Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: psychoterapia  (Przeczytany 11368 razy)

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
psychoterapia
« dnia: Lipiec 29, 2007, 08:45:12 pm »
Psychoterapia w teorii i w praktyce. Historia


Zamierzeniem tej serii artykułów jest ukazanie najważniejszych kierunków psychoterapii, a także przybliżenie, nawet zupełnie niezorientowanemu czytelnikowi, jej istoty. Moim celem jest, aby to wprowadzenie, pomimo że krótkie i poruszające kwestie podstawowe, nie miało formy "słownikowej", podającej suche definicje i bliżej niewyjaśniane terminy. Artykuły te pisane są przez praktyka psychoterapii i dlatego starają się przede wszystkim ukazać jej klinicznie (praktycznie) istotne momenty.

Pojęcie psychoterapii nie jest jednoznaczne. Na czym bowiem polega specyfika oddziaływania psychoterapeutycznego? Co różni je od farmakologicznych (leki, zioła, ekstrakty Bacha i wszystko inne, co sprowadza się do chemicznych oddziaływań na organizm) lub fizykalnych metod leczenia psyche (począwszy od polewania zimną wodą a skończywszy na elektrowstrząsach)? Wydawać się może, iż różnica jest oczywista - jest nią zastosowanie narzędzia w postaci mowy (rozmowy, dialogu, perswazji, sugestii). Ale czy psychoterapia to zawsze talking cure - jak nazwała psychoanalizę jedna z pierwszych pacjentek Freuda? Czyż, na przykład, podanie placebo nie jest rodzajem psychoterapii? Przecież działa ono per psyche - efekt leczniczy uzyskuje się nie poprzez oddziaływanie na fizjologię, lecz na drodze sugestii. Lekarz stosujący placebo nie rozmawia z pacjentem więcej niż zwykle, robiąc to, co w każdym innym przypadku - dając "do zażycia" substancję. A psychodrama, choreoterapia, psychorysunek (będzie o nich mowa), tu przecież także nie trzeba mówić? No i wreszcie, czy psychoterapia jest zawsze terapią psychiki (zaburzeń psychicznych), czy może tym, co ją wyróżnia jest raczej to, że jest terapią przy pomocy psychiki - skoro, na przykład, terapia Simontona jest zorientowana na choroby nowotworowe, a placebo działa nie tylko na lęki czy bóle, ale na niemal wszystkie choroby somatyczne?

Jak z tego widać, możliwości rozumienia psychoterapii jest wiele. A dochodzą do tego jeszcze zupełnie błędne rozumienia, które niesłusznie poszerzają obszar tego, co zdaje się być psychoterapią. Tak więc dla kogoś psychoterapią będą porady przyjaciółki na temat "zostawić go czy nie", dla kogoś innego - ciepła kąpiel lub lektura (niektórzy to ostatnie traktują serio i wymyślili nawet nazwę - biblioterapia). Ludzie niekiedy uznają za psychoterapię nawet wróżby, spowiedź czy siedzenie na czacie. Mimo możliwości niemal dowolnego poszerzania lub zawężania obszaru "psychoterapia", w dalszej części spróbuję podać jego racjonalne granice.

Początki i zalążki współczesnej psychoterapii odnajdujemy w starożytności oraz kulturach zwanych przez antropologów tradycyjnymi. Starożytne koncepcje leczenia chorób zawierały elementy, które możemy określić jako "psychoterapeutyczne". Dotyczy to na przykład analizy snów chorego w celu ustalenia koniecznych środków leczniczych. Praktyki takie stosowano w ramach medycyny sakralnej, szeroko stosowanej w starożytnej Grecji (Bednarczyk, 1999, s. 25 i nast.). Leczenie tego rodzaju było wplecione w kontekst religijny, gdyż sny miały być sprowadzane przez bogów i to oni dawali wskazówki, co do sposobów uzdrowienia.

Również szamanizm (Eliade, 1994) - będący archaiczną metodą leczenia oraz teorią i praktyką doświadczeń transowo-mistycznych - możemy spostrzegać jako odległy korzeń metod psychoterapeutycznych. Szamani wyznawali animistyczną teorię genezy wszelkich chorób somatycznych i psychicznych - twierdzili oni, że wszystkie są spowodowane przez duchy. Zadaniem szamana było nawiązać kontakt z owymi duchami oraz skłonić je do pozytywnych, pod kątem zdrowia osoby leczonej, działań.

W okresie średniowiecza leczenie było ściśle związane z astrologią, która w przedziwny sposób znalazła sobie zaszczytne miejsce w uniwersytetach i umysłach, pomimo swej doktrynalnej niezgodności z nauką Kościoła. Astrologia zaś była powiązana z zielarstwem, alchemią i filozofią hermetyczną i magią, które wymagały określonych praktyk, także w sferze psychicznego nastawienia.

Mimo, że cała medycyna od okresu archaicznego i starożytności zawiera elementy, którym niejednokrotnie bliżej do psychoterapii niż do współczesnego podejścia biomedycznego, to jednak bezpośrednich początków psychoterapii należy szukać w nowożytności. W mesmeryzmie oraz hipnozie (por. Chertok, De Saussure, 1988), przy czym ta ostatnia jest już psychoterapią w ścisłym sensie.

Twórcą mesmeryzmu, czyli teorii i praktyki tzw. "magnetyzmu zwierzęcego", był w drugiej połowie XVIII wieku, wiedeński lekarz, Franz-Anton Mesmer. Mesmer uważał, że choroby powodowane są zaburzeniami w przepływie uniwersalnego dla organizmów żywych "fluidu". Rolą terapeuty, nazywanego "magnetyzerem", było przywrócenie harmonii jego przepływu. Odbywało się to poprzez bezpośrednie oddziaływania terapeuty na pacjenta, lub przy pomocy specjalnego urządzenia - bali magnetycznej, w której gromadził się fluid, i którą dotykali podnieceni pacjenci (w większości płci żeńskiej). Bezpośrednie zaś oddziaływania magnetyzera były to tzw. passy - terapeuta wodził w specyficzny sposób rękami nad ciałem pacjenta. Dzisiaj nazwalibyśmy to oddziaływaniami bioenergoterapeutycznymi. Czynności te miały wywołać "napad" (drgawkowy), który uznawano za uzdrawiający.

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że magnetyzm zwierzęcy rzeczywiście działał. Ataki następowały, pacjenci mieli specyficzne doznania, a niektórym z nich ustępowały zaburzenia. Pozostaje kwestia mechanizmu tych zjawisk. Próbowano wszystko wytłumaczyć wpływem sugestii, a więc wyeliminować czynnik "fluidu". Nie ulega jednak wątpliwości, że istnieje rodzaj bezpośredniego oddziaływania "energetycznego" jednego organizmu na inny żywy organizm (dowodów jest na to bardzo wiele - odczucia osób poddanych bioenergoterapii, efekt Bacstera, elektromagnetyczne oddziaływania pomiędzy komórkami itd. - tutaj nie będziemy się tym zajmować). Wydaje się więc, że hipoteza "fluidu" nie była zupełnie nietrafna.

Hipnoza, inaczej niż mesmeryzm, miała wielu ojców. Samo pojęcie wprowadził James Braid, lecz oparł się na praktykach wielu poprzedników. Początkowo wywoływał on stan hipnotyczny nakazując osobie wpatrywać się w błyszczący przedmiot. Zgodnie z manierą epoki (XIX wiek - scjentyzm) Braid starał się być bardzo "naukowy", dlatego tłumaczył zjawisko hipnozy w czysto neurofizjologiczny sposób, jako rodzaj reakcji układu nerwowego na monotonne bodźce. Później wprowadził pojęcie sugestii. Nie było tu jednak miejsca na fluidy i jakiś specyficzny wpływ hipnotyzera. Wszystko odbywało się "subiektywnie", na poziomie mechanizmów mózgowych pacjenta (Chertok, De Saussure, 1988, s. 58 i nast).

Hipnoterapia (terapia przy pomocy hipnozy) istnieje do dzisiaj i jest jedną z cennych metod psychoterapii. Ma przy tym wiele wariantów. Podstawowe rozróżnienia dotyczą głębokości transu hipnotycznego. Dawniej stosowano głównie trans głęboki, w przypadku którego po wybudzeniu występowała niepamięć zdarzeń z sesji. Obecnie często stosuje się płytszą hipnozę, a więc stan zbliżony do głębokiego relaksu. W tym przypadku pacjent pamięta przebieg sesji. Specyficzne metody hipnoterapii to hipnoza ericsonowska oraz regresing hipnotyczny, o których będzie jeszcze mowa.

Hipnoza była jednym z korzeni, z których wyrosła zawansowana metoda terapeutyczna - psychoanaliza. Zygmunt (Sigmund) Freud swoje pierwsze doświadczenia niefarmakologicznego leczenia zaburzeń psychicznych zbierał właśnie stosując hipnozę. Pracując z Eugenem Breuerem, twórcą metody katharsis, używał hipnozy w celu przywoływania u pacjenta wspomnień, które okazywały się istotne w genezie danego zaburzenia. Najbardziej znaną w tym pierwszym okresie pacjentką leczoną przez Breuera, a następnie przez niego opisaną była Anna O. (Freud, Breuer, 1974, s. 73 i nast.) - czyli, jak to obecnie wiemy, Berta von Pappenheim. Cierpiała ona na różnego rodzaju konwersje histeryczne ("konwersja" jest powszechnie stosowanym w psychiatrii pojęciem wprowadzonym przez Freuda), a więc zaburzenia somatyczne uwarunkowane psychologicznie. W jej przypadku były to: paraliże (a w zasadzie pseudoparaliże), zaburzenia mowy i widzenia. Ponadto była ona przypadkiem dysocjacyjnego zaburzenia tożsamości ("podwójna osobowość"). Anna O. została w dużej mierze wyleczona, gdy powróciła pamięcią do pewnych przeżyć z przeszłości, związanych przede wszystkim z osobą ojca, którego pielęgnowała do jego śmierci. Chodziło przede wszystkim o jej ambiwalencję wobec niego - kochała go a zarazem nienawidziła z powodu swego z nim związania.

Hipnoza była także jednym ze źródeł, które umożliwiło Freudowi zbudowanie psychoanalitycznej teorii osobowości. Znany jest eksperyment hipnotyczny, który naprowadza na co najmniej dwa fundamentalne dla teorii psychoanalitycznej elementy. Eksperyment ten ukazuje działanie sugestii pohipnotycznej, czyli wpływu sugestii podanej w hipnozie na zachowanie się już po wybudzeniu z transu. Wygląda on mniej więcej w ten sposób: osoba pogrążona w transie hipnotycznym otrzymuje sugestię, że po wybudzeniu, na określony sygnał hipnotyzera (np. dotknięcie przez niego własnego krawata), otworzy leżący w pobliżu parasol. I cóż się dzieje po seansie? Osoba, już teraz w pełni świadoma, zaraz po tym jak hipnotyzer pogładził swój krawat staje się niespokojna, wzmaga się jej ruchliwość i zainteresowanie stojącym obok parasolem. Nagle chwyta go i otwiera. Zapytana, dlaczego to robi, odpowiada coś w rodzaju, że chciała sprawdzić, czy aby nie jest on zepsuty, bo przecież może dziś spaść deszcz itp. Czego uczy opisany eksperyment? Ukazuje to, co dla psychoanalizy podstawowe: możliwość istnienia nieuświadomionych motywów zachowania. Ponadto ujawnia zjawisko, które Freud nazwał wtórną racjonalizacją: osoba nie była świadoma tego, dlaczego otwiera parasol w pomieszczeniu - jednak wyjaśniła sobie swoje działanie w sposób czysto racjonalny, jako konieczność sprawdzenia jego funkcjonalności. My zaś wiemy, że w rzeczywistości jej zachowanie było wynikiem istniejącego w niej imperatywu zaszczepionego na drodze sugestii. Oba opisane czynniki (nieświadoma motywacja i wtórna racjonalizacja) funkcjonują w normalnym życiu psychicznym każdego z nas.

Metoda Freuda ewoluowała i wkrótce porzucił on stosowanie transu hipnotycznego. Stało się tak dlatego, iż konsekwentnie podążał w kierunku całościowego poznania i analizy psychiki pacjenta. Nie mógł więc pomijać i obchodzić tego, co już w trakcie pracy przy pomocy hipnozy począł określać jako "opór". Od hipnozy, jako metody uzyskiwania materiału psychologicznego, przeszedł do metody opracowanej przez siebie: wolnych skojarzeń. Metoda wolnych skojarzeń nie narodziła się od razu, lecz wyewoluowała z metody katharsis i sugestii hipnotycznej. Był bowiem okres gdy Freud stosował nie całkiem "wolne" skojarzenia - przykładał pacjentom rękę do czoła i sugerował, że oto pojawi się ważne wspomnienie, fantazja, skojarzenie.

Prowadzenie przez pacjenta wolnych skojarzeń Freud określił mianem zasady podstawowej psychoanalizy. Pacjent był zobowiązany do tego, aby mówić wszystko, co pojawi się w jego myślach, bez dokonywania cenzury. Aby ten trudny wymóg stał się bardziej możliwy Freud zastosował pozycję leżącą (początkowo na dywanie w jego pokoju!). Pozycja taka skłania do regresji poprzez porzucenie społecznych nawyków, związanych z postawą, jaką zwykle przyjmujemy w obecności innych - staniem lub siedzeniem. Regresja w tym przypadku to tyle, co zagłębienie się w siebie, dopuszczenie do głosu nieakceptowanych impulsów, infantylnych fantazji i pragnień, które każdy z nas posiada. Dodatkowo Freud umieścił siebie poza wzrokiem pacjenta, siadając za nim. W ten sposób chciał uniknąć krępowania, czy nawet sugerowania pacjenta widokiem i postawą analityka.

Pojęcie nieświadomości jest z pewnością najbardziej fundamentalnym pojęciem psychoanalizy. Psychoanaliza to przede wszystkim teoria tego, co nieświadome oraz technika dotarcia do indywidualnej nieświadomości i jej objaśniania. Bez uznania istnienia nieświadomości oraz jej decydującej roli w kształtowaniu życia człowieka, nie byłoby psychoanalizy. Wydaje się, że na trop nieświadomości Freud wpadł przede wszystkim dzięki wspomnianym doświadczeniom z hipnozą, obserwacjom psychopatologicznym, oraz poprzez zainteresowanie snami. Freud, prawdopodobnie jako pierwszy uczony od czasów starożytnych, uznał wagę marzeń sennych dla zrozumienia życia człowieka. Jednak w przeciwieństwie do Artemidora i jemu podobnych, nie rozumiał snów jako opowieści o świecie lub losie człowieka, lecz widział w nich opis ludzkiego wnętrza. Sny ukazał jako zakodowane przekazy, ekspresję nieświadomego. Oczywiście marzenie senne nie jest obrazem nieświadomości "samej w sobie" - gdyż ta zdaje się być tak wielowymiarowa, że prawdopodobnie, ani obrazowo ani werbalnie, niewyrażalna - jest ono jednak "bardzo blisko" nieświadomości, gdyż budują je wpływy nieświadomych pragnień i impulsów. Siły te ścierają się ze sobą nawzajem oraz z tym, co Freud określił mianem cenzury sennej. Cenzura modyfikuje i przetwarza nieświadome popędy, fantazje i pragnienia w taki sposób, aby stały się bardziej strawne dla świadomości. Bo przecież ostatecznie to świadomość jest adresatem snu - mamy możliwość pamiętania swoich snów po obudzeniu.

Analiza treści wolnych skojarzeń, wraz analizą snów, a także przejęzyczeń, pomyłek, a wkrótce i przeniesienia (o którym będzie jeszcze mowa) stała się drogą do poznania nieświadomości pacjenta, jego das Es (To, Ono; w angielskich tłumaczeniach Freuda "id"), czyli obszaru, który bez naszej wiedzy steruje naszym życiem. Freud twierdził bowiem, że to, co nieświadome działa na nas o wiele silniej niż wspomnienia uświadomione. Dlatego za podstawowy czynnik leczący - przynajmniej w początkowym okresie - uznał uświadomienie. Zgodnie z jego słynnym zdaniem: "Gdzie było To niech będzie Ja".


psychologia
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
psychoterapia
« Odpowiedź #1 dnia: Lipiec 29, 2007, 09:14:45 pm »
Badania nad efektywnością psychoterapii

Większość psychologów - praktyków zajmujących się psychoterapią i obserwujących jej efekty jest przekonanych o użyteczności swojej pracy. Zwłaszcza, jeśli w trakcie szkolenia zawodowego doświadczyli także na sobie skutków poddania sie psychoterapii. Niemniej dla badaczy subiektywne przeświadczenie terapeutów czy pacjentów o skuteczności leczenia nie jest dowodem, iż to leczenie jest rzeczywiście skuteczne.

Skrajny pogląd w tej sprawie prezentuje Eysenck, którego zdaniem nie ma przekonywujących dowodów na skuteczność psychoterapii, zwłaszcza zorientowanej psychoanalitycznie. Uważa on także, ze pewna część poważnych nerwic z reguły słabnie po dwóch lub trzech latach. Stąd poprawę samopoczucia pacjentów poddanych wieloletniej psychoanalizie można by równie dobrze przypisać samoistnej remisji. Pewność, ze leczenie było skuteczne można mieć, jego zdaniem tylko poprzez porównanie wyników badań grupy eksperymentalnej, poddanej psychoterapii, z grupa kontrolna, złożona z podobnych osób, lecz nie leczonych. Wskazuje on na fakt, iż w niektórych badaniach nie wykryto żadnej różnicy miedzy skutecznością różnych rodzajów terapii, które okazywały sie tak samo skuteczne. Twierdzi on także, ze skuteczność różnych rodzajów terapii zbliżona jest do efektu placebo, co dowodziłoby nieskuteczności psychoterapii. Wyniki badan, w których nie wykryto związku miedzy czasem trwania terapii czy kwalifikacjami terapeuty a efektami, także uważa za dowód nieskuteczności terapii. Szczególnie ostro krytykuje psychoanalizę, wykazując np. brak dowodów na istnienie dziecięcej seksualności. Wytyka ponadto brak badań nad efektami długoterminowej psychoanalizy.

Jedyny wyjątek robi Eysenck dla terapii behawioralnej, bedąc przekonanym co do jej skuteczności. Powołując sie na badania twierdzi, ze jest dwa razy skuteczniejsza od innych metod.

Krytyka Eysencka przyczyniła sie do rozwoju badan nad efektywnością psychoterapii i podniesienia ich metodologicznej poprawności. W badaniach tych na ogol stosuje sie grupy kontrolne i (lub) powtarzanie pomiarów po dłuższym okresie czasu od zakończenia leczenia w celu sprawdzenia, czy uzyskana poprawa utrzymuje sie. Niemniej niejednokrotnie brak jest odpowiednich narzędzi do precyzyjnego pomiaru efektów terapii, co może być przyczyna, ze w niektórych wypadkach nie wykrywa sie efektów bądź różnic miedzy grupami leczonymi różnymi metodami. Trzeba tez wziąć pod uwagę, ze efekty terapii mogą być różne w zależności od rodzaju zaburzenia, cech pacjentów, jak również osobowości czy kwalifikacji terapeutów oraz stosowanych metod leczenia. O ile wobec konkretnego pacjenta może okazać się skuteczna jedna z metod, zaś inne byłyby bezużyteczne, to przy porównywaniu dużych grup pacjentów wybranych losowo całkowicie różne metody leczenia mogą mieć podobna skuteczność.

Poglądy Eysencka wydaja sie kontrowersyjne także dlatego, iż jego krytyka psychoanalizy i poparcie dla terapii behawioralnej wydaja sie nieco przesadzone. Być może nie ma naukowych dowodów na seksualność dziecięca, ale wystarczy zajrzeć do dowolnego przedszkola i zapytać pracujące tam przedszkolanki o zachowania seksualne dzieci i o reakcje, jakie zalecają wobec tego zjawiska podręczniki pedagogiki. Krytycy terapii behawioralnej twierdza natomiast, ze rzeczywiście w wielu wypadkach usuwa ona szybko objawy zaburzeń, lecz pozostawia ich przyczyny, które z czasem spowodują powrót objawów, bądź będą przejawiać się w innej formie.

Bergin i Lambert ponownie przeanalizowali wyniki badan na które powoływał sie Eysenck i wykazali tendencyjność jego analiz. Okazało sie, że Eysenck niejednokrotnie liczył odsetki poprawy wśród poddanych psychoterapii pacjentów z nerwica, włączając w te liczbę także pacjentów z inna diagnoza: np. psychopatycznych, uzależnionych, a także, ze zaliczał do grupy osób poddanych psychoterapii także tych, którzy przerwali terapie. Autorzy ci wykazali, ze przyjmując inne kryteria włączania do grup oraz inne kryteria poprawy można otrzymać zupełnie inny obraz efektywności psychoterapii nerwic na podstawie tych samych badan, które analizował Eysenck.

Badacze ci podjęli także próbę wyjaśnienia zjawiska samoistnej remisji. Na podstawie badan nad tym zjawiskiem wysunęli przypuszczenie, ze zachodzi ona pod wpływem nieprofesjonalnej pomocy otrzymywanej przez chorych poza placówkami opieki zdrowotnej - od przyjaciół, rodziny, znajomych, duchownych i nauczycieli. Stwierdzili, ze badani amerykańscy studenci właśnie u takich osób poszukiwaliby pomocy w przypadku problemów emocjonalnych, na ostatnim miejscu wymieniając psychiatrów. Wykazali także, ze nieprofesjonalna pomoc może być efektywna. Stwierdzenie to rzuca nowe światło na porównania wyników badan pacjentów poddanych psychoterapii z pacjentami z grup kontrolnych oczekujących na leczenie, podważa bowiem przyjmowane dotychczas założenie, ze osoby z grup kontrolnych nie otrzymały w tym czasie żadnej pomocy psychologicznej.

Podsumowując dokonany przegląd badań nad efektywnością psychoterapii autorzy ci stwierdzili, ze psychoterapia psychoanalityczno - wglądowa, humanistyczna, behawioralna i w mniejszym stopniu - poznawcza opierają się na rzetelnych podstawach empirycznych. Wyniki uzyskiwane za pomocą tych form terapii są lepsze niż efekty braku leczenia lub różnych rodzajów placebo. Powyższe szkoły terapeutyczne są mniej więcej równie skuteczne wobec szerokiego kręgu pacjentów ambulatoryjnych, wobec których zazwyczaj stosuje sie te metody leczenia Stwierdzili także, ze występowanie samoistnej remisji jest rzadsze niż przypuszczano. Gdyby jednak samoistne remisje występowały rzeczywiście w 2/3 przypadków nerwic w ciągu okresu 2 lat, jak twierdził Eysenck, to i tak psychoterapia byłaby godna polecenia, umożliwia bowiem uzyskanie wyższych odsetków poprawy w krótszym czasie.

Wyniki najnowszych badan nad efektywnością psychoterapii nie są jednoznaczne, lecz na ogol wskazują na skuteczność psychoterapii w zakresie leczenia różnego typu zaburzeń psychicznych bądź psychosomatycznych.

Ragsdale, Cox, Finn i Eisler badali 24 uczestników krótkoterminowego stacjonarnego programu terapii zespołu stresu pourazowego (PTSD) związanego z wojna. Uczestnicy byli badani testami psychologicznymi przed i po terapii. Ich odpowiedzi porównano do liczącej również 24 osoby grupy porównawczej, oczekującej na takie leczenie. Trzeba jednak zaznaczyć, ze w tym czasie grupa porównawcza odbyła tygodniowa ambulatoryjna terapie grupowa zespołu stresu pourazowego. W grupie objętej stacjonarnym programem terapii wystąpiła znacząca poprawa w zakresie poczucia beznadziejności, poczucia winy i wstydu, poczucia osamotnienia oraz ekspresyjności emocjonalnej. Inne wskaźniki funkcjonowania psychologicznego, jak umiejętności interpersonalne, lek, złość i objawy zespołu stresu pourazowego nie zmieniły sie znacząco po leczeniu. Nie zanotowano natomiast żadnych pozytywnych zmian w grupie porównawczej osób oczekujących na leczenie.

Agosti i Ocepek-Welikson porównali rezultaty leczenia chronicznej depresji o wczesnym początku przy pomocy trzech różnych metod: terapii behawioralno - poznawczej, psychoterapii interpersonalnej oraz stosowania imipraminy. Czwarta grupa pacjentów otrzymywała placebo. Program badawczy obejmował 65 pacjentów leczonych ambulatoryjnie. Rezultaty terapii behawioralno - poznawczej, psychoterapii interpersonalnej i leczenia imipramina nie różniły sie od stosowania placebo. Nie znaleziono także związku miedzy czasem trwania głębokiej depresji a odpowiedzią na specyficzne leczenie. Autorzy uważają, ze potrzebne sa dalsze badania, czy psychoterapia połączona z leczeniem farmakologicznym przynosi poprawę społecznego funkcjonowania i jakości życia pacjentów z chroniczna depresja.

Podobnie Liou i Her badali skuteczność różnych metod leczenia grupy 62 hospitalizowanych pacjentów z silnymi zaburzeniami depresyjnymi. Pacjenci uczestniczyli w ośmiu sesjach grupowej psychoterapii: behawioralnej, poznawczej albo wspierającej. W tym samym czasie 16 pacjentów z badanej grupy zostało przydzielonych do grupy kontrolnej, która nie brała udziału w psychoterapii, natomiast otrzymywała trójcykliczne antydepresanty (aminotryptyline, imipramine lub doksepine). Po czterech tygodniach trzy grupy objęte leczeniem psychologicznym przejawiały znaczącą poprawę w porównaniu do grupy kontrolnej. W sumie 58% próby objętej psychoterapia osiagnęło remisje na zakończenie leczenia, zaś dalsze 28% znaczącą poprawę. Reszta nadal spełniała kryteria silnych zaburzeń depresyjnych. Nie stwierdzono żadnych znaczących różnic miedzy poszczególnymi podejściami terapeutycznymi jeśli chodzi o uzyskane rezultaty. Autorzy stwierdzają, ze w przypadku stacjonarnego leczenia pacjentów depresyjnych efekty psychoterapii wypadają korzystniej w porównaniu do grupy kontrolnej, wskazując na efektywność stacjonarnej psychoterapii depresji

Opdyke i współpracownicy probowali opisać utrzymujące sie symptomy depresji u pacjentów w podeszłym wieku podczas kontynuacji terapii łączącej przyjmowanie nortryptyliny i udział w psychoterapii interpersonalnej, a następnie ustalić, które symptomy są najbardziej uporczywe i zbadać korelacje miedzy nimi. Interesowały ich tez różne reakcje pacjentów na kombinowane leczenie. Przeprowadzili badania obejmujące grupę 105 pacjentów w podeszłym wieku z diagnoza depresji, powtarzając pomiary Skala Depresji Hamiltona i Skala Globalnej Oceny dwa razy miesięcznie w ciągu czterech miesięcy oraz stosując analizę regresji. Obie skale wskazywały na skromna, ale statystycznie istotna poprawę. Zmienność wyników w skali Hamiltona była najbardziej oczywista w zakresie symptomów obniżonego nastroju, apatii, leku, poczucia winy, bezsenności, obniżonego popędu plciowego. W zakresie innych objawow: hipochondrii, braku apetytu, utraty na wadze, mysli samobojczych, braku wgladu rowniec przejawiala siz wyraznie i zdecydowanie. Analiza wzoru odpowiedzi wykazala, ce ź pacjentow doswiadczyla jednego lub wizcej krotkiego zaostrzenia. Wiekszosc pacjentow osiagnela przecietny poziom nasilenia objawow, porownywalny do zdrowej grupy osob w podeszlym wieku. Zdaniem autorow, uzyskane rezultaty umacniaja optymistyczne zapatrywania na dlugotrwala depresje, podkreslając, ze pelna remisja w takich przypadkach jest celem mozliwym do osiagniecia.

Badano takze efektywnosc psychoterapii wobec pacjentow z zaburzeniami somatycznymi. Podzielono losowo 70 pacjentow z takimi zaburzeniami na grupe eksperymentalna i kontrolna. Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej wszystkich pacjentow otrzymali list konsultacyjny z zaleceniami leczenia odpowiednimi wobec zaburzen somatycznych. Pacjenci z grupy eksperymentalnej zostali zaproszeni do uczestnictwa w osmiu sesjach grupowej psychoterapii, oprocz konsultacji zapewnianych przez ich lekarzy; 45% z nich bralo udzial w jednej lub wiecej takich sesji. Pacjenci z grupy eksperymentalnej relacjonowali znaczaca poprawe zdrowia fizycznego oraz psychicznego po terapii i rok pozniej. W im wiekszej liczbie sesji grupowej psychoterapii pacjenci uczestniczyli, tym wieksza byla poprawa w zakresie zdrowia ogolnego i psychicznego. Terapia grupowa i konsultacje pozwolily takze zaoszczedzic 52% kosztow opieki zdrowotnej, wskazujac tym samym, zdaniem autorow, ze poprawa wynikow leczenia bez eskalacji kosztow opieki jest mozliwa ekonomicznie w tej licznej grupie pacjentow.

Studia przypadkow wskazywaly, ze leczenie psychologiczne moze miec korzystny wplyw w przebiegu luszczycy. Zachariae i wspolpracownicy postanowili zbadac te hipoteze w warunkach eksperymentalnych. Piecdziesieciu jeden pacjentow z luszczyca zostalo losowo przydzielonych do grupy objetej leczeniem, badz do grupy kontrolnej. Pacjenci z grupy objetej leczeniem uczestniczyli w siedmiu sesjach indywidualnej psychoterapii w ciagu 12 tygodni. Techniki interwencyjne wlaczaly radzenie sobie ze stresem, fantazje kierowane i relaksacje. Zmiany byly mierzone za pomoca trzech wskaznikow: wskaznika surowosci powierzchni luszczycy (Pasoriasis Area Severity Index - PASI), calkowitego wyniku oznak (Total Sign Score - TSS) oraz wykorzystujacego zjawisko Dopplera laserowego pomiaru przeplywu krwi w skorze (Laser Doppler Skin Blood Flow - LDBF). Pomiary przeprowadzono w chwili rozpoczynania leczenia oraz jeszcze trzykrotnie: w czwartym i osmym tygodniu leczenia i po zakonczeniu leczenia (w 12 tygodniu). Drobne, ale istotne zmiany wykryto za pomoca wskaznikow TSS i LDBF w grupie objetej leczeniem, zas nie wykryto ich w grupie kontrolnej. Gdy analizy zostaly przeprowadzone dla obu grup oddzielnie, okazalo sie, ze grupa bioraca udzial w psychoterapii wykazywala istotna redukcje objawow na kazdym z trzech pomiarow przebiegu luszczycy. Zdaniem autorow, uzyskane przez nich wyniki badan sugeruja, ze psychoterapia moze wywierac korzystny wplyw w przebiegu luszczycy.

Van Dulmen, Fennis i Bleijenberg badali efektywnosc grupowej terapii behawioralno - poznawczej u osob z zespolem jelita drazliwego. Porownywali po zakonczeniu terapii stan grupy objetej programem leczenia ze stanem grupy porownawczej zlozonej z osob oczekujacych na leczenie, a takze sprawdzil efekty terapii po uplywie dluzszego okresu czasu. Program terapii obejmowal osiem 2 - godzinnych sesji grupowych w ciagu trzech miesiecy. Wykonano badania kontrolne stanu pacjentow z 25 - osobowej grupy eksperymentalnej i 20 - osobowej grupy porownawczej. Dolegliwosci ze strony ukladu pokarmowego pacjentow, ktorzy przeszli terapie byly znaczaco mniejsze w porownaniu do dolegliwosci pacjentow, ktorzy oczekiwali na terapie. Ponadto, zgodnie z celami terapii, liczba efektywnych strategii radzenia sobie wzrosla bardziej, zas liczba zachowan polegajacych na unikaniu zmniejszyla sie bardziej w grupie objetej terapia w porownaniu do grupy kontrolnej, oczekujacej na terapie. Nastepnie leczeni pacjenci byli badani po uplywie srednio 2.25 lat (od pol roku do 4 lat) od zakonczenia terapii. Okazalo sie, ze pozytywne zmiany utrzymuja sie. Dolegliwosci ze strony ukladu pokarmowego, liczba efektywnych strategii radzenia sobie, zachowania polegajace na unikaniu wykazywaly w dalszym ciagu poprawe w porownaniu do stanu sprzed terapii. Zdaniem autorow, terapia behawioralno - poznawcza jest efektywna w leczeniu zespolu jelita drazliwego, w stymulowaniu strategii radzenia sobie oraz redukowaniu zachowan polegajacych na unikaniu.

We Wloszech badano zmiany w zakresie powiazanej ze zdrowiem jakosci zycia (health-related quality of life - HQL), porownujac sile trzech oddzialywan roznego typu, a mianowicie leczenia psychofarmakologicznego, tego samego leczenia wraz z udzielanym przez wolontariuszy wsparciem spolecznym oraz trzeciego leczenia, w ktorym wlaczono trening autogenny. Osobami badanymi byli cierpiacy na raka (z duzymi guzami w roznych miejscach) pacjenci w podeszlym wieku w trakcie leczenia, z objawami leku i (lub) depresji zwiazanej ze swoja choroba. Do oceny powiazanej ze zdrowiem jakosci zycia zastosowano 9 samoopisowych kwestionariuszy wielowymiarowych lub jednowymiarowych . W badaniu bralo udzial 72 chorych w wieku od 66 do 85 lat (srednia wieku 70,7) 42 mezczyzn i 30 kobiet. Badanie wykazalo uzytecznosc psychofarmakoterapii (w ktorej stosowano alprazolam i sulpiryd) oraz innego specyficznie pomocnego leczenia w redukcji incydentow majacych wplyw na jakosc zycia, a zwiazanych z ubocznymi skutkami leczenia raka oraz wyzszosc zintegrowanej strategii, bazujacej zarowno na farmakoterapii, jak i na interwencjach psychosocjalnych, takich jak udzielane przez wolontariuszy wsparcie spoleczne. Jednakze udzial w treningu autogennym okazal sie byc czynnikiem bez znaczenia. Wykonana przez badaczy analiza wariancji nie pozwolila ustalic, ktora sposrod dwoch uzytecznych metod zintegrowanego leczenia (farmakoterapia i wsparcie spoleczne) winna byc uznana za leczenie z wyboru, gdyz okazaly sie one prawie jednakowo efektywne.

Podobne rezultaty uzyskal Kogon, ktory donosi o statystycznie istotnym wplywie interwencji psychospolecznych na czas przezycia kobiet chorych na raka piersi z przerzutami.

W innych badaniach porownywano efektywnosc leczenia bulimii metodami terapii behawioralno - poznawczej i psychodynamicznie zorientowanej terapii wspierajacej. Poszukiwano przy tym odpowiedzi na pytania, czy dwuetapowa interwencja farmakologiczna (w ktorej stosowano antydepresanty - najpierw desipramine, a gdy okazywala sie nieskuteczna albo slabo tolerowana - fluoksetyne) moze zwiekszac korzysci odnoszone z udzialu w psychoterapii, a takze, czy kombinacja leczenia farmakologicznego i psychologicznego jest lepsza niz sama farmakoterapia. Grupa 120 kobiet z diagnoza bulimii zostala podzielona losowo na otrzymujace leki i otrzymujace placebo. Czesc z nich uczestniczyla w terapii behawioralno - poznawczej, czesc zas w psychoterapii wspierajacej. Okazalo sie, ze terapia behawioralno - poznawcza jest lepsza niz terapia wspierajaca w redukcji behawioralnych objawow bulimii (objadania sie i wymiotowania). Pacjentki przyjmujace leki w kombinacji z oddzialywaniem psychologicznym wykazywaly wieksza poprawe w zakresie objadania sie i depresji niz pacjentki otrzymujace placebo wraz z psychologicznym oddzialywaniem. W dodatku okazalo sie, ze poznawczo - behawioralna terapia wraz z lekami jest lepsza niz same leki, czego nie mozna bylo powiedziec o psychoterapii wspierajacej. Zdaniem autorow, terapia behawioralno - poznawcza jest psychologicznym leczeniem z wyboru w przypadkach bulimii. Korzysci z psychoterapii moze zwiekszac stosowanie dwuetapowej interwencji farmakologicznej z uzyciem fluoksetyny.

Podobnie inni badacze porownywali skutecznosc analitycznej terapii stacjonarnej (N=32) i systemowej terapii ambulatoryjnej (N=39) stosowanej wobec pacjentek z bulimia. Efekty terapii byly szacowane 14, 26 i 38 miesiecy po rozpoczeciu leczenia. Zalozenia autorow o generalnej efektywnosci obu podejsc terapeutycznych zostaly potwierdzone: oba rodzaje terapii w sposob satysfakcjonujacy redukowaly w dlugim okresie czasu zachowania objawowe, jak rowniez inne czynniki powiazane z bulimia. Badaczom nie udalo sie zidentyfikowac zroznicowanych efektow obu metod leczenia, jakich oczekiwali od bardzo roznych podejsc terapeutycznych. Przewazaly podobienstwa wynikow obu rodzajow terapii, z odrobina lepszych rezultatow w przypadku stacjonarnej terapii analitycznej.

Z kolei inni autorzy sprawdzili biezacy stan badan nad psychoterapia bulimii, przegladajac badania uzywajace losowych metod doboru do proby eksperymentalnej i kontrolnej. Stwierdzili, ze aktualne dane badawcze przekonywujaco przemawiaja za skutecznoscia terapii behawioralno - poznawczej. Niemniej pewne wazne pytania badawcze dotyczace tej dziedziny wiedzy pozostaja niewyjasnione.

Monti i in. referujac badania innych autorow oraz swoje wlasne nad skutecznoscia leczenia uzaleznienia od alkoholu stwierdzaja, ze potwierdzona zostala skutecznosc podejsc zawierajacych elementy behawioralnego treningu konkretnych zachowan, pozwalajacych na lepsze funkcjonowanie w roznych sytuacjach, takich jak trening spolecznych zachowan konstruktywnych, trening radzenia sobie ze stresem, czy program srodowiskowy (polegajacy na restrukturyzacji rodzinnego, spolecznego i zawodowego obszaru zycia osoby uzaleznionej, tak, by kazdy z nich zachecal do utrzymania trzezwosci).

Tillett przeszukal literature dotyczaca badan nad efektywnoscia psychoterapii obejmujaca ponad 1000 pozycji. Rezultaty swoich poszukiwan uznal za solidny dowod generalnej skutecznosci psychoterapii Stwierdzil przy tym, ze przyczyny zroznicowania korzysci osiaganych przez pacjentow nie sa jeszcze dostatecznie rozpoznane. Zauwazyl ponadto, ze terapia krotkoterminowa jest stosowana w szerokiej gamie sytuacji i moze byc zaskakujaco efektywna. Uwaza on jednakze, iz chroniczna i zlozona psychopatologia wymaga prawdopodobnie terapii dlugoterminowej.

Do podobnych wnioskow doszli Coreyowie stwierdzajac, iz przeglad badan empirycznych dostarcza licznych dowodow na to, ze udzial w grupie terapeutycznej przyczynia sie do dajacej sie zaobserwowac poprawy w bardzo wielu roznych okolicznosciach, sytuacjach i instytucjach. Ciagle jednak nie zostalo rozstrzygniete w jaki sposob procesy i zjawiska zachodzace w grupie prowadza do zmiany u uczestnikow, w jaki sposob czlonkowie grupy wplywaja na zjawiska w grupie oraz jakie aspekty psychologicznego funkcjonowania czlowieka w najwiekszym stopniu podlegaja w nich zmianom.

Seligman, powolujac sie na badania konsumenckie (Consumer Reports z 1995 roku) stwierdza, ze pacjenci odnosza znaczne korzysci z udzialu w psychoterapii, ze terapia dlugoterminowa dziala znacznie lepiej niz krotkoterminowa oraz ze psychoterapia stosowana samodzielnie dziala podobnie jak stosowana w polaczeniu z farmakoterapia. Ponadto niespecyficzna psychoterapia dziala lepiej niz jakakolwiek inna dla kazdego rodzaju zaburzenia oraz psycholodzy, psychiatrzy i pracownicy socjalni osiagaja podobne rezultaty jako terapeuci. Wszyscy oni maja lepsze wyniki niz doradcy malzenscy i dlugoterminowa terapia rodzinna. Gorzej lecza sie pacjenci, ktorzy mieli ograniczony wybor terapeuty lub czasu terapii. Niestety, ze wzgladow etycznych nie jest mozliwa ocena skutecznosci terapii dlugoterminowej metodami eksperymentalnymi - tj. z grupa kontrolna otrzymujaca jedynie placebo przez okres np. dwoch lat badan.

Czechoslowackie badania nad skutecznoscia psychoterapii zdaja sie wskazywac, ze terapeuci bywaja bardziej sceptyczni w ocenie efektow swojej pracy niz ich pacjenci. W badaniach Matouska stwierdzono u 128 pacjentow leczonych w Lobči w 1974 roku poprawe bezposrednia po leczeniu wedlug oceny pacjentow u 84%, zas wedlug oceny terapeutow u 64%. Wsrod 141 pacjentow z Horni Palata procent poprawy byl nieco nizszy: 64% wedlug oceny pacjentow i 43% wedlug oceny terapeutow. Kratochvil cytuje takze polskie badania: Kuliszkiewicza w Klinice Nerwic IPN, Lapinskich i Osuchowskiej w Osrodku Leczenia Nerwic w Rasztowie oraz wlasne w Oddziale Psychoterapeutycznym dla Nerwic w Komorowie, ktore przemawiaja za efektywnoscia psychoterapii prowadzonej w tych osrodkach. Odsetki poprawy oscylowaly w nich wokol 90% .

Czabala komentujac wyniki badan nad skutecznoscia psychoterapii stwierdza, ze niejednoznacznosc niektorych z nich wynika raczej z jakosci badan niz z malej skutecznosci terapii. Kliniczne doswiadczenie bowiem, potwierdzone ciaglym intensywnym rozwojem roznych oddzialywan grupowych dostarcza wielu danych, ze rozne formy psychoterapii grupowej przynosza ulge objawowa roznego typu pacjentom, dajac im mozliwosc zrozumienia swojego zachowania i przezywanych uczuc oraz uczac nowych zachowan ulatwiajacych funkcjonowanie.

Analiza efektow psychoterapii nastrecza bowiem wiele trudnosci. W badaniach z koniecznosci przyjmuje sie zalozenia o homogenicznosci terapeutow (zwlaszcza, jesli reprezentuja te sama szkole psychoterapeutyczna) i homogenicznosci pacjentow (jesli maja te sama diagnoze). Tymczasem terapeuci roznia sie miedzy soba plcia, wiekiem, wlasciwosciami osobowosciowymi, systemem wartosci, doswiadczeniem klinicznym i kwalifikacjami, pacjenci zas glebokoscia zaburzen, aktywnoscia w toku psychoterapii, motywacja, inteligencja, wyksztalceniem, ogolna sytuacja zyciowa i innymi cechami, co ma niekontrolowany wplyw na efekty terapii. Nie bez znaczenia sa tez warunki, w jakich przebiegaja sesje terapeutyczne, czas ich trwania i czestotliwosc spotkan.

Porownywanie wynikow roznych badan nad roznymi metodami psychoterapii pociaga za soba dalsze powazne ograniczenia. Do pomiaru efektow terapii stosowane bywaja rozne narzedzia, o roznym stopniu wrazliwosci, co utrudnia porownywanie wynikow. Ponadto odmienne szkoly terapeutyczne inaczej formuluja cele terapii i zwiazane z nimi kryteria poprawy. W terapii behawioralnej kladzie sie nacisk na ustapienie objawow zglaszanych przez pacjenta, w psychoanalizie - na uzyskanie wgladu, w terapii poznawczej - na restrukturyzacje obrazu wlasnej osoby i otoczenia, w terapii Gestalt - na uznanie mozliwosci wyboru i wziecie zan odpowiedzialnosci, w terapii skoncentrowanej na kliencie - na spontanicznosc w ekspresji emocji. Utrudnia to ustalenie, ktora ze szkol terapeutycznych jest skuteczniejsza w udzielaniu pomocy.

Wsrod proponowanych ogolnych kryteriow poprawy wymienia sie: ustapienie aktualnych symptomow oraz postep w funkcjonowaniu psychicznym i spolecznym, oceniane przez obiektywnych obserwatorow, samopoczucie, o ktorym informuje sam pacjent, funkcjonowanie spoleczne oceniane na podstawie relacji najblizszego otoczenia pacjenta, strukture osobowosci pacjenta, oceniana przez klinicystow. Istnieje jednak poglad, ze pacjenci zglaszaja sie na psychoterapie z roznego rodzaju problemami, wobec ktorych cele psychoterapii winny byc formulowane odmiennie. Nie mozna by zatem przyjac jednolitych, wspolnych dla wszystkich pacjentow kryteriow poprawy.

Badania nad efektywnoscia psychoterapii przeprowadzone w Polsce wykazuja jej skutecznosc. Gajewska badala skutecznosc psychoterapii pacjentow leczonych w Osrodku Terapii i Rozwoju Osobowosci (OTiRO) stwierdzajac bardzo istotna statystycznie poprawe stanu kondycji psychicznej, mierzonej Kwestionariuszem Kondycji Psychicznej (KKP) oraz zmniejszenie nasilenia objawow psychopatologicznych. Nie stwierdzila natomiast zadnych istotnych zmian w tym czasie w grupie kontrolnej zlozonej z osob oczekujacych na psychoterapie, poza dwiema podskalami KKP (skala autonomii osobistej i skala samoakceptacji), w ktorych wyniki pogorszyly sie.

Siwiak - Kobayashi wykazala, ze w skutek dwunastotygodniowego oddzialywania terapeutycznego w Klinice Nerwic Instytutu Psychiatrii i Neurologii zachodzi u pacjentow poprawa odczuwana subiektywnie i oceniana tak przez terapeutow. Poprawa objawowa oceniana za pomoca Klinicznej Listy Objawow korelowala ze zmiana postaw i zachowan pacjentow.

Podobnie Golczynska wykazala skutecznosc 10 tygodniowej psychoterapii grupowej prowadzonej w Klinice Nerwic IPN. Badala ona 137 pacjentow kliniki (82 kobiety i 55 mezczyzn) z rozpoznaniami nerwicy lub zespolu lekowego, z licznymi objawami wegetatywnymi, nerwicy hipochondrycznej, neurastenicznej, depresyjnej, histerycznej lub anoreksji. Pacjenci byli podzieleni na 13 grup terapeutycznych, z czego w jednej, oprocz psychoterapii dodatkowo zastosowano medytacje, zas w drugiej hipnoterapie. Wszystkie grupy wykazaly istotna statystycznie redukcje objawow, mierzona Kliniczna Lista Objawow, przy czym dwie grupy, w ktorych zastosowano dodatkowo medytacja lub psychoterapie wykazywaly znamiennie wieksza redukcje objawow. Grupy stosujace dodatkowo medytacje lub hipnoterapie wykazywaly takze istotna poprawe w zakresie leku jako cechy, mierzonej kwestionariuszem STAI Spielbergera, czego nie wykazywaly pozostale grupy. Ponadto w obu grupach z dodatkowymi zajeciami nie wykazano istotnych zmian w zakresie neurotycznosci, mierzonej kwestionariuszem MPI Eysencka, natomiast w pozostalych grupach nastapil nieoczekiwany wzrost poziomu neurotycznosci. Zadna z grup nie wykazala istotnych statystycznie zmian w zakresie poczucia kontroli, mierzonego testem I-E Rottera. Natomiast jesli chodzi o ocene skutecznosci leczenia dokonywana przez terapeutow (mierzona testem Ocena Klinicznej Poprawy), to okazalo sie iz terapeuci przypisywali grupom, ktore nie mialy dodatkowych zajec, najwieksza poprawe objawowa i wgladowa. Grupy te nie roznily sie zas, jesli chodzi o poprawe w zakresie reorientacji czy o poprawe szacowana testem Ocena Wynikow Leczenia Höcka.

Dakowska badala styl radzenia sobie w sytuacjach trudnych i jego zwiazek z nasileniem objawow psychopatologicznych pacjentow nerwicowych leczonych w Klinice Nerwic IPN. Badania objely 144 osoby. Oceniala takze zmiany pod wplywem leczenia, mierzac m.in. za pomoca siedmiu skal kwestionariusza HSCL nasilenie objawow psychopatologicznych (somatyzacji, depresji z niepokojem, depresji z zahamowaniem, natrectw, agresji - wrogosci, leku fobicznego i nadwrazliwosci interpersonalnej) na poczatku i na koncu 10-tygodniowej psychoterapii indywidualnej i grupowej.

Na poczatku leczenia pacjenci wykazywali wysokie nasilenie objawow psychopatologicznych. Ich nasilenie wysoko korelowalo z unikowymi strategiami radzenia sobie. Po zakonczeniu leczenia uzyskano bardzo istotna poprawe we wszystkich wymienionych wyzej skalach HSCL. Analiza korelacji miedzy poprawa objawowa (mierzona roznica przed i po leczeniu w poszczegolnych skalach HSCL) i stosowanymi przez pacjentow strategiami radzenia sobie, wykazala tendencje do stosowania przez nich innych niz poprzednio strategii radzenia sobie w miare ustepowania objawow. Istotne znaczenie zdawala sie miec strategia "rozwiazywanie problemow", ktora korelowala wysoko ze zmniejszeniem sie nasilenia somatyzacji, depresji z niepokojem i agresji - wrogosci. Na poprawe w zakresie depresji z niepokojem mogla tez miec wplyw strategia "wyladowania emocjonalnego".

Sarol - Kotelnicka badala skutecznosc 10 - tygodniowej psychoterapii pacjentow z zaburzeniami osobowosci, leczonych w Klinice Nerwic IPN. Efekty terapii byly szacowane przy pomocy Klinicznej Listy Objawow, skali ocen wynikow terapii Höcka - Hess oraz Ankiety Katamnestycznej.

Poprawe objawowa mierzona Kliniczna Lista Objawow oceniano porownujac wyniki uzyskane przez badana grupe w pierwszym tygodniu leczenia, w ostatnim tygodniu leczenia oraz rok po wypisie z Kliniki. W ostatnim tygodniu leczenia badana grupa wykazywala istotna statystycznie poprawe w dziewieciu kategoriach objawowych, w porownaniu do wynikow w chwili rozpoczynania terapii. Natomiast rok po terapii poprawa utrzymala sie juz tylko w pieciu kategoriach objawowych, takich jak: lek, napiecie, neurastenia, zaburzenia snu oraz w wyniku ogolnym. Ponadto rok po terapii nastapila dalsza poprawa w zakresie kategorii "inne" (tiki, jakanie). Badana grupa wykazala wiec istotnie lepszy stan zdrowia w porownaniu ze stanem poczatkowym, jednakze, w miare uplywu czasu po zakonczeniu terapii stan ten sie pogarszal.

Grupa badana wysoko oceniala korzysci z leczenia (szacowane przy pomocy skali Höcka - Hess) uzyskane dla zmiany sytuacji rodzinnej i zawodowej, jak i wartosc leczenia.

Analiza listow przysylanych przez pacjentow oraz uwag przekazywanych w kontakcie osobistym rok po terapii wykazala, ze pacjentow tych mozna podzielic na trzy grupy:

1.      tych, ktorym leczenie pomoglo w rozwiazywaniu problemow osobowosciowych;

2.      tych, ktorym leczenie nie w pelni pomoglo, ale oceniaja pobyt w Klinice pozytywnie;

3.      tych, ktorym leczenie nie pomoglo lub wrecz zaszkodzilo.

Pierwsza grupa pacjentow zwracala uwage na takie zmiany w swoim zyciu po terapii jak: radzenie sobie w trudnych sytuacjach bez lekow, zaprzestanie siegania po alkohol w trudnych sytuacjach, zmiane stosunku do siebie i otoczenia, wieksza samodzielnosc, nauczenie sie organizowania sobie wolnego czasu, latwiejsze, mniej konfliktowe kontakty spoleczne, poprawe relacji z najblizszymi, latwiejsze znoszenie niepowodzen, nie korzystanie z leczenia i zwolnien lekarskich, dostrzeganie swoich glownych problemow i proba zdystansowania sie od nich, gdy nie mozna ich rozwiazac oraz nauczenie sie wyciagania wnioskow z wczesniejszych doswiadczen.

Druga grupa pacjentow jako korzysc z leczenia podawala zdobycie wiekszej wiedzy o sobie, lecz pomimo tej wiedzy nie zawsze potrafili oni uporac sie ze swoimi glownymi problemami. Stwierdzali, ze nadal siegaja po leki czy alkohol w trudnych sytuacjach, badz odczuwaja niemoznosc podjecia decyzji w waznych sprawach zyciowych.

Trzecia grupa pacjentow, ktorym leczenie nie pomoglo lub nawet zaszkodzilo, zwracala uwage na: brak motywacji do aktywnego leczenia, podejmowania pracy nad soba i zmian swoich postaw, powstanie nowych trudnych sytuacji po leczeniu przy nie rozwiazaniu wczesniejszych problemow oraz oczekiwanie od Kliniki okreslonej diagnozy po leczeniu, dajacej ulge w dalszym zyciu. Czesc pacjentow, kierowanych do Kliniki z diagnoza nerwicy zostala wypisana z diagnoza zaburzenia osobowosci, np. osobowosc niedojrzala, co sprawilo, ze utracili ulgi i przywileje, jakie mieli wczesniej. Lekarze nie chcieli juz dawac im zwolnien, otoczenie stawalo sie mniej tolerancyjne, stawiajac wieksze wymagania.

Sarol - Kotelnicka krytycznie komentujac uzyskane rezultaty zwraca uwage, iz badani pacjenci z zaburzeniami osobowosci osiagali na ogol gorsze wyniki niz grupa kontrolna zlozona z pacjentow nerwicowych. Trzeba jednak zauwazyc, ze duzym sukcesem jest uzyskanie poprawy w przypadkach tak trudnych w leczeniu zaburzen, jak zaburzenia osobowosci, w trakcie terapii trwajacej zaledwie 10 tygodni. Nieliczne osrodki w ogole podejmuja sie pracy psychoterapeutycznej z tego typu pacjentami. Zaklada sie zazwyczaj koniecznosc prowadzenia dlugoterminowej psychoterapii (trwajacej do kilku lat) w trybie ambulatoryjnym, co umozliwia konfrontowanie umiejetnosci nabytych w trakcie psychoterapii w realnym zyciu, w relacjach z najblizszymi. Intensywne oddzialywania psychoterapeutyczne skomasowane w stosunkowo krotkim czasie sa najlepszym rozwiazaniem tylko dla tych pacjentow, ktorzy nie moga korzystac z dlugoterminowej psychoterapii w miejscu swojego zamieszkania. Wobec powyzszego wyniki uzyskane przez Sarol - Kotelnicka trzeba uznac za duzy sukces Kliniki Nerwic IPN.

Jakubik na podstawie przegladu pismiennictwa dotyczacego leczenia osobowosci nieprawidlowej (dyssocjalnej) i analizy doniesien z badan nad efektywnoscia programow resocjalizacyjnych stwierdzil, ze psychoterapia stosowana w tych zaburzeniach jako jedyny srodek leczniczy jest nieefektywna, bez wzgledu na reprezentowany kierunek teoretyczny. Znacznie bardziej skuteczna okazala sie terapia behawioralna oparta na prostych technikach warunkowania awersyjnego, a zwlaszcza warunkowania instrumentalnego. Za najwlasciwsza droge leczenia w zakladach karnych uwaza sie wieloletnie programy reedukacyjno - resocjalizacyjne, zawierajace rozne formy terapii grupowej, techniki warunkowania instrumentalnego (manipulacja przywilejami) oraz rygorystyczne przestrzeganie zasad spolecznosci leczniczej, ktorych efektywnosci Jakubik nie ocenia zbyt wysoko. Zauwaza natomiast, ze obecnie istnieje prawie calkowita zgodnosc pogladow, iz psychoterapia jest podstawowa oraz jedyna przyczynowa metoda leczenia pozostalych zaburzen osobowosci, takich jak osobowosc impulsywna, histrioniczna, zalezna, lekowa, anankastyczna, paranoiczna i schizoidalna. Na podstawie badan innych autorow szacuje jej skutecznosc na 40-64% .

Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego prowadzi obecnie szeroko zakrojone badania nad przebiegiem i efektywnoscia terapii odwykowej i terapii wspoluzaleznienia.      Od roku 1994 IPZ monitoruje przebieg i efekty terapii odwykowej prowadzonej w kilkudziesieciu wiodacych placowkach odwykowych w calej Polsce w ramach programu badawczego Analiza Przebiegu i Efektow Terapii Alkoholikow (APETA). Do chwili obecnej badaniami objeto ponad 20 tys. pacjentow. Dotychczasowe rezultaty badan wskazuja na wysoka skutecznosc strategiczno - strukturalnej terapii uzaleznienia opartej o psycho-bio-spoleczny model uzaleznienia J. Mellibrudy. Po ukonczeniu podstawowego programu terapii uzaleznien w placowkach ambulatoryjnych abstynencje utrzymuje co najmniej 90% badanych w chwili wypisu, 62% pol roku pozniej, 57% rok po wypisie i 52% w dwa lata po wypisie. Tylko o 10% pacjentow w dwa lata po wypisie wiadomo, ze pija w sposob podobny lub gorszy niz przed terapia. Pozostale osoby uzyskuja wieksza lub mniejsza poprawe badz brak o nich danych. Gorsze efekty uzyskuja pacjenci leczeni w placowkach stacjonarnych, byc moze dlatego, ze czesciej trafiaja tam trudni pacjenci, niezdolni do utrzymywania abstynencji w warunkach leczenia ambulatoryjnego. W chwili wypisu abstynencje utrzymuje 90% badanych, ale w pozniejszym okresie liczba ta zdecydowanie maleje do 38% pol roku po wypisie, 27% w rok po wypisie i 20% w dwa lata po wypisie. O 3% pacjentow w dwa lata po wypisie wiadomo, ze pija w sposob podobny lub gorszy niz przed terapia. Pozostale osoby uzyskuja wieksza lub mniejsza poprawe badz brak o nich danych.. Ponadto u pacjentow, ktorzy ukonczyli podstawowy program terapii stwierdzono zmniejszenie nasilenia objawow psychopatologicznych oraz poprawe funkcjonowania spolecznego.

Takze badania nad efektywnoscia zajec psychoterapeutyczno - psychoedukacyjnych prowadzonych w ramach Programu Rozwoju Osobistego (PRO) przez Instytut Psychologii Zdrowia PTP dla zawansowanych w zdrowieniu osob uzaleznionych i wspoluzaleznionych, dzialajacych w srodowiskach trzezwosciowych, wykazaly wysoka efektywnosc programu. Badania te objely 73 osoby. Trzykrotnie (na poczatku, na koncu i pol roku po zakonczeniu PRO) badano poczucie kontroli uczestnikow, tendencje do przedstawiania sie w nadmiernie korzystnym swietle, lek jako ceche osobowosci, empatie i nasilenie objawow psychopatologicznych (somatyzacji, natrectw, fobii, nadwrazliwosci interpersonalnej, depresji, leku, wrogosci, myslenia paranoidalnego i psychotycznosci). Ponadto, po zakonczeniu PRO uczestnicy wypelniali anonimowa ankiete Opinia o zajeciach, zas pol roku pozniej odpowiadali na pytanie otwarte o ewentualne zmiany w ich zyciu wskutek udzialu w PRO.

Uczestnicy PRO uzyskali dobre lub przecietne rezultaty w zakresie badanych zmiennych juz w chwili rozpoczynania PRO. Porownanie wynikow w kolejnych pomiarach wykazalo, ze udzial w PRO spowodowal u uczestnikow istotne statystycznie, trwale obnizenie (utrzymujace sie pol roku po PRO) leku jako cechy osobowosci oraz objawow psychopatologicznych takich jak natrectwa, nadwrazliwosc interpersonalna, lek, fobie i psychotycznosc. Oczekiwane, lecz nietrwale zmiany (nie utrzymujace sie pol roku po PRO) wystapily w zakresie empatii, tendencji do przedstawiania sie w nadmiernie korzystnym swietle i wrogosci. Udzial w PRO nie doprowadzil natomiast do jakichkolwiek istotnych zmian w zakresie poczucia kontroli, somatyzacji, depresji i myslenia paranoidalnego.

W chwili konczenia PRO uczestnicy bardzo wysoko ocenili tresc i organizacje zajec, sposob ich prowadzenia oraz odniesione korzysci osobiste i zawodowe. Pol roku po PRO uczestnicy entuzjastycznie opisywali szereg korzystnych zmian w ich relacjach z bliskimi i innymi osobami, w emocjach, pogladach, sposobie myslenia a takze wiele innych zmian, jakie zaszly w ich zyciu wskutek udzialu w PRO.

Bryla - Zielinska dokonala metaanalizy 75 doniesien z badan nad skutecznoscia psychoterapii w leczeniu pacjentow z zaburzeniami nerwicowymi i z zaburzeniami osobowosci, przeprowadzonych w Polsce w latach 1960-1995. W badaniach tych przyjmowano rozne kryteria poprawy, oceniajac poprawe objawowa, poprawe w funkcjonowaniu spolecznym lub jedno i drugie. W ponad polowie badan (52%) autorzy ograniczyli sie do stwierdzenia poprawy w badanej grupie. Stwierdzono tak we wszystkich badaniach uwzgledniajacych tylko zmiany w funkcjonowaniu. W pozostalej czesci badan (48%), w ktorych oceniano tylko poprawe objawowa, badz zarowno poprawe objawowa i poprawe w funkcjonowaniu podawano nastepujace odsetki uzyskanych popraw:

    * w 16 badaniach uzyskanie poprawy objawowej oceniono jako dobre u 75-90% pacjentow;
    * w 9 badaniach uzyskanie poprawy objawowej oceniono jako dobre u 60-70% pacjentow;
    * w 6 badaniach uzyskanie poprawy objawowej oceniono jako dobre u 20-50% pacjentow;
    * w 7 badaniach uzyskanie poprawy w funkcjonowaniu oceniono jako dobre u 70-85% pacjentow;
    * w 4 badaniach uzyskanie poprawy w funkcjonowaniu oceniono jako dobre u 60-70% pacjentow;
    * w 2 badaniach uzyskanie poprawy w funkcjonowaniu oceniono jako dobre u 20-50% pacjentow;
    * w 3 badaniach uzyskanie poprawy objawowej i poprawy w funkcjonowaniu oceniono jako dobre u 78-91% pacjentow;
    * w 2 badaniach uzyskanie poprawy objawowej i poprawy w funkcjonowaniu oceniono jako dobre u 34-47% pacjentow.

Aktualny stan badan pozwala uznac kwestie ogolnej efektywnosci psychoterapii za rozstrzygnieta. Waznym problemem badawczym pozostaje ustalenie czynnikow leczacych specyficznych i wspolnych dla roznych szkol terapeutycznych, a takze eksperymentalne sprawdzenie, czy scisle okreslone interwencje terapeutow rzeczywiscie przynosza przypisywane im okreslone efekty. Zagadnieniem interesujacym lokalna lub centralna administracje sluzby zdrowia przy podejmowaniu decyzji o rozdziale srodkow finansowych moze tez byc ocena stopnia efektywnosci takich a nie innych programow terapeutycznych, oferowanych w okreslonych placowkach przez taki a nie inny zespol terapeutow dla pacjentow z okreslona diagnoza, czy ze specyficznymi problemami.
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
psychoterapia
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 02, 2007, 08:01:48 pm »
Psychoterapia młodzieży


Dorastanie jest okresem niezwykle burzliwym, w którym młody człowiek buduje własną tożsamość oraz doświadcza wielu zmian w wyglądzie fizycznym, rozwoju poznawczym i emocjonalnym. Wielu młodych ludzi jest zadowolonych z tego, kim są i jak żyją. Pomimo gwałtownych zmian, jakie przechodzą, potrafią utrzymywać pozytywne relacje z rodzicami i z rówieśnikami. Czują się kompetentni w zakresie swoich umiejętności, stopniowo znajdują odpowiedź na pytanie „kim jestem?” oraz dobrze radzą sobie z napięciami rozwojowymi. Zdarza się jednak, że nastolatek przeżywa różnego rodzaju trudności, z którymi nie potrafi poradzić sobie samodzielnie.

W procesie dorastania uczestniczy cała rodzina, co może wywoływać napięcia i konflikty. Również rodzice stają w obliczu nowych zadań, z którymi nie zawsze potrafią się uporać. Czasami zmiany w zachowaniu dziecka wydają im się niepokojące, choć są one naturalną częścią rozwoju i same w sobie nie świadczą o wystąpieniu zaburzeń. Zdarza się również, że problemem stają się relacje rodziców z nastolatkiem. Dlatego psychoterapią objęta jest często cała rodzina młodego człowieka.

Charakterystyczne i najczęściej występujące problemy psychologiczne u młodzieży:

    * Zaburzenia zachowania i emocji (powtarzające się, trwałe przekraczanie norm społecznych odpowiednich dla danego wieku, nasilające się zachowania agresywne, częste wybuchy gniewu i złości, zachowania destrukcyjne, np. wandalizm, przestępstwa, zachowania autoagresywne, jak samookaleczenia, nadużywanie środków psychoaktywnych, labilność· emocjonalna, częste akty buntu, kłamstwa, oszukiwanie itp.).
    * Zaburzenia lękowe (możliwe objawy to nadmierne martwienie się, reagowanie nasilonym lękiem, napady paniki, unikanie sytuacji potencjalnie trudnych, np. szkoły, okaleczanie się, zaburzenia snu, objawy somatyczne, np. bóle głowy, brzucha, podwyższone napięcie mięśniowe, uczucie duszności, nadmierna potliwość, roztrzęsienie).
    * Zaburzenia depresyjne (mogą się one przejawiać· obniżeniem lub wahaniami nastroju, negatywizmem, unikaniem kontaktów z rodziną i rówieśnikami, nagłym, znacznym pogorszeniem wyników w nauce, utratą zainteresowania szkołą lub wcześniej podejmowanymi formami aktywności, myślami samobójczymi, utratą apetytu, obniżonym poczuciem własnej wartości).
    * Zaburzenia odżywiania (zmiany apetytu: odmowa jedzenia, objadanie się, częste wymioty, nagła zmiana wagi ciała).

Zaburzenia te mogą mieć różne przyczyny, np. trudności wieku dorastania, choroby psychiczne, molestowanie seksualne, problemy w rodzinie. W razie ich wystąpienia warto skorzystać z pomocy psychoterapeuty i/lub lekarza psychiatry. Ponieważ w psychoterapii młodzieży ważna jest współpraca z rodziną, na pierwsze spotkanie z reguły zapraszany jest nastolatek razem z rodzicami i ewentualnie rodzeństwem; czasem uczestniczą w nim sami rodzice. Podczas pierwszej konsultacji zbierane są podstawowe informacje dotyczące problemu, relacji w rodzinie i oczekiwań nastolatka oraz rodziców co do dalszej terapii. W dalszej kolejności, w zależności od natury problemu, proponowane są różne formy pomocy, np. psychoterapia indywidualna lub grupowa dla nastolatka, konsultacja z lekarzem psychiatrą, terapia rodzinna lub małżeńska, konsultacje dla samych rodziców.

Psychoterapia indywidualna zazwyczaj odbywa się raz w tygodniu; sesje trwają 50 minut. Rodzice mają prawo do konsultacji dotyczących pracy z ich dzieckiem. Terapia rodzinna odbywa się z reguły raz na trzy - cztery tygodnie; sesje trwają 1,5 godziny. Grupa terapeutyczna jest wskazaną formą pracy z młodzieżą mającą trudności w relacjach z rówieśnikami.

W przypadku osoby niepełnoletniej zgodę na terapię i leczenie farmakologiczne muszą zawsze wyrazić rodzice, natomiast po ukończeniu 18 roku życia nastolatek na terapię zgłasza się samodzielnie.


synapsis
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
psychoterapia
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 02, 2007, 08:03:45 pm »
Konsultacja u lekarza psychiatry specjalisty od dzieci i młodzieży


Obawy, wątpliwości, pytania


Wizyta u psychiatry często budzi wiele wątpliwości, obaw i pytań – czy warto? Czy jest potrzebna, niezbędna? A może o leczeniu dowiedzą się znajome osoby; jeśli tak, co sobie wtedy pomyślą? Takie obawy są zupełnie naturalne; często towarzyszą one każdemu, kto staje wobec trudnego problemu, zdarzenia losowego, potrzebuje fachowej pomocy psychologicznej. Chcąc ułatwić decyzję o zgłoszeniu się po pomoc, postaram się odpowiedzieć na podstawowe pytania i omówić najczęstsze wątpliwości.

Konsultacja u lekarza psychiatry jest zwykłą rozmową na temat aktualnych problemów, sytuacji rodzinnej i życiowej, ich wzajemnego wpływu na siebie. Jej cel to przede wszystkim diagnoza stanu psychicznego (ocena występujących objawów, stopnia ich nasilenia, wpływu na funkcjonowanie w pracy, rodzinie) i odpowiedź na pytanie, czy potrzebna jest jakaś forma leczenia. Jednocześnie jest to forma dialogu z lekarzem, który wyjaśnia, na czym polega istota objawów, jakie ewentualnie metody leczenia (psychoterapia, farmakoterapia) warto zastosować, na czym te metody polegają, czy mają jakieś działania niepożądane.

W trakcie wizyty u lekarza bardzo ważne jest wyjaśnienie wszelkich wątpliwości dotyczących proponowanych metod leczenia; tylko świadoma zgoda pacjenta na ich zastosowanie daje podstawy do dalszej współpracy w procesie terapii. Przyjście na konsultację może pomóc odpowiedzieć na wiele pytań i nie jest jednoznaczne z koniecznością rozpoczęcia leczenia; decyzję o tym można podjąć w każdym momencie, po spokojnym zastanowieniu się w domu.

Współpraca lekarza psychiatry z rodzicami dziecka lub nastolatka

Kiedy pacjentem jest osoba niepełnoletnia – dziecko lub nastolatek – współpraca z rodzicami jest niezbędna; może ona również bardzo pomóc zarówno w diagnozie stawianej podczas pierwszej konsultacji, jak i w trakcie dalszego leczenia; dotyczy to także zgody na nie. Podczas konsultacji z dzieckiem lub nastolatkiem w wieku gimnazjalnym albo licealnym psychiatra często rozmawia z pacjentem najpierw w obecności rodziców, a następnie sam na sam; na zakończenie następuje wspólna rozmowa, kiedy lekarz przedstawia propozycje dalszego trybu postępowania i sposobów pomocy. Im młodszy pacjent, tym bardziej zalecane jest, by w pierwszym spotkaniu z lekarzem uczestniczyli tylko rodzice; dopiero później lekarz rozmawia z dzieckiem sam na sam. W razie rozpoczęcia leczenia farmakologicznego zaleca się, by w początkowym okresie spotkania z lekarzem odbywały się co dwa tygodnie; później raz w miesiącu. Warto też uzgodnić terminy spotkań z rodzicami, by omawiać z nimi przebieg leczenia (należy zwracać uwagę na ustępowanie lub nasilanie się różnego typu objawów i ewentualne pojawianie się objawów niepożądanych). W przypadku młodszych dzieci spotkania zawsze mogą się odbywać w obecności rodziców. Okresowo, zależnie od rodzaju stosowanego leku i wieku dziecka, mogą być wskazane dodatkowe badania laboratoryjne (np. kontrolna ocena czynności wątroby, nerek, morfologia krwi).

Rola psychoterapeuty

Zdarza się, że konsultację u lekarza psychiatry proponuje terapeuta prowadzący psychoterapię. W niektórych przypadkach taka konsultacja jest bardzo potrzebna czy nawet niezbędna. Chodzi tu przede wszystkim o sytuacje zagrożenia życia lub zdrowia (np. gdy występują myśli samobójcze lub wyniszczenie organizmu spowodowane anoreksją) albo o ustalenie, czy objawy mają podłoże organiczne, czy psychiczne. Trzeba wspomnieć, że w leczeniu wielu zaburzeń bardzo dobre efekty daje wsparcie psychoterapii leczeniem farmakologicznym.

Efekty konsultacji

W razie stwierdzenia problemów lub niepokojących objawów efektem wizyty będzie zalecenie rozpoczęcia leczenia, tzn. farmakoterapii i/lub psychoterapii, w trybie ambulatoryjnym; spotkania z lekarzem lub psychoterapeutą będą się odbywać w poradni. Jeśli wymaga tego stan zdrowia pacjenta, wskazane może być rozpoczęcie leczenia w szpitalu, a następnie kontynuowanie go w poradni. W przypadku dziecka lub osoby niepełnoletniej zgodę na rozpoczęcie leczenia muszą zawsze wyrazić rodzice; powyżej 16 roku życia wymagana jest zgoda pacjenta na hospitalizację. Proponowane leczenie jest jednak najskuteczniejsze tylko wtedy, gdy zaakceptuje je sama osoba zainteresowana.

Wszystkie informacje uzyskane w czasie rozmowy są objęte tajemnicą lekarską.


synapsis
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
psychoterapia
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpień 02, 2007, 08:08:37 pm »
O terapii rodzin


Co to jest terapia rodzin ?


Terapia rodzin jest taką formą terapii, w której udział bierze najczęściej cała rodzina. Wynika to z założenia, iż rodzina tworzy pewien system, w którym poszczególni członkowie pozostają ze sobą we wzajemnych relacjach i wzajemnie na siebie oddziałują. Problemy u jednego z domowników wpływają na cały system rodzinny, ale i system rodzinny wpływa na powstawanie zaburzenia. Dlatego przy rozwiązaniu trudności bardzo ważnymi „sojusznikami” i „ekspertami” stają się domownicy, jak również inne osoby bliskie i ważne dla rodziny.

Kiedy warto skorzystać z konsultacji u terapeuty rodzinnego ?


    * Kiedy odczuwamy, że problemy jednego z członków rodziny silnie wpływają na relacje z pozostałymi (np.: choroba lub inne zewnętrzne i wewnętrzne kłopoty jednej osoby powodują, że w domu panuje napięcie, łatwo o wybuchy kłótni lub panuje przygnębienie i nikt ze sobą nie rozmawia o tym, co się dzieje).

    * Kiedy odczuwamy, że relacje w rodzinie przyczyniają się do problemów jednego z jej członków, bądź je nasilają (np.: kiedy pojawiają się konflikty między rodzicami i niebawem okazuje się, że dziecko, jest przygnębione, izoluje się od rówieśników, ucieka z domu, wagaruje lub opuszcza się w nauce.)

    * Kiedy poszczególne osoby w rodzinie doświadczają trudności we wzajemnych kontaktach (np. wybuchają konflikty o sprawy ważne i mniej ważne, nie można wspólnie podjąć decyzji, trudno jest wzajemnie zrozumieć swoje aktualne potrzeby i preferencje i w związku z tym pojawia się poczucie obcości, niezrozumienia lub braku zainteresowania.)

    * Kiedy rodzina przeżywa jakiś kryzys życiowy (np. śmierć lub ciężką chorobę kogoś bliskiego, rozwód, utratę pracy itp.) i nie radzi sobie ze skutkami zachodzących zmian.

    * Kiedy ktoś z rodziny choruje na choroby przewlekłe, o których wiadomo w medycynie, że mają podłoże emocjonalne często związane z relacjami w rodzinie (tzw.choroby psychosomatyczne to np. astma, wrzody żołądka czy dwunastnicy, nadciśnienie.)

    * Kiedy rodziców niepokoi zachowanie ich dziecka (np.: dziecko zaczyna zachowywać się „dziwacznie”, inaczej niż do tej pory lub zaczyna się moczyć, przestaje jeść, je raz nadmiernie, a kiedy indziej wcale.)

    * Kiedy rodzice przeżywają trudności wychowawcze (np. dziecko jest wybuchowe, w szkole nauczyciele skarżą się na złe zachowanie).

    * Kiedy rodzice mają poczucie, że tracą kontakt ze swoim dzieckiem lub, że ten kontakt jest niezadowalający i chcieliby to zmienić.

Pierwsze spotkanie ma charakter konsultacji, w trakcie, której zarówno rodzina, jak i terapeuta wspólnie podejmą decyzję, co do celowości rozpoczęcia terapii.

Jak wygląda sesja?

Sesja trwa 1,5 godziny. W Ośrodku w którym pracuję (NZOZ Grupa Synapsis) terapia rodzinna jest prowadzona w dwóch formach:

   1. Z jednym lub dwoma terapeutami.

   2. Z terapeutą prowadzącym i 2-3 osobowym zespołem tzw. „zespołem odzwierciedlającym” (reflektującym).

Zespół odzwierciedlający to terapeuci, którzy nie biorą bezpośredniego udziału w prowadzeniu terapii, ale ją obserwują i na życzenie terapeuty prowadzącego bądź kogoś z rodziny dzielą się swoimi komentarzami i refleksjami na temat tego, co dzieje się podczas terapii. Dzięki temu, iż są to osoby, które obserwują przebieg spotkania z dystansu, mogą wnieść wiele cennych uwag i spostrzeżeń korzystnych dla przebiegu i skuteczności terapii.

Spotkanie dotyczy całej rodziny, w związku, z czym uwaga i aktywność terapeuty skoncentrowana jest na wszystkich uczestnikach spotkania, a nie na jednej osobie (np. z powodu, której do spotkania doszło). Terapeuta stara się być również neutralnym wobec członków rodziny i nie brać strony żadnego z nich. Terapeuta pomaga rodzinie zrozumieć i rozwiązać problem, a nie osądza, kto jest winien lub, kto ma racje. Sposób prowadzenia sesji jest zależny od preferencji teoretycznych terapeuty.

Przewidywane efekty terapii.

Skutki terapii nie zawsze są obserwowane w trakcie trwania spotkań. Zdarzają się szybkie ustąpienia zgłaszanych trudności, ale częściej poprawa pojawia się powoli i stopniowo.

    * Jednym z podstawowych efektów terapii powinno być( jeżeli jest to w danej sytuacji możliwe) ustąpienie problemu, z jakim zgłosiła się rodzina. Zdarza się nader często, że rodziny oczekują zmian, które nie są możliwe do wprowadzenia np. jeżeli dziecko ma trudności w nauce to po pierwszym spotkaniu, a najdalej po drugim maja one zniknąć. Bywa też tak, że zaistnienie zmiany wymaga czasu np. osoby cierpiące na choroby psychosomatyczne rzadko, kiedy, doznają pełnego ustąpienia objawów nawet po kilku sesjach.

    * Częstym rezultatem jest poprawa komunikacji w rodzinie. Domownicy zaczynają być bardziej uważni na to, co mówią do siebie. Wiele osób w trakcie trwania sesji ma okazję po raz pierwszy usłyszeć, jak inni widzą i przeżywają to, co dzieje się w rodzinie. Członkowie rodziny zaczynają mówić do siebie i siebie słuchać.

    * Skutkiem terapii może być lepsze rozumienie przez poszczególne osoby motywów swojego działania i działania innych.

    * Dla każdego z członków rodziny skutkiem terapii może stać się bardziej adekwatne rozpoznawanie, a także respektowanie własnych i cudzych granic w kontakcie. Granice to swoiste wewnętrzne bariery, dzięki którym kształtujemy nasze relacje z innymi ludźmi. Np. decydujmy o tym, na co pozwalamy innym w kontakcie z nami a co uznajemy za niedopuszczalne lub tylko, na co, nie chcemy się godzić (np. na zbyt bliski kontakt fizyczny, czy seksualny, na używanie pewnych sformułowań itp.). Granice te powstrzymują również nas przed naruszaniem „przestrzeni psychicznej” innych osób. Jeżeli inni nie przekraczają naszych granic zazwyczaj czujemy się w ich obecności bezpiecznie.

    * Efektem jest również poprawa relacji między członkami rodziny związana z większą życzliwością i szacunkiem dla potrzeb innych osób.

    * Rezultatem terapii może stać się poszerzenie wiedzy, jak to, co przeżyli i „wynieśli” ze swoich rodzin dorośli domownicy wpływa na to, kim są teraz, jak się zachowują i czują.

    * Po terapii rodzice zwiększają swoje kompetencje wychowawcze.


synapsis
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
psychoterapia
« Odpowiedź #5 dnia: Sierpień 02, 2007, 08:09:58 pm »
Jak rozpoznać dobrego psychoterapeutę?



Nie każdy psycholog i nie każdy lekarz psychiatra zajmuje się prowadzeniem psychoterapii. Należy więc szukać osoby, która jest odpowiednio do tego przygotowana. Spotykając się z ofertą danego terapeuty proponującego psychoterapię, nie można lekceważyć pierwszego wrażenia jakie sprawia ta osoba. Czy wygląda na osobę godną zaufania, potrafiąca słuchać i rozumieć, zrównoważoną. Mamy też prawo zapytać o zawodowe doświadczenie i kwalifikacje, o sposób prowadzenia psychoterapii. Warto też zapytać o tajemnicę zawodową, jak jest przez terapeutę rozumiana, czy będzie konsultował przebieg naszej terapii z innymi osobami.

Należy też wiedzieć, że istnieją certyfikaty wydawane przez rozmaite organizacje i stowarzyszenia zawodowe psychologów, będące świadectwem odbycia pewnego programu szkoleń i, zwykle, zdania określonych egzaminów. W tej dziedzinie panuje niestety chaos, bo certyfikaty wydają najróżniejsze organizacje, a warunki ich otrzymania znacznie się od siebie różnią. Od przejścia długich i wymagających procedur szkoleniowych, do odbycia względnie krótkich kursów. Tytuły zawodowe bywały też przyznawane uznaniowo. W tej sytuacji najbardziej cenione w Polsce są certyfikaty renomowanych organizacji zawodowych tj. Polskiego Towarzystwa Psychologicznego (PTP) oraz Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (PTP), które starają się dbać o odpowiedni wysoki poziom szkoleń.

Oczywiście jednak żadne formalne uprawnienia, także i powyżej wymienione, nie dają pełnej gwarancji, że terapeuta będzie postępował w pełni profesjonalnie, i że będzie dobrym terapeutą dla danej, szukającej pomocy osoby. Niewątpliwie wielu praktykujących psychoterapeutów nie posiada wymienionych certyfikatów, bądź jest dopiero na drodze do ich uzyskania, a są rzetelnie przygotowani do prowadzenia psychoterapii i udziela bardzo skutecznej pomocy.

Przy wyborze można uwzględnić w jakiej instytucji pracuje dany terapeuta. Czy pracuje jednoosobowo, czy też współpracuje z renomowaną instytucją lub jest członkiem cenionego zespołu terapeutycznego.

W praktyce wiele osób podejmujących decyzję o wyborze terapeuty kieruje się wiedzą uzyskaną od innych pacjentów. Jeśli na przykład wiadomo od znajomych czy przyjaciół jak terapeuta pracuje, że udziela rzeczywiście skutecznej pomocy, jest to informacja, która dla wielu osób jest decydująca.


synapsis
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline amara

  • Aktywny Gadacz
  • *****
  • Wiadomości: 781
psychoterapia
« Odpowiedź #6 dnia: Sierpień 04, 2007, 06:33:25 pm »
Czym jest psychoterapia w depresji

W ciągu ostatnich stu lat psychoterapia zrobiła zawrotną karierę, szczególnie na Zachodzie, gdzie stała się modną metodą leczenia.  

W spopularyzowaniu psychoterapii dużą rolę odegrała sztuka, literatura oraz media, które przyczyniły się do zmiany mentalności ludzi. I tak okazało się, że uczęszczaniu na sesje terapeutyczne nie musi towarzyszyć uczucie wstydu i obawa przed wyśmianiem ze strony otoczenia. Dawniej psychoterapii nie darzono zaufaniem, odmawiano jej statusu dziedziny naukowej, a terapeutów traktowano jako odmianę szarlatanów. Spuścizną tamtych czasów jest traktowanie psychoterapii jako dyscypliny kontrowersyjnej, kwestionuje się jej skuteczność i jest ona postrzegana jako arena licznych rywalizujących ze sobą szkół i systemów teoretycznych które toczą walkę o „rząd dusz”. Przy obecnym stanie wiedzy psychoterapia istnieje jeszcze jako samodzielna, lecz stale jeszcze mało spójna nauka, w której obowiązuje w miarę jednolity system terminologiczny. Istnieje wiele rozmaitych szkół i kierunków psychoterapeutycznych. Teorie powstające w ich obrębie są z reguły jasno sprecyzowane, wskutek czego częściowo wykluczają psychoterapeutyczne podejścia innego rodzaju.  

Jeden z prekursorów psychoterapii - Pierre Janet postrzegał psychoterapię jako zastosowanie wiedzy psychologicznej do leczenia różnych zaburzeń i chorób psychicznych.  
Definicja Janeta daje pewien obraz psychoterapii. W 1975 roku Stanislav Kratochvil odwiedzając w Warszawie kierowany przeze mnie pierwszy Oddział Dzienny w Polsce nazwał psychoterapię „leczniczym oddziaływaniem na chorobę, zaburzenie lub anomalię środkami psychologicznymi". W tym rozumieniu psychoterapia stanowi proces zamierzonego korygowania zaburzeń czynności organizmu za pomocą środków psychologicznych. Uznał on, że „zaburzenie czynności może dotyczyć procesów psychicznych i osobowości lub procesów somatycznych i funkcji narządów". W swojej praktyce z pacjentem psychoterapeuta wykorzystuje cały wachlarz środków psychologicznych. Podstawowym środkiem jest słowo, które stanowi oś komunikacji między psychoterapeutą a pacjentem. Ponadto posiłkuje się mimiką lub milczeniem, oraz innymi formami przekazywania emocji. Zakres oddziaływania środków psychologicznych może być różny i w zależności od niego wyróżniamy psychoterapię rozumianą w szerszym i węższym znaczeniu. Psychoterapia w szerszym znaczeniu obejmuje możliwości oddziaływania środowiskowego. W węższym sensie psychoterapia dotyczy zamierzonego i celowego oddziaływania psychoterapeuty na pacjenta poprzez kontakt psychoterapeutyczny.
 
Pojęcie psychoterapii we współczesnym języku potocznym, tak jak i kulturze, ma bardzo wiele różnych znaczeń.  
Liczne znaczenia metaforyczne są często źródłem nieporozumień, co do znaczenia podstawowego tego terminu. Dodatkowo komplikuje sytuację fakt, że nie ma jakiejś jednej definicji psychoterapii, z którą zgadzaliby się ci wszyscy psychoterapeuci. Prawie każdy podręcznik psychoterapii podaje nieco inne określenie tego terminu.  

Najczęściej psychoterapia jest definiowana jako metoda leczenia opierająca się na oddziaływaniach środkami psychologicznymi na osoby chore, cierpiące z powodu zaburzeń przeżywania i funkcjonowania uwarunkowanych psychospołecznie.  
Oddziaływania te, aby mogły być traktowane jako proces komunikacji, muszą być świadome. Jako takie podporządkowane są aktualnej wiedzy naukowej dotyczącej zarówno przyczyn powstawania poszczególnych symptomów i zaburzeń, jak i sposobów ich leczenia. Są prowadzone przez psychoterapeutę, posiadającą odpowiednie kwalifikacje w zakresie psychiatrii lub psychologii. Proces terapii zawsze odbywa się w ramach wzajemnych relacji pacjenta i psychoterapeuty określanych mianem związku terapeutycznego.  

Celem nadrzędnym tych oddziaływań jest usunięcie objawów zaburzeń psychicznych będących przyczyną cierpienia pacjenta oraz uruchomienie w jego psychice takich zmian, które pozwolą mu na lepszą adaptację społeczną.  
Trudności związane z precyzyjnym określeniem psychoterapii powodują, że termin ten jest nierzadko nadużywany przez osoby zajmujące się pomocą psychologiczną, nie będącymi wykształconymi i licencjonowanymi terapeutami. Za psychoterapeutów podszywają się różne osoby zajmujące się medycyną niekonwencjonalną. Spróbujmy bliżej przyjrzeć się pomocy psychologicznej, aby rozgraniczyć te pojęcie od tego co już wiemy o psychoterapii. Pomoc psychologiczna ma na celu pomoc w rozwiązaniu problemu, konfliktu w sposób korzystny dla klienta. Osoba udzielająca pomocy uważana jest za eksperta posiadającego wiedzę na ten temat. W istocie jest on jedynie doradcą proponującym pewne sposoby myślenia, przeżywania lub doświadczania, które mogą być pomocne w znalezieniu rozwiązania problemu. Odpowiedzialność za słuszność decyzji oraz za własne zdrowie ponosi sam klient. Podobnie wygląda sytuacja pomocy towarzyskiej, nieprofesjonalnej, z tym że pomagający odwołuje się do swojej naturalnej, osobistej wiedzy. W psychoterapii rozumianej jako metoda leczenia jest inaczej. Psychoterapeuta odpowiada za diagnozę i leczenie zaburzenia pacjenta, pacjent natomiast wyraża jedynie zgodę na badanie i leczenie.  

We współczesnej psychoterapii spotykamy następujące podstawowe sformułowania celu psychoterapii:  
Celem psychoterapii jest usunięcie objawów chorobowych. Pacjent zgłasza się do terapeuty z określonymi dolegliwościami, a zadaniem terapeuty jest usunięcie tych dolegliwości bądź poprzez terapię objawową, bądź terapię przyczynową. W zależności od rodzaju objawów ten cel może być określony jako: przywrócenie zdolności odczuwania przyjemności, nadziei i radości życia, przywrócenie zdolności do pracy, nawiązywania kontaktu. Cel uważa się za osiągnięty, kiedy zakłócające objawy zostaną usunięte.
Celem psychoterapii jest reedukacja, resocjalizacja, reorganizacja, restrukturyzacja czy też integracja osobowości pacjenta. Problemy jakie analizuje się w procesie psychoterapii zależą od przyjętej koncepcji osobowości człowieka, np. konflikty intrapsychiczne, patologiczne fiksacje libido lub patologiczne stereotypy w stosunkach interpersonalnych.
Usunięcie objawów uważa się za skutek uboczny, gdyż w psychoterapii opartej o tego rodzaju cel dąży się do przekształcania osobowości pacjenta w kierunku prawidłowego przystosowania lub w kierunku osiągania dojrzałości i realizacji swoich celów życiowych. Drugie podejście ma niewątpliwą przewagę nad pierwszym dzięki większej dokładności i głębszemu działaniu.; sięga się tutaj do przyczyn problemu a nie tylko do objawów zaburzenia.

Reasumując: celem nadrzędnym tych oddziaływań jest usunięcie objawów zaburzeń psychicznych będących przyczyną cierpienia pacjenta oraz uruchomienie w jego psychice takich zmian, które pozwolą mu na lepszą adaptację społeczną.  

W skrócie można cele psychoterapii w depresji przedstawić jako:  
próbę usunięcia określonej sytuacji kryzysowej
redukcję lub usunięcie objawów zaburzenia psychicznego
wzmocnienie możliwości obronnych pacjenta
rozwiązanie lub przekształcenie nieświadomych konfliktów
reorganizacji osobowości w kierunku dojrzałego funkcjonowania.
 
Przedstawione cele mają ścisłe powiązanie z proponowanymi w danej sytuacji formami psychoterapii. Rozróżniamy więc:  
psychoterapię indywidualną
psychoterapię grupową
psychoterapię małżeńską
psychoterapię rodzinną
psychoterapię grupy zadaniowej
 
Ze względu na czas trwania psychoterapia bywa dzielona na krótko-, średnio- i długoterminową. Jest ona stosowana w leczeniu wielu różnych zaburzeń takich jak:  
nerwice
zaburzenia osobowości
zaburzenia adaptacyjne
zaburzenia lękowe
niektóre postacie zaburzeń depresyjnych
stany depresji po mastektomii itp
zaburzenia odżywiania
choroby tzw. psychosomatyczne
nałogi
jako metoda wspomagająca farmakoterapię w psychozach
dla osób przeżywających kryzysy życiowe
poddanym ostremu stresowi w wyniku katastrof
nerwice
zaburzenia osobowości
zaburzenia adaptacyjne
zaburzenia lękowe
niektóre postacie zaburzeń depresyjnych
stany depresji po mastektomii itp
zaburzenia odżywiania
choroby tzw. psychosomatyczne
nałogi
jako metoda wspomagająca farmakoterapię w psychozach
dla osób przeżywających kryzysy życiowe
poddanym ostremu stresowi w wyniku katastrof
 
Dziesięciolecia praktyki wykazały skuteczność psychoterapii.  
Nadal powstają i rozwijają się nowe formy i koncepcje psychoterapeutyczne. Jednocześnie obserwuje się integrację teoretyczną dotychczasowych szkół i wzrost znaczenia w praktyce klinicznej podejść eklektycznych. Wszystko to może wskazywać na istnienie wspólnych czynników terapeutycznych, które decydują o ustąpieniu objawów i powrocie do zdrowia.

Niezależnie od wszelkich teoretycznych różnic w obrębie psychoterapii dwa założenia przyjmowane są powszechnie: życie psychiczne człowieka można zrozumieć i człowieka można zmieniać. Jest to logiczny fundament wszystkich terapeutycznych technik, a dzięki tym założeniom psychoterapia nie jest magiczną procedurą, lecz solidną metodą leczenia opartą na mocnych podstawach empirycznych.  

Metody psychoterapii  
Istnieje wiele uznawanych metod psychoterapii a każda z nich ma swoich zwolenników, entuzjastów i propagatorów. Liczne szkoły kierują nauczaniem i praktyką adeptów. Do najbardziej znanych kierunków psychoterapii stosowanych w leczeniu depresji zalicza się:

terapia psychodynamiczna
W metodzie tej zakłada się, że można zmienić osobowość pacjenta i czyni się starania aby tego w trakcie terapii dokonać. Z tego powodu czas jej trwania zawsze jest długi, niekiedy nawet wieloletni. Zasadniczą jej cechą jest próba wpłynięcia na wewnątrz psychiczne procesy myślenia i działania pacjenta. Dokonuje się analizy nierozwiązanych konfliktów wieku dziecięcego, które uważa się za zasadnicze powody niskiej samooceny. Staraniem terapeuty i pacjenta jest uzyskanie wglądu w zaburzone elementy osobowości i ich naprawa. Ma to prowadzić do uzyskiwania korzystnej zmiany osobowości. Terapeuta stara się odgrywać w tego typu psychoterapii rolę osoby bezstronnej i stosunkowo biernej.

terapię poznawczą
Jej celem jest określenie błędnych skojarzeń i niewłaściwych torów myślenia pacjenta. Wynikają z niego schematy negatywnego oceniania świata, siebie i wszelkich zdarzeń, które dotyczą pacjenta. Praca z terapeutą ma na celu analizę i modyfikację owego myślenia. Na licznych przykładach, które podaje sam pacjent wskazywać można na alternatywne możliwości ich interpretacji. Celem terapii jest wyrobienie u pacjenta innego sposobu postrzegania i analizy świata oraz zdarzeń. Terapia ta jest zdecydowanie zorientowana na aktualne objawy pacjenta. Charakterystyczna dla niej jest aktywna rola terapeuty i stosunkowo krótki czas trwania (ograniczona tylko do okresu depresji).

terapia interpersonalna
Opiera się ona na przekonaniu, że objawy depresji i rozwój całej choroby biorą swój początek z niewłaściwych relacji interpersonalnych. Dlatego powinny one, zdaniem twórców tej metody, być przeanalizowane i zrozumiałe. W czasie sesji analizuje się interpersonalne związki pacjenta a rola terapeuty jest tu aktywna i wspomagająca. Po przeprowadzonej dogłębnej analizie jakiegoś związku proponowana jest określona strategia rozwiązania owego interpersonalnego problemu.
 
Reasumując:  
Czynniki psychospołeczne odgrywają ważną rolę w powstawaniu depresji, w jej przebiegu i szybkości wychodzenia z niej w czasie stosowanego leczenia. Psychoterapia może być uważana jako istotny element owego leczenia. Zazwyczaj pacjenci akceptują psychoterapię w depresji bez zastrzeżeń. Wybór metody zależy od przekonań i doświadczeń terapeuty, powinien być jednak dobrany również pod kątem potrzeb pacjenta i typu depresji, z którą pacjent się zgłasza. Psychoterapia powinna być stosowana w tych przypadkach równolegle z farmakoterapią a psychiatra i psychoterapeuta powinni stanowić zgodny zespół.  
.  
przychodnia
"Człowieka poznaje się po tym co nosi w sercu"
terapeuta zajęciowy, mama Mateusza 11l z zD

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
psychoterapia
« Odpowiedź #7 dnia: Sierpień 09, 2007, 04:12:47 pm »
Czy komputery zastąpią psychoterapeutów?



Przyszłość psychoterapii należy do komputerów, wirtualnej rzeczywistości i internetowych czatów - pisze "Dziennik". Na potwierdzenie tej teorii gazeta przytacza odkrycia naukowe opisane na łamach "Psychiatry and Psychosomatics" i "New Scientist". Obecnie podłączony do sieci komputer może nam pomóc w chwilach załamania psychicznego równie skutecznie jak człowiek.


Do psychoterapii próbowano wykorzystać już najstarsze mózgi elektroniczne. Pierwszy sztuczny terapeuta to słynna Eliza, program napisany przez prof. Josepha Weizenbauma, specjalistę w dziedzinie sztucznej inteligencji z Massachusetts Institute of Technology, w roku 1966. Zadając serię powtarzających się pytań aplikacja zachowywała się niemal jak prawdziwy lekarz (więcej - patrz ramka).

Eliza zwróciła uwagę specjalistów na sztuczną inteligencję. Jednak psychiatrzy nie byli przez długi czas zainteresowani rozmawiającymi programami, które mogłyby choć częściowo zastąpić ich w pracy.

Wirtualny sposób na fobie


Zmieniło się to dopiero w latach 90. ub. wieku. Jako pierwsi zaczęli wykorzystywać komputery specjaliści leczący fobie. Fobie to zaburzenia objawiające się napadami panicznego lęku w ściśle określonych sytuacjach. Tradycyjnie leczy się je za pomocą terapii odwrażliwiającej (tzw. desensytyzacja). W czasie spotkań z terapeutą pacjent stopniowo zapoznaje się z obiektem swoich lęków. Na przykład osoba cierpiąca na arachnofobię (lęk przed pająkami) wpierw ogląda rysunki pająków, potem fotografie i filmy, a na koniec - żywe stworzenia. W ten sposób krok po kroku pokonuje swój strach.

Oczywiście w przypadku pająka czy osy nie trudno o materiały poglądowe. Jednak leczenie lęku przed otwartymi przestrzeniami czy wysokościami to już dla terapeuty wyzwanie. By walczyć z lękiem wysokości, lekarz powinien zapewnić swojemu pacjentowi kilka lotów samolotem. Nie jest to ani proste organizacyjnie, ani tanie. I tu właśnie przydaje się komputer. A konkretniej - gry komputerowe i kreowana w nich wirtualna rzeczywistość. Dzięki nim terapeuci mogą łatwo i oszczędnie stworzyć pacjentowi podobne do prawdziwego środowisko, w którym będzie mógł stopniowo oswajać swoje lęki.

Jak wyjaśnia dr Patrice Renaud z University of Quebeck, niezwykle wiarygodna grafika oraz możliwość dowolnego zmieniania prezentowanej w grze rzeczywistości pozwala na efektywniejsze odwrażliwianie pacjenta. Po prostu wystarczy założyć pacjentowi hełm z wyświetlaczem oraz czujnikami ruchu, by przenieść go do świata, którego się boi.

Gry dobre na wszystko


Czy na potrzeby terapii trzeba tworzyć nowe sztuczne rzeczywistości? Niekoniecznie. Szeroki wybór odpowiednio przerażających wirtualnych światów dostarczają gry komputerowe. Na przykład do walki z arachnofobią zespół Renauda wykorzystał zmodyfikowaną wersję kultowej gry "Half Life”. Podczas rozgrywki pacjent spotykał w niej małe, a potem gigantyczne pająki, o wiele bardziej przerażające niż te istniejące w przyrodzie. Z kolei "Unreal Tournament” (strzelanka w stylu "Quakea”) pomagała w przezwyciężaniu lęku wysokości oraz klaustrofobii. Pacjentom cierpiącym na tę ostatnią kazano "spacerować” ciasnymi, niskimi korytarzami lub "zamykano” ich w małych, wąskich pomieszczeniach.

Wróg niemal prawdziwy


Wirtualną rzeczywistość wykorzystuje się także do leczenia PTSD - zespołu stresu pourazowego. PTSD diagnozuje się u ofiar katastrof, klęsk żywiołowych oraz żołnierzy wracających z pola walki. Mimo że taka osoba znajduje się już w bezpiecznym miejscu, może doświadczać stanów lękowych czy innego rodzaju zaburzeń spowodowanych przeżytą traumą.

Klasyczne leczenie cierpiących na PTSD jest podobne do leczenia fobii. Pacjenci wyobrażają sobie te sceny ze swojej przeszłości, których wspomnienia wywołują paraliżujący strach. Jednak, jak wykazały badania lekarzy pracujących dla amerykańskiego Departamentu Obrony, terapia przebiega o wiele szybciej, gdy zamiast na siłę swojej wyobraźni pacjent zda się na komputer.

W ten sposób z chorymi na PTSD pracuje dr Albert "Skip” Rizzo z instytutu VRPSYCH Lab. W jego pracowni powstało wiele aplikacji przeznaczonych do leczenia PTSD związanego z konkretnymi wydarzeniami, np. zamachem na World Trade Centre, trzęsieniami ziemi czy wreszcie - wojną. Przy pomocy gogli cierpiąca osoba przenosi się do budzącego lęk otoczenia, np. opracowanego przez dr. Rizzo wirtualnego Iraku. Co ważne, terapeuta stopniowo wprowadza do "gry” nowe elementy.

W przypadku żołnierzy, którzy wrócili z Iraku, lekarz zaczyna od widoku spalonej słońcem pustyni lub opustoszałego, arabskiego miasta. Potem pojawiają się przejeżdżające samochody czy biegające psy, a w końcu ludzie zbliżający się coraz bardziej do pacjenta. Podczas sesji chory może się dowolnie przemieszczać po mieście, dzięki czemu całkowicie pogrąża się w wirtualnym świecie. Gdy terapeuta uzna to za stosowne, akcja gry nabiera tempa - pojawiają się w niej żołnierze z karabinami, słychać świst kul czy odgłosy bombardowania. W końcu pacjent dochodzi do momentu, którego obawia się najbardziej - tuż obok ginie jego towarzysz lub staje oko w oko z wrogiem.

Internetowa terapia grupowa


Komputery, a właściwie internet, zaprzężono nie tylko do pracy z pojedynczym pacjentem. Nowych technologii używa się też w terapii grupowej. Tu naukowcy postanowili wykorzystać możliwość łączenia ze sobą w czasie rzeczywistym wielu oddalonych do siebie osób. Skuteczność takiego rozwiązania wykazały badania przeprowadzone przez zespół dr. Hansa Kordy‘ego z niemieckiego uniwersytetu w Heidelbergu.

W ramach eksperymentu niemieccy uczeni sprawdzili efektywność internetowej terapii grupowej, którą mieliby stosować pacjenci już po skorzystaniu z pierwszej pomocy psychiatrycznej. Przez 12 - 15 tygodni 10-osobowe grupy chorych spotykały się w pokoju czatowym ze swoim terapeutą na półtoragodzinnych sesjach.

Jak się okazało, 12 miesięcy po ukończeniu terapii ryzyko powrotu choroby było mniejsze w przypadku osób korzystających z internetowych spotkań niż u osób z grupy kontrolnej, które nie wchodziły na chat z terapeutą. Co więcej, autorzy badań zauważyli, że w trakcie trwania terapii zrezygnowało z niej bardzo mało pacjentów. Również frekwencja na sesjach nie budziła żadnych zastrzeżeń.

Programowa bezsenność


Kolejnym z orędowników komputeroterapii jest prof. Isaac Marks z Kings College w Londynie. Uczony skupia się przede wszystkim na wspomaganej komputerowo terapii behawioralno-poznawczej. Ten rodzaj terapii zakłada, że pacjent pokona swoje problemy, gdy w pełni je zrozumie i odpowiednio zinterpretuje. W czasie sesji lekarz nie podpowiada konkretnych rozwiązań i niczego nie sugeruje, a jedynie zadaje pytania. Mają one pomóc choremu samodzielnie sformułować odpowiedzi. Podejście to stosuje się m.in. w leczeniu depresji, stanów lękowych oraz bezsenności.

Zdaniem prof. Marksa spotkania z terapeutą można by na pewnym etapie zastąpić spotkaniami z komputerem. Pacjent odpowiadałby wtedy na pytania zadawane przez specjalnie opracowany program terapeutyczny. Marks twierdzi, że chorzy chętniej podejmą samodzielne leczenie, gdy będzie się odbywało w zacisznym, komfortowym otoczeniu własnego domu. Uczony podkreśla, że połowiczne rozwiązania w postaci chatów nie rozwiążą problemu niedostatku specjalistów oraz nie pozwolą na zaoszczędzenie czasu. Tu pomóc może jedynie całkowite przeniesienie obowiązków psychiatry na komputer. Oczywiście, o ile będzie on w stanie prowadzić z pacjentem inteligentną konwersację. Prace nad tego rodzaju programami do samodzielnej psychoterapii już trwają.("Dziennik")

--------------------------------------------------------------------------------------------

Wywiad z Tatianą Ostaszewską-Mosak - psychologiem klinicznym i psychoterapeutą

Pecet i sieć nie zastąpią terapeuty


Małgorzata Minta: Czy komputer może być przydatny w psychoterapii?
Tatiana Ostaszewska-Mosak : To zależy - od pacjenta, od tego, z jakimi problemami się zmaga i jakiego rodzaju pomocy potrzebuje. Komputer może na przykład służyć do kontaktu z terapeutą za pośrednictwem e-maila czy czata. I wtedy wszystko jest w porządku. Podobnie będzie, jeśli wykorzystamy peceta do leczenia fobii, PTSD czy na przykład do ćwiczenia biofeedbacku, czyli nauki kierowania swoimi emocjami. W takich przypadkach komputer się sprawdzi, bo jest jedynie narzędziem, a cała terapia przebiega pod kontrolą terapeuty.

- A kiedy się nie sprawdzi?
- Gdy np. zaczynamy szukać pomocy na internetowych forach czy czatach i trafiamy na studentów psychologii albo osoby uważające się za domorosłych terapeutów. Wtedy możemy bardziej sobie zaszkodzić, niż pomóc. Terapia to sztuka i wymaga wieloletnich przygotowań, nauki i praktyki. Wszystko jest w porządku tylko wtedy, gdy pomocy udzieli nam fachowiec - niezależnie od tego, czy zostaną przy tym wykorzystane nowoczesne technologie, czy nie.

- Czyli spotkanie z fachowym terapeutą na czacie może zastąpić rozmowę na żywo?
- Znów to zależy od problemu i od konkretnej osoby. Należy pamiętać, że ludzie szukają pomocy psychologicznej z różnych powodów. Nie od razu musi to być coś strasznego. Jeśli na przykład ktoś jest bardzo nieśmiały i dopiero zaczyna terapię, kontakt z psychoterapeutą przez internet może się sprawdzić. Po prostu nieśmiałemu będzie łatwiej zrobić pierwszy krok. Jednak jeśli ktoś cierpi na silną depresję czy nerwicę, wirtualny kontakt z psychologiem nic mu nie pomoże. Koniecznie musi się udać do prawdziwego lekarza.

- A czy programy prowadzące terapeutyczne rozmowy z pacjentem zastąpią kiedyś psychologa?
- Mam nadzieję, że nie. Potrzebujemy kontaktu z drugim człowiekiem, a nie tylko z komputerem. Moim zdaniem zupełnie inaczej zachowujemy się, jeśli wiemy, że po drugiej stronie monitora jest żywa osoba, a inaczej, gdy mamy świadomość, że kontaktujemy się z maszyną. I nawet sztuczna inteligencja nic tu nie pomoże. Do pracy z pacjentem konieczne są jeszcze intuicja, emocje. I to ludzkie "coś”.("Dziennik")

------------------------------------------------------------------------------------------

Eliza - pierwszy program psychoterapeutyczny, od którego można było się uzależnić


"Halo. Jestem Eliza. Jak mogę Ci pomóc?" Tak wita się z nami pierwszy w historii program komputerowy, który pretendował do miana sztucznego terapeuty.
Zasada działania aplikacji jest niezwykle prosta. Eliza wpierw analizuje zdanie rozmówcy, a następnie, przestawiając kluczowe słowa, zamienia je w odpowiedź. Odpowiedź ma formę pytania, co wymusza kontynuację rozmowy. Dla przykładu: po "Boli mnie głowa” , Eliza zapyta "Dlaczego mówisz, że boli Cię głowa?”.

Eliza jest też zdolna do głębszych refleksji. Np. po wyżaleniu jej się, że jest nam smutno, spyta nas, od jak dawna lub dlaczego się smucimy. Podobnie będzie przy bardziej ekstremalnych deklaracjach, np. chcę zabić swojego chomika. Tu Eliza zapyta, od jak dawna mamy na to ochotę.

Prosty program okazał się niezwykle przekonujący. Wielu ludzi sądziło, że rozmawiając z nim, ma do czynienia z prawdziwym lekarzem. Znane są przypadki uzależnienia od spotkań z nieistniejącą terapeutką. Mówi się nawet o "efekcie Elizy” - zjawisku przypisywania przez ludzi znaczenia znakom lub słowom, które go same z siebie nie posiadają. Tak dzieje się, gdy np. próbujemy czytać przyszłość z fusów po herbacie. (Małgorzata Minta, "Dziennik")



esculap
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
psychoterapia
« Odpowiedź #8 dnia: Sierpień 28, 2007, 10:58:47 am »
Psychoterapia w walce z nowotworem



Czy to możliwe, że psychoterapia przedłuża życie chorym na raka? Wyniki długoterminowego badania klinicznego, opublikowane ostatnio przez niemieckich naukowców, potwierdzają to przypuszczenie.

W najcięższych momentach nie byli sami. Grupa 136 pacjentów chorujących na raka otrzymała wsparcie duchowe od specjalnie wyszkolonych psychologów. Pacjenci byli leczeni od stycznia 1991 do stycznia 1993 roku w Klinice Uniwersyteckiej w Hamburgu z powodu nowotworów żołądka, wątroby, pęcherzyka żółciowego, trzustki i jelita grubego.

Przynajmniej na początku leczenia terapeuci byli obecni w każdej przełomowej fazie choroby. Gdy podejrzenie nowotworu zmieniało się w pewność, gdy trzeba było czekać na operację i po opuszczeniu kliniki - profesjonalista wciąż mobilizował pacjentów do walki z chorobą, służył bieżącą informacją o kolejnych etapach leczenia i poprzez osobistą rozmowę neutralizował ich obawy. Długoterminowa terapia przyniosła nadzwyczajne efekty, o czym donosi uznane czasopismo medyczne ”Journal of Clinical Oncology”.

Prawie co piąty pacjent żył jeszcze w dziesięć lat po operacji. W grupie kontrolnej, która w tym samym czasie na oddziale chirurgii otrzymała rutynową, podstawową opiekę, przy życiu pozostał co dziesiąty pacjent.

- Mieliśmy nadzieję, że dzięki psychoterapii pacjenci będą lepiej sobie radzić – mówi Thomas Küchler, który jest psychoonkologiem w Klinie Uniwersyteckiej w Kilonii i nadzorował badanie. - Ale to, że dzięki terapii ich szanse przeżycia wzrosną ponad dwukrotnie, było dla nas zaskoczeniem.

Zaskakujący wynik zaznaczył się już podczas opracowania danych obejmujących wyniki obserwacji z przeciągu dwóch lat. Już wtedy krzywa przeżycia przebiegała na wykresie wyraźnie wyżej u tych pacjentów, którzy otrzymali pomoc psychologiczną. Niepewni naukowcy zebrali wszystkie dokumenty i wysłali je do niezależnego ośrodka badawczego w Kanadzie w celu weryfikacji. Wynik: wszystkie dane się zgadzały.

Dzięki swojemu odkryciu zespół doktora Küchlera został zaangażowany w dyskusję na drażliwy w środowisku medycznym temat. Ponad 300 badań klinicznych na całym świecie zajmowało się związkiem między leczeniem raka i psychoterapią. Jako pierwszy, dwadzieścia lat temu, furorę zrobił amerykański psychiatra David Spiegel. Naukowiec twierdził, że potrafi udowodnić, że terapia grupowa u kobiet z zaawansowanym rakiem piersi wydłuża im życie.

Wyniki jego badań zostały jednak skrytykowane. Stwierdzono, że czas przeżycia w grupie kontrolnej, w której pacjentki zrezygnowały z psychoterapii, był znacznie krótszy niż wynikało to ze statystyk dotyczących raka piersi.

Metodyczne zastrzeżenia podnoszono również w stosunku do kolejnych badań. - W przypadku każdego badania, w którym donoszono o zwiększonych szansach na przeżycie dzięki psychoterapii, istnieje przynajmniej jedno inne, które go nie potwierdza – wyjaśnia Michael Andrykowski, psychoonkolog z College of Medicine na Uniwersytecie Kentucky i autor wstępu do opublikowanego badania niemieckich naukowców.

Ostatniemu badaniu też nie szczędzono krytyki. Naukowcy z Kilonii mogli śledzić losy pacjentów i leczenie otrzymane po zabiegu chirurgicznym (chemioterapia, radioterapia) jeszcze tylko przez dwa lata po opuszczeniu kliniki. Przez pozostałe osiem lat dane nie były zbierane.

- To, że członkowie obu grup byli leczeni w tym samym czasie na zupełnie inne sposoby, jest wprawdzie mało prawdopodobne, ale nie da się tego wykluczyć – dodaje Küchler. Może jedynie dobra atmosfera w grupie terapeutycznej przyczyniła się do tego, że rak nawracał rzadziej.

Pomimo obiecujących wyników Küchler zaleca ostrożność. Korzyści z psychoterapii odnieśli jedynie pacjenci z miejscowo zaawansowanym nowotworem, który w momencie pierwszego zabiegu nie był w ogóle rozsiany lub miał tylko przerzuty w lokalnych węzłach chłonnych. Natomiast perspektywy dla chorych z przerzutami odległymi są znacznie gorsze. Ich szanse w walce z chorobą były po dziesięciu latach, niezależnie od tego, czy otrzymali pomoc psychologiczną czy nie, nikłe.

Naukowcy z Kilonii chcą uniknąć zainteresowania szarlatanów. - Nasze badanie jest jak kamyczek z mozaiki. Pewnego dnia z tych kamyczków powstanie imponujący obraz – mówi Küchler. - Kto twierdzi, że tylko sama psychoterapia może pomóc w walce z chorobą, postępuje nierozważnie - dodaje.

Skądinąd perspektywa ta jest pociągająca: psychoterapeuci z kliniki w Kilonii zajmowali się pacjentem niecałe osiem godzin, co odpowiada mniej więcej jednemu dniowi.

Andrykowski pisze: - Za kilkaset euro szanse, że chory będzie żył po operacji jeszcze dziesięć lat, rosną podwójnie. Nie znam żadnej innej metody leczniczej, która zdołałaby osiągnąć ten cel za takie pieniądze.



onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
psychoterapia
« Odpowiedź #9 dnia: Wrzesień 14, 2007, 04:53:28 pm »
O etycznych zasadach pomocy psychologicznej

Niebieska Linia, nr 5 / 1999

Po piewsze: nie krzywdzić!
Po drugie: nie szkodzić!


Olga Pilinow


  Każdy człowiek jest inny, ma swoją niepowtarzalną historię. Każdy potrzebuje być zrozumiany w tym, jaki jest, jakie są jego odczucia, pragnienia i potrzeby. Z drugiej strony, istnieją podobieństwa w pragnieniach i uczuciach ludzi, zwłaszcza tych, którzy mają za sobą podobne doświadczenia. To pozwala nam się porozumiewać, współodczuwać i formułować pewne prawdy ogólne, które dotyczą większości ludzi, a opisują to, co jest i co nie jest dobre dla rozwoju i dobrego funkcjonowania człowieka .Z tych prawd ogólnych wynikają zasady etycznego, czyli nieszkodzącego sposobu pomagania.

   W ofiarach przemocy, osobach nadużywanych fizycznie i emocjonalnie, zniszczono poczucie własnej wartości, poczucie prawa do ochrony własnych granic, ufność wobec bliskich, umiejętność wchodzenia w partnerskie relacje z innymi ludźmi, odwagę bycia sobą. Wszystkie te cechy powinny w trakcie terapii - po wyeliminowaniu bezpośredniego zagrożenia - zostać odbudowane.


RAMY KONTAKTU

Umowa co do formy pomocy musi być jasna, realistycznie uwzględniająca możliwości terapeuty i pacjenta.

Osoba zgłaszająca się po pomoc powinna uzyskać informacje: gdzie, na jakich zasadach, kto (z imienia i nazwiska) udziela pomocy i na czym konkretnie ta pomoc ma polegać, ile czasu może trwać i, jeżeli jest odpłatna, ile kosztuje. Nawet jeżeli pacjent nie pyta i zdaje się nie zwracać na to uwagi, powinien otrzymać takie informacje, jasno i jednoznacznie sformułowane. Wyznaczenie granic kontaktu jest pierwszym krokiem do odbudowania poczucia podmiotowości pacjenta.

Pomagający musi dobrze znać i rozumieć zadania i granice, w jakich jego pomoc się mieści. Na przykład: czy spotkania odbywają się w stałych godzinach, czy też terapeuta pozwala dzwonić do swojego domu, gdy pacjent czuje się w potrzebie, czy dostosowuje swoje terminy elastycznie do potrzeb pacjenta, czy też pilnuje poprzednio umówionych.
 
Umiejętność rozpoznawania i utrzymywania ustalonych granic w kontakcie z drugą osobą jest bardzo ważna, szczególnie dla osób, które są ofiarami przemocy - czyli naruszania granic osobistych.

Jeżeli współpraca jest zbudowana na realistycznej ocenie możliwości terapeuty, to pacjent odbudowuje ufność w ludzkie słowa, doświadcza tego, że ludzie mogą dotrzymywać umów, że nie zawodzą.

Terapeuta nie może zawieść. Jego pomoc może nie być optymalna. Terapeuta może popełniać błędy, ale musi dotrzymywać umowy - musi być dostępny wtedy, kiedy się umówił.


DYSKRECJA

Wszystko, o czym mówi osoba, której pomagamy, pozostaje poufne.

Zapewnienie warunków poufności należy do obowiązków terapeuty. Dyskrecja obowiązuje pomagającego nawet po zakończeniu kontaktu. Okoliczności, które mogą usprawiedliwić naruszenie zasady dyskrecji, to zagrożenie bezpieczeństwa, życia klienta lub innych osób. W takich przypadkach warto zasięgnąć rady bardziej doświadczonego terapeuty lub prawnika.


NEUTRALNOŚĆ

Neutralność pomagającego nie oznacza obojętności. Wręcz przeciwnie, realizacja tej zasady wymaga dużego zaangażowania.

Terapeuta stara się nie narzucać pacjentowi swoich wartości i preferencji, natomiast wspiera jego decyzje, tym samym wzmacniając niezależność i zaufanie do siebie.

Gdy wybór pacjenta może mieć - zdaniem terapeuty - negatywne konsekwencje, powinno się o tym pacjentowi powiedzieć, ale nie należy wywierać wpływu ani manipulować pacjentem tak, by dokonał wyboru wedle naszych upodobań.

Ważny aspekt zasady neutralności wiąże się z motywacją pomagającego, który nie powinien czerpać żadnych innych korzyści z pomagania poza wynagrodzeniem za pracę i satysfakcją z rozwoju i lepszego funkcjonowania pacjenta.

Rzadko kiedy jesteśmy świadomi motywów podjęcia przez nas zawodu czy roli pomagającego. Zazwyczaj tkwi za tym jakaś historia osobistych doświadczeń i im bardziej jesteśmy tego świadomi, tym lepiej dla nas i dla naszych pacjentów.

Jeżeli pomagamy ludziom, bo chcemy być ważni, wyróżniać się szlachetnością, to nasi pacjenci służą nam do podtrzymywania obrazu siebie. W ten sposób nieświadomie możemy powtarzać sytuacje z ich domów czy związków, gdzie jako osoby nadużywane służyły nieświadomym potrzebom innych osób. Niebezpieczeństwo nadużycia w terapii osób, które doświadczyły przemocy, jest o tyle większe, że nasi pacjenci są często nastawieni na wychwytywanie sygnałów mówiących o tym, czego ważna dla nich osoba potrzebuje, co chce usłyszeć. Zgadzanie się z opinią terapeuty może być wyrazem potrzeby zależności, a nie faktyczną identyfikacją z jego zdaniem.

Osoby pomagające często same były ofiarami nadużywania i przez pomaganie innym chcą uzyskać kontrolę nad własnymi przeżyciami. Gdy pomagam innym, nie jestem bezradny, mogę nareszcie coś z tym zrobić. Nie dopuszczę, aby takie rzeczy działy się na świecie! Tego rodzaju motywacja na pewno daje siłę i zaangażowanie, w pewnym stopniu dobre rozumienie i odczuwanie sytuacji osób poszkodowanych, bywa jednak również źródłem zamieszania, bo nasze odczucia i przeżycia mogą się nakładać na sytuację osoby, której pomagamy. Nasza pomoc jest więc mniej efektywna, a nawet czasem nadużywająca pacjenta - tym razem terapeuta używa go do leczenia czy samouspokajania siebie.

Pomagający czasami staje się pierwszą osoba w życiu pacjenta, która go rozumie, ma dla niego czas i uwagę. To może wyzwolić bardzo silne uczucia, łącznie z zakochaniem się czy poczuciem, że terapeuta to idealny partner na życie. W takiej sytuacji bardzo ważne jest zachowanie przytomności i niewchodzenie z pacjentem w żadne inne relacje niż terapeutyczne. Terapeuta nie powinien wchodzić w osobiste relacje, wykluczone są kontakty seksualne, nie może robić interesów z pacjentem, pożyczać mu ani od niego pieniędzy. Osobiste zaangażowanie tego typu nie pozwala na właściwą, realną ocenę potrzeb i dobra pacjenta.


POWŚCIĄGLIWOŚĆ W DZIAŁANIU

Nadmierna opiekuńczość, chęć wynagrodzenia strat, odgrywanie roli dobrych rodziców prowadzi do uzależnienia i tak naprawdę nie jest pomocą. Doświadczeni terapeuci często powtarzają: nie chodzi o to, by kogoś głodnego nakarmić, ale aby nauczyć go gotować - czyli być kimś, kto daje oparcie, empatię, zrozumienie, ale też stawia wobec pewnych zadań, co prowadzi do wzrostu samodzielności i podejmowania kolejnych kroków, co stanowi istotę rozwoju osobistego.


OGRANICZENIA I ROZWÓJ ZAWODOWY

Najlepsze nawet chęci nie zastąpią wiedzy. Pomoc psychologiczna powinna być oparta o wiedzę psychologiczną.

Rozwój zawodowy pomagającego odbywa się poprzez stałe pogłębianie wiedzy i konfrontowanie jej z doświadczeniem. Codzienny kontakt z ludźmi pokazuje też nasze deficyty w zakresie umiejętności czy wiedzy. Rozpoznawanie swoich ograniczeń czy obszarów niekompetencji jest bardzo ważne; konsekwencją takiego podejścia jest obowiązek poszukiwania nowych sposobów rozumienia i podejścia do pomagania, aby być maksymalnie elastycznym i móc łączyć swoją intuicję, zwyczajne ludzkie zaangażowanie z wiedzą o mechanizmach rządzących człowiekiem.

Terapeuci o dużym doświadczeniu stosują omówione zasady automatycznie, mają je zakodowane w tle świadomości. Dla początkujących to ramy, które określają granice i rodzaje kontaktów; dla wszystkich - koło ratunkowe w sytuacji pogubienia czy niejasności. Uświadamiając sobie zasady, odzyskujemy grunt, na którym można mocno stanąć i pracować dalej.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
psychoterapia
« Odpowiedź #10 dnia: Wrzesień 20, 2007, 05:26:11 pm »
Psychoterapia - rozmowa, która leczy

Rozmawia Wiktoria Molenda

Gusła odprawiane na kozetce - takie wyobrażenie o psychoterapii wciąż u nas pokutuje. Tymczasem ta metoda leczenia psychicznego cierpienia ma naukowe podstawy. Rozmawiamy o tym z Justyną Dąbrowską, psychoterapeutką.

"Poradnik Domowy": Czym jest psychoterapia?

Justyna Dąbrowska: Mówiąc najprościej, to sposób leczenia, który ma na celu przyniesienie ulgi w psychicznym (a czasem także fizycznym) cierpieniu. Ważne jest, by odróżnić terapię od innych form pomocy psychologicznej. Nie jest psychoterapią zwykłe badanie psychologiczne, interwencja kryzysowa ani konsultacja - na przykład wychowawcza lub małżeńska.

Jak zatem wygląda wizyta u psychoterapeuty?

Nie zawsze tak, że się kogoś kładzie na kozetce, tak jak to wygląda w amerykańskich filmach czy żartach rysunkowych. Kozetka jest zarezerwowana dla pracy psychoanalityka, a oprócz analizy istnieje jeszcze wiele innych uznanych szkół terapii. Narzędziem pracy psychoterapeuty jest rozmowa. Ale nie taka jak między przyjaciółmi. To jest rozmowa, w której pacjent opowiada terapeucie najbardziej szczerze, jak potrafi, o tym, co przeżywa, co myśli i co się z nim dzieje, a terapeuta daje pacjentowi najlepsze, jak tylko może, rozumienie jego świata wewnętrznego.

To chyba nie jest takie proste?

Nie jest. Kiedy jesteśmy w trakcie psychoterapii, budzą się w nas bardzo sprzeczne uczucia, nawet jeżeli cierpimy i czujemy, że psychoterapia jest nam bardzo potrzebna. Kiedy się na nią decydujemy i przychodzimy do psychoterapeuty, to najbardziej pragniemy doznać ulgi i rozwiązać problem. Czujemy dużą ciekawość, ale również lęk...

Lęk przed czym?

Psychoterapia to nie jest droga usłana różami, to czasem trudny proces. W trakcie dowiadujemy się o sobie różnych rzeczy i to nie zawsze bywa przyjemne. W jakimś sensie słusznie się boimy, bo żeby zobaczyć siebie bardziej realistycznie, trzeba zobaczyć również swoje słabe strony, swoją agresję czy zawiść, swoją niechęć do innych, do siebie. Człowiek mocno się przed tym broni. Psychoterapia to nic innego jak narzędzie lecznicze, które samo w sobie jednocześnie bywa gorzkim lekarstwem, i warto to wiedzieć. Rozmowa z terapeutą nie polega na tym, że ktoś kogoś pociesza albo poklepuje po ramieniu. To jest szczególna relacja, w której pacjent dostaje od psychoterapeuty lepsze rozumienie swoich motywów, swojego sposobu przeżywania różnych sytuacji i źródeł swojego cierpienia. I w chwili gdy zrozumie, dlaczego robi pewne rzeczy, czyli mówiąc językiem psychoterapii, uzyska wgląd, to wtedy to, co było nieświadome, co jakby pchało nas do różnych działań, staje się świadome, odzyskujemy nad tym kontrolę. Możemy próbować to zmienić.

Czy psychoterapię może prowadzić każdy psycholog?

Nie. Może ją prowadzić tylko psychoterapeuta, czyli ktoś, kto przeszedł gruntowne, wieloletnie szkolenie. Do tego zawodu jest pewna selekcja, bo - choć brzmi to okrutnie - nie każdy nadaje się do tej roli. Zresztą każdy psychoterapeuta powinien najpierw sam przejść psychoterapię. Między innymi po to, żeby zyskać lepszą świadomość samego siebie. Bez tego trudno być dobrym terapeutą.

Powszechna opinia o psychoterapii nie zawsze bywa pochlebna...

Na pewno dlatego, że psychoterapia budzi lęk. Niewiele o niej wiemy, a coś, co jest nieznane, zawsze budzi obawy. Myślę też, że psychoterapeutom przypisuje się często trochę magiczne cechy. Wydaje się, że terapeuta wie więcej, więcej widzi i może zobaczyć coś, czego byśmy nie chcieli pokazywać. Ludzie boją się także oceny. Tego, że jeśli opowiedzą terapeucie o swoich myślach i uczuciach, on może coś złego o nich pomyśleć. A terapeuta na pewno nie jest od tego, żeby oceniać pacjenta. Pomiędzy terapeutą a pacjentem pojawia się specyficzna nić. Coś, co w psychologii nazywamy przeniesieniem i co jest narzędziem pracy terapeuty. Pacjent zaczyna żywić do terapeuty uczucia, które miał do ważnych osób ze swojego życia. Powiedziałabym, że łączy ich nie tylko nić, ale nawet lina. Taka lina, która pozwala pacjentowi się wydźwignąć z trudnych psychicznych problemów.

A czy taka więź nie grozi uzależnieniem pacjenta od terapeuty?

Oczywiście, jest taki moment w terapii, że jesteśmy bardzo zależni od naszego terapeuty i pewnie różne rzeczy robimy po to, żeby mógł być z nas dumny, a innych nie robimy, bo nie chcemy się przed nim wstydzić. Może tak się stać. Ale to także jest jakaś prawda o nas samych. To nie jest tak, że psychoterapeuta w magiczny sposób każe nam robić rzeczy, na które nie mamy ochoty. Raczej pokazuje, w jaki sposób tworzymy relacje. Terapia nie wytwarza niczego nowego, czego wcześniej w naszym życiu nie było. Może ona pewne rzeczy uwypuklać jak w soczewce, ale one są w nas. Różne rzeczy robimy nieświadomie, a terapeuta może nam to pokazać.

Często ludzie oczekują od terapeuty konkretnych rozwiązań...

...i ich nie dostaną. To chyba rys naszych czasów - chcemy mieć konkretne recepty. Najlepiej szybko i najlepiej w pigułce. Psychoterapia nie dostarcza przepisów ani rad, ona jedynie pomaga porządkować, rozumieć nasz świat wewnętrzny. Robić mniej rzeczy głupio, bezrefleksyjnie, nieświadomie. Jeśli pacjent przyjdzie do terapeuty i powie, że ma w domu ataki furii, ale kocha swoją rodzinę, i prosi o szybką radę, to terapeuta może go tylko zaprosić do szukania źródeł tego zachowania. Nie powie przecież: "Niech pan następnym razem policzy do dziesięciu albo zacznie haftować ściegiem krzyżykowym".

A czy można powiedzieć komuś: "idź na terapię"?

Można próbować, ale z mizernym skutkiem. Czasem, np. podczas kryzysu w związku, jedna ze stron prosi drugą, żeby ta poszła na terapię. Ale to zły pomysł. Jak może czuć się osoba, którą ktoś wysyła na leczenie? Odbiera to tak: idź się napraw, a jak się naprawisz, to może będę z tobą dalej. Obie osoby mają wpływ na to, co się między nimi dzieje, i sensowniej by było w takiej sytuacji, gdyby terapii poddała się para. Żeby pójść na terapię, trzeba samemu chcieć się zmienić.

Czy terapia może kogoś zmienić?

Myślę, że człowiek tak bardzo się nie zmienia. Jest taki sam, jak był, ale więcej widzi i więcej rozumie, a przez to może się trochę rozumniej zachowywać. Psychoterapia sprawia, że zaczynamy wreszcie akceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy, bez specjalnego upiększania siebie i świata. Ktoś powiedział, że psychoterapia służy temu, żebyśmy histeryczne i wyolbrzymione nieszczęście zmieniali w zwykłe, ludzkie nieszczęście. I ja się z tym zgadzam.

Źródło: Poradnik Domowy

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
psychoterapia
« Odpowiedź #11 dnia: Październik 05, 2007, 03:16:28 pm »
Psychoterapia - czym jest i czy każdy może ją stosować

Czy każdy człowiek może być psychoterapeutą?

Na pewno nie raz się zdarzało, że pomagaliśmy komuś w trudnych chwilach czy sytuacjach. I nie raz zdarza się, że również nam pomagają, kiedy jesteśmy smutni czy mamy „zły okres”. Pomocy tej udzielają sobie z reguły osoby bliskie - rodzina, przyjaciele. Polega ona przede wszystkim na cierpliwym wysłuchaniu i podaniu pomocnej dłoni poprzez akceptację, wsparcie, a czasami poradzenie. Niekiedy zdarza się, iż każdy z nas może poczuć się jak psychoterapeuta. Ale sposób, w jaki pomagamy bliskim zwykle nie jest psychoterapią. Psychoterapia różni się od typowej pomocy, której udzielamy, czy która jest udzielana nam.

Co to jest pomoc psychologiczna?

Pomocą psychologiczną możemy nazwać towarzyszenie bliskim, a czasem nieznanym osobom, w rozwiązywaniu ich problemów czy w ich rozwoju osobistym. Podstawowym warunkiem udzielania takiej pomocy jest zaufanie wytworzone między osobą wspomaganą a pomagającą. Kolejne warunki to: uważne słuchanie, wzajemna akceptacja, wsparcie - dawane chociażby poprzez to, że jesteśmy, jak również poprzez przytulenie czy trzymanie za rękę - oraz empatia, czyli umiejętność wczucia się w świat przeżyć drugiej osoby. Aby działanie jednej osoby względem drugiej nazwać pomocą psychologiczną nie muszą występować poważne problemy, zaburzenia czy konflikty. Pomocy takiej może udzielać każdy - przyjaciel, rodzina, lekarz czy pielęgniarka w szpitalu. Np. w przypadku pobytu w szpitalu pomoc psychologiczna może zostać zastosowana w problemach pacjenta związanych z: przeżywaniem choroby, strachem przed diagnozą, przed bólem czy zabiegami medycznymi i samym pobytem w szpitalu. Każdy z nas ma także własny system pomagania mniej lub bardziej rozwinięty. System ten tworzą inne osoby, np.: rodzina, grupa rówieśnicza, grupa zawodowa, grupa towarzyska, grupa społecznej przynależności czy szkoła. Im bardziej rozwinięty jest nasz system, tym więcej mamy miejsc, z których możemy w trudnych chwilach czerpać pomoc.
Pomocy psychologicznej może udzielać również psycholog i nie jest ona tożsama z psychoterapią.

W jakich obszarach psychologowie wykorzystują pomoc psychologiczną?

Pomoc psychologiczna udzielana przez psychologów lub przez osoby wykwalifikowane do udzielania jej ( np. pedagodzy, pracownicy opieki społecznej) jest najczęściej wykorzystywana w takich obszarach jak:
- profilaktyka i prewencja
- promocja zdrowia
- interwencja kryzysowa
- poradnictwo

Pomocy psychologicznej udzielają sobie również osoby z tzw. grup wsparcia czy grup samopomocowych.

Są to obszary, gdzie psychoterapia nie jest wymagana, a czasem nawet niepotrzebna.
Np. kiedy do Ośrodka Interwencji Kryzysowej trafia bita przez męża kobieta, po pierwsze należy jej pomóc poprzez ofiarowanie wsparcia - emocjonalnego, informacyjnego czy nawet finansowego, dopiero później - jeśli będzie chciała i będzie na to gotowa - można zaproponować psychoterapię.

Czym więc jest psychoterapia?

Psychoterapia to specjalistyczna metoda polegająca na celowym, świadomym i programowym oddziaływaniu psychologicznym, w celu usunięcia lub zmniejszenia zaburzeń, ich objawów czy konsekwencji, a czasami nawet przyczyn. Celem terapii jest, więc rozwój osobowości, zdrowie psychiczne, a także usuwanie objawów chorobowych pacjenta. Psychoterapia dotyczyć może zarówno ludzi chorych, jak i tych, którzy chcą się rozwijać, chcą dowiedzieć się o sobie więcej. Psychoterapeuta, aby stosować psychoterapię musi posiadać określoną wiedzę oraz umiejętności. Aby pomoc można było nazwać psychoterapią nie wystarczy umiejętność empatii, aktywnego słuchania czy wspierania, choć niewątpliwie są one podstawą. Psychoterapeuta zna konkretne metody i techniki, które pomagają zaplanować terapię i zmierzać do wyznaczonego - wraz z pacjentem - celu. Psychoterapeuta odwołuje się przy tym do konkretnej teorii psychologicznej, na bazie której stworzona została metoda psychoterapii, którą stosuje.

Kto może być psychoterapeutą?

Wiedzę o konkretnych metodach terapii i jej technikach oraz umiejętność stosowania tej wiedzy, przyszły psychoterapeuta nabywa nie tylko w toku studiów psychologicznych, ale przede wszystkim w trakcie kilkuletnich, podyplomowych szkoleń specjalistycznych. Dopiero ich ukończenie daje podstawę do tego, aby nazywać się psychoterapeutą. Tak więc nie każdy psycholog to psychoterapeuta. W trakcie takich szkoleń przyszły psychoterapeuta uczy się nie tylko konkretnych teorii psychoterapeutycznych, metod i technik stosowanych w tych teoriach, ale także poznaje lepiej siebie. Uczy się zrozumienia dla tego, co dzieje się w jego psychice, aby lepiej zrozumieć pacjenta. Szkolenia kończą się najczęściej egzaminem, po zdaniu którego kursant zdobywa certyfikat lub licencję psychoterapeuty. Uczestnikami szkoleń mogą być zarówno psycholodzy, jak i psychiatrzy, pedagodzy oraz socjolodzy. Oczywiście zdarza się, iż psychologowie nie posiadający licencji lub certyfikatu także stosują psychoterapię, gdyż szkolenia takie są czymś stosunkowo nowym, a także wymagającym dużego nakładu energii, czasu oraz finansów. Nie każdy psycholog może sobie na to pozwolić, choć niewątpliwie rozwija to jego umiejętności zawodowe i daje szansę rozszerzenia obszaru działalności.


Krótkie podsumowanie:

Co jest wspólne w psychoterapii i pomocy psychologicznej?

1. Oba rodzaje pomocy mają podobne podstawy: akceptacja, zaufanie, cierpliwe słuchanie, dobry kontakt.
2. Zarówno pomoc psychologiczna, jaki i psychoterapia mogą przynosić podobne efekty, choć metody osiągania tych efektów mogą być różne.
3. Aby skutecznie udzielić pomocy oraz aby skutecznie stosować psychoterapię, konieczna jest zgoda i motywacja osoby zainteresowanej oraz jasno określony cel, który ma być osiągnięty.

Co różni psychoterapię i pomoc psychologiczną?

1. Różnica zaznacza się przede wszystkim w przygotowaniu osób udzielających pomocy i psychoterapii. Pomocy psychologicznej udzielić może każdy, psychoterapię stosują osoby profesjonalnie przygotowane do tego.
2. Metody pomocy psychologicznej są dostępne każdemu i choć jedni w jej udzielaniu są lepsi, a inni gorsi, każdy zna te metody i z reguły potrafi się nimi posługiwać. Metody, techniki i umiejętności stosowane w psychoterapii wymagają przygotowania i specjalistycznej wiedzy.


Autor: mgr Barbara Szczyrba - Zakład Psychologii Śląskiej Akademii Medycznej
Recenzent: mgr Monika Bąk - Sosnowska - Zakład Psychologii Śląskiej Akademii Medycznej


źródło:
http://www.poradnikmedyczny.pl

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
psychoterapia
« Odpowiedź #12 dnia: Październik 09, 2007, 06:16:58 pm »
Czym tak naprawdę jest psychoanaliza?

Zygmunt Freud urodził się w 1856 roku, a jego wkład w naukę do dziś jest omawiany, dyskutowany i wysławiany od Wiednia po Nowy Jork, na konferencjach i w różnych publikacjach - od gazet codziennych po pisma branżowe.

Teksty Freuda na temat psychoanalizy pomogły określić zakres psychologii w XX wieku i są przedmiotami badań w tak różnorodnych dziedzinach, jak literatura, historia myśli oraz historia nauki. Wyparcie czy analiza marzeń sennych to pojęcia znajome dzięki Freudowi i jego wkładowi w nasze postrzeganie natury ludzkiej.

Duża popularność farmakologicznego leczenia zaburzeń emocjonalnych i stanów psychiatrycznych doprowadziła niektórych do obwieszczenia końca psychoanalizy – albo do jej odrzucenia, ponieważ nie ma ona wystarczających podstaw w danych naukowych. Całkowite wykluczenie tej formy terapii słownej byłoby jednak błędem. Badania sugerują bowiem, że podejście psychoanalityczne nadal gra ważną, terapeutyczną rolę. A freudowska teoria umysłu pozostaje zasadniczą częścią wielu terapii słownych, m.in. psychoanalizy.

Psychiatra i neurolog Eric Kandel, laureat Nagrody Nobla, ma przynajmniej nadzieję doczekać się "zbliżenia nauk biologicznych i psychiatrii". W książce "Psychiatry, Psychoanalysis, and the New Biology of Mind" twierdzi on, że dopiero zaczynamy odkrywać biologiczne podstawy teorii psychoanalitycznej. W szczególności chce on na nowo pobudzić badania pamięci, pożądania i innych aspektów działania umysłu.


Oto krótki przegląd psychoanalizy – czym jest, jak się ją prowadzi, i czego się po niej spodziewać.

CZYM JEST PSYCHOANALIZA

Psychoanaliza jest metodą leczenia problemów emocjonalnych, która obejmuje komunikację pomiędzy psychoanalitykiem a jednostką, czego celem jest uzyskanie wglądu w wewnętrzny świat pacjenta i dowiedzenie się, jak wpływa on na jego lub jej emocje, zachowanie i związki. Psychoanaliza jest też systemem teorii dotyczących ludzkiego umysłu i osobowości. Choć zarówno metoda, jak i teoria rozwinęły się od czasów Freuda, część jego podstawowych założeń nadal kształtuje nasz sposób myślenia o zachowaniu i funkcjonowaniu człowieka.

Jednym z zasadniczych konceptów freudowskich jest silny wpływ nieświadomej części umysłu na nasze uczucia, działania, związki i dążenia. Nieuświadomione konflikty mogą wywoływać niepokój, zły humor albo depresyjne myśli, niepokojące cechy osobowości, trudności w pracy lub w znalezieniu i utrzymaniu długotrwałych związków. Wiele takich problemów ma swoje korzenie w dawnych doświadczeniach i związkach.

Psychoanaliza dąży do przeniesienia kłopotliwych, nieuświadomionych sił do świadomości. Z pewnym zrozumieniem zyskanym podczas analizy pacjent może pracować nad poprawą relacji czy swojej wydajności, zrywać ze skierowanymi przeciw sobie, autodestrukcyjnymi wzorami zachowań, może nawet odblokować swoje twórcze możliwości.

JAK TO DZIAŁA

Psychoanalityk i pacjent spotykają się 3-5 razy w tygodniu. Tak intensywny plan sesji ”jeden na jednego” pomaga w tym, by gabinet psychoanalityka stał się dla pacjenta miejscem, gdzie można bezpiecznie dokonywać swobodnych skojarzeń - mówić, co tylko przychodzi do głowy i kiedy przyjdzie do głowy - i nawiązywać głęboką więź z psychoanalitykiem. Częste spotkania zachęcają także do ujawnienia pełnego zakresu cech osobowości i sposobów zachowania pacjenta, co jest ważnym krokiem na drodze do zrozumienia samego siebie.

Nie wymaga się już korzystania z kanapy, reliktu czasów Freuda. Niektórzy ludzie odkrywają jednak, że leżenie ułatwia im tworzenie swobodnych skojarzeń i pomaga skupić się na myślach. Innym wygodniej jest siedzieć twarzą w twarz z psychoanalitykiem.

Psychoanaliza jest wspólnym wysiłkiem. Gdy pacjent dokonuje luźnych skojarzeń, psychoanalityk słucha uważnie i pomaga mu zrozumieć ukryte, nieuświadomione źródła problemów. Aby taką świadomość pobudzać, psychoanalityk nie tylko interpretuje wzorce zachowań (interpretacje, które pacjent chętnie poprawia, odrzuca lub uzupełnia), ale i zachęca pacjenta do ponownego przeżywania ich w bezpiecznym zaciszu gabinetu. (…) Pacjent na nowo przeżywa historię swojego życia, przenosząc na psychoanalityka uczucia i stosunek, jaki początkowo miał w swoich relacjach z innymi ludźmi.

Na przykład kobieta stale spóźnia się po 10-15 minut na terapię. Psychoanalityk dowiaduje się, że tak samo zachowuje się w przypadku swego szefa i męża. Badając uczucia, jakie wzbudza psychoanalityk, kiedy ona opowiada o powodach swojego spóźnienia – lub być może zdając sobie sprawę ze swojej złości na autorytety – może ona zacząć uświadamiać sobie swoje motywacje dla chęci, aby inni na nią czekali, albo by się na nią gniewali.

Psychoanaliza jest procesem długim, zajmującym najczęściej kilka lat, jedno z badań mówi o przeciętnie 5,7 roku, aby rozwiązać ciągnące się od dawna problemy. (…) Jednym z powodów, dla których może to wymagać tak wielu spotkań jest ten, że - podobnie jak starych nawyków - trudno jest się pozbyć także złych schematów stosowanych w życiu.

Istnieje nadzieja, że z czasem jednostka może odbudować utracone związki emocjonalne, porzucić te niezdrowe i skuteczniej przystosuje się do nowych okoliczności.

Psychoanaliza może pomóc w problemach takich, jak "mam trudności w znalezieniu odpowiedniego partnera", "nigdy nie nawiązuję głębokich przyjaźni” albo "nie zdążam z terminami w pracy i niszczę swoją karierę". Mniej intensywna psychoterapia może być odpowiedniejsza w przypadku spraw krótkotrwałych, np. "bardzo mi smutno, że moje dziecko wyjeżdża na studia", chyba że uczucia te odnoszą się do długotrwałych wzorców zachowania. Alarmujące objawy, np. fobie, niepokoje i depresja, także poddawane są psychoanalizie, choć czasami wymagają wsparcia dodatkowej terapii lekami. (…)

CZYM SIĘ RÓŻNI OD INNYCH PSYCHOTERAPII

Istnieje wiele typów psychoterapii opartej na psychoanalizie, a wiele podejść wykorzystywanych dziś w psychoterapii też wyrosło z klasycznej psychoanalizy. Te różne formy są zwykle jej mniej intensywnymi wersjami. Np. terapia psychodynamiczna kładzie nacisk na znaczenie odkrywania nieuświadomionych motywacji i zyskiwania wglądu w uczucia i działania danej osoby.

Dla odmiany terapie zakrojone na krótką metę, takie jak terapia poznawczo-behawioralna, która leży poza tradycją psychoanalityczną, skupiają się na rozwiązywaniu bieżących objawów i problemów behawioralnych, bez konieczności tworzenia wglądu w ich pochodzenie.

Może psychoanaliza nie jest dla każdego, ale wiele kobiet z problemami emocjonalnymi może korzystać na terapii psychodynamicznej, realizowanej podczas spotkań z terapeutą organizowanych raz w tygodniu. Omawiają tam bolesne uczucia, które mogą tkwić u podstaw określonego problemu, też sposobu myślenia czy zachowania się. Podobnie jak psychoanaliza, terapia ta zakłada, że rolę gra tu nieświadomość, i że dawne doświadczenia oraz związki mogą wpływać na te obecne. Terapia psychodynamiczna może trwać od kilku miesięcy do kilku lat.

Zarówno psychoanalizę, jak i terapię psychodynamiczną można łączyć z lekami, terapią par, psychoterapią grupową czy rodzinną.

Źródło: Harvard Health Letters

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
psychoterapia
« Odpowiedź #13 dnia: Październik 09, 2007, 06:17:03 pm »
Psychoterapia - pułapki i drogowskazy

Lidia Mieścicka-Mellibruda

Nie da się tu pracować szybko, używając koparki czy łopaty; trzeba delikatnych muśnięć miotełką, nawet dmuchnięcia tylko, aby w końcu odkryć to, czego poszukujemy

PSYCHOTERAPIA PUŁAPKI I DROGOWSKAZY

Rozpoczynając pracę polegającą na pomaganiu ludziom, często potrzebujemy oparcia w regułach, zasadach, sprawdzonych sposobach postępowania. Oczekujemy też rady i pomocy osób doświadczonych, które są dla nas autorytetami.

W medycznym modelu pomagania opieramy się często na znajomości technik operacyjnych, zasadach stosowania leków i ich wzajemnej zależności. Jeśli jeszcze uczy tego osoba, który zwraca uwagę na to, jaki CZŁOWIEK, a nie PRZYPADEK ma być poddany skomplikowanym nieraz procesom medycznym lekarz ma możliwość pracy w warunkach względnego komfortu psychicznego.

PSYCHOTERAPIA jest szczególnym rodzajem pomagania. Nie ma tu bowiem wsparcia w lekach, przyrządach i zabiegach. Na ogół rezygnuje się także z symbolu władzy i powagi, jakim jest biały fartuch.

Siadamy przed pacjentem jako jedyne "narzędzie terapeutyczne", będąc jednocześnie ludźmi o bardziej lub mniej uporządkowanym życiu osobistym i zawodowym, z mniejszą lub większą świadomością swoich możliwości i ograniczeń.


* * *

Różne szkoły psychoterapeutyczne prezentują swoje własne sposoby unikania pułapek i formułują zalecenia, dotyczące najlepszych metod prowadzenia psychoterapii. Podają także zestaw technik, mających w optymalny sposób ułatwić osiągnięcie celu, jakim jest uzyskanie poprawy stanu psychicznego, a często i fizycznego pacjenta.

Według psychoterapii analitycznej, szczególnie w jej ortodoksyjnej, freudowskiej formie pułapką jest jakikolwiek osobisty kontakt z pacjentem. Na jednej z konferencji jako błąd z tego właśnie punktu widzenia wskazano podanie pacjentowi szklanki wody, o którą prosił, czy igły z nitką, gdy urwał mu się guzik. Jeden z drogowskazów nakazuje, aby terapeuta był "białą ścianą", na którą pacjent może rzutować swoje problemy, których źródeł poszukuje się w dzieciństwie.

W Terapii Gestalt Perlsa drogowskazem jest koncentrowanie się na TU I TERAZ, z którego wyłaniają się kolejne "figury na tle", dopełniające się i domykające w przebiegu psychoterapii, a pułapką " grzęźnięcie w prehistorii" życiorysu pacjenta.

Psychoterapia skoncentrowana na osobie, której reprezentantem jest Carl Rogers, stawia za zadanie empatyczne towarzyszenie pacjentowi na drodze do przezwyciężania blokad rozwoju osobistego, powstałych w dzieciństwie. Drogowskazem dla terapeuty jest postulat bezwarunkowej akceptacji wobec pacjenta, empatyczne rozumienie i zachowanie własnej autentyczności. Pułapką zaś ocenianie, stawianie warunków i pouczanie.

Na kształt każdej z przykładowo zacytowanych szkół psychoterapeutycznych niewątpliwie miało wpływ to, jakimi osobami byli ich wielcy twórcy. I tak np. biografowie Freuda podkreślają jego wychowanie w rygorystycznej, protestanckiej rodzinie, co mogło mieć wpływ na jego trudności w patrzeniu ludziom w oczy. Stąd jakoby powstała metoda siadania terapeuty za leżącym na kanapce pacjentem.

Dynamiczny i ekspansywny Pearls uważał np. za możliwe do przyjęcia uderzenie pacjentki w twarz jego zdaniem było to dopuszczalną prowokacją terapeutyczną.

Natomiast dla Rogersa, skupionego na pacjencie, szanującego jego tempo pracy i autentycznego, lecz nie narzucającego swoich poglądów i systemu wartości, byłoby to niemożliwe.

Skoro tak się działo z wielkimi autorytetami dotyczy to także każdego z nas, siadającego przed pacjentem, zadającego sobie pytanie: Jak ja, taki jaki jestem, mam pomóc temu człowiekowi? A często też: Jak sobie poradzę, jak wypadnę?


WYPRAWA W GÓRY

Popatrzmy na psychoterapię "ponad podziałami", jak na spotkanie dwóch osób, pozostających w określonych rolach i wzajemnej zależności. Wyruszają razem w podróż, której celem jest polepszenie sytuacji emocjonalnej jednego z nich (pacjenta), a skutkiem ubocznym (ale nie celem) satysfakcja terapeuty.

Podróż tę porównać można do wyprawy w góry z terapeutą w roli przewodnika, który ze swoim towarzyszem idzie po raz pierwszy, ale ma przygotowanie zawodowe. Drogę tę przebywał także sam, aby poznać swoje siły i możliwości. Zna trudności i sposoby radzenia sobie na trasie. Zna szlaki trudniejsze, ale dające więcej satysfakcji i łatwe, ale niekoniecznie prowadzące do celu.

Wędrówkę zaczynają od ustalenia wstępnego kontraktu, dotyczącego pierwszego etapu podróży, w którym pacjent odkrywa kim jest, jaki jest, jaki chciałby być, z jakim wyposażeniem tę podróż zaczyna. To jest czas określania motywacji pacjenta, nawiązywania związku terapeutycznego i budowania zaufania do terapeuty, bez czego żadna podróż nie przyniesie spodziewanych rezultatów. W czasie wędrówki, odsłaniają się nowe widoki i możliwości. Często budzi to lęk i zwątpienie we własne siły, czasem także w możliwości terapeuty. Trzeba się wtedy zatrzymać i popracować nad wzajemną relacją pacjenta i terapeuty, a często udzielić podstawowych informacji o istocie procesu terapeutycznego i jego przewidywanych etapach.

Zniknięcie objawów i subiektywna poprawa (dotarcie na szczyt góry) nie oznacza, że możemy z uczuciem ulgi i zadowolenia powiedzieć pacjentowi: teraz radź sobie sam. Musi przecież "zejść z góry", odbyć drogę do codziennego życia i w nim sprawdzić zdobyte doświadczenia.

Nazywam to pilotowaniem zmiany. Etap ten nie wymaga już tak intensywnego kontaktu, lecz pozwala pacjentowi nabrać wiary we własne siły w oparciu o terapeutę, z którym spotkania coraz bardziej nabierają charakteru konsultacji.

Zdarza się niejednokrotnie, że pacjent lub terapeuta na spotkaniach superwizyjnych, niepokoi się, że efekty psychoterapii nie są widoczne dostatecznie szybko. W tych sytuacjach wydaje się pożyteczne porównanie taktyki pracy psychoterapeutycznej do pracy archeologa, starającego się odsłonić zasypany od wieków piaskiem kształt amfory, czy fresku. Nie da się tu pracować szybko, używając koparki czy łopaty; trzeba delikatnych muśnięć miotełką, nawet dmuchnięcia tylko, aby w końcu odkryć to, czego poszukujemy.

W powyższych rozważaniach pojawiają się zarysy i pułapek i drogowskazów. Każdy ma jednak własne doświadczenia i przemyślenia na ten temat. W zależności od stażu pracy przed terapeutami stają różne pytania.
Między innymi: Jakie są pułapki i drogowskazy na naszej drodze?


* * *

W ramach ostatniej Letniej Szkoły IPZ prowadziłam seminarium, poświęcone tym zagadnieniom. Jego efektem jest m.in. lista pułapek i drogowskazów, która powstała w oparciu o naszą wiedzę, doświadczenia osobiste i zawodowe. Okazało się też potrzebne sporządzenie listy zakazów.


LISTA PUŁAPEK

Zawiera 38 punktów, które w toku dyskusji zostały podzielone na następujące grupy:

1. Pułapki wynikające z braku lub niejasności kontraktu (np.: gdy terapeuta dąży do głębokiej psychoterapii, pacjent natomiast zainteresowany jest tylko likwidacją objawów).

2. Pułapki będące wynikiem cech osobowości terapeuty (np.: zaborczość, narzucanie swoich poglądów, przekonanie terapeuty o własnej nieomylności).
3. Pułapki mające źródło w specyficznej ocenie swej roli jako terapeuty (np. uporczywe podążanie za swoją hipotezą, branie całej odpowiedzialności za pacjenta, lub bezkrytyczne podążanie za nim).
4. Pułapki wypływające z poczucia swojej niepełnowartościowości jako terapeuty (np.: niepodejmowanie pracy nad problemami pacjenta, ocenianymi jako zbyt trudne, dostosowanie się do nierealistycznych oczekiwań pacjenta, przesadne trzymanie się technik terapeutycznych).
5. Pułapki wynikające z nieświadomości własnych problemów emocjonalnych (np.: identyfikowanie się z pacjentem, użalanie się przed nim nad sobą, prowadzenie pracy z pacjentem dla własnych korzyści emocjonalnych).
 6. Pułapki będące skutkiem "wypalenia zawodowego" lub poważnego nim zagrożenia (np.: schematyczne podejście do pacjenta, lekceważenie go, spóźnianie się na sesje terapeutyczne).
7. Pułapki wynikające z lekceważenia objawów somatycznych pacjenta ;traktowanie ich zawsze jako objawów nerwicowych, podczas gdy mogą być sygnałami poważnych chorób. Dotyczy to zwłaszcza uporczywych bólów głowy lub brzucha. Zaniechanie konsultacji lekarskiej w takich przypadkach może zagrażać zdrowiu, a nawet życiu pacjenta.

O wymienionych wyżej pułapkach mówi się niekiedy jako o błędach terapeutycznych. Wydaje mi się to jednak gorszym punktem widzenia. Określenie "błąd" zawiera negatywną ocenę osoby, która go popełniła i skłania ją raczej do odcięcia się od wspomnienia o nim, niż korzystania zeń jako doświadczenia. Stwierdzenie "wpadłem w pułapkę" pozwala na zadawanie sobie pytań: Jak do tego doszło? Jak sobie z tym poradzić? Czy ktoś może mi w tym pomóc? Jak mogę uniknąć podobnej sytuacji w przyszłości?


Posługując się tym sposobem myślenia uczestnicy seminarium opracowali także listę sposobów unikania pułapek:

1. Stałe zdobywanie i pogłębianie wiedzy i doświadczenia terapeutycznego w oparciu o różne formy superwizji i uczestniczenie w szkoleniach, organizowanych przez ośrodki o różnych podejściach do psychoterapii.

2. Samokontrola oparta na świadomości własnych problemów i gotowość do pracy nad sobą w tym własnej psychoterapii.

3. Pozwolenie sobie na wszechstronny rozwój osobisty.

4. "Zdrowa pokora" wobec życia i własnych ograniczeń.


Zakazy dotyczą:

1. Naruszania tajemnicy zawodowej.

2. Wchodzenia z pacjentem w związki erotyczne i seksualne.

3. Wszelkich nieformalnych kontaktów z pacjentami w czasie trwania związku terapeutycznego.

4. Okazywania pacjentowi wstrętu i pogardy.


Drogowskazy są wskazówkami, pomagającymi terapeucie udzielać pomocy zgodnie z wiedzą i doświadczeniem, bez zagrożenia "wypaleniem zawodowym". Pozwalają na utrzymywanie właściwego stopnia bliskości w stosunku do pacjenta przy zachowaniu niezbędnego dystansu terapeutycznego. Dotyczą postulatów kierowanych do terapeuty jako osoby będącej podstawowym "narzędziem działającym", a zarazem jako do profesjonalisty, uczestnika specyficznego spotkania w ramach kontraktu terapeutycznego.

Oto one:

* Staraj się być uważny i cierpliwy, wrażliwy i tolerancyjny.
* Poznawaj i szanuj swoje granice i pozwól na to pacjentowi.
* Pozwól sobie na przyznanie się do pomyłek niech służą ci, jako doświadczenie, a nie tylko wyrzut sumienia.
* Ucz się od innych mają ci wiele do zaofiarowania.
* Stale podtrzymuj i rozwijaj swoje umiejętności i kompetencje zawodowe.
* Nie zamykaj się w jednym schemacie bądź raczej "orkiestrą", niż "instrumentem".
* Dawaj pacjentowi w procesie psychoterapii to, co będziesz mógł dawać zawsze: swoją wiedzę, doświadczenie, uwagę i czas w ramach kontraktu.
* Nie obiecuj pod wpływem chwili tego, czego nie będziesz mógł spełnić.
* Korzystaj ze swego doświadczenia zawodowego zaufaj mu, będąc jednocześnie otwartym na informacje zwrotne od ludzi, z którymi pracujesz.
* Pomagaj pacjentowi w podejmowaniu odpowiedzialności za rozwiązywanie jego problemów i budowaniu pomostów między psychoterapią, a codziennym życiem. Jesteś w tym procesie najważniejszym działającym narzędziem. Dbaj o nie!


* * *

Na koniec refleksja: znając i doceniając wagę pułapek i zagrożeń warto iść "słoneczną stroną drogi", rozwijając swoje mocne strony, nie koncentrując się przesadnie na tropieniu wad i błędów. Jak mówi Desiderata: "Bądź uważny. Staraj się być szczęśliwy".


Lidia Mieścicka-Mellibruda

Autorka jest certyfikowanym psychoterapeutą, specjalistą psychiatrii II st., prowadzi psychoterapię indywidualną i grupową w Instytucie Psychologii Zdrowia.

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
psychoterapia
« Odpowiedź #14 dnia: Październik 17, 2007, 03:02:02 pm »
Od małego do psychiatry



Ponad 900 tys. dzieci w Polsce wymaga pomocy psychiatrycznej. Większość nigdy jednak do lekarza nie trafi, bo rodzice diagnozę traktują jak wyrok - opisuje "Metro".


Psychiatrzy z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie szacują, że wśród 9 mln dzieci do lat 18 aż 10% wymaga opieki i pomocy psychiatryczno-pedagogicznej. Najczęstsze zaburzenia to nadpobudliwość, ADHD - czyli nadpobudliwość psycho-ruchowa, zaburzenia depresyjno-lękowe i odżywiania.

W oszacowaniu zjawiska nie pomaga to, że tylko 15% dzieci chorych trafia do specjalistów. Ludzie uważają, że chory psychicznie to ktoś gorszy - mówi prof. Marek Jarema, krajowy konsultant ds. psychiatrii.

Ale nieświadomość rodziców to tylko początek problemów. Dzieci nie trafiają do lekarzy także dlatego, bo tych brakuje. Jak szacuje prof. Aleksander Araszkiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, w kraju mamy tylko 206 psychiatrów dziecięcych, choć potrzeba dwa razy więcej.

Żeby polepszyć sytuację, przy Ministerstwie Zdrowia opracowany został Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego, który ma ruszyć w... 2009 roku.



wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
psychoterapia
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 06, 2007, 12:59:33 pm »
Metody, formy i cele psychoterapii

Psychoterapia jest to nauka mająca na celu zamierzone korygowanie zaburzeń czynności organizmu przez działanie na psychikę chorego. Stosowana jest głównie wobec osób z zaburzeniami psychicznymi. Polega na stosowaniu odpowiednich oddziaływań psychologicznych, wobec nerwic, zaburzeń psychosomatycznych, zaburzeń osobowości, uzależnień oraz psychoz.

Psychoterapia jest jedną z najstarszych metod leczenia ludzkiej psychiki. Stosowano ją bardzo wcześnie, np. wobec żołnierzy, którzy nie umieli znieść warunków frontowych. Leczenie to stosowano w celu zmniejszenia u żołnierzy poczucia winy, a terapia ta polegała na leczeniu odbiegających od normy procesów myślowych.

Obecny stan wiedzy na temat psychiki ludzkiej nie pozwala na dokładne definiowanie, wyjaśnianie istoty i skuteczności działań określonych mianem psychoterapii. Istnieje wiele kierunków terapeutycznych pochodzących od różnych teorii i praktykujących inne własne techniki działania. Wszystkie jednak mają na celu złagodzenie, usunięcie lub skorygowanie zaburzeń psychicznych w zachowaniu lub strukturze osobowości. Większość metod i form psychoterapii oparta jest na kilku wspólnych zasadach. Stosuje się wszelkie możliwe sposoby oddziaływań na ludzką psychikę w celu jej poprawy. Wykorzystuje się zarówno środki werbalne jak i środki pozawerbalne.


Psychoterapię można podzielić na taką, która działa na pacjenta w sposób bezpośredni lub pośredni.


Psychoterapia bezpośrednia jest skierowana wprost na pacjenta i może przybrać formę podtrzymująca lub aktywną. Aby proces leczenia przebiegał prawidłowo, należy zachować pewne elementy:

*  Związek terapeutyczny – żeby oddziaływanie psychoterapeuty miało dla pacjenta jakiekolwiek znaczenie, musi zaistnieć między tymi osobami, więź polegająca na wzajemnej akceptacji. Psychoterapeuta powinien wzbudzić w człowieku zaufanie do siebie i do swych kompetencji.

* Osobowość psychoterapeuty – wiadomo, że powodzenie psychoterapii w dużym stopniu zależy od walorów osobowościowych psychoterapeuty, i że same metody oddziaływania stanowią sprawę drugorzędną.

*   Atmosfera, w jakiej przebiega psychoterapia – winna ona skłaniać pacjenta niczym nie skrępowanego do swobodnego wyrażania swoich myśli i uczuć. Musi on mieć przekonanie, że jego zachowania i wypowiedzi podczas psychoterapii nie stykają się z żadnymi przykrymi konsekwencjami. Jest to, więc atmosfera pełnego bezpieczeństwa, tolerancji, zaufania i szczerości.

*    Tożsamość różnych metod, stosowanych w poszczególnych szkołach psychoterapii – metody te, mimo ich rozmaitości, zawsze w ten czy inny sposób dostarczają pacjentowi jakiś nowych doświadczeń, znaczeń i informacji, ułatwiających mu świadome kierowanie swoim postępowaniem.


Niezależnie od tego, jakie koncepcje teoretyczne leżą u podstaw danej odmiany psychoterapii, jej proces przebiega za zwyczaj w trzech fazach:

1. Faza pierwsza rozpoczyna się od nawiązania kontaktu psychoterapeuty z pacjentem i trwa tak długo, aż związek ten stanie się na tyle silny, że nie ulegnie zerwaniu nawet, gdy odczucia pacjenta będą przykre wobec psychoterapeuty. Właściwym 80zadaniem tej fazy jest wytworzenie odpowiednio silnej więzi pomiędzy pacjentem a terapeutą.

2. Druga faza zaczyna się wtedy, gdy więź ta pozwala już terapeucie na pewną dozę obiektywizmu i chłodnego realizmu w omawianiu problemów pacjenta, bez obawy jej przerwania czy zakłócenia. W tej fazie przedstawia się pacjentowi w sposób dla niego obiektywny jego problem. Terapeuta ma za zadanie wyjaśnienie pacjentowi, na czym polega stojąca przed nim alternatywa wyboru, a także konieczność podjęcia przez niego samodzielnej decyzji w tym względzie i jakie konsekwencje są z tym związane. Tylko pacjent może wybierać właściwa drogę postępowania. Nikt nie może uczynić tego za niego.

3. Trzecia faza dotyczy planowania przez pacjenta własnej przyszłości. Etap ten zaczyna się po zakończeniu systematycznych kontaktów psychoterapeutycznych i służy konfrontacji zdobytych przez pacjenta w toku psychoterapii, doświadczeń z rzeczywistością społeczną. Pacjent już powinien wykazywać właściwą umiejętność wysuwania dla siebie korzystnych celów życiowych jak i ich realizację.


Psychoterapia podtrzymująca jest bezpośrednią formą współpracy z pacjentem. Polega na wspieraniu i utrzymywaniu cech, których nie należy u niego zmieniać. Pozwala się pacjentowi na swobodne kojarzenie, które pomaga mu w samodzielnym wytwarzaniu nowych reakcji werbalnych. Powoduje to u niego zwiększenie pewności siebie. Przez kilkukrotne powtarzanie, niektórych stwierdzeń wzmacnia się pewne cechy psychiki, nawet, gdy nie powie się mu nic nowego. Pacjent opowiada o wielu problemach – niektóre z nich wydadzą się terapeucie ważniejsze niż inne. Terapeuta powinien zwracać uwagę na sprawy istotne, a świadomie lekceważyć te, które ocenia jako mniej istotne, by właściwie ukierunkować myślenie pacjenta. Ponieważ uwaga terapeuty jest silną nagrodą, to każda myśl pacjenta, którą terapeuta wybrał jako godną uwagi, prawdopodobnie zostanie wzmocniona w powiązaniu z towarzyszącymi jej sygnałami. Ponowne wystąpienie tych myśli jest bardziej prawdopodobne niż myśli, które zostały zlekceważone.

Istnieje wiele różnych sposobów podtrzymywania cech godnych pozostawienia.
Terapeuta może zwrócić uwagę na pewne zdania wypowiedziane przez pacjenta i nagrodzić je. Przy niektórych zdaniach może mówić „ aha”, „tak”, a przy innych nie mówi nic. Może uwzględniać pewne sprawy w podsumowaniu wypowiedzi pacjenta, którego dokonuje rzekomo po to, aby wyjaśnić daną sprawę samemu sobie, a w rzeczywistości po to, aby wyjaśnić ją pacjentowi. Natomiast inne kwestie może wyłączyć z takiego podsumowania i w ten sposób pomijać je. Terapeuta w pewnych przypadkach może powtarzać to, co powiedział pacjent, zaś w innych nie. Takie selektywne interweniowanie pomaga pacjentowi uporządkować jego pomieszane emocje i wprowadzić ład w jego życie psychiczne. Taka psychoterapia podtrzymuje większość mocnych cech pacjenta, bez ingerencji w jego zaburzone procesy. Terapeuta powinien zawrzeć z pacjentem silną więź i zrozumienie. Powinien właściwie kierować rozmową i uważnie wsłuchiwać się w słowa, musi też stworzyć odpowiedni nastrój. Psychoterapię podtrzymującą wykorzystuje się wobec osób głęboko przygnębionych, lękowych, którym zagraża kalectwo lub też nawet śmierć.

 
Psychoterapia aktywna zmierz do usunięcia objawów lub przyczyn zaburzeń tkwiących w osobowości. Stosuje się tu środki werbalne i poza werbalne. Słowa ukazują mu problem. Za pomocą tych słów może różnicować i rozumieć samego siebie. Terapeuta musi wyrazić szacunek, zrozumienie oraz zainteresowanie problemem pacjenta. Stosowanie otwartej komunikacji, pozbawionej cenzury oraz krytyki, wobec pacjenta wzbudza uczucie uspokojenia oraz nadziei. Redukuje się wtedy lęk i poczucie winy. Pacjenta trzeba cały czas zachęcać, mobilizować i przekonywać do dalszej współpracy. Należy stworzyć właściwą atmosferę, dzięki której, pacjent będzie się czuć bezpieczniejszy i nie zagrożony. Psychoterapeuta powinien zwrócić szczególna uwagę na życie rodzinne pacjenta, na jego pracę, wysiłek i tempo życia. Powinien też wykazać się dużą umiejętnością empatii oraz wiarą w skuteczność przeprowadzanej terapii. Żywe, pełne sympatii zainteresowanie i zrozumienie stanowi silną nagrodę, szczególnie przez te osoby, które straciły sympatię i zainteresowanie swoich bliskich i przyjaciół. Pacjent czuje się doceniony i zyskuje pewność, że otrzymuje pomoc od terapeuty, który sam jednocześnie podnosi swój prestiż wobec pacjenta. W ten sposób pacjent nagrodzony jest za samo poddanie się terapii oraz kontynuowanie swych wysiłków. Pytania mogą dobrze służyć za oznaki zainteresowania i do kontynuowania rozmowy. Pamiętać należy, że też z drugiej strony, duża ilość pytań może wywołać u pacjenta lęk, zagubienie i niepewność. Pytania te mogą dotyczyć rodziny, pracy zawodowej, dotychczasowego trybu życia. Stwarzają obraz procesu chorobowego, dlatego też terapeuta powinien właściwie interpretować odpowiedzi i kierować rozmową. Oprócz stworzenia warunków do swobodnej rozmowy, terapeuta poleca pacjentowi, aby mówił wszystko, co mu przychodzi do głowy. Stosując technikę swobodnych skojarzeń pozwala on pacjentowi wyzwolić się spod ograniczeń logiki. Nie stosując krzyżowego ognia pytań, terapeuta stwarza sytuację społeczną odmienną od sytuacji, w której nastąpiło powiązanie silnego strachu z mówieniem i myśleniem. Pacjent rozmawia na przerażające go tematy. Ponieważ nie spotyka go za to kara –jego strach zostaje wygaszony. Wygaszanie to generalizuje się i osłabia motywację do wypierania innych pokrewnych tematów, które pierwotnie wzbudziły w pacjencie zbyt silny strach, aby mógł je później omówić lub o nich porozmawiać. W sytuacji, kiedy pacjent nie potrafi powiedzieć czegoś sam, terapeuta pomaga mu oznaczając emocje słowami. Terapeuta powinien mieć praktyczną znajomość praw psychologicznych, dotyczących wszelkich zmian psychicznych. Powinien rozumieć, w jaki sposób człowiek uczy się wyparcia konfliktów emocjonalnych. Tylko na tym poziomie wiadomości, terapeuta może włączyć w tym mechanizmie „wsteczny bieg”, co musi uczynić w toku psychoterapii. Musi usunąć pewne cechy psychologii objawowej lub przyczynowej.

 
Psychoterapia objawowa ma na celu wyniszczenie „pewnych objawów, które powstały np. podczas procesu chorobowego. Wtedy to, psychoterapia dąży do wyzbycia się niepotrzebnych lub szkodliwych emocji, szczególnie strachu, lęku, gniewu oraz przygnębienia. Musi w pewnym sensie uwolnić część duszy pacjenta od dręczących go myśli i wiążącymi się z tym zaburzeniami emocjonalnymi. Często stosuje się sugestię lub autosugestię. Czasami stosuje się różnicowania sugestii, czyli sygnałów pochodzących od innych z własnymi, szczególnie wobec pacjentów łatwowiernych. Tak, więc uczą się reagować na sugestie innych z pewną powściągliwością i nabierają „ swojego własnego rozumu”.

W psychoterapii objawowej stosuje się też relaks, który ma na celu całkowite odprężenie organizmu, chwilową ucieczkę od swoich problemów, od życia codziennego i trudności z nim związanych. Towarzyszy temu rozluźnienie mięśni oraz senność.

W psychoterapii objawowej wykorzystać można również hipnozę. Wyuczony symptom, jak każda inna reakcja, może być wyeliminowany przez silniejszą niezgodną z nim reakcję. Psychoterapeuta cieszący się dostatecznie dużym autorytetem może niekiedy wywołać taką wystarczająco silną reakcję przez wydanie nakazu lub zakazu, szczególnie stosując to przez hipnozę. Odreagowanie emocji ma na celu zmniejszenie „przykrego napięcia emocjonalnego.

 
Psychoterapia głęboka, czyli przyczynowa może przybierać formę kierowanej, czyli takiej, kiedy pozostawia się kierunek procesu rehabilitacyjnego terapeucie, lub formę niekierowaną, gdy pacjentowi pozwala się na rozwijać własną drogą.

Forma niekierowana ma dość duże znaczenie dla pacjenta, gdyż pozwala mu ona na własny rozwój, przebiegający zgodnie z jego wolą. Pacjent taki powinien właściwie oceniać swoje „myśli, 6 uczucia i postępowanie. Taki proces pogłębia proces poszukiwania samego siebie oraz własnej osobowości. Terapeuta w tym przypadku wyraża pełną „akceptację, zrozumienie i tolerancję. Daje pacjentowi wolną rękę, jeśli chodzi o kierunek leczenia i interweniuje tylko w ostateczności. To dodatkowo dowartościowuje pacjenta, dodając mu pewności i uczucia większego bezpieczeństwa w życiu społecznym. Dzięki temu jego samoocena podwyższa się i człowiek staje się zdolny do zmiany zachowania.

Odmienną formę ma psychoterapia kierowana, kiedy to terapeuta aktywnie i bez przerwy koryguje i poprawia zachowanie pacjenta. Terapeuta nagradza lub kara, za dane postępowanie. Może też zlecić pacjentowi wykonanie zadania, które uświadomi mu coś, co przyda się w procesie naprawy jego psychiki. Techniki sugerowania, prośby, nalegania, nakazywania i zakazywania są powszechnie stosowanymi metodami, za pomocą, których próbuje się wpłynąć na społeczne zachowanie się tej osoby w życiu codziennym. Często też stosuje się tolerancję, wstrzymywanie się od krytyki i okazywania zaniepokojenia – jako silny środek oddziaływania. W odpowiednich okolicznościach zwykłe nie mówienie staje się silnym środkiem oddziaływania, redukującym strach i stanowiącym warunek jego wygaszenia. Należy jednak pamiętać o stałym uważnym zainteresowaniu się pacjentem i właściwym interpretowaniu jego problemów. Uspokajanie jest powszechnie stosowanym sposobem redukowania strachu, dlatego też może spełniać rolę silnej nagrody. Uspokajanie trzeba stosować w celu redukcji strachu, tak, aby mogły pojawić się nowe myśli i czynności. Jeżeli uspokajanie stosuje się tylko po to, aby pacjent czuł się lepiej, to nauczy on się jedynie przychodzić i domagać się, żeby terapeuta uspokajał go na nowo. W tej psychoterapii kierowanej terapeuta staje się przewodnikiem. Pacjent krocząc za nim, ulega oddziaływaniu stosowanemu przez terapeutę, poddając się leczeniu. Wpływ na tą psychoterapię mają również wartości osobnicze oraz umiejętności interpersonalne.

Stosowane powyżej postępowanie odbywa się w sposób bezpośredni wobec pacjenta. Terapeuta rozmawia z chorym próbując go w ten sposób wyleczyć.


Terapia pośrednia polega na stosowaniu psychoterapii na pacjenta poprzez osoby, z którymi przebywa i się spotyka tzn. z rodziną, przyjaciółmi, kolegami i koleżankami z pracy. W tej sytuacji to właśnie oni są informowani i instruowani, w jaki sposób rozmawiać i postępować z pacjentem. Udziela się też wsparcia, ludziom zaniepokojonym o los bliskich, wyjaśnia się wątpliwości i uwalnia się od poczucia winy lub bezradności. Ważna jest współpraca wszystkich tych osób oraz dążenie do jednego wspólnego celu. Wpływa się na postawy tych ludzi wobec chorego i o ewentualną ich zmianę. Mają stworzyć odpowiednią atmosferę i warunki do swobodnego kontynuowania uzdrawiania i ściśle współpracować ze sobą w celu polepszenia efektu. Choroba zazwyczaj trafia w jeden punkt, który rozwija się i może doprowadzić poprzez oddziaływanie na inne osoby do jej rozprzestrzeniania się właśnie na nie. Powinni, więc być odpowiednio przygotowani na postępowanie pacjenta. Winni wiedzieć, iż mechanizm rodzinny lub inny, zapewnia mu zachowanie równowagi. Każda zmiana może wzmóc działanie siły przeciwstawiającej zmianie. Można to łatwo obserwować, gdy tylko jeden z członków rodziny jest poddawany psychoterapii. Jeżeli po terapii chorego zostanie on wyleczony, a inny członek rodziny zachoruje, to może to być znak, że problem rodziny nie został w pełni rozwiązany. Dlatego komunikowanie się należy przeprowadzać w sposób jawny, wyrażając własne przekonania i doświadczenia. Niekiedy poprawa komunikacji pomiędzy poszczególnymi osobami umożliwia im dalsze samodzielne zajmowanie się własnymi problemami. Ale zawsze należy zdiagnozować problem, aby go następnie w odpowiedni sposób usunąć. Problemy te mogą wyniknąć, z np. braku wzajemnej akceptacji, walki o władzę w rodzinie, w pracy, a nawet braku pokazywania partnerowi, że stanowi dla nas wartość. Psychoterapię tę-czyli pośrednią- stosuje się głównie w rodzinach, wobec dzieci, które chorują na skutek złych postaw rodziców. Przeciwwskazaniem jest jednak rozpad rodziny.

 
Innym rodzajem psychoterapii jest psychoterapia grupowa. Może się ona odbywać w małych lub dużych grupach. Grupa psychoterapeutyczna stanowi pewną całość, rządzącą się własnymi prawami. Procesy grupowe mają wpływ na przebieg indywidualnej pracy psychoterapeutycznej. Oznacza to, że efekty zastosowanych oddziaływań zależą nie tylko od przygotowania do zmiany poszczególnych osobników, lecz również od dojrzałości całej grupy. W życiu różnych grup psychoterapeutycznych mogą pojawić się te same etapy rozwoju. W początkowych spotkaniach zwykle panuje pewne napięcie, nieufność, niechęć do mówienia o sobie. Gdy przeżycia członków grupy nasilają się, dochodzi do ich ujawnienia. W tym wstępnym okresie prowadzący sesję, podsuwa pewne reguły postępowania, którymi ludzie kierują się w życiu codziennym. Mogą one dotyczyć sposobu komunikowania się, np. zachęcać do otwartego wyrażania pojawiających się myśli czy doznawanych odczuć. Stwarza to okazję do zdobywania nowych doświadczeń. Po pierwsze, pacjenci mogą zdecydować się na zachowania, jakich wcześniej nie przejawiali. Po drugie, powtórzone z przeszłości stare zachowania mogą się spotkać z nową, nie znana pacjentowi dotychczas reakcją pozostałych uczestników grupy.

Grupa jest całością. Znaczy to, że w poszczególnych etapach swojego rozwoju staje ona przed specyficznymi problemami, że członkowie grupy przeżywają wspólne zahamowania czy też pragnienia o charakterze konfliktowym np. chęć zyskania zainteresowania psychoterapeuty i obawę, że za okazywanie pragnień mogą zostać ukarani.

W czasie terapii niektórzy pacjenci stwierdzają, iż niepotrzebna im psychoterapia, co ma często mylące znaczenie. Inni stwierdzają, iż mogą utożsamić swój problem z innymi pacjentami. Podczas procesu dochodzi do zwierzeń, do wyboru wcześniej skrywanych uczuć i odczuć, niewypowiedzianych myśli. Okazuje się wówczas, iż podmiotem ich wspólnej pracy są indywidualne problemy pacjentów, a dolegliwości chorobowe pacjentów wiążą się z zachowaniami, jakie przejawiają w grupie, oraz konfliktami czy doświadczeniami z przeszłości.

Dla toczącej się w trakcie trwania indywidualnej pracy psychoterapeutycznej znaczenie ma klimat emocjonalny panujący w grupie. Zajmując się ważkimi problemami człowieka dotykamy sfer najbardziej intymnych, łatwo dających się zranić. Dlatego cała grupa musi być przygotowana do przyjęcia spraw pacjenta ze zrozumieniem. Musi stać się dojrzała do podjęcia określonej problematyki.

Ważnym elementem powodującym zmianę w pacjencie jest czynna obserwacja innych członków grupy. Ich zrozumienie, zadziwienie lub milczenie, dostarcza psychoterapeucie wielu cennych uwag, mogących się przydać w dalszym postępowaniu rehabilitacyjnym.

Psychoterapia grupowa jest często stosowana wobec osób odczuwających osamotnienie i odrzucenie od społeczeństwa. Czynne i aktywne uczestnictwo w tej grupie przyczynia się do wzrostu samooceny, pewność siebie, samodzielność i przynależność. Grupy mogą też być podzielone na jednorodne lub niejednorodne, czyli mieszane np. pod wzgl. płci.


Psychoterapia przyjmuje też inne formy – nie werbalne takie, jak psychogimnastyka, psychodrama, muzykoterapia, choreoterapia oraz techniki rysunkowe. Wszystkie to formy stosuje się w zależności od potrzeb rehabilitacyjnych pacjenta.

Można też stosować kilka metod psychoterapii w celu szybszego postępowania leczniczego.

 
Każda działalność psychoterapeutyczna powinna służyć konkretnym celom, które chcemy osiągnąć w wyniku poczynań terapeutycznych.
Wielu wybitnych uczonych uważa, że celem psychoterapii jest rozwój osobowości jednostki.
 Inni jak np. V.E Frankl mówi, iż rozwój człowieka przejawia się w jego „dążeniu do znalezienia sensu życia”, bowiem „ w ostatecznej instancji człowiek sam decyduje o sobie” i o swojej drodze życia.
Podobnie uważa E. Fromm, upatrując rozwój jednostki w „pełnym rozwinięciu sił człowieka tak, aby mógł on osiągnąć harmonię z innymi ludźmi i ze środowiskiem”.
A. Maslow przyjmuje zdolność jednostki do dokonywania przez człowieka wyborów między różnymi wartościami. Terapia ma na celu wspomagania i nauczenia pacjenta, dokonywania właściwych ścieżek życia.
Inni traktują psychoterapię jako po prostu, proces uczenia się nowych sposobów życia, a jeszcze inni jako poznanie i usunięcie procesów emocjonalnych lub przejściowo zaburzonych. Jest procesem modyfikacji psychiki człowieka, zarówno sposobami werbalnymi jak i niewerbalnymi.

 
W procesach psychoterapeutycznych widuje się też stosowanie farmakoterapii. Szczególnie u pacjentów odczuwających silny ból i cierpienie. Towarzyszący jemu lęk, depresja i gniew pogarszają ogólny stan chorego. Często samym terapeutą staje się sam lekarz, który powinien sobie doskonale z tego zdawać sprawę. I, pomimo znacznych różnic, pomiędzy poszczególnymi poszczególnymi formami stosowanymi przez różne szkoły, terapeuta powinien wyodrębnić pewne wspólne elementy, którymi powinien się czynnie posługiwać. Pacjent również powinien się poświęcić ciężkiej pracy nad sobą.

 
Pamiętajmy, więc, że z pomocy psychoterapeutycznej korzystają osoby, które same nie potrafią poradzić sobie z własnymi trudnościami. A pomagając im, naprowadzamy ich na nową drogę życia, na której nie napotkają przeszkody przewyższającej ich możliwości.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
psychoterapia
« Odpowiedź #16 dnia: Listopad 14, 2007, 11:24:19 am »
Terapia prowokatywna - dość kontrowersyjny rodzaj psychoterapii.

Szczerze mówiąc, nie jestem przekonana.

Rzeczywiście, może w niektórych przypadkach jest skuteczna i odnosi efekty, ale na pewno nie jest przeznaczona dla wszystkich - jakoś nie mogę uwierzyć, że u wszystkich osób z różnymi zaburzeniami przynosi efekty. Myślę, że potrzeba tu dużej ostrożności i wyczucia, żeby nie zrobić krzywdy.
Oczywiście, inne podejścia w psychoterapii też nie są dla wszystkich i nie zawsze są skuteczne.



Z psychoterapeutą Frankiem Farellym, twórcą i propagatorem terapii prowokatywnej, rozmawia Dorota Frontczak

Skopać pacjenta


Czy terapia prowokatywna to nowa szkoła w psychoterapii?

Na początku na pewno tak o tym nie myślałem. Pamiętam dokładnie dzień, od którego wszystko się zaczęło. Byłem młodym terapeutą, pracowałem w projekcie badawczym z Carlem Rogersem na początku lat 60. w Szpitalu Stanowym Mendota. To był mój 91. wywiad z chronicznym schizofrenikiem, miał 33 lata i był hospitalizowany, ale jego stan się nie poprawiał, terapia zmierzała donikąd. Pracowałem z nim tak, jak mnie nauczono - powtarzałem mu jak mantrę: - Jesteś wiele wart, twoje życie może się zmienić. A on odpowiadał mi odwrotnie: - Jestem nic niewart, moje życie się nie zmieni. I tego dnia, podczas 91. wywiadu, poddałem się i spróbowałem czegoś odwrotnego. Zacząłem zgadzać się ze wszystkim, co mówił. I to był szok. Zaczęło mu się poprawiać w ciągu godzin i dni, nawet nie tygodni.

Co mu Pan powiedział?

Że jest beznadziejny jak cholera i że mnie męczy. Używałem naprawdę rozbudowanych, przegiętych metafor.

I co?[/b]

Facet zaczął się trząść ze śmiechu. Żeby pojąć, jak szokująca była to reakcja, trzeba wiedzieć, jak wygląda chroniczny schizofrenik. Siedzi na skraju krzesła zgarbiony, bez ruchu, z twarzą bez mimiki, bez emocji. Moje wcześniejsze wspierające teksty on po prostu puszczał mimo uszu. Moglibyśmy tak spędzić kolejne 91 spotkań, a on by dalej stał w miejscu albo się cofał.

Właśnie - regres, ulubione słowo psychoterapeutów. Tymczasem mój pacjent powiedział: - Nie czuję się, jakbym miał regres, czuję się, jakby mi miał fiut odpaść. A ja na to: - Teraz, gdy mamy nowoczesną chirurgię, możesz sikać nawet lewą ręką. A jak dalej będziesz się cofał, to staniesz się dzieckiem i będę cię karmił papką, potem zacznę ci zmieniać na terapii pieluchy, a będzie ciężko, bo masz wielki tyłek. A potem staniesz się sławny. Pacjent: - Jak to sławny?

- Będziesz pierwszym niemowlakiem z owłosieniem łonowym!

To ryzykowne mówić coś takiego osobie, która cierpi, może ma myśli samobójcze.

Cierpi? Wygląda jak zepsuty robot, który powłóczy nogami! Co ryzykuję? On nie może wpaść w depresję, bo już w niej jest.

Tymczasem on nie dość, że się nie załamał, to się zarumienił. Widziała pani kiedyś schizofrenika, który się rumieni? To wbrew nauce. Schizofrenicy się nie rumienią! I nie gadają jak najęci. On nawijał: - Pewnie nie uwierzysz, ale nie zawsze było ze mną tak źle, w szkole byłem kapitanem drużyny. Udałem, że nie wierzę.

- Tak - rozkręcił się. - To przyjdź do mnie, pokażę ci puchary z meczów.

Rany, pomyślałem sobie, to niesamowite. Takie zaczepne podejście prowokuje wyraźną poprawę. On naprawdę wydobrzał. Potwierdziły to badania innych psychologów.

Jak to zadziałało? Przez zaskoczenie?

Na pewno też, bo przełamałem cały ten bełkot kliniczny i zamiast go prowadzić czy wspierać, czy Bóg wie co, zacząłem z nim po prostu gadać. Jak facet z facetem - zwykłym językiem, z przezwiskami, z żartami - czy nie tak rozmawiają kumple? Właśnie w ten sposób pokazują sobie zainteresowanie i ciepłe emocje - drocząc się.

Po sześciu spotkaniach on opuścił szpital! Naprawdę. Na odchodnym powiedziałem mu: - I tak zaraz tu wrócisz. A on - że nie.

Po półtora roku faktycznie wrócił. Był w końcu pacjentem naszego programu badawczego. Zapytał mnie: - Po co robią mi te testy?

- Dla nauki - odparłem. - Dla generacji schizofreników, którzy się jeszcze nie narodzili. Odpowiedział: - Mam gdzieś rzesze schizofreników, ja chcę pomocy dla siebie! W życiu nie widziałem, żeby schizofrenik tak walczył o swoje, z taką pasją.

Odkryłem, że mój pomysł na terapię był dobry. Zacząłem go rozwijać.

Poddał się Pan superwizji?

Przełomowe odkrycia w psychologii nie mogą być pod superwizją! Oczywiście musiałem zdawać relacje z wyników i robiłem to. Moja kolejna pacjentka była w szpitalu od 15. roku życia, teraz miała lat 30. Była antypatyczna i agresywna. Dogryzałem jej strasznie. I za każdym razem ona protestowała, że nie jest z nią aż tak źle.

- Ja jeszcze panu pokażę! - powiedziała któregoś razu i faktycznie, niedługo potem zdobyła pracę. Weszła do mnie do gabinetu na kolejne spotkanie i mówi: - Zanim pan cokolwiek powie, uprzedzam, że zdobyłam pracę.

Zapytałem, czy jako eksponat w gabinecie osobliwości.

Chce Pan powiedzieć, że pacjenci zdrowieją na złość?

Tak. Widzi pani, mój pomysł na terapię jest prosty, tylko nikt nigdy nie odważył się go zrealizować. Ale jestem pewien, że wszystkich terapeutów wkurzają pacjenci, którym się nie poprawia, i w głębi duszy myślą to, co ja po prostu mówię. Czemu nie powiedzą na głos tego, co samo aż się ciśnie na usta? Bo takie jest status quo i spuścizna humanizmu. Tak się nie robi, ludziom okazuje się szacunek, zachowuje się formy. Jak ktoś ma depresję, trzeba go pocieszyć, zachęcić, a nie dołować.

Ja pacjentowi zakomunikowałem to, co o nim pomyślałem, i odkryłem, że taka szczerość działa uzdrawiająco.

Ależ to strasznie ryzykowne, gdy przychodzi pacjent z myślami samobójczymi, a Pan mówi: no dalej, zrób to!

Ja tak nie mówię!

A co Pan mówi?

Mówię: 'Myślisz, że bez ciebie będzie ludziom lżej? Cóż, jest w tym na pewno wiele racji. Tak to twoja rodzina musi cię wciąż odratowywać, przywozić do szpitala, martwić się, a jak już będzie po, odetchną i powiedzą: teraz mu już lepiej, śpi w Panu...'. I tak dalej. Zresztą, o pracy z samobójcami można by napisać całą książkę. Samobójstwo to szósta w kolejności przyczyna śmierci w USA.

Mimo wszystko, gdy przychodzi ktoś w depresji, myśląc, że jest beznadziejny, a Pan go w tym utwierdza, nie boi się Pan zrobić mu krzywdy? Przecież może się mu pogorszyć, może się targnąć na własne życie.

Primum non nocere - no tak... Im leczenie ma większą moc, tym więcej ryzyka - efektów ubocznych i zagrożeń. Jedyne leczenie, w którym się nic nie ryzykuje i które nie ma efektów ubocznych, to terapia gumą do żucia.

Z jakimi zaburzeniami psychicznymi pańska metoda sobie nie radzi?

Statystyki, które prowadzę, mówią same za siebie - mam wyleczenia w granicach 90 proc. I to nawet w przypadkach beznadziejnych. Wyleczyłem kiedyś kobietę z katatonią. Nie miała jeszcze 30 lat. Od pół roku nie wydała z siebie dźwięku. Pamiętam, że postawiłem dziesięć dolarów na to, że w ciągu tygodnia wydobędę z niej prawidłowe, pełne zdanie po angielsku.

Psychiatrzy zastrzegli, że nie może to być nic nieetycznego. - Przyprowadźcie ją tu - zacząłem wywód. - Ona traktuje nas jak meble, patrzy przez nas na wylot, jakbyśmy byli krzesłami. Ja też potraktuję ją w ten sposób. I wy mi w tym pomóżcie - nie patrzcie na nią od dziś w ogóle, najwyżej przez nią, jakby jej nie było.

Mój plan był taki: będziemy jej codziennie siadać na kolanach, jakby była krzesłem. A było kilku pielęgniarzy z naprawdę ciężkim dupskiem. Siadaliśmy wygodnie, przeciągaliśmy się, zakładaliśmy nogę na nogę - robiliśmy wszystko to, co robi się, siedząc na krześle. Każdy chłopak wie, jak to boli, kiedy potrzyma się swoją dziewczynę dłużej na kolanach - jest słabo.

Nasza pacjentka po siódmej zmianie zareagowała ruchowo, popchnęła siedzącego. Potem zaczęła pomrukiwać. Ale nie, powiedziałem, to się nie liczy. Aż w końcu po półgodzinie siedzenia wybuchła śmiechem i krzyknęła: - Zejdź, do cholery, z moich kolan!

Proste? Zajęło mi to tylko jeden dzień.

Skąd wiedział Pan, że się uda?

Ma pani chłopaka? Skąd pani wiedziała, że się uda? Zaryzykowała pani! Ja robię to samo. Oczywiście, nie jest to ryzyko na śmierć i życie. Trzeba mieć dar obserwacji i wyczucie.

Czemu jej Pan np. nie szczypał?

Siedzenie na kolanach o wiele mocniej i bardziej upiornie boli. A mimo wszystko nie da się w ten sposób zrobić nikomu krzywdy.

Ale postawiony był warunek. Czy to etycznie siadać na kimś jak na krześle?

A czy to etyczne zostawić kogoś w takim stanie, by wiódł życie warzywa? Nie stała jej się krzywda ani fizyczna, ani psychiczna. Jej katatonia trwała już sześć miesięcy - przechodziła w chroniczną. Z takiej ludzie już najczęściej nie wracają.

Niestety, podejście psychiatrów jest takie: to nieuleczalne, niech więc zgniją. Ja uważam, że czasem warto postawić na szali etykę, by zawalczyć o czyjeś życie.

Jak reagują pacjenci na pierwszej wizycie, kiedy Pan ich znieważa? Bo jest Pan wobec nich niegrzeczny, chyba Pan przyzna? Obraża ich Pan!

Jakiś dziennikarz zadał ostatnio takie pytanie na warsztatach w Berlinie. - Jak się pani czuje, kiedy Frank tak panią znieważa podczas terapii przez bite pół godziny?

- Znieważa? Jak to? - zapytała.

Ja ich nie znieważam, tylko powtarzam to, co oni myślą o sobie przez wiele miesięcy i lat. To, co mówią im od lat: rodzina, nauczyciele, współpracownicy itd. I to, co oni wyobrażają sobie, że powiedzieliby im obcy ludzie, gdyby ich znali. To trzy główne źródła myśli o sobie i wszystkie są negatywne. Oni myślą o sobie tylko to, oni w tych myślach utknęli i nie ma siły, która by ich z niech wykopała. Jak zdarta płyta. Ja staram się interweniować i ja się z nimi zgadzam aż do granic absurdu.

Pacjentka mówi: - Czasami sobie nie ufam.
- Bo masz powody - odpowiadam. - Jesteś niedojrzała. Gdybym był tobą, też bym ci nie ufał!
Ona się uśmiecha lekko i mówi: - Jeszcze czuję się trochę zdziecinniała...
- To nie uczucie, to fakt! - krzyczę.

Bo tu chodzi o to, żeby te myśli odkryć i je uzewnętrznić. Pacjenci się całe życie boją, że ludzie tak o nich myślą, bo oni tak o sobie myślą.

Gdy wreszcie to usłyszą i zobaczą, że mimo to ja ich nie przekreślam, że się uśmiecham, że mam dla nich mimo wszystko życzliwość, przestają się bać. Już nie mają czego.

Pacjentka, wychodząc z sesji, mówi: - Nikt mi tego nigdy nie powiedział.
- Bo ludzie są trenowani, żeby kłamać takim jak ty.

Napisał Pan, że 90 proc. pacjentów kiedyś wraca.

Tak. Niech pani zgadnie dlaczego.

Nie wiem.

Bo ktoś wreszcie zrozumiał, co myślą i czują, a nie atakował wspierającymi gadkami, które trafiają jak kulą w płot. Wreszcie wiedzą, że przy kimś mogą być sobą i nie ma ściemy, nic nie wisi w powietrzu. Mogą się ze mną pokłócić i ja się nie obrażę.

To, że obcy człowiek, terapeuta, się z nimi zgadza, powoduje zgrzyt w ich utrwalonej przez lata machinie mentalnej.

Dziennikarze i inni terapeuci się trzęsą - co, jeśli stanie się coś złego, jeśli się pogorszy itd. A co, jeśli stanie się coś wspaniałego? Czy jesteście otwarci na taką możliwość?

Czytałam w Pana książce o kobiecie, w której sukienkę wytarł Pan buty. To już było przegięcie.

Ona miała tendencje samobójcze. Była młoda, ładna i kompletnie bez życia. Akurat lał deszcz, kiedy przyszła na pierwszą sesję. Zapytałem ją, czy czuje się jak szmata. Przytaknęła. Wtedy z dobrotliwym uśmiechem na twarzy wytarłem buty w jej elegancką sukienkę. Siedziała właściwie obojętnie, tylko płaczliwym tonem poprosiła, żebym przestał. Ale przyszła na drugą sesję. Wtedy lekko ją kopnąłem. Na trzeciej sesji mi w końcu oddała.

To była jej droga wyjścia. Zamiast kierować agresję na siebie, skierowała ją przeciwko mnie. W końcu wyrzuciła złość skierowaną do męża, który ją zdradził i zostawił.

Terapia prowokatywna skupia się tylko na zachowaniu?

Tak, to bardzo behawiorystyczny nurt. Oparty na emocjach, postawach i schematach.

A traumy, motywacje, dzieciństwo, nieświadomość?

Ja mówię tak: jeśli coś jest źle, jest źle teraz. Nie 30 lat temu. A 'nieświadomości' nie sposób udowodnić ani wyjaśnić. Jest nieużyteczna. Marzeniem terapeuty jest zobaczyć poprawę - w zachowaniu, w stanach emocjonalnych. Widzieć ludzi wychodzących ze szpitala. Nawet rząd, który finansuje szpitale, i sami pacjenci chcą widzieć to samo. Poprawę!

Metodą prowokatywną można leczyć każde zaburzenie i chorobę?

Tak. Niektórzy terapeuci wierzą, że podejście behawioralne to tylko łatanie chorej psychiki. Ale dlaczego leczymy duchy, skoro przychodzą do nas ludzie. Dlaczego psychoterapia porusza się po literackim opisie i abstrakcji, jak nieświadomość, skoro są o wiele prostsze, często przyziemne wytłumaczenia stanu pacjenta. Lepiej skupić się na zachowaniu, niż wmawiać pacjentowi motywy, postawy, kompleksy, czy to ojciec jest winny, czy ciotka.

Kiedy zastanawiamy się, która szkoła terapii ma rację, trzeba spojrzeć, kto ma efekty. Podoba mi się taka definicja: psychoterapia jest tym, co działa.

Skoro ma Pan takie efekty, czemu cały świat nie oszalał na punkcie terapii prowokatywnej?

(Śmiech) Każdy powinien! Na każdym polu ludzkich wysiłków, czy to w sztuce, czy w muzyce, czy w nauce, każdego pioniera najpierw chciano ukrzyżować. Wystarczy przypomnieć sobie historię Pasteura. Przez dziesięciolecia śmiali się z niego i jego mikrobów, dalej operując pacjentów brudnymi rękoma.

Dlatego, że w relacji klient - terapeuta to terapeuta jest mocny i mądry, a klient słaby i bezbronny. Nie można kopać leżącego. Poza tym sprawa jest poważna - tu chodzi o cierpienie, o kwestie życia i śmierci.

Ja jestem bardzo serio, jeśli chodzi o człowieka, który przede mną staje. Ale jednocześnie chcę wycisnąć z niego choróbsko. Nie poradzę nic na to, że skuteczną metodą jest śmiech i to, żeby klient nabrał do siebie dystansu. Za to kocham moją pracę. Gdybym miał być grobowo poważny, co to by było za życie?

A tak można je sobie umilić, nabijając się z klientów.

Parodiuję klientów, fakt, a co mam zrobić, gdy przychodzi do mnie kobieta - 150 kg przy wzroście 168 cm? Stopa jak yeti - ze 45. Ledwo weszła do mojego gabinetu. No, nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem.

Ja bym się zasmuciła. To przykre, gdy ktoś tyle waży.

E tam, każdy waży tyle, ile waży. Przyszła kiedyś kobieta i zapytała, czy ją zahipnotyzuję, żeby straciła na wadze. Powiedziałem: nie! Zdziwiła się. Ale mnie nie obchodzi, ile kto waży. Waży, ile waży i już.

Bardzo często problemy z wagą wynikają z negatywnej oceny innych ludzi, z potrzeby dostosowania się do otoczenia, a nie z wewnętrznej potrzeby. Jak ktoś lubi jeść, niech je. Dlaczego ma spełniać oczekiwania przechodniów albo kolegów z pracy?

Wróćmy do tej kobiety, która musiała wtoczyć się bokiem do mojego gabinetu. Zapytała, gdzie ma usiąść. Wyraziłem obawę, czy którykolwiek z mebli to wytrzyma.

Ja bym umarła, gdyby ktoś mi powiedział coś takiego.

Ale dlaczego? Przecież wystarczy spojrzeć w lustro. Bądźmy wobec siebie szczerzy i prawdziwi. Tego przecież oczekujemy od innych.

Wizerunek ciała to rezultat wielu czynników: tego, jak czujesz swoje ciało, jak ci służy, jak o nim myślisz, jakie masz nastawienie do obowiązującego kanonu piękna. Wiele osób otyłych ma pozytywny obraz siebie. I wiele osób, choć wygląda super, torturuje się myślami o każdym centymetrze kwadratowym swojego ciała.

Bo my nie myślimy o sobie obiektywnie, ale subiektywnie, i tylko ten subiektywny świat jest dla nas ważny. Ja daję klientom sprzężenie zwrotne. Jestem wobec nich szczery i nie udaję. Co, miałem nie zauważyć, że jest gruba, czy co? Zapytałem więc, ile ton waży. A ona wcale się nie popłakała. Wręcz przeciwnie - parsknęła ze śmiechu!

W końcu powiedziałem: - Pewnie już ktoś ci mówił, że kopiesz sobie grób? Przytaknęła. A ja na to: - Cóż, każdy na coś kiedyś umiera.

W końcu spuściła wzrok i wyznała, że kocha jeść. Powiedziałem: - Gdybyś jadła same brokuły, mogłabyś dodać ze trzy lata do swojego życia. - No i co z tego - odpowiedziała. Więc zacząłem mówić o śmierci, że jak umrze, nikt nie da rady podnieść trumny itd.

Ile czasu trwa terapia?

Zazwyczaj kilka spotkań. Choć są oczywiście najróżniejsze przypadki. Alkoholika w ciągu dwóch spotkań nie wyleczę.

Pracowałem z najróżniejszymi przypadkami - od dwuletnich bliźniaków do stuletniej staruszki. Terapie indywidualne, małżeńskie, grupowe. Pracuję już 50 lat.

Słyszałam, że dziś na terapii jednej kobiecie nie nagrała się sesja na kasetę. Dlaczego to ważne, żeby mieć kasetę?

Warto ją mieć i raz na jakiś czas słuchać. Gdy się uczymy, ważne jest powtarzanie. A tu chodzi o naukę nowego zachowania, nowego siebie

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
psychoterapia
« Odpowiedź #17 dnia: Listopad 14, 2007, 11:34:47 am »
Z ciekawości poszukałam więcej informacji na temat tego podejścia.
Warto poznać różne metody terapii, żeby nie opierać się na ogólnej - często stereotypowej i potocznej wiedzy, żeby wyrobić sobie opinię na ten temat.


Ze strony: www.metamorfoza.pl


Podejście Prowokatywne (nie tylko Terapia Prowokatywna)


Początki

Frank Farrelly pracował na oddziale zamkniętym szpitala psychiatrycznego. Współpracował m.in. z Carlem Rogersem, prowadził terapię i był niezadowolony ze swoich wyników. Jak wielu terapeutów. Praca z hospitalizowanymi pacjentami dała mu z jednej strony dużo materiału badawczego, z drugiej strony ograniczyła badania i eksperymenty do pacjentów i klientów zewnętrznych, którzy decydowali się sami, albo którzy byli posyłani na terapię. Rozwinął swoją metodę w ten sposób, uzyskując wspaniałe rezultaty. Rezultaty, które pozwalają na wykorzystanie jego podejścia w rozmaitych obszarach.


Cele i założenia podejścia prowokatywnego

Celem terapii prowokatywnej jest wywołanie – sprowokowanie – zmian w postawie, w postrzeganiu świata i siebie, w sposobie działania. Jak pisze sam Frank Farrelly - „Klient jest prowokowany przez terapeutę, by:

- Przejawiać samouznanie - werbalnie i niewerbalnie
- Zachowywać się adekwatnie zarówno w działaniach, jak i w związkach.
- Chronić się realistycznie
- Angażować się w realistyczne testowanie rzeczywistości psychospołecznej i nauczyć się rozróżnień niezbędnych do reagowania w elastyczny sposób. Percepcja ogólna prowadzi do zgeneralizowanych, stereotypowych reakcji, rozróżnienia percepcyjne prowadzą do reakcji elastycznych, dostosowanych.
- Angażować się w wiążące się z ryzykiem zachowania w relacjach osobistych, a szczególnie spontanicznie i bezpośrednio przekazywać ważnym dla siebie osobom rzeczywiście przez siebie doświadczane uczucia i okazywać czułość. Najtrudniejszymi słowami w związkach są zwykle "Potrzebuję cię, tęsknię za tobą, zależy mi na tobie" -- wyrazy oddania innym.”
(Provocative Therapy, s. 56)

Trudno podważyć użyteczność takiej postawy w jakiejkolwiek dziedzinie ludzkiego funkcjonowania. Trudno też zaprzeczyć, że w wielu sytuacjach, jako ludzie, przejawiamy większe lub mniejsze niedostatki w każdym z tych obszarów.

Kiedy przyjrzymy się bliżej założeniom przyjętym przez Franka Farrelly'ego, okaże się, że każde z nich doskonale pasuje także do świata na zewnątrz klinik psychiatrycznych, z „tej” strony drzwi bez klamek. Wszystkie założenia, wraz z szerokim omówieniem, można znaleźć w książce „Terapia Prowokatywna”, w rozdziale drugim. Tutaj przyjrzyjmy się części z nich:

Ludzie zmieniają się i rozwijają w odpowiedzi na wyzwanie
To założenie wydaje się oczywiste. Zwłaszcza w świecie biznesu czy w ogóle szeroko pojętej ludzkiej aktywności. I warto to przypominać, bo czasem o tym zapominamy.

Ludzie zmieniają się, jeżeli tak zdecydują
No bo w końcu kto ma za człowieka wybierać? To założenie okazuje się rewolucją na polu klinicznym. W tzw. „normalnym życiu” jest truizmem. Jest oczywistością,
nad którą się nawet nie zastanawiamy. A może nie jest?

Ludzie mają o wiele większy potencjał osiągania przystosowawczych, produktywnych i pro-społecznych modeli życia niż zakładają to oni sami i większość klinicystów (doradców, trenerów...)
Tłumacząc to na „ludzki język” napisałbym tak – „Człowiek – to brzmi dumnie!”.
„Człowieku, gdybyś wiedział, jaka twoja władza...” i wiele, wiele innych...

Psychologiczna kruchość ludzi jest wielką przesadą, przeceniają ją i oni sami, i inni.
Mechanizmy homeostazy i ochrony są znacznie silniejsze, niż chcieliby to widzieć niektórzy specjaliści od „biednych i skrzywdzonych”, zarówno w klinikach, opiece społecznej, jak i polityce czy gdziekolwiek indziej. Powiedzenie „Co cię nie zabije, to cię wzmocni” to komentarz wygłaszany w zasadzie wyłącznie w (lub po) sytuacji wyzwania, i to wyzwania dowolnej wielkości. I wyłącznie pomyślnie przebytego.

Wyrażanie (terapeutycznej i życzliwej) „niechęci” i „radosnego sadyzmu” w stosunku do klientów (ludzi) może nieść klientom (ludziom) wyraźnie korzyści.
A cóż innego robią mąż i żona, gdy dokonują redefinicji swojej relacji? A cóż innego robi szanowany i lubiany szef, gdy dyskutuje ze współpracownikami o nowym projekcie, o terminach, o podziale pracy? Oczywiście nielubiany i nieszanowany szef, gdy próbuje takiego podejścia, raczej traci kontakt z podwładnymi, a zyskuje z wrzodami, chorobą wieńcową itp. Nimi jednak nie będziemy się tutaj zajmować.

Istotne komunikaty wędrują między ludźmi niewerbalnie.
W tekście pisanym, z konieczności ograniczonym do komunikatu werbalnego, trudno dać przykład komunikacji niewerbalnej, za to każdy z nas doświadcza codziennie miłości, szacunku, uznania, czasem niechęci, komunikowanych w sposób niewerbalny. Każdy z nas wiele razy słyszał takie słowa jak „ty głuptasie”, „kujonie”, „pacanie”, „prosiaku” czy „wariacie” wypowiadane z miłością i radością, które nie pozostawiały cienia wątpliwości.


Działania

Podejście prowokatywne wymaga biegłości w porozumiewaniu się z ludźmi. I nie chodzi o mówienie do ludzi, a o takie porozumienie, w którym największą rolę gra dobór słów, intonacja, gest, okazywanie emocji. Żeby porozumieć się z kimś na głębszym poziomie, trzeba mówić jego językiem. Używać pojęć z jego świata, „wejść w jego buty”. Wtedy niewerbalnie komunikowany szacunek, uznanie, zaufanie, będą docierały do adresata, wtedy ostre słowa wypowiadane ciepło i z przymrużeniem oka będą rodzajem wyzwania, które wzmacnia, a nie próbą zabójstwa.
Wtedy właśnie można wspólnie tworzyć, wspólnie rozwiązywać problemy, wspólnie zmagać się z wyzwaniami.


Obszary zastosowań

Są nieograniczone. W końcu we wszystkich obszarach działalności ludzkiej spotyka się ludzi. Wszędzie, gdzie działają ludzie, działają ludzie. Skoro tak jest, podejście prowokatywne możemy stosować wszędzie, we wszystkich dziedzinach ludzkiej aktywności. Nauczyciel w szkole, szef, podwładny, mąż, żona, rodzice, dzieci... Terapeuta, profesor, nawet policjant... Są dwa warunki: absolutny szacunek do ludzi oraz miłość do nich. Miłość rozumiana oczywiście jako umiłowanie człowieczeństwa w bliźnim. Wtedy pojawia się bliski, głęboki kontakt.
Kiedy go masz, możesz wszystko. Jeżeli go nie masz, nie możesz NIC.

I oczywiście bezwarunkowe stosowanie podejścia prowokatywnego, bez niezbędnej różnorodności, byłoby i nienaturalne, i uciążliwe dla otoczenia.


Tomasz Kowalik, METAmorfoza
 

Warsztat:

Frank Farrelly
Terapia Prowokatywna, Coaching Prowokatywny
16-18 listopada 2007 w Jachrance pod Warszawą

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
psychoterapia
« Odpowiedź #18 dnia: Grudzień 12, 2007, 01:18:54 pm »
O terapii rodzinnej i podejściu systemowym:

Chorzy z miłości

Miesięcznik Katolicki List
Marcin Jakubionek

Z dr. Mariuszem Furgałem, psychiatrą, pracownikiem Zakładu Terapii Rodzin w Krakowie, rozmawia Marcin Jakubionek

Cytuj
Ludzie noszą w sobie nieprawdopodobne wręcz pokłady miłości. Pomagamy im je uwolnić. Kiedy rodzina zaczyna się otwierać, kiedy wreszcie małżonkowie zaczynają mówić o swoich pragnieniach, marzeniach, wszyscy się do siebie zbliżają.


całość:
http://forum.darzycia.pl/vp124778.htm#124778

http://wiadomosci.onet.pl/1456964,240,1,kioskart.html

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
psychoterapia
« Odpowiedź #19 dnia: Luty 08, 2008, 11:26:28 am »
Relacja Ja-Ty w terapii Gestalt


Na początku wypada stwierdzić, że sytuacja terapeutyczna w terapii Gestalt to optymalnie relacja między dwiema osobami, dwoma podmiotami. Ale to stwierdzenie jest bardzo ogólne i wymaga uszczegółowienia. Postaram się wyjaśnić je w kategoriach zadania stojącego przede mną jako terapeutką Gestalt. Łatwiej będzie zacząć od tego, co nie jest moim celem i kim nie jestem jako terapeutka.

Nie służę Społeczeństwu - nie jestem tu po to, by przystosowywać pacjentów do ról, jakie wyznacza im społeczeństwo.

Nie służę też Rodzinie - moim zadaniem nie jest tłumienie zachowania niepokojącego pozostałych członków rodziny.

Nie jestem guru, nie jestem wybitną pianistką - nie dysponuję odpowiednią dla wszystkich regułą, regułą gwarantującą szczęście, normalność i zdrowie.

Niemniej, muszę - dla siebie jako terapeutki - sformułować cel działania oraz pewne kryteria sukcesu i niepowodzenia.

Kilka lat temu sformułowałam go następująco: chodzi o to, by "mój pacjent był trochę szczęśliwszy, czuł się lepiej". Tak więc on jest sędzią naszego wspólnego wysiłku, a kryterium stanowi jego doświadczenie. Staram się zrozumieć go jako osobę, fenomenologicznie. Staram się widzieć, co jest do zobaczenia, słyszeć, co jest do usłyszenia - doświadczyć, co jest do doświadczenia. Nie ma w tym żadnej magii ani metafizyki. Nie poszukuję jakiejś głęboko ukrytej, tajemniczej istoty, która wszystko tłumaczy. Nie mówię: "Tylko ci się wydaje, że jesteś taki; w rzeczywistości jesteś kimś innym i zaraz ci to wykażę". Mówię raczej: "Tak cię postrzegam; spróbujmy razem poznać ciebie i lepiej cię zrozumieć".

Postępuję tak, ponieważ sądzę, że najważniejszym sposobem, w jaki mogę pomóc pacjentowi zyskać lepsze samopoczucie i większe szczęście, jest poszerzenie jego pola świadomości; ukazanie mu, że istnieją wybory i że zwykle jest ich wiele. Chcę mu pomóc zrozumieć sposoby, za których pośrednictwem ucieka on przed świadomością i unika wyborów oraz nauczyć go akceptacji tych sposobów. Żywię dla niego szacunek i szanuję jego sposoby unikania - pozwoliły mu one przetrwać i osiągnąć punkt, w którym jesteśmy razem, a on szykuje się do następnego kroku.

To, co powiedziałam powyżej, jest oczywiście nieco idealistyczne. Pracuję w społecznym ośrodku terapeutycznym i z mojego (może również z waszego) doś­wiadczenia wynika, że powyżej opisana postawa jest powodem pierwszej "walki", jaką muszę stoczyć z pacjentami. Zwykle zgłaszają się do mnie jak do lekarza i ich głównym celem jest pozbycie się objawów. Nie pragną niczego lepiej rozumieć, a tym mniej pragną cokolwiek zmieniać. Wiedzą już wszystko - gdyby nie mieli tego czy innego objawu wszystko byłoby o.k.. Ode mnie zaś oczekują recepty. Powinni lepiej funkcjonować, aby być lepszymi rodzicami, kochankami, pracownikami itd. Są zdziwieni, i to niemile, kiedy mówię: "Cóż, jesteś właśnie taki. Spróbujmy zobaczyć, co możesz zrobić, by poczuć się lepiej w tej sytuacji". I tu dochodzi do pierwszego starcia między nami: "Co, ja?" - pyta pacjent. "To pani powinna wiedzieć lepiej. Jest pani profesjonalistką". Próbuje przypisać nam role: sobie rolę pacjenta, a mnie rolę terapeuty. Kwestią jest: "Kto przyjmie odpowiedzialność za wyniki naszego spotkania?" On uważa, że powinnam to zrobić ja, ja zaś uważam, że to nasza wspólna sprawa. Jest to również jeden z pierwszych momentów, kiedy daję się poznać jako osoba, ze swoimi poglądami, uczuciami, postawami. Mówię mniej lub bardziej wprost: "Nie zgadzam się na role, jakie nam wyznaczyłeś. Albo raczej: te role, którym nie odmawiam rzeczywistości, są poniżej moich potrzeb. Nie chcę trak­tować cię jako narzędzia do jakiegoś innego celu. Niemniej, jestem tu po to, by ci pomóc."

Sądzę, że jest to właściwy moment, by zwrócić uwagę na pewien paradoks (nie jedyny w terapii Gestalt): z jednej strony, nie chcę "wiedzieć lepiej", co jest dobre dla pacjenta, z drugiej strony, chcę by był on osobą, nawet gdy nie ma na to ochoty. Takie jest moje przekonanie, w to wierzę i taki jest mój wybór. W tym przypadku wiem lepiej! Niech pozostanie to paradoksem. W mojej praktyce muszę się z nim borykać, nie odbierając mu wartości paradoksu.

Powróćmy teraz do relacji Ja-Ty w terapii Gestalt. Skoncentruję się na roli terapeuty. Jestem tu jako człowiek, jako osoba, ale nie naiwna. Jestem profesjonalistką i moim obowiązkiem jest posługiwanie się swoją wiedzą, specyficznymi umiejętnościami zawodowymi. A więc muszę połączyć przynajmniej dwie postawy. Jedną z nich określam mianem fenomenologicznej. Jest to postawa przyrodoznawcy. Widzę świat (to znaczy "ciebie, mojego pacjenta") jako takiego, słyszę cię, czuję węchem - korzystam ze wszystkich swoich zdolności, by doświadczać świata takim, jakim jest. Jestem tolerancyjna, nie oceniam. Staram się zrozumieć. Ta postawa fenomenologiczna obejmuje nie tylko świat zewnętrzny - "ciebie" - ale również mnie samą jako część świata. W ten sposób zyskuję wiedzę o swoich własnych reakcjach, wartościach, upodobaniach, o tym, co lubię, a czego nie lubię, o tym, co sprawia mi, a co nie sprawia trudności. Tu zaś wchodzi w grę inna postawa - nazwałabym ją osobistą. Czasem muszę podejmować decyzje: o.k., akceptuję wszystkich (znowu idealizacja), ale zdarzają się sytuacje, kiedy człowiek zrobi lub powie coś, co jest przeciwne moim poglądom, co narusza moje wartości, moje granice lub sprawia trudność z jakiegoś innego powodu. Muszę zdecydować: czy przystosuję się do tej sytuacji? czy pozwolę ci na to? czy zmienię swoje kryteria? czy też powiem "nie"?

Inne pytanie brzmi: czy zdecyduję się wziąć odpowiedzialność za wybrane rozwiązanie? Czy zrobię to na własny rachunek, czy też zechcę się podzielić z pacjentem moimi wątpliwościami, uczuciami i postawami? Tu znów przyjmuję postawę "fenomenologiczną" i odwołuję się do wiedzy zawodowej i doświadczenia, by ocenić, czy powinnam to zrobić, czy też nie. Powiedziałabym, że to część dynamiki mojego kontaktu psychoterapeutycznego. To prowadzi mnie do naszej - mojej i mojego pacjenta - sytuacji egzystencjalnej. Moje ujęcie tej sytuacji różni się nieco od sformułowania słynnej "Modlitwy Gestalt".

Oto jestem tu,
jako osoba, z moim ciałem,
uczuciami, myślami, wartościami.
A tu jesteś ty. Postarajmy się
spotkać i stworzyć razem nową
sytuację. Przychodzisz do mnie
po pomoc - specyficznego rodzaju
- a ja jestem tu, by ci pomóc.
W ramach tej sytuacji jesteśmy
ludźmi, osobami.

Ja robię swoje, a ty robisz swoje.
Nie jestem na tym świecie po to,
by spełniać twoje oczekiwania.
A ty nie jesteś na tym świecie,
by spełniać moje.
Ty jesteś ty, a ja jestem ja,
a jeśli przypadkiem się odnajdziemy,
oboje, to cudownie.
Jeśli nie, nic nie można na to poradzić.*

Wierzę, że oboje jesteśmy odpowiedzialni za rezultaty. Ale sądzę również, że moja odpowiedzialność jako terapeuty jest większa lub też ma specyficzny charakter. W kategoriach "czystego Gestaltu" powiedziałabym, że jestem odpowiedzialna za swoją świadomość. Ale w gruncie rzeczy zdecydowanie uważam, że jestem również odpowiedzialna za "naszą świadomość", za "twoją" świadomość. Cóż, pragnęłabym, aby w sytuacji idealnej nasz kontakt był relacją "osoby wobec osoby", otwartą, klarowną, ograniczoną do tu i teraz. Pragnęłabym dotrzeć do ciebie, że posłużę się terminem filozoficznym, jako do prawdziwego podmiotu, jako do podmiotu samego w sobie. Ale, o ile wiem, jest to możliwe tylko dla nielicznych, oświeconych osób. Jestem człowiekiem omylnym, widzę świat przez okulary, proszę wybaczyć, moich mechanizmów obronnych, wspomnień, całożyciowego doświadczenia. Postrzegam przez nie świat i ciebie. Moje postawy barwią specyficznie te szkła: mogę chcieć po­strzegać ciebie jako pełną osobę, jako mojego partnera w relacji lub też jako cząstkę przyrody, którą staram się poznać, zachowując neutralną postawę. Tak więc sądzę, że nasz związek będzie zawsze do pewnego stopnia relacją podmiot - przedmiot. Postrzegam cię jako "rzeczywistą osobę". Moją odpowiedzialnością jako terapeutki jest pamiętać, że noszę okulary i że ty je nosisz; powinnam ci pokazać te okulary.

Muszę również pamiętać, że mogę przyjmować "postawę fenomenologiczną" dla różnych celów. Mogę traktować swojego pacjenta jako cząstkę przyrody. Mogę założyć, że prawa przyrody wyznaczają jego zachowanie. Ta postawa umożliwia mi pełną tolerancję. Pozwala mi zachować dystans emocjonalny, który oczywiście jest niezbędny w mojej pracy. Ale wiem z własnego doświadczenia, że posługuję się tą postawą obronnie, kiedy chcę uniknąć kontaktu - przede wszystkim kontaktu ze sobą i z własnymi uczuciami. Tak jest o.k. Nie sądzę, by coś takiego było mi wzbronione jako terapeutce. Najważniejsze jest, by być gotowym do wyjaśnienia tej sytuacji sobie samej i pacjentowi.

Wspomniałam o okularach. Sądzę, że może tu być pomocna inna jeszcze metafora - metafora lustra. Przeglądam się w lustrze innego "ja", które stanowi dla mnie "Ty". Rozpoznaję się w twoich reakcjach; ufam ci, fenomenologicznie; nie w kategoriach prawdy i fałszu, ale po prostu dlatego, że twoje reakcje są ci dane. Reagujesz na moje zachowanie i mogę je zrozumieć w kontekście naszej relacji. Jednocześnie zaś ufam sobie. Doświadczam siebie, by tak rzec, od wewnątrz, u źródła. Wiem, co robię; co chcę wyrazić. To pozwala mi zrozumieć lepiej mojego partnera, „Ty", inne "ja". Jesteś osobą, która reaguje w taki, a nie inny sposób na takie, a nie inne moje działania. W ten sposób "ja" przechodzi w "Ty". Pozwalam ci doświadczyć sposobu, w jaki doznaję naszego kontaktu. Dialektyka luster. Będąc sam, nie potrafisz siebie określić. Określasz siebie poprzez to-czym-już-nie-jesteś, natykając się na twoje/moje granice. Mogę poznać siebie tylko w kontakcie z tobą. A ty możesz poznać siebie tylko w kontakcie ze mną.

Co to wszystko oznacza praktycznie dla mnie jako dla terapeuty? Wysłuchuję uważnie mojego pacjenta, obserwuję go i staram się jak najlepiej go zrozumieć oraz ustanowić między nami kontakt. Kiedy informacje zwrotne, jakie otrzymuję, są spójne ze sposobem, w jaki postrzegam sytuację, wszystko przebiega mniej lub bardziej płynnie. Ale kiedy zdaję sobie sprawę, że doświadczenie mojego pacjenta (twoje) jest różne albo sprzeczne z moim (zakładam, że jestem dość wrażliwa, by to dostrzec), istnieją trzy możliwości: albo robię coś innego niż sądzę, że robię; albo mój pacjent nie reaguje na mnie, ale na jakiś obraz w tle; albo zachodzą obie te możliwości równocześnie. (Oczywiście, istnieje czwarta możliwość, to znaczy, że oboje - nie wiedząc o tym - odgrywamy jakąś sztukę. Ale na użytek tego wykładu staram się być optymistką).

Jestem odpowiedzialna za to, by wyrażać się tak jasno, jak to tylko możliwe, by oczyścić pole dla twoich (mojego pacjenta) doświadczeń. Wówczas, jak mniemam, będziesz mógł uświadomić sobie sposób, w jaki doświadczam kontaktu z tobą oraz zdasz sobie sprawę z odpowiedzialności za doświadczenie. Moim zadaniem nie jest ciebie zmieniać. Ale moim zadaniem jest pomóc ci w dostrzeżeniu takiej możliwości. Wówczas będziesz mógł podjąć samodzielną decyzję.

I wreszcie ostatnia refleksja. Kim jestem w relacji Ja-Ty? Czasem jestem bardzo rozumiejącą, obdarzoną głębią i dojrzałą osobą, czasem zaś robię całkowicie głupie lub szalone rzeczy. A czasem robię obie rzeczy naraz: rozumiem, że robię coś całkiem głupiego lub szalonego, coś, czego nie rozumiem, niemniej robię to nadal. A to głupie zachowanie mi odpowiada! Doświadczam je jako swoje, nie mniej moje niż to dojrzałe rozumienie. Paradoks? Jednym z ewentualnych rozwiązań jest podzielenie siebie, na przykład, na "ego", "jaźń", "ja", "superego" lub w inny sposób. Ale to oznacza traktowanie ciebie jako rodzaj przedmiotu. Albo mogę doświadczyć tego, nawet jeśli jest to paradoksalne (jak większa część mojego życia), i to zaakceptować: "Tak to już jest, dziewczyno; zobaczymy, co będzie dalej". Uważam to za bardziej osobisty (czy egzystencjalny) sposób życia. Akceptacja moich paradoksów prowadzi mnie do akceptacji twoich. A więc twoje zachowanie może być niespójne z moim.

Na koniec chciałabym podzielić się z wami problemem, który wyłonił się już po napisaniu tego tekstu. Relacja Ja-Ty skłania mnie w naturalny sposób do myślenia o takiej kategorii jak "my". Próbowałam - przyznaję, że raczej bez powodzenia - odpowiedzieć na pewne pytania: Co oznacza "my" w sytuacji terapeutycznej ? Jak w trakcie terapii ustanawiamy sytuację "my"? Czy kiedykolwiek w terapii doświadczyłam czegoś takiego jak "my"? A ty? Jak mogłaby wyglądać fenomenologia i metafizyka "my"? Czy "my" istnieje tylko w sytuacji "zespolenia"? Dysponuję pewnymi intuicjami na temat "sytuacji my" w życiu nieprofesjonalnym. Ale w terapii?

Inny problem, który widoczny jest bezpośrednio w angielskim sformułowaniu zagadnienia ("I-Thou relationship" - "Thou" jest formą używaną obecnie tylko w ceremonialnych zwrotach do Boga), to relacja "ja-Bóg" w procesie terapii. A to prowadzi do wielu, bardzo wielu ważnych zagadnień, których ten krótki szkic nie porusza.

To wszystko. Wybaczcie mi, jeśli mówiłam o rzeczach dobrze wam znanych.

Anna Tanalska, psycholog, psychoterapeutka


synapsis
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
psychoterapia
« Odpowiedź #20 dnia: Kwiecień 01, 2008, 01:57:48 pm »
Przyjaciółka bywa złym doradcą


Z Ewa Woydyłło-Osiatyńską rozmawiała Agnieszka Jucewicz

Psycholog nie robi nic innego niż to, co powinni robić ci, którzy przygotowują nas do życia. Mama, tata, babcia. O celach i kosztach psychoterapii opowiada Ewa Woydyłło-Osiatyńska

Dla kogo jest psychoterapia?

Dla dwóch typów ludzi. Psychoterapia kliniczna może mieć charakter ratunkowy i dotyczy osób, którym problemy utrudniają życie do takiego stopnia, że przestają dobrze funkcjonować. To są ludzie, którzy np. cierpią na depresję albo znoszą krzywdy ze strony bliskich lub obcych i nie umieją wyjść z roli ofiary. To są osoby uzależnione.Druga kategoria to osoby, którym psychoterapia pozwala rozszerzyć kompetencje w ramach istniejących norm społecznych, przysługujących praw albo potencjału. Ci, którzy nie radzą sobie z organizacją pracy, są nieśmiali i przeszkadza im to w pracy i w relacjach, ci, którzy chcą być bardziej asertywni, albo ci, którzy nie wiedzą, jakie mają mocne strony i jak mogą je wykorzystać w życiu.

Rozumiem, że ci pierwsi muszą korzystać z pomocy psychologa, a ci drudzy chcą?

Nikt nie musi. Czy musimy korzystać z pomocy onkologa, jak mamy guz? Nie musimy. To jest wybór, możliwość. To jest szansa.

Co jest celem psychoterapii?

Poprawa funkcjonowania i samopoczucia. Wykorzystanie tego całego potencjału, którym dysponuje człowiek. Krótko mówiąc - trwała zmiana na lepsze.

Są jakieś koszty tej zmiany?

Najważniejsze są koszty emocjonalne. Trzeba się rozstać z obecnym sobą. A człowiek się do siebie przywiązuje, nawet do swoich wad, których w głębi duszy nie znosi, a bez których żyć nie może. I to pożegnanie zwykle jest trudne. Po drugie, pieniądze - nawet jeśli pani nie płaci z własnej kieszeni, to płaci za to NFZ czy kasa chorych.

W Polsce chyba wciąż dominuje pogląd, że tylko ludzie o słabym charakterze idą na terapię. Tak jest?

Poprawię pani humor - takie opinie nie dotyczą tylko Polski. To jest bardzo naturalna obawa, że szukanie pomocy u psychoterapeuty sugeruje otoczeniu, że sobie nie radzę. Ludzie obawiają się, że etykietka "nieudacznika" do nich przylgnie.

Nawet małe dzieci bardzo niechętnie mówią o tym, że czegoś nie umieją, bo w naszym społeczeństwie nagradzamy kompetencje, a karcimy ich brak. Tak się dzieje we wszystkich dziedzinach, również w tym, jak radzimy sobie w relacjach z ludźmi, z samym sobą. Łatwiej ukryć swoją słabość, niż się do niej przyznać, mimo że w sumie ukrywanie jej pogłębia jeszcze stan bezradności.

W krajach takich jak Kanada, Stany Zjednoczone, Niemcy, gdzie sięgnięcie po pomoc psychoterapeuty w sytuacjach kryzysowych jest już czymś naturalnym, to uległo odwróceniu. Jeśli ktoś zgłasza się po pomoc psychologa, to oznacza właśnie, że sobie radzi, umie o siebie zadbać.

Pisze pani w książce, że kiedyś psychologowie nie byli potrzebni. Dlaczego?

Psycholog nie robi nic innego niż to, co powinni robić ci, którzy przygotowują nas do życia. Mama, tata, babcia. Kiedyś psychologowie nie byli potrzebni, bo było oparcie w wielopokoleniowej rodzinie. To była tkanka składająca się z wielu warstw, na które nakładały się doświadczenia jak słoje w glebie, i w zależności od etapu w życiu można było do nich sięgać coraz głębiej i głębiej.

Na czym polegała pomoc psychologiczna w wielopokoleniowej rodzinie?

Na tym, że mały człowiek miał zawsze kogoś w rodzinie, kto był dla niego oparciem i dawał mu swoją niepodzielną uwagę. Na tym, że ta osoba, jeśli sama nie umiała rozwiązać problemu, miała do kogo zwrócić się o radę lub pomoc. Na tym, że była tzw. starszyzna: babcie, dziadkowie, ciotki, wujowie, którzy z racji wieku byli bogatsi o przeżycia i doświadczenia i chętnie się tym dzielili.

Dzisiaj żyjemy bardzo samotnie, jesteśmy odcięci od rodziców, dziadków, przyjaciół. Rzadko już mieszkamy w jednym wielkim domu, w którym mieści się cała rodzina - od prawnuczki do pradziadka.

Dlatego dzisiaj zwracamy się do psychologa, który też posługuje się doświadczeniami, ale nie tylko swoimi, również cudzymi. Studiuje i gromadzi wiedzę o życiu, żeby móc się potem nią dzielić.

W jakich wypadkach pomoc psychologa jest niezbędna, a w jakich sami sobie jesteśmy w stanie pomóc?

Myślę, że z każdą sprawą jesteśmy w stanie sami sobie pomóc, pod warunkiem że mamy kogoś bliskiego, mądrego. To może być ciocia z Włocławka, która jest miła, dojrzała, ciepła, rozumna, ma ochotę słuchać i do której mamy zaufanie.

A krąg przyjaciół?

Tu jest ryzyko. Przyjaciele muszą spełniać dwa warunki. Po pierwsze, obowiązuje zasada wzajemności, to znaczy, że jeżeli oni nas wysłuchają, to i my kiedyś również będziemy dostępni dla kogoś w potrzebie. Po drugie, może się zdarzyć, że w kręgu przyjaciół są akurat same głuptasy. Przyjaciele mogą zaproponować następujące "rozwiązania" problemów: chodź się napijemy, weź to olej, zapomnij i się dobrze zabawmy etc. Nawet najlepsza przyjaciółka może być złym, szkodliwym doradcą.

Jak to odróżnić? Jak znaleźć dobrego doradcę?

Ba! Niestety, tylko metodą prób i błędów. Niestety, bo niektóre podsuwane rozwiązania mogą zły stan jeszcze pogorszyć. Na przykład idę do jednej przyjaciółki i mówię: "Wiesz, źle się czuję. Strasznie utyłam. Nie wiem, co robić". Przyjaciółka odpowiada: "No rzeczywiście. Musisz się za siebie wziąć, tu mam diety: węglowodanowa, sokowa, taka, owaka. Weź i stosuj". I ta koleżanka wpuszcza mnie w jakiś korkociąg, który kompletnie mojego problemu nie załatwia. A mogę pójść do drugiej, która powie tak: "A kiedy tak utyłaś?". "No, jak się rozstałam z mężem". "To wiesz co, pogadajmy. Boisz się, tak? Czujesz się nieatrakcyjna? Źle ci?"

I wiadomo, że ta przyjaciółka jest lepszym oparciem, bo nie zamydla mojego problemu. Szuka przyczyny mojego lęku, stresu, niepokoju, który powoduje, że ja się obżeram.

A jak rozpoznać dobrego psychoterapeutę?

Tu jest podobnie. Nikt nam nie zagwarantuje, że od razu trafimy na kogoś, kto nam będzie odpowiadał, ale jeżeli zastosujemy dojrzałe, racjonalne kryteria, to nasze szanse znacznie się zwiększą. Chciałabym zachęcić klientów, żeby byli bardziej krytyczni w stosunku do kupowanego towaru. Bo, nie bójmy się tego powiedzieć, usługa psychologiczna jest również towarem, za który klient płaci.

Ale czy od człowieka znajdującego się w kryzysowym momencie można wymagać, żeby prześwietlał terapeutę pod kątem jego kompetencji?

Absolutnie nie chodzi o to, żeby kogoś egzaminować. Trzeba zadać kilka podstawowych pytań: na czym polega proponowana metoda? Czego można się spodziewać? Jak długo będzie trwała terapia? Zamiast odpowiadać: "Pracuję metodą ericksonowską albo Gestalt", terapeuta powinien mówić jasno, np.: "Pracuję zadaniowo. Najpierw rozwiązujemy jeden problem, a dopiero później zabieramy się do następnego. Rozwiązanie jednego problemu zwykle bardzo wzmacnia i promieniuje na pozostałe sfery. Jest prawdopodobne, że jak przestanie się pan kłócić z żoną, to poprawią się też relacje z synem. Na razie popracujemy przez osiem-dziesięć sesji i zobaczymy. Jeśli nie będzie pan widział poprawy, to wtedy zastanowimy się, co dalej". Są różne szkoły i różne oczekiwania. Wszystko jest do ustalenia między klientem a terapeutą.

Czy terapeuta może powiedzieć, że nie wie, jak długo będzie trwała terapia?

Może powiedzieć np.: "Nie wiem, ale w ciągu trzech spotkań dam pani odpowiedź i opracujemy wspólnie plan działania". Może nawet powiedzieć: "Nie wiem, ale mam pacjentów, z którymi pracuję od 12 lat, dwa razy w tygodniu po 200 złotych", i wtedy to jest jasne postawienie sprawy, a klient wie, czego może się spodziewać. U nas to rzadkość. Klienci też często o nic nie pytają.

Terapeuta może odmówić terapii?

Oczywiście. Może stwierdzić, że metoda, którą pracuje, nie jest najlepsza do danego problemu i skierować klienta do kogoś innego. Może postawić diagnozę, że to, z czym przychodzi klient, nie kwalifikuje się do terapii. Lepiej zapisać się na taniec albo zajęcia w grupie rówieśniczej.

O co jeszcze powinniśmy pytać?

Dobrze jest, kiedy terapeuta na pierwszym spotkaniu mówi np.: "Moją superwizorką jest pani mgr Anna Kowalska. Tu jest jej telefon". "A do czego mi to?" - pyta klientka. "Jeśli z jakichś powodów nie będziemy umieli wszystkiego sobie wyjaśnić i miałaby pani jakieś pytania, ale obawiała się mi je zadać albo nie będzie mi chciała sprawić przykrości, to po to jest ten telefon". Superwizja to wentyl bezpieczeństwa. W zachodnim świecie to jest norma. U nas jest to wciąż nowy, dosyć nieuregulowany zawód, który zaczął gwałtownie się rozpowszechniać wraz z rozwojem gospodarki rynkowej. Jest intratny, więc nie zawsze przyciąga kompetentne osoby. Superwizja jest rodzajem kontroli nad jakością tego zawodu. Klientowi ma dać poczucie bezpieczeństwa.

Jakie uczucie ma wynieść klient z pierwszego spotkania z terapeutą?

Po pierwsze, ma nabrać zaufania. Po drugie, relacja ta ma być oparta na wzajemnym szacunku. Są to dwa niezbywalne elementy terapii. Jeżeli na jakimś etapie terapii ich zbraknie, proces terapeutyczny będzie utykał.

Czy swojego terapeutę trzeba lubić?

No pewnie. Im bardziej się go lubi, im bardziej mu ufa, tym więcej ten terapeuta jest w stanie dla nas zrobić. To jest naprawdę niesamowite, jak to procentuje. Do mnie po latach przychodzą ludzie i mówią: "Wiesz, to, co ty mi wtedy powiedziałaś, to mi życie odmieniło!" albo "Pamiętasz, dałaś mi wtedy książkę z dedykacją, to jest moja gwiazda przewodnia". A ja już nie pamiętam, co powiedziałam, co takiego napisałam. Może: "Życzę ci dobrych ludzi" albo "Żebyś był dobry dla innych"? Zadziwiające, że to czasem może wystarczyć. Terapeuta powinien być ważny dla osoby, której pragnie pomóc. To, co powie, można pewnie przeczytać w co drugiej reklamie. Treść bywa banalna. Ale autorytet, który jest do niej przywiązany, to jest ten ciężar nadający znaczenie słowom. I to jest też ogromna władza, którą dostaje psychoterapeuta w swoje ręce i którą, niestety, czasem nieświadomie może zacząć wykorzystywać.

Na co klient ma być wyczulony?

Na jedną rzecz. Wszystko, co wymaga wyjaśnienia, powinno być wyjaśnione w taki sposób, żeby klient to zrozumiał. Terapeuta nie może mówić tak: "Wie pani co, w relacjach interpersonalnych dochodzi czasami do przeciwtransferencji". Można natomiast powiedzieć tak: "Wie pani co, tak mi pani przypomina moją mamę. Taki mi zależy, żeby się pani lepiej poczuła". I to jest właśnie transferencja, czyli przeniesienie wytłumaczone w jasny i bezpośredni sposób. Na terapii żadne pytania nie mogą zostać bez odpowiedzi. Klient ma prawo pytać o wszystko: "Dlaczego przedłużamy dzisiaj sesję?", "Dlaczego pozwoliła mi pani nie zapłacić za ostatnie spotkanie?", "Dlaczego pani milczy?". Terapeuta musi wszystkie wątpliwości wyjaśnić. Wyjaśnienie ma uspokoić, przywrócić zaufanie. Dobry terapeuta nawet nie czeka na takie pytania, na bieżąco informuje klienta co i dlaczego. Jeśli tego nie robi, coś może być nie tak.

Gdzie szukać dobrego psychologa?

W książce telefonicznej, poradni zdrowia psychicznego, od znajomych. Tak samo, jak się szuka dentysty. Czy od razu pani znajdzie dobrego? Niekoniecznie. Co więcej, polecony przez kogoś nie musi się okazać dobry dla pani. Prawo giełdy. Często ludzie mnie proszą o to, żebym kogoś poleciła.

Poleca pani?

Czasem kogoś pokieruję do osoby, która wydaje mi się odpowiednia, ale zawsze uprzedzam: proszę sprawdzić! Trzeba poczuć w duszy, czy z tą osobą chce się pracować, a potem dać sobie czas - na przykład trzy, cztery spotkania na próbę, żeby się przekonać, czy to jest właściwa osoba.

Czy od terapii można się uzależnić?

Pewnie. Ale dobry psychoterapeuta jest w stanie to uprzedzić, porozmawiać o tym na bieżąco. Będzie dociekać, dlaczego tak się dzieje. Być może zaproponuje np. zmniejszenie częstotliwości spotkań albo zmianę rodzaju kontaktu, a nawet terapeuty. Jedną z moich pierwszych pacjentek była czarna Amerykanka. Mieszkałam wtedy w Stanach. Przyszła do mnie w ciężkiej depresji i po półtorarocznej terapii zaczęła z niej wychodzić. Bardzo się w tym czasie do mnie przywiązała. Ponieważ wracałam do Polski, zaproponowałam jej skończenie terapii u mojego kolegi, a nam zmianę formuły naszej relacji, bo ona nie wyobrażała sobie zupełnego zerwania kontaktów. Od 30 lat pisujemy do siebie listy.

Jakie są symptomy tego uzależnienia?

Człowiek nie wyobraża sobie życia bez terapii. Zaczyna wymyślać nowe problemy albo ma regres. Płacze, kiedy terapeuta ma wyjechać. Pozoruje, że sobie nie radzi, byle tylko nie musieć stawić czoła rozstaniu. To często dotyczy osób, które mają problemy związane z okresem dziecięcym i lękiem separacyjnym. Taki człowiek panicznie boi się opuszczenia przez bliską osobę. Łatwo się przywiązuje i kurczowo wczepia w drugą osobę. Dobry terapeuta może nauczyć prawidłowego funkcjonowania. Zaufania mimo lęku. Lęk jest pierwotny i nie da się go zupełnie usunąć, ale można nauczyć się z nim sobie radzić.

Kto ma decydować o końcu terapii, klient czy psychoterapeuta?

Powinni oboje to ustalić między sobą. Ale terapeuta tak samo jak i klient ma prawo przerwać terapię w pewnym momencie, np. jeśli stwierdzi, że nie ma postępów lub kiedy klient odchodzi od umowy, którą zawarli. Jeśli przychodzi do mnie para na małżeńską terapię, bo on ją zdradził, ale chcą ratować swoje małżeństwo, to umawiamy się na wstępie, że jego lojalność jest po stronie rodziny i że on zerwie kontakt z tamtą panią. Ale jeżeli on na kolejnym spotkaniu oświadcza, że znowu u niej był, to ja mogę zrezygnować z prowadzenia terapii, bo nie tak się umawialiśmy. Tamta kobieta ma prawo zasypywać go SMS-ami, bukietami róż, szantażować, ale jeśli on dokonał wyboru, że chce ocalić rodzinę, to ja go trzymam za słowo. W przeciwnym razie musimy się pożegnać. Po co wzajemnie tracić czas? Terapia ma sens wtedy, kiedy bierze się za siebie odpowiedzialność.

Źródło: Wysokie Obcasy

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach