Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych na koloniach,obozach itp  (Przeczytany 13063 razy)

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Bardzo mnie poruszył poniższy artykuł.
Poczytajcie proszę

Zagubiła się w szkole
08.09.2005

Marysia ma sześć lat. Kilka dni temu rozpoczęła naukę w podstawówce. W środę powiedziała, że więcej nie pójdzie do szkoły. Nie ma się co dziwić - pisze "Słowo Polskie - Gazeta Wrocławska".

Dziewczynka przez ponad dwie godziny siedziała sama zamknięta w sali gimnastycznej.

"W poniedziałek około trzynastej przyszłam po córkę do szkoły" - opowiada Beata Wołodko, mama Marysi. Dzieci wyszły z sali po religii, ale nie było wśród nich mojego dziecka. Kiedy spytałam siostry, gdzie jest, odparła, że na pewno w toalecie. Tam jednak jej nie było. Nie znalazłam jej także w szatni i na boisku - jak sugerowała zakonnica. Z przerażeniem odkryłam, że opiekunka nie ma pojęcia gdzie jest Marysia!

Tymczasem dziewczynka siedziała zamknięta w sali gimnastycznej. Nauczyciel po lekcji wuefu nie policzył maluchów i nie zauważył, że brakuje jednego dziecka. Nieobecności Marysi nie odnotowała także siostra zakonna, bo nie sprawdziła obecności na lekcji religii. Kiedy dziecko w końcu się odnalazło było zapłakane i przerażone.

Dyrektorka SP nr 47 nawet nie próbuje tłumaczyć postawy pedagogów. Obiecuje, że już nigdy nic takiego się nie powtórzy.- Wyciągnęłam konsekwencję wobec nauczyciela, wyjaśnia Bogusława Pawłowska. - Ma naganę wpisaną do akt osobowych. Oprócz tego wydałam zarządzenie, w którym przypominam nauczycielom o obowiązku pilnowania dzieci. Jestem wstrząśnięta tym, co się stało. Sama jestem matką i nie wyobrażam sobie, co bym zrobiła, gdyby moje dziecko tak zaginęło. Mogę jedynie przeprosić rodziców. Fatalnie zaczął się ten rok szkolny.

(PAP)
interia.pl

Czy można niezauważyć "zniknięcia" dziecka , zamknąć dziewczynkę w sali?

Cytuj
Oprócz tego wydałam zarządzenie, w którym przypominam nauczycielom o obowiązku pilnowania dzieci.
Teraz dopiero?  :shock:


Zastanawiam się, jak to jest z bezpieczeństwem naszych dzieci pod opieką nauczyciela(wychowawcy)
w szkole,przedszkolu,na wycieczkach,dłuższych wyjazdach , koloniach ?

Czy tak na starcie macie zaufanie do osoby która kilka godzin dziennie, bądz dłużej opiekuje się Waszym dzieckiem?

Zapraszam do dyskusji.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Renek

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 518
    • http://www.monika.smyki.pl
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 10, 2005, 07:29:51 pm »
Ja również jestem w szoku. Taki sters dla maleńkiego dziecka?? I co sie dziwić że nie chce wiecej do szkoły....
Sama organizuję wycieczki dla dzieci, gdzie każdy ma swojego opiekuna (rodzic lub wolontariusz) ale zawsze liczę wszystkich uczestników po kilka razy i wielokrotnie pytam czy wszystko jest ok.

Offline Anna

  • User z prawami do pisania
  • Weteran
  • ******
  • Wiadomości: 4459
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #2 dnia: Wrzesień 10, 2005, 08:57:50 pm »
Moja Ala również od tego roku poszła do szkoły.
I ja z nią. Na razie nie wyobrażam sobie,
żebym mogła zostawić ją tam samą. (Chociaż panie zachęcają).
Organizacyjnie nie wygląda to najlepiej.
Siedzę kilka godzin w szkole kosztem innych obowiązków.
Ale jak pokazuje życie, czasami nie ma innego wyjścia.
A co do artykułu, jestem wstrząśnięta.
Biedne dziecko - bardzo współczuję malutkiej. :cry:
O nauczycielach szkoda gadać :twisted:.

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #3 dnia: Wrzesień 10, 2005, 10:48:11 pm »
Kwestia zaufania to także obszerny temat.

Ja mam 2 przykre doświadczenia:
Gdy syn był malutki chodził do pzredszkola bo musiałam wrócić do pracy. Pewnego dnia było b.ważne zebranie i musiałam zostać dłuzej. Zanim  przejechałam Kraków spóźniłam się o pół godziny po syna.

Nigdzie go nie było, nikt mi nie mógł odpowiedzieć gdzie może być.
Znalazłam go w zupełnie innej sali pod fortepianem zapłakanego.
Pani sprzątająca nawet nie wiedziała, że syn jest na tej sali.
Więcej w tym przedszkolu nie był.

Drugi incydent to wybór przedszkola dla mojej Moniki:
Trafiłam do warunków, gdzie dzieci nie mówiły, przejawiały agresję w stopniu okropnym.
Monika została podrapana na szyi, podduszona w ułamkach sekund.
Na szczęście zostalam wówczas z nią 2 dni po 4 godziny.
Żadne dziecko nie było na spacerze, ani nie miało gdzie spać
Wszystkie dzieci niepełnosprawne były na 1 sali bez względu na wiek, schorzenie czy potrzeby rozwojowe.
O tej placówce nie chcę dłużej pisać, bo nic miłego nie padłoby tutaj.

Piszę o tytm aby rodzice mieli szeroko otwarte oczy,zwłaszcza na początku kontaktów z placówkami oświatowymi, bo bardzo wiele z nich to przechowalnie albo tylko tylko szyldy integracyjne.

W szkole nigdy z Moniką nie siedziałam, wcześniej woziłam ją 5 lat do przedszkola aby mogła przebywać wśród zdrowych rółwieśników - czyli zaadoptować się w ramach uspołeczniania.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline renata

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 87
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #4 dnia: Wrzesień 11, 2005, 07:01:57 pm »
no to moze ja  ja mam 100% zaufania Louise zaczela zerowke mimo ze mialam opory czy ja nie zostawic jeszcze rok w przedszkolu bo jest z konca listopada i wczwsniak to jak rok za wczesnie by poszla  Juz w marcu mielismy mnostwo propozycji szkol spotkanie z kuratorem i hab  centrum i przedszkolankami ktore tez nam pomogly wybierac szkole Popzniej chodzilismy ogladac szkoly gdy zdecydowalismy sie ktora szkola to bylo spotkanie z personbalem szkoly potem przyszla nauczycielka przychodzxila do przedszkola zeby Louise ja poznala i my z louise tez bylismy w szkole na zajeciach  Chodzila tez z przedszkolanka pirwsze daw tygodnie to przyzwyczajeanie sie do nowych warunkow najpierw z nami 2  do 3 godzin pozniej sama ale my pod telefonem w domu Proba jadzy taksowka jak sie taxi spozni zaraz dzwonia Teraz juz Louise stoi przy drzwiach rano jest pod drzwiami do szkoly  juz bylam na zebrani  i jestem zadowolona 6 dzieci 5 nauczycieli  kazde ma swoj komp i biurko

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Wyszedł ze szkoły kaleką
« Odpowiedź #5 dnia: Listopad 25, 2005, 12:27:57 pm »
Wyszedł ze szkoły kaleką


Oskar Langner na lekcji wychowania fizycznego został inwalidą. Szkoła nie czuje się winna

 
Oskar musi dojeżdżać na ćwiczenia z Opola do Krakowa (Centrum Rehabilitacji Funkcjonalnej A&S Studio)
 
Gdy Oskar przyszedł do VI Liceum Ogólnokształcącego w Opolu, miał już sporą kolekcję nagród i medali za osiągnięcia sportowe. W jego pokoju na honorowym miejscu stoi puchar Orła Opolskiego za osiągnięcia sportowe. Dziś o uprawianiu sportu może tylko pomarzyć.

Nie zdołał wyhamować
Rok temu Oskar przyszedł na lekcję WF. Na sali gimnastycznej ćwiczyły jednocześnie trzy klasy. Uczniowie mieli biegać na czas między pachołkami. Brakowało miejsca i ścigali się w poprzek sali. Wyznaczający metę pachołek stał kilka metrów od ściany, której niczym nie zabezpieczono. - Nauczyciel rzucił komendę start i włączył stoper - opowiada Oskar. - Starałem się zdobyć jak najlepszy wynik, więc zbliżając się do końca trasy, wychyliłem się do przodu. Nie zdążyłem wyhamować. Uderzyłem głową i barkiem o ścianę. Strasznie mnie zabolało i od razu straciłem czucie w rękach i nogach.

Okazało się, że chłopak ma złamane kręgi szyjne, co spowodowało porażenie rąk i nóg. - Udało się złożyć Oskarowi kości, ale neurolog nie dał nam większych nadziei. Usłyszałem, że jeżeli mój syn odzyska choć trochę władzy w rękach, to będzie dobrze. O nogach radził zapomnieć - wspomina Robert Langner, ojciec Oskara.

Nie ma winnych
- Kilka tygodni później okazało się, że prokuratura nie została poinformowana o wypadku, a protokół z tego zdarzenia to kilka ogólnikowych zdań - mówi ojciec chłopca.

Dopiero po jego interwencji w szkole sporządzono nowy dokument, w którym stwierdzono, że odległość, jaka dzieliła ostatni pachołek od ściany, uniemożliwiała swobodne wyhamowanie biegnącego chłopca. - W tej sytuacji wydawałoby się, że ustalenie winnego nie powinno być problemem dla prokuratury - opowiada pan Robert.

Jednak prokurator umorzył śledztwo. Napisał, że nie znalazł podstaw do postawienia komukolwiek zarzutów. Podstawą jego decyzji była m.in. opinia pracownika Uniwersytetu Opolskiego, który uznał, że przymocowana na ścianie sali gimnastycznej drewniana boazeria powinna zamortyzować uderzenie, i argumentował, że nie ma definicji bezpiecznej odległości. - To kuriozum. W telewizji widać, że na zawodach przed biegaczami kończącymi bieg stawia się grube materace, a eksperci w Opolu uważają, że do bezpiecznego zatrzymania rozpędzonego człowieka wystarczy parę metrów i ściana z drewna - irytuje się mama Oskara.

- To był tragiczny wypadek. Lekcje prowadził doświadczony nauczyciel z wysokimi kwalifikacjami. Wszyscy współczujemy Oskarowi i jego rodzicom, ale dzisiaj nie ma sensu szukać winnego. Mamy tylko nadzieję, że Oskar szybko do nas wróci - tłumaczy Alicja Krawczyk, dyrektor VI LO. - Gdybyśmy wiedzieli, że spotka go to nieszczęście, to ja i nauczyciel WF sami stanęlibyśmy przy tej ścianie.

Kto za to zapłaci
Oskar jeździ na rehabilitację aż do Krakowa, gdzie pod okiem najlepszych specjalistów ma szansę wrócić do zdrowia. Wszystkie koszty leczenia i pobytu w Krakowie ponoszą rodzice chłopca. Za tydzień płacą około tysiąca złotych. - Są postępy w leczeniu i widać u chłopca wolę walki - zapewnia Paweł Adamkiewicz, rehabilitant Oskara.

- Przez pięć dni w tygodniu mieszkam z synem w Krakowie. Musiałem zwolnić się z pracy. Wydaliśmy całe oszczędności, ale było warto, bo widać efekty - cieszy się pan Robert.

- Po dwóch miesiącach mogłem wysłać sam esemesa. Z problemami, ale mogę posługiwać się komputerem. Czuję coś w nogach, ale boję się, że zabraknie pieniędzy na kolejne zabiegi - martwi się Oskar.

Chłopiec dostał tylko 4 tysiące jednorazowego odszkodowania. Dopóki nie skończy 18 lat, nie może liczyć na rentę z ZUS. Także opolski NFZ może mieć trudności z finansowaniem kosztownych zabiegów. - Będę szukał pomysłów, jak pomóc Oskarowi. Muszę jednak poruszać się w granicach prawa - tłumaczy Kazimierz Łukawiecki z opolskiego NFZ. Godzina rehabilitacji chłopca kosztuje 70 złotych. NFZ może wydać na takie zabiegi kilkanaście złotych.

Rodzice Oskara przygotowują się do procesu cywilnego przeciwko szkole. - Nie kieruje nami chęć zemsty czy zysku. Musimy zdobyć pieniądze, by mógł wrócić do normalnego życia - podkreśla jego ojciec.

MAREK SZCZEPANIK

--------------------------------------------------------------------------------

Za ucznia odpowiada szkoła
Jan Olejnik, kuratorium oświaty

Zgodnie z przepisami wydanymi przez ministra edukacji za bezpieczeństwo uczniów na terenie szkoły odpowiada właśnie szkoła, którą reprezentuje dyrektor. I to do niego rodzice poszkodowanego ucznia powinni kierować swoje ewentualne roszczenia.

Oczywiście ostateczne rozstrzygnięcie dotyczące zakresu odpowiedzialności i wskazanie winnych należy do sądów. One orzekają na podstawie ogólnych przepisów kodeksu cywilnego i mogą zasądzić odszkodowanie. One też decydują o jego wysokości. Pod warunkiem jednak, że poszkodowani udowodnią winę szkoły lub nauczyciela. Później szkoła może wyciągnąć konsekwencje, także finansowe, w stosunku do nauczyciela, z którego winy doszło do wypadku. m.sz.
 

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_051123/kraj/kraj_a_2.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #6 dnia: Lipiec 03, 2006, 06:02:18 pm »
Okres wakacyjny,sporo dzieci spędza ten czas na koloniach.

 :(

Wypadek na kolonii - 8-latek wypadł z okna
8-letni Filip, kolonista z Poznania, wypadł w niedzielę wieczorem z okna pierwszego piętra jednej ze szkół w Koszarawie na Żywiecczyźnie (Śląskie). Upadł na żwirowe podłoże. Jego stan jest bardzo ciężki.


Chłopiec przebywa w szpitalu w Katowicach-Ligocie - poinformował w poniedziałek PAP rzecznik żywieckiej policji Wiesław Zoń.

Filip przebywał w pokoju z dwoma kolegami. W pewnym momencie wspiął się na parapet, stracił równowagę i spadł siedem metrów w dół. "Chłopiec ma bardzo poważne obrażenia głowy" - dodał rzecznik. W szkole wypoczywa 45 dzieci z Poznania i okolic. Opiekuje się nimi sześciu dorosłych, spośród których pięciu to pedagodzy. Wszyscy byli trzeźwi.

zródło


Czy wysyłając dziecko,(szczególnie dziecko wymagące dużej uwagi,pomocy ) macie zaufanie do wychowacy kolonijnego?

Polecam z wątków na darze
Kurs na wychowawcę kolonii

Kolonie pełne pułapek - apel kuratorium
Cytuj
Żeby organizować kolonie, wystarczy zarejestrować działalność gospodarczą. Nikt nie sprawdza przeszłości wychowawców, nie pyta, czy byli karani albo czy nie biorą narkotyków
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #7 dnia: Lipiec 06, 2006, 10:21:07 am »
Matko kochana  :(
Kolejna tragedia  dziecka na koloni  :lzy:

Kolonista złamał kręgosłup
Dziewięcioletni kolonista z Chorzowa wypadł w środę z balkonu na trzecim piętrze pensjonatu w Muszynie. Chłopiec złamał kręgosłup szyjny i doznał poważnych obrażeń czaszki - podała rzeczniczka policji w Nowym Sączu Beata Froehlich.
Cytuj
Chłopiec przebywał w Muszynie na kolonii zorganizowanej przez jedną z katowickich instytucji. Do wypadku doszło w środę po północy. Nie ma świadków tego zdarzenia, chłopiec jest nieprzytomny, dlatego nie wiadomo, jak doszło tragedii. Policja wstępnie wykluczyła udział innych osób w tym zdarzeniu.

Dziewięciolatek spadł na głowę, na asfaltową alejkę przed pensjonatem. Jedenastolatek, który spał z nim w pokoju, niczego nie zauważył. Nawet się nie przebudził.

33-osobowa grupa kolonistów znajdowała się pod opieką trzech wychowawców. – Ustalono, że opiekunowie byli trzeźwi i należycie wypełniali swoje obowiązki. O godz. 22 sprawdzili, czy dzieci są już w łóżkach. Nic nie zakłócało ciszy nocnej. Po północy jeden z wychowawców, oglądający telewizję, usłyszał huk na zewnątrz. Wyjrzał przez okno i zauważył leżącego chłopca. Natychmiast wezwał karetkę. Dziecko trafiło na Oddział Intensywnej Terapii szpitala w Nowym Sączu – powiedziała Beata Froehlich.

– Ustalamy przyczynę tego zdarzenia. Wstępnie wykluczono udział osób trzecich. Staramy się ustalić, czy dziecko miewało wcześniej utraty przytomności albo na przykład na coś chorowało. To mogło spowodować, że chłopiec podczas gorącej nocy wyszedł na balkon i doszło do nieszczęścia – dodała policjantka. (PAP)
ptr  



I następna dziewczynka .
Cóż to się dzieje  :puppydogeyes:  :evil:

14-latka wypadła z balkonu

Kolejny wypadek na kolonii - 14-letnia dziewczynka wypadła z balkonu w Zakopanem. Na szczęście odniosła tylko niewielkie obrażenia. Policja sprawdza okoliczności zdarzenia, a także to, czy wypoczynek dzieci, którymi opiekuje się ksiądz, jest należycie zorganizowany.

To już kolejny wypadek na kolonii w tym roku. Wczoraj 9-letni chłopiec wypadł z balkonu na trzecim piętrze pensjonatu w małopolskiej Muszynie. Dziecko ma złamany kręgosłup szyjny i poważne obrażenia czaszki. W stanie ciężkim przebywa w szpitalu w Nowym Sączu.

Natomiast w ubiegłą niedzielę w Koszarawie-Bystej na Podbeskidziu z okna wypadł 8-latek. Dziecko w bardzo ciężkim stanie trafiło do szpitala w Katowicach. Feralny ośrodek został zamknięty. Okazało się, że organizatorom wypoczynku brakowało podstawowych dokumentów dotyczących prowadzenia kolonii.

Źródło informacji: RMF
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #8 dnia: Lipiec 20, 2006, 12:39:36 am »
A tu bardzo ciekawy artykuł  :roll:
Wojskowa musztra ..... 8 -letnich zuchów  :evil:

Kontrowersyjne kolonie zuchowe dla 8-latków
Marta Tylenda, Aleksandra Przybylska 18-07-2006

Mycie toalet, samokrytyka na apelu, karne przysiady za spóźnienia - tak wypoczywają ośmiolatki na koloniach zuchowych w podpoznańskich Imiołkach

 Mamo, myłem kibel! Myślałem, że się porzygam, ale sobie poradziłem - usłyszała pani Wanda od swojego synka, który razem z 20 innych dzieci miał wypoczywać w lesie, nad jeziorem. Przez dwa tygodnie zuchy miały się bawić w kowbojów. W niedzielę swoje pociechy odwiedzili rodzice. - Mój syn od tygodnia się nie przebiera, żeby mieć porządek w szafce. Nic tam innego nie robi, tylko w kółko sprząta. Za spóźnienie na zbiórkę musiał robić 25 przysiadów. Chce do domu - opowiadała nam zapłakana mama. Czworo rodziców od razu zabrało swoje dzieci. Sześcioro postanowiło czekać jeszcze kilka dni, złożyli skargę u komendanta obozu.

Pani Maria zabrała syna: - Czuł się przemęczony. W ciągu siedmiu dni trzy razy mył toalety. Skarżył się na ciągłe kary. I musztry, po których dziewczynki podobno płakały - tłumaczy. - Syn został ukarany za zabicie szerszenia w stołówce. A jego kolega dostał 15 przysiadów, bo za długo siedział w toalecie. Syn mówi, że już w życiu na taki obóz nie pojedzie.

"Musimy obierać ziemniaki!"

Wybraliśmy się do Imiołek. Dzieci i ich druhny szły właśnie do lasu - na wycieczkę po ranczo. Maluchy nie owijają w bawełnę: chcą do domu. Dlaczego? - Musimy obierać ziemniaki - wykrzykują. - Tylko oczkować, bo obiera maszyna - prostuje druhna. - Najlepsze jest mycie kibelków, bo trwa tylko 5 minut - uśmiecha się mały blondynek. - Nie! Nie! Mycie garnków jest lepsze - mówią dziewczyny. - A najgorsze są te ziemniaki.

Dzieci opowiadają: jak ktoś spóźni się na zbiórkę, za karę musi robić przysiady. Im większe spóźnienie, tym więcej ćwiczeń. - Ja ostatnio się spóźniłem, bo nie zdążyłem przebrać się z piżamki - opowiada Patryk. - Nie mogłem dosięgnąć do szafki, bo jest za wysoko.

- Najgorsza kara to raport - przyznaje sama druhna zajmująca się zuchami. - Trzeba wyjść na apelu i przed wszystkimi przyznać się do tego, co złego się zrobiło.

"Przysiady za spóźnienia są karygodne!"

Harcmistrz Tomasz Ptaszyński, kwatermistrz na obozie: - Przysiady za spóźnienia są karygodne! Pierwszy raz o tym słyszę. Zaraz kadrze obedrę uszy, bo czas wojskowej musztry dawno minął! Zresztą w pracy z zuchami w ogóle nie ma miejsca na takie metody. Jego zdaniem fizyczne kary i upokarzającą samokrytykę wymyślili druhowie. Ptaszyński przyznaje, że od rodziców były już krytyczne sygnały. Dotyczyły właśnie zajęć związanych ze służbą dzieci i utrzymaniem harcerskiej stanicy. - Mamy za mało kadry, ale staramy się, by dzieci nie pracowały zbyt dużo - zapewnia. Dodaje, że rodzice, którzy zabrali dzieci, powoływali się na kłopoty zdrowotne.

Warunkom w Imiołkach osobiście przyjrzał się wczoraj Wieńczysław Celer, zastępca komendanta Chorągwi Wielkopolskiej ZHP: - Karanie przysiadami jest niestosowne, podobnie jak raporty. Porozmawiamy z młodą kadrą, to się będzie musiało zmienić.

Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #9 dnia: Lipiec 24, 2006, 01:06:55 pm »
Kolonijne tragedie  :evil:  :puppydogeyes:

Pijana kolonia w Zakopanem

Niefortunnie zakończyła się opisywana przez "Gazetę Krakowską" eskapada 15-letniej kolonistki z Łodzi, która w nocy z piątku na sobotę przechodziła w pensjonacie w Zakopanem balkonami do innego pokoju. Dziewczyna spadła z pierwszego piętra do oczka wodnego. Z poważnymi obrażeniami wylądowała w szpitalu, gdzie czeka ją operacja.

- Dziewczynki nie badaliśmy na alkomacie, ale czuć było od niej alkohol - mówi Monika Kraśnicka-Broś, rzeczniczka zakopiańskiej policji. - Potwierdzają to zresztą lekarze. Sama poszkodowana przyznała się, że piła piwo i wódkę.

Gdy policjanci dotarli do pensjonatu na Olczy, gdzie zakwaterowany był obóz rekreacyjny, którego uczestniczką była nastolatka, okazało się, że kolejnych jedenastu nieletnich kolonistów również piło alkohol. Trzeźwi byli natomiast opiekunowie kolonii.

Wychowawcy tłumaczyli się, że sprawdzali wszystkie pokoje około 22.00 i wtedy wszystko było w idealnym porządku. Impreza musiała się zacząć później, skoro do wypadku doszło po północy.

- Badamy sprawę - podkreśla Kraśnicka-Broś. - Interesuje nas przede wszystkim to, skąd nieletni mieli alkohol. Sprawców na pewno nie ominą surowe kary.


13-latka zmarła na koloniach

13-letnia dziewczynka pochodząca z Puław zmarła w niedzielę z niewyjaśnionych przyczyn podczas kolonii w jednym z ośrodków wczasowych w Gawrych Rudzie na Suwalszczyźnie - poinformował w poniedziałek rzecznik suwalskiej policji Krzysztof Kapusta

Martwą dziewczynkę znalazły w niedzielę rano w łóżku koleżanki, które chciały ją obudzić.

Według policji, nie wiadomo co mogło być przyczyną zgonu 13-latki, która nie skarżyła się dotąd na swoje zdrowie. W poniedziałek ma zostać wykonana sekcja zwłok, która wyjaśni przyczyny jej śmierci.

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #10 dnia: Lipiec 24, 2006, 02:34:34 pm »
Szokujące  :roll:  a gdzie są opiekunowie?
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #11 dnia: Lipiec 24, 2006, 06:16:28 pm »
Już jest wstępna informacja dotycząca tej 13-latki:

Guz mózgu przyczyną śmierci 13-latki

- PAP, IAR 24-07-2006

Przyczyną śmierci 13-letniej Olgi z Puław, która zmarła nagle na koloniach na Suwalszczyźnie, był guz mózgu. Tak wskazują wstępne wyniki badań lekarskich.

Prokurator Rejonowy w Suwałkach Leszek Rudnik powiedział, że guz mózgu najprawdopodobniej spowodował obrzęk mózgu, a w następstwie zgon dziewczynki.

Szczegółowa opinia zostanie wystawiona po wykonaniu badań histopatologicznych. Prokurator dodał, że aktualnie brak jest jakichkolwiek przesłanek wskazujących, że do śmierci dziecka przyczyniły się osoby trzecie.

Prokuratura mimo to wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Prokurator Rudnik wyjaśnia, że należy zbadać między innymi, czy dziewczynka leczyła się wcześniej, a jeżeli tak, to czy jej zgon nie był wynikiem błędu lekarskiego.

Nieumyślne spowodowanie śmierci jest zagrożone karą do 5 lat więzienia. 13-letnia Olga zmarła wczoraj w nocy.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #12 dnia: Lipiec 27, 2006, 05:13:27 pm »
i dalszy ciąg  :evil:

Pijane kolonie

Nietrzeźwa 15-letnia uczestniczka kolonii w Zakopanem spadła z wysokiego balkonu.

Czeka ją roczna rehabilitacja. Opiekunowie kolonii nie dopilnowali, by dzieci nie piły alkoholu.


15-letnia Justyna była uczestniczką kolonii, organizowanych przez jedno z łódzkich biur turystycznych. Mieszkali w wynajętej willi w Zakopanem. Kilka dni temu próbując przejść do sąsiedniego pokoju po balustradzie balkonu spadła z wysokości pięciu metrów do oczka wodnego w ogrodzie. Ma złamane prawe podudzie, jest potłuczona. Czeka ją roczna rehabilitacja.

Opiekunowie kolonii nie dopilnowali porządku wśród swoich podopiecznych. Zbulwersowani rodzice relacjonują opowieści swoich dzieci.

- Żadna opieka nie była sprawowana nad nimi – mówi ojciec jednej z dziewczynek. – Robiły, co chciały. Każdy mógł wejść z ulicy. Nie było żadnej kontroli. Panie wychowawczynie wiedziały, co się dzieje na balkonach, widziały, że młodzież pali papierosy.

Niepokojące sygnały o złej organizacji kolonii pojawiły się już w chwili wyjazdu.

- Przyjechał bus, nienadający się do jazdy – mówi inny z rodziców. – Nie było ani konwojenta, ani opiekuna. Jakimś cudem udało skontaktować się z właścicielem – powiedział, że możemy zorganizować sobie taksówkę. Jedna z mam zabrała się z dziećmi, żeby przekazać je opiekunom na miejscu.

Reporterce UWAGI! nie udało się porozmawiać z właścicielem biura z Łodzi, które organizowało kolonie - odmówił występu przed kamerą. Przekazał tylko regulamin kolonii, informujący o zakazie spożywania alkoholu i podpisany przez jej uczestników. Tymczasem sprzedawczyni z pobliskiego sklepu mówi, że często przychodzili do niej dorośli, których dzieci prosiły o zakup alkoholu.

- Nawet bywało tak, że nauczyciele kupowali, albo ktoś z kwatery – mówi Zofia Stachoń, sprzedawczyni.

Z organizatorami kolonii w Zakopanem nie udało się też skontaktować wizytatorowi z kuratorium w Nowym Targu. Kiedy wrócił z policją, na miejscu była już nowa grupa kolonistów. Równie nieudana była próba rodziców dzieci.

- Oczekiwaliśmy przynajmniej przeprosin i zadośćuczynienia – mówi ojciec jednej z uczestniczek kolonii. – Odpowiedź była taka, że pan prezes nie ma dla nas czasu, bo zajmuje się właśnie interesami.

Okoliczności zakupu alkoholu przez nieletnich kolonistów i wypadku wyjaśnia zakopiańska policja. Sprawdzi również, czy na kolonii doszło do zaniedbań ze strony wychowawców i organizatorów wypoczynku.

Offline Renek

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 518
    • http://www.monika.smyki.pl
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #13 dnia: Lipiec 27, 2006, 10:32:53 pm »
Jeszcze niedawno zastanawialam sie czy moja córeczka dorosła juz do kolonii. Teraz nie jestem pewna czy kiedykolwiek ja wyslę.....

Offline aga.rk

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 171
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #14 dnia: Lipiec 27, 2006, 11:13:41 pm »
Co do tych kolonii zuchowych... Wczoraj wróciłam z wyjazdu z dzieciakami, spędziliśmy tydzień w górach. Na naszych wyjazdach standardem jest, że dzieci uczestniczą w pracach porządkowych: nakrywają do stołu, zmywają, obierają ziemniaki, sprzątają pokoje, jadalnie i łazienki. Poszczególne grupy mają swoje dyżury. Nie chodzi nam o to, zeby zmuszać dzieciaki do katorżniczej pracy. Jedynym celem jest wytworzenie w nich szacunku do pracy innych osob. Jeśli posprzątają budynek, na drugi raz zastanowią się zanim wejdą do pokoju w ubłoconych butach, jeśli naobeirają ziemniaków docenią pracę kucharki itd. Wykonanie dyżuru zajmuje im zazwyczaj ok 30 - 45 minut, nie jest to więc wyczerpująca praca. Dzieciaki zwykle chętnie wykonują dyżury (im młodsze, tym są bardziej chętne do pracy, gimnazjalistki starają się często wykręcać od obowiązków). Przy okazji dzieciaki często uczą sie, jak wykręcać szmatę, jak trzymać obieraczkę czy płukać naczynia, bo często nawet 13-14 latki tego nie potrafią!! Nie uważam, że metody na opisanych koloniach zuchowych są dobre (karanie przysiadami za spóźnienia to przesada), ale robienie tragedii z tego, że dzieicaki musiały umyc łazienki czy obrać ziemniaki uważam za przesadę.
A przy okazji... Od paru lat jeżdżę z dziećmi i widzę, ze coraz trudniej jest utrzymac porzadek i dyscyplinę... Dzieciaki nie uznają autorytetów, łamią często zakazy... Mam wrażenie, ze z roku na rok jest trudniej. I czasem opiekun może stanąć na uszach dla zapewnienia dzieciom bezpieczeństwa, ale wypadek może się i tak przytrafić...
"To, co możesz uczynić, jest tylko maleńką kroplą w ogromie oceanu, ale jest właśnie tym, co nadaje sens Twojemu życiu..." (A. Schweitzer).

Offline MAKA

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 175
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #15 dnia: Lipiec 28, 2006, 09:31:47 am »
Ja na takie kolonie zuchowe z "myciem kibli", a potem na obozy harcerskie, gdzie sami z drewna znalezionego w lesie robiliśmy prycze, półki, sami - pod nadzorem kucharza przygotowywaliśmy posiłki (niekiedy nawet na 100 osób), kopaliśmy latryny i przez miesiąc utrzymywaliśmy je w czystości jeździłam od 8 do 19 roku życia. Uważam, że gdyby nie to, nie ta szkoła życia, która tam dostałam dziś nie poradziłabym sobie z sytuacją w jakiej sie znalazłam. nauczyłam sie samodzielności i odpowiedzialności.
Uważam, że pretensje rodziców o mycie toalet, czy obieranie ziemniaków są przesadzone - no, chyba, że chca wychowac swoje dzieci na potrzebujących wiecznej obsługi, i nie doceniających pracy innych dorosłych.
A tak na marginesie...  to kto na co dzień myje "kible" i obiera ziemniaczki w ich domach ??, czy uważacie, ze jest to tak upokarzające i nieodpowiednie dla dzieci zajęcie??

marta

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #16 dnia: Maj 25, 2007, 05:23:34 pm »
Kilka dni temu 17-latkowie podczas wycieczki szkolnej upili się (i wyżej patrz)
No ..... można nie upilnować  ;)
Ale tu w klasie, w obecności nauczyciela,chłopczyk wypada z okna  ?  :puppydogeyes:  :(


Opolskie: 9-latek wypadł z okna szkoły

9-letni chłopiec w piątek przed południem wypadł z okna szkoły w Praszce. Dziecko zostało odwiezione do szpitala z obrażeniami głowy, przedramienia i klatki piersiowej - powiedziała sierżant Marzena Grzegorczyk z zespołu prasowego opolskiej policji.

- Do zdarzenia doszło podczas lekcji plastyki. Chłopiec wypadł z okna klasy na pierwszym piętrze. Przyczyny i przebieg wypadku wyjaśniają na miejscu funkcjonariusze - dodała Grzegorczyk.

W momencie wypadku w klasie była nauczycielka i dyrektor szkoły. Według
wstępnych ustaleń, chłopiec, otwierając okno w izbie lekcyjnej, najprawdopodobniej stracił równowagę i wypadł na zewnątrz z wysokości około 5 metrów
http://wiadomosci.onet.pl/1542172,11,item.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #17 dnia: Maj 25, 2007, 05:35:10 pm »
Pewnie tak trudno zrobić zabezpieczenia w oknach na uchylne.
Trzeba tragedii by zacząć myśleć lub mieć odwagę upomnieć się o fundusze na ten cel.
Ja za takie coś karałabym nie nauczycielkę a Dyrekcję Szkoły za brak wyobraźni i zabezpieczeń.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #18 dnia: Czerwiec 15, 2007, 09:49:06 am »
Przez lenistwo posłów dzieciom grożą pedofile!
Nikt nie sprawdza przeszłości kandydatów na opiekunów



Posłowie zaspali i nie zdążą przed wakacjami uchwalić przepisów, które zmuszałyby organizatorów letniego wypoczynku do sprawdzania, czy kandydat na wychowawcę nie był karany za pedofilię.

Więcej:
http://forum.darzycia.pl/vp114020.htm#114020
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #19 dnia: Czerwiec 26, 2007, 11:17:02 pm »
Zły wychowawca i jedzenie? Poskarż się

Olga Szpunar2007-06-25,


Wychowawcy popijają wieczorami, a stołówka serwuje głodowe porcje? - rodzice mają prawo żądać kontroli kolonii, na których przebywają ich dzieci. Kuratorium uruchomiło już telefony, pod którymi można się poskarżyć, ale także sprawdzić, czy obóz, gdzie chcemy posłać dziecko, jest zorganizowany legalnie

Telefony działają w czterech delegaturach Małopolskiego Kuratorium Oświaty na terenie całego województwa. Ich numery można znaleźć na stronach internetowych MKO - www.kuratorium.krakow.pl (my podajemy je pod tekstem). Jak zapewniają urzędnicy kuratorium, żaden sygnał od rodzica nie zostanie zlekceważony, a informacje o konkretnym obozie lub kolonii będzie można zdobyć bez problemu.

Każdy organizator letniego wypoczynku musi złożyć w kuratorium zaświadczenie z sanepidu i straży pożarnej, że obiekt, w którym będą przebywać dzieci, jest bezpieczny. Musi też przedstawić listę wychowawców oraz program pobytu.

- Mamy już 326 zarejestrowanych obozów i kolonii na terenie województwa, a 100 jest w trakcie rejestracji - informuje Antoni Grochal, wizytator kuratorium odpowiedzialny za tegoroczny wypoczynek. - Ta liczba jednak z dnia na dzień rośnie. Organizatorzy mają obowiązek informować nas o swoich planach z dwutygodniowym wyprzedzeniem.

Uwaga! Jeśli na dwa tygodnie przed planowanym wyjazdem urzędnicy z kuratorium nic nie wiedzą o kolonii, to znaczy, że jest ona organizowana na dziko. W takich sytuacjach organizator jest proszony o natychmiastowe dostarczenie karty kwalifikacyjnej obiektu, gdzie będą przebywać dzieci. Dzikie kolonie, o których urzędnicy dowiadują się już w trakcie ich trwania - jeśli tylko dobrze funkcjonują - rzadko bywają rozwiązywane. Nagła likwidacja to problem, bo rodzice w tym samym czasie też często jadą na wypoczynek i nie ma gdzie odesłać dziecka.

Z naszych informacji wynika, że rodzice najczęściej skarżą się na wychowawców i jedzenie. Jeśli pretensje są uzasadnione, wychowawcy są upominani, a w ostateczności zmieniani.

Ostatni przypadek zmiany kuchni zdarzył się w 2002 roku. - Funkcjonowała w okropnych warunkach. Po naszej kontroli dzieci zaczęły jeść w innym obiekcie - przypomina sobie Piotr Świątek, który w tym czasie był odpowiedzialny za kolonie i obozy w Małopolsce.

Jak co roku rodzice mogą domagać się kontroli autokarów wiozących ich dzieci na wypoczynek (tel. do Komendy Wojewódzkiej Policji: 997, 112, 012 61 54 192). Niezależne kontrole planuje też sanepid.

Zagęszczenie w pokojach sypialnych (jedna osoba powinna mieć do dyspozycji 3 m kw.), sale niedostatecznie wyposażone w meble, brak umywalek, mydła w płynie, ręczników jednorazowego użytku, nieposegregowane jedzenie w lodówkach - to najczęściej powtarzające się uchybienia organizatorów. Największe odstępstwa od normy są karane. W tym roku mandat może wynieść nawet 500 zł!

- Kontrole prowadzimy na własną rękę, ale jeśli zadzwoni do nas rodzic i zgłosi nieprawidłowości, nie zbagatelizujemy ich - zapewnia Leszek Olszewski, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie (tel. 012 416 21 24).


Źródło: Gazeta Wyborcza Krakówhttp://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,4251904.html?nltxx=1077762&nltdt=2007-06-26-03-06
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #20 dnia: Lipiec 06, 2007, 12:00:32 am »
Kolonie strachu    
Anna Szulc    
Polskie dziecko może zostać na wakacjach piratem albo Indianinem. Może też – jak niejeden kolonista czy obozowicz – z braku wody nie myć się przez dwa tygodnie, jeść na obiad zupkę z proszku i spędzać noce w towarzystwie karaluchów
Cytuj
Układ nauczycieli
Zgodnie z prawem każda kolonia czy obóz powinna zostać zarejestrowana w kuratorium. – Taka rejestracja poprzedzona sprawdzeniem programu, stanu kadry i kwalifikacji opiekunów, a potem zatwierdzeniem karty kwalifikacyjnej obiektu jest podstawowym wyznacznikiem tego, czy kolonistom zapewniono minimum bezpieczeństwa – wyjaśnia Beata Wolak z gdańskiego kuratorium oświaty.
Problem w tym, że tego minimum bezpieczeństwa organizatorzy wyjazdów dzieciom nie zapewniają. Co więcej, do opieki nad młodzieżą wysyłają ludzi zupełnie nieprzygotowanych. Opiekunem może być dziś bowiem każdy, kto ukończył kurs wychowawcy kolonijnego. Trwa on zaledwie 36 godzin, a szkolenie sprowadza się do nauki zabaw i gier dla najmłodszych. O tym, jak postępować w momentach zagrożeń, mówi się bardzo rzadko.
Największym problemem nie są jednak wcale wychowawcy, ale rodzice, którzy wypuszczają dzieci na wakacje bez sprawdzenia tego, czy organizatorzy mają do tego jakiekolwiek uprawnienia. A często nie mają. Plagą są wyjazdy urządzane przez nauczycieli, którzy reklamują te imprezy jako organizowane przez szkołę, ale nie informują o nich nawet swoich dyrektorów.
Powód jest prosty. Rozporządzenie ministra edukacji sprzed 10 lat zezwala szkołom (podobnie jak stowarzyszeniom czy związkom wyznaniowym) na organizowanie dzieciom legalnego wypoczynku. Ale pod pewnymi warunkami: szkoły nie mogą czerpać z takich imprez zysków. Problem w tym, że nauczyciele zyski czerpią, i to całkiem spore. Najczęściej dogadują się między sobą, a wyjazdów w kuratorium nie zgłaszają.

Więcej
http://przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2968&Itemid=58
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #21 dnia: Lipiec 12, 2007, 09:35:42 pm »
Głodzili uczniów za złe zachowanie

Za palenie papierosów wychowawcy Środowiskowego Hufca Pracy w Ostródzie zabierali młodzieży jedzenie. Nawet na pół roku! Głodujące dzieci kradły pieniądze, by kupić obiad, albo rezygnowały z dalszej nauki
Pod koniec czerwca pierwszą informację o przerażających praktykach w ŚHP w Ostródzie opisała "Gazeta Wyborcza". Wiesława Serej, komendant wojewódzki OHP, nakazał w Ostródzie kontrolę. Poznaliśmy jej szczegóły.

Do Środowiskowych Hufców Pracy trafia trudna młodzież. Uczą się w szkole zawodowej, a mieszkają z bursie. Za ich edukację płaci OHP. Hufiec daje też pieniądze na zakup żywności - dziennie 8 zł. Za te pieniądze uczeń dostaje w stołówce śniadanie, obiad i kolację. W ostródzkiej bursie mieszka 50 wychowanków Hufca. ŚHP od lutego kieruje Dariusz Struk, lokalny działacz PiS. Jest dobrym znajomym Grzegorza Kierozalskiego (PiS), komendanta głównego OHP. Ale to nie Struk wymyślił kary, ale jego poprzedniczka Hanna Szumiela. Nowy dyrektor kar jednak nie anulował. Przyznał nam nawet, że stosował je sporadycznie.

Jak wyglądało karanie? O złym zachowaniu młodzieży wychowawców OŚP informowali pracownicy bursy. Ci drudzy pisali wniosek do rady pedagogicznej o zabranie pieniędzy. Najczęściej było to 15 lub 45 zł w miesiącu. Rada nie miała nigdy oporów, by to zrobić. Jeśli ukarani uczniowie nie mieli pieniędzy, musieli głodować albo brać jedzenie na kredyt. Musieli jednak za nie zapłacić przed końcem roku szkolnego. Inaczej nie dostawali świadectwa. Pedagodzy, którzy rozmawiali z uczniami, ustalili też, że ci zaczęli kraść, by móc zapłacić za jedzenie, lub rezygnowali z nauki.

Taki proceder trwał w Ostródzie przynajmniej od 2005 roku. Przez ten czas, jak wynika z dokumentów, do których dotarliśmy, jedzenia za palenie papierosów, głośne zachowanie czy niechodzenie na praktyki było pozbawianych kilkudziesięciu uczniów.

Co ciekawe, rada brała z OHP całą sumę pieniędzy, jaka przysługiwała ukaranym uczniom. Co działo się z różnicą? Nie wiadomo, bo dokumentacja znikła. Komendant wojewódzka, która zleciła kontrolę, została zawieszona przez komendanta głównego OHP. Zabronił jej też złożyć doniesienie do prokuratury. Nie posłuchała, mimo że dostała też anonim: "Już nie żyjesz, suko".
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #22 dnia: Lipiec 14, 2007, 11:30:11 pm »
Koloniści podtruci gazem, opiekunka była pijana

Troje dzieci z Katowic, które przebywały na obozie pływackim w ośrodku wypoczynkowym nad jeziorem Dadaj, najprawdopodobniej podtruło się gazem. Stan 9-letniego chłopca i dwóch 11-letnich dziewczynek jest dobry - ocenił lekarz dyżurny biskupieckiego szpitala. Dzieci pozostaną na obserwacji do jutra.

Jak powiedział Piotr Korzeniewski z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie, policjanci, którzy przyjechali do ośrodka, zastali tam troje wychowawców. 25-letnia kierowniczka kolonii była pijana. Kobieta miała 1,5 promila alkoholu. Jeden z wychowawców nie zgodził się na badanie alkomatem i pobrano mu krew. Drugi był trzeźwy.

Kilkanaściorgiem dzieci zajęli się nowi wychowawcy, natomiast trójka podtrutych kolonistów trafiła do szpitala w Biskupcu. Według Eugeniusza Robaczewskiego z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Olsztynie, budynek, w którym nocowały dzieci był nielegalnie wybudowany i niezgłoszony do użytkowania na cele wczasowe i kolonijne. Robaczewski dodał, że w trybie natychmiastowym zakazano użytkowania obiektu. Strażacy stwierdzili w budynku nieszczelne połączenie pieca z kominem.

W poniedziałek biegły ma wyjaśnić, co było przyczyną podtrucia trójki dzieci.

IAR, MFi

Nie ma winnych głodzenia uczniów

Prokuratura ma wyjaśnić, co działo się z pieniędzmi, które wychowawcy zabierali uczniom w Ochotniczym Hufcu Pracy w Ostródzie.

W Ostródzie trwa kontrola z warszawskiej centrali OHP. Ma wyjaśnić, kto i od kiedy wprowadził zabieranie jedzenia uczniom. To jednak może być trudne, bo w hufcu poginęły dokumenty. - Dlatego złożyłem doniesienie do prokuratury - mówi Grzegorz Kierozalski, komendant główny OHP. - To było działanie niezgodne z prawem i nieetyczne.

Komendant chce też, by prokuratura sprawdziła, co stało się z pieniędzmi, które OHP w Ostródzie dostawał na wyżywienie uczniów. - My chcemy wyciągać ludzi z cierpienia, a tu im tylko tego cierpienia ktoś przysparzał - mówił wczoraj w Olsztynie Bogdan Socha, wiceminister pracy odpowiedzialny za OHP, który przyjechał specjalnie w sprawie "głodzenia uczniów" opisanej przez "Gazetę" w czwartek.

W OHP w Ostródzie uczą się i mieszkają w szkolnej bursie uczniowie, przeważnie z biednych, wiejskich rodzin. OHP płaci za ich pobyt i jedzenie.

Dzięki temu młodzież może się uczyć i zdobyć zawód. Ale w ostródzkim hufcu wymyślono, by uczniom, którzy się źle zachowują, wstrzymywać za karę część jedzenia. Rada pedagogiczna zabierała je za palenie papierosów, hałasowanie czy nieodpowiednie zachowanie na zajęciach.

Pozbawieni posiłków uczniowie musieli je kupować w stołówce za własne pieniądze. A tych często nie mieli. Dlatego obiad, śniadanie i kolację brali w stołówce na kredyt. - Na koniec roku bursa żądała od nich zapłaty.

Wiemy, że uczniowie, którzy nie płacili, nie dostawali od szkoły świadectwa - mówi Grzegorz Kierozalski, komendant główny OHP.


Źródło: Gazeta Wyborcza, Mariusz Kowalewski, Olsztyn 2007-07-14
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #23 dnia: Wrzesień 13, 2007, 10:07:50 am »
Wpadek podczas zajęć  :(

2007-09-10

20 minut bez reanimacji?
 
14-letnia Sylwia czwarty miesiąc leży nieprzytomna w szpitalu. Kiedy zemdlała na wuefie, nauczycielka nie rozpoczęła reanimacji. - Wysłałam do szkoły zdrowe dziecko, a mam nieprzytomne, wychudzone, aż żal na nią patrzeć - płacze mama.

22 maja wuef miał być ostatnią lekcją I klasy gimnazjum w Opatowie. Nauczycielka zaczęła od biegów na rozgrzewkę. Po kilkudziesięciu metrach Sylwia Marchewka przewróciła się i straciła przytomność. Nauczycielka wysłała uczennice po pomoc do pobliskiej przychodni i do sekretariatu, by stamtąd wezwano pogotowie. Dlaczego nie zaczęła reanimacji? - Bardzo się przestraszyłam, zrobiło mi się słabo. Z jednym z pracowników szkoły zdołaliśmy przewrócić Sylwię na plecy. Właśnie miałam zacząć reanimację, gdy na salę wpadła lekarka z przychodni i kazała nam się odsunąć. Nie wiem, ile minut do tego czasu upłynęło - mówi Olga Kilan. Wuefu uczy 18 lat, nigdy nie zdarzył jej się podobny wypadek.

Nieprzytomna Sylwia trafiła na Parkitkę. Wiesław Lewanowicz, ordynator oddziału dziecięcego, doskonale pamięta dziewczynkę: - Tak znaczne zmiany neurologiczne wskazują, że nie reanimowano jej przez ok. 20 minut. A przecież najważniejsze w takich sytuacjach są pierwsze trzy, cztery minuty. Nie rozumiem, dlaczego od razu w szkole nie udzielono jej pierwszej pomocy. Przecież nauczyciele powinni być przeszkoleni z zasad reanimacji.

Trzy tygodnie później lekarze z kliniki neurologicznej dla dzieci w Katowicach orzekli, że Sylwia ma przerost lewej komory serca. Lewanowicz: - Tę wadę można leczyć, choć czasem potrzebny jest przeszczep serca.

Podkreśla, że to nie wada serca jest powodem śpiączki Sylwii, a zbyt późna reanimacja.

Dziś dziewczynka leży w dziecięcym szpitalu rehabilitacyjnym w Jastrzębiu Zdroju. Nie reaguje na głos mamy, nie rusza się, bardzo schudła.

Jej mama Małgorzata ma żal do szkoły: - Wysłałam im dziecko zdrowe, a dziś mam roślinę i żadnej pewności, że kiedykolwiek odzyska zdrowie - płacze. Sama wychowuje dwójkę dzieci. Niemal cały czas spędza w szpitalu z Sylwią. Wczoraj razem z nią przyjechał młodszy syn.

Tymczasem szkoła nie poczuwa się do winy. - Po wypadku powołałem komisję, która spisała protokół z przebiegu zdarzenia. Wiem, że niewiele mogliśmy zrobić, bo Sylwia i tak miała wrodzoną wadę serca - mówi dyrektor Zenon Kubat. Opowiada, że szkoła dała 3 tys. zł na leczenie dziewczynki, otworzyła też specjalne konto, na które można wpłacać dla niej pieniądze.

Dyrektor dodaje, że wszyscy nauczyciele przeszli szkolenie z zasad reanimacji. Nie umie jednak powiedzieć, dlaczego nikt nie udzielił Sylwii pierwszej pomocy, zanim przyszli lekarze.

Sprawą zajęła się prokuratura. Przesłuchuje świadków, powoła biegłych medyków. Piotr Zaczkowski, rzecznik Śląskiego Kuratorium Oświaty, mówi, że zaproponuje kuratorowi, by zbadał wypadek Sylwii.

Wuefistka: - Uważam, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy. Teraz modlę się o zdrowie Sylwii.

Mama: - Modlę się o cud.

Jeśli chcesz pomóc Sylwii

Możesz wpłacić pieniądze na konto Banku Spółdzielczego w Krzepicach, O. Opatów: 55825010133001011054160001, dopisek "Sylwia" ("Gazeta Wyborcza" - Częstochowa)
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Hata

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 581
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #24 dnia: Wrzesień 13, 2007, 08:03:47 pm »
Podpowiedzcie...  ;;
Gdzie, można złożyć zastrzeżenia, do pracy "specjalistów" w Przedszkolu Specjalnym/Terapeutycznym?
.:.carpe diem.:.

kasiape

  • Gość
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #25 dnia: Wrzesień 14, 2007, 12:48:23 pm »
w UM w wydziale oświaty!

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #26 dnia: Marzec 05, 2008, 06:52:08 pm »
5-latek wyskoczył z okna w przedszkolu


5-letni chłopiec wyskoczył z okna na pierwszym piętrze przedszkola w Opolu Lubelskim. Wszystko wskazuje na to, że opiekunka przypadkowo zamknęła chłopca samego w klasie. Na szczęście dziecku nic poważnego się nie stało.


Jaś został zbadany w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Lublinie. Jego stan jest dobry, lekarze podejrzewają u niego jedynie lekki wstrząs mózgu, został na obserwacji w szpitalu - powiedziała Anna Smarzak z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Jak wstępnie ustaliła policja w Opolu Lubelskim, pięciolatek przebywał w przedszkolu z innymi dziećmi. W pewnym momencie wyszedł do toalety. Nie zauważyła tego opiekunka, która zabrała pozostałe dzieci, wyszła z nimi z klasy i zamknęła za sobą drzwi na klucz. Gdy chłopiec wrócił z toalety, znalazł się sam w zamkniętym pomieszczeniu.

Prawdopodobnie przestraszył się, wdrapał się na parapet, otworzył okno i wyskoczył z wysokości około 4 metrów. Wcześniej wyrzucił przez okno kilkanaście pluszowych zabawek, na które skoczył. Chyba chciał w ten sposób zamortyzować upadek - powiedział rzecznik policji w Opolu Lubelskim, Jerzy Strawa.

Chłopczyk nie doznał widocznych obrażeń - poza rozciętą brodą. Sam chodził. Lekarz pogotowia zdecydował o przetransportowaniu go śmigłowcem na badania do szpitala w Lublinie - dodał Strawa. (sm)
http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=9727010&rfbawp=1204739417.550
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #27 dnia: Kwiecień 10, 2008, 08:19:59 pm »
Oby nie trafił nikt w takie warunki  :roll:
http://www.tvn24.pl/2118182,12690,0,0,1,wideo.html


Przedszkolaki bite i przywiązywane do krzeseł?

AFERA W PŁOCKIEJ "BAJCE"

Skandal w płockim przedszkolu "Bajka".

Według rodziców dwójki przedszkolaków wychowawczynie z integracyjnego przedszkola nr 31 biły i przywiązywały sznurkiem do krzesła nieposłuszne dzieci. Pozostali rodzice nauczycielek bronią. Sprawą zajęła się już prokuratura i kuratorium.

"Wie pani, nerwy czasami człowiekowi puszczą...

Agnieszka Przedpełska, matka jednego z dzieci - podobnie jak drudzy rodzice - o dziwnym zachowaniu wychowawczyń dowiedziała się od swojego dziecka. Z opowieści dziecka wynikało, że dwie wychowawczynie przywiązywały sprawiających kłopoty podopiecznych do krzeseł czerwonym sznurkiem albo zamykały ich w ubikacji.

Psycholog, który rozmawiał z dzieckiem, zapewnia że nie byłoby ono w stanie wymyślić całej historii w tak szczegółowy sposób. Przedpełska jest pewna, że przedszkolne opiekunki zachowywały się agresywnie. Twierdzi, że zarzuty te potwierdziła jej nawet jedna z pracownic placówki. - Rozmawiałam z jedną z nauczycielek, która przyznała się, że ona nie przywiązuje dziecka, żeby na temat wiązania porozmawiała z drugą panią. Z jej strony występuje kapciowanie, za co mnie serdecznie przeprasza. Stwierdziła: no wie pani, nerwy czasami człowiekowi puszczą - relacjonuje matka.

Zaniepokojeni rodzice o sprawie powiadomili kuratorium oświaty.

Dla nas jest to absurd, nieporozumienie"
Wychowawczyń broni Rada Rodziców

Za wychowawczyniami i dyrektorką przedszkola stoją murem pozostali rodzice. Sylwia Stolarska z Rady Rodziców zarzuty nazywa absurdalnymi. - My kompletnie nie zgadzamy się z zarzutami tych dwóch rodziców. Są naszym zdaniem bezpodstawne, żeby nie powiedzieć, bardzo obciążające całą placówkę. Dla nas jest to absurd, nieporozumienie - mówi.

Wychowawczynie i dyrektorka mogą dyscyplinarnie stracić pracę

Po doniesieniu rodziców policja przekazał sprawę prokuraturze. Od czwartku rana w placówce trwa kontrola kuratorium i Wydziału Edukacji z miejskiego ratusza. Wiceprezydent Płocka, Piotr Kubera poinformował tylko, że ze wstępnych informacji wynika, że "zdarzenia mogły mieć miejsce". Zapewnia, że jeżeli zarzuty się potwierdzą nauczycielki i dyrektorka przedszkola zostaną dyscyplinarnie zwolnione z pracy.

as/ la, TVN24
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #28 dnia: Kwiecień 10, 2008, 11:02:33 pm »
Jest to bardzo ciężki zarzut w stosunku do nauczycielek przedszkola.
Nie bronię,bo nie byłam tam,nie znam realiów przedszkola.
Jeśli jednak  było,aż tak drastycznie,aż mi brak słów w jakim my świecie żyjemy? :evil:
Jak mozna dopuścic do aby ktoś taki opiekował się dziećmi  :evil:
Cytat: "sonia"
Psycholog, który rozmawiał z dzieckiem, zapewnia że nie byłoby ono w stanie wymyślić całej historii w tak szczegółowy sposób.

Dzieci mają wybujałą wyobraznię,może nie wymyśli samo,tylko jest tyle obecnie bajek z przemocą,a wyobraznia dziecka dopisze sobie resztę......skoro na ekranie widzi....
Cytat: "sonia"
Z opowieści dziecka wynikało, że dwie wychowawczynie przywiązywały sprawiających kłopoty podopiecznych do krzeseł czerwonym sznurkiem albo zamykały ich w ubikacji.

Niekoniecznie mogło dojść do przywiązywania,ale na zasadzie "kary",
mogła wychowawczyni w taki sposób karać niesfornego maluszka,(co absolutnie
nie opowinno mieć miejsca).Mogła również krzykiem próbować ustawiać dzieci,bo....nerwy jej puszczają ( to już proponowałbym "rentę" i siedzenie w domu  :evil: )
Cytat: "sonia"
Rozmawiałam z jedną z nauczycielek, która przyznała się, że ona nie przywiązuje dziecka, żeby na temat wiązania porozmawiała z drugą panią.

Ale to też rodzic,mógł troszkę interpretować rozmowę wygodnie dla siebie.
Cytat: "sonia"
Stwierdziła: no wie pani, nerwy czasami człowiekowi puszczą - relacjonuje matka.

To akurat może byc prawdą.... czy jednak do tego stopnia,aby przwiązywać dziecko?  :evil:

Pamiętam jednak z czasów już dość odległych,panią X,która krzykiem,szarpaniem próbowała ustawiać  maluszki 3-letnie,które zestresowane,spłakane,nie chciały chodzić do przedszkola. Na jej widok były przerażone.Dopiero zmiana dyrekcji,i nacisk pracowników przedszkola,(co było tym łatwiejsze,że to jedna z pań została dyrektorką)
zaowocował tym,że pani została "przesunięta" do najstarszych dzieci,jeszcze na rok przed emeryturką.
Nie miała cierpliwości..... nerwy puszczały pani X :evil:
Tylko cierpiały na tym dzieci  :(
Czy tacy ludzie,nie mający cierpliwości,zestresowani,nerwowi  powinni pracować z dziećmi? :evil:
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
W Bajce bili kapciem
« Odpowiedź #29 dnia: Lipiec 02, 2008, 08:39:18 am »
W Bajce bili kapciem

mo2008-07-01,
 
Opiekunki w przedszkolu nr 31 zdejmowały kapcie z nóg i biły nimi dzieci. Przywiązywały maluchy do krzesła czerwonym sznurkiem. A jednak - w ocenie płockiej prokuratury - nie złamały prawa. Śledztwo w sprawie Bajki umorzono

- Ich zachowanie było karygodne - podkreśla Iwona Śmigielska-Kowalska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku. - Ale były to niedopuszczalne metody wychowawcze, a nie znęcanie się. Sprawą powinni zająć się przełożeni opiekunek, a nie sąd.

Dla zabawy czerwona tasiemka

Postępowanie w sprawie przedszkola Bajka na Podolszycach toczyło się od kwietnia. Troje rodziców zawiadomiło wtedy kuratorium, że dwie nauczycielki stosują wobec dzieci przemoc. Sprawa zbulwersowała całe miasto, przed Bajką natychmiast ustawiły się wozy transmisyjne stacji TVN. Ale pozostali rodzice przedszkolaków murem stanęli za nauczycielkami. Organizowali spotkania, podkreślali, że przedszkole ma doskonałą opinię, a jego podopieczni wspaniałą opiekę.

 Przedszkole broni się choćby tym, że co roku ma więcej chętnych niż miejsc - mówiła Ewa Adasiewicz, dyrektor ratuszowego wydziału edukacji.

- Jeśli zarzuty okażą się fałszywe, konsekwencje poniosą ci, którzy pod listem się podpisali - podkreślała wizytator płockiej delegatury kuratorium oświaty Grażyna Muszyńska.

Opiekunki z "Gazetę" rozmawiać nie chciały, ich obrońcy podkreślali jednak, że żadnego przywiązywania sznurkiem nie było. Że tylko kilka razy przywiązywały dzieci do krzesła tasiemką, bardziej w ramach zabawy niż kary. Podobnie miało być z kapciami - nie było wymierzania razów, panie rzucały czasem "Bo zdejmę kapcia", żartobliwie, kiedy przedszkolaki nie chciały się uspokoić.

Prokuratura ustaliła, że było inaczej. - Przynajmniej kilkakrotnie dochodziło do sytuacji, które opisywała trójka rodziców - mówi Śmigielska-Kowalska. - Panie zdejmowały kapcie z nóg i biły nimi dzieci. Albo przywiązywały przedszkolaki do krzesła czerwonym sznurkiem.

Kluczowe dla postępowania były zeznania samych dzieci - piątki pięcio- i sześciolatków z Bajki. Maluchy opowiedziały o biciu i przywiązywaniu. Więcej, wszystkie przyznały, że zachowanie opiekunek to nie była zabawa, panie robiły to za karę, kiedy ktoś był niegrzeczny.

- Przy wszystkich zeznaniach był biegły psycholog - podkreśla rzecznik prokuratury. - Ocenił, że dzieci nie mają tendencji do konfabulacji, prawidłowo zapamiętują i odtwarzają fakty. Ich relacje mogły być więc pełnowartościowym materiałem dowodowym.

A mimo to śledztwo umorzono. Nie będzie więc w tej sprawie aktu oskarżenia, sprawy w sądzie, kar z kodeksu karnego.

- Musieliśmy odpowiedzieć na pytanie, czy opiekunki z Bajki znęcały się nad dziećmi w rozumieniu artykułu 207 kodeksu karnego. Czy chciały zadawać dzieciom ból? Czy ich zachowanie było drastyczne, intensywne, dotkliwe? - tłumaczy rzecznik prokuratury. - W naszej ocenie tak nie było. Kapcie czy sznurek były stosowaną przez nie metodą wychowawczą.

Śmigielska-Kowalska podkreśla, że to metody absolutnie niewłaściwe: - Zachowanie opiekunek godziło w dobro dzieci. Nauczycielki źle wykonywały swoje obowiązki i powinny odpowiadać nie przed sądem, ale przed swoim przełożonym, w drodze odpowiedzialności służbowej. Dlatego wystąpimy do kuratorium z wnioskiem o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego.

Bajka na urlopie


W płockiej delegaturze kuratorium podkreślają, że już zwrócili się do mazowieckiego urzędu wojewódzkiego z wnioskiem o "rozważenie możliwości" wszczęcia takiego postępowania. - Sytuację w Bajce zbadaliśmy zaraz po zawiadomieniu rodziców - mówi Wojciech Rygalski, dyrektor delegatury. - Mieliśmy sporo zastrzeżeń, także tych związanych z niewłaściwymi metodami wychowawczymi. Zwróciliśmy się do wojewody, bo właśnie przy nim jest Rzecznik Odpowiedzialności Dyscyplinarnej. Zawiadomienia o wszczęciu postępowania jeszcze nie dostaliśmy, podejrzewam, że urząd wojewódzki czeka na zakończenie postępowania w prokuraturze.

Wczoraj "Gazeta" pytała w urzędzie wojewódzkim o decyzję w sprawie Bajki, do późnego popołudnia nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi. W samym przedszkolu usłyszeliśmy, że jest przerwa wakacyjna i wszyscy są na urlopach (Bajka będzie pełniła swój dyżur dopiero w drugiej połowie lipca).

- A opiekunki? Są zatrudnione w przedszkolu - mówi Rygalski. - Nic mi nie wiadomo o ich zwolnieniu.


Źródło: Gazeta Wyborcza Płock
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,5415843,W_Bajce_bili_kapciem.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #30 dnia: Lipiec 08, 2008, 09:24:43 am »
I nastepne oskarżenia..... już gimazjum

Rodzice uczniów przeciw dyrektorce. Sieje strach
Aleksandra Lewińska2008-07-07, ostatnia aktualizacja 2008-07-06 19:55
 
Wyzywa, szarpie i bije uczniów na lekcji matemtyki - takie zarzuty stawiają dyrektorce Zespołu Szkół przy ul. Sielskiej rodzice. Kuratorium je potwierdza, ale nauczycielka wszystkiemu zaprzecza. Jeszcze w lipcu okaże się, czy dalej będzie rządzić szkołą

Beata Laskowska-Łepek, dyrektorka Zespołu Szkół nr 20 przy ul. Sielskiej uczyła w zakończonym właśnie roku szkolnym szóstoklasistów matematyki. To ich rodzice podnieśli alarm. W marcu napisali skargę do kuratorium. Ale część z nich prosiła urzędników, by nie interweniowali w trakcie roku szkolnego. Dlatego kuratorium zajęło się sprawą dopiero tuż przed wakacjami. Sprawa jeszcze nie jest rozwiązana, więc rodzice proszą o anonimowość w obawie przed konsekwencjami wobec dzieci.

Rodzic 1: - Na początku córka skarżyła się tylko na niesprawiedliwie zaniżone oceny. Potem, że pani wyzywa: "jak rodzice nie potrafią wychować, to ja was wychowam"; "jesteście śmieszni", "nie rozumiesz? to twój problem!". Opowiadała, że dyrektorka "laczuje" uczniów, że kiedyś uderzyła dziewczynę książką tylko za to, że rozwiązała nie to zadanie. Doszło do tego, że córka rano przed matematyką miała 40 stopni gorączki.

Rodzic 2, który również podpisał się pod skargą: - Groziła córce, że nie przyjmie jej do gimnazjum. Wrzeszczała na uczniów z byle powodu. Dziecko bało się chodzić na jej lekcje.

Rodzic 3, który nie jest autorem pisma do kuratorium: - Syn niejednokrotnie opowiadał, że uderzyła bądź próbowała uderzyć ucznia. Niektórzy nie oberwali tylko dlatego, że w porę się odsunęli.

Rodzic gimnazjalistki uczącej się w tym samym zespole szkół: - Dyrektorka złapała córkę na korytarzu, szarpała i wyzywała od narkomanek. Gdy zapomniała mundurka, chwyciła ją za bluzkę i wcisnęła w szkolny parapet. Krzyczała i usłyszała tylko: "nie pyskuj, smarkulo!"

Laskowska-Łepek wszystkiemu zaprzecza. - To pomówienia i oszczerstwa, brednie wyssane z palca - mówi. - Zawsze byłam w porządku wobec moich uczniów. Mówię do nich po imieniu, czasem zdrobniale. Owszem, jestem stanowcza i gdy trzeba, proszę ucznia, który przeszkadza, by się przesiadł. Ale go nie biję! W życiu nie podniosłam ręki na żadne dziecko. Nie mam pojęcia, skąd u rodziców takie podejrzenia. I dodaje: - Spośród 25 uczniów w klasie aż 22 wybrało i zostało przyjętych do gimnazjum w moim zespole szkół. Czy gdyby rzeczywiście działa im się krzywda, rodzice zostawiliby je pod moją opieką? Gdyby moje dziecko zostało uderzone, natychmiast pobiegłabym do szkoły, by to wyjaśnić. Nie czekałabym miesiącami. Uczniów zawsze pozytywnie mobilizowałam do nauki. Klasa osiągała słabe wyniki, ale dzięki wspólnej wytężonej pracy poprawiliśmy je. W drugim semestrze średnia z matematyki wynosiła 3,36, a w pierwszym zaledwie 3,16.

Pretensje rodziców zaskoczyły ją. - Nigdy, do żadnego z organów szkoły nie zwrócili się z takim problemem. Nie rozmawiali też ze mną, choć zawsze jestem do dyspozycji rodziców i uczniów. Łatwo jest oskarżać kogoś, samemu pozostając anonimowym.

Kuratorium poważnie potraktowało skargi rodziców. Oprócz rutynowej wizytacji w szkole, przeprowadziło anonimowe ankiety wśród uczniów, rodziców i nauczycieli. Na spotkaniu z rodzicami wizytatorzy usłyszeli relacje tych, którzy skargę złożyli i innych, którzy nawet nie wiedzieli, że taki list do urzędników dotarł. - Zarzuty rodziców ujęte w skardze potwierdzają się - mówi Iwona Waszkiewicz, kurator oświaty. - Aktualnie zawiesiliśmy działania, bo pani dyrektor jest na urlopie. Ale wszystko wyjaśni się jeszcze w lipcu.

Laskowska-Łepek nie dowierza: - Ja też, jak co roku, przeprowadziłam ankiety wśród dzieci. Wynika z nich jasno, że większość uczniów mnie lubi, wie, że może liczyć na moją pomoc. Rodzice twierdzą, że uczniowie w ankiecie dyrektorki nie napisali prawdy. Bali się, że nauczycielka rozpozna ich po piśmie.

Waszkiewicz nie chce zdradzić, czy i jakie konsekwencje mogą czekać dyrektorkę. - Dołożymy wszelkich starań, by sytuację w szkole uzdrowić - ucina.


Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych
« Odpowiedź #31 dnia: Sierpień 27, 2008, 08:06:11 am »
Kolonie z promilami. Uwaga! Wychowawcy piją
Małgorzata Szlachetka2008-08-24,
 
Wychowawcy na koloniach piją alkohol - alarmuje rzecznik praw dziecka Marek Michalak. Lubelskie kuratorium sprawdza sygnały, jakie w te wakacje nadeszły od rodziców.

Do pierwszego incydentu doszło na lipcowym obozie sportowym w Zwierzyńcu. Uczestnicy turnusu poinformowali rodziców, że prowadzący z nimi zajęcia instruktor sportowy jest pijany. Ci od razu zawiadomili organizatora wyjazdu, a ten zadzwonił po policję. Okazało się, że mężczyzna miał we krwi 3,2 promila alkoholu. Od razu został odsunięty od pracy z młodzieżą. - Skierowaliśmy jego sprawę do sądu - informuje nadkom. Edyta Naja-Pasek z Wydziału Prewencji Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.

Nie jest jednak łatwo złapać pijącego alkohol wychowawcę na gorącym uczynku. Zdarza się, że odpowiednie służby dostają sygnał na ten temat już po zakończeniu kolonii. Tak było w przypadku skargi, która w czwartek wpłynęła do lubelskiego kuratorium. Według rodziców uczniów szkoły w powiecie łukowskim od kierownika obozu czuć było alkohol. Takie informacje mieli dostać od swoich dzieci. - Obóz zakończył się na początku sierpnia, dlatego trudno będzie udowodnić cokolwiek tej osobie. Na pewno zapytamy, czy delegatura kuratorium w Białej Podlaskiej sprawdzała tę kolonię i czy znalazła coś niepokojącego. Skontaktujemy się także z wizytatorem szkoły - mówi Artur Pawłowski, starszy wizytator z wydziału edukacji specjalnej, wychowania i kultury fizycznej lubelskiego kuratorium oświaty.
Tymczasem rzecznik praw dziecka, opierając się na danych uzyskanych z kuratoriów w kraju, alarmuje "o dużej liczbie przypadków spożywania alkoholu przez wychowawców i kierowników kolonii". Marek Michalak podkreśla, że dzieci pozostawione pod opieką pijanych osób mogą być narażone na poważne niebezpieczeństwo. Dlatego 12 sierpnia zwrócił się do komendanta głównego policji nadinsp. Andrzeja Matejuka o przeprowadzanie przez funkcjonariuszy kontroli miejsc letniego wypoczynku "ze szczególnym uwzględnieniem stanu trzeźwości zatrudnionych tam wychowawców".

Na Lubelszczyźnie policja wspólnie z wizytatorami kuratorium kontroluje kolonie i obozy. - W ubiegłym tygodniu sprawdzaliśmy bezpieczeństwo wypoczynku organizowanego nad wodą. Na przykład to, czy każda kolonia ma swojego ratownika - wyjaśnia Artur Pawłowski. - W trakcie tej kontroli nie musieliśmy używać alkomatu - dodaje nadkom. Edyta Naja-Pasek.


Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin
http://miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,5623521,Kolonie_z_promilami__Uwaga__Wychowawcy_pija.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych na koloniach,obozach itp
« Odpowiedź #32 dnia: Grudzień 17, 2009, 11:03:13 am »

Szok...  :o

Pięciolatka godzinami siedziała sama w gimbusie

Opiekunka i kierowca gimbusa zapomnieli o swojej podopiecznej. Pięcioletnia Kinga z Różana koło Ostrołęki pięć godzin spędziła sama w pojeździe. - Nie mogę zrozumieć, jak nikt mógł nie zauważyć braku dziecka – mówi oburzona mama dziewczynki.

Państwo Karaśkiewiczowie przypadkiem dowiedzieli się o całym zajściu. Rano wysłali córkę gimbusem do przedszkola. Po południu dziewczynkę znalazła jej starsza siostra. Rodzice poinformowali przedszkole. - To jest mój błąd, przyznaję się do winy – mówi opiekunka, która w tym dniu zajmowała się dowożonymi dziećmi. Kobieta do końca roku pozostanie opiekunką dzieci. Potem być może straci pracę. – To niewyobrażalne. Narazili życie naszego dziecka. A jakby był mróz? – pytają retorycznie rodzice Kingi.

5-latka została w gimbusie - zobacz "Prosto z Polski" TVN24:
wideo
http://wiadomosci.onet.pl/2097161,11,pieciolatka_godzinami_siedziala_sama_w_gimbusie,item.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Odp: Czy ufacie opiekunom dzieci w placówkach oświatowych na koloniach,obozach itp
« Odpowiedź #33 dnia: Grudzień 15, 2011, 05:29:52 pm »
Koledzy z internatu molestowali 8-latka?

PROKURATURA WSZCZĘŁA ŚLEDZTWO

Czterech nastolatków jest podejrzanych o seksualne molestowanie 8-latka. Do przestępstw miało dochodzić wielokrotnie w internacie miejscowego ośrodka szkolno-wychowawczego.

Podejrzani zostali zatrzymani, prokuratura w Ostródzie wszczęła śledztwo. Zawiadomienie o przestępstwie złożyła matka 8-letniego chłopca, podopiecznego specjalnego ośrodka szkolno-wychowawczego, przeznaczonego dla dzieci i młodzieży z różnym stopniem niesprawności intelektualnej.

Chłopiec, który w ciągu roku szkolnego mieszka w internacie, przyjechał na weekend do domu i - według matki - opowiedział, że stał się ofiarą przemocy seksualnej ze strony starszych wychowanków ośrodka.

Zatrzymano nastolatków

- Z uwagi na dobro małoletniego i charakter sprawy nie informujemy o szczegółach tego zdarzenia - powiedziała Bożena Bujakiewicz z komendy policji w Ostródzie. Jak dodała, w związku z zawiadomieniem o przestępstwie zatrzymano czterech wychowanków ośrodka w wieku 12, 14, 16 i 17 lat.
reszta w linku u góry
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach