Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Usługi detektywistyczne tylko  ze sprawdzonym biurem Detektyw Warszawa polecamy tego detektywa.

Autor Wątek: Co nam mówi noworodek-Skala Brazeltona  (Przeczytany 11668 razy)

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Co nam mówi noworodek-Skala Brazeltona
« dnia: Wrzesień 12, 2006, 01:21:50 pm »
Co nam mówi noworodek



Michał Stangret 2006-09-11

W Polsce pojawili się pierwsi wykwalifikowani tłumacze mowy noworodków. Przetłumaczą
rodzicom, co próbują powiedzieć ich maleństwa. Światowa historia z tłumaczeniem mowy noworodków rozpoczęła się w latach 70. dzięki amerykańskiemu pediatrze dr T. Berry'emu Brazeltonowi. Opracował on specjalny algorytm do rozszyfrowania tajemnego języka maluchów. Dzięki niemu na całym świecie są już tysiące wyspecjalizowanych tłumaczy, którzy pomagają rodzicom w rozszyfrowaniu mowy ich pociech. W Polsce właśnie zaczęli się szkolić pierwsi. - Nad zdobyciem certyfikatu pracuje dziesięć osób. W ramach treningu już prowadzą badania z dziećmi - mówi Ewelina Nazarko-Ludwiczak z Instytutu Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, który chce stworzyć sieć specjalistów od mowy noworodków w największych polskich miastach.

Żeby przetłumaczyć, co próbuje powiedzieć maluch, najpierw trzeba go dokładnie poznać. - Każde dziecko ma własny język komunikowania się z otoczeniem. Niektóre inaczej modulują płacz, gdy są zdenerwowane, inaczej, gdy głodne, a jeszcze inaczej, kiedy coś je boli - mówi mówi Edyta Rowińska, fizjoterapeutka z warszawskiego szpitala na ul. Karowej, która szkoli się na tłumacza.

Temu poznaniu służy dwugodzinne badanie tzw. skalą Brazeltona.
Na czym polega?
- Badamy reakcje dziecka na bodźce, takie jak: głos ludzki, dźwięk grzechotki czy światło latarki, w różnych fazach snu, kiedy jest rozzłoszczone lub uspokojone. Niektóre dzieci, kiedy zapalamy im światło, budzą się, inne tylko mrużą oczy, a gdy kilka razy powtarzamy eksperyment, przestają reagować - mówi Rowińska.

Po takim zbadaniu specjaliści opracowują dla rodziców słownik mowy ich malucha.
Potrafią określić, co znaczy jakiś grymas, płacz i inny odruch.
Mają też sposoby, by stwierdzić, czy dziecko będzie w przyszłości osobą towarzyską, doskonale radzącą sobie w pracy zespołowej czy raczej samotnikiem lubiącym pracę indywidualną. - Te drugie bardziej niż na ludzki głos reagują na przykład na dźwięk grzechotki - mówi Rowińska.

Z tłumaczami można skontaktować się przez stronę internetową Instytutu www.czd.waw.pl/index2.php?id=56&more=72

Na razie badania są bezpłatne

źródło:

Chcesz zrozumieć swoje dziecko - dzwoń po tłumacza

W Polsce pojawili się pierwsi wykwalifikowani tłumacze mowy noworodków. Przetłumaczą rodzicom, co próbują powiedzieć ich maleństwa - zapowiada "Metro".

Światowa historia z tłumaczeniem mowy noworodków rozpoczęła się w latach 70. dzięki
amerykańskiemu pediatrze dr T. Berry'emu Brazeltonowi. Opracował on specjalny algorytm do rozszyfrowania tajemnego języka maluchów. Dzięki niemu na całym świecie są już tysiące wyspecjalizowanych tłumaczy, którzy pomagają rodzicom w rozszyfrowaniu mowy ich pociech. W Polsce właśnie zaczęli się szkolić pierwsi.

Nad zdobyciem certyfikatu pracuje dziesięć osób. W ramach treningu już prowadzą badania z dziećmi - mówi Ewelina Nazarko- Ludwiczak z Instytutu Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, który chce stworzyć sieć specjalistów od mowy noworodków w największych polskich miastach.

Dziennik wyjaśnia, że aby przetłumaczyć, co próbuje powiedzieć maluch, najpierw trzeba go poznać. Każde dziecko ma własny język komunikowania się z otoczeniem. Niektóre inaczej modulują płacz, gdy są zdenerwowane, inaczej, gdy głodne, a jeszcze inaczej, kiedy coś je boli - mówi fizjoterapeutka z warszawskiego szpitala na ul. Karowej Edyta Rowińska, która szkoli się na tłumacza.

Temu poznaniu służy dwugodzinne badanie tzw. skalą Brazeltona. Na czym polega? Badamy reakcje dziecka na bodźce, takie jak: głos ludzki, dźwięk grzechotki czy światło latarki, w różnych fazach snu, kiedy jest rozzłoszczone lub uspokojone. Niektóre dzieci, kiedy zapalamy im światło, budzą się, inne tylko mrużą oczy, a gdy kilka razy powtarzamy eksperyment, przestają reagować - tłumaczy gazecie Rowińska.

Po takim zbadaniu specjaliści opracowują dla rodziców słownik mowy ich malucha. Potrafią określić, co znaczy jakiś grymas, płacz i inny odruch. Mają też sposoby, by stwierdzić, czy dziecko będzie w przyszłości osobą towarzyską, doskonale radzącą sobie w pracy zespołowej czy raczej samotnikiem lubiącym pracę indywidualną - podaje "Metro". (PAP)
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Co nam mówi noworodek-Skala Brazeltona
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 12, 2006, 01:30:55 pm »
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Co nam mówi noworodek-Skala Brazeltona
« Odpowiedź #2 dnia: Maj 31, 2007, 03:34:46 pm »
Skala Brazeltona w Polsce

   
Centrum Zdrowia Dziecka, Polskie Stowarzyszenie Pielęgniarek Pediatrycznych oraz firma Johnson & Johnson rozpoczynają wspólny projekt – wprowadzenie w Polsce skali oceny zachowań noworodka wg. Brazeltona (NBAS).
   

Skala powstała w USA w latach 70. XX wieku; w Polsce jest praktycznie nieznana (poza wąskim gronem specjalistów). Służy ona ocenie indywidualnych możliwości i zdolności dziecka, których poznanie ma pomóc budowaniu więzi miedzy rodzicami a dzieckiem. Nie jest ona testem badawczym, jest narzędziem pomagającym zdefiniować stany dziecka. Można ją stosować w ciągu 2 miesięcy od urodzenia, także dla wcześniaków urodzonych po 35 tygodniu ciąży oraz dzieci opóźnionych w rozwoju.

Czym jest skala Brazeltona?

Skala Brazeltona (The Neonatonal Behavioural Assesment Scale) opiera się na fakcie, że dzieci potrafią się komunikować i niewerbalnie wyrażają swoje emocje. Skala behawioralnej oceny noworodka (NBAS) poprzez cykliczne obserwacje dziecka pomaga rodzicom i specjalistom rozszyfrować „język” noworodka.

Metoda Brazeltona była pierwszą, która wykraczała poza badanie i rejestrowanie nieprawidłowości – NBAS akcentuje najlepsze, mocne strony dziecka,talenty, jak również wyzwania przed nim stojące. „Zachowanie dziecka jest językiem. Chciałbym podzielić się jednym spostrzeżeniem z młodymi rodzicami – zaufajcie temu językowi” – mówi dr T. Berry Brazelton.

Założenia NBAS są następujące:

    * noworodki, nawet te, które wydają się słabe, są wysoce uzdolnione już w chwili narodzin
    * noworodki poprzez zachowanie komunikują się z otoczeniem
    * niemowlęta nie tylko reagują na sygnały wokół ich, ale podejmują także kroki by kontrolować swoje środowisko np. poprzez płacz zwracają uwagę swoich opiekunów


Skala opiera się na 28 czynnikach behawioralnych i 18 odruchach w celu zrozumienia wszystkiego, co niemowlę ma do powiedzenia. Test nie daje jednego wyniku, lecz ocenia zdolności dziecka w różnych obszarach rozwojowych i opisuje jak dziecko łączy te obszary. NBAS spotkała się początkowo ze sceptycyzmem. Minęło ponad 20 lat zanim prace Brazeltona zostały opublikowane i środowisko medyczne zaczęło je powoli akceptować.

Skala NBAS nie ocenia w klasyczny, tradycyjny sposób – ona po prostu odsłania portret dziecka i przekazuje nam kim ono jest. Skala stała się popularna na całym świecie. Dzisiaj kluczowe ośrodki propagujące skalę mieszczą się w Londynie i Cambridge oraz w Addenbrookes (Rosie Hospital). Koordynator centrum Brazeltona w Wielkiej Brytanii, psycholog Joanna Hawthorne - „Staramy się mówić rodzicom, aby obserwowali swoje dziecko ponieważ przekazuje ono ogromną ilość informacji. Noworodki są bardzo dobrze wyposażone – są społecznie wykwalifikowanymi istotami”.

Najlepiej jeśli ocena rozpocznie się w ciągu kilku dni po przyjściu dziecka na świat. Przeprowadza się ją w ciepłym, zacisznym półciemnym pokoju, na dziecku w stabilnym stanie klinicznym pomiędzy karmieniami. Ocena zajmuje ok. 20-30 minut. Odpowiedzi są specyficzne dla każdego dziecka i dostarczają wielu cennych wskazówek. NBAS odgrywa istotną rolę w przypadku dzieci upośledzonych, uszkodzonych lub wcześniaków. Skala jest także narzędziem pomagającym w nawiązaniu kontaktu z dzieckiem u kobiet z depresją poporodową, matek wcześniaków, matek dzieci z wadami wrodzonymi lub matek mających problemy z zaakceptowaniem dziecka. Została ona tak zaprojektowana by odkrywać silne strony noworodka, jego indywidualne zachowania a jednocześnie badać jego stan zdrowia.

„Stosowanie NBAS zmieniło moje podejście oraz sposób w jaki pracuje z dziećmi. NBAS daje możliwość oddziaływania w bardzo pozytywny sposób. Często również daje nadzieję rodzicom dzieci specjalnej troski” – stwierdza Betty Hutchon. NBAS zapoczątkowała najbardziej wszechstronne sprawdzanie możliwości zachowań noworodka. Obejmuje ona wszystkie uwarunkowania kulturowe i dostosowuje się do różnych stylów życia.


być kobietą
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Co nam mówi noworodek-Skala Brazeltona
« Odpowiedź #3 dnia: Lipiec 20, 2007, 02:11:37 pm »
Zrozumieć noworodka - Skala Brazeltona w Polsce

W Centrum Zdrowia Dziecka wręczono certyfikaty pierwszej grupie polskich trenerów skali Brazeltona - metody służącej do oceny indywidualnych możliwości i zdolności niemowlaka, których poznanie ma pomóc w budowaniu więzi miedzy rodzicami a dzieckiem. Chociaż metoda ta powstała już ponad 30 lat temu, w Polsce do tej pory była praktycznie nieznana.

Certyfikaty wręczyły trenerki skali z Instytutu Brazeltona w Wielkiej Brytanii, które przez rok szkoliły polskich specjalistów.

NAUKA TRENERÓW

Centrum Zdrowia Dziecka wraz z Polskim Stowarzyszeniem Pielęgniarek Pediatrycznych oraz firmą "Johnson & Johnson" postanowiło to zmienić. Uruchomiło ogólnopolski projekt, którego celem było rozpowszechnienie skali oceny zachowań noworodka w naszym kraju i stworzenie sieci trenerów, oceniających noworodki w największych polskich ośrodkach pediatrycznych.

Jednak, ponieważ NBAS stosować można jedynie po zdobyciu certyfikatu, należało zacząć od szkoleń personelu. Przystąpili do przedstawiciele różnych zawodów medycznych - pielęgniarki, położne, fizjoterapeuci i lekarze.

Nauka podzielona była na dwa etapy. W pierwszym przyszli trenerzy wysłuchali teorii metody i poznali zasady oceniania dzieci. Etap drugi składał się z zajęć praktycznych. Każdy z kandydatów obserwował dwoje dzieci dziennie i dokonywał ich oceny, która następnie konsultowana była ze specjalistą. W ciągu sześciu kolejnych miesięcy przyszły ekspert zobowiązany był do samodzielnej oceny 25 noworodków. Treningi poprowadziły Joanna Hawthorn i Betty Hutchon z Centrum Brazeltona w Wielkiej Brytanii.

NIEZWYKŁY JĘZYK NIEMOWLĄT

Skala Brazeltona (Neonatal Behavioural Assessment Scale - NBAS) powstała w USA w latach 70. ubiegłego wieku. Jest narzędziem pomagającym zdefiniować stany emocjonalne dziecka. Nie służy rejestrowaniu nieprawidłowości, ale akcentuje najlepsze, mocne strony dziecka, jego talenty i zdolności pokonywania wyzwań. Odpowiedzi są specyficzne dla każdego malucha i dostarczają wielu cennych wskazówek.

Ocenę według skali Brazeltona stosuje się u dzieci do drugiego miesiąca życia oraz u wcześniaków, maluchów opóźnionych w rozwoju lub "odrzuconych", dzieci z niedowagą i tych, które w czasie ciąży narażone były na kontakt z niebezpiecznymi substancjami. Jest też narzędziem pomagającym w nawiązaniu kontaktu z noworodkiem u kobiet z depresją poporodową, matek wcześniaków i dzieci z wadami wrodzonymi oraz pań mających problemy z zaakceptowaniem dziecka.

Trzy główne założenia, używane podczas badania malucha, brzmią:
- noworodki (nawet te, które wydają się słabe) są wysoce uzdolnione już w chwili narodzin,
- noworodki poprzez zachowanie komunikują się z otoczeniem,
- niemowlęta nie tylko reagują na sygnały wokół ich, ale też podejmują kroki by kontrolować swoje środowisko (np. poprzez płacz zwracają uwagę swoich opiekunów).

NBAS opiera się na 28 czynnikach behawioralnych i 18 odruchach, których obserwacja pozwala zrozumieć wszystko, co niemowlę ma do powiedzenia. Przeprowadza się ją w ciepłym i spokojnym pokoju, pomiędzy kolejnymi karmieniami. Całe badanie trwa około 20-30 minut. Test nie daje jednego wyniku,álecz ocenia zdolności dziecka w różnych obszarach rozwojowych. Jak twierdzą specjaliści, odsłania portret dziecka i przekazuje nam, kim ono jest. "Zachowanie dziecka jest językiem - tłumaczy twórca systemu, dr T. Berry Brazelton. - Chciałbym, aby młodzi rodzice zaufali temu językowi".

Koordynator centrum Brazeltona w Wielkiej Brytanii, psycholog Joanna Hawthorne dodaje: "Staramy się mówić rodzicom, aby obserwowali swoją pociechę, ponieważ przekazuje ona ogromną ilość informacji. Noworodki są bowiem społecznie wykwalifikowanymi istotami".

Natomiast Betty Hutchon podkreśla, że "NBAS stwarza możliwość oddziaływania w bardzo pozytywny sposób i często daje nadzieję rodzicom dzieci specjalnej troski".

***

Druga edycja kursu na trenerów skali Brazeltona rozpoczęła się 13 lipca. Bierze w niej udział 18áosób. Certyfikat, wydawany przez Instytut Brazeltona w Wielkiej Brytanii, jest ważny przez trzy lata.

PAP - Nauka w Polsce, Katarzyna Czechowicz


[/b]

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Co nam mówi noworodek-Skala Brazeltona
« Odpowiedź #4 dnia: Lipiec 29, 2007, 12:20:20 am »
Noworodki według brytyjskiej skali



Łódzkie noworodki jako jedne z pierwszych w Polsce będą oceniane według skali Brazeltona. Badania wykonywane w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki mają sprawdzić m.in. reakcje na dźwięk i światło - pisze "Dziennik Łódzki".


Metoda ta znana jest w Wielkiej Brytanii i USA. Czy noworodek reaguje na światło latarki, czy podąża wzrokiem za czerwoną piłeczką, czy reaguje na dźwięk dzwonka i grzechotki, czy zwraca uwagę na głosy rodziców, czy łatwo się uspokaja? Na te pytania daje odpowiedź nowa metoda badania dzieci, która trafiła właśnie do ICZMP w Łodzi z Wielkiej Brytanii i USA - wyjaśnia gazeta.

Do tej pory noworodki były po urodzeniu oceniane tylko w skali Apgara. Lekarz mierzył u noworodka tętno, badał oddech, napięcie mięśni, kolor skóry i sprawdzał, czy maluch reaguje na bodźce. Badanie według skali Brazeltona przeprowadza się u noworodków do 2 miesiąca życia. Trwa pół godziny. Sprawdza 28 zachowań behawioralnych i 18 odruchów malucha.

- Z zachowania już kilkudniowego noworodka można bardzo wiele wyczytać – mówi mgr Beata Rochmińska, fizjoterapeutka z kliniki neonatologii ICZMP. Dzięki takiemu badaniu rodzice zaczynają lepiej rozumieć swojego malucha i dostrzegać, jak wiele potrafi. To pozwala budować silne więzi.

- Cieszę się, że ta metoda dotarła do Instytutu. To dobra wiadomość dla rodziców – mówi "DŁ" prof. Janusz Gadzinowski z kliniki neonatologii ICZMP, który kilka lat temu poznał profesora Brazeltona i jego metodę oceny noworodków.


tvn24
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Co nam mówi noworodek-Skala Brazeltona
« Odpowiedź #5 dnia: Luty 06, 2008, 02:26:18 pm »
Zrozumieć noworodka

Z Joanną Hawthorn i Betty Hutchon rozmawiają Hanna Bartoszewicz i Magdalena Rodak

To nieprawda, że w pierwszych tygodniach życia dziecko tylko je, śpi i płacze. Od początku jest istotą społeczną i ma wyraźną indywidualność.

Każda mama wie, że kiedy rodzi się dziecko, lekarz ocenia jego stan za pomocą skali Apgar. Czemu więc służy skala Brazeltona?

To są zupełnie różne narzędzia. Skala Apgar służy do określenia tętna, koloru skóry, napięcia mięśni itd. Parametry te świadczą o stanie fizycznym dziecka, któremu w rezultacie przyznaje się pewną liczbą punktów (maksymalnie 10).

Za pomocą skali Brazeltona badamy stan emocjonalny dziecka i jego sposób komunikowania się z otoczeniem. Dziecko nie jest tu obiektem obserwacji, lecz partnerem dialogu - swoim zachowaniem wiele mówi nam o sobie. W rezultacie otrzymujemy nie prosty wynik liczbowy, który mówi nam, czy dziecko wypadło dobrze, czy źle, lecz profil charakteryzujący je jako niepowtarzalną osobę.

Czy skalą Brazeltona ocenia się w Anglii każdego noworodka?

O nie. Do tego, niestety, jeszcze daleko. Na razie w całym kraju jest tylko 70 osób, które potrafią posługiwać się tą skalą. Ale wciąż szkolimy nowe, dzięki funduszom rządowym kierowanym do rejonów biedniejszych, w których rodzi się więcej dzieci wymagających pomocy. Dążymy do tego, by w każdym szpitalu była jedna przeszkolona osoba. Ale to nieprędko. Na razie bada się tylko te dzieci, które mają utrudniony start, np. dlatego, że urodziły się przedwcześnie albo mają zespół Downa.

Czy kilkudniowy noworodek naprawdę może nam coś o sobie powiedzieć?

Nie trzeba języka, żeby się porozumiewać. Weźmy choćby płacz. Przecież to wyraźny komunikat: jestem głodny, jestem śpiący, nudzi mi się. Trzeba go tylko trafnie odczytać. Jednym z najważniejszych celów badania jest uwrażliwienie rodziców na znaczenie zachowania dziecka i zademonstrowanie im jego możliwości. Bo noworodek potrafi o wiele więcej, niż nam się wydaje. Nawet ci, którym urodziło się właśnie czwarte dziecko, pytają z niedowierzaniem: "Czy to możliwe? Nie miałem pojęcia, że ono potrafi tak pilnie nasłuchiwać".

Skąd rodzice się tego dowiadują?

Asystują przy badaniu, więc widzą, jak obchodzimy się z noworodkiem i jak próbujemy odczytać sygnały, które nam daje. Dzięki temu zaczynają uważniej obserwować własne dziecko. Badanie trwa tylko pół godziny, ale przez ten czas udaje nam się naprawdę wiele dowiedzieć o dziecku i przekazać tę wiedzę rodzicom. Im samym zajęłoby to dobrych kilka miesięcy. Matka zdaje sobie sprawę, że na przykład kiedy dziecko zaczyna płakać, zamiast od razu przystawiać je do piersi, może chwilę poczekać i zadać sobie pytanie: "Co ono do mnie mówi? Nakarm mnie? Pobaw się ze mną? A może płacze, bo chce mu się spać?". Bo jeśli dziecko chce zasnąć, to nie powinniśmy mu w tym przeszkadzać - trzeba mu pozwolić zasnąć.

Oczywiście w tak krótkim czasie nie pokażemy matce wszystkiego, ale możemy dać jej wyobrażenie o tym, jak obserwować dziecko. Warto to robić ostrożnie, pamiętając, że to ona jest ekspertem od swego dziecka, nie my. My tylko nawiązujemy kontakt z matką i mówimy: "Przyjrzyjmy się razem Pani dziecku".

I jak to się odbywa?

Zaczynamy, w momencie gdy dziecko śpi. Patrzymy, co je ze snu wytrąca, na jak długo, czy potrafi samo na powrót zasnąć. Używamy światła latarki, grzechotki, dzwonka i sprawdzamy, jak dziecko reaguje na te bodźce i czy przy kolejnych powtórzeniach jego reakcja słabnie. Czy potrafi się w końcu odciąć od bodźca i na powrót pogrążyć we śnie. Ta prosta próba daje nam więc wgląd w funkcjonowanie mózgu, który najpierw rejestruje bodziec, a potem ocenia, że sprawa nie jest warta większego zachodu.

Mówiły Panie o uwrażliwieniu rodziców na zachowanie własnego dziecka. Czy można prosić o jakiś przykład?

Kiedyś badałam trzydniowego noworodka. Matka ostrzegła mnie, że dziecko jest bardzo marudne. "Skąd Pani to wie?" - zapytałam. "A bo jak nie ssie i nie śpi, to cały czas płacze". Zaczęłam badać maleństwo i zauważyłam, że za każdym razem, kiedy zaczyna płakać, próbuje włożyć rączki do buzi, ale przeszkadzają mu w tym rękawiczki. Spytałam więc, czy możemy mu je zdjąć, i natychmiast przestało płakać. Rozmawiałyśmy sobie z matką dobre pięć minut, a dziecko ssało swoje łapki, co jest najnaturalniejszym sposobem pocieszania się. I nagle matka zauważyła: - O! Przestał płakać! Wcale nie jest z niego taki maruda! I zaczęła się radośnie śmiać.

Dziecko najwyraźniej płakało, bo złościło się na te rękawiczki i swoim płaczem mówiło: "Zdejmijcie je, nie mogę się nawet podrapać". To był jasny komunikat w konkretnej sprawie, ale matka nie umiała go odczytać i uznała, że widocznie dziecko jest marudne i tyle. Zdążyła już sobie wyrobić pogląd na jego charakter, ale jak się przekonała - błędny.

Z Pani pomocą...

Ale wniosek sformułowała sama matka. To jedna z naszych zasad. Nie używamy mentorskiego tonu, nie wydajemy poleceń. Nie mówimy: "Proszę mu zdjąć te rękawiczki", tylko: "O, chyba miło mu bez tych rękawiczek". Po prostu uważnie przyglądamy się dziecku i dzielimy się z matką swoimi obserwacjami. I w którymś momencie matka sama konstatuje: "O, wcale nie jest z niego taki beksa". I przypomina sobie, że jej dziecko bardzo lubi kąpiel albo kołysanie. A my dalej prowadzimy badanie i mówimy: "Ma pani rację - o proszę, jaki jest zadowolony, zrelaksowany" - utwierdzamy ją w jej obserwacjach. To bardzo ważne, żeby spostrzeżenie wyszło od matki, żeby to nie było coś, co my jej narzucamy. I właśnie takiego podejścia uczymy naszych adeptów.

Co rodziców najbardziej zaskakuje podczas badania?

Odruchy noworodka. Dziwią się, że tyle rzeczy umie. I reakcje na bodźce - na czerwoną piłeczkę, na głos. To, że potrafi skupić wzrok na przedmiocie i podążać za nim wzrokiem...

Czy noworodek od razu reaguje? Nawet kilkudniowy?

Już w pierwszej godzinie, w ciągu pierwszych pięciu minut od urodzenia! Jeżeli jest w odpowiednim stanie świadomości. Tych stanów jest sześć: sen głęboki, sen lekki, pogranicze jawy i snu (w tym stanie dziecko reaguje na dźwięk, co poznać po tym, że zwraca głowę w kierunku jego źródła), spokojne czuwanie (jest gotowe do zabawy, łatwo nawiązać z nim kontakt), czuwanie z pobudzeniem (kwili, marudzi), głośny płacz.

Czy głośny płacz jest oznaką złości?

Niekoniecznie. Rodzice nieraz na samym początku mówią: "Strasznie przepraszam, ale on może płakać". Tymczasem płacz to jeden z naturalnych stanów świadomości noworodka. I sposób komunikowania się ze światem.

Istotna jest przy tym umiejętność kontrolowania własnych stanów. Płaczące dziecko może się samo pocieszyć, ssąc własny palec. Czy w Polsce także rodzice słyszą przestrogi: "Nie daj mu ssać palca, bo się przyzwyczai"? To nieporozumienie, jest wręcz odwrotnie - jeżeli dziecko nassie się do woli, wtedy kiedy tego potrzebuje, to samo z tego wyrośnie. A jeśli będziemy tłumić jego naturalne skłonności, to nie pozwolimy mu przejść do następnego etapu rozwoju, w którym dziecko może się dopracować doroślejszych sposobów pocieszania się.

Na co jeszcze zwracacie uwagę w czasie badania?

Na odruchy. Odruchy należą do biologicznego wyposażenia noworodka. Sprawdzamy, czy dziecko je ma, a także jak się zachowuje podczas tego sprawdzania. Prowokowanie odruchów jest dla niego rodzajem stresu, bo je dotykamy, obracamy. Niektóre noworodki przyjmują to ze spokojem, inne zaczynają w którymś momencie płakać. Czasem dopiero wtedy mamy okazję usłyszeć ich płacz i zobaczyć, jak sobie z nim radzą. Oceniamy też fizjologiczne reakcje na stres, np. zmianę zabarwienia skóry, napięcia mięśni.

Dlaczego badanie skalą Brazeltona jest szczególnie zalecane dzieciom z problemami?

Nie tylko dzieciom, ale i ich rodzicom. Ci ludzie często odsyłani są od specjalisty do specjalisty i często słyszą: "Państwo zobaczą, on jest apatyczny, słabo reaguje na bodźce" itp. Taki specjalista występuje z pozycji kogoś, kto wie lepiej, a w dodatku mówi rodzicom same przykre rzeczy. Dla nas źródłem informacji jest samo dziecko. Ono jest przewodnikiem po sobie, który my tylko odczytujemy w obecności rodziców. Dziecko pokazuje nam, co potrafi. Nawet jeśli ma zespół Downa, to potrafi np. skupić wzrok na przedmiocie i wodzić za nim oczami. W ten sposób rodzice poznają jego mocne strony. Badałam kiedyś dziecko sześciotygodniowe, u którego występowały tylko trzy z sześciu stanów świadomości. Powiedziałam rodzicom: "Patrzcie, ono ma już trzy stany, jest w pół drogi, pomożemy mu wypracować pozostałe trzy. Bo ono na pewno do tego dojdzie, tylko potrzeba mu trochę więcej czasu". A matka na to: "Jest pani pierwszą osoba, która powiedziała nam cokolwiek dobrego o naszym dziecku!"
.

* Joanna Hawthorn, dr psychologii. Pracuje w ośrodku Badań nad Rodziną na Uniwersytecie Cambridge. Ma dwoje dzieci:

Pierwszy raz badałam za pomocą skali Brazeltona dziecko mego promotora. Było to w roku 1976. Kiedy później urodziłam swoje, byłam spokojna, nie bałam się wejść w rolę matki, rozumiałam, co dziecko robi. Miałam większe zaufanie do siebie i do niego - wiedziałam, że nie muszę go poganiać w rozwoju, że na wszystko przyjdzie czas. Zamiast nieustannie porównywać je z jakimś wyimaginowanym wzorcem i denerwować się, że powinno już umieć to czy tamto, przypatrywałam mu się uważnie, by odkryć, kim jest.

* Betty Hutchon, Terapeutka dziecięca. Wykłada na wydziale medycznym londyńskiego University College. Ma troje dzieci.

Dwoje moich dzieci urodziło się, zanim przeszłam szkolenie, trzecie już po szkoleniu. Przy tym trzecim czułam się znacznie pewniej. Od samego początku lepiej rozumiałam różne zachowania mojej córeczki. Dziś ma 12 lat i z tej perspektywy mogę powiedzieć, że jej wychowanie sprawiało mi najmniej trudności. A przyjaciele mówią: "Ty i to dziecko jesteście jak jedno, tak świetnie się rozumiecie". Ja też mam poczucie, że łączy nas szczególna więź. To dlatego, że od pierwszej chwili wiedziałam, co to dziecko chce mi powiedzieć, i potrafiłam na to zareagować. I tak jest do dzisiaj.

eDziecko

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Co nam mówi noworodek-Skala Brazeltona
« Odpowiedź #6 dnia: Czerwiec 12, 2008, 10:36:11 am »
Dobre duchy nad kołyską

Charaktery

Nie da się napisać instrukcji obsługi niemowlaka
To jest żywa osoba i uczymy się jej w kontakcie. Często płaczem niemowlę sygnalizuje pragnienie kontaktu z inną osobą. To osoba i bycie razem z nią jest na początku najważniejsze – mówi dr Grażyna Kmita.


 
Dorota Krzemionka: Małe dzieci mają różną kondycję psychiczną. Niektóre są pogodne i sprawiają wrażenie, że jest im dobrze w życiu, a inne mają wciąż skwaszoną minkę. Od czego ono zależy?

Grażyna Kmita: Niemowlęta zawsze uśmiechnięte to mit. Każde dziecko przeżywa i dobre, i złe chwile. To, czy zazwyczaj jest radosne i uśmiechnięte, czy nie, zależy od wielu rzeczy, między innymi od tego, jak ono sobie radzi w świecie, z jakim się rodzi temperamentem, wyposażeniem biologicznym. Bardzo ważne jest, czego dziecko doświadcza w relacjach z innymi osobami, z mamą, tatą.

Betty Hutchon, dziecięcy terapeuta zajęciowy i trenerka, która od wielu lat pracuje z niemowlętami, twierdzi, że już noworodki próbują z otoczenia wyławiać twarze.

Otóż to. Badania nad noworodkami i niemowlakami prowadzone na przełomie lat 60. i 70. dwudziestego wieku, podsumowane między innymi w świetnej książce pod redakcją Margaret Bullowa Before Speech: The Beginning of Interpersonal Communication pokazują, że dziecko od narodzin jest wyposażone w pewne wyłaniające się kompetencje, które służą nawiązywaniu kontaktu.

Na przykład?

Już w roku 1974 Condon i Sander wykazali, że noworodek dostraja ruchy rąk do mowy opiekuna. U dzieci z zaburzonym rozwojem już na tym etapie pojawiają się kłopoty z synchronizacją. Prawidłowo rozwijający się noworodek fiksuje wzrok na twarzy opiekuna, naśladuje jego miny. Ta wymiana min wkrótce zaczyna przypominać dialog.

Podobno noworodek dłużej zatrzymuje wzrok na twarzy, gdy ktoś na niego patrzy. Czy rzeczywiście można tu mówić o swoistej rozmowie?

Lynne Murray i Liz Andrews, autorki książki The Social Baby, utrwaliły taki dialog między noworodkiem i matką. Lynne Murray jest psychologiem klinicznym, a Liz Andrews fotografikiem. Pokazały one, że jeśli robimy jakieś miny, np. wysuwamy język, i chwilę poczekamy, to już kilkugodzinny dzidziuś potrafi to naśladować. Jak pokazały to również badania naukowe prowadzone przez Meltzoffa, u dwumiesięcznych dzieci następuje wymiana naprzemiennych "wypowiedzi" w postaci min, dźwięków itp. Jako pierwsza opisała to Margaret Bateson i nazwała "proto-konwersacją".

Czego potrzeba, by do tej rozmowy doszło?

Ogromnie ważna jest dostępność osoby dorosłej i dopasowanie odpowiedzi jej i dziecka. Badania Lynne Murray pokazują, co się dzieje, jeśli tego dopasowania nie ma. W jej eksperymencie matki miały zachowywać kamienny wyraz twarzy. Okazało się, że dwu-, trzymiesięczne maluchy reagowały na to zaniepokojeniem, płaczem, wycofywały się z kontaktu. Potem powtórzono te eksperymenty, by zobaczyć, czy chodzi o smutny, "depresyjny" wyraz twarzy, czy raczej o brak dopasowania czy dostrojenia jej mimiki do zachowania dziecka. Wykorzystano specjalne techniki telewizyjne. Dziecko widziało swoją mamę uśmiechniętą, reagującą – tyle że ten obraz był odrobinę przesunięty w czasie, w związku z czym mimika matki nie była odpowiedzią na zachowanie dziecka. Okazało się, że już dwumiesięczne dzieci wykrywały ten brak synchronizacji i reagowały płaczem. Dopiero w drugiej połowie pierwszego roku życia dzieci zaczynały traktować to "przesunięcie" jako zabawę czy żart. To oczywiście nie znaczy, że mama musi być non stop "dopasowana" czy "dostrojona". Dziecko potrzebuje też doświadczyć, że po chwili braku kontaktu, za moment można znów świetnie się porozumiewać, że komunikowanie wymaga dochodzenia do wspólnych znaczeń.

Pani mówi o dialogu, a nam często wydaje się, że noworodek tylko śpi, ssie, albo płacze. Czy naprawdę ma on umiejętności społeczne?

Profesor Colwyn Trevarthen z Uniwersytetu w Edynburgu wykazał, że dzieci od początku inaczej zachowują się w stosunku do osób i do przedmiotów. Płacz czy ssanie nie są tylko odruchami, a zorganizowanymi zachowaniami. W badaniach DeCaspera i jego współpracowników małe dzieci, zależnie od tego, w jakim rytmie ssały, słyszały głos mamy albo innej osoby. I okazało się, że dość szybko nauczyły się ssać w taki sposób, by usłyszeć głos mamy. Dziecko nie ma jednak szans na pokazanie swojej intencjonalności, póki dorosły traktuje je jako wyposażone jedynie w odruchy. Ale matki zazwyczaj widzą intencjonalność dziecka. Mówią, że potrafią się z nim porozumiewać.

Jak zrozumieć dziecko, które na przykład płacze? Co może wyrażać tym płaczem?

Może sygnalizować w ten sposób wiele rzeczy. Na przykład, że jest mu za ciepło albo za zimno, lub że ma za dużo światła. U niemowlaka zmieniają się stany snu i czuwania. W każdym z nich dziecko jest wrażliwe na coś innego, na przykład w stanie aktywnego czuwania staje się niespokojne i bardziej wrażliwe na bodźce bólowe niż w stanie spokojnego czuwania. Nasze działania powinny być do tego dostosowane. Kluczowe jest rozumienie, co się z maluszkiem dzieje. Nie da się napisać instrukcji obsługi niemowlaka. To jest żywa osoba i uczymy się jej w kontakcie. Często płaczem niemowlę sygnalizuje pragnienie kontaktu z inną osobą. To osoba i bycie razem z nią jest na początku najważniejsze. Dopiero potem maluch potrafi zająć się przedmiotami. Nie można wyrastać wśród pięknych zabawek, ale bez osób... A jeszcze później dziecko integruje te dwa motywy i może komunikować się z mamą na temat czegoś pięknego, co zobaczyło.

Czasem mama zastanawia się, czy biec do płaczącego dziecka, czy poczekać, aż samo się uspokoi. Jak dziecko uczy się samoregulacji i uspokajania się?

Alan Sroufe, słynny amerykański psycholog i badacz zajmujący się rozwojem więzi, mówi, że samoregulacja rozwija się w relacji z innymi osobami. W miarę rozwoju coraz więcej regulacji jest po stronie dziecka. Ale dzieci różnią się pod względem rozwoju tych kompetencji regulacyjnych. Są takie niemowlaki, które już wcześnie przesypiają większą część nocy i potrafią same usnąć, jeśli się przebudzą. Inne natomiast potrzebują na to więcej czasu i więcej pomocy ze strony dorosłych. Ważne jest, czy mama darzy dziecko zaufaniem i nie wyprzedza go w jego pomysłach. Nie jest łatwo towarzyszyć dziecku tak, żeby nie zabierać mu kompetencji, a jednocześnie żeby go nie opuścić w tych przeżyciach. Rosnąć z nim. Jeżeli dziecko ma miesiąc i płacze, to nie można oczekiwać, że samo się uspokoi. Ale jeśli ma ponad sześć miesięcy, to może warto chwilę poczekać, dać mu szansę. Ważna jest elastyczność i dostosowywanie się do dziecka. Czasami rodzice chcą być konsekwentni. Nie wezmą dziecka na ręce i ono przestaje płakać. Pozornie nie sprawia kłopotów. Tyle, że ten maluch może już nigdy nie wyrazić, jak mu jest trudno. Ważne jest dostrajanie się do dziecka. Rodzic odzwierciedla emocje dziecka, nie kopiuje ich. Kopiowanie oznaczałoby, że rodzic czuje to samo, co dziecko. To byłoby przerażające, ponieważ dziecko nie wiedziałoby, gdzie ono się kończy, a gdzie zaczyna się mama. A jeśli matka jest tak samo przerażona jak dziecko, to jak ma jemu dać wsparcie? Natomiast odzwierciedlając matka odpowiada adekwatnie, ale jest optymalna różnica między reakcją jej i dziecka, która pozwala mu skorzystać z jej wsparcia.

W Klasyfikacji Diagnostycznej DC: 0-3R podano kryteria zaburzonych relacji matki i dziecka. Może być ona nadmiernie albo zbyt mało zaangażowana, lękliwa, pełna złości i wrogości...

Chodzi tu o próbę opisania różnych problemów, jakie mogą pojawiać się w relacji rodzice–dziecko. Nie oznacza to poszukiwania "winnych". Próbujemy zobaczyć dynamiczne zależności, czyli to, co wnoszą w relację wszystkie osoby w niej uczestniczące. Łatwo być dostrojoną mamą maluszka, który zawsze się uśmiecha, dobrze śpi i generalnie jest zadowolony z życia. Trudniej być mamą dziecka, które źle znosi wszelkie zmiany, dużo płacze czy choruje.

Bywa, że płacz dziecka rodzic odbiera jako sygnał "Aha, coś źle robię". Może nawet odczuwać, że dziecko płacze przeciw niemu, robi mu na złość.

Czasem w relację z dzieckiem wnosimy jakieś swoje nieprzepracowane, negatywne doświadczenia z wczesnej relacji z ważnymi osobami. Znana amerykańska psychoterapeutka i psychoanalityczka Selma Fraiberg nazywała je "duchami nad kołyską". Poprzez pryzmat tych doświadczeń nadajemy znaczenie temu, co się dzieje między nami a dzieckiem, czasami bardzo zniekształcając rzeczywistość. Jeśli w relacji z matką doświadczyliśmy strachu, bezradności, agresji, to podobnie możemy się czuć w kontakcie z własnym dzieckiem i na przykład typowe dla niemowląt badanie twarzy dorosłego, wkładanie mu paluszków do buzi możemy interpretować jako złość czy atak. Na szczęście coraz częściej mówi się też o "aniołach", jako metaforze pozytywnych wczesnych doświadczeń opieki, troski, bezwarunkowej miłości. Może się okazać, że ta sama mama, z którą było mi tak trudno – grała ze mną w "Chińczyka" czy szyła sukienkę dla mojej lalki i to doświadczenie może stanowić punkt wyjścia do pozytywnych doświadczeń z własnym dzieckiem.

Podkreśla Pani znaczenie relacji z matką dla zdrowia psychicznego małego dziecka. Mamy zastanawiają się nieraz, czy mogą zostawić swoje kilkumiesięczne dziecko pod opieką kogoś innego, czy nie. Mogą?

Znam wiele dzieci pracujących mam, których więź można określić jako ufną. Można też siedzieć z dzieckiem trzy lata w domu i nie być dostępnym emocjonalnie, nie odzwierciedlać jego zachowań, nie reagować w sposób wrażliwy na jego potrzeby. Jeżeli kontakt z dzieckiem jest dobry, jeśli nie są to rozstania na dłużej, tylko na regularną liczbę godzin, to zazwyczaj nie zaburza to rozwoju więzi. Dziecko stopniowo uczy się, że mama się oddala i wraca. Ważne, z kim dziecko zostaje, na ile jego potrzeby zostaną wysłuchane. Ale mama nie może być luksusem. Nie może być tak, że poświęca dziecku godzinę w ciągu doby.

Co jest zagrożeniem dla zdrowia psychicznego małego dziecka?

Jak zauważa Michael Rutter, brytyjski psychiatra dziecięcy, warto odróżnić czynniki ryzyka od mechanizmów ryzyka. Na przykład kiedyś uważano, że czynnikiem ryzyka jest separacja we wczesnym okresie, rozstanie z opiekunem. Natomiast z perspektywy mechanizmu patrzymy, co się w wyniku tej separacji zadziało. Jeśli w trakcie separacji dziecko miało odpowiednie wsparcie, mogło wyrazić wszystkie trudne emocje, a potem rodzic był emocjonalnie dostępny, to okazuje się, że nie musi to zakłócać rozwoju dziecka. Niewątpliwie ufna więź z rodzicami chroni zdrowie psychiczne dziecka. Dzięki niej dziecko widzi siebie jako kogoś godnego miłości, ma zaufanie do siebie i wierzy, że w kontakcie z innymi osobami spotka je coś dobrego. Taka więź wpływa też na regulację emocji i na lepsze radzenie sobie w tych trudnych momentach. Na szczęście z wielu badań – na przykład Karlen Lyons-Ruth, która pracuje z rodzinami, gdzie są wielopokoleniowe doświadczenia traumy i przemocy – wynika, że te mniej korzystne wzory więzi emocjonalnej są zarazem najmniej stabilne. Jeśli dzieci z tych rodzin dostaną coś dobrego w relacji z innymi, to jest szansa na to, żeby ten wzór więzi uległ zmianie.

Co jest zaletą Klasyfikacji Diagnostycznej DC: 0-3R, do której napisała Pani wstęp?

Jej przewagą wobec innych klasyfikacji jest to, że pozwala spojrzeć na małe dzieci z perspektywy rozwojowej, w relacjach z innymi. Nie ogranicza się do diagnozy klinicznej, ale pokazuje, jak dziecko "się staje" i zdobywa kompetencje. Próbuje opisać funkcjonowanie emocjonalne i społeczne w pierwszych latach życia. Ta klasyfikacja jest także próbą znalezienia wspólnego języka dla różnych specjalistów: psychiatrów, psychologów, pediatrów – po to, żeby mogli się lepiej porozumiewać w procesie diagnozy i terapii. I pozwala im trochę inaczej spojrzeć na dziecko jako osobę.

Dziękuję za rozmowę.

***

Dr Grażyna Kmita jest psychologiem klinicznym, adiunktem w Katedrze Psychologii Klinicznej Dziecka i Rodziny na Wydziale Psychologii UW, kierownikiem Zakładu Wczesnej Interwencji Psychologicznej w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie. W pracy badawczej i praktyce klinicznej zajmuje się doświadczeniem przedwczesnych narodzin oraz problematyką zaburzeń rozwoju u najmłodszych dzieci. Przygotowała wstęp do książki pt. Klasyfikacja DC: 0-3R – klasyfikacja diagnostyczna zaburzeń psychicznych i rozwojowych w okresie niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa, która właśnie ukazała się w Polsce.

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Co nam mówi noworodek-Skala Brazeltona
« Odpowiedź #7 dnia: Sierpień 17, 2008, 01:32:10 am »
Lekcje migowego dla niemowlaków
- 14.08.2008 Elke Brüser



Niektórzy rodzice nie chcą czekać, aż ich dzieci zaczną same mówić, i próbują im wpoić system znaków migowych. Naukowcy uważają to za nonsens.
Przypominające pojedyncze słowa dźwięki wydobywają się z krtani dziecka, kiedy kończy ono mniej więcej 12 miesięcy. Od tego momentu musi upłynąć jeszcze trochę czasu, zanim maluch będzie mógł wyrazić, o co mu naprawdę chodzi. Wielu rodziców nie chce jednak czekać aż tak długo. Dlatego wypracowują z dziećmi system znaków, dzięki którym dziecko będzie w stanie przekazać to wszystko, na co jeszcze nie pozwala mu aparat mowy.

Jak kraj długi i szeroki ogłaszają się firmy oferujące kursy języka dla niemowląt. - Twoje dziecko będzie mądrzejsze i bardziej zadowolone – zachwala Vivian König, która oferuje takie kursy i napisała już kilka książek na ten temat. Kursy mają zwiększać zasób słownictwa i pobudzać zainteresowanie książkami, a nawet wzmacniać więź z rodzicami.

Nie brak też zalet dla rodziców: ”Mniej frustracji, wrzasków i płaczu”.

Na pierwszy rzut oka brzmi to przekonująco. Czy życie nie stałoby się łatwiejsze, gdyby dziecko siedząc w foteliku zamiast marudzić, pokazywało gest ”mleko” lub ”banan”? Właśnie tymi oczekiwaniami kierowała się amerykańska twórczyni systemu znaków.

Jednak fachowcy wydają się podchodzić do jej pomysłu sceptycznie. Pomiędzy rodzicami i niemowlętami ”nie ma kryzysu komunikacyjnego”, pisze w swoim poradniku ”Lata niemowlęce” szwajcarski pediatra Remo Largo, który przeprowadził długofalowe badanie na temat rozwoju dzieci. Dzieci komunikują się ”z otoczeniem już od swoich pierwszych dni na wiele różnych sposobów”. - Mówienie jest czymś więcej niż tylko przyczepianiem etykiety rzeczom.

- Wciąż czekamy na badania, które miałyby potwierdzić wszystkie obietnice składane w reklamach – mówi Ulf Liszkowski z Instytutu Psycholingwistyki przy Instytucie Maxa Plancka w holenderskim Nijmegen. Jako ekspert ds. roli gestów w procesie przyswajania języka Liszkowski, który został kierownikiem zespołu roboczego ds. komunikacji przedjęzykowej, chce wypracować eksperymentalne tezy i uzyskać wiarygodne dane.

Od ponad 20 lat naukowcy zajmujący się niemowlętami doskonale wiedzą, że porozumienie między dorosłymi i niemowlętami udaje się równie dobrze bez specjalnego treningu. Niemowlę komunikuje się, kiedy zamyka oczy (żeby odpocząć), kiedy się uśmiecha lub chce się przytulić (oznajmiając: mam się dobrze) lub kiedy kieruje na kogoś lub coś wzrok (mówiąc: to mnie interesuje).

Jednak to, że wyuczone znaki miałyby poprawić więź między rodzicami i dzieckiem, Claudia Thoermer z Instytutu Psychologii Rozwoju na Uniwersytecie w Monachium uważa za nonsens: - Są to obietnice handlowe bez podstawy naukowej – mówi. Poza tym stosunkowo niewielki procent niemowląt używa gestów, zanim rozpocznie mówić.

Mimo zapewnień, że dzieci są w stanie przyswoić 50, 100 lub 200 gestów, niemowlęta używają ich zdecydowanie mniej. Wykazała to językoznawczyni Ginger Pizer z Texas University w Austin.
Badane przez nią dzieci, będące w wieku około 12 miesięcy, zaczęły uczyć się systemu znaków i w ciągu następnych 12 miesięcy opanowały 20-30 gestów. Wykształconym gestom często towarzyszył dźwięk. Im bardziej zaczynały rozwijać mowę, tym mniejszą rolę przywiązywały do gestów.

Może to potwierdzić Adelheid Beck, mieszkanka Monachium. Zaczęła chodzić z ośmiomiesięczną córką na kurs języka dla niemowląt. - Amelie opanowała pierwszy gest dopiero po skończeniu 10 miesięcy. W sumie nauczyła się jedynie kilkunastu gestów, gdyż potem wypowiedziała swoje pierwsze słowo. Dziś mając 19 miesięcy zna już więcej słów niż gestów.

Jaki ma to związek z mówieniem?

Ale matka dobrze wspomina kurs. – Wszystko odbywało się w charakterze zabawy. Bardzo dobrze się bawiłyśmy – opowiada. Jednak czy warto było przeznaczyć czas i pieniądze, w sumie 60 euro, za dwanaście godzin kursu? I jaki to miało sens, ćwiczyć z prawie jednorocznym dzieckiem gesty, skoro i tak wkrótce miało zacząć samo mówić?

Rzeczywiście maluchy szybciej potrafią wykonać gest ręką niż wyartykułować słowo, gdyż aparat mowy dłużej się u nich wykształca. Jednoroczne dziecko nie umie jeszcze wypowiedzieć słowa ”ptak”, ale potrafi przy pomocy rąk wykonać gest naśladujący ptaka.
- Ale jaki ma to związek z mówieniem? – pyta psycholingwista Liszkowski. - Mówienie jest czymś więcej niż przyczepianiem etykiety rzeczom.

Mówiącym kierują wewnętrzne powody. Chce osiągnąć efekt u swojego współrozmówcy. Dzieci mówią ”auto” nie tylko, żeby nazwać przedmiot. ”Auto” może znaczyć: ”chcę mieć to auto”, ”auto jedzie szybko”, ”auto wygląda super” albo ”babcia też ma takie auto”.

Liszkowski wątpi, czy dzieci w pierwszym roku życia są w stanie używać gestów zamiast słów. Najpierw dziecko musi przecież uświadomić sobie dwie rzeczy: po pierwsze, że przy pomocy swojego zachowania może wpłynąć na postrzeganie, myśli i działanie innych, a po drugie, że taki mechanizm działa tylko wtedy, jeśli druga osoba zwraca na niego uwagę.

Dzieci pojmują te dwie rzeczy dopiero wtedy, kiedy zastosują uniwersalny gest wskazujący, nie wymagający ćwiczeń. Jeśli dziecko na coś wskazuje, to uważny obserwator odniesie się do tego.

Jeśli obie strony odnoszą się do jakiejś rzeczy, to według Liszkowskiego stanowi to sygnał do rozpoczęcia procesu mówienia. I rzeczywiście dzieci po kilku miesiącach pokazywania dołączają do znaku wykonywanego ręką słowo. Dzieci autystyczne, które nie potrafią się komunikować, nie używają gestów wskazujących w okresie niemowlęcym.

W Niemczech dwie młode matki próbują zbić kapitał na rosnącym zainteresowaniu rodziców rozwijaniem potencjału swoich dzieci. Oprócz Vivien König, która jest twórczynią marki ”Język krasnoludków”, na rynku działa jeszcze pedagog Wiebke Gericke oferująca markę ”babySignal”.

Obie kobiety odwołują się do praktyki amerykańskich psychologów, którzy w latach 80. – zmotywowani przez sukces użycia języka migowego w rodzinach z osobami niedosłyszącymi – wypróbowywali proste gesty również u dzieci słyszących. ”Język krasnoludków” posiłkuje się przede wszystkim amerykańskim językiem migowym, podczas gdy ”babySignal” bazuje raczej na teorii stworzonej przez kalifornijskie psycholożki Michelle Anthony i Reynę Lindert. Amerykańskie badaczki Susan Goodwyn i Linda Acredolo próbowały poddać analizie długofalowe efekty treningu migowego. Wprawdzie osiem lat temu wywołały zainteresowanie prezentując na kongresie raport o pozytywnym wpływie treningu migowego na iloraz inteligencji dzieci, jednak wyniki prac nie zostały do dziś opublikowane w wiarygodnym naukowym czasopiśmie, co budzi wątpliwości co do rzetelności badania. Jednak w internecie promuje się mimo tego pozytywny wpływ treningu na iloraz inteligencji.

Piąstka za głową znaczy ”babcia”

Dziecięca psychoterapeutka Rose Riecke-Niklewski z Norymbergi jest pewna jednego: ani dzieci, ani rodzice niczego nie stracą, jeśli nie będą zgłębiać tajników systemu znaków migowych. Obawia się nawet, że w skrajnych przypadkach wtłaczanie do dziecięcej głowy różnych wymyślnych znaków może przynieść szkody.

”Prawa rączka na wysokości klatki piersiowej, zaciśnięta w piąstkę, kciuk wzniesiony do góry, otwieramy i zamykamy piąstkę trzy razy jak podczas dojenia” – tak brzmi instrukcja dla słowa ”mleko”. Dalekie od rzeczywistości są też takie gesty jak kok z tyłu głowy jako znak oznaczający babcię lub wąsik jako symbol zarezerwowany dla dziadka.

”Pokaż dziecku gest oznaczający mleko zawsze przed karmieniem”, radzi Vivian König. Ale kilka stronic później sugeruje: ”Wybierz odpowiedni moment. Wykorzystuj swoją mimikę, niekiedy do przesady. Powtarzaj gesty tak często jak to tylko możliwe. Chwal swoje dziecko, ile się da”.  I tak dalej i tak dalej.

- Dopóki rodzice stosują gesty w charakterze zabawy, nie widzę żadnego problemu. Jednak niekiedy kursy języka dla niemowląt stawiają rodziców i ich dzieci pod presją wyników – mówi Liszkowski.- Po ośmiu tygodniach treningu dziecko nie nauczyło się ani jednego gestu? Czy winne jest dziecko? A może matka? Lub ojciec? – pyta retorycznie Rose Riecke-Niklewski. Uważa, że praktyka zapisywania sobie przez rodziców, jaki gest i kiedy dziecko wykonało po raz pierwszy, wzbudza kontrowersje. - Wytwarza to presję oczekiwań. U dziecka mogą powstać lęki wywołane faktem, że nie stanęło na wysokości zadania, a u rodziców może przyczynić się to do zaburzenia spontanicznego kontaktu z dzieckiem – dodaje.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Co nam mówi noworodek-Skala Brazeltona
« Odpowiedź #8 dnia: Wrzesień 17, 2008, 01:34:21 am »
Bobomiganie, czyli dziecięca mowa migowa

Pokazywać znaczy mówić


Rączka wędruje do brody, próbuje dotknąć czubkami paluszków. Za chwilę rączka jest odrzucana od twarzy, druga rączka dzierży zabawkęZABAWKIWózki, laptopy, instrumenty, pojazdy R/C, lalki, gry i inneaukcjewp.wp.pl . Dorosła twarz rozpromienia się uśmiechem:
-Wreszcie jakiś gest – cieszy się mama maluszka, który ma być żywą reklamą kursów migowej mowy dziecięcej. Manuela Steen z Niemiec chce dać matkom szanse na zrozumienie i komunikację ze swoimi dziećmiRutinoscorbinNajwiększe zaufanie wśród mam w Polsce.

Sprawdź, zanim te zaczną mówić. Jak długo maluchy nie znają słów, powinna istnieć wymiana informacji za pomocą ruchów rąk między rodzicami a dziećmi. Twórczyni kursu proponuje matkom naukę 75 różnych gestów, co trwa 12 tygodni.

Migowa mowa dziecięca: prawda czy mit

„Chciałabyś misia, Witusiu?“, pyta jedna z mam 13-miesięczną córeczkę. Kiedy wypowiada słowo “miś”, składa ramiona blisko ciała i krąży przedramionami do góry i na dół. Inne dziecko, Lillemor, „reklama kursu”, córka trenerki, przygląda się krótko, schyla do podłogi, by przesunąć leżące kartki i maszeruje w drugi koniec sali, gdzie znajdują się ciekawsze rzeczy, niż machający rękami dorośli.

Inna twórczyni szkoły dla rodziców, Viola König, w swojej szkole „Zwergensprache“, powstałej w 2004 roku, również oferuje w całych Niemczech podobne kursy. Zapewnia, że gesty dzieci odzwierciedlają wczesnodziecięcy rozwój mowy. Wyznawcy mowy dziecięcych gestów powołują się chętnie na amerykańskie psycholożki z lat 80. Linda Acredolo i Susan Goodwyn, które dziś uznawane są za twórczynie tzw. Baby Signings, języka migowego dzieci. Przekonują, że „miganie” wzmacnia i poprawia komunikację za pomocą mowy.

Udowodniły, że 24-miesięczne migające dzieci mówią tak dobrze, jakby miały 27 czy 28 miesięcy. W wieku trzech lat używają języka starszych o rok kolegów. Obserwowały 140 rodzin z dziećmi w wieku od 11 miesięcy w okresie 3 lat. Połowa rodziców uczyła się języka migowego dzieci, po polsku zwanego „bobomiganiem”: kiedy rozmawiali z dziećmi, miały mowie towarzyszyć odpowiednie gesty. Inna grupa rodziców korzystała z tradycyjnego sposobu komunikowania.

Poziom inteligencji IQ dzieci posługujących się językiem migowym jest średnio o 12 punktów wyższy od dzieci nie uczonych migania. W międzyczasie inni psycholodzy pogłębiają temat, potwierdzają wyniki eksperymentów z lat 80. Bobomiganie dotarło do Wielkiej Brytanii, Niemiec, również do Polski.

Jednak dziś naukowcy są sceptyczni. Niezliczone studia nad bobomiganiem czy - jak kto woli – mową gestów dziecięcych, stoją metodologicznie pod znakiem zapytania. Cyne Johnston z University of Ottawa podjęła się w 2004 roku badania dla Canadian Language and Literacy Research Network, studiów podejmowanych nad dziecięcą mową gestów (1980 do 2003). Spośród 1208 badań żadne nie spełniało kryteriów dla prac naukowych. Spektakularne wyniki budowano na podstawie danych odpowiadających założeniom – uznano je za „metodyczny magiel”. Nie wyklucza to wartości wyników badań bobomigania, ale przy zachowaniu właściwych metod.

Bobomiganie pomaga w rozwoju

Warszawska doktorantka, Danuta Mikulska, przygotowuje pierwszą w Polsce, może i w skali europejskiej poważną pracę naukową - doktorat nt. bobomigania. To jej zresztą zawdzięczamy ten polski odpowiednik „Baby Sign”. Badaczka zaprosiła do współpracy kilkadziesiąt dzieci i ich rodziców - słyszących, polskojęzycznych. - Najczęściej pierwszym znakiem, który maluchy pokazywały, a miały wtedy od sześciu do dziewięciu miesięcy, była otwierająca się pięść oznaczająca "światło" – powiedziała w jednym z wywiadów. 10. a 18. miesiąc ich życia był najlepszy dla przyswajania znaków, a dzieci bawiły się miganiem.

Kiedy rodzice stosują język znaków migowych, porozumiewają się na dwa różne sposoby ze swoimi dziećmi i to już jest rozwijające. Kathy Hirsh-Pasek, profesor psychologii, szefowa laboratorium mowy dziecięcej przy Temple University w Filadelfii nie może powiedzieć, że język migany jest tylko zwiększoną uwagą rodziców, wywołaną przez żywotniejsze dziecko. Co natomiast jest ważne, to zapewnienie uwagi i ciepła niemowlakom, by mogły się dobrze rozwijać.

„Nie jest istotne, czy mama dziecko czule przytula, śmieje się do niego czy gestykuluje” - mówi Mechthild Kiegelmann z Universität Tübingen. Nie odradza takich kursów bobomigania, ale ostrzega, że rodzice obiecują sobie po nich zbyt wiele.

Wiele wskazuje na bliski związek wczesnodziecięcego rozwoju mowy z gestykulacją i nauczaniem na głos. I tak Giacomo Rizzolatti z Uniwersytetu w Parmie i Michael Arbib z University of Southern Califorina sformułowali prowokacyjne tezy: mowa ludzka rozwinęła się z gestów. Mowa narodziła się jako doświadczenie cielesne, które są reprezentowane w naszym mózgu. Psycholog Jana Iverson z University of Pittsburgh jest przekonana, że dzieci korzystają z wczesnej zabawy rąk i ruchów ust w późniejszej nauce mowy. Już w szóstym miesiącu życia niemowlaki rytmicznie poruszają ramionami i rękami. W tym samym czasie maluchy zaczynają rytmicznie gaworzyć. Iverson mówi dziennikowi „FAZ”, że pierwsze studia pokazują, że ruchy rękami i głośność gaworzenia mają wspólny rytm.

Z tych obserwacji korzystają nie od dziś lekarze-pediatrzy, którzy oceniają rozwój psychiczny dziecka.

Pokazywanie palcem jest dobre

Jeden z gestów nabrał kluczowego znaczenia: pokazywanie palcem. Naukowcy z Max-Planck-Institut z Antropologii Ewolucyjnej w Lipsku skoncentrowali się na najprostszym dziecięcym geście: pokazywaniu palcem. Zaobserwowano, że najczęściej około 12. miesiąca wskazywanie przez dzieci już oznaczało konkretną rzecz. Pokazywanie palcem jest wielkim rozwojowym krokiem, który pozwala na społeczną komunikację.

Kiedy dziecko na coś wskazuje, to nie znaczy tylko „daj mi zabawkę”, ale również „spójrz, tam jest dom”, czyli próba bardziej skomplikowanej komunikacji międzyludzkiej.
Ulf Liszkowski z lipskiego instytutu podkreśla, że wkrótce po pierwszych wskazaniach palcem dziecko zaczyna mówić pierwsze słowa. Uważa też, że ma sens uczenie już 6-miesięcznych niemowląt języka gestów.
– Wówczas nie można o dzieciach mówić „niemowlaki”, bo mówią, chociaż w innym języku – mówi często Danuta Mikulska, polska specjalistka od bobomigania, prowadząca jedyną taką szkołę dziecięcego języka migowego w Polsce.

Zajęcia z migania z niemowlakami na pewno dają lepsze samopoczucie rodzicom, to przede wszystkim czas świadomie poświęcony dziecku. Czy doczekają się informacji bobomigiem, że maluszek jest głodny albo ma pełną pieluchę? Prędzej uprzedzą płaczem lub niespokojnymi ruchami w zalanej pieluszce, a rodzice tak, czy owak się zorientują.

Zajrzyjcie na www.migowy.pl
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach