Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Takie tam wierszyki - nawet miłosna poezja :)  (Przeczytany 4827 razy)

Offline Deron

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 101
    • http://www.deron.eu
Takie tam wierszyki - nawet miłosna poezja :)
« dnia: Czerwiec 27, 2008, 09:29:01 pm »
To stało się szybko, gdy grom jasny z nieba cisnęłaś z chmur srogich mój Boże
Nie miałem ratunku, rzuciłem się w otchłań, tak miało być, tak stało się.
Może - Nie umiem zawalczyć o swoje istnienie, o rzeki w mych dłoniach spłakanych
O wszystkie te chwile w bajecznej wzniosłości, co przeszły do snów zapomnianych...
Zagłusza mnie cisza, zabija mnie wzrokiem, unosi nad ziemią, przeklęta
Coś czai się w niebie- imituje Ciebie? Już lecę- tak. Działa przynęta...
Na śmierć lecisz!- krzyknął ktoś z tłumu masek, splecionych w pobożnej modlitwie
Nikt jednak mi ręki nie podał, nikt noża, w tej swojej codziennej gonitwie...
To boli, tak pali! Wyżera od środka me serce mą radość mą duszę!
Ze wszystkich otworów łzy leją się ze mnie, już pękam już cały się kruszę...
Pomocy! Umieram! Nikt nie słyszy szlochu, rozpaczy nie widzi tłum czarny
Ta masa prawdziwa, ta mina fałszywa, ten cały pobożny puch marny...
Gdzie skrzydła anioła? Nie mogę już dłużej- utrzymać się w pustej przestrzeni..
Już raj mnie odrzuca, już piekło zamyka, nie trzyma mnie nic i na Ziemi...
Bezsilność najgorsza z tych ludzkich niemocy, co umrzeć nie dają nam żyjąc
Gdy chcesz odejść- krzyczy- ktoś z tłumu bez twarzy, z ironią w ciemności się kryjąc...
Snem było me życie, musiałem odlecieć- do niebios jasnego ogródka
I znów już u celu, choć szczęście - gdzie indziej. Raj. Otchłań. Lot. Niebo.
POBUDKA

============

Żółty liść z twą twarzą
opada powoli na dno pamięci
lekko falując na wietrze
jakby chciał uniknąć takiego losu
opóźniając ostateczny upadek

kiedyś był jak inne zielony
soczysty chłonny ożywczych soków
poszukiwał życiodajnych promieni
dając schronienie całym sobą
radując się rozmową z tym obok

jednak nie potrafił skutecznie się opierać
wszelkim wietrznym nawałnicom
oderwał się od bezpiecznego domu
w którym i tak nie mógł pozostać na wieki

=============

Podchodzisz cicho
jakbyś nie chciała ranić
powtórnie

już bez modelowanych włosów
bez sztucznych ogni
i zapachów dnia
które zostawiłaś w łazience

ogarniasz, łasisz się przymilnie
chwilą gdy zamykam oczy
dotykasz moich ramion
i łaskoczesz w uchu

znów szczęściem jesteś,
tym samym szczęściem
które pozostawiliśmy
ubiegłego lata nad wodą...

tak, wtedy śmiałem się szczęśliwy -
niech i im pozostanie
nieco z nas i naszej radości,
a pozostało wszystko...
tak niewiele było ciebie

to dobrze, że chociaż przed snem
przychodzisz, wtedy
już tylko we śnie możesz
plątać się po moim życiu.

============

Ostatnie łzy potu w krwi leją się ze mnie
Ten grymas zniszczenia na twarzy,
Gdzieś w mrocznym pokoju na ścianach wisielczych
Wśród starych ran Twych tatuaży...
Ma wolność odeszła, rozkuła kajdany
Miłości na smyczy trzymanej
Krzyczało w rozpaczy uczucie ostatnie
Tej chwili, bo już zapomnianej...
Wyrwałaś mi serce, przez kraty cisnęłaś
Rzuciłaś psom tak! na pożarcie
Zabiłaś, zabiłaś! me sny wyrzuciłaś
Pętałaś mą dusze uparcie..
Bandaże czerwone, ratunek ostatni
I to nie pomogło, zbyt mało
Krwi z żył się ulało, nic nie pozostało.
...już koniec.

=========

Podejdź nocą pusta
Świecącą srebrzyście
Bym począł się w tobie
Barwnie grając naszą melodie

Podaj dłoń w czysty poranek
Kiedy chór wiatrów niesie ptaki
A poczuje jak wschodzi słońce
Dotykające twojej skóry

Pocałuj mnie raz i szczerze
By spłynął po mnie żar południa
I wysuszy wszystkie moje błędy
Wytworzone bezmyślnymi chwilami

Wyszeptaj dla mnie siebie
Stając się głębokim niebem
A ja jak latawiec odnajdę bezludną chmurę
Chmurę pełną uśmiechów dla nas

=======

Tak bardzo bym chciał być teraz przy Tobie
osłonic swym ramieniem łzy ustami osuszyć
utulić zagubione twe serce skołatane nerwami
uspokoić czułością i miłosny rytm przywrócić

Ty jesteś moja połówka wyśniona w marzeniach
tak kiedyś mglistych i trudnych do przewidzenia
a w marach sennych różne cudności się zdarzają
i właśnie one w naszych sercach miłość rozpalają

Tak mi smutno ze tęsknisz cierpiąc w samotności
pielęgnując uczucie do mnie i tej namiętnej miłości
do Ciebie gna oszalałe serce, tęskniące, zagubione
aby wspólne i szczęśliwe chwile nie były juz tracone

Dając serce moje i to bez chwilki nawet zawahania
ma zostać przy Tobie i przed złymi chwilami ochrania
Złe chmury i smutek rozganiając miłości naszej chroni
byśmy wspólnie już zaprzestali za szczęściem pogoni

===========

Kiedy tylko zechcesz zatrzymam czas, złożę u Twych stóp kolorowy świat.
Bo znów czuję jak krew buzuje w moich żyłach, jak serce tłucze się w piersi, chcąc wyrwać się na wolność. Tchnienie lata przeniknęło mnie na wskroś...
I unoszę się myślami tak wysoko jak ptaki na niebie.
I mknę dalej i szybciej niż wiatr, choć stopami wciąż jestem na ziemi.
Bo czuje to, czuje na mojej skórze, każdą tkanka, każdym nerwem, każda myślą.
I krzyczę - a nie jest to pusty wrzask bólu w mojej głowie.
To krzyk gdzieś z samego dna duszy, pogrzebany przez najbardziej zgniłe pragnienia i potrzeby.

=========

Pozdróóófka  :tekno:

Brak wstrząsów powoduje niepokój twórczy


Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Deron

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 101
    • http://www.deron.eu
Takie tam wierszyki - nawet miłosna poezja :)
« Odpowiedź #1 dnia: Czerwiec 27, 2008, 09:39:59 pm »
Po moim policzku znów spływa złota łza
W moim sercu znów niesprawiedliwy żal
Tak bardzo pragnę spojrzeć w Twoje piękne oczy
I zobaczyć uśmiech Twój uroczy
Lecz wiem, że me marzenia nie mają spełnienia
Nie wiem jak będę mógł sam żyć
Przecież bez Ciebie bezsensu są dni
Moje serce znów daje mi ten ciepły znak
Że kiedyś w przestrzeni odnajdą się dusze nam
I będę mógł znów śmiało powiedzieć, że JA i TY
to już na zawsze tylko MY... !!

==========

Powiedz dlaczego na świecie
tak dziwnie plączą się dni,
że każdy za kimś wciąż tęskni,
że każdy o kimś wciąż śni,
dlaczego szczęście ucieka,
gdy zdaje się blisko być
i człowiek znów musi czekać
i znów w tęsknocie żyć ?
Lecz co w sercu i duszy zakwitło już,
niczym ogród usłany potokiem róż
gdzie korzenie w sercu głęboko się wrosły
gdzie wystarczy już tylko uśmiech radosny,
tam nikt nic nie działa, zrobić nie może
bo każda miłość jest tam - gdzie jej łoże.

==========

Odkąd jesteśmy razem nie
straszne nam są żadne
problemy ani złe dni bo
 mamy siebie i razem
damy sobie radę.
Odkąd jesteśmy razem
staliśmy się jednym bijącym
sercem i jedną bratnią duszą,
a nasze życie szczęściem
jest przepełnione i jest
takie cudowne i spełnione.
Odkąd jesteśmy razem nic
nam więcej do szczęścia
nie potrzeba, a nasza
miłość wciąż rozkwita i
z każdym dniem staje
się piękniejsza.

=========

Gdy jesteś obok mnie - wszystko wokół jest zaczarowane. Magia, która nas otacza - sięga gwiazd które oświetlają nam drogę, która mamy zdążać. Ta droga prowadzi do wiecznego szczęścia, więc kochanie nie bój się pójdźmy nią razem pozwalając,  by przeznaczenie wypełniło swoją misję. Bo dzięki niemu jesteśmy teraz razem. To ono pomogło nam się odnaleźć wśród tysiąca zagubionych serc.  Nasze dłonie splecione w wężowy uścisk przekazują sobie żar, który rozpala nasze ciała.  Pójdźmy tą ścieżką miłości odkrywając siebie udowadniając, że nasze dusze - to jedność tego świata…

===========

Kiedyś zbuduję dla nas piękną łódź, z żaglem na
którym napiszę słowa "Na zawsze razem",
żebyśmy mogli nareszcie odbić się
od brzegu i dopłynąć do naszej wymarzonej
wyspy, gdzie szczęściem się oddycha, gdzie
będziesz nocą kołysana przez gwiazdeczki
w oceanie miłości, gdzie w szczęściu i miłości
staniemy się jednością. I obiecuję Ci, że
 już nikt nam tego szczęścia nie odbierze,
bo będąc na naszej wyspie szczęścia
będziemy poza zasięgiem całego
świata już NA ZAWSZE RAZEM !!

===========

Wzgardzona dusza, jak kawałek papieru rozdarta
ktoś coś wymazał, została tylko nie zapisana karta
By ją zapisać potrzeba kamienia
ostrego, mocnego, bez sumienia
wiary, nadziei i zapatrzenia
że wszystko w życiu
jest do przezwyciężenia.

=========

Pozdróóófka  ::skrzypi


Brak wstrząsów powoduje niepokój twórczy


Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Takie tam wierszyki - nawet miłosna poezja :)
« Odpowiedź #2 dnia: Czerwiec 28, 2008, 09:10:59 am »
Deron  -za te wiersze :kw:  :kw:  :kw:
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

zwalcio

  • Gość
Takie tam wierszyki - nawet miłosna poezja :)
« Odpowiedź #3 dnia: Czerwiec 28, 2008, 01:24:35 pm »
:love1:  :love1:  :love1: sweet :love1:  :love1:  :love1:

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Takie tam wierszyki - nawet miłosna poezja :)
« Odpowiedź #4 dnia: Czerwiec 28, 2008, 10:45:57 pm »
Deron- piękne, czekam na jeszcze, jeszcze.  :ok:  :turn-l:

Cytuj
....wiary, nadziei i zapatrzenia
że wszystko w życiu
jest do przezwyciężenia.


 ::skrzypi  ::skrzypi  ::skrzypi
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Takie tam wierszyki - nawet miłosna poezja :)
« Odpowiedź #5 dnia: Lipiec 02, 2008, 12:34:12 pm »
Bardzo fajne :kw:  :kw:
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Deron

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 101
    • http://www.deron.eu
Takie tam wierszyki - nawet miłosna poezja :)
« Odpowiedź #6 dnia: Listopad 15, 2008, 06:25:37 pm »
W odpowiedzi na Wasze prośby :)


Nie zostawiaj mnie takiego
jeszcze drżę
pełny Twojej czułości
nie zostawiaj na pastwę wyobrażeń
bez Ciebie
mój świat
jest niedopełniony jak ciemny pokój
chodzę po omacku strącam lampę
nie zostawiaj
nie potrafię nakarmić tęsknoty
wspomnieniem Twoich oczu
tuż nad ranem
marznę bez ciebie
tylko z Tobą
życie ma smak
nieba
Czarna upojna noc
wypełniona dźwiękiem westchnień i jęków
Rozkosz każdego kolejnego słowa
które jest dotykiem
Bliskość myśli i pragnień
spleciona w jeden żar
Niepewność wywołująca
niespokojne drżenie
Nadzieja że Twój umysł
ciągle będzie blisko
Dwa oddzielne ciała które dzięki grze słów
stają się jednością
Potem nastała nicość
która rani
Zimne prześcieradło
Niezgnieciona poduszka
Pustka tuż obok
I żal po utracie czegoś cudownego

-------

Była to bardzo wspaniała dziewczyna
często powtarzał: Ty moja jedyna
bała się najgorszego, że kiedyś ją porzuci
Nie będzie chciał jej znać - ich czas nigdy nie wróci...
Wiedziała, że wtedy życia by nie miała
Nie dałaby rady... Za mocno kochała
Po jakimś czasie nie tak samo było...
Zero jego wyznań... Coś się w nim zmieniło...
Coraz rzadziej się z nią spotykał
Gdy mówił: Kocham, wzroku jej unikał
Czuła jakby była z obcą osobą
Czegoś się bała, nie była sobą
Przytuliła go mocno,
Mówiła: Kochanie...
Nie sadziła, że dziś nastąpi ich pożegnanie...
Zaczął mówić coś...: Wiesz, mam Cię dość
Ona milczała, tylko łza cichutko
Po jej policzku spływała
Mówił, że pokochał inną już
Nie wiedział, że dziewczynie
Właśnie wbijał w serce nóż
Siedziała sama myśląc o tym co się stało
Nie mogła uwierzyć... tak ją to zabolało
Do domu wracać nie chciała...
Poszła na skarpę... miejsce które tak bardzo lubiła...
Miejsce... Gdzie wszystkie swe smutki i żale wylewała...
Myślała czy teraz jest z tą dziewczyną...
Czy do niej też mówi: jesteś tą jedyną
Zranił tak bardzo jej małe serce...
Przyrzekła, że nie da się zranić nikomu więcej...
Następnego dnia jego ujrzała
Uśmiechniętego z nią idącego i nagle się zaśmiała
Wszystkie wspomnienia szybko wracały...
I znowu do oczu jej łezki napływały...
Poszła do domu
Sięgnęła do szafki z lekarstwami...
Wzięła wszystkie tabletki
I uciekła trzaskając drzwiami
Chciała umrzeć w miejscu
Gdzie kiedyś z nim była...
Poszła na skarpę i własnym oczom nie wierzyła...
Słyszała jego piękne wyznania
Płakała i była już bliska skonania...
Mówił: jej naprawdę nigdy nie kochałem...
To na Ciebie jedyną całe życie czekałem...
Tak ją te słowo mocno zabolało
Upadła na ziemię, nie wiedząc co się stało
Wyrzucała sobie swoją naiwność...
Wierzyła gdy mówił: to musi być miłość...
Otworzyła oczy i zobaczyła ją...
Patrzyła na nią i pomyślała
Że to ta sama dziewczyna
Która jej ukochanego odebrała...
Zerwała się nagle i biegła przed siebie
Krzyczała: nienawidzę Cię! Nie wybaczę Ci tego!
Zabrałaś mi wszystko... mojego kochanego!
Więcej powiedzieć nie zdołała
Wyjęła tabletki...
I jedna za drugą łykała...
Krzyknęła tylko:
Boże wiesz jakie jest moje marzenie...
posiedzę, poczekam na jego
spełnienie...
Poczuła się senna... co chwilę upadała...
Zobaczyła tego, któremu cała się oddała...
Próbował wziąć ją na ręce...
Mówiła: nie dotykaj mnie nigdy więcej!
Oczy jej się zamykały...
Tylko usta te same słowa powtarzały...
Nigdy mnie nie kochałeś... Zbędne nadzieje mi dawałeś...
I coraz ciszej i wolniej mówiła...
Bo swoje ziemskie życie właśnie kończyła...
Patrząc na niego powiedziała:
Nie zapomnij mnie... I tak kocham Cię...
Mimo że mnie skrzywdziłeś i życie moje w piekło zmieniłeś...
I on zapłakał nagle... słysząc jej wyznanie...
Odchodziła powoli... nie wiedząc co się stanie...
Czekała na chwilę... W której jej serce bić przestanie...
On chodził niespokojny, wyrzucając z siebie...
Że to przez niego ona chce być teraz w niebie
Opadło jej ciało... serce bić przestało...
On gdy to ujrzał rozpędził się, i skacząc ze skarpy zawołał: kocham
Cię!
A z jej martwego ciała, po policzku ostatnia łza poleciała.                                      

---------------

Czy mogą wyrazić tak pięknie te słowa?
Co poczuje serce, co pomyśli głowa,
Co jest we wnętrzu, co dusze buduje,
O czym pamiętasz, co myśli kształtuje.

Czemuż to ona – jedna z miliona
Została w mych oczach tak wywyższona,
Że jestem szczęśliwy, żyje tak mile
I tęskno czekam na bliskości chwile.

Kiedy Ty jesteś, czas szybciej mija.
Kiedy Cię nie ma, myśl nie przemija.
O Tobie, o Nas, o Naszym spotkaniu.
Zabijam tę pustkę w radości – pisaniu.

Pamiętam wszystko co z Tobą związane
Twoje oczy, dotyk, Twoje ubranie.
Zatraciłem się w Tobie, miłość nie ustaje.
Jesteśmy razem, świat się rajem staje.

------------

Tam, gdzie jest nasza niemoc,
tam też jest siła.
Tam gdzie jest nasza nędza,
tam też jest nasza wielkość.
Tam, gdzie jest ciemność,
tam także panuje światło...


>>>>>>>>>>>

Pozdróóófka Deron
Brak wstrząsów powoduje niepokój twórczy


Mulesia

  • Gość
Takie tam wierszyki - nawet miłosna poezja :)
« Odpowiedź #7 dnia: Listopad 17, 2008, 09:26:43 pm »
Piękne  :kw:  :kw:  :kw:  ::bf1 .

Mulesia

  • Gość
Takie tam wierszyki - nawet miłosna poezja :)
« Odpowiedź #8 dnia: Listopad 17, 2008, 09:27:28 pm »
Czekam na kolejne wiersze.
 :kw:  :kw:  :kw:

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26451
Takie tam wierszyki - nawet miłosna poezja :)
« Odpowiedź #9 dnia: Listopad 20, 2008, 05:06:48 pm »
Deron,jestem pod wrażeniem -piękne   :kw:
Prosimy o kolejne .....  :D
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Odp: Takie tam wierszyki - nawet miłosna poezja :)
« Odpowiedź #10 dnia: Styczeń 07, 2009, 11:14:24 am »
Znalezione w sieci - bardzo mi się to spodobało postanowiłam umieścić

„Ostatni jednorożec”


Biegłem przez łąkę, której soczysta trawa muskała me
nogi. Srebrna grzywa kąpała się w złotych promieniach słońca. Powietrze
przepełniały zapachy cudownych konwalii i bzów. To było niesamowite. Ja i cały
wszechświat w jednym. Cwał szybki jak wiatr i bicie serca mocne jak głaz.
Jestem jednorożcem. Jak wszystkie jednorożce mam magiczną moc która sprawia iż
jestem nieśmiertelny. Jestem białym, nieśmiertelnym jednorożcem cwałującym po
bezdrożach bogatszych niż boskie sny….

Ostry dźwięk dzwonka przeszył mnie na wylot. Mama krzyczała z pokoju obok:
- Natanie wstałeś już!? - Lekko zaspany odpowiadałem, jak co rano:
- Tak mamusiu! - I jeszcze przez parę minut leżałem wpatrując się w gwiaździste niebo mojego
sufitu. Bo mój pokój cały był w gwiazdki. Małe i duże. Najprzeróżniejsze.

Mamusia, jak co dzień zrobiła pyszne śniadanie. Odchodząc od stołu ładnie
podziękowałem, chwyciłem papierową torbę z drugim posiłkiem do szkoły i
wybiegłem z domu. Po drodze myślałem o moim śnie. Pomyślałem sobie jak to
fajnie jest być jednorożcem. Czuć jak twarde kopyta uderzają w ziemię, jak inne
jednorożce ścigają się z tobą a ty wygrywasz o skrawek swego świętego rogu. W
klasie wpatrywałem się jedynie w mały punkcik znajdujący się gdzieś tam na
horyzoncie za oknem. Popołudniowe słońce ładnie kolorowało chmurki płynące nad
domami, lasem i naszym boiskiem szkolnym. Pamiętam jak tatuś opowiadał mi
kiedyś o aniołach, które mieszkają tam wysoko i patrzą jak ludzie na ziemi
spieszą się niczym mrówki do swoich domków, do pracy i do szkół gdzie uczą się
te mniejsze mrówki. I tak całe życie. Ale ja nie wierzę, że to jest tak. Tam na
górze są anioły, ale one hodują jednorożce, a później je wypuszczają. Bo w
niebie jest wielka łąka. Pani od religii mówi, że to raj. A tak naprawdę to dom
jednorożców.

- Natanie! Możesz mi powiedzieć, o czym teraz mówiliśmy?

- Nie.. – Moja pani mnie zaskoczyła. Zwykle uważam na lekcji. Tym razem myślałem tylko o tym, że znów zasnę i będę biegać po swoich łąkach tam gdzie jest mój dom. Taki prawdziwy.
Bo na razie wychowują mnie anioły i gdy dorosnę to będę mógł już zamieszkać w
niebie. Mam tatę anioła i mamę anioła. Jak mam ochotę to idziemy na lody a jak
nie to nie. Mamusia mówi, że mnie kocha i że jestem najlepszym synkiem. Nie
wiem, dlaczego tak mówi. Ma przecież tylko jednego syna. Tatuś też mnie kocha,
mimo iż nie mówi tego tak często jak mama. Kiedyś jak spadłem z roweru i bardzo
płakałem on przytulił mnie mocno tak, że nie mogłem prawie oddychać i czułem
jego bicie serca, wtedy mi powiedział żebym nie płakał i że on bardzo mnie
kocha i jeszcze, abym nigdy o tym nie zapomniał. Od tamtej pory widuję tatusia
tylko w soboty. Nie mieszka już z nami. Chyba ma jakąś ciężką pracę, że nie ma
czasu i w ogóle. Dziś w szkole pani zadała nam wypracowanie. Temat był taki:,
„Kim chciałbym zostać, gdy dorosnę?” Ja wiem, kim będę. Będę jednorożcem. I o
tym napisałem. Nie pokazywałem mamie, bo chciałem, aby była ze mnie dumna, gdy
przyniosę do domu piątkę. Nadszedł ten dzień. Moje wypracowanie leżało na
biurku ładnie oprawione, napisane na pachnącym papierze podaniowym, gotowe by
pokazać je światu. Byłem taki dumny. Gdy dzwonek wrzeszczał jak oszalały ja już
nie spałem i tylko czekałem, gdy rozdźwięczy swą żałosną melodię rozdzierając
mi bębenki w uszach. Do szkoły jechałem zatłoczonym, żółtym autobusem, którego
silnik warczał jak zły pies mojej sąsiadki. Moje serduszko biło jak oszalałe.
Dzwonek na lekcję przedzierał się przez długie szkolne korytarze i docierał
nawet do męskiej toalety gdzie nigdy nie chodziłem, bo siedzieli tam chłopcy ze
starszych klas i palili papierosy, a mama mówiła mi, że palenie zabija, ale nie
tak od razu tylko powoli i że się choruje. Kiedyś miałem nawet koszmary.
Dzisiaj już się nie boję. Jestem prawie dorosły. Gdy pani prosiła kilka osób by
przeczytały swoje opowiadania, podnosiłem rękę tak, żeby mnie było widać
najwięcej. Dopiero, gdy przeczytały dwie osoby to byłem ja. I zacząłem.
Czytałem o moim domu. Tam gdzie mieszkają anioły. O tym jak razem biegamy i
ścigamy się przez prerię pełną soczystej trawy, która nigdy nie więdnie.
Czytałem, że każdej nocy jestem jednorożcem i wzbijam się z mojego okna na
poddaszu by odfrunąć do chmur na niebie gdzie znajduje się miasto aniołów.
Przez chwilę było cicho. Ale zaraz parę osób zaczęło chichotać i szeptać. A
pani powiedziała, że muszę przyprowadzić jutro mamę, bo chciałaby z nią
porozmawiać. Od tamtej pory nie było już tak samo. Inne dzieci śmiały się ze
mnie na przerwach i nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Mamusia zaprowadziła mnie
do takiej pani, co zadaje mnóstwo pytań i pokazuje kleksy. Nawet mi się to
podobało. Z tymi kleksami. Bo w szkole byłem smutny. A wieczorem nim zasnąłem
modliłem się do pana boga żebym się nie obudził i został w niebie. Bo ja jestem
jednorożcem mówiłem i tam jest moje miejsce.

Minęło trochę czasu nim się wszystko ustatkowało. Wizyty u psychologa się już skończyły a ja od dwóch lat nie śnię już o jednorożcach. Przeniosłem się do innej szkoły i jest
naprawdę lepiej. Nawet zapomniałem jak było kiedyś. Ludzie w nowej szkole są
super. Koledzy. I koleżanki…

Najbardziej skumplowałem się z taką Majką. Mieszkała niedaleko mnie. Zrezygnowaliśmy z
jeżdżenia autobusem na rzecz częstych spacerów do szkoły. Była moim najlepszym
przyjacielem. Raz uciekliśmy razem z lekcji i pobiegliśmy do parku. Kupiliśmy
sobie lody, rozmawialiśmy, śmialiśmy się i w ogóle. W ten dzień poczułem, że
jest jakoś inaczej, że ona jest inna. A może to ja się inaczej na nią
patrzyłem. Była taka śliczna. Gdy siedzieliśmy bez słowa na ławce i
wpatrywaliśmy się w zachodzące słońce. Odezwałem się, choć nie wiem, dlaczego.
Nie panowałem nad sobą. Jak bym stał obok i patrzył na siebie.

- Wiesz. Mógłbym powiedzieć ci wszystko. – Nic więcej nie dodałem. Oczekiwałem odpowiedzi, choć nie wiedziałem, dlaczego.

- Ja też Natanie. –Przerwała na chwilę spojrzała mi prosto w oczy i uśmiechnęła – Zdradzę ci mój największy sekret pod warunkiem, że ty mi powiesz swój– nie przestawała patrzeć
mi się wprost w oczy. Czułem się jak zahipnotyzowany.

- Dobrze, ale jutro –przestraszyłem się. To wszystko ze strachu.


- Byle do jutra –Pomyślałem

Tamtej nocy znów śniłem o tym, że jestem jednorożcem.

Przypomniałem sobie jak to jest biegać po soczystej zieleni i ścigać się…, Ale w tym śnie nie było już innych jednorożców. Zostałem tylko ja. Jedyny jednorożec. Biegałem po bezkresnej łące, która nie miała już kwiatów. Na horyzoncie słońce chyliło się ku zachodowi, a ja wciąż biegłem samotnie ku bezkresowi nie wiedząc, dokąd pędzę. Dotarłem na skraj urwiska. Tam
dostrzegłem ślady krwi. Prowadziły one wąską ścieżką aż na samo dno kanionu.
Polizałem delikatnie ciepłą jeszcze kałużę szkarłatnej krwi i przeszyło mnie
wtedy tyle uczuć, tyle obrazów. Zobaczyłem te twarze, które w szkole śmiały się
wytykając mnie palcami, przypomniałem sobie szepczące głosy na korytarzach i
pogardliwe spojrzenia na stołówce. Gdy dochodziłem do końca ścieżki przez moje
nozdrza wdzierał się gęsty odór lepkiej słodyczy. Przez mgłę wyłaniały się
sterty dziwnych stworzeń, lecz kiedy podszedłem bliżej zrozumiałem, że to
jednorożce. Odwróciłem się szybko by nie musieć oglądać tego widoku, ale gdy
uczyniłem ten szybki gest znalazłem się na cmentarzysku gdzie były już same
kości jednorożców, cale szkielety. W pół zgniłe, świeżo obdarte ze skóry i
całkiem łyse kości pokryte jedynie szkarłatną krwią. Jedna czaszka miała
jeszcze żywe oczy, one się na mnie patrzyły, patrzyły się wprost na mnie…

 Obudziłem się zlany potem około trzeciej rano.

Do siódmej już tylko leżałem nie mogąc zasnąć. Po szkole umówiłem się z Majką w
tamtym parku, co poprzednim razem. Usiedliśmy na ławce długo wpatrując się w
siebie. Nie wiem sam, kiedy pocałowaliśmy się. Poczułem jakbym wzlatywał,
unosił się do nieba, stawał się częścią całego świata. Gdy tak siedzieliśmy
patrząc sobie w oczy a błogość napełniała nasze serca. Maja swym delikatnym
głosem wyszeptała:

- To, jaki jest twój sekret?–

- Zawsze chciałem… -przerwałem

- Powiedz. Proszę. –Miała taki śliczny głos. Nie mogłem jej odmówić.

- Zawsze chciałem wrócić do domu. Do nieba. –

- Ale tu jest twój dom. –

- Mój dom jest w niebie. Bo wiesz…. – Urwałem na kilka sekund – …ja jestem jednorożcem. –
Zadrżałem wtedy, ale czułem się bezpieczny. Kochałem ją. To była moja pierwsza
miłość. Moja najdroższa, której powierzyłbym serce i duszę.

- Hi, hi, hi….-
Roześmiała się cichutko i słodko jak zwykła była to robić, ale tym razem jej
śmiech przerodził się w śmiech bardziej dosadny, kpiący. Jak przy opowiadaniu
dobrego dowcipu.

– ha, ha, ha, …

Tej nocy płakałem do poduszki. W mej pamięci wyrył się na wieki jej śmiech, który łączył się z tymi wszystkimi, które słyszałem wcześniej. Gdy zaczynała się śmiać jeszcze do mnie
nie docierało. Dopiero po dziesięciu sekundach poczułem taki ścisk w sercu,
taki ból. Bolała mnie dusza. Moje oczy zalały się czernią i nawet nie pamiętam
czy uroniłem łzę czy bez słowa wróciłem do domu. Dziś w nocy nie miałem snu o
jednorożcu. Wiedziałem, że ja jestem jednorożcem. Błagałem Boga by mnie zabrał.
By zgasił świecę mego istnienia i zabrał mnie na łąki, które tak dobrze znam z
jego opowiadań. Nie zrobił tego. Ale tego dnia, przez ten śmiech zrozumiałem
wiele. Praktycznie wszystko, co trzeba. Nigdy już nie myślałem jak wcześniej.

Tak właśnie umarł ostatni jednorożec…

http://www.granice.pl/proza.php?id=51&id2=862  Autor:foxier
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

 

(c) 2003-2018 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach