Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: operacja genowa szansą na przywrócenie wzroku  (Przeczytany 3231 razy)

Offline zija

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 433
    • http://dzieciom.pl\4687
operacja genowa szansą na przywrócenie wzroku
« dnia: Maj 16, 2008, 01:50:04 pm »
http://portalwiedzy.onet.pl/4868,11127,1487152,1,czasopisma.html

 
2008-05-15 Joanna Moorhead

Przywracanie zmysłów
Pionierska operacja genowa daje szansę na przywrócenie wzroku osobom z pewną formą ślepoty. Jak to jest odzyskać dawno utracony wzrok? Jakie to uczucie otworzyć oczy i zobaczyć świat po latach ślepoty?


Takie właśnie doświadczenia miał Steven Howarth, który niedawno po tym, jak pionierska operacja w szpitalu Moorfields Eye przyniosła radykalną poprawę jego wzroku - powiedział, że to tak jakby ktoś „zdjął olbrzymi ciężar”. 18-letni Howarth po zabiegu naprawiającym degeneracyjne schorzenie jego oczu zdołał samodzielnie, pewnym krokiem przejść przez słabo oświetlony testowy labirynt, podczas gdy wcześniej za każdym razem wpadał na ściany.

29-letnia Vicki Duncan rozumie zachwyt Howartha. Podobnie jak on urodziła się z degeneracyjnym schorzeniem siatkówki i również poddała się leczeniu ratującemu wzrok, które dało jej możliwość widzenia więcej, niż spodziewali się sami lekarze.

- O swoim problemie dowiedziałam się, gdy miałam osiem lat – wspomina. - W przypadku mojego schorzenia dochodzi do powstawania nadmiaru naczyń krwionośnych w oku, co w końcu prowadzi do odklejenia się siatkówki. Gdy siatkówka uległa odklejeniu w moim lewym oku, myślałam, że wystarczy poddać się operacji, która przytwierdzi ją z powrotem, ale ta się niestety nie powiodła. Tak więc od dziewiątego roku życia nie widziałam na lewe oko i choć prawe oko było w porządku, to jednak nie było idealne.

- Kiedy miałam piętnaście lat obraz w prawym oku zaczął się stawać zamazany i mglisty, wtedy też zdałam sobie sprawę, że i w nim tracę wzrok. Badania wykazały, że mam zaćmę, a lekarze uznali, że operacja nie jest dobrym pomysłem. Mój wzrok ulegał stopniowemu osłabieniu aż do momentu, gdy po 20. roku życia byłam w stanie odróżnić jedynie światło i ciemność – opowiada.

Kiedy Duncan miała niecałe 26 lat, lekarz zasugerował jej, że powinna poddać się zabiegowi opartemu na udoskonalonych w tym czasie technikach. - Na tym etapie nie miałam nic do stracenia – mówi.

Dzień po operacji bandaże Duncan zostały „raczej gwałtownie” zdjęte. To był wyjątkowy moment. - Dotąd ledwie rozróżniałam, czy światło jest włączone czy nie, a wtedy to światło było tak jasne, że nie mogłam utrzymać otwartych oczu - wspomina. - Przez pierwsze kilka dni mogłam otworzyć oczy tylko na kilka sekund, a potem musiałam je zamykać. Byłam w takim szoku.

Wspomina, jak tego dnia siedziała na krześle w klinice i otwierając niepewnie oczy zobaczyła parę przechodzących obok nóg. - To było niesamowite - mówi. - Nie widziałam niczyich nóg od lat. Poczułam się słabo, zakręciło mi się w głowie.

Kolejne dni i tygodnie były pełne rozmaitych rewelacji, z których największa przydarzyła się, kiedy uświadomiła sobie, że po raz pierwszy jest w stanie zobaczyć twarz swojego męża Kelvina.

- Podeszłam do niego bardzo blisko i byłam w stanie zobaczyć cechy jego twarzy. To było bardzo emocjonalne przeżycie. Stałam tam i widziałam go po raz pierwszy w naszym wspólnym życiu.

Dzięki noszeniu okularów i szkieł kontaktowych w ciągu kolejnych tygodni jej wzrok wciąż się poprawiał. - Nie obyło się bez niespodzianek – wspomina.
 
 Ciąg dalszy ...



- Zobaczenie mojego brata po raz pierwszy od dziesięciu lat było dziwnym doświadczeniem. Gdy widziałam go po raz ostatni, był typowym nastolatkiem w wieku około 17 lat. Teraz jest mężczyzną! Podobnie było z moim ojcem, który był oczywiście starszy. I choć moja mama umarła, gdy miałam 14 lat, mogłam obejrzeć jej zdjęcia, co również było wyjątkowe.

Jednak najtrudniejszą rzeczą było spojrzenie na samą siebie.

- Zajęło mi dużo czasu, zanim zdobyłam się na odwagę, by to zrobić. W swojej głowie nadal wyglądałam jak nastolatka i wiedziałam, że oglądanie siebie w wieku ponad dwudziestu lat będzie w jakimś stopniu szokujące – mówi. -  Kiedy w końcu spojrzałam na siebie w lustrze, poczułam się dziwnie i ciągle do niego wracałam, by spojrzeć na siebie jeszcze raz.

Praktyczne skutki związane z odzyskaniem wzroku były ogromne.

-  Obecnie pracuję w siedzibie Narodowego Instytutu ds. Niewidomych w ich linii doradczej, a przed operacją nie miałam nigdy dostatecznej pewności siebie, by móc wykonywać tę pracę – mówi. - Mieszkam w Kent, więc aby się dostać do centrum Londynu muszę jechać 45 minut pociągiem, a potem jeszcze 20 minut metrem w godzinach szczytu. Teraz jest to możliwe – cieszy się.

Są też inne zmiany. - Kelvin również częściowo niedowidzi, jednak przed moją operacją to on miał lepszy wzrok ode mnie, więc mi czytał. Teraz ja czytam jemu – to dziwne – mówi.

Czuje się też dużo pewniej, jeśli chodzi o ubrania. - Zawsze bardzo interesowało mnie, jak wyglądam i zanim kupiłam ubranie zwykle prosiłam ludzi, by bardzo dokładnie  mi je opisali. Unikałam jednak wzorów, bo bardzo trudno jest je opisać - opowiada.

- Teraz mogę je nosić, bo mogę zobaczyć wzór na wieszaku w sklepie, a także siebie w lustrze, kiedy przymierzam ubrania we wzory. To zupełnie nowa jakość. W pracy korzystam z komputera z programem powiększającym, wcześniej musiałam korzystać z oprogramowania generującego mowę – tłumaczy.

Równie radykalne zmiany życiowe może przynieść przywrócenie słuchu za pomocą implantów ślimakowych.

22-letnia Martine Laverty przeszła zabieg w sierpniu 2005 roku. Miesiąc później zostało włączone urządzenie elektroniczne, które zostało zaimplantowane do jej ucha, aby pomóc jej słyszeć, dając zaskakujące rezultaty.

- To wcale nie było przyjemne – wspomina  Laverty. - Spodziewałam się, że będę słyszeć tak, jak w moich aparatach słuchowych, jednak wszystko brzmiało niewyraźnie i nienaturalnie. Jednak z czasem dźwięki stawały się coraz wyraźniejsze.

- W moich aparatach słuchowych miałam dostęp tylko do dźwięków o niskiej częstotliwości, a teraz słyszę rozmowy i mogę słuchać radia. Niedawno po raz pierwszy skorzystałam z telefonu. Nie jest idealnie – czuję się trochę jak obcy w świecie słyszących. Jednak przyzwyczajam się. Nigdy jednak nie denerwował mnie tak bardzo szelest papieru i mogę też powiedzieć, że śpiew ptaków nie jest aż tak przyjemny – mówi.

- Od implantu oczekiwałam ułatwienia w prowadzeniu rozmowy – mówi. - Miałam wielkie trudności z rozumieniem ludzi, a czytanie z warg jest męczące. Teraz mogę się zrelaksować podczas rozmowy. Nie muszę już patrzeć na czyjeś wargi, mogę spoglądać na twarze ludzi i rozumieć to, co mi powiedziano. Implant nie jest idealny, ale ułatwił mi życie.
kamila 22l porażenie mózgowe  i epi wygasła

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******
 

(c) 2003-2018 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach