Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Artykuły - Nowości szkolne  (Przeczytany 316104 razy)

Offline BasiaB

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 2730
    • http://www.michalek_b.republika.pl/index.html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #550 dnia: Luty 12, 2008, 03:58:12 pm »
15 gdańskich przedszkoli do "prywatyzacji" - od września placówki nie dla sześciolatków
09.02.2008
Rodzice piętnaściorga dzieci urodzonych w 2002 r. z Przedszkola nr 45 w Gdańsku przygotowali protest do władz miasta. fot. robert kwiatek

Władze Gdańska chcą, aby od września wszystkie sześciolatki poszły do szkolnych zerówek. W przedszkolach będą miejsca tylko dla trzy-, cztero- i pięciolatków. Urzędnicy przekonują, że to najlepszy sposób na rozwiązanie problemu braku miejsc w przedszkolach. Rodzice, przede wszystkim dzieci rocznika 2002, są oburzeni, ponieważ o zmianach dowiadują się dopiero teraz.

- Decyzja ta wymusi wiele działań nas jako rodziców, na które w tej chwili nie byliśmy przygotowani, a przewidywaliśmy dopiero w 2009 roku - żali się pan Mariusz, nasz czytelnik i ojciec 5-latka. - Dlaczego dowiadujemy się "5 minut przed 12-stą"?

Regina Białousów, dyrektor Wydziału Edukacji w Urzędzie Miejskim w Gdańsku, zapewnia, że zarówno dyrektorzy przedszkoli, jak i szkół podstawowych zostali powiadomieni o wszystkim już rok temu.
- O planach władz miasta dowiedziałam się w środę - mówi Elżbieta Chmura, dyrektor Przedszkola nr 45 w Gdańsku. - Faktycznie wspominano o tym rok temu, ale nie w formie jakichś konkretnych decyzji. Rodzice zostali poinformowani za późno. Uważam, że rodzice dzieci urodzonych w 2002 r. powinni mieć nadal możliwość wyboru, bo ich ta zmiana dotyka najbardziej.

Do gdańskich zerówek przedszkolnych uczęszcza 1300 dzieci, a szkolnych 2300. Zmiany dotknęłyby więc ok. 1/3 sześciolatków.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, pomysł zatwierdził już prezydent Gdańska i popiera go większość radnych. Dzięki tym zmianom miasto chce lepiej przygotować się do planowanych zmian w ustawie oświatowej. Katarzyna Hall, minister edukacji, planuje bowiem, by w 2009 r. wszystkie 6-latki posłać do szkół, ale już nie do zerówek, tylko klas pierwszych.

- Ominie nas problem, gdzie umieścić pięciolatki, kiedy tę grupę wiekową obejmie obowiązek przedszkolny - mówi Białousów.

Dodajmy, że ustawa gwarantuje obecnie gminie prawo wyboru, gdzie będzie realizowany obowiązek przygotowania przedszkolnego. W Sopocie na przykład w ogóle nie ma zerówek w szkołach.

Szkoły podstawowe przygotowują się na przyjęcie 6-latków. Powstaną tam specjalne oddziały zerówkowo-świetlicowe, tak aby dzieci mogły przebywać jedynie wśród rówieśników. Rodzice nie będą musieli też ponosić kosztów opłaty stałej, jak w przedszkolach. Za dodatkową opłatą i według życzeń rodziców szkoły będą mogły natomiast zapewnić zajęcia np. z języka angielskiego.

- Mamy bardzo dobrą kadrę, która jest przygotowana do pracy z najmłodszymi - uspokaja Elżbieta Anna Miąskowska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Gdańsku. W tej szkole dla zerówek zaadaptowane zostaną dodatkowo dwie sale.

- Uchwała zostanie uchwalona na przełomie kwietnia i maja, tak abyśmy zdążyli przed majowym naborem elektronicznym do placówek - wyjaśnia Białousów.

"Prywatyzacji" ciąg dalszy

W Gdańsku w ciągu ostatnich kilku lat z publicznych na niepubliczne przemianowano 7 przedszkoli. Lada dzień prezydent Gdańska podpisze listę kolejnych 15 placówek, które zostaną "sprywatyzowane" w 2008 r. Dla miasta to spora oszczędność, bo w takich placówkach będzie pokrywać 75 zamiast 100 procent kosztów. "Prywatyzacja" nie jest obligatoryjna, a deklaracje składają dyrektorzy. Dyrektorom postawiono warunki - nie mogą wzrosnąć opłaty (w zamian miasto użyczy budynek z wyposażeniem), muszą zatrudnić jak najwięcej z dotychczasowych pracowników (część z nich zostanie zatrudnionych w zerówkach w SP), muszą zapewnić szeroką ofertę i współpracować z miastem - system rekrutacji elektronicznej. Nie mogą też przyjmować 6-latków (tylko 3-5-latków).

Są alternatywne rozwiązania

Rozmowa ze Zdzisławem Szudrowiczem, pomorskim kuratorem oświaty.

- Co Pan sądzi o propozycji gminy Gdańsk, aby sześciolatki już od września realizowały obowiązek przygotowania przedszkolnego tylko w zerówkach szkolnych?

- Oficjalna informacja jeszcze do mnie nie dotarła. Rozumiem tę decyzję tylko jako możliwość zapewnienia większej liczby miejsc w przedszkolach publicznych. Potrzeba znalezienia dodatkowych miejsc dla dzieci sprawia, że Urząd Miasta szuka różnych rozwiązań. Podobne pomysły nie sprawdziły się dotąd w innych miastach. Zawsze należy szukać rozwiązań najlepszych i zgodnych z obowiązującą ustawą o systemie oświaty. Nauka sześciolatka w szkole ma swoje zalety - dziecko od razu wciąga się w strukturę szkolną, więcej czasu poświęca się na naukę niż na zabawę, a także są lepsze warunki do prowadzenia zajęć ruchowych.

- Czy istnieją alternatywne sposoby rozwiązania problemu braku miejsc w gdańskich przedszkolach?

- Pewne rozwiązania tej kwestii proponuje rozporządzenie o innych formach wychowania przedszkolnego, które weszło w życie niedawno, bo 25 stycznia. Zakłada ono możliwość tworzenia przez podmioty niepubliczne placówek dziennego pobytu, dla 3-25 dzieci, a więc takie małe przedszkola są możliwe do realizacji w nowym roku szkolnym. Można również pomyśleć o budowie nowych przedszkoli, bo nie wszystkie dzieci w bieżącym roku szkolnym mogą uczęszczać do przedszkola.

O 10 za mało

W Gdańsku jest 68 przedszkoli publicznych i 29 niepublicznych. W ubiegłym roku w publicznych placówkach miejsca nie było dla ok. 1200 dzieci, to tak, jakby brakowało 10 przedszkoli.
Agata Cymanowska  -  POLSKA Dziennik Bałtycki
źródło
Basia - mama Michałka z ZD lat 16

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #551 dnia: Luty 13, 2008, 09:48:16 pm »
Niemowlaki do szkół

Jeśli chcesz, aby twoje dziecko uczyło się w elitarnej podstawówce, nie czekaj z zapisem do ostatniej chwili. W wielu szkołach nie ma już wolnych miejsc nawet na rok szkolny, który zacznie się za pięć lat

Za dobrą szkołę społeczną lub prywatną co miesiąc trzeba płacić od 400 do 600 zł, ale chętnych nie brakuje. Mało tego. Miejsca rezerwowane są na wiele lat do przodu.

- Ostatnio przyszła do nas pani w trzecim miesiącu ciąży. Chciała zapisać do szkoły jeszcze nienarodzone dziecko - opowiada Lucyna Łupińska ze Społecznej Szkoły Podstawowej nr 4 Społecznego Towarzystwa Oświatowego w Białymstoku. - To był rekord, fakt, ale normą jest zaklepywanie miejsc dla kilkumiesięcznych maluszków.

Oblężenie podstawówek

W białostockiej szkole lista dzieci urodzonych w 2007 roku, które na pewno zostaną przyjęte, jest już zamknięta. Podobnie jest w najlepszych szkołach w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu i Szczecinie. Spieszyć się powinni sopocianie - w Sopockiej Autonomicznej Szkole Podstawowej jest jeszcze szansa na zapisanie dzieci urodzonych rok i dwa lata temu. Tyle że w tej szkole nie wystarczy nawet wygranie wyścigu pt. "kto pierwszy, ten lepszy". Kilka miesięcy przed rozpoczęciem edukacji specjalna komisja ocenia dzieciaki, czy dojrzały emocjonalnie, by uczyć się w tej elitarnej podstawówce.

- Chodzi o to, że u nas już od zerówki dzieci mają tygodniowo po trzy godziny niemieckiego i angielskiego. Nie każdy sześciolatek jest na to gotowy - mówi Ewa Juraszek, dyrektorka sopockiej szkoły.

Kazimierz Budnik, szef Zespołu Szkół Podstawowych nr 5 STO w Krakowie, przekonuje jednak, że warto przejść nawet bardzo trudną rekrutację, aby zapewnić dziecku naukę w dobrej szkole.

- Po pierwsze, daje ona gwarancję nauki na wysokim poziomie. Klasy są nieduże, więc nauczyciel ma czas zająć się każdym uczniem indywidualnie. Wie, które dziecko z czym ma problem - wyjaśnia Budnik. - Ale wbrew pozorom płatna szkoła to także oszczędność i pieniędzy, i czasu - przekonuje.

U nas jest wszystko

Szkoły społeczne i prywatne zapewniają bowiem swoim uczniom całą gamę zajęć pozalekcyjnych - basen, rytmikę, kółka zainteresowań, odrabianie lekcji.

- Nie trzeba dziecka nigdzie wozić, nie trzeba układać specjalnego grafiku, kiedy i co. Poza tym trzeba pamiętać, że w naszych szkołach uczymy na bardzo wysokim poziomie języków obcych. Dzieci nie potrzebują żadnych dodatkowych korepetycji, co w przypadku szkół publicznych jest normą - mówi Ewa Juraszek.

Dla rodziców liczy się jeszcze jeden fakt - po świetnej społecznej podstawówce dziecko niemal automatycznie przechodzi do równie dobrego społecznego gimnazjum (z reguły szkoły obu poziomów funkcjonują pod szyldem zespołu szkół).

- A od liczby punktów zdobytych na egzaminie kończącym gimnazjum zależy, do jakiej szkoły średniej dostanie się mój synek. Od punktów zdobytych na maturze zależą jego studia, dlatego wolę od początku zapewnić mu najlepszych nauczycieli. Dzięki temu jestem spokojniejszy o jego przyszłość - mówi Krzysztof, ojciec rocznego Przemka. Kilka tygodni temu zapisał go do najlepszej białostockiej podstawówki.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #552 dnia: Luty 17, 2008, 12:41:46 pm »
Zamach na wakacje
 
Matury w lipcu, dłuższe ferie i krótsze wakacje. Nad taką rewolucją na polecenie minister edukacji Katarzyny Hall pracuje dolnośląskie kuratorium oświaty
Pod koniec stycznia pomysł zmian zaproponował przebywającej we Wrocławiu minister Hall miejscowy oddział Stowarzyszenia Dyrektorów Szkół Średnich, niezwiązanej z MEN ogólnopolskiej organizacji nauczycieli. Izabela Koziej, dyrektorka wrocławskiego IX LO i prezeska stowarzyszenia, jest przekonana, że organizacja roku szkolnego wymaga poważnej korekty: - Od dawna szukamy rozwiązań, jak efektywnie uczyć w czasie matur. Spora grupa nauczycieli musi równocześnie egzaminować maturzystów i uczyć młodsze klasy. To nie do pogodzenia. Tracą na tym i młodsi uczniowie, i maturzyści. Poza tym uczniowie i nauczyciele są przemęczeni długim rokiem szkolnym. Uważamy więc, że przydałyby się częstsze przerwy w nauce.

Zmiany, które proponuje Stowarzyszenie Dyrektorów Szkół Średnich, to rewolucja w szkole. Po pierwsze, matura miałaby być przesunięta nawet na początek lipca. To wydłużyłoby okres nauki maturzystom. Młodsze klasy byłyby już na wakacjach. Poza tym szkoły miałyby dodatkowy tydzień ferii na przełomie października i listopada. Potem kolejne ferie zimą i wiosną. Rok szkolny zaczynałby się 20 sierpnia.

Minister edukacji Katarzyna Hall uznała propozycje za interesujące i poleciła dolnośląskiej kurator oświaty Beacie Pawłowicz, by przygotowała symulację nowego kalendarza roku szkolnego. - Chcemy w ciągu dwóch tygodni opracować i przesłać do ministerstwa propozycję zmian - mówi pani kurator.

W szkołach opinie o zmianach są podzielone. - A co z nauczycielami, którzy sprawdzają matury? Zgodzą się, żeby im skrócić wakacje o cały miesiąc? - zastanawia się Stefan Inglot, wicedyrektor III LO we Wrocławiu. Innego zdania jest Grażyna Kozińska, wicedyrektorka XIII LO: - Żeby przygotować się do egzaminu dojrzałości, uczniowie mają zaledwie 2,5 roku efektywnej pracy. To za mało, a matura to nie pestka. Teraz robimy, co możemy, nadganiamy materiał, zostajemy w szkole popołudniami. Ale tak być nie powinno.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #553 dnia: Luty 20, 2008, 08:51:17 am »
A może by tak zamiast wydłużać to skrócić rok szkolny o miesiąc (może być i o dwa miesiące ;) )
i niech mają dzieci odrobinę więcej wolnego czasu -wakacji - to i z maturami się wyrobią spokojnie :P


 :roll:
Kto nie lubi "To lubię"?
Aleksandra Pezda2008-02-20
 
MEN nie dopuszcza podręcznika "To lubię", bo nie ma w nim Polski - "zapachu dojrzewających zbóż, krów na pastwiskach, rolników orzących pole i towarzyszących im wron". Są za to "smoki (bardzo dużo smoków)"


"To lubię" to seria podręczników do polskiego od IV klasy podstawówki do liceum.

W szkołach jest już od 15 lat, autorzy postanowili więc ją uaktualnić. Posłali do MEN wersję dla V klasy. Od kwietnia 2007 r. czekają na zgodę. Bezskutecznie.

Może książka jest niedobra?

- To najlepszy z podręczników do polskiego - zapewnia prof. Barbara Chrząstowska, redaktor naczelna "Polonistyki", która sama jest autorką konkurencyjnej książki dla licealistów.

Barbara Maria Płodzień, polonistka z rzeszowskiej podstawówki, pracuje z "To lubię" od 12 lat: - Nie prowadzi nauczyciela po sznurku, nie preparuje czytanek, tylko każe uczniom korzystać z literatury, kształtuje spojrzenie krytyczne, uczy swobody wypowiedzi. A każdy tekst wychodzi od tego, co jest uczniowi bliskie.

Może więc to pech?

Pech nr 1:
Teresa Izworska, katechetka i działaczka Stowarzyszenia Rodzin Katolickich z Wrocławia zatrudniona przez Romana Giertycha. To wciąż ona decyduje w MEN o dopuszczaniu podręczników. Wydawcy mówią o niej "cenzor".

Już raz, w październiku ub.r., pisaliśmy, że nie dopuściła nowego podręcznika do historii, bo jedna z recenzentek - Małgorzata Żaryn (żona szefa pionu edukacji IPN) - nakazała usunąć treści o zajęciu przez Polskę Zaolzia jako "nie do końca pożądane".

To również Izworska blokowała podręcznik biologii, bo nie chcieli dopisać, że wkładka domaciczna działa wczesnoporonnie, i podręcznik do angielskiego, bo były tam lekcje o Halloween, które "nie przystają do naszej tradycji".

Pech nr 2: recenzenci. W przypadku "To lubię" Izworska kierowała się recenzją prof. Krystyny Waszak. Językoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego uznała bowiem, że "To lubię" jest nie dość patriotyczne i zawiera "propagandowe" treści ekologiczne ("Wprowadzanie zamętu za pomocą modnej od pewnego czasu ekologii nie jest wskazane w podręczniku szkolnym").

Recenzentów było aż 12, bo wydawnictwo odwoływało się od negatywnych opinii. Niektórzy zapominali np., że podręcznik ma dwie części, więc w książce do literatury szukali gramatyki i odwrotnie.

Wreszcie jednak wydawcy "To lubię" pod koniec 2007 r. dostali certyfikat na literacką część podręcznika. Ale na drugą - do nauki o języku - nie. Bo już za czasów minister Katarzyny Hall książka dostała kolejną recenzję - negatywną.

Pech nr 3 nazywa się dr Franciszek Nieckula z Uniwersytetu Wrocławskiego. Dowodzi, że podręcznik jest „najgorszą formą krzewienia obskuranckiego neopoganizmu”. Że „opowiada się o odległych światach”, a „treści rodzime (czyli utwory polskich pisarzy, odwołania do polskiego krajobrazu i tradycji) zajmują raptem 40 stron, podczas gdy treści obce aż 110, i nie można tak „uczyć dzieciaków miłości do kraju”. Na koniec Nieckula wyraża radość, że jest „już starym człowiekiem, bo za nic nie chciałby żyć w społeczeństwie jakichś kosmopolitycznych cyborgów kształconych na podręcznikach w rodzaju » To lubię! «”.

Zgodnie ze standardem MEN każdy podręcznik sprawdza czterech recenzentów z listy, na którą kandydatów typują m.in. uniwersytety. MEN chce mieć wszystkie opinie pozytywne (czasem recenzent stawia warunki, wydawca może z nimi polemizować). Przy jednej opinii negatywnej MEN może powołać arbitra - gdy on zaakceptuje podręcznik, ten idzie do druku. W takiej recenzji musi się znaleźć m.in.: ocena zgodności z podstawą programową danego przedmiotu i szczegółowa ocena poprawności merytorycznej i dydaktycznej. Tego akurat w recenzji autorstwa dr. Nieckuli zabrakło. Było za to wiele poezji (patrz obok).

- Nieszczęście polega na tym, że "To lubię" dostaje za recenzentów ideologów albo ignorantów - mówi współautorka serii Agnieszka Kłakówna.

Żaden podręcznik bez zgody MEN nie może być używany w szkołach. Wydawca "To lubię" zaryzykował i sprzedał nową wersję nauczycielom. "To lubię" dla klas VI czeka na druk, aż z MEN wywietrzeje IV RP.

Nadzieje, że wiatr historii dotrze jednak do ministerstwa, obudziła w "Gazecie" wczoraj rzeczniczka MEN Joanna Dutkiewicz: - Nie przedłużyliśmy pani Izworskiej umowy o pracę. Od marca już nie będzie pracować.

Fragmenty recenzji dr. Franciszka Nieckuli podręcznika "To lubię" dla klasy V

("Nie ma odzwierciedlenia, choćby fragmentarycznego, składników ojczystej przyrody - wróbli, sikorek, jaskółek, bocianów, jeży, wiewiórek, zajęcy, saren; nie ma polnych kwiatków, roślin, drzew, grzybów, poziomek, jeżyn; nie ma zapachów siana i koniczyny; nie ma krów na pastwiskach, rolników orzących pole i towarzyszących im wron; nie ma zapachu dojrzewających łanów zboża i jesiennych ognisk na kartofliskach (pieczenia ziemniaków). (...) Ale znajdujemy tam opowieści o łapaniu kangurów w Australii, o jakichś edenach w Anglii...".

•  „Najwyższy niepokój budzi jednak we mnie treść bardzo wielu czytanek - te wiedźmy, hobbity, muminki, trolle, czary. Gżdacze, Wielkomiludy, skrzaty, czarownice, potwory, wampiry, smoki (bardzo dużo smoków), a wszystko w scenerii, gdzie » ciemno, mokro i zimno «. Przerażający świat folkloru mrocznej północy. Ile tego śmiecia, tego szlamu można wtłoczyć w główki 10- i 11-letnich dzieci? (...) Przecież to najgorsza forma krzewienia obskuranckiego neopoganizmu! (...) Zostawmy miejsce tylko dla mitów Greków i Rzymian oraz dla rodzimych baśni i podań, jeśli w nich dostrzeżemy jakieś wartości poznawcze i wychowawcze”.


•  „Mamy pieśni i hymny patriotyczne, religijne (np. kolędy), parareligijne (np. pastorałki), wojskowe (np. » O mój rozmarynie «), partyzanckie (np. » Dziś do ciebie przyjść nie mogę «), powstańcze (np. » Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój «), harcerskie ( » Płonie ognisko i szumią knieje «), turystyczne (np. » Jak dobrze nam zdobywać góry «), ludowe (np. » Zasiali górale żyto «), biesiadne (np. Mickiewiczowskie » Hej, użyjmy żywota «), poetyckie, a nawet ortograficzne (np. » Żółta żaba żarła żur «) i inne (...). Do każdego podręcznika z » języka polskiego «dla szkoły podstawowej powinna być dołączona płyta CD z piosenkami (...). Na zachętę ofiaruję Autorom myśl Norwida: » z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie, Dwie tylko: poezja i dobroć... i więcej nic «".

Więcej newsów, więcej źródeł. Zobacz Zoom24.pl


Źródło: Gazeta Wyborcza
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #554 dnia: Luty 29, 2008, 02:44:30 pm »
Żeby dyrektor wszystko widział, a uczeń się nie rozpraszał

Marcin Czyżewski, Katowice2008-02-29
 
W żywieckiej szkole średniej dyrektor w każdej chwili można z korytarza skontrolować, co dzieje się na lekcji. Dzięki weneckim lustrom w klasowych drzwiach.
Uczeń trzeciej klasy: - Niedługo będę pełnoletni i wolałbym być poważnie traktowany.

Nauczycielka angielskiego Małgorzata Słonka: - Teraz już się przyzwyczaiłam.

Dyrektor Zespołu Szkół Mechaniczno-Elektrycznych w Żywcu kazał zamontować drzwi z lustrem po wizycie w Szwecji. Tam co prawda w drzwiach były zwykłe szyby, - i widać przez nie było nie tylko to, co, co jest w klasie, ale i to, co na korytarzu.

- Gdyby u nas były zwykłe szyby, uczniów by to rozpraszało. Chodzi też o prewencję. W naszej szkole nie było żadnych drastycznych przypadków, ale gdyby jakiemuś uczniowi przyszło do głowy zrobić na lekcji coś nieodpowiedzialnego, to będzie miał świadomość, że ktoś z zewnątrz może to zobaczyć - tłumaczy dyrektor Bogusław Wyleciał. - Wiem, że mogę być krytykowany, ale tu chodzi o bezpieczeństwo. Gdy kilka lat temu zaczęliśmy zamykać szkołę na klucz, też nas krytykowali, a teraz robi to większość szkół - dodaje.

Przed rokiem lustra weneckie zamontowano także w zawierciańskim Gimnazjum nr 1. - Uczniowie na początku się irytowali, że będą podglądani. Nauczyciele mieli obawy, że to ich będę kontrolować. Tymczasem po dwóch tygodniach większość o lustrach zapomniała - mówi dyrektor Katarzyna Jaworska.

Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia, krytykuje lustra weneckie. - Zaburzają proces wychowawczy, źle wpływają na poczucie bezpieczeństwa uczniów i nauczycieli, a przede wszystkim uczą podglądactwa. Nie mam nic przeciwko szybom w drzwiach. One też umożliwiają obserwowanie tego, co dzieje się w klasie. Ale wtedy wszystko odbywa się na jasnych, uczciwych zasadach - mówi Osuch.


Źródło: Gazeta Wyborcza
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4974466.html

Mulesia

  • Gość
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #555 dnia: Luty 29, 2008, 03:16:57 pm »
Nauczyciele grożą strajkiem

piątek 29 lutego 2008 06:04

W tym roku nie będzie matur?

PAP / ANDRZEJ GRYGIEL

Oświatowa "Solidarność" i ZNP będą razem protestować przeciwko zbyt niskim rządowym propozycjom podwyżek płac dla nauczycieli. Nie wykluczają strajku w trakcie matur. Już w najbliższy poniedziałek w szkołach ma rozpocząć się referendum strajkowe - pisze DZIENNIK.

Dzisiaj mija termin, jaki związki zawodowe dały rządowi na zmiany w sprawie płac i rozwiązań emerytalnych dla pedagogów. Propozycja podwyżek, które zaproponował MEN - 200 zł brutto dla nauczycieli stażystów i 185 dla nauczycieli mianowanych i dyplomowanych - nie satysfakcjonuje związkowców. Ale nic w tej kwestii się nie zmieni. "Rozporządzenie zostanie podpisane w formie, jaką zaprezentowaliśmy na początku" - powiedziała nam Krystyna Szumilas, wiceminister edukacji. To oznacza, że już w poniedziałek w szkołach rozpocznie się referendum strajkowe. Tym razem ramię w ramię zamierzają protestować ZNP i oświatowa "Solidarność". "Być może wspólny protest zwróci uwagę rządu na nauczycielskie postulaty" - mówi Wojciech Jaranowski, rzecznik oświatowej "Solidarności".

Czego domagają się nauczyciele oprócz wyższych podwyżek jeszcze w tym roku? "W trakcie styczniowej manifestacji minister Michał Boni obiecywał nam, że w połowie lutego otrzymamy do zopiniowania pakiet rozwiązań emerytalnych dla nauczycieli. Miały się także rozpocząć rozmowy na temat podwyżek płac w kolejnych latach, które miały doprowadzić do zwiększenia wynagrodzeń nauczycieli w 2010 r. o 50 proc." - wyjaśnia Sławomir Broniarz, szef ZNP. Dodaje, że do tej pory rząd nie wywiązał się z tych obietnic.

Referendum ma potrwać miesiąc. Na początku kwietnia na podstawie jego wyników zapadnie decyzja o strajku. Pod uwagę brane są trzy terminy - jeden z nich wypada w kwietniu, kiedy odbywa się egzamin gimnazjalny, drugi - w maju w trakcie matur, a trzeci - pod koniec roku szkolnego, kiedy klasyfikuje się uczniów.

MEN nie ma sobie nic do zarzucenia. "10-proc. podwyżka płac dla nauczycieli to trzy razy więcej, niż proponował rząd PiS" - przekonuje Szumilas. I dodaje, że już za kilka tygodni MEN zamierza rozpocząć rozmowy z nauczycielami o podwyżkach w kolejnych latach.

Artur Grabek
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article131411/W_tym_roku_nie_bedzie_matur_.html

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #556 dnia: Luty 29, 2008, 09:01:14 pm »
O podręcznikach do j. polskiego z serii "To lubię"

Kto nie lubi "To lubię?"

Aleksandra Pezda

MEN nie dopuszcza podręcznika "To lubię", bo nie ma w nim Polski - "zapachu dojrzewających zbóż, krów na pastwiskach, rolników orzących pole i towarzyszących im wron". Są za to "smoki (bardzo dużo smoków)"

"To lubię" to seria podręczników do polskiego od IV klasy podstawówki do liceum.

W szkołach jest już od 15 lat, autorzy postanowili więc ją uaktualnić. Posłali do MEN wersję dla V klasy. Od kwietnia 2007 r. czekają na zgodę. Bezskutecznie.

Może książka jest niedobra?

- To najlepszy z podręczników do polskiego - zapewnia prof. Barbara Chrząstowska, redaktor naczelna "Polonistyki", która sama jest autorką konkurencyjnej książki dla licealistów.

Barbara Maria Płodzień, polonistka z rzeszowskiej podstawówki, pracuje z "To lubię" od 12 lat: - Nie prowadzi nauczyciela po sznurku, nie preparuje czytanek, tylko każe uczniom korzystać z literatury, kształtuje spojrzenie krytyczne, uczy swobody wypowiedzi. A każdy tekst wychodzi od tego, co jest uczniowi bliskie.

Może więc to pech?

Pech nr 1: Teresa Izworska, katechetka i działaczka Stowarzyszenia Rodzin Katolickich z Wrocławia zatrudniona przez Romana Giertycha. To wciąż ona decyduje w MEN o dopuszczaniu podręczników. Wydawcy mówią o niej "cenzor".

Już raz, w październiku ub.r., pisaliśmy, że nie dopuściła nowego podręcznika do historii, bo jedna z recenzentek - Małgorzata Żaryn (żona szefa pionu edukacji IPN) - nakazała usunąć treści o zajęciu przez Polskę Zaolzia jako "nie do końca pożądane".

To również Izworska blokowała podręcznik biologii, bo nie chcieli dopisać, że wkładka domaciczna działa wczesnoporonnie, i podręcznik do angielskiego, bo były tam lekcje o Halloween, które "nie przystają do naszej tradycji".

Pech nr 2: recenzenci. W przypadku "To lubię" Izworska kierowała się recenzją prof. Krystyny Waszak. Językoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego uznała bowiem, że "To lubię" jest nie dość patriotyczne i zawiera "propagandowe" treści ekologiczne ("Wprowadzanie zamętu za pomocą modnej od pewnego czasu ekologii nie jest wskazane w podręczniku szkolnym").

Recenzentów było aż 12, bo wydawnictwo odwoływało się od negatywnych opinii. Niektórzy zapominali np., że podręcznik ma dwie części, więc w książce do literatury szukali gramatyki i odwrotnie.

Wreszcie jednak wydawcy "To lubię" pod koniec 2007 r. dostali certyfikat na literacką część podręcznika. Ale na drugą - do nauki o języku - nie. Bo już za czasów minister Katarzyny Hall książka dostała kolejną recenzję - negatywną.

Pech nr 3 nazywa się dr Franciszek Nieckula z Uniwersytetu Wrocławskiego. Dowodzi, że podręcznik jest „najgorszą formą krzewienia obskuranckiego neopoganizmu”. Że „opowiada się o odległych światach”, a „treści rodzime (czyli utwory polskich pisarzy, odwołania do polskiego krajobrazu i tradycji) zajmują raptem 40 stron, podczas gdy treści obce aż 110, i nie można tak „uczyć dzieciaków miłości do kraju”. Na koniec Nieckula wyraża radość, że jest „już starym człowiekiem, bo za nic nie chciałby żyć w społeczeństwie jakichś kosmopolitycznych cyborgów kształconych na podręcznikach w rodzaju » To lubię! «”.

Zgodnie ze standardem MEN każdy podręcznik sprawdza czterech recenzentów z listy, na którą kandydatów typują m.in. uniwersytety. MEN chce mieć wszystkie opinie pozytywne (czasem recenzent stawia warunki, wydawca może z nimi polemizować). Przy jednej opinii negatywnej MEN może powołać arbitra - gdy on zaakceptuje podręcznik, ten idzie do druku. W takiej recenzji musi się znaleźć m.in.: ocena zgodności z podstawą programową danego przedmiotu i szczegółowa ocena poprawności merytorycznej i dydaktycznej. Tego akurat w recenzji autorstwa dr. Nieckuli zabrakło. Było za to wiele poezji (patrz obok).

- Nieszczęście polega na tym, że "To lubię" dostaje za recenzentów ideologów albo ignorantów - mówi współautorka serii Agnieszka Kłakówna.

Żaden podręcznik bez zgody MEN nie może być używany w szkołach. Wydawca "To lubię" zaryzykował i sprzedał nową wersję nauczycielom. "To lubię" dla klas VI czeka na druk, aż z MEN wywietrzeje IV RP.

Nadzieje, że wiatr historii dotrze jednak do ministerstwa, obudziła w "Gazecie" wczoraj rzeczniczka MEN Joanna Dutkiewicz: - Nie przedłużyliśmy pani Izworskiej umowy o pracę. Od marca już nie będzie pracować.


Fragmenty recenzji dr. Franciszka Nieckuli podręcznika "To lubię" dla klasy V

- "Nie ma odzwierciedlenia, choćby fragmentarycznego, składników ojczystej przyrody - wróbli, sikorek, jaskółek, bocianów, jeży, wiewiórek, zajęcy, saren; nie ma polnych kwiatków, roślin, drzew, grzybów, poziomek, jeżyn; nie ma zapachów siana i koniczyny; nie ma krów na pastwiskach, rolników orzących pole i towarzyszących im wron; nie ma zapachu dojrzewających łanów zboża i jesiennych ognisk na kartofliskach (pieczenia ziemniaków). (...) Ale znajdujemy tam opowieści o łapaniu kangurów w Australii, o jakichś edenach w Anglii...".

-  „Najwyższy niepokój budzi jednak we mnie treść bardzo wielu czytanek - te wiedźmy, hobbity, muminki, trolle, czary. Gżdacze, Wielkomiludy, skrzaty, czarownice, potwory, wampiry, smoki (bardzo dużo smoków), a wszystko w scenerii, gdzie » ciemno, mokro i zimno «. Przerażający świat folkloru mrocznej północy. Ile tego śmiecia, tego szlamu można wtłoczyć w główki 10- i 11-letnich dzieci? (...) Przecież to najgorsza forma krzewienia obskuranckiego neopoganizmu! (...) Zostawmy miejsce tylko dla mitów Greków i Rzymian oraz dla rodzimych baśni i podań, jeśli w nich dostrzeżemy jakieś wartości poznawcze i wychowawcze”.

-  „Mamy pieśni i hymny patriotyczne, religijne (np. kolędy), parareligijne (np. pastorałki), wojskowe (np. » O mój rozmarynie «), partyzanckie (np. » Dziś do ciebie przyjść nie mogę «), powstańcze (np. » Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój «), harcerskie ( » Płonie ognisko i szumią knieje «), turystyczne (np. » Jak dobrze nam zdobywać góry «), ludowe (np. » Zasiali górale żyto «), biesiadne (np. Mickiewiczowskie » Hej, użyjmy żywota «), poetyckie, a nawet ortograficzne (np. » Żółta żaba żarła żur «) i inne (...). Do każdego podręcznika z » języka polskiego «dla szkoły podstawowej powinna być dołączona płyta CD z piosenkami (...). Na zachętę ofiaruję Autorom myśl Norwida: » z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie, Dwie tylko: poezja i dobroć... i więcej nic «".

Źródło: Gazeta Wyborcza


Kangur, krowa i nadmiar smoków

Aleksandra Pezda

Rozmowa z Agnieszką Kłakówną, współautorką serii podręczników "To lubię!"

 Nie chcemy, żeby po lekcji dzieci deklarowały: "Od tej pory ze wstrętem będę kupował coca-colę albo wcale".


Podręcznik do języka polskiego "To lubię!" dla klasy piątej to prawdziwy "półkownik" - nie może się przebić w Ministerstwie Edukacji od kwietnia 2007 roku. Był recenzowany dwanaście razy, dostał cztery negatywne opinie. Bez zgody MEN nie powinien trafić do szkół. Kłopot w tym, że to nie jest nowy podręcznik. Z serii "To lubię!" od klasy czwartej podstawówki do liceum korzystają uczniowie od 15 lat. Jednak autorzy pechowo dla siebie postanowili wydać wznowienia. I zaczęły się kłopoty.

Poloniści uważają, że "To lubię!" to ambitny i dobry podręcznik, ale recenzenci zarzucają mu brak patriotyzmu, kosmopolityzm i krzewienie "obskuranckiego neopoganizmu".

Kiedy napisaliśmy o tym w "Gazecie", na internetowym forum zaczęła się dyskusja. Wielu internautów wzięło stronę recenzentów - domagają się "polskości" i "krzewienia kultury narodowej" w podręcznikach do polskiego.

Pytania, które zadałam w tej rozmowie, to cytaty z wypowiedzi internautów - czytelników "Gazety" i recenzentów podręcznika.


Dlaczego uczy pani języka polskiego na "Harrym Potterze"? Czy w Anglii uczą dzieci na polskich bajkach?

- Najgorzej jest udawać, że czegoś nie ma, chociaż jest, i nie rozmawiać o tym z dziećmi. A "Harry'ego Pottera" polskie dzieci czytają, więc trzeba z nimi o tym rozmawiać. Jeśli angielskie dzieci czytają polskie bajki, ich nauczyciele też powinni z nimi o tym rozmawiać. W naszym podręczniku zamieściliśmy fragmencik tej książki - i tylko dlatego, że jest w nim bardzo dobra relacja z meczu, która udaje relację na żywo, a to jest pod względem językowym ciekawy problem. Zresztą to tylko jeden z przykładów w naszej książce, dajemy też inne, można wybierać, porównywać.

Ale czy to nie jest tworzenie podręczników pod gusta dzieciaków, chociaż podręczniki powinny gusta kształtować?

- Ależ staramy się te gusta kształtować. Tylko po prostu nie podajemy jednej prawdy do wierzenia. Za to nad każdym przykładem zastanawiamy się: jak coś się dzieje? nad czym warto pomyśleć?

Dajemy np. wizerunki różnych Mikołajów: biskupa świętego i takiego z reklamy coca-coli, i Mikołajki-Śnieżynki. To nam właśnie jedna z recenzentek, dr Krystyna Waszakowa z Uniwersytetu Warszawskiego, zarzuciła: „Pokazane na tej samej stronie fotografie przedstawiające »Mikołajów «, »Mikołajkę «, a nawet »psa-Mikołaja « świadczą o tym, że dla Autorów te »nowinki « są dalszym ciągiem tradycji, gdy w rzeczywistości mamy do czynienia z przypadkiem drastycznej, czasem agresywnej, komercjalizacji i niesmacznej desakralizacji”.

My oczywiście o komercjalizacji i desakralizacji słyszeliśmy. I o tym na tej lekcji chcemy rozmawiać. Czy biskupowi nie dzieje się krzywda? Czy autorom tych różnych Mikołajów chodzi o to samo? Tylko nie chcemy, aby nasz program działał w taki sposób, że po lekcji dzieci złożą deklarację: "Od tej pory ze wstrętem będę kupował coca-colę albo wcale".

"W podręczniku prawie nie istnieje Polska, prawie nie ma w nim Polaków - są ludzie i zwierzęta" - uważa dr Waszakowa. A innemu recenzentowi książki, dr. Franciszkowi Nieckule, zabrakło "wróbli, sikorek, jaskółek, bocianów, jeży, wiewiórek, zajęcy, saren" i skarcił panią, za opowieść "o łapaniu kangurów w Australii".

- Kangury były akurat z powieści Alfreda Szklarskiego - bardzo polskiej i pełnej postaci klasycznych polskich patriotów.

A rozmaite zwierzątka służą w podręczniku m.in. do kształtowania pojęcia mitu. Pokazujemy, na czym mit polega, że poprzez mity ludzie chcą np. wyjaśnić pewne zjawiska. Dajemy mity afrykańskie, indiańskie, greckie - różne. Żeby pokazać, że każda kultura próbuje wyjaśniać zjawiska w podobny sposób, że mechanizm jest wspólny, a tylko realia związane są z terytorium, z którego mit się wywodzi. Że m.in. za pomocą mitów człowiek próbuje sobie radzić ze światem.

Ale może właśnie w ten sposób produkujecie "kosmopolityczne cyborgi", jak twierdzi dr Nieckula?

- Nieprawda. Tylko wychodzimy z założenia, że człowiek nie istnieje poza kulturą, że nie da się go z tej kultury wyjąć. Bierzemy najszerszą definicję kultury, z której wynika, że kultura jest środowiskiem człowieka, a jednym z jej elementów jest język.

Dr Nieckula zarzucił też naszej książce nadreprezentatywność smoków. Ale przecież smok - najogólniej - symbolizuje zło. Dziecko obserwuje, co się dzieje z tym smokiem, który pojawia się w literaturze czy mitach, i jak ludzie sobie z nim radzą. Czyli jak walczą ze złem. Chodzi o to, że zamiast podawać dziecku gotowe definicje, pokazujemy mu przykłady. Dlatego w podręczniku jest "bardzo dużo smoków": i ten od św. Jerzego, i Bazyliszek, i Wawelski, i smok Tolkiena.

No a "polskość" i "krzewienie własnej kultury?" Dlaczego w pani podręczniku "nie ma krów i rolników orzących pole"?

- Jest jedno zadanie z krową! Rozmawiamy przy tej okazji z dziećmi o różnych przejawach zainteresowania zwierzętami: o zoo, hodowli, hotelach dla zwierząt itd. Zastanawiamy się, dlaczego różne organizacje używają wizerunków zwierząt jako swoich symboli. Dlaczego ekolodzy nie wezmą sobie do logo np. smoka zamiast gołąbka? I właśnie dlatego, że się martwimy, że coraz mniej jest zaoranych pól, rozmawiamy z dziećmi o ekologii, zamiast uczyć ich upraw.

Ale proszę się nie martwić - są też w książce inne polskie zwierzęta. Tylko nie wszystkie w jednym tomie, bo w jednej klasie nie można dać wszystkiego. A w MEN nie może się przebić tylko podręcznik do klasy V, gdzie nieszczęśliwie występuje tylko jedna krowa. W ogóle chodzi nam o to, żeby wyposażyć dziecko w język, którym może mówić o różnych sprawach.

Tym, co tak naprawdę sprawia kłopot recenzentom, jest układ naszego programu. Bo my wielokrotnie wracamy do tych samych problemów. Ale dzięki temu, jeśli dziecko opuści jakąś lekcję "To lubię!", nic się nie stanie. O tym, co straciło w tym momencie, będzie jeszcze na pewno mowa na innych lekcjach.

Zaczynamy zaś zawsze od tego, co dziecku najbliższe. Mówimy na przykład o domu i stale do tego wracamy, tak by w końcu, może w maturalnej klasie, może wcześniej, stało się dla uczniów jasne, że "dom" to archetyp, do którego człowiek ciągle się odwołuje. Odkrywamy różne znaczenie tego słowa: pytamy, jak to się dzieje, że są nazwy: "dom rodzinny", "dom studencki" i "dom chleba", dlaczego mówi się, że ktoś jest już "w domu Ojca"? O jaki dom w takim wypadku chodzi? I stopniowo poszerzamy granice poznania: o najbliższe otoczenie, region, Polskę, w końcu świat, kosmos. To wszystko jest przecież naszą ojczyzną.

Przy tym oczywiście odwołujemy się także do mitów i legend polskich, a np. w podręczniku do klasy czwartej mamy cały rozdział poświęcony Polsce.

Nasz pech polega na tym, że recenzenci na ogół oczekują, żeby uczyć dzieci tego samego, czego ich uczono. Albo tego, co sami umieją.

Pisze nam recenzent dr Nieckula: "Dzieci od wieków takie same się rodzą". To prawda. Ale rodzą się w innym kontekście kulturowym.

Tak, ale czy 10-letnie dziecko ma poznawać świat tylko na podstawie literatury fantasy?

- Skąd słowo "tylko"? Staramy się, żeby teksty były różnorodne. Nie ma tylko fantasy, są też realistyczne. O, proszę, otworzyłam na fragmencie "Antka" Bolesława Prusa. To mój ulubiony, jak to Antek nie mógł sobie poradzić w szkole z literami. Przypominam sobie, że kilka lat temu z tego powodu spotkał nas zarzut ze strony prawicowej prasy, że propagujemy gejów. Bo Antek dostawał w szkole na rozgrzewkę razy, a lał go facet, i to niestety na goły tyłek. Te same zarzuty stawiano nam przy "Nowych szatach cesarza". Wiadomo - tam też się pojawia goły facet.

Jak sobie uczeń poradzi bez znajomości części mowy, części zdania?

- To wszystko jest w podręczniku. Ale bez definicji i wykuwania zasad. Uczymy w kontekście: za każdym razem, kiedy to potrzebne, nauczyciel mówi - to jest czasownik. Albo: napisałeś tekst, usuń z niego przymiotniki i zobacz, co się dzieje z twoim tekstem. Tymczasem w polskiej szkole źle się pracuje nad kształtowaniem pojęć u uczniów. Nauczyciele lubią wprowadzać definicje i gotowe przykłady, bo się z nich potem łatwo odpytuje. A my wolimy tworzyć sytuacje, w których dziecko samo dochodzi do tego, na czym polega pewne zjawisko, również językowe. I jak można je nazwać.

Tworzymy zadania związane z najbliższym otoczeniem ucznia. Na przykład: wyobraź sobie, że twoje meble w nocy ożywają. Wytnij obrazki mebli z reklam, spróbuj je ożywić, domalowując im jakieś elementy (jak cioci wąsy na fotografii). A potem czytamy z dziećmi wiersz Kulmowej "Wieszająk": "W przedpokoju / tuż obok drzwi / przyczajony wieszająk śpi ". I dzieci krzyczą - O, myśmy tak samo to właśnie robili! W ten sposób wiersz przestaje im być obcy. Bo rozumieją, jak "został zrobiony". W dodatku zaczynają rozumieć, co służy tworzeniu metafor.

Krytycy zarzucają podręcznikowi, że nie można się z niego uczyć samodzielnie.

- Ale dzieci chętnie czytają te podręczniki. Znam takie, które wzięły go nawet do szpitala, żeby sobie poczytać. Tylko nie uczą się z nich reguł, bo i po co? Podręcznik nie musi dostarczać wyłącznie gotowych informacji do powtarzania.

A dziecko nie jest od rozwiązywania niezliczonych ćwiczeń. Dziecko jest od tego, żeby się zastanawiało. Szkoła jest po to, by pomagać dziecku w interpretowaniu świata, w rozpoznawaniu zjawisk, w zajmowaniu wobec nich postaw i w ich samodzielnym wartościowaniu. Bo czy z umiejętnościami językowymi albo z analizą tekstów ma być jak w aptece? Bierze się słoik, czyta nalepkę i już wiadomo, co tam w środku jest. I co - to już cała sztuka? Dziecko musi samo umieć czytać teksty i rozpoznawać ich znaczenia.

Źródło: Duży Format

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #557 dnia: Marzec 06, 2008, 10:24:32 pm »
Sześciolatki już chodzą do szkoły

W przyszłym roku obowiązek szkolny ma objąć sześciolatki. W Ministerstwie Edukacji trwają końcowe prace ekspertów nad wprowadzeniem reformy oświaty. Mimo, że czasu nie ma zbyt wiele, wciąż nie wiadomo, jak proponowane zmiany będą finansowane.


W Tychach postanowiono nie czekać na wytyczne i budżetowe pieniądze. Rozpoczęto przenoszenie sześcioletnich dzieci z przedszkoli do szkół jeszcze w ramach zerówek, które będą funkcjonowały do wejścia w życie reformy. Bo ta, zdaniem resortu oświaty jest przesądzona. I w szkołach w 2009 roku zmieniona zostanie tylko nazwa sali z zerówki na pierwszą klasę.

- Wydajemy na ten cel gminne pieniądze. Dzięki nim unowocześniamy szkoły, ale nie tylko. Inwestycje załatwiają jeszcze jedną ważną rzecz. W mieście przybywa potrzebnych miejsc w przedszkolach - mówi Dorota Gnacik, dyrektor Miejskiego Zarządu Oświaty w Tychach.

Tymczasem ministerialne plany wobec najmłodszych na tym się nie kończą. - Będziemy przekonywać matki pięciolatków, żeby zdecydowały się na udział ich dzieci w rocznym przygotowaniu przedszkolnym poprzedzającym szkołę. Docelowo chcielibyśmy wprowadzić taki obowiązek - mówi Krystyna Szumilas, wiceminister edukacji.

Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia uważa, że to nieporozumienie. - To tak jakby pięciolatka wysłać do zerówki. Wciąganie dzieci w niedoskonały system edukacyjny, na który narzeka się od lat, mija się z celem. Szkoły trzeba najpierw przebudować. Dotyczy to nie tylko sali klasowej, ale również szatni, świetlicy, łazienki, nie zapominając przy tym wszystkim o uczniach niepełnosprawnych - mówi Osuch.

Nasze szkoły nie są przystosowane do przyjęcia tak małych dzieci - uważa dr Katarzyna Krasoń, dyrektor Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Większość gmin ostrożnie przyjmuje zapowiedzi związane z reformą zmierzającą do obniżenia wieku szkolnego, dlatego nie spieszą się z wprowadzaniem dzieci pomiędzy uczniów. W Katowicach jest na przykład tylko jedna zerówka w szkole. W Tarnowskich Górach nie ma żadnej.

Tymczasem już za rok wszystkie sześciolatki mają pójść obowiązkowo do szkoły, a pięciolatki do przedszkola, żeby zaliczyć roczne przygotowanie. Na razie rodzice dzieci mają wybór pomiędzy zerówką w szkole lub w przedszkolu, w zależności od organizacji nauczania w gminie.

Ministerstwo Edukacji jest jednak pewne, że szkoły zdążą przygotować się do zapowiadanej reformy. Tymczasem samorządowcy zaczynają liczyć pieniądze. Już dawno wiadomo, że malowanie ścian nie wystarczy. - Ta reforma nie obejdzie się bez kosztów. Przenosiny z przedszkola do szkoły trochę kosztują - mówi Marian Grygier z Pszczyńskiego Zarządu Edukacji.

Gmina musi zapewnić dodatkowe etaty dla nauczycieli, zaadaptować klasę dla uczniów z psychiką przedszkolaka, dostosować łazienkę oraz wiele innych użytecznych pomieszczeń. W Pszczynie twierdzą, że potrzebne są także place zabaw przy szkołach. Koszt to kilkanaście tysięcy złotych. Najważniejsza jest jednak klasa. - Musi być inna, bardziej przyjazna. Trzeba kupić kolorowe mebelki i ułożyć je bardziej swobodnie niż w normalnej klasie. Nieodłącznym elementem jest kącik do zabawy z klockami, rozmaitymi grami i pluszakami, oraz miejsce na dywan, na którym dzieci będą mogły się bawić. Osiem szkół jest już gotowych do reformy - tłumaczy Dorota Gnacik, dyrektor Miejskiego Zarządu Oświaty w Tychach, które jako jedno z nielicznych miast w Polsce już rozpoczęło przygotowania do reformy.

Na adaptację i wyposażenie klasy dla maluchów wydali od 5 do 15 tysięcy złotych z budżetu miasta. W Pszczynie zainwestowano nawet w plac zabaw przed szkołą, tak więc koszt jednej klasy przekroczył 20 tys. zł. Tu do reformy gotowe są prawie wszystkie szkoły.

W innych gminach wolą poczekać. W Tarnowskich Górach zdecydowali, że nie będą się spieszyć. - Przeanalizowaliśmy problem wraz z rodzicami i na razie dzieci zostaną w przedszkolach. Tak jest dla nich bezpieczniej - mówi Mieczysław Orgacki, naczelnik wydziału edukacji w Tarnowskich Górach.




REKLAMA  Czytaj dalej





Orgacki nie wyklucza jednak problemów z chwilą wejścia w życie planowanej przez rząd reformy. - Na osiedlu Przyjaźni jest tylko jedna szkoła podstawowa, moloch, w którym uczy się siedemset uczniów. Nie ma już miejsca dla sześciolatków z trzech pobliskich przedszkoli. I co? Będziemy dowozić maluchy gimbusami w inne rejony miasta? Moim zdaniem, to niedopuszczalne - uważa Orgacki.

Co na to ministerstwo edukacji? Wiceminister Krystyna Szumilas tłumaczy, że odbędą się konsultacje społeczne. - Będziemy konsultować z samorządami możliwości lokalowe, aby szukać innych rozwiązań - mówi.

- Już wiemy, że dzieci będą o rok wcześniej zaczynać naukę. Nie przenosiliśmy jednak dzieci w ramach zerówek do szkół, bo chcieliśmy zachować przedszkolny charakter nauki - mówi Mieczysław Żyrek, naczelnik wydziału edukacji w Katowicach.

A co na to dyrektorzy szkół? Niektórym to odpowiada. - Za szkolne zerówki ciągle odpowiada dyrektor przedszkola. Dyrektor szkoły nie ma nic do gadania, mimo, że dzieci przebywają w budynku, za który odpowiada. Nie można dłużej utrzymywać takiego stanu rzeczy - mówi Krzysztof Juranek ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Tychach.

Rozmowa z dr Katarzyną Krasoń, dyrektorem Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

Czy nasze szkoły są przygotowane na przyjęcie sześciolatków?

Standard zachodni przemawia za wprowadzeniem reformy, tylko, że nasze szkoły nie są przystosowane do przyjęcia tak małych dzieci. Obawiam się, że sześciolatki zostaną wprzęgnięte w system klasowo-lekcyjny, podczas, gdy w tym wieku dziecko poznaje świat inaczej, wielozmysłowo.

Uważa pani, że nauczyciele nie będą wiedzieli jak się nimi zająć?

Nie każdy nauczyciel, który od lat uczy w szkole, będzie wiedział i rozumiał, że dzieci muszą zaspokoić na przykład potrzebę ruchu także w trakcie zajęć.

Czy widzi pani jakieś niebezpieczeństwa?

Moim zdaniem sześciolatki nie mogą funkcjonować w szkole jako uczniowie. Z prostego powodu: nie mają jeszcze takiej gotowości. Lepiej, żeby zostało jak jest, bo racjonalnych przesłanek nie widzę.

Będą za to wcześniej kończyć szkołę.

Ale czy ktoś się zastanawiał co to oznacza. Otóż maturzysta będzie niepełnoletni. Kto mu podpisze oświadczenie, kiedy będzie zdawał na studia. Rodzice? Nasz polski problem polega na tym, że na siłę chcemy się dostosować do zachodniej Europy.

Katarzyna Piotrowiak




(Polska Dziennik Zachodni)
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #558 dnia: Marzec 07, 2008, 10:49:25 am »
Kto zaprowadzi uczniów na rekolekcje?
Olga Szpunar2008-03-06
 
Nauczyciele buntują się przeciw odprowadzaniu uczniów na rekolekcje. - Mają prawo. W myśl przepisów to obowiązek katechety - przypomina Małopolskie Kuratorium Oświaty. Krakowska kuria apeluje jednak do szkół o pomoc.
Na forum tygodnika oświatowego "Głos Nauczycielski" trwające właśnie rekolekcje wielkopostne to jeden z najgorętszych wątków.


"U nas w szkole są dyżury w kościele. Jestem wściekła, bo tam jest pięciu księży i czterech nauczycieli religii. Czemu jeszcze goni się nas. Czy do kogoś chodzi ksiądz, by pomóc pilnować dzieci na lekcji?" - pyta nauczycielka.

Wielu rozmówców podkreśla, że nie są osobami wierzącymi i w związku z tym nie chcą chodzić z uczniami do kościoła. "Ależ mój dyrektor twierdzi, że nie idę, by się modlić, tylko, by dzieci pilnować (mogą wyjść na niebezpieczną ulicę!).Jednym słowem - muszę być z klasą przez cztery godziny, chociaż mam w tych dniach wg. planu tylko 3!" - narzeka "Aska".

Ministerialne przepisy o pracy szkoły w czasie rekolekcji dają dyrektorom wolną rękę. Mogą zrezygnować z lekcji, mogą je skrócić, mogą umówić się z proboszczem, że dzieci do kościoła będą przychodziły po południu. Jedno jest tylko jasne. W rozporządzeniu ministra z 14 kwietnia 1992 r. jest napisane, że w trakcie trwania rekolekcji uczniami mają opiekować się katecheci i to oni muszą zapewnić dzieciom bezpieczną drogę ze szkoły do kościoła.

- To rozporządzenie to kwadratura koła - ocenia ksiądz Tadeusz Panuś, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Dzieci i Młodzieży krakowskiej kurii. W szkole jest najwyżej trzech katechetów i oni nie są w stanie upilnować dzieci - tłumaczy. A nie mogą w tym pomóc zwykli księża z parafii? - Tutaj chodzi o to, by osoby odprowadzające uczniów do kościoła i opiekujące się tam nimi były dobrze dzieciom znane i by same dobrze je znały - wyjaśnia Panuś. - Dlatego co roku apelujemy do nauczycieli o pomoc. Mądrzy ludzie zdają sobie sprawę, że się nawzajem potrzebujemy - dodaje.

Apel raz skutkuje, raz nie. Dyrektorzy, którzy nie chcą mieć kłopotów, umawiają się z parafiami, że rekolekcje będą odbywały się w godzinach popołudniowych. W takim przypadku dzieci z domu do kościoła przyprowadzają rodzice. Kartkę z taką informacją wywiesiła już podstawówka w Wieliczce. - Napisali, że umywają ręce od rekolekcji i że jak chcę, mogę wozić dziecko popołudniami do kościoła - opowiada pani Katarzyna. - A ja mam dwójkę w różnym wieku, więc mają rekolekcje o różnych godzinach. Jeździć jak taksówka tam i z powrotem nie dam rady, a nie chcę puszczać syna i córki samych wieczorami - tłumaczy.

Z kolei krakowska szkoła podstawowa nr 85 puszcza uczniów do kościoła po zwolnionych lekcjach, nie angażując w to nauczycieli. Ale ksiądz też po nich nie przychodzi. Więc kto odprowadza dzieci? - Starsze idą same, a po maluchy przychodzą rodzice. Kościół mamy tuż, tuż. Nikt nie protestuje przeciw takiemu rozwiązaniu - mówi dyrektorka Barbara Nowak.


Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #559 dnia: Marzec 11, 2008, 07:12:12 pm »
O losie szkolnych mundurków zadecydują rodzice
Michał Kosiarski 11-03-2008

Mundurki mogą zniknąć z polskich szkół. O ich losie nie przesądzą jednak ani posłowie, ani resort edukacji, ale rodzice. Tak przewidują projekty nowelizacji ustawy o systemie oświaty, których pierwsze czytania odbędą się dzisiaj w sejmowej komisji. Są cztery projekty – rządowy i trzy poselskie (PO, LiD i PiS).

LiD chce, aby rady rodziców decydowały, czy uczniowie będą nosili mundurki. Dyrektor szkoły w porozumieniu z radą rodziców ustali też dni i sytuacje, kiedy młodzież będzie zwolniona z ich zakładania.

Posłowie PO także optują za podobnymi rozwiązaniami, ale wnioski w sprawie mundurków mogłyby też składać np. rada pedagogiczna i samorząd uczniowski. Tam, gdzie mundurków nie będzie, statut szkoły ma określać, jakie stroje wolno nosić.

Obecnie zestaw podręczników do każdego przedmiotu może się składać z maksimum trzech książek. Dyrektorzy szkół muszą do końca marca ogłaszać, jakie podręczniki będą obowiązywały w nowym roku szkolnym, ale zmiany są możliwe tylko raz na trzy lata. PO chce odejść od tych zasad i przywrócić dyrektorom szkół i nauczycielom swobodę wyboru podręczników.

PiS chce, aby wprowadzić ośrodki wsparcia wychowawczego – gimnazja z internatami, do których trafiałaby młodzież z problemami wychowawczymi. W jednej grupie byłoby nie więcej niż 8 – 12 uczniów. OWW byłyby prowadzone przez samorząd albo prywatne podmioty.

Mają też zniknąć trzyletnie licea profilowane kształcące ogólnozawodowo. Rekrutacja do nich byłaby wstrzymana od nowego roku szkolnego. W technikach (czteroletnich i trzyletnich uzupełniających) egzaminy zawodowe odbywałyby się natomiast rok przed maturą.

Strażnicy miejscy mogliby kontrolować w miejscach publicznych wszystkich uczniów, także tych, którzy nie sprawiają kłopotów. Chodzi o to, by sprawdzić, czy nie są na wagarach.

Dyrektorzy szkół mogliby sprawdzać, czy kandydaci na nauczycieli nie byli karani, a sankcje dyscyplinarne (w tym zakaz wykonywania zawodu) objęłyby też stażystów i nauczycieli kontraktowych. Dwa ostatnie rozwiązania proponuje również rząd.

Rząd planuje też podpisywanie umów z nauczycielami pracującymi przy egzaminach maturalnych. Precyzowałyby one zakres obowiązków i wynagrodzenie egzaminatorów.

Źródło : Rzeczpospolita
http://www.rp.pl/artykul/104946.html
_________________
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #560 dnia: Marzec 13, 2008, 10:09:58 am »
Więcej pieniędzy dla małych szkół

ZMIANA PRAWA - Szkoły publiczne prowadzone przez stowarzyszenia otrzymają z samorządu na jednego ucznia co najmniej tyle, ile wynosi kwota przewidziana na niego w subwencji oświatowej.


Obecne przepisy stawiają w gorszej sytuacji szkoły publiczne prowadzone przez inny podmiot niż jednostka samorządu terytorialnego. Zgodnie z art. 80 ustawy z 7 września 1991 r. o systemie oświaty (Dz.U. z 2004 r. nr 256, poz. 2572 z późn. zm.) otrzymują one na każdego ucznia dotację z budżetu samorządu w wysokości równej wydatkom bieżącym przewidzianym na jednego ucznia w szkołach prowadzonych przez ten samorząd.

- Zdarza się, że gminy specjalnie zaniżają koszty prowadzonych przez siebie szkół, aby wypłacać niższe dotacje - mówi Alina Kozińska-Bałdyga, prezes Federacji Inicjatyw Oświatowych.

Gmina może więc na przykład otrzymać z subwencji na jednego ucznia 3,3 tys. zł, a przekazać do szkoły na jego utrzymanie 2,8 tys. zł. Znajdujący się już w Sejmie rządowy projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty (jest po I czytaniu) przewiduje więc, że dotacja dla szkoły publicznej nieprowadzonej przez gminę nie może być niższa niż kwota przewidziana na jednego ucznia szkoły danego typu, zapisana w subwencji. Krystyna Szumilas, wiceminister edukacji narodowej zauważa, że wtedy mała szkoła otrzyma na jednego ucznia kwotę przewidzianą w subwencji nawet jeśli gmina wydaje na ten cel mniej środków.

Według danych Federacji Inicjatyw Oświatowych cztery lata temu tego typu placówek było 220. Powstają głównie z inicjatywy rodziców na miejscu małych szkół likwidowanych przez samorządy. Rodzice zakładają stowarzyszenie lub fundację, a następnie przejmują prowadzenie szkoły. Nadal jest ona bezpłatna, ale tańsza w utrzymaniu, bo nauczyciele nie muszą być zatrudniani na podstawie Karty Nauczyciela.

Stanisław Szelewa, dyrektor Wydziału Edukacji i Wychowania w Starostwie Powiatowym w Świdnicy, uważa, że zmiana przepisów może zachęcić podmioty niepubliczne do przejmowania szkół. Będę miały gwarancje, że zawsze otrzymają określoną kwotę na jednego ucznia. Alina Kozińska-Bałdyga dodaje, że ważne jest, aby w ustawie zobowiązać samorządy do przekazywania stowarzyszeniom budynków likwidowanych szkół samorządowych.

- O wysokość dotacji można też walczyć w sądzie, a bez budynku uruchomienie takiej placówki jest niemożliwe - podkreśla Alina Kozińska-Bałdyga.

15 proc. szkół w Polsce to szkoły niepubliczne

JOLANTA GÓRA


OPINIA

WOJCIECH STARZYŃSKI

prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego


Zaproponowana przez rząd zmiana prawa dotyczy tylko szkół publicznych. Nie ma wpływu na wszystkie placówki niepubliczne o prawach szkół publicznych. Jednak kierunek nowelizacji jest korzystny. Gwarantuje, że podmiot prowadzący szkołę publiczną otrzyma dotację w wysokości, jaką samorząd otrzymuje z budżetu państwa. Małe szkoły będą mieć pewność, że nie otrzymają mniej.

http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=2174.89.0.39.14.2.0.1.htm
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #561 dnia: Marzec 18, 2008, 11:02:03 am »
Koński i ludzki trup w podręczniku dla dzieci

"Świnie i krowy są większe od kur, więc i ich znaczenie dla gospodarki jest większe. Podczas wyścigów sypał się trup koński i ludzki" – takie kwiatki eksperci znaleźli w podręcznikach.


„Człowiek to także ssak. Rozejrzyj się więc dookoła. Na pewno znajdziesz przykłady ssaków żyjących w pobliżu” – takie stwierdzenie w jednym z podręczników znaleźli eksperci z Rady Języka Polskiego. Przejrzeli ponad 100 tytułów, by sprawdzić poprawność językową książek, z których korzystają uczniowie.

Nagromadzenie w nich różnego rodzaju błędów jest niepokojące. Tym bardziej że każdy podręcznik miał ministerialne recenzje dopuszczające do użytku szkolnego – mówi Katarzyna Kłosińska, sekretarz Rady Języka Polskiego.

Eksperci z Rady przyznają, że niektóre sformułowania użyte w podręcznikach przypominają humor zeszytów szkolnych. Komizm spowodowany jest skrótami i dziwacznym zestawieniem wyrazów. Przykłady: „Funkcję hetery podkreślał jej strój roboczy – nagość”,
„Po zakończeniu wojny przyrost naturalny gwałtownie wzrósł. Było to spowodowane zarówno radością z zakończenia wojny, jak i potrzebą wyrównania w społeczeństwie strat wojennych. Zjawisko to bywa nazywane przyrostem kompensacyjnym” albo „organizm mężczyzny ulega feminizacji, np. łagodnieją rysy twarzy”.

Często też autorzy wręcz infantylnie opisują przedstawiane zagadnienia: „Rzymianie to lud, który sprawia wrażenie, jakby nie wiedział, co ma przez 500 lat zrobić z pismem” albo „Kiedy strudzony mężczyzna wracał do domu, żona i dzieci dbały, by przynajmniej w domu nie musiał się męczyć”.

Kto odpowiada za błędy? Podręczniki sprawdza czterech recenzentów (w tym jeden językowy) wskazanych przez Ministerstwo Edukacji. Rada Języka Polskiego uważa, że resort powinien zaostrzyć procedurę dopuszczania tytułów. Wydawcy też powinni uważnie sprawdzać, czy autor nie popełnia błędów.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #562 dnia: Marzec 18, 2008, 11:19:15 am »
Mam coś więcej na ten temat.

Rada języka: Język podręczników zbyt skomplikowany i z błędami

Język podręczników szkolnych jest często niedostosowany do poziomu uczniów, a w tekstach zdarzają się błędy językowe - raport na ten temat Rada Języka Polskiego (RJP) przedstawiła senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu.

 Rada co dwa lata przedstawia parlamentowi raport o stanie ochrony języka. Zaprezentowany w czwartek na posiedzeniu komisji raport jest trzecim, odkąd Rada powstała. W dwóch poprzednich omówiony był stan ochrony języka polskiego w różnych dziedzinach życia i w rozmaitych typach tekstów. Po przesłaniu ich do Sejmu i Senatu oraz dyskusji nad nimi w komisjach parlamentarnych zostały one zebrane i opublikowane w książce "Polszczyzna publiczna początku XXI wieku", wydanej przez RJP w roku 2007.

W tegorocznym raporcie językoznawcy zajęli się problematyką podręczników szkolnych. Przeanalizowane zostały książki przeznaczone dla różnych poziomów nauczania różnych przedmiotów, w tym podręczniki do nauki religii w szkole.

Autorzy raportu zwrócili w czwartek uwagę, że w podręcznikach zdarzają się błędy gramatyczne, stylistyczne, ortograficzne i interpunkcyjne. Poważnym problemem jest też to, że język niektórych podręczników jest zbyt skomplikowany i niedostosowany do wieku i możliwości percepcyjnych uczniów. Szczególnie widoczne jest to w książkach dla najmłodszych uczniów.


Jako przykład przytoczono zdanie z podręcznika dla klasy III szkoły podstawowej. Brzmi ono: "Jeśli chcesz dowiedzieć się, którą drogą Kalendarek dotrze do zaczarowanego zamku, to odszukaj zdanie, które zawiera rzeczowniki tylko rodzaju żeńskiego".

Zdaniem autorów raportu, zdanie to jest zbyt długie i ma zbyt skomplikowaną budowę.

Raport zawiera też przykłady zdań, które w sposób niezamierzony przez autora podręcznika brzmią śmiesznie: "Podczas wyścigów gęsto sypał się trup koński i ludzki" i "Funkcję hetery podkreślał jej strój roboczy - nagość".

Z analizy, zdaniem RJP, płynie wniosek, że autorzy i recenzenci podręczników w niewystarczający sposób dbają o poprawność i staranność języka. Odbija się to, niestety, na umiejętnościach językowych uczniów.

Zdaniem sekretarza Rady, dr Katarzyny Kłosińskiej, świadczy to o zaniedbaniach ze strony recenzentów - ekspertów, których opinii zasięga MEN przed dopuszczeniem podręcznika do użytku szkolnego. Każdą książkę ocenia kilku recenzentów. Jeden z nich opiniuje poprawność językową publikacji.

Jak powiedziała Kłosińska, problem jest poważny, ponieważ ze źle napisanych podręczników młodzieży trudno się uczyć. "Jeśli ja muszę przeczytać kilkakrotnie jeden akapit, żeby zrozumieć jego treść, to trudności musi mieć też uczeń" - oceniła.

Osobnym problemem są ewidentne błędy. "Uczniom utrwalają się niepoprawne sformułowania. To musi odbijać się na poprawności języka, którego sami później używają" - tłumaczyła Kłosińska.

Jest to tym bardziej szkodliwe, że, jak zauważyła Kłosińska, coraz częsciej mamy do czynienia z językiem niestarannym i nieeleganckim; również w mediach, które kształtują zwyczaje językowe społeczeństwa. W największym stopniu dotyczy to telewizji.

"Wynika to po części z wielości form, które w telewizji są teraz stosowane. Programy informacyjne stoją pod względem językowym na dość wysokim poziomie. Jednak inaczej jest w krótkich rozmowach publicystycznych, programach typu talk-show, programach rozrywkowych" - mówiła.

Podkreśliła, że chodzi nie tyle o brak poprawności gramatycznej, ale raczej o brak kultury języka. "To jest w dużym stopniu powiązane z kulturą osobistą. Chodzi o sposób zwracania się do rozmówcy, o wymowę, o intonację" - tłumaczyła.

PAP - Nauka w Polsce, Urszula Rybicka

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #563 dnia: Marzec 25, 2008, 10:44:43 pm »
Czego uczą podręczniki
 
Na pewno nie poprawnej polszczyzny. Najnowszy raport Rady Języka Polskiego dowodzi, że szkolne książki pełne są błędów językowych, stylistycznych, a nawet ortograficznych. - Jeśli coś się nie zmieni, dzieci nie będą umiały poprawnie mówić - alarmują naukowcy.
"Podczas wyścigów gęsto sypał się trup koński i ludzki". "Funkcję hetery podkreślał jej strój roboczy - nagość". To nie humor zeszytów, choć tak wygląda. Na takie i wiele innych błędów językowych natrafili w podręcznikach szkolnych analizujący je językoznawcy z Rady Języka Polskiego. Co dwa lata przedstawiają parlamentowi raport o ochronie naszej mowy. Tym razem przeanalizowali ok. 100 książek do różnych przedmiotów. Okazało się, że roi się w nich od błędów językowych i stylistycznych, zdarzają się też "ortografy". Prawie wszędzie naukowcy trafiali na napuszone formy, niezrozumiałe polecenia, wielokrotnie złożone zdania kierowane do dzieci, które dopiero uczą się czytać.

Czyja to wina? Zdaniem Rady Języka Polskiego autorów, którzy biorą się do pisania podręczników, choć sami nie opanowali w pełni reguł języka polskiego. Oraz recenzentów, którzy decydują o dopuszczeniu książki do użytku szkolnego. - Jeśli ja muszę przeczytać kilkakrotnie jeden akapit, żeby zrozumieć jego treść, to trudności musi mieć też uczeń. To zaniedbania i często nieuczciwość recenzentów - mówi dr Katarzyna Kłosińska, sekretarz Rady Języka Polskiego. Podkreśla konsekwencje nauki z podręczników pełnych byków: - Zamiast uczyć się poprawnie formować myśli i konstruować zdania, uczniowie utrwalają błędne sformułowania.

Dlaczego rzeczoznawcy, którym MEN zleca recenzowanie podręczników, nie wyłapują błędów? Bo - jak sami nieoficjalnie przyznają - około trzech czwartych recenzji to fikcja. Do opisania jest tyle książek, że rzadko która recenzja jest rzetelna. Dzisiaj na rynku mamy 74 książki dla klas I-III i ponad 300 dla starszych uczniów podstawówek, 500 dla gimnazjalistów i ponad 400 dla liceum. By dzieci mogły korzystać z danej książki, musi ona uzyskać dwie lub cztery (zależy od przedmiotu) pozytywne opinie rzeczoznawców.

Choć raport rady nie jest dla nikogo wiążący, MEN obiecuje, że przyjrzy się pracy recenzentów. - W najbliższym czasie zweryfikujemy ich listę - powiedziano nam w biurze prasowym resortu. Działać chcą też parlamentarzyści. - Chcemy rozszerzyć kompetencje rady, by jej raporty zobowiązywały poszczególne resorty do działania - mówi Andrzej Grzyb z senackiej komisji kultury. Ale pieniądze na to nie znajdą się przed przyszłym rokiem.

Typowe błędy z podręczników

> Napuszone, sztampowe, pustosłowie, np.: Trzeba zmieniać sposób kształcenia młodzieży, by przyszłe pokolenia nie bały się brać swój los we własne ręce, były bardziej rzutkie i przedsiębiorcze.

> Masło maślane: zdania zbyt skomplikowane, pełne niezrozumiałych powtórzeń, np.: Gruczoły wewnątrzwydzielnicze wydzielają swe wydzieliny poza organizm, w tym do światła przewodu pokarmowego lub dróg oddechowych. Pogoda jest zawsze, ale zmienia się zależnie od elementu pogody, który w danej chwili przeważa.

> Błędy ortograficzne, leksykalne, gramatyczne, np. brak odmiany nazwiska Kolbe, choroba Heine-Medina - zamiast: choroba Heinego-Medina.

> Zbyt wyszukane metafory, np.: w hipermarkecie idei, etykieta z cerami na łokciach.

> Niezrozumiałe polecenia np.: Jeśli chcesz dowiedzieć się, którą drogą Kalendarek dotrze do zaczarowanego zamku, to odszukaj zdanie, które zawiera tylko rzeczowniki rodzaju żeńskiego.

Metro 19.03.2008r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #564 dnia: Marzec 27, 2008, 10:00:21 am »
Rodzice, sprawdźcie swoje prawa.


Rodzice przedszkolaka, ucznia podstawówki lub gimnazjum mają nie tylko obowiązki wobec placówki, w której uczy się dziecko. Mają, co równie istotne, mnóstwo praw. Warto je poznać.

Więcej: Prawo Edukacyjne
http://forum.darzycia.pl/vp132555.htm#132555
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Kolejne zmiany w Oświacie
« Odpowiedź #565 dnia: Kwiecień 01, 2008, 07:28:31 pm »
Dowiedziałam sie,że prawdopodobnie już od września 2008 roku
w oświacie będą kolejne zmiany. :puppydogeyes:

Już wystarczy że mieszają z 6-latkami.  :evil:  
U nas już się przymierzają od paru miesięcy,chcą połączyć gimazjum z podstawówką.Byłaby to jedna szkoła pod nazwą Zespół Szkół - jakiś tam.
Ale tylko te szkoły,które mieszczą się w jednym budynku,czyli szkoła podstawowa i gimazjum,którą dzielą tylko dwa osobne wejścia.
Oczywiście nauczyciele z kilku szkół na terenie gminy,nie wyrażają zgody,bojąc się o pracę,bo to łączy się ze zmianą dyrektora itp......
Prowadzenie gimazjum pod skrzydłami obecnej dyrekcji to byłby raj od zerówki aż po 3 klasę gimazjum.
Czekamy na rozwiązanie z niecierpliwością.


Natomiast w szkołach podstawowych,intergracyjnych i specjalnych
dobór uczniów do tych klas będzie się odbywał przez testy w PPP,psycholodzy itp.
Mają być tak dobrani aby ułatwić naukę dzieciom,bez agresji,spokojne z empatią...
Oj,to o czym wciąż jest dyskutowane na forum.
Wiąże się to z wydzieleniem szkół,zmianami,myślę,że z dużymi zmianami.
W  integracyjnych w planach zmiejszenie dzieci w klasie do 12- 15 osób,czyli 5 +10,lub 5+7
Mają być szkoły specjalne dla dzieci z deficytami rozwojowymi i specjalne dla dzieci nie radzących sobie z nauką,zachowaniem.
Taki podział szkół.
Ma to trafić pod obrady sejmu i to w tempie błyskawicznym,i jeżeli przejdzie sprawa to już w czerwcu będą dzieci wszystkie ciągane na specjalistyczne badania,które według informacji miałyby potrwać od czerwca ..... do sierpnia  :puppydogeyes:
Mało,to aby "dobrać dziecko do dziecka" takie testy mają przejść również ..... rodzice  :puppydogeyes:
No nie wiem,jak to wszystko pogodzą razem i jak niby mają wyglądać takie badania. :roll:
Dziecka hmmm no dobrze,ale rodzica?   :puppydogeyes:
Wiem,że nie jedna z Was marzyła o takiej formie nauki,nie do jednego worka.

Tak na szybko piszę,ale jestem po zebraniu RR w szkole i  pewnie połowę
informacji wyleciało mi z głowy  :oops:
Troszkę tylko mi się wydaje,że za szybkie to tempo zmian. :roll:

Co o tym sądzicie?  :puppydogeyes:
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Anna

  • User z prawami do pisania
  • Weteran
  • ******
  • Wiadomości: 4459
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #566 dnia: Kwiecień 01, 2008, 10:32:30 pm »
O, Gaguniu, to mi się podoba!!! :D
Testy dla rodziców! :ok:
Co prawda nie wiadomo, pod jakim kątem mieli by być  oceniani, ale ja proponuję pytania typu :
"Ilu osobom na osiedlu kłaniasz się?"

I do jednej klasy ci "lepsiejsi", co to nie raczą "dzień dobry" odpowiedzieć. :lol:

Cała reszta mi nie przeszkadza. ;)  Jak rodzice swoje dzieci nauczą  sąsiadów szanować, to ich pociechy na pewno wykażą się empatią w szkole. :D


:lol:

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #567 dnia: Kwiecień 02, 2008, 03:37:34 am »
Aniu,podejżewam,ze to rodzice mogą mieć problem na testach,a nie dzieci  :turn-l:
Cytat: "Anna"
Co prawda nie wiadomo, pod jakim kątem mieli by być oceniani, ale ja proponuję pytania typu :
"Ilu osobom na osiedlu kłaniasz się?"

Takich prostych pytań właśnie:
"Czy strzepujesz z chodniczka piasek przez balkon?"
To nic,że  ma przy okazji sąsiadowi niżej leci na jego balkon  :turn-l:
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Anna

  • User z prawami do pisania
  • Weteran
  • ******
  • Wiadomości: 4459
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #568 dnia: Kwiecień 02, 2008, 08:17:49 am »
Oj, tak Gaguniu, tak.
Dziecko skłóconych z całym światem rodziców raczej nie będzie dobrym materiałem na kolegę  i to w żadnej klasie, nie tylko integracyjnej.
Empatii maluch uczy się , jak wszystkiego, od rodziców. ;)

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #569 dnia: Kwiecień 02, 2008, 09:06:42 am »
Masz rację Aniu,dokładnie.

Po co więc zaczynać zmiany od Oświaty, ;; jeśli to Rodziców na szkolenie wysłać pasowałoby - i to jeszcze zanim maluszek na świecie się pojawi.
Nasi rodzice  klasowi chyba takowe mieli, ;; skoro dzieci,(młodzież już )od początku
 są udane :;  ;)  :turn-l:

Mimo to te .... badania mnie śmieszą  :roll:  
Mam nadzieję,że do gimazjum nie będą wymagane  :silly:  ;)
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #570 dnia: Kwiecień 02, 2008, 01:52:57 pm »
Jesteśmy już po 1 kwietnia, więc można podać prawdziwe zmiany jakie nam szykują w Oświacie -cała reszta pozostaje marzeniem tysiecy rodziców dzieci niepełnosprawnych.

Krótsze wakacje, za to dodatkowe ferie

Wakacje dopiero z początkiem lipca, krótsza o tydzień przerwa zimowa, ale za to dodatkowe ferie jesienią i dwutygodniowa przerwa wiosenna na czas matur i egzaminu gimnazjalnego. Takie propozycje zmian organizacji roku szkolnego rozważa Ministerstwo Edukacji - informuje "Dziennik".
Nowy kalendarz szkolny, dzieło dolnośląskich pedagogów, już ponad dwa tygodnie temu trafił na biurko szefowej MEN Katarzyny Hall. Ze zmian cieszą się nauczyciele, którzy od dawna skarżą się, że w pierwszym semestrze roku szkolnego przewiduje za mało wolnego, a matura paraliżuje prowadzenie lekcji.

Co się zmieni w uczniowskim kalendarzu?

Według nowego kalendarza, rok szkolny zaczynałby się tak jak teraz - 1 września.
Ale już 29 października zaczynałyby się tygodniowe ferie jesienne.

Kolejna nowość to skrócenie ferii zimowych do jednego tygodnia oraz przerwy wielkanocnej o trzy dni. Zaoszczędzone w ten sposób dni nauki pozwoliłyby na dwutygodniową przerwę wiosną - na początku maja. Wtedy uczniowie młodszych klas liceum i gimnazjum odpoczywaliby, a ich starsi koledzy pisaliby maturę, czy egzamin gimnazjalny. Nauczyciele liceów podkreślają, że teraz nauka w tym czasie to fikcja.

Z przerwą wiosenną wiązałoby się też przedłużenie roku szkolnego. Kończyłby się on 30 czerwca, a nie jak do tej pory, nawet kilkanaście dni wcześniej.

A co na to uczniowie, czy ktoś ich w ogóle zapyta o zdanie? Obiektywnie patrząc - nic nie stracą, co najwyżej trudno im się będzie przyzwyczaić do nowych terminów przerw.

mon//gak
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #571 dnia: Kwiecień 02, 2008, 01:56:44 pm »
Krótsze wakacje, za to dodatkowe ferie

Wakacje dopiero z początkiem lipca, krótsza o tydzień przerwa zimowa, ale za to dodatkowe ferie jesienią i dwutygodniowa przerwa wiosenna na czas matur i egzaminu gimnazjalnego. Takie propozycje zmian organizacji roku szkolnego rozważa Ministerstwo Edukacji - informuje "Dziennik".
Nowy kalendarz szkolny, dzieło dolnośląskich pedagogów, już ponad dwa tygodnie temu trafił na biurko szefowej MEN Katarzyny Hall. Ze zmian cieszą się nauczyciele, którzy od dawna skarżą się, że w pierwszym semestrze roku szkolnego przewiduje za mało wolnego, a matura paraliżuje prowadzenie lekcji.

Co się zmieni w uczniowskim kalendarzu?

Według nowego kalendarza, rok szkolny zaczynałby się tak jak teraz - 1 września.
Ale już 29 października zaczynałyby się tygodniowe ferie jesienne.

Kolejna nowość to skrócenie ferii zimowych do jednego tygodnia oraz przerwy wielkanocnej o trzy dni. Zaoszczędzone w ten sposób dni nauki pozwoliłyby na dwutygodniową przerwę wiosną - na początku maja. Wtedy uczniowie młodszych klas liceum i gimnazjum odpoczywaliby, a ich starsi koledzy pisaliby maturę, czy egzamin gimnazjalny. Nauczyciele liceów podkreślają, że teraz nauka w tym czasie to fikcja.

Z przerwą wiosenną wiązałoby się też przedłużenie roku szkolnego. Kończyłby się on 30 czerwca, a nie jak do tej pory, nawet kilkanaście dni wcześniej.

A co na to uczniowie, czy ktoś ich w ogóle zapyta o zdanie? Obiektywnie patrząc - nic nie stracą, co najwyżej trudno im się będzie przyzwyczaić do nowych terminów przerw.

mon//gak tvn24
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline aga.rk

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 171
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #572 dnia: Kwiecień 02, 2008, 04:33:10 pm »
Głupie pytanie - skoro ferie wielkanocne zaczynają się w czwartek, a w środę wraca się do szkoły, czyli trwają dokładnie 3 dni (czw, pt i wt, poniedziałek jest ustawowo wolny) to czy nie powinni napisać o likwidacji ferii wielkanocnych??
"To, co możesz uczynić, jest tylko maleńką kroplą w ogromie oceanu, ale jest właśnie tym, co nadaje sens Twojemu życiu..." (A. Schweitzer).

Offline Anna

  • User z prawami do pisania
  • Weteran
  • ******
  • Wiadomości: 4459
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #573 dnia: Kwiecień 02, 2008, 06:00:54 pm »
Świetnie to wychwyciłaś aga.rk.

I jeszcze to:

Cytuj
Kolejna nowość to skrócenie ferii zimowych do jednego tygodnia oraz przerwy wielkanocnej o trzy dni. Zaoszczędzone w ten sposób dni nauki pozwoliłyby na dwutygodniową przerwę wiosną - na początku maja.


Dla mnie głupotą jest skracanie ferii zimowych o tydzień. Kiedy wprowadzano je ( w różnych terminach dla różnych województw), tłumaczono,  że chodzi o wypoczynek dzieci poza domem na 14 - dniowych zimowiskach. A  teraz co? Już dzieci nie muszą wypoczywać, a ośrodki zarabiać? W maju dzieci jeżdżą i tak na zielone szkoły, więc po co te ferie majowe?

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #574 dnia: Kwiecień 02, 2008, 06:17:22 pm »
Cytuj
na początku maja. Wtedy uczniowie młodszych klas liceum i gimnazjum odpoczywaliby, a ich starsi koledzy pisaliby maturę, czy egzamin gimnazjalny. Nauczyciele liceów podkreślają, że teraz nauka w tym czasie to fikcja.


Biorą pod uwagę widocznie starsze dzieci (młodzież) nie bacząc jak ważny jest wypoczynek także zimowy dzieci.

Narazie to tylko planowanie.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #575 dnia: Kwiecień 03, 2008, 09:22:47 am »
Cytat: "sonia"
Jesteśmy już po 1 kwietnia, więc można podać prawdziwe zmiany jakie nam szykują w Oświacie -cała reszta pozostaje marzeniem tysiecy rodziców dzieci niepełnosprawnych.

No jak widać cytat mój poniżej,
Cytuj
Natomiast w szkołach podstawowych,intergracyjnych i specjalnych
dobór uczniów do tych klas będzie się odbywał przez (.....)

(...) Troszkę tylko mi się wydaje,że za szybkie to tempo zmian.

choć to bzdura,żart, ( a może i marzenie rodziców)to tak naprawdę wszystko u nas jest możliwe. :roll:
Ciągłe zmiany w Oświacie ( i nie tylko ),co rusz absurdalniejsze pomysły,można bardzo łatwo się pogubić  :roll:
Testy dla Rodziców? No czemu nie ?  ;)  :turn-l:

Prawdą natomiast są zmiany w połączenia w Zespół Szkół gimazjum i szkoły podstawowej mieszczącej się w jednym budynku,ale w tym przypadku są ostre dyskusje.
I kolejne zmiany do których się przymierzają  :puppydogeyes:

Cytuj
Krótsze wakacje, za to dodatkowe ferie

Wakacje

To nie jest  dobry pomysł. :evil:
Dla jednych ferie,a dla drugich w tym czasie egzaminy maturalne  :roll:
To powinny być jeszcze zmiany w Kodesie Pracy i dodatkowe dni ,aby zapewni opiekę dziecku   :roll:

Chce zabrać dzieciom wakacje
Katarzyna Hall Minister Edukacji Narodowej
 

Katarzyna Hall (51 l.), minister edukacji podpadła uczniom
Foto Piotr Bławicki
 

Kliknij w obrazek aby go powiększyć

Wydawało się, że po odejściu Romana Giertycha (37 l.) ze stołka ministra edukacji, uczniowie będą mogli odetchnąć. Okazuje się, że nic bardziej błędnego. Nowa szefowa resortu Katarzyna Hall (51 l.) zaczyna właśnie majstrować przy wakacjach i feriach.

Uczniowie odpowiadają jej, pukając się w czoło... Bo minister Hall, jak podał "Dziennik", postanowiła skrócić dzieciom i nauczycielom letnie wakacje oraz ferie zimowe. W zamian mają zostać wprowadzone dodatkowe przerwy jesienią i na wiosnę. Ta sama pozostałaby data rozpoczęcia roku szkolnego, ale później by się kończył. I to nawet o dwa tygodnie. Według nowego projektu, którym mają się jeszcze zająć eksperci, uczniowie poszliby za to na tygodniowe ferie pod koniec października! Ale ferie zimowe trwałyby tylko tydzień.

Uczniowie nie są zachwyceni propozycją.
 - Znowu nam chcą zabrać wolne - martwi się Oliwia Gawleta (18 l.), uczennica VI Liceum Ogólnokształcącego w Katowicach. - Najlepszy wypoczynek jest latem i w zimie, jak jest śnieg. I niech tak zostanie - przekonuje dziewczyna.

Popiera ją Michał Abramczuk (18 l.). - Nie chcę mieć krótszych ferii i kropka - mówi uczeń. Dyrektor liceum Dariusz Koclejda nie wie jeszcze, co sądzić o nowym projekcie. - Ważne, aby planując wolne, spojrzeć w kalendarz - mówi.

Koclejda podkreśla, że najważniejsze jest, by nie zaskakiwać nauczycieli i uczniów ciągle nowymi pomysłami.
 
- Największą bolączką polskiej oświaty jest brak spokoju.
Tak było z nowymi maturami, przepisy zmieniały się kilkakrotnie. Nie należy zmieniać reguł w trakcie gry - podsumowuje Dariusz Koclejda.

Resort edukacji zapewnia, że zmiany nie wejdą szybko w życie i będą jeszcze konsultowane społecznie. Uczniowie są jednak zaniepokojeni już teraz.


Pani minister, litości...

Proszę mi tego nie robić (zwracam się do minister edukacji), proszę nie robić tego mnie i milionom polskich rodziców. Bo jeśli nam to Pani zrobi, to co my zrobimy? Chodzi o projekt zmian w roku szkolnym, który w tej chwili rozważany jest przez ministerstwo. Teraz dzieciaki mają dwa miesiące wakacji letnich, dwa tygodnie zimowych i parę dni wolnych przy świętach. I co to komu przeszkadza?

Znalazł się jednak innowator jakiś, który polskim rodzicom chce zniszczyć harmonię. Chce, żeby człowiek młody uczący się miał od przyszłego roku tydzień wolnego na przełomie października i listopada i jeszcze dwa tygodnie wolne w maju. Za to przyszłość narodu miałaby jednak krótsze wakacje.

A ja się pytam, co mam zrobić z młodym człowiekiem w listopadzie?
Kazać mu nos przylepić do szyby i słuchać Staffa "O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny"?
Kto się dzieciakami zajmie, jak my będziemy w pracy, a mało znam desperatów urlopujących w listopadzie.

A w maju co z uczniami zrobić w domu? Chyba je do ministerstwa posłać na oględziny innowatorów? Kończąc: Pani minister, bo Pani przyślę dziecko w listopadzie do ministerstwa!

autor: Redaktor naczelny Sławomir Jastrzębowski
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline matkakarolina

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 146
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #576 dnia: Kwiecień 05, 2008, 11:11:31 pm »
Oj Gago testy dla rodziców przydałyby się bardzo!!!!Szczególnie dla tych, którzy dają dzieci do placówek integracyjnych.U mnie w grupie jest paru rodziców przez których do mojego syna trafiły takie słowa jak debil i niedorozwój.Zagotowało się we mnie.Miałam ogromna ochotę powiedzieć im , że przedszkole integracyjne jest dla mojego dziecka.A ich dzieci są tylko dodatkiem.I równie dobrze, jeśli nie chcą chodzić z debilami, niech idą do innego przedszkola, bo takich mają 5.A ja tylko jedno.

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #577 dnia: Kwiecień 06, 2008, 01:35:03 am »
Cytat: "matkakarolina"
Oj Gago testy dla rodziców przydałyby się bardzo!!!!

Przydałyby sie matkakarolina, i to bardzo oraz taki kurs ..... "mowy" :(
Pamiętam jak dzieci przygotowywały się do pierwszej Komuni św.
My jako Matki Polki, ;) zajełyśmy się sprawami organizacyjnymi.
Jedna z matek, z innej klasy chciała się zapytać,czy nasze dzieciaczki  ( klasa integr.)również idą do Komuni w tym samym czasie.
I pyta się:
Czy te dzieci... nieno... nieno....nienorm....
Wpadłam jej w słowo i zapytałam "niepełnosprawne"?
Troszkę zażenowana była,ale na drugi raz nie miała problemów z wypowiedzeniem się. :roll:
To jeden przykład z wielu,czasami bywało "śmiesznie aż do łez"
Smutne,ale to też świadczy jakie nasze społeczeństwo jest uświadomione i żyjące jeszcze mitami,albo zakodowanymi określeniami w główce. :evil:

I dobór do przedszkola (klasy) nie powinien być faktycznie z przypadku.
Bo skoro wybrali przedszkole integracyjne (czy szkołę),to nie powinny mieć miejsca  takie teksty,wręcz przeciwnie.Umieć wytłumaczyć dziecku prostymi słowami dlaczego jego kolega nie mówi,ma kłopoty z poruszaniem się, itp.

Może więc takie testy i kursy nie byłyby wcale takie złe ?
I zamiast kolejne zmiany w Oświacie wymyślać,tak zacząć od Rodziców ?  :madry:
Może kiedyś się doczekamy... takich zmian. ;)
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #578 dnia: Kwiecień 10, 2008, 05:59:20 pm »
Pierwszoklasiści dostaną w 2009 roku podręczniki za darmo

PAP 12:30 (aktualizacja 13:27)

Uczniowie, którzy we wrześniu 2009 roku rozpoczną naukę w pierwszych klasach szkół podstawowych i pierwszych klasach gimnazjów, czyli pierwszych roczników, uczących się według zreformowanego programu nauczania, otrzymają w szkole podręczniki za darmo - poinformowała minister edukacji Katarzyna Hall.

Jak wyjaśniła, podręczniki te będą własnością szkoły i będą użyczone temu rocznikowi, a później następnym. Zapewniła, że uczniowie z pierwszego rocznika reformy przez cały okres wprowadzania jej będą mieli prawo do takich podręczników, czyli na przykład po trzech latach nauki w gimnazjum otrzymają bezpłatne podręczniki również w szkole ponadgimnazjalnej.

Minister edukacji przypomniała, że kiedy poprzednio wprowadzono reformę edukacji rodzice dzieci pierwszego objętego przez nią rocznika ponieśli duże koszty finansowe reformy, gdyż musieli kupować tylko nowe podręczniki.

Hall poinformowała, że rozmawiała już o kosztach tej operacji z ministrem finansów. Zaznaczyła jednak, że mimo iż MEN ma już pewne szacunki potrzebnych środków, nie chce ich jeszcze ujawnić publicznie. Wyjaśniła, że chce wcześniej rozmawiać z wydawcami podręczników na temat cen książek. Minister dodała, że nie wyklucza, że może uda się na ten cel pozyskać część środków z funduszy Unii Europejskiej.

Dwa języki obowiązkowe

Uczniowie gimnazjów będą uczyć się obowiązkowo dwóch języków obcych - zapowiedziała minister edukacji Katarzyna Hall, przedstawiając założenia reformy programowej.

Minister przypomniała, że w tej chwili w gimnazjach uczniowie mają obowiązek uczenia się tylko jednego języka obcego; jeśli w jakiejś szkole uczą się dwóch lub więcej, to jest to suwerenna decyzja samorządu prowadzącego daną szkołę.

Zgodnie z założeniami reformy programowej, jeden z dwóch obowiązkowych języków obcych, których będą uczyć się uczniowie gimnazjów, będzie językiem, którego uczyli się wcześniej w szkole podstawowej. Nauka języka kontynuowanego ma odbywać się w grupach odpowiadających poziomowi zaawansowania umiejętności ucznia.

Naszym priorytetem jest doprowadzenie do sytuacji, w której po raz pierwszy w powojennej historii uczeń kończący szkołę będzie posługiwał się na poziomie zaawansowanym przynajmniej jednym językiem obcym - powiedziała Hall.

Zmiana szkolnych lektur

Ministerstwo Edukacji Narodowej planuje zmiany w kanonie lektur szkolnych - potwierdziła na konferencji prasowej szefowa resortu edukacji Katarzyna Hall.

Jak powiedziała równolegle trwają prace nad listą lektur do języka polskiego, które będą obowiązywały uczniów uczących się według zreformowanych programów nauczania (czyli od roczników rozpoczynających naukę w szkole podstawowej i gimnazjum we wrześniu 2009 r.) oraz nad listą dla roczników nie objętych reformą. Obie listy przygotowuje ten sam zespół ekspertów.

Według Hall, uczniowie z roczników nie objętych reformą prawdopodobnie jako lektury obowiązkowe będą mieli te, które były obowiązkowymi przed zmianami w kanonie wprowadzonymi przez jej poprzedników - Romana Giertycha i Ryszarda Legutkę. Pozycje wprowadzone do spisu przez tych ministrów miałyby wtedy stać się lekturami nieobowiązkowymi.

Minister edukacji zaznaczyła, że chciałaby aby rozporządzenie w tej sprawie obowiązywało od nowego roku szkolnego. (sm)

http://wiadomosci.wp.pl/kat,18032,wid,9842926,wiadomosc.html

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #579 dnia: Kwiecień 11, 2008, 12:57:27 am »
Cytat: "Mulesia"
Uczniowie, którzy we wrześniu 2009 roku rozpoczną naukę w pierwszych klasach szkół podstawowych i pierwszych klasach gimnazjów, czyli pierwszych roczników, uczących się według zreformowanego programu nauczania, otrzymają w szkole podręczniki za darmo

Rewelacja,tylko skąd na to pieniążki wezma?  :turn-l:
Cytat: "Mulesia"
Zgodnie z założeniami reformy programowej, jeden z dwóch obowiązkowych języków obcych, których będą uczyć się uczniowie gimnazjów, będzie językiem, którego uczyli się wcześniej w szkole podstawowej. Nauka języka kontynuowanego ma odbywać się w grupach odpowiadających poziomowi zaawansowania umiejętności ucznia.

Dwa języki obce.... obowiązkowe świetnie!
Czyli nasza szkola idzie z wyprzedzeniem w pomysłach MEN  :turn-l:
Uczą się j.obcych,klasa z angielskim,lub niemieckim,chociaż ten drugi to już "koncówka" na prośbę rodziców ) nadobowiązkowe raz w tygodniu,kto chciał ( francuski,lub rosyjski).Z tym,że na świadectwie będzie ocena dodatkowa też.

ps.
Dużo na te młode barki spada nauki  :(
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #580 dnia: Kwiecień 11, 2008, 12:23:56 pm »
Oj oby to była prawda ale rodzice by mieli ulgę :roll:
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #581 dnia: Kwiecień 16, 2008, 05:05:10 pm »
Nauczyciele tresują uczniów w rozwiązywaniu testów

 Szkoły ogarnął szał rozwiązywania testów. W ten sposób nauczyciele przygotowują uczniów do egzaminów kończących naukę w podstawówkach i gimnazjach.


- Pojawiło się zagrożenie, że uczniowie będą coraz lepiej wypadać na testach, ale coraz mniej umieć. Tym samym rozminiemy się z głównym celem reformy, którym było podniesienie poziomu kształcenia oraz precyzyjne i obiektywne ocenianie uczniów - ostrzega Krzysztof Konarzewski z PAN.

Gimnazjaliści z Rudy Śląskiej co miesiąc piszą próbny test, podobny do tego, z jakim będą musieli się zmierzyć na egzaminie gimnazjalnym, który podsumowuje naukę w szkole. Uczniowie wszystkich rudzkich gimnazjów piszą go w tym samym dniu, o tej samej godzinie. To pomysł Joanny Kwiecińskiej, dyrektorki Miejskiego Zakładu Obsługi Placówek Oświatowych, która chce w ten sposób poprawić wyniki uczniów, bo ci od kilku lat zdobywają na egzaminie gimnazjalnym najmniej punktów w województwie.

- Praktyka czyni mistrza. Dzięki częstym ćwiczeniom uczniowie lepiej wytrenują rozwiązywanie zadań, oswoją się z arkuszami i nauczą planować pracę w czasie - tłumaczy Kwiecińska.

Więcej w czwartkowej "Gazecie Wyborczej"

Źródło: Gazeta Wyborcza
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #582 dnia: Kwiecień 17, 2008, 09:29:43 am »
Badanie: brak zainteresowania rodziców problemem polskiej szkoły

Jednym z najważniejszych problemów polskiej szkoły jest brak zainteresowania rodziców tym, co ich dzieci robią poza domem, w tym właśnie w szkole - wynika z badania "Diagnoza szkolna 2008".

 Wśród tzw. uczniów problemowych około 50 proc. stanowią ci, których rodzice nie interesują się nimi w ogóle. Z "Diagnozy szkolnej" wynika m.in., że papierosy pali 14 proc. 14- latków i 25 proc. 16-latków; 70 proc. palących 13- 16-latków wypala niemal 60 papierosów tygodniowo. 38 proc. 13-latków przyznaje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy piła alkohol, a 18 proc., że piła w ostatnim miesiącu. 43 proc. 13-letnich chłopców i 16 proc. 13-letnich dziewczynek podaje, że przeszło już inicjację seksualną; w wieku 16 lat "pierwszy raz" ma za sobą 67 proc. chłopaków i 40 proc. dziewcząt.

32 proc. uczniów szkół podstawowych, 29 proc. uczniów gimnazjów i 16 proc. uczniów liceów ogólnokształcących twierdzi, że w ostatnim roku padło ofiarą przemocy fizycznej ze strony rówieśników. Jeśli chodzi o przemoc psychiczną, odsetki te są wyższe: 53 proc. - szkoła podstawowa, 55 proc. - gimnazjum, 36 proc. - liceum ogólnokształcące.

Autor badania, psycholog społeczny prof. Janusz Czapiński z Uniwersytetu Warszawskiego, wyodrębnił wśród uczniów dwie grupy tzw. uczniów problemowych ze względu na używki i zachowanie oraz ze względu na przemoc.

W pierwszej grupie znaleźli się uczniowie, którzy spełniają co najmniej 3 z 5 kryteriów (palenie papierosów, picie alkoholu w ostatnim miesiącu, użycie narkotyków, wagary, ocena ze sprawowania najwyżej poprawna). Z badania wynikło, że w wieku 12 lat stanowią oni 2,3 proc. uczniów, odsetek ten stopniowo rośnie do 31 proc. w wieku 17 lat.

W drugiej grupie znaleźli się uczniowie problemowi ze względu na przemoc, którzy spełniają co najmniej 4 z 8 kryteriów (są ofiarą lub sprawcą przemocy, zarówno rówieśniczej, jak i wobec lub ze strony nauczycieli - psychicznej albo fizycznej). Z badania wynikło, że już w wieku 11 lat stanowią oni 12 proc. uczniów. Odsetek ten rośnie do 16 proc. w wieku 13 lat i 23 proc. w wieku 14 i 15 lat. Następnie po skończeniu gimnazjum w wieku lat 16 spada do 12 proc., by z wiekiem wzrosnąć do 15 proc.

Jak mówił Czapiński, gdy stworzy się grupę uczniów problemowych ze względu na używki, zachowanie oraz przemoc, to okaże się, że stanowią oni aż 8 proc. wszystkich uczniów. Według niego, połowa z nich pochodzi z rodzin, w których rodzice w ogóle nie interesują się tym, co dzieje z ich dziećmi w szkole; w rodzinach pełnych wskaźnik ten wynosi 50 proc., w niepełnych - 57 proc.

Brak współpracy z rodzicami - taka odpowiedź została wskazana na czwartym miejscu przez nauczycieli pytanych o to, jakie najważniejsze problemy szkoły ich niepokoją. Wyższe wskaźniki uzyskały: brak motywacji uczniów do nauki, palenie papierosów przez uczniów i przemoc rówieśnicza.

Drugim ważnym wskaźnikiem, według badacza, mającym wpływ na niepokojące zachowania uczniów, jest wychowywanie się w rodzinach niepełnych. Z badania wynikło, że w takich rodzinach wychowuje się 18 proc. uczniów. Jak tłumaczył Czapiński, chodzi o rodziny, w których rodzice nie mieszkają razem, czyli także o te, w których jedno z rodziców wyjechało zarabiać za granicę.

"Nie da się zatrzymać negatywnych procesów, jakie dzieją się w polskiej szkole, możemy tylko spowolnić proces tych zmian kulturowych, które negatywnie odbijają się na niej. Musimy przede wszystkim apelować do rodziców, aby naprawdę interesowali się zachowaniem swoich dzieci, by próbowali wyjaśnić, skąd się biorą negatywne zachowania, by byli w kontakcie ze szkołą. Ważne jest, by rodzice utrzymywali kontakt ze szkołą nawet tak sporadyczny, jak wywiadówki" - powiedział dziennikarzom Czapiński.

Badanie przeprowadzono w ramach kampanii społecznej "Szkoła bez przemocy" w styczniu i lutym 2008 r. w 292 szkołach (111 szkołach podstawowych, 95 gimnazjach, 86 szkołach ponadgimnazjalnych). Uczestniczyło w nim ponad 21,7 tys. uczniów i ponad 4 tys. nauczycieli.

Celem kampanii jest przeciwdziałanie przemocy w polskich szkołach poprzez zwiększenie świadomości problemu, zmianę postaw wobec przemocy, a także dostarczenie szkołom wsparcia i narzędzi, które skutecznie i systemowo zwalczałyby to zjawisko.

PAP - Nauka w Polsce

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #583 dnia: Kwiecień 17, 2008, 07:13:41 pm »
Rzecznik praw obywatelskich o wyposażeniu placówek oświatowych. W szkołach brakuje pomocy naukowych


Resort edukacji do tej pory nie wydał rozporządzenia w sprawie wyposażenia szkół w środki dydaktyczne. W efekcie w niektórych z nich brakuje przyborów i materiałów ułatwiających naukę.

Rzecznik praw obywatelskich zwrócił się do ministra edukacji narodowej z prośbą o wydanie rozporządzenia w sprawie podstawowych warunków niezbędnych do realizacji zadań dydaktycznych przez szkoły. Warunki takie musi zapewnić placówce oświatowej wójt, burmistrz, prezydent miasta, zarząd powiatu lub województwa. Mają oni jednak z tym problem, bo na podstawie art. 16 ustawy z 18 lutego 2000 r. o zmianie ustawy Karta Nauczyciela (Dz.U. nr 19, poz. 239) moc straciło zarządzenie ministra oświaty i wychowania z 30 lipca 1982 r. (Dz.Urz. MEN z 1991 r., nr 2, poz. 9), które określało podstawowe warunki realizacji zadań dydaktycznych i wychowawczych. A resort edukacji nie wypełnił dotąd upoważnienia wynikającego z art. 29 ust. 3 ustawy z 26 stycznia 1982 r. Karta Nauczyciela (t.j. Dz.U. z 2006 r. nr 97, poz. 674 z późn. zm.) i nie wydał rozporządzenia w tej sprawie.

- Przepisy Karty nakładają na ministra obowiązek wydania tego aktu. Zaniechanie tych działań może być uznane za naruszenie art. 149 ust. 2 konstytucji, zgodnie z którym minister wydaje rozporządzenia - podkreśla Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich.

W opinii RPO brak uregulowań dotyczących wyposażenia szkół w środki dydaktyczne oraz określających pakiet materiałów i przyborów, jakie przysługują nauczycielowi, powoduje, że w niektórych szkołach brakuje pomocy naukowych. Świadczy o tym korespondencja nauczycieli do Biura RPO.

Autor: Łukasz Guza, Źródło: GP

W szkołach wciąż brakuje komputerów


Centralny system zakupu pomocy dydaktycznych nie spełnia oczekiwań szkół. Nie uwzględnia ani rodzaju, ani wielkości danej placówki oświatowej.

Prawie połowa nauczycieli nie korzysta z komputerów, a co dziesiąta szkoła nie posiada dostępu do internetu. Tak wynika z przedstawionych wczoraj badań dotyczących wykorzystania pomocy dydaktycznych w polskich szkołach. Badanie zostało przeprowadzone przez Edukację Polską i firmę LBS (Lokalne Badania Społeczne) w okresie luty-maj tego roku. Wzięło w nim udział 850 nauczycieli i dyrektorów szkół podstawowych.

Według autorów badania wciąż brakuje wystarczającej liczby pomocy dydaktycznych - głównie komputerów, sprzętu multimedialnego i niezbędnego oprogramowania. W prawie 50 proc. szkół brakuje też sprzętu sportowego. Za tę sytuację, zdaniem autorów badania, odpowiada Ministerstwo Edukacji Narodowej, które do zakupu pomocy dydaktycznych preferuje Centralny System Dystrybucji (CSD). Jest on krytykowany przez dyrektorów i nauczycieli.

- Wskazują, że jest on nieracjonalny, nie uwzględnia specyfiki i wielkości danej szkoły - podkreśla Marcin Jóźko, szef firmy LBS.

W efekcie ten sam zestaw pomocy dydaktycznych trafia do małej wiejskiej szkoły i do dużej warszawskiej. Zdarza się więc, że szkoła otrzymuje pomoce nie do końca potrzebne, jest ich zbyt mało lub za dużo. Dyrektorzy uważają, że CSD powinien zostać zmieniony. Chcieliby samodzielnie podejmować decyzje o zakupie potrzebnych pomocy dydaktycznych. To gwarantowałoby uwzględnienie potrzeb placówki.

Z przeprowadzonego badania wynika, że szkoły wciąż cierpią na brak pieniędzy. Średnio na zakup niezbędnych pomocy dydaktycznych wydają około 5 tys. zł. rocznie. Pozyskanie dodatkowych środków zależy głównie od operatywności dyrektora danej szkoły.

ANNA SZEWCZYK
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #584 dnia: Kwiecień 22, 2008, 12:19:29 pm »
Gimnazjaliści piszą dziś egzamin


Blisko 500 tys. uczniów III klas z około 7 tys. gimnazjów w całym kraju przystąpiło we wtorek do egzaminu, podczas którego jest sprawdzana ich wiedza humanistyczna. W środę uczniowie pisać będą drugą część - test z wiedzy matematyczno- przyrodniczej.


Jak powiedział we wtorek tuż przed rozpoczęciem egzaminu dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, Marek Legutko, do CKE nie dotarły sygnały, aby przeprowadzenie w jakiejś szkole sprawdzianu było zagrożone. - Wszystko jest w porządku, szkoły są przygotowane do przeprowadzenia egzaminu. Trzymamy kciuki za uczniów - powiedział.

Obie części egzaminu rozpoczynają się o godz. 9. Potrwają po dwie godziny; dla uczniów z dysfunkcjami (np. dysleksją) mogą być przedłużone o dodatkową godzinę. Wszyscy uczniowie w Polsce rozwiązują takie same testy. Prace zostaną zakodowane; sprawdzać je będą egzaminatorzy z okręgowych komisji egzaminacyjnych (OKE).

We wtorkowym teście z wiedzy humanistycznej mogą znaleźć się pytania z języka polskiego, historii, wiedzy o społeczeństwie, plastyki i muzyki. Środowy test matematyczno-przyrodniczy sprawdzi wiedzę z biologii, geografii, chemii, fizyki i matematyki.

Przystąpienie do egzaminu jest warunkiem ukończenia szkoły. Jeśli uczeń z powodu choroby lub ważnych wypadków losowych nie może przystąpić do egzaminu we wtorek i środę, będzie go pisać w drugim terminie - w czerwcu. Uczeń przyłapany na ściąganiu podczas sprawdzianu musi przystąpić do niego jeszcze raz.

Jeśli uczeń przystąpi do egzaminu i napisze go słabo, a równocześnie uzyska oceny pozytywne na świadectwie na zakończenie III klasy, to i tak ukończy gimnazjum. Powtórka egzaminu gimnazjalnego nie jest możliwa.

Wynik egzaminu będzie miał wpływ na przyjęcie ucznia do wybranej przez niego szkoły ponadgimnazjalnej.

Z egzaminu gimnazjalnego zwolnieni są laureaci i finaliści olimpiad przedmiotowych o zasięgu wojewódzkim lub ponadwojewódzkim.

Wyniki egzaminu uczniowie poznają w połowie czerwca. W ubiegłym roku szkolnym średni wynik uzyskany przez uczniów z części humanistycznej egzaminu gimnazjalnego wynosił 31,48 pkt., a z części matematyczno-przyrodniczej 25,31 pkt. Z obu części można było otrzymać maksymalnie po 50 pkt.

Wtorek i środa są w gimnazjach dniami wolnymi od lekcji.

Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP


mój syn i moja siostrzenica są wśród nich-piszą dzis - no trzymam łapki
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #585 dnia: Kwiecień 26, 2008, 09:53:27 am »
Dni wolne od nauki w prawosławne święta

Minister edukacji Katarzyna Hall zapowiedziała, że w sprawie dni wolnych od nauki w święta dla prawosławnych uczniów z województwa podlaskiego "weźmie pod uwagę głosy środowisk dyrektorskich". Zaznaczyła jednak, że pula dni nauki dla wszystkich uczniów musi być jednakowa.


Podczas konferencji prasowej zorganizowanej w poniedziałek w Białymstoku Hall powiedziała, że projekt nowelizacji ustawy w tej sprawie jest poddawany teraz konsultacjom i resort na pewno weźmie pod uwagę głosy podlaskich "środowisk dyrektorskich".

Z informacji Hall wynikało, że w projekcie nowelizacji znalazło się rozwiązanie zaproponowane przez poprzednią kurator oświaty, wedle którego prawosławne święta Bożego Narodzenia miałyby być połączone z zimowymi feriami. Na to rozwiązanie nie zgadzają się jednak dyrektorzy szkół i rodzice prawosławnych dzieci z województwa podlaskiego. Według nich, różne terminy ferii dla dzieci katolickich i prawosławnych uniemożliwiłyby im wspólny wypoczynek. Stanowisko lokalnego środowiska oświatowego i rodziców podlaski kurator oświaty przekazał ministerstwu w piątek. Dyrektorzy szkół w województwie podlaskim preferują rozwiązanie, w którym prawosławni uczniowie byliby zwolnieni z zajęć w czasie najważniejszych świąt i nie musieliby tych nieobecności odpracowywać.

http://wiadomosci.onet.pl/1729657,11,dni_wolne_od_nauki_w_prawoslawne_swieta,item.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #586 dnia: Kwiecień 26, 2008, 08:36:09 pm »
Nie pojadą nad morze, bo źle słyszą

Magdalena Warchala
 
Dwójka niedosłyszących uczniów katowickiej podstawówki nie pojedzie z resztą klasy na zieloną szkołę. Urzędnicy z powodów biurokratycznych odmówili im dofinansowania rehabilitacyjnego wyjazdu
Niepełnosprawni uczniowie z województwa śląskiego mają prawo co roku wyjechać na zieloną szkołę. Dwutygodniowy wyjazd dofinansowuje miasto oraz wojewódzki fundusz ochrony środowiska. Każdy uczeń szkoły specjalnej dostaje na ten cel 630 zł. Inaczej jest z niepełnosprawnymi dziećmi, które uczą się w klasach specjalnych działających przy zwykłych szkołach. Chociaż mają takie same ułomności jak ich koledzy ze szkół specjalnych, urzędnicy jeszcze do ubiegłego roku utrzymywali, że pieniądze im się nie należą. W tym roku wszystko miało się zmienić. Urzędnicy zreflektowali się, że dyskryminują niepełnosprawnych uczniów, i postanowili, że będą dofinansowywać także ich wyjazdy. - Była olbrzymia radość, bo większość z naszych podopiecznych nigdy nie była nad morzem. Rodziców po prostu nie stać na to, żeby wysłać dzieci na świeże powietrze choćby na kilka dni - mówi Anna Brzozowska, nauczycielka katowickiej Szkoły Podstawowej nr 37. Niestety, kiedy dyrektorka podstawówki Barbara Opałka zaczęła starać się o dofinansowanie dla swoich uczniów, okazało się, że nie wszyscy dostaną pieniądze. Magistrat zażądał zaświadczeń, że dzieci mają orzeczoną niepełnosprawność i pobierają zasiłek pielęgnacyjny. Chociaż orzeczenia mieli wszyscy, bo są one warunkiem przyjęcia do klasy specjalnej, cztery osoby nie dostarczyły zaświadczeń o pobieraniu zasiłku. - To rodziny nieco nieudolne, nieradzące sobie z trudną sytuacją, jaka stała się ich udziałem. Gubią się w biurokratycznym gąszczu. Jedna z matek, gdy dowiedziała się o wymaganym zaświadczeniu, złożyła w MOPS-ie odpowiedni wniosek, ale okazało się, że już jest za późno. Wydział edukacji odmówił dopisania jej dziecka na listę - mówi Opałka. Dzięki sponsorom udało się zebrać pieniądze dla dwójki dzieci. Niestety, jeśli nie znajdą się kolejni darczyńcy, dwoje innych uczniów na zieloną szkołę nie pojedzie. - To wielka strata, bo taki samodzielny wyjazd jest dla niepełnosprawnego malucha szkołą życia. Cały czas pracują z nim specjalistyczni pedagodzy, dziecko poznaje nowe słowa, uczy się zaradności - mówi Bożena Jędrzejczyk, mama ośmioletniej Igi, która na szczęście na zieloną szkołę pojedzie. Dyrektorka nie rozumie, dlaczego z powodów formalnych dwóch jej innych podopiecznych ma zostać pozbawionych takiej szansy. - Przecież od uczniów katowickiego Zespołu Szkolno-Przedszkolnego dla Dzieci Niesłyszących i Słabosłyszących nikt takich zaświadczeń nie żądał. Dlaczego? Bo to szkoła specjalna, a nie z oddziałami specjalnymi, jak nasza. Czemu niepełnosprawni uczniowie nie są traktowani jednakowo? - złości się Opałka. Janusz Pięta z wydziału edukacji urzędu miejskiego tłumaczy, że wymóg nie jest pomysłem magistratu, lecz wojewódzkiego funduszu ochrony środowiska. - Stawiają takie warunki, bo chcą mieć pewność, że dziecko faktycznie jest niepełnosprawne. Ale to typowi biurokraci. Od nas też ciągle żądają absurdalnych zaświadczeń, np. że prezydent nadal jest prezydentem - wyjaśnia Pięta. Dlaczego WFOŚ żąda potwierdzenia niepełnosprawności dzieci, które chodzą do klas specjalnych? Przecież to oczywiste. - Wcale nie. Przecież w klasach specjalnych uczą się też pełnosprawne dzieci - mówi Teresa Wolniaczyk z WFOŚ. Tłumaczę, że ma na myśli klasy integracyjne, a to co innego niż klasy specjalne, w których uczą się tylko niepełnosprawni. - Pierwsze słyszę o tego typu klasach. Ale jeśli uważa pani, że w przepisach jest luka, proszę wystosować formalny wniosek. Możemy podyskutować o zmianach - ucina Wolniaczyk.

Metro 24.04.2008r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #587 dnia: Kwiecień 27, 2008, 08:35:38 am »
Absurdalna biurokracja  :evil:  :2gunfire:
Zabraklo odrobiny serca tylko  :lzy: ....... a jak się czuje dwójka dzieci,ktora nie pojedzie ze wszystkimi na morze?
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #588 dnia: Maj 02, 2008, 12:58:12 am »
Cytuj
Wojewoda małopolski Jerzy Miller wystąpił do minister edukacji narodowej Katarzyny Hall o odwołanie małopolskiego kuratora oświaty Józefa Rostworowskiego - poinformowała w poniedziałek rzeczniczka wojewody Małgorzata Woźniak.  

    – Wojewoda chce, by oświatą w Małopolsce zajął się pasjonat, osoba, która lepiej zorganizuje pracę szkół – powiedziała Woźniak
http://ww2.tvp.pl/371,20080421701068.strona

 Małopolski kurator oświaty odwołany
 
Minister edukacji narodowej Katarzyna Hall na wniosek wojewody odwołała z funkcji małopolskiego kuratora oświaty Józefa Rostworowskiego.  
 
 Józef Rostworowski był kuratorem oświaty w Małopolsce od 2006 r.
 
  W najbliższym czasie ma być ogłoszony konkurs, który wyłoni jego następcę - poinformowała w środę rzecznik wojewody małopolskiego Małgorzata Woźniak.

Do czasu rozstrzygnięcia konkursu obowiązki kuratora zostały powierzone dotychczasowej wicekurator w Małopolsce Agacie Szucie.(PAP)
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #589 dnia: Maj 05, 2008, 11:40:10 pm »
Powszechna edukacja już od najmłodszych lat

Katarzyna Pawlak

Posłanie pięciolatków do przedszkoli, a sześciolatków do szkół, nacisk na języki obce, nauczanie fakultatywne w liceach i zmiany w maturach – to proponuje MEN


– Obowiązkowa od kilku lat zerówka nie okazała się najlepszym rozwiązaniem, ponieważ programowo pokrywa się z pierwszą klasą – tłumaczy zmiany w edukacji przedszkolnej Katarzyna Hall, minister edukacji.

Jej pomysł to obniżenie wieku szkolnego do sześciu lat oraz szersze objęcie edukacją przedszkolną dzieci w wieku od trzech do pięciu lat. Ponieważ szkoły nie są przygotowane do tego, by zaopiekować się maluchami, standard przedszkolnej opieki zostałby przeniesiony do szkół. Wcześniejsza nauka to też eliminacja opłat za przedszkole. Rodzice pracujący będą mogli odebrać dzieci po godz. 17 – tak jak z przedszkola. Ministerstwo pozostawia jednak ostateczną decyzję rodzicom. Będą mogli wystąpić z prośbą o opóźnienie startu szkolnego swojego dziecka. Nie wyjaśniono jednak, co będzie z różnicami programowymi.

Wcześniejsza edukacja miałaby być finansowana z subwencji oświatowych, gminom pozostałyby zatem wolne środki na tworzenie miejsc przedszkolnych. Dotychczas aż w 800 gminach nie ma tego typu placówek.

– W 2009 r. rocznik sześciolatków jest najmniej liczny, dlatego teraz jest najlepszy moment na rozpoczęcie reformy – tłumaczy ministerstwo.


Nacisk na języki

Sformułowanie wymagań, które muszą spełnić uczniowie pod koniec każdego etapu kształcenia – już od szkoły podstawowej – to jedno z głównych założeń reformy. Ponadto resort proponuje połączenie programowe gimnazjum i liceum. Chodzi o unowocześnienie programu i uniknięcie powtórzeń. Podnieść ma się też jakość nauczania języków obcych. Według projektu uczeń kończący każdy etap kształcenia powinien biegle posługiwać się przynajmniej jednym językiem obcym.

– Planujemy już od 2009 r. przeprowadzać obowiązkowy egzamin dla gimnazjalistów z języka obcego – zapowiada ministerstwo.

Katarzyna Hall obiecuje także darmowe podręczniki. Uczniowie rozpoczynający naukę w pierwszym roku reformy będą w nie wyposażani przez wszystkie kolejne lata jej wdrażania.

Elastyczny model kształcenia – dopasowanie do indywidualnych potrzeb uczniów – to kolejne z założeń.

Uczestniczenie w zajęciach nieobjętych rozszerzonym programem kształcenia ma służyć indywidualizacji edukacji. Ucz-niowie mieliby obowiązek wybrać sobie przynajmniej dwie dodatkowe godziny zajęć artystycznych lub technicznych.


Nowsza nowa matura

Projekt zakłada też mocne profilowanie programu nauczania już od drugiej klasy liceum pod kątem przygotowania do egzaminu maturalnego i przyszłych studiów.

Na przykład uczniowie chcący zdawać na kierunki politechniczne oraz ścisłe uniwersyteckie będą mieli sześć godzin matematyki, cztery godziny fizyki i trzy godziny informatyki. Od 2009 r. w liceach miałyby się pojawić fakultatywnie łacina i kultura antyczna, a od 2010 r. wszyscy maturzyści będą musieli zdawać matematykę.

Sama matura też ma być inna. Będzie się składać z dwóch części: powszechnej i do wyboru. Ta pierwsza to pięć egzaminów na niezróżnicowanych – jak dotychczas – poziomach. Część druga objęłaby jeden lub więcej egzaminów z przedmiotów fakultatywnych. Będzie ona pełniła głównie funkcję rekrutacyjną na wyższe uczelnie.


Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego

To, co opublikowało ministerstwo, to na razie mnóstwo pomysłów wymagających solidnego dopracowania. Jestem zwolennikiem rozpoczęcia edukacji od szóstego roku życia, ale w wyjątkowych sytuacjach powinna być możliwość przesunięcia tego obowiązku o rok, na podstawie decyzji poradni psychologiczno-pedagogicznej. Edukacja przedszkolna faktycznie wymaga zmian, jednak konsekwentnych. Nie można zapominać o trzy- i czterolatkach, dla których w 800 gminach brakuje przedszkoli. Należałoby narzucić pewne standardy i obowiązek edukacji przedszkolnej od piątego roku życia. Ministerstwu zabrakło też pomysłu m.in. na szkolnictwo zawodowe i kształcenie nauczycieli. Według mnie to nie jest poważna reforma, tylko próby kreowania nowej rzeczywistości edukacyjnej.
http://www.rp.pl/artykul/129683.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #590 dnia: Maj 07, 2008, 09:44:39 am »
:puppydogeyes:

Kampania Przeciw Homofobii agituje w szkołach

Kampania Przeciw Homofobii prowadzi homoseksualną agitację w szkołach. Co więcej, robi to bez wiedzy rodziców, nauczycieli i MEN - akcentuje "Nasz Dziennik".

"Czy myślisz, że uczniowie, którzy są gejami, czują się bezpiecznie w Twojej szkole?". "Jak poznać, że chłopak jest gejem?" - takimi pytaniami uraczyli dzieci, m.in. ze szkół podstawowych, ankieterzy Kampanii Przeciw Homofobii, koordynatora programu "Schoolmates", wspartego przez Komisję Europejską, realizującego badania nad "przemocą homofobiczną" - informuje gazeta.

Z raportu dotyczącego wyników badań "Schoolmates" wśród młodzieży szkolnej w wieku od 13 do 19 lat oraz "personelu szkolnego" - na temat homoseksualizmu - wynika, że owa ankieta odbyła się "przynajmniej za wiedzą niektórych nauczycieli".

Ankietowany miał m.in. następujący wybór opinii na temat homoseksualności:
"Homoseksualność jest po prostu jedną z dróg ekspresji swoich uczuć i swojej seksualności, tak samo jak heteroseksualność". "Ktoś staje się gejem lub lesbijką, ponieważ miał/miała zaburzone relacje z jednym lub z obojgiem rodziców". "Większość problemów osób homoseksualnych jest spowodowana negatywnym nastawieniem społeczeństwa do nich" - pisze "Nasz Dziennik". (PAP)
http://media.wp.pl/kat,9913,wid,9926929,wiadomosc.html?ticaid=15d81
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #591 dnia: Maj 11, 2008, 11:02:03 am »
Dyrektor szkoły da obiad

Dłuższe przerwy między lekcjami, żeby dzieci zdążyły się najeść, i darmowe obiady bez zaświadczeń o dochodach w rodzinie - tak rząd chce nakarmić głodne dzieci w szkołach. Ale bez dodatkowych na to pieniędzy.

Więcej:
» Bieda i głód polskich dzieci!
http://forum.darzycia.pl/vp135242.htm#135242
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #592 dnia: Maj 13, 2008, 08:49:36 am »
Nie będzie urządzeń nagrywających w szkołach

Szkolne zestawy do monitoringu nie będą zawierać urządzeń nagrywających dźwięk.

Rząd wycofał się z kontrowersyjnych przepisów umożliwiających rejestrację prywatnych rozmów uczniów i nauczycieli prowadzonych na szkolnych korytarzach. Wczoraj Rada Ministrów zmieniła uchwałę w sprawie rządowego programu wspierania w latach 2007-2009 organów prowadzących szkoły w zapewnieniu bezpiecznych warunków nauki - Monitoring wizyjny w szkołach i placówkach. Znowelizowała także rozporządzenie w sprawie form i zakresu finansowego wspierania organów prowadzących szkoły w zapewnieniu bezpiecznych warunków nauki. Zgodnie z tymi dokumentami instalowane w szkołach i placówkach urządzenia wchodzące w skład systemu rejestracji obrazu mają spełniać wymogi określone Polską Normą PN-EN 50132-7 dla systemów dozorowych CCTV.

A to oznacza, że nie muszą zawierać mikrofonów.

Dotychczas o dofinansowanie mogły wystąpić szkoły i placówki uczące powyżej 200 uczniów. Po wejściu w życie projektu o pieniądze będą mogły starać się także szkoły specjalne liczące co najmniej 100 uczniów. Jednak organy prowadzące mogą składać wnioski o dofinansowanie do kuratorów oświaty lub wojewodów tylko do 20 maja. Chociaż znowelizowana uchwała wchodzi w życie z dniem jej podjęcia, to rozporządzenie ma zacząć obowiązywać po 14 dniach od ogłoszenia. Jeżeli więc zostanie opublikowane już jutro, jego przepisy mogą nie objąć tegorocznych wniosków. W 2008 i 2009 roku na zakup kamer w budżecie zarezerwowano po 20 mln zł.

Autor: Jolanta Góra

Źródło: GP
Artykuł z dnia: 2008-05-13
http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/17366,nie_bedzie_urzadzen_nagrywajacych_w_szkolach.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #593 dnia: Lipiec 07, 2008, 05:40:57 pm »
(...)

MEN: "wyprawka szkolna" w podstawówkach i gimnazjach

Uczniowie z rodzin ubogich, którzy w roku szkolnym 2009/2010 będą rozpoczynali naukę w pierwszych klasach szkół podstawowych i pierwszych klasach gimnazjów, otrzymają podręczniki szkolne w ramach rządowego programu "Wyprawka szkolna".


(...)

W wyniku konsultacji - jak mówiła w poniedziałek Hall - zdecydowano, że podręczniki mają być ofiarowane uczniom, których rodziny są uprawnione do otrzymywania pomocy społecznej. Dodatkowo w każdej szkole pomocą ma być objętych 10 proc. uczniów, których rodziny są w trudnej sytuacji materialnej, a nie spełniają kryterium dochodowego uprawniającego do zasiłków.

Całość:  Gazeta Prawna
http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/25095,men_obnizenie_wieku_szkolnego_rozlozone_na_trzy_lata.html

Mulesia

  • Gość
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #594 dnia: Lipiec 09, 2008, 09:52:13 pm »
Opłata za stołówkę musi być określona w uchwale

Robert Horbaczewski 09-07-2008

Kiedy organ prowadzący szkołę ustala zasady korzystania ze stołówki szkolnej, musi bezpośrednio w uchwale określić, ile będą kosztowały posiłki

Rada gminy w Tarnawatce, uchwalając zasady korzystania ze stołówki szkolnej oraz odpłatność za przygotowane w niej posiłki, określiła m.in., że wysokość opłaty będzie ustalana na podstawie kalkulacji kosztów wynikających z ewidencji rachunkowo-księgowej.

Zapis ten zakwestionował wojewoda lubelski jako sprzeczny z prawem, tj. z art. 67a ust. 2 ustawy o systemie oświaty.
(...)

Rada gminy rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody zaskarżyła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie.
(...)
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie (...)
Za słuszne uznał stanowisko wojewody, że skoro ustawodawca w ustawie o systemie oświaty mówi wprost o opłatach, to kwota takiej opłaty ma być określona bezpośrednio w uchwale. Obowiązku tego gmina nie może cedować na inne, bliżej nieokreślone organy (sygn. III SA /Lu 211/08).

Całość: Rzeczpospolita  http://www.rp.pl/artykul/160140.html

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #595 dnia: Lipiec 15, 2008, 09:45:41 am »
Czego 6-latek nauczyć się powinien


DZIECI PÓJDĄ DO SZKOŁY ROK WCZEŚNIEJ

Już niebawem do szkół zaczną trafiać sześciolatki. Czego mają nauczyć się dzieci w klasach szkoły, zamiast w przedszkolnych salach? Wymagać się od nich będzie m.in. poznania pojęcia długu, pisania z pamięci czy segregacji śmieci. Część ekspertów uważa, że w tym wieku to zbyt dużo.

Nowy program nauczania dla najmłodszych przybliża wtorkowa "Rzeczpospolita". Projekt przygotowany przez resort Katarzyny Hall zakłada, ze sześciolatek, który w 2009 roku pójdzie do szkoły, ma w pierwszej klasie poznać cały alfabet i nauczyć się, że pieniądze otrzymuje się za pracę.

Wartości etyczne mają być przybliżane uczniom na podstawie bajek, baśni i obserwacji życia codziennego. Uczeń ma się dowiedzieć, że ludzie żyją w różnych warunkach i dlatego nie można się chwalić bogactwem ani dokuczać mniej zamożnym.

Wskazówki dla nauczycieli


Podstawy programowe mają pomóc w pracy nauczycielom. – Pierwszy raz określiliśmy dokładnie, co dziecko ma wiedzieć i umieć, kończąc kolejne etapy edukacyjne. Zrobiliśmy to, gdyż coraz większe są różnice środowiskowe w wychowywaniu i edukacji dzieci. Różnie też uczą nauczyciele. A zależy nam, aby wszystkie dzieci miały podobne szanse – powiedziała "Rz" prof. Edyta Gruszczyk-Kolczyńska z Akademii Pedagogiki Specjalnej, która kierowała zespołem ekspertów układających podstawę programową dla przedszkola i klas I – III.

Dwa lata w jeden

Nie do wszystkim pomysłów resortu przekonani są eksperci. – Teraz uczą się pisać i czytać w zerówce i w pierwszej klasie. Nowa podstawa zakłada, że w rok poznają wszystkie litery i w dodatku zdobędą mnóstwo wiedzy o otaczającym je świecie. Obawiam się, że nauczyciele nie nadążą z realizacją tych wymagań – komentuje "Rz" Dorota Dziamska, nauczycielka i autorka książek pedagogicznych.

Podobne obawy mają rodzice. Tomasz Elbanowski, inicjator protestów przeciwko posłaniu sześciolatków do szkół, dodaje: – Dzieci chętnie się uczą, ale przez zabawę. Szkoły nie są do tego przygotowane.

Przeciw zarzutom MEN broni się pieniędzmi: na dostosowanie szkół przeznaczone zostanie 150 mln zł. A do 2011 roku o posłaniu sześciolatka do szkoły będą decydować rodzice.


tvn24
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #596 dnia: Lipiec 15, 2008, 09:51:02 am »
Szkoła sześciolatków

Dziecko ma znać pojęcie długu, potrafić zbudować szałas i rozpoznać hymn i flagę UE. Małe dzieci mają się na lekcjach nauczyć wartości, na których wpajanie nie mają czasu rodzice.


Sześciolatek, który w 2009 roku pójdzie do szkoły, ma w pierwszej klasie poznać cały alfabet i nauczyć się, że pieniądze otrzymuje się za pracę, a więc trzeba dostosować swe oczekiwania do „realiów ekonomicznych rodziny”. Ma też poznać podstawowe zasady etyki.

Takie m.in. wymagania znalazły się w ogłoszonym przez Ministerstwo Edukacji projekcie podstawy programowej dla edukacji wczesnoszkolnej. – Pierwszy raz określiliśmy dokładnie, co dziecko ma wiedzieć i umieć, kończąc kolejne etapy edukacyjne. Zrobiliśmy to, gdyż coraz większe są różnice środowiskowe w wychowywaniu i edukacji dzieci. Różnie też uczą nauczyciele. A zależy nam, aby wszystkie dzieci miały podobne szanse – mówi prof. Edyta Gruszczyk-Kolczyńska z Akademii Pedagogiki Specjalnej, która kierowała zespołem ekspertów układających podstawę programową dla przedszkola i klas I – III.

Nowością jest obowiązkowe nauczanie najmłodszych etyki. Wartości etyczne mają być przybliżane uczniom na podstawie bajek, baśni i obserwacji życia codziennego. Uczeń ma się dowiedzieć, że ludzie żyją w różnych warunkach i dlatego nie można się chełpić bogactwem ani dokuczać biedniejszym; że nie powinno się dążyć do zaspokojenia swych pragnień kosztem innych. Edukacja sześciolatków ma też być proekologiczna. Szkoła nauczy ich, że trzeba oszczędzać wodę i segregować śmieci.

Jednak eksperci twierdzą, że od dzieci wymaga się zbyt dużo. – Teraz uczą się pisać i czytać w zerówce i w pierwszej klasie. Nowa podstawa zakłada, że w rok poznają wszystkie litery i w dodatku zdobędą mnóstwo wiedzy o otaczającym je świecie. Obawiam się, że nauczyciele nie nadążą z realizacją tych wymagań – mówi Dorota Dziamska, nauczycielka i autorka książek pedagogicznych.

Tomasz Elbanowski, inicjator protestów rodziców przeciwko posłaniu sześciolatków do szkół, dodaje: – Dzieci chętnie się uczą, ale przez zabawę. Szkoły nie są do tego przygotowane.

MEN uspokaja, że da 150 mln zł na dostosowanie placówek. A do 2011 roku rodzice będą mieli możliwość nieposłania sześciolatka do szkoły. Każde dziecko będzie też oceniane, czy osiągnęło już „dojrzałość szkolną”.



Źródło : Rzeczpospolita
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #597 dnia: Lipiec 18, 2008, 04:48:31 pm »
400 tys. uczniów otrzyma dopłaty do zakupu podręczników

ZMIANA PRAWA - Uczniowie z rodzin, w których dochód na jedną osobę nie przekracza 351 zł, otrzymają od 70 do 170 zł dofinansowania do zakupu podręczników szkolnych.


Około 400 tys. dzieci, które od września tego roku rozpoczną zerówkę, naukę w klasach I-III szkoły podstawowej lub ogólnokształcącej szkoły muzycznej I stopnia, otrzyma zwrot części kosztów zakupu podręczników. Rząd chce wydać na ten cel ponad 50 mln zł. Tak wynika z projektu rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie szczegółowych warunków udzielania pomocy finansowej dzieciom i uczniom na zakup podręczników.

- Aby uzyskać pomoc, rodzice dzieci będą musieli złożyć wniosek w tej szkole, do której uczeń będzie uczęszczał od najbliższego września - mówi Lilla Jaroń, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Wrocławia.

Termin ich składania ustali wójt gminy, burmistrz lub prezydent miasta, na obszarze którego szkoła ma siedzibę. W przypadku ogólnokształcących szkół muzycznych termin taki ustali minister kultury i dziedzictwa narodowego.

- Tuż po wejściu w życie rozporządzenia informujemy o tym szkoły, aby rozpoczęły przygotowanie listy uczniów, którzy mogą starać się o dofinansowanie - mówi Witold Nawrot, kierownik Referatu Ekonomicznego Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Krakowa.

Do wniosku trzeba będzie dołączyć zaświadczenie o wysokości dochodu. Pomoc otrzymają tylko uczniowie z rodzin, w których dochód na jednego członka rodziny nie przekracza kwoty 351 zł miesięcznie. Rodziny, które korzystają z pomocy społecznej, zamiast zaświadczenia o dochodach będą przedstawiać zaświadczenie o korzystaniu z tej formy pomocy.

Listę wszystkich wniosków dyrektor przedstawi wójtowi, burmistrzowi lub prezydentowi miasta, a w przypadku ogólnokształcących szkół muzycznych - ministrowi kultury. Po jej otrzymaniu przekażą oni na rachunek bankowy szkoły pieniądze. Dyrektor placówki oświatowej wypłaci dopłaty rodzicom po przedstawieniu dowodu zakupu podręczników. Rodzice otrzymają maksymalnie 70 zł, jeżeli ich dziecko rozpoczyna zerówkę, 130 zł, jeżeli zaczyna naukę w I klasie szkoły podstawowej lub ogólnokształcącej szkole muzycznej, 150 zł, jeśli rozpoczyna II klasę w tych szkołach lub 170 zł, jeśli zaczyna naukę w klasie III.

W przypadku zbiorczego zakupu podręczników to podmiot zamawiający podręczniki (np. szkoła) będzie musiał potwierdzić, że rodzice ponieśli konkretny koszt zakupu książek.


Źródło: GP
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Eksperci o trudnościach w uczeniu się
« Odpowiedź #598 dnia: Lipiec 26, 2008, 01:55:47 pm »
Eksperci o trudnościach w uczeniu się

Niezależną platformę zajmującą się edukowaniem na temat zagadnień związanych z trudnościami w uczeniu się uruchomiono 23 lipca. Internetowy serwis pedagogiczny Reedukacja.pl skierowany jest przede wszystkim do rodziców i nauczycieli.


Będzie tu gromadzona wiedza na temat dysgrafii, dysortografii, dyskalkulii i dysleksji. Za pośrednictwem materiałów dydaktycznych przygotowanych przez ekspertów z dziedziny pedagogiki, w tym przedstawicieli polskich uczelni wyższych, serwis pomaga radzić sobie z problemami, które często bagatelizowane są przez otoczenie.
"Pomysł stworzenia Reedukacja.pl to przede wszystkim efekt obserwacji zjawisk, które w bardzo negatywny sposób wpływają na rozwój naszego społeczeństwa. Aby temu zapobiec konieczna jest znajomość problematyki dysfunkcji, a także zgłębianie zagadnień przez nauczycieli i rodziców na temat przyczyn niepowodzeń szkolnych u dzieci i młodzieży. Dzięki temu zwiększają się szansę na wczesne podjęcie stosownych działań, przy których nasz serwis będzie pełnił rolę doradczą" - tłumaczy Daniel Łazuga, pomysłodawca i założyciel Reedukacja.pl. Jak dodaje, twórcy portalu chcą budować społeczność internetową zainteresowaną poszerzaniem wiedzy oraz wzajemną wymianą doświadczeń w zakresie zagadnień obejmujących omawianą problematykę.

Jego zdaniem, zdobycie zaświadczenia o dysleksji nie rozwiązuje problemów dziecka w szkole i nie zwalnia rodziców i nauczycieli z konieczności podejmowania dalszej, często żmudnej pracy w tym obszarze. Ponadto zwraca uwagę, że dysleksja nie jest jedyną przyczyną wpływającą na stopień przyswajania wiedzy. Równie istotne są zagadnienia dotyczące dyskalkulii, zaburzeń mowy, czy zachowania. Dla przykładu problem jąkania dotyka ok. 4 proc. Polaków, z czego większość stanowią osoby do lat 15. Poważna jest skala problemu dzieci z ADD (Attention Deficit Disorder - zaburzenia uwagi) i ADHD (Attention Deficit Hyperactivity Disorder - zespół nadpobudliwości psychoruchowej). Coraz częściej problemy w nauce eksperci przypisują nieprawidłowemu przebiegowi ciąż i porodów. Mogą one powodować minimalne zmiany struktury centralnego układu nerwowego, a tym samym zaburzenia rozwoju funkcji stanowiących podstawę nabywania złożonych czynności, do których należą m.in. czytanie i pisanie. Do innych przyczyn można zaliczyć m.in. brak właściwej stymulacji, wspierania rozwoju dzieci, u których występują drobne opóźnienia. Dzieci coraz mniej czasu poświęcają na prace manualne, tj. rysowanie, wycinanie, często brakuje im kontaktu z książką, którą obecnie wypiera telewizja i komputer.

Wiedza uzyskana m.in. za pośrednictwem serwisu Reedukacja.pl pozwoli m.in. uświadomić sobie jak znaczące jest wspieranie wysiłków dziecka, stała i systematyczna pomoc oraz właściwa motywacja.

Reprezentująca wortal Anna Tchorzewska przypomina, że w Polsce od wielu lat utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie liczba uczniów mających trudności w uczeniu się. Przyjmuje się, że dysleksja rozwojowa występuje u blisko 10 proc. populacji polskiego społeczeństwa, a u około 4 proc. w postaci głębokiej. Jak wynika z danych Centralnej Komisji Edukacyjnej (CKE) liczba tzw. dyslektycznych uczniów z roku na rok wzrasta, wynosząc obecnie (lata 2007-2008) około 9,25 proc. Dla porównania w roku 2002 utrzymywał się na poziomie 7,1 proc., w 2003 - 7,7 proc., w 2004 roku już 8,7 proc., a w 2005 roku aż 9,3 proc.

W najnowszym raporcie CKE zwrócono szczególną uwagę na zróżnicowanie w występowaniu dysleksji między poszczególnymi województwami. W 2008 roku najwięcej uczniów dyslektycznych odnotowano w województwie pomorskim (podobnie jak w roku ubiegłym), natomiast najmniej w podkarpackim (wzrost o 0,6 proc. w stosunku do roku ubiegłego). Jak zauważa Tchorzewska, autorzy opracowania wyrażają niepokój wyraźnym zróżnicowaniem rozkładu występowania uczniów dyslektycznych w powiatach (od 0,8 proc. do 32,7 proc.). Główne przyczyny upatrywane są m.in. w nierównym dostępie do diagnozy psychologiczno-pedagogicznej oraz ciągle niewielkiej wiedzy na temat dysleksji rodziców lub opiekunów dzieci z małych miejscowości i ze wsi.

Platforma Reedukacja.pl składa się z pięciu działów, w których znaleźć można objaśnienia terminologii związanej z podejmowaną problematyką, materiały dydaktyczne - ćwiczenia, testy oraz ciekawe porady, wybrane pozycje fachowej literatury tematycznej, listę konferencji i szkoleń, w tym informacje o studiach podyplomowych.

Dodatkowo serwis umożliwia dostęp do ogólnopolskiej wyszukiwarki specjalistów, która zawiera aktualne dane kontaktowe m.in. do poradni pedagogiczno-psychologicznych oraz do pracowników naukowych zajmujących się omawianymi zagadnieniami. Zawartość merytoryczną tworzą specjalistyczne artykuły, w których znaleźć informacje o dysleksji rozwojowej, ADHD, ADD, czy zaburzeniach mowy.

Redakcja serwisu stara się nawiązywać kontakty z niezależnymi ekspertami, w tym przede wszystkim z wykładowcami polskich uczelni. Wortal ma otwartą formę i może być współtworzony przez każdego, kto dysponuje odpowiednią wiedzą i doświadczeniem, którymi chciałby się podzielić z innymi.

Tchorzewska podkreśla wyjątkowość serwisu Reedukacja.pl. Jak wyjaśnia, Internet zdominowany jest przez strony stowarzyszeń, towarzystw, fundacji, gabinetów terapii dziecięcej, publicznych i niepublicznych poradni pedagogiczno-psychologicznych oraz przez prywatne witryny internetowe osób mających wiedzę, doświadczenie i chęci do dzielenia się nimi. Do opracowań docierają jednak nieliczni, ponieważ domeny te najczęściej nie są pozycjonowane w wyszukiwarkach internetowych, co znacząco wydłuża drogę do nich. Nowy wortal ma zmienić tę sytuację.

http://wiadomosci.onet.pl/1794953,16,eksperci_o_trudnosciach_w_uczeniu_sie,item.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #599 dnia: Lipiec 26, 2008, 10:40:32 pm »
Sejm zniósł obowiązek noszenia mundurków w szkołach

Sejm przyjął w piątek poprawki Senatu do nowelizacji ustawy o systemie oświaty, znoszącej obowiązek noszenia mundurków w szkołach. Senackie poprawki mają charakter porządkowy i redakcyjny.
(...)
Zgodnie z nowelizacją ustawy, dyrektor szkoły będzie mógł wprowadzić mundurki z własnej inicjatywy lub na wniosek rady szkoły, rady rodziców, rady pedagogicznej lub samorządu uczniowskiego. Szkoły, które nie wprowadzą obowiązku noszenia jednolitych strojów, będą musiały w swoim statucie określić zasady ubierania się uczniów na terenie szkoły.

Nowelizacja przywróciła szkołom prawo swobodnego wyboru podręczników oraz programu nauczania
(...)

Rozszerzono odpowiedzialność dyscyplinarną na nauczycieli na wszystkich stopniach awansu zawodowego

W nowelizacji zapisano także upoważnienie ministra edukacji do wydania rozporządzenia regulującego kwestię wynagrodzeń nauczycieli i egzaminatorów pracujących przy egzaminach zewnętrznych, w tym przy ustnych maturach.

Rozszerzono odpowiedzialność dyscyplinarną na nauczycieli na wszystkich stopniach awansu zawodowego; obecnie podlegają jej tylko nauczyciele mianowani i dyplomowani. Zdecydowano też, że nauczyciele ubiegający się o pracę będą mieli obowiązek przedstawienia zaświadczenia z Krajowego Rejestru Karnego.

Określono, że przez niespełnianie obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki należy rozumieć nieusprawiedliwioną nieobecność ucznia w okresie jednego miesiąca na co najmniej 50 proc. obowiązkowych zajęć edukacyjnych.

Nowelizacja ustawy o systemie oświaty jest wynikiem prac Sejmu nad czterema projektami; trzy z nich były autorstwa: PO, PiS i LiD, czwarty był rządowy.

Nowela trafi teraz do podpisu prezydenta.

Źródło: PAP

Całość w Gazecie Prawnej http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/28283,sejm_zniosl_obowiazek_noszenia_mundurkow_w_szkolach.html

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach