Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii  (Przeczytany 159230 razy)

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #100 dnia: Październik 31, 2006, 12:35:19 pm »
Dopiero niedawna śmierć Ani gimnazjalistki szerokim echem odbiła się w całym kraju. :lzy:
A tu kolejny dramat dziecka :(

Wołanie o pomoc
14-letni Adrian z gimnazjum w podkrakowskich Mogilanach, dręczony od ponad roku przez rówieśników ze szkoły, próbował popełnić samobójstwo. Ani nauczyciel, ani dyrektor nie zauważyli, że z chłopcem dzieje się coś złego.

Co to się dzieje z dziećmi teraz?  :puppydogeyes:
Aż strach myśleć co może być dalej  :(
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Anna

  • User z prawami do pisania
  • Weteran
  • ******
  • Wiadomości: 4459
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #101 dnia: Październik 31, 2006, 01:00:18 pm »
Dramatyczny list "Załamanej uczennicy": tak się nie da żyć!



Gazeta Wyborcza": "Molestowanie, zastraszanie, obmacywanie, a nawet czynne gwałty w szkole to dla nas, polskich uczennic, dzień powszedni" – pisze w dramatycznym liście do redakcji uczennica jednej z krakowskich szkół.
Krakowski dodatek "Gazety Wyborczej" zamieścił list "Tak się nie da żyć!" podpisany przez "Załamaną uczennicę".

"Jedna z dziewczyn prześladuje sadystyczny chłopak. Przychodzi do szkoły i bije ją, straszy. Grozi innym chłopakom, dwóch z nich już pobił. Obnosi się ze swoją przynależnością do »JudeGangu« (bojówka Cracovii – przyp. red.), straszy odwetem, w razie gdyby ktoś się poskarżył. Może ta dziewczyna skończy tak jak Ania – na sznurze albo z żyletką w ręku. On jej grozi śmiercią. Szkoła, rodzice, klasa – żadnej reakcji" – czytamy w liście. Dziewczyna opisuje historię siostry jej koleżanki, zgwałconej przez kilku kolegów z klasy z jednego z "lepszych LO w Krakowie".

"Nikomu nic nie powie (…), bo te bydlaki nagrały to na komórkę i szantażują ją umieszczeniem tego w necie" – pisze.

Opisuje ordynarne zachowania kolegów, ale także nauczycieli i woźnych.

"Przechodzimy nad tym do stanu codzienności, marząc tylko o tym, aby skończyć te durne, pełne zakłamania szkoły, pójść na studia, gdzie takiego chamstwa może nie będzie, wyjechać z tego strasznego kraju jak najszybciej albo przynajmniej znaleźć sobie jakiegoś starszego faceta, najlepiej bezwzględnego, który będzie nas bronił" – pisze "Załamana uczennica".

Treść listu w krakowskim dodatku "Gazety Wyborczej".

http://wiadomosci.onet.pl/1426593,11,item.html

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #102 dnia: Październik 31, 2006, 01:25:36 pm »
Cytuj
Opisuje ordynarne zachowania kolegów, ale także nauczycieli i woźnych.

Czy to jest obojętność nauczycieli,czy bezradność, Ich strach przed bezkarnością uczniów  ? :(

Ale, jak obiecuje Minister ruszą ośrodki wsparcia wychowawczego.(z wątku » Artykuły - Nowości )
Cytuj
Giertych: pierwszy ośrodek wsparcia wychowawczego we wrześniu

"We wrześniu 2007 roku ruszy pierwszy ośrodek wsparcia wychowawczego, kolejne powstaną w następnym roku" - zapowiedział wicepremier, minister edukacji Roman Giertych.
Do ośrodków - szkół z internatami pod specjalnym nadzorem pedagogicznym - trafiać mają gimnazjaliści, którzy uniemożliwiają spokojną naukę innym.


"Po roku, dwóch funkcjonowania ośrodków, które mają mieć charakter półotwarty, niewykluczone jest powstanie analogicznych dla uczniów starszych" - zapowiedział Giertych.O skierowaniu ucznia do ośrodka decydować ma komisja kwalifikacyjna przy kuratorze oświaty. W przypadku braku zgody rodziców na umieszczenie dziecka w ośrodku zgodę będzie wydawał sąd rodzinny. Od wniosku dyrektora szkoły o umieszczeniu ucznia w ośrodku do podjęcia decyzji ma upłynąć nie więcej niż siedem dni. Uczniowie mogą być kierowani do ośrodków na okres od tygodnia do dwóch lat, z możliwością jego skrócenia.

Czy to jednak zda egzamin?
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #103 dnia: Październik 31, 2006, 10:00:13 pm »
Treść listu,czy cały to tekst?  :(

Tak się nie da żyć!  
Załamana Uczennica
2006-10-31

Poruszający list, który dotarł do krakowskiej redakcji "Gazety Wyborczej"

To, co państwo piszecie o okropnej śmierci biednej Ani, wstrząsnęło mną do głębi. (...)

Molestowanie, zastraszanie, obmacywanie, a nawet czynne gwałty w szkole to dla nas, polskich uczennic, dzień powszedni. Nie interesuje się tym nikt - ani szkoła, ani rodzice, ani policja. Mało tego, żadna z moich koleżanek nie wyobraża sobie informowania o tym nauczycieli czy rodziny, o policji nawet nie wspominając. Nosimy to cały czas w sobie, wiedząc, jakie są tego przeważnie efekty, tzn. wołania o pomoc. Zawsze wychodzi na to, że to my, dziewczyny, jesteśmy winne. Nawet nie piszę do państwa ze swojego komputera ani mejla, bo wiem, jakie mogą być konsekwencje.

W mojej szkole też tak jest. Jedną z dziewczyn prześladuje sadystyczny chłopak. Przychodzi do nas do szkoły i bije ją , straszy. Grozi innym chłopakom ze szkoły, dwóch z nich już pobił. Obnosi się ze swoją przynależnością do "Jude Gangu", strasząc odwetem, w razie gdyby ktoś się poskarżył. Może ta dziewczyna skończy tak jak Ania - na sznurze albo z żyletką w ręku. On jej grozi śmiercią. Szkoła, rodzice, klasa - żadnej reakcji.

Siostra mojej dobrej koleżanki została zmuszona miesiąc temu do stosunku z kilkoma chłopakami z jej klasy w ubikacji szkolnej, w jednym z lepszych LO w Krakowie. Nic nikomu nie powie, nikomu nie pozwala sobie pomóc, bo te bydlaki nagrały to na komórkę i szantażują ją umieszczeniem tego w necie.

To są takie drastyczniejsze przykłady. Wiem też, i słyszę czasami, że przemoc seksualna nie jest tylko zarezerwowana dla naszych "kolegów" ze szkoły. Takie historie to też ofiary nauczycieli, szkolnych woźnych. Cały czas jesteśmy macane po tyłkach, łapane i szczypane za piersi, składa się nam ordynarne propozycje, a jeśli się nie zgadzamy, często reakcją jest agresja - szarpanie za włosy, za ubranie, wykręcenie rąk, oplucie, wyzwiska. I przechodzimy nad tym do stanu codzienności, marząc tylko o tym, aby skończyć te durne, pełne zakłamania szkoły, pójść na studia, gdzie takiego chamstwa może nie będzie, wyjechać z tego strasznego kraju jak najszybciej albo przynajmniej znaleźć sobie jakiegoś starszego faceta, najlepiej bezwzględnego, który będzie nas bronił.

Proszę w imieniu wszystkich molestowanych, przechodzących ten koszmar 5 dni w tygodniu dziewczyn:
zróbcie coś. Piszcie o tym jak najwięcej, zorganizujcie jakąś akcję, (...), przecież tak nie da się żyć!
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Anna

  • User z prawami do pisania
  • Weteran
  • ******
  • Wiadomości: 4459
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #104 dnia: Październik 31, 2006, 10:40:27 pm »
Gwałty i bicie w domu dziecka
Polsat - Wydarzenia 19:57

Polscy nastolatkowie są dręczeni bici, albo nawet gwałceni przez własnych rówieśników. Sześcioletni chłopiec to najmłodsza ofiara siedemnasto, piętnasto i czternastolatka, którzy gwałcili i molestowali seksualnie swoich kolegów.
 
http://wydarzenia.wp.pl/kat,33314,wid,8579250,wiadomosc.html

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #105 dnia: Październik 31, 2006, 11:04:12 pm »
Sondaż: Dzieci w szkole są samotne

Aleksandra Pezda2006-10-27
Co trzeci uczeń i co trzeci nauczyciel przyznają, że przemoc w ich szkole jest poważnym problemem. Ale o konfliktach w klasie dzieci nie mówią rodzicom, bo nie wierzą, że to coś da

Takie są wyniki badań CBOS-u przeprowadzonych w ramach kampanii "Szkoła bez przemocy"*. CBOS przepytał prawie 4 tys. uczniów ze 150 podstawówek, gimnazjów i liceów, 900 nauczycieli i ponad 500 rodziców. Okazało się, że polskie dzieci czują się w szkole samotne, a dorośli nie wiedzą, co z tym zrobić.

- Dzisiejsza szkoła jest jak przestrzeń niczyja, do której nikt się nie chce przyznać - komentuje dr Anna Giza-Poleszczuk, socjolog z UW. - Rodzice twierdzą, że to, co się tam dzieje, to sprawa nauczycieli. Nauczyciele odżegnują się od funkcji wychowawczych. Jedynie uczniowie mówią, że chcą wziąć odpowiedzialność za to, co się w szkole dzieje, tylko nie mają partnerów do dyskusji.

Z badań CBOS wynika, że polscy uczniowie im dłużej się uczą, tym mniej lubią szkołę. O ile w podstawówce jeszcze co drugi ze szkołą sympatyzuje, to już w liceum tylko co czwarty. Podobnie z odpowiedziami na pytanie: Czy masz w szkole prawdziwych przyjaciół? Tylko 43 proc. licealistów jest o tym przekonana. Jeszcze w szkole podstawowej do posiadania przyjaciół przyznaje się 65 proc. dzieciaków. Uczniowie polskich szkół nie czują się też doceniani. Tylko co dziesiąty licealista odpowiedział: "Tak, czuję się doceniany w szkole" (w podstawówkach twierdząco odpowiedziało 21 proc. pytanych, w gimnazjach - 15 proc.). Większość uczniów też nie czuje, że się w szkole rozwija. Przyznają się również do tego, że lekcje ich w ogóle nie interesują (w liceum o zainteresowaniu lekcjami mówi co piąty uczeń, co drugi przyznaje, że na lekcji się nudzi).

Uczniowie najczęściej uważają, że nie ma się komu na sytuację w szkole pożalić - co piąty nigdy nie mówi rodzicom o konfliktach z rówieśnikami, a co trzeci robi to tylko czasami.

- Dzieciaki nie wierzą po prostu, że rodzice są w stanie im pomóc - mówi Giza-Poleszczuk.
- Bo większość rodziców zamiast wykazać postawę aktywną, reaguje zgodnie z przekonaniem: lepiej "zakopać pod dywan", niż zaogniać. Masz konflikt z nauczycielem? Przeczekaj, może znajdzie sobie inną ofiarę. Kolega od ciebie wymusza pieniądze? Daj mu czasem trochę grosza, to może się odczepi.

Według Gizy-Poleszczuk dzieci uczą się tych zachowań od rodziców. A pozostawione bez wsparcia w sytuacjach konfliktowych - reagują agresją. Efekt? Co trzeci uczeń i co trzeci nauczyciel przyznają, że przemoc w ich szkole jest poważnym problemem.

Co na to minister edukacji? Roman Giertych ogłosił, że przyspieszy prace na zorganizowaniem specjalnych szkół dla tzw. trudnej młodzieży. Powołanie tzw. Ośrodków Wsparcia Wychowawczego zapowiadał dotąd na 2008 r., ale wczoraj - po samobójczej śmierci 14-letniej Ani z Gdańska - zapowiedział, że już w następnym roku szkolnym zostanie otwarty pierwszy taki ośrodek. Z budżetu chce na to przeznaczyć 15 mln zł. Ośrodki maja być dwuletnimi szkołami z przymusowym internatem, w których konfliktowych uczniów będą resocjalizowali psycholodzy.

- Skoro nie ma kar cielesnych, trzeba stworzyć realny instrument, który będzie znaczył więcej niż uwaga w dzienniczku ucznia - tłumaczy Giertych.

Wczoraj premier Jarosław Kaczyński oficjalnie poparł jego pomysł. Odnosząc się do wydarzeń w Gdańsku, uznał, że trzeba zwiększyć bezpieczeństwo w polskich szkołach: - Najbardziej agresywne jednostki muszą być ze szkół eliminowane - powiedział.

- Tylko odsuwamy problem - mówi o projekcie ministra Giertycha psycholog społeczny Janusz Czapiński. - To będzie szkoła przestępców, zaraz możemy zacząć budować więzienia dla nich. Lepiej by było zatrzymać chuliganów w normalnym środowisku i spróbować odtworzyć wspólnoty szkolne.

*Organizatorami kampanii społecznej "Szkoła bez przemocy" są Grupy Wydawnicze Polskapresse oraz Orkla Press Polska, a współorganizatorem jest Fundacja Grupy TP
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #106 dnia: Listopad 02, 2006, 08:41:02 am »
Są sposoby na przemoc

Zamiast izolować i dzielić na lepszych i gorszych, trzeba młodzieży pokazać wzorce do naśladowania

Kubeł na głowie nauczyciela od angielskiego, symulowanie gwałtu na czternastolatce, która potem odbiera sobie życie - to najbardziej nagłośnione akty przemocy. O kradzieżach, pobiciach, wyłudzaniach haraczy i narkotykach mówi się coraz rzadziej. O przekleństwach, pyskowaniu, wagarach i niszczeniu mienia szkolnego prawie wcale.

Czy rzeczywiście jedynym pomysłem na rozwiązanie szkolnych problemów jest izolacja uczniów sprawiających problemy wychowawcze?

Nie. Potrzeba nam pedagogów z prawdziwego zdarzenia. Ludzi z pasją. Fachowców nie tylko od wykładanego przedmiotu, ale również ze znajomością psychologii, pedagogiki, a nierzadko i resocjalizacji.

O to, jakimi metodami można zwalczyć przemoc i agresję w szkołach, zapytaliśmy ludzi, którzy nie mają problemów z zaskarbieniem sobie sympatii uczniów.


Autorytet, szacunek i zaufanie
Krystyna Starczewska, twórczyni i dyrektor niepublicznego gimnazjum "Bednarska" w Warszawie. Wiceprezes Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej. Polonistka, filozof, etyk i pedagog:

- Przemoc u młodzieży bierze się z naśladowania dorosłych. Młodym ludziom potrzebne są autorytety, a dorośli coraz rzadziej zasługują na to, by nimi być. Żeby rozwiązywać problemy młodzieży, trzeba mieć dla niej czas. Być z nią, rozmawiać, rozumieć i pokazywać dobre wzory do naśladowania.

Uczniów trzeba dyscyplinować. Nagradzać za zasługi i karać za nieprzestrzeganie zasad. Ale kara ma sens, gdy wymierza ją osoba zaufana, a nie wrogo do młodzieży nastawiona.

Receptą jest: lepsza pomoc psychologiczna, zmniejszenie klas, zapewnienie uczniom atrakcyjnych zajęć. Należy stworzyć dobry klimat wychowawczy i więzi, które buduje się na podstawie wzajemnego zaufania, autorytetu i szacunku.


Doszkolić nauczycieli
Dr Hanna Rylke, psycholog z bogatym doświadczeniem w pracy z młodzieżą, doradca szkół i nauczycieli, współtwórczyni i współrealizatorka programów profilaktycznych. Autorka wielu książek, m.in. "Pokolenie zmian. Czego boją się dorośli":

- Problemy i tragedie w polskich szkołach są wynikiem kompletnego braku kontaktu dorosłych z młodzieżą i młodzieży między sobą. Dzieci są opuszczone, zostawione samym sobie. A w wieku nastu lat człowiek jest kompletnie pogubiony. Dlatego nauczyciele powinni być gruntownie wyszkoleni psychologicznie. Kiedyś do tego zawodu przygotowywały seminaria nauczycielskie, na których przyszli belfrowie zdobywali wiedzę z psychologii i socjologii. Dzięki temu lepiej rozumieli emocje nastolatków. Na seminariach było mnóstwo ćwiczeń, zajęć praktycznych, a studenci mieli bezpośredni kontakt z młodzieżą. Teraz jest tylko teoria i zaliczenia.

Współpraca na linii: szkoła - uczeń - rodzic
Michał Olszański, dziennikarz radiowy i telewizyjny. Z wykształcenia pedagog, przez wiele lat pracował w Szkolnym Ośrodku Socjoterapii (SOS) - ośrodku dla nieprzystosowanej młodzieży:

- Najlepszym sposobem na przeciwdziałanie patologiom w szkole jest budowanie więzi i szkolnej społeczności opartej na dobrych relacjach: szkoła - uczeń - rodzice. Jeśli powstaną specjalne szkoły - getta dla trudnej młodzieży, należy od razu rezerwować fundusze na budowę nowych więzień. Poprzez separację i piętnowanie jako z gruntu złych na pewno nie da się tych młodych ludzi "wyprostować".

Metody wychowawcze oparte na systemie kar sprawdzają się tylko wówczas, gdy karany uznaje autorytet karzącego. Propozycje Ministerstwa Edukacji sprowadzą całą sprawę do wojny "kto kogo".

Zapomniano też o najważniejszym: nauczyciel to zawód z powołaniem. Mam wrażenie, że zbyt duży nacisk położono na kwestie merytoryczne, pomijając niemal zupełnie psychologiczno-pedagogiczne przygotowanie nauczycieli.

autor: teksty: Marta Balko, DOK, JBJ
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #107 dnia: Listopad 02, 2006, 11:06:02 am »
Wal się, szkoło

 - Nasza szkoła jest dla betoniarzy - mówi Xerox. - Chyba dla śmieci - śmieje się Ping. - To zsyp!

W szkolnej auli trudno o intymność. Po wejściu zachowują się jak psy zamknięte przez hycla w zakratowanej ciężarówce. Ich oczy łapczywie szukają bezpiecznego kąta, ich ręce budują barykady. Szurają krzesła i ławki. Nie chcą usiąść w kole. Koło im nie wychodzi, przećwiczyli to z psychologiem szkolnym na warsztatach zastępowania agresji. Zamiast mówić - milczeli. Zamiast patrzeć na siebie - spuszczali oczy.

- Lubicie szkołę? - Lubimy.

- Co lubicie? - Wszystko.

- Czego nie lubicie? - Wszystkiego.

Dzwonek na przerwę ich uwalnia.

Maciek E., Łukasz Z., Rafał P., Bartosz L. Uczniowie gimnazjum nr 73 w Krakowie.

Na osiedlu jest inaczej. Na osiedlu nie muszą udawać szatana z siódmej klasy, nie muszą udawać Misia Uszatka, który zawsze złom oddaje na złom, a makulaturę na makulaturę. Tutaj wiadomo: Maciek to Maciąg, Łukasz to Ping, Rafał to Pong, Bartosz - Xerox. Tu jest się ziomem, swojakiem, jest się u siebie.

- Puszkę po piwie mogę wyjebać tam, gdzie mi się podoba - mówi Maciąg.

- Czelo, Ping, czelo, Pong, czelo, wszyscy matkojebcy! - krzyczy na całe gardło do chłopaków siedzących na ławce pod murem śmietnika na ulicy Półkole. Krzyczy tak głośno jak sąsiedzi z drugiego piętra, którzy kłócą się co noc, jak matki na dzieci w zasikanej piaskownicy obok. Krakowskie osiedle Dąbie to jego raj i piekło, to ziemia i księżyc, to cały świat i wszechświat nawet.

- Tutaj nie walę karpia - krzyczy do dyktafonu Maciąg. - Mówię ludzkim głosem: "Dlaczego nie lubię szkoły? Bo szkoła nie lubi mnie!".

Nie mam genów do nauki

Szkoła nie lubi Maciąga za to, że w czasie lekcji polskiego położył nogi w obuwiu sportowym na swojej ławce.

- Ściągnij! - powiedziała polonistka, która dyktowała właśnie listę lektur.

- Mnie trzeba poprosić, rozkazywać może pani mężowi - odpowiedział Maciąg.

- Ściągnij! - mówiła. - Bo wezwę dyrektora!

- Ciekawe jak? - pytał Maciąg. - Prawo zabrania nauczycielowi opuszczania uczniów w czasie lekcji.

Pały z zachowania nie robią na nim wrażenia: - Mi to tito! - mówi, kiedy go straszą, że nie zda do następnej klasy. - To ich problem! Nie mam genów do nauki. Klonowanie nie zaszkodzi. Ostatnią dostał za papieża. W czasie klasówki z matmy odebrał telefon od swojej dziewczyny: "Jak to nie wiesz, gdzie jestem? Targam głazy w kamieniołomach. Jak papież!" - żartował.

- Matematyczka ma inne poczucie humoru, nie skumała ściemy. Ma w mózgu zamontowany nadajnik Radia Maryja. Ojciec dyrektor włączy zasilanie, ona nadaje: "Jeszcze niedawno paliłeś świeczki pod oknem na Franciszkańskiej, a dziś takie obelgi!". "Obelgi? - pytam. - Papież za to świętym zostanie!". Moje świeczki, moja sprawa.

Szkoła nie lubi też Pinga. Za podpalanie książek na lekcji, wyrzucanie krzeseł przez okno, za zasypianie w pierwszej ławce na matmie.

- Gdyby mnie ta pizda nie przesadziła - mówi - zasypiałbym w ostatniej i mogłaby se prowadzić lekcję. Nie mogę się powstrzymać, oczy same lecą. Jak prezydentowi Kwaśniewskiemu na akademii z okazji wybuchu drugiej wojny światowej. Widziałem kiedyś w TV. Przemawia prymas i kombatant, przemawia więzień, bohater przemawia. A do tego muza z pogrzebu w podkładzie. Każdy siedzi jak zawoskowany, a Kwach się kiwa. I tak z pół godziny. Kamerzysta co chwila go łapał, laliśmy z chłopakami w majty. Jemu za to spanie grosza z pensji nie potrącili, a o mnie na apelu dowiedziała się cała szkoła.


WIęCEJ>>>
-poczytajcie na prawdę warto
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #108 dnia: Listopad 02, 2006, 11:09:16 am »
Nauczyciel - największy problem szkoły


 Wielu nauczycieli nie ma bladego pojęcia o diagnozowaniu młodzieńczej przestępczości. Niestety, ich głos brzmi w szkołach najdonośniej. Propagują moralność twardej ręki i wychowywanie przez zakazy i segregację.


W wydanej kilka lat temu książce "L.d.d.w. Osierocona generacja" opisałem znany mi osobiście przypadek gwałtu szkolnego. Byłem początkującym nauczycielem, do którego po pomoc zgłosiła się nastoletnia dziewczyna, oskarżając kilku chłopców o seksualną napaść. Czułem się bardzo zakłopotany, ponieważ nie potrafiłem skutecznie postępować ani z ofiarą takiej przemocy, ani ze sprawcami.

Najprościej było nie robić nic, licząc, że problem sam się rozwiąże. Dziewczyna odwoła oskarżenie, a chłopcy przeproszą i obiecają nigdy więcej tego nie robić. Wtedy nikt nie dowie się o całym zdarzeniu. Tak też się stało. Fikcyjna pomoc nauczyciela została połączona z fikcyjną skruchą sprawców, czyli problem został rozwiązany.

Jakże często skandalicznemu zachowaniu rozbrykanych nastolatków towarzyszy jeszcze bardziej skandaliczne zachowanie ich wychowawców. Mnie los dał czas, abym wyciągnął wnioski z tej nauczycielskiej porażki i rozwinął w sobie wychowawcze zdolności. Moja uczennica nie popełniła samobójstwa, kontynuowała naukę, zdała maturę, ukończyła studia. Można powiedzieć, że ja, ona, sprawcy - słowem, wszyscy - mieliśmy szczęście. Nie otrzymali tej szansy od losu uczniowie i nauczyciele z gimnazjum w Gdańsku. Nie mogą po prostu powiedzieć, że będą uczyć się na własnych błędach. Ich koleżanka, uczennica odebrała sobie życie, nie uzyskawszy pomocy ze strony rówieśników, a także - z czym równie trudno się pogodzić - wystarczającego wsparcia ze strony swoich nauczycieli.

Przemoc - szkolna codzienność

W niejednej szkole seksualne zaczepki należą do codzienności, więc w końcu przestaje się na nie zwracać uwagę. Podczas pracy w gimnazjum moje lekcje często były przerywane takim chamstwem jednych uczniów wobec drugich, że musiałem poświęcać całą godzinę na przywracanie porządku. A i tak, wychodząc na przerwę, widziałem, jak chłopcy rzucają w dziewczyny podpaskami zmoczonymi - dla większego efektu - w czerwonej farbie. Symulowanie współżycia seksualnego odbywanego pod przymusem nie należało wcale do rzadkości. Dzienniki były od góry do dołu zapisane uwagami wskazującymi, co potrafią robić na lekcjach uczniowie. Co się działo na przerwach, o tym lepiej nie wiedzieć.

Współczesna literatura edukacyjna oraz piękna pełna jest opisów gwałtu szkolnego. W sztuce "Belfer" belgijskiego dramaturga Jeana Pierre'a Dopagne czytamy:

„Jest poniedziałek, pod koniec dnia. Kiedy wchodzi do klasy, wszyscy uczniowie stoją. Staje przy biurku, jest uśmiechnięta, nieco zdziwiona. Patrzą na nią. Ruszają w jej kierunku, są coraz bliżej. Zacieśniają szeregi, tworząc półkole. Chłopcy z przodu, dziewczyny z tyłu. »Co robicie? « - pyta. Milczą. Są coraz bliżej i bliżej. Patricia krzyczy. Ktoś pakuje jej w usta szmatę do tablicy. Piętnaście par rąk łapie ją, osacza, obmacuje. Drą na niej bluzkę. Dziewczyny skandują: »Spód-ni-ca! Spód-ni-ca! «. Jakiś sęp zdziera z niej spódnicę. Teraz jeszcze głośniej: »Maj-tki! Maj-tki! «. Mocne łapy przygważdżają ją do biurka. Nadgarstki, kostki, głowę. Rozchylają nogi. Podchodzi pierwszy. Potem następny i kolejny”.

Rodzice po spotkaniach, na których opowiadałem co nieco o wybrykach ich pociech, wracali do domu rozgoryczeni i wściekli. Niejedna matka nie chciała uwierzyć, że ma takiego syna, niejedna natomiast prosiła mnie, abym sprawił jej synowi porządne lanie i był wobec niego bardziej surowy. Wszystkich nauczycieli brała pokusa, aby wprowadzić w szkole więzienny rygor i w końcu zrobić z tym wszystkim porządek. Pracując w takich warunkach, jedni z nas snuli marzenia o wprowadzeniu terroru w szkole, inni poświęcali każdą wolną chwilę na uczenie się tego, jak zapewnić młodzieży odpowiednie wychowanie. Mimo że byłem w pracy z gimnazjalistami wyczerpany, zdezorientowany i często ponad miarę wzburzony, zdecydowałem się dołączyć do tej drugiej grupy nauczycieli - do osób poszukujących skutecznych metod wychowawczych.

W kwietniu 2005 roku gościłem w Gdańsku na konferencji nauczycieli poświęconej trudnościom wychowawczym w szkole. Patronat nad tym wydarzeniem objął pomorski kurator oświaty, a gościny udzieliła nam Politechnika Gdańska, w której murach odbywały się wykłady i dyskusje. Przyznam się, że trudno mi było oderwać się od swoich obowiązków w Łodzi, ale organizatorzy przekonali mnie do przyjazdu, mówiąc, iż to gdańskie spotkanie nauczycieli wywołane zostało licznymi przypadkami samobójstw wśród młodzieży. Powiedziano mi, że na tym terenie jest najwyższy w kraju wskaźnik samobójstw w najmłodszej grupie wiekowej - wśród nastolatków. Trudno zlekceważyć taki argument, przecież każdy wychowawca najbardziej w swojej karierze zawodowej obawia się samobójstwa wychowanka. Któż nie chciałby się nauczyć, jak rozpoznawać samobójcze skłonności i jak im skutecznie przeciwdziałać?

Przygotowałem wykład pt. "Trudny nauczyciel, trudny uczeń" i pojechałem, aby uczyć się pracować z trudnymi dziećmi i samemu zaoferować swoją pomoc. Jakkolwiek konferencja mnie nie zawiodła, bowiem można było podczas jej trwania wiele problemów przemyśleć i przedyskutować, to czułem się zażenowany, widząc, że sala nie jest wypełniona nauczycielami nawet w jednej czwartej. Aula Politechniki w Gdańsku Wrzeszczu świeciła pustkami.

Cóż, była to sobota, środek kwietnia, piękny wiosenny dzień. Czas odpoczynku po ciężkim tygodniu pracy. Aby nie być niesprawiedliwym, dodam, że w gronie uczestników konferencji przeważali nauczyciele najmłodsi i najstarsi, czyli tacy, którzy albo jeszcze nie nauczyli się, jak radzić sobie z niezdyscyplinowaną młodzieżą, albo tacy, którzy zauważyli, że już nie potrafią tego robić, że wyszli z wprawy.

Frustraci w szkołach

Moja krytyka nie dotyczy tylko gdańskich pedagogów. W ciągu ostatnich trzech lat byłem na kilkudziesięciu konferencjach i spotkaniach nauczycieli w całej Polsce. Sale zapełniały się tylko wtedy, gdy organizatorem spotkania był wydawca z branży edukacyjnej, który zapewniał każdemu uczestnikowi komplet podręczników w prezencie. Jeśli spotkaniu nie towarzyszyły atrakcyjne gadżety, tylko obietnica nauki, przychodzili nieliczni.

Pewnego razu prowadziłem ze swoim uczniem spotkanie dla nauczycieli, a po jego zakończeniu wydawałem zaświadczenia uczestnictwa. Mimo że obecnych było około 50 osób, po zaświadczenie przyszło ponad 100. Zabrakło mi w końcu druków dla osób, które uczestniczyły w spotkaniu i teraz zamiast stać w kolejce, żywo ze sobą dyskutowały. Niektórzy amatorzy druków nawet uczciwie przyznawali się, że nie byli na spotkaniu, ale gromadzą dokumenty potrzebne do uzyskania awansu zawodowego, więc czy mógłbym poświadczyć nieprawdę. Wszystkiemu przysłuchiwał się mój uczeń.

W środowisku nauczycieli jest wiele sfrustrowanych osób, które wypaliły się zawodowo. Niewiele te osoby wiedzą o współczesnej pedagogice, nie mają bladego pojęcia o diagnozowaniu młodzieńczej przestępczości i skutecznej profilaktyce. Niestety, głos tych właśnie osób brzmi w szkołach najdonośniej. Obawiam się, że teraz, po tym jakże nieszczęśliwym zdarzeniu, sfrustrowani nauczyciele, stanowiący jedynie część naszej grupy zawodowej, dołączą do politycznych frustratów, aby wspólnie propagować swe ciasne teorie: moralność twardej ręki i wychowywanie przez zakazy i segregację. Zgadzam się, że trzeba młodzieży okazywać wychowawczą stanowczość, ale nie może ona polegać na groźbach, że wszyscy podejrzewani o agresywne skłonności zostaną zamknięci w edukacyjnych rezerwatach.

Wychowanie opiera się na uświadomieniu wszystkich, którzy uczestniczą w tym procesie. W książce „Gnębiciel ze szkolnego boiska” Kim Zarzour możemy przeczytać, że jedynie w 4 proc. przypadków szkolnej przemocy dochodzi do interwencji ze strony nauczyciela. Zdaniem autorki będącej doświadczonym pedagogiem nie można powiedzieć, że nauczyciele rzucają się swoim uczniom na ratunek. Młodzież nie bez powodu sądzi, że nie może liczyć na pomoc dorosłych. W książce „L.d.d.w Osierocona generacja” wielokrotnie cytuję wypowiedzi uczniów, którzy otwarcie mówią, że „w gimnazjum lekcje odbywały się w »przyjemnej atmosferze «, krzyki, awantury między nami, a nauczyciel coś na tablicy pisał albo dziennik wypełniał. Myślałem, że tak jest w każdej szkole”.

Jeśli chcemy wyrazić sprzeciw wobec uczniowskiej przestępczości, nie ogłaszajmy, że wyprowadzimy agresywnych uczniów ze szkół i umieścimy ich w gettach. Raczej spróbujmy przykuć uwagę młodzieży zdolnościami wychowawczymi wszędzie tam, gdzie ta młodzież się znajduje - w szkole każdego typu. Irracjonalnymi pomysłami na wychowanie nie pomożemy młodzieży przejść bezpiecznie przez edukację, tylko powiększymy przepaść między jednym uczniem a drugim, między uczniami i nauczycielami.

*Dariusz Chętkowski - nauczyciel i wychowawca w XXI LO w Łodzi, wykładowca Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi, pisarz i publicysta, wydał m.in. "Z budy. Czy spuścić ucznia z łańcucha?" i "L.d.d.w. Osierocona generacja"



gazeta.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #109 dnia: Listopad 07, 2006, 12:10:41 pm »
Nauczyciele są dręczeni przez uczniów, jednak wstydzą się o tym mówić

Środa, koniec października. Na lekcji wf w szkole podstawowej przy ul. Dietla w Krakowie uczeń VI klasy zaczyna dusić kolegę. Wkracza nauczyciel, rozdziela chłopców. Agresor się uspokaja, jednak po chwili rzuca się na belfra, kopie go i gryzie.

Władze szkoły zgłaszają napaść na komisariacie. Los 12-latka znajduje się w rękach sądu rodzinnego.
 Podobny przypadek zdarzył się w gimnazjum nr 3 w Krakowie. Na lekcji wf kilkunastoletnia dziewczyna obrzuciła stekiem wyzwisk nauczyciela. Groziła też, że go "załatwi".
 Wszystko dlatego, że wcześniej zgłosił na policję, że jej chłopak pobił ucznia tej szkoły. Sprawą dziewczyny również zajął się sąd rodzinny.
- Takie przypadki są zgłaszane na policję dość rzadko. To najwyżej kilkanaście procent zgłoszeń o przemocy w szkołach, których do lipca tego roku było 380 - przyznaje mł. asp Adam Domin z Wydziału Prewencji KWP.
- A dziwi się pani?
Po pierwsze to zwyczajny wstyd, że grupa dzieciaków włazi nam na głowę. Po drugie, nauczyciele boją się być posądzani o to, że sobie nie radzą - mówi Mariusz Wagiel, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 35 w Krakowie.

Tłumaczy, że nawet po zgłoszeniu, kończy się na pogadance i pogrożeniu palcem.
- Gdy to nie jest czyn karalny, ale np. zachowanie świadczące o demoralizacji, szkoła może wysłać pismo do sądu rodzinnego. Szkolimy nauczycieli i pedagogów w trakcie kilku tysięcy spotkań rocznie. Mówimy im jak reagować na podobne zachowania. Sęk w tym, że nauczyciele często nie wiedzą, że niektóre czyny są przestępstwem określonym w kodeksie karnym. Amają obowiązek zgłaszania takich sytuacji - mówi. Tak jest ze znieważeniem, zniesławieniem (np. publiczne oskarżenie o alkoholizm) oraz groźbami karalnymi. Taką groźbą może być właśnie "załatwię cię na amen" albo "polecą ci szyby w samochodzie". -


Jeśli uczeń ma już 17 lat, może za te czyny odpowiadać jak dorosły. Nieletnim grozi od upomnienia do przekazania go do schroniska dla nieletnich - mówi Adam Domin. - Zgłaszać? Nic innego bym nie robiła przez cały tydzień. Wyzwiska są dla niektórych sposobem załatwiania sporów - mówi jedna z nauczycielek. Asp. Domin zaznacza, że późna reakcja szkoły powoduje zwiększenie problemu, podobnie jak próba załatwienia go "we własnym gronie". - To podobnie jak w przypadku agresji wśród uczniów, objaw źle rozumianej troski o dobre imię szkoły - dodaje.

(MP)  -  Gazeta Krakowska



Nastolatka groziła nauczycielce
7 listopada

Gliwicka policja zatrzymała 13-letnią uczennicę gimnazjum, która groziła pedagog szkolnej m.in. podpaleniem samochodu, a na widok funkcjonariuszy zdemolowała jedno szkolne pomieszczenie. Dziewczyna za groźby karalne odpowie przed sądem rodzinnym.

- Trzynastolatka miała trudności adaptacyjne w nowej szkole, pozostawała pod opieką pedagog szkolnej. Od pewnego czasu uroiła sobie, że pedagog działa na jej niekorzyść. Nastolatka kilkakrotnie groziła nauczycielce, że podpali jej samochód. Gdy ta zdecydowała się wezwać na pomoc funkcjonariuszy, dziewczyna zareagowała agresją, która przerodziła się w furię, zaczęła demolować wyposażenie szkoły - powiedział Marek Słomski z gliwickiej policji.

Interweniujący policjanci szybko zapobiegli możliwym skutkom histerii uczennicy. Aby zapobiec eskalacji agresji i niebezpieczeństwu, jakie stwarzała wobec otoczenia, funkcjonariusze zatrzymali ją i osadzili na noc w policyjnej izbie dziecka. O dalszych losach uczennicy - w związku z groźbami, jakie kierowała wobec pedagog szkolnej, ma zdecydować sąd rodzinny.

W poniedziałek śląscy policjanci poinformowali o innym przypadku zatrzymania ucznia, który popełnił czyn karalny przeciw nauczycielowi.
 W Częstochowie zatrzymali 15-letniego ucznia gimnazjum, który silnie odepchnął nauczycielkę, próbującą zapobiec jego bójce z innym uczniem. Nastolatek naruszył w ten sposób jej nietykalność cielesną.

W najbliższym czasie nastolatek odpowie przed sądem rodzinnym.

Za popełniony czyn może grozić odizolowanie w placówce wychowawczej. Funkcjonariusze podkreślają, że w każdym przypadku, gdy uczeń używa siły przeciw nauczycielowi lub usiłuje mu grozić, może spodziewać się podobnej reakcji ze strony szkoły i policji.


I czy w tej sytuacji wprowadzenie godziny policyjnej po 22-giej jest dobrym rozwiązaniem?
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #110 dnia: Listopad 08, 2006, 11:26:18 am »
Przemoc w szkole  -  Raport specjalny
Cytuj
Kolejny gimnazjalista popełnił samobójstwo

Policjanci ustalają, dlaczego trzynastoletni uczeń gimnazjum w podkieleckim Piekoszowie w Świętokrzyskiem popełnił samobójstwo - poinformowała oficer prasowy kieleckiej policji, Małgorzata Syska.    więcej »
PAP 2006-11-07 (16:55)

Zatrzymano ucznia, który uderzył nauczycielkę

Policjanci zatrzymali 14-letniego ucznia, który uderzył nauczycielkę butem w twarz - poinformowała Elżbieta Bartosik z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. Sprawą zajmie się Sąd Rodzinny.    więcej »
PAP 2006-11-07 (13:25
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #111 dnia: Listopad 09, 2006, 06:23:49 pm »
Szkolna fala

Nastoletnich bandziorów rozzuchwala poczucie bezkarności

Wymuszenia, pobicia, groźby, prześladowania i bójki - tak objawia się tzw. fala w wielu małopolskich szkołach. Ostatnio lawinowo rośnie liczba doniesień od nauczycieli i rodziców prześladowanych uczniów.

Trzy dni temu do VIII Komisariatu w Nowej Hucie zgłosili się rodzice 13-letniego chłopca, informując, że ich syn, uczeń pierwszej klasy podkrakowskiego gimnazjum, jest prześladowany przez starszych kolegów. Czterej 15-latkowie z drugiej klasy od początku roku szkolnego znęcali się nad nim fizycznie i psychicznie. Kopali go, szturchali i poniżali. W czwartek rano po raz kolejny bawili się w ten sposób jego kosztem. Dzień później policjanci zatrzymali całą czwórkę.

Podobnych zgłoszeń małopolska policja otrzymała w minionym tygodniu kilkanaście.

Dobczyce. Trzy dni temu policjanci z tamtejszego komisariatu otrzymali zgłoszenie od pedagoga gimnazjum o pobiciu 15-letniego ucznia przez szkolnego kolegę. Oficjalne zawiadomienie o przestępstwie złożyła też matka pobitego chłopaka.

- Do zdarzenia doszło w miniony wtorek na terenie szkoły, podczas przerwy między lekcjami. 15-letni uczeń trzeciej klasy gimnazjum najpierw groził pobiciem swojemu koledze, a później przeszedł od słów do czynów. Okazało się, że już w przeszłości sprawiał problemy wychowawcze - mówi podkom. Katarzyna Cisło z zespołu prasowego małopolskiej policji.

Trzebinia. W czwartek około godz. 13, po zakończonych lekcjach uczeń pierwszej klasy gimnazjum został napadnięty, gdy szedł w kierunku przystanku autobusowego. Znany z widzenia 16-latek zastąpił mu drogę i nakazał przejście za wiatę przystanku, gdzie zagroził pobiciem i zażądał odtwarzacza MP3. Chłopak wydał sprzęt, a potem wrócił do szkoły i opowiedział o wszystkim dyrektorowi, który zawiadomił policję.

Ustalenie i zatrzymanie 16-letniego sprawcy wymuszenia nie było trudne. Znaleziono u niego skradziony odtwarzacz. Przy okazji policja ustaliła, że nie był to jego pierwszy wyczyn i prawdopodobnie wymuszenia od pierwszoklasistów były już od jakiegoś czasu jego stałym źródłem zarobkowania. - W tym momencie mamy potwierdzone trzy takie przypadki - mówią trzebińscy policjanci.

Sygnały o pobiciach, bójkach i o zastraszaniu uczniów docierają też z krakowskich gimnazjów. Kilka dni temu na teren jednego z nich weszło dwóch 13-latków stołujących się w tej szkole. Jeden z nich zaczął grozić uczniowi pierwszej klasy, straszył, że dostanie "wycisk". Powodem tych gróźb był fakt, że chłopiec rok wcześniej wskazał go policji jako sprawcę rozboju. Teraz miało dojść do zemsty. Gimnazjalista natychmiast opowiedział dyrektorowi szkoły o zajściu ma korytarzu, a ten zawiadomił policję. W efekcie 13-latek został zatrzymany i odpowie przed sądem dla nieletnich.

Kilka dni temu dwóch 14-letnich gimnazjalistów wyrównywało swe porachunki na wałach wiślanych. Ich bójce kibicowało jedenastu innych uczniów. Sytuacja była na tyle poważna, że interweniowali policjanci z pobliskiego komisariatu wodnego. Dwóch innych gimnazjalistów pobiło się z kolei w autobusie dowożącym ich spoza Krakowa do szkoły w Podgórzu.

Do V Komisariatu dotarła też informacja o brutalnym pobiciu na terenie gimnazjum ucznia pierwszej klasy. Kopnął go w głowę uczeń drugiej klasy. Chłopcu udzielono pomocy lekarskiej. Mimo to dyrektorka szkoły zdecydowała się na poinformowanie o tym policji dopiero po kilku dniach. - Z zebranych dotychczas informacji wynika, że od samego początku ze sprawcą były kłopoty wychowawcze. Chłopak był bardzo agresywny wobec swoich rówieśników. Materiały w tej sprawie zostaną przekazane do sądu dla nieletnich - informuje podkom. Katarzyna Cisło.

Podobne doniesienie złożyła też matka 7-letniego chłopca pobitego w szkole podstawowej przez rówieśnika. Potłuczone dziecko z naruszonymi zębami trafiło na obserwację do szpitala w Prokocimiu. Z informacji policji wynika, że sprawca jest agresywnym dzieckiem, które w ten sposób załatwia swoje porachunki z rówieśnikami.

Ze statystyk Komendy Głównej Policji wynika, że spośród wszystkich typów szkół gimnazja są najbardziej zagrożone agresją. Potwierdzają to badania ankietowe przeprowadzone w 83 małopolskich szkołach, które przystąpiły do projektu Zintegrowanej Polityki Bezpieczeństwa, chcąc zdiagnozować problemy.

- W niektórych gimnazjach aż 75 proc. młodzieży przyznało w ankietach, że czuje się ofiarą przemocy, głównie psychicznej, w szkole lub w drodze do szkoły - mówi Wojciech Chechelski z Wydziału Prewencji KWP w Krakowie.

Przyczyn rosnącej agresji nastolatków specjaliści często upatrują m.in. w zmianie stosunków ekonomicznych i społecznych w kraju, w ubóstwie materialnym, niedostrzeganiu jakichkolwiek perspektyw.
Zdaniem Dariusza Grzechnika, szefa zespołu psychologów Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, oprócz patologicznego środowiska, z którego często wywodzą się sprawcy i z którego czerpią wzorce, w grę wchodzi także nowy system wartości. Stawia on na jednym z czołowych miejsc dążenie do ustawienia się w życiu, bez względu na cenę. Niektórzy atakują też tylko po to, by poczuć przypływ adrenaliny. Jedni osiągają pożądany stan, kiedy wychodzą na ulicę i kopią do nieprzytomności przechodnia, a inni - kiedy poniżają szkolnego kolegę. Cały czas też sprawdzają, co jeszcze ujdzie im na sucho.

Policjanci z krakowskiej sekcji nieletnich doskonale pamiętają pedagoga, który zwolnił się z pracy w szkole po groźbach, które usłyszał od swych 12-letnich uczniów. Chłopcy mieli mu zagrozić zemstą swych kolegów z pruszkowskiej mafii. Nauczyciel uwierzył im na słowo. Był tak przerażony, że odmówił nawet złożenia zeznań.

W tej sytuacji trudno nawet się dziwić, że w niektórych szkołach przez wiele lat bezkarnie działały grupy wymuszające haracz od młodszych kolegów.

- Przez wiele lat szkoły traktowały rozboje jako coś, co je dyskredytuje i usiłowały ten temat "zamieść pod dywan". Kiedy w końcu rozbijaliśmy taki gang młodocianych przestępców, to okazywało się, że ściągał on haracz od uczniów przez rok albo i dłużej. Na szczęście w większości szkół to się zmieniło i przestano już traktować ten problem jako tabu.
 Reagują i zgłaszają nam o swoich podejrzeniach już dużo szybciej, nie czekając, aż ktoś inny to za nich załatwi.
Owszem, nadal zdarzają się wymuszenia kieszonkowego od uczniów - w szkole lub w jej okolicy. Tyle że trwa to najwyżej miesiąc, góra dwa. Dowiadujemy się o wszystkim i wkraczamy do akcji. Tę psychologiczną barierę przełamały też niektóre szkoły w odniesieniu do narkotyków, choć nadal nie wszystkie - przyznaje nadkom. Jacek Górecki, naczelnik Wydziału Prewencji KWP w Krakowie.

Do prowadzenia wszelkich postępowań dotyczących nieletnich - począwszy od kradzieży batonika, po brutalne pobicie w szkole - władne są wyłącznie sądy rodzinne. Jeśli policjant wykryje np. szkolnego złodzieja, jedzie do niego na przeszukanie, zabezpiecza skradzione przedmioty, sporządza protokół, po czym wysyła wszystkie zebrane dowody do sądu. Tam na razie tylko rejestruje się sprawę, która czeka w kolejce na rozpoznanie.

Zazwyczaj po kilku miesiącach akta wracają jednak ponownie na policję: sąd nakazuje bowiem przesłuchanie nieletniego. W tym czasie żyje on w poczuciu całkowitej bezkarności, bo przecież nic się nie dzieje. Bywa więc, że zanim zostanie przesłuchany w sprawie kradzieży, ma już na koncie kilka innych przestępstw o dużo większym kalibrze. Bywa też, że na wolne miejsce w poprawczaku lub zakładzie wychowawczym czeka kilka miesięcy, bo większość placówek od wielu już lat boryka się z przepełnieniem.

- Nic tak nie rozzuchwala jak poczucie bezkarności - mówią policjanci z sekcji ds. nieletnich. Dlatego - jak mówią - oprócz zapowiedzi min. Ludwika Dorna, szefa MSWiA, o stworzeniu mechanizmów, które skłonią dyrekcje szkół do współpracy z policją i samorządem, potrzebna jest jeszcze zmiana systemu karania nieletnich przestępców.
EWA KOPCIK

Małopolska od kilku lat przoduje w niechlubnej statystyce rozbojów i wymuszeń rozbójniczych dokonywanych przez dzieci i młodzież.
W minionym roku popełnili oni 4940 czynów karalnych (tak ustawa o postępowaniu z nieletnimi określa dokonywane przez nich przestępstwa). Policja zatrzymała 2757 sprawców. W ciągu dziewięciu miesięcy tego roku zarzutami objęto już 2406 nieletnich. Ich odpowiedzialność określa ustawa z 1982 r. Podlegają jej osoby, które ukończyły 13 lat i nie przekroczyły 17, dopuszczające się czynu karalnego (przestępstwa lub występku). O tym, że przepisy nie przystają już do obecnych realiów i do skali przestępczości nieletnich, wiadomo nie od dzisiaj. Co roku sądy w całym kraju rozpatrują ponad 70 tys. spraw związanych z ich przestępstwami. Do zakładów poprawczych trafia ok. 2 tys. osób. W większości przypadków sąd sięga po środki mniej radykalne: upomnienie, nadzór rodziców, nadzór kuratora. Poważniej liczy się jedynie kurator.
06-11-2006
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #112 dnia: Listopad 10, 2006, 04:17:21 pm »
Podkarpackie: 12-latek pobity w budynku szkoły

Chłopca pobił w budynku szkoły podstawowej i gimnazjum w Wańkowej k. Leska (Podkarpackie) o dwa lata starszy kolega. Świadkami zdarzenia była nauczycielka i uczniowie. Według wstępnych ustaleń policji, nikt nie powstrzymał napastnika.

- Konflikt między chłopcami zaczął się w szkolnej toalecie. 14-letni uczeń gimnazjum uderzył o dwa lata młodszego chłopca w twarz i w brzuch. Atakowany uciekł wtedy do jednej z klas. Chwilę później wbiegł za nim do klasy napastnik. W sali była nauczycielka i szesnaścioro uczniów. Mimo to 14-latek kilka razy uderzył głową młodszego chłopca o blat ławki i biurka. Przestał go bić, kiedy 12-latek rozpłakał się - powiedział Paweł Międlar z zespołu prasowego podkarpackiej policji w Rzeszowie.

Z ustaleń policji wynika, że nauczycielka odprowadziła pobitego chłopca do gabinetu dyrektorki szkoły. Dyrektorka po rozmowie z dzieckiem, odwiozła je pod dom. Nie powiadomiła rodziców, ani policji.

Późnym popołudniem w czwartek ojciec chłopca skontaktował się z policją i złożył zawiadomienie o pobiciu syna. Policja wyjaśnia okoliczności zajścia.

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #113 dnia: Listopad 13, 2006, 03:07:07 pm »
W dziale » Własne doświadczenia - Zespół Downa polecam temat:

Bili i poniżali w klasie kolegę z zD-Skandal we Włoszech [/color]

Prokuratura w Mediolanie wydała zakaz rozpowszechniania w internecie amatorskiego filmu, na którym widać, jak grupa nastoletnich uczniów z jednej ze szkół średnich brutalnie poniża i bije w klasie swego kolegę z zespołem Downa -
Cytuj
Film, przedstawiający bandę wyrostków znęcających się psychicznie i fizycznie nad swym upośledzonym kolegą w szkolnej klasie można było znaleźć na stronie popularnego serwera Google w rubryce "wesołe wideo". Nagranie to, wykonane prawdopodobnie za pomocą telefonu komórkowego, budzi grozę - uczniowie w wieku 17-18 lat przy milczącym przyzwoleniu siedzących spokojnie w ławkach koleżanek rzucają książkami w kolegę, rozbierają go i poniżają przy użyciu nazistowskich gestów i okrzyków.

Koszmar  :evil:
I znów za cichym przywoleniem dzieci (młodzieży) klasy  :2gunfire:
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #114 dnia: Listopad 14, 2006, 06:56:14 pm »
Gimnazjaliści zmuszali kolegów do bójek, nagrywali je i sprzedawali

Przed Sądem Rodzinnym i Nieletnich stanie trzech gimnazjalistów z Lubuskiego, którzy zmuszali młodszych kolegów do bicia się i rejestrowali ich pojedynki za pomocą telefonu komórkowego - poinformowała rzeczniczka lubuskiej policji Agata Sałatka

Sprawa dotyczy trzech 15-latków z gimnazjum w Czarownicach w powiecie krośnieńskim (Lubuskie). Jak przekazała Sałatka gimnazjaliści - grożąc trzem młodszym chłopcom w wieku 13 i 14 lat - zmuszali ich do bicia się. Do pojedynków dochodziło po lekcjach, na łące nazywanej przez gimnazjalistów "areną".

- Wyznaczeni chłopcy bili się, a gapie podsycali atmosferę. Bójki (gimnazjaliści) rejestrowali za pomocą telefonów komórkowych, a następnie przegrywali je na płyty CD. Kilka płyt sprzedali innym uczniom po 5 zł za sztukę - powiedziała rzeczniczka policji.

Sprawa wyszła na jaw, gdy o nietypowej rozrywce uczniów dowiedział się jeden z nauczycieli. Poinformował dyrekcję szkoły, a ta wezwała policję.



Głos Szczeciński: Musztrowali kolegów

W Zespole Szkół nr 5 w Stargardzie grupa uczniów upokarzała kolegę. Kiedy sprawa wyszła na jaw, dwójka sprawców sama odeszła ze szkoły, a sześciu kolejnych zostało usuniętych po decyzji rady pedagogicznej, informuje "Głos Szczeciński".

Na początku listopada nauczyciel zauważył, że w jednej z klas pierwszych dwóch uczniów było "musztrowanych" przez kolegów. Sprawa trafiła do dyrektora i przy okazji jej wyjaśniania, wyszło na jaw zdarzenie z 2 października. Wtedy właśnie, podczas przerwy śniadaniowej w zajęciach na warsztatach szkolnych, grupa uczniów z klasy pierwszej i drugiej postanowiła upokorzyć kolegę z pierwszej klasy, który m.in. miał trafić do bagażnika samochodu. Wszystko to było nagrywane na telefon komórkowy. Zajściu biernie przyglądali się inni uczniowie.

Kiedy w ubiegłym tygodniu sprawa wyszła na jaw, okazało się, że nagranie z komórki zniknęło. Zanim została zwołana rada pedagogiczna dwóch uczniów, jak ustaliła dyrekcja szkoły - głównych prowodyrów zajścia - zabrało papiery i odeszło ze szkoły. A zwołana w tej sprawie rada pedagogiczna zdecydowała o usunięciu kolejnych sześciu. Dwóch innych uczniów zostało jeszcze ukaranych naganą za to, że przyglądali się zajściu, a nie reagowali. Także cała klasa pierwsza otrzymała ustne upomnienie za bierność.

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #115 dnia: Listopad 15, 2006, 01:42:43 pm »
Posłowie o przeciwdziałaniu przemocy wśród dzieci i młodzieży

Odejście od bezstresowego wychowania, odbudowa autorytetów, wzmocnienie roli rodziny w wychowaniu - to sposoby przeciwdziałania przemocy wśród dzieci i młodzieży, na które m.in. wskazywali we wtorek posłowie w debacie nad informacją rządu na temat tego zjawiska. Przedstawiciele rządu zapewniali, że podjęto już działania, które mają zapobiec przemocy wśród młodych ludzi.

Wicepremier, minister edukacji Roman Giertych powiedział, że zaproponowany przez resort edukacji program "Zero tolerancji dla przemocy" oznacza, iż szkoła odchodzi od wychowania bezstresowego. Podkreślił, że dyscyplina musi być wprowadzona do szkół "nim dojdzie do przestępstwa".

Giertych zauważył, że wychowanie nie może być oderwane od stawiania wymagań dzieciom.

Wspomniał o pomyśle pomocy rodzicom poprzez przekazywanie im wiedzy o tym jak postępować z dziećmi, gdy pojawią się problemy. Wymienił też m.in. projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który zakłada możliwość wprowadzenia jednolitych strojów w szkołach, jeśli zdecyduje tak dyrektor szkoły za zgodą rodziców. Minister edukacji przekonywał, że należy wprowadzić obligatoryjne mundurki w szkołach podstawowych. Poparł też projekt LPR wprowadzający zakaz pornografii.

Natomiast wiceminister pracy i polityki społecznej Bogdan Socha zaznaczył, że problemy przemocy wobec dzieci i młodzieży były przez wiele lat tematem tabu, dlatego brakuje danych o skali zjawiska. Według niego, przypadki przemocy w szkołach, zgłaszane są policji przez dyrektorów szkół niezwykle rzadko; także ofiary przemocy - uczniowie nie zgłaszają takich przypadków ze względu na brak zaufania do dorosłych.

Maria Nowak (PiS) przekonywała, że "w Polsce jest moda na bezstresowe wychowanie". Jak oceniła, broniąc jedynie praw ucznia, pozbawiło się rodziców i nauczycieli możliwości egzekwowania dyscypliny wśród dzieci i młodzieży. Jej zdaniem, na wzrost przemocy wśród dzieci i młodzieży wpływ ma także pokazywanie agresji w mediach oraz coraz mniejsze zainteresowanie rodziców, którzy są zajęci karierą zawodową.

Według Joanny Fabisiak (PO), "korzenie przemocy" i przestępczości wśród dzieci i młodzieży często tkwią w zachowaniach dorosłych i błędach, a największą odpowiedzialność za to, co dzieje się z dzieckiem ponosi rodzina, która często "cierpi na niewydolność wychowawczą". Podkreślała, że należy wspierać rodzinę.

Zbigniew Włodkowski (PSL) zauważył, że dzieci bite przez rodziców, same potem biją innych. "Polska nie może być już dłużej krajem, gdzie przemoc wobec dzieci w rodzinie jest traktowana jako środek wychowawczy, będący świadectwem rodzicielskiej miłości" - mówił. Powołał się na badania, z których wynika, że ponad 60 proc. rodziców bije swoje dzieci, a ponad 30 proc. bije dzieci do 6. roku życia w sposób - który sami określają - jako "porządne lanie".

Natomiast Izabela Jaruga-Nowacka (SLD) zaznaczyła, że nie ma jednej prostej recepty rozwiązywania problemów wychowawczych. Jej zdaniem, "autorytarny chów jedynie poprzez zakazy, nakazy i sankcje - w przeciwieństwie do wychowania młodzieży do odpowiedzialności - oznaczać będzie nie tyle społeczeństwo karne, co bezradne, bierne i wypełnione głuchą agresją". Tak odniosła się do zapowiadanych przez resort edukacji reform.

Według Jarugi-Nowackiej, wychowanie polega na wskazaniu młodym ludziom wartości i uczenia jak żyć w zgodzie z nimi, uczenia odpowiedzialności, ponoszenia konsekwencji za podejmowane decyzje i czyny. "To znacznie trudniejsze niż bezmyślne podporządkowanie i posłuszeństwo" - dodała.

Tymczasem Anna Sobecka (RLN) uważa, że "trzeba wrócić do naturalnego porządku rzeczy, gdzie najpierw za wychowanie odpowiedzialni są rodzice, a szkoła i Kościół są instytucjami wspierającymi". "Od mediów, które mają wpływ na wychowanie dzieci, oczekujemy programów, które są źródłem wiedzy i rozwoju intelektualnego i estetycznego, oczekujemy też podjęcia działań, aby odbudować autorytety i wartości" - zaznaczyła.

Marian Daszyk (niezrzeszony) przekonywał, że "trzeba skończyć z lansowaniem takich bohaterów jak Harry Potter i jemu podobni", a "pokazywać młodzieży prawdziwe autorytety jak m.in. Maria Konopnicka, Henryk Sienkiewicz, Roman Dmowski, którego dzisiaj próbuje się przedstawić jako antysemitę".

Głos w debacie zabrała także Rzeczniczka Praw Dziecka Ewa Sowińska, która podkreśliła rolę dyscypliny w wychowaniu, jednocześnie zaapelowała, aby nie traktować "dyscypliny jako próby nękania kogoś".

W trakcie debaty na specjalnie zwołanej konferencji była minister edukacji w rządach Leszka Millera i Marka Belki, posłanka SLD Krystyna Łybacka zaapelowała do ministra edukacji, by reformując polską szkołę konsultował się z nauczycielami, pedagogami i specjalistami, którzy znają problem.

Gazeta Prawna z dnia 2006-11-14 za PAP

Filmy o ofiarach mają wyleczyć uczniów z agresji

"Nie wiem, dlaczego to zrobiliśmy. Nigdy nie byłem agresywny. Mama jest lekarzem, tata prawnikiem. Koledzy zazdroszczą mi domu, samochodów, palmtopa. Dlaczego pobiliśmy tego pana? Nie wiem, nic nam nie zrobił. Był bezdomny, trochę obrzydliwy, brudny. Nie chcieliśmy go zabić. Jakoś tak wyszło...". To fragment jednego z siedmiu poruszających filmów, które mogą zobaczyć uczniowie z pierwszych klas szkół ponadgimnazjalnych w Łodzi.

Pomysłodawcą akcji "Młodzież przeciwko przemocy" jest Łódzkie Centrum Służby Rodzinie. - W filmie występują wolontariusze, ale treść to autentyczne słowa ofiar i sprawców - mówi Tomasz Bilicki z CSR, autor scenariusza.

Mimo że obrazy dotyczą problemu agresji, nie pokazują samej przemocy. Autorzy skupili się na skutkach, jakie agresja czyni w psychice młodego człowieka. - Nie chcemy pokazywać przemocy, bo młodzież spotyka jej wystarczająco dużo na co dzień. Chcemy, żeby zdali sobie sprawę ze skutków, jakie niesie agresja. Sceny filmowe na pewno lepiej przemówią do wyobraźni młodych - twierdzi Bilicki.

- Młodzi nie umieją radzić sobie z impulsem agresywności, ale nie jest to ich wina. Nie nauczyli ich tego dorośli. Takie filmy powinny być wstępem do dyskusji, zachętą do rozmowy i edukacji. Młodzież warto uczyć radzenia sobie z agresywnością - podkreśla Beata Rosińska, zajmująca sił psychoterapią dzieci, młodzieży i rodzin.

Po projekcjach odbywają sił dyskusje z psychologiem oraz spotkania ze strażnikiem miejskim bądź policjantem. Jeśli filmy pozytywnie ocenią psychologowie, zobaczą je również uczniowie z klas gimnazjalnych. Centrum Służby Rodzinie udostępni filmy innym miastom, które już się po nie zgłaszają.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #116 dnia: Listopad 16, 2006, 01:43:24 pm »
Dziennik: Uczniowie chuligani na bruk

Dyrektor łódzkiego gimnazjum twierdzi, że znalazł sposób na niepokornych uczniów. Chce zniesienia obowiązku szkolnego, by pozbyć się awanturników. Pomysł - pisze "Dziennik" - podzielił pedagogów: większość jest oburzona, ale są i tacy, którzy propozycję popierają.

Wojciech Stręgiel jest dyrektorem Gimnazjum nr 16 w Łodzi. W zeszłym tygodniu dwóch jego uczniów poszło na wagary. Do szkoły przyprowadzili ich strażnicy miejscy. Niby nic nowego, bo podobne incydenty zdarzały się w przeszłości, ale dyrektor uznał, że ma dosyć. Zaproponował radykalne rozwiązanie - zniesienie obowiązku szkolnego.

- Nie chce im się chodzić, to nie ma ich co zmuszać - mówi gazecie. - Nauka tak jak praca powinna być przywilejem, a nie obowiązkiem - dodaje.

Stręgiel jest przekonany, że uczniowie przestraszą się wizji wyrzucenia ze szkoły i pójdą po rozum do głowy. Skończy się upokarzanie nauczycieli, znęcanie nad rówieśnikami, picie alkoholu, zmniejszy liczba wagarowiczów.

Inni pedagodzy nie podzielają jego optymizmu. - Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co z tymi ludźmi począć po usunięciu ich ze szkoły - mówi dyrektor łódzkiego "Kopra", najlepszego liceum w mieście, Jan Kamiński. - Przecież może się zdarzyć, że to ich wcale nie zdyscyplinuje. Może wylądują na ulicy, pójdą w patologię...

Jak podaje "Dziennik", jednak nie wszyscy są tak krytyczni wobec pomysłu dyrektora Stręgiela. Wioletta Nowak z Gimnazjum nr 22 w Poznaniu jest nim zachwycona. - Z podstawówek trafiają do nas bardzo często uczniowie, którzy nie potrafią dobrze policzyć do dziesięciu. Chodzą do szkoły, bo muszą. Zwolnijmy młodzież z tego obowiązku, ale znajdźmy jakieś rozwiązanie. Może powinny powstać specjalne gimnazja przyuczające do zawodu. Może wymyśleć wspólny projekt z poradniami psychologicznymi? - zastanawia się.

Przed rewolucja ostrzega jednak Tomasz Bilicki z Centrum Służby Rodzinie w Łodzi. - W moim przekonaniu obowiązek szkolny jest związany z prawami dziecka i każdy młody człowiek powinien przejść "szkolną ścieżkę życia" - mówi.

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #117 dnia: Listopad 17, 2006, 09:18:33 am »
Zniesienie obowiązku szkolnego ? :puppydogeyes:
Niepokornych za drzwi?  :roll:
A pewnie,niech już całkiem mają wolną rękę młodzi  :roll:  :evil:

Kadr przeciw przemocy

 15 listopada

Filmy o sprawcach i ofiarach przemocy mają uleczyć młodzież z agresji - pisze "Metropol".

"Nie wiem, dlaczego to zrobiliśmy. Nigdy nie byłem agresywny. Mama jest lekarzem, tata prawnikiem. Koledzy zazdroszczą mi domu, samochodów, palmtopa. Dlaczego pobiliśmy tego pana? Nie wiem, nic nam nie zrobił. Był bezdomny, trochę obrzydliwy, brudny. Nie chcieliśmy go zabić. Jakoś tak wyszło...". To fragment jednego z siedmiu poruszających filmów, które mogą zobaczyć uczniowie z pierwszych klas szkół ponadgimnazjalnych w Łodzi.

Pomysłodawcą akcji "Młodzież przeciwko przemocy" jest Łódzkie Centrum Służby Rodzinie. - W filmie występują wolontariusze, ale treść to autentyczne słowa ofiar i sprawców - mówi Tomasz Bilicki z CSR, autor scenariusza.

Mimo że obrazy dotyczą problemu agresji, nie pokazują samej przemocy. Autorzy skupili się na skutkach, jakie agresja czyni w psychice młodego człowieka. - Nie chcemy pokazywać przemocy, bo młodzież spotyka jej wystarczająco dużo na co dzień. Chcemy, żeby zdali sobie sprawę ze skutków, jakie niesie agresja. Sceny filmowe na pewno lepiej przemówią do wyobraźni młodych - twierdzi Bilicki.

- Młodzi nie umieją radzić sobie z impulsem agresywności, ale nie jest to ich wina. Nie nauczyli ich tego dorośli. Takie filmy powinny być wstępem do dyskusji, zachętą do rozmowy i edukacji. Młodzież warto uczyć radzenia sobie z agresywnością - podkreśla Beata Rosińska, zajmująca sił psychoterapią dzieci, młodzieży i rodzin.

Po projekcjach odbywają sił dyskusje z psychologiem oraz spotkania ze strażnikiem miejskim bądź policjantem. Jeśli filmy pozytywnie ocenią psychologowie, zobaczą je również uczniowie z klas gimnazjalnych. Centrum Służby Rodzinie udostępni filmy innym miastom, które już się po nie zgłaszają.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #118 dnia: Listopad 20, 2006, 04:38:18 pm »
"Fajna" nauczycielka  :shock:

Wrocław: Nauczycielka dawała uczniom narkotyki

Wrocławski sąd aresztował w poniedziałek na trzy miesiące 28-letnią nauczycielkę jednego z wrocławskich liceów ogólnokształcących. Izabela W. podejrzana jest o rozpijanie nieletnich i dawanie narkotyków uczniom pierwszej klasy, w której była wychowawczynią.

Nauczycielka przyznała się do winy. Grozi jej do 8 lat więzienia.

Wrocławski prokurator Dariusz Szyperski na konferencji prasowej w poniedziałek wyjaśnił dziennikarzom, że kobieta "przyjaźniła się" z kilkunastoma uczniami klasy, w której była wychowawczynią. To z nimi najczęściej umawiała się na spotkania towarzyskie w jej mieszkaniu, gdzie palono marihuanę i pito alkohol.

Prokurator wyjaśnił, że kobieta nie sprzedawała narkotyków uczniom, lecz dzieliła się z nimi tym, co miała, częstowała ich. Czasem dawała pieniądze i wysyłała do dilera po narkotyki, czasem to uczniowie częstowali ją marihuaną. - Zdarzało się, że nauczycielka dawała uczniom narkotyki jeszcze w szkole - powiedział Szyperski.

Rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu Beata Tobiasz powiedziała, że nauczycielka najczęściej sama zapraszała uczniów do swojego mieszkania, gdzie organizowała imprezy z alkoholem i narkotykami. - Kobieta rozsyłała do uczniów za pomocą internetu zawiadomienie, kiedy jest impreza.

- Jako pierwsi sprawę wykryli rodzice jednego z uczniów, którzy znaleźli e-maila od wychowawczyni w komputerze swojego dziecka. Zaniepokojeni zawiadomili dyrektora szkoły. Dyrektor szkoły zawiadomił prokuraturę. Dzięki temu prokuratura zanim postawiła zarzuty kobiecie, nagrała jedną z takich imprez u niej i ma dowód - powiedział Szyperski.

- Nauczycielka przyznała się do stawianych jej zarzutów i złożyła obszerne wyjaśnienia. Najstraszniejsze jest to, że nie bardzo czuje się winna. Twierdzi, że to uczniowie ją zepsuli, a nie ona ich - powiedział prokurator.

Dyrektor szkoły Bożena Koronkiewicz powiedziała: - Otrzymaliśmy sygnały od rodziców, uczniów i od osób z zewnątrz. Kiedy sprawa była należycie udokumentowana, podjęłam odpowiednie działania. Ta nauczycielka została u nas zatrudniona w 2000 r. i nigdy dotąd nie było z nią problemów. Uczniowie i nauczyciele zawsze ją chwalili. Pracowała profesjonalnie i dobrze. Obecnie zgodnie z Kartą Nauczyciela została zawieszona w czynnościach.

Nauczycielka została zatrzymana przez policję w swoim mieszkaniu. Policja zatrzymała jeszcze trzech uczniów w wieku 17 lat, którzy przyznali się do winy i zdecydowali dobrowolnie poddać się karze. - Dzięki takiej postawie nie zostali aresztowani, lecz wrócili do domów - powiedziała Tobiasz.

28-letnia Izabela W. od 7 lat była nauczycielką we wrocławskim LO, gdzie uczyła języka angielskiego. Kobieta była wychowawczynią pierwszej klasy i to z uczniami tej klasy - choć nie tylko - najczęściej organizowała imprezy

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #119 dnia: Listopad 25, 2006, 01:55:21 am »
Uczestnicy szkolnej wycieczki sprawcami rozboju

Dwóch 19-latków z Ciechanowa, uczestników szkolnej wycieczki, dokonało w Płocku rozboju, raniąc młotkiem sprzedawczynię podczas kradzieży kurtki ze sklepu. Gdy poszkodowana dogoniła sprawców napaści, ich rówieśnik zaczął grozić jej śmiercią, jeśli o zajściu powiadomi policję.

Jak poinformował rzecznik prasowy płockiej policji Mariusz Gierula, dwóch z zatrzymanych odpowie za dokonanie rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia, trzeci - za groźby karalne wobec kobiety.

Zatrzymani to uczniowie Zespołu Szkół Zawodowych (ZSZ) nr 1 w Ciechanowie, uczestnicy wycieczki na tamę we Włocławku, która w drodze powrotnej zatrzymała się w Płocku.

Czas wolny na zwiedzanie miasta

Uczniowie mieli wykorzystać czas wolny m.in. na zwiedzanie miasta. Dwóch z nich postanowiło jednak zmienić te plany. Weszli do sklepu z odzieżą, a następnie przy użyciu gazu łzawiącego obezwładnili sprzedawczynię. Jeden z napastników ukradł kurtkę, a gdy kobieta usiłowała ją odebrać, uderzył ją młotkiem w głowę i razem z kolegą zaczął uciekać do autokaru, którym przyjechała wycieczka.

Sprzedawczyni wybiegła za sprawcami, wzywając pomocy. Jeden z przechodniów wyrwał uciekającym skradzioną kurtkę. Nie zdołał ich jednak zatrzymać. Gdy kobieta dotarła do autokaru, jeden z uczniów, kolega dwójki napastników, zaczął grozić jej pozbawieniem życia, gdy ta powiadomi o zajściu policję. Kobieta nie przestraszyła się gróźb. Wysłany na miejsce patrol, zatrzymał trójkę uczniów.

Z relacji poszkodowanej wynika, że opiekun grupy nie chciał jej wpuścić do autokaru, by wskazała sprawców napaści. Nie interweniował też w zdecydowany sposób.

Dyrektor jest zszokowany

Dyrektor ciechanowskiego ZSZ Witold Mijakowski powiedział, że jest zszokowany zdarzeniem. - To nie powinno się absolutnie zdarzyć. Wobec sprawców tej napaści zostaną wyciągnięte wszelkie konsekwencje - oświadczył Mijakowski. Dodał, że zatrzymani przez policję uczniowie - jeden technikum, dwóch szkoły ze zawodowej - sprawiali w przeszłości kłopoty wychowawcze.

Mijakowski przyznał też, że opiekun wycieczki mógł zachować się bardziej właściwie. - On sam relacjonował, że był zdenerwowany i nie chciał wpuścić do autokaru postronnej osoby. Już rozmawiałem z nim na ten temat - dodał dyrektor. Podkreślił, iż o zdarzeniu rozmawiał także z rodzicami zatrzymanych przez policję uczniów.

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #120 dnia: Listopad 29, 2006, 04:30:10 pm »
Polskie gimnazja ciągle czekają na pomoc
Cytuj
Polska szkoła przeżywa kolejną tragedię łudząco podobną do tej, jaka kilka tygodni temu rozgrzała polityków do czerwoności. Samobójcza śmierć 14-letniej Ani uaktywniła wszystkich z ministrem Giertychem na czele. Ale to było przed wyborami. Dramat 15-letniego Adriana wydarzył się w powyborczy poniedziałek...

"Super Express" poparł program "Zero tolerancji dla przemocy w szkole", ale dziś żywimy obawy, że ograniczy się on do słów wypowiedzianych przed kamerami. Bo tak naprawdę konkretnych czynów nie widać. Osławione trójki snują się po szkołach, wypijają kawę lub dwie i na tym ich rola się kończy. Agresywne, nieujarzmione dzieciaki ciągle dręczą milczących, grzecznych uczniów.

Apelujemy do ministrów o konkretne i skuteczne działania wolne od politycznych podtekstów. Gimnazja nie mogą być miejscami budzącymi grozę u uczniów i ich rodziców. Gimnazja wymagają realnej pomocy. Również po wyborach.
autor: Tomasz Lachowicz

Tragedia 15 letniego Adriana  :lzy:

Dręczony 15-latek popełnił samobójstwo
15-letni uczeń jednego z gimnazjów we Włocławku (Kujawsko-Pomorskie) popełnił samobójstwo. Nastolatek był dręczony przez rówieśników ze szkoły i to było prawdopodobnie przyczyną jego dramatu.
Trwa śledztwo w sprawie wyjaśnienia okoliczności tej tragedii.

Cytuj
"Chłopak targnął się na życie we własnym domu w poniedziałek wieczorem. Po powrocie do domu syna znaleźli rodzice; natychmiast zaczęli go reanimować, powiadamiając jednocześnie pogotowie ratunkowe, ale lekarz już mógł tylko stwierdzić zgon" - powiedział PAP we wtorek rzecznik kujawsko-pomorskiej policji Jacek Krawczyk. W trakcie rozmowy z ojcem i bratem Adriana policjanci ustalili, że chłopiec wcześniej skarżył się na nieporozumienia z rówieśnikami. Jego matka powiadomiła tydzień temu dyrektora gimnazjum, że syn powiedział jej o próbie samobójczej, a także o tym, iż trzej uczniowie z jego klasy dokuczają mu i dręczą go psychicznie.

Szkoła natychmiast zaczęła wyjaśniać sprawę: jeszcze tego samego dnia wychowawca i pedagog rozmawiali z 15-latkiem. Pedagog rozmawiał też z uczniami, którzy mieli dokuczać swojemu koledze.

Na prośbę dyrektora szkoły do działań włączył się także dzielnicowy. W poniedziałek, w obecności szkolnego pedagoga oraz wychowawcy rozmawiał oddzielnie zarówno z Adrianem, jak i z każdą z osób, które miały mu dokuczać.

"Z zachowania 15-latka ani pedagog, ani dzielnicowy nie odczytali, że może on kilka godzin później odebrać sobie życie. Wszyscy uczniowie zgodnie stwierdzili, że doszli do porozumienia. Pomimo tego, dzielnicowy umówił się na kolejne spotkanie w najbliższy czwartek, tym razem z rodzicami wszystkich uczniów, celem rozważenia skierowania sprawy do sądu" - dodał Krawczyk.

Z informacji przekazanych przez szkolnego pedagoga wynika, że Adrian był bardzo zamkniętym w sobie i samotnym chłopcem, nie miał przyjaciół ani bliskich kolegów, a większość czasu spędzał przy komputerze. Szykany, jakie spotykały go ze strony kilku gimnazjalistów, polegały głównie na wyśmiewaniu go, zaczepianiu, przezywaniu i opluwaniu.

We wtorek w gimnazjum Adriana lekcje były odwołane z powodu wyznaczonego na ten dzień testu kompetencji klas trzecich, ale w związku z tragedią test został przełożony na inny termin. W placówce trwa wyjaśnianie okoliczności zdarzenia przez policję i przedstawicieli kuratorium. Na znak żałoby, we włocławskich szkołach odwołano planowane na ten tydzień zabawy andrzejkowe.

I kolejny koszmar 15-lteniego chlopca  :(

Koszmar 15-latka z Kijewa
Cytuj
Kopali, wyłudzali pieniądze, kazali przynosić papierosy i poniżali - tak dwóch uczniów z gimnazjum w Kijewie koło Ełku na Mazurach traktowało swojego kolegę. Każdy dzień 15-letniego Marcina był koszmarem.

- Bili, kopali po głowie i pytali, kiedy przyniosę pieniądze - mówi chłopak. Gdy dyrektor dowiedział się o sprawie, podjął decyzję o bezwzględnej izolacji oprawców od ich ofiary.

Bity uczeń ma osobistą ochronę, a jego koledzy spędzają przerwy w towarzystwie nauczycieli. Do Kijewa pojechał reporter RMF FM Daniel Wołodźko:

Relacja audio
http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/koszmar-15-latka-z-kijewa/audio/bez_nazwy,1289275

Kiedy coś sie zmieni,kiedy?  :(
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #121 dnia: Grudzień 13, 2006, 02:25:49 pm »
Uczniowie z nudów skopali mężczyznę na śmierć

Czterej sprawcy są uczniami jednej ze szkół średnich z Kołobrzegu. Najmłodszy z nich miał 17 lat. W Szczecinie przewrócili przypadkowego mężczyznę i skopali do nieprzytomności. Lekarzom nie udało się go uratować. Zabili prawdopodobnie z nudów.

Pobity trzydziestopięciolatek, według relacji sąsiadów, był spokojnym człowiekiem, ojcem dwójki dzieci.

Wszyscy sprawcy znajdowali pod wpływem alkoholu, dwóch z nich było już notowanych przez policję. Za pobicie ze skutkiem śmiertelnym grozi im do 10 lat więzienia.

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #122 dnia: Grudzień 15, 2006, 12:31:43 pm »
Uczniowie w kolejce do psychologa


Coraz więcej dzieci z problemami emocjonalnymi zapisuje się na wizyty w poradniach psychologiczno-pedagogicznych. Tworzą się kolejki i na wizyty trzeba czekać nawet pół roku.

Za mało psychologów

Do poradni psychologiczno-pedagogicznych trafiają uczniowie, którzy mają problemy z nauką lub emocjonalne - także ci sprawiający najwięcej kłopotów, np. agresywni czy wagarujący. W kraju działa 557 publicznych poradni, z czego 21 to poradnie specjalistyczne. Pracuje w nich łącznie 6,8 tys. psychologów, pedagogów i logopedów. Niestety, to stanowczo za mało.
Dlaczego tak się dzieje? Lawinowo rośnie ilość dzieci i młodzieży szukających pomocy specjalistów. - Przede wszystkim rośnie świadomość rodziców, częściej sami zauważają problemy i zaczynają szukać pomocy - mówi Paczka. - Bardzo dużo dzieci czeka na orzeczenia o dysleksji, ale też coraz więcej dzieci trafia do nas z problemami emocjonalnymi. Ostatnio więcej mamy przykładów trudności wychowawczych, czyli na przykład agresywnych zachowań na lekcjach.

Co zamierza Ministerstwo Edukacji, które chce przecież likwidować agresję w szkołach? Bezradnie rozkłada ręce. - Zależy nam na szybkiej poprawie sytuacji - zapewnia wiceminister edukacji Stanisław Sławiński. - Nie jest to jednak problem prosty do rozwiązania, brakuje nam środków finansowych i odpowiednio przygotowanej kadry specjalistów.
Problem zauważyło już Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej, które przedstawiło w Sejmie raport na ten temat. Wynika z niego, że uczniowie czekają na pomoc od dwóch tygodni do dwóch miesięcy. W rzeczywistości w kolejkach czeka się jeszcze dłużej, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. - Na pierwszą wizytę w naszej poradni dzieci czekają nawet siedem miesięcy - przyznaje Elżbieta Paczka, dyrektorka poradni psychologiczno-pedagogicznej w Warce.

kobieta.wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #123 dnia: Styczeń 04, 2007, 08:23:28 am »
Dużo pytań i spore zaskoczenie. Tak było wczoraj na spotkaniu krakowskich pedagogów z Jolantą Tatarą, która od 14 lat uczy w jednej z większych szkół w Chicago.
Główny temat: przemoc w szkole.
Jak w USA radzą sobie z przemocą w szkołach
- Renata Radłowska2007-01-03
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #124 dnia: Styczeń 10, 2007, 06:38:29 pm »
Samobójstwo Ani: odzyskano film z komórki >>>>

Biegłym informatykom udało się odtworzyć skasowany film, nagrany telefonem komórkowym podczas incydentu w klasie, przez jednego z pięciu gdańskich gimnazjalistów ...
Cytuj
Rzecznik gdańskiego sądu okręgowego Rafał Terlecki poinformował, że oprócz nagrania z zajścia otworzono także, kilka innych filmów.

Sąd rodzinny wyjaśniający sprawę, podczas zaplanowanej na 11 stycznia rozprawy, na której będą przesłuchiwani kolejni świadkowie wyznaczy termin m.in. otworzenia filmu z nagranym incydentem. Terlecki dodał, że sąd dysponujący zeznaniami świadków ustali, czy nagrane zostało całe zajście.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #125 dnia: Styczeń 11, 2007, 05:53:21 pm »
Samobójstwo Ani w nowym świetle
Cytuj

Film odzyskany, zeznania unieważnione

Tymczasem informatykom z katowickiej firmy Ontrack - Odzyskiwanie Danych udało się nagranie odtworzyć. - Nie mogę powiedzieć, jak mocny to materiał, filmu nikt jeszcze w Gdańsku nie widział - ucina sędzia Rafał Terlecki, rzecznik gdańskiego sądu.

Dopiero dziś sąd wyznaczy termin rozprawy, na której film będzie zaprezentowany stronom.

- To dobra wiadomość. Mam nadzieję, że film pokaże, jaka była prawda - mówi jeden z obrońców uczniów. Przypomina, że sąd odrzucił część zeznań złożonych przez nastoletnich świadków w komisariacie w pierwszych dniach po wydarzeniu. Nie było podczas przesłuchań rodziców, psychologa, uczniowie nie czytali protokołów z przesłuchań.

- Byłam tylko ja i dwóch policjantów. Opowiadałam jednemu z nich, a on formułował treść i pytał: było tak? Po czym zapisywał, a ja nie widziałam co, bo monitor był obrócony - mówiła przed sądem jedna z dziewcząt, świadek napaści w klasie. - Potem policjanci kazali mi podpisać protokół. Nie dali mi go do przeczytania.

Nastolatka twierdzi, że nie wspominała funkcjonariuszom o rozpinaniu Ani spodni i ściąganiu jej majtek, tymczasem właśnie to znalazło się w protokole.

Co zrobił Dawid?

Dawid jest kuzynem Ani. Został zatrzymany razem z czterema pozostałymi uczniami, tymczasem z zeznań dzieci przed sądem rodzinnym wynika, że nie zaczepiał ofiary.

- Ona wpadła na Dawida, jak Dawid wychodził z ławki
- mówi jeden ze świadków.

- Raz nawet pomógł Ani, żeby wstała. Ona się chyba przewróciła sama i on jej pomógł wstać - dodaje kolejna osoba.

- Było jedno spotkanie, na którym młodzież spytała: jak to jest, że ktoś spośród chłopaków zareagował, a teraz siedzi? - to z relacji dorosłego przesłuchiwanego przez sąd.

Jedna z dziewcząt powiedziała sądowi, że gdy o roli Dawida usłyszeli dorośli, zachęcali uczniów do złożenia powtórnych zeznań: - Mama koleżanki chciała, byśmy poszli na policję, żeby wyjaśnić to z Dawidem. Ale policjanci powiedzieli, że nie mogą mnie ponownie przesłuchać. Ja byłam i dwie koleżanki z mamami. Nikogo nie przesłuchali. Było to już po zatrzymaniu chłopców.

Ze wszystkich relacji wynika, że zaczepianie dziewcząt było w szkole na porządku dziennym. Dlatego nikogo nie zdziwiła "zabawa" z udziałem Ani. Tego dnia nietypowe było jedynie to, że chłopcy nie przestali jej dręczyć, gdy jednoznacznie powiedziała, że ma dość. Z reguły przerywali "końskie zaloty", kiedy dziewczyna mówiła: koniec.

Ponieważ Ania się przeciwstawiała, doszło - jak twierdzą uczniowie - do szarpnięcia przez jednego z napastników za jej spodnie i częściowego odsłonięcia pośladków. To wtedy Ania nie wytrzymała i wybiegła z klasy.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #126 dnia: Styczeń 18, 2007, 07:31:22 am »
Jak walczyć z przemocą w szkołach


 Drogi sąsiedzie: zapraszamy do debaty o Europie! Porozmawiajmy o nas. O Europie, o Holandii, o Polsce, o naszym życiu. Zapraszamy do debaty czytelników holenderskiego dziennika "De Volkskrant" i "Gazety Wyborczej".

Szkół nie da się chronić tylko z zewnątrz

1 grudnia 2006 r. w podstawówce w Hoogerheide na południu Holandii znaleziono ciało ośmioletniego chłopca. Został zakłuty nożem. Gdy cała klasa miała zajęcia gdzie indziej, chłopiec wrócił do sali, żeby coś przynieść. Musiał przypadkowo spotkać zabójcę. Godzinę po znalezieniu ciała chłopca policja aresztowała 22-letniego mężczyznę.

Tragedia wywołała debatę o bezpieczeństwie - a raczej jego braku - w holenderskich szkołach. Lokalne władze Hoogerheide zmieniły zamki w wejściach do szkół, a sekretarz ds. edukacji Maria van der Hoeven zaleciła, by podczas lekcji drzwi do szkół były zamknięte na klucz.

Większość podstawówek nie przestrzega jednak tych zaleceń. Holenderskie szkoły, zwłaszcza podstawowe, są otwarte dla lokalnych społeczności.

Większe zmiany zaszły w szkołach średnich. To efekt innej tragedii, sprzed trzech lat - rozzłoszczony uczeń zastrzelił wicedyrektora Terra College w Hadze Hansa van Vierena. Niektóre szkoły tworzyły systemy specjalnych wejściówek, przeszukiwały uczniów i wdrożyły wideomonitoring. I choć większość szkół nie zaostrzyła systemów bezpieczeństwa, nikt nie czynił zarzutów tym, którzy to zrobili.

Jak poprawić bezpieczeństwo? Obawiam się, że nie da się tego zrobić z zewnątrz. Ani za pomocą kamer, ani drutu kolczastego. Człowiek o zaburzonej osobowości zawsze znajdzie sposób, by wejść do środka, a potem strzelać do niewinnych uczniów i nauczycieli, jak to już się zdarzało w Niemczech, Anglii czy USA.

Prawdziwe problemy z przemocą w szkołach to inna rzecz. Uczniowie są prześladowani w klasach, na boisku - to zdarza się w każdej szkole. Każda szkoła miała też problemy z brutalnym traktowaniem nauczycieli przez rodziców uczniów. To tymi aktami przemocy trzeba się zająć. Wymaga to codziennej ciężkiej pracy w samych szkołach. A to dużo trudniejsze niż wymiana zamków.

Czy dyscyplina powstrzyma przemoc?


Aleksandra Pezda, "Gazeta Wyborcza"

W październiku 14-letnia Ania z gimnazjum w Gdańsku popełniła samobójstwo. Poprzedniego dnia koledzy rozebrali ją przy całej klasie, udawali, że gwałcą. Wszystko nagrywali na komórkę. Po tym incydencie rząd przyznał - mamy problem z agresją wśród młodzieży.

Potwierdzają to badania: co dziesiąty uczeń przyznał, że został pobity przez kolegów; co trzeci uczeń i co trzeci nauczyciel wyznali, że przemoc w ich szkołach jest poważnym problemem. Do powszechnych należą umyślne potrącenia, popychanie, obraźliwe słowa, szkodliwe kłamstwa i plotki oraz inne formy agresji.

W dodatku dzieci czują się z tym samotne - prawie połowa nigdy nie mówi rodzicom o konfliktach z rówieśnikami albo mówi o tym tylko czasami. - Nie wierzą, że rodzice są w stanie im pomóc - mówi socjolog Anna Giza-Poleszczuk.

Co na to rząd? Minister edukacji Roman Giertych (LPR) ogłosił program "Zero tolerancji dla przemocy w szkole". Chce zamontować w każdej szkole kamery i wprowadzić tzw. godzinę bezpieczeństwa - by nocą nastolatki nie przebywały poza domem. Mają być obowiązkowe mundurki i zaostrzone kary za przewinienia. Za agresję wobec nauczycieli uczeń odpowie tak samo surowo jak za pobicie policjanta. Z drugiej strony nauczyciele mają obowiązkowo meldować policji o wybrykach uczniów.

Powstaną też specjalne szkoły dla trudnej młodzieży - w dwuletnich Ośrodkach Wsparcia Wychowawczego z przymusowym internatem konfliktowych uczniów będą resocjalizowali psychologowie. Bo według premiera Jarosława Kaczyńskiego: - Najbardziej agresywne jednostki muszą być eliminowane ze szkół.


gazeta.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #127 dnia: Luty 08, 2007, 07:50:13 pm »
Rzeczpospolita: Szkoła mało bezpieczna

Co trzeci uczeń doświadczył przemocy ze strony rówieśników - wynika z najnowszych badań przeprowadzonych wśród uczniów gimnazjów i liceów. Nastolatki czują się osamotnione, a nauczyciele bezradni - alarmuje "Rzeczpospolita".

Aż 31 proc. uczniów przyznało, że w ostatnim czasie stało się ofiarą przemocy w szkole lub w środowisku rówieśników. Ofiary to najczęściej osoby ostrożne, nieśmiałe, słabsze fizycznie i bardziej wrażliwe na otoczenie niz ich rówieśnicy.

W sytuacji zagrożenia uczniowie najczęściej szukają pomocy nie u rodziców (robi tak jedynie 29 proc.), ale u rówieśników (46 proc.). Tylko co dwudziesty uczeń, który wypełnił ankietę, pomocy szuka u nauczyciela.

Według nastolatków najbezpieczniejszym dla nich miejscem jest własny dom (tak twierdzi 71 procent). A jednym z najmniej bezpiecznych środowisk - szkoła (tylko co dwudziesty uczeń wskazuje ją jako bezpieczne miejsce). Jedna piatą nastolatków boi się chodzić po osiedlu, na którym mieszka.

Badanie ponad 20 tys. uczniów gimnazjów i liceów, w ramach programu "Bezpieczny uczeń - jak unikać zagrożeń" przeprowadzili do połowy ubiegłego roku pod patronatem resortu edukacji specjaliści z dwóch prywatnych szkół.



Czego się boją nastolatki?

Niemal połowa młodzieży w wieku 13 – 19 lat deklaruje, że w ciągu ostatniego roku była świadkiem przemocy, 30% przyznaje, że padło jej ofiarą. Ponad 51% młodych ludzi w konfrontacji z agresorem broni się, a 46% oczekuje pomocy ze strony rówieśników. Do miejsc najbardziej niebezpiecznych według nastolatków należą ciemne ulice, dyskoteki i... szkoła.

Szkoła groźna jak dyskoteka?

W 2006 roku, Wyższa Szkoła Bezpieczeństwa w Poznaniu we współpracy z Policealną Szkołą Pracowników Ochrony i Detektywów O’Chikara, przeprowadziła badania w ramach projektu „Bezpieczny uczeń – jak unikać zagrożeń”. W badaniu wzięło udział 30 tysięcy uczniów z 1600 placówek na terenie całego kraju, natomiast pod uwagę wzięto 21 069 prawidłowo wypełnionych ankiet przez dziewczęta i chłopców w wieku 13-19 lat. Uczniowie opisywali miejsca, w których czują się zagrożeni i obawiają się, że staną się ofiarami przemocy. Młodzi respondenci podawali również przyczyny strachu.
Okazuje się, że za najbardziej niebezpieczne miejsca, wśród osób uczęszczających do szkół gimnazjalnych i średnich, uchodzą ciemne uliczki (29%) oraz szkoła (12%). Jako trzecie, najbardziej niebezpieczne miejsce, nastoletni uczniowie wskazywali dyskoteki i kluby nocne. Większość respondentów twierdziła, że w dyskotece nie czuje się komfortowo ze względu na tłumy nieznajomych im osób, a także obecność środków odurzających i alkoholu.

Opinie nastolatków potwierdzają wyniki badania – Uwielbiam szaleć w dyskotece i w zasadzie do swojej ulubionej chodzę w każdą sobotę, ale wciąż zerkam na stół, czy ktoś mi czegoś nie dosypuje do napoju. Mój strach wynika głównie z zasłyszanych historyjek, które opowiadają przyjaciółki i sami rodzice, ale nie jest on na tyle silny, aby mi przeszkadzał w zabawie. – mówi 16-letnia Kasia, spotkana w jednej z sopockich dyskotek. Podobne zdanie ma towarzysząca jej Anita – Pewnie, że się boję, zwłaszcza w pubach, ale nie zamierzam siedzieć w domu pod kloszem i nie korzystać z życia. Bo kiedy będzie czas na zabawę, jak nie teraz?

Boimy się blockersów

Młodzi ludzie boją się również przebywać na terenie dużych, obcych im osiedli (9%). Nastolatki przyznają, że ich obawy są często rezultatem wcześniejszych, własnych doświadczeń, lęków innych osób (rodziców) oraz doniesień płynących z mediów na temat działalności osiedlowych gangów. Młodzi ludzie w uzasadnieniu podają również, że największe zagrożenie odczuwają ze strony swoich rówieśników, uważanych za osoby, które nie posiadają wzorców moralnych, wywodzą się z rodzin patologicznych, nie mają zajęć i obowiązków wyznaczonych przez rodziców, a są pozostawieni samym sobie. Nastolatki źródła przemocy szukają również w zaniedbaniach ze strony prawnych opiekunów, niedostatecznie monitorujących, czym ich dzieci zajmują się w wolnym czasie. – Po lekcjach pomagam w sklepiku rodzinnym, który zamykam o godzinie 22. Za każdym razem przychodzi po mnie starszy brat, bo dzielnica uchodzi za niebezpieczną, głównie ze względu na mięśniaków w dresach, wystających pod klatkami bloków. Sama bałabym się wracać, bo różne plotki chodzą zwłaszcza o tym ,co się dzieje na terenie ogródków działkowych niedaleko sklepu – mówi 18-letnia Patrycja z Gdyni.

Świat pełen niebezpieczeństw?

W badaniu, szczególny nacisk został położony na diagnozę sytuacji niebezpiecznych w odczuciu młodzieży oraz na sposoby i umiejętności radzenia sobie z nimi. Z relacji młodzieży wynika, że przemoc i agresja są zjawiskami coraz powszechniej występującymi we współczesnym świecie i, co zaskakujące, występują tam, gdzie być ich z pewnością nie powinno. Z obserwacji organizatorów badania wynika, że nastolatki , z jednej strony najbardziej obawiają się siebie nawzajem, z drugiej - w sytuacjach zagrożenia, właśnie od rówieśników oczekują wsparcia i pomocy.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #128 dnia: Luty 12, 2007, 04:21:36 pm »
Przemoc, alkohol i seks problemami szkół IV RP

Gimnazjaliści i licealiści czują się dorośli. Rodzice nie kontrolują dzieci, które są coraz bardziej podatne na patologie – wynika z prezentowanych przez "Życie Warszawy" badań socjologów z Akademii Humanistycznej w Pułtusku.

Badaniami, które trwały od czerwca ub.r., objęto 5,5 tysiąca uczniów gimnazjów i liceów w województwie mazowieckim i samej Warszawie. Wyniki ankiet pokazują, co naprawdę dzieje się w polskich szkołach. Sami uczniowie zauważają, że nauczyciele nie radzą sobie z agresją i pijaństwem wychowanków - pisze gazeta.

Badania potwierdzają, że gimnazja są wylęgarnią przemocy. Co piąty uczeń (21%) stał się ofiarą agresji. Niewiele lepiej jest w liceach - tu 17% młodzieży odczuło przemoc na własnej skórze. W polskich szkołach najmłodsi uczniowie są ofiarami znanej z wojska fali.

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #129 dnia: Luty 13, 2007, 01:20:32 pm »
Moje dziecko - zakała szkoły


Dzieci bywają bardziej okrutne niż dorośli. Jedne, już we wczesnym dzieciństwie zaczynają pielęgnować w sobie miłość i szacunek do drugiego człowieka, troszcząc się najpierw o ulubioną lalkę, domowe zwierzątko, potem młodsze rodzeństwo. Inne, wyrywają lalkom włosy, owadom skrzydła, a wobec swoich rówieśników są zaskakująco brutalne i bezwzględne. Problem jest szeroko dyskutowany, również wśród nauczycieli w szkołach podstawowych.

Okrutne dzieci okrutnych rodziców?


Dzieci skrajnie agresywne, zdolne do nieprzewidywalnych zachowań, sprawiają nam dużo trudności i stanowią, niestety, zagrożenie dla innych uczniów w klasie i w całej szkole – mówią nauczyciele ze szkół podstawowych. Zauważenie problemu takiego dziecka przez wychowawcę, rozmowy z psychologiem lub odizolowanie dziecka od grupy, nie rozwiązują problemu. Zagadnienie jest złożone, a jego źródeł nie należy szukać jedynie w pełnych przemocy kreskówkach i filmach. Wystarczy, że agresywne zachowania dziecka będą ignorowane przez rodziców, którzy sami wobec siebie stosują przemoc, zarówno werbalną, jak i fizyczną, aby działania pedagogów nie przyniosły rezultatu.

Psychologowie mówią o agresji naśladowczej, charakterystycznej dla dzieci, które od najmłodszych lat obserwują najbliższe otoczenie i uczą się pewnych modeli zachowań. Największy wpływ na rozwój emocjonalny maluchów mają osoby dla nich znaczące, rodzice i rodzeństwo, a nie rówieśnicy i szkoła, jak często próbują tłumaczyć prawni opiekunowie uczniów, którzy zaczynają interesować się dzieckiem dopiero w momencie, gdy do drzwi puka szkolny pedagog. Nie ma wątpliwości, że agresja wśród przedszkolaków i uczniów szkół podstawowych istnieje, nie istnieje natomiast, idealne rozwiązanie, które by korzystnie wpłynęło na relacje dziecka z otoczeniem, nie dezorganizując przy okazji życia klasy i całej szkoły. Jak zaznaczają psychologowie, każdy przypadek należy traktować indywidualnie i zamiast uzmysławiać dziecku, że jest zakałą szkoły, zastanowić się, gdzie leży źródło jego zachowania. Czasami, dziecko brutalnie traktujące rówieśników, woła o pomoc i próbuje zwrócić na siebie uwagę dalszego otoczenia dziecka, bo otoczenie mu najbliższe pozostaje głuche na jego wołanie. Sytuację krytyczną mamy wtedy, gdy rodzice nie chcą współpracować z pedagogiem, bagatelizują problem lub w ogóle nie ma z nimi kontaktu. W innych rodzicach narasta niepokój i w trosce o dobro swoich pociech, domagają się usunięcia agresywnego dziecka ze szkoły lub jego izolacji. W tym momencie koło się zamyka, a cała sytuacja najbardziej negatywnie odbija się na niewygodnym uczniu, który czuje się jak zaszczute zwierzątko, co w efekcie prowadzi do zachowań jeszcze bardziej brutalnych - twierdzą psychologowie w szkołach podstawowych.

– Pracuję w szkole dwadzieścia lat i jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim okrucieństwem dzieci wobec siebie, jak w ostatnich latach pracy – mówi Pani Małgorzata Kłosek, z małej podstawówki w województwie pomorskim. Uczeń stosujący przemoc staje się postrachem nie tylko rówieśników, ale również samych pedagogów. Ale co zrobić z dzieckiem, które nie ma dla kogo się starać, nie boi się konsekwencji ze strony swoich opiekunów, kiedy kolejny raz dostaje złą ocenę lub uwagę do dziennika? Problem dotyczy głównie tych dzieci, których rozwojem mentalnym i psychofizycznym nie interesują się najbliżsi – mówi Pani Małgorzata. Dla takiego wychowanka nie istnieją naturalne granice, których przekraczać zwyczajnie nie wolno, bo takich granic nie wyznaczyli rodzice.

Granice wyznaczają rodzice


O niespotykanej dotąd agresji i wulgaryzacji, zwłaszcza małych dzieci, mówią również inni nauczyciele i psychologowie szkolni. – Miałam dyżur na korytarzu, podczas którego uczeń w taki sposób popchnął koleżankę z klasy, że dziewczynka upadła na posadzkę, tracąc przytomność – mówi Pani Janina Radzicka, polonistka w szkole podstawowej w województwie warmińsko-mazurskim. Dziecko trafiło do szpitala, na szczęście po zdarzeniu pozostał tylko siniak. Uczeń był moim wychowankiem, dlatego wraz z psychologiem szkolnym odwiedziłam rodziców, mieszkających na wsi, niedaleko od miasta, w którym znajduje się szkoła. Ojciec ucznia, pozostający pod wpływem alkoholu kazał nam się "wynosić", grożąc nam pobiciem, a matka, cała w siniakach prosiła, aby nie zgłaszać na policję zachowania męża, bo on jedyny utrzymuje rodzinę. Kilka dni temu natomiast przyszło do mnie spłakane dziecko – dziewczynka z drugiej klasy podstawówki bez słowa położyła na biurku walentynkę, jaką dostała do anonimowego wielbiciela – tekst napisany dziecięcą ręką był tak obrzydliwy i brutalny, że postanowiłam zwołać nadzwyczajną wywiadówkę. Dziecko samo z siebie nie byłoby zdolne do tak okrutnego czynu, musiało od kogoś się tego nauczyć...

Rodzina pod specjalnym nadzorem

Z obserwacji nauczycieli wynika, że dzieci, które wywołują konflikty, biją, skarżą, używają wulgarnych słów, niszczą lub uszkadzają przedmioty innych dzieci, nękają psychicznie i zastraszają swoich kolegów, jest coraz więcej. Opisane wydarzenia są jedynie wierzchołkiem góry lodowej – pedagodzy twierdzą, że coraz ostrzejszą formę przybiera przemoc słowna – wyzwiska, obrażające koleżankę sms-y wysyłane „spod ławki”, wulgarne dowcipy, donosicielstwo, niszczenie prywatnych przedmiotów to problemy, z którymi pedagodzy spotykają się codziennie i wobec których często pozostają bezradni. Psychologowie natomiast ostrzegają, że w zmaganiach z agresją w szkole, łatwo stracić z oczu to, co najważniejsze – - dobro dziecka. To nie szkoła jako instytucja ma kłopot z agresywnym, a przez to niewygodnym i uciążliwym uczniem, ale to uczeń ma problem i to uczeń oraz klasa, do której uczęszcza, powinien otrzymać profesjonalną pomoc. Zamiast więc na każdym kroku uzmysławiać dziecku, że jest zakałą szkoły, warto okazać mu zainteresowanie i żadnego nagannego zachowania nie pozostawić bez reakcji i komentarza. I nie mamy tu na myśli kolejnej uwagi w uczniowskim dzienniczku...

wp.pl kobieta
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #130 dnia: Marzec 21, 2007, 01:05:03 am »
Kolejna dziewczyna zaszczuta w szkole

Nastolatka nie mogła znieść ciągłych drwin i targnęła się na życie

16-letnia Natalia nie mogła znieść ciągłego poniżania w szkole. Kiedy pomocy odmówił jej wychowawca i dyrektor, rzuciła się pod pędzący samochód. Cudem przeżyła. Chciała się zabić, bo koleżanki rozpuściły plotkę, że sypia z nauczycielem informatyki.

- Czułam się jak wycieraczka, a nikt nie chciał mi pomóc - mówiła potem. Gehenna trwała od czerwca ub.r.

- Dziewczyny zaczęły wtedy drwić ze mnie, że zdałam szkolny egzamin na kartę motorowerową, bo rozłożyłam nogi przed egzaminatorem - wspomina Natalia Kłosek (16 l.)

Bez pomocy pedagogów

Chodzi o Janusza K., kawalera, nauczyciela informatyki i techniki w gimnazjum. Natalia początkowo bagatelizowała docinki. Miała nadzieję, że koleżanki dadzą jej spokój.

- Nic z tego. O moim rzekomym romansie zaczęła mówić cała szkoła. W końcu nawet ludzie w autobusie opowiadali o tym na głos - twierdzi Natalia. - Dziewczyny pytały mnie, co mu robiłam w nocy, że teraz chodzi taki zadowolony. Powtarzały, że chodzę do niego na kolacje połączone ze śniadaniem - ociera łzy załamana dziewczynka.

Natalia szukała pomocy u nauczycieli. Najpierw opowiedziała o wszystkim Januszowi K.

- Kiedy powiedziałam, co o nas mówią, nauczyciel zaczął się śmiać - tłumaczy Natalia. - Stwierdził, że nie ma się czym denerwować. Może jemu to nie przeszkadzało, ale ja czułam się jak wycieraczka, w którą każdy może wytrzeć buty... -Ękryje twarz w dłoniach nastolatka.

Jak twierdzi, wsparcia nie znalazła również u wychowawczyni i dyrektora szkoły. - Chcieli, żeby sprawa nie wyszła poza mury szkoły. Przekonywali mnie, że wszystko załatwią, ale nie kiwnęli nawet palcem, żeby mi pomóc - mówi Natalia.

Rzuciła się pod auto
Na początku stycznia w Natalii coś pękło. Podczas lekcji nagle wstała i z płaczem wybiegła z klasy. Skoczyła wprost pod nadjeżdżający samochód. Na szczęście kierowca w ostatniej chwili skręcił.

Natalia przestała chodzić do szkoły. Na początku marca trafiła do ośrodka leczenia nerwic w Orzeszu.

Grażyna (37 l.) i Zbigniew (40 l.) Kłoskowie, rodzice dziewczyny, są oburzeni postawą dyrekcji gimnazjum. Twierdzą, że gdyby wcześniej zareagowali, Natalia nie targnęłaby się na swoje życie.

- Mogli chociaż postraszyć tych, którzy bezpodstawnie oskarżali Natalię - mówią zgodnie.

Nie chcą komentować
Sprawą zajęła się policja. Sąd rodzinny przesłuchał już jedną z dziewczyn, które miały dokuczać Natalii. Jej mama nie chciała z nami rozmawiać.

Wody w usta nabrali również pracownicy szkoły. - Dla dobra Natalii i pozostałych uczniów nie będziemy komentować tej sprawy - stwierdza krótko Waldemar Paszylka, dyrektor gimnazjum.

I co z tym "Zero tolerancji", panie Giertych?
Śmierć 14-letniej Ani, gimnazjalistki z Gdańska, pod koniec ubiegłego roku wstrząsnęła całą Polską. Dziewczynka popełniła samobójstwo po tym, jak była rzekomo molestowana przez kolegów w klasie. Kilka dni później minister Roman Giertych ogłosił program "Zero tolerancji dla przemocy w szkole". Do placówek ruszyły "trójki", które miały zbadać bezpieczeństwo uczniów. Ustaliły, że agresja wśród młodzieży to poważny problem, a program Giertycha miał pomóc nauczycielom się z nim uporać.

Jak widać, w polskich szkołach nic się nie zmieniło.

- To nie program, ale zbiór pobożnych życzeń - twierdzi Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Zawiera tylko szereg represji, które mają zastraszyć uczniów. Spowodował rozwój donosicielstwa. Teraz nauczyciel, który zobaczy, że Kowalski ciągnie Kozłowską za warkocz, musi zameldować to dyrektorowi. Ten sporządza notatkę i wysyła ją na policję.

autor: Gołkowice, Przemysław Malisz Mila
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #131 dnia: Kwiecień 11, 2007, 05:45:57 pm »
Uczniowie kradną, wymuszają i biją
11 kwietnia 2007

Seryjni przestępcy uczą się w małopolskich szkołach. Są coraz młodsi i coraz brutalniejsi. Dilują, kradną, wymuszają, bo czują się bezkarni. Nauczyciele na wybryki małolatów przymykają oczy, bo sami nie mają dobrych pomysłów na poprawę bezpieczeństwa, a większość szkolnych programów walki z chuligaństwem nadaje się tylko do kosza. Od września ma się to zmienić - zapowiada kurator oświaty.


Wstrząsający policyjny raport o przestępczości nieletnich trafił na biurko małopolskiego kuratora oświaty. Wynika z niego, że z roku na rok coraz więcej uczniów kradnie, napada na kolegów, czy sprzedaje narkotyki. Często uchodzi im to na sucho, bo dorośli bagatelizują drobne wykroczenia, nie są konsekwentni, czasami nie znają prawa. Na dodatek większość szkolnych programów profilaktycznych nie nadaje się do niczego. Są pięknie napisane, ale nijak się mają do konkretnej rzeczywistości - zauważa Józef Rostworowski, małopolski kurator oświaty, i zapowiada od września nowe programy do walki o bezpieczną szkołę.



Zielone światło


Małoletni przestępcy są spektakularni i bezczelni. Lubią się chwalić swoimi czynami, nagrywają się na komórki, zamieszczają zdjęcia i filmy z wandalskich popisów w Internecie. Czują, że mają zielone światło i grają dorosłym na nosie. Wiedzą, że ostateczne wyrzucenie ze szkoły im nie grozi, bo nauka jest w Polsce obowiązkowa, a inne kary całkowicie ich "nie ruszają" - tłumaczy Agnieszka Bystrowska, psycholog szkolny.

Coraz częściej prawo łamią dzieci, które nie skończyły nawet 13 lat. W szkołach kwitnie tzw. mała dilerka, szerzy się moda na narkotyki. Z szatni znikają komórki, a młodzi swą agresję wyładowują na ławkach i krzesłach. Staje się to modne. Policjanci zaobserwowali, że przestępczość nieletnich cechuje seryjność. Niektórzy młodociani mają nawet kilkadziesiąt przestępstw na swoim koncie. Pobili kolegę, skradli pierwszą komórkę - i uszło im na sucho. Następnym razem zabrali więcej komórek, a kumpla stłukli tak, że trafił do szpitala.


Zamiatanie pod dywan

Brak reakcji ze strony dorosłych powoduje, że kolejny wybryk będzie brutalniejszy i zuchwalszy. Jeśli małoletni coś ukradnie, pobije kogoś i widzi, że nie następuje po jego czynie żadna reakcja, pójdzie krok dalej. Dlatego nie wolno bagatelizować żadnych, nawet niewielkich spraw, które naruszają prawo. Zamiatanie pod dywan jest najgorsze - podkreśla Jacek Górecki, z-ca naczelnika wydziału prewencji KWP w Krakowie. Podkreśla, że szkoły coraz częściej mają tę świadomość i nie boją się współpracy z policją. Chętniej korzystają też z pomocy specjalistów: naszych funkcjonariuszy, straży miejskiej, psychologów.

Szybka reakcja

Józef Rostworowski postanowił przypomnieć dyrektorom i nauczycielom jak mogą postępować w sytuacjach kryzysowych. Instrukcja z przepisami prawnymi trafiła do każdej małopolskiej szkoły. Policjanci z wydziału prewencji przekazali z kolei nauczycielom i pedagogom listę zachowań uczniów, które mogą być traktowane jako przestępstwo. W statucie szkoły powinny być zapisy, co należy robić w konkretnych sytuacjach, jak zareagować na przekroczenie konkretnego przepisu - zauważa Jacek Górecki.

 Dlaczego zatem większość szkolnych programów profilaktycznych jest jednak całkowicie nieprzydatna? Nie jest prosto stworzyć skuteczny program, trzeba bowiem wpierw zdiagnozować stan bezpieczeństwa. Będziemy tego uczyć nauczycieli. Programy muszą się zmienić - zapowiada kurator. By były skuteczne, nauczyciele i dyrekcja muszą świetnie znać problemy swoich uczniów, poświęcić wolny czas na opracowanie konkretnych i właściwych zasad postępowania.

Mam trudne dzieciaki, ale znam ich problemy i wiem jak postępować w konkretnych sytuacjach. Taki system dopasowany do naszych dzieci tworzyliśmy dwa lata. Teraz skutkuje - mówi Aurelia Zuber, dyrektorka Gimnazjum nr 14, w którym świetnie funkcjonuje system dyscyplinarny. Dr Jakub Kołodziejczyk, psycholog z UJ, który zajmował się badaniem dyscypliny w amerykańskich szkołach, podkreśla, że trzeba szukać najwłaściwszej metody wychowawczej. Sama kara nie uczy niczego. Badania prowadzone w Belgii pokazały, że dzieciom i młodzieży, które miały konflikty z prawem, w zerwaniu z takim życiem pomogli właśnie nauczyciele, którzy pokazali uczniowi, że zależy im na nim. Może tędy trzeba iść - podpowiada.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #132 dnia: Kwiecień 21, 2007, 10:34:15 am »
Coraz więcej przestępstw w szkołach

Ujawniamy kolejne dowody zdziczenia szkolnych obyczajów


Bijemy na alarm. Gwałtownie rośnie przestępczość w szkołach podstawowych i gimnazjach, zwłaszcza ta najgroźniejsza - przeciwko życiu i zdrowiu. Nic nie pomogła kuracja zaproponowana przez rząd.
Przestępców w szkołach nie przestraszyły zapowiedzi surowych sankcji, nakaz noszenia mundurków ani odwiedziny osławionych trójek Giertycha.


Cytuj
W pierwszych trzech miesiącach 2007 r. we wszystkich podstawówkach i gimnazjach policja odnotowała 346 bójek i pobić, o blisko 15 proc. więcej niż przed rokiem. Stwierdzono też o 20 proc. więcej niż rok temu uszkodzeń ciała (539). Na podobnym poziomie jak rok wcześniej utrzymały się napady i rozboje (1268).

"Super Express" dotarł do szczegółów kolejniej bulwersującej sprawy, która rozegrała się w szkole.

Je...ać nauczyciela
Udawanie stosunku z nauczycielem, bicie innych uczniów, rozbijanie szyby w drzwiach ubikacji, wymuszanie groźbami i kopniakami śniadania od słabszych i młodszych kolegów - tak zabawiali się uczniowie.

Swoje popisy nagrali telefonami komórkowymi i puścili w internetowy obieg.

Reporterzy "Super Expressu" dotarli do "bohaterów" filmików z Internetu. To uczniowie gimnazjum w Kamieniu, wsi pod Krakowem.

Jeden z filmików: Gdy nauczyciel plastyki pochylony nad stolikiem wystawia oceny, od tyłu podchodzi do niego uczeń i wykonuje ruchy kopulacyjne. Poniżany pedagog nie zauważył, co dzieje się za jego plecami.

Kolejne z krótkich nagrań: Na ucznia pierwszej klasy gimnazjum napadają trzej starsi koledzy. Żądają od niego śniadania. Przed wejściem do szkoły biją go, przewracają i kopią.

- Źle się przywitałeś, kręciłeś się koło dziewczyny, która im się podobała, nie byłeś z Kamienia, wszystko było pretekstem, by się tobą zainteresowali - opowiada o "bohaterach" filmów jeden z uczniów, prosząc o zachowanie anonimowości.

Barbara Derwisz-Waga, dyrektor Zespołu Szkół w Kamieniu, do których należy gimnazjum, przyznaje, że wie o uczniowskich filmach. - Byliśmy przerażeni - nie ukrywa dyrektor. - Bohaterowie filmów zostali już ukarani. Obniżono im oceny z zachowania. Zabroniono im też używania komórek w szkole

Pierwszy raz w karierze
Skruszeni uczniowie chodzą do szkoły. Nie chcą rozmawiać na temat filmików. - Chciałem się popisać - wyznaje uczeń, który udawał kopulację z nauczycielem.

Stanął już twarzą w twarz z pedagogiem, z którego drwił.

- Gdy go zapytałem, dlaczego to zrobił, milczał - opowiada nauczyciel, prosząc o niepodawanie nazwiska. - A swoją drogą, takie rzeczy w wiejskiej szkole? - kręci głową z niedowierzaniem.

Dla "bohaterów" filmów, tych co je kręcili i rozpowszechniali, to nie koniec kłopotów. Powiadomiona o sprawie została policja.

Trzeba pomóc nauczycielom
Mirosława Kątna (58 l.), szefowa Komitetu Ochrony Praw Dziecka: - Od paru lat obserwuje się brutalizację wśród młodzieży. Minister Giertych powinien przede wszystkim pomóc nauczycielom. Wyposażyć ich w wiedzę potrzebną do radzenia sobie z agresywnymi uczniami. W szkole zginęło coś, co się nazywa świadomym wychowaniem młodzieży. Ministerstwo myli się myśląc, że sankcje są lekiem na całe zło.

autor: Mirosław Koźmin, PB

Gimnazjaliści zaatakowali nauczyciela
Dwóch 13-latków, uczniów I klasy gimnazjum w Branicach pod Opolem, zaatakowało na lekcji nauczyciela. Szkoła wezwała policję. Sąd rodzinny skierował ich wczoraj na miesiąc do schroniska dla nieletnich.
Cytuj
- O agresywnym zachowaniu tych uczniów wielokrotnie powiadamiałem policję, kuratorium, a nawet "trójkę giertychowską". Zastanawiałam się, co musi się stać, by wreszcie ktoś zareagował - mówi szkolny pedagog Bartłomiej Kawulok

W czwartek nauczyciel języka angielskiego wezwał go w trakcie lekcji w I klasie. Opowiedział, że dwaj uczniowie - Marek i Andrzej - rzucali w niego ołówkami, długopisami, a nawet jedzeniem. Zabierali mu też krzesło i kładli na nim szpilki. Wreszcie wysypali na głowę pył z kredy, a później uderzali po plecach.

Pedagog wezwał policję, która przesłuchała anglistę. Powiedział, że podobne incydenty na jego lekcjach zdarzały się już wcześniej. Nie zgłaszał ich jednak, sadząc, że to tylko chwilowe wybryki.

Marek i Andrzej poznali się we wrześniu w gimnazjum. - Stworzyli parę, której bało się wielu uczniów w szkole. Od pierwszych dni były z nimi problemy. Rozmawiałem na ten temat z rodzicami, ale nie przynosiło to żadnych efektów - zaznacza pedagog. Dodaje, że choć jednego z chłopców samotnie wychowuje matka, to obaj dorastają w normalnym, w żadnym razie nie patologicznym środowisku. Jednak jeden 13-latek ma już nadzór kuratora, a przeciwko obu toczy się postępowanie w sądzie, bo pobili kolegę ze szkoły, łamiąc mu nos. Obaj mają też sprawę za pokiereszowanie samochodu nauczycielki.

Wczoraj w opolskim Kuratorium Oświaty nie było nikogo, kto mógłby odpowiedzieć, czy cokolwiek uczyniono w związku z sygnałami z Branic.

Zastępca komendanta policji w Głubczycach komisarz Grzegorz Simon powiedział, że po sygnałach ze szkoły kilka razy skierowano sprawy do sądu rodzinnego przeciwko chłopcom. - Na tym nasze działania się kończą - powiedział. Po czwartkowym wybryku, który policja zakwalifikowała jako naruszenie nietykalności cielesnej anglisty, chłopcy zostali umieszczeni w Policyjnej Izbie Dziecka w Opolu. Wczoraj stanęli przed sądem dla nieletnich.


Źródło: Gazeta Wyborcza
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #133 dnia: Maj 04, 2007, 04:21:43 pm »
Lepiej wyzwalać pozytywną energię
2007-04-27   Ewa Jurkiewicz

Rozmowa z prof. Januszem Czapińskim, pracownikiem naukowym Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem Rady Programowej społecznej Kampanii “Szkoła bez przemocy”

Z przeprowadzonych pod Pana kierownictwem badań w Kampanii “Szkoła bez przemocy” wynika, że patologiczne zjawiska są odbiciem sytuacji w rodzinie.

Cytuj
Młodzi ludzie bardzo dobrze się w nich nawzajem wyszkolą.

- I potem koszty tego ponosić będzie całe społeczeństwo, bo wzrośnie przestępczość pospolita w miejscach publicznych, wzrośnie stopień zagrożenia dla różnych grup ludności, np. dla emerytek, które wieczorem wracają do domu czy przynoszą pieniądze z banku. Nie warto zatem tą drogą iść, bo przez jakiś czas może być spokojniej w szkołach, ale po wyjściu młodzieży z tych ośrodków będzie mniej bezpiecznie na ulicach. Dlatego uważam, że najpierw powinno się wypróbować wszelkie możliwe sposoby naprowadzania tzw. trudnej młodzieży na ścieżkę poprawnego zachowania poprzez wzmocnienie siły oddziaływania grupy rówieśniczej. Koledzy mogą mieć bowiem dużo do powiedzenia i często nie korzystają z tej możliwości. Dlaczego? Bo są często zastraszeni. Wystarczy 3-4-osobowa grupa młodych gangsterów w klasie, żeby ją spacyfikować.

W jaki sposób młodzież może oddziaływać na swoich agresywnych kolegów?


- Gdy pojawi się taki problem, najważniejsze jest, aby tę sprawę potraktować otwarcie i ją ujawnić. Ale nie poprzez zachęcanie dobrych uczniów do donoszenia – jak proponuje to minister edukacji, bo wtedy oni znajdą się na celowniku takiej bandy trojga czy czworga. Są inne sposoby. Często nauczyciele dobrze wiedzą, że coś niepokojącego dzieje się w klasie - niby nic nie widać na powierzchni, ale jak się lepiej przyjrzeć to utajone życie klasy wygląda bardzo źle. I w takiej klasie można organizować od czasu do czasu warsztaty o charakterze treningu interpersonalnego. Zasada jest taka, że cokolwiek będzie się działo w czasie takiego warsztatu, a zazwyczaj uruchamiane są bardzo silne emocje, to dzieje się wyłącznie tu i teraz i nikt z uczestników nie może wyciągać żadnych konsekwencji po ich zakończeniu.

Cytuj
Agresja i przemoc w polskich szkołach to zjawiska mogące budzić uzasadniony niepokój. Jednak nie dotyczą one – jak mogłoby się wydawać na postawie przedstawianej przez ministra Romana Gierycha katastroficznej wizji – ani większości szkół, ani większości uczniów. To raczej zjawiska marginalne.

- Ma pani absolutnie rację. Przy okazji warto podkreślić, że nawet nie robiąc żadnej pogłębionej diagnozy w pojedynczych szkołach, można z góry założyć, że poziom patologii nie jest tak wysoki, by większość była terroryzowana przez mniejszość. Nigdzie, w żadnej szkole, tak się nie dzieje. I teraz można uogólnić, odwołując się już do badań, i powiedzieć, że polska młodzież - jeżeli chodzi o sumę wszystkich patologii szkolnych - zajmuje zaszczytne drugie miejsce, tuż po młodzieży szwedzkiej.

Cały artykuł:
http://forum.darzycia.pl/vp110659.htm#110659
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #134 dnia: Maj 17, 2007, 12:23:17 pm »
Tak cię kocham, że cię biję


Barbara Smolińska

Aż 85 proc. rodziców w Polsce uznaje za dopuszczalne uderzenie dziecka ręką w pupę. Ponad połowa (54 proc.) dopuszcza kilkakrotne uderzenie dziecka pasem (badanie OBOP).
Większość rodziców traktuje dziecko jak swoją własność. Są przekonani, że tylko oni mogą o dziecku decydować. Polskie prawo karne wciąż dopuszcza stosowanie bicia dzieci jako metodę wychowawczą, jeśli „użyte środki są proporcjonalne do przewinienia oraz nie zagrażają psychicznemu lub fizycznemu rozwojowi dziecka”.


Każdy klaps boli. Klaps wymierzony „z miłością” przez kochającego rodzica boli podwójnie. Im mniejsze dziecko, tym bardziej boli. Uderzenie dziecka jest poniżeniem dla bitego i bijącego. Bicie pozostawia ślady znacznie trwalsze, niż pręgi na skórze. Hitler, Stalin, Mao – wszyscy tyrani w dzieciństwie byli bici – dowodzi w swojej książce „Zniewolone dzieciństwo” Alice Miller. Stłumiony gniew bitego dziecka przeradza się w nienawiść do siebie i innych. Z bitych dzieci wyrastają rodzice, którzy biją.

Od trzech lat 30 kwietnia obchodzony jest jako Światowy Dzień Sprzeciwu wobec Bicia Dzieci. Ma przekonać rodziców i opiekunów, by zrezygnowali ze stosowania kar cielesnych. Wszelkich. Również klapsów.

Często zastanawiamy się, dlaczego ludzie biją swoje dzieci. Rzadziej zadajemy sobie pytanie: co przeżywają rodzice, którzy biją swoje dzieci? Spróbujmy się przyjrzeć temu zjawisku, postawić pewne hipotezy. Pomijam tu rodziców psychopatycznych, alkoholików i osoby zdecydowanie mocno zaburzone. Pozostaje cała reszta – skądinąd wrażliwych, często kochających rodziców. Co czują, gdy biją swoje dzieci?

Najczęściej są to osoby, które same doznały takiej przemocy w dzieciństwie, były bite i źle traktowane. Być może kiedyś postanowiły, że nigdy czegoś takiego nie zrobią swoim dzieciom. Ale ponieważ nigdy w świadomy sposób nie przeżyły swojej złości wobec tych, którzy je krzywdzili, nie mają świadomości, że ta złość w nich jest. I zaczynają ją wyrażać w stosunku do swoich dzieci. Tacy rodzice krzyczą, szarpią dziecko. A potem czują się winni. Przypominają sobie, jak to było w ich dzieciństwie i postanawiają, że nigdy więcej nie skrzywdzą swojego dziecka. Powstaje mechanizm błędnego koła. Nie stawiają dzieciom granic w różnych sytuacjach, nie zakazują, znoszą wszystko, aż do momentu, gdy złość, która w nich narosła, wybuchnie. Po czym znów czują się winni i podejmują nierealistyczne postanowienia co do tego, jak się będą wobec swoich dzieci zachowywać. Błędne koło się kręci.

Bicie dzieci bywa też wynikiem aktualnej frustracji. Zdarza się, że na dzieciach wyżywają się matki zmęczone długim siedzeniem w domu, obwiniające dzieci o brak satysfakcji zawodowej i sfrustrowane brakiem wsparcia ze strony mężów. Kobiety samotnie wychowujące dzieci. Albo mężczyźni, którzy stracili pracę i nie są w stanie utrzymać rodziny, którzy czują się nieszanowani, mają wrażenie, że dla nikogo nie są autorytetem.

Na dzieciach odreagowują poczucie niezadowolenia i braku spełnienia w życiu. Biją rodzice nieszczęśliwi w związkach małżeńskich, gnębieni przez współmałżonków, samotni. Biją rodzice bezradni, w poczuciu słabości i porażki. Użycie przemocy fizycznej daje im iluzję siły i władzy. Złudzenie, że mogą zmusić dziecko do tego, czego chcą. Biją również rodzice, którzy czują się nic nie warci. I zazdroszczą dziecku tego, czego im brak: radości, energii i dynamizmu.

Większość bijących rodziców przeżywa silne poczucie winy. Ale nie jest ono najlepszym doradcą w wychowaniu. Poczucie winy nakręca błędne koło. Trudno tę spiralę zatrzymać bez refleksji nad sobą lub terapii.

Pamiętam pacjentkę, która zgłosiła się na terapię dlatego, że wciąż szarpała swoją kilkuletnią córeczkę. Miała z tego powodu straszne wyrzuty sumienia. W trakcie terapii zdała sobie sprawę z tego, że zazdrościła córce jej dobrego życia. Sama miała trudne dzieciństwo, wychowała się w rodzinie alkoholowej. Nie uświadamiała sobie złości, jaką czuła w stosunku do ojca i do matki. Podczas terapii zrozumiała, że zazdrości córce tego, że ma lepiej, niż ona miała w jej wieku. Uświadomienie sobie, że istnieje w niej takie uczucie, uwolniło ją od niecierpliwych zachowań wobec córki.

Niektórzy rodzice dorabiają teorię do swojego postępowania, twierdząc, że bicie dobrze robi dzieciom. Mówią: „Sam byłem bity i wyszło mi to na dobre”. Bronią się w ten sposób przed uświadomieniem sobie swojej krzywdy, poniżenia i wrogości wobec rodziców. Dziecko, które jest bite, musi przeżywać strach, przerażenie i złość do bijącego rodzica. Nie da się tego nie czuć, ale można te uczucia wyprzeć, zaprzeczyć im.

Inni rodzice próbują przerzucić winę na dziecko. Uderzone dziecko słyszy: „Zdenerwowałeś ojca. Gdybyś tak się nie zachowywał, ojciec nie musiałby cię zbić”. Potem takie dziecko w dorosłym życiu obarcza się poczuciem winy za to, co robią inni.

Czasem bicie traktowane jest przez rodziców jako dowód miłości do dziecka. Oczywiście, w ten sposób rodzic racjonalizuje, szuka usprawiedliwienia dla tego, co robi. Nie dopuszcza do siebie myśli, że bije dziecko, bo nie umie zapanować nad swoją złością. Taka reakcja rodzica czyni szczególne spustoszenie w psychice dziecka – dostaje ono maksymalnie sprzeczną informację: tak cię kocham, że cię biję. W efekcie dziecko uczy się zaprzeczać swoim uczuciom. Ma problem z przeżywaniem złości, bo jak ma czuć złość do rodzica, skoro bije on z miłości.

Część rodziców w poczuciu winy przeprasza dzieci i próbuje im wynagrodzić to, co się stało. Dają coś dzieciom, tłumaczą się przed nimi, niejako przerzucając na nie w ten sposób odpowiedzialność za sytuację. Nie potrafią postawić dziecku granic. Dziecko więc „hula jak wicher”, a w rodzicu wzbiera złość, aż w końcu nad nią nie panuje. Czasem rodzice pytają mnie: „Co zrobić, żeby trzylatek nie kopał babci?”. Czują się bezradni, bo nie postawili wcześniej granic. A przecież nietrudno jest dwulatkowi zabronić kopania babci.

Niebezpieczna jest postawa, gdy rodzic jest fizycznie agresywny wobec swojego dziecka. Ale również postawa, gdy raz dał dziecku klapsa i wpadł w poczucie winy, że będzie ono straumatyzowane na całe życie. Pisze do mnie młoda mama, która raz szarpnęła swoją córeczkę. Od tego incydentu minął rok, a ona nie może sobie tego wybaczyć. I robi coraz dziwniejsze rzeczy. Ciągle próbuje wynagradzać dziecku ten klaps. Zatrzymuje w ten sposób jednorazowy incydent i sporo krzywdy wyrządza dziecku, które nic z tego nie rozumie.

Rodzice, którzy zgłaszają się do mnie, często problem widzą w dziecku. Mówią o tym, jakie ono jest nieznośne, niegrzeczne, jak trudno z nim wytrzymać. Chciałabym zachęcić rodziców do refleksji nie nad dziećmi, ale nad sobą, nad własną złością i impulsywnym jej wyrażaniem, nad odreagowywaniem własnych emocji na osobach słabszych, czyli dzieciach. Ta refleksja może być niełatwa. Prowadzi bowiem do własnego wnętrza, własnych przeżyć, własnej, często trudnej historii. Ale jest niezbędna, by zatrzymać przemoc, która jest obecna w tak wielu polskich domach.

Barbara Smolińska jest psychoterapeutką. Pracuje w Laboratorium Psychoedukacji, prowadzi terapię indywidualną, małżeńską i rodzinną. Współpracuje z miesięcznikiem „Dziecko”.

źródło
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #135 dnia: Czerwiec 07, 2007, 03:06:47 pm »
Bezstresowe wychowanie



Kiedy na świat przychodzi dziecko, pojawia się wielka radość i szczęście. Ale pojawia się również strach. Czy podołam obowiązkom rodzicielskim? Czy będę wiedział/wiedziała, jak się zachować? Przede wszystkim pojawia się jednak pytanie: jak będę wychowywać swoje dziecko? Czy w sposób, jaki znany jest mi z domu rodzinnego z wykorzystaniem całej wiedzy, jaką przekazali mi moi rodzice? A może według najnowszych podręczników dla rodziców, których teraz na rynku nie brakuje? Jaki styl przyjmę?

Wyróżnić można trzy główne style wychowania: autorytarny, liberalny i demokratyczny. Trzy style – trzy różne modele wychowania. Skupmy się przez chwile, na modnym dzisiaj stylu liberalnym w jego skrajnej wersji, popularnie nazywanej "wychowaniem bezstresowym". Chciałabym pokazać, iż wychowanie bez granic nie spełnia swoich funkcji i ostatecznie wywołuje efekt odwrotny od zamierzonego.

Zanim jednak zacznę rozważania na temat stylu, który właściwie od niedawna zaczął być promowany, chciałabym najpierw określić czym właściwie jest wychowanie. Otóż jest to celowe, świadome działanie o charakterze interakcyjnym i dwupodmiotowym, mające na celu wywołanie względnie stałych pozytywnych zmian w zachowaniu i osobowości jednostki.

Kiedy przyjrzymy się definicji wychowania bezstresowego zauważymy, że wiele z punktów w niej zawartych znacznie różni się od ogólnej definicji wychowania. Wychowanie przyzwalające cechuje ogromna swoboda w działaniu i zachowaniu dziecka oraz znikome oczekiwania i wymagania rodziców względem wychowanka. Charakterystyczne jest również unikanie kar za niewłaściwe zachowanie motywowane stwierdzeniem, iż człowiek uczy się na własnych błędach.

Po raz pierwszy wychowaniem naturalnym zajął się już w XVIII wieku Jan Jakub Rousseau, który opisywał jak ważne jest doświadczenie własne w procesie rozwoju młodego człowieka oraz wolna wola w dokonywaniu wyborów życiowych.

Czym kierują się rodzice, decydując się na swego rodzaju leseferyzm?

Przede wszystkim na pierwszy plan wysuwa się chęć wychowania szczęśliwego dziecka, które nie będzie ograniczane żadnymi nakazami, a co za tym idzie – będzie mogło się harmonijnie rozwijać. Czy tak jest w rzeczywistości? Nie. Dziecko potrzebuje pewnych zasad, aby mogło czuć się bezpieczne. Określenie jakiś granic jest konieczne do tego, aby dziecko nie czuło się zdezorientowane wobec ogromu świata, który go otacza; do tego, aby czuło się pewnie.

Kolejnym argumenten ze strony rodziców opowiadających się za wychowaniem bezstresowym jest próba wyeliminowania stresów, jakie mogłoby przysporzyć dziecku wszelkie ograniczanie swobody działania. Bo jak dziecko ma się spokojnie rozwijać, kiedy nad głową ciążą mu coraz to nowsze bodźce wywołujące stres? Nikt jednak nie bierze pod uwagę faktu, że stres w odpowiedniej dawce jest czynnikiem motywującym, stymulującym rozwój człowieka. Nie można go całkowicie wyeliminować. Dziecko, które zachowuje się nieodpowiednio, ale w żaden sposób nie jest informowane o swoim złym postępowaniu ani uczone, iż nie powinno tak robić, zwyczajnie gubi się. Przede wszystkim nie ma autorytetu, bo brak przy nim osoby, która podpowie mu jak poruszać się w świecie pełnym zasad i ogólnie przyjętych norm moralnych. Ponadto wychowanie bezstresowe nie powstrzymuje niewłaściwego zachowania i dzieci tracą kontrolę nad sobą. Mogą stać się impulsywne, co prowadzić może do różnego rodzaju problemów w zetknięciu z innymi ludźmi.

Szczególnie zauważalne jest to kiedy takie dziecko wchodzi w grupę rówieśniczą np w przedszkolu i nie potrafi dostosować się do zasad tam panujących. Dlaczego? Bo "unikanie stresów" doprowadziło do tego, że dziecko nie wie jak ma się zachować. Nikt nigdy nie mówił mu, że czegoś nie wolno, że czegoś się nie powinno. W skrajnych przypadkach może dojść nawet do agresji ze strony dziecka skierowanej w innych ludzi, innych – bo zachowujących się inaczej od niego.

Co jeszcze widza w tym stylu wychowania rodzice decydujący się na jego wprowadzenie? Rozmowę. Rodzice dużo rozmawiają ze swoimi dziećmi wierząc w to, że kiedy dziecku wytłumaczy się, iż współpraca to najlepsza droga do porozumienia się, dziecko zacznie się do tego stosować. A kiedy okazuje się to niemożliwe do zrealizowania, próbują innych taktyk, żeby nakłonić dziecko do współpracy, jednakże jest to jedynie taktyka słowna. I jak się okazuje, nieskuteczna. Nierzadko potrzeba po prostu działać, reagować aktywnie.

To w jaki sposób rodzice będą chcieli wychować swoje dzieci, zależy od ich własnych doświadczeń czy przekonań. Z mojego punktu widzenia wychowanie bezstresowe nie realizuje niemal żadnych celów wychowawczych. Powoduje, że dziecko podważa, a w najgorszym przypadku ignoruje, wszelkie zasady i na każdym kroku sprawdza granice, testuje rodziców.

A rodzic, który nie reaguje na to, nieświadomie pokazuje dziecku, że może ono samo o sobie decydować i osiągnąć wszystko, czego zechce. Stanowić to może zagrożenie nie tylko dla prawidłowego funkcjonowania, ale również dla życia wychowanka.

Sprawdzając na własnej skórze wszelkie otaczające go zjawiska, może narazić się na różnego rodzaju niebezpieczeństwa. Ponadto rodzic nie jest żadnym autorytetem w oczach dziecka, a przecież tak ważne dla małego człowieka jest mieć świadomość, że w pobliżu jest ktoś kto wspomoże, kto jednak będzie wiedział lepiej.

urwis
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #136 dnia: Wrzesień 03, 2007, 09:10:23 am »
Problem przemocy w szkole

Przemoc w środowisku szkolnym jest zjawiskiem dyskutowanym od wielu lat. Jak pokazały wyniki badań przeprowadzonych przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, na kilku tysiącach uczniów i nauczycieli, około 65 proc. ankietowanych było świadkami lub ofiarami aktów przemocy.


Dr Mirosław Dąbrowski z Uniwersytetu Warszawskiego prowadzi badania dotyczące występowania i wpływu na zdrowie uczniów przemocy rówieśniczej.

"Wśród zbadanych uczniów gimnazjów ponad 1/3 doznała przemocy w szkole, prawie 1/4 przyznała się, że dręczyła innych - mówi naukowiec - przy czym, wśród grona dręczycieli przeważali chłopcy."

Przeprowadzone badania pozwoliły stwierdzić, że ponad 70 proc. dzieci - ofiar przemocy lub jednocześnie ofiar/sprawców przemocy skarżyło się na dolegliwości psychosomatyczne, takie jak bóle głowy, brzucha, zaburzenia snu. Większość dzieci charakteryzował również depresyjny styl myślenia. Znacznie mniej tego typu dolegliwości występowało w grupie dzieci-sprawców lub wśród dzieci nie uwikłanych w przemoc.

"Przemoc doznawana od rówieśników jest zagrożeniem dla właściwego rozwoju dziecka, zwłaszcza emocjonalnego i społecznego - kontynuuje dr Dąbrowski. - Jednak problemem jest jej rozpoznanie. Mniej niż 30 proc. dzieci informuje o swoich kłopotach rodziców, prawie nigdy nie mówią o nich nauczycielom."

O zaburzeniach psychosomatycznych najczęściej i z reguły najwcześniej dowiadują się lekarze. "Ujawnienie przez dziecko skarg psychosomatycznych oraz pełny pesymizmu styl myślenia powinny skłonić lekarza do rozważenia, czy dziecko nie jest ofiarą przemocy w szkole" - uważa naukowiec.

Elżbieta Czyż z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zwraca uwagę, że w szkołach obecna jest również przemoc nauczycieli wobec uczniów. "Około 38 proc. uczniów podało, że ich koledzy/koleżanki doświadczyli przemocy w szkole podstawowej. - mówi przedstawicielka Fundacji - Jak wynika z naszych badań, przemoc nauczycieli wobec uczniów nie jest zjawiskiem marginalnym. Liczba badanych, którzy twierdzą, że doświadczyli przemocy ze strony nauczycieli budzi niepokój. Tym bardziej, że zdaniem dyrektorów problem ten jest marginalny, że są to incydenty. Również uczniowie raczej nie skarżą się, w obawie przed większymi konsekwencjami. Nie mają też poczucia, że złożenie skargi pomoże, a czasem wręcz uważają, że zaszkodzi."

Dlatego już od najmłodszych lat należy uczyć dzieci, żeby ze wszystkimi problemami natychmiast zgłaszały się do rodziców i/lub nauczycieli. A opiekunów - aby w żadnym wypadku nie traktowali takich skarg jako donosicielstwa. MWE

PAP - Nauka w Polsce

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #137 dnia: Wrzesień 07, 2007, 11:57:48 am »
Jak pomóc klasowej ofierze?



Przemoc miejsca nie wybiera. Może być w każdej szkole - i w tej smutnej i szarej, i w tej na pierwszy rzut oka przyjaznej. A może i twoje dziecko każdego dnia chodzi tam, gdzie ktoś je poniża?

Dbasz o swoje dziecko, przekazujesz mu własne wartości, uczysz je szacunku dla innych, kultury, uprzejmości. Ale nie oczekuj, że wszystkie domy są takie same. Może się zdarzyć, że twoje miłe, łagodne dziecko stanie się wrogiem tych, którzy nauczyli się wszystko załatwiać agresją.

Komu (przylać), bo idę do domu?

Ofiarą przemocy, wbrew niektórym opiniom, nie zostaje dziecko z powodu tuszy, koloru włosów czy noszenia okularów. Wystarczy, że jest wrażliwe i nieśmiałe, ostrożne w kontaktach, ma trudności z zaistnieniem w grupie rówieśników, jest niepewne i strachliwe, czuje się mało wartościowe lub jest słabsze fizycznie. Z badań wynika, że najbardziej narażeni na przemoc kolegów są "lizusy" - uczniowie starający się przypodobać nauczycielom, "ofiary" - uczniowie radzący sobie gorzej ze wszystkim, i ci z pierwszych klas. Czyli ci, którzy są słabsi.

Zwykle zaczyna się niewinnie. Najczęściej od wyśmiewania i przezywania, a następnie przekształca się to w prześladowanie trudne do zniesienia: bicie, kopanie, plucie, popychanie, wymuszanie pieniędzy czy niszczenie przedmiotów będących własnością ofiary. Takie dzieci często szukają swoich rzeczy, które są chowane przez ich kolegów. Rano na przykład w szatni mogą szukać worka z kapciami, i w rezultacie spóźniają się na lekcje. Pogarszają się ich wyniki w nauce, nie wypowiadają się na forum klasy. Myślą o sobie, że są gorsze, dlatego też nie nawiązują kontaktu z innymi. Nie mają przyjaciela, czują się samotne, opuszczone. Taka zła atmosfera ma wpływ nie tylko na samopoczucie, ale też na oceny. Po prostu koszmar.

Dlaczego więc nie próbują się skarżyć najbliższym? Przyczyn jest wiele - ze wstydu, ponieważ mają świadomość, że rodzice zbagatelizują ich problem, z obawy, że tata przyjdzie do szkoły i zrobi awanturę, że ich oprawcy się zemszczą. Czują się bezbronne. Zamiast więc zwierzyć się i liczyć na pomoc - dziecko wagaruje, prosi o przeniesienie do innej szkoły lub klasy, a nawet może spróbować zrobić sobie krzywdę. Bo już nie daje rady zmagać się z poczuciem winy i ogromnym wstydem, którego nikt nie dostrzega.

Jak wspierać tych, którzy są najsłabsi?

Jeżeli zauważysz, że twoje dziecko niechętnie chodzi do szkoły, nie chce o niej opowiadać albo źle mówi o niej i o swoich kolegach, a rano po przebudzeniu skarży się na bóle brzucha i pyta cię, czy może zostać w domu, jest to sygnał, że w szkole dzieje się coś niedobrego. Przeżyte upokorzenia są widoczne w zachowaniu dzieci w domu, stają się one smutne i zalęknione. Dlatego jeżeli zauważysz, że po powrocie ze szkoły twoja pociecha jest niemiła lub agresywna - nie zwlekaj. Odbierz jej zachowanie jako sygnał, że wydarzyło się coś przykrego, co teraz odreagowuje. I że choć nie umie ciebie o to poprosić - czeka na twoją pomoc. Powinnaś jak najwięcej z nią rozmawiać. Nie będzie to łatwe, ponieważ dzieci nękane niechętnie opowiadają o swoich kłopotach i prześladowcach. Twój syn lub córka musi wiedzieć, że może ci bezgranicznie zaufać, że stoisz po jego stronie (cokolwiek od niego usłyszysz) i musi wierzyć, że nie pozwolisz, by ktokolwiek zrobił mu krzywdę.

Jeśli przyjdzie taka chwila, że twoje dziecko zacznie ci się zwierzać - wysłuchaj go spokojnie i uważnie. Nie wolno ci na nie krzyczeć, dziwić się, oceniać jego postawy, krytykować i mówić, że jest nieudacznikiem czy mazgajem. Najważniejsze jest nawiązanie rozmowy. Musimy bardzo uważnie słuchać, co dzieci chcą nam powiedzieć. Wypowiedziane przez nich zdania w rodzaju: "Czy mogę jutro nie iść do szkoły", "Nie lubię Klaudii" nie mogą pozostać bez twojej reakcji. Powinnaś od razu zapytać: "Dlaczego"? I cierpliwie wysłuchać odpowiedzi. Dziecko musi wiedzieć, że wspierasz je w każdej sytuacji, zwłaszcza dla niego niefortunnej.

Problem bowiem w tym, że ofiary przemocy szkolnej czasem potrzebują opieki wyrozumiałego psychologa. Niestety zbyt często bywa tak, że nie mają do kogo zwrócić się ze swoimi problemami, nawet we własnym domu. Nauczyciele i rodzice nie mają dla nich czasu, a poradnie psychologiczno-pedagogiczne zajmują się innymi rzeczami.

I jeszcze jedno - uczul dziecko na krzywdę innych. Żeby umiało zareagować inaczej niż śmiechem, jeśli będzie świadkiem znęcania się nad szkolną ofiarą. Bo przemoc rozgrywa się nie tylko między ofiarą a prześladowcami. Są jeszcze świadkowie. Pomyśl o tym, ile osób było w klasie wtedy, gdy kilku łobuzów tak bardzo poniżyło koleżankę, że nie chciała potem już żyć. Popełniła samobójstwo. Oby nigdy taka sytuacja się nie powtórzyła.

Na jakie zachowanie swojego dziecka powinnaś zwrócić uwagę?

    * jeśli jest smutne i niepewne siebie
    * jeśli niechętnie rozmawia z tobą na temat tego, co działo się w szkole i o swoich kontaktach z kolegami
    * często robi się agresywne
    * skarży się na złe samopoczucie przed wyjściem do szkoły
    * wagaruje
    * prosi cię o przeniesienie do innej szkoły lub klasy

Pamiętaj o tym, że tobie ufa najbardziej na świecie. I nie bagatelizuj tego, co ci powie. Z badań przeprowadzonych przez CBOS wynika, że 8 procent uczniów zostało pobitych przez kolegów ze szkoły. W ciągu ostatniego pół roku 44 procent uczniów było obrażanych i poniżanych przez innych uczniów, 31 procent padło ofiarą plotek rozpowszechnianych przez inne dzieci, 8 procent twierdzi, że padło ofiarą pobicia, a 14 procent przyznało, że zostało okradzione.

***

W czym rzecz?

Agresja rodzi agresję, dlatego ci, którzy doświadczają przemocy, tak łatwo stosują ją wobec kolegów. Inne dzieci mogą przyłączyć się do prześladowań, ponieważ:

    * naśladują osobę z grupy, która jest najsilniejsza i najbardziej agresywna
    * zauważają, że uczeń stosujący przemoc nie spotyka się z negatywnymi konsekwencjami ze strony dorosłych
    * mają poczucie, że w grupie rozmywa się odpowiedzialność (jeżeli jest się jednym z wielu, zmniejsza się też poczucie winy). Można czuć się bezpiecznie i bezkarnie.
    * wydaje im się, że ktoś, kto tylko się przygląda, nie jest współwinny. Pomyśl, że może my, dorośli, też bywamy zbyt tolerancyjni wobec arogancji i na przemoc, która zdarza się w każdej sferze życia.

***

Problem, który nie zna granic


Przemoc nie dotyczy tylko naszych uczniów. Właśnie trwają na ten temat dyskusje w Wielkiej Brytanii, uruchomiono tam bezpłatne telefony zaufania dla dzieci i młodzieży. A Tony Blair przyznał, że był jej ofiarą. Nie ma w tym wstydu. Wstydem jest nic z tym nie robić. W Filnlandii uczniowie agresywni są karani wysokimi grzywnami i otrzymują zakaz zbliżania się do ofiar. Dzieci wyposaża się profilaktycznie w bransoletki alarmowe. Kiedy zobaczy ono prześladowcę, naciska przycisk, który natychmiast wysyła sygnał do telefonu komórkowego nauczyciela.


onet dziecko
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #138 dnia: Wrzesień 11, 2007, 08:13:07 pm »
Źli uczniowie - kradną, dilują i biją?



Seryjni przestępcy uczą się w małopolskich szkołach. Są coraz młodsi i coraz brutalniejsi. Dilują, kradną, wymuszają, bo czują się bezkarni. Nauczyciele na wybryki małolatów przymykają oczy, bo sami nie mają dobrych pomysłów na poprawę bezpieczeństwa, a większość szkolnych programów walki z chuligaństwem nadaje się tylko do kosza. Od września ma się to zmienić - zapowiada kurator oświaty.

Wstrząsający raport


Wstrząsający policyjny raport o przestępczości nieletnich trafił na biurko małopolskiego kuratora oświaty. Wynika z niego, że z roku na rok coraz więcej uczniów kradnie, napada na kolegów, czy sprzedaje narkotyki. Często uchodzi im to na sucho, bo dorośli bagatelizują drobne wykroczenia, nie są konsekwentni, czasami nie znają prawa. Na dodatek większość szkolnych programów profilaktycznych nie nadaje się do niczego. Są pięknie napisane, ale nijak się mają do konkretnej rzeczywistości - zauważa Józef Rostworowski, małopolski kurator oświaty, i zapowiada od września nowe programy do walki o bezpieczną szkołę.

Zielone światło

Małoletni przestępcy są spektakularni i bezczelni. Lubią się chwalić swoimi czynami, nagrywają się na komórki, zamieszczają zdjęcia i filmy z wandalskich popisów w Internecie. Czują, że mają zielone światło i grają dorosłym na nosie. Wiedzą, że ostateczne wyrzucenie ze szkoły im nie grozi, bo nauka jest w Polsce obowiązkowa, a inne kary całkowicie ich "nie ruszają" - tłumaczy Agnieszka Bystrowska, psycholog szkolny.

Coraz częściej prawo łamią dzieci, które nie skończyły nawet 13 lat. W szkołach kwitnie tzw. mała dilerka, szerzy się moda na narkotyki. Z szatni znikają komórki, a młodzi swą agresję wyładowują na ławkach i krzesłach. Staje się to modne. Policjanci zaobserwowali, że przestępczość nieletnich cechuje seryjność. Niektórzy młodociani mają nawet kilkadziesiąt przestępstw na swoim koncie. Pobili kolegę, skradli pierwszą komórkę - i uszło im na sucho. Następnym razem zabrali więcej komórek, a kumpla stłukli tak, że trafił do szpitala.

Zamiatanie pod dywan


Brak reakcji ze strony dorosłych powoduje, że kolejny wybryk będzie brutalniejszy i zuchwalszy. Jeśli małoletni coś ukradnie, pobije kogoś i widzi, że nie następuje po jego czynie żadna reakcja, pójdzie krok dalej. Dlatego nie wolno bagatelizować żadnych, nawet niewielkich spraw, które naruszają prawo. Zamiatanie pod dywan jest najgorsze - podkreśla Jacek Górecki, z-ca naczelnika wydziału prewencji KWP w Krakowie. Podkreśla, że szkoły coraz częściej mają tę świadomość i nie boją się współpracy z policją. Chętniej korzystają też z pomocy specjalistów: naszych funkcjonariuszy, straży miejskiej, psychologów.

Szybka reakcja

Józef Rostworowski postanowił przypomnieć dyrektorom i nauczycielom jak mogą postępować w sytuacjach kryzysowych. Instrukcja z przepisami prawnymi trafiła do każdej małopolskiej szkoły. Policjanci z wydziału prewencji przekazali z kolei nauczycielom i pedagogom listę zachowań uczniów, które mogą być traktowane jako przestępstwo. W statucie szkoły powinny być zapisy, co należy robić w konkretnych sytuacjach, jak zareagować na przekroczenie konkretnego przepisu - zauważa Jacek Górecki. Dlaczego zatem większość szkolnych programów profilaktycznych jest jednak całkowicie nieprzydatna? Nie jest prosto stworzyć skuteczny program, trzeba bowiem wpierw zdiagnozować stan bezpieczeństwa. Będziemy tego uczyć nauczycieli. Programy muszą się zmienić - zapowiada kurator. By były skuteczne, nauczyciele i dyrekcja muszą świetnie znać problemy swoich uczniów, poświęcić wolny czas na opracowanie konkretnych i właściwych zasad postępowania.

Mam trudne dzieciaki, ale znam ich problemy i wiem jak postępować w konkretnych sytuacjach. Taki system dopasowany do naszych dzieci tworzyliśmy dwa lata. Teraz skutkuje - mówi Aurelia Zuber, dyrektorka Gimnazjum nr 14, w którym świetnie funkcjonuje system dyscyplinarny. Dr Jakub Kołodziejczyk, psycholog z UJ, który zajmował się badaniem dyscypliny w amerykańskich szkołach, podkreśla, że trzeba szukać najwłaściwszej metody wychowawczej. Sama kara nie uczy niczego. Badania prowadzone w Belgii pokazały, że dzieciom i młodzieży, które miały konflikty z prawem, w zerwaniu z takim życiem pomogli właśnie nauczyciele, którzy pokazali uczniowi, że zależy im na nim. Może tędy trzeba iść - podpowiada.

kobieta.wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline amara

  • Aktywny Gadacz
  • *****
  • Wiadomości: 781
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #139 dnia: Wrzesień 12, 2007, 08:56:50 am »
Szkoły, do których strach chodzić

W Warszawie uczniowie są najbardziej zagrożeni w Śródmieściu, na Bródnie i Mokotowie. Strażnicy przygotowali mapę z zagrożeniami czyhającymi na dzieci w szkołach i ich pobliżu. Rodzice uczniów jednak jej nie zobaczą, bo jest tajna - informuje "Życie Warszawy".

Mapa ma pomóc walczyć z przestępczością w szkołach i jej okolicach. Na planie Warszawy strażnicy zaznaczyli wszystkie szkoły, w których najczęściej dochodzi do łamania prawa.

Funkcjonariusze dzięki tym danym wiedzą, gdzie i o której godzinie wysłać patrol oraz z jakimi patologiami walczyć w konkretnych placówkach. Dodatkowo, aby skutecznie odstraszać handlarzy narkotyków, najbliższe otoczenie szkół mają sprawdzać patrole mieszane: strażnik i policjant z psem przeszkolonym do szukania narkotyków. Ta wiedza na pewno przydałaby się także rodzicom. Wiedzieliby, do których szkół nie wysyłać swoich dzieci zaznacza "ŻW".

wp.pl
"Człowieka poznaje się po tym co nosi w sercu"
terapeuta zajęciowy, mama Mateusza 11l z zD

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #140 dnia: Wrzesień 14, 2007, 03:58:13 pm »
Gimnazjum - fabryka przemocy?

Nie ulega wątpliwości, że wizerunek polskiego gimnazjum nie jest najlepszy. Placówki kojarzą się z przemocą i niebezpieczeństwem. Pojawiają się głosy, że jest to twór sztuczny - fabryka nastolatków z problemami emocjonalnymi. Czy zabiegi pedagogów szkolnych mające na celu zwiększenie komfortu i zniwelowanie zagrożeń zewnętrznych i tych płynących ze strony samych uczniów, przynoszą efekty?

W związku z problemem psychicznego znęcania się i przemocy fizycznej wśród gimnazjalistów, pojawiły się głosy, że rozdzielenie nastolatków i młodszych uczniów, którzy dziś uczą się w podstawówkach, było pomysłem ryzykownym, logistycznym niewypałem, którego następstwem są wciąż nagłaśniane przez prasę uczniowskie wykroczenia i przestępstwa. Dyrektorzy publicznych i prywatnych gimnazjów podkreślają, że robią co w ich mocy, aby zapewnić swoim podopiecznym maksimum bezpieczeństwa i zredukować zagrożenia płynące zarówno ze strony osób spoza szkoły, jak i ze strony samych gimnazjalistów. Dyrektorzy szkół i nauczyciele przyznają, że wydarzenia nagłaśniane przez prasę wywołują poczucie niepewności i ogólną dezorientację wśród uczniów, natomiast ciało pedagogiczne nie może spać spokojnie, bo, czego by nie uczyniło w sprawie bezpieczeństwa uczniów, zawsze wytknie się im najmniejszy błąd lub zaniedbanie.

Uczniowskim okiem

- Myślę, że problemem są komórki - nie sądziłem, że nagrywanie np. filmików może przysporzyć problemów. Przecież nagrać mnie dla żartów może np. mój kolega, a potem nie ma już pewności, czy czasami nie wyniknie z tego jakiś kwas - mówi Tomek - uczeń gimnazjum nr 5 w Gdańsku. Bartek, jego kolega dodaje– Zawsze się znajdzie jakaś ofiara losu, z której reszta szkoły się wyśmiewa, ale przecież tak było zawsze? Ja nie jestem popularny - niski, chudy, bez bajeru, ale nie obawiam się własnych kolegów, bardziej przerażają mnie dealerzy i i osoby z zewnątrz, których nie znam.

Co o tym sądzą władze szkół?

-Na terenie naszej placówki jest piętnaście kamer, dzięki którym nieustannie monitorujemy, co się dzieje na szkolnych korytarzach i w miejscach potencjalnie niebezpiecznych, np. w szatniach – mówi Ewa Nanuś, wicedyrektor Gimnazjum nr 3 przy Żwirki i Wigury w Toruniu. Ponadto, każdy, kto wchodzi do szkoły, otrzymuje identyfikator w kolorze innym, niż identyfikatory uczniów i pracowników szkoły, a zanim wejdzie na jej terytorium, w portierni musi zostawić swój dowód tożsamości i wpisać się do księgi gości. Bezpieczeństwa na korytarzach i boiskach pilnują również nauczyciele, każdy z nich musi zrealizować 100 minut dyżuru tygodniowo. W 34 naszych oddziałach uczy się 926 uczniów i wszystkie te działania mają na celu nie tylko zapewnienie uczniom bezpieczeństwa i zachowanie porządku, ale zapewniają nam spokój psychiczny – jeśli coś się wydarzy, nie będą nas nękać wyrzuty sumienia, że nie staraliśmy się zapewnić maksimum bezpieczeństwa naszym podopiecznym – tłumaczy Nanuś.

Nikt z zewnątrz się nie przedrze?


Podobnie sytuacja wygląda w Gimnazjum nr 26 przy ul. Traugutta w Gdańsku. Wchodzimy do szkoły – w polu widzenia mamy kamery przy samym wejściu, zanim przekroczymy próg szkolnej sieni, podchodzi do nas portier i prosi o wpis do księgi – bez wpisania imienia i nazwiska oraz celu wizyty w szkole, wstęp wzbroniony. Drogę do sekretariatu pokazuje portier. Podczas rozmowy z psychologiem szkolnym dowiadujemy się, że cała szkoła jest monitorowana, ale szczególny nacisk szkoła kładzie na komfort psychiczny uczniów i redukowanie napięć i problemów typowych dla dojrzewających nastolatków. – Szkoła zatrudnia psychologów i pedagogów na pełne etaty i chce mieć pewność, że dziecko nie będzie wracało niebezpieczną trasą do domu – Kiedy dotarły do nas informacje, że w lasku niedaleko szkoły jest niebezpiecznie, bo działają tam grupy złodziei, zakazaliśmy uczniom chodzenia tą trasą. Uczniowie podpisali oświadczenie, że nie będą wracać do domu przez las, a jeśli złamią ten zakaz i na terenie lasku przydarzy im się coś złego, rodzice biorą odpowiedzialność za to wydarzenie – tłumaczy psycholog.

O bezpieczeństwo uczniów starają się dbać również szkoły prywatne. – Dzierżawimy budynki szkolne i wjazd na teren szkoły jest zabezpieczony szlabanem – bez okazania identyfikatora, nikt nie wjedzie na teren szkoły – mówi Hanna Borkowska z Prywatnego Gimnazjum Językowo-Informatycznego przy ul. Romka Strzałkowskiego w Poznaniu. W recepcji przy wejściu osoby spoza szkoły są jeszcze raz sprawdzane, muszą też wpisać się do księgi gości. Uczniowie nie noszą identyfikatorów, nacisk kładziemy na dyżury nauczycieli – dodaje Borkowska.

Czy to wystarczy?

Kamery, identyfikatory, dyżury, ochroniarze, specjalne strefy tylko dla uczniów, wpisy do ksiąg gości to zabiegi, które niewątpliwie zwiększają poczucie bezpieczeństwa na terenie szkół gimnazjalnych. Jednak nie wszystkie szkoły na takie działania mogą sobie pozwolić, a dla niektórych są to plany oscylujące bardziej w strefie marzeń niż rzeczywistości. Bywa, że budżet szkół, zwłaszcza w małych miejscowościach jest zbyt skąpy i pieniędzy nie starcza na ksero skryptów dla uczniów, nie mówiąc o zakupie sprzętu do monitoringu.

A jeśli monitoring jest, zdania na temat szkół „pod szczególnym nadzorem” są podzielone – jedni twierdzą, że wprowadzają więzienny klimat, uczniowie narzekają, że czują się jak wzięci „pod obserwację”, co potęguje w nich uczucie niepokoju. Inni chwalą i twierdzą, że im więcej kamer tym lepiej, bo jeśli nie ma się czegoś na sumieniu, można być spokojnym, a jeśli jest odwrotnie, nie zostanie to niezauważone. Poza tym, wyeliminowanie zagrożenia z zewnątrz nie eliminuje problemu przemocy i znęcania się, zwłaszcza psychicznego, przed którym najtrudniej się bronić, najtrudniej z nim walczyć i najciężej dowieść, że w ogóle miało ono miejsce.

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #141 dnia: Wrzesień 21, 2007, 02:52:19 pm »
Uczniowie wyzywają się na potęgę



Najczęściej spotykaną w gimnazjum formą agresji są wulgaryzmy i wyzywanie rówieśników - wynika z raportu jaki przygotowała dla łódzkiego urzędu marszałkowskiego sopocka firma badawcza PBS DGA.


Badaniem zostało objętych ponad 2 tys. uczniów z gimnazjów w województwie łódzkim. Połowa z nich to gimnazjaliści klas pierwszych, pozostali to uczniowie drugich klas gimnazjalnych. Ankietę przeprowadzono w maju i w czerwcu 2007 roku. Badanie miało na celu m.in. "przyjrzenie się różnym formom przemocy i agresji występującej wśród gimnazjalistów, a także przyjrzenie się ewentualnej przemocy i agresji z jaką spotykają się uczniowie ze strony nauczycieli".

Jak wynika z ankiety, najczęściej spotykaną formą agresji jest przemoc werbalna (wulgaryzmy, wyzwiska). Do jej stosowania przyznaje się 73 proc. badanych uczniów. Z kolei najczęstsze przejawy agresji fizycznej to - pobicie innego ucznia (27 proc.) lub prześladowanie w formie popychania albo przewracania kolegi czy koleżanki. Przyznaje się do tego 23 proc. gimnazjalistów. Ogółem 11 proc. uczniów zostało zatrzymanych przez policję w związku z naruszeniem prawa.

Według badań, uczniowie pochodzący z rodzin rozbitych częściej stają się sprawcami przemocy w szkole niż pozostali. Do wyzywania i "prześladowania słownego" przyznało się 39 proc. uczniów z rodzin niepełnych a tylko 27 proc. badanych z pełnych rodzin. Do pobicia rówieśników przyznało się 35 proc. uczniów z rozbitych rodzin w porównaniu do 25 proc. tych, którzy nie należą do tej grupy.

Wśród badanych uczniów 29 proc. zadeklarowało przynależność do jakiejś grupy młodzieżowej. Okazuje się, że bycie członkiem grupy, ruchu lub stowarzyszenia (z wyjątkiem harcerstwa) powoduje większą skłonność do agresji i przemocy.

Jedna czwarta badanych przyznała się, że piła alkohol w życiu przynajmniej 20 razy. Po narkotyki, takie jak marihuanę czy haszysz sięgnęło do tej pory 13 proc. młodzieży. Amfetaminę zażywało 10 proc. respondentów. Zarówno pijący alkohol jak i zażywający narkotyki częściej są sprawcami agresji. Do pobicia kolegi czy koleżanki przyznało się 39 proc. uczniów pijących w porównaniu do 17 proc. niepijących. Z kolei do pobicia lub uderzenia rówieśników przyznało się 64 proc. uczniów biorących narkotyki.

Według badań, uczniowie dość często spotykają się też z agresją ze strony nauczycieli. 39 proc. badanych przyznało, że nauczyciele traktowali ich lekceważąco z czego ok. 10 proc. było przez pedagogów wyśmiewanych. Aż do 17 proc. uczniów nauczyciele zwracali się używając wulgarnych słów.

Jak powiedział w piątek na konferencji prasowej członek zarządu województwa łódzkiego Krzysztof Makowski, to pierwsze badanie tego typu przeprowadzone wśród uczniów dwóch pierwszych klas gimnazjalnych. Podobne zrealizowane zostało cztery lata temu, ale wśród szóstoklasistów. Zdaniem Makowskiego, istnieje konieczność kontynuowania tego typu ankiet, aby - jak powiedział - opracować sposób zapobiegania agresji. Wyniki badań mają być m.in. analizowane na spotkaniach z nauczycielami, dyrektorami szkół.



o2.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #142 dnia: Październik 03, 2007, 10:11:33 am »
Dręczenie bez wytchnienia

El Mundo

Kiedyś miejscem nękania słabszych kolegów była szkoła i podwórko.
Teraz prześladowcy zyskali nowe potężne narzędzie: internet. Dzięki niemu ofiary można poddawać nieustannej presji. Ale także w sieci krzywdzone dzieci mogą znaleźć wsparcie i pocieszenie.


Najmłodsi dręczyciele nie odpoczywali w czasie wakacji. Przenieśli się ze szkoły do internetu. Wcale nie musieli rezygnować z działań, które – jak zapewnia psycholog i prezes hiszpańskiego stowarzyszenia SOS Bullying, Ferrán Barri – "są zachowaniem wyuczonym". Ta organizacja, dysponująca czynnym przez 24 godziny na dobę telefonem, odebrała w okresie między 22 czerwca a 24 sierpnia w sumie 680 zgłoszeń, z których zdecydowana większość (około 90 proc) przypada na lipiec.

Po opuszczeniu szkolnych sal dorastająca młodzież prześladowała swoje ofiary w miejscu zamieszkania (ulica, plac zabaw, basen), dokuczała im podczas letnich wyjazdów, a przede wszystkim używała do tego celu telefonów komórkowych i sieci. Tam właśnie umieszcza się zdjęcia, rysunki czy filmy wideo "zawierające treści obelżywe dla osób prześladowanych". Dręczyciele używali sobie także na forach internetowych. Ta przemoc z zastosowaniem nowych technologii "jeszcze parę lat temu wydawałaby się niemożliwa" – mówi Barri.

Większość przypadków trafiających do SOS Bullying (około dwie trzecie) to groźby, obelgi i kpiny przesyłane SMS-em, przez pocztę elektroniczną albo czat. Nazywa się to cyber-bullyingiem albo e-bullyingiem. Donoszą o nich przede wszystkim rodzice (przeszło 85 proc. zgłoszeń) oraz - daleko w tyle za nimi - same dzieciaki (6,6 proc.) i nauczyciele (5,8 proc.).

Dzieci i młodzież wykorzystujące nowoczesną technologię w "niecny sposób" postępują według tego samego schematu. Zazwyczaj wszystko zaczyna się od zachęcania kolegów z klasy za pomocą SMS-ów i e-maili, żeby "zajrzeli na stronę", gdzie umieszczono "groteskowo zniekształcone" fotografie ofiary, pozwalając sobie równocześnie na "upokarzające komentarze w tonacji kpiny".

Fora służą jedynie utrzymywaniu relacji zapoczątkowanych w szkole. Groźby rozpowszechniane w cyberprzestrzeni zwykle niczym nie różnią się od tych używanych "w realu". Tyle, że w sieci agresor jest zupełnie bezkarny i anonimowy, ponieważ używanie nicków zwykle nie pozwala go namierzyć. W niektórych przypadkach, jak opowiada Ferrán Barri, dręczonych "zwabia się za pomocą mediów elektronicznych na spotkanie, na którym dostają lanie".

Trudno pojąć, że nastolatek potrafi umówić się z kolegami, żeby zbić, upokorzyć i obrzucić obelgami innych, robiąc przy tym zdjęcia, które później pokazuje "po to tylko, żeby dostarczyć innym i sobie ponurej i chorej rozrywki" – mówi Barri. A jednak to prawda.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #143 dnia: Październik 03, 2007, 10:17:10 am »
Agresja w szkole

Zdaniem psychologów, problemu absolutnie nie wolno lekceważyć. Ofiarą agresji kolegów może bowiem stać się każdy uczeń.

Dość powiedzieć, że według ostatnich badań przeprowadzonych przez różne placówki naukowe, przemocy w szkole doświadczyło aż trzy czwarte dzieci z podstawówek i ponad połowa gimnazjalistów. Niemal co drugi trzynastolatek znęcał się nad rówieśnikami, a wśród piętnastolatków robił to więcej niż co drugi uczeń!

Ważne sygnały ostrzegawcze

Dzieci często nie przyznają się rodzicom, że stały się ofiarą przemocy w szkole. Nie chcą martwić domowników lub po prostu wstydzą się, że nie potrafią same sobie poradzić, gdy ktoś je wyśmiewa, wyzywa, bije, wysyła obraźliwe SMS-y, niszczy lub zabiera im rzeczy. Zastraszone dzieciaki żyją w stałym napięciu i lęku. Rano przed wyjściem do szkoły skarżą się na bóle głowy, brzucha czy nawet symulują chorobę, chcąc uniknąć zagrożenia. Jeśli podobne symptomy zauważysz u swojego syna czy córki, powodem może być prześladowanie. Na taką możliwość wskazują też inne zmiany w zachowaniu latorośli.


Co powinno cię zaniepokoić?

- Dziecko cały czas przesiaduje w domu, nie ma kolegów, nie chce uczestniczyć w wycieczkach szkolnych, chodzić na szkolne imprezy.
- Ze szkoły często wraca później niż to wynika z planu (idzie okrężną drogą, by zmylić napastników).
- Pogorszyło się w nauce, opuszcza pojedyncze lekcje lub wagaruje.
- Często przychodzi do domu posiniaczone, ze zniszczonymi książkami czy ubraniem.
- Prosi cię o ponowne kupienie „zgubionych” (czyli odebranych lub zniszczonych) przedmiotów – np. komórki czy przyborów szkolnych.
- Stale „gubi” pieniądze, prosi cię o wyższe kieszonkowe lub zaczyna ci podkradać drobne sumy.
- Jest małomówne, smutne, nerwowe, traci apetyt, gorzej sypia.
- Ma zmienne nastroje, bywa apatyczne lub agresywne.


Reaguj od razu

Masz powody, by przypuszczać, że syn czy córka doświadcza agresji kolegów? Natychmiast przystąp do działania. Powiedz otwarcie, jakie masz obawy, i zachęć dziecko, by opowiedziało ci o wszystkim. Zrób to jednak bardzo delikatnie. Pamiętaj, gnębiony dzieciak czuje się psychicznie słaby, bezbronny, a często nawet winien temu, że stał się ofiarą przemocy.

- Nie obwiniaj pociechy, że pozwala sobą w szkole pomiatać. Pozwól dziecku odreagować trudne emocje – przytul je, jeśli np. popłacze się ze zdenerwowania.

- Postaraj się dowiedzieć, jaką formę przybiera prześladowanie. Napastnicy wyzywają, grożą? Kim są? Czy to ktoś z klasy? Czy inni koledzy też są szykanowani lub zastraszani?

- Doradź dziecku, by podczas przerw starało się przebywać w bezpiecznych miejscach, gdzie kręci
się dużo osób. Agresorzy nie lubią świadków.

- Jeśli natyka się na kolegów, których się obawia, niech stara się od razu zejść im z drogi. A jeśli już dojdzie do kontaktu z napastnikami, powinno zachowywać się pewnie (patrzenie prosto w oczy, postawa wyprostowana), unikając przy tym gestów i słów, które mogłyby sprowokować prześladowców.

- Gdy mu dokuczają lub wyśmiewają, może zareagować jakimś obojętnym stwierdzeniem – np. „Możecie tak uważać”. W żadnym razie niech nie rzuca się do bicia – z silniejszymi nie wygra. W sytuacji zagrożenia najlepiej jest szukać wsparcia u postronnych osób („Pomóżcie mi, oni mnie zaczepiają!”).

- Ustal z dzieckiem, że przedstawisz problem wychowawcy, psychologowi szkolnemu lub dyrekcji szkoły. A jeśli znowu zostanie potraktowane brutalnie (choćby uderzone), ma natychmiast powiedzieć o tym nauczycielowi. Oczywiście ty też musisz być za każdym razem informowana o takich przypadkach.

- Żądaj od szkolnych pedagogów szczegółowego zbadania sprawy. Nalegaj, by agresorów wezwano na rozmowę, ukarano, powiadomiono ich rodziców.

- W drastyczniejszych przypadkach (np. pobicie dziecka, wyłudzanie pieniędzy) oraz wtedy, gdy syn czy córka nie potrafi wskazać prześladowców, nie wahaj się zwrócić o pomoc do policji.


Ucz stawiania granic

Zostało dowiedzione, że najczęstszym celem agresywnych ataków są dzieci lękliwe i uległe. Toteż psycholodzy zgodnie twierdzą: już dwulatek powinien wiedzieć, że nikomu nie wolno bezkarnie go krzywdzić. Dziecko od małego uczone asertywności i zaprawione w bronieniu swego, łatwiej potem poradzi sobie z ewentualnymi napastnikami.

- Pozwól swemu szkrabowi wyrównać rachunki, gdy oberwie w piaskownicy łopatką od kolegi. Niech odbierze urwisowi narzędzie walki, a gdy to nic nie da – odpłaci mu tym samym. Zezwalając na samoobronę, pokazujesz dziecku, jak wzbudzać respekt („Mnie się nie bije. Na przyszłość musisz się ze mną liczyć”).

- Nie tłumacz maluchowi, że brzydko jest się złościć, gdy kolega z podwórka popycha go czy wyrywa zabawki z ręki. W ten sposób uczysz dziecko podporządkowania, a nie stawiania granic. Ono ma prawo do sprzeciwu. Inaczej stanie się osobą słabą i bezwolną – czyli potencjalną ofiarą.

- Nie trzymaj dziecka pod kloszem, ograniczaj zakazy. Nie powinno stale słyszeć: „nie” „nie wolno” „nie możesz”. Takie postępowanie utrwala w kilkulatku postawy lękowe i odbiera mu wewnętrzne poczucie siły.

- Jeśli mąż chce podszkolić waszego przedszkolaka w sztukach walki, nie protestuj. Mogą np. walczyć na miecze z gazet czy bawić się w obronę swego terytorium, którym jest narysowane na ziemi koło. Takie gry rozbudzają w dziecku odwagę i dodają mu pewności.


Ważne!

Każdego dnia znajdź choćby kwadrans na rozmowę z pociechą. Mając z dzieckiem dobry, regularny kontakt, łatwiej rozpoznasz jego szkolne problemy i zaradzisz kłopotom.


Warto wiedzieć

W ramach ogólnopolskiego programu edukacyjnego „Bezpieczny uczeń – jak unikać zagrożeń” uruchomiono specjalną stronę internetową dla nauczycieli, uczniów i ich rodziców: www.bezpieczny-uczen.pl . Organizatorzy programu (Wyższa Szkoła Bezpieczeństwa w Poznaniu i Policealna Szkoła Pracowników Ochrony i Detektywów O’CHIKARA) zgromadzili tam wiele ważnych informacji dotyczących zapewnienia dziecku bezpieczeństwa w szkole.


Anna Leo-Wiśniewska

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #144 dnia: Październik 16, 2007, 02:15:40 pm »
Szkoła chora na agresję

Grażyna Poraj

Szkoła jest miejscem, do którego uczniowie „przynoszą” agresję, ale także miejscem, w którym agresja się rodzi.

Szkoła wywołuje bowiem u wielu uczniów negatywne emocje – opiera się na przymusie, nie daje możliwości wyboru, a wręcz ogranicza w przestrzeni, w aktywności ruchowej, werbalnej, czasem nawet intelektualnej.

Sensacyjne informacje z różnych stron kraju pokazują, że stan polskiej szkoły jest mocno niepokojący: uczniowie przejawiają agresywne zachowania wobec swoich szkolnych kolegów i sami są często atakowani przez nauczycieli. Nie pozostają im zresztą dłużni – coraz śmielej atakują nauczycieli, a niejednokrotnie pomagają im w tym rodzice. Mamy więc jasno określony teren walki, potrafimy wyliczyć walczące strony, ale nie umiemy określić reguł tej walki. Problem jest na tyle poważny, że na różne sposoby szuka się lekarstwa na uzdrowienie szkoły. Słyszymy więc o spektakularnych akcjach: zatrudnianiu firm ochroniarskich, których pracownicy (czasem z psami) pilnują porządku w szkołach; monitorowaniu szkół, a szczególnie ich newralgicznych miejsc (toalety), szukaniu pomocy u specjalistów, powoływaniu rzecznika praw ucznia. Niewiele to daje, a problem narasta. Istnieje niebezpieczeństwo, że powszechność problemu spowoduje, iż zacznie się go traktować jako coś naturalnego i w końcu zaakceptuje jako nieuchronny proces zmian w nowej rzeczywistości. Pójdzie za tym milcząca zgoda bezradnych nauczycieli, brak reakcji samych uczniów, a zachowanie agresywne wśród młodych ludzi stanie się obowiązującą normą. Tak wadliwie ukształtowane postawy wobec innych ludzi i świata zagrażają współżyciu społecznemu.


Oblicza szkolnej agresji

W czerwcu 2006 roku lokalna prasa łódzka donosiła o szczególnej sytuacji uczniów klasy III szkoły podstawowej, którzy od trzech lat nękani są przez kolegę. Chłopiec zaczepia, wyzywa i bije rówieśników. Zaatakował też nauczycielki i dyrektorkę szkoły; jedną uderzył pięścią w twarz, drugą popchnął, trzecią skopał. U chłopca zdiagnozowano zaburzenia emocjonalne i problemy z przestrzeganiem norm społecznych. Oznacza to, że zagraża bezpieczeństwu kolegów, których rodzice w trosce o swoje dzieci od dłuższego czasu interweniują w szkole i u władz oświatowych. Do czasu rozwiązania problemu zorganizowano dzieciom opiekę poza szkołą. Rodzicom chłopca zaproponowano indywidualne nauczanie w domu i terapię, ale się nie zgodzili. Z inicjatywy kuratorium padła propozycja stworzenia jednoosobowej klasy i stałej opieki pedagoga szkolnego podczas przerw. Nie znalazła się szkoła, która dobrowolnie przyjęłaby małego agresora. Decyzją administracyjną kurator przeniesie go do innej szkoły, ale sytuacja może się powtórzyć. Rodzice kłopotliwego chłopca przypisują winę za jego niewłaściwe zachowanie szkole. Uważają, że od szkolnych łobuzów nauczył się bić, kopać i wyzywać innych, bo w domu przecież tak się nie zachowuje.

W innej szkole podstawowej do klasy I trafił uczeń, u którego jeszcze w przedszkolu psycholog zdiagnozował upośledzenie umysłowe. Rodzice dostali w poradni wyczerpujące informacje o możliwościach kształcenia dziecka. Przekonywano ich o konieczności umieszczenia syna w szkole specjalnej dla dzieci upośledzonych w stopniu lekkim – nie wyrazili zgody, nawet poczuli się dotknięci taką propozycją. Wysłali chłopca do szkoły masowej i tym zapoczątkowali cały szereg zdarzeń, które mocno doświadczyły ich dziecko i jego rówieśników. Trudności i niepowodzenia, jakie napotykał na każdym kroku, były nie do zniesienia. Nic mu nie wychodziło. Okazało się, że nie może, tak jak inni, nauczyć się pisać i czytać, nie potrafi rysować. Koledzy się śmiali, gdy nie potrafił na lekcji odpowiedzieć na pytania nauczycielki. Czuł żal, złość, wstyd. Najpierw odmawiał wykonywania poleceń, potem przestał interesować się tym, co działo się na lekcji. Znalazł sobie inne zajęcia, przeszkadzał pani i kolegom: niszczył przybory szkolne, książki, zeszyty innych uczniów, szczególnie tych najlepszych. Na przerwie często zaczepiał, szarpał i bił kolegów, zwykle po jakiejś nowej uwadze w dzienniczku.

Nadpobudliwy uczeń klasy IV w Łodzi obiecał rodzicom, że nie będzie już jedynek i uwag nauczycieli na temat jego zachowania w szkole. Był bardzo zmotywowany, bo w nagrodę miał dostać upragnionego psa po zakończeniu roku szkolnego. Ale nie wyszło: na klasówce z matematyki pomylił się, pokreślił całe zadania, w złości podarł kartkę, podziurawił ją długopisem. Nieprzemyślana reakcja nauczycielki wywołała dodatkowe emocje i agresywne zachowanie, nad którym trudno było zapanować. Skończyło się wezwaniem rodziców. Pies odsunął się w odległą przyszłość.

W innej szkole podstawowej uczeń z najstarszej klasy podczas przerwy „zabawił się” pierwszoklasistką i rzucił nią o ścianę. Dziewczynka ze wstrząsem mózgu znalazła się w szpitalu. To nie pierwszy wyczyn bohatera, ale tym razem skończyło się szpitalem. Tłumaczył się, że nie chciał zrobić nikomu krzywdy, to była tylko zabawa.

W Głownie trzech gimnazjalistów już po dzwonku na lekcję, na oczach wielu uczniów, pobiło młodszego kolegę – miał złamany nos i wstrząs mózgu. Dopiero po tym incydencie rodzice innych uczniów ujawnili, że ich dzieci od dawna są nękane przez starszych, najczęściej drugorocznych, kolegów.

Prasa donosiła („Polityka” nr 22/2006), że w Lidzbarku Warmińskim trzy gimnazjalistki na schodach szkoły zaatakowały koleżankę. Zabrały jej pieniądze, pogryzły, skopały i wyrwały kolczyki z uszu. Odpowiedź szkoły – obniżenie oceny z zachowania i zapowiedź rozmowy z rodzicami. Jednak rozmowa ta niewiele zmieni, bo uczennice pochodzą z rodzin patologicznych i trudno oczekiwać współpracy z takimi domami.

Były i bardziej drastyczne przypadki: gimnazjalistka zaangażowana w zbiorowe zabójstwo, uczeń gimnazjum atakujący nożem kolegę, jeszcze inny – taksówkarza. Bywa, że obiektem agresji słownej czy fizycznej stają się nauczyciele.


Jak widać, agresja szkolna przybiera rozmaite formy i dotyka różne osoby. Ma też z pewnością różnorodne uwarunkowania. Od lat 90. stała się przedmiotem licznych badań naukowych. Ich efekt to opracowania, które pozwalają na ciekawe obserwacje i uogólnienia.

Z moich badań, prowadzonych na terenie województwa łódzkiego (prezentowanych wcześniej na łamach „Psychologii w Szkole” nr 1/2006) wynika, że najwięcej agresji obserwuje się w szkołach podstawowych (wskazało na nią 73 proc. badanych), nieco mniej w gimnazjach (58 proc.) i najmniej w szkołach ponadgimnazjalnych (30 proc.). W szkołach podstawowych dziewczęta i chłopcy stosują zarówno agresję pośrednią, jak i fizyczną. Wskaźnik tej ostatniej jest tu niepokojąco wysoki – 67 proc. u chłopców oraz 62 proc. u dziewcząt. Wyraźniejsze różnice w zależności od płci rysują się na kolejnych etapach nauczania. Na poziomie gimnazjum u dziewcząt dominuje agresja pośrednia (72 proc.), podczas gdy u chłopców wskaźnik ten wynosi 45 proc. Co ważne, niektóre wskaźniki u dziewcząt są znacząco wyższe niż u chłopców.

Z najnowszych, niepublikowanych jeszcze moich badań nad postawą wobec agresji wśród młodzieży szkolnej, wyłania się jeszcze jeden niebagatelny problem: widać powszechną akceptację zachowań agresywnych wśród młodych ludzi. Aż 69 proc. gimnazjalistów stwierdziło, że nie przeszkadza im zachowanie agresywne u innych. Nie mają nic przeciwko wulgaryzmom, przemocy wobec innych czy krzywdzeniu ich za pomocą form pośrednich: kłamstw, obmawiania, ośmieszania.


Przezywanie, bicie, poniżanie

W badaniach uczniów w szkołach na terenie Wałbrzycha potwierdzono, że dominującą formą przemocy w szkołach jest przezywanie (76,17 proc. badanych). Kolejne formy to: poniżanie lub ośmieszanie przez innych (39,39 proc.); bicie się z kolegami (38,15 proc.) oraz zaczepianie i bicie młodszych bez powodu (34,81 proc.). Ciekawe dane z badań dotyczą charakterystyki ofiar przemocy międzyrówieśniczej. Okazało się, że główną przyczyną znęcania się jest nietolerancja dla „innych” i tendencja do odbudowywania własnej „nadwerężonej” pozycji w grupie rówieśniczej. Ofiarami przemocy byli uczniowie otyli, z wadą fizyczną, noszący okulary, pochodzący ze wsi, dobrze się uczący.

Równocześnie zaobserwowano, że młodzieży szkolnej imponuje siła: daje poczucie bezpieczeństwa, władzę nad innymi, pozwala dyktować warunki i decydować o standardach życia pomiędzy innymi. Przemocy szkolnej, niestety, towarzyszy zmowa milczenia. Jest to albo efekt standardów współżycia w grupie, albo też wynik lęku przed wykluczeniem. Ważną przyczyną ukrywania agresji jest niewątpliwie strach przed zemstą i brutalnością sprawców. Utrwala to postawę bycia ofiarą u jednych i poczucie bezkarności u drugich.

W badaniach prowadzonych ostatnio w okolicznych szkołach przez Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną w Łasku okazało się, że ponad 75 proc. uczniów padło ofiarą agresji ze strony kolegów. Aż 77 proc. badanych uczniów przyznało, że było przez kolegów dręczonych psychicznie.


Agresja? Jaka agresja?

Oblicze polskiej agresji pokazuje raport z badań CBOS z marca 2006 roku.
Niektóre z uzyskanych danych są zastanawiające. Wśród dorosłych Polaków dominuje (54,9 proc.) pogląd, że agresja i przemoc w polskich szkołach są poważnym problemem i szkoły na ogół nie radzą sobie z nim. Nauczyciele mają inne zdanie, wyrażają przekonanie, że w ich szkołach problem agresji i przemocy nie istnieje. Tymczasem co piąty uczeń uważa, że nauczyciele nie reagują na agresję, ponieważ o niej nie wiedzą lub wiedzieć nie chcą. Mówią o bezradności, bierności i braku reakcji nauczycieli na przejawy zła w szkole. Oczywiście zachowania te różnicuje typ szkoły. Uchylanie się od reakcji i bezradność przypisali nauczycielom uczniowie gimnazjum, bierność częściej pojawiała się u nauczycieli szkół ponadgimnazjalnych. Wyniki badań CBOS nie odbiegają od dotychczas przywoływanych. Wśród młodzieży szkolnej dominuje werbalne obrażanie, wymyślanie (44 proc. badanych osobiście tego doświadczyło, ale 62 proc. widziało, jak przydarzyło się to innym). Aż 62 proc. potwierdziło szkolną praktykę rozpowszechniania szkodzących komuś kłamstw, 50 proc. widziało umyślne potrącenia i przewrócenia, 36 proc. pobicie, 34 proc. widziało, że przymuszano w szkole kogoś do zrobienia czegoś, czego zrobić nie chciał. Nierzadko mamy też w szkole do czynienia z niszczeniem cudzych rzeczy (32 proc.), kradzieżami (43 proc.). 71,2 proc. badanych uczniów twierdzi: „w mojej szkole są tacy nauczyciele, których najchętniej bym unikał”. Można przyjąć z dużym prawdopodobieństwem, że za takimi stwierdzeniami kryją się niepożądane zachowania nauczycieli wobec uczniów. Takie zachowania określone są dokładniej. W polskich szkołach dominującymi formami agresji nauczycieli są: wyrzucenie za drzwi (dostrzega to 53 proc. badanych uczniów); używanie wobec uczniów obraźliwych słów (28 proc.); straszenie (18 proc.); szturchanie, uderzanie, potrącanie. Cytowane wyniki badań nie wyczerpują zagadnienia, ale są widocznym dowodem na to, że problem jest poważny.


Dlaczego właśnie szkoła?

Agresja jest zjawiskiem niejednorodnym i z pewnością ma wiele źródeł. Trzeba ją jednak widzieć w kontekście społecznym, bo dotyczy przede wszystkim zakłóconych relacji międzyludzkich. Choć trudno czasem wskazać jednoznacznie na główne uwarunkowania zaburzonego zachowania dzieci i młodzieży, nie ulega wątpliwości, że niebagatelną rolę odgrywa tu szkoła – drugie, po rodzinie, najważniejsze środowisko życia młodych ludzi. Szkoła jest miejscem, do którego uczniowie „przynoszą” agresję, ale także miejscem, gdzie agresja się rodzi. Jest jeszcze jeden znaczący fakt: szkoła u wielu uczniów wywołuje negatywne emocje – opiera się na przymusie, nie daje możliwości wyboru, a wręcz ogranicza w przestrzeni, aktywności ruchowej, werbalnej, czasem nawet intelektualnej. Narzuca dzieciom obowiązek uczenia się, co dla wielu z nich jest wyjątkowo „nieulubioną” czynnością. Zabiera cenny czas, który można byłoby przeznaczyć na przyjemniejsze i ciekawsze czynności. Opisywane przez A. Olubińskiego badania pokazały jednoznacznie, że większość uczniów deklaruje negatywne emocje wobec szkoły i negatywną postawę wobec obowiązków określonych społeczną rolą ucznia. To wystarczy, aby pojawiła się frustracja, która prowokuje do zachowań nieakceptowanych społecznie. Zatem szkoła w sposób naturalny jest środowiskiem agresogennym.

Szkołę jako instytucję wychowującą i nauczającą od lat poddaje się gruntownej krytyce, bowiem realizuje na swoim terenie, w sformalizowanym systemie, „ukryty program” dominacji i władzy. Trudno sobie wyobrazić, aby w tych okolicznościach tworzyły się optymalne warunki dla wszechstronnego rozwoju wychowanków. Przymus i podporządkowanie hamują przecież rozwój, co więcej – w naturalny sposób wywołują sprzeciw. W wielu obszarach funkcjonowania szkoły da się, jak wiadomo, wyróżnić elementy zakłócające proces kształtowania młodych ludzi. Przede wszystkim szkołę wyróżnia przerost funkcji dydaktycznych nad wychowawczymi. Jest skoncentrowana na osiągnięciach poznawczych uczniów, a pomija lub ignoruje kształtowanie ich woli i charakteru. Wiedza, często abstrakcyjna, przekazywana jest tradycyjnymi, werbalnymi metodami. Jest mocno oderwana od rzeczywistości, blokuje spontaniczną aktywność twórczą. Uczniowie żyją w wyizolowanym świecie nauki, daleko od aktualnych wydarzeń społeczno-politycznych, ekonomicznych, kulturalnych. Efekty tego są widoczne w słabych wynikach zewnętrznych sprawdzianów i egzaminów, które w zreformowanej szkole badają wreszcie nie wiedzę, ale kompetencje uczniowskie. Czy jednak szkoła rozwija kompetencje uczniowskie, czy nadal uczy wiedzieć, zgodnie z przyjętym programem? Reforma weszła do tradycyjnej szkoły i wprowadziła zmiany odgórnie. Nowe cele i zadania oświatowe podjęła ta sama kadra, z dotychczasowymi umiejętnościami, nawykami i modelem pracy. Jeśli ktoś całe swoje zawodowe życie uczył wiedzieć, nagle nie zacznie uczyć swoich podopiecznych myśleć. Do tego potrzeba specjalnych umiejętności. Trzeba je popularyzować.


Władza, tłok i stopnie

Poważny problem stanowi także niewłaściwy sposób oceniania zachowania i wiedzy uczniów. W wielu szkołach, niestety, ocena stała się podstawowym celem nauczania. Często jest nieobiektywna i wywołuje sporo napięć. Jest urażająca. Jak wiadomo, nauczyciel ocenia zwykle według kryteriów zewnętrznych, mało czytelnych i subiektywnych. Odwołuje się do pierwszego wrażenia, jakie wywarł na nim uczeń i ocenia jego osobę, a nie umiejętności czy wiedzę. Co więcej, ocena ta zawiera w sobie emocjonalny stosunek do ucznia, ukształtowany wcześniej, a więc mało związany z aktualną sytuacją oceniania. Ocenianie w naszych szkołach jest dodatkowo obciążone tendencją do wyłapywania uczniowskich uchybień, braków, błędów. Często towarzyszy mu ocena utajona, wyrażona gestem, mimiką twarzy, tonem głosu. Taki system oceniania rodzi silne poczucie krzywdy i w naturalny sposób wywołuje frustrację.

Szkołę, jak twierdzi A. Janowski, określają trzy podstawowe właściwości: władza, ocenianie i tłok. Nie będzie błędem uzupełnienie tej listy o hałas. Przeładowane klasy prowadzą do anonimowości uczniów i przedmiotowych stosunków z nauczycielami. Nauczanie jest skoncentrowane na nauczycielu i programie. Uczniowie są często przeciążeni. Zmusza się ich do wielogodzinnego siedzenia w ławkach, w ciszy i bezruchu. Jeśli nie stosują się do warunków, podlegają karom. Niebagatelne znaczenie ma też nagromadzenie tak dużej liczby osób na ograniczonym terenie. Do szkoły przychodzą dzieci o różnym temperamencie, z różnymi nawykami, cechami osobowości, postawami, oczekiwaniami. Chcą rywalizować, rządzić, ścigają się o pozycję w grupie, miejsce w rankingu, chcą imponować innym, kompensują braki i ograniczenia. To wiele okoliczności, które mogą rodzić konflikty i prowadzić do agresji. Równocześnie nie da się temu do końca zapobiegać. Można jedynie być do tego przygotowanym i, lepiej czy gorzej, umieć sobie z tym radzić. Czy jednak nauczyciele są świadomi, że obok pracy dydaktycznej w szkole czeka ich ciężka praca wychowawcza? Czy są do tego przygotowani? Gdyby tak było, prawdopodobnie o wielu problemach nigdy byśmy nie usłyszeli. Udałoby się je rozwiązać z pożytkiem dla obu stron na własnym terenie, bez ofiar i rozgłosu. Konflikty są nieuniknione, a nawet potrzebne, bo rozwijają. Umiejętność radzenia sobie z nimi może przynieść nauczycielom dużą satysfakcję, uczniom natomiast poczucie bezpieczeństwa i przekonanie o życzliwej opiece dorosłych.


Lęk przed belfrem, strach przed kumplem

Szkoła to bogactwo relacji interpersonalnych w różnych konfiguracjach. Mamy bowiem relacje międzyrówieśnicze, pomiędzy samymi uczniami, relacje między nauczycielami i uczniami, relacje w gronie pedagogicznym – pomiędzy nauczycielami (nauczycielami i władzą szkolną) i wreszcie pomiędzy nauczycielami i rodzicami. Jest więc bardzo wiele obszarów wyznaczających rozmaite kontakty międzyludzkie. Na tym tle rysuje się wiele nieprawidłowości i fachowa literatura od lat wnikliwie je opisuje. Badacze środowiska szkolnego zgodnie przyjmują, że szkoły przede wszystkim charakteryzuje napięcie, zależność i dystans emocjonalny. Uczniowie odczuwają strach przed nauczycielami. Niejednokrotnie nie postrzegają ich jako wychowawców, lecz osoby represjonujące. Zamiast zbudować silne, bliskie relacje, gwarantujące sukces osobistego rozwoju uczniom i satysfakcję nauczycielom, tworzy się barykada, a po jej przeciwnych stronach ustawiają się dwie strony: uczeń i nauczyciel, ale jako wrogowie. Jest to niewątpliwie paradoks, bo przecież nauczyciel to osoba powołana do szczytnych celów: ma pomagać uczniowi w rozwoju, kierować nim i czuwać, aby przebiegał optymalnie i skutecznie. Tymczasem uczniowie postrzegają często swoich nauczycieli jako osoby podejrzliwe, kontrolujące, represjonujące, rozliczające. Nauczyciele widzą niejednokrotnie w swoim uczniu niechętnego do nauki kombinatora, lenia uchylającego się od obowiązków. Równocześnie uczniowie wnoszą do szkoły wiele dodatkowych problemów: trudności w uczeniu się, różnego rodzaju zaburzenia wynikające z nieharmonijnego rozwoju, nadpobudliwość psychoruchową, zaburzenia zachowania. Trudno sobie z nimi poradzić, szczególnie gdy nagromadzą się w dużym zespole klasowym. Równocześnie w tej konfrontacji za uczniem stoją jego rodzice. Współpraca z nimi nie należy do łatwych.

Z licznych badań wynika, że wzajemne relacje nauczycieli i uczniów cechuje konflikt. Nauczyciele skarżą się na aroganckie zachowanie i wulgarność uczniów, brak zdyscyplinowania, lekceważenie, niesubordynację, niewłaściwe postawy wobec nauki, szkoły i kolegów szkolnych. Są także narażeni na przemoc ze strony uczniów. Odpowiedzią na takie zachowanie ucznia jest reakcja nauczycieli. Straszą, stosują presję dydaktyczną, naruszają godność osobistą ucznia, demonstrują swoją władzę, ośmieszają, poniżają. Stosują agresję słowną, czasem – co jest niedopuszczalne – także fizyczną. Jednym z ważnych wyznaczników charakteru stosunków społecznych w szkole jest zjawisko naznaczania społecznego, którego ofiarami są zarówno uczniowie, jak i ich wychowawcy szkolni.

Nauczyciele mają często świadomość własnych niedoskonałości. W swoich badaniach Z. Ratajek zapytał nauczycieli o najczęściej popełniane przez nich błędy w sytuacjach konfliktowych. Samokrytycznie podali ich wiele: niecierpliwość, nadmierna impulsywność, zbyt emocjonalne traktowanie konfliktu, pobieżna percepcja sytuacji konfliktowej, nadmierna pobłażliwość, przywiązywanie wagi do szczegółów czy niekonsekwencja. Konieczne jest korygowanie tych błędów, dlatego niezwykle istotna jest ich świadomość.

W szkole poważnym problemem jest bez wątpienia przemoc międzyrówieśnicza. Występuje na szeroką skalę i budzi niepokój swoimi następstwami. Wielu uczniów przyznaje się, że doznało przemocy ze strony rówieśników lub starszych kolegów w szkole. Jest ona formą demonstrowania władzy, przejawia się często w drastycznych zachowaniach, określanych na przykład mianem „szkolenia kotów”. Przejawy tej agresji (zdiagnozowane licznymi badaniami uczniów) są wszystkim bardzo dobrze znane. Pokazują jeszcze jeden trudny do zaakceptowania aspekt funkcjonowania szkoły. Dla niejednego ucznia szkoła jest źródłem strachu. Z jednej strony przez niewłaściwe zachowanie nauczyciela, z drugiej strony zagrożeniem mogą być dla siebie uczniowie. Trudno sobie wyobrazić, że szkoła w tych warunkach jest środowiskiem wychowawczym i spełnia przypisaną jej misję kształtowania młodego pokolenia.


Jak leczyć szkołę z agresji?

Kontrolowanie i przeciwdziałanie agresji, to proces długofalowy i wielopłaszczyznowy, ale możliwy. Wymaga dużej wiedzy i wysokiej świadomości nauczycieli, nie tylko w zakresie patologii społecznych. Można zapobiegać pojawianiu się trudności, a działania, które w tym pomogą, mieszczą się w kluczowych zadaniach funkcjonowania szkoły.

Pierwsze i podstawowe zadanie dla szkoły, to tworzenie na jej terenie przyjaznego dziecku środowiska wychowawczego. Środowiska, w którym będzie można zbudować silne, dwustronne więzi pomiędzy uczniami oraz pomiędzy nauczycielami i uczniami. Da to dziecku poczucie przynależności i wiarę, że jest ważne dla kolegów i nauczycieli. Odwzajemni to przekonaniem, że koledzy i nauczyciele są także ważnymi osobami dla niego. To konieczny warunek budowania właściwych relacji międzyludzkich w środowisku szkolnym, zaspokajających ważne potrzeby psychiczne i zapewniających prawidłową socjalizację uczniów w szkole. Potrzebna tu jest skuteczna współpraca z rodzicami, którzy stać się powinni partnerami nauczycieli w procesie wychowywania swoich dzieci.

Drugie ważne zadanie, to wspólne ustalenie jasnych reguł postępowania i przestrzeganie ich przez wszystkich – nie tylko uczniów, ale i nauczycieli. Regulaminy narzucane z góry i dyscyplinujące tylko uczniów będą zawsze dokumentem papierowym i mało skutecznym. Równocześnie na straży ich przestrzegania stać muszą wszyscy nauczyciele w szkole. Zasady powinny mieć odniesienie do szerszego systemu wartości, który wyznacza wszystkim ogólnie akceptowane reguły postępowania. Będą one niezwykle pomocne w kształtowaniu zachowań prospołecznych uczniów, którzy właśnie w szkole będą mogli uczyć się umiejętności współpracy i współdziałania z innymi, a także tolerancji, współodczuwania i odpowiedzialności za słowa i zachowanie.


Nauczyciele muszą nieustannie wypracowywać bezpieczny system oceniania ucznia. Powinien on uwzględniać nie tylko założenia programowe, ale także możliwości i ograniczenia uczniów. Ocenianie powinno stać się informacją o postępach w rozwoju ucznia, a nie krytyczną oceną jego osoby. Ma motywować do wysiłku, który powinien być doceniony i dawać poczucie zadowolenia.

Gdy w szkole pojawią się problemy, potrzebna będzie profesjonalna pomoc.
Bogatą propozycję działań wobec dzieci i młodzieży zachowujących się antyspołecznie oferują interwencje psychologiczne. Podchodzą do agresji jako do zjawiska złożonego, wieloaspektowo ją analizują i korygują, zarówno w środowisku rodzinnym, jak i szkolnym. Są wśród nich bardziej ogólne metody poznawcze – do wykorzystania w indywidualnych przypadkach, bądź konkretne programy autorskie, zweryfikowane w pracy z dziećmi i młodzieżą o wysokim poziomie zachowań agresywnych.

Dla przykładu:

Program ćwiczenia empatii u dzieci, to metoda odwołująca się do analizy emocji, które towarzyszą zachowaniom społecznym. Doświadczenie pokazuje, że rozpoznawanie i doświadczanie emocji innych dzieci prowadzi do znaczącej redukcji zachowania agresywnego.

Trening rozwiązywania problemów jest skoncentrowany na uczeniu dzieci reagowania na sytuacje frustrujące w sposób konstruktywny i dający zadowolenie. Dzieci z takim doświadczeniem lepiej radzą sobie w sytuacji konfliktowej, chętniej podejmują dialog i negocjacje z innymi, łatwiej z nimi współpracują.

Modelowanie czynności prospołecznych jest instrumentalnym uczeniem się współdziałania z innymi. Takie umiejętności skutecznie ograniczają agresywność. Dziecko dowiaduje się, jaki jest nieagresywny wzór zachowania i jakie są jego skutki. Uczestniczy w specjalnie aranżowanych sytuacjach, które umożliwiają mu zdobywanie pozytywnych doświadczeń. Dziecko w treningu utrwala sobie społecznie akceptowany styl postępowania.

Kształtowanie postaw dzieci wobec przemocy w mass mediach, to ciekawy sposób angażowania dzieci do budowania programów edukacyjnych dla rówieśników na temat niebezpieczeństwa pokazywania przemocy w środkach masowego przekazu. Stwierdzono, że samo tworzenie takiego programu obniża poziom agresji jego twórców. Szukanie argumentów dla innych przekonuje zwykle także samych autorów. Zmiany w postawach są z kolei istotne dla zmian w zachowaniu.

Program interwencji G.R. Pattersona, to jeden z niewielu programów skierowanych do rodziców. Ma pomóc im w przerwaniu szkodliwego procesu interakcji z dzieckiem, którą autor nazywa procesem zniewalania rodzinnego. Autor uczy zainteresowanych rodziców, jak skutecznie komunikować się z dzieckiem oraz jak utrwalać jego zachowania prospołeczne. Co najważniejsze, redukuje z życia rodzinnego szkodliwy przymus stosowany wobec dziecka.

Program skutecznej interwencji D. Olweusa jest skierowany do środowiska szkolnego. Tworzy się go według pewnych zasad. Przede wszystkim zobowiązuje do zbudowania środowiska szkolnego z pozytywnym zaangażowaniem i zainteresowaniem ze strony dorosłych. Nakazuje konieczność jednoznacznego określenia granic i stosowanie sankcji za ich przekraczanie. Nauczyciela widzi jako autorytet i tym samym wzór do naśladowania. Jest to, bez wątpienia, najtrudniejszy z warunków do spełnienia.

Program zaradczy przeciw mobbingowi w szkole D. Olweusa skoncentrowany jest na problemie prześladowania i znęcania się nad innymi. Autor adresuje swój program do szkoły jako całości, do klas dotkniętych problemem mobbingu i jednostek uwikłanych w sytuacje przemocy lub agresji. Zajmuje się szczegółową charakterystyką ofiar i agresorów. Pokazuje, jak role te identyfikować i zmieniać. Autor pokazuje także własny, zweryfikowany już w krajach norweskich, program, co czyni go bardziej wiarygodnym i zachęca do powielania.

W poszukiwaniu wartości. Ćwiczenia z uczniami K. Ostrowskiej, to program na tle pozostałych szczególny. Można go potraktować jako najbardziej elementarny wśród wszystkich wymienianych. Pomaga dorosłym wychowawcom i młodzieży w odkrywaniu i poznawaniu świata wartości. Jest to ważny krok dla rozwoju moralnego uczniów, który wydaje się dziś mocno zachwiany. Nie da się skutecznie uczyć zachowań prospołecznych bez odniesienia do systemu niepodważalnych wartości życiowych, które wyznaczają zachowanie człowieka.

Spójrz inaczej na agresję – program zajęć wychowawczo-profilaktycznych dla szkół podstawowych A. Kołodziejczyka, E. Czemierowskiej, T. Kołodziejczyka jest odbierany jako interesujący i skuteczny program profilaktyki agresji dla dzieci i młodzieży. Pomaga zrozumieć zjawisko i mechanizmy, jakie kierują zachowaniem niepożądanym. Uczy, jak radzić sobie w grupie i gdzie poszukiwać pomocy, gdy jest potrzebna.

Program interwencji w sytuacji agresji w szkole dla nauczycieli G. Poraj przeznaczony jest dla rad pedagogicznych szkół. Pokazuje, krok po kroku, jak można się przygotować do zbudowania własnego programu interwencyjnego. Istotą programu jest uświadomienie nauczycielom, że często od nich samych zależy, jak poradzą sobie z problemem. Program zawiera elementarną wiedzę o mechanizmach powstawania agresji. Rozwija umiejętności radzenia sobie w sytuacji trudnej, uczy właściwego reagowania na przejawy agresji uczniów. Sporo miejsca poświęca budowaniu szkolnego środowiska wychowawczego.

Jak radzić sobie z agresją w szkole? Program profilaktyczno-edukacyjny dla dzieci i młodzieży G. Poraj, to program, który, obok ważnej wiedzy o powstawaniu agresji, uczy jak ją rozpoznawać i jakimi zachowaniami zastępować. Daje możliwości przetrenowania umiejętności niezbędnych do samokontroli młodych ludzi.

Agresji stop. Program profilaktyczno-edukacyjny dla młodzieży G. Poraj jest kontynuacją poprzedniego. Wychodzi poza proste umiejętności rozróżniania zachowania niepożądanego i uczy zachowań prospołecznych, empatii, tolerancji. Pokazuje, jak zachowaniami asertywnymi zastępować reakcje agresywne. Uczy przeciwstawiania się temu, czego się nie akceptuje. Oczywiście, kontekstem programu powinny być dobrze uwewnętrznione pożądane wartości życiowe.


Reasumując, artykuł jest dość jednostronnym spojrzeniem na środowisko szkolne – z perspektywy agresji, która jej jest nieodłącznym elementem. Szkoła jednak nie musi taka być. Na pewno jest wiele szkół, w których problemy te są wyłącznie jednostkowe i szybko się je rozwiązuje. Nie można jednak ignorować, bagatelizować i odkładać problemu, który może groźnie narastać. Dziś problem stworzenia szkoły jako środowiska bardziej bezpiecznego dla uczniów i nauczycieli staje się także głównym zadaniem władz oświatowych w kraju. To bardzo dobrze. Nauczyciele sami nie poradzą sobie z tym problemem.


Kwartalnik "Psychologia w Szkole" od numeru 1/2006 zamieszcza blok tekstów poświęconych agresji w szkole. Oprczócz artykułów dr Grażyny Poraj, znajdziecie tam m.in. zasady Treningu Zastępowania Agresji, porady jak rozmawiać z rodzicami agresywnego dziecka, jak prowadzić warsztaty na złagodzenie agresji.

Dr Grażyna Poraj jest psychologiem, pracuje w Zakładzie Psychologii Rodziny i Rozwoju Człowieka Instytutu Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego. Zajmuje się agresją dzieci i młodzieży. Jest autorką wielu opracowań na te tematy, a także programów kontrolowania i socjalizacji agresji w środowisku szkolnym.

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #145 dnia: Październik 16, 2007, 02:22:22 pm »
Krwawa jatka w tornistrze




Zwierzęta z powybijanymi zębami i wyprutymi wnętrznościami "zdobią" okładki zeszytów produkowanych przez jedną z wrocławskich firm - informuje "Dziennik Łódzki".


Zeszyty te można kupić za pośrednictwem internetu. Oferują je też niektóre sklepy i hurtownie papiernicze.

Bohaterowie kontrowersyjnej kreskówki "Happy Tree Friends" nadawanej po godz. 23, m.in. w polskim kanale MTV, "ozdabiają" nie tylko okładki szkolnych zeszytów, ale także segregatory i bloki rysunkowe. Uczniowie są nimi zachwyceni. Rywalizują kto zdobędzie zeszyt z najbardziej koszmarnym obrazkiem.

Wiedziałam, że dzieciaki zbierają zeszyty z bohaterami kreskówek na okładkach. Niektórymi nawet się wymieniają. Nie miałam nic przeciwko temu, dopóki nie zauważyłam na biurku mojej 14-letniej córki brulionu, na okładce którego widnieje zwierzak, którego skakanka przecina na pół. Pod obrazkiem przeczytałam napis: "Co nie zabije to wzmocni!". Okazało się, że starszy brat kolegi córki zamówił takie zeszyty w internecie, a potem sprzedawał - opowiada Anna Rojek z Krakowa.

Właściciel wrocławskiej firmy produkującej zeszyty Marian Danys tłumaczy, że przesłaniem okładek nie jest przemoc lecz... dobry czarny humor. Idea tej bajki nie jest krwista i przerażająca. To raczej humorystyczny sposób postrzegania rzeczywistości i relacji międzyludzkich - mówi. Jego zdaniem, dzieci, które nie skończyły 10 lat nie kupią zeszytów, bo w klasach 1-3 szkoły podstawowej obowiązują zeszyty 16 kartkowe, a takich z postaciami z krwawej bajki po prostu nie ma.

Danys wyjaśnia, że zeszytów więcej produkował nie będzie, bo z końcem roku wygasa licencja, której przedłużać nie zamierza - czytamy w gazecie.

Założyciel i prezes fundacji "Kidprotect" zajmującej się ochroną dzieci przed niepożądanymi treściami płynącymi z internetu Jakub Śpiewak przestrzega, że przemoc i drastyczne sceny, choćby na rysunkach mogą mieć fatalny wpływ na psychikę najmłodszych.

Rzecznik praw dziecka Ewa Sowińska - za pośrednictwem swojego asystenta - poinformowała "Dziennik Łódzki", że od tygodnia nie znalazła czasu, by zapoznać się ze sprawą. (PAP)


wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #146 dnia: Listopad 20, 2007, 08:15:06 am »
Agresja i przemoc - problem polskich szkół

 
Agresja i przemoc to największe problemy polskich szkół - wynika z ankiety przeprowadzonej przez ZNP na podstawie rozmów z ogólnopolskim telefonem zaufania dla nauczycieli "Infolinia dla wychowawcy".
 
http://ww2.tvp.pl/836,20071119603803.strona
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #147 dnia: Listopad 20, 2007, 01:06:04 pm »
Dyscyplina w szkole


W USA co roku 1.5 mln uczniów dostaje rózgi w szkołach. Zgodnie z prawem. W Kenii nauczyciele zapisują w dzienniku ile razy dali w skórę uczniowi. W Polsce dyscyplinują mniej brutalnie, bardziej pomysłowo.

25% nauczycieli chciałaby powrotu kar cielesnych do szkół

Na filmie „masakra w szkole” na youtube.com, nastolatek brutalnie kopie, uderza torbą, tablicą w sumie kilkunastu uczniów. Podobnych filmów jest więcej - uczniowie techników, liceów chwalą się swoim chamskim zachowaniem. W badaniach dr. Jacka Pyżalskiego z Uniwersytetu Łódzkiego, aż 92% nauczycieli przyznaje: z dyscypliną jest coraz gorzej w polskich szkołach. Uczniowie ignorują polecenia nauczyciela, w jego obecności klną na głos, biją się, wychodzą bez pozwolenia z klasy, niszczą meble. Na szczęście zdarza się to rzadko.

Najbardziej rozwydrzeni są na religii. Na forum internetowym uczennica jednej ze śląskich szkół, opisuje, jak to podczas religii chłopak celował katechizmem do kosza. Trafił raz. Potem ksiądz zrobił aferę. Utrzymanie dyscypliny na religiach to tak duży problem, że katecheci debatują na ten temat na specjalnie temu poświęconych konferencjach. Jak nauczyciele temperują uczniów?

Będziesz schludnym

Jeśli wygląd licealisty odbiega od normy, standardowo idzie na rozmowę z wychowawcą, dyrektorem, czy rodzicami. Czasami represje są ostrzejsze.

W jednym z podpoznańskich liceów uczeń zaczął nosić irokeza. Dyrekcja kazała mu doprowadzić włosy do ładu. Załamany licealista zwrócił się o pomoc do społecznego rzecznika praw ucznia, Macieja Osucha. –Wspierałem go w walce, bo to był porządny uczeń, nie jakiś chuligan – opisuje Osuch. Chłopak jednak uległ dyrekcji – zlikwidował „irka”.

2 lata temu, dyrektorka szkoły w Goczałkowicach zmusiła do ścięcia dredów kilkoro uczniów. Najbardziej opornego, przy asyście dwóch policjantów, zawiozła do fryzjera, gdzie obcięto mu włosy. Rozpętała się medialna afera. W lubelskim III LO, dyrektorka chciała wyrzucić ze szkoły maturzystę, który przyszedł na próbną z irokezem na głowie. Według dyrektorki, swoją fryzurą nie przynosił chluby tej renomowanej szkole - donosiła GW. W Technikum Elektrycznym w ZSE nr 2 w Krakowie dyrekcja interweniuje, gdy uczeń przyjdzie w porozrywanych spodniach, glanach wybitych cekinami, czy wyzywających strojach. -Niektórzy dyrektorzy czują się jak bogowie i działają poza prawem – komentuje Maciej Osuch.

Komórka – narzędzie szatana

Kolejny front starć to używanie komórek. Tym, którzy odbierają smsy, piszą je, rozmawiają przez telefon w czasie lekcji, nauczyciele zabierają aparaty. Oddają po lekcji, czasami dopiero rodzicom.

-Często szkoły w ogóle zakazują korzystania z telefonów na terenie szkoły, a nawet wnoszenia ich!- alarmuje Maciej Osuch. Do rzecznika zgłaszali się uczniowie, którym nauczyciele wielokrotnie zabierali komórki, gdy ci korzystali z nich na przerwach. Bo wedle statutów, gdy uczeń wchodzi na teren szkoły, telefon ma być wyłączony. Na terenie Technikum Elektrycznego w ZSE nr 2 w Krakowie, nastolatkowie nie mogą używać komórek ani kamer.

Dr Pyżalski uczy nauczycieli metody niewerbalnej. Jeśli uczeń korzysta z telefonu podczas lekcji, nauczyciel wskazuje dyskretnie palcem na telefon, nic nie komentując. Jeśli licealista nie zareaguje, belfer robi to po raz drugi, ale w bardziej wyraźny sposób. Kiedy i to nie da rezultatu, nauczyciel wreszcie prosi, by uczeń schował komórkę. –Raz na 10 razy pedagog dochodzi do 3 etapu – zachwala metodę Pyżalski.

Rzecznik Praw Ucznia i Rodzica Krzysztof Olędzki podkreśla, że uczeń ma prawo nagrywać przebieg lekcji, jeśli tym nie zakłóca jej przebiegu.

Szlugi i browary

W szkołach średnich pali ok. 30% uczniów. Dymy unoszą się przed szkołą, za jej rogiem, w ubikacjach, piwnicy.... To norma.

Szkoły sadzają nastoletnich palaczy przed telewizorem i puszczają im filmy o szkodliwości palenia. –Takie programy mają niewielką skuteczność. Lepsze wyniki daje mówienie o tym, że od papierosów się śmierdzi, pogarsza się cera, że zmniejszają one możliwości uprawiania sportu i kosztują dużo pieniądzy – dodaje dr Pyżalski. Takie filmy też oglądają nastoletni nałogowcy.

Według www.e-lama.pl, w LO nr V we Wrocławiu uczniom złapanym z papierosami odbiera się legitymacje i identyfikatory, które trzeba wykupić za 2 zł. W szkole robią „duże oczy”, gdy pytamy się, czy faktycznie tak jest. Społeczny rzecznik praw ucznia otrzymał wiele skarg od uczniów z całego kraju, którzy przyłapani na paleniu musieli wpłacić 5 zł kary. Najwięksi palacze mają obniżane zachowanie.

Polskie szkoły widziały już różne pomysły walki z nikotyną. W jednej z warszawskich placówek kamera nagrywała to, co się dzieje w „korytarzach” ubikacji – to tam najczęsciej puszcza się dymki. 8 lat temu XI LO we Wrocławiu poszło w drugą stronę – stworzono legalną palarnię dla pełnoletnich uczniów. –Pomysł był dobry, ale niestety palili w nim  także uczniowie z niższych klas – tłumaczy dyrektor Marek Michalski. Palarnię zamknięto.

– Walka z paleniem to walka z wiatrakami. Młodzież pali nawet przy rodzicach – załamuje ręce Jerzy Kołakowski, dyrektor Technikum Elektrycznego w ZSE nr 2 w Nowej Hucie w Krakowie. Szkoły przymykają oczy na nieletnich palaczy m.in. dlatego, że ok. 30% nauczycieli także puszcza cichaczem dymki w ubikacjach.

Jeszcze gorzej jest z alkoholem. -W szkołach ponadgimnazjalnych ponad 80% pije przynajmniej browara – alarmuje prof. Janusz Czapiński. Podczas wycieczek picie to norma. Chłopcy z klasy Ewy Wrońskiej, wówczas wychowawcy, upili się na wycieczce szkolnej. Gdy wytrzeźwieli, pedagog kazała im napisać przyznanie się do winy. Uczniowie byli z „dobrych” domów, bali się wylecieć z tej renomowanej szkoły, więc wszyscy wypisali akty skruchy. Dokładnie zaraportowali ile wypili whyski, ile brandy, oraz innych szlachetnych trunków, które wynieśli z domów. Nagryzmolili, że zawiedli zaufanie rodziców i nauczycieli, oraz że przykro im z tego powodu. „Kwity” zatrzymała wychowawczyni i zagroziła, że je ujawni i wylecą ze szkoły, jeśli taka sytuacja się powtórzy. –Były efekty - na balu już nie pili – kończy Wrońska.

Gdy szkoła ma podejrzenie, że uczeń jest pod wpływem narkotyków, od razu wzywa policję.

Bastiony

W Zespole Szkół Mechaniczno-Elektrycznych w Żywcu, w 2003 roku wpadli na pomysł by zamykać podwoje szkoły na czas zajęć. Uczniowie tylko ze skierowaniem do lekarza, albo pisemną prośbą rodziców potwierdzoną przez dyrektora dyżurującego mogą opuścić jej mury podczas trwania lekcji. Dlaczego? Bo kiedyś co trzeci uciekał na wagary. –Jesteśmy zadowoleni z pomysłu, frekwencja znacząco poprawiła się – twierdzi dyrektor administracyjny Zbigniew Talik. Do zamykanych drzwi dodano ochroniarza, a za niedługo na korytarzach pojawią się kamery.

W LO. im. Witkiewicza w Warszawie licealiści, którzy notorycznie opuszczają zajęcia, muszą w trybie natychmiastowym zaliczyć materiał przerabiany na opuszczonych lekcjach. Szkoła wprowadziła dzienniczki zwolnień i usprawiedliwień od rodziców, które są podpisane, mają pieczątkę szkoły.

Z wagarowiczami walczy straż miejska – wokół szkół jest więcej ich patroli. Ale strażnicy mogą jedynie wylegitymować palacza/wagarowicza i co najwyżej donieść do szkoły. W wojnie z wagarami i paleniem ma też pomóc monitoring szkoły. Portal tomaszów.pl donosi, że tamtejsze władze chcą zainstalować systemy monitoringu w szkołach regionu. – Rocznie instalujemy monitoring w kilkudziesięciu szkołach w kraju – informuje Mirosław Twardowski z działu marketingu firmy Dipol, która handluje kamerami przemysłowymi.

Za częste wagary lub bardziej drastyczne wyskoki uczeń wyleci ze szkoły. W Zespole Szkół Ekonomicznych w Elblągu licealista będzie relegowany za kradzież, notoryczne wagary, czy sfałszowanie legitymacji szkolnej. W XI LO we Wrocławiu licealista rozpylił gaz pieprzowy, szkoła została ewakuowana. Uczeń mógł wylecieć za występek, ale wyznał skruchę. Upiekło mu się podwójnie. Dyrekcja nie wyrzuciła go, ale za karę miał raz w tygodniu grabić liście wokół szkoły, a przez zimę - odśnieżać chodniki. Miał piekielne szczęście – ostatniej zimy nie było śniegu.

Marchewka

Najczęściej szkoły wykazują dużo zdrowego rozsądku. -Nie ma straszenia i krzyków, wzywania od razu do dyrektora. To powoduje stres, który nic nie pomoże. Szukamy przyczyn kłopotów ucznia – tłumaczy Karina Jankowska, w-ce dyrektor LO. im. Witkiewicza w Warszawie. -Nie warto dokręcać śruby uczniom – komentuje metody dyscyplinowania prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny. – Uczniowie słuchają tych nauczycieli, z którymi mają kontakt. Żadne metody nie zastąpią relacji z wychowankami –  uzupełnia dr Pyżalski.

Czapiński proponuje, by motywować „marchewką”, czyli np. wakacyjnym wyjazdem w zamian za dobre sprawowanie. Takie pomysły są rzadkością w Polsce. Prezydent Nowego Jorku, Michael Bloomberg, ogłosił, że rodzice dobrze zachowujących się uczniów, którzy nie będą się trudnić handlem narkotykami, dostaną w nagrodę... pieniądze. I to niemałe – do 1500 dolarów rocznie! Tak kontrowersyjny pomysł to efekt fatalnej sytuacji w Nowym Jorku. Dla ponad 1.5 mln kolorowych mieszkańców NY żyjących w biedzie, przynależność do gangów to standard. W USA aż 40-60% Murzynów i Latynosów w biednych dzielnicach wielkich miast, rzuca szkołę średnią. W Meksyku Bank Światowy nagradza rodziców tych uczniów, którzy nie opuścili w szkole więcej niż 3 dni w miesiącu. Z programu korzysta w tym kraju aż 4 mln rodzin, a efektem jest 40% spadek absencji na lekcjach. Może by tak i u nas?

Chłosta w szkołach?

W Polsce od 1783 roku zabroniona jest kara fizyczna w szkole. Teoretycznie. Zakład poprawczy w Studzieńcu zakuwał niezdyscyplinowanych w dyby, albo wsadzał ich na noc do nieogrzewanej sali. Rózga i klęczenie były standardem w komunistycznej Polsce. Poseł PiS, Tadeusz Cymański dostawał dyscyplinką, linijką oraz maszynką elektrostatyczną – ucznia raziła iskra przeskakująca z urządzenia. W szkole posła dziewczyny były karane w bardziej wysublimowany sposób – to koledzy z klasy mogli trzymać maszynkę, wymierzając karę.

Także w demokratyczniej Polsce przemoc sporadycznie jest stosowana wobec niepokornych. Ksiądz, który zaczął uczyć religii w wiejskiej podstawówce pod Rybnikiem, w ciągu kilku tygodni miał na koncie 2 oskarżenia o pobicie – na policji leżały wyniki obdukcji jego uczniów. Nasi czytelnicy donoszą o katechecie, który bił pokrzywami panny z gołymi plecami.

Henryk Urban, działacz PiS z Bielska-Białej, zapowiadał w tym roku, że będzie zabiegał o  wprowadzenie m.in. kary chłosty do szkół. Bo szkoda zrywać z wielowiekową tradycją. W momencie pisania tego artykułu wynik wyborczy jest nieznany. Za to wiadome jest, że 25% nauczycieli chciałaby powrotu kar cielesnych do szkół. Co ciekawe, z badań dr Pyżalskiego wynika, że uczniowie oczekują w szkole dyscypliny. Niektórzy nawet ostrej. - Czasami aż mi szkoda nauczyciela, gdy jakiś idiota w klasie go upokarza. A tak belfer chwyciłby linijkę i byłoby po kłopocie – Araks, zwolenniczka bicia w szkole, pisze na forum cogito.com.pl. Być może więc jeszcze przed maturą zobaczycie w klasie nowy – stary przyrząd dydaktyczny: rózgę.

 

Gimnazjalny rygor

W szkołach średnich sytuacja jest wspaniała w porównaniu z podstawówkami czy gimnazjami. Tam wynajdują bardzo wyrafinowane metody walki z niesubordynacją. W Halinowie obniżono zachowanie zarówno uczniom, którzy znęcali się nad babcią, jak i tym, którzy tylko się temu przypatrywali. Kara była za „niepomaganie”. Był pomysł, by uczniowie Gimnazjum nr 95 w Warszawie nie mogli wchodzić do klasy, gdyby przyszli bez mundurków. –Pomysły były różne. Tego nie wprowadziliśmy w życie – mówi dyrektor, Anna Kopera – Rakow. Z kolei w kołobrzeskim gimnazjum nr 1 dyrektorka wpadła na pomysł jak walczyć z gołymi pępkami uczennic. Dziewczyny, które nie zakryły pępka, musiały nosić obciachowe fartuszki w stylu „biedronka”. -Kara była skuteczna – twierdzi dyrektor, Beata Niewolewska. Tak bardzo, że panny wolały pożyczyć od kogokolwiek sweter czy bluzkę, by nie wkładać sierotowatego wdzianka. W łódzkim gimnazjum młodociani palacze musieli pić olej lub tran.


Księża chcą bić dzieci

Według badań CBOS-u, zdecydowana większość Polaków przyzwala na bicie swoich dzieci. Ponad połowa uważa lanie za słuszne, jeśli dzieciak coś ukradł (54%), wziął narkotyki (53%) lub wypił alkohol (52%). Prawie 40% rodziców da w skórę za wagarowanie, czy palenie papierosów. Co dziesiąty rodzic przyleje za kiepskie stopnie w szkole.
W innych badaniach prof. Jadwigi Bińczyckiej, w skuteczność bicia wierzy 59% rodziców, 56% katechetów świeckich i aż 74% księży! Sama młodzież szacuje skuteczność bicia na zaledwie 4%, ale jednocześnie aż 68% młodych zakłada, że w przyszłości będzie biła swoje dzieci. Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia.



Uczniowie batożeni w singapurskich szkołach

Może trudno w to uwierzyć, ale Polska była drugim, po Islandii, na świecie krajem, który zabronił stosowania kar cielesnych w szkołach. Dokonano tego w 1783 roku, zaś przez ponad kolejne 120 lat, w ślady naszego kraju poszło zaledwie 7 państw. Dopiero 3 lata temu zabroniła tego Kanada, a w ubiegłym roku – Tajwan.
Na używanie rózgi, pasów, pejczyków, czy linijek do dyscyplinowania uczniów pozwala nadal kilkadziesiąt państw na świecie. W USA na używanie rózgi zezwalają 23 stany. W tych najbardziej gorliwych do bicia, ponad 40-50 tysięcy uczniów rocznie dostaje od nauczycieli w skórę. W stanie Missisipi co dwunasty uczeń zalicza baty w klasie. Amerykańskie Centrum dla Efektywnej Dyscypliny szacuje, że co roku ok. 300 tysięcy uczniów w USA jest oficjalnie i zgodnie z prawem bitych w szkołach. Według Narodowego Stowarzyszenia Psychologów aż 1.5 mln nastolatków dostaje szkolne rózgi. W Kenii nauczyciel ma prawo przyłożyć uczniowi, ale ilość udzielonych razów musi zapisać w dzienniku. O tym, jak Turcy traktują bicie uczniów świadczy ich przysłowie: „Kiedy nauczyciel uderzy, to róża kwitnie".
W australijskim stanie Queensland, kary cielesne można stosować w prywatnych szkołach i tylko wobec chłopców – dziewczyny już od 1934 roku są pod ochroną. Ale tak nie jest np. w Południowej Korei. W tamtejszej telewizji pokazują uczennice, które, ustawione w rzędzie, z wypiętymi tyłkami, dostają publiczne baty czymś, co przypomina spłaszczony kij bejsbolowy.
Na stronach www.corpun.com zobaczysz filmy, na których uczniowie singapuskich szkół są nie tyle bici rózgą, co batożeni pejczem. Publicznie. Na filmie widać jak brutalny nauczyciel wkłada wiele wysiłku i energii w uderzenia.
Przeciwko stosowaniu kar cielesnych w szkołach protestuje wiele organizacji na świecie. 30 kwietnia obchodzi się dzień bez bicia dzieci.
Zaledwie 20 krajów na świecie zabrania także rodzicom bicia swoich dzieci. W Szwecji, kilka lat temu, po burzliwej debacie przyjęto ustawę, która zabrania rodzicom, nie tylko bicia swoich pociech, ale nawet  obraźliwego i surowego traktowania, które mogłoby naruszyć ich zdrowie psychiczne.


Krzysztof Boczek
Cogito

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #148 dnia: Listopad 23, 2007, 02:48:57 pm »
Gimnazjalista znieważył nauczycielki - proces



16-letni uczeń gimnazjum z Suwałk (Podlaskie) stanie przed sądem rodzinnym i dla nieletnich za znieważenie na lekcji historii nauczycielki. Grozi kara grzywny lub do roku więzienia.

Jak poinformował rzecznik suwalskiej policji Krzysztof Kapusta, nauczycielka powiadomiła policję o obraźliwych sformułowaniach i zachowaniu ucznia. Ta musiała wszcząć postępowanie, bo od 1 września tego roku - po wejściu w życie nowelizacji prawa karnego - nauczyciel jest formalnie funkcjonariuszem publicznym.

Zakwalifikowanie np. nauczycieli i lekarzy do grupy funkcjonariuszy publicznych miało umożliwić ściganie ich np. za korupcję, co dotąd nie było możliwe. W przypadku sytuacji takiej jak ta z Suwałk ujawniła się inna konsekwencja nowelizacji - znieważenie lub naruszenie nietykalności cielesnej nauczyciela ściga się z urzędu.
 
- To prawdopodobnie pierwszy przypadek na Podlasiu, gdy nauczycielka skorzystała ze swojego prawa i poinformowała o zdarzeniu policję - dodał Kapusta.

Do zdarzenia doszło w środę. 16-letni Kamil, uczeń trzeciej klasy gimnazjum, podczas lekcji historii wstał ze swego miejsca w ławce. Kiedy nauczycielka zwróciła mu uwagę, ten użył w stosunku do niej przy całej klasie kilku obraźliwych słów i wyszedł z pomieszczenia.


onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc w szkole a Piewcy "bezstresowej" patologii
« Odpowiedź #149 dnia: Listopad 26, 2007, 02:07:16 pm »
Lepiej nie mów nikomu

Marek Łuszczyna
Cogito

Paulina ma wyrzuty sumienia, że pięciu kolegów siedziało przez nią w areszcie. Podobno lekko tam nie mieli. Za czyny, które im się zarzuca w kryminale współwięźniowie nie odpuszczą nikomu. A można było inaczej, delikatniej sprawę załatwić. Wstyd jej teraz rodzicom chłopaków w oczy spojrzeć.

Koszmar trwał rok, każdego dnia. Wszyscy byli odwróceni.

Paulina

Przez prawie rok, od grudnia 2005 Paulina chodziła do swojej klasy w Koronowskim Zespole szkół Zawodowych z duszą na ramieniu i zaciśniętymi ustami. Przed wyjściem z domu uzbrajała się w dobre myśli. Teraz Policja pyta retorycznie: Dlaczego nie w zaostrzony ołówek albo gaz pieprzowy. Z całych sił starała się by dobre myśli nie opuszczały jej w drodze do szkoły. I nawet się udawało. Miłe było czekanie na zapadniętym przystanku, pamiętającym czasy, kiedy do podkoronowskich wiosek docierał jeden pekaes dziennie. Miła była jazda na tyle podskakującego autobusu. Paulina wysiadała z niego kilka minut przed ósmą. Drobna, niewysoka, ładna siedemnastoletnia brunetka.

- Ładna. Może to właśnie była jej wina - Pytam prokuratora zajmującego się sprawą.

Patrzy na mnie smutno znad biurka. Milczy.

Miasto

Koronowo to małe poniemieckie miasteczko leżące na północy zachód od Bydgoszczy.

- Życie toczy się tu wokół rynku: jest spożywczak z piwem, kilka innych sklepów i kościół - mówi jeden z mieszkańców.

Ale Zespół Szkół Zawodowych leży w sporej odległości od miejsc wyznaczających główny nurt życia Koronowian. To jeden z ostatnich budynków drogi wylotowej z miasta, kilka minut szybkiego marszu od knajpy „Ostatni Przy..tanek.”

- Z rok temu się „s” oderwało i jeszcze nikt nie powiedział że mu to przeszkadza. Jako barman trzech gości dziennie obsługuję to komu ma przeszkadzać - słyszę.

Żarty

Przez prawie rok od grudnia 2005 roku, pięciu kolegów z klasy Pauliny żartowało. Wygłupy to były, no bo przecież nic wielkiego się nie działo, każdy w ich wieku ma prawo do końskich zalotów, mówią dzisiaj jednym głosem oskarżeni, ich rodzice oraz adwokaci. Przygotowanie do żartów według świadków oraz Pauliny, rozpoczynało się zaraz po wyjściu dziewczyny z autobusu, albo na przerwie między lekcjami. Żartujących było pięciu, żartów kilka. Jeden z nich (bardzo częsty) polegał na przyciskaniu głowy nastolatki do krocza wygłupiającego się. Pozostali musieli mocno trzymać Paulinę, żeby tego żartu nie popsuła. Skandowali w pięciu: Suka, szmata, kurwa. Możliwe, że zabawniejszym pomysłem (oskarżeni tego nie określili) było mocne przyciskanie szyi Pauliny do krawędzi parapetu, co pozwalało wszystkim na swobodne dotykanie jej krocza, pupy, ściskanie sutków i szarpanie za włosy. Krzyczeli: Podoba ci się szmato zajebana?  No i jeszcze żart z papierosem. Pomysłowy, choć nasuwający na myśl źródło inspiracji. Polegał na zmuszeniu Pauliny do zjedzenia peta rzuconego przez jednego z chłopców na ziemię. Plus okrzyki.

Tak było przez rok. Dzień po dniu.

Artur, Paweł, Piotr, Tomek, Krzysztof

Artur jest niewysoki, ale silny. Przewodził grupie dręczącej Paulinę do wiosny 2006 roku. Potem opuścił szkołę. To on wymyślił torturę z przyciskaniem szyi do parapetu. On też wprowadzał modyfikacje polegające na obracaniu dziewczyny tyłem, tak żeby łatwiej było ściskać za większą ilość miejsc intymnych na raz. To właśnie przed nim była zmuszana do klękania.

Paweł, Piotr i Tomek to najpotężniejsi uczniowie w całej klasie. Z charyzmą fizyczną, ale potrzebujący przywódcy, którego utracili po odejściu Artura.

Jego rolę przejął Krzysztof, który dołączył do klasy dwa miesiące później. W żartach z Pauliną cechowała go szczególna dbałość o szczegóły. Smakował każdy moment znęcania się nad dziewczyną. Zajął miejsce Artura przed klęczącą ofiarą. On także wyprowadził całą akcję poza szkołę. Na dworzec autobusowy, do baru „Ostatni przy..tanek”, do parku. Ale tam, choć w Koronowie mało kto kogo nie zna, nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał.

Wszyscy chłopcy mieszkają w wioskach okalających miasteczko. Ich rodzice są rolnikami, ale jak najdalej im do stereotypowych chłopów w gumiakach opartych o traktor i pijących piwo. W domach są pieniądze, wypełnianie unijnych formularzy i dużo pracy.

Podczas zeznań w Arturze, Pawle, Piotrze i Krzysztofie nie było buty, agresji ani wzajemnego obwiniania, a więc typowych zachowań znanych prokuraturze.

- Tylko ogromne zdumienie. Szok. Niezrozumienie o co właściwie chodzi, dlaczego ich zatrzymano. Na jakiej podstawie zapadło orzeczenie o trzymiesięcznym areszcie. – mówi Prokurator - Przecież na żarty które fundowali koleżance nikt z klasy nie zareagował, nawet ona sama. Przez rok. Więc co się nagle stało?  

Klasa

Oprawców było pięciu, pozostałych uczniów ponad dwudziestu. Z czystego rachunku siłowego wynika że wystarczyłoby kilka chwil, wykorzystanie jednej z kilkudziesięciu szans, które mieli w ciągu roku. Widzieli co się dzieje. Ale rachunek siłowy nie ma tu racji bytu. Sytuacji, kiedy kilku ludzi, swoją brutalnością zastrasza większość, mogącą zmieść ich własną masą, historia zna wiele.

Ale jeden z mieszkańców Koronowa uważa że to nie był tylko strach. - Owszem bali się, ale także ich podziwiali. Bo tamci byli duzi w każdym tego słowa znaczeniu, umieli postawić się nauczycielom, chodzili na wagary, mieli własne życie i własny system wartości. Byli postrzegani trochę jak gwiazdy. A Celebities wolno więcej.

- Torturować, poniżać i stwarzać wrażenie podzielane przez tyle osób, że to normalne, że im wolno?

- A czytał pan „Zbrodnię i karę”? Poczucie wyjątkowości rodzi bezkarność. Automatycznie.

Uczniowie z klasy Pauliny nie chcą rozmawiać. Cześć z nich zdecydowała się zeznawać przeciwko swoim kolegom, inni w dalszym ciągu utrzymują, ze nic nie widzieli, nic nie słyszeli. Stoją pod szkołą, nie palą.

- Jest sprawa w sądzie, nic nie będziemy mówić. Normalni, spoko goście to byli. W porządku. Nawet bardziej niż w porządku.

Samotność

Powód dla którego Paulina zadecydowała, że powie o swoim koszmarze szkolnej intendentce, jest tak samo niejasny jak pokora z którą przez rok znosiła cierpienia. Opierała się tylko podczas ataków. Krzyczała: „puśćcie mnie”, usztywniała przyciskany kark. Obstąpiona przez pięciu silnych mężczyzn nie miał szans na ucieczkę.

- Najprawdopodobniej milczała, bo zachowanie klasy i bezwzględność atakujących utrwaliło w niej poczucie beznadziejności sytuacji - prokurator prowadzący sprawę ciężko wzdycha – Stworzyli w niej przeświadczenie o tym, że jest najbardziej samotną osobą na świecie, która znikąd nie może liczyć na ratunek. Stopień sterroryzowania był tak wysoki, że Paulina nie pisnęła słowa w domu ani szkole. Dodatkowo widziała że wszyscy w klasie i szanują tamtych pięciu. To byli goście a ona była według ich hierarchii nikim.

- A co zadecydowało o tym, że się przełamała?

Prokurator: Nasilenie brutalności ataków.

Mieszkaniec Koronowa powołujący się na Dostojewskiego: Strach przed utratą życia.

Inny uczeń Zespołu Szkół w Koronowie: Chłopakom chciała zaszkodzić, zmyśliła wszystko od początku do końca, oszustka jedna.

Dyrektor szkoły: Ja nie oceniam czy to wszystko prawda, czy nie. Powiedziała nam, my zgłosiliśmy Policji, jak należy. Teraz jest sprawa w sądzie. On rozstrzygnie.

Krzysztof, miesiąc przed aresztowaniem, przybliżając głowę do ucha Pauliny, szeptem: Lepiej nie mówić nikomu.

Po trzech miesiącach sąd nie zdecydował się na przedłużenie aresztu. Arturowi, Pawłowi, Piotrowi, Tomkowi i Krzysztofowi nałożył dozór policyjny. Teraz czekają na proces, którego rozpoczęcie wyznaczono na listopad. Chłopcy będą w nim sądzeni jako dorośli, podczas dopuszczania się zarzucanych im czynów mieli skończone siedemnaście lat.

Rodzice pozabierali swoich synów ze szkoły. Mają pretensję do pedagogów. Bo to nauczyciele powinni dbać o spokój w klasach i na korytarzach. Oni są odpowiedzialni. Jest w nich też żal do mediów, że już chłopców osądzili, a przecież nie wszystko jest takie proste, prasie łatwo rzucać oskarżenia. Do sądu i prokuratury, bo aresztowali ich dzieci z całkowitą łatwością. A nawet pewnie nie wiedzą co to dla młodego człowieka za koszmar, taki areszt. Przecież kryminaliści na pewno nienawidzili ich synów za te zarzuty. Mogli im jakąś krzywdę zrobić. O rzekomo przestępczych czynach swoich dzieci mają zdanie, że to były zwykłe nieudolne zaloty, młodzi chłopcy interesują się dziewczynami, to normalne. A do żadnego molestowania nie doszło.

Dyrektor szkoły odpiera zarzuty rodziców twierdzi, że nie było żadnych oznak dramatu, a kiedy się o sprawie dowiedział, od razu zareagował. Boi się o dobre imię szkoły. Twierdzi nawet, że żaden z opisanych przypadków nie miał miejsca na jej terenie. Niemal wszyscy zeznali inaczej.

Rodzice chłopców znają bliskich Pauliny. Skontaktowali się z nimi i dziewczyną po aresztowaniu oskarżonych. Nie wiadomo, czy chcieli przeprosić, nie wiadomo jakie słowa by na to znaleźli. Wiadomo, że ona nie potrafiła spojrzeć im w oczy.

- Czuje się winna tego aresztowania, uważa że jest jego przyczyną. Ma wyrzuty sumienia, że naraziła na stres i cierpienie rodziny oskarżonych. Bała się żeby nic ich złego od współaresztantów nie spotkało. Sprawdziliśmy, nic tam się nie wydarzyło. A Paulina i tak zastanawiała się czy nie można by tej sprawy jakoś inaczej załatwić, polubowniej. - mówi prokurator zapalając papierosa.

Rodzice Pauliny nie wydali żadnego oświadczenia. Nie rozmawiają z prasą.

Wina

- A oskarżeni czują się winni? – pytam.

- Nie przyznają się do zarzutu dopuszczenia się „innych czynności seksualnych” (art.197 & 2 kk), wyłącznie do zniewagi (art. 191 kk.), a za to kara więzienia nie grozi. Pierwszy zarzucany czyn zagrożony jest pozbawieniem wolności do pięciu lat.

- I nie dostrzegli nic złego nawet, kiedy dowiedzieli się, że za to o co są oskarżeni w świecie normalnych wartości i sumień chodzi się do więzienia?

- Żarty, żarty to wszystko były i końskie zaloty - prokurator rozkłada ręce.

Przyczyn zła, które zrodziło się w Koronowie, jest tyle ile osób, które próbują ich dociekać. Dlaczego pięciu silnych mężczyzn upokarza i torturuje przez rok delikatną, cichą dziewczynę? Może ktoś przeoczył sygnały ostrzegawcze. Nauczyciele i rodzice reagowali zbyt słabo, gdy tamci byli chamscy na lekcjach, wagarowali, siłą, sprytem i bezwzględnością zyskiwali milczącą aprobatę kolegów z klasy.

- Może doszło do tego, dlatego, że absolutnie nikt się nimi nie interesował. Rodzice byli zajęci swoimi sprawami, kontakt między nimi a chłopcami był zerowy. Wyszło nam to w śledztwie a potwierdziło się później, kiedy odruchowo powiedzieli, że winni są nauczyciele - prokurator odprowadza mnie do drzwi. - Nie miał kto zobaczyć jak powoli dochodzi w tych chłopcach do całkowitego przewartościowania, do obumarcia uczuć wyższych. Bo tego, widzi pan, jestem pewien. Bo rozmawiałem z tymi lodowato spokojnymi młodymi ludźmi.

Origami

Jeśli sąd pozwoli chłopcy będą kontynuować naukę w Bydgoskich zawodówkach. Krzysztof (ten który wg aktu oskarżenia zmuszał Paulinę do zjedzenia z ziemi peta) zdecydował się przerwać naukę. Został w miasteczku. Zacznie pracę w zakładzie obuwniczym.

- Bo jest świetnym fachowcem, nadaje się do tego jak nikt inny. Czysty, miły, pracowity – Zachwala jego przełożony. – Sumienny, skrupulatny.

- I ma gust, ładne rzeczy potrafił z papieru robić. Origami zna. Umiał kartkę A4 złożyć w wielkie, trójwymiarowe serce – mówi uczeń z Zespołu Szkół w Koronowie.    

Podobno podczas przesłuchania powiedział, że to wszystko mogłoby się nie wydarzyć, gdyby Paulina nie była najładniejszą dziewczyną jaką w życiu widział.


Dla dobra ofiary imiona bohaterów a także fakty mogące pomóc w ustaleniu ich tożsamości zostały zmienione. Proces chłopców będzie najprawdopodobniej niejawny.

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach