Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Specjaliści a Rodzice dzieci niepełnosprawnych  (Przeczytany 25952 razy)

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Specjaliści a Rodzice dzieci niepełnosprawnych
« Odpowiedź #100 dnia: Październik 27, 2006, 11:53:59 am »
Kochani skończmy na tym tę dyskujsję i dalej trzymajmy się głównego wątku który brzmi "Specjaliści a Rodzice dzieci niepełnosprawnych" dobrze??? Pozdrawiam. :tekno:
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Specjaliści a Rodzice dzieci niepełnosprawnych
« Odpowiedź #101 dnia: Październik 27, 2006, 12:01:15 pm »
Proszę bez mocji MAMAA MISIA - to nie jest miejsce na wylewanie ich.
Cokolwiek podaję służy informacyjnie (do poszerzenia wiedzy).
Jeśli odbierasz inaczej to Twój problem samej z sobą i stajesz się jak przysłowiowe nożyce.
Otrzymujesz ostrzeżenie.
Raczej wyrosłam z wieku połajanek -nie za wiele sobie pozwalasz? Mam syna starszego od Ciebie.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Specjaliści a Rodzice dzieci niepełnosprawnych
« Odpowiedź #102 dnia: Październik 27, 2006, 12:16:56 pm »
I na tym koniec tak???
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Specjaliści a Rodzice dzieci niepełnosprawnych
« Odpowiedź #103 dnia: Listopad 01, 2006, 07:58:26 pm »
O zwiększeniu roli rodziców w szkole mówi się praktycznie od początku wprowadzenia reformy edukacji. Powstało na ten temat wiele publikacji, opracowań, stworzono inicjatywy i ruchy obywatelskie. Reformatorskie zapowiedzi budziły początkowo euforię zwolenników większego zaangażowania rodziców w życie szkoły, wywołały nadzieje na zmiany, wyzwoliły wiele cennych inicjatyw. Nie zrewolucjonizowały chyba jednak na trwałe polskiej szkoły, skoro wciąż znajdują się kolejni obrońcy praw rodziców, gotowi prowadzić ich na wojnę, której stawką będzie egzekwowanie przysługujących im praw.

Ochotnicy do czarnej roboty

Głośne upominanie się o nadanie rodzicom większych praw do współdecydowania o życiu szkoły sprowadzone zostało do roli trwałego elementu gry marketingowej, uprawianej na różnych szczeblach władzy czy szkolnej hierarchii. Po ten oręż, w dogodnej dla siebie sytuacji i chwili, z upodobaniem sięgają zarówno politycy, jak i działacze samorządowi, dyrektorzy szkół, a nawet sami nauczyciele. Wykorzystują go jednak do własnych celów,
najczęściej  jedni przeciwko drugim.

O prawach rodziców do współdecydowania o szkole zwykle przypominają sobie dopiero wtedy, gdy brakuje pieniędzy na prowadzenie placówek, którym grozi likwidacja lub też w sytuacji, gdy ani urzędnicy, ani nauczyciele nie chcą wchodzić w bezpośredni konflikt z dyrekcją. Wtedy z chęcią mobilizują rodziców do czarnej roboty: udziału w proteście przed urzędami, pisania petycji, skarg i wniosków. Przychylnym okiem spoglądają nawet na okupowanie przez nich zagrożonych placówek. Traktują rodziców jak ochotników do występowania w nieswoim interesie.

Kiedy tylko jest to szkole na rękę, mami się rodziców chwytliwymi hasłami o ich prawie do wpływania na kształt polskiej szkoły. Po osiągnięciu zamierzonego celu zwykle wszystko wraca do normy. Rodzicom wskazuje się ich miejsce w szeregu. Jeszcze wczoraj niezbędni, chwaleni za swoje zaangażowanie i ofiarność, dziś są ganieni za irytującą
nadgorliwość, a ich operatywność postrzegana jest w kategoriach zagrożenie dla czyjejś pozycji i traktowana jako próba poddawania w wątpliwość kompetencji albo wręcz zamach na prawa zagwarantowane w Karcie Nauczyciela. Kiedy rodzice przestają być potrzebni, najlepiej żeby w ogóle zniknęli ze szkoły, a na przysługujące im prawa spuszcza się kurtynę zapomnienia.

Do czego dziś potrzebni są rodzice ministrom, lokalnym działaczom, ambitnym dyrektorom, zagrożonym nauczycielom? Nie łudźmy się, że do czegoś więcej niż do pozyskania ich przychylności w gorącym okresie przedwyborczych walk, które koncentrują się na zachowaniu obecnego status quo. W mglistych zapowiedziach resortu, dotyczących wzmocnienia ich roli w szkole, nie można doszukać się żadnych konkretów. Wydaje się, że cały ten szum służy tylko zdobyciu poparcia rodziców dla kolejnych pomysłów ministra, takich jak wprowadzenie mundurków, usunięcie ze szkół trudnej młodzieży i skoszarowanie jej w specjalnych placówkach, amnestia maturalna itp. Zachodzą więc poważne obawy, że rodzice po raz kolejny padną ofiarą zręcznej urzędniczej manipulacji, wykorzystującej sprawdzone chwyty propagandowe.

Sami nauczyciele owszem apelują o większe zaangażowanie rodziców, ale pośpiesznie, z nawyku, z przekonania o swojej wyższości. Jednak najchętniej powierzają im organizację klasowych imprez czy wykorzystują ich do pomocy przy remontach sal lekcyjnych i do firmowania kolejnych stopni awansu zawodowego. Dyrektorzy apelują o większy udział, ale…we wpłatach na komitet rodzicielski czy pozyskiwaniu pieniędzy np. na nagrody w  szkolnych konkursach. Związkowcom rodzice są potrzebni do umacniania roli nauczyciela, budowania jego autorytetu i prestiżu zawodowego oraz gwarantowania przywilejów, ale, broń Boże, nie do decydowania, kto ma uczyć ich dzieci, wtrącania się w dobór kadr czy ustalania zasad funkcjonowania szkoły. Samorządowcy łatwo odnajdują drogę do rodziców, gdy ich obecność dobrze służy spektakularnej akcji, a ich podpis jest mile widziany pod jakimś listem protestacyjnym. Władze resortowe zwykle poprzestają na gładkich sloganach i trzymaniu rodziców jako tajnej broni, której mogą posłużyć się przy okazji rozwiązywania kryzysów.

O zwiększeniu roli rodziców w szkole mówi się praktycznie od początku wprowadzenia reformy edukacji. Powstało na ten temat wiele publikacji, opracowań, stworzono inicjatywy i ruchy obywatelskie. Reformatorskie zapowiedzi budziły początkowo euforię zwolenników większego zaangażowania rodziców w życie szkoły, wywołały nadzieje na zmiany, wyzwoliły wiele cennych inicjatyw. Nie zrewolucjonizowały chyba jednak na trwałe polskiej szkoły, skoro wciąż znajdują się kolejni obrońcy praw rodziców, gotowi prowadzić ich na wojnę, której stawką będzie egzekwowanie przysługujących im praw.

Czy jednak rodzice, z równą jak przed laty energią, włączą się do walki o prawo do współdecydowania o oświacie? Po serii przykrych doświadczeń prężnie działających gdzieniegdzie rad rodziców, po trudach tworzenia zalążków rad oświatowych, po potyczkach ruchów rodzicielskich z ociężałym molochem oświaty, po wielokrotnym fiasku przełamywania niechęci urzędników, nieufności dyrektorów i nauczycieli liderom ruchów rodzicielskich opadają ręce. Znika entuzjazm i zaangażowanie. Mur niechęci po jednej stronie rodzi rezerwę i dystans po drugiej. I żadne przepisy czy odgórne dyrektywy tego
nie zmienią.

“Gazeta Szkolna” nr 40/41
Bożena Borowska
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach