Pani od nocniczka
Liczba nietypowych usług dla zapracowanych rodziców rośnie. Małżeństwa potrzebują pomocy w najbardziej ważnych i intymnych wychowawczych obowiązkach. Maria Zimmitti swa profesję określa "Pani nocnikowa"
Maria Zimmitti nigdy nie planowała, że zostanie, jak to określa, ”panią nocnikową”. Zajęła się odzwyczajaniem dzieci od pieluch na początku lat 90., pracując jako psycholog z maluchami. Mniej więcej pięć lat temu podzieliła się swoim doświadczeniem z kilkoma grupami matek i szybko zrobiło się o niej głośno na lokalnych forach internetowych. Dziś chętni rodzice płacą jej po 250 dolarów za konsultację na temat tłumienia nocnikowych buntów albo zapobiegania im. – Czasem rodzice mówią: ”Zapłacimy pani 5 tysięcy, a pani załatwi to za nas” i nie do końca żartują.
Zimmitti pracuje w niszowym sektorze usług skierowanych do zajętych, zdenerwowanych i często bogatych rodziców, którzy potrzebują pomocy w najbardziej ważnych i intymnych wychowawczych obowiązkach. Wielu z nich chce po prostu wygospodarować więcej czasu dla dzieci. Dla nich zapłacenie profesjonalistce 30 dolarów za znalezienie kostiumu baletnicy dla dwulatki to opłacalna decyzja. Dla innych rodziców ten sektor usług to ”pogotowie ratunkowe”, dzięki któremu mogą wreszcie przesypiać noce i zapewnić bezpieczeństwo dzieciom w domu.
Ceny usług wahają się od 85 dolarów za konsultację laktacyjną, do setek dolarów za zainstalowanie sprzętu zapewniającego dziecku bezpieczeństwo, i aż 4 tysięcy dolarów za pięć nocy w towarzystwie nauczycielki usypiania – wszystko to zanim dziecko wyrośnie z pieluch. Amerykański rząd szacuje, że pierwszy rok życia dziecka kosztuje przeciętnie zarabiające gospodarstwo domowe średnio 10,6 tysięcy dolarów. (…)
Apetyt na usługi dla niemowląt różni dzisiejszych rodziców od poprzednich pokoleń. Wynajęcie kogoś do pomocy przy nauce siusiania do nocnika to ”nowość”, mówi Arlie Russell Hochschild, socjolożka z Berkeley i autorka książki ”The Commercialisation of Intimate Life” (Komercjalizacja życia intymnego). Hochschild i inni zajmujący się współczesnym życiem rodzinnym wymieniają wiele powodów tego zjawiska: dostępność luksusowych usług dla ludzi, którzy nie są nieprzeciętnie bogaci, upowszechnienie się gospodarstw domowych z dwójką pracujących rodziców, dłuższe godziny pracy pracowników umysłowych i częstsze życie z dala od reszty rodziny. (…)
Wielu rodziców korzystających z usług dla niemowląt płaci już za takie domowe prace, jak sprzątanie czy pranie. Przyjście na świat dzieci po prostu poszerza zakres zadań zlecanych innym. Na przykład montowanie zabezpieczeń. Kiedy zajmujące się tym firmy pojawiły się na początku lat 90, były uważane za luksus. Ponieważ jednak dzieci od 1 do 4 lat są drugą grupą pod względem śmiertelności w wypadkach (po niemowlętach), a rozmaite autorytety trzęsą się nad bezpieczeństwem takich przedmiotów, jak łóżeczka i gumowe kaczuszki, zaczęto postrzegać profesjonalne zabezpieczenie dziecka jako konieczność.
Wstępna konsultacja kosztuje od 50 do 100 dolarów. Do tego dochodzi instalacja i koszt urządzeń: od 30 do 100 dolarów za furtkę zabezpieczającą schody, 3 za zabezpieczenie drzwiczek szafki, 12 za zestaw zapobiegający przewróceniu się szafy czy komody. W 2006 roku Amerykanie wydali na sprzęt zabezpieczający dzieci 235 milionów dolarów. Niektóre montujące go firmy przyjmują zamówienia z ośmiomiesięcznym wyprzedzeniem. Nida Saavedra, właścicielka tego typu firmy mówi, że wiele klientek wraca do niej po każdej przeprowadzce i po każdym porodzie.
Alex Perdikis, diler samochodowy, i jego żona Dresden Koons, administratorka i nauczycielka w prywatnej szkole, są bardzo obciążeni pracą i potrzebują snu. Wkrótce po narodzinach drugiego dziecka dziewięć miesięcy temu zwrócili się do Suzy Giordano, konsultantki w dziedzinie usypiania. Jej zadaniem było wypracowanie u ich nowonarodzonej córki regularnych pór snu i karmienia. Giordano i jej specjalistki systematycznie odwiedzały rodzinę przez osiem tygodni. Rachunek wyniósł wiele tysięcy dolarów. – To była duża inwestycja, ale bardzo się opłaciła – mówi Perdikis. – Mamy w domu dwulatka i noworodka i oboje pracujemy na pełnych etatach. To ważne, byśmy się wysypiali.
Wstawanie do dziecka ”było dawniej swoistą rytualną próbą”, mówi Barbara Kline, Prezeska White House Nannies, agencji opiekunek. – Dziś się kogoś do tego wynajmuje. Nianie na noc z jej firmy pracują za 400 dolarów za dobę. Kolejną usługą, którą można zamówić, jest obecność położnej podczas porodu i tygodni bezpośrednio po nim, a także konsultacje laktacyjne. W całych Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatniego dziesięciolecia podwoiła się (do 5200) liczba członkiń DONA International, stowarzyszenia zrzeszającego położne. Trudno o podobne dane dotyczące innych specjalistek, na przykład nocnych nianiek.
Położne i firmy montujące zabezpieczenia można znaleźć w książce telefonicznej albo w internetowej wyszukiwarce. Są jednak specjalistyczne usługi, których odnalezienie wymaga wyższego stopnia wtajemniczenia. Holly Morse Caldwell, która latami przygotowywała ”City Baby DC”, przewodnik po usługach dla rodziców z okolic Waszyngtonu, dowiedziała się o Zimmitti od innych matek. Słowa ”pielucha”, czy ”nocnik” nie figurują na liście usług wymienionych na stronie internetowej specjalistki. Twierdzi, że ma wystarczająco dużo klientek z polecenia i nie potrzebuje dodatkowo się reklamować.
Teia Collier, personal buyer [osoba, która wybierze i kupi potrzebne Ci rzeczy – przyp. Onet], która pracuje wyłącznie dla rodziców małych dzieci, także opiera się na poczcie pantoflowej. Rodzice, którzy nie mają czasu albo ochoty przekopywać się przez recenzje produktów, płacą jej ryczałtem albo od godziny za kupowanie toreb na pieluchy, laktatorów, wózków, czy poduszeczek z zębową wróżką. – Wszystko wymaga sprawdzenia. Wypróbowują rozmaite rzeczy i potem okazuje się, że nie działają. Wyrzucone pieniądze. Ja biorę sprawdzanie na siebie i znajduję to, co trzeba.
Collier spędziła piątkowy ranek przekopując się przez stosy tiulu w sklepie dla dzieci, w imieniu klientki, która zajęta dojazdami do pracy i planowaniem drugich urodzin córeczki nie miała czasu wybrać dla niej ostatniego prezentu. Zapłaciła więc Collier 30 dolarów, żeby w ramach 50-dolarowego budżetu znalazła coś wyjątkowego. Collier wyszła ze sklepu z różową sukienką baletnicy i różdżką zakończoną kwiatkiem. Po imprezie klientka przysłała e-mail, informując, że prezent okazał się prawdziwym hitem. – Strój baletnicy i różdżka zawsze się sprawdzają – mówi Collier. – Która dziewczynka nie lubi sobie pomachać patyczkiem?
Poza wygodą, wezwanie specjalistki dodaje też udręczonym rodzicom otuchy. Konsultantki wypełniają lukę po książkowych poradnikach i pediatrach. Książki nie dostarczają zindywidualizowanych porad, a pediatrzy nie mają czasu na przesiadywanie z rodzicami do bladego świtu i pomaganie im w decyzji, czy pozwolić dziecku się wypłakać. Poza tym, konsultantki pomagają rodzicom poruszać się w gąszczu, często sprzecznych, porad. – Kiedy się urodziłam, był tylko jeden poradnik: doktora Spocka. Dziś jest internet i mnóstwo książek – mówi Annika Brindley, konsultantka usypiania. – Kiedy dopadną nas wątpliwości, albo nie wiemy, czy słuchać własnej intuicji czy doświadczenia innych, tracimy zaufanie do siebie.
Zimmitti mówi, że jej praca polega przede wszystkim na ”podtrzymywaniu rodziców na duchu”. Wiele rodzin, które ją wzywają, nie znalazło się w bezpośrednim kryzysie, a tylko chcą go uniknąć, dowiadując się zawczasu, co powinni a czego nie powinni robić. Najtrudniejsze przypadki mogą zająć nawet osiem tygodni, jednak zazwyczaj wystarcza parę dni. Rodzice dowiadują się wszystkiego co powinni wiedzieć w ciągu jednej sesji. Wizyta kontrolna kosztuje 175 dolarów, a porady przez e-mail albo telefon są darmowe.
– Rodzice chcą wszystko robić dokładnie tak jak należy. Zawsze im powtarzam, że nie trzeba przesadzać – mówi Zimmitti. – Jeśli coś zepsują, naprawimy to.
onet dziecko