Z wątku :
» Spełniają marzenia chorych dzieci Marzenie spełnione na planie
Twórcy serialu "Na dobre i na złe" zaprosili chorą Olę z Zakopanego 7-letnia Ola z Zakopanego nie może się już doczekać najbliższej niedzieli i premiery 291. odcinka serialu "Na dobre i na złe". Wystąpi w nim w roli chorej dziewczynki, która spotyka się ze znaną dziennikarką, graną przez Adriannę Biedrzyńską. W realnym życiu Ola była operowana już 16 razy. Rola w filmie jest spełnieniem jej marzeń.
- Kiedy odwiedziliśmy ją w domu po raz pierwszy, marzyła, by zagrać w którymś z trzech seriali: "Na dobre i na złe", "M jak miłość" albo "Pierwsza miłość" - śmieje się Marta, wolontariuszka z Fundacji "Mam Marzenie", do której Olę zgłosiła nauczycielka ze szkoły przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie. - Marzenie piękne, jednak nie byliśmy pewni, czy uda się je zrealizować. Film to wielka machina; czy zechce się zatrzymać dla małej dziewczynki? Ale Ola była konsekwentna. Zdradziła nam, że wprawdzie wcześniej marzyła o kamerze cyfrowej, ale teraz zdecydowanie chce jednego: grać w filmie. No i udało się - zagrała!
Olę i jej mamę Lucynę poznałam w maju ubiegłego roku. W Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym trzymałyśmy kciuki za pierwszą w Polsce tak bardzo rozległą operację małej
Martynki - dziewczynki,
podobnie jak Ola, chorej na zespół Aperta. Są to wady wrodzone polegające na zniekształceniach w obrębie czaszki i twarzy, a często także na nierozdzieleniu się w życiu płodowym palców stóp i dłoni. Chore dzieci są poddawane licznym korekcjom już w okresie rozwojowym, kiedy rosną, bo przy takiej deformacji dochodzi do ciasnoty wewnątrz czaszki. Trzeba zrobić miejsce na powiększający się mózg. Nie bez znaczenia jest również dążenie do zminimalizowania zeszpecenia buzi dziecka.
Operacja Martyny została przeprowadzona przez Scotta Bartletta, profesora chirurgii plastycznej ze szpitala dziecięcego w Filadelfii. Oleńka miała być następna w kolejce. - I była. Prof. Bartlett pomógł córeczce już po raz kolejny. Tym razem usunął z czaszki fragmenty siatki tytanowej, którą zresztą sam przywiózł dla Oleńki dwa lata wcześniej. Niestety, stało się to, o czym nas uprzedzał. Siatka, choć z tytanu, podobnie jak każdy inny sztuczny materiał, nie może rosnąć tak, jak rosną własne kości dziecka. Stała się za ciasna. Oli groziło zbyt wysokie ciśnienie śródczaszkowe, które jest bardzo niebezpieczne dla życia i prawidłowego rozwoju mózgu - opowiada Lucyna Witkowska, mama Oli. - Dlatego już w październiku trzeba było dokonać reoperacji i wyjąć tę siatkę. Niestety, wdało się zakażenie i na Mikołaja Ola była ponownie operowana. Trafiła do szpitala w stanie bardzo ciężkim. Przyznam, że wieźliśmy ją tam z duszą na ramieniu.
Niedawno rodzice Oli rozmawiali z prof. Bartlettem. Specjalista proponuje, aby przyjechali z dzieckiem do Filadelfii, gdzie można dokonać przeszczepu kości. Problem w tym, że każdy sztuczny materiał grozi odrzutem i poważnymi komplikacjami, ale coś zrobić trzeba, bo Ola nie ma kości w prawie połowie czaszki. - Oleńka była operowana już 16 razy. Nie można dalej na niej eksperymentować - mówi mama dziewczynki.
Rodzice Oli założyli fundację,
której zadaniem jest zebranie pieniędzy na operację córki, ale również na potrzeby innych dzieci z zespołem Aperta i zespołem Cruzona oraz publikowanie wiadomości na temat tych chorób. Kiedy Ola się urodziła, nigdzie nie można było znaleźć informacji po polsku na temat jej choroby. Ola jest dzieckiem pogodnym, wesołym i bardzo rezolutnym. Szybko i łatwo nawiązuje kontakty, choroba w niczym jej nie przeszkadza. Może tylko w niektórych zajęciach sportowych. W tym roku - z powodu ubytku kości czaszki - po raz pierwszy nie mogła jeździć na nartach. Ale za to śpiewa w zespole "Mini Regle" im. Jana Jędrola z Poronina. I zagrała w serialu telewizyjnym...
- Zadzwonili do nas w piątek, 26 stycznia, że we wtorek, trzydziestego, musimy być z córką na planie - opowiada mama Oli. - Chcieliśmy wyjechać w poniedziałek rano, bo strasznie sypało i baliśmy się, że nie dojedziemy na czas. W radiu powiedzieli, że "zakopianka" jest nieprzejezdna, więc postanowiliśmy jechać pociągiem. Jedyny do Warszawy właśnie odjechał. Złapaliśmy go w Poroninie. Zadowoleni usiedliśmy w przedziale, a tu przychodzi konduktor i mówi, że zerwało trakcję i dojedziemy najdalej do Białego Dunajca. W sumie nasza podróż do stolicy trwała prawie 12 godzin. Ola nie spała, ale nie była zmęczona i następnego dnia na planie brylowała.
W Sękocinie pod Warszawą, czyli w filmowej Leśnej Górze, Ola została przedstawiona całej ekipie. Zagrała w czterech scenach. Przed kamerą zachowywała się naturalnie i całkiem bez tremy. Bez zająknięcia wypowiedziała swoje kwestie, a w pewnym momencie nawet podrzuciła tekst Adriannie Biedrzyńskiej.
Dziewczynka nie usiadła ani na moment. Obeszła wszystkie pomieszczenia, zebrała autografy (każdy w 7 egzemplarzach - dla rodziny i koleżanek) i sama złożyła własne. Na pożegnanie otrzymała torbę prezentów: fotografie aktorów z autografami, skrypt z podpisami kolegów z planu, grę komputerową, album na zdjęcia i serialowy kubek do kawy. W pociągu z dumą pokazywała każdemu swoje filmowe "trofea".
- Kręcenie scen do filmu to było niesamowite przeżycie - mówi poważnie Oleńka. - Naprawdę świetnie się bawiłam i nawet myślałam, że zostanę w przyszłości aktorką. Ale teraz już wiem, że wolę być lekarzem. Zresztą nie wytrzymałabym, gdybym musiała mieszkać w Warszawie. To jest strasznie daleko od Zakopanego, mamy, taty, cioć i gór!
ELŻBIETA BOREK
Dziennik Polski
12-04-2007