Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego  (Przeczytany 27951 razy)

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« dnia: Luty 06, 2008, 05:33:03 pm »
I nie opuszczę cię aż do ...kościelnego rozwodu

Mąż jest maminsynkiem, żona cię nie pociąga, nie jesteś w stanie dogadać się z teściową? Sakrament małżeństwa nie jest sprawą ostateczną. Wiedzą o tym tysiące Polaków, którzy oszaleli na punkcie kościelnych rozwodów.

Sądy kościelne przeżywają oblężenie. Pod względem popularności katolickich rozwodów przeganiają nas tylko USA i Włochy. Tylko od 2006 roku liczba Polaków ubiegających się o stwierdzenie nieważności małżeństwa wzrosła o połowę.

I tu się zatrzymajmy na ważnym słowie - unieważnienie. Bo rozwód kościelny jako taki nie istnieje. Małżeństwo cywilne można rozwiązać za pomocą rozwodu, czyli zerwania umowy cywilnej. Małżeństwa kościelnego nie można zerwać – to przecież jeden z sakramentów. W postępowaniu kanonicznym chodzi o dowiedzenie, że małżeństwo nigdy nie zaistniało.

Podstaw do stwierdzenia nieważności małżeństwa w Kościele Katolickim jest, około 30. Najpopularniejsze to "niedojrzałość emocjonalna" jednego z małżonków albo "niezdolność do podjęcia obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej".

    Małżeństwo nieważnym czynią też - wg prawa kanonicznego - przeszkody, jakie były już w momencie ślubu: trwała impotencja, a także np. ukryte przed żoną święcenia kapłańskie, małżeństwo wymuszone np. uprowadzeniem lub zbyt bliskie pokrewieństwo. Także gdy jeden z partnerów deklaruje, że nie chce mieć dzieci. Inną podstawą jest wykorzystanie drugiej osoby pod pretekstem małżeństwa do realizacji własnych celów, np. w celu przejęcia majątku.

Odpowiedni paragraf znajdzie się więc dla każdego. Dlatego nic dziwnego, że chętnych nie brakuje. I choć sam papież niedawno upomniał kościelne sądy o rozważniejsze orzekanie, nie zanosi się na to, by Polacy chcieli rezygnować z niepowtarzalnej szansy na nowe otwarcie, jaką daje im prawo kanoniczne.

Koniunkturę na "katolickie rozwody" w szczególny sposób nakręca internet. To właśnie w sieci ogłasza się większość wyspecjalizowanych biur prawa kanonicznego oferujących kompleksową pomoc w uzyskaniu stwierdzenia nieważności Sakramentu Małżeństwa. Ceny są porównywalne z tymi w kancelariach adwokackich specjalizujących się w rozwodach cywilnych. Cóż, chcesz być wolny, to płać.

Muszę przyznać, że cała idea unieważniania ślubów małżeńskich pachnie mi średniowieczem. Zamiast stwierdzić, ze dwoje ludzi rozstaje się, bo ma ku temu wystarczające powody, Kościół uznaje, że po prostu nigdy ze sobą nie byli. Nieważne są dzieci czy wspólny majątek. Do zawarcia małżeństwa nie doszło i basta.

Chociaż tak naprawdę (pomijając oczywiście skrajne przypadki, takie jak przemoc czy alkoholizm) największymi hipokrytami w tym wszystkim są ci, którzy szturmują metropolitalne sądy. Ci którzy tak mocna wierzą i dlatego potrzebują kościelnego papieru. Wcześniej przysięgali przed Bogiem, a teraz łamią dane słowo, bo tak wygodniej. W końcu jak ślub, to tylko w kościele i białej sukni. Inaczej, co rodzina powie?


pardon
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #1 dnia: Luty 06, 2008, 05:39:22 pm »
Chrześcijaństwo i rozwód


Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz

Prostaczek
— Czy mógłby nam ksiądz wyjaśnić dlaczego Kościół utrzymuje, że rozwód jest niezgodny z duchem chrześcijańskim, skoro wiadomo, że nie wszyscy chrześcijanie (np. protestanci, prawosławni) są temu przeciwni. Dlaczego więc akurat Kościół miałby znaleźć właściwe rozwiązanie tej kwestii? Morderca, gwałciciel czy pedofil, jeśli się pokaja i przyjmie naznaczoną pokutę, może być przywrócony do jedności z Kościołem; rozwodnik — nie (tzn. bez sakramentów), mówi się bowiem, iż Kościół nie posiadł środków dostatecznych do odpuszczenia tego grzechu, dodając na pocieszenie — "niewykluczone, że Bóg wam wybaczy"

Ksiądz katecheta — Rozwód jest niezgodny zarówno z Biblią, jak i też z prawem naturalnym oraz dobrem społecznym. Zacznijmy od Biblii. Mówi ona jasno: "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela"

P. — Biblia wcale w tej sprawie nie jest jednoznaczna, a już na pewno nie jasna. W Starym Testamencie rozwód dozwolony jest bez większych ograniczeń. Jak mówi Księga Powtórzonego Prawa: "Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz nie będzie jej darzył życzliwością, gdyż znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej list rozwodowy, wręczy go jej, potem odeśle ją od siebie." (24,1). Jedyne ograniczenie dotyczy powtórnego ożenku z tą samą kobietą: "Jeśli ona wyszedłszy z jego domu, pójdzie i zostanie żoną innego, a ten drugi też ją znienawidzi, wręczy jej list rozwodowy i usunie ją z domu, albo jeśli ten drugi mąż, który ją poślubił, umrze, nie będzie mógł pierwszy jej mąż, który ją odesłał, wziąć jej powtórnie za żonę jako splugawionej." (Deu 24, 4). Prorocy, odradzając pochopność, udzielają co najwyżej wskazówek. Podobnież czyni Jezus, syn Syracha, który radzi: "Nie odchodź od żony mądrej i dobrej, albowiem miłość jest ponad złoto" (Syr 7, 19).

Kk. — No tak, ale Jezus zniósł te prawo.

P.
— Czy zniósł — dość to wątpliwe, raczej zaostrzył jedynie. Ale z uwagi na niejednolitość tej kwestii w ewangeliach, trudno jest nią uzasadniać coś co miałoby prowadzić do zmiany świeckiego prawa, które musi opierać się na jasno sformułowanych podstawach. W najstarszej ewangelii Marka mamy zakaz rozwodów (10,1-12). W kolejnej — Mateusza życie już wzięło górę nad wcześniejszymi ustaleniami, więc Duch Św. przewiduje wyjątki od generalnej zasady nierozerwalności związku. Już się faryzeusze nie pytają Jezusa, czy wolno się rozwieść z żoną, lecz mówią: "Czy jest dozwolone człowiekowi odprawić swoją żonę dla każdej przyczyny?" (19,3). W pierwszej nie przewidziano tego, co najwidoczniej musiało się dać we znaki dopiero z czasem — chodzi o zdradę kobiecą, powiada więc Jezus: „z wyjątkiem przyczyny rozpusty" (19,9). Łukasz mówi na ten temat już znacznie mniej (widać u niego wyraźnie tylko zakaz powtórnego ożenku, trudno byłoby to rozciągać na sam rozwód — 16,18), zaś najpóźniejszy Jan — wcale. Niemożliwa jest więc interpretacja sprzeczna z legalnością rozwodów wyrażoną w Prawie, gdyż Jezus nie namawiał do łamania Prawa, czemu niejednokrotnie dał wyraz (mówił: "łatwiej jest niebu i ziemi przeminąć, niż przepaść jednej kresce z Prawa", Łk 16, 17).

Kk. — Jednak również św. Paweł zakazywał rozwodów.

P. — Po pierwsze: mówił aby żona męża nie opuszczała, po drugie: i u niego widzimy kolejne kompromisy życia i nierozerwalności. W liście do Koryntian (1 Kor 7,12-16) dozwolił rozwód w razie, kiedy współmałżonek jest zatwardziałym poganinem/poganką (do dziś istnieje tzw. przywilej Pawła czerpiący natchnienie z tego fragmentu, jednakże nie dotyczy pogaństwa, lecz wyznań niekatolickich). Po trzecie wreszcie: św. Paweł z całą pewnością nie nadaje się do uzasadniania polityki prorodzinnej, ani tym bardziej już promałżeńskiej. Radzi on bowiem, iż najlepiej jest pozostać stanu panieńsko-kawalersko-dziewiczego ("Nie jesteś związany z żoną ? Nie szukaj żony ...[żonaci] będą mieli doczesne kłopoty, ja zaś chciałbym wam tego oszczędzić ... winni również ci, którzy mają żony, żyć tak, jakby ich nie mieli" - 1 Kor 7,27-29), zaś małżeństwo zawierane jest tylko "ze względu na niebezpieczeństwo wszeteczeństwa", jako obłaskawienie żądz cielesnych, "albowiem lepiej jest wstąpić w stan małżeński, niż gorzeć".

Kk. — Tym niemniej jednak Kościół ma dodatkowe uzasadnienie nierozerwalności w prawie naturalnym, które w jednoznacznych już słowach mówi: małżeństwo jest nierozerwalne, lecz unieważnialne!

P. — O prawie naturalnym tak wiele się mówi, że warto byłoby wiedzieć czym ono jest. Nie należy go mylić z prawem Natury, co niestety zdarza się hierarchom, w tym prymasowi (ma z nim tyle wspólnego co koń z koniną - konina to martwy koń poddany obróbce). Nie jest ono też tym prawem naturalnym, którym uzasadnia się idee praw człowieka. Opierała się ona na koncepcji nowożytnej praw naturalnych, zapoczątkowanej przez Grocjusza, co istotne, była ona "demontażem koncepcji świętego Tomasza" (Karol Jonca), która przyświecała Kościołowi. Nie jest wreszcie kościelne prawo naturalne czymś uniwersalnym i powszechnym. Katolików jest obecnie 17,3% ludności świata, ale nawet wśród nich trudno byłoby przyjąć, iż prawo to cieszy się jakimiś względami (np. antykoncepcja, aborcja, seksualizm). Można optymistycznie założyć, że respektuje je ok. połowy katolików. Nawet jeśliby przyjąć ten wariant, wówczas okazuje się, że naturalnym ma być to co nie cieszy się uznaniem nawet dziesiątej części ludzkości. A czym jest prawo naturalne o którym tak często mówi Kościół? Jest to reinterpretacja trzynastowiecznej koncepcji św. Tomasza z Akwinu. Neotomizm rozwinął się w XIX wieku jako odpowiedź Kościoła na szerzący się ruch robotniczy oraz inne wyzwania cywilizacyjne. Są więc instrumentem, który jest przyzywany w towarzystwie Objawienia, choć równie chętnie wówczas, kiedy Objawienie milczy w kwestii wartej fundamentalnego wsparcia. Ot i całe kościelne prawo naturalne! Proponuję więc zostawić je w spokoju i zastanowić się nad trzecim uzasadnieniem nierozerwalności — racjami społecznymi

Kk. — Jest to chyba dość oczywiste — rozwody prowadzą do tworzenia cywilizacji rozwodowej, a ta przyczynia się do naruszenia podstawowej komórki społecznej. A statystyki są zatrważające. W Polsce rozwodzi się co trzecie małżeństwo, w USA — 45% pierwszych małżeństw i aż 60% drugich.

P. —
Ale przecież te statystyki wcale nie mówią nam o rozbijaniu rodziny i społeczeństwa, lecz co najwyżej o tym, że wiele małżeństw zawieranych jest pochopnie. Nie mówią one również czy rozwodnicy ci pozostają w stanie bezżennym (co byłoby przecież zupełnie zgodne z zaleceniami św. Pawła), czy też tworzą nowe podstawowe komórki społeczne. A tylko te drugie statystyki mogą być miarodajne przy analizie dobra rodziny w społeczeństwie. Ponadto, nawet jeśliby przyjąć, iż wszyscy rozwodnicy nie wchodzą w kolejne związki, wówczas zdumiewające zdaje mi się mniemanie, iż rozwiązywanie dylematów społecznych następuje przez zakazy. Przeciwnie — to forma najbardziej prymitywna, lecz ciesząca się jednak poparciem w Kościele. Jeśli inne czynniki o charakterze prewencyjnym i wychowawczym nie zapobiegły zdegenerowaniu związku i pożycia małżeńskiego, wówczas utrzymywanie tej sytuacji przez zakaz nie jest lekarstwem, lecz pogłębianiem choroby trawiącej ludzi których to dotyczy. Jest złem, a więc ma charakter antyrodzinny.

Kk. — A dobro dziecka, które z pewnością traci na rozwodzie rodziców?

P. —
Uznanie tego zależy od konkretnej sytuacji — czasami bowiem mąż i żona postanawiają, iż wyrzekną się osobistego szczęścia żyjąc ze sobą nie kochając się wzajem, tylko dla dobra dziecka. Czasami jednak taka sytuacja jest niemożliwa i szkodzić może również dziecku. Księży to jednak nie interesuje, liczą się przede wszystkim racje kanoniczne. Cóż temu szkodzi, że marne szczęście 'ziemskie' w czarnych kolorach jawić się będzie, skoro w zamian 'niebieskie' szczęście wieczną nam radość sprawi...

 
racjonalista
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #2 dnia: Luty 06, 2008, 05:48:28 pm »
Stwierdzenie nieważności małżeństwa

Chciałabym zapytać od czego mam zacząć. Chciałabym unieważnić swoje małżeństwo. Gdzie mam się zgłosić, jak zacząć? Nie proszę o radę by je utrzymać, bo jestem już po rozwodzie. Moje małżeństwo trwało zaledwie półtora roku. Przyczyną ślubu była moja ciąża - rodzice namówili nas, my się wahaliśmy i niestety ulegliśmy. Wierzyliśmy, że jakoś się ułoży. Niestety do miłości nie można nikogo zmusić. Byliśmy młodzi, niedojrzali do wyższych uczuć... Czy unieważnienie coś kosztuje? Jakie są przesłanki prawne? Jak często zdarzają się unieważnienia i jak trudno je uzyskać?
Pozdrawiam. Kasia

Na początek kwestia terminologii. Nagminnie spotykanym błędem jest używanie określeń: rozwód kościelny, unieważnienie małżeństwa. W Kościele nie ma rozwodów. Małżeństwo ważnie zawarte i dopełnione (kan. 1141 Kodeksu Prawa Kanonicznego) nie może być żadną ludzką siłą rozerwane – czy używając innego słowa: unieważnione.

Właściwym określeniem jest zwrot: stwierdzenie nieważności małżeństwa, tj. udowodnienie, przy pomocy określonych procedur prawnych, że nie spełnione zostały warunki, aby mogło ono w ogóle zaistnieć.

Dzieje się tak dlatego, że podstawowym kryterium ważności małżeństwa jest niczym nie ograniczony i nie zachwiany akt wolnej woli obu stron łączących się ze sobą sakramentalnym węzłem. Czyni je nieważnym również wykluczenie samej istoty małżeństwa – w chwili jego zawierania – jego elementu, bądź przymiotu, także zawarcie go z osobą niewierzącą, bądź niekatolikiem, bez zgody kompetentnej władzy kościelnej, niezachowanie kanonicznej formy małżeństwa itd. Inne szczegółowe przypadki podaje Kodeks Prawa Kanonicznego (KPK kan.1055 i dalsze – www.diecezja.siedlce.pl)

Sytuację podaną w liście przez Panią Katarzynę można odnieść do kan. 1103: „Nieważne jest małżeństwo zawarte pod przymusem lub pod wpływem ciężkiej bojaźni z zewnątrz, choćby nieumyślnie wywołanej, od której, ażeby się uwolnić, zmuszony jest ktoś wybrać małżeństwo”. Można też postawić pytanie o kwestię dojrzałości do podjęcia obowiązków małżeńskich – w chwili jego zawierania nierozeznaną właściwie, co było w konsekwencji przyczyną późniejszego rozpadu związku. W tej sytuacji procedury Sądu Biskupiego, bo to on zajmuje się sprawami swierdzenia nieważności małżeństwa, zmierzają ku temu, by stwierdzić, że w chwili zawierania sakramentu istniał błąd woli którejś ze stron. W opisywanym przypadku wolna wola została zdeterminowana przymuszeniem do małżeństwa poprzez sytuację wcześniejszej ciąży i namowy rodziców.

Jeżeli istnieją uzasadnione przesłanki co do nieważności zawartego małżeństwa należy zgłosić się do Sądu Biskupiego (mieści się on w Siedlcach przy ulicy Bpa I. Świrskiego 57, wejście od strony katedry, tel. 025-6339596). Tu na miejscu zostanie określony dalszy tok postępowania. Istnieje ogólna zasada prawna, że jeśli nie zostanie udowodnione co innego, domniemuje się, iż małżeństwo jest ważne.

Jak często zdarzają się wyroki stwierdzające nieważność małżeństwa? – nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Trudność w podjęciu decyzji przez trybunał Sądu Biskupiego zależy od stopnia oczywistości naruszenia podstawowych zasad mających wpływ na ważność węzła małżeńskiego. Pomocą w tym są m.in. zeznania obu stron, świadków, opinia psychologa, proboszcza itp. Nie znam kosztów wymienionych procedur – na pewno są to jakieś niewielkie opłaty administracyjne. Jedno jest jednak pewne – przychylnego sobie wyroku na pewno nie można kupić…
Niestety, tworzy się niedobra atmosfera. Młodzi ludzie mówią: jeśli nam coś nie „wyjdzie”, dostaniemy rozwód kościelny... Jeszcze raz podkreślam – w Kościele nie ma i nie będzie rozwodów. Przeraża nieraz lekkomyślność, z jaką młodzi ludzie podchodzą do życia. Nie chcą przyjmować do wiadomości oczywistych faktów, które uniemożliwią im późniejsze szczęście. Nieuszanowanie czystości przedmałżeńskiej powoduje, że wiele par stających przed ołtarzem jest już w istocie trójką… Ciąża traktowana jest jako przymuszenie do ślubu, a tymczasem w wielu przypadkach lepiej byłoby poczekać na urodzenie się dziecka i dobrze zastanowić, czy warto podejmować decyzje, które potem będą przyczyną tragedii… Szkód i krzywd, jakie wskutek tego powstają, nie da się potem naprawić, a ran – niczym zaleczyć.

echo katolickie
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline aga.rk

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 171
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #3 dnia: Luty 06, 2008, 06:23:53 pm »
Tak tylko dla wyjaśnienia - pierwszy tekst wyklejony przez Ilonadora to tekst z portalu racjonalista, pisany przez człowieka, którego można nazwać "czołowym ateistą kraju", więc nie bardzo mozna go traktować jako wykładnię katolickiej nauki na temat małżeństwa.
"To, co możesz uczynić, jest tylko maleńką kroplą w ogromie oceanu, ale jest właśnie tym, co nadaje sens Twojemu życiu..." (A. Schweitzer).

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #4 dnia: Luty 06, 2008, 06:37:18 pm »
aga.rk To prawda ,że gość jest jak to nazwałaś "czołowym ateistą kraju" jednak skończył prawo na Uniwersytecie Wrocławskim ,z moich informacji wynika ,że "przestudiował" prawo kanoniczne również - jednak podaję tu informacje nie tylko jako jak to powiedziałaś "wykładnię katolickiej nauki na temat małżeństwa" ,ale również jako różne punkty spojrzenia na daną sprawę.
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline aga.rk

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 171
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #5 dnia: Luty 06, 2008, 06:41:57 pm »
Ilonadora, ja nie wykluczam, ze przestudiował prawo kanoniczne, tylko pytanie, w jaki sposób to teraz interpretuje. Ale oczywiście można prezentować różne opinie, w sumie taka jest idea Hyde Parku, ja tylko chciałam uzupełnić informacje co do nastawienia autora tekstu.
"To, co możesz uczynić, jest tylko maleńką kroplą w ogromie oceanu, ale jest właśnie tym, co nadaje sens Twojemu życiu..." (A. Schweitzer).

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #6 dnia: Luty 06, 2008, 10:12:25 pm »
Dodam jeszcze artykuł z gazety wyborczej

Rozwód po katolicku

Cytuj
Co ma robić katolik, gdy chce się rozwieść? Chociaż Kościół rozwodów nie akceptuje, zostawia furtkę: można ubiegać się o wyrok, że małżeństwo od początku było nieważne. Uwaga: popularnie stosowany termin "unieważnienie małżeństwa" jest błędny - tym właśnie różni się proces kanoniczny od cywilnego, że nie udowadnia się w nim rozpadu małżeństwa, tylko dowodzi, że w ogóle nie zaistniało. A takie przypadki wymienia kodeks prawa kanonicznego.

Liczba spraw o stwierdzenie nieważności małżeństwa z roku na rok rośnie. W Sądzie Metropolitalnym w Warszawie w ubiegłym roku rozpatrywano ich dwukrotnie więcej niż w kilku poprzednich. Podobnie jest w innych diecezjach.

Zwykle sądy orzekają o nieważności z powodu "niedojrzałości emocjonalnej" jednego z małżonków albo "niezdolności do podjęcia obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej".

Małżeństwo nieważnym czynią też - wg prawa kanonicznego - przeszkody, jakie były już w momencie ślubu: trwała impotencja, a także np. ukryte przed żoną święcenia kapłańskie, małżeństwo wymuszone np. uprowadzeniem lub zbyt bliskie pokrewieństwo. Także gdy jeden z partnerów deklaruje, że nie chce mieć dzieci.



http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4902156.html
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline aga.rk

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 171
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #7 dnia: Luty 06, 2008, 10:51:25 pm »
To ja tak dla równowagi (żeby nie było, że tylko krytykuję podane przez kogoś źródła) dodam dwa teksty, które prezentują sprawę z kościelnego punktu widzenia:

http://www.archidiecezja.wroc.pl/artykul.pdf
Kościelny proces o nieważność małżeństwa
Tekst ukazał się drukiem w dwóch częściach dodatku diecezjalnego Gościa Niedzielnego;Nasza Diecezja Wrocław 12/442 i 13/443.
Kan. 1141 KPK stwierdza, że „Małżeństwo zawarte i dopełnione nie może być rozwiązane żadną ludzką władzą i z żadnej przyczyny, oprócz śmierci. Takie sformułowanie normy prawa wyraźnie wskazuje że Kościół został postawiony na straży nierozerwalność związku małżeńskiego, pamiętając jednocześnie, że z woli Bożej jest to miejsce uświęcenia człowieka. Czy w związku z tym, proces o stwierdzenie nieważności małżeństwa nie jest w sprzeczności z tą prawdą ? Czy czasami Kościół nie zaprzecza sam sobie z jednej strony dopuszczając możliwość takiego procesu a z drugiej strony będąc przez samego Chrystusa (Mt 19, 3 – 8; Mk 10, 10 – 12) zobowiązanym do strzeżenia zasady nierozwiązalności takiego związku? Wskazując na to co stanowi istotę procesu o nieważność małżeństwa, trzeba zauważyć, że polega on na takiej sekwencji czynności procesowych, których rezultatem staje się rozstrzygnięcie ważności lub nieważności małżeństwa. Innymi słowy chodzi o odpowiedź na pytanie czy konkretne małżeństwo zostało zawarte nieważnie
czy też nie. Sędzia kościelny spoglądając na moment zawarcia małżeństwa – niezależnie od tego ile lat temu to wydarzenie miało miejsce – stara się dotrzeć do prawdy o tym w jakiej dyspozycji były wówczas strony zgadzając się na małżeństwo ze sobą. Czy ich zgoda małżeńska nie była z jakichś powodów dotknięta poważną wadą, która w konsekwencji powodowałaby nieważność ich małżeństwa? Jeśli w tej perspektywie spojrzymy na proces kanoniczny nie popadniemy w błędne przekonanie, niejednokrotnie powtarzane również w publikacjach prasowych – ostatnio dosyć częstych – o rzekomym istnieniu tzw. „rozwodów kościelnych”, czy możliwości „unieważniania” małżeństw sakramentalnych, które
przeprowadzają sądy kościelne. Miałoby to być rzekomo dowodem na zmianę dyscypliny Kościoła odnośnie nierozwiązalności małżeństwa sakramentalnego. Podobne opinie w zasadniczy sposób wypaczają istotę oraz cel prowadzenia procesu kanonicznego, będąc jedynie kolejną dziennikarską pogonią za sensacją.
Troska Kościoła
Kościół chce towarzyszyć ludziom na różnych ścieżkach życia. Kiedy przeżywają chwile radosne ale i chwile smutku. Jest z nimi także i wtedy, kiedy doświadczają swoistego dramatu związanego z niepowodzeniem w małżeństwie. Należy wyraźnie zaznaczyć, że proces o nieważność małżeństwa to bardzo konkretny wyraz troski Kościoła o tych swoich wiernych, którym małżeństwo się rozpadło i istnieje uzasadniona nadzieja w twierdzeniu, iż od samego początku było ono nieważne. W tej konkretnej sytuacji jego niepowodzenie było
wynikiem jego nieważności. Zabrakło wówczas istotnego elementu wymaganego do legalności zgody małżeńskiej. Mogło się tak zdarzyć zarówno z przyczyn subiektywnych jak i obiektywnych. Poddając analizie te przyczyny Kościół pragnie swoim wiernym ale i sobie odpowiedzieć, na pytanie czy to konkretne małżeństwo w ogóle zaistniało. Bywa niejednokrotnie tak, że już samo zainteresowanie się sprawą – pomijając ostateczne
rozstrzygnięcie – jest dla tych wiernych jakimś światłem nadziei na odmianę ich losu.
Przyczyny nieważności małżeństwa
Osoba zainteresowana złożeniem skargi o nieważność małżeństwa powinna mieć przekonanie oprzyczynie powodującej jego nieważność. Kodeks prawa kanonicznego zwraca uwagę w kan. 1083 do 1094, że istnienie którejś z przyczyn zrywających, od których niemożliwa jest dyspensa czyni małżeństwo nieważnym, np. istnienie niezdolności płciowej (impotencja). Ponadto w ramach przyczyn subiektywnych, które powodują nieważność małżeństwa zwraca się uwagę na defekty samej zgody małżeńskiej. Prawo kanoniczne wymienia je w kan. 1095 – 1107 mianowicie:
pozbawienie wystarczającego używania rozumu; istnienie poważnego braku rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich wzajemnie przekazywanych i przyjmowanych; niezdolność spowodowaną przyczynami natury psychicznej do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich; umyślne wprowadzenie w błąd, będące wynikiem podstępu przy zawieraniu małżeństwa; symulację; wykluczenie jakiegoś istotnego przymiotu lub dobra małżeństwa (jedności, nierozerwalności, zrodzenia i wychowania
potomstwa); zawieranie małżeństwa pod warunkiem; wreszcie przymus i bojaźń, towarzyszące zawarciu małżeństwa. Przyczyny obiektywne wynikają z niezachowania formy kanonicznej. W ramach tej formy pod sankcją nieważności małżeństwa wymagane jest, aby asystował przy jego zawieraniu tzw świadek kwalifikowany inaczej urzędowy tj. miejscowy ordynariusz albo proboszcz, albo kapłan lub diakon delegowany przez jednego z nich, jak również aby byli przy tym obecni dwaj świadkowie zwyczajni, którzy są zdolni stwierdzić zawarcie małżeństwa i dać o tym wiarygodne świadectwo.

Skarga powodowa
Osoba posiadająca jakieś przekonanie o nieważności zawartego przez siebie małżeństwa, powinna zwrócić się do trybunału kościelnego, który jest właściwym organem do rozpatrywania tego typu spraw. Kompetentnym w tej sytuacji jest trybunał miejsca, w  którym małżeństwo zostało zawarte, bądź trybunał miejsca w którym strona pozwana (małżonek nie składający skargi powodowej) ma stałe lub tymczasowe zamieszkanie. Dokładniej chodzi o trybunał tej diecezji, na terenie której weryfikują się wspomniane wyżej
warunki. Stąd przykładowo jeśli ślub miał miejsce na terenie Archidiecezji Wrocławskiej to kompetentnym do rozpatrzenia skargi jest Metropolitalny Sąd Duchowny we Wrocławiu. Podobnie gdy na terenie tej Archidiecezji mieszka strona pozwana. Skarga powodowa ma określić jaki tytuł nieważności małżeństwa zachodzi w tym konkretnym przypadku. Dlatego też osoba zwracając się do właściwego trybunału kościelnego, powinna podać zwięźle
wszystkie te fakty, które jej zdaniem wymownie świadczą o nieważności jej małżeństwa. Ważne jest by w takim piśmie zaznaczyć okoliczności i czas poznania się, opisać krótko jak przebiegał okres narzeczeństwa, zastanowić się czy już w okresie narzeczeńskim z zachowaniami narzeczonego bądź narzeczonej związane były jakieś trudności. Takie przyczyny, jak chociażby skłonności do alkoholu, zażywanie narkotyków, utrzymywanie
przygodnych kontaktów seksualnych przy trwającym okresie narzeczeństwa, czynienie deklaracji w których zastrzega sobie druga strona prawo do podobnej wolności w małżeństwie, deklaracje o wykluczeniu posiadania potomstwa, mogłyby sugerować wady wyrażanej przez osoby zgody, skutkiem czego byłaby nieważność zawieranego małżeństwa. Jeśli przyczyną nieważności miałaby być np. pozorna zgoda należałoby w skardze opisać atmosferę podczas ślubu, jak przez młodych były wypowiadane słowa przysięgi, czy w atmosferze radości czy raczej z jakimś szczególnym wahaniem, smutkiem, przygnębieniem, z trudnym do wyjaśnienia zachowaniem, wcześniej nie obserwowanym.
Osoba która utrzymuje że jej małżeństwo jest nieważne, musi to udowodnić. Dlatego na przedstawione fakty przywołuje się świadków czyli takie osoby, które znają – i to nie tylko ze słyszenia – okoliczności kojarzenia się małżeństwa, pożycia poślubnego oraz przyczyny jego rozpadu. Potwierdzeniem dla faktów przemawiających za nieważnością małżeństwa, są także różnego rodzaju dokumenty, mogą to być np. listy, zaświadczenia lekarskie, dokumentacja historii choroby, zdjęcia. Podanie takich dowodów ma istotne znaczenie do tego aby sędzia kościelny mógł osiągnąć pewność moralną co do zaistniałych faktów i na ich podstawie orzec nieważność małżeństwa. Jest praktyką sądu duchownego, że zanim ktoś zdecyduje się taką skargę napisać, wcześniej przychodzi na tzw. „rozmowę wstępną”. W ramach, której sędzia ustala celowość wniesienia do sądu takiej skargi. Nie zawsze bowiem nieważność małżeństwa równoznaczna jest z niepowodzeniem w tym małżeństwie. W trakcie takiej rozmowy jeśli się okaże, że można sprawę wnieść do sądu kościelnego petent otrzymuje dokładniejsze informacje jak taką skargę napisać, jakie dokumenty należy przedstawić, oraz jak wyglądają etapy procesowe. Porad tych Sąd Metropolitalny we Wrocławiu udziela bezpłatnie. W tym miejscu warto zwrócić uwagę i przestrzec przed ewentualnym korzystaniem z reklamujących się tu i ówdzie kancelarii prawno – kanonistycznych, które oferują za odpłatnością, skuteczną pomoc w „załatwianiu formalności” związanych z prowadzeniem procesu kanonicznego o nieważność małżeństwa, gwarantując przy tym „korzystny” wyrok. Sąd kościelny nie ma nic wspólnego z tego typu poradnictwem. Dodać należy, że dla występowania w charakterze adwokata i reprezentowanie stron przed sądem kościelnym, wymagana jest uprzednia zgoda biskupa
diecezjalnego. Bez niej wszelkie podobne działania są nieuprawnione.
Kto jest stroną tego procesu ?
Przytaczane w skardze powodowej fakty nie są kierowane „przeciwko komuś” w tym wypadku przeciwko współmałżonkowi, lecz jest to skarga „w sprawie”, bowiem jedynym celem działań sądu kościelnego jest „sprawa” ważności bądź nieważności danego małżeństwa, nie zaś udowadnianie komuś winy jego rozpadu. Takie spojrzenie na proces kanoniczny rodzi jeszcze jedną konsekwencję; daje odpowiedź na pytanie: kto tak
naprawdę jest stroną w tego typu procesie? Każdy proces zawsze dotyczy jakiegoś sporu, jest on najogólniej rzecz biorąc wynikiem różnicy zdań na określony temat. Okazuje się, że w procesie kanonicznym z jednej strony występuje któreś z małżonków przekonane o nieważności, inaczej o nieistnieniu swojego małżeństwa – podobnie może twierdzić również drugi współmałżonek – z drugiej zaś strony głos przeciwny, to znaczy za ważnością, reprezentuje cały Kościół, ponieważ w momencie ślubu kapłan jako tzw. świadek kwalifikowany, wobec nowożeńców i wszystkich zgromadzonych na ceremonii ślubnej potwierdził – w imieniu Kościoła katolickiego – ich wzajemną przysięgę a przez to istnienie ich małżeństwa, udzielając im przy tej okazji swojego błogosławieństwa. Zdanie o istnieniu tego małżeństwa do momentu rozpoczęcia procesu nie zostało odwołane, stąd cały Kościół ma prawo traktować ten związek jako ważnie zawarty, dopóki czego innego się w procesie nie udowodni. Takie spojrzenie ma również norma kodeksu prawa kanonicznego, w podsumowani wad zgody małżeńskiej zaznaczając „Chociażby małżeństwo zostało zawarte nieważnie z racji przeszkody lub braku formy, to jednak domniemywa się, że wyrażona zgoda trwa, dopóki nie uzyska się pewności jej odwołania” (kan. 1107). W tej sytuacji, celem ustalenia prawdy obiektywnej i uznania po czyjej stronie jest racja, toczy się proces kanoniczny.
Jak wygląda proces ?
Osoby składając napisaną przez siebie skargę często z obawą stawiają pytania jak taki proces będzie wyglądał czy będą musieli podobnie jak w sądzie cywilnym – większość z nich przeprowadziła już sprawę rozwodową – na jednej sali przy obecności drugiej strony upubliczniać własny życiowy dramat? Czy będą musieli przeżywać kolejny stres z powodu wysłuchiwania przez osoby trzecie – najczęściej ich znajomych, sąsiadów – przykrych spraw związanych z nieudanym małżeństwem?  Procedura gromadzenia dowodów w ramach procesu kanonicznego, różni się od tej, którą stosują sądy świeckie. W jej trakcie strony oraz ich świadkowie osobno składają swoje zeznania. Nie są przesłuchiwane razem. Nie ma zatem powodu obawiania się, że inni będą słuchać o przykrych dla stron sprawach.  Wszystkie sprawy dotyczące procesu w większości załatwiane są drogą korespondencyjną, w jej wyniku strony i osoby w procesie przywołane, pomagają sędziemu w dotarciu do odpowiedzi; czy badane małżeństwo było nieważnie zawarte?. Szczególną rolę wśród przywołanych do takiej pomocy osób odgrywa biegły psycholog lub psychiatra, który na zlecenie sądu sporządza swoją opinię. Czyni to na podstawie badania, bądź sporządza ją w oparciu o akta sprawy. Jego obecność jako „świadka z wiedzy” jest istotna jeśli np. sprawa nieważności małżeństwa prowadzona jest z kan. 1095, który wprost mówi o niezdolności osoby do małżeństwa, sytuując ten defekt w jej sferze psychicznej. Konsultacja z biegłym w dziedzinie psychologii bądź psychiatrii jest w takiej sytuacji konieczna. Po zgromadzeniu tzw. materiału dowodowego – na który składają się zeznania stron, zeznania świadków, dokumenty, oraz tam gdzie to potrzebne opinie biegłych, dokonuje się publikacji akt, dając przez to stronom możliwość zapoznania ze zgromadzonymi dowodami. Po zapoznaniu się z nimi mają oni prawo ustosunkowania się do nich. Mogą np. stwierdzić że materiał dowodowy jest niewystarczający, że należy jeszcze przesłuchać jakiegoś świadka, którego zeznania pomogą w wyjaśnieniu jakichś wątpliwości, że należy jeszcze uwzględnić taki czy inny dokument, który strona przedkłada sędziemu. Strona może uznać też, że materiał jest
wystarczający, zamyka się wówczas postępowanie dowodowe i przystępuje do kolejnego etapu, który kończy się wyrokiem. Jeśli w takim wyroku orzeczona została nieważność małżeństwa, sprawę z urzędu kieruje się do trybunału apelacyjnego, celem jego uprawomocnienia się. Wyrok prawomocny polega na jednobrzmiącym orzeczeniu wydanym przez sądy dwóch instancji. Tylko taki daje prawo stronom do zawarcia sakramentalnego
małżeństwa.. Dlatego jeśli sąd I instancji wydał wyrok za nieważnością, należy jeszcze  poczekać na taki sam
wyrok, lub dekret potwierdzający, wydany przez sąd apelacyjny. Gdyby w I instancji nie udowodniono nieważności, wówczas stronie, która wniosła skargę o nieważność przysługuje prawo do apelacji, rozpatruje ją sąd II instancji. Jeśli ten wyda wyrok za nieważnością, to apelacja od niego kierowana jest do sądu III instancji, jest nim albo Rota Rzymska, albo któryś z trybunałów krajowych, któremu w tej instancji zlecił rozpoznanie sprawy Trybunał Sygnatury Apostolskiej.
Jak długo trwa proces ?
Prawo w kan. 1453 Kodeksu prawa kanonicznego ściśle określa długość takiego procesu. W I instancji nie powinien on trwać dłużej niż 12 miesięcy, w II instancji sprawa winna być zbadana w ciągu 6 miesięcy. Jak więc widać dla wydania prawomocnego wyroku prawo przewiduje półtora roku. Niestety bywa często tak, że z przyczyn niezależnych od sądu, czas ten się wydłuży. Na przykład sędzia jest zobowiązany aby zatroszczyć się kompletność dowodów, dlatego pozostawia się stronom czas na ich dostarczanie, strona jeśli czyni to opieszale, sprawia że instrukcja – czyli gromadzenie dowodów ulega wydłużeniu. Dzieje się tak również za sprawą świadków nie zgłaszających się na przesłuchanie do sądu, lub na parafię, zmieniających terminy – bywa, że z przyczyn od nich niezależnych, bo praca, obowiązki, nieoczekiwane zdarzenia, albo też w ostatniej chwili odwołujących chęć składania zeznań. Wszystko to może spowodować, że zalecane przez prawo terminy zostaną przekroczone. Wydłuża się proces, kiedy strona pozwana w tym wypadku jedno z małżonków nie chce wziąć udziału w procesie. Dbając o jego prawo wniesienia swoich dowodów w sprawie daje się mu odpowiednio długi czas na realizację tego uprawnienia. Jeśli po upływie wyznaczonego czasu nadal milczy, nie odpowiada na pisma sądowe, ogłasza się ją stroną nieobecną w tym procesie, z zastrzeżeniem, że w każdej chwili może się do niego włączyć. Wtedy dopiero sprawa może postąpić dalej, lecz zawsze dzieje się to kosztem upływającego czasu. Dla Sądu jest to niedogodność, ale troska o poszukiwanie w procesie prawdy na temat ich małżeństwa, stoi zawsze na pierwszym miejscu. W tym poszukiwaniu należy dotrzeć do wszystkich możliwych dowodów, zbadać wszystkie możliwe okoliczności, pozwalające wyjaśnić wszystkie wątpliwości związane z ewentualną nieważnością tego małżeństwa. Kościół stwarza im taką możliwość i przez swoją działalność sądowniczą realizację tego prawa chce im zagwarantować.
Ks. Marian Kowalski


Mgr.lic prawa kanonicznego Małgorzata Baran
Orzeczenie nieważności małżeństwa w Kościele Katolickim a rozwód cywilny


Wszelkie działania i stosunki prawne, oraz powstałe z tego tytułu zobowiązania pociągają za sobą konieczność właściwych regulacji prawnych, przewidzianych przepisami prawa.

W każdej społeczność, istnieją reguły prawne, które określają zasady praworządnego postępowania. Również w Kościele Katolickim obowiązuje Kodeks Prawa Kanonicznego, w którym zostały zdefiniowane kanony współżycia społecznego. Kodeks Prawa Kanonicznego został promulgowany przez papieża Jana Pawła II, konstytucją apostolską Sacrae discipline leges w 1983 roku. Przepisy kodeksowe mają moc prawa obowiązującego i funkcjonują do dzisiaj.

W społeczności „świeckiej” w sposób błędny funkcjonują terminy „rozwód kościelny”, „unieważnienie małżeństwa”. Stosowanie takiego nazewnictwa jest niewłaściwe i niezgodne z terminologią prawno-kanoniczną. Kanonistyka odrzuca te pojęcia, gdyż są one błędne, natomiast ewentualne ich przyjęcie sankcjonowałby konsekwencje prawne przewidziane prawem cywilnym. Niezależnie od tego prawo cywilne, jaki i prawo kanoniczne, przyjmują, iż małżeństwo to umowa, specyficzny kontrakt miedzy mężczyzną i kobietą. W swojej doktrynie kanonistyka podkreśla, bardzo istotny element małżeństwa, który jest obcy prawu świeckiemu, a mianowicie sakramentalność tej umowy. Prawo Kanoniczne, w oparciu o nauczanie Soboru Watykańskiego II, stanowi, kan. 1055 - § 1. Małżeńskie przymierze, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury do dobra małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa, zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu.§ 2. Z tej racji między ochrzczonymi nie może istnieć ważna umowa małżeńska, która tym samym nie byłaby sakramentem.

Kościelne postępowanie sądowe o nieważność małżeństwa, różni się od procesu cywilnego. Odmienność tych obu postępowań sądowych rozciąga się począwszy od nazewnictwa, poprzez przyczyny i skutki.

Prowadzenie procesu o nieważność małżeństwa nie należy w żadnym wypadku utożsamiać z postępowaniem rozwodowym. W cywilnym postępowaniu sądowym na skutek zupełnego i trwały rozkład pożycia małżeńskiego( zob. art., 56 § 1 k r. o. Jeżeli między małżonkami nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia, każdy z małżonków może żądać, ażeby sąd rozwiązał małżeństwo przez rozwód), w sytuacji braku chęci pogodzenia się współmałżonków i zaistnienia wyżej wymienionych okoliczności, Sąd Cywilny orzeka rozwiązanie węzła małżeńskiego. Oznacza to, że po pewnym czasie trwania małżeństwa, ważnie w świetle prawa cywilnego zawartego, w konsekwencji jakiegoś działania, ma miejsce ustanie tego małżeństwa.

Inaczej ta sama okoliczność jest rozstrzygana przez Trybunały Kościelne. W takim przypadku Sąd Kościelny wydaje wyrok, stwierdzający, że dane małżeństwo w ogóle nie zaistniało, mimo iż zostały zachowane kanony, co do formy kanonicznej. Orzeczenie nieważności małżeństwa nie narusza, nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa. Prawo Kanoniczne stanowi, iż kan. 1141 KPK 83 - Małżeństwo zawarte i dopełnione nie może być rozwiązane żadną ludzką władzą i z żadnej przyczyny, oprócz śmierci. Przy ustalanie przyczyn nieważności, uwaga Sądu Kościelnego skupiona jest zasadniczo na wydarzeniach przedślubnych. Na wykazaniu, że niezdolność lub jej symptomy, bądź też inny tytuł nieważności istniał już przed ślubem.

Wyrażenie zgody małżeńskiej w prawie kanonicznym, aby mogło być przyczyna sprawczą małżeństwa musi być zgodne z prawem naturalnym, oraz wymogami prawa kanonicznego. Wynika, więc z tego, że prócz dojrzałości i wiedzy o małżeństwie, ważność tej umowy uzależniona jest od zgody wewnętrznej, która w tym samym czasie winna być wyrażona na zewnątrz. Kanonistyka, suponuje, iż kan. 1101 - § 1. Domniemywa się, że wewnętrzna zgoda odpowiada słowom lub znakom użytym przy zawieraniu małżeństwa.

Wartość tego aktu woli kontrahentów, podkreśla dalej Kodeks w kolejnych przepisach dotyczących zgody małżeńskiej, kan. 1104 -§ 1. Do ważnego zawarcia małżeństwa konieczne jest, by nupturienci byli równocześnie obecni, bądź osobiście, bądź też przez pełnomocnika.§ 2. Zgodę małżeńską nupturienci powinni wyrazić słowami, a gdy nie mogą mówić, równoznacznymi znakami. W związku z tym, proces kanoniczny ma na celu ustalenie, stanu fizycznego, wolitywnego i umysłowego stron w chwili wyrażanie przez nich zgody małżeńskiej, czyli określenie zdolność podmiotu do podjęcia tej czynności prawnej.

Z względu na te okoliczności ustawodawca kościelny, sformalizował podstawy, w oparciu, o które można prowadzić proces o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Takie przesłanki prawne, zostały pogrupowane na: -przeszkody kanoniczne, -wady zgody małżeńskiej, -brak formy kanonicznej. Każda z tych okoliczności, daje sposobność prowadzenia procesu o orzeczenie nieważności małżeństwa, według ściśle określonego sposobu postępowania(proces może być toczony w trybie zwyczajnego proces spornego, bądź procesu opartego na dokumentach).

Ewentualność postępowania sądowego jest uzależniona od właściwego określenia podstawy prawnej, gdyż jej istnienie, stanowi przyczynek sporządzenia skargi powodowej i wniesienie jej do właściwego Trybunału Kościelnego.

Możliwość prowadzenia procesu, to umożliwienie nawrócenia i powrotu na drogę chrześcijańskiego życia tych, którzy odeszli lub oddalili się do Kościoła ze względu na nie uregulowana sytuacje prawno-kanoniczna swoja lub osoby, z którą są związane. Jest to również realizacja priorytetowego celu, jakim jest zbawienie dusz, które zawsze winno być w Kościele najwyższym prawem.

 http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAI/orzeczenie_nm.html
"To, co możesz uczynić, jest tylko maleńką kroplą w ogromie oceanu, ale jest właśnie tym, co nadaje sens Twojemu życiu..." (A. Schweitzer).

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #8 dnia: Luty 06, 2008, 11:42:51 pm »
Aga.rk napisał/a:

Cytuj
To ja tak dla równowagi (żeby nie było, że tylko krytykuję podane przez kogoś źródła) dodam dwa teksty, które prezentują sprawę z kościelnego punktu widzenia:

 też coś podam


Rozwodnicy w kościele


Rozmawiał: Tomasz Lipko

Rozmowa z księdzem - duszpasterzem rozwodników.

Jan Paweł II jako pierwszy papież powiedział, żeby pomóc rozwodnikom wytrwać w
wierze. Ale wciąż się zdarza, że zostają w dosłownym tego słowa
znaczeniu zaszczuci przez swoich proboszczów i współwyznawców
Kobieta, którą poznałem u księdza, opowiedziała mi swoją historię:
od 35 lat rozwiedziona spotkała człowieka, w którym się zakochała,
doświadczyła w końcu miłości. Ale jako osoba wierząca poszła
porozmawiać o tym z księdzem. I ten ksiądz nawet nie wysłuchał jej
do końca, tylko wrzasnął na cały kościół: "Skoro nie chcecie się
rozstać, to łajdaczcie się dalej! Mnie do tego nie mieszajcie".
Wielu jest takich duchownych?

Chamy w sutannach to ogromny problem Kościoła. Chamów, tak samo jak
w tramwaju czy na ulicy, w Kościele niestety widać najwyraźniej.
Chamy są agresywne, niebezpieczne i silne swoją bezkarnością. Cham
w sutannie nie rozumie, że on nie robi na kopalni, gdzie ma kasę z
tego, ile węgla wykopie, tylko żyje dzięki ludziom, którzy
przychodzą do kościoła. Taki człowiek ślubował wierność Bogu, ale
jeżeli sam się nie zmieni, nie ma sensu, żeby dalej był księdzem,
bo będzie tylko męczył siebie i innych. Tkwi w nieudanym
małżeństwie.

Powinien odejść?

Sakrament święceń kapłańskich ma taką samą rangę jak sakrament
małżeństwa. Ich zerwanie to największa skucha. Ale zdarzają się
takie przypadki w życiu, także rozsądnych i uczciwych ludzi, że nie
sposób uniknąć złamania najważniejszych obietnic w życiu.

Kiedy ksiądz zaczął myśleć o duszpasterstwie rozwodników?

Zanim zostałem księdzem. Już w wieku dojrzewania, kiedy dopadła
mnie pierwsza miłość, zastanawiałem się, skąd między dwojgiem
kochających się ludzi bierze się tyle dramatów i nienawiści.

A gdy studiowałem teologię w Warszawie, w tym samym domu co ja
mieszkał stary proboszcz bez żadnych tytułów naukowych. Był
najbardziej potrzebnym księdzem w całej okolicy. Spytałem go, czy
mogę przyglądać się "na żywo" problemom, z jakimi przychodzą do
niego ludzie. I kiedy zobaczyłem doświadczonych przez los,
zakochanych ludzi w wieku 60 lat, zacząłem rozumieć, na czym polega
prawdziwa miłość między kobietą i mężczyzną.

Dużo miejsca zajmują rozwodnicy w księdza służbie?


Raz w miesiącu odprawiam dla nich mszę świętą, potem mamy spotkanie
i na luzie rozmawiamy o miłości, o Bogu, Kościele, o życiu i
śmierci. Oprócz tego jestem jednym z "dyżurnych" księży w okolicy,
którzy chrzczą dzieci rodziców bez ślubu. Ile ja już tych bachorów
ochrzciłem!

Oczywiście wypada mi sporo tak zwanej posługi nieplanowanej. Bywa,
że i o 3 nad ranem wstaję, żeby otworzyć furtę ludziom, których
trzeba duchowo reanimować w nagłym trybie. Wielu ludzi przekazuje
sobie mój telefon, więc prowadzę też 24-godzinne telefoniczne
pogotowie duszpasterskie od Sochaczewa po Nowy Jork.

Na przykład?

Ostatnio przyszła do mnie dziewczyna głęboko wierząca i bardzo
zakochana w mężu. Ale mąż na drugi dzień po ślubie oświadczył jej,
że "i tak się kiedyś rozejdziemy", a ślub kościelny wziął tylko dla
świętego spokoju. Dla niej był to największy szok w życiu.

Kiedy to usłyszałem, sam przestałem wierzyć w powodzenie tego
małżeństwa, choć byłbym ostatnią osobą, która by namawiała
dziewczynę do odejścia.

Niedługo potem przyszedł niespełna 40-letni gość. Energiczny,
inteligentny i zupełnie bezradny. 20 lat temu rozwiódł się z żoną,
założył szczęśliwą rodzinę, ma dzieci. Po rozwodzie został zupełnie
odtrącony przez rodzinę. Dopadło go, kiedy przyjechał opiekować się
schorowaną matką. W jej domu nie ma żadnych praw, gorzej niż pies.
Matka, nawet chwiejąc się nad własną trumną, nie jest w stanie
przebaczyć, że żyje z kobietą w grzechu. I po 20 latach facet
zaczął się załamywać.

Namawia ksiądz czasem rozwiedzionych małżonków, żeby po latach
rozłąki jednak do siebie wrócili?


Sądzę, że gdyby wracali wyłącznie z poczucia winy, byłaby to tylko
wielka lipa.

Takie odejście z całym bagażem złych doświadczeń i przede wszystkim
poważnego grzechu jest dla człowieka cennym doświadczeniem.
Powinien je wykorzystać jak najlepiej. Ma szansę spojrzeć z
dystansu na to, co ma innym do zaoferowania. Może zrozumieć własne
błędy, dotychczas niewidoczne, nauczyć się, jak walczyć o bliskość.

W małżeństwie niesakramentalnym?

W mojej branży takie pojęcie nie istnieje. Małżeństwo jest zawarte
przed ołtarzem albo go nie ma wcale. Ci, którzy są w związkach
niesakramentalnych, żyją w ciągłym grzechu. Dlatego nie mają prawa
przystępować do komunii świętej.

Czyli są katolikami drugiej kategorii.

Bardzo długo tak ich traktowano. Rewolucja wydarzyła się w roku
1981. W adhortacji "Familiaris Consortio" Jan Paweł II zaapelował
do wszystkich duchownych i świeckich, by nie odwracali się od
rozwodników żyjących w nowych związkach. "Kościół nie może
pozostawić swemu losowi tych, którzy - już połączeni sakramentalną
więzią małżeńską - próbowali zawrzeć nowe małżeństwo. Wzywam gorąco
pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazania pomocy
rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by
nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako
ochrzczeni, powinni uczestniczyć w jego życiu".

Żaden z papieży, wliczając w to samego świętego Piotra, nie
zdecydował się na taki apel w obronie rozwodników. Jan Paweł II
jako pierwszy papież powiedział, żeby pomóc im wytrwać w wierze.

Poskutkowało?

Nie poskutkowało. Przynajmniej w Polsce. Wciąż się zdarza, że
rozwodnicy zostają w dosłownym tego słowa znaczeniu zaszczuci przez
swoich proboszczów i współwyznawców. Przychodzą do mnie ludzie w
szoku. Ci, którzy uwierzyli, że dostali się we władanie szatana.
Wybrali miłość do kobiety i potępienie. Jeden gość był w takim
stanie, że przysłał go do mnie psychiatra, bo nie wiedział, co ma z
nim zrobić. Wierzący katolik, który był przekonany, że już jest
potępiony! I mimo to związał się z kobietą, którą kochał.

Skąd ta wrogość duchowieństwa wobec rozwodników?

To nawet nie wrogość. To taka maska wyuczonej w seminarium
bezradności księdza. On ma w głowie prosty schemat: ktoś, kto
popełnia błędy, jest grzesznikiem, a on jest księdzem i powinien do
tych błędów nie dopuścić. A jeśli już błędy są, to trzeba je
naprawić przez rozgrzeszenie. I nagle okazuje się, że on jest
bezradny, bo nie może rozgrzeszyć. A jak bezradny, to agresywny. I
tę agresję przerzuca na ludzi, którym nie potrafi pomóc.

Ksiądz sam uczy w seminarium, więc sam pewnie ponosi za to część
winy. Czy młodzi ludzie w seminariach w ogóle mówią na ten temat?


Polski Kościół ma poważny problem z nowymi powołaniami. Jak ja
zaczynałem, to w nowicjacie było nas 24 na jednym roku i drugie
tyle na drugim. A teraz jest 11 na dwóch latach. I zanim zostaną
księżmi, upłynie ponad 11 lat, w tym czasie co najmniej połowa
zrezygnuje. Wśród starszych krąży ponure pytanie: "Kto nas
właściwie pochowa?". Niektórzy klerycy są tego świadomi i
wykorzystują pozycję "nadziei Kościoła". Niemal pyskują, żądają dla
siebie kolejnych przywilejów, grożą, że wystąpią! Wykształcił się
niestety u seminarzystów taki typ mentalności: agresywny,
asertywny, roszczeniowy.

Oczywiście są głęboko zaangażowani młodzi ludzie, ale to rodzynki.
Większość, jak tylko ma wolny czas, pędzi do kleryckiej
komputerowni, żeby pół nocy czatować z rówieśnikami i
rówieśniczkami spoza murów klasztoru. Albo zabijać komandosów. Dużo
bardziej ich to rajcuje niż problemy związków niesakramentalnych.
To jest to samo pokolenie, które siedzi w kafejkach internetowych
czy włóczy się po galeriach handlowych. I zgadzam się, że to też
moja wina, że nie potrafię ich odpowiednio zainteresować. I dopiero
kiedy im rodzice w wieku 50 lat zaczynają się rozwodzić, podchodzą
i pytają: "Słuchaj, właściwie to co ty im mówisz?".

No właśnie, co im ksiądz mówi?

Zależy od przypadku. Niektórzy rozwodnicy przychodzą tylko po to,
żeby usłyszeć, że są grzesznikami potępionymi na wieki i chcą się
poużalać nad sobą. Ta grupa odprawia "niekończącą się pokutę" Są
tacy, co nawet kłócą się ze mną, że już czeka na nich beczka z
wrzącą smołą. Nie chcą zrozumieć, że życie nie kończy się na
rozwodzie, że mają na tym świecie jeszcze coś do zrobienia.

Są też przypadki, które prawie od razu sugerują stwierdzenie
nieważności małżeństwa bez żadnej ściemy.

Na przykład?

Dziewczyna zakochała się w cudzoziemcu, urodziła mu dziecko,
zaprowadziła przed ołtarz. Ale po dwóch latach mężowi rodem z
Algierii znudziło się i wrócił do domu. Nie wiem, czy orientował
się, co do niego mówi przed ołtarzem ten kolega w białym szlafroku.
Z tego, co ustaliłem, jemu to było obojętne. W rozumieniu prawa
kanonicznego małżeństwo jest nieważne. A dziewczyna, rozmawiałem z
nią trzy godziny, mówi mi, że nie będzie łamać obietnicy i
cwaniakować. Przysięgała jednemu wierność i za nic się tego nie
wyprze, będzie mu wierna do końca życia. I weź tu z taką rozmawiaj.

Jak często ksiądz pomaga uzyskać unieważnienie małżeństwa przed
kościelnymi sądami?


Prawo kanoniczne nie zna czegoś takiego jak unieważnienie
sakramentu. Czasem zachodzą jedynie przesłanki, by stwierdzić
nieważność małżeństwa - że już w chwili zawierania było ono
nieważne.

Jakie przesłanki?


Na przykład bigamia, skrywana impotencja, zbyt bliskie
pokrewieństwo. Także choroba psychiczna, jeśli występowała przed
ślubem i była zatajona. Ostatnio coraz częściej mówi się o trwałej
niezdolności do budowania pożycia małżeńskiego. Kiedy można
uczciwie rozwiązać problem w ten sposób, zawsze wskazuję drogę.

Przeważnie problem dotyczy ludzi, dla których nie jest to żadne
rozwiązanie

90 procent moich podopiecznych to ludzie, którzy nie mogą
przystępować do komunii świętej, bo ich nieistniejące w
rzeczywistości małżeństwa są jak najbardziej ważne z
sakramentalnego punktu widzenia. A więc żyją w grzechu. W tym
wypadku przez najbliższe dwieście lat ani papież, ani papieska
Kongregacja ds. Nauki i Wiary (dawniej Święte Oficjum) z pewnością
nie zmienią zdania. I nie powinni, bo Pismo Święte jest tu
jednoznaczne. Ale to samo Pismo Święte nikogo z góry nie potępia, a
nauka Kościoła katolickiego absolutnie nie stawia znaku równości
między odmową rozgrzeszenia i wiecznym potępieniem. Nie tylko mnie
po spotkaniach z "niesakramentalnymi" cisną się na usta słowa
Jezusa: "Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu".

Co ich gryzie najbardziej?


Główny problem to tzw. głód eucharystii. Mogą uczestniczyć w mszy
świętej, w życiu Kościoła, ale nie mogą przystępować do tego
sakramentu. To bardzo dołujące, trudne do opisania uczucie
powodujące poczucie wykluczenia, wyrzuty sumienia i ogólne
przygnębienie, a nawet depresję. Była u mnie ostatnio dziewczyna, w
wypadku zginął jej brat, zaraz potem umarła matka. I ona klęczy nad
tymi dwoma trumnami, jest jej skrajnie źle. Modli się, chce przyjąć
komunię, ale nie może.

Jest wprawdzie sposób, żeby dostać rozgrzeszenie, ale bardzo rzadko
komukolwiek go polecam od razu.

Zero seksu?

Nazywamy to raczej "prowadzić życie jak brat z siostrą". Znam
ciężar celibatu, ale taka droga jest jeszcze cięższa. Są ludzie na
tyle zaangażowani religijnie, a jednocześnie tak bardzo zakochani w
sobie, że decydują się na taką jazdę. Nie namawiam jednak do tego
zazwyczaj, bo sytuacja może potęgować problemy i stać się
niebezpieczna dla psychiki. "Białe małżeństwa" to przeważnie ludzie
powyżej 50-60 lat, choć zdarzają się i 30-latki. Być gotowym na coś
takiego to dar. Tak samo zresztą jak sakrament. Nie każdy może go
mieć.

Niestety, niektórzy księża dodatkowo upokarzają takie pary, każąc
im podpisywać specjalne oświadczenia, że nie uprawiają i nie będą
uprawiać seksu. Bywa, że parom, które zdecydowały się na
wstrzemięźliwość, lokalni proboszcze sugerują, by jeździli do
komunii gdzie indziej - "żeby nie gorszyć wiernych i sąsiadów".

Jak można zachęcać ludzi do małżeństwa, zakazując im seksu? To
okrucieństwo i hipokryzja!

Rzeczywiście trudno to wytłumaczyć i przyznaję, że nie do końca
rozumiem tu stanowisko Kościoła. A stanowisko jest takie, że to nie
małżeństwo, tylko związek dwóch osób, które wzajemnie wspierają się
w wierze i miłości. I dlatego mogą przystępować do komunii.

Dlaczego we Francji czy w Niemczech Kościół katolicki zupełnie
inaczej traktuje rozwodników? Udziela im wszystkich sakramentów,
także komunii. To ten sam Kościół?

Kryzys Kościoła w Polsce, o którym mówimy, to nic w porównaniu z
tym, co się dzieje w Europie Zachodniej. Tam ludzie po prostu
wyszli z kościołów. Na msze niedzielne przychodzi od jednego do
pięciu procent wiernych. W Niemczech kościoły przerabia się na
kluby fitness, fabryki i piwiarnie. Albo walcuje buldożerami i
powstają nowe osiedla. Księża z Europy Zachodniej zgodzili się na
bardzo daleko idące zmiany w liturgii, żeby tylko zatrzymać ten
odpływ. Zamiast bardzo intymnej jak u nas spowiedzi tam jest
spowiedź grupowa - na początku mszy wszyscy gromadnie wyznają swoje
grzechy. A skoro wszyscy dostali rozgrzeszenie, to wszyscy tłumnie
przyjmują eucharystię. W ten sposób na Zachodzie powoli zaciera się
różnica między katolicyzmem a protestantyzmem.

Jak w takim razie będzie wyglądał polski Kościół za kilka-
kilkanaście lat?


Jak wynika z badań, do kościoła chodzi niecała jedna trzecia
ochrzczonych, może połowa. W Europie Zachodniej od jednego do kilku
procent. I to jest kryzys Kościoła, a nie polityczna dyskusja o
aborcji czy prezerwatywach. I to wcale nie znaczy, że ludzie
przestali wierzyć w Boga, tylko Kościół nie odpowiada na ich
pytania.

W roku 2000 na 211 150 małżeństw zawartych w Polsce rozwiodło się
42 770 par - czyli co piąte małżeństwo ulega rozpadowi. Ostatnio ta
krzywa jeszcze skoczyła w górę. I nagle mamy wielką grupę
wierzących, którzy z definicji też są Kościołem. Tyle że poszukują
odpowiedzi na trudne pytania i nikt im nie pomaga. W erze
globalizacji i internetu biura parafialne czynne od 13 do 17 we
wtorki i czwartki stają się przeżytkiem. Trzeba wyjść na ulicę,
zalogować się do internetu i jak nauczał Jezus - szukać
zagubionych. Są supermarkety handlujące w niedzielę - i dobrze. Tam
powinien pojawić się ksiądz, zachęcać ludzi do modlitwy. W Paryżu w
dzielnicy czerwonych latarni jest kawiarnia, do której o każdej
porze można wpaść i porozmawiać z duchownym. I okazuje się, że
nawet w takim miejscu ludzie garną się do rozmowy o rzeczach
ostatecznych. Bo w dzisiejszych czasach - wbrew pozorom - ludziom
bardzo brakuje miejsc, gdzie można pobyć w innym świecie.

Kaplice w centrach handlowych mają być odpowiedzią na problemy
Kościoła?

Kościołowi coraz bardziej brakuje kontaktu ze zwykłymi ludźmi. W
języku socjologów i ekonomistów nazywa się to kryzys komunikacji i
jest sygnałem alarmowym dla wszystkich globalnych instytucji.
Kościół katolicki wciąż jeszcze jest największą ze wszystkich
globalnych instytucji.

Czy dobrze rozumiem: ksiądz chce zmienić Kościół?


Kościół to nie tylko niedzielne msze i obrady episkopatu. Kościół
to ty, ja, dzielnicowy, szalikowiec, sąsiedzi. Nawet - choć wiem,
że to brzmi szokująco - ojciec Rydzyk i Radio Maryja. Chodzi o to,
żebyśmy wszyscy bardziej zaczęli interesować się sobą nawzajem, a
nie tylko kasą i własnymi problemami.

A jeśli na msze i spotkania zaczęliby przychodzić wierzący geje,
zorganizowałby ksiądz duszpasterstwo dla nich ?


Sytuacja jeszcze do tego nie dojrzała. Gdyby dziś ktokolwiek z
duchownych zdecydował się na duszpasterstwo homoseksualistów,
rzucono by mu solidne kłody pod nogi. Jedyne, co się organizuje w
ramach Kościoła, to katechetyczne grupy leczenia z homoseksualizmu.
Nie czuję się od tego fachowcem. Znam kilku gejów i kilka lesbijek,
fajnie nam się rozmawia. Myślę, że normalne duszpasterstwo
wierzących homoseksualistów wcześniej czy później powstanie w
polskim Kościele, ale jeszcze nie teraz.

I nie przeszkadzają księdzu koledzy po fachu?


Nauczam zgodnie z nauką społeczną Kościoła. Jeśli ktoś przekona
mnie, że powiedziałem jedno słowo za dużo, to się z niego wycofuję.
Ale to się zdarza rzadko. Są oczywiście lotne brygady w moherowych
beretach. Przychodzą posłuchać, czy na pewno nie zalatuje u mnie
siarką piekielną. Rozpoznaję ich na kilometr, czasem się nawet
zaprzyjaźniamy. Dotychczas nie byli w stanie przyczepić się do
niczego.

Kiedyś za to, co ksiądz głosi, palono na stosie. Dziś odwaga trochę
potaniała.


To nie kwestia odwagi, tylko sumienia. Przed Bogiem nie mam sobie
nic do zarzucenia, choć miewam kłopoty, kiedy przystępuję do
spowiedzi. Czasem zdarza mi się pomyśleć albo nawet powiedzieć przy
konfesjonale: "Ty bęcwale jeden, sam jestem księdzem i wiem, kiedy
mogę dostać rozgrzeszenie, a kiedy nie!". I wtedy dopiero zaczyna
się rozmowa na poważnie. Po kolei: z Bogiem, ze spowiednikiem, ze
sobą samym. Amen.

Przed wysłaniem autoryzowanego już wywiadu do drukarni, tydzień po
śmierci Papieża, ksiądz przysłał maila: "Nie mam dobrych
wiadomości. Ten wywiad zaczął w Kościele żyć własnym życiem.
Życzliwi ludzie powiedzieli mi, że mogę mieć poważne
nieprzyjemności. Na przykład wysłanie na głęboką wieś albo za
granicę. Wtedy zaboli najbardziej, bo będę musiał zostawić ludzi,
którymi się opiekuję. Sorry, nie mogę tego podpisać własnym
nazwiskiem. Oni są dla mnie ważniejsi".




kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,2690696.html?
as=3&ias=3&startsz=x
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26268
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #9 dnia: Luty 23, 2008, 10:19:55 am »
23 lutego 2008
Nie opuszczę cię aż do...rozwodu

Aż 10 tys. Polaków w ubiegłym roku wystąpiło do sądów kościelnych o tzw. unieważnienie małżeństwa. To o jedną trzecią więcej niż dwa lata temu - pisze dziennik "Polska".

Skąd ten wzrost? Specjaliści nie mają wątpliwości. Sprawami zajmują się zawodowi prawnicy. Kancelarie udzielające porad w dziedzinie prawa kanonicznego pojawiają się jak grzyby po deszczu. Okazało się bowiem, że na rozwodzie kościelnym można więcej zarobić niż na zwykłym. Niektóre kancelarie za uwolnienie od niechcianych więzów kasują nawet do 10 tys. zł - pisze gazeta.

Mecenasi mają gotowe katalogi porad. Prawo kanoniczne przewiduje bowiem, że małżeństwo może zostać uznane za nieważne, m.in. gdy w trakcie składania przysięgi występowała nieszczerość, psychiczna niezdolność w momencie jej składania i brak akceptacji dla posiadania i wychowania w wierze katolickiej dzieci.

Działalność kancelarii świadczących usługi z dziedziny prawno-kanonicznej krytykują duchowni. Niestety, te firmy często nie opierają się tylko na prawdzie czy prawie, ale manipulują faktami - mówi ksiądz prof. Remigiusz Sobański z Uniwersytetu Śląskiego, wybitny znawca prawa kanonicznego. Ludzie przygotowani przez tych prawników starają się zwieść sądy duchowne i opowiadają sfabrykowane historie. Mydlą też oczy sędziom, zasypując ich paragrafami prawa kanonicznego - ocenia.

Drastyczny wzrost małżeństw uznanych za nieważne nie spodobał się już papieżowi. Benedykt XVI zaapelował kilka tygodni temu, by kościelni sędziowie rzadziej wydawali takie wyroki. I kierowali się większym rygoryzmem.

Zdaniem socjologów wzrost liczby tzw. rozwodów kościelnych to nie tylko zasługa skutecznych prawników. Staliśmy się hedonistami, myślimy tylko o swojej wygodzie - komentuje prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego. Nie chce nam się ratować małżeństw. Niektórzy szukają więc pomocy takich kancelarii - dodaje.

Księża podkreślają, że nie istnieje nic takiego jak kościelny rozwód. Samo określenie "unieważnienie" też jest niewłaściwe. Sąd nie orzeka bowiem, że małżeństwo przestało być ważne, ale stwierdza, że nie było ważne od samego początku istnienia - czytamy w "Polsce". (PAP)

Lawinowo rośnie też liczba spraw załatwianych pozytywnie w trybunałach. Kilka lat temu sądy kościelne orzekały o nieważności tylko połowy ze zgłaszanych małżeństw. Dziś unieważniają aż dwie trzecie.
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #10 dnia: Marzec 19, 2008, 11:22:36 am »
Podepnę to tu

Związki niesakramentalne



w trudnych małżeństwach, rozmawia Jadwiga Knie-Górna
W naszym społeczeństwie funkcjonuje pewnego rodzaju przyzwolenie na rozpad małżeństwa. Małżeństwo traktuje się jako jednorazowy akt. Tymczasem ten wybór dokonywany jest każdego dnia, tak jak moc sakramentu małżeństwa działa każdego dnia.


Kościół wytrwale stoi na straży nierozerwalności i wierności małżeńskiej dlatego trudna do zrozumienia jest dla mnie luka, jaka powstała w niesieniu duszpasterskiej, profesjonalnej pomocy osobom, które chcą pozostać wierne przysiędze małżeńskiej.
Takim osobom trudno jest zrozumieć fakt, że dla małżonków, którzy złamali przysięgę małżeńską i zawarli związek nieskaramentalny, Kościół wydaje się być bardziej otwarty, niż dla nich. Związki niesakramentalne mogą liczyć na pomoc duszpasterską niemal w każdym wielkim mieście, gdzie przy wielu parafiach działają duszpasterstwa dla osób żyjących w takich związkach. Natomiast duszpasterstw dla osób porzuconych przez współmałżonka w całej Polsce jest dosłownie kilka.

Znamienny jest fakt, że nasze poznańskie duszpasterstwo - jak i warszawska Wspólnota Trudnych Małżeństw Sychar, z którą współpracujemy - powstały nie tylko niemal w tym samym czasie, ale w obu wypadkach tylko i wyłącznie dzięki usilnym staraniom osób świeckich. A przecież Ojciec Święty Jan Paweł II w Familiaris Consortio, adhortacji apostolskiej poświęconej rodzinie, bardzo wyraźnie powiedział, że Kościół w szczególny sposób powinien zatroszczyć się właśnie o te osoby, które pomimo przeżywanych trudności związanych z faktem porzucenia przez współmałżonka, pozostają zarówno wierne temu, który porzucił, jak i złożonej przysiędze małżeńskiej. Nie ulega wątpliwości, że w dzisiejszych czasach taki wybór nosi znamiona heroizmu.

Ile osób skupia duszpasterstwo osób porzuconych?

Taką stałą grupę tworzy piętnaście osób. Są to ci, którzy przychodzą na każde spotkanie. Kilkadziesiąt osób uczestniczy natomiast np. w rekolekcjach wielkopostnych. Jedni zostają, inni, stwierdziwszy, że nie potrzebują już wsparcia duszpasterstwa, odchodzą do innych wspólnot kościelnych. Stale bowiem namawiam ich, by szukali dla siebie konkretnego miejsca w jakimś ruchu lub wspólnocie parafialnej. Uważam, że nie jest dobrze, jeśli osoba porzucona - choć wolę określenie: pozostająca w trudnym małżeństwie - funkcjonuje we wspólnocie Kościoła koncentrując się tylko na dramatycznej sytuacji, która ją spotkała. Lepiej jest, gdy poszukuje innych dróg realizacji swojego chrześcijańskiego powołania.

Prawda jest taka, że porzuconych małżonków będzie coraz więcej, ponieważ coraz więcej małżeństw rozpada się. Dlatego uważam, że takie duszpasterstwo powinna prowadzić osoba bardzo kompetentna, odpowiednio przygotowana od strony psychologicznej i prawnej, mająca więcej czasu na związane z tym działania. Wtedy można by stworzyć odpowiedni plan funkcjonowania takiego duszpasterstwa, rozszerzyć je. My niestety takiej możliwości nie mamy, dlatego funkcjonujemy trochę tak "zgodnie z intuicją".

Rozumiem, że problematyka kolejnego spotkania podyktowana jest chwilą lub tematem zasugerowanym na gorąco?

Najczęściej tak właśnie jest. Nasze spotkania, mające miejsce w Poznaniu zawsze w drugą niedzielę miesiąca, rozpoczyna Msza św. odprawiana w kaplicy sióstr Elżbietanek, która znajduje się za kościołem Najświętszego Serca Jezusa i św. Floriana na Jeżycach. Po Eucharystii zbieramy się w salce, gdzie przy herbacie omawiamy jakiś gorący temat czy też nurtujący problem. Czasem zapraszamy na nasze spotkania prelegentów, którzy poruszają specjalistyczną problematykę.

Większość osób należąca do naszego duszpasterstwa nie szuka u nas porad, ponieważ przeszli już bardzo trudną drogę, zaczynającą się najczęściej u prawnika a kończącą w gabinecie psychologa. Osoby przychodzące do nas szukają podobnych sobie, czyli takich, którzy nie tylko przeżyli ogromny dramat, ale jeszcze na dodatek często słyszą słowa, że są nienormalni, gdyż umartwiają siebie poprzez trwanie w wierności, zamiast "ułożyć sobie życie". Uważam, że małżonkowie przychodzący do naszej wspólnoty szukają wsparcia modlitewnego. Tak naprawdę to jest bardzo proste duszpasterstwo, opierające się na modlitwie i braterskich relacjach.

W naszym społeczeństwie funkcjonuje pewnego rodzaju przyzwolenie na rozpad małżeństwa. Małżeństwo traktuje się jako jednorazowy akt. Tymczasem ten wybór dokonywany jest każdego dnia, tak jak moc sakramentu małżeństwa działa każdego dnia. Bóg jest wierny w swoich obietnicach, to człowiek może złamać dane słowo.

Niestety osoby porzucone nie zawsze spotykają się ze zrozumieniem w swoich parafiach...

To prawda. A przecież ludzie ci szukają w Kościele przede wszystkim potwierdzenia, że ich wybór jest słuszny w świecie, który promuje zupełnie inne wartości.

Co przede wszystkim porzuceni małżonkowie powinni w Kościele usłyszeć?

Prawdę, że droga jaką wybrali to nie jest dziwactwo. Kościół powinien także uszanować te osoby przede wszystkim za to, iż niezwykle poważnie i dojrzale składały swoją przysięgę małżeńską. Wszyscy zaś powinniśmy pamiętać słowa Jana Pawła II, który we wspomnianej już adhortacji Familiaris Consortio, o porzuconym małżonku mówi wprost: "przykład jego wierności i chrześcijańskiej konsekwencji nabiera szczególnej wartości świadectwa wobec świata i Kościoła, który tym bardziej winien mu okazywać stałą miłość i pomoc, nie czyniąc żadnych trudności w dopuszczeniu do sakramentów". Kościół oczywiście powinien się także za nich oraz z nimi modlić - i to jest centrum "pomocy" naszego duszpasterstwa.

Czy między osobami należącymi do tego duszpasterstwa nawiązują się przyjaźnie?

Oczywiście. Jak w każdym duszpasterstwie ludzie próbują sobie wzajemnie pomagać w prostych powszednich sprawach, a to stwarza więzi. Chciałbym podkreślić, że przyjście do naszego duszpasterstwa wymaga przekroczenia kilku barier. Trzeba porzucić swoją anonimowość, trzeba też przyznać przed innymi, że jest się porzuconym, a nie jest to łatwe. Dlatego takie grupy nie będą miały nigdy masowego charakteru.

W naszym duszpasterstwie jest taka niepisana zasada, że nikt nikogo o nic nie wypytuje. Swoimi losami czy problemami dzielą się tylko te osoby, które odczuwają taką potrzebę. Oczywiście mogą one liczyć nie tylko na nasze wsparcie modlitewne. Działamy bowiem w ramach Archidiecezjalnego Duszpasterstwa Rodzin, które dysponuje szerokim wachlarzem specjalistycznych poradni, czasem są to też kontakty prywatne. Jedno jest pewne - nikt nie wyjdzie od nas bez otrzymania pomocnej dłoni.

Dlaczego duszpasterstwo nazywa się duszpasterstwem osób porzuconych? Wiem, że Maria, dzięki której ono istnieje, proponowała inną nazwę?

Fakt, Marysia proponowała nazwę "wierni nierozerwalni". Uważam, że słowo porzuceni sugeruje kogoś przegranego, a nie powinno być takiego skojarzenia. Mnie najbardziej odpowiada nazwa Wspólnota Trudnych Małżeństw, zaproponowana przez Sychar z Warszawy. Przy tej okazji gorąco polecam stronę internetową www.sychar.org

Czy spotkał się Ksiądz z taką sytuacją, że do osoby porzuconej powrócił współmałżonek?

Nikt mi nic takiego nie oznajmił. Wiem jednak, że w niektórych trudnych małżeństwach zostały nawiązane zwykłe ludzkie relacje. I tak np. Piotr porzucony przez żonę, dzielił się radością, że po siedmiu latach milczenia wreszcie zaczęła z nim rozmawiać. On uważa to za łaskę Bożą.

Okazuje się, że dla tych porzuconych osób uzdrowienie ludzkich stosunków jest także niezwykle ważne. Odnosi się to przede wszystkim do tych małżeństw, gdzie porzucone zostają także dzieci. Obojętnie ile one będą miały lat, bardzo istotny jest dla nich fakt, że choć rodzice nie są już razem, to jednak potrafią ze sobą normalnie rozmawiać. Poza tym trzeba pamiętać, aby nie pielęgnować w sobie niechęci i nie odkurzać ciągle starych zranień.


onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #11 dnia: Maj 27, 2008, 12:06:53 pm »
Coraz więcej "rozwodów" kościelnych


Coraz więcej osób występuje o stwierdzenie nieważności małżeństwa - zauważa "Rzeczpospolita". Kościelne procesy różnią się jednak znacznie od cywilnych, dlatego rośnie nowa profesja prawników - kanonistów.


Ostatnie wypowiedzi kardynała Christopha Schönborna, arcybiskupa Wiednia, dotyczące podejścia Kościoła do osób rozwiedzionych, wywołały dyskusję na temat tzw. rozwodów kościelnych. Okazuje się, że w Polsce sięga po nie coraz więcej osób. W ubiegłym roku wnioski o uznanie nieważności małżeństwa od samego początku (tak się poprawnie nazywa ów kościelny rozwód) złożyło 10 tys. osób, podczas gdy pięć lat wcześniej - tylko 3 tys. W samej archidiecezji warszawskiej liczba takich spraw wzrosła ze średnio 300 do 400 rocznie.

Co więcej, rośnie też skuteczność takich pozwów. Kilka lat temu rozwodem kończył się co drugi wniosek rozpatrywany przez sądy kościelne, teraz już dwie trzecie. To efekt pracy prawników biegłych w prawie kanonicznym (kanonistów) - powstają coraz to nowe kancelarie świadczące takie usługi. Skąd ten wzrost?

 W sądach państwowych rozwiodło się w zeszłym roku 65 tys. małżeństw. Na tym tle 10 tys. kościelnych skarg powodowych, jakie wpłynęły w tym czasie do 40 sądów diecezjalnych, to całkiem sporo. - To nic nadzwyczajnego - uważa biskup Tadeusz Pieronek, profesor kanonicznego prawa procesowego. - Zawsze były takie procesy. Przybywa ich, bo zmienia się człowiek, pojawiają się nowe podstawy do orzekania, że małżeństwo nie było ważnie zawarte, których wcześniej nie znano (np. medyczne, psychiczne). Te zmiany uwzględnia też prawo kanoniczne - wyjaśnia duchowny.

Jaka jest w tych sprawach rola prawników? Ogromna, gdyż są to procesy, w których decydują normy prawne, a nie widzimisię stron czy sędziów. Kanoniści pomagają ustalić, czy w danym wypadku występują podstawy do unieważnienia małżeństwa. Należą do nich m.in. dolegliwości psychiczne, poważny brak rozeznania co do obowiązków małżeńskich (np. na skutek narkomanii czy alkoholizmu), założenie, jeszcze przed ślubem, niewierności, wykluczenie posiadania potomstwa czy ukrycie bezpłodności (kanony 1095 i nast. kodeksu prawa kanonicznego).

Porada takiego prawnika kosztuje zwykle 100 - 200 zł, a prowadzenie sprawy "rozwodowej" - kilka lub nawet kilkanaście tysięcy zł. - Ja biorę od klienta równowartość jego pensji - mówi Marcin Krzemiński, adwokat kościelny, a jednocześnie aplikant radcowski.

Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26268
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #12 dnia: Lipiec 01, 2008, 09:38:19 pm »
Rozwody kościelne

Szybko rośnie liczba Polaków występujących o unieważnienie ślubu kościelnego. Choć procedura jest skomplikowana, coraz częściej się na nią decydujemy.
Jak to zrobić i ile to kosztuje?


 Od roku jestem żoną mężczyzny, który przed ślubem ukrywał swój pracoholizm – opowiada Agata, 26-letnia młoda prawniczka z Krakowa. – Mój mąż jest ode mnie starszy o 4 lata. Zanim wzięliśmy ślub, znaliśmy się dwa lata, ale dopiero kiedy formalnie zostaliśmy rodziną - zamieszkaliśmy razem. Wtedy okazało się, że mój mąż spędza w pracy każdy dzień roku. Dla niego niedziela niczym nie różniła się od poniedziałku, całe dnie spędzał w biurze. Nie chciał słuchać o urlopie, czy choćby weekendowym wypadzie za miasto. Wieczorami, kiedy wracał do domu, zasypiał na kanapie, w ciuchach. Wykonywał zadania, które nie należały do jego kompetencji, za które nikt mu nie płacił. Po ślubie z każdym tygodniem byłam mu coraz bardziej obojętna. Nie zwracał na mnie uwagi.

Po raz ostatni „kocham cię” powiedział mi dwa tygodnie po ślubie. W końcu przyznał mi się, że kocha pracę, ona jest dla niego bezwzględnie najważniejsza. Nie uprawiamy seksu, z powodu uzależnienia męża od pracy prowadzimy osobne życie. Mimo wielu prób nie jestem w stanie tego zmienić – uzasadnia Agata swój wniosek o unieważnienie małżeństwa (w prawie kanonicznym nie mowy o rozwodzie), który kilka miesięcy temu złożyła do sądu kościelnego w Krakowie.

W tym uchodzącym za ostoję konserwatyzmu mieście od miesięcy rośnie liczba podobnych wniosków – to najlepszy dowód na to, że Polacy coraz chętniej starają się o rozwód kościelny. Jeszcze w 2006 roku do pierwszej instancji trafiło tam około 150 takich wniosków. W ubiegłym roku było ich już ponad 200. W 2007 roku w całym kraju o rozwód kościelny wystąpiło 10 tys. osób. Dla porównania: w 2006 roku w Polsce rozwodu udzielono łącznie 72 tys. związkom. W tym samym czasie ślub wzięło 226 tys. par. To ponad trzy razy więcej, niż jeszcze pięć lat temu.


Powodem unieważnienia małżeństwa udzielonego przez księdza mogą być przede wszystkim: poważny brak rozeznania co do obowiązków małżeńskich (np. na skutek pracoholizmu – jak w opisanym przypadku Agaty oraz narkomanii czy alkoholizmu); założenie przez jednego z małżonków jeszcze przed ślubem, że nie będzie dochowywał wierności; ukrycie faktu, że jest się bezpłodnym lub nie chce się mieć dzieci (mimo że fizycznie jest to możliwe); zatajenie istotnego faktu z naszego życia, który mógłby mieć wpływ na decyzję partnera o ślubie; ukryte choroby, także psychiczne, oraz pewne cechy charakteru, które nie pozwalają zbudować wspólnoty małżeńskiej; nie skonsumowanie małżeństwa.

Mając odpowiednie przesłanki, składamy wniosek do sądu diecezjalnego (pełni rolę sądu pierwszej instancji). W całej Polsce jest ich około 40. Opłata za rozpatrzenie sprawy waha się między 600 a 1000 złotych (w zależności od regionu). Proces kościelny trwa zwykle 1,5-2,5 roku i zawsze toczy się w dwóch instancjach (po sądzie diecezjalnym sprawa trafia zazwyczaj do sądu metropolitalnego).

W tym czasie nie odbywają się tradycyjne rozprawy, jak w sądach cywilnych. Małżonkowie składają wyjaśnienia osobno. Wspominając o różnicach pomiędzy sądami kościelnymi a cywilnymi, trzeba wiedzieć o jeszcze jednej, podstawowej – sądy kościelne nie udzielają rozwodów, powodem rozpadu związku nie może być brak chęci pogodzenia się (co w sądach cywilnych jest normą). W procesie kanonicznym chodzi o udowodnienie, że węzeł małżeński nigdy nie istniał.

Ze względu na wysyp takich spraw, w całej Polsce w szybkim tempie powstają kolejne kancelarie, które specjalizują się w prowadzeniu kościelnych spraw rozwodowych. Jedna porada u takiego prawnika kosztuje około 100-200 zł. Prowadzenie jej przez cały proces – minimum kilka tysięcy.
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #13 dnia: Lipiec 03, 2008, 01:08:19 pm »
Czy będzie komunia dla rozwiedzionych?

 Do duszpasterstw zgłasza się coraz więcej osób, które oczekują tej zmiany w kościele


Robert i Joanna poznali się, gdy oboje byli już rozwodnikami. Wzięli ślub cywilny. Są katolikami. - Jest dla nas bardzo przykre, że Kościół uniemożliwia nam udział w sakramentach. Zwłaszcza że żadne z nas nie przyczyniło się do rozpadu innego małżeństwa. Ja zostałam porzucona przez byłego męża - mówi Joanna.

Ostatnio zaczęli chodzić na spotkania jednego z warszawskich duszpasterstw osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Bo - jak podkreślają - czują, że nie są w Kościele intruzami. Ale gdy na mszy widzą ludzi idących do komunii, nadal mają ochotę wyjść z kościoła.

Ludzi takich jak Robert i Joanna jest coraz więcej. - Zainteresowanie zdecydowanie wzrasta - mówi ks. Norbert Frejek, jezuita, który prowadzi duszpasterstwo dla rozwiedzionych w parafii św. Ignacego Loyoli we Wrocławiu. - Takie duszpasterstwa są niemal w każdej diecezji - potwierdza ks. Jan Pałyga z warszawskiej parafii św. Wincentego Pallotiego.

Kto przychodzi? Ks. Frejek: - Trzydziestoparolatki, którzy w poprzednim małżeństwie żyli po kilka lat. Jest też trochę pięćdziesięciolatków, którzy po kilkunastu latach życia z dala od Kościoła postanowili coś zmienić.

Niektórzy są przekonani, że po rekolekcjach będą mogli przyjmować komunię. Ks. Pałyga: - Gdy ludzie dowiadują się, że nie, bywa, że odchodzą rozczarowani.

A zgodnie z nauką Kościoła ludzie, którzy żyją w ponownych związkach, a wcześniej zawarli ślub kościelny, nie mogą przystąpić do komunii. Chyba że zrezygnują ze współżycia seksualnego. Ks. Pałyga: - Znam 14 par, które podjęły heroiczną decyzję rezygnacji z intymności małżeńskiej. Pozostałym proponujemy inną formę: więź duchową z Chrystusem.

- Zachęcam ich do uczestnictwa we mszy świętej, czytania Słowa Bożego, udziału w rekolekcjach. Także do tego, żeby po katolicku wychować dzieci. Nazywam to duchowymi by-passami - mówi ks. Frejek.

Chociaż Kościół jest nieugięty w kwestii komunii dla rozwiedzionych, kilku znanych hierarchów dało do zrozumienia, że zmiana jest konieczna. Np. kard. Christoph Schönborn, arcybiskup Wiednia, stwierdził, że jeśli rozwiedzeni pracują nad sobą, określą swoją winę i podjęli próby pojednania "można jak najbardziej i z pełną odpowiedzialnością powiedzieć z duszpasterskiego punktu widzenia, że to jest taka sytuacja, w której także dostęp do sakramentów ma ponownie sens".

Podobne deklaracje można było usłyszeć z ust kard. Gotfrieda Danneelsa z Belgii, abp François Garniera z Francji. Nie brakuje ich też wśród polskich kapłanów. - Trzeba wziąć pod uwagę sumienie człowieka i dać mu szansę. Podoba mi się rozwiązanie Kościoła prawosławnego. Wprawdzie nie udziela się tam drugiego ślubu, ale po iluś latach, jeśli związek jest trwały i są dzieci, można przystępować do komunii i otrzymać błogosławieństwo - mówi ks. Pałyga

Ks. Frejek: - Jak takim ludziom przychylić nieba? Przed takim pytaniem nie uciekną także księża w Polsce. Z drugiej jednak strony, wykluczenie osób rozwiedzionych, a żyjących w powtórnych związkach, z komunii nie jest karą kościelną, lecz konsekwencją nauczania kościelnego.

Na razie duszpasterze sugerują inne rozwiązanie - wniosek do sądu biskupiego o stwierdzenie nieważności poprzedniego małżeństwa. - Ludzie często nawet nie zdają sobie sprawy, że być może ich małżeństwo przez nich zawarte było nieważne - mówi ks. Frejek.


gazeta.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

RAFAL KORNAT

  • Gość
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #14 dnia: Sierpień 19, 2008, 10:12:45 pm »
Znajdziecie Państwo informację jak sporządzić skargę powodową.
www.kancelariaprawna-kornat.pl

RAFAL KORNAT

  • Gość
"Rozwód Kościelny"
« Odpowiedź #15 dnia: Sierpień 19, 2008, 10:13:19 pm »
Sprawa o stwierdzenie nieważności małżeństwa ma na celu obiektywne stwierdzenie stanu rzeczy, dlatego prośbę tę może wnosić zarówno strona niewinna tej sytuacji jak i winna. Stroną powodową, a więc wnoszącą sprawę, może być również współmałżonek, który był osobą sprawczą nieważności tego małżeństwa. Wnioskowanie o stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego, jest Państwa prawem w każdym przypadku procesowym. Czy są możliwości, stwierdzenia nieważności małżeństwa? Uzależnione jest od skomplikowania sytuacji przed i w trakcie trwania małżeństwa, w oparciu o przesłanki stwierdzające nieważność małżeństwa, gdzie wypełnienie ich znamion możliwie w najpełniejszym wymiarze, może doprowadzić do wydania pozytywnego wyroku.

RAFAL KORNAT

  • Gość
Unieważnienie małżeństwa kościelnego - Skarga powodowa
« Odpowiedź #16 dnia: Sierpień 19, 2008, 10:16:39 pm »
Sporządzenie skargi powodowej, jest czynnością optującą w skuteczność jedynie przy uwzględnieniu prawidłowości merytorycznej skargi, chodzi o formalizm jak i samą konstrukcję uzasadniania argumentacji użytej w skardze.  Pozew rozwodowy, można wypełnić samodzielnie, jeśli chodzi o skargę powodową problematyka procesowa, jest bardziej skomplikowana. Niezbędnym jest poznanie specyfiki działań procesowych sądu kościelnego, jak i umiejętność prawidłowej argumentacji procesowej popartej psychologiczno-prawną złożonością jak i poprawną konstrukcją faktów przyczynowo-skutkowych.

RAFAL KORNAT

  • Gość
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #17 dnia: Sierpień 19, 2008, 11:08:03 pm »
Poprawnie zredagowana skarga powodowa powinna spełniać wymagania określone w kan. 1504, tzn.

1. wyrażać wobec jakiego sędziego sprawa jest wnoszona, czego się żąda i od kogo
2. wskazywać, na jakim uprawnieniu opiera się powód i przynajmniej ogólne fakty i dowody na poparcie roszczeń
3. być podpisana przez powoda lub jego pełnomocnika, ze wskazaniem dnia, miejsca i roku jak również miejsca zamieszkania powoda lub jego pełnomocnika albo miejsca pobytu oznaczonego przez nich dla odbierania akt
4. wskazywać stałe lub tymczasowe zamieszkanie strony pozwanej

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #18 dnia: Sierpień 19, 2008, 11:22:19 pm »
Witaj na Forum.
Dziękuję za wniesione informacje prawne.  :kw:
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

kanonista

  • Gość
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #19 dnia: Wrzesień 29, 2008, 07:27:58 pm »
Wokół procesów o stwierdzenie nieważności małżeństwa narosło wiele nieporozumień, które wynikają głównie z braku rzetelnych informacji.

W pierwszej kolejności należy bardzo mocno podkreślić, że w Kościele Katolickim nie udziela się rozwodów (błędne są więc określenia typu: rozwód kościelny, unieważnienie małżeństwa czy unieważnienie sakramentu małżeństwa), można natomiast w określonych przez prawo kanoniczne sytuacjach starać się o stwierdzenie nieważności małżeństwa bądź o dyspensę od małżeństwa zawartego a niedopełnionego. Po pozytywnym zakończeniu procesu dla obu stron otwiera się możliwość ułożenia sobie życia w związku małżeńskim zgodnie z własnym sumieniem i nauką Kościoła.

Na stronie www.kanonista.com odnajdziesz opis wszystkich tytułów nieważności małżeństwa oraz przebieg całego procesu, a także wzory podstawowych pismo procesowych!!!


www.kanonista.com

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #20 dnia: Październik 08, 2008, 09:36:06 pm »
Czy rozwodnik (z drugą żoną) pójdzie do nieba?


U nas rozwodnik, który żyje w nowym związku, ustawia się do komunii jak wszyscy. Tyle że z palcem na ustach. Ksiądz wie, o co chodzi - mówi jezuita o. Mieczysław Łusiak, prowadzi duszpasterstwo małżeństw niesakramentalnych

o. Mieczysław Łusiak - jezuita, do niedawna superior bydgoskich jezuitów i proboszcz parafii pod wezwaniem św. Andrzeja Boboli. Jest prezesem Bydgoskiego Ośrodka Solidarności Społecznej i dyrektorem domu rekolekcyjnego w Suchej koło Bydgoszczy. Od 2002 r. prowadzi duszpasterstwo małżeństw niesakramentalnych.

Aleksandra Lewińska: Rozwodnika, który ma drugą żonę, nie rozgrzeszy żaden ksiądz. Nigdy nie pójdzie do komunii. To dla wielu wierzących znak, że Kościół ich odrzuca. Karze.

O. Mieczysław Łusiak: To nie kara, tylko konsekwencja. Nieodwracalny skutek błędu popełnionego kiedyś. Ale przecież Kościół jest dla ludzi błądzących. Kościół to jakby przychodnia. Tu słabi, ci, co źle się mają, nie radzą sobie ze sferą duchową, nie potrafią jeszcze kochać tą wielką miłością, mają przychodzić po lekarstwo. Przecież Jezus jest lekarzem, spowiedź to forma terapii.

Małżonkowie niesakramentalni spowiadają się?

- Teoretycznie mogą, ale nie dostaną rozgrzeszenia, więc w praktyce się do takiej spowiedzi nie palą. Podczas naszych rekolekcji organizuję coś na wzór spowiedzi. Ale takiej bardziej prywatnej. Ludzie piszą swoje grzechy na kartkach. Nie pokazują innym. A jeśli chcą pogadać, jestem dla nich.

Ustawiają się na księdza mszach w kolejce do komunii, a przecież nie mogą jej przyjąć.

- Ważny jest pewien gest, który wykonujemy podczas mszy. Małżeństwa niesakramentalne podchodzą jak wszyscy, ale gdy stoją przed kapłanem dają mu specjalny znak, że chcą, ale nie mogą komunii przyjąć. Kapłan wówczas błogosławi ich Najświętszym Sakramentem. To taki symbol tego, że i oni, i Kościół uznają, że sytuacja nie jest prawidłowa, ale obie strony są świadome, że Bóg ich nie przekreślił.

Jaki to znak?

- Wystarczy położyć palec na ustach, jak w geście milczenia. Ksiądz zrozumie.

Nie w każdej parafii.

- U nas to funkcjonuje już na każdej mszy, nie tylko tej dla małżeństw niesakramentalnych. Ale racja, to praktyka znana duszpasterzom takim jak ja. Myślę, że w całym kraju podobnie to kiedyś zafunkcjonuje. Szkoda, że jeszcze nie weszło do innych kościołów. Trochę marzy mi się takie ogólnopolskie rozporządzenie. Dobrze by było, gdyby wszyscy duszpasterze małżeństw niesakramentalnych spotkali się, uzgodnili jednolitą formę: umówiony znak, który oznacza, że ktoś chce błogosławieństwa, bo do komunii nie może przystąpić. Powinniśmy jako grupa wystąpić z prośbą do Episkopatu o wydanie takiej instrukcji.

Opieka kapłanów nad rozwiedzionymi może sprawiać wrażenie, że zmienia się nauka Kościoła na temat nierozerwalności małżeństwa, że księża zaczynają akceptować rozwody.

- Nic bardziej błędnego! Ale wiem, że niektórzy proboszczowie mogliby się obawiać wprowadzenia takich zwyczajów właśnie dlatego. Moim zdaniem to zupełnie nieuzasadnione obawy. Ci ludzie, stojący w kolejce do komunii, której nie mogą przyjąć, to raczej potwierdzenie, że o małżeństwo trzeba dbać, chronić je, że to wielka wartość. Zdaję sobie jednak sprawę, że aby to stało się powszechne, potrzeba czasu. Od czegoś trzeba zacząć. Ja zacząłem od mojego kościoła.

Duszpasterstwo nie jest po to, by mówić ludziom, że rozwody to nic złego. Raczej: przestańcie biadolić, stało się, a teraz trzeba zakasać rękawy i dążyć do świętości.

Jak? Zrezygnować z seksu, by móc przyjmować komunię?

- Jeśli oboje małżonkowie są dojrzali i przy tym heroiczni, decydują się na tzw. białe małżeństwa. Rezygnują ze współżycia. Wtedy Kościół może przymknąć oko na to, że mieszkają razem, uznać, że to relacja jak brat z siostrą czy przyjaciel z przyjaciółką. I małżonkowie mogą przystąpić do komunii.

Nakłania ksiądz do tego na spotkaniach?

- Nie to jest celem mojego duszpasterstwa. I powiem szczerze, że w tym względzie sukcesów nie mam (śmiech). Ale jesteśmy młodą wspólnotą. Może kiedyś któraś bydgoska para dojrzeje do takiej decyzji. To niełatwe.

Jak często się spotykacie?

- Dwa razy w miesiącu. Na mszy w każdą pierwszą niedzielę miesiąca. Przychodzi około 15 par, często przyprowadzają także dzieci i teściów. I w każdą trzecią środę miesiąca mamy dodatkowe spotkanie, zazwyczaj w mniej licznym gronie. Modlimy się, czytamy Pismo Święte, dyskutujemy. Jest też czas na luźne rozmowy. Ludzie się już zaprzyjaźnili. Łączą ich wspólne wyjazdy, rekolekcje. No i oczywiście podobne doświadczenie życiowe. Ojciec Mirosław Paciuszkiewicz [jezuita, jeden z prekursorów duszpasterstw małżeństw niesakramentalnych - przyp.red.] dobrze to określił w tytule jednej ze swoich książek - "Tęsknota i głód". Bardzo chcieliby dostać rozgrzeszenie, pójść do komunii, ale nie mogą. Duszpasterstwo stara się w jakiś sposób tę tęsknotę łagodzić.

Nie doradza ksiądz rozwodnikom po ślubie cywilnym zakończenia nowego związku, skoro to grzech?

- To nie jest rozwiązanie. Ważna jest też odpowiedzialność jeden za drugiego. Za partnera, wspólne potomstwo. A nawet i nie wspólne. Bo przecież często nowy tatuś staje się prawdziwym ojcem dla dzieci z poprzedniego, sakramentalnego małżeństwa rozwiedzionej matki. Właśnie na najbliższej niedzielnej mszy będę próbował odpowiedzieć na pytanie, czy osoby żyjące w niesakramentalnych małżeństwach pójdą do nieba.

Pójdą?

- Nie mogę powiedzieć tak lub nie. To nie takie proste. Mówię: to zależy.

Od czego?

- Zgodnie z Ewangelią decydująca jest nasza dojrzałość do życia w niebie, a nie nasza przeszłość. Ja widzę, że dla wielu ludzi nowy, cywilny związek, choć jego zaistnienie było grzechem, choć zrodził się w wyniku ludzkiej słabości, staje się drogą do świętości. I to przesłanie jest istotą duszpasterstwa, które prowadzę.

Przychodzą do ojca też pary żyjące w konkubinacie czy małżeństwa cywilne z wyboru?

- To miejsce dla ludzi, którzy chcieliby wziąć ślub kościelny, ale nie mogą, bo mają przeszkodę, konkretnie rozwód jednego z partnerów. Nie dla takich, którzy po prostu nie zgadzają się z nauką Kościoła i nie chcą brać ślubu, nie liczą się z sakramentem.

Jakie historie mają ludzie, którzy trafili do duszpasterstwa?

- Klasyczny scenariusz wygląda tak: dwie osoby deklarujące się jako wierzące, ale żyjące dość daleko od Kościoła, bardziej z tradycji niż z przekonania biorą ślub kościelny. Po paru latach coś się rozsypuje. Rozwodzą się. A potem wchodzą w nowy związek. Ludzie nie chcą być sami, to normalne. Ale przychodzi taki moment, że zaczynają się nad sobą, swoją wiarą zastanawiać. Czasem przy chrzcinach dziecka, najczęściej, gdy posyłają je do Pierwszej Komunii Świętej. Niektórzy dopiero wtedy dowiadują się, że żaden spowiednik ich nie rozgrzeszy i komunii razem z synem czy córką nie przyjmą. I wtedy się zaczyna: najpierw jest zdziwienie, później dramat. Często bunt, obrażenie się na Kościół. A czasem błaganie księży, by mogli choć raz, ten jeden, wyjątkowo, przystąpić do sakramentu.

Ale to niemożliwe.

- I niektórzy się zniechęcają: "Nie mogę dostać rozgrzeszenia, więc nic tu po mnie. Odpadam. W Kościele mnie już nie ma". Inni szukają dalej. Na ogół są to już dość dojrzali ludzie. I gdy opadną pierwsze emocje, rodzi się zwyczajna tęsknota za modlitwą, uczestnictwem we mszy świętej. Wtedy przyjmują, że skutki wcześniejszych decyzji, czyli rozwodu i zawarcia ponownego związku są nieodwracalne. Ale nie wykluczają ich z Kościoła! Że dalej mogą się przecież modlić, pogłębiać wiarę, czytać Pismo Święte.

Ksiądz Józef Tischner powiedział w jednym z wywiadów o małżonkach niesakramentalnych, że "pokazują Bogu: zrozum, to jest ponad nasze siły, żebyśmy się rozstali. A właściwie pokazują coś więcej: to jest nasza miłość i ona jest dobra. Dochodzi w ten sposób do sporu między miłością a Miłością. I to jest właściwy spór człowieka z Bogiem. Pan Bóg daje się przekonać miłości. Miłość nie rozgrzesza, tylko przekonuje Pana Boga..." Przychodzą do ojca ludzie, którzy pytają wprost: którą miłość wybrać? Co ojciec takim ludziom mówi?

- Jako ksiądz muszę powiedzieć, że Bóg nie chce nowego związku. Nie mogę powiedzieć, że to dobre, że ktoś się rozwodzi i ma nowego partnera. Ale podkreślam, że trzeba też spojrzeć na owoce. Nie zawsze, jak ktoś robi coś nieprawidłowo, z założenia błędnie, to przynosi to same złe skutki.

Powiem o jednym konkretnym przypadku. Znam małżeństwo niesakramentalne, które pobrało się stosunkowo późno. Pan był wdowcem. Pani się rozwiodła, po części pod wpływem znajomości właśnie z tym wdowcem. Oboje byli, a teraz właściwie jeszcze bardziej są, osobami głęboko wierzącymi. Dla kobiety decyzja o rozwodzie była bardzo trudna. Choć moim zdaniem powinna wcześniej od męża odejść. Uciec przed nim, a właściwie przed jego przemocą. Ochronić dwójkę swoich dzieci. Ale pani była mocno przekonana, że choćby nie wiadomo co się działo, powinna być wierna, że tak należy. Być może, gdyby nie pokochała tego wdowca, nigdy na rozstanie z mężem by się nie zdecydowała. Ale przecież nie można mówić, że opuściła męża, bo poznała fajnego faceta. To nie tak. Zanim podjęła decyzję o rozwodzie przyszła do o. Paciuszkiewicza, który miał w Bydgoszczy rekolekcje dla małżeństw niesakramentalnych. To musiała być niesamowicie trudna rozmowa. Wiem, bo zdarza mi się prowadzić podobne. Ale podjęła decyzję, że zwiąże się z wdowcem i już wtedy była świadoma wszystkich konsekwencji.

Aby żyć zgodnie z nauką Kościoła, musiałaby już zawsze być sama?

- Łatwo powiedzieć: niech się rozwiedzie i żyje sama. Ale bycie samotną tylko dlatego, że z sakramentalnym mężem nie dało się stworzyć dobrej rodziny, byłoby po prostu heroizmem. A kapłan nie może od ludzi heroizmu wymagać. Heroizm to nie obowiązek. Nie każdego człowieka na to stać. To normalne. Dlatego pochylam się nad ludzką słabością. Przecież to należy do misji Kościoła. Wychodzę naprzeciw człowiekowi, który nie jest jeszcze doskonały, który popełnił błąd.

Pani, która wzięła ślub cywilny z wdowcem, jest szczęśliwa?

- Skutek tej decyzji jest niesamowicie pozytywny dla wszystkich: szczególnie dla dzieci.

Czy ksiądz może odmówić rozwodnikowi i jego drugiej żonie chrztu dla dziecka, czy pierwszej komunii?

- To nieporozumienie. Może były takie przypadki, ja się z nimi nie spotkałem. Jeśli takie małżeństwo chce ochrzcić dziecko, a samo nie ma ślubu kościelnego, bo po prostu nie może go mieć - nie ma problemu. Można domniemywać, że, gdyby mogli, pobraliby się, że czują sprawy wiary. Gorzej, gdy to konkubinat. Ludzie, którzy żyją na kocią łapę z wyboru, zwyczajnie nie chcą ślubu kościelnego. Wtedy już coś nie gra. Pojawia się pytanie: czy oni w ogóle są wierzący? Jeśli sami nie chcą żyć zgodnie z zasadami Kościoła, jak mają podczas chrzcin obiecywać, że wychowają potomstwo w duchu katolickim, że wyrzekają się grzechu? Gdy byłem proboszczem, robiłem takim parom problemy. Kapłan nie powinien pozwalać na chrzest jako tradycyjny obrzęd, a nie akt wiary.


Znam katolików, którzy po rozwodzie planowali swoje drugie małżeństwo przypieczętować u protestantów. Ludzie dyskutują o tym na internetowych forach.

- Ja znam tylko przypadek Piłsudskiego (śmiech). Osobiście się z tym nie spotkałem. Protestanci dopuszczają, pod pewnymi warunkami, ponowne małżeństwo. Ale dla nich nie ma ono rangi sakramentu. Dla mnie sprawa jest jasna. I nie zaprzeczy temu żaden uczony czy historyk. Nierozerwalność małżeństw była czymś oczywistym dla chrześcijan od zawsze.

Kiedy pojawiły się zmiany w nastawieniu Kościoła do małżeństw niesakramentalnych?

- Oddolne głosy, by takie duszpasterstwo powstało, pojawiały się już w latach 60. Ale najwyraźniejszy - dopiero na początku 80. Wtedy po synodzie biskupów poświęconym rodzinie Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej wystosował apel, w którym wezwał kapłanów do okazywania pomocy rozwiedzionym. Wyraźnie powiedział, by takie małżeństwa otoczyć szczególną opieką.

Tym bardziej że dziś liczba rozwodów wciąż rośnie.

- Życie w tym kierunku idzie, pewnie rozwodników będzie coraz więcej. A ja wciąż czuję, że ci ludzie mnie potrzebują. Mam pełne ręce roboty.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Odp: Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #21 dnia: Sierpień 01, 2009, 12:16:11 am »
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26268
Odp: Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #22 dnia: Wrzesień 01, 2009, 09:14:48 am »

Kto i kiedy może unieważnić małżeństwo

Unieważnić można małżeństwo z powodu zbyt młodego wieku małżonków, ubezwłasnowolnienia jednego z nich, choroby psychicznej, pokrewieństwa, powinowactwa, stosunku przysposobienia. Przesłanką unieważnienia jest także pozostawanie w zawartym wcześniej związku oraz wady oświadczenia woli.


Unieważnić małżeństwo może jedynie sąd. Do czasu uprawomocnienia się wyroku stwierdzającego ten fakt związek małżeński zawarty w okolicznościach uzasadniających jego unieważnienie wywołuje wszystkie skutki prawne. Przesłanki uzasadniające unieważnienie małżeństwa są określone w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Tylko z tych wskazanych przez prawo powodów może nastąpić unieważnienie. Sąd wydaje wyrok tylko na skutek powództwa osoby uprawnionej. Kodeks nie przewiduje bowiem koncepcji małżeństwa nieważnego z mocy prawa. Tak więc, jeżeli żadna z osób uprawnionych do wystąpienia z powództwem o unieważnienie małżeństwa nie uczyni tego, to małżeństwo wywołuje wszelkie skutki, jakie przepisy wiążą z zawarciem związku małżeńskiego. Prawomocny wyrok unieważniający małżeństwo ma charakter konstytutywny, tzn. dopiero on niweczy skutek zawarcia małżeństwa. Sąd rozstrzygający o unieważnieniu związku małżeńskiego bierze pod uwagę stan prawny i faktyczny zawarcia małżeństwa.

To jest tylko część artykułu. W pełnej wersji przeczytasz o powodach unieważniania małżeństw:

Zbyt młodym wieku

Ubezwłasnowolnieniu i chorobie

Bigamii i pokrewieństwie

Wadliwym oświadczeniu

Dowiesz się również jak dochodzić unieważnienia oraz jak napisać wniosek o unieważnienie małżeństwa.

To jest tylko część artykułu, zobacz pełną treść w e-wydaniu Gazety Prawnej: Kto i kiedy może unieważnić małżeństwo

Źródło: GP

Artykuł z dnia: 2009-09-01
http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/348381,kto_i_kiedy_moze_uniewaznic_malzenstwo.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26268
Odp: Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #23 dnia: Wrzesień 30, 2009, 01:30:39 pm »
Co Bóg złączył, niech Kościół uzna za nieważne

Kiedy stawali na ślubnym kobiercu, przyrzekali przed sobą i Bogiem dozgonną miłość, wierność i uczciwość małżeńską

Teraz, gdy życie zweryfikowało ich plany i marzenia, a samo małżeństwo legło w gruzach, starają się wszystko odkręcić. Każdego roku tysiące Polaków przekonują Boga i hierarchów kościelnych do tego, że ich małżeństwo w świetle kanonicznego prawa jest nieważne.

Adam poznał Beatę na studiach. Szybko się w sobie zakochali, a po dwóch latach narzeczeństwa wzięli ślub. Taki jak sobie wymarzyli. Cichy, bez rozgłosu, w małej kaplicy w podwarszawskiej mieścinie, z której pochodziła Beata. Idylla nie trwała jednak długo. Młodzi nie mogli się zgodzić, wciąż się kłócili. Atmosfera gęstniała tym bardziej, że starania o dziecko nie przynosiły efektów. Podczas jednej z awantur Beata wykrzyczała mężowi, że już przed ślubem wiedziała, że nie będzie mogła mieć dzieci. To przelało szalę goryczy.

 Poczułem się jak marionetka. Moja żona od samego początku naszego związku mnie oszukiwała. Gdyby nie ukrywała przede mną tego, że jest bezpłodna, nasze małżeństwo mogłoby przetrwać. A tak to nie było już dla niego żadnej nadziei. Nie można być z kimś, kto tak cię zawiódł - opowiada Adam, 35-letni architekt.

Rozwód załatwili szybko. Za porozumieniem stron, bez prania brudów. Małżeństwem byli niespełna cztery lata. Po pewnym czasie Adam zakochał się drugi raz. Karina marzyła o białej sukni z welonem. Wtedy Adam pomyślał o tzw. rozwodzie kościelnym. Szukał informacji w sieci, poszedł po poradę do adwokata. Wreszcie zdecydował się złożyć pozew w sądzie diecezjalnym.

- Po półtorarocznym procesie dostałem wreszcie rozwód. Mam czystą kartę. Razem z Kariną powoli rozpoczynamy przygotowania do naszego ślubu. Pobierzemy się w przyszłym roku - mówi Adam.

Kościół nie daje rozwodu, tylko stwierdza nieważność

Polaków, którzy podobnie jak Adam chcą mieć czystą kościelną kartotekę, jest coraz więcej. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w ubiegłym roku rozwiodło się ponad 65 tysięcy par, a jak policzyło Centrum Myśli Jana Pawła II, w ciągu dekady dwukrotnie wzrosło przyzwolenie na rozwód. Ma to przełożenie na statystyki prowadzone przez duchownych. Wynika z nich, że co roku nawet 10 tysięcy małżeństw wnosi pozwy do sądów metropolitalnych o stwierdzenie nieważności związku. To istotna różnica, bo duchowni bronią się jak mogą przed przylepieniem tego typu procesom łatki rozwodów kościelnych.

- Kościół od początku swojego istnienia, a więc od dwóch tysięcy lat, nie udziela rozwodów. Proces kanoniczny w przeciwieństwie do cywilnego nie koncentruje się na tym, czy rozwiązał się węzeł małżeński, ale na tym, czy ten węzeł w ogóle zaistniał. Jeśli do tego nie doszło, małżeństwo jest nieważne - tłumaczy różnice ks. Mirosław Czapla, sędzia Sądu Metropolitalnego w Krakowie.

Ksiądz Czapla nie jest zdziwiony lawinowo rosnącą liczbą pozwów, choć jeszcze pięć lat temu do sądów diecezjalnych wpływało średnio trzy razy mniej spraw niż dzisiaj. Źródeł zjawiska duchowny doszukuje się w rosnącej świadomości społeczeństwa i zachwianiu wartości rodzinnych.

- Młodzi ludzie bardzo często z rodzinnego domu nie wynoszą wiedzy, jak pielęgnować relacje między najbliższymi. Sami zakładają rodziny i dopiero wtedy okazuje się, że są zupełnie do tego nieprzygotowani i niedojrzali. Właśnie to starają się udowodnić przed sądem kościelnym. Wiedza o procesach staje się już powszechna. Z księżmi rozmawia się o nich choćby podczas kolędowania - mówi Mirosław Czapla.

Choć stwierdzeniem nieważności małżeństwa kończy się dwie trzecie wszystkich spraw, to jednak dla Kościoła "życiowi rozbitkowie" stanowią poważny problem. Coraz bardziej palący. Papież Benedykt XVI zaapelował nawet do sędziów Roty Rzymskiej w Watykanie, najwyższego sądu apelacyjnego wobec wyroków stwierdzających nieważność małżeństwa, o to, by w swojej pracy kierowali się "sumiennością i rygorem". Wcześniej także Jan Paweł II w ostrych słowach apelował do sędziów mówiąc, by nie ulegali "fałszywemu współczuciu dla przeżywających kryzys małżonków, ani rozpowszechnionym wzorcom myślenia". Zadziałało.

- Księża zniechęcają do składania pozwów. Kiedy przychodzi się do nich pierwszy raz, próbują wmówić, że nie ma szans na stwierdzenie nieważności małżeństwa, że pisanie skargi to strata czasu – opowiada Kamil z Krakowa.

Mężczyzna wie, co mówi. Zanim jego skarga procesowa została przyjęta, zaglądał do kurii kilkakrotnie. Za każdym razem rozmawiał z innym księdzem. Duchowni skargi czytali pobieżnie i od razu wydawali diagnozę. Raz mówili, że jest napisana za mało szczegółowo. Raz, że jest zbyt obszerna. – Mam wrażenie, że w taki sposób kuria bada twoją determinację. Pewnie duża część ludzi już na tym etapie się zniechęca – przypuszcza Kamil.

On nie dał się zbyć. Założył sprawę, bo żona nie chciała mieć dzieci. Czuł się oszukany, ale kościelna Temida nie była już tego taka pewna. Sąd diecezjalny uznał, że małżeństwo Kamila jest ważne, ponieważ małżonkowie i świadkowie nie mówią jednym głosem. Innego zdania był sąd metropolitalny, który wziął stronę Kamila. Sprawą musiała zająć się watykańska Rota Rzymska, która ostatecznie stwierdziła nieważność związku. Po siedmiu latach.

- To był dla mnie wyczerpujący czas. Moja eksżona rzucała mi kłody pod nogi. Kłamała w sądzie, twierdziła, że była świetną żoną. Sąd uznał, że nasze małżeństwo jest ważne, ponieważ zeznania nie były zbieżne. Jak mogły być zbieżne, kiedy jedna strona kłamie. Sprawa mogłaby zakończyć się dużo wcześniej, gdyby sąd diecezjalny próbował dociec, które stanowisko było prawdą – mówi Kamil, dziś szczęśliwy mąż i ojciec.


Kanon 1095 stał się puszką Pandory

Przykład Kamila nie musi wcale dowodzić złej woli duchownych, ale raczej ich obaw przed nadużywaniem instytucji nieważności małżeństwa. O tym, że może tak być, mówi nieoficjalnie część środowiska adwokatów kościelnych. Furtką dla osób chcących wyczyścić swoją kościelną kartotekę ma być kanon 1095. Dokładnie jego trzeci paragraf. Do kodeksu prawa kanonicznego kanon został wpisany w 1983 roku i od razu stał się puszką Pandory.
Mówi o tym, że "niezdolni do zawarcia małżeństwa są ci, którzy z przyczyn natury psychicznej nie są zdolni podjąć istotnych obowiązków małżeńskich". Oprócz chorób psychicznych pod kanon można "podpiąć" życiową niedojrzałość, a nawet wrodzone dwie lewe ręce. To dlatego nawet 80 procent wszystkich pozwów dotyczy właśnie naruszenia zasad tego kanonu. Rzadziej małżeństwo staje się nieważne z powodu alkoholizmu jednego z małżonków, impotencji, zatajenia informacji np. o nieślubnych dzieciach czy udawania podczas składania przysięgi.

- To dowodzi fatalnej kondycji psychicznej młodych ludzi, którzy po prostu nie dorastają do roli małżonków. Nikt ich do tej roli nie przygotowuje. W mediach małżeństwo, ślub jawią się jako zabawa – mówi nam ks. Tadeusz Pieronek, profesor prawa kanonicznego. Pieronek przyznaje, że część osób składających pozwy w sądach diecezjalnych może szukać kruczków prawnych, do tego by rozbić małżeństwo, które jest ważne.

- Nie zgodzę się jednak z tym, że kanon 1095 jest furtką dla nieuczciwych małżonków. Procesy są prowadzone skrupulatnie. Sędziowie są w stanie wyłapać tych, co oszukują - przekonuje ks. Pieronek.

Rzeczywiście przebieg procesu kościelnego przypomina długą sesję u psychoanalityka. Małżonkowie muszą się zmierzyć z gradem pytań trzech sędziów. Wyspowiadać musimy się dosłownie ze wszystkich tajemnic alkowy, łącznie z tym jak nam się układało w łóżku i czy korzystaliśmy kiedyś z pomocy np. psychiatrów. Do tego dochodzą jeszcze przesłuchania świadków i ekspertów medycznych. Werdykt sędziów automatycznie trafia do sądu wyższej instancji. Jeśli ten podtrzyma wyrok, sprawa jest zakończona. Jeśli nie, przyjrzy się jej watykańska Rota Rzymska.

- Musimy uzbroić się w cierpliwość. Proces kościelny trwa średnio dwa lata. Każda sprawa jest rozpatrywana indywidualnie, nie funkcjonują żadne schematy - uważa Marcin Krzemiński, warszawski adwokat specjalizujący się w prawie kanonicznym.

Nieważny czas, ważna czystość sumienia

Nie przeraża to Anny, 30-letniej dziennikarki jednego z ogólnopolskich tytułów. Kobieta sakramentalne "tak" powiedziała trzy lata temu. Z Mariuszem znali się od siedmiu lat. Był jej pierwszą miłością. Zawiódł szybko, bo już przed ślubem.

- Znalazł sobie inną, grał na dwa fronty. Dowiedziałam się o jego kochance, kilka tygodni przed ślubem. Próbował bagatelizować sprawę, twierdził, że to tylko koleżanka, że to nic poważnego - wspomina. Biła się z myślami. W końcu jednak założyła welon, przykleiła udawany uśmiech do twarzy i poszła do ołtarza. Wtedy nie potrafiła zrobić inaczej. Kochała Mariusza, a ślub był dopięty na ostatni guzik. Zaproszeni goście, wynajęta sala weselna na ponad sto osób. Gdyby wszystko odwołała byłby wstyd na całą okolicę. Rodzice nie mogliby się pojawić w sklepie. Na ulicy byliby wytykani palcami.

- Pochodzę z małej wsi. Wszyscy tam się znają, a plotki rozchodzą się z prędkością błyskawicy. Poza tym wierzyłam, że po ślubie się jakoś ułoży - tłumaczy Anna.

Nie ułożyło się. Po pierwszej kochance była kolejna, potem jeszcze jedna. Anna na urodziny dostawała prezenty, które jej mąż wybierał z "tą drugą". W końcu nie wytrzymała upokorzeń. Kilka miesięcy temu wyprowadziła się z domu. Wniosła też sprawę do sądu. A właściwie do dwóch, bo oprócz rozwodu cywilnego, chcę też unieważnienia małżeństwa. Szansy upatruje w kanonie 1101. Mówi on o symulowaniu małżonków podczas składania przysięgi małżeńskiej.

- Tyle lat żyłam w fikcji, z której dziś chce się wyrwać, odciąć ją gruba kreską. Zacząć wszystko od nowa. I wierzę, że spotkam jeszcze prawdziwą miłość. Taką na całe życie. Wtedy przysięga małżeńska będzie miała sens - mówi nam Anna.

Lawina pozwów dopiero przed nami

Dla Marcina Krzemińskiego przykład Anny to kolejny dowód na to, że przez najbliższe lata będzie miał pełne ręce roboty. Po pierwsze w Polsce jest zaledwie 20 świeckich mecenasów, którzy mogą brać udział w procesach kościelnych. Po drugie, zdaniem Krzemińskiego, liczba pozwów o stwierdzenie nieważności małżeństwa nadal będzie rosła, ponieważ Polacy przełamali też tabu, które sam rozwód traktowało jako rzecz wstydliwą. Przed składaniem pozwów w sądach diecezjalnych nie odstraszą ich ani długość procesu, ani nawet jego wysokie koszty. Dziś na opłaty w sądach trzeba przygotować minimum tysiąc złotych.

Mecenasi reprezentujący nasze interesy mogą zażyczyć sobie równowartość naszej miesięcznej pensji.

- To wszystko schodzi na dalszy plan, jeśli chcemy uporządkować nasze życie religijne, żyć z czystym sumieniem. Liczba procesów będzie nadal rosła, bo przecież nie jesteśmy aniołami w niebie. Choć najlepiej, gdyby takich spraw w ogóle nie było - dodaje ks. Tadeusz Pieronek.
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26268
Odp: Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #24 dnia: Listopad 13, 2009, 12:31:39 pm »
Polska goni Włochy w ilości "kościelnych rozwodów"
 13 listopada 2009

Watykański rocznik statystyczny podaje, że do sądów biskupich w Polsce trafia rocznie niemal 3,5 tysiąca wniosków o orzeczenie nieważności sakramentu małżeństwa. Ten wynik daje nam drugie miejsce na świecie, za Włochami, podaje "Dziennik Polski".

Ubiegły rok był pod tym względem rekordowy. W sądach biskupich w Polsce zarejestrowano ponad 10 tys. wniosków o unieważnienie małżeństwa.


W Sądzie Metropolitalnym w Krakowie jeszcze kilka lat temu korytarze były przez większą część dnia puste. Sytuacja zmieniła się po wejściu w życie nowego kodeksu prawa kanonicznego. Dopuszcza on jako przyczynę nieważności małżeństwa "niedojrzałość emocjonalną partnera". W sądzie są teraz dni, gdy kolejka petentów liczy kilkadziesiąt osób. Na biurkach sędziów leżą akta ponad dwustu spraw!

Sądy kościelne mają trzy instancje. Pierwsza jest w diecezji, druga to trybunały metropolitalne, trzecią, najwyższą instancją jest tzw. Rota Rzymska. Sąd Metropolitalny w Krakowie spełnia funkcję sądu pierwszej i drugiej instancji. Drugiej dla sądów z Kielc, Tarnowa, Częstochowy, Katowic, a do niedawna był również sądem drugiej instancji dla Lwowa. Od roku Lwów ma swój sąd kościelny.

Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26268
Odp: Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #25 dnia: Luty 09, 2010, 08:34:49 am »
Dotyczy ogólnie rozwodu.


Kiedy sąd orzeknie rozwód
Autor: Anna Puszkarska, radca prawny. Fot.: www.sxc.hu, Źródło: Integracja 6/2009

Istnieją sytuacje, gdy wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem będzie rozwód. Warto zatem wiedzieć, kiedy jest on dopuszczalny i jakie są tego konsekwencje.

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/60016
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

jol

  • Gość
Odp: Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #26 dnia: Luty 13, 2010, 01:23:32 pm »
Witam a jezeli moje małżeństwo nie z mojej winy sie nie powiodło,bo mam dziecko niepełnosprawne i ojciec i jego rodzina mnie obwinili za chorobe i wyrzekli sie nas teraz mam drugiego meza bardzo sie kochamy.I ja jestem gotowa przystepowac do komuni,bo nie czyje sie niczemu winna to przeciez ludzie maja ciezsze grzechy i przyjmuja komunie.Ja mam ochote na własne sumienie normalnie przystep[owac do komuni,przeciez nikt nie moze mi zabronic PRAWDA?

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26268
Odp: Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #27 dnia: Luty 14, 2010, 01:07:34 am »
jol,mam nadzieję że w poniższych linkach znajdziesz odpowiedź.


Komunia Święta osoby rozwiedzionej
http://www.katolik.pl/forum/read.php?f=1&i=163588&t=163494&v=f

Rozwód a spowiedź i komunia święta
http://www.kosciol.pl/article.php/20040525103844317

Rozwód i komunia św. 
http://www.ekumenizm.pl/content/article/20060116143540847.htm
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Odp: Stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego
« Odpowiedź #28 dnia: Kwiecień 23, 2012, 11:30:14 pm »
Jak i kiedy można stwierdzić nieważność małżeństwa kościelnego

Małżeństwo zawarte w Kościele rzymskokatolickim nie może zostać rozwiązane czy unieważnione.

Dopuszczalne jest jedynie stwierdzenie nieważności zawarcia związku, co oznacza, że był on nieważny już w czasie ślubu. Rozwiązanie małżeństwa przez sąd okręgowy lub orzeczenie o unieważnieniu go nie wywołuje żadnych skutków prawnych odnośnie małżeństwa kościelnego.


Prawomocny wyrok sądu cywilnego dotyczy jedynie związku zawartego przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego. Dlatego po rozwodzie lub unieważnieniu cywilnym małżeństwo kościelne trwa nadal, aż do uzyskania przez męża i żonę stwierdzenia nieważności ich związku.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach