Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: uspołecznianie naszych dzieci  (Przeczytany 7937 razy)

Offline Anna

  • User z prawami do pisania
  • Weteran
  • ******
  • Wiadomości: 4459
uspołecznianie naszych dzieci
« dnia: Maj 04, 2007, 08:42:31 pm »
Proponuję nowy dział "uspołecznianie naszych dzieci", w którym zastanowimy się nad pojęciem "uspołeczniania" i  jego metodami. A wszystko po to , by nasze dzieci jak najlepiej kiedyś weszły w  społecznie role.

Jest wiele cech osobowości, których częstość występowania wśród niedostosowanych społecznie jest znacznie większa niż w przeciętnej populacji. Są to: niedostatecznie wykształcona osobowość, niezdolność do nawiązywania kontaktów emocjonalnych, zaburzona samoocena.

Agnieszka Chybowska, Joanna Szanejko
Warunki społecznego rozwoju


Proces tworzenia więzi uczuciowych jest związany z zaspokajaniem przede wszystkim potrzeb psychicznych: pewności i bezpieczeństwa, solidarności i łączności z osobami bliskimi, miłości, potrzeby akceptacji i uznania. Niezaspokojenie którejś z nich wywołuje poczucie zagrożenia, lęk, niepewność.

Rozwój psychiczny, a więc i rozwój osobowości dziecka, jest zjawiskiem ciągłym. Komplikowanie się procesów psychicznych, ich bogacenie się, nie odbywa się samorzutnie, ale pod wpływem warunków życia, środowiska, oddziaływania wychowawczego. Aby zrozumieć przyczyny pozostałych zaburzeń w kontaktach społecznych dziecka w określonym wieku, trzeba zatem rozpatrywać ten rozwój w kontekście jego wszystkich uwarunkowań, które występowały od pierwszych chwil życia dziecka.

Na rozwój psychiczny dziecka wywierają wpływ trzy środowiska społeczne: rodzinne, szkolne i rówieśnicze. Środowisko rodzinne jest podstawowym środowiskiem wychowawczym kształtującym psychikę dziecka, warunkującym jej rozwój, zachowanie dziecka. Z rodziny dziecko czerpie wzorce zachowań, które rzutują na jego późniejszy rozwój i zachowanie.

Środowisko szkolne wywiera również duży wpływ na rozwój psychiczny i społeczny dziecka. W szkole pojawiają się pierwsze kontakty z rówieśnikami, dziecko ma nauczyciela, którego słucha, który jest dla niego drugim autorytetem po rodzicach. To właśnie tutaj tworzy swój pierwszy obraz szkoły, nauczycieli, wychowawców.  To, jaki obraz szkoły utrwali na zawsze, zależy od tego, czy wszystko przebiegało w niej prawidłowo, czy też nie.

Na rozwój dziecka ma również wpływ środowisko rówieśnicze. Każde dziecko chce być zauważone, lubiane, adorowane przez rówieśników. Swoim zachowaniem dostosowuje się do zachowania kolegów czy koleżanek. W zależności od tego, jakie jest środowisko rówieśnicze - dziecko albo mu ulegnie, albo będzie się trzymać zachowań wyniesionych z domu. Nie każdy przecież jest tak samo lubiany i akceptowany przez rówieśników i to od dziecka zależy, czy pójdzie za kolegami, czy też, jeżeli zauważy, że ich zachowanie jest złe, powie nie.

Środowisko rodzinne
Środowisko rodzinne jest pierwszym środowiskiem wychowawczym w życiu człowieka, które czasami rzutuje w decydujący sposób na całe jego przyszłe życie. Rodzina dzięki swej stałości daje dziecku oparcie i poczucie bezpieczeństwa. Stabilność ta stanowi ważny czynnik jego równowagi emocjonalnej i zdrowia psychicznego. O poczuciu bezpieczeństwa, o tym czy dziecko czuje się kochane i akceptowane, decyduje wzajemny stosunek rodziców do siebie i do dzieci - to wszystko się składa na atmosferę wychowawczą. Do czynników wpływających na dezorganizację życia rodzinnego i w konsekwencji na zaburzenia rozwoju wychowujących się w tych rodzinach dzieci należą: rozbicie rodziny, nieprawidłowości struktury małżeństwa, alkoholizm, przemoc psychiczna i fizyczna.

W naszej kulturze rodzice są dla dziecka bardzo długo najważniejszymi osobami, stosującymi wobec niego nagrody i kary, zwłaszcza takie, które polegają na dawaniu lub odbieraniu opieki i miłości. Charakter związku między rodzicami a dzieckiem decyduje o tym, czego nauczy się ono na zasadzie identyfikacji, naśladownictwa i stosowania nagród i kar. Rodzaj uczuć przeżywanych w stosunku do rodziców rzutuje na relacje i rodzaj związków, w które będzie wchodzić człowiek dorosły.

Emocjonalna więź dziecka z rodziną

Rodzice kochają dziecko i jednocześnie boją się o nie. Obawy dotyczą najczęściej szeroko rozumianego zdrowia fizycznego i komfortu psychicznego dziecka. Ogromna część ich troski koncentruje się na tym, aby dziecko nie chorowało, regularnie jadło, wypoczywało, nie przemęczało się, nie doznawało zawodów i przykrości od innych, nie ponosiło porażek. Są gotowi często wyręczać dziecko w podejmowaniu decyzji i wykonywaniu zadań, ograniczać obowiązki domowe. Bardzo chcą znać wszystkie myśli i poczynania dziecka, chroniąc je jak gdyby "na zapas" przed możliwymi trudnościami i zawodami. W konsekwencji bardzo często ograniczają samodzielność i autonomię dziecka. Zabierają mu możliwość uczenia się na własnych błędach, a także czerpania satysfakcji z kontaktów z innymi ludźmi.

Jednym z ukrytych motywów takich postaw rodziców jest potrzeba zachowania silnego związku emocjonalnego z dzieckiem, zwłaszcza wtedy, kiedy kontakty z innymi ludźmi nie zapewniają silnej więzi uczuciowej. Tak wychowana młodzież ma trudności w nawiązywaniu partnerskich stosunków z rówieśnikami, czuje się wyizolowana, boi się odrzucenia przez innych, ma mało inicjatywy, boi się niepowodzeń, nie potrafi szukać źródeł satysfakcji dla siebie.

Wychowywane w ten sposób dzieci mogą jawnie przeciwstawić się nakazom rodziców i innych autorytetów, zaczynają wchodzić w ostre konflikty z nimi. Buntując się, zaprzeczają swoim zachowaniem wzorom, które proponują rodzice (nawet wbrew swoim interesom). Druga możliwość to próba podporządkowania się wymaganiom, tłumienie złości na rodziców, stałe poczucie niezadowolenia z siebie, poczucie niskiej wartości i ograniczenie kontaktów z rówieśnikami. Często takie dzieci niejako nieświadomie wchodzą na drogę przestępczą. Jest to ich wewnętrzny bunt przeciwko rodzicom. Chcą pokazać, że same też potrafią pokierować swoim życiem, którego skutki potem same ponoszą.

Rodzice chłodni emocjonalnie mało interesują się sprawami dziecka, odsuwają je od siebie, nie dając oparcia, kiedy jest mu potrzebne. Bardzo często taki stosunek do dziecka współwystępuje z odrzuceniem roli matki lub ojca, ponieważ koliduje ona z innymi ważnymi celami w życiu, albo łączy się z dużą trudnością nawiązania więzi emocjonalnych z innymi ludźmi. Rodzice tacy nie ograniczają zwykle swobody dziecka, ale także dają mu mało wsparcia w podejmowaniu działań wtedy, kiedy jest ono potrzebne. Nie stawiają wysokich wymagań, nie karzą ostro dziecka za niespełnienie ich oczekiwań. Dziecko może mieć stałe poczucie niejasności, co powinno zrobić, aby wzbudzić zainteresowanie i miłość rodziców.

Prawie wszyscy dorośli, dzieci rodziców, bez względu na to, czy byli bici jako dzieci, czy pozostawieni samym sobie, molestowani seksualnie, czy traktowani jak głupcy, przesadnie chronieni, czy też obciążeni poczuciem winy, cierpią na podobne symptomy: zachwianie poczucia własnej wartości, które prowadzi do zachowań autodestrukcyjnych. W pewien sposób czują się bezwartościowi, niekochani i nieadekwatni. Uczucia te wynikają w znacznej mierze z faktu, że dzieci takich rodziców, czasami świadomie, czasami nieświadomie, same siebie winią za rodzicielski zniewagi.

Kiedy te dzieci staną się dorosłymi, nadal dźwigają ciężar winy i nieadekwatności, co powoduje, że jest im wyjątkowo trudno zbudować pozytywny obraz samego siebie. W rezultacie brak pewności siebie i poczucia własnej wartości może się odbić na każdym aspekcie ich życia.

Zaspokajanie potrzeb

Funkcjonowanie człowieka jest rezultatem zarówno układu biologicznego, jak i psychicznego oraz społecznego. Jest to wiec rezultat istnienia człowieka nie tylko jako organizmu, ale jako osobowości i członka zbiorowości społecznej. Można więc powiedzieć, że od odczuwania określonych potrzeb zależy istnienie człowieka jako organizmu, osobowości i jednostki społecznej.

Wyróżnia się podstawowe potrzeby psychiczne, które powinny być zaspokojone w środowisku rodzinnym: potrzebę pewności i poczucia bezpieczeństwa, potrzebę solidarności i łączności z osobami bliskimi, potrzebę miłości, potrzebę akceptacji i uznania. Jeśli któraś z tych potrzeb nie zostanie zaspokojona w środowisku rodzinnym, rozwój psychiczny dziecka nie będzie przebiegał prawidłowo.

Na wskazane potrzeby można też spojrzeć z innego punktu widzenia, a mianowicie - określać ludzkie potrzeby ze względu na ich rolę w istnieniu i rozwoju człowieka. A zajmując ten punkt widzenia, wyróżniamy za A.H. Maslowem potrzeby warunkujące egzystencję człowieka, czyli potrzeby życia (zwane także potrzebami związanymi z niedostatkiem), oraz potrzeby warunkujące rozwój człowieka, czyli potrzeby rozwoju.

Badania nad młodzieżą niedostosowaną społecznie, prowadzone w różnych krajach, wykazują, iż u podłoża jej postępowania tkwi bardzo często niezaspokojenie niektórych potrzeb i specyficzne ukierunkowanie takich potrzeb, jak: potrzeba nowych doświadczeń, potrzeba bezpieczeństwa, potrzeba uznania i potrzeba miłości.

Autonomizacja, naśladownictwo

Psychologowie przyjmują teorię tzw. funkcjonalnej autonomii zaproponowaną przez G.W. Allporta. Do tej teorii nawiązuje koncepcja działań wytwarzających nowe potrzeby w nawiązaniu do potrzeb już istniejących, która bywa czasem określana jako koncepcja autonomizacji wartości, czyli koncepcja wtórnych celów. Mówiąc o wtórnych celach, mamy na myśli cele, które same przez się nie pozostają w związku z daną potrzebą, ale w danej sytuacji ich realizacja jest koniecznym warunkiem osiągania celów pierwotnych, a więc celów zaspokajających daną potrzebę. Jeżeli tego rodzaju sytuacje powtarzają się dostatecznie długo, cele wtórne zaczynają nabierać wartości autonomicznej.

O przebiegu zaspokajania potrzeb decydują zarówno doświadczenia indywidualne, jak i wpływy społeczne. I tak np. nie tylko niepowodzenia szkolne, ale i szkolne sukcesy konkretyzują potrzebę uznania społecznego i jest tu ważny nie tylko wpływ paczki chuligańskiej, ale i grupy harcerskiej. Można zdobywać uznanie społeczne nie tylko przez prowokowanie nauczycieli i agresywne zabawy, ale i przez sukcesy szkolne i harcerskie akcje pomocy.

Równie ważne jest naśladowanie osób, z którymi osoba naśladowana jest związana. Nauczyciel, który imponuje uczniowi swoimi osiągnięciami, tym samym podsuwa mu atrakcyjne wzory aktywności życiowej.

Modele do naśladowania

W rodzinie dokonuje się podstawowe uspołecznienie dziecka dzięki zaspokajaniu jego podstawowych potrzeb i dostarczaniu modeli do naśladowania, dostarczenie w odpowiednim czasie właściwego rodzaju i właściwej ilości stymulacji, która zapewnia przejście przez poszczególne fazy rozwoju społecznego i ukształtowanie się podstawowych zachowań i działań społecznych. O rodzinie możemy więc powiedzieć, że jest niezbędna jako czynnik w procesie uspołecznienia.

Wzrastanie w rodzinie przygotowuje człowieka do tworzenia nowych więzi międzyludzkich, do podejmowania ról społecznych w życiu dojrzałym, a więc również do tworzenia więzi małżeńskiej i zakładania własnej rodziny. Korzysta on przy tym z posiadanych wzorów ról rodzinnych, jakie towarzyszyły mu od dzieciństwa i samodzielnie działa zwykle na podstawie tych wzorów.

Na szkołę przypada początkowy okres życia dziecka, w którym kształtuje ono swoją osobowość, co ma zasadniczy wpływ na jego późniejszy rozwój. Na terenie szkoły najczęściej obserwuje się pierwsze niepowodzenia życiowe dziecka, reakcje na nie ze strony nauczycieli często decydujące w znacznym stopniu o jego przyszłości.

Agnieszka Chybowska
Joanna Szanejko
WSPS w Warszawie


--------------------------------------------------------------------------------
I druga paca, która wskazuje na rolę rodzinnego domu w procesie uspołeczniania dziecka.
Na drugim miejscu wymienia rolę grupy rówieśniczej.

SOCJALIZACYJNA ROLA RODZINY

WPROWADZENIE

Na wstępie mojej pracy pragnąłbym wyjaśnić znaczenie pojęć, wydawałoby się prostych, a przecież jak że złożonych: socjalizacja i rodzina. Jeśli chodzi o pierwsze z nich to powołując się na wyjaśnienia słownikowe oznacza ono: „uspołecznienie, przysposobienie do życia w społeczeństwie”[1].
Jednakże takie rozumienie pojęcia socjalizacji jest źródłem wielu nieporozumień. Powołując się na Romana Millera: socjalizacja-wychowanie-psychoterapia, należałoby skorzystać z jego definicji: Uspołecznienie jest celem wychowania, najściślej powiązanym z ustrojem i jego ideologią, realizowanym przez odpowiednio dobrane treści ideologiczne, wykształcenia ogólnego i czynne uczestnictwo w życiu społecznym. Natomiast socjalizacja, dokonuje się w różnych środowiskach i grupach społecznych, których ideologia, tradycje i wzory zachowania mogą odbiegać od tych, które propagują państwowe instytucje wychowawcze, ze szkolnictwem na czele. Wyniki socjalizacji akceptowane w pewnych grupach społecznych mogą się okazać nieporządne dla innych grup. Dążenia młodych, którzy wysuwają jako najbardziej pożądany cel życia szczęście w rodzinie i dobrobyt, świadczą o niepowodzeniu wychowania, które nie zdołało ich należycie uspołecznić, bowiem łodzi oddziałają życie prywatne od społecznego, nie chcą się włączać w sposób zaangażowany w rozwój swojego narodu i państwa.
Innego wyjaśnienia czym jest proces socjalizacji dostarczają nam Peter Berger i Thomas Luckmann w swojej książce: Społeczne tworzenie rzeczywistości. Twierdzą oni, iż: jednostka nie rodzi się członkiem społeczeństwa. Rodzi się ona jedynie z predyspozycjami do uspołecznienia i dopiero wtedy staje się członkiem społeczeństwa. Według nich człowiek staje się pełnoprawnym członkiem społeczeństwa dopiero po złożonym procesie wszechstronnego i zwartego wprowadzenia jednostki w obiektywny świat społeczeństwa lub inny jego sektor. Dokonują oni podziału na socjalizację pierwotną i wtórną. Socjalizacja pierwotna jest pierwszą socjalizacją, która jednostka przechodzi w dzieciństwie i z której pomocą staje się członkiem społeczeństwa. Socjalizacja wtórną jest każdy następny proces, który wprowadza jednostkę, mającą już za sobą socjalizację pierwotną, w nowy sektor obiektywnego świata jego społeczeństwa. Ważniejsza dla jednostki jest socjalizacja pierwotna, zasadnicza struktura jakiejkolwiek socjalizacji wtórnej musi przypominać strukturę tej pierwszej. [...] Socjalizacja pierwotna wiąże się nie tylko z uczeniem czysto poznawczym. Dokonuje się ona w atmosferze o wysokim ładunku emocjonalnym. W gruncie rzeczy wiele przemawia za tym, żeby z takiego emocjonalnego związku znaczącymi innymi, proces uczenia byłby trudny, jeżeli nie całkiem nie możliwy. [...] Socjalizacja wtórna jest inernalizacją subświatów instytucjonalnych czy też wyrastających z instytucji. Dlatego jej zakres i charakter są zdeterminowane złożonością podziału pracy i towarzyszącym mu podziałem wiedzy. [...] Socjalizacja wtórna polega na nabyciu wiedzy związanej z rolami, które pośrednio lub bezpośrednio wywodzą się z podziału pracy.
Inny pogląd na pojecie socjalizacji wysuwa D. Parsons w książce: Struktura społeczna i osobowość, określając ją jako: rezultat stopniowej interrealizacji stosunków między rolami w rodzinie, których zróżnicowanie ciągle wzrasta. Określa ja jako rozwój zobowiązań i uzdolnień osobniczych, które są istotnymi przesłankami pełnienia ról społecznych w przyszłości. Zróżnicowanie ról jest rozumiane jako przygotowanie w dzieciństwie do wypełniania obowiązków społecznych, opartych na normach moralnych przekazywanych przez rodziców. [...] i dalej podkreśla, że pojęcie socjalizacji jest pojęciem szerszym od pojęcia wychowania, gdyż obejmuje nie zamierzone oddziaływanie urządzeń i instytucji, a także czynników materialnego aparatu kultury.
Wytłumaczenie, czym jest rodzina jest zadaniem o wiele bardziej skomplikowanym.
Oczywiście każdemu z nas przychodzi na myśl banalna formuła: „podstawowa komórka społeczna”. Ale czy ta formuła po głębokiej analizie nie okazuje się arcymądrą? Właśnie udowodnienie tezy: rola rodziny , jako podstawowej komórki społecznej w procesie socjalizacji dziecka, będzie tematem mojej pracy.   Wróćmy do znaczenia słowa rodzina. Według [1] jest to: „grupa społeczna złożona z małżonków i ich dzieci, także osoby związane bliskim pokrewieństwem, powinowactwem”. Stanisław Kowalski w Socjologii wychowania w zarysie „Powszechnie przez rodzinę rozumie się parę małżeńska i jej dzieci. Adekwatne zdefiniowanie tej swoistej grupy społecznej nie jest, wbrew pozorom, sprawa łatwą. Toteż podejmowano wiele rozmaitych prób jej zdefiniowania. Trudności pochodzą stąd, że adekwatna definicja powinna objąć wszystkie, bardzo rozmaite, formy życia rodzinnego, charakterystyczne dla społeczeństw różnych kultur, różnych okresów historycznych i różnych ustrojów, a wiec rodziny zarówno społeczeństwa pierwotnego, określone normami społecznymi niesformalizowanymi, jak i społeczeństw historycznych, w których instytucja rodziny uregulowana jest normami formalno prawnymi (kodeksami rodzinnymi), ukształtowanymi na podłożu tamtych norm tradycyjnych. Definicja powinna przy tym objąć wszystkie typy rodzin – zróżnicowane i różnicujące się w wyniku wymiany pierwotnych partnerów w małżeństwie na nowych, niejednokrotnie posiadających już dzieci – jak i małżeństwa z dziećmi adoptowanymi. Wśród licznych definicji proponowanych w literaturze socjologicznej, dość ogólną, mieszczącą w sobie ogół wymienionych odmian (typów), zdaje się być definicja, według której rodzina to grupa oparta w zasadzie na współżyciu płciowym, dostatecznie ścisła i trwała, aby stwarzając warunki do prokreacji i wychowania, a wiec grupa złożona z osób, które łączy stosunek małżeński i rodzicielski – z tym że chodzi tu o stosunek rodzicielski w szerokim, społeczno-prawnym rozumieniu tego terminu. Dwa podstawowe stosunki decydują o powstaniu i istnieniu rodziny: małżeństwo i pokrewieństwo”. Tyle literatura. Moim zdaniem jest tworem zarówno biologicznym jak i instytucją społeczną. Rodzina bowiem wykazuje jedność życiową i funkcjonalną, której nie da się rozdzielić. W jej skład wchodzą jednostki różniące się od siebie pod względem fizycznym oraz psychicznym, które wzajemnie się uzupełniają. Rodzina Stanowi ogniwo w łańcuchu: „jednostka (rodzina) społeczeństwo, to jacy jesteśmy, jakie normy wyznajemy, jakim tradycjom jesteśmy wierni, a także (w zasadzie przede wszystkim) jak radzimy sobie w kontaktach międzyludzkich i jak funkcjonujemy w większych grupach jest zależne od rodziny, w której się wychowaliśmy i którą my tworzymy”. Nikt bowiem nie przeżywa swego życia sam. Ci, którzy będą usiłowali tak czynić z punktu widzenia psychologii, nie będą normalnymi osobnikami. „Rodzina ma swoje charakterystyczne cechy, które różnią ją od różnych grup społecznych; ma swój intymny, wewnętrzny świat, nie powtarzalny i różniący jedna rodzinę od drugiej. Jednocześnie jest grupa otwartą, nawiązująca kontakty z innymi grupami, wchłaniającą treści „wielkiego świata” i dostosowującą się do zmian. Jest stara jak świat ale zawsze inna. Rodzina jest „kolebką” rozwoju osobowości każdego członka zwłaszcza dziecka. W niej zdobywa ono mowę, język, kształtuje uczucia i postawy wobec członków rodziny i otaczającego świata. Rodzina jest ważna dla dziecka, bo wprowadza je w świat kultury i przygotowuje do udziału w życiu dorosłych” .
   Rola rodziny wiąże się nierozerwalnie z jej etapami. Każda rodzina ma własną historię, która obejmuje okresy: zarodkowej, narodzin i rozwoju, zdolności do zwiększania adaptacji, do zmian i ulepszeń, skłonności do kryzysów. Przezywa ona zarówno okresy nasilenia, jak i osłabienia więzi interpersonalnej i ideowej. Przejawiają się w niej siły biopsychiczne – stanowiące impuls do jej założenia – jak również siły zmuszające młodą jednostkę do odłączenia się, oddalenia, chociażby w celu późniejszego założenia własnej rodziny o układach ról przez siebie  akceptowanych [3].
   Tak więc rodzina ulega przemianom wraz z przemianami zachodzącymi u jej członków. Rodzina ma do spełnienia kilka funkcji. Do tej pory w literaturze przedmiotu jako nadrzędną opisywano funkcję prokreacyjną rozumiana jako „danie życia”. Obserwacje jednak wskazują na to, iż spory procent społeczeństwa poprzestał na tej funkcji, nie zastanawiając się nad możliwością zapewnienia realizacji funkcji ekspresji osobowości, zaspokajania potrzeby wzajemności i bezpieczeństwa, jednym słowem jako funkcji wychowawczo – społecznej.
Takie rozumienie rodziny bez aspektu psychologiczno – pedagogicznego doprowadzało do tego, że jednostki wyrastające w takich domach były aspołeczne, ułomne (nie znały pojęć wyższych), popadały w konflikt z prawem, często zagubione – popełniały samobójstwo. Obecnie widoczna jest rezerwa z jaka młodzi ludzie podchodzą do instytucji rodziny. Nim ją założą większość z nich zastanawia się czy spełnia warunki nie tylko materialne ale i emocjonalne, by stać się pomostem między sobą, a społeczeństwem. Przyczyną owych rozważań jest z jednej strony sytuacja gospodarcza (materialna) potencjalnych rodziców, ale również fakt, że społecznie są bardziej świadomi ról do spełnienia. Zaryzykowałbym stwierdzenie, iż ze wzrostem gospodarczym i możliwością zdobycia lepszego wykształcenia, zwiększ się świadomość, ale zmniejsza się chęć do założenia rodziny przez jednostkę. Tak więc zmniejsza się ilość rodzin wielodzietnych, a wzrasta niż demograficzny.
Czy jedna pomiędzy rodziną wielodzietną, a ubóstwem materialnym i emocjonalnym można postawić znak równości?
Czy rodzina np. trzyosobowa jest gwarancją na sukces pedagogiczny?
Oczywiście, że nie. Jednakże badania dowodzą, że znaczną część rodzin wielodzietnych nęka ten problem. Co więc powoduje jakie jest dziecko, gdy wkracza do społeczności? Czy decyduje o tym model rodziny, zasady jej funkcjonowania, normy przez nią wyznaczane czy też wyznaczone przez nią priorytety?
Każdy wymieniony przeze mnie powyżej elementów jest nierozerwalnie związany z pojęciem rodziny. Każdy z osobna i wszystkie razem tworzą jej portret.
   Każda jednostka jest wytworem całego społeczeństwa w którego skład wchodzi powyżej opisana rodzina. Jej osobowość podlega wpływom i zmianom przede wszystkim najbliższych ale również od najmłodszych lat (żłobek, przedszkole) grupy rówieśniczej oraz wychowawców. W procesie socjalizacji dziecka ogromne znaczenie ma by o osoby mające duży wpływ na kształtowanie się osobowości dziecka ma system wartości jaki przekazuje mu osoba sprawująca nad nim opiekę a także to by właściwie ukierunkowywała ona wszystkie osoby wchodzące w skład całej grupy rówieśniczej. Najważniejszym zadaniem wychowawczym będzie więc przekazywanie i kultywowanie tradycji, nauka umiejętnego przestrzegania norm społecznych a także wpojenie dziecku jego własnej i cudzej wartości, kreatywnego myślenia, wolności opartej o poszanowanie odmienności innych ludzi. W nowoczesnym społeczeństwie jednostka podlega trzem najważniejszym układom socjalizacji: rodzina, szkoła i grupa rówieśnicza, ale nie wolno nam zapominać że wraz z rozwojem techniki pojawił się czwarty element (nierzadko najważniejszy, chodź nie zawsze najwłaściwszy), telewizja, prasa, radio instytucje upowszechniające kulturę, a ostatnio internet. Oprócz rodziny i szkoły wpływ na osobowość dziecka mają rówieśnicy. Ta grupa pojawia się w życiu dziecka już we wczesnym dzieciństwie (koledzy i koleżanki z podwórka). Najistotniejsza jednak rolę zaczyna ona odgrywać gdy dziecko idzie do szkoły (koleżanki i koledzy ze szkoły). W tym momencie rozpoczyna się etap rywalizacji, wymiany doświadczeń oraz poszukiwania nowych wartości i doznań.
 Socjalizacja rozumiana jako uspołecznienie, wprowadzenie jednostki do życia w większej grupie ludzi, musi więc polegać na nierozerwalnym współdziałaniu trzech pierwszych czynników w kontroli nad czwartym. To rodzice powinni kształtować w młodym człowieku wartości estetyczne i moralne i w początkowej fazie jego rozwoju poddawać wnikliwej analizie to co dziecko czyta ogląda a także powinni dostarczać mu możliwość korzystania z instytucji kulturalnych takich jak: kino, teatr, opera. Rodzice a w późniejszej fazie szkoła powinni dostarczać w oparci o dostępne środki masowego przekazu wzorców a także doznań estetycznych swoim wychowankom. To od nich bowiem zależy w jakim stopniu dorosły już człowiek będzie funkcjonował w grupie społecznej i jaka hierarchią wartości będzie się kierował.  Jak widać więc proces socjalizacji jest procesem złożonym i długotrwałym a także wymagającym od rodziców i wychowawców wielkiej odpowiedzialności.

2. Modele rodziny
   Od momentu narodzin człowiek naśladuje zachowania osób z nim przebywających. Małe dziecko stara się powielać zachowania osób z nim przebywających początkowo powtarza pewne miny gest a w okresie rozwoju mowy próbuje odtwarzać wpierw dźwięki a następnie wyrazy. Bardzo ważne jest by osoby opiekujące się dzieckiem stwarzały mu sprzyjające warunki do rozwoju psychofizycznego i rozwoju mowy. Tak wiec powinny one poświęcać mu jak najwięcej czasu, mówić do niego, udostępniać mu zabawki edukacyjne odpowiednie dla jego wieku. Starsze dziecko czuje potrzebę identyfikacji z członkami rodziny. Dla tego bardzo istotną rzeczą jest by członkowie tej rodziny mieli pomiędzy sobą pozytywne relacje. Według M. Porota postawa życiowa dziecka kształtuje się według wzoru rodziców. Mając dobry przykład i miłość rodziców dziecko nauczy się niewątpliwie akceptowania pozytywnych i trafnego oceniania negatywnych stron życia. Nauczy się doświadczać uczucia głębokiej satysfakcji, jaka towarzyszy człowiekowi rozwiązującemu trudne zadania i będzie potrafiło odczuwać radość płynącą z umiejętności czerpania własnych potrzeb z potrzebami otoczenia. Zrozumie też, że człowiek może istnieć tylko we wspólnocie z innymi jednostkami i zda sobie sprawę z ograniczonej możliwości działania w oderwaniu od innych.
Istnieje wiele rzeczy których dziecko może się nauczyć wyłącznie w rodzinie. Będzie to przede wszystkim umiejętność okazywania uczuć, wyrażania własnych poglądów, szacunku dla innych (starszych, odmiennych), przekazywania emocji, umiejętności wyrażania poglądów, a także poszanowania tradycji kultywowanych przez jej członów. Tak więc w obrębie rodziny dziecko uczy się podstawowych praw: miłości, tolerancji, uczciwości i tradycji. Bardzo ważne jest by rodzina była spójna wewnętrznie, ponieważ zarówno dla dziecka jak i rodziców jest ona podstawowym modelem społeczeństwa.
Każdy z partnerów w chodzi w związek małżeński z własnym modelem rodziny i stosunków w niej panujących. Każde z nich ma inne wyobrażenie o własnym modelu rodziny (chodź zdawało by się że każde z nich w wyniku wspólnych rozmów poszło na kompromis w celu uzgodnienia zasad panujących w rodzinie). Pojawienie się dziecka jest zaczątkiem rozwoju nowych systemów związków w obrębie rodziny:  ojciec - dziecko, matka - dziecko oraz rodzice - dziecko. System związków wewnątrz rodzinnych wpływa na jakość i ilość ekspresji emocjonalnych, a co za tym idzie na rozwój osobowości wszystkich jej członków a w szczególności dziecka. Każda rodzina to małe państwo o ustalonych stosunkach wzajemnego współżycia. Jej członkowie dzielą między siebie zadania, role. Chciałbym przedstawić kilka charakterystycznych modeli rodzin.
Pierwszy z nich to styl życia według zasady „dzieci na pierwszym miejscu”. Najczęściej występuje on w rodzinach wielodzietnych. Jego charakterystyczną cechą jest ogólny chaos i brak porządku w organizacji i zachowaniu się jej członków. Wbrew pozornemu prymatowi dzieci schodzą na dalszy plan. Opiekuje się nimi przede wszystkim matka ponieważ ojciec pracuje zawodowo w celu zapewnienia bytu. Układ taki przyczynia się do dominacji męża i podporządkowania jej sobie przez niego. Doprowadza to do uległości żony. Dzieci z takiego typu rodziny powielają ten stereotyp - synowie stają się domowymi dyktatorami, a córki „żonami przy mężach”. Taki model nie służy rozwojowi poczucia własnej wartości, nie uczy dziecka indywidualizmu.
Kolejnym jest zwany mianem „dwoje ludzi przeciw światu”. stanowi on formę związku ludzi o niskiej samoocenie a także takich którzy przejawiają skłonności do wzajemnych podejrzeń i braku zaufania. Jednocześnie jak na ironię, dochodzą oni do wniosku że nie mogą żyć bez siebie co z kolei doprowadza do tego że postrzegają innych ludzi i otaczającą ich rzeczywistość jako wrogą. Dzieci w tym związku postrzegane są przez nich jako czynnik destrukcyjny niemalże zagrażający ich związkowi. Osobowość takiego dziecka jest z gruntu wypaczona i ono samo postrzega siebie jako „trzecie koło u wozu” - przyczynę wszelkich sporów i kłótni. Przez całe swoje późniejsze życie „przeprasza że żyje” widząc w sobie jedynie wady - jest „upośledzone” emocjonalnie. Rodzina, w której występuje styl „bierz udział w podziale ale sam z siebie nie dawaj nic” to najczęściej rodzina patologiczna gdzie utrzymaniem rodziny zajmuje się matka, a mąż nie pracuje, często jest alkoholikiem. W rodzinie takiej panuje wzajemna wrogość i niechęć; mają do siebie wiecznie pretensje, a dzieci z takiego związku są zaniedbanie, nielubiane, odtrącone.
Kolejnym przedstawionym modelem rodziny który chciałbym przedstawić jest  związek rządzący się zasadą „każdy dla siebie”. Występuje on w związkach w których oboje małżonkowie dążą do zaspokojenia swoich dóbr materialnych. Łączy ich ze sobą chęć zdobycia co raz to nowych rzeczy, a nie głębsze uczucia. Najczęściej nie mają oni czasu na to by mieć dziecko a także dla tego że według nich z jego przyjściem na świat wiązało by się zbyt wiele wyrzeczeń. W tym układzie nie mówi się, albo przemilcza więzi emocjonalne.
Ostatni systemem współżycia charakteryzuje powiedzenie „do póki śmierć nas nie rozdzieli”. Partnerzy w tym związku traktują obowiązki rodzinne jak zło konieczne. Oboje nie próbują się buntować przyjmując postawę zachowawczą kierując się zasadami: ładnie wyglądaj i bądź miły, nie mów co myślisz i czujesz i nie wspominaj. Postawa taka prezentowana jest przez członków rodziny na zewnątrz. Nie trzeba dowodzić że w takich rodzinach (ze względu na brak akceptacji, możliwości wyrażenia swoich uczuć) zdarzają się wśród dzieci samobójstwa a także stany depresyjne.
Każda rodzina może realizować różne elementy z opisanych powyżej stylów a może także stworzyć własny. Nie należy wiec tego podziału traktować jako jednoznaczny.
Józef Rebowski w przytaczanej już Rodzina w świetle psychologii porównuje badanie prawideł życia rodzinnego do ogarniania wzrokiem łańcucha górskiego: Stojąc u stóp góry można zobaczyć odległe szczyty i znikające doliny. W miarę zbliżania się do nich staje się widoczne, że jedne szczyty są bliskie, a drugie dalsze. Podchodząc jeszcze bliżej spostrzegamy, iż góry składają się ze zdumiewającej mozaiki skał i roślin wielu rozmiarów, kształtów, struktur i składów. Skupienie się na jednej górze lub dolinie odsuwa całość. Podobnie jest z systemami związków rodzinnych. Zbliżenie się do jakiejś rodziny pokazuje bogactwo treści, rozległość i złożoność układów wewnątrz rodzinnych, spraw dużych i małych, a jednocześnie pojawia się zachwyt dla prostoty zjawiska.


Gdy dziecko jest małe nie ma ono wpływu na zmianę relacji między rodzicami. W miarę dorastania próbuje ono je zrozumieć. Następnym etapem (bez względu na to czy rodzina funkcjonowała prawidłowo czy nie) jest okres buntu przeciwko zasadom panującym w rodzinie. Pojawia się u dzieci chęć odrzucenia autorytetu skłonność do komenderowania, awantur, kłótliwości oraz dramatycznego i teatralnego zachowania się. Ten ostatni objaw występuje najczęściej u chłopców. jeśli się pojawia, możemy od razu przypuszczać iż chłopiec ma matkę, która roztacza nad nim nadmierną opiekę. Podobnie synowie agresywnych ojców i nadmiernie troskliwych o dzieci matek, objawiają z reguły skłonności do okrucieństwa w stosunku do rówieśników. Pojawia się to szczególnie wtedy, gdy w życiu domowym ma miejsce rywalizacja rodzeństwa.  
Wpływ postaw rodziców na dzieci jest niezaprzeczalny. Dokonuje się on głównie dlatego, że rodzice są osobami stale przebywającymi ze swymi dziećmi, a nie wyłącznie dzięki działaniu ich postaw na postawy dzieci. Rodzic może się także odznaczać postawą niechęci do dziecka lub postawą odrzucenia. Wyraźniejszymi wskaźnikami tego są: ostre karanie, zaniedbywanie, dokuczanie słowem, obojętność, irytacja, pogróżki wydalenia z domu, niekonsekwencja w postępowaniu z dzieckiem, skąpienie pieniędzy na konieczne wydatki na dziecko itp. Skutki takiego traktowania dziecka są dla niego bardzo niekorzystne. Odrzucone dziecko czuje się życiowo niepewne.
W normalnie ukształtowanych wewnętrznie rodzinach stosunki uczuciowe i społeczne koncentruje się na dziecku, na problemie jego rozwoju, w którym uwzględnione są jego potrzeby, jak i kaprysy. Zaznacza się to szczególnie w rodzinach małych, gdzie ojcowie i matki prześcigają się w spełnianiu życzeń dziecka. W tej rywalizacji nie dają mu często nic z siebie i nie wiążą go ze sobą psychicznie, nie dają mu też okazji do zetknięcia się z wieloma - zarówno przyjemnymi, jak i nieprzyjemnymi - sytuacjami życia. Tymczasem dla dziecka, szczególnie starszego, ważne jest to, co dzieje się w jego otoczeniu, ważne są wyniki pracy zawodowej rodziców, ich osiągnięcia i sukcesy, porażki i załamania. Postawa życiowa dziecka kształtuje się według wzoru rodziców.[6]

3 Wpływ grupy rówieśniczej na kształtowanie się osobowości dziecka

   Drugim obok rodziny bardzo ważnym czynnikiem obok rodziny mającym wpływ na kształtowanie się osobowości dziecka jest grupa rówieśnicza. Grupy rówieśnicze różnią się swym charakterem, budową, skupiają dzieci w różnym wieku. Szczególne znaczenie (nie tylko ze względu na nasze zainteresowania tym okresem życia dziecka, ale i ze względu na wpływ, jaki wywierają one na późniejsze jego życie w grupach rówieśniczych i poza nimi) mają grupy, które skupiają dzieci już w pierwszych latach życia.  Od momentu wejścia do grupy rówieśniczej podlega ono różnym wpływom w zależności od tego na jakim podłożu powstała dana grupa rówieśnicza. Niektóre grupy dziecko wybiera samo i są to grupy odpowiadające mu pod względem potrzeb i zainteresowań (sportowych, towarzyskich), a do innych zostaje przypisane odgórnie nie mając na to wpływu (do nich należą grupa przedszkolna, klasa). Grupy rówieśnicze można więc podzielić na formalne i nieformalne. Niezależnie jednak od tego czy powstają one spontanicznie czy też pod wpływem motywacji racjonalnej, niezaprzeczalnym jest ze maja one niebagatelny wpływ na proces uspołecznienia młodego człowieka. W procesie socjalizacji dokonuje się w obrębie określonych grup społecznych, w tym i rówieśniczych, przekazywanie i przyjmowanie ustalonych sposobów zachowania, norm i modeli oraz pewnego zasobu wiedzy, odnoszącej się do otaczającej rzeczywistości.  Dziecko należące do grupy rówieśniczej stara się dorównać lepszym od siebie, uczy się współdziałania z innymi, próbuje rozwiązywać zaistniały w obrębie grupy problemy. Przebywając z innymi dziećmi ono samo widzi siebie bardziej obiektywnie, poznaje swoje wady ale również nabiera wiary we własne siły. Bardzo istotne jest by w miarę możliwości rodziców jak najwcześniej miało kontakt ze swoimi rówieśnikami. Ponieważ: W grupie rówieśniczej dziecko jest zarówno podmiotem, jak i przedmiotem jej działania. Przyjmując obowiązujące w niej niesformalizowane zasady zachowań, uczy się życia społecznego w skali grupy, przewodniczy lub podporządkowuje się innym, uczy się zasad postępowania w grupie, pełnienia w niej ról społecznych, ocen zachowań własnych i swych rówieśników z punktu widzenia przyjętych przez tę grupę warunków społecznego jej współżycia, nabywa doświadczeń. W grupie rówieśniczej dziecko rozbudza zainteresowania i zaspakaja potrzeby, które nie mogą być zaspokojone w jego kontaktach z osobami dorosłymi. Nabywa wiec pewne cechy i umiejętności społecznego współżycia, których powstaniu i rozwojowi nie sprzyjają zazwyczaj warunki i atmosfera życia rodzinnego, albowiem dziecko występuje tu w roli uprzywilejowanej.  Dzieci wychowujące się w domu pod opieką babci opiekunki lub matki maja o wiele mniej możliwości współuczestniczenia w grupach rówieśniczych. W wielu wypadkach gdy trafiają już do szkoły jest im bardzo trudno odnaleźć się w nowej sytuacji, czują się odtrącone, nie potrafią zrozumieć dla czego nie znajdują się w centrum uwagi. Źle znoszą krytykę odbierając ją jako czynnik destrukcyjny a nie konstruktywny. Dłużej trwa też proces akceptacji ich przez grupę.
   W miarę dorastania dziecko coraz częściej decyduje z którym z rówieśników chce przebywać częściej. Pojawia się wówczas niebezpieczeństwo, że młody człowiek może trafić do grupy która będzie miała zgubny wpływ na rozwój jego osobowości. Dzieje się tak najczęściej wtedy gdy rodzice tracą kontakt ze swoim dzieckiem, a ono czuje się odtrącone, albo przyłącza się do takiej grupy z czystej ciekawości. Widać wiec że podstawowym czynnikiem który kreuje wnętrze dziecka jest rodzina.
   Nastolatek wciąż poszukuje ale jego eksperymenty (chodź naturalne dla jego wieku) kończą się fatalnie. Chęć zaimponowania innym, strach przed odrzuceniem przez grupę, a także brak wyobraźni to najczęstsze przyczyny sięgania przez młodych ludzi po: papierosy, narkotyki, alkohol, a także działanie niezgodne z prawem. Istotą role w przeciwdziałaniu tego typu zachowaniom ma stworzony przez rodziców system zakazów i nakazów. Rodzic nigdy nie będzie miał stuprocentowej pewności, że jego dziecko nie sprzeciwi się systemowi wartości jaki obowiązuje w jego rodzinie. Najważniejszym dla młodego człowieka jest akceptacja jego osoby przez rodziców, grupę rówieśniczą oraz wychowawców, ponieważ wtedy ryzyko złamania zakazu znacznie się zmniejsza. Kiedy jednak dziecko nie czuje zaufania wobec siebie łamie każdy z nakazów z czystej przekory, a czasem po to by zwrócić na siebie uwagę rodziców, którzy zajęci pracą zawodową zrzucają całą odpowiedzialność za wychowanie dziecka na szkołę i środki masowego przekazu. Młody człowiek poszukuje akceptacji samego siebie i chętnie przyłącza się do ludzi którzy wykazują chociaż odrobinę zainteresowania jego osobą. Jest to najczęściej przyczyna dla której dziecko ucieka z domu, trafia do sekt, lub grup przestępczych. Pierwszym sygnałem który powinien zaniepokoić rodziców lub wychowawców, jest pogorszenie się wyników w nauce, zamknięcie się w sobie, częste wychodzenie w domy, przebywanie w towarzystwie koleżanek i kolegów nie znanych rodzicom i wychowawcom. Jeśli rodzicom lub wychowawcom nie uda się w porę rozpoznać tych symptomów najczęściej zdarza się, że dziecko w wyniku przebywania w takim środowisku staje się społecznie nie przystosowane.
   Opisałem powyżej zgubny wpływ grupy rówieśniczej na kształtowanie się osobowości dziecka, ale istnieją przecież takie, w których dziecko się rozwija, nabywa nowych umiejętności które wpływają na to iż w przyszłości młody człowiek będzie stanowił wartościową cząstkę danej społeczności. Do takich grup zaliczyć możemy zespoły sportowe, muzyczne, koła zainteresowań. Po raz kolejny ogromna rolę w ukierunkowaniu i rozpoznaniu potencjału drzemiącego w dziecku maja rodzice i wychowawcy. Im wcześniej zauważą oni predyspozycje dziecka i umiejętnie to wykorzystają zależy jego dalszy rozwój. Osoby z którymi dziecko przebywa w grupie rówieśniczej mają znaczący wpływ na to jak będzie funkcjonowało w społeczeństwie w przyszłości. Nie ulega bowiem wątpliwości że grupa rówieśnicza ma potężny wpływ na kształtowanie się osobowości społecznej jednostki i jest on w pewnym zakresie niezastąpiony. Wszędzie indziej młodociany osobnik zajmuje stanowisko podporządkowane i wyrabia w sobie tylko te strony osobowości społecznej, które na tym stanowisku mogą się czynnie objawiać. W grupie rówieśników występuje on w roli równouprawnionego członka, z którym inni liczą się nie tylko jako z przedmiotem swego działania, lecz również jako z podmiotem społecznym.   Bez względnie jednak od rodziców zależy czy ich dziecko dokonywać będzie właściwych wyborów, dotyczących środowiska poza rodzinnego. Od wiary i zaufania w możliwości dziecka zależy powodzenie procesu jego socjalizacji.
   

http://www.wortal.malbork.pl/prace/390.doc

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
uspołecznianie naszych dzieci
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 04, 2007, 10:57:55 pm »
Cały czas wierzyłam, że uspołecznianie to tylko w grupie.
Czas zweryfikował myślenie.
Czy można wymagać od dzieci spokojnych, wrażliwych, odmiennych- akceptacji hałasu, i wszystkich "charakterków" z jakimi spotykają się w grupach rówieśników?

Myślę, że nie ma jednoznacznej decyzji co lepsze.

Jedno wiem, że nauka domowa jest przystosowana do rozwoju i potrzeb dziecka, jest przeplatana konieczną stymulacją dzieci niepełnosprawnych (bo o nich piszę).

Szkoły mają program ramowy, niby opracowują indywidualne programy dla dzieci niepełnosprawnych, ale jak to wygląda w efekcie końcowym każdy wie, kto ma dziecko kilka lat w takiej szkole.

Brak funduszy na rewalidację indywidualną na poziomie potrzeb dziecka - w zamian- obniżanie poziomu nauczania- jest dla mnie czymś wstrętnym nie do przyjęcia, a w efekcie końcowym rozjaśnił mi "szklane domy" na temat integracji w polskim wydaniu.

Mojemu dziecku nie dzieje się krzywda w szkole, ale nie jest to to czego wymagają potrzeby rozwojowe dziecka z zD.
Dlatego poważnie zastanawiam się już 2 lata nad domową edukacją.
Uspołeczniać dziecko (jeśli tego wymaga) można w indywidualnie dobranym towarzystwie, NIE narzuconym ramami klasy, szkoły, Ośrodka, turnusu.
My zdrowi także nie akceptujemy wszystkich po kolei, czemu więc mamy wymagać tego od dzieci?
Monika moja była uspołeczniana od becika, w orzcezneiu PPP miała wpisane 3 lata temu wysoko uspołeczniona.
Czas także zweryfikował to- im starsza tym bardziej wybredna-zawsze wybiera dzieci spokojne, unika hałaśliwych tonów.

Najważniejsza jest samodzielność u naszych dzieci, uspołecznianie także, ale KTO ZAAKCEPTUJE  w pełni nasze dzieci, gdy będą starsze?
Powstaje pytanie czy warto za wszelką cenę zmuszać dzieci do uspołeczniania ze wszystkimi?- może warto je przygotowywać w domu i sukcesywnie organizować spotkania z dziećmiu, które zaakceptują nasze dzieci, a nie odwrotnie.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Anna

  • User z prawami do pisania
  • Weteran
  • ******
  • Wiadomości: 4459
uspołecznianie naszych dzieci
« Odpowiedź #2 dnia: Maj 04, 2007, 11:15:25 pm »
Skoro,Soniu, poruszyłaś temat domowego nauczania dzieci , proponuję ciekawy artykuł - "Przyszłość edukacji domowej". Jednocześnie wszystkich zachęcam do dyskusji.

Przyszłość edukacji domowej

Nauczanie indywidualne bywa często jedyną skuteczną formą dotarcia do możliwości edukacyjnych uczniów

Edukacja domowa jako alternatywa dla zinstytucjonalizowanych form kształcenia jest zjawiskiem o bardzo niskim progu świadomości społeczeństwa, w tym także profesjonalnych pedagogów. Na gruncie polskim ta forma praktyki edukacyjnej i jej potencjał są mało rozpoznane. Pojawia się szereg kontrowersji zarówno prawnych jak i dotyczących słuszności samej idei.

W kilku krajach, wbrew nieprzychylnym opiniom, wykształcił się bardzo dynamiczny ruch społeczny, opierający się na niezależnych przedsięwzięciach pojedynczych rodzin, w których rodzice sami pragną kierować edukacyjną karierą swoich dzieci poza instytucją szkoły. Motywy do podjęcia tej ryzykownej działalności mają niejednokrotnie konkretny wymiar dydaktyczny, wychowawczy oraz opiekuńczy. Wysuwane są argumenty o charakterze pozytywnym, głoszące chęć zapewnienia dzięki edukacji domowej komfortu edukacyjnego na miarę wymogów samorealizacji, jak również negatywne, wskazujące na niską efektywność nauki w szkole. Ważną rolę odgrywają także rozważania aksjologiczne nad wolnością wyboru.

Społeczeństwo w Polsce przywykło do tradycyjnego modelu szkoły i obowiązku uczęszczania do niej. Pomimo powszechnej krytyki i niepokoju związanego z obserwowanym wzrostem zjawisk patologicznych np. agresji czy narkomanii, wciąż dominują nieprzychylne oceny podejmowanych działań innowacyjnych.

Z drugiej strony mamy do czynienia z coraz większą liczbą wniosków o przyznanie nauczania indywidualnego z powodu fobii szkolnej oraz zaburzeń zachowania i emocji.
W opinii rodziców i nauczycieli na negatywną atmosferę dydaktyczno-wychowawczą w klasie szkolnej mają wpływ: hałas, agresja, rozproszona uwaga uczniów, konflikty w relacji uczeń-nauczyciel i uczeń-uczeń oraz bezpośrednio z nimi związane trudności z organizacją procesu dydaktycznego przez nauczyciela. Z badań nad komunikacją między nauczycielem a uczniem wynika ponadto, że proces wymiany informacji zakłóca: stosowanie różnego kodu przekazu w kanale komunikacji, brak dostosowania przekazu do świata znaczenia odbiorcy oraz brak czujności i zaangażowania we wzajemną komunikację. Zaburzenia procesu wymiany informacji nauczyciel - uczeń rzutuje na jakość działania w wielu aspektach. Ma wpływ choćby na wzajemne relacje ekspresyjne, autentyzm postępowania, poziom samodzielności, prezentację własnego zdania, kształtowanie twórczego myślenia. Należy podkreślić, że intensywność skutków jest znacznie większa w przypadku osób niepełnosprawnych, a w szczególności dzieci niepełnosprawnych intelektualnie, których komunikacja bywa zaburzona nawet w sprzyjającej atmosferze klasowej.

Nauczanie indywidualne bywa często jedyną skuteczną formą dotarcia do możliwości edukacyjnych uczniów. Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 29 stycznia 2003 roku indywidualne nauczanie przyznaje się dzieciom i młodzieży, których stan zdrowia uniemożliwia lub znacznie utrudnia uczęszczanie do szkoły. Organizuje się je tylko na określony czas. W indywidualnym nauczaniu realizuje się treści nauczania wynikające z podstawy programowej kształcenia ogólnego oraz obowiązkowe zajęcia edukacyjne wynikające z ramowego planu nauczania dla danego typu szkoły, dostosowane do możliwości psychofizycznych ucznia. Rozwiązanie to mogłoby być korzystne dla dziecka, gdyby nie ograniczenia w przewidzianej siatce godzin:
1) Dla uczniów zerowego etapu edukacyjnego (klasy wstępne) – od 4 do 6 godzin.
2) Dla uczniów klas I – III szkoły podstawowej od 6 do 8 godzin.
3) Dla uczniów klasy IV – VI od 8 do 10 godzin.
4) Dla uczniów gimnazjum od 10 – 12 godzin.
5) Dla uczniów szkół ponadpodstawowych lub ponadgimnazjalnych od 12 do 16 godzin.

Wymiar godzin indywidualnego nauczania jest znacznie niższy od realizowanego w klasie. Nie stwarza zatem równych szans rozwoju uczniom. Ta forma kształcenia nakłada odpowiedzialność za jej wyniki głównie na nauczycieli, przez co często rodzice mogą czuć się z niej zwolnieni. Inaczej jest w przypadku nauczania domowego, gdzie pełna odpowiedzialność za postępy edukacyjne dzieci spoczywa na rodzicach. Nauczanie domowe może dotyczyć nie tylko osób chorych, ale też zdrowych. Umożliwia ono zatem objęcie nim wszystkich dzieci, których rodzice wyrażają taką wolę.

Potencjał nauczania domowego jest wysoki. Poniżej zaprezentowane są tylko niektóre jego zalety. Zaliczyć do nich można:
większą szansę rozpoznania indywidualnych potrzeb dzieci. Nauczanie w szkole tę indywidualność zabiera, jeśli nawet ma ją na celu;
intensywniejsze wykorzystanie czasu nauki;
dzieci dzięki indywidualnemu podejściu są bardziej aktywne w swojej nauce oraz są bardziej autonomicznymi badaczami świata; mają więcej czasu na rozwijanie swoich zainteresowań, czego nie ma w masowym systemie edukacji;
dużą kontrolę nad rozwojem dziecka, wzmocnienie więzi rodzica z dzieckiem; nauczanie, które nie ogranicza się do jednej danej klasy, jednego przedmiotu, jednego programu – dziecko uczy się całościowo, treści teoretyczne integrują się z wiedzą praktyczną, dziecko widzi i doświadcza, bezstresową i pełną zaangażowania obu stron atmosferę w jakiej odbywa się nauka;
ochronę dziecka przed złym wpływem środowiska szkolnego: narkomanią, przemocą fizyczną, itp. oraz przyswojeniem ukrytego programu szkoły: cwaniactwa, ściągania;
większą kontrole rodzicielską nad kontaktami z rówieśnikami.

W praktyce nauczanie domowe, zgodnie z jego podstawową przesłanką, oparte jest na aktywności edukacyjnej rodzica i dziecka. Rodzic ucząc swoje dzieci przygotowuję się sam do zajęć, co również dla niego jest pożyteczne i rozwijające. Większość rodziców zrzeszonych jest w stowarzyszeniach, które oferują im wielokierunkową pomoc. W przypadku nauczania przedmiotów specjalistycznych, w których wiedza rodzica jest niewystarczająca, korzysta się z usług nauczyciela. W ramach działających towarzystw organizowane są dla dzieci wspólne wyjścia do teatrów, muzeów, czy też wycieczki do bardziej odległych ośrodków kultury, nauki, itp. Powstają w ten sposób swoiste, niezależne „ośrodki oświatowe”, które pozostawiając rodzicom inicjatywę, pozwalają korzystać z wiedzy i doświadczeń innych ludzi.

Głównym zarzutem stawianym edukacji domowej jest ograniczona w jej ramach właściwa socjalizacja dziecka. Dzieci uczone w domu, stereotypowo postrzegane są jako nie umiejące nawiązać przyjaźni z rówieśnikami, źle radzące sobie w środowisku społecznym, nieadekwatnie reagujące w sytuacjach trudnych i konfliktowych. Zdaniem osób nieprzychylnie nastawionych, w przyszłości będą izolować się od szerszego społeczeństwa, ograniczając się do działań na rzecz siebie i najbliższych i będą przyjmować w ten sposób postawę obojętności wobec dobra wspólnoty (narodu).
Badania w zakresie uspołecznienia dzieci uczących się w domu rodzinnym prezentuję odmienne fakty. Według V. D. Tillmann (1995, za M. Budajczak, 2004) 98% amerykańskich dzieci edukacji domowej regularnie uczęszcza na różnorakie zajęcia dodatkowe. W różnego rodzaju formy wolontariatu włącza się 30 % tych dzieci.

W ramach edukacji domowej można stopniowo wprowadzać dziecko w kontakty z różnymi środowiskami, zgodnie z jego aktualnym poziomem rozwoju. Lepiej jest przez to do nich przygotowane. W przypadku systemu klasowo – lekcyjnego proces ten jest inwazyjny i szczególnie dotyka dzieci nieśmiałe, introwertyczne, czego konsekwencją są reakcje wycofujące, agresywne, a nawet fobia szkolna. Trudno w tej sytuacji wymagać aby było ono natychmiast społecznie aktywne.

Mierzalną jednostka uspołecznienia jest gotowość do bezkonfliktowego pełnienia ról społecznych oraz związana z nią umiejętność podporządkowania się. W niektórych przypadkach dochodzi do nadadaptacji do roszczeń grupowych. Wówczas cele danej grupy stawiane są ponad celami innych grup, a także ponad celami i wartościami indywidualnymi. Dzieci edukacji domowej z powodu swojego naturalnego nonkonformizmu znacznie rzadziej ulegają tym szkodliwym, z punktu widzenia rozwoju jednostki, wpływom.

Przekrojowe badania J. W. Taylor pokazują, że dzieci uczące się w domu uzyskują o 47% wyższe wyniki w ogólnym pozytywnym obrazie samego siebie, niż ich koledzy nauczani w szkole. Na obraz własnej osoby składały się takie skale jak: akceptacja własnego wyglądu, statusu intelektualnego, wolności od lęku, poczucia zadowolenia życiowego, przystosowania społecznego oraz popularności wśród rówieśników.(Ch. Zastrow 2004)

Dobre uspołecznienie dzieci home schooling potwierdzają także inne badania prowadzone na gruncie amerykańskim. Między innymi tłumaczyć tym można wzrastające na tym terenie poparcie dla tej formy edukacji. Formalnie ruch nauczania domowego rozpoczął swoją działalność na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Obecnie w Stanach Zjednoczonych nauczanie domowe, wg Departamentu Edukacji, dotyczy 850 tysięcy uczniów. Dane wskazywane przez organizacje homeschoolingujęce mówią o liczbie 2,5 miliona dzieci. Kolejnym krajem, gdzie nauczanie domowe dynamicznie się rozwija, jest Kanada. Powołano tam Home School Legal Defense Association of Canada (Stowarzyszenie Prawnej Obrony Praw Edukacji Domowej), które stoi na straży praw rodziców nauczających swoje dzieci w domu. Podobnie jak w USA sytuacja prawna zależy od prowincji, w której się mieszka. Przykładowo w 32 stanach wymogiem formalnym, który należy spełnić chcąc uprawiać edukację domową, jest wykształcenie średnie rodziców. (Ch. Zastrow 2004)

Podobnie jest w Australii, gdzie szacuje się liczbę rodzin uczących własne dzieci w domu na ok. 15 tysięcy. Anglia nie stawia przeszkód prawnych przed tą formą kształcenia. Irlandia ma ją zapisaną nawet w Konstytucji. W innych krajach europejskich możliwość nauczania domowego jest ograniczana mniej lub bardziej restrykcyjnymi przepisami prawa.
Bezpośrednie odniesienia w prawodawstwie międzynarodowym do kwestii związanych z edukacją znajdują się w : Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Międzynarodowym Pakcie Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych oraz Konwencji O Prawach Dziecka Organizacji Narodów Zjednoczonych. Ustalenia w nich zawarte znajdują swoje odbicie w konstytucjach i aktach prawnych poszczególnych państw, które je ratyfikowały. Zakresy prawne dotyczą głównie prawa jednostek ludzkich (przy czym głównym podmiotem tego prawa jest dziecko) do edukacji. Wskazują także na prawo rodziców do dokonywania względnie swobodnych wyborów edukacyjnych (pkt. 3, art. 26 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka). Wynika z tego zapisu, że prawo to dotyczy również realizowania edukacji domowej.

Karta Podstawowych Praw Unii Europejskiej, obowiązująca również w Polsce, stwierdza, że rodzice maja prawo do zapewnienia swoim dzieciom edukacji i nauczania w zgodzie z własnymi przekonaniami religijnymi, filozoficznymi i pedagogicznymi.
Obowiązująca obecnie Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej z 1997 roku w pkt. 1 art. 70 stanowi, że „Każdy ma prawo do nauki . Nauka do 18 roku życia jest obowiązkowa. Sposób wykonywania obowiązku szkolnego określa ustawa. Fragment ten nie dyskredytuje edukacji domowej jednakże już w pkt. 3 art. 70 ogranicza się prawo decydowania rodziców do „wyboru dla swoich dzieci szkół innych niż publiczne”. Z analizy tego zapisu wynika, że rodzice mają jedynie wybór spośród oferty już istniejących szkół publicznych i niepublicznych lub założenie własnej szkoły. Edukacja domowa pozostałaby zgodna z Konstytucją, o ile przybrałaby ona kształt sformalizowany. Szansą na prawne umocowanie edukacji domowej jest Ustawa o Systemie Oświaty z 7 września 1991 roku z póź. zm. (formalnie Konstytucja nakazuje w sprawach szczegółowych odwołanie się do ustawy).

Zgodnie z ustawą na wniosek rodziców dziecka dyrektor publicznej szkoły podstawowej, gimnazjum lub szkoły ponadgimnazjalnej, do której dziecko uczęszcza, może zezwolić na spełnienie przez dziecko obowiązku nauki poza szkołą oraz określa jego warunki. Dziecko spełniające swój obowiązek w tej formie może otrzymać świadectwo ukończenia poszczególnych klas danej szkoły lub ukończenia tej szkoły na podstawie egzaminów klasyfikacyjnych przeprowadzonych przez szkołę, której dyrektor zezwolił na taka formę spełniania obowiązku szkolnego lub nauki.

Analizując międzynarodowe akty prawne zauważyć można tendencję do ewolucji prawa w kierunku poszerzenia indywidualnej wolności w wyborze drogi edukacyjnej. Zwłaszcza mocno akcentuje się priorytet statusu decyzyjnego rodziców. Wyniki badań wskazują, że efekty nauczania dla obszarów, gdzie obowiązują restrykcyjne regulacje państwowe są identyczne jak wyniki nauczania na obszarach, gdzie edukacja domowa rozwija się w atmosferze swobody. Słuszne wydaje się zatem działanie zmierzające do zwiększenia dostępności tej formy kształcenia. Rozważania te są szczególnie istotne w świetle obserwowanej dyskryminacji edukacji domowej i utrudnień stawianych przed rodzicami, którzy chcą ją uprawiać (M..Dudzikowa 2001)

1. Ujednolicenie i standaryzacja, będące nadal dominującym nurtem w szkolnictwie polskim, to przejawy myślenia monistycznego, które wywodzi się z założenia, że natura wszelkiego bytu jest jednorodna. Takie myślenie jest charakterystyczne dla systemów autorytarnych i centralistycznych, naruszających podstawowe prawo demokracji do posiadania i wyrażania własnych przekonań i poglądów. Pomysł, by państwo sprawowało wyłączną kontrolę nad edukacją przyszłych pokoleń bez możliwości wyboru jej formy przez rodziców, wydaje się co najmniej kontrowersyjny. Edukacja to proces przekazywania następnym pokoleniom właściwych danej kulturze wartości, przekonań, zwyczajów. Stanowi istotne narzędzie wpływu społecznego i ochrony utrwalonego porządku społecznego. Jan John Dewey (1999) uznał, że edukacja jest sposobem kontrolowania procesu przyswajania świadomości społecznej. Nie bez znaczenia więc pozostaje, kto ten proces kreuje i nadzoruje. Powierzenie rodzicom pełnej odpowiedzialności za edukację osłabia możliwość kształtowania przez państwo świadomości przyszłych pokoleń, ale także zwiększa zakres wolności jednostki i rodziny.
Szkolnictwo publiczne nie jest gwarantem dobrych efektów dydaktycznych i wychowawczych. Często prowadzi do niegospodarnego rozdzielania środków finansowych, pogłębiania konfliktów międzypokoleniowych, obniżenia poziomu nauczania, frustracji uczniów. Mimo to nadal są stawiane przeszkody przed rozwojem edukacji domowej, co sprowadza nasz kraj, w świetle tendencji światowych, do pozycji państwa zaściankowego.

Home schoolding wymaga wprawdzie poważnych badań nad jego efektywnością, stanowi jednak pewną furtkę dla rodzin, sprzeciwiających się ofercie dzisiejszej szkoły. Prawdopodobnie omawiane zagadnienie nigdy nie stanie się zjawiskiem masowym. Nie sprzyjają jego rozwojowi dominujące obecnie czynniki ekonomiczno – kulturowe. Naturalną jednak wydaje się sytuacja, w której to rodzice mają decydujący głos w sprawie edukacji własnych dzieci a uwarunkowania prawne taką możliwość wyboru zapewniają.

Dr Barbara Olszewska
Uniwersytet Łódzki

Bibliografia:
1.Dudzikowa M., Mit o szkole jako miejscu wszechstronnego rozwoju ucznia, Kraków, Impuls 2001
2.Dewey J., My Pedagogic Creed, 1897, cytat za Smithwick D., Teachers, Curriculum, Contrl, 1999
3.Górnikiewicz J., Homeschooling – szkołą przyszłości?, „Społeczeństwo Otwarte” 1996, nr 12, s. 43 – 44
4.Ray B. D., Strengths of their own – Home schoolers across America: Academic achievement, family characteristics, and longitudinal traits, Salem: National Home Education Research Institute 1997,
5.Taylor J.W., The self – concept of home schoolers, Journal of Research on Christian Education, 1992, nr 1, s. 23 – 24
6.Thomas A., Educating children at home, London, Cassel 1998
7.Tillman V. D., Home schoolers, self – esteem and socialization, Home School Researcher, 1995, nr 11, s. 1 - 6
8.Zastrow Ch., Introduction to social work and social welfare, ITP 2004

Data publikacji: 2006-10-12

http://www.gazeta.edu.pl/portal.php?cat=29&article=26&c=29

kasiape

  • Gość
uspołecznianie naszych dzieci
« Odpowiedź #3 dnia: Maj 04, 2007, 11:51:49 pm »
:D ja jednak nie łączyłabym uspołeczniania z edukacja domową -
uważam że to zawsze my jako rodzice decydujemy w jakiej grupie przebywa dziecko! to my dobieramy mu towarzystwo, to my albo zapisujemy na jakieś zajęcia albo nie! dziecko w tej kwestii ma mało do powiedzenia, lub wręcz nic!
to rodzice je "uspołeczniają" każde na swój własny sposób!

 :ok:

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
uspołecznianie naszych dzieci
« Odpowiedź #4 dnia: Maj 04, 2007, 11:56:40 pm »
Uczyć w domu i uspołeczniać pod możliwości swojego dziecka myślę, że jest  łatwiej jednak w domu (gdy matka/ ojcieć mają ku temu predyspozycje).

Nie ma mowy o tym, że dzieci bywają niedouczone z jakiegoś przedmiotu, czy że brakuje im kontaktu z równieśnikami. Wszystko jest kwestią organizacji.

Zainteresowanym domową edukacją:

http://edukacjadomowa.piasta.pl/artykuly.html
Artykuły

http://edukacjadomowa.piasta.pl/index.html
Strona domowej edukacji

i tu dość ciekawy aspekt na edukację
http://www.trendy.codn.edu.pl/doc/2007_02_trendy.pdf
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Anna

  • User z prawami do pisania
  • Weteran
  • ******
  • Wiadomości: 4459
uspołecznianie naszych dzieci
« Odpowiedź #5 dnia: Maj 05, 2007, 01:04:09 am »
Chciałabym podzielić się wspomnieniem sprzed kilkunastu lat.
 Odwiedzałam znajomą w szpitalu. W sąsiedniej sali leżała dorosła dziewczyna z zD. Leżała koło drzwi i siedząc ze znajomą na korytarzu mimo woli obserwowałam ją. Dziewczyna byla zupełnie samodzielna. Nie angażowała nikogo do czynności samoobsługowych. Leżąc w łóżku zajęta była przeglądaniem swojego notesu. Widać w nim było jakieś kolorowe kartki, zdjęcia, zapiski. Od czasu do czasu coś w nim segregowała, zapisywała. Nie nudziła się. Pochłonięta była swoim zajęciem. W pewnej chwili wstała z łóżka, założyła kapcie, szlafrok  i poszła do toalety. Po kilku minutach wróciła i położyła się do łóżka. Znowu zajęła się swoimi sprawami.
W tym czasie, w tym samym pokoju dwie pozostałe dziewczyny rozmawiały ze sobą. Może troszkę się nudziły?

Co chcę powiedzieć opisując ten obraz?
Moim zdaniem ta dziewczyna była bardzo uspołeczniona.
Zachowywała się według norm społecznych, nie sprawiała swym zachowaniem żadnego kłopotu. Była "dobrze wychowana", a jednoczśnie potrafiła doskonale o siebie zadbać. Wyglądało, że  dobrze się czuje w tym pokoju i  pozostałe lokatorki też.

Myślę, że  wychowując nasze dzieci  przede wszystkim powinniśmy dążyć do tego rodzaju uspołecznienia.   "Dobrze wychować" i zadbać o wysoką samoocenę.

Oczywiście chcemy więcej.
By nasze dzieci były lubiane i akceptowane przez rówieśników, rozwinęły swoje zdolności  i posiadły jak największą wiedzę szkolną.
Jeśli tylko się da - to dobrze, ze o to się staramy.
Jeśli się nie da - nic nie szkodzi. :D

Rhobar1

  • Gość
uspołecznianie naszych dzieci
« Odpowiedź #6 dnia: Luty 12, 2008, 09:25:12 am »
Cytat: "kasiape"
:D ja jednak nie łączyłabym uspołeczniania z edukacja domową -
uważam że to zawsze my jako rodzice decydujemy w jakiej grupie przebywa dziecko! to my dobieramy mu towarzystwo, to my albo zapisujemy na jakieś zajęcia albo nie! dziecko w tej kwestii ma mało do powiedzenia, lub wręcz nic!
to rodzice je "uspołeczniają" każde na swój własny sposób!

 :ok:

podzielam Twoje zdanie moja siostra jest obecnie pod opieką 12 poradni specjalistycznych
ma liczne schorzenia m.in WZWb i DPM jako noworodek przezszła sepsę ale oprócz tej sepsy miała już w.w. WZWb. Obecnie jest z nią mniej więcej tak pochodzi tydzień do szkoły następne dwa tygodnie choruje(ale mimo obecności DPM ma wysoki iloraz inteligencji więc w szkole sobie świetnie radzi i nadrabia szybko zaległości). Proponowano mamie by nauczyciele przychodzili do domu na co mama się nie zgodziła, powiedziała że nie będzie izolować dziecka od grupy rówieśniczej!!!

Iza Kozłowska

  • Gość
uspołecznianie naszych dzieci
« Odpowiedź #7 dnia: Marzec 13, 2008, 01:02:31 am »
Od kilku tygodni czytam,czytam by dowiedzieć się jak najwięcej o moim Franku ale problem uspołecznienia dotyka mnie dziś chyba najbardziej.Otóż ,od sześciu lat walczyłam o to by Franek usiadł,wstał chodził.Potem,gdy okazało się ,że jego rozwój jest opóżniony,by poznawał jak najwięcej słów,znaczeń.W między czasie operowaliśmy oczy ,rehabilitowaliśmy by uciec przed przecięciem przywodzicieli,jeżdziliśmy po poradniach,specjalistach.Cały czas z zaangażowaniem,zmęczeni sprzecznymi diagnozami,próbując jakoś to wszystko ogarnąć.I pośród tej krzątaniny uciekło nam coś bardzo ważnego!Kiedy pojechaliśmy do kolejnego specjalisty by skonsultować czy naprawdę operacja jest konieczna,otworzyły mi się oczy.Okazało się bowiem,że nie przywodziciele są największym problemem naszego dziecka ale to że wykazuje cechy autystyczne,ma utrwalone złe nawyki,schematy,ma swój świat ,swoje zajęcia,swoje zabawy ,swoje zdanie,pomysły.A każda próba wyprowadzenia go z tego spotyka się z obojętnością a potem złością ,agresją.I zobaczyłam siebie,że już dawno wycofałam się z walki .Pomagam mu się ubierać bo jest niechętny,wkurza się,awanturuje.Nie chodzimy na spacery(bawi się na podwórku)bo zawsze idzie w inną stronę.Nie zabierałam go na zakupy bo biega,szaleje.Wyręczałam go bo był niechętny.Odkąd urodził się ,zanikły prawie nasze kontakty towarzyskie bo Franio był wszędzie i interesowało go wszystko.Oprócz tego co chcieliśmy mu powiedzieć.Robił więc chętnie tylko to co chciał.A ja,pewnie z wygody,bezradności,skladając na karb opóżnienia w rozwoju(bo to może okres uporu i przekory) próbowałam przeczekać.Było to dla mnie dość trudne bo wychowuję ośmioro dzieci ale na Franiu wyłożył się cały mój system .Pewnie i nie był on super ale zdrowe dzieci w sposób naturalny jakby uczą się,uspołeczniają i wyrównują braki .Natomiast Franek zatrzymał się na tym co sam sobie wyznaczył a ja pozwoliłam mu na to.Na pierwszym miejscu postawiłam inne rzeczy,te może najprostsze ale najważniejsze uciekły mi z pola widzenia.Dziękuję Bogu ,że trafiliśmy do tego Krakowa bo to i tak już póżno .Dziś w sposób świadomy wykonujemy z dzieckiem zwykłe czynności samoobsługowe,uczymy ubierać się,odkładać,porządkować,doprowadzać rozpoczętą pracę do końca.Jest trudno bo nie spotyka się to z zadowoleniem ale kiedy udaje się,na końcu wszyscy się cieszą.A na spacery wychodzimy,programowo,by uczyć się chodzić za rękę,powoli.W nagrodę można potem trochę poszaleć na placu zabaw.Zanim pójdziemy do sklepu ,rozmawiamy o zakupach ,co kupimy i jedynym zakazem jest to,że nie wolno puścić się za ręce.Skończyło się bieganie po sklepie.Dziś myślę ,że trzeba Franka zabierać do różnych miejsc by mógł wzbogacać swoje doświadczenie.I by mógł odnależć się w społeczeństwie, wśród dzieci,w szkole,wszędzie.To co dla nas teraz najważniejsze:aby Franek nauczył się słuchać ,gdy się do niego mówi.by chciał posłuchać że ktoś ma mu coś do powiedzenia.To konieczne by móc się uczyć,wejść do grupy w przedszkolu a potem może w szkole.Znależć kolegów,radość z przebywania z innymi...Jak mogłam tego nie widzieć wcześniej?A jednak..No dobrze,dość użalania się nad sobą.Czeka nas dużo pracy i boję się czy wytrzymam te boje ale walczę z Frankiem o niego samego i już nie popuszczę.

Yrr

  • Gość
uspołecznianie naszych dzieci
« Odpowiedź #8 dnia: Marzec 13, 2008, 08:02:24 am »
Iza życzę powodzenia i wytrwałości.

Dodam tylko, że znam wiele dzieci, które mają żadnych problemów z rozwojem poza tym społecznym. Ostatnio, z racji nowych zainteresowań, dużo interesuję się socjalizacją i rozwojem społecznym. Skorzystałem z okazji i byłem na spotkaniu, na którym aż mnie poraziło, jak usłyszałem ile dzieci w Polsce ma problemy podobne do tych, o których piszesz. W tej chwili trwają badania na ten temat (pisze się kilka prac doktorskich), ale wszystko wskazuje na to, że nasz społeczeństwo nie radzi sobie z rozwojem kontaktów społecznych. Opiekunki aż po zerówkę lub nawet szkołę, jedynaki  i komputery + telewizor - to przypuszczalnie podstawa tych problemów. W szkole albo dziecko nadrobi zaległości, albo nie zintegruje się z grupą - wtedy problem narasta i się pogłębia. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ludzie nie dostrzegają problemu do czasu aż problemy są tego rozmiaru, że trzeba leczyć uzależnienie od internetu lub telewizji (w Polsce w ogóle się to diagnozuje i leczy?).

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: uspołecznianie naszych dzieci
« Odpowiedź #9 dnia: Czerwiec 13, 2009, 09:31:09 am »
Odświeżam temat,z racji wzmianki na temat naucz. w domu.
Proponuję zapoznanie się z artykułem z wątku
http://forum.darzycia.pl/index.php?topic=8288.msg150816#msg150816
Edukacja domowa

Szkoła w domu

Cytuj
Czy dzieci będą aspołeczne

Część psychologów uważa, że dzieci, jeśli to tylko możliwe, powinny chodzić do szkoły. Jako najważniejszy argument podają to, że szkoła uspołecznia. Tutaj dzieci uczą się funkcjonowania w grupie i nawet jeśli dochodzi do sporów, to dostaje lekcję z rozwiązywania konfliktów. Argumentują, że szkoła to miejsce, gdzie zachodzi szereg relacji społecznych. Przyznają co prawda, że uczeń w szkole jest narażony na stres, ale ich zdaniem jednocześnie uczy się radzenia sobie z emocjami. W dorosłym życiu nikt nie będzie go przecież oszczędzał.

Sami rodzice dzieci edukowanych domowo argumentują, że nie izolują swoich dzieci, większość z nich chodzi na kółka zainteresowań i zajęcia sportowe, gdzie spotykają się z rówieśnikami. Mają kolegów, z którymi spędzają wolny czas na podwórkach i placach zabaw.

Poza tym coraz częściej szkoła to miejsce, gdzie wciąż są przeładowane klasy, sfrustrowani zarobkami nauczyciele, dochodzi do agresji i przemocy wśród uczniów.

Rodzice dzieci edukowanych domowo pytają: czy o takie uspołecznianie chodzi?


Temat pokrewny

http://forum.darzycia.pl/index.php?topic=215.0
Indywidualne nauczanie w domu
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach