Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Artykuły - Nowości szkolne  (Przeczytany 315642 razy)

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #450 dnia: Lipiec 02, 2007, 02:14:46 pm »
Na biologii nauczą, że aborcja to zabójstwo



W rozmowie z "Naszym Dziennikiem" wicepremier, minister edukacji Roman Giertych zapowiedział, że dziś podpisze kanon lektur szkolnych wraz ze wszystkimi zmianami, które do tej pory były przedstawiane.

Największe zmiany dotyczą lektur dziecięcych. Zdaniem Giertycha, to bardzo ważny element, gdyż te książki budują świat młodego człowieka. - Idąc dalej zaznaczam, że na pewno nie będzie Gombrowicza. Jeśli chodzi o pozycje Franza Kafki, to jednak do końca bym ich nie likwidował, choć z niektórymi jego poglądami mogę się nie zgadzać. Na pewno zostanie też "Lord Jim". Oczywiście uczniowie będą mieli obowiązek zapoznać się z pozycją "Pamięć i tożsamość" Karola Wojtyły, a także z "Opowieściami z Namii" i "Listami starego diabła do młodego" C.S. Lewisa - mówi "ND" minister.

Roman Giertych poinformował również o przygotowywaniu dla szkół nowych podstaw programowych w odniesieniu do kwestii życia w rodzinie i do biologii. - Na biologii wszyscy powinni się uczyć m.in. o ochronie życia człowieka. Uważam, że każde dziecko powinno się dowiedzieć, że aborcja to zabójstwo. Młodzież powinna się szczegółowo dowiedzieć, na czym polega zabijanie dzieci nienarodzonych. Należy to odczytywać w kontekście pozytywnego podejścia do problemu zabijania dzieci nienarodzonych - w tym znaczeniu, że nie jest to wola podejmowania działań ustawodawczych w tym zakresie, co oczywiście popieram, ale przede wszystkim jest to zadanie wychowania pokolenia - tłumaczy w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" minister edukacji Roman Giertych.


interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #451 dnia: Lipiec 04, 2007, 07:59:05 pm »
Wychowanie na strachu

Aleksandra Pezda2007-07-02
Minister edukacji Roman Giertych wyłożył w prawicowym "Naszym Dzienniku" swoje credo. Rozmowa z Ireną Dzierzgowską, b. wiceminister edukacji narodowej

Dzieciom w szkole chce tłumaczyć, iż "aborcja to zabójstwo" (po to zmieni program biologii i wychowania do życia w rodzinie). Z lektur wypadnie Gombrowicz, bo minister nie chce książek bez "pozytywnego podejścia do wychowania". Zmienią się podręczniki do historii, bo teraz to - według Giertycha - "tragedia": chrzest Polski stawia się w nich na równi z wejściem Polski do UE. Mundurki są ważne dla ministra bo będzie to "symbol zmian, które w szkołach wprowadza" LPR. "Jeśli przebudujemy szkołę, za 20 lat będziemy mieli przebudowane społeczeństwo" - wieści Giertych.

Aleksandra Pezda: Minister Giertych twierdzi, że dziś polska szkoła "podchodzi do młodego człowieka bez wymagań".

Irena Dzierzgowska, b. wiceminister edukacji narodowej: - Minister Giertych postrzega świat w czarno-białym kolorze. Sądzi, że człowiek jest z natury zły i nie wolno dać mu wolności, bo ją źle wykorzysta. Na nieszczęście pewnie też nie przeczytał żadnej porządnej książki o wychowaniu. Nie wie więc, że w pedagogice karci się zarówno postawę skrajnie permisywną - czyli "rób dziecko co chcesz", jak i tę przeciwną - autorytarną.

Nie istnieje jedna "polska szkoła". Wśród 33 tys. placówek są takie, które stawiają na dyscyplinę i te liberalne. To zależy od dyrektora, nauczycieli i środowiska.

Idealna szkoła według Giertycha to "formowanie całego pokolenia w duchu podstawowych kanonów klasycznego wychowania" i cnót takich jak:"prawdomówność, czystość, odpowiedzialność, pracowitość, uczciwość, rzetelność, odwaga, męstwo i patriotyzm".

- W tym ministerialnym rejestrze brakuje: wolności, twórczości, niezależności i samodzielności. Czyli cnót potrzebnych dzisiaj młodemu człowiekowi, który musi rozwiązywać złożone problemy współczesnego świata. Ale nawet kanonu Giertycha, z powodu jego podejścia, uczniowie nie będą w stanie realizować. Bo na przykład odpowiedzialność wymaga wolności, której uczniowie mieć nie będą, bo mamy ich krótko trzymać. W praktyce minister wdraża tylko jedną cnotę - posłuszeństwo.

Giertych lekkim słowem mówi: zmienię programy szkolne. "Wystarczy rozporządzenie, trzeba dopisać po jednej sekwencji do podstaw programowych". Mamy się czego obawiać, czy to tylko kampania przedwyborcza, którą minister robi dla LPR?

- To pewnie jest kampania, ale nie można jej lekceważyć. Bo programy szkolne minister rzeczywiście może łatwo zmienić - ostateczny kształt rozporządzenia zależy wyłącznie od niego. Straszy też jego język: owo "formowanie" całego pokolenia, wynoszenie się ponad całą Europę, że to my ich nauczymy, jak powinien świat wyglądać. To co powiedział o mundurkach przypomina rewolucję chińską: chodzi tylko o podporządkowanie sobie całego społeczeństwa. Wreszcie ten koszmarny pomysł z nauczaniem o aborcji.

Minister odkrył karty: chodzi mu o wychowanie oparte na strachu.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #452 dnia: Lipiec 13, 2007, 09:34:46 pm »
Uczniowska kartoteka

 Roman Giertych przypomniał o sobie. Podsumował wszystkie swoje genialne pomysły na poprawę polskiej oświaty i zaszokował kolejnym - kartoteką uczniowskich występków

O zmianach, jakie chce wprowadzić w polskich szkołach szef MEN, opowiadał już wielokrotnie przez ostatnie miesiące. Teraz promowany przez niego program "Zero tolerancji" przybrał bardziej realny kształt: projektu ustawy. Zapisane są w nim pomysły, o których wcześniej często informował: że powstaną ośrodki wsparcia wychowawczego (OWW - specjalne szkoły dla stwarzającej kłopoty nauczycielom młodzieży); że będzie można wprowadzić "godzinę bezpieczeństwa" - żeby młodzi nie wałęsali się po zmroku, tylko odrabiali lekcje; o zmianach w prawie karnym, które umożliwią skazywanie za rozpowszechnianie wśród nieletnich brutalnych gier wideo czy komputerowych.

Wczoraj szef resortu zaskoczył kolejnymi nowinkami. Pierwsza to zmiany w prawie cywilnym. Umożliwią one egzekwowanie odszkodowania za szkody spowodowane przez nieletnich odurzonych alkoholem czy inną używka. Ale nie tylko od sprawców, ale także od osób, które im te środki "udostępniły".

Następny pomysł to tzw. karta nagród i kar. - Wszystko zostanie zapisane w specjalnej karcie, którą będzie miał każdy uczeń. Jeśli dziecko będzie zmieniało szkołę, karta może zostać przekazana nowej placówce - wyłuszczał minister, klarując zapisy projektu ustawy.

Nauczyciele zareagowali zdumieniem: - Każde dziecko ma swoją dokumentację w szkole. Jest arkusz ocen, gdzie zapisano wszystko o jego wynikach w nauce i zachowania, oraz teczki z informacjami o naganach bądź nagrodach - mówi Marta Kotarba, pedagog z Warszawy. - Te karty wyglądają jak kolejne papierki dla nauczycieli do uzupełniania. Nie rozumiem ich sensu.

Niektórzy pedagodzy uważają też, że taki pomysł jest szkodliwy, bo na zawsze napiętnuje ucznia. - A wychowanie polega na daniu szansy na poprawę złego uczynku - mówi nam nauczycielka z podstawówki.

Źródło: Metro

Metro 13.07.2007r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #453 dnia: Lipiec 17, 2007, 09:57:45 pm »
Katecheci odkręcą Giertycha
 
Kościół zabrania, by katecheci głosili podczas lekcji religii "złote myśli" Macieja Giertycha z LPR. Ojciec Romana wyśmiewał teorię ewolucji, księża będą jej uczyć
"Teoria ewolucji nie jest sprzeczna z wiarą", "Darwin miał rację" - tak filozofowie przyrody i naukowcy na specjalnych szkoleniach tłumaczą polskim katechetom. By nie negowali podczas lekcji religii teorii Darwina. Inicjatorem nauk dla katechetów jest polski Kościół zaniepokojony spustoszeniem, jakie wywołała w umysłach pamiętna antyewolucyjna propaganda Macieja Giertycha, deputowanego z LPR.

Przypomnijmy: świat osłupiał, gdy na jesieni starszy z Giertychów domagał się w europarlamencie wycofania z programów szkolnych nauczania teorii ewolucji. Mówił, że jest kłamliwa i sprzeczna z wiarą. Chciał, by Darwina zastąpić w całości teorią kreacjonizmu. Głosi ona, że Wszechświat, człowieka i wszystkie organizmy żywe w jednym czasie stworzył Bóg. Polski MEN, którym kieruje syn Macieja, Roman Giertych, ruszył potem z kampanią antydarwinistyczną. Nagonki nie zatrzymały nawet liczne tłumaczenia księży odcinających się od poglądów Giertycha. - Teraz, choć minęło już ponad pół roku, wciąż musimy to odkręcać - żalą się księża.

Jako pierwsza ze specjalnymi szkoleniami ruszyła archidiecezja lubelska. Choć tamtejsi katecheci podkreślają, że nie jest łatwo odkręcać teorie, które rozpowszechnił prof. Giertych, to nie można tego tak zostawić: - Twierdzenia takie, jak Macieja Giertycha, będą się pojawiać, ponieważ są głośne, nośne i podparte autorytetem tytułu profesorskiego. Tym bardziej trzeba wprowadzać ład w tę wiedzę - mówi Zuzanna Kieroń, doktorantka w Katedrze Filozofii Przyrody Ożywionej KUL.

- Chodzi nam przede wszystkim o szczegółowe rozważenie problemu relacji teorii ewolucji do dogmatu Kościoła katolickiego o stworzeniu człowieka przez Boga. Nie ma tu sprzeczności - człowiek akceptujący dogmaty może być zwolennikiem ewolucji - twierdzi ks. prof. Józef Turek, kierownik Katedry Filozofii Kosmologii KUL, który na szkoleniu w Dąbrowicy tłumaczył katechetom, jak łączyć naukę z wiarą. Zwraca on uwagę na niebezpieczeństwo szerzonej m.in. przez prof. Giertycha teorii kreacjonizmu: - Jest ona bardzo niebezpieczna, bo stwarza pozory naukowości, a z drugiej strony wikła się w wiele egzegetycznych kwestii Pisma Świętego i w efekcie szkodzi.

Podobne szkolenia mają wkrótce wystartować w innych diecezjach.

Metro 17.07.2007r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #454 dnia: Lipiec 25, 2007, 12:45:24 am »
Będą dopłaty do zakupu podręczników


Rodzice dzieci z zerówek i klas I-III szkoły podstawowej otrzymają w tym roku od 70 do 170 zł dofinansowania do zakupu podręczników szkolnych.


Pół miliona dzieci rozpoczynających w roku szkolnym 2007-2008 naukę w zerówkach i pierwszych trzech klasach podstawówki otrzyma dopłaty do wyprawki szkolnej - wynika z projektu rządowego programu Dofinansowanie zakupu podręczników dla dzieci rozpoczynających roczne przygotowanie przedszkolne lub naukę w klasach I-III szkoły podstawowej. Pieniądze na zakup książek dostaną tylko te rodziny, w których dochód na jednego jej członka nie przekracza minimum socjalnego w wysokości 351 zł.

Dotacja do zakupu podręczników będzie wynosić maksymalnie

    * 70 zł - dla uczniów rozpoczynających naukę w zerówce
    * 130 zł - dla uczniów pierwszej klasy szkoły podstawowej
    * 150 zł - dla uczniów drugiej klasy szkoły podstawowej
    * 170 zł - dla uczniów trzec iej klasy szkoły podstawowej.

Budżet państwa przeznaczy w tym roku na realizację programu 70 mln zł. Instytucją odpowiedzialną za jego wdrożenie będzie Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Rodzice, którzy chcą uzyskać dofinansowanie do zakupu podręczników, będą musieli złożyć wniosek w tej sprawie do szkoły, w której uczy się dziecko. Dyrektor szkoły sporządzi listę osób uprawnionych do wypłaty dotacji i przekaże ją wójtowi, burmistrzowi lub prezydentowi miasta, w którym znajduje się dana placówka edukacyjna. Zarządy gmin z kolei przekażą je do urzędów wojewódzkich. Na tej podstawie wojewoda będzie musiał wypłacić gminom dotację do zakupu książek.

Rodzice otrzymają zwrot kosztów zakupionych już podręczników. Dokona tego dyrektor szkoły po okazaniu dowodu kupna książek. W latach 2002 - 2006 z pomocy na zakup podręcznika skorzystało ponad 523 tys. dzieci.



gazeta prawna
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #455 dnia: Lipiec 25, 2007, 09:28:09 pm »
We wrześniu uczniowie mogą nie mieć ubezpieczenia

Towarzystwa walczące o polisy ubezpieczeń szkolnych naciskają na dyrektorów szkół, żeby podjęli decyzję o wyborze ubezpieczyciela jeszcze przed 1 września. Tymczasem istnieje też możliwość przedłużenia obecnych umów, co daje możliwość zmiany ubezpieczyciela. Na tym jednak towarzystwom nie zależy, bo szybkie podpisanie umowy ogranicza ryzyko, że dyrektor po konsultacji z rodzicami zawrze umowy z jakimś konkurentem.

Taka sytuacja to efekt zmian w kodeksie cywilnym, które wchodzą w życie od 10 sierpnia.

- Wskutek zmiany brzmienia art. 806 niemożliwe stało się zawieranie umów ubezpieczeń z odpowiedzialnością wstecz, tj. obejmowania ochroną zdarzeń, które miały miejsce przed zawarciem umowy - mówi Agnieszka Sobucka z biura prasowego PZU.

Oznacza to koniec dotychczasowych praktyk, w których zawierano umowy pod koniec września czy w październiku z mocą wsteczną. W efekcie PZU rozesłało do swoich klientów pisma z informacją, że trzeba zawrzeć umowę przed rozpoczęciem roku szkolnego.

- Zawarcie umowy po 1 września spowoduje, iż naruszona zostanie zasada ciągłości ubezpieczenia dla młodzieży szkolnej - mówi Agnieszka Sobucka.

Informacja za późno

Ponieważ ostateczny kształt tych przepisów był znany dopiero w kwietniu, a prezydent podpisał ustawę wprowadzającą je w życie 11 maja, większość dyrektorów dostało informację o nowych zasadach w czerwcu, kiedy zbliża się koniec roku i niewielu zdążyło przedstawić rodzicom ofertę i wybrać ubezpieczyciela.

Teraz obawiają się zarzutów, że samodzielnie wybrali towarzystwo bez konsultacji z radą rodziców czy rodzicami w trakcie zebrania (jeśli umowę podpiszą) lub, że dopuścili do braku polisy (jeśli tego nie zrobią). Jakby tego było mało, zmieniły się przepisy dotyczące zasad działania organizacji szkolnych na terenie placówki oświatowej, w tym rad rodziców. W związku z tym w wielu szkołach dopiero we wrześniu będą uchwalane nowe regulaminy i powoływane reprezentacje rad rodziców.

- To nie jedyny problem dyrektorów. W art. 808 par. 2 k.c. wskazano wyłączną odpowiedzialność ubezpieczającego za inkaso składki. Dyrektor szkoły nie dość, że został narażony na zarzut despotyzmu przy wyborze oferty, to jeszcze wyłącznie on odpowiada za zapłatę składki - zwraca uwagę Arkadiusz Gach, ekspert w zakresie ubezpieczeń szkolnych.

- Wydaje się, że jedynym wyjściem jest podpisanie aneksu do obecnie obowiązującej umowy, przedłużającego okres ochrony - mówi Marcin Orlicki, współtwórca zmian w kodeksie cywilnym z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Wtedy dyrektorzy i rodzice będą mieli np. miesiąc na decyzję, z kim podpisać umowę. Oczywiście wiąże się to z opłatą dodatkowej składki za kolejny miesiąc ubezpieczenia. I tu pojawia się kolejny problem, bo np. w przypadku gimnazjum 1/3 uczniów jest nowych. A aneks do umowy może mieć zastosowanie tylko do tych, którzy byli już nią objęci. Oznacza to, że składka za ten miesiąc będzie pobierana za 2/3 pozostałych uczniów i tylko oni będą mieli ochronę.

Mniejszy problem za rok

Innym rozwiązaniem jest podjęcie decyzji przez dyrektora o zawarciu umowy z wybranym zakładem ubezpieczeń od 1 września, z przesunięciem terminu zapłaty składki.

- Taka umowa powinna być zawarta na 13 miesięcy - mówi Anita Szczygielska, dyrektor Biura Ubezpieczeń Indywidualnych STU Ergo Hestia.

To jednak rozwiązanie tylko na ten rok.

- W kolejnych latach nie będzie już problemu, bo umowy będą podpisywane na 12 miesięcy od 1 października do 31 września - przewiduje Adam Rowicki, prezes Nauczycielskiej Agencji Ubezpieczeniowej.

Będzie to oznaczało, że uczniowie, przechodząc z podstawówki do gimnazjum, będą jeszcze przez miesiąc objęci ochroną z polisy z podstawówki i tam będą musieli zgłaszać się po informacje potrzebne do zgłoszenia roszczenia. W takim systemie nadal będzie miesięczna luka, w którą będą wpadać pierwszaki w podstawówce, które nie chodziły do przedszkola lub nie miały polisy w przedszkolu.

Wątpliwa alternatywa

Ryzykownym rozwiązaniem jest zawarcie umowy warunkowej z kilkoma towarzystwami. Według tej koncepcji należy zebrać oferty od dwóch, czterech towarzystw i z każdym zawrzeć umowę zawierającą klauzulę o odroczeniu terminu płatności składki do np. 1 października. Powinna ona zawierać zastrzeżenie, że jeśli składka nie zostanie opłacona w terminie, ubezpieczyciel jest wolny od odpowiedzialności za szkody powstałe w okresie między początkiem odpowiedzialności a terminem płatności składki. Natomiast jeśli zostanie opłacona, obejmuje wszystkie wypadki, które zdarzyły się we wrześniu.

To rozwiązanie ma jednak pewną wadę, bo zgodnie z art. 814 ubezpieczyciel taką umowę może wypowiedzieć, ale nie musi. Teoretycznie może się więc zdarzyć, że towarzystwo nie wypowie takiej umowy i trzeba będzie płacić składkę za cały rok. Poza tym nawet jeśli wypowie taką umowę, może żądać składki za okres, w którym udzielał ochrony.

- To niestety jest ryzyko. Przepisy jasno stanowią, że ubezpieczyciel, który ostatecznie nie zostanie wybrany, ma roszczenie - mówi Łukasz Dajnowicz.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #456 dnia: Sierpień 14, 2007, 02:40:25 pm »
Będą zmiany w nowelizacji ustawy o systemie oświaty


Nowy szef resortu edukacji zamierza spotkać się z przedstawicielami Związku Nauczycielstwa Polskiego, skonfliktowanego z byłym już ministrem, Romanem Giertychem.


Projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty, przygotowany przez MEN, będzie zmieniony - zapowiada nowy minister edukacji prof. Ryszard Legutko. W najbliższym czasie zamierza spotkać się z przedstawicielami ZNP, a plany swej działalności w MEN przedstawi w przyszłym tygodniu.
W rozmowie z PAP we wtorek nowy szef MEN zapowiedział, że będą zmiany w projekcie nowelizacji ustawy o systemie oświaty, przygotowanym przez jego poprzednika Romana Giertycha. Legutko nie chciał jednak ujawnić, co konkretnie chciałby zmienić w projekcie. "Wolałbym na razie nic nie mówić na ten temat. Trwają ekspertyzy prawne" - zaznaczył.

Nowelizacja ustawy zawiera rozwiązania składające się na program "Zero tolerancji dla przemocy w szkole", chodzi m.in. o ośrodki wsparcia wychowawczego dla trudnej młodzieży, prawo do ustanowienia przez samorządy "godziny bezpieczeństwa", czyli godziny, po której nieletnim nie będzie wolno przebywać w miejscach publicznych bez opieki dorosłych.

Legutko popiera ośrodki dla trudnej młodzieży

Min. Legutko pozytywnie ocenił pomysł utworzenia ośrodków wsparcia wychowawczego dla trudnej młodzieży. "Zdaję sobie sprawę, że budzi on kontrowersje. Przeciwnicy tego rozwiązania używają argumentu, że trudnej młodzieży nie należy izolować, ale integrować. Praktyka jednak zwykle temu przeczy" - mówi Legutko.

Jak wyjaśnił, proces izolacji trudnej młodzieży i tak następuje samoistnie. Dzieje się to na dwa sposoby. Po pierwsze rodzice uczniów, którzy nie sprawiają problemów, przenoszą ich do innych szkół, żeby uchronić od złego towarzystwa. Po drugie - młodzież trudna, w wyniku swojego zachowania, zostaje często usunięta ze szkoły i trafia do szkół, gdzie jest więcej uczniów sprawiających kłopoty wychowawcom.

"Dlatego specjalne wsparcie wychowawcze dla tych uczniów, którzy nie złamali prawa, ale przestali się mieścić w standardach szkoły, mogłoby pomóc im jak najszybciej wrócić do swojej poprzedniej placówki" - tłumaczył.

Konsultacje z ZNP

Szef resortu edukacji zamierza spotkać się z przedstawicielami Związku Nauczycielstwa Polskiego, skonfliktowanego z byłym już ministrem, Romanem Giertychem. W poniedziałek prezes ZNP zapowiedział, że związkowcy zaproszą nowego ministra na spotkanie. "Ja wolałbym jednak zaprosić przedstawicieli ZNP na spotkanie do siebie" - powiedział Legutko we wtorek.

Legutko zapowiedział, że szczegóły dotyczące jego planów na najbliższy czas ujawni w przyszłym tygodniu. Na razie nie zdradził, z jakimi pomysłami przyszedł do ministerstwa.



gazeta prawna
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #457 dnia: Sierpień 16, 2007, 03:10:34 pm »
Ocena z religii lub etyki nie będzie wliczana do średniej ocen


Ryszard Legutko, nowy minister edukacji narodowej, zapowiedział, że zmieni przygotowany przez jego poprzednika projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty.

Projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty, przygotowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, będzie zmieniony - zapowiada prof. Ryszard Legutko, nowy minister edukacji. Nie chciał jednak sprecyzować, jakie konkretne przepisy zostaną zmienione.

Projekt już dwa tygodnie temu miał być omawiany na posiedzeniu Rady Ministrów. Został jednak wycofany w ostatniej chwili. Jeśli nowy minister wprowadzi do niego zmiany, będzie musiał ponownie przeprowadzić uzgodnienia międzyresortowe. Projekt przewiduje m.in. utworzenie od września przyszłego roku ośrodków wsparcia wychowawczego dla gimnazjalistów sprawiających kłopoty. Profesor Ryszard Legutko ocenia pozytywnie ten pomysł. Uważa bowiem, że specjalne wsparcie wychowawcze pomoże uczniom, którzy nie złamali prawa, ale przestali się mieścić w przyjętych standardach, i pozwoli im szybko powrócić do normalnej szkoły. Aby jednak ośrodki powstały już w przyszłym roku szkolnym, nowelizacja powinna być uchwalona jeszcze w tym roku.

Profesor Ryszard Legutko powiedział też, że od września uczniowie będą musieli nosić mundurki, ponieważ absurdem byłoby wycofanie się z tego pomysłu dwa tygodnie przed rozpoczęciem roku szkolnego. Jednak już w przyszłym tygodniu zmieni rozporządzenie w sprawie wliczania oceny z religii lub etyki do średniej ocen, ponieważ nie jest entuzjastą takiego rozwiązania.


gazeta prawna
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #458 dnia: Sierpień 17, 2007, 02:32:58 pm »
Woda z mózgu nauczycieli



Rząd naobiecywał nauczycielom, że utrzyma ich emerytalne przywileje, ale nie utrzymał. I teraz nauczyciele nie wiedzą, czy wracać do pracy, czy nie. Może będą pozywać rząd do sądu - pisze "Gazeta Wyborcza".


Pani Wioletta od 30 lat uczy historii w gdańskiej podstawówce. Zarabia 2,4 tys. zł (brutto). Mąż od pół roku jest na bezrobociu, czasem łapie pracę dorywczą. A wychowują dwójkę dzieci, nastolatków. "Z mojej pensji utrzymujemy cały dom, razie jakoś od biedy starcza. Ale za kilka tygodni będzie tragedia" - mówi kobieta.

Pani Wioletta w maju złożyła wypowiedzenie z pracy. I od września ma dostawać 1,2 tys. wcześniejszej emerytury. Chciała pracować jeszcze trzy-cztery lata, ma siły, zdrowie, dobry kontakt z uczniami, ale...nie miałam wyjścia. Gdybym nie wzięła wcześniejszej, musiałabym dociągnąć do 60 lat, a w tym wieku to już za wiele nie nauczę. Po za tym miałabym jeszcze niższą emeryturę.

Artykuł Karty nauczyciela, która daje nauczycielom z minimum 30-letnim stażem szansę przechodzenia na wcześniejsze świadczenia, wygasa z końcem roku. Nikt nie wie, ilu spośród 40 tys. takich nauczycieli, żeby się załapać na Kartę, odeszło ze szkoły. Musieli to zrobić do końca maja. Gdyby tego nie zrobili, musieliby pracować do ustawowego wieku emerytalnego: (60 lat kobiety i 65 lat mężczyźni). Ich emerytura wyliczana po nowemu byłaby też niższa o dobre 100 czy 200 zł. Przy nauczycielskich emeryturach (średnio 1250 zł brutto) to kupa forsy. Dlatego - jak już wiemy od pani Wioletty - chcąc nie chcąc, wielu złożyło wymówienia.

Nie uwierzyli kwietniowym zapewnieniom minister pracy Anny Kalaty, a nawet samego premiera Kaczyńskiego, że mogą pracować dłużej i prawa do wcześniejszej emerytury nie stracą. Rząd
obiecywał bowiem, że jeszcze w maju wyśle do Sejmu specjalną ustawę, w której przedłuży bezterminowo szanse wcześniejszej emerytury.

Pani Wioletta - i tacy jak ona - miała rację. Rząd nie zdążył, niczego do Sejmu nie posłał. Nie posłał, ale fason trzymał. W czerwcu nadal zapewniał, że dramatu nie ma. Odpowiedzialny za emerytury wicepremier Przemysław Gosiewski dawał nadzieje, że nauczyciele, którzy wbrew sobie złożyli wypowiedzenia, będą mogli je wycofać. Ustawa, choć spóźniona, w końcu będzie.

I rzeczywiście, w lipcu Sejm przyjął rządową specustawę. Pani Wioletta odetchnęła, ale na wszelki wypadek wypowiedzenia nie wycofała. I znów miała rację. Bo poprawki zgłosił Senat i specustawa musiała wrócić do Sejmu. Najbliższe posiedzenie - 22 sierpnia, ale w głównym porządku obrad sprawy nauczycieli nie ma. Posłowie mają teraz inne rzeczy na głowie. A czas biegnie. Wypowiedzenia z pracy nauczyciele mogą wycofać praktycznie do końca przyszłego tygodnia, bo dyrektorzy szkół 25-26 sierpnia zwołują rady pedagogiczne i muszą wiedzieć, kto będzie u nich pracował, a kto nie - czytamy w piątkowej "Gazecie Wyborczej".

tvn24
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #459 dnia: Sierpień 19, 2007, 11:32:11 am »
Ocena z religii będzie wliczana do średniej


RZĄD NIE POPRZE PROPOZYCJI MIN. LEGUTKI

Stopnie z religii będą wliczane do średniej ocen na świadectwie - podało Centrum Informacyjne Rządu.


We wtorek minister edukacji Ryszard Legutko w wypowiedzi na antenie TVN24 przyznał, że "nie jest entuzjastą pomysłu, żeby religia była liczona do średniej ocen". Wypowiedź ta wywołała burzę, której kulminacja nastąpiła w sobotę.

Przewodniczący Rady Episkopatu Polski ds. Środków Społecznego Przekazu abp Sławoj Leszek Głódź wypowiedź ministra ocenił jako nieroztropną i szkodliwą. Jego zdaniem, decyzja o nieuwzględnianiu religii w obliczaniu średniej dyskryminowałaby wierzących różnych wyznań. Głódź, współprzewodniczący Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, zapowiedział, że poruszy tę sprawę w rozmowie z przewodzącym tej komisji ze strony rządu wicepremierem Przemysławem Gosiewskim.

Metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz wyraził zdziwienie wypowiedzią ministra. "Nie chcielibyśmy wrócić do czasów walki z religią w szkole" - dodał kardynał w oświadczeniu.

Wieczorem pojawiło się rozstrzygające oświadczenie Centrum Informacyjnego Rządu: "Rząd działa zgodnie z postanowieniami Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, w związku z czym ocena z religii będzie wliczana do średniej ocen na świadectwie" - stwierdzono.

Zdaniem wielu prawników rozporządzenie min. Giertycha może okazać się niezgodne z ustawą zasadniczą jeśli zostanie zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego.


tvn24
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #460 dnia: Sierpień 29, 2007, 11:26:24 am »
Nowe podręczniki już nieaktualne



Minister edukacji podpisał 23 sierpnia rozporządzenie, w którym zmienił podstawy nauczania języka polskiego i matematyki. Problem w tym, że podręczniki do tych przedmiotów zostały już wydrukowane - donosi "Gazeta Wyborcza".

Podstawy programowe do polskiego i matematyki to założenia, czego mają się nauczyć uczniowie w których klasach. Tymczasem rozporządzenie wprowadza m.in. nowe lektury oraz przesuwa całe działy matematyki z jednego rodzaju szkoły do drugiego już od 1 września. Na podstawie rozporządzenia ministra eksperci zawsze piszą programy nauczania i podręczniki. Tego dnia, kiedy minister Legutko podpisał rozporządzenie, ciepłe jeszcze podręczniki do polskiego i matematyki straciły aktualność.

Minister edukacji tłumaczy, że zmiany są konieczne. W matematyce - żeby przygotować uczniów do powszechnej matury z matematyki w 2010 r. A w polskim - bo w wyborze lektur była zbyt "duża dowolność".

- Po tych zmianach muszę w liceum omówić około dziesięciu nowych lektur, np. Zofii Kossak-Szczuckiej albo Hanny Malewskiej. Nie ma do nich metodycznych pomocy - scenariuszy lekcji czy tematów do dyskusji. Uczniowie będą się musieli obyć bez podręcznikowych omówień, bo ich po prostu nie ma - mówi Katarzyna Olejnik, polonistka z Prywatnego LO im. I. J. Paderewskiego w Lublinie.

Podobnie z matematyką. - Do tej pory zaczynałem gimnazjum od zaawansowanych działań na procentach. Ich podstawy dzieci poznawały już w podstawówce. Teraz, jednym rozporządzeniem, minister całe procenty przeniósł do gimnazjum. Będę musiał zaczynać je od początku, choć w podręcznikach są zupełnie inne, bardziej zaawansowane ćwiczenia - mówi Dariusz Kulma, matematyk z Gimnazjum nr 2 z Mińsku Mazowieckim.

Podręcznikowy zawrót głowy

Podręczników nie da się zmienić z dnia na dzień. Cykl przygotowania i druku szkolnej książki to co najmniej rok. Ale nawet gdyby wydawnictwa napisały i wydrukowały nowe książki, żaden uczeń ich nie kupi. Zabrania tego ustawa oświatowa forsowana w kwietniu w Sejmie przez b. ministra edukacji Romana Giertycha. I przegłosowana przez koalicję PiS-LPR-Samoobrona. Zgodnie z zawartym w niej programem "Tani podręcznik" na ten rok szkolny każda szkoła wybrała zestawy podręczników, których nie będzie mogła zmienić przez najbliższe trzy lata.

- Uczniowie kupili podręczniki, ale tylko częściowo będą z nich korzystać. Za to dodatkowo zapłacą za pomoce (np. aktualne zestawy ćwiczeń), które będziemy musieli na bieżąco produkować. Pojawi się też dużo bryków złej jakości - mówi Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki i właściciel wydawnictwa Stentor.


tvn24
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #461 dnia: Sierpień 29, 2007, 11:29:29 am »
Tanie podręczniki zniknęły


Rodzice, którzy nasłuchali się rządowych obietnic o tanich książkach, sami je muszą znaleźć. Odwiedzają banki używanych książek, zamawiają przez Internet, kupują w antykwariatach.


W pierwszych dniach września nauczyciele z podstawówki nr 1 w Będzinie będą dyskretnie obserwować, które z dzieci nie ma na ławce podręcznika.

- Staramy się pomóc rodzicom, którzy nie byli w stanie kupić książek. Informujemy o banku używanych podręczników, kserujemy ćwiczenia do języków obcych -mówi dyrektorka szkoły Ewa Chrzanowska-Otok.

Z kolei w Zespole Szkół Integracyjnych nr 1 w Białymstoku w szkolnej bibliotece czeka kilka używanych podręczników.

-Musimy sobie jakoś radzić. Bo zrobiono wielkie halo na temat tanich podręczników, a wcale tańsze nie są - twierdzi Małgorzata Blecharczyk, zastępca dyrektora szkoły.

Co zostało z rządowych zapewnień

Z danych Polskiej Izby Książki wynika, że tylko jedna trzecia uczniów kupuje nowe podręczniki. -W tym roku ich cena nie zmalała -mówi Piotr Marciszuk, przewodniczący sekcji ds. podręczników PIK. Twierdzi nawet, że wydatki mogą być większe. -W podręcznikach do polskiego nie ma omówień i ćwiczeń do większości tytułów z nowej listy lektur. Nauczyciele będą dokupowali scenariusze lekcji. Rynek zaleją też różnej jakości opracowania dla uczniów.

W dodatku kilka wydawnictw podniosło ceny o ok. 4 procent.

Z rządowych zapowiedzi o tańszych nawet o połowę podręcznikach dla wszystkich uczniów pozostało tylko dofinansowanie dla najmłodszych.

Ministerstwo Edukacji w tym roku szkolnym dopłaca do kompletu książek do klas 0 - 3 od 70 do 170 zł (w zależności od klasy). Na dotację przeznaczono 70 mln zł. Objęte są nią dzieci z rodzin o niskich dochodach. Rodzice muszą kupić książki i z paragonem zgłosić się po zwrot kosztów do szkoły.

- To jakiś absurd, bo im wyższa klasa, tym książki są droższe - irytuje się pan Tomasz z Warszawy, który będzie się starał o dotację. Ma troje dzieci. Małgosia idzie do zerówki. Za podręczniki dla niej rodzice zapłacili ok. 70 zł. Bartek pójdzie do drugiej klasy. Jego komplet książek kosztował 152 zł, ale trzeba jeszcze dokupić podręcznik do angielskiego za ok. 40 zł. Na książki dla czwartoklasistki Agaty rodzice wydali 240 zł. - Nie rozumiem, czemu Bartek i Małgosia mogą mieć dofinansowane, a ich siostra Agata już nie? - dziwi się pan Tomasz.

MEN tłumaczy, że rządowy program dofinansowana podręczników i tak obejmie więcej uczniów (ok. 500 tys.) niż realizowana dotąd "wyprawka szkolna", która skierowana była tylko do pierwszoklasistów.

Taniej jest, ale z Internetu albo antykwariatu

Zbigniew Strzelecki z Warszawy, ojciec dwóch gimnazjalistek, sam znalazł sposób na tańsze nowe książki. Kupuje je w sklepach internetowych. -Jeden komplet do gimnazjum to wydatek ok. 300 -400 zł. Na zamówieniu internetowym dla dwóch córek oszczędzam jakieś 200 zł. Niestety, czasami nie udaje się skompletować wszystkich potrzebnych pozycji już na rozpoczęcie roku -opowiada.

Na giełdach internetowych można też kupić używane książki. Aukcje na swych stronach organizują niektóre miasta, np. Poznań i Warszawa.

Tańszych podręczników rodzice szukają też w antykwariatach. Kupowane w nich egzemplarze są nawet o 10 zł tańsze niż nowe (przy zakupie całego kompletu dla ucznia można więc oszczędzić ok. 100 zł). -Ludzie szukają całych kompletów. Przez pierwsze dwa tygodnie września mamy tłum klientów. Nie inaczej będzie w tym roku - zapowiada sprzedawczyni z antykwariatu w Zabrzu.


rzeczpospolita
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #462 dnia: Sierpień 30, 2007, 10:51:50 pm »
Szkoła nie może zabronić używania telefonu komórkowego

Rodzice skarżą się, że rady pedagogiczne uchwalają całkowity zakaz korzystania z telefonu komórkowego na terenie szkoły. Resort edukacji twierdzi, że jest to sprzeczne z prawem.

Joanna Berdzik, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, nie słyszała, żeby jakaś szkoła zabroniła używania telefonu komórkowego na jej terenie.

- Wprowadzenie takiego zakazu świadczyłoby o braku wyobraźni i byłoby wylewaniem dziecka z kąpielą. Po pierwsze, szkoły nie są w stanie wyegzekwować zakazu, a po drugie, byłby on nieuzasadniony. Szkoła powinna tylko ograniczyć korzystanie z telefonów, np. podczas lekcji - uważa Joanna Berdzik.

Wielu rodziców dzwoni jednak do redakcji pytając, czy rada pedagogiczna może zakazać używania telefonu komórkowego na terenie szkoły. Takie ograniczenia wprowadziło m.in. kilka gimnazjów wiejskich w powiecie jarocińskim. Rodzice nie chcą ujawniać swoich danych w obawie przed nieprzyjemnościami wobec uczniów ze strony nauczycieli. Podkreślają jednak, że w ten sposób zostały pokrzywdzone dzieci dojeżdżające do szkoły. Uczniowie mieszkający w jej pobliżu, już po opuszczeniu jej murów, będą mogli zadzwonić do domu. Dojeżdżający natomiast, żeby poinformować telefonicznie rodziców o tym, że mogą po nich przyjechać, muszą wyjść poza teren szkoły.

Urszula Przybylska Zioło, dyrektor departamentu kształcenia ogólnego i specjalnego, w Ministerstwie Edukacji Narodowej wyjaśnia, że statut szkoły może jedynie ograniczać korzystanie z telefonów komórkowych na terenie placówki, a nie zakazywać go. Rozporządzenie ministra edukacji narodowej z 9 lutego 2007 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie ramowych statutów publicznego przedszkola oraz publicznych szkół (Dz.U. nr 35, poz. 222) zobowiązuje bowiem jedynie do określenia warunków korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych.

Z kolei jeden z dyrektorów na forum internetowym Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty przyznaje, że również w statucie zapisał całkowity zakaz używania telefonów komórkowych, ponieważ tak zdecydowała rada rodziców i rada pedagogiczna. Kuratorium Oświaty jednak zakwestionowało taki zapis.

- Szkoły są zobowiązane przesłać swój statut właściwemu kuratorowi oświaty oraz innym organom właściwym do sprawowania nadzoru pedagogicznego. Jeżeli kurator oświaty stwierdzi, że statut szkoły jest niezgodny z prawem, może uchylić statut szkoły albo niektóre jego postanowienia - podkreśla Urszula Przybylska-Zioło.

Jolanta Góra
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #463 dnia: Wrzesień 01, 2007, 09:01:02 pm »
Co czeka Twoje dziecko w szkole?
 
Początek roku szkolnego zawsze oznacza zmiany w stosunku do lat poprzednich. W tym roku zarówno rodzice, uczniowie jak i grono pedagogiczne z pewnością nie będą narzekać na stagnację.

 Nowy rok szkolny witamy z nowym ministrem edukacji, prof. Ryszardem Legutko. Zastąpił on Romana Giertycha, który sprawił, że w jego resorcie temperatura zawsze była gorąca. Czy i jakie niespodzianki szykuje nam nowy minister? Pierwsza i najważniejsza zmiana dotyczy podręczników szkolnych.

Decyzją nowego ministra od 23 sierpnia przestały obowiązywać podręczniki zatwierdzone w ministerstwie. Zmiany dotyczą głównie matematyki i języka polskiego - nowe rozporządzenie o tzw. podstawach programowych w praktyce oznacza wprowadzenie nowych lektur oraz przesunięcie działów matematyki, które do tej pory omawiane były w liceum, do gimnazjum. Stwarza to niemałe zamieszanie dla nauczycieli, którzy nie będą mogli skorzystać z dodatkowych pomocy dydaktycznych - scenariuszy lekcji, ćwiczeń nadobowiązkowych czy tematów do dyskusji przy omawianych lekturach - bo ich po prostu nie ma. W praktyce może to oznaczać kolejne wydatki dla rodziców - nie mogą oni zrezygnować z uprzednio zakupionych książek (zabrania tego ustawa dotycząca tzw. "Tanich podręczników"), ich dzieci będą więc zmuszone posiłkować się materiałami dodatkowymi. Minister edukacji tłumaczy, że zmiany są konieczne. W matematyce - żeby przygotować uczniów do powszechnej matury z matematyki w 2010 r. A w polskim - bo w wyborze lektur była zbyt "duża dowolność".

- Po tych zmianach muszę w liceum omówić około dziesięciu nowych lektur, np. Zofii Kossak-Szczuckiej albo Hanny Malewskiej. Nie ma do nich metodycznych pomocy - scenariuszy lekcji czy tematów do dyskusji. Uczniowie będą się musieli obyć bez podręcznikowych omówień, bo ich po prostu nie ma - mówi Katarzyna Olejnik, polonistka z Prywatnego LO im. I. J. Paderewskiego w Lublinie.

Podobnie z matematyką. - Do tej pory zaczynałem gimnazjum od zaawansowanych działań na procentach. Ich podstawy dzieci poznawały już w podstawówce. Teraz, jednym rozporządzeniem, minister całe procenty przeniósł do gimnazjum. Będę musiał zaczynać je od początku, choć w podręcznikach są zupełnie inne, bardziej zaawansowane ćwiczenia - mówi Dariusz Kulma, matematyk z Gimnazjum nr 2 z Mińsku Mazowieckim.

Co na to Ministerium Edukacji Narodowej? Wiceminister edukacji Andrzej Waśko powiedział, że "podręczniki nie są jedynymi pomocami naukowymi, którymi posługuje się nauczyciel". I z rozbrajającą szczerością dodał, że "skoro uczniowie muszą samodzielnie pozyskiwać informacje z różnych źródeł, to i nauczyciele muszą sobie radzić z taką sytuacją".

Na szczęście rodzice mogą szukać potrzebnych pomocy naukowych w antykwariatach - warto je odwiedzić na początku września. Trzeba zabrać ze sobą listę wymaganych przez nauczycieli książek, z nazwiskami autorów i datami wydania. - U nas podręczniki są średnio o 40 proc. tańsze niż w księgarniach - zapewnia Michał Rutkowski, właściciel antykwariatów na Mokotowie i Ursynowie. - Książkę, która kosztuje 20 zł, u nas można dostać za 10-13, w zależności od stopnia zużycia.

W dwóch antykwariatach na Ursynowie i Mokotowie już w zeszłym roku wprowadzono ułatwienie dla uczniów i rodziców. Mogą przez internet sprawdzić, czy w ofercie znajdują się interesujące ich podręczniki. Listę potrzebnych książek trzeba wysłać e-mailem na adres: info@taniepodręczniki.edu.pl, a pracownicy antykwariatu sprawdzą, czy mają je w swoich zbiorach, i odeślą listę razem z cenami. - Jeżeli klient zaakceptuje nasze ceny, umawiamy się na odbiór konkretnego dnia - zapewnia Michał Rutkowski. - Ten system pozwala zaoszczędzić czas i ominąć kolejki.

Wiele szkół organizuje kiermasze podręczników na własną rękę. Uczniowie starszych klas sami ustalają, na ile wycenić podręcznik, a młodsi pod nadzorem nauczycieli wybierają potrzebne pozycje. Czasem cenę ustala się odgórnie, np. na połowę kwoty, za którą nabyto książkę. Szkolne kiermasze są o tyle korzystne, że dzieci w obrębie jednej szkoły często są uczone przez tych samych nauczycieli, więc lista podręczników się nie zmienia.

Mundurkowa abolicja we wrześniu?

Jeżeli o kosztach mowa, tegoroczna wyprawka dla ucznia zostanie uzupełniona przez obowiązkowe mundurki. Ich ceny wahają się od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych - w zależności od tego, jakie stroje zamówiła dana szkoła. Warto dowiedzieć się, czy mamy szansę na dofinansowanie - Ministerstwo Edukacji Narodowej przedłużyło termin składania wniosków. Na mundurki z niecierpliwością czeka cała Polska -przeciwnicy ich wdrożenia nie przepuszczą okazji do krytyki, starsi, pamiętający czasy fartuszków szkolnych, znów z nostalgią wspominać będą swoje młode lata. Trudno powiedzieć, czy wprowadzenie jednolitego ubioru spełni pokładane w nim nadzieje - bezpieczniejsza szkoła (brak wstępu na teren placówki dla osób z zewnątrz), koniec z rewią mody, krzywdzącą mniej zamożnych uczniów. Na efekty będziemy musieli poczekać - w większości szkół wprowadzenie mundurków przeciągnie się do końca września lub nawet o kilka miesięcy dłużej. Powód? Firmy krawieckie nie uszyją wszystkich strojów w sierpniu. - Do niektórych placówek dostarczymy mundurki dopiero w połowie września, do innych nawet pod koniec - mówi Maja Maciejewska, kierownik produkcji z bydgoskiego zakładu "Galex", który szył mundurki dla siedmiu szkół. Nie lada kłopot mają również dyrektorzy szkół, którzy zapobiegliwie złożyli zamówienia na mundurki już w czerwcu. Zastanawiają się teraz, czy uczniowie przez wakacje bardzo urośli. Jeśli tak, zamówione stroje będą musiały z powrotem trafić do zakładów krawieckich, niektóre z nich będą szyte jeszcze raz. Mundurkowe zamieszanie dopiero przybiera na sile.

Kalendarz na rok szkolny 2007/2008

Nie będzie niespodzianek, jeśli chodzi o terminy tegorocznych egzaminów. Informacje o planowanych terminach egzaminów podała Centralna Komisja Egzaminacyjna. Sprawdzian szóstoklasisty odbędzie się 8 kwietnia 2008 r. Uczniowie trzecich klas gimnazjów napiszą swoje testy dwa tygodnie później. Egzamin w części humanistycznej rozpocznie się 22 kwietnia, a w części matematyczno-przyrodniczej następnego dnia.

Przyszłoroczne matury zainauguruje 5 maja egzamin z języka polskiego. Dzień później absolwenci szkół średnich popiszą się swoją wiedzą z języka angielskiego, a w środę 7 maja z wiedzy o społeczeństwie.

Matury pisemne potrwają do 21 maja. Matury ustne potrwają od 5 do 31 maja.

CKE ustaliła już też terminy poprawkowe dla maturzystów, którzy nie zdadzą z jednego przedmiotu w części pisemnej lub ustnej. Drugą szansę będą mieli 26 sierpnia na pisemnych, a od 25 do 29 sierpnia na ustnych. W nowym roku szkolnym nie będzie już obowiązywała amnestia maturalna.

Zobacz również

Tanie podręczniki w sieci i w antykwariacie

Minister zmienił program - podręczniki nieaktualne

Trochę więcej nauki, a mniej wychowania

Informator o świadczeniach rodzinnych i stypendiach

http://serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,51805,4445690.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #464 dnia: Wrzesień 03, 2007, 11:17:24 am »
"Oddajmy szkołę rodzicom"


Uspołecznienie szkoły to najpewniejszy sposób na wyeliminowanie pokusy ideologizacji. Szkoła nie może być miejscem realizacji interesów partyjnych czy społecznych, których celem jest oddziaływanie na świadomość dziecka, by zdobyć jego sympatię dla pewnej ideologii - pisze rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski na łamach "Rzeczpospolitej".


Pierwszego września weszła w życie nowelizacja ustawy o systemie oświaty, która reguluje m.in. status rad rodziców w szkołach publicznych. Autor upatruje w tej zmianie możliwości pobudzenia rozwoju edukacji narodowej, zgodnie ze standardami państwa demokratycznego oraz pozytywnymi doświadczeniami krajów, które w zaangażowaniu rodziców w kształtowanie programów wychowania widzą najpewniejszą gwarancję rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.

Zdaniem Janusza Kochanowskiego, fakt wejścia w życie przepisów regulujących status rad rodziców powinien się stać okazją do uruchomienia procesu rzeczywistego uspołecznienia polskiego systemu edukacyjnego oraz do zainicjowania debaty publicznej na temat kierunków jego rozwoju. Należy to zrobić, biorąc pod uwagę zarówno poprawę jakości kształcenia, zgodnego z potrzebami i wyzwaniami, jakie stawia przed nami postęp cywilizacyjny, jak i wspieranie procesu wychowawczego dzieci - za który odpowiadają przede wszystkim rodzice.

Szkoła, tworzona w partnerskim dialogu z rodzicami, powinna umożliwiać młodzieży dostęp do najnowszej wiedzy oraz wychować ją na członków wspólnoty obywatelskiej; zarówno lokalnej, jak i państwowej.

Autor wskazuje, że pierwszym warunkiem programu uspołecznienia szkoły i edukacji narodowej jest wzmacnianie głosu samych rodziców. Drugim - utrzymanie zapoczątkowanego wraz z odzyskaniem niepodległości procesu przekazywania odpowiedzialności za zarządzanie szkołami samorządom lokalnym - gminom i powiatom.

Wprowadzenie do szkół publicznych instytucji rad rodziców, oraz zamieszanie, które towarzyszyło rozmaitym działaniom resortu edukacji, niech będzie początkiem ogólnonarodowej debaty nad polskim systemem oświaty - postuluje Janusz Kochanowski.


interia
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #465 dnia: Wrzesień 05, 2007, 09:10:11 am »
Nie chcę oceny z religii, pójdę do piekła?

Grzegorz Staszak, uczeń opolskiego ogólniaka

Wliczanie stopnia z religii do średniej ocen to jeden z najbardziej bezsensownych pomysłów, z jakim przyszło się zmierzyć nam - uczniom. Nikt nie powinien oceniać mnie za to, czy i jakie relacje łączą mnie z Bogiem, bo to moja prywatna sprawa - pisze opolski licealista

W swojej dotychczasowej edukacji przeżyłem kilka etapów kształcenia religijnego, a każdy pozostawiał wiele do życzenia. W przedszkolu do naszej grupy przychodziła siostra zakonna. Pamiętam, że wszyscy się jej bali, bo kiedy raz w tygodniu siadaliśmy w kółeczku, przez całą godzinę słuchaliśmy opowieści o niegrzecznych dzieciach, które nie słuchały rodziców i poszły za to do piekła.

W klasach I-III przychodził do nas ksiądz i dawał cukierki tym, którzy ładnie się modlili i starannie kolorowali obrazki z Bozią.

A co dalej w podstawówce? Wykwalifikowana pani katechetka co tydzień pytała każdego z pamięciowego opanowania przykazań. Zdziwiła się, kiedy któregoś dnia ujrzała cały dekalog na dole tablicy, tuż za jej głową. Zawsze myślała, że patrzymy na nią, kiedy odpowiadamy.

W pierwszej i w drugiej klasie gimnazjum kolejna pani po teologii przygotowała swój własny program uduchowienia uczniów. Nigdy nie zapomnę godzinnego wykładu o budowie konfesjonału, z którego przyszło mi pisać kartkówkę.

W trzeciej klasie religii uczył mnie ksiądz. Prywatnie bardzo miły człowiek, ale na lekcjach nie zawsze się sprawdzał. Pamiętam, że w każdy poniedziałek trzeba było mu zdawać relacje z niedzielnej mszy. Jeżeli ktoś nie potrafił wyrecytować ewangelii, to z miejsca dostawał pałę. W ten oto sposób sprawdzał, kto chodzi do kościoła, a na jedynki w dzienniku już zaczynało brakować miejsca.

***

To tylko kilka epizodów, jak najbardziej autentycznych, zwracających uwagę na to, że nauczyciele religii często nie cieszą się uznaniem uczniów. Nie potrafią zainteresować swoimi wykładami o tym, jak należy klękać w kościele. Bo właśnie o takich rzeczach uczą. Nikt z nich nie chce rozmawiać o tym, co nas naprawdę interesuje. Każdy nauczyciel religii zmierza tylko do stwierdzenia, że "aby być dobrym człowiekiem, trzeba chodzić do kościoła".

Bezsensowny jest program nauczania, który na wstępie zakłada, że każdy, kto chodzi na religię, jest człowiekiem wierzącym. Często zdarza się, że to po prostu decyzja rodziców, którzy nie mogą pogodzić się z faktem, że ich dziecko ma własny pogląd na świat.

Smuci decyzja urzędników, którzy ocenę z religii chcą wliczyć do średniej ocen. Ona wszak jest świadectwem ogólnego poziomu naszej wiedzy, stopnia znajomości różnych dziedzin nauki. A dla mnie religia nie jest nauką (gdyby w szkołach uczono religioznawstwa, nie byłoby sprawy). Nikt nie powinien oceniać mnie za to, czy i jakie relacje łączą mnie z Bogiem, bo to moja prywatna sprawa. Nikt nie ma też prawa uznać na podstawie jakiegoś testu, że jestem dobrym człowiekiem w 50 procentach, więc kwalifikuję się na ocenę dostateczną.

Proponuję najpierw zapoznać się ze sposobem nauczania religii w szkołach, a gdy już się stwierdzi, jak żałośnie się ona przedstawia, dopiero później decydować o wliczaniu oceny z niej do średniej. Wcześniej warto byłoby też posłuchać opinii samych zainteresowanych - czyli nas, uczniów. Bo o tym też zapomniano.

W szkołach można rozmawiać o naszym stosunku do wiary, ale zwyczajnie, po partnersku. Bez kartkówek, bez sprawdzianów i bez ocen.


źródło: Gazeta Wyborcza Opole

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #466 dnia: Wrzesień 06, 2007, 12:23:38 pm »
Rodzice emigrują, zabierają dzieci ze szkół

Olga Szpunar2007-09-05
 
Dorośli wyjeżdżający do pracy za granicę coraz częściej zabierają ze sobą dzieci. Na razie emigracja uczniów w ciągu roku szkolnego zmusza dyrektorów do łączenia klas i przerabiania podziałów godzin. W końcu może zmusić do zwalniania nauczycieli

 Coś nieprawdopodobnego. To był prawdziwy boom - mówi o wyjazdach uczniów za granicę w zeszłym roku szkolnym, Barbara Nowak, dyrektorka podstawówki nr 85 w Krakowie. Do Anglii, Irlandii, USA i Australii odleciało z jej szkoły aż 11 dzieci.

- To przecież połowa jednej klasy - zauważa Nowak. Nie miała wyjścia. Zlikwidowała klasę, z której wyjechało najwięcej dzieci, a resztę przydzieliła do pozostałych oddziałów.

To nowe zjawisko, które z roku na rok coraz bardziej się nasila i może stać się dla polskich szkół dużym problemem. Jeśli fala emigracji dzieci będzie wzrastać, pojawi się problem nauczycielskich etatów. - Mniej uczniów oznacza dla nas mniej miejsc pracy - zaznacza dyrektorka Nowak.

Wiedzą więcej

Na razie opuszczanie szkoły przez wyjeżdżające za granicę dzieci jest dla dyrektorów problemem głównie organizacyjnym.

Z powodu emigracji uczniów Tomasz Malicki, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 26 w Krakowie, musiał zrezygnować z podziału na grupy na wuefie. Normy ustalone przez miasto wyraźnie mówią, że klasę można dzielić na grupy, gdy liczy minimum 27 osób.

- Wystarczy, że jedno dziecko wykruszy się w ciągu roku i na nowo muszę organizować całą siatkę godzin - mówi dyrektor. Tymczasem od Malickiego ostatnio wyemigrowała z rodzicami aż piątka dzieciaków.

Mniej więcej pięcioro uczniów wyjeżdża co roku na stałe za granicę z krakowskiego Gimnazjum nr 2.

- Jedni rodzice ładnie się żegnają i przysyłają widokówki, inni nawet nie informują o swoich planach. Dziecko nagle przestaje przychodzić do szkoły, a my jesteśmy zobowiązani go szukać i sprawdzać, gdzie realizuje obowiązek szkolny. To duży kłopot - mówi dyrektorka szkoły Gabriela Olszowska.

Widokówki z pozdrowieniami dostaje też Nowak. Zazwyczaj rodzice informują, że dziecko ma się świetnie w nowej szkole i że wiedzę ogólną ma znacznie lepszą od swoich nowych rówieśników. - Jeden ojciec pisał do mnie, jak niemieckim nauczycielom opadły szczęki, gdy jego dziecko opowiedziało całej klasie o początkach historii Niemiec. Niemieccy uczniowie niewiele o niej wiedzieli - opowiada.

Mają łatwiej

Z relacji, które nauczyciele i dyrektorzy szkół otrzymują od rodziców, wynika, że szkoły za granicą podchodzą do uczniów obcokrajowców bardzo liberalnie. Mają długi czas na przystosowanie, tworzone są dla nich specjalne programy indywidualne.

W drugą stronę już to tak dobrze nie działa. Owszem, dzieci z zagranicy uczące się w polskich szkołach są traktowane indywidualnie, ale o odstępstwach na ich rzecz od obowiązkowego programu nauczania nie ma mowy.

- Wiem o tym, bo sama mam zagranicznych uczniów - dwie dziewczynki z Australii, chłopca z Austrii i z Anglii - wylicza Nowak. To głównie dzieci rodziców, którzy wracają do kraju po kilkunastu latach, bo - jak mówią - "już się dorobili".

Czasem dzieci obieżyświatów, którzy co kilka lat zmieniają miejsce zamieszkania, czasem dzieci tych, dla których Polska jest miejscem, gdzie warto zarabiać. W tym roku dyrektor Malicki zapisał do szkoły dwóch Wietnamczyków (pięciu chodzi do niej już kilka lat). W ubiegłym roku dwóch Ukraińców.

Krakowski wydział edukacji nie ma danych, ilu uczniów od momentu wejścia Polski do UE wyjechało z rodzicami za granicę. - Te dane będziemy zbierać od tego roku - mówi dyrektor wydziału Jan Żądło.

Z raportu CBOS-u wynika, że od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej co najmniej 3 mln polskich obywateli pracowało w innym kraju UE. Obecnie za granicą pracuje lub poszukuje pracy 1 mln 120 tys. Polaków. Większość z nich wyjechała po 1 maja 2004 roku. CBOS podkreśla, że przedstawione szacunki są prawdopodobnie nieco zaniżone, ponieważ nie o wszystkich nieobecnych wylosowanych do badania udało się zdobyć informacje. Nie wiadomo też, ilu Polaków ściągnęło za granicę dzieci w wieku szkolnym.


Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #467 dnia: Wrzesień 06, 2007, 12:30:00 pm »
Szkoły biorą się za dyscyplinę



Rozpoczynający się rok szkolny będzie inny niż poprzednie. Obok zmian w programie nauczania, szkoły zabiorą się za dyscyplinę wśród uczniów - informuje "Gazeta Prawna".

Uczniów czeka nowy kanon lektur i nowa podstawa programowa z matematyki. Lektury ustalone niedawno przez ministra edukacji będą omawiali uczniowie pierwszych klas, starsi pozostaną przy starym kanonie. Jednak zmiany w nauczaniu matematyki obejmą wszystkich. Już szóstoklasiści, a nie gimnazjaliści będą zgłębiać tajniki brył obrotowych, a twierdzenie Talesa uczniowie poznają o rok wcześniej niż dotychczas.

"Gazeta Prawna" podkreśla, że przez zmiany, dotychczasowe podręczniki staną się nieaktualne.

W nowym roku szkolnym zaostrzy się dyscyplina. Rada pedagogiczna każdej placówki będzie musiała określić w statucie szkoły warunki korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych. Uczniowie, którzy będą otrzymywać rokrocznie oceny naganne z zachowania, za trzecim razem nie dostaną promocji do następnej klasy. To także koniec amnestii maturalnej. Od 2008 roku, aby zdać maturę, trzeba będzie zdobyć co najmniej 30% punktów z przedmiotów obowiązkowych.


wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #468 dnia: Wrzesień 10, 2007, 09:35:36 am »
Biskup Długosz odpowiada licealiście

ks. bp. Antoni Długosz 2007-09-09
 
Nie chcę oceny z religii, czy pójdę do piekła? - pyta Grzegorz, opolski licealista. Odpowiada mu biskup Antoni Długosz


Drogi Bartku,

1. Za formację (duchową) dziecka odpowiadają rodzice i to oni są zwiastunami wiary, zwłaszcza w początkowym okresie życia jako kapłani domowego Kościoła. Kościół służy im pomocą i zabiega o to, aby uczyli swoje dzieci modlitwy, podstawowych prawd wiary i wychowali je w duchu chrześcijańskich wartości, potwierdzając to wszystko świadectwem swojego religijnego życia. W prowadzeniu tej formacji duchowej z pomocą rodzicom przychodzą katecheci i duszpasterze zarówno w środowisku szkolnym, jak i parafialnym.

2. Na pewnym etapie życia każdy z nas musi świadomie wziąć odpowiedzialność za dar wiary. W dzieciństwie ta odpowiedzialność spoczywała na Twoich rodzicach, teraz spoczywa na Tobie. Pamiętaj, że wiara jest współpracą Boga z człowiekiem. Teraz to od Ciebie zależy, na ile otworzysz się na współpracę z Bogiem i co zrobisz, żeby pogłębić swoją wiarę i więź z Nim.

Pomocą w dojrzewaniu w wierze ma być każda lekcja religii. Powinna być dla Ciebie jakąś sposobnością do szukania odpowiedzi na nurtujące Cię pytania z zakresu wiary czy moralności. Jej przebieg i kontakt w dużej mierze zależą od Ciebie i Twojej klasy - rzecz jasna - także od katechetów, o których piszesz z wielkim dystansem. Musisz jednak pamiętać, że mają oni odpowiednią formację teologiczną i metodyczną. Nieraz brakuje im po prostu predyspozycji do pracy z dziećmi czy młodzieżą, ale przecież te mankamenty mają także nauczyciele innych przedmiotów, nie tylko religii. Katecheci świeccy i duchowni spełniają na katechezie misję proroków przedkładających w imieniu Boga Jego propozycje życia w przyjaźni z Nim. Tak jak rodzice oni także winni być świadkami tych prawd, jakie przekazują.

Katecheta nie ocenia Cię za praktyki religijne, a wliczanie stopnia z religii do średniej ocen nic nie mówi o relacjach, jakie łączą cię z Bogiem. Musisz wiedzieć, że podstawą wystawiania oceny szkolnej w nauczaniu religii jest wiedza ucznia, jego umiejętności, a także aktywność, pilność i sumienność. Natomiast nie ocenia się tego, czy uczeń bierze aktywny udział w praktykach religijnych. Na katechezie przyjmuje się zasadę, że życie religijne jest przedmiotem osądu sumienia dokonanego wobec Boga. Dla człowieka wierzącego włączenie stopnia z katechezy do średniej ocen nie stanowi żadnego zagrożenia, ponieważ wiedza w zakresie wiary jest jego życiową wartością.

3. Pamiętaj też o tym, że katecheza nie jest przymusem, jest propozycją z której możesz skorzystać lub nie. Jesteś licealistą, zatem ty decydujesz, czy wybrać katechezę, czy etykę.

Pozdrawiam Cię serdecznie

ks. Antoni Długosz, częstochowski biskup pomocniczy, zajmuje się duszpasterstwem dzieci i młodzieży, przygotowuje do pracy katechetów, częsty gość katolickiego programu telewizyjnego Ziarno (TVP 1)


Źródło: Gazeta Wyborcza
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #469 dnia: Wrzesień 10, 2007, 07:07:50 pm »
Rodzice żądają lekcji etyki w szkołach

Marcin Markowski

Chodzący na religię mają większe szanse dostać się do renomowanego gimnazjum czy liceum - zauważyli rodzice łódzkich uczniów. Ich obawy podziela Rzecznik Praw Obywatelskich, który wystąpił w tej sprawie do ministra edukacji

Problem dotyczy uczniów podstawówek i gimnazjów, którzy nie chodzą ani na religię (bo nie chcą), ani na etykę (bo w szkole jej nie ma).

Religia i etyka to przedmioty do wyboru. Sęk w tym, że religia jest w 27,5 tysiącach szkół w całym kraju, a etyka tylko w 334.

Dotychczas oceny z tych przedmiotów nie miały znaczenia. Większość rodziców wybierało dla dzieci religię, a kto na nią nie chodził, siedział w świetlicy czy bibliotece lub wcześniej kończył lekcje. Rodzice rzadko wymuszali na szkołach lekcje etyki. A jeśli nawet - dyrektorom trudno było znaleźć nauczyciela tego przedmiotu (po studiach filozoficznych z przygotowaniem pedagogicznym).

Ale w lipcu br. ówczesny minister edukacji Roman Giertych zdecydował, że oceny z religii i etyki będą wliczane do średniej na świadectwie. Tak, jak oceny z języka polskiego, historii czy geografii.

W Szkole Podstawowej nr 34 w Łodzi etyki nie ma. - Nie było chętnych - tłumaczy dyrektorka Agnieszka Błażejczyk. - Pojawili się teraz. Od początku września dostałam już dziesięć podań z prośbą o zorganizowanie takich zajęć.

- Oceny z religii to zazwyczaj szóstki. Podwyższają średnią. Córka na religię nie chodzi, niech więc podwyższa sobie średnią dobrym stopniem z etyki - mówi Rafał Wichman, ojciec szóstoklasistki Agnieszki z SP nr 34. Dlaczego średnia taka ważna?

O przyjęciu do gimnazjum decyduje wynik sprawdzianu po szóstej klasie, ale przy identycznych wynikach szkoły wybierają uczniów z lepszymi ocenami, czyli wyższą średnią. Z kolei kandydaci do liceów i techników za świadectwo z wyróżnieniem dostają dodatkowe punkty.

Dlatego etyki domagają się też rodzice uczniów z łódzkiego Gimnazjum nr 1. Dyrektor Bogusław Olejniczak nie dziwi się: - Oceny z religii są zazwyczaj bardzo dobre. Po włączeniu ich do średniej świadectwa będą nierówne. Z korzyścią dla tych, którzy chodzą na religię. Dlatego wystąpiłem już do gminy o dodatkowe godziny na etykę.

Dodatkowe lekcje to jednak dodatkowe pieniądze z kasy samorządu. - Jeśli w szkole na etykę zechce chodzić przynajmniej osiemnastu uczniów, przedmiot będzie - zapewnia Jacek Człapiński, dyrektor wydziału edukacji w łódzkim magistracie. A przy piętnastu chętnych? Człapiński: - Zastanowimy się.

Zofia Franek, dyrektorka Gimnazjum nr 15, wskazuje jeszcze jedną przyczynę rosnącej popularności etyki: - Nie wszystkim podoba się wliczanie do średniej oceny z uczuć religijnych.

Ale tych, którzy wybiorą etykę, ostrzega: - To ciekawa, ale niełatwa dziedzina wiedzy. Oceny mogą być jak z matematyki, a nie z religii. I średnia będzie niższa.

- Córka nie musi mieć szóstki z etyki. Chodzi o to, by miała na nią szansę. Żeby było sprawiedliwie - przekonuje ojciec Agnieszki.

Zapytaliśmy MEN, czy w związku z nowymi zasadami naliczania średniej szkoły mają teraz obowiązek organizować etykę i czy resort w tym pomoże? Nie dostaliśmy odpowiedzi.

Problem widzi Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski. "Liczę, iż dla uczniów nie uczęszczających na lekcje religii uda się we wszystkich szkołach (lub grupach szkół) zorganizować lekcje etyki, tak aby dla wszystkich uczniów - na równych zasadach - można było obliczyć średnią ocen z tej samej ilości przedmiotów" - napisał w liście do ministra edukacji Ryszarda Legutki.

- Nie wierzę w etykę w każdej szkole. To niewykonalne, choćby z powodu braku nauczycieli. Bardziej prawdopodobne, że niektórzy uczniowie niechodzący na religię zaczną chodzić. Dla średniej - komentuje Małgorzata Olejnik, dyrektorka Gimnazjum nr 37.


Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

Offline aga.rk

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 171
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #470 dnia: Wrzesień 11, 2007, 10:30:09 pm »
Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistki
Ewa, nauczycielka w liceum spisała Aleksandra Pezda

Dzwonię, bo się wkurzyłam na tę listę lektur. No kto to układał? Ministrowie? Żaden nie jest polonistą, żaden nie uczył w szkole. Koleżanka szybko wypożyczyła "Obronę Sokratesa". Zasnęła po trzech stronach. Fascynujące! Zwłaszcza dla licealisty. No i co? Jak nie przerobisz, a będzie na maturze...?

Wkurza mnie, bo na konferencjach metodycznych po maturze słyszę, że największym mankamentem uczniów jest ortografia. To mam ich ćwiczyć z ortografii, czy czytać te tysiące lektur?

O czym tu mówić. Młodzież po gimnazjum powinna doskonale znać ortografię. No to pytam ich: "Nie" z czasownikiem jak się pisze? Nie wiedzą. Przymiotnik w stopniu wyższym? Cholera, nie wiedzą!

Kilka lat temu uczyłam w technikum - nie umieli czytać. Sylabizowali. No, sylabizowali, to nie żarty. Odpytywałam z umiejętności czytania. Po semestrze poszłam do wychowawcy: "To są oceny za czytanie. Niczego innego nie można było sprawdzić".

Teraz uczę w liceum, ale nie w klasach humanistycznych, tylko informatycznych. Przepaść językowa. Ale to zdolne bestie, z informatyki, oczywiście. I dobrze to wiedzą, że bardziej potrzebny im angielski. Bo pojadą do Anglii, zaczepią się gdzie bądź i zarobią kupę kasy.

Po co oblewać?

Teraz jest tendencja, żeby wszystkim dawać skończyć szkołę średnią. To jest ogromny błąd. Bo liceum kończą ludzie, którzy nie powinni.

A posadzić któregoś na drugi rok? To bardzo skomplikowane. Na przykład - musisz posadzić kilka osób w klasie, ale wtedy zostanie ci niewiele ponad 20. Grozi ci, że kuratorium i szkoła rozwiążą klasę i przydzielą uczniów do innych. W końcu 20-osobowa klasa to zbędny luksus. Tracisz pięć godzin tygodniowo. Przy 18-godzinnym pensum możesz się okazać dla szkoły niepotrzebna. No to się uczniów przepycha.

Zresztą - po co oblewać i jeszcze przychodzić na poprawkę w sierpniu...?

O mnie mówią "zołza", bo nie dopytuję na koniec roku, żeby postawić dopuszczaka. Stawiam po prostu jedynki, jak trzeba.

50 stron to szczyt możliwości

W ministerstwie nie wzięli w ogóle pod uwagę, że młodzież nie czyta. Po prostu. Oni są wychowani na języku SMS-ów. Literacki polski jest dla nich jak język obcy.

A Sienkiewicz z jego archaizacją jest podwójnie trudny. "Chłopi" i "Wesele" - niemal nie do przebrnięcia. Nie tylko językowo. Do nich te treści nie trafiają. To jest pokolenie, które nie rozumie "Świętoszka", którym ja się zaczytywałam w liceum.

A teraz dołożyli im tyle lektur, że musieliby czytać tysiąc stron na tydzień. Ja byłam w stanie przeczytać 200 stron dziennie. Ale dla nich 50 to szczyt możliwości. A jeszcze te kłopoty ze zrozumieniem: inny świat, obce nazwiska, obcy język. Zostaje mi wpisywać fikcyjne tematy do dziennika.

Przy romantyzmie rzygają

I te "nowości"... "Noce i dnie" trzeba czytać w całości!? O nieeee!

Przy romantyzmie rzygają. To dla nich starocie. „ »Pan Tadeusz? « - mówią - czytaliśmy w gimnazjum”. Bo tak te lektury są pomyślane, że się powtarzają. Jak wyczarować taką lekcję, jak ich zmusić do powtórki?

A jak się męczę przy "Potopie"! Streścić? Nie da się, bo same fakty historyczne uporządkować jest już niemożliwe. Postawy Polaków wobec najeźdźcy? Dla licealistów to zgroza, nuda. Więc robię to tak: argumenty za i przeciw lekturze. Przy okazji tylko wskazuję, jakie wzorce patriotyzmu kształtuje i jaki to typ powieści.

Ja jestem protestantką. A większość dołożonych książek to katolicka indoktrynacja. "Pamięć i tożsamość" Jana Pawła II będę chciała potraktować jako zwykły tekst kultury. Poszukam uniwersum, nie wiem, czy to się uda. Z epatowaniem katolicyzmem powinni się ograniczyć do lekcji religii.

Skupiam się tylko, by ujarzmić klasę

Słyszałam, że w Małopolsce, gdzie wychodzą najlepsze wyniki na maturze, polski jest w dzielonych grupach. Ja mam 34 osoby w klasie. Nie ma pracy z uczniem. Czasami skupiam się tylko na tym, żeby ich ujarzmić.

Raz poszłam do koleżanki na niemiecki w 15-osobowej klasie. Wyszłam zachwycona: świetna nauczycielka, świetna lekcja, ekstrapostępy! Ale potem miała zastępstwo i połączyła dwie takie grupy. Rozłożyła się kompletnie.

I niech nie mówią w ministerstwie, że słabi nauczyciele uczą w słabych szkołach i że to dlatego są tam gorsze wyniki! Gdyby jakaś ciamajda uczyła w 34-osobowych klasach, to by sobie nigdy nie dała rady.

Kontekstów już nie praktykuję

A wie pani, że uczniowie nie są dzisiaj w stanie podejść do literatury w inny sposób niż historyczny? Podręczniki z problemowym podejściem wprowadzają do ich głów zamęt i chaos.

Próbowałam pracy z podręcznikiem Bożeny Chrząstowskiej. W części pt. "Konteksty" ustawiła kilka wierszy Herberta i Szymborskiej przy mitologii. To zrozumiałe przecież, prawda? Później przeczytałam w pracach moich uczniów, że Herbert i Szymborska to przedstawiciele poezji antycznej.

Ja już problemowego podejścia nie praktykuję. Boję się.

Na szczęście nie było świadków

A już najgorsze, że uczniowie są objęci obowiązkiem szkolnym. Do osiemnastki nic im nie grozi. Nie można wyrzucić ze szkoły. I oni to wiedzą bardzo dobrze.

Dostałam w pierwszej klasie chłopaka, który nie umiał czytać. Naprawdę - nie czytał. W gimnazjum go przepuszczali, żeby mieć z głowy, bo to taki gnój był.

Powiedział do mnie na lekcji: "Ty suko". Nic nie mogłam zrobić. Wzięłam na rozmowę i trzasnęłam w ryja. Nie wytrzymałam nerwowo, to był odruch. Na szczęście nie było świadków, bo ze szkoły by mnie wyrzucili.

Poszłam z wyrzutami do dyrektora. Powiedział: "Trudno".

Żadna interwencja by nie poskutkowała, bo ojciec tego chłopaka ciągle nawalony. No to go wzięłam znowu na rozmowę. Spróbowałam "na litość". Bo on miał bardzo porządną matkę. Spytałam: "Jak twoja matka czuje się z tym, że taki słaby w szkole jesteś? A czy twój ojciec tak mówi do matki, jak ty do mnie?". Popłakał się.

I co dalej? Usadziłam go na drugi rok. Nie wiem, co z nim dalej, ale był w szkole, zawsze mi się kłaniał.

"Kto to powiedział"

Żeby ich zmusić do czytania, robię testy z każdej lektury. Szczegółowe. Na przykład: znaczące wypowiedzi bohatera, na zasadzie "kto to powiedział". I to jest ocena ze znajomości lektury.

Dwa razy odpuściłam - z "Lalką" i "Potopem". Nie przeczytali. Zawsze liczą na bezczela.

Teraz młodzież wykorzysta każdą twoją słabość, każdą lukę zapełnią swoim nicnierobieniem. Mają taki trening z domu. Z praktyki na rodzicach mają to superopracowane. Zwracasz uwagę raz, on olewa. Zwracasz drugi raz, on olewa. Ty dajesz sobie spokój, a on olewa. I oni to przenoszą na szkołę.

Jęczą i pytają, czy to naprawdę

Polski w liceum wygląda tak.

W pierwszej klasie - niewiele lektur. Ale kiedy dyktuję na początku roku zestaw dla drugiej klasy - jęczą i pytają, czy to naprawdę. Czytam "Cierpienia młodego Wertera" i "Fausta" - chociaż we fragmentach, bo lubię i uważam, że jest to konieczne, przy tym - choć nie trzeba - fragment IV części "Dziadów", bo do tego przystaje. Potem to, co wymagane: III część "Dziadów", "Pana Tadeusza", "Nie-Boską" (fragmenty, ale to się nie udaje bez całości) - "Kordiana", "Zbrodnię i karę", nowelki pozytywistyczne, "Lalkę", "Wesele", "Ludzi bezdomnych"... Patrzą i nie wierzą, że to da się w rok przeczytać. Teraz dojdzie "Quo vadis" i parę innych.

Jak kończę lekturę i zapowiadam następną - za dwa tygodnie na poniedziałek "Lalka" na przykład - czuję z klasy nienawiść i pretensję.

Ja ich nawet rozumiem. Oni są tylko ludźmi. W podstawówce laba, w gimnazjum laba, a w średniej cisną. Są zmęczeni, mają dość ciśnienia.

---

http://www.gazetawyborcza.pl/1,82709,4477073.html
"To, co możesz uczynić, jest tylko maleńką kroplą w ogromie oceanu, ale jest właśnie tym, co nadaje sens Twojemu życiu..." (A. Schweitzer).

Offline amara

  • Aktywny Gadacz
  • *****
  • Wiadomości: 781
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #471 dnia: Wrzesień 12, 2007, 09:11:50 am »
Rodzice: żądamy etyki
W polskich szkołach brak alternatywy dla religii


Ocena z religii od tego roku szkolnego jest wliczana do średniej (tak jak np. z polskiego, matematyki czy historii). Zgodnie z prawem uczniowie, którzy na religię nie chodzą, powinni mieć lekcje etyki (ta ocena też będzie liczona do średniej). Jednak taki wybór to tylko teoria. Bo na blisko. 32 tys. szkół w całej Polsce etyki uczy się w zaledwie 334 - pisze "Gazeta Wyborcza".

A dla uczniów średnia jest bardzo ważna - decyduje o przyjęciu do dobrego gimnazjum czy liceum. Ci więc, którzy na religię nie chodzą, mają automatycznie mniejsze szanse.

Nagły boom na etykę to jednak kłopot i dla dyrektorów, i dla samorządów. Po pierwsze, nauczyciel do etyki to rzadkość. Muszą być po filozofii i z przygotowaniem pedagogicznym, a takich mamy w kraju około tysiąca. Czyli o wiele mniej niż szkół. Po drugie, na niezaplanowane wcześniej zajęcia z etyki trzeba by znaleźć dodatkowe pieniądze.

To dyrektorzy mają obowiązek zadbać, by istniała oferta zajęć z etyki dla wszystkich zainteresowanych - odpowiada nam biuro prasowe ministerstwa
 

Kłopoty z etyką w szkole


Większość uczniów polskich szkół nie ma wyboru między religią a etyką. "Rzeczpospolita" pisze, że uczniowie, którzy nie chodzą na religię i nie mają możliwości zastąpienia jej zajęciami z etyki, będą mieli mniejsze szanse w ubieganiu się o stypendia naukowe, świadectwa z wyróżnieniem i dodatkowe punkty w naborze do liceum. Ocena z religii lub etyki ma być w tym roku po raz pierwszy wliczana do średniej.

Rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski w liście do Ministerstwa Edukacji upomniał się o zajęcia z etyki dla uczniów, którzy nie uczęszczają na religię, aby średnią ocen można było obliczać sprawiedliwie. Jednak w większości szkół nie ma etyki, a dyrektorzy zbierają od uczniów zgłoszenia na religię z nadzieją, że o etykę nikt się nie upomni - pisze gazeta.

Problem polega na tym, że w Polsce jest za mało nauczycieli tego przedmiotu. "Rzeczpospolita" cytuje dane resortu szkolnictwa - wynika z nich, że w ubiegłym roku szkolnym na 33 tysiące szkół w Polsce, było niewiele ponad tysiąc nauczycieli z kwalifikacjami do nauczania etyki
 
wp.pl
"Człowieka poznaje się po tym co nosi w sercu"
terapeuta zajęciowy, mama Mateusza 11l z zD

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #472 dnia: Wrzesień 13, 2007, 09:57:12 am »
40 mln zł na dofinansowanie kamer

NOWE PRAWO

 Do 21 września organy prowadzące szkoły mogą składać wnioski o dofinansowanie zakupu kamer i ekranów do monitoringu.


Termin ten został wyznaczony w rozporządzeniu Rady Ministrów z 6 września 2007 r. w sprawie form i zakresu finansowania wspierania organów prowadzących w zapewnieniu bezpiecznych warunków nauki, wychowania i opieki w publicznych szkołach i placówkach (Dz.U nr 163, poz. 1155).

O dotację z budżetu mogą starać się szkoły, zespoły szkół, placówki publiczne, w których uczy się nie mniej niż 200 uczniów lub wychowanków, a także młodzieżowe ośrodki wychowawcze oraz socjoterapii, specjalne ośrodki szkolno-wychowawcze. Dofinansowanie można też przeznaczyć na modernizację i rozbudowę funkcjonujących już systemów monitorowania wizyjnego. Szkoła może liczyć na pokrycie 80 proc. kosztów zakupu i instalacji monitoringu wizyjnego w wersji standardowej lub w wersji z dodatkowym wyposażeniem albo 90 proc. kosztów modernizacji lub rozbudowy zestawu kamer już działających w szkole. Standardowy zestaw musi składać się z co najmniej dwóch kamer umożliwiających rejestrację tego, co się dzieje przy wejściu do szkoły od wewnątrz i z zewnątrz. Kamery muszą rejestrować obraz w kolorze i w rozdzielczości wystarczającej do identyfikacji osób.

Szczegóły na temat wniosków będą podawać na swoich stronach internetowych kuratoria oświaty.

Według szacunków rządu, jeżeli z dofinansowania skorzystają wszystkie uprawnione szkoły publiczne, budżet państwa w latach 2007-2009 wyda 100 mln zł. W tym roku dotacja ma wynieść 40 mln zł.

Jolanta Góra
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #473 dnia: Wrzesień 13, 2007, 06:47:32 pm »
Nauka tańca zamiast w-fu

Agnieszka Kępka

Z podstawowymi krokami nie było wielkich problemów, schody się zaczęły, gdy czwartoklasiści mieli dobrać się w pary

W radomskich podstawówkach ruszyły zajęcia taneczne. Od tego roku tańca będą się uczyli czwartoklasiści we wszystkich szkołach. Zajęcia mają się odbywać w ramach czwartej godziny wychowania fizycznego, a poprowadzą je nauczyciele tego przedmiotu. Pod koniec ubiegłego roku szkolnego odbyli oni specjalny kurs zorganizowany przez magistrat (który jest autorem pomysłu), a od kilku dni sami przekazują swoją wiedzę dziesięciolatkom. Aby nabyte kilka miesięcy temu umiejętności nie wywietrzały z głów i nóg, co kilka tygodni "wuefiści" będą uczestniczyć w specjalnych warsztatach.

W poniedziałek pierwsze zajęcia dla dziesięciolatków odbyły się w Publicznej Szkole Podstawowej nr 7 przy ulicy Tybla. Lekcję w klasie 4a prowadziła Elżbieta Dams, nauczycielka wychowania fizycznego. Pani Elżbieta ma już pewne doświadczenie, jeśli chodzi o naukę tańca. To pod jej czujnym okiem szóstoklasiści co roku uczą się poloneza, którego tańczą na zakończenie nauki w podstawówce. Mimo to przed lekcją miała pewne obawy. - To pierwsze zajęcia, naprawdę nie wiem czego się spodziewać - zaznaczała. Okazało się, że niepokój był zbędny, bo poszło bardzo dobrze.

Nauka rozpoczęła się od walca angielskiego. Podstawowy krok nie był trudny i uczniowie szybko "chwycili" o co chodzi. Lepiej szło jednak dziewczynkom, które bardzo chcą uczyć się tańca. Niektóre miały już z nim kontakt, nie tylko na dyskotece. - Chodziłam na kurs, teraz sobie tylko przypominam - mówiła Paulina Bartosiak. Chłopców trzeba było troszkę zmobilizować. - Pójdziecie na dyskotekę czy bal i nie będziecie umieli zatańczyć z dziewczyną - przestrzegała ich pani Elżbieta.

Kiedy pierwsze kroki zostały opanowane i większość klasy potrafiła dotrzymać nauczycielce kroku, trzeba było dobrać się w pary. - Nie, nie - dziewczynki miały opory. - A nie można z koleżanką? - pytały. Z kolei chłopcy przyjęli inną taktykę: chowali się po kątach. W końcu jednak większość czwartoklasistów się przełamała i zaczęły się ćwiczenia w parach (choć nie zawsze mieszanych). - Zazwyczaj chłopaki mają dwie lewe nogi, ale Adrianowi idzie dobrze - ocenia swojego partnera Paulina. Zapewnia, że koledze udało się nie podeptać jej stóp. - Trochę wcześniej ćwiczyłem. Siostra pokazała mi kroki - zdradził Adrian Wasiak. Paulina i Adrian nie wykluczają, że razem będą tańczyć na kolejnych lekcjach.

Dobrze poszło także tym, którzy z tańcem nie mieli do tej pory nic wspólnego np. Marcie Kowalczyk. Po lekcji stwierdziła, że zajęcia takie mogłyby się odbywać częściej niż raz w tygodniu. - Na przykład zamiast historii. Historia jest dziwna - stwierdziła Marta.

Z kolei wczoraj pierwsze kroki poznali uczniowie z PSP nr 13. Tu zajęcia prowadzi nauczycielka wychowania fizycznego Tamara Strzałkowska, która tańczyła kiedyś w znanym radomskim zespole Akant. - Najgorzej będzie z dobraniem się w pary - była pewna przed lekcją. I faktycznie, również tu był z tym problem, ale w końcu się udało.

W tej szkole tańca będą się uczyli nie tylko czwartoklasiści. - Chciałbym, żeby takie zajęcia były prowadzone także w innych klasach, w ramach czwartej godziny wf-u - mówi Tadeusz Ozimek, dyrektor szkoły.

Źródło: Gazeta Wyborcza Radom

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #474 dnia: Wrzesień 14, 2007, 11:45:11 am »
Wymodlić sobie szóstkę



Ocenę celującą i bardzo dobrą z religii dostanie uczeń, który jest "zaangażowany w modlitwę"


Demonstracja młodzieży po objęciu przez Romana Giertycha teki ministra edukacji,Warszawa, 6 maja 2006 r. To Giertych zadecydował, by religię wliczać do średniej na świadectwie.

"Gazeta" dowiedziała się, za co będą na lekcjach religii oceniani uczniowie. I co muszą zrobić, jeśli na tym przedmiocie chcą podreperować sobie średnią na świadectwie. A od tego roku szkolnego ocena z religii jest do średniej wliczana.

Dokument dla katechetów z kryteriami ocen z religii właśnie opracowuje komisja ds. wychowania katolickiego Episkopatu. Nie ma ich jeszcze nawet na stronie internetowej Episkopatu, nie znają ich katecheci.

I tak na szóstkę w podstawówce trzeba nie tylko wykazać się wiedzą, ale także "zaangażowaniem w modlitwę" oraz "w przygotowanie i przeprowadzenie uroczystości szkolnych o charakterze religijnym". Uczeń musi też "rozszerzać wiadomości poprzez uczestnictwo w Kółku Biblijnym" i brać udział w konkursach religijnych. Na piątkę wystarczy "zaangażowanie w modlitwę".

W gimnazjum uczeń dostanie celujący, jeśli będzie się "angażować w prace pozalekcyjne, np. gazetki religijne, montaże sceniczne, pomoce katechetyczne", będzie brał udział w konkursach religijnych i uczestniczył w wycieczkach przedmiotowych. Na bardzo dobry musi tylko "angażować się w prace pozalekcyjne".

Jak oceniać religię w liceum? Komisja jeszcze nad tym pracuje.


Jak dotąd katecheci mieli korzystać ze wskazówek tej samej komisji sprzed trzech lat. Były one znacznie bardziej nastawione na sprawdzanie gorliwości religijnej. Żeby dostać szóstkę, na wszystkich poziomach edukacji trzeba było "aktywnie uczestniczyć w służbie ołtarza albo oazie". A na bardzo dobry "chętnie uczestniczyć w życiu parafii (liturgia, rekolekcje)".

- Teraz musimy być wrażliwsi na sformułowania. Szukamy sposobu, żeby nikogo nie skrzywdzić i nie urazić, ale osiągnąć cel - tłumaczy ks.Tadeusz Panuś z komisji ds. wychowania i współautor kryteriów.

A jaki jest cel?


- Katechizować tych, którzy są zainteresowani pogłębieniem swojej wiary. Ewangelizować tych, którzy nie znają Chrystusa. A tym, którzy nie znają wiary, pomóc, żeby wzrastali w pięknym człowieczeństwie - mówi ks. Panuś.

Tymczasem SLD poszedł do Trybunału Konstytucyjnego. Za naruszenie konstytucyjnych zasad rozdziału Kościoła od państwa, równości wobec prawa oraz prawa rodziców do swobodnego wychowywania dziecka wedle własnego sumienia Sojusz zaskarżył rozporządzenie o wliczaniu oceny z religii do średniej.

Krystyna Łybacka, była minister edukacji: - Stopień z religii nie jest oceną z wiedzy, ale z pobożności.

MEN nie chce tego komentować. - Nie chcemy wywoływać niepotrzebnych emocji. Poczekamy na rozstrzygnięcie Trybunału - mówi Aneta Woźniak, rzeczniczka MEN.

Już raz minister edukacji Ryszard Legutko się wychylił. Tuż przed początkiem roku szkolnego wspomniał, że zastanawia się, czy wliczanie oceny z religii do średniej jest właściwe. Został zrugany przez biskupów, przywołany do porządku przez premiera i wycofał się ze swych wątpliwości.


gazeta.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #475 dnia: Wrzesień 14, 2007, 12:30:02 pm »
Etyka wraca jako przedmiot do szkół

Domagają się tego uczniowie, którzy - choć nie chcą chodzić na religię - nie zamierzają tracić okazji na podwyższenie sobie średniej. W II LO na lekcje etyki zgłosiło się już 60 osób

 Od tego roku stopień z religii jest równoważny ocenom z innych przedmiotów i będzie wliczany do średniej. To pomysł byłego ministra edukacji Romana Giertycha, który zrodził dużo problemów w bydgoskich szkołach. Po pierwsze: "na gorąco", w ciągu roku szkolnego w każdej szkole, w której znajdzie się co najmniej siedmiu chętnych, trzeba zacząć uczyć nowego przedmiotu - etyki. Po drugie: trudno znaleźć nauczycieli do prowadzenia tych lekcji, bo szkoły mogą im zaoferować zaledwie kilka godzin pracy w tygodniu. Po trzecie: wciąż nie wiadomo za co, i jak oceniać tych, którzy z katechezy nie zrezygnowali.

W dodatku, jak się okazało, w wielu szkołach chętnych na etykę nie zabraknie, choć tego przedmiotu nie było w większości szkół od lat. Dotychczas uczniowie, którzy nie chodzili na religię, mieli w tym czasie wolne bądź spędzali godzinę w bibliotece lub świetlicy, a na świadectwie mieli wpisaną "kreskę". Choć teraz nadal nie muszą uczyć się ani religii, ani etyki, bo nie są to przedmioty obowiązkowe, wielu nie zamierza rezygnować z okazji do podwyższenia sobie średniej. Gdy w ubiegłym tygodniu dyrektorzy zaczęli zbierać deklaracje od rodziców i pełnoletnich uczniów, okazało się, że etyka będzie musiała się pojawić w planach lekcji.

http://miasta.gazeta.pl/bydgoszcz/1,35590,4474393.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #476 dnia: Wrzesień 14, 2007, 12:41:27 pm »
SLD: ocena z religii do Trybunału, a nie średniej

Klub SLD zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego rozporządzenie ministra edukacji wliczające, od tego roku szkolnego, ocenę z religii do średniej ocen na świadectwie szkolnym - poinformowali politycy SLD.

Posłanka Sojuszu Jolanta Szymanek-Deresz powiedziała na konferencji prasowej, że - zdaniem SLD - rozporządzenie narusza trzy konstytucyjne zasady: rozdziału Kościoła od państwa; równości wobec prawa; oraz prawa rodziców do swobodnego wychowywania dziecka wedle własnego sumienia.

Według Szymanek-Deresz, poprzez wliczanie oceny z religii do średniej wyraźnie promuje się religię, a to - jak mówiła - jest zadaniem związków wyznaniowych, a nie państwa. Ponadto - dodała - prowadzi to do dyskryminacji uczniów, którzy nie uczęszczają na lekcje religii.

- Poprzez wliczanie oceny z religii do średniej ocen państwo promuje w sposób wyraźny religię, a to narusza zasadę neutralności wobec przekonań religijnych - powiedziała posłanka. Przytoczyła art. 25. konstytucji mówiący o zasadzie rozdziału państwa od Kościoła. - W świetle polskiej konstytucji państwo nie ma prawa wkraczać w sferę wiary, religii, światopoglądu - powiedziała Szymanek-Deresz.

Zdaniem rzeczniczki komitetu wyborczego koalicji Lewica i Demokraci, wliczanie oceny z religii jest dyskryminowaniem części uczniów, a to narusza art. 32 konstytucji mówiący o równości wszystkich obywateli wobec prawa. - To dyskryminowanie ucznia, który nie zdecydował się na żaden z przedmiotów dodatkowych - powiedziała. W ten sposób, według Szymanek-Deresz, średnia ocen takich uczniów będzie niższa od tych, którzy wybrali religię.

SLD zarzuca rozporządzeniu ministra edukacji pozbawienie rodziców możliwości wychowywania dzieci według własnego światopoglądu. Szymanek-Deresz przytoczyła art. 48 i 53 konstytucji dotyczące tego, że rodzice mają swobodę w wychowaniu dziecka według określonego światopoglądu. "Rodzice będą podejmować decyzje o uczęszczaniu dzieci na zajęcia dodatkowe pod presją uzyskania lepszej oceny przez ich dziecko" - podkreśliła Szymanek-Deresz.

- Stopień z religii nie jest oceną z wiedzy, ale oceną z pobożności - powiedziała z kolei b. minister edukacji w rządzie SLD Krystyna Łybacka. - To w sposób jasny angażowanie się państwa w promowanie jednej religii - uznała. Na poparcie swojej opinii Łybacka przytoczyła fragment listu Episkopatu dotyczący oceny uczniów z katechezy.

- Trzeba jasno określić uczniom i rodzicom, że stopień z religii dotyczy tylko cząstki procesu i osiągnięć katechezy. Wyjątkowy charakter katechezy domaga się pewnych odmiennych, w stosunku do innych przedmiotów szkolnych, sposobów oceniania - napisano w liście.

Zdaniem Łybackiej, z listu Episkopatu wynika, że ocenę celującą z religii można otrzymać tylko wtedy, gdy uczeń nie tylko spełnia wymagania w zakresie katechezy oraz wyróżnia się aktywnością w grupie katechetycznej i aktywnie uczestniczy np. w służbie ołtarza. - Aby mieć szóstkę z religii trzeba uczestniczyć w życiu parafii, uczestniczyć w mszach - mówiła Łybacka.

Posłanka podkreśliła, że wybór w szkołach między przedmiotem dodatkowym - religią a etyką jest "iluzoryczny". - Mamy w Polsce około 32 tys. szkół, w tym etyka jest prowadzona w 353 szkołach, zatem tylko jeden procent szkół może oferować wybór między etyką a religią - powiedziała Łybacka.

Szef klubu SLD Jerzy Szmajdziński podkreślił, że wniosek w sprawie ocen z religii, SLD zgłosił do TK już kilkanaście dni temu. - Gorąca atmosfera polityczna spowodowała, że dopiero teraz przedstawiliśmy wniosek - tłumaczył. Dodał, że choć Trybunał ma bardzo napięty kalendarz prac, to "Sojuszowi bardzo zależy na tym, aby wniosek w sprawie ocen z religii był szybko rozpatrzony, gdyż jest związany z obecnym rokiem szkolnym".

- Klub SLD jest konsekwentny i zaskarża do Trybunału wszystkie ustawy naruszające konstytucję, świeckość państwa i jego neutralność światopoglądową - podkreślił szef klubu Sojuszu. Szmajdziński przypomniał, że SLD zaskarżył do TK finansowanie z budżetu państwa budowy Świątyni Opatrzności Bożej oraz wydziałów teologicznych w Krakowie, Warszawie i Wrocławiu.

Politycy SLD poinformowali, że z inicjatywy Związku Nauczycielstwa Polskiego zbierane są podpisy pod obywatelskim projektem ustawy przewidującej podwojenie liczby dzieci objętych obowiązkiem przedszkolnym. - Szanse edukacyjne dziecka, najlepiej wyrównuje się na poziomie przedszkolnym - tłumaczyła Łybacka.

Stąd propozycja ZNP, wspierana przez LiD, aby dzieci rozpoczęły uczęszczanie do przedszkoli od 3. roku życia, a gminy otrzymywały na ten cel środki z budżetu państwa. Łybacka podkreśliła, że propozycja ma na celu wyrównanie bardzo dużej dysproporcji między Polską a resztą Europy, jeżeli chodzi o liczbę dzieci uczęszczających do przedszkoli.


Abp Nycz: wliczanie ocen z religii do średniej zgodne z Konstytucją

Zdaniem wielu ekspertów "nie ma obaw o niezgodność wliczania stopnia z religii do średniej ocen uczniów z Konstytucją RP" - podkreślił przewodniczący Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski (KEP) abp Kazimierz Nycz w specjalnym oświadczeniu.

Abp Nycz odniósł się w ten sposób do zaskarżenia przez SLD do Trybunału Konstytucyjnego rozporządzenia ministra edukacji narodowej w tej kwestii.

"Rozporządzenie Ministra Edukacji o wliczaniu do średniej oceny z religii zostało przez Konferencję Episkopatu Polski przyjęte jako decyzja zmierzająca w dobrym kierunku, czego wyrazem jest list Episkopatu Polski o młodzieży z 2 września 2007 roku" - napisał abp Nycz w wydanym oświadczeniu.

Według arcybiskupa Nycza, "nie ma podstaw do podejrzeń o dyskryminację uczniów, ponieważ rozporządzenie ministra edukacji narodowej nakazuje wliczanie do średniej ocen ze wszystkich przedmiotów nadobowiązkowych".

Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP dodaje jednocześnie, że jeśli SLD uważa inaczej, "jest jego prawem złożenia sprzeciwu do niezawisłej instytucji, celem rozstrzygnięcia tej kwestii".

Klub SLD zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego rozporządzenie ministra edukacji wliczające, od tego roku szkolnego, ocenę z religii do średniej ocen na świadectwie szkolnym - poinformowali w czwartek politycy SLD.

Posłanka Sojuszu Jolanta Szymanek-Deresz powiedziała na konferencji prasowej, że - zdaniem SLD - rozporządzenie narusza trzy konstytucyjne zasady: rozdziału Kościoła od państwa; równości wobec prawa; oraz prawa rodziców do swobodnego wychowywania dziecka wedle własnego sumienia.

Według Szymanek-Deresz, poprzez wliczanie oceny z religii do średniej wyraźnie promuje się religię, a to - jak mówiła - jest zadaniem związków wyznaniowych, a nie państwa. Ponadto - dodała - prowadzi to do dyskryminacji uczniów, którzy nie uczęszczają na lekcje religii.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #477 dnia: Wrzesień 14, 2007, 12:49:31 pm »
Kindersztuba i wiedza

Z profesorem Ryszardem Legutką, nowym ministrem edukacji rozmawia Adam Suwart


Szkoła, którą zamierzam tworzyć wraz z licznym gronem specjalistów, ma wypuszczać absolwentów kompetentnych i dobrze wychowanych.


Mundurki, przemoc w szkole, zmiany kanonu lektur – na podstawie doniesień mediów można było odnieść wrażenie, że to główne pola działania Pańskiego poprzednika w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Czy rzeczywiście problemy współczesnej oświaty sprowadzają się do tych, skądinąd być może ważnych, zagadnień?

Oczywiście są to tematy ważne, ale nie jedyne. Tym zagadnieniom media nadają największy rozgłos. Natomiast  Ministerstwo podejmuje całe spektrum zagadnień związanych z edukacją. Podam tylko kilka przykładów. Wprowadzamy obecnie nowe podstawy programowe przedmiotów nauczania oraz nowe, dopasowane do nich standardy egzaminacyjne na maturach. W 2010 roku wszystkich maturzystów będzie obowiązywał egzamin z matematyki. Wprowadzamy zajęcia z filozofii, która w niedalekiej perspektywie stanie się przedmiotem maturalnym. Przygotowujemy podwyżki i tzw. emerytury pomostowe dla nauczycieli. Zamierzamy wykorzystać kwotę ponad 2,7 mld euro z Unii Europejskiej na m.in. wyrównywanie szans edukacyjnych uczniów, pomoc stypendialną dla osób szczególnie uzdolnionych, wspieranie inicjatyw edukacyjnych na obszarach wiejskich, podniesienie jakości i atrakcyjności szkolnictwa zawodowego.


Czy Pan Minister jest również zwolennikiem wykreślania niektórych utworów literackich z kanonu lektur – może współczesny młody Polak powinien w szkole zmierzyć się z wieloma światopoglądami, przy zachowaniu stosownego objaśnienia ze strony nauczyciela?

W kanonie lektur, który będzie obowiązywał od tego roku szkolnego, są lektury odzwierciedlające osiągnięcia literatury polskiej i światowej, współczesnej i dawnej. Jest oczywiście Gombrowicz – "Ferdydurke" (dla liceów) – jest C.S. Lewis i Lem, Czechow i Hemingway, Schulz i Mrożek, Szymborska i Kapuściński, Miłosz i Herbert. Nie mam nic przeciw wielości światopoglądów. Sprzeciwiam się niebezpiecznym ideologiom, prymitywizmowi i taniej sensacji. Tego w obecnym spisie lektur nie ma.


Jest Pan Profesor znany jako zadeklarowany zwolennik lustracji w środowisku akademickim. Czy uważa Pan, że w przyszłości proces ten może być przeprowadzony w szkołach niższego szczebla, i czy będzie to jeszcze możliwe?

Przeprowadzenie lustracji w szkolnictwie szczebla podstawowego i średniego nie jest obecnie możliwe ze względów prawnych i chyba niezbyt potrzebne zważywszy na średnią wieku nauczycieli.


Często używa się hasłowego określenia "Tolerancyjna szkoła". Jak zapatruje się na to zagadnienie Minister Edukacji Narodowej, który jest autorem książki pt. "Nie lubię tolerancji"? Czy współczesna polska szkoła jest nietolerancyjnym zaściankiem i czy owa "tolerancja" jest jej rzeczywiście tak bardzo potrzebna?

Jestem przeciwnikiem ideologii, która jest w Polsce ukryta pod hasłem tolerancji. Nie wolno pozwalać wszystkim na wszystko. W polskiej szkole często stykamy się ze zjawiskami braku dyscypliny, lekceważenia nauczycieli, chuligaństwa czy przemocy. Tego tolerować nie wolno. Należy natomiast stwarzać uczniom warunki dla pełnego rozwoju ich indywidualnych talentów. Szkoła jest wyzwaniem dla nauczycieli i uczniów. Na ogół wiąże się z tym ciężka praca i pewien poziom stresu. Tego nie da się uniknąć. "Bezstresowa szkoła" to utopia wymyślona przez ludzi, którym bardziej zależy na rozgłosie niż na dobru młodzieży.


Z Polski wyjeżdża dziś mnóstwo młodych ludzi. Socjologowie są podzieleni co do tego, czy wyjeżdżający będą wracać do kraju. Czy polskie szkoły są dziś konkurencyjne dla szkolnictwa w Europie albo USA? Czasami można odnieść wrażenie, że masowy pęd na studia wyższe skutkuje jedynie równie masową produkcją tytułów licencjata i magistra, za którymi kryją się ludzie bez właściwości, tylko pozornie rozumiejący świat, a tak naprawdę będący niewolnikami w służbie konsumpcjonizmu i współczesnej cybercywilizacji...

Miałem okazję niejednokrotnie obserwować, jak działa system edukacyjny w USA. Muszę powiedzieć, że poziom polskich szkół podstawowych i średnich – za działania których jestem odpowiedzialny jako minister - nie tylko nie odbiega od przeciętnej szkoły amerykańskiej, ale wręcz przewyższa standardy amerykańskie. Owszem, istnieją tam elitarne szkoły prywatne, ale to odrębne zagadnienie. Emigracja z Polski ludzi młodych to złożone zagadnienie społeczno-ekonomiczne. Na pewno za ich wyjazdy zagraniczne nie jest odpowiedzialny poziom nauczania w naszych podstawówkach, gimnazjach i liceach.


Rozpoczyna Pan urzędowanie w chwili, kiedy na horyzoncie politycznym wyłaniają się już nowe wybory. Czy zatem Pańska misja będzie rzeczywistym rządzeniem, czy ograniczy się do administrowania? Co chciałby Pan Minister w tym czasie uczynić w podległym sobie resorcie?

Czasu jest rzeczywiście niewiele, ale to nie oznacza, że w resorcie edukacji nic się nie będzie działo. Zamierzamy kontynuować lub sfinalizować niektóre projekty zainicjowane przez poprzednie kierownictwo resortu (dotyczy to choćby zmodyfikowanej wersji programu "Zero tolerancji"). Rozpoczynamy pracę nad tworzeniem i realizacją własnych projektów, o czym już wspominałem. Generalnym zadaniem, jakie stawia przed sobą MEN, to stworzenie szkoły równych szans, nastawionej na wypuszczanie ze swoich murów ludzi dobrze przygotowanych do podjęcia dalszego kształcenia zarówno w szkołach wyższych o profilu technicznym, jak i uczelniach humanistycznych. Szkoła, którą zamierzam tworzyć wraz z licznym gronem specjalistów, ma wypuszczać absolwentów kompetentnych i dobrze wychowanych. Kindersztuba i konkretna wiedza. Tego nie może zabraknąć absolwentom polskich szkół.


źródło: Przewodnik Katolicki

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #478 dnia: Wrzesień 15, 2007, 09:11:20 am »
Jeszcze nie ucichły głosy w sprawie mundurków,trwają dyskusje na temat wprowadzenia oceny do sredniej z religii,a tu kolejne oburzenie w sprawie kamer   :roll:
Ale ja też nie chciałabym być obserwowana  :turn-l:


Kamery w każdej klasie z transmisją na żywo

"Gazeta Wyborcza": Kamery są w każdej klasie. Rodzice i uczniowie protestują. Nauczyciele nie chcą, żeby ich lekcje były transmitowane prosto do gabinetu dyrektora.

Dyrektor zespołu szkół w podlubelskim Firleju razem z wójtem gminy zdecydowali o zamontowaniu w szkole kamer. 45 urządzeń pracuje od 1 września. Filmują plac przed szkołą, salę gimnastyczną, szatnie, stołówkę, świetlicę, a nawet bibliotekę. Na korytarzach są po cztery. Dodatkowo umieszczono je we wszystkich salach lekcyjnych. Również tam, gdzie uczą się dzieci z klas I- III.

Wszystko, co się dzieje na terenie szkoły, widzi na kolorowym monitorze w swoim gabinecie dyrektor Jarosław Gryglicki. Zapewnia, że tylko on będzie oglądał nagrania, i to tylko wtedy, gdy stanie się coś złego. Wójt Sławomir Cieszko też mówi, że to dla ochrony uczniów: - Firlej jest specyficzną miejscowością. Mamy tutaj jezioro, nad które różni ludzie przyjeżdżają. Są dyskoteki, a młodzi łatwo przejmują pewne złe nawyki.


Pomysł od początku nie podobał się rodzicom. Nie mieli nic przeciwko montowaniu kamer na korytarzach, ale umieszczenie ich w klasach wydawało się przesadą. Słali listy do MEN, rzecznika praw obywatelskich i lubelskiego kuratorium. Do rzecznika praw dziecka napisali: "Jesteśmy przekonani, że zamontowanie kamer w klasach może przynieść więcej szkody niż korzyści".

Nauczyciele nie chcą prowadzić transmitowanych do gabinetu dyrektora lekcji. Zwłaszcza że kamery wiszą z tyłu klasy, więc pokazują plecy uczniów. - Nikt głośno tego nie powie, bo boimy się o pracę. Dyrekcja w ubiegłym roku nie pytała nas, czy chcemy kamery w klasach. Wątpię, żeby przejęła się krytyką - mówi anonimowo jedna z nauczycielek. Dodaje: - Mam wrażenie, że chodzi o to, żeby nauczyciel był cały czas na celowniku. Lepiej, żeby kamera wisiała chociaż nad tablicą.

Dyr. Gryglicki bagatelizuje protesty. Podkreśla, że to rada rodziców przegłosowała zgodę na montaż monitoringu, a prawo nie zabrania umieszczania kamer w klasach.

30 sierpnia protest do wójta wysłał lubelski oddział ZNP. Demontażu kamer w klasach chce też oświatowa "Solidarność".

Wójt Cieszko w odpowiedzi na protest "Solidarności" pisze: "Nie znajduję uzasadnionych podstaw do zmiany decyzji
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #479 dnia: Wrzesień 16, 2007, 03:48:22 pm »
Nie wierzę w tolerancję
Jacek Dziedzina

O głupstwie tolerancji, stresującej szkole i polskim inteligencie z ministrem edukacji narodowej Ryszardem Legutką rozmawia Jacek Dziedzina.

Jacek Dziedzina: Ma Pan tu komfortowe warunki pracy: nikt na zewnątrz nie wygraża Panu pięścią, nikt nie pali kukły z Pańską podobizną… Roman Giertych nie miał tak łatwo.
Ryszard Legutko: – Pan minister Giertych, mimo wielu zalet, był jednak osobą antagonizującą środowisko. Z drugiej strony, wśród młodzieży miały miejsce reakcje stadne, czemu starsi kibicowali. Sprawiało to wrażenie, że toczy się tu jakaś wojna światła z ciemnością, dobra ze złem. Wspominam to z przykrością, oglądałem z niesmakiem te sceny w telewizji. Sposób bycia mojego poprzednika był taki, że robił ciągle konferencje prasowe. Ja nie mam podobnego temperamentu. Roman Giertych był przede wszystkim politykiem, ja przede wszystkim politykiem nie jestem.

Więcej
http://www.goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1189598197&dzi=1104786574&katg=
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #480 dnia: Wrzesień 17, 2007, 06:33:44 pm »
Rodzice mogą więcej

Rodzicom w szkołach przybyło władzy. Ich uprawnienia są równorzędne do tych jakie mają dyrektorzy i nauczyciele. Mogą ingerować w sprawy finansowe, wychowawcze, a nawet personalne. To zasługa ojców i matek z naszego regionu, którzy przekonali posłów, że rodzicom należą się większe uprawnienia. Uzyskali je dzięki znowelizowanej właśnie ustawie o systemie oświaty, w której zwiększono kompetencje rad rodziców.

- Mamy teraz możliwość autentycznej kontroli pracy całej szkoły, wraz z wglądem do budżetu - mówi Elżbieta Kaczmarek-Huber z Zabrzańskiej Międzyszkolnej Rady Rodziców. Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia i doradca rzecznika praw obywatelskich, dodaje, że rodzice mogą m.in. wnioskować do gminy o odwołanie dyrektora szkoły, wpływać na programy profilaktyczne przygotowywane przez szkołę, żądać zmiany profilu nauczania, a także wymusić na samorządzie remont szkoły.

Czy fakt, że dyrektor placówki w ewentualnych sporach nie zawsze będzie miał ostatnie zdanie, nie stanie się źródłem konfliktów? Eugeniusz Ginskow, dyrektor Zespołu Szkół Budowlanych w Katowicach twierdzi, że do tej pory nie było zgrzytów. I uważa, że to się nie zmieni. - Sprawy finansowe zawsze były jawne, ale nie informowałem rodziców szczegółowo na przykład o budżecie szkolnym, bo nie chciałem nikogo zanudzać - mówi Ginskow.

Rodzice, którzy od pięciu lat lobbowali na Wiejskiej w tej sprawie, nie ukrywają, że odnieśli duży sukces. - Jeśli się okaże, że gmina jest skąpa, nie chce finansować pomocy naukowych i obcina fundusze na środki czystości, rodzice będą mogli zarzucić włodarzom, że oszczędzają na najmłodszych. To ich zmusi do działania - uważa Krzysztof Śnioszek ze Śląskiej Społecznej Rady Oświatowej w Katowicach.

Samorządowcy nie ukrywają, że słowa rodziców będą miały swoją wagę. - Jeżeli rodzice złożą wniosek o większą dotację na pomoce naukowe, to nie będziemy mieli innego wyjścia, jak uwzględnić ich opinię - mówi Mieczysław Żyrek, naczelnik wydziału edukacji w Urzędzie Miasta w Katowicach.


Ustawa o systemie oświaty z 3 września pozwala rodzicom na występowanie we wszystkich sprawach dotyczących szkoły do gminy i kuratorium oświaty. - Uprawnienia są nieograniczone. Pytanie, czy rodzice będą mieli odwagę z nich skorzystać - zastanawia się Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia i doradca rzecznika praw obywatelskich.

Rodzice ze Śląskiej Społecznej Rady Oświatowej i Zabrzańskiej Międzyszkolnej Rady Rodziców wierzą, że znajdą się odważni. - Od pięciu lat przekonywaliśmy na Wiejskiej, że rodzice muszą mieć szansę na współdecydowanie w sprawach szkoły. Dwa razy zorganizowaliśmy w sali kolumnowej Sejmu spotkanie z posłami, przedstawiliśmy im swoje argumenty i propozycje. Nie było łatwo, bo nie zawsze sprzyjały nam środowiska oświatowe. W końcu jednak się udało - mówi Elżbieta Kaczmarek-Huber z Zabrzańskiej Międzyszkolnej Rady Rodziców.

- Zależało nam, żeby rodzice mieli realny wpływ na sprawy finansowe. Chcieliśmy zmienić sposób wydawania pieniędzy zbieranych na tzw. komitet rodzicielski. Bardzo często okazywało się, że nie przeznaczano tych funduszy na nagrody, czy wycieczki, tylko na mopy, albo malowanie brudnych klas. Tymczasem utrzymanie szkoły jest obowiązkiem samorządu - dodaje Krzysztof Śnioszek ze Śląskiej Społecznej Rady Oświatowej.

Samorządowcy obawiają się jednak, że zmiany w ustawie mogą być zarzewiem konfliktów. - Nie będzie źle, pod warunkiem, że do głosu nie dojdą osoby mniej lub bardziej zaangażowane politycznie - uważa Mieczysław Orgacki, naczelnik wydziału edukacji w Urzędzie Miasta w Tarnowskich Górach.

Mają więc pomysł na współpracę. - Zaproponujemy rodzicom udział we wspólnym poszukiwaniu sponsorów oraz pisanie projektów w rządowych konkursach, w których można starać się o dodatkowe pieniądze na edukację - mówi Orgacki. - Widzimy w nich partnerów.

Czy zobaczą w nich partnerów również dyrektorzy szkół? - Nie mam nic przeciwko radzie rodziców, nawet jeśli będą chcieli zmienić lub wprowadzić nowy profil kształcenia. Sam nie będę musiał kombinować - śmieje się Eugeniusz Ginskow, dyrektor katowickiej budowlanki.

O ewentualnych konfliktach nikt nie chce na razie głośno mówić. - Ustawa stworzyła bowiem swoistą triadę, składającą się z rodziców, nauczycieli i dyrektora. Mają równorzędne uprawnienia. Mądry gospodarz szkoły na pewno sobie poradzi, autokrata będzie miał kłopot - dodaje Orgacki.

Ustawa daje rodzicom możliwość składania wniosków we wszelkich sprawach. Jeśli więc się okaże, że dyrektor źle zarządza szkołą, rada rodziców będzie mogła zwrócić się do urzędu o jego odwołanie. - Nie obawiam się nawału wniosków. Cała filozofia tkwi w uzasadnieniu - mówi Mieczysław Żyrek, naczelnik wydziału edukacji w Katowicach.



Koniec trójek klasowych

Zmienione przepisy ustawy o systemie oświaty likwidują instytucję tzw. trójek klasowych. Wyborem rodziców do rady nie będzie już rządził przypadek. Rada rodziców ma się składać z osób wytypowanych w tajnym głosowaniu. Każda klasa może wyznaczyć do tego zadania jednego rodzica.



Pięć lat przekonywaliśmy posłów, że rodzice muszą mieć szansę na współdecydowanie w sprawach szkoły. W końcu się udało – mówi Elżbieta Kaczmarek-Huber z Zabrzańskiej Międzyszkolnej Rady Rodziców.

Katarzyna Piotrowiak  -  Dziennik Zachodni
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #481 dnia: Wrzesień 18, 2007, 04:04:28 pm »
Religia w szkole: ministranci mają lepiej



Czy w tym roku szkolnym na lekcjach religii uczniowie będą oceniani nie tylko z wiedzy, ale także z uczestnictwa w nabożeństwach? - zastanawia się "Dziennik Polski".
Od tego roku po raz pierwszy ocena z religii (ale także etyki i innych zajęć dodatkowych) ma być wliczana do średniej na świadectwie. Jakie wymagania przed uczniami stawiają katecheci? Okazuje się, że wielu z nich oprócz wiedzy religijnej będzie wymagać od uczniów uczestnictwa w nabożeństwach, służenia do mszy czy śpiewania w kościelnej scholi - pisze gazeta.


"Nie wolno im tego robić" - podkreśla ks. prof. Tadeusz Panuś, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Dzieci i Młodzieży Kurii Metropolitalnej w Krakowie. "Zabrania tego wyraźnie Dyrektorium Katechetyczne, które w punkcie 83 mówi, że ocenie nie podlega modlitwa, praktyki religijne, uczestnictwo we mszy świętej czy sakramentach świętych. Przed ocenianiem z wiary przestrzegał też niedawno abp Kazimierz Nycz, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski. Ocena z religii będzie dotyczyć wyłącznie wiedzy religijnej, a nie praktyk religijnych" - mówił duchowny na piątkowej konferencji prasowej.

Tyle oficjalne stanowisko Kościoła. Szkolna praktyka jest jednak zdecydowanie inna. Szkoła Podstawowa w Szczyrzycu (powiat limanowski): "DP" dotarł do spisanych przez tamtejszych katechetów kryteriów oceniania zajęć z religii. Wynika z nich, że dziecko, które chce mieć na koniec roku ocenę bardzo dobrą, musi m.in. "włączać się w dynamikę i przeżycia roku liturgicznego" oraz "starać się być świadkiem wyznawanej wiary". Co to oznacza?

"Już na początku roku ksiądz poinformował nas, że aby mieć lepszą ocenę na świadectwie musimy zaliczyć wszystkie majówki, drogę krzyżową, wszystkie pierwsze piątki miesiąca, mamy brać udział w scholi i oazie, a chłopcy muszą być ministrantami" - wylicza jedna z uczennic szczyrzyckiej podstawówki. "W tamtym roku miałam szóstkę tylko za wiedzę. Teraz już wiem, że ocena z religii popsuje mi średnią i nie dostanę szkolnego stypendium naukowego".

Szczyrzycka "podstawówka" to nie jedyna szkoła, która chce w tym roku oceniać zaangażowanie religijne swoich uczniów. Tak będzie również w Szkole Podstawowej w Ciężkowicach w powiecie tarnowskim. "Uczeń, który będzie chciał mieć szóstkę na świadectwie oprócz wiedzy na temat religii będzie musiał brać udział w nabożeństwach majowych i różańcowych, a także wszystkich pierwszych piątkach miesiąca" - podkreśla w rozmowie z "Dziennikiem Polskim" Aneta Kozioł, katechetka w SP w Ciężkowicach.


onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #482 dnia: Wrzesień 18, 2007, 04:10:00 pm »
Nauka w szkole od szóstego roku życia?



Minister edukacji prof. Ryszard Legutko przyznał w poniedziałek na konferencji prasowej w Kielcach, że skłonny jest przekonywać innych, iż edukację szkolną należy rozpoczynać wcześniej niż obecnie.
"Jest rozważany pomysł, żeby zacząć wcześniej edukację, w wieku lat sześciu. Dzieci kończyłyby edukację w wieku lat 18, co jest o tyle dobre, że nam usuwa problem, jaki się rodzi, a mianowicie, że uczniowie ostatniej klasy są traktowani jak dzieci czy młodzież, a z drugiej strony chcą być dorosłymi.(...) To nie jest wcale prosta operacja, nie należy liczyć na szybkie efekty, ale ten kierunek myślenia jest sensowny" - powiedział minister.

Legutko nie odpowiedział precyzyjnie na pytanie, kiedy sześciolatki miałyby pójść do szkoły. "Jest to projekt wstępny jeszcze; to zajmie trochę czasu. Jest kontrowersja, czy sześciolatki są gotowe do tego czy nie.(...) Ja jestem skłonny przekonywać innych, że trzeba zaczynać wcześniej" - oznajmił.

Za nowelizacją ustawy o systemie oświaty, która doprowadziła by m.in. do obniżenia wieku obowiązku szkolnego z 7 do 6 lat opowiada się Związek Nauczycielstwa Polskiego. W ubiegłym tygodniu ZNP zdecydował o podjęciu w tej sprawie inicjatywy obywatelskiej.

Nauka w szkole od szóstego roku życia i obowiązkowa zerówka dla pięciolatków były także postulatami PiS zapisanymi przez tę partię w swoim programie wyborczym i w planie "Solidarne państwo". Jednak po zawarciu w ubiegłym roku koalicji z LPR i Samoobroną rząd odstąpił od tych pomysłów.


onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #483 dnia: Wrzesień 19, 2007, 09:31:36 am »
Raport: polskie szkoły nie przygotowują do pracy

"Rzeczpospolita": Szkoły w Polsce uczą dużo, ale kiepsko, nie przygotowują do życia zawodowego i za wolno reagują na potrzeby rynku pracy. Kształcimy zdecydowanie za mało techników, matematyków i specjalistów.

Jeśli szkoły nie zmienią sposobu uczenia, nadal wysokie będzie bezrobocie wśród młodzieży, a pracodawcy będą mieli coraz więcej kłopotów ze znalezieniem pracowników - wynika z raportu Programu Narodów Zjednoczonych (UNDP) "Edukacja dla pracy", który w środę zostanie ogłoszony.

- Edukacja nie nadąża za zmianami na rynku, powiedział "Rzeczpospolitej" Michał Boni, jeden z autorów raportu. - Mamy co prawda boom edukacyjny, ale kłopotem jest bardzo różny poziom oraz to, że szkoły nie przygotowują do pracy. Autorzy opracowania uważają, że konieczna jest bardziej efektywna współpraca między samorządami, szkołami i biznesem. Administracja powinna zaś dbać o to, by szkoły miały dostęp do informacji o prognozach rozwoju gospodarczego oraz o tym, jak będzie wyglądał rynek pracy.

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #484 dnia: Wrzesień 19, 2007, 12:32:44 pm »
Raport ONZ: polskie szkoły nie przygotowują do pracy


Kształcimy zdecydowanie za mało techników, matematyków i specjalistów



Szkoły w Polsce uczą dużo, ale kiepsko, nie przygotowują do życia zawodowego i za wolno reagują na potrzeby rynku pracy. Jeśli nie zmienią sposobu uczenia, nadal wysokie będzie bezrobocie wśród młodzieży, a pracodawcy będą mieli coraz więcej kłopotów ze znalezieniem pracowników - wynika z raportu Programu Narodów Zjednoczonych (UNDP) "Edukacja dla pracy", który dziś zostanie ogłoszony.

- Edukacja nie nadąża za zmianami na rynku -mówi "Rz" Michał Boni, jeden z autorów raportu. -Mamy co prawda boom edukacyjny, ale kłopotem jest bardzo różny poziom oraz to, że szkoły nie przygotowują do pracy.

Autorzy opracowania uważają, że konieczna jest bardziej efektywna współpraca między samorządami, szkołami i biznesem. Administracja powinna zaś dbać oto, by szkoły miały dostęp do informacji o prognozach rozwoju gospodarczego oraz o tym, jak będzie wyglądał rynek pracy.

W ciągu 17 lat od reformy szkolnictwa w 1990 roku system oświaty bardzo się zmienił. Coraz więcej młodzieży uczy się coraz dłużej, ale też głównie w szkołach o profilu ogólnym. Liczba studentów w ciągu 17 lat wzrosła pięciokrotnie i studiuje już prawie połowa 19-latków. Ale w tym czasie liczba uczniów w szkołach zawodowych zmniejszyła się o 70 proc. -podaje raport.

- Szkoły nie mają pieniędzy, by inwestować w technologie, w urządzanie pracowni - dodaje prof. Urszula Sztanderska, redaktor naukowy raportu. - Jeśli nie otworzą się na współpracę z pracodawcami, będziemy mieli coraz większe problemy z pracownikami w branżach wykorzystujących nowoczesne technologie.

-W technikach nie uczą już rysunku technicznego. Szkół nie stać też na odpowiednie oprogramowanie -mówi Andrzej Babyszka, przedsiębiorca z Bydgoszczy. Pracodawcy z tego miasta ufundowali pomoce dla technikum i dla koła naukowego na akademii technicznej.

Andrzej Czarnecki, rzecznik WSK Rzeszów, przyznaje, że szukanie przygotowanych fachowo inżynierów i techników jest uciążliwe. W ostatnich latach jest coraz trudniejsze. By zapewnić sobie dopływ kadr, WSK i inne firmy należące do podkarpackiej Doliny Lotniczej objęły opieką 11 średnich szkół technicznych w regionie. W zamian za pomoc szkoleniową i pomoce naukowe mają wpływ na program nauki. -Chodzi nam o pozyskanie specjalistów przygotowanych do obsługi nowoczesnych obrabiarek -mówi Andrzej Czarnecki. > 5

ALEKSANDRA FANDREJEWSKA

--------------------------------------------------------------------------------

700 tys. informatyków
będzie potrzebnych w Polsce do 2025 roku - szacują autorzy raportu
 

Opinie
Andrzej Arendarski szef Krajowej Izby Gospodarczej
Polski system edukacji nie przystaje do potrzeb rynku pracy. Jak dotąd żaden rząd nie pokusił się o wypracowanie koncepcji, jak ma wyglądać edukacja zawodowa, kto ją ma finansować, kto ma za nią odpowiadać.

Rafał Baniak Konfederacja Pracodawców Polskich
Coś powoli się zmienia. W ostatnim czasie kilka szkół zawodowych prosiło nas o opinię, czy powinny zmienić swój profil, by lepiej przygotowywać uczniów.
 
http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/pierwsza_strona_070919/pierwsza_strona_a_1.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #485 dnia: Wrzesień 19, 2007, 08:41:25 pm »
Interwencja w sprawie religii w szkołach

Olga Szpunar

Jaś i Ola mają takie same oceny, ale to Ola prześcignie w tym roku Jasia w wyścigu do renomowanego liceum. Dlaczego? Bo Jaś nie chodzi na religię. Tak nie może być - alarmuje rzecznik praw obywatelskich i pisze list do ministra edukacji.

Jeśli w każdej szkole, w której uczniowie nie chodzą na religię, nie uda się wprowadzić zajęć z etyki, należy zorganizować je w grupach szkół. Tylko w ten sposób można wszystkich uczniów ocenić sprawiedliwie "zgodnie z przepisami zagwarantowanej wolności sumienia (...) i z pełnym poszanowaniem zasad tolerancji" - uważa rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski.

Słaba średnia bez religii

O co chodzi? Od tego roku szkolnego ocena z religii ma figurować na świadectwie i być wliczana do średniej wszystkich ocen ucznia. Co to oznacza w praktyce? Wyobraźmy sobie, że gimnazjalista Jaś Kowalski ma tróję z matematyki, polskiego i historii. Średnia jego ocen to 3,0. Gdyby do tego doszła piątka z religii, jego średnia wzrosłaby do 3,5. Problem w tym, że Jaś na religię nie chce chodzić. W tym roku w wyścigu o miejsce w renomowanym gimnazjum prześcignie go Ola, która ma takie same oceny jak Jaś, ale na religię chodzi.

Właśnie dlatego rzecznik praw obywatelskich napisał list do ministra edukacji prof. Ryszarda Legutki. Apeluje w nim, żeby wszyscy uczniowie mieli liczoną średnią z takiej samej liczby przedmiotów.

"Liczę na to, iż dla uczniów nie uczęszczających na lekcje religii, uda się we wszystkich szkołach lub grupach szkół zorganizować lekcje etyki, tak by dla wszystkich uczniów - na równych zasadach - można było obliczyć średnią ocen z tej samej ilości przedmiotów" - czytamy w liście.

Jak sytuacja wygląda w praktyce? Jeszcze w ubiegłym roku szkolnym lekcje z etyki odbywały się w 353 na 32 tys. szkół w całej Polsce (w Krakowie w ani jednej). Wtedy jednak ocena z religii (lub jej brak) nie miała żadnego wpływu na podsumowanie osiągnięć ucznia.

- Teraz mamy problem - przyznaje Aleksander Palczewski, dyrektor I LO w Krakowie. Na jego biurku leżą dwa zawiadomienia od uczniów, którzy nie chcą chodzić na religię. Sprawiedliwie byłoby zorganizować dla nich zajęcia z etyki.

- Ale co? Mam dla dwóch uczniów specjalnie zatrudnić w szkole nauczyciela? - pyta dyrektor.

Jak informuje Regina Gryboś, wicedyrektorka krakowskiego V LO, co roku na religię chodzi większość uczniów "piątki".

Kto ma uczyć etyki?

Co zrobić z mniejszością, która nie chce dać się prześcignąć chodzącym na religię kolegom w rankingu ocen?

Wicedyrektor nie ma na to pytanie gotowej odpowiedzi. Na razie szkoły nie podjęły ostatecznych decyzji co do zorganizowania zajęć z etyki, ponieważ - jak tłumaczą ich dyrektorzy - nie znają jeszcze preferencji klas pierwszych. - Do 15 września powinienem mieć jasność, ile ostatecznie osób nie chce chodzić na religię i ile jest zainteresowanych zajęciami z etyki. Wtedy podejmę decyzję, czy je organizować - mówi Palczewski.

Na decyzję o wprowadzeniu etyki do szkół dyrektorzy mają czas do końca września. To ustalony przez większość wydziałów edukacji ostateczny termin składania aneksów do zgłoszonych arkuszy organizacyjnych.

Przeszkód w zorganizowaniu międzyszkolnych lekcji, które postuluje rzecznik praw obywatelskich, nie widzi krakowski wydział edukacji. Jego wicedyrektor Jan Żądło zapewnił nas wczoraj, że dla uczniów, którzy będą chcieli chodzić na lekcje etyki, zajęcia zostaną zorganizowane.

- Jeśli uda się znaleźć nauczycieli - komentują dyrektorzy szkół. Bo choć etyków jest sporo, bardzo niewielu ma przygotowanie pedagogiczne.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #486 dnia: Wrzesień 22, 2007, 12:09:43 am »
Szkoła? Nie, dziękuję
Leszek Śliwa

Czy wiesz, że masz prawo nie posyłać swego dziecka do szkoły i uczyć je samodzielnie w domu? Są w Polsce ludzie, którzy tak robią od lat. I nie żałują
Cytuj
Boję się posyłać Łukasza do szkoły. Jest taki wątły, ma dysleksję. Inni uczniowie mu dokuczają, a nauczyciel, który ma ponad trzydzieścioro dzieci w klasie, nie jest w stanie poświęcić mu więcej uwagi niż innym. Na poziomie szkoły podstawowej moglibyśmy z żoną uczyć go sami, ale nic z tego, przecież w Polsce istnieje obowiązek szkolny, więc nie mamy wyjścia – często można usłyszeć rodziców, którzy tak mówią. – Mało kto wie, że obowiązek szkolny można realizować poza szkołą. Gwarantuje to konstytucja i ustawa „O systemie oświaty” z 7 września 1991 r. Inna sprawa, że wciąż jest w Polsce wielu urzędników, którzy uważają, że wiedzą lepiej od nas, rodziców, jak powinniśmy wychowywać nasze dzieci – mówi Marek Budajczak, prezes Stowarzyszenia Edukacji Domowej.

Cały artykul:
http://www.goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1188379233&dzi=1104764436&katg=


Świat jest ciekawszy bez szkolnych ław
rozmowa z Joanną i Mariuszem Dzieciątkami

O życiu bez dzwonków, ale też bez wakacji, z Joanną i Mariuszem Dzieciątkami rozmawia Tomasz Gołąb.
Cytuj
Tomasz Gołąb: Państwa dzieci są pewnie szczęśliwe. Do szkoły chodzić nie muszą…
Joanna i Mariusz Dzieciątkowie: – Szczęśliwe są na pewno. Ale nie z tego powodu. Tym bardziej że najstarszy, 10-latek, do szkoły jeszcze chodzi.

Jeszcze?

Cały artykuł:
http://www.goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1188391186&dzi=1104764436&katg=


Cenię edukację domowąrozmowa z Ryszardem Legutką

O idei edukacji domowej i przepisach, które ją regulują z Ryszardem Legutką, ministrem edukacji narodowej, rozmawia Artur Bazak.
Cytuj
Artur Bazak: Co Pan sądzi o edukacji domowej?
Ryszard Legutko:
– Jest mi bliska. Rodzic przekazuje dziecku wiedzę, a zarazem dba o jego formację. Dzięki temu proces wychowania zostaje zintegrowany, a za kształtowanie młodego człowieka odpowiada rodzina. W USA przeprowadzano badania efektywności tej formy kształcenia i wypadły one bardzo korzystnie dla nauczania domowego. Mogę więc powiedzieć, że bardzo cenię tę formę uczenia.

Cały artykuł:
http://www.goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1188390976&dzi=1104764436&katg=
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #487 dnia: Wrzesień 25, 2007, 11:05:32 am »
Monitoring lekiem na przemoc w szkołach?



Szkoły stawiają na monitoring - o dofinansowanie takich projektów do Ministerstwa Edukacji wystąpiło już niemal 50% placówek w kraju. Dyrektorzy są przekonani, że kamera to skuteczne lekarstwo na przemoc i wandalizm - pisze gazeta "Metro".


Dwie kamery i monitor to podstawowy zestaw, o który mogą się ubiegać szkoły w całym kraju. Do tego dochodzi instalacja sprzętu. Jeśli szkoła ma już monitoring, może się starać o jego rozbudowę. Tak zakłada program "Monitoring wizyjny w szkołach i placówkach" ogłoszony przez MEN. Placówka musi spełniać tylko dwa warunki: liczyć ponad 200 uczniów i zagwarantować sobie finansowe wsparcie gminy lub urzędu miasta - podaje gazeta.

Dyrektorzy mogli składać wnioski o dofinansowanie do 14 września. Choć nie ma jeszcze danych z całej Polski, to może się okazać, że blisko połowa szkół w kraju spełniających warunki MEN chciałaby mieć zainstalowane kamery. Najwięcej chętnych było w dużych miastach: w Warszawie ok. 75% placówek, w Poznaniu ok. 50%.

W połowie października, kiedy nastąpi rozdział środków, okaże się, dla ilu placówek starczyło pieniędzy. Reszta będzie mogła ponownie prosić o dotację w kwietniu, kiedy rozdzielona zostanie kolejna część z przeznaczonych na projekt 115 mln zł.

Dyrektorzy tłumaczą chęć zainstalowania kamer względami bezpieczeństwa. Wszyscy zapewniają, że instalowanie monitoringu nie ma nic wspólnego ze szpiegowaniem uczniów. To nie jest inwigilacja, ale narzędzie walki z wandalizmem - uważa Janusz Samarow, warmińsko-mazurski wicekurator oświaty. Monitoring to dobry sposób na prewencję, ale w połączeniu ze zdrowym rozsądkiem i odpowiedzialnością - dodaje. Podkreśla, że kamery nie zastąpią dyżurujących nauczycieli.

Podobnego zdania są specjaliści: kamery przy wejściu do szkoły to dobry pomysł. Jednak monitoring wewnątrz budynku stosowany jako środek wychowawczy to coś nie do pomyślenia - uważa Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia. Uczniowie odegrają przed kamerami swoje role i w szkole będą grzeczni. Ale jeżeli są problemy z agresją, to przeniosą się one na ulice, bo przecież same z siebie nie znikną - mówi gazecie. (PAP)



wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #488 dnia: Wrzesień 25, 2007, 11:08:31 am »
"Problem z lekcjami etyki to dyskryminacja uczniów"


Helsińska Fundacja Praw Człowieka uważa, że problem z lekcjami etyki to dyskryminacja uczniów. Opinię w tej sprawie Fundacja wysłała właśnie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu - pisze "Gazeta Wyborcza".


Prawo do etyki w polskiej szkole jest iluzoryczne, więc tak jakby go nie było - mówi Dorota Pudzianowska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Lekcji etyki w szkołach tak naprawdę nie ma. Przecież na 32 tys. szkół są one w zaledwie 334, zaś religia nauczana jest w 27,5 tys. Zatrudnionych jest 21 tys. nauczycieli religii i tylko 412 nauczycieli etyki - wylicza Pudzianowska.

W swojej opinii Fundacja wskazuje też m.in. brak przepisów określających, kto powinien zadbać o organizację lekcji etyki, brak podstawy programowej dla najmłodszych uczniów (przedszkole i klasy I-III). Pisze też, że brak zajęć z etyki tworzy presję, żeby uczniowie uczęszczali na lekcje religii. To dyskryminuje uczniów, którzy nie chodzą na religię - mówi Pudzianowska.

Sprawa teraz nabrała większego znaczenia, od kiedy wprowadzono przepisy o wliczaniu oceny z religii bądź etyki do średniej z ocen- zaznacza Pudzianowska.


wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Powstaną ośrodki dla krnąbrnych uczniów
« Odpowiedź #489 dnia: Wrzesień 26, 2007, 01:16:12 pm »
SZKOŁA Przepis ministra na wychowanie

Powstaną ośrodki dla krnąbrnych uczniów

Od maja uczeń, który nie wykona polecenia nauczyciela, może za karę trafić do ośrodka wsparcia wychowawczego - zapowiedziało Ministerstwo Edukacji

W jednym budynku, najlepiej wolno stojącym i oddalonym od innych obiektów szkolnych, zgromadzonych ma być najwyżej stu uczniów. Odrębne ośrodki wsparcia wychowawczego mają powstać dla dziewcząt i chłopców. Trafią do nich gimnazjaliści, którzy "sprawiają szczególne trudności wychowawcze" - czytamy w projekcie nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który ministerstwo właśnie umieściło na stronach internetowych.

Ucznia ma kierować do ośrodka wsparcia wychowawczego dyrektor gimnazjum. Musi się na to zgodzić rada pedagogiczna, poradnia psychologiczno-pedagogiczna oraz rodzice. Jeśli zaprotestują, dyrektor gimnazjum ma prawo wystąpić do sądu rodzinnego o skierowanie. Gimnazjalista ma w ośrodku przebywać nie krócej niż dwa miesiące i nie dłużej niż rok. Za wyżywienie dziecka zapłacą rodzice.

Projekt nie precyzuje, za jakie zachowanie nastolatek może do ośrodka trafić.

Sławomir Kłosowski, wiceminister edukacji, wyjaśnia: - Powodem może być stałe zakłócanie lekcji, odmawianie wykonywania poleceń nauczyciela, niereagowanie na upomnienia. To sytuacje, w jakich do tej pory dyrektor za zgodą kuratorium mógł przenieść ucznia do innej szkoły.

Psychologowie ostrzegają: - Damy chwilę odetchnąć szkołom, ale społeczeństwu szykujemy bombę z opóźnionym zapłonem. Im więcej będziemy izolować nieukształtowanych młodych ludzi, tym więcej wychowamy bandytów - mówi prof. Janusz Czapiński z UW. Pierwszych osiem ośrodków ma zacząć działać w maju. Ministerstwo nie chce ujawniać, gdzie będą zlokalizowane. - Uzależnimy to od natężenia problemów wychowawczych. Mamy informacje, gdzie występują, ale za wcześnie mówić, że właśnie tam powstaną ośrodki. Nie mamy pewności, czy te województwa uporają się z przygotowaniem bazy lokalowej - mówi Kłosowski.

Resort nie pozostawi województw bez wsparcia i zakłada, że na powstawanie ośrodków w 2008 roku przeznaczy ok. 96 mln zł. Do 1 stycznia 2009 roku w każdym województwie ma być co najmniej jeden ośrodek. MEN przewiduje, że w latach 2009 - 2010 na utrzymanie 16 ośrodków rząd wyda ok. 88 mln zł rocznie. - Lepiej dofinansować już istniejące ośrodki wychowawcze i socjoterapii - krytykuje pomysł Krystyna Szumilas (PO).

Natomiast dyrektorzy szkół nie wykluczają, że skorzystają z ośrodków. - Jeśli uczeń gapi się na lekcji w ścianę, nie chce mu się wyjąć zeszytu, rodzice nie chcą ze mną rozmawiać, a prawo nie pozwala mi zmusić ucznia bez ich zgody do wizyty u pedagoga, to co mam z nim zrobić? - pyta dyrektor jednego z renomowanych warszawskich gimnazjów.

Projekt resortu daje też gminom możliwość zakazania nieletnim przebywania w godzinach nocnych w miejscach publicznych.

Renata Czeladko


 
Szkoły pozbędą się kłopotów, ale dla społeczeństwa ośrodki dla gimnazjalistów to bomba z opóźnionym zapłonem

>prof. Janusz Czapiński
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Uczniowie i nauczyciele mogą być podsłuchiwani
« Odpowiedź #490 dnia: Wrzesień 26, 2007, 01:19:40 pm »
Uczniowie i nauczyciele mogą być podsłuchiwani

Rząd w ramach programu monitoringu w szkołach zaleca instalowanie kamer z bardzo czułymi mikrofonami
Prawnicy ostrzegają, że bez zgody osób przebywających w szkole nie można nagrywać dźwięku
Eksperci od monitoringu podkreślają, że resort narzucił wysokie wymogi techniczne, na które stać np. banki


W rozporządzeniu o zasadach dofinansowywania monitoringu w szkołach rząd dopuszcza instalowanie kamer z bardzo czułymi mikrofonami. Rejestrowany więc może być nie tylko obraz, ale również dźwięk. Tymczasem na nagrywanie rozmów osoby biorące w nich udział muszą wyrazić zgodę. Z kolei specjaliści od monitoringu zarzucają, że rząd narzucił zbyt wysokie wymogi techniczne dofinansowywanym zestawom. Ich zdaniem na takie systemy mogą i muszą pozwolić sobie np. banki. Montowanie ich w szkołach to marnowanie publicznych pieniędzy.
Kontrowersyjny mikrofon

Zgodniez rozporządzeniem Rady Ministrów z 6 września 2007 r. w sprawie form i zakresu finansowego wspierania organów prowadzących w zapewnieniu bezpiecznych warunków nauki w szkołach (Dz.U. nr 163, poz. 1155), szkoły mogą starać się o dofinansowanie zestawów do monitorowania. W rozporządzeniu jest jednak mowa także o rejestracji dźwięku.

- Taki zapis może oznaczać, że systemy powinny być wyposażone także w mikrofon - zastanawia się Tadeusz Szydłowski, dyrektor firmy Dipol.

Andrzej Woźniak, wiceprezes Ogólnopolskie Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Systemów Zabezpieczeń Polalarm jest zdziwiony tym, że w rozporządzeniu o monitoringu wizyjnym podaje się także dane techniczne urządzeń nagrywających dźwięk, ponieważ nie są one częścią systemu monitorowania wizyjnego.

- Z zasady rejestruje się obraz, ponieważ nagrywanie dźwięku budzi dużo kontrowersji i jest kosztowne - dodaje.

Anna Żdan z Biura Prasowego Ministerstwa Edukacji Narodowej tłumaczy, że współczesne środki techniczne umożliwiają jednoczesną rejestracją obrazu i dźwięku, zatem szkoła musi utrwalać obraz i ewentualnie dźwięk. Dodaje jednak, że standardowy zestaw do monitoringu nie musi zawierać urządzeń rejestrujących dźwięk.

Profesor Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka uważa, że dopuszczenie możliwości nagrywania głosów jest drastyczną ingerencją w prywatność. Dodaje jednak, że jeśli pełnoletni uczniowie, rodzice uczniów niepełnoletnich, nauczyciele i pozostali pracownicy szkoły wyrażą zgodę na nagrywanie rozmów, to dyrektor ma prawo zamontować odpowiednie urządzenie.

Profesor Marian Filar z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu dodaje, że tak uzyskane nagranie nie może być dowodem w jakimkolwiek procesie karnym.

Szkoła bezpieczna jak bank

Wspomniane rozporządzenie nakazuje, aby urządzenia rejestrujące spełniały polską normę zawierającą ogólne wytyczne dla projektanta i przyszłego użytkownika.

- Norma precyzuje jedynie wymagania funkcjonalne uzależnione od wielkości pomieszczenia, poziomu jego oświetlenia, maksymalnej liczby przebywających w nim osób - tłumaczy Andrzej Woźniak. Dodaje jednak, że załącznik do uchwały nr 156/2007 Rady Ministrów z 5 września 2007 r. w sprawie rządowego programu w latach 2007 - 2009 Monitoring wizyjny w szkołach i placówkach określa już konkretne parametry, jakie muszą spełniać m.in. kamery. Jego zdaniem, te konkretne rozwiązania technologiczne wcale nie muszą być odpowiednie do konkretnej sytuacji w danej szkole.

- Wymogi wskazane w uchwale są stosowane tylko podczas imprez masowych lub w bankach, a znacznie podwyższają koszty - uważa Leszek Świątalski, wójt gminy Stare Bogaczowice w woj. dolnośląskim.

Resort edukacji wyjaśnia jednak, że parametry urządzeń rejestrujących mają w pełni umożliwić identyfikację osób. Natomiast zarejestrowany materiał ma w razie potrzeby spełniać wymogi prokuratury.

Eksperci od monitoringu wizyjnego podkreślają jednak, że wymagania techniczne dotyczące kamer są za wysokie i zbyt szczegółowe.

- Identyfikację osób, zapobieganie wandalizmowi, bójkom, a przecież na tym zależy dyrekcji, umożliwiają tańsze kamery o znacznie niższych parametrach - dodaje Jakub Kurbiel z firmy MC System.

Dwie kamery to za mało

Rozporządzenie przewiduje dofinansowanie w wysokości 90 proc. wartości standardowych zestawów do monitoringu złożonych z dwóch kolorowych kamer zamontowanych przed i za wejściem do szkoły, monitora i urządzeń niezbędnych do jego instalacji.

- Dwoma kamerami można monitorować kiosk ruchu - uważa Leszek Świątalski.

W jego gminie wprowadzono już monitoring w zespole szkół, do którego chodzi 413 uczniów. Zainstalowano tam dziesięć kamer zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz budynku. W szkołach w Krasnymstawie, gdzie monitoring także już funkcjonuje, zamontowano po 32 kamery. Koszt instalacji monitoringu w jednej szkole wyniósł około 100 tys. zł.

Tymczasem MEN szacuje, że dwie kamery wystarczą w prawie 6 tys. szkół, a po osiem kamer powinno zostać zamontowanych w około 4,5 tys. placówek.

Eksperci podkreślają, że lepiej byłoby zmniejszyć wymagania, a przewidzieć dofinansowanie dla bardziej rozbudowanych systemów monitoringu czy podłączenie wyjątkowo niebezpiecznych placówek do lokalnej sieci monitoringu.

- 40 mln zł to bardzo dużo i z pewnością można je wydać znacznie rozsądnej i skuteczniej - podkreśla Andrzej Woźniak.

Wystarczy, żeby o szczegółowych wymogach decydowali fachowcy posiadający licencje i doświadczenie, którzy dostosują je do potrzeb konkretnych szkół.

I eksperci, i samorządowcy podkreślają jednak, że ani rozporządzenie, ani uchwała Rady Ministrów nie ułatwiają instalowania w szkołach monitoringu.

SZERSZA PERSPEKTYWA


W ostatnich latach notuje się boom na kamery przemysłowe, które są montowane w placówkach handlowych, na obiektach sportowych oraz prywatnych domach. Według szacunków rynek kamer przemysłowych wart jest dziś kilkadziesiąt milionów euro, a ich instalacja w szkołach może przyśpieszyć jego dynamiczny wzrost. Kamery przemysłowe produkowane są głównie na Dalekim Wschodzie. Do największych dystrybutorów należą przedstawiciele międzynarodowych koncernów tacy jak Bosch, GE Interlogix czy Ultrak Systems. Wśród polskich firm prym wiodą AAT i Delta.

JOLANTA GÓRA
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #491 dnia: Wrzesień 27, 2007, 11:08:38 am »
Nauczyciel musi też być psychologiem

Nauczyciel musi też pełnić rolę psychologa. Współczesna wiedza wskazuje, że problemów dzieci i młodzieży nie należy rozwiązywać w gabinetach specjalistów, a w ich codziennym środowisku - powiedziała wicedyrektor Centrum Metodycznego Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej (CMPPP) Maria Sokołowska.

CMPPP obchodzi w tym roku 30. rocznicę powstania. W ramach obchodów Centrum zorganizowało w Warszawie konferencją poświęconą wychowawczej i psychologicznej roli szkoły.

"Kiedyś bardziej myślało się o tym, że to psycholog w zaciszu gabinetu rozwiąże większość problemów. Natomiast w tej chwili wszyscy uważamy, że tylko przygotowując osoby, które są najbliżej dziecka, czyli rodziców i nauczycieli, możemy dziecku rzeczywiście pomóc" - powiedziała Sokołowska.

Jak dodała, CMPPP wydaje w związku z tym publikacje skierowane nie do psychologów, ale do wszystkich nauczycieli. Ponadto wspiera terenowe ośrodki doskonalenia nauczycieli i poradnie psychologiczno-pedagogiczne, z których mogą korzystać rodzice. Sokołowska dodała, że studia niewystarczająco przygotowują nauczycieli pod względem psychologicznym i pedagogicznym.

Te braki nauczyciele uzupełniają na własną rękę już po rozpoczęciu pracy w szkole. "Mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni i nauczyciele będą się tego uczyć na studiach" - podkreśliła.

Według niej, współczesne problemy wychowawcze w szkołach nie są spowodowane tym, że młodzi ludzie "pogorszyli" się ostatnio. To zmiany zachodzące na świecie wymagają, jak oceniła, modyfikacji metod wychowawczych.

"Dużo się mówi o problemach wychowawczych w szkołach. Zwłaszcza dotyczy to gimnazjów, przez sam fakt, że to jest miejsce gdzie są dzieci w tym najtrudniejszym wieku. Ale ja znam wiele takich gimnazjów, w których nauczyciele się nie skarżą, że mają problemy. Ci nauczyciele pracują z uczniami, traktując ich jak współautorów całego procesu edukacyjnego" - tłumaczyła Sokołowska.

Jako przykład podała program realizowany w gimnazjach na terenie całego kraju. Polegał on na wymianie wiedzy między uczniami, a ich krewnymi (rodzicami i dziadkami).

"Dzieci uczyły ich obsługi komputerów, a oni w zamian uczyli ich regionalnego, tradycyjnego rzemiosła, np. haftowania. I tam nie chodziły tylko grzeczne dzieci. Chodzili wszyscy. Problemy oczywiście się zdarzały, ale dzieci nie traciły zainteresowania" - opowiadała.

Sokołowska podkreśliła, że lekcje z rodzinami zostały zaplanowane wspólnie z uczniami. Dzięki temu wszyscy znali i zgadzali się na ustalone z góry reguły, obowiązujące uczniów, ich krewnych i nauczycieli uczestniczących w zajęciach. Takie planowanie, jej zdaniem, daje większą szansę, że reguły te będą przestrzegane.

Jasne, konsekwentne zasady są też, jak wyjaśniła, potrzebne nauczycielom. "Najgorsza rzecz, jaka się może zdarzyć, to sytuacja, w której nauczyciel mówi: +Nie wiem co się stało. Nie wiem co mam teraz zrobić, jak zareagować na tę sytuację+" - podkreśliła.

Dobre efekty daje, jak tłumaczyła Sokołowska, danie uczniom poczucia częściowej kontroli nad ich procesem kształcenia. Pomaga to wykształcić w nich poczucie odpowiedzialności za ten proces. "Np. uczniowie mogą sami przygotowywać część materiałów dydaktycznych na lekcje, takich jak prezentacje czy referaty. Najlepiej, jeśli mogą wybrać temat, który najbardziej im odpowiada" - tłumaczyła Sokołowska.

Jak dodała, taki model pracy z uczniami jest na razie w Polsce rzadkością.

PAP - Nauka w Polsce

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #492 dnia: Wrzesień 27, 2007, 12:57:47 pm »
Podkreśla to rangę konieczności zmian w wykształceniu nauczycieli.
W dużej mierze rozwój i edukacja naszych dzieci zależy od przygotowania nauczycieli, a takze od ich predyspozycji do wykonywania zawodu nauczyciela dzieci niepełnosprawnych.

Jednym  słowem konieczna jest reforma oświaty w tym kierunku.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Chcę poprawić fatalną atmosferę wokół oświaty
« Odpowiedź #493 dnia: Wrzesień 27, 2007, 01:18:24 pm »
ROZMAWIAMY Z RYSZARDEM LEGUTKĄ, ministrem edukacji narodowej
Chcę poprawić fatalną atmosferę wokół oświaty

Ryszard Legutko, minister edukacjiObniżenie wieku szkolnego, ale bez wydłużenia okresu nauki, zmiany zasad awansu zawodowego nauczycieli i rezygnacja z prezentacji na maturze z języka polskiego to zadania, którymi powinien zająć się minister po wyborach.

■ Czy jest pan bratem Marka Legutki, dyrektora Centralnej Komisji Egzaminacyjnej?


- Kiedy obejmowałem urząd, pojawiło się przekonanie, że rodzina Legutków zapanowała nad edukacją. Zapewniam jednak, że nie jesteśmy spokrewnieni. Pana Marka Legutkę spotkałem po raz pierwszy jako minister edukacji.

■ Objął pan urząd w trudnym momencie, tuż przed wyborami. Może lepiej było odmówić?

- Z pewnością łatwiej byłoby powiedzieć nie i działać nadal tylko w Senacie. Od polityka wymaga się jednak dyscypliny i odpowiedzialności. Wokół oświaty zaczęła tworzyć się fatalna atmosfera. Uważam, że trzeba ją zmienić, nawiązać więzi z różnymi środowiskami.

■ Od wielu miesięcy mówi się o konieczności obniżenia wieku szkolnego.

- To dobry pomysł. Dzieci powinny zaczynać szkołę w wieku sześciu lat, ale ich edukacja nadal powinna trwać 12 lat. Nie należy wydłużać nauki w szkołach ponadgimnazjalnych o kolejny rok.

■ Dlaczego?

- Obecnie ostatnie klasy liceum dotknęła swoista schizofrenia. Uczęszczająca do nich młodzież to ciągle dzieci będące na utrzymaniu rodziców, a z drugiej osoby pełnoletnie, mające dowód osobisty. Nie życzą sobie, aby rodzice znali oceny, chcą, żeby szkoła zorganizowała im tzw. palarnię. Jeśli do pierwszej klasy pójdą sześciolatki, to w ostatniej klasie liceum będą mieli siedemnaście lat. Dzięki temu szkoła będzie miała mniej problemów.

■ Eksperci twierdzą, że z powodu braku przedszkoli wdrożenie tego pomysłu może być trudne.

- Na pewno brakuje ośrodków przedszkolnych. Dlatego ten - moim zdaniem - dobry pomysł jest trudny do wdrożenia i w tym momencie nie można powiedzieć, kiedy zacznie być realizowany.

■ Wspomniał pan o kłopotach z uczniami. Wielu rodziców twierdzi, że nauczyciele wolą nie widzieć problemów, np. z alkoholem.

- Rzeczywiście potwierdza się opinia, że nauczyciele nie reagują na picie alkoholu przez młodzież. Wynika to z różnych względów. Po pierwsze, nie chcą kłopotów, bo każda ich reakcja niesie za sobą kontrreakcję. Problem wymierzenia kary jest niezwykle sformalizowany. Wymusza określone postępowania zgodnie z procedurami, sporządzeniem notatki itd. Po drugie, boją się reakcji uczniów.

■ Czy ministerstwo będzie walczyć z bezradnością nauczycieli?

- Ministerstwo nie może dużo zrobić. Odgórne sterowanie nie rozwiąże problemu. Jeśli wzmocnimy rolę nauczyciela, spotkamy się z zarzutem odebrania podmiotowości uczniom. Brak reakcji z naszej strony traktuje się zaś jak ubezwłasnowolnienie nauczycieli. Jednak chcę wzmocnić rolę wychowawczą nauczyciela i ograniczyć rolę legalizmu, który jest zmorą dzisiejszych szkół. Nie jestem cudotwórcą i nie zmienię z dnia na dzień postaw nauczycieli.

■ Może potrzebne są dodatkowe szkolenia dla nauczycieli, np. z psychologii.

- To jest dobry sposób, ale na wydawanie pieniędzy. Nie spotkałem jeszcze osoby, która pozbyłaby się problemów, uczęszczając na kursy pedagogiczno-psychologiczne. Tutaj potrzebna jest współpraca rodziców i szkoły. Jeśli rodzice odpuszczają sobie wychowanie dziecka, to nie ma siły, która pozwoliłaby szkole nadrobić braki. Kto nie nauczy się w domu jeść nożem i widelcem, nie opanuje tej sztuki w szkole. Co do zasady państwo nie może wyręczać rodziców.

Współpracę pomiędzy szkołą a rodzicami miały wzmocnić rady rodziców.

- Z radami rodziców jest jak z parlamentem. Musi istnieć, ale nie musi tworzyć dobrego prawa. Fakt wybrania rad rodziców nie oznacza, że będą one działać dla dobra szkoły i dzieci. Wszystko zależy od ludzi, które je utworzą.

■ Czy religię będzie można zdawać na maturze.

- Nie wiem. Najpierw musi zostać rozstrzygnięta sprawa z wliczaniem oceny z religii do średniej. Finalną decyzję podejmie Trybunał Konstytucyjny.

■ Zmieni się więc tylko formuła ustnego egzaminu z języka polskiego. Podobno nie będzie już prezentacji?

- Prezentacja to humbug i sprzyja oszustwom. Maturzyści kupują prezentacje, zamiast przygotowywać je samodzielnie. Dlatego egzamin będzie sprawdzał znajomość lektur, umiejętność wysławiania się, formułowania argumentów, bronienia tez.

■ Mimo że od lat mówi się, że Karta Nauczyciela to przestarzały dokument, MEN nawet nie przymierzył się do jego zmiany.

- Karta Nauczyciela to problem polityczny, którego w tym momencie nie powinienem dotykać. Aby zrobić coś z ustawą regulującą pragmatykę nauczycieli, muszą zostać spełnione trzy warunki: stabilna większość w parlamencie, względny polityczny spokój, zgoda na wprowadzenie zmian ze strony środowiska nauczycielskiego. W tym momencie jesteśmy na antypodach takiej sytuacji.

■ Nic nie robicie także, aby zmienić zasady awansu zawodowego nauczycieli. Obecnie nauczyciel osiąga najwyższy stopień i spoczywa na laurach.

- Ma pani absolutną rację. System awansu zawodowego nie wpływa na efektywność pracy, działa wręcz demotywująco. Nawet osiągnięcie najwyższego stopnia nie zwiększa motywacji do pracy. Tymczasem w tej chwili 80 proc. nauczycieli stanowią pracownicy mianowani lub dyplomowani. Dlatego system musi być zrewidowany. Ostatnio pojawiła się propozycja dodania jeszcze jednego szczebla, korzystniejszego finansowo, ale trudnego do przeskoczenia. Osiągnięcie go nie polegałoby tylko na zbieraniu dokumentacji.

■ Jak byliby oceniani nauczyciele?


- Sprawdzane byłyby efekty ich pracy, konkretne osiągnięcia, na przykład liczba uczniów na studiach, olimpijczyków, uczniów słabszych, którzy poprawili swoje wyniki.

■ Może ankiety wśród uczniów? Oni potrafią już docenić dobrego nauczyciela.

- Być może, ale tylko jako dodatkowy, pomocniczy element. Podobnie zresztą jest na uczelniach. Studenci biorą udział w ocenianiu swoich wykładowców. Pamiętajmy jednak, że nie ma żadnych konkretnych propozycji zmian. Wszelkie prace mają na razie charakter studyjny. Musimy poczekać na wynik wyborów.

Rozmawiała Jolanta Góra

■ Ryszard Legutko
profesor filozofii społecznej, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, współtwórca Ośrodka Myśli Politycznej. Od 2005 roku senator i wicemarszałek Senatu, od sierpnia 2007 r. minister edukacji
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #494 dnia: Wrzesień 29, 2007, 10:18:25 pm »
Lekcja unikania ruchu
 
Zamiast grać w kosza, siatkówkę lub robić pompki - siedzą pod ścianą. Coraz więcej uczniów chce się wymigać od lekcji wf., również ci, którym nic nie dolega. I przynoszą długoterminowe zwolnienia lekarskie

Najwięcej kwitków od lekarzy trafia do szkół na początku roku szkolnego. - Uczniowie ze zwolnieniami to prawdziwa plaga. Najgorsze są licealistki - przynoszą usprawiedliwienia od razu na cały semestr. Nie wierzę, że mają jakieś dolegliwości, po prostu z lenistwa chcą się zwolnić z lekcji - skarży się wuefista z Białegostoku. To, że drastycznie zwiększa się liczba osób, które wymigują się od wf., potwierdzają dyrektorzy szkół. - Niepokojące jest, że nie są to pojedyncze przypadki, ale tłumy dzieciaków. Nie chcą biegać za piłką, skakać przez płotki, robić przewrotów. Za to godzinami biernie siedzą przed komputerem - mówi Teresa Szulc, dyrektorka Publicznego Gimnazjum nr 2 w Białymstoku. Zdaniem lekarza rodzinnego Joanny Zabielskiej-Cieciuch za lekceważący stosunek uczniów do wf. winę ponoszą sami nauczyciele. - Młodzi pacjenci wielokrotnie skarżą mi się, że wuefista zamiast namawiać ich do gimnastyki, skutecznie odstrasza. Zapomina, że nie trenuje sportowców, tylko grupę dzieciaków - opowiada lekarka. Zgodnie z wytycznymi oceniania stopień z wf. nie może opierać się tylko na wynikach. Ma być oceniony również wysiłek i zaangażowanie ucznia. Czy tak się dzieje? Tego pracownicy kuratorium oświaty nie wiedzą. - Jeżeli szkoły dostrzegły, że liczba dzieci i młodzieży, które unikają wf., wzrosła, to winić za to należy również rodziców zezwalających na to, żeby ich pociechy przynosiły zwolnienia - komentuje Małgorzata Palanis, rzeczniczka kuratorium w Białymstoku. - Ale na pewno nie bez winy są również szkoły i nauczyciele. Nie każdy pedagog ma cierpliwość, by zajmować się dziećmi, zwłaszcza tymi, dla których ćwiczenia to pięta achillesowa.


Źródło: Metro 27.09.2007r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #495 dnia: Wrzesień 30, 2007, 12:42:37 pm »
Polska szkoła segreguje uczniów i dyskryminuje niepełnosprawnych

Polska szkoła jest szkołą segregacyjną i dyskryminacyjną jeśli chodzi o traktowanie uczniów niepełnosprawnych - podkreślali uczestnicy dwudniowej konferencji "Niepełnosprawni w systemie oświaty i na rynku pracy".

Według ekspertów, zbyt dużo niepełnosprawnych uczniów uczy się w szkołach specjalnych, podczas gdy rodzaj ich niepełnosprawności pozwala na naukę w zwykłych szkołach gdyby tam stworzono im odpowiednie warunki. Ci bowiem niepełnosprawni, którzy uczą się zwykłych szkołach bardzo często natrafiają na bariery - nauczycieli nie przygotowanych do pracy z nimi, nie dostosowane do ich potrzeb podręczniki oraz bariery architektoniczne.

Jak mówiła socjolog prof. Anna Firkowska-Mankiewicz z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie stosunek do osób niepełnosprawnych się zmienia: "od kompletnego ostracyzmu, lęku, nieufności, wstrętu, odrazy przechodzimy do postaw coraz bardziej akceptujących.

Zaczynamy zauważać, że osoby niepełnosprawne są wśród nas, nie reagujemy już alergicznie na ich widok". "Ciągle nie umiemy jednak spojrzeć na osoby niepełnosprawne jak na równoprawnych obywateli, a przecież rodzice dzieci niepełnosprawnych płacą takie same podatki jak rodzice dzieci zdrowych, sami niepełnosprawni gdyby stworzyć im warunki pracy też płacili by podatki" - podkreśliła Firkowska-Mankiewicz.

Zaznaczyła, że o traktowaniu równoprawnym niepełnosprawnych mówią m.in. wszystkie konwencje praw człowieka.

Polska szkoła jest jeszcze ciągle segregacyjna

"Tymczasem polska szkoła jest jeszcze ciągle segregacyjna, choć widać pewne zmiany na plus. Pojawiły się szkoły integracyjne - tak mniej ostra forma segregacji. Na świecie myśli się już inaczej: nie mówi się o osobnym kształceniu niepełnosprawnych czy o ich integracji, lecz o włączaniu, czyli dostosowywaniu zwykłych szkół masowych do uczniów, który w pewien sposób się różnią od pozostałych. Niepełnosprawność jest bowiem zwykłą ludzką kondycją, każdy z nas może w każdej chwili stać się niepełnosprawny" - powiedziała Firkowska-Mankiewicz.

Dlatego - jak mówiła - ważne jest by dzieci niepełnosprawne już na etapie wychowania przedszkolnego uczestniczyły w zajęciach z resztą dzieci. Jest to potrzebne zarówno jednym jak i drugim, by w przyszłości budowały właściwe relacje społeczne.

"Tak się jednak w Polsce nie dzieje. Dyskryminacja dzieci niepełnosprawnych zaczyna się już w przedszkolu. Do przedszkoli trudno się w ogóle dostać, bo jest w nich zbyt mało miejsc w stosunku do liczby chętnych, a podania rodziców dzieci niepełnosprawnych są w pierwszej kolejności odrzucane" - powiedziała.

Dyskryminacja nasila się w gimnazjum

Jej zdaniem, dyskryminacja trwa dalej w szkole podstawowej, a nasila się w gimnazjum i szkolnictwie ponadgimnazjalnym, odsetek zaś osób niepełnosprawnych na studiach jest znikomy.

Z danych MEN, wynika, że odsetek dzieci niepełnosprawnych uczących się w szkołach specjalnych wynosi 65 proc., w tym w szkołach podstawowych 44 proc., gimnazjach - 63 proc., w szkołach ponadgimnazjalnych - 72 proc. W integracyjnych szkołach podstawowych uczy się 16 proc. niepełnosprawnych, w gimnazjach integracyjnych - 5 proc., w integracyjnych szkołach ponadgimnazjalnych - 4 proc.

W Europie w kształceniu włączającym przodują: Norwegia i Włochy, gdzie od lat nie ma w ogóle szkół specjalnych i integracyjnych. Nie ma takich szkół także we francuskojęzycznej części Kanady. W ostatnim czasie dużo na rzecz upowszechnienia kształcenia włączającego zrobiono w Wielkiej Brytanii.

Według Pawła Wdówika, z Biura ds. Osób Niepełnosprawnych Uniwersytetu Warszawskiego, szkoły specjalne i integracyjne nie przygotowują uczniów do podjęcia studiów, na studiach nie radzą sobie też ci niepełnosprawni, który byli nauczani w sposób indywidualny. Jak mówił, obecnie wszyscy niepełnosprawni studenci UW to absolwenci zwykłych szkół.

Doradca metodyczny w zakresie kształcenia specjalnego w Warszawie Lidia Klaro-Celej, poinformowała, że z danych z mazowieckiego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli wynika, iż przytłaczającą większość nauczycieli szukających wsparcia metodyków, to nauczyciele szkół masowych, szukających pomocy w pracy z uczniami niepełnosprawnymi, z deficytami zdrowia, z nadpobudliwością czy problemami z koncentracją.

Bariery materialne i architektoniczne

Uczestnicy konferencji zwracali także uwagę, nie tylko na bariery mentalne na jakie napotykają niepełnosprawni uczniowie, ale też na nadal istniejące bariery architektoniczne. Większość budynków szkolnych w Polsce to stare budynki nieprzystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych.

W Polsce nie ma przepisów, które nakazywałyby by remontowi budynku użyteczności publicznej towarzyszyło dostosowywanie go do potrzeb osób niepełnosprawnych, jak jest w innych krajach europejskich - zauważyła prof. Ewa Kuryłowicz z Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. "Jeśli nie ma przepisów, to inwestorzy nie chcą wydawać środków na dostosowanie budynków" - zaznaczyła.

Mówiła także, że choć od 12 lat obowiązuje u nas prawo, zgodnie z którym każdy nowooddany budynek użyteczności publicznej musi być pozbawiony barier architektonicznych, to są architekci starający się obejść to prawo. "Ktoś, kto nie ma wśród bliskich, w rodzinie, w gronie przyjaciół i znajomych osoby niepełnosprawnej lub sam nie doświadczył ograniczeń nie zdaje sobie sprawy z problemów przed jakimi taka osoba staje" - powiedziała Kuryłowicz.

Z szacunków Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie wynika, że w Polsce jest 400-500 tys. uczniów niepełnosprawnych.

- Źródło: PAP, GP z 2007-09-30
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #496 dnia: Październik 03, 2007, 09:54:33 am »
Co szkoły wpisują w swoich regulaminach

Prawo do posiadania malutkiej maskotki i obowiązek opierania tornistra o nogę ławki - takie zasady znaleźć można w regulaminach warszawskich szkół.

To nie scena z filmu o XIX-wiecznej katolickiej szkole, tylko fragment regulaminu Gimnazjum nr 143 przy ul. Bartniczej. - Chcieliśmy, by dzieci wyciszały się przed wejściem na lekcję - tłumaczy Emilia Walczak, dyrektorka szkoły. - Na przerwie biegają i szaleją. Nie chcemy, by ten chaos przenosił się do klasy. Natomiast przepuszczanie dziewczynek przodem ma nauczyć chłopców szacunku do nich - wyjaśnia.

Statuty mają określać zasady funkcjonowania szkół. Określają zadania szkoły, jej organy, organizację nauki. Informują również o uczniowskich prawach i obowiązkach. To zwykle sformułowania typu: "Uczeń ma prawo rozwijać dociekliwość poznawczą ukierunkowaną na poznanie prawdy, dobra i piękna" czy "Uczeń ma obowiązek stosowania zasad kultury współżycia wobec nauczycieli oraz innych osób dorosłych oraz kolegów i koleżanek". Jeżeli dyrektor szkoły chce uściślić te ogólne zapisy, by uregulować kwestie butów na zmianę, żucia gumy na lekcjach, wyglądu dzienniczków czy uczniowskich bójek, może dodatkowo opracować regulamin.

Ursynowskie Gimnazjum nr 95 w regulaminie szczegółowo określa np. porządek na ławce. "Plecak ucznia znajduje się przez całą lekcję pod ławką, po wewnętrznej stronie, oparty o jej prawą lub lewą nogę. Na ławce nie trzyma się butelek, ciastek, kanapek itp. przedmiotów nie będących pomocami do danej lekcji, dopuszcza się posiadanie malutkiej maskotki na szczęście" - czytamy w regulaminie.

Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia, uważa, że takie zapisy to absurd.- Regulaminy nie są po to, by zapisywać w nich wszystkie możliwe sytuacje, np., że nie można jeździć po klasie na rowerach - mówi. - Powinny być w nich istotne informacje określające, co to jest sprawdzian, a co kartkówka. Na szczęście młodzi ludzie rzadko czytają takie regulaminy.

Innego zdania jest Barbara Tomkiewicz, rzeczniczka mazowieckiego kuratora: - Te zapisy to najczęściej efekt jakichś sytuacji z przeszłości, które wymusiły wprowadzenie takich reguł. Dobrze też, że szkoły uwzględniają w regulaminie zasady savoir-vivre'u i uczą chłopców, by przepuszczali dziewczynki w drzwiach.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #497 dnia: Październik 04, 2007, 11:40:38 pm »
LUDZIE Niepokorni nauczyciele ryzykowali kariery i byt, ale dziś mają czyste sumienia

Dostaną krzyże zasługi za prawdę o Katyniu


Polaków w Katyniu zamordowali Sowieci - choć dzisiaj takie zdanie nikogo w Polsce nie dziwi, kiedyś wyrzucano za nie z pracy lub karano więzieniem. Byli jednak tacy, którzy się nie bali i jeszcze zanim powstała "Solidarność", przekazywali tę prawdę swoim uczniom.



Więcej w wątku:
http://forum.darzycia.pl/vp120072.htm#120072
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #498 dnia: Październik 05, 2007, 08:38:24 am »
Licea pod specjalnym nadzorem

Cogito
Marek Łuszczyna

Na ile mogą sobie pozwolić pedagodzy, by zapewnić uczniom bezpieczeństwo? - Bywa, że na zbyt wiele – odpowiadają licealiści.

Pan Janusz, woźny w jednym z dobrych warszawskich liceów się cieszy: - Nikt tu już brzydkich wyrazów na ścianach kabin pisać nie będzie. Nikt nie zapali papierosa, ani innego bezeceństwa w toalecie nie popełni - mówi.

Pan Janusz siedzi na wprost wejścia do budynku szkoły. Po jego lewej stronie znajdują się drzwi do toalety, przed nim, na ławce leży duży zeszyt formatu A4, zapisany dziesiątkami nazwisk.

- Jak ktoś chce skorzystać z ubikacji, to przychodzi do mnie, wpisujemy imię, nazwisko, klasę, godzinę wejścia i wyjścia. Wtedy wpuszczamy.

Wpuszcza pan Janusz przyciśnięciem guzika zwalniającego elektromagnetyczny zamek. Bez wpisania się do zeszytu, nie ma korzystania z toalety.

- Żeby było wiadomo co kto robił i kiedy był - mówi woźny.

- Jak to: „co kto robił?!” W toalecie? Uściślacie to?

- No jak się pojawi bazgroł na ścianie, albo dym papierosowy to patrzymy do zeszytu, bierzemy kilku sprawców z okolic godziny, w której to się stało, i z tego kręgu podejrzanych wybieramy winnych. I jest porządek.

Więzienie? Absolutnie!

Paweł, uczeń drugiej klasy liceum, w którym o czystość toalet dba woźny Janusz, zaczyna naszą rozmowę od oświadczenia: Po pierwsze, nie czuję się jak w więzieniu.

- Wcale o to nie pytaliśmy.

- No bo poza tym, że drzwi ubikacji  są na elektromagnes, to jeszcze szkoła jest zamykana na czas lekcji i żaden z uczniów nie ma prawa wyjść ani wejść (chyba że ma zajęcia na późniejszą godzinę), ale przyzwyczailiśmy się do tego, jemy drugie śniadania na korytarzach.

Barbara Tomkiewicz, rzecznik prasowy kuratorium oświaty w Warszawie nie kryje zdumienia: - Z jednej strony, należy zrozumieć wielkomiejski charakter szkoły i zagrożenia, które mogą  czyhać na jej uczniów, z drugiej, sądziłam, że kres tego typu zabezpieczeń wyznaczają judasze w drzwiach klas. W niektórych szkołach, zwłaszcza w dużych miastach to często stosowany środek bezpieczeństwa. Ale, jak widać, działania prewencyjne mogą iść jeszcze dalej.

Do zakazu wchodzenia i wychodzenia uczniowie zdążyli się przyzwyczaić. Uważają, że w niektórych przypadkach może być to korzystne i ochraniać szkołę przed nieproszonymi gośćmi oraz narkotykami. Ubikacja otwierana przez woźnego pstryczkiem- elektryczkiem, budzi natomiast emocje.

- Śmiejemy się z tego, nie uważamy za jakiś orwellowski, totalitarny ruch ze strony kierownictwa szkoły, ale jednak każdy początek dramatycznego ograniczania wolności zaczynał się od niewinnych, wzbudzających śmiech i politowanie posunięć - twierdzi kolega Pawła z klasy.

- Zainstalowanie tego zabezpieczenia było niedorzeczne, nie tylko z powodu rozwiązania technicznego, po którym widać, że zrodziło się w chorej głowie - twierdzi Paweł. - Bezsens polega też na tym, że nikt w tej toalecie żadnych kryminalnych praktyk nie uprawiał. No, ale bywa, że inwigilowanie uczniów odbywa się na większą skalę.

Gdzie te Wasze zabezpieczenia?

Na drzwi wejściowe do budynku szkoły, patrzą trzy kamery. Marta, była uczennica Liceum Ogólnokształcącego w Żorach, wylicza: W szatni są dwie, przy toaletach jedna, na korytarzu każdego piętra cztery. Kamery przenoszą obraz na panel monitorów, obserwowany przez pedagogów w pokoju nauczycielskim.

- Co te kamery mają zobaczyć, przed jakim zagrożeniem was uchronić? - pytamy.

- Nie mam pojęcia. Może mają zapobiegać bójkom, może chodzi o handel narkotykami - mówi Marta.

Kamery założono podczas wakacji. Nie uzgadniano tego ani z uczniami, ani z ich rodzicami.

- Prawo jest takie: za dziecko do osiemnastego roku życia odpowiadają rodzice, później staje się dorosłym i ma prawo zabrać głos w każdej sprawie dotyczącej życia szkoły - mówi przedstawiciel Rzecznika Praw Obywatelskich, Stanisław Wileński.

- Ale nas nikt o zdanie nie pytał - twierdzi Marta. - Zakomunikowano nam fakt istnienia kamer podczas wrześniowego apelu rozpoczynającego rok szkolny. I tyle.

Kamery, jako dodatkowy środek bezpieczeństwa zainstalowano także w warszawskim liceum, posiadającym toaletę zabezpieczaną elektromagnetycznym zamkiem.

- Mogliby wreszcie kupić nowe komputery do sali informatycznej, na które bardzo długo czekamy i których niezwykle potrzebujemy do normalnej nauki.  Postanowili jednak wydać pieniądze na system kamer oraz panel monitorów bacznie obserwowany przez woźnego Janusza.

 - Wprowadzanie tego typu zabezpieczeń świadczy o całkowitej klęsce wychowawczej. Nie ma rozmowy z uczniem, niezwykle potrzebnej w procesie pedagogicznym, nie ma cennej relacji bezpośredniej. Jest oko kamery i rozliczanie z wyłowionych nim przewinień - twierdzi Wileński.

Dodatkowo, obecność kamer może prowokować uczniów do podjęcia gry zaproponowanej przez radę pedagogiczną. Gry pt.: „Wy nas obserwujecie, my się zobaczyć nie dajemy”.

- Chłopcy z mojej szkoły kilka razy zorganizowali prowokację, inscenizując bójkę pod okiem kamery. Nie spotkali się z żadną reakcją nauczycieli - opowiada Marta. - Rozwiesili więc przed filmującym okiem dużą planszę z napisem: „I gdzie te wasze zabezpieczenia?”. Pedagodzy, poprzez brak egzekwowania zbyt rygorystycznych ograniczeń, narazili się na utratę autorytetu.

Chronić, ale jak?

- Szkoły powinny być dobrze chronione. Zwłaszcza te z wysokim ryzykiem podatności na patologie - mówi Marta. -  Wiadomo: jest coraz niebezpieczniej, nauczyciele kończą z kubłami na głowach. W zeszłym roku w efekcie klasowych prześladowań samobójstwo popełniła Ania z Gdańska. Jednak najważniejszą kwestią jest nie to, czy zabezpieczać szkoły, ale jak je zabezpieczać.

- Bo żadna kamera, drzwi na elektromagnes, albo inne zabezpieczenie żywcem wyjęte z filmów o Jamesie Bondzie, nie ocaliły by jej życia - potwierdza Łukasz, kolega Pawła z warszawskiego liceum. - Mogłoby jednak zostać uratowane gdyby Ania posiadała zaufanie do nauczycieli, gdyby istniały relacje pomiędzy nią a pedagogami. Same zabezpieczenia nie rozwiążą sprawy, chyba ze się wprowadzi rygor więzienny.

Woźny Janusz siedzi na wprost drzwi wejściowych. Po jego lewej stronie znajdują się drzwi do toalety, przed sobą ma duży zeszyt a nad głowa panel z kilkunastoma monitorami.

Każdy, podzielony poprzecznie na dwie części, przekazuje obraz z dwóch kamer.

- W dobrym kierunku to zmierza, młodzi przestają być bezkarni – mówi. - Ja panu powiem, że te wszystkie zabezpieczenia wprowadzane przez Giertycha, to mi się bardzo podobają. Bo kiedyś to młodzi rozumieli czym jest dyscyplina.

- Chciałby pan, żeby były mundurki, trójki klasowe i policjant w każdej szkole?

- Tutaj to nie trzeba, ale generalnie to by się bardzo przydało.

Podchodzi ktoś kto chciałby skorzystać z toalety, zapisuje się w zeszycie, kiedy zbliża się  do oddalonych o kilka metrów drzwi, woźny naciska przycisk i słychać bzyczenie, podobne do dźwięku otwierania domofonu.  

- A jest jakiś limit odwiedzin w toalecie? Dzienny, może tygodniowy?

- Dzienny to nie, bo każdemu może się biegunka przytrafić. Ale jak w ciągu dwóch tygodni ktoś ciągle łazi, to można się zainteresować.


- Chłopcy z mojej szkoły kilka razy zorganizowali prowokację, inscenizując bójkę pod okiem kamery. Nie spotkali się z żadną reakcją nauczycieli - opowiada Marta. - Rozwiesili więc przed filmującym okiem dużą planszę z napisem: „I gdzie te wasze zabezpieczenia?”.


***

U mnie w liceum tez były kamery, to było nawet więcej niż 6 lat temu. Wzbudzały raczej ciekawość niż bunt, a potem każdy się przyzwyczaił. Szkoła miała problem z narkotykami, chodziło tez o palenie papierosów. Nawet ktoś został przyłapany na paleniu marihuany w obszarze widocznym na kamerze.. ale generalnie uczniowie szukali miejsc w pobliżu szkoły, gdzie kamery nie dosięgają...

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #499 dnia: Październik 06, 2007, 02:42:13 pm »
Są pieniądze z UE na szkoły zawodowe
Olga Szpunar2007-10-05,
 
Mają być atrakcyjniejsze i lepiej uczyć - na podniesienie jakości szkół zawodowych w unijnej kasie jest ponad 500 mln euro. Wyścig po nie rozpoczął już Dolny Śląsk. Małopolska jeszcze śpi

Lakiernik, murarz, malarz budowlany, stolarz, blacharz i tapicer - z danych urzędów pracy w całym kraju wynika, że to najbardziej poszukiwane zawody na rynku. Tymczasem większość szkół zawodowych wciąż ma problem z naborem uczniów.

- W tym roku trochę odbiliśmy się od dna, ale do tego, by mówić, że jest dobrze, droga jeszcze daleka - mówi Andrzej Mielczarek, dyrektor Zespołu Szkół Budowlanych nr 1 w Krakowie.

Aby zachęcić młodych ludzi do nauki w zawodówkach, Ministerstwo Edukacji zamierza przeprowadzić kampanię promującą etos pracy. Ale sama kampania to za mało. Szkoły zawodowe muszą się zmienić. W odbijaniu się od dna mogą zawodówkom pomóc unijne pieniądze.

Po co się męczyć w wakacje

Dodatkowe zajęcia pozalekcyjne (zwłaszcza języki obce), rozwój doradztwa edukacyjno-zawodowego, ale przede wszystkim staże i praktyki u pracodawców - na to wszystko samorządy mogą zdobyć pieniądze z programu Kapitał Ludzki. Na podniesienie jakości i atrakcyjności szkół zawodowych w całej Polsce przeznaczone jest 500 mln euro. W Małopolsce wokół pomysłów na spożytkowanie tych pieniędzy na razie cisza.

- Pod koniec miesiąca Wydział Edukacji planuje spotkania z dyrektorami szkół zawodowych, w którym będą też uczestniczyli przedstawiciele biura funduszy europejskich w krakowskim magistracie - informuje Grzegorz Grzybczyk, kierownik Referatu Biura ds. Funduszy Europejskich UMK.

Z informacji, które nam przekazał, wynika, że kilka wstępnych projektów zostało już przekazanych urzędnikom. Uważa, że wcześniej nie było potrzeby organizowania tego typu spotkań, ponieważ wciąż nie ma terminu składania wniosków o unijne pieniądze, a poza tym były wakacje.

Te wymówki nie przeszkodziły w rozpoczęciu walki o unijne pieniądze na Dolnym Śląsku. Powiaty, wydziały edukacji, dyrektorzy szkół wraz z Centrum Informacji Zawodowej i Doskonalenia Nauczycieli od marca pracują nad projektem finansującym uczniom ze wsi i małych miasteczek kilkudniowe pobyty w centrach kształcenia zawodowego (Dolny Śląsk tworzy te centra również za unijne pieniądze).

- Chcemy pomóc uczniom zawodówek. Dlatego nie rozdrabniamy się na małe projekty, tylko opracowaliśmy jeden duży. Zaczęliśmy wcześnie, by się solidnie do tego przygotować. Bardzo nam zależy na tych pieniądzach - mówi Ewelina Sadowska z Centrum Informacji Zawodowej i Doskonalenia Nauczycieli w Wałbrzychu.

Ach, poćwiczyć na łososiu

Małopolska na podniesienie jakości kształcenia w szkołach zawodowych dostała z UE 40 mln zł. Skoro urzędnicy odpowiedzialni za edukację i środki unijne nie myśleli jeszcze, co zrobić, by zawodówki stały się atrakcyjniejsze, zapytaliśmy dyrektorów szkół, co w pierwszej kolejności trzeba w nich zmienić.

- Przede wszystkim to, jak wyglądają praktyki. Na przykład te w zawodzie kucharza. Zamiast ćwiczyć na łososiu uczniowie z klasy gastronomicznej obierają ziemniaki - mówi Andrzej Piekarczyk, dyrektor Zespołu Szkół Budowlanych nr 2. - Dlaczego? Bo pracodawca nie pozwoli, by podczas nauki zepsuli mu drogą potrawę.

Według dyrektorów zawodówek wyjścia są dwa. Albo przyznać pracodawcom pełny zwrot kosztów za zatrudnianie uczniów, albo stworzyć porządne centra kształcenia praktycznego. - Naprawdę porządne - podkreśla Piekarczyk. - Takie jak na przykład w Monachium. Tam koszty praktyk się nie liczą. Nasze centra, zamiast kształcić uczniów organizują wciąż bezproduktywne konferencje dla dyrektorów.

Kolejna sprawa to dostosowanie programów nauczania do potrzeb rynku. Polskie zawodówki nie uczą jak budować energooszczędnie i ekologicznie, podczas gdy w innych krajach UE w zawodówkach powstają osobne klasy uczące tego zagadnienia.


Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach