Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: pomoc dzieciom, których rodzice nie słyszą  (Przeczytany 4567 razy)

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
pomoc dzieciom, których rodzice nie słyszą
« dnia: Luty 15, 2005, 01:04:53 pm »
Chcą do dźwięków - pomoc dzieciom, których rodzice nie słyszą
   Renata Radłowska

Dwa światy: ten z dźwiękiem, i ten, w którym jest tylko cisza. Dzieci rodziców niesłyszących żyją w nich równocześnie. Muszą, bo z tym pierwszym łączą ich rodzice, a z tym drugim szkoła, przyjaciele i wszystko, co jest poza domem. Za szybko dorastają, za szybko zamieniają się z mamą i tatą rolami: to one opiekują się rodzicami.

Bogdan Dąsal, pełnomocnik prezydenta Krakowa ds. osób niepełnosprawnych, chce przygotować program pomocy dzieciom, których rodzice nie słyszą. To będzie takie "wyrywanie ze świata ciszy". Dąsal: - Wiem, jak ogromnego poświęcenia i odpowiedzialności wymaga opieka nad głuchoniemymi - tłumaczenie świata, przekładanie języka dźwięków na język ciszy. Ale słyszące dzieci niesłyszących rodziców? To chyba takie "nieokrutne okrucieństwo", bo w momencie, kiedy stają się przewodnikami mamy i taty, kończy się ich dzieciństwo. Przejmujące.

Nie byłoby tej pomocy i tego tematu, gdyby nie Stanisław Górski i jego żona Agnieszka. On wychował się w domu, w którym był jedyną osobą słyszącą świat, rozumie problem lepiej niż ktokolwiek. Ona rozumie go prawie tak samo: zna historię męża, nauczyła się przyjmować jego emocje (lęk, żal, rozczarowanie). Niedawno napisała książkę "Okrążanie ciszy" (ukazała się w wydawnictwie Santorski). Jej bohater to chłopiec, którego rodzice nie słyszą.

- Ale to nie Stanisław jest bohaterem mojej książki, to zupełnie ktoś inny - opowiada Agnieszka Górska. - To, co ich łączy, to dzieciństwo w ciszy.

Ile w Krakowie mieszka takich dzieci? Nikt dokładnie nie wie. Gdyby one same nie słyszały, wtedy ludzie zwracaliby na nie uwagę, ale że słyszą i nie używają w szkole języka migowego... Wszystkim się wydaje, że mają normalne dzieciństwo.

Agnieszka Górska: - Opiekowanie się rodzicami, kiedy ma się siedem lat - czy to normalne? Czy to dobrze, że mama mówi do kilkulatka: "Dasz sobie radę, bo przecież słyszysz"? Czy to dobrze, że tym dzieciom każe tak szybko się dorastać? Proszę sobie wyobrazić, jak żyje się dzieciom nagle obarczonym dorosłością; chcą do świata dźwięków, a zostają w świecie ciszy. Owszem, dostają największą na świecie miłość, brakuje jednak całego bogactwa słów. Obrazki są ważne, ale i słowa są ważne. Oczy, ale i uszy.

Bogdan Dąsal chciałby, żeby dzieci uczestniczyły w warsztatach, spotkaniach, wyjazdach. Warsztaty z psychologami i pedagogami, spotkania z innymi dziećmi, z innymi rodzicami (słyszącymi i niesłyszącymi), a wyjazdy - gdziekolwiek. Najlepiej tam, gdzie nie trzeba być dorosłym.

http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,44425,2551224.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26223
pomoc dzieciom, których rodzice nie słyszą
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 04, 2005, 11:17:25 pm »
Do artyłułu wyżej:
Okrążanie ciszy

Agnieszka Górska



Okrążanie ciszy to opowieść o chłopcu wychowującym się na pograniczu dwóch światów: ciszy i dźwięków. W takiej przestrzeni poruszają się słyszące dzieci głuchoniemych rodziców i ta przestrzeń - jak każde pogranicze - jest z natury rzeczy niejednoznaczna, rodząca konflikty, wymykająca się prostemu opisowi. A przecież dziecko powinno być zanurzone w oceanie słów. Cóż więc dzieje się z tymi, których pozostawiono na brzegu? Autorka szczególne znaczenie nadała procesowi budowy słownika chłopca - ukazując jak dziecko nie słyszącej matki gromadzi zasób słów, jak rozumie ich znaczenie. Chłopiec odczuwa stały niedosyt kontaktów z językiem mówionym, a przyswajanie kolejnych wyrażeń sygnalizuje nowy etap jego życia. Patrząc na swoje dzieciństwo z perspektywy półwiecza, rozumie, że po tylu latach, gdy ze światem ciszy nic nie powinno go łączyć - mimo zanurzenia w oceanie słów pozostaje zarazem na milczącym brzegu.

Myślałam - jak to jest, kiedy mały człowiek nie stawia pytań, bo wie, że nie otrzyma na nie odpowiedzi; jak to jest, kiedy mały człowiek pozostaje sam wobec sprzeczności dwóch przenikających się w jego życiu światów?
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
pomoc dzieciom, których rodzice nie słyszą
« Odpowiedź #2 dnia: Kwiecień 30, 2007, 11:35:50 pm »
Mama mnie teraz słyszy

Rozmawiali: Krystyna Bochenek i Dariusz Kortko



Olga Bończyk - aktorka, absolwentka Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Przez wiele lat występowała z zespołem Spirituals Singers Band, teraz jeździ po Polsce z własnym recitalem. Jest ambasadorką programu 'Dźwięki marzeń', który pomaga dzieciom z wadami słuchu wyjść ze świata ciszy. Fot. Jacek Łagowski

Byłam szczęśliwa, jak emitowali film radziecki, bo z reguły był z napisami i wtedy mogłam pójść na podwórko

Krystyna Bochenek i Dariusz Kortko z wizytą domową u Olgi Bończyk

Pierwsze słowo, którego nauczyła się Pani w języku migowym...


Mama.

Znała Pani jej głos?

Gdy miała 15 lat, spadła z drabiny i zaczęła tracić słuch. Były lata 60. i medycyna niewiele mogła zrobić. Dziś wystarczyłby aparat słuchowy i mama mogłaby normalnie funkcjonować. Jednak wtedy aparaty były kiepskiej jakości i tak ją męczyły, że zdecydowała się na wejście w świat ciszy. Do końca życia świetnie mówiła. Osoby obce, które z nią rozmawiały, mogły się w ogóle nie zorientować, że nie słyszy, bo potrafiła czytać z warg. Do mnie i do brata mama mówiła normalnie.

A tata?

Tata stracił słuch, gdy miał pięć lat. Chorował na szkarlatynę, miał zmiany w krtani, mówił słabo. Porozumiewałam się z nim na migi.

Kiedy zaczęła się Pani uczyć języka migowego?

Gdy rodzice migali, starałam się zrozumieć, o czym mówią. Mama do tego mówiła na głos, więc miałam tłumaczenie.

Z migowego na polski.

Migowy to język znaków, pojęć. My o krześle możemy powiedzieć: siedzisko, taboret, fotel. W języku migowym to tylko jeden znak 'miejsce do siedzenia'. Dlatego głusi znają mniej słów. Są tacy, którzy chcą wzbogacać język i często zaglądają do słowników, ale większość porozumiewa się językiem dość ubogim.

Czytają książki, gazety?

Wśród nich są osoby starsze, które nie potrafią pisać i słabo czytają. Na szczęście edukacja dzieci jest dziś na wyższym poziomie niż kilkadziesiąt lat temu. Wielu kończy studia, robi kariery. Jednak do krajów zachodnich wciąż nam daleko.

Jak wyglądało życie rodzinne?

Do niedawna myślałam, że niczym szczególnym nie różniło się od życia moich rówieśników. Gdy trafiłam w Krakowie na Stowarzyszenie 'Usłysz mnie', które pomaga niesłyszącym rodzicom słyszących dzieci, zrozumiałam, jakie problemy mają takie rodziny jak moja. Dzieci, mimo że słyszą, późno uczą się czytać, mają niewielki zasób słów. W domach nie ogląda się telewizji, nie słucha radia. Przyjęcia odbywają się w ciszy, bo przychodzą na nie zwykle niesłyszący.

U Was w domu był telewizor?


Moja mama była osobą wykształconą i ciekawą świata, więc kupiła telewizor dla nas, dzieci, bo wiedziała, że odcinając nas od świata dźwięków, wyrządziłaby nam krzywdę. Dla osób głuchych świat mediów jest zwykle niedostępny. Telewizja to dla nich ruchome obrazki. Język polski to taki sam obcy język jak węgierski. Odcięcie od mediów powoduje, że niesłyszący nie znają wielu kodów, którymi posługują się ludzie w pełni sprawni.

Moja mama doskonale to rozumiała. Dlatego próbowała dotrzymać mediom kroku. O godz. 19.30 musiałam oglądać 'Dziennik' i tłumaczyć jej wiadomości. Byłam szczęśliwa, jak potem emitowali radziecki film, bo z reguły był z napisami i mogłam pójść na podwórko.

Miała Pani koleżanki?

Niewiele. To przykre, zwłaszcza że chodziłam do szkoły muzycznej, w której były dzieci z tzw. dobrych rodzin. A tu nagle pojawia się dziewczynka z rodziny niesłyszącej. Miałam poczucie, że jestem gorsza.

Wstydziła się Pani, że ma niesłyszących rodziców?

Nigdy! Mój brat też się nie wstydził. Gdy tata zaczynał rozmowę z kimś obcym, zawsze starałam się szybko wytłumaczyć, że nie słyszy.

Dlaczego?


Żeby się z niego nie śmiali.

Czuła się Pani odpowiedzialna za rodziców?

Zawsze chodziłam z mamą na wywiadówki i tłumaczyłam jej, co moja wychowawczyni ma na mój temat do powiedzenia. Jako pięciolatka 'załatwiałam' przydział na mieszkanie. Gdy przychodziła słysząca koleżanka mamy i zwierzała jej się ze swoich kłopotów małżeńskich, tłumaczyłam, bo szkoda było czasu na pisanie.

Szybciej Pani dojrzała.

Od najmłodszych lat z bratem byliśmy opiekunami rodziców. Teraz mimowolnie staję się opiekunką każdej osoby, która pojawia się w moim życiu. Z mimiki, gestów wyłapuję każdą jej myśl. Czasem łapię się na tym, że gdy o czymś opowiadam, zaczynam bardzo gestykulować.

To był Pani pomysł, żeby zamigać w serialu 'Na dobre i na złe'?

To był pomysł Ilony Łepkowskiej. Po odcinku, w którym pomagałam głuchemu chłopcu, widzowie żywo i ciepło zareagowali. Do dziś na ulicy podchodzą do mnie niesłyszący. Cieszą się, gdy mogą sobie ze mną pogadać. Spotykają mnie też lekarze i mówią: 'A u nas na oddziale jest położna, która zna język migowy i pomaga podczas porodu niesłyszącym kobietom'. Takie wiadomości cieszą.

Jeśli już mówimy o śpiewie, to ta szkoła muzyczna była z przekory czy z potrzeby serca?

Zawsze chciałam śpiewać, być aktorką, od dzieciństwa marzyłam o scenie. Gdy byłam w przedszkolu, pani zauważyła, że jesteśmy z bratem muzykalni. Namówiła mamę, żeby wysłała nas do szkoły muzycznej. Dzisiaj brat jest pierwszym skrzypkiem w Orkiestrze Kameralnej u Agnieszki Duczmal, a ja jestem aktorką i śpiewam. Najbardziej żałuję, że moi rodzice nigdy nie mogli usłyszeć, jak śpiewam czy gram na pianinie. Ale wierzę, że teraz, gdy już nie żyją, na pewno mnie słyszą.

http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,4091860.html?as=2&ias=2&startsz=x
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
pomoc dzieciom, których rodzice nie słyszą
« Odpowiedź #3 dnia: Grudzień 19, 2007, 01:01:13 pm »
Miłość można okazywać na migi

Autor: Beata Kozian
Zródło: http://www.kurierlubelski.pl

GŁUCHONIEMI RODZICE NAUCZYLI SYNA, JAK POMAGAĆ INNYM

Robert Gdela z Białej Podlaskiej wychowywany był przez głuchoniemych rodziców. Nie pamięta już, czy najpierw nauczył się mówić, czy migać. Dziś doskonale posługuje się dwoma językami, a swe umiejętności wykorzystuje do niesienia pomocy osobom niepełnosprawnym.

Krystyna i Bogdan Gdelowie swego syna Roberta od najmłodszych lat zabierali na spotkania Polskiego Związku Głuchych w Białej Podlaskiej. Pan Bogdan przez całe życie działał w tej organizacji i chciał, by syn dobrze znał problemy osób niesłyszących.

– Najtrudniejsze były lata szkolne – opowiada Robert Gdela. – Czasami ukrywałem, że mam rodziców z wadą słuchu.

Dziś Robert Gdela, jako dorosły mężczyzna i ojciec, doskonale już rozumie, ile trudu musieli włożyć rodzice w jego wychowanie. Podziwia ich i jest im za to wdzięczny.

– Gdy byłem wychowywany, były inne czasy, na pewno wtedy było trudniej osobom niesłyszącym niż teraz – mówi.

Ale sobie poradzili, a Robert odziedziczył po rodzicach aktywność społeczną. Pomaga ludziom niepełnosprawnym w Białej Podlaskiej. Działa w Polskim Związku Głuchych, jest tłumaczem języka migowego, pomaga ludziom niesłyszącym w załatwianiu spraw w urzędach, u lekarza, w sądach lub na policji. To nie jest typowe zajęcie. Nie pracuje się osiem godzin. W Polskim Związku Głuchych w Białej Podlaskiej jest 700 osób. Kiedy ktoś potrzebuje pomocy, wysyła SMS-a. I nie ma znaczenia, o której godzinie, trzeba biec i tłumaczyć.

Robert pomaga też ludziom chorym na SM i wszystkim, którzy nie mogą odnaleźć się na rynku pracy. Wiele wymaga od siebie. Nauczył się języka angielskiego po to, by móc nawiązywać kontakt z organizacjami zajmującymi się pomocą ludziom niepełnosprawnym w Europie i USA. Chce się skończyć, ukończyć studia, na które nie było czasu. Może być tak aktywny, bo ma pomoc ze strony rodziców, którzy gdy trzeba, zajmą się wnukami.

– Teraz rodzice pomagają nam w wychowaniu naszych dzieci. Starsza córka już uczy się języka migowego, ale i bez tego świetnie dogaduje się z dziadkami. Jak nie umie pokazać, co chce, to ciągnie babcię za rękaw i wskazuje paluszkiem – z uśmiechem dodaje Robert Gdela.

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26223
pomoc dzieciom, których rodzice nie słyszą
« Odpowiedź #4 dnia: Grudzień 19, 2007, 02:08:05 pm »
Znajomo mi brzmi ta historia p.Roberta  ;)
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach