Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: Reforma może skrzywdzić sześciolatki  (Przeczytany 20226 razy)

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« dnia: Marzec 07, 2008, 09:58:17 am »
Zastanawiam sie,czy pomyślano o dzieciach niepełnosprawnych?


Reforma może skrzywdzić sześciolatki

W 2009 roku do I klasy mają pójść siedmiolatki i sześciolatki urodzone w I półroczu 2003 roku. Dzieci, które nie chodziły do przedszkola, będą gorzej przygotowane do nauki.

Katarzyna Hall, minister edukacji narodowej podkreśla, że na dobre przygotowanie się do reformy jest jeszcze ponad rok. Eksperci i rodzice uważają jednak, że to od dobrych decyzji rządu zależy, czy sześciolatki poradzą sobie w szkole.

Zgodnie z założeniami reformy obniżającej wiek szkolny 1 września 2009 r. do I klasy pójdzie 355 tys. siedmiolatków urodzonych w 2002 roku i ponad 170 tys. sześciolatków urodzonych w I połowie 2003 roku.

Katarzyna Hall zapewnia jednak, że chce, aby do szkół poszły najpierw dzieci, które chodziły do przedszkola. Jednak z założeń reformy przygotowanych przez resort wynika, że starsze sześciolatki mają obowiązkowo pójść do szkoły. Tymczasem aż w 539 gminach nie ma przedszkola. W jednej klasie może znaleźć się więc sześciolatek, który nie chodził do przedszkola, i o półtora roku starszy siedmiolatek, który ma za sobą roczną zerówkę.

- Tak nie powinno być - uważa Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. Jego zdaniem, reforma powinna być wdrożona w jednym roku. Wówczas zamieszanie z różnowiekowymi klasami trwałoby krócej, a wszystkie dzieci miałyby równe szanse na początku szkolnej edukacji.

Z kolei Monika Rościszewska-Woźniak z Fundacji Rozwoju Dzieci im. A. Komeńskiego w Warszawie uważa, że przede wszystkim do pierwszej klasy powinny pójść sześciolatki, które wcześniej chodziły do przedszkola. Dzięki temu, mimo że będą w klasach ze starszymi dziećmi, szybko przystosują się do szkolnych realiów. Ponadto tam, gdzie będzie to możliwe, powinny być tworzone oddzielne klasy dla sześcio- i siedmiolatków.

Aldona Kopik z Akademii Świętokrzyskiej podkreśla, że tam, gdzie nie będzie to możliwe, klasy muszą być małe. Nauczyciele będą musieli bowiem więcej czasu poświęcić sześciolatkom.

Monika Rościszewska-Woźniak uważa, że klasy różnowiekowe nie mogą liczyć więcej niż 15 dzieci, a Ministerstwo Edukacji powinno określić liczebność klas.

W tej kwestii Katarzyna Hall chce zaufać samorządom, które najlepiej wiedzą, jak zorganizować pracę szkół.

Sławomir Broniarz przypomina jednak, że samorządy w ramach oszczędności wolą klasy 40- niż 20-osobowe. Jego zdaniem większość władz zamiast dobrem dzieci, będzie kierować się rachunkiem ekonomicznym. Podczas wczorajszej konferencji Wychowanie przedszkolne warunkiem wyrównywania szans edukacyjnych zorganizowanej przez ZNP podkreślano, że samorządy bez pomocy z budżetu państwa nie będą w stanie do 1 września tego roku zorganizować sieci przedszkoli dla pięciolatków.

ETAPY REFORMY

Rok szkolny 2008/2009

■  samorządy powinny przygotować miejsca w przedszkolach dla pięciolatków, które za rok będą szły już do szkoły

Rok szkolny 2009/2010

■  do pierwszej klasy idą siedmiolatki i sześciolatki urodzone w I połowie 2003 roku.

■  Samorządy muszą przygotować miejsca w przedszkolach dla wszystkich pięciolatków, które za rok pójdą już do I klasy

Rok szkolny 2010/2011

■  do szkoły idą siedmiolatki urodzone w II połowie 2003 roku i wszystkie sześciolatki

■  pięcioletnie dzieci zostaną objęte obowiązkową zerówką

Jolanta Góra
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Mulesia

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 08, 2008, 12:25:25 pm »
Jak urządzić sześciolatka

Aleksandra Pezda  2008-03-08

Kolorowe dywany, kącik zabaw, osobne świetlice i opieka po lekcjach - tak MEN chce osłodzić sześciolatkom obowiązek chodzenia do szkoły. Ale nauczyciele musieliby więcej pracować.


Sześciolatki obowiązkowo chodzą teraz do tzw. zerówek, które je przygotowują do szkoły. Rodzice wybierają - w przedszkolu czy w szkole. Ale od 2009 r. sześcioletnie dzieci w Polsce zaczną chodzić do pierwszej klasy. Zerówek nie będzie.

Rodzice wpadli w popłoch. Boją się, że maluchy nie poradzą sobie ze szkolnym drylem. Kto się nimi zaopiekuje po lekcjach - pytają. W przedszkolu dzieci są do 17, pierwszaki kończą o 13. Co potem? Niania? A może świetlica szkolna, w której rządzą uczniowie starszych klas?

Minister edukacji Katarzyna Hall zapewnia: - Sześciolatkom zorganizujemy taką opiekę jak w przedszkolach. "Gazeta" dotarła do założeń projektu reformy.

Ma być tak: w klasach dla sześciolatków nie będzie ławek, tylko małe stoliczki do grupowej pracy. Będzie kącik zabaw z kolorowym dywanem, klockami, zabawkami, książeczkami. Tak by sześciolatek uczył się przez zabawę, a nie z podręcznika.

Sześciolatki dostaną też osobne świetlice, tylko dla nich. I zostaną w nich do popołudnia.

Kto się nimi zaopiekuje. I tu MEN dotyka osławionego nauczycielskiego tabu, czyli gwarantowanego przez Kartę nauczyciela tzw. pensum - liczby godzin lekcyjnych w ramach etatu.

Teraz Karta gwarantuje im 18 godzin, MEN chce, by pracowali 26, tak jak teraz świetliczanki.

- Rewelacja! Ciekawe tylko, jak miałbym to wykonać? - zastanawia się Tadeusz Wierzbicki, dyrektor podstawówki z Gorzowa Wlkp.

Tylko w klasach 1-3 ma 600 uczniów, szkoła jest na osiedlu, gdzie większość mieszkańców to młode małżeństwa z dziećmi.

- Nie ma mowy o osobnej świetlicy, nie mam miejsca - mówi Wierzbicki. - Do stołówki, którą musiałbym zapewnić dzieciom zostającym po południu, musiałbym je prowadzić przez ulicę do drugiego budynku.

Posyłając sześciolatki do szkół, rząd chce wyrównać szanse edukacyjne dzieci z miast i ze wsi. Teraz te wiejskie mają gorsze wyniki w nauce, bo znacznie rzadziej chodzą do przedszkola.

Drugi powód: żeby Polacy wcześniej wchodzili w dorosłe życie. W większości krajów UE maturę zdają 18-latkowie, dzięki czemu wcześniej startują na studia, a potem do pracy niż nasi 19-letni absolwenci szkół średnich.

- Żeby coś wyszło z tego wyrównywania szans, trzeba wprowadzić wysoki standard dla sześciolatków w szkołach - mówi Teresa Ogrodzińska, prezes Fundacji Rozwoju Dzieci im. Komeńskiego. - Wizja malucha zagubionego w świetlicy ze starszymi dziećmi słusznie przeraża rodziców. Jeśli rzeczywiście MEN wprowadzi obowiązek osobnej świetlicy, to ostudzi emocje rodziców.

Ile to będzie kosztować? MEN nie zdradza. Podobny standard wprowadza teraz w swoich szkołach Warszawa. Na kolorową zerówkę z odrębną świetlicą daje szkołom po 20 tys. zł.

Warszawę jednak na to stać. Ale jak będzie w reszcie kraju?

- Do końca marca przedstawimy harmonogram posyłania do szkół sześciolatków i koszty - mówi Joanna Dutkiewicz, rzeczniczka MEN.

Irena Dzierzgowska, wiceminister edukacji w rządzie AWS-UW: - Założenia słuszne, plan piękny. Ale czy do zrealizowania? Czy MEN sprawdziło, które miasta i które szkoły stać na dodatkową świetlicę? I kto zapłaci nauczycielom za wydłużone godziny pracy, bo ze zwiększeniem pensum tak łatwo nie pójdzie?

***

Źródło: Gazeta Wyborcza

kasiape

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #2 dnia: Marzec 09, 2008, 05:32:48 pm »
mnie się to w ogóle nie podoba!!
bo akurat Julika złapie obowiązkowa zerówka - gdzie mógłby jeszcze rok być przedszkolakiem!

Offline agaj

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 73
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #3 dnia: Marzec 09, 2008, 07:08:09 pm »
U mnie w podstawówce jest po 30 dzieci w klasie. Po zajęciach idą do małej świetlicy gdzie panuje istny młyn. Jakoś nie wyobrażam sobie tych 6-latków wśród nich. I ciekawe skąd się wezmą te ławeczki, dywaniki, książeczki... skoro ciągle brakuje na podstawowe pomoce szkolne... Nowy minister nowe głupoty...
Zosia 7,5l. (epi), Basia 5l. (niedobór wzrostu).

Mulesia

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #4 dnia: Marzec 09, 2008, 07:49:39 pm »
Agaj. Nic dodać , nic ująć. To, co napisałaś dokładnie odzwierciedla moje przemyślenia na ten temat.
Nie wiem, jak szkoły ( i samorządy ) mają sobie poradzić z urządzeniem klas dla sześciolatków. Przecież w szkołach często brakuje podstawowych rzeczy:  urządzeń, mebli, sanitariatów, sal gimnastycznych,pomocy dydaktycznych.

Piękną bajkę wymyślili reformatorzy, szkoda że w realu wszyscy boleśnie przekonamy się , że to fantasmagoria.

Ps. Przepiękny awatar. Bardzo lubię Władcę Pierścieni. Galadriela jest piękna i majestatyczna.

kasiape

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #5 dnia: Marzec 10, 2008, 11:45:21 am »
piszecie szkoła, szkoła!
ale ja się też doczytałam tu, że w przedszkolach ma być obowiązkowo miejsce dla 5 latków! to mnie zastanawia jak zrobią?? w naszym osiedlowym przedszkolu w zeszłym roku odrzucono 60  podań! powód - brak miejsc! jeżeli dziecko zostanie przyjęte jako 3-latek to potem już nie ma dużej rotacji w grupie! to gdzie oni upchną te dzieci?

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #6 dnia: Marzec 10, 2008, 07:59:31 pm »
Ja, widząc czasami realia w polskich szkołach, też nie bardzo wierzę, jak to się uda.
 Może i jest jakaś słuszna idea w obniżeniu wieku szkolnego, ale nie sądzę, żeby były na to możliwości w tak krótkim czasie. Po pierwsze - skąd znajdzie się w szkołach na to miejsce i dodatkowe pomieszczenia, po drugie - skąd fundusze. I podobnie z przedszkolami - skąd znajdą się obowiazkowe miejsca dla dzieci, skoro nie ma miejsc?
A kiedy zostanie przygotowany program dla sześciolatków w szkole?


Artykuły na ten temat są też w wątku Artykluły - nowości szkolne, np:

Sześciolatki chodzą już do szkoły
http://forum.darzycia.pl/vp131411.htm#131411

Obniżenie wieku szkolnego
http://forum.darzycia.pl/vp126560.htm#126560

Przecież ćwiartka chleba to nie jedna trzecia
http://forum.darzycia.pl/vp123336.htm#123336

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #7 dnia: Marzec 13, 2008, 01:02:55 pm »
6-latki nie będą w szkole bezpieczne?

Ministerstwo Edukacji Narodowej ma do końca miesiąca przedstawić harmonogram zmian dotyczący planu obniżenia wieku szkolnego. Projekt ustawy przygotowywany przez MEN przewiduje, że od września 2009 roku sześciolatki pójdą do pierwszej klasy. Choć resort zapewnia, że celem zmian jest to, aby dzieci szybciej się rozwijały, to rodzice i nauczyciele mają wiele wątpliwości. O swoich obawach związanych z pomysłami MEN opowiada Wirtualnej Polsce Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Agnieszka Niesłuchowska: "Gazeta Wyborcza" dotarła do założeń projektu ustawy MEN. Wynika z nich, że resort planuje duże zmiany w przystosowaniu szkolnych wnętrz do potrzeb sześciolatków. W sali mają pojawić się stoliki zamiast ławek i kącik zabaw z kolorowym dywanem i zabawkami. Oprócz tego szkoła będzie musiała wygospodarować oddzielne pomieszczenie na świetlicę. Czy takie pomysły wydają się panu realne?


Sławomir Broniarz: Wizja ministerstwa jest zbyt piękna żeby była prawdziwa. Jako były dyrektor szkoły mogę powiedzieć, że zdecydowana większość szkół nie ma dziś takich warunków lokalowych, aby mieć pewność, że sześciolatek będzie w szkole bezpieczny. Niestety większość szkół to molochy, które w niczym nie przypominają przedszkoli. Dlatego nie da się uniknąć sytuacji, w której sześciolatek wychodzący na przerwę nie wpadłby pod nogi rozpędzonego dwunastolatka lub nie zgubił się, idąc długim i krętym korytarzem do toalety. Poza tym zacznie się problem z adaptacją wnętrz. Trzeba będzie wyposażyć pomieszczenie lekcyjne w nowe ławeczki i stoliki, dostosować łazienki do potrzeb maluchów.

 
Wielu dyrektorów podstawówek zwraca uwagę na to, że trudno im będzie znaleźć miejsce na dodatkową świetlicę.

- Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Byłem kiedyś dyrektorem szkoły, która liczyła 2 tys. uczniów i nie mogę sobie uzmysłowić, jak miałbym teraz znaleźć w niej miejsce dla sześciolatków. Nie ulega wątpliwości, że będzie to olbrzymi problem dla wielu szkół, bo czasami nie da się przebudować szkoły tak, aby przygotować wyodrębnione dla maluchów klasy.

Może w większych szkołach łatwiej będzie przebudować pomieszczenia szkolne, ale co będzie ze szkołami w mniejszych miejscowościach?

- Ja bym nie podejmował tutaj dyskusji na temat tego jak będą wyglądały te zmiany w szkołach, ale zastanowiłbym się nad inną rzeczą – dlaczego resort edukacji nie mówi o kompleksowej opiece nad dziećmi w wieku od 3 do 5 roku życia i rozwoju edukacji przedszkolnej. To kluczowa sprawa. Natomiast MEN skoczył na głęboką wodę mówiąc, że będzie stawiał wyłącznie na edukację sześciolatków.


Czyli MEN zabrał się za reformę w złej kolejności?


- Zmiany są potrzebne, ale jeśli mówimy o wyrównywaniu szans edukacyjnych, to należałoby zacząć od przedszkola. W Polsce jest dziś ponad 650 tys. dzieci nie objętych edukacją przedszkolną, więc jeśli chcemy żeby dzieci rozwijały się, to musimy inwestować w przedszkola. Problem polega tylko na tym, że to leży w gestii gmin, które nie mają pieniędzy na zakładanie nowych przedszkoli. Niestety państwo nie jest zainteresowane wspieraniem gmin w zakresie upowszechniania edukacji przedszkolnej.

Dlaczego?

- Między innymi dlatego, że przedszkolaki nie chodzą do urn. Łatwiej wykonać pewien gest w stronę emerytów, dając im zwolnienie z abonamentu radiowo-telewizyjnego, niż wyłożyć parę miliardów złotych w rozwój edukacji przedszkolnej poprzez wsparcie jednostek samorządu terytorialnego. Przedszkola nie mogą być finansowane wyłącznie ze środków unijnych, bo one w pewnym momencie się kończą, a poza tym nie wszyscy mogą o takie pieniądze aspirować. Podczas ubiegłotygodniowej debaty, która odbyła się w Związku Nauczycielstwa Polskiego, wiele ekspertów i naukowców poruszało temat wychowania przedszkolnego. Przyjechali goście z Brukseli, którzy mówili o tym, w jak katastrofalny sposób jest zorganizowana w Polsce opieka przedszkolna. Więc wyraźnie widać, że w nią należy inwestować.

 
Ministerstwo nie zdradza na razie ile miałoby dołożyć do tej inwestycji. Myśli pan, że wystarczy na modernizację wszystkich szkół podstawowych?

- Jak znam życie, zapłacą za to w całości samorządy. Jeśli będzie wsparcie z budżetu, to raczej symboliczne i nie będzie miało istotnego znaczenia w całym przedsięwzięciu.

 

A może chodzi o to, że MEN woli przeznaczyć pieniądze na przebudowę szkół, niż tworzenie nowych przedszkoli, co z pewnością byłoby bardziej kosztowne.


- Być może, ale rząd nie powinien koncentrować się wyłącznie na tym, ile trzeba na to wydać, ale powinien patrzeć z szerszej perspektywy. Rozwój edukacji to przecież inwestycja w młodego człowieka.

 
Istotną zmianą, która znalazła się w projekcie ustawy, do którego dotarła „Gazeta”, jest również zwiększenie godzin pracy nauczycieli. Do tej pory Karta Nauczyciela gwarantowała im 18 godzin, a mają pracować 26.

- To jest charakterystyczne dla ekip rządzących i przykład na to, że politycy znowu chcą coś zmieniać poza naszymi głowami. MEN nie zapytało ani nauczycieli, ani związków zawodowych, co sądzą na ten temat. A może warto byłoby porozmawiać z nami o tym. Myślę jednak, że o decyzji w sprawie godzin pracy dowiemy się już po fakcie, kiedy wejdzie odpowiednie rozporządzenie.

 
Czy myśli pan, że nauczyciele, którzy pracowali do tej pory z siedmiolatkami, są przygotowani do nauczania dzieci o sześciolatków?

- Minister edukacji Katarzyna Hall publicznie mówiła wielokrotnie, że nie ma różnicy w zakresie przygotowania nauczyciela kształcenia zintegrowanego klas 1-3 i nauczyciela przedszkolnego. Może dla pani minister nie ma różnicy, ale jest to problem widoczny gołym okiem. Świadczy o tym fakt, że są specjalne kierunki studiów dla obu typów kształcenia. Trzeba mieć świadomość, że nauczyciele wychowania przedszkolnego mają inne kwalifikacje, bo pracują z młodszymi dziećmi, które mają zupełnie inne potrzeby. Mam nadzieję, że prace nad podstawą programową zostaną zweryfikowane przez ekspertów, bo niedopuszczalne byłoby, aby eksperymentowano na dzieciach. Na szczęście nauczyciele to najsilniejsze ogniwo naszego systemu oświaty więc podejrzewam, że większość z nich będzie chciało się kształcić, pójdą na kolejne studia podyplomowe i poradzą z tym sobie.

 
Wielu rodziców, którzy wypowiadają się na forach internetowych obawia się, że ich sześcioletnie dzieci, które pójdą za rok do szkoły, nie będą do tego przygotowane. Dorośli martwią się, że reforma skróci ich dzieciom dzieciństwo. Czy te wątpliwości są pana zdaniem uzasadnione?

- Czytałem raport Akademii Świętokrzyskiej, która prowadziła potężne (przeprowadzone na ok. 70 tys. dzieci – przyp. red.) badania „Dziecko sześcioletnie u progu nauki szkolnej”. Wynika z niego jednoznacznie, że sześciolatek jest gotowy do rozpoczęcia nauki w szkole. Ja bym nie podchodził do tej sprawy przez pryzmat utraty dzieciństwa, tylko stworzenia im nowych szans w przyszłości. Chodzi o to, aby 18-latek mógł dokonywać wyborów życiowych i miał jeszcze rezerwę czasową. Rozumiem jednak wątpliwości rodziców i myślę, że jeśli uważają, że ich dzieci rzeczywiście sobie nie poradzą, to mogą skorzystać z możliwości odroczenia obowiązku szkolnego.

Rozmawiała: Agnieszka Niesłuchowska, Wirtualna Polska
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #8 dnia: Marzec 17, 2008, 05:45:40 am »
17 marca 2008

Rodzice zapłacą za reformę oświaty

Reforma oświaty polegająca na wysłaniu sześciolatków do pierwszych klas zaczyna się od wymiany szkolnych programów i podręczników. Zapłacą za to rodzice, i to słono - ostrzega dziennik "Polska".

Przez kolejnych sześć lat, począwszy od września 2009 r., rodzice będą musieli kupować tylko nowe podręczniki.
A to wydatek niemały - od 200 do 400 zł na jedno dziecko. Nie będą mogli odkupywać używanych. Książki szkolne, z których korzystali starsi koledzy, będą bowiem nieaktualne. Dotychczas, dzięki możliwości kupna używanych książek, cenę kompletu można było zmniejszyć nawet o połowę.

Zdaniem gazety, Ministerstwo Edukacji nie ma pomysłu, jak pomóc uboższym rodzicom. A pomoc jest konieczna, bo nowe książki będą oni musieli kupować każdego roku. Szefowa MEN Katarzyna Hall tylko apeluje do wydawców, by ograniczyli wydatki na promocję podręczników i w ten sposób obniżyli ich ceny. Ci twierdzą, że kosztów promocji nie da się zmniejszyć. Zwracają uwagę, że i tak będą mieć zaledwie dwa, trzy miesiące na wypromowanie swoich tytułów, bo nowe podstawy programowe MEN opracuje dopiero w czerwcu, a przygotowanie podręcznika trwa blisko rok.

Teraz rynek szkolnych książek wart jest około 600 mln zł. Po reformie jego wartość co najmniej się podwoi. Walka będzie zacięta - nie ukrywa Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki. Dlatego PIK namawia resort edukacji, by ustalił zasady etycznego docierania wydawnictw ze swoimi książkami do nauczycieli. Bywa, że nauczyciele i szkoły w zamian za wskazanie konkretnego podręcznika dostają komputery, sprzęt RTV i zaproszenia na drogie wyjazdy.

Etyczne zasady spowodują oszczędności w wydawnictwach i ucywilizują rynek - uważa Marciszuk. Dzięki temu książki mogą być tańsze. Wydawcy proponują, aby prawo wyboru podręczników przekazać radom rodziców, które zadbają o to, by wybrać najlepsze i najtańsze - pisze "Polska". (PAP)
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #9 dnia: Czerwiec 16, 2008, 07:29:42 pm »
Jolanta Dobrzyńska/11:00


Szkodliwe eksperymenty

W ministerialnym gmachu przy alei Szucha w Warszawie przygotowywana jest nowa reforma nazywana "obniżeniem wieku obowiązku szkolnego"
(...)

Postulat obniżenia wieku rozpoczynania nauki szkolnej formułowany był kilkakrotnie przez kolejnych ministrów edukacji. Potrzebę zamiany szkolnej i przedszkolnej "zerówki" w klasę I uzasadniano wówczas głównie koniecznością wygospodarowania dodatkowego czwartego roku nauczania dla zbyt nabrzmiałego programowo liceum. Zmiany, jakie zapowiada obecnie Ministerstwo, przesuwają egzamin maturalny z 19. na 18. rok życia, a więc niweczą ten zamiar.


Zastanówmy się nad sensem tych zmian. To oczywiste, że treści programowych likwidowanej klasy maturalnej w żaden sposób nie zastąpi rok kształcenia elementarnego (realizowanego i dziś pod nazwą obowiązkowego wychowania przedszkolnego). Reforma nie wprowadzi też w najbliższych latach pięciolatków w obowiązkową edukację przedszkolną, bo dostępność przedszkoli w Polsce jest najniższa wśród krajów UE. Taki zabieg wymagałby wcześniejszego sześciokrotnego (!) zagęszczenia na wsiach sieci placówek przedszkolnych.

Jak widać – pod stosowanym obecnie hasłem "obniżenie wieku szkolnego" – w rzeczywistości kryje się skrócenie okresu nauczania. Trudno zrozumieć sens tych zmian. Młodzi Polacy będą o rok wcześniej wchodzili na europejski rynek pracy, ale będą gorzej przygotowani do konkurowania na tym rynku.

O zmianach programowych

Obniżenie wieku kształcenia pociąga za sobą konieczność przebudowy programów nauczania na wszystkich etapach szkolnej edukacji "tak, aby treść i sposób kształcenia były przystosowane do możliwości ucznia związanych z etapem jego rozwoju" (z komunikatu MEN). Rozumiane w ten sposób zmiany programowe oznaczają w praktyce ograniczanie treści idące w parze z ich infantylizacją.

Przeżywamy w Europie kryzys pedagogiki jako nauki, a w kryzysie żyją i rozprzestrzeniają się różnorodne mity. Jednym z nich jest twierdzenie, że w dobie pełnego dostępu młodego człowieka do internetowej informacji mało istotne są treści nauczania i obojętny jest materiał tematyczny, na którym uczymy dziecko czytać, liczyć, tworzyć, a szkoła ma się skupić na kształceniu kompetencji kluczowych – czytaniu ze zrozumieniem, rozumowaniu, współdziałaniu w grupie, itp. Nie ujmując nic cennym kompetencjom kluczowym, należy mieć nadzieję, że mit o nieważności treści nie zapanuje w polskiej polityce edukacyjnej. Poczynił on wystarczająco duże spustoszenie w programach kształcenia krajów Zachodu.

Trudniej na starcie

W roku 2007 Akademia Świętokrzyska realizowała w ramach projektu unijnego ogólnopolskie badania "Dziecko sześcioletnie u progu nauki szkolnej". Objęły one sześciolatków z "zerówek" szkolnych i z przedszkoli. Raport z badań odsłania zdecydowaną przewagę sześciolatków z przedszkoli nad sześciolatkami ze szkół. Dzieci są aktywniejsze, cechuje je wyższy poziom rozwoju umysłowego, uzyskują lepsze wyniki w przygotowaniu do czytania, pisania, liczenia oraz w rozumowaniu. Intensywniej rozwinęły zdolności poznawcze, analizę i syntezę słuchową i wzrokową. Mają też wyższe poczucie kontroli wewnętrznej, potrafią lepiej dbać o porządek, sprawniej posługują się przyborami szkolnymi i lepiej o nie dbają. Nawiązują łatwiej kontakt z innymi, są bardziej opiekuńcze, potrafią lepiej oceniać zachowanie rówieśników. Nie są uległe ani zbyt ciche, poprawnie wykonują polecenia, częściej wykonują zadania bez pomocy, wykazują większą wytrwałość i większe zainteresowanie, lepiej koncentrują uwagę, są bardziej pewne swojej decyzji. Przewaga dzieci ze szkolnych "zerówek" uwidoczniła się tylko w jednej dziedzinie – wykazują one wyższy poziom umiejętności ruchowych w zakresie rzutów i chwytów.

W badaniach o łącznym koszcie 8,5 mln zł partycypowało Ministerstwo Edukacji Narodowej. Wyniki dały ministrowi mocną podstawę do starań o rozwój edukacji przedszkolnej sześciolatków kosztem szkolnych "zerówek". Decyzje MEN przeczą wnioskom z badań. Przeniesienie dzieci z przedszkoli do szkół pogorszy, a nie poprawi szkolny start sześciolatka.

(...)

Tropem "standardów europejskich"

Pomysł reformy uzasadniony został przez minister Katarzynę Hall "potrzebą dostosowania polskiego systemu szkolnictwa do standardów europejskich". Problem w tym, że... nie ma takich standardów.

Statystycznie ujmując, większość krajów Europy rzeczywiście prowadzi kształcenie ogólne młodzieży w przedziale wiekowym 6-18 lat. Jednak nie jest to normą. W Danii, Szwecji, na Litwie, w Estonii czy w Finlandii przedział ten jest taki jak w Polsce – 7-19 lat. I to właśnie z Finlandii próbuje się dziś czerpać wzorce, bo według badań PISA szkoła fińska przoduje w osiągnięciach edukacyjnych. Krajami, które z kolei najsilniej obniżyły wiek obowiązku szkolnego, są: Anglia (5-18 lat) i Irlandia Płn. (początek – 4 lata). Uproszczeniem byłoby twierdzenie, że stanowi to przyczynę obserwowanej obecnie recesji brytyjskiego szkolnictwa publicznego, niemniej podążanie przez Polskę anglosaskim śladem jest mocno ryzykowne.

Dlaczego Polska miałaby zrezygnować z przynoszącego dziś dobre efekty przedziału nauczania 7-19 lat, poprzedzonego obowiązkowym wychowaniem przedszkolnym sześciolatków?

Przewidywane straty

Zapowiedziana reforma skróci cykl kształcenia ogólnego w Polsce. Mocno ograniczy treści nauczania. Pogorszy warunki startu szkolnego sześciolatka. Zmniejszy przewagę Polaków na europejskim rynku zatrudnienia. I w dodatku wygeneruje dodatkowe koszty.

Na wydatki związane z reformą złożą się: koszty utrzymywania w szkołach do 2020 r. dodatkowego rocznika uczniów (oddziały połączą sześcio- i siedmiolatków), koszty przebywania większej liczby dzieci w świetlicach szkolnych, koszty przygotowania szkół podstawowych na przyjęcie dzieci młodszych, oraz koszty przekwalifikowania nauczycieli. Wymienione kategorie wydatków nie przyczynią się do poprawy jakości nauczania, ani nie podniosą jego standardu.

Nawet w największym przypływie dobrej woli trudno jest zrozumieć sens reformy, która przynosi straty uczniowi i państwu.

Obecne wyzwania

Jest co naprawiać w polskiej oświacie, chociażby rzadka sieć przedszkoli. Ministerstwo podjęło już w tym zakresie działania naprawcze w postaci propozycji przedszkoli alternatywnych. Dobry pomysł, ale trzeba go pilotować, wzmacniać, modyfikować, uzupełniać pomysłami innymi. Odczuwalna poprawa dostępności przedszkoli w Polsce byłaby dużym sukcesem ministra.

Jest w oświacie i inny poważny problem, który wymaga szybkich, radykalnych działań. To upadek szkolnictwa zawodowego. Rynek pracy woła o wykwalifikowanych robotników, a szkoły kształcące w zawodach są, jedna po drugiej, zamykane. Wiele do życzenia pozostawia też poziom zawodowego kształcenia. To poważne wyzwanie dla resortu.

Jeśli chcemy podnosić jakość oświaty w Polsce, musimy mieć system wspierania najsłabszej grupy uczniów i system kształcenia uczniów wybitnie zdolnych. Potrzeba prowadzenia zajęć pozalekcyjnych w tych dwóch kierunkach została zawarta w Strategii Edukacji na lata 2007-2013. To doskonałe zadanie dla zaangażowania unijnych funduszy.

Wiele spraw w polskim szkolnictwie wymaga spokojnego naprawiania i doskonalenia, bez wywracania systemu. Rewolucje edukacyjne są czasem konieczne, ale same w sobie są rzeczą złą. O powodzeniu w nauczaniu decydują bowiem ciągłość i komplementarność programowa oraz organizacyjny spokój. Filozofia permanentnej zmiany, będąca kołem zamachowym współczesnej gospodarki, jest wrogiem edukacji.

Wciąż reformując, niczego nie doskonalimy. Narażamy się za to na eksperymenty szkodliwe.

Jolanta Dobrzyńska – b. wicedyrektor Departamentu Kształcenia i Wychowania MEN, członek zespołu ds. reformy szkolnictwa ponadgimnazjalnego za: "Wychowawca" nr 5/2008, s. 6-7.

Źródło: Niedziela

Całość:  http://wiadomosci.onet.pl/1492972,2677,2,kioskart.html

Mulesia

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #10 dnia: Lipiec 07, 2008, 05:37:23 pm »
MEN: obniżenie wieku szkolnego rozłożone na trzy lata

Obniżenie wieku obowiązku szkolnego z siedmiu do sześciu lat, które ma nastąpić od września 2009 roku, ma być rozłożone na trzy lata. W tym czasie do pierwszych klas szkół podstawowych będę trafiały dzieci z dwóch różnych roczników.


Rodzice dzieci sześcioletnich urodzonych w 2003 i 2004 r. będą mogli sami zdecydować czy ich dzieci pójdą wcześniej do szkoły, czy też nie.
Taki harmonogram przedstawiono w poniedziałek na konferencji przygotowanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, na której podsumowywano trwające od kwietnia konsultacje założeń reformy edukacji.

Zgodnie z przedstawionym harmonogramem, w roku szkolnym 2009/2010 do szkół trafią dzieci urodzone w 2002 r. oraz urodzone od początku stycznia do końca kwietnia 2003 r. W roku szkolnym 2010/2011 w klasach pierwszych będą uczniowie urodzeni od maja do grudnia 2003 r. oraz od stycznia do końca sierpnia 2004 r. Zaś w roku 2011/2012 do szkół trafi cały rocznik 2005 oraz dzieci urodzone między wrześniem a grudniem 2004 r.

Równolegle przez pierwsze dwa lata dla dzieci sześcioletnich, które nie pójdą do szkoły, będą funkcjonowały obowiązkowe zerówki, w ostatnim zaś roku wprowadzone zostaną obowiązkowe zerówki dla pięciolatków.

Rodzice dzieci sześcioletnich urodzonych w 2003 i 2004 r. będą mogli sami zdecydować czy ich dzieci pójdą wcześniej do szkoły, czy też nie. O swojej decyzji będą musieli uprzedzić szkołę rejonową, do której powinno chodzić dziecko.

(...)

Całość:  Gazeta Prawna http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/25095,men_obnizenie_wieku_szkolnego_rozlozone_na_trzy_lata.html

kasiape

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #11 dnia: Lipiec 07, 2008, 08:59:33 pm »
Cytat: "Mulesia"
Zaś w roku 2011/2012 do szkół trafi cały rocznik 2005

czyli Julik trafia do szkoły rok wcześniej! :puppydogeyes:
tylko proszę niech mnie ktoś oświeci - skoro dla 3letniego dziś Julka nie ma miejsca w przedszkolu w naszym mieście dziś, to jak znajdzie się za dwa lata obowiązkowo?
coś mi tu prowizorką pachnie  :puppydogeyes:

Mulesia

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #12 dnia: Lipiec 07, 2008, 11:15:45 pm »
Cytat: "kasiape"
coś mi tu prowizorką pachnie  

Niestety, mnie również.

Kolejna "radosna twórczość" uprawiana beztrosko na naszych dzieciach.

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #13 dnia: Lipiec 07, 2008, 11:38:50 pm »
Odnoszę wrażenie, że za kilka lat nawet becikowe nie pomoże- nie będzie przedszkolaków, żołnierzy,  itp.
Przy takich rządach- macierzyństwo przestaje być miłe.
Bezrobocie, nędza - chyba nie tędy droga, aby profesorami zostali 3-4 latkowie  ;)
Najpierw Rodziny muszą poczuć się Silne, bezpieczne, mające zatrudnienie- a potem je można zachęcać becikowym do macierzyństwa, czy ilością wolnych miejsc w pobliskich przedszkolach.

W moim odczuciu przedszkola powinny być gdy dziecko kończy 5 lat- wtedy można mówić o dojrzałości przedszkolnej, o zakończonym ważnym etapie rozwoju dziecka.

Pobyt matki z dziećmi nie jest obojętny na rozwój przyszłego pokolenia- to bezpieczeństwo, wychowanie, wpojenie zasad.

takie moje wieczorne przemyślenia.  ;)

a w Irlandii można dać dziecko do przedszkola gdy ma pełne 4 lata.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #14 dnia: Lipiec 20, 2008, 11:17:42 pm »
Damy szkołę sześciolatkom
Gość Niedzielny | dodane 2008-07-18

Sześcioletnie dzieci od przyszłego roku pójdą do szkół – zapowiada Ministerstwo Edukacji Narodowej. Tysiące rodziców, którzy skrzyknęli się w Internecie, protestuje. Wielu rodziców nie chce też obowiązkowego przedszkola dla dzieci pięcioletnich, które MEN wprowadzi w 2012 roku.

Choć obowiązek szkolny dla sześciolatków ma być wprowadzany już od 1 września 2009 roku, to reforma ta będzie rozłożona na trzy lata. To znaczy, że jeżeli w 2009 albo 2010 roku nie będziesz chciał posłać swojego sześcioletniego dziecka do szkoły, państwo nie powinno Cię do tego zmuszać. Powinieneś w takiej sytuacji wystąpić o opóźnienie szkolnego startu twojego dziecka.

To oczywiście nie znaczy, że dziecko będzie mogło zostać przez rok w domu. Zamiast do szkoły, trafi do obowiązkowej zerówki.

Pluszaki nie wystarczą

Według pierwotnych planów ministerstwa, wszystkie sześciolatki miały pójść do szkoły naraz, w jednym roku. To wywołało jednak oburzenie rodziców. Zwrócili oni uwagę: nie dość, że w jednej klasie spotkają się w takim razie siedmio- i sześciolatki, to w dodatku niektóre z nich bez przejścia przez zerówkę! Słowem: będzie wielki chaos! Ministerstwo ogłosiło więc rozłożenie reformy na trzy lata. Minister Katarzyna Hall przyznała, że robi to pod naciskiem protestujących rodziców.

Największy nacisk na ministerstwo wywarli rodzice zgromadzeni wokół strony internetowej ratujmaluchy.pl. Pod protestem przeciw planom Ministerstwa Edukacji Narodowej podpisało się za pośrednictwem tej strony 16 tysięcy rodziców. – Nie jesteśmy przeciw sześciolatkom w szkole. Nie chcemy tylko, żeby tę reformę wprowadzać tak szybko i chaotycznie – podkreśla Tomasz Elbanowski, który wraz z żoną Karoliną założył stronę ratujmaluchy.pl. – Jesteśmy przeciw, bo szkoły są dzisiaj do tej reformy kompletnie nieprzygotowane. Wystarczy przejść się po szkołach, żeby przekonać się, o czym mówię – dodaje.

Nie zaprzecza temu nawet samo ministerstwo. Na konferencji 7 lipca wiceminister Krystyna Szumilas zapowiedziała jednak, że w ciągu najbliższych trzech lat szkoły dostaną z budżetu 150 tysięcy zł. To ma im pomóc w przygotowaniu się na przyjęcie sześciolatków. Rodziców z ratujmaluchy.pl to jednak nie przekonuje. Napisali: „Żeby sześciolatki mogły się uczyć w godnych warunkach, potrzeba przebudowy łazienek, sal, wejść do szkół. Słyszeliśmy w Polsce już wiele obietnic wielkich zmian, ale niczego nie udało się zrobić w tak krótkim czasie. No, może tylko autostrady ;)”. Dodają, że w szkołach przy wprowadzaniu tej reformy „nie wystarczy kupić pluszaki, przesunąć ławki i położyć dywan!”.

Reforma dla reformy?

Sześciolatki powinny być uczone przez zabawę. To wymaga przygotowania nowych pomieszczeń i zgromadzenia pomocy naukowych. – W przedszkolach wszystko jest dziś dostosowane do potrzeb sześcioletnich dzieci. Są stoliczki odpowiedniej wysokości, jest plac zabaw – powiedział nam Tomasz Elbanowski. – Tymczasem w przepełnionych szkołach sześcioletnie dzieci znajdą się między starszymi uczniami. Będą musiały korzystać z łazienek, które w szkołach są, jakie są. Dzisiaj w przedszkolach nasze dzieci mogą przebywać od 7.00 do 17.00. Teraz będą siedziały godzinami w świetlicach. Jaka opieka zostanie im zapewniona? Już dziś wiadomo, że ta reforma się nie uda – uważa Elbanowski.

Wątpliwości rodziców wzmacnia fakt, że dotąd kolejne reformy systemu edukacji były w Polsce tradycyjnie nieudane. Największą kompromitacją resortu edukacji była największa reforma, która wprowadziła gimnazja. Nauczyciele zgodnie twierdzą, że gimnazja to niewypał, który tylko utrudnia pracę wychowawczą. Wzdychają dziś z sentymentem za dawnym systemem: ośmioklasową podstawówką i czterema klasami liceum. Nic więc dziwnego, że rodzice także dziś mogą podejrzewać, że urzędnicy znów wymyślają reformy tylko po to, żeby poczuć się kimś potrzebnym. „MEN ma problemy nawet z przygotowaniem matur i egzaminów gimnazjalnych. Dlaczego zamiast zająć się bieżącymi problemami, tworzy nowe? Czemu chce popsuć powszechnie chwaloną edukację przedszkolną i eksperymentować na najmłodszych?” – pytają rodzice na stronie ratujmaluchy.pl.

MEN goni Europę

Takich pytań rodzice zadają więcej. Dzisiaj ściśle przestrzega się zasady, żeby dziecko z zerówki odbierały tylko wyznaczone osoby. Czy teraz sześciolatki będą dojeżdżać gimbusami? Kto będzie brał za nie odpowiedzialność w drodze do szkoły?


O odroczenie reformy o co najmniej 4 lata zaapelowało też Stowarzyszenie Mazowsze XXI. Są również grupy rodziców, które w krytyce idą jeszcze dalej. Osoby skupione wokół strony internetowej prawarodzicow.pl. żądają nie tylko odroczenia reformy, ale w ogóle zaniechania jej.

W styczniu MEN ogłosiło, że cel reformy to m.in. „dostosowanie wieku rozpoczęcia obowiązku szkolnego do standardu obowiązującego w większości krajów europejskich”. – Problem w tym, że takich standardów nie ma. Na świecie nie ma dwóch identycznych przepisów edukacyjnych, każde państwo ma swój indywidualny system edukacyjny, oparty na pewnej tradycji. Wcale więc nie musimy bezmyślnie naśladować innych wzorców – mówi Wojciech Starzyński, prezes Stowarzyszenia Mazowsze XXI.

Prawdą jest jednak, że większość państw Europy posyła dzieci do szkół wcześniej niż Polska. Trudno jednak udowodnić, żeby wpływało to pozytywnie na poziom edukacji. W Wielkiej Brytanii, która obniżyła obowiązek szkolny najbardziej, bo do 5 lat, edukacja z różnych powodów przeżywa dzisiaj zapaść. – Tymczasem w uznawanym dziś często za najlepszy na świecie fińskim systemie edukacji dzieci idą do szkoły w wieku siedmiu lat! Dlatego mówienie, że ta reforma jest jedynym sposobem na tworzenie nowoczesnego systemu oświaty, to nieprawda – uważa Starzyński.

O ile Stowarzyszenie Mazowsze XXI mogłoby zaakceptować taką reformę, gdyby ministerstwo lepiej ją przygotowało, to jego większy niepokój budzi wprowadzenie obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków. Ma być wprowadzony w 2012 roku. – To już narusza strukturę rodziny. Czasem powtarzam: może i „wszystkie dzieci nasze są”, ale moje dzieci są moje, a nie wasze – mówi prezes Starzyński. – Nie może być tak, że państwo coraz silniej ingeruje w decyzje, które powinny należeć do rodziców. Ministerstwo nie przedstawia w tej sprawie badań i opinii profesorów pedagogiki, którzy zgłaszają odmienne zdanie. W sprawie obowiązkowego posłania pięciolatków do przedszkoli potrzebny jest powszechny wymiar debaty publicznej – apeluje Wojciech Starzyński.

Przemysław Kucharczak
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #15 dnia: Lipiec 22, 2008, 08:37:21 pm »
Hall: Szkoła ma wielkie oczy
Rozmowa "Gazety" z minister edukacji Katarzyną Hall2008-07-21, ostatnia aktualizacja 2008-07-20 18:15
 
- Nie zapiszemy w ustawie, że w szkole ma być pies, a nie kot pluszowy. Zaufamy nauczycielom - o projekcie posłania do szkoły sześciolatków i obawach ich rodziców opowiada Gazecie minister edukacji Katarzyna Hall
Cytuj


Aleksandra Pezda: Dlaczego spieszymy się, żeby wysłać sześcioletnie dzieci do szkół?

Katarzyna Hall: Decyduje potrzeba wyrównywania szans. Są środowiska, w których dzieci wynoszą bardzo wiele z domu i nawet w domu są w stanie się edukować. W przyszłości zamierzamy także wspierać edukację domową. Ale jest, niestety, drugi biegun - dzieci zaniedbane edukacyjnie i domowo. Im później trafią do zorganizowanego systemu edukacji, tym mniejsze mają szanse na sukces.

A nie jest to po prostu decyzja starzejącego się społeczeństwa, żeby szybciej wykształcić sobie tych, którzy będą zarabiać na emerytury innych?

- Ten pożytek też mieliśmy na myśli. Wcześniejsze wchodzenie na rynek pracy, wcześniejsza dorosłość i odpowiedzialność. Minister Michał Boni bardzo podkreśla, że skrócenie czasu do ukończenia studiów oznacza szansę na wcześniejsze urodzenie pierwszego dziecka. A to dla społeczeństwa jest bardzo ważne.



Strategiczne decyzje w edukacji, łącznie z negocjacjami z nauczycielami, podejmuje głównie szef doradców premiera minister Boni. Nawet program "Komputer dla każdego ucznia" nie był z panią konsultowany. Nie przeszkadza pani, że Ministerstwo Edukacji Narodowej spadło do roli oberkuratorium?

- Minister Boni ma szerokie spojrzenie na całą politykę społeczną i jest w stanie bardzo umiejętnie pomóc w wielu sytuacjach. Współpracujemy, ale decyzje, które są w gestii ministra edukacji, przygotowujemy w sposób absolutnie autonomiczny. Na przykład rozporządzenia o warunkach dla nowych form edukacji przedszkolnej [tzw. małe przedszkola] czy o podstawach programowych. A sprawę komputerów konsultowano ze mną, nawet delegowałam dwóch wiceministrów do specjalnego zespołu, który pracuje na szczegółami tego projektu. Problematyka społeczna jest trudna, mamy sporo do zrobienia.

Słyszałam, że szuka pani ekspertów do pracy, ale proponuje im 2 tys. zł pensji, więc rezygnują.

- Wysokość pensji zależy od stanowiska, ale rzeczywiście jesteśmy najgorzej płacącym ministerstwem.

Sześciolatki zaraz w szkole...

Już w przyszłym roku dzieci sześcioletnie pójdą obowiązkowo do szkoły. Nie jak ich rówieśnicy z lat poprzednich, do zerówki w szkole albo w przedszkolu. Żeby nie dublować rocznika - a tak by się stało, gdyby w 2009 r. poszły do pierwszych klas wszystkie sześcio- i siedmiolatki naraz - chcecie podzielić dwa roczniki dzieci - 2003 i 2004 - każdy na dwie części i wpuszczać je do szkoły po kolei. Przez dwa lata również rodzice będą mieli wybór - czy posłać dziecko do szkoły wcześniej, czy później. Na przygotowanie do tej wielkiej zmiany szkoły mają tylko rok. Czy rząd popędza MEN, żeby tę zmianę wprowadzić tak szybko?

Cały artykuł
http://wyborcza.pl/1,88975,5473702,Hall__Szkola_ma_wielkie_oczy.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

_basia_

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #16 dnia: Lipiec 23, 2008, 05:40:29 pm »
Cytat: "agaj"
U mnie w podstawówce jest po 30 dzieci w klasie. Po zajęciach idą do małej świetlicy gdzie panuje istny młyn. Jakoś nie wyobrażam sobie tych 6-latków wśród nich. I ciekawe skąd się wezmą te ławeczki, dywaniki, książeczki... skoro ciągle brakuje na podstawowe pomoce szkolne... Nowy minister nowe głupoty...
Nas to jeszcze tzn. mojej Ali nie dotyczy cała ta reforma ale podpisuję się pod słowami agaj

kasiape

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #17 dnia: Wrzesień 17, 2008, 10:48:05 am »
Sześciolatki nierówne siedmiolatom??

Sześciolatki, które od 2009 r. pójdą do pierwszej klasy wraz z siedmiolatkami powinny mieć inne podręczniki niż ich o rok starsi koledzy - informuje "Gazeta Wyborcza".

Wynika to z tego, że dzieci na różnym poziomie rozwoju będą inaczej uczyły się pisać i czytać. Sześcioletni uczeń nie jest w stanie np. pisać tak drobnych liter jak siedmioletni - wyjaśnia nauczycielka klas 0-III Małgorzata Barańska.
Podstawowy problem to wielkość czcionki i odległości między liniami. Dziś odległość między liniami w zeszytach i ćwiczeniach dla sześciolatków jest nawet dwa razy większa niż w wydawnictwach dla dzieci siedmioletnich.

Według "GW", między 5,5-6,5 rokiem życia dziecka dokonuje się skok rozwojowy. Powoduje m.in. kostnienie nadgarstka, dlatego dzieci starsze, które już ten etap mają za sobą, łatwiej piszą mniejsze elementy.

Ruchy młodszych nie są na to dość precyzyjne. Chodzi też o dojrzewanie układu nerwowego, dzięki czemu dzieci starsze potrafią dostrzec mniejsze detale liter i więcej szczegółów na obrazku - wyjaśnia psycholog dziecięcy Bożena Janiszewska.

W opinii wiceministra edukacji Zbigniewa Marciniaka dylematu nie ma - podręczniki trzeba drukować jak dla młodszych dzieci.

Siedmiolatkom nic nie ubędzie, jeśli się pouczą z książek drukowanych większą czcionką. Rozwój zapewnią im inne pomoce dydaktyczne, przecież dzisiaj dzieci mają do dyspozycji więcej książek niż tylko elementarz - mówi.

zwalcio

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #18 dnia: Wrzesień 17, 2008, 12:12:34 pm »
No to po jakiego diabła dają tych sześciolatków do szkoły, przecież to jakaś paranoja, paradoks goni paradoks :2gunfire:  :2gunfire:  :2gunfire:

Offline MAGDA BUDEK

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 150
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #19 dnia: Wrzesień 28, 2008, 05:11:52 pm »
Moja córcia załapie się za rok na te ''rewolucje''. Chyba że za rok spłodzą znów coś mądrego.
Aldona 18lat(mpdz, epi ),Mateusz 15 lat,Marta 8 lata (całościowe zaburzenia ze spektrum autyzmu, epi ''uśpiona'')

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #20 dnia: Wrzesień 29, 2008, 07:48:17 am »
Jak narazie,to Rodzice protestują.....


Rodzice: Nie damy dzieci
Aleksandra Pezda 2008-09-29,
 
"Dla dzieci dzieciństwo, nie wyścig szczurów" - setka rodziców protestowała w niedzielę pod MEN i kancelarią premiera.

W niedzielne południe dziedziniec MEN i chodnik przed kancelarią premiera wyglądały jak na sielankowym pikniku rodzinnym. Ponad sto osób przyprowadziło swoje dzieci - od niemowląt po kilkulatki. Rysowały kredą po chodnikach, dorośli czytali przez megafon bajki i wypisywali na szkolnej tablicy swoje marzenia.

Bajki i hasła sielanką już nie były. Straszyła czarownica wabiąca Jasia i Małgosię na "gry edukacyjne" i zła macocha zamykająca dzieci w "żelaznej szatni".
"Chcemy planowania długofalowego w edukacji, a nie eksperymentu na żywym organizmie", "Nasze dzieci są NASZE, nie zgadzamy się na wysyłanie do szkół 6-latków" - można było przeczytać na tablicy.

Rodzice boją się, że polskie szkoły nie są gotowe, żeby już w przyszłym roku przyjąć do pierwszych klas dzieci sześcioletnie.

- Na Zachodzie maluchy uczą się w oddzielnych strefach, mają przestronne sale, przystosowane do wzrostu sanitariaty, oddzielne wejścia i place zabaw. Tego nie ma w polskich szkołach i długo jeszcze nie będzie - tłumaczy Tomasz Elbanowski, współorganizator protestu, założyciel strony Ratujmaluchy.pl.

- Moje córki, sześcio- i pięcioletnia, mają za rok iść do tej samej szkoły na warszawskiej Pradze, którą i ja kończyłam. Za moich czasów były tam wymuszenia i narkotyki. Wnętrza też nie zmieniły się na ładniejsze. A dziś w przedszkolu mają prysznic, miejsce do zabawy i komfort - tłumaczyła Joanna Bieniek z Warszawy.

Małgorzata Tolsdorf przyszła z czwórką dzieci (najstarszy syn ma pięć lat, obejmie go reforma). - To nie jest kraj prorodzinny. Żeby karmić piersią w mieście, siadam na krawężnikach, bo nie ma ławek. Nawet pod MEN siedziałam na kwietniku. Szkoły są tak samo przygotowane do przyjęcia maluchów - mówi.

Pod protestem przeciw obniżeniu wieku szkolnego na Ratujmaluchy.pl jest już 23 tys. podpisów. Z tym protestem Elbanowscy wpraszają się na każdą konferencję minister edukacji Katarzyny Hall. Dotąd nie zostali zaproszeni do MEN.

Wczoraj urzędnicy ministerstwa wynieśli protestującym informatory o reformie, a dzieciom ciasteczka. Dyrektor gabinetu politycznego MEN Ligia Krajewska mówiła: - Po to reforma ma trwać trzy lata, żeby się szkoły zdążyły przygotować.

-Więc jak się przygotują, to poślemy dzieci
- mówią "Gazecie" Agnieszka i Paweł Wdówik z Pruszkowa (obok trójka ich dzieci).

Delegację protestujących przyjął wczoraj w kancelarii premiera wiceminister edukacji Zbigniew Marciniak. - Poradził nam, żebyśmy naciskali na samorządy, żeby dobrze przygotowały szkoły dla sześciolatków. To nas załamało - mówi Karolina Elbanowska.

Dzisiaj protestujący rodzice idą na posiedzenie komisji edukacji w Sejmie.


Źródło: Gazeta Wyborcza
http://wyborcza.pl/1,75248,5744365,Rodzice__Nie_damy_dzieci.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #21 dnia: Wrzesień 29, 2008, 02:29:03 pm »
Gdyby ktoś chcial podpisać petycję - protest w tej sprawie jest tu:
 http://prawarodzicow.pl/

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #22 dnia: Wrzesień 30, 2008, 07:38:22 am »
Stolica: szkoła 6-latków - alarmujący raport

Cytuj
Wyliczyli, że dwie trzecie ze 172 warszawskich podstawówek nie ma dość sal, żeby przyjąć sześciolatków (tak małe dzieci nie mogą siedzieć w szkolnych ławkach, muszą mieć miejsce do zabawy, kącik rekreacyjny, toalety niżej zamontowane itp.). Dyrektorzy 52 szkół zgłosili, że muszą się rozbudować. Połowa szkół nie ma świetlic, żeby zatrzymać dzieci do powrotu rodziców z pracy (jak w przedszkolu). W co czwartej nie ma stołówki, a w co trzeciej placu zabaw.

Rząd PO-PSL chce obniżyć wiek szkolny. Pierwsze sześciolatki mają iść do szkoły we wrześniu 2009 r. Wszystkie - w roku szkolnym 2012/13. Według autorów raportu tak szybkie tempo reformy może się odbić negatywnie na jakości edukacji, szczególnie najmłodszych.


więcej
http://wiadomosci.onet.pl/2682,1834361,stolica_szkola_6-latkow_-_alarmujacy_raport,wydarzenie_lokalne.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #23 dnia: Październik 01, 2008, 10:58:53 pm »
Polskie miasta nieprzygotowane na reformę
 
Nie tylko Warszawa, ale jak się okazuje, wiele polskich miast jest nieprzygotowanych do wprowadzenia sześciolatków do szkół od przyszłego roku, tak jak chce Ministerstwo Edukacji. - Nie damy rady w tak krótkim czasie przygotować szkół podstawowych - tłumaczą

http://www.emetro.pl/emetro/1,85651,5753704,Polskie_miasta_nieprzygotowane_na_reforme.html

http://www.emetro.pl/emetro/1,85651,5758266,Im_gorsza_prawda_dla_wladzy__tym_gorzej_dla_prawdy.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #24 dnia: Październik 07, 2008, 12:05:48 pm »
Minister: To szkoły mają się dostosować do dzieci

Reforma zakładająca posłanie 6-latków do szkoły została staranie przygotowana - powiedziała dziś minister edukacji narodowej Katarzyna Hall.

Według minister, reforma została dobrze przygotowana i poprzedziły ją szerokie konsultacje w rożnych środowiskach. - Poddaliśmy to szerokiej debacie z samorządami, ze środowiskami, również rodziców. Wysłuchałam wielu opinii i stąd plan, aby wszystko rozłożyć na trzy lata - podkreśliła Hallszukaj w TVN24.

Zdaniem minister, chodzi o to, aby w pierwszym okresie, czyli od września 2009 r., to rodzic decydował, miał wybór, czy chce posłać dziecko wcześniej do szkoły "oceniając czy to dojrzałość własnego dziecka, czy to stan przygotowania konkretnej szkoły".

Ponieważ - jak podkreśliła minister - "to szkoły mają się dostosować do młodszych dzieci, a nie nagle dzieci sztucznie dojrzeć". - Każdy wykształcony nauczyciel, który jest najczęściej magistrem pedagogiki, wie jak rozwija się małe dziecko, jakie ma potrzeby, że im młodsze dziecko, tym bardziej trzeba przeplatać formy pracy zabawą. To jest oczywiste. To szkoła ma się dostosować do potrzeb młodszych dzieci, dostosować swoje metody pracy, programy - podkreśliła Hall.

Jak mówiła minister, jest również przygotowana nowa podstawa programowa i dla dzieci przedszkolnych - rząd chce, aby wszystkie 5-latki były objęte edukacją przedszkolną - i dostosowana dla potrzeb 6-latków w I klasie.

- Liczymy, że te programy będą lepsze, bardziej skuteczne, spowodują, że dzieci będą płynnie kontynuować to, czego się nauczyły, ale metodami dla nich odpowiednimi - powiedziała.

Hall zaznaczyła, że rodzic ma prawo się przyjrzeć szkole, mieć wątpliwości, być wobec niej krytycznym. - Chcemy, aby rodzice byli bardziej w szkole obecni, współpracowali ze szkołą, z nauczycielami, żeby właśnie oczekiwali od szkoły, że będzie przyjazna i bezpieczna dla ich własnego dziecka - dodała.

Zdaniem minister, wiele szkół jest już przygotowanych do przyjęcia 6-latków. - W większości na przykład szkół warszawskich - mówiła Hall - są już oddziały przedszkolne dla 6-latków, czyli one są już obecne w szkołach, które są dobrze wyposażone pod kątem małych dzieci. Także w ponad 8 tysiącach szkół w całej Polsce uczą się już dzieci sześcioletnie w ramach edukacji przedszkolnej - dodała.

Według reformy, od roku szkolnego 2009/2010 każde pięcioletnie dziecko zyska prawo do edukacji przedszkolnej, od roku 2010/2011 będzie już objęte obowiązkiem takiej edukacji.

źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline MAGDA BUDEK

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 150
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #25 dnia: Październik 08, 2008, 04:50:43 pm »
U nas w PPP jest 16 października zebranie odnośnie gotowości szkolnej naszych przedszkolaków. Obecność nieobowiązkowa.
Aldona 18lat(mpdz, epi ),Mateusz 15 lat,Marta 8 lata (całościowe zaburzenia ze spektrum autyzmu, epi ''uśpiona'')

Offline matkakarolina

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 146
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #26 dnia: Październik 09, 2008, 08:21:36 pm »
Moja szkoła też należy do tych w której uczą się sześciolatki.I  wygląda to tak.Od 13 dzieci na świetlicy, wraz ze starszymi klasami, które nie mają lekcji.Hałas, tłok, brak zabawek i miejsca na zabawę.Świetlica czynna do 15.15.Dzieci często pod opieką pomocy, bo pani świetliczanka na zastępstwach.Meble nie przystosowane dla maluchów, zero picia,  toaleta 30 m od świetlicy.Ale sześciolatki są.Teraz to samo będzie czekać te dzieciaki od 11-12, kiedy skończą lekcje.Dochodzi do tego korytarz na którym jest hałas, przepychanki i starsze dzieci idące na boisko czy na stołówkę.U mnie jest tylko podstawówka, w zespołach szkół dochodzi jeszcze gimnazjum.Nie dajcie się zwieść słowom pani minister, jest za mało czasu i przede wszystkim za mało pieniędzy.

kasiape

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #27 dnia: Październik 09, 2008, 09:04:37 pm »
no niestety myślę, że klamka już zapadła - rodzice walczą, ale dyrektorzy szkół twierdzą że szkoły są już przygotowane, a koszty zakupu mebli są tak niewielkie, że to żaden problem - ostatnio czytałam w lokalnej prasie na ten temat! :puppydogeyes:
poza tym sami nauczyciele przygotowali ten ....hmhm... projekt!  :puppydogeyes:

Offline matkakarolina

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 146
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #28 dnia: Październik 09, 2008, 09:36:02 pm »
Reformę przygotowało ministerstwo, nie nauczyciele.Wielu nauczycieli jest przeciwnych tej reformie(w tym piszącate słowa), bo zna realia polskiej szkoły.Ale klamka zapadła.W projekcie jest również obniżenie wieku odroczenia obowiązku szkolnego w przypadku dzieci niepełnosprawnych.Teraz pójdą do szkoły w wieku maksymalnie 8 lat.

kasiape

  • Gość
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #29 dnia: Październik 09, 2008, 09:50:03 pm »
"Komitet Inicjatywy Ustawodawczej przy Związku Nauczycielstwa Polskiego złożył 22 kwietnia w Sejmie projekt zmiany ustawy o systemie oświaty. Reprezentantem Komitetu jest Prezes ZNP, Sławomir Broniarz."
http://www.szesciolatki.tox.pl/projekt-reformy-edukacji-wg-znp/
to miałam na myśli pisząc, że nauczyciele też stoją za tą reformą!
na Podkarpaciu prasa lokalna rozpisuje się na temat, ale w żadnej nie przeczytałam, że jakiś dyrektor jest przeciw! wręcz przeciwnie - wszyscy czekają na dzieci!
tylko rodzice i nauczyciele - którzy mieliby ewentualnie uczyć stawiają veto!

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #30 dnia: Październik 25, 2008, 07:38:49 am »
Rodzice 6-latków wysyłają faksy z obrysem dłoni do MEN]

Karolina i Tomasz Elbanowscy, organizatorzy akcji i założyciele portalu Ratujmaluchy.pl. wymyślili akcję "Widzialna ręka". Polega na tym, że rodzice protestujący przeciw posyłaniu dzieci sześcioletnich do szkół masowo wysyłają do MEN i kancelarii premiera e-maile z załączonymi zdjęciami rodzinnymi oraz faksy z obrysem dłoni - pisze "Gazeta Wyborcza".

Elbanowscy na internetowej stronie zebrali ponad 31 tys. podpisów: MEN nam nie wierzy. Dlatego wysyłamy linie papilarne - na dowód, że protestujący rodzice sześciolatków istnieją naprawdę
Karolina i Tomasz Elbanowscywysyłamy linie papilarne - na dowód, że protestujący rodzice sześciolatków istnieją naprawdę.


Elbanowscy mają czworo dzieci. Protest przeciw posyłaniu sześciolatków do szkół zaczęli w maju. Wtedy przekazali minister edukacji Katarzynie Hall list z pierwszymi podpisami protestujących rodziców. Uważają, że polskie szkoły nie są gotowe na przyjęcie sześciolatków - ich zdaniem brakuje klas, świetlic, nie ma placów zabaw, nauka będzie na dwie zmiany.

Do dziś nigdy nie zostali zaproszeni na rozmowy do MEN.
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #31 dnia: Listopad 03, 2008, 01:28:12 pm »
Ratuj Maluchy: http://www.ratujmaluchy.pl/

Do wpisu wyżej - strona Karoliny i Tomasza Elbanowskich, gdzie można podpisać protest.

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #32 dnia: Listopad 13, 2008, 08:12:12 am »
6-latki do szkoły iść powinny
Aleksandra Pezda 2008-11-13
 
...mówi prezydent. Ale i tak zapowiada weto ustawy oświatowej.


- Musimy przejść na system rozpoczynania nauki w szkole w wieku lat sześciu - czy to w 2009, czy to w 2012 r. - podsumował wczoraj edukacyjny "okrągły stół" Lech Kaczyński.


Ale skrytykował pomysł Platformy, żeby w pierwszych latach reformy to rodzice decydowali, czy wysłać dziecko do szkoły, czy zostawić w przedszkolu.

- Początek edukacji szkolnej powinien być zuniformizowany. Inaczej może to doprowadzić do nierówności - mówił.

Prezydent nie powiedział ostatecznie, że zawetuje przygotowaną przez rząd nowelizację ustawy oświatowej. Ale zagroził tym, jeśli rząd utrzyma zapis o możliwości przekazywania szkół stowarzyszeniom albo osobom fizycznym bez opinii kuratora oświaty.

- To może być droga do prywatyzacji. Ktoś na tym zarobi, ale nie nauczyciele. To może przesądzić o mojej decyzji - mówił prezydent.


Więcej

http://wyborcza.pl/1,75248,5912233,6_latki_do_szkoly_isc_powinny.html


Źródło: Gazeta Wyborcza
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #33 dnia: Listopad 28, 2008, 08:13:14 am »
Legutko przeciwny obniżeniu wieku szkolnego

Sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Ryszard Legutko mówi w "Rzeczpospolitej", że będzie namawiał prezydenta do odsunięcia w czasie pomysłu posłania 6-latków do szkół.


W środę prezydent ma podsumować obrady edukacyjnego okrągłego stołu, na którym wymieniano opinie na temat rządowych projektów nowelizacji ustawy o systemie oświaty oraz Karty Nauczyciela.

- Plan wprowadzenia sześciolatków do szkół w ciągu kolejnych trzech lat budzi zastrzeżenia rodziców. Dlatego uważam, że należy odsunąć w czasie obniżenie wieku szkolnego. Trzeba dać rodzicom czas na nabranie pewności co do słuszności tej decyzji - mówi Legutko.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Legutko-przeciwny-obnizeniu-wieku-szkolnego,wid,10559808,wiadomosc_video.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #34 dnia: Grudzień 13, 2008, 11:29:17 am »
Schetyna przeciw sześciolatkom?
Aleksandra Pezda 2008-12-13,
 
Wicepremier głosował w Sejmie przeciw reformie oświatowej swojego rządu

Głosowanie w Sejmie, PO walczy o wprowadzenie zmian w oświacie, m.in: posłanie do szkół sześciolatków, zwiększenie swobody samorządów w edukacji i ograniczenie uprawnień kuratorów.

Szefowa MEN Katarzyna Hall wzywa posłów do jedności "dla dobra dzieci". Debata trwa wiele godzin. Klub PiS zgłasza wniosek o odrzucenie ustawy w pierwszym czytaniu. Wniosek nie przechodzi, ale dwie osoby z PO wyłamują się w głosowaniu. Są za odrzuceniem rządowej reformy. Kto?

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,6058643,Schetyna_przeciw_szesciolatkom_.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #35 dnia: Grudzień 28, 2008, 11:38:09 am »
MEN zmienia program szkoły

Cytuj
Mimo to MEN właśnie wprowadził podstawę programową. Tak jakby reforma już weszła w życie. Co będzie jednak, jeśli obniżenie wieku szkolnego w Sejmie nie przejdzie? Komu się przydadzą te programy, jeśli sześciolatki pozostaną w przedszkolach? Czy siedmiolatki będą się uczyły według zaniżonych wymagań? I po co rodzice mają latem kupować nowiutkie podręczniki napisane nie dla ich dzieci?

Na te pytania MEN musi dać już teraz konkretne odpowiedzi.


Więcej:
http://forum.darzycia.pl/index.php?topic=9479.new#new
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #36 dnia: Grudzień 29, 2008, 10:18:04 pm »
Jak trudno trzymać pióro
 
Polemika wokół programu "Sześciolatki do szkół": - Nowy program dla sześciolatków łamie podstawowe prawo dziecka do naturalnego rozwoju. Nie wolno tak forsować dzieci! - przestrzega metodyk nauczania początkowego

Sześcioletnie Nina Zielińska (z lewej) i Dominika Konopielko unoszą ręce zgięte w łokciach, by przytrzymać położone na głowach przedmioty. Takie ćwiczenia pomagają w wyrabianiu mięśni, co ułatwia długie pisanie. W programie MEN dla sześciolatków ich nie ma
 
Aleksandra Pezda: Pod szyldem akcji "Ratujmaluchy.pl" krytykuje pani przygotowany przez MEN program dla sześciolatków w szkole. Dlaczego?

Dorota Dziamska: Ponieważ to nie jest żadna nowa propozycja, tylko skumulowanie dotychczasowych wymagań dla zerówek i pierwszych klas w jednym roku. I w taki sposób, że psuje nauczanie najmłodszych oraz niweczy dorobek naukowo-badawczy twórcy i guru polskiej pedagogiki wczesnoszkolnej prof. Ryszarda Więckowskiego.

Ale czy szkodzi dzieciom?

- To są wymagania nie do zrealizowania dla sześciolatka. Tym bardziej takiego, który nie był przedtem w przedszkolu, a w Polsce dwie trzecie pięciolatków nie chodzi do przedszkola, bo brakuje dla nich miejsc.

Podam przykład: po pierwszej klasie według nowego programu dziecko ma już "czytać krótkie teksty", a nawet lektury. Teraz niektóre dzieci osiągają to dopiero w trzeciej klasie, chociaż zaczynają szkołę jako siedmiolatki, i to po przygotowaniu w zerówce. Niektóre dzieci nawet w czwartej klasie nie czytają jeszcze z pełnią rozumienia tekstu. A to właśnie z powodu zbyt szybkiego tempa wprowadzania liter i nauki czytania.


Reklamy googleNaucz Się Szybko Czytać
Zapraszamy na kursy czytania. Sprawdź i zapisz się już teraz!
www.SzybkieCzytanie.pl.edu.pl
Treningi Pamięci
Rozwijaj mózg - posłuży Ci lepiej Zajęcia prowadzone przez Internet !
www.SuperUmysl.pl
Test IQ - spróbuj teraz
Jaki uzyskasz wynik? Czy należysz do elity?
www.getiq.pl

Czy to naprawdę za szybkie tempo? Przecież sześcioletnie dzieci i dziś w zerówce uczą się pisać i czytają.

- Różnica polega na tym, że teraz nauka czytania rozpoczyna się poprzez ćwiczenia przygotowawcze już w przedszkolu, a kończy przy końcu klasy trzeciej. To w sumie aż cztery lata. W zerówce dzieci poznają litery bez tzw. polskich znaków. Ćwiczą czytanie całościowe wyrazów, stopniowo odkrywają i rozpoznają kształty liter drukowanych. Niektóre najprostsze w budowie litery już zapisują. Jeżeli chcą. Nauczyciel ma prawo uczyć pisania liter indywidualnie te dzieci, których dłoń i ramię wytrzymują stosowne napięcie mięśniowe.

W pierwszej klasie utrwalają poznane kształty liter i poznają kolejne litery. Tak naprawdę część dzieci dopiero w siódmym, a nawet w ósmym roku życia dokładnie słyszy wszystkie dźwięki mowy. Np. potrafi wyróżnić głoskę przedstawiającą dwuznak "dź" na początku czy na końcu wyrazu. Jeśli sześciolatka zapytamy, co słyszy na początku słowa "dźwig", powie "ćf ". A na końcu? Powie "k". Czasami nic nie powie, bo nie umie wyróżnić lub w ogóle go to jeszcze nie interesuje. A w wyniku reformy będzie musiał poprawnie nazwać głoski w tym wyrazie i je zapisać, ponieważ już przy końcu klasy pierwszej ma znać wszystkie litery i zapisywać je!

Pisanie zgodnie z metodyką nauczania jest konsekwencją nauki czytania. Dzieci nie mogą zapisywać tego, czego nie rozumieją i w oderwaniu od doświadczeń słuchowych. Dla dziecka to problem - dlaczego ma zapisać literkę "g" w miejscu, gdzie słyszy "k"? Sześciolatek nie dostrzeże w tym logiki. Nauka języka polskiego wymaga wielu ćwiczeń i powtórzeń, aby zakorzenić w umyśle dziecka właściwe umiejętności.

Jednak według ekspertów powołanych przez MEN do opracowania nowych programów nauczania te powtórki materiału są stratą czasu. Właśnie powtarzanie ministerstwo chce zlikwidować w całej edukacji.

- To bzdura, w każdym razie jeśli chodzi o edukację wczesnoszkolną. Dzieci potrzebują powtórek. Po to, żeby przesunąć zdobyte doświadczenia z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Bez powtórek uczniowie nie utrwalą ogromu doświadczeń, nie zapamiętają liter, nie opanują czytania i pisania.

Chodzi również o fizjologię - trzeba powoli stymulować układ mięśniowy i przygotowywać do pisania. Tego się nie da przeskoczyć, bo nagle jakiejś grupie reformatorów wydaje się, że tak by było prościej i piękniej.

W dodatku nowa podstawa programowa zrywa z zasadą nauczania zintegrowanego, bo wyznacza konkretne efekty do osiągnięcia dziecku już po pierwszej klasie. Teraz jest tak: dajemy dziecku możliwość dojścia do konkretnego efektu w dłuższym okresie. Jedno dziecko poradzi sobie z tym zadaniem szybciej, drugie wolniej. Ale stawiamy na to, żeby każde rozwijało się we własnym tempie. Na tym dokładnie polega istota tzw. edukacji zintegrowanej, która mogłaby być sukcesem polskiej szkoły po reformie z 1999 r. Jednak MEN zamierza właśnie wyodrębnić pierwszą klasę z całego etapu edukacji wczesnoszkolnej...

Tak ma być po to, żeby nauczyciele lepiej wiedzieli, czego uczyć sześciolatki. To nowe zadanie - mówią w MEN - dlatego trzeba je precyzyjnie określić.

- Tylko że to wbrew osiągnięciom najnowszej pedagogiki. Wyprodukujemy przez to dyslektyków, dysgrafików i mnóstwo zahamowań u dzieci. Z powodu przyspieszonego tempa mniej ważne stanie się to, co w istocie najważniejsze w rozwoju małych dzieci, czyli równomierny rozwój motoryczny, emocjonalny i społeczny.

Proszę sobie wyobrazić młodego nauczyciela tuż po studiach. On ma w nowym programie napisane: "dziecko po pierwszej klasie ma znać wszystkie litery, czytać ze zrozumieniem krótkie teksty, nawet lektury, pisać krótkie zdania, przepisywać z pamięci, dbać o estetykę i poprawność graficzną, przestrzegać zasad kaligrafii". To brzmi jak jakaś tresura.

Ale tymi zadaniami nauczyciel będzie się kierował - z realizacji podstawy rozliczać go bowiem będzie wizytator, dyrektor i komisja od awansu zawodowego. Będzie więc trzymał dzieci w ławkach i ćwiczył kaligrafię oraz czytanie. A podręczniki przygotowane w ekspresowym tempie pod ten program pomogą mu utrzymać dzieci w ławkach i zaliczać strona po stronie zadania: wpisz, zakreśl, dorysuj, wpisz, podkreśl, pokoloruj.

Tylko niektórzy się zbuntują. Ci, którzy wiedzą z doświadczenia, że to niemożliwe, aby sześciolatek "pisał płynnie i łączył wyrazy w zdania".

W programie jest np. nauka wartości. Tego dotychczas nie było.

- Tak, jest napisane, że dziecko ma odróżniać dobro od zła. Zapytam jednak: a według którego światopoglądu? Tak małym dzieciom trzeba o wartościach mówić konkretnie - np. jestem życzliwy czy szczery. Chodzi o takie wartości, które w sytuacji szkolnej dzieci mogą pokazać, których mogą doświadczyć w klasie. To dlatego np. prosimy dzieci, żeby uścisnęły rączkę Zbyszka, kiedy dobrze rozwiązał zadanie, lub okrzykiem pogratulowały mu zwycięstwa. Wtedy rozumieją, na czym polega życzliwość dla kolegi, uczą się szacunku do drugiej osoby, emocji i uczuć z tą wartością związanych.
 
W nowej podstawie mamy taki świat wartości: dobro, zło, prawdomówność i zdanie, że nie należy kraść. To wszystko? A duma społeczna i przeżywanie więzi? A empatia? Nie ma też ani jednego sformułowania np. w kwestii uczuć narodowych. Mam wrażenie, że ten "świat wartości" został w podstawie nieprzemyślany - zbyt ogólnie sformułowany i z ewidentnymi brakami.

Zresztą nie tylko takie braki znalazłam. Zilustruję moje wątpliwości w liczbach: tzw. umiejętności polonistycznych jest w podstawie wymienionych 11, matematycznych - aż 16, a wf? Zaledwie pięć umiejętności! Powie pani - ta dysproporcja nie jest istotna. Wręcz przeciwnie!

Przecież tu nie chodzi o liczbę wymagań z każdej dziedziny. Według założeń programu dla sześciolatków pierwszaki mają mieć dużo ruchu, a mało siedzenia w ławkach.

- Tak to zostało nawet zapisane we wprowadzeniu do nowej podstawy. Ale potem nie ma już tego w konkretnych wymaganiach. Nie ma w ogóle ćwiczeń kształtujących postawę, system mięśniowy oraz koordynację. One są niezbędne w nauce pisania i w ogóle w rozwoju dziecka. Trzeba z dzieckiem robić np. skoki na jednej nodze, potem obunóż, ćwiczenia kostek, ramion, obroty głową, dziecko powinno się kulać po dywanie, skradać, chodzić na czworaka, cwałować itd.

Ćwiczenia ruchowe stymulują zmysł równowagi i utrzymują organizm na koniecznym poziomie równowagi fizjologicznej, która sprzyja uczeniu. Ot, choćby tzw. chwyt pęsetkowy, czyli trzymanie w trzech palcach małych przedmiotów, albo banalne podawanie woreczka - oba kształtują nadgarstek i chwytność dłoni. To pomoże dziecku utrzymać pióro, kiedy będzie musiało pisać przez całą linijkę, a w końcu notować przez dużą część lekcji. Jest też takie ćwiczenie: woreczek niesiony na głowie. Dziecko tego nie potrafi na początku i przytrzymuje sobie woreczek ręką zgiętą w łokciu. W tym też jest cel, bo ten uniesiony łokieć będzie dziecku potrzebny, kiedy zacznie pisać w zeszycie. Jeśli nie wyrobi sobie mięśni, będzie leżało na ławce i skrzywi sobie kręgosłup.

Tylko że takich ćwiczeń w nowym programie nie ma.

Co za to mamy? Kozłowanie piłki. Czy autorzy programu nie zdają sobie sprawy z tego, że to przekracza umiejętności sprawnościowe sześciolatków? Tak małe dzieci co najwyżej będą oburącz uderzać piłką o ziemię i próbować ją złapać. Kozłowania będą się w stanie nauczyć kilka lat później.

Nie rozumiem więc, dlaczego MEN, zakładając, iż sześciolatek sprosta nauce pisania już w pierwszej klasie, nie zwraca szczególnej uwagi na rozwój fizyczny. Nie jest przecież żadnym odkryciem, że intelektualny rozwój jest możliwy tylko wtedy, kiedy w dzieciństwie damy dziecku dużo ćwiczeń ruchowych i zintegrujemy jego zmysły.

Jeśli rząd jednak będzie trwał przy tej reformie, co pani zrobi?

- Nowy program dla sześciolatków łamie podstawowe prawo dziecka do naturalnego rozwoju. Nie wolno tak forsować dzieci! Nie wolno pracować w szkole w przyspieszonym tempie, nie wolno wymagać efektów niezgodnych z fizjologią, a przede wszystkim zmuszać nauczycieli do wdrażania takich form kształcenia. Ruch społeczny Ratujmaluchy.pl poszuka wsparcia w UE. Pójdziemy nawet do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Ponieważ ta podstawa programowa łamie prawa dziecka do naturalnego rozwoju.

Rozmawiała Aleksandra Pezda

* Dorota Dziamska - nauczycielka, konsultantka metodyczna nauczania początkowego, autorka książek pedagogicznych i metodycznych dla nauczycieli oraz ćwiczeń i książeczek dla dzieci w wieku przedszkolnym i z klas I-III

Gazeta Wyborcza 29.12.2008r

http://wyborcza.pl/1,75515,6102907,Jak_trudno_trzymac_pioro.html?as=2&ias=2&startsz=x
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #37 dnia: Styczeń 03, 2009, 01:03:32 pm »
Sześciolatki do poboru
Aleksandra Pezda2009-01-03

Przedszkolny błąd Ministerstwa Edukacji Narodowej. Miało być wielkie badanie gotowości szkolnej, ale wyszedł nonsens. Bo MEN sprawdzi gotowość, ale tylko tych dzieci, które już i tak się uczą - mianowicie w przedszkolach

Rząd planuje, by już we wrześniu 2009 r. pierwsze sześciolatki poszły do szkoły. Ale przez trzy lata to rodzice będą mogli decydować, czy sześcioletnie dziecko posłać do pierwszej klasy, czy zostawić w domu.

Minister edukacji Katarzyna Hall obiecała rodzicom fachową pomoc w decyzji. Na zlecenie MEN za 1,5 mln zł Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej w Warszawie opracowało specjalne arkusze obserwacji dziecka i nauczyło posługiwać się nimi prawie 12 tys. nauczycieli z przedszkoli i ze szkół.


Już w styczniu to wielkie badanie ma się odbyć w każdej polskiej gminie. Wszędzie trwają przygotowania. Rodzice dowiadują się o badaniach gotowości szkolnej na zebraniach w przedszkolu. A nauczyciele dostali już arkusze, w które będą wpisywać, czy dziecko potrafi określić strony świata, czy sprawnie rzuca piłką, czy łatwo wybucha płaczem, czy umie bawić się z innymi itp.

Arkusz ma kilkadziesiąt punktów, a w podsumowaniu nauczyciel oceni gotowość szkolną malucha w kilkustopniowej skali, np. jako "niską" albo "zgodną z oczekiwaniami".


- Znowu chaos. Nic nie wiemy o tej akcji - denerwuje się Maja Majewska-Kokoszka z Forumrodzicow.pl (to portal założony przez rodziców protestujących przeciw obniżeniu wieku szkolnego). - Dowiedzieli się o niej tylko niektórzy rodzice w przedszkolach. Po drugie, nie wiadomo, czy o posłaniu dziecka do szkoły ma decydować wynik badania, czy jednak rodzice.

Wiceminister edukacji Zbigniew Marciniak: - To badanie nie jest obowiązkowe. Jeśli rodzice postanowią, że sześciolatek zostaje w przedszkolu, nikt ich nie będzie pytał o wynik badania.

Teoretycznie obserwacja ma objąć ponad 114 tys. pięciolatków - czyli dzieci urodzone od stycznia do kwietnia 2003 r. (to pierwsze sześciolatki, które mają pójść do szkoły we wrześniu). Sęk w tym, że co najmniej połowa z nich do przedszkoli nie chodzi. A przecież MEN zbada tylko te przedszkolne.

- To dlatego, że nie weszła jeszcze w życie ustawa o obniżeniu wieku szkolnego. Nie ma podstawy prawnej, żeby diagnozować gotowość szkolną dzieci poza przedszkolami - tłumaczy "Gazecie" Dorota Żyro, wicedyrektor warszawskiego Centrum Metodycznego.

- Po co badać akurat te w przedszkolach? - dziwi się prof. Elżbieta Putkiewicz z Wydziału Pedagogicznego UW, ekspert Instytutu Spraw Publicznych. - Przecież właśnie tutaj dzieci uczą się tego, co jest potrzebne w oswajaniu szkoły: koncentracji i zaangażowania w rozwiązywanie problemu, współpracy z grupą, śmiałości oraz umiejętności rozmowy z dorosłymi.

MEN problemu nie widzi. - Od przyszłego roku szkolnego każdy pięciolatek zyska prawo do przedszkola - zapewnia wiceminister Zbigniew Marciniak. Pozostałych rodziców odsyła po pomoc do poradni psychologiczno-pedagogicznych. Tam jednak są kilkumiesięczne kolejki.

- Całe to badanie jest bez sensu - ocenia dr Barbara Murawska, adiunkt Wydziału Pedagogicznego UW, autorka przeprowadzonego dla MEN badania osiągnięć szkolnych trzecioklasistów. - To nie dzieci mają być dojrzałe do szkoły, tylko szkoła ma być dostosowana do ich możliwości. Reforma miała wyrównywać szanse dzieci. Nie możemy ich selekcjonować wstępnymi diagnozami.

Zobacz, co sprawdzi nauczyciel u Twojego dziecka

współpraca: Piotr Burda, Kielce i Agnieszka Czajkowska, Wrocław


Źródło: Gazeta Wyborcza
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #38 dnia: Styczeń 16, 2009, 10:48:42 am »
Hall: obniżenie wieku szkolnego - korzystne dla rodziców
A A A
Minister edukacji narodowej Katarzyna Hall uważa, że obniżenie wieku szkolnego jest korzystne dla rodziców. Gość Programu Pierwszego Polskiego Radia powiedziała, że dzięki poprawce wprowadzającej prawo - a nie obowiązek - wysłania sześciolatka do szkoły, rodzicom nie będą groziły kary za niedopełnienie obowiązku poinformowania samorządu. Katarzyna Hall podkreśliła, że zmiany ułatwią współpracę rodziców i samorządów.

Pierwotny projekt zakładał, że za nie poinformowanie samorządu o decyzji w sprawie dziecka rodzic mógł ponieść konsekwencje. Teraz rodzice nie mają już takiego obowiązku, a o wysłaniu dziecka do szkoły będą mogli zdecydować nawet po formalnym terminie zgłoszenia, o ile zgodzi się na to samorząd.

Platforma Obywatelska złagodziła w czwartek swoje stanowisko w kwestii obniżenia wieku szkolnego. Sześciolatki pójdą do szkół we wrześniu 2012, a nie jak dotychczas zapowiadał MEN, w roku szkolnym 2009/2010.


Pierwotnie ustawa zakładała, że przez pierwsze trzy lata rodzic będzie mógł nie zgodzić się na posłanie swojego sześcioletniego dziecka do szkoły. Teraz tylko na życzenie rodzica wcześniejszy start szkolny będzie brany pod uwagę.
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #39 dnia: Styczeń 24, 2009, 09:40:41 am »
Sześciolatki jednak idą do szkoły
Aleksandra Pezda 2009-01-24,
 
Reforma oświatowa uchwalona. Dzieci, które do końca kwietnia skończą sześć lat, będą mogły pójść już do szkoły, a nie do zerówki - zdecydował Sejm

W ten sposób stała się faktem reforma oświatowa przygotowana przez Platformę, choć mocno zmodyfikowana pod wpływem politycznych koalicji zawartych dla pewności jej wprowadzenia.

W Sejmie "za" było 254 posłów, "przeciw" - 146, a ośmiu wstrzymało się od głosu. Tak duża przewaga to wynik współpracy między Platformą, PSL a Lewicą. To również gwarancja, że rządowym pomysłom na edukację nie zagrozi już weto prezydenta. Mimo że Lech Kaczyński wielokrotnie sugerował, że chciałby to zrobić.

- Cieszę się, że ustawę udało się przyjąć i że jest "wetoodporna" - komentowała minister edukacji Katarzyna Hall wczoraj na konferencji prasowej.

Żeby jednak pozyskać głosy Lewicy, Platforma musiała poświęcić kilka swoich idei.


Przepadł m.in. zapis o tym, że każdą szkołę w Polsce będzie mogło przejąć dowolne stowarzyszenie albo osoba fizyczna wybrana przez samorząd gminy i bez konieczności uzyskania opinii kuratora oświaty (dotąd wymagana była co najmniej półroczna procedura likwidacyjna i opinia kuratora). Lewica wymusiła na Platformie ograniczenie tego zapisu do małych szkół (do 70 uczniów) i wprowadzenie koniecznej opinii kuratora jako zabezpieczenia przed nieprawidłowościami przy przejmowaniu placówek.

W zamian Lewica poparła obniżenie wieku szkolnego. Choć i ten proces w rządowej ustawie został mocno rozmydlony i odsunięty w czasie.

Nadal też przeciw ustawie protestuje część rodziców dzieci w wieku przedszkolnym.

Na jednym z założonych m.in. z tego powodu portalu Forumrodzicow.pl wczoraj rodzice wpisywali się np. w taki sposób: "Nie będę już chodzić na wybory. Zagłosowałam na PO i teraz żałuję" - matka.

- Bo wchodzi ustawa źle przygotowana i nieprecyzyjna. Wyśle dzieci w większości nieprzygotowane do szkół i po opiekę nieprzygotowanych do zmian nauczycieli. Z tego będzie dla dzieci wyścig i stres. A nowy program MEN narazi je dodatkowo na niewspółmierne do ich możliwości tempo rozwoju - mówi Dorota Dziamska, metodyk i nauczycielka, działaczka kolejnego protestującego przeciw reformie ruchu Ratujmaluchy.pl.

Rodzice zebrali przeciw reformie ponad 40 tys. podpisów. Wczoraj w internecie zapewniali, że mimo wszystko będą próbowali namawiać prezydenta do zawetowania ustawy.

O prezydenckie weto będzie też prosiła Lecha Kaczyńskiego "Solidarność". W obronie przed "wszelakim formom prywatyzacji szkół, która doprowadzi do segregacji edukacyjnej i społecznej uczniów, obniżenia jakości kształcenia dzieci i młodzieży oraz pogorszenia sytuacji zawodowej nauczycieli".

Co wprowadza nowa ustawa: •  obowiązek szkolny dla sześciolatków, ale z zastrzeżeniami.

W latach 2009-12 dzieci sześcioletnie będą się uczyły w pierwszych klasach razem z dziećmi siedmioletnimi. Jednak o tym, czy sześciolatek pójdzie do szkoły, będą decydowali rodzice. Ale w ten sposób, że dzieci urodzone w pierwszej części roku (MEN opracowało szczegółowy harmonogram podziału roczników, rodzice będą zawiadamiani o terminach przez dyrektorów szkół) będą musiały zostać do szkoły przyjęte, o ile rodzic się na to zdecyduje. A dzieci z drugiej części rocznika - tylko wówczas, jeśli dyrektor szkoły uzna, że ma dla nich miejsce.

Co z tymi, których rodzice zatrzymają w domu? Pójdą do przedszkola, chociaż często zorganizowanego w szkole, w miejsce dzisiejszych zerówek. Pełny obowiązek szkolny dla sześciolatków wejdzie w 2012 r.

•  łatwiejsze niż dotąd przejmowanie szkół - ale tylko małych - przez stowarzyszenia czy osoby fizyczne. Przekazywana szkoła nie musi być likwidowana, musi jednak pozostać szkołą publiczną, czyli bez czesnego

•  łatwiejsza likwidacja szkół - samorząd będzie mógł ją przeprowadzić już bez wymaganej opinii kuratora

•  ogranicza uprawnienia kuratorów - nie będą mieli m.in. wpływu na powołanie i odwołanie dyrektorów szkół

•  dyrektorem szkoły nie musi już być nauczyciel.




Źródło: Gazeta Wyborcza
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
w każdym mieście będzie inaczej
« Odpowiedź #40 dnia: Luty 04, 2009, 07:59:50 am »



6-latki do szkoły: w każdym mieście będzie inaczej

 
Rząd przesuwa reformę edukacji o rok. Co teraz? Katowice nie przyjmą 6-latków do szkół, ale w Gliwicach do pierwszej klasy będzie mógł pójść każdy 6-latek, którego rodzice wyrażą taką chęć


W czystej sytuacji jest tylko Radom - tam wszystkie sześciolatki już są w szkołach. Samorząd poprzenosił zerówki do szkół już w 2007 r., żeby zaradzić brakowi miejsc w przedszkolach.

W pozostałych miastach będzie jednak bałagan.

Warszawa zamierza w tym roku przenieść zerówki do szkół. Chce zwolnić przedszkola dla młodszych dzieci. Trwają negocjacje z rodzicami, którzy w niektórych dzielnicach już zaczęli protesty.

Z powodu protestów plany zmieniły już Poznań i Gdańsk - już w ub.r. planowały przeniesienie zerówek do szkół. Teraz zapewniają, że do pomysłu nie wrócą, a wybór pozostawią rodzicom. Władze Poznania zaklinają się, że niemal każdą szkołę już dostosowały dla sześciolatków (większe sale i place zabaw oraz dłużej działająca świetlica).

Władze Krakowa też deklarują, że nie przeniosą zerówek na siłę, ale będą namawiały rodziców, żeby zapisywali dzieci do szkół.

W Łodzi 6-latki zostaną w przedszkolach. Ale miasto chce za własne pieniądze wyposażyć wzorcowo kilka podstawówek i w ten sposób przekonać rodziców do reformy. - Skoro będzie państwowy pilotaż, chętnie się zgłosimy po pieniądze - mówi Jarosław Wojcieszek (PO), wiceprezydent Łodzi.

Bez rządowej reformy nic nie zmienią Katowice, Bydgoszcz, Rzeszów, Opole i Zielona Góra. Rodzice będą wciąż wybierać, czy dzieci będą chodziły do zerówek w przedszkolu, czy w szkole.

Gliwice, Płock, Toruń i Olsztyn niezależnie od losów reformy deklarują, że przyjmą do pierwszej klasy każde dziecko w wieku sześciu lat, o ile jego rodzice tego zechcą. - Mamy gotowe sale lekcyjne i jesteśmy w stanie wprowadzić reformę w życie - zapewnia Małgorzata Semik, naczelniczka wydziału edukacji w Gliwicach.

Anna Wasilewska, pełnomocnik p.o. prezydenta Olsztyna: - Dotąd też każdy 6-latek mógł iść do pierwszej klasy, tylko to się nazywało, że rozpoczyna wcześniej naukę. Teraz będzie tak samo. Tylko przez to, że reforma została przesunięta, miasto nie będzie musiało specjalnie przygotowywać kącików do zabaw w klasach albo placów zabaw.


Źródło: Gazeta Wyborcza
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #41 dnia: Luty 05, 2009, 08:54:50 am »
PO: o przyjęciu 6-latka do szkoły zdecydują rodzice i dyrektor szkołyW najbliższych trzech latach o tym, czy sześciolatek rozpocznie naukę w szkole, decydować będą rodzice i dyrektor szkoły, do której miałoby pójść dziecko; wpływ będzie miało też to, czy dziecko chodziło wcześniej do przedszkola czy nie - zakłada poprawka do ustawy o systemie oświaty, zgłoszona w środę w Senacie przez PO.

Minister edukacji Katarzyna Hall poprawkę Platformy Obywatelskiej popiera.

(...)

Artykuł w Gazecie Prawnej z dnia 4. 02. 2009 r. http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/111673,po_o_przyjeciu_6_latka_do_szkoly_zdecyduja_rodzice_i_dyrektor_szkoly.html

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #42 dnia: Marzec 19, 2009, 09:07:42 am »
Los weta przesądzony: sześciolatki pójdą do szkół"Sześciolatki

pójdą do szkół. W wieczornym głosowaniu w Sejmie nad wetem prezydenta do nowelizacji ustawy o systemie oświaty, wynik jest praktycznie przesądzony - twierdzi "Trybuna".


Porozumiały się bowiem w tej sprawie kluby PO, PSL i Lewicy. Za podtrzymaniem weta są tylko posłowie PiS. Spór dotyczy głównie obniżenia wieku rozpoczynania obowiązkowej nauki szkolnej z 7 do 6 lat.

Wprawdzie Lech Kaczyński nie jest przeciwny tej zasadzie, ale ma obawy, czy w okresie kryzysu gospodarczego należy wprowadzać tak kosztowne reformy. Uznał ponadto, że ustawa powinna być lepiej przygotowana - zarzucił jej m.in. nadmierną decentralizację oświatowych zadań państwa.

Podczas wczorajszej debaty Artur Ostrowski (Lewica) zwrócił jednak uwagę, że nowelizacja różni się od pierwotnego projektu rządowego. Gdyby nie wprowadzone w trakcie prac parlamentarnych poprawki, np. trzyletni okres przejściowy oraz ograniczenie możliwości przekazywania szkół, to jego klub poparłby weto - czytamy w czwartkowym wydaniu "Trybuny".

http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/119824,los_weta_przesadzony_szesciolatki_pojda_do_szkol.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #43 dnia: Marzec 21, 2009, 09:15:15 am »
Temu szkoła, temu nie
Aleksandra Pezda2009-03-21
 
Drodzy rodzice, oto historyczny moment -dzieci mają zaczynać szkołę w wieku sześciu lat. Dobrze to czy źle? Pytanie ogólne nie ma już sensu. Reforma wchodzi w życie.

Ale przez trzy lata to pytanie stanie przed każdym rodzicem sześciolatka. Od 2004 r. sześciolatki obowiązkowo chodzą do zerówek, z których połowa (na wsi dużo więcej) mieści się w szkołach.

W miastach, zwłaszcza zamożniejszych, zerówki są zwykle w przedszkolach. Dzieci mają cieplarniane warunki: posiłki, place zabaw, małe grupy, liczna opieka, i to do popołudnia. Inaczej bywa w szkole: duże klasy, nauka na dwie zmiany, nastoletni uczniowie potrącają na przerwie maluchy.


Czy szkoły mają warunki, by przyjąć sześciolatki? Zapewnić im rozwój intelektualny, ale i dobrą opiekę? Nikt nie zna odpowiedzi. Również rząd.

Dlatego wprowadza zmiany asekuracyjnie. Decyzję, czy posłać sześcioletnie dziecko do szkoły, zostawia aż do 2012 r. rodzicom i samorządowcom. Do pierwszej klasy ma prawo każde dziecko, które kończy sześć lat w danym roku szkolnym.

We wrześniu 2009 r. - rocznik 2003. Ale szkoła może (choć nie musi) odmówić przyjęcia, jeśli dziecko nie chodziło wcześniej do przedszkola.

Straszny będzie bałagan.

Wybiera rodzic. Dziecko musi iść albo do zerówki, albo do pierwszej klasy. Obie możliwości - w przedszkolu lub w szkole. Czyli cztery warianty. Może się zdarzyć, że będzie można oddać dziecko do pierwszej klasy oraz do zerówki w tej samej szkole.

Co zrobić? - pytacie. Nie ma jednej odpowiedzi.

1. Sprawdźcie, co proponuje gmina czy dzielnica. Na internetowych stronach lub na miejscu - w urzędzie lub w szkole. Nie przegapcie terminu, każda miejscowość wyznacza swój własny. W niektórych nabór już trwa.

Jeśli macie wybór - odwiedźcie i szkołę, i przedszkole. Jeśli w grę wchodzi tylko szkoła - i tak sprawdźcie. Czy klasy będą liczne, czy jest świetlica dla maluchów i do której godziny, jaka jest stołówka? Jaka jest nauczycielka, bo to dla dziecka będzie najważniejsze.

Gdy coś jest nie tak, próbujcie rozmawiać z dyrektorem i gminą. A może są miejsca w lepszej szkole, poza rejonem?

2. MEN zmieniło też programy nauczania. To ważne. Nowa zerówka nie będzie już uczyć czytać i pisać, będzie raczej typowo opiekuńcza, przedszkolna. Za to pierwsza klasa jest bardziej ambitna niż dotąd. Czytanie, liczenie, pisanie.

Sami musicie rozważyć, co lepsze. Nie każde dziecko podoła wyższym wymaganiom. Zwłaszcza że w pierwszej klasie spotkałoby się z siedmiolatkami - wygami ze starych zerówek.

Ale dla wielu kolejny rok zabawy w przedszkolu byłby stratą czasu.

Trudny wybór przed wami.


Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #44 dnia: Maj 02, 2009, 09:47:08 am »
Dziennik": 6-latki do szkół nie pójdą

PAP2009-05-02,

Od 1 września sześciolatki czeka regres w rozwoju intelektualnym - ostrzega "Dziennik". Powinny trafić do szkół, ale pozostaną w przedszkolach, a tam będą się uczyć według programu, który nie przewiduje nauki czytania i pisania.

Minister Katarzyny Hall rodzice nie posłuchali nawet w rodzinnym Gdańsku. Na 2200 sześciolatków tylko 200 pójdzie do pierwszej klasy. W Warszawie na 14 tys. sześciolatków tylko 522 zgłosiło się do szkół.

Rodzice gremialnie zostawią swoje pociechy w przedszkolach. I tu zaczyna się problem. Autorzy reformy nie zadbali bowiem o te sześciolatki, które nie pójdą do pierwszej klasy. W swoich przedszkolach nie będą już się uczyć czytać i pisać, jak było dotąd w zerówkach.
Gazeta przytacza jednak opinie nauczycielek, które nadal będą uczyć sześciolatki czytania i pisania liter.

W przedszkolach za porozumieniem rodziców i wychowawców będą się więc odbywać "tajne komplety".


źródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #45 dnia: Maj 04, 2009, 09:00:16 am »
Sześciolatkom trudniej będzie dostać się na studia

Rodzice nie chcą wysyłać 6-latków do szkół, mimo że ich dyrektorzy deklarują, iż są przygotowane na ich przyjęcie. Dyrektorzy szkół, że względu na małą liczbę chętnych, nie tworzą oddzielnych klas dla 6-latków, ale łączą je z 7-latkami. Do sierpnia rodzice mogą składać wnioski o wcześniejsze objęcie ich dzieci edukacją szkolną.

Dyrektorzy szkół deklarują, że ich placówki są przygotowana na przyjęcie sześciolatków do pierwszych klas. Jednak, jak sprawdziliśmy, mimo że organizują spotkania i powiadamiają rodziców o możliwości objęcia już w tym roku sześciolatków obowiązkiem szkolnym, rodzice nie są tym zainteresowani.

Z kolei eksperci podkreślają, że wycofanie się rządu z wprowadzenia okresu przejściowego – miał polegać na tym, że do 2012 roku do szkół każdego roku będą trafiać sześcioletnie dzieci urodzone np. od stycznia do kwietnia danego roku – spowoduje, że od 1 września 2012 r. do szkoły trafią dwa roczniki. Będzie to w sumie prawie 740 tys. sześciolatków i siedmiolatków. Samorządy będą więc musiały zatrudnić dodatkowych nauczycieli i zapewnić więcej pomieszczeń. Dlatego zachęcają do posyłania już teraz sześciolatków do szkół. Eksperci wskazują też, że jeśli do szkół trafi tak duża liczba dzieci, to będą one miały mniejsze szanse na dostanie się do dobrych szkół wyższych.

Rodzice się boją
Od września dziecko, które w danym roku kalendarzowym skończy sześć lat, może być objęte obowiązkiem szkolnym, ale tylko na wniosek rodziców. Musi też być rok wcześniej objęte wychowaniem przedszkolnym, chyba że uzyska pozytywną opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej. O ich przyjęciu ma ostatecznie decydować dyrektor szkoły. Może uznać, że jego placówka nie jest przygotowana na ich przyjęcie. Natomiast od września 2012 r. do szkoły pójdą obowiązkowo wszystkie sześciolatki, a także po raz ostatni siedmiolatki.

– Nasza szkoła jest przygotowana na przyjęcie sześciolatków, ale wśród rodziców nie ma w ogóle zainteresowania – mówi Magdalena Sługocka-Sulewska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Legnicy.

Dodaje, że rodzice nie chcą posyłać dzieci m.in. dlatego, że dziecko w przedszkolu może przebywać dłużej.

W nowelizacji ustawy o systemie oświaty, która weszła w życie w ubiegłym tygodniu, rząd ostatecznie odstąpił od określenia terminu, do jakiego rodzice mogą składać wnioski o przyjęcie ich dzieci do szkoły. Dyrektorzy szkół mogą więc dowolnie ustalać ten termin.

– Ich brak utrudnia pracę dyrektorom, którzy muszą do maja przygotować tzw. arkusze organizacyjne i przekazać je samorządom – zauważa Joanna Berdzik, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Dodaje, że w arkuszach tych planuje się m.in. przewidywaną liczbę klas.

Barbara Bulesowska, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 14 w Łodzi, podkreśla, że nadal można składać wniosek.

– Oczekujemy na złożenie wniosków do 15 maja. Do dzisiaj zgłosiły się jedynie trzy osoby zainteresowane wysłaniem do I klasy sześciolatków – mówi z kolei Hanka Gałązka, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 10 w Łomży.

Ma nadzieję, że na spotkaniu z rodzicami uda się przekonać do tego większą liczbę rodziców. Zauważa też, że dzieci siedmioletnie przy nowej podstawie programowej dla pierwszoklasistów mogą się chwilami nudzić, bo taką wiedzę, jak pisanie lub czytanie nabyły już w przedszkolu. Dlatego zdaniem dyrektorów lepiej byłoby, aby klasy pierwsze składały się wyłącznie z sześciolatków albo siedmiolatków.

Jednak klasa w mieście
Gdyby więcej rodziców zdecydowało się na posłanie dzieci do szkół, zmalałby koszt ich kształcenia ponoszony przez samorządy, zwłaszcza w małych gminach. Klasy liczące niewiele osób są dla nich droższe – muszą m.in. zatrudnić odpowiednią liczbę nauczycieli. Decyzja rodziców o wysłaniu sześciolatków do szkół pomogłoby też dyrektorom placówek oświatowych w tworzeniu osobnych klas dla sześciolatków, a osobnych dla siedmiolatków.

– Ze względu na niewielkie zainteresowanie wysyłaniem sześciolatków do szkół samorząd rozważa prowadzenie jednej klasy dla dzieci z całego miasta – mówi Witold Gołdyński, dyrektor Zespołu Edukacyjnego nr 1 w Zielonej Górze.

Na utworzenie klasy sześciolatków w jednej szkole w mieście może zdecydować się także samorząd w Bolesławcu.

– W połowie kwietnia nie było jeszcze odpowiedniej liczby dzieci, aby można było stworzyć klasę dla sześciolatków – wskazuje Jerzy Zarzycki, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 4 w Bolesławcu.

Jego zdaniem, małe zainteresowanie jest związane z opóźnieniem w uchwaleniu odpowiednich przepisów i negatywnej opinii o tym, że szkoły nie są przygotowane na kształcenie sześciolatków.

Trudny start
Eksperci i dyrektorzy szkół wskazują, że brak przepisów przejściowych nakładających na rodziców obowiązek posyłania choćby części sześciolatków do szkoły przed 2012 rokiem spowoduje, że za trzy lata do szkół trafią dzieci urodzone w 2006 i 2005 roku.

– Istnieje realne zagrożenie, że rocznik sześciolatków pójdzie do szkoły z ostatnim rocznikiem siedmiolatków – zauważa Joanna Berdzik.

Według niej największą szansę na rozwój i prawidłową edukację mają więc sześcioletnie dzieci, które w tym roku trafią do szkół, bo wszystko wskazuje, że będzie to grupa najmniej liczna. Jej zdaniem, takim uczniom łatwiej będzie dostać się do szkół ponadgimnazjalnych i na studia.

Joanna Berdzik podkreśla, że spiętrzenie dwóch roczników dzieci w I klasie w 2012 roku spowoduje, że gminy będą musiały zatrudnić dodatkowych nauczycieli, a później ich zwolnić.

Dodaje, że samorządy będą też miały problem z zapewnieniem dzieciom odpowiedniego miejsca w szkole. W efekcie mogą się one uczyć w zatłoczonych, liczących wiele dzieci klasach. Tego samego zdania jest Jerzy Zarzycki. Według niego, w tym roku jest już za późno, ale w przyszłym dyrektorzy szkół podstawowych powinni wyjść z szeroką kampanią informacyjną, aby uniknąć spiętrzenia za trzy lata.

738 tys. dzieci może trafić do I klas we wrześniu 2012 roku

354 tys. dzieci pójdzie do szkół w 2009 roku

Artykuł z dnia: 2009-04-30


Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #46 dnia: Maj 26, 2009, 09:14:40 am »
Sześciolatki nie idą do szkoły

Rządowi nie udało się przekonać rodziców, przynajmniej w dużych miastach. Do tej pory zapisali do pierwszej klasy niecałe 3 proc. swoich sześcioletnich dzieci - ustaliła "Gazeta Wyborcza".


Najwięcej sześciolatków idzie do szkoły w Gdyni - 14 proc., 3,7 proc. w Warszawie, 1,8 proc. w Krakowie, w Gliwicach tylko sześcioro na 1490 sześcioletnich dzieci.

Z raportu "GW" wynika, że rodzice wolą, by dzieci zostały rok dłużej w przedszkolu. Wolą nawet posłać je do zerówki w szkole, byle nie do pierwszej klasy.

Źródło: PAP

Artykuł z dnia: 2009-05-25,
Gazeta Prawna
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #47 dnia: Czerwiec 18, 2009, 08:56:54 am »
 :o  ::)  :o

Zerówka, czyli zero nauki


Rodzice, którzy wybrali dla sześcioletnich dzieci przedszkole zamiast szkoły, właśnie odkryli pułapkę reformy - ich pociechy w zerówce nie będą się uczyły czytać i pisać



Rodzice, którzy wybrali dla sześcioletnich dzieci przedszkole zamiast szkoły, właśnie odkryli pułapkę reformy - ich pociechy w zerówce nie będą się uczyły czytać i pisać


Większość rodziców zorientowało się dopiero na spotkaniach informacyjnych, już po zapisaniu dzieci do zerówek w przedszkolu lub szkole. Niektórzy nawet zmieniają decyzję. Tak jak Iza Ciołkowska z Warszawy, która przepisała sześcioletnią córkę Adę do pierwszej klasy. Zrezygnowała z zerówki, zwłaszcza że zerówka Ady byłaby też w szkole. Na korytarzu Ada spotykałaby koleżanki z podwórka zapisane do pierwszej klasy

- One uczyłyby się pisać i czytać, Ada nie. Przestraszyłam się, że straci rok - mówi Iza. Zmieniła decyzję. Podobnie zrobiło kilkunastu rodziców.

Kto postawił rodziców w takiej sytuacji? Ministerstwo Edukacji Narodowej. Ale niechcący.

Bo kiedy w ubiegłym roku w Sejmie trwały dyskusje, czy puścić sześciolatki do szkół, MEN miało już gotowy program nauczania dla przedszkoli i pierwszych klas. Program oparty na założeniu, że ustawa o obniżeniu wieku szkolnego wejdzie w życie i przedszkole będą kończyć dzieci pięcioletnie, a szkołę zaczynać sześciolatki.

To dlatego w programie napisano, że na koniec edukacji przedszkolnej dzieci mają umieć np. określić kierunki oraz miejsca na kartce papieru, słuchać opowiadań i baśni oraz "interesować się czytaniem i pisaniem". Ale nie czytać i pisać - to dopiero w pierwszej klasie.

Pod taki program wydawcy przygotowali naprędce podręczniki do pierwszych klas, zakładając, że to dla dzieci, które jeszcze nie znają literek.

Tymczasem w obawie przed prezydenckim wetem i w wyniku buntu rodziców (ruch rodziców przeciw reformie Ratujmaluchy.pl zebrał ponad 40 tys. podpisów przeciw obniżeniu wieku szkolnego) rząd pozwolił rodzicom aż do 2012 r. decydować na własną rękę - puścić sześciolatka do szkoły czy zostawić w zerówce? Obowiązek szkolny nadal obejmuje tylko siedmiolatki.

Na razie rodzice szkół się boją. Pod koniec maja - jak ustaliła "Gazeta" - w kilkunastu dużych miastach tylko 3 proc. sześciolatków zapisano do pierwszych klas.

Co teraz?


Sześciolatki w zerówkach dostaną program dla pięciolatków. Gdy jako siedmiolatki pójdą do szkoły, trafią na program szykowany dla sześciolatków.

Krystyna Tiereszko z przedszkola na warszawskich Bielanach: - Z sześciolatkami będę ćwiczyć sprawność ręki, rysowanie w liniach, choć nie literki. Czyli przygotowanie do pisania. Ale jeśli zobaczę, że dziecko się rwie do pisania, to mu pomogę.

Jeśli to zrobi, postąpi wbrew programowi. Bo MEN twardo obstaje przy swoim: na internetowej stronie dla sześciolatków umieścił nawet komunikat, że "korzystanie z podręczników w wychowaniu przedszkolnym jest nie tylko niekonieczne, ale również niezalecane". Chodzi m.in. o to, żeby dzieci nie ćwiczyły pisania.

W edukacji przedszkolnej ma się odbywać przygotowanie przedszkolne do nauki w szkole. Posadzenie dziecka do ławki oraz nauka pisania i czytania ma miejsce w szkole - tłumaczy rzecznik resortu Grzegorz Żurawski.

Do MEN jednak docierają protesty rodziców.

Żurawski: - Trudno. Wybór należy do rodziców: czy bardziej im zależy na edukacji dziecka, i wtedy zapisują je do szkoły, czy wybierają przedszkola.


Źródło: Gazeta Wyborcza
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26258
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #48 dnia: Czerwiec 19, 2009, 08:28:49 am »
Sześciolatki jednak w szkołach?
wp.pl | 2009-06-18

Podstawówka Rodzice, którzy dotychczas nie chcieli posyłać swoich sześcioletnich dzieci do pierwszych klas, a wybierali tradycyjne jeszcze "zerówki" właśnie zmieniają zdanie i przepisują dzieci do szkół. Dlaczego?

Okazało się, że zmieniony program - przystosowany do sytuacji, w której do "zerówek" posyła sie pięcio- a do pierwszych klas sześciolatki - stwarza poważne nierówności w kształceniu dzieci. Już na starcie edukacji sześciolatki, które chodziły do "zerówek" miałyby ogromne braki w stosunku do swoich rówieśników, którzy uczyli się w pierwszych klasach. Nowy program przewiduje naukę pisania i czytania dopiero w szkole.

Reforma przewidująca obniżenie wieku, w którym dziecko podlega obowiązkowi szkolnemu spotykała się dotychczas z poważnymi protestami. Rodzice wielu polskich sześciolatków nie chcieli "skracać im dzieciństwa" i o rok wcześniej niż dotychczas zmuszać do podporządkowania się szkolnemu trybowi nauki. Nie wiedzieli jednak jaka pułapka czyha na ich pociechy w zmienionym programie. Dziś wielu rodziców "przepisuje" dzieci do pierwszych klas w obawie przed sytuacją, w której traciłyby rok nauki i w efekcie umiały mniej niż ich rówieśnicy.

O tym kiedy posłać dziecko do szkoły chwilowo decydują rodzice - do 2012 roku to od nich zależy gdzie będzie się uczył sześciolatek. Podejmując tę decyzję nie wiedzieli jednak dotąd, że w "zerówce" ich dziecko ma szansę raczej na rysowanie szlaczków i słuchanie opowiadań, niż pierwsze próby czytania i pisania.

http://szkola.wp.pl/kat,108796,title,Szesciolatki-jednak-w-szkolach,wid,11232327,wiadomosc.html

Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Odp: Reforma może skrzywdzić sześciolatki
« Odpowiedź #49 dnia: Czerwiec 25, 2009, 08:26:18 pm »
Znają litery?To poznają jeszcze raz
- Renata Czeladko 25-06-2009


(....) Trzeba korzystać z tego, co proponuje ustawa o systemie oświaty:
edukacji domowej czy nauczania indywidualnego, ale również z możliwości dyskutowania rodziców z nauczycielem o wyborze konkretnego programu kształcenia.

Kłopoty z reformą edukacji - siedmiolatki będą w pierwszej klasie powtarzać to, czego już się nauczyły w zerówce .

Rodzice siedmiolatków, które we wrześniu pójdą do pierwszych klas, obawiają się, że ich dzieci stracą czas na lekcjach.

– Rozważam zapisanie córki od razu do drugiej klasy. Nie chcę, by traciła rok – mówi Aleksandra Kęciek, mama siedmiolatki z Warszawy.

Powtórkę materiału zafundowała siedmiolatkom reforma edukacji. Nowe programy mają być dostosowane do przyjęcia sześciolatków, a te dopiero nauczą się czytać i pisać.

– Tracą dzieci, które już to potrafią. Według starych programów nauczyciel mógł powtórzyć materiał z zerówki, ale jeśli uznał, że to niepotrzebne, szedł dalej z programem – mówi Anna Jasińska, nauczycielka z Zespołu Szkół Integracyjnych w Kłodzku. – Uczył np. rozpoznawać przymiotniki i rzeczowniki, rozwiązywać proste równania. Teraz tego w pierwszej klasie nie będzie.

Rz: Czy dobrym pomysłem jest zapisanie siedmiolatka od razu do drugiej klasy?

prof. Danuta Waloszek z Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie: Odradzałabym to z racji rozwoju społecznego i emocjonalnego dziecka, którego nie da się przyśpieszyć tak jak umysłowego. Siedmiolatek to nie jest człowiek gotowy do znalezienia się w grupie starszych dzieci, które mają już za sobą rok nauki w szkole i wspólnych kontaktów.

Ale rodzice obawiają się, że powtarzanie w pierwszej klasie od początku nauki liter zniechęci dzieci do szkoły.

Sytuacja, gdy dziecko uczy się od podstaw tego samego, co już umie i wie, nie powinna mieć miejsca w dobrze zorganizowanym systemie edukacji. Badania nad niepowodzeniami szkolnymi dowodzą, że ich początek bierze się właśnie z tego, iż dziecko powtarza w szkole to, czego nauczyło się w przedszkolu, co już umie i zna. Wmawiamy mu, że skoro przyszło do szkoły, to musi się uczyć wedle obowiązującego w niej programu, bez związku z doświadczeniami przeszłymi i nabytą wiedzą. Rozpoczyna od nowa naukę elementarną. To odbiera motywację do poznawania nowych rzeczy i buduje negatywny obraz szkoły, do której trzeba chodzić z obowiązku, a nie dla przyjemności poznawania.

Wcześniej rodzice sześciolatków mówili, że ich dzieci sobie nie poradzą ze zbyt trudnym programem.

Problem bierze się z tego, że w jednej klasie od września spotkają się dwa roczniki, a podstawa programowa jest jedna i nie mówi, jak według niej uczyć starsze, a jak młodsze dzieci.

Nauczyciel zapewne zastosuje wobec dzieci sześcioletnich podstawę programowa wychowania przedszkolnego, a wobec siedmiolatków – przewidzianą dla klas I – III. Efekt może być taki, że od sześciolatków będziemy wymagać słuchania w skupieniu koncertu, orientacji w architekturze zieleni, a od siedmiolatków liczenia na paluszkach, na patyczkach, poznawania liter.

Co robić, by nie zniechęcić siedmiolatka do nauki?

Trzeba korzystać z tego, co proponuje ustawa o systemie oświaty: edukacji domowej czy nauczania indywidualnego, ale również z możliwości dyskutowania rodziców z nauczycielem o wyborze konkretnego programu kształcenia.

A gdy rodzice chcą, by dziecko chodziło do zwykłej klasy, a nie uczyło się tylko w domu?

To niepedagogiczne, co powiem, ale wyjściem jest także tłumaczenie dziecku, że idzie do szkoły utrwalić to, co już wie, spotkać się z rówieśnikami. Ważne, by nie dyskredytować przy tym szkoły. W domu natomiast rodzice mogą pracować nad dalszym rozwijaniem umiejętności, na przykład przez wspólne czytanie czy gry edukacyjne.

Trudno wymagać, by rodzice prowadzili z dziećmi dodatkowe lekcje.

Najlepszym wyjściem jest więc dopilnowanie, by program nauczania realizowany przez nauczyciela był dobrany do umiejętności dzieci w preambule podstawy zapisano cele skierowane na wspomaganie dziecka w jego rozwoju i tak naprawdę to ten zapis otwiera szerokie możliwości działania nauczycielowi – może wybierać te treści podstawy, które jego zdaniem, po diagnozie stanu umiejętności i wiadomości dzieci, wymagają koncentracji, szczegółowego uwypuklenia. Na podstawie rozpoznania dzieci – buduje program edukacji. Nawet jeśli nie będzie on zgodny z podstawą programową, to i tak w przypadku kontroli kuratorium nauczyciel będzie mógł się wykazać efektywnością działania (rzeczywistą a nie zapisaną w dzienniku).

Rzeczpospolita
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach