Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: Zmysł dotyku, odrzucenie -skutki  (Przeczytany 7134 razy)

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Zmysł dotyku, odrzucenie -skutki
« dnia: Maj 07, 2005, 11:44:04 pm »
Siniaki na mózgu. Rzecz o samotności dziecka odrzuconego
- Andrzej Olszewski

Motto:
"Słowo "sierota" nie może wywoływać jedynie krótkotrwałej aktywności emocjonalnej wyrażonej
zazwyczaj jakimś "kęskiem". Dzieciom osieroconym
niepotrzebne są zbiórki, niepotrzebne odrębne
nowe lub remontowane skupiska, potrzebne im jest
zapomnienie o sieroctwie. Zatem nie okazywanie
uczuć, lecz dawanie uczuć jest tym dzieciom
niezbędne. Dlatego trzeba im pomóc odzyskać
rodziców własnych, albo znaleźć zastępczych....

Po urodzeniu dla niemowlęcia nie ma znaczenia, kto je nakarmi - matka biologiczna czy zastępcza, byle była to matka, a nie anonimowo podsuwana butelka z mlekiem."
M. Łopatkowa - "Samotność dziecka".

Samotność a przywiązanie

Czy dziecko w domu dziecka czuje się samotne?

Jaka tam panuje atmosfera? Jaki ma wpływ na psychikę dziecka? Atmosfera silnie naładowana jest emocjonalnie, przesiąknięta zawiłymi układami i relacjami pomiędzy wychowawcami a dziećmi. Pomiędzy samymi dziećmi a także między opiekunami. Dzieci przebywające w placówkach co dzień są świadkami skomplikowanych sytuacji.

Doświadczają często niezrozumiałych dla nich napięć psychicznych spowodowanych niesprawiedliwością, aktami przemocy, nierzadko wykorzystywaniem seksualnym. Niedawne doniesienia "Życia Warszawy" informują nas, że coraz częściej do domów dziecka, zamiast do poprawczaków trafiają młodociani przestępcy.

Rzeszowska "Gazeta Codzienna" doniosła, że w jednym z tamtejszych domów dziecka przez wiele lat, za wiedzą wychowawców, wychowujące się tam dziewczynki były zbiorowo gwałcone, molestowane i rozbudzane seksualnie.

Od niedawna zajmuję się problemem ADHD.

Otrzymałem list, z którego dowiedziałem się, że dzieci z tym problemem są w domach dziecka przywiązywane do łóżeczek, do kaloryferów, są
napiętnowane i izolowane. Podobnie w szkołach, dzieci z "bidula" są gorzej traktowane od dzieci z rodzin. Dzieci często są "zżerane" przez zazdrość, np. z tego powodu że jeden z wychowawców lub nauczycieli wykazuje zainteresowanie i czułość względem innego dziecka.

Złożone stosunki panujące w grupie tworzą warunki bardzo odbiegające od warunków i atmosfery rodzinnej, wpływają przygnębiająco, depresyjnie, budzą lęk, przerażenie, wprowadzają chaos wewnętrzny. W warunkach placówki opiekuńczej poczucie odrzucenia i izolacji zamiast być redukowane potęguje się, tworząc "siniaki na mózgu" dziecka. Nie jest możliwe aby w warunkach placówki opiekuńczej wykształcić w dziecku poczucie bliskości i długotrwałego przywiązania.

Jest faktem niezaprzeczalnym, że poszukiwanie bliskości - pisze pani Grażyna Klimowicz - określonych osób ma istotne znaczenie dla dalszego życia człowieka. Małe dziecko poszukuje bliskości. Daje temu wyraz krzykiem, uśmiechem, wyciąganiem ramion, podążaniem oczami za mamą, radosnym gaworzeniem. Tymczasem wiele przykładów pokazuje, iż budowa między matką a dzieckiem interakcji tworzących przywiązanie i bliskość jest bardzo często zaburzona, a nawet w sposób gwałtowny zerwana. Zerwana z powodu odrzucenia dziecka przez matkę bądź przez zaistniałą konieczność odebrania matce dziecka.

R. Zazzo, R. Spitz i J. Bowlby posługując się
terminem "hospitalizm" opisali poważne i trudno
odwracalne regresje występujące u dzieci wcześnie odłączonych od matek i wychowywanych przez inne, nie znaczące osoby, które wprawdzie zaspokajały podstawowe potrzeby biologiczne, lecz nie zapewniały miłości. Specjaliści twierdzą, że rodzaj i nasilenie objawów patologicznych zależy od tego, w jakim okresie rozwoju dziecko zostało pozbawione bliskości i uczucia. Jeżeli nastąpiło to w zbyt wczesnym okresie i rozłąka ta trwała zbyt długo, może to spowodować zaburzenia psychiczne o charakterze nieorganicznym, skłonność do klinicznych zaburzeń psychicznych a nawet schizofrenię dziecięcą.

Naznaczenie piętnem samotności i odrzucenia powoduje, że dziecko czuje się niechciane, brzydkie, niedobre, złe, plugawe, bezwartościowe. Wstrząsającym potwierdzeniem takiego sposobu myślenia o sobie jest wypowiedź ośmiolatka którą zacytowano w artykule "Adoptowani rodzą się dwa razy" Tygodnik FORUM 5/2002 za Marion Rollin (Die Woche) "wypadłem mamie z brzucha jak gówno. Oddała mnie bo jestem kupą gówna."

Specjaliści zajmujący się problemem samotności
mówią, że jako społeczeństwo coraz częściej nie
doceniamy wartości więzi międzyludzkich, że żyjmy dla siebie i dla pieniędzy. Jesteśmy, lub stajemy się bezduszną masą, uczestniczącą w "wyścigu szczurów" i rządzącą się prawami dzikiego, bezlitosnego rynku. W przypadku dzieci z placówek, poczucie osobistej samotności nakłada się na samotność, jako zjawisko socjologiczne. Częstym "rozwiązaniem" tego dylematu jest indywidualizacja i spychanie napięcia psychicznego w obręb patologii osamotnionego człowieka.

Tymczasem otaczające go społeczeństwo tę samotność napędza, potęguje i samo staje jest przyczyną "zapętlonej" samotności. Popycha liczną część ludzi w jeszcze większą izolację i nieprzystosowanie. Mylnie przyjmuje się założenie, że to nie w społeczeństwie, ale w tych osobach dzieje się cos niedobrego. Dziecko samotne izoluje się od tłumu, a tłum izoluje go od siebie. Zatem możemy powiedzieć, że nasze osamotnione i odtrącone dzieci, skazane są na samotność w tłumie. Pomimo, że żyją w zbiorowości, w licznych grupach, tak naprawdę są nikomu niepotrzebne. To jest syndrom spadłego liścia. To jest ten straszliwy ból wewnętrzny.

To jest ból towarzyszący chorobie sierocej.

"Samotność u kresu istnienia i na jego początku jest nieco do siebie podobna w ciężarze nieproporcjonalnym do sił. Małe dziecko jest jeszcze za słabe, starzec jest już za słaby, by ją bez szwanku psychicznego unieść. Uszkodzenia
mechanizmów emocjonalnych we wczesnych latach powodują, także w późniejszych okresach, zakłócenia w kontaktach międzyludzkich, zwłaszcza rodzinnych. To z kolei prowadzi do zaniku więzi, jeśli takowe istniały, i do całkowitego osamotnienia w wieku emerytalnym..

Istnieje cierpienie niektórych młodych ludzi
daremnie usiłujących nawiązać kontakty emocjonalne z otoczeniem. Nie potrafią. Widzą wokół siebie, u innych, miłość, przyjaźń, wierność. Dla nich takie szczęście jest nieosiągalne. Są więc zgorzkniali, wycofani, agresywni, obrażający się o byle co. Im jest źle i z nimi jest źle..." M. Łopatkowa "Samotność dziecka"

Pogłaskaj mnie mamo!

"Niemowlęta uwielbiają być głaskane, tulone i dotykane". "Czują się wtedy bezpiecznie. Często nie zdajemy sobie sprawy, z tego jak bardzo ważny i potrzebny jest dotyk w życiu dziecka.

Nie pamiętamy, że już będąc maleńkim dzieckiem,
pragnęłyśmy go. Uspokajał nas, dawał poczucie bezpieczeństwa. Teraz to się nie zmieniło.

Delikatny, ciepły dotyk sprawia, że czujemy się jako dzieci akceptowane, spokojne i zadowolone".

Takie stwierdzenia znajdujemy w niemal wszystkich czasopismach poświęconych tematyce dziecięcej.

W jakimś tygodniku przeczytałem. "Po latach mody
na "zimne wychowanie", dotarło do nas, że dotyk
jest dla dziecka równie ważny jak pokarm matki,
a może nawet ważniejszy. Matczyne mleko w
ostateczności zastąpić może mieszanka, a
przytulania nic nie zastąpi. Dzieci nie
przytulane wolniej rosną, częściej chorują,
gorzej się rozwijają. - Czy to nie jest oczywiste? Przecież malutkie dziecko wydaje się stworzone do przytulania, aż trudno się powstrzymać od głaskania, całowania tych fałdek, piętek, dołeczków i paluszków. A jednak nie zawsze zwycięża w nas to, co naturalne i normalne"

"Skóra służy niemowlęciu i jego matce za środek
komunikacji i kontaktu, za pośrednictwem którego
odbywa się wzajemne obdarzanie przyjemnością i
ukojeniem (trzymanie w ramionach) oraz doświadczanie radości płynących z dotyku, ciepła
smaku i zapachu. Matki i inni opiekunowie mogą
swym sposobem obchodzenia się z ciałem dziecka
komunikować całe bogactwo emocji, a ich dotyk
skóry odczuwany przez skórę dziecka, przekazywać
może miłość i ciepło, a także obrzydzenie i
nienawiść.

Zaniedbywane dziecko, które nie jest brane na
ręce, pocieszane i utrzymywane w czystości,
będzie to odczuwało po części także przez
skórę., która nie jest dotykana, otulana, i
pielęgnowana zgodnie z potrzebami dziecka., daje
za to wrażenie zimnej, wilgotnej i obolałej.
Napięcie wewnętrzne dziecka może uzewnętrzniać
się na skórze. "Skóra może swędzić, skóra może
płakać i może szaleć z wściekłości. Niekochane
dzieci zazwyczaj mają szorstką, napiętą,
nieprzyjemną w dotyku skórę". Za Dinorą Pines
"International Journal of Psychoanlysis" 61,315
- 322 1980 r.

Dziecko rodzi się. Nagie i bezbronne, na co może
liczyć? Na miłość ! Kochająca matka przytula,
pieści, całuje, dotyka. Przekazuje mu swoje
emocje, uczucia. I to jest ten pierwszy kontakt.
Dziecko czuje się bezpieczne. Jest mu ciepło i
dobrze. Przez dotyk niemowlę poznaje świat i choć jeszcze nie rozumie znaczenia słów, to uczy się rozpoznawać ludzi, przedmioty. W okresie dojrzewania i dorosłości, zapotrzebowanie na dotyk nie mija, wręcz przeciwnie wzrasta.

W dorosłym życiu, niestety, zbyt rzadko obdarowujemy się dotykiem. A dotyk, to nic innego, jak słowo w praktyce. Zabiegani, zapracowani zapominamy, że czasami wystarczy serdeczny uścisk dłoni, by zmienić emocje swoje lub drugiej osoby.
"Zaspokojenie potrzeby miłości i bezpieczeństwa
daje się jednym gestem - przytuleniem. Gest ten
zespala bliskość fizyczną i psychiczną. Dotyk i
ciepło skóry, ogarnięcie ramionami, przywarcie
do ciała, poczochranie głowy, - wszystko to jest
niezbędnym "pokarmem" dla uczuć" - M. Łopatkowa
"Samotność dziecka" .

Pewien wychowanek domu dziecka powiedział, że
jego problemem jest wręcz maniakalne
poszukiwanie dotyku. Dotyka ekspedientki w
sklepie, pasażerki w tramwaju, długo
przytrzymuje każdą dłoń podczas powitania , lubi
trwać w objęciach mężczyzn. Jestem bardzo tym
zażenowany, - mówił - ale muszę w ten sposób
zaspokoić głód bliskości i dotyku jaki mi
towarzyszył przez wszystkie lata gdy byłem w
domu dziecka. Żaden dom dziecka, żadna
najbardziej oddana wychowawczyni, nie zaspokoi w
dziecku, potrzeby czułego dotyku w
wystarczającej ilości, podawanego na żądanie.
Brak czułego dotyku pozostawia również "siniaki
na mózgu" W podręczniku do neuroanatomii
przeczytamy, że w skórze człowieka jest
niezliczona ilość ciałek dotykowych ciałek
blaszkowatych płytek dotykowych Te wszystkie
receptory pobudzane przez dotyk "masują" mózg,
aktywują połączenia miedzy neuronami, rozwijają
synapsy. Brak czułości, głaskania, dotyku
powoduje pewnego rodzaju upośledzenie w tej
międzyneuronalnej komunikacji.

Nie wszystkie dzieci są przytulane, pieszczone,
kochane. Co wówczas się dzieje? Zwykle pojawiają
się choroby, moczenie nocne, jąkanie,
autoagresja oraz inne zaburzenia psychofizyczne.
Krzyk i płacz stają się sygnałem buntu,
niezadowolenia. Brak czułego dotyku matki
sprawia, że dziecko nie czuje wyciszenia i
ukojenia. Dziecko nie czuje się bezpieczne, wie,
że jest nie kochane.

"R. Spitz podaje, że okres krytyczny u
niemowlęcia mieści się między końcem trzeciego i
końcem piątego miesiąca. Jeżeli, zanim ów okres
nastąpi, przywróci się dziecku jego matkę,
zaburzenie separacją szybko znika. Separacja
bowiem jest urazem, który powoduje szok
porównywalny z ostrą chorobą. Jest to chroba
sieroca. Jej najczęstszy objaw - to kołysanie
się. Zazwyczaj gdy separacja jest świeża ,
kołysanie jest epizodyczne. W ciężkich
przypadkach separacji kołysanie jest prawie
permanentne, jest ono jedyną formą aktywności
dziecka. W tym czasie, kiedy się kołysze, traci
kontakt ze światem zewnętrznym, staje się
nieświadome tego co się wokół niego dzieje.

Są i inne objawy. Autoagresja np. uderzanie
główką o pręty łóżeczka, anormalne ruchy rąk,
"pusty", matowy wzrok, "sufitowanie" u
niemowląt, ssanie brzegu łóżeczka, poduszki,
palców, brak uśmiechu, nieczytelne wyrazy innych
reakcji emocjonalnych. Wśród skutków choroby
sierocej naukowcy dostrzegają trwałe uszkodzenia
mechanizmów emocjonalnych. Jednostki takie nie
potrafią nawiązywać więzi uczuciowych z
otoczeniem, nie umieją ani dawać, ani odbierać
miłości. Z jednej strony cechuje je
indyferentyzm uczuciowy, z drugiej intensywna
potrzeba, głód uczuciowy. Cechuje je także brak
koncentracji uwagi, inwencji, wyobraźni, słabe
myślenie abstrakcyjne, egocentryzm ." - M.
Łopatkowa "Samotność dziecka".

Moczenie nocne
Dzieci rozdzielone z matkami, żyjące w poczuciu
odrzucenia i samotności moczą się i jest to
zjawisko dość powszechne. Czasami trwa do 14/15
roku życia. Dlaczego ?? Dzieci są badane przez
urologów, ale rzeczywista przyczyna tkwi w
głowie dziecka. Winowajcą jest ciągły stres
spowodowany odrzuceniem we wczesnym
dzieciństwie. Traumatyczne przeżycia, jakich
doświadcza dziecko, sprawia, że części układu
nerwowego, odpowiedzialne za produkcję i
wydalanie moczu, nie funkcjonują prawidłowo.
Wg neuropsychologii klinicznej najprawdopodobniej, przyczyn moczenia się dzieci, należy upatrywać w zaburzeniach funkcjonowania podwzgórza, a dokładniej znajdujących się w nim jąder, nadwzrokowego i przykomorowego. To pierwsze, wytwarza - wazopresynę, hormon antydiuretyczny
zmniejszający wytwarzanie moczu i odpowiedzialny
m.in. za resorpcję zwrotną wody, w kanalikach nerek i za zagęszczenie moczu. To drugie, wytwarza hormon - oksytocynę, odpowiedzialną za wytwarzanie i utrzymywanie więzi. Oksytocyna jest ściśle powiązana z wazopresyną, która jest mutacją tej pierwszej. W mózgu odrzuconego dziecka, lęk, często podświadomy, wynikający z braku kontaktu z matka lub inną bliską osobą, poczucie samotności, odrzucenia i izolacji powoduje nieprawidłowości w działaniu oksytocyny, a także odpowiedzialnej za moczenie dziecka wazopresyny.

Wg artykułu "Biochemia miłości - Nasz mózg w zalotach" Bożeny Kastory Newsweek 49/2004 wiele procesów odpowiedzialnych za miłość i przywiązanie odbywa się w zakręcie obręczy, i w jądrze ogoniastym.

W tym artykule znajdziemy potwierdzenie bardzo
istotnej informacji, że oksytocyna u kobiet
ułatwia matkom więź z noworodkiem, i jest
hormonem odpowiedzialnym za przywiązanie.
Natomiast u mężczyzn, to wazopresyna jest
hormonem przywiązania. Ich poziom, zwiększa się
znacznie, w długotrwałym związku, z całą
pewnością ważny tu jest, stały związek z matką,
lub inną kobietą np. mamą zastępczą. Czy dom
dziecka, choćby najlepszy jest w stanie zapewnić
dzieciom długotrwałe, stabilne i udane związki?
Mam nadzieję, że informacje te zainspirują
młodych naukowców, aby podjęli się głębszych
badań nad tym co choroba sieroca czyni w mózgu i
duszy odrzuconego dziecka.

Doświadczenia z Michigan
Jednego z najbardziej przykrych przykładów słabej kontroli nad emocjami i zahamowania jądra migdałowatego dostarczyły dzieci z rumuńskich
sierocińców, adoptowanych po roku 1980 przez
wiele rodzin z krajów zachodnich. Do czasu
adopcji dzieci te były pozbawione stymulacji i
uwagi ze strony dorosłych, lub też była ona
minimalna, nie otrzymywały więc niczego, co
można by uznać za odpowiednik zwykłej miłości.
Mimo, że w ich nowych domach poświęcono im sporo
uwagi, wiele spośród nich popadło w poważne
problemy społeczne i emocjonalne.

Jedna z matek, tak mówiła o swej przybranej
dziesięcioletniej córeczce. "Nicola nie ma
pojęcia czym jest miłość. Traktowaliśmy ją
dokładnie tak, jak resztę naszych dzieci, które
są normalne i kochające, do niej jednak ta idea
nie ma po prostu dostępu. Odnosi się wrażenie,
że nie jest do nas przywiązana w stopniu
większym niż do innych - gdy odczuwa potrzebę
opieki, potrafi na przykład usiąść na kolanach
obcej osoby, z równą łatwością, jak przychodziłoby jej to, w stosunku do nas. Jest inteligenta, ale nie potrafi nauczyć się okazywania szacunku innym. Dla przykładu nigdy nie spłukuje toalety po jej użyciu. Mówimy jej otym i mówimy, ale jej to po prostu nie obchodzi.

Nie wynika to z chęci dokuczenia nam - wydaje
się raczej, że nie uwzględnia ona faktu naszego
istnienia w jej życiu.
Harry Chugani ze Szpitala Dziecięcego w Michigan
wykonywał scyntygramy mózgów, części z tych
dzieci, stwierdzając niemal u wszystkich wyraźne
odchylenia czynnościowe, w rozmaitych obszarach
związanych z emocjami. "W trakcie rozwoju
występuje tylko niewielkie okienko czasowe, gdy
dzieci muszą podlegać stymulacji emocjonalnej,
by odczuwać emocje w późniejszym życiu", powiada
Chugani. "Te dzieci jej nie doznały, czego
świadectwem są ich mózgi".

Te niewielkie okienka czasowe to drogocenne chwile w których dziecko musi być blisko matki.
Im mniejsze dziecko tym tych "okienek czasowych"
jest więcej stąd też jako społeczeństwo
powinniśmy rezygnować z domów małego dziecka i
szpitalnych oddziałów preadopcyjnych na rzecz
dobrze przygotowanych, nie przepełnionych,
rodzinnych pogotowi opiekuńczych. Niektóre
osierocone dzieci wykazują słabą reakcję na
widok rozpaczliwej sytuacji, w jakiej znalazły
się inne osoby. Czasami gdy w nowej rodzinie
pojawia się choroba, kryzys, jakiś "zakręt",
dzieci te stają obok, albo przeciwko rodzinie.

Osoby które nie doznały współczucia i troski ze
strony najbliższych nie potrafią współodczuwać
ani troszczyć się o innych
.
Panie, Babikier i Alnold w swojej książce o
autoagresji napisały "Dzieci doświadczone przez
stratę głównego opiekuna, z dużym prawdopodobieństwem będą cierpieć z powodu
ogromnego poczucia opuszczenia i straty, a także
z przerażającego wrażenia, że świat nie jest dla
nich miejscem ani bezpiecznym ani dobrym. Dzieci
czują się porzucone, wściekłe i sfrustrowane.
Takie dzieci nie są zdolne do uzewnętrznienia
miłości i troski. Bo dzieci te pozbawione były
sposobności do uczenia się, jak dodawać sobie
otuchy, i łagodzić stany napięcia. Jako dorosłe
osoby doświadczać mogą przytłaczających uczuć
pustki, rozpaczy i beznadziejności, nie będą
umiały nazwać i zaspokoić potrzeb emocjonalnych
własnych i cudzych."

Autoagresja
Frustracja wynikająca z niezaspokojenia potrzeb
powoduje napięcie i złość. Złość zamieniona na
niszczące działanie to agresja. Czasami jest to
autoagresja. Ludzie dokonujący samouszkodzeń,
nie czują się bezpiecznie w swoich ciałach.
Samookalecznie jest atakiem i wyrazem nienawiści
do swojego na ciała, które jest winne np. za
odrzucenie, maltretowanie czy wykorzystywanie
seksualne. Okaleczanie się, jest więc spuścizną
niewysłowionej rozpaczy. Czasami, nawet często
ból psychiczny i duchowy, przeżycia traumatyczne
są tak silne, że dziecko, nie jest w stanie,
nawet z powodu ubogiego słownictwa, wyrazić tego
co czuje. Swoje napięcie, swoją bezsilność,
redukuje atakiem i agresją na innych ludzi,
często na swoje własne ciało. Atak na siebie
jest również spowodowany próbą, zagłuszenia
bólem fizycznym, tego nieustannego, zapętlonego,
gdzieś głęboko w dziecku, bólu psychicznego.
Autoagresja przejawia się uderzaniem główką o
twarde przedmioty, obijaniem i wyrywaniem ciała,
nacinaniem, nakłuwaniem i okaleczaniem,
głodzeniem się, przejadaniem się, obgryzaniem do
krwi paznokci lub wbijaniem ich w tę część gdzie
łączy się on z palcem, wyrywaniem włosów,
ryzykownymi ucieczkami, przyżeganiem,
przypalaniem czy ryzykownym zachowaniem
seksualnym. Niekiedy zamiast czystej autoagresji
spotykamy dzieci z tendencjami
autodestruktywnymi takimi jak: zaniedbywanie w
ubieraniu, wyglądzie, leczeniu, nie dbaniu o
zdrowie, wykształcenie czy rozwój.
Sądzi się, że w regulacji stanów emocjonalnych
biorą udział endorfiny (opiaty naturalnie
wytwarzane przez mózg).

Wysunięto wniosek, że układ opioidowy niektórych
osób ulega uszkodzeniu w taki sposób, że
potrzebują one zewnętrznych czynników takich jak
ból i traumy, które stymulowałyby wytwarzanie
dodatkowych ilości opiatów. Opiaty te powodują
analgezję (niewrażliwość na ból) redukując lęk,
a także utrzymując psychiczną i biologiczną
równowagę. Silny stres, doświadczenie
zaniedbania, znęcania, maltretowania,
doświadczenia gwałtu i wykorzystywania
seksualnego z dzieciństwa może "programować"
człowieka na, często podświadome, zadawanie
sobie bólu psychicznego i fizycznego. Van der
Kolk Journal of Traumatic Stress r. 1995 8, str.
505 525. Autoagresja dziecięca jest świadectwem
zepchnięcia dziecka na samo dno rozdzierającej
go rozpaczy i samotności.

Jeżeli nie uda się wcześnie wyrwać dziecka z
toczącego się w nim procesu samoodrzucenia i
samotności to praca rodzin zastępczych staje się
trudną, a czasami nawet, ten wkład pracy w
wychowanie, i poświęcenie okazane dziecku, mogą
okazać się daremne. Zmiany i wewnętrzne
spustoszenie jakie poczyniła w dziecku choroba
sieroca, stają się niemożliwe do odwrócenia.
Takie umiejętności jak więź, bliskość,
współczucie, troska, życzliwość czy przywiązanie
pozostaną na zawsze teorią, chyba ze nastąpi
cud, a miłość Boga i ludzi załata wszystkie
dziury.

"Dzieci, które idą do rodzin zastępczych przeżyły wiele i przeżycia te wycisnęły na ich psychice niejeden trudny do usunięcia ślad.

Terapia rodzinna często bywa skuteczna, pobyt w
rodzinie czasami wprost wspaniale przywraca
dziecku harmonię rozwojową. Ale zdarza się, że
trudności wychowawcze zamiast maleć narastają. I
może dojść do tego, że dziecko wróci do
placówki, że umowa z rodziną zastępczą zostanie
rozwiązana. Fakty takie, jak dotychczas
sporadyczne, nie dyskwalifikują instytucji
rodzin zastępczych, tak jak nieskuteczny lek na
chorobę przewlekłą nie dyskwalifikuje placówki
leczniczej. Po prostu trzeba zmienić formę
leczenia." - M. Łopatkowa "Samotność dziecka" .

Bibliografia
Justyna DĄBROWSKA, psycholog "Pochwała przytulania" GW e-Dziecko Katarzyna Pinkosz "Pomasuj mnie, mamo" tygodnik "Twoje dziecko" Edipresse
Glori Babikier i Lois Arnold "Autoagresja mowa
zranionego ciała" GWP Gdańsk 2003
Rita Carter "Tajemniczy świat umysłu" Oficyna

ATENA Poznań 1999
Grażyna Klimowicz "Przeciwko bezradnej
samotności" "Nasza Księgarnia" Warszawa 1988
Maria Łopatkowa "Samotność Dziecka" WSiP

Warszawa1989
Andrzej Olszewski "Hipokamp sieroty" , "Syndrom spadłego liscia" - www.misjanadziei.org.pl
Bożeny Kastora "Biochemia miłości - Nasz mózg w
zalotach" Newsweek 49/2004.


Autor redaguje serwis Misja nadziei
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Zmysł dotyku, odrzucenie -skutki
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 09, 2007, 01:38:31 pm »
Magiczna moc dotyku


Dotyk sygnalizujący miłość i przywiązanie jest podstawową potrzebą człowieka.

Wiesław Sikorski

Latem bliżej nam do siebie. Odkryte, opalone ciała tulą się i obejmują. Wiedzą, co robią. Dotyk sygnalizujący miłość i przywiązanie jest naszą podstawową potrzebą, równie silną jak głód, a może nawet silniejszą. Zapewnia rozwój, tworzy więź, koi stres, leczy, czasem bywa narzędziem wpływu społecznego.

Już w starożytności wierzono w leczniczą moc dotyku. Jeszcze w XVIII wieku niektórzy mieszkańcy Anglii uważali, że królewski dotyk monarchy może uleczyć skrofuły, czyli gruźlicę węzłów chłonnych. Przed ponad stu laty pewien amerykański lekarz podczas odwiedzin w domu dziecka w Niemczech zobaczył starszą kobietę noszącą na rękach chore dziecko. Jak mu powiedziano, kobietę tę wzywano, gdy lekarze nic już nie mogli zrobić. Personel zgodnie przyznał, iż za każdym razem noszenie dziecka na rękach przynosiło mu poprawę, a niekiedy dawało efekty graniczące z cudem.

Przytul mnie, bo ginę

Dzieci potrzebują dotyku od pierwszych chwil swojego życia. Pracownicy wydziału medycyny Uniwersytetu Miami w USA zaobserwowali, że dzięki stosowaniu masażu niemowlęta urodzone przedwcześnie szybciej dorastają i przybierają na wadze. Te, które mają kolkę, dzięki dotykowi lepiej śpią, wzrasta też ich odporność na choroby nowotworowe. Masowanie różnych części ciała ułatwia też kobietom poród oraz pomaga pokonać objawy depresji poporodowej. Niedawno ustalono, że wcześniaki w inkubatorach szybciej przybierają na wadze, gdy pielęgniarki głaszczą je chociaż trzy razy dziennie przez kwadrans. Podobny efekt daje umieszczanie wcześniaków na materacach wodnych, których ruch imituje kołysanie w ramionach matki. W tzw. fazie oralnej, przypadającej zdaniem Freuda na pierwszych osiemnaście miesięcy życia, dziecko poznaje świat poprzez dotyk, a ściślej poprzez wkładanie wszystkiego do buzi. Większość niemowląt zaczyna ssać tuż po urodzeniu – ten odruch umożliwia im przeżycie. Ale niemowlęta ssą również między posiłkami i najwyraźniej sprawia im to przyjemność.

Pozbawione troskliwego dotyku dziecko nie przetrwa. Na początku XX wieku amerykańscy pediatrzy dostrzegli, że niemowlęta umieszczane w sierocińcach umierały, chociaż były karmione i otoczone fachową opieką medyczną. Kiedy zaczęto je częściej przytulać, liczba zgonów radykalnie spadła. Rene Spitz, psycholog dziecięcy, w latach 40. minionego wieku opisał poważne zaburzenia u niemowląt, które w pierwszym roku życia odłączono od matek i dano pod opiekę innym osobom, które wprawdzie zaspokajały podstawowe potrzeby biologiczne dziecka, lecz nie zapewniały mu miłości poprzez tulenie i dotykanie. Zaburzenia te określił terminami „choroba sieroca” oraz „hospitalizm”.

Wolę miękką matkę

Harry Harlow, psycholog rozwojowy, odkrył, że młode rezusy (małpki, pod względem biologicznym bardzo podobne do ludzi) oprócz zaspokojenia podstawowych potrzeb biologicznych, takich jak głód i pragnienie, potrzebują bliskiego kontaktu z czymś miękkim i przyjemnym w dotyku. Jego zdaniem na bazie tego „kojącego dotyku” – a nie, jak twierdzili behawioryści, na bazie zaspokajania przez matkę podstawowych potrzeb dziecka, kształtują się przywiązanie i miłość do matki. Umieścił on nowo narodzone małpki w osobnych klatkach. W każdej z nich znajdowały się dwie sztuczne „matki”. Jedna z nich, wykonana z gołego drutu, dawała mleko. Druga nie miała mleka, lecz była pokryta miękkim materiałem, dzięki czemu można się było do niej przytulać. Obie matki – druciana i obszyta miękką tkaniną – były tej samej wielkości i kształtu. Wszystkie małpki wolały matkę szmacianą od drucianej. Spędzały na niej prawie cały czas. Opuszczały ją tylko na chwilę, by się najeść. W sytuacji zagrożenia małpki wspinały się na „miękkie matki”. W podobnych sytuacjach małpki przebywające z „matkami drucianymi” zastygały przerażone, potem biegały bezradnie, kiwały się i ssały kciuki. Zachowywały się tak, jakby matki nie było. Obie grupy małpek jadły tyle samo i przybierały na wadze, ale te mające druciane matki często cierpiały na biegunki. W późniejszym życiu małpki „miękkich matek” wykazywały o wiele większe kompetencje społeczne.

Harlow eksperymentalnie wykazał, jak ważny jest kojący dotyk w powstawaniu więzi między niemowlęciem a matką. Może szkoda, że w naszym obszarze kulturowym dzieci utrzymują raczej niewielki kontakt dotykowy z rodzicami. W późniejszych badaniach lekarze Marshall Klaus z Uniwersytetu Stanforda i John Kennell z Uniwersytetu Case Western Reserve dowiedli, że im więcej jest bliskich kontaktów pomiędzy ciałem matki a ciałem małego dziecka, tym większe jest jego przywiązanie do matki. Badania Harlowa dały nadzieję ojcom i innym opiekunom, np. rodzicom adopcyjnym. Dowiodły bowiem, że karmienie piersią ma w rozwoju dziecka mniejsze znaczenie niż kojący dotyk, a więc rodzona matka nie jest jedyną osobą, która może zapewnić małemu dziecku właściwą opiekę. Wyjaśniły też, dlaczego maltretowane dziecko nie przestaje kochać znęcającego się nad nim rodzica. Przywiązanie bowiem jest potrzebą silniejszą niż unikanie bólu. W kolejnych badaniach Harlow zaprojektował zastępcze matki, które odrzucały swoje małpie dzieci – wysuwały ostre kolce, strącając małpki. Małe małpki odsuwały się, ale potem wracały do matek i przywierały do nich mocno.


Zagłaskany stres

Dotyk działa antystresowo. Usprawnia wydzielanie w mózgu określonych substancji chemicznych (hormonu wzrostu GH, wazopresyny, endorfin), przyspieszających rozwój i pomagających kompensować skutki stresu. Paul H. Hemsworth, profesor z Animal Welfare Science Centre Uniwersytetu Melbourne, oraz jego współpracownicy dostrzegli, że nowo narodzone świnki rosną szybciej (od 11 do 22 tygodni) i są bardziej śmiałe w kontaktach z eksperymentatorami, gdy są poklepywane. Stwierdzili również, iż głaskane świnki doznają o wiele rzadziej chronicznego stresu niż te, które są pozbawiane tego typu doznań.

Pacjenci obdarzani dotykiem przez personel szybciej adaptują się do warunków szpitala, chętniej spełniają życzenia pielęgniarek i lekarzy. Dotykając pacjenta, można sprawić, że lepiej zniesie on takie zabiegi, jak zastrzyk, zszywanie rany, czy rekonwalescencję po operacji. Trudno wykonywać zawód pielęgniarki i lekarza bez dotykania. Sposób, w jaki dotyka się pacjenta, jest zarazem wskaźnikiem podejścia do niego i jego choroby. Albert Mehrabian, psycholog i emerytowany profesor Uniwersytetu Kalifornii, dowodzi, że pielęgniarki, które dotykają psychicznie chorych pacjentów, mogą wydobyć od nich więcej informacji, niż te mniej skore do dotykania.

Również w relacji terapeutycznej dotyk powoduje korzystne zmiany. Niektóre nurty terapii, np. psychoanaliza, zakazują kontaktu przez dotyk z pacjentem. Ale w innych nurtach, na przykład w terapii Gestalt zorientowanej na ciało, taki kontakt jest możliwy. Irvin D. Yalom, amerykański psychiatra i psychoterapeuta, zauważył, że dotknięcie dłoni lub ramion połączone ze spokojnym, kojącym głosem wyraźnie zmniejsza lęk i zaburzenia poznawcze u pacjentów z demencją. Dzięki dotykowi pacjenci stają bardziej otwarci, rośnie ich samoakceptacja i polepsza się interakcja „pacjent – terapeuta”.

Noszenie na rękach i przytulanie okazało się dość skuteczne w usprawnianiu dzieci autystycznych. Czynność ta – określana mianem holdingu (terapii przytulaniem) – ma na celu przywrócenie zaburzonej więzi między matką i dzieckiem. Przytulanie staje się tu głównym czynnikiem leczącym. Trzymanie dziecka na rękach zaspokaja jego potrzeby fizyczne i psychiczne, a jednocześnie wspomaga niedojrzałe „ja” niemowlęcia. Matka, nosząc na rękach chore dziecko, dostarcza tak potrzebnego w emocjonalnym rozwoju niemowlęcia bezpieczeństwa ze strony otoczenia.


Dotknij, a ulegnę

Dotyk ułatwia komunikowanie się i zwiększa naszą uległość. Jeśli czyjejś prośbie towarzyszy lekkie dotknięcie ręki lub ramienia, to bardziej skłonni jesteśmy ją spełnić. Jako pierwszy efekt ten pokazał Chris Kleinke. Badani wchodzili do budki telefonicznej, w której przebywająca wcześniej osoba pozostawiła monetę. Po chwili osoba ta wracała i prosiła o zwrot monety. Jeśli przy tym niby przypadkowo dotykała ramienia badanego, to o wiele częściej zwracał on pieniądze znalezione w budce. Jeffrey D. Fisher, Marvin Rytting i Richard Heslin w artykule „Hands Touching Hands” opisali eksperyment, w którym pracownicy biblioteki podczas podawania książek dotykali dłoni niektórych studentów. Okazało się, że osoby te miały później lepszą opinię o bibliotece i chętniej wypełniały drobne polecenia bibliotekarzy. W badaniu A.J. Smitha zwracano się do przypadkowych osób z prośbą o podpisanie petycji lub o dokonanie rankingu ugrupowań partyjnych. Okazało się, że delikatne dotknięcie ramienia zwiększało szansę na współpracę. Skalę rankingową wypełniło 70 proc. dotkniętych wcześniej osób i tylko 40 proc. spośród tych, których nie dotknięto. W eksperymencie M. Hendersona poproszono przypadkowych przechodniów o przypilnowanie dużego i niespokojnego psa, po to, by jego właściciel mógł wejść do apteki. Kierujący prośbę dotykał co drugiego przechodnia. Prośbie uległo 55 proc. osób dotkniętych i jedynie 35 proc. tych, z którymi nie nawiązano kontaktu dotykowego. Eksperymenty te wyraźnie dowodzą, że dotykanie drugiej osoby może zwiększyć gotowość do pomocy. Dlaczego? „Pojawiają się – jak pisze Dariusz Doliński – dwa konkurencyjne wyjaśnienia. Po pierwsze, dotyk stwarza wrażenie bliskości. Sygnalizuje on zazwyczaj aprobatę, sympatię, szacunek lub wsparcie. W efekcie osobę, która nas delikatnie dotyka, spostrzegamy jako miłą i sympatyczną. Dlaczego mielibyśmy jej nie pomóc? Po drugie, zakładamy, że ktoś, kto przytrzymuje nas za rękę, ma uprawnienia społeczne i jest upoważniony do formułowania wobec nas pewnych oczekiwań i wymagań”.


Dotyk może przynosić wymierne korzyści. Badania Gary Colliera przekonują, że przelotne dotkniecie dłoni lub ramienia klienta przynosi kelnerowi wyższe napiwki. Prawdopodobnie wyniki tych badań wpłynęły na decyzje Amerykańskiego Stowarzyszenia Kelnerów w USA, które w 1966 roku zaleciło swoim członkom, by w chwili podawania rachunku lub wydawania reszty z wyczuciem dotykali dłoni obsługiwanych klientów. Najnowsze badania Marka L. Knappa i Judith A. Hall pokazują, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety – niezależnie od płci obsługujących osób – zamawiają więcej drinków pod wpływem dotyku kelnera.

180 razy na godzinę

Dotykanie się wyznaczają reguły zależne od kultury i płci. Psycholodzy społeczni i antropolodzy dzielą społeczeństwa na kultury bliskiego i dalekiego kontaktu albo na kultury kontaktowe (np. Afryka Północna) i niekontaktowe (takie jak Indie). Mieszkańcy południowej Europy i Ameryki Łacińskiej dotykają się dużo częściej niż na przykład Brytyjczycy czy Skandynawowie. W badaniach prowadzonych w kawiarniach Puerto Rico, Paryża i Londynu zaobserwowano, że Portorykańczycy dotykali się blisko 180 razy na godzinę, paryżanie 110 razy, a londyńczycy... w ogóle. Amerykanie są nieco mniej wstrzemięźliwi niż Anglicy, aczkolwiek zwyczaje te zmieniają się w różnych grupach etnicznych. W wielu społeczeństwach (np. wśród mieszkańców Europy i Ameryki Północnej) uznaje się, że dotyk kobiety jest stosowniejszy niż dotyk mężczyzny. Mężczyźni rzadziej dotykają swoich przyjaciół mężczyzn niż zaprzyjaźnione kobiety, również rzadziej obdarowują się dotykami dwie przyjaciółki. Choć kobiety z natury lepiej czują się w kontakcie dotykowym niż mężczyźni, to płeć nie jest jedynym elementem warunkującym ten typ komunikowania się.

Zadowolenie z kontaktu przez dotyk zależy od relacji między osobami, a przede wszystkim od tego, czy czyjś dotyk jest chciany i aprobowany. Niepożądany dotyk bywa powodem wielu problemów, a nawet spraw sądowych o molestowanie seksualne. Dotyczy to w szczególności nauczycieli, psychoterapeutów, lekarzy i innych osób, które z uwagi na charakter swojej pracy mogą zostać niewłaściwie zrozumiani! Z jednej strony dotyk bywa narzędziem wpływu, naruszeniem granic i wyrazem czyjeś przemocy. Z drugiej zaś strony tęsknimy za dotykiem, poprzez dotyk wyrażamy bowiem czułość, troskę, miłość i przywiązanie.


źródło: Charaktery

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26239
Okazuj dziecku miłość
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 25, 2007, 11:24:32 am »
Okazuj dziecku miłość!
Okazuje się, że najważniejszą witaminą dla dziecka jest M – czyli miłość. Dawkowana bez ograniczeń w pieszczotach i czułych dotknięciach daje maluchowi niezliczone korzyści!


 Zdaniem psychologów, pieszczoty są dla dziecka tak samo ważne jak pokarm czy powietrze. Twój szkrab potrzebuje ich już od pierwszych chwil życia! To dlatego w większości szpitali dopiero co urodzone dzieci kładzie się na brzuchu mamy. Fizyczny kontakt z ciałem matki, jej zapach i ciepły dotyk pomagają maluchom pokonać szok spowodowany porodem. Ale nie tylko! Badania dowiodły, że noworodki, które po przyjściu na świat choć przez chwilę zaznały takiej czułości, lepiej się później rozwijają, rzadziej chorują i są mniej płaczliwe. To właśnie te obserwacje nasunęły lekarzom zbawienną myśl, by dzieci urodzone przedwcześnie pielęgnować metodą „kangurowania”. Polega ona na tym, że maluszki, oprócz tego, że przebywają w inkubatorze, przez kilka godzin dziennie leżą przytulone do ciała mamy. Efekty tej terapii są fenomenalne! Wcześniakom wyrównuje się oddech, szybciej nabierają sił i przybierają na wadze.

Moc czułego dotyku
Zastanawiasz się, jakim cudem pieszczoty wpływają na rozwój maleństwa? Na skórze dziecka znajdują się setki tysięcy mikroskopijnych zakończeń nerwowych. Pod wpływem czułego dotyku – głaskania, tulenia, całowania – do mózgu malucha docierają stymulujące sygnały, dzięki którym dziecko czuje się bezpiecznie, a cały jego organizm zaczyna pracować na zdwojonych obrotach. Specjaliści zaobserwowali, że wystarczy choćby kilka minut pieszczot dziennie, by obszary w mózgu odpowiedzialne za prawidłowy rozwój dziecka znacznie się uaktywniły. Korzyści z tego są wprost nieocenione!
- Zwiększa się produkcja hormonów wzrostu. I w efekcie maluch rośnie jak na drożdżach!
- Wzmacnia się system odpornościowy. Malec ma silniejszy organizm, rzadziej łapie różne infekcje i lepiej też sobie z nimi radzi.
- Lepiej rozwija się układ nerwowy. Wyostrzają się m.in. zmysły dziecka, – staje się przez to bardziej spostrzegawcze oraz łatwiej opanowuje naukę mówienia. Jest też odporniejsze psychicznie, np. w dalszych latach życia szybciej adaptuje się w przedszkolu, lepiej znosi szkolne stresy i nie ma skłonności do nerwic.
- Sprawniej przebiega rozwój umysłowy, emocjonalny i społeczny. Maluch jest bardziej ciekawy świata, wcześnie zaczyna się uśmiechać, reagować na swoje imię, jest skory do żartów i zabaw. Łatwiej też przełamuje lęk przed tym, co dla niego nowe i nieznane.
Z czasem zwykle wyrasta na osobę pewną siebie, inteligentną, towarzyską, zrównoważoną emocjonalnie.

Starszaka też przytulaj

Nieważne czy twoje dziecko ma miesiąc, pięć lat czy piętnaście – bliski kontakt fizyczny z mamą i tatą jest mu niezbędny na każdym etapie życia. Bez obaw, nie rozpieścisz córki częstymi buziakami lub przytulaniem! Syn z pewnością też nie stanie się „mięczakiem” z tego powodu, że często jest obdarzany czułością. Pamiętaj jednak: innej formy okazywania uczuć potrzebuje niemowlę, innej przedszkolak, a jeszcze innej – nastolatek.
- Maluszki uwielbiają być noszone na rękach, huśtane, kołysane. Świetnie też im robi dmuchanie na paluszki, łagodne łaskotanie oraz delikatny masaż plecków, brzuszka i stópek.
- Kilkulatki wspaniale się czują u mamy na kolanach lub baraszkując z tatą na dywanie. Również żartobliwe tarmoszenie czy lekkie podrzucanie to dla nich prawdziwa frajda! Możesz też wymyślać różne śmieszne rymowanki, które stworzą okazję do zabaw połączonych z czułym dotykiem. Mówiąc np. wierszyk: „Kropka, kreska, kropka, kreska – fotografia twego pieska” – palcem rysuj na plecach lub brzuchu dziecka: oczy, nos, usta, a na koniec zatocz koło.
- Syn gimnazjalista zawsze z radością poboksuje się z tatą. A od ciebie chłopiec chętnie przyjmie żartobliwe poszturchiwanie, zmierzwienie włosów lub „przybicie piątki”.
- Nastoletnią córkę możesz przytulać, czule głaskać po dłoni, policzku, obdarzać buziakami. Tata też niech od czasu do czasu pogładzi dziewczynkę po włosach albo życzliwie poklepie po ramieniu. Takie gesty mówią: „Kochamy cię, córeczko!”

Dotyk otwiera serce

Twoje dziecko nosi już w kieszeni dowód osobisty? Pamiętaj, dorośli też potrzebują serdecznego dotyku! Co więcej, mnóstwo badań naukowych dowiodło, że osoby, które delikatnie nas dotykają, postrzegamy jako wyjątkowo nam serdeczne. A to sprawia, że chętniej też im pomagamy!
- W jednym z eksperymentów badani wchodzili do budki telefonicznej, w której przebywająca wcześniej osoba pozostawiła monetę. Po chwili osoba ta wracała i prosiła o zwrot monety. Jeśli przy tym lekko dotykała ramienia badanego, to o wiele częściej zwracał on pieniądze znalezione w budce.
- Proszono też przechodniów o przypilnowanie dużego psa, którego właściciel chciał wejść do apteki. Proszący dotykał co drugiego przechodnia. Prośbie uległo 55 proc. osób dotkniętych i tylko 35 proc. tych, z którymi nie nawiązano kontaktu dotykowego. No i jak tu nie wierzyć, że ciepłe gesty potrafią zdziałać cuda…?

Anna Leo-Wiśniewska


Zbliżony w tematyce
http://forum.darzycia.pl/vp120898.htm#120898
Po co kochać?
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Zmysł dotyku, odrzucenie -skutki
« Odpowiedź #3 dnia: Styczeń 14, 2008, 10:06:50 am »
Potęga uścisków

Tekst Justyna Dąbrowska

Dotyk rodziców jest dla małego dziecka równie ważny jak mleko. To pokarm dla duszy.

O malutkim dziecku myślimy najczęściej jak o obiekcie naszych zabiegów. Zastanawiamy się, jak je karmić, jak przewijać i kąpać, czym smarować pupę. Często zapominamy, że maleństwo jest odrębną osobą i tak jak my ma potrzeby emocjonalne. Najistotniejsza jest potrzeba bezpieczeństwa. Aby była zaspokojona, rodzice muszą być blisko, najbliżej jak się da. Dopiero czując ich zapach, ciepło, bicie serca, maluch będzie naprawdę szczęśliwy. Będzie mógł się dobrze rozwijać.

Ważniejsze od witamin

Najedzone, umyte i ciepło ubrane niemowlę może rozpaczliwie płakać tylko dlatego, że nie czuje przy sobie mamy. Można śmiało powiedzieć, że dzieci karmią się pieszczotą. Noworodki przestają płakać, jeżeli tylko weźmie się je na ręce. Są takie, które zasypiają jedynie kołysane w ramionach mamy lub taty. Trzymiesięczne niemowlę coraz bardziej interesuje się otoczeniem. Ale poznając nowy dla siebie świat, nie chce tracić kontaktu z rodzicami. Najlepiej czuje się, siedząc u nich na kolanach albo spoglądając znad ramienia mamy lub taty. Półroczne maluchy, gdy chcą, by je wyjąć z wózka lub łóżeczka i przytulić, wzruszająco wyciągają ręce. Uwielbiają podrzucanie i łaskotanie, tańce w ramionach mamy
czy taty, a także zabawy dotykowe ("Tu sroczka kaszkę warzyła", "Idzie rak nieborak").

Ośmiomiesięczne dzieci bardzo nie lubią, gdy mama znika im z oczu. Chcą być cały czas przy niej. To naturalny moment w rozwoju niemowlęcia. Dziesięciomiesięczne maluchy zaczynają panicznie bać się obcych. Wtedy kolana i ramiona mamy stanowią bezpieczne schronienie, pozwalają odzyskać pewność siebie.

Czy niemowlę można rozpieścić?

Kiedy po raz któryś bierzesz maleństwo na ręce, możesz usłyszeć przestrogę: "Nie noś go tak ciągle, bo się przyzwyczai, potem będzie chciało w kółko na rączki i na rączki". Nie wierz w to. Niemowlę nie zdaje sobie sprawy z tego, że jakieś jego zachowanie może spowodować konkretny skutek. Nie potrafi manipulować. Płacze, bo jest mu źle. Kiedy mama lub tata podchodzą, uspokaja się. Jeżeli ktoś ignoruje płacz niemowlęcia, to jakby mówił: "Twoje potrzeby nie są dla mnie ważne, radź sobie sam".
 Małe dzieci potrzebują ogromnej troski - to jest czasami dla nas bardzo męczące, wyczerpujące, ale trudno coś na to poradzić. Kiedy jesteście zmęczeni tym nieustannym domaganiem się kontaktu, pomyślcie, że dzieci bardzo szybko rosną. Przez większość tych osiemnastu lat kiedy są dziećmi, raczej się od nas opędzają, niż do nas lgną.

Jak kangury

Jeśli maleństwo często domaga się tulenia, a tobie brakuje sił i czasu (z rękami zajętymi dzieckiem nic przecież nie zrobisz), wypróbuj chustę do noszenia niemowląt. Maluch będzie schowany w niej jak mały kangur, przytulony do twego brzucha poczuje ciepło i najukochańszy zapach, delikatne kołysanie podziała uspokajająco i nasennie... Chusta ma także spore zalety dla rodziców - ręce są wolne, plecy równomiernie obciążone. Przyziemne zajęcia nie przeszkadzają wam cieszyć się wzajemnie swoją obecnością.

Z biegiem lat

Potrzeba kontaktu fizycznego nie zanika, z chwilą gdy dziecko staje na własnych nogach. Nadal jest bardzo silna. Roczny maluch nie tylko pozwala się przytulać, ale też sam wyciąga ręce, żeby uściskać mamę czy tatę. Rozdaje całusy, wpycha się na kolana.

Potem miejsce mamy może zająć ukochany kocyk, miś, smoczek. To przedmioty, które w magiczny, dla wielu dorosłych niezrozumiały, sposób zawierają w sobie pamięć matczynej obecności.
Większe dzieci nie wczepiają się już tak łapczywie w swoich rodziców, ale kiedy przeżywają trudne chwile, kiedy są chore albo gdy je coś boli, bardzo potrzebują przytulania. W takiej chwili pogłaskanie po głowie, zmierzwienie włosów, pocałunek działają czasem lepiej niż lekarstwo przeciwbólowe. Bliskość jest dla nas wszystkich szczególnie ważna w trudnych chwilach. A dla dzieci zwłaszcza wtedy, gdy np. w rodzinie pojawia się młodsze dziecko. Zazdrosny, naburmuszony starszak bardzo potrzebuje przytulenia.


Przytulanie w praktyce

•  Na większość niemowląt niezwykle uspokajająco działa masaż całego ciała. W pokoju musi być ciepło. Dobrze jest wylać na dłonie kilka kropel oliwki dla dzieci, żeby masując, nie podrażnić delikatnej skóry malucha.

•  Dla kilkumiesięcznego dziecka dużą atrakcją może być kąpiel z mamą lub z tatą.

•  Jeżeli nie mdli cię od kołysania, połóż się w hamaku z dzieckiem na brzuchu. Sielanka i błogość.

•  Kilkulatki uwielbiają turlanie, łaskotanie, zapasy z tatą. Lepiej jednak takie zabawy zarezerwować na przedpołudnia, bo po wieczornych harcach dzieciom może być trudno zasnąć.

•  Gdy czytasz dziecku książkę, weź je na kolana i przytul.

•  Pozwólcie dzieciom wślizgnąć się w niedzielny ranek do waszego łóżka. Kilka minut czułości i przekomarzania to świetny początek dnia.


Pochwała przytulania

Justyna Dąbrowska, psycholog

Dlaczego wróciły do łask nosidła, chusty i plecaki, choć są znacznie mniej wygodne od wózków? Dlaczego wcześniaki szybciej dochodzą do siebie, jeśli jeszcze w inkubatorze głaszcze je mama?

Dlaczego zwolennicy porodów naturalnych tak zawzięcie walczą o to, by noworodka jeszcze przed przecięciem pępowiny kłaść matce na brzuchu? Wreszcie, po latach mody na "zimne wychowanie", dotarło do nas, że dotyk jest dla dziecka równie ważny jak pokarm matki, a może nawet ważniejszy. Matczyne mleko w ostateczności zastąpić może mieszanka, a przytulania nic nie zastąpi.

Zdrowe, najedzone, umyte i odpowiednio (nie za ciepło i nie za lekko) ubrane niemowlę może płakać tylko dlatego, że nie czuje przy sobie ciepła i zapachu swojej mamy. Dzieci nie przytulane wolniej rosną, częściej chorują, gorzej się rozwijają. Czy to nie jest oczywiste? Przecież malutkie dziecko wydaje się stworzone do przytulania, aż trudno się powstrzymać od głaskania, całowania tych fałdek, piętek, dołeczków i paluszków. A jednak nie zawsze zwycięża w nas to, co naturalne.

Wciąż w naszym otoczeniu pokutują przesądy o tym, że dziecko noszone na rękach "rozpuści się", "przyzwyczai", "będzie tyranem".

Te absurdalne przekonania wynikają z niewiedzy na temat kolejnych faz rozwoju dziecka. Przez pierwsze sześć miesięcy niemowlę potrzebuje bliskiego kontaktu z matką. Jest mu to niezbędne, by mogło wyrobić w sobie zaufanie do świata, by mogło dobrze się rozwijać. Dziecko pragnie kontaktu fizycznego, ponieważ to jest jego podstawowa potrzeba, nie mniej ważna od potrzeby zaspokojenia głodu czy zapewnienia fizycznego ciepła.

Do tego, aby się usamodzielnić, dziecko musi dojrzeć. Im szybciej matka chce się uwolnić od ciążącego jej przywiązania, tym bardziej kurczowo dziecko trzyma się maminej spódnicy. Można śmiało powiedzieć, że dzieci karmią się kontaktem fizycznym. Syte, dopieszczone i zadowolone niemowlę śmiało może poświęcić swoją energię na poznawanie świata. Wie, że mama jest w pobliżu, że w razie zagrożenia będzie można szybko się do niej przytulić i ukoić strach.
[/b]

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Zmysł dotyku, odrzucenie -skutki
« Odpowiedź #4 dnia: Luty 05, 2008, 10:28:10 pm »
Przytul mnie

Danuta Stankiewicz

Pierwszy krzyk, dotyk wilgotnego ciała na twoim brzuchu, usta łapczywie szukające piersi. Wreszcie jest. Patrzy na ciebie zadziwiony światem. A ty nie możesz oderwać od niego oczu. Co dzieje się w tej małej główce, gdy tulisz go w ramionach? Co czuje, kiedy delikatnie gładzisz go po główce?

Noworodek postrzega świat zupełnie inaczej niż dorosły. Inaczej widzi, słyszy, czuje To dlatego, że jego mózg nie jest jeszcze w pełni ukształtowany. Dopiero uczy się odbierać i przetwarzać bodźce, które do niego docierają. Jego układ nerwowy jest żywą, dynamiczną tkanką, która kształtuje się z każdym dniem - każdy dźwięk, widok, zapach odciskają się w jego strukturach nerwowych. Każdy twój pocałunek, każdy szept i pieszczota są pożywką dla jego mózgu, pobudzają ciało i umysł do rozwoju. Im lepiej zrozumiesz, jak kształtują się zmysły twojego dziecka, tym lepiej będziesz umiała zaspokoić jego potrzeby i tym lepiej się porozumiecie.

Lubię dotyk twoich rąk

Twoje dziecko dopiero pojawiło się na świecie, a ty najchętniej nie wypuszczałabyś go z objęć. Chcesz je cały czas przytulać, całować, głaskać. To nie tylko zachwyt nad tym maleńkim cudem, to instynkt ci podpowiada, że dla nowonarodzonego dziecka dotyk jest najważniejszy. Dzięki dobrze rozwiniętemu układowi czuciowemu noworodek odbiera bodźce dotykowe o wiele lepiej niż wzrokowe, słuchowe, a nawet smakowe. Widzi cię jak przez gęstą mgłę, ale doskonale czuje miękkość twoich piersi i ciepło twojej dłoni. Najbardziej wrażliwe na dotyk są jego usta. Już kilkudniowy maluszek językiem i wargami bada kształt twoich sutków. A miesięczne niemowlę potrafi rozpoznać wzrokiem przedmiot, którego wcześniej nigdy nie widziało, a jedynie zbadało ustami!

A ręce? Dziecko delikatnie gładzi cię po piersi, chwyta za palec. Umie to robić doskonale, zaczęło przecież używać rąk jeszcze przed przyjściem na świat - dotykało nimi swojej twarzy, ssało kciuk. Ale mimo to jego dłonie nie są tak wrażliwe jak usta. Dopiero w trzecim miesiącu nauczy się rozpoznawać dotykiem przedmioty o różnych kształtach.

Lekarze dopiero niedawno zdali sobie sprawę, że noworodki są wrażliwe na ból. Wcześniej sądzono, że skoro ich kora mózgowa jest słabo rozwinięta, nie mogą odczuwać tak silnych bodźców. Dzisiaj wiadomo już z całą pewnością, że noworodki również cierpią (wrażliwość na ból pojawia się już w życiu płodowym, prawdopodobnie na przełomie drugiego i trzeciego trymestru) i wszelkie inwazyjne zabiegi medyczne, którym muszą być poddane takie maluszki, są wykonywane w miejscowym lub ogólnym znieczuleniu. Sama możesz ukoić ból dziecka np. podczas szczepienia, jeżeli natychmiast po zastrzyku przystawisz je do piersi, weźmiesz na ręce, ukołyszesz. Takie pieszczoty działają jak środek przeciwbólowy - bo zakłócają przekazywanie impulsów bólowych.

Dowiedziono, że dzieci często i z czułością dotykane, przytulane, masowane, noszone na rękach nie tylko lepiej się rozwijają, są spokojniejsze i lepiej śpią, ale nawet są zdrowsze i bardziej odporne na choroby! Przytulaj więc maluszka, noś go w ramionach, albo owiniętego w chustę i nie słuchaj gdy inni mówią, że w ten sposób go rozpieścisz. To nieprawda! Wyrośnie na spokojniejszego, mądrzejszego i pewniejszego siebie człowieka, niż jego rówieśnik pozbawiony dotyku i czułości rodziców.


Kołysz mnie, kołysz

Tulisz dziecko w ramionach i odruchowo zaczynasz kołysać. Malec natychmiast się uspokaja i zasypia. Potrzeba kołysania, ruchu, to nie zwykły kaprys! Dziecko doskonale wie, co dla niego dobre. Kołysanie na rękach, bujanie w wózku czy w kołysce pobudza jego układ przedsionkowy, czyli zmysł równowagi. To bardzo ważne dla rozwoju mózgu w pierwszych miesiącach życia.

Maluchy często kołysane szybciej zaczynają podnosić główkę, samodzielnie siadać, a potem raczkować i chodzić, mają też lepszą koordynację wzrokowo - ruchową i są mądrzejsze niż rówieśnicy, których rzadko bujano. Naukowcy dowiedli, że istnieje zależność między dobrze funkcjonującym układem przedsionkowym a uczeniem się, rozwojem mowy, umiejętnością skupiania uwagi, a nawet czytaniem i pisaniem!

Nikt nie pachnie ładniej niż ty

Powonienie jest jednym z najlepiej rozwiniętych zmysłów dziecka. Węch pozwala mu zapoznawać się ze światem, a także odróżniać to, co znane, od tego, co nowe i obce.

Czy wiesz, że noworodek potrafi rozpoznać mamę po zapachu? Kiedy w jednym z eksperymentów położono przy główkach sześciodniowych dzieci staniki ich mam i innych kobiet, maluchy natychmiast przekręcały buzię w stronę, z której czuły woń swojej rodzicielki.

W twoim mleku, pocie, ślinie znajdują się substancje zapachowe, które były również w płynie owodniowym. Maluch zna je więc jeszcze z tamtej strony brzucha. To właśnie one pomagają mu rozpoznać cię po urodzeniu. Daj sobie więc na jakiś czas spokój z perfumami, różanymi mydłami czy dezodorantami i zacznij używać produktów bezwonnych, żeby dziecko mogło nacieszyć się twoim naturalnym zapachem. Tym bardziej, że działa on na nie kojąco. Zdaniem badaczy już u trzydniowego noworodka widać spowolnienie chaotycznych ruchów, kiedy tylko poczuje on zapach mamy.

Twoje mleko jest pyszne

Widziałaś kiedyś noworodka, któremu dano do polizania coś kwaśnego? Marszczy nos, ściąga usta, zaczyna się ślinić. Z podobnym obrzydzeniem zareaguje na coś gorzkiego. Słony smak jest mu obojętny. Poczuje go dopiero w czwartym miesiącu życia. Na razie aprobatę malca wzbudza tylko to, co słodkie. Oczywiście najbardziej smakuje mu twoje mleko, ale z przyjemnością wypije również wodę z glukozą czy cukrem.

Dlaczego noworodek tak lubi słodki smak? Nie tylko zresztą noworodek. Musisz przyznać, że po porcji tiramisu czy filiżance gorącej czekolady świat jest zdecydowanie piękniejszy. Z fizjologicznego punktu widzenia nasze upodobanie do słodyczy jest logiczne - zjedzenie ich bardzo szybko wprawia nas w dobre samopoczucie. Badania wykazały, że znajdujące się w jamie ustnej receptory słodyczy połączone są z obszarami mózgu wydzielającymi endorfiny, czyli naturalne związki narkotyczne, które wprawiają nas w błogostan i odcinają dopływ bolesnych bodźców do mózgu.

Kiedy noworodek płacze, bo czegoś się boi, wystarczy podać mu coś słodkiego - najlepiej przystawić do piersi, ale podobnie zadziała słodka woda. Malec przestaje wówczas płakać, rytm jego serca staje się wolniejszy i słabną nieskoordynowane ruchy. Można więc powiedzieć, że zamiłowanie do słodyczy dziecko dosłownie wysysa z mlekiem matki. Dopiero po roku, dwóch zacznie doceniać też inne smaki.

Chcę słyszeć tylko ciebie

Zauważyłaś jak zmienia ci się głos, kiedy zwracasz się do dziecka? Mówisz raz na wyższych, raz na niższych tonach, jakbyś śpiewała, nieco wolniej niż zwykle, używasz zdrobnień. Wcale się nie wygłupiasz! Po prostu instynkt podpowiada ci, że noworodek słyszy inaczej niż starsze dzieci czy dorośli, odbiera inne tony i oczekuje również innego sposobu przemawiania. Taki sposób mówienia doczekał się nawet specjalnej nazwy - "język matczyny". Co prawda badacze twierdzą, że najlepiej dotrze on do malca dopiero, kiedy będzie miał pięć tygodni (wówczas rozwinie się u niego większa wrażliwość na wysokie tony), ale mamy ćwiczą go od początku.

W momencie narodzin słuch dziecka jest daleki od doskonałości. Noworodek np. nie słyszy cichych dźwięków. Dolny próg słyszalności jest u niego o około 40 do 50 decybeli wyższy niż u osoby dorosłej, co oznacza, że maluch odbiera tylko dźwięki, które dorosły uznałby za dość głośne. Ograniczony jest również zakres tonów, które rejestruje. Niskie częstotliwości odbiera lepiej niż wysokie. Może dlatego, że twój głos słyszany od środka brzmiał znacznie grubiej (jeśli jesteś ciekawa, jak słyszało cię dziecko zanurzone w płynie owodniowym, zrób mały eksperyment w czasie kąpieli - leżąc na wznak w wannie zanurz uszy w wodzie i powiedz coś na głos). Ale choć po tej stronie brzucha twój głos brzmi wyżej, jego modulacja jest ta sama, charakterystyczna tylko dla ciebie. Toteż malec z największą przyjemnością wsłuchuje się w jego melodię. Kiedy więc jest zdenerwowany, nie pomaga kołysanie i tulenie, zaśpiewaj mu piosenkę, albo zacznij do niego czule przemawiać. To powinno go uspokoić. Mów do niego nawet z drugiego końca pokoju. Zobaczysz, że odwróci główkę w twoją stronę. Noworodek potrafi bowiem ocenić, czy dźwięk dobiega z prawej, czy z lewej strony, pod warunkiem że rozbrzmiewa co najmniej kilka sekund.

Jak twierdzą naukowcy, słuch - choć jeszcze tak niedoskonały - odgrywa w rozwoju umysłowym największą rolę. Mózg dziecka zostaje jeszcze przed narodzinami nastrojony do zwracania szczególnej uwagi na mowę i samo przysłuchiwanie się jej w ciągu pierwszych kilku miesięcy życia przygotowuje właściwe struktury nerwowe do nauki języka.

Słuch stymuluje też rozwój emocjonalny, pozwala bowiem na głębsze porozumienie między matka a dzieckiem. Mów więc do maluszka jak najwięcej. Opowiadaj mu bajki, mów co robisz ("a teraz wrzucam do garnka marchewkę"), śpiewaj kołysanki, recytuj wierszyki. Nie znasz? Nie martw się, same się wymyślą!

Jesteś najpiękniejsza, mamo!

Prawda, jakie niesamowite spojrzenie ma noworodek? Poważne, spokojne, wręcz hipnotyzujące. Aż trudno uwierzyć, że tak naprawdę niewiele widzi.

Światło przenika przez jego oczy bez przeszkód, ale ani aparat wzrokowy, ani mózg nie są w stanie rozszyfrować docierających zewsząd informacji. Soczewka oka nie potrafi się jeszcze akomodować do widzenia przedmiotów bardzo bliskich i bardzo dalekich - maluch wyraźnie dostrzega jedynie to, co się znajduje około dwudziestu centymetrów od oczu. Niewielka jest także rozdzielczość widzenia, co oznacza, że przedmioty położone blisko siebie zlewają się dziecku w jedno. Słaba jest również jego wrażliwość na kontrast między światłem i ciemnością. Dostrzega pewne barwy, ale nie wszystkie, np. czerwień i zieleń widzi wyraźniej niż błękit. I, co ciekawe, inaczej niż dorosły, znacznie lepiej dostrzega to, co znajduje się nie w centrum lecz na obwodzie jego pola widzenia.

Ale ta ograniczona zdolność widzenia noworodka na razie w zupełności mu wystarcza, a nawet jest dla niego zbawienna. Dzięki niej bowiem maluszek może poznawać świat w stopniowo - nie zostaje przytłoczony niewiarygodnie ogromną ilością bodźców, jakie odbiera wzrokiem dorosły.

Noworodek najlepiej widzi wyraźnie zarysowane przedmioty i desenie, czarno-białe wzory - dlatego zawieszona na sznurku kartka czy balon z wzorkami narysowanymi grubym czarnym flamastrem są dla niego teraz lepszymi zabawkami niż włożony do łóżeczka miły, beżowy czy błękitny miś, którego maluch po prostu nie zauważy. Poza tym jego uwagę przyciąga ruch (wystarczy niewielki przeciąg, by balon czy kartka zawieszona na sznurku poruszyły się). W pierwszych tygodniach dziecko najchętniej jednak wpatruje się w ludzkie twarze (również w balon z namalowaną uśmiechniętą buźką), zwłaszcza w twarz mamy. Kiedy karmisz je piersią, jego oczy są akurat w idealnej odległości, aby mogło się skoncentrować na twojej fizjonomii. Rozpoznaje cię już po kilku godzinach od chwili przyjścia na świat!

Pozwól mu do woli wpatrywać się w ciebie i naciesz się tym, że jesteś teraz w centrum jego uwagi. Wkrótce czeka cię wspaniała nagroda. Bo to ciebie maluch obdarzy swoim pierwszym uśmiechem.

Polegaj na instynkcie

Martwisz się, że nie znasz jeszcze swojego maleństwa, czytasz więc mnóstwo poradników i książek o wychowaniu dzieci. To naturalne, że chciałabyś dowiedzieć się o maluszku jak najwięcej. Ale pamiętaj, że nie musisz znać tajemnych ścieżek i kodów układu nerwowego, żeby być dobrą mamą! Nie musisz podchodzić do zagadnienia naukowo i w przemyslany sposób "stymulować rozwój dziecka". Zachowuj się tak, jak podpowiada ci serce i instynkt. Jeśli otaczasz maluszka troskliwą opieką, przytulasz go, mówisz do niego, śpiewasz i kołyszesz w ramionach - czyli robisz to co wszystkie mamy od zarania wieków - to robisz dokładnie to, co trzeba.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Zmysł dotyku, odrzucenie -skutki
« Odpowiedź #5 dnia: Marzec 01, 2008, 06:01:03 pm »
W dziale o Adopcji znalazłam 2 ciekawe artykuły o skutkach odrzucenia i separacji od opiekunów w najwcześniejszym okresie życia i roli opieki, bliskości, ciepła, dotyku - także w kształtowaniu się struktur mózgowych. Również o znaczeniu więzi emocjonalnej, która tworzy się w pierwszych miesiącach życia, warunkuje przetrwanie niemowlęcia, oraz kształtuje jego przyszły rozwój społeczno-emocjonalny.

Podczepiam linki do nich:

Po co kochać?
 Teresą Jadczak-Szumiło rozmawiała Dorota Frontczak

http://forum.darzycia.pl/vp120898.htm#120898


Siniaki na mózgu
Margit Kossobudzka

http://forum.darzycia.pl/vp68873.htm#68873

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Zmysł dotyku, odrzucenie -skutki
« Odpowiedź #6 dnia: Kwiecień 06, 2008, 03:50:11 pm »
Przytulaj, pieść, całuj

Okazuje się, że najważniejszą witaminą dla dziecka jest M – czyli miłość. Dawkowana bez ograniczeń w pieszczotach i czułych dotknięciach daje maluchowi niezliczone korzyści!

Zdaniem psychologów, pieszczoty są dla dziecka tak samo ważne jak pokarm czy powietrze. Twój szkrab potrzebuje ich już od pierwszych chwil życia! To dlatego w większości szpitali dopiero co urodzone dzieci kładzie się na brzuchu mamy. Fizyczny kontakt z ciałem matki, jej zapach i ciepły dotyk pomagają maluchom pokonać szok spowodowany porodem. Ale nie tylko!

Badania dowiodły, że noworodki, które po przyjściu na świat choć przez chwilę zaznały takiej czułości, lepiej się później rozwijają, rzadziej chorują i są mniej płaczliwe. To właśnie te obserwacje nasunęły lekarzom zbawienną myśl, by dzieci urodzone przedwcześnie pielęgnować metodą "kangurowania". Polega ona na tym, że maluszki, oprócz tego, że przebywają w inkubatorze, przez kilka godzin dziennie leżą przytulone do ciała mamy. Efekty tej terapii są fenomenalne! Wcześniakom wyrównuje się oddech, szybciej nabierają sił i przybierają na wadze.

Zastanawiasz się, jakim cudem pieszczoty wpływają na rozwój maleństwa?
Na skórze dziecka znajdują się setki tysięcy mikroskopijnych zakończeń nerwowych. Pod wpływem czułego dotyku – głaskania, tulenia, całowania – do mózgu malucha docierają stymulujące sygnały, dzięki którym dziecko czuje się bezpiecznie, a cały jego organizm zaczyna pracować na zdwojonych obrotach. Specjaliści zaobserwowali, że wystarczy choćby kilka minut pieszczot dziennie, by obszary w mózgu odpowiedzialne za prawidłowy rozwój dziecka znacznie się uaktywniły.


Korzyści z tego są wprost nieocenione!

- Zwiększa się produkcja hormonów wzrostu. I w efekcie maluch rośnie jak na drożdżach!

- Wzmacnia się system odpornościowy. Malec ma silniejszy organizm, rzadziej łapie różne infekcje i lepiej też sobie z nimi radzi.

- Lepiej rozwija się układ nerwowy. Wyostrzają się m.in. zmysły dziecka, – staje się przez to bardziej spostrzegawcze oraz łatwiej opanowuje naukę mówienia. Jest też odporniejsze psychicznie, np. w dalszych latach życia szybciej adaptuje się w przedszkolu, lepiej znosi szkolne stresy i nie ma skłonności do nerwic.

- Sprawniej przebiega rozwój umysłowy, emocjonalny i społeczny. Maluch jest bardziej ciekawy świata, wcześnie zaczyna się uśmiechać, reagować na swoje imię, jest skory do żartów i zabaw. Łatwiej też przełamuje lęk przed tym, co dla niego nowe i nieznane.

Z czasem zwykle wyrasta na osobę pewną siebie, inteligentną, towarzyską, zrównoważoną emocjonalnie.


Nieważne czy twoje dziecko ma miesiąc, pięć lat czy piętnaście – bliski kontakt fizyczny z mamą i tatą jest mu niezbędny na każdym etapie życia.

Bez obaw, nie rozpieścisz córki częstymi buziakami lub przytulaniem! Syn z pewnością też nie stanie się "mięczakiem" z tego powodu, że często jest obdarzany czułością. Pamiętaj jednak: innej formy okazywania uczuć potrzebuje niemowlę, innej przedszkolak, a jeszcze innej – nastolatek.

- Maluszki uwielbiają być noszone na rękach, huśtane, kołysane. Świetnie też im robi dmuchanie na paluszki, łagodne łaskotanie oraz delikatny masaż plecków, brzuszka i stópek. Okazuje się, że najważniejszą witaminą dla dziecka jest M – czyli miłość. Dawkowana bez ograniczeń w pieszczotach i czułych dotknięciach daje maluchowi niezliczone korzyści!

- Kilkulatki wspaniale się czują u mamy na kolanach lub baraszkując z tatą na dywanie. Również żartobliwe tarmoszenie czy lekkie podrzucanie to dla nich prawdziwa frajda! Możesz też wymyślać różne śmieszne rymowanki, które stworzą okazję do zabaw połączonych z czułym dotykiem. Mówiąc np. wierszyk: "Kropka, kreska, kropka, kreska – fotografia twego pieska" – palcem rysuj na plecach lub brzuchu dziecka: oczy, nos, usta, a na koniec zatocz koło.

- Syn gimnazjalista zawsze z radością poboksuje się z tatą. A od ciebie chłopiec chętnie przyjmie żartobliwe poszturchiwanie, zmierzwienie włosów lub "przybicie piątki".

- Nastoletnią córkę możesz przytulać, czule głaskać po dłoni, policzku, obdarzać buziakami. Tata też niech od czasu do czasu pogładzi dziewczynkę po włosach albo życzliwie poklepie po ramieniu. Takie gesty mówią: "Kochamy cię, córeczko!".

Twoje dziecko nosi już w kieszeni dowód osobisty? Pamiętaj, dorośli też potrzebują serdecznego dotyku! Co więcej, mnóstwo badań naukowych dowiodło, że osoby, które delikatnie nas dotykają, postrzegamy jako wyjątkowo nam serdeczne. A to sprawia, że chętniej też im pomagamy!

- W jednym z eksperymentów badani wchodzili do budki telefonicznej, w której przebywająca wcześniej osoba pozostawiła monetę. Po chwili osoba ta wracała i prosiła o zwrot monety. Jeśli przy tym lekko dotykała ramienia badanego, to o wiele częściej zwracał on pieniądze znalezione w budce.

- Proszono też przechodniów o przypilnowanie dużego psa, którego właściciel chciał wejść do apteki. Proszący dotykał co drugiego przechodnia. Prośbie uległo 55 proc. osób dotkniętych i tylko 35 proc. tych, z którymi nie nawiązano kontaktu dotykowego. No i jak tu nie wierzyć, że ciepłe gesty potrafią zdziałać cuda...?

Sądzisz, że tylko bioenergoterapeuci mogą uzdrawiać dotykiem? Nic podobnego!

- Okazuje się, że serdeczny dotyk pielęgniarki lub lekarza wielu pacjentom pomaga lepiej znosić przykre zabiegi medyczne, np. bolesne zastrzyki. Dzięki ciepłym gestom personelu medycznego chorzy szybciej też dochodzą do zdrowia po operacjach.

- U osób z demencją starczą dotknięcie dłoni lub ramion połączone ze spokojnym, kojącym głosem wyraźnie zmniejsza lęk i ogólną dezorientację.

- Noszenie na rękach i przytulanie jest też pomocne w usprawnianiu dzieci autystycznych. W autyzmie prawidłowa więź między matką a dzieckiem często jest zaburzona – bodźce dotykowe ułatwiają jej przywrócenie.

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach