Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Artykuły - Nowości szkolne  (Przeczytany 315743 razy)

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #600 dnia: Sierpień 21, 2008, 09:13:32 am »
Szkoły, które źle kształcą, będą likwidowane"

Dwie podwyżki wynagrodzeń nauczycieli po 5 proc., obniżenie wieku szkolnego, wydłużenie nauczycielskiego pensum i przyznanie większych uprawnień samorządom - to rządowe propozycje zmian w ustawie o systemie oświaty i Karcie Nauczyciela. W przyszłym tygodniu rząd będzie je negocjował ze związkami zawodowymi, które już zapowiedziały swój sprzeciw.


• W 2009 roku największe podwyżki otrzymać mają nauczyciele stażyści. Czy rzeczywiście spowoduje to, że młodzi ludzie chętniej będą podejmować pracę w szkołach?

- W tej chwili płace nauczycieli stażystów są drastycznie niskie. Teoretycznie nauczyciel powinien zarobić brutto 1,7 tys., a to, jak na obecne warunki życia, bardzo mała kwota. Stąd propozycja rządu, aby w 2009 roku podwyżka dla nauczyciela stażysty wynosiła średnio 586 zł, czyli więcej niż np. mianowanego czy dyplomowanego. Wzrost wynagrodzeń na pewno zachęci młodych ludzi do podejmowania pracy w szkole.

• Rząd chce też umożliwić samorządom zwiększenie wymiaru obowiązkowych zajęć nauczycieli o cztery godziny. Związki zawodowe twierdzą, że realne podwyżki będą więc niższe, bo nauczyciele będą musieli więcej pracować.

- Nie chcemy zwiększyć wymiaru czasu pracy nauczycieli. Nadal wynosić będzie on 40 godzin tygodniowo. Chcemy natomiast zmienić proporcje między czasem poświęconym na zajęcia w szkole a czasem, w którym nauczyciel przygotowuje się do lekcji i wykonuje inne czynności związane z prowadzeniem zajęć. Samorządy powinny samodzielnie ustalać pensum nauczycieli w zależności od typu szkoły, rodzaju prowadzonych zajęć i liczby uczniów w klasach. To nie oznacza, że wszyscy nauczyciele powinni mieć podwyższony wymiar zajęć. Na pewno nie chcemy podwyższać pensum np. nauczycielom polonistom lub matematykom, bo opracowanie planu zajęć zajmuje im najwięcej czasu. Twierdzenie, że wszyscy nauczyciele będą mieć wyższe o cztery godziny pensum, jest nieuzasadnione. Są samorządy, które deklarują, że w ogóle nie podniosą pensum, są też takie, które twierdzą, że podwyższą je tylko niektórym nauczycielom w zależności od przedmiotu lub liczby uczniów w klasie.

• Czy protesty związkowców nie wynikają z faktu, że nauczyciele sami uważają za czas pracy tylko 18 godzin zajęć, a czas na przygotowanie się do lekcji jako wolny?

- Większość Polaków sądzi, że nauczyciele pracują 18 godzin tygodniowo. Wynika to m.in. z faktu, że do tej pory nie był ewidencjonowany ich czas pracy poza lekcjami. Nie wiadomo np., ile czasu nauczyciele poświęcają na przygotowanie się do lekcji. Chcemy, aby zajęcia wykonywane poza pensum, które da się rejestrować, np. wycieczka szkolna, były ewidencjonowane. Zastanawiamy się, w jaki sposób unormować też czas, jaki nauczyciele poświęcają na przygotowanie się do zajęć i realizację statutowych zadań szkoły. Związki, z którymi rozmawialiśmy już na ten temat, zaproponowały, aby zrobić badania czasu pracy nauczycieli. Dzięki temu dowiemy się, czy pracują oni 40 godzin tygodniowo.

• Związki domagają się dodatkowych podwyżek dla nauczycieli, jeśli samorządy będą mogły wydłużać im pensum. Rząd zgodzi się na to, czy zrezygnuje z wyższego pensum?

- Ze związkami rozmawiamy od maja. Propozycje zmiany w Karcie Nauczyciela przedstawiliśmy już w czerwcu. Jeśli chodzi o podwyżki, porozumieliśmy się, że wynagrodzenia nauczycieli wzrosną w przyszłym roku dwukrotnie po 5 proc. Temat wydłużania pensum jest nadal negocjowany.

• Rząd może się więc wycofać z przyznania samorządom prawa do podwyższania pensum?

- Dopóki ustawa nie zostanie uchwalona przez Sejm, jest to wyłącznie propozycja.

• Związki twierdzą, że podwyższenie pensum może spowodować zwolnienia nawet 100 tys. nauczycieli. Czy to możliwe?

- Związkowcy założyli, że od 1 września wszyscy nauczyciele będą mieć wyższe pensum o cztery godziny. A to nieprawda. Poza tym obecnie nauczyciele prowadzą ponad 1,35 mln godzin zajęć powyżej pensum, czyli tzw. godzin ponadwymiarowych. Oznacza to, że w oświacie jest 75 tys. etatów, które można obsadzić, jeśli nauczyciele nie mieliby nadgodzin. Poza tym od 2009 roku obniżony zostanie wiek szkolny, więc zwiększy się liczba uczniów i klas w szkołach podstawowych. Jeśli nawet doszłoby więc do masowego podwyższania pensum, to niemożliwe, aby z tego powodu pracę straciło 100 tys. nauczycieli.

• Czy szkoły przygotowane są do obniżenia wieku szkolnego?

- Do polskich szkół od kilkunastu lat trafia coraz mniej dzieci z powodu niżu demograficznego. Bez obniżenia wieku szkolnego liczba godzin i liczba dzieci w szkołach nadal by malała. Tak więc infrastruktura szkolna jest przygotowana do przyjęcia większej liczby dzieci, bo jeszcze kilka - kilkanaście lat temu było ich znacznie więcej.

• Rząd chce też zreformować nadzór pedagogiczny, ograniczyć m.in. uprawnienia kuratoriów w tym zakresie. Czy prowadzeniem szkół zajmować się będą teraz wyłącznie samorządy?

- Kuratoria nie stracą swoich uprawnień. Ich zadaniem jest kontrolowanie jakości kształcenia. Tymczasem poprzez nadmiar biurokratycznych obowiązków związanych z opiniowaniem dokumentacji szkolnej nie mają one czasu na prowadzenie odpowiedniego nadzoru pedagogicznego. Na przykład w maju wizytatorzy mają czas wyłącznie na sprawdzenie 31 tys. arkuszy organizacyjnych szkół, a nie na nadzorowanie jakości kształcenia. Po wakacjach okazuje się, że arkusze się zmieniły, bo np. zmniejszyła się liczba uczniów lub nauczycieli, klasy zostały podzielone na grupy itp. Na przełomie sierpnia i września kuratoria znów sprawdzają 31 tys. arkuszy. To bezsensowna praca. Dlatego chcemy to zmienić. Kuratorzy nie będą już musieli opiniować dokumentów, które nie dotyczą w żaden sposób jakości kształcenia. Podkreślam jednocześnie, że nie zamierzamy likwidować kuratoriów. Konstytucja RP przewiduje funkcjonowanie nadzoru pedagogicznego w polskiej oświacie. Powinniśmy natomiast dyskutować o tym, co zrobić, aby był on skuteczny.

• Kuratoria nie będą też opiniować wniosków samorządów o zlikwidowanie szkoły. Czy nie spowoduje to, że więcej placówek będzie zamykanych?

- Proces likwidacji jest obecnie dwukrotnie kontrolowany przez ten sam organ. Najpierw musi zrobić to kurator we własnym imieniu na wniosek samorządu, a następnie w imieniu wojewody, już po przyjęciu uchwały w tej sprawie przez władze samorządowe. Proces ten będzie więc nadal kontrolowany przez kuratoria, tyle że nie dwukrotnie. Dodajmy, że większość opinii kuratoriów dotyczących likwidacji szkół zazwyczaj jest pozytywna.

• Opinia kuratora nie będzie też konieczna w przypadku odwołania dyrektora szkoły w trybie natychmiastowym.

- Samorządy będą mogły samodzielnie odwołać dyrektora w trybie natychmiastowym tylko w szczególnych sytuacjach, np. jeśli popełni on przestępstwo, złamie dyscyplinę finansową wiążącą placówkę lub działa na szkodę dzieci. W takich sytuacjach trzeba natychmiast zareagować. Do tej pory samorząd miał związane ręce, bo najpierw musiał zdobyć opinię kuratorium.

• Ale czy nie spowoduje to nadużyć? Samorządy mogą dowolnie interpretować, co to znaczy działać na szkodę dzieci.

- Opinia kuratora w takiej sytuacji zazwyczaj nie była pomocna. Działał on przecież na podstawie opinii samorządów w tej sprawie lub przedstawionych dokumentów. Mógł jedynie ocenić, czy konkretna sytuacja uzasadnia odwołanie dyrektora czy też nie. Poza tym każdy dyrektor, który uzna, że został niesłusznie odwołany, może wnieść skargę przeciwko pracodawcy do sądu pracy.

• Z kolei ze związkami zawodowymi samorządy nie będą już musiały uzgadniać corocznego regulaminu wynagrodzeń. Czy nie zachęci ich to do wypłacania pensji w niższej, niż określona w Karcie Nauczyciela, wysokości?

- Już teraz nie wszystkie samorządy wywiązują się z ustawowego obowiązku ustalenia wysokości dodatków do pensji nauczyciela na takim poziomie, aby otrzymywali co najmniej średnie wynagrodzenie ustalane na podstawie Karty Nauczyciela. Związki mocno to krytykowały i dlatego wprowadzono przepis, zgodnie z którym samorządy muszą uzgodnić co roku treść regulaminu wynagrodzeń nauczycieli ze związkami. Ale dziś sami związkowcy twierdzą że ten mechanizm się nie sprawdził. Dlatego chcemy zobowiązać samorządy do przedstawienia corocznej informacji o średniej płacy nauczycieli, ich terenie oraz o wydatkach poniesionych na wynagrodzenia nauczycieli. Jeśli nauczyciele zarobią w danym roku poniżej średniej, samorządy będą musiały uzupełnić fundusz płac o tę kwotę i wypłacić nauczycielom zaległości. Informację o wynagrodzeniach w oświacie otrzyma m.in. przewodniczący rady gminy, powiatu, dyrektorzy szkół oraz związki zawodowe. Dziś związkowcy skarżą się, że nie mogą otrzymać od samorządów takich informacji. Teraz będą mieli do tego prawo.

• Samorządy, a także inne organy lub instytucje dotujące szkoły będą mogły je kontrolować. Czy zlikwiduje to patologie, takie jak wyłudzenie dotacji budżetowych przez szkoły niepubliczne na uczniów, którzy w praktyce do szkoły nie chodzą?

- Na takie nieprawidłowości zwróciła uwagę Najwyższa Izba Kontroli, ale także wiele samorządów, które posiadało informację, że dana szkoła, najczęściej niepubliczna, wykorzystuje dotację budżetową na inne cele niż prowadzenie placówki, a mimo to nie mogły jej skontrolować. To się zmieni. Jeżeli samorząd otrzyma sygnały o niewłaściwym wykorzystaniu dotacji lub np. złej jakości kształcenia w szkole, będzie mógł przeprowadzić kontrolę. Przedstawiciel samorządu będzie miał prawo wglądu do ksiąg finansowych placówki, listy obecności na zajęciach itp. Skuteczny musi być także nadzór pedagogiczny. Po ograniczeniu biurokratycznych obowiązków wizytatorzy będą mogli skupić się na kontroli jakości kształcenia. Dzięki tym zmianom szkoły, które nieprawidłowo wydatkują publiczne pieniądze lub nie zapewniają odpowiedniej jakości kształcenia, będą musiały zlikwidować nieprawidłowości i poprawić jakość nauki. W przeciwnym razie znikną z sieci szkół.



• KRYSTYNA SZUMILAS

ukończyła matematykę na Uniwersytecie Śląskim oraz studia podyplomowe z zakresu m.in. prawa samorządu terytorialnego i zarządzania oświatą. Pracowała jako nauczyciel. Od 2001 roku poseł na Sejm RP. W trakcie V kadencji była przewodniczącą sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży

Rozmawiał : Łukasz Guza

Źródło: GP

Artykuł z dnia: 2008-08-21
http://praca.gazetaprawna.pl/wywiady/31982,szkoly_ktore_zle_ksztalca_beda_likwidowane.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #601 dnia: Sierpień 21, 2008, 09:14:44 am »
MEN: 50 milionów złotych na dofinansowanie zakupu podręczników szkolnych

Ministerstwo Edukacji Narodowej przekaże 50 milionów złotych na dofinansowanie zakupu podręczników szkolnych. Pieniadze będą przekazywane w ramach programu "Wyprawka szkolna".


Wiceminister edukacji Krystyna Szumilas na antenie Radia Katowice podkreśliła, że wsparcie finansowe będzie przydzielać kuratorium oświaty. Dofinansowany zostanie zakup podręczników dla najbiedniejszych dzieci.

Szumilas przypomniała, że wraz z rozpoczęciem roku szkolnego w pierwszych klasach podstawówki uczniowie rozpoczną naukę języka obcego. Znajomość języka obcego od najmłodszych lat ma pomóc w przyszłości w znalezieniu pracy i kontaktach z obcokrajowcami. Ponadto - jak podkreśliła Szumilas - im wcześniej dziecko zaczyna sie uczyć języka obcego, tym łatwiej mu przychodzi nauka.

Największe zmiany w systemie edukacji zostaną wprowadzone w 2009 roku. Za rok naukę w szkole rozpocznie co trzeci sześciolatek. Od 2012 roku . pierwsza klasa od szóstego roku życia będzie już obowiązkowa dla wszystkich.

Źródło: IAR

Artykuł z dnia: 2008-08-20,
http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/31832,men_50_milionow_zlotych_na_dofinansowanie_zakupu_podrecznikow_szkolnych.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #602 dnia: Wrzesień 02, 2008, 10:58:38 pm »
Sześcioletni pierwszoklasiści już za rok
 
Wczoraj 6 mln uczniów rozpoczęło rok szkolny. Wśród nich jest blisko 400 tys. siedmioletnich pierwszoklasistów. W przyszłym roku - zgodnie z planami reformy oświaty - do szkoły pójdą maluchy o rok młodsze

http://www.emetro.pl/emetro/1,85651,5650747,Szescioletni_pierwszoklasisci_juz_za_rok.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #603 dnia: Wrzesień 03, 2008, 07:59:40 am »
Mamo, ta składka się nie opłaca
Sylwia Śmigiel,Marcin Bojanowski2008-09-03,
 
Szkoły zmuszają rodziców do kupowania polis ubezpieczeniowych dla swoich dzieci. Samo ubezpieczenie jest niewiele warte
W poniedziałek szkoły zaczęły zbierać od rodziców pieniądze na polisy ubezpieczeniowe od nieszczęśliwych wypadków. Za 32 zł rocznie rodzice dostaną polisę na 8-10 tys. zł. Na tyle rodzice mogą liczyć w przypadku śmierci dziecka. Jeśli uczeń złamie rękę lub nogę, rodzice dostaną 200-500 zł.

-Powiedziałem mamie, żeby nie płaciła składki, bo się nie opłaca -mówi Olek, uczeń III klasy jednego z warszawskich liceów. - Sprawdziłem, dopłaci się parę złotych i można kupić
 kartę Euro26.
http://tematy.wyborcza.pl/E/1671,Euro
I zamiast ubezpieczenia na 10 tys. będę miał takie na 100 tys. A do tego jeszcze zniżki w sklepach.

Olek od wychowawczyni usłyszał, że zapłacić składkę jednak musi. A jeśli rodzice uważają, że polisa jest za niska, to mogą sobie wykupić dodatkową.

Ubezpieczenia faktycznie nie są zbyt korzystne. Na biurka dyrektorów szkół trafiają oferty m.in. Warty, Hestii, PZU i InterRisk. Różni je głównie cena.

Tomasz Dec, agent ubezpieczeniowy z Rzeszowa: -Szkoły potrafią wybrać ofertę nawet o połowę droższą, niż proponuje konkurencja. Wszystko zależy od tego, co dostaną w zamian.

Najczęściej wygrywa ten ubezpieczyciel, który da wyższą prowizję dyrektorowi. To on decyduje, którą firmę wybrać. W szkole pieniądze zbierają wychowawcy i przekazują je dyrektorowi.

Teresa Wierzbicka, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 im. Mikołaja Kopernika w Katowicach, tłumaczy, że dzięki współpracy z ubezpieczycielem szkoła dostaje za darmo polisy dla biedniejszych uczniów, nauczycieli i ubezpieczenie budynku czy sprzętu szkolnego.

Ponad połowa dyrektorów woli jednak prowizję w gotówce. - Płacimy do 25 proc. z zebranych składek za wykonaną pracę dyrektorowi - tłumaczy "Gazecie" jeden z agentów ubezpieczeniowych. W dużej szkole to ok. 5 tys. zł. - Co dyrektorzy robią z gotówką? -Część pewnie wydaje na nagrody dla zdolnych uczniów, inni... Agent wzrusza ramionami.

- Jeśli kupowanie polis odbywa się kosztem uczniów, uważam to za naganne - mówi Sławomir Broniarz, prezes ZNP. Jego zdaniem rodzice nie powinni dofinansowywać szkoły w ten sposób.

Przeciwne prowizjom dla szkół jest Biuro Rzecznika Ubezpieczonych. - Firma dorzuca do oferty bonusy, ale nie za darmo. Warunki ubezpieczenia nie są już tak atrakcyjne dla rodziców. Nie obejmują niektórych wypadków, a i odszkodowania są niższe -wyjaśnia Krystyna Krawczyk z Biura.

Według Krawczyk wszystko byłoby w porządku, gdyby o tym wszystkim wiedzieli rodzice. - Niestety, często nie wiedzą, za co płacą -mówi Krawczyk. Szkoła nie informuje ich nawet o tym, że ubezpieczenie nie jest obowiązkowe. Dziecko przynosi rodzicom kartkę z informacją ze szkoły, ile mają zapłacić za polisę i nikt tego nie sprawdza. - Nie wiedzą, że szkoła mogła wybrać inne ubezpieczenie - dodaje.

Czy polisy wobec tego znikną? Rzecznik ubezpieczonych rozkłada ręce. -Próbowaliśmy się zająć problemem cztery lata temu. Chcieliśmy zakazać prowizji dla szkół. Posłowie się na to nie zgodzili -opowiada Krawczyk
http://wyborcza.pl/1,75248,5654815,Mamo__ta_skladka_sie_nie_oplaca.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #604 dnia: Wrzesień 04, 2008, 09:48:11 pm »
2008 Dz. U. Nr 159 poz. 992
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 29 sierpnia 2008 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół

http://aktyprawne.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=281218
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #605 dnia: Wrzesień 04, 2008, 09:52:50 pm »
RAPORT NIK O PROBLEMACH POLSKICH SZKÓŁ

http://www.tvn24.pl/-1,1563669.1,0,1,polski-uczen--czyli-agresywny-wagarowicz,wiadomosc.html
Polski uczeń, czyli agresywny wagarowicz

04.09.2008 /TVN24, PAP
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #606 dnia: Wrzesień 04, 2008, 10:08:10 pm »
Niekorzystne a obowiązkowe polisy dla uczniów
 
Szkoły zmuszają rodziców do kupowania polis ubezpieczeniowych dla dzieci, które nie są dla nich korzystne. O wyborze ubezpieczenia decyduje dyrektor placówki. Kieruje się głównie prowizjami i bonusami, jakie zapewnia ubezpieczyciel - informuje "Gazeta Wyborcza".

Szkoły zaczęły zbierać od rodziców pieniądze na ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków. Za 32 zł rocznie otrzymują oni polisę na 8-10 tys. zł w przypadku śmierci dziecka i 200-500 zł w przypadku np. złamania ręki czy nogi.

Szkoły tłumaczą, że dzięki współpracy z ubezpieczycielem szkoła dostaje za darmo polisy dla biedniejszych uczniów, nauczycieli i ubezpieczenie budynku czy sprzętu szkolnego.

Ponad połowa dyrektorów woli jednak prowizję w gotówce. Anonimowy agent ubezpieczeniowy mówi na łamach gazety, że jego firma płaci dyrektorowi do 25 proc. z zebranych składek.

Przeciwne prowizjom dla szkół jest Biuro Rzecznika Ubezpieczonych. "Firma dorzuca do oferty bonusy, ale nie za darmo. Warunki ubezpieczenia nie są już tak atrakcyjne dla rodziców. Nie obejmują niektórych wypadków, a i odszkodowania są niższe" - wyjaśnia Krystyna Krawczyk z Biura.

http://www.rp.pl/artykul/173943,185483_Niekorzystne_a_obowiazkowe_polisy_dla_uczniow.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #607 dnia: Wrzesień 09, 2008, 07:27:29 am »
MEN proponuje nauczycielom dzienniki rejestrujące, ile czasu poświęcają uczniom po lekcjach

Ministerstwo Edukacji Narodowej proponuje, by nauczyciele w specjalnym dzienniku wyliczali, co robią dla uczniów po lekcjach. Zapis nakładający na pedagogów taki obowiązek znalazł się w najnowszym projekcie zmian w Karcie Nauczyciela.


Wiceminister Krystyna Szumilas tłumaczy, że chodzi o pokazanie, ile nauczyciele naprawdę pracują poza obowiązującym 18-godzinnym pensum. W dodatkowym dzienniku byłyby odnotowywane wszelkie inne zajęcia, które poza lekcjami realizuje nauczyciel, czyli na przykład wycieczka klasowa. MEN chce, by czas poświęcony poza lekcjami uczniom był rejestrowany i by nauczyciele mieli dokumenty potwierdzające ich czas pracy.

Pomysł krytykuje prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. Według Sławomira Broniarza to nadmierna papierkomania i biurokracja. "Zamiast uczyć i wychowywać dziecko nauczyciel będzie siedział i wypełniał dodatkowe dokumenty" - argumentował Broniarz.

"Należy znaleźć jak najlepsze rozwiązania dla mierzenia czasu pracy nauczycieli"

Sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Michał Boni, który bierze udział w negocjacjach z przedstawicielami oświatowych związków zawodowych, podkreśla, że należy znaleźć jak najlepsze rozwiązania dla mierzenia rzeczywistego czasu pracy nauczycieli. Zgadza się jednak, że nie powinno to być rozwiązanie nadmiernie biurokratyczne. "Jest idea, a co do narzędzi to będziemy dyskutować" - podkreślił Michał Boni.

Według Karty Nauczyciela pedagogów obowiązuje 40-godzinny tydzień pracy. Na zajęciach lekcyjnych spędzają 18 godzin. Poza szkołą wiele czasu spędzają na przykład na sprawdzaniu klasówek czy przygotowaniu się do zajęć.

Źródło: IAR

Artykuł z dnia: 2008-09-08,
http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/34701,men_proponuje_nauczycielom_dzienniki_rejestrujace_ile_czasu_poswiecaja_uczniom_po_lekcjach.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #608 dnia: Październik 07, 2008, 10:00:58 pm »
Grożą nam 40-osobowe klasy w szkołach
 
W podstawówkach w Krakowie już są 35-osobowe klasy. W przyszłym roku będą nawet 40-osobowe. Tak, niestety, działa "krakowski bon edukacyjny"

Jedenastolatki ze Szkoły Podstawowej nr 16 w Krakowie od września uczą się w 35-osobowej klasie. Powstała bez uprzedzenia z połączenia 4a i 4b. Uczniowie z "b", którzy w ubiegłym roku jeździli w nagrodę za dobre wyniki w nauce na wycieczki, dziś z klasówek dostają jedynki i dwóje. Ostatnio nie poszli do kina, bo ich nowa klasa została ukarana za złe zachowanie na lekcjach. - Wcześniej ci słabo uczący się i źle zachowujący byli w mniejszości, więc próbowali równać do lepszych. Wychodziło im to na dobre. Teraz w 35-osobowej grupie znaleźli tylu kompanów, że ciągną do dołu lepszych uczniów. Ostatnio syn mi powiedział: "Jak tyle osób w klasie dostało jedynkę, to czemu ja nie mogę?" - opowiada jedna z matek.

Rodzice chcą zrobić wszystko, by nowa klasa znów została podzielona. Zastanawiali się nawet, czy w geście protestu nie przestać posyłać dzieci do szkoły. Ale właśnie dowiedzieli się, że podział klasy oznacza zamknięcie biblioteki i gorszą opiekę na świetlicy szkolnej, z której korzysta 105 uczniów (dwa etaty opieki zamiast 2,5).

Żonglowanie etatami

Wszystko przez tzw. bon edukacyjny, który działa w Krakowie od dwóch lat. Tak zwany, bo z ideą prawdziwego bonu - jak oceniają znawcy tematu - ma tyle wspólnego co wyrób czekoladopodobny z czekoladą. Prawdziwy bon to - najkrócej mówiąc - pieniądze idące do szkoły za uczniem. Ta placówka, która przyciągnie więcej uczniów, ma mieć więcej pieniędzy. To rodzi zdrową konkurencję. Nie ma mowy o zbyt liczebnych klasach, bo do takich rodzice nie chcą posyłać swoich dzieci.

O tym, jak gospodarować pieniędzmi, decydują dyrektorzy.

Wprowadzając krakowski bon, miejscy urzędnicy nie dali dyrektorom jednak ani pieniędzy do ręki, ani swobody w ich gospodarowaniu.

Co zrobili? Uzależnili sztywno liczbę nauczycielskich etatów od liczby uczniów w szkole (wcześniej zależały one od liczby klas), a na gospodarowanie nimi stworzyli skomplikowany algorytm.

Jeden wychowawca mniej, polonista prowadzący lekcję w jednej zamiast w dwóch klasach... - etaty można wygrać na łączeniu klas. Gdyby nie takie kombinacje, zgodnie z algorytmem, w SP nr 16 przestałaby działać biblioteka, a 105 dzieci na świetlicy pilnowałaby tylko jedna osoba. - Nie miałam wyjścia. Przecież nie mogłam zamknąć biblioteki! - mówi krótko dyrektorka Barbara Balcerzak.

Nie tylko ona miała kłopoty z wymuszonym przez tzw. krakowski bon żonglowaniem etatami.

Również, by ocalić szkolną bibliotekę, Barbara Nowak, dyrektorka SP nr 85, już w ubiegłym roku połączyła cztery klasy trzecie w trzy. - Czy bon polega na tworzeniu przez dyrektorów licznych klas w celu przetrwania? - pytała.

Jest źle, będzie gorzej

Krakowski bon edukacyjny jest wprowadzany do szkół etapami. W pierwszym roku jego funkcjonowania miasto "zabierało" tylko jedną trzecią różnicy, która wynikała ze stosunku liczby uczniów do nauczycielskich etatów. Teraz zabiera dwie trzecie. Za rok koniec taryfy ulgowej. To oznacza, że aby prowadzić np. bibliotekę, świetlicę czy zatrudniać woźną, mało liczne szkoły będą musiały tworzyć 40-osobowe klasy!

Wicedyrektor wydziału edukacji Jan Żądło nie wyklucza, że rozpoczną się poważne kłopoty. Uważa jednak, że nie będą one winą wypracowanego przez urzędników algorytmu, a dyrektorów. - Przygotowanie do wprowadzania bonu trwało kilka lat. Apelowaliśmy do dyrektorów, by nie otwierali zbyt małych klas, bo potem będą musieli je łączyć. Ci, którzy nas posłuchali, nie mają kłopotów. Algorytm opracowaliśmy w ten sposób, by optymalnie się sprawdzał w średnio liczebnych klasach - tłumaczy.

- Oni to sobie pomnożyli, podzielili, pododawali, ale 11-latków pomnożyć i podzielić się nie da - mówi Teodozja Maliszewska, dyrektorka SP nr 68. Z urzędniczego algorytmu wyszło jej, że ma o 0,81 nauczycielskiego etatu za dużo w stosunku do liczby uczniów. - Skoro tak, to tniemy katechezę - poinformowała wydział edukacji. Uzyskała zgodę na etatową nadwyżkę.

Gdy tzw. bon krakowski wchodził do szkół, radni PO apelowali do prezydenta, by zabronił używania nazwy "bon", ale nie doczekali się odpowiedzi. - Dopóki bon nie zostanie wprowadzony w całym kraju, trzeba wciąż przypominać w krakowskich szkołach, że to, co u nich funkcjonuje, nie jest bonem. Inaczej ludzie zrażą się do naprawdę dobrej idei - mówił "Gazecie" poseł Jarosław Gowin.

- Urzędnicy zniszczyli ideę prawdziwego bonu. Wypadałoby im za to wytoczyć proces - uważa walcząca o prawdziwy bon w Krakowie radna Małgorzata Jantos.

14 października ma pojawić się broszura rozprawiająca się z tzw. bonem krakowskim. Wyda ją Centrum Analiz Edukacyjnych, jej twórcami są m.in. Jantos oraz Jerzy Lackowski, były małopolski kurator oświaty, obecnie nieformalny doradca minister edukacji.


Gazeta Wyborcza 6.10.2008r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #609 dnia: Październik 09, 2008, 10:34:57 pm »
Bez religijnych deklaracji
 
Rodzice nie będą podpisywać przygotowanych przez kuratorium oświaty i kurię oświadczeń z "życzeniem" uczestnictwa dziecka w lekcjach religii - pomysł upadł po artykule "Gazety".

 Złożone do tej pory w szkołach oświadczenia zostaną rodzicom zwrócone, a zgodę na uczestnictwo dziecka w zajęciach religii mogą wyrazić w dowolnej "uznanej przez siebie formie" - to reakcja Małopolskiego Kuratorium Oświaty na nasz artykuł z ub. tygodnia. "Będąc odpowiedzialnym za moje wychowanie w wierze, wyrażam życzenie uczestnictwa w zajęciach z religii katolickiej", a pod spodem trzy linijki paragrafów i podstaw prawnych - takie oświadczenia wizytatorzy małopolskiej delegatury kuratorium w Wadowicach rozdali dyrektorom szkół, a ci rodzicom. Wszystko po to, by powstrzymać malejącą frekwencję na lekcjach religii.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,5787158,Bez_religijnych_deklaracji.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #610 dnia: Listopad 03, 2008, 07:55:10 am »
Szkoły zostaną sprywatyzowane?

Rząd szykuje prywatyzację oświaty - straszą PiS i związki zawodowe. MEN odpowiada, że chce ratować szkoły przed likwidacją - pisze "Rzeczpospolita".


Chodzi o zapisy w projekcie nowelizacji ustawy o systemie oświaty, które ułatwią stowarzyszeniom, firmom i prywatnym osobom przejmowanie publicznych szkół od samorządów. Mówią one, że placówka, którą chce ktoś przejąć, nie musi być zlikwidowana. Przekazana byłaby na podstawie umowy z samorządem w drodze uchwały rady gminy, powiatu lub sejmiku województwa. Teraz możliwe jest przejęcie jedynie tych szkół, które gmina likwiduje. Zwykle są to placówki, które mają mało uczniów.


Rząd prowadzi do prywatyzacji oświaty, bo w świetle tych zmian samorząd może oddać dużą niezagrożoną likwidacją szkołę - twierdzi Sławomir Kłosowski (PiS), były wiceminister edukacji.

Urzędnicy MEN tłumaczą w piśmie do "Rz", że zarzuty o prywatyzacji są "nieuzasadnione". Bo samorządy nie mogą pozbyć się wszystkich szkół. Te przejęte muszą pozostać bezpłatne. Nie mogą przekształcić się w szkoły niepubliczne. A ich budynki nadal będą własnością gminy.

Ale nauczycielskie związki zawodowe twierdzą, że zapisy ustawy i bez pobierania czesnego otwierają drogę do zarabiania na publicznych szkołach, a w perspektywie kilku lat prowadza do prywatyzacji. Każda przejęta szkoła dostanie bowiem od samorządu dotację na ucznia równą rządowej subwencji. W 2009 r. ma ona wynosić ponad 4 tys. zł rocznie - zapowiada "Rz".

(kiga)
http://wiadomosci.wp.pl/kat,9911,title,Szkoly-zostana-sprywatyzowane,wid,10531593,wiadomosc_prasa.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #611 dnia: Listopad 03, 2008, 09:56:24 pm »
Surowa lekcja dla pani pedagog oszustki
 
Ośmioma miesiącami więzienia w zawieszeniu na dwa lata i poważnymi konsekwencjami finansowymi ukarał sąd nauczycielkę z podtoruńskiej Chełmży, która wyłudzała pieniądze za fikcyjne zajęcia z niepełnosprawną 23-latką.
Anna K. musi oddać wyłudzone z kasy starostwa 13 tys. zł oraz zapłacić grzywnę i pokryć koszty procesu - łącznie ok. 2 tys. zł. Potwierdził on, że kobieta przez cały rok szkolny 2006/2007 oszukiwała dyrekcję chełmżyńskiego Zespołu Szkół Specjalnych i samorząd, który finansował indywidualne zajęcia z upośledzoną 23-latką. Wpisywała do dziennika lekcyjnego, że sumiennie spotyka się z nią w jej domu, co wystarczyło, aby co miesiąc na konto Anny K. wpływało dodatkowe wynagrodzenie w wysokości 1,3 tys. zł.

W rzeczywistości pedagog brała tylko pieniądze, bo z podopieczną nie widziała się ani razu. Co ciekawe, nie wykryła tego kontrola w chełmżyńskiej placówce, zarządzona wiosną ub.r. przez toruńskie starostwo powiatowe. Inspektorzy ograniczyli ją do sprawdzenia dokumentacji sporządzonej przez Annę K., zakładając, że wpisuje w niej prawdę. Mieli jednak ku temu powody - kobieta przez 11 lat faktycznie uczyła cierpiącą na porażenie mózgowe dziewczynę.

Nauczycielka to wykorzystała. We wrześniu 2006 r. powiadomiła matkę 23-latki, że odchodzi na emeryturę i rezygnuje z dalszych zajęć. Ale regularnie fałszowała dziennik. Sąd uznał, że robiła to, aby nie stracić ekstradochodu.

Sprawa wyszła na jaw jesienią ub.r. Opiekunka niepełnosprawnej chełmżynianki zgłosiła się wtedy do miejscowego posła Andrzeja Kłopotka, a ten pomógł zebrać jej dowody obciążające Annę K. i powiadomił prokuraturę. Pedagog podczas procesu nie przyznała się do winy. Piątkowy wyrok jest nieprawomocny.

Gazeta Wyborcza 2.11.2008r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #612 dnia: Listopad 05, 2008, 07:55:09 am »
4 tys. zł na każdego ucznia!

3 listopada (12:38)

Rząd szykuje prywatyzację oświaty - straszą PiS i związki zawodowe. MEN odpowiada, że chce ratować szkoły przed likwidacją - pisze "Rzeczpospolita".

Chodzi o zapisy w projekcie nowelizacji ustawy o systemie oświaty, które ułatwią stowarzyszeniom, firmom i prywatnym osobom przejmowanie publicznych szkół od samorządów. Mówią one, że placówka, którą chce ktoś przejąć, nie musi być zlikwidowana. Przekazana byłaby na podstawie umowy z samorządem w drodze uchwały rady gminy, powiatu lub sejmiku województwa. Teraz możliwe jest przejęcie jedynie tych szkół, które gmina likwiduje. Zwykle są to placówki, które mają mało uczniów.

- Rząd prowadzi do prywatyzacji oświaty, bo w świetle tych zmian samorząd może oddać dużą niezagrożoną likwidacją szkołę - twierdzi Sławomir Kłosowski (PiS), były wiceminister edukacji


Urzędnicy MEN tłumaczą w piśmie do "Rz", że zarzuty o prywatyzacji są "nieuzasadnione". Bo samorządy nie mogą pozbyć się wszystkich szkół. Te przejęte muszą pozostać bezpłatne. Nie mogą przekształcić się w szkoły niepubliczne. A ich budynki nadal będą własnością gminy.

Ale nauczycielskie związki zawodowe twierdzą, że zapisy ustawy i bez pobierania czesnego otwierają drogę do zarabiania na publicznych szkołach, a w perspektywie kilku lat prowadza do prywatyzacji. Każda przejęta szkoła dostanie bowiem od samorządu dotację na ucznia równą rządowej subwencji. W 2009 r. ma ona wynosić ponad 4 tys. zł rocznie - zapowiada "Rz".

źródło informacji: PAP/Rzeczpospolita
http://biznes.interia.pl/news/4-tys-zl-na-kazdego-ucznia,1204751
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #613 dnia: Listopad 25, 2008, 08:14:18 am »
Hall: mój plan to stopniowe, łagodne zmiany w szkołach
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Hall-moj-plan-to-stopniowe-lagodne-zmiany-w-szkolach,wid,10601266,wiadomosc_prasa.html

Mój plan polega na tym, by od 1 września 2009 roku stopniowo zmieniała się szkolna rzeczywistość. To mają być zmiany łagodnie, wprowadzane rok po roku - mówi w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" minister edukacji Katarzyna Hall.

- Przede wszystkim chodzi mi o wprowadzanie nowych programów, które zaznajomią uczniów także z tym, co wydarzyło się na świecie w ciągu ostatnich lat - wyjaśnia minister. Dodaje, że współczesne programy są ważne, bo ostatni raz w istotny sposób zmieniano je w 1999 r.

Pytana o to, czy żałuje wojny o sześciolatki w szkołach, minister zaprzecza mówiąc, że jest to reforma ważna, bo obniży wiek maturzystów z 19 do 18 lat i sprawi, iż dzieci z pierwszych klas nie będą powtarzały materiału, który przerobiły w obowiązkowej zerówce.

Na pytanie, czy nie obawia się zawetowania ustawy przez prezydenta, Hall mówi, iż wierzy w zdrowy rozsądek prezydenta i to, że do dobrych projektów można się przekonać
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Odp: Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #614 dnia: Styczeń 11, 2009, 11:21:26 am »
W szkole będzie albo religia albo okrojona etyka

Od września każdy uczeń, który nie chodzi na religię, musi obowiązkowo zapisać się na etykę.

Minister edukacji Katarzyna Hall obiecywała, że oba przedmioty będą w szkole traktowane na równych prawach, jako zamienniki. Ale sprawiedliwie nie będzie. Jak ustaliliśmy, od pierwszej klasy aż do matury młodzież będzie się uczyć religii przez dwie godziny lekcyjne w tygodniu. Etyki - tylko przez godzinę

http://polskatimes.pl/fakty/kraj/77009,w-szkole-bedzie-albo-religia-albo-okrojona-etyka,id,t.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #615 dnia: Styczeń 27, 2009, 09:43:33 am »
http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,44425,6166463,Rodzice_na_internetowej_wywiadowce.html

Rodzice na internetowej wywiadówce
Olga Szpunar2009-01-15,


Czemu Jasiek ma problemy z rachunkami? Za co ta jedynka z biologii? - rodzice tarnowskich uczniów nie muszą przychodzić do szkoły, by porozmawiać o swoich dzieciach z nauczycielami. By dowiedzieć się, jak radzą sobie w szkole, siadają w domu przed komputerem
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Ani tanich podręczników, ani laptopów nie będzie
« Odpowiedź #616 dnia: Luty 05, 2009, 03:01:44 pm »
Ani tanich podręczników, ani laptopów nie będzie

Rządowy program "Komputer dla ucznia", dzięki któremu każdy polski gimnazjalista miał dostać laptopa, został wstrzymany - dowiedziała się "Polska".

Klamka zapadła, choć rząd utopił już 16 mln zł w szkoleniach 30 tysięcy nauczycieli.

Uczniowie nie mogą też liczyć na wielką pomoc państwa w zakupie podręczników. Uderzy to zwłaszcza w rodziny, które we wrześniu poślą dzieci do pierwszej klasy podstawówki bądź gimnazjum.

Ogłoszone przez MEN rozporządzenie o nowych podstawach programowych zmusi rodziców pierwszaków do zakupu nowych podręczników do wszystkich przedmiotów. W podstawówce to koszt około 200 zł, w gimnazjum nawet 400 zł.

- Z takimi wydatkami zwłaszcza gimnazjaliści mogą sobie nie poradzić, trzeba tam skierować największą pomoc - przekonuje prezes Polskiej Izby Książki Piotr Marciszuk. Według wydawców do tej pory ponad połowa gimnazjalistów odkupowała używane książki od starszych kolegów.

Wczoraj późnym popołudniem MEN ujawniło na swojej stronie internetowej, komu i na jakich zasadach pomoże w zakupie podręczników. W uzasadnieniu rozporządzenia czytamy, że w nowym roku szkolnym ze wsparcia państwa skorzysta około 550 tys. uczniów z pierwszych, drugich i trzecich klas podstawówki oraz pierwszej klasy gimnazjum. Rządowe wyprawki dostanie więc zaledwie 150 tys. uczniów więcej niż w tym roku.

Na wyprawki rząd wyda 113 mln zł. Uczeń pierwszej i drugiej klasy szkoły podstawowej może dostać 150 zł, trzeciej %07- 170 zł. W gimnazjum będzie 280 zł na ucznia. Kto dostanie tę pomoc? Tylko rodziny, w których dochód na osobę nie przekracza ustawowego minimum socjalnego: 351 zł. Dyrektor szkoły będzie jednak mógł przyznać wyprawkę dziecku z rodziny o nieco wyższych dochodach, ale w trudnej sytuacji: sierotom i półsierotom, dzieciom alkoholików czy narkomanów.

Warto przypomnieć, że jeszcze rok temu minister Katarzyna Hall obiecywała, że po wprowadzeniu nowych programów nauczania wszyscy pierwszoklasiści z podstawówek i gimnazjów dostaną podręczniki od państwa - za darmo. Z tej obietnicy wycofała się rakiem. Ostatnia tak szeroka wymiana podręczników miała miejsce w 1999 roku, gdy rząd AWS wprowadził nowe programy i rozpoczął wielką reformę edukacji.

Ekipa Tuska - po wycofaniu się także z zakupu laptopów dla gimnazjalistów - obiecuje teraz jedynie pomoc w informatyzacji szkół. Na jeden komputer przypada dziś 11 uczniów, w dodatku korzystają z niego tylko na lekcji informatyki. Mniej niż 2 proc. gimnazjów ma szybki, bezprzewodowy internet.

- W województwie łódzkim aż 21 proc. gimnazjów w ogóle nie ma internetu - przyznaje Tomasz Arabski, minister w kancelarii premiera, który odpowiadał za program "Komputer dla ucznia". Rząd obiecuje sfinansować internet dla wszystkich gimnazjów do końca w 2010 r. Rok później uczniowie mają mieć już dostęp do szybkiego internetu (minimum 10 Mb na sekundę).

Który sześciolatek idzie do szkoły

Wczoraj senatorowie PO zgłosili na polecenie rządu poprawki do ustawy oświatowej.
Po budżetowych cięciach wreszcie wiadomo, kiedy i na jakich zasadach sześciolatki pójdą do pierwszej klasy. Pilotaż reformy ruszy już we wrześniu tego roku. Do pierwszej klasy może pójść każde dziecko, które w 2009 roku ukończy sześć lat. Warunki są trzy:

- rodzic musi wystąpić z wnioskiem do dyrektora szkoły o przyjęcie dziecka
- dyrektor może odmówić, jeżeli w jego szkole nie ma warunków dla o rok młodszych dzieci
- sześciolatek musiał wcześniej przez rok chodzić do przedszkola, a jeśli nie chodził - musi uzyskać pozytywną opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej, która zagwarantuje, że poradzi sobie w szkole.

Identyczne zasady będą obowiązywać aż do 2012 roku, gdy wszystkie dzieci będą już miały obowiązek pójścia do szkoły w wieku sześciu lat.
W tym roku szkoły mogą starać się o unijne pieniądze na wyposażenie klas i świetlic dla młodszych o rok uczniów. Nie będzie na to specjalnych dotacji z budżetu państwa. Po rządowych cięciach wydatków we wszystkich resortach na reformę obniżającą wiek szkolny Ministerstwu Edukacji Narodowej pozostało tylko 40 mln złotych.

Magdalena Kula  -  POLSKA Dziennik Zachodni
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Jesteś panną? Spróbuj to udowodnić
« Odpowiedź #617 dnia: Marzec 15, 2009, 09:26:59 am »
Jesteś panną? Spróbuj to udowodnić - a dziecko dostanie się do przedszkola  ::)



Jesteś panną? Spróbuj to udowodnić

Olga Szpunar2009-03-14,

Krakowscy urzędnicy zobowiązali dyrektorów przedszkoli do sprawdzania stanu cywilnego rodziców, którzy zapisują do nich swoje dzieci. Tymczasem zdobycie zaświadczenia o panieństwie lub kawalerstwie graniczy z cudem.


Wdowa, wdowiec, rozwódka, rozwodnik, osoby przebywające w separacji - z zaświadczeniami, że podlega się pod któreś z tych kryteriów nie ma problemu. Ale jak udowodnić, że jest się panną lub kawalerem? Kiedyś takie informacje zawarte były w dowodzie osobistym. Dziś Pani Elżbieta Mrzygłód, która zapisuje swoją córkę Zosię do przedszkola wie, że w jej przypadku udowodnienie stanu cywilnego to nie prosta sprawa. Za to bezcenna, gdy chce się zapewnić maluchowi miejsce w krakowskim przedszkolu.

Deklaracja, że samotnie wychowuje się dziecko, otwiera drzwi do każdego z nich. Za spełnienie tego kryterium dziecko dostaje 232 pkt. To wystarczy, by prześcignęło kolegów spełniających wszystkie inne kryteria wymyślone przez miejskich urzędników.

A może ślub na wyspach
?

Urząd Stanu Cywilnego w Podegrodziu odmówił pani Elżbiecie wydania zaświadczenia, że jest panną: - Usłyszałam, że mojego panieństwa udowodnić się nie da, bo urząd nie ma gwarancji, że nie wzięłam ślubu na przykład w Wielkiej Brytanii, a zaświadczenie jeszcze nie zdążyło dotrzeć - opowiada mama Zosi.

Urzędy tłumaczą się podobnie. Maria Rusowicz, zastępca dyrektora USC w Krakowie: - Żaden dokument wystawiony przez nas, że ktoś jest panną lub kawalerem nie będzie do końca wiarygodny. Przecież ktoś mógł wziąć ślub za granicą lub nawet w innym mieście, a informacja stamtąd jeszcze do nas nie dotarła - informuje.

Po takie zaświadczenia ustawiają się jednak kolejki samotnych matek i ojców, którzy w tym roku zapisują swoje dzieci do przedszkoli w Krakowie. Do sprawdzania stanu cywilnego rodziców ich dyrektorzy zostali zobowiązani przez miejskich urzędników. Powód? W mieście, w którym co roku do przedszkoli wybranych przez rodziców nie dostaje się około stu maluchów, zdesperowani rodzice kłamali, że samotnie wychowują dzieci.

- Przeglądając złożone drogą elektroniczną podania ze zdziwieniem czytałem, że dobrzy znajomi, u których niedawno byłem z wizytą są po rozwodzie - przyznaje pracownik firmy Silvermedia, która prowadzi internetową rekrutację do przedszkoli.

- Wiem od znajomych, którzy skłamali, że nie mieli z tego powodu żadnych kłopotów - informował nas pan Łukasz, który w ubiegłym roku zapisywał syna do przedszkola.

Choć rodzice podpisywali się pod tekstem: "Pouczony o odpowiedzialności karnej z art. 233 kodeksu karnego oświadczam, że podane dane są zgodne ze stanem faktycznym. Przyjmuję do wiadomości, że dyrektor przedszkola (...) może zażądać przedstawienia dokumentów potwierdzających dane". W ubiegłym roku mało kto jednak te dane weryfikował.

Nie potwierdzam

Z naszych informacji wynika, że dziś (rekrutacja rozpoczęła się 1 marca i potrwa do końca miesiąca) dane rodziców weryfikują prawie wszyscy. W tym dyrektorka przedszkola, do którego Elżbieta Mrzygłód próbuje zapisać Zosię.

Dyrektor wydziału edukacji Jan Żądło podkreśla, że podstawą prawną, na mocy której dyrektorzy mają żądać od rodziców zaświadczeń z USC jest rozporządzenie ministra edukacji o warunkach rekrutacji do przedszkoli. Nie słyszał o kłopotach z wydawaniem przez urząd zaświadczeń, za to w sprawie pani Elżbiety zastanawia się nad interwencją. Co jednak z zaświadczeniami dla innych rodziców? - Co najwyżej możemy poświadczyć, że pod aktem urodzenia danej osoby nie ma przypisku o zawarciu małżeństwa - informuje Maria Rusowicz. I ostrzega: - Takie zaświadczenie jest ważne jeden dzień.

Dodatkowo po mało wiarygodny dokument rodzice urodzeni poza Krakowem muszą zgłosić się do urzędów odpowiadającym miejscowościom gdzie się urodzili.

Dyrektor Jan Żądło obiecał sprawdzić całą sprawę do poniedziałku. Wczoraj poprosiliśmy również o komentarz resort edukacji, który ustalił sporne kryterium naboru. Czekamy na odpowiedź.





Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
http://wyborcza.pl/1,88975,6354236,Jestes_panna__Sprobuj_to_udowodnic.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Notebooki zamiast książek
« Odpowiedź #618 dnia: Kwiecień 07, 2009, 09:05:43 am »
Notebooki zamiast książek
Magdalena Warchala, Katowice2009-04-07,
 
Pierwsi w Polsce - trzecioklasiści z SP nr 33 w Katowicach - dostali wczoraj notebooki, które zastąpią im podręczniki.

W klasie IIIa uczy się 24 dzieci. Śląskie Kuratorium Oświaty i Urzędu Wojewódzkiego przekazało im komputery Classmate PC, z których będą się uczyć do końca podstawówki. Komputery wyglądają jak zabawki: mają odporną na upadki obudowę, wodoodporną klawiaturę i niepsujący wzroku ekran. Do ich pamięci wgrano wszystkie podręczniki.

Tematem pierwszej lekcji była Polska i jej sąsiedzi. Elżbieta Bryl, wychowawczyni IIIa, wyświetliła na ścianie mapę Europy Środkowej, program zaczął kreślić granice Polski, a lektor opowiadał o państwach, z którymi sąsiadujemy. Uczniowie na komputerach dopasowywali flagi do każdego kraju, a nauczycielka na swoim laptopie śledziła pracę każdego dziecka. Gdy Vanessa pomyliła flagi, pani Elżbieta wysłała jej wiadomość tekstową (jak na Gadu-Gadu). W ten sam sposób uczniowie zadawali jej pytania.

SP 33 dostała notebooki za darmo. Ufundowała je firma Intel, a wydawnictwa wyposażyły w elektroniczne wersje podręczników, atlasów i encyklopedii.


Źródło: Gazeta Wyborcza
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #619 dnia: Kwiecień 10, 2009, 09:23:28 am »
Szokujące pytanie w zadaniu dla uczniów

"Jak powinni ustawić się chrześcijanie, aby zginęli sami Turcy?". To nie jest pytanie z wojennej broszury, lecz z zadania matematycznego dla szkół podstawowych - pisze "Tygodnik Powszechny".
Miniatury matematyczne dla szkół podstawowych, zeszyt 12. Na stronie 35 kontrowersyjne zadanie:


"Na pokładzie przechylonego sztormem statku, który w każdej chwili może zatonąć, przebywa piętnastu chrześcijan i piętnastu Turków. Aby uratować łódź, trzeba sprawić, by była lżejsza, dlatego połowa ludzi musi być wyrzucona za burtę. Jeden z chrześcijan zaproponował, by wszyscy ustawili się wkoło i za burtę wyskakiwała każda co dziewiąta osoba. Jak powinni ustawić się chrześcijanie, aby zginęli sami Turcy?" - czytamy w "Tygodniku Powszechnym".

Nad takim zadaniem matematycznym głowią się uzdolnieni uczniowie szkół podstawowych, którzy przygotowują się do słynnego międzynarodowego konkursu "Kangur Matematyczny". Znalazło się ono w 12. zeszycie serii "Miniatury matematyczne dla szkół podstawowych", opublikowanym w 2004 r. przez toruńskie wydawnictwo Aksjomat.

Wydawca i współautor książki Piotr Nodzyński zżyma się na zainteresowanie tym zadaniem. – Przecież nie jest ono wymysłem autorów, nikt z nas w najmniejszym stopniu nie chciał nawoływać do nienawiści. Gdybym sam je wymyślił, poczuwałbym się do winy. Ale przecież nie mieliśmy żadnych złych intencji. Dla mnie najważniejszy był model matematyczny, po którym może zabrakło informacji, że jego realistyczny kontekst jest nieistotny. Tu się trzeba znać na matematyce, nie chodzi o mordowanie Turków - mówi w wywiadzie dla "Tygodnika Powszechnego" Nodzyński.

Wydawca podkreśla, że zadanie było publikowane w wielu dostępnych dziś źródłach, także obcojęzycznych: angielskich, niemieckich, francuskich, rosyjskich.

Formalnie "Miniatury matematyczne" nie są podręcznikiem, jednak do dziś można je znaleźć na półkach w księgarniach

http://wiadomosci.onet.pl/1950528,11,item.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
"Moje dziecko śpi na podłodze"
« Odpowiedź #620 dnia: Kwiecień 16, 2009, 09:04:38 am »
Co sądzicie na ten temat?
(pomijając wymogi sanepidu)


"Moje dziecko śpi na podłodze"

W części krakowskich przedszkoli dzieci po obiedzie relaksują się przy bajce lub muzyce, leżąc. Ale nie na leżaku ani materacu. Na dywanie. Dyrektorzy placówek uważają, że nie ma potrzeby kupować leżaków, bo w większości placówek nie ma zwyczaju leżakowania. Ale dzieciom zdarza się zasypiać. Co wtedy? Niektórzy rodzice godzą się na odpoczynek na dywanie, ale wielu to denerwuje. Wolą jednak otwarcie nie krytykować tych praktyk. O spaniu na dywanie poinformowali ci zaniepokojeni. Nie wiedzą, co o tym myśleć.


Zaniemówiłem, gdy wszedłem niespodziewanie na salę i zobaczyłem synka przysypiającego na podłodze - zdradza tata dwuletniego chłopca z prywatnego przedszkola numer 4 (chce zachować anonimowość). - Ponoć jeśli dziecko zaśnie, przedszkolanki później wyciągają leżaki, i przenoszą go. Stuprocentowej pewności jednak nie mam, bo podczas zapisywania dziecka mówiono nam wyraźnie, że dzieci odpoczywają na leżakach. A kto wie, jak jest na co dzień? - dodaje.

Babcia, która zaprowadza codziennie wnuczkę do przedszkola nr 139, też była zaskoczona, że jej dziewczyna leży na dywanie po obiedzie. - Nie jest tam brudno. Wątpię jednak, czy sanepid może zgodzić się na takie rozwiązanie. Poza tym, czy to jest wygodne? - zastanawia się Czytelniczka "Krakowskiej". Zdaniem Anny Armatys, rzecznik wojewódzkiego sanepidu, ani leżakowanie, ani odpoczynek na dywanie nie jest dopuszczalny. Podkreśla, że w każdym przedszkolu powinno się dbać o zachowanie bezpieczeństwa sanitarnego.


- Żadne karimaty i koce, tylko leżak i koniec, kropka - zaznacza. - Jeśli rodzice mają wątpliwości co do jakości odpoczynku swoich dzieci w placówce, to mogą kierować swoje pytania i interwencje do powiatowego sanepidu. Zajmiemy się tą sprawą - kwituje Armatys. Co na to dyrektorzy przedszkoli? Anna Bujak-Miłaszewska, dyrektor przedszkola nr 4 zapewnia, że dzieci gdy tylko zasną na dywanie, przenoszone są na leżaki. W prywatnym przedszkolu nr 1 dzieci odprężają się na poduszkach i kocykach wyścielonych także na dywanie. Teresa Pilch,szefowa placówki przekonuje,że odpoczynek maluszków jest całkowicie bezpieczny.

- A poza tym na 10 minut relaksu na dywanie przy bajce zgodzili się rodzice - mówi. W przedszkolu nr 139 jest podobna sytuacja. Dzieci biorą kocyki i poduszki przyniesione z domu i odpoczywają. - Owszem, niektóre zasypiają, bo to małe dzieci i potrzebują jeszcze snu. Ale to właśnie rodzice wyrazili chęć,by maluszki nie spały w przedszkolu - twierdzi dyrekcja.

W placówce więc leżakowania jako takiego nie ma. Z leżakowaniem zaś w krakowskich przedszkolach jest istny chaos. W jednych jest obowiązkowe, w innych powinny spać tylko trzylatki. W kolejnych w ogóle leżakowania nie ma, a w jeszcze innych pełna demokracja - kto chce - ten śpi, a kto nie - tylko leży. Nikt natomiast nie może zabronić maluchom odpoczynku. I tu pojawia się kłopot. Bo zasypiają na dywanie...

ANNA GÓRSKA

(kab)

źródło



Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Dzieci hałasują. Sąsiedzi: zamknąć przedszkole!
« Odpowiedź #621 dnia: Kwiecień 16, 2009, 09:13:50 am »


Dzieci hałasują. Sąsiedzi: zamknąć przedszkole!

Dzień przed rozpoczęciem rekrutacji rodzice dzieci z katowickiego Przedszkola nr 78 dowiedzieli się, że placówka przestanie istnieć, bo zaczęła przeszkadzać sąsiadom


Przedszkole od 27 lat działało na pierwszym piętrze bloku przy ul. Radockiego w dzielnicy Piotrowice. Opiekę miało tu 50 dzieci. W zeszłym roku pojawił się problem. 20 lokatorów bloku poskarżyło się Spółdzielni Mieszkaniowej Silesia, że przedszkolaki są uciążliwymi, bo hałaśliwymi sąsiadami. Spółdzielnia wypowiedziała placówce umowę najmu. Przedszkole może korzystać z pomieszczeń tylko do końca tego roku szkolnego.

Rodzice poprosili spółdzielnię o zmianę decyzji. Pod petycją zebrali aż 550 podpisów, udało im się przekonać nawet lokatorów bloku. - Sąsiadki, które zbierały podpisy przeciwko przedszkolu, okłamały ich, że miasto ma dla nas nową, lepszą siedzibę - wyjaśnia Iwona Haśnik, mama czteroletniego Bartka.

Przedstawiciele spółdzielni zapewnili, że przedłużą umowę placówce do czasu, aż miasto znajdzie przedszkolakom nową siedzibę. Niedawno okazało się jednak, że miejscy urzędnicy wcale nie zamierzają jej szukać. Dwa dni przed rozpoczęciem naboru Ewa Tecław-Majeran, dyrektorka przedszkola, otrzymała polecenie z magistratu, by nie przyjmowała nowych przedszkolaków. Urzędnicy poinformowali, że o losie placówki postanowią na przełomie kwietnia i maja, czyli już po zakończeniu rekrutacji w mieście.

- Oboje z mężem pracujemy, na nianię nas nie stać. Nie wiem, co zrobimy, gdy nam zamkną przedszkole - załamuje ręce Anna Musiał, mama pięcioletniej Natalii i czteroletniego Kuby. Jak większość rodziców zapisała dzieci do pobliskiego Przedszkola 93. Boi się jednak, że nie zostaną przyjęte, bo na 183 miejsca zgłosiło się już 240 kandydatów, a wnioski wciąż napływają. Słyszała, że listy rezerwowe są we wszystkich katowickich przedszkolach.

Załamana jest też Justyna Małyszka, mama pięcioletniej Julii. Nawet jeśli inne przedszkole przyjmie jej córkę, dla dziewczynki będzie to duży stres. - Tutaj każda nauczycielka jest ciocią, dzieci jest niewiele, a wszystkie to sąsiedzi, z którymi Julia spotyka się też popołudniami na podwórku. Po co wrzucać ją w obce środowisko, skoro za rok znów będzie musiała przyzwyczajać się do nowego otoczenia w szkole? - pyta Justyna.

Tecław-Majeran dziwi się z kolei, że przedszkole zaczęło przeszkadzać sąsiadom dopiero teraz. - Gdy posyłali tu własne dzieci, nie narzekali na hałas - mówi dyrektorka.

Ewa Nowak, wiceprezes ds. ekonomicznych spółdzielni Silesia wyjaśnia, że pierwsze skargi zaczęły napływać już w 1987 r. Pochodziły jednak od pojedynczych lokatorów, których dało się obłaskawić. Protest mieszkańców to niejedyny powód wypowiedzenia umowy. - Placówka powstała w latach 80., kiedy były potrzebne przedszkola dla dzieci wyżu demograficznego. Zorganizowana tymczasowo, dziś nie spełnia norm, m.in. przeciwpożarowych - mówi Nowak.

Dodaje, że podpisy pod petycją w obronie przedszkola złożyło wiele osób spoza osiedla, nawet z Lędzin i Tychów. - Domyślam się, że to dziadkowie przedszkolaków, którzy zrobili to w trosce o wnuki, ale oni nie muszą przecież znosić dziecięcych śpiewów i tupotu za ścianą, na które skarżą się lokatorzy - mówi wiceprezes spółdzielni.

Mieczysław Żyrek, naczelnik wydziału edukacji katowickiego magistratu, uspokaja, że wszystkie dzieci z Przedszkola 78 na pewno znajdą miejsce w Przedszkolach nr 93 i 81. - Zerówki z tych placówek przeniesiemy do SP nr 27, zwolnią się więc miejsca dla młodszych dzieci - zapewnia naczelnik.

żródło[/ur;]

(do scal)
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

agnieszka.nauczyciel

  • Gość
Dni Otwarte Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Nr 1 w Gdyni
« Odpowiedź #622 dnia: Maj 04, 2009, 08:29:08 pm »
Dyrekcja, grono pedagogiczne oraz uczniowie Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego Nr 1 w Gdyni, ul. Płk Dąbka 277 zapraszają na Dzień Otwarty Szkoły, który odbędzie się 9 maja 2009 r. w godzinach 9.00 - 14.00.

W programie:
- przedstawienie oferty zajęć edukacyjno - terapeutycznych placówki,
- możliwość konsultacji w zakresie terapii psychologicznej, logopedycznej (w tym komunikacji pozawerbalnej), pedagogicznej, ruchowej,

Będzie możliwość wzięcia udziału w:
- zajęciach z wykorzystaniem metody Dobrego Startu i biblioterapii,
- zajęciach metodą Ruchu Rozwijającego Weroniki Sherborne, - terapii percepcji wzrokowej z wykorzystaniem programu M. Froestig w korelacji z zajęciami komputerowymi,
- apelu I poziomu nauczania,
- zajęciach z ceramiki,
- zajęciach terapii gipsem,
- zajęciach z "bukieciarstwa",
- grupowych zajęciach logopedycznych,
- indywidualnych zajęciach logopedycznych z prezentacją nowoczesnych urządzeń o wysokiej technologii wspomagających rozwój kompetencji komunikacyjnych,
- prezentacji specjalistycznych programów komputerowych wspomagających rozwój mowy,
- zajęciach z zakresu stymulacji audio-psycho-lingwistycznej według Tomatisa,
- terapii metodą EEG-Biofeedback,
- terapii polisensorycznej.

Przewidziany jest kiermasz prac uczniów, loteria fantowa, piknik oraz występy artystyczne. "

 

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Odp: Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #623 dnia: Maj 29, 2009, 08:03:33 am »
Punkty za pochodzenie decydują o przyjęciu do liceum


Który z dwóch gimnazjalistów z taką samą liczba punktów na świadectwie dostanie się do liceum? Ten, który jest dzieckiem nauczyciela - przekonuje "Metro".


Córka jednej z czytelniczek gazety w tym roku kończy gimnazjum. Naukę chce kontynuować w I LO im. gen. Józefa Bema w Ostrołęce. Choć to jedno z najlepszych liceów w mieście, była pewna, że z przyjęciem do szkoły nie będzie problemu. Teraz już nie jest.

Spowodowane jest to absurdalnymi przepisami. - Jeśli do szkoły będzie więcej chętnych niż miejsc, to pierwszeństwo mają dzieci nauczycieli. Przecież to skandal! - mówi czytelniczka i informuje, że taki zapis widnieje wśród tegorocznych kryteriów rekrutacji.

Faktycznie, wśród zasad naboru znajduje się punkt mówiący, iż przy identycznej liczbie punktów przyznanych za wyniki testu gimnazjalnego oraz ocen na świadectwie, pierwszeństwo ma uczeń będący dzieckiem nauczyciela, pracownika oświaty, którego rodzice są absolwentami I LO, lub którego rodzeństwo do niej uczęszcza.

Pomimo faktu, iż kurator oświaty zabronił szkole korzystania z tego zapisu, nie został on wykreślony ze statutu. (mm)
http://media.wp.pl/kat,41794,wid,11172599,wiadomosc.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline zija

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 433
    • http://dzieciom.pl\4687
Nie IQ, lecz chęć szczera
« Odpowiedź #624 dnia: Czerwiec 13, 2009, 12:30:00 pm »
http://portalwiedzy.onet.pl/4868,11123,1561063,1,czasopisma.html

Nie IQ, lecz chęć szczera

W etnicznej mozaice Ameryki trzy grupy radzą sobie wyjątkowo dobrze: Azjaci, Żydzi i czarni z Karaibów. Być może wypływa z tego jakaś nauka dla nas wszystkich.

Amerykanie pochodzenia azjatyckiego znani są z tego, że zawyżają średnie ocen w szkołach całego kraju i w efekcie stanowią ponad 20 procent studentów Harvardu.

Żydom przypada około jednej trzeciej nagród Nobla otrzymywanych przez Amerykanów, zaś wyższe wykształcenie ma jedna czwarta osób dorosłych pochodzenia żydowskiego i tylko 6 procent ogółu populacji.

Ludzie o korzeniach karaibskich, jak Colin Powell, mają o jedną trzecią większe szanse niż Afro-Amerykanie by ukończyć college i także średni dochód w ich gospodarstwie domowym jest o blisko jedną trzecią wyższy.

Sytuacja tych trzech grup może pomóc w rozwianiu mitu sukcesu jako rezultatu wyłącznie intelektu, ponieważ należą one do trzech różnych ras i mają odrębną historię. W debacie nad rolą czynników wrodzonych i wychowania byłby to argument za specyficznym wychowaniem koncentrującym się na edukacji. Sukces tych grup może również być ważną lekcją dla ciebie, dla mnie, dla naszych dzieci – i dla szerszych wysiłków na rzecz uporania się z biedą w kraju.

Na każdą z tych grup powołuje się w swej świetnej książce "Intelligence and How to Get It." Richard Nisbett. Nisbett, profesor psychologii na University of Michigan, twierdzi, że to, co nazywamy inteligencją, jest bardzo plastyczne i niewiele zawdzięcza uwarunkowaniom genetycznym.

– Sądzę, że mamy mocne dowody świadczące o tym, iż geny nie wpływają na różnice IQ między białymi i czarnymi – mówi, dodając, że genetycznych różnic w inteligencji nie ma prawdopodobnie również między białymi i Azjatami. Jeśli chodzi o Żydów, pewne niezbyt rygorystyczne pod względem naukowym badania stwierdziły nieco wyższy od średniej IQ u Żydów aszkenazyjskich, ale już nie u sefardyjskich. Nisbett jest tu jednak sceptyczny, zauważając, że wyniki te uzyskano na podstawie niedostatecznie reprezentatywnych próbek.

Zdecydowanie jednak przeważają dowody, twierdzi Nisbett, że te trzy grupy wyróżnia nie przewaga wrodzona, lecz tendencja do maksymalnego wykorzystania posiadanych możliwości.
Obszerne badania nad grupą Amerykanów pochodzenia chińskiego, którzy początkowo radzili sobie nieco gorzej od innych Amerykanów w werbalnej części testów IQ i tak samo w części logicznej, wykazały, że już w szkole mieli  lepsze wyniki od swych rówieśników, prawdopodobnie dlatego, że pilniej się uczyli.

Amerykanie chińskiego pochodzenia dwa razy rzadziej niż inne dzieci powtarzali klasę, a w szkole średniej szło im zdecydowanie lepiej niż Amerykanom pochodzenia europejskiego z takim samym IQ. W wieku dorosłym, 55 procent z nich wykonywało zawody o wysokim statusie, a wśród białych tylko jedna trzecia. Dla odniesienia sukcesu jako specjalista lub na stanowisku kierowniczym biali potrzebowali IQ na poziomie około 100, natomiast osobom pochodzenia chińskiego wystarczało 93. Mówiąc krótko, umiały one osiągnąć więcej niż biali mający teoretycznie taką samą inteligencję.

Wspólną cechą tych trzech grup może być nacisk na przykładanie się do nauki, być może powiązany z sytuacją imigranta. Szczególny szacunek dla zdobywania wiedzy mają Chińczycy i Żydzi, wśród których wszyscy mężczyźni posiadali umiejętność czytania – by mogli zapoznać się z Talmudem – około 1700 lat wcześniej niż inne grupy.

Podobną rolę odegrał w Chinach konfucjanizm i jego szacunek dla edukacji. W niektórych chińskich wioskach wciąż można zobaczyć szczątki pomników wznoszonych ku czci mieszkańców, którym udało się zdać cesarskie egzaminy. Jeśli w jakimś amerykańskim miasteczku mieszka ktoś, kto ma doktorat, nie jest on kandydatem na pomnik, lecz potencjalnym źródłem pieniędzy.

Wśród ludzi pochodzenia karaibskiego dwa czynniki sukcesu wydają się najważniejsze: pracowitość uważana za niezbędną imigrantom oraz pełna rodzina. Rezultatem są wyższe zarobki i ojcowie bardziej zaangażowani w wychowanie dzieci.

Jakie wnioski płyną stąd dla społeczeństwa amerykańskiego?

Otóż okazuje się, że najlepszą bronią w walce z biedą nie jest zasiłek, ale edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja. W przypadku rodzin zagrożonych może to zacząć się od wizyt pracowników socjalnych, którzy zachęcą do tak podstawowych rzeczy, jak rozmowa z dziećmi. Jedno z badań wykazało, że dziecko osób z wyższym wykształceniem słyszy w ciągu pierwszych trzech lat życia około 30 milionów słów, a czarne dziecko wychowywane w sierocińcu zaledwie 10 milionów, co w szkole postawi je na starcie w dużo gorszej sytuacji.

Następnym krokiem powinno być wprowadzenie intensywnych programów opieki przedszkolnej, poprawa poziomu nauczania w szkołach podstawowych i średnich oraz działania na rzecz pokrycia kosztów edukacji w college’u. Najważniejszy wniosek jest bardzo krzepiący: sukces zależy nie tyle od wrodzonych zdolności intelektualnych, ile od pracowitości i wytrwałości. Jak ujmuje to Nisbett: – Inteligencja i osiągnięcia w nauce w bardzo dużym stopniu zależą od nas samych.
kamila 22l porażenie mózgowe  i epi wygasła

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Dzieci z kłopotami, czyli zwykłe.
« Odpowiedź #625 dnia: Lipiec 10, 2009, 07:40:42 pm »
Dzieci z kłopotami, czyli zwykłe
Olga Szpunar2009-07-09, ostatnia aktualizacja 2009-07-09 22:26
 
Dorastanie to trudne zadanie - wszystkie dzieci napotykają na jakieś kłopoty. A ich wynikiem jest często utrata zaufania do dorosłych. Dlatego na koloniach często powstaje drugie życie, o którym dorośli nie wiedzą albo nie chcą wiedzieć - rozmowa z psychologiem Olgą Haller.

Olga Szpunar: We wtorek pisaliśmy o Janku, który został odesłany z kolonii do domu, bo wychowawcy nie umieli sobie z nim poradzić. Nie sprostał, bo miał kiepską kadrę?

Olga Haller, psycholog, terapeuta z Centrum Counsellingu Gestalt w Krakowie: - Trudno mi wyrokować; kadra powinna być przygotowana do rozwiązywania trudności wychowawczych, ale to nie takie proste. Jeżdżę na obozy od 15 lat, prowadzą je specjaliści, a decyzje o odesłaniu do domu też się zdarzają. Zawsze jest to wyraz bezradności dorosłych, ale czasem jedyna rozsądna decyzja.

Dziecko jedzie na obóz dla trudnej młodzieży i zostaje odesłane, bo nie potrafią sobie z nim poradzić! Skoro zawiedli najlepsi specjaliści, gdzie ma szukać pomocy?

- Są dzieci, które przyjeżdżają na obóz z ogromnymi problemami. One nie są w stanie wypoczywać. Walczą o przetrwanie w grupie, przyjmując role agresora, błazna, kozła ofiarnego. Ich zachowanie jest krzykiem o pomoc. Wychowawcy powinni postawić granice takim zachowaniom i wesprzeć w trudnych przeżyciach. Tyle że czasem nawet najlepsi mogą temu nie podołać. Czasem terapią trzeba objąć całą rodzinę, dwa tygodnie, które dziecko spędzi na obozie, nic tu nie dadzą, a mogą nawet zaszkodzić

Zaszkodzić?

- Tak, bo opiekunowi, który nie potrafi pomóc, pozostaje bezradne przypatrywanie się destrukcyjnym zachowaniom dziecka. A brak reakcji dorosłych jest demoralizujący i dla konkretnego dziecka, i dla całej grupy. Wychowawcy muszą wyznaczyć dzieciom granice, które będą dla nich oparciem. Tak wygląda zdrowa socjalizacja.

A więc odesłanie z obozu do domu też może mieć zbawienny wpływ?

- Pod warunkiem że młody człowiek nie zostanie z tym sam, w przekonaniu, że jest zły, ale dlatego, że złe było jego zachowanie i teraz musi ponieść jego konsekwencje. Takie jest życie, że wszyscy ponosimy konsekwencje swoich czynów. Bardzo ważne, by młodym ludziom to jak najwcześniej uświadomić.

Zwłaszcza tym z kłopotami.

- Wie pani, mój mąż, również terapeuta, zwykł mawiać: "Dzieci z kłopotami, czyli zwykłe". Dorastanie to trudne zadanie - wszystkie dzieci napotykają na jakieś kłopoty. A ich wynikiem jest często utrata zaufania do dorosłych. Dlatego na koloniach często powstaje drugie życie, o którym dorośli nie wiedzą albo nie chcą wiedzieć.

Od tego są wychowawcy, by interweniować z takich przypadkach.

- Wychowawca nie może być wszędzie. Ale jak już się dowie o problemie, musi umiejętnie zareagować. Omówić sprawę ze wszystkimi i szukać rozwiązania. Często ten widoczny winowajca to wierzchołek góry lodowej. A góra składa się z innych - mniej widocznych osób.

Janek opowiadał mamie, że to starsi koledzy namawiali go do złego zachowania. Mówili "idź, kopnij panią".

- Czyli trafiłam w sedno.

Tyle że to Janek został odesłany z obozu, a koledzy zostali.

- To jest bardzo demoralizujące. Ci starsi chłopcy mają kolejne doświadczenie zrobienia w balona dorosłych. To może tylko wzmocnić ich zaburzenia.

By odkryć prawdziwą przyczynę złego zachowania dziecka na kolonii i umieć sobie z nią poradzić, trzeba specjalistów.

- By zostać wychowawcą na kolonii, wystarczy przejść trzydniowy kurs! W tak krótkim czasie nie można nauczyć się być skutecznym wychowawcą. Trzeba jednak też zobaczyć drugą stronę. Stowarzyszenia, które najczęściej organizują obozy dla dzieci trudnych, nie mają worków pieniędzy. Stoją przed dylematem: zabrać dzieci, żeby wypoczęły czy nie brać ich, bo nie ma wykwalifikowanej kadry, która kosztuje. Na kolonie często jadą więc ludzie "z papierem", ale bez realnych umiejętności. Mają entuzjazm i zapał, ale w wielu trudnych sytuacjach wychowawczych to za mało.

Olga Haller- psycholog, terapeuta z Centrum Counsellingu Gestalt w Krakowie, w latach 90. jeździła obozy terapeutyczne dla trudnej młodzieży organizowane przy współpracy Ministerstwa Zdrowia. Obecnie organizuje wakacyjne wypoczynkowe obozy z psychoedukacją w ramach Centrum Counsellingu Gestalt:


Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Magda D

  • Gość
Nowy punkt wspomagający rozwój dzieci w Gdyni
« Odpowiedź #626 dnia: Sierpień 11, 2009, 11:25:47 am »
Dla wszystkich zainteresowanych zajęciami dla dzieci w Gdyni - przez sierpień i połowę września prowadzone są zapisy na zajęcia w "Akademii Kreatywnego Malucha" Gdynia. Więcej informacji na stronie:
www.kreatywnymaluch.pl
Polecam

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach