Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Artykuły - Nowości szkolne  (Przeczytany 317559 razy)

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #350 dnia: Listopad 17, 2006, 09:47:19 am »
Szokujące  :P  :wh  :2gunfire:
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Chaos w szkołach -Szkolnictwo po reformie
« Odpowiedź #351 dnia: Listopad 22, 2006, 09:11:52 am »
Chaos w szkołach -Szkolnictwo po reformie

Od chwili, gdy została przeprowadzona reforma szkolnictwa, poziom oświaty w Polsce stale się obniża. Jest to proces powolny, ale już wyraźnie zauważalny. W tym kontekście dotycząca matur propozycja Ministra Szkolnictwa jest zgodna z trwającą już od kilku lat tendencją.
Reforma prócz zmiany struktury szkolnictwa wprowadziła wielki chaos. Należy rozpatrywać ją w kilku aspektach.

Dzieci-wędrowniczki


Lata nauki podzielone zostały na trzy, a w zasadzie na cztery etapy, co przyniosło jedynie negatywne rezultaty.
Etap pierwszy (klasy 1-3) i drugi (4-6) dzieci przechodzą  stosunkowo "gładko".
Nie muszą zmieniać szkoły, mają to samo grono kolegów, znają nauczycieli, a także – co jest bardzo istotne – nauczyciele znają doskonale swoich podopiecznych. Szkoła jest wówczas dzieciom bliska.

W chwili, gdy zaczynają wchodzić w okres dojrzewania, następuje całkowita zmiana środowiska – dzieci idą do gimnazjum. Tam spotykają się w bardzo trudnym dla nich okresie młodzi ludzie, którzy w efekcie zmiany muszą dodatkowo dostosować się do całkiem nowego środowiska.

Pierwszy rok w gimnazjum można nazwać przystosowawczym.
Ma wówczas miejsce zarówno wzajemne poznawanie się przez młodzież, jak i wzajemne poznawanie się uczniów i nauczycieli. Do szkoły podstawowej chodzą z reguły dzieci z jednego rejonu, więc w ciągu 6 lat można dogłębnie poznać ich problemy, środowisko, z jakiego się wywodzą oraz – szczególnie w przypadku mniejszych szkół – mieć faktyczny wpływ na ich wychowanie. Natomiast w gimnazjum ten wpływ staje się iluzoryczny. Gimnazja są szkołami zbiorczymi, spotykają się w nich dzieci wywodzące się z różnorodnych środowisk. Zanim nastąpi integracja, mija rok. Klasa druga to w zasadzie jedyna, w której młodzież osiąga jako taką stabilność, bowiem w klasie trzeciej zaczyna się stres związany z egzaminami końcowymi.

Szkoła ponadgimnazjalna to znów ten sam schemat: rok na przystosowanie, rok spokojnej pracy i rok stresu przedmaturalnego. Te częste zmiany środowiska szkolnego na pewno nie wpływają korzystnie na emocjonalny rozwój dzieci i młodzieży. System ten nie daje żadnej stabilności, a w szkołach gimnazjalnych, które są obowiązkowe, młodzieży jest dużo, klasy liczne, zajęcia kończą się często późnym wieczorem. Taka sytuacja stwarza możliwość występowania różnego rodzaju patologii. W wielu przypadkach, o czym słyszymy coraz częściej, ani nauczyciele, ani rodzice, nie są w stanie poradzić sobie z narastającymi problemami.

Pomieszanie z poplątaniem


Istotną sprawą są podstawy programowe i podręczniki. Podstawa programowa jest w zasadzie obowiązująca w całej Polsce. Piszę "w zasadzie", bowiem od nauczyciela zależy, które podręczniki wybierze i jakie elementy programu będą omawiane szerzej, a co "po łebkach". Podręczników jest ogromna różnorodność i wydaje mi się co najmniej dyskusyjne dopuszczenie tak wielkiej ich ilości do użytku.

W klasach 1-3, w których dzieci zdobywają podstawy wiedzy, korzystają one z ogromnej ilości podręczników, zeszytów ćwiczeń, kart pracy itd. Tak wielkiej, że dziecko gubi się w nich, nie mówiąc już o tym, że ma problemy z udźwignięciem tornistra. Podręczniki są piękne, kolorowe, zeszyty ćwiczeń jeszcze piękniejsze i jeszcze bardziej kolorowe. Ale w tym natłoku barw, schematów i gotowych wzorów brak miejsca na jakąkolwiek samodzielną pracę, na rozwijanie wyobraźni – jest jeden wielki szablon, i chyba o to chodzi.

W klasach 4-6 podręczniki znów są barwne, urozmaicone rysunkami, fotografiami, podsumowaniami, wnioskami – wydawałoby się wspaniałe. I znów brak miejsca na rozwijanie myślenia, na dopingowanie do samodzielnego zdobywania wiedzy. Po co myśleć, po co zdobywać się na jakikolwiek wysiłek, skoro wszystko jest pokazane jak w komputerze, wystarczy "kliknąć myszką" i gotowe.

Wszystko, czyli nic

Weźmy do ręki podręcznik i program do języka polskiego.[/b] Odnosi się wrażenie, że umieszczone tam treści zostały wprowadzone wg zasady "na kogo wypadnie, na tego bęc".

 Jeszcze ciekawszy jest przedmiot stworzony przez "reformatorów", a mianowicie "przyroda", czyli zlepek fizyki, chemii, biologii, geografii i astronomii.
Wiem, że kierowano się tu wzorem krajów zachodnich, ale te wzory, jak już wielokrotnie zdążyliśmy się przekonać, nie zawsze są dobre. To, który z elementów "przyrody" będzie szerzej i dokładniej omawiany, zależy od specjalizacji nauczyciela i doboru podręczników. Oczywiście "uczyć" tego przedmiotu można tylko po uzyskaniu kwalifikacji na podyplomowych studiach z "przyrody".
Ukończyłam takie studia i nie będę się wypowiadać na temat poziomu większości zajęć, ale poziom studiów podyplomowych i wszelkich kursów dokształcających to problem odrębny. Kończąc ten trzyletni cykl "przyrody", uczeń nie ma pojęcia ani o geografii, ani o biologii, ani o fizyce, ani o chemii, ani o astronomii – czyli ma w głowie coś, co nazywamy "grochem z kapustą".

Z kolei przedmiot "historia i społeczeństwo" to prawdziwy fenomen.
 Twórcy programu wyszli z założenia, że teraz musimy uczyć inaczej, a więc nie mając żadnej wiedzy faktograficznej uczymy dziecko na podstawie uogólnień, a potem w bardzo krótkim czasie przedstawiamy mu całą historyczną faktografię. Wprowadzane są treści, w których brak jest podstaw, brak elementarnych wiadomości, serce rośnie, a w głowach dzieci powstaje wielki chaos, mieszają im się pojęcia, mieszają się epoki...

Nie można tu pominąć przedmiotu pod nazwą "sztuka", czyli muzyki z plastyką, raz traktowanych zbiorczo, raz oddzielnie, w zależności od każdorazowych decyzji ministerialnych.

Nie bardzo znam się na matematyce, ale z opinii nauczycieli tego przedmiotu wnoszę, że zarówno podstawa programowa, jak i podręczniki są na dobrym poziomie. Odnoszę jednak wrażenie, że stało się tak tylko dlatego, że logika matematyczna nie bardzo chciała ulec manipulacjom reformatorów i że na tej płaszczyźnie chcąc nie chcąc zawsze trzeba zacząć od tabliczki mnożenia.

W efekcie, dziecko kończące sześć klas szkoły podstawowej umie czytać i pisać, lecz nie zawsze ortograficznie, bo gramatykę i ortografię z programu języka polskiego usunięto prawie całkowicie, na względnie dobrym poziomie zna matematykę, z pozostałych przedmiotów coś wie, ale zupełnie wyrywkowo, bez żadnego usystematyzowania.

Sztuka dla sztuki


Aby zakończyć proces edukacyjny w szkole podstawowej, dzieci piszą test kompetencyjny.
Komu jest on potrzebny, dokładnie nie wiadomo, bo gimnazjum jest obowiązkowe.

Mogliby wyniki testów wykorzystywać nauczyciele gimnazjalni, aby zapoznać się z możliwościami swoich wychowanków – ale nie wykorzystują. Dlaczego?
Po prostu ministerstwo takiej opcji nie przewidziało. Natomiast nauczyciele szkół podstawowych bardzo szczegółowo i pod każdym możliwym kątem analizują testy.

 W jakim celu? Dokładnie nie wiadomo, bo przecież dzieci piszące test już przeszły do gimnazjum. Oczywiście nauczyciel szkoły podstawowej może na podstawie testów wyciągnąć wnioski odnośnie do swojej pracy, ale tylko ogólnikowe, gdyż kolejne zespoły klasowe są inne i z reguły mają zupełnie odmienne problemy.

Po napisaniu tego stresującego testu, który jest poprawiany przez specjalnie przeszkoloną komisję (ministerstwo zakłada, że nauczyciele są oszustami i fałszowaliby wyniki testów swoich wychowanków), dzieci przechodzą do gimnazjum.

Warto przeczytać corocznie wydawane kilkunastostronicowe instrukcje przeprowadzania testów. Raz nauczyciele muszą siedzieć jeden z tyłu, a inni z przodu, kolejnym razem wszyscy z przodu, a jeszcze innym mogą chodzić; testy należy włożyć do koperty tak, by wystawał dolny prawy róg itp. Raz pełniłam rolę eksperta w małej wiejskiej szkole i serce mi się kroiło, gdy patrzyłam na grobowe miny komisji i na te biedne, zestresowane dzieci. Do szkoły tej uczęszczali uczniowie z bardzo ubogich rodzin, takich, gdzie problemem jest porządne ich nakarmienie. Panie Ministrze, nie szkoda pieniędzy?

Żarty się skończyły


W gimnazjum kończy się zabawa, zaczynają się konkretne przedmioty.

Ale znów odbywa się to "po łebkach", ponieważ materiał realizowany w podstawówce sprzed reformy w klasach od 4 do 8, teraz należy zrealizować w ciągu trzech lat, a w zasadzie w 2 i pół roku. Oznacza to wiele godzin w szkole (po 7-8 godzin lekcyjnych dziennie), a w domu, jeżeli ktoś chce osiągnąć jako takie wyniki, znowu kilka godzin pracy. Jest to wiek, w którym dorastająca młodzież powinna mieć wiele ruchu, ale na to z reguły już nie ma czasu. Nasi wybitni reformatorzy pominęli to, co znali i stosowali już starożytni Grecy – rozwój umysłowy musi iść w parze z rozwojem fizycznym.

Choć niemal wszystkie przedmioty mają dosyć sensowny, chociaż bardzo skondensowany program, to język polski wzorowany jest na programie ze szkoły podstawowej i wygląda na to, że ułożony został na zasadzie zupełnej przypadkowości.

Każdy nauczyciel musi zrealizować podstawę programową w całości i określonym czasie, ale nie jest powiedziane, które treści ma realizować wcześniej, a które później. To zależne jest od nauczyciela i od doboru podręczników, których jest znowu ogromna różnorodność
.

W II semestrze klasy trzeciej młodzież przystępuje do pisania kolejnych testów. I tu znów pojawia się problem. Reformatorzy nie przewidzieli, że program może być realizowany w różnych szkołach, a nawet klasach w dowolnej kolejności, więc układając testy zakłada się, że młodzież ma opanowaną całość materiału na mniej więcej 2 miesiące przed zakończeniem roku szkolnego.

O ile po napisaniu testów kompetencyjnych w szkole podstawowej dzieci i tak idą do gimnazjum, o tyle testy po ukończeniu gimnazjum są ogromnie ważne, bowiem ich wyniki determinują przyszłość uczniów

Po owych testach przystępujemy do kolejnego etapu edukacyjnego. Programy nauczania znów – jak w gimnazjum – zostały ułożone tak, żeby w trzy- a w zasadzie dwu i pół letnim cyklu nauczania zmieścić wszystkie treści realizowane przed reformą w cyklu czteroletnim. Oczywiście nie jest to możliwe, bo albo realizujemy materiał "po łebkach", albo nadmiernie przeciążamy młodzież. I jeden i drugi sposób nie przynosi efektów, co niestety dało znać o sobie w wynikach tegorocznych matur. Wniosek nasuwa się jeden – zdecydowanie obniża się poziom wiedzy naszej młodzieży.

Pracy dużo – sensu mało

Warto wspomnieć także o obowiązkach nauczycieli, oczywiście nie tych podstawowych, do których należy nauczanie i wychowanie.

Każdy nauczyciel ma obowiązek przygotować rozkłady materiału zgodne z obowiązującym programem nauczania, ale teraz rozkład materiału nazywa się "planem wynikowym", w którym prócz tematu, celu, sposobów w jaki zakładany cel chce osiągnąć oraz różnego rodzaju pomocy, które zamierza wykorzystać – musi on zanotować umiejętności, jakie uczeń po każdej lekcji powinien posiadać oraz co powinien wiedzieć on na poziomie podstawowym i rozszerzonym po każdej jednostce lekcyjnej. W każdym planie wynikowym powinny być zaznaczone "ścieżki", np. ekologiczna, medialna itp., które w dzienniku należy zapisywać przy temacie lekcyjnym kolorowym długopisem, najlepiej zielonym...

Oczywiście plany pracy mają być opracowane dla wszelkich kółek, jakie prowadzi dany nauczyciel, a tematy zajęć winny być odnotowane w specjalnym dzienniku do zajęć dodatkowych. Prócz tego nauczyciele poszczególnych przedmiotów mają opracowywać tzw. "kontrakty z uczniami", z którymi muszą zapoznać się zarówno rodzice, jak i uczniowie i które powinny zostać wklejone do zeszytu przedmiotowego. W klasach 1-3 oceny mają być opisowe, a ocen cząstkowych nie wolno dawać. Należy natomiast przybijać pieczątki, np. słoneczko uśmiechnięte, słoneczko smutne itd.

Nauczyciele na posiedzeniach Rady Pedagogicznej mają obowiązek przedstawiać różnego rodzaju sprawozdania z realizacji wszystkich powierzonych im zadań, a także wspólnie opracowywać Kalendarz imprez. RP pod kierunkiem dyrektora szkoły ma również przygotować "Pięcioletni perspektywiczny plan rozwoju szkoły" oraz zgodny z nim szczegółowy plan pracy na dany rok szkolny.

Szkoła musi posiadać Statut szkoły, który ciągle powinien być uzupełniany aneksami, ponieważ np. następuje zmiana jakiejś nazwy, pięciostopniowa skala ocen ze sprawowania zostaje zastąpiona sześciostopniową itd. Prócz tego szkoła musi opracować własny wewnętrzny system oceniania, a założeniami tego systemu muszą się kierować nauczyciele poszczególnych przedmiotów, opracowując np. kontrakty z uczniami.

Rada Pedagogiczna wspólnie z dyrektorem musi przygotować "Plan mierzenia jakości pracy szkoły", w którym zawarte są obszary, jakie w danym roku będą poddane mierzeniu, a na zakończenie roku należy przedstawić raport z realizacji planu mierzenia jakości pracy szkoły. Jeżeli coś wyszło nie tak lub analiza testów wykazała, że uczniowie w jakimś obszarze mieli braki – należy pisać programy naprawcze. Oczywistą sprawą jest, że każda szkoła musi mieć opracowaną swoją misję i wizję.

Dwa razy do roku należy przygotować sprawozdanie tzw. SIO (System Informacji Oświatowej), w którym zawarte są m.in. dane o uczniach, dane o nauczycielach, dane o salach lekcyjnych, wypadkach, dożywianiu itd. Powstanie SIO miało zastąpić sprawozdania pisane przez szkoły do GUS, ale niestety nie zastąpiło – pisane są więc sprawozdania i do SIO, i do GUS. Co jakiś czas szkoły lub gminy dokonują zakupów doskonałych programów komputerowych, które teoretycznie mają ułatwić pracę placówkom oświatowym. Niestety, często ją utrudniają, gdyż programy sobie, a całe wyżej wymienione wymogi sobie.

Cel zagubiony


Należałoby również poruszyć sprawę doskonalenia zawodowego, na różnego rodzaju kursach, studiach podyplomowych itp., a także problem tzw. awansu zawodowego. Są to tematy bardzo szerokie, więc powiem tylko, że nauczyciel musi się permanentnie dokształcać – mniej istotne jest dokształcanie się samemu, natomiast najważniejszą sprawą jest uzyskanie jak największej ilości dokumentów i zaświadczeń mówiących o ukończeniu kolejnego kursu. Radziłabym zajrzeć do opracowań dotyczących wymogów stawianych nauczycielowi chcącemu uzyskać kolejny stopień awansu zawodowego. Nie jest ważne to, czy jest po prostu dobrym nauczycielem, lecz to, ile kursów ukończył, ile konkursów opracował i w jaki sposób potrafi to zaprezentować.

Rośnie ilość dokumentów, placówki oświatowe zajmują się tworzeniem kolejnych sprawozdań nie służących niczemu i nikomu. Wszyscy piszą, piszą, piszą... Naczelnym, nadrzędnym zadaniem szkoły jest nauczanie i wychowanie – pytanie tylko, czy na to zostaje czas?

Należy jeszcze dodać, że w wyniku reformy nie zostały wcale zwiększone nakłady na szkolnictwo, a te skromne sumy przeznaczone na oświatę znikają, pożerane przez coraz bardziej rozbudowaną biurokrację.

Nauczyciele widzą wszystkie przeze mnie poruszane zagadnienia. Ważne jest, by zobaczyli je także rodzice i całe społeczeństwo
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #352 dnia: Listopad 24, 2006, 10:24:11 am »
:puppydogeyes:

Worki pokutne dla roznegliżowanych uczennic

Precz z gołymi brzuchami w szkołach!
W rzeszowskich gimnazjach wypowiedziano wojnę niestosownie ubranym uczennicom.


Przypadki, kiedy dziewczyny traktują szkołę jak plażę i przychodzą skąpo ubrane, nie należą do rzadkości - mimo jesiennej pory. Dyrekcja jednej ze szkół wymyśliła więc, że te uczennice, które przyjdą na lekcje z pępkiem na wierzchu, dostaną do założenia siermiężną bawełnianą koszulkę.

W innym gimnazjum dla nadmiernie porozbieranych uczennic
przygotowano zwykłe płachty materiału z dziurą na głowę, przypominające worki pokutne. Ubrano w nie kilka dziewcząt. Ich widok tak podziałał na inne, że z piskiem pouciekały do szatni.
Rodzice uczennic są zadowoleni z tych metod.
Aprobują też pomysł, by do szkół wprowadzić mundurki.

autor: MJ
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline beszka

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 407
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #353 dnia: Listopad 24, 2006, 11:08:53 am »
Wspaniały pomysł! albo uczennica albo modelka.

Offline wychowawca

  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 26
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #354 dnia: Listopad 24, 2006, 11:32:24 am »
Nie podoba mi się to. Zakładanie "worków pokutnych", czy " siermiężnych koszulek" to ośmieszanie i przemoc. Nie tędy droga.Chodziłam do szkoły w czasach kiedy "rewolucyjne" było mini. Dyżurni nauczyciele po prostu odsyłali do domów nieodpowiednio dlugo ubrane dziewczynki.
..chcę czas swój wyzyskać...

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #355 dnia: Listopad 30, 2006, 11:16:49 pm »
Worki pokutne... teraz godzina policyjna.
Głosy są różne za i przeciw,a co Wy o tym sądzicie ?


Godzina policyjna dla nieletnich
Renata Czeladko2006-11-29

Minister edukacji Roman Giertych chce, by nieletni między godz. 23 a 5 rano siedzieli w domu.

Mateusz, warszawski licealista, skończył 17 lat. Gdy miał 15 lat, zaczął sam wracać do domu po godz. 23 - po koncertach czy nocnych maratonach filmowych. Ministrowi edukacji takie zachowanie się nie podoba. Wczoraj jego partia LPR złożyła do marszałka Sejmu projekty nowelizacji ustaw o samorządzie gminnym i o postępowaniu w sprawach nieletnich.

LPR dodał do nich zapis dający gminom prawo wprowadzenia zakazu przebywania nocą w miejscach publicznych osób nieletnich bez opieki dorosłych. W przypadku napotkania nastolatka poza domem policja będzie musiała go wylegitymować i zatrzymać (w komendzie czy izbie dziecka) do czasu oddania rodzicom bądź opiekunom. "Godzina bezpieczeństwa" to element rządowego programu "Zero tolerancji dla przemocy w szkole".

- Przemocy nie można dłużej zwalczać poprzez pogadanki psychologiczne. To nie działa. Czas na odejście od zasady "róbcie, co chcecie", należy robić to, co jest obowiązkowe - mówił wczoraj na konferencji prasowej minister Giertych. Stwierdził, że zatrzymywanie nastolatków przez policjantów to "nie kara, ale element opieki".

Minister daje gminom wolną rękę w określeniu "godziny bezpieczeństwa", wieku nieletnich oraz obszaru, na którym zakaz ma obowiązywać. Proponuje jednak, by godzina obowiązywała między 23 a 5 rano i objęła nieletnich do 16 lub 17 lat.

- To nic innego jak godzina policyjna, w czasie której nastoletni ludzie będą prześladowani tylko dlatego, że są młodzi - komentuje Łukasz Ługowski, pedagog i dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii "Kąt" w Warszawie. - To kolejny negatywny komunikat ze strony ministra edukacji do młodzieży. Każdy, kto jest młody i znajdzie się w nocy na ulicy, będzie traktowany jak przestępca. To pomysł na wychowanie chorego psychicznie społeczeństwa. Frustracji wywołanej agresją, która narasta w całym społeczeństwie, nie można odreagowywać na młodzieży. Młodzi dorosną i to, co teraz dostaną, oddadzą falą kolejnym młodym albo nam.

Krystyna Szumilas (PO), przewodnicząca sejmowej komisji edukacji, twierdzi, że ogłoszenie "godziny bezpieczeństwa" to pomysł na pokaz. Bo już teraz policjant ma prawo legitymować i zatrzymywać nieletnich w izbie dziecka.

Tomasz Skłodowski, rzecznik prasowy MSWiA, potwierdza: - Policja legitymuje nieletnich. Jednak nie robi się tego w przypadku każdego napotkanego.

Młodszy inspektor Paweł Biedziak, szef biura prasowego Komendy Głównej Policji, precyzuje: - Zatrzymujemy nieletnich, gdy popełnili czyn karalny lub znajdują się w sytuacji zagrożenia życia albo zdrowia. Nastolatków, których nie podejrzewamy o popełnienie czynu karalnego, nie zatrzymujemy.

Nieoficjalnie warszawscy policjanci komentują pomysł ministra Giertycha: - W nocy policjanci wciąż jeżdżą do pilnych wezwań. Jeśli mieliby obowiązek zatrzymać każdego nastolatka i odwozić np. do izby dziecka, to nie starczyłoby czasu na ich normalną pracę.

LPR chce, by kontrolować wszystkich. Bo nie może być tak, by w nocnych dyskotekach bawiły się 12-13-latki. Liga zapowiada, że gdy nowelizacja wejdzie w życie, będzie monitorowała, czy gminy wprowadzają godzinę. Jeśli okaże się, że tego nie robią, to złoży kolejny projekt ustawy. Tym razem już nakładającej taki obowiązek.

Godzinę policyjną w ramach akcji "Małolat" wprowadził dziewięć lat temu Radom. Jego śladem poszła Warszawa. NSA uznał zarządzenie wojewody warszawskiego za bezprawne, bo nie było żadnej ustawy dającej możliwość jego wprowadzenia. Teraz minister Giertych taką ustawę przygotował.

- Będę gorącym orędownikiem przywrócenia w Radomiu godziny, gdy będzie mieć prawo za sobą - powiedział nam Ryszard Fałek, który był prezydentem Radomia, gdy wprowadzano akcję "Małolat", dziś przewodniczący rady miasta Radomia. - Z głównych ulic poznikały wtedy grupy nastolatków. Teraz znów ich pełno. A o 22 powinni być w domu - twierdzi Fałek.

Jerzy Kropacz z Warszawskiego Oświatowego Porozumienia Rodziców: - Rozmawiam z 15-16-latkami wystającymi pod blokami. Legitymowanie ich po kilka razy przez policję, gdy tylko rozmawiają, wzmaga agresję wobec policjantów. Obawiam się, że podobnie może być z "godziną bezpieczeństwa". A co będzie z dzieckiem, którego rodzice nie odbiorą z izby dziecka, bo w nocy pracują? Rano prosto z celi pójdzie do szkoły?
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #356 dnia: Grudzień 02, 2006, 11:08:07 pm »
Rok niebezpiecznego życia (w szkole) >>>

Autentyczne wspomnienie absolwentki polonistyki, która postanowiła uczyć w szkole. Wystarczyło kilka miesięcy, by zrozumiała, że szkoła w zakazanej dzielnicy nie jest miejscem dla młodych, naiwnych polonistek.
Cytuj

Po raz drugi podpadam chyba gorzej, bo chodzi o kradzież. Z pracowni lubieżnego beneficjenta kuratoryjnej nagrody zginął bezcenny komplet slajdów części maszyn. Podejrzenie padło na rozpasaną młódź. Komisja złożona z dyrektorki, poszkodowanego oraz grona przybocznych podjęła dochodzenie. Ponieważ rozmawianie męczy, z miejsca zaaresztowano podejrzanych i przeszukano im teczki. Ku memu zdumieniu i ja znalazłam się w gronie wyjętych spod prawa. Zostałam uwięziona z chłopcami i poddana rewizji.

Przeszukanie niczego nie wykazało, zwrócono nam wolność oraz plecaki - ale czy zwrócono nam honor i szacunek? Nikt nas nie przeprosił. Naburmuszona komisja wycofała się bez żenady, być może nawet zadowolona, że sprowadziła do parteru niepokorną stażystkę. Jeśli jednak ktoś liczył, że poniżając mnie na oczach uczniów, sprawi, że oni przestaną mnie szanować - mylił się. 15-latkowie okazali się dojrzalsi niż mamuty edukacji.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #357 dnia: Grudzień 03, 2006, 12:18:07 am »
Bezprawne ośrodki Giertycha
1 grudnia 2006

Rozbijanie i osłabianie rodziny, bagatelizowanie rodziców, przedmiotowe traktowanie dziecka - to część zarzutów, jakie pod adresem swojego projektu o ośrodkach dla trudnej młodzieży może usłyszeć MEN, uprzedza "Metro". Art. 48 konstytucji mówi, że tylko sąd, a nie jakaś komisja, może ograniczać prawa rodzicielskie.

Plan ministra Giertycha jest prosty: jeśli w szkole jest uczeń, który sprawia trudności bądź zdaniem pedagogów istnieje groźba, że zdemoralizuje kolegów, powinien być odizolowany. Służyć mają temu specjalne ośrodki. O tym, kto do nich trafi, decydowałaby komisja (psycholog, pedagog, wychowawca, ktoś z kuratorium). Dopiero gdy rodzic nie zgodzi się z decyzją, sprawą zajmie się sąd rodzinny.
Znawcy prawa twierdzą, że ten pomysł to absurd.

Dlaczego?
Bo to sprzeczne z konstytucją. Art. 48 mówi,że tylko sąd, a nie jakaś komisja, może ograniczać prawa rodzicielskie.
Według prawa rodzice w Polsce sami decydują o wychowaniu moralnym, religijnym czy wyborze szkoły. Prócz sądu żadna instytucja nie może im niczego narzucać - przybliża dr Anna Zielińska z Uniwersytetu Warszawskiego zajmująca się prawem rodzinnym. Jej opinię potwierdza dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista: W myśl konstytucji żadna komisja nie może być organem orzekającym w tego typu sprawie.

Zwraca uwagę na inne jeszcze buble w projekcie:
Każdy ma prawo do ochrony życia prywatnego, a obawiam się że może tu dojść do jego naruszenia. Ministerialny projekt traktuje dziecko przedmiotowo. Istnieje też przepis gwarantujący każdemu obywatelowi osądzenie przez sprawiedliwy i niezawisły sąd. Rozumiem, że jeśli rodzice zgodzą się z decyzją komisji (bo np. nie znają swoich praw), sądu nie będzie. To również sprawa, która budzi moje wątpliwości - wymienia dalej Piotrowski.

Co z tego wynika?
Jeśli projekt - czy to jako ustawa, czy też rozporządzenie - wejdzie w przyszłym roku w życie, rodzice, a nawet same dzieci (za pośrednictwem rzecznika ich praw), będą mieli podstawy, by zaskarżyć decyzje o umieszczeniu w ośrodku.

W takiej formie projekt MEN-u można będzie poddać ocenie Trybunału Konstytucyjnego. Również interwencja rzecznika praw obywatelskich mogłaby odnieść skutek - uważa dr Piotrowski. Prawnik nie wyklucza też sytuacji, w której taka skarga trafiłaby aż do Strasburga.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka zamierza bacznie przyglądać się temu, jak realizowany będzie projekt: Izolowanie na siłę to żadna metoda. Dlatego jeśli dowiemy się, że gdzieś naruszono prawo lub stosowano formy przymusu, będziemy interweniować - zapewnia Elżbieta Czyż z Fundacji. (PAP)
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #358 dnia: Grudzień 04, 2006, 10:14:32 am »
I znowu segregacja dzieci  :evil:

Rodzice: Dyrektor podstawówki segreguje uczniów
Mirosława Dulat, Maja Sałwacka,
2006-12-03

Są klasy dzieci prawników, lekarzy, biznesmenów, w których nie można stawiać jedynek.
I są klasy, do których chodzą dzieci z "bidula" i ze wsi - mówią nauczyciele i rodzice uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 6 w Świebodzinie(woj. lubuskie)

Na spotkanie z "Gazetą" przychodzą nauczyciele i rodzice. Zastrzegają, że chcą pozostać anonimowi. Pierwsi boją się, że stracą pracę, drudzy, że skarga odbije się na ich dzieciach. - Dyrektor dyskryminuje uczniów. Tworzy ekstra klasy z prymusami i dziećmi wpływowych osób. Gorszych uczniów zamyka w specjalnych klasach. Niektórzy z nich mają problemy z alfabetem. Kiszą się we własnym sosie, nie mają skąd czerpać wzorów. A tymczasem dzieci z najlepszych klas mają serwowane dodatkowe zajęcia, występują w konkursach, są śmietanką szkoły. Gorsze nie mają nawet zajęć wyrównawczych - mają przejść i zniknąć. Jakby ich w szkole w ogóle nigdy nie było - opowiadają nauczyciele.

Klasy dla wybrańców

Córka pani Alicji (imię zostało zmienione) znalazła się w tym roku w pierwszej klasie. Kiedy dziecko było jeszcze w przedszkolu, matka usłyszała od znajomej, że musi się pospieszyć, bo zaczęły się już nieoficjalne zapisy do klas w świebodzińskiej "szóstce".

- Nie uwierzyłam. Przecież kuratorium zapewniało, że będzie bezwzględnie walczyć z segregacją uczniów - opowiada pani Alicja, która zapisała dziecko do szkoły, zaznaczając, że zależy jej na tym, aby córka znalazła się w jednej klasie z dzieckiem koleżanki. - Zdarza się, że pracuję do późna, więc gdyby dzieci chodziły do jednej klasy, wracałyby razem - tłumaczy.

Kiedy okazało się, że dzieci są w dwóch różnych klasach, pani Alicja postanowiła interweniować u dyrektora. - Usłyszałam: nie, bo nie. Dopiero nauczycielki wyjaśniły mi, że klasy są ustawione przez dyrektora według klucza - mówi pani Alicja.

Jaki to klucz?
W każdym poziomie są tworzone klasy "ekstra" i te, które skupiają kiepskich, najczęściej także biednych uczniów.

- Uczniowie grupowani są według zamożności rodziców lub po prostu ze względu na nazwisko. Można to łatwo zweryfikować - nauczycielki pokazują dzienniki. Wskazują, czym zajmują się rodzice uczniów - Klasa V "e" - proszę spojrzeć, rodzice uczniów to prawnicy, lekarze, dyrektorzy banku, dentyści, właściciele prężnych firm budowlanych.

Nauczycielki dla kontrastu podają składy klas "f". - Połowa to dzieci ubogie z popegeerowskich wsi, drugie pół to dzieci z orzeczeniami z poradni psychologiczno-pedagogicznej. Mają dysleksję, dysortografię, kłopoty w nauce. Osiągają o 25 proc. gorsze wyniki od klas elitarnych - opowiadają nauczycielki.

Część pedagogów, widząc taką segregację, zwróciła uwagę dyrektorowi. Ten - jak twierdzą - ich spostrzeżenia zupełnie zignorował.

Nauczyciele napisali skargę do kuratorium. Ale kontrola tej instytucji, a właściwie jej terenowej agendy w Międzyrzeczu, nie wykazała uchybień. Kuratorium postanowiło też zbadać relacje wszystkich pracowników z dyrektorem. Ankieta, którą wypełniło 47 nauczycieli, wypadła blado. Na 10 możliwych punktów dyrektor dostał 2,97 pkt za stosunki panujące w szkole, kontakty z dyrektorem zostały ocenione na 3,85, a zasady przydzielania awansów na 3,34.

- Wyniki, jakie uzyskał dyrektor, są wyjątkowo słabe. To powód do tego, by zastanowić się, czy osoba kierująca szkołą powinna dalej pełnić tę funkcję - opowiada Bożena Pierzgalska, szefowa zielonogórskiej "Solidarności" - Segregacja natomiast to pierwszy krok do tego, by w placówce doszło do dramatu. W szkole nikt nie może czuć się gorszy - dodaje Pierzgalska.

Nauczyciele twierdzą, że są klasy, w których nie wolno im stawiać jedynek. - Tak jest na przykład w klasie 4a., tam uczniowie po prostu muszą zdać do kolejnej klasy - wspomina nauczycielka. Podziały widoczne są też wśród nauczycieli. Ci, którzy sprzyjają dyrektorowi, zostają ponoć wychowawcami elitarnych klas. Ci, którzy z nim wojują - dostają najgorsze klasy.

Dyrektor szkoły: to wyborcza nagonka

Józef Mikołajczyk z wykształcenia jest wuefistą. Dyrektorem SP nr 6 jest od początku jej istnienia - blisko 20 lat. Osiem lat temu był radnym i członkiem zarządu miasta. W tegorocznych wyborach samorządowych znów ubiegał się o stołek radnego z listy Forum Samorządowego. Uzyskał 75 głosów. To za mało, żeby zostać rajcą. Mikołajczyk twierdzi, że w szkole nie ma podziałów. A zgłaszane w kuratorium skargi to element nagonki na jego osobę. - Jedna z nauczycielek też startowała w wyborach. Czuła, że jej zagrażam, chciała mnie zdyskredytować w oczach nauczycieli, rodziców. Nigdy wcześniej nie było na moją pracę żadnej skargi, teraz poszła lawina. Jestem strzępkiem nerwów, miałem już dwa zawały, schudłem w miesiąc dziesięć kilo. Mam już dość pracy w szkole, to mój ostatni rok. Idę na emeryturę - zapowiada dyrektor. Kiedy przedstawiamy mu składy najlepszych i najgorszych klas, zaczyna się w końcu tłumaczyć - To czysty przypadek, dzieci dobieramy losowo. Nie układam list uczniów, robią to moje zastępczynie. Pierwsze słyszę o zapisach do elitarnych klas. To nonsens. Kuratorium nie wskazało żadnych uchybień - opowiada.

Nie wskazało, ale też nie uważa, jakoby w "szóstce" dobrze się działo.

- Po pierwsze, dyrektor nie może zabronić nauczycielom stawiania jedynek - mówi Roman Sondej, lubuski kurator oświaty. - Po drugie, nie powinno dojść do tak dużych dysproporcji pomiędzy statusem majątkowym rodziców uczniów albo wynikami w nauce uczniów poszczególnych klas.

Segregacja uczniów jest niedopuszczalna i będziemy ostro z nią walczyć. Przeprowadzimy jeszcze jedną kontrolę, ale tym razem przez wizytatora spoza terenu - dodaje kurator
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #359 dnia: Grudzień 05, 2006, 09:54:32 am »
Rodzice mają wpływ na sukcesy szkolne dzieci

Kablówka maluchom niepotrzebna


Warszawa. Rodzice mają większy wpływ na sukcesy szkolne swoich dzieci, niż im się wydaje - tak wynika z badań przeprowadzonych przez Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej.

Jeśli chcemy, by nasze dziecko od początku dobrze radziło sobie w szkole, kupujmy i czytajmy mu książki, spędzajmy z nim razem czas na zajęciach sportowych. Dziecko rozwija się lepiej, gdy bywa z rodzicami w teatrze, kinie i razem z nimi wyjeżdża na wakacje. Wcale nie musimy za to kupować dziecku komputera, ani instalować w domu kablówki - to nie ma wpływu na rozwój pociechy. Okazuje się też, że dziecko lepiej radzi sobie w szkole, jeśli wcześniej uczyło się w przedszkolu.

autor: KM, PAP
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #360 dnia: Grudzień 09, 2006, 12:29:42 am »
Daleko do szkół

Zbigniew Pendel
 
W ministerstwie Romana Giertycha nie wiedzą, że kilka kilometrów wiejskiej drogi może być edukacyjną barierą, początkiem spirali społecznej degradacji dla dzieciaków ze wsi. Daleko do szkoły, opuszczone lekcje, zaległości, gorsze stopnie. A potem - marne szanse na liceum, maturę i studia.
Mogło być przynajmniej sto nowych pomarańczowych gimbusów, które wożą dzieciaki do oddalonych szkół. Na razie nie będzie. MEN zaspało z przetargiem.

Ręce opadają. Ekipa LPR, która umościła się w MEN, jest dobra we frazesach. Z patriotycznym wychowaniem na ustach Giertych i jego zastępca Mirosław Orzechowski brylują w mediach. Wczoraj edukator Orzechowski na konferencji ogłosił, że rodzice uczniów z publicznych podstawówek i gimnazjów będą musieli kupić im mundurki. Może lepiej od razu drelichowe mundury ze światełkami odblaskowymi, skoro mają przetrwać długie codzienne marsze?

Załoga Giertycha zapomina o sprawach najważniejszych. Oni nie rozumieją, że jeden pomarańczowy autobus to szkoła bliższa uczniom ze wsi. I chyba nigdy tego nie pojmą.

Premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu dedykuję cytat: "Pozwolę sobie przejść do tego, co jest polskim atutem. Największym jest to, co w ciągu ostatnich szesnastu lat stało się z polskimi głowami. Wzrost ilości ludzi kształcących się na poziomie wyższym - w 1989 r. wlekliśmy się w ogonie Europy, dziś jesteśmy na drugim miejscu. To nasz największy sukces - poza niepodległością i demokracją - odniesiony przez społeczeństwo, a nie przez władzę". To Pana słowa z lipcowego exposé. Nie widzi Pan, że z ministrem edukacji Romanem Giertychem w rządzie od kilku miesięcy odwraca Pan ten trend?

Minister Giertych zapomniał o gimbusach

Andrzej Kublik

W tym roku do szkół nie trafi nowa partia gimbusów, czyli specjalnych szkolnych autobusów. Po raz pierwszy od siedmiu lat Ministerstwo Edukacji Narodowej, kierowane teraz przez Romana Giertycha, nie zorganizowało przetargu na gimbusy.

Zakupy gimbusówKilka lat temu z inicjatywy posła AWS Kazimierza Marcinkiewicza do budżetu edukacji wpisano pieniądze na specjalnie oznakowane, pomarańczowe autobusy dla szkół. Popularnie nazywa się je gimbusami. Są nieocenione szczególnie na terenach wiejskich, gdzie szkołę od domu dzielą nieraz długie dystanse. Gimbusy miały zwiększyć bezpieczeństwo dzieci - jaskrawo pomalowane pojazdy kierowcy już z daleka mogą rozpoznać. Przejeżdżając obok takiego autobusu, powinni zachować szczególną ostrożność, bo wiedzą, że na jezdni mogą pojawić się dzieci, które nie oceniają odległości od samochodów tak dokładnie jak dorośli. Dostawy nowych gimbusów miały też pomóc szkołom uporać się z falą niesprawności w leciwych autobusach wynajmowanych na wycieczki szkolne i wyjazdy wakacyjne.

Pierwszy przetarg na gimbusy Ministerstwo Edukacji zorganizowało w 1999 r. Szacowano wtedy, że potrzeba będzie 2,5 tys. takich autobusów. Oprócz rządu ich zakup miały też finansować gminy. Szybko okazało się, że większość ma wiele innych potrzeb i za mało pieniędzy. Lwią część gimbusów kupowało więc Ministerstwo Edukacji - dotąd ponad 1300 sztuk. Na zakup tych pojazdów od 1999 r. do 2005 r. Ministerstwo Edukacji organizowało co rok przeciętnie cztery przetargi. A w tym roku? Ani jednego.

Co się stało? - Były problemy ze znalezieniem fachowców, którzy przygotują przetarg - tłumaczyła nam rzecznik MEN Aneta Woźniak. Ale jeszcze bardziej zaskoczyła nas informacją, że resort przystąpił do przygotowania przetargu na gimbusy, który chciałby ogłosić jeszcze w tym roku.

- To mało prawdopodobne. Przy dużych przetargach potrzeba 52 dni na zgłaszanie ofert od daty ogłoszenia przetargu. Potem jeszcze trzeba ocenić oferty, wybrać najlepszą i poczekać na ewentualne rozpatrzenie protestów - oceniła rzecznik Urzędu Zamówień Publicznych Anita Wiśniak-Olczak. Na dodatek większość pieniędzy na inwestycje z budżetów ministerstw trzeba wydać do końca roku. Wyjątkiem są "kontrakty na zadania", które można opłacać także po upływie roku kalendarzowego. Czy tak może być z pieniędzmi w budżecie MEN na zakup gimbusów? Z rzecznik MEN nie udało nam się wczoraj porozmawiać kolejny raz. Nie dowiedzieliśmy się też, ile pieniędzy z tegorocznego budżetu na zakup gimbusów i komputerów resort edukacji już wydał.

Specjalistą w produkcji gimbusów jest firma Polskie Autobusy produkująca Autosany i Jelcze. - Nie wiem, dlaczego w tym roku MEN nie organizował przetargów - bezradnie rozkłada ręce prezes Polskich Autobusów Franciszek Gaik. Zwrócił uwagę, że można było zaoszczędzić sporo budżetowego grosza, gdyby MEN kupił gimbusy przed jesienią. Od tego czasu wolno po raz pierwszy rejestrować autobusy tylko z silnikami, które spełniają normy toksyczności Euro 4. - Taki gimbus kosztuje ponad 300 tys. zł. To 20 do 40 tys. zł drożej niż gimbusy z wymaganym wcześniej silnikiem o normie Euro 3 - wskazuje Gaik. Ponieważ MEN nie zamówiło w tym roku dużej partii gimbusów, firma Polskie Autobusy szuka za granicą klientów na autobusy szkolne. W tym roku 40 wyższej klasy gimbusów z Polski trafi do Wielkiej Brytanii, gdzie przepisy bezpieczeństwa dla takich pojazdów są bardziej wyśrubowane niż w UE.

Giertych: dłuższe liceum

Agata Czaja
 
- Powstał pomysł, aby przedłużyć naukę w liceach do czterech lat. Można to zrobić na dwa sposoby: obniżając wiek pierwszoklasistów do sześciu lat lub skracając naukę w gimnazjum do dwóch lat - mówił Giertych. Ogłosił też plan wprowadzenia progów punktowych dla starających się o przyjęcie do szkół maturalnych. Uczniowie, którzy ich nie osiągną, uczyliby się w zawodówkach. - Jestem za ze względu na interesy przemysłu i gospodarki polskiej, bo brakuje nam rąk do pracy.

LPR: Obowiązkowe mundurki w szkołach

Aleksandra Pezda
 
Tak chcą posłowie z Ligi Polskich Rodzin - w poniedziałek mają złożyć w sejmie projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty.
Nowy projekt Ligi to pomysł wiceministra edukacji Mirosława Orzechowskiego
 
O mundurkach mówi już inny projekt nowelizacji, złożony przez ministra edukacji Romana Giertycha - tyle że jego projekt zaleca jednakowy strój w szkołach, decyzję zostawia dyrektorom i rodzicom.

Nowy projekt Ligi to pomysł wiceministra edukacji Mirosława Orzechowskiego, który od dwóch dni jest też szefem klubu LPR. Ten zakłada, że obowiązkowe mundurki w podstawówkach i gimnazjach publicznych będą już w roku szkolnym 2007/2008. Krój wybierze dyrektor razem z rodzicami, a zapłacą rodzice. - Wielu nie stać na drogie ubrania. A po wprowadzeniu mundurków, dzieci uboższe pozbędą się kompleksów. Dodatkowo uczniowie każdej szkoły będą się wyróżniać - mówi jeden z inicjatorów poseł Robert Strąk.

Projekt LPR pomija licea. - Bo z badań opinii publicznej cytowanych przez PAP wynika, że większość społeczeństwa popiera jednolity strój w podstawówkach i gimnazjach, ale nie chce tego w liceach - tłumaczy Strąk.

- To zły pomysł. Co zrobimy kiedy rodzice powiedzą "nie", bo ich nie będzie na mundurek stać? Dziecka do szkoły nie wpuścimy? Przecież jest obowiązek szkolny - komentuje Maria Nowak z PiS, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Edukacji. - Od razu trzeba by w budżecie założyć pieniądze na pomoc ubogim w kupowaniu stroju szkolnego. Nie ma takiej możliwości.

Według posła Strąka mundurki będą tanie:- W Polsce drogie są tylko markowe ubrania, a nie rodzima produkcja. A jeśli zacznie się mundurki masowo zamawiać, ceny na pewno będą niskie.

G.W.8.12.2006r

 :turn-l:
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #361 dnia: Grudzień 09, 2006, 11:52:07 am »
Gazeta Olsztyńska: Internetowy dzienniczek - kontrola non stop

W olsztyńskim XI Liceum Ogólnokształcącym działa internetowy dzienniczek, dzięki któremu rodzice w każdej chwili mogą sprawdzić nieobecności i oceny swoich dzieci - informuje "Gazeta Olsztyńska".

- Teraz rodzice wiedzą o wszystkim co się dzieje w szkole - pierwszoklasistka Kaja Błaszczyk z XI LO w Olsztynie mówi bez wielkiego entuzjazmu o internetowym dzienniczku. Jej kolega z klasy Michał Wróblewski, dodaje: - Mój tata sprawdza ten dziennik codziennie. Nic się nie da ukryć.

Zasada działania internetowego dzienniczka jest bardzo prosta. Każdy rodzic dostaje hasło i adres strony internetowej, na której może sprawdzić szkolne postępy swojego dziecka.

- Nauczyciel ma na biurku komputer, wprowadza dane najpierw do papierowego dziennika, a później do komputera. Dzięki temu rodzic na bieżąco nie tylko sprawdza oceny i frekwencję, ale wie np., że szkolna dyskoteka kończy się o godz. 20 a nie 22, jak twierdzi jego dziecko - mówi dyrektor XI LO i Gimnazjum nr3 Janusz Rączkiewicz.

Rączkiewicz podkreśla jednak, że dziennik on-line nie jest alternatywną dla tradycyjnej wywiadówki. - Nic nie zastąpi osobistego kontaktu z nauczycielem - uważa. - Na szczęście nie mamy kłopotów z frekwencją na wywiadówkach - dodaje.

Wiele szkół - pisze gazeta - narzeka jednak na bardzo niską frekwencję na wywiadówkach. - U nas jest tak: najmniej rodziców przychodzi na zebrania w szkole zawodowej, lepiej jest już z frekwencją na wywiadówkach w technikum, a najwięcej rodziców przychodzi na wywiadówki dla liceum profilowanego - wyjaśnia dyrektor Zespołu Szkół Mechaniczno-Energetycznych w Olsztynie Grażyna Hołowieńko.

Zdarza się, że na zebraniu pojawia się tylko pięciu rodziców. Rodzice uczniów tłumaczą, że nie przychodzą na wywiadówki, bo są zapracowani - pisze "Gazeta Olsztyńska".

(PAP)

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #362 dnia: Grudzień 10, 2006, 12:08:11 am »
Wagary albo stypendium


Starostwa na Warmii i Mazurach odbierają stypendia uczniom za nieusprawiedliwione nieobecności - informuje "Gazeta Wyborcza".

Uczniowie szkół ponadgimnazjalnych mieszkający na wsi lub miasteczku do 20 tys. mieszkańców mogą starać się o unijne stypendium na pomoce szkolne, dojazdy, internat. Rozdzielają je starostwa. Otrzymuje się je przy niskich dochodach w rodzinie - w tym roku nie wyższych niż 504 zł na osobę. Stypendium na Warmii i Mazurach waha się od 100 do 120 zł miesięcznie.

W zeszłym roku szkolnym uczniowie przedstawiali faktury za kupione książki, dresy itp. Urzędnicy ze starostw uznali, że nie ma to sensu. Niektórzy przynosili fałszywe faktury - takie przypadki bada policja m.in. w Iławie i Olsztynie.
 
Starostwa postanowiły inaczej kontrolować, do kogo trafiają pieniądze - ustaliły liczbę nieusprawiedliwionych godzin w miesiącu, po przekroczeniu której uczeń traci stypendium. W Olsztynie jest to pięć lekcji, w Ostródzie - siedem, w Iławie - trzy, w Ełku więcej niż 5 proc. nieusprawiedliwionych nieobecności. - To ma motywować do chodzenia do szkoły - mówi Alicja Walczak ze starostwa w Iławie.

Najsurowszy jest powiat giżycki, gdzie uczeń nie może mieć ani jednej nieusprawiedliwionej godziny.

interia
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #363 dnia: Grudzień 12, 2006, 12:59:05 am »
Erotyczne przybory szkolne - nauczyciele są oburzeni


Erotyczne przybory szkolne nastolatków - Okładki grzechu. Ognie piekielne otulające nagie ciało dziewczyny – to ilustracja na okładce bloku technicznego. Niewiele brakowało, by takie przybory szkolne otrzymali wychowankowie Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 2 w Gnieźnie. Nauczyciele są oburzeni: To szerzenie pornografii, a nie sztuka!



(fot. / Gazeta Poznańska)

Gnieźnieński ośrodek szkolno-wychowawczy kupił bloki rysunkowe na nagrody dla upośledzonych umysłowo podopiecznych, biorących udział w szkolnych konkursach. Bloki miały być rozdane trzynastoletnim ucz- niom klas szóstych. Gdy je rozpakowaliśmy, byliśmy w szoku – mówi Piotr Posłuszny, pedagog z ośrodka. Zobaczyliśmy półnagą kobietę i... zajączka Playboya. Stwierdziliśmy, że mamy do czynienia z treściami pornograficznymi, nie przeznaczonymi dla dzieci w tym wieku.

Dzieci należy chronić


Jak podkreśla Piotr Posłuszny, gdyby ich podopieczni dostali te bloki, skutki byłyby trudne do przewidzenia: – Proszę pamiętać, że pracujemy z dziećmi upośledzonymi. Gdyby otrzymali od nauczyciela, któremu ufają, taki blok, mogliby w pewnym momencie uznać, że molestowanie seksualne również nie jest czymś złym i wykorzystać swego rówieśnika. Oburzony okładką jest również psycholog Piotr Wiliński, dyrektor poznańskiej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 2. To niedopuszczalne. Młodzi ludzie nie powinny mieć dostępu do takich ilustracji. Zwłaszcza dzieci z deficytami, które szczególnie należy chronić. I tu ważna jest zarówno rola nauczycieli, jak i rodziców. Rację psychologowi przyznaje Maria Jasińska, matka dziesięcioletniej Marty. Dodaje, że pomysłodawcą takiego bloku musiała być mało poważna osoba. Jest to zbyt ekstrawaganckie nawet dla dorosłych. Wystarczy, że erotyka atakuje dzieci z mediów... Paweł Przywecki z poznańskiego sklepu ABC wątpi, by takie przybory szkolne znalazły nabywców. Dzieci zazwyczaj kupują zeszyty z pos- taciami z kreskówek czy ze zwierzętami. Młodzież, a czasem studenci szukają stonowanych rzeczy – uważa sprzedawca.

Wybór należy do ciebie?


Blok z roznegliżowaną dziewczyną wprowadził na rynek Krzysztof Biela, właściciel firmy poligraficznej Bilmar z Otwocka. Bloki z podobnymi okładkami sprzedajemy od wielu lat i nigdy nie spotkałem się z taką reakcją – tłumaczy. Przygotowujemy różne okładki. Nasi plastycy tworzą zarówno motywy disneyowskie dla dzieci, jak i dla młodzieży. Piotr Posłuszny twierdzi, że takich bloków trafiło na gnieźnieński rynek sporo. Ktoś, kto rozprowadza coś takiego, robi to z premedytacją. Przecież bloków rysunkowych nie przygotowuje się z myślą o dorosłych, lecz o dzieciach. To rzecz gustu – uważa Biela. Inaczej okładkę oceni osoba o poglądach konserwatywnych, inaczej o lewicowych. Jego zdaniem, to szkoła winna wyszukać odpowiednią okładkę dla swoich uczniów, tym bardziej, że bloki z Otwocka pakowane są po 30 w przezroczyste folie, a okładkę ponoć widać.

Marna sztuka

Widać, nie widać, ale to kicz – oburza się prof. Marcin Berdyszak, artysta plastyk, prorektor Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Nie dziwię, że nauczyciele są oburzeni, bo to jest chore. Trudno nawet w tym wypadku mówić o jakieś wizji artystycznej. Okładki przyborów szkolnych – bloków czy zeszytów – powinny być neutralne i bezdyskusyjne. Nie powinny rozpraszać uczniów. Nie kupiłbym synowi takiego bloku. Podobnie postąpiłaby Renata Skarczyk. Pomysł jest oburzający i nie wiem, jak można było wymyślić taką rzecz – mówi. Wątpię też, by rozsądny rodzic kupował dziecku takie przybory.

Niestety, nierozsądni też się zdarzają. Mało tego, zapytani w szkole, dlaczego kupili dziecku zeszyt z roznegliżowaną dziewczyną na motorze, odpowiedzieli: a co w tym zdrożnego? Niby nic – mówi Remigiusz Warzecha, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 25 w Poznaniu. Ale z drugiej strony, czy to jest dobry pomysł? Przecież rodzice wiedzą, że młodzież jest trudna, i na poważne tematy – a takim niewątpliwie jest seks i erotyka – powinno się z dziećmi rozmawiać. Obrazki to nie wszystko, zwłaszcza że mogą przynieść więcej szkód, niż pożytku. Dlatego takich artykułów na pewno nie wprowadziłabym do sprzedaży w swoim sklepie – dodaje Dorota Przewoźna ze sklepu Pelikan, mieszczącego się w Poznaniu przy ulicy Młyńskiej.

kobieta wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #364 dnia: Grudzień 12, 2006, 07:08:57 pm »
Polska edukacja seksualna pod lupą WHO

Specjaliści ds. zdrowia zaapelowali do państw europejskich o ulepszenie edukacji seksualnej dla młodych ludzi, zaznaczając, że na kontynencie istnieją wielkie różnice w sposobie nauczania w tej dziedzinie. Polska znalazła się na cenzurowanym WHO.

Edukacja seksualna jest obowiązkowa w większości krajów, lecz nie w Bułgarii, na Cyprze, we Włoszech, w Wielkiej Brytanii i w Polsce - napisano w raporcie zaprezentowanym w Kopenhadze.


"Zachęcamy wszystkie kraje członkowskie do okazania większego zainteresowania wychowaniem seksualnym" - powiedziała przedstawicielka europejskiego biura Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). WHO jest współautorem raportu przygotowanego wraz z europejską filią Międzynarodowej Federacji Świadomego Rodzicielstwa i uniwersytetem Lund w Szwecji.

W 94-stronicowym raporcie zwrócono uwagę, że programy edukacyjne powinny zawierać informacje, które pomagają młodym w podejmowaniu świadomych decyzji związanych z życiem seksualnym i "unikaniu nadmiernego koncentrowania się na stronach negatywnych i chorobach".

Zaznaczono, że podczas gdy wychowanie seksualne jest szeroko akceptowane w krajach skandynawskich i w Holandii, napotyka poważne przeszkody w takich krajach jak Czechy, Niemcy, Irlandia i Polska.

Przedstawicielka Federacji Świadomego Rodzicielstwa Vicky Claeys powiedziała, że w niektórych krajach na taki stan rzeczy ma wpływ religia.

W raporcie, który dotyczył 26 państw europejskich, podano, że wiek inicjacji seksualnej waha się między niespełna 16. rokiem życia (15,7) w Islandii a 18. na Słowacji.

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #365 dnia: Grudzień 15, 2006, 03:17:19 pm »
Religia jak inne przedmioty


Religia i etyka w szkole ma być traktowana tak jak każdy inny przedmiot. To znaczy, że ocena z katechezy będzie wliczana do średniej i przesądzi o tym, czy uczeń dostanie świadectwo z czerwonym paskiem - pisze "Rzeczpospolita".

Nowy przepis zostanie najprawdopodobniej ogłoszony jeszcze zimą. A nowe rozwiązanie ministra Giertychaszukaj może obowiązywać już od nowego roku szkolnego. W MENszukaj powstaje rozporządzenie w tej sprawie. Religia będzie wliczana do średniej ocen i może wpłynąć na wynik na świadectwie.

Według "Rz", zapowiada się ostry spór. - Jak mamy traktować oceny z religii na równych prawach z innymi przedmiotami - denerwuje się Krystyna Łybacka z SLD. - Proszę spojrzeć w szkolne dzienniki. Oceny z religii są najmniej zróżnicowane, z góry na dół same czwórki i piątki. Katecheci dobrymi ocenami próbują zachęcać uczniów do uczestniczenia w tych lekcjach - dodaje.

To ona, będąc ministrem edukacji, w 2002 roku zdecydowała, że oceny z przedmiotów nadobowiązkowych - także z religii - nie mogą się liczyć do średniej. Wcześniej szkoły decydowały o tym same.

Kontrowersje budzi też program nauczania religii. W całości odpowiada za niego strona kościelna. - Jeżeli katecheci nie zostaną objęci ministerialną kontrolą, a programy nauczania religii wciąż będą zależały wyłącznie od potencjału intelektualnego uczących, to te propozycje ministerstwa będą dyskryminacją -uważa etyk z Uniwersytetu Warszawskiego Magdalena Środa.

Oponenci uważają, że choć religię w szkołach można zastąpić etyką, to w rzeczywistości zajęcia z tego drugiego przedmiotu nie odbywają się -brakuje nauczycieli.

interia
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #366 dnia: Grudzień 18, 2006, 10:38:38 pm »
Nauczyciele spoufalają się z uczniami
Dariusz Brzostek2006-12-17

Co drugi dzień z polskiej szkoły wylatuje nauczyciel - przez ostatnie dwa lata ponad 320. Broniąc się przed agresją uczniów, pedagodzy wchodzą z nimi w układy towarzyskie - piją, częstują narkotykami, uprawiają seks

Przykłady tylko z ostatnich tygodni szokują. W gdańskim liceum nauczycielka języka francuskiego uprawiała seks z uczniami, którzy byli zagrożeni z jej przedmiotu. Najgorszy uczeń osiem razy poprawiał ocenę w łóżku nauczycielki. We Wrocławiu 28-letnia nauczycielka angielskiego organizowała w swoim domu imprezy. Zbierała pieniądze na alkoholowo-narkotykowe libacje dla uczniów. W gimnazjum w Piekarach Śląskich pijaną nauczycielkę historii zatrzymali policjanci. Za zachowanie odpowie także przed sądem grodzkim.

W Szczecinie od kilku dni mówi się o nauczycielce, która zaprezentowała wdzięki w pisemku pornograficznym.

To o takich pedagogach mówił minister edukacji Roman Giertych, prezentując rządowy program "zero tolerancji": - To program zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli, którym szkoła nie odpowiada. Dla takich osób w szkole nie będzie miejsca - przekonywał.

Garść liczb: w ciągu dwóch ostatnich lat zawieszono w pełnieniu obowiązków lub wyrzucono ze szkół 321 nauczycieli. Niby mało - to promil wszystkich pedagogów - ale, niestety, czarne owce psują wizerunek całego grona nauczycielskiego.

Dr Marek Szopski, socjolog: - Między uczniem a nauczycielem tworzone są jakieś koleżeńskie więzi. To okazuje się zgubne, bo większość z tych "nowoczesnych" nauczycieli gubi się i po jakimś czasie zaczynają się kłopoty.

- Dawniej takie rzeczy były nie do pomyślenia - mówi hrabina Natalia Sobańska. - Nauczyciele odznaczali się dużą wiedzą i mieli szacunek u uczniów. Ale przede wszystkim był dystans między uczniem a pedagogiem. Dziś nie ma już takich postaci, żeby były autorytetami w szkole.

Spoufalanie się z uczniami nie podoba się także prezesowi Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomirowi Broniarzowi: - Młodzież ma podążać za przykładem nauczyciela, a nie nauczyciel ma schodzić do poziomu uczniów, bo wówczas wkraczamy w patologię szkolną.

I dlatego co chwila wybucha skandal. Czy jest sposób, jak temu zaradzić?
Tak - większa władza nauczyciela, wyposażenie go w narzędzia, które pomogą dyscyplinować młodych. Takie zapisy sa w programie "zero tolerancji". - Dzieci szanowane i traktowane poważnie będą odwzajemniały się nam dokładnie tym samym - mówi Sławomir Broniarz.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #367 dnia: Grudzień 19, 2006, 11:58:16 am »
I ma być matura z religii .

Będzie matura z religii i już!

Minister Roman Giertych postanowił

Pełną parą ruszyły przygotowania do egzaminu maturalnego z religii. Religię na maturze będzie można zdawać już w 2010 r.

- Sprawa jest już przesądzona - kategorycznie stwierdził Roman Giertych, wicepremier, minister edukacji narodowej. Podkreślił, że jego decyzja to wynik oczekiwań Kościoła katolickiego, a także uczelni, które mają wydziały teologiczne.

- Uczelnie z powodu braku możliwości zdawania matury z religii muszą organizować z niej egzaminy - przekonywał. Zapewniał ponadto, że jego decyzja to efekt wielu konsultacji środowiskowych. Nic o nich nie wie jednak Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Nikt z nami niczego nie konsultował, a mówienie ludziom, że sprawa jest przesądzona, to postawa pełna arogancji. A w ogóle to zły pomysł, bo religia to nie tylko daty i pojęcia, ale też kwestia wiary. A to już delikatna materia - uczula.

Kościół jest pomysłem zachwycony. Przewiduje, że podniesie się znaczenie religii w polskich szkołach, a także wzrośnie poziom jej nauczania. Zupełnie inne nastroje towarzyszą katechetom, którzy obawiają się organizacyjnego bałaganu i światopoglądowych nacisków:

- To dla nas obciążenie. A poza tym z czego egzaminować? Katecheza to przecież coś więcej niż znajomość Ewangelii czy dogmatów - mówi Anna Kozłowska, katechetka z Poznania. Propozycjom ministra edukacji ostro sprzeciwia się opozycja. Zapowiada się kolejna polityczna burza
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #368 dnia: Grudzień 20, 2006, 08:14:33 am »
W wątku 'Anoreksja, Bulimia, Ortoreksja artykuł:

Anoreksja plagą wśród polskich gimnazjalistów >>>
Katarzyna Piotrowiak, Katowice
2006-12-20

Od września do gliwickiego ośrodka leczenia nerwic trafiło 50 nastolatków. Diagnoza: anoreksja. - Ostatnio to już epidemia - mówi dr Iwona Sosnowska-Wieczorek, dyrektorka poradni psychologiczno-pedagogicznej w Katowicach.
Dziewczyny z katowickich gimnazjów odchudzają się grupami. - Najlepsza dieta? Nie jeść. Przecież nie będę robić sałatek, bo niby za co? - mówi ładna, bardzo szczupła blondynka. Podkrążone oczy, ręce jak patyki.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #369 dnia: Grudzień 22, 2006, 09:09:25 am »
No... można i tak  :roll:

Dyrektorka schowała urwisów przed wizytatorami

Dyrektorka ukryła uczniów przed wizytatorami, bo bała się, że jej szkoła źle wypadnie podczas kontroli - pisze "Metropol".

Według nauczycieli z Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Główczycach w Pomorskiem, dyrektorka szkoły Henryka Fugiel zamknęła ponad 40 gimnazjalistów w pracowni komputerowej, by ukryć ich przed "trójką Giertychań. Uczniowie byli odseparowani przez pięć godzin, pilnowali ich pedagodzy.

- Dyrektor dokonała selekcji na podstawie opinii zapisanych w dziennikach - powiedziała "Metropolowi" nauczycielka z zespołu szkół w Główczycach prosząca o anonimowość. - W ten sposób chciała zapobiec ewentualnemu kontaktowi "złych uczniów z wizytatorami. Chodziło też o to, by nie napisali nic kompromitującego w anonimowych ankietach, dotyczących szkolnych problemów.

Żeby uczniom się nie nudziło, pozwolono im grać na komputerach. Do toalety mogli wychodzić jedynie z opiekunem - dodaje nauczycielka. Te informacje potwierdzają również uczniowie.

W gdańskim kuratorium oświaty "Metropol" dowiedział się, że sprawę wyjaśniają wizytatorzy. - Nie rozumiem, dlaczego dyrektor szkoły miałaby tak postępować - mówi dr Anna Lis, pomorska wicekurator oświaty.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #370 dnia: Grudzień 27, 2006, 09:58:34 am »
Roman Giertych każe szkołom szukać uczennic w ciąży

Piotr Burda, Kielce2006-12-27

Uczennic, które były w ciąży bądź teraz w nią zaszły, na polecenie ministerstwa mają szukać szkoły w całej Polsce. Ręce opadają - komentują nauczyciele.

Ministerstwo Edukacji Narodowej rozesłało już ankietę, która ma pomóc w przygotowaniu raportu. Tuż przed świętami trafiła do dyrektorów liceów, gimnazjów i szkół podstawowych (dziewczynki z klas V-VI). Szkoła ma ustalić, ile dziewcząt zaszło w ciążę w ubiegłym roku szkolnym i przed dwoma laty oraz ile obecnie jest w stanie błogosławionym.

Z ankiety nie wynika jednoznacznie, czy chodzi o uczennice, które zaszły w ciążę i urodziły dziecko, czy także o przypadki poronień i usunięcia ciąży.

Ewa Mirowska, świętokrzyski wicekurator oświaty: - Raport ma zawierać informacje o uczennicach w ciąży. Nic więcej nie potrafię na ten temat powiedzieć.

W szkołach ankieta wywołała konsternację. Już kilka godzin po jej publikacji na stronie internetowej kuratorium było kilkadziesiąt wpisów. - Jeśli uczennica w ubiegłym roku skończyła naszą szkolę, to mam ją teraz sprawdzać, czy przypadkiem nie była wtedy w ciąży? - pyta jeden z dyrektorów. Kolejny pyta: - Jeśli ankieta ma być rzetelna, to trzeba dać nam aparat USG?

Nauczyciele zwracają też uwagę, że to są bardzo osobiste sprawy - przecież uczennice w III klasie liceum to w większości pełnoletnie osoby.

Nauczyciele dziwią się też, że minister zwraca się z tym pytaniem do nich. - Przecież każdy szpital prowadzi statystykę, w której określony jest wiek rodzącej - mówią.

Ewa Mirowska uspokaja: - Chodzi o to, by w związku z takimi sytuacjami, które przecież mają miejsce w szkołach, szczególną troską objąć przedmiot wychowanie do życia w rodzinie.

Na wypełnienie ankiet dyrektorzy mają czas do 8 stycznia 2007 r.
zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #371 dnia: Grudzień 27, 2006, 10:07:31 pm »
Cytuj
Roman Giertych każe szkołom szukać uczennic w ciąży

Po to,aby otoczyć opieką uczennice

Giertych: ankieta ma pomóc uczennicom w ciąży
Ankiety rozesłane przez resort do dyrektorów szkół mają pomóc w tworzeniu rządowego programu pomocy uczennicom w ciąży - poinformował minister edukacji narodowej Roman Giertych.
więcej >>>
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Nauczycielka pomaga w awansie
« Odpowiedź #372 dnia: Styczeń 05, 2007, 07:38:16 am »
Nauczycielka pomaga w awansie

Kobieta przedstawiająca się jako nauczycielka z Giżycka za pieniądze przygotowuje innym nauczycielom dokumenty niezbędne do uzyskania awansu zawodowego - informuje "Gazeta Olsztyńska".

"Awans nauczycielom - sprawna, pełna dokumentacja" - to treść ogłoszenia, które ukazało się w jednym z lokalnych tygodników.
Dziennikarz "GO" zadzwonił pod podany numer telefonu. Odebrała kobieta. "Chodzi o papiery na nauczyciela dyplomowanego, czy mianowanego?" - zapytał dziennikarz.

"Pomogę ułożyć dokumentację na wszystkie stopnie awansu" - odpowiedziała kobieta. "Bo ja w imieniu żony dzwonię. Ona chce zostać mianowanym. Ile by to kosztowało?" - kontynuuje rozmowę dziennikarz.

"To zależy, czego żonie brakuje. Czy chodzi o plan rozwoju, czy o opis przypadku? Na przykład za opis biorę 100 zł" - wyjaśniła kobieta.

"Dobrze to pani zrobi? Ma pani dostateczne doświadczenie?" - dopytywał się dziennikarz. "Jestem nauczycielką z Giżycka. Sobie dokumentację sama zrobiłam, innym już też pomogłam" - zapewniła kobieta.

Warmińsko-mazurska kurator oświaty Jolanta Gregorczuk jest zbulwersowana sprawą. - To niewiarygodne! Jest mi wstyd, że nauczyciele robią takie rzeczy. Zgłoszę sprawę prokuraturze. Trzeba sprawdzić, czy nie doszło do popełnienia przestępstwa - zapowiada rozmówczyni dziennika.

- Z moralnego punktu widzenia samo dawanie takich ogłoszeń jest wysoce naganne. Jaki przykład daje się w ten sposób uczniom - podkreśla kurator.

Gazety wyjaśnia, że starający się o awans zawodowy nauczyciel musi przygotować m.in. tzw. opis przypadku pedagogicznego, w którym przedstawia, jak poradził sobie z indywidualnym problemem ucznia.

Gotowy opis od dawna można ściągnąć z internetu. Teraz okazuje się, że można go też kupić, dzwoniąc pod podany w ogłoszeniach prasowych numer.

- Jeśli wpłynie do nas zawiadomienie sprawdzimy, czy w tym przypadku doszło do przestępstwa. Może je popełnić zarówno osoba, która sporządza takie opracowania, jak i osoba, która przedstawia je, jako własne - mówi "Gazecie Olsztyńskiej" prokurator Mieczysław Orzechowski z olsztyńskiej Prokuratury Okręgowej.

Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #373 dnia: Styczeń 05, 2007, 10:08:48 am »
Małopolskie szkoły stracą miliony
Joanna Jałowiec2007-01-05

58 mln euro - tyle małopolskie szkoły mogą stracić na operacji Romana Giertycha, który odebrał przyznane regionom unijne dotacje na wyrównywanie szans edukacyjnych- To paranoja, żeby minister decydował o tym, czy mamy wydać pieniądze na teatrzyk czy zajęcia sportowe - komentują decyzję wicepremiera z LPR-u dyrektorzy krakowskich szkół.

Regiony dostały w sumie 700 mln euro w ramach nowego programu "Kapitał ludzki" (ma być realizowany do 2013 r). Dzięki unijnej dotacji szkoły z całej Polski miały szansę na spory zastrzyk gotówki przeznaczonej m.in. na zajęcia sportowe, dodatkowe godziny języka angielskiego czy dowóz na nie uczniów mieszkających z dala od szkoły. Niedawno minister edukacji zdecydował, że sam lepiej podzieli unijne pieniądze. Efekt? Niepotrzebna biurokracja, dodatkowe koszty i idące w miliony euro straty dla każdego województwa.

Ile oddamy do rządowej skarbonki

Jeśli na nasz region przypadało, zgodnie z przyjętym kluczem podziału między województwa, ponad 8 proc. tych środków, to łatwo przeliczyć, że straciliśmy ok. 58 mln euro (dla porównania Śląsk - 60 mln).

- Sprawa jest trudniejsza, bo program podzielono na część centralną i regionalną - zastrzega Józef Węgrzyn, dyrektor Departamentu Funduszy Strukturalnych. - Co więcej, w całości został powiększony o półtora miliarda euro, a jednocześnie zmieniono proporcje między częścią regionalną a centralną, wyraźnie preferując tę drugą. Nie jest to takie proste do wyliczenia, bo nie mamy wszystkich danych. Będzie to można dokładnie sprawdzić, kiedy pojawi się uszczegółowienie programu i dowiemy się, które zadania przesunięto na poziom centralny - tłumaczy.

O unijne środki już martwią się w wiejskich gminach. - Zatrudnilibyśmy instruktorów zajęć plastycznych, muzycznych, tanecznych, a w czasie ferii zimowych chcemy wozić biedniejsze dzieci na wycieczki, na basen czy do kina. Boimy się jednak, że jeśli pieniądze mają być kierowane z Warszawy, możemy się ich w ogóle nie doczekać - mówi Władysław Tomczyk z Samorządowego Ośrodka Kultury w Alwernii.

Dyrektorzy małych szkół i ośrodków uważają, że lepiej niż ministerialni urzędnicy wiedzą, czego potrzebują ich uczniowie.

- Organizując jakąkolwiek działalność, najpierw słuchamy lokalnej społeczeności. Wiemy, ile jest dzieci i czy interesują się sportem czy sztuką. Wiemy, jak racjonalnie wydać te pieniądze i jak je rozliczyć. Urzędnik, widząc stertę papierów, nie ma pojęcia o potrzebach, jakie się za tym kryją - tłumaczy Tomczyk.

Kto ma kasę, ten rządzi

Centralny rozdział kasy na wyrównywanie szans to problem nie tylko niewielkich gmin. Krakowscy dyrektorzy łapią się za głowę. - Trudno sobie wyobrazić, że przyjdą do mnie dzieci i powiedzą, że chcą mieć zajęcia z siatkówki, a ja będę w tej sprawie pisał wniosek do ministra. To absurd - denerwuje się Ryszard Sikora, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 36 w Krakowie.

Dotychczas szefowie szkół otrzymywali od miasta określoną pulę pieniędzy i sami decydowali, na co je wydadzą. Teraz obawiają się, że MEN nie będzie w stanie dostrzec konkretnych pomysłów, tylko zacznie dzielić pieniądze automatycznie. Krytykują też pomysł ministra, aby zajęły się tym kuratoria oświaty.

- Kuratoria od 1992 roku nie zajmują się finansami szkół, nie mają odpowiednich służb ani do dzielenia, ani do kontrolowania sposobu wydawania pieniędzy. Tymczasem odpowiedni pracownicy są już przecież zatrudnieni w samorządach - podkreśla Sikora.

Dla „Gazety Wyborczej” komentuje Teresa Starmach, członek Komisji Edukacji Sejmiku Województwa Małopolskiego: - Fundusze unijne umieją wydawać tylko powiaty i gminy. Ani kuratoria, ani MEN nie są do tego w ogóle przygotowane. Obawiam się, że te pieniądze zostaną zmarnowane albo pozostaną niewykorzystane. Ogromna liczba wniosków grozi tym, że nie będą rozpatrywane z należytą dokładnością. Decyzja ministra edukacji wcale nie prowadzi do wyrównywania szans, a centralizacja to fatalny pomysł. Moim zdaniem wcale nie spowoduje, że te pieniądze będą lepiej wydawane i trafią tam, gdzie są największe potrzeby.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #374 dnia: Styczeń 07, 2007, 11:12:55 am »
Rodzice niechętni wywiadówkom

Dobra współpraca nauczycieli z rodzicami pomaga walczyć z przemocą i agresją wśród uczniów. Tymczasem co piąty rodzic nie pojawia się w szkole dziecka na wywiadówkach – wynika z badań w ramach „Szkoła bez przemocy” ujawnionych przez „Rzeczpospolitą”.


Dziennik opisuje rezultaty badań podjętych w trzech tysiącach szkół w ramach kampanii „Szkoła bez przemocy” oraz ankiet, które naukowcy przeprowadzają właśnie w dwustu placówkach edukacyjnych.

Szkolna kooperacja dorosłych – nauczycieli i rodziców – w dziedzinie wychowawczej pozostawia wiele do życzenia. Wynika to z faktu, że zaledwie 55 proc. rodziców zawsze chodzi na wywiadówki. Aż 16 proc. nie pojawia się na nich wcale, a 15 proc. – sporadycznie.

Nauczyciele narzekają, że współpraca z opiekunami układa się źle. Tymczasem psychologowie przekonują, że nauczyciele nie są po prostu przygotowani do takiej kooperacji.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #375 dnia: Styczeń 08, 2007, 07:37:14 am »
EDUKACJA ZMIENIĄ SIĘ STATUTY SZKÓŁ
Uczniowie będą musieli dbać o schludny wygląd


ZMIANA PRAWA

Statuty szkół określą obowiązek należytego przygotowania się uczniów do lekcji, dbania o schludny wygląd i zasady używania przez nich telefonów komórkowych.

Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowało projekt nowelizacji rozporządzenia z dnia 21 maja 2001 r. w sprawie ramowych statutów publicznego przedszkola oraz publicznych szkół (Dz.U. nr 61, poz. 624). Ma on przygotować szkoły do wprowadzenia rozwiązań zawartych w resortowym programie Zero tolerancji dla przemocy w szkole.

Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, statuty szkół i przedszkoli określą zadania nauczycieli i innych pracowników, związane z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom na terenie placówek edukacyjnych. Statuty wszystkich szkół zostaną uzupełnione także o nowe obowiązki uczniów.

Będą oni musieli należycie przygotowywać się i aktywnie uczestniczyć w zajęciach oraz nie zakłócać ich przebiegu przez niewłaściwe zachowanie się. Każda nieobecność na lekcjach będzie wymagała pisemnego usprawiedliwienia w formie zaświadczenia lekarskiego lub oświadczenia rodziców (ewentualnie pełnoletniego ucznia). Dodatkowo przestrzegana będzie zasada, że wychowankowie muszą się odpowiednio zwracać do nauczycieli, innych pracowników oraz kolegów i koleżanek.

Nowe obowiązki uczniów obejmą także konieczność dbania o schludny wygląd, a w przypadku gdy w szkole wprowadzono jednolity strój uczniowski – również konieczność ich noszenia zgodnie z ustalonymi w placówce warunkami. Wychowankowie będą musieli przestrzegać ustalonych zasad korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych na terenie szkoły.

MEN proponuje także, aby zespoły szkół nie posiadały swoich imion. W opinii resortu powinny być one nadawane konkretnym szkołom, a nie jednostkom administracyjnym, jakimi są zespoły.

Projekt nowelizacji rozporządzenia został przekazany partnerom społecznym do konsultacji.

- Łukasz Guza, ZETA PRAWNA NR 5 (1875) 2007-01-08 > Praca

Vide także: RAPORT GP | EDUKACJA JAKIE ZMIANY CZEKAJĄ SYSTEM OŚWIATY W 2007 ROKU
Będą specjalne ośrodki, podwyżki i mundurki
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #376 dnia: Styczeń 10, 2007, 11:51:34 am »
Ile jeszcze będzie zmian ? :roll:

Nowy pomysł Giertycha: liceum o rok dłuższe

wys, IAR za "Gazetą Prawną"2007-01-10

PRZEGLĄD PRASY. Ministerstwo edukacji ma nowe pomysły na naprawę systemu oświaty w Polsce - pisze "Gazeta Prawna". Niewykluczone jest przedłużenie nauki w liceum o rok oraz wprowadzenie dofinansowania zakupu mundurków - donosi dziennik, który zamieszcza obszerny wywiad z szefem resortu oświaty Romanem Giertychem.

Minister edukacji opowiada w rozmowie z dziennikarzem "Gazety Prawnej" o swoich planach na rok 2007. Jego zdaniem należy przeprowadzić referendum w sprawie programu "Zero tolerancji dla przemocy w szkole". Jeżeli referendum okaże się niekorzystne dla Giertycha, potwierdza on, że poda się do dymisji.

Roman Giertych ma też zamiar poprosić marszałka Sejmu Marka Jurka o przyspieszenie pracy nad programem "Tani podręcznik". Sejm - zdaniem ministra - wstrzymuje uchwalenie ustawy w tej sprawie. Roman Giertych uważa, że w parlamencie powinny się też znaleźć pieniądze na dofinansowanie obowiązkowych mundurków szkolnych. Prawo do takiego dofinansowania uzyskałyby najuboższe rodziny.

Lider LPR powiedział też "Gazecie Prawnej", że niewykluczone jest wprowadzenie dodatkowego roku nauczania w liceum. 4-letnie licea miałyby funkcjonować, jeżeli obowiązek uczęszczania do pierwszej klasy podstawówki zostanie wprowadzony od 6. roku życia, a nie jak obecnie - od 7. W ten sposób uzyskany rok przeznaczy się na liceum - powiedział minister edukacji.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #377 dnia: Styczeń 13, 2007, 01:05:21 am »
Propozycje zmian, jakie znalazły się w rządowym projekcie,nie tylko mundurki szkolne

Sejm "przyjrzał się" szkolnym mundurkom

Wszystkie kluby parlamentarne z wyjątkiem LPR opowiedziały się za skierowaniem do dalszych prac w sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży rządowego projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty, która m.in. proponuje możliwość wprowadzenia mundurków do szkół. Liga zwróciła się o skierowanie projektu do Komisji Nadzwyczajnej "Solidarne Państwo".

Propozycje zmian, jakie znalazły się w rządowym projekcie to m.in. wprowadzenie monitoringu w szkołach, obowiązek instalacji programów filtrujących w komputerach szkolnych oraz możliwość wprowadzenia mundurków. Po południu w Sejmie rozpoczęło się pierwsze czytanie tego projektu.


Projekt przewiduje też zagwarantowanie nauczycielom podczas pełnienia obowiązków służbowych ochrony przewidzianej w Kodeksie karnym dla funkcjonariuszy publicznych.

Zgodnie z projektem w szkołach ma być wprowadzony monitoring. Szkoły mogą zostać zobligowane do instalowania i aktualizowania w komputerach oprogramowania, zabezpieczającego przed dostępem w internecie "do treści, które mogą stanowić zagrożenie dla prawidłowego rozwoju psychicznego uczniów". Minister mógłby nałożyć taki obowiązek tylko w przypadku, gdyby zagwarantował szkołom możliwość nieodpłatnego korzystania z oprogramowania zabezpieczającego.

W projekcie proponuje się również, aby dyrektor szkoły po zasięgnięciu opinii rady rodziców decydował o wprowadzeniu lub nie - mundurków dla uczniów. O tym jak mają wyglądać mundurki i kiedy uczniowie mają obowiązek je nosić, będą decydować wspólnie dyrektor i rada.

Wicepremier, minister edukacji Roman Giertych zapowiedział, że LPR złoży poprawkę do projektu, zgodnie z którą mundurki miałyby być obligatoryjne w szkołach podstawowych i gimnazjach.

Zgodnie z projektem, rady rodziców mają być obligatoryjnie tworzone w szkołach publicznych; rady pedagogiczne mają w szkole raz na cztery lata wybierać jeden podręcznik do danego przedmiotu.

Nowelizacja zakłada ponadto, że przygotowanie i przeprowadzanie egzaminów eksternistycznych przekazane ma zostać Centralnej Komisji Egzaminacyjnej i okręgowym komisjom egzaminacyjnym.

Jednocześnie egzaminy eksternistyczne, jako sposób uzyskiwania świadectwa ukończenia szkoły, ograniczone będą tylko do szkół, które prowadzą kształcenie ogólne, czyli szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum ogólnokształcącego.

W projekcie znalazły się także zapisy umożliwiające niepublicznym poradniom psychologiczno-pedagogicznym prowadzenie zajęć, mających na celu przygotowanie do nauki w szkole dzieci niepełnosprawnych (obecnie takie zajęcia mogą prowadzić tylko poradnie publiczne).

Zaproponowano również taką zmianę składu komisji przeprowadzającej konkurs na stanowisko kuratora oświaty, by wzmocnić głos administracji rządowej - ma być więcej przedstawicieli ministra edukacji i wojewody. Zwiększona ma też być rola organizacji harcerskich w życiu szkoły. (reb)
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #378 dnia: Styczeń 27, 2007, 10:03:18 pm »
Od przyszłego roku mniej uczniów w klasach

Renata Czeladko 2007-01-26
 
22 uczniów w podstawówkach, 26 w gimnazjach i 28 w szkołach ponadgimnazjalnych - tyle mają według planów biura edukacji liczyć pierwsze klasy w nowym roku szkolnym.
Andrzej uczy się w 19-osobowej klasie Międzynarodowego Prywatnego Liceum przy Witkiewicza. Uważa, że to idealna liczba uczniów: - W gimnazjum było nas 30 osób w klasie. Na lekcjach harmider. Nauczyciel co chwila przerywał, by przywołać kogoś do porządku. Teraz więcej mogę zapamiętać z lekcji. W klasie nie tworzą się grupki, wszyscy się dobrze znamy - opowiada. Uczył się też w prywatnym technikum menedżerskim, gdzie były dwie osoby w klasie: - To już przesada. Przypominało to bardziej korepetycje niż lekcje - ocenia.

Komfort uczenia się w małych klasach znają tylko uczniowie szkół płatnych, w publicznych jest ich nawet po 35 w klasie. Miasto chce to zmienić.

Ścisk to pieniądz

Klasy są liczne, bo szkoły dostają tyle pieniędzy, ile mają uczniów (koszt utrzymania ucznia w podstawówce na 2006 rok wyliczono na 4900 zł, w gimnazjum 5150 zł, w liceum na 4800 zł). Im więcej osób, tym więcej pieniędzy na utrzymanie placówki.

- Za to tym trudniej dotrzeć do ucznia. W 30-osobowej klasie trzeba mieć oczy dookoła głowy. Uczniowie muszą więcej pracować sami, nauczyciel nie podejdzie do każdego - mówi Andrzej Wyrozmebski, dyrektor gimnazjum przy Twardej.

Jest też ciasno. Sale w nowoczesnym liceum im. Herberta na Białołęce budowane były na 30 osób. Teraz uczy się w nich po 32 uczniów. - Dostawiliśmy dodatkowe ławki - opowiada Alicja Małecka-Mierzwa, dyrektorka Zespołu Szkół nr 106.

Miliony na odchudzanie

Według planu biura edukacji od nowego roku szkolnego podstawówki mają przyjmować od 22 do 24 uczniów, gimnazja od 26 do 28, a szkoły ponadgimnazjalne od 28 do 32. Biuro wyliczyło koszt zmniejszenia liczby uczniów na ok. 10 mln zł. Teraz przedstawi pomysł prezydentowi miasta.

Pieniądze nie były przewidziane w budżecie na 2007 rok. A oświata już pochłania ok. 2 mld zł. Jednak Jolanta Lipszyc, dyrektorka biura edukacji, wierzy, że prezydent i radni zaakceptują dodatkowy wydatek. - 10 mln to niewiele w porównaniu z kosztami, jakie trzeba ponosić, by wyrównać szanse edukacyjne i zaniedbania wychowawcze dzieci, do których nauczyciel nie dotrze w dużej klasie - mówi Jolanta Lipszyc.

Jednak radni mają wątpliwości. Wojciech Starzyński (PiS), szef komisji edukacji, choć jest zwolennikiem mniejszych klas, upomina, że trzeba patrzeć na realia. - W poprzedniej kadencji szacowaliśmy ten koszt i wydatki przekroczyły 10 mln zł rocznie - twierdzi. Zwraca uwagę, że z prognoz wynika, że liczba dzieci w szkołach znów wzrośnie. W 2012 będzie ok. 60 tys. dzieci w wieku przedszkolnym (teraz ok. 40 tys.). Małe klasy będą jednym z ważniejszych tematów dyskusji na najbliższych komisjach edukacji.

Ile uczniów w klasie

Renata Czeladko: Ile powinno być uczniów w klasie?

Dr Barbara Murawska z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego: Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Badania amerykańskie pokazują, że od ilości uczniów zależy efektywność nauczania. Im mniej uczniów, tym lepiej. Z kolei badania w Korei i Japonii mówią, że liczebność nie ma znaczenia. Tam klasy liczą 40 i więcej uczniów i mają bardzo dobre wyniki.

Skąd ta rozbieżność?

- Z różnic kulturowych. Dzieci na Wschodzie wychowywane są w poczuciu większego obowiązku, mają inne poczucie dyscypliny.

A jak duża powinna być klasa w naszych warunkach?

- Mniej więcej 20-osobowa. Wtedy nauczyciel jest w stanie objąć całą grupę wzrokiem, nawiązać z każdym kontakt. Uczniowie nabierają poczucia, że nauczyciel do każdego zwraca się indywidualnie. Nawiązują się osobiste relacje. To bardzo ważne, bo pracę wychowawczą buduje się przecież na indywidualnym kontakcie. Uczeń przestaje być anonimowym numerem z ponad 30-osobowej masy. W klasie powyżej 24 osób objęcie nauczaniem wszystkich staje się niemożliwe. Kontakt z nauczycielem pogarsza się.

Zatem pomysł, by w gimnazjach zmniejszyć klasy do 26-28, a w liceach do 28-32, niewiele zmieni.

- To bardzo dobry kierunek zmian. Teraz zdarzają się gimnazja, gdzie jest po 35, a nawet więcej osób w klasach. To główne źródło kłopotów wychowawczych. To przecież tłum ludzi, który w klasie prowadzi grę z nauczycielem.

Gazeta Wyborcza 26.01.2007r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #379 dnia: Styczeń 28, 2007, 12:35:55 pm »
Sposób na gołe brzuszki

Dyrektor kołobrzeskiego gimnazjum nr 1 wygrała wojnę z gołymi pępkami w szkole.

Pomogły... fartuszki i to tylko dwa, noszone na przemian przez zbyt obnażone uczennice. Okrzyczane przez uczniów jako obciachowe, fartuszki typu biedronka szybko sprawiły, że nagie pępki znikły ze szkolnego korytarza - pisze "Super Express".

Zwycięską batalie z pępkami stoczyła Lidia Mikołajek (44 l.). Uderzyła w najczulsze miejsce, poczucie estetyki. Patentem na odkryte pępki chętnie dzieli się z kolegami po fachu. - Myślałam, co by tu zrobić, żeby dziewczynom goliznę przykryć. Założenie takiego jak mówią uczniowie - "sierotowatego" fartuszka skutkuje od razu. Dla dziewczyny to wstyd, by na siebie włożyć - mówi pani dyrektor. - Teraz przemycić pępek na lekcje ryzykują tylko nieliczne. A wtedy powiem: Biedronka czeka i po 5 minutach dziecko wygląda jak należy. Dziewczyny wolą pożyczyć sweterek od koleżanek niż założyć taki fartuszek - opisuje skuteczność pomysłu Lidia Mikołajek.

Dyrektor obawiała się, jak do pomysłu odniosą się rodzice. Ci jednak od razu przyklasnęli fartuszkom. A uczniowie? Z pępkiem na wierzchu do szkoły przychodzić już nie chcą.

- Szkoła to nie plaża. Nie mam czego żałować, bo nigdy się tak nie ubierałam - mówi Agnieszka Marcinowska (16 l.) z 3c. - Koleżanka, która założyła fartuszek, była załamana. Stwierdziła, że więcej pępka nie odsłoni.

Fartuszki fartuszkarni, pępki pępkami, ale pomysł wicepremiera Giertycha wprowadzenia ujednoliconych mundurków dla wszystkich uczniów nie wywołuje już entuzjazmu pani dyrektor: - Za rozporządzeniem powinny iść pieniądze dla tych rodzin, których na mundurki nie stać. Inaczej będzie przepychanka. A przecież nie wyprosimy z lekcji ucznia, który nie przyjdzie w mundurku. Przecież on też chce realizować obowiązek oświatowy - mówi Lidia Mikołajek "Super Expressowi".



interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #380 dnia: Styczeń 29, 2007, 11:19:26 am »
W szkołach bez telefonów



Włoski minister oświaty Giuseppe Fioroni zaapelował do nauczycieli o wprowadzenie absolutnego zakazu korzystania z telefonów komórkowych w czasie lekcji i surowo karali uczniów za jego złamanie. O apelu ministra pisze w poniedziałek dziennik "Corriere della Sera".

Szef resortu podkreśla, że w tej sprawie niepotrzebne jest wydawanie specjalnego rozporządzenia, gdyż istnieją już odpowiednie przepisy, zabraniające zachowań, które uniemożliwiają prowadzenie lekcji i są sprzeczne z celami dydaktycznymi.

Teraz zdaniem ministra nadszedł czas, by zacząć egzekwować ten zakaz. "Musimy zmobilizować uczniów i nauczycieli do zerowej tolerancji" - mówi Fioroni, cytowany przez największą włoską gazetę.

Warto podkreślić, że apel ministra oświaty nie wynika wyłącznie z chęci zapewnienia spokojnego przebiegu lekcji, ale jest przede wszystkim reakcją na opisane ostatnio przez media liczne przypadki chuligańskich zachowań w klasach, w których uczniowie posłużyli się telefonami komórkowymi.

W technikum w Turynie kilku nastolatków znęcało się psychicznie i fizycznie nad kolegą dotkniętym zespołem Downa, a swoje skandaliczne wybryki nagrali telefonem komórkowym i umieścili film w internecie. Sprawą zajęła się prokuratura, uczniowie zostali surowo ukarani, a film skonfiskowano.

Z kolei w innej szkole w zeszłym tygodniu dwoje 15-latków w czasie przeznaczonym na zebranie uprawiało seks na oczach kolegów z klasy, którzy wszystko nagrali przy pomocy swoich telefonów.

Być może zakaz korzystania z telefonów komórkowych w klasach zostanie w przyszłości wprowadzony na mocy specjalnej ustawy. Jej projekt złożyła partia Zielonych.

Według opublikowanej statystyki aż 98,7 procent włoskich uczniów w wieku od 12 do 19 lat ma telefony komórkowe. W grupie wiekowej od 7 do 11 lat "komórki" ma 54 procent dzieci.


interia
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline balbina

  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 12
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #381 dnia: Luty 01, 2007, 02:11:30 pm »
Z zaciekawieniem przeczytałam post Ulki - artykuł o zmniejszeniu ilości dzieci w klasach. Uważam, że ilość uczniów w klasach jest zbyt duża żeby dobrze uczyć i wychowywać. Uczeń jest jednym z 30 . Ale niestety znowu zapomniano o szkolnictwie specjalnym. Ja pracuję w szkole specjalnej i uważam że liczba uczniów 16 jest zbyt wysoka- wszyscy upośledzeni . U nas klasy niestety liczą po tylu uczniów albo i więcej czasami, bo przecież w ciągu roku dochodzą uczniowie. Nawet jest tak że dzieci z klasy I i II są polączone, bo na początku roku było "tylko" po 8 dzieci w klasie i nie można było utworzyć dwóch oddzielnych klas. Uwaam że to skandal. My nauczyciele w klasach dla lekko upośledzonych nie mamy pomocy nauczyciela, a dzieci są naprawdę różne, nawet takie , które nie sygnalizują swoich potrzeb. Inaczej jest w integracji. Tam na 18 dzieci w klasie jest 5 niepełnosporawnych i dwie nauczycielki. To też są trudne warunki ale o wiele łatwiej dotrzeć do dziecka, pomóc mu indywidualnie niż w klasach w szkole specjalnej. Od wielu lat nic się nie dzieje w szkolnictwie specjalnym co poprawiałoby sytuację i wyrównywało szanse dzieciom upośledzonym. :(

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #382 dnia: Luty 01, 2007, 03:53:36 pm »
Balbina-u mojej Marty w szkole klasy mają najwięcej 8 -ro uczniów,kiedy w pewnym roku dyrektorka szkoły chciała połączyć klasę wychowawczyni Marty się na to nie zgodziła więc powstała jeszcze jedna klasa tym sposobem.Z moich informacji co prawda w naszej szkole wychowawca ma prawo odmówić łączenia klas.
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline balbina

  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 12
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #383 dnia: Luty 01, 2007, 05:31:28 pm »
To ta wychowawczyni to szczęściara. Ja w ubiegłym roku miałam taką właśnie klasę łączoną i nic nie miałam do powiedzenia. Klasa dla lekko może powstać od 10 dzieci - takie są przepisy i u nas się ich trzyma i pani dyrektor i pani inspektor w wydziale. Co prawda przepis mowi że może być obniżona ilość dzieci o 2 jeśli jest upośledzenie i jeszcze coś np. autyzm, głuchota itp. ale u nas nikt z tego nie skorzystał. Pracowałam z 17 dzieci - 8 klasa II i 9 klasa I . W tym roku pracuje w klasie łączonej inny nauczyczyciel. Ale chyba nie muszę nikomu mówić z jaką to jest krzywdą dla dzieci., zarówno dla pierwszaków jak i dla 2klasistów. A może są jakieś przepisy, które regulują kwestię  łączenia klas a ja niestety o nich nie wiem? Proszę o podpowiedzi.

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #384 dnia: Luty 01, 2007, 07:26:11 pm »
Witam Cię balbina serdecznie na forum  :D

Rzeczywiście sytuacja dzieci jak i Was nauczycieli nie dopozadroszczenia w tak licznej klasie,w przypadku tylko jednego naucz.
 Troszkę się zdziwiłam,wiedząc,że tak jak w przypadku ilonadory,jest parę dzieci tylko w klasie Jej córki,o czym Ilonka już wspomniała.
Inna jest sytuacja w klasie intergracyjnej,a jak jest tu od strony prawnej, w Twoim przypadku ,nie mam pojęcia.
Napewno jest coś, co powinno regulować kwestię ilości dzieci w klasie,czy łączenia klas.
Trudno jest dotrzeć do dziecka,zwłaszcza jak pracuje tylko jeden nauczyciel,a dzieci kilkanaście  :(
Jak piszesz przepis jest.
balbina jest taki temat z przepisami prawnymi.
Może jeszcze ktoś będzie potrafił podpowiedzieć ?
Natomiast zapraszam do poszperania tutaj
http://forum.darzycia.pl/topic,40.htm
 PRZEPISY EDUKACYJNE
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #385 dnia: Luty 01, 2007, 08:00:15 pm »
Cytat: "balbina"
Co prawda przepis mowi że może być obniżona ilość dzieci o 2 jeśli jest upośledzenie i jeszcze coś np. autyzm, głuchota itp. ale u nas nikt z tego nie skorzystał. .


Balbina u Marty w klasie jest moja Marta z zD a drugia Karolinka z autyzmem to fakt -po za tym klasa liczy 5-ro uczniów ,pozostała trójka całkiem fajnie się rozwija a i tak wychowawczyni nie pozwoliła klasę połączyć co więcej żadem z wychowawców w szkle nie pozwala sobie mieć klasy większej niż 8-ro uczniów po za tym odkąd Marta chodzi do szkoły a jest w 6 klasie (z tym,że raz całą klasę pozostawiliśmy by powtarzały jeden rok ) nie było klasy większej niż 10-ro uczniów ,wychowawcy zasłaniali się nie tylko przepisami,ale również dotarciem do dzieci,więc wiem,że ta sprawa jest do dogadania być może zależy to też od dobrej woli ,czy wyrozumiałości dyrektora.
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #386 dnia: Luty 01, 2007, 08:18:17 pm »
Za uczniem idą pieniążki i może tu tkwi sedno sprawy?
Przepis sobie,a decyzje dyrektora są dlatego inne ?
W linku wyżej (PRZEPISY EDUKACYJNE) są podane
Akty prawne regulujące sprawy kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi
http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/5169

Tu coś jest ( nie wiem co )na temat kształcenia specjalnego.
Wrzucę link narazie tu
Strona 27 punk 3
http://praca.ffm.pl/doc/sprawozdanie.pdf
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline balbina

  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 12
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #387 dnia: Luty 01, 2007, 08:20:42 pm »
Myślę że przede wszystkim zależy to od dyrektora i jego argumentów za tym aby nie było klasy łączonej . Mnie nikt o zdanie nie pytał, tylko mnie powiadomiono ,że  w organizacji jestem przewidziana do klasy łączonej. Wiem że jest wiele takich klas, ale łączna liczba dzieci w innych szkołach nie przekracza 10. Wszystko było zgodnie z przepisami - do klasy I zapisanych było 8 dzieci a do klasy II - 6 tylko już po miesiącu przybyło dzieci i powstała klasa 17 osobowa. Prosiłam o podział klasy na 2 semestr jednak usłyszałam że to niemożliwe i tak ciągnęłam do końca. Najbardziej to mi szkoda dzieci, bo klasa I i II to najważniejsze klasy, wtedy dzieci najwięcej przyswajają. Ale jak zawsze liczą się pieniądze a nie dzieci. My nauczyciele możemy stawać na głowie ale musi też chcieć druga strona. Przykre to ale prawdziwe.

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #388 dnia: Luty 05, 2007, 11:03:31 am »
:puppydogeyes:  :puppydogeyes:  :puppydogeyes:

Program "Zero tolerancji" wśród przedszkolaków?
Piotr Burda2007-01-31

Agresja jest nie tylko w szkołach, ale i w przedszkolach. Tak uznało nasze kuratorium i postanowiło zbadać pod tym kątem nasze przedszkola. - Tam właśnie zaczyna się agresja - mówi Ewa Mirowska, świętokrzyski wicekurator oświaty. Pomysł krytykują nauczyciele.

Pierwsi wizytatorzy odwiedzili już kieleckich przedszkolaków. Na razie przychodzą sami. Rozmawiają z dziećmi i nauczycielami. - Jeśli będzie taka potrzeba, to wejdzie również policjant - mówi Mirowska. Zaznacza, że ten pomysł został zaakceptowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, a kontrole prowadzone są w ramach nadzoru pedagogicznego prowadzonego przez wizytatorów. - To, że są one w tym samym czasie co zaproponowany przez ministerstwo program "Zero tolerancji", nie ma znaczenia. Udowodnimy, że agresja często zaczyna się właśnie w przedszkolach - zapowiada Mirowska.

To właśnie w ramach programu "Zero tolerancji" tzw. dwójki Giertychowe, czyli patrole złożone z przedstawicieli kuratorium i policji, pod koniec ubiegłego roku kontrolowały gimnazja. Na spotkaniach z uczniami i rodzicami pytali o zjawiska agresji i przemocy. Teraz takie zespoły mają sprawdzić szkoły podstawowe i ponadgimnazjalne.

Ale tego, że te kontrole zaczną się też w przedszkolach, nikt się nie spodziewał.
Większość dyrektorów kieleckich przedszkoli wczoraj nic nie wiedziała o czekających je wizytach i nie dowierzała, że ogóle się one odbędą.

Zaskoczeni są też policjanci, którzy razem z wizytatorami kuratorium odwiedzają szkoły.

- Nawet trudno mi sobie wyobrazić, jak miałyby wyglądać takie spotkania z małymi dziećmi - mówi Barbara Zygmunt z Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach, nadzorująca program "Zero tolerancji dla przemocy w szkołach".

W innych województwach przedszkolom dano spokój. - Nie chodzimy po przedszkolach, bo prawo od nas tego nie wymaga - mówi Henryk Janus z kuratorium oświaty w Katowicach.

Podobnie jest na Podkarpaciu. - Odwiedzamy te placówki, gdzie są największe problemy. U nas przedszkola są wolne od wizytacji - mówi Jerzy Cypryś, podkarpacki wicekurator oświaty, i nie kryje zdziwienia świętokrzyskim pomysłem.

Sprawdziliśmy w ministerstwie. Przedszkoli nie ma na liście placówek objętych kontrolą. - To nie znaczy, że nie dochodzi tam do aktów agresji. Mamy przypadki dzieci, które terroryzują inne dzieci, przeklinają, biją się - tłumaczy Mirowska.

Emilia Wojdyła, dyrektor wydziału wychowania przedszkolnego, kształcenia podstawowego i gimnazjalnego świętokrzyskiego kuratorium oświaty, nie ma wątpliwości, że akcja się odbędzie.

- Do 30 kwietnia odwiedzimy wszystkie nasze przedszkola - twierdzi.

Kto miał być objęty programem "Zero tolerancji dla przemocy w szkole"?

Uchwała nr 186/2006 Rady Ministrów w sprawie działań przeciw przemocy w szkołach i placówkach oświatowych mówi, że przegląd i oceny należy przeprowadzić: w szkołach, placówkach oświatowo-wychowawczych, w tym schroniskach młodzieżowych oraz młodzieżowych ośrodkach wychowawczych.

Jak nauczyciele komentują pomysł kontroli w przedszkolach

"A jak Jaś rąbnie Stasia łopatką - to agresja w sam raz do poprawczaka"

Marek Pleśniar

"W moim przedszkolu będą w lutym. Podzielę się uwagami, najbardziej boję się o te bezpruderyjne stosunki międzyludzkie, ponieważ Natalka z grupy 3-latków bije się z Olą o chłopaków, których obie kochają"

cewi

"Rewelacyjny pomysł! Tylko nie wiem, jak wytłumaczę, że dzisiaj Hubert zachował się agresywnie i potargał rysunek Maćkowi?"

anikad

"Panie od maluchów będą oskarżone o molestowanie podczas przebierania dzieci na leżakowanie. Na samą myśl o rozmowie z dzieciakami włos się jeży, znając fantazję niektórych, to może się okazać, że piją, palą i się narkotyzują, bo o miłościach i ciążach to już nawet nie wspomnę"


macia

(wpisy pochodzą z forum Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty)
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #389 dnia: Luty 05, 2007, 05:58:49 pm »
Strasburg wyda wyrok na krakowskie matury
Olga Szpunar2007-02-04

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu zajmie się sprawą krakowskich nauczycieli, którzy jako jedyni w Polsce przegrali proces o wynagrodzenia za pracę przy maturach 2005
Sprawę do Strasburga skierowało 14 nauczycieli z VIII i I LO w Krakowie. Właśnie dostali odpowiedź, że została zakwalifikowana do rozpatrzenia. Niezależnie od nich skargę na wyrok krakowskiego sądu wysłało też ośmiu nauczycieli z II LO. Wyroki w ich sprawach zapadły później, dlatego nie mogli dołączyć do wniosku kolegów z "ósemki" i "jedynki".

- Kiedy przyszła wiadomość, że Strasburg zajmie się naszą sprawą, bardzo się ucieszyłam. Mam nadzieję, że wreszcie doczekamy się sprawiedliwości - mówi Katarzyna Miezian, polonistka z VIII LO.

Białystok, Krosno, Poznań, Piła, Łomża - we wszystkich tych miastach sądy uznały, że nauczycielom należą się dodatkowe pieniądze za egzaminowanie maturzystów w 2005 roku. Sąd w Krakowie jako jedyny w Polsce był innego zdania, przytaczając - zdaniem nauczycieli - absurdalne uzasadnienie: praca przy maturach jest obowiązkiem nauczycieli i należy do zadań statutowych szkoły, a że nie jest pracą dydaktyczną - ponieważ maturzysta nie jest już uczniem szkoły, tylko absolwentem - nie należą się za nią dodatkowe pieniądze.

Wyrok zapadł w ubiegłym roku (nauczyciele składali pozwy indywidualnie, więc sprawy rozpatrywane były w różnych terminach) i wprawił krakowskich pedagogów w osłupienie. Nie mogli zrozumieć, jak to możliwe, że w tej samej sprawie mogą zapaść różne wyroki w różnych miastach. Rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie tłumaczył, że każde miasto indywidualnie potraktowało sprawę wynagrodzeń, dlatego wyroki mogą być odmienne. Na przykład Piła za pracę przy maturach nie płaciła swoim nauczycielom w ogóle. Kraków zaproponował im 12 zł brutto za godzinę zegarową (nauczyciele żądali 27,45 zł brutto za każde 45 minut). Ale w Pile egzaminujący pedagodzy nie uczyli jednocześnie młodszych klas, tymczasem w Krakowie nauczyciele przedpołudniami prowadzili normalne lekcje, a po południu siedzieli w komisjach egzaminacyjnych.

Niezależnie od Strasburga krakowscy nauczyciele zwrócili się o pomoc do rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego. Na jego prośbę sprawą wynagrodzeń za pracę przy maturach ma się zająć także Sąd Najwyższy. W skierowanym do niego wniosku rzecznik prosi o ocenę, czy przeprowadzenie egzaminów maturalnych przez nauczycieli w charakterze egzaminatorów jest pracą w ramach limitu 40 godzin pracy tygodniowej, czy pracą wykonywaną powyżej tygodniowego, obowiązkowego wymiaru.

Rzecznik kwestionuje też rozwiązanie zastosowane podczas ubiegłorocznych matur. Niektórzy nauczyciele pracujący przy egzaminach podpisywali z okręgowymi komisjami egzaminacyjnymi umowy o dzieło (stawka za godzinę zegarową wynosiła 12,60 zł). Tymczasem praca w charakterze egzaminatora nie jest dziełem w rozumieniu kodeksu cywilnego - zauważa Kochanowski we wniosku. Nauczyciele z VIII LO nie podpisali umów z OKE. Pracowali przy maturach 2006 za darmo. Potem znów skierowali sprawy do sądu. I znów przegrali.
zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #390 dnia: Luty 06, 2007, 06:03:37 am »
Czego to jeszcze nie wymyślą ?  :roll:

Jak uczą o prokreacji - MEN kontroluje podręczniki

"Rzeczpospolita": Ministerstwo Edukacji Narodowej sprawdza, w jaki sposób podręczniki szkolne przedstawiają rozmnażanie człowieka.
Gazeta ustaliła, że pracownicy resortu na polecenie wiceministra edukacji Mirosława Orzechowskiego dwa dni temu do późnych godzin wieczornych wertowali podręczniki do biologii i kserowali strony z ilustracjami.

Dziennik podkreśla, że kontrola wywołała irytację wydawców, którzy uważają, że jest to bezprawna ingerencja w treść książek. Potwierdzają, że kilka najważniejszych wydawnictw edukacyjnych w kraju zostało poproszonych przez MEN o dostarczenie kompletów podręczników do biologii. Pytana przez "Rzeczpospolitą" rzeczniczka MEN Aneta Woźniak zaprzecza tym doniesieniom, utrzymując, że wiceminister edukacji nie zlecał kontroli. Z kolei sam Mirosław Orzechowski był niedostępny dla dziennikarzy "Rzeczpospolitej".

zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #391 dnia: Luty 06, 2007, 01:29:00 pm »
Szkoła zaprzepaszcza w uczniach zdolności matematyczne
Olga Szpunar2007-02-05

Przedszkolaki wykazują duże zdolności matematyczne. Najlepiej z królową nauk radzą sobie sześciolatki z Małopolski - wynika z badań przeprowadzonych na terenie całego kraju. Potem ich umiejętności zaprzepaszcza szkoła. Trzeba zmienić programy nauczania - alarmują specjaliści

Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej przebadało w kierunku tak zwanej gotowości szkolnej 4 tys. przedszkolaków w całej Polsce. Przez dwa tygodnie psycholog i nauczyciel obserwowali ośmioro wybranych losowo w grupie przedszkolnej dzieci. Jedno z nich badane było specjalnie pod kątem zdolności matematycznych. Okazało się, że sześciolatki świetnie dają sobie radę z myśleniem przestrzennym, potrafią porządkować i klasyfikować przedmioty, kojarzą przyczynę ze skutkiem. W badaniach najlepiej wypadło województwo małopolskie. Maluchy zdobyły prawie 24 punkty na 36 możliwych.

Praktyka pokazuje, że większość dzieci traci zdolności matematyczne w szkole.

Odbijanie piłeczki

Kiedy Olaf, uczeń szkoły podstawowej w Krakowie, miał pięć lat, bez mrugnięcia okiem odpowiadał na pytanie, ile jest trzy razy siedem. Teraz tego nie wie, a matematyką jest wyraźnie zmęczony. - Kiedy odrabiamy zadania domowe, rozwiązujemy dziesiątki bliźniaczo podobnych zadań. Z pierwszym Olaf nie ma problemów, przy dziesiątym nic już nie rozumie. Tak w dziecku wyrabia się niechęć do przedmiotu - mówi jego mama.

Na egzaminach, które na zakończenie nauki w szkole, piszą uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów, część matematyczna zawsze wypada słabiej od humanistycznej. Matura z matematyki, która przecież nie jest obowiązkowa, dwa lata temu poruszyła małopolskie władze oświatowe. Oblało ją 14 proc. uczniów w województwie. Ówczesna kurator Elżbieta Lęcznarowicz zapowiedziała wzmożony nadzór nauczania tego przedmiotu w szkołach. Skończyło się na zachętach uczniów, aby brali udział w konkursach matematycznych. W zeszłym roku dwie krakowskie uczelnie, Akademia Górniczo-Hutnicza i Politechnika, zdecydowały się na prowadzenie bezpłatnych zajęć dla uczniów szkół średnich. Profesorowie uczelni nie pozostawiali złudzeń. Bez korepetycji uczniowie nie przetrwają studiów. Podkreślali, że studenci pierwszego roku mają poważne zaległości ze szkoły średniej.

Z kolei nauczyciele matematyki w liceach narzekają na poziom wiedzy, który uczniowie wynoszą z gimnazjów.

- Oni mają poważne problemy nie tylko z myśleniem matematycznym, ale ze sprawnością rachunkową - podkreśla Zdzisław Kusztal, matematyk, dyrektor VIII LO w Krakowie. Nie ukrywa, że duża w tym wina nauczycieli. - Nie wszyscy potrafią wzbudzić w uczniach zwykłą ciekawość tego przedmiotu. Dotyczy to przede wszystkim nauczania początkowego. To sztuka bawić małe dzieci matematyką, nie mówiąc im, że to matematyka.

Próbują naprawić

Niedawno Kraków podpisał porozumienie z krakowskimi uczelniami technicznymi pozwalające uczniom szkół średnich uczestniczyć w wykładach dla studentów. - To na pewno pomoże popularyzacji matematyki wśród młodych - uważa wiceprezydent Elżbieta Lęcznarowicz, odpowiedzialna za edukację w mieście. Wyniki badań przedszkolaków cieszą ją ze względu na wysoki wynik Małopolski, ale i martwią. - Bo w porównaniu z nimi jeszcze bardziej widać, jak kiepski jest finał - zauważa.

Doktora Jerzego Lackowskiego, dyrektora Studium Pedagogicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, nie zaskoczyły wyniki przeprowadzonych przez Centrum badań. - Uzdolnienia matematyczne rozkładają się wśród ludzi podobnie jak humanistyczne, nic więc dziwnego, że maluchy dobrze wypadły w tych badaniach. Problem w tym, co z ich uzdolnieniami robi potem szkoła. A ta je zaprzepaszcza - mówi wprost. - W Polsce od lat przedmioty ścisłe są spychane na drugi plan, a wymagania coraz bardziej okrajane. To zupełnie odwrotna tendencja niż na całym świecie. W krajach anglosaskich, w Finlandii, Korei przedmioty ścisłe są w szkołach podstawą całego nauczania. U nas ciągle toczą się dyskusje, czy matematyka ma być obowiązkowa na maturze, a nauczanie fizyki okraja się do minimum. Efekt? Uczelnie ścisłe mają coraz większe problemy z kandydatami.

Według Lackowskiego potrzebna jest zmiana planów nauczania na takie, w których przedmioty ścisłe mają mocną pozycję. - I nie chodzi tu wcale o obciążanie uczniów dodatkowymi lekcjami, ale o tworzenie ciekawych, elastycznych programów oraz dużą ofertę zajęć pozalekcyjnych z przedmiotów ścisłych.

Nad przygotowaniem podobnych projektów pracuje obecnie kilka ośrodków w Polsce, między innymi Studium Pedagogiczne UJ.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #392 dnia: Luty 07, 2007, 11:28:26 am »
"Tani podręcznik" spóźniony i nietani
Aleksandra Pezda 2007-02-07

Szanse na tańsze podręczniki w najbliższym roku szkolnym są coraz mniejsze - ostrzegają eksperci i wydawcy. MEN milczy.

Obniżenie ceny szkolnych książek to sztandarowe hasło PiS i koalicjantów. W marcu 2006 r. ówczesny wiceminister edukacji Jarosław Zieliński z PiS (teraz wiceminister spraw wewnętrznych) podpisał porozumienie z wydawcami i z księgarzami. Miało być tak: szkoły wybierają po trzy podręczniki do każdego przedmiotu w danym roczniku. Na trzy lata - dzięki temu starsi będą mogli odsprzedawać używane książki młodszym. Wydawcy oszczędzą, bo będą drukować tyle książek, ile szkoły zamówią (będą mniejsze zwroty). Szkoły dostaną rabaty za duże zamówienia. Opozycja, choć krytykowała niektóre pomysły, chciała je poprawić i poprzeć.

Ale w maju ub. roku nowy minister edukacji Roman Giertych wycofał się z porozumienia i zapowiedział swój "Tani podręcznik". Zasady: tylko jeden podręcznik do przedmiotu i wybierany na cztery lata. Zamówienia szkół zbiera marszałek województwa, który negocjuje ceny dla całego regionu. W sprawie przywiezienia podręczników do szkół ma się dogadać dyrektor z wydawnictwem. Uczniom z ubogich rodzin państwo wypożyczy podręczniki. Na ten ostatni punkt rząd chce przeznaczyć 700 mln euro z europejskiego programu Kapitał Ludzki.

Żeby jednak "Tani podręcznik" działał już w przyszłym roku szkolnym, Sejm musi zmienić ustawę o systemie oświaty. Ale w Sejmie panuje bałagan. PiS nie wycofał dotąd projektu wiceministra Zielińskiego i komisja edukacji wciąż nad nim pracuje.

Ta sama komisja oficjalnie nie ma pojęcia o projekcie Romana Giertycha. Bo minister, żeby ominąć komisję i spodziewaną krytykę opozycji, w styczniu skierował "Tani podręcznik" do nadzwyczajnej komisji Solidarne Państwo (ma się zajmować najważniejszymi dla rządu ustawami). Jednak powstanie tej komisji blokuje opozycja, więc programem na razie nikt się nie zajmuje.

- Kompromitacja. Nad takimi projektami trzeba długo dyskutować, szukać najlepszych rozwiązań - mówi Krystyna Szumilas (PO), przewodnicząca sejmowej komisji edukacji. - Giertych ucieka przed komisją edukacji, żeby ominąć merytoryczną dyskusję. A czas płynie...

Krzysztof Jurgiel (PiS) ma być członkiem komisji Solidarne Państwo: - Zadaniem tej komisji jest szybka praca. Jeśli tylko komisja powstanie, zdążymy do połowy marca.

- Nawet jeśli zdążą, to zabraknie pieniędzy. Te z Unii będą do wzięcia w drugiej połowie roku i w długotrwałych procedurach - mówi Szumilas. Tymczasem wydawnictwa już zaczęły drukowanie podręczników na najbliższy rok szkolny. - Chodzi o 55 mln książek, tego się nie wyda w tydzień - mówi Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki.

PIK wysłała kilka dni temu kolejny list do ministra edukacji, premiera, marszałków Sejmu i Senatu, w którym napisała, że "Tani podręcznik" doprowadzi do chaosu na rynku. - Nie będzie taniej, bo największe wydawnictwa dostaną najwięcej zamówień i będą dyktować ceny. Konkurencji nie wytrzymają małe firmy, a może i księgarnie, jeśli zastąpią je bezpośrednie dostawy z wydawnictw do szkół - mówi Marciszuk.

Opozycja i wydawcy nie zgadzają się też, żeby podręczniki wybierano na cztery lata. - Skoro polskie szkoły pracują w tzw. systemie trzyletnim (sześć lat podstawówki plus trzy gimnazjum), łatwiej wymieniać podręczniki co trzy lata - mówią.

Inne zarzuty? Jeden podręcznik dla całego rocznika to brak możliwości dostosowania książki do poziomu klasy, np. w liceach ten sam podręcznik do języka polskiego czy chemii będzie wykorzystany zarówno w klasach humanistycznych, jak i w przyrodniczych.

Co MEN zrobi z tym fantem, zapytaliśmy w biurze prasowym MEN w ubiegłą środę. Do dziś nie dostaliśmy odpowiedzi. Jednak kilka dni temu w Łodzi wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski przyznał, że szanse na to, żeby z "Taniego podręcznika" korzystali uczniowie w roku szkolnym 2007/08, praktycznie są zerowe.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Uczniowie zamiast się uczyć pracują w szatni
« Odpowiedź #393 dnia: Luty 09, 2007, 08:40:37 am »
Ręce opadają,jak szkoła sobie nie radzi z organizacją   :evil:
Wykorzystywanie uczniów do pilnowania szatni ?  :puppydogeyes:
To chyba kiepski dowcip  jest  :roll:

Uczniowie zamiast się uczyć pracują w szatni
Olga Szpunar2007-02-08

Uczniowie Zespołu Szkół Ekonomicznych nr 2 w Krakowie są zwalniani z lekcji, by... pracować w szatni. Dyżurują po siedem godzin na dwie zmiany. Rodzice protestują, a szkoła tłumaczy, że trzeba wspomagać szatniarkę

Pierwsza zmiana uczniów przychodzi do "pracy"o 7.15 i kończy o 13.40.
Zaraz potem przychodzi druga zmiana i dyżuruje do 20.00.

Każda klasa pełni dyżur przez dwa tygodnie.
Pracujący w szatni są na cały dzień zwalniani z lekcji przez nauczycieli, a ich dyżury wpisywane do dziennika.
Mogłoby się wydawać, że takie rozwiązanie sprawy to raj dla nastolatków, tymczasem jest inaczej.
Po pierwsze: lekcje często trwają krócej niż sam dyżur i uczniom nie podoba się, że muszą dłużej zostać w szkole. Poza tym nieobecność na zajęciach pociąga za sobą żmudną konieczność przepisywania od kolegów lekcji. Jest jeszcze jeden problem. Wielu dyżurujących boi się, co będzie, jeśli podczas dyżuru coś zginie z szatni.
 - Niedawno zginęły buty. Szkoła nie ma prawa pociągać za to uczniów do odpowiedzialności, ale wiem od córki, że osoby dyżurujące w tym czasie i tak mają wśród innych uczniów "przechlapane" - mówi matka jednej z uczennic.
I dodaje: - W szkole dziecko powinno się uczyć, a nie siedzieć w szatni i wydawać innym płaszcze.

Teoretycznie dyżury są nieobowiązkowe, praktycznie trudno się z nich wymigać.

Niedawno opiekun samorządu uczniowskiego poinformował dyrektorkę szkoły, że uczniowie nie chcą pracować w szatni. O niechęci do dyżurów mówili też nauczycielom rodzice. - Rozmawialiśmy z dyrekcją na ten temat, ale usłyszeliśmy, że uczniowie mają wykonywać nasze polecenia, a my mamy za zadanie rozpisywać ich na dyżury - mówi nauczycielka szkoły, która prosi o zachowanie anonimowości.

Anna Gomoliszewska, dyrektorka ZES nr 2, tłumaczy: - Dyżury to społeczna postawa uczniów dla interesu całej szkoły. Pracująca na jeden etat szatniarka nie daje sobie rady, kiedy rano wpada dwadzieścia parę klas i wszyscy na raz chcą zostawić płaszcze.

Według dyrektorki o zatrudnieniu drugiej szatniarki nie może być mowy. Niedawno na jej prośbę wydział edukacji przyznał szkole dodatkowe półtora etatu na obsługę administracyjną. Poszedł na całodobowy nadzór portiera nad budynkiem. Szkoły nie stać na alarm, a chroniona być musi.

- Jeśli dyżury tak bardzo się nie podobają, jestem gotowa zasiąść do rozmów - zapowiedziała wczoraj po rozmowie z "Gazetą" dyrektorka. Zaznaczyła jednak, że jeśli uczniowska pomoc się skończy, będzie musiała do pomocy szatniarce skierować sprzątaczkę i wtedy nie będzie miał kto dokładnie wysprzątać szkoły.

Janusz Szklarczyk, dyrektor wydziału kształcenia ponadgimnazjalnego i ustawicznego w Małopolskim Kuratorium Oświaty, mówi krótko:

- Uczeń podczas lekcji ma siedzieć na lekcji, a nie w jakiejś szatni czy na korytarzu. Wciąganie uczniów w jakiekolwiek dyżury w szkole nie może mieć miejsca.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #394 dnia: Luty 09, 2007, 08:56:39 am »
Ruszył krakowski portal edukacyjny
OS2007-02-08

Od czwartku pod adresem www.portaledukacyjny.krakow.pl można się dowiedzieć prawie wszystkiego o krakowskiej edukacji.

O pierwszym w Polsce zakrojonym na wielką skalę portalu edukacyjnym uruchamianym przez miasto już pisaliśmy. Wczoraj jego twórcy - firma Silvermedia, przedstawiciele Wydziału Informatyki i Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Krakowa zaprezentowali jego działanie. Na stronie www rodzice i uczniowie znajdą ważne informacje dotyczące wszystkich szkół i przedszkoli w mieście, zapoznają się z ofertą tych placówek i dowiedzą o organizowanych w ciągu roku edukacyjnych imprezach, szkoleniach, konkursach, olimpiadach. Znajdą też adresy wszystkich działów edukacyjnych, które mogą pomóc w załatwianiu różnego rodzaju spraw.

Za pomocą internetu nauczyciele mają możliwość pobrania druków ofert o pracę czy wniosków o dofinansowanie szkoleń zawodowych. Co najważniejsze, na stronach portalu prowadzona w tym roku będzie elektroniczna rekrutacja do szkół ponadgimnazjalnych i przedszkoli.

- Portal powinien interesować wszystkich, którzy związani są z edukacją. Mam nadzieję, że będzie przydatny wielu osobom i powszechnie używany - mówił Piotr Malcharek, dyrektor Wydziału Informatyki i Infrastruktury UMK. Dyrektor wydziału edukacji Jacek Matuszek zachęcił wszystkich dyrektorów szkół i nauczycieli, aby drogą e-mailową wysyłali swoje uwagi i sugestie dotyczące funkcjonowania portalu.


Strona:
Portal Edukacyjny Miasta Krakowa
Cytuj
Z myślą o sprawnym funkcjonowaniu krakowskich placówek oświatowych, w trosce o wygodę uczniów, rodziców i nauczycieli uruchomiliśmy nowatorski projekt pod nazwą Portal Edukacyjny - pierwszy w kraju tak kompleksowy i wszechstronny serwis scalający już istniejące, a rozproszone dotąd zasoby internetowe dotyczące oświaty, wzbogacony o nowe praktyczne narzędzia.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline aga.rk

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 171
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #395 dnia: Luty 09, 2007, 09:34:10 am »
Siedzenie w szatni podczas lekcji to niestety jest standardem w wielu szkołach... Nic a nic mnie ten artykuł nie zdziwił - w najlepszych liceach coś takiego się niestety zdarza :(
"To, co możesz uczynić, jest tylko maleńką kroplą w ogromie oceanu, ale jest właśnie tym, co nadaje sens Twojemu życiu..." (A. Schweitzer).

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #396 dnia: Luty 09, 2007, 09:35:12 am »
W mundurkach, ale bez komórek

Rusza program "Zero tolerancji dla przemocy w szkole". Z informacji, do jakich dotarł "Dziennik" wynika, że już 1 września w szkołach, które zostaną negatywnie ocenione przez wizytatorów, obowiązkowo pojawią się mundurki.

Do tej pory decyzję o wprowadzeniu mundurków dyrekcje podejmowały samodzielnie. W ten sposób lepsze szkoły podkreślały swoje przywiązanie do tradycji. Teraz mundurki obowiązkowo trafią do słabszych szkół - pisze gazeta.

Według "Dziennika", szkoły czeka jeszcze jedna nowość. Dzisiaj minister edukacji Roman Giertych podpisze rozporządzenie, które zakaże uczniom we wszystkich szkołach używania w czasie lekcji telefonów komórkowych. Za niesubordynację będą kary: od upomnienia po przeniesienie do innej szkoły. Zaś najtrudniejsi uczniowie trafią do ośrodków wsparcia wychowawczego.

Kary czekają również dyrektorów szkół, którzy zlekceważą polecenia ministra. Jak wyjaśnia szef MEN, dyrektor, który sprzeciwi się wprowadzeniu ministerialnego programu, może zostać nawet wyrzucony z pracy - odnotowuje "Dziennik".



Weneckie lustra pojawią się w śląskim gimnazjum

Na pomysł luster weneckich w gimnazjum wpadł prezydent Zawiercia Mirosław Mazur.

Lustra zostaną zamontowane w drzwiach klas tak, aby dyrektor szkoły, idąc podczas lekcji korytarzem, mógł zobaczyć, co dzieje się w danej klasie i jednocześnie nie przeszkadzał w zajęciach.

W Zawierciu są trzy gimnazja. Za lustra, które będą kosztowały 22 tysiące złotych, zapłaci tamtejszy magistrat. Prezydent Zawiercia zapowiada, że takie same lustra pojawią się w przyszłości także w szkołach podstawowych.

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #397 dnia: Luty 09, 2007, 11:32:12 am »
Jak uczyć dzieci o rozmnażaniu?


Według "Rzeczpospolitej", Ministerstwo Edukacji sprawdza, jak podręczniki przedstawiają rozmnażanie człowieka. - To bezprawna ingerencja w treść książek - denerwują się wydawcy.


Układ rozrodczy kobiet i mężczyzn, zapłodnienie, ciąża i poród - takie tematy wzięli pod lupę pracownicy Ministerstwa Edukacji. Jak ustaliła "Rz", w ubiegły piątek aż do późnego wieczoru wertowali szkolne podręczniki i kserowali strony z ilustracjami np. zapłodnienia albo rozwoju płodu. Takie polecenie, według informacji "Rz", miał im wydać wiceminister edukacji i szef parlamentarnego Klubu LPR Mirosław Orzechowski.

- To absurd! Tych podręczników jest masa! Co najmniej kilkadziesiąt! - denerwuje się jeden z pracowników MEN.

- Nie wiem, co ministrowi mogłoby się nie podobać. To treści napisane przez wybitnych biologów, głównie z akademickich ośrodków - dziwi się prezes Wydawnictwa Szkolnego PWN Witold Szczęsny. - Poza tym wszystkie podręczniki zostały zatwierdzone przez ministerialnych rzeczoznawców.

Ale Szczęsny potwierdza, że MEN poprosiło jego wydawnictwo w ubiegłym tygodniu o dostarczenie kompletu podręczników do biologii. Taką prośbę usłyszało jeszcze kilka najważniejszych wydawnictw edukacyjnych w kraju. - Do nas zadzwoniono w ostatniej chwili w piątek. Pracownicy MEN najpierw chcieli dostać wszystkie podręczniki do przyrody i biologii. Potem już tylko pliki elektroniczne ze stronami, gdzie jest mowa o rozmnażaniu - opowiada Marcin Karpiński z Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego.

- Nigdy dotąd żaden minister nie próbował ingerować w treść podręczników. Nie mam pojęcia, co ministerstwo zamierza zrobić z tymi informacjami. Może chodzi o przygotowanie kolejnej konferencji prasowej, na której ktoś błyśnie - zastanawia się Karpiński. Podkreśla, że wszystkie szkolne podręczniki zostały zatwierdzone przez ministerialnych ekspertów i nie ma szansy, by pojawiły się w nich niewłaściwe treści.

Wiceminister Orzechowski przez cały poniedziałek nie odbierał telefonów. Od rzeczniczki MEN Anety Woźniak "Rzeczpospolita" usłyszała tylko: "Nie ma żadnej kontroli podręczników w MEN. Pan minister Orzechowski niczego nie zlecał".

- Nie było oficjalnego listu ministra, ale były telefony z ministerstwa. Przecież wydawnictwa nie przesyłałyby podręczników do kontroli z własnej woli. Widać resort nie chce się przyznać do tego pomysłu - komentuje jeden z wydawców.

interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #398 dnia: Luty 09, 2007, 03:19:49 pm »
A mnie zdziwił  :shock:
Pierwszy raz słyszę, żeby uczniowie mieli pilnować szatni - nie słyszałam takich historii ani od znajomych, gdy jeszcze chodziłam do liceum, ani od rodziców.
A z własnego doświadczenia nie znam szatni w liceum - u nas szkoła zainwestowała w szafki, każdy miał swoją, ewentualnie jak jeszcze nie było tyle borzypadało 2 uczniów na 1 szafkę. Każdy uczeń miał swój kluczyk (w szkole był zapasowy, ale nikt do szafek nie zaglądał). Zostawiało się tam kurtki, a także czasem książki, stroje na w-f i co kto chciał.
W innych szkołach u mnie w mieście były szatnie, ale nie słyszałam, żeby uczniowie ich pilnowali :shock:
Były tylko dyżury przy pokoju nauczycielskim, ale to już od podstawówki. Dyżury były dla chętnych - nie był to obowiązek, że każdy musi. Trwały w godzinach lekcyjnych i zazwyczaj uczniowie, którzy dyżurowali, czuli się jakoś wyróżnieni, bo to oznaczało, że uważa się ich za odpowiedzialnych i obdarza pewnym zaufamniem. :) Zwolnienie z lekcji plus parę obowiązków, typu odniesienie dzienniika w odpowiednią przegródkę, albo przejście się do którejś z klas i ogłoszenie czegoś.

A z tą szatnią uważam, że to przesada - nie jest obowiązkiem ucznia pilnowanie szatni!
A już na pewno nie w godzinach pozalekcyjnych. I to jest chyba jednak zbyt duża odpowiedzialność i obciążenie, gdy coś zginie...

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #399 dnia: Luty 17, 2007, 04:01:59 pm »
Czy Polacy za granicą będą mogli zdawać nową maturę?

Młodzi Polacy uczący się w polskich szkołach w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Belgii mają szanse na zdawanie nowej matury poza Polską. Teraz muszą przyjeżdżać na egzamin dojrzałości do Warszawy

Poza Polską działa ponad 60 polskich szkół, głównie przy ambasadach i konsulatach. Niedawno ze względu na masową zarobkową emigrację Polaków Ministerstwo Edukacji zdecydowało o otwarciu kolejnej - w Dublinie. Ale odkąd trzy lata temu wprowadzono nową maturę (identyczny w całym kraju egzamin uprawniający do wstępu na studia), nie można jej zdawać za granicą. Uczniowie, którzy planują studia w ojczyźnie, muszą przyjeżdżać na maturę do Warszawy. MEN chciałoby to zmienić.

Roman Giertych rozmawiał o tym z ministrami edukacji trzechkrajów: Wielkiej Brytanii, Irlandii i Belgii. Zabiegał o zapewnienie uczniom weekendowych lekcji w szkołach z możliwością zdawania potem polskiej matury. - Gdyby to się udało, mielibyśmy szansę odzyskać część młodzieży - mówił wczoraj w Brukseli Giertych.

Nie wiadomo jeszcze, kto miałby zapłacić za egzaminy (być może Polska będzie dzielić te koszty z innymi krajami). Utworzenie komisji egzaminacyjnych tylko przy trzech ambasadach kosztowałoby przynajmniej pół miliona złotych. Bo za granicę trzeba by oddelegować kilkudziesięciu egzaminatorów, dostarczyć arkusze egzaminacyjne, apotem je sprawdzić.

- Każdy krok zachęcający młodych do studiowania w Polsce i robienia tutaj karier zawodowych jest ważny - mówi prof. Tadeusz Luty, szef Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich zrzeszającej ponad sto największych uczelni w kraju. - Dla uczelni w Polsce każdy dobrze przygotowany do nauki student to wartość. Ale musi mieć dobrą maturę, nie tę rozdaną w ramach maturalnej amnestii - zastrzega prof. Luty.

W nadchodzącym tygodniu resort edukacji ma przedstawić na spotkaniu z rektorami propozycje zmian maturalnych zasad. Być może będzie wówczas mowa także o organizacji egzaminów zagranicą.

Roman Giertych na spotkaniu z ministrami edukacji krajów UE w Brukseli przedstawił też swój program "Zero tolerancji dla przemocy w szkole" (zakłada m.in. tworzenie zamkniętych ośrodków dla uczniów sprawiających kłopoty, obowiązkowe mundurki, instalowanie kamer w szkołach). Projekt oficjalnie poparła już Grecja.

Polski minister chce, by cała Unia opracowała wspólny plan walki ze szkolną przemocą. Ale pomysły ministra Giertycha spotkały się z umiarkowaną reakcją unijnych ministrów. Przewodnicząca Radzie Ministrów Niemka Annette Schavan powiedziała tylko, że program został przedstawiony i "spotkał się z uwagami".

Roman Giertych jest jednak optymistą. - Szereg krajów poparło ten program - powiedział po spotkaniu dziennikarzom. -To oznacza całkowite przyjęcie naszej wspólnej polsko-greckiej propozycji -dodał.

- Żadnych formalnych wniosków na ten temat dziś nie było -powiedział jednak "Rz" komisarz UE ds. edukacji Jan Figel.

Anna Słojewska z Brukseli, Magdalena Kula, koz
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach