W tym wątku poruszane były informacje dotyczace ulg i uprawnień osób głuchych, więc zamieszczam to tu.
Ukarani przez urzędników za walkę z głuchotą Implant ślimakowy, który pozwala głuchym dzieciom i nastolatkom funkcjonować wśród zdrowych rówieśników, dla urzędników jest powodem cofnięcia świadczeń socjalnych. - To dyskryminacja - oburzają się rodziceCałość - w dziale Implant ślimakowy:
http://forum.darzycia.pl/vp122424.htm#122424oraz
http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,4645906.htmlRenty nie dla głuchych Rozmawiała Agnieszka Czajkowska
We wtorek opisaliśmy problem głuchych dzieci i nastolatków, którym lawinowo odbiera się świadczenia socjalne. Wszystko dlatego, że mają wszczepiony implant ślimakowy pozwalający funkcjonować wśród zdrowych rówieśników.Agnieszka Czajkowska: - Dlaczego ZUS coraz częściej odmawia rent socjalnych głuchym osobom?Iwona Kowalska, rzeczniczka wrocławskiego ZUS-u: - Odmawiamy, bo działamy zgodnie z ustawą. Renta socjalna przysługuje osobie pełnoletniej całkowicie niezdolnej do pracy. Najczęściej są to ludzie obłożnie chorzy. Osoby głuche ubiegające się o to świadczenie, których sytuację zbadałam, tego warunku nie spełniają. Mogą wykonywać różne prace - np. przy komputerze, w księgowości. Jeśli lekarz orzecznik wydaje odmowną decyzję o rencie, można oczywiście się odwołać. Najpierw do naszej komisji lekarskiej, a potem do sądu pracy i ubezpieczeń społecznych. W wielu przypadkach sąd podtrzymuje w mocy nasze orzeczenie.
Lekarze orzecznicy uznają osoby głuche za tylko częściowo niezdolne do pracy, co odbiera im prawo do renty. Jednak znane są przypadki, kiedy osoba niesłysząca mimo dobrego wykształcenia (np. ukończenia technikum poligraficznego) nie może znaleźć pracy. Kiedy pracodawcy dowiadują się, że mają do czynienia z niepełnosprawnym, wycofują się. Jakie jest wyjście z takiej sytuacji?To nie jest pytanie do mnie, raczej do pracodawców. Być może ich obawy wiążą się z warunkami, które muszą spełnić, zatrudniając taką osobę. Ale przecież to nie zmienia faktu, że jest wiele zawodów, które mogą wykonywać niesłyszący. Staramy się przecież być społeczeństwem otwartym, nowoczesnym. Dlatego dziwi mnie, że pracodawcy nie chcą zatrudniać niepełnosprawnych. Nam jako pracownikom przecież to nie przeszkadza. Skoro udaje im się funkcjonować w społeczeństwie dzięki aparatom słuchowym, to powinni mieć równe szanse.
Czy ZUS może przyznać inne świadczenie głuchym nastolatkom, które chcą i z sukcesem kontynuują naukę?Przepisy nie przewidziały takich świadczeń. Cały ciężar pomocy leży w takiej sytuacji po stronie opieki społecznej.
Chciałam też odnieść się do wczorajszego komentarza pana posła Sławomira Piechoty. To, co mówi, pięknie brzmi, ale przecież to właśnie posłowie uchwalają ustawy. To oni mają szansę wywalczyć w Sejmie stypendia albo renty dla takiej młodzieży.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław
Głusi zasługują na równe traktowanie Lidia Lempart, wiceprezes Stowarzyszenia Rodziców i Przyjaciół Dzieci z Wadą Słuchu we Wrocławiu "Orator"
We wtorek opisaliśmy problem głuchych dzieci i nastolatków, którym MOPS i ZUS odbierają świadczenia socjalne. Wszystko przez to, że mają wszczepiony implant ślimakowy, pozwalający funkcjonować wśród zdrowych rówieśników.
W środę opublikowaliśmy rozmowę z Iwoną Kowalską, rzeczniczką wrocławskiego ZUS-u. - Działamy zgodnie z ustawą. Renta socjalna przysługuje osobie pełnoletniej całkowicie niezdolnej do pracy - powiedziała pani rzecznik.
Oto odpowiedź na ten wywiad Stowarzyszenia Rodziców i Przyjaciół Dzieci z Wadą Słuchu we Wrocławiu "Orator"Chciałabym się odnieść do słów pani Iwony Kowalskiej z ZUS-u, która udzieliła wczoraj "Gazecie" wywiadu na temat rent socjalnych dla głuchej młodzieży.
Mówi Pani, że osoby głuche nieźle sobie radzą w księgowości i w pracy przy komputerze. Owszem. Ale to są właśnie ci młodzi ludzie, których rodzice wielkim wysiłkiem rehabilitowali, a potem kształcili w ogólnodostępnych szkołach. Możliwości intelektualne też powinny być brane pod uwagę, nie tylko sama wada słuchu. Najpierw więc rodzice stają na głowie, żeby swoje głuche dzieci wyedukować, a potem państwo jest tego beneficjentem. Osoby po szkołach specjalnych musiałyby chodzić do pracy z tłumaczem języka migowego, żeby być księgowymi. Np. prezesce Związku Głuchych na każdym spotkaniu towarzyszy wysokiej klasy tłumacz. Takie osoby są całkowicie uzależnione od pomocy innych. 76 procent absolwentów szkół zawodowych dla głuchych nie pracuje! A ci, którzy pracują, biorą zajęcia poniżej swoich kwalifikacji.
Komisje wrocławskie, wałbrzyskie i legnickie (MOPS-u i ZUS-u) są wyjątkowo gorliwe w odmawianiu rent socjalnych naszym podopiecznym. Chcę zapewnić Panią, że są komisje i miasta, gdzie lekarze orzecznicy widząc dziecko głuche, które wybiera się na studia, gratulują rodzicom i przyznają rentę, żeby wesprzeć tego młodego człowieka w czasie studiów.
Jak widać, można różnie interpretować te same przepisy. Trzeba się kierować Konstytucją RP: "Wszyscy są równi wobec prawa". A tutaj państwo łoży ogromne pieniądze na utrzymanie głuchych dzieci ze szkół specjalnych z internatami (koszt miesięczny to około 2,5 tys. zł na dziecko), odmawia natomiast jakiejkolwiek pomocy osobom, które chcą się kształcić w szkołach normalnych.
Mam wrażenie, że nasze dzieci są dyskryminowane z tego powodu, że mówią i mają implanty. Jeszcze nie tak dawno rodzice musieli sami ponosić niemałe koszty wszczepienia takiego aparatu. A może to kara za to, że głuchy nie chce być głuchoniemy? A może za to, że próbuje iść inną drogą i chce być samodzielny? A co wtedy, kiedy rodzice naprawdę nie mogą pomóc głuchemu dziecku, bo ich nie stać na prywatne lekcje, na rehabilitantów? Takie dziecko pójdzie zamiatać ulice, nawet jeśli ma iloraz inteligencji 140. Czy urzędnicy muszą upokarzać rodziców, których i tak spotkało nieszczęście? Odwołania, dochodzenie swoich praw przed sądami... Ciągle muszą udowadniać, że ich dziecko jest coś warte. Urzędniku, jak masz wątpliwości, stosuj Konstytucję. Jak nie pomaga - Dekalog. A jak nie, to prawo zwyczajowe: "Nie rób drugiemu...".