Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: Maratończyk na HandBike'u  (Przeczytany 3893 razy)

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Maratończyk na HandBike'u
« dnia: Listopad 05, 2005, 12:31:09 pm »
Arkadiusz Skrzypiński - maratończyk na HandBike'u

http://skrzypinski.vobis.pl/
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26212
Odp: Maratończyk na HandBike'u
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 28, 2009, 09:46:36 am »
Niepełnosprawny Polak będzie bił rekord świata

O godzinie 11 na ul. 20 Stycznia niepełnosprawny sportowiec z Pabianic - Krzysztof Jarzębski podejmie próbę bicia rekordu świata na wózku inwalidzkim.

Pabianiczanin będzie chciał poprawić wynik na dystansie 100 km. Próba ma trwać około czterech godzin.

Krzysztof Jarzębski będzie krążył na odcinku od ul. Rydzyńskiej do Sereczyna. Podczas tego wydarzenia droga będzie zamknięta dla ruchu. Przy okazji ma powstać film o niepełnosprawnym sportowcu zatytułowany "Maratończyk".

Oficjalne wydanie internetowe: www.polskatimes.pl/dzienniklodzki
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26212
Odp: Maratończyk na HandBike'u
« Odpowiedź #2 dnia: Styczeń 29, 2011, 11:02:56 pm »
Niezłomny maratończyk
Autor: Andrzej Szymański,
 Źródło: Kurierpoludniowy.pl


Ryszarda Sawę spotkałem podczas ostatniego Warszawskiego Maratonu. Siwy, brodaty i wąsaty facet w ciemnych okularach biegł obok roweru, którym jechała jego przewodniczka – Krystyna. Trzymał się linki uwiązanej do siodełka i bez przerwy podtrzymywał ze mną rozmowę. Mnie było łatwiej. Kręciłem pedałami, a on pokonywał 42 km biegnąc. Wprost nie do wiary, że ten niewidomy 67-latek z Pruszkowa zaliczył już ponad sto maratonów i jedną „setkę”.





Jego mieszkanie, na ostatnim, piątym piętrze bez windy przy ul. Ks. Józefa, zawalone jest pucharami, medalami i dyplomami. Czytam na wygrawerowanych tabliczkach: „2010 – maraton w Poznaniu III miejsce w grupie B1”, „2007 – Ciechanowska 15”, „2009 – za udział w 100 km biegu Pokoju Pamięci Dzieci Zamojszczyzny”. Na drzwiach dyplom z 2009 roku za zdobycie w ciągu dwóch lat „Korony Maratonów Polskich – Dębno, Wrocław, Kraków, Warszawa, Poznań”. Co roku bierze udział w biegu ulicznym im. Waldemara Kikolskiego. Podziwiał tego słabowidzącego sportowca – maratończyka, który na paraolimpiadach w Atlancie i Sydney zdobywał dla Polski złoto. Jego rekord na dystansie 42 km to 2 godz. 27 minut. Zginął w 2001 roku w wypadku samochodowym, wracając z zawodów we Włoszech. Razem z nim odszedł całkowicie niewidomy maratończyk Darek Jurkowski, który osiągał czasy poniżej trzech godzin.
Ryszard jednak najbardziej dumny jest z pucharu otrzymanego w 1985 roku – „Nagroda im. Tomasza Hopfera dla R. Sawy za popularyzację biegania w masowej formie i rozwoju kultury fizycznej – Komitet Organizacyjny VII warszawskiego Maratonu Pokoju”.

Jak to się zaczęło?

Raczej nieciekawie. Jako dziewięciolatek, w zabitej dechami zamojskiej wiosce stracił wzrok i prawą dłoń. Usiłował „zapoznać się bliżej” ze znalezionym na polu niewypałem. W podwarszawskich Laskach zdobywał podstawową wiedzę, ale też zamiłowanie do sportu. A ponieważ w tym prowadzonym przez siostry zakonne ośrodku wyżej ceniono wartości duchowe niż tężyznę fizyczną uczniów, dyrektor tępił sportowe zapędy młodziaków. Nieletni Sawa był niepokornym małolatem (zresztą ta zadziorność pozostała mu do dziś) więc nie za bardzo przejmował się „dobrymi” radami.
Długo mu przyszło jednak czekać na zasmakowanie prawdziwego długodystansowego wysiłku. Najpierw skończył studia matematyczne, potem ćwierć wieku pracował w Instytucie Podstaw Informatyki PAN. Doktoryzował się, ożenił, został ojcem czterech urwisów i wtedy w wieku 38 lat zaczął trenować biegi. Najpierw z grupą niewidomych i słabowidzących chłopaków i dziewcząt oraz widzących przewodników. Zajęcia odbywały się na stadionie „Warszawianki”.
- Pierwszy raz odważyłem się wystartować w Maratonie Pokoju w 1982 roku. Zabrałem dwóch synów, dwa rowery, które zresztą zaraz się popsuły. Jakoś sobie poradziłem i wpadłem na Stadion Dziesięciolecia po ponad pięciu godzinach. Potem już było z górki. W 1987 roku we Wrocławiu przebiegłem 42 km w 3 godz. 11 minut 56 sekund. To jest do dziś mój rekord życiowy i nawet nie śnię o jego poprawieniu – rozsądnie mówi Ryszard Sawa.
Rozsmakował się w pokonywaniu maratonów. Nie ukończył tylko jednego.
- Jak frajer kupiłem sobie eleganckie buty za dwie stówki, tylko nie zorientowałem się, że są do gry w koszykówkę. Po dziesięciu kilometrach musiałem zejść z trasy, bo tak miałem poobcierane nogi. Najlepsze wyniki osiągałem w pepegach za 10 złotych. Nie pasowały mi te drogie, bajeranckie sportowe buty ze stabilizatorami – tłumaczy Sawa.

Klub Biegacza

Kiedy dwadzieścia lat temu powstało Stowarzyszenie „Cross” skupiające niewidomych sportowców i turystów, zaczął działać przy nim Klub Biegacza. Zaczęły się wtedy wspólne wyjazdy na biegi masowe, nie tylko w Polsce. W Nowym Jorku 27 lat temu niepełnosprawny (porusza się na protezach) dr Dick Traum założył Achilles Track Club. Aby zostać jego członkiem osoba niepełnosprawna musi startować w masowych zawodach. To dzięki tej organizacji Ryszard i jego koledzy: Wiesław Miech, Sławomir Jeżowski, Mariusz Gołąbek i wielu innych – mogli wziąć udział w największym na świecie nowojorskim maratonie (40 tysięcy zawodników).
- Kilka razy meldowałem się na mecie w Nowym Jorku, jednak ostatni start, 25-lecie tej potwornie rozdętej imprezy, wspominam koszmarnie. Umieścili nas w jednym pokoju, niewidomych i wózkowiczów. Nie można było zasnąć, taka ciasnota. Zerwali nas o 4 rano, a start odbył się o 10. Sześć godzin czekania na listopadowym zimnie. Miejscowi zabierają ciepłe śpiwory, kimają na asfalcie czy trawnikach i zostawiają swoje „łóżka” na starcie. Jedyne ciepłe, osłonięte miejsca, to kilkaset przenośnych toalet. Ale przecież nie zamknę się w jednej z nich na kilka godzin. Zameldowałem się na mecie po pięciu godzinach – wspomina Ryszard Sawa.
Z rozrzewnieniem opowiada o rzymskich maratonach. Raz, że cieplej, że miasto bogate w zabytki, niepełnosprawni nie płacą wpisowego i co najważniejsze, organizatorzy klasyfikują oddzielnie startujących niepełnosprawnych: na wózkach, amputantów, niewidomych i słabowidzących. Na żadnej innej imprezie zagranicznej tego nie ma. Wie, bo biegał ponadto w Berlinie, Wiedniu, Moskwie, Pekinie, Budapeszcie, Pradze. Wkrótce ma pojechać z kolegą do Londynu. Funduje ten wyjazd FILMOTEKA, która zamierza uwiecznić na filmie ich zmagania na maratońskiej trasie.
Doktor Sawa jest najstarszym całkowicie niewidomym biegaczem. Jest znany w swoim środowisku, ale nie tylko. Namawia, kogo tylko może, do zdrowego trybu życia.
56-letni Tomasz Lesik zaczął tracić wzrok po wyjściu z wojska. Z rozpaczy zaczął pić. Rodzina się rozpadła. Osiem lat temu poszedł na odwyk, a wkrótce poznał na obozie sportowym w Stegnach Ryszarda Sawę.
- To on mnie namówił do ruchu. Kiedy z nim biegłem po raz pierwszy jako przewodnik, pogonił nas pies, ale pogryzł tylko mnie. Dostałem odszkodowanie 200 zł i kupiłem buty sportowe. Pierwszy maraton zaliczyłem dwa lata temu we Wrocławiu, poniżej 4,5 godz. Po dwóch tygodniach zawody w Warszawie. Trzymałem się doświadczonego kolegi Stasia Spólnika, który maratony ma we krwi. Po połówce mówię mu: Teraz to już ubywa kilometrów. A on na to: Ale sił też. Miał rację, uciekł mi, a ja uczepiłem się jakiejś ładnej dziewczyny. Patrzyłem na jej zgrabną pupę, podziwiałem i sam nie wiem kiedy doczłapałem się do mety. Kilka dni później wyciągali mi śruby z nogi, które miałem od kilku lat. Najechał na mnie syn kolegi, z którym parę godzin wcześniej piłem wódkę. Dziś już wyprostowałem się, prowadzę nowe życie i myślę o nowych maratońskich rekordach – zakończył pan Tomek.

Nie tylko maratony

Kiedy jeszcze nie było Internetu, biegacz Sawa fascynował się krótkofalarstwem. 25 lat temu kupił, za straszne wtedy pieniądze, 800 dolarów, japońską krótkofalówkę YAESU FT 101 B. Komunikował się z całym światem. Ma potwierdzoną łączność ze 130 krajami. Połączył się nawet z himalaistą Jerzym Kukuczką w jego obozie na ośmiu tysiącach metrów. Następnego ranka, 24 października 1989 roku, podczas zdobywania północnej ściany Lhotse Kukuczka tragicznie zginął.
Człowiek niewidomy, aby trenować czy startować w biegach, zależy od przewodnika, najlepiej odrobinę lepszego od siebie. Sawa ma takiego, 32-letniego Felka Platowskiego, teatrologa z zawodu i kelnera z życiowej konieczności. Teraz przewodnik ma mniej czasu, bo zaczął pracować na etacie. Co pozostaje Ryszardowi? W swym mieszkaniu na Ks. Józefa oplata się dętką przywiązaną sznurkiem do fotela, drepcze w miejscu słuchając książek czy muzyki. Lepsze to niż beznadziejna ruchoma bieżnia.
Jeżeli Felek lub pani Krystyna mają czas, to doktor Sawa na swym pruszkowskim osiedlu Ostoja, drepcze z nimi kilka dwukilometrowych pętli. Oblicza, że przeciętnie
w każdym tygodniu pokonuje ok. 10 km. Poprzez „Kurier Południowy” apeluje więc do entuzjastów biegania w tym mieście, by dwa, trzy razy w tygodniu razem z nim pobiegali jako przewodnicy. Marzy mu się też uliczny bieg w Pruszkowie. Nie tak dawno „Gazeta Wyborcza” rzuciła hasło – „Bieg w każdej gminie”. Pruszków, Grodzisk, Milanówek, Brwinów – to spore miasteczka. Mogą zebrać siły i pod, na przykład patronatem nowego – starego prezydenta Pruszkowa, zorganizować taką imprezę. Co Pan na to, Panie Prezydencie?
A w styczniu Ryszard ma chrzciny swego rocznego prawnuka Antosia. Ciekawe, czy kiedyś Antoś potruchta ze swym pradziadkiem w pruszkowskim parku, jak kiedyś syn Paweł.
Jest pradziadkiem, który nie filozofuje, nie stęka nad swoim życiem, nie tylko stąpa twardo po ziemi, ale nawet biega. I jest bardziej normalny, niż jego wielu pełnosprawnych kolegów biegaczy.


Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach