, nauczyciele i dyrektorzy szkół, którzy nie zawiadomią policji czy prokuratury o przestępstwie popełnionym na terenie szkoły, sami będą pociągani do odpowiedzialności za tzw. przestępstwo urzędnicze .

Kryże zaznaczył, że będzie to "obowiązek karny, a nie społeczny"; przestępstwo urzędnicze jest zagrożone karą do 3 lat więzienia. Poinformował także, że w resorcie sprawiedliwości trwają prace nad zwiększeniem odpowiedzialności karnej i finansowej za sprzedaż alkoholu nieletnim oraz rozszerzeniem odpowiedzialności rodziców.

Przypomniał, że resort już wcześniej zapowiadał zmiany w kodeksie, zakładające pociąganie do odpowiedzialności nieletnich od 15. roku życia, podwyższenie kar grzywny oraz wprowadzenie obostrzeń za przestępstwa o charakterze chuligańskim.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 02, 2006, 05:09:42 pm
Pobił mnie uczeń (http://www.superexpress.pl/se/index.jsp?place=subSpecial&news_cat_id=1808&news_id=126449&scroll_article_id=126449&layout=1&page=text&list_position=1)

Agresywny chłopak omal nie udusił kolegi i skopał nauczyciela WF-u!

12-letni Darek wpadł w szał. Chwycił kolegę za szyję i zaczął dusić. Kamil już nie miał sił się bronić. Powoli tracił przytomność. Gdyby nie szybka reakcja nauczyciela WF-u, doszłoby do tragedii.

Żeby rozdzielić chłopców, musiał użyć siły. Został przy tym dotkliwie pobity przez Darka! 25 października, podczas przerwy w jednej z krakowskich podstawówek dzieci jak zwykle bawiły się w sali gimnastycznej. Po chwili radosne okrzyki grających w piłkę uczniów przerwane zostały rozpaczliwym wołaniem o pomoc. 12-letniemu Darkowi nie spodobał się uśmiech kolegi i dlatego postanowił go zaatakować.

- Natychmiast podbiegłem do chłopców, chciałem jak najszybciej oswobodzić Kamila. Niestety, sytuacja zaczęła mnie przerastać. Darek działał jak w amoku, mimo że jestem nauczycielem WF-u, nie dawałem rady dziecku - opowiada z przejęciem Mariusz Zontek (45 l.). - Kamil siniał, a jego oczy były coraz bardziej mgliste. Nie chcę nawet myśleć o tym, co mogłoby się stać, gdyby zamiast mnie w sali była tylko nauczycielka. Kamil nie miał już siły się bronić, od tragedii dzieliły nas sekundy - dodaje pan Mariusz.

Uczeń przeżył, ucierpiał nauczyciel
Pedagog w asyście wicedyrektorki nie mogli uspokoić chłopca. Darek kopał, gryzł i przeklinał, dobrze wiedział, gdzie uderzyć, aby sprawić największy ból. Mariusz Zontek, wysportowany nauczyciel z 22-letnim stażem, dostał od dwunastolatka kilkanaście ciosów w głowę i kilkadziesiąt kopniaków w inne części ciała. Do tej pory goją się rany po ugryzieniach. Mężczyznę czeka jeszcze wizyta u neurologa i chirurga, przez najbliższych 12 dni nie wróci do pracy. - Boję się, że takie dramaty będą zdarzać się coraz częściej - mówi przerażony pan Mariusz.

Oni go sprowokowali
Mama agresywnego nastolatka uważa, że dzieci sprowokowały go do takiego zachowania. - Darek cierpi na ADHD, powinniście to zrozumieć.

Jednak to nie był pierwszy przykry incydent z Darkiem w roli głównej. Jakiś czas temu dwunastolatek zaatakował dyrektorkę nożyczkami, uderzył w twarz wychowawczynię klasy, a jedną z dziewczynek złapał za włosy i z impetem walił jej głową w szafę.

- To była naprawdę wspaniała klasa, do momentu, kiedy Darek się w niej pojawił - opowiada rozgoryczona Małgorzata Jamróz, mama pobitego Kamila. - Nie chcę, żeby Darek dostał kolejną szansę, przez tych kilka lat miał ich wystarczająco dużo. Do tej pory wykazywaliśmy zbyt dużą tolerancję, ale to się musi skończyć. Jestem wdzięczna nauczycielowi i kolegom Kamila za pomoc, mój syn czuje się dobrze, ale wciąż się o niego boję - dodaje łamiącym się głosem pani Jamróz.

Sprawą zainteresowała się już policja. Darek był przesłuchiwany. O jego losie zdecyduje najprawdopodobniej sąd rodzinny.

Co to jest ADHD?
Zespół nadpobudliwości psychoruchowej. Charakteryzuje się m.in.: impulsywnością działania, zwiększoną wrażliwością emocjonalną na bodźce otoczenia, wybuchami złości, brakiem wytrwałości w realizacji zadań wymagających zaangażowania.

Panuje moda na ADHD
Mówi prof. Zbigniew NĘcki, psycholog:

- Z wielkim żalem muszę powiedzieć, że zapanowała moda na ADHD. Dzieci, u których stwierdzono zespół nadpobudliwości czują się bezkarne, a psychopatyczne tendencje są niestety coraz częściej usprawiedliwiane przez chorobę. U chłopca, który zaatakował rówieśnika, a potem nauczyciela, pojawiła się agresja na poziomie zwierzęcego instynktu. Ten dwunastolatek doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co robił, wiedział, że sprawia komuś ból. Dzieci z ADHD mają jedynie utrudnioną samokontrolę - nie są jej całkowicie pozbawione. Izolacja dzieci chorych nie pomoże, staną się jeszcze bardziej aspołeczne. Każdemu dziecku z ADHD powinien przysługiwać opiekun, wtedy można by uniknąć takich dramatów.

Pobity nauczyciel
Mariusz Zontek, nauczyciel WF-u, dostał od 12-latka kilkanaście ciosów w głowę i kilkadziesiąt kopniaków w inne części ciała

Matka chłopca
Uważa, że dzieci sprowokowały jej syna do agresywnego zachowania

Agresywny Darek
12-letniemu chłopcu nie spodobał się uśmiech kolegi, więc postanowił go pobić. Dostało się również nauczycielowi WF-u.

- opowiada nauczyciel Mariusz Zontek

autor: Paulina Jakubowska

http://www.superexpress.pl/_gAllery/98/64/98647.jpg
Darek działał jak w amoku. Mimo że jestem nauczycielem WF-u, nie dawałem rady dziecku
FOTO ROBERT SZWEDOWSKI
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Listopad 02, 2006, 09:38:24 pm
Do szkoły bez komórki


W szkołach zostanie wprowadzony całkowity zakaz używania telefonów komórkowych - zapowiedział minister edukacji Roman Giertych.

W czasie spotkania z dyrektorami podlaskich placówek oświatowych w Białymstoku, Giertych szukajpodkreślił, że tolerowanie negatywnych zachowań w szkole oznacza "współudział" w tych zdarzeniach.

Giertych poinformował, że ministerialnym rozporządzeniem zostanie wprowadzony obowiązkowy nakaz wpisu do statutów szkolnych, zakazu używania na terenie szkół telefonów komórkowych.
 
- Telefony komórkowe są dobre do kontaktu z rodzicami, ale można ten kontakt zrealizować poza budynkiem szkoły. A już w żadnym razie nie można zezwolić na korzystanie z telefonów komórkowych na lekcji, czy to w formie SMS-ów, czy w formie zwyczajnej rozmowy telefonicznej. To jest rzecz niedopuszczalna - tłumaczył minister edukacji, mówiąc o założeniach programu "Zero tolerancji".

Zachęcał też dyrektorów szkół, by "ukrócili rewię mody" i wprowadzili u siebie mundurki szkolne (spotkanie odbyło się w liceum katolickim, gdzie takie stroje obowiązują), choć zastrzegł, że resort takiego nakazu nie zamierza wprowadzać.

- Nie wolno mylić plaży czy dyskoteki z budynkiem szkoły - mówił Giertych. W jego ocenie, mundurki szkolne to dobry sposób ukrócenia "poczucia alienacji ze strony uczniów mniej zamożnych" ale i "innych niepożądanych elementów" występujących w szkole.

Apelował do dyrektorów szkół, by wraz z nauczycielami "zwracali uwagę na drobiazgi", bo - jego zdaniem - jeżeli nie będzie zwracania uwagi na takie drobne rzeczy jak używanie telefonów komórkowych czy strój uczniów, to "nie zbudujemy właściwego wzorca edukacji".

Giertych tłumaczył, że "Zero tolerancji" ma oznaczać "zero tolerancji dla obojętności i patrzenia przez palce" na negatywne zjawiska w szkołach. - To ma być dla nas zero tolerancji - mówił do pedagogów.

Powiedział też, że nie można pozostawiać bezkarnie nawet najmniejszych wykroczeń przeciwko porządkowi.

- Tolerancja w tym przypadku oznacza współudział. Jeżeli tolerujemy sytuację, w której ktoś kogoś uderzy, ktoś kogoś zwymyśla (...), jeżeli tolerujemy tego typu incydenty, to sprawcy zostają powstrzymani dopiero, gdy komuś zrobią poważną krzywdę, gdy trafiają przed oblicze wymiaru sprawiedliwości - przekonywał Giertych.

Wcześniej w Kancelarii Premiera odbyło się spotkanie przedstawicieli resortów edukacji, spraw wewnętrznych oraz sprawiedliwości, dotyczące bezpieczeństwa w szkołach.

Lider LPR przedstawił na nim założenia przygotowywanego przez jego resort programu "Zero tolerancji wobec przemocy w szkołach". Program ma zapobiegać eskalacji chuligaństwa, m.in. poprzez konsekwentne karanie uczniów już za drobne wykroczenia i naruszenia regulaminu szkoły. Ma zostać zaprezentowany publicznie w piątek w Gdańsku.

Z kolei premier Jarosław Kaczyński zapowiedział przegląd wszystkich szkół. W przyszłym tygodniu pojawią się do tego podstawy prawne. Przegląd ma polegać na spotkaniach z nauczycielami, rodzicami i uczniami, by ich przestrzec przed takimi zdarzeniami jak te gdańskie, które doprowadziły do samobójstwa uczennicy.

- Pewien etap rozwoju polskiej oświaty się skończył. Czas tolerancji i nicnierobienia w tych sprawach mamy już za sobą - zadeklarował w czwartek szef rządu na konferencji prasowej.

Premier Kaczyńskiszukaj wyjaśniał, że przeglądu wszystkich szkół miałyby dokonywać trzyosobowe zespoły złożone z przedstawiciela administracji oświatowej, policji i prokuratury (prokurator wchodziłby w grę prawdopodobnie tylko w szkołach ponadpodstawowych), które odwiedziłyby wszystkie szkoły, spotkały się z ich dyrektorami, komitetami rodzicielskimi i uczniami.

- Nauczyciele i dyrektorzy szkół, którzy nie zawiadomią policji czy prokuratury o przestępstwie popełnionym na terenie szkoły, sami będą pociągani do odpowiedzialności za tzw. przestępstwo urzędnicze - powiedział z kolei wiceminister sprawiedliwości Andrzej Kryżeszukaj.

Kryże zaznaczył, że będzie to "obowiązek karny, a nie społeczny"; przestępstwo urzędnicze jest zagrożone karą do 3 lat więzienia. Poinformował także, że w resorcie sprawiedliwości trwają prace nad zwiększeniem odpowiedzialności karnej i finansowej za sprzedaż alkoholu nieletnim oraz rozszerzeniem odpowiedzialności rodziców.

Przypomniał, że resort już wcześniej zapowiadał zmiany w kodeksie, zakładające pociąganie do odpowiedzialności nieletnich od 15. roku życia, podwyższenie kar grzywny oraz wprowadzenie obostrzeń za przestępstwa o charakterze chuligańskim.

Wiceminister edukacji Mirosław Orzechowskiszukaj potwierdził, że program "Zero tolerancji" przewiduje m.in. kary w postaci prac społecznych dla uczniów za złe zachowanie i łamanie regulaminu szkoły. Dodał, że każda gmina i powiat prowadzące szkoły mogłyby same ustalać rodzaj kar dla uczniów.

Czwartkowy "Dziennik" napisał, że w szkolnych statutach mają pojawić się zapisy o karach za agresywne lub wulgarne zachowanie. Według gazety, dyrektor mógłby nakazać uczniowi odbycie prac społecznych np. w domu opieki społecznej.

Zdaniem Orzechowskiego, ministerstwo edukacji wprowadza "przywracanie porządku w polskich szkołach". Wiceminister zapowiedział, że wprowadzone będą zmiany do regulaminów szkolnych.


interia.pl (http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/do-szkoly-bez-komorki,812363,2943)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Listopad 02, 2006, 11:55:49 pm
Premier: Będą "przeglądy" wszystkich szkół

 Premier Jarosław Kaczyński zapowiedział przegląd wszystkich szkół. Dodał, że w przyszłym tygodniu pojawią się do tego podstawy prawne. Przegląd ma polegać na spotkaniach z nauczycielami, rodzicami i uczniami, by ich przestrzec przed takimi zdarzeniami jak to gdańskie, które doprowadziły do samobójstwa uczennicy.

"Pewien etap rozwoju polskiej oświaty się skończył. Czas tolerancji i nicnierobienia w tych sprawach mamy już za sobą" - zadeklarował w czwartek szef rządu na konferencji prasowej.


Premier Kaczyński wyjaśniał, że przeglądu wszystkich szkół miałyby dokonywać trzyosobowe zespoły złożone z przedstawiciela administracji oświatowej, policji i prokuratury (prokurator wchodziłby w grę prawdopodobnie tylko w szkołach ponadpodstawowych), które odwiedziłyby wszystkie szkoły, spotkały się z ich dyrektorami, komitetami rodzicielskimi i uczniami.

Orzechowski: Kary w postaci prac społecznych dla uczniów za złe zachowanie

Wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski potwierdził w czwartek na konferencji prasowej w Łodzi, że program "Zero tolerancji" przewiduje m.in. kary w postaci prac społecznych dla uczniów za złe zachowanie i łamanie regulaminu szkoły. Dodał, że każda gmina i powiat prowadzące szkoły, mogłyby same ustalać rodzaj kar dla uczniów.

Czwartkowy "Dziennik" napisał, że w szkolnych statutach mają pojawić się zapisy o karach za agresywne lub wulgarne zachowanie. Według gazety, dyrektor mógłby nakazać uczniowi odbycie prac społecznych np. w domu opieki społecznej.

Zdaniem Orzechowskiego, ministerstwo edukacji wprowadza "przywracanie porządku w polskich szkołach". Wiceminister zapowiedział, że wprowadzone będą zmiany do regulaminów szkolnych.

- Nauczyciel musi poczuć się jak prawdziwy wychowawca, przewodnik. Dlatego potrzebne są zmiany. Uczniowie muszą mieć świadomość, że każdy czyn, czy słowo ma swoje następstwa. Młody człowiek, który dopuściłby się wyzwisk w stosunku do swoich rówieśników bądź uczestniczyłby w bójce, mógłby na przykład czyścić toalety - powiedział Orzechowski.

Kryże: Nauczyciele będą karani za niezgłoszenie przestępstwa


Nauczyciele i dyrektorzy szkół, którzy nie zawiadomią policji czy prokuratury o przestępstwie popełnionym na terenie szkoły, sami będą pociągani do odpowiedzialności za tzw. przestępstwo urzędnicze - powiedział na czwartkowej konferencji prasowej wiceminister sprawiedliwości Andrzej Kryże.

Kryże zaznaczył, że będzie to "obowiązek karny, a nie społeczny"; przestępstwo urzędnicze jest zagrożone karą do 3 lat więzienia.

Poinformował także, że w resorcie sprawiedliwości trwają prace nad zwiększeniem odpowiedzialności karnej i finansowej za sprzedaż alkoholu nieletnim oraz rozszerzeniem odpowiedzialności rodziców.

Przypomniał, że resort już wcześniej zapowiadał zmiany w kodeksie, zakładające pociąganie do odpowiedzialności nieletnich od 15. roku życia, podwyższenie kar grzywny oraz wprowadzenie obostrzeń za przestępstwa o charakterze chuligańskim.


gazeta.pl (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3714997.html)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Listopad 03, 2006, 08:04:20 am
Koniec koedukacji ?


Chłopcy i dziewczynki w gimnazjach powinni uczyć się osobno - oświadczyła dzisiaj rzecznik praw dziecka, Ewa Sowińska
Jej zdaniem, trzeba też zadbać o to, aby klasy nie były zbyt liczne.
.

Swoją opinię na temat koedukacyjnego kształcenia Sowińska wyraziła w przesłanym PAP komunikacie. List odnosi się do dyskusji na temat poprawy sytuacji wychowawczej w gimnazjach. Jednym z rozwiązań, które rozważane są przez MEN, jest podzielenie gimnazjów na męskie i żeńskie.

Dyskusja rozgorzała po tragicznych wydarzeniach w Gimnazjum nr 2 w Gdańsku, którego 14-letnia uczennica popełniła samobójstwo po tym, jak stała się ofiarą seksualnej napaści kolegów z klasy.

"Dalsze bierne oczekiwanie na nowe ekscesy (...) to nasz współudział w zbrodni" - napisała Sowińska.

Jak tłumaczyła, dzieci w wieku gimnazjalnym doświadczają "rozchwiania emocjonalnego" związanego z procesem dojrzewania. Jej zdaniem, bezpieczniej dla gimnazjalistów byłoby, gdyby nie uczyli się w koedukacyjnych klasach. Według RPD, młodzież skłonna jest do histerii i negatywnego "popisywania się" jedynie wtedy, kiedy ma widownię. Jeżeli jej zabraknie, takie zachowania nie będą, miały sensu - argumentowała Sowińska.

"Rozdzielny system nauczania nie tylko uciszy emocje, złagodzi obyczaje, lecz także ułatwi 'specyficzne' nauczanie z korzyścią tak dla dziewcząt, jak i chłopców" - napisała.

Podkreśliła, że ważne jest też ustalenie górnego pułapu liczebności szkół gimnazjalnych, a zwłaszcza liczebności poszczególnych klas.

interia.pl (http://fakty.interia.pl/kraj/edukacja/news/koniec-koedukacji,811821,3317)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Listopad 03, 2006, 09:49:45 am
Za małe oczekiwania wobec uczniów cierpiących na Zespół Downa

Naukowe badania wykazały, że być może całe pokolenia dzieci cierpiących na Zespół Downa osiągały bardzo niskie wyniki w nauce, tylko dlatego, że wymagano od nich mniej, niż od zwykłych uczniów.

W Wielkiej Brytanii na Zespół Downa cierpi ok. 9 000 dzieci. Dokumentacja medyczna wskazuje na to, że tylko 6 proc. dzieci może odnieść jakiekolwiek korzyści z uczęszczania do szkoły, aczkolwiek badania opublikowane w the British Journal of Educational Psychology (Brytyjski Magazyn Psychologii Edukacyjnej) zasugerowały, że większość z tych osób jest w stanie opanować przynajmniej podstawowe wiadomości.
Naukowcy z Uniwersytetów w Manchesterze i Stirling zbadali 106 przypadków dzieci z zespołem Downa, które w latach 1986-2000 znajdowały się pod opieką zamkniętego obecnie Hester Adrian Research Center w Manchesterze. Okres działania tego Ośrodka zbiegł się w czasie ze zmianami dotyczącymi edukacji osób z problemami w procesie uczenia się.

W 1988 r. ówczesny konserwatywny rząd Wielkiej Brytanii wprowadził narodowy program edukacyjny, zgodnie z którym wszystkie dzieci, łącznie z dziećmi z niepełnosprawnością procesu uczenia się, podlegały obowiązkowi edukacji w szkołach publicznych na jednakowym poziomie.
Obecnie szkoły zobowiązane są do wyznaczania edukacyjnych celów dla dzieci z niepełnosprawnością procesu uczenia się tak jak dla innych dzieci, od dzieci niepełnosprawnych nie wymaga się jednak osiągnięcia standardów dla uczniów w wieku 7, 11 i 14-lat.
Przy użyciu specjalnie opracowanego "wskaźnika osiągnięć naukowych" naukowcy Stephen Turner i Alison Alborz badali wyniki niepełnosprawnych dzieci w wieku 20 lat.

Najmniejsza grupa z badanych osób z zespołem Downa była w stanie w wieku 20 lat osiągnąć wyniki w czytaniu, pisaniu i liczeniu na poziomie dziecka w wieku 5 lat. Połowa z badanych potrafiła czytać i pisać na poziomie 7-latków, a ¼ z nich potrafiła liczyć na poziomie standardów dla uczniów czternastoletnich.
Tylko 11 proc. z badanych przypadków uczęszczało do szkół wraz z innymi dziećmi. Wyniki badań wykazały, że rządowa polityka poddawania dzieci z niepełnosprawnością procesu uczenia się edukacji w publicznych szkołach podstawowych i gimnazjach, pomaga tym uczniom osiągać lepsze wyniki w nauce.

Zdaniem naukowców z przeprowadzonych badań wynika, że przynajmniej niektóre dzieci mogłyby mięć lepsze wyniki w nauce, gdyby uczęszczały do publicznych szkół wraz z innymi dziećmi. Mają oni nadzieję, że badanie pomoże władzom edukacyjnym opracować realistyczny poziom nauczania dla dzieci z niepełnosprawnością procesu uczenia się.
Tylko przy opracowaniu kilku badań wykorzystano wskaźniki zdolności akademickich odpowiednie do szerokiego zakresu predyspozycji, który posiadają dzieci z Zespołem Downa. Rezultatem takiego podejścia jest nieprecyzyjne określenie poziomu i możliwości, jakich można wymagać od tych uczniów w różnym wieku.

Ocena, że tylko 6 proc. dzieci z Zespołem Downa może skorzystać, pobierając edukację w szkole publicznej, jest, zdaniem naukowców, skrajnie pesymistyczna. Z przeprowadzonych badań wynika bowiem, że bardzo niewielka liczba niepełnosprawnych dzieci nie osiągnęła żadnych wyników. Naukowcy ostrzegają jednak przed wyciąganiem zbyt daleko idących wniosków i stawianiem zbyt wysokich wymagań uczniom z Zespołem Downa. Istnieje ryzyko, że nacisk na osiąganie wyników spowoduje nie docenianie edukacji tych uczniów, którzy nie będą w stanie wykorzystać nowych możliwości. Należy bowiem podkreślić, że pomiar wyników naukowych wykorzystany w przeprowadzonym badaniu nie jest jedynym odpowiednim pomiarem postępu jednostki w nauce.

niepełnosprawni.pl (http://www.niepelnosprawni.info/ledge/x/7443)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 03, 2006, 04:11:51 pm
Cytuj
Naukowe badania wykazały, że być może całe pokolenia dzieci cierpiących na Zespół Downa osiągały bardzo niskie wyniki w nauce, tylko dlatego, że wymagano od nich mniej, niż od zwykłych uczniów
.
I chyba cos w tym jest?

Artykuł również w dziale zD
Za małe oczekiwania wobec uczniów cierpiących (http://forum.darzycia.pl/topic,2099.htm)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 05, 2006, 06:34:53 pm
Demokracja w szkole? (http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/demokracja-w-szkole-to-jakies-nieporozumienie,813256,2943)
Minister spotkał się z nauczycielami
4 listopada

Demokracja w szkole to nieporozumienie - uważa wicepremier, minister edukacji Roman Giertych. Jego zdaniem, jednym z największych błędów popełnionych w ostatnich latach było założenie, że w szkole panuje demokracja, co w praktyce oznaczało, że rządzą uczniowie.

- Nie wyobrażam sobie, by w szkole była demokracja. To jakieś nieporozumienie. To tak, jakby w wojsku żołnierz wybierał sobie rodzaj działań bojowych - odpowiedział Giertych podczas sobotniego spotkania z nauczycielami i dyrektorami szczecińskich szkół na pytanie, czy wprowadzenie programu "Zero tolerancji" oznacza koniec demokracji w polskich szkołach.

Giertych przedstawił swój program
Przedstawiciele środowiska pedagogicznego pytali ministra, czy w związku z wprowadzaniem zmian w polskiej szkole nie należałby też zmienić sposobu kształcenia nauczycieli, którzy na ogół są nieprzygotowani do roli wychowawcy. Giertych przyznał, że choć nie ma w tej kwestii możliwości działania to "postara się pewne kroki przedsięwziąć".

Ustawy o szkolnictwie pod lupę

Nauczyciele zwracali też uwagę na konieczność włączenia rodziców do pracy szkoły. Minister zapewnił, że w każdej szkole obowiązkowo będą działały rady rodziców.


Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 07, 2006, 11:54:48 am
A tu coś nowego,czy tylko w Krakowie ?  :roll:

Po godz. 22 radiowozem do domu (http://krakow.naszemiasto.pl/wydarzenia/665440.html)

Policjanci mają wyłapywać nieletnich uczniów, którzy po 22 chodzą po ulicach i odwozić ich do domów. - Świetnie! - komentuje złośliwie pomysł wprowadzenia godziny policyjnej Zdzisław Kusztal, dyrektor VIII LO w Krakowie.

- Ci, którzy wychodzą z koncertów, czy pubów będą mieli darmowe taksówki. Uczniowie nie są skłonni do żartów. - To jakaś bzdura.
Wychodzę z psem po 22, wracam z koncertu czy spektaklu i to ma być przestępstwo - pyta Grzegorz Witek, uczeń pierwszej klasy XXXI LO.

 - Rozumiem, że policja zajmuje się nieletnimi, którzy piją czy rozrabiają, ale odwozić radiowozem ucznia za to, że spaceruje po ulicy.
To głupota - wtóruje mu Wojciech Stanek, kolega z liceum. Sytuacji, w których córki czy synów przywozi pod dom policja, nie są w stanie wyobrazić sobie także rodzice. - Rozumiem, że moja córka zostaje przyłapana na czymś złym, ale legitymować ją i wsadzać do radiowozu, bo wraca póżno od koleżanki czy ze spektaklu.
To chory pomysł - oburza się Anna, mama uczennicy krakowskiego liceum.

Jan Żądło, wicedyrektor wydziału edukacji UMK też ma dylemat, gdy słyszy o pomyśle.

- Uczniowie, którzy po 22 przebywają poza domem powinni mieć legitymację.
Służby miejskie powinny zaś zwracać uwagę na podejrzane sytuacje, w których uczestniczą nieletni. Ale po co od razu wprowadzać godzinę policyjną i wsadzać niewinnych do policyjnych samochodów? I kto zapłaci za dodatkowych policjantów - zastanawia się.

Godzina policyjna budzi mieszane uczucie także Janusza Szklarczyka, dyrektora wydziału nadzoru pedagogicznego małopolskiego kuratorium oświaty.

- To prawda, że rodzice nie interesują się co robią ich dzieci, to także prawda, że wielu nieletnich przebywa w godzinach nocnych w miejscach niebezpiecznych, popija, używa wulgarnych wyrazów i jest zagrożeniem dla innych.

Ale policja przecież powinna się nimi zająć bez konieczności wprowadzenia godziny policyjnej - dowodzi.

 W Komendzie Wojewódzkiej Policji nie komentuje się pomysłu godziny policyjnej.

 - Do tej pory każdy policjant, który zauważył dziecko, czy nieletniego w sytuacji budzącej jego podejrzenia, interweniował i to niezależnie czy była godzina ranna, czy nocna - zauważa Sylwia Bober-Jasnoch z biura prasowego KWP.

(KACH)  -  Gazeta Krakowska
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Listopad 07, 2006, 04:15:02 pm
"Rząd zgodził się na obowiązkowe mundurki i kamery w szkołach" (http://wiadomosci.onet.pl/1429693,11,item.html)

Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty - poinformował minister edukacji wicepremier Roman Giertych.
Zgodnie z projektem w szkołach będą obowiązkowe mundurki, oprogramowanie broniące uczniom dostępu do niewłaściwych treści w internecie oraz kamery monitorujące.

Na konferencji prasowej w MEN minister dodał, że wprowadzi zmiany w karcie nauczyciela, zgodnie z którymi nauczyciele będą funkcjonariuszami publicznymi.


PAP, MD
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Emilianka w Listopad 07, 2006, 05:50:07 pm
Giertycha pomysły na szkołę (http://wiadomosci.onet.pl/1370028,2677,1,kioskart.html)

Joanna Tańska/06.11.2006

Zakazy - izolacja - nietolerancja - to nie wystarczy, żeby zlikwidować przemoc wśród uczniów

Minister Roman Giertych za tło prezentacji programu „Zero tolerancji” wybrał gdańskie gimnazjum nr 2, w którym doszło do dramatu. Zażyczył sobie nawet tej samej klasy i być może nawet ławki, na której znęcano się nad 14-letnią Anią. Przeciwko robieniu spektaklu były władze miasta, szkoły, nauczyciele i sami uczniowie, którzy swą opinię umieścili na ścianie budynku: „Szkoła wolna od Giertycha”. Ale ministra to nie zniechęciło i z wielką pompą przedstawił katalog kar dla uczniów.

Czy to zlikwiduje lub ograniczy przemoc wśród uczniów? Pedagodzy przekonują, że nie wystarczy dać nauczycielom bat do ręki. Tym bardziej że nadal nie mamy spójnej koncepcji przeciwdziałania zachowaniom nagannym w szkole. A to niestety sprzyja agresji.

Czyje jest dziecko w szkole?

Ucznia, jak piłkę, przerzucają sobie nawzajem rodzice i nauczyciele. Pierwsi mają prawo uważać, że posyłając dziecko do szkoły, oddają je w ręce nie tylko edukatorów, ale i wychowawców. Jednak gdy dochodzi do konfliktu nauczyciel-uczeń, rodzice zwykle biorą stronę dziecka. W ten sposób podważają i tak nadwątlony już autorytet pedagogów. Ci z kolei słusznie zarzucają rodzicom, że za mało uwagi poświęcają wychowaniu własnych dzieci. A to przede wszystkim w domu młody człowiek powinien poznać system wartości i wynieść wiedzę, co jest dobre, a co złe, na co można sobie pozwolić, a na co nie. Tymczasem w jednym z badań wyszło na jaw, że przeciętny rodzic poświęca na rozmowę z dzieckiem... 7 minut dziennie.

– Wychowanie dziecka to przede wszystkim trud rodziców, szkoła jedynie rodzinę wspomaga. Polska rodzina przeżywa jednak kryzys. Przejawia się on m.in. w tym, że dorośli coraz mniej czasu poświęcają swoim dzieciom, rwą się rodzinne więzi, coraz mniej nam na sobie wzajemnie zależy. Nieobecni w życiu dzieci ojcowie, zapracowane matki, życiowy pośpiech, nieustanny stres, lęki, niepokój związany z zapewnieniem środków finansowych albo pomnażanie dóbr – wszystko to odsuwa rodziców od dzieci. Pozostają same ze swoimi problemami, młodzieńczymi niepokojami. Dziecko jest lustrem, w którym odbija się jego dom. Niestety, często jest on ułomny, chory – zauważa dr hab. Grażyna Miłkowska, prof. Uniwersytetu Zielonogórskiego, zajmująca się problematyką niedostosowania społecznego. Na początku tego roku wraz z zespołem opracowała program walki z przemocą w szkołach.

Nauczyciele z przymusu

Zarzut ministra, że źródłem przemocy w szkole jest liberalne podejście nauczycieli do młodzieży, wywołuje tylko uśmiech politowania wśród ekspertów. To, że nauczyciel nie reaguje na zaczepne zachowanie ucznia, nie oznacza, że jest on zwolennikiem liberalnego wychowania, tylko że jest kiepskim pedagogiem, który nie umie sobie poradzić z trudną młodzieżą. – Gdyby nauczyciele umieli traktować dzieci jak partnerów, nie byłoby problemów z agresją. Ale nauczyciele tego nie potrafią – mówi Krystyna Starczewska, dyrektor gimnazjum nr 20 w Warszawie.

Do pracy w szkole trafiają często osoby, które nie potrafią się zrealizować na żadnej innej ścieżce kariery zawodowej. O powołaniu nie ma mowy. Ale niedoinwestowana szkoła nie może wybrzydzać. – Uczniowie doskonale wyczuwają, kto uczy, bo to kocha, a kto przychodzi do szkoły tylko dlatego, że musi zarabiać – uważa Marcin Bednarz, terapeuta pracujący z trudną młodzieżą.
Kiedy w czerwcu tego roku MEN przedstawiło raport na temat przestrzegania wybranych praw ucznia, okazało się, że ponad 30% uczniów było świadkiem, jak nauczyciel poniżał ich kolegów. 17% twierdziło zaś, że sami byli obiektem kpin ze strony uczących. Wyśmiewali oni najczęściej brak wiedzy podczas odpowiedzi lub po sprawdzianie. Tradycyjnie używają epitetów: „ty ośle, baranie, matole, durniu”. Niewłaściwe relacje pomiędzy nauczycielami a uczniami zaogniają sytuację w szkole. Uczeń lider, którego przy całej klasie upokorzył nauczyciel, odbije sobie to (ratując źle pojęty „honor”) na słabszym koledze.

Na złośliwych i niesprawiedliwych wychowawców najczęściej narzeka młodzież ponadgimnazjalna (21%) i gimnazjalna (19%). – Agresja nauczycieli skierowana na uczniów nie jest zjawiskiem jednostkowym, ale ciągle stanowi temat tabu – sądzi dr Grażyna Poraj z Zakładu Psychologii Rodzimy i Rozwoju Człowieka Uniwersytetu Łódzkiego, której raport dotyczący przemocy opublikowało prestiżowe wydawnictwo „Charaktery”. – Uczniowie do patogennych sytuacji wychowawczych szkoły zaliczają brak poszanowania ich godności i interesów, nadmierne krytykowanie, ośmieszanie, nawet atakowanie rodziny. Także drastyczną niesprawiedliwość: brak uznania dla uczniowskich sukcesów oraz brak reakcji na pozytywne zachowania uczniów – wymienia dr Poraj.

Co ciekawe, kiedy w 2002 r. pracownicy Instytutu Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego chcieli zbadać poziom agresji w gronie pedagogicznym, napotkali mur milczenia. Większość nauczycieli odmówiła udziału w badaniu. Ostatecznie ankiety wypełniły 123 nauczycielki. Okazało się, że u co czwartej zaobserwowano bardzo wysoki poziom agresji. Nie miał on związku ani z wiekiem, ani ze stażem pracy. – Istnieje silny związek pomiędzy poziomem agresji a obrazem siebie i motywami wyboru zawodu nauczycielskiego. I tak, agresji sprzyja obniżona samoocena, której towarzyszą: postawa lękowa, słaba umiejętność radzenia sobie z problemami, negatywne nastawienie do ludzi i świata. Do zachowań agresywnych nauczycieli prowokują także przypadkowy wybór zawodu, brak poczucia samorealizacji zawodowej i towarzysząca temu frustracja – podsumowuje dr Grażyna Poraj.

Gdzie uczeń się boi

Najmniej bezpieczni czują się uczniowie szkół podstawowych (poczucie zagrożenia ma tu 73% uczniów). Zachowania agresywne maleją wraz z wiekiem. I tak w gimnazjach przemoc dostrzega 53% uczniów, a w szkołach ponadgimnazjalnych – 30%. Warto wspomnieć, że nauka w podstawówce jest dla maluchów ciekawa i rozwijająca, natomiast wśród gimnazjalistów dominuje przekonanie, że ich zajęcia są stratą czasu. A nudny nauczyciel ma problem z utrzymaniem spokoju na lekcji.

Psychologowie podkreślają, że koniec podstawówki i gimnazjum to najtrudniejszy okres dla młodego człowieka. – Nie można mówić, że gimnazja są niebezpieczne. Można natomiast powiedzieć, że młodzież w gimnazjach wymaga szczególnego, mądrego podejścia wychowawczego – podkreśla prof. Grażyna Miłkowska. – Przechodzenie od dzieciństwa do dorosłości wiąże się z ogromnymi zmianami biologicznymi i psychicznymi. Młodzi ludzie charakteryzują się w tym czasie niezrównoważeniem emocjonalnym, wyrażającym się nadmierną pobudliwością, stają się bardzo wyczuleni na słowa krytyki, są drażliwi, niespokojni ruchowo. Dziewczęta bywają nadąsane, płaczliwe, chłopcy agresywni. Miewają wybuchy złości. Stają się mniej podatni na wpływy dorosłych, są wobec nich krytyczni i nieufni. Takie zachowania często dorosłych irytują, dziecko postrzegane jest (zarówno w domu, jak i w szkole) jako krnąbrne i agresywne.
Jednocześnie właśnie wtedy dziecko najbardziej potrzebuje wsparcia.

– Gimnazjum to okres silnej potrzeby akceptacji w grupie rówieśniczej. Nie bez znaczenia jest także powszechna wśród młodzieży akceptacja zachowań agresywnych. Niektóre z nich wchodzą na stałe do repertuaru zachowań młodych ludzi i nie są traktowane jako niewłaściwe. Rozpowszechniający się wulgaryzm w codziennym porozumiewaniu się i np. walenie kolegi w plecy przy każdej okazji to klasyczne przejawy agresji – w pierwszym przypadku słownej, w drugim fizycznej. Czy jednak uczestnicy interakcji tak je traktują? – zastanawia się dr Grażyna Poraj.

Odpowiedź dają badania przeprowadzone przez Instytut Psychologii UŁ – aż 69% gimnazjalistów nie ma nic przeciwko przemocy wobec innych! Stąd ta przerażająca bierność uczniów wobec krzywdzenia innych.

Młodzi ludzie właśnie w okresie szkolnym poszukują własnej tożsamości. Stąd też ich tendencje do eksperymentowania, poszukiwania nowych doznań, łamania zasad i poszukiwania granic własnej wolności. – Te granice trzeba im wyraźnie określić, bo w przeciwnym razie pogubią się i posuną w swoim poszukiwaniu za daleko. Jak w Gdańsku. Jeśli nastolatek nie otrzyma w tym trudnym dla siebie okresie „burzy i naporu” zrozumienia, wsparcia i pomocy, a jednocześnie wyraźnych norm i zasad społecznych ze strony dorosłych, odwraca się od nich i zaczyna poszukiwać na własną rękę – dodaje prof. Grażyna Miłkowska.

Przemocy w szkołach sprzyjają także przeładowane klasy, kiepski system oceniania uczniów, który nie uwzględnia możliwości danego ucznia, poczucie zagrożenia przez uczniów, przeciążenie nauką i jednocześnie brak oferty rozwijającej pozaszkolne zainteresowania (zajęcia pozalekcyjne to albo korepetycje, albo kółka dla olimpijczyków). Młodzi ludzie w szkole czy w mediach obserwują, że arogancki sposób zachowania przynosi korzyści – w ten sposób uzyskują wyższą pozycję w szkolnej hierarchii. Dlatego tak trudno z tym walczyć.

Z badań prowadzonych na Uniwersytecie Zielonogórskim wynika, że w przeciętnej klasie jest około 9-10 uczniów niedostosowanych. Poziom agresji jest mniej więcej taki sam u dziewcząt, jak i u chłopców. U tych pierwszych przeważa przemoc pośrednia – wyśmiewanie, krytykowanie, ale też manipulowanie związkami przyjaźni. Tę niebezpieczną, bo dewastującą psychicznie formę znęcania się stosuje 72% gimnazjalistek, a w szkołach ponadgimnazjalnych – aż 83 % dziewcząt. U chłopców dominuje prawo pięści. Nie jest więc prawdą twierdzenie ministra, że odejście od szkół koedukacyjnych rozwiąże problem chorych relacji między rówieśnikami.

Czy przemoc to znak czasu?

Co takiego się porobiło z młodzieżą, że staje się coraz bardziej agresywna? A może to tylko media bardziej nagłaśniają przypadki przemocy?

Włodzimierz Paszyński, były stołeczny kurator oświaty, przekonuje: – Przemoc w szkole była zawsze. W PRL prawdopodobnie nie przeprowadzano badań dotyczących tego zjawiska. A nawet jeśli je robiono, to nie ujawniano ich wyników. Dawniej licea i część techników były szkołami elitarnymi. Zawodówek było znacznie więcej, i to tu głównie dochodziło do aktów przemocy. Były one zresztą bardziej zakamuflowane – nie nagrywano telefonami komórkowymi, nie nagłaśniano takich przypadków w prasie.
Dziś badanie szkolnych patologii też nie jest łatwe. Problem niechętnie ujawniają i nauczyciele, i sami uczniowie. Gdy MEN przeprowadzało ankietę na temat m.in. przemocy, nauczyciele wprawdzie przyznali, że są świadkami agresji wśród uczniów, ale paradoksalnie nie wpłynęło to na ich ocenę bezpieczeństwa w szkole. Tę ocenili bardzo wysoko (100% odpowiedzi „tak” na pytanie o poczucie bezpieczeństwa uczniów). Dla władz placówki ujawnienie problemu jest niewygodne, bo oznacza spadek w rankingu szkół. Dyrektorzy anonimowo dodają, że rozwydrzony dzieciak często pochodzi z bogatego domu, a jego tatuś to miejscowa szycha. Nauczyciele boją się natomiast zadrzeć z wyrostkiem z patologicznej rodziny. „Najbezpieczniejsza” staje się bierność.

Problem przemocy w szkole dostrzegają wszyscy, różnią się tylko koncepcje, jak zlikwidować czy ograniczyć to zjawisko. Czy jest możliwe wprowadzenie dyscypliny w dzisiejszej szkole? Czy kluczem do rozwiązania problemu są mundurki, ochroniarze, kamery i zakaz używania telefonów komórkowych (dzięki którym zresztą zobaczyliśmy, jak wygląda przemoc w szkolnych murach)? Dyscyplina i wartości moralne wpajane uczniom w katolickim liceum w Wieluniu nie zapobiegły tragedii – we wrześniu absolwent tej szkoły na schodach budynku zabił 18-letnią uczennicę.

Mundurki mają swych zwolenników (ukrócą rewię mody) i przeciwników (stłamszą indywidualność młodzieży, nie zapobiegną tekstylnej konkurencji poza szkołą). Tak samo z kamerami, które mogą powstrzymać szkolnego łobuza przed dręczeniem innych, ale przecież kamer nie umieści się wszędzie. Podobnie jak ochroniarzy. – Musimy mieć świadomość, że nie na tym polega wychowanie. Bo ten szkolny łobuz poczeka na swoją ofiarę w parku czy na klatce schodowej; tam, gdzie nie będzie kamer i ochroniarzy. Musimy wychowywać, wskazywać młodym ludziom wartości i uczyć życia zgodnego z nimi. Musimy uczyć odpowiedzialności za podejmowane czyny. Młody człowiek musi wiedzieć, czym jest dobro, a czym zło. Bez relatywizmu! A gimnazjaliści często tego nie wiedzą – mówi prof. Miłkowska.

Najwięcej kontrowersji wzbudzają ministerialny katalog kar i budowa zamkniętych ośrodków dla trudnej młodzieży. Pedagodzy wytykają, że Giertych ignoruje jednocześnie promowanie postaw społecznych wśród uczniów, a jedyna nagroda, jaką proponuje, to brak kary.

Krystyna Starczewska ostrzega: – Przemoc i siła rodzą strach i uległość, częściej jednak prowokują bunt, który jest źródłem agresji i wrogiego nastawienia wobec otoczenia. Stosując przemoc – uczymy dziecko przemocy, postępując bezwzględnie – zabijamy wrażliwość, zamiast wychowywać – demoralizujemy dzieci.

– Getta dla młodzieży niczego dobrego nie przyniosą. Choć przyznaję, że czasami są sytuacje, w których lepiej młodego człowieka odizolować – uważa Włodzimierz Paszyński. I przypomina, że przecież działają u nas Młodzieżowe Ośrodki Socjoterapii i Młodzieżowe Ośrodki Wychowawcze, do których trafia młodzież sprawiająca kłopoty. Może więc lepiej dofinansować ośrodki, które już istnieją, a nie otwierać – pod publiczkę – nowe?

W marcu tego roku Krajowe Stowarzyszenie Antymobbingowe uruchomiło specjalny program dla uczniów dręczonych w szkole. Do dyspozycji dzieci i rodziców są dwa telefony (0-663-533-438, 0-695-606-586). Ale sygnałów o agresji w szkole było niewiele. – To był temat wstydliwy. Być może po tym, co stało się w Gdańsku, więcej osób ośmieli się prosić o pomoc – zastanawia się Gabriela Biegańska, która dyżuruje przy telefonie zaufania.

Według niej nie chodzi tylko o ustanawianie rejestru kar. Trzeba zająć się ofiarami szkolnej agresji.

– Należy uświadomić dręczonemu dziecku, że to nie jego wina. Ono ma poczucie, że skoro mu dokuczają, to znaczy, że wina tkwi w nim. Takie dziecko trzeba dowartościować, dodać mu pewności siebie – przekonuje i dodaje: – Nie podobają mi się ośrodki Giertycha. Trzeba postawić na coś innego. Uczniowie, którzy rozrabiają, nie muszą być źli, może im nikt nie zaproponował, w jaki sposób mogą dać upust temperamentowi?

Takie podejście wspiera Marcin Bednarz, terapeuta i założyciel Młodzieżowej Placówki Wychowawczej – świetlicy działającej przy Caritasie.

– Zaczęło się od tego, że powiedziałem dzieciakom z ulicy, że jeśli pomogą odremontować pomieszczenie, to będziemy je mieli dla siebie. U nas panuje zasada współpracy. Nie ma też nic za darmo. Jeśli chcą wyjechać na żagle, to muszą popracować przy łodziach
– opowiada. – Dzieci, które do mnie przychodzą, to nie młodzi przestępcy. One są zagubione, nieakceptowane. Taki świat zafundowali im dorośli.

Zdaniem Marcina Bednarza, propozycje izolowania uczniów w specjalnych ośrodkach to sposób na kryminalizację młodych ludzi. – Trzeba zadać sobie pytanie, co osiągniemy, wysyłając tam uczniów? Co stanie się z nimi po dwóch latach? Znowu je zamkniemy? I jaki jest sens, by w takim ośrodku zamknięty był Jan, co napadł dziadka, z Jasiem, który popchnął koleżankę? – zastanawia się.

Nie ma jednego źródła agresji w szkołach. W grę wchodzą czynniki biologiczne, psychologiczne, społeczne. Dlatego nie ma jednej, prostej recepty, która sprawdzałaby się we wszystkich przypadkach. A z pewnością nie rozwiąże się problemu, koncentrując się tylko na jednym jego wymiarze.




Mizerne Zero tolerancji

Szumnie zapowiadane pomysły ministra Romana Giertycha przybrały nieoczekiwanie mizerną formę. Program "Zero tolerancji" zakłada dyscyplinowanie uczniów metodami, jakie są już stosowane w szkołach, czyli poprzez: upomnienie, naganę, list do rodziców, publiczną naganę na apelu, skreślenie z listy uczniów, przeniesienie do innej szkoły. Także inne elementy tego programu - takie jak zapisy w statutach szkół o "godnym ubiorze", zakaz używania telefonów komórkowych, możliwość sprawdzania trzeźwości uczniów - już w tej chwili w wielu szkołach obowiązują.
Policja i straż miejska będą musiały informować rodziców o wagarującej młodzieży. Rady gmin będą miały prawo wprowadzić godzinę policyjną w nocy dla nieletnich.
Giertych chce, by w przyszłym roku otworzyć dwa pierwsze ośrodki wsparcia wychowawczego według jego pomysłu. Podobne placówki już istnieją, ale nie są tak rygorystyczne, jak te planowane przez ministra.
Nowością jest natomiast zwiększenie kontroli nad dyrektorami szkół. Będą oni mieli prawny, a nie jak dotychczas społeczny obowiązek zawiadamiania policji lub sądu o okolicznościach świadczących o demoralizacji nieletniego, a w szczególności "o naruszaniu przez niego zasad współżycia społecznego, popełnieniu czynu zabronionego, używaniu alkoholu". Dyrektorzy będą mogli zmusić agresywnego ucznia do przeproszenia swojej ofiary i naprawienia szkody poprzez pracę społeczną na rzecz szkoły czy środowiska lokalnego.
Co trzeci uczeń i co trzeci nauczyciel przyznają, że przemoc w ich szkole jest poważnym problemem. Niepokojące jest także to, że co piąty uczeń nigdy nie mówi rodzicom o konfliktach z rówieśnikami, a co trzeci robi to rzadko. Uczniowie nie wierzą, że rodzice im pomogą – wynika z badań CBOS przeprowadzonych w ramach kampanii „Szkoła bez przemocy”. Opublikowane w październiku badanie objęło prawie 4 tys. uczniów ze 150 podstawówek, gimnazjów i liceów, 900 nauczycieli i ponad 500 rodziców.


źródło: Przegląd (http://www.przeglad-tygodnik.pl/) [/b]
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 08, 2006, 09:23:40 am
Dziadkowie i babcie nie mogą chodzić na wywiadówki  (http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3722566.html)

Renata Czeladko 2006-11-06
Oceny wnuczków nie są dla oczu i uszu dziadków oraz babć - twierdzi szkoła w Brwinowie. Prawo oświatowe nie pozwala seniorom chodzić na wywiadówki

Emerytowany dziadek (imię i nazwisko do wiadomości redakcji) na zebraniu w podstawówce nr 2 w Brwinowie dowiedział się, że nie powinien przychodzić na wywiadówki. Nauczyciele będą o ocenach rozmawiać tylko z rodzicami.

- Nie rozumiem tej decyzji. Odprowadzam wnuczka do szkoły. Odbieram go. Odrabiam z nim lekcje. Więcej wiem o jego szkolnym życiu niż mama. Nawet teraz dzwonię z komórki, siedząc w samochodzie przed szkołą, bo czekam na wnuczka - oburza się dyskryminowany dziadek.

Szkoła zasłania się przyjętym przez nauczycieli regulaminem, że informacji o ocenach i postępach w nauce udziela się rodzicom bądź prawnym opiekunom dziecka.

Dziadka z Brwinowa popierają znani dziadkowie. Aktor Marian Opania, czworo wnucząt: - To jakaś bzdura! We współczesnym świecie, gdy rodzice są zabiegani, dziadek jest czasem ostatnią deską ratunku! Biorę czynny udział w wychowywaniu swoich wnucząt. Parę razy byłem na wywiadówkach u najstarszego wnuka. To prawda, że babcie są od rozpieszczania, ale dziadek ma autorytet. I potrafi jeszcze pomóc w lekcjach. Sam pomagam w historii, matematyce, nie mówiąc już o polskim.

Aktor Witold Pyrkosz, troje wnucząt: - Ten dziwny przepis śmieszy mnie bardziej niż afera z "Czterema pancernymi". Czy chodzi o to, że dziadek naruszy przepisy o ochronie danych osobowych siedmioletniego wnuka? Gdyby moja córka poprosiła mnie, żebym poszedł do wnucząt na wywiadówkę i usłyszałbym, że mam wyjść z klasy, to chyba krew by się polała, bo pękłbym ze śmiechu.

W innych szkołach dziadkowie też są na cenzurowanym. W stołecznej podstawówce nr 10 przy ul. Jasielskiej mogą przychodzić na zebrania, pod warunkiem że zostaną zidentyfikowani. - Rodzice muszą podać telefon i nazwisko dziadków, żeby było wiadomo, że występują w roli opiekunów - dowiadujemy się.

Jadwiga Goralska, dyrektorka szkoły nr 120 przy Międzyborskiej, nie wyprasza dziadków z klasy (podobnie jak starszych sióstr), ale woli rozmawiać z rodzicami. I nie chodzi o to, że dziadkowie mogą czegoś nie dosłyszeć albo o czymś zapomnieć. Winny jest stereotyp babci i dziadka. - Mogą być bardziej wyrozumiali dla dziecka niż rodzice i przez to trudniej szkole rozwiązywać problemy wychowawcze - zauważa Jadwiga Goralska.

- Takie postępowanie jest zgodne z prawem oświatowym. Nie możemy o dziecku rozmawiać z osobami, które za nie prawnie nie odpowiadają - stwierdza Zofia Kowalczyk, wicedyrektor Zespołu Szkół nr 2 w Brwinowie. Kuratorium popiera szkoły. - Z całym szacunkiem dla babci czy dziadka, ale informacja o ocenach, postępach i niepowodzeniach jest przeznaczona dla rodziców lub prawnych opiekunów. Dziadkowie mogą ją uzyskać, jeśli są rodziną zastępczą. W wyjątkowych wypadkach, gdy rodzice uzgodnią to z wychowawcą - potwierdza Anna Milewska, dyrektor wydziału kształcenia podstawowego i gimnazjalnego kuratorium.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 08, 2006, 11:19:41 pm
Z PRAC RZĄDU NOWELA USTAWY O SYSTEMIE OŚWIATY

Obowiązkowe rady rodziców w szkole


W szkołach powstaną rady rodziców, a egzaminy eksternistyczne przeprowadzą okręgowe komisje egzaminacyjne. Rząd przyjął wczoraj projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty.



zmiana prawa

Zgodnie z przyjętym wczoraj projektem, rady rodziców mają być obowiązkowo powoływane w każdej szkole. Obecnie rady mogą być zakładane, ale nie muszą. Często jednak dyrektorzy szkół nie liczą się z ich opiniami. Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia, uważa jednak, że wprowadzenie obowiązku tworzenia rad nic nie zmieni. Minister edukacji narodowej będzie mógł ponadto zobowiązać szkoły do instalowania oprogramowania ograniczającego dostęp uczniów do treści pornograficznych. Nowela określa też nowe zasady wyboru podręczników i programów nauczania przez nauczycieli.

Nowelizacja przewiduje również, że od 1 lipca 2007 r. egzaminy eksternistyczne będą przeprowadzały okręgowe komisje egzaminacyjne. Oznacza to, że zestawy pytań i zadań będzie opracowywać Centralna Komisja Egzaminacyjna. Każdego roku do egzaminów eksternistycznych przystępuje około 100 tys. dorosłych, którzy chcą podnieść swoje wykształcenie. Obecnie organizują je kuratoria oświaty. Najwyższa Izba Kontroli wykazała jednak, że obowiązujące przepisy sprzyjają korupcji. Grzegorz Buczyński, dyrektor Departamentu Nauki, Oświaty i Dziedzictwa Narodowego, uważa, że planowane zmiany pozwolą wyeliminować większość tych nieprawidłowości.

Projekt przewiduje też zmiany w wyborze kuratora oświaty. W komisji konkursowej będzie zasiadać po trzech przedstawicieli ministra i wojewody, a tylko dwóch marszałka.

– W konsekwencji samorząd województwa nie będzie miał wpływu na wybór kuratora – uważa Marek Olszewski z Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu. Obecnie każdą ze stron reprezentują dwie osoby.

Rząd zaakceptował także zmiany w ustawie Karta Nauczyciela.

Zgodnie z nimi, nauczyciel podczas pełnienia obowiązków służbowych korzysta z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych.
Przyjął też uchwałę w sprawie działań przeciwko przemocy w szkołach.

Pozwoli ona przedstawicielom kuratorium, policji i prokuratury skontrolować szkoły pod względem przestrzegania zasad bezpieczeństwa.

Jolanta Góra
zródło (http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=1835.2.249.2.14.1.0.1.htm)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 09, 2006, 05:59:20 pm
Godzina bezpieczeństwa od stycznia 2007 roku (http://fakty.interia.pl/kraj/news/godzina-bezpieczenstwa-od-stycznia-2007-roku,814649,3)

Środa, 8 listopada (15:34)

Prawdopodobnie od stycznia 2007 roku zostanie wprowadzona dla młodzieży godzina bezpieczeństwa, po której dzieciom bez opieki dorosłych nie będzie wolno przebywać w miejscach publicznych.

- Chcemy, aby od 1 stycznia 2007 roku samorządy mogły uchwalać tego typu godziny bezpieczeństwa dla młodzieży - powiedział Roman Giertych podczas spotkania z dyrektorami i nauczycielami szkół z regionu łódzkiego. Dodał, że słyszał również o pomyśle, aby ustawowo wprowadzić określoną godzinę, a samorządy mogłyby wyjątkowo ją uchylać, np. w przypadkach jakichś imprez czy szczególnych sytuacji.

Giertych powiedział również, że ministerstwo chce ograniczyć usprawiedliwianie nieobecności ucznia w szkole przez rodziców. - Trwa dyskusja, czy będą oni mogli usprawiedliwić trzy, czy pięć dni, a później potrzebne będzie zaświadczenia lekarskie(...). To musimy bezwzględnie wprowadzić, bo "choroby" uczniów stają się prawdziwą plagą - ocenił szef resortu edukacji.

Poinformował, że postanowił zmienić priorytety wydawania pieniędzy z Unii Europejskiej. Do tej pory wydawane były przede wszystkim na szkolenia nauczycieli albo osób, które mają szkolić nauczycieli. - Od przyszłego roku chcemy, aby z tych pieniędzy opłacać nauczycieli prowadzących zajęcia pozalekcyjne. Te pieniądze byłyby w gestii wojewodów albo marszałków, a szkoły występowałyby o nie - tłumaczył Giertych.

W rozmowie z pedagogami przypomniał, że rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Zgodnie z nowymi zasadami, w szkołach pojawi się monitoring i obowiązek korzystania z oprogramowania broniącego uczniom dostępu do niewłaściwych treści w internecie. W związku z tą ostatnią sprawą poinformował dyrektorów, że na stronie internetowej ministerstwa można bezpłatnie pobrać odpowiedni program "blokujący".

Potwierdził, że dyrektorzy będą mogli wprowadzić w szkołach mundurki oraz że ustawa wprowadza do szkół obowiązkową Radę Rodziców. Przypomniał również, że już wkrótce nauczyciele będą funkcjonariuszami publicznymi.

Odniósł się też do vacatu na stanowisku łódzkiego kuratora oświaty. Na początku września bezpartyjna dyrektorka jednej z łódzkich szkół podstawowych, Beata Florek, wygrała po raz drugi konkurs na stanowisko łódzkiego kuratora oświaty. Wojewoda łódzki Helena Pietraszkiewicz zatwierdziła jej kandydaturę na to stanowisko. Ostateczna decyzja w tej sprawie należy jednak do ministra edukacji Romana Giertycha, który do tej jej nie podjął.

W środę Giertych tłumaczył, że w związku z tym, iż Florek kandyduje do rady miejskiej w Łodzi, musi on zasięgnąć opinii, czy kurator może być kandydatem na radnego lub posła.

Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Listopad 14, 2006, 10:40:25 am
RPO: brak przepisów dotyczących powierzchni klas na jednego ucznia

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę na brak przepisów określających minimalną powierzchnię klasy i objętości pomieszczenia przypadającej na jednego ucznia. Napisał w tej sprawie list do wicepremiera, ministra edukacji Romana Giertycha w związku ze skargami rodziców na przeludnienie klas w szkołach.


"Problem przeludnienia klas powoduje istotne pogorszenie komfortu pracy uczniów i nauczycieli. Przekłada się to na przemęczenie uczniów, nadmierne obciążenie nauczycieli, a w konsekwencji może wpływać na obniżenie poziomu kształcenia i nie przyczynia się do wyrównywania szans w zdobywaniu wiedzy. Takie sytuacje niejednokrotnie prowadzą do powstawania konfliktów pomiędzy rodzicami uczniów a szkołą i organem prowadzącym" - napisał w liście zastępca RPO Stanisław Trociuk.

List udostępniono PAP w poniedziałek.

Rzecznik przyznał, że zgodnie z rozporządzeniem ministra pracy na każdego z pracowników powinno przypadać co najmniej 13 metrów sześciennych wolnej kubatury pomieszczenia, w którym pracuje, oraz co najmniej 2 metry kwadratowe powierzchni podłogi niezajętej przez np. urządzenia techniczne lub sprzęt. RPO zaznacza jednak, że nie można stosować ich per analogiam do uczniów.

Jednocześnie przypomniał, że w 1983 r. ówczesny Departament Inwestycji i Wyposażenia Szkół Ministerstwa Oświaty i Wychowania przyjął, iż powierzchnia sali lekcyjnej powinna wynosić 60 metrów kwadratowych dla 24 uczniów, przy czym należy dążyć do normy 2 do 2,5 metra kwadratowego powierzchni na ucznia.

"Natomiast docierające do mnie sygnały wskazują, że powszechne staje się tworzenie klas o liczbie ponad 30 uczniów, którzy zmuszeni są do przebywania w klasach o powierzchni poniżej 50 metrów kwadratowych" - napisał Trociuk.

Wiceminister edukacji Sławomir Kłosowski powiedział w poniedziałek PAP, że list i uwagi RPO będą analizowane przez resort. "Zależy nam na tym, by warunki, w jakich uczą się dzieci, były jak najlepsze" - podkreślił. Jednocześnie przypomniał, że organami prowadzącymi dla szkół są samorządy i to od nich zależy, w jakich budynkach odbywają się lekcje i jak liczne są klasy.


gazeta prawna (http://www.gazetaprawna.pl/wydarzenia/?news=eGP20061113185715707)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Listopad 15, 2006, 11:51:49 am
Posłowie o przeciwdziałaniu przemocy wśród dzieci i młodzieży (http://www.gazetaprawna.pl/wydarzenia/?news=eGP20061114183619369)

Odejście od bezstresowego wychowania, odbudowa autorytetów, wzmocnienie roli rodziny w wychowaniu - to sposoby przeciwdziałania przemocy wśród dzieci i młodzieży, na które m.in. wskazywali we wtorek posłowie w debacie nad informacją rządu na temat tego zjawiska. Przedstawiciele rządu zapewniali, że podjęto już działania, które mają zapobiec przemocy wśród młodych ludzi.

Wicepremier, minister edukacji Roman Giertych powiedział, że zaproponowany przez resort edukacji program "Zero tolerancji dla przemocy" oznacza, iż szkoła odchodzi od wychowania bezstresowego. Podkreślił, że dyscyplina musi być wprowadzona do szkół "nim dojdzie do przestępstwa".

Giertych zauważył, że wychowanie nie może być oderwane od stawiania wymagań dzieciom.

Wspomniał o pomyśle pomocy rodzicom poprzez przekazywanie im wiedzy o tym jak postępować z dziećmi, gdy pojawią się problemy. Wymienił też m.in. projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który zakłada możliwość wprowadzenia jednolitych strojów w szkołach, jeśli zdecyduje tak dyrektor szkoły za zgodą rodziców. Minister edukacji przekonywał, że należy wprowadzić obligatoryjne mundurki w szkołach podstawowych. Poparł też projekt LPR wprowadzający zakaz pornografii.

Natomiast wiceminister pracy i polityki społecznej Bogdan Socha zaznaczył, że problemy przemocy wobec dzieci i młodzieży były przez wiele lat tematem tabu, dlatego brakuje danych o skali zjawiska. Według niego, przypadki przemocy w szkołach, zgłaszane są policji przez dyrektorów szkół niezwykle rzadko; także ofiary przemocy - uczniowie nie zgłaszają takich przypadków ze względu na brak zaufania do dorosłych.

Maria Nowak (PiS) przekonywała, że "w Polsce jest moda na bezstresowe wychowanie". Jak oceniła, broniąc jedynie praw ucznia, pozbawiło się rodziców i nauczycieli możliwości egzekwowania dyscypliny wśród dzieci i młodzieży. Jej zdaniem, na wzrost przemocy wśród dzieci i młodzieży wpływ ma także pokazywanie agresji w mediach oraz coraz mniejsze zainteresowanie rodziców, którzy są zajęci karierą zawodową.

Według Joanny Fabisiak (PO), "korzenie przemocy" i przestępczości wśród dzieci i młodzieży często tkwią w zachowaniach dorosłych i błędach, a największą odpowiedzialność za to, co dzieje się z dzieckiem ponosi rodzina, która często "cierpi na niewydolność wychowawczą". Podkreślała, że należy wspierać rodzinę.

Zbigniew Włodkowski (PSL) zauważył, że dzieci bite przez rodziców, same potem biją innych. "Polska nie może być już dłużej krajem, gdzie przemoc wobec dzieci w rodzinie jest traktowana jako środek wychowawczy, będący świadectwem rodzicielskiej miłości" - mówił. Powołał się na badania, z których wynika, że ponad 60 proc. rodziców bije swoje dzieci, a ponad 30 proc. bije dzieci do 6. roku życia w sposób - który sami określają - jako "porządne lanie".

Natomiast Izabela Jaruga-Nowacka (SLD) zaznaczyła, że nie ma jednej prostej recepty rozwiązywania problemów wychowawczych. Jej zdaniem, "autorytarny chów jedynie poprzez zakazy, nakazy i sankcje - w przeciwieństwie do wychowania młodzieży do odpowiedzialności - oznaczać będzie nie tyle społeczeństwo karne, co bezradne, bierne i wypełnione głuchą agresją". Tak odniosła się do zapowiadanych przez resort edukacji reform.

Według Jarugi-Nowackiej, wychowanie polega na wskazaniu młodym ludziom wartości i uczenia jak żyć w zgodzie z nimi, uczenia odpowiedzialności, ponoszenia konsekwencji za podejmowane decyzje i czyny. "To znacznie trudniejsze niż bezmyślne podporządkowanie i posłuszeństwo" - dodała.

Tymczasem Anna Sobecka (RLN) uważa, że "trzeba wrócić do naturalnego porządku rzeczy, gdzie najpierw za wychowanie odpowiedzialni są rodzice, a szkoła i Kościół są instytucjami wspierającymi". "Od mediów, które mają wpływ na wychowanie dzieci, oczekujemy programów, które są źródłem wiedzy i rozwoju intelektualnego i estetycznego, oczekujemy też podjęcia działań, aby odbudować autorytety i wartości" - zaznaczyła.

Marian Daszyk (niezrzeszony) przekonywał, że "trzeba skończyć z lansowaniem takich bohaterów jak Harry Potter i jemu podobni", a "pokazywać młodzieży prawdziwe autorytety jak m.in. Maria Konopnicka, Henryk Sienkiewicz, Roman Dmowski, którego dzisiaj próbuje się przedstawić jako antysemitę".

Głos w debacie zabrała także Rzeczniczka Praw Dziecka Ewa Sowińska, która podkreśliła rolę dyscypliny w wychowaniu, jednocześnie zaapelowała, aby nie traktować "dyscypliny jako próby nękania kogoś".

W trakcie debaty na specjalnie zwołanej konferencji była minister edukacji w rządach Leszka Millera i Marka Belki, posłanka SLD Krystyna Łybacka zaapelowała do ministra edukacji, by reformując polską szkołę konsultował się z nauczycielami, pedagogami i specjalistami, którzy znają problem.

Gazeta Prawna z dnia 2006-11-14 za PAP
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 17, 2006, 09:11:48 am
Koniec z bezstresowym wychowywaniem?  (http://fakty.interia.pl/kraj/edukacja/news/koniec-z-bezstresowym-wychowywaniem,816950)

Wtorek, 14 listopada (19:13)

Odejście od bezstresowego wychowania, odbudowa autorytetów, wzmocnienie roli rodziny w wychowaniu - to sposoby przeciwdziałania przemocy wśród dzieci i młodzieży, na które m.in. wskazywali we wtorek posłowie w debacie nad informacją rządu na temat tego zjawiska.

Przedstawiciele rządu zapewniali, że podjęto już działania, które mają zapobiec przemocy wśród młodych ludzi.


Wicepremier, minister edukacji Roman Giertych powiedział, że zaproponowany przez resort edukacji program "Zero tolerancji dla przemocy" oznacza, iż szkoła odchodzi od wychowania bezstresowego. Podkreślił, że dyscyplina musi być wprowadzona do szkół "nim dojdzie do przestępstwa".

Giertych zauważył, że wychowanie nie może być oderwane od stawiania wymagań dzieciom. Wspomniał o pomyśle pomocy rodzicom poprzez przekazywanie im wiedzy o tym jak postępować z dziećmi, gdy pojawią się problemy. Wymienił też m.in. projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który zakłada możliwość wprowadzenia jednolitych strojów w szkołach, jeśli zdecyduje tak dyrektor szkoły za zgodą rodziców. Minister edukacji przekonywał, że należy wprowadzić obligatoryjne mundurki w szkołach podstawowych. Poparł też projekt LPR wprowadzający zakaz pornografii.

Natomiast wiceminister pracy i polityki społecznej Bogdan Socha zaznaczył, że problemy przemocy wobec dzieci i młodzieży były przez wiele lat tematem tabu, dlatego brakuje danych o skali zjawiska. Według niego, przypadki przemocy w szkołach, zgłaszane są policji przez dyrektorów szkół niezwykle rzadko; także ofiary przemocy - uczniowie nie zgłaszają takich przypadków ze względu na brak zaufania do dorosłych.

Maria Nowak (PiS) przekonywała, że "w Polsce jest moda na bezstresowe wychowanie". Jak oceniła, broniąc jedynie praw ucznia, pozbawiło się rodziców i nauczycieli możliwości egzekwowania dyscypliny wśród dzieci i młodzieży. Jej zdaniem, na wzrost przemocy wśród dzieci i młodzieży wpływ ma także pokazywanie agresji w mediach oraz coraz mniejsze zainteresowanie rodziców, którzy są zajęci karierą zawodową.

Według Joanny Fabisiak (PO), "korzenie przemocy" i przestępczości wśród dzieci i młodzieży często tkwią w zachowaniach dorosłych i błędach, a największą odpowiedzialność za to, co dzieje się z dzieckiem ponosi rodzina, która często "cierpi na niewydolność wychowawczą". Podkreślała, że należy wspierać rodzinę.

Zbigniew Włodkowski (PSL) zauważył, że dzieci bite przez rodziców, same potem biją innych. - Polska nie może być już dłużej krajem, gdzie przemoc wobec dzieci w rodzinie jest traktowana jako środek wychowawczy, będący świadectwem rodzicielskiej miłości - mówił. Powołał się na badania, z których wynika, że ponad 60 proc. rodziców bije swoje dzieci, a ponad 30 proc. bije dzieci do 6. roku życia w sposób - który sami określają - jako "porządne lanie".

Natomiast Izabela Jaruga-Nowacka (SLD) zaznaczyła, że nie ma jednej prostej recepty rozwiązywania problemów wychowawczych. Jej zdaniem, "autorytarny chów jedynie poprzez zakazy, nakazy i sankcje - w przeciwieństwie do wychowania młodzieży do odpowiedzialności - oznaczać będzie nie tyle społeczeństwo karne, co bezradne, bierne i wypełnione głuchą agresją". Tak odniosła się do zapowiadanych przez resort edukacji reform.

Według Jarugi-Nowackiej, wychowanie polega na wskazaniu młodym ludziom wartości i uczenia jak żyć w zgodzie z nimi, uczenia odpowiedzialności, ponoszenia konsekwencji za podejmowane decyzje i czyny. - To znacznie trudniejsze niż bezmyślne podporządkowanie i posłuszeństwo - dodała.

Tymczasem Anna Sobecka (RLN) uważa, że "trzeba wrócić do naturalnego porządku rzeczy, gdzie najpierw za wychowanie odpowiedzialni są rodzice, a szkoła i Kościół są instytucjami wspierającymi".

- Od mediów, które mają wpływ na wychowanie dzieci, oczekujemy programów, które są źródłem wiedzy i rozwoju intelektualnego i estetycznego, oczekujemy też podjęcia działań, aby odbudować autorytety i wartości - zaznaczyła.

Marian Daszyk (niezrzeszony) przekonywał, że "trzeba skończyć z lansowaniem takich bohaterów jak Harry Potter i jemu podobni", a "pokazywać młodzieży prawdziwe autorytety jak m.in. Maria Konopnicka, Henryk Sienkiewicz, Roman Dmowski, którego dzisiaj próbuje się przedstawić jako antysemitę".

Głos w debacie zabrała także Rzeczniczka Praw Dziecka Ewa Sowińska, która podkreśliła rolę dyscypliny w wychowaniu, jednocześnie zaapelowała, aby nie traktować "dyscypliny jako próby nękania kogoś".

W trakcie debaty na specjalnie zwołanej konferencji była minister edukacji w rządach Leszka Millera i Marka Belki, posłanka SLD Krystyna Łybacka zaapelowała do ministra edukacji, by reformując polską szkołę konsultował się z nauczycielami, pedagogami i specjalistami, którzy znają problem.

Źródło informacji: PAP
Tytuł: Jak sobie radzą w innych krajach z agresją dzieci ?
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 17, 2006, 09:37:09 am
Jak sobie radzą w innych krajach z agresją dzieci ?
Niemcy wysyłają niepokornych na roboty do Polski ( i nie tylko)zamiast poprawczka.
Czy to może być nowe zagrożenie?

Niemiecka młodzież resocjalizowana w Polsce (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,55670,3720672.html)
2006-11-06

Niemieckie dzieci żyją w kaszubskich domach i uczą się w szkołach na Kaszubach. Tak Niemcy resocjalizują młodzież, z którą nie mogą sobie poradzić u siebie - pisze "Rzeczpospolita".
Cytuj

Idea projektu jest prosta: kiedy młody Niemiec zaczyna się staczać, trzeba go wysłać za granicę. Izolować od patologicznego środowiska. Niemcy uciekają od poprawczaków, bo zdecydowana większość wychowanków wraca do przestępstwa.

Młodych objęto więc Niemiecko-Polskim projektem pedagogicznym AWO Mannheim. Za pobyt i opiekę nad wychowankami w Polsce płacą Niemcy. Obecnie w polskich domach na Kaszubach - tam gdzie rodziny znają język niemiecki - przebywa 66 młodych Niemców.

Niemieckie dzieci mieszkają w domach rodzin opiekuńczych, porozrzucanych po wioskach i miasteczkach. Codziennie kilka busów przywozi je do szkoły w Gostomiu. Wokół są jedynie lasy i jeziora Pojezierza Kaszubskiego. Uciec stąd niełatwo.

W Gostomiu młodzi Niemcy uczą się w normalnych klasach. Są w różnym wieku - od 13 do 21 lat. Niektórzy mieli nawet kilkuletnią przerwę w nauce. Nad ich prawidłowym rozwojem czuwa cały sztab: 13 nauczycieli, kilku pedagogów, psycholog, terapeuta i psychiatra.


Tak ma  podobno resocjalizuja niemieckiej mlodzieży przebiegać.
A niżej już coś innego pisze .....
 :(


Zamiast poprawczaka w Niemczech na roboty do Polski (wideo0 (http://www.gazetawyborcza.pl/1,75248,3738244.html)
Marcin Kowalski2006-11-16

Ludzie biją się "o Niemca", bo mogą zarobić miesięcznie kilka tysięcy euro. Dużo więcej kasują podejrzane fundacje organizujące wyjazdy. Do rolników północnej i wschodniej Polski trafiają masowo młodzi niemieccy przestępcy "na resocjalizację"
Cytuj
Z właścicielami Dziecięcego Projektu umowy podpisują rolnicy z Mazur i Podlasia. W zamian za miesięczną pensję muszą zapewnić dzieciom pokój i wikt. O wychowaniu w kontraktach nie ma mowy. Fundacja nie weryfikuje nawet znajomości niemieckiego.

Wysokość pensji okryta jest tajemnicą. Nasi informatorzy twierdzą, że za jedno dziecko można dostać do 4 tys. euro miesięcznie. Suma w tej ubogiej okolicy niewyobrażalna!

Pieniądze pochodzą z Jugendamt, pośrednikiem jest fundacja. Jaką pobiera prowizję? Nie wiadomo. Patrząc na dworek w Stankunach, gdzie mieści się Dziecięcy Projekt, można przypuszczać, że niemałą.

Cytuj
Dla Gazety

Romuald Sadowski

dyrektor Zakładu Poprawczego i Schroniska dla Nieletnich w Warszawie

współautor reformy zakładów poprawczych

Ja sam na początku lat 90. stworzyłem program tzw. rodzin wychowawczych: trudna młodzież trafia do takiej rodziny i jest wychowywana. Opiekunowie dostawaliby średnią pensję krajową. Nad resocjalizacją miał czuwać zakład poprawczy, z którego pochodził wychowanek. Niestety, nie zgłosiła się żadna chętna rodzina.

Podobne intencje przyświecają niemieckim instytucjom, które kierują swoich obywateli na resocjalizację do Polski.

Ale muszą być spełnione trzy warunki: •  wychowawcy muszą mieć pojęcie o resocjalizacji, konieczne jest profesjonalne szkolenie. Nie wyobrażam sobie, by wychowawca nie znał języka wychowanka; •  wychowawca musi znać historię podopiecznego, wiedzieć, skąd jest, jakie ma problemy, co nabroił; •  rodziny wychowawcze muszą być nadzorowane przez fachowców.

ZOBACZ WIDEO

Niemcy wyeksportowali ponad tysiąc młodych przestępców (http://www.gazetawyborcza.pl/1,75478,3740423.html)
Cytuj
Wczoraj razem z progrmem "Uwaga" stacji TVN ujawniliśmy, że w naszym kraju ta resocjalizacja najczęściej jest fikcją. Niemieckie trudne dzieci trafiają do rodzin rolników. Opiekunowie nie mają przygotowania merytorycznego, w większości nie mówią po niemiecku. Chętnych na opiekunów nie brakuje, bo Jugendamty płacą do 4 tys. euro miesięcznie za wychowanka

Cytuj
Afery wybuchały nie tylko w Polsce

Według szacunków Witte'go obecnie zagranicą resocjalizuje się od 1000 do 1500 młodych Niemców. Oficjalnych statystyk nie ma. - Młodych Niemców Jugendamty wysyłają zagranicę, kiedy okazuje się, że w Niemczech nie jesteśmy w stanie zawrócić ich ze złej drogi i prędzej czy później wylądują w więzieniu - mówi Witte. - Wyrwanie ze starego środowiska i przeniesienie do innych realiów kulturowych daje zazwyczaj dobre rezultaty. Nie można uogólniać, że system działa źle. Jednak regularnie co dwa lata okazuje się, że mamy do czynienia z czarnym owcami, rozmaitymi fundacjami, które zostawiają młodzież na pastwę losu np. w rumuńskich wsiach.

Dwa tygodnie temu tygodnik "Der Spiegel" opisywał losy 14-letniego Marcela z Zagłębia Ruhry, którego Jugendwerk wysłał na resocjalizację do wsi w rumuńskiej Transylwanii. Chłopiec i kilkunastu jego rówieśników został zaprzężony do pracy w gospodarstwie. Nosił drewno, obrabiał pole, zbierał warzywa, a że Transylwania to nie Niemcy, wodę pito ze studni, z której pojono bydło. Gdy odmówił czyszczenia dywanów, został pobity miotłą.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Listopad 17, 2006, 09:47:19 am
Szokujące  :P  :wh  :2gunfire:
Tytuł: Chaos w szkołach -Szkolnictwo po reformie
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 22, 2006, 09:11:52 am
Chaos w szkołach -Szkolnictwo po reformie (http://wiadomosci.onet.pl/1373528,2677,kioskart.html)

Od chwili, gdy została przeprowadzona reforma szkolnictwa, poziom oświaty w Polsce stale się obniża. Jest to proces powolny, ale już wyraźnie zauważalny. W tym kontekście dotycząca matur propozycja Ministra Szkolnictwa jest zgodna z trwającą już od kilku lat tendencją.
Reforma prócz zmiany struktury szkolnictwa wprowadziła wielki chaos. Należy rozpatrywać ją w kilku aspektach.

Dzieci-wędrowniczki


Lata nauki podzielone zostały na trzy, a w zasadzie na cztery etapy, co przyniosło jedynie negatywne rezultaty.
Etap pierwszy (klasy 1-3) i drugi (4-6) dzieci przechodzą  stosunkowo "gładko".
Nie muszą zmieniać szkoły, mają to samo grono kolegów, znają nauczycieli, a także – co jest bardzo istotne – nauczyciele znają doskonale swoich podopiecznych. Szkoła jest wówczas dzieciom bliska.

W chwili, gdy zaczynają wchodzić w okres dojrzewania, następuje całkowita zmiana środowiska – dzieci idą do gimnazjum. Tam spotykają się w bardzo trudnym dla nich okresie młodzi ludzie, którzy w efekcie zmiany muszą dodatkowo dostosować się do całkiem nowego środowiska.

Pierwszy rok w gimnazjum można nazwać przystosowawczym.
Ma wówczas miejsce zarówno wzajemne poznawanie się przez młodzież, jak i wzajemne poznawanie się uczniów i nauczycieli. Do szkoły podstawowej chodzą z reguły dzieci z jednego rejonu, więc w ciągu 6 lat można dogłębnie poznać ich problemy, środowisko, z jakiego się wywodzą oraz – szczególnie w przypadku mniejszych szkół – mieć faktyczny wpływ na ich wychowanie. Natomiast w gimnazjum ten wpływ staje się iluzoryczny. Gimnazja są szkołami zbiorczymi, spotykają się w nich dzieci wywodzące się z różnorodnych środowisk. Zanim nastąpi integracja, mija rok. Klasa druga to w zasadzie jedyna, w której młodzież osiąga jako taką stabilność, bowiem w klasie trzeciej zaczyna się stres związany z egzaminami końcowymi.

Szkoła ponadgimnazjalna to znów ten sam schemat: rok na przystosowanie, rok spokojnej pracy i rok stresu przedmaturalnego. Te częste zmiany środowiska szkolnego na pewno nie wpływają korzystnie na emocjonalny rozwój dzieci i młodzieży. System ten nie daje żadnej stabilności, a w szkołach gimnazjalnych, które są obowiązkowe, młodzieży jest dużo, klasy liczne, zajęcia kończą się często późnym wieczorem. Taka sytuacja stwarza możliwość występowania różnego rodzaju patologii. W wielu przypadkach, o czym słyszymy coraz częściej, ani nauczyciele, ani rodzice, nie są w stanie poradzić sobie z narastającymi problemami.

Pomieszanie z poplątaniem


Istotną sprawą są podstawy programowe i podręczniki. Podstawa programowa jest w zasadzie obowiązująca w całej Polsce. Piszę "w zasadzie", bowiem od nauczyciela zależy, które podręczniki wybierze i jakie elementy programu będą omawiane szerzej, a co "po łebkach". Podręczników jest ogromna różnorodność i wydaje mi się co najmniej dyskusyjne dopuszczenie tak wielkiej ich ilości do użytku.

W klasach 1-3, w których dzieci zdobywają podstawy wiedzy, korzystają one z ogromnej ilości podręczników, zeszytów ćwiczeń, kart pracy itd. Tak wielkiej, że dziecko gubi się w nich, nie mówiąc już o tym, że ma problemy z udźwignięciem tornistra. Podręczniki są piękne, kolorowe, zeszyty ćwiczeń jeszcze piękniejsze i jeszcze bardziej kolorowe. Ale w tym natłoku barw, schematów i gotowych wzorów brak miejsca na jakąkolwiek samodzielną pracę, na rozwijanie wyobraźni – jest jeden wielki szablon, i chyba o to chodzi.

W klasach 4-6 podręczniki znów są barwne, urozmaicone rysunkami, fotografiami, podsumowaniami, wnioskami – wydawałoby się wspaniałe. I znów brak miejsca na rozwijanie myślenia, na dopingowanie do samodzielnego zdobywania wiedzy. Po co myśleć, po co zdobywać się na jakikolwiek wysiłek, skoro wszystko jest pokazane jak w komputerze, wystarczy "kliknąć myszką" i gotowe.

Wszystko, czyli nic

Weźmy do ręki podręcznik i program do języka polskiego.[/b] Odnosi się wrażenie, że umieszczone tam treści zostały wprowadzone wg zasady "na kogo wypadnie, na tego bęc".

 Jeszcze ciekawszy jest przedmiot stworzony przez "reformatorów", a mianowicie "przyroda", czyli zlepek fizyki, chemii, biologii, geografii i astronomii.
Wiem, że kierowano się tu wzorem krajów zachodnich, ale te wzory, jak już wielokrotnie zdążyliśmy się przekonać, nie zawsze są dobre. To, który z elementów "przyrody" będzie szerzej i dokładniej omawiany, zależy od specjalizacji nauczyciela i doboru podręczników. Oczywiście "uczyć" tego przedmiotu można tylko po uzyskaniu kwalifikacji na podyplomowych studiach z "przyrody".
Ukończyłam takie studia i nie będę się wypowiadać na temat poziomu większości zajęć, ale poziom studiów podyplomowych i wszelkich kursów dokształcających to problem odrębny. Kończąc ten trzyletni cykl "przyrody", uczeń nie ma pojęcia ani o geografii, ani o biologii, ani o fizyce, ani o chemii, ani o astronomii – czyli ma w głowie coś, co nazywamy "grochem z kapustą".

Z kolei przedmiot "historia i społeczeństwo" to prawdziwy fenomen.
 Twórcy programu wyszli z założenia, że teraz musimy uczyć inaczej, a więc nie mając żadnej wiedzy faktograficznej uczymy dziecko na podstawie uogólnień, a potem w bardzo krótkim czasie przedstawiamy mu całą historyczną faktografię. Wprowadzane są treści, w których brak jest podstaw, brak elementarnych wiadomości, serce rośnie, a w głowach dzieci powstaje wielki chaos, mieszają im się pojęcia, mieszają się epoki...

Nie można tu pominąć przedmiotu pod nazwą "sztuka", czyli muzyki z plastyką, raz traktowanych zbiorczo, raz oddzielnie, w zależności od każdorazowych decyzji ministerialnych.

Nie bardzo znam się na matematyce, ale z opinii nauczycieli tego przedmiotu wnoszę, że zarówno podstawa programowa, jak i podręczniki są na dobrym poziomie. Odnoszę jednak wrażenie, że stało się tak tylko dlatego, że logika matematyczna nie bardzo chciała ulec manipulacjom reformatorów i że na tej płaszczyźnie chcąc nie chcąc zawsze trzeba zacząć od tabliczki mnożenia.

W efekcie, dziecko kończące sześć klas szkoły podstawowej umie czytać i pisać, lecz nie zawsze ortograficznie, bo gramatykę i ortografię z programu języka polskiego usunięto prawie całkowicie, na względnie dobrym poziomie zna matematykę, z pozostałych przedmiotów coś wie, ale zupełnie wyrywkowo, bez żadnego usystematyzowania.

Sztuka dla sztuki


Aby zakończyć proces edukacyjny w szkole podstawowej, dzieci piszą test kompetencyjny.
Komu jest on potrzebny, dokładnie nie wiadomo, bo gimnazjum jest obowiązkowe.

Mogliby wyniki testów wykorzystywać nauczyciele gimnazjalni, aby zapoznać się z możliwościami swoich wychowanków – ale nie wykorzystują. Dlaczego?
Po prostu ministerstwo takiej opcji nie przewidziało. Natomiast nauczyciele szkół podstawowych bardzo szczegółowo i pod każdym możliwym kątem analizują testy.

 W jakim celu? Dokładnie nie wiadomo, bo przecież dzieci piszące test już przeszły do gimnazjum. Oczywiście nauczyciel szkoły podstawowej może na podstawie testów wyciągnąć wnioski odnośnie do swojej pracy, ale tylko ogólnikowe, gdyż kolejne zespoły klasowe są inne i z reguły mają zupełnie odmienne problemy.

Po napisaniu tego stresującego testu, który jest poprawiany przez specjalnie przeszkoloną komisję (ministerstwo zakłada, że nauczyciele są oszustami i fałszowaliby wyniki testów swoich wychowanków), dzieci przechodzą do gimnazjum.

Warto przeczytać corocznie wydawane kilkunastostronicowe instrukcje przeprowadzania testów. Raz nauczyciele muszą siedzieć jeden z tyłu, a inni z przodu, kolejnym razem wszyscy z przodu, a jeszcze innym mogą chodzić; testy należy włożyć do koperty tak, by wystawał dolny prawy róg itp. Raz pełniłam rolę eksperta w małej wiejskiej szkole i serce mi się kroiło, gdy patrzyłam na grobowe miny komisji i na te biedne, zestresowane dzieci. Do szkoły tej uczęszczali uczniowie z bardzo ubogich rodzin, takich, gdzie problemem jest porządne ich nakarmienie. Panie Ministrze, nie szkoda pieniędzy?

Żarty się skończyły


W gimnazjum kończy się zabawa, zaczynają się konkretne przedmioty.

Ale znów odbywa się to "po łebkach", ponieważ materiał realizowany w podstawówce sprzed reformy w klasach od 4 do 8, teraz należy zrealizować w ciągu trzech lat, a w zasadzie w 2 i pół roku. Oznacza to wiele godzin w szkole (po 7-8 godzin lekcyjnych dziennie), a w domu, jeżeli ktoś chce osiągnąć jako takie wyniki, znowu kilka godzin pracy. Jest to wiek, w którym dorastająca młodzież powinna mieć wiele ruchu, ale na to z reguły już nie ma czasu. Nasi wybitni reformatorzy pominęli to, co znali i stosowali już starożytni Grecy – rozwój umysłowy musi iść w parze z rozwojem fizycznym.

Choć niemal wszystkie przedmioty mają dosyć sensowny, chociaż bardzo skondensowany program, to język polski wzorowany jest na programie ze szkoły podstawowej i wygląda na to, że ułożony został na zasadzie zupełnej przypadkowości.

Każdy nauczyciel musi zrealizować podstawę programową w całości i określonym czasie, ale nie jest powiedziane, które treści ma realizować wcześniej, a które później. To zależne jest od nauczyciela i od doboru podręczników, których jest znowu ogromna różnorodność
.

W II semestrze klasy trzeciej młodzież przystępuje do pisania kolejnych testów. I tu znów pojawia się problem. Reformatorzy nie przewidzieli, że program może być realizowany w różnych szkołach, a nawet klasach w dowolnej kolejności, więc układając testy zakłada się, że młodzież ma opanowaną całość materiału na mniej więcej 2 miesiące przed zakończeniem roku szkolnego.

O ile po napisaniu testów kompetencyjnych w szkole podstawowej dzieci i tak idą do gimnazjum, o tyle testy po ukończeniu gimnazjum są ogromnie ważne, bowiem ich wyniki determinują przyszłość uczniów

Po owych testach przystępujemy do kolejnego etapu edukacyjnego. Programy nauczania znów – jak w gimnazjum – zostały ułożone tak, żeby w trzy- a w zasadzie dwu i pół letnim cyklu nauczania zmieścić wszystkie treści realizowane przed reformą w cyklu czteroletnim. Oczywiście nie jest to możliwe, bo albo realizujemy materiał "po łebkach", albo nadmiernie przeciążamy młodzież. I jeden i drugi sposób nie przynosi efektów, co niestety dało znać o sobie w wynikach tegorocznych matur. Wniosek nasuwa się jeden – zdecydowanie obniża się poziom wiedzy naszej młodzieży.

Pracy dużo – sensu mało

Warto wspomnieć także o obowiązkach nauczycieli, oczywiście nie tych podstawowych, do których należy nauczanie i wychowanie.

Każdy nauczyciel ma obowiązek przygotować rozkłady materiału zgodne z obowiązującym programem nauczania, ale teraz rozkład materiału nazywa się "planem wynikowym", w którym prócz tematu, celu, sposobów w jaki zakładany cel chce osiągnąć oraz różnego rodzaju pomocy, które zamierza wykorzystać – musi on zanotować umiejętności, jakie uczeń po każdej lekcji powinien posiadać oraz co powinien wiedzieć on na poziomie podstawowym i rozszerzonym po każdej jednostce lekcyjnej. W każdym planie wynikowym powinny być zaznaczone "ścieżki", np. ekologiczna, medialna itp., które w dzienniku należy zapisywać przy temacie lekcyjnym kolorowym długopisem, najlepiej zielonym...

Oczywiście plany pracy mają być opracowane dla wszelkich kółek, jakie prowadzi dany nauczyciel, a tematy zajęć winny być odnotowane w specjalnym dzienniku do zajęć dodatkowych. Prócz tego nauczyciele poszczególnych przedmiotów mają opracowywać tzw. "kontrakty z uczniami", z którymi muszą zapoznać się zarówno rodzice, jak i uczniowie i które powinny zostać wklejone do zeszytu przedmiotowego. W klasach 1-3 oceny mają być opisowe, a ocen cząstkowych nie wolno dawać. Należy natomiast przybijać pieczątki, np. słoneczko uśmiechnięte, słoneczko smutne itd.

Nauczyciele na posiedzeniach Rady Pedagogicznej mają obowiązek przedstawiać różnego rodzaju sprawozdania z realizacji wszystkich powierzonych im zadań, a także wspólnie opracowywać Kalendarz imprez. RP pod kierunkiem dyrektora szkoły ma również przygotować "Pięcioletni perspektywiczny plan rozwoju szkoły" oraz zgodny z nim szczegółowy plan pracy na dany rok szkolny.

Szkoła musi posiadać Statut szkoły, który ciągle powinien być uzupełniany aneksami, ponieważ np. następuje zmiana jakiejś nazwy, pięciostopniowa skala ocen ze sprawowania zostaje zastąpiona sześciostopniową itd. Prócz tego szkoła musi opracować własny wewnętrzny system oceniania, a założeniami tego systemu muszą się kierować nauczyciele poszczególnych przedmiotów, opracowując np. kontrakty z uczniami.

Rada Pedagogiczna wspólnie z dyrektorem musi przygotować "Plan mierzenia jakości pracy szkoły", w którym zawarte są obszary, jakie w danym roku będą poddane mierzeniu, a na zakończenie roku należy przedstawić raport z realizacji planu mierzenia jakości pracy szkoły. Jeżeli coś wyszło nie tak lub analiza testów wykazała, że uczniowie w jakimś obszarze mieli braki – należy pisać programy naprawcze. Oczywistą sprawą jest, że każda szkoła musi mieć opracowaną swoją misję i wizję.

Dwa razy do roku należy przygotować sprawozdanie tzw. SIO (System Informacji Oświatowej), w którym zawarte są m.in. dane o uczniach, dane o nauczycielach, dane o salach lekcyjnych, wypadkach, dożywianiu itd. Powstanie SIO miało zastąpić sprawozdania pisane przez szkoły do GUS, ale niestety nie zastąpiło – pisane są więc sprawozdania i do SIO, i do GUS. Co jakiś czas szkoły lub gminy dokonują zakupów doskonałych programów komputerowych, które teoretycznie mają ułatwić pracę placówkom oświatowym. Niestety, często ją utrudniają, gdyż programy sobie, a całe wyżej wymienione wymogi sobie.

Cel zagubiony


Należałoby również poruszyć sprawę doskonalenia zawodowego, na różnego rodzaju kursach, studiach podyplomowych itp., a także problem tzw. awansu zawodowego. Są to tematy bardzo szerokie, więc powiem tylko, że nauczyciel musi się permanentnie dokształcać – mniej istotne jest dokształcanie się samemu, natomiast najważniejszą sprawą jest uzyskanie jak największej ilości dokumentów i zaświadczeń mówiących o ukończeniu kolejnego kursu. Radziłabym zajrzeć do opracowań dotyczących wymogów stawianych nauczycielowi chcącemu uzyskać kolejny stopień awansu zawodowego. Nie jest ważne to, czy jest po prostu dobrym nauczycielem, lecz to, ile kursów ukończył, ile konkursów opracował i w jaki sposób potrafi to zaprezentować.

Rośnie ilość dokumentów, placówki oświatowe zajmują się tworzeniem kolejnych sprawozdań nie służących niczemu i nikomu. Wszyscy piszą, piszą, piszą... Naczelnym, nadrzędnym zadaniem szkoły jest nauczanie i wychowanie – pytanie tylko, czy na to zostaje czas?

Należy jeszcze dodać, że w wyniku reformy nie zostały wcale zwiększone nakłady na szkolnictwo, a te skromne sumy przeznaczone na oświatę znikają, pożerane przez coraz bardziej rozbudowaną biurokrację.

Nauczyciele widzą wszystkie przeze mnie poruszane zagadnienia. Ważne jest, by zobaczyli je także rodzice i całe społeczeństwo
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 24, 2006, 10:24:11 am
:puppydogeyes:

Worki pokutne dla roznegliżowanych uczennic (http://www.superexpress.pl/se/index.jsp?place=subSpecial&news_cat_id=40&news_id=129063&scroll_article_id=129063&layout=1&page=text&list_position=1)

Precz z gołymi brzuchami w szkołach!
W rzeszowskich gimnazjach wypowiedziano wojnę niestosownie ubranym uczennicom.


Przypadki, kiedy dziewczyny traktują szkołę jak plażę i przychodzą skąpo ubrane, nie należą do rzadkości - mimo jesiennej pory. Dyrekcja jednej ze szkół wymyśliła więc, że te uczennice, które przyjdą na lekcje z pępkiem na wierzchu, dostaną do założenia siermiężną bawełnianą koszulkę.

W innym gimnazjum dla nadmiernie porozbieranych uczennic
przygotowano zwykłe płachty materiału z dziurą na głowę, przypominające worki pokutne. Ubrano w nie kilka dziewcząt. Ich widok tak podziałał na inne, że z piskiem pouciekały do szatni.
Rodzice uczennic są zadowoleni z tych metod.
Aprobują też pomysł, by do szkół wprowadzić mundurki.

autor: MJ
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: beszka w Listopad 24, 2006, 11:08:53 am
Wspaniały pomysł! albo uczennica albo modelka.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: wychowawca w Listopad 24, 2006, 11:32:24 am
Nie podoba mi się to. Zakładanie "worków pokutnych", czy " siermiężnych koszulek" to ośmieszanie i przemoc. Nie tędy droga.Chodziłam do szkoły w czasach kiedy "rewolucyjne" było mini. Dyżurni nauczyciele po prostu odsyłali do domów nieodpowiednio dlugo ubrane dziewczynki.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Listopad 30, 2006, 11:16:49 pm
Worki pokutne... teraz godzina policyjna.
Głosy są różne za i przeciw,a co Wy o tym sądzicie ?


Godzina policyjna dla nieletnich (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3760643.html?nltxx=856991&nltdt=2006-11-29-09-05)
Renata Czeladko2006-11-29

Minister edukacji Roman Giertych chce, by nieletni między godz. 23 a 5 rano siedzieli w domu.

Mateusz, warszawski licealista, skończył 17 lat. Gdy miał 15 lat, zaczął sam wracać do domu po godz. 23 - po koncertach czy nocnych maratonach filmowych. Ministrowi edukacji takie zachowanie się nie podoba. Wczoraj jego partia LPR złożyła do marszałka Sejmu projekty nowelizacji ustaw o samorządzie gminnym i o postępowaniu w sprawach nieletnich.

LPR dodał do nich zapis dający gminom prawo wprowadzenia zakazu przebywania nocą w miejscach publicznych osób nieletnich bez opieki dorosłych. W przypadku napotkania nastolatka poza domem policja będzie musiała go wylegitymować i zatrzymać (w komendzie czy izbie dziecka) do czasu oddania rodzicom bądź opiekunom. "Godzina bezpieczeństwa" to element rządowego programu "Zero tolerancji dla przemocy w szkole".

- Przemocy nie można dłużej zwalczać poprzez pogadanki psychologiczne. To nie działa. Czas na odejście od zasady "róbcie, co chcecie", należy robić to, co jest obowiązkowe - mówił wczoraj na konferencji prasowej minister Giertych. Stwierdził, że zatrzymywanie nastolatków przez policjantów to "nie kara, ale element opieki".

Minister daje gminom wolną rękę w określeniu "godziny bezpieczeństwa", wieku nieletnich oraz obszaru, na którym zakaz ma obowiązywać. Proponuje jednak, by godzina obowiązywała między 23 a 5 rano i objęła nieletnich do 16 lub 17 lat.

- To nic innego jak godzina policyjna, w czasie której nastoletni ludzie będą prześladowani tylko dlatego, że są młodzi - komentuje Łukasz Ługowski, pedagog i dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii "Kąt" w Warszawie. - To kolejny negatywny komunikat ze strony ministra edukacji do młodzieży. Każdy, kto jest młody i znajdzie się w nocy na ulicy, będzie traktowany jak przestępca. To pomysł na wychowanie chorego psychicznie społeczeństwa. Frustracji wywołanej agresją, która narasta w całym społeczeństwie, nie można odreagowywać na młodzieży. Młodzi dorosną i to, co teraz dostaną, oddadzą falą kolejnym młodym albo nam.

Krystyna Szumilas (PO), przewodnicząca sejmowej komisji edukacji, twierdzi, że ogłoszenie "godziny bezpieczeństwa" to pomysł na pokaz. Bo już teraz policjant ma prawo legitymować i zatrzymywać nieletnich w izbie dziecka.

Tomasz Skłodowski, rzecznik prasowy MSWiA, potwierdza: - Policja legitymuje nieletnich. Jednak nie robi się tego w przypadku każdego napotkanego.

Młodszy inspektor Paweł Biedziak, szef biura prasowego Komendy Głównej Policji, precyzuje: - Zatrzymujemy nieletnich, gdy popełnili czyn karalny lub znajdują się w sytuacji zagrożenia życia albo zdrowia. Nastolatków, których nie podejrzewamy o popełnienie czynu karalnego, nie zatrzymujemy.

Nieoficjalnie warszawscy policjanci komentują pomysł ministra Giertycha: - W nocy policjanci wciąż jeżdżą do pilnych wezwań. Jeśli mieliby obowiązek zatrzymać każdego nastolatka i odwozić np. do izby dziecka, to nie starczyłoby czasu na ich normalną pracę.

LPR chce, by kontrolować wszystkich. Bo nie może być tak, by w nocnych dyskotekach bawiły się 12-13-latki. Liga zapowiada, że gdy nowelizacja wejdzie w życie, będzie monitorowała, czy gminy wprowadzają godzinę. Jeśli okaże się, że tego nie robią, to złoży kolejny projekt ustawy. Tym razem już nakładającej taki obowiązek.

Godzinę policyjną w ramach akcji "Małolat" wprowadził dziewięć lat temu Radom. Jego śladem poszła Warszawa. NSA uznał zarządzenie wojewody warszawskiego za bezprawne, bo nie było żadnej ustawy dającej możliwość jego wprowadzenia. Teraz minister Giertych taką ustawę przygotował.

- Będę gorącym orędownikiem przywrócenia w Radomiu godziny, gdy będzie mieć prawo za sobą - powiedział nam Ryszard Fałek, który był prezydentem Radomia, gdy wprowadzano akcję "Małolat", dziś przewodniczący rady miasta Radomia. - Z głównych ulic poznikały wtedy grupy nastolatków. Teraz znów ich pełno. A o 22 powinni być w domu - twierdzi Fałek.

Jerzy Kropacz z Warszawskiego Oświatowego Porozumienia Rodziców: - Rozmawiam z 15-16-latkami wystającymi pod blokami. Legitymowanie ich po kilka razy przez policję, gdy tylko rozmawiają, wzmaga agresję wobec policjantów. Obawiam się, że podobnie może być z "godziną bezpieczeństwa". A co będzie z dzieckiem, którego rodzice nie odbiorą z izby dziecka, bo w nocy pracują? Rano prosto z celi pójdzie do szkoły?
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Grudzień 02, 2006, 11:08:07 pm
Rok niebezpiecznego życia (w szkole) >>> (http://wiadomosci.wp.pl/kat,9811,wid,8611968,prasaWiadomosc.html?P%5Bpage%5D=1)

Autentyczne wspomnienie absolwentki polonistyki, która postanowiła uczyć w szkole. Wystarczyło kilka miesięcy, by zrozumiała, że szkoła w zakazanej dzielnicy nie jest miejscem dla młodych, naiwnych polonistek.
Cytuj

Po raz drugi podpadam chyba gorzej, bo chodzi o kradzież. Z pracowni lubieżnego beneficjenta kuratoryjnej nagrody zginął bezcenny komplet slajdów części maszyn. Podejrzenie padło na rozpasaną młódź. Komisja złożona z dyrektorki, poszkodowanego oraz grona przybocznych podjęła dochodzenie. Ponieważ rozmawianie męczy, z miejsca zaaresztowano podejrzanych i przeszukano im teczki. Ku memu zdumieniu i ja znalazłam się w gronie wyjętych spod prawa. Zostałam uwięziona z chłopcami i poddana rewizji.

Przeszukanie niczego nie wykazało, zwrócono nam wolność oraz plecaki - ale czy zwrócono nam honor i szacunek? Nikt nas nie przeprosił. Naburmuszona komisja wycofała się bez żenady, być może nawet zadowolona, że sprowadziła do parteru niepokorną stażystkę. Jeśli jednak ktoś liczył, że poniżając mnie na oczach uczniów, sprawi, że oni przestaną mnie szanować - mylił się. 15-latkowie okazali się dojrzalsi niż mamuty edukacji.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Grudzień 03, 2006, 12:18:07 am
Bezprawne ośrodki Giertycha (http://wiadomosci.wp.pl/kat,41794,wid,8626022,prasaWiadomosc.html)
1 grudnia 2006

Rozbijanie i osłabianie rodziny, bagatelizowanie rodziców, przedmiotowe traktowanie dziecka - to część zarzutów, jakie pod adresem swojego projektu o ośrodkach dla trudnej młodzieży może usłyszeć MEN, uprzedza "Metro". Art. 48 konstytucji mówi, że tylko sąd, a nie jakaś komisja, może ograniczać prawa rodzicielskie.

Plan ministra Giertycha jest prosty: jeśli w szkole jest uczeń, który sprawia trudności bądź zdaniem pedagogów istnieje groźba, że zdemoralizuje kolegów, powinien być odizolowany. Służyć mają temu specjalne ośrodki. O tym, kto do nich trafi, decydowałaby komisja (psycholog, pedagog, wychowawca, ktoś z kuratorium). Dopiero gdy rodzic nie zgodzi się z decyzją, sprawą zajmie się sąd rodzinny.
Znawcy prawa twierdzą, że ten pomysł to absurd.

Dlaczego?
Bo to sprzeczne z konstytucją. Art. 48 mówi,że tylko sąd, a nie jakaś komisja, może ograniczać prawa rodzicielskie.
Według prawa rodzice w Polsce sami decydują o wychowaniu moralnym, religijnym czy wyborze szkoły. Prócz sądu żadna instytucja nie może im niczego narzucać - przybliża dr Anna Zielińska z Uniwersytetu Warszawskiego zajmująca się prawem rodzinnym. Jej opinię potwierdza dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista: W myśl konstytucji żadna komisja nie może być organem orzekającym w tego typu sprawie.

Zwraca uwagę na inne jeszcze buble w projekcie:
Każdy ma prawo do ochrony życia prywatnego, a obawiam się że może tu dojść do jego naruszenia. Ministerialny projekt traktuje dziecko przedmiotowo. Istnieje też przepis gwarantujący każdemu obywatelowi osądzenie przez sprawiedliwy i niezawisły sąd. Rozumiem, że jeśli rodzice zgodzą się z decyzją komisji (bo np. nie znają swoich praw), sądu nie będzie. To również sprawa, która budzi moje wątpliwości - wymienia dalej Piotrowski.

Co z tego wynika?
Jeśli projekt - czy to jako ustawa, czy też rozporządzenie - wejdzie w przyszłym roku w życie, rodzice, a nawet same dzieci (za pośrednictwem rzecznika ich praw), będą mieli podstawy, by zaskarżyć decyzje o umieszczeniu w ośrodku.

W takiej formie projekt MEN-u można będzie poddać ocenie Trybunału Konstytucyjnego. Również interwencja rzecznika praw obywatelskich mogłaby odnieść skutek - uważa dr Piotrowski. Prawnik nie wyklucza też sytuacji, w której taka skarga trafiłaby aż do Strasburga.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka zamierza bacznie przyglądać się temu, jak realizowany będzie projekt: Izolowanie na siłę to żadna metoda. Dlatego jeśli dowiemy się, że gdzieś naruszono prawo lub stosowano formy przymusu, będziemy interweniować - zapewnia Elżbieta Czyż z Fundacji. (PAP)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Grudzień 04, 2006, 10:14:32 am
I znowu segregacja dzieci  :evil:

Rodzice: Dyrektor podstawówki segreguje uczniów (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3770264.html)
Mirosława Dulat, Maja Sałwacka,
2006-12-03

Są klasy dzieci prawników, lekarzy, biznesmenów, w których nie można stawiać jedynek.
I są klasy, do których chodzą dzieci z "bidula" i ze wsi - mówią nauczyciele i rodzice uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 6 w Świebodzinie(woj. lubuskie)

Na spotkanie z "Gazetą" przychodzą nauczyciele i rodzice. Zastrzegają, że chcą pozostać anonimowi. Pierwsi boją się, że stracą pracę, drudzy, że skarga odbije się na ich dzieciach. - Dyrektor dyskryminuje uczniów. Tworzy ekstra klasy z prymusami i dziećmi wpływowych osób. Gorszych uczniów zamyka w specjalnych klasach. Niektórzy z nich mają problemy z alfabetem. Kiszą się we własnym sosie, nie mają skąd czerpać wzorów. A tymczasem dzieci z najlepszych klas mają serwowane dodatkowe zajęcia, występują w konkursach, są śmietanką szkoły. Gorsze nie mają nawet zajęć wyrównawczych - mają przejść i zniknąć. Jakby ich w szkole w ogóle nigdy nie było - opowiadają nauczyciele.

Klasy dla wybrańców

Córka pani Alicji (imię zostało zmienione) znalazła się w tym roku w pierwszej klasie. Kiedy dziecko było jeszcze w przedszkolu, matka usłyszała od znajomej, że musi się pospieszyć, bo zaczęły się już nieoficjalne zapisy do klas w świebodzińskiej "szóstce".

- Nie uwierzyłam. Przecież kuratorium zapewniało, że będzie bezwzględnie walczyć z segregacją uczniów - opowiada pani Alicja, która zapisała dziecko do szkoły, zaznaczając, że zależy jej na tym, aby córka znalazła się w jednej klasie z dzieckiem koleżanki. - Zdarza się, że pracuję do późna, więc gdyby dzieci chodziły do jednej klasy, wracałyby razem - tłumaczy.

Kiedy okazało się, że dzieci są w dwóch różnych klasach, pani Alicja postanowiła interweniować u dyrektora. - Usłyszałam: nie, bo nie. Dopiero nauczycielki wyjaśniły mi, że klasy są ustawione przez dyrektora według klucza - mówi pani Alicja.

Jaki to klucz?
W każdym poziomie są tworzone klasy "ekstra" i te, które skupiają kiepskich, najczęściej także biednych uczniów.

- Uczniowie grupowani są według zamożności rodziców lub po prostu ze względu na nazwisko. Można to łatwo zweryfikować - nauczycielki pokazują dzienniki. Wskazują, czym zajmują się rodzice uczniów - Klasa V "e" - proszę spojrzeć, rodzice uczniów to prawnicy, lekarze, dyrektorzy banku, dentyści, właściciele prężnych firm budowlanych.

Nauczycielki dla kontrastu podają składy klas "f". - Połowa to dzieci ubogie z popegeerowskich wsi, drugie pół to dzieci z orzeczeniami z poradni psychologiczno-pedagogicznej. Mają dysleksję, dysortografię, kłopoty w nauce. Osiągają o 25 proc. gorsze wyniki od klas elitarnych - opowiadają nauczycielki.

Część pedagogów, widząc taką segregację, zwróciła uwagę dyrektorowi. Ten - jak twierdzą - ich spostrzeżenia zupełnie zignorował.

Nauczyciele napisali skargę do kuratorium. Ale kontrola tej instytucji, a właściwie jej terenowej agendy w Międzyrzeczu, nie wykazała uchybień. Kuratorium postanowiło też zbadać relacje wszystkich pracowników z dyrektorem. Ankieta, którą wypełniło 47 nauczycieli, wypadła blado. Na 10 możliwych punktów dyrektor dostał 2,97 pkt za stosunki panujące w szkole, kontakty z dyrektorem zostały ocenione na 3,85, a zasady przydzielania awansów na 3,34.

- Wyniki, jakie uzyskał dyrektor, są wyjątkowo słabe. To powód do tego, by zastanowić się, czy osoba kierująca szkołą powinna dalej pełnić tę funkcję - opowiada Bożena Pierzgalska, szefowa zielonogórskiej "Solidarności" - Segregacja natomiast to pierwszy krok do tego, by w placówce doszło do dramatu. W szkole nikt nie może czuć się gorszy - dodaje Pierzgalska.

Nauczyciele twierdzą, że są klasy, w których nie wolno im stawiać jedynek. - Tak jest na przykład w klasie 4a., tam uczniowie po prostu muszą zdać do kolejnej klasy - wspomina nauczycielka. Podziały widoczne są też wśród nauczycieli. Ci, którzy sprzyjają dyrektorowi, zostają ponoć wychowawcami elitarnych klas. Ci, którzy z nim wojują - dostają najgorsze klasy.

Dyrektor szkoły: to wyborcza nagonka

Józef Mikołajczyk z wykształcenia jest wuefistą. Dyrektorem SP nr 6 jest od początku jej istnienia - blisko 20 lat. Osiem lat temu był radnym i członkiem zarządu miasta. W tegorocznych wyborach samorządowych znów ubiegał się o stołek radnego z listy Forum Samorządowego. Uzyskał 75 głosów. To za mało, żeby zostać rajcą. Mikołajczyk twierdzi, że w szkole nie ma podziałów. A zgłaszane w kuratorium skargi to element nagonki na jego osobę. - Jedna z nauczycielek też startowała w wyborach. Czuła, że jej zagrażam, chciała mnie zdyskredytować w oczach nauczycieli, rodziców. Nigdy wcześniej nie było na moją pracę żadnej skargi, teraz poszła lawina. Jestem strzępkiem nerwów, miałem już dwa zawały, schudłem w miesiąc dziesięć kilo. Mam już dość pracy w szkole, to mój ostatni rok. Idę na emeryturę - zapowiada dyrektor. Kiedy przedstawiamy mu składy najlepszych i najgorszych klas, zaczyna się w końcu tłumaczyć - To czysty przypadek, dzieci dobieramy losowo. Nie układam list uczniów, robią to moje zastępczynie. Pierwsze słyszę o zapisach do elitarnych klas. To nonsens. Kuratorium nie wskazało żadnych uchybień - opowiada.

Nie wskazało, ale też nie uważa, jakoby w "szóstce" dobrze się działo.

- Po pierwsze, dyrektor nie może zabronić nauczycielom stawiania jedynek - mówi Roman Sondej, lubuski kurator oświaty. - Po drugie, nie powinno dojść do tak dużych dysproporcji pomiędzy statusem majątkowym rodziców uczniów albo wynikami w nauce uczniów poszczególnych klas.

Segregacja uczniów jest niedopuszczalna i będziemy ostro z nią walczyć. Przeprowadzimy jeszcze jedną kontrolę, ale tym razem przez wizytatora spoza terenu - dodaje kurator
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Grudzień 05, 2006, 09:54:32 am
Rodzice mają wpływ na sukcesy szkolne dzieci (http://www.superexpress.pl/se/index.jsp?place=subSpecial&news_cat_id=40&news_id=130433&scroll_article_id=130433&layout=1&page=text&list_position=1)

Kablówka maluchom niepotrzebna


Warszawa. Rodzice mają większy wpływ na sukcesy szkolne swoich dzieci, niż im się wydaje - tak wynika z badań przeprowadzonych przez Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej.

Jeśli chcemy, by nasze dziecko od początku dobrze radziło sobie w szkole, kupujmy i czytajmy mu książki, spędzajmy z nim razem czas na zajęciach sportowych. Dziecko rozwija się lepiej, gdy bywa z rodzicami w teatrze, kinie i razem z nimi wyjeżdża na wakacje. Wcale nie musimy za to kupować dziecku komputera, ani instalować w domu kablówki - to nie ma wpływu na rozwój pociechy. Okazuje się też, że dziecko lepiej radzi sobie w szkole, jeśli wcześniej uczyło się w przedszkolu.

autor: KM, PAP
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Grudzień 09, 2006, 12:29:42 am
Daleko do szkół

Zbigniew Pendel
 
W ministerstwie Romana Giertycha nie wiedzą, że kilka kilometrów wiejskiej drogi może być edukacyjną barierą, początkiem spirali społecznej degradacji dla dzieciaków ze wsi. Daleko do szkoły, opuszczone lekcje, zaległości, gorsze stopnie. A potem - marne szanse na liceum, maturę i studia.
Mogło być przynajmniej sto nowych pomarańczowych gimbusów, które wożą dzieciaki do oddalonych szkół. Na razie nie będzie. MEN zaspało z przetargiem.

Ręce opadają. Ekipa LPR, która umościła się w MEN, jest dobra we frazesach. Z patriotycznym wychowaniem na ustach Giertych i jego zastępca Mirosław Orzechowski brylują w mediach. Wczoraj edukator Orzechowski na konferencji ogłosił, że rodzice uczniów z publicznych podstawówek i gimnazjów będą musieli kupić im mundurki. Może lepiej od razu drelichowe mundury ze światełkami odblaskowymi, skoro mają przetrwać długie codzienne marsze?

Załoga Giertycha zapomina o sprawach najważniejszych. Oni nie rozumieją, że jeden pomarańczowy autobus to szkoła bliższa uczniom ze wsi. I chyba nigdy tego nie pojmą.

Premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu dedykuję cytat: "Pozwolę sobie przejść do tego, co jest polskim atutem. Największym jest to, co w ciągu ostatnich szesnastu lat stało się z polskimi głowami. Wzrost ilości ludzi kształcących się na poziomie wyższym - w 1989 r. wlekliśmy się w ogonie Europy, dziś jesteśmy na drugim miejscu. To nasz największy sukces - poza niepodległością i demokracją - odniesiony przez społeczeństwo, a nie przez władzę". To Pana słowa z lipcowego exposé. Nie widzi Pan, że z ministrem edukacji Romanem Giertychem w rządzie od kilku miesięcy odwraca Pan ten trend?

Minister Giertych zapomniał o gimbusach

Andrzej Kublik

W tym roku do szkół nie trafi nowa partia gimbusów, czyli specjalnych szkolnych autobusów. Po raz pierwszy od siedmiu lat Ministerstwo Edukacji Narodowej, kierowane teraz przez Romana Giertycha, nie zorganizowało przetargu na gimbusy.

Zakupy gimbusówKilka lat temu z inicjatywy posła AWS Kazimierza Marcinkiewicza do budżetu edukacji wpisano pieniądze na specjalnie oznakowane, pomarańczowe autobusy dla szkół. Popularnie nazywa się je gimbusami. Są nieocenione szczególnie na terenach wiejskich, gdzie szkołę od domu dzielą nieraz długie dystanse. Gimbusy miały zwiększyć bezpieczeństwo dzieci - jaskrawo pomalowane pojazdy kierowcy już z daleka mogą rozpoznać. Przejeżdżając obok takiego autobusu, powinni zachować szczególną ostrożność, bo wiedzą, że na jezdni mogą pojawić się dzieci, które nie oceniają odległości od samochodów tak dokładnie jak dorośli. Dostawy nowych gimbusów miały też pomóc szkołom uporać się z falą niesprawności w leciwych autobusach wynajmowanych na wycieczki szkolne i wyjazdy wakacyjne.

Pierwszy przetarg na gimbusy Ministerstwo Edukacji zorganizowało w 1999 r. Szacowano wtedy, że potrzeba będzie 2,5 tys. takich autobusów. Oprócz rządu ich zakup miały też finansować gminy. Szybko okazało się, że większość ma wiele innych potrzeb i za mało pieniędzy. Lwią część gimbusów kupowało więc Ministerstwo Edukacji - dotąd ponad 1300 sztuk. Na zakup tych pojazdów od 1999 r. do 2005 r. Ministerstwo Edukacji organizowało co rok przeciętnie cztery przetargi. A w tym roku? Ani jednego.

Co się stało? - Były problemy ze znalezieniem fachowców, którzy przygotują przetarg - tłumaczyła nam rzecznik MEN Aneta Woźniak. Ale jeszcze bardziej zaskoczyła nas informacją, że resort przystąpił do przygotowania przetargu na gimbusy, który chciałby ogłosić jeszcze w tym roku.

- To mało prawdopodobne. Przy dużych przetargach potrzeba 52 dni na zgłaszanie ofert od daty ogłoszenia przetargu. Potem jeszcze trzeba ocenić oferty, wybrać najlepszą i poczekać na ewentualne rozpatrzenie protestów - oceniła rzecznik Urzędu Zamówień Publicznych Anita Wiśniak-Olczak. Na dodatek większość pieniędzy na inwestycje z budżetów ministerstw trzeba wydać do końca roku. Wyjątkiem są "kontrakty na zadania", które można opłacać także po upływie roku kalendarzowego. Czy tak może być z pieniędzmi w budżecie MEN na zakup gimbusów? Z rzecznik MEN nie udało nam się wczoraj porozmawiać kolejny raz. Nie dowiedzieliśmy się też, ile pieniędzy z tegorocznego budżetu na zakup gimbusów i komputerów resort edukacji już wydał.

Specjalistą w produkcji gimbusów jest firma Polskie Autobusy produkująca Autosany i Jelcze. - Nie wiem, dlaczego w tym roku MEN nie organizował przetargów - bezradnie rozkłada ręce prezes Polskich Autobusów Franciszek Gaik. Zwrócił uwagę, że można było zaoszczędzić sporo budżetowego grosza, gdyby MEN kupił gimbusy przed jesienią. Od tego czasu wolno po raz pierwszy rejestrować autobusy tylko z silnikami, które spełniają normy toksyczności Euro 4. - Taki gimbus kosztuje ponad 300 tys. zł. To 20 do 40 tys. zł drożej niż gimbusy z wymaganym wcześniej silnikiem o normie Euro 3 - wskazuje Gaik. Ponieważ MEN nie zamówiło w tym roku dużej partii gimbusów, firma Polskie Autobusy szuka za granicą klientów na autobusy szkolne. W tym roku 40 wyższej klasy gimbusów z Polski trafi do Wielkiej Brytanii, gdzie przepisy bezpieczeństwa dla takich pojazdów są bardziej wyśrubowane niż w UE.

Giertych: dłuższe liceum

Agata Czaja
 
- Powstał pomysł, aby przedłużyć naukę w liceach do czterech lat. Można to zrobić na dwa sposoby: obniżając wiek pierwszoklasistów do sześciu lat lub skracając naukę w gimnazjum do dwóch lat - mówił Giertych. Ogłosił też plan wprowadzenia progów punktowych dla starających się o przyjęcie do szkół maturalnych. Uczniowie, którzy ich nie osiągną, uczyliby się w zawodówkach. - Jestem za ze względu na interesy przemysłu i gospodarki polskiej, bo brakuje nam rąk do pracy.

LPR: Obowiązkowe mundurki w szkołach

Aleksandra Pezda
 
Tak chcą posłowie z Ligi Polskich Rodzin - w poniedziałek mają złożyć w sejmie projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty.
Nowy projekt Ligi to pomysł wiceministra edukacji Mirosława Orzechowskiego
 
O mundurkach mówi już inny projekt nowelizacji, złożony przez ministra edukacji Romana Giertycha - tyle że jego projekt zaleca jednakowy strój w szkołach, decyzję zostawia dyrektorom i rodzicom.

Nowy projekt Ligi to pomysł wiceministra edukacji Mirosława Orzechowskiego, który od dwóch dni jest też szefem klubu LPR. Ten zakłada, że obowiązkowe mundurki w podstawówkach i gimnazjach publicznych będą już w roku szkolnym 2007/2008. Krój wybierze dyrektor razem z rodzicami, a zapłacą rodzice. - Wielu nie stać na drogie ubrania. A po wprowadzeniu mundurków, dzieci uboższe pozbędą się kompleksów. Dodatkowo uczniowie każdej szkoły będą się wyróżniać - mówi jeden z inicjatorów poseł Robert Strąk.

Projekt LPR pomija licea. - Bo z badań opinii publicznej cytowanych przez PAP wynika, że większość społeczeństwa popiera jednolity strój w podstawówkach i gimnazjach, ale nie chce tego w liceach - tłumaczy Strąk.

- To zły pomysł. Co zrobimy kiedy rodzice powiedzą "nie", bo ich nie będzie na mundurek stać? Dziecka do szkoły nie wpuścimy? Przecież jest obowiązek szkolny - komentuje Maria Nowak z PiS, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Edukacji. - Od razu trzeba by w budżecie założyć pieniądze na pomoc ubogim w kupowaniu stroju szkolnego. Nie ma takiej możliwości.

Według posła Strąka mundurki będą tanie:- W Polsce drogie są tylko markowe ubrania, a nie rodzima produkcja. A jeśli zacznie się mundurki masowo zamawiać, ceny na pewno będą niskie.

G.W.8.12.2006r

 :turn-l:
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Emilianka w Grudzień 09, 2006, 11:52:07 am
Gazeta Olsztyńska: Internetowy dzienniczek - kontrola non stop (http://wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=7914)

W olsztyńskim XI Liceum Ogólnokształcącym działa internetowy dzienniczek, dzięki któremu rodzice w każdej chwili mogą sprawdzić nieobecności i oceny swoich dzieci - informuje "Gazeta Olsztyńska".

- Teraz rodzice wiedzą o wszystkim co się dzieje w szkole - pierwszoklasistka Kaja Błaszczyk z XI LO w Olsztynie mówi bez wielkiego entuzjazmu o internetowym dzienniczku. Jej kolega z klasy Michał Wróblewski, dodaje: - Mój tata sprawdza ten dziennik codziennie. Nic się nie da ukryć.

Zasada działania internetowego dzienniczka jest bardzo prosta. Każdy rodzic dostaje hasło i adres strony internetowej, na której może sprawdzić szkolne postępy swojego dziecka.

- Nauczyciel ma na biurku komputer, wprowadza dane najpierw do papierowego dziennika, a później do komputera. Dzięki temu rodzic na bieżąco nie tylko sprawdza oceny i frekwencję, ale wie np., że szkolna dyskoteka kończy się o godz. 20 a nie 22, jak twierdzi jego dziecko - mówi dyrektor XI LO i Gimnazjum nr3 Janusz Rączkiewicz.

Rączkiewicz podkreśla jednak, że dziennik on-line nie jest alternatywną dla tradycyjnej wywiadówki. - Nic nie zastąpi osobistego kontaktu z nauczycielem - uważa. - Na szczęście nie mamy kłopotów z frekwencją na wywiadówkach - dodaje.

Wiele szkół - pisze gazeta - narzeka jednak na bardzo niską frekwencję na wywiadówkach. - U nas jest tak: najmniej rodziców przychodzi na zebrania w szkole zawodowej, lepiej jest już z frekwencją na wywiadówkach w technikum, a najwięcej rodziców przychodzi na wywiadówki dla liceum profilowanego - wyjaśnia dyrektor Zespołu Szkół Mechaniczno-Energetycznych w Olsztynie Grażyna Hołowieńko.

Zdarza się, że na zebraniu pojawia się tylko pięciu rodziców. Rodzice uczniów tłumaczą, że nie przychodzą na wywiadówki, bo są zapracowani - pisze "Gazeta Olsztyńska".

(PAP)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Grudzień 10, 2006, 12:08:11 am
Wagary albo stypendium


Starostwa na Warmii i Mazurach odbierają stypendia uczniom za nieusprawiedliwione nieobecności - informuje "Gazeta Wyborcza".

Uczniowie szkół ponadgimnazjalnych mieszkający na wsi lub miasteczku do 20 tys. mieszkańców mogą starać się o unijne stypendium na pomoce szkolne, dojazdy, internat. Rozdzielają je starostwa. Otrzymuje się je przy niskich dochodach w rodzinie - w tym roku nie wyższych niż 504 zł na osobę. Stypendium na Warmii i Mazurach waha się od 100 do 120 zł miesięcznie.

W zeszłym roku szkolnym uczniowie przedstawiali faktury za kupione książki, dresy itp. Urzędnicy ze starostw uznali, że nie ma to sensu. Niektórzy przynosili fałszywe faktury - takie przypadki bada policja m.in. w Iławie i Olsztynie.
 
Starostwa postanowiły inaczej kontrolować, do kogo trafiają pieniądze - ustaliły liczbę nieusprawiedliwionych godzin w miesiącu, po przekroczeniu której uczeń traci stypendium. W Olsztynie jest to pięć lekcji, w Ostródzie - siedem, w Iławie - trzy, w Ełku więcej niż 5 proc. nieusprawiedliwionych nieobecności. - To ma motywować do chodzenia do szkoły - mówi Alicja Walczak ze starostwa w Iławie.

Najsurowszy jest powiat giżycki, gdzie uczeń nie może mieć ani jednej nieusprawiedliwionej godziny.

interia (http://fakty.interia.pl/kraj/polska_lokalna/warminsko-mazurskie/news/wagary-albo-stypendium,825916,227)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Grudzień 12, 2006, 12:59:05 am
Erotyczne przybory szkolne - nauczyciele są oburzeni


Erotyczne przybory szkolne nastolatków - Okładki grzechu. Ognie piekielne otulające nagie ciało dziewczyny – to ilustracja na okładce bloku technicznego. Niewiele brakowało, by takie przybory szkolne otrzymali wychowankowie Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 2 w Gnieźnie. Nauczyciele są oburzeni: To szerzenie pornografii, a nie sztuka!


(http://i.wp.pl/a/f/jpeg/11032/porno_zeszyt265.jpeg)
(fot. / Gazeta Poznańska)

Gnieźnieński ośrodek szkolno-wychowawczy kupił bloki rysunkowe na nagrody dla upośledzonych umysłowo podopiecznych, biorących udział w szkolnych konkursach. Bloki miały być rozdane trzynastoletnim ucz- niom klas szóstych. Gdy je rozpakowaliśmy, byliśmy w szoku – mówi Piotr Posłuszny, pedagog z ośrodka. Zobaczyliśmy półnagą kobietę i... zajączka Playboya. Stwierdziliśmy, że mamy do czynienia z treściami pornograficznymi, nie przeznaczonymi dla dzieci w tym wieku.

Dzieci należy chronić


Jak podkreśla Piotr Posłuszny, gdyby ich podopieczni dostali te bloki, skutki byłyby trudne do przewidzenia: – Proszę pamiętać, że pracujemy z dziećmi upośledzonymi. Gdyby otrzymali od nauczyciela, któremu ufają, taki blok, mogliby w pewnym momencie uznać, że molestowanie seksualne również nie jest czymś złym i wykorzystać swego rówieśnika. Oburzony okładką jest również psycholog Piotr Wiliński, dyrektor poznańskiej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 2. To niedopuszczalne. Młodzi ludzie nie powinny mieć dostępu do takich ilustracji. Zwłaszcza dzieci z deficytami, które szczególnie należy chronić. I tu ważna jest zarówno rola nauczycieli, jak i rodziców. Rację psychologowi przyznaje Maria Jasińska, matka dziesięcioletniej Marty. Dodaje, że pomysłodawcą takiego bloku musiała być mało poważna osoba. Jest to zbyt ekstrawaganckie nawet dla dorosłych. Wystarczy, że erotyka atakuje dzieci z mediów... Paweł Przywecki z poznańskiego sklepu ABC wątpi, by takie przybory szkolne znalazły nabywców. Dzieci zazwyczaj kupują zeszyty z pos- taciami z kreskówek czy ze zwierzętami. Młodzież, a czasem studenci szukają stonowanych rzeczy – uważa sprzedawca.

Wybór należy do ciebie?


Blok z roznegliżowaną dziewczyną wprowadził na rynek Krzysztof Biela, właściciel firmy poligraficznej Bilmar z Otwocka. Bloki z podobnymi okładkami sprzedajemy od wielu lat i nigdy nie spotkałem się z taką reakcją – tłumaczy. Przygotowujemy różne okładki. Nasi plastycy tworzą zarówno motywy disneyowskie dla dzieci, jak i dla młodzieży. Piotr Posłuszny twierdzi, że takich bloków trafiło na gnieźnieński rynek sporo. Ktoś, kto rozprowadza coś takiego, robi to z premedytacją. Przecież bloków rysunkowych nie przygotowuje się z myślą o dorosłych, lecz o dzieciach. To rzecz gustu – uważa Biela. Inaczej okładkę oceni osoba o poglądach konserwatywnych, inaczej o lewicowych. Jego zdaniem, to szkoła winna wyszukać odpowiednią okładkę dla swoich uczniów, tym bardziej, że bloki z Otwocka pakowane są po 30 w przezroczyste folie, a okładkę ponoć widać.

Marna sztuka

Widać, nie widać, ale to kicz – oburza się prof. Marcin Berdyszak, artysta plastyk, prorektor Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Nie dziwię, że nauczyciele są oburzeni, bo to jest chore. Trudno nawet w tym wypadku mówić o jakieś wizji artystycznej. Okładki przyborów szkolnych – bloków czy zeszytów – powinny być neutralne i bezdyskusyjne. Nie powinny rozpraszać uczniów. Nie kupiłbym synowi takiego bloku. Podobnie postąpiłaby Renata Skarczyk. Pomysł jest oburzający i nie wiem, jak można było wymyślić taką rzecz – mówi. Wątpię też, by rozsądny rodzic kupował dziecku takie przybory.

Niestety, nierozsądni też się zdarzają. Mało tego, zapytani w szkole, dlaczego kupili dziecku zeszyt z roznegliżowaną dziewczyną na motorze, odpowiedzieli: a co w tym zdrożnego? Niby nic – mówi Remigiusz Warzecha, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 25 w Poznaniu. Ale z drugiej strony, czy to jest dobry pomysł? Przecież rodzice wiedzą, że młodzież jest trudna, i na poważne tematy – a takim niewątpliwie jest seks i erotyka – powinno się z dziećmi rozmawiać. Obrazki to nie wszystko, zwłaszcza że mogą przynieść więcej szkód, niż pożytku. Dlatego takich artykułów na pewno nie wprowadziłabym do sprzedaży w swoim sklepie – dodaje Dorota Przewoźna ze sklepu Pelikan, mieszczącego się w Poznaniu przy ulicy Młyńskiej.

kobieta wp.pl (http://kobieta.wp.pl/kat,62594,wid,8603706,wiadomosc.html?P%5Bpage%5D=1)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Emilianka w Grudzień 12, 2006, 07:08:57 pm
Polska edukacja seksualna pod lupą WHO (http://wiadomosci.onet.pl/1449164,12,item.html)

Specjaliści ds. zdrowia zaapelowali do państw europejskich o ulepszenie edukacji seksualnej dla młodych ludzi, zaznaczając, że na kontynencie istnieją wielkie różnice w sposobie nauczania w tej dziedzinie. Polska znalazła się na cenzurowanym WHO.

Edukacja seksualna jest obowiązkowa w większości krajów, lecz nie w Bułgarii, na Cyprze, we Włoszech, w Wielkiej Brytanii i w Polsce - napisano w raporcie zaprezentowanym w Kopenhadze.


"Zachęcamy wszystkie kraje członkowskie do okazania większego zainteresowania wychowaniem seksualnym" - powiedziała przedstawicielka europejskiego biura Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). WHO jest współautorem raportu przygotowanego wraz z europejską filią Międzynarodowej Federacji Świadomego Rodzicielstwa i uniwersytetem Lund w Szwecji.

W 94-stronicowym raporcie zwrócono uwagę, że programy edukacyjne powinny zawierać informacje, które pomagają młodym w podejmowaniu świadomych decyzji związanych z życiem seksualnym i "unikaniu nadmiernego koncentrowania się na stronach negatywnych i chorobach".

Zaznaczono, że podczas gdy wychowanie seksualne jest szeroko akceptowane w krajach skandynawskich i w Holandii, napotyka poważne przeszkody w takich krajach jak Czechy, Niemcy, Irlandia i Polska.

Przedstawicielka Federacji Świadomego Rodzicielstwa Vicky Claeys powiedziała, że w niektórych krajach na taki stan rzeczy ma wpływ religia.

W raporcie, który dotyczył 26 państw europejskich, podano, że wiek inicjacji seksualnej waha się między niespełna 16. rokiem życia (15,7) w Islandii a 18. na Słowacji.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Grudzień 15, 2006, 03:17:19 pm
Religia jak inne przedmioty


Religia i etyka w szkole ma być traktowana tak jak każdy inny przedmiot. To znaczy, że ocena z katechezy będzie wliczana do średniej i przesądzi o tym, czy uczeń dostanie świadectwo z czerwonym paskiem - pisze "Rzeczpospolita".

Nowy przepis zostanie najprawdopodobniej ogłoszony jeszcze zimą. A nowe rozwiązanie ministra Giertychaszukaj może obowiązywać już od nowego roku szkolnego. W MENszukaj powstaje rozporządzenie w tej sprawie. Religia będzie wliczana do średniej ocen i może wpłynąć na wynik na świadectwie.

Według "Rz", zapowiada się ostry spór. - Jak mamy traktować oceny z religii na równych prawach z innymi przedmiotami - denerwuje się Krystyna Łybacka z SLD. - Proszę spojrzeć w szkolne dzienniki. Oceny z religii są najmniej zróżnicowane, z góry na dół same czwórki i piątki. Katecheci dobrymi ocenami próbują zachęcać uczniów do uczestniczenia w tych lekcjach - dodaje.

To ona, będąc ministrem edukacji, w 2002 roku zdecydowała, że oceny z przedmiotów nadobowiązkowych - także z religii - nie mogą się liczyć do średniej. Wcześniej szkoły decydowały o tym same.

Kontrowersje budzi też program nauczania religii. W całości odpowiada za niego strona kościelna. - Jeżeli katecheci nie zostaną objęci ministerialną kontrolą, a programy nauczania religii wciąż będą zależały wyłącznie od potencjału intelektualnego uczących, to te propozycje ministerstwa będą dyskryminacją -uważa etyk z Uniwersytetu Warszawskiego Magdalena Środa.

Oponenci uważają, że choć religię w szkołach można zastąpić etyką, to w rzeczywistości zajęcia z tego drugiego przedmiotu nie odbywają się -brakuje nauczycieli.

interia (http://fakty.interia.pl/kraj/news/religia-jak-inne-przedmioty,847613,3)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Grudzień 18, 2006, 10:38:38 pm
Nauczyciele spoufalają się z uczniami (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3799171.html?nltxx=856991&nltdt=2006-12-18-09-05)
Dariusz Brzostek2006-12-17

Co drugi dzień z polskiej szkoły wylatuje nauczyciel - przez ostatnie dwa lata ponad 320. Broniąc się przed agresją uczniów, pedagodzy wchodzą z nimi w układy towarzyskie - piją, częstują narkotykami, uprawiają seks

Przykłady tylko z ostatnich tygodni szokują. W gdańskim liceum nauczycielka języka francuskiego uprawiała seks z uczniami, którzy byli zagrożeni z jej przedmiotu. Najgorszy uczeń osiem razy poprawiał ocenę w łóżku nauczycielki. We Wrocławiu 28-letnia nauczycielka angielskiego organizowała w swoim domu imprezy. Zbierała pieniądze na alkoholowo-narkotykowe libacje dla uczniów. W gimnazjum w Piekarach Śląskich pijaną nauczycielkę historii zatrzymali policjanci. Za zachowanie odpowie także przed sądem grodzkim.

W Szczecinie od kilku dni mówi się o nauczycielce, która zaprezentowała wdzięki w pisemku pornograficznym.

To o takich pedagogach mówił minister edukacji Roman Giertych, prezentując rządowy program "zero tolerancji": - To program zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli, którym szkoła nie odpowiada. Dla takich osób w szkole nie będzie miejsca - przekonywał.

Garść liczb: w ciągu dwóch ostatnich lat zawieszono w pełnieniu obowiązków lub wyrzucono ze szkół 321 nauczycieli. Niby mało - to promil wszystkich pedagogów - ale, niestety, czarne owce psują wizerunek całego grona nauczycielskiego.

Dr Marek Szopski, socjolog: - Między uczniem a nauczycielem tworzone są jakieś koleżeńskie więzi. To okazuje się zgubne, bo większość z tych "nowoczesnych" nauczycieli gubi się i po jakimś czasie zaczynają się kłopoty.

- Dawniej takie rzeczy były nie do pomyślenia - mówi hrabina Natalia Sobańska. - Nauczyciele odznaczali się dużą wiedzą i mieli szacunek u uczniów. Ale przede wszystkim był dystans między uczniem a pedagogiem. Dziś nie ma już takich postaci, żeby były autorytetami w szkole.

Spoufalanie się z uczniami nie podoba się także prezesowi Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomirowi Broniarzowi: - Młodzież ma podążać za przykładem nauczyciela, a nie nauczyciel ma schodzić do poziomu uczniów, bo wówczas wkraczamy w patologię szkolną.

I dlatego co chwila wybucha skandal. Czy jest sposób, jak temu zaradzić?
Tak - większa władza nauczyciela, wyposażenie go w narzędzia, które pomogą dyscyplinować młodych. Takie zapisy sa w programie "zero tolerancji". - Dzieci szanowane i traktowane poważnie będą odwzajemniały się nam dokładnie tym samym - mówi Sławomir Broniarz.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Grudzień 19, 2006, 11:58:16 am
I ma być matura z religii .

Będzie matura z religii i już! (http://www.superexpress.pl/se/index.jsp?place=subSpecial&news_cat_id=1585&news_id=132235&scroll_article_id=132235&layout=1&page=text&list_position=1)

Minister Roman Giertych postanowił

Pełną parą ruszyły przygotowania do egzaminu maturalnego z religii. Religię na maturze będzie można zdawać już w 2010 r.

- Sprawa jest już przesądzona - kategorycznie stwierdził Roman Giertych, wicepremier, minister edukacji narodowej. Podkreślił, że jego decyzja to wynik oczekiwań Kościoła katolickiego, a także uczelni, które mają wydziały teologiczne.

- Uczelnie z powodu braku możliwości zdawania matury z religii muszą organizować z niej egzaminy - przekonywał. Zapewniał ponadto, że jego decyzja to efekt wielu konsultacji środowiskowych. Nic o nich nie wie jednak Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Nikt z nami niczego nie konsultował, a mówienie ludziom, że sprawa jest przesądzona, to postawa pełna arogancji. A w ogóle to zły pomysł, bo religia to nie tylko daty i pojęcia, ale też kwestia wiary. A to już delikatna materia - uczula.

Kościół jest pomysłem zachwycony. Przewiduje, że podniesie się znaczenie religii w polskich szkołach, a także wzrośnie poziom jej nauczania. Zupełnie inne nastroje towarzyszą katechetom, którzy obawiają się organizacyjnego bałaganu i światopoglądowych nacisków:

- To dla nas obciążenie. A poza tym z czego egzaminować? Katecheza to przecież coś więcej niż znajomość Ewangelii czy dogmatów - mówi Anna Kozłowska, katechetka z Poznania. Propozycjom ministra edukacji ostro sprzeciwia się opozycja. Zapowiada się kolejna polityczna burza
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Grudzień 20, 2006, 08:14:33 am
W wątku 'Anoreksja, Bulimia, Ortoreksja (http://forum.darzycia.pl/tutaj-vp55341.html#55341) artykuł:

Anoreksja plagą wśród polskich gimnazjalistów >>> (http://forum.darzycia.pl/vp101549.htm#101549)
Katarzyna Piotrowiak, Katowice
2006-12-20

Od września do gliwickiego ośrodka leczenia nerwic trafiło 50 nastolatków. Diagnoza: anoreksja. - Ostatnio to już epidemia - mówi dr Iwona Sosnowska-Wieczorek, dyrektorka poradni psychologiczno-pedagogicznej w Katowicach.
Dziewczyny z katowickich gimnazjów odchudzają się grupami. - Najlepsza dieta? Nie jeść. Przecież nie będę robić sałatek, bo niby za co? - mówi ładna, bardzo szczupła blondynka. Podkrążone oczy, ręce jak patyki.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Grudzień 22, 2006, 09:09:25 am
No... można i tak  :roll:

Dyrektorka schowała urwisów przed wizytatorami (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3809519.html)

Dyrektorka ukryła uczniów przed wizytatorami, bo bała się, że jej szkoła źle wypadnie podczas kontroli - pisze "Metropol".

Według nauczycieli z Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Główczycach w Pomorskiem, dyrektorka szkoły Henryka Fugiel zamknęła ponad 40 gimnazjalistów w pracowni komputerowej, by ukryć ich przed "trójką Giertychań. Uczniowie byli odseparowani przez pięć godzin, pilnowali ich pedagodzy.

- Dyrektor dokonała selekcji na podstawie opinii zapisanych w dziennikach - powiedziała "Metropolowi" nauczycielka z zespołu szkół w Główczycach prosząca o anonimowość. - W ten sposób chciała zapobiec ewentualnemu kontaktowi "złych uczniów z wizytatorami. Chodziło też o to, by nie napisali nic kompromitującego w anonimowych ankietach, dotyczących szkolnych problemów.

Żeby uczniom się nie nudziło, pozwolono im grać na komputerach. Do toalety mogli wychodzić jedynie z opiekunem - dodaje nauczycielka. Te informacje potwierdzają również uczniowie.

W gdańskim kuratorium oświaty "Metropol" dowiedział się, że sprawę wyjaśniają wizytatorzy. - Nie rozumiem, dlaczego dyrektor szkoły miałaby tak postępować - mówi dr Anna Lis, pomorska wicekurator oświaty.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Grudzień 27, 2006, 09:58:34 am
Roman Giertych każe szkołom szukać uczennic w ciąży

Piotr Burda, Kielce2006-12-27

Uczennic, które były w ciąży bądź teraz w nią zaszły, na polecenie ministerstwa mają szukać szkoły w całej Polsce. Ręce opadają - komentują nauczyciele.

Ministerstwo Edukacji Narodowej rozesłało już ankietę, która ma pomóc w przygotowaniu raportu. Tuż przed świętami trafiła do dyrektorów liceów, gimnazjów i szkół podstawowych (dziewczynki z klas V-VI). Szkoła ma ustalić, ile dziewcząt zaszło w ciążę w ubiegłym roku szkolnym i przed dwoma laty oraz ile obecnie jest w stanie błogosławionym.

Z ankiety nie wynika jednoznacznie, czy chodzi o uczennice, które zaszły w ciążę i urodziły dziecko, czy także o przypadki poronień i usunięcia ciąży.

Ewa Mirowska, świętokrzyski wicekurator oświaty: - Raport ma zawierać informacje o uczennicach w ciąży. Nic więcej nie potrafię na ten temat powiedzieć.

W szkołach ankieta wywołała konsternację. Już kilka godzin po jej publikacji na stronie internetowej kuratorium było kilkadziesiąt wpisów. - Jeśli uczennica w ubiegłym roku skończyła naszą szkolę, to mam ją teraz sprawdzać, czy przypadkiem nie była wtedy w ciąży? - pyta jeden z dyrektorów. Kolejny pyta: - Jeśli ankieta ma być rzetelna, to trzeba dać nam aparat USG?

Nauczyciele zwracają też uwagę, że to są bardzo osobiste sprawy - przecież uczennice w III klasie liceum to w większości pełnoletnie osoby.

Nauczyciele dziwią się też, że minister zwraca się z tym pytaniem do nich. - Przecież każdy szpital prowadzi statystykę, w której określony jest wiek rodzącej - mówią.

Ewa Mirowska uspokaja: - Chodzi o to, by w związku z takimi sytuacjami, które przecież mają miejsce w szkołach, szczególną troską objąć przedmiot wychowanie do życia w rodzinie.

Na wypełnienie ankiet dyrektorzy mają czas do 8 stycznia 2007 r.
zródło (http://www.gazetawyborcza.pl/1,75478,3814002.html?nltxx=1721542&nltdt=2006-12-27-02-05)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Grudzień 27, 2006, 10:07:31 pm
Cytuj
Roman Giertych każe szkołom szukać uczennic w ciąży

Po to,aby otoczyć opieką uczennice

Giertych: ankieta ma pomóc uczennicom w ciąży
Ankiety rozesłane przez resort do dyrektorów szkół mają pomóc w tworzeniu rządowego programu pomocy uczennicom w ciąży - poinformował minister edukacji narodowej Roman Giertych.
więcej >>> (http://wiadomosci.onet.pl/1455879,11,item.html)
Tytuł: Nauczycielka pomaga w awansie
Wiadomość wysłana przez: sonia w Styczeń 05, 2007, 07:38:16 am
Nauczycielka pomaga w awansie (http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/nauczycielka-pomaga-w-awansie,854347,2943)

Kobieta przedstawiająca się jako nauczycielka z Giżycka za pieniądze przygotowuje innym nauczycielom dokumenty niezbędne do uzyskania awansu zawodowego - informuje "Gazeta Olsztyńska".

"Awans nauczycielom - sprawna, pełna dokumentacja" - to treść ogłoszenia, które ukazało się w jednym z lokalnych tygodników.
Dziennikarz "GO" zadzwonił pod podany numer telefonu. Odebrała kobieta. "Chodzi o papiery na nauczyciela dyplomowanego, czy mianowanego?" - zapytał dziennikarz.

"Pomogę ułożyć dokumentację na wszystkie stopnie awansu" - odpowiedziała kobieta. "Bo ja w imieniu żony dzwonię. Ona chce zostać mianowanym. Ile by to kosztowało?" - kontynuuje rozmowę dziennikarz.

"To zależy, czego żonie brakuje. Czy chodzi o plan rozwoju, czy o opis przypadku? Na przykład za opis biorę 100 zł" - wyjaśniła kobieta.

"Dobrze to pani zrobi? Ma pani dostateczne doświadczenie?" - dopytywał się dziennikarz. "Jestem nauczycielką z Giżycka. Sobie dokumentację sama zrobiłam, innym już też pomogłam" - zapewniła kobieta.

Warmińsko-mazurska kurator oświaty Jolanta Gregorczuk jest zbulwersowana sprawą. - To niewiarygodne! Jest mi wstyd, że nauczyciele robią takie rzeczy. Zgłoszę sprawę prokuraturze. Trzeba sprawdzić, czy nie doszło do popełnienia przestępstwa - zapowiada rozmówczyni dziennika.

- Z moralnego punktu widzenia samo dawanie takich ogłoszeń jest wysoce naganne. Jaki przykład daje się w ten sposób uczniom - podkreśla kurator.

Gazety wyjaśnia, że starający się o awans zawodowy nauczyciel musi przygotować m.in. tzw. opis przypadku pedagogicznego, w którym przedstawia, jak poradził sobie z indywidualnym problemem ucznia.

Gotowy opis od dawna można ściągnąć z internetu. Teraz okazuje się, że można go też kupić, dzwoniąc pod podany w ogłoszeniach prasowych numer.

- Jeśli wpłynie do nas zawiadomienie sprawdzimy, czy w tym przypadku doszło do przestępstwa. Może je popełnić zarówno osoba, która sporządza takie opracowania, jak i osoba, która przedstawia je, jako własne - mówi "Gazecie Olsztyńskiej" prokurator Mieczysław Orzechowski z olsztyńskiej Prokuratury Okręgowej.

Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Styczeń 05, 2007, 10:08:48 am
Małopolskie szkoły stracą miliony (http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3830354.html?nltxx=1077762&nltdt=2007-01-05-03-06)
Joanna Jałowiec2007-01-05

58 mln euro - tyle małopolskie szkoły mogą stracić na operacji Romana Giertycha, który odebrał przyznane regionom unijne dotacje na wyrównywanie szans edukacyjnych- To paranoja, żeby minister decydował o tym, czy mamy wydać pieniądze na teatrzyk czy zajęcia sportowe - komentują decyzję wicepremiera z LPR-u dyrektorzy krakowskich szkół.

Regiony dostały w sumie 700 mln euro w ramach nowego programu "Kapitał ludzki" (ma być realizowany do 2013 r). Dzięki unijnej dotacji szkoły z całej Polski miały szansę na spory zastrzyk gotówki przeznaczonej m.in. na zajęcia sportowe, dodatkowe godziny języka angielskiego czy dowóz na nie uczniów mieszkających z dala od szkoły. Niedawno minister edukacji zdecydował, że sam lepiej podzieli unijne pieniądze. Efekt? Niepotrzebna biurokracja, dodatkowe koszty i idące w miliony euro straty dla każdego województwa.

Ile oddamy do rządowej skarbonki

Jeśli na nasz region przypadało, zgodnie z przyjętym kluczem podziału między województwa, ponad 8 proc. tych środków, to łatwo przeliczyć, że straciliśmy ok. 58 mln euro (dla porównania Śląsk - 60 mln).

- Sprawa jest trudniejsza, bo program podzielono na część centralną i regionalną - zastrzega Józef Węgrzyn, dyrektor Departamentu Funduszy Strukturalnych. - Co więcej, w całości został powiększony o półtora miliarda euro, a jednocześnie zmieniono proporcje między częścią regionalną a centralną, wyraźnie preferując tę drugą. Nie jest to takie proste do wyliczenia, bo nie mamy wszystkich danych. Będzie to można dokładnie sprawdzić, kiedy pojawi się uszczegółowienie programu i dowiemy się, które zadania przesunięto na poziom centralny - tłumaczy.

O unijne środki już martwią się w wiejskich gminach. - Zatrudnilibyśmy instruktorów zajęć plastycznych, muzycznych, tanecznych, a w czasie ferii zimowych chcemy wozić biedniejsze dzieci na wycieczki, na basen czy do kina. Boimy się jednak, że jeśli pieniądze mają być kierowane z Warszawy, możemy się ich w ogóle nie doczekać - mówi Władysław Tomczyk z Samorządowego Ośrodka Kultury w Alwernii.

Dyrektorzy małych szkół i ośrodków uważają, że lepiej niż ministerialni urzędnicy wiedzą, czego potrzebują ich uczniowie.

- Organizując jakąkolwiek działalność, najpierw słuchamy lokalnej społeczeności. Wiemy, ile jest dzieci i czy interesują się sportem czy sztuką. Wiemy, jak racjonalnie wydać te pieniądze i jak je rozliczyć. Urzędnik, widząc stertę papierów, nie ma pojęcia o potrzebach, jakie się za tym kryją - tłumaczy Tomczyk.

Kto ma kasę, ten rządzi

Centralny rozdział kasy na wyrównywanie szans to problem nie tylko niewielkich gmin. Krakowscy dyrektorzy łapią się za głowę. - Trudno sobie wyobrazić, że przyjdą do mnie dzieci i powiedzą, że chcą mieć zajęcia z siatkówki, a ja będę w tej sprawie pisał wniosek do ministra. To absurd - denerwuje się Ryszard Sikora, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 36 w Krakowie.

Dotychczas szefowie szkół otrzymywali od miasta określoną pulę pieniędzy i sami decydowali, na co je wydadzą. Teraz obawiają się, że MEN nie będzie w stanie dostrzec konkretnych pomysłów, tylko zacznie dzielić pieniądze automatycznie. Krytykują też pomysł ministra, aby zajęły się tym kuratoria oświaty.

- Kuratoria od 1992 roku nie zajmują się finansami szkół, nie mają odpowiednich służb ani do dzielenia, ani do kontrolowania sposobu wydawania pieniędzy. Tymczasem odpowiedni pracownicy są już przecież zatrudnieni w samorządach - podkreśla Sikora.

Dla „Gazety Wyborczej” komentuje Teresa Starmach, członek Komisji Edukacji Sejmiku Województwa Małopolskiego: - Fundusze unijne umieją wydawać tylko powiaty i gminy. Ani kuratoria, ani MEN nie są do tego w ogóle przygotowane. Obawiam się, że te pieniądze zostaną zmarnowane albo pozostaną niewykorzystane. Ogromna liczba wniosków grozi tym, że nie będą rozpatrywane z należytą dokładnością. Decyzja ministra edukacji wcale nie prowadzi do wyrównywania szans, a centralizacja to fatalny pomysł. Moim zdaniem wcale nie spowoduje, że te pieniądze będą lepiej wydawane i trafią tam, gdzie są największe potrzeby.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Styczeń 07, 2007, 11:12:55 am
Rodzice niechętni wywiadówkom (http://ww6.tvp.pl/1740,20070104441201.strona)

Dobra współpraca nauczycieli z rodzicami pomaga walczyć z przemocą i agresją wśród uczniów. Tymczasem co piąty rodzic nie pojawia się w szkole dziecka na wywiadówkach – wynika z badań w ramach „Szkoła bez przemocy” ujawnionych przez „Rzeczpospolitą”.


Dziennik opisuje rezultaty badań podjętych w trzech tysiącach szkół w ramach kampanii „Szkoła bez przemocy” oraz ankiet, które naukowcy przeprowadzają właśnie w dwustu placówkach edukacyjnych.

Szkolna kooperacja dorosłych – nauczycieli i rodziców – w dziedzinie wychowawczej pozostawia wiele do życzenia. Wynika to z faktu, że zaledwie 55 proc. rodziców zawsze chodzi na wywiadówki. Aż 16 proc. nie pojawia się na nich wcale, a 15 proc. – sporadycznie.

Nauczyciele narzekają, że współpraca z opiekunami układa się źle. Tymczasem psychologowie przekonują, że nauczyciele nie są po prostu przygotowani do takiej kooperacji.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: sonia w Styczeń 08, 2007, 07:37:14 am
EDUKACJA ZMIENIĄ SIĘ STATUTY SZKÓŁ
Uczniowie będą musieli dbać o schludny wygląd
(http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=1875.2.62.2.17.3.0.1.htm)

ZMIANA PRAWA

Statuty szkół określą obowiązek należytego przygotowania się uczniów do lekcji, dbania o schludny wygląd i zasady używania przez nich telefonów komórkowych.

Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowało projekt nowelizacji rozporządzenia z dnia 21 maja 2001 r. w sprawie ramowych statutów publicznego przedszkola oraz publicznych szkół (Dz.U. nr 61, poz. 624). Ma on przygotować szkoły do wprowadzenia rozwiązań zawartych w resortowym programie Zero tolerancji dla przemocy w szkole.

Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, statuty szkół i przedszkoli określą zadania nauczycieli i innych pracowników, związane z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom na terenie placówek edukacyjnych. Statuty wszystkich szkół zostaną uzupełnione także o nowe obowiązki uczniów.

Będą oni musieli należycie przygotowywać się i aktywnie uczestniczyć w zajęciach oraz nie zakłócać ich przebiegu przez niewłaściwe zachowanie się. Każda nieobecność na lekcjach będzie wymagała pisemnego usprawiedliwienia w formie zaświadczenia lekarskiego lub oświadczenia rodziców (ewentualnie pełnoletniego ucznia). Dodatkowo przestrzegana będzie zasada, że wychowankowie muszą się odpowiednio zwracać do nauczycieli, innych pracowników oraz kolegów i koleżanek.

Nowe obowiązki uczniów obejmą także konieczność dbania o schludny wygląd, a w przypadku gdy w szkole wprowadzono jednolity strój uczniowski – również konieczność ich noszenia zgodnie z ustalonymi w placówce warunkami. Wychowankowie będą musieli przestrzegać ustalonych zasad korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych na terenie szkoły.

MEN proponuje także, aby zespoły szkół nie posiadały swoich imion. W opinii resortu powinny być one nadawane konkretnym szkołom, a nie jednostkom administracyjnym, jakimi są zespoły.

Projekt nowelizacji rozporządzenia został przekazany partnerom społecznym do konsultacji.

- Łukasz Guza, ZETA PRAWNA NR 5 (1875) 2007-01-08 > Praca

Vide także: RAPORT GP | EDUKACJA JAKIE ZMIANY CZEKAJĄ SYSTEM OŚWIATY W 2007 ROKU
Będą specjalne ośrodki, podwyżki i mundurki (http://www.gazetaprawna.pl/index.php?action=showNews&dok=1872.2.800.2.14.1.0.1.htm)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Styczeń 10, 2007, 11:51:34 am
Ile jeszcze będzie zmian ? :roll:

Nowy pomysł Giertycha: liceum o rok dłuższe (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3839736.html)

wys, IAR za "Gazetą Prawną"2007-01-10

PRZEGLĄD PRASY. Ministerstwo edukacji ma nowe pomysły na naprawę systemu oświaty w Polsce - pisze "Gazeta Prawna". Niewykluczone jest przedłużenie nauki w liceum o rok oraz wprowadzenie dofinansowania zakupu mundurków - donosi dziennik, który zamieszcza obszerny wywiad z szefem resortu oświaty Romanem Giertychem.

Minister edukacji opowiada w rozmowie z dziennikarzem "Gazety Prawnej" o swoich planach na rok 2007. Jego zdaniem należy przeprowadzić referendum w sprawie programu "Zero tolerancji dla przemocy w szkole". Jeżeli referendum okaże się niekorzystne dla Giertycha, potwierdza on, że poda się do dymisji.

Roman Giertych ma też zamiar poprosić marszałka Sejmu Marka Jurka o przyspieszenie pracy nad programem "Tani podręcznik". Sejm - zdaniem ministra - wstrzymuje uchwalenie ustawy w tej sprawie. Roman Giertych uważa, że w parlamencie powinny się też znaleźć pieniądze na dofinansowanie obowiązkowych mundurków szkolnych. Prawo do takiego dofinansowania uzyskałyby najuboższe rodziny.

Lider LPR powiedział też "Gazecie Prawnej", że niewykluczone jest wprowadzenie dodatkowego roku nauczania w liceum. 4-letnie licea miałyby funkcjonować, jeżeli obowiązek uczęszczania do pierwszej klasy podstawówki zostanie wprowadzony od 6. roku życia, a nie jak obecnie - od 7. W ten sposób uzyskany rok przeznaczy się na liceum - powiedział minister edukacji.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Styczeń 13, 2007, 01:05:21 am
Propozycje zmian, jakie znalazły się w rządowym projekcie,nie tylko mundurki szkolne

Sejm "przyjrzał się" szkolnym mundurkom  (http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8686151&rfbawp=1168643438.717&ticaid=13079)

Wszystkie kluby parlamentarne z wyjątkiem LPR opowiedziały się za skierowaniem do dalszych prac w sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży rządowego projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty, która m.in. proponuje możliwość wprowadzenia mundurków do szkół. Liga zwróciła się o skierowanie projektu do Komisji Nadzwyczajnej "Solidarne Państwo".

Propozycje zmian, jakie znalazły się w rządowym projekcie to m.in. wprowadzenie monitoringu w szkołach, obowiązek instalacji programów filtrujących w komputerach szkolnych oraz możliwość wprowadzenia mundurków. Po południu w Sejmie rozpoczęło się pierwsze czytanie tego projektu.


Projekt przewiduje też zagwarantowanie nauczycielom podczas pełnienia obowiązków służbowych ochrony przewidzianej w Kodeksie karnym dla funkcjonariuszy publicznych.

Zgodnie z projektem w szkołach ma być wprowadzony monitoring. Szkoły mogą zostać zobligowane do instalowania i aktualizowania w komputerach oprogramowania, zabezpieczającego przed dostępem w internecie "do treści, które mogą stanowić zagrożenie dla prawidłowego rozwoju psychicznego uczniów". Minister mógłby nałożyć taki obowiązek tylko w przypadku, gdyby zagwarantował szkołom możliwość nieodpłatnego korzystania z oprogramowania zabezpieczającego.

W projekcie proponuje się również, aby dyrektor szkoły po zasięgnięciu opinii rady rodziców decydował o wprowadzeniu lub nie - mundurków dla uczniów. O tym jak mają wyglądać mundurki i kiedy uczniowie mają obowiązek je nosić, będą decydować wspólnie dyrektor i rada.

Wicepremier, minister edukacji Roman Giertych zapowiedział, że LPR złoży poprawkę do projektu, zgodnie z którą mundurki miałyby być obligatoryjne w szkołach podstawowych i gimnazjach.

Zgodnie z projektem, rady rodziców mają być obligatoryjnie tworzone w szkołach publicznych; rady pedagogiczne mają w szkole raz na cztery lata wybierać jeden podręcznik do danego przedmiotu.

Nowelizacja zakłada ponadto, że przygotowanie i przeprowadzanie egzaminów eksternistycznych przekazane ma zostać Centralnej Komisji Egzaminacyjnej i okręgowym komisjom egzaminacyjnym.

Jednocześnie egzaminy eksternistyczne, jako sposób uzyskiwania świadectwa ukończenia szkoły, ograniczone będą tylko do szkół, które prowadzą kształcenie ogólne, czyli szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum ogólnokształcącego.

W projekcie znalazły się także zapisy umożliwiające niepublicznym poradniom psychologiczno-pedagogicznym prowadzenie zajęć, mających na celu przygotowanie do nauki w szkole dzieci niepełnosprawnych (obecnie takie zajęcia mogą prowadzić tylko poradnie publiczne).

Zaproponowano również taką zmianę składu komisji przeprowadzającej konkurs na stanowisko kuratora oświaty, by wzmocnić głos administracji rządowej - ma być więcej przedstawicieli ministra edukacji i wojewody. Zwiększona ma też być rola organizacji harcerskich w życiu szkoły. (reb)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Ulka w Styczeń 27, 2007, 10:03:18 pm
Od przyszłego roku mniej uczniów w klasach

Renata Czeladko 2007-01-26
 
22 uczniów w podstawówkach, 26 w gimnazjach i 28 w szkołach ponadgimnazjalnych - tyle mają według planów biura edukacji liczyć pierwsze klasy w nowym roku szkolnym.
Andrzej uczy się w 19-osobowej klasie Międzynarodowego Prywatnego Liceum przy Witkiewicza. Uważa, że to idealna liczba uczniów: - W gimnazjum było nas 30 osób w klasie. Na lekcjach harmider. Nauczyciel co chwila przerywał, by przywołać kogoś do porządku. Teraz więcej mogę zapamiętać z lekcji. W klasie nie tworzą się grupki, wszyscy się dobrze znamy - opowiada. Uczył się też w prywatnym technikum menedżerskim, gdzie były dwie osoby w klasie: - To już przesada. Przypominało to bardziej korepetycje niż lekcje - ocenia.

Komfort uczenia się w małych klasach znają tylko uczniowie szkół płatnych, w publicznych jest ich nawet po 35 w klasie. Miasto chce to zmienić.

Ścisk to pieniądz

Klasy są liczne, bo szkoły dostają tyle pieniędzy, ile mają uczniów (koszt utrzymania ucznia w podstawówce na 2006 rok wyliczono na 4900 zł, w gimnazjum 5150 zł, w liceum na 4800 zł). Im więcej osób, tym więcej pieniędzy na utrzymanie placówki.

- Za to tym trudniej dotrzeć do ucznia. W 30-osobowej klasie trzeba mieć oczy dookoła głowy. Uczniowie muszą więcej pracować sami, nauczyciel nie podejdzie do każdego - mówi Andrzej Wyrozmebski, dyrektor gimnazjum przy Twardej.

Jest też ciasno. Sale w nowoczesnym liceum im. Herberta na Białołęce budowane były na 30 osób. Teraz uczy się w nich po 32 uczniów. - Dostawiliśmy dodatkowe ławki - opowiada Alicja Małecka-Mierzwa, dyrektorka Zespołu Szkół nr 106.

Miliony na odchudzanie

Według planu biura edukacji od nowego roku szkolnego podstawówki mają przyjmować od 22 do 24 uczniów, gimnazja od 26 do 28, a szkoły ponadgimnazjalne od 28 do 32. Biuro wyliczyło koszt zmniejszenia liczby uczniów na ok. 10 mln zł. Teraz przedstawi pomysł prezydentowi miasta.

Pieniądze nie były przewidziane w budżecie na 2007 rok. A oświata już pochłania ok. 2 mld zł. Jednak Jolanta Lipszyc, dyrektorka biura edukacji, wierzy, że prezydent i radni zaakceptują dodatkowy wydatek. - 10 mln to niewiele w porównaniu z kosztami, jakie trzeba ponosić, by wyrównać szanse edukacyjne i zaniedbania wychowawcze dzieci, do których nauczyciel nie dotrze w dużej klasie - mówi Jolanta Lipszyc.

Jednak radni mają wątpliwości. Wojciech Starzyński (PiS), szef komisji edukacji, choć jest zwolennikiem mniejszych klas, upomina, że trzeba patrzeć na realia. - W poprzedniej kadencji szacowaliśmy ten koszt i wydatki przekroczyły 10 mln zł rocznie - twierdzi. Zwraca uwagę, że z prognoz wynika, że liczba dzieci w szkołach znów wzrośnie. W 2012 będzie ok. 60 tys. dzieci w wieku przedszkolnym (teraz ok. 40 tys.). Małe klasy będą jednym z ważniejszych tematów dyskusji na najbliższych komisjach edukacji.

Ile uczniów w klasie

Renata Czeladko: Ile powinno być uczniów w klasie?

Dr Barbara Murawska z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego: Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Badania amerykańskie pokazują, że od ilości uczniów zależy efektywność nauczania. Im mniej uczniów, tym lepiej. Z kolei badania w Korei i Japonii mówią, że liczebność nie ma znaczenia. Tam klasy liczą 40 i więcej uczniów i mają bardzo dobre wyniki.

Skąd ta rozbieżność?

- Z różnic kulturowych. Dzieci na Wschodzie wychowywane są w poczuciu większego obowiązku, mają inne poczucie dyscypliny.

A jak duża powinna być klasa w naszych warunkach?

- Mniej więcej 20-osobowa. Wtedy nauczyciel jest w stanie objąć całą grupę wzrokiem, nawiązać z każdym kontakt. Uczniowie nabierają poczucia, że nauczyciel do każdego zwraca się indywidualnie. Nawiązują się osobiste relacje. To bardzo ważne, bo pracę wychowawczą buduje się przecież na indywidualnym kontakcie. Uczeń przestaje być anonimowym numerem z ponad 30-osobowej masy. W klasie powyżej 24 osób objęcie nauczaniem wszystkich staje się niemożliwe. Kontakt z nauczycielem pogarsza się.

Zatem pomysł, by w gimnazjach zmniejszyć klasy do 26-28, a w liceach do 28-32, niewiele zmieni.

- To bardzo dobry kierunek zmian. Teraz zdarzają się gimnazja, gdzie jest po 35, a nawet więcej osób w klasach. To główne źródło kłopotów wychowawczych. To przecież tłum ludzi, który w klasie prowadzi grę z nauczycielem.

Gazeta Wyborcza 26.01.2007r
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Styczeń 28, 2007, 12:35:55 pm
Sposób na gołe brzuszki

Dyrektor kołobrzeskiego gimnazjum nr 1 wygrała wojnę z gołymi pępkami w szkole.

Pomogły... fartuszki i to tylko dwa, noszone na przemian przez zbyt obnażone uczennice. Okrzyczane przez uczniów jako obciachowe, fartuszki typu biedronka szybko sprawiły, że nagie pępki znikły ze szkolnego korytarza - pisze "Super Express".

Zwycięską batalie z pępkami stoczyła Lidia Mikołajek (44 l.). Uderzyła w najczulsze miejsce, poczucie estetyki. Patentem na odkryte pępki chętnie dzieli się z kolegami po fachu. - Myślałam, co by tu zrobić, żeby dziewczynom goliznę przykryć. Założenie takiego jak mówią uczniowie - "sierotowatego" fartuszka skutkuje od razu. Dla dziewczyny to wstyd, by na siebie włożyć - mówi pani dyrektor. - Teraz przemycić pępek na lekcje ryzykują tylko nieliczne. A wtedy powiem: Biedronka czeka i po 5 minutach dziecko wygląda jak należy. Dziewczyny wolą pożyczyć sweterek od koleżanek niż założyć taki fartuszek - opisuje skuteczność pomysłu Lidia Mikołajek.

Dyrektor obawiała się, jak do pomysłu odniosą się rodzice. Ci jednak od razu przyklasnęli fartuszkom. A uczniowie? Z pępkiem na wierzchu do szkoły przychodzić już nie chcą.

- Szkoła to nie plaża. Nie mam czego żałować, bo nigdy się tak nie ubierałam - mówi Agnieszka Marcinowska (16 l.) z 3c. - Koleżanka, która założyła fartuszek, była załamana. Stwierdziła, że więcej pępka nie odsłoni.

Fartuszki fartuszkarni, pępki pępkami, ale pomysł wicepremiera Giertycha wprowadzenia ujednoliconych mundurków dla wszystkich uczniów nie wywołuje już entuzjazmu pani dyrektor: - Za rozporządzeniem powinny iść pieniądze dla tych rodzin, których na mundurki nie stać. Inaczej będzie przepychanka. A przecież nie wyprosimy z lekcji ucznia, który nie przyjdzie w mundurku. Przecież on też chce realizować obowiązek oświatowy - mówi Lidia Mikołajek "Super Expressowi".



interia.pl (http://fakty.interia.pl/kraj/polska_lokalna/zachodniopomorskie/news/sposob-na-gole-brzuszki,863803,224)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Styczeń 29, 2007, 11:19:26 am
W szkołach bez telefonów



Włoski minister oświaty Giuseppe Fioroni zaapelował do nauczycieli o wprowadzenie absolutnego zakazu korzystania z telefonów komórkowych w czasie lekcji i surowo karali uczniów za jego złamanie. O apelu ministra pisze w poniedziałek dziennik "Corriere della Sera".

Szef resortu podkreśla, że w tej sprawie niepotrzebne jest wydawanie specjalnego rozporządzenia, gdyż istnieją już odpowiednie przepisy, zabraniające zachowań, które uniemożliwiają prowadzenie lekcji i są sprzeczne z celami dydaktycznymi.

Teraz zdaniem ministra nadszedł czas, by zacząć egzekwować ten zakaz. "Musimy zmobilizować uczniów i nauczycieli do zerowej tolerancji" - mówi Fioroni, cytowany przez największą włoską gazetę.

Warto podkreślić, że apel ministra oświaty nie wynika wyłącznie z chęci zapewnienia spokojnego przebiegu lekcji, ale jest przede wszystkim reakcją na opisane ostatnio przez media liczne przypadki chuligańskich zachowań w klasach, w których uczniowie posłużyli się telefonami komórkowymi.

W technikum w Turynie kilku nastolatków znęcało się psychicznie i fizycznie nad kolegą dotkniętym zespołem Downa, a swoje skandaliczne wybryki nagrali telefonem komórkowym i umieścili film w internecie. Sprawą zajęła się prokuratura, uczniowie zostali surowo ukarani, a film skonfiskowano.

Z kolei w innej szkole w zeszłym tygodniu dwoje 15-latków w czasie przeznaczonym na zebranie uprawiało seks na oczach kolegów z klasy, którzy wszystko nagrali przy pomocy swoich telefonów.

Być może zakaz korzystania z telefonów komórkowych w klasach zostanie w przyszłości wprowadzony na mocy specjalnej ustawy. Jej projekt złożyła partia Zielonych.

Według opublikowanej statystyki aż 98,7 procent włoskich uczniów w wieku od 12 do 19 lat ma telefony komórkowe. W grupie wiekowej od 7 do 11 lat "komórki" ma 54 procent dzieci.


interia (http://fakty.interia.pl/swiat/europa/news/w-szkolach-bez-telefonow,864205,3280)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: balbina w Luty 01, 2007, 02:11:30 pm
Z zaciekawieniem przeczytałam post Ulki - artykuł o zmniejszeniu ilości dzieci w klasach. Uważam, że ilość uczniów w klasach jest zbyt duża żeby dobrze uczyć i wychowywać. Uczeń jest jednym z 30 . Ale niestety znowu zapomniano o szkolnictwie specjalnym. Ja pracuję w szkole specjalnej i uważam że liczba uczniów 16 jest zbyt wysoka- wszyscy upośledzeni . U nas klasy niestety liczą po tylu uczniów albo i więcej czasami, bo przecież w ciągu roku dochodzą uczniowie. Nawet jest tak że dzieci z klasy I i II są polączone, bo na początku roku było "tylko" po 8 dzieci w klasie i nie można było utworzyć dwóch oddzielnych klas. Uwaam że to skandal. My nauczyciele w klasach dla lekko upośledzonych nie mamy pomocy nauczyciela, a dzieci są naprawdę różne, nawet takie , które nie sygnalizują swoich potrzeb. Inaczej jest w integracji. Tam na 18 dzieci w klasie jest 5 niepełnosporawnych i dwie nauczycielki. To też są trudne warunki ale o wiele łatwiej dotrzeć do dziecka, pomóc mu indywidualnie niż w klasach w szkole specjalnej. Od wielu lat nic się nie dzieje w szkolnictwie specjalnym co poprawiałoby sytuację i wyrównywało szanse dzieciom upośledzonym. :(
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Luty 01, 2007, 03:53:36 pm
Balbina-u mojej Marty w szkole klasy mają najwięcej 8 -ro uczniów,kiedy w pewnym roku dyrektorka szkoły chciała połączyć klasę wychowawczyni Marty się na to nie zgodziła więc powstała jeszcze jedna klasa tym sposobem.Z moich informacji co prawda w naszej szkole wychowawca ma prawo odmówić łączenia klas.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: balbina w Luty 01, 2007, 05:31:28 pm
To ta wychowawczyni to szczęściara. Ja w ubiegłym roku miałam taką właśnie klasę łączoną i nic nie miałam do powiedzenia. Klasa dla lekko może powstać od 10 dzieci - takie są przepisy i u nas się ich trzyma i pani dyrektor i pani inspektor w wydziale. Co prawda przepis mowi że może być obniżona ilość dzieci o 2 jeśli jest upośledzenie i jeszcze coś np. autyzm, głuchota itp. ale u nas nikt z tego nie skorzystał. Pracowałam z 17 dzieci - 8 klasa II i 9 klasa I . W tym roku pracuje w klasie łączonej inny nauczyczyciel. Ale chyba nie muszę nikomu mówić z jaką to jest krzywdą dla dzieci., zarówno dla pierwszaków jak i dla 2klasistów. A może są jakieś przepisy, które regulują kwestię  łączenia klas a ja niestety o nich nie wiem? Proszę o podpowiedzi.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Luty 01, 2007, 07:26:11 pm
Witam Cię balbina serdecznie na forum  :D

Rzeczywiście sytuacja dzieci jak i Was nauczycieli nie dopozadroszczenia w tak licznej klasie,w przypadku tylko jednego naucz.
 Troszkę się zdziwiłam,wiedząc,że tak jak w przypadku ilonadory,jest parę dzieci tylko w klasie Jej córki,o czym Ilonka już wspomniała.
Inna jest sytuacja w klasie intergracyjnej,a jak jest tu od strony prawnej, w Twoim przypadku ,nie mam pojęcia.
Napewno jest coś, co powinno regulować kwestię ilości dzieci w klasie,czy łączenia klas.
Trudno jest dotrzeć do dziecka,zwłaszcza jak pracuje tylko jeden nauczyciel,a dzieci kilkanaście  :(
Jak piszesz przepis jest.
balbina jest taki temat z przepisami prawnymi.
Może jeszcze ktoś będzie potrafił podpowiedzieć ?
Natomiast zapraszam do poszperania tutaj
http://forum.darzycia.pl/topic,40.htm
 PRZEPISY EDUKACYJNE
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: ilonadora w Luty 01, 2007, 08:00:15 pm
Cytat: "balbina"
Co prawda przepis mowi że może być obniżona ilość dzieci o 2 jeśli jest upośledzenie i jeszcze coś np. autyzm, głuchota itp. ale u nas nikt z tego nie skorzystał. .


Balbina u Marty w klasie jest moja Marta z zD a drugia Karolinka z autyzmem to fakt -po za tym klasa liczy 5-ro uczniów ,pozostała trójka całkiem fajnie się rozwija a i tak wychowawczyni nie pozwoliła klasę połączyć co więcej żadem z wychowawców w szkle nie pozwala sobie mieć klasy większej niż 8-ro uczniów po za tym odkąd Marta chodzi do szkoły a jest w 6 klasie (z tym,że raz całą klasę pozostawiliśmy by powtarzały jeden rok ) nie było klasy większej niż 10-ro uczniów ,wychowawcy zasłaniali się nie tylko przepisami,ale również dotarciem do dzieci,więc wiem,że ta sprawa jest do dogadania być może zależy to też od dobrej woli ,czy wyrozumiałości dyrektora.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Luty 01, 2007, 08:18:17 pm
Za uczniem idą pieniążki i może tu tkwi sedno sprawy?
Przepis sobie,a decyzje dyrektora są dlatego inne ?
W linku wyżej (PRZEPISY EDUKACYJNE) są podane
Akty prawne regulujące sprawy kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/5169

Tu coś jest ( nie wiem co )na temat kształcenia specjalnego.
Wrzucę link narazie tu
Strona 27 punk 3
http://praca.ffm.pl/doc/sprawozdanie.pdf
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: balbina w Luty 01, 2007, 08:20:42 pm
Myślę że przede wszystkim zależy to od dyrektora i jego argumentów za tym aby nie było klasy łączonej . Mnie nikt o zdanie nie pytał, tylko mnie powiadomiono ,że  w organizacji jestem przewidziana do klasy łączonej. Wiem że jest wiele takich klas, ale łączna liczba dzieci w innych szkołach nie przekracza 10. Wszystko było zgodnie z przepisami - do klasy I zapisanych było 8 dzieci a do klasy II - 6 tylko już po miesiącu przybyło dzieci i powstała klasa 17 osobowa. Prosiłam o podział klasy na 2 semestr jednak usłyszałam że to niemożliwe i tak ciągnęłam do końca. Najbardziej to mi szkoda dzieci, bo klasa I i II to najważniejsze klasy, wtedy dzieci najwięcej przyswajają. Ale jak zawsze liczą się pieniądze a nie dzieci. My nauczyciele możemy stawać na głowie ale musi też chcieć druga strona. Przykre to ale prawdziwe.
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Luty 05, 2007, 11:03:31 am
:puppydogeyes:  :puppydogeyes:  :puppydogeyes:

Program "Zero tolerancji" wśród przedszkolaków?  (http://serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,51805,3888647.html)
Piotr Burda2007-01-31

Agresja jest nie tylko w szkołach, ale i w przedszkolach. Tak uznało nasze kuratorium i postanowiło zbadać pod tym kątem nasze przedszkola. - Tam właśnie zaczyna się agresja - mówi Ewa Mirowska, świętokrzyski wicekurator oświaty. Pomysł krytykują nauczyciele.

Pierwsi wizytatorzy odwiedzili już kieleckich przedszkolaków. Na razie przychodzą sami. Rozmawiają z dziećmi i nauczycielami. - Jeśli będzie taka potrzeba, to wejdzie również policjant - mówi Mirowska. Zaznacza, że ten pomysł został zaakceptowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, a kontrole prowadzone są w ramach nadzoru pedagogicznego prowadzonego przez wizytatorów. - To, że są one w tym samym czasie co zaproponowany przez ministerstwo program "Zero tolerancji", nie ma znaczenia. Udowodnimy, że agresja często zaczyna się właśnie w przedszkolach - zapowiada Mirowska.

To właśnie w ramach programu "Zero tolerancji" tzw. dwójki Giertychowe, czyli patrole złożone z przedstawicieli kuratorium i policji, pod koniec ubiegłego roku kontrolowały gimnazja. Na spotkaniach z uczniami i rodzicami pytali o zjawiska agresji i przemocy. Teraz takie zespoły mają sprawdzić szkoły podstawowe i ponadgimnazjalne.

Ale tego, że te kontrole zaczną się też w przedszkolach, nikt się nie spodziewał.
Większość dyrektorów kieleckich przedszkoli wczoraj nic nie wiedziała o czekających je wizytach i nie dowierzała, że ogóle się one odbędą.

Zaskoczeni są też policjanci, którzy razem z wizytatorami kuratorium odwiedzają szkoły.

- Nawet trudno mi sobie wyobrazić, jak miałyby wyglądać takie spotkania z małymi dziećmi - mówi Barbara Zygmunt z Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach, nadzorująca program "Zero tolerancji dla przemocy w szkołach".

W innych województwach przedszkolom dano spokój. - Nie chodzimy po przedszkolach, bo prawo od nas tego nie wymaga - mówi Henryk Janus z kuratorium oświaty w Katowicach.

Podobnie jest na Podkarpaciu. - Odwiedzamy te placówki, gdzie są największe problemy. U nas przedszkola są wolne od wizytacji - mówi Jerzy Cypryś, podkarpacki wicekurator oświaty, i nie kryje zdziwienia świętokrzyskim pomysłem.

Sprawdziliśmy w ministerstwie. Przedszkoli nie ma na liście placówek objętych kontrolą. - To nie znaczy, że nie dochodzi tam do aktów agresji. Mamy przypadki dzieci, które terroryzują inne dzieci, przeklinają, biją się - tłumaczy Mirowska.

Emilia Wojdyła, dyrektor wydziału wychowania przedszkolnego, kształcenia podstawowego i gimnazjalnego świętokrzyskiego kuratorium oświaty, nie ma wątpliwości, że akcja się odbędzie.

- Do 30 kwietnia odwiedzimy wszystkie nasze przedszkola - twierdzi.

Kto miał być objęty programem "Zero tolerancji dla przemocy w szkole"?

Uchwała nr 186/2006 Rady Ministrów w sprawie działań przeciw przemocy w szkołach i placówkach oświatowych mówi, że przegląd i oceny należy przeprowadzić: w szkołach, placówkach oświatowo-wychowawczych, w tym schroniskach młodzieżowych oraz młodzieżowych ośrodkach wychowawczych.

Jak nauczyciele komentują pomysł kontroli w przedszkolach

"A jak Jaś rąbnie Stasia łopatką - to agresja w sam raz do poprawczaka"

Marek Pleśniar

"W moim przedszkolu będą w lutym. Podzielę się uwagami, najbardziej boję się o te bezpruderyjne stosunki międzyludzkie, ponieważ Natalka z grupy 3-latków bije się z Olą o chłopaków, których obie kochają"

cewi

"Rewelacyjny pomysł! Tylko nie wiem, jak wytłumaczę, że dzisiaj Hubert zachował się agresywnie i potargał rysunek Maćkowi?"

anikad

"Panie od maluchów będą oskarżone o molestowanie podczas przebierania dzieci na leżakowanie. Na samą myśl o rozmowie z dzieciakami włos się jeży, znając fantazję niektórych, to może się okazać, że piją, palą i się narkotyzują, bo o miłościach i ciążach to już nawet nie wspomnę"


macia

(wpisy pochodzą z forum Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty)
Tytuł: Artykuły - Nowości szkolne
Wiadomość wysłana przez: Gaga w Luty 05, 2007, 05:58:49 pm
Strasburg wyda wyrok na krakowskie matury
Olga Szpunar2007-02-04

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu zajmie się sprawą krakowskich nauczycieli, którzy jako jedyni w Polsce przegrali proces o wynagrodzenia za pracę przy maturach 2005
Sprawę do Strasburga skierowało 14 nauczycieli z VIII i I LO w Krakowie. Właśnie dostali odpowiedź, że została zakwalifikowana do rozpatrzenia. Niezależnie od nich skargę na wyrok krakowskiego sądu wysłało też ośmiu nauczycieli z II LO. Wyroki w ich sprawach zapadły później, dlatego nie mogli dołączyć do wniosku kolegów z "ósemki" i "jedynki".

- Kiedy przyszła wiadomość, że Strasburg zajmie się naszą sprawą, bardzo się ucieszyłam. Mam nadzieję, że wreszcie doczekamy się sprawiedliwości - mówi Katarzyna Miezian, polonistka z VIII LO.

Białystok, Krosno, Poznań, Piła, Łomża - we wszystkich tych miastach sądy uznały, że nauczycielom należą się dodatkowe pieniądze za egzaminowanie maturzystów w 2005 roku. Sąd w Krakowie jako jedyny w Polsce był innego zdania, przytaczając - zdaniem nauczycieli - absurdalne uzasadnienie: praca przy maturach jest obowiązkiem nauczycieli i należy do zadań statutowych szkoły, a że nie jest pracą dydaktyczną - ponieważ maturzysta nie jest już uczniem szkoły, tylko absolwentem - nie należą się za nią dodatkowe pieniądze.

Wyrok zapadł w ubiegłym roku (nauczyciele składali pozwy indywidualnie, więc sprawy rozpatrywane były w różnych terminach) i wprawił krakowskich pedagogów w osłupienie. Nie mogli zrozumieć, jak to możliwe, że w tej samej sprawie mogą zapaść różne wyroki w różnych miastach. Rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie tłumaczył, że każde miasto indywidualnie potraktowało sprawę wynagrodzeń, dlatego wyroki mogą być odmienne. Na przykład Piła za pracę p