Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Usługi detektywistyczne tylko  ze sprawdzonym biurem Detektyw Warszawa polecamy tego detektywa.

Autor Wątek: Prawo Internetu  (Przeczytany 39143 razy)

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« dnia: Październik 02, 2005, 11:51:14 pm »
Walka o bezpieczny internet

Operatorzy największych polskich portali internetowych i dostawcy internetu będą wspierać działania podejmowane przez punkt kontaktowy ds. zwalczania nielegalnych treści w internecie. Punkt NIFC Hotline Polska - "Dyżurnet.pl" działa od początku roku przy Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK) - informuje Anna Maj z NASK.

Maj przypomina, że punkt kontaktowy ds. zwalczania nielegalnych treści został założony przez NASK w ramach programu Unii Europejskiej "Safer Internet Action Plan". Punkt należy do organizacji INHOPE zrzeszającej wszystkie europejskie i światowe "Hotline′y".

Osoby, które napotkają w internecie nielegalne treści, m.in. pornografię dziecięcą, rasizm i ksenofobię, mogą zgłaszać je do "Dyżurnetu" przez całą dobę telefonicznie pod numerem infolinii 0801 615 005, faksem na nr (022) 523 10 55 lub poprzez formularz zgłoszeniowy dostępny na stronie www.hotline.org.pl

"Współpraca +Dyżurnetu+ z operatorami największych polskich portali oraz z dostawcami internetu zainaugurowana została serią spotkań jego przedstawicieli z firmami: ONET.pl, Wirtualna Polska, Hoga.pl SA, Aster City i PRO FUTURO S.A. Zespół +Dyżurnetu+ przedstawił uczestnikom rozmów zakres swoich obowiązków, sposoby postępowania ze zgłoszeniami otrzymywanymi od użytkowników internetu oraz zasady współpracy z policją" - mówi Anna Maj.

"Uczestnicy spotkań zadeklarowali swoje poparcie dla projektu tworzenia sieci narodowych hotline′ów realizowanego w państwach Unii Europejskiej i dla działań podejmowanych przez polski hotline - dodaje.

"Mamy nadzieję, że dzięki wykazanemu zainteresowaniu i zaangażowaniu ze strony polskich portali i dostawców internetu możliwa będzie szybsza, efektywna reakcja w przypadku zgłoszenia nielegalnych treści znajdujących się w oferowanych przez nich serwisach" - podkreśla kierownik NIFC Hotline Polska, Marek Dudek.

Pierwszym efektem współpracy NASK z portalami internetowymi i dostawcami internetu ma być wymiana bannerów między "Dyżurnetem" i firmami, które zadeklarowały chęć wsparcia jego działalności. "Dzięki temu informacja o istnieniu +Dyżurnetu+ dotrze do większej liczby użytkowników internetu i pozwoli na szybsze zlokalizowanie strony, na której znajduje się niezbędna informacja i formularz służący do zgłaszania nielegalnych treści" - uważa Anna Maj.

Jak informuje, przedstawiciele firm, z którymi prowadzone były rozmowy, wyrazili również gotowość do utworzenia komitetu doradczego ds. walki z nielegalnymi treściami. Komitet będzie działał przy zespole "Dyżurnetu". "Jego rolą ma być doradzanie zespołowi w przypadkach trudnych zgłoszeń, wymiana doświadczeń w zakresie usuwania nielegalnych treści w internecie oraz opiniowanie efektów pracy +Dyżurnetu+ - podkreśla Maj.

PAP - Nauka w Polsce, Bogusława Szumiec-Presch
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 28, 2005, 07:51:08 am »
Handel w internecie - na co skarżą się klienci
Zbigniew Domaszewicz 26-10-2005

Wraz ze wzrostem popularności internetowego handlu rośnie liczba skarg klientów i ich sporów z e-sklepami. Specjaliści apelują, by kupujący online lepiej poznali przysługujące im prawa i upewniali się, że robią zakupy w sklepie solidnym, o dobrej reputacji

Transakcja przebiegała idealnie. Czytelna polskojęzyczna witryna internetowa, wymiana e-maili po polsku, szybko i sprawnie dostarczony towar. W ten sposób polski elektronik kupił aparat cyfrowy za 800 zł we francuskim sklepie internetowym, który w wielu krajach sprzedaje (w językach ojczystych) elektronikę po konkurencyjnych cenach. Schody zaczęły się, gdy po dwóch miesiącach aparat się zepsuł.

- Okazało się, że aby skorzystać z gwarancji, klient musiał przesłać aparat na własny koszt do Francji. Nie mógł uzyskać potwierdzenia, czy sprzęt w ogóle tam dotarł. Komunikacja nagle stała się możliwa wyłącznie po francusku, e-mail osoby, z którą się kontaktował, ustawicznie nie działał - opowiadała na wczorajszej konferencji na temat problemów w europejskim e-handlu Małgorzata Furmańska z Europejskiego Centrum Konsumenckiego (ECK), do którego pechowiec przyszedł na skargę. - Potem sklep stwierdził, że aparat ma mechaniczną wadę z winy klienta, czego nie obejmuje gwarancja. Zaproponował naprawę za 1,2 tys. zł i naliczył 150 zł opłaty za ekspertyzę!

Zatopiony aparat

Warszawskie seminarium o problemach i skargach klientów w transgranicznym handlu internetowym zorganizował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) i ECK (polski oddział międzynarodowej sieci organizacji konsumenckich, działa od początku tego roku). Z raportu ECK wynika, że liczba skarg na ponadgraniczne e-zakupy wzrosła w Europie z 590 w roku 2003 do 831 w 2004 r. - W tym roku będzie ich sporo ponad tysiąc - mówił Fredrik Nordquist z ECK Szwecja, autor raportu. A problemy zgłaszane przez klientów to tylko wierzchołek góry lodowej.

Najwięcej zażaleń dotyczy dostawy zamówionych towarów (niedostarczony towar, opóźniona dostawa) i jakości towaru (gdy np. sklep przysyła towar wadliwy). Według Nordquista coraz poważniejszym problemem oprócz niesolidności sklepów stają się także starannie zaplanowane i wyrafinowane oszustwa. Często opierają się one na tworzeniu przez przestępców fikcyjnych witryn, fałszywych firm depozytowych lub podszywanie się pod legalnie i solidnie działających e-handlowców.

Do polskiego ECK wpłynęło na razie kilkadziesiąt spraw związanych z e-handlem. Jak powiedziała Furmańska, wiele z nich dotyczyło nierzetelnej obsługi klienta przez wspomniany sklep z Francji (nie ujawniono jego nazwy, ale według nieoficjalnych informacji "Gazety" chodzi o sklep Pixmania). - W niektórych przypadkach w aparacie szybko zacinał się zoom. Sklep po ekspertyzie dochodził do wniosku, że użytkownik zatopił aparat w wodzie. Podobne skargi na tego przedsiębiorcę wpływały do ECK w Szwecji i Norwegii - opowiadała Furmańska.

Opisana na wstępie historia na razie zakończyła się połowicznym happy endem. - Zaczęliśmy prowadzić sprawę we współpracy z ECK z Francji. Sklep odstąpił od kosztów ekspertyzy, zwrócił koszty przesyłki i zaproponował promocyjny kupon na zakup nowego sprzętu. Czekamy na stanowisko klienta - mówiła przedstawicielka ECK.

Odznaka dla dobrych sklepów

Jednym ze sposobów zwiększenia bezpieczeństwa e-handlu - który, co podkreślano na konferencji, jest bardzo wygodną i coraz chętniej wybieraną formą zakupów - mogą być różnego rodzaju zaświadczenia o solidności e-sklepów przyznawane przez niezależne instytucje (taka praktyka jest m.in. w Austrii).

Na wczorajszej konferencji zapowiedziano, że od listopada polskie sklepy internetowe będą mogły ubiegać się o międzynarodowy znak jakości wydawany od kilku lat przez europejską organizację Euro-Label. Jest to certyfikat, za pomocą którego Euro-Label - po przeprowadzeniu audytu e-sklepu i sprawdzeniu, jak traktuje klientów - zaświadcza, że sklep jest kontrahentem solidnym, wiarygodnym, przestrzegającym prawa i kodeksu dobrych praktyk w handlu internetowym (potem zaświadczenie to jest okresowo weryfikowane). W Polsce certyfikaty Euro-Label będzie przyznawał Instytut Logistyki i Magazynowania (ILiM) z Poznania. Jak powiedział Zbyszko Krojenka z ILiM, certyfikat ma kosztować 3 tys. zł rocznie.
Czy ta etykieta solidności nabierze znaczenia? Wszystko zależy od tego, na ile zdoła zakorzenić się w świadomości konsumentów, stając się atutem dla handlowców w walce o klienta. Na razie w pięciu krajach europejskich, które przyznają certyfikat Euro-Label, zdobyło go ponad 300 witryn handlowych. - Myślę, że w pierwszym roku w Polsce wyrobi go sobie około 30-40 e-sklepów - szacuje Krojenka.
Najczęstsze problemy ze sklepami internetowymi - infografika
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #2 dnia: Marzec 07, 2006, 11:11:08 am »
Kto się pod kogo podszywa w internecie
Tomasz Grynkiewicz 06-03-2006

Na sklepowych półkach co rusz pojawiają się produkty - kawy, herbatki czy batoniki - do złudzenia przypominające marki już znane klientowi. Podszywaczy nie brakuje też jednak w świecie wirtualnym

Jeszcze kilka dni temu, gdybyśmy w wyszukiwarce Google wpisali hasło "pzu", obok wyników wyszukiwania wyświetliłoby się kilka płatnych reklam tekstowych. Wśród nich znalazł się link do strony francuskiej firmy ubezpieczeniowej Prévoir, a konkretnie jej polskiego oddziału. Tylko czy to zgodne z prawem? W Polsce dotąd podobnych sporów o linki sponsorowane nie było.

- Sąd, powołując się na ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, mógłby uznać takie działania za bezprawne użycie cudzej marki w obrocie gospodarczym - uważa Marek Łazewski, rzecznik patentowy z kancelarii prawnej Łazewska & Łazewski.

PZU o sprawie dowiedziało się od "Gazety". - Istnieje mała szansa, że ktoś pomyli reklamujące się w serwisach wyszukiwawczych firmy z naszymi usługami - mówił nam Michał Witkowski z działu prasowego PZU. - Ale uważamy, że w działalności biznesowej nikt nie powinien wykorzystywać marki innej firmy do promowania własnych usług.

Prawnicy spółki jednak nie interweniowali - uznali, że gra nie jest warta świeczki.

Zadzwoniliśmy do Prévoir. - Wszystkie działania są prowadzone za wiedzą i akceptacją Paryża - zapewniał nas jeden z przedstawicieli spółki. - Spółka unika wszelkich kontrowersji - dodał. Kilka godzin po telefonie "Gazety" zniknął link do strony Prévoir, jaki pojawiał się po wpisaniu słowa "pzu".

Na Zachodzie firmy coraz częściej oburzają się, że konkurenci reklamują się pod cudzymi markami. Niedawno firma CNG Financial zażądała, by Google zablokował wykupywanie przez jej rywali reklam przy zastrzeżonym przez nią zwrocie "check 'n go". Internetowy gigant odmówił. Twierdzi, że działa zgodnie z prawem i podpiera się korzystnym dla siebie wyrokiem amerykańskiego sądu z 2004 r., który orzekł, że linki do stron pojawiające się na hasło "Geico" (firma oferująca ubezpieczenia samochodowe) nie naruszają jej znaku towarowego. Tak jest jednak tylko w USA i Kanadzie. Zgoła odmienne wyroki zapadały w Europie. Np. w styczniu 2005 r. francuski sąd zmusił Google, by ten zablokował słowa kluczowe "le méridien" oraz "méridien" - zabiegała o to sieć hotelarska Le Méridien. Na Google nałożono też grzywnę za linki sponsorowane pojawiające się przy wynikach wyszukiwania dla zwrotu "bourse de vols" (giełda lotów) będącego równocześnie nazwą firmy turystycznej.

- Na razie reklama internetowa nie jest w Polsce tak popularna jak np. w Stanach. Ale spory tego rodzaju z pewnością będą się u nas pojawiać - mówi Piotr Waglowski, prawnik, autor książki "Prawo w sieci. Zarys regulacji internetu". Dodaje on jednak, że blokowanie słów kluczowych może doprowadzić do niebezpiecznych prób rozszerzania szeroko pojętej własności intelektualnej na coraz to nowe obszary. - Słowo "méridien" oznacza przecież południk, a to wyraz, który jest używany w języku potocznym - mówi Waglowski. - A niby dlaczego jakaś firma nie mogłaby zorganizować akcji promocyjnej pod takim właśnie hasłem i reklamować jej w wyszukiwarkach? Nie każde używanie słów potocznych musi zaraz oznaczać nieuczciwą reklamę.

W modnej ostatnio branży telefonii internetowej (VoIP) prób wypromowania się na cudzej marce również nie brakuje. Np. internauci wpisujący w Google hasło "tlenofon" przy wynikach wyszukiwania znajdą reklamę dostawcy telefonii internetowej Eteria.net. A Tlenofon to nazwa komunikatora VoIP spółki o2.pl, właściciela portalu o2.pl.

Tlenofon upodobała też sobie spółka Neutron-IT, operator internetowej telefonii pod marką Easycall.pl. Założył witrynę o adresie www.tlenofon.com.pl, na której zachęca: "Tlenofon? Tutaj go nie znajdziesz... Mamy jednak dla Ciebie coś o wiele lepszego". Po kilku sekundach internauta automatycznie jest przekierowywany na stronę Easycall.pl.

Ale o2.pl podchodzi do tej kwestii podobnie jak PZU. - Sprawa w sądzie ciągnęłaby się ze trzy lata. W ten sposób tylko zyskaliby na rozgłosie - mówi Dariusz Kołtko, rzecznik spółki.

Problem dotyczy nie tylko linków. W kodach źródłowych stron internetowych znajdują się słowa kluczowe, tzw. metatagi. Są one odczytywane przez wyszukiwarki, które indeksują zawartość witryn. To m.in. metatagi wpływają na to, jak wysoko strona zostanie umieszczona w wynikach wyszukiwania. I tu wspomniany Neutron-IT idzie na całego: w kodzie strony wpisał takie hasła, jak: Skype, Tele2, Netia, Heyah, Plus GSM czy Idea. Czyli wszystko, co kojarzy się z telefonowaniem.

Zdaniem Piotra Waglowskiego i tu można by zastosować ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. - Sąd musiałby sprawdzić, czy umieszczenie w znacznikach "meta" na stronie internetowej istotnie zagraża interesom przedsiębiorcy lub wręcz je narusza - mówi.

Do polskiego sądu trafiła już podobna sprawa. W 2004 r. sąd w Poznaniu zakazał jednej z firm remontowo-budowlanych umieszczania w kodzie źródłowym witryny hasła "pol-gaz", które było częścią nazwy innego przedsiębiorstwa. Uznał, że to reklama wprowadzająca klienta w błąd.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo komputerowe
« Odpowiedź #3 dnia: Czerwiec 27, 2006, 08:44:22 am »
PRAWO KOMPUTEROWE Najwięcej problemów mają właściciele popularnych marek

Walka o klienta toczy się także w Internecie


Przedsiębiorcy coraz częściej walczą przed sądem o domeny internetowe. Zwykle chodzi o podszywanie się pod konkurencję i zajmowanie domen tylko po to, by je odsprzedać z zyskiem


Spory dotyczące domen rozstrzygają albo sądy cywilne, albo Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych. Do tego drugiego z każdym rokiem trafia więcej spraw.

- Jego atutem jest szybkość i fachowość arbitrów. Przed sądem powszechnym sprawy ciągną się latami, a nasz wydaje wyroki w dwa, trzy miesiące - mówi radca prawny Ireneusz Matusiak, przewodniczący Podkomisji ds. Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji.

Chcą podebrać klientów
Na co najczęściej skarżą się przedsiębiorcy?


- Powtarzają się dwa typy spraw. Pierwsze dotyczą szeroko rozumianego podszywania się pod konkurencję. Ktoś rejestruje domenę taką samą lub podobną do znanego znaku towarowego, żeby przyciągnąć do siebie klientów
- wyjaśnia Matusiak.

Nie tylko dopuszcza się wówczas czynu nieuczciwej konkurencji, ale i narusza prawa właściciela znaku towarowego. Jednocześnie wprowadza w błąd klientów.

Wciąż można się też spotkać z cybersquatingiem.

- Polega on na rejestracji domeny tylko w jednym celu: aby później odsprzedać ją z zyskiem - tłumaczy Matusiak. Proceder ten, jeszcze kilka lat temu powszechny, dziś jest nieco rzadziej spotykany. Z prostego powodu - coraz mniej jest wolnych domen.

Za cybersquating sąd uznał niedawno rejestrację domeny www.polmos.pl. Przedsiębiorca już kilkanaście dni później zamieścił nastronie internetowej informację, że oferuje tę domenę na sprzedaż lub do dzierżawy. Jako pozwany przyznał zresztą, że oferował tę domenę różnym spółkom mającym w swej nazwie człon "polmos" (właścicielem tego znaku jest firma Znaki Wspólne reprezentująca przedsiębiorstwa należące niegdyś do Grupy Polmos). Sądu nie przekonały jego zapewnienia, że pod sporną domeną zamierzał otworzyć niezależny serwis internetowy i propagować w nim "mądre spożywanie alkoholu".

Zdaniem sądu blokowanie domen tylko w celu ich odsprzedaży jest sprzeczne ze społeczno-gospodarczym sensem prawa do ich rejestracji. Arbiter powołał się tu na wcześniejsze orzecznictwo, zgodnie z którym "nie sposób uznać za słuszne utrzymywanie rejestracji przedmiotowych domen dla pozwanego, jeśli nie wykorzystuje on ich w ramach swej działalności".

Uczciwa konkurencja także w sieci

Problem z ustaleniem, kto ma prawo do domeny, pojawia się, gdy kilku przedsiębiorców posługuje się tą samą nazwą. Tak było z Centrum Kardiologicznym Kardiomed, które zajmuje się leczeniem chorych na serce. Inna firma zarejestrowała domenę: www.kardiomed.pl. Sprawę komplikował fakt, że po pewnym czasie uzyskała ona prawa do znaku Kardiomed dla wynajmu gabinetów i sprzętu medycznego.

Mimo to sąd uznał, że rejestracja domeny naruszała zasady uczciwej konkurencji. Zadecydowała m.in. data rozpoczęcia działalności. Centrum Kardiologiczne działało dłużej na rynku. Dlatego też klienci szukający informacji o nim w Internecie mogli zostać wprowadzeni w błąd. Pacjentom czasem trudno rozróżnić działalność polegającą na wynajmie gabinetu i sprzętu od prowadzenia praktyki lekarskiej. Tym bardziej że jeden ze wspólników pozwanej spółki sam taką praktykę prowadził.

Decyduje nie tylko znak towarowy
Utrwalił się pogląd, że jeśli nazwa domeny jest zbieżna ze znakiem towarowym czy też jego częścią, to automatycznie narusza czyjeś prawa.

- Tymczasem zaczęły się pojawiać wyroki, które polemizują z tą tezą. Dlatego też do każdej sprawy trzeba podchodzić indywidualnie - mówi Matusiak.

Przekonała się o tym sieć sklepów RTV Euro AGD, która przegrała spór o domenę www.euro.pl. Sąd uznał, że choć spółka zarejestrowała słowno-graficzny znak towarowy Euro, to nie oznacza to, że ma wyłączne prawo do rejestrowania domen z tą nazwą. Słowo to pojawia się bowiem w wielu innych znakach towarowych (w tym w zarejestrowanym przez właściciela wspomnianej domeny). Nie można też przyjąć, że jest utożsamiane wyłącznie z towarami sprzedawanymi przez RTV Euro AGD. Wywołuje bowiem inne, bardziej oczywiste skojarzenia.

Wymienione w tekście wyroki Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych można znaleźć wraz z uzasadnieniami w internetowym serwisie "Rz" pod adresem: http://www.rzeczpospolita.pl/ prawo/doc/Orzecznictwo/SP/ sp_index.html

SŁAWOMIR WIKARIAK



Jak dochodzić swoich praw do domeny

  Procedura
Przedsiębiorca, który uważa, że cudza domena internetowa narusza jego prawa, ma dwie możliwości. Może złożyć pozew w sądzie cywilnym, co oznacza długie oczekiwanie na wyrok. Dużo szybciej działa zorganizowany Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych.
> Przed złożeniem pozwu przedsiębiorca może wystąpić o przeprowadzenie mediacji. Jest wówczas szansa na polubowne zakończenie sporu. Jeśli posiadacz domeny nie godzi się na mediację bądź nie doprowadzi ona do porozumienia, należy złożyć pozew.
> Pozwany nie musi godzić się na rozstrzyganie sporu przez sąd. Wówczas jednak automatycznie traci prawa do domeny. Zgodnie z regulaminem Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (ona zarządza domenami z rozszerzeniem .pl) domena zostaje w takiej sytuacji zablokowana, a po sześciu miesiącach umowa o jej rejestrację rozwiązana.
>Wyrok nabiera mocy, gdy sąd powszechny stwierdzi jego skuteczność lub wykonalność. Więcej informacji można znaleźć na stronach internetowych Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji: http://www.piit.org.pl
 
zródło


PRAWO Nieuczciwa konkurencja w Internecie

Sądowe spory o www


Znane firmy coraz częściej procesują się o domeny internetowe. I nie zawsze odnoszą sukces.


Firmy spirytusowe wygrały walkę w sądzie o domenę internetową www.polmos.pl. Wystarczyło udowodnienie, że przedsiębiorca, który ją zarejestrował, zrobił to tylko w celu dalszej odsprzedaży. Dużo trudniejszy spór toczyła sieć sklepów RTV Euro AGD. Nie zdołała przekonać sądu, że adres www.euro.pl nie może być używany przez inny podmiot. Sąd uznał, że słowo to pojawia się w wielu znakach towarowych i wywołuje różne skojarzenia.

Problemy takie najłatwiej rozstrzygać przed Sądem Polubownym ds. Domen Internetowych. Liczba toczonych tam spraw z roku na rok rośnie.


wik
zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Prawo Internetu
« Odpowiedź #4 dnia: Wrzesień 08, 2006, 06:09:41 am »
PRAWO KOMPUTEROWE Spór o domenę internetową

Nie złamał prawa, bo nie jest przedsiębiorcą

Rejestracja domeny internetowej nawet w celu jej odsprzedaży nie musi automatycznie
oznaczać łamania prawa.

Tak orzekł Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych rozstrzygający spór związany z domeną  www.sitagroup.pl

Pozew złożyła spółka SITA Polska, zajmująca się gospodarką odpadami. Jej obsługą informatyczną zajmowała się wcześniej firma BE-COM. I to ona zarejestrowała sporną domenę i przez kilka lat administrowała umieszczoną pod nią stroną internetową.

Później firmy przestały współpracować. SITA chciała, aby BE-COM dokonał cesji domeny na jej rzecz. Wówczas okazało się jednak, że należy już ona do osoby fizycznej - członka
zarządu wspomnianej firmy komputerowej. A ten zaproponował, że może odsprzedać domenę za 20 tys. zł.

SITA nie chciała pertraktować, uważając, że domena jej się należy. W pozwie do sądu przekonywała, że zlecała firmie BE-COM rejestrację na swoją rzecz. Pozwany odpowiadał, że to nieprawda, gdyż BE-COM jedynie czasowo udostępniał sporną domenę, ale od początku była ona jego własnością.

W swym pozwie SITA odwołała się m.in. do art. 3, 5 i 15 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Podkreślała, że przez pewien czas pozwany bezprawnie posługiwał się jej
znakami towarowymi, czym mógł wprowadzić w błąd klientów.

Arbiter badający ten zarzut doszedł do wniosku, że o nieuczciwej konkurencji w ogóle nie
może być mowy. Właścicielem domeny jest bowiem osoba fizyczna, a nie przedsiębiorca. -
Należy przyjąć, iż sprawcą deliktu nieuczciwej konkurencji może być przedsiębiorca, a
wyjątkowo, w wypadkach wprost przewidzianych w ustawie, inny podmiot - uzasadniła wyrok Ewa Nowińska.

Rozważała ona jednocześnie, czy sam fakt oferowania domeny do sprzedaży może być uznany za działalność gospodarczą. Doszłado wniosku, że nie, gdyż SITA nie udowodniła, aby pozwany handlował adresami internetowymi. - Sąd również z urzędu dokonał badania w portalu Allegro. Nie wykazało ono jednak, aby sprzedaż miała charakter powtarzalny, stały i zarobkowy - zaznaczyła arbiter.

Jej zdaniem ciężko też mówić o bezprawnym korzystaniu z nazwy. - Używanie danej nazwy przez podmiot niepozostający w stosunku rzeczywistej lub potencjalnej konkurencji zwykle nie może być postrzegane jako zagrożenie dla firm w rozumieniu kodeksu cywilnego - uznała Ewa Nowińska. - Jednorazowy zakup domeny przez osobę fizyczną, choćby z chęcią dalszej odsprzedaży, nie jest sam przez się zachowaniem sprzecznym z prawem - podsumowała arbiter.

Sławomir Wikariak

Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych

Działa przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji. Rozstrzyga spory dotyczące domen internetowych, ale, w przeciwieństwie do sądów cywilnych, nie może decydować o
ewentualnych roszczeniach finansowych wynikających z tytułu naruszenia prawa. Jego atutem jest szybkość sprawy kończą się w ciągu kilku miesięcy. Więcej informacji:

http://www.piit.org.pl

Rz 08.09.06 Nr 210
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Prawo Internetu
« Odpowiedź #5 dnia: Październik 08, 2006, 09:22:20 am »
PRAWO KOMPUTEROWE  Zmienia się podejście prawników do adresów sieciowych

Wolno handlować domenami internetowymi

Rejestracja domen internetowych tylko po to, aby je odsprzedać, nie zawsze musi oznaczać złamanie prawa



Cybersquatting, czyli rejestracja domen znanych marek po to, aby je odsprzedać po zawyżonej cenie, nie jest już tak częsty, gdyż większość adresów jest po prostu zajęta.

Handel domenami internetowymi wciąż jednak kwitnie. Aby się o tym przekonać, wystarczy odwiedzić serwis Allegro. Można tam znaleźć oferty sprzedaży kilkuset domen. Ich wartość często opiera się na pomyśle. Osoba sprzedająca domenę www.planujwakacje.pl  wyceniła ją na 20 tys. zł.

Nie brakuje też takich, którzy wykorzystują popularność czy to produktów, czy np. znanych osób. Po sukcesach kierowcy rajdowego Roberta Kubicy niektórzy uznali, że można zrobić interes na jego nazwisku. Proponują m.in. sprzedaż domen: www.sklepkubica.pl czy www.kubicomaniak.pl. Ktoś inny oferuje domenę www.beger.pl.

Blokowanie dla zysku
Do niedawna w orzecznictwie Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych dominował pogląd, że blokowanie domen wyłącznie w celu ich odsprzedaży jest sprzeczne ze społeczno-gospodarczym sensem prawa do ich rejestracji. Dlatego też osoby lub firmy, które nie wykorzystywały domeny, ale jedynie chciały zarobić na handlu nią, najczęściej traciły do niej prawa. Spotkało to m.in. właścicieli domen www.polmos.pl i www.gtsenergis.pl.

Niedawno jednak został wydany wyrok, w którym pojawił się inny pogląd (sygn. 61/05/PA).

- Jednorazowy zakup domeny przez osobę fizyczną, choćby z chęcią dalszej odsprzedaży, nie jest samprzez się zachowaniem sprzecznym z prawem - uznała arbiter Ewa Nowińska,
dyrektor Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ, autorka wielu publikacji na temat ochrony własności intelektualnej i przemysłowej. Oddaliła ona zarzut nieuczciwej konkurencji, gdyż właścicielem domeny www.sitagroup.pl jest osoba fizyczna, a nie przedsiębiorca.

Kto pierwszy, ten lepszy

Wyrok ten wywołał spore poruszenie w środowisku prawniczym. Nie brakuje krytyków, którzy uważają, że zajmowanie domen tylko po to, aby na nich zarobić, jest niezgodne z prawem.

Ich zdaniem domeny rejestruje się po to, aby wykorzystywać je do prowadzenia jakiejś
działalności, a nie po to, by nimi kupczyć.

Nie wszyscy jednak podzielają te opinie. - Uważam, że cybersquatting powinien być interpretowany bardzo wąsko - mówi dr Przemysław Polański z Instytutu Prawa Międzynarodowego UW. - Trzeba pamiętać, że użytkownicy Internetu wytworzyli swoistą kulturę zachowań. Internet w pewnym sensie żyje własnym życiem, ignorując granice zastosowań praw wyłącznych, a obowiązujące w nim zwyczaje różnią się od zasad panujących w normalnej rzeczywistości. W społeczności internetowej handel domenami jest powszechny, a piętnowanie tego zjawiska nic nie zmieni. Oczywiście są sytuacje, gdy osoba rejestrująca domenę świadomie narusza czyjeś prawa wyłączne, szczególnie w wypadku tzw. renomowanych znaków towarowych, ale co do zasady uważam, że powinna decydować zwyczajowa reguła: "kto pierwszy, ten lepszy".

Ireneusz Matusiak, radca prawny i przewodniczący Podkomisji ds. Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji, uważa, że rejestracja domen tylko dla zysku kłóci się z dobrym obyczajem. - Dobrze jednak, że pojawiają się różne wyroki.

Domeny internetowe i związane z nimi problemy to temat wciąż nowy dla prawników. Warto więc, aby w dyskusjach ścierały się różne poglądy - mówi. W tym celu PIIT zamierza zorganizować konferencję dla środowiska prawniczego poświęconą zagadnieniom domen.

Na złość własnemu związkowi

Życie pokazuje, że domeny mogą być rejestrowane nie tylko dla zysku, ale i... ze złości.

Tak właśnie zrobił członek Polskiego Związku Wędkarskiego, wykupując domenę www.pzw.pl  Jak tłumaczył, uczynił to, gdyż był zły na związek, który jego zdaniem nie dba wystarczająco o stan wód w Polsce. Użycie w domenie skrótu PZW miało być wyrazem protestu. Później domenę tę odsprzedał.

Związek dowodził, że rejestracja spornej domeny naruszała jego prawa, gdyż skrótem PZW posługuje się od dawna, co wynika chociażby ze statutu, i jest on zarejestrowanym słowno-graficznym znakiem towarowym.

Mężczyzna przekonywał, że miał prawo do użycia liter, gdyż zamierzał założyć ruch Promocji Żywych Wód. Przyznał jednak, że w czasie rejestracji domeny ruch ten nie istniał. Sąd uznał, że rejestracja domeny nastąpiła w złej wierze. - Pan Jacek J., będąc członkiem związku, nie tylko miał świadomość, że oznaczenie "pzw" to skrót stowarzyszenia, ale także, że jest on wykorzystywany w bieżącej działalności jako oznaczenie je identyfikujące, a zatem powinno być przez stowarzyszenie nadal wykorzystywane - uzasadniła arbiter Dorota Rzążewska (65/05/PA).
- SŁAWOMIR WIKARIAK

Przywołane w tekście wyroki można znaleźć w serwisie internetowym "Rz"
http://www.rzeczpospolita.pl/prawo/doc/Orzecznictwo/SP/sp_index.html

Uwaga na monopolistyczne zapędy
Oceniając, czy ktoś zarejestrował daną nazwę domenową w celu odsprzedaży, trzeba sobie zadać pytanie, czy mógł to uczynić zgodnie z prawem. A jeśli tak, to czy może on dysponować tak uzyskanym prawem do nazwy domenowej i czy dowolnie może wybrać podmiot, na rzecz którego dokona cesji takiego prawa? Niepowtarzalny adres zasobu internetowego coraz częściej stwarza problemy wszystkim tym, którzy chcieliby widzieć w informacji (rozumianej również jako znak, oznaczenie, słowo) wartość ekonomiczną, nadającą się do objęcia jakimś globalnym monopolem. To delikatna kwestia, ale nie można pozwolić, by zmonopolizowano proces komunikacji międzyludzkiej, jednego z przejawów kultury, emanacji społeczeństwa nazywanego informacyjnym.
Takie zapędy monopolistyczne trzeba by uznać w wielu wypadkach za sprzeczne ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem prawa do komunikowania się.

Piotr Waglowski, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet, członek Rady Informatyzacji

Rz 07.10.06 Nr 235


ORZECZENIA SĄDÓW POLUBOWNYCH
Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych

http://www.rzeczpospolita.pl/prawo/doc/Orzecznictwo/SP/sp_index.html
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #6 dnia: Grudzień 12, 2006, 01:56:05 pm »
Z wątku Uwaga na oszustów
Cytuj
Wszędzie można spotkać oszustów,cwaniaczków  :evil:
Kiedyś przypdkiem trafiłam,na szybko powstałe forum,na temat oszust na Allegro.
I tu okazuje sie,że zakupy na Allergo, nie są takie bezpieczne  :(

Forum - Oszust z allegro - Nie odpuścimy facetowi

I artykuł z prasy.....
16-latek oszukując na Allegro zarobił 7 tys. zł
Piotr Żytnicki2006-12-12
 
Przedsiębiorczy nastolatek zdążył oszukać ponad 300 osób. zarobił 7 tys. zł
16-latek zakładał na portalu aukcyjnym Allegro konta na fikcyjne dane, a potem wystawiał na sprzedaż markowe produkty w niskich cenach. Kupujący wpłacali pieniądze na konto chłopaka, ale zakupów nie dostawali. Gdy po skargach internautów Allegro zamykało jego konto, nastolatek tworzył nową tożsamość. Oferty tworzył na domowym komputerze, wklejając zdjęcia z firmowych katalogów i wrzucał na portal w kawiarence internetowej. Instrukcję, jak naciągnąć ludzi znalazł na forum, gdzie toczyła się dyskusja o oszustwach w sieci.

Od czerwca do września oszukał ponad 300 osób z całej Polski. Zarobił ok. 7 tys. zł. Pieniądze wydawał podczas wakacji nad morzem. Większość poszkodowanych straciło ok. kilkudziesięciu złotych. - Ludzie machnęli ręką i nie powiadomili policji. Sami wpadliśmy na trop oszusta monitorując sieć, a potem dotarliśmy do ludzi - chwali się rzecznik gorzowskiej komendy Sławomir Konieczny.

Trzy miesiące zajęło przesłuchanie wszystkich poszkodowanych. Chłopakowi Grozi mu w najgorszym wypadku poprawczak. Przed sądem odpowiadać będzie nie tylko za oszustwo, ale także posiadanie nielegalnego oprogramowania. Ten zarzut postawiono także jego dziewczynie, z której komputera korzystał.

Zgodnie z prawem, za szkody wyrządzone przez nieletniego odpowiadają jego rodzice. Ale o tym, czy będą musieli zwrócić pieniądze poszkodowanym, zdecyduje sąd.

Większość naciągaczy z aukcji internetowych udaje się zdemaskować. Według danych Komendy Głównej Policji wykrywalność e-przestępstw sięga blisko 90 proc. - Oszukani ludzie często bagatelizują sprawę i nie informują policji - mówi Konieczny.

Rzecznik prasowy Allegro nie odpowiedział na pytania "Gazety"



Precedensowy pozew za aukcję na Allegro

Mariusz Jałoszewski2006-12-12
Koniec żartów na internetowych aukcjach. Sąd rozpatrzy precedensowy pozew mężczyzny, który wylicytował na atrakcyjnych warunkach luksusowego dżipa, ale go nie kupił, bo właściciel się rozmyślił.
Sprawę wytoczył Adam S. z Warszawy. W lipcu tego roku zalogował się na znanym internetowym serwisie aukcyjnym Allegro. Wypatrzył ofertę sprzedaży luksusowego Jeepa Grand Cherokee. Cena wywoławcza była niezwykle kusząca. Za sześcioletni samochód z 240-konnym silnikiem żądano ledwie tysiąc złotych! I co ciekawe nie ustalono ceny minimalnej.

Licytacja nie była oszałamiająca. Zgłoszono sześć ofert. Adam S. zaproponował najwyższą cenę 23,1 tys. zł. Wygraną potwierdził portal Allegro, oznajmiając jednocześnie, że formalności musi dokonać z właścicielem dżipa Robertem P., również warszawiakiem. Problem w tym, że P. nie chciał już sprzedać auta.

S. poprosił Allegro o wyjaśnienia. Firma tłumaczyła, że w momencie zakończenia licytacji dochodzi do zawarcia umowy sprzedaży. I jeśli wystawiający rzecz na aukcji unika transakcji można skierować przeciwko niemu sprawę do sądu. - Allegro.pl nie jest stroną transakcji. My dostarczamy możliwość przeprowadzania transakcji w internecie. Obrazowo można to ująć tak: Allegro to wielki bazar, na którym sprzedający wystawiają swoje towary. My dbamy, by na tym bazarze było czysto, bezpiecznie i nikt nie oszukiwał - mówi Patryk Tryzubik z Allegro.pl

Adam S. złożył więc pozew. Domaga się, żeby sąd stwierdził w wyroku, że doszło do sprzedaży dżipa, dzięki czemu może żądać wydania samochodu. Rozprawa odbędzie się po świętach. - Nie wiemy, dlaczego sprzedawca się wycofał. Nie przyszedł na wyznaczony przez nas termin zawarcia umowy - mówi mec. Dorota Gulińska-Aleksiejuk, prawnik Adama S. Dodaje, że sprawa jest precedensowa. Potwierdza to specjalizujący się w prawie własności intelektualnej i handlu elektronicznym mecenas Oskar Tułodziecki, z kancelarii Hogan & Hartson: - Nie słyszałem o podobnej i nie jest ona prosta.

Co na to Robert P.? - Podczas wystawiania samochodu na licytację zrobiłem błąd. Nie wpisałem ceny minimalnej. Potem popsuł mi się modem i nie miałem dostępu do serwisu aukcyjnego - tłumaczy P. Mówi, że był zaskoczony wynikami aukcji, bo liczył, że dostanie za samochód ok. 45 tys. zł. Dodaje, że nie sprzeda Adamowi S. samochodu. Czeka na rozprawę.

Patryk Tryzubik z Allegro uważa, że taki błąd nie podważa legalności transakcji. Przypomina, że zanim ktoś zacznie handlować, powinien dokładnie przeczytać regulamin serwisu.

W zeszłym roku na Allegro przeprowadzono 13,4 mln aukcji. W tym roku już prawie 20 mln. Serwis ma ponad 5 mln użytkowników. Najczęściej handluje się tu sprzętem RTV i AGD, komputerami i aparatami fotograficznymi. Coraz bardziej popularne są ubrania. W tym roku wartość przedmiotów, które przewinęły się przez serwis, sięga 2 mld zł.

Zdaniem prawników coraz więcej spraw o wirtualny handel będzie trafiać do sądu, bo nie wszyscy sprzedawcy traktują poważnie swoje oferty. A precedensowy spór o dżipa może pomóc ukrócić bezkarność w internecie.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #7 dnia: Grudzień 21, 2006, 08:07:04 am »
Dane użytkowników Allegro zagrożone kradzieżą
Łukasz Partyka2006-12-20

Poziom zabezpieczenia serwisu aukcyjnego Allegro.pl jest dramatycznie niski - poinformował we wtorek portal Hacking.pl. Zdaniem redaktorów serwisu poświęconego bezpieczeństwu w sieci, dane użytkownika Allegro można wykraść bez większego wysiłku. Łatwo też dostać się do jego strony administracyjnej. Allegro odpiera część zarzutów i twierdzi, że wszystko jest już w porządku
Cytuj
Allegro.pl to największy polski serwis aukcyjny. Codziennie kupują i sprzedają za jego pomocą tysiące ludzi. Na swojej stronie firma pisze już o społeczności liczącej ponad 3 mln osób.

Każda transakcja wymaga zalogowania się do części o nazwie "Moje Allegro", gdzie przechowywane są prywatne dane użytkowników. Niestety, bezpieczeństwo tych danych jest bardzo iluzoryczne, co pokazuje wtorkowy artykuł w Hacking.pl napisany przez Łukasza Lacha

Cały artykuł >>>>
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #8 dnia: Luty 17, 2007, 10:51:51 am »
Kliknięcie myszką to zawarcie umowy

Proces sądowy za błahe kliknięcie myszką? Może on grozić za nierozważne zakupy na aukcjach internetowych. Wiele osób nie wie, że wirtualne transakcje mają taką samą moc prawną jak zwykłe umowy kupna-sprzedaży.


Dlatego nie można bez podania powodu przerwać internetowej aukcji lub nie zapłacić za wylicytowany przedmiot. Trzeba także znać regulamin aukcji, by nie tłumaczyć przed sądem, czemu np. nie chce się sprzedać wartej kilkadziesiąt tysięcy motorówki za... złotówkę. To czeka wkrótce właściciela łodzi, który przerwał nagle aukcję na portalu Allegro. Nie odwołał jednak ofert chętnych do zakupu. A do zawarciaumowy kupna-sprzedaży dochodzi w momencie zakończenia aukcji.

- Do internetowych aukcji stosuje się przepisy kodeksu cywilnego dotyczące tradycyjnych licytacji - mówi Xawery Konarski, wspólnik w kancelarii Traple, Konarski, Podrecki. - Oznacza to dla sprzedającego obowiązek wydania przedmiotu aukcji, a dla kupującego zapłaty ceny.

Szczegółowo uregulował tę kwestię niedawny wyrok Sądu Rejonowego w Warszawie. Sprzedający, który nie sfinalizował transakcji rozczarowany zbyt niską ceną, został do tego prawnie zobowiązany.

W ubiegłym roku policja zanotowała prawie 3 tysiące przestępstw internetowych.

kap



Kliknięcie myszką to podpisanie umowy

Kto zawarł umowę kupna-sprzedaży przez Internet, musi jej dotrzymać, inaczej sprawę rozstrzygnie sąd. Jest ona bowiem dokumentem cywilnoprawnym jak każdy inny, choć nie ma formy pisemnej


Kilka dni temu szczegółowo uregulował tę kwestię precedensowy wyrok warszawskiego Sądu Rejonowego. Przedmiotem sporu było odstąpienie od umowy przez sprzedającego w serwisie Allegro. Samochód, który wystawił na aukcji internetowej, nie osiągnął spodziewanej ceny, więc zrezygnował z transakcji. Sąd nie uznał tego tłumaczenia. Stwierdził, że umowy elektroniczne zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego mają taką samą moc prawną jak inne umowy kupna-sprzedaży. Według mecenasa Konstantego Gulińskiego, adwokata, który reprezentuje kupującego, taka decyzja sądu poprawi wiarygodność internetowych transakcji. Ten wyrok dotyczył jednak tylko sprzedającego. Pojawia się więc pytanie, czy jest tak samo ważny także dla drugiej strony. Czy osoba, która wygra licytację, jest zobowiązana do kupna jej przedmiotu? Xawery Konarski, adwokat i wspólnik w kancelarii Traple, Konarski, Podrecki, nie ma wątpliwości, że tak. Do aukcji elektronicznej stosuje się bowiem przepisy kodeksu cywilnego dotyczące tradycyjnych aukcji.

- To prawda, że były one pierwotnie przewidziane dla aukcji, które odbywają się w określonym miejscu i czasie, a oferty składane są ustnie. W doktrynie zgodnie jednak przyjęto, że znajdują zastosowanie również przy aukcjach elektronicznych - wyjaśnia. To oznacza, że osoba, która złoży najwyższą ofertę, jest zobowiązana do zakupu.


Łódka za złotówkę

Zgodnie z art.70§1 oferta złożona w toku aukcji przestaje wiązać, gdy inny jej uczestnik (licytant) złożył ofertę korzystniejszą. Chyba że w warunkach aukcji zastrzeżono inaczej. Kiedy dochodzi do zawarcia umowy?

- Z chwilą zamknięcia aukcji. Na przykład po upływie czasu wyznaczonego na składanie kolejnych ofert (postąpień). W aukcjach, których przedmiotem jest sprzedaż rzeczy ruchomych, oznacza to dla sprzedającego obowiązek wydania przedmiotu aukcji, a dla kupującego zapłaty ceny - tłumaczy Konarski.

Już niedługo odbędzie się proces w podobnej sprawie. W trakcie licytacji sprzedający zakończył aukcję, nie odwołując złożonych mu już ofert. A zgodnie z regulaminem Allegro, w takiej sytuacji zostaje zawarta transakcja. Licytację wygrała osoba, która zaproponowała najwyższą sumę. W tym przypadku była to złotówka, a przedmiotem aukcji łódka warta ponad 40 tys. zł.


Kod wysyłany pocztą

Pracownicy Allegro twierdzą, że odstępowanie od warunków umowy dotyczy zaledwie pół procentu wszystkich transakcji między pięcioma milionami użytkowników. To efekt polityki bezpieczeństwa prowadzonej w serwisie. Dane użytkowników są dokładnie weryfikowane. Kod do rejestracji konta zostaje wysłany pocztą, wpisanie fałszywych danych mija się zatem z celem. Ponadto wizytówką każdego użytkownika są komentarze innych na jego koncie. To dzięki nim możemy sprawdzić wiarygodność osoby, z którą handlujemy. Kiedy już dojdzie do transakcji, obie strony mają siedem dni na jej sfinalizowanie. Gdy ma dużą wartość, można skorzystać z usługi Escrow. Polega to na tym, że pieniądze wpłaca się na konto, które działa na zasadzie depozytu. Sprzedający otrzyma je dopiero wtedy, kiedy przedmiot transakcji trafi do adresata. Dobrym zabezpieczeniem jest wysyłka paczki o zadeklarowanej wartości. Ogranicza to ryzyko strat w razie zgubienia lub zniszczenia podczas transportu. Taka forma zabezpieczenia kosztuje złotówkę od każdych 50 zł wartości paczki.


Oszuści są wykrywani

Jadwiga Reder-Sadowska, rzecznik konsumentów w Jeleniej Górze, twierdzi jednak, że trafia do niej mnóstwo zgłoszeń od osób, które mają problemy z zakupami w Internecie.

- Niestety, gdy dochodzi do oszustwa, np. przesłania kawałka dachówki zamiast telefonu, jestem bezradna. Może pomóc jedynie policja. Zdarzają się bowiem osoby żerujące na wirtualnej barierze między sprzedającym a kupującym. Oferują, po czym sprzedają przedmioty, których w rzeczywistości nie mają. Kuszą klientów konkurencyjnymi cenami, a kiedy pieniądze są już na ich koncie, zrywają kontakt. - Ale coś za coś. Skoro decydujemy się kupić coś taniej niż w tradycyjnym sklepie, musimy liczyć się z ryzykiem. Idealnego rozwiązania nie ma -mówi Longina Kaczmarek, rzecznik konsumentów w Szczecinie.

Tacy oszuści są jednak łatwi do wykrycia. Powstała specjalna komórka w policji zajmująca się zwalczaniem przestępstw elektronicznych.

-Dzięki stałej współpracy z takimi serwisami jak Allegro 80 proc. oszustów udaje nam się namierzyć -mówi komisarz Zbigniew Urbański z Komendy Głównej Policji. W2006 r. było to2830 przypadków. O500 więcej niż rok wcześniej. Grozi za to do ośmiu lat pozbawienia wolności.

KATARZYNA PAWLAK, współpraca Michał Kosiarski, Sławomir Wikariak



Nie wszystko da się zwrócić

Jeśli strony nie umówiły się inaczej, nie można odstąpić od umowy zawartej na odległość w wypadku:
> nagrań audiowizualnych oraz zapisanych na nośnikach programów komputerowych po usunięciu przez kupującego ich oryginalnego opakowania,
> dostarczania prasy,
> świadczeń o właściwościach określonych przez konsumenta w złożonym przez niego zamówieniu lub ściśle związanych z jego osobą,
>świadczeń, które z uwagi na ich charakter nie mogą zostać zwrócone lub które ulegają szybkiemu zepsuciu (np. jedzenie).

Osoba, która zawarła umowę na odległość, może od niej odstąpić bez podania przyczyny. Ma na to dziesięć dni od momentu wydania rzeczy. Zwrot powinien nastąpić niezwłocznie i nie później niż w ciągu dwóch tygodni.
 
Warto przetrzymać towar co najmniej pół roku

Renata Dłuska, radca prawny w spółce MDDP
Od przychodu osiągniętego ze sprzedaży rzeczy ruchomych nie trzeba płacić PIT, jeśli zostały sprzedane po upływie pół roku, licząc od końca miesiąca ich nabycia. Nie jest istotne, czy byłyprzez owe pół roku używane czy nie. Gdy zostały sprzedane wcześniej, tzn. zanim minęło pół roku od ich kupna, transakcję należy opodatkować na normalnych zasadach i wykazać w rocznym zeznaniu PIT-36 (nawet jeśli transakcja przyniosła stratę). Natomiast internetowi nabywcy towarów o wartości przekraczającej 1000 zł muszą od 1 stycznia 2007 r. płacić podatek od czynności cywilnoprawnych (stawka 2 proc.). Nie mają tego obowiązku, gdy kupią towar od przedsiębiorcy, który od takiej transakcji odprowadza VAT.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Prawo Internetu
« Odpowiedź #9 dnia: Marzec 08, 2007, 09:36:08 pm »
PRAWO KOMPUTEROWE Bezprawne użycie znaku

Domena z nazwą innej firmy wprowadzała klientów w błąd

Rejestracja domeny internetowej zawierającej nazwę, która jest chronionym znakiem towarowym innego przedsiębiorcy, stanowi czyn nieuczciwej konkurencji


Firma Asustek Computer Inc. z Tajwanu jest producentem sprzętu komputerowego. Spółki zależne działające w kilkudziesięciu państwach firmuje słowem "Asus". To zarówno firma przedsiębiorstwa, jak i oznaczenie produktów przez nią oferowanych. Znak towarowy Asus został zarejestrowany w Urzędzie Patentowym RP w 2000 r., z tym że ochrona obejmuje również okres wcześniejszy, od grudnia 1996 r.

Asus nie zarejestrował natomiast domeny internetowej: asus.pl. Wykorzystał to polski przedsiębiorca, który uruchomił pod tym adresem sklep internetowy. Oferował w nim m.in. produkty firmy Asus. Ta uznała, że narusza to jej prawa, i skierowała pozew do Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych.

Zdaniem producenta sprzętu pozwany zawłaszczył sobie jego firmę poprzez rejestrację spornej domeny i wykorzystywał jej renomę poto, aby zdobyć klientów. Ci zaś mogli być wprowadzeni w błąd i sądzić, że mają do czynienia ze sklepem internetowym, który jest powiązany z Asusem. Tym bardziej że po wpisaniu adresu: asus.pl, ukazywała się strona internetowa umożliwiająca zarówno wejście do sklepu internetowego, jak i przejście do oficjalnej strony tajwańskiego producenta.

Pozwany tłumaczył, że prawo do używania znaku towarowego Asus nie jest jednoznaczne z prawem do wyłącznego korzystania z niego w Internecie. Przekonywał, że nie można tu mówić o wprowadzeniu klientów w błąd, gdyż oferowane przez niego towary są produktami tajwańskiego producenta. Po wejściu na stronę pojawiał się zaś komunikat: "Informujemy odwiedzających tę stronę, że nie jest to strona producenta produktów Asus, ale jest to strona, za pośrednictwem której sprzedawane są produkty Asus".

Arbiter rozstrzygający spór stwierdził, że rejestracja spornej domeny naruszyła prawo powoda do firmy, prawa wynikające z rejestracji znaku towarowego, a nadto jest sprzeczna z dobrymi obyczajami handlowymi. Odwołał się m.in. do prawa własności przemysłowej, które w art. 154 stanowi, że "przez uzyskanie prawa ochronnego nabywa się prawo do wyłącznego używania znaku towarowego w sposób zarobkowy lub zawodowy". - Za używanie znaku towarowego należy uznać także umieszczenie go jako domeny internetowej lub platformy transakcyjnej przedsiębiorcy uprawnionego do używania znaku towarowego - zauważył w uzasadnieniu wyroku arbiter Piotr Nowaczyk. - Rejestracja domeny z oznaczeniem, którym inna osoba posługuje się jako znakiem towarowym i którym oznacza swe produkty, jest niedopuszczalna. Stanowi czyn nieuczciwej konkurencji, gdyż może wprowadzić nabywców w błąd co do pochodzenia towarów - dodał (sygn.17/06/PA).

Sławomir Wikariak
Pełne uzasadnienie wyroku można znaleźć w serwisie internetowym "Rz": http://www.rzeczpospolita.pl/prawo/doc/Orzecznictwo/SP/w_17_06_pa.pdf
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
PRAWO KOMPUTEROWE Klienci mogli trafiać do innego sklepu
« Odpowiedź #10 dnia: Marzec 10, 2007, 04:59:44 pm »
Nie wystarczy dodać "e" do domeny internetowej

Domena internetowa nie może być łudząco podobna do innej, zarejestrowanej wcześniej. Dodanie samej litery "e" do cudzej domeny wprowadza w błąd klientów.

Dwie kobiety używały od 2001 r. zarejestrowanej przez siebie domeny: intymna.pl. Uruchomiły pod tym adresem sklep internetowy z wysyłkową sprzedażą bielizny.

W 2005 r. inny przedsiębiorca zarejestrował domenę: e-intymna. pl. Klienci, którzy wpisali ten adres, trafiali do jego sklepu, w którym również sprzedawał bieliznę. Właścicielki pierwszej z domen uznały, że ich konkurent podszywa się pod nie. Dlatego skierowały sprawę do Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych, który działa przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji.

W pozwie dowodziły, że przeznaczają niemałe sumy na promocję sklepu intymna. pl, dlatego ma on już renomę. Przedstawiły wyniki rankingów prowadzonych przez branżowe pisma. Już od 2005 r. ich sklep plasował się na wysokich pozycjach.

Według kobiet przedsiębiorca, który zarejestrował domenę e-intymna.pl, chciał wykorzystać ich renomę. Liczył na to, że klienci nie zwrócą uwagi na drobną różnicę w nazwie i w ten sposób trafią do jego sklepu. Tak się zresztą zdarzyło. Z korespondencji e-mailowej z jedną klientek wynikało, że zmyliło ją podobieństwo domen.

Zdaniem pozwanego "świadomy użytkownik Internetu nie jest wstanie pomylić domen", a "jednostkowe przypadki pomylenia stron wyniknęły z niedopatrzenia lub roztargnienia klientek". Zwracał też uwagę na oprawy graficzne obu sklepów. Nie mają cech wspólnych, a tym samym trudno je pomylić. Pozwany podkreślił również, że słowo "intymna" jest powszechnie używane w języku polskim i nie powinno być zawłaszczane przez jeden tylko sklep.

Argumenty te nie przekonały arbitra rozstrzygającego spór. Uznał on rejestrację domeny e-intymna. pl za czyn nieuczciwej konkurencji.

- Sporna domena jest łudząco podobna do domeny intymna.pl. W warunkach obrotu internetowego dodatek w domenie "e" lub "e-" do istniejącej firmy, marki lub innego oznaczenia ma tylko podkreślać, że chodzi o handel za pośrednictwem sieci - uzasadnił wyrok Szymon Gogulski.

Zwrócił on uwagę, że sklep pozwanego oferował te same produkty.

- Istniało ryzyko wprowadzenia klientów w błąd co do tożsamości przedsiębiorstwa pozwanego - zaznaczył arbiter.

Uznał on, że "intymna" nie jest słowem, które klienci mogliby wpisywać w różnych kombinacjach adresów internetowych, poszukując sklepów z bielizną (sygn. 15/06/PA).

Uzasadnienie wyroku można znaleźć w serwisie internetowym "Rz":
www.rzeczpospolita.pl/prawo/doc/Orzecznictwo/SP/w_15_06_pa.pdf

Sławomir Wikariak

Jak walczyć o domeny

Działający przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych rozstrzyga spory dużo szybciej niż sądy cywilne. Pozwany może, co prawda, nie zgodzić się na rozprawę, ale wówczas sporna domena zostaje zablokowana, a po sześciu miesiącach umowa o jej rejestrację - rozwiązana. Wyrok sądu polubownego nabiera mocy, gdy sąd powszechny stwierdzi jego skuteczność lub wykonalność.

Więcej informacji o procedurach i działaniu sądu można znaleźć na stronach internetowych:
www.piit.org.pl
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #11 dnia: Maj 18, 2007, 08:54:35 am »
Sto tysięcy złotych kary za rozsyłanie spamu

Użytkownicy Internetu, którzy dostają niechciane informacje, będą mogli zgłosić to swojemu dostawcy usług albo urzędnikom. Otrzymają pomoc w walce ze spamem

§ PROJEKT

Obecnie spamerzy są w praktyce bezkarni. Z okresowych badań prowadzonych przez firmy Webroot i F-secure wynika, że Polska jest na piątym miejscu w rankingu państw-źródeł dystrybucji spamu.


Duży problem, małe kary

Dane Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji przytoczone w uzasadnieniu projektu nowelizacji prawa telekomunikacyjnego pokazują jednak, że w ciągu ostatnich trzech lat policja wszczęła tylko 71 postępowań przeciwko spammerom. Skierowaniem spraw do sądów zakończyły się 53 przypadki, a mandatami dwa.

-Mało osób występuje ze skargami na to, że otrzymują spam. Ponadto sprawy takie są często umarzane ze względu na małą szkodliwość społeczną -mówi Justyna Kurek, ekspert z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.


Urzędnicy pomogą

Dobrym rozwiązaniem będzie stworzenie specjalnej komórki zbierającej skargi (tzw. spam-box). - Pozwoli to skupić się na zwalczaniu najbardziej uciążliwych spamerów. Wtedy łatwiej ocenić, czy niechciane e-maile to pojedyncze przypadki czy istny zalew -zaznacza Justyna Kurek.

Projekt przewiduje, że antyspamowa komórka powstanie w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej, zgodnie zresztą z propozycją tamtejszych urzędników.

- Musielibyśmy zatrudnić dodatkowo kilka osób mających odpowiednią wiedzę techniczną. Nie powinno to być większym problemem -zaznacza Jacek Strzałkowski, rzecznik UKE. Urząd będzie też nakładał kary finansowe na wysyłających niezamówione informacje - minimalna kwota kary to 100 zł. Postępowanie o ukaranie będzie się toczyło według procedur zawartych w kodeksie postępowania administracyjnego, a nie, jak dotychczas, w trybie przewidzianym dla wykroczeń. Ma to usprawnić karanie.

Punkty przyjmowania skarg od klientów muszą też stworzyć dostawcy Internetu. Firmy te będą również musiały monitorować sieć i wykrywać spammerów wśród swoich klientów. Wielu z nich nie jest w ogóle świadomych, że coś rozsyłają - spamerzy wykorzystują ich niedostatecznie zabezpieczony sprzęt (tzw. komputery-zombie). Dlatego projektowane przepisy mają zobowiązać dostawców Internetu do świadczenia swoim użytkownikom pomocy technicznej w celu ochrony przed spamem. Jeżeli użytkownik w ciągu dwóch dni nie dostosuje się do zaleceń, dostawca mógłby zawiesić świadczenie usług. Dostawcy usług internetowych będą też musieli ściśle współpracować z UKE.

Dostawcy obiecują, że dostosują się do nowych regulacji, gdy wejdą one wżycie.

- Mamy wiele problemów ze spamem. Obniża on jakość transmisji i zapycha łącza, przenosi wirusy - deklaruje Włodzimierz Zieliński, członek zarządu Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej.


Klient pod ochroną

Jeśli wysyłający uzyska wcześniej zgodę klienta na otrzymanie przez niego informacji handlowej, charytatywnej, ideologicznej lub politycznej, to ma prawo ją przesłać, ale tylko pod warunkiem, że zawiera oznaczenie wysyłającego i jego adres korespondencyjny oraz informacje o możliwości i sposobie odwołania zgody. Ciężar dowodu, że odbiorca zgodził się na otrzymanie informacji, będzie jednak spoczywał na wysyłającym.

http://www.rp.pl/prawo/projekty
Michał Kosiarski




TAK JEST

zakazane jest przesyłanie nie- zamówionej informacji handlowej np. e-mailem, przez telefon, SMS i MMS,

 część firm telekomunikacyjnych dobrowolnie tworzy komórki przyjmujące zgłoszenia klientów o otrzymywanym spamie,


brakuje przepisów z obowiązujących dostawców do pomocy przy likwidowaniu źródeł wysyłania spamu,

rozsyłanie spamu ściga się na wniosek pokrzywdzonego

TAK MA BYĆ

zakaz będzie dotyczył też informacji rozrywkowej, charytatywnej, ideologicznej, politycznej,

każdy dostawca Internetu będzie musiał mieć punkt skarg na spam,

dostawcy będą zobowiązani do wykrywania źródeł wysyłania spamu (również przez nieświadomych użytkowników, którym zainstalowano bez ich wiedzy specjalne oprogramowanie, tzw. malware),

spamowanie będzie ścigane z urzędu, a prezes UKE będzie na spamerów nakładał kary finansowe (od 100 zł do nawet 100 tys. zł)



Firmy i społecznicy rzadziej zareklamują się e-mailem

Przedsiębiorcom trudniej będzie się reklamować za pomocą e-maili i esemesów. Także organizacje społeczne i charytatywne mogą mieć problemy z rozsyłaniem tymi drogami próśb o wsparcie

§ PROJEKT

Wszystko przez projektowane nowe przepisy antyspamowe. Z badań firmy Symantec wynika, że na całym świecie aż 59 proc. poczty elektronicznej to spam. Problem dotyczy też Polski. -Trzeba znaleźć rozsądny kompromis między wolnością słowa a prawem do prywatności -uważa Piotr Waglowski, autor książki "Prawo Internetu".


Eksperci: to rewolucja

Dlatego Ministerstwo Transportu przygotowało nowelizację prawa telekomunikacyjnego, w którym będzie cały rozdział przeciwspamowy zamiast przepisów rozrzuconych teraz po kilku ustawach.

Projekt traktuje jako spam nie tylko niechciane informacje komercyjne, ale też charytatywne, a nawet polityczne.

- Dyrektywy unijne, które powinniśmy wdrożyć, nie idą aż tak daleko -mówi zajmujący się tą problematyką Michał Miłosz z Uniwersytetu Gdańskiego. - Teraz trudno np. natrętne telefony z agitacją przedwyborczą zakwalifikować jako marketing bezpośredni, bo nie można tego uznać za oferowanie jakiejś usługi. Dlatego musieliśmy umorzyć postępowanie, które prowadziliśmy w takiej sprawie -podkreśla Jacek Strzałkowski, rzecznik Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Nowe przepisy mogą jednak skomplikować działalność społeczną i charytatywną. Gdy np. przed rozliczeniami PIT dostaniemy reklamę jakiejś organizacji pożytku publicznego zachęcającą do przekazania jej 1 proc. naszego podatku, to -jeśli wcześniej nie zgodziliśmy się na otrzymywanie takich informacji -dojdzie do złamania prawa. Rozsyłanie spamu, zlecanie jego rozsyłania lub czerpanie z tego korzyści będzie zagrożone karą finansową - minimum 100 zł, ale w drastycznych przypadkach trzeba będzie zapłacić 100 tys. zł.


Dowcipy nadal będą krążyć

Nowe regulacje nie zakażą natomiast przesyłania np. dowcipów swoim znajomym. Osoby fizyczne będą też mogły nawzajem wysyłać sobie e-maile (nawet te z informacjami niezamawianymi), jeśli zrobią to w celu, który nawet pośrednio nie jest związany z ich działalnością zarobkową. Gdy więc ktoś z rodziny prześle nam e-mail z reklamą, jaką sam dostał, to nie będzie to złamanie prawa.

Michał Kosiarski



Marcin Dadel
członek Rady Działalności Pożytku Publicznego z ramienia organizacji pozarządowych

Myślę, że zamysłem ustawodawcy nie było ograniczenie działalności organizacji pożytku publicznego. Nie zauważyłem, aby moja skrzynka w kwietniu była zarzucana wieloma e-mailami z OPP z prośbą o wsparcie. Warto byłoby natomiast kontrolować, czy otrzymywane e-mailem prośby, np. o wsparcie finansowe operacji dziecka, są uzasadnione, a nie są akcją oszustów. Projektowany przepis trzeba byłoby więc przeredagować i skupić się na walce z rzeczywistymi spamerami.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #12 dnia: Maj 22, 2007, 11:18:42 am »
Groźba pięciu lat więzienia za blokowanie komputerów

Haker za uniemożliwianie dostępu do witryn internetowych będzie mógł dostać nawet pięć lat więzienia - proponuje Ministerstwo Sprawiedliwości w projekcie nowelizacji kodeksu karnego

Pod koniec ubiegłego tygodnia hakerzy przypuścili dwa zuchwałe ataki na publiczny serwer policji. Mechanizm działania był taki sam jak w wypadku ataku rosyjskich hakerów na publiczne serwery Estonii. Podobne były też efekty. W piątkową noc policyjna witryna stała się na kilka godzin nieosiągalna dla internautów.


Hakerzy wiedzą, co im grozi

Sprawa ta jeszcze raz pokazała, jak zużyciem prostych narzędzi informatycznych można sparaliżować pracę najważniejszych instytucji państwowych. Co gorsza - bezkarnie.

Na tak zuchwały atak hakerzy mogli sobie pozwolić, gdyż polskie przepisy w sposób mało precyzyjny regulują akty tzw. sabotażu komputerowego. - Prawo karne nie przewiduje sankcji, jeżeli taki atak nie wyrządził żadnych szkód, ale spowodował jedynie chwilowe utrudnienia w dostępie do strony internetowej -mówi Sławomir Różycki z Wydziału Informacyjnego Ministerstwa Sprawiedliwości.

Niestety, to chwilowe utrudnienie w sytuacjach nadzwyczajnych, np. klęsk żywiołowych czy zagrożenia terrorystycznego, może mieć nieobliczalne skutki. Dlatego też Ministerstwo Sprawiedliwości zamierza to zmienić.


Pomysł, który podoba się policji

Projekt nowelizacji kodeksu karnego, który w najbliższych tygodniach trafi do Sejmu, zaostrza przepisy w tej sprawie. W rezultacie karą do pięciu lat więzienia zagrożone będzie samo celowe utrudnianie dostępu do witryny internetowej, nawet jeżeli spowoduje wyłącznie wydłużenie czasu wejścia użytkownika na zaatakowaną stronę.

Pomysł podoba się policji. - To dobra zmiana, gdyż obowiązujące przepisy pozwalały ścigać tego rodzaju ataki tylko w sytuacji, w której powodowały one istotne zakłócenie pracy systemu informatycznego - mówi komisarz Zbigniew Urbański z Komendy Głównej Policji. Dodaje, że rodziło to trudności interpretacyjne, gdyż trudno było uznać za istotne zakłócenie np. 30-minutowe zablokowanie dostępu do witryny. W efekcie, mimo że jest to jedno z najczęstszych przestępstw popełnianych przez hakerów, policja otrzymywała bardzo niewiele zawiadomień o nich.


Zmiany wymusza Unia

Część zmian w projektowanym kodeksie karnym wymusza na Polsce prawo wspólnotowe, w szczególności decyzja ramowa 2005/222/WSiSW z 24 lutego 2005 r. w sprawie ataków na systemy informatyczne.

- Dzięki tym zmianom poszerzy się katalog czynów, które mimo że były szkodliwe, nie zostały dotąd objęte kontrolą prawną - mówi Różycki. Chodzi m.in. o nielegalne podłączanie się do bezprzewodowych sieci telekomunikacyjnych, o którym polskie prawo milczało. Karane ma być również nie tylko nielegalne uzyskanie informacji z systemu, ale również sam dostęp do nich.

TOMASZ PIETRYGA


Co zmieni się w kodeksie karnym

TAK JEST     TAK BĘDZIE

■ za istotne zakłócanie pracy systemu komputerowego grozi do pięciu lat więzienia
■ za czasowe blokowanie sieci komputerowej grozi do pięciu lat więzienia

■ przestępstwem jest nielegalne podłączenie się do przewodu przenoszącego informacje
■ przestępstwem jest również nielegalne podłączenie się do sieci bezprzewodowej

■ karane jest złamanie zabezpieczeń komputera
■ karane jest obejście zabezpieczeń komputerowych

■ karane jest nielegalne uzyskanie informacji z systemu
■ karane jest uzyskanie nielegalnego dostępu do informacji


Prawu trudno nadążyć za Internetem

W ściganiu przestępczości internetowej przeszkadza nie tylko nieustający postęp technologiczny. Utrudnia je również nieprecyzyjne prawo, które cyberprzestępcy z łatwością omijają


Ataki hakerów na serwery instytucji publicznych czy też włamania do komputerów to niejedyny problem, z którym coraz trudniej radzą sobie organy ścigania. Wbrew ustawowym zakazom rośnie liczba usług świadczonych przez Internet: handel środkami farmaceutycznymi i alkoholem, gry hazardowe.


Przestępcy ukryci w rajach

Mimo licznych zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa policjanci i prokuratorzy pozostają bezradni. Firmy działające w Internecie bardzo precyzyjnie wykorzystują nieścisłości polskiego prawa lub prowadzą działalność z odległych krajów, uznawanych za raje podatkowe. Tak jest w wypadku tzw. e-hazardu. W sieci działa co najmniej kilkanaście polskojęzycznych serwerów oferujących zakłady bukmacherskie, ruletkę czy internetowego pokera. Konsekwencje dla budżetu są dotkliwe, gdyż ani organizatorzy tego typu gier, ani ich uczestnicy nie uiszczają podatków od wygranych.


Leki i alkohol poza prawem

W Internecie bez przeszkód rozwija się też nielegalna sprzedaż leków. W ostatnich pięciu latach odkryto 170 leków sprzedawanych z pominięciem obowiązkowej drogi badań i rejestracji. Wśród nich najczęściej proponowano hormony wzrostu oraz środki dla kulturystów.

Podobnie nieosiągalna dla organów ścigania jest transgraniczna sprzedaż napojów alkoholowych i papierosów. Alkohole wysokoprocentowe, które oferują sklepy internetowe w Niemczech, są nawet o połowę tańsze. Jest to możliwe dzięki niższym stawkomakcyzowym, jakie obowiązują w tym kraju.


Potrzebne zmiany kodeksowe


Zdaniem ekspertów gwałtowny wzrost przestępczości komputerowej wymusza potrzebę gruntownych zmian prawa. - Tak jak klasyczna kradzież z włamaniem jest przedmiotem dyspozycji i sankcji określonej w kodeksie karnym, tak również internetowa kradzież z włamaniem do cudzych zasobów umieszczonych w pamięci komputera powinna być napiętnowana w kodeksie - mówi Wojciech Jędrzyński, radca prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy. Dodaje, że polski kodeks karny z 1997 r. tylko częściowo określa przestępstwa internetowe i kary za ich popełnienie. Tymczasem powszechność i wielkość szkód wyrządzanych przez przestępców w Internecie pokazuje, że konieczne jest zebranie wszystkich możliwych typów przestępstw internetowych w jednym rozdziale kodeksu karnego.

Obecnie przepisy te rozrzucone są w kilku rozdziałach kodeksu, co utrudnia ich stosowanie.

TOMASZ PIETRYGA


Tylko 19
Tyle zgłoszeń dotyczących włamań do komputerów zanotowała w 2006 roku policja
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #13 dnia: Czerwiec 09, 2007, 09:09:47 pm »
Jakie prawa i obowiązki mają osoby korzystające z internetu

Korzystanie z internetu wiąże się z przestrzeganiem określonych w przepisach zasad. Na pytania z tym związane, w trakcie redakcyjnego dyżuru telefonicznego, odpowiadał Michał Herde, ekspert z Federacji Konsumentów.

Czy można odstąpić od umowy


Kupiłem w ramach aukcji internetowej (bez licytacji) narty od osoby prowadzącej działalność gospodarczą w zakresie ich importu i sprzedaży. Kiedy je obejrzałem w domu, okazało się, że nie spełniają one kilku warunków, które są dla mnie istotne. Czy można odstąpić od umowy dotyczącej tego zakupu?

Tak W przypadku zakupów w internecie dużo zależy od tego, czy ten zakup odbył się w drodze licytacji. Jeśli bowiem licytacja nie miała miejsca, to mają zastosowanie przepisy dotyczące zakupów na odległość, które przewidują dziesięciodniowy termin na odstąpienie od umowy. Liczy się go od momentu otrzymania zakupionego towaru. Z tego rodzaju uprawnienia można skorzystać bez podawania przyczyn. Istotne jest, by rezygnacja została złożona w formie pisemnego oświadczenia. Należy je wysłać sprzedawcy listem poleconym. Potwierdzenie nadania będzie dowodem na odstąpienie w przewidzianym w przepisach dziesięciodniowym terminie. Osoba rezygnująca z zakupów musi liczyć się z poniesieniem kosztu przesyłki zawierającej odsyłany do sklepu internetowego towar. Sprzedawca powinien zwrócić zapłaconą należność w ciągu 14 dni od otrzymania oświadczenia o odstąpieniu. Jeśli tak się nie stanie, konsument będzie mógł dodatkowo domagać się zapłaty ustawowych odsetek naliczanych od dnia upływu czternastodniowego terminu.

Podstawa prawna


■ Art. 7 ust. 1 w zw. z art. 10 ust. 1 ustawy z 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (Dz.U. nr 22, poz. 271 z późn. zm.).

Czy trzeba płacić część abonamentu

Mam zamiar podpisać umowę dotyczącą korzystania z internetu. W jej treści zauważyłem zapis mówiący o tym, że mogę czasowo zawiesić korzystanie z sieci, jednak za ten czas i tak trzeba zapłacić jedną trzecią wartości abonamentu. Czy muszę zaakceptować takie rozwiązanie?

Tak Zastosowanie tego rodzaju rozwiązania jest zgodne z przepisami. Jest tak dlatego, że nawet jeśli czytelnik zawiesi korzystanie z dostępu do internetu, to operator sieci przez ten czas musi ponosić koszty związane z utrzymaniem infrastruktury. Dostawca internetu może więc oczekiwać zapłaty części abonamentu za te miesiące, w których nie świadczy usług.

Podstawa prawna


■ Regulamin świadczenia usług telekomunikacyjnych.

Czy licytacja wyklucza rezygnację z umowy

Zdecydowałem się na zakup namiotu w ramach licytacji w internecie. Po obejrzeniu go w domu stwierdziłem, że wolałbym inny. Chciałem odstąpić od umowy przed upływem dziesięciu dni od otrzymania namiotu, jednak przedstawiciel sklepu internetowego powiedział mi, że jest to niemożliwe. Czy to jest zgodne z prawem?

Tak Osoby, które zdecydowały się na wzięcie udziału w licytacji i w rezultacie kupiły określony towar, nie mogą liczyć na tego typu ochronę wynikającą z przepisów dotyczących sprzedaży na odległość. W ich przypadku nie mają one zastosowania. W związku z tym nie mogą odstąpić od umowy i zwrócić kupionych na licytacji towarów po ich obejrzeniu do domu. Można więc stwierdzić, że kupowanie w ramach licytacji oznacza dla konsumentów znacznie większe ryzyko, chociaż są oni objęci ochroną określoną w innych przepisach (np. o odpowiedzialności sprzedawcy za niezgodność towaru z umową).

Podstawa prawna

■ Art. 16 ust. 1 pkt 10 ustawy z 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (Dz.U. nr 22, poz. 271 z późn. zm.).

Czy najpierw operator powinien wysłać upomnienie

Na początku marca wyjechałem za granicę. Wróciłem dopiero kilka dni temu i okazało się, że mam odcięty dostęp do internetu. Przejrzałem korespondencję i nie zauważyłem upomnienia w sprawie niezapłaconej opłaty abonamentowej. W biurze obsługi klienta powiedziano mi, że mam zapłacić zaległe opłaty z odsetkami i uregulować należność za ponowne podłączenie. Wydaje mi się, że operator powinien najpierw poinformować mnie o zaległościach. Czy mam rację?

Tak Rzeczywiście dostawca internetu przed odcięciem dostępu do sieci powinien wysłać upomnienie wskazujące kwotę zaległości i termin, w jakim należy ją uregulować.

Dopiero gdy klient nie ureguluje jej w tym terminie, można zastosować zasady wynikające z prawa cywilnego. Zgodnie z nimi, jeżeli dłużnik opóźnia się ze spełnieniem świadczenia pieniężnego, wierzyciel może żądać odsetek za czas opóźnienia, chociażby nie poniósł żadnej szkody i chociażby opóźnienie było następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi. W przypadku gdy stopa odsetek za opóźnienie nie była z góry oznaczona, należą się odsetki ustawowe. Jednakże gdy wierzytelność jest oprocentowana według stopy wyższej niż stopa ustawowa, wierzyciel może żądać odsetek za opóźnienie według tej wyższej stopy. W razie zwłoki dłużnika wierzyciel może oprócz tego żądać naprawienia szkody na zasadach ogólnych. Dotyczy to jednak tylko takich sytuacji, gdy miało miejsce wyrządzenie szkody. W omawianym przypadku nie można o niej mówić, dlatego opłaty za ponowne podłączenie do internetu nie można traktować w tych kategoriach. Wszystko wskazuje na to, że należy ją rozpatrywać jako bezprawne uzyskanie dodatkowej korzyści. Nawet jeśli w umowie dotyczącej korzystania z sieci internetowej znalazł się zapis przewidujący takie świadczenie, to stanowi on zakazaną klauzulę umowną i nasz czytelnik nie musi go respektować.

Podstawa prawna

■ Art. 101 ust. 4 ustawy z 16 lipca 2004 r. Prawo telekomunikacyjne (Dz.U. nr 171, poz. 1800 z późn. zm.).

Czy dziesięciodniowy termin nie zawsze ma zastosowanie

Kupiłem w internecie komputer od osoby nieprowadzącej żadnej działalności gospodarczej. Okazało się jednak, że mogę kupić od kogoś innego taniej komputer lepszej jakości. Dlatego chciałem odstąpić od umowy z zachowaniem dziesięciodniowego terminu. W odpowiedzi sprzedający poinformował mnie, że nie przyjmuje tego oświadczenia i że w ogóle ze względu na to, że on nie prowadzi działalności gospodarczej, to ja nie mogę zrezygnować z umowy. Czy ma on rację?

Tak Osoba, od której kupił pan komputer w ramach aukcji internetowej, ma rację, twierdząc, że w tym przypadku nie ma zastosowania przepis dotyczący odstępowania od umów zawartych na odległość. Odstąpienie od umowy z zachowaniem dziesięciodniowego terminu dotyczy tylko tych sytuacji, kiedy stronami umowy są tak zwany konsument i przedsiębiorca. Dla wyjaśnienia warto dodać, że za konsumenta uważa się osobę fizyczną dokonującą czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową. W przypadku gdy zarówno kupujący, jak i sprzedający są konsumentami, to przepisy o odstąpieniu od umowy zawartej na odległość nie mają zastosowania. Podobnie jest w sytuacji, gdy obie strony są przedsiębiorcami.

Podstawa prawna

■ Art. 6 ust. 1 ustawy z 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (Dz.U. nr 22, poz. 271 z późn. zm.).

■ Art. 221 ustawy z 16 kwietnia 1964 r. - Kodeks cywilny (Dz.U. nr 16, poz. 93 ze zm.).
 MONIKA BURZYŃSKA
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #14 dnia: Czerwiec 09, 2007, 09:14:32 pm »
KONSUMENCI Operatorzy na rynku usług internetowych

Jak skutecznie wypowiedzieć umowę o świadczenie usług internetowych

Każdą umowę o świadczenie usług internetowych można wypowiedzieć pod warunkiem zachowania wymogów przewidzianych w niej lub w dołączonym do niej regulaminie.

Aby zmienić operatora, należy z dotychczasowym rozwiązać umowę o świadczenie usług, a następnie wybrać nowego i zawrzeć z nim bardziej korzystną dla siebie umowę.

Każda umowa o świadczenie usług internetowych określa warunki korzystania z nich oraz obowiązki i uprawnienia obu stron umowy. Istotną częścią umowy są przepisy dotyczące sposobu rozwiązania jej przed upływem terminu, na który została zawarta. Powinny określać możliwość i termin, a także długość okresu wypowiedzenia umowy.

Nie wszystkie postanowienia umowy o świadczenie usług internetowych zawieranej z konsumentem muszą być z nim uzgodnione indywidualnie. Operatorzy najczęściej do dosyć krótkiej umowy zawieranej z przyszłym odbiorcą usług internetowych dołączają ustalony przez siebie regulamin albo ogólne warunki umów bądź zawierają umowę, wykorzystując ustalony przez siebie wzorzec umowy.

Przed zawarciem umowy

Zanim przyszły abonent, czyli osoba, na rzecz której świadczona będzie usługa internetowa na podstawie umowy, przystąpi do zawarcia jej z operatorem, powinien dokładnie zapoznać się nie tylko z treścią umowy, lecz również z regulaminem, ogólnymi warunkami umów, a także z wzorem umowy, jeżeli jest on stosowany. Warto dokładnie poznać nie tylko warunki korzystania przez abonenta z tych usług, ale również warunki, jakie musi spełnić, rezygnując z usług świadczonych przez tego operatora jeszcze przed upływem terminu, na który umowa została zawarta.

Trzeba przy tym pamiętać, że przyczyną rezygnacji wcale nie musi być niewywiązywanie się z warunków umowy przez operatora. Abonent ma prawo wypowiedzieć umowę, ponieważ chce zmienić operatora, na przykład wówczas, gdy na rynku pojawił się nowy operator oferujący - jego zdaniem - korzystniejsze warunki korzystania z usług internetowych.

Informacje o tym, w jaki sposób rozwiązuje się wcześniej, jeszcze przed upływem terminu, umowę z operatorem najczęściej zawierają regulaminy lub ogólne warunki umów, które powinny zostać dołączone abonentowi przy zawarciu umowy. Ustalenia w nich zawarte wiążą abonenta tylko wówczas, gdy operator zachowa ten wymóg.

Zapoznając się z treścią regulaminu, wzorca umowy lub ogólnych warunków umów abonent musi zwrócić uwagę na to, czy nie zawierają niedozwolonych postanowień umownych, szczególnie dotyczących sposobu wcześniejszego rozwiązania umowy z operatorem. Niedozwolone postanowienia umowne zostały wyszczególnione w art. 3853 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. (Dz.U. nr 16, poz. 93 z późn. zm.). Przepis ten wyszczególnia 23 takie postanowienia.

Jak rozwiązać umowę

Każda umowa o świadczenie usługi może zostać rozwiązana przez każdą stronę z zachowaniem okresu wypowiedzenia albo przez abonenta ze skutkiem natychmiastowym. Wymogi, jakie powinny być przy tym spełnione, określa regulamin świadczenia usługi dołączony do umowy zawartej z operatorem.

Regulaminy wyszczególniają też dwa rodzaje umów o świadczenie usługi: zawieranych na czas nieokreślony oraz określony, a także przewidują, w jakich przypadkach umowa zawarta na czas określony zostanie automatycznie przedłużona na czas nieokreślony.

Regulamin świadczenia usługi Neostrada w par. 10 pkt 3 mówi, że umowa na czas określony będzie uważana za przedłużoną na czas nieokreślony wówczas, jeżeli abonent nie wyrazi innego oświadczenia woli co najmniej na 30 dni przed upływem okresu, na jaki została zawarta.

Natomiast par. 13 regulaminu przewiduje, że umowa na czas nieokreślony zawarta przez abonenta, który nie jest konsumentem, może zostać rozwiązana przez każdą ze stron w każdym czasie, pod warunkiem że zostanie zachowany miesięczny okres wypowiedzenia. Natomiast skutek takiej umowy będzie miał miejsce na koniec okresu rozliczeniowego.

Z kolei umowę zawartą na czas nieokreślony przez abonenta, który jest konsumentem, może on rozwiązać z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia ze skutkiem na koniec okresu rozliczeniowego.

Wypowiadając umowę na zasadach tutaj określonych, z zachowaniem okresu wypowiedzenia, abonent nie musi uzasadniać, dlaczego to robi. W ten sposób jednak nie może rozwiązać umowy zawartej na czas określony.

Natomiast ze skutkiem natychmiastowym, bez żadnego okresu wypowiedzenia, abonent może rozwiązać umowę zawartą na czas określony albo nieokreślony. Wprawdzie nie wiążą go żadne terminy i nie musi przestrzegać okresu wypowiedzenia, to jednak musi podać przyczynę rozwiązania umowy. Przyczyna musi być konkretna i być ujęta w regulaminie.

Abonent ze skutkiem natychmiastowym może rozwiązać umowę wówczas, gdy z przyczyn leżących po stronie Telekomunikacji Polskiej nie mógł korzystać z usługi w sposób ciągły przez 30 dni. Jeżeli udowodni ten fakt, to wówczas ma prawo rozwiązać umowę w okresie do ostatniego dnia pełnego okresu rozliczeniowego następującego po zakończeniu okresu, w którym usługa nie działa.

Inną przyczyną uzasadniającą taki sposób rozwiązania umowy jest fakt, że Telekomunikacją Polska świadczy usługę w sposób niezgodny z umową.

Abonent, który chce rozwiązać umowę w określonych tutaj przypadkach, powinien złożyć na piśmie oświadczenie w tej sprawie w komórce organizacyjnej drugiej strony.

Netia, Orange Free

Natomiast regulamin Neti dopuszcza rozwiązanie lub zmianę umowy przez każdą ze stron. W tym celu abonent powinien wypowiedzieć umowę ze skutkiem na koniec okresu rozliczeniowego następującego po okresie rozliczeniowym, w którym zostało dokonane wypowiedzenie. Tym dniem jest dzień wpływu wypowiedzenia do operatora. Natomiast do daty rozwiązania umowy usługa świadczona jest na zasadach zapisanych wcześniej w umowie.

Abonent może też odstąpić od umowy wówczas, gdy nie zostało rozpoczęte świadczenie usług w ciągu 30 dni od daty określonej w umowie.


Z kolei operator Orange Free czas trwania umowy dzieli na dwa okresy: aktywny i pasywny. Z chwilą zawarcia jej zaczyna się okres aktywny. Gdyby zaś użytkownik nie uzyskał albo nie zwiększył limitu jednostek taryfowych, w okresie aktywnym rozpocznie się okres pasywny.

Ważne!

Abonent ma prawo wypowiedzieć umowę, ponieważ chce zmienić operatora, na przykład wówczas, gdy na rynku pojawił się nowy operator oferujący - jego zdaniem - korzystniejsze warunki korzystania z usług internetowych

GDY Z TELEFONU KOMÓRKOWEGO KORZYSTA DZIECKO

Dzieci w wieku od 13 do 18 lat mogą samodzielnie podpisywać umowy powszechnie zawierane w drobnych, bieżących sprawach życia codziennego. Natomiast w razie innych transakcji dzieci mogą zawierać umowy jedynie za zgodą przedstawiciela ustawowego. Gdyby więc dziecko nabyło wygaszacz ekranu lub dzwoniło na linię tylko dla dorosłych i złożyło tam zamówienie, to wówczas przyjmuje się, że takie zamówienie nie powinno być realizowane bez czytelnej zgody dorosłego.

Informacje o tym, że dzieci nie mogą zawierać umów, powinny być udostępnione w sposób dostatecznie jasny w obrocie oraz w warunkach umownych.

TP ROZWIĄZUJE UMOWĘ Z NATYCHMIASTOWYM SKUTKIEM

Umowę z abonentem ze skutkiem natychmiastowym może rozwiązać również Telekomunikacja Polska. Ma prawo zrobić to wówczas, gdy stwierdzi niewłaściwe wykonywanie przez abonenta postanowień regulaminu umowy lub cennika. Chodzi tu o takie przypadki, gdy abonent opóźnia się z regulowaniem opłat na rzecz Telekomunikacji Polskiej dłużej niż przez jeden okres rozliczeniowy, licząc od dnia płatności, który został określony w fakturze VAT, albo abonent nie wywiązuje się ze swoich obowiązków (np. udostępnia swoje hasło lub PIN osobom trzecim, prowadzi działania mogące powodować zakłócenia działania sieci internet, nie przestrzega treści regulaminu itd.), bądź abonent narusza przepisy prawa w związku z korzystaniem z usługi albo korzysta z hasła lub PIN, których nie uzyskał w procesie rejestracji.

TP ROZWIĄZUJE UMOWĘ ZA WYPOWIEDZENIEM

Z zachowaniem miesięcznego okresu wypowiedzenia, ze skutkiem na koniec okresu rozliczeniowego, TP może rozwiązać umowę z abonentem wówczas, gdy:

TP zaprzestała świadczenia usługi
TP nie ma możliwości świadczenia usługi ze względu na zaistniałe warunki techniczne.
SŁOWNIK

Abonent - podmiot, na rzecz którego świadczona jest usługa na podstawie umowy.

Okres rozliczeniowy - okres jednego miesiąca, będący podstawą rozliczenia należności abonenta, rozpoczynający się i kończący się we wskazanych na fakturze dniach miesiąca.

Opcja - wariant usług charakteryzujący się parametrami technicznymi, funkcjonalnymi oraz zakresem udogodnień towarzyszących określonym w cenniku.

Rejestracja - jednorazowa czynność polegająca na uzyskaniu parametrów technicznych niezbędnych do korzystania z usługi.

Konsument - osoba fizyczna, która wnioskuje o świadczenie usługi dostępu do sieci internet wraz z udogodnieniami towarzyszącymi lub korzystająca z usługi do celów niezwiązanych bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub wykonywaniem zawodu.

Login - jawny ciąg znaków alfanumerycznych konieczny do dokonania autoryzacji uzyskiwany przez abonenta podczas procesu rejestracji.

UsŁuga telefoniczna - usługa telekomunikacyjna dostępna dla ogółu użytkowników w stacjonarnej sieci telefonicznej, z wyłączeniem sieci cyfrowej z integracją usług (ISDN), w celu inicjowania i odbierania połączeń głosowych krajowych i międzynarodowych oraz uzyskania dostępu do służb ustawowo powołanych do niesienia pomocy, za pomocą numeru lub numerów ustalonych w krajowym lub międzynarodowym planie numeracji telefonicznej.

MAŁGORZATA PIASECKA-SOBKIEWICZ

malgorzata.piasecka@infor.pl

Podstawa prawna
 Art. 384-396 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. (Dz.U. nr 16, poz. 93 z późn. zm.) Kodeks cywilny.

■ Regulamin świadczenia usług Neostrada TP.

■ Regulamin świadczenia usług Netii.

■ Oferta Orange Free od 22 maja 2007 r.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #15 dnia: Czerwiec 20, 2007, 09:02:16 am »
Przedpłaty za transakcje w Internecie trzeba rejestrować


Jeżeli podatnik sprzedaje towary na aukcji internetowej i otrzymuje przedpłatę, powinien zewidencjonować transakcję w kasie fiskalnej od razu, gdy odpowiednia kwota wpłynie na jego konto bankowe


Takie stanowisko zajął naczelnik Pierwszego Urzędu Skarbowego Łódź-Górna w interpretacji wydanej podatnikowi prowadzącemu jednoosobową działalność gospodarczą polegającą m.in. na sprzedaży towarów na internetowej aukcji Allegro (sygn. III/443-60/05/06/WI).

Przedpłaty, które otrzymuje podatnik, trafiają na jego rachunek bankowy. Towary do klientów wysyła zaś w ciągu dwóch - trzech dni po otrzymaniu przedpłaty. Chciał się dowiedzieć, czy obrót powinien rejestrować w kasie fiskalnej w momencie wydania towaru czy wpływu pieniędzy na jego konto.

Sam uznał, że właściwe jest to drugie rozwiązanie, gdyż wtedy powstaje obowiązek podatkowy. Wyjaśniał, że towary oferowane na aukcji internetowej może kupić każdy zainteresowany. Płaci on cenę obowiązującą w danej chwili w formie przedpłaty. Należności wpływają na rachunek bankowy sprzedawcy trzy razy dziennie (od poniedziałku do piątku). Jeśli klient ma rachunek w tym samym banku co podatnik, to przedpłaty przekazywane są w trybie online, czyli w momencie dokonania zlecenia (o różnych porach dnia i nocy). Chcąc na bieżąco rejestrować wpływy, sprzedawca musiałby mieć włączony komputer przez 24 godziny i cały czas sprawdzać, czy otrzymał jakieś pieniądze.

Tymczasem ustawa o VAT zobowiązuje do stosowania kas rejestrujących, ale w żaden sposób nie precyzuje zasad wypełniania tego obowiązku. Przepisy nie odnoszą się do tego, w jakim momencie dana transakcja powinna być wykazana w ewidencji kasowej. Powszechnie zaś się przyjmuje, że jest to moment powstania obowiązku podatkowego. W przypadku sprzedaży na aukcji internetowej osobom fizycznym nieprowadzącym działalności gospodarczej moment ten to chwila wysyłki towarów do klienta.

Naczelnik łódzkiego urzędu przypomniał, że zgodnie z art. 19 ust. 1 ustawy o VAT obowiązek podatkowy, co do zasady, powstaje z chwilą wydania towaru lub wykonania usługi. Jeżeli jednak sprzedawca wcześniej otrzymał część należności, np. przedpłatę czy zaliczkę, to obowiązek podatkowy powstanie już w chwili ich otrzymania. Właśnie wtedy podatnik wystawiający towar na aukcji internetowej powinien zewidencjonować sprzedaż w kasie fiskalnej.

Anna Grabowska
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Prawo Internetu
« Odpowiedź #16 dnia: Lipiec 04, 2007, 10:42:21 pm »
Będzie mniej spamu

Za wysyłanie niezamówionych e-maili będą groziły surowe kary finansowe - przewiduje nowelizacja prawa telekomunikacyjnego, którą wczoraj przyjął rząd. Chodzi nie tylko o informacje reklamowe, ideologiczne, polityczne, rozrywkowe i charytatywne, które rozsyła się e-mailem, przez telefon lub faks. Za rozsyłanie spamu prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej będzie mógł nałożyć kary do 100 tys. zł. Powstanie też tzw. spambox, czyli punkt przyjmowania zgłoszeń o niechcianych e-mailach.

kos, Rz. 04.07.07 Nr 154
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Prawo Internetu
« Odpowiedź #17 dnia: Lipiec 17, 2007, 12:53:30 pm »
Unia chce podziału TP SA


Bruksela uważa, że ceny dostępu do sieci są wciąż za wysokie z powodu postawy monopolistów. Ma na to sposób - zamierza ułatwić władzom ich rozbijanie

Choć TPSA musiała już udostępnić swoje łącza konkurentom, dzięki czemu spadły ceny Internetu, to jednak zdaniem Brukseli ten rynek wciąż nie działa dobrze. Dlatego Komisja Europejska rozważa przyznanie narodowym regulatorom ostrzejszych uprawnień, którymi wymuszą dalsze potanienie sieci.

Takim pomysłem, jak się dowiedziała "Rz", jest m.in. obowiązkowy podział spółki dominującej. W przypadku Polski takiego podziału mógłby zażądać Urząd Komunikacji Elektronicznej. Bruksela rozważa przedstawienie tej propozycji w październiku. Wtedy opublikuje projekt nowych regulacji dla rynku telekomunikacyjnego i nowy katalog tzw. środków zaradczych, które mogą wykorzystywać krajowe urzędy, by zwiększać konkurencję.

Z naszych informacji wynika, że jednym z krajów, który budzi niepokój Komisji, jest właśnie Polska. Tylko co piąte gospodarstwo domowe w naszym kraju ma dostęp do szybkiego (tzw. szerokopasmowego) Internetu. A dla Komisji tania oferta w tej dziedzinie to podstawa konkurencyjnej gospodarki.

Obowiązkowe dzielenie dominującego operatora przyniosło efekty w Wielkiej Brytanii, gdzie ceny usług spadły.

- Jeszcze kilka lat temu Wielka Brytania miała jedne z najgorszych wskaźników, jeśli chodzi o dostęp do szybkiego Internetu. Dziś można ją porównywać z USA - mówi "Rz" Ilsa Godlovitsch z Europejskiego Stowarzyszenia Konkurencyjnej Telekomunikacji (ECTA). Zmiana nastąpiła w ciągu dwóch lat. Podobną opcję rozważają teraz Włochy, zastanawia się nad tym także szwedzki rząd.

Pomysł Brukseli nie podoba się operatorom dominującym. - Tak daleko idące sankcje nie mają związku z dzisiejszą konkurencyjną rzeczywistością. Zwiększą niepewność właśnie teraz, gdy branża telekomunikacyjna potrzebuje inwestycji -mówi "Rz" Michael Bartholomew, dyrektor ETNO, europejskiej organizacji, do której należy m.in. TPSA.

Rozwiązania rozważane przez Komisję Europejską weszłyby wżycie za dwa - trzy lata. Ale pozytywny sygnał ze strony Brukseli mógłby zachęcić polski rząd do wprowadzenia takich regulacji wcześniej. Tak jak robią to obecnie Włochy.

Propozycja Brukseli niekoniecznie musi oznaczać powołanie osobnych spółek. Na początek może wystarczyć wyraźne odseparowanie działu zajmującego się oferowaniem usług od tego, który odpowiada za sieć. - Między nimi byłby chiński mur -mówi nam ekspert telekomunikacyjny. I wtedy łatwo byłoby sprawdzić, czy dział odpowiadający za sieć udostępnia ją na dokładnie takich samych warunkach swojej spółce i konkurentom.

- Funkcjonalne rozdzielenie może się stać nowym instrumentem europejskiego prawa -powiedziała Viviane Reding, unijna komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego.


rzeczpospolita
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Prawo Internetu
« Odpowiedź #18 dnia: Sierpień 17, 2007, 12:24:10 am »
100 tys. zł kary za internetowy spam
 
Polska rozpoczyna walkę w internetowym spamem - donosi "Gazeta Prawna". Postępowanie przeciwko internautom rozsyłającym te śmiecie będzie wszczynane z urzędu przez prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, a na nadawców niechcianej korespondencji będą nakładane kary nawet do 100 tys. zł, a nie jak do tej pory do 5 tys. zł.

Działania te spowodowane są faktem, że Polska jest na trzecim miejscu wśród państw świata, z których pochodzi najwięcej internetowego spamu. Wyprzedzają nas tylko USA i Chiny. W 2006 roku na skrzynki mailowe internautów trafiło ok. 61 miliardów niechcianych wiadomości. Rok wcześniej była to liczba o połowę mniejsza.

Po raz pierwszy w polskim prawie mają się znaleźć obszerne regulacje antyspamowe. Przygotowane przez Ministerstwo Transportu propozycje zmian mają zagwarantować lepszą ochronę konsumentów przed nadużyciami ze strony dostawców usług telekomunikacyjnych. Pytanie tylko kiedy przejdą one procedurę sejmową. Na razie z danych dotyczących liczby postępowań wszczętych przeciwko nadawcom spamu wynika, że ani sami internauci, ani organy ścigania nie angażowały się w walkę ze spammingiem. W latach 2003-2006 policja wszczęła tylko 71 takich postępowań. W 53 przypadkach zakończyły się one złożeniem wniosku do sądów grodzkich o ukaranie sprawcy. W dwóch przypadkach sprawcy zostali ukarani mandatami.("Gazeta Prawna")

źródło
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Prawo Internetu
« Odpowiedź #19 dnia: Sierpień 22, 2007, 12:21:08 am »
Jak wygrać i nic nie zyskać, czyli zabawa w nieskończoność


Rosnąca rola Internetu jako wirtualnego rynku towarów i usług i źródła informacji o przedsiębiorcy i jego produkcie decydują o tym, jak ważny jest dostęp do domeny - uważają rzecznicy patentowi, specjalizujący się m.in. w sporach cywilnych o znaki towarowe, nieuczciwą konkurencję oraz domenę

Jest to prawda oczywista nie tylko dla właścicieli oznaczeń, ale także dla amatorów cudzych praw. Najczęściej rejestrują oni domeny identyczne lub podobne do cudzych oznaczeń po to, by wymusić później ich odkupienie. Jest to tzw. cybersquatting.

Łatwość, z jaką można obecnie zarejestrować domenę (i niskie koszty tego przedsięwzięcia), i opowieści o astronomicznych sumach, za które były odkupywane te najbardziej atrakcyjne, powodują, że cybersquatting kwitnie, a sporów dotyczących domen jest coraz więcej, także w Polsce. A przecież system odzyskiwania domen jest u nas w zasadzie sprawny, ich prawowici właściciele zaś z zasady nie wchodzą w negocjacje z cybersquatterami.

To regulamin jest zły

Od stycznia tego roku podmioty, które uważają, że ich prawa zostały naruszone wskutek zarejestrowania domeny.pl przez osobę trzecią, mają do wyboru już dwa sądy arbitrażowe - sąd przy Krajowej Izbie Gospodarczej oraz sąd przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji. Mimo to przedsiębiorcy są nadal narażeni na sztuczki cybersquatterów, gdyż problem z dochodzeniem praw przed sądami arbitrażowymi nie leży w ich ilości, ale w regulaminie NASK - czyli operatora krajowego rejestru nazw internetowych. Niestety, praktyka pokazuje, że regulamin NASK zawiera poważne luki, które skrzętnie wykorzystują cybersquatterzy.

W obu sądach polubownych postępowanie sporne w sprawie domen internetowych wygląda podobnie. Na wstępie strony mogą skorzystać z postępowania mediacyjnego. Statystyki sądu polubownego przy PIIT pokazują jednak, że jest raczej mało popularne, najprawdopodobniej dlatego, że brak sukcesu w postępowaniu mediacyjnym tylko przedłuża postępowanie o odzyskanie domeny przed sądem. Zdecydowana większość spraw od razu jest kierowana do arbitrażu.

Ustalona kolej rzeczy

Zgodnie z regulaminem powinno być tak: na samym wstępie powód wnosi do sądu polubownego opłacony wniosek informujący o zamiarze wszczęcia postępowania arbitrażowego. Strony dostają zapis na sąd polubowny, by wyraziły zgodę na wejście w spór. Jeżeli obie podpiszą zapis, sąd wzywa powoda do wniesienia pozwu w terminie 14 dni i do stosownej opłaty. Następnie sprawa zostaje przesłana do wyznaczonego przez strony arbitra, który po przeprowadzeniu postępowania wydaje wyrok. Taki proces może więc trwać ok. dwóch, trzech miesięcy. Jeżeli arbiter uzna racje pozwu, to domena, o którą toczy się spór, powinna być przeniesiona na powoda, niestety, dopiero gdy sąd cywilny stwierdzi wykonalność wyroku.

Wiele sporów nigdy jednak nie trafia do arbitra, gdyż pozwani nie podpisują zapisu na sąd polubowny. Zgodnie z regulaminem NASK sankcją za to jest uwolnienie spornej domeny, tj. automatyczny odbiór pozwanemu i zwrot do puli domen ogólnodostępnych do rejestracji. Wydawałoby się na pierwszy rzut oka, że taka sytuacja jest wysoce korzystna dla powoda. Niestety, nic bardziej mylnego.

Domena ciągle w grze


Domena trafia do puli powszechnie dostępnych, ale nie jest potem transferowana na powoda. Musi więc on rozpocząć swoiste polowanie na to, co próbował odzyskać w postępowaniu arbitrażowym. Nie wie jednak, kiedy nastąpi uwolnienie domeny, gdyż NASK nie informuje nikogo, kiedy zamierza ją przekazać do puli. Dlatego też powodowi pozostaje tylko codziennie monitorować dostępności domeny, by wyprzedzić innych potencjalnych chętnych (cybersquatterów) do jej zarejestrowania, w tym często właśnie pozwanego.

Zdarza się, że nie daje on za wygraną i próbuje sam lub przez osoby podstawione ponownie przejąć kontrolę nad domeną. Wierzy zapewne, że powód po nieudanej próbie odzyskania domeny na drodze sądowej zdecyduje się teraz zapłacić za jej przeniesienie.

Wydaje się więc, że obecny system tak naprawdę nie jest korzystny dla nikogo poza cybersquatterami. Podmioty, których prawa są naruszone, nie mają nigdy pewności, czy wobec braku zgody pozwanego na sąd polubowny domenę odzyskają. Może się przecież zdarzyć, że z wolnej puli przechwycą ją ten sam cybersquatter lub inna nieuczciwa osoba. Znane są przypadki, gdzie powód kilkakrotnie musiał wszczynać postępowanie o tę samą domenę.

A przecież skoro jeden podmiot zarzuca drugiemu cybersquatting, a ten unika sporu i wykazania swoich racji, to można słusznie założyć, że racja jest po stronie powoda i ma on prawo jako pierwszy się dowiedzieć o wypuszczeniu domeny do rejestracji i zarejestrować ją na swoją rzecz. Pozwalałoby to z jednej strony wyeliminować opisaną praktykę wielokrotnego przechwytywania domeny przez cybersquatterów i skończyć z wymuszaniem haraczu za transfer na prawowitego właściciela, a z drugiej strony nie szkodziłoby to interesom uczciwych osób trzecich w dostępie do domen.


rzeczpospolita
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Polski internet jest nielegalny
« Odpowiedź #20 dnia: Sierpień 31, 2007, 08:57:28 am »
Polski internet jest nielegalny

 29 sierpnia

Na mocy ostatniego postanowienia Sądu Najwyższego, właściciele stron internetowych będą musieli je zarejestrować. Jeśli tego nie uczynią, wówczas mogą być ścigani przez prokuraturę - donosi "Rzeczpospolita".

Sąd orzekł, że strony www muszą być rejestrowane na tych samych zasadach, co czasopisma papierowe. Obowiązek rejestracji ma dotyczyć zarówno dużych, profesjonalnych portali, jak i stron całkowicie amatorskich (np. ze zdjęciami rodzinnymi).


 Zgodnie z prawem prasowym treść publikacji nie wpływa na to, czy ma być uznana za prasę. Jeśli więc strona internetowa nie tworzy zamkniętej jednorodnej całości i jest aktualizowana co najmniej raz w roku, to jest prasą. Gdy nowe informacje pojawiają się na stronie częściej niż raz w tygodniu, to mamy do czynienia z dziennikiem, jeśli rzadziej, to z czasopismem. Zarówno jedno, jak i drugie trzeba zarejestrować- powiedział "Rzeczpospolitej" sędzia SN Jacek Sobczak.

W praktyce oznacza to, że większość polskich stron internetowych działa nielegalnie. Tylko duże serwisy o charakterze stricte dziennikarskim rejestrują się w sądzie. Obowiązkiem rejestracji nie przejmują się natomiast pasjonaci, którzy prowadzą amatorskie serwisy poświęcone np. muzyce, czy motoryzacji. Tym ostatnim za niedopełnienie wymogu rejestracji strony będzie na mocy nowych przepisów grozić teraz kara grzywny lub nawet pozbawienia wolności.

Co ciekawe, osoba prowadząca serwis www jest też zadaniem Sądu Najwyższego redaktorem naczelnym z wszystkimi wynikającymi z tego obowiązkami, m.in. obowiązkiem publikowania sprostowań i odpowiedzialnością za teksty, w tym wpisy internautów.

Źródło informacji: INTERIA.PL
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #21 dnia: Wrzesień 04, 2007, 06:16:29 pm »
>>>>Strony WWW do rejestracji, albo do prokuratora

maz, PAP2007-08-29

W internecie zamęt! Piszesz bloga, masz stronę ze zdjęciami dziecka, prowadzisz stronę stowarzyszenia miłośników kanarków lub własnej firmy? To znaczy, że prowadzisz czasopismo, które powinieneś zarejestrować w sądzie. Albo ryzykujesz wyrokiem
Cytuj
Wśród internautów coraz szybciej rozchodi się wieść o wyroku Sądu Najwyższego z 26 lipca. Sędziowie uznali, że jeśli informacje na stronie są aktualizowane częściej niż raz na rok, to witryna powinna być zarejestrowana w sądzie. I to niezależnie od tego, czy autorzy tworzą serwis informacyjny czy stronę hobbystyczną. Skąd wziął się ten wyrok?



Blogerzy zwierają szyki przeciw rejestracji stron WWW

Ewelina Zając2007-09-03,
 
Sąd nakazał internautom rejestrować prowadzone przez nich blogi. Oburzeni blogerzy szykują odpowiedź. Ogłosili pospolite ruszenie internetowe i sami tworzą projekt nowelizacji ustawy o prawie prasowym

- To postanowienie to absurd - mówi Błażej Kaczorowski z ruchu społecznego Partia Piratów. To on jest pomysłodawcą napisania nowelizacji ustawy o prawie prasowym w sieci. - Bo jak inaczej nazwać sytuację, kiedy zmusza się kilkanaście milionów ludzi, którzy tworzą prywatne strony WWW i blogi do prawnego zarejestrowania swojej działalności - wyjaśnia.

Przypomnijmy - w lipcu Sąd Najwyższy postanowił, że wszyscy autorzy regularnie uaktualnianych stron internetowych powinni je rejestrować w sądzie. Obecne prawo prasowe mówi bowiem, że jeśli strona internetowa aktualizowana jest przynajmniej raz w tygodniu, to serwis należy uznać za dziennik, a jeśli przynajmniej raz w roku - za czasopismo. Nikt go nie respektował, bo do tej pory nikt nie został oskarżony o jego złamanie. Dopiero sprawa Leszka Szymczaka, z serwisu GazetaBytowska.pl, który został oskarżony o prowadzenie serwisu bez rejestracji, wyciągnęła je na światło dzienne. I to też przypadkiem - organy ścigania zajęły się nim, ponieważ nie usunął z forum niepochlebnych komentarzy internautów na temat pewnego komornika. W przypadku braku rejestracji autorowi strony grozi grzywna, a nawet kara ograniczenia wolności.

W sieci zawrzało. "Zaczyna się! Cenzura nawet w internecie! Ja prowadzę cztery blogi i nie mam zamiaru tego nigdzie zgłaszać! Nie dajmy się, powiedzmy nie cenzurze!" napisał bloger o nicku Halva. - Ta ustawa ogranicza sferę wolnościową człowieka i dokonuje inwazji w jego życie prywatne - mówi Kaczorowski. - Jedną z podstawowych cech internetu jest bowiem jego anonimowość. Ludzie szczerze wypowiadają się na najróżniejsze tematy, bo wiedzą, że są anonimowi. Obowiązek rejestrowania stron i blogów wymusi podawanie nazwisk i adresów, a więc tą anonimowość w rażący sposób naruszy - dodaje.

Dlatego Partia Piratów chce zrobić wszystko, aby zmienić obecną ustawę. Założyła stronę, na której każdy może zaproponować swoje pomysły dotyczące nowelizacji ustawy. - Już zgłosiło się do mnie kilku prawników, którzy chcą nam pomóc - mówi Kaczorowski. Gotową obywatelską ustawę o prawie prasowym piraci złożą na ręce marszałka Sejmu. Jednak, aby marszałek rozpatrzył projekt, musi się pod nim podpisać co najmniej 100 tys. osób. - Internautów jest w Polsce kilkanaście milionów, jestem pewien, że z zebraniem podpisów nie będzie żadnych problemów - nie kryje optymizmu Błażej Kaczorowski.

- Ta inicjatywa jest bardzo słuszna i ma spore szanse na powodzenie. jednak tylko wtedy, gdy poprze go jakieś większe medium, np. gazeta albo portal - mówi specjalista od nowych mediów i bloger Krzysztof Urbanowicz. - Sam zapał internautów może bowiem nie wystarczyć, a całe to postanowienie dowodzi tylko, że Sąd Najwyższy nie ma zielonego pojęcia o strukturze internetu, i powinno trafić do galerii osobliwości jako absurd pierwszej klasy - podsumowuje.


Źródło: Metro
Cytuj
Dlatego Partia Piratów chce zrobić wszystko, aby zmienić obecną ustawę. Założyła stronę, na której każdy może zaproponować swoje pomysły dotyczące nowelizacji ustawy. -

strona
http://projekt-prawo-prasowe.wikidot.com/
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #22 dnia: Wrzesień 06, 2007, 08:15:43 am »
Strona www.sn.pl nie jest dziennikiem ani czasopismem


Postanowienie Sądu Najwyższego z 26 lipca 2007 r. (sygn.IVKK174/07) dotyczące rzekomo obowiązku rejestracji stron internetowych stało się przedmiotem żywego zainteresowania opinii publicznej i spowodowało zrozumiały niepokój wśród osób prowadzących takie strony.


Zrozumiały, bo gdyby rzeczywiście każda strona internetowa była gazetą lub czasopismem, to niezarejestrowanie jej byłoby przestępstwem z art. 45 prawa prasowego. Wprawdzie prowadzący te strony bez rejestracji byliby w dobranym gronie sprawców z prezydentem, premierem, ministrami, posłami, biskupami, pierwszym prezesem SN, prezesem Trybunałem Konstytucyjnego, prokuraturą i policją, ale zgodnie z prawem powinniśmy wówczas na siebie donieść i wzajemnie się pozamykać w więzieniu. Powstałby przy tym klasyczny problem poruszony przez Sławomira Mrożka w jego sztuce z 1958 r. "Policja. Dramat ze sfer żandarmeryjnych" (S. Mrożek: Dzieła zebrane, t. XII, wyd. "Noir sur Blanc", s. 51): "Czy policjant, który już aresztował osobę, z którą jednocześnie znajduje się wstanie wzajemnego aresztowania (...), może aresztować osobę trzecią, przez którą zresztą został już uprzednio aresztowany łącznie z tą pierwszą osobą, z którą go łączy pierwsze aresztowanie obopólne".

Ale żarty na bok. Sprawa jest poważna. I poważna informacja, którą mam obowiązek przekazać, brzmi: Sąd Najwyższy w składzie, który wydał wspomniane postanowienie, wcale nie twierdzi, że prowadzenie strony internetowej stanowi wydawanie gazety lub czasopisma. Twierdzi natomiast, że jeśli ktoś na swojej stronie internetowej wydaje dziennik lub czasopismo, to zobowiązany jest taki dziennik lub czasopismo zarejestrować. Jak słusznie twierdzi jeden z sędziów SN, który był w tej sprawie sprawozdawcą, Internet można porównać do papieru, bo oba są nośnikami informacji. Rozwijając tę myśl: Na papierze można wydrukować książkę, ulotkę, zaproszenie na ślub czy też się zwierzać wprowadzonym pamiętniku, ale można też wydrukować dziennik lub czasopismo -podobnie da się to zrobić w wersji internetowej. Tak więc, według omawianego postanowienia SN, obowiązek rejestracji jako dziennika lub czasopisma istnieje, jeżeli na stronie internetowej mamy do czynienia z wydawaniem prasy w jednej z tych dwóch postaci. Prawo prasowe, jak wynika nie tylko z nazwy ustawy, ale i z jej art.7 ust. 1, reguluje jedynie kwestie związane z prasową działalnością wydawniczą i dziennikarską. Dodajmy, że pojęcie prasy ma swoją definicję ustawową. Prasa według art. 7 ust.2 prawa prasowego z 1985 r. to "publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą". Według słownika języka polskiego słowo "periodyczny" oznacza "powtarzający się regularnie co pewien czas, okresowy, rytmiczny". Natomiast "periodyk" to "czasopismo o stałej nazwie i ciągłej numeracji, wydawane w określonych odstępach czasu, pismo periodyczne".

Jak widać, nieczęsto uda się znaleźć w Internecie witryny, które będą odpowiadały pojęciu publikacji periodycznych i do tego opatrzonych numerem bieżącym oraz datą (nawet te publikacje na stronach WWW, które najbardziej przypominają drukowany na papierze dziennik, nie mają stałego wydania z określonego dnia, przeciwnie podlegają zmianom i kształtowane są przez całą dobę), a w konsekwencji podlegać będą prawu prasowemu. To zresztą bardzo dobrze, bo w ten sposób nie nastąpi też nadmierne powiększenie grona dziennikarzy mających przecież specjalne uprawnienia przy uzyskiwaniu informacji związanych tajemnicą dziennikarską, a według ustawy lustracyjnej w wersji przed jej skontrolowaniem przez Trybunał Konstytucyjny podlegających lustracji. Wracając na koniec do tezy wyrażonej w tytule, chciałbym oświadczyć, że nie zamierzam się zwracać do warszawskiego Sądu Okręgowego o rejestrację strony internetowej Sądu Najwyższego, bo z przepisów ustawy taki obowiązek nie wynika.

Lech Gardocki


Rzeczpospolita 6.09.2007.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #23 dnia: Wrzesień 10, 2007, 09:01:15 am »
Oszuści z wirtualnego bazaru nie są bezkarni

Nawet drobne wyłudzenie na aukcji internetowej jest przestępstwem, które należy zgłosić policji. To podstawa skutecznej walki z tą plagą


Policja w całym kraju odnotowuje coraz więcej wyłudzeń dokonywanych podczas aukcji internetowych. Ofiarą oszustów padają głównie internauci, którzy nie sprawdzili wiarygodności osoby oferującej najczęściej po atrakcyjnej cenie upatrzony przedmiot. Tymczasem tego typu oszustwo to nic trudnego dla nieuczciwych użytkowników sieci.


Sieciowe pułapki
Gimnazjaliści z Braniewa, którzy dwa tygodnie temu zostali zatrzymani przez policję, dokonywali w sieci oszustw. Stosowany przez nich mechanizm wyłudzeń był bardzo prosty. Początkowo na swych kontach, później na kontach bezprawnie przejętych od innych internautów urządzali aukcje, sprzedając wirtualne pieniądze (tzw. karaty) wykorzystywane w grze sieciowej.

W jednej z kawiarenek internetowych w Siemianowicach śląscy policjanci zatrzymali 22-letnią kobietę i jej 24-letniego partnera podejrzanych o oszustwa przy sprzedaży telefonów komórkowych via Internet. Z ustaleń policji wynika, że przez trzy lata oferowali telefony, których nie mieli (wystawiali nie więcej niż dwa aparaty). Korzystali z ok.120 kont założonych na serwisach aukcyjnych na różne nazwiska. Inkasowali pieniądze -komórek nie wysyłali.

W ustaleniu i zatrzymaniu niektórych sprawców pomagali pracownicy portalu Allegro.

- Takie optymistyczne przykłady świadczą, że mimo anonimowości, jaką w powszechnej opinii daje Internet, aukcje mogą stać się bezpieczniejsze -powiedział "Rz" Piotr Błaszczeć, biegły sądowy ds. przestępstw przy użyciu sprzętu i sieci komputerowych. - Już teraz zresztą w większości wypadków można ustalić dane podejrzanego.

- Nie bardzo widzę możliwość pozwania portalu za straty wynikłe z oszustwa-wskazuje adwokat Michał Sowa specjalizujący się w przestępczości internetowej. - Serwis musiałby się dopuścić istotnego zaniedbania. Poszkodowanemu zostaje więc szukanie samych oszustów.

Cezary Kiszka, szef prokuratury w Busku-Zdroju, widzi konkretne rezerwy w ściganiu tej przestępczości.

- Obecnie policja z różnych miast prowadzi nieraz wiele postępowań przeciwko jednemu sprawcy, który kolejno wyłudził pieniądze od kilku osób (o wszczęciu dochodzenia decyduje miejsce ujawnienia, zgłoszenia przestępstwa). Łatwiej byłoby prowadzić je w jednym miejscu: zamieszkania podejrzanego bądź nawet w miejscu siedziby portalu.

- Nie jesteśmy bezczynni. Współpracujemy z policją i prokuraturą, organizujemy np. co roku Akademię Taktyki Zwalczania Przestępczości Internetowej -wylicza Bartek Szambelan, rzecznik prasowy www.allegro.pl.

- Staramy się wychwytywać nieuczciwych sprzedawców i usuwać ich z portalu - wskazuje z kolei Paweł Hnytka, menedżer produkcji serwisu eBay Polska.


Można bezpiecznie

Kupującym droższe rzeczy (których nie mogą odebrać osobiście) większe portale oferują specjalne programy zabezpieczające.
Transakcja wygląda tak: kupujący wpłaca pieniądze na konto systemowe, a sprzedający otrzymuje informację, że wpłynęły -wtedy wysyła towar.

Kupujący ogląda i gdy wszystko się zgadza, informuje system. Wtedy dopiero pieniądze trafiają na konto sprzedawcy.

Transakcje te przypominają więc sprzedaż mieszkania, gdy notariusz nie daje stronom podpisanej umowy, dopóki pieniądze nie trafią do kieszeni albo na konto sprzedającego.

Nic nie zastąpi jednak zdrowego rozsądku licytującego: jeśli towar w sklepie kosztuje 1000zł, to nie może w Internecie kosztować 200 zł - uważają nasi rozmówcy.

MAREK DOMAGALSKI

--------------------------------------------------------------------------------

Co radzi policja ¦ zawsze ograniczajmy zaufanie do sprzedającego;
¦ nie kupujmy z komputera w kafejce internetowej, używajmy domowego;
¦ zachowujmy korespondencję ze sprzedawcą;
¦ korzystajmy ze sprawdzonych portali;
¦ czytajmy komentarze o sprzedającym;
¦ brak komentarzy powinien wzbudzić naszą czujność;
¦ pytajmy o oryginalne oprogramowanie i instrukcję obsługi;
¦ jeśli dostaniemy puste pudełko, zadzwońmy na policję.
Wtedy zapisana korespondencja i przesłana przez oszusta paczka będą stanowiły dowód przestępstwa.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #24 dnia: Wrzesień 12, 2007, 08:55:56 am »
Tylko niektóre strony WWW do rejestracji


Z uzasadnienia postanowienia Sądu Najwyższego i komentarzy prawników wynika, że nie wszystkie strony WWW trzeba rejestrować jako dzienniki lub czasopisma



W artykule "Strony WWW to dzienniki lub czasopisma" ("Rz" z 29 sierpnia) opisaliśmy postanowienie Sądu Najwyższego, w którym wypowiedział się na temat rejestracji stron internetowych (sygn. akt IVKK174/07).

- Jeśli strona internetowa nie tworzy zamkniętej jednorodnej całości i jest aktualizowana co najmniej raz w roku, to jest prasą. Gdy nowe informacje pojawiają się na niej częściej niż raz w tygodniu, to mamy do czynienia z dziennikiem, jeśli rzadziej, to z czasopismem -wypowiedział się sędzia SN Jacek Sobczak, który był sprawozdawcą w tej sprawie.

Wczoraj SN opublikował uzasadnienie tego postanowienia. "Ustawodawca wyraźnie i jednoznacznie stwierdza, że prasą są zarówno dzienniki i czasopisma, jak też wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania. W tej sytuacji jest rzeczą bezsporną, że dzienniki i czasopisma przez to, iż ukazują się w formie przekazu internetowego, nie tracą znamion tytułu prasowego" - napisali w nim sędziowie. - Przekazy periodyczne rozpowszechniane za pośrednictwem Internetu mogą mieć postać dzienników bądź czasopism, w zależności od interwału ukazywania się - czytamy w innym fragmencie uzasadnienia.

SN, opisując, co jest prasą, zwrócił uwagę na jej periodyczność. I w tym można szukać sposobu na uniknięcie obowiązku rejestracji swojej strony internetowej. Zgodnie z definicją słownikową periodyczny oznacza "powtarzający się regularnie co pewien czas". Jeśli więc strona WWW nie jest aktualizowana w jednolitych odstępach czasu, nie będzie dziennikiem ani czasopismem.

Lech Gardocki, pierwszy prezes SN, który na łamach "Rz" zabrał głos w tej sprawie, uważa, że "nawet te publikacje, które najbardziej przypominają drukowany na papierze dziennik, nie mają stałego wydania z określonego dnia, przeciwnie, podlegają zmianom i kształtowane są całą dobę", a w związku z tym nie muszą być rejestrowane.

Pełny tekst postanowienia SN z uzasadnieniem na stronie:
www.rp.pl/prawo/orzecznictwo

Sławomir Wikariak
zr
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #25 dnia: Wrzesień 16, 2007, 11:05:14 am »
Aukcje internetowe bez tanich chwytów


Handlujący na aukcjach internetowych, którzy sprzedadzą klientowi podróbkę, muszą się liczyć z unieważnieniem umowy



Tak wynika z ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, którą właśnie podpisał prezydent. Nowe przepisy wejdą w życie za mniej więcej trzy miesiące (czekają na publikację w Dzienniku Ustaw). Gdy klient padnie ofiarą nieuczciwej praktyki, będzie mógł zażądać unieważnienia umowy, wzajemnego zwrotu świadczeń oraz kosztów związanych z nabyciem towaru lub usługi. Tak wynika z art. 12 ustawy.

Na nowe przepisy powinny zwrócić uwagę nie tylko firmy.

- Ustawa będzie miała zastosowanie do osób fizycznych osiągających dochody ze sprzedaży na aukcjach internetowych. Tak wynika z przyjętej w ustawie definicji przedsiębiorcy - zaznacza Elżbieta Anders z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Ustawa obejmie również tych, którzy prowadzą biznes niezarejestrowany.

Nowe przepisy są korzystne dla klientów firm ubezpieczeniowych. - Ubezpieczyciel nie będzie teraz mógł dowolnie kształtować ogólnych warunków ubezpieczenia - podkreśla Piotr Czublun, radca prawny z kancelarii CMS Cameron McKenna.

Unieważnienie umowy jest bowiem możliwe np. wtedy, gdy żąda się od ubezpieczonego przedstawienia dokumentów, których racjonalnie nie można uznać za istotne dla ustalenia zasadności roszczenia.

- Firma ubezpieczeniowa musi precyzyjniej określać, jakich dokumentów może wymagać od klienta - dodaje Czublun. Zaznacza jednak, że zakres wymaganych dokumentów lub informacji będzie zależał od konkretnego stanu faktycznego.

Wobec niewyjaśnionych okoliczności wypadku ubezpieczyciel mógłby poprosić o dodatkowe informacje lub dokument. Będzie jednak musiał wykazać, dlaczego żąda właśnie takich danych i jakie okoliczności mają być w ten sposób wyjaśnione.

Klient mógłby żądać unieważnienia umowy, gdyby ubezpieczyciel nie odpowiadał na stosowną korespondencję po to, aby zniechęcić go do skorzystania z praw wynikających z ubezpieczenia.

Michał Kosiarski

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070915/prawo/prawo_a_5.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #26 dnia: Wrzesień 19, 2007, 12:25:22 pm »
Serwisy WWW nie muszą być rejestrowane


Nikt nie powinien być karany za to, że nie zarejestrował swojej strony internetowej jako dziennika lub czasopisma - zgodzili się uczestnicy dyskusji zorganizowanej przez redakcję "Rzeczpospolitej"


Społeczność internetowa z niepokojem odczytała lipcowe postanowienie Sądu Najwyższego, w którym wypowiedział się on o konieczności rejestracji dzienników i czasopism wydawanych w Internecie (sygn. akt IV KK 174/07). Brak takiej rejestracji uznał za przestępstwo, za które zgodnie z art. 45 prawa prasowego można ukarać grzywną, a nawet ograniczeniem wolności.

- Czy moja strona internetowa jest dziennikiem lub czasopismem? Czy muszę ją rejestrować? - takimi pytaniami zasypali nas internauci. Zadaliśmy je gościom zaproszonym do udziału w dyskusji zorganizowanej we wtorek w redakcji "Rzeczpospolitej".


Jak czytać przepisy

Część dyskutantów uznała, że strony internetowe, które zawierają jedynie zdjęcia i tekst, nie mogą być uznane za dziennik ani czasopismo. Zgodnie z definicją zawartą w prawie prasowym dziennikiem lub czasopismem może być druk, przekaz za pomocą dźwięku lub obrazu i dźwięku.

- Serwis internetowy bez wątpienia nie jest drukiem, a więc nie może być dziennikiem ani czasopismem. Można co najwyżej dyskutować o serwisach udostępniających pliki audio (np. MP3) lub pliki wideo (np. MP4) -mówił Piotr Waglowski, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet.

Jego zdaniem z powodów technologicznych nawet strony internetowe, które udostępniają dźwięk lub wideo, najczęściej nie będą mogły być uznane za dziennik ani czasopismo.

Podobnego zdania był Tomasz Grzegory, dyrektor działu prawnego Onet. pl. Przyznał, że serwis ten nie został zarejestrowany jako dziennik ani czasopismo. Co więcej, jego zdaniem portal ten trudno nawet uznać za prasę.

- Zbyt wiele serwisów jest oferowanych jednocześnie i przenika się ze świadczonymi przez nas usługami, abyśmy mogli stwierdzić, że portal jako całość podlega definicji prasy - tłumaczył. Xawery Konarski, wspólnik w kancelarii Traple Konarski Podrecki, uważa natomiast, że wobec niektórych serwisów internetowych należy odejść od wykładni literalnej.

- Przepisy prawa prasowego były tworzone w czasach, gdy nikt nie słyszał o Internecie. Dlatego też posiłkowałbym się wykładnią celowościową. A zgodnie z nią przynajmniej niektóre z serwisów WWW można by uznać za dzienniki i czasopisma-zaznaczył.

Nie można karać

Co do jednego wszyscy byli zgodni. Nie można karać za to, że osoba prowadząca serwis internetowy nie zarejestrowała go w sądzie jako dziennika lub czasopisma. Wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi odpowiedzialność karna, przepisy powinny być czytane wprost. Skoro więc wykładnia literalna prowadzi do wniosku, że jeśli nie wszystkie, to przynajmniej większość stron WWW nie może być uznana za dziennik i czasopisma, to brak rejestracji nie może być karany. Tym bardziej że przestępstwem jest "wydawanie" bez rejestracji.

- W doktrynie ukształtował się pogląd, że "wydawanie" oznacza przekazywanie materialnego nośnika, egzemplarza, o czym trudno mówić w Internecie - powiedział Konarski.

SŁAWOMIR WIKARIAK

--------------------------------------------------------------------------------

Odpowiedzialność karna nie wchodzi w grę

 
Michał Zaremba, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim

Art. 45 prawa prasowego, który wprowadza odpowiedzialność za wydawanie dziennika i czasopisma bez rejestracji, jest przepisem karnym, a więc należy go interpretować ściśle. Tak też należy traktować definicje zarówno dziennika, jak i czasopisma. Te zaś mówią o druku, którym strona internetowa bez wątpienia nie jest, i o przekazie dźwięku lub obrazu i dźwięku, które z kolei, w czystej postaci, również rzadko występują w Internecie. Prowadzi to do oczywistego wniosku, że brak rejestracji serwisów WWW nie może być karany. Wykładnia celowościowa, czyli rozszerzająca, którą próbują stosować niektórzy prawnicy, nie może być używana, gdy w grę wchodzi odpowiedzialność karna. ¦
 

Przepisy nie przystają do rzeczywistości

 
Agnieszka Wiercińska-Krużewska, adwokat w kancelarii Wierciński, Kwieciński, Baehr

Brzmienie definicji dziennika i czasopisma nie przystaje do serwisów internetowych. Trzeba jednak pamiętać, jak dawno ją pisano. Dlatego też wykładnia literalna nie zawsze jest uprawniona. Warto spojrzeć na strony WWW z punktu widzenia odbiorcy, który często nie zdaje sobie sprawy z niuansów technicznych. Przepisy mają go chronić. Dlatego też byłabym skłonna uznać przynajmniej część serwisów za dzienniki lub czasopisma. Zgadzam się jednak z tym, że za brak rejestracji internetowego dziennika lub czasopisma nie można karać. Do odpowiedzialności karnej przepisy muszą być czytane literalnie. ¦
 

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070919/prawo/prawo_a_2.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #27 dnia: Wrzesień 19, 2007, 12:40:20 pm »
O statusie strony internetowej decyduje prowadzący


To autor strony internetowej powinien sam decydować, czy traktować ją jako prasę. Jeśli uzna, że tak, to przysługuje mu np. prawo do zachowania tajemnicy dziennikarskiej


Definicje dziennika i czasopisma, przynajmniej czytane wprost, nie przystają do większości serwisów internetowych czy blogów. Można się jednak zastanawiać nad uznaniem ich za prasę. Definicja prasy jest bowiem znacznie szersza niż dziennika czy czasopisma. Prasą są bowiem również wszelkie "techniki rozpowszechniania", a do tych bez wątpienia można zaliczyć strony internetowe.


Problemy z definicją
Uczestnicy zorganizowanej w redakcji "Rz" dyskusji doszli więc do wniosku, że spora część serwisów może być uznana za prasę, nawet gdy nie będzie ani dziennikiem, ani czasopismem. A to oznacza, że nie trzeba ich rejestrować. Można jednak korzystać z pewnych przywilejów, takich jak chociażby tajemnica dziennikarska. Jest to o tyle istotne, że spora część piszących w Internecie pełni rolę dziennikarzy społecznych, którzy np. patrzą na ręce lokalnej władzy.

Prasą są "publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą (...)". Zdaniem naszych dyskutantów periodyczność odnoszoną do prasy internetowej należy rozumieć nieco szerzej niż stały odstęp czasowy między kolejnymi aktualizacjami.

-Specyfiką Internetu jest możliwość szybkiego umieszczania informacji. Dlatego nawet gdy strona jest aktualizowana kilka razy dziennie, można mówić o periodyczności - uważa mecenas Konarski.

Równie liberalnie można podchodzić do oznaczenia strony WWW bieżącym numerem.

Jak zatem odróżnić blog, który nie będzie prasą, od tego, który nią będzie?

- Niestety przepisy nie dają odpowiedzi na to pytanie. Sądzę, że decyduje o tym sam piszący i to, w jaki sposób prowadzi swój serwis. Liczy się np., czy zbiera materiały starannie i rzetelnie -mówi dr Michał Zaremba z Uniwersytetu Warszawskiego.


Odpowiedzialność prowadzącego

Część serwisów internetowych umożliwia wpisywanie komentarzy. Niektórzy internauci naruszają prawo, np. pomawiając kogoś o coś, czego nie zrobił. Czy prowadzący serwis internetowy odpowiada za treści umieszczone na nim przez użytkowników? Wszyscy nasi rozmówcy zgodzili się, że nie. Art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną wyłącza bowiem odpowiedzialność osoby udostępniającej swój serwis w celu przechowywania danych, jeśli nie wie, że mają one bezprawny charakter. Jeśli jednak zostanie urzędowo powiadomiona bądź otrzyma inną wiarygodną informację, że wpis internauty łamie prawo, jest obowiązana go usunąć.


SŁAWOMIR WIKARIAK

--------------------------------------------------------------------------------

Prasa to nie tylko dzienniki i czasopisma


 
Piotr Waglowski, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet

Uważam swój serwis za prasę, chociaż nie jest ani dziennikiem, ani czasopismem. Trzeba wyraźnie odróżnić prasę, która jest zdefiniowana stosunkowo szeroko, od dzienników i czasopism, które zgodnie z przepisami są albo drukami, albo przekazem dźwięku, albo też przekazem dźwięku lub obrazu. Czasem słychać pogląd, że prasa dzieli się tylko na dzienniki lub czasopisma. Jest on jednak mylny, o czym świadczy chociażby art. 3 prawa prasowego. Mówi on wyraźnie o dziennikach, czasopismach lub "innych publikacjach prasowych". Podobnie w art. 7 mowa jest o serwisach agencyjnych, przekazach teleksowych, biuletynach czy programach radiowych. Widać więc wyraźnie, że prasa to coś więcej niż tylko dzienniki i czasopisma. Tylko te zaś trzeba rejestrować. Innych rodzajów prasy już nie. ¦
 

Niektórzy blogerzy mogą być dziennikarzami

 
Xawery Konarski, adwokat w kancelarii Traple Konarski Podrecki

O tym, czy dany serwis internetowy może być uznany za prasę, decydują przesłanki obiektywne i subiektywne. Obiektywne wynikają z definicji prasy. Muszą to być publikacje periodyczne, które nie stanowią zamkniętej całości, ukazują się nie rzadziej niż raz w roku i mają stały tytuł lub nazwę. Powinny też być opatrzone numerem bieżącym i datą, chociaż i bez tego w mojej opinii można mówić o prasie. Subiektywne zaś jest to, czy osoba prowadząca serwis podejmuje swą działalność jako dziennikarz. Jeśli chce być za takiego uznawana, powinna mieć taką możliwość. Musi wówczas pamiętać, że wiąże się to nie tylko z pewnymi przywilejami, ale i obowiązkami. ¦ opinia
 
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070919/prawo/prawo_a_3.html




przesłanki z art. 81 ust. 2 u.p.a.p.p. tj., publikacja dotyczy wizerunku osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych, lub też wizerunek osoby stanowi jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

W razie wypadku drogowego, katastrofy (vide: hala w Katowicach) publikacja zdjęć utrwalających takie zdarzenie jest oczywiście dozwolona. Jeśli jednak na zdjęciu utrwalony został wizerunek innej osoby (np. ofiary), jego publikacja wymaga zgody sfotografowanego, chyba że osoba ta zostanie tak sfotografowana, że będzie stanowiła wyłącznie element całości, jaką jest miejsce wypadku i prowadzonej akcji ratowniczej itp.
zgoda na publikację wizerunku policjanta jest zbędna, gdy stanowi on tylko szczegół zgromadzenia, albo jest on powszechnie znany. Dozwolona jest też publikacja zdjęć wtedy, gdy wykonane ujęcie uniemożliwia rozpoznanie sfotografowanych.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Prawo Internetu
« Odpowiedź #28 dnia: Wrzesień 25, 2007, 12:31:03 pm »
Internet z laptopa daje prawo do ulgi

Podatnik, który korzysta z internetu w laptopie w miejscu zamieszkania i ponosi na ten cel wydatki udokumentowane fakturą VAT, może skorzystać z ulgi internetowej.

Podatnik w swoim mieszkaniu korzysta z internetu za pomocą laptopa. Czy w zeznaniu rocznym podatnik będzie miał prawo odliczyć wydatki na sieć przy laptopie? Odpowiedź jest twierdząca.

Łukasz Bączyk, konsultant w dziale doradztwa podatkowego PricewaterhouseCoopers, wyjaśnił, że począwszy od 1 stycznia 2005 r., podatnik ma prawo odliczyć od swojego dochodu wydatki poniesione z tytułu użytkowania sieci internet w lokalu bądź budynku będącym jego miejscem zamieszkania w wysokości nieprzekraczającej kwoty 760 zł na podstawie art. 26 ust. 1 pkt 6a ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 z późn. zm.; dalej ustawa o PIT).

- Aby dokonać tego odliczenia, podatnik powinien udokumentować przedmiotowe wydatki fakturą w rozumieniu przepisów o podatku od towarów i usług - podkreślił Łukasz Bączyk.

Jednocześnie dodał, że aby skorzystać z ulgi, nie ma znaczenia, czy podatnik korzysta z łącza internetowego podłączonego do komputera stacjonarnego, czy użytkuje sieć za pomocą karty mobilnej podłączonej do laptopa. W tym drugim przypadku wątpliwości może budzić jedynie użytkowanie internetu w miejscu innym niż zamieszkanie podatnika (np. w pociągu).

- Wprawdzie przepisy wskazują wyraźnie, że użytkowanie powinno odbywać się w miejscu zamieszkania danej osoby, jednak w praktyce władze skarbowe nie są w stanie sprawdzić, czy podatnik użytkował internet jedynie w miejscu swojego zamieszkania. Dlatego należy pamiętać o tym, by faktury za korzystanie z internetu były wystawiane na adres, pod którym zamieszkuje osoba, która chce z ulgi internetowej korzystać - radził nasz rozmówca z PricewaterhouseCoopers.

Według niego ulga internetowa przysługuje każdemu podatnikowi indywidualnie. W związku z tym w przypadku małżonków każdy z nich będzie uprawniony do odliczenia wydatków internetowych w kwocie nie wyższej niż 760 zł rocznie (o ile wydatki na internet ponoszone przez małżonków przekraczają kwotę 760 zł). Aby odliczyć wyższą wysokość wydatków, faktury dokumentujące ich poniesienie powinny być wystawiane na imię obojga małżonków. W przeciwnym wypadku prawo do odliczenia uzyska jedynie ten małżonek, na którego imię faktury zostały wystawione.

- Warto podkreślić, że faktury powinny być wystawiane na imię osoby, która zamierza korzystać z opisywanego zwolnienia. W związku z tym osoba, która zamieszkuje w mieszkaniu rodziców, nie będzie mogła skorzystać z odliczenia, w przypadku gdyby faktury wystawiane były na imiona rodziców. Natomiast z prawa do odliczenia wydatków na użytkowanie internetu będą mogli skorzystać rodzice - dodał Łukasz Bączyk.

Ważne!


Warunkiem dokonania odliczeń z tytułu korzystania z sieci internet jest m.in. posiadanie faktur VAT za dostęp do internetu oraz dokumentów potwierdzających poniesienie wydatków na dostęp do sieci, tj. dowodów wpłat


gazeta prawna
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Prawo Internetu
« Odpowiedź #29 dnia: Wrzesień 26, 2007, 10:22:04 pm »
Fiskus, CBA i ABW tropią handlujących internautów

Maciej Nowaczyk
 
Nie tylko Urząd Skarbowy, ale także CBŚ, ABW, CBA i Wywiad Skarbowy Ministerstwa Finansów na szeroką skalę zaczęły ścigać internautów, którzy nie odprowadzają podatków od e-handlu

W Jeleniej Górze Wywiad Skarbowy Ministerstwa Finansów zatrzymał czterech mężczyzn, którzy od połowy 2006 r. sprzedawali na aukcjach internetowych markową odzież i obuwie i nie odprowadzali podatków od tych transakcji.

Anna Szweda, wicedyrektor urzędu kontroli skarbowej we Wrocławiu: - Od początku działalności ci czterej nieuczciwi podatnicy przeprowadzili łącznie prawie 3 tys. transakcji, sprzedali towary warte co najmniej 325 tys. zł. Poza tym, w mieszkaniu jednej z osób znaleźliśmy towary o łącznej wartości 150 tys. zł.

Anna Szweda zapowiada, że nie była to jednostkowa akcja. - Ściganie osób, które handlują w sieci i omijają fiskusa, stało się w 2007 r. jednym z naszych priorytetów. W najbliższym czasie możemy się spodziewać kolejnych zatrzymań na terenie całej Polski.

Według branżowej organizacji IAB wartość e-handlu w 2006 r. sięgnęła w Polsce 5 mld zł, a w sieci kupuje ponad 3,3 mln internautów. W tym roku zdaniem ekspertów liczby te będą jeszcze wyższe. Według danych SMG/KRC co czwarty internauta robi zakupy w sieci, a co piąty bierze udział w aukcjach. W ubiegłym roku obrót na największym polskim portalu aukcyjnym Allegro.pl sięgnął 2,5 mld zł - 1 mld więcej niż w 2005 r.

Trudno oszacować, ile wynosi szara strefa w internecie w Polsce. Jednak jeszcze dwa lata temu Łódzki Urząd Skarbowy wykrył, że dziewięć na dziesięć transakcji kupna-sprzedaży w sieci nie zostało opodatkowanych. Skarb państwa stracił wtedy ponad 5 mln zł. W ubiegłym roku natomiast, w wyniku przeprowadzonych w sieci 53 kontroli, fiskusowi udało się "odzyskać" 2,3 mln zł.

- Kilka razy w miesiącu urząd skarbowy zwraca się do nas z prośbą o udostępnienie danych któregoś z naszych użytkowników - przyznaje Bartek Szambelan z Allegro.pl. - Jako serwis jesteśmy tylko wirtualnym centrum handlowym. To użytkownicy, nie my, powinni pamiętać o wszystkich formalnościach związanych z urzędem skarbowym.

Od tego roku nie tylko organy podatkowe ścigają nieuczciwych internautów. Pomagają im w tym CBŚ, ABW, a nawet CBA. W samej skarbówce zostały stworzone specjalne departamenty, które zajmują się jedynie kontrolą e-handlu. Ostatnio 40 przedstawicieli polskich organów podatkowych zostało przeszkolonych przez francuskich ekspertów z zakresu tropienia i identyfikacji nieuczciwych e-handlowców. Na specjalnych kursach uczyli się przeszukiwania zawartości sieci czy analizy poszczególnych informacji o danym użytkowniku.

Za nierozliczenie się z fiskusem urzędnik może naliczyć zaległe podatki, odsetki od nich i wlepić mandat. W zależności od tego, ile zalegaliśmy, ustawa karnoskarbowa przewiduje mandaty od kilkuset złotych do kilku milionów złotych. Najwięksi oszuści mogą trafić nawet na trzy lata do więzienia.



Kto musi płacić podatki od e-handlu

Jeśli sprzedajesz jako osoba prywatna, nieprowadząca działalności gospodarczej towar używany przez ponad sześć miesięcy, nie musisz płacić podatku - ani dochodowego, ani od czynności cywilnoprawnych. Nie masz też wtedy obowiązku doliczania dochodu do rocznego PITa. Jeżeli jednak sprzedajesz rzeczy nowe (posiadane krócej niż 6 miesięcy), musisz zapłacić podatek dochodowy od zysku. Transakcję taką - nawet zrealizowaną ze stratą - trzeba wykazać w zeznaniu rocznym PIT-36.

Jeżeli sprzedajesz jako firma, to od transakcji zawieranych w internecie musisz odprowadzić wszelkie podatki: PIT lub CIT, VAT i ZUS w takim samym zakresie i na identycznych zasadach jak przy działalności tradycyjnej.

Kupujący też musi odprowadzić podatek! Jeśli kupiłeś w sieci towar za więcej niż 1 tys. zł, to zgodnie z prawem od takiej transakcji musisz odprowadzić 2 proc. podatku. Od 1 stycznia 2007 r. to właśnie na kupującym spoczywa ten obowiązek. Wcześniej ustawa tego nie określała. Podatku od kupna nie musisz zapłacić tylko wtedy, gdy kupujesz towar od firmy płacącej podatek VAT.


Źródło: Gazeta Wyborcza 25.09.2007
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Prawo Internetu
« Odpowiedź #30 dnia: Listopad 06, 2007, 11:51:13 am »
Internet nie dla piratów?



John Lovelock, szef brytyjskiej organizacji antypirackiej FAST (Federation Against Software Theft) zaproponował w rozmowie z dziennikarzem magazynu "PC Pro" wprowadzenie przepisów, które umożliwiałyby odcinanie od internetu osób nielegalnie rozpowszechniających w sieci materiały chronione prawem autorskim.

Zaproponowane przez Lovelocka rozwiązanie polegałoby na zobowiązaniu dostawców usług internetowych do dożywotniego odłączania dostępu do internetu osobom, którym udowodniono nielegalne dystrybuowanie w sieci filmów, muzyki lub oprogramowania. Oczywiście, osoba taka mogłaby skorzystać z usług innego ISP - gdyby jednak korzystając z jego łącz znów dopuściła się piractwa, wtedy ponownie mogłaby zostać odcięta.

Zdaniem przedstawiciela FACT, takie rozwiązanie byłoby na tyle uciążliwe dla większości piratów, że mogłoby skutecznie odstraszyć ich od nielegalnych działań.

John Lovelock zasugerował również, że organizacje zrzeszające dostawców usług internetowych mogłyby stworzyć coś w rodzaju "rejestru kłopotliwych klientów" - czyli osób, którym udowodniono piractwo.

Przedstawiciele firm ISP na razie nie komentują tych propozycji - warto jednak wspomnieć, że dostawcy usług internetowych zwykle raczej niechętnie reagują na propozycje, które wymuszają na nich monitorowanie działań klientów oraz karanie ich. Przedstawiciele organizacji antypirackich przypominają jednak, iż większość dostawców internetowych w regulaminie zabrania klientom podejmowania nielegalnych działań - więc odcinanie piratów byłoby raczej przejawem egzekwowania własnych przepisów niż wprowadzania nowych restrykcji.


interia
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #31 dnia: Listopad 20, 2007, 08:24:43 am »
BEZPIECZEŃSTWO W SIECI / Zastrzeżone informacje należy trzymać tylko dla siebie
Internauci coraz częściej okradani są z tożsamości

 Oszuści coraz częściej zdobywają dane internautów i wyłudzają pieniądze
 E-maile od phisherów kierują do witryn, gdzie przechwytuje się nasze dane
 Ostrzegamy: przez e-mail nie należy przekazywać danych osobowych


Jedna nierozważna odpowiedź na podejrzanego e-maila może sprawić, że nie tylko stracisz wszystkie oszczędności na swoim koncie, ale i nabawisz się długów, o których pochodzeniu nie będziesz miał pojęcia. Phishing (password harvesting fishing, czyli łowienie haseł) jest coraz popularniejszym sposobem na wyłudzanie zastrzeżonych informacji przez oszustów internetowych. Ofiarą phishingu może paść każdy z nas. Wystarczy chwila nieuwagi i zbytnie zaufanie do e-maili wyglądających jak wysłane przez poważne instytucje finansowe.

Fałszerstwo tożsamości to proceder, który już na stałe zagościł w internecie. Celowe wykradanie i używanie danych personalnych innej osoby, adresu zameldowania, numeru PESEL, kont bankowych i haseł dostępu to ostatnio jedno z ulubionych zajęć osób dopuszczających się wyłudzeń przy użyciu sieci. Oszuści, wykorzystując pocztę elektroniczną, informują klientów banków o konieczności dokonywania różnego rodzaju logowań (najczęściej w celu potwierdzenia danych właściciela konta). Gdy takie informacje uzyskają, mogą wykorzystać je do przestępstwa, np. do podejmowania pieniędzy z rachunków bankowych, zakupu towarów, ubiegania się o nową kartę kredytową.

JAK OCHRONIĆ SIĘ PRZED PHISHINGIEM

 Stosuj nowoczesne przeglądarki internetowe (ważne, by były wyposażone w filtry phishingowe)
 Nie wysyłaj żadnych poufnych danych przez e-mail: numerów kart kredytowych czy haseł do kont bankowych z loginami
 Nie odpowiadaj na e-maile, gdzie jesteś proszony o podanie zastrzeżonych informacji (numer Social Security, data urodzenia, numer konta, nazwa użytkownika, hasło dostępu)
 Regularnie uaktualniaj system i oprogramowanie (najczęściej klienta poczty e-mail i przeglądarkę)
 Nie otwieraj hiperłącz przesyłanych w e-mailach (tym bardziej jeśli wiadomość otrzymałeś rzekomo od obsługującego nas banku)
 Przed wyborem banku sprawdź, czy oferuje on dwustopniową autoryzację operacji (np. kody jednorazowe, certyfikaty cyfrowe itp.)
 Zainstaluj na swoim komputerze program antywirusowy z opcją wykrywającą phishing (zapewnia bezpieczeństwo danych przy logowaniu się do internetowego konta bankowego czy robieniu wirtualnych zakupów)
http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=2095.205.0.39.1.1.0.1.htm






Banki nie wysyłają e-maili z prośbą o podanie lub potwierdzenie danych

Liczba kradzieży tożsamości w internecie rośnie niezwykle szybko. Ofiarą oszustw phishingowych padają jednak tylko nieostrożni internauci, którzy bez głębszego zastanowienia się podają szczegółowe dane o swoich kontach. Oszuści najczęściej podszywają się pod banki.

Liczba ataków phishingowych między styczniem a majem minionego roku powiększyła się aż 100 razy - stwierdziła firma McAfee, która zajmuje się bezpieczeństwem systemów informatycznych. Przeprowadzone przez nią badania dotyczące kradzieży tożsamości internetowych wykazały, że skala tego zjawiska rośnie niemal z dnia na dzień. Dla przykładu - gdy prowadzono badania, wykryto ponad 250 proc. więcej działających aplikacji typu keylogger (przechwytują tekst wpisywany na klawiaturze komputera). O dużym wzroście aktywności phisherów (oszustów posługujących się phishingiem) informowała również ostatnio firma CA. Wniosek jest jeden - oszuści rezygnują z tradycyjnych metod wyłudzeń. Wykorzystują brak wiedzy internautów na temat zagrożeń czyhających w sieci i okradają ich za pomocą podstępnie uzyskanych danych.

Fałszywe witryny banków


Oszuści internetowi zajmujący się phishingiem starają się najczęściej podszywają pod banki i przedstawicieli aukcji internetowych. Najpierw wysyłają spam tysięcy liczby internautów, a następnie kierują ich na witryny podszywające się pod prawdziwy bank internetowy. Internauci, którzy nie zdają sobie sprawy z rzeczywistej intencji e-maila, wchodzą na stronę, a phisher przechwytuje wpisywane tam poufne dane.

Użytkownicy internetu najczęściej dają się nabrać na e-maile z informacją o rzekomym dezaktywowaniu konta i konieczności jego ponownego uruchomienia. Aby jeszcze bardziej uwiarygodnić wiadomość e-mailową, oszust może umieścić w niej łącze wyglądające na prowadzące do autentycznej witryny. W rzeczywistości prowadzi ono do fałszywej strony www lub wyskakującego okna, które jest łudząco podobne do autentycznej witryny. Zawiera ona zazwyczaj symbole, logo organizacji oraz inne informacje identyfikacyjne skopiowane bezpośrednio z oficjalnych witryn.

PRZYKŁADOWE SFORMUŁOWANIA PHISHERÓW

W przypadku braku odpowiedzi w ciągu 48 godzin, Pani/Pana konto zostanie zamknięte.

Często wiadomości takie mają ponaglający wydźwięk, aby na nie odpowiedzieć bez zastanowienia.

Szanowny Kliencie... Takie wiadomości są zwykle rozsyłane masowo i nie zawierają imienia ani nazwiska.

Kliknij poniższe łącze, aby uzyskać dostęp do swego konta. Łącza do kliknięcia mogą zawierać całą nazwę rzeczywistej firmy lub jej część.

Pilnuj swoich danych

Przed phishingiem można bronić się na różne sposoby. W pierwszej kolejności można skorzystać z rozwiązań technicznych (np. zainstalować oprogramowanie antywirusowe zawierające opcje phishingowe). To jednak nie wszystko. Ochrona poufnych informacji wymaga również determinacji ze strony samych internautów. Trzeba mieć zawsze świadomość zagrożeń, jakie niesie ze sobą korzystanie z interetu i konsekwencji bezmyślnych zachowań.

Przed oszustwem może uchronić nas stosowanie się do trzech podstawowych zasad postępowania, które mają na celu ochronę swoich danych. Po pierwsze: nie wolno przekazywać nikomu wybranej przez siebie nazwy użytkownika i hasła dostępu do konta bankowego. Po drugie: nie należy wysyłać żadnych poufnych danych przez e-mail. Po trzecie: nigdy nie odpowiadajmy na wiadomości, w których prosi się nas o podanie zastrzeżonych informacji.

Banki są wyczulone na podstępne działania phisherów, dlatego najczęściej nie wysyłają e-maili z prośbą o podanie lub potwierdzenie danych osobowych. Jeżeli jednak taki podejrzany e-mail trafił na naszą skrzynkę, trzeba natychmiast skontaktować się z bankiem i sprawdzić, czy w ogóle przesyłał takie wiadomości. Gdyby okazało się, że to nie on jest autorem listu, trzeba wyjaśnić całą sytuację i swoje wątpliwości (prawdopodobnie takie e-maile dostali też inni klienci). Najlepiej też od razu zgłosić informację o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na policję.

SKĄD WZIĄŁ SIĘ PHISHING

Termin pojawił się już w połowie lat 90. na skutek działań crackerów, którzy próbowali wykraść konta w serwisie AOL (to duży amerykański dostawca usług internetowych). Cracker udawał członka zespołu AOL i wysyłał wiadomości do internautów. E-mail zawierał prośbę o ujawnienie hasła, np. dla zweryfikowania konta lub potwierdzenia informacji w rachunku.

Za phishing grozi więzienie


Głównym celem działań phishera jest podstępne uzyskanie informacji, które dadzą mu swobodny dostęp do konta internauty. Phisher nie musi przełamywać żadnych zabezpieczeń bankowych, bo dzięki wprowadzeniu internauty w błąd, dostaje na tacy jego hasło i inne potrzebne dane.

Każdy, kto wytwarza, pozyskuje, zbywa lub udostępnia innym osobom hasła komputerowe, kody dostępu lub inne dane umożliwiające dostęp do informacji przechowywanych w systemie komputerowym lub sieci teleinformatycznej, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.

50 mld dol. wynoszą (według Federalnej Komisji Handlu) roczne straty ponoszone przez obywateli USA w związku z kradzieżą tożsamości w internecie

3257 dol. średnio tracił w zeszłym roku każdy Amerykanin, pod którego podszył się phisher

26 proc. użytkowników komputerów PC w ciągu ostatnich 12 miesięcy padło ofiarą incydentu naruszenia bezpieczeństwa swojego komputera (wykazała w swoich badaniach firma Kaspersky Lab)

62 proc. użytkowników komputerów PC posiada do 10 kont on-line, które wymagają haseł, natomiast 23 proc. posiada ponad 20 kont zabezpieczanych hasłem

Prawo

Każdy, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy (także gry) w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Podstawa prawna

■  Ustawa z 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny (Dz.U. nr 88, poz. 553 z późn. zm.).

ADAM MAKOSZ

Podstawa prawna

■  Ustawa z 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny (Dz.U. nr 88, poz. 553 z późn. zm.).


http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=2095.205.0.39.2.1.0.1.htm
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #32 dnia: Grudzień 29, 2007, 12:34:16 am »
Fiskus zagląda do sieci
Grażyna J. Leśniak 27-12-2007
Osoby i firmy handlujące w Internecie na dużą skalę nie ukryją swoich dochodów przed skarbówką, która coraz skuteczniej ściga niezarejestrowaną działalność


Niektóre urzędy kontroli skarbowej (UKS) to już prawdziwi specjaliści w obserwowaniu e-handlu. Mają wykwalifikowanych analityków i doświadczenie, którego mogą im pozazdrościć koledzy po fachu z innych krajów. Przede wszystkim zaś ich praca przynosi efekty.

– Nikt nie jest anonimowy w sieci. Każdy użytkownik zostawia po sobie wystarczająco dużo śladów, aby można go było zidentyfikować. Ustalenie osób, które prowadzą niezarejestrowaną działalność gospodarczą w Internecie, nie jest już żadnym problemem dla kontroli skarbowej, a sposobów mamy wiele – zapewnia w rozmowie z „Rz” Dariusz Ćwikowski, dyrektor UKS w Białymstoku. Nie chce jednak zdradzić szczegółów działań, których skuteczność i efekty zachęcają służby skarbowe do monitorowania handlu internetowego na jeszcze większą skalę. – To nasza tajemnica – wyjaśnia.

A wyniki mówią same za siebie (patrz tabelka).

http://www.rp.pl/galeria/79649.html

Milionerzy bez tajemnic

Na celowniku służb są ci, którzy sprzedają towary z dużą częstotliwością lub przez dłuższy okres – np. kilka miesięcy, oraz ci, którzy prowadzą handel w sieci bez zgłoszenia działalności gospodarczej i potencjalnym nabywcom nie oferują wystawienia faktury VAT czy paragonu fiskalnego jako dowodu zakupu.

– Ściganie sprzedaży towarów, które tylko udają markowe, oraz tych niewiadomego pochodzenia to nie nasza domena. Nas interesują jedynie kwestie podatkowe. Analizujemy, czy działalność została zgłoszona do ewidencji działalności gospodarczej i czy handlujący płaci podatek od uzyskiwanych dochodów (PIT), a niejednokrotnie i VAT ze względu na wielkość obrotów. A te sięgają zazwyczaj kilkudziesięciu czy kilkuset tysięcy złotych. Choć nie brakuje i takich, którzy dzięki sprzedaży w Internecie stali się milionerami, uzyskując obrót rzędu 1 – 2 mln zł – mówi inspektor jednego z UKS zajmujący się na co dzień e-handlem.A w sieci handluje się praktycznie wszystkim, nie wyłączając okularów czy soczewek.

– Namierzyliśmy osobę, która sprzedała 300 par markowych butów. Twierdziła przy tym, że wszystkie kupiła na własny użytek, a sprzedawała po jakimś czasie, bo jej nie odpowiadały – opowiada inny specjalista ze skarbówki.


Internetowy biznes


Coraz częstszą praktyką jest zakładanie sklepików internetowych przez legalnie działające w naszym kraju firmy. Zyski z tej formy aktywności przedsiębiorcy niejednokrotnie jednak pomijają w księgach czy ewidencjach podatkowych, a uzyskane ze sprzedaży towarów pieniądze wpłacają na rachunki bankowe obcych osób, na pierwszy rzut oka w żaden sposób niepowiązanych z firmą. Taka działalność, jak mówią urzędnicy, z pewnością nie jest już przypadkowa. W taki właśnie sposób funkcjonowała np. firma odzieżowa, która w sieci sprzedała swoje produkty za 250 tys. zł.

– Podatnicy wtedy nawet z nami nie dyskutują, bo zgromadzone przeciwko nim dowody są bezsporne. Korygują więc deklaracje podatkowe i płacą należny podatek – mówi jeden z inspektorów w centralnej Polsce. Bezsprzeczną zaletą takich kontroli są nie tylko dodatkowe wpłaty do budżetu, ale i nieporównywalnie krótszy czas ich prowadzenia.

– Nie ma co ukrywać: wyniki są pewne, a na dodatek łatwiej namierzyć i złapać podatnika za rękę niż przy działalności np. bazarowej – potwierdzają nasi rozmówcy.

Poza tym, jak mówią, chronią uczciwych przedsiębiorców, którzy płacą podatki od całej swojej działalności i wszystkich wyprodukowanych wyrobów. Kontrola skarbowa ściga też osoby sprzedające podrobione towary znanych marek.

Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki g.lesniak@rp.pl

Źródło : Rzeczpospolita
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Prawo Internetu
« Odpowiedź #33 dnia: Luty 15, 2008, 06:35:40 am »
PRAWO
100 tys. zł kary za wysłanie spamu

Wysyłanie niezamówionych reklam przez internet będzie zagrożone karą nawet do
100 tys. zł. Firmy, które uchylą się od pomocy w określeniu nadawców spamu, również narażą się na kary. Takie rozwiązania zakłada projekt nowelizacji prawa telekomunikacyjnego.

Źródło: Gazeta Prawna nr 33

http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=2155.178.0.39.1.5.0.1.htm

Mulesia

  • Gość
Prawo Internetu
« Odpowiedź #34 dnia: Luty 15, 2008, 09:10:58 am »
Nie musimy się godzić na nasze zdjęcie w sieci

Michał Kosiarski 23-01-2008, ostatnia aktualizacja 23-01-2008 09:30

Użytkownicy internetowych serwisów społecznościowych mają prawo do kontroli informacji o sobie, w tym żądania ich usunięcia lub poprawienia

W serwisie nasza-klasa.pl swoje zdjęcie i informacje o sobie odnalazła nasza czytelniczka, pani Krystyna ze Śląska (prosi, aby nie podawać jej nazwiska). Jest nauczycielką, ale w serwisie umieścił ją ktoś inny.

– Nie było to przykre, ale postanowiłam interweniować dla zasady. Tym bardziej że taki sam żart spotkał inną nauczycielkę z mojej szkoły – mówi.

E-maile do osoby, która się za nią podawała, i do administratora podziałały – wpis zniknął.


Popraw swoje dane

Można poinformować administratora portalu o bezprawnym wykorzystaniu naszych danych.

– Informacja powinna być szczegółowa i wiarygodna – podkreśla Tomasz Koryzma, radca prawny w kancelarii Baker & McKenzie.

Art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (DzU z 2002 r. nr 144, poz. 1204 ze zm.) stanowi, że od chwili otrzymania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym wykorzystaniu portal będzie odpowiadał za dane przechowywane i bezprawnie wykorzystywane w serwisie, chyba że niezwłocznie uniemożliwi dostęp do nich.

– Po naszej interwencji administrator zapyta użytkownika portalu, czy miał naszą zgodę na wykorzystanie danych i czy korzystał z nich, tak jak pozwala regulamin portalu. Jeżeli nie, portal uniemożliwi dostęp do naszych danych. Możemy również chronić swój wizerunek i żądać usunięcia danych od samego użytkownika portalu, powołując się na kodeks cywilny i prawo autorskie – tłumaczy Koryzma.

Serwisy społecznościowe i podobne portale internetowe, które gromadzą dane głównie z e-maili i loginów, muszą pamiętać o obowiązku rejestracji bazy danych z takimi informacjami. Wynika on z art. 40 ustawy o ochronie danych osobowych (DzU z 2002 r. nr 101, poz. 926 ze zm.). Rejestracji dokonuje się w biurze GIODO.

Część serwisów zbiera jedynie adresy e-mailowe i loginy użytkowników. Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznik GIODO, podkreśla jednak, że nie każdy adres e-mailowy jest danymi osobowymi. Nie zawsze można bowiem na jego podstawie – choćby pośrednio – zidentyfikować osobę fizyczną.

Informacji nie uważa się za pozwalającą określić tożsamość osoby, jeżeli wymagałoby to nadmiernych kosztów, czasu lub działań – tłumaczy Kałużyńska.

Trzeba rejestrować

Adres e-mailowy będzie danymi osobowymi, gdy można dzięki niemu ustalić tożsamość osoby albo gdy jego elementy (np. nazwa domeny pracodawcy) pozwalają bez trudności ustalić osobę. Gdy ktoś zbiera takie e-maile i następnie je przetwarza, to – jako ich administrator – musi zgłosić zbiór do rejestracji. Z obowiązku rejestracji zwalnia się administratorów danych powszechnie dostępnych, czyli takich, z którymi może się zapoznać w zbiorze (bez szczególnego nakładu sił i środków) nieograniczony krąg podmiotów. Zwolnienie dotyczy też jedynie sytuacji, gdy powszechnie dostępne są wszystkie dane osobowe zawarte w zbiorze, a nie tylko niektóre.

Jednym z wielu obowiązków właściciela portalu społecznościowego jest zabezpieczenie danych przed nieuprawnionym dostępem, zmianami, utratą albo zniszczeniem, zatrudnianie administratora bezpieczeństwa informacji itp. Tak wynika z art. 36 ustawy o ochronie danych osobowych. To będzie m.in. przedmiotem zapowiedzianej w ubiegłym tygodniu kontroli GIODO, zwłaszcza że zabezpieczenie danych w formie elektronicznej nie jest łatwe, bo są one narażone na ataki i próby wykradzenia przez osoby nieuprawnione.


Grzegorz Sibiga - adiunkt w Instytucie Nauk Prawnych PAN

Pamiętajmy, że prawo do kontroli własnych danych przysługuje nie tylko zarejestrowanym użytkownikom portali społecznościowych (takich jak nasza-klasa.pl), ale każdej osobie, której dane są w nim przetwarzane. W szczególności każdy ma prawo zażądać informacji, czy jego dane znajdują się w takim portalu, np. żeby sprawdzić, czy ktoś nie podszył się pod niego. W przypadku portalu nasza-klasa.pl niektóre funkcje – np. forum, przeglądarka – są dostępne tylko dla zarejestrowanego użytkownika. Każdej innej osobie powinny także zostać udzielone informacje na jej temat, gdy tego zażąda. Ponieważ podszywanie się pod inną osobę staje się poważnym problemem tego portalu, dokładając szczególnej staranności, należy rozważyć wprowadzenie szybkiej procedury sprawdzania takiej wiadomości. Obowiązek udzielenia informacji spoczywa na administratorze danych, którym w tym wypadku jest spółka prowadząca portal. Gdy nie wykona ona tego obowiązku, to osobie administrującej grozi odpowiedzialność karna przewidziana w art. 54 ustawy o ochronie danych osobowych.

Źródło: Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/artykul/86249.html

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #35 dnia: Marzec 17, 2008, 05:48:28 am »
Portale aukcyjne nie są stroną umowy

Przed zawarciem definitywnej umowy kupna sprzedaży należy ustalić całkowity koszt zakupu, łącznie z dostarczeniem towaru i podatkiem. Ważny jest też sposób zapłaty i waluta, w jakiej została ustalona cena.

Liczba osób robiących zakupy przez internet wzrosła przez ostatni rok o milion osób. Z najnowszych badań przeprowadzonych przez TNS OBOP na zlecenie UOKiK wynika, że najchętniej kupujemy książki, sprzęt komputerowy, AGD i RTV oraz obuwie. Kupujący najczęściej mają problemy z odstępowaniem od umowy oraz nierzetelną informacją o przysługujących konsumentom prawach przy zakupie on line.

Kupując w sieci konsument może bez podania przyczyny odstąpić od umowy w ciągu dziesięciu dni od otrzymania przesyłki. Natomiast przy zakupach w tradycyjnym sklepie taka możliwość nie istnieje. Internauci, którzy nawet słyszeli o takim prawie, bardzo często nie są zorientowani, że w powinni złożyć odpowiednie oświadczenie na piśmie. Nie wiedzą też, że skoro sklep nie poinformował ich o możliwości odstąpienia od umowy, to termin rezygnacji wydłuża się do trzech miesięcy, licząc od dnia wydania rzeczy albo od zawarcia umowy o świadczenie usługi.

- Nie każdy towar jednak można zwrócić do internetowego sklepu - tłumaczy Ireneusz Góralczyk powiatowy rzecznik konsumentów w Sochaczewie. Na przykład sprzedawcy z reguły nie przyjmują rozpakowanych płyt i filmów oraz rzeczy kupionych na aukcjach.

Nie można zwrócić towaru kupionego od innego konsumenta w ramach sprzedaży okazjonalnej.

Kupujący w sieci skarżą się, że przysłany towar od razu bywa uszkodzony, wybrakowany lub odbiega w znaczny sposób od prezentowanego w witrynie internetowej.

- Sprzedawcy internetowi uważają, że nie ponoszą odpowiedzialności za sprzedany towar, gdyż producent wydał gwarancję - mówi Małgorzata Rothert, Miejski Rzecznik Konsumentów w Warszawie.

Niektórzy nawet twierdzą,że przesłany towar do reklamacji uległ zniszczeniu i próbują przerzucić odpowiedzialność na przewoźnika lub samego konsumenta.

Wiele problemów związanych z reklamacją wynika z tego, że kupujący na portalach aukcyjnych nie uzyskują wyczerpujących informacji związanych z wyglądem kupowanej rzeczy, jej parametrami technicznymi, sposobem użytkowania i zapłaty. W dodatku, nie znając statusu portali aukcyjnych, kierują swoje roszczenia właśnie do nich, a nie do sprzedawcy. Portale internetowe nie jest stroną umowy między kupującym a sprzedającym. Umożliwiają jedynie spotkanie się zainteresowanych w ramach bezpiecznej platformy pośredniczącej w transakcji.

5 mln osób kupowało lub zamawiało przez internet towary lub usługi w 2007 roku

MAŁGORZATA PIASECKA-SOBKIEWICZ
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #36 dnia: Kwiecień 24, 2008, 03:01:03 pm »
Ulga internetowa z kwotą graniczną

Można odliczyć wydatki poniesione na użytkowanie sieci internet w lokalu będącym miejscem zamieszkania podatnika. Maksymalne odliczenie podatnika w skali roku nie może przekroczyć 760 zł.


Ustawa o PIT przewiduje możliwość odliczenia od dochodu wydatków z tytułu użytkowania sieci internet. Podatnik, który chce skorzystać z ulgi internetowej, powinien wypełnić odpowiednią pozycję w części B załącznika PIT/O.

Warto podkreślić, że odliczeniu podlegają wydatki poniesione przez podatnika z tytułu użytkowania sieci internet w lokalu (budynku) będącym miejscem zamieszkania podatnika. Ta ulga jest jednak limitowana. Maksymalne odliczenie podatnika w skali całego roku nie może przekroczyć 760 zł. Ważne jest również to, że odliczenie stosuje się, jeżeli wysokość wydatków została udokumentowana fakturą w rozumieniu przepisów o podatku od towarów i usług.

Możliwość skorzystania z ulgi internetowej poświęcone są m.in. interpretacje podatkowe. W jednej z nich stwierdzono, że aby możliwe było skorzystanie z ulgi, sam fakt korzystania z sieci internet za pomocą telefonu komórkowego nie jest wystarczający do skorzystania z ulgi (wyjaśnienia Urzędu Skarbowego w Chełmie, nr PD/406-23/07 z 29 czerwca 2007 r.).

Z ulgi można skorzystać, jeżeli wydatki związane z dostępem do internetu poniesione były w związku z użytkowaniem sieci internet w lokalu (budynku) będącym miejscem zamieszkania podatnika.

Użytkowanie sieci internet za pośrednictwem telefonu komórkowego nie stanowi przeszkody w korzystaniu z ulgi. Ustawa zezwala na odliczenie ulgi z tytułu wydatków poniesionych na użytkowanie sieci internet w przypadku dostępu poprzez telefon komórkowy, jeżeli korzystanie z internetu odbywało się w miejscu zamieszkania podatnika.

Obowiązek udowodnienia faktu korzystania z internetu w miejscu zamieszkania w przypadku ewentualnej kontroli spoczywać będzie na podatniku.

Autor: Krzysztof Tomaszewski

Źródło: GP
Artykuł z dnia: 2008-04-24
http://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/15001,ulga_internetowa_z_kwota_graniczna.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Prawo Internetu
« Odpowiedź #37 dnia: Maj 29, 2008, 10:27:27 pm »
Portal rzadko odpowiada za wpisy na forum
Michał Kosiarski, pap 29-05-2008

– To nie wydawca ponosi odpowiedzialność, ale autor wpisu na forum Gazety.pl nawołującego do zastrzelenia ojca Tadeusza Rydzyka – uważa dyrektor serwisów informacyjnych i społecznościowych Agory SA Maciej Wicha.

Agora jest właścicielem portalu, na którym w sobotę pojawił się wulgarny wpis o dyrektorze Radia Maryja. Zasady odpowiedzialności portalu za umieszczane tam wpisy reguluje art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (DzU z 2002 r. nr 144, poz. 1204 ze zm.). Wynika z niego, że nie ponosi się odpowiedzialności za przechowywane dane, gdy nie wie się o ich bezprawnym charakterze. W razie otrzymania urzędowego zawiadomienia (np. skargi e-mailem od innego użytkownika forum) lub uzyskania w tej sprawie wiarygodnej informacji trzeba jednak niezwłocznie zablokować dostęp do tych treści (czyli usunąć treść kontrowersyjnego wpisu).

Źródło : Rzeczpospolita
http://www.rp.pl/artykul/140603.html

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #38 dnia: Czerwiec 23, 2008, 08:16:51 am »
PRAWO KARNE |
Korupcja i włamania do systemów informatycznych

Bezprawny dostęp do obcych komputerów będzie podlegał karzeUnia domaga się wprowadzenia do kodeksu karnego biernego łapownictwa współpracowników oraz rozszerzenia pojęcia przestępczości hakerskiej.



Sejmowa Komisja Sprawiedliwości przygotowała już sprawozdanie do rządowego projektu ustawy nowelizującej kodeks karny. Najważniejsze poprawki dotyczą przede wszystkim zwalczania działalności hakerów w systemach informatycznych oraz zaostrzenia karania korupcji w sektorze prywatnym.

Korupcja bierna
Rozszerzono zakres stosowania art. 296a k.k. na osoby niepełniące funkcji kierowniczej w przedsiębiorstwie, takie jak zleceniobiorcy i współpracownicy wykonujący umowy o dzieło, które żądają lub przyjmują korzyść majątkową albo osobistą w zamian za zachowania wyrządzające szkodę jednostce.

- Korupcją będzie także czyn nieuczciwej konkurencji lub niedopuszczalna czynność preferencyjna na rzecz nabywcy lub odbiorcy towaru lub usługi. Działania takie mogą oznaczać naruszenie reguł swobodnej gry rynkowej - tłumaczy poseł sprawozdawca Grzegorz Karpiński.

- Regulacja ta jest konsekwencją obowiązku wdrożenia do prawa polskiego decyzji ramowej Rady UE z 24 lutego 2005 r. w sprawie zwalczania korupcji w sektorze prywatnym - dodaje poseł.

Nowy przepis o biernej korupcji dotyczy wszystkich osób mających wpływ na podejmowanie decyzji w firmach.

Profesor Marian Filar jest zdecydowanie przeciwny rozszerzaniu odpowiedzialności karnej na osoby zatrudnione na umowie cywilnoprawnej. Nie są to bowiem pracownicy kluczowi przedsiębiorstw.

Ściganie hakerów
W celu implementacji decyzji ramowej Rady zmieniona zostanie definicja przestępstwa tzw. hackingu. Za zabronione pod groźba kary uznaje się już samo nieuprawnione uzyskanie dostępu do informacji.

- Uzyskanie informacji dla sprawcy nieuprawnionej w obecnym stanie, zgodnie z art. 267 par. 1, jest karalne. Po nowelizacji penalizowany będzie także nieuprawniony dostęp do nich - tłumaczy sędzia Marcin Kowal z Departamentu Legislacyjno-Prawnego, Wydziału Prawa Karnego Ministerstwa Sprawiedliwości.

Może to mieć miejsce w sytuacji gdy np. haker włamie się do tajnej bazy danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, ale ich nie wykorzysta, nawet gdy nie złamie kodu dostępu w komputerze użytkownika lub zabezpieczenia systemowego.

Karane będzie także włamanie do sieci bezprzewodowej.

- Taki czyn może polegać np. na wprowadzeniu do systemu informatycznego oprogramowania, które umożliwia sprawcy przejęcie kontroli nad obcym komputerem, w celu wykorzystania za jego pomocą ataków na inne strony internetowe - wyjaśnia sędzia Marcin Kowal.

- Już sam wpływ na działanie innego komputera, nawet bez ingerencji, stanowić ma przestępstwo - dodaje sędzia Kowal.

- Zanim Sejm rozpocznie pierwsze czytanie, eksperci informatycy powinni wypowiedzieć się, czy proponowane zmiany z zakresu informatyki obejmują wszystkie przejawy dotychczasowej, niezgodnej z prawem działalności hakerów. Dlatego też poprosiliśmy o dodatkowe ekspertyzy - mówi poseł Karpiński.

Autor: Katarzyna Żaczkiewicz

Źródło: GP

Artykuł z dnia: 2008-06-20, ostatnia aktualizacja: 2008-06-22 12:23
http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/22814,bezprawny_dostep_do_obcych_komputerow_bedzie_podlegal_karze.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Prawo Internetu
« Odpowiedź #39 dnia: Lipiec 28, 2008, 10:43:41 pm »
ZMIANA PRAWA | OCHRONA KONSUMENTA | Zwalczanie spamów

Operator będzie miał prawo zablokować ruch w sieciPowstanie ogólnopolski punkt przyjmowania zgłoszeń o masowym przesyłaniu spamów. Operatorzy będą musieli wskazać punkty przyjęć zgłoszeń o naruszeniach bezpieczeństwa telekomunikacyjnego. Walka z niechcianą informacją wymaga podjęcia działań na skalę globalną.
(...)
Jeżeli nowelizacja prawa telekomunikacyjnego zostanie przyjęta, zostaną nałożone nowe obowiązki operatorów i dostawców usług. Będę oni zobowiązani do wskazywania punktów przyjęć zgłoszeń o naruszeniach bezpieczeństwa telekomunikacyjnego, w szczególności przesyłania spamów, w ramach oferowanych usług. Nowością jest to, że dostawcy usług i operatorzy będą mogli podjąć bardziej zdecydowane i skuteczniejsze działania przeciwko nadawcom spamów, w tym blokować ruch w sieci. Autorzy projektu chcą także, aby użytkownicy, których urządzenia końcowe mogły zostać wykorzystane bez ich wiedzy i zgody do rozsyłania spamów, otrzymają niezbędne wskazówki, jak zabezpieczyć się przed podobnymi przypadkami.(...)

Autor: Daria Stojak


Całość w Gazecie Prawnej http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/28424,operator_bedzie_mial_prawo_zablokowac_ruch_w_sieci.html

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #40 dnia: Wrzesień 03, 2008, 08:07:35 am »
Handel wirtualny, fiskus realny
Zbigniew Domaszewicz, Rafał Zasuń2008-09-03,
 
4 mln zł niezapłaconych podatków ściągnął w ubiegłym roku fiskus z osób handlujących w internecie. To dwukrotnie więcej niż rok wcześniej, ale to nadal kropla w morzu szarej strefy w sieci. Teraz urzędnicy liczą na nowe uprawnienia

Pewien mieszkaniec Białegostoku sprzedawał wirtualne pieniądze służące do udziału w internetowych turniejach (coś w rodzaju żetonów umożliwiających grę). Za wirtualne pieniądze fani gier płacili całkiem realnymi złotówkami. Miejscowy urząd kontroli skarbowej uznał, że białostoczanin handlował "w sposób ciągły i zorganizowany", a tym samym prowadził normalną działalność gospodarczą. Decyzja - 20 tys. zł do zapłacenia.

Polowania fiskusa w internecie zaczęły się kilka lat temu w Łodzi. Tamtejszy urząd skarbowy wziął pod lupę transakcje w serwisie aukcyjnym Allegro.pl. Dla wielu sprzedawców to był szok. Wcześniej uważało się internet za raj podatkowy, w którym oko fiskusa w ogóle nie jest w stanie kogokolwiek wypatrzyć. Od czasu akcji w Łodzi wiadomo jednak, że pokątny handel na aukcjach oznacza ryzyko zderzenia z kontrolą skarbową.

Handel wirtualny, fiskus realny
Zbigniew Domaszewicz, Rafał Zasuń2008-09-03, ostatnia aktualizacja 2008-09-02 20:14
 
4 mln zł niezapłaconych podatków ściągnął w ubiegłym roku fiskus z osób handlujących w internecie. To dwukrotnie więcej niż rok wcześniej, ale to nadal kropla w morzu szarej strefy w sieci. Teraz urzędnicy liczą na nowe uprawnienia

 
ZOBACZ TAKŻE
Polacy zalegają fiskusowi z 5,2 mld zł podatków (29-08-08, 08:48)
Fiskus poszuka w internecie reklam osób prywatnych (27-08-08, 19:49)
"GP": Fiskus zaostrzy kontrole podatników w internecie (21-08-08, 09:15)
"GP": Fiskus będzie mógł zarabiać na zawiadomieniu o przestępstwie (23-07-08, 09:40)
Pewien mieszkaniec Białegostoku sprzedawał wirtualne pieniądze służące do udziału w internetowych turniejach (coś w rodzaju żetonów umożliwiających grę). Za wirtualne pieniądze fani gier płacili całkiem realnymi złotówkami. Miejscowy urząd kontroli skarbowej uznał, że białostoczanin handlował "w sposób ciągły i zorganizowany", a tym samym prowadził normalną działalność gospodarczą. Decyzja - 20 tys. zł do zapłacenia.

Polowania fiskusa w internecie zaczęły się kilka lat temu w Łodzi. Tamtejszy urząd skarbowy wziął pod lupę transakcje w serwisie aukcyjnym Allegro.pl. Dla wielu sprzedawców to był szok. Wcześniej uważało się internet za raj podatkowy, w którym oko fiskusa w ogóle nie jest w stanie kogokolwiek wypatrzyć. Od czasu akcji w Łodzi wiadomo jednak, że pokątny handel na aukcjach oznacza ryzyko zderzenia z kontrolą skarbową.


Reklamy googleRodzaje Kont
Wygraj MacBooki i iPhone'y! Gwarantowane 100 zł w Alior Banku.
www.konkurs.aliorbank.pl
Podatki i Opłaty
Serwis Podatkowo - Księgowy Infor Nowinki ze Świata Księgowości.
www.Infor.pl/Podatki
Handel Towarami
Handluj towarami na profesjonalnej platformie transakcyjnej
pl.saxobank.com

W zeszłym roku fiskus przeprowadził w sieci 145 kontroli. Wykryto "oszustwa i nieprawidłowości" na kwotę aż 4 mln zł - to niemal dwukrotnie więcej niż rok wcześniej.

Osiem kont rodziców

Według GUS w ubiegłym roku towary i usługi kupowało w sieci w Polsce aż 5 mln osób - o prawie milion więcej niż rok wcześniej. Z raportu branżowych serwisów Sklepy24.pl i InternetStandard.pl wynika, że rynek detalicznego e-handlu osiągnął w ub. roku wartość 8,1 mld zł, a specjaliści z firmy analitycznej PMR szacują, że wartość sprzedaży detalicznej online zwiększa się w Polsce w tempie ponad 60 proc. rocznie.

Większość z tego stanowi handel na aukcjach internetowych. "W szarej strefie działa coraz więcej podmiotów prowadzących działalność za pośrednictwem internetu" - pisał w 2006 r. resort finansów w dorocznym sprawozdaniu z kontroli.

Ze sprzedaży na aukcjach można już uczynić regularny, dobrze prosperujący biznes. Unikanie podatków to - oprócz sprzedaży podróbek i, nieco rzadziej, paserstwa - główne grzechy tej branży.

Czasem nawet handlujący nie są świadomi, że jeśli sprzedaż przez internet jest dla nich regularnym źródłem przychodów, to powinni zarejestrować działalność i płacić podatki. Czasem te podatki zaniżają. Bywa jednak i tak, że ich działalność to dobrze pomyślany interes, w którym najwięcej trudu wymaga nie marketing, lecz wypranie pieniędzy. W tym celu zakładają wiele rachunków w bankach, licząc, że uda im się zgubić ślad.

Namierzeni w 2007 r. przez skarbówkę dwaj bracia sprzedawali przez internet towary sprowadzane z Chin. Podatków nie płacili. Pieniądze najpierw szły na rachunki bankowe, których właścicielami byli rodzice braci. Rodzice założyli aż osiem różnych kont. Potem pieniądze trafiały na konta braci za granicą. Rodzinny biznes kręcił się nieźle - tylko w 2007 r. przychód wyniósł 350 tys. zł.

Sprzedażą w internecie nie gardzą nawet gangsterzy - tak przynajmniej twierdzi resort finansów, który podał, że ubiegłym roku rozpracował zorganizowaną grupę przestępczą. Zajmowała się sprzedażą markowej odzieży i butów, oczywiście z pominięciem fiskusa. Przestępcy zdążyli przeprowadzić aż 3 tys. transakcji wartych 325 tys. zł. Pozostały towar zajęto, trwa śledztwo.

Podajcie nam personalia

Jak fiskus szuka śladów w sieci? Rzecznik resortu finansów Magdalena Kobos tłumaczy, że podejrzani są zwłaszcza anonimowi sprzedawcy, sprzedający dużo towaru, a posługujący się tylko nickiem (pseudonimem). Druga poszlaka to posiadanie przez sprzedawcę kilku kont bankowych.

Kiedy kontrolerzy mają już nick i numer konta, muszą poprosić właściciela serwisu aukcyjnego, by ten ujawnił dane (nazwisko, adres) pozwalające zidentyfikować sprzedawcę. - Od służb skarbowych otrzymujemy 10-15 zapytań o dane użytkownika miesięcznie - mówi Patryk Tryzubiak z największego serwisu aukcyjnego Allegro.pl. - Zawsze gdy prawo tego wymaga, udzielamy odpowiedzi. Ale jeszcze parę lat temu zdarzały się pisma od urzędników skarbowych o treści: "Witajcie, podajcie nam personalia i adresy wszystkich użytkowników Allegro z miasta X". Takich próśb oczywiście nie spełnialiśmy - opowiada Tryzubiak.

Ponieważ nie wszystkie firmy chcą współpracować z fiskusem, resort finansów proponuje zmianę przepisów. Nowelizacja ma ułatwić kontrolerom uzyskiwanie danych o internetowych sprzedawcach. Projekt opisany niedawno przez "Gazetę Prawną" trafił na razie do konsultacji międzyresortowych. Firmy nie będą mogły odmówić podania danych internautów handlujących w sieci, powołując się np. na ochronę dóbr osobistych albo tajemnicę handlową. Do współpracy mają zachęcać kary - do 5 tys. zł za nieuzasadnioną odmowę.


Źródło: Gazeta Wyborcza
http://wyborcza.pl/1,75248,5654431,Handel_wirtualny__fiskus_realny.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Prawo Internetu
« Odpowiedź #41 dnia: Wrzesień 25, 2008, 09:07:12 pm »
07:59, 24.09.2008 /"Polska"
Pięć lat za cyberdręczenie

Koniec z bezkarnym umieszczaniem w internecie wulgarnych filmików i zdjęć, których nie życzą sobie osoby na nich przedstawione. Rząd chce, by cyberprzemoc karana była więzieniem. Za takie "zabawy" będzie grozić do pięciu lat więzienia – donosi "Polska".
Do Sejmu trafiła rządowa nowelizacja kodeksu karnego, która zachowania naruszające intymność uznaje za przestępstwa. Posłowie nad nowymi zapisami zagłosują jeszcze tej jesieni. Projekt najprawdopodobniej przejdzie, bo żadna partia nie widzi przeciwwskazań do ich przyjęcia. Zaczną obowiązywać od nowego roku.

Do więzienia za cyberprzemoc

Co grozi za cyberdręczenie? Za nagrywanie scen, w których "poprzez seksualność upokarza się filmowane osoby" - od trzech miesięcy do nawet pięciu lat więzienia. Za samo przechowywanie w telefonie komórkowym lub komputerze takich filmów czy zdjęć, grozić mają trzy lata. Natomiast za robienie z ukrycia zdjęć nagim osobom i rozpowszechnianie ich – do dwóch lat za kratkami.

Nowością jest wprowadzenie odpowiedzialności za cyberprzemoc nawet w przypadku nieletnich. To upokarzające, często wulgarne filmiki nagrane przez szkolnych kolegów są plagą polskiego internetu. Sąd potraktuje ich jak dorosłych zwłaszcza wtedy, gdy skutki cyberprzemocy będą tragiczne, jak w przypadku samobójstwa 14-letnią Anię z Gdańska.
kaw/kdj

(...)

Całość: http://www.tvn24.pl/26086,1565989,0,1,piec-lat-za-cyberdreczenie,wiadomosc.html

Piszemy o tym również tu: http://forum.darzycia.pl/topic,9447.htm?highlight=cyberprzemoc

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #42 dnia: Wrzesień 28, 2008, 10:29:36 am »
Pułapki sklepów internetowych. Niby taniej, ale drożej?
Zbigniew Domaszewicz, Tomasz Grynkiewicz
 
Sklep internetowy nie chce przyjąć z powrotem wadliwego towaru? Dorzuca ukradkiem do ceny dodatkowe koszty? Twierdzi, że na wszystko pozwala mu jego regulamin? W takim razie bardzo możliwe, że łamie prawo. Możesz się bronić

W internecie warto kupować. Oszczędności, porównując z tradycyjnymi sklepami, mogą być ogromne. Instytut Pentor zbadał pod koniec ub. roku, że elektronika użytkowa w e-sklepach jest średnio o 9 proc. tańsza niż w sieciach tradycyjnych elektromarketów typu Electroworld lub Saturn. W niektórych kategoriach produktów różnice cen przekraczały 21 proc. Ale tańsza jest nie tylko elektronika. - Prawie całe wyposażenie do urządzanego mieszkania kupiłam w internecie, od sprzętu AGD i RTV, przez lustra, dywany, lampy, niektóre meble, a nawet armaturę do łazienki - mówi Alicja z Warszawy, rzecznik jednej z instytucji finansowych. - Wyszło dużo taniej, niż gdybym kupowała normalnie.

Nic więc dziwnego, że obroty największych polskich e-sklepów (a tych w sumie jest ponad 4 tys.) potrafią nawet przekraczać 100 mln zł. I nikt już chyba nie wątpi, że e-commerce ma wielką przyszłość. W 2007 r. towary i usługi zamawiało przez internet w Polsce blisko 5 mln osób, o prawie milion więcej niż rok wcześniej. W tym roku kupujących będzie jeszcze więcej. Analitycy firmy badawczej PMR oceniają, że wartość sprzedaży detalicznej online (szacowana w ub. roku na 8,1 mld zł) zwiększa się w Polsce w tempie ponad 60 proc. rocznie. Według francuskiej instytucji finansowej Cetelem w 2010 r. europejski rynek e-commerce będzie stanowić 15 proc., a pięć lat później nawet 25 proc. całego handlu w Europie.

Ten boom ma jednak i złą stronę. Kupujących szybko przybywa, więc e-sklepy mogą skupić się na zdobywaniu ciągle nowych klientów, zamiast dbać o utrzymanie lojalności dotychczasowych. Nie jest to dalekowzroczna polityka, ale na krótką metę działa. - Dla e-sklepów najważniejsza bywa dobra widoczność w Google i w wysoka pozycja w porównywarkach cen, które pokazują, w którym sklepie dany produkt jest najtańszy. Obsługa klienta i podnoszenie jakości usług bywają zaniedbywane - mówi Piotr Jarosz, ekspert od e-commerce z branżowego serwisu Sklepy24.pl.

O tym wiele mówi opublikowany latem raport z kontroli legalności działania e-handlowców przeprowadzonej przez Inspekcję Handlową na zlecenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Okazało się, że na 126 skontrolowanych sklepów w aż 89 inspekcja wykryła nieprawidłowości.

Aż 62 proc. kontrolowanych przez Inspekcję Handlową i UOKiK e-sklepów nie spełniało ustawowych obowiązków informacyjnych - nie podawały wymaganych danych na swój temat, nie informowały klientów o ich prawach związanych z odstąpieniem od umowy, o pełnych kosztach towaru, o terminie i sposobie dostawy, o miejscu i sposobie składania reklamacji i in.

W niektórych e-sklepach oferowane wyroby w ogóle nie były dostępne.

A jeszcze gorzej, że do licznych nieprawidłowości należały próby naruszania praw konsumentów przy umowach, transakcjach i reklamacjach. Jednym z głównych zarzutów Inspekcji Handlowej było to, że e-sklepy chętnie przyznają sobie w regulaminach uprawnienia, na które prawo im nie zezwala. Regulaminy z tzw. niedozwolonymi klauzulami, które nielegalnie ograniczają prawa konsumenta (patrz ramka), kontrolerzy IH zakwestionowali w przeszło co czwartym e-sklepie.

Ponadto, jak ostrzega UOKiK w raporcie z z marca tego roku, powszechne przypadki naruszania praw konsumentów to opóźnienia w dostawie towarów. Często klienci dostają też produkty, które różnią się od opisu na stronie sklepu.

Złapani na nadużyciach e-handlowcy tłumaczyli się kontrolerom inspekcji tym, że swoje regulaminy wzorowali na regulaminach największych e-sklepów w Polsce. - Wskazuje to, że ten sektor rynku może mieć identyczne nieprawidłowości w skali całego kraju - ostrzega Inspekcja Handlowa.

Wnioski inspekcji potwierdzają nasi czytelnicy, którzy często skarżą się na nierzetelne traktowanie w e-sklepach. Przedstawiamy więc kilka popularnych sztuczek i pułapek, które e-sklepy zastawiają na naiwnych klientów. Podpowiadamy też, jak się bronić, aby nierzetelny sprzedawca nie zdołał postawić na swoim.

TRIKI SKLEPÓW INTERNETOWYCH

Towar dostępny od zaraz? Zaraz, zaraz... czyli sklep już sprzedaje, ale towar dopiero zamawia

Piotr z Warszawy szukał pralko-suszarki do zabudowy firmy Miele. Znalazł w sklepie Texo.pl. Na stronie sklep podaje: dostępna do siedmiu dni. Po wpłacie zaliczki pan Piotr dowiedział się, że zamiast tygodnia, poczeka dwa-trzy tygodnie. Bo pralkę trzeba zamówić. A tak jest nie tylko w Texo.pl. Np. w 123agd.pl przy pralko-suszarce sklep zapewnia: dostępność trzy-pięć dni. W zeszłym roku do "Gazety" pisał czytelnik mocno poirytowany zakupami filmów z Barbrą Streisand. Zamówił je w sklepie Gigant.pl - na stronie widniały informacje, że czas dostawy (w zależności od filmu) wyniesie "kilka, najdalej 14 dni". I znana śpiewka - najpierw okazało się, że realizacja zamówienia jednak się przedłuży, potem, że niektóre filmy są niedostępne. - Bo dystrybutor filmu nie ma go w magazynach, bo licencja się skończyła i tak dalej - pisał nam pan Jacek. Po miesiącu z siedmiu zamówionych filmów miał... jeden. Co mówi prawo? - Umowa powinna zostać zrealizowana w takim terminie, jaki podał sklep, potwierdzając przyjęcie zamówienia - mówi Kamila Kurowska z UOKiK. Dodaje jednak, że należy odróżnić wygenerowany automatycznie mail, np.: "zamówienie zostało przyjęte do realizacji, dziękujemy", od potwierdzenia, w którym sklep poda szczegóły zamówienia (m.in. cenę towaru wraz z jego opisem). Czas dostawy powinniśmy liczyć od tego drugiego maila.

A jeśli sklep się spóźni? - Można dochodzić odszkodowania, o ile wykażemy, że ponieśliśmy z tego tytułu jakieś straty - mówi Kurowska.

•  Sklep zmienia cenę, czyli kupujesz taniej, płacisz drożej

Zdarza się i tak, że inną cenę zobaczysz na witrynie sklepowej, a inną poda ostatecznie sklep. Załóżmy, że znalazłeś odtwarzacz muzyczny za 140 zł. Składasz zamówienie, sklep przysyła informację z potwierdzeniem zamówienia, ale pisze w nim, że odtwarzacz kosztuje jednak 180 zł. - To niezgodne z prawem, cena nie może się zmienić - mówi Kamila Kurowska z UOKiK. Przy czym możemy mieć tu do czynienia z dwoma przypadkami: a) Sklep potwierdził, że zrealizuje zamówienie na odtwarzacz za 140 zł. A dopiero potem chciał się z transakcji wycofać. Wówczas jednak klient ma prawo domagać się, by po takiej właśnie cenie - 140 zł - sprzedano mu odtwarzacz. b) Sklep od razu zorientował się, że popełnił błąd (albo źle wpisano cenę, albo jest już nieaktualna, bo np. dystrybutor zmienił cennik). Wówczas klient ma mniejsze szanse, by wywalczyć odtwarzacz po niższej cenie. Może jednak oskarżyć właściciela o reklamę wprowadzającą w błąd, czyli stosowanie nieuczciwych praktyk rynkowych. Tu co prawda bezpośredniej korzyści nie odniesie, ale ewentualna kara ze strony np. UOKiK może skłonić właściciela sklepu do baczniejszego prowadzenia interesu.

•  Sklep za nic nie odpowiada, bo sam nie wie, co sprzedaje Oto przykładowe fragmenty regulaminów dwóch e-sklepów:


"Mimo dołożenia wszelkich starań Pasaż Handlowy 123market.pl zastrzega sobie prawo do ewentualnych uchybień i błędów w opisach oraz zdjęciach prezentowanych produktów, które nie mogą być jednak podstawą do roszczeń". "Opisy pochodzą ze stron producentów oraz dystrybutorów i mimo staranności przy ich dodawaniu mogą zawierać błędy. (...) nie są więc podstawą do roszczeń wobec Otomedia.pl". Co z nich teoretycznie wynika? To, że nawet jeśli klient dostanie ze sklepu inny towar, niż zamawiał, to sklep umywa ręce. Ale nie ma tak dobrze.

- Sklep nie może w taki sposób wyłączać swojej odpowiedzialności. Inaczej mógłby nam sprzedać w zasadzie wszystko - mówi Kamila Kurowska z UOKiK. Klient ma więc prawo albo wymienić produkt na taki model, jaki chciał, albo zażądać zwrotu pieniędzy.

Jeśli klient reklamuje towar niezgodny z umową, a reklamacja zostanie uznana, towar wraca do sklepu na koszt sprzedawcy.


  Paragraf 22, czyli możesz zwrócić towar, jeśli go nie odbierzesz


Po zakupie towaru przez internet masz prawo do odstąpienia od umowy w ciągu dziesięciu dni od zakupu bez podawania przyczyny.

Wystarczy, że się rozmyślisz. To jedno z kardynalnych praw klienta w e-handlu, niezbyt wygodne dla e-sklepów. Niektóre próbują więc je omijać.

Np. z zapisów w regulaminie sklepu Mixmedia.pl wynika, że klient może skorzystać z tego prawa tylko wtedy, jeśli w ogóle nie rozpakuje towaru zabezpieczonego w tym celu przez sklep specjalną plombą. Co ciekawe, ten sam regulamin wymaga od klienta, aby ten, odbierając towar od kuriera, w jego obecności rozpakował i sprawdził zawartość paczki. Inaczej mówiąc - klient może odesłać towar w ciągu dziesięciu dni tylko wtedy, jeśli... w ogóle nie odbierze go od kuriera.

W rzeczywistości ustawa jasno wylicza, że w nienaruszonym opakowaniu muszą być odsyłane jedynie nagrania audio i wideo lub programy (czyli np. płyty CD). W innych przypadkach dopuszczalna jest zmiana "w granicach zwykłego zarządu". Co to jest zwykły zarząd? To m.in. te czynności, o które klient mógłby poprosić sprzedawcę w normalnym sklepie, chcąc sprawdzić i wypróbować sprzęt. Czyli np. otwarcie kartonu, włączenie urządzenia, posłuchanie, jak pracuje itp.

Ważna uwaga - jeśli korzystamy z prawa do zwrotu w ciągu dziesięciu dni, wtedy odsyłamy na własny koszt.

•  Drogocenny karton, czyli niezgodny z umową towar przyjmiemy, ale tylko w oryginalnym opakowaniu

To trik, z którym autorzy tego materiału spotkali się osobiście. Sklep źle opisał na witrynie płytę kuchenną - przysłany towar miał inne parametry niż wynikało z opisu i był bezwartościowy (elektryk wykrył, że płyta musiała być połączona z piekarnikiem, którego w mieszkaniu nie było). Sklep uznał swoją winę i zgodził się na wymianę sprzętu, ale... zażądał zwrotu płyty w oryginalnym kartonie. Ponieważ ten dawno wylądował na śmietniku, sklep zażądał potrącenia sobie 100 zł.

Oba żądania były bezprawne. - Klient kupuje towar, a nie jego opakowanie. Nie płaci za opakowanie, nie jest ono wyszczególnione na paragonie lub fakturze - odpowiada. - Sklep nie może odrzucić reklamacji z tytułu niezgodności towaru z umową dlatego, że klient nie ma oryginalnego kartonu, ani nakładać za to opłat. Przepisy o odpowiedzialności sprzedawcy są pod tym względem jednoznaczne - mówi Aleksandra Frączek, prawnik Federacji Konsumentów. - Klient powinien wezwać sprzedawcę do zwrotu bezprawnie pobranej opłaty.

Dodajmy - sklep miałby prawo żądać zwrotu w oryginalnym opakowaniu, gdyby reklamacja dotyczyła gwarancji. Gwarancji udziela się bowiem dobrowolnie i jej wystawca może dowolnie określić warunki. Ale niezgodność z umową to reklamacja z tytułu rękojmi. A wtedy sprzedawca musi niezgodny towar przyjąć, i kropka.

• Zwrot pod warunkiem, czyli sklep robi łaskę.

Podobnie jest w każdej sytuacji, gdy sklepy bezprawnie próbują ograniczać prawo do zwrotu towaru niezgodnego z umową. To mogą być np. zapisy w regulaminie w rodzaju "Zwrotów nie przyjmujemy" albo "Zwracana kwota zostanie pomniejszona o odstępne". Inny przykład - "Gwarantujemy wymianę towarów wadliwych na towar wolny od wad pod warunkiem zgłoszenia uszkodzenia w terminie pięciu dni roboczych". W rzeczywistości ustawa daje klientowi na zwrot towaru niezgodnego z umową aż dwa lata.

Takie klauzule w umowie lub regulaminie klienta nie obowiązują.

Lojalny dłużej niż rok - uważaj na automatyczne odnowienie umowy i czytaj regulamin

Paweł rok temu wykupił licencję na program antywirusowy firmy McAfee. Na rok. Wykupił i następnego dnia o tym zapomniał. Tydzień temu zaskoczył go telefon z banku: "Wykryliśmy podejrzaną transakcję opiewającą na 69,99 dolarów" - usłyszał.

Okazało się, że pieniądze z jego konta samodzielnie ściągnęło McAfee. Po kilku godzinach sprawa się wyjaśniła - nasz czytelnik dostał od firmy informacyjnego e-maila. Dowiedział się z niego, że na automatyczne płatne przedłużenie licencji zgodził się rok temu podczas instalacji programu.

•  Maskowanie cen dostawy po to, by lepiej wypaść w porównywarce

Od kiedy porównywarki cenowe stały się bramą do zakupów internetowych, firmy imają się różnych sztuczek, byle tylko znaleźć się w nich na czele rankingu. Popularny chwyt to prezentowanie towarów, których sklep nie ma na stanie (i często w ogóle mieć nie będzie). Wówczas klient przeczyta: zadzwoń (a przez telefon dowie się, że na razie wybranego produktu nie ma). Co z tego ma sklep? Ściąga klienta na swoją witrynę, a nuż kupi coś innego?

Inny chwyt to ukrywanie lub niejasne informowanie, ile klient zapłaci za dostawę. Jeden z czytelników "Gazety" szukał niedawno sprzętu AGD. W porównywarce Ceneo.pl zauważył atrakcyjne ceny w sklepie Profi-kuchnia.pl. Teoretycznie koszty dostawy urządzeń, które zamawiał, to wg porównywarki Ceneo maksymalnie 120 zł (jeśli towar waży do 100 kg). Tymczasem w regulaminie sklepu (ceny orientacyjne) sięgają one już 300 zł. W e-mailu do naszego czytelnika sklep zażądał za dostawę aż 290 zł.

Triki wzrokowe, czyli ile kosztuje wysłanie SMS-a


"Doładuj konto. Kod można otrzymać, wysyłając SMS-a" - instrukcja do zakupu gry komórkowej VS Online wydaje się jasna. Jest numer, na który trzeba wysłać SMS-a, i okienko do wpisania kodu. Pod spodem cena - przekreślone 9 zł, obok czerwoną czcionką 1 zł. Wszystko gra? Z małym wyjątkiem - cena 1 zł nie dotyczy wcale SMS-a, ale płatności przez konto PayPal. Kto wyśle SMS-a z komórki, mocno się zdziwi - bo na billingu od operatora zobaczy już 10,98 zł. Podobny mechanizm spółka DT Software (oba przypadki opisał serwis Dziennik Internatów) stosuje przy testach IQ. Aby poznać wynik testu, trzeba wysłać SMS-a. Znów niby za złotówkę Teoretycznie lampka ostrzegawcza powinna się zapalić internaucie, gdy zobaczy numer - SMS-y premium wyceniane są według specjalnego klucza (druga cyfra po "7" oznacza cenę bez VAT). Jeśli numer zaczyna się od cyfry 71, za SMS-a zapłacimy 1,22 zł (złotówka netto); jeśli od 72 - 2,44 zł. I tak aż do najdroższych numerów po 10,98 zł. W praktyce mało kto zwróci uwagę na numer, gdy spółka sugeruje, że za SMS-a zapłacimy złotówkę. A regulamin (tam podane są realne koszty) mało kto czyta. - Zgodnie z prawem przedsiębiorca musi przedstawić konsumentowi pełną, jasną i rzetelną informację o cenie - mówi Kamila Kurowska z UOKiK. Innymi słowy, w przypadku SMS-a, klient musi wiedzieć, ile zapłaci za niego łącznie z VAT-em. W przypadku płatności za towar sklep, przyjmując zamówienie, musi mu też jasno przedstawić wszelkie inne koszty, np. cła, podatki czy koszty dostawy. - Ale konsument ma też obowiązek zapoznać się z regulaminem - przypomina Kurowska. Jej zdaniem nawet jeśli sklep wyraźnie umieszcza opłaty w regulaminie, ale sposób przedstawienia informacji o cenie może budzić wątpliwości, to można argumentować, że sklep zastosował reklamę wprowadzającą w błąd. Czy tak jest w istocie, może rozstrzygnąć sąd, jeśli klient wniesie pozew. Może to też zbadać UOKiK. Ewentualna decyzja urzędu, że reklama wprowadza w błąd, może pomóc przed sądem jako dowód na potwierdzenie stanowiska klienta.

Kilka rzeczy, o których warto pamiętać:

• Komentarze w porównywarkach cen. Nie sugeruj się przesadnie tym, co piszą o e-sklepach internauci w porównywarkach cen (że świetna obsługa, superterminowy, słowem sklep ideał). Oczywiście te komentarze mogą być jak najbardziej zasłużone, ale jest tajemnicą poliszynela, że wspaniałe recenzje potrafią sami sobie wystawiać właściciele e-sklepów. Wiedzą oni, że rekomendacje innych „klientów” to ważny argument za wyborem danego sklepu.

Wniesienie towaru. Kupując duże urządzenie (np. pralkę, lodówkę, duży telewizor itp.), sprawdź czy e-sklep oferuje transport z wnoszeniem do mieszkania, czy nie. Standardowo towar zostaje wysłany za pośrednictwem firmy kurierskiej, zaś kurierzy z zasady nie wnoszą dużych przesyłek do mieszkań, lecz jedynie wydają je adresatowi na ulicy (pozwalają na to ich regulaminy). Jeśli się nie przygotujesz, np. umawiając sobie do pomocy silnego kolegę, możesz się obudzić z wielkim, ciężkim pudłem przed drzwiami do budynku.

Niekiedy usługę wniesienia można dodatkowo wykupić podczas zamawiania towaru. Czasem e-sklep ma własną flotę i ofertę pod tym względem. W ostateczności można negocjować z kurierem, by pomógł wtaszczyć pudło na odpowiednie piętro - jeśli się mu dodatkowo zapłaci, powinien to zrobić.

• Dziesięć dni na zwrot.
Po zakupie towaru przez internet masz prawo do odstąpienia od umowy w ciągu dziesięciu dni od zakupu bez podawania przyczyny. Wystarczy, że się rozmyślisz. To jedno z kardynalnych praw klienta w e-handlu. Potem niezwłocznie, tj. w ciągu kolejnych 14 dni, powinieneś odesłać towar (już na własny koszt), a sklep musi ci zwrócić pieniądze.

Konieczne jest jednak przy tym złożenie pisemnego oświadczenia (wzór oświadczenia o odstąpieniu od umowy zawartej na odległość można znaleźć np. na stronie Federacji Konsumentów: http://www.federacja-konsumentow.org.pl/wzory/19.doc)

Warto wiedzieć, że te dziesięć dni liczy się od momentu, w którym sklep poinformował klienta, że przysługuje mu takie prawo. Jeśli tego nie zrobił, klient ma więcej czasu do namysłu - nawet do trzech miesięcy.

• Regulamin to nie fetysz
. Nie zawsze e-sklep może powoływać się na swój regulamin i nie wszystko to, co jest tam wpisane, rzeczywiście cię obowiązuje. Ponad regulaminem stoją ogólne przepisy - one gwarantują ci prawa, których żaden regulamin nie może cię pozbawić (np. do rękojmi). Jeśli sklep wpisał w regulamin coś sprzecznego z zapisami ustawowymi, to jest to nieważne. Ponadto - jak podkreśla Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów - „postanowienia, które nie zostały uzgodnione indywidualnie, nie wiążą konsumenta, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco naruszający jego interesy”.

• Niedozwolone klauzule. W razie sporu warto sprawdzić, czy zapisy w umowie (w regulaminie), na które powołuje się e-sklep, nie zostały już wpisane na listę klauzul niedozwolonych. Rejestr takich klauzul można pobrać ze strony WWW UOKiK. Jeśli w umowie, którą klient zawarł, są tego typu niedozwolone postanowienia, to zgodnie kodeksem cywilnym z mocy prawa nie wiążą one klienta.

• Zbieraj dowody. Przechowuj całą dokumentację związaną z transakcją - w tym wszystkie e-maile od sklepu (a po zakupie oczywiście faktury). Przy bardziej kosztownych zakupach na wszelki wypadek zrób screenshota z witryną, na której jest pokazany i opisany towar, który kupujesz, oraz wyszczególnione warunki zakupu. To wszystko może się przydać, jeśli wynikną jakieś problemy i wejdziesz w konflikt z e-sklepem.

• Gdzie szukać pomocy? W razie sporu ze sklepem pomocy możesz szukać telefonicznie lub osobiście w organizacjach konsumenckich (np. Federacji Konsumentów) lub u miejskich rzeczników konsumenta (namiary do nich znajdują się na stronie UOKiK). Tam możesz liczyć na bezpłatne porady - prawnicy powinni wysłuchać twojej historii, ocenić, kto ma najpewniej rację w sporze, i podsunąć stosowne paragrafy oraz zaproponować sposób walki o swoje prawa. Pokrzywdzeni konsumenci mogą też poinformować o bezprawnych praktykach e-sklepu UOKiK. - Z naszych doświadczeń wynika, że ok. 70 proc. interwencji z udziałem rzeczników konsumentów kończy się korzystnie dla zainteresowanego - przekonuje Kamila Kurowska.

• Żądaj i ostrzegaj.
Jeśli już znasz odpowiednie przepisy prawne na poparcie swych roszczeń, wystąp do e-sklepu w oficjalnym piśmie doręczanym za potwierdzeniem odbioru, przedstawiając swoje żądania i wyznaczając termin na ich realizację. Ostrzeż, że jeśli nie zostaną spełnione, wkroczysz na drogę sądową.

• Są jeszcze sądy. Jeśli sklep internetowy będzie głuchy na argumentację, pozostaje tylko sąd. O pomoc w wejściu na drogę sądową i w napisaniu oraz wniesieniu pozwu możesz znów zwrócić się do rzecznika konsumentów lub prawników z organizacji konsumenckich. Możesz też liczyć, że rzecznik sam wytoczy powództwo. Sądy działają wolno, więc sprawa może potrwać. Ale nie odpuszczaj - nierzetelni przedsiębiorcy liczą właśnie na to, że poszkodowany klient w końcu da za wygraną.

• Ważne ustawy. Najważniejsze akty prawne, które mogą ci się przydać w razie sporu z nierzetelnym e-sklepem, to:

- Ustawa o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej z 2002 r.

- Ustawa o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny z 2000 r.

- Kodeks cywilny


Źródło: Gazeta Pieniądze
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Prawo Internetu
« Odpowiedź #43 dnia: Wrzesień 28, 2008, 10:35:36 am »
Aukcje internetowe
Tomasz Konieczny, Gazeta Podatkowa Nr 488 z dnia 2008-09-112008-09-12
 
W internetowych serwisach aukcyjnych można kupić lub sprzedać niemal wszystko. Natomiast tam, gdzie obrót elektroniczny nie jest możliwy (np. w przypadku sprzedaży nieruchomości), są one znakomitą formą reklamy. Niestety, są i pewne mankamenty e-handlu. Dość łatwo można paść łupem oszustów, których wyśledzenie sprawia organom ścigania duże problemy. Częściej jednak dochodzi do naruszenia zasad rządzących aukcją bądź nierespektowania praw drugiej strony.


Regulamin

Możliwość brania czynnego udziału w aukcjach internetowych (sprzedawania, kupowania) otwiera się dopiero po zawarciu umowy z właścicielem danego serwisu. W umowie tej akceptujemy regulamin, który reguluje m.in. zasady rządzące licytacjami, a także prawa i obowiązki użytkowników serwisu. W rezultacie otrzymujemy indywidualne konto, do którego dostęp wymaga podania tzw. loginu i hasła.

Dla częstych bywalców i aktywnych uczestników internetowych serwisów aukcyjnych znajomość regulaminu wydaje się kwestią kluczową. Z niego dowiemy się, np. że celem aukcji dotyczących sprzedaży lub wynajmu nieruchomości nie jest zawarcie umowy, lecz mają one wyłącznie charakter reklamowy (ogłoszeniowy). W związku z tym jakiekolwiek czynności podejmowane przez użytkowników w ramach tych aukcji nie są wiążące.

Związanie ofertą

Z lektury warunków uczestnictwa w licytacjach wynikać może, iż przebicie naszej oferty przez innego licytanta nie skutkuje wygaśnięciem złożonej wcześniej propozycji zawarcia umowy. Co do zasady, oferta złożona w toku aukcji przestaje wiązać, gdy inny uczestnik aukcji (licytant) złożył ofertę korzystniejszą (art. 702 § 1 Kodeksu cywilnego - Dz. U. z 1964 r. nr 16, poz. 93 ze zm.). W warunkach aukcji można jednak zastrzec inaczej. Z możliwości tej skorzystał właściciel serwisu Allegro, który oferty złożone w licytacji każe uznawać za wiążące dla uczestników aukcji (sprzedającego i licytantów) do momentu zamknięcia aukcji albo do odrzucenia ich przez sprzedawcę.

Odrzucenie wyższej oferty może nastąpić m.in. na prośbę licytanta. Luka ta bywa wykorzystywana przez nieuczciwych sprzedawców działających w porozumieniu z którymś z licytantów, celem testowania wysokości ofert składanych przez innych licytantów. W tego rodzaju sytuacji istnieje podstawa do unieważnienia zawartej umowy.

WAŻNE!

Organizator oraz uczestnik aukcji może żądać unieważnienia zawartej umowy, jeżeli strona tej umowy, inny uczestnik lub osoba działająca w porozumieniu z nimi wpłynęła na wynik aukcji w sposób sprzeczny z prawem lub dobrymi obyczajami (art. 705 § 1 K.c.).

Powyższe uprawienie wygasa z upływem miesiąca od dnia, w którym uprawniony dowiedział się o istnieniu przyczyny unieważnienia, nie później jednak niż z upływem roku od dnia zawarcia umowy.



Zawarcie umowy

Częstym błędem jest traktowanie przez sprzedawców internetowych aukcji jako formy taniej i skutecznej reklamy. Nie każdy zdaje sobie sprawę z faktu, że jeżeli aukcja wyłoni zwycięzcę, a nie zastrzeżono ceny minimalnej lub cena ta została osiągnięta, to dochodzi do zawarcia umowy, za wyjątkiem wspomnianych już nieruchomości. Dotyczy to również sprzedaży samochodu, która dla swej ważności nie wymaga zachowania szczególnej formy. Wola stron takiej umowy może być wyrażona w jakikolwiek sposób. Nie ma przeszkód, aby sprzedawca dokonał tego poprzez wystawienie danej rzeczy na aukcję internetową, a kupujący poprzez zaoferowanie określonej ceny.

Nieprzypadkowo wspomniana została aukcja samochodu. Znany jest przypadek odbytej w 2005 r. licytacji internetowej kilkuletniego Jeepa. Najwyższą ofertę (23 tys. zł) złożył Adam S. Sprzedawca nie zastrzegł ceny minimalnej ani też nie zakończył aukcji przed czasem. Zgodnie z regulaminem serwisu z chwilą zakończenia licytacji doszło do zawarcia umowy sprzedaży pojazdu za najwyższą zaoferowaną cenę.

Dla sprzedawcy osiągnięta cena okazała się jednak zbyt niska i nie wydał auta kupującemu. Nabywca wytoczył mu proces o ustalenie, że doszło do zawarcia umowy kupna-sprzedaży feralnego auta. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi Północ nie miał wątpliwości, że transakcja została skutecznie dokonana. Kodeks cywilny nie tylko przewiduje zasadę swobody umów i w tym przypadku dowolność formy, lecz także wyraźnie pozwala na składanie oświadczeń woli w formie elektronicznej.

Uczestnicy internetowych aukcji muszą zatem mieć świadomość, że oferując sprzedaż bądź zakup rzeczy wyrażają wolę zawarcia umowy. Klasyczna aukcja kończy się przybiciem, natomiast w internetowej serwis wysyła komunikat o zakończeniu licytacji wraz z danymi drugiej strony transakcji. Dla sprzedawcy oznacza to obowiązek wydania przedmiotu aukcji, zaś kupujący winien w zamian zapłacić ustaloną cenę. Spełnienie jednej lub drugiej powinności może być dochodzone na drodze sądowej.

Przyjęcie oferty zamiast aukcji

Popularne serwisy aukcyjne dają swoim użytkownikom możliwość wyboru odnośnie sposobu zawarcia umowy. Nie zawsze dobicie transakcji musi poprzedzać licytacja. Dobrze sprawdza się również tryb ofertowy, a mówiąc prościej opcja "Kup Teraz". Korzystając z tej opcji dochodzi do przyjęcia oferty sprzedawcy po oznaczonej cenie i natychmiastowego zawarcia umowy. Możliwy jest również system mieszany, oparty na licytacji, jednak z możliwością jej szybkiego zakończenia z wykorzystaniem omawianej opcji.

W przypadku zawarcia umowy w wyniku przyjęcia oferty złożonej przez sprzedawcę (przy wykorzystaniu opcji „Kup Teraz”) pojawia się możliwość odstąpienia przez kupującego od umowy zawartej na odległość w ciągu 10 dni od wydania towaru. Sprzedawcą musi być jednak przedsiębiorca, a nabywcą konsument. W przypadku zwykłych aukcji internetowych lub umów zawieranych w innym układzie (np. transakcje między osobami fizycznymi nieprowadzącymi działalności gospodarczej) kupujący nie korzystają już z takiego uprawienia.


Źródło: Gazeta Podatkowa
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Odp: Prawo Internetu
« Odpowiedź #44 dnia: Luty 19, 2009, 11:52:13 pm »
Fiskus sprawdzi nieujawniony e-handelOrgany kontroli skarbowej uzyskają nowe uprawnienia w zakresie kontroli e-handlu.

Organy kontroli skarbowej, które otrzymają informacje o posługiwaniu się rachunkiem
 bankowym w celu prowadzenia niezgłoszonej do opodatkowania działalności gospodarczej, będą uprawnione do żądania od instytucji finansowych udostępnienia danych identyfikujących posiadacza takiego rachunku.

 Instrument ten ma przyczynić się do poprawy skuteczności kontroli handlu elektronicznego. Wczoraj Rada Ministrów przyjęła nowelizację ustawy o kontroli skarbowej zakładającą zaostrzenie kontroli podatników zajmujących się internetowym handlem.

Osoby prowadzące w internecie działalność handlową niezgłoszoną do opodatkowania często ukrywają się lub podają nieprawdziwe dane identyfikujące. Dziś organy kontroli skarbowej posiadające informacje o takich transakcjach nie są w stanie ustalić tożsamości osoby prowadzącej nieujawnioną działalność zarobkową, a tym samym nie mogą wszcząć i przeprowadzić postępowania kontrolnego. Kontrolujący najczęściej dysponują wyłącznie numerem rachunku bankowego podmiotu, adresem IP czy nazwą domeny internetowej.

W projekcie nadaje się urzędnikom skarbowym uprawnienia do występowania do instytucji będących w posiadaniu danych identyfikujących podmioty prowadzące nieujawnioną działalność w internecie. Dane te będą mogły być pozyskiwane na etapie wstępnych czynności, stanowiących podstawę do ewentualnego wszczęcia i przeprowadzenia postępowania kontrolnego lub przygotowawczego.

Nowelizacja wprowadza także przepisy, na podstawie których Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej (bądź dyrektor urzędu kontroli skarbowej) w związku z wszczętym postępowaniem przygotowawczym będzie mógł zwrócić się do instytucji finansowych o dane dotyczące m.in. przepływów na rachunkachKonto bankowePlus Konto to gwarantowany zysk. Oprocentowanie jak na lokacie!VWBankDirect.pl/konto_bankowe, celu i wysokości udzielanych pożyczek, kredytów oraz przebiegu ich spłat.

Źródło: GP

Artykuł z dnia: 2009-02-18,
Autor: Magdalena Majkowska
http://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/114107,fiskus_sprawdzi_nieujawniony_e_handel.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Odp: Prawo Internetu
« Odpowiedź #45 dnia: Kwiecień 06, 2009, 10:20:39 pm »

Uważaj, próbują wyłudzić pieniądze na Gadu-Gadu
Cytuj

Jak podała gazeta „Metro”, a potwierdził rzecznik prasowy, poprzez popularny w Polsce komunikator internetowy Gadu-Gadu próbuje się wyłudzić pieniądze. Mechanizm jest prosty. Anonimowy internauta wysyła do potencjalnej ofiary komunikat o treści „Twój okres użytkowania GG dobiega końca. Aby odnowić abonament na dwa lata, wyślij SMS-a na podany w wiadomości numer”.
Cały proceder trwa już od około tygodnia, a coraz więcej nieświadomych użytkowników Gadu-Gadu pada ofiarą wyłudzenia pieniędzy. Sprawą zajęła się już policja, jednak wiadomości wciąż docierają do kolejnych użytkowników. Numer SMS podany w wiadomości to numer typu premium, gdzie koszt wysłania jednej wiadomości wynosi ponad siedem złotych.


Przypomnijmy. Użytkowanie programu Gadu-Gadu jest całkowicie bezpłatne, a od użytkowników nie są nigdy pobierane opłaty w żadnej formie.



Więcej informacji w wątku:

http://forum.darzycia.pl/index.php?topic=3627.new#new
Uwaga na oszustów !
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Odp: Prawo Internetu
« Odpowiedź #46 dnia: Maj 22, 2009, 09:05:40 am »
Kiedy policja może przeszukać mieszkanie internauty


Kiedy policja może przeszukać mieszkanie internautyPolicja może przeszukać mieszkanie internauty tylko wówczas, gdy ma uzasadnione przypuszczenie, że w mieszkaniu znajdują się dowody popełnienia przestępstwa komputerowego. Muszą wskazywać na to zebrane wcześniej dowody, lub informacje, które da się potwierdzić w przyszłym procesie.

Co pewien czas w różnych miejscach w Polsce pojawiają się pogłoski , że funkcjonariusze Policji nachodzą domy Bogu ducha winnych obywateli i sprawdzają legalność zawartości dysków znalezionych tam komputerów. Po wykryciu pirackich plików zakuwają zaś właścicieli nielegalnego przybytku w kajdanki i prowadzą przed oblicze wysokiego sądu, który naprędce skazuje ich na kilka lat więzienia.

Nie wystarczy przypuszczenie
Ustne przekazy struchlałych ze strachu posiadaczy komputerów mają mało wspólnego z rzeczywistością. Policja nie może dokonywać przeszukania przypadkowo wybranych domów i mieszkań kierując się jedynie przypuszczeniem, że znajdzie tam komputer z nielegalnym oprogramowaniem. Zasady rewidowania prywatnych pomieszczeń precyzyjnie określa procedura karna, a łamiąc je funkcjonariusze dopuszczają się przestępstwa.

Co do zasady policjanci mogą przeszukać mieszkanie dysponując stosownym postanowieniem sądu lub prokuratora. Musi ono jednocześnie wskazywać konkretny cel przeszukania oraz zawierać uzasadnienie. Krótko mówiąc, może ono zostać wydane, jeśli istnieje uzasadnione przypuszczenie, że w mieszkaniu znajdują się dowody konkretnego przestępstwa, np. posiadania nielegalnego oprogramowania. Informacja taka musi być uzyskana w trakcie postępowania przygotowawczego być i jednocześnie musi być udokumentowana w taki sposób, aby z zebranych dowodów wynikało, że poszukiwany dowód przestępstwa może znajdować się w przeszukiwanym miejscu. Przykładowo, może tak być, gdy na ślad popełnionego przestępstwa natkną się funkcjonariusze śledzący aktywność sieci w poszukiwaniu cyberprzestępców. W żadnym przypadku nie może to być bezpodstawne podejrzenie i zdobyta w ramach niejawnych czynności operacyjno-rozpoznawczych informacja.

Rewizja bez nakazu
W niektórych przypadkach policja może dokonać przeszukania domu i zawartości komputera nie posiadając postanowienia wydanego przez sędziego lub prokuratora. Są to tzw. przypadki niecierpiące zwłoki, gdy postanowienie o przeszukaniu, z uwagi na konieczność szybkiej reakcji, nie mogło być wydane. Chodzi tutaj o głównie o sytuacje, gdy szybkie dokonanie takich czynności jest konieczne z uwagi na możliwość ewentualnego zatarcia lub utraty śladów popełnionego przestępstwa. Wtedy Policja może dokonać przeszukania w oparciu o pisemny nakaz kierownika swej jednostki lub okazując legitymację służbową. Przeszukanie na takiej podstawie musi zatwierdzić prokurator lub sąd.

Śledczy mogą sprawdzić dyski twarde komputera dokonując przeszukania na okoliczność popełnienia innego przestępstwa (np. paserstwa, posiadania narkotyków). Jest to natomiast w trakcie przeszukania Policja poweźmie uzasadnione przypuszczenie, że poza poszukiwanymi dowodami na miejscu znajdują się także dowody innego przestępstwa, to możliwe jest dokonanie dodatkowego przeszukania.

W zasięgu zainteresowań Policji znajdują się przede wszystkim oszuści internetowi, osoby wymieniające się pornografią dziecięcą czy hakerzy dopuszczający się dywersji informatycznych lub zakłócający pracę systemów rządowych. Coraz częściej Policja dając przestrogę społeczeństwu odwiedza także akademiki, biblioteki, a nawet wybrane prywatne domy, gdzie zanotowała nielegalne udostępnienie plików na masową skalę. Na koniec warto przypomnieć, że nie jest czynem karalnym samo pobieranie pirackich plików audiowizualnych, czy korzystanie z próbnych wersji programów komputerowych.

Podstawa prawna

Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny (Dz.U. z 1997 r. nr 88, poz. 553 z późn. zm.)

Źródło: GP

Artykuł z dnia: 2009-05-16
http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/318302,kiedy_policja_moze_przeszukac_mieszkanie_internauty.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Odp: Prawo Internetu
« Odpowiedź #47 dnia: Październik 30, 2009, 09:21:27 am »
Prasa to nie blog. A blog to...?
TYDZIEŃ NA UWAGI DO NOWEGO PROJEKTU PRAWA PRASOWEGO


W internecie znowu zawrzało. Na stronie internetowej BIP Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego pojawił się kolejny projekt nowelizacji Prawa prasowego. Dokument został przesłany do konsultacji międzyresortowych z dość krótkim terminem na zgłaszanie uwag, który mija 2 listopada. A jest co komentować, bo projekt ustawy wprowadza do polskiego obiegu prawnego pojęcie "bloga", choć ustawodawca nadal nie definiuje, czym blog jest.

Najważniejsza poprawka, która pojawia się w nowym projekcie, to dodatkowy ustęp artykułu 7 wprowadzający negatywną definicję prasy. Według niej, "za prasę nie uważa się przekazów niepodlegających procesom przygotowywania redakcyjnego w rozumieniu ust. 2 pkt 8, w szczególności: blogów, korespondencji elektronicznej, serwisów społecznościowych służących do wymiany treści tworzonej przez użytkowników, przekazów prywatnych użytkowników w celu udostępnienia lub wymiany informacji w ramach wspólnoty zainteresowań, stron internetowych prywatnych użytkowników."

Rejestracji nie będzie

To właśnie ten zapis miał zapewnić spokój blogerom, wśród których poprzedni projekt nowelizacji wywołał istną burzę. Przypomnijmy - według wielu specjalistów jego zapisy zrównywały blogi z prasą i budziły wątpliwości, czy nie trzeba będzie rejestrować ich w sądzie tak samo, jak gazet. Poprawki wprowadzone właśnie przez ministerstwo jednoznacznie przekreślają kwestię rejestracji blogów, a nowe regulacje "mają na celu usunięcie dotychczas występujących w praktyce wątpliwości interpretacyjnych w zakresie zbyt ogólnej definicji prasy" - jak możemy przeczytać w uzasadnieniu do nowego projektu.

Czy blogerzy mogą więc znów spać spokojnie? Tak, o ile sami domyślą się, co według polskiego prawa znaczyć będzie status blogera. Bo choć ministerstwo zdecydowało się na wprowadzenie do systemu prawa pojęcia "blog", to go nie definiuje, podobnie jak pojęcia "strony internetowej prywatnego użytkownika". Wiadomo jedynie, że nie będzie obowiązku ich rejestracji. Możliwość taką według nowych przepisów zyskają natomiast dziennik lub czasopismo w formie elektronicznej.

Tutaj może pojawić się jednak pytanie, jak wyznaczyć granice między blogiem a czasopismem elektronicznym. Czy poważny blog polityczny uzupełniany codziennie to to samo, co zapiski nastolatków? Bo jak zauważa w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" Michał Zaremba z Instytutu dziennikarstwa UW - zawartość blogów jest przecież bardzo różna i "ustawodawca powinien się zastanowić, co właściwie chce osiągnąć".

W nadgorliwości wyprzedzamy Europę

Poprawione zapisy mogą rodzić też inne uwagi. Choć nowy projekt znacznie skraca czas autoryzacji wywiadów, to jej nie znosi. A jak zauważa w "Dzienniku Gazecie Prawnej" Zaremba autoryzacja nie funkcjonuje nigdzie w Europie i jest rażąco sprzeczna z zasadami orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

W nowym projekcie pozostawiono również obowiązek rejestracji dla tradycyjnych dzienników i czasopism, który według wielu komentatorów jest dziedzictwem poprzedniego ustroju i rozwiązaniem, które trudno wskazać w innych krajach członkowskich UE.

mob//mat
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Odp: Prawo Internetu
« Odpowiedź #48 dnia: Listopad 05, 2009, 09:14:38 am »
Kiedy policja może przeszukać mieszkanie internauty

Policja może przeszukać mieszkanie internauty tylko wówczas, gdy ma uzasadnione przypuszczenie, że w mieszkaniu znajdują się dowody popełnienia przestępstwa komputerowego. Muszą wskazywać na to zebrane wcześniej dowody, lub informacje, które da się potwierdzić w przyszłym procesie

Co pewien czas w różnych miejscach w Polsce pojawiają się pogłoski , że funkcjonariusze Policji nachodzą domy Bogu ducha winnych obywateli i sprawdzają legalność zawartości dysków znalezionych tam komputerów. Po wykryciu pirackich plików zakuwają zaś właścicieli nielegalnego przybytku w kajdanki i prowadzą przed oblicze wysokiego sądu, który naprędce skazuje ich na kilka lat więzienia.

Nie wystarczy przypuszczenie

Ustne przekazy struchlałych ze strachu posiadaczy komputerów mają mało wspólnego z rzeczywistością. Policja nie może dokonywać przeszukania przypadkowo wybranych domów i mieszkań kierując się jedynie przypuszczeniem, że znajdzie tam komputer z nielegalnym oprogramowaniem. Zasady rewidowania prywatnych pomieszczeń precyzyjnie określa procedura karna, a łamiąc je funkcjonariusze dopuszczają się przestępstwa.

Co do zasady policjanci mogą przeszukać mieszkanie dysponując stosownym postanowieniem sądu lub prokuratora. Musi ono jednocześnie wskazywać konkretny cel przeszukania oraz zawierać uzasadnienie. Krótko mówiąc, może ono zostać wydane, jeśli istnieje uzasadnione przypuszczenie, że w mieszkaniu znajdują się dowody konkretnego przestępstwa, np. posiadania nielegalnego oprogramowania. Informacja taka musi być uzyskana w trakcie postępowania przygotowawczego być i jednocześnie musi być udokumentowana w taki sposób, aby z zebranych dowodów wynikało, że poszukiwany dowód przestępstwa może znajdować się w przeszukiwanym miejscu. Przykładowo, może tak być, gdy na ślad popełnionego przestępstwa natkną się funkcjonariusze śledzący aktywność sieci w poszukiwaniu cyberprzestępców. W żadnym przypadku nie może to być bezpodstawne podejrzenie i zdobyta w ramach niejawnych czynności operacyjno-rozpoznawczych informacja.

Rewizja bez nakazu
W niektórych przypadkach policja może dokonać przeszukania domu i zawartości komputera nie posiadając postanowienia wydanego przez sędziego lub prokuratora. Są to tzw. przypadki niecierpiące zwłoki, gdy postanowienie o przeszukaniu, z uwagi na konieczność szybkiej reakcji, nie mogło być wydane. Chodzi tutaj o głównie o sytuacje, gdy szybkie dokonanie takich czynności jest konieczne z uwagi na możliwość ewentualnego zatarcia lub utraty śladów popełnionego przestępstwa. Wtedy Policja może dokonać przeszukania w oparciu o pisemny nakaz kierownika swej jednostki lub okazując legitymację służbową. Przeszukanie na takiej podstawie musi zatwierdzić prokurator lub sąd.

Śledczy mogą sprawdzić dyski twarde komputera dokonując przeszukania na okoliczność popełnienia innego przestępstwa (np. paserstwa, posiadania narkotyków). Jest to natomiast w trakcie przeszukania Policja poweźmie uzasadnione przypuszczenie, że poza poszukiwanymi dowodami na miejscu znajdują się także dowody innego przestępstwa, to możliwe jest dokonanie dodatkowego przeszukania.

W zasięgu zainteresowań Policji znajdują się przede wszystkim oszuści internetowi, osoby wymieniające się pornografią dziecięcą czy hakerzy dopuszczający się dywersji informatycznych lub zakłócający pracę systemów rządowych. Coraz częściej Policja dając przestrogę społeczeństwu odwiedza także akademiki, biblioteki, a nawet wybrane prywatne domy, gdzie zanotowała nielegalne udostępnienie plików na masową skalę. Na koniec warto przypomnieć, że nie jest czynem karalnym samo pobieranie pirackich plików audiowizualnych, czy korzystanie z próbnych wersji programów komputerowych.

Podstawa prawna

Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny (Dz.U. z 1997 r. nr 88, poz. 553 z późn. zm.)
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26338
Odp: Prawo Internetu
« Odpowiedź #49 dnia: Listopad 05, 2009, 09:15:09 am »
Za włamanie do internetowych kont grozi więzienie

Osoba, która zauważy, że ktoś włamał się do jej osobistego konta na portalu społecznościowym, powinna zgłosić ten fakt na policję. Za taki czyn hakerowi grozi do pięciu lat więzienia.

Posiadacze osobistych kont internetowych na portalach społecznościowych, takich jak Nasza klasa, GoldenLine, Grono czy Facebook, są łatwym celem ataków hakerów. Świadczy o tym chociażby ostatni przypadek młodego mężczyzny z Wrocławia, który włamywał się do kont internetowych użytkowników portalu internetowego, zmieniał ustawienia i zawartość profili, a następnie żądał od ich właścicieli pieniędzy za przywrócenie dostępu do kont. Poszkodowani tego typu działaniem nie są jednak całkowicie bezbronni. Chroni ich zarówno prawo karne, jak i cywilne.

Osoba, która zauważy, że ktoś włamał się do jej osobistego konta, powinna zgłosić ten fakt na policję. O rodzaju i wysokości kary dla hakera zdecyduje sąd.

Sankcje prawne
– Z punktu widzenia prawa karnego konsekwencje prawna dla hakera, który włamuje się na konto użytkownika portalu internetowego i je blokuje, aby wymusić na właścicielu konta zapłatę za jego odblokowanie, będą przede wszystkim zależeć od okoliczności faktycznych konkretnego przypadku – tłumaczy Piotr Kosiński, adwokat z Kancelarii Linklaters.

Uzyskując nielegalnie dostęp do kont innych osób, haker może popełnić kilka przestępstw. Może się bowiem okazać, że jego działania naruszają przepisy o ochronie informacji oraz przepisy chroniące mienie. Jak wymienia Piotr Kosiński, w grę może wchodzić m.in.: nielegalne uzyskanie informacji, niszczenie, zmiana lub usuwanie informacji, niszczenie usuwanie zmiana lub utrudnianie dostępu do komputerowych baz danych, zakłócanie pracy systemu komputerowego lub sieci komputerowej lub tzw. oszustwo komputerowe. To ostatnie przestępstwo polega na bezprawnym wpływaniu na gromadzenie, przetwarzanie i przesyłanie informacji lub ich zmiana w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub wyrządzenia innemu szkody.

– W zależności od kwalifikacji danego czynu różne jest oczywiście zagrożenie ustawowe. W przypadku przestępstw, których może dopuścić się haker, granica odpowiedzialności karnej wynosi od dwóch do pięciu lat pozbawienia wolności – mówi Piotr Kosiński.

Ochrona cywilna
Poszkodowanego chronią także odpowiednie przepisy cywilne.

– Już samo włamanie oraz bezprawna inwigilacja konta użytkownika portalu internetowego może zostać potraktowana jako naruszenie dobra osobistego, jakim jest życie prywatne pokrzywdzonego – tłumaczy Piotr Kosiński.

Ponadto haker może np. próbować poniżyć pokrzywdzonego w oczach opinii publicznej, czego efektem będzie naruszenie czci lub wizerunku użytkownika.

– W takim przypadku pokrzywdzony może w pierwszej kolejności żądać zaniechania bezprawnych działań, a w razie dokonania naruszenia może żądać usunięcia jego skutków, w szczególności złożenia oświadczenia we wskazanej treści i formie, np. publikacji przeprosin w gazecie – wyjaśnia Piotr Kosiński.

Zadośćuczynienie pieniężne
Poszkodowany może również żądać zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę lub zapłaty odpowiedniej kwoty pieniężnej na wskazany cel społeczny. Żądanie zadośćuczynienia za wyrządzoną krzywdę nie musi być dochodzone w odrębnym postępowaniu cywilnym. Pokrzywdzony może dochodzić go także w ramach postępowania karnego, o ile takie żądanie zostanie zgłoszone do rozpoczęcia przewodu sądowego na rozprawie głównej.

Źródło: GP

Artykuł z dnia: 2009-08-10, ostatnia aktualizacja: 2009-08-10 16:32
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach