Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii  (Przeczytany 159682 razy)

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #150 dnia: Listopad 30, 2007, 10:36:53 am »
Dyscyplina w szkole



W USA co roku 1.5 mln uczniów dostaje rózgi w szkołach. Zgodnie z prawem. W Kenii nauczyciele zapisują w dzienniku ile razy dali w skórę uczniowi. W Polsce dyscyplinują mniej brutalnie, bardziej pomysłowo.

25% nauczycieli chciałaby powrotu kar cielesnych do szkół


Na filmie „masakra w szkole” na youtube.com, nastolatek brutalnie kopie, uderza torbą, tablicą w sumie kilkunastu uczniów. Podobnych filmów jest więcej - uczniowie techników, liceów chwalą się swoim chamskim zachowaniem. W badaniach dr. Jacka Pyżalskiego z Uniwersytetu Łódzkiego, aż 92% nauczycieli przyznaje: z dyscypliną jest coraz gorzej w polskich szkołach. Uczniowie ignorują polecenia nauczyciela, w jego obecności klną na głos, biją się, wychodzą bez pozwolenia z klasy, niszczą meble. Na szczęście zdarza się to rzadko.

Najbardziej rozwydrzeni są na religii. Na forum internetowym uczennica jednej ze śląskich szkół, opisuje, jak to podczas religii chłopak celował katechizmem do kosza. Trafił raz. Potem ksiądz zrobił aferę. Utrzymanie dyscypliny na religiach to tak duży problem, że katecheci debatują na ten temat na specjalnie temu poświęconych konferencjach. Jak nauczyciele temperują uczniów?

Będziesz schludnym

Jeśli wygląd licealisty odbiega od normy, standardowo idzie na rozmowę z wychowawcą, dyrektorem, czy rodzicami. Czasami represje są ostrzejsze.

W jednym z podpoznańskich liceów uczeń zaczął nosić irokeza. Dyrekcja kazała mu doprowadzić włosy do ładu. Załamany licealista zwrócił się o pomoc do społecznego rzecznika praw ucznia, Macieja Osucha. –Wspierałem go w walce, bo to był porządny uczeń, nie jakiś chuligan – opisuje Osuch. Chłopak jednak uległ dyrekcji – zlikwidował „irka”.

2 lata temu, dyrektorka szkoły w Goczałkowicach zmusiła do ścięcia dredów kilkoro uczniów. Najbardziej opornego, przy asyście dwóch policjantów, zawiozła do fryzjera, gdzie obcięto mu włosy. Rozpętała się medialna afera. W lubelskim III LO, dyrektorka chciała wyrzucić ze szkoły maturzystę, który przyszedł na próbną z irokezem na głowie. Według dyrektorki, swoją fryzurą nie przynosił chluby tej renomowanej szkole - donosiła GW. W Technikum Elektrycznym w ZSE nr 2 w Krakowie dyrekcja interweniuje, gdy uczeń przyjdzie w porozrywanych spodniach, glanach wybitych cekinami, czy wyzywających strojach. -Niektórzy dyrektorzy czują się jak bogowie i działają poza prawem – komentuje Maciej Osuch.

Komórka – narzędzie szatana


Kolejny front starć to używanie komórek. Tym, którzy odbierają smsy, piszą je, rozmawiają przez telefon w czasie lekcji, nauczyciele zabierają aparaty. Oddają po lekcji, czasami dopiero rodzicom.

-Często szkoły w ogóle zakazują korzystania z telefonów na terenie szkoły, a nawet wnoszenia ich!- alarmuje Maciej Osuch. Do rzecznika zgłaszali się uczniowie, którym nauczyciele wielokrotnie zabierali komórki, gdy ci korzystali z nich na przerwach. Bo wedle statutów, gdy uczeń wchodzi na teren szkoły, telefon ma być wyłączony. Na terenie Technikum Elektrycznego w ZSE nr 2 w Krakowie, nastolatkowie nie mogą używać komórek ani kamer.

Dr Pyżalski uczy nauczycieli metody niewerbalnej. Jeśli uczeń korzysta z telefonu podczas lekcji, nauczyciel wskazuje dyskretnie palcem na telefon, nic nie komentując. Jeśli licealista nie zareaguje, belfer robi to po raz drugi, ale w bardziej wyraźny sposób. Kiedy i to nie da rezultatu, nauczyciel wreszcie prosi, by uczeń schował komórkę. –Raz na 10 razy pedagog dochodzi do 3 etapu – zachwala metodę Pyżalski.

Rzecznik Praw Ucznia i Rodzica Krzysztof Olędzki podkreśla, że uczeń ma prawo nagrywać przebieg lekcji, jeśli tym nie zakłóca jej przebiegu.

Gimnazjalny rygor

W szkołach średnich sytuacja jest wspaniała w porównaniu z podstawówkami czy gimnazjami. Tam wynajdują bardzo wyrafinowane metody walki z niesubordynacją. W Halinowie obniżono zachowanie zarówno uczniom, którzy znęcali się nad babcią, jak i tym, którzy tylko się temu przypatrywali. Kara była za „niepomaganie”. Był pomysł, by uczniowie Gimnazjum nr 95 w Warszawie nie mogli wchodzić do klasy, gdyby przyszli bez mundurków. –Pomysły były różne. Tego nie wprowadziliśmy w życie – mówi dyrektor, Anna Kopera – Rakow. Z kolei w kołobrzeskim gimnazjum nr 1 dyrektorka wpadła na pomysł jak walczyć z gołymi pępkami uczennic. Dziewczyny, które nie zakryły pępka, musiały nosić obciachowe fartuszki w stylu „biedronka”. -Kara była skuteczna – twierdzi dyrektor, Beata Niewolewska. Tak bardzo, że panny wolały pożyczyć od kogokolwiek sweter czy bluzkę, by nie wkładać sierotowatego wdzianka. W łódzkim gimnazjum młodociani palacze musieli pić olej lub tran.


Szlugi i browary


W szkołach średnich pali ok. 30% uczniów. Dymy unoszą się przed szkołą, za jej rogiem, w ubikacjach, piwnicy.... To norma.

Szkoły sadzają nastoletnich palaczy przed telewizorem i puszczają im filmy o szkodliwości palenia. –Takie programy mają niewielką skuteczność. Lepsze wyniki daje mówienie o tym, że od papierosów się śmierdzi, pogarsza się cera, że zmniejszają one możliwości uprawiania sportu i kosztują dużo pieniądzy – dodaje dr Pyżalski. Takie filmy też oglądają nastoletni nałogowcy.

Według e-lama.pl, w LO nr V we Wrocławiu uczniom złapanym z papierosami odbiera się legitymacje i identyfikatory, które trzeba wykupić za 2 zł. W szkole robią „duże oczy”, gdy pytamy się, czy faktycznie tak jest. Społeczny rzecznik praw ucznia otrzymał wiele skarg od uczniów z całego kraju, którzy przyłapani na paleniu musieli wpłacić 5 zł kary. Najwięksi palacze mają obniżane zachowanie.

Polskie szkoły widziały już różne pomysły walki z nikotyną. W jednej z warszawskich placówek kamera nagrywała to, co się dzieje w „korytarzach” ubikacji – to tam najczęsciej puszcza się dymki. 8 lat temu XI LO we Wrocławiu poszło w drugą stronę – stworzono legalną palarnię dla pełnoletnich uczniów. –Pomysł był dobry, ale niestety palili w nim  także uczniowie z niższych klas – tłumaczy dyrektor Marek Michalski. Palarnię zamknięto.

– Walka z paleniem to walka z wiatrakami. Młodzież pali nawet przy rodzicach – załamuje ręce Jerzy Kołakowski, dyrektor Technikum Elektrycznego w ZSE nr 2 w Nowej Hucie w Krakowie. Szkoły przymykają oczy na nieletnich palaczy m.in. dlatego, że ok. 30% nauczycieli także puszcza cichaczem dymki w ubikacjach.

Jeszcze gorzej jest z alkoholem. -W szkołach ponadgimnazjalnych ponad 80% pije przynajmniej browara – alarmuje prof. Janusz Czapiński. Podczas wycieczek picie to norma. Chłopcy z klasy Ewy Wrońskiej, wówczas wychowawcy, upili się na wycieczce szkolnej. Gdy wytrzeźwieli, pedagog kazała im napisać przyznanie się do winy. Uczniowie byli z „dobrych” domów, bali się wylecieć z tej renomowanej szkoły, więc wszyscy wypisali akty skruchy. Dokładnie zaraportowali ile wypili whyski, ile brandy, oraz innych szlachetnych trunków, które wynieśli z domów. Nagryzmolili, że zawiedli zaufanie rodziców i nauczycieli, oraz że przykro im z tego powodu. „Kwity” zatrzymała wychowawczyni i zagroziła, że je ujawni i wylecą ze szkoły, jeśli taka sytuacja się powtórzy. –Były efekty - na balu już nie pili – kończy Wrońska.

Gdy szkoła ma podejrzenie, że uczeń jest pod wpływem narkotyków, od razu wzywa policję.

Bastiony

W Zespole Szkół Mechaniczno-Elektrycznych w Żywcu, w 2003 roku wpadli na pomysł by zamykać podwoje szkoły na czas zajęć. Uczniowie tylko ze skierowaniem do lekarza, albo pisemną prośbą rodziców potwierdzoną przez dyrektora dyżurującego mogą opuścić jej mury podczas trwania lekcji. Dlaczego? Bo kiedyś co trzeci uciekał na wagary. –Jesteśmy zadowoleni z pomysłu, frekwencja znacząco poprawiła się – twierdzi dyrektor administracyjny Zbigniew Talik. Do zamykanych drzwi dodano ochroniarza, a za niedługo na korytarzach pojawią się kamery.

W LO. im. Witkiewicza w Warszawie licealiści, którzy notorycznie opuszczają zajęcia, muszą w trybie natychmiastowym zaliczyć materiał przerabiany na opuszczonych lekcjach. Szkoła wprowadziła dzienniczki zwolnień i usprawiedliwień od rodziców, które są podpisane, mają pieczątkę szkoły.

Z wagarowiczami walczy straż miejska – wokół szkół jest więcej ich patroli. Ale strażnicy mogą jedynie wylegitymować palacza/wagarowicza i co najwyżej donieść do szkoły. W wojnie z wagarami i paleniem ma też pomóc monitoring szkoły. Portal tomaszów.pl donosi, że tamtejsze władze chcą zainstalować systemy monitoringu w szkołach regionu. – Rocznie instalujemy monitoring w kilkudziesięciu szkołach w kraju – informuje Mirosław Twardowski z działu marketingu firmy Dipol, która handluje kamerami przemysłowymi.

Za częste wagary lub bardziej drastyczne wyskoki uczeń wyleci ze szkoły. W Zespole Szkół Ekonomicznych w Elblągu licealista będzie relegowany za kradzież, notoryczne wagary, czy sfałszowanie legitymacji szkolnej. W XI LO we Wrocławiu licealista rozpylił gaz pieprzowy, szkoła została ewakuowana. Uczeń mógł wylecieć za występek, ale wyznał skruchę. Upiekło mu się podwójnie. Dyrekcja nie wyrzuciła go, ale za karę miał raz w tygodniu grabić liście wokół szkoły, a przez zimę - odśnieżać chodniki. Miał piekielne szczęście – ostatniej zimy nie było śniegu.

Uczniowie batożeni w singapurskich szkołach

Może trudno w to uwierzyć, ale Polska była drugim, po Islandii, na świecie krajem, który zabronił stosowania kar cielesnych w szkołach. Dokonano tego w 1783 roku, zaś przez ponad kolejne 120 lat, w ślady naszego kraju poszło zaledwie 7 państw. Dopiero 3 lata temu zabroniła tego Kanada, a w ubiegłym roku – Tajwan.
Na używanie rózgi, pasów, pejczyków, czy linijek do dyscyplinowania uczniów pozwala nadal kilkadziesiąt państw na świecie. W USA na używanie rózgi zezwalają 23 stany. W tych najbardziej gorliwych do bicia, ponad 40-50 tysięcy uczniów rocznie dostaje od nauczycieli w skórę. W stanie Missisipi co dwunasty uczeń zalicza baty w klasie. Amerykańskie Centrum dla Efektywnej Dyscypliny szacuje, że co roku ok. 300 tysięcy uczniów w USA jest oficjalnie i zgodnie z prawem bitych w szkołach. Według Narodowego Stowarzyszenia Psychologów aż 1.5 mln nastolatków dostaje szkolne rózgi. W Kenii nauczyciel ma prawo przyłożyć uczniowi, ale ilość udzielonych razów musi zapisać w dzienniku. O tym, jak Turcy traktują bicie uczniów świadczy ich przysłowie: „Kiedy nauczyciel uderzy, to róża kwitnie".
W australijskim stanie Queensland, kary cielesne można stosować w prywatnych szkołach i tylko wobec chłopców – dziewczyny już od 1934 roku są pod ochroną. Ale tak nie jest np. w Południowej Korei. W tamtejszej telewizji pokazują uczennice, które, ustawione w rzędzie, z wypiętymi tyłkami, dostają publiczne baty czymś, co przypomina spłaszczony kij bejsbolowy.
Na stronach www.corpun.com zobaczysz filmy, na których uczniowie singapuskich szkół są nie tyle bici rózgą, co batożeni pejczem. Publicznie. Na filmie widać jak brutalny nauczyciel wkłada wiele wysiłku i energii w uderzenia.
Przeciwko stosowaniu kar cielesnych w szkołach protestuje wiele organizacji na świecie. 30 kwietnia obchodzi się dzień bez bicia dzieci.
Zaledwie 20 krajów na świecie zabrania także rodzicom bicia swoich dzieci. W Szwecji, kilka lat temu, po burzliwej debacie przyjęto ustawę, która zabrania rodzicom, nie tylko bicia swoich pociech, ale nawet  obraźliwego i surowego traktowania, które mogłoby naruszyć ich zdrowie psychiczne.


Najczęściej szkoły wykazują dużo zdrowego rozsądku. -Nie ma straszenia i krzyków, wzywania od razu do dyrektora. To powoduje stres, który nic nie pomoże. Szukamy przyczyn kłopotów ucznia – tłumaczy Karina Jankowska, w-ce dyrektor LO. im. Witkiewicza w Warszawie. -Nie warto dokręcać śruby uczniom – komentuje metody dyscyplinowania prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny. – Uczniowie słuchają tych nauczycieli, z którymi mają kontakt. Żadne metody nie zastąpią relacji z wychowankami –  uzupełnia dr Pyżalski.

Czapiński proponuje, by motywować „marchewką”, czyli np. wakacyjnym wyjazdem w zamian za dobre sprawowanie. Takie pomysły są rzadkością w Polsce. Prezydent Nowego Jorku, Michael Bloomberg, ogłosił, że rodzice dobrze zachowujących się uczniów, którzy nie będą się trudnić handlem narkotykami, dostaną w nagrodę... pieniądze. I to niemałe – do 1500 dolarów rocznie! Tak kontrowersyjny pomysł to efekt fatalnej sytuacji w Nowym Jorku. Dla ponad 1.5 mln kolorowych mieszkańców NY żyjących w biedzie, przynależność do gangów to standard. W USA aż 40-60% Murzynów i Latynosów w biednych dzielnicach wielkich miast, rzuca szkołę średnią. W Meksyku Bank Światowy nagradza rodziców tych uczniów, którzy nie opuścili w szkole więcej niż 3 dni w miesiącu. Z programu korzysta w tym kraju aż 4 mln rodzin, a efektem jest 40% spadek absencji na lekcjach. Może by tak i u nas?

Chłosta w szkołach?


W Polsce od 1783 roku zabroniona jest kara fizyczna w szkole. Teoretycznie. Zakład poprawczy w Studzieńcu zakuwał niezdyscyplinowanych w dyby, albo wsadzał ich na noc do nieogrzewanej sali. Rózga i klęczenie były standardem w komunistycznej Polsce. Poseł PiS, Tadeusz Cymański dostawał dyscyplinką, linijką oraz maszynką elektrostatyczną – ucznia raziła iskra przeskakująca z urządzenia. W szkole posła dziewczyny były karane w bardziej wysublimowany sposób – to koledzy z klasy mogli trzymać maszynkę, wymierzając karę.

Także w demokratyczniej Polsce przemoc sporadycznie jest stosowana wobec niepokornych. Ksiądz, który zaczął uczyć religii w wiejskiej podstawówce pod Rybnikiem, w ciągu kilku tygodni miał na koncie 2 oskarżenia o pobicie – na policji leżały wyniki obdukcji jego uczniów. Nasi czytelnicy donoszą o katechecie, który bił pokrzywami panny z gołymi plecami.

Henryk Urban, działacz PiS z Bielska-Białej, zapowiadał w tym roku, że będzie zabiegał o  wprowadzenie m.in. kary chłosty do szkół. Bo szkoda zrywać z wielowiekową tradycją. W momencie pisania tego artykułu wynik wyborczy jest nieznany. Za to wiadome jest, że 25% nauczycieli chciałaby powrotu kar cielesnych do szkół. Co ciekawe, z badań dr Pyżalskiego wynika, że uczniowie oczekują w szkole dyscypliny. Niektórzy nawet ostrej. - Czasami aż mi szkoda nauczyciela, gdy jakiś idiota w klasie go upokarza. A tak belfer chwyciłby linijkę i byłoby po kłopocie – Araks, zwolenniczka bicia w szkole, pisze na forum cogito.com.pl. Być może więc jeszcze przed maturą zobaczycie w klasie nowy – stary przyrząd dydaktyczny: rózgę.

Księża chcą bić dzieci

Według badań CBOS-u, zdecydowana większość Polaków przyzwala na bicie swoich dzieci. Ponad połowa uważa lanie za słuszne, jeśli dzieciak coś ukradł (54%), wziął narkotyki (53%) lub wypił alkohol (52%). Prawie 40% rodziców da w skórę za wagarowanie, czy palenie papierosów. Co dziesiąty rodzic przyleje za kiepskie stopnie w szkole.
W innych badaniach prof. Jadwigi Bińczyckiej, w skuteczność bicia wierzy 59% rodziców, 56% katechetów świeckich i aż 74% księży! Sama młodzież szacuje skuteczność bicia na zaledwie 4%, ale jednocześnie aż 68% młodych zakłada, że w przyszłości będzie biła swoje dzieci. Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia.



onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Kartezjusz

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 450
Szykany na chłopaku z zespołem Aspergera
« Odpowiedź #151 dnia: Grudzień 17, 2007, 07:59:39 am »
Przedwczoraj moja koleżanka poinformowała mnie,że do jej klasy chodzi Krzysiek z
ZA i ADHD.Kiedy przestał "panować nad sobą" kilka dzieciaków z jej klasy związało go
i zakneblowało.Chłopca uwolniła dopiero katechetka.Kiedy zaczął się już dusić

Offline Mery6

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 282
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #152 dnia: Grudzień 17, 2007, 12:58:25 pm »
Skandal gdzie był nauczyciel :2gunfire:
,,Uśmiech gdy w sercu ból, to najtrudniejsza z życiowych ról'' Dorosła z ADHD w końcu po diagnozi

Mulesia

  • Gość
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #153 dnia: Grudzień 17, 2007, 02:31:12 pm »
To po prostu przerażające. Skąd w młodych ludziach tyle agresji? :puppydogeyes:

kasiape

  • Gość
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #154 dnia: Grudzień 18, 2007, 12:22:47 am »
Kartezjusz ty masz 19 lat! jakich dzieciaków?
to już dorośli ludzie :puppydogeyes:
to powinno się wkleić do integracji - przychodzi wcześniej czy później dzień, w którym niepełnosprawne dzieci czy młodzież przestają się mieścić w kanonach "normalności"
brutalniej ten chłopiec nie mógł się o tym przekonać  :puppydogeyes:

Offline Kartezjusz

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 450
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #155 dnia: Grudzień 18, 2007, 08:31:56 am »
Rzadko przenosi się takich ludzi do lkas integracyjnych,a on w tym roku kończy gimnazjum...

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #156 dnia: Grudzień 19, 2007, 09:19:58 am »
Smutne.... że młodzież potrafi być taka..  agresywna :(
Brak słów. :(
Tylko gdzie byli w tym czasie nauczyciele?
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #157 dnia: Styczeń 11, 2008, 12:55:37 pm »
14-latka uderzyła nauczycielkę, która kazała jej zmyć makijaż

Czternastolatka ze szkoły podstawowej w Lubawie (Warmińsko-Mazurskie) znieważyła szkolną pedagog, która kazała jej iść na lekcję, i uderzyła nauczycielkę, która poleciła jej zmyć makijaż.
Informację o zdarzeniu przekazał Sławomir Nojman, oficer prasowy policji w Iławie. Nastolatka została przesłuchana w obecności matki. Policja przekazała akta dotyczące jej zachowania sądowi rodzinnemu i nieletnich.

- Z tą dziewczyną są kłopoty od dawna, jest ona oddana pod nadzór kuratora sądowego. Jednak ona to lekceważy. We czwartek naubliżała pani pedagog, która zauważyła, że Monika zamiast iść na lekcję wybiera się na wagary. Zaś kilka dni wcześniej dziewczyna także zwyzywała, a na dodatek uderzyła nauczycielkę, która poleciła jej zmyć zbyt ostry makijaż - powiedział Nojman.

Policjant powiedział, że 14-letnia Monika uderzyła nauczycielkę w łazience, gdy ta podawała jej ręcznik, by umyła twarz.

gazeta.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #158 dnia: Styczeń 14, 2008, 11:12:15 am »
Raport: Co czwarty uczeń uważa, że nauczyciele nie reagują na zjawiska agresji szkolnej

Niemal co czwarty łódzki uczeń (23 proc.) uważa, że nauczyciele nie reagują wcale lub reagują nie wystarczająco na zjawiska przemocy i agresji w placówkach oświatowych - wynika z raportu dotyczącego szkolnej agresji wśród dzieci i młodzieży.

W listopadzie 2006 r. władze Łodzi wystąpiły do Uniwersytetu Łódzkiego o przeprowadzenie badań dotyczących bezpieczeństwa w szkołach. Badaniami objętych zostało ok. 18 tys. uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i szkół średnich w Łodzi.

23 procent ankietowanych uczniów stwierdziło, że nauczyciele na agresję reagują słabo lub wcale. "Im uczeń starszy, tym mniej wrażliwy na zachowania agresywne" - napisano w raporcie. Za "normalne" uczniowie łódzkich szkół uważają niekiedy takie zachowania, które zdecydowanie są zachowaniami agresywnymi.

Z badań wynika, że 30 procent łódzkich uczniów nie rozmawia ze swoimi rodzicami o szkole. Rodzice na ogół nie znają kolegów swoich dzieci, a niespełna 3 proc. ojców angażuje się w sprawy dzieci.

"Miasto dostrzegło ogromny problem związany z bezpieczeństwem w szkołach. Już na tym etapie, oprócz samych statystyk, jest to dobry materiał dla rodziców" - powiedział w czwartek na konferencji prasowej wiceprezydent Łodzi Jarosław Wojcieszek.

Dyrektora wydziału edukacji Urzędu Miasta Łodzi Jacka Człapińskiego po lekturze badań, "niepokoi sytuacja rodzinna uczniów". "Na bazie tego raportu będziemy organizować spotkania z dyrektorami placówek oświatowych i rozmawiać na temat problemów wynikających z niego" - podkreślił Człapiński.

W styczniu ma rozpocząć się drugi etap badań, w których udział wezmą uczniowie, u których poczucie nasilenia przemocy jest bardzo wysokie. Badania mają dać odpowiedź na pytanie, jakie są przyczyny nasilającej się przemocy w szkołach.

Z opublikowanego w kwietniu 2006 r. sondażu, zrealizowanego przez CBOS na zlecenie organizatorów kampanii społecznej "Szkoła bez przemocy", wynika że 29 proc. uczniów doświadczyło w ostatnim roku szkolnym przemocy fizycznej ze strony rówieśników; 11 proc. przymuszono do zrobienia czegoś wbrew ich woli

Z badania wynika, że 44 proc. uczniów doświadczyło ze strony rówieśników przemocy psychicznej - obrażano ich lub zwymyślano; 31 proc. było przedmiotem plotek i obmawiania. 14 proc. uczniów przyznało, że zostało okradzionych przez rówieśników, 8 proc. zostało pobitych.

Według 57,6 proc. badanych uczniów przez CBOS przyczyną konfliktów w szkole są plotki. 46,7 proc. jako przyczynę konfliktów wskazało wywyższanie się kolegów i koleżanek; 41,4 proc. chęć dominowania przez jakąś osobę lub grupę.

Badani uczniowie uważają także, że konflikty mają swoje źródło w zazdrości o wyniki w nauce, w drwinach z gorzej ubranych i gorzej uczących się, a także w faworyzowaniu przez nauczycieli wybranych uczniów.

PAP - Nauka w Polsce

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #159 dnia: Styczeń 14, 2008, 12:17:27 pm »
Moje dziecko, mój wróg


Historie nastolatków znęcających się nad rodzicami wciąż należą do rzadkości, ale hiszpańskie komisariaty rejestrują rosnącą liczbę skarg na wyrodne dzieci
A zakładając, że wstyd nie pozwala wielu dorosłym przyznać się do wychowawczej porażki, możemy podejrzewać, że przemoc najmłodszych jest powszechniejsza, niż nam się wydaje.

– Syn lub córka znęcający się nad rodzicami może zamienić życie rodzinne w prawdziwe piekło. I prawie we wszystkich przypadkach największą ofiarą jest matka. Tak twierdzi Teresa Gisbert, prokurator zajmująca się sprawami nieletnich w sądzie najwyższym Walencji. I zwraca uwagę na fakt, jaki potwierdzają dane hiszpańskiej Prokuratury Generalnej: – Odnotowujemy coraz więcej doniesień dotyczących przemocy domowej, gdzie sprawcami są nastolatki.

Chociaż nie dysponujemy dokładnymi statystykami o znęcaniu się nad rodziną, wiadomo jednak, że w 2006 roku złożono ponad 6 tys. skarg rodziców przeciwko dzieciom. Te zgłoszenia dotyczyły jednak wyłącznie poważnych przypadków, kiedy w grę wchodziło użycie przemocy fizycznej. Pytani przez nas eksperci (psychologowie i pedagodzy) uważają, iż ta liczba to jedynie 10 procent wszystkich przypadków maltretowania. Wynika z tego, że ponad 60 tys. hiszpańskich nastolatków w taki czy inny sposób znęca się nad swoimi rodzicami. (...)

Prokurator Teresa Gisbert zastrzega, że "nie jest to nowe zjawisko, jednak teraz ludzie traktują doniesienie do prokuratury jako możliwość, której dawniej nawet nie brali pod uwagę". Zgłoszenia ujawniają szeroki wachlarz rozmaitych sposobów znęcania się nad rodziną: w niektórych przypadkach zagrożone jest nawet życie rodziców lub rodzeństwa. Istnieją także inne sposoby maltretowania, takie jak obelgi, molestowanie seksualne, kradzież pieniędzy, ucieczka z domu, niszczenie mienia, zamienianie domu w hotel, gdzie znajomi młodego człowieka urządzają burdy, znęcanie się psychiczne (szczególnie popularne w wykonaniu dziewcząt). Wszystkie te zachowania potrafią zburzyć spokój całej rodziny.

Zdarza się, że gdy zrozpaczeni rodzice składają skargę na własne dziecko, mają ogromne poczucie winy i wychowawczej porażki. – Wielu z nich zgłasza się do prokuratury tylko po to, by prześladowca nie zrobił krzywdy swemu rodzeństwu – mówi pani Gisbert.

Istnieją dwie teorie na temat przyczyn skłaniających młodego człowieka do stania się prześladowcą we własnym domu. Javier Urra, psycholog sądowy, były obrońca nieletnich i autor książki "El pequeno dictador" (hiszp. Mały dyktator) wskazuje na trudności, jakie wielu rodziców ma z wyrobieniem sobie autorytetu u dzieci. Często dorośli nie potrafią powiedzieć "nie" wtedy, gdy jest to konieczne, nie umieją zwalczyć wrodzonego egoizmu dziecka, pokazać mu, że w domu każdy ma jakieś obowiązki, ani wpoić mu określonych wartości.

Vicente Garrido, doktor psychologii i autor książki "Los hijos tiranos, el síndrome del emperador" (hiszp. Dzieci tyrani: syndrom cesarza) jest wręcz przeciwnego zdania. Uważa on, że "zachowanie tych dzieci nie jest wcale wynikiem permisywizmu rodziców. To kwestia ich wrodzonego temperamentu". Doktor Garrido, który wkrótce ma opublikować kolejną książkę zatytułowaną "Antes que sea tarde, cómo prevenir la tiranía de los ninos" (hiszp. Zanim będzie za późno: jak zapobiegać tyranii dzieci), dodaje, że owych młodych ludzi charakteryzuje niski poziom rozwoju emocjonalnego, niska samokontrola i "przemożne pragnienie osiągnięcia celu, czyli nadmierna koncentracja na własnych egocentrycznych potrzebach".

– Źle wychowane dziecko może być nieznośne, ale nie posuwa się do gróźb, wymuszania czy przemocy, co jest charakterystyczne dla "syndromu cesarza" – podsumowuje Garrido. W tej sprawie pani Gisbert nie ma najmniejszych wątpliwości: – Moim zdaniem najważniejsze jest szybkie wykrycie problemu, a może to się udać jedynie przy współpracy rodziców i pedagogów.

Za przemoc ze strony nastolatków eksperci obwiniają również całe społeczeństwo. Dawniej wychwalano powściągliwość i poszanowanie dla cudzych przekonań, szacunek dla rodziców i nauczycieli. – Popełniliśmy błąd wierząc, że sumienie i poczucie winy już się przeżyły, a przecież to właśnie one sprawiają, że jesteśmy ludźmi – mówi Gisbert.

José Miguel Bello, który założył w Walencji Szkołę dla Rodziców, zwraca uwagę, że "dziś dorośli bardzo dużo pracują, poświęcają mało czasu swoim dzieciom i mając wobec nich poczucie winy pozwalają im na zbyt wiele. Nadmierna pobłażliwość to miecz obosieczny. Do tego dochodzi rozluźnienie dyscypliny w domu i w szkole".

Chociaż wygląda na to, że zjawisko nastoletniej przemocy nasila się, to jednak przypadki młodych ludzi znęcających się nad rodzicami (czy to fizycznie, czy psychicznie) wciąż należą na szczęście do wyjątków. Jednak biorąc pod uwagę, że fakt zaistnienia przemocy w rodzinie (niezależnie od tego, w czyją stronę jest skierowana) zwykle utrzymywany jest w tajemnicy, można założyć, że groźne sytuacje z udziałem młodych ludzi zdarzają się znacznie częściej, niż nam się wydaje. Nie ulega wątpliwości, iż w większości przypadków z powodu tej rodzinnej dyskrecji opóźnia się decyzję o podjęciu działań zmierzających do rozwiązania problemu.

Najwyższa pora, byśmy zastanowili się nad relacjami rodziców z ich dorastającymi dziećmi. Choć przemocy dopuszczają się młodzi w okresie dojrzewania, powinniśmy uświadomić sobie dwie sprawy. Po pierwsze nie tak wiele nastolatków sprawia dorosłym poważne problemy. Po drugie większość agresywnych dziewcząt i chłopców sprawiała kłopoty już jako małe dzieci. Od sposobu, w jaki wychowujemy najmłodszych, zależy jak będą się one zachowywać jako nastolatki. Często patrzymy przez palce na pewne zachowania maluchów i usprawiedliwiamy je mówiąc sobie, że nasze pociechy są po prostu niesforne. Tymczasem wszelkie przejawy agresji, zarówno we wczesnym dzieciństwie, jak i w wieku dojrzewania, należy traktować bardzo poważnie. Zawsze warto też udać się po pomoc do specjalisty, który podpowie nam, jak mamy postępować, zanim sytuacja nas przerośnie.

Na szczęście do przeszłości należy już wizerunek surowego ojca, któremu należał się bezwzględny szacunek i posłuszeństwo. Dziś jednak popadliśmy w drugą skrajność: dzieci przejawiają zupełny brak respektu wobec starszego pokolenia. W naszym społeczeństwie dorośli stali się najwyraźniej zbyt pobłażliwi. (…)

Wychowywanie dzieci zaczyna się od urodzenia i sposób, w jaki będziemy je traktować, kiedy są małe, zdecyduje o tym, jak będą się zachowywać, gdy będą starsze. Liczy się nie tylko relacja między rodzicami i dziećmi, ale także atmosfera w domu. Rodzice stanowią wzorzec, z którego dzieci się uczą. Dobry przykład to najlepsza metoda wychowawcza.

onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #160 dnia: Styczeń 15, 2008, 09:46:43 am »
Słaby, niebogaty i chwalony w szkole - kandydat na ofiarę

Marcin Markowski

Jeśli twoje dziecko chodzi do podstawówki lub gimnazjum, jest cherlawe, w domu się nie przelewa, a jeszcze do tego nauczyciel pochwali je przy całej klasie - prawie pewne, że padnie ofiarą przemocy. Dowie się o tym raczej matka niż ojciec, a agresor zostanie upomniany.

Socjolodzy z Uniwersytetu Łódzkiego wyodrębnili 12 typów zachowań agresywnych (m.in. ośmieszanie, zachęcanie do bójek czy picia, zamykanie w ubikacji). Każdy uczeń opisywał, jak często dzieje się to w jego szkole. W ten sposób dowiedzieliśmy się, gdzie uczniowie zwykle się biją, a gdzie co najwyżej przezywają.

Ale raport naukowców to coś więcej niż mapa agresji w łódzkich szkołach, którą w ostatnich dniach przedstawiliśmy w "Gazecie". To także kopalnia wiedzy o przyczynach przemocy, jej uwikłaniach w relację uczeń-rodzice-nauczyciel i odcieniach - różnych dla każdego typu szkoły. Oto, co jeszcze ustalili socjolodzy.

Przyczyny agresji

Co drugi uczeń - z prawie 20 tys. ankietowanych - upatruje ich w przenoszeniu do szkoły zachowań z domu. Co trzeci - w tym, że rodzice nie interesują się jego sprawami. Co czwartego zachęca do przemocy telewizja i gry komputerowe. U wielu agresja bierze się z chęci zaimponowania kolegom, a 13 proc. rozumuje tak: "jeżeli nie zaatakuję, sam będę ofiarą".*

Kto ma zapobiegać przemocy

Przede wszystkim rodzina (uważa tak 79 proc. uczniów). Na drugim miejscu jest policja (69 proc.), a potem szkoła (62). W dalszej kolejności: sądy i prokuratura (25), opieka społeczna (11), organizacje społeczne i Kościół (po 10)

Jak zapobiegać

Pomysły wskazywane przez uczniów dzielą się na trzy grupy. Pierwsza to takie spędzanie wolnego czasu, żeby można było wyładować energię - twierdzi 51 proc. badanych. Drugą grupa - dydaktyczna - to pokazywanie dobrych wzorców (42 proc.), zła płynącego z agresji (36) lub unikanie tego tematu (12). Trzecia grupa pomysłów to kary dla agresorów (42). Uczniowie postulowali więcej policjantów na ulicach, akceptowali ograniczenia wiekowe w pubach czy na koncertach, a niektórzy nawet godzinę policyjną.

Tu ciekawostka. Prawie co czwarty z uczniów szkół podstawowych uważa, że receptą na przemoc jest niemówienie o niej. W innych typach szkół myśli tak zaledwie po kilka procent badanych.

Kto najbardziej narażony?

Słabsi fizycznie - odpowiedziało 45 proc. Następnie: uczniowie nowi (34), młodsi (28), ulubieńcy nauczycieli (18), z biednych rodzin (14) i mało zdolni (13). Najrzadziej przemoc kierowana jest na uczniów niepełnosprawnych (4) i bogatych (3). Najmłodsi i najbiedniejsi zdecydowanie częściej atakowani są w podstawówkach i gimnazjach niż liceach czy technikach.

Jak na przemoc reagują nauczyciele?

Co drugi zwraca uwagę, tyle samo kontaktuje się z rodzicami lub odsyła agresywnych do dyrektora, co trzeci wpisuje uwagi, co siódmy - karze, a co dziesiąty nie reaguje w ogóle. - A więc nauczyciele reagują raczej łagodnie - oceniają autorzy badań. Zapytali również, czy nauczyciele robią wystarczająco dużo, aby w szkole było bezpieczniej. Prawie połowa uczniów stwierdziła: "nauczyciele robią dużo, choć nie wszystko im się udaje". Jedna czwarta, że "nauczyciele robią wszystko, co możliwe". Jedna dwudziesta: "nauczyciele nie robią prawie nic, żeby w szkole było bezpiecznie". Według socjologów, uczniowie ocenili ich "dość krytycznie".

Podstawówki jak gimnazja

W obu typach szkół przemocy jest tyle samo. To - zdaniem dr. Pawła Daniłowicza, jednego z autorów badań - największe odkrycie, bo do tej pory za najbardziej agresywne uchodziły gimnazja. Taki jest - a właściwie był - stereotyp. Nie tylko w Łodzi.

Szarpanie i uderzanie występuje w podstawówkach prawie dwa razy częściej niż w innych szkołach, stając się - czytamy w raporcie - "rodzajem ich wizytówki". Obrazu przemocy dopełnia tam częstsze niż gdzie indziej zamykanie kolegów w ubikacji czy szatni, okradanie, ośmieszanie i zawstydzanie. Podobnie w gimnazjach - pełny wachlarz przemocy fizycznej i psychicznej o ponadprzeciętnej skali, z większym tylko naciskiem na niszczenie szkolnych przedmiotów i zachęcanie do papierosów. W jednej z kategorii podstawówki nawet okazały się "lepsze" od gimnazjów. Jest w nich więcej uczniów, którzy - według respondentów - krzywdzą innych. Średnio wskazuje ich 40 proc. badanych. Autorzy raportu komentują: - To przekracza nie tylko przewidywania, ale i wyobrażenia badawcze.

Uwaga na pochwały

Uczniowie opisywali też, jak zachowuje się klasa, gdy nauczyciel chwali jakiegoś ucznia przy wszystkich. Najczęstsze odpowiedzi:

* wszyscy gratulują (31 proc.),

* gratulują tylko koledzy, a reszta albo nie zwraca uwagi, albo zazdrości okazując niezadowolenie (51)

* większość zazdrości (5)

Socjolodzy ostrzegają: Chwalenie ucznia w obecności klasy jest dla niego nagrodą, ale może stanowić także zagrożenie. Będzie tak, gdy pozostali uczniowie zinterpretują zachowanie nauczyciela jako pokazywanie wzoru do naśladowania. Łatwo wtedy uznać chwalonego za ulubieńca nauczyciela, a takich ulubieńców - już to wiemy - aż 18 proc. uczniów wskazało wcześniej jako obiekt agresji.

Licz głównie na mamę

Z ankiet wyłania się również obraz łódzkiej rodziny, w której szkolnymi problemami dziecka interesuje się głównie matka. Dotyczy to zarówno pomocy w lekcjach, chodzenia na wywiadówki i rozmawiania z dzieckiem także o kłopotach, a nie tylko, co tam w szkole. Raport: "Można zatem stwierdzić, iż łódzka rodzina wspiera się na barkach matek, które często samotnie, bez udziału ojców, podejmują ważne dla dzieci decyzje".

W tym przypadku wiek dziecka i rodzaj szkoły nie grają roli.


* Odpowiedzi nie dają w sumie stu procent, bo można było zakreślać więcej niż jedną

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #161 dnia: Styczeń 15, 2008, 04:13:18 pm »
W polskiej szkole jak w pułapce
NIK: NASZE DZIECI SĄ W NIEBEZPIECZEŃSTWIE



Polskie szkoły nie zapewniają swoim uczniom bezpieczeństwa. Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła we wtorek wyniki kontroli, po której negatywnie oceniła stan bezpieczeństwa w szkołach.

Niesprawne lub rzadko konserwowane przewody wentylacyjne i kominowe, brak planów ewakuacji i dokumentacji technicznej, przeterminowane leki w apteczkach (w jednej ze szkół przeterminowane o 17 lat) - to tylko niektóre uchybienia odkryte w szkołach przez kontrolerów NIK.
- Te wyniki są bardzo niepokojące. Trudno z nich wyciągnąć jakieś optymistyczne wnioski - powiedział wiceprezes NIK Józef Górny na konferencji prasowej w Warszawie. Jak podkreślił, na 66 szkół i innych placówek oświatowych skontrolowanych przez NIK, tylko w jednej nie wykryto żadnych nieprawidłowości.

52 dwie instytucje otrzymały ocenę pozytywną, mimo stwierdzenia nieprawidłowości. NIK zaleciła im skorygowanie błędów. 13 placówek dostało ocenę negatywną.

Jak zaznaczył Górny, minister edukacji narodowej Katarzyna Hall zapoznała się już z wynikami kontroli. Z jej pisma skierowanego do NIK wynika, że chce ona zadbać o poprawę sytuacji
- Informuję, że ministerstwo (...) rozważy zasadność opracowania standardów bezpiecznych i higienicznych warunków pracy szkoły. Będą one wyznaczać kierunek działań dyrektorów szkół i placówek w celu wyeliminowania wskazanych nieprawidłowości - napisała Hall.

Oprócz 66 szkół i innych placówek oświatowych NIK skontrolowała też siedem jednostek samorządowych prowadzących szkoły. Kontrolę przeprowadzono latem ubiegłego roku, obejmowała ona działalność placówek w latach 2004-2007.

mkg, tvn 24
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #162 dnia: Styczeń 16, 2008, 12:44:44 am »
Edukacją powinni zajmować się ludzie szczególni, a nie byle kto



Rozmowa z prof. BARBARĄ FATYGĄ, kulturoznawcą i socjologiem młodzieży, kierowniczką Ośrodka Badań Młodzieży w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Pani Profesor, gdzie należy poszukiwać przyczyn narastającego zjawiska agresji młodych ludzi? W domu, w szkole, a może jeszcze gdzie indziej?

- Uczestnicy dyskursu publicznego często powołują się na wyspecjalizowane instytucje społeczne, które powinny zajmować się młodymi ludźmi i ich odpowiednio ucywilizować. Te instytucje to głównie rodzina albo szkoła. Bardzo denerwuje mnie takie podejście do problemu. Nie tylko dlatego, że jest to nieuprawnione uproszczenie, ale również z tego powodu, że między szkołą a rodziną trwa od wielu już lat taki specyficzny wychowawczy ping-pong. Obydwie strony traktują młodzież jak piłeczkę pingpongową i przerzucają się nawzajem odpowiedzialnością. Jeżeli dzieje się coś złego, szkoła twierdzi, że winę ponosi rodzina, zaś rodzice obciążają winą szkołę. Wydaje się, że wyjścia z tej sytuacji nie ma.

Zapomina się jednak o jeszcze jednym partnerze. Wśród tych, którzy powinni się poczuwać do winy za nasilającą się wśród młodzieży agresję, jest całe społeczeństwo. Powtarzam już od dawna, że jednym z podstawowych problemów, jakie mamy z młodym pokoleniem we współczesnej Polsce, jest brak kontroli społecznej. Problem ten nie dotyczy tylko młodych ludzi, ale w ich przypadku widać to szczególnie wyraźnie. Brak kontroli społecznej oznacza, że społeczeństwo nie czuje się odpowiedzialne za zachowania młodych ludzi, z którymi się styka. Jeżeli młodzież rozrabia w autobusie, to nikt nie zwraca jej uwagi, wszyscy pasażerowie odwracają głowy w stronę okien. Kiedy te zachowania przekraczają pewne normy, wzywa się wyspecjalizowane służby, czyli policję. Najzwyklejsze zwrócenie uwagi młodemu człowiekowi, który siedzi w tramwaju czy autobusie i trzyma nogi w poprzek pojazdu tak, że potykają się o nie staruszki - nie wchodzi w rachubę. Nic więc dziwnego, że młodzież czuje się w przestrzeni publicznej bezkarnie. Są agendy wychowawcze, które specjalizują się w zakresie wychowania, więc nikt inny nie poczuwa się do brania odpowiedzialności za młodzież.

Sama byłam świadkiem skandalicznego zachowania młodych ludzi w autobusie. Gdy jeden z pasażerów zwrócił im uwagę, posłali mu wiązankę niecenzuralnych słów. Pozostali pasażerowie jeszcze bardziej się w sobie skurczyli, a ten, który zdobył się na odwagę, poczuł się naprawdę nieswojo.

- No tak, ale nikt nie udzielił mu wsparcia.

Wszyscy wystraszyli się reakcji młodzieży.

- A właściwie dlaczego?

Młodzi stanowili zwartą grupę, a pozostali pasażerowie byli rozproszeni, byli zbieraniną przypadkowo znajdujących się w jednym miejscu osób.

- I to jest właśnie sedno problemu. My w ogóle nie jesteśmy żadną grupą. Dlaczego zatem chcemy, żeby oni, ci młodzi ludzie, byli podobni do nas, skoro nie potrafimy nawet zmobilizować się, żeby tego rodzaju zachowania ukrócać? Nie wolno nam, dorosłym, którzy stykają się z młodzieżą na ulicy, w środkach transportu, w sklepach, zwalniać się z odpowiedzialności. Nie wolno zachowywać się jak gdyby nigdy nic. To do niczego dobrego nie prowadzi.

Profesor Ryszard Legutko, były już minister edukacji, w wywiadzie dla “Gazety Szkolnej”, dla zobrazowania bezsilności dorosłych przytoczył przykład jednej z krakowskich szkół średnich. Jej dyrektor bał się zwrócić uwagę swoim uczniom, którzy na przerwie wychodzili z budynku na papierosa. Nie był pewny ich reakcji i raczej obawiał się najgorszego. Nauczyciele w szkołach też boją się uczniów. Boją się ignorowania, wyzwisk czy obrzucania przekleństwami.


- Moim zdaniem ludzie, którzy się boją wchodzić w relacje wychowawcze, w ogóle nie powinni się brać za wychowywanie. Nie mogą również mieć do nikogo pretensji, że sobie nie radzą. A gdyby pójść trochę dalej i zapytać, dlaczego młodzież odnosi się tak niegrzecznie do dorosłych?

Właśnie, dlaczego? Skąd się to bierze?


- Czy tylko z telewizji, z zachodnich filmów? Kosmiczna bzdura! Po pierwsze, dorośli też nie szanują młodych ludzi i nie potrafią się do nich kulturalnie zwracać. Czyli przyczyna leży w praktykach dorosłych. W jednym z badań, które ostatnio przeprowadziłam, pojawił się bardzo wyraźnie przekaz, który dzisiaj płynie od rodziny w kierunku młodego człowieka: “nie pyskuj i ucz się”. Dziecko przychodzi ze szkoły do domu i matka je pyta o to, co było w szkole. “A nic” – odpowiada dziecko. “No to wyrzuć śmieci” – kończy wymianę zdań matka. Na tym też kończy się często kontakt rodziców z dziećmi. Potem każdy wściubia nos wbija wzrok w telewizor, a młody człowiek w komputer. Jeżeli tak to wygląda, to ja bardzo przepraszam. Co to jest w ogóle za proces wychowawczy? Na dodatek dziecko jest świadkiem chamskiego odnoszenia się do siebie rodziców.

Nauczyciele tak samo nie są bez winy. Boją się, bo mają się czego bać. Tego właśnie nauczyli młodzież. Nie wierzę, że jeżeli do kogoś odnosimy się z szacunkiem, gdy nie depczemy jego godności, ten ktoś nie odwzajemnia się nam tym samym. Zachowania młodzieży są pochodną dłuższego procesu, który wywodzi swoje korzenie z jednej podstawowej zasady, nieustannie obowiązującej w naszym kraju, że dzieci i ryby głosu nie mają. Nie tylko, że nie mają głosu, ale nie mają godności, a tak właściwie to nawet nie są ludźmi. Jeżeli młodzież tak jest traktowana przez dorosłych, to naturalne, że nie będzie się odwdzięczać szacunkiem ani przyzwoitym zachowaniem.


Jeżeli pani czy pan dyrektor w gimnazjum czy liceum boją się zwrócić uwagę swoim uczniom, to znaczy, że nie powinni pełnić tej funkcji. Dla mnie w tej chwili istnieją tylko takie jednoznaczne i twarde rozstrzygnięcia. Jak długo można chować głowę w piasek? Jak długo można w fałszywy, załgany sposób przedstawiać problemy wychowawcze? Dość tego! Pewne sprawy trzeba stawiać naprawdę jasno. I ja się staram tak mówić. Kilka lat temu, kiedy pojawiły się pierwsze oznaki zjawiska przemocy w szkole, powiedziałam na konferencji z nauczycielami, że uważam, iż w tej sytuacji nauczyciele powinni się uczyć chwytów obezwładniających. Nie miałam racji? Miałam. Ale wtedy podniósł się krzyk, bo wszyscy wyobrazili sobie nauczycieli, którzy pod byle pozorem obezwładniają swoich uczniów. Jednak moja propozycja miała służyć czemu innemu. Chodziło tylko o to, by nauczyciele poczuli się trochę pewniej. Jeżeli mam siłę i czuję się pewnie, nie muszę jej wcale używać. Wystarczy, że ci, co powinni wiedzieć, wiedzą, że ją mam. To była zresztą swego rodzaju metafora dotycząca znalezienia metody na to, żeby nauczyciel w szkole czuł się pewnie. On nie może się bać, bo jeżeli się boi, to się nie nadaje do pracy z młodzieżą.
Nauczyciele narzekają nieraz, że starają się porozumieć z uczniami, że chcą traktować ich po partnersku, ale młodzież, zamiast to docenić, wchodzi im na głowę.

- Widocznie źle się starają. Dzisiaj prowadziłam zajęcia na ten sam temat. Czytaliśmy po raz kolejny tekst Webera “Nauka – zawód i powołanie”. Rozmawialiśmy o nauczycielach akademickich, którzy spoufalają się, stają się kumplami swoich studentów. Okazuje się, że studenci wcale tego nie lubią ani nie potrzebują nauczycieli-kumpli. Takich nauczycieli się nie szanuje. Czy zatem jedyną alternatywą jest wybór pomiędzy tym, że ja będę chamem, który siłą, przemocą symboliczną i fizyczną będzie egzekwował to, co jest w programie nauczania, albo kumplem, który nie potrafi sobie poradzić z uczniami? To jest źle ustawiony problem, a przecież - jak łatwo zauważyć - od iluś już lat toczy się dyskurs odnoszący się tylko do tych dwóch możliwości.

Tymczasem chodzi o coś zupełnie innego. O nauczyciela. Opisałam ten problem w książce “Młodość bez skrzydeł” i od czasu publikacji mam niewiele więcej do powiedzenia. Moim zdaniem nam wszystkim jako społeczeństwu brakuje najzwyklejszej kindersztuby, czyli zasad dobrego wychowania. Są one niezawodną tarczą przed agresywnymi zachowaniami innych, ale też dają możliwość nawiązywania prawidłowych kontaktów. W momencie, gdy zasady te zostają odrzucone, każdy pozwala sobie na wszystko. Tak to właśnie dziś wygląda. Dlatego pojawiają się dziwaczne alternatywy, o których wspomniałam wcześniej. Zasada dobrego wychowania mówi, że swojego partnera, również ucznia, będę traktować z szacunkiem i mam prawo w zamian tego szacunku wymagać. Nie muszę się z nim kumplować, nie muszę udawać, że jestem jego rówieśnikiem, nie muszę się uczyć jego żargonu po to, by szpanować przed nim. Ludzie, którzy zachowują się w ten sposób, są śmieszni i są rzeczywiście niszczeni.

A ci, którzy wkładają dresy i rapują, żeby dotrzeć do młodzieży?


- Można robić różne rzeczy, tylko zależy jak. Nie należy tracić własnej godności i autentyczności. Na jednej z konferencji słyszałam rapującego pana prof. Kwiecińskiego, który robił to po prostu genialnie, pokazując, że jak chce, to potrafi. Pokaz spotkał się z ogromnym aplauzem. Oczywiście nie jest to jego stała metoda na nawiązywanie kontaktów z ludźmi.

Robienie czegoś na siłę, udawanie, że się jest kimś innym, kończy się fiaskiem, bo młodzi ludzie wyczują fałsz.

Młodzież zauważa każdy rodzaj nieautentycznego zachowania. Nie mogę udawać człowieka z poczuciem humoru, jeżeli jestem całkowicie go pozbawiona, bo to będzie mi wychodziło żałośnie. Nie mogę udawać, że jestem młodsza o 30 lat, bo widać, że nie. Nie powinnam się ubierać jak nastolatka, po to, aby dawać sygnały, że jestem cool, bo to też jest śmieszne. Jeżeli w ogóle jest możliwe jakieś naprawianie wzajemnych relacji nauczyciele – uczniowie, to musi być ono oparte na minimum dystansu, ale też na szacunku i poszanowaniu godności drugiego człowieka. To plus dobre maniery naprawdę wystarczy.

Pani Profesor, jaka jest polska młodzież? Czy bardzo różni się od rówieśników z krajów zachodnich, a także od swoich rodziców?

To mantra, którą bez przerwy powtarzam: nie ma czegoś takiego, jak polska młodzież w ogóle.

Ale można dokonać pewnych uogólnień.

No to muszą być bardzo duże uproszczenia. Bardzo nie lubię mówić, że cała młodzież w Polsce jest taka czy inna, że od tego się różni, a do tego jest podobna. To dlatego, że środowiska młodzieżowe stają się coraz bardziej zróżnicowane wewnętrznie. Bardzo silnie różnicuje je wiek. Młodsze nastolatki są zupełnie inne niż starsze. Robienie z tego uogólnień jest tworzeniem obrazu, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Innym, wyraźnie różnicującym czynnikiem, jest płeć. Dziewczyny bardzo różnią się od chłopców. W dalszym ciągu aktualne pozostają też różnice między wsią a miastem. Ale też wieś bardzo się zróżnicowała i nie jest już tak jednolita społecznie jak kiedyś. Miasto też nie jest oazą wszelkiego szczęścia i dobra, ponieważ są tam zaniedbane dzielnice, lepsze i gorsze miejsca, lepsze i gorsze szkoły. Jak zatem widać, tworzenie konstruktów ogólnych odnoszących się do młodzieży, w moim przekonaniu, mija się z celem.

Mówi się, że właśnie to ogromne zróżnicowanie współczesnej młodzieży, jej zatomizowanie stanowi wyraźną cechę odróżniającą ją od pokolenia jej rodziców.

To nie jest tak. Mit o tym, że młodzież kiedyś była monolitem, włożyłabym między bajki. Po pierwsze, to jest kwestia opisu pewnego standardu badawczego, w jakim się kiedyś mówiło o młodzieży. Dzisiaj niekoniecznie trzeba w tym standardzie myśleć i mówić. A po drugie, działa też, dobrze znany uważnym badaczom, mechanizm mitotwórczy. Jeżeli coś się działo kiedyś, za naszej młodości, to było o wiele lepsze i wartościowsze od tego, co się dzieje teraz. Bo przecież my byliśmy o wiele fajniejsi od tych, którzy są młodzi dzisiaj. Tak działa ten mechanizm, który jest niczym innym jak uwznioślaniem własnej młodości.
A czy proces transformacji i przyspieszone przemiany społeczno-ekonomiczne nie przyczyniły się do zwiększenia dystansu międzypokoleniowego, który spowodował, że dorośli przestali rozumieć młodych i na odwrót?


Nieporozumienia międzygeneracyjne to rzeczywiście jeden z centralnych problemów. Tu rozróżniłabym jednak dwie kwestie. Pierwsza związana jest z postępem cywilizacyjnym i nowoczesnymi technologiami, które spowodowały, że część osób należących do starszego pokolenia nie bardzo potrafi sobie poradzić z komputerami czy telefonami komórkowymi, a to skreśla je w wielu momentach jako partnerów młodzieży. Druga kwestia jest specyficzna dla Europy Środkowo-Wschodniej: najmłodsze pokolenia Polaków mają inne doświadczenia pokoleniowe (historyczne) niż ich rodzice. Nasz ancien regime dawał specyficzny pogląd na życie i był swoistym zimnym wychowem, uznawanym przez niektórych nawet za zaletę. Dzisiaj młodzi ludzie nie mają już tego garba i nie są w stanie nawet zrozumieć tego, co przeżyli ich rodzice i jak to było kiedyś. Dla nich bardzo wiele rzeczy, które dla nas nie były oczywiste, są oczywiste. Tego rodzaju uogólnienie można uczynić.

Ale dystans międzypokoleniowy to również kwestia zupełnie innego języka. Mogę tu przytoczyć spostrzeżenie jednego z moich kolegów, który pracuje w branży marketingowo-reklamowej. Jest w moim wieku, ale większość jego kolegów jest znacznie młodsza. Zwrócił on uwagę na pewną ciekawą rzecz, która pokazuje jeszcze inny aspekt różnic pokoleniowych. Dla niego podstawowym punktem odniesienia, nawet w rozmowach towarzyskich, jest literatura. Gdy chce coś spointować, opowiedzieć dowcip, rozładować atmosferę – odwołuje się do swojej kompetencji literackiej. Zaobserwował natomiast, że jego młodsi koledzy, gdy chcą stworzyć metaforę czy porównanie, odnoszą się do filmu, scen filmowych, obrazu. I tu dostrzegam głębokie pękniecie, które nie polega tylko na organizacji światopoglądu i doświadczenia, ale też na pracy wyobraźni. Wyobraźni, która jest zakotwiczona – jak to pięknie powiedział McLuhan w “Galaktyce Gutenberga” – w przekazie liniowym i zimnym w stosunku do gorącej, ale i wymagającej innej pracy wyobraźni, komunikacji ikonicznej. Porozumiewanie się pokoleń w najbliższym okresie może być naprawdę bardzo trudne.

Zadałam to pytanie świadomie, bo może to jest kolejne źródło naszych problemów z młodzieżą?

Jak najbardziej. Ale będę tym razem konsekwentnie strzelała do jednej bramki: jest to trochę związane z lenistwem dorosłych, którzy nie chcą się uczyć nowych rzeczy.

Pewnie wychodzą z założenia, że już się nie nauczą, bo umysł już nie ten, no i nie widzą takiej potrzeby.

Myślę, że to poważny błąd.

Sporo przez to tracimy w oczach młodzieży…

Tak. Tracą na tym nauczyciele, tracą rodzice. Jak można szanować ojca, który nie umie włączyć komputera? Małe dziecko potrafi to robić w tak naturalny sposób, jak ptak śpiewa. Dorośli uważają, że autorytet należy się im z wieku i z urzędu, dlatego nie chcą się uczyć od młodych ludzi. Nie chcą rezygnować ze swojej pozornej przewagi. Nie chcą pytać młodszych od siebie ani się od nich uczyć. Nie chcą wejść w taką relację, w której rzeczywiście będzie dochodziło do jakiejś wymiany. Tymczasem młody człowiek może nauczyć mnie, jak posługiwać się USOS-em – uniwersyteckim systemem obsługi studiów, a za to ja mogę mu “wyprostować” tekst, który napisał, ponieważ akurat ja umiem to lepiej niż on i żadne najnowocześniejsze technologie tego nie zmienią. Na takiej wymianie skorzystać możemy oboje, pod warunkiem, że do niej w ogóle dojdzie. Tymczasem mamy “Okopy Świętej Trójcy” wzniesione w rodzinie, w szkołach, w placówkach kulturalnych. Wszędzie tam obowiązuje tradycyjna koncepcja autorytetu pedagogicznego i takie kontakty, jak opisałam, są stanowczo zbyt rzadkie.

Wydaje się, że o ile rodzice częściej mają odwagę przyznać się przed swoimi dziećmi, że czegoś nie potrafią i częściej są gotowi prosić o pomoc swoje dzieci, to o wiele większy problem jest ze szkołą. Ta ultrakonserwatywna instytucja uznaje się, pomimo rewolucyjnych wręcz zamian we współczesnym świecie, za jedyne źródło wiedzy dla młodego pokolenia.

No więc właśnie.

Pani Profesor ma dość chłodny stosunek do nauczycieli i wychowawców.

Rzeczywiście, jest on chłodny. Choć na innym poziomie jest bardzo gorący. Szkoła to jest moja wielka idée fixe. Sama chodziłam do bardzo szczególnej szkoły i całe moje doświadczenie szkolne jest szczególne. Szczerze nienawidziłam szkoły. Chodziło o wiele różnych spraw, ale głównie o terror, który dotyczył w równym stopniu nauczycieli, jak i uczniów. Na szczęście, spotkałam też kilku wspaniałych nauczycieli w tej szkole.

W ostatnich badaniach, które robiłam wraz z kolegami z zespołu badawczego, zbieraliśmy informacje na temat pozalekcyjnej oferty dla młodzieży. Badania prowadziliśmy w różnych środowiskach. Gdy szczegółowo przeanalizowaliśmy rozmiary tej oferty, otrzymaliśmy wynik, który może być mocnym argumentem w dyskusjach o przyczynach trudności wychowawczych polskiej szkoły. A także o roli wychowania oraz edukacji. Okazało się, że 66 proc. całości oferty zajęć pozalekcyjnych dla młodzieży zapewnia szkoła, 15 proc. organizacje pozarządowe, a cała reszta infrastruktury, czyli domy kultury, parafie, ośrodki i kluby sportowe - zaledwie 19 proc. Proszę zwrócić uwagę, że aż 66 proc. zajęć pozalekcyjnych oferuje szkoła. To nie jest normalna sytuacja! Jak nauczyciele mogą dobrze pracować, jeżeli muszą wypełniać dziesiątki nałożonych na nich bzdurnych obowiązków, którymi w ogóle nie powinni się zajmować?

Dla mnie sztandarowym przykładem jest to, co się stało z pedagogami szkolnymi. Zostali oni zatrudnieni w szkołach po to, żeby pomagać nauczycielom w rozwiązywaniu problemów wychowawczych, tymczasem prawie wcale się tym nie zajmują. Pedagog jest de facto asystentem socjalnym dyrektora: załatwia dożywianie, paczki żywnościowe, wyjazdy, umieszczenie ucznia w placówce opiekuńczej, badania psychiatryczne. Ma na głowie dziesiątki spraw, którymi powinien się zajmować właśnie taki asystent, a w znacznie mniejszym stopniu zajmuje się problemami związanymi z wychowaniem. Chyba, że jest maniakiem i znajduje na to czas wśród rozlicznych obowiązków. Na tym przykładzie widać wyraźnie, że można rzucać mnóstwo gromów na szkołę, ale w tych okolicznościach ona nie może dobrze funkcjonować. Szkoła mogłaby być dobrą agendą wychowawczą pod warunkiem, że nie ciążyłyby na niej żadne inne obowiązki.

Z punktu widzenia rodzica wygląda to nieraz również tak, że szkoła na rodziców zrzuca obowiązki edukacyjne. Ubolewała Pani profesor nad płytkością relacji rodzic – dziecko, ale często zdarza się tak, że matka czy ojciec chętnie porozmawialiby ze swoim dzieckiem, ale ambitna pociecha ślęczy całymi popołudniami nad książkami lub jest na korepetycjach, bo tak nędznie uczy polska szkoła.


W ten sposób wróciłyśmy na ścieżkę narzekania na nauczycieli. Ale proszę zwrócić uwagę, że żadna z mniejszych czy większych reform nie zrobiła nic, żeby zawód nauczyciela był zawodem elitarnym. Nie poprzez większe pensje, co nawiasem mówiąc, też powinno się zdarzyć, ale przede wszystkim przez spowodowanie, żeby nie każdy mógł zostać nauczycielem.

Tymczasem od lat najwięcej chętnych jest na studia pedagogiczne i to niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z niżem czy wyżem demograficznym. A dlaczego? Bo tam najłatwiej dostać papier. Nie chcę tutaj obrażać wybitnych pedagogów, gdyż z kilkoma z nich jestem zaprzyjaźniona, ale generalnie studia pedagogiczne są w powszechnej opinii uważane za studia o niskim poziomie. W związku z tym najłatwiej skończyć pedagogikę i później machać papierem na rynku pracy. A jak się nie powiedzie gdzie indziej, to w ostateczności zawsze można iść do szkoły i katować wychowanków swoimi frustracjami. Dopóki taki model jest w ogóle dopuszczany i realizowany w praktyce, to o czym my w ogóle mówimy? Jeżeli rzeczywiście dotarłoby do twórców systemu, w tym do polityków to, że młodzież jest najcenniejszym dobrem każdego kraju, wówczas może coś by się zmieniło.

W deklaracjach tak właśnie jest.

Tylko co z tego? To powinno oznaczać, że ci, którzy się zajmują edukacją i wychowaniem młodzieży, powinni być również ludźmi szczególnymi, a nie - przepraszam - byle kim. To powinien być zawód, do którego dostęp powinien być szczególnie limitowany.

O problemach młodych ludzi rozmawia się głównie z poziomu dorosłych. Powiedziała Pani kiedyś, że niewiele osób, nawet wśród badaczy, zdaje sobie sprawę ze swego negatywnego nastawienia poprzedzającego rozpoznawanie wewnętrznego świata młodzieży. Pani zdaniem istnieją rozliczne, głęboko zakorzenione sądy, przekonania i normy, które zabezpieczają przede wszystkim interesy dorosłych. Zarzuca też Pani mediom, że robią wiele złego w kształtowaniu wizerunku młodzieży.

Bo one są głównym twórcą obrazu młodego człowieka. Przez to doszliśmy do takiego absurdu, że spora część nauczycieli nie patrzy na to, co robią ich uczniowie, tylko co się mówi o młodzieży w telewizji. Kierują się wnioskami z telewizora, a nie z bezpośredniego doświadczenia.

To działa trochę jak samospełniająca się przepowiednia: widzę młodzież zachowującą się skandalicznie w telewizji i zakładam, że moi uczniowie będą zachowywać się tak samo
.

Albo nawet już się tak zachowują, tylko, być może, ja jeszcze tego nie zobaczyłam. W tym przypadku mamy do czynienia z negatywnym nastawieniem nauczyciela, które dodatkowo utrudnia mu kontaktu z uczniami.

Jak to zmienić?

Dochodzimy do mojego ulubionego tematu, czyli misji telewizji publicznej. U nas w tej chwili dyskutuje się o zniesieniu telewizji publicznej. Wydaje się to o tyle dziwaczne, że jest genialny wzorzec sprzed wielu lat. Dla mnie modelem telewizji publicznej, która wspaniale spełniała funkcje edukacyjne, było BBC. Nie wiem dlaczego w Polsce nikt nie myśli w ten sposób o misji telewizji publicznej. Dlaczego wszyscy zakładają, że to nie może się udać? Moja opinia na temat współczesnych dziennikarzy jest jak najgorsza. Jeżeli w popularnych, wysokonakładowych dziennikach na pierwszej stronie jestem w stanie przy pobieżnej lekturze znaleźć 10 czy nawet więcej błędów gramatycznych, nie mówiąc już o sądach i opiniach, które biorą się nie wiadomo skąd, a na dodatek nie są poparte jakąkolwiek rzetelną wiedzą, jak mogę traktować to poważnie?

Kto zatem w największym stopniu oddziaływuje na młodych?


To pytanie raczej do psychologów. Jako socjolog mogę zachęcić do przeczytania króciutkiej książeczki Margaret Mead “Kultura i tożsamość” i zwrócenia uwagi na trzy modele kultury, które przedstawiła autorka. Ta książeczka jest nieustająco aktualna. Czytamy w niej m.in. o typie kultury, w którym istnieje już nie tylko przekaz hierarchiczny od dorosłych do młodzieży. Mead wskazuje na istnienie innych typów przekazu, w którym wszyscy muszą się uczyć od siebie nawzajem albo jeszcze inny, kiedy dzieci uczą dorosłych – sytuacja wręcz horrendalna dla dorosłego Polaka, opisana przez Korczaka w “Królu Maciusiu I”. Wiemy, jak to się tam skończyło!

Skąd w ogóle biorą się pomysły, że dzieci mogą nas, dorosłych czegoś nauczyć? Ano stąd, iż dzisiaj to one mają w ręku więcej władzy symbolicznej, szybciej zyskują dostęp do niezbędnej wiedzy za sprawą internetu. Ale zarazem to właśnie internet stał się kolejnym partnerem, którego trzeba wziąć pod uwagę, pytając o odpowiedzialność za zachowania młodzieży. Trzeba stale przyglądać się temu zjawisku i obserwować, w jakim dialogu z internetem pozostają młodzi ludzie. Poszukując odpowiedzi na pytanie, kto odziaływuje na zachowania młodzieży, nie sposób pominąć – co jest truizmem – rówieśników. Zgodnie z tym, co powiedziała Mead, ich rola w wytwarzaniu tożsamości grupowej i indywidualnej bardzo wyraźnie się zwiększyła.

Mówi się, że gimnazjum to najsłabsze ogniwo polskiego systemu edukacji.

No właśnie. A dlaczego tak jest? Znam wyniki badań i sama też wielokrotnie badałam gimnazjalistów. Gimnazjum jest najsłabszym ogniwem systemu, bo niestety w tym “wieku burzy i naporu” starcie z nieprzygotowaną kadrą pedagogiczną daje okropne rezultaty. Gdyby w reformie oświaty nie zapomniano o nauczycielach i przygotowano ich do przebywania w takiej specyficznej szkole, jaką jest gimnazjum, przypuszczalnie nie byłoby dzisiaj takich problemów.

Ciągle jednak istnieje możliwość udoskonalenia tego ogniwa, między innymi poprzez wzmocnienie kompetencji wychowawczych nauczycieli.


Myślę, że tak, tylko na jakie nauczycielskie umiejętności powinno się zwracać uwagę? Chyba nie na to, jak opanować “masę” czy jak wprowadzać do szkoły psy i kamery. Raczej na to, jak pracować ze zbuntowanym nastolatkiem, który nieraz sam nie wie, dlaczego rozrabia i dlaczego jest niegrzeczny. Buzują w nim hormony, ma typowe problemy wieku dojrzewania, z którymi nie potrafi sam sobie poradzić, racjonalnie objaśnić ani nad tym zapanować. Dlatego nauczycielom powinno się pokazywać (a nie tylko ich uczyć), w jaki sposób powinni nawiązywać kontakt i jakimi metodami mogą pracować z młodymi ludźmi w tym wieku. Ja bym na przykład nie lekceważyła pewnego elementu niespodzianki na lekcjach. Chodzi o zaskakiwanie uczniów. Jeżeli oni oczekują po mnie jakiegoś zachowania i nastawiają się, że na nich nawrzeszczę, bo właśnie mnie sprowokowali i czekają na tą moją, wiadomą dla nich reakcję, to ja właśnie nie wrzeszczę, tylko załatwiam sprawę innymi sposobami. Oczywiście, można też wrzasnąć wtedy, gdy się tego nie spodziewają. Czasami, niestety, jest to konieczne, nauczyciele też są ludźmi i powodują nimi emocje. Natomiast jeżeli jest to kwestia wyłącznie wrzasków, które na dodatek są nieskuteczne – takie zachowania nie mają sensu.

Żeby ten obraz szkoły nie był taki strasznie czarny, chciałam zwrócić uwagę, że są środowiska i szkoły, które działają wspaniale. Warto podpatrywać, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego w jednej szkole atmosfera jest miła, dzieci chodzą uśmiechnięte i nie ma tam nadzwyczajnych patologii? Dlaczego gdzie indziej, gdzie kładzie się nacisk na wyśrubowany poziom, widzi się ściśnięte, zawzięte twarze, obłęd w oczach biegających po korytarzach nauczycieli czy uczniów i kurzących pod szkołą młodych ludzi, którzy bluzgają, na czym świat stoi. Odpowiedź jest zawsze taka sama: pierwszym i podstawowym warunkiem dobrego funkcjonowania szkoły jest selekcja do zawodu.

Pani zdaniem pokolenie młodzieży wchodzącej w dorosłe życie ma zadatki na pozytywistów. Czy to dobrze? Romantyk kojarzy się z wrażliwością, idealizmem, czystością uczuć. Rezygnuje ze szczęścia osobistego, by całkowicie poświęcić się wielkiej sprawie.

A kto powiedział, że polski pozytywista działał z czystego wyrachowania? Mam dość posługiwania się tymi wytartymi stereotypami. Ja mówiłam o polskim pozytywizmie, a to bardzo szczególne zjawisko. Polski pozytywizm nie miał wiele wspólnego z egoizmem, wręcz przeciwnie. Polegał na budowaniu struktur tego, co dzisiaj nazywa się społeczeństwem obywatelskim. Jak więc można te idee odrzucać w imię jakiegoś zakręconego romantyzmu? Uważam, że akurat pod tym względem młodzi ludzie, którzy ośmielają się deklarować głośno, że zależy im na kasie, karierze itp., są uczciwsi niż ci, którzy mówią, że to jest złe, bo nieromantyczne. Jakże często ci, którzy postulują romantyzm w życiu społecznym, mają nieczyste sumienia i naprawdę pełzają przy gruncie.

Zatem młody pozytywista to osoba otwarta na innych, gotowa nieść im pomoc?

Sporo wiem o organizacjach pozarządowych, bo III sektor zajmuje sporo miejsca i czasu w moim życiu. Sto razy bardziej wolę pracować z młodymi pozytywistami, niż z takimi, którzy angażują się w pracę na rzecz innych z czułego serduszka, żeby pomóc innym. Takich romantyków najpierw trzeba mocno otrzeźwić, żeby potrafili dobrze zorganizować sobie pracę, nie zapominali notatek i żeby im się to zbyt szybko nie znudziło.

Czym się charakteryzuje młodzież pozytywistyczna?


To ludzie, którzy nie widzą sprzeczności między tym, że chcą pomagać innym a tym, że chcą żyć godnie. Nie mieszczą się w ramach ciasnego patriotyzmu. Dla nich punktem odniesienia jest kolega, z którym rozmawiają sobie przez internet, a który mieszka akurat w Hong Kongu czy na Filipinach. To są ludzie, którzy będą się starali zabezpieczyć sobie standard cywilizacyjny, ale po cichu i bez zbędnych fanfar bardzo dużo robią na rzecz innych. Tacy ludzie, nic nikomu nie mówiąc, opiekują się np. swoimi zniedołężniałymi dziadkami, bo “romantyczni” rodzice pozostawili ich bez opieki.

Jakie, Pani zadaniem, są najważniejsze pytania o polską edukację?

To najważniejsze brzmi: jaką chcemy mieć w przyszłości elitę i czy w ogóle chcemy mieć elitę w naszym społeczeństwie. Jaki powinien być człowiek, który reprezentuje średni poziom i co można zrobić, żeby ograniczyć świat ludzi wykorzenionych i marginalizowanych? Niestety, na żadne z tych pytań nie ma właściwie odpowiedzi. Jak zatem wychowywać i do czego, jeżeli na te podstawowe pytania przeciętny nauczyciel nie potrafi odpowiedzieć i przypuszczalnie nawet nad nimi się nie zastanawia, bo goni go program?

Problem wychowawczego ping-ponga też wydaje się nie do rozwiązania, a system niestety nie zachęca do kształtowania pozytywnych postaw młodzieży.

Nie zachęca, ale ten system to przecież nikt inny, tylko my sami.

Zmiany musimy więc zacząć od samych siebie. Dziękuję za rozmowę.



onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Mulesia

  • Gość
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #163 dnia: Luty 28, 2008, 08:48:39 pm »
Bullying i mobbing w szkole

ThetaXstock Czwartek, 28 lutego (09:30)

Zjawiska przemocy szkolnej, to nie tylko szykanowanie ofiar (ang. mobbing), ale także tyranizowanie ich (bullying), czyli towarzyszące agresji psychicznej akty przemocy fizycznej w obecności "widzów" - podkreśla pedagog Jolanta Smuniewska.

Smuniewska - wizytator z warszawskiego kuratorium oświaty - była gościem forum dyrektorów w Kielcach, zatytułowanego "Kryzysy w szkole", podczas którego mówiła jak rozpoznawać przemoc szkolną i jak jej przeciwdziałać.

Jak podkreśliła , "mobber" - osoba, która stosuje wobec ofiary m.in. zastraszenie, ośmieszenie, upokorzenie i ograniczenie jej zdolności do obrony - ma celu wyłączenie jej z grupy koleżeńskiej.

- "Bullying", czyli tyranizowanie, ma wśród uczniów różne oblicza, zawsze jednak jest to tragedia dziecka, którego dotyka, i najczęściej objaw zupełnej bezradności szkoły wobec zjawiska - mówiła wizytator.
Według niej, oznaki tego, że dziecko może być ofiarą bullyingu na terenie szkoły to: zauważalny brak przyjaciół i kolegów; samotne spędzanie przerw między lekcjami; unikanie wycieczek i zajęć pozalekcyjnych; wzrost niechęci do szkoły; pogorszenie wyników w nauczaniu i zachowaniu; stany lękowe, nerwica, depresja,
bezsenność, zmienność nastrojów; ucieczka w jedną formę spędzania wolnego czasu; gubienie pieniędzy; ślady niszczenia ubrań i przyborów; siniaki i zadrapania na ciele.

- Podstawą skutecznego przeciwdziałania przemocy szkolnej jest dobry kontakt dziecka z rodzicami, ucznia z nauczycielami oraz ucznia z grupą rówieśniczą - zaznaczyła Jolanta Smuniewska.

- Najważniejsza jest postawa rodziców i wychowawców; reagowanie na każdy przejaw zła, pomoc psychologiczną ofiarom "stresu społecznego", perswazja i pomaganie w opanowaniu złości agresorom - to główne warunki zredukowania zjawiska przemocy - podkreśliła.

Dodała, że w trosce o dobro dziecka należy reagować na każdy przejaw agresji słownej i fizycznej, sprawdzać niepokojące informacje, eliminować werbalny i fizyczny kontakt ofiary i sprawcy, strzec wypełniania regulaminów i norm obowiązujących w szkole i społeczności oraz jednoznacznie oceniać naganne fakty.

Smuniewska przestrzegła nauczycieli przed szerzącym się tyranizowaniem "w sieci", które stało się już zmorą na zachodzie Europie. Oczernianie, wyszydzanie lub kompromitowanie za pośrednictwem internetu prowadzi do tego - mówiła - że dziecko będące celem internetowych ataków codziennie sprawdza wiadomości, by zobaczyć co złego znowu o nim napisano.

- Długotrwałe podleganie tego typu presji agresorów może stać się przyczyną poważnych schorzeń; bóle głowy, mdłości, zaburzenia żołądkowe to typowe dolegliwości spowodowane doznawaniem przemocy, często niesłusznie postrzegane przez nauczycieli, opiekunów i kolegów jako "wymówki". Tego rodzaju nierozpoznane schorzenia mogą być w ostateczności powodem próby samobójczej dziecka - tłumaczyła pedagog.

Zdaniem Smuniewskiej, sprawców przemocy szkolnej trudno wykryć, ponieważ mechanizmy ich zachowań bywają wzorowane na formach działania grup przestępczych, w których obowiązuje hierarchia i funkcjonują "ochroniarze-żołnierze".

Forum dyrektorów od pięciu lat towarzyszy Targom Edukacyjnym w Kielcach. Gospodarzem tegorocznego spotkania poświęconego kryzysom w szkole było Świętokrzyskie Centrum Doskonalenia Nauczycieli.



Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
http://dziecko.interia.pl/wiadomosc-dnia/news/bullying-i-mobbing-w-szkole,1066969,1646

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #164 dnia: Marzec 01, 2008, 12:57:24 pm »
Przemoc w szkolnej ławce

Szkoła... W odczuciu zapracowanych rodziców to miejsce, gdzie ich pociechy uczą się, bawią, jedzą obiad. Drugi dom. Dla dzieci jednak szkoła bywa dżunglą, gdzie obowiązuje prawo silniejszego.

 Zaczyna się niewinnie. Od przezwiska, nieprzyjaznego gestu, żartu, który rozbawił pół klasy. Z czasem przeradza się to w nękanie, a agresor (uczeń lub nauczyciel) pozwala sobie na coraz więcej. Uległość nieszczęśnika tylko rozzuchwala napastnika i jego klakierów. Nękanie kogoś przez dłuższy czas to właśnie mobbing („mob” w języku angielskim oznacza tłum, motłoch, a także: napastować kogoś, oblegać). Jak długo to trwa, zależy od psychicznej wytrzymałości ofiary. Każdego roku setki dzieci mają jednak dość i zmieniają szkołę. Wiele ucieka z domów i szuka grup, gdzie zostaną zaakceptowane. Czasem znajdują – subkultury lub sekty. Rośnie też liczba nieletnich, którzy od represji chcą uciec raz na zawsze. Popełniają samobójstwa, jak Ania z Gdańska. Choć zjawisko mobbingu nie jest nowe, to jego rozmiary dziś stały się prawdziwym problemem. Już co trzeci uczeń przyznaje, że doświadczył agresji w szkole. Dlaczego tak jest? Psychologowie tłumaczą: maleją autorytety nieobecnych rodziców i sfrustrowanych nauczycieli. Rośnie za to pobłażliwość dla drobnych wykroczeń. Do tego wzajemny brak szacunku między dziećmi, rodzicami, pedagogami... A karanie tylko nakręca, potęguje agresję. Jak wyjść z tego zaklętego kręgu? Na razie wiemy jedno: najgorsza jest obojętność.


UCZEŃ kontra UCZEŃ

Zamiast zabawy walka o pozycję w grupie

Większość dzieci bardziej niż nauczycieli boi się niektórych kolegów, szczególnie napotkanych w toalecie, na boisku…


AREK, GIMNAZJALISTA
Ma 14 lat, jest w drugiej klasie. Nie zgadza się na zdjęcie z obawy, że jego dawni oprawcy mogliby się na nim zemścić. To czterej chłopcy z wyższej klasy. Dręczyli go ponad rok. Co mu zwykle robili? – Bili, kopali, opluwali. Nieraz dorwali mnie w ubikacji, w szatni albo na boisku szkolnym – opowiada Arek. Dlaczego wybrali właśnie jego? – Nie wiem, jestem jak ta czarna owca. Chyba dlatego, że mam odstające uszy. Przez to nikt mnie nie lubi – wyznaje ze smutkiem. Kiedyś dopadli go na przystanku autobusowym. – Usłyszałem tylko: „Mów wierszyk”. I od razu zaczęli mnie bić. Okładali pięściami po plecach, szyi i nogach. To było straszne – mówi cicho Arek. Dopiero od niedawna jest w stanie rozmawiać o swoich szkolnych przejściach. Długo ukrywał, że ma problem. – Bo oni zapalali mi przed nosem zapalniczkę i straszyli, że mnie podpalą, jeśli komuś naskarżę – tłumaczy. W końcu pękł jednak i opowiedział ojcu, co przeżywa. Ten natychmiast pojechał do szkoły. – Ani wychowawca syna, ani dyrektor nie wiedzieli, co się tam dzieje. Byli zdziwieni, że Arek jest gnębiony. Zainteresowali się sprawą dopiero po mojej interwencji – mówi ojciec chłopca. – Wiem, że na półrocze agresorzy mieli obniżony stopień ze sprawowania – dodaje. – Pomogło, bo przestali synowi dokuczać. Pozornie wszystko wróciło do normy, ale dopiero teraz widzę, jak Arek bardzo to przeżył. Ma uraz do szkoły, często przebąkuje, żeby go przenieść do innej. Czuję, że nadal się boi – uważa ojciec. Stres związany ze strachem przed oprawcami odbił się także na zdrowiu chłopca. – Stał się nerwowy, trzy razy dziennie bierze tabletki na uspokojenie. Nie wiem, co to dalej będzie – martwi się ojciec. Arek, do tej pory uczeń czwórkowy, opuścił się w nauce, z klasówek przynosi jedynki. – Ostatnio zupełnie nic go nie interesuje. Nawet do siatkówki go nie ciągnie, choć zawsze lubił w nią grać. Zamiast iść na trening, siedzi w swoim pokoju. Prawie nie wychodzi z domu. To nas niepokoi. Ostatnio żona skontaktowała się z psychologiem. Ten zaproponował terapię. Trzeba będzie z niej skorzystać, bo sami sobie nie poradzimy – mówi ojciec Arka.

KONRAD, LICEALISTA
Szkoła to nie wczasy na Hawajach. Tu trzeba walczyć o przetrwanie. Takie są reguły. Kto tego nie umie, jest mięczakiem – twierdzi. Ma opinię największego łobuza w swojej szkole (chodzi do warszawskiego liceum zawodowego). Ale na spotkanie z dziennikarzem brakuje mu odwagi. – Jeszcze pani na mnie doniesie – tłumaczy. Zgadza się tylko na rozmowę na Gadu-Gadu. Od tego, co się wyświetla na ekranie mojego komputera, włosy stają dęba. Konrad pisze: „W domu syf, w szkole bagno, tylko jak komuś dowalę, czuję się ważny. Uwielbiam komuś przylać. Gnę bię zwykle pierwszoklasistów. Zazwyczaj wszystko odbywa się w szatniach albo za halą! Po prostu zaciągam tam delikwenta i spuszczam mu manto. A najlepsze jest to, że nauczyciele nie reagują. Mają to gdzieś”. Dalej opowiada: „Ostatnio podpadł mi taki jeden grubas. To go trochę sponiewierałem. Rozsmarowałem mu na twarzy, jakby to elegancko nazwać, nieczystości z nosa. U mnie mają także przerąbane ci, co nie palą, nie ćpają, nie piją. Lalusie. Oni muszą dostać. Klasa? Co klasa? Nie reaguje, bo chce żyć, nie? Nie czuję żadnych oporów. Przeciwnie. Mam satysfakcję, że komuś »dodupczyłem «. Wtedy patrzę w lustro i myślę, że jest git”.

ANNA, MATKA UCZNIA II KLASY
Chętnie godzi się na rozmowę, ale prosi o niepodawanie nazwiska. – Nie chcę, żeby ten wywiad odbił się na moim synu. On i tak przeżył swoje – tłumaczy. – Przez ponad rok Kuba znosił szykany. Kolega z klasy bił go pięściami, gryzł aż do krwi, kopał w krocze, wyzywał od tłustych kotletów. Syn tak się go bał, że zaczął moczyć się w nocy, a wieczorną modlitwę kończył słowami: „Proszę Cię, Boże, żeby Marcina nie było jutro w szkole” – opowiada. Gdy kiedyś Kuba wrócił ze szkoły z naruszonym przednim zębem, Anna zażądała wyjaśnień od szkoły. – Usłyszałam: „Poradzimy sobie”. Jednak działania były nieskuteczne. Dlatego zwróciłam się o pomoc do rzecznika praw dziecka przy kuratorium oświaty. Dopiero wtedy coś się zadziało. Agresor trafił na badanie psychologiczne. Okazało się, że trzeba go leczyć. Niestety, mój syn też musiał chodzić do psychologa.

Z FORUM INTERNETOWEGO
@Mieliśmy kolegę, którego maltretowała niemal cała klasa. Na przerwach chłopaki ciągali go za narządy. Raz na WF-ie chcieli mu nawet markera włożyć... On się przeniósł i teraz jest spokój, ale podobno w nowej klasie też nie ma fajnie. Żal faceta, ale urodził się taki denerwujący, i tyle.

ZDANIEM EKSPERTA
Małgorzata Szyndler psycholog z Ośrodka Psychoterapii i Psychoedukacji DRABINA

 Każdy chce znaleźć swoje miejsce w szkolnej grupie. Część uczniów, nie potrafiąc inaczej zwrócić na siebie uwagi, sięga po zachowania agresywne. Przemoc w szkole stała się już zjawiskiem powszechnym. Niestety, jej doświadczanie niekiedy na stałe odbija się na psychice. Osoba, która jest w grupie kozłem ofiarnym, w przyszłości może powielać ten schemat funkcjonowania. Dobrze, by czuła wsparcie bliskich. Rodzice nie mogą obwiniać jej za zaistniałą sytuację czy dawać rady w stylu „weź się w garść”. Powinni powiadomić szkołę o problemie i, być może, skorzystać z poradni psychologiczno-pedagogicznej. Ważne, by nauczyciele interweniowali nie tylko w razie bójek, ale i konfliktów słownych, od których najczęściej rozpoczyna się przemoc.


NAUCZYCIEL kontra UCZEŃ

Lekcje ze złośliwym belfrem czasem śnią się nawet po latach

Przemoc to nie tylko bicie, ale też drwiny z wyglądu, braku postępów w nauce czy pieniędzy. Wyśmiewają się nie tylko uczniowie…


MARIUSZ, NAUCZYCIEL CHEMII
Tej lekcji nie zapomnę do końca życia – opowiada trzydziestolatek z Solca Kujawskiego. Nie ma czemu się dziwić. Jego „wyczyn” na owej lekcji jeden z uczniów nagrał aparatem fotograficznym wbudowanym w telefon komórkowy. Na krótkim, 18-sekundowym filmie wyraźnie widać wzburzenie chemika, który podbiega do ucznia siedzącego w ławce, z furią chwyta go za ramiona i wyciąga z ławki. A potem, mocno szarpiąc, popycha w kierunku tablicy. To nie jest zachowanie godne nauczyciela. – Wiem, że postąpiłem źle, nagannie. Bardzo tego żałuję. Nie powinienem dać się sprowokować – przyznaje pedagog, po czym stara się usprawiedliwić: – Trudno trzymać nerwy na wodzy, gdy ma się do czynienia z taką młodzieżą – tłumaczy. – Prowadzić lekcje w tej klasie to było wyzwanie. Na pytanie, co wiesz o kwasach, uczniowie potrafili odpowiadać: „Kopytko”, albo: „To pan nie wie?”. Zamiast rozwiązywać zadania, słuchali muzyki, wysyłali SMS-y, jedli bułki – mówi. Ze szczegółami wspomina tamten feralny dzień. – Wszedłem do sali, był hałas, więc poprosiłem, żeby wstali. Chciałem przywitać się z klasą, co od razu wyciszyłoby uczniów. Wstali wszyscy oprócz Roberta. Jak zwykle uśmiechał się bezczelnie i kpiąco patrzył mi w oczy. Zwróciłem mu uwagę. Raz, drugi, trzeci… Zero reakcji. Chciał zademonstrować, że nic nie mogę mu zrobić. Wiadomo: ucznia bić nie wolno, a uwaga w dzienniku to żaden straszak. No i nagle puściły mi nerwy. Poczułem się upokorzony przez tego małolata. W końcu wyciągnąłem go siłą z ławki. No i pchnąłem, żeby zaprowadzić do wychowawcy – mówi. – Ale szybko zmieniłem zamiar, bo to i tak nic by nie dało. Ileż to razy nauczyciele z naszej szkoły słyszeli od pani dyrektor: „Jak sobie nie radzicie, zmieńcie zawód”. Nie było żadnej współpracy między nią a pedagogami. To chore – twierdzi. Jego historia skończyła się happy endem. Mariusz nadal pracuje w gimnazjum, został też radnym w swoim mieście. Ale wciąż się wstydzi, że wtedy dał się sprowokować. – Chciałem odejść z pracy, lecz uczniowie prosili mnie, żebym tego nie robił. Może dlatego, że nigdy dotąd nie podniosłem na nich ręki? I nigdy jej nie podniosę. Choć wiem, że jeszcze nieraz będę miał na to ochotę – przyznaje.

ANIA, ABSOLWENTKA LICEUM
„Wkurza mnie to, wkur… mnie to!” Takich słów używała matematyczka na lekcji w mojej szkole – opowiada Anna, dziś studentka Politechniki Wrocławskiej. Pokazuje zdjęcie ze szkolnej wycieczki: uczniowie III a oraz „ta” pani profesor. Szczupła, uśmiechnięta brunetka przed pięćdziesiątką. Wcale nie wygląda na kogoś, kto tyranizuje młodzież. – Pozory mylą. Ten uśmiech znikał z jej twarzy wraz z zatrzaśnięciem drzwi do klasy. Wtedy wstępowała w nią bestia – twierdzi dziewczyna. Bo jak inaczej nazwać to, co się działo podczas każdych zajęć? – Już przed dzwonkiem na lekcję byliśmy przerażeni. Ona szybko wpadała w gniew, a wtedy przeklinała i krzyczała. Tylko że to nie był zwykły krzyk. To był wrzask – wspomina. Każda lekcja wiązała się z niepokojem, kogo dzisiaj pani profesor upatrzy sobie na ofiarę. – Wybraną osobę poniżała, nazywała dnem, idiotą. Słyszeliśmy: „Kto cię spłodził, pasożycie, niekumaty durniu?”. Jeśli widziała, że ktoś nie radzi sobie z rozwiązaniem równania, podchodziła, pochylała się nad nim i wrzeszczała do ucha: „Kretyn!”. Siedzieliśmy skuleni, każdy bał się choćby poruszyć – opowiada. Nikt nie odważył się protestować. – Iść do dyrektora? Bez sensu. Był jej mężem. Czy stanąłby po naszej stronie? Przez trzy lata potulnie znosiliśmy ten horror – mówi. – Dopiero rok temu, gdy już byłam na studiach, ktoś zawiadomił kuratorium. – Pamiętam, zrobiła się w mieście afera. Ale para poszła w gwizdek. Efekt był taki, że… pani profesor nadal uczy. Komentarz? Zbędny – kończy Ania.

OLA, ROK PO MATURZE
Na wspomnienie szkoły jej twarz wykrzywia grymas. – To było miejsce, gdzie każdego dnia podcinano mi skrzydła – opowiada. Uczyła się w renomowanym ogólniaku w Łodzi. Do dziś nie rozumie, dlaczego chemiczka tak jej nie cierpiała. – Po każdej kartkówce, nawet zaliczonej, mówiła: „I tak nadajesz się tylko do zawodówki”. Do tej pory nikt tak do mnie nie mówił. Chemia była w poniedziałki, a mnie już w sobotę bolała głowa – przyznaje. Wyrwana do odpowiedzi, szła do tablicy jak sparaliżowana. I oczywiście zapominała, czego się nauczyła. A nauczycielka triumfowała. – Zaczęłam w końcu wierzyć, że naprawdę jestem głąbem i zasługuję na takie traktowanie. Wieczorami płakałam w poduszkę. Nie wiem, jak wytrwałam do matury, to była dla mnie gehenna. Dopiero teraz, na studiach, czuję, że znów rosną mi skrzydła – uśmiecha się Ola.

MARIA, MATKA LICEALISTKI
Nigdy nie przypuszczała, że jej córkę będzie gnębić koleżanka po fachu. – Kasia bez problemu dostała się do jednego z najlepszych liceów w stolicy. Wszystko było dobrze, ale co jakiś czas napomykała, że pani od geografii zaniża jej stopnie. Poszłam więc do szkoły zapytać o kryteria oceny – opowiada. Widocznie profesorka poczuła się urażona, że ktoś podważa jej sposób oceniania. I wtedy się zaczęło. – Ukarała mnie tym, że zaczęła szykanować moją córkę. Kasia nic mi o tym nie mówiła. Skarżyła się tylko na bóle barków, pękało jej szkliwo zębów. Straciła apetyt, stała się smutna. Zaprowadziłam ją do lekarza. Badania niczego nie wykazały. Do głowy mi nie przyszło, że jej problemy mają podłoże psychiczne – przyznaje Maria. Pewnego dnia, już w drugiej klasie, dziewczyna oznajmiła, że więcej do szkoły nie pójdzie. – Myślałam, że żartuje. A ona rozpłakała się i wyznała, że gnębi ją nauczycielka geografii. Byłam w szoku. Jak mogłam tego nie skojarzyć! Oczywiście poszłam do szkoły, ale „geograficzka” wszystkiego się wyparła. Uczniowie też nabrali wody w usta. Wiadomo, za rok matura. Miałam dwa wyjścia. Walczyć ze szkołą, co na pewno odbiłoby się na córce, albo przenieść ją do innej. Wybrałam mniejsze zło. Nie żałuję. Kasia chodzi do innego liceum, w tym roku zdaje maturę, a jej problemy minęły.

@Moja córka z powodu stresu w szkole zaczęła tracić włosy. Była tak zastraszona, że nawet nam nic nie powiedziała! Wszystkiego dowiedzieliśmy się od jej koleżanek. Znęcała się nad nią nauczycielka biologii. Stawiała niesprawiedliwe oceny, komentowała wygląd córki (Olka ma lekką nadwagę). I nie widziała w tym nic nagannego!

@Do dziś nie mogę wykasować z pamięci „plaskacza” z otwartej dłoni, jakiego przed laty otrzymałem od katechety za to, że żułem na lekcji gumę. Wtedy była to dla mnie straszna kara. Ale gdy kilka lat temu w telewizji zobaczyłem materiał z Czarnej Białostockiej, o nauczycielce, która wbiła nóż w ucznia podstawówki... No, to ja miałem szczęście, że tylko dostałem w twarz!


Jak poznać, że dziecko jest w szkole szczute?

✔jest smutne, zgaszone, gorzej się uczy
✔niechętnie mówi, co się działo w szkole
✔ma problemy ze snem, płacze w nocy
✔nie ma bliskiego przyjaciela
✔mówi, że nie lubi swojej klasy, szkoły
✔nie chce rano wychodzić, skarży się np. na ból brzucha; opóźnia powroty ze szkoły
✔ma sińce, zniszczone ubranie, przybory szkolne. Pytane, co się stało, mówi: „OK”, co często uspokaja zabieganych rodziców
✔staje się agresywne wobec bliskich, np. młodszego rodzeństwa czy zwierząt
✔kradnie z domu pieniądze lub wartościowe rzeczy, prosi o drobne na „składkę”


ZDANIEM EKSPERTA
Maciej Osuch społeczny rzecznik praw ucznia, doradca Rzecznika Praw Obywatelskich do spraw oświaty i wychowania

 Nie ma reguł, kto staje się podmiotem niechęci nauczyciela. To zależy od nastawienia. Dla jednego np. uczeń kwestionujący jego poglądy to cham, dla innego – ktoś aktywny. Podobnie z wyglądem, ubiorem itp. Bywa, że nauczyciel dołącza się do nękania kozła ofiarnego. Mobbingowany uczeń powinien zgłosić sprawę do pedagoga szkolnego lub psychologa, który ma obowiązek podjęcia interwencji w sytuacji kryzysowej, a ta taką jest! Można zwrócić się do dyrekcji. Nie pomoże? To do kuratorium oświaty. Po zgłoszeniu problemu na piśmie zostaje wszczęte postępowanie. Odradzam samodzielną wojnę ze szkołą, bo w wielu „nauczyciel ma zawsze rację”.
 W razie pytań służę pomocą: 0 501 644 020, e-mail: macieko@over.pl, www.maciekosuch.prv.pl


UCZEŃ kontra NAUCZYCIEL

Współczesne dzieci nie mają respektu przed dorosłymi

Złość kilkulatka to najczęściej kopia zachowań rodziców.


KRZYSZTOF, ANGLISTA, JUŻ NIE PRACUJE
Jeszcze kilka lat temu uczył w szkole. Mówi, że lubił swój zawód i miejsce pracy. Ale po tym, czego doświadczył, definitywnie rozstał się z nauczaniem. Dziś pracuje jako tłumacz w jednej z toruńskich kancelarii. Kim jest? – To ten, na którego głowie wylądował kosz na śmieci – mówią o nim w jego rodzinnym mieście. Upokorzenie tego nieszczęśnika oglądała cała Polska, ale dzięki jego historii wreszcie zaczęło się mówić o agresji wychowanków wobec nauczycieli. Do tej pory mogło się wydawać, że takiego zjawiska nie ma. Ale pewien brutalny film rozwiał te złudzenia. Uczniowie nagrali fragment lekcji angielskiego, prowadzonej przez Krzysztofa, i umieścili „dowód” w internecie. Co na nim widać? Rozwydrzeni uczniowie zabierają nauczycielowi dziennik, szydzą, brudzą mu twarz gąbką. Ktoś wykręca mu ręce i próbuje związać je sznurkiem! Jeden z uczniów, stojąc przy dręczonym, udaje, że się onanizuje. Jego koleżanka raz wypina się wulgarnie, po chwili zaczyna obmacywać pedagoga. Kolejny oprawca wymachuje nauczycielowi pięściami i butami koło twarzy. Wreszcie moment finalny – na głowie anglisty ląduje kosz na śmieci. Słychać głośny rechot w klasie i groźby skierowane w kierunku oszołomionego mężczyzny: „Jak piśniesz słowo, zaj… cię jak psa”. Ale nie mniej szokująca jest postawa nauczyciela. Udaje, że nic złego się nie dzieje. Nie zważając na zachowanie uczniów, stara się odpytać jednego z nich. Prowokowany, poniżany i bity, nie wstaje. Nie uderza ręką o blat, nie krzyczy. Nie wychodzi do dyrektora ani nie wzywa policji! Do zmiany postawy nie nakłaniają go nawet wycelowane w twarz obiektywy kamer uczniowskich komórek. „Przecież tego nie nagrywacie” – mówi tylko słabym głosem. Przez czterdzieści pięć minut znosi tortury, przerwane dopiero dzwonkiem na koniec lekcji. Krzysztof nawet dzisiaj nie chce komentować tego, co się wtedy stało. – Jakim cudem mnie pani w ogóle znalazła? Skąd zna mój adres i telefon? – pyta zdenerwowany. – Nie powinienem był im na to pozwolić. Chcę o tym zapomnieć. – Widać, że odżyły wspomnienia. A doznane wtedy upokorzenie nadal boli.

MAŁGORZATA, UCZY W WARSZAWSKIEJ PODSTAWÓWCE
– Z niepokojem obserwuję, że agresja uczniów wobec nauczycieli narasta – mówi. – Nie ma miesiąca, by nie docierały do nas kolejne sygnały. Ostatnio koleżanka opowiadała, że w jej gimnazjum uczniowie pobili nauczyciela na boisku szkolnym. I to wychowawcę! Dostało się mu, gdyż zażądał, by młodzieńcy nie dręczyli młodszych dzieci grających w piłkę. W odpowiedzi został uderzony w twarz, następnie przewrócony i skopany. Napastnicy mieli po szesnaście lat. W pokoju nauczycielskim wspominamy także historię germanisty z pewnego liceum, którego pobił chłopak jego uczennicy. Chciał zemścić się za to, że nauczyciel nie pozwolił dziewczynie ściągać na klasówce – opowiada Małgorzata. – W młodszych klasach agresja uczniów zwykle ma związek z tym, co się dzieje w ich rodzinnych domach – zauważa. – Pamiętam grzecznego ucznia, który z dnia na dzień stał się nieznośny. Potrafił kopnąć mnie w łydkę i wykrzyczeć: „Nienawidzę cię!”. Potem się okazało, że rodzice chłopca są w trakcie rozwodu i on bardzo to przeżywa.

BARBARA, POLONISTKA
 – Przez miesiąc dostawałam telefony z pogróżkami: „Uważaj, bo cię załatwimy”. Wszystkie połączenia były z osiedlowej budki. Domyśliłam się, że to uczeń, któremu na półrocze postawiłam jedynkę – opowiada. Pracuje w gimnazjum w Sieradzu (ma opinię bardzo wymagającej). – Na lekcji wychowawczej powiedziałam, że domyślam się, od kogo dostaję pogróżki, i jeśli się nie skończą, zgłoszę sprawę policji. Zastraszanie skończyło się jak ręką odjął, ale na karoserii mojego auta pojawiła się wielka rysa. Przypadek? – zastanawia się. – Nie sądzę. Często spotykam się z agresją słowną. Kiedyś usłyszałam od ucznia, któremu zwróciłam uwagę: „Odpier… się, ty gruba dupo”. Nie mogłam tego tak zostawić. Chłopak trafił do dyrektora. Wezwaliśmy jego rodziców. Zdecydowaliśmy, że zaproponujemy uczniowi tzw. kontrakt. Jeśli się poprawi, nie zgłosimy sprawy do sądu dla nieletnich. Uczeń podpisał zobowiązanie, że zmieni zachowanie. Dotrzymał słowa. Po co to opowiadam? By udowodnić, że każda szkoła ma narzędzia, by skutecznie walczyć z przemocą, często jednak woli nie zauważać problemu.

@Oko za oko, ząb za ząb! Pamiętacie chłopaka, który z siekierą rzucił się na nauczycielkę? Chodził z moją kumpelą do podstawówki. Ona mówi, że zawsze był dziwny, a ja myślę, że to nauczycielka sama się o to prosiła.


Nieletni wcale nie znaczy bezkarni

Wobec kilkuletnich sprawców sąd często orzeka dozór kuratora, a jeśli rodzice sobie z nimi nie radzą – umieszczenie w ośrodku socjoterapeutycznym lub pogotowiu opiekuńczym. Młodzież od 13. do 17. roku życia może być kierowana do rodzin zastępczych lub (zależnie od stopnia demoralizacji) zakładów poprawczych. Do naprawienia szkód zobowiązani są rodzice sprawców.


Jesteś ofiarą lub świadkiem przemocy?

Zgłoś to policji – anonimowo, dzwoniąc pod numer ogólnopolskiej infolinii: 0 800 120 226, lub za pomocą komunikatora GG, numer: 100 997 (na razie tylko na terenie Warszawy). Psychologowie i specjaliści w dziedzinie ochrony praw dziecka czekają w Biurze Praw Dziecka, tel. 0 22 696 55 50, rzecznik@brpd.gov.pl

Więcej na stronach:
www.szkolabezprzemocy.pl
www.brpd.gov.pl
www.strefamlodych.pl
i w książce Dana Olweusa „Mobbing”.

ZDANIEM EKSPERTA
Wanda Walkowiak dyrektor Gimnazjum nr 121 im. Wojciecha Zawadzkiego w Warszawie

Przemoc uczniów wobec nauczycieli nie jest zjawiskiem nowym. Kiedyś np. rozlewano wodę na krześle nauczyciela czy plamiono jego biurko. Ale tego rodzaju „figle”, choć mogły irytować, nie naruszały godności osobistej. Prestiż zawodu czynił pedagoga nietykalnym. Dziś, wskutek przemian społeczno-obyczajowych, spotykamy się już z ostrymi napaściami, i to nie tylko werbalnymi, ale i fizycznymi. Dają one agresorowi „korzyści”: przywództwo, poczucie bezkarności, przesuwanie granic tego, co można. Interwencja w tych wypadkach ważna jest nie tylko ze względu na ochronę życia i zdrowia, ale i dla powstrzymania demoralizacji, której podlegają agresor i świadkowie jego czynów.

autor: Agnieszka Rakowska-Barciuk, Anna Augustyn-Protas
 Claudia 5 /2007

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #165 dnia: Marzec 27, 2008, 09:02:48 am »
:(

Powiesił się przez kolegów
Przemoc w szkole

Jarek (17 l.) nie wytrzymał tego upokorzenia. Wyrodni koledzy podczas szkolnej wycieczki do Paryża nagrali na komórkę film, w którym pastwią się nad nim.


Dramat rozegrał się w Bytowie (woj. pomorskie). Chłopaka oblali jogurtem i bili parówkami. Cały film sugerował podteksty seksualne. Ktoś zamieścił go w Internecie. Tego Jarek nie wytrzymał. Miał dość drwin szkolnych kolegów. Wyszedł nagle w środku lekcji ze szkoły, w domu czule pożegnał się z rodziną i zniknął. Jego ciało znaleziono w lesie. Powiesił się na drzewie.

autor: Gusto
ZR
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #166 dnia: Marzec 28, 2008, 12:01:34 am »
Więcejn na temat tragedii

Samobójstwo z upokorzenia...
... CZY STRACHU PRZED WYRZUCENIEM ZE SZKOŁY?


http://www.tvn24.pl/-1,1543695.1,wiadomosc.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #167 dnia: Marzec 31, 2008, 11:02:20 pm »
Agresja w szkole


Zdaniem psychologów, problemu absolutnie nie wolno lekceważyć. Ofiarą agresji kolegów może bowiem stać się każdy uczeń.

Dość powiedzieć, że według ostatnich badań przeprowadzonych przez różne placówki naukowe, przemocy w szkole doświadczyło aż trzy czwarte dzieci z podstawówek i ponad połowa gimnazjalistów. Niemal co drugi trzynastolatek znęcał się nad rówieśnikami, a wśród piętnastolatków robił to więcej niż co drugi uczeń!

Ważne sygnały ostrzegawcze

Dzieci często nie przyznają się rodzicom, że stały się ofiarą przemocy w szkole.

Nie chcą martwić domowników lub po prostu wstydzą się, że nie potrafią same sobie poradzić, gdy ktoś je wyśmiewa, wyzywa, bije, wysyła obraźliwe SMS-y, niszczy lub zabiera im rzeczy. Zastraszone dzieciaki żyją w stałym napięciu i lęku. Rano przed wyjściem do szkoły skarżą się na bóle głowy, brzucha czy nawet symulują chorobę, chcąc uniknąć zagrożenia. Jeśli podobne symptomy zauważysz u swojego syna czy córki, powodem może być prześladowanie. Na taką możliwość wskazują też inne zmiany w zachowaniu latorośli.

Co powinno cię zaniepokoić?

- Dziecko cały czas przesiaduje w domu, nie ma kolegów, nie chce uczestniczyć w wycieczkach szkolnych, chodzić na szkolne imprezy.
- Ze szkoły często wraca później niż to wynika z planu (idzie okrężną drogą, by zmylić napastników).
- Pogorszyło się w nauce, opuszcza pojedyncze lekcje lub wagaruje.
- Często przychodzi do domu posiniaczone, ze zniszczonymi książkami czy ubraniem.
- Prosi cię o ponowne kupienie „zgubionych” (czyli odebranych lub zniszczonych) przedmiotów – np. komórki czy przyborów szkolnych.
- Stale „gubi” pieniądze, prosi cię o wyższe kieszonkowe lub zaczyna ci podkradać drobne sumy.
- Jest małomówne, smutne, nerwowe, traci apetyt, gorzej sypia.
- Ma zmienne nastroje, bywa apatyczne lub agresywne.

Reaguj od razu

Masz powody, by przypuszczać, że syn czy córka doświadcza agresji kolegów?

Natychmiast przystąp do działania. Powiedz otwarcie, jakie masz obawy, i zachęć dziecko, by opowiedziało ci o wszystkim. Zrób to jednak bardzo delikatnie.

Pamiętaj, gnębiony dzieciak czuje się psychicznie słaby, bezbronny, a często nawet winien temu, że stał się ofiarą przemocy.
- Nie obwiniaj pociechy, że pozwala sobą w szkole pomiatać. Pozwól dziecku odreagować trudne emocje – przytul je, jeśli np. popłacze się ze zdenerwowania.
- Postaraj się dowiedzieć, jaką formę przybiera prześladowanie. Napastnicy wyzywają, grożą? Kim są? Czy to ktoś z klasy? Czy inni koledzy też są szykanowani lub zastraszani?
- Doradź dziecku, by podczas przerw starało się przebywać w bezpiecznych miejscach, gdzie kręci się dużo osób. Agresorzy nie lubią świadków.
- Jeśli natyka się na kolegów, których się obawia, niech stara się od razu zejść im z drogi. A jeśli już dojdzie do kontaktu z napastnikami, powinno zachowywać się pewnie (patrzenie prosto w oczy, postawa wyprostowana), unikając przy tym gestów i słów, które mogłyby sprowokować prześladowców.
- Gdy mu dokuczają lub wyśmiewają, może zareagować jakimś obojętnym stwierdzeniem
– np. „Możecie tak uważać”. W żadnym razie niech nie rzuca się do bicia – z silniejszymi nie wygra. W sytuacji zagrożenia najlepiej jest szukać wsparcia u postronnych osób („Pomóżcie mi, oni mnie zaczepiają!”).
- Ustal z dzieckiem, że przedstawisz problem wychowawcy, psychologowi szkolnemu lub dyrekcji szkoły. A jeśli znowu zostanie potraktowane brutalnie (choćby uderzone), ma natychmiast powiedzieć o tym nauczycielowi. Oczywiście ty też musisz być za każdym razem informowana o takich przypadkach.
- Żądaj od szkolnych pedagogów szczegółowego zbadania sprawy. Nalegaj, by agresorów wezwano na rozmowę, ukarano, powiadomiono ich rodziców.
- W drastyczniejszych przypadkach (np. pobicie dziecka, wyłudzanie pieniędzy) oraz wtedy, gdy syn czy córka nie potrafi wskazać prześladowców, nie wahaj się zwrócić o pomoc do policji.

Ucz stawiania granic

Zostało dowiedzione, że najczęstszym celem agresywnych ataków są dzieci lękliwe i uległe. Toteż psycholodzy zgodnie twierdzą: już dwulatek powinien wiedzieć, że nikomu nie wolno bezkarnie go krzywdzić. Dziecko od małego uczone asertywności i zaprawione w bronieniu swego, łatwiej potem poradzi sobie z ewentualnymi napastnikami.

- Pozwól swemu szkrabowi wyrównać rachunki, gdy oberwie w piaskownicy łopatką od kolegi. Niech odbierze urwisowi narzędzie walki, a gdy to nic nie da – odpłaci mu tym samym. Zezwalając na samoobronę, pokazujesz dziecku, jak wzbudzać respekt („Mnie się nie bije. Na przyszłość musisz się ze mną liczyć”).

- Nie tłumacz maluchowi, że brzydko jest się złościć, gdy kolega z podwórka popycha go czy wyrywa zabawki z ręki. W ten sposób uczysz dziecko podporządkowania, a nie stawiania granic. Ono ma prawo do sprzeciwu. Inaczej stanie się osobą słabą i bezwolną – czyli potencjalną ofiarą.

- Nie trzymaj dziecka pod kloszem, ograniczaj zakazy. Nie powinno stale słyszeć: „nie” „nie wolno” „nie możesz”. Takie postępowanie utrwala w kilkulatku postawy lękowe i odbiera mu wewnętrzne poczucie siły.

- Jeśli mąż chce podszkolić waszego przedszkolaka w sztukach walki, nie protestuj.
Mogą np. walczyć na miecze z gazet czy bawić się w obronę swego terytorium, którym jest narysowane na ziemi koło. Takie gry rozbudzają w dziecku odwagę i dodają mu pewności.

Ważne!

Każdego dnia znajdź choćby kwadrans na rozmowę z pociechą. Mając z dzieckiem dobry, regularny kontakt, łatwiej rozpoznasz jego szkolne problemy i zaradzisz kłopotom.

Warto wiedzieć
W ramach ogólnopolskiego programu edukacyjnego „Bezpieczny uczeń – jak unikać zagrożeń” uruchomiono specjalną stronę internetową dla nauczycieli, uczniów i ich rodziców: www.bezpieczny-uczen.pl. Organizatorzy programu (Wyższa Szkoła Bezpieczeństwa w Poznaniu i Policealna Szkoła Pracowników Ochrony i Detektywów O’CHIKARA) zgromadzili tam wiele ważnych informacji dotyczących zapewnienia dziecku bezpieczeństwa w szkole.

Anna Leo-Wiśniewska
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #168 dnia: Marzec 31, 2008, 11:08:51 pm »
Wróg w mojej klasie

Tanjev Schultz

Bicie, wyśmiewanie się, ignorowanie - szkoły są miejscem wojen, zarówno brutalnych napaści, jak i tych bardziej wyrafinowanych, psychologicznych. Badania mówią, że prawie każde dziecko może paść ofiarą mobbingu ze strony swoich szkolnych kolegów.

Jednocześnie wskazują, jak w takich przypadkach powinni reagować rodzice i nauczyciele.
Niektóre dzieci boją się przerwy. Podczas gdy inne nie mogą doczekać się końca lekcji, u wielu narasta uczucie paniki. Dopóki nauczyciel jest w klasie, czują się dość bezpiecznie. Ale kiedy nauczyciel wychodzi, może znów się zacząć: niesmaczne komentarze, szturchnięcia.

Na Annę Meyer wołano w szkole podstawowej "brzydula" i "okularnica". Pluto jej na głowę, obgadywano za jej plecami i traktowano jak powietrze. Przez lata Anna należała do niemej masy ofiar, do osób, które ciągle się czegoś boją - na początku przerwy, potem szkoły, a jeszcze później całego życia. Anna czuła się bezradna i bardzo samotna. - Nie mogłam spać, mało jadłam. Sprawcy mobbingu nie są w stanie sobie wyobrazić, jaką krzywdę wyrządzają - mówi piętnastolatka. Tysiące młodych ludzi dotkniętych jest mobbingiem. W ubiegłym roku naukowcy z Uniwersytetu w Koblencji i Landau zapytali o to prawie 2 tysiące uczniów - 54 procent z nich przyznało, że kiedyś padło ofiarą mobbingu.

Samotna ucieczka

W raporcie naukowcy proszą, by z uzyskanych danych nie robić sensacji. - Jednak wyniki budzą obawy - mówi kierownik badania Reinhold Jäger. Szkoły nie powinny ignorować tego tematu. Według szacunków odsetek regularnie szykanowanych uczniów waha się między 5 a 11 procentami. Mechthild Schäfer, psycholog z Uniwersytetu Ludwiga Maksymiliana w Monachium i jedna z niewielu ekspertek w tej dziedzinie w Niemczech, mówi, że nawet co siódmy uczeń doznał szykanowania ze strony swoich kolegów.

Mobbing jest szczególną formą cielesnej i werbalnej przemocy. Sprawcy szykanują podległą ofiarę regularnie przez dłuższy czas. W literaturze fachowej bardziej rozpowszechnionym niż słowo mobbing, które pochodzi od angielskiego słowa "mob" czyli "tłum, gawiedź, banda", jest wyrażenie "bullying" ("bully" oznacza w języku angielskim brutala, tyrana). Oprócz przemocy cielesnej i uszkodzenia mienia "bullies" stosują mniej lub bardziej subtelne metody, których rodzice i nauczyciele nie są w stanie rozpoznać: wyśmiewanie się, groźby, szantaże, oczernianie lub systematyczne ignorowanie.

Mobbing występuje w grupach, których członkowie często się widują. - Klasy szkolne są "przymusowymi wspólnotami" - mówi Herbert Scheithauer, profesor psychologii na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie. Ofiary nie mają drogi ucieczki. Mogą wprawdzie zmienić klasę lub nawet szkołę, ale wtedy górą są sprawcy. Niekiedy zdarza się, że koszmar ofiary jest kontynuowany w innym miejscu. Role są bardzo stabilne i nie jest łatwo je zmienić, tak jak w przypadku Anny Meyer.

Dziewczyna zmieniła w końcu szkołę i chodzi obecnie do liceum. Miał to być nowy początek. Jednak mobbing ją zmienił, stała się bardziej nieśmiała i nieufna. Na początku nie była w stanie nawiązać kontaktu z grupą. - Znowu stałam się odludkiem - mówi Anna, która jest obecnie pod opieką psychologa. - Bezpośrednich sprawców i ofiarę nie sposób rozpatrywać oddzielnie - wyjaśnia Scheithauer.

- Cała grupa tworzy system, w której każdy, nawet pozornie niezaangażowany, odgrywa swoją rolę. Są asystenci, którzy pomagają sprawcom, i są osoby posiłkowe, które eskalują zamieszanie. Są osoby przypatrujące się z zewnątrz, które się nie angażują i milczą, i są na szczęście obrońcy, którzy pomagają ofierze.

W badaniach nie pyta się uczniów tylko o to, jakie mieli osobiste doświadczenia z mobbingiem. W wielu badaniach prosi się o przyporządkowanie określonego wzorca zachowania do kolegów. W ten sposób psycholodzy wyrabiają sobie obraz o podziale ról w grupach klasowych. Mobbing może przytrafić się każdemu, kto znajdzie się na słabszej pozycji. Trudno mówić o określonych typach ofiary, jednak niektóre cechy podwyższają prawdopodobieństwo stania się nią. Chłopcy doznają przemocy cielesnej znacznie częściej niż dziewczęta, ale też częściej są sprawcami.

Z wiekiem mobbing staje się subtelniejszy

Zespół naukowców skupionych wokół Marthy Putallaz, psycholog z Duke University w Durham, na podstawie badań doszedł do wniosku, że dziewczęta skłaniają się do skrytego mobbingu, obgadywania i wykluczania.

Ofiary są najczęściej nieśmiałe i powściągliwe - to cechy, które dzięki mobbingowi mogą tylko zostać wzmocnione. Najważniejszym czynnikiem decydującym nie jest charakter danego ucznia, lecz jego pozycja społeczna, którą przydziela mu grupa. - Dziecko może w jednej klasie być szczęśliwe, ale w drugiej może stać się ofiarą - mówi Mechthild Schäfer.

"Obwiniałam się"

Wszystko zależy od sytuacji. Jeśli na przykład ktoś przychodzi jako nowy uczeń do klasy, łatwo może zostać zepchnięty do roli ofiary. Uczniowie ze złymi ocenami są szykanowani częściej niż bardzo dobrzy uczniowie. Jednak dobre oceny nie gwarantują ochrony przed mobbingiem. Anna Meyer w gimnazjum musiała pogodzić się z faktem, że przezywano ją "kujon". - Długo robiłam sobie z tego powodu wyrzuty.

Obwiniałam się i myślałam, że inni mają rację, traktując mnie w ten sposób. Zamiast buntować się, Anna zaczęła zamykać się w sobie. Bała się wychodzić z domu.

- Miałam poważną depresję - mówi. Wiele ofiar długoletniego mobbingu cierpi na zaburzenia psychosomatyczne: bóle głowy i brzucha, bóle pleców, bezsenność.

Szczególnie rozpowszechnione są depresje. Jednak w odosobnionych wypadkach napięcie może wyładować się na zewnątrz. Wtedy ofiary mobbingu reagują wybuchem agresji. Szaleńcy strzelający na oślep w szkołach byli w swoich klasach outsiderami.

Zespół skupiony wokół psychologa Marka Leary z Duke University zbadał przyczyny 15 strzelanin w amerykańskich szkołach. Tylko w dwóch przypadkach naukowcy nie znaleźli przesłanek ku temu, że sprawcy nie byli ofiarami mobbingu. Zasięg przemocy rozszerza się. Dzieci zaczepiane są nie tylko w szkole lub podczas drogi ze szkoły. Coraz większy niepokój policji i pedagogów wzbudza "cyberbullying".

Sprawcy używają do mobbingu telefonów komórkowych i internetu. Filmują zaczepki, rozpowszechniają nakręcone filmy wśród kolegów, co prowadzi do dodatkowego poniżenia ofiary. Oczerniają przez internet, nękają SMS-ami. Catarina Katzer z Uniwersytetu w Kolonii zapytała o zdanie na temat tego zjawiska grupę stu uczniów. Wynik potwierdził, że sprawcami używającymi internetu są najczęściej te same osoby, które terroryzują innych osobiście w szkole. Podczas gdy w niższych klasach dominuje bezpośrednia przemoc, z wiekiem stosowane metody stają się coraz bardziej wyrafinowane.

Szczególnie błyskotliwi są ci sprawcy, którzy sami doświadczyli bycia ofiarą mobbingu. Mniej więcej od trzeciej klasy uczniowie są na tyle rozwinięci, że potrafią manipulować i grać oczekiwaniami społecznymi innych ludzi.

Wspólne rozwiązanie

W badaniach nad mobbingiem istnieją dwie tezy na temat profilu sprawców.
Teza deficytu mówi, że sprawcy są społecznie niekompetentni. Teza kompetencji natomiast mówi, że sprawcy przewyższają swoich kolegów socjokognitywnie, tzn. posiadają szybką zdolność pojmowania relacji międzyludzkich.

Badania dowodzą, że teza kompetencji jest bardziej prawdziwa, przynajmniej u siedmiolatków i starszych dzieci. Włoski psycholog Gianluca Gini z Uniwersytetu w Padwie zbadał społeczną inteligencję u ponad 200 dzieci w wieku od ośmiu do jedenastu lat i porównał wyniki z rolami, które pełnią w procesie mobbingu. Wynik: sprawcy potrafią wczuć się w czyjeś położenie, ich inteligencja społeczna jest nadzwyczaj wysoka, jednak brak im empatii dla ofiar.

- Wielu nauczycieli patrzy na to przez palce - skarży się Mechthild Schäfer. Psycholodzy pospieszyli z pomocą. Rozwinęli programy prewencyjne, które mają na dłuższą metę doprowadzić do zaprzestania procederu szykanowania uczniów. Chodzi o to, żeby stworzyć klimat społeczny, w którym każdy, kto zaatakuje słabszego, traci automatycznie uznanie innych. - Nauczyciele muszą być szczególnie wyczuleni na społeczną strukturę swojej klasy. Mobbing nie jest bowiem sprawą jednostki, lecz odzwierciedla hierarchię w klasie - mówi Mechthild Schäfer.

Nauczyciele muszą dokładnie zrozumieć, jaką pozycję i rolę zajmują poszczególni uczniowie w klasie. Tak pracuje Andrea Mex. - Uczniowie uwzięli się na nowego ucznia. Dzięki temu w ogóle zainteresował mnie ten temat. Na początku czułam bezsilność - mówi Mex.

"Wyrządziliśmy mu krzywdę"

Wkrótce zdecydowała się omówić zagadnienie mobbingu na zajęciach. Klasa wzięła udział w akcji antymobbingowej zorganizowanej przez ośrodek pomocy dzieciom. Uczniowie musieli nakręcić film o Klausie, otyłym, szykanowanym chłopcu. Przed zajęciami na basenie dwaj uczniowie wciągają chłopaka w ubraniu pod zimny prysznic. Obraz jest czarno-biały. Później ta sama scena pokazywana jest w kolorze. Tym razem interweniuje jakiś chłopiec, koleżanka przyprowadza nauczyciela. Na forum klasy Klaus mówi, jakie emocje wywołała w nim ta sytuacja, a sprawcy przepraszają.

Dzięki temu filmowi uczniowie wygrali nie tylko nagrodę. - Mogą teraz szczerze powiedzieć: przez takie traktowanie wyrządziliśmy chłopakowi krzywdę - relacjonuje Andrea Mex. Anna Meyer też postanowiła zwrócić się do nauczycieli. Jednak kiedy przyznała się do bycia ofiarą, nauczycielka postawiła ją przed klasą i zażądała od uczniów, żeby zostawili Annę w spokoju. W ciągu następnych tygodni sytuacja tylko się pogorszyła. Kiedy po zmianie szkoły Annie przypadła ponownie rola outsidera, mimo wcześniejszych doświadczeń odważyła się zwrócić o pomoc do nauczyciela.

Nauczyciel zareagował rozsądnie i stara się wzmocnić pozycję Anny w klasie. Koledzy powinni poznać Annę od innej strony. Udało mu się namówić ją do wystąpienia na szkolnym koncercie. Anna bardzo dobrze śpiewa. - Zrobiło to chyba duże wrażenie na moich kolegach - mówi Anna. Jednak dziewczyna, która chodzi obecnie do dziesiątej klasy, znów się martwi - tym razem boi się przyszłego roku. W jedenastej klasie uczniowie są na nowo rozdzielani. - Koszmar może się zacząć od nowa - mówi Anna.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Mulesia

  • Gość
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #169 dnia: Kwiecień 01, 2008, 06:38:12 am »
Przerażające.
Nie wiem, czy opowiadałam Wam o mojej bratanicy.
Działo się to bodajże w drugiej klasie szkoły podstawowej (dokładnie nie pamiętam , bratanica ma teraz 13 lat ). Dzieci założyły sobie "klub bogaczy " i wyśmiewały się z tych, którzy do niego nie należeli.
Kryteria przyjęcia do klubu były "ostre". Dziecko codziennie musiało mieć pieniążki na paczkę chrupek kukurydzianych. Wtedy było bogaczem. Wyśmiewanie się z "biednych" trwało blisko dwa lata.

Przez przypadek , dowiedziałam się od bratanicy o wszystkim ( należała do klubu bogaczy, mimo że zarówno brat , jak i bratowa żyli  bardzo skromnie, więc nie było jej łatwo uzyskać pieniądze ).
Nagłośniłam sprawę. Była rozmowa z wychowawcą , z pedagogiem (  w czasie lekcji, dzieci traktują to jako sposób "urwania się" z zajęć )  i się skończyło wyśmiewanie.

Bratanicy długo wszystko tłumaczyliśmy. Myślę , że zrozumiała.

Do takich działań zdolne były małe dzieci. Aż niewiarygodne. Prawda?

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #170 dnia: Kwiecień 06, 2008, 10:16:18 am »
Agresywni nauczyciele w szkole

Coraz więcej uczniów spotyka się w szkołach z przemocą nauczycieli - alarmuje "Polska". Taki wniosek wynika z badań SMG/KRC, przeprowadzonych na zlecenie dziennika.


Dziennik "Polska" pisze, że w ostatnim semestrze ofiarami przemocy pedagogów padła ponad połowa chłopców w wieku 14-u i 18-u lat, oraz blisko 40% 19-letnich dziewczyn.

Dziennik "Polska" pisze, że nauczyciele coraz częściej obrażają uczniów, wyrzucają ich z klas i stosują wobec nich przemoc. Równocześnie w szkołach zmniejsza się liczba bójek i innych zachowań agresywnych pomiędzy uczniami.

Zdaniem psychologów, cytowanych przez dziennik, nauczyciele coraz częściej odreagowują swoje frustracje na uczniach, a ponadto - mają silniejsze poczucie swoich praw niż kilka lat temu. Badanie SMG/KRC przeprowadzono na grupie 22 tysięcy uczniów z prawie 300 szkół. (IAR)
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Gimnazjum - fabryka przemocy
« Odpowiedź #171 dnia: Kwiecień 11, 2008, 08:55:35 pm »
Gimnazjum - fabryka przemocy?

Nie ulega wątpliwości, że wizerunek polskiego gimnazjum nie jest najlepszy. Placówki kojarzą się z przemocą i niebezpieczeństwem. Pojawiają się głosy, że jest to twór sztuczny - fabryka nastolatków z problemami emocjonalnymi. Czy zabiegi pedagogów szkolnych mające na celu zwiększenie komfortu i zniwelowanie zagrożeń zewnętrznych i tych płynących ze strony samych uczniów, przynoszą efekty?

W związku z problemem psychicznego znęcania się i przemocy fizycznej wśród gimnazjalistów, pojawiły się głosy, że rozdzielenie nastolatków i młodszych uczniów, którzy dziś uczą się w podstawówkach, było pomysłem ryzykownym, logistycznym niewypałem, którego następstwem są wciąż nagłaśniane przez prasę uczniowskie wykroczenia i przestępstwa. Dyrektorzy publicznych i prywatnych gimnazjów podkreślają, że robią co w ich mocy, aby zapewnić swoim podopiecznym maksimum bezpieczeństwa i zredukować zagrożenia płynące zarówno ze strony osób spoza szkoły, jak i ze strony samych gimnazjalistów. Dyrektorzy szkół i nauczyciele przyznają, że wydarzenia nagłaśniane przez prasę wywołują poczucie niepewności i ogólną dezorientację wśród uczniów, natomiast ciało pedagogiczne nie może spać spokojnie, bo, czego by nie uczyniło w sprawie bezpieczeństwa uczniów, zawsze wytknie się im najmniejszy błąd lub zaniedbanie.

Uczniowskim okiem

- Myślę, że problemem są komórki - nie sądziłem, że nagrywanie np. filmików może przysporzyć problemów. Przecież nagrać mnie dla żartów może np. mój kolega, a potem nie ma już pewności, czy czasami nie wyniknie z tego jakiś kwas - mówi Tomek - uczeń gimnazjum nr 5 w Gdańsku. Bartek, jego kolega dodaje– Zawsze się znajdzie jakaś ofiara losu, z której reszta szkoły się wyśmiewa, ale przecież tak było zawsze? Ja nie jestem popularny - niski, chudy, bez bajeru, ale nie obawiam się własnych kolegów, bardziej przerażają mnie dealerzy i i osoby z zewnątrz, których nie znam.

Co o tym sądzą władze szkół?

-Na terenie naszej placówki jest piętnaście kamer, dzięki którym nieustannie monitorujemy, co się dzieje na szkolnych korytarzach i w miejscach potencjalnie niebezpiecznych, np. w szatniach – mówi Ewa Nanuś, wicedyrektor Gimnazjum nr 3 przy Żwirki i Wigury w Toruniu. Ponadto, każdy, kto wchodzi do szkoły, otrzymuje identyfikator w kolorze innym, niż identyfikatory uczniów i pracowników szkoły, a zanim wejdzie na jej terytorium, w portierni musi zostawić swój dowód tożsamości i wpisać się do księgi gości. Bezpieczeństwa na korytarzach i boiskach pilnują również nauczyciele, każdy z nich musi zrealizować 100 minut dyżuru tygodniowo. W 34 naszych oddziałach uczy się 926 uczniów i wszystkie te działania mają na celu nie tylko zapewnienie uczniom bezpieczeństwa i zachowanie porządku, ale zapewniają nam spokój psychiczny – jeśli coś się wydarzy, nie będą nas nękać wyrzuty sumienia, że nie staraliśmy się zapewnić maksimum bezpieczeństwa naszym podopiecznym – tłumaczy Nanuś.

Nikt z zewnątrz się nie przedrze?

Podobnie sytuacja wygląda w Gimnazjum nr 26 przy ul. Traugutta w Gdańsku. Wchodzimy do szkoły – w polu widzenia mamy kamery przy samym wejściu, zanim przekroczymy próg szkolnej sieni, podchodzi do nas portier i prosi o wpis do księgi – bez wpisania imienia i nazwiska oraz celu wizyty w szkole, wstęp wzbroniony. Drogę do sekretariatu pokazuje portier. Podczas rozmowy z psychologiem szkolnym dowiadujemy się, że cała szkoła jest monitorowana, ale szczególny nacisk szkoła kładzie na komfort psychiczny uczniów i redukowanie napięć i problemów typowych dla dojrzewających nastolatków. – Szkoła zatrudnia psychologów i pedagogów na pełne etaty i chce mieć pewność, że dziecko nie będzie wracało niebezpieczną trasą do domu – Kiedy dotarły do nas informacje, że w lasku niedaleko szkoły jest niebezpiecznie, bo działają tam grupy złodziei, zakazaliśmy uczniom chodzenia tą trasą. Uczniowie podpisali oświadczenie, że nie będą wracać do domu przez las, a jeśli złamią ten zakaz i na terenie lasku przydarzy im się coś złego, rodzice biorą odpowiedzialność za to wydarzenie – tłumaczy psycholog.

O bezpieczeństwo uczniów starają się dbać również szkoły prywatne. – Dzierżawimy budynki szkolne i wjazd na teren szkoły jest zabezpieczony szlabanem – bez okazania identyfikatora, nikt nie wjedzie na teren szkoły – mówi Hanna Borkowska z Prywatnego Gimnazjum Językowo-Informatycznego przy ul. Romka Strzałkowskiego w Poznaniu. W recepcji przy wejściu osoby spoza szkoły są jeszcze raz sprawdzane, muszą też wpisać się do księgi gości. Uczniowie nie noszą identyfikatorów, nacisk kładziemy na dyżury nauczycieli – dodaje Borkowska.

Czy to wystarczy?

Kamery, identyfikatory, dyżury, ochroniarze, specjalne strefy tylko dla uczniów, wpisy do ksiąg gości to zabiegi, które niewątpliwie zwiększają poczucie bezpieczeństwa na terenie szkół gimnazjalnych. Jednak nie wszystkie szkoły na takie działania mogą sobie pozwolić, a dla niektórych są to plany oscylujące bardziej w strefie marzeń niż rzeczywistości. Bywa, że budżet szkół, zwłaszcza w małych miejscowościach jest zbyt skąpy i pieniędzy nie starcza na ksero skryptów dla uczniów, nie mówiąc o zakupie sprzętu do monitoringu.

A jeśli monitoring jest, zdania na temat szkół „pod szczególnym nadzorem” są podzielone – jedni twierdzą, że wprowadzają więzienny klimat, uczniowie narzekają, że czują się jak wzięci „pod obserwację”, co potęguje w nich uczucie niepokoju. Inni chwalą i twierdzą, że im więcej kamer tym lepiej, bo jeśli nie ma się czegoś na sumieniu, można być spokojnym, a jeśli jest odwrotnie, nie zostanie to niezauważone. Poza tym, wyeliminowanie zagrożenia z zewnątrz nie eliminuje problemu przemocy i znęcania się, zwłaszcza psychicznego, przed którym najtrudniej się bronić, najtrudniej z nim walczyć i najciężej dowieść, że w ogóle miało ono miejsce.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #172 dnia: Kwiecień 17, 2008, 09:31:46 am »
Badanie: brak zainteresowania rodziców problemem polskiej szkoły

Jednym z najważniejszych problemów polskiej szkoły jest brak zainteresowania rodziców tym, co ich dzieci robią poza domem, w tym właśnie w szkole - wynika z badania "Diagnoza szkolna 2008".

 Wśród tzw. uczniów problemowych około 50 proc. stanowią ci, których rodzice nie interesują się nimi w ogóle. Z "Diagnozy szkolnej" wynika m.in., że papierosy pali 14 proc. 14- latków i 25 proc. 16-latków; 70 proc. palących 13- 16-latków wypala niemal 60 papierosów tygodniowo. 38 proc. 13-latków przyznaje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy piła alkohol, a 18 proc., że piła w ostatnim miesiącu. 43 proc. 13-letnich chłopców i 16 proc. 13-letnich dziewczynek podaje, że przeszło już inicjację seksualną; w wieku 16 lat "pierwszy raz" ma za sobą 67 proc. chłopaków i 40 proc. dziewcząt.

32 proc. uczniów szkół podstawowych, 29 proc. uczniów gimnazjów i 16 proc. uczniów liceów ogólnokształcących twierdzi, że w ostatnim roku padło ofiarą przemocy fizycznej ze strony rówieśników. Jeśli chodzi o przemoc psychiczną, odsetki te są wyższe: 53 proc. - szkoła podstawowa, 55 proc. - gimnazjum, 36 proc. - liceum ogólnokształcące.

Autor badania, psycholog społeczny prof. Janusz Czapiński z Uniwersytetu Warszawskiego, wyodrębnił wśród uczniów dwie grupy tzw. uczniów problemowych ze względu na używki i zachowanie oraz ze względu na przemoc.

W pierwszej grupie znaleźli się uczniowie, którzy spełniają co najmniej 3 z 5 kryteriów (palenie papierosów, picie alkoholu w ostatnim miesiącu, użycie narkotyków, wagary, ocena ze sprawowania najwyżej poprawna). Z badania wynikło, że w wieku 12 lat stanowią oni 2,3 proc. uczniów, odsetek ten stopniowo rośnie do 31 proc. w wieku 17 lat.

W drugiej grupie znaleźli się uczniowie problemowi ze względu na przemoc, którzy spełniają co najmniej 4 z 8 kryteriów (są ofiarą lub sprawcą przemocy, zarówno rówieśniczej, jak i wobec lub ze strony nauczycieli - psychicznej albo fizycznej). Z badania wynikło, że już w wieku 11 lat stanowią oni 12 proc. uczniów. Odsetek ten rośnie do 16 proc. w wieku 13 lat i 23 proc. w wieku 14 i 15 lat. Następnie po skończeniu gimnazjum w wieku lat 16 spada do 12 proc., by z wiekiem wzrosnąć do 15 proc.

Jak mówił Czapiński, gdy stworzy się grupę uczniów problemowych ze względu na używki, zachowanie oraz przemoc, to okaże się, że stanowią oni aż 8 proc. wszystkich uczniów. Według niego, połowa z nich pochodzi z rodzin, w których rodzice w ogóle nie interesują się tym, co dzieje z ich dziećmi w szkole; w rodzinach pełnych wskaźnik ten wynosi 50 proc., w niepełnych - 57 proc.

Brak współpracy z rodzicami - taka odpowiedź została wskazana na czwartym miejscu przez nauczycieli pytanych o to, jakie najważniejsze problemy szkoły ich niepokoją. Wyższe wskaźniki uzyskały: brak motywacji uczniów do nauki, palenie papierosów przez uczniów i przemoc rówieśnicza.

Drugim ważnym wskaźnikiem, według badacza, mającym wpływ na niepokojące zachowania uczniów, jest wychowywanie się w rodzinach niepełnych. Z badania wynikło, że w takich rodzinach wychowuje się 18 proc. uczniów. Jak tłumaczył Czapiński, chodzi o rodziny, w których rodzice nie mieszkają razem, czyli także o te, w których jedno z rodziców wyjechało zarabiać za granicę.

"Nie da się zatrzymać negatywnych procesów, jakie dzieją się w polskiej szkole, możemy tylko spowolnić proces tych zmian kulturowych, które negatywnie odbijają się na niej. Musimy przede wszystkim apelować do rodziców, aby naprawdę interesowali się zachowaniem swoich dzieci, by próbowali wyjaśnić, skąd się biorą negatywne zachowania, by byli w kontakcie ze szkołą. Ważne jest, by rodzice utrzymywali kontakt ze szkołą nawet tak sporadyczny, jak wywiadówki" - powiedział dziennikarzom Czapiński.

Badanie przeprowadzono w ramach kampanii społecznej "Szkoła bez przemocy" w styczniu i lutym 2008 r. w 292 szkołach (111 szkołach podstawowych, 95 gimnazjach, 86 szkołach ponadgimnazjalnych). Uczestniczyło w nim ponad 21,7 tys. uczniów i ponad 4 tys. nauczycieli.

Celem kampanii jest przeciwdziałanie przemocy w polskich szkołach poprzez zwiększenie świadomości problemu, zmianę postaw wobec przemocy, a także dostarczenie szkołom wsparcia i narzędzi, które skutecznie i systemowo zwalczałyby to zjawisko.

PAP - Nauka w Polsce

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #173 dnia: Kwiecień 27, 2008, 09:44:37 am »
Może  wprowadzić taki eksperyment w polskich szkołach?

Pies w klasie obniża agresję wśród uczniów

Psy łagodzą obyczaje i obniżają agresję - orzekły władze oświatowe i kierownictwo szkoły średniej w Bolzano na północy Włoch. Dlatego w lekcjach w tej placówce uczestniczy specjalnie wytresowany pies rasy golden retriever.

Obecność psa to element eksperymentu, którego celem jest zwalczanie plagi chuligaństwa wśród uczniów. Trzyletnie zwierzę o imieniu Funky chodzi na lekcje do trzech klas.

Według włoskich mediów nauczyciele zauważyli, że pies w klasie stanowi niezwykłe dobrodziejstwo: uczniowie są mniej agresywni, a czworonóg rozbudza w nich czułość i opiekuńcze instynkty oraz uczy szacunku wobec słabszych. Psy są bardzo wyczulone na każdą zmianę atmosfery w klasie, co z kolei pomaga chłopcom i dziewczętom zrozumieć, że muszą utemperować złe zachowanie - stwierdzili inicjatorzy eksperymentu. Funky reaguje bowiem natychmiast na każdy przejaw przemocy i agresji czy złowrogi gest.

Eksperyment w Bolzano ma potrwać trzy lata.

Włoska oświata boryka się z rosnącą plagą chuligaństwa w szkołach, którego ofiarami padają najczęściej dzieci imigrantów, niepełnosprawni i słabsi.
Niemal każdego dnia media informują o kolejnych szokujących incydentach.


Tematycznie więcej w wątku
Dogoterapia / pies asystent
http://forum.darzycia.pl/topic,3902.htm
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #174 dnia: Kwiecień 30, 2008, 09:01:17 am »
Przeczytałam i jestem w szoku  :shock:

Żal mi dziewczyny z mojej klasy

Magdalena Grzebałkowska
2008-04-29, ostatnia aktualizacja 2008-04-28 16:49


Myślisz, że powinnam zacytować to, co o tobie napisali? - pytam.

- Nie ma innego wyjścia. Choć będzie to dla mnie bardzo bolesne - odpowiada Maria i strzepuje okruszek z kanapy

www.żal.pl

4.10.2007.

Tomek: "Marysia Sz. jest jedną z najbardziej zjebanych osób, jakie znam. Doszła do mojej klasy w tym roku. Reprezentuje brud i robi to perfekcyjnie. Glaniory, czarne ciuchy... Jednym słowem ŻAL! Żal mi samego siebie, bo muszę oglądać to jej zjebane ryło na lekcjach. Sama o sobie myśli, że jest nie wiadomo kim, a jest taką frajerką, jakich mało. Pierdolę ją z całego serca".

Dawid: „To forum jest zajebiste! Dzięki niemu będę mógł wyładować niezmierzone pokłady frustracji i kurwicy, które we mnie zalegają! Marysia ma pryszczate ryło i tłuste, poskręcane w syfiaste kudły włosy, białe sadło na dupie i schaby na biodrach. Jak widzę Marysię, zbiera mi się na bełta i to solidnego. Ma nawet chłopaka, który chyba w łóżku postępuje z nią według procedury »flaga na ryj i za Polskę «. Pozdro dla wszystkich szyderców. Członek loży szyderców z Gdyni”.

5.10.2007

Tomek: "Jak się spojrzy na ryja Marii, to nic, tylko walić czołem o ławkę".

6.10.2007

Adam: „Marysia Sz. jest najbardziej żałowo--kałową osobą, jaką znam. I nie chodzi o to, że jest metalem czy nosi glany, ale jest, kurwa, tak pojebana, że nie widzi, jak ktoś z niej non stop toczy bekę. Jest frajerem, bo myśli, że, kurwa, wie wszystko najlepiej, i próbuje być dominującą osobą w klasie, chociaż chodzi do niej od miesiąca. Co ona tutaj robi? Powinna ciągnąć druty za jałmużnę na Kaszubach, a nie chodzić do »Trójki «”.

Tomek: "Jej zjeboza nie wynika tylko z tego, jakiej muzyki słucha i jak się ubiera. Na każdej lekcji zapodaje takiego turbogniota, że nawet najmilsze, najbardziej tolerancyjne i sympatyczne osoby toczą z niej bezpardonową pizdę. Reprezentuje nędzę, brud i smród i żal mi jej jak chuj".

Nie muszę się nikomu podlizywać

Maria siedzi na kanapie w pokoju rodziców, a ja dyskretnie notuję w zeszycie: "Jest bardzo ładna! Ma duże zielone oczy, burzę kręconych jak sprężynki włosów, klasyczny nos, lekki trądzik na twarzy (pewnie wkrótce jej minie) i kobiecą figurę".

Mówi: - To, co oni napisali, uderzyło w moje największe kompleksy.

Ja: - Jakie kompleksy, dziewczyno?!

Strąca niewidzialne okruszki z kolan: - W podstawówce miałam problemy z nadwagą. Dzieci szydziły ze mnie, z moich ubrań, z muzyki, której słuchałam. Nauczyłam się je olewać. Raz tylko jednemu chłopakowi przywaliłam. Wiem, że nie powinnam się tym przejmować, jestem inteligentna, mam inne rzeczy w życiu do zrobienia, ale to wciąż wraca. Potem poszłam do gimnazjum, nawet schudłam trochę, ale to nie miało już znaczenia. Bo moja klasa gimnazjalna była świetna. Dwudziestu indywidualistów o ciętym poczuciu humoru, gdzie każdy mógł być taki, jak chciał.

III LO w Gdyni, do którego teraz chodzi Maria, od lat przoduje w rankingach szkół średnich w kraju. Jeśli ktoś nie jest laureatem jakiejś olimpiady, nie mówi dobrze po angielsku, nie ma świetnych ocen, nie ma co marzyć o nauce tutaj. W szkole oprócz pięciu zwykłych, trzyletnich klas jest dwuletnia klasa z programem międzynarodowej matury IB (International Baccalaureate), której zdanie otwiera drogę na niemal wszystkie zagraniczne uczelnie.

Gimnazjum jest w tym samym budynku. Maria uczyła się tu w klasie o profilu Middle Years Programme przygotowującym do międzynarodowej matury. Nauka w MYP trwa cztery lata, choć w zwykłym gimnazjum dzieci uczą się trzy lata. Później uczniowie z MYP przechodzą do dwuletniej klasy IB w "Trójce".

W czwartej klasie gimnazjum Maria doszła do wniosku, że nie chce zdawać międzynarodowej matury, bo zamierza zostać malarką i studiować na którejś z uczelni artystycznych w Polsce (zagraniczne uczelnie skreśliła, bo jej zdaniem tylko w Polsce jest ambitnie i trudno). Poza tym, zdaniem Marii, klasa IB nie daje wystarczającej wiedzy humanistycznej, którą każdy artysta powinien posiadać. Po skończeniu gimnazjum postanowiła więc przenieść się do klasy humanistycznej w tym samym liceum. Zaliczyła materiał z pierwszej klasy i we wrześniu 2007 roku weszła, jako nowa uczennica, do klasy IIc.

- Trochę żałowałam, że opuszczam moją starą klasę. Prawie wszyscy poszli do IB - Maria zwija gęste włosy w kok. - Ale uznałam, że jestem na tyle dorosła, że nie będzie problemu z wejściem między obcych ludzi. Nie muszę się nikomu podlizywać, żeby być akceptowaną. Ponieważ nie jestem najlepszym uczniem, a w dodatku jestem dość leniwa, chciałam na wstępie zrobić dobre wrażenie na nauczycielach. Dlatego byłam aktywna na lekcjach. Wiedziałam, że niektórzy uczniowie nazywali mnie za plecami kujonem. Wyczułam, że mają trochę kompleksów wobec tych z MYP i IB, ale co mnie to obchodziło?

Z Dawidem się nie dyskutuje, Tomkowi - nie naraża

- Sama sobie winna - wyrwie się potem komuś z klasy w kierunku nauczycielki.

Bo kto to widział! Przychodzi nowa, powinna siedzieć cicho, obserwować układy, a potem się do nich dostosowywać. Jakby nie widziała, że klasą rządzi loża szyderców - grupka inteligentnych, pewnych siebie, aroganckich chłopaków, którzy potrafią powiedzieć nauczycielce: "A to już skandal, że pani chce mnie dziś pytać! Proszę wywołać kogoś innego, ja nie odpowiadam", i którym zawsze wszystko uchodzi płazem.

Jakby nie zauważyła, że jest jeszcze w klasie grupa mieszkańców internatu, sympatycznych, trzymających się razem ludzi, i nieco zahukana reszta klasy. W klasie jest ponad 30 uczniów, jedni są zamożni, inni niezbyt bogaci, jedni pływają na desce, inni lubią imprezować. Z kimś Maria powinna trzymać.

A ona od pierwszych lekcji chce grać pierwsze skrzypce, wyraża swoje poglądy, dyskutuje. I z kim? Z Dawidem! Wszyscy w klasie wiedzą, że z Dawidem się nie dyskutuje, przynajmniej na polskim. Dawid, syn tłumacza literatury anglojęzycznej, jest piekielnie inteligentny, oczytany i zagnie każdego. Sama Maria przyznaje, że z polskiego Dawid jest może nawet lepszy od niej. I dodaje, że uderzyło ją, że nikt w klasie nie podejmuje z nim sporu.

- Cały czas było czuć ten jej MYP-owy charakter. Irytowała nas trochę - powie mi potem koleżanka z klasy, która chce zachować anonimowość. - Aktywność, wypowiedzi na lekcjach, nadgorliwość w nauce. Kiedyś nauczycielka zadała nam referat, określiła liczbę słów. A Maria na to: "Tylko tyle? W MYP pisaliśmy więcej". Przesadziła wtedy. I miała taki denerwujący ton głosu, gdy wygłaszała swoje, często skrajne, opinie. Ludzie gadali trochę za jej plecami, loża szyderców komentowała jej zachowanie dość głośno.

A jak można tak jawnie lekceważyć Tomka, syna gdyńskiego biznesmena? Gdy na przykład, rozparty w ławce, z opalenizną na nosie i blond włosami zaczesanymi na żel, cały jak z serialu "Beverly Hills 90210", rzuca lekko dowcip na temat Holocaustu - prawie wszyscy się śmieją, a Marysia nie. Głupio robi, bo Tomkowi lepiej się nie narażać. Potem może wyzwać cię na ulicy od pedałów, jak to się zdarzyło jednemu chłopakowi ze szkoły. I nie będzie zważał na to, że idziesz akurat w towarzystwie swojej babci i dziadka, jak tamten chłopak.

To mogła się Maryśka chociaż zbliżyć do Adama, syna rolnika, takiego samego odludka klasowego jak ona. A ona nie. Nie zabiega o akceptację, nie rozmawia z nikim z klasy na przerwach, znika ze swoich chłopakiem albo znajomymi z innych klas. Ubiera się na czarno, nosi glany, słucha progresywnego metalu i rocka, śpiewa we własnym zespole rockowym Defibrylator, maluje obrazy i chce zostać artystką, dostaje się do finału olimpiady z języka polskiego, zwycięża w konkursach plastycznych, prowadzi szkolne radio.

- Niewątpliwie nasza klasa nie była przygotowana na Marię - powie mi Jan Babiński z IIc. - Nie pasowała do wyobrażeń tych, którzy ją opisali na forum Żal.pl.

- Maria psychicznie przerastała IIc - powiedzą mi potem nauczyciele. - Oni byli dla niej za dziecinni, ona dla nich za dorosła.

Imię, nazwisko, nazwa szkoły

- Jakby mnie ktoś w twarz kopnął - wspomina Maria moment, gdy znalazła w internecie wpis na stronie społecznościowego forum www.żal.pl. Strona jest popularna wśród nastolatków. Mogą na niej "wyżalać się" na rodziców, nauczycieli, szkolnych kolegów. Administratorzy strony zachęcają: "Wejdź i wyżal się, nie żałuj sobie".

Przez dwa miesiące Maria nie wiedziała, że koledzy obsmarowali ją w internecie. Że podali na stronie jej imię i nazwisko, napisali, do jakiego liceum chodzi. Sami też byli pewni swojej bezkarności, Dawid pisał swoje posty pod nazwiskiem, Tomek użył pseudonimu, pod którym jest powszechnie znany w szkole. Część uczniów z IIc wiedziała o wpisie, ale milczała. Potem okaże się, że kilka osób radziło chłopakom usunąć wpisy z internetu, bo mogą mieć kłopoty.

W październiku i listopadzie Marysia zaczęła nawiązywać bliższe kontakty z kilkoma kolegami z IIc, rozmawiała też z Dawidem. Okazało się, że mieszkają na tym samym osiedlu w Gdyni i chodzą na tę samą siłownię. Dawid chciał, żeby Marysia wzięła go do szkolnego radia, a ona się zgodziła (- Zna się doskonale na hip-hopie, potrafi mówić o nim z pasją, nie lubię tego gatunku muzyki, ale jestem tolerancyjna i szanuję takich ludzi - mówi Marysia).

Pod koniec listopada, na wywiadówce, ktoś z rodziców mówi, że podobno w internecie krąży niewybredny opis jednej z uczennic z tej klasy. Rodzicom Marii wydaje się nawet, że wymienia imię dziewczyny - Gosia. Mówią o tym przy kolacji.

Marysia lubi Gosię, więc pociesza ją jeszcze tego samego dnia na Gadu-Gadu. I wtedy koleżanka wyjaśnia, kto naprawdę został opisany w internecie, i podaje adres strony Żal.pl.

Późnym wieczorem Maria wchodzi do pokoju rodziców: - To mnie opisali.

Wraca do szkoły dopiero po tygodniu. Wahała się, czy nie odejść. Ale nie. Po pierwsze, pokazałaby wtedy "tym trzem", że wygrali. Po drugie, ma w tej szkole wielu przyjaciół. Po trzecie, w nowej szkole i tak wyszłoby, czemu odeszła ze starej.

Ale Maria chce, by ze szkoły zostali usunięci autorzy wpisu. Rodzice ją popierają, mówią o tym dyrektorowi.

Maria nie wybacza

Rodzice chłopców uważają, że Maria się mści. Mają żal, że nie przyjęła przeprosin ich synów. Uważają, że zrobiono w tej sprawie wszystko, co było można.

Przecież wysłali chłopców do jej domu z kwiatami od razu, gdy sprawa się wydała. Ale nie wpuściła ich. Dawid dzwonił na komórkę, prosił o rozmowę. Odmawiała.

Pierwszego dnia po jej powrocie do szkoły chłopcy stają przed jej ławką. Dawid mówi, jak bardzo jest im przykro, jak głupią rzecz zrobili, ale to są tylko słowa i wszystko da się naprawić. Tomek się nie odzywa, stoi tylko ze spuszczoną głową. Adam nie potrafi ukryć nerwowego rechociku.

- Milczałam, nie przyjęłam przeprosin. Cała sytuacja była żenująca, czułam się przymuszana. Ja nie zamierzam im wybaczać - mówi Maria.

Klasa buzuje. Na pogadanki przychodzi dyrektor szkoły, toczą się dyskusje na lekcjach, ze sprawcami i ofiarą rozmawia szkolny pedagog. Uczniowie IIc są podzieleni. Większość uważa, że Maria powinna wybaczyć, zapomnieć. Mają do niej żal, że jest taka uparta. Tłumaczą, że należy oddzielić czyn od człowieka. Ona milczy, ale czasem nie wytrzymuje: - Co z was za humaniści! Hipokryci! Czynu od człowieka się nie oddziela. Tyle się teraz słyszy o samobójstwach uczniów. Macie szczęście, że jestem silna, bo mogłabym już wisieć na skakance.

- Przesadzasz, Marysia! - klasa ją zakrzykuje.

- Najpierw to był szok dla naszej klasy - mówi Jan Babiński. - Ale sprawa zaczęła się rozmywać. Sprawców nie poddano ostracyzmowi, chcieli sprawiać wrażenie, że im przykro, jednak sądzę, że tak naprawdę nie czuli się winni. Tłumaczyli się swoją głupotą.

- Bardzo się zdziwiłam, że to zrobili - mówi koleżanka z klasy. - Dawid i Tomek to nie jest taki typ chłopaków, oni takich słów nie używają na co dzień. Tomek lubi wprawdzie obgadać dziewczyny idące ulicą, ale robi to cicho i dyskretnie. Dawid to szpaner, pomyślał widocznie, że zrobi coś zabawnego i zyska jeszcze większą popularność w klasie. I nie zauważył, jak przekracza granicę. Adam to tajemnicza osoba, nie należał do loży szyderców, a chyba bardzo chciałby. On to raczej napisał, żeby się przypodobać klasowej elicie.

Chłopak Marii, uczeń tej samej szkoły, gitarzysta w zespole Defibrylator, został razem z nią opisany w internecie. Nie wytrzymuje napięcia wokół dziewczyny. Zrywa z Marią. Zespół się rozpada.

Kto tu jest katem, a kto ofiarą?

Nikt już nie pamięta, ile rad pedagogicznych odbyło się w sprawie skreślenia z listy uczniów Tomka, Dawida i Adama. Pięć lub sześć. Po kilka godzin każda. Były przemówienia do mikrofonu, wystąpienia winnych uczniów ("Z głupoty to zrobiliśmy" - tłumaczą) i rodziców (nie czują się odpowiedzialni za czyny swoich dzieci, zarzucają nauczycielom, że źle je wychowują. "Z pełnym zaufaniem oddaliśmy wam synów w ręce" - mówią). Były łzy Marii przed całym gronem pedagogicznym, gdy musiała opowiedzieć wszystkim, jak bardzo poczuła się zhańbiona ("To straszne upokorzenie, bo ja nigdy nie płaczę przy obcych" - mówi mi Marysia i broda jej drży). Były też łzy nauczycielek ("Poczułam się oszukana - mówi anonimowo jedna z nich. - Okazało się, że ci chłopcy mieli dwie twarze. Dobrych uczniów, inteligentnych, rozumiejących świat, a jednocześnie takich, którzy krzywdzą ludzi. Bo to, co zrobili, było przemyślane, z premedytacją, nieprzypadkowe. I wiedzieli, że mają w klasie poklask").

Rodzice obu stron zarzucają radę pedagogiczną pismami z prośbą o zakończenie całej sprawy, zaprzestanie dręczenia córki, z prośbą o danie chłopcom szansy na poprawę.

Odbywają się też zebrania rodziców uczniów IIc. Ojciec Tomka przyznaje przed innymi, że jego syn popełnił rzecz haniebną i spotka go zasłużona kara. Nie przeprasza jednak za czyn syna. Jednocześnie wraz z rodzicami Dawida chce, by matka i ojciec Marii poprosili dyrektora szkoły o niekaranie ich synów. Mama Marysi płacze i wybiega na korytarz.

- Ani razu podczas tych kilku miesięcy nie padło szczere słowo "przepraszam". Ani ze strony tych chłopaków, bo tych przeprosin w klasie nie traktuję poważnie, ani ze strony rodziców - mówi tata Marii. - Nagle wszystko się odwróciło, cała uwaga się skupiła na Tomku, Dawidzie i Adamie. Oni stali się ofiarami nieustępliwości mojej córki, ona sama zajęła rolę kata. A to oni dokonali gwałtu psychicznego na młodej kobiecie.

W sprawę włącza się samorząd szkolny, we wszystkich klasach zadaje pytanie, czy trzej uczniowie IIc powinni za swój czyn być wyrzuceni ze szkoły. Połowa szkoły zgadza się z usunięciem ich, ale połowa chciałaby, żeby zostali.

Za to grono pedagogiczne jest niemal jednogłośne. Na około 70 nauczycieli obecnych podczas głosowania tylko dwóch lub trzech jest za pozostawieniem uczniów w szkole.

Dopóki decyzja nie zostanie usankcjonowana, Tomek, Dawid i Adam mają prawo nadal chodzić do szkoły.

Bo syn poczuje się skrzywdzony

Rodzice Dawida piszą odwołanie do kuratorium. Na trzech stronach drobnym drukiem wymieniają, jakie błędy proceduralne popełniła szkoła w ciągu ostatnich tygodni. "Postępowanie szkoły w tej sprawie charakteryzuje również brak działań wychowawczych. Były one znikome" - podkreślają. "Najpierw nasz syn został wezwany do dyrektora, gdzie zmuszono go do udzielenia pisemnej odpowiedzi na trzy pytania na papierze z pieczątką szkoły (...) dyrektor polecił naszemu synowi czekać w sekretariacie w pozycji stojącej, kategorycznie zakazując siadać (podkreślone tłustym drukiem)".

- W przypadku nagannego zachowania ucznia zawsze proszę go o pisemne wyjaśnienie - mówi dyrektor Kosakowski i przyznaje: - Kazałem Dawidowi wstać w momencie, kiedy stwierdziłem, że niekulturalny sposób, w jaki siedział na krześle (pozycja półleżąca, z nonszalancko wyciągniętymi nogami), utrudnia przechodzenie osobom znajdującym się w szkolnym sekretariacie. Nad nikim się nie znęcałem.

Rodzice Dawida żalą się jeszcze kuratorowi, że wicedyrektorka szkoły zasugerowała, że syn powinien ten tekst zjeść, a potem zostać przeniesiony do liceum za Gdynią, "żeby miał daleko i mógł wszystko przemyśleć". Uważają też, że kara wykreślenia z listy uczniów "Trójki" jest nieadekwatna do przewinienia, co może spowodować w ich synu "frustrację, poczucie krzywdy i chęć zemsty".

Ojciec Tomka zjawia się kilka razy w szkole i sugeruje nauczycielom, że nie podobają mu się ich metody wychowawcze. Ma powiedzieć jednej z nauczycielek, że jeśli będzie trzymała stronę Marii, jeszcze długo go popamięta. Innej nauczycielce, która na lekcji wspomina o autorach wpisu, mówi, że poddaje syna mobbingowi. Także Tomek wyraża swoją opinię na temat pracy pedagogów "Trójki". - Nie podobają mi się pani metody pracy - mówi do jednej z nauczycielek. (Teraz nikt nie chce tego jednak oficjalnie potwierdzić. - Na co komu rozprawy sądowe z ojcem ucznia? - tłumaczy mi ktoś z grona pedagogicznego).

Także rodzice Adama uważają, że szkoła źle wychowuje ich syna. Ale nie zjawiają się w szkole na wezwanie dyrekcji, utrzymują jedynie kontakt telefoniczny, na radach pedagogicznych chłopak występuje sam w swojej obronie. Jego ojciec, który wiele lat przebywał na emigracji, pisze do departamentu skarg, wniosków i obsługi Rady do spraw Uchodźców przy kancelarii premiera, żaląc się, że w szkole popełniono przestępstwo: "... a mianowicie dręczenia, szykanowania i prześladowania oraz stosowania kary cielesnej (...), a w szczególności bezprawnego przetrzymywania syna Adama i poddanie go nieludzkiemu traktowaniu przez cztery godziny w sekretariacie szkoły".

Kiedy można skreślić ucznia?

Ale Zdzisław Szudrowicz, pomorski kurator oświaty w Gdańsku, czyta wnikliwie pisma od rodziców Dawida, Tomka i Adama i na początku roku 2008 wysyła do szkoły wizytatorkę. Prosi też o opinię specjalistów z Centrum Edukacji Nauczycieli w Gdańsku.

Wizytatorka znajduje w szkolnych dziennikach uchybienia natury proceduralnej, zauważa, że szkoła działała w sprawie Marii niezgodnie ze statutem. Nie rozmawia jednak z Marią ani jej rodzicami, nie spotyka się z nauczycielami z "Trójki". Pracownik z CEN wystawia opinię.

Na tej podstawie Zdzisław Szudrowicz nakazuje przywrócić Adama, Tomka i Dawida w poczet uczniów III LO.

Nie dowiem się, jak brzmi opinia z CEN, jakie błędy pedagogiczne według opinii konsultantki z CEN popełniła szkoła i jak brzmi pismo kuratora do dyrektora szkoły. Pism nie dostali do wglądu nawet nauczyciele III LO, ponieważ kuratorium uznało, że nie są stroną w sprawie. - Tekst uchylenia przez pomorskiego kuratora oświaty mojej decyzji znajduje się w sejfie - mówi dyrektor. - Wizytator z kuratorium powiedziała, że zdaniem prawnika (przepisy kodeksu postępowania administracyjnego) nie mogę, tak jak zamierzałem, przedstawić treści tej decyzji radzie pedagogicznej. Z uwagi na to, że w wielu punktach nie zgadzam się z jej uzasadnieniem, przygotowuję pisemną odpowiedź na decyzję kuratora.

Dowiaduję się więc jedynie z prywatnych rozmów, podczas których wszyscy zastrzegają anonimowość, że wizytatorce nie spodobało się, że zapisy tematów lekcji w IIc nie odzwierciedlały celów wychowawczych. Że jej zdaniem skreślenie uczniów nastąpiło za szybko, bo zgodnie ze statutem szkoły nie zostały wyczerpane "wszystkie możliwości oddziaływania wychowawczego na ucznia". Słyszę też, że pedagog z CEN napisała w opinii, że w duchu chrześcijańskim leży wybaczanie, uczył nas tego ksiądz Tischner, więc jej zdaniem autorom wpisu należy wybaczyć zły postępek i nie wyrzucać ich ze szkoły.

Nauczyciele mają wielki żal do kuratorium.

- Jesteśmy bardzo sfrustrowani - mówi nauczycielka. - Bardzo się przejęliśmy tą sprawą, poświęciliśmy jej dużo czasu i serca, naszym zdaniem postąpiliśmy najlepiej, jak było można. W dzisiejszych czasach skreślenie ucznia z listy to nie wilczy bilet, tylko szansa na odrodzenie, zmianę środowiska. I w tym momencie kuratorium i rodzice stawiają nas pod ścianą, zrzucają na nas całą odpowiedzialność i mówią, że nie umiemy wychowywać. Pokazano nam, że tak naprawdę nie możemy zrobić nic, podjąć żadnej decyzji. A co by się stało, gdybyśmy nie podjęli tak zdecydowanych działań? Oskarżono by nas o bezduszność i niechęć do rozwiązywania problemów.

- A Tomek, Adam i Dawid dostali sygnał, że cokolwiek w życiu zrobią, ujdzie im to płazem - dodaje nauczyciel. - Przecież oni nie zostali wcale ukarani za to, co się stało. Nadal siedzą w tej samej klasie co ich ofiara, nadal czują się tu swobodnie. Jakby nic się nie zmieniło. Mają tylko naganę dyrektora - ale czy sobie coś z niej robią?

- Nikt z kuratorium nie chce z nami rozmawiać, wyjaśnić, co źle robimy - dodaje nauczycielka. - Co to znaczy, że nie zostały wyczerpane wszystkie możliwości oddziaływania wychowawczego na ucznia? Kiedy można skreślić ucznia z listy? Jak kogoś zabije? Albo jak szykanowany kolega popełni samobójstwo?

Przekazuję pytania nauczycieli pomorskiemu kuratorowi oświaty.

- W każdej szkole obowiązuje statut, od tego jest dyrektor i nauczyciele, żeby postępować zgodnie z nim. Uczeń może być skreślony w wypadku zachowania agresywnego lub uwłaczającego godności ucznia lub nauczyciela - wyjaśnia kurator Zdzisław Szudrowicz.

- A tu pana zdaniem nie poniżono uczennicy w wystarczającym stopniu? - pytam. - Czy czytał pan to, co oni napisali o Marii?

- Tylko fragmenty, jednak mam jasny opis tej sytuacji - tłumaczy kurator. - Szkoła nie postąpiła zgodnie ze statutem. Skreślono uczniów bez oddziaływań wychowawczych i wyjaśnień, bez pracy wychowawczej pedagoga i wychowawcy.

- Jakie to działania?

- Rozmowy wychowawcy i pedagoga szkolnego, pewne formy pracy wychowawczej - mówi kurator. - Proszę pani, sprawy wychowawcze w wielu szkołach są naprawdę niedobrze prowadzone. To temat na inną rozmowę.

- Biurokracja przysłoniła chyba kuratorium samego człowieka, nikt zza papierów nie widzi już ofiary tego zdarzenia - dodaję.

- A pani zaraz mówi w takich kategoriach kat i ofiara! Liczy się każdy człowiek. I każdego z nich należy wysłuchać i pomóc - kurator się lekko denerwuje.

Kurator Zdzisław Szudrowicz dwa lata temu był dyrektorem Liceum nr VIII w Gdyni. Stał się sławny na całą Polskę, gdy 19-letnia uczennica jego szkoły tuż przed maturą pozowała nago do "Playboya". Jak wyznała dziennikarzom, została zmuszona przez dyrektora do zabrania papierów ze szkoły. Z odejścia dziewczyny ucieszył się ówczesny kurator oświaty, zdaniem którego uczennica działałaby demoralizująco na młodzież.

Dziś kurator Szudrowicz wyjaśnia mi, że media wtedy kłamały, a dziewczyna zmieniła szkołę na własne życzenie, bez żadnych nacisków.

Rodzice nie chcą rozmawiać

Ojciec Tomka poprosił, żebym wysłała mu pytania mailem. Pytam: "Jak państwo sądzą, dlaczego młody, inteligentny człowiek tak zrobił? Co poczuliście po przeczytaniu tego tekstu? Zażenowanie, oburzenie, wstyd? Czy macie córkę lub siostrzenicę? Pomyśleliście, co by było, gdyby napisano o niej takie rzeczy w internecie? (potem się dowiem, że Tomek ma młodszą siostrę). Czy odbył pan rozmowę z synem? Co syn mówił? Jak został ukarany, jeśli w ogóle? Czy przeprosiliście rodziców Marii i ją samą? Czy Tomek przeprosił koleżankę? Jakie zadośćuczynienie zamierzacie wystosować wobec niej? Czy w tym, co Tomek napisał na temat Marii, poznajecie własne dziecko? Czy oddaliście go pod opiekę psychologa?".

Tata Tomka odpisuje wkrótce, że nie zamierza udzielać mi informacji na temat najbardziej delikatnych, przykrych, intymnych i trudnych przeżyć swojego syna i rodziny.

Ojciec Dawida prosi o dzień do namysłu. Następnego dnia uprzejmym głosem informuje mnie, że nie ma nic do powiedzenia na ten temat, a sprawa została zamknięta.

Rodzice Adama nie odbierają telefonu komórkowego. We wsi pod Elblągiem, gdzie mieszkają, nie mają telefonu stacjonarnego. Jadę tam. W miejscowym sklepiku lekko pijany mężczyzna mówi mi, że ojciec Adama kilka tygodni temu gdzieś wyjechał. Dom jest zamknięty, mama chłopca jest w pracy. Zostawiam jej wizytówkę w drzwiach, proszę o kontakt. Nigdy się nie odezwie.

Z Tomkiem, Adamem i Dawidem nie wolno mi rozmawiać bez zgody ich rodziców, bo są niepełnoletni. Dopiero w tym roku skończą 18 lat.

A Tomek pojechał do Włoch

Wychowawczyni IIc zrezygnowała z prowadzenia klasy. Obecnie uczniowie mają aż dwie wychowawczynie.

Maria jest nadal uczennicą tej klasy.

Podobnie jak Tomek i Adam.

Tylko Dawid przeniósł się do innego liceum w Gdyni.

- Jakby nic się nie stało - Marysia opisuje sytuację w klasie. - Loża szyderców nadal działa. Wiem, że za plecami wciąż dowcipkują na mój temat. Czuję do nich nienawiść, ale staram się o tym często nie myśleć, bo to bardzo męczy.

Klasa Marii została objęta opieką psychologów. Czasem zamiast lekcji przez cały dzień mają warsztaty, podczas których rozmawiają o problemach komunikacji między sobą.

Dyrektor Kosakowski zapowiada wprowadzenie zmian w statucie szkoły. Po wypełnieniu specjalnej ankiety przez uczniów i analizie jej przez przedstawicieli rodziców, uczniów i nauczycieli zostaną wprowadzone nowe zasady, na podstawie których będzie można relegować uczniów ze szkoły. Chce też zorganizować spotkanie przedstawicieli kuratorium z radą pedagogiczną i kontynuować warsztaty psychologiczne.

Tomek na stronie www.grono.pl (forum podobne do Naszej Klasy) umieścił swoje zdjęcia. Wśród fotografii, na których pozuje z kotkiem lub z kolegami i butelką wódki, są też zdjęcia z ostatnich ferii zimowych. Rodzice posłali go do Włoch na narty.

Źródło: Duży Format

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #175 dnia: Maj 07, 2008, 09:32:44 am »
Po zeznaniach gimnazjalistki w Tyczynie zawrzało
Marcin Kobiałka2008-05-06, ostatnia aktualizacja 2008-05-06 19:38
 
- Gdyby Monika miała chłopaka, to nikt by jej nie ruszał. Miałaby ochronę, a tak kolesie urządzili sobie wolną amerykankę - mówią koleżanki i koledzy 13-letniej Moniki z Tyczyna
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5185965.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #176 dnia: Maj 14, 2008, 09:47:00 am »
Gmina zapłaci za wypadek w szkole
Robert Horbaczewski 14-05-2008

Obowiązkiem gminy prowadzącej szkołę jest zapewnienie uczniom bezpiecznych warunków nauki, m.in. poprzez reagowanie na ich naganne zachowanie

W lutym 2004 r. na korytarzu szkolnym po dzwonku na lekcje Angelika W. została uderzona w prawe oko kulką. Wystrzelono ją z tzw. pukawki wykonanej przez uczniów z obciętej plastikowej butelki. Nie udało się ustalić, kto strzelał. Wskutek uderzenia w oku doszło jednak do nieodwracalnych zmian (biegły ocenił trwały uszczerbek na zdrowiu na 50 proc.).

Rodzice uczennicy winą za wypadek obarczyli gminę Księżpol, dowodząc, że jako organ prowadzący szkołę powinna zapewnić uczniom bezpieczne warunki do nauki.

Do takich wniosków doszedł też Sąd Okręgowy w Zamościu (sygn. I C 113/07). Uznał, że gmina nie wypełniła podstawowego w ramach działań oświatowych obowiązku zapewnienia wszystkim uczniom bezpiecznych warunków nauki. Jako organ prowadzący szkołę musiała zadbać, aby zachowanie uczniów nie stanowiło zagrożenia dla nich samych ani innych przebywających w niej osób, np. poprzez szybkie i odpowiednie reagowanie na wszystkie niebezpieczeństwa, jakie pojawią się na terenie szkoły. Personel placówki zaniechał tego obowiązku.

Proces sądowy wykazał, że kilka dni przed zdarzeniem uczniowie zachowywali się niebezpiecznie, strzelając na korytarzach szkolnych z proc metalowymi lub plastikowych kulkami, grochem lub kamykami. Na takie zachowanie grupy uczniów mimo skarg poszkodowanych nie zareagowała ani dyrekcja szkoły, ani nauczyciele. To doprowadziło do wypadku Angeliki.

Zdaniem sądu nie było konieczne – wbrew stanowisku pozwanej gminy – wskazanie konkretnego nauczyciela odpowiedzialnego za wypadek, któremu można by postawić zarzut naruszenia obowiązków służbowych. Odpowiedzialność ponosi gmina Księżpol jako organ prowadzący szkołę na podstawie obowiązującego w dacie zdarzenia art. 420 kodeksu cywilnego, jak również art. 5 ust. 7 pkt 1 ustawy o systemie oświaty. Gmina ma więc zapłacić poszkodowanej 80 tys. zł zadośćuczynienia. Wyrok jest już prawomocny.

Źródło : Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/artykul/133847.html

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #177 dnia: Sierpień 13, 2008, 07:37:07 am »
Uczniowie w szkołach nadal monitorowaniSzkoła będzie mogła bardziej skutecznie likwidować przyczyny agresji wśród uczniów, a nie stosować wyłącznie wobec nich kary.

Doskonalenie umiejętności wychowawczych nauczycieli i rodziców, a także wpływ szkoły na rozwój emocjonalny i społeczny uczniów, to priorytety programu Bezpieczna i przyjazna szkoła. W przyszłym tygodniu zostanie on rozpatrzony przez rząd. Zastąpi on program Zero tolerancji dla przemocy w szkołach.

Zdaniem Aleksandra Tynelskiego z resortu edukacji, zadaniem nowego programu jest stworzenie przyjaznego klimatu między nauczycielem i uczniem po to, żeby wyeliminować niewłaściwe zachowania i agresję.

Ministerstwo zapowiada kontynuacje rozwiązań z programu Zero tolerancji dla przemocy w szkołach, które do tej pory dały pozytywne rezultaty, m.in. monitoring szkół, pomoc psychologiczną i pedagogiczną, poprawę jakości pracy młodzieżowych ośrodków wychowawczych i socjoterapii.

- Kontynuacja funkcjonowania poradni psychologiczno-pedagogicznych jest dobrą decyzją - uważa Maria Barbara Włodkowska, dyrektor poradni psychologiczno-pedagogicznej w Ełku.

Według niej, praca psychologa z samym dzieckiem jest nieefektywna. Uważa ona, że nowy program stworzy możliwości do wspólnego działania psychologów, wychowawców i rodziców w rozwiązywaniu problemów wychowawczych uczniów.

Na wdrożenie programu w tym roku rząd przeznaczy 51,1 mln zł. Środki te zostaną przekazane m.in. szkołom, organizacjom pożytku publicznego, poradniom psychologiczno-pedagogicznym, młodzieżowym ośrodkom wychowawczym i socjoterapii, placówkom doskonalenia nauczycieli i wychowania pozaszkolnego.

Autor: Artur Radwan

Źródło: GP

Artykuł z dnia: 2008-08-13
http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/30947,uczniowie_w_szkolach_nadal_monitorowani.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #178 dnia: Sierpień 25, 2008, 08:03:18 am »
Wkrótce rozpocznie sie nowy rok szkolny,a wraz z nikm problemy z młodzieżą ( dziećmi!) :(

Potwory z gimnazjum


"Puszczałaś się z każdym, dlatego masz p... jak rękaw szaty czarodzieja" - tak napisała 15-latka do koleżanki.

One osiągnęły już dno, a przecież to dopiero nastoletnie dziewczynki. Mają po 13, 15 lat, i wyglądają zupełnie jak aniołki, ale staną niedługo przed sądem za grożenie koleżance ze szkoły. Gdy się czyta wyzwiska, które te gimnazjalistki wypisywały pod adresem innej 13-latki, aż włosy jeżą się na głowie!

Dominika R. (13 l.) i Żaneta K. (15 l.) uczą się w Gimnazjum przy ul. Szanajcy na Pradze-Północ. Zwyrodniałe dziewczynki nie mogły znieść sukcesów swojej koleżanki, która dostała się do klasy sportowej, i kipiąc nienawiścią zaczęły jej grozić na internetowym forum. "Jak się rozpocznie rok szkolny, to tak cię zgnębimy, że szybko się wypiszesz" - napisała Żaneta K. (15 l.). "Jak cię k... spotkam, to nawet najlepszy chirurg cię nie poskleja... Co? Puszczałaś się z każdym, dlatego masz p... jak rękaw szaty czarodzieja. Zobaczymy k..., czy będziesz się tak cieszyć, jak mnie spotkasz" - takich wulgaryzmów używała zaledwie 13-letnia Dominika R.! "Odbijałaś piłkę, jakbyś w d... miała słonia" - wtórowała jej Żaneta K.

Niektóre z tych adnotacji są tak wulgarne, że nie da się ich przytoczyć. - Gdy moja córka pokazała mi te wpisy, to zdębiałam. Przez pół godziny nie mogłam wydusić z siebie słowa. Skąd tak małe dzieci znają takie obrzydliwe wyrazy? - mówi zgnębiona pani Anna (32 l.), mama prześladowanej dziewczynki. Gdy tylko dowiedziała się, że koleżanki ze szkoły groziły jej córce, zgłosiła sprawę policji. Funkcjonariusze z Pragi-Północ, do których trafiła ta sprawa, są wstrząśnięci treścią wpisów z forum internetowego. Przesłuchali Dominikę R. i Żanetę K. Obie za kierowanie gróźb pod adresem koleżanki staną przed sądem rodzinnym. Grozi im poprawczak lub w najlepszym przypadku kurator sądowy.

Autor: Piot , RYBA
Autorzy zdjęć: None
Źródło: Super Express
http://www.se.pl/wydarzenia/kronika-kryminalna/potwory-z-gimnazjum_69411.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #179 dnia: Wrzesień 29, 2008, 12:11:19 pm »
podepnę ten artykuł tutaj



O wychowawcach i wychowywaniu


O polonistce Pani W. krążyły legendy, że nosi skórzany pas w koszyku, którym radzi sobie z krnąbrnymi uczniami, o matematyku Panu S. mówiono, że wymaga cudów i by mieć u niego „dostateczny”, trzeba „orać” dniami i nocami.

Pani G. ucząca geografii była postrachem połowy szkoły i choć często organizowała świetne wycieczki, nie należała do tych nauczycieli, do których uczniom było najbliżej. Byli tacy, których lubiano bardziej i tacy, którzy nie cieszyli się popularnością. Niektórzy mniej radzący sobie uczniowie mówili o tym czy tamtym uczącym, że się „uwziął". Nigdy jednak w domu nie usłyszeliśmy od rodziców, że to palant niewarty uwagi i nie widzieliśmy scen, w których rodzic wrzeszczał na nauczyciela i mieszał go z błotem.

Nie wszyscy...

...byliśmy orłami z czerwonymi tarczami na fartuszkach pt. „wzorowy uczeń". Nie wszyscy nauczyciele byli dobrymi pedagogami i może nie wszyscy potrafili przekazać dobrze własnej wiedzy. Nie wszystkich uczących nas lubiliśmy i nie o wszystkich dobrze mówiliśmy między sobą. Nie przez każdego nauczyciela byliśmy lubiani i my sami.

Ale  wszyscy...

...czuliśmy respekt  i siłę autorytetu.

Nikt...

...nie zakładał koszy na głowę nauczycielowi i nikt nie udawał, że nie widzi  go na ulicy.
Nikt nie ignorował szkolnych wychowawców i nikt nie śmiał się im w żywe oczy, wygłaszając przy okazji szereg niezbyt grzecznych uwag.

Obaliliśmy...
 
...autorytet nauczyciela. Zmieszaliśmy go z błotem i rozwiesiliśmy na oczach naszych dzieci do obcieknięcia. Uwagi szkolnych opiekunów o niewłaściwym zachowaniu nie potraktowaliśmy jako lampki alarmowej, ostrzegającej o jakimś problemie dziecka, a jako atak na naszą pociechę. Nie chcieliśmy zauważyć w tych uwagach troski nauczyciela o nasze dziecko, a szukaliśmy złośliwości. Nie zweryfikowaliśmy wkładu dziecka w pracę nad przedmiotem, a złymi wynikami obwiniliśmy prowadzącego. Nie daliśmy oparcia naszemu dziecku przez próbę rozwiązania problemu i współpracę z nim i z pedagogiem, a obwiniliśmy szkołę za istnienie tych  problemów.

Hasło „daję dziecko do szkoły, to niech sobie z nim radzą, od tego są, za to biorą pieniądze" krąży niemal jak slogan reklamowy, nie daje jednak równocześnie prawa nauczycielowi do samodzielnych interwencji. Wtedy bowiem wysuwamy podejrzenia o znęcanie się, złe nastawienie i mnóstwo innych podłych działań.  Inne hasło, pt. „pracują po 18 godzin tygodniowo i jeszcze się burzą" krąży z tą samą agresywnością, tyle że to z kolei ma usprawiedliwić nasz brak zaangażowania i dać prawo, nam, zapracowanym, do roszczeniowej postawy. Tak łatwiej.

Skąd więc zdziwienie...

...roszczeniową postawą naszych dzieci i brakiem szacunku dla nas samych, skoro świetnie pokazaliśmy łatwiejszą drogę zasłonięcia  problemu, który trudno unieść? Skąd pytania o agresję wśród dzieci, jeśli sami walczymy otwartą agresją z współwychowującymi? Skąd zdziwienie, gdy stanie się coś złego, jeśli w swym zadufaniu ominęliśmy wszelkie próby ostrzeżeń? Skąd pytania o brak zaufania dzieci do nas, jeśli nasze „stanięcie murem" za dzieckiem ograniczyło się do zburzenia autorytetu nauczyciela i pozostawienia dziecka w tym całym gruzowisku, by samo odrzuciło zwalony mur i pokonało problem, który był przyczyną całego zajścia?

Wielki szacun

Dla Pani W., polonistki, która nosiła pas w koszyku i za każdy źle postawiony przecinek bez złośliwości stawiała dwóję czerwonym pisakiem w zeszycie, a która cały nasz roczny trud nagradzała sprawiedliwą oceną na koniec semestru, adekwatną do wkładu pracy.

Dla Pana S., matematyka, który zobaczył w nas potencjał i świetnie go wykorzystał ucząc ułamków i całek, nigdy nie odpuszczając, choć nie wszyscy mieliśmy ścisłe umysły.

Dla Pani G., geografa, dzięki której geografię poznawaliśmy nie tylko ze szkolnych atlasów.

I dla naszych rodziców, którzy nigdy nie obalili ich autorytetów, choć często żaliliśmy się na niesprawiedliwe w naszej ocenie stopnie czy zbyt wielkie wymagania.

To dzięki nim zbudowaliśmy własny świat prawdziwych wartości.

Wiola Mróz
interia360
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #180 dnia: Październik 01, 2008, 10:43:28 am »
Na pomoc!

Przemoc w szkole stała się faktem. Bijemy jednak na alarm dopiero wtedy, gdy jest za późno. Zanim dojdzie do kolejnej tragedii, warto zastanowić się: co sprawia, że jedne dzieci stają się ofiarami, a inne oprawcami? Co rodzi szkolny mobbing? Jak mu przeciwdziałać?

Janek, lat 16, przez trzy lata gimnazjum był dla swoich kolegów żywą zabawką. Przyklejali mu obraźliwe kartki na plecach, podcinali nogi, zmuszali do szczekania, rżenia albo gdakania. Janek udawał, że nie robi to na nim większego wrażenia. Cierpiał w samotności, tak by nikt tego nie zauważył. Koledzy będący świadkami przemocy nie reagowali. Jedni bali się sprzeciwić grupie, inni świetnie się bawili. Nie skarżył się mamie, żeby jej nie martwić. Przed ojcem, z którym widywał się rzadko (rodzice byli rozwiedzeni), grał twardziela, który ze wszystkim świetnie sobie radzi. Jedyną bronią było wyobrażanie sobie różnych scenariuszy zemsty. Aż któregoś dnia zrealizował jeden z nich – sięgnął po nóż, którym ciężko ranił gnębiciela.

Ania, atrakcyjna, ale nieśmiała gimnazjalistka, odmówiła „chodzenia” z klasowym liderem. Ten w odwecie naśmiewał się z niej przy całej klasie. Potem dołączyli do niego inni chłopcy. Ania zwierzała się przyjaciółce, że już dłużej tego nie wytrzyma. Kiedy pewnego dnia, pod nieobecność nauczyciela, chłopcy na oczach całej klasy zaczęli ją rozbierać i robić zdjęcia komórką, Ania wybiegła zapłakana. W nocy powiesiła się w swoim pokoju.

To tylko dwa głośne przykłady. Najbardziej porażające jest w nich to, że gnębione dzieci nie szukały pomocy ani u rodziców, ani u nauczycieli. Nie możemy zatem czekać, aż dzieci same przyjdą do nas z problemem, musimy przejąć inicjatywę. Trzeba wyczulić się na każdy, nawet tak zwany niewinny czy głupi przejaw szkolnego mobbingu.

Kogo się gnębi

Badania wykazują, że z przemocą zetknęło się 15 procent dzieci. Częściej prześladuje się uczniów młodszych klas, w starszych natomiast większe są tego skutki. Bardziej gnębieni są chłopcy niż dziewczynki. Chłopców prześladuje się otwarcie, bezpośrednio, często fizycznie, dziewczynki – w sposób zawoalowany. Zarówno jedni, jak i drudzy to ofiary kolegów, nie koleżanek, chociaż dziewczynki też bywają wyjątkowo okrutne.

Typowy szkolny kozioł ofiarny to uczeń lękliwy, ostrożny, wrażliwy, nieśmiały, małomówny. Pozbawiony pewności siebie, zakompleksiony. Często sam uważa się za głupiego, nieatrakcyjnego. W klasie czuje się samotny, zazwyczaj nie ma przyjaciół. Na ataki reaguje płaczem albo ucieczką.

Taki typ ofiary psychologowie nazywają pasywnym. Pasywna ofiara całym swoim zachowaniem pokazuje otoczeniu, że się boi, a gdy zostanie zaatakowana, nie potrafi skutecznie się bronić.

Taka postawa może wynikać z cech charakteru, takich jak nieśmiałość, wrażliwość. Wrażliwe dzieci mocno wszystko przeżywają, a im są przy tym słabsze fizycznie, tym bardziej rozzuchwalają oprawców. Takie dzieci na ogół nie znajdują miejsca w grupie rówieśników. Grupa skupia bowiem dzieci przebojowe, otwarte, silne albo takie, które potrafią się do nich dostosować.

Pasywna postawa może być też reakcją dziecka na nadopiekuńczość rodziców (zwłaszcza matki). Dziecko we wszystkim wyręczane i chronione przed każdą przykrą sytuacją nabiera przekonania, że samo nie potrafi sobie poradzić. A rówieśnicy na ogół dekonspirują maminsynka i bezwzględnie to wykorzystują.

Statystyki mówią, że pasywnych ofiar jest zdecydowanie więcej. Mniej natomiast ofiar prowokujących. Przy czym prowokować mogą zarówno dzieci agresywne, niespokojne, z zaburzoną koncentracją i problemami w nauce, jak i te aktywne, nad wyraz pracowite, inteligentne.

Takie jak nastolatka z renomowanego gdyńskiego liceum – zdolna, mająca swoje zdanie i swoje pasje, pracowita, otwarta. Ale przy tym indywidualistka, która miała odwagę nie trzymać z żadną z klasowych grup. Pewnego dnia dowiedziała się, że od dłuższego czasu koledzy obsmarowują ją w sposób wulgarny w Internecie. Z imienia i nazwiska. Oni sami czuli się na tyle bezkarni, że specjalnie się nie kamuflowali. „Gdybym nie była silna, już wisiałabym na skakance” – powiedziała.

Prześladowcy gdyńskiej licealistki to trzej chłopcy z tak zwanych dobrych domów, błyskotliwi, zdolni. Nie stosowali przemocy fizycznej, ale wyrafinowaną, w białych rękawiczkach, tę najokrutniejszą, czyli psychiczną. Symptomatyczna była reakcja ich rodziców. Zaatakowali szkołę, że nie wychowuje uczniów, a koleżankę, że prowokowała, a teraz nie potrafi przebaczyć. Jeden z chłopców, po całej aferze zamieścił na jednym z portali internetowych swoje zdjęcia, na których uśmiecha się na tle ośnieżonych Alp. Wyglądało, jakby został przez rodziców nagrodzony.

Dom gnębiciela

Portret typowego sprawcy odbiega od wizerunku gdyńskich licealistów. To na ogół chłopcy agresywni, zafascynowani przemocą, reagujący impulsywnie, o silnej potrzebie dominacji i wyższej niż przeciętna samoocenie. Wywodzą się z rodzin rozbitych, w których często dochodziło do przemocy.

Chociaż statystyki coraz częściej donoszą o sprawcach, którymi są dzieci z pełnych, inteligenckich rodzin. Stosowanie przez nich mobbingu obliczone jest na zdobycie poklasku, ugruntowanie wcześniej zdobytej pozycji lidera, udowodnienie, że się na tę pozycję zasługuje.

Psychologowie wskazują na cztery najistotniejsze przyczyny, które prowadzą do agresywnych zachowań.

Po pierwsze – brak więzi z rodzicami, zwłaszcza w pierwszych latach życia. Im dziecko otrzymuje mniej ciepła i akceptacji, tym większe prawdopodobieństwo, że będzie uciekało się do przemocy.

Po drugie – zachowania agresywne szerzą się, gdy na nie przyzwalamy, co zdarza się rodzicom zbyt tolerancyjnym i pobłażliwym. Jeżeli odpowiednio wcześnie dziecko nie słyszy bezdyskusyjnego zakazu stosowania przemocy, nabiera przekonania, że jest to dozwolone.

Po trzecie – agresję u dzieci rodzą także metody wychowawcze oparte na sile, w tym na biciu. Ponad wszelką wątpliwość zostało udowodnione, że przemoc rodzi przemoc.

Dopiero czwartym czynnikiem wpływającym na agresywne zachowania jest temperament dziecka.

Wbrew temu, co twierdzili rodzice gnębicieli gdyńskiej licealistki, to nie szkoła ponosi największą odpowiedzialność za agresywne zachowania swoich uczniów. Największy wpływ ma dom. Awantury, konflikty, ale także brak zainteresowania tym, co robi dziecko – to wszystko wywołuje w nim poczucie zagrożenia, braku bezpieczeństwa, którego szuka w grupie. Jeżeli w dobrym tonie są tam zachowania agresywne, ono przyjmie je za swoje.

Dostrzec problem

Co ciekawe – badania wykazują, że na poziom agresji dziecka nie ma wpływu jego pochodzenie społeczne ani sytuacja socjoekonomiczna rodziny. Dzieci agresywne, podobnie jak ich ofiary, pochodzą ze wszystkich klas społecznych. Ofiary na ogół mają jednak lepsze kontakty z rodzicami niż sprawcy. I paradoksalnie w tym też tkwi problem.

Dziecko obdarzone w domu miłością, ale niesamodzielne, niezaradne i niepewne siebie może stać się łatwym obiektem mobbingu.

Jak rozpoznać w swoim dziecku symptomy ofiary? Co powinno nas zaniepokoić?

To, że dziecko przychodzi do domu w podartym ubraniu, z siniakami, zadrapaniami i nie potrafi wytłumaczyć tego w wiarygodny sposób. Nie jest odwiedzane przez kolegów i nie bywa w ich domach. Mało czasu spędza z rówieśnikami. Nie ma żadnego przyjaciela. Nie lubi szkoły, choć dobrze się uczy. Często skarży się na bóle brzucha i głowy, zwłaszcza rano. Ma kłopoty ze snem. Zamyka się w sobie, irytuje, wpada w depresję. Kradnie pieniądze (chcąc się przypodobać kolegom, zaprasza ich do pubu lub klubu).

Co mogą zrobić rodzice? Ostatecznym, najlepszym rozwiązaniem jest zmiana szkoły. Ale gdy dziecko pozostaje w środowisku prześladowców, konieczne jest współdziałanie ze szkołą. Wspólnie trzeba stworzyć mądry program zaradczy, który będzie obejmować działania na poziomie szkoły, klasy i jednostek: sprawców i ofiar. Pomysłów jest wiele – od ankiety przeprowadzonej wśród uczniów całej szkoły, która da obraz rzeczywistej skali problemu, przez dzień poświęcony mobbingowi, po uruchomienie telefonu kontaktowego, pod którym uczniowie mogliby uzyskać pomoc. Kluczową sprawą jest regulamin szkolny – jasny i kategorycznie zabraniający wszelkich form przemocy, a co najważniejsze – z konsekwencją egzekwowany. Bo nic tak nie demoralizuje uczniów jak świadomość bezkarności sprawców przemocy.

Ważne jest wreszcie zapewnienie uczniom szykanowanym ochrony i wsparcia. Tu rodzice mają największe pole do działania. Wiele tragedii bierze się właśnie z przekonania dziecka, że jest samo i na nikogo nie może liczyć.

Okazuje się, że 57 procent dzieci w wieku 12–17 lat było kiedyś obiektem zdjęć lub filmów wykonanych wbrew ich woli, z czego 14 procent ocenia, że materiały te rozpowszechniano za pośrednictwem Internetu lub komórek po to, by ich skompromitować.

Jak wzmacniać w dziecku poczucie siły?

    * Codziennie rozmawiać o tym, co mu się udało i z czego może być dumne
    * Chwalić za postępy
    * Rozmawiać o uczuciach i przemyśleniach
    * Pozwalać popełniać błędy i pokazywać, jak można ich unikać
    * Uczyć zmieniać negatywne myśli w pozytywne
    * Zachęcać do podejmowania trudnych wyzwań
    * Szanować jego potrzeby, ale stosować konsekwentną dyscyplinę
    * Jasno ustalić granice zachowania i zakazy
    * Nie poniżać go i nie obmawiać
    * Poświęcać czas tylko i wyłącznie jemu
    * Zapewniać dużo pożytecznych zajęć, stwarzać możliwości zabawy i rozwoju

Pomocne kontakty:


www.szkolabezprzemocy.pl; www.helpline.org.pl, www.dzieckowsieci.pl, www.stopcyberbulling.org

Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju i Integracji Środowisk Szkolnych,

Fundacja Centrum Edukacji Obywatelskiej

onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Agresję w uczniach wzbudzają nauczyciele?
« Odpowiedź #181 dnia: Październik 17, 2008, 07:51:09 am »
I kto jest winny agresji uczniów?
Nauczyciele  :puppydogeyes:


Uczniowie podstawówek są częściej ofiarami przemocy, niż gimnazjaliści. Agresję nieświadomie wzbudzają w nich nauczyciele - pisze "Gazeta Wyborcza".

Dziennik powołuje się na raport socjologów z Uniwersytetu Łódzkiego, którzy przeprowadzili ankiety wśród 20 tysięcy uczniów. Wynika z nich, że aż 40% uczniów szkół podstawowych było świadkami lub ofiarami przemocy kolegów. Natomiast do bójek i szarpaniny dochodzi w podstawówkach dwa razy częściej niż w innych szkołach.



Z raportu wynika także, że więcej agresji jest w klasach, w których nauczyciel w tradycyjny sposób wygłasza wykład i nie angażuje ucznia w prowadzenie zajęć.

Jak pisze "Gazeta Wyborcza", na takich lekcjach uczniowie nudzą się i kumulują w sobie energię, którą później muszą odreagować. Tymczasem na lekcjach interaktywnych, nauczyciel zachęca ucznia do myślenia i działania. Tym samym rozładowuje napięcie u uczniów.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,8171,title,Agresje-w-uczniach-wzbudzaja-nauczyciele,wid,10476566,wiadomosc_prasa.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #182 dnia: Październik 17, 2008, 08:01:24 am »
Cytuj
Tymczasem na lekcjach interaktywnych, nauczyciel zachęca ucznia do myślenia i działania. Tym samym rozładowuje napięcie u uczniów
[/b]

Podzielam zdanie!!!!!!!!

U nas na zajęciach w domu są przerwy, a w nich: taniec, śpiew, ruch, komputer, DVD -dziecko w skowronkach i główka zupełnie inaczej przyjmuje wiedzę, unika stresu, a za tym i infekcji.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #183 dnia: Październik 31, 2008, 06:18:20 pm »
Brał haracz
za chodzenie
po schodach
GIMNAZJALISTA Z WARSZAWY ŁUPIŁ KOLEGÓW


Zamiast stać na przerwach pod szkolnym sklepikiem, czekał pod schodami i pobierał za przejście myto od wybranych. A jak się komuś nie podobało, to niepokornego kopał, okładał pięściami i uderzał jego głową o podłogę. 14-letni Kamil P. z gimnazjum na Targówku został zatrzymany przez warszawskich policjantów. Funkcjonariusze sprawdzają teraz, ilu miał "klientów"...
Gimnazjalista jest policjantom z Targówka doskonale znany. Gdyby każdy kontakt z funkcjonariuszami wpisywać do świadectwa w rubryce "osiągnięcia", Kamil P. byłby z pewnością najlepszy w szkole, a może i w całej prawobrzeżnej Warszawie. Kilka dni temu do sądu wpłynęły przeciwko niemu dwie sprawy o groźby karalne.

Drogo jak na autostradzie

Policjanci próbują dotrzeć do wszystkich pokrzywdzonych, którzy w obawie o swoje zdrowie pokornie płacili Kamilowi P. za możliwość skorzystania ze szkolnych schodów.

A przejście do tanich nie należało... Za każdy przemarsz w górę lub w dół chłopak żądał pięć złotych, czyli prawie połowę tego, ile płaci się za przejazd 61-kilometrowym odcinkiem autostrady A4 między Katowicami a Krakowem. Kamil żądał opłaty tylko od wybranych przez siebie ofiar.

Jak nie płacisz, to w zęby

Gdy jeden z "wybrańców" nie podporządkował się żądaniom uiszczenia myta, został dotkliwie pobity przez gimnazjalistę. Chłopak uderzał jego głową o podłogę.

Teraz 14-latek usłyszy zarzuty usiłowania rozboju. Policjanci z zespołu do spraw nieletnich z Targówka przesłuchali już dwóch pokrzywdzonych przez Kamila P..

ŁOs/bea
http://www.tvn24.pl/-1,1571100,0,1,bral-haracz--za-chodzenie--po-schodach,wiadomosc.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #184 dnia: Listopad 19, 2008, 10:56:38 am »
Rusza "Bezpieczne dziecko"

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne startuje właśnie z programem przeciwdziałania przemocy w szkole „Bezpieczne dziecko”. Na podstawie kilkunastoletnich doświadczeń psychologów rodzinnych i pedagogów związanych z GWP opracowano serię książek wyjaśniających mechanizmy przemocy w grupie

Skłonności do rozwiązywania problemów za pomocą agresji pojawiają się wśród dzieci znacznie wcześniej, niż przypuszczamy – już w pierwszych klasach szkoły podstawowej, a nawet w przedszkolu. Wtedy jednak można jeszcze skutecznie temu przeciwdziałać.

Tytuły włączone do serii to m.in.:

- dla przedszkolaków: „Powiedz komuś. Co każde dziecko powinno wiedzieć” Elżbiety Zubrzyckiej, „Nie lubię łaskotek. Prawo dziecka do mówienia nie” Marcie Aboff;

- dla dzieci w klasach I – III: „Dziewczynka, która przestała się uśmiechać” Gillesa Tibo Zaü, „Zbyt miła. Pierwsza lekcja asertywności” Marjorie White Pellegrini, „Śmierdzący ser. Jak bronić się przed przemocą w szkole. Perspektywa ofiary” Catherine DePino, „Słup soli. Jak powstrzymać szkolnych dręczycieli. Perspektywa biernych obserwatorów” i „Tajemnica Michasia. Dręczyciel potrzebuje pomocy” Elżbiety Zubrzyckiej. W styczniu ukaże się książka „Złe zielone oczy. Perspektywa dręczyciela”.Prowadzone są rozmowy w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej na temat przeprowadzenia badań poziomu agresji w polskich szkołach.

Więcej o programie „Bezpieczne dziecko”

www.gwp.pl


Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #185 dnia: Listopad 19, 2008, 10:58:30 am »
"Kazik, oddaj mi gumkę!"

  Monika Janusz-Lorkowska  

Rozmowa o ofiarach i dręczycielach. Psycholog Elżbieta Zubrzycka mówi o tym, jak najmłodsi mogą się wyćwiczyć, by dawać sobie radę z przemocą

Monika Janusz-Lorkowska: Skąd się biorą dręczyciele?

Elżbieta Zubrzycka: Są nimi dzieci, które przepełnia mnóstwo złych emocji. Poprzez atakowanie innych próbują je z siebie wyrzucić. Przyczyny frustracji są różne. Problemy w domu, zazdrość, żal, że inne dzieci mają coś, czego „dręczyciel” nie ma – wakacje, rower, lepsze oceny. Najczęściej jednak dzieci, które atakują inne dzieci, występują w podwójnej roli. W klasie są dręczycielami, a w innym środowisku, najczęściej domowym – ofiarami. A więc biją dzieci bite, wyśmiewają się z innych dzieci wyśmiewane, krytykują – krytykowane, upokarzają – upokarzane itd.

Nie twierdzę, że wszyscy dręczyciele muszą być źle traktowani przez rodziców. Wystarczy, że dokucza im w domu starsze rodzeństwo. Potem dziecko, gdy znajdzie słabszych od siebie, rozładowuje przykrości w taki sam sposób, w jaki ich doznaje.

Ofiarami są zawsze najsłabsi?

Niekoniecznie. Zwykle są to po prostu dzieci, za którymi nikt nie stoi. Nie słyszałam jeszcze o tym, by ofiarą w klasie był ktoś, kto ma np. brata w starszej klasie.

Ofiarami są często dzieci z dobrych domów, bardzo grzeczne. Nie mają pojęcia, jak odpowiada się na zaczepki, chamskie odzywki, bo nigdy nie miały z nimi do czynienia. W domu były traktowane z szacunkiem. W szkole muszą nauczyć się, jak funkcjonować wśród osób brutalnych.

Generalnie ofiara to dziecko, które znalazło się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu. Większość z nas, niestety, nie żywi wobec ofiary należytego szacunku. Mówi się, że ofiara sama się prosi o nieszczęście, że sprowokowała. Czasem mylona jest z dręczycielem. Dzieje się tak wtedy, gdy dręczyciel dogryza potajemnie upatrzonemu dziecku. które w końcu wybucha, eksploduje emocjonalnie. Jest wówczas postrzegane jako sprawca konfliktu i za wybuch przez dorosłych karane.

Jak ma reagować, by nie być ofiarą?

O tym, że dziecko może wyćwiczyć w sobie mechanizmy obronne, opowiada świetna książeczka Catherine DePino „Śmierdzący ser, czyli jak bronić się przed przemocą w szkole” (GWP 2007). Zawiera proste, a bardzo skuteczne rady typu: stój prosto, bądź duży, oddychaj! Ta ostatnia jest szczególnie ważna, bo dzieci ze strachu nie oddychają, przez co ich ciało kuli się, kurczy i wizualnie stawia je w pozycji ofiary. Inne ważne wskazówki: mów stanowczo i nazywaj dręczyciela po imieniu. Dręczyciel tego nie lubi. Dzieci nie definiują głośno, nawet same przed sobą, kto jest źródłem problemu. Trzeba głośno mówić „Kazik, oddaj mi moją gumkę”, a nie tylko „Oddaj mi gumkę”. Albo „Kazik, nie bij mnie!”, a nie tylko „Nie bij mnie”, czy też „Kazik, zastawiasz mi drogę, przepuść mnie!”, a nie tylko i to najczęściej ze spuszczoną głową i cichutkim głosem: „Przepuść mnie”.

Ważny jest też żart. Żartowanie wspaniale rozładowuje konflikty między dziećmi. Gdy wszystko to nie pomaga, trzeba głośno krzyczeć do dręczyciela – tak by wszyscy słyszeli.

Skąd siła dręczycieli? Mają często władzę nad całą klasą, dużą grupą.

Jest kilka powodów. Dzieci w rolę dręczycieli wcielają się już w szkole podstawowej. Jest to zazwyczaj czwarta, piąta klasa. Ale zachowania dręczycielskie – i nie chodzi tu tylko o przemoc fizyczną, ale przede wszystkim psychiczną – dziecko wyrabia w sobie przez lata. W szkole jest już zazwyczaj superspecjalistą w tym, co robi. Bo proces wykształcania się dręczyciela może zacząć się w przedszkolu. Wtedy dorośli na ogół nie reagują na agresję. Myślą, że to taki etap. Maluchy się kłócą, ale wyrosną z tego. Są tak małe, że nie zrobią sobie krzywdy.

Dzieci już wtedy mają poczucie, że dorosły nie interweniuje, nie mogą na niego liczyć. To ma wpływ na proces, z którym mamy do czynienia później, a który daje dręczycielowi siłę. To tzw. zmowa milczenia.

W praktyce wygląda to tak: jest dręczyciel, który upatruje sobie w grupie ofiarę, ma kilku popleczników, którzy dla jakichś korzyści go popierają, a pozostali są biernymi obserwatorami. Wszyscy w grupie szybko się do tej sytuacji przyzwyczają. Nikt nic nie mówi. „Bierni” się za ofiarą nie wstawiają, bo sami nie chcą ofiarami zostać. Między sobą o tym nie rozmawiają i nawet nie wiedzą, że większość z nich jest tej sytuacji przeciwna. Nie wtajemniczają w problem dorosłych, ci bowiem nie nauczyli ich, jak odróżnić skarżenie od wołania o pomoc. Dręczyciel jest więc bezkarny i ma rzeczywistą władzę w klasie. Dzieci są o tym w miarę upływu czasu coraz bardziej przekonane. I rzadko wierzą, że interwencja dorosłych może to skutecznie zmienić.

A może zmienić?

Pod kilkoma warunkami. Dzieci nie mogą się dowiedzieć, od kogo nauczyciel wie o dręczycielu. Milczenie w tej sprawie powinno obowiązywać jak tajemnica spowiedzi. Druga sprawa, dość przykra, ale konieczna – ewidentnego dręczyciela trzeba na jakiś czas odizolować. Ustawiać mu zajęcia w ten sposób, by nie mógł przychodzić i wracać z lekcji wraz z innymi dziećmi. W drodze do i ze szkoły dokucza bowiem najbardziej. A inne dzieci muszą się przestać bać. Wówczas dopiero zaczną mówić i przyglądać się osobie, która była ofiarą. Zobaczą, że prócz wyszydzanych przez dręczyciela wad ma również zalety: cechy atrakcyjne dla grupy.

W swoich książkach zauważa pani, że koniec problemów z dręczeniem w klasie nie kończy problemów ofiary.

Jeśli dręczenie trwa dłużej, to w psychice ofiary dokonuje się potworna, niszczycielska robota. Nie można takiego dziecka pozostawiać samemu sobie na zasadzie: dręczyciel przyłapany i ukarany, więc problem się skończył. Należy dziecko, które było ofiarą, przywrócić do życia społecznego. Odbudowywać jego wiarę w siebie, nagradzając za osiągnięcia, chwaląc publicznie, stawiając w centrum zainteresowania.

Ale dodam tu, że opieka również i dręczycielowi się należy. Pozycja dziecka-dręczyciela jest bowiem bardzo krótko fajna. Dziecko ma w danym momencie władzę, poczucie, że część dzieci mu się podlizuje. Ale tak naprawdę nie jest przez nikogo lubiane. W krytycznym momencie z fałszywych przyjaciół nie pozostanie przy nim nikt. Dziecko w roli dręczyciela społecznie znajduje się na równi pochyłej. Całą swoją energię przeznacza na utrzymanie pozycji wątpliwego lidera w klasie, a nie inwestuje w siebie. Nie koncentruje się na wynikach w nauce. Jego stopnie są coraz gorsze, a on coraz bardziej sfrustrowany, zły na otoczenie i agresywny.

To jakiś nieodwracalny, psychologiczny mechanizm?

Tak. Potem złe na świat dziecko zaczyna łączyć się z podobnymi sobie i zaczyna być aspołeczne. Nigdy nie zdobędzie miłości, bo ktoś, kto wymusza, nigdy nie będzie kochany. Nieuczone empatii, już jako nastolatek nie będzie posiadało sumienia, więc trudno będzie się do jego sumienia odwoływać. Ostatecznie będzie czuć, że tylko dzięki sile wypływającej z krzywdzenia innych ma jakąś pozycję i poważanie. Dopóki więc dręczyciel jest dzieckiem, trzeba robić wszystko, by jego energię skoncentrować na rozwijaniu jego talentów. Nie pozwalać na to, by się po tej równi pochyłej toczył.

Media donoszą o ofiarach agresji w szkołach. Wierzy pani, że seria książek, którą właśnie wydaje Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, może temu problemowi zaradzić?

Książki mogą sprowokować temat do rozmowy. Dziwimy się, że dzieci, a potem nastolatki, nie zachowują się w sposób, jakiego oczekujemy, ale nikt ich tego nie uczy. Nikt ich nie zaznajamia z mechanizmami rządzącymi grupą – z pobudkami dręczyciela, z problemem ofiary, ze współodpowiedzialnością obserwatorów. One często nawet nie rozróżniają pozornie oczywistych spraw: kiedy mamy do czynienia z uczciwą bójką, a kiedy z przemocą fizyczną, co jest żartem, a co szyderstwem itd. Nikt im nie mówi, więc skąd mają wiedzieć, że słabszy nie oznacza gorszy? Uczmy dzieci, że jeśli ktoś jest ofiarą, to tę osobę tym bardziej należy zapraszać na urodziny.

Tymczasem dzieci w pierwszych trzech klasach szkoły podstawowej są bardzo chłonne. Nauczyciel ma wtedy ogromny autorytet. Silna jest jeszcze władza rodzicielska. Już nigdy potem, a zwłaszcza w wieku nastoletnim, dorośli nie będą mieli tak dużego wpływu na dziecko.

—rozmawiała Monika Janusz-Lorkowska

Dr Elżbieta Zubrzycka, psycholog i pedagog, wykładowca akademicki, autorka książek edukacyjnych dla dzieci i rodziców, inicjatorka programu „Bezpieczne dziecko”.
Rzeczpospolita

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #186 dnia: Listopad 22, 2008, 03:48:50 pm »

Rozwydrzony uczeń zbluzgał nauczycielkę

22.11.2008 02:00

 16-letni uczeń za chamskie zachowanie stanął przed sądem.


Koniec z bezkarnością szkolnych chuliganów! Pawła P. (16 l.), gimnazjalistę z Gronkowa (woj. małopolskie), który zwyzywał swoją nauczycielkę fizyki Katarzynę Plewę (59 l.), spotka zasłużona kara. - Ty kur...! Ty su...! - darł się na lekcji na biedną nauczycielkę. Teraz za swój chamski atak stanął przed sądem.

Pani Katarzyna od 30 lat uczy dzieci. Pamięta doskonale czasy, kiedy nauczyciele byli szanowani przez uczniów. Doświadczona kobieta z niepokojem obserwowała, jak dzisiejsza młodzież traci szacunek dla starszych i staje się coraz bardziej rozwydrzona. Szczególnie niepokoiło ją zachowanie Pawła P.

- On nie potrafił usiedzieć spokojnie. Cały czas albo dokuczał innym uczniom, albo przeszkadzał mi prowadzić lekcję. Na moje prośby zawsze padała z jego strony bezczelna odpowiedź i dalej robił swoje - żali się nauczycielka.

Zgrywał niewiniątko

Kiedy jednak zbliżał się koniec roku szkolnego i chłopak zorientował się, że może z fizyki dostać dwóję, nagle się uspokoił. Zgrywając niewiniątko zaczął dopraszać się u nauczycielki, aby pozwoliła mu zdawać na trójkę.

Kobieta była jednak nieugięta. - Jak mogłam mu pozwolić poprawiać ocenę? Przecież on nawet nie zasługiwał na tę dwóję, co mu postawiłam - mówi.

Wtedy Paweł eksplodował. - Ty kur...! Ty su...! - zaczął wrzeszczeć w kierunku przerażonej nauczycielki. Zanim zszokowana kobieta zorientowała się, co się dzieje, przyskoczył do jej biurka i zaczął kopać w krzesło, na którym siedziała. Ale i tego było mu mało! Z kieszeni wyszarpał paczkę zapałek, zaczął zapalać je i rozrzucać po całej klasie.

Kara go nie minie

Ten małoletni bandzior myślał pewnie, że sterroryzuje panią Katarzynę. Trafił jednak na twardą i doświadczoną nauczycielkę, która zachowała zimną krew i wezwała policję.

Zanim mundurowi przyjechali do szkoły, chłopak już uciekł. Ale nie uniknie kary. Bo jego sprawą zajął się już sąd rodzinny w Zakopanem. Paweł czeka już na drugą rozprawę. - Jestem niewinny, wszyscy w tej szkole się na mnie uwzięli - przekonuje chłopak. Pytanie, czy sąd mu uwierzy? Jeśli nie, bandzior trafi pod opiekę kuratora. Tylko czy to poskutkuje?

Autor: Dominika Olszewska
Autorzy zdjęć: Paweł de Ville
Źródło: Super Express
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #187 dnia: Styczeń 24, 2009, 09:25:05 am »
Nie mogę tego pojąć,skąd tyle agresji w nastoletnich dziewczynkach?
Smutne ? Przerażające!


Gimnazjalistki katowały młodsze koleżanki

Uczennice gimnazjum: 14- i 15-latka biły, kopały i przypalały papierosami młodsze koleżanki. Chciały, żeby dziewczynki ukradły w pobliskiej galerii handlowej... puder

Ta historia wstrząsnęła nawet przyzwyczajonymi do najróżniejszych okrutnych historii policjantami. Wszystko wydarzyło się 17 stycznia, ale rodzice poszkodowanych dziewczynek dopiero niedawno zdecydowali się zawiadomić komendę. Uznali, że najpierw zawiozą swoje dzieci do szpitala, postarają się je uspokoić

Cały artykuł w wątku:

Młodzi piją, palą, używają, kradną,napadają
http://forum.darzycia.pl/index.php?topic=2278.new#new
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #188 dnia: Luty 03, 2009, 11:29:52 pm »
Znęcali się nad nauczycielem
WSZYSTKO NAGRALI TELEFONEM KOMÓRKOWYM


Podczas lekcji "dla zabawy" wyżywali się na nauczycielu, a swoje wyczyny nagrywali komórką - tak wyglądały "zajęcia" w jednej ze szkół w Rykach (woj. lubelskie). Film trafił do internetu i zwrócił uwagę policji. Chuligani usłyszeli już wyroki. O sprawie napisał "Dziennik Wschodni".
TVN24 dotarła do filmu, jaki w internecie umieścili uczniowie znęcający się nad pedagogiem. Widać, jak jeden z uczniów wywołany do tablicy zamiast odpowiadać na pytania zaczyna tańczyć i wulgarnie wyzywać nauczyciela. Klasa zareagowała śmiechem.

Jak powiedział w rozmowie z TVN24 Kazimierz Stefanek z policji w Rykach, policja trafiła na film podczas rutynowego monitoringu stron internetowych. Szybko ustalono, że autorami i aktorami nagrania są uczniowie jednej z klas Zespołu Szkół Zawodowych w Rykach. To dwaj chłopcy w wieku 19 lat.


cały artykul

http://www.tvn24.pl/-1,1584551.1,0,1,znecali-sie-nad-nauczycielem,wiadomosc.html



Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #189 dnia: Luty 15, 2009, 09:40:45 am »
Nauczyciele: Zróbcie z nas twardzieli!
Olga Szpunar2009-02-13,
 
Małopolscy nauczyciele masowo zapisują się na warsztaty, jak radzić sobie z agresją uczniów. - Dla mięczaków, którzy nie reagują na zaczepki ze strony klasy, w dzisiejszej szkole nie ma miejsca - tłumaczą.

"Dyscyplina w klasie", "Jak radzić sobie z trudnymi i prowokacyjnymi zachowaniami uczniów", "Negocjacje w pracy wychowawczej"... - Małopolski Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli ma w swojej ofercie wiele tego typu szkoleń. - Obecnie nie mają konkurencji - mówi Irena Zielińska, kierowniczka działu doskonalenia nauczycieli.

Nauczyciele zapisują się na nie masowo. Prócz tego szkoły zapraszają do siebie specjalistów na tak zwane szkolenia rad pedagogicznych. I w tym przypadku - jak informuje Zielińska - temat radzenia sobie z uczniowską agresją jest poza konkurencją.

Dyrektorzy szkół nie kryją: to efekt m.in. ostatnich wydarzeń w Rykach (uczniowie szkoły zawodowej znieważali nauczyciela podczas lekcji, tańcząc przed nim, rozbierając się i podstawiając mu nogi pod twarz; sprawa wyszła na jaw dzięki nagranemu przez jednego z nich filmowi). - To normalna reakcja. Chociaż szkoda, że wielu budzi się dopiero teraz - mówi Irena Pawlik, dyrektorka Gimnazjum nr 4 w Krakowie.

Konsultant z ośrodka był już u niej w szkole. Ale Pawlik ma zamiar zaprosić go jeszcze raz, bo - jak mówi - "szkoleń nigdy za wiele". Prócz tego dyrektorka wysłała kilku swoich nauczycieli na warsztaty do ODN. - Samo uczestnictwo w nich nie zbuduje autorytetu nauczyciela, może on jednak znaleźć tam cenne wskazówki, jak go samemu wypracować - mówi. - Sytuacja, do której doszło w Rykach, jest absolutnie niedopuszczalna. I to nie tylko ze strony uczniów, ale również nauczyciela. Ten pan swoim biernym zachowaniem wobec bezczelności uczniów pokazał, że minął się z powołaniem. Nie powinien być nauczycielem. Gdyby miał autorytet, nie doszłoby do takiej sytuacji.

O tym, że dla mięczaków w szkole nie ma dziś miejsca, mówi też Małgorzata Kozak-Zasadzki, dyrektorka krakowskiego Gimnazjum nr 45. Dlatego z tematu, jak radzić sobie z agresją, postanowiła przeszkolić wszystkich pedagogów. Gdy jej nauczyciele spotykają się z uczniowską agresją, sprawa od razu trafia na policję, a ta kieruje ją do sądu (prawo do ochrony, jakie mają funkcjonariusze publiczni, prawie dwa lata temu nadał nauczycielom były minister edukacji Roman Giertych).

W ubiegłym roku za znieważenie nauczyciela przed sądem stanęło kilku uczniów Gimnazjum nr 45. W tym roku szykują się dwie kolejne sprawy. - Muszą się nauczyć, że nie ma bezczelnego zachowania bez konsekwencji - mówi dyrektorka. Chce, by przede wszystkim to jej nauczyciele zapamiętali ze szkoleń.

Ale warsztaty dla nauczycieli to nie koniec. Szkoły coraz częściej proszą ODN, by z tematu agresji młodych ludzi przeszkolił również rodziców. O swoich wychowankach mówią "uczniowie egeneracji". - Zamiast grać w piłkę, po lekcjach siedzą przed komputerem. Gry są tak atrakcyjne, że w porównaniu z nimi każda lekcja jest nudna. A jak jest nudna, to trzeba ją rozruszać - mówi Zielińska. Wie, że nie bez wpływu na agresję uczniów w stosunku do nauczycieli jest ich sytuacja domowa. Wielu rodziców wyjeżdża do pracy za granicę, zostawiając ich pod opieką dalszej rodziny lub nawet samych. Dlatego małopolski ODN nie odmawia, gdy szkoła prosi specjalistów o spotkanie z rodzicami uczniów.

MODN nie prowadzi statystyk, ilu nauczycieli przeszkolili jego konsultanci na jednodniowych wyjazdach. Wiadomo natomiast, że na warsztatach o uczniowskiej agresji, organizowanych w ośrodku od września, przeszkolonych zostało 796 osób. Tylko w styczniu ukończyło je kolejnych 120 nauczycieli. Ilu szkoli się obecnie? Ośrodek podaje jedynie, że chętnych jest bardzo dużo.


Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,6276283,Nauczyciele__Zrobcie_z_nas_twardzieli_.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #190 dnia: Marzec 07, 2009, 07:53:38 am »
Gimnazjum - fabryka przemocy?

Nie ulega wątpliwości, że wizerunek polskiego gimnazjum nie jest najlepszy. Placówki kojarzą się z przemocą i niebezpieczeństwem. Pojawiają się głosy, że jest to twór sztuczny - fabryka nastolatków z problemami emocjonalnymi. Czy zabiegi pedagogów szkolnych mające na celu zwiększenie komfortu i zniwelowanie zagrożeń zewnętrznych i tych płynących ze strony samych uczniów, przynoszą efekty

http://kobieta.wp.pl/kat,62594,title,Gimnazjum-fabryka-przemocy,wid,9182427,wiadomosc.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #191 dnia: Marzec 11, 2009, 07:27:57 am »
Bezradni nauczyciele chwytają się terroru
Danuta Sterna2009-03-10
 
Kilka lat temu mieliśmy nauczyciela z koszem na głowie, a teraz chamskie zachowanie uczniów szkoły zawodowej w Rykach. Sprawy się wydały przez zamieszczenie filmów w internecie. Ale ile takich sytuacji nie zostało wykrytych? Myślę, że bardzo dużo. I że nauczyciele są w takich przypadkach samotni i bezradni.

Ucieszyło mnie, że Marek Skała w "Gazecie Wyborczej" 17 lutego ("Niedopuszczalność w Rykach") nie obwinia poszkodowanych nauczycieli, tylko zastanawia się nad przyczynami tragedii (nie bójmy się tego słowa). Sięga pamięcią wstecz "kiedy pierwsze oznaki wolności przyniosły dobre i niedobre skutki". Szuka przyczyn w łatwym dostępie do filmów wideo, pornografii, w coraz powszechniejszym braku wartości itd. Oczywiście ma rację. Niestety nie ma pomysłu: jak temu zaradzić, jak zmienić postawy uczniów, jak wpłynąć na ich rodziców.

Ja mam propozycję dla polskiej szkoły - WSPÓŁPRACA NAUCZYCIELI.

Bo my nie mamy problemów

Najpierw też sięgnę do przeszłości. Rok 1990, zaczynam pracować w szkole po 12 latach pracy na wyższej uczelni. Uczę matematyki klasę II matematyczno-fizyczną w jednym z lepszych liceów warszawskich. Uczniowie mnie "próbują", patrzą, na co zareaguję, a na co nie. W klasie jest dwóch uczniów bardzo trudnych, demonstrujących zupełny brak chęci do nauki i szacunku do wiedzy i nauczycieli. Inni nie przeciwstawiają się, ci dwaj mają siłę przebicia i "zabawiają" całą klasę. Jest wrzesień, uczniowie mnie nie znają i ja ich. Mam wiele zapału, przygotowuję się do lekcji, staram się z uczniami rozmawiać, doceniać ich sukcesy. Jednak nic to nie daje. Powoli zaczyna się robić naprawdę nieciekawie, odwracam się do tablicy, a ktoś strzela z korkowca, z tyłu klasy unosi się dym palącego się papieru. Coraz mniej osób ze mną współpracuje, niechętnie otwierają notatki, za to z zainteresowaniem przypatrują się "występom" dwóch przywódców. Udaje mi się z jednym z uczniów nawiązać bliższą rozmowę. Pytam go: - Powiedz mi, Pawle, co się dzieje, dlaczego tak się zachowujecie?

- Jak???

Wyjaśniam jak, i mówię, że mi to uniemożliwia prowadzenie lekcji.

Paweł na to: - E tam, my tego nie robimy przeciwko pani. Poprzedniemu matematykowi, to żeśmy robili: wszyscy buczeliśmy z zamkniętymi ustami i on nie wiedział kto; na zawał poszedł.

Tu mnie zmroziło. Postanowiłam zwrócić się do nauczycieli w szkole o pomoc. Wychowawczynią klasy była doświadczona nauczycielka, która nigdy wcześniej, jak twierdziła, problemów nie miała. Jej system wychowawczy polegał na matkowaniu klasie i bronieniu jej przed innymi nauczycielami. Ta klasa nie szanowała jej zbytnio i nie była gotowa iść za nią, tak jak poprzednie. Ale pani wychowawczyni nie przyznawała się do tego, na moje skargi odpowiadała: "Ja nie mam z nimi żadnego kłopotu!". Ta odpowiedź była dla mnie bardzo frustrująca, bo pod nią wyczuwałam opinię: "Ja sobie radzę, a ty nie, to znaczy, że z tobą jest coś nie tak".

Zaczęłam wypytywać innych nauczycieli uczących tę klasę i otrzymywałam niezmiennie odpowiedź: "Nie mam z nimi żadnego kłopotu!".

Czułam, że zaczyna do mnie przylegać opinia tej "co sobie nie radzi". Przyszła z uczelni i nie umie uczyć i wychowywać. Jednak nie przeszkadzało to nauczycielom po lekcji w pokoju nauczycielskim wybuchnąć - tumany, idioci, z kim ja muszę pracować. Ten komunikat nie oznaczał jednak kłopotów, raczej: "Ja sobie radzę, choć mam do czynienia z kupą chamów i idiotów".

Od uczniów wiedziałam, że nie robią wyjątków i z każdym się tak "zabawiają". Publicznie, oprócz mnie, nikt się nie przyznawał. Poszłam do dyrektora (tu muszę docenić - pochylił się nad moim problemem), ale nie za bardzo miał dla mnie rozwiązanie problemu: - To ciężka klasa, trzeba z nimi ostro!

Mogę wyobrazić sobie innych nauczycieli na lekcjach z tą klasą. Jedni czekali do przerwy - przecież to tylko 45 minut, inni stosowali terror, poniżanie uczniów i odpłacali im tym samym, co uczniowie im.

Terror dawał efekty

Wreszcie jedna z nauczycielek na osobności powiedziała do mnie: Ja pani pomogę, pójdę z panią na lekcję i pokażę, jak trzeba sobie radzić. Zgodziłam się. Nauczycielka była znana jako ostra, uczniowie mówili o niej między sobą - ta k Lekcję rozpoczęła od sprawdzania listy i gdy doszła do ucznia, którego nazwisko dało się przekręcić, powiedziała: - A co tu za Cipa jest w klasie, jak można tak się nazywać.

Pomyślałam, teraz się zacznie, ale nie, spuścili głowy i czekali. Pani nauczycielka dalej ich poniżała, dyskredytowała i nic. Udało się. Po zakończeniu roku poprosiłam dyrektora, aby mi nie dawał tej klasy w następnym roku. Dostała ją pani, która udzielała mi "pomocy". Do matury dotarła z tej klasy połowa, reszta albo powtarzała klasę, albo poprosiła o przeniesienie do innej.

Jeden z tych trudnych uczniów mieszkał w bloku obok, widywałam jego mamę i któregoś razu poprosiłam o rozmowę. Powiedziała mi ze łzami w oczach: - Ja sobie z nim nie daję rady, to jedyny mój syn, rozwodzimy się z mężem i zrobię wszystko, aby synowi się w życiu ułożyło.

Nie było dalszej rozmowy, unikała spotkania ze mną. Inni rodzice podczas zebrania narzekali na atmosferę w klasie, ich dzieci w domu się skarżyły. Ale żądali, i słusznie, abyśmy to my, nauczyciele, coś w tej sprawie zrobili.

Czy można było coś wtedy zrobić?

Myślę, że tak, ale tylko wtedy, gdybyśmy wspólnie w zespole uczącym tę klasę porozmawiali o problemach, szczerze przyznali się do kłopotów. Nie grali przed sobą w grę: Ja nie mam z nimi żadnego kłopotu! Gdybyśmy solidarnie i konsekwentnie przestrzegali regulaminu, a przy każdym wykroczeniu solidarnie wymierzali przewidzianą karę. Tak się buduje autorytet. Uczniowie muszą w nas widzieć osoby, które wspólnie przemyślały linię wychowawczą, które się wzajemnie wspierają, nie obmawiają, nie zrzucają winy na innych i którzy są gotowi stanąć za każdym nauczycielem.

Znam szkołę podstawową, w której jest wprowadzona zasada, że jak uczeń przeszkadza nauczycielowi, to on dzwoni telefonem komórkowym do dyrektora i ten zabiera delikwenta i trzyma w swoim gabinecie, dopóki nie "skruszeje" i będzie się nadawał do pracy z innymi w klasie. To dodatkowa praca dla dyrektora i odwaga ze strony nauczycieli do przyznania się: MAM PROBLEM. Trudno powiedzieć, czy ta metoda nadaje się do każdej szkoły, ale dzięki niej nauczycielowi łatwiej przyznać się do tego, że ma problem i uzyskać pomoc.


Nauczyciele nie są solidarni
A jaka bywa rzeczywistość? Nauczyciele nie są solidarni, nie współpracują ze sobą, nie wspierają się. Jeśli zapytać nauczycieli, czy jego grono pedagogiczne współpracuje, to zawsze odpowiadają, że tak - przecież mamy zespoły zadaniowe, przecież przychodzimy na Wigilię szkolną, przecież ustalamy wspólny podręcznik, rozmawiamy ze sobą w pokoju nauczycielskim.

TO NIE JEST WSPÓŁPRACA. To jest koegzystencja.

Współpraca zależy w dużym stopniu od dyrektora, czy uda mu się taką atmosferę zaszczepić. Jeśli dyrektor mówi, że nic nie wiedział o szykanowaniu nauczyciela, to znaczy, że takiej atmosfery nie wprowadził. Może krzywo spogląda na nauczycieli przyznających się do problemów: - Proszę się dokształcić w tej kwestii, przecież skończyła pani studia.

Może mentorskim tonem przydziela pomoc doświadczonego nauczyciela: - Proszę poprosić o pomoc X, to jest nauczyciel, który ma doświadczenie i zawsze sobie daje radę w takich sytuacjach.

Może nagradza tylko tak zwanych dobrych nauczycieli: - A teraz nagroda dla pana X, który nie ma żadnych problemów z uczniami.

Może zebrania rady pedagogicznej, które prowadzi, są monodramem, w którym nie ma miejsca na rozmowę i dyskusję? A może wreszcie dyrektor nie jest dostępny, gdy nauczyciel ma kłopoty?

Ale też musi być chęć ze strony samych nauczycieli, potrzebna jest tu solidarność i wspieranie się nawzajem. Jeśli nauczyciel ma kłopoty z klasą, to nie powinien usłyszeć: Ja nie mam z nimi żadnego kłopotu! lub: Kolego, więcej dyscypliny i autorytetu.

To jest historia klęski

Pan Marek Skała opisuje, jak 15 lat temu wziął ucznia na bok i powiedział mu, że jeśli jeszcze raz tak postąpi, to wejście do szkoły będzie miał już tylko z ojcem. Na całe szczęście poskutkowało, ale co by pan Marek zrobił, gdyby uczeń mu odpowiedział: "Sam sobie ch przychodź z p ojcem". I gdyby następnego dnia zjawił się w szkole jakby nigdy nic bez tatusia, bo ten, niestety, leżałby pijany od rana? Czy zagrodziłby mu własną piersią wstęp do klasy, czy może poszedłby do pokoju nauczycielskiego i poprosił o pomoc, czy może pomyślałby sobie - to tylko 45 minut, wytrzymam?

Każdy nauczyciel ma swoją II klasę i każdy ma czasami kłopoty. Jeśli mówi, że nie ma, to znaczy, że znalazł wyjście z sytuacji w postaci terroru i nie ma zamiaru już nic zmieniać, zamierza przetrwać do emerytury.

Do rodziców możemy mieć pretensje, ale nie ma co za bardzo liczyć na ich pomoc. Oni sami ledwo się "wyrabiają" z własnymi dziećmi. Jeśli uda nam się stworzyć dobrą szkołę dla ich dzieci, to na pewno będą nam wdzięczni.

Jest to historia klęski i takich historii jest bardzo dużo w naszych szkołach. Jeśli nie będziemy współpracować, mogą być coraz częstsze.

Danuta Sterna pracuje w Centrum Edukacji Obywatelskiej

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl




Źródło: Gazeta Wyborcza
http://wyborcza.pl/1,88975,6366247,Bezradni_nauczyciele_chwytaja_sie_terroru.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline zija

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 433
    • http://dzieciom.pl\4687
nauczyciel znęcał się nad upośledzonym uczniem
« Odpowiedź #192 dnia: Maj 20, 2009, 04:08:24 pm »
http://www.tvn24.pl/-1,1601148,0,1,nauczyciel-wsadzil-ucznia-do-kosza,wiadomosc.html

Nauczyciel wsadził ucznia do kosza na śmieci
SKANDAL W BELGIJSKIEJ SZKOLE SPECJALNEJ

Fot. Youtube
Nauczyciel żałuje swojego zachowania
Szkolny skandal w Belgii - do telewizji przedostał się amatorski film, na którym widać, jak nauczyciel "dyscyplinuje" ucznia, wsadzając jego głowę do wiadra. Do zdarzenia doszło w 2008 roku w szkole specjalnej w Hoegaarden.
Sprawa wyszła na jaw, gdy belgijska telewizja pokazała film nagrany telefonem komórkowym, na którym widać nauczyciela "karzącego" ucznia.

Znieważali nauczyciela na lekcji. "Nie wiem, co nas naszło"

- Żałuję tego, co zrobiłem - mówi przed kamerą TVN24 jeden z uczniów, który... czytaj więcej »
Najpierw mężczyzna przeciąga 14-letniego chłopaka po podłodze, potem wsadza Znieważali nauczyciela na lekcji. "Nie wiem, co nas naszło"

- Żałuję tego, co zrobiłem - mówi przed kamerą TVN24 jeden z uczniów, który... czytaj więcej »
jego głowę pod kran, a na końcu wkłada jego głowę - trzymając za nogi - do kubła, w którym zazwyczaj mieszany jest beton.

Dlaczego dopiero teraz?

Całość wydarzyła się podczas lekcji murarki, w szkole specjalnej w Hoegaarden, najprawdopodobniej w listopadzie 2008 r.

Konsekwencje dla nauczyciela mogą być poważne, jeśli zostanie uznany winnym zranienia ucznia, mimo że przyznał się do błędu. Minister edukacji Flandrii, gdzie leży Hoegaarden, zastanawia się zaś głośno, dlaczego o incydencie poinformowano dopiero teraz.

obejrzyj zdarzenie na youtube

mtom//kwj
#################################################################################################
kamila 22l porażenie mózgowe  i epi wygasła

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #193 dnia: Maj 21, 2009, 08:58:19 am »
W szkole preśladowany,w dom przemoc, :( ,czemu nikt nie zareagował ...... 

Szokujący film z molestowanym 12-latkiem

Grupa dzieci od miesięcy znęcała się nad swoim 12-letnim kolegą. Bili go. Wokół szyi okręcali drut kolczasty. Zmuszali też chłopca do czynności seksualnych. Jeden z oprawców, nagrał telefonem komórkowym film, który zawiera szokujące pornograficzne sceny.

Reporterzy UWAGI! szukali autorów wstrząsającego nagrania. Starali się też dociec, dlaczego ani szkoła, ani pomoc społeczna nie pomogła 12-latkowi… Efekt poszukiwań w dzisiejszej UWADZE! o godzinie 19.50.

12-latek od miesięcy był prześladowany przez swoich niewiele starszych kolegów. Dzieci biły go, dręczyły, zastraszały. Aby poniżyć go jeszcze bardziej, zmuszali chłopca do czynności seksualnych. Jeden z oprawców nagrał film, który zawiera szokujące sceny pornograficzne. Nagranie błyskawicznie zostało rozpowszechnione w internecie. Do dziś obejrzała go prawie cała szkoła, w której uczyli się zarówno oprawcy, jak i ofiara. Jak to możliwe, że nikt z dorosłych nie zapobiegł tragedii dziecka? O tym, że chłopiec miał problemy z rówieśnikami, miał wiedzieć dyrektor szkoły.

- Zgłaszałam dyrektorowi, że chłopcy go biją. Powiedział, że to załatwi – mówi koleżanka ofiary. Ale dyrektor szkoły twierdzi, że o wszystkim dowiedział się już po upublicznieniu nagrania.

Chłopiec mieszkał wraz z bratem i ojcem w pijackiej melinie. Chociaż pomoc społeczna wiedziała w jak fatalnych warunkach żyje, w żaden sposób nie pomogła dziecku. Po ujawnieniu nagrania, 12-latek trafił do domu dziecka. Chłopiec nie chciał wracać do swojego domu, gdzie też był ofiarą przemocy.

Oprawcy – 16-latek i o kilka lat młodszy kolega – trafili do schroniska dla nieletnich. Lista podejrzanych może się jednak rozszerzyć. Film nagrany telefonem komórkowym przedstawia bowiem pięć osób. Zatrzymani byli wielokrotnie notowani przez policję za kradzieże i chuligaństwo. Ogromne problemy miała też z nimi szkoła. Reporterom UWAGI! udało się dotrzeć do rodziny jednego z napastników oraz do ojca ofiary. Oglądaj UWAGĘ! w czwartek o godzinie 19.50. Więcej także na www.uwaga.onet.pl.
http://wiadomosci.onet.pl/1974794,11,item.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #194 dnia: Październik 09, 2009, 08:44:42 am »
Przepraszam, czy tu biją?
Autor: Magdalena Gajda, fot: sxc.hu,

Art. 207, § 1 do 3 Kodeksu karnego - kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Szczególnie okrutnemu sprawcy grozi 10 lat więzienia. Jeśli ofiara targnie się na życie, kara wydłuża się do 12 lat.

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/52001
Cytuj

Dzieci są okrutne. Wszędzie
Rodzice dzieci chorych, z niepełnosprawnością, chcąc ochronić je przed szykanami ze strony „zdrowych” rówieśników jeśli tylko mogą umieszczają je w integracyjnych - przedszkolach, szkołach podstawowych, gimnazjach, szkołach średnich. Czynią tak, bo wierzą. Że placówka integracyjna, jest najlepiej przygotowana do tego, aby nie tylko nauczać, ale też bronić ich dziecko. Że właśnie tam zostanie ono w pełni zaakceptowane. Wierzą też, że te okrutne dzieci i nastolatki można znaleźć tylko w przedszkolach i szkołach masowych. Jakby te uczące się w integracyjnych, już od pierwszego wejścia do budynku stawały się w magiczny sposób empatyczne i okazywały szacunek mniej sprawnym kolegom.

- A to nieprawda – mówi Dominika Słomińska. – Placówka integracyjna różni się od powszechnej tylko tym, że w tej pierwszej są specjaliści, którzy zajmują się wychowankami, uczniami z dysfunkcjami. W każdym miejscu dziecko niepełnosprawne narażone jest na odtrącenie, docinki czy przemoc fizyczną. Bo dzieci wszędzie są takie same. Zrozumienia dla niepełnosprawności, w ogóle tego co inne, trzeba ich dopiero nauczyć. Czy to się uda i w jakim stopniu zależy do kadry, a nie od tego, czy do nazwy placówki dodano zaczarowane słowo „integracja”.

Nie demonizujmy też placówek edukacyjnych uznając, że są to jedyne miejsca, gdzie czyha niebezpieczeństwo. – Przecież dziecko, nastolatek niepełnosprawny różnego rodzaju aktów przemocy ze strony rówieśników może doświadczyć także na podwórku, placu zabaw, na zajęciach w domu kultury, koloniach, obozach a nawet na zjazdach rodzinnych, gdzie spotyka nie znanych mu kuzynów – przypomina Dominika Słomińska.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline matkakarolina

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 146
Odp: Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #195 dnia: Październik 11, 2009, 10:54:45 pm »
Bardzo podoba mi się metoda zastosowana w niektórych szkołach - nauczyciel w klasie podczas przerwy.Nie wiem dlaczego w polskiej szkole utarło się , że przerwa jest dla nauczyciela.Dzieci, szczególnie "integracyjne" powinny mieć możliwość zostania w klasie, a nie na korytarzu w hałasie, agresji i przepychankach. to bardzo dobry sposób na bezpieczeństwo.

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Walka o akceptację (do scal)
« Odpowiedź #196 dnia: Listopad 05, 2009, 10:11:12 pm »


Walka o akceptację

Przynależność do grupy i akceptacja ze strony rówieśników daje poczucie bezpieczeństwa i komfortu psychicznego. Jej brak okazuje się istotny zwłaszcza dla uczniów, którzy w klasie, w towarzystwie szkolnych koleżanek i kolegów, spędzają większą część dnia.

Z doświadczeń psychologów dziecięcych wynika, że bycie kozłem ofiarnym w małej, klasowej społeczności, prowadzi do zaburzeń emocjonalnych, depresji, a nawet myśli samobójczych.

Jesteś z nami lub przeciwko nam


Przytoczmy sytuację rodem z amerykańskiego serialu dla nastolatków. W klasie rządzi grupa dziewczyn, które uznanie i autorytet zdobyły dzięki przebojowości oraz grubemu portfelowi rodziców – mają fajne ciuchy, są względem siebie przesadnie lojalne, gdy są razem, czują się silne i bezkarne, zarówno względem szkolnych koleżanek, jak i nauczycieli. Wyznają też prostą zasadę – „kto nie jest z nami, jest przeciwko nam”. W klasie tworzą się grupy wzajemnej adoracji rywalizujące ze sobą, prowadzące psychologiczne wojny. Między nimi krążą jednostki, z różnych względów nieakceptowane, usiłujące za wszelką cenę zyskać sympatię istniejących grup.

Agresja przyczyną depresji

Według psychologów szkolnych, filmowy schemat niewiele różni się od polskiej, szkolnej rzeczywistości. Obserwacje psychologów potwierdzają badania przeprowadzone w 2006 roku przez Wyższą Szkołę Bezpieczeństwa w Poznaniu, w których wzięło udział 30 tys. uczniów 1600 placówek szkolnych na terenie całego kraju – wynika z nich, że niemal połowa młodzieży w wieku 13 – 19 lat w ciągu ostatniego roku była świadkiem przemocy, 30% przyznaje, że padło jej ofiarą. Ciągły stan zagrożenia, niepewność przyszłości, brak poczucia akceptacji i alienacja są najczęstszą przyczyną stanów lękowych i depresji, z powodu której cierpią głównie uczniowie szkół gimnazjalnych.

 Do mojego gabinetu przychodzi coraz więcej uczniów w wieku od 7 do 19 lat. Z moich doświadczeń wynika, że z nerwicami i depresją borykają się głównie uczniowie szkół gimnazjalnych – to właśnie tam najczęściej dochodzi do aktów agresji – mówi Marek Świętopełk Zawadzki – socjolog i psycholog z wieloletnią praktyką. Nie boję się stwierdzenia, że utworzenie gimnazjów to pomysł nietrafiony.

W placówkach skupiających dorastającą młodzież najłatwiej o sytuacje konfliktowe i zachowania agresywne. Średnio na 30 uczniów w klasie, od 5-15% zmaga się z depresją, niewiele mniej ma myśli samobójcze i, aby się uspokoić, sięga po środki odurzające – dodaje Zawadzki. Jak twierdzą inni specjaliści w dziedzinie psychologii i psychiatrii, objawy psychofizyczne u osoby zastraszanej, zakompleksionej i nieakceptowanej łatwo zauważyć, niestety, znaczna część rodziców i pedagogów nie zauważa problemu, ignoruje go lub, jeśli dostrzeże problem, skupia się na szukaniu przyczyny i realizacji własnych celów wychowawczych, zamiast skoncentrować się na terapii najlepszej dla dziecka.

Kto jest ofiarą?

- Martwię się o mojego 13-letniego syna. Dziwi mnie, że nigdy nie zaprasza do domu kolegów, wciąż przesiaduje zamknięty w pokoju, wiem, że nie może spać, nie ma apetytu, nie rozwija pasji, którym wcześniej poświęcał dużo czasu. Kiedy pytam, co się dzieje, czy ma problemy w szkole, twierdzi że wszystko jest w porządku, ale wiem, że każdego dnia wychodzi do szkoły z „duszą na ramieniu”. Jak do niego dotrzeć? Jak mu pomóc? – pyta na forum Małgorzata z Wejherowa.
- Przyczyną odrzucenia przez rówieśników jest najczęściej odmienność.
Zbyt niski wzrost, tusza, widoczne dysproporcje w budowie, problemy z mową, poruszaniem sprawiają, że dziecko zostaje czarną owcą, kozłem ofiarnym w klasie, na którego łatwo zrzucić winę, stłamsić i wyładować emocje – mówi Krustyna Zielińska, psycholog dziecięcy i autorka dwóch książek z dziedziny psychologii.
Nie musi to być odmienność widoczna, wystarczy, że wyczuwana przez jednostki silniejsze. Ogromną rolę odgrywają tu rodzice – to oni muszą nauczyć dziecko, jak funkcjonować w społeczeństwie, również w klasowej społeczności, jak zdobywać umiejętności interpersonalne, bronić własnego zdania, wygłaszać opinie, wchodzić w relacje z innymi, zaprzyjaźniać się i kłócić – tłumaczy Zielińska.

Rodzice i pedagodzy szkolni powinni wiedzieć, jak rozpoznać objawy depresji u dziecka, zdaniem psychologa, Marka, Świętopełka Zawadzkiego jest ich bardzo wiele i wystarczy uważniej przyjrzeć się dziecku, aby je zauważyć

 – Nadciśnienie tętnicze, zaburzenia pracy serca, szczękościsk, problemy ze snem, nieśmiałość i lęk przed kontaktami z innymi ludźmi, drętwienie dłoni podczas pisania, ból w klatce piersiowej, zawroty głowy, omdlenia, nerwowe reakcje na dotyk, brak apetytu – to objawy typowe dla osób żyjących w ciągłym stresie, o niskiej samoocenie i zachwianej równowadze emocjonalnej.
Jest jeszcze wiele innych – przyjmowanie biernej postawy w codziennych czynnościach życiowych, smutek, blokada na szczere rozmowy nawet z najbliższymi osobami to czytelna informacja, że odrzucone dziecko stworzyło wokół siebie pancerz, który można zdjąć tylko z pomocą specjalisty – tłumaczy Zawadzki.

Żadnych objawów nie należy bagatelizować, bo właśnie brak zainteresowania ze strony najbliższych potęguje w dziecku poczucie krzywdy i odrzucenia. Niestety, ostatnim gestem rozpaczy młodego człowieka jest coraz częściej próba samobójcza i wówczas na reakcję jest już za późno.

Autor: Masta


Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #197 dnia: Luty 18, 2010, 04:49:15 pm »
Zbrodnia w mundurku szkolnym

Dręczony nastolatek popełnił samobójstwo”, „Chłopak powiesił się przez kolegów”, „Szkolni koledzy zaszczuli mi syna” – to niektóre z nagłówków prasowych, opisujących przypadki agresji, szykanowania, czy psychicznego gnębienia przez nieletnich. Ostatnio 21-latek ze Strzegomia popełnił samobójstwo. Prawdopodobną przyczyną śmierci był film w internecie, w którym małoletnia Paulina opowiada, jakie problemy miał jej kochanek podczas współżycia. – Dzieci wzrastają w klimacie, w którym normą staje się otwarte, czasem wręcz ekshibicjonistyczne mówienie o swoich prywatnych sprawach, takich jak seks, ale też obrażanie innych i drwienie z nich – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską psycholog Jacek Wezgraj, pracujący m.in. z młodzieżą i rodzinami.


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Zbrodnia-w-mundurku-szkolnym,wid,11993773,wiadomosc.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #198 dnia: Październik 07, 2010, 11:39:28 am »
06.10.2010 /TVN24
9-letni terrorysta. Bije, dusi i sika w szkole

Rodzice dzieci z podstawówki w Czyżewie są zdesperowani - do tego stopnia, że ogłosili strajk. Boją się o bezpieczeństwo swoich dzieci terroryzowanych przez 9-letniego chłopca, który potrafi popchnąć, uderzyć, przydusić, a nawet nasikać na środku schodów. Dyrekcja jest bezradna, a matka nie widzi problemu. Zdesperowani rodzice pozostałych dzieci jedyną nadzieję widzą w decyzji sądu.


http://www.tvn24.pl/-1,1676733,0,1,9_letni-terrorysta-bije--dusi-i-sika-w-szkole,wiadomosc.html

Cytuj
Taka opinia z poradni o poziomie rozwoju dziecka mogłaby pomóc szkole w poradzeniu sobie z problemem. Ale szkoła nie ma możliwości zmuszenia rodziców, żeby je tam wysłali. - Nie ma podstaw prawnych do wyegzekwowania opinii poradni. O tym decyduje rodzic czy skorzysta z poradni czy nie - tłumaczy Siennicka i dodaje, że szkoła nie może odmówić przyjęcia dziecka: - Kilka lat temu było tak, że szkoła kierowała uczniów na badania do poradni. Po badaniach poradnia przesyłała informacje do szkoły, a jedną do rodzica. W tej chwili rodzic zapoznaje się z opinią, ewentualnie orzeczeniem poradni. Tam podpisuje to orzeczenie – bądź nie. Jeżeli ma opinię, może ją przynieść do szkoły, pokazać wychowawcy – albo nie. To jest decyzja rodzica.

Dyrektorka podjęła doraźne środki zapobiegawcze - właśnie zatrudniła dodatkową osobę do pilnowania tylko Adriana podczas lekcji.

Był w poradni, ale to tajemnica

Co ciekawe, matka 9-latka twierdzi, że była z synem w poradni, ale jego rozwój jest prawidłowy i żadnej opinii nie dostała. Nie chce jednak odpowiedzieć na pytanie, w której poradni był Adrian: - Na razie zostanie to tajemnicą.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #199 dnia: Kwiecień 15, 2012, 01:49:03 am »
I co mi zrobisz, stara krowo


Dzwonek i zamieniam się w sztywniarę. A jestem przecież miłą kobietą


 Kto ma strach na twarzy wypisany, wojnę przegra. 

Kto ma miękkie serce, wojnę przegra.

Kto nie umie być konsekwentny, wojnę przegra.

Kto chce się zaprzyjaźnić z wrogiem, zdobyć go uśmiechem albo lizakiem, wojnę przegra.

Kto jest słaby w mowie i głosie, wojnę przegra.

Najważniejsze są pierwsze dwa tygodnie każdego września. Wtedy rozstrzygają się decydujące bitwy na słowa, bąki, beknięcia i ogryzki. Jedna strona wojny ma nieograniczone możliwości, drugiej wolno najwyżej wpisać uwagę do dzienniczka.

Z góry na klęskę skazane są młode kobiety, tuż po studiach.


http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,11480300,I_co_mi_zrobisz__stara_krowo.html?as=1&startsz=x
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach