Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Artykuły - Nowości szkolne  (Przeczytany 315640 razy)

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #400 dnia: Luty 28, 2007, 01:44:54 pm »
Elektroniczny dziennik - postrach ucznia?


Coraz więcej szkół decyduje się na wprowadzenie e-dzienników. Ergonomiczne, z przyjaznym interfejsem i z łatwym panelem obsługi, pozwalają na pełną kontrolę ucznia, stałe monitorowanie jego postępów w nauce i przeglądanie uwag na temat jego zachowania. Rodzice doceniają produkt, bo nie muszą chodzić na wywiadówki, nauczyciele nie tracą czasu na wypisywanie ocen na papierowych karteczkach. Zdania na temat nowej pomocy dla szkół są jednak podzielone.

Wady i zalety


Na uczniowskich forach dyskusyjnych toczą się burzliwe dyskusje na temat zalet i wad elektronicznych dzienników. Do dyskusji włączają się sami nauczyciele – zwolennicy i przeciwnicy nowego rozwiązania. Jedni twierdzą, że nowa forma dziennika to dodatkowa robota, bo dyrektorzy, nawet, jeśli podejmują decyzję o wdrożeniu e-dzienników, wydają polecenie prowadzenia papierowego archiwum. Z drugiej jednak strony, pedagodzy doceniają, że dziennik nie może już zostać podstępnie wykradziony z pokoju nauczycielskiego, a oceny poprawione uczniowską ręką. E-dzienniki bywają jednak zawodne - nauczyciele mówią o niekontrolowanych wyciekach danych, które wprowadzają sporo zamieszania. Dostęp do informacji o uczniu jest rozdzielony na różne grupy zainteresowanych – wystawiać oceny i uwagi na temat zachowania mogą pedagodzy, rodzice natomiast jedynie przeglądają dane, mogą skontaktować się z nauczycielem z danego przedmiotu, uregulować płatności na potrzeby szkoły lub sprawdzić harmonogram zajęć lekcyjnych i wydarzeń szkolnych. Jednak pedagodzy wyliczają przypadki "wpadek", w wyniku których rodzic dostawał dostęp do danych nie tylko swojego dziecka, ale również innych uczniów ze szkoły lub otrzymywał smsa, którego odbiorcą zostać nie powinien.

Lepiej dla nauczyciela, gorzej dla ucznia?

Jednak, e- dzienniki, o ile działają sprawnie, mają sporo zalet. Niektóre, jak np. ten przygotowany przez firmę 4proweb z Wrocławia, pozwalają na zamówienie usługi powiadamiania o wywiadówkach i wysyłanie ocen sms-em. Wydawcy dzienników przekonują, że ich produkty są bezpieczne, łatwe w obsłudze i nie istnieją przeszkody prawne, które uniemożliwiałyby ich wdrożenie. E-dzienniki funkcjonują on-line (dostęp do danych wymaga jedynie logowania ze strony www) oraz w postaci programu, który należy zainstalować na szkolnym sprzęcie. Licencja kosztuje średnio 400 zł. Dyrektorzy szkół jednak wciąż z nieufnością podchodzą do nowej formy nauczycielskiego dziennika – boją się, że dane trafią do niewłaściwych osób, że zostaną utracone lub w wyniku błędów w obsłudze dojdzie, np. do przypisania uczniowi ocen kolegi czy koleżanki.

Dobry argument czy wymówka?

Wydawcy e-dzienników twierdzą, że to wymówka wynikająca z niewiedzy nauczycieli, strachu przed nowinkami technicznymi i wciąż wolno postępującej komputeryzacji szkół. – W tym momencie, nasz produkt zakupiły i z powodzeniem stosują trzy placówki – Gimnazjum nr 1 w Swarzędzu, Prywatna Szkoła im. L. Piwoni w Szczecinie oraz Prywatna Szkoła Podstawowa i Prywatne Gimnazjum „Eureka” w Poznaniu – mówi Norbert Pawlik z grupy Eko-7. Dyrektorzy szkół doceniają produkt, gdyż pośrednio wpływa on na poziom nauczania – rodzice mogą na bieżąco śledzić postępy dziecka i jeśli dziecko ma kłopoty, szybko zareagować i skontaktować się z nauczycielem. Ale w większości szkół sprawa wygląda fatalnie - wciąż napotykamy opór i niektórzy dyrektorzy nie chcą przyjąć nawet darmowej wersji demo, aby sprawdzić, jak dziennik działa w praktyce – dodaje Pawlik. Bardziej optymistycznie wypowiada się o przyszłości e-dzienników Maciej Foszczyński z firmy 4proweb. – Nasz dziennik będzie dostępny on-line, już teraz pozyskaliśmy trzy placówki, które zamierzają korzystać z naszego produktu. Chcemy wykorzystać potencjał e-dzienników i jesteśmy przekonani, że z czasem produkt będzie zdobywał coraz większe uznanie i zaufanie klientów. Na to jednak potrzeba trochę czasu – dodaje Foszczyński.

A tradycyjna wywiadówka?

Podstawowy kontakt rodzica z nauczycielem wciąż ogranicza się do tradycyjnej wywiadówki, na którą nie wszyscy rodzice są w stanie przyjść. Ci, którzy pracują w systemie dzienno – nocnym, przychodzą porozmawiać z nauczycielem w czasie lekcji. Denerwują się zarówno rodzice, którzy muszą urywać się z pracy, jak i pedagodzy, którzy są zmuszeni przerwać lekcję, by porozmawiać z rodzicem. Dezorganizacja pracy nauczyciela to argument, którym najczęściej wspierają się wydawcy elektroniczych dzienników.

Uczniowskim okiem

A co na ten temat sądzą sami zainteresowani? Uczniowie w szkołach, w których już wprowadzono dzienniki, nie są z tego powodu zachwyceni – kontrola ocen i uwag w dzienniczku przez 24 godziny na dobę nie napawa ich optymizmem. – Do tej pory było tak, że nawet jak się załapało trochę złych ocen w jednym półroczu, to można było jakoś nadrobić, kilka razy się porządnie nauczyć i jakoś wyjść na prostą, jeszcze przed wywiadówką. Teraz rodzice znaleźli sobie nową rozrywkę - bez przerwy wchodzą i sprawdzają, jak mi się w szkole wiedzie, a potem trują, że oceny nie takie, że mogłyby być lepsze – mówi Łukasz, uczeń jednego z prywatnych gimnazjów w Poznaniu. Podobne zdanie ma Monika z Gimnazjum nr 1 w Swarzędzu – Wagary już nie wchodzą w grę, no i kombinować za bardzo nie można... ale moi rodzice i tak nigdy nie chodzili na wywiadówki i teraz też się nie przejmują moimi ocenami, więc dla mnie nie jest tak źle.

Gdy rodzic oporny, sms nie pomoże...


Jeśli przejrzymy w internecie oferty szkół, które posiadają e-dziennik, dojdziemy do wniosku, że korzystają z nich głównie gimnazja i szkoły średnie. I nic dziwnego – uczniowie szkół podstawowych nie wymagają kontroli i nie mają nic do ukrycia. Wagary i ukrywanie złych ocen... cóż, każdemu się zdarza, natomiast, nikt nie chce być kontrolowany na wszystkich możliwych frontach i płaszczyznach. Ponadto, e-dzinniki, choć z pewnością są przyszłością szkół i mogą usprawnić pracę nauczyciela, nie zmuszą rodzica do interesowania się przyszłością i rozwojem intelektualnym własnego dziecka. Przecież rodzic zawsze może mieć ważniejsze sprawy na głowie.


kobieta wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #401 dnia: Marzec 03, 2007, 09:57:22 am »
Czy syn dyrektora z PiS może dostać jedynkę?
Włodzimerz Pawłowski
2007-03-03

Nauczycielka, która ośmieliła się postawić mojemu synowi jedynkę, nie ma prawa go uczyć - uznał dyrektor siedleckiej delegatury kuratorium oświaty. Gdyby nie bunt młodzieży, dopiąłby swego

Liceum im. Królowej Jadwigi to najlepsza z siedleckich szkół średnich i jedna z najlepszych na Mazowszu. Ponad 80 proc. absolwentów dostaje się na studia. Adam Skup, dyrektor siedleckiej delegatury kuratorium oświaty i działacz PiS, wiedział, co robi, właśnie tu umieszczając swojego syna. Niestety, Dawid skończył pierwszy semestr z nieszczególnymi ocenami. Najgorzej wypadł z fizyki. Dyrektor Skup uznał, że jedynka dla jego syna to skandal. Wezwał więc dyrektora liceum. - Zasugerował, bym zrobił coś z profesorką uczącą fizyki w klasie Ib - przyznaje Tadeusz Koczoń, dyrektor liceum. - Takie naciski to nie pierwszyzna, zresztą pojawiają się w całej Polsce.

Początkowo uległ. Zwolnić Ewy Jagodzińskiej, nauczycielki fizyki, nie mógł, bo jest tuż przed emeryturą. Postanowił ją przesunąć do innej klasy. W środę licealiści zamiast z Jagodzińską mieli lekcję fizyki z nowym profesorem. Dwie godziny później wiedzieli już, dlaczego tak się stało. Postanowili działać. W czwartek zbierali podpisy pod petycją w obronie Jagodzińskiej. Wczoraj wręczyli ją dyrektorowi. - Skoro prawie cała klasa podpisała się pod prośbą, by nie zmieniać im profesorki, musiałem ulec - przyznaje Tadeusz Koczoń.

Szef delegatury kuratorium twierdzi, że sytuacja w Królówce to dla niego nowina. - Nie wiem, by cokolwiek złego tam się działo - zapewnia Adam Skup. Zaprzecza, by kiedykolwiek naciskał na dyrektora liceum. - Mieliśmy rozmowę dotyczącą oceny jego pracy i niezadowolenia uczniów pewnych klas z powodu wyników z pewnych przedmiotów. Podpowiadałem, że zmiana nauczycieli byłaby sprawdzianem tego, czy to uczniowie się nie uczą, czy zawinili prowadzący lekcje - tłumaczy.

Przekonuje, że nigdy nie występował przeciwko nauczycielce fizyki. - Nie mam do niej żalu, że postawiła synowi jedynkę. Widać się nie uczył. Jest jeszcze drugi semestr - mówi.

Jeszcze w marcu zostanie wybrany nowy dyrektor Królówki. Jednym z kandydatów jest Tadeusz Koczoń. W 12-osobowej komisji konkursowej będzie po trzech przedstawicieli dyrektora delegatury kuratorium i prezydenta Siedlec. Obydwaj są działaczami PiS. Dyrektor liceum zdaje sobie sprawę, że odmawiając prośbie dyrektora Skupa, prawdopodobnie pogrzebał swoje szanse. - Trudno, nie muszę być dyrektorem - mówi Koczoń.

Skup uważa, że wrzenie w Królówce to element gry. - Przed konkursem na dyrektora kandydatom puszczają nerwy. Młodzież jest wciągana w dziwne gry, a to niesmaczne - dodaje.

Nauczyciele Królówki są zgodni, że petycja licealistów pozwoliła ocalić honor szkoły. - Pierwotną decyzję dyrektora uważaliśmy za przejaw serwilizmu. Uleganie naciskom władzy z powody jednego ucznia, któremu nie chce się uczyć, to była kompromitacja - przekonuje jeden z pedagogów.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #402 dnia: Marzec 09, 2007, 06:55:01 pm »
Księgarze: sprzedaż podręczników w szkołach to upadek księgarń

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Księgarzy (OSK) szacuje, że przeniesienie sprzedaży podręczników do szkół może spowodować upadek w ciągu kilku najbliższych lat nawet 80 proc. księgarń i utratę pracy przez ok. 30 tys. osób - księgarzy i hurtowników.

Jak mówił w piątek na konferencji prasowej w Warszawie przewodniczący OSK, Jerzy Mechliński, uchwalona w środę przez Sejm nowelizacja ustawy o systemie oświaty to "zamach na polską książkę". Podkreślił, że sankcjonuje ona prawnie istniejącą już w szkołach "szarą strefę" związaną z handlem podręcznikami i jeszcze ją powiększy.

Nowelizacja ustawy przewiduje, że szkoła ułatwi uczniom zakup podręczników, w tym także dostęp do podręczników używanych. Sprzeciw księgarzy budzi fragment mówiący o ułatwieniu przez szkoły zaopatrzenia w nowe podręczniki szkolne.

Według Mechlińskiego, jest on sprzeczny w ośmioma innymi ustawami, w tym z samą ustawą o systemie oświaty, w której zapisano, że szkoła nie może prowadzić działalności gospodarczej. Zdaniem przewodniczącego OSK, możliwość sprzedaży książek w szkołach przez nauczycieli jest sprzeczna także m.in. z ordynacja podatkową, ustawami o podatkach od towarów i usług oraz dochodowych od osób fizycznych i od osób prawnych, a także z ustawą o rachunkowości.

Przypomniał on, osoba, która prowadzi działalność handlową bez wymaganego zgłoszenia w ewidencji działalności gospodarczej, podlega karze. Mechliński pytał też, kto zaopatrzy szkoły w wymagane przy takiej działalności kasy fiskalne i czy szkoły zatrudnią specjalnie przeszkolone księgowe.

"Myślę, że minister edukacji Roman Giertych powinien pójść dalej w szukaniu możliwości zaoszczędzenia przez rodziców na wydatkach związanych wyposażeniem i utrzymaniem ucznia. Można urządzić w szkołach minimarkety, w których będzie wszystko: zeszyty, bloki, przybory szkolne, mundurki, a także środki higieny osobistej. Oczywiście wszystkie te artykuły będą tańsze o co najmniej 25 proc. i bez marży handlowej. Takie rozwiązanie na pewno spodoba się rodzicom" - mówił przewodniczący OSK.

Przypomniał, że obecnie w Polsce działa 2,2 tys. księgarń i z roku na rok ta liczba maleje; od 1989 r. ubyło ich 1,3 tys. Poinformował także, że rentowność księgarń waha się na poziomie 2,5-3 proc. "Prowadzenie księgarni to zajęcie dla pasjonatów, a nie biznes" - podkreślił. Wyprowadzenie z księgarń sprzedaży podręczników - których sprzedaż stanowi 30-50 proc. przychodów - pozbawi je kapitału odtworzeniowego.

"Księgarnie w centrach dużych miast poradzą jakoś sobie, ale w małych miastach i w odległych dzielnicach upadną, za rok, dwa, trzy" - uważa Mechliński. "Wtedy dostęp do innych książek - do książek, które nie są podręcznikami - będzie trudniejszy niż obecnie" - prognozuje.

Księgarze proponują inne sposoby obniżenia cen podręczników, m.in. uchwalenie - wzorowanej na rozwiązaniach francuskich - ustawy o książkach i ich cenach (projekt takiej ustawy przygotowali w ubiegłym roku) czy możliwość odliczania od podatku kosztów zakupu podręczników przez rodziny najuboższe.

W przyszłym tygodniu rządową nowelizacją ustawy o systemie oświaty zajmie się Senat. Wicepremier, minister edukacji Roman Giertych w środę po uchwaleniu nowelizacji przez Sejm powiedział, że Liga Polskich Rodzin, poza zapowiedzianymi wcześniej poprawkami dotyczącymi wprowadzenia obowiązkowych mundurków szkolnych i zasad powoływania dyrektorów szkół, zgłosi "tylko propozycje drobnych, technicznych zmian".

Zapisy nowelizacji dotyczące przeniesienia sprzedaży podręczników do szkół, obok OSK, krytykuje także Izba Księgarstwa Polskiego, Związek Nauczycielstwa Polskiego i opozycja.

- PAP, Gazeta Prawna  2007-03-09
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #403 dnia: Marzec 10, 2007, 05:09:26 pm »
Nauczyciele specjalnej troski

- Funkcjonariusz publiczny podlega prawnej ochronie - mówi prof. Marian Filar

W ciągu ostatnich kilku lat małopolscy policjanci odnotowali gwałtowny wzrost liczby przypadków znęcania się uczniów nad nauczycielami. Ci ostatni są straszeni, obrzucani wyzwiskami, popychani i okradani. Ostrą walkę z tymi patologiami zapowiada Ministerstwo Edukacji, które chce obdarzyć pedagogów tytułem funkcjonariusz publiczny.

Zdaniem policjantów z Sekcji ds. Nieletnich i Patologii Komendy Miejskiej Policji w Krakowie nauczyciele coraz częściej zgłaszają przypadki łamania prawa przez swoich uczniów. - Nie musi to wcale oznaczać, że nagle wzrosła liczba przestępstw przeciwko nauczycielom. Po prostu stali się oni bardziej świadomi. Wiedzą, że uczeń, który obrzuca ich kredą, popełnia przestępstwo - mówi policjant z KMP.

Jakie przestępstwa najczęściej zgłaszają nauczyciele?
Przede wszystkim groźby słowne. "Ja cię zabiję, podpalę, zniszczę samochód". Coraz częściej też nauczyciele dostają sms-y o tej treści. Druga grupa przestępstw przeciwko pedagogom to zniesławienie wulgaryzmami. W dalszej kolejności są to przypadki naruszenia nietykalności cielesnej - rzucanie kredą do nauczyciela, popychanie. Niezwykle rzadkie są przypadki najdrastyczniejsze - napaści i pobicia, ale i one się zdarzają. Bywa też, że nauczyciele (zwykle płci damskiej) są na terenie szkoły okradani przez swoich uczniów.

- Nauczyciele są tak samo zagrożeni jak policjanci - przekonuje Stefan Kubowicz, prezes oświatowej "Solidarności", która od lat walczy o wpisanie nauczycieli na listę funkcjonariuszy publicznych (obecnie znajdują się na niej m.in. prezydent RP, posłowie, senatorzy, sędziowie, ławnicy, prokuratorzy, notariusze, komornicy i policjanci).

Podobnego zdania jest minister edukacji Roman Giertych. W kierowanym przez niego resorcie powstał pomysł nowelizacji Karty nauczyciela, która ma na celu zapewnienie nauczycielom prawa do ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych. - Zmiana ta niewątpliwie wpłynie na poprawę bezpieczeństwa w szkołach - usłyszeliśmy w Ministerstwie Edukacji.

"Istotą nowelizacji - czytamy w uzasadnieniu do projektowanych zmian - jest wzmocnienie rangi zawodu nauczyciela poprzez zagwarantowanie nauczycielowi ochrony przewidzianej w kodeksie karnym dla funkcjonariuszy publicznych". W środę Sejm przegłosował te zmiany.

Co to oznacza w praktyce?


- Funkcjonariusz publiczny podlega prawnej ochronie. Jeśli zmiany wejdą w życie, uczeń, który nałoży nauczycielowi kosz na głowę, odpowie jak za napaść na funkcjonariusza publicznego, czyli znacznie surowiej - tłumaczy prof. Marian Filar, karnista z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu.

- Oczywiście pod warunkiem, że uczeń ma skończone 17 lat - dodaje sędzia Andrzej Almert, rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie. - Młodsi i tak nie podlegają tym przepisom, bo za swoje czyny odpowiadają na podstawie Ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich, a nie kodeksowi karnemu.

Tymczasem, jak podkreślają policjanci, najbardziej zagrożeni są nauczyciele gimnazjów, w których uczy się młodzież pomiędzy 13. a 16. rokiem życia.

Jedynym pocieszeniem może być fakt, że przestępstwa przeciwko funkcjonariuszom publicznym są ścigane z urzędu, a nie z oskarżenia prywatnego. Oznacza to, że poszkodowany nauczyciel nie będzie musiał sam sporządzać aktu oskarżenia przeciwko swojemu uczniowi. Zrobi to za niego prokurator, on też będzie występował w jego imieniu przed sądem. Nauczyciel - funkcjonariusz publiczny nie poniesie też żadnych kosztów sądowych. Zwykły śmiertelnik, chcąc wnieść do sądu prywatny akt oskarżenia, musi zapłacić 300 zł. Pedagodzy zaoszczędzą więc czas i pieniądze.

- Jednak nic za darmo - podkreśla prof. Filar. - Z jednej strony nauczyciel dostanie marchewkę, a z drugiej zawiśnie mu nad głową gruby kij.

Kodeks karny przewiduje bowiem szereg przestępstw, za które odpowiadać może tylko funkcjonariusz publiczny, są też przestępstwa, za popełnienie których jest on karany znacznie surowiej.

Przede wszystkim funkcjonariusz publiczny za przekroczenie swoich uprawnień lub niedopełnienie obowiązków może trafić za kratki na trzy lata.

Po wprowadzeniu zmian nauczyciele, pod groźbą odpowiedzialności karnej, będą musieli m.in. zgłaszać organom ścigania przestępstwa. Przykład? Pedagog - funkcjonariusz, który zauważy sińce na ciele swojego ucznia będzie miał już nie tylko społeczny, ale i prawny obowiązek zawiadomić o tym prokuraturę. W przeciwnym razie narazi się na zarzut niedopełnienia swoich obowiązków. To samo dotyczy nauczyciela, który zauważy, że jego np. czternastoletnia uczennica jest w ciąży (w Polsce współżycie z osobą, która nie skończyła 15 lat jest karalne).

- My nie boimy się tej zwiększonej odpowiedzialności - zapewnia Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Jednak moim zdaniem, taka zmiana niczego nie załatwi. Każdy nauczyciel musi sam budować swój autorytet. Można mu w tym pomóc organizując np. kursy wzbogacające jego wiedzę psychologiczną i pedagogiczną, czy dokładając studentom zajęcia z tych przedmiotów.

Przeciwnikiem takiej nowelizacji przepisów jest również profesor Filar.

- Nie podoba mi się ten pomysł - zaznacza.
- Teraz nauczyciel stanie się urzędnikiem, a uczeń petentem.
Tymczasem między uczniem a nauczycielem powinna istnieć ciepła pedagogiczna więź. Jako ojciec wolałbym posyłać dziecko do pani nauczycielki, a nie do funkcjonariuszki.

ANNA KOLET-ICIEK

"Marchewka"

- Naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego (art. 222 kk) - grzywna, kara ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 3.

Kto uderza "zwykłego" człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

- Czynna napaść na funkcjonariusza publicznego (art. 223 kk) - kara pozbawienia wolności do lat 10.

Kto powoduje naruszenie czynności narządu ciała ("zwykłego" obywatela) lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż 7 dni,

podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Dopiero spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu jest zagrożone karą pozbawienia wolności od roku do 10 lat

- Znieważenie funkcjonariusza publicznego (art. 226 kk) - grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Kto znieważa inną osobę, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności. (ANKO)

"Kij"

Art. 231 par 1. Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

par 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w par. 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej,

podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

Art. 266 par. 2. Funkcjonariusz publiczny, który ujawnia osobie nieuprawnionej informację stanowiącą tajemnicę służbową lub informację, którą uzyskał w związku z wykonywaniem czynności służbowych, a której ujawnienie może narazić na szkodę prawnie chroniony interes,

podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Art. 271 par. 1. Funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawienia dokumentu, która poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne,

podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Art. 246. Funkcjonariusz publiczny lub ten, który działając na jego polecenie w celu uzyskania określonych zeznań, wyjaśnień, informacji lub oświadczenia stosuje przemoc, groźbę bezprawną lub w inny sposób znęca się fizycznie lub psychicznie nad inną osobą,

podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10. (ANKO
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #404 dnia: Marzec 12, 2007, 01:05:30 pm »
Mamy aż 386 zlych szkół?

Po kontrolach "trójek" co druga szkoła w województwie ma pisać program naprawczy, na polecenie Romana Giertycha takie polecenie wydał zachodniopomorski kurator oświaty. Ale nawet on sam ma wątpliwości co do rzetelności pracy tych komisji.


Tzw. trójki, czyli komisje złożone z pracownika Urzędu Wojewódzkiego, wizytatora z kuratorium i policjanta od początku roku szkolnego skontrolowały w województwie 816 szkół: gimnazjów, podstawówek i szkół ponadgimnazjalnych.

Wizytatorzy spotkali się z uczniami, nauczycielami i dyrektorami. Wspólnie z nimi wypełniali ankiety, w których oceniali skalę występowania w szkole rozmaitych zagrożeń (wg schematu: 1 - nie występuje, 2 - bardzo rzadko, 3 - rzadko, 4 - często, 5 - bardzo często). Pytano m.in., czy uczniowie palą, piją, używają narkotyków, są agresywni, znęcają się nad młodszymi.

Według Ministerstwa Edukacji ankiety "trójek" mają być podstawą do diagnozy sytuacji wychowawczej szkoły. Jeśli wypada ona źle, konsekwencją jest nakaz napisania programu naprawczego placówki.

- Chciałem zweryfikować pracę "trójek", bo wydaje mi się, że ich ocena nie musi oddawać prawdziwego obrazu szkoły - mówi zachodniopomorski kurator oświaty Maciej Kopeć. - Ale minister Roman Giertych stwierdził, że ankiety wystarczą i ponaglił nas, kuratorów żebyśmy natychmiast sporządzili listę szkół, które mają pisać programy.

Maciej Kopeć sporządził więc listę, z której wynika, że na 816 skontrolowanych w Zachodniopomorskiem szkół programy naprawcze ma napisać aż 386 placówek. Jest na to 30 dni. Jeśli tego nie zrobią, kurator ma prawo (a właściwie obowiązek, bo takie jest zalecenie Giertycha), wystąpić do samorządu o usunięcie dyrektora takiej placówki ze stanowiska.

W jaki sposób kurator wybrał te, a nie inne "złe szkoły? - Przejrzałem raporty trójek, tam gdzie np. agresja słowna ma większe natężenie niż przeciętnie, nakazałem pisać program - wyjaśnia kurator.

- Wynika z tego, że zło w szkole czai się za każdym rogiem, a wszechobecna patologia pogrążyła edukację - komentuje jedna z osób odpowiedzialnych za stan oświaty w województwie. - A przecież niemożliwe, żeby w co drugiej szkole panowała przemoc!

Listy "złych szkół" trafią wkrótce do samorządów. W samym Szczecinie znajdzie się na niej 27 gimnazjów i 9 zespołów szkół.

- Te informacje mnie szokują - mówi zastępca prezydenta Szczecina Elżbieta Masojć, która dowiedziała się już o zaleceniach kuratora. - Czekam na te listy, rozumiem, że będzie to szczegółowa i uzasadniona informacja. Do tej pory słyszałam, że mam bardzo dobre szkoły, nie wierzę, że to aż taka skala problemów. Jeśli już, to potrzebna jest raczej profilaktyka niż restrykcje.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że wśród "złych" jest świetnie oceniane przez rodziców Gimnazjum nr 14 na ul. Benesza. Jego dyrektor jest zaskoczony. - Kontrola "trójek" wypadła u mnie dobrze, ale jeśli takie polecenie kuratora przyjdzie, wtedy dopiero się będę nim martwił - mówi Dariusz Szklarski, dyrektor Gimnazjum nr 14.

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #405 dnia: Marzec 14, 2007, 03:29:55 pm »
Nowe założenia reformy  Oświaty.......

Z Giertychem o mundurkach
2007-03-12
Rozmowa z Romanem Giertychem
Na początku marca mija 300 dni urzędowania Romana Giertycha w ministerstwie Edukacji
Cytuj
Skoncentrujmy się zatem na innych kwestiach. Na początku marca mija 300 dni urzędowania Pana Premiera w tym ministerstwie. Proszę o krótką ocenę; co się udało Panu zrobić dobrego, co się nie udało, a co jest jeszcze do zrobienia?

- Zacznijmy od złego. Na pewno nie udała mi się amnestia maturalna, mimo że nie żałuję tego, że kilkadziesiąt tysięcy ludzi ją ma. Patrzyłem na występ skoczka Kamila Stocha i wydaje mi się, że wielu z tych ludzi, którzy uzyskali amnestię, jest zadowolonych. Niech idą w świat. A jeśli chcą, mogą oczywiście poprawiać tę maturę.

Rozmawiała Ewa Jurkiewicz

Pełny zapis rozmowy ukaże się w nr. 10/11 “Gazety Szkolnej”.
http://www.gazetaszkolna.edu.pl/
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
PRAWO OŚWIATOWE Cały etat bezpieczniejszy
« Odpowiedź #406 dnia: Marzec 17, 2007, 02:45:51 pm »
Nauczyciela zatrudni zespół szkół

Stosunek pracy z nauczycielem nawiązuje szkoła. Gdy jednak został powołany zespół szkół jako odrębna jednostka organizacyjna, to także ów zespół -tak Sejm znowelizował Kartę nauczyciela.


W nowych przepisach zaznaczono też, że akt mianowania i umowa o pracę powinny określać typy szkół w zespole, w których nauczyciel pracuje.

Uchwalenie tych przepisów było konieczne, gdyż dotychczas sposób zatrudniania nauczycieli w zespołach szkół nie był ujęty tak samo jednoznacznie w ustawie o systemie oświaty i w Karcie nauczyciela. W sierpniu 2004 r., kiedy nowelizowano Kartę, wprowadzono w niej zmiany, które przesądziły, że pracodawcą dla nauczyciela jest szkoła, a nie zespół. Nie było to dla nich korzystne. Nauczyciel zatrudniony na części etatu w każdej ze szkół wchodzących w skład zespołu nigdzie nie miał pełnego etatu z pełnymi tego konsekwencjami. Awans zawodowy do stopnia nauczyciela mianowanego okazywał się trudny albo niemożliwy. Problemy wynikały nawet wówczas, gdy trzeba było wypłacić im odprawę emerytalną. Nie mówiąc już o absurdzie polegającym na wystawianiu nauczycielowi, po rozwiązaniu z nim umowy, wielu świadectw pracy, choć nauczał w jednym zespole szkół. Tymczasem zespołów szkół tworzonych przez samorządy jest coraz więcej. Cała ta sytuacja stwarzała nauczycielom poczucie niestabilności i paraliżowała system oświaty. Stała się argumentem za nowelizacją Karty nauczyciela. Musi ją jednak jeszcze ocenić Senat.

ż.s.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #407 dnia: Marzec 19, 2007, 09:06:06 pm »
Specjaliści o nowej koncepcji szkoły: Za mało nagród, za dużo kar

Więcej jest sankcji niż ofert, które stanowiłyby ciekawą alternatywę dla zachowań społecznie szkodliwych  - mówią psychologowie społeczni o programie "Zero tolerancji" ogłoszonym w piątek przez wicepremiera Romana Giertycha. . "Nie ma w nim żadnych sensownych nagród" – zaznacza prof. Janusz Czapiński. Jak dodaje dr Ireneusz Siudem[/b] z UMCS w Lublinie, brakuje narzędzi wspierania prawidłowego rozwoju młodych ludzi.

SZKOŁA DONOSICIELI?

"Nie może być przyzwolenia na dowolne wybory młodych ludzi, którzy jeszcze nie mają ukształtowanego systemu wartości" – zgadza się z wicepremierem prof. Czapiński i dodaje,  że program "Zero tolerancji" wpisuje się w światowy trend odchodzenia od filozofii wychowania bezstresowego. Jak zaznacza, w programie jest jednak dysproporcja między proponowaną liczbą kar i nagród.

Zdaniem profesora, większość zaproponowanych w programie sankcji to żadna nowość. "Dzieciom już teraz nie wolno używać komórek na lekcjach. Nauczyciel musiałby się zamienić w śledczego, żeby sprawdzać, czy uczeń nie wysyła sms-ów. Telefony należałoby zostawiać w specjalnym depozycie, co jest trudne do wykonania" – uważa Czapiński.

Naukowiec przekonuje, że nie można nagradzać dzieci pieniędzmi za to, że "doniosą na kolegów". "Wszystko można wynaturzyć. Niezależnie od walenia pięścią w stół i kategorycznego głosu wicepremiera, realizacja jego postulatów przyjmie postać przekupstwa, wyobrażam sobie, że będzie to np. 5 złotych za doniesienie" – twierdzi psycholog. W jego opinii, rozsądną nagrodą za dobre zachowanie mógłby być na przykład wstęp do elitarnego klubu, oferującego ciekawe zajęcia.

Czapiński podkreśla konieczność obudowania szkoły zajęciami pozalekcyjnymi. "To muszą być zajęcia na tyle atrakcyjne, żeby mogły stanowić konkurencję dla pokusy spędzania czasu w sposób szkodliwy społecznie. Dopiero w niewielkich grupach nauczyciel może pełnić rolę wychowawcy" – tłumaczy psycholog. Profesor wyraża żal, że przeznaczenie środków na ten cel nie zostało wkomponowane w program "Zero tolerancji".

Profesor przyznaje, że w programie „Zero tolerancji” pojawiło się kilka rozsądnych nowości. Czapiński zgadza się z wprowadzeniem domniemania prawnego, iż osoba sprzedająca nieletnim alkohol i środki odurzające jest odpowiedzialna za szkody, wyrządzone przez młodzież pod ich wpływem. "Cieszę się, że wicepremier Giertych nie sądzi, iż przemoc bierze się znikąd, ale jest związana z innymi patologiami" – mówi psycholog.

Zdaniem Czapińskiego, autorzy programu nie dostrzegli jednak istotnego źródła problemów w szkole, jakim jest brak zainteresowania dzieckiem ze strony rodziny. „O ile Giertych nie może zmitygować polityków, żeby zachowywali się w sposób mniej agresywny i nie dawali złego przykładu młodym ludziom, to niewątpliwie mógłby mieć wpływ na to, żeby rodzice byli bardziej odpowiedzialni za +stan ducha+ swoich dzieci" – twierdzi profesor. Jak wyjaśnia, program mógłby zobligować szkoły do bardziej rygorystycznego egzekwowania kontaktu z rodzicami. "Państwo nie wyciąga żadnych konsekwencji z faktu, że są rodzice, którzy w ogóle nie bywają w szkole i nie interesują się swoimi dziećmi" – ocenia Czapliński.

Psycholog jest zawiedziony, że w ogłoszonym programie zabrakło zapisu o odpowiedzialności rodziców za szkody psychiczne wyrządzone przez ich dzieci. Przypomina, że sugestia taka pojawiła się wcześniej w wypowiedziach premiera Jarosława Kaczyńskiego.

Czapiński jest natomiast zadowolony z zaniechania planów dotyczących ośrodków o charakterze parawojskowym, w których mieliby się uczyć najgorsi uczniowie. Profesor pozytywnie odnosi się do pomysłu zwiększenia liczby miejsc w ośrodkach już istniejących,  do których młodzi ludzie kierowani są przez sądy, a nie "widzimisię nauczyciela lub kuratora".

Prof. Czapiński bierze udział w kampanii "Szkoła bez przemocy". W ramach kampanii nagradzane są szkoły, które wprowadzają najwięcej atrakcyjnych pomysłów na to, jak radzić sobie z patologiami społecznymi, a zwłaszcza z przemocą.

ZABAWA W KOTKA I MYSZKĘ

Psycholog społeczny dr Ireneusz Siudem z UMCS w Lublinie uważa, że program „Zero tolerancji” przedstawiony w piątek 3 listopada przez ministra edukacji, jest „mocno nakierowany na restrykcje”, natomiast brakuje w nim narzędzi wspierania prawidłowego rozwoju młodych ludzi.

„Prawidłowy rozwój człowieka musi opierać się na prawidłowych wzorcach, na nagradzaniu prawidłowych zachowań, po to, aby młody człowiek mógł zrozumieć, że opłaca się być uczciwym i dobrym, że jest to ważna wartość w życiu człowieka” – mówi Siudem.

Jego zdaniem, bez prawidłowych wzorców proces wychowania zamieni się w „zabawę w kotka i myszkę”. „Uczniowie, którzy zechcą rozrabiać, będą unowocześniać metody oszukiwania dorosłych, natomiast dorośli będą udoskonalać metody policyjne łapania takich sprawców. Rozumiem, że dużo złego działo się ostatnio w szkole, ale nie powinniśmy zapominać, że większość uczniów nie ma nic wspólnego z patologią. Są ambitni, chcą się prawidłowo rozwijać, zdobywać dobre stopnie i my powinniśmy im stworzyć warunki do tego” - podkreśla.

Według lubelskiego psychologa, oddziaływanie na młodzież jedynie poprzez system kar i nagród to za mało. „Chciałbym zaapelować, żeby nie pomijać całego wnętrza człowieka, czyli odwołania się do jego systemu wartości, kształtowania cech psychicznych, emocji, wrażliwości emocjonalnej” – zaznacza Siudem.

Rozluźnienie panujące w szkole wynika, jego zdaniem, z tego, co dzieje się w całym społeczeństwie, m.in. zmniejszającej się roli ojca w rodzinach, opacznie rozumianego modelu bezstresowego wychowania dzieci, a także feminizacji polskiej szkoły. „Ojcowie w coraz mniejszym stopniu biorą udział w wychowaniu dziecka, a to ojciec właśnie powoduje socjalizację, czyli wrastanie w normy społeczne i nadaje dyscyplinę i karność dziecku. Polska szkoła jest sfeminizowana, 95 proc. nauczycieli to kobiety, które – jak mawiają psychologowie - kochają bezwarunkowo” – podkreśla.

„Wychowanie bezstresowe nie ma unikać stresu, ale uczyć młodych ludzi radzić sobie ze stresem. Może duża część rodziców pojęła to opacznie. Uważają, że mają dzieci chronić przed stresem, więc na wszystko pozwalać. Rośnie pokolenie osób, które sądzą, że wszystko im się wybaczy, wszystko im wolno” – dodaje Siudem.

Siudem uważa za słuszny postulat, żeby wprowadzić więcej dyscypliny i nałożyć młodzieży więcej obowiązków, ale jego zdaniem ten postulat powinien być kierowany przede wszystkim „do społeczeństwa, począwszy od rodziny”.

"PRZEPRASZAM" NIE MOŻE BYĆ WYMUSZONE

Wychowanie to nie tylko wyciąganie konsekwencji lub karanie uczniów, ale także nauka właściwych postaw - mówi psycholog Ewa Czemierowska ze Stowarzyszenia Psychoprofilaktyki Szkolnej "Spójrz inaczej". Według Czemierowskiej, zasada "zero tolerancji" nie powinna jednak oznaczać "karania za wszystko", tylko "reagowanie na wszystko" i "zapobieganie wszystkiemu, co złe".

"Widzę w programie sporo sensownych przesłanek. Nie wiem tylko, jak będą w praktyce realizowane" - zaznacza  psycholog.

"Pomysły, aby osoby, które kogoś skrzywdziły lub zrobiły szkodę, poniosły konsekwencje, są bardzo dobre. Podobnie idea zadośćuczynienia - pod warunkiem że uczeń nie będzie do niego zmuszany" - podkreśla specjalistka.

"Aby takie działanie zmieniło coś na przyszłość, musi się wiązać z refleksją. Z dzieckiem powinno się pracować, aby zrozumiało, że coś zrobiło źle i aby +przepraszam+ wyszło od niego, a nie było efektem przymusu" - tłumaczy Czemierowska.

W programie ministra edukacji psycholog docenia pomysł nagradzania uczniów przejawiających solidarność z prześladowanymi kolegami. "Brakuje mi większej liczby takich pozytywnych elementów" - dodaje.

Jak zaznacza Czemierowska, promowanie pozytywnych postaw oznacza także uczenie ich dzieci, które "często przychodzą do szkoły z rodzin trudnych, agresywnych i być może szkoła jest jedynym miejscem, gdzie mogą się nauczyć pewnych pozotywnych zachowań, bo dom im tego nie pokaże".

Dlatego, w opinii psycholog, trudne dzieci powinny nie tylko ponosić konsekwencje swoich zachowań, ale dobrze byłoby, aby mogły liczyć w szkole na pomoc. Chodzi np. o możliwość chodzenia na zajęcia terapeutyczne, aby się nauczyć, jak radzić sobie ze złością i frustracją - wyjaśna Czemierowska.

POTRZEBNE SĄ NOWE POMYSŁY

Dyrektor Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, Marek Pleśniar, ocenia, że zaprezentowany w piątek program "Zero tolerancji dla przemocy w szkołach" wicepremiera ministra edukacji Romana Giertycha nie zawiera nic przełomowego ani nowego.

"Wszystkie te planowane przez ministra Giertycha zakazy czy nakazy, obowiązki nauczycieli i uczniów istnieją. Mam poczucie, że minister Giertych nie zapowiedział nic przełomowego z wyjątkiem ostrzejszej kontroli dyrektorów szkół" - uważa Pleśniar. Uznaje jednocześnie, że dobrze się stało, iż opinia publiczna dowiedziała się o istniejących różnych środkach dyscyplinujących uczniów.

Podkreśla, że nauczyciele i dyrektorzy szkół nie oczekują od ministra udzielania rad i wskazówek, jak mają wprowadzać dyscyplinę w szkole. "Raczej oczekiwaliby pomocy w zakresie kontrolowania pewnych niebezpiecznych i zagrażających sytuacji w szkole niż kontrolowania samych dyrektorów" - ocenia Pleśniar.

Według Pleśniara, tragedia, która wydarzyła się w Gdańsku, wstrząsnęła dyrektorami szkół, nauczycielami i rodzicami na tyle, że oni sami zastanawiają się nad uzdrowieniem szkoły. "W polskiej szkole nie jest realizowana filozofia +róbcie co chcecie+. Jeśli tak się dzieje, to jest to patologia" - uważa Pleśniar.

Podobnego zdania jest prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, Sławomir Broniarz.

"Rozwiązania zawarte w rządowym programie "Zero tolerancji dla przemocy w szkole" są słuszne, ale niewiele z nich to nowe pomysły" - ocenia dodając, że w większości szkół obowiązuje zakaz używania telefonów komórkowych w trakcie lekcji. "W gimnazjum, do którego chodzi moja córka, rodzice i dyrekcja szkoły porozumieli się, że jeśli ktoś użyje telefonu w czasie lekcji, nauczyciel będzie ten telefon zatrzymywał i przekazywał rodzicom" - wyjaśnia.

Podobnie jest, według Broniarza, z wymaganiami szkół dotyczącymi stosownego ubioru uczniów. Jego zdaniem, szkoły już teraz korzystają także z proponowanych przez ministra rygorów i kar takich, jak apele czy kary dyscyplinarne.

Szef ZNP pozytywnie ocenia natomiast propozycję włączenia samorządów w opiekę nad dziećmi. Chodzi o przyznanie samorządom prawa do ograniczania swobody poruszania się dzieci bez opieki w nocy.

Zdaniem Broniarza, w programie zabrakło dobrych rozwiązań, które pomogłyby nauczycielom przeciwdziałać patologiom wśród młodzieży. "Minister bardzo mało mówił o problemie narkotyków. Problem narkomanii powinien być kluczowym problemem wychowawczym, z którym minister edukacji powinien chcieć się uporać także w sensie legislacyjnym" - ocenia Broniarz.

GODZINA POLICYJNA MOŻE POMÓC

Rzecznik Praw Dziecka (RPD) Ewa Sowińska pochwala założenia programu "Zero tolerancji". Jako bardzo dobre rozwiązania rzecznik ocenia m.in. planowane wprowadzenie godziny policyjnej dla uczniów oraz kontroli wagarowiczów."Jestem za" - mówi Sowińska, komentując zapowiedź Giertycha, że rady gmin będą miały prawo wprowadzić godzinę policyjną w nocy, po której dzieciom bez opieki dorosłych nie będzie wolno przebywać w miejscach publicznych.

"Po godzinie 23. naprawdę nie powinno być na ulicach młodzieży bez opieki. Przecież czasem 13-14-letnie  dzieci policja zabiera do izby dziecka, potem szuka rodziców" - zaznacza RPD.

"Taka dyscyplina przede wszystkim mobilizowałaby rodziców do większej opieki" - ocenia rzecznik. Jak dodaje, "powinno to się wiązać z jakimiś sankcjami wobec tych rodziców, którzy sobie sprawy wychowawcze zupełnie lekceważą, nie mają czasu dla dzieci".

Sowińska mówi, że sama jako uczennica była kontrolowana - musiała okazywać legitymację szkolną milicji, kiedy przebywała w późnych godzinach wieczornych na ulicy bez opieki rodziców.

Rzecznik popiera też zdecydowanie zapowiedź Giertycha, że policja i straż miejska będą zobowiązane informować rodziców o wagarującej młodzieży. "Wagary to złodziejstwo społecznych pieniędzy. Przecież my wszyscy płacimy na oświatę po to, żeby młodzież się uczyła. Nie ma prawa być wagarów" - uważa RPD.

Sowińska mówi, że jest spokojna o reakcje uczniów na tak radykalne zmiany zapowiadane przez ministra edukacji. "Przyzwyczają się" - uznaje.

MOŻE W KOŃCU BĘDZIE LEPIEJ

Zespolone wysiłki szkoły, mądrych nauczycieli, rodziców, sądów oraz policji dają szansę na to, że w szkole coś się w końcu zmieni na lepsze - uważa przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" Stefan Kubowicz. Jak dodaje, nawet, jeśli program nie przyniesie oczekiwanych efektów, to "częściowo udana reakcja jest lepsza niż brak reakcji".

"Cieszy nas, że wreszcie zaczyna się myśleć o reakcji na agresję w szkole" - zaznacza Kubowicz. "Uczniowie muszą wiedzieć, że wbrew głoszonym od lat prawom ucznia są też obowiązki ucznia" - mówi.

W jego opinii, koncepcja zmian w szkołach może "wymuszać nie tylko +zero toleracji+ dla złych zjawisk, ale także +zero milczenia+ na ich temat". Za tymi planami "muszą iść pieniądze". "Muszą się znaleźć środki na zajęcia pozalekcyjne, które będą konkurencyjne wobec telewizji czy internetu, a które rozwijają zainteresowania i uzdolnienia uczniów. To ważny element wychowawczy" - podkreśla.


PAP - Nauka w Polsce

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #408 dnia: Marzec 21, 2007, 10:32:52 pm »
MEN ściga Orkiestrę Owsiaka

Agnieszka Czajkowska

Ministerstwo Edukacji Narodowej nakazało kuratorom oświaty, żeby sprawdzili, czy uczniowie, nauczyciele i rodzice są zmuszani do udziału w akcjach Jerzego Owsiaka. Przypadki wywierania takiej presji dyrektorzy szkół mają zgłaszać w kuratorium do końca tygodnia.

 Ponaglane przez MEN Kuratorium Oświaty we Wrocławiu pyta dyrektorów szkół, czy nie mają problemów z WOŚP

- Już mnie śmieszą te polecenia: najpierw wykryć w szkole ciąże, potem się lustrować, a teraz sprawdzić, czy ktoś zmusza dzieci, żeby się angażowały w akcje charytatywne. Jeszcze dwa lata temu kuratorzy prosili, żeby po Orkiestrze Świątecznej Pomocy nie pytać uczniów, bo to taka zbożna akcja - mówi wzburzona dyrektorka jednej z wrocławskich szkół, która powiadomiła nas o pomyśle ministerstwa.

Dolnośląskie kuratorium maile z poleceniem ministerstwa rozesłało do szkół w poniedziałek: "W związku z pismem MEN-u w sprawie napływających sygnałów na temat wywierania presji na uczniów, nauczycieli i rodziców, aby uczestniczyli w różnego typu akcjach charytatywnych, w tym również w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, uprzejmie proszę o przekazanie informacji, czy w Państwa placówkach wystąpiły sytuacje wskazujące nieprawidłowości w tym zakresie" - czytamy w piśmie.

Kto i jak miałby wywierać presję, nie wiadomo. - Polecenie wykonujemy, a o jego interpretację proszę mnie nie pytać. Resort w swoim piśmie tego nie wyjaśnia. Prosi jedynie, żeby sprawdzić, czy takie przypadki miały miejsce - mówi Janina Jakubowska z dolnośląskiego kuratorium.

Jakubowska zapewnia, że do tej pory o presji żadnych sygnałów nie było. Dyrektorzy szkół też o nich nie słyszeli. Nie kryją zdziwienia. - To same dzieci się między sobą umawiają i bardzo chcą to robić - zapewnia Jadwiga Żakowska, dyrektorka gimnazjum nr 23 we Wrocławiu. - To przecież dobrowolna akcja. Nikogo nie zmuszamy, nie namawiamy. Do tej pory, to był plus dla ucznia, że angażuje się w działalność społeczną.

Danuty Serafinowicz, wicedyrektorka gimnazjum nr 2, uważa, że udział w WOŚP to prywatna sprawa uczniów i ich rodziców: - Jaka presja? Orkiestra jest w niedzielę, a wtedy dzieci są pod opieką rodziców. Szkoła nie ma tu nic do gadania.

Anna Żdan z biura prasowego MEN-u długo szukała departamentu odpowiedzialnego za polecenie. W końcu ustaliła, że wyszło ono z Departamentu Młodzieży i Wychowania. - Dostajemy listy od rodziców, od nauczycieli, a nawet od samych dzieci, że byli zmuszani do udziału w Orkiestrze - wyjaśnia Żdan. - Kuratorzy w ramach nadzoru pedagogicznego mają zbadać, czy uczniowie są werbowani.

- Przez kogo? - pytamy.

- Nie znam szczegółów, ale chyba przez organizacje pozarządowe.

Jurek Owsiak zapewnia, że wszystkie akcje związane z WOŚP są organizowane na zasadach pełnej dobrowolności. - Fundacja dostaje zgłoszenia od chętnych do zorganizowania Finału Orkiestry. Zapraszamy też szkoły do udziału w programie "Ratujemy i Uczymy Ratować". Przeszkoliliśmy już prawie pięć tysięcy nauczycieli. I nigdy dotąd nie spotkaliśmy się z zarzutami ze strony szkół, rodziców czy uczniów, że wywieramy presję.

 :puppydogeyes:
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #409 dnia: Marzec 21, 2007, 10:49:07 pm »
:puppydogeyes:  :puppydogeyes:  :puppydogeyes:
I co jeszcze wymyśli MEN ?  :roll:
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline BasiaB

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 2730
    • http://www.michalek_b.republika.pl/index.html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #410 dnia: Marzec 21, 2007, 10:50:12 pm »
Oj Romek  :evil:
Basia - mama Michałka z ZD lat 16

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #411 dnia: Marzec 22, 2007, 04:48:41 pm »
Pokolenie z zadyszką
Olga Sobolewska, Marcelina Szumer2007-03-21

Dramatyczna frekwencja na lekcjach wychowania fizycznego. Sportu unikać może już ponad milion uczniów w kraju. Co drugie dziecko, które idzie do lekarza, prosi o zwolnienie z zajęć

Lekarze i naukowcy są przerażeni. Coraz więcej dzieci miga się od lekcji WF. Aż 10 proc. uczniów polskich szkół ma stałe zwolnienia lekarskie. Drugie tyle regularnie nie ćwiczy - wynika z badań przeprowadzonych przez Instytut Matki i Dziecka oraz Sekcję Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" w Gdańsku. Ale to nie koniec. Zdarzają się klasy, w których na ławeczkach przesiaduje połowa uczniów. W samych gimnazjach wysiłku fizycznego jak ognia unika ponad 300 tys. młodych ludzi.

- W szkole mamy basen, siłownię, bilard stoły do tenisa stołowego. Tymczasem nie ma komu z tego korzystać - mówi Aleksander Jurkowski, nauczyciel WF z XV Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku. - Jeszcze w pierwszych klasach uczniowie się starają, ale ze starszymi jest tragedia. Niektórych trzecioklasistów nawet nie widuję.

Czemu młodzież nie chce uprawiać sportu w szkole? W większości dlatego, że im się nie chce. Część rezygnuje, bo nie wytrzymuje monotonii zajęć. - Myśleliśmy, że głównie dzieci z nadwagą będą unikały lekcji WF - mówi Anna Oblacińska z Zakładu Medycyny Szkolnej przy IMiD. - Okazało się, że mają z tym problem niezależnie od wagi.

Pierwsze efekty już widać. Rośnie nam cherlawe pokolenie. - Narasta liczba uczniów z nadwagą, jest ich już 13 proc. - mówi Oblacińska. - Co trzecie dziecko ma wady postawy i problemy z kręgosłupem. Coraz częstsza jest cukrzyca, wysoki poziom cholesterolu.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #412 dnia: Marzec 26, 2007, 10:59:54 pm »
EDUKACJA UPRAWNIENIA PRACOWNIKÓW OŚWIATY

Nauczyciele otrzymają bezpłatne podręczniki

ZMIANA PRAWA Dyrektorzy szkół określą zestaw nieodpłatnych przyborów i pomocy naukowych potrzebnych nauczycielom w pracy dydaktycznej.

Komplet programów nauczania, podręczniki, pakiety dydaktyczne, książki i czasopisma metodyczne, w tym również te w wersji elektronicznej, przysługują nieodpłatnie wszystkim nauczycielom – wynika z projektu rozporządzenia ministra edukacji narodowej w sprawie określenia podstawowych warunków, niezbędnych do realizacji przez szkoły i nauczycieli zadań dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych. Nauczyciele będą mogli jednak tylko bezpłatnie z nich korzystać, gdyż wymienione pomoce naukowe formalnie pozostaną własnością szkoły.

Zgodnie z nowymi przepisami pedagogom będzie przysługiwać także nieodpłatny zestaw przyborów i materiałów piśmiennych przystosowanych do specyfiki danej szkoły lub placówki edukacyjnej, o ile są one niezbędne do wykonywania obowiązków związanych z kształceniem. Inne będzie np. wyposażenie stanowiska pracy nauczyciela chemii i nauczyciela jęz. polskiego lub obcego. Szczegółowy wykaz takich materiałów określi dyrektor szkoły w porozumieniu z organem samorządu, prowadzącym daną placówkę oświatową.

Jeżeli nowe rozporządzenie wejdzie w życie, zmienią się także standardy wyposażenia technicznego, obowiązujące w poszczególnych typach szkół. Dla przykładu szkoły przyznające tytuły zawodowe będą musiały posiadać pomieszczenia do praktycznej nauki zawodu ze ściśle określoną liczbą stanowisk pracy. Będą musiały także spełniać warunki bezpieczeństwa pracy określone w odrębnych przepisach. Natomiast każda szkoła będzie zobowiązana do posiadania urządzeń audiowizualnych i innych pomocy metodycznych, które umożliwiają realizację szkolnych programów nauczania.

Łukasz Guza
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #413 dnia: Marzec 28, 2007, 12:03:19 am »
Ucznia ślina do kontroli

Część polskich szkół kończy z tabu i ukrywaniem problemów z narkotykami. Wprowadzają narkotesty dla uczniów.

Muszą jeszcze tylko przełamać opór rodziców - informuje "Metro".

Do tej pory problemy narkotykowe w polskich szkołach są skrywane. Poważną przeszkodą są też sami rodzice, którzy prawie nigdzie nie godzą się na to, by placówki mogli kontrolować np. policjanci z psem szkolonym do wykrywania narkotyków.


Mimo to znaleźli się dyrektorzy, którym zależy na zdrowiu podopiecznych. Szkoły na Dolnym Śląsku, w Wielkopolsce i na Podkarpaciu pilotażowo wprowadzają narkotesty. W Lublinie kupiło je prawie 20 gimnazjom Stowarzyszenie Pomocy Rodzinie Zagrożonej Patologią Społeczną "Postis".

- Nasza akcja ma sprawić, że uczniowie, bojąc się badania i późniejszych konsekwencji, nie będą sięgać po narkotyki - mówi prezes Stowarzyszenia Barbara Bojko-Kulpa. - Chcemy młodzieży pomóc, a nie ją śledzić czy karać. Ostatnio dwa razy wykryliśmy narkotyki u uczniów. Oboje skierowaliśmy na terapię do Monaru. Regularnie jeżdżą tam na spotkania i myślę, że teraz są już na prostej - mówi dziennikowi dyrektorka Liceum Ogólnokształcącego w Górze na Dolnym Śląsku Irena Krzyszkiewicz. Kryszkiewicz sama za pieniądze od sponsorów kupuje narkotesty do szkoły. Badania przeprowadzane są do dwóch razy w tygodniu.

W wielu miastach akcję uniemożliwili rodzice. Bez ich zgody badać nie można, a oni twierdzą, że "ufają swoim dzieciom". Szkoły nie mają też wsparcia fachowców. Przeciw pomysłowi jest zastępca dyrektora Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii Bogusława Bukowska. - Bo z przeprowadzonych badań naukowych, niestety, nie wynika, że losowo przeprowadzone testowanie pomaga zwalczać problem narkotyków - mówi.

W 2005 roku wykryto ponad 5,6 tys. przypadków tzw. posiadania środków odurzających u nieletnich. W ubiegłym roku było ich już ponad 7,8 tys.

Jak wygląda badanie? Uczeń, który wydaje się nauczycielowi podejrzany, trafia do szkolnej pielęgniarki. Tam po wezwaniu policji i w obecności dyrekcji zostaje przebadany. Jeśli test potwierdzi, że jest pod wpływem narkotyków, sprawą zajmuje się policja, a ucznia kieruje się na terapię. Zwykle trwa ona pół roku, czasem rok i jest pod stałym nadzorem dyrekcji szkoły. To popularne rozwiązanie m.in. w Wielkiej Brytanii - podaje "Metro".

Źródło informacji: PAP
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #414 dnia: Marzec 28, 2007, 02:57:42 pm »
Giertych przeprosił Owsiaka za swojego urzędnika

Sensacyjną informację podaje Jerzy Owsiak na stronie WWW Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Roman Giertych osobiście do niego zadzwonił i przeprosił za urzędnika MEN, który chciał, aby kuratorzy sprawdzili, czy uczniowie byli zmuszani do udziału m.in. w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.

Pan Minister Roman Giertych osobiście skontaktował się z Fundacją i zaczął swoją rozmowę telefoniczną ze mną od słów: "Panie Jurku, przepraszam za całe nieporozumienie…". Jest to duże wydarzenie, ponieważ to słowo w ustach naszych polityków raczej nie jest często… Co ja mówię! W ogóle nie jest używane. - cieszy się na stronie WOŚP Jerzy Owsiak.

Przeprosiny dotyczyły listu, który w ubiegłym tygodniu wysłało Ministerstwo Edukacji. Nakazywał on kuratorom, żeby sprawdzili, czy uczniowie, nauczyciele i rodzice są zmuszani do udziału w akcjach charytatywnych, takich jak WOŚP.

Jak podaje "Dziennik", kontrowersyjne pismo stworzył bez jakichkolwiek konsultacji jeden z urzędników. Został on ukarany, a minister Giertych odwołał zarządzenie. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej szef MEN powiedział, że pisma nie zatwierdził, ponieważ nie wiedział o jego istnieniu.


Ze strony WOSP

Nowinki - Pan Minister Giertych przeprosił

2007-03-26 15:07:00

W piątek (23 marca) Pan Minister Roman Giertych osobiście skontaktował się z Fundacją i zaczął swoją rozmowę telefoniczną ze mną od słów: „Panie Jurku, przepraszam za całe nieporozumienie…”.
Jest to duże wydarzenie, ponieważ to słowo w ustach naszych polityków raczej nie jest często… Co ja mówię! W ogóle nie jest używane.


Podziękowałem i zaprosiłem do zapoznania się ze wszystkim materiałami dotyczącymi naszego programu edukacyjnego „Ratujemy i Uczymy Ratować”, który prowadzimy od kilku miesięcy. To był dobry i ważny telefon.

(Jurek)

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #415 dnia: Marzec 29, 2007, 09:08:50 pm »
614 szkół do likwidacji

614 szkół chcą zlikwidować samorządy w całej Polsce. RMF FM dotarło do wyliczeń Ministerstwa Edukacji, które zbierało dane od władz lokalnych.

Wśród szkół do zamknięcia może być 314 podstawówek, 31 gimnazjów i 245 placówek ponadgimnazjalnych. "Może być", ponieważ kuratoria na razie zgodziły się na likwidację tylko 252 szkół.

Ostateczna liczba placówek przeznaczonych do zamknięcia będzie znana najwcześniej w połowie kwietnia. W Polsce jest około 28 tysięcy szkół.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #416 dnia: Kwiecień 04, 2007, 11:23:09 pm »
"Polityka MEN jest sprzeczna z wiedzą pedagogiczną"

Polityka edukacyjna prowadzoną przez obecne kierownictwo Ministerstwa Edukacji Narodowej pozostaje w sprzeczności ze współczesną wiedzą pedagogiczną i psychologiczną - uznała Rada Wydziału Nauk Pedagogicznych i Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie.

Jak czytamy w uchwale Rady, "brak spójnej, uwzględniającej dorobek nauk pedagogicznych i psychologicznych, wybiegającej w przyszłość polityki edukacyjnej doprowadzi do kryzysu polskiej szkoły i może ograniczyć aspiracje edukacyjne młodego pokolenia".

Według Rady, działania i plany MEN są zdominowane przez nakazy i zakazy prowadzące do dyskryminacji, represji i antagonizowania uczniów i nauczycieli.

"Wychowanie autorytarne prowadzi do bierności i uległości wobec silniejszych oraz agresji wobec słabszych" - podkreślają władze wydziałów. Przypominają, że zgodnie ze sformułowaną przez Janusza Korczaka podstawową zasadą wychowania, źródłem sukcesów pedagogicznych jest wspieranie i nagradzanie ucznia oraz szacunek dla niego.

"Resort oczekuje, że autorytet szkoły wzrośnie dzięki formalnej dyscyplinie i kontroli, z policyjną włącznie, miejsce zaufania zajmuje podejrzliwość. Tymczasem szkoła powinna jednoczyć nauczycieli, uczniów i rodziców wokół wspólnego celu wychowania ludzi odważnych, odpowiedzialnych oraz umiejących posługiwać się wiedzą. Tylko szkoła przyjazna wszystkim, którzy się tu spotykają, zapewni osiągnięcie tego celu" - napisano w uchwale.

Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej jest uczelnią pedagogiczną o najdłuższej w Polsce, bo 85-letniej tradycji. Obecnie na uczelni kształci około 7 tys. studentów.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #417 dnia: Kwiecień 12, 2007, 09:09:38 am »
Dla uczniów najtrudniejsze jest logiczne myślenie

Dla 13-latków to pierwszy w życiu egzamin. Rok temu aż jedna trzecia miała kłopoty z zadaniami sprawdzającymi logiczne rozumowanie i wykorzystanie książkowej wiedzy w praktyce

Szósty ogólnopolski sprawdzian zacznie się w 13 tysiącach podstawówek jutro o 9. Na każdej ławce wylądują identyczne zadania sprawdzające, jak uczniowie opanowali pięć podstawowych umiejętności: pisania, czytania, wykorzystywania informacji, rozumowania i zastosowania wiedzy w praktyce. - Bez nich trudno myśleć o kolejnych etapach edukacji: gimnazjum, apotem przygotowaniu do matury - mówi Adam Brożek z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.

Na rozwiązanie uczniowie będą mieć dokładnie godzinę. Do zdobycia jest 40 punktów. Testu nie można nie zdać. Ale jego wynik zaważy, czy uczeń dostanie się do renomowanego gimnazjum.

W poprzednich latach szóstoklasiści w miarę dobrze radzili sobie z czytaniem ze zrozumieniem i z pisaniem. Słabo wypadły jednak te zadania, gdzie trzeba było się wykazać logicznym myśleniem, umiejętnością wnioskowania i wykorzystywania wiedzy w praktyce, np. wyliczenia powierzchni pomieszczenia, obliczenia podatku.

- Rok temu na sprawdzianie umieściliśmy zadanie wymagające samodzielnego rozumowania i wykonywania matematycznych wyliczeń. Ponad 30 proc. uczniów nie zdobyło ani jednego punktu. Większość nawet nie próbowała szukać rozwiązania, co pokazuje, jak wielki jest lęk przed tego typu zadaniami - opowiada Adam Brożek. Dlatego w tym roku na sprawdzenie tych umiejętności CKE postanowiła położyć większy nacisk. - Wszystkie umiejętności są równie ważne. Pamiętajmy jednak, że te dzieci za kilka lat staną wobec konieczności zdania obowiązkowej matury z matematyki. Im wcześniej wychwycimy ich braki, tym prędzej będzie można im zaradzić - mówi Brożek.

Już godzinę po zakończeniu testu rozwiązania znajdą się na internetowej stronie CKE www.cke.edu.pl.edu.pl . Oficjalne wyniki sprawdzianu zostaną ogłoszone 28 maja.

mku

zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Beata Czapla

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 121
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #418 dnia: Kwiecień 12, 2007, 09:52:14 am »
Mój Mateusz jest w III klasie gimnazium i pamiętam dzień, w którym pisał testy do tej szkoły. Rzeczywiscie testy wymagają logicznego myślenia. Mój syn chociaż napisał test jako 2 co do najwyższej ilości punktów, stwierdził, że test był był bardzo trudny i było za mało czasu.
Teraz czeka go test na koniec gimnazium. Zobaczymy jak mu pójdzie. Z próbnych nie był z siebie zadowolony.
Beata mama Pauli z ZD 8 lat

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #419 dnia: Kwiecień 16, 2007, 10:10:58 am »
Hmmm  :roll:  :puppydogeyes:

Szkolny kapo

Olga Sobolewska, mar2007-04-16

Ma nadzorować chuliganów, ale i kolegów z pracy, mieć kontakt z policją i kuratorem. MEN zażądał by każda szkoła wyznaczyła nauczyciela do zadań specjalnych. Nauczyciele już się obawiają.


Myszkuje po korytarzach, sprawdzając, co dzieci robią po kątach, czy nauczyciele nie opuszczają klas. Jest na gorącej linii z policją, kuratorem sądowym i kuratorium. Wszyscy drżą, gdy się pojawia. Kto? Szkolny koordynator ds. bezpieczeństwa, czyli wyznaczony jeden człowiek z kadry pedagogicznej, który według założeń Ministerstwa Edukacji Narodowej pomoże uczynić szkołę bezpieczną.

Koordynatorzy muszą się pojawić w każdej szkole do wakacji. Będą przewodzić zespołowi nauczycieli, na których barkach spoczną wszystkie kwestie związane z bezpieczeństwem. - To jest jedno z założeń programu "Zero tolerancji" zmierzające do podniesienia bezpieczeństwa w szkołach - wyjaśnia Jan Butrym z lubuskiego kuratorium oświaty.

"Boję się, że stanę się najzwyklejszym kapo"

Nauczyciele już się buntują. - Boję się, że stanę się najzwyklejszym kapo - mówi pedagożka, która została wyznaczona na nowe stanowisko. - Wyjdzie na to, że mam donosić na uczniów i innych nauczycieli - oburza się. W dodatku mówią, że to jedynie tworzenie nowej nazwy, bo ludzie o takich kompetencjach w szkołach już pracują od dawna. - Zajęcia koordynatora pokrywają się z tym, co do tej pory robił nasz pedagog szkolny - twierdzi Grażyna Lachcik, dyrektorka Gimnazjum nr 10 w Rzeszowie. - Dlatego to właśnie on został wyznaczony na to stanowisko? Nic nowego pojawienie się nowego stanowiska do naszej szkoły nie wniosło - dodaje. - U nas koordynatorem ds. bezpieczeństwa został były wicedyrektor, który wiele lat pracował w szkole i zna ją od podszewki - dodaje Iwona Turczyńska, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 21 w Gorzowie Wielkopolskim. - Ale szczerze mówiąc, od jakiegoś czasu bardzo uważamy na to, co się dzieje z naszymi uczniami, dlatego pojawienie się koordynatora jest tylko potwierdzeniem status quo.

Policjanci i pracownicy socjalni: To nie ma sensu

Sensu w powołaniu koordynatora dbającego o bezpieczeństwo nie widzą także instytucje, z którymi miałaby taka osoba mieć ścisły kontakt, czyli policjanci i pracownicy socjalni. - Często kontaktuję się ze szkołami, w których uczą się moi podopieczni - wyjaśnia Agata Kuczyńska z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Warszawie. - Do tej pory nie miałam z tym żadnych problemów, bo pedagodzy szkolni są przeszkoleni i wiedzą, jak współpracować z różnymi instytucjami. Boję się, że pojawienie się nowej osoby wprowadzi tylko niepotrzebny zamęt - zastanawia się.

- Wszystkim w szkole powinno zależeć na zwiększeniu bezpieczeństwa, dlatego powołanie osób za nie odpowiedzialnych jest niezbędne - broni pomysłu Jan Butrym. - Być może ministerstwo powoli będzie zwiększać ich kompetencje.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #420 dnia: Kwiecień 18, 2007, 11:00:35 am »
Doświadczeni nauczyciele uciekają ze szkół

"Dziennik Polski": Niemal co dziesiąty krakowski nauczyciel wybiera się w tym roku na wcześniejszą emeryturę. Podobnie jest w innych małopolskich miastach. Skorzystają na tym młodzi adepci zawodu, z których ponad połowa nie może obecnie znaleźć pracy w szkole.
W myśl obowiązujących przepisów, nauczyciele jeszcze tylko w tym roku będą mogli skorzystać z prawa do wcześniejszej emerytury, przysługującej osobom, które przepracowały 30 lat w zawodzie. Przedstawiciele związków zawodowych uważają, że dotychczasowe uprawnienia do wcześniejszych emerytur dla nauczycieli powinny zostać utrzymane, lub pedagodzy powinni być objęci ustawą o emeryturach pomostowych. Związkowcy obiecują negocjacje w tej sprawie.

- Muszę odejść w tym roku, bo jeśli tego nie zrobię, będę musiała pracować jeszcze przez dziewięć lat - mówi Jolanta Tyrawa, nauczycielka w krakowskim Gimnazjum nr 14. - Jestem wuefistką i nie czuję się na siłach, by pracować tak długo - dodaje. W Krakowie w podobnej sytuacji jest blisko 1000 pedagogów, spośród ponad 11 tysięcy zatrudnionych w szkołach. - W tym roku na wcześniejszą emeryturę chce przejść zdecydowanie więcej osób, niż jeszcze w ubiegłym roku - komentuje Jan Żądło, wicedyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Krakowa. Jego obserwacje potwierdzają też badania przeprowadzone przez oświatową "Solidarność".

Wynika z nich, że do tej pory nauczyciele niechętnie korzystali z prawa do wcześniejszej emerytury, a na pożegnanie ze szkołą decydowali się zwykle osiem lat po nabyciu tych uprawnień. - Ten fakt działa na naszą niekorzyść w negocjacjach z ministerstwem - ubolewa Stefan Kubowicz, przewodniczący oświatowej "Solidarności", w rozmowie z "Dziennikiem Polskim
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #421 dnia: Maj 04, 2007, 04:20:30 pm »
Lepiej wyzwalać pozytywną energię
2007-04-27   Ewa Jurkiewicz

Rozmowa z prof. Januszem Czapińskim, pracownikiem naukowym Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem Rady Programowej społecznej Kampanii “Szkoła bez przemocy”

Z przeprowadzonych pod Pana kierownictwem badań w Kampanii “Szkoła bez przemocy” wynika, że patologiczne zjawiska są odbiciem sytuacji w rodzinie.


- Gdy analizujemy wyniki, nasuwa się właśnie taki wniosek. Chodzi oczywiście o rodziców tych uczniów, którzy rzeczywiście stwarzają problemy wychowawcze. Przykładowo: 90 proc. młodych narkomanów to osoby, których rodzice nie interesują się nie tylko ich edukacją w szkole, ale w ogóle tym, co się z nimi dzieje. Wśród tych, którzy piją, odsetek młodych ludzi pochodzących z rodzin mało zainteresowanych losem swoich dzieci jest niższy, a to dlatego, że odsetek uczniów pijących alkohol jest o wiele wyższy niż zażywających narkotyki. Na swoich rodziców narzekają też ofiary agresji. Można więc powiedzieć, że uczniowie, którzy sprawiają w szkole problemy wychowawcze, są to z zasady dzieci niekochane, które nie mają żadnego wyraźnego drogowskazu, co mogłyby w życiu robić i zarówno w domu, jak i w szkole czują się niedocenione i osamotnione.

Receptą na wyciągnięcie takich uczniów z tej równi pochyłej nie powinny być dodatkowe kary, bo to nie prowadzi do niczego dobrego. Im nie brakuje dyscypliny, ale wręcz przeciwnie – miłości i wsparcia oraz alternatywnej, atrakcyjnej oferty programowej. W zdecydowanej większości lekcje w szkołach są zbyt nudne, żeby mogły sprzyjać rozwijaniu zainteresowań i pasji. Co może być taką alternatywą, próbą rozwiązania problemów wychowawczych zmierzającą w zupełnie innym kierunku niż propozycja ministerstwa edukacji zawarta w Programie “Zero tolerancji...”? Zwiększenie atrakcyjnej, nieobligatoryjnej oferty szkolnej dla młodzieży w postaci różnego rodzaju zajęć pozalekcyjnych, realizowanych niekoniecznie na terenie szkoły, choć oczywiście pod opieką doświadczonych i mądrych nauczycieli. Taka oferta może jednak powstać tylko wtedy, gdy szkoły zostaną w należyty sposób dofinansowane, gdyż do tej pory obserwowaliśmy proces likwidowania wszystkiego, co wykraczało poza obligatoryjną ścieżkę edukacyjną w szkołach.

I nie chodzi tu o dofinansowanie oświaty poprzez nauczycielskie pensje?

- Bynajmniej. Chodzi raczej o dofinansowanie poprzez samorządy różnego rodzaju zajęć, festynów, akcji, a także wysupłanie pieniędzy na nagrody, np. w postaci opłacenia atrakcyjnego obozu narciarskiego dla tych uczniów, którzy dużo dobrego robią na rzecz swojej szkoły, a niestety, ciągle jeszcze są niedoceniani. Nie otrzymują żadnej informacji zwrotnej, że to, co robią, jest wartościowe i dostrzegane przez innych.

Szkoła kładzie zbyt duży nacisk na funkcję edukacyjną, ignorując społeczne zaangażowanie swoich wychowanków. Zdarza się, że uczeń, który nie za dobrze radzi sobie z nauką, jest świetnym organizatorem i sprawnym liderem grupy rówieśniczej. Na te pozadydaktyczne osiągnięcia szkoła prawie w ogóle nie zwraca uwagi. Może właśnie dlatego tak wielu młodych ludzi czuje się niedocenionych?

- Myślę, że Pani sugestia jest słuszna. I właśnie dlatego należy dołożyć wszelkich starań, aby młodzi ludzie mieli możliwość udziału w zajęciach pozalekcyjnych, nazwijmy je “zajęciami nowego typu”. Chodzi nie tylko o odciągnięcie młodzieży od robienia złych rzeczy – chociaż to również byłby pożądany skutek, ale przede wszystkim o wzmacnianie procesów uspołeczniania młodych ludzi. Zajęcia te mogłyby pełnić funkcje uspołeczniające, jeśli byłyby prowadzone w mniejszych, zgranych zespołach. Co tu dużo mówić, w domu polska młodzież nie jest specjalnie uspołeczniana i okazuje się, że w szkole też nie. W zasadzie nie przywiązuje się do tego żadnej wagi, a to, co tak szumnie nazywa się wiedzą o społeczeństwie, tak naprawdę nie istnieje. To znaczy istnieje na poziomie przekazu informacji, inaczej mówiąc, polska młodzież ma sporo informacji o tym, jak funkcjonuje społeczeństwo, także społeczeństwo demokratyczne, ale żadnego praktycznego użytku z tej wiedzy nie robi.

Aby odnieść swoje spostrzeżenia do konkretnej sytuacji, przytaczam dane z dużych międzynarodowych badań wykonanych na przełomie wieków (1999/2000), które pokazują, że pod względem wiedzy obywatelskiej polska młodzież bryluje na tle innych krajów rozwiniętych. Natomiast jeżeli chodzi o zachowania o charakterze obywatelskim – a jednym z mierników może być udział w wolontariacie - to polska młodzież jest absolutnie na samym końcu. I to niezależnie od wieku - i 14-latkowie, i 17-latkowie zajmują niezaszczytne ostatnie miejsce. Udział polskiej młodzieży w wolontariacie to zaledwie 6 procent. To żenująco niski wskaźnik, biorąc pod uwagę, że średnio w krajach rozwiniętych jest to 20-30 procent. Są też i takie kraje, w których ponad połowa uczniów poza obowiązkiem szkolnym dodatkowo i oczywiście nieodpłatnie poświęca swój wolny czas, udzielając się w pracy na rzecz innych ludzi. Robią zakupy niesprawnym czy starszym osobom, pełnią dyżury w hospicjach, itp. Świadczenie pracy nieodpłatnie na rzecz innych to jeden z wymiarów obywatelskiej aktywności, ale są i inne, jak na przykład praca w uczniowskich samorządach szkolnych. Z tym też jest u nas nienajlepiej, sama młodzież dostrzega ich marazm.

Ze wspomnianych badań wynika, że dom nie uspołecznia i nie przygotowuje młodych ludzi do roli obywatela. Szkoła również tego nie robi. Czy można to jakoś zmienić?

- Rodziców trudno byłoby namówić czy zmusić do zmiany postaw, ale szkoła jest instytucją podlegającą różnym regulacjom prawnym i można byłoby na nią nałożyć pewne obowiązki. Jedną ścieżką naprawy sytuacji jest bogatsza pozaobligatoryjna oferta pozalekcyjna. W tym miejscu chcę wyraźnie podkreślić, że to muszą być naprawdę atrakcyjne zajęcia, a nie przeniesione z PRL-u nudne kółka zainteresowań!

W Programie “Zero tolerancji...” pojawia się propozycja zajęć savoir-vivre`u. Na ile interesujące dla młodzieży mogą być takie lekcje?

- Myślę, że atrakcyjniejsze mogłyby być poprowadzone z pasją zajęcia sportowe albo rozpalające ciekawość młodych ludzi zajęcia klubowe. I to jest jedna ścieżka, ale jest też druga propozycja.

Czy dotyczy ona rodziców?

- Należy przyjąć założenie, że jeśli góra nie chce przyjść do Mahometa, to Mahomet musi się pofatygować i pójść do góry. Trudno jest zmusić rodziców, którzy nie przejmują się losem swojego dziecka w szkole, żeby nagle się tym zainteresowali. Nie wiem, czy państwo mogłoby nałożyć kary finansowe na takich rodziców?

Zaraz pojawiłyby się protesty, a poza tym kto miałby płacić, jeżeli problemy dotyczyłyby rodzin ubogich?

- No właśnie, i z tych powodów takie rozwiązanie nie wchodzi w grę. Ale oczywiście szkoła mogłaby próbować zainteresować rodziców sprawami ich własnych dzieci, tyle tylko, że nauczyciel musiałby wyjść ze szkoły i pójść do domu ucznia. Wyobrażam sobie, że w bardzo wielu sytuacjach ta próba zainteresowania rodziców losem dzieci zakończyłaby się niepowodzeniem, bo nauczyciele trafiliby na rodziny patologiczne. Pół biedy, gdyby udało im się utrafić moment, gdy przynajmniej jedno z rodziców jest trzeźwe. Gdyby się jednak okazało, że nie ma z kim rozmawiać albo że rodzice są zupełnie niezainteresowani propozycją współpracy, to co mieliby zrobić? W jaki sposób namawiać czy nalegać, żeby przychodzili częściej do szkoły?

Mogłoby się okazać, że taka wizyta w domu przyniosłaby odwrotny skutek. Rodzice przeświadczeni, że są pod baczną obserwacją nauczyciela, mogliby jeszcze bardziej unikać kontaktów ze szkołą.

- Jednak pożytek, który wynikałby z takiej wizyty w domu dziecka sprawiającego problemy w szkole byłby taki, że nauczyciel potrafiłby dobrze zdiagnozować powody, dla których uczeń zachowuje się w taki, a nie inny sposób. Dlaczego jest agresywny, pije alkohol, zażywa narkotyki, pali papierosy, przeszkadza na lekcjach, prowokuje nauczyciela...

Diagnoza ta jest punktem wyjścia do zastanowienia się, co można byłoby z takim młodym rozrabiaką dalej zrobić. Jakie działania podjąć, jak go odciągnąć od dotychczasowego stylu funkcjonowania w szkole. W skrajnych przypadkach taka wizyta nauczyciela w domu ucznia mogłaby uruchomić ścieżkę dyscyplinowania rodziców poprzez instytucje do tego powołane. Oczywiście ostatecznym rozwiązaniem, stosowanym tylko w skrajnych przypadkach, jest ograniczenie czy nawet pozbawienie praw rodzicielskich.

Jednak na drodze dyscyplinowania rodziców są różne pośrednie możliwości. Część rodzin, z których pochodzą dzieci agresywne, żyje z zasiłków z opieki społecznej i właśnie ta instytucja mogłaby w szerszym zakresie wpływać na zachowania rodziców, poprzez np. uzależnienie wypłacania świadczeń od wypełniania obowiązków względem szkoły. Innymi słowy, takie wyjście nauczycieli poza szkołę stworzyłoby w środowiskach lokalnych przeświadczenie, że państwo nie tylko próbuje dyscyplinować młodzież, czyli walczyć z objawami, ale jest ono także zainteresowane rodzinami uczniów agresywnych, które są rzeczywistym źródłem problemów wychowawczych. Chodzi o wyraźny sygnał ze strony państwa, że to nie jest tak, że z dziećmi można robić cokolwiek, że można nie interesować się tym co robią, można je zaniedbywać i nikt nie ma prawa wtrącać się do tego.

Niestety, często można odnieść wrażenie, że niektórym rodzicom, zwłaszcza z rodzin dysfunkcyjnych, wydaje się, że mogą robić z własnym dzieckiem co tylko im się podoba i że jest ono zdane wyłącznie na ich dobrą wolę.

- Wydaje im się, że mogą robić z własnymi dziećmi wszystko i niestety dopóki nie skatują dziecka tak, że trafi ono do szpitala, to nikt się tym absolutnie nie interesuje.

Sąsiedzi, nie chcąc być posądzeni o wtrącanie się czy naruszanie prywatności, nie ingerują najczęściej w sprawy tych rodzin, udając, że nic nie widzą i nie słyszą.

- Jeżeli sąsiedzi, którzy najlepiej znają sytuację, nie wtrącają się i nie ma nikogo, kto reprezentował by państwo, to jak możliwe jest udzielenie skutecznej pomocy dziecku? A jeżeli nie jesteśmy w stanie pomóc dziecku w każdym indywidualnym przypadku, to nie pomożemy również szkole, ponieważ to rodzina jest źródłem wszystkich patologii, z którymi mamy do czynienia. Nie jest tak, że dobrze wychowawczo poprowadzony młody człowiek, jeżeli trafia do szkoły, która jest zarażona “wirusami” pijaństwa, narkomanii i agresji, od razu przejmuje złe wzorce zachowania od swoich kolegów.

Ze zdrowego drzewa pochodzą tylko zdrowe owoce?

- Dokładnie tak. Dom potrafi uodpornić dzieci na zło otaczającego świata i to dom jest, a raczej powinien być, źródłem norm postępowania i kształtowania się systemu wartości.

Aby działania zmierzające do zwiększenia bezpieczeństwa w szkole były naprawdę skuteczne, należy je prowadzić równolegle. Zacząć od rodziny, ale równocześnie należy przyjrzeć się sytuacji w szkole i tworzyć w środowisku szkolnym czy wokół niego atrakcyjne sposoby spędzania wolnego czasu. I tymi dwoma równoległymi ścieżkami należy podążyć i tu nie ma miejsca na żadne odświeżane czy dodatkowe kary, na żadne ekstra dyscyplinowanie. Bo to jest trochę tak, jak byśmy próbowali stłuc termometr, który pokazuje wyższą temperaturę, niż powinna być. To przecież do niczego nie prowadzi. Co więcej, jest to droga, która może spowodować eskalację konfliktów w szkołach, bo młodzi ludzie z reguły próbują testować granice odporności dorosłych czy konsekwencje różnych środków dyscyplinujących przez nich stosowanych. Poza tym nie lubią zamachów na swoją wolność, więc tak czy inaczej nie w takiej, to w innej formie odpłacą się tym, którzy będą próbowali ich nazbyt dyscyplinować.

Taka jest specyfika wieku młodzieńczego i każdy wychowawca – w tym również sam minister edukacji – powinien doskonale to wiedzieć.

- Zgadza się. Ministerstwo jednak, nie zważając na to, ustaje w oczyszczaniu szkół z patologii i proponuje tworzenie dodatkowych ośrodków odosobnienia dla tych, którzy utrudniają życie innym. Tylko że to jest najgorsze z możliwych rozwiązań, bo wyizolowanie młodzieży, która stwarza problemy wychowawcze i zamknięcie jej we własnym gronie, to tworzenie “uniwersytetów przestępczości”.

Młodzi ludzie bardzo dobrze się w nich nawzajem wyszkolą.

- I potem koszty tego ponosić będzie całe społeczeństwo, bo wzrośnie przestępczość pospolita w miejscach publicznych, wzrośnie stopień zagrożenia dla różnych grup ludności, np. dla emerytek, które wieczorem wracają do domu czy przynoszą pieniądze z banku. Nie warto zatem tą drogą iść, bo przez jakiś czas może być spokojniej w szkołach, ale po wyjściu młodzieży z tych ośrodków będzie mniej bezpiecznie na ulicach. Dlatego uważam, że najpierw powinno się wypróbować wszelkie możliwe sposoby naprowadzania tzw. trudnej młodzieży na ścieżkę poprawnego zachowania poprzez wzmocnienie siły oddziaływania grupy rówieśniczej. Koledzy mogą mieć bowiem dużo do powiedzenia i często nie korzystają z tej możliwości. Dlaczego? Bo są często zastraszeni. Wystarczy 3-4-osobowa grupa młodych gangsterów w klasie, żeby ją spacyfikować.

W jaki sposób młodzież może oddziaływać na swoich agresywnych kolegów?


- Gdy pojawi się taki problem, najważniejsze jest, aby tę sprawę potraktować otwarcie i ją ujawnić. Ale nie poprzez zachęcanie dobrych uczniów do donoszenia – jak proponuje to minister edukacji, bo wtedy oni znajdą się na celowniku takiej bandy trojga czy czworga. Są inne sposoby. Często nauczyciele dobrze wiedzą, że coś niepokojącego dzieje się w klasie - niby nic nie widać na powierzchni, ale jak się lepiej przyjrzeć to utajone życie klasy wygląda bardzo źle. I w takiej klasie można organizować od czasu do czasu warsztaty o charakterze treningu interpersonalnego. Zasada jest taka, że cokolwiek będzie się działo w czasie takiego warsztatu, a zazwyczaj uruchamiane są bardzo silne emocje, to dzieje się wyłącznie tu i teraz i nikt z uczestników nie może wyciągać żadnych konsekwencji po ich zakończeniu.

W ramach takiej quasi terapii społecznej w klasie – jeżeli warsztaty prowadzić będą bardzo dobrzy i doświadczeni trenerzy – w krótkim czasie wszystko wyjdzie na wierzch. Natychmiast się okaże, kto jest górą, kto tworzy większość i kto ma naprawdę siłę oddziaływania, z której nie korzysta. A później sprawy mogą potoczyć się według własnej logiki. Klasa - to znaczy te 90 proc. zastraszonych - poczuje, że siła jest po ich stronie i nie da się już więcej terroryzować.

Dzisiaj mamy do czynienia z taką anegdotyczną sytuacją: “chodźmy szybciej, bo ich jest dwóch, a my jesteśmy sami” i ten sposób patrzenia na własną grupę koniecznie trzeba odwrócić. Albowiem my w grupie nie jesteśmy sami, nas nawet jest więcej niż dwóch i w związku z tym my wcale nie musimy uciekać.

Agresja i przemoc w polskich szkołach to zjawiska mogące budzić uzasadniony niepokój. Jednak nie dotyczą one – jak mogłoby się wydawać na postawie przedstawianej przez ministra Romana Gierycha katastroficznej wizji – ani większości szkół, ani większości uczniów. To raczej zjawiska marginalne.

- Ma pani absolutnie rację. Przy okazji warto podkreślić, że nawet nie robiąc żadnej pogłębionej diagnozy w pojedynczych szkołach, można z góry założyć, że poziom patologii nie jest tak wysoki, by większość była terroryzowana przez mniejszość. Nigdzie, w żadnej szkole, tak się nie dzieje. I teraz można uogólnić, odwołując się już do badań, i powiedzieć, że polska młodzież - jeżeli chodzi o sumę wszystkich patologii szkolnych - zajmuje zaszczytne drugie miejsce, tuż po młodzieży szwedzkiej.


Czy to znaczy, że najgrzeczniejsza jest młodzież w Szwecji, a zaraz po niej nasza? Jak to możliwe, z ministerialnej kampanii wyłania się katastroficzny obraz polskiej szkoły?

- Podkreślę, że jeżeli weźmiemy pod uwagę wszystkie szkolne patologie, to polska szkoła wypada całkiem nieźle. Jeżeli jednak ten sumaryczny wskaźnik rozbijemy na poszczególne składniki, okaże się, że u nas rzeczywiście jest najgorzej pod względem przemocy. Ale to najgorzej oznacza, że jesteśmy w środku rankingu europejskiego – podkreślam w środku , a nie na końcu! Są takie kraje jak Wielka Brytania, które z punktu widzenia naszej sytuacji znajdują się wręcz w tragicznym położeniu.

Chciałem też podkreślić, że w zasadzie nie ma żadnego trendu wzrostu patologii w szkole w ciągu ostatnich 10 lat. Tu się nic nie pogarsza. Jedyna rzecz, która może nas niepokoić, to dwukrotny wzrost spożycia alkoholu przez dziewczęta. Dorównały one pod tym względem swoim kolegom. Ale jeżeli chodzi o chłopów wskaźnik pijących alkohol nie drgnął, a nawet nieco spadł, podobnie jak wskaźnik zażywających narkotyki. Nie ma żadnych dowodów na to, że rośnie fala przemocy w szkołach. Inaczej mówiąc, to z czym mamy obecnie do czynienia w polskiej szkole, to dość stabilna sytuacja i nie ma powodów, żeby teraz zacząć wprowadzać jakieś superprogramy mające poprawić sytuację w polskich szkołach. W dzisiejszej sytuacji najbardziej pożądane byłoby podjęcie stopniowych, przemyślanych i mądrych działań, a nie jakichkolwiek akcji. Na dodatek tak bardzo upolitycznionych.

Wskazuje Pan na bardzo ważną rolę zajęć pozalekcyjnych, ale z badań wynika, że i w samej szkole sporo jest jeszcze do zrobienia, skoro 53 proc. uczniów podstawówek i 43 proc. gimnazjalistów deklaruje, że lubi chodzić do szkoły, a na lekcjach nudzi się 56 proc. uczniów szkół ponadgimnazjalnych i 44 proc. gimnazjalistów.

- Niestety, niewiele z tym da się zrobić, to jest stały trend. Popatrzmy, jak wielu dorosłych chodzi do pracy bo musi, a nie dla przyjemności. To jest analogiczna sytuacja.

Ale można przecież dążyć do zmian w sposobie prowadzenia lekcji, w relacjach nauczyciel-uczeń czy szerszego wykorzystania na zajęciach nowoczesnych technik.


- Oczywiście można próbować zmienić programy, można lepiej przygotowywać nauczycieli – to się mieści w pakiecie mało spektakularnych działań u podstaw. Można wreszcie zmienić selekcję negatywną do zawodu na pozytywną. To wszystko jednak wymaga ogromnego dofinansowania. Dopóki ten zawód jest tak opłacany jak teraz, to poza garstką zapaleńców, którzy nie wyobrażają sobie życia poza systemem oświaty i po prostu uwielbiają uczyć innych, cała reszta będzie szła do zawodu nauczycielskiego tylko dlatego, że się nie nadaje do innych, lepiej płatnych. Jedyna sensowna sugestia jest taka, że udział wydatków na oświatę w budżecie państwa powinien po prostu wzrosnąć do przyzwoitego europejskiego poziomu i wtedy rzeczywiście możemy, przedstawiając atrakcyjną ofertę finansową w tym zawodzie, zachęcać tych, którzy mają naprawdę coś do zaoferowania uczniom.

Wracając jednak do pytania, czy nie można starać się doskonalić procesu nauczania w szkołach, czy tu rzeczywiście niewiele da się zrobić?

- Nie, bo proszę zauważyć, że chyba nie ma w Polsce takiej szkoły, w której wszyscy nauczyciele prowadziliby lekcje w sposób schematyczny i nieciekawy. Najczęściej zdarza się, że uczniowie na jednych lekcjach się nudzą, a w innych uczestniczą z wielkim zaangażowaniem i zainteresowaniem. Przebieg procesu nauczania i jego efektywność zależą bowiem od osobowości, umiejętności, wiedzy i mądrości nauczycieli. Od tego, czy potrafią i chcą zainteresować uczniów swoi przedmiotem, czy nie. I tu niewiele zmienimy, choćby nie wiem jak idealne były przepisy.

Zwolennicy Programu “Zero tolerancji...” zarzucają jego przeciwnikom brak jakichkolwiek propozycji alternatywnych, nie mówiąc już o działaniach. Czy rzeczywiście poza pomysłem ministra Giertycha nie podejmuje się alternatywnych działań?

- Wspomniałem już o dwóch alternatywnych ścieżkach poprawy kondycji polskiej szkoły, które można by z powodzeniem zastosować niemal od zaraz - ścieżka nagród i atrakcyjnej oferty pozalekcyjnej oraz ścieżka skoncentrowana na rodzinie. Pragnę podkreślić, że Program “Zero tolerancji...” całkowicie niemal pomija fundamentalną rolę rodziny w działalności wychowawczej szkół. Jest jeszcze trzecia ścieżka, która - mówiąc trochę poetycko - jest próbą uruchomienia pozytywnej energii w środowiskach szkolnych, energii i zapału na rzecz swojego własnego dobra, czyli dobra własnej szkoły. Główna idea Kampanii “Szkoła bez przemocy” jest taka, by tę pozytywną energię uruchomić, ale niczego szkołom nie narzucać. Zasada, którą zna każdy psycholog, mówi, że jeśli sam coś wymyślisz, to gotów będziesz poświęcić bardzo wiele, żeby to, co wymyśliłeś, zrealizować. Ale jeżeli ktoś każe ci coś zrobić, to poświęcisz na to tylko tyle czasu i energii, żeby ten ktoś miał wrażenie, że to zrobiłeś.

Jeżeli ministerstwo coś narzuca, to zauważalny jest jedynie wzrost sprawozdawczości i nic poza tym. Dlatego tak ważne jest, aby propozycje konkretnych rozwiązań problemów wychowawczych, z którymi borykają się poszczególne szkoły, powstawały w tych szkołach, a nie w kuratoriach czy w ministerstwie. Mając to na uwadze, opracowaliśmy propozycję dekalogu dobrego postępowania w szkołach w postaci “Kodeksu szkoły bez przemocy”. Jest to katalog ogólny, który nie zawiera żadnych konkretnych propozycji rozwiązań. Chcieliśmy, aby autorami konkretnych propozycji były konkretne szkoły czy poszczególne wspólnoty szkolne i dlatego ogłosiliśmy konkurs na projekty działań, do którego zgłosiło się ponad 900 placówek. Wybraliśmy 64 najlepsze projekty i nagrodziliśmy je bonusami, które mają ułatwić realizację opracowanych projektów. Kwota nie jest być może porażająca – to 5 tys. złotych - ale dla wielu wiejskich szkół to całkiem dużo. Projekty mają różny przedział czasowy: są propozycje realizowane w ciągu jednego roku, ale i takie, w których nie ogranicza horyzontu czasowy. Propozycje przesłane na konkurs to istna kopalnia pomysłów.

“Szkoła bez przemocy” to nie propozycja, a konkretne działania mające na celu przeciwdziałanie przemocy w szkołach poprzez zwiększenie świadomości na temat problemu, zmianę postaw wobec przemocy, a także dostarczenie konkretnego wsparcia i narzędzi, które skutecznie i systemowo zwalczałyby to zjawisko.

- Tak jak wśród uczniów obowiązuje zasada “chodźmy szybciej, bo ich jest dwóch”, tak wśród nauczycieli obowiązuje zasada “ ja się będę wysilał, a inni mnie wyśmieją”, która jest wyrazem atmosfery nieufności. Tę właśnie atmosferę należy zmienić. Trzeba więc odrzucić przekonanie, że nic nie się nie da zrobić albo że może ktoś rozwiąże za nas problemy. Bo prawdziwi pasjonaci zawodu pracują w szkołach, potrzebują tylko wzmocnienia. Trzeba im pokazać, że ich pasje są cenne, że inni mogą się nimi zarazić i dzięki temu wszyscy będą w szkole czuli się lepiej.

Kampania to pozytywny program wsparcia szkół mających problemy z niespokojną i agresywną młodzieżą. To z całą pewnością program alternatywny w stosunku do resortowego, mało przyjaznego młodzieży Programu “Zero tolerancji...”, którego zasadnicza słabość polega na tym, że odpowiedzialnością za szkolne patologie obarcza dzieci i młodzież, podczas gdy tak naprawdę sedno problemu tkwi w rodzinie.

- Uczniowie piją alkohol, palą papierosy i narkotyzują się, bo chcą w ten sposób zrewanżować się światu, w którym żyją. Mają potrzebę bycia kochanymi oraz potrzebę silnej więzi z innymi ludźmi. Gdy zapewnimy im te dwie rzeczy, to bez specjalnego zmieniania prawa wyeliminujemy morze zła.

A jeżeli już chcemy zmieniać prawo, to tak by służyło ono zaspokajaniu podstawowych potrzeb młodych ludzi, o których Pan wspomniał, a nie sprzyjało jedynie nasilani się formalizmu w relacjach nauczyciel-uczeń.

Rozmawiała EWA JURKIEWICZ

"Gazeta Szkolna" nr 16
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #422 dnia: Maj 08, 2007, 08:08:53 am »
Czy mamy się już bać o swoje dzieci  :puppydogeyes:
Przemoc w szkołach,brak dyscypliny, a teraz aby to "naprawić" to
trzeba zastosować ..... kary cielesne  :roll:

Nauczyciele chcą kar cielesnych
Cytuj
"Dziennik": Co czwarty nauczyciel chce kar cielesnych, czy zatem do szkół wróci pas i trzcinka? Polscy nauczyciele alarmują, że ze szkolną dyscypliną jest coraz gorzej. Wielu z nich przyznaje się do bezradności i uważa, że do szkół powinny wrócić kary cielesne.

Fatalną sytuację w szkołach potwierdzają badania przeprowadzone w województwie łódzkim przez dra Jacka Pyżalskiego z Instytutu Medycyny Pracy Katedry Pedagogiki Specjalnej Uniwersytetu Łódzkiego. Aż 90 proc. nauczycieli z podstawówek i gimnazjów uznało, że szkoła ma poważne trudności z dyscypliną. 92 proc. jest zdania, że uczniowie zachowują się coraz gorzej. A co czwarty z pedagogów dopuszcza wprowadzenie do szkół kar cielesnych. Zdaniem specjalistów te wyniki odzwierciedlają opinie nauczycieli w całym kraju.

Potwierdzają je też efekty pracy tzw. trójek, które przez kilka miesięcy skontrolowały 25 tys. szkół. W 7 tys. z nich problemy wychowawcze są tak poważne, że dyrektorzy będą musieli wprowadzić tzw. programy naprawcze. - Tylko w województwie mazowieckim takich szkół jest ponad tysiąc. Oczywiście problem braku dyscypliny jest wyraźniejszy w dużych aglomeracjach, bo tam uczniowie pozostają anonimowi. W szkołach wiejskich lub na prowincji, gdzie zaangażowanie rodziców w życie szkoły jest o wiele większe, problemy wychowawcze nie występują w tak dużym natężeniu - tłumaczy Ryszard Szubański, dyrektor departamentu nadzoru oświatowego MEN.

W badaniach Pyżalskiego na szczególną uwagę zasługują opinie pedagogów na temat stosowana kar cielesnych. Aż co czwarty nauczyciel przyznał, że w szkole jest na nie miejsce. Co trzeci zaś był zdania, że są uczniowie, wobec których jest to jedyna metoda wychowawcza. Równocześnie pedagodzy przyznawali, że kary cielesne nie są sposobem budowania autorytetu, a stanowią raczej dowód bezradności. To dlatego, że statystyki pokazują, że pospolite spóźnienia czy rozmowy w trakcie lekcji zaczynają doganiać wulgarne gesty i odzywki.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #423 dnia: Maj 08, 2007, 11:17:16 am »
Najpierw uczą by dzieci wychowywać bezstresowo a teraz chcą kar cielesnych -no ciekawy sposób podejścia do wychowania dzieci. :puppydogeyes:
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #424 dnia: Maj 14, 2007, 10:11:11 am »
Po takim marszu,to nawet rozrabiać się dzieciom nie będzie chciało  :roll:  :evil:


Idź sobie, uczniu
Marcelina Szumer
2007-05-13
 
We wrześniu tysiące uczniów pojedzie do szkoły nowymi gimbusami - zapowiedziało Ministerstwo Edukacji Narodowej, które miało kupić pojazdy. To zadanie przerosło urzędników, przetarg nie wypalił, dzieciaki będą drałować piechotą.
Cytuj
Gimbusy, specjalne pojazdy dowożące uczniów do szkół, pojawiły się wraz z wprowadzoną kilka lat temu reformą edukacji. Szkoły w całym kraju mają ich do dyspozycji ok. 2,5 tys., ale dla wszystkich dzieci i tak nie starcza. W wielu gminach maluchy albo chodzą do oddalonych szkół piechotą, jeżdżą gimbusami z przesiadkami lub na własny koszt: - Gimbusów jest mało, są zatłoczone, jeden dowozi dzieci do kilku szkół na raz - potwierdza Aleksandra Nowicka, dyrektorka gimnazjum w Mrągowie i przybliża: - Na terenie takich województw jak np. warmińsko-mazurskie czy podlaskie polikwidowano wiele wiejskich placówek edukacyjnych. Aby dostać się do szkoły, dzieci muszą pokonać nawet kilkanaście kilometrów. Brakuje nawet zwykłych PKS-ów i połączeń PKP, więc zorganizowanie dzieciom bezpiecznego transportu to sprawa priorytetowa.

MEN o gimbusach przypomniało sobie w styczniu

Sytuację miał choć trochę poprawić zakup nowych gimbusów. Jednak "Metro" dowiedziało się, że najpewniej nic z tego. MEN nie poradził sobie z zakupem blisko stu pojazdów. W skrócie: przetarg na szkolne autobusy miał się zacząć jeszcze w zeszłym roku, ale ministerstwo zwlekało, zwlekało, aż wreszcie o gimbusach przypomniało sobie pod koniec stycznia 2007 r.

Spóźnialski resort jednocześnie nie dał firmom zgody, by wymagane w przetargu dokumenty dostarczyły w późniejszym terminie. Zabrakło dobrej woli, to i zabrakło... ofert. Przetarg odwołano. O jakie dokumenty poszło? - Większość odbiorców zgadza się, by dostarczać świadectwo homologacji razem z autobusami. Załatwienie tych dokumentów trwa długo, a ministerstwo dało mało czasu - mówi nam przedstawiciel jednej z firm zainteresowanych konkursem gimbusowym. Dodaje, że jego przedsiębiorstwo wystartuje w kolejnym przetargu.

W ministerstwie nie widzą problemu

Kłopot w tym, że nie wiadomo, kiedy miałby się on odbyć. MEN musi wydać 14 z 30 mln zł przeznaczonych w budżecie na gimbusy do końca czerwca. Po tym terminie pieniądze wrócą do państwowej kasy. Zostało 45 dni... Popytaliśmy w różnych zakładach komunikacyjnych w całym kraju. Nie pamiętają, żeby kupno tak poważnej rzeczy jak autobus czy mniejszy bus udało się załatwić w tak szybkim czasie.

Ministerstwo nie widzi jednak problemu, choć już przyznaje, że całej setki gimbusów nie załatwi: - Ogłosimy w najbliższym czasie przetarg na dostawę 53 sztuk nowych autobusów szkolnych - informuje nas resort. - Na zakup pozostałych będziemy szukać środków w budżecie.

To oznacza, że MEN pogodził się ze stratą kilku milionów złotych na gimbusy. Przed 1 września gminy pojazdów nie dostaną.


Źródło: Metro
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,4128726.html?nltxx=856991&nltdt=2007-05-14-09-06
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #425 dnia: Maj 18, 2007, 12:49:18 am »
Była na ten temat już dyskusja chyba na jesieni.
I jak widać jednak przymierzają się do projektu   :evil:



Sześciolatki do pióra

Olga Sobolewska, Piotr Burda, mar2007-05-15

Polskie sześciolatki mogą już iść do szkoły - twierdzą naukowcy. Politycy chcą więc jak najszybciej posłać maluchy do pierwszej klasy

Jaki jest polski sześciolatek? Inteligentny, bystry i chętny do nauki. Nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami, nieźle radzi sobie w grupie. Zdrowie ma wyśmienite, jeśli nie liczyć nękających go alergii. Brakuje mu tylko ruchu. Takie optymistyczne wnioski płyną z badań naukowców z Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach, którzy sprawdzili rozwój intelektualny, emocjonalny i fizyczny sześciolatków.

- Polskie sześciolatki mogłyby rozpocząć naukę w szkole - mówi zarządzająca projektem Aldona Kopik z Akademii Świętokrzyskiej.

To bezprecedensowe badanie mogło się odbyć dzięki pieniądzom z Unii Europejskiej. Uczeni dostali na ten cel 85 mln zł, co umożliwiło przebadanie 70 tys. dzieci, czyli blisko 20 proc. sześciolatków w kraju.

Według badań ponad 90 proc. sześciolatków jest samodzielnych: potrafi wykonywać polecenia, sprawnie poruszać się po przedszkolu, samemu pójść do toalety czy szatni. Sześciolatki są bardzo towarzyskie - aż 80 proc. nie ma kłopotu z nawiązaniem przedszkolnych znajomości. Są też dobrze przygotowane do nauki - 40 proc. rozpoczynających zerówkę jest dobrze przygotowanych do rozwijania umiejętności czytania, a 26 proc. bardzo dobrze. Gorzej jest tylko z pisaniem - 42 proc. badanych otrzymało za tę umiejętność ocenę niedostateczną. - Zauważyliśmy przy okazji, że dzieci dobrze posługują się kciukiem. To sprawa telefonów komórkowych - twierdzi Kopik.

- Nie dziwią mnie te wyniki - twierdzi Aleksandra Rostkowska, nauczycielka nauczania początkowego z Lublina. - Dzisiejsze dzieci są śmielsze i bardziej pewne siebie niż ich równolatkowie sprzed lat - dodaje.

Co teraz? Wyniki badań naukowców zostały przekazane rządowi. Pierwsza klasa dla sześciolatków i obowiązkowe przedszkola dla pięciolatków były jednymi ze sztandarowych haseł PiS i programu "Solidarnego państwa".

Jednak jesienią ub.r. Roman Giertych, minister edukacji narodowej, zapowiedział, że resort "na razie wycofuje się" z tego pomysłu, ale politycy koalicji rządowej nie dają za wygraną.

- O tym, że sześciolatki powinny rozpocząć obowiązkową naukę, nikt nie musi mnie przekonywać. Mam syna w tym wieku i wiem, co potrafi - twierdzi Zbigniew Girzyński z PiS, zastępca przewodniczącego sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży. - O tym, że do tej pory nie udało się tego wprowadzić, zadecydowały tylko pieniądze - nie było środków na przeprowadzenie tak kosztownej operacji. Ale ta sprawa bardzo leży nam na sercu i poślemy sześciolatki do szkoły najszybciej, jak będzie to możliwe - dodaje. Czyli kiedy? Takich deklaracji nikt nie chce składać. Najwcześniej byłoby to możliwe za kilka lat. Powód?

- Zanim zamienimy zerówkę na pierwszą klasę, musimy się do tego przygotować. Trzeba kupić nowe gimbusy, pomoce naukowe, wyposażyć sale, jadalnie. Potrzebne są czas i pieniądze. Błędem będzie, jeśli sześciolatki potraktujemy jak siedmiolatki - uważa prof. Mirosław Szymański z krakowskiej Akademii Pedagogicznej.

- Jestem przeciwna temu pomysłowi - mówi Aleksandra Rosińska, mama sześcioletniego Michała - Być może intelektualnie sześciolatki są do szkoły przygotowane, ale emocjonalnie nie. To za wcześnie - dodaje.

Źródło: Metro

http://serwisy.gazeta.pl/metro/1,75931,4134543.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Nauczyciele zapowiadają strajk
« Odpowiedź #426 dnia: Maj 22, 2007, 09:26:39 am »
Lekarze strajkują,
http://forum.darzycia.pl/topic,8034.htm
a już nauczyciele zapowiadają strajk za parę dni.

Strajkując, nie zapomną o uczniach

Olga Szpunar2007-05-21
 
Co zrobić z dzieckiem podczas planowanego za dwa tygodnie strajku nauczycieli? Dyrektorzy krakowskich szkół obiecują, że nie zostawią najmłodszych bez opieki.
Nauczyciele planują strajk na 29 maja. We wtorek za dwa tygodnie w szkołach nie odbędą się dwie pierwsze lekcje. Rodzice już teraz się zastanawiają, co przez ten czas zrobić z dziećmi.


- Wiemy, że to duży problem, dlatego będziemy apelowali do dyrektorów, by razem z komitetem strajkowym wymyślili jakieś sensowne rozwiązania - mówi Andrzej Ujejski, prezes małopolskiego oddziału ZNP, który jest organizatorem protestu.

Największy kłopot mają rodzice maluchów z klas I+III oraz uczniów, którzy do szkoły dojeżdżają zorganizowanymi środkami transportu. - Trudno z powodu dwugodzinnego strajku zmieniać rozkład jazdy busów - przyznaje Ujejski. Dlatego dyrektorzy szkół w Krakowie już teraz myślą o zorganizowaniu specjalnych zajęć dla najmłodszych. - Jako dyrektor szkoły biorę na siebie załatwienie tego problemu. Rozumiem bunt nauczycieli, ale trzeba też pamiętać o uczniach - powiedział nam Tomasz Malicki, kierujący Szkołą Podstawową nr 26.

W godzinach strajku ma zamiar wyznaczyć kilku pedagogów, którzy poprowadzą zajęcia dla najmłodszych. - Mam nadzieję, że się zgodzą. Codziennie rano rodzice przekazują mi pod opiekę około 100 maluchów i ja jestem za te dzieci odpowiedzialny bez względu na sytuację polityczną w kraju - dodaje.

Nauczyciele SP nr 25 informacje o strajku wpiszą uczniom do dzienniczków. Rodzice będą musieli odpowiedzieć, czy są w stanie zapewnić im opiekę podczas dwóch pierwszych lekcji. - Dzięki temu dowiemy się, ilu dzieciom będziemy musieli zorganizować jakieś zajęcia. Bo to, że je zorganizujemy, jest pewne - mówi dyrektor szkoły Barbara Pyzik.

W Krakowie są też szkoły, których problem w ogóle nie dotyczy, bo strajkować nie mają zamiaru. Tak jest np. w SP nr 85 i 86. Według szacunków ZNP w Małopolsce do strajku może przystąpić około 80 proc. nauczycieli z około 70 proc. placówek. Tyle opowiedziało się za akcją protestacyjną w organizowanym w styczniu strajkowym referendum.

Strajk ma być sprzeciwem wobec ministra Romana Giertycha, który według ZNP upolitycznił polską edukację. Związkowcy domagają się też obiecanych 7 proc. podwyżek płac dla nauczycieli, rozstrzygnięcia wszystkich kwestii ich przechodzenia na emerytury oraz zwiększenia nakładów na oświatę. Pogotowie jest też odpowiedzią związku na próbę zdelegalizowania ZNP.


Źródło: Gazeta Wyborcza - Kraków
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #427 dnia: Maj 22, 2007, 10:34:09 pm »
Polska szkoła się cofa

Olga Sobolewska
 
Z Ireną Dzierzgowską, sekretarzem stanu w rządzie Jerzego Buzka i współautorką reformy edukacji, rozmawia Olga Sobolewska

Szkoły zaczęły nam się ostatnio kojarzyć z miejscem, w którym rządzą agresywne dzieci, a nauczyciele potrzebują ochrony i pomocy. Naprawdę jest tak strasznie?

Moim zdaniem taki obraz szkoły to oczywista propaganda ministerstwa. Opierając się na rzetelnych badaniach naukowych, choćby takich, które prowadził w tym roku prof. Janusz Czapiński, można powiedzieć, że w porównaniu z Europą i resztą świata mamy dość bezpieczną szkołę.

Ale głośne samobójstwo w Gdańsku nie wzięło się znikąd...

Agresja wśród uczniów nie narasta zastraszająco, jak chce to nam wmówić minister Giertych. Nie można lekceważyć pojedynczych tragedii, ale samobójstwa w szkołach, niestety, zawsze się zdarzały.

Sami nauczyciele podkreślają jednak, że mają coraz więcej kłopotów z uczniami.

Na pewno zjawisko brutalizacji naszego życia wpływa także na najmłodszych, ale w poważnych badaniach nie znajduję dowodów na to, żeby u nas był to wielki problem.

To po co te hasła "Zero tolerancji", po co krucjata wychowawcza?

Ja to nazywam "zarządzaniem strachem" i to najgorsza rzecz, która dzieje się na naszych oczach. Minister bez przerwy wzywa kuratorów do siebie. Otrzymują ścisłe wskazówki. Jeśli ich nie realizują, wiedzą, że mogą zostać odwołani. Więc kuratorzy dyscyplinują dyrektorów, którzy też wiedzą, że ich los zależy od wypełniania poleceń. To świetnie widać na podstawie słynnych programów naprawczych. Znam kilka szkół, które dostały podobne zalecenie. Wiem, że nie dzieje się w nich nic nagannego i nieźle sobie radzą. Mimo tego dyrektorzy potulnie programy napisali, bo jak kazali, to trzeba. Tymczasem polecenie ministra nie jest literą prawa. Żaden z dyrektorów nie musi na przykład powoływać "koordynatora ds. bezpieczeństwa", bo nie ma takiego przepisu. Co się dzieje, że mądrzy ludzie nie umieją odróżnić tego, co naprawdę muszą zrobić, od swojej własnej wolności i autonomii? To pokazuje, jaka atmosfera panuje w szkołach.

Ale z punktu widzenia rodzica - co za różnica, czy dyrektor jest zastraszony, skoro dziecko jest dobrze uczone i w dodatku czuje się bezpiecznie?

Na szczęście są rodzice, którzy wiedzą, że to nieprawda. Prof. Turski pięknie kiedyś podsumował, że młody człowiek musi się nauczyć radości uczenia się. Po to, żeby był twórczy w swoim życiu. Od tego zależy, jak sobie poradzi, czy osiągnie sukces i czy będzie zadowolony z tego, co robi. Ważne jest, jak dziecko przeżyje swoje dzieciństwo i młodość, a przecież ponad jedną trzecią z tego czasu spędzi w szkole. Dla takich rodziców jest ważne, żeby nauczyciele nie byli zastraszeni i żeby pracowali z przyjemnością.

Skoro nie przemoc i agresja, to jakie są główne problemy naszych szkół?

Trzeba wreszcie dokończyć reformę edukacji, przede wszystkim jeśli chodzi o licea. Teraz to jakaś kuriozalna szkoła. Przez trzy, a de facto dwa i pół roku, realizuje się tu stary, czteroletni, program nauczania. Uczniowie 19-letni siedzą tu w ławkach, jak siedmiolatki; słuchają nauczyciela, który stoi przed tablicą; a mamy muszą im wypisywać zwolnienia z lekcji! Tymczasem to powinno być tak jak na całym świecie - college'e z wykładami, seminariami i warsztatami. Młodzi powinni nauczyć się samodzielnego zdobywania wiedzy. W Polsce licea tkwią nawet nie w XX, ale w XIX wieku.

Co jeszcze trzeba zmienić?

Ważne jest doskonalenie zawodowe nauczycieli. Niestety, wychodzą ze szkoły wyższej z umiejętnościami bardziej akademickimi, mniej praktycznymi. Większość nauczycieli cały czas ogranicza się do suchej wiedzy. Ważne jest także, żeby mieli pomoc - trzeba zbudować bazę wsparcia, czyli ośrodki psychologiczne, poradnie. Coraz więcej dzieci trafia do szkół już z różnego rodzaju orzeczeniami o zaburzeniach. Jest na nie rada i wiadomo, jak z nimi postępować, lecz potrzebni są fachowcy. Jak w klasie jest troje dzieci z ADHD, to nie ma siły, żeby jeden nauczyciel nad nimi zapanował.

Takich zmian nie widzimy. Słyszymy tylko, że jest źle i potrzeba rózgi. Czy nasze dzieci przez to coś tracą?

Powstanie pokolenie, dla którego nauka będzie tylko nieprzyjemnym obowiązkiem. Dzieci przyzwyczają się do tego, że źle się o nich mówi: że są niegrzeczne i agresywne, że trzeba ich pilnować. Wyrosną z nich ludzie nieodpowiedzialni, bo odpowiedzialności uczy się przez wyznaczanie granic wolności, a nie bezmyślną dyscyplinę.

Światowa edukacja idzie do przodu, a my cały czas drepczemy w miejscu albo wręcz się cofamy.

Źródło: Metro 21.05.2007r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #428 dnia: Maj 23, 2007, 03:11:56 pm »
ZNP: Będzie strajk ostrzegawczy

Zarząd Główny ZNP zdecydował w środę o podtrzymaniu decyzji dotyczącej przeprowadzenia strajku ostrzegawczego w szkołach 29 maja.- Nie ma przesłanek, które przekonałyby zarząd główny ZNP, że postulaty zgłoszone przez związek "zostały w sposób pozytywny załatwione - ocenił prezes ZNP Sławomir Broniarz Wcześniej - na spotkaniu z Broniarzem - premier Kaczyński zapowiedział gotowość spełnienia niektórych postulatów nauczycieli.

Więcej
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4155954.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #429 dnia: Maj 23, 2007, 03:59:33 pm »
29 maja odbędzie się strajk nauczycieli


Zarząd Główny Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) podtrzymał w środę decyzję o przeprowadzeniu 29 maja dwugodzinnego strajku ostrzegawczego w szkołach i przedszkolach. Według związku, nie ma przesłanek do jego odwołania.

ZNP domaga się zwiększenia nakładów na edukację, znacznego podwyższenia płac nauczycieli, zachowania możliwości przechodzenia przez nauczycieli na wcześniejsze emerytury na dotychczasowych zasadach do 2011 r., objęcia emeryturami pomostowymi nauczycieli urodzonych po 1969 r. oraz prowadzenia przez rząd dialogu ze związkiem nie tylko pod groźbą strajku.

- Z dużym uznaniem zarząd związku przyjął wtorkową decyzję rządu w sprawie wcześniejszych emerytur nauczycieli, którzy w tym roku nabyli do nich prawa. Jednak naszym głównym postulatem jest postulat płacowy - powiedział dziennikarzom prezes ZNP Sławomir Broniarz.

Jak poinformował, za strajkiem głosowało 54 członków zarządu, dwie osoby wstrzymały się, nikt nie głosował przeciw.

Decyzję związkowców poprzedziły spotkania z premierem Jarosławem Kaczyńskim i wicepremierem, ministrem edukacji Romanem Giertychem.

Po spotkaniu z premierem, prezes ZNP, mówił, że spotkanie to było potrzebne; dodał, że odbyło się ono w życzliwej atmosferze, ale nie padły na nim żadne konkrety. Broniarz powiedział, że postulaty związkowców dotyczące wzrostu wynagrodzeń nauczycieli "znalazły zrozumienie u premiera, teraz trzeba szukać rozwiązań, które pozwolą je zrealizować".

Rzecznik rządu Jan Dziedziczak poinformował dziennikarzy, że premierowi zależy na jak najszybszym załatwieniu sprawy wynagrodzeń nauczycieli stażystów, gdyż - jak zaznaczył - 900 złotych netto, jakie zarabiają oni miesięcznie nie przyciągnie do zawodu młodych ludzi. Jednocześnie zwrócił uwagę, że nauczyciele są najliczniejszą, ponad 600-tysięczną, grupą zawodową i każda zmiana ich wynagrodzeń pociąga za sobą poważne skutki dla budżetu państwa.

Rzecznik rządu przypomniał, że zgodnie z propozycją likwidacji tzw. klina podatkowego (chodzi o planowaną obniżkę składki rentowej z 10 do 7 proc.) płace nauczycieli mogą wzrosnąć o 8 procent. - Ze strony rządu jest wola, żeby sytuacji materialnej nauczycieli pomóc bardziej - podkreślił. Dziedziczak poinformował, że w trakcie wakacji ma dojść do spotkania rządu z środowiskiem nauczycielskim poświęcone temu jak mu pomóc oraz, że w czwartek ustalony zostanie termin spotkania przedstawicieli ZNP z wicepremierem Przemysławem Gosiewskim, który jest odpowiedzialny w rządzie za sprawy emerytalne.

Z kolei Giertych po spotkaniu ze związkowcami poinformował, że za tydzień w środę ma spotkać się z przedstawicielami ZNP i oświatowej "Solidarności", podczas którego chce przedstawić swoje propozycje dotyczące wzrostu płac nauczycieli w przyszłym roku.

- Mam nadzieję, że po tym spotkaniu przedstawimy wspólne stanowisko - powiedział minister edukacji dziennikarzom. Podkreślił, że jeśli chodzi o podwyżki płac, to nauczyciele mają w nim sojusznika.

Giertych nie chciał powiedzieć jaką propozycję przedstawi związkowcom. Pytany czy - jak zapowiadał przed tygodniem - chodzi o wzrost płac "pięć procent plus inflacja" odpowiedział: "tegoroczny budżet jest lepszy niż w zeszłym roku, ale są też inne grupy zawodowe, które oczekują podwyżek".

Minister edukacji podkreślił, że termin spotkania ze związkowcami jest specjalnie zaplanowany tak, aby doszło do niego dzień po strajku ostrzegawczym. - Nie chcę prowadzić rozmów płacowych pod groźbą strajku - wyjaśnił.

- Jeśli po tym spotkaniu uznamy, że nie ma widoków na dalszą realizację naszych postulatów, to gotowi jesteśmy do podjęcia bardziej radykalnych form protestu - podkreślił Broniarz.

Giertych pytany czy podczas środowego spotkania namawiał związkowców do odwołania strajku przyznał, że "nieszczególnie", gdyż każdy związek zawodowy ma prawo do takiej formy protestu. Dodał, że on sam jest przeciwny strajkowi.

Strajk ostrzegawczy ma być przeprowadzony na dwóch pierwszych godzinach zajęć. ZNP apeluje do rodziców, by nie przyprowadzali w tym czasie dzieci do szkół i przedszkoli. Podkreślił, że szkoły muszą zawiadomić rodziców z wyprzedzeniem w jakich godzinach ma odbyć się strajk.

W ubiegłym tygodniu Broniarz mówił, że szacuje, iż w proteście weźmie udział około 20 tys. placówek w całym kraju.

W specjalnym liście do rodziców ZNP podkreśla m.in., że "strajk nie jest skierowany przeciwko uczniom, rodzicom, dyrektorom placówek ani lokalnym samorządom". "Strajk ma zwrócić uwagę na istotne problemy polskiej szkoły, w tym na konieczność zwiększenia nakładów na oświatę, co pozwoli polepszyć warunki nauki i pracy uczniów i wychowanków" - napisali związkowcy.

ZNP jest od końca lutego w sporze zbiorowym z rządem. 7 maja rozpoczęło pogotowie strajkowe. Podczas zakończonego w połowie lutego referendum strajkowego ZNP ponad 80 proc. pracowników oświaty biorących w nim udział opowiedziało się za przeprowadzeniem jednodniowego strajku ostrzegawczego w szkołach jako wyrazu swojego sprzeciwu wobec polityki edukacyjnej prowadzonej przez Giertycha.


interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #430 dnia: Maj 23, 2007, 11:59:08 pm »
Podpalił szkołę, bo chciał zniszczyć dziennik

16-letni gimnazjalista podłożył ogień w pokoju nauczycielskim w Zespole Szkół Ogólnokształcących w Słupsku (Pomorskie), ponieważ chciał zniszczyć dziennik z ocenami - na koniec roku groziły mu jedynki ze wszystkich przedmiotów, oprócz wychowania fizycznego - podaje gazeta.pl

Pożar w szkole wybuchł nad ranem w niedzielę. Strażacy stłumili ogień w ciągu godziny. Dzięki szybkiej i sprawnej akcji pożar nie objął innych pomieszczeń.

W czasie oględzin strażacy ustalili, że zarzewiem pożaru była szafa, w której przechowywano 33 dzienniki z ocenami; 10 z nich doszczętnie spłonęło. Gdy biegły z zakresu pożarnictwa orzekł, że szafa została podpalona, sprawą zajęła się policja.

Podejrzanego o wywołanie pożaru nastolatka zatrzymano dziś rano. Początkowo nie chciał nic mówić, potem zmienił zdanie.

- Złożył obszerne wyjaśnienia, przyznając się do winy - poinformował rzecznik słupskiej policji Jacek Bujarski, cytowany przez serwis gazeta.pl.

http://wiadomosci.onet.pl/1540851,11,item.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #431 dnia: Maj 26, 2007, 08:15:58 am »
Wydawcy walczą o nauczycieli

Telewizory za podręczniki


Do 31 maja nauczyciele muszą wybrać podręczniki. Wydawcy, by namówić do swoich tytułów, oferują rabaty i gratisy. Ale też drogie prezenty: laptopy, rzutniki, iPody


Eksperci szacują, że rynek podręczników jest wart ponad 600 mln zł. Według raportu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową lwią część dzielą między siebie najwięksi gracze: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne (ok.23 proc. rynku) i Nowa Era (13 proc.). Konkurować z nimi trudno. W wydanie nowego podręcznika trzeba zainwestować 50 - 80 tys. zł. Nakłady się zwrócą, gdy nauczycielom książka się spodoba i wybiorą ją dla swoich uczniów.

Zgodnie ze znowelizowaną według propozycji Romana Giertycha ustawą oświatową szkoły muszą wybrać konkretne tytuły do31 maja. Po trzy do każdego przedmiotu. MEN chce, by ten zestaw nie zmieniał się przez trzy lata. -Walka na rynku jest zacięta -nie ukrywa Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki.600 tys. nauczycieli co rusz dostaje paczki z darmowymi podręcznikami. - W ostatnich tygodniach siedem - liczy nauczycielka z Podkarpacia.

Wydawcy obiecują komplety dla uboższych uczniów i zniżki przydużych zamówieniach. Zapraszają na prezentacje książek połączone z bankietami i szkoleniami. Wydawnictwo Operon z Trójmiasta wysłało do nauczycieli bony o wartości200zł. Mogą je zamienić na rabat na książki. Ale jest warunek: muszą wybrać podręczniki Operonu.

 Nauczycielka historii w województwie warmińsko-mazurskim: - Poczułam się, jakby ktoś chciał mnie przekupić. - Nauczyciel, wybierając podręcznik, skłania do zakupu 25osobową klasę. A może i kilka klas. Powinien się kierować oceną merytoryczną, a nie promocją - mówi. - Nasz system wspierania nauczycieli jest oparty na uczciwych zasadach, nie narusza prawa - odpowiada redaktor naczelny Operonu Paweł Komisarczuk.

Wydawnictwo Szkolne PWN obiecuje nauczycielom encyklopedie, jeśli zamówią sto książek do historii. Ruszyło też z kampanią - za każdą zamówioną książkę przyznaje punkty. Można je potem wymienić na prezenty: laptopy, rzutniki, odtwarzacze MP3. Nauczyciele dostają punkty nie tylko za własne zamówienie - także na podstawie rachunków przynoszonych przez uczniów z księgarń. -Sprzedaż premiowana prezentami narusza przepisy ustawy o konkurencji -uważa Marciszuk. PIK zastanawia się nad postawieniem wydawców przed sądem koleżeńskim lub skierowaniem sprawy do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - Jeszcze kilka lat temu duzi wydawcy mieli całe hale gratisów dla szkół. Sytuacja się poprawia, bo nauczyciele są coraz bardziej świadomi, że wciąga się ich w nieuczciwy mechanizm -dodaje prezes Polskiej Izby Książki.

MAGDALENA KULA
W nowy podręcznik trzeba zainwestować 50 - 80 tys. zł. Nakłady się zwrócą, jeśli nauczyciele wybiorą go dla uczniów
zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #432 dnia: Maj 26, 2007, 09:06:10 pm »
Jestem twarzą Giertycha
Julianna Pakulina2007-05-22

Nikt w szkole nie wie, czego się po naszej "giertychowskiej trójce" spodziewać. Nikt nie wie, że my też nie wiemy


Zaczęło się od samobójstwa małej Ani z Gdańska. Dręczyli ją koledzy z klasy.

Mój szef postanowił poprawić swoje notowania. Powiedział w telewizji, że trzeba sprawdzić bezpieczeństwo w każdej szkole w Polsce.

Ogłosił program "Zero tolerancji dla przemocy w szkole".


Teraz ja i setki innych wizytatorów mamy zadawać dwa pytania: 1. czy dzieci czują się bezpieczne; 2. co zrobić, żeby czuły się jeszcze bezpieczniej.

Kim jestem? Jestem twarzą Giertycha.

Od tamtej pory mam dużo mniej czasu dla rodziny. Zaczynam pracę wcześnie rano. Papieros, kawa, lekkie śniadanie i w samochód.

Mój rejon to cztery gminy. Mam pod sobą trzy miasteczka i 35 szkół w wioskach. Na taki teren przypada 50 radnych, 70 policjantów, 300 nauczycieli i tylko jeden wizytator. Do tej pory odpowiadałam wyłącznie za nadzór merytoryczny. Od listopada sprawdzam bezpieczeństwo.

Kończę często koło 20. Nadgodziny? Nikt ich nie zatwierdzi. Nie w mojej firmie.

Mundurki będą i basta!

Na pierwsze spotkanie jadę bez pojęcia, jak mam je poprowadzić. Program ministerialny przygotowano w pośpiechu, na kolanie. Ale cel był słuszny - dzięki niemu tragedia z Gdańska ma się nie powtórzyć.

Podstawówka w M. to typowa wiejska tysiąc-latka. Długie korytarze nie były malowane od ćwierć wieku. Na ścianach gazetki o papieżu.

W szkole dołącza do mnie policjant. Młodziak, ale bystry. Miał być jeszcze prokurator. Ale prokuratorzy od początku się wymiksowali. Powiedzieli, że mają tyle obowiązków, że na "trójki" im nie starczy czasu. Dlatego "trójki giertychowskie" są de facto "dwójkami".

- Ma pani jakąś gadkę na początek? - pyta policjant.

Nie mam. Dzieci już czekają grzecznie usadzone w rzędach. Mówimy więc chwilę, jedno po drugim, o tym, jak istotne jest bezpieczeństwo w szkole.

Pierwsi słuchacze to najmłodsi. Wylosowana pierwsza klasa. Na rozluźnienie pytamy, co im się w szkole podoba, a co nie. Potem, czy czują się bezpiecznie. Czy nikt im nie dokucza. Czy nikt nie przeklina, nie pali papierosów, nie bije.

Nie bardzo wiedzą, co powiedzieć. Ale coś powiedzieć wypada, więc chłopcy skarżą na siebie nawzajem; potem na wyższe klasy. Że przezywają małych i próbują wyłudzać pieniądze: po 20, 30 groszy. Że przed wejściem do szkoły piją piwo i palą.

- Piwo? Przed szkołą? - dziwi się policjant.

- No, może to coś innego było - zgadzają się dzieci. - Ale papierosy to na pewno palą!

Pół godziny później spotkanie ze starszymi dziećmi - 30 osób z klas IV-VI. Wraca temat papierosów. W pobliskim sklepie każdy może je kupić na sztuki, nawet oni. Alkohol też. Ale oni, rzecz jasna, nie piją ani nie palą.

Straszenie małych? Wyłudzanie? Jest jeden taki łobuz. Dyrektor wie, który. Sprawa już była na policji. Policjant potwierdza.


- A jak wam się podoba szkoła? - pytam.

- W ogóle się nie podoba.

- Pani od biologii krzyczy...

- A pan od fizyki bije linijką po ręku...

- A dyrektora nie ma na połowie lekcji...

Czas na gimnazjum. Jedna z nauczycielek próbuje się schować między uczniami. Dziecinada. Ale wszystko z polecenia dyrektora - boi się, że dzieciaki coś chlapną i poleci z roboty. Nikt jeszcze nie wie, czego się po naszej wizycie spodziewać. Nikt nie wie, że my też nie wiemy.

Wytyczne są jednak jasne: ani dyrektor, ani żaden z nauczycieli nie ma wstępu na nasze spotkania z uczniami. Młodzi muszą czuć, że cokolwiek powiedzą, nie wyjdzie poza salę.

Wypraszam panie, zamykam drzwi. Zaczynamy.

Główny problem? Nie chcą jeździć na zawody sportowe w soboty. W tygodniu, jak można zerwać się z lekcji, to owszem. Ale sobota odpada. Mówią, że wtedy dyrektor wali z otwartej dłoni w pysk. "Ty niewdzięczny gówniarzu, ja cię wychowam!" - krzyczy.

Jeśli to prawda, to dyrektor będzie się musiał grubo tłumaczyć. On oczywiście wszystkiemu zaprzecza.

Kolejne spotkanie - rodzice. Jeden z ojców się wygadał, że w szkole rządzi woźna. Reszta go ucisza, ale on już wpadł w słowotok. Mówi, że dyrektor się zamyka w gabinecie i nie wyściubia nosa. Czasem nawet na swoje lekcje nie przychodzi. Albo pije, albo ma romans z sekretarką. Skąd to wie? Wszyscy wiedzą!

Znów notuję, policjant też. Romanse dyrektora nas nie obchodzą. Picie w pracy i zaniedbywanie obowiązków - tak.

Okazuje się, że dyrektor rzeczywiście daje wolną rękę woźnej. Pouczam go, że to on ma rządzić, nie woźna.

Rodzice pytają o mundurki. Czy uda się je wprowadzić? Ile będą kosztować? Ktoś zgłasza wątpliwości. Nie mogę dać się zagadać, bo nie wyjdziemy stąd do rana. Przypominam sobie, co mówił mój kurator: w szkole nie ma miejsca na demokrację. - Mundurki będą, czy się to komu podoba, czy nie - podkreślam, choć też nie jestem ich fanką.

Zwrócić uwagę na psa


Problem zaczyna się, jeśli wszyscy - dzieci, rodzice i nauczyciele - deklarują, że w szkole jest bezpiecznie. Wtedy nie mam co wpisać do protokołu.

Nikt mi tego nigdy nie powiedział wprost, ale wiadomo, że nie mogę wrócić z pustym protokołem. Pusty protokół to strata czasu i pieniędzy na wyjazd. Czasem muszę się nieźle napocić, żeby te pieniądze nie szły na marne.

W szkole w B. jest świetna, rodzinna atmosfera. Dyrektor to dusza człowiek. Dzieci uwielbiają tu być.

- Na pewno niczego się nie boicie? - dopytuję.

Nie, niczego.


- Może któryś nauczyciel jest niemiły?

Dzieci myślą i myślą. Widać, że chcą pomóc. Ale nic z tego - wszystkie panie są super.

W sukurs przychodzi mi policjant: - A może po drodze do szkoły jest jakaś niebezpieczna ulica? Jakieś przejście dla pieszych? Sklep, gdzie piją alkohol?

Okazuje się, że po drodze do szkoły mieszka starszy pan, którego pies strasznie szczeka. Dziewczynki się boją, że kiedyś którąś ugryzie.

Piszemy we wnioskach dla dyrekcji: zwrócić uwagę na psa w posesji nr 10. I problem z głowy. Dyrektor napisze program naprawczy, w nim zobowiąże się porozmawiać z właścicielem psa. Nic go to nie kosztuje, a mój minister będzie miał kolejną szkołę, w której udało się coś zmienić na lepsze.

- Mam wrażenie, że jakby trzeba było znaleźć w tej szkole mordercę albo pedofila, to też byśmy sobie poradzili - kwaśno żartuje policjant.

Nie pierwszy Adrian i nie ostatni


Do żadnej ze szkół nie mam bezpośredniego połączenia autobusem. Miałam jeździć z policjantem, a to on chętnie się ze mną zabiera. Mówi, że służbowy polonez to rzęch. Wstyd takim jeździć.

Do szkoły we wsi J. mam 110 kilometrów. Jestem tu po raz drugi w życiu. Szkoła przedwojenna, z tradycjami.

Spotkania mamy w niewielkiej sali na poddaszu; niziutkie ławki gimnastyczne ustawione w półkole. Sadzają nas naprzeciw. Krzesła małe; kolana mamy pod brodą. Spoglądam w notatki z ostatniej wizytacji. Nauczyciele próbowali odwołać dyrektora. Nie udało się, ale go sabotują. Uczniowie sabotują nauczycieli, a woźna robi, co chce.

Zaczynamy. Dzieciaki znów skarżą.

- Mateusz to wszystkim dokucza!

- Bije dziewczynki!

- Pluje na podłogę!

- Czemu tak robi? - pytam.

- Jego tata siedzi w więzieniu. To rodzina złodziei!

Nie zdążymy skończyć wątku Mateusza, a podnosi się kolejny maluch.

- Duże dzieci mi dokuczają. Wyzywają. Podcinają nogi! - zaczyna. Ma na imię Tomek.

- To Tomek dokucza, a potem skarży! - protestują koledzy.

- Jak idę do szkoły, to zamykają mi drzwi i nie puszczają! - znowu Tomek.


- A Tomek to całuje!

- Całuje? - nie dowierza policjant.

- Pawła w tyłek pocałował! Na przerwie.

- Bo on chce, żeby go wszyscy ganiali.

- Niektórych to wkurza, jak on ich całuje, i go ganiają.

Siedzę, słucham i nie wierzę własnym uszom. Gdzie ja wylądowałam?

Dzieciaki ciągną dalej. Mówią, że starszaki ich wyzywają.

- Kogo najbardziej?

Wszyscy odwracają się i pokazują na Adriana.

- Dlaczego jego?

- Przez starszych braci. To łobuziaki. Im nikt nie da rady, to mszczą się na Adrianie.

Opowiadają, że raz ci z czwartej przyszli wpłacać na SKO. Pani nie było, więc złapali Adriana za fraki i wyrzucili przez okno. Widzą, że się przestraszyłam. Uspokajają. Ich klasa jest na parterze.

Pytam potem ich nauczycielkę. Kręci głową. Nie wie o sprawie.

- Jak to pani nie wie - dociskam. - Przecież to pani klasa!

- Ja zarabiam półtora tysiąca miesięcznie.

I wszystko jasne.
Za te pieniądze nie chce ryzykować. Dzieciaki mogą potem porysować samochód. Poprzebijać opony. Położyć gumę na krzesło i sukienka do wyrzucenia. I po co to komu? Nie pierwszy Adrian i nie ostatni, do którego się los nie uśmiechnął.

Notuję, żeby szkolny psycholog i pedagog zwrócili uwagę na Mateusza, Tomka i Adriana. Nic więcej dla nich nie mogę zrobić.

Pamiętaj, minister się zmieni

Podobno bycie wizytatorem to nobilitacja. Tak uważają moje koleżanki nauczycielki. Czy to prawda? Od kilku lat nie mamy podwyżek. Za pracę w "giertychowskich trójkach" też nie ma pieniędzy. Często jest problem z odzyskaniem za delegację. Nie ma mowy, żeby mi ktoś zwrócił za paliwo. Dostaję równowartość biletu PKS.

Jeśli chce się zrobić "giertychowską trójkę" rzetelnie, zajmuje to 12 godzin. Dlatego większość robi nierzetelnie i kończy wcześniej. Mnie przeszkadza wrodzone poczucie obowiązku. Kilku dyrektorów doprowadziłam tym do szału.


- Czemu pani kolega potrafi zrobić kontrolę w cztery godziny i jeszcze zdąży kawę wypić, a pani tu siedzi do nocy? - krzyczał jeden.

- Bo nie chcę, żeby tragedia z Gdańska powtórzyła się u pana - odpowiadam.

Musieli się na mnie poskarżyć. Ostatnio dyrektor pytał, czy nie myślałam o urlopie. A starszy kolega, taki co jeszcze w PRL był wizytatorem, wziął mnie na papierosa. - Pamiętaj - mówił. - Minister się zmieni, dyrektor nam się zmieni. Może nawet ustrój się zmieni. Pamiętaj jedno: masz tak żeglować, żeby spokojnie dopłynąć do emerytury. Nie myśl tyle, a wszystko będzie dobrze. Rób, co ci każą, a będzie dobrze.

Dziwka w ciąży

Najtrudniejsze są rozmowy z licealistami. Trzeba znaleźć klucz, żeby ich rozruszać. Na szczęście mam dzieci w ich wieku.

W ogólniaku w R. żyją sprawą sprzed roku. Polonistka nawymyślała uczennicom od starych dziwek. Była interwencja w kuratorium. Sprawa otarła się podobno o ministra.

I co? I nic.


Nauczyciele zebrali podpisy, że to nadzwyczajna nauczycielka, żeby jej nie zwalniać.

Dziewczyny wcale nie chciały jej zwalniać. Chciały tylko, żeby przeprosiła. Zamiast tego przeprosił mąż, dyrektor szkoły.

- Musiałem przeprosić - mówi mi prywatnie i w zaufaniu. - Ale moja żona mówiła prawdę. Jedna z nich już jest w ciąży.

Dyrektor zakłada, że jako twarz Giertycha potępię dziewczynę.

Nie mówię nic.


Dziewczyny z tej szkoły też już odpuściły. Chcą zdać maturę i zapomnieć, że kiedykolwiek tu chodziły.

- To jest chory układ! - żali się jeden z młodszych nauczycieli. - Żona obraża, a mąż dyrektor jej broni!

Prywatnie go rozumiem. Jako przedstawiciel ministerstwa muszę trzymać fason: - Jeśli zaobserwuje pan nieprawidłowości, proszę przedstawić je na piśmie.

Kiwa głową. Oboje wiemy, że już rozmowa ze mną była aktem odwagi.

Inny ogólniak. Chłopak pociął się. Na szczęście zadzwonił po karetkę. O co poszło? Koleś z klasy nazwał go ciotą i to się przyjęło. Cała szkoła tak za nim woła. Żaden nauczyciel nie zwrócił uwagi. Jeden podobno nawet sam żartował, że chyba naprawdę z niego ciota, skoro nie potrafi się bronić.

Kubeł wody na rodziców


Duży zespół szkół w A. Klasy przestronne, szatnie zamykane, w wejściu siedzą dyżurne.

Rodzice dopisali.


W tej szkole wiele się dzieje. Kilka lat temu dzieciak popełnił tu samobójstwo. Był duszą towarzystwa. W pewnej chwili powiedział do kolegów, że idzie się wieszać. Wszyscy potraktowali to jako żart. Nikt za nim nie wyszedł. Kiedy go znaleźli, było już za późno. Podobno zawód miłosny.

Czegoś to jednak nauczyło ludzi w A. Sami zorganizowali dodatkowy angielski. Jeden z ojców uczy chłopaków boksu. Chcą, żeby ministerstwo im pomogło. Żeby szkoła stworzyła dobrą ofertę po lekcjach. Kiedyś były kółka zainteresowań, kluby sportowe.

- Zróbmy coś takiego razem - zapalają się. Dla nich jestem przedstawicielem ministra. Osobą, która może GDZIEŚ zadzwonić i COŚ załatwić. Zrobić coś, żeby było lepiej.

Muszę wylać im na głowę kubeł zimnej wody. Mam tylko stwierdzić, jak jest. Nie mam im pomagać. Mam policzyć: kradzieży - tyle i tyle; bójek - tyle i tyle; gróźb - tyle i tyle. Potem to zsumować i wysłać pocztą do ministra. Ich kółka i kluby naszej "trójki" nie interesują.

W Z. uczniowie i rodzice mówią o molestowaniu roślinami.

- Co proszę?!

- Ano tak! Pani od biologii nie ma określonych wymagań na oceny. Więc molestuje roślinami. Tak o tym mówią. Jak ktoś przyniesie roślinkę - dostaje ocenę według cennika w kwiaciarni. Za paprotkę - trója. Za palmę - może być czwórka, jeśli ładna. Piątkę można dostać na przykład za kaktusa. Szóstkę dostał chłopiec za rzadki okaz storczyka.

Pani miewa też humory. Nieraz mówiła do dzieci: - Chyba cię mama z tatą nie dorobili.

Albo: - Zejdź mi z oczu. Masz mordę jak moja teściowa.

U dziedzica na parkanie


Na koniec każdego spotkania przekazujemy dyrekcji, czego się dowiedzieliśmy się o szkole. Piszemy raport, a dyrektor ma obowiązek napisać program naprawczy. Muszę przyznać, że dyrektorzy to mistrzowie chowania głowy w piasek.

W P. gimnazjaliści powiedzieli mi, że dyrektor na wszystkie ich propozycje ma jedną odpowiedź: NIE! Harcerstwo? - Nie! Dodatkowy angielski? - Nie! Wycieczka do Warszawy? - Nie!

Potem na spotkaniu z radą pedagogiczną dyrektor krzyczy: - Kto był na spotkaniu z "trójką"?! Z której klasy?! Dawać mi listę!

Dochodzenie w najgorszym stylu. Nawet się nie wstydzi robić tego przy mnie.

- Aaaa, to pewnie ten pyskacz Kwiatkowski. Ja go, kurwa, nauczę!

W B. pani od nauczania początkowego (ubiera się jak nastolatka, choć jest już starszawa) chciałaby, żeby dzieci były spokojne. Jak nie są - szarpie za uszy, wali po łbach. One za nią krzyczą Barbie. Ustalamy z dyrektorem, że nauczycielka musi dać się maluchom wybiegać w czasie przerw. Mówię, że za bicie ma być ukarana.

- Pani zapewne wie, że jestem w trudnej sytuacji - dyrektor wije się jak piskorz. Okazuje się, że Barbie to jego żona. Trzy razy mu powtarzam, że niezależnie od tego zarzuty trzeba wyjaśnić. Chyba do niego nie dociera, że sprawa jest poważna.

W gimnazjum w C. miesiąc po badaniu bezpieczeństwa przez "trójkę" dziewczyny skopały koleżankę tak, że znalazła się w szpitalu ze wstrząśnieniem mózgu i połamanymi żebrami. Podobno już wcześniej były agresywne. Ani dzieci, ani rodzice nie powiedzieli o tym "trójce" ani słowa. Już po zdarzeniu prosili dyrektorkę, żeby nie powiadamiać policji. Nie powiadomiła.

W szkołach w A. i B. wszyscy mówili, że kilku łebków jeździ po parkanie przy dawnym pałacu motorami i rowerami. Okazuje się, że to sport, który od wielu lat w tej wsi był uprawiany. Dyrektorzy bagatelizują - też tak w młodości jeździli. Wszystko do czasu, aż któryś zleci na głowę. Wtedy nie będzie winnego.

Tylko dyrektor podstawówki w Z. miał odwagę powiedzieć, że przed badaniem bezpieczeństwa nie mógł spać w nocy. Dlaczego?


- Nigdy nie wiesz, co oni powiedzą. Może sam o czymś nie wiem...

Po co to wszystko?

Odwiedziłam 36 szkół. Odbyłam ponad 100 rozmów, w większości głupich i bez sensu. Dzieci skarżyły, dorośli kłócili się, próbowali dołożyć, zaś nauczyciele najczęściej milczeli. Równie dobrze mogli to robić beze mnie.

Nauczyłam się już odbębniać "trójkę" w kilka godzin. Ale nie dlatego, że nie widzę problemu agresji w szkołach. Tylko dlatego, że nasze wizyty nic nie załatwią.

Receptą na problemy oświaty powinny być pieniądze na sensowne zajęcia pozalekcyjne i mobilizowanie nauczycieli do rozwoju.

Dla kogo zatem i po co to badanie? Dla jednego zdania, które w Sejmie powie na ten temat minister Giertych. Będzie ono brzmiało: "Zostało przebadanych 100 proc. szkół w Polsce".


*Julianna Pakulina to pseudonim wizytatorki


Źródło: Duży Format
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #433 dnia: Maj 28, 2007, 05:39:04 pm »
ZNP: We wtorek strajk w 60 proc. szkół i przedszkoli w całym kraju
mar, PAP2007-05-28

Około 20 tys. placówek, czyli około 60 proc. wszystkich szkół i przedszkoli w kraju weźmie udział we wtorkowym dwugodzinnym strajku ostrzegawczym - szacuje Związek Nauczycielstwa Polskiego. Jak powiedziała rzeczniczka prasowa ZNP Magdalena Kaszulanis, cały czas zbierane są dane z okręgów.

Strajk ostrzegawczy ma być przeprowadzony na dwóch pierwszych godzinach zajęć.

ZNP apeluje do rodziców, by nie przyprowadzali w tym czasie dzieci do szkół i przedszkoli. W czasie strajku część placówek będzie całkowicie zamkniętych, w części będą prowadzone tylko zajęcia opiekuńcze - nie będzie lekcji. Będą też takie placówki, gdzie nauczyciele swoje poparcie dla protestu wyrażą np. strojem - założą czarne koszulki lub przypną kokardki.

Od 10.00 szkoły mają pracować normalnie


Jak powiedział prezes ZNP Sławomir Broniarz, w związku z różnymi godzinami rozpoczynania pracy przez różne placówki, strajk może się rozpocząć zarówno o godzinach 6, 7 rano, jak i o godzinie 8. - O godzinie 10.00 placówki powinny już normalnie pracować - powiedział.

- Rozmawialiśmy z rodzicami, tłumaczyliśmy dlaczego będziemy protestować. Z rozmów wynika, że rodzice rozumieją nas. Prosiliśmy ich także by nie przyprowadzali dzieci przed godziną 8 rano - powiedziała Anna Gajer z przedszkola nr 158 w warszawskim Rembertowie. - Zdajemy sobie sprawę, że nie wszyscy mają z kim zostawić dzieci rano, dlatego każde dziecko przyprowadzone do nas przed 8 rano znajdzie opiekę - dodała.

Połowa placówek w Warszawie i Kujawsko-Pomorskiem, 80 proc. w Świętokrzyskiem

Jak zapowiedział prezes okręgu mazowieckiego ZNP Jerzy Wiśniewski, w Warszawie do protestu ma przystąpić około 500 placówek, czyli około 50 proc.

Prezes okręgu świętokrzyskiego ZNP Wanda Kołtunowicz szacuje, że do strajku przystąpi w regionie około 80 proc. szkół i przedszkoli.

Kujawsko-pomorskie ZNP ocenia, że w strajku weźmie udział ok. 50 proc. placówek. W Bydgoszczy strajk ma objąć 50 procent placówek, w Toruniu - 80 proc., a we Włocławku i Grudziądzu - sto proc.

Do 70 proc. w Łódzkiem, w Lublinie - 80 proc.

Z kolei prezes łódzkiego okręgu ZNP Marek Ćwiek, szacuje, że protestować będzie 60-70 proc. placówek.

- Według szacunków, w Lublinie do strajku przystąpi 80 proc. placówek - powiedziała sekretarz zarządu regionu lubelskiego ZNP Jolanta Biniaszewska. Jak zaznaczyła, jeśli w jakiejś placówce do strajku przystąpią wszyscy nauczyciele, dyrektor będzie mógł odwołać zajęcia. Wiadomo już, że w Lublinie będą trzy takie placówki.

Lubuski, Pomorskie: 60 proc.

W Lubuskiem w strajku ma wziąć udział ponad 60 proc. placówek, z najnowszych ZNP wynika, że będzie to 660 na 1100 placówek.

Także pomorski okręg ZNP ocenia, że do protestu dołączy około 60 procent z 2540 placówek. - Strajk trwał będzie przez dwie pierwsze godziny lekcyjne, a odbywać się będzie w ten sposób, że zamiast przewidzianych w planie lekcji będą godziny wychowawcze - powiedziała przewodnicząca ZNP na Pomorzu Elżbieta Markowska.

Podkarpacie i Podlaskie: ok. 15 proc.

Według danych z opolszczyzny z wczesnego popołudnia, strajk obejmie 217 z około 650 publicznych szkół i przedszkoli - do strajku przystąpi około 50-60 proc. pracowników oświaty.

Według niepełnych jeszcze danych z samego Opola, strajk odbędzie się we wszystkich podstawówkach, 3 z 8 gimnazjów, 10 z 13 szkół ponadgimnazjalnych, i 12 z 31 przedszkoli.

Na Podkarpaciu spośród 2599 szkół strajk jest planowany w 389 placówkach (15 proc.). W regionie z akcji strajkowej wyłączone są przedszkola, po południu w poniedziałek nie zapadła natomiast ostateczna decyzja dotycząca strajku przedszkoli w Rzeszowie - poinformował prezes podkarpackiego ZNP, Stanisław Kłak.

W województwie podlaskim będzie prowadzony w 15-20 proc. placówek oświatowych, w tym ok. 110 szkół - szacuje szefowa wojewódzkich struktur ZNP Iraida Tarasiewicz.

Na Warmii i Mazurach udział w strajku zadeklarowało na razie około 20 proc. placówek oświatowych. W Wielkopolsce akcję strajkową - według szefowej lokalnych struktur ZNP Joanny Wąsali - przeprowadzić chce około 322 placówek oświatowych z ponad 3513. W samym Poznaniu na 305 strajk będzie prowadzony w 78. Do strajku na Dolnym Śląsku zamierzają przystąpić 490 placówki oświatowe.


ZNP domaga się zwiększenia nakładów na edukację, 20-procentowego podwyższenia płac nauczycieli, zachowania możliwości przechodzenia przez nauczycieli na wcześniejsze emerytury na dotychczasowych zasadach do 2011 r., objęcia emeryturami pomostowymi nauczycieli urodzonych po 1969 r. oraz prowadzenia przez rząd dialogu ze związkiem nie tylko pod groźbą strajku.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #434 dnia: Maj 29, 2007, 11:39:27 pm »
Kurator sprawdzi czy szkoły wywierały presję na dzieci i rodziców



Opolski kurator oświaty sprawdzi sygnały z opolskich szkół, mówiące o wywieraniu presji w niektórych placówkach, aby dzieci nie przychodziły na pierwsze dwie godziny zajęć.


Jak zapowiada kurator Leszek Zając, analizowane będą wszystkie przypadki. Nie wykluczone jest wyciągnięcie konsekwencji wobec osób, które taką presję wywierały.

Zając podkreśla, że stoi na straży prawa. Akty normatywne regulują konieczność zapewnienia opieki dzieciom uczęszczającym do szkoły, która oprócz funkcji dydaktycznej spełnia także funkcję wychowawczą i opiekuńczą - oświadczył.

Kurator dodał, że będzie szczegółowo analizował każdy zgłoszony mu przypadek. Nie może być tak, że nauczyciele będą wywierać presję na dzieci i rodziców - zaznaczył.

Według danych ZNP na Opolszczyźnie do protestu nauczycieli przystąpiło 251 z około 650 placówek - czyli 38% pracowników. W dwugodzinnym strajku ostrzegawczym wzięło udział 2600 nauczycieli, a także pracowników obsługi i administracji placówek oświatowych.

wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #435 dnia: Czerwiec 02, 2007, 02:15:56 pm »
Odejście od koedukacji pomoże uczniom?

"Gazeta Krakowska": Ministerstwo Edukacji Narodowej organizuje 11 i 12 czerwca w Warszawie i Krakowie konferencję na temat perspektyw oddzielnego nauczania dziewcząt i chłopców, które staje się coraz popularniejsze na zachodzie Europy i w USA.


Z amerykańskich badań wynika, że efekty pracy szkół zróżnicowanych są zdecydowanie lepsze. - Co mnie zdumiało, pozytywny jest też wpływ na rozwój społeczny, mówi dr Krzysztof Polak, zastępca dyrektora Instytutu Pedagogiki UJ. - W koedukacyjnych szkołach chłopców wspiera się merytorycznie, a dziewczynki - głównie emocjonalnie, przez co mają później mniejsze szanse. W jednorodnych traktuje się wszystkich tak samo.

Dr Polak przytacza przykłady wykształconych w żeńskich szkołach Condoleezzy Rice i Madelaine Albright. Obie świetnie sobie radziły w przedmiotach, o których nawet nie wiedziały, że są domeną chłopców. Naukowiec zwraca jednak uwagę na to, że w przypadku chłopców korzyści z oddzielnego nauczania nie są takie ewidentne i nie ma na nie twardych dowodów. - Mówiliśmy o idei zróżnicowania od lat, ale chodziło raczej o różne zdolności i potrzeby uczniów, a mniej o różnice wynikające z płci. Jeśli już, to były tzw. gender studies o profilu feministycznym. Ta sprawa ma kontekst polityczny, a może nawet ideologiczny, twierdzi dr Polak. - Ci, którzy są zwolennikami demokracji, są też za koedukacją i uważają tworzenie szkół jednopłciowych za zamach na tę pierwszą. Mam nadzieję, że edukacja nie będzie instrumentem w politycznym przetargu, dodaje dr Polak.

Na razie w Polsce są zaledwie 73 szkoły zróżnicowane. W Małopolsce - trzy. Wszystkie prywatne i katolickie.
zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #436 dnia: Czerwiec 07, 2007, 11:46:03 pm »
Głos w sprawie szkół niekoedukacyjnych

Chłopcy i dziewczynki - razem czy osobno?

Minister edukacji Roman Giertych chce promować tworzenie osobnych szkół dla dziewcząt i dla chłopców, czyli tak zwane kształcenie zróżnicowane. Eksperci podkreślają, że w klasach jednopłciowych lepiej niż w koedukacyjnych młodzież może rozwijać swoje predyspozycje. Na pierwszy ogień mają pójść gimnazja.

Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiada, że będzie dążyć do utworzenia po jednej szkole z męskimi i żeńskimi klasami w województwie. Powstaje także projekt szkoły harcerskiej z osobnymi klasami dla dziewcząt i chłopców. Choć w Polsce funkcjonuje w tej chwili sporo prywatnych i społecznych szkół niekoedukacyjnych, kształcących zwłaszcza dziewczynki, opinie specjalistów na ich temat są podzielone. Zapytaliśmy o opinię dyrektorkę żeńskiego gimnazjum i liceum oraz byłą minister edukacji, co sądzą na ten temat.


Edyta Plich
dyrektorka gimnazjum i LO im. Cecylii Plater-Zyberkówny

Tworzenie gimnazjów męskich i żeńskich to świetny pomysł. Dziewczynki w wieku gimnazjalnym znajdują się na innym poziomie rozwoju fizycznego i psychicznego niż chłopcy, dlatego wymagają od nauczycieli nieco innego podejścia.

Z doświadczenia wiem, że w klasach koedukacyjnych więcej czasu poświęca się chłopcom, ponieważ są bardziej ruchliwi i zadają więcej pytań. Natomiast dziewczynki jako te spokojniejsze zajmują mniej uwagi nauczycieli. W szkole koedukacyjnej dzieci mają wyolbrzymioną potrzebę przypodobania się, co często potrafi zdominować potrzebę zgodności ze sobą. W mojej szkole dziewczyny mówią to, co myślą, a nie pozują. Odpada też problem imponowania innym strojem czy urodą. Tu dziewczynka musi budować własną wartość w oparciu o swój intelekt. Istnieje stereotyp, że dziewczęta to raczej humanistki. W szkole żeńskiej są doskonałe warunki, aby dziewczęta zainteresowane przedmiotami ścisłymi w pełni rozwinęły swoje możliwości. Moje codzienne doświadczenie burzy też inny mit, że dziewczyny pozbawione szkolnych kontaktów z chłopcami stają się mniej zaradne, nie umieją stawić czoła wymaganiom normalnego, koedukacyjnego świata. Nic bardziej błędnego. Moje uczennice uczą się w klasach żeńskich, ale jeżdżą na różne wyprawy z chłopcami i świetnie sobie radzą. Chodzi o to, by uczyć się oddzielnie, natomiast odpoczywać można razem.

 Krystyna Łybacka
była minister edukacji

Jestem przeciwna promowaniu na siłę szkół, w których dziewczynki i chłopcy uczą się oddzielnie.

Nie jest to wskazane ani edukacyjnie, ani wychowawczo. W nowoczesnym społeczeństwie kobiety i mężczyźni spotykają się na każdym kroku w dorosłym życiu, tak społecznym, jak i zawodowym. Tworzenie męskich i żeńskich gett dla młodzieży jest zatem nienaturalne i nieuzasadnione. Odizolowanie od płci przeciwnej w wieku, w którym młody człowiek uczy się zachowań społecznych, poznaje świat, jest szkodliwe, bo albo rodzi kompleksy, albo niezdrową ciekawość. Przygotowywanie młodego człowieka do bycia pełnoprawnym obywatelem, pełnowartościowym członkiem społeczeństwa nie może być przygotowaniem do życia w wyimaginowanej rzeczywistości, innej od tej, z jaką brutalnie zetknie się, gdy wkroczy w dorosłe życie. Nie jest też prawdą, że odizolowanie od „rozpraszających uwagę” rówieśników płci przeciwnej służy lepszej nauce i skupieniu, zwłaszcza w wypadku dziewcząt. Dziewczęta w tym wieku są bowiem z reguły pilniejsze i bardziej przykładają się do lekcji, i nie ma wielkiego znaczenia, czy będą z chłopcami, czy nie. Natomiast dla chłopców ważne jest, by widzieli przykład koleżanek.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #437 dnia: Czerwiec 09, 2007, 11:44:18 am »
Religia będzie się liczyć na świadectwie

Aleksandra Pezda, kw 2007-06-09
 
Od września będzie wliczana do średniej ocen - zdecydował minister edukacji Roman Giertych. Rozporządzenie podpisze do końca czerwca

Minister ogłosił to wczoraj na spotkaniu dyrektorów Wydziałów Katechetycznych wszystkich diecezji w Warszawie. - Jeżeli już uczeń chodzi na religię, niech traktuje ten przedmiot poważnie - tłumaczył na konferencji prasowej.

Lekcje religii nie są w polskich szkołach obowiązkowe. Dla uczniów niezainteresowanych szkoły mogą organizować zajęcia z etyki. Niewiele jednak się na to zdecydowało - tylko 353 szkoły. W pozostałych ponad 32 tysiącach szkół nie ma alternatywy dla tych, którzy nie chodzą na religię.

Pomysł dowartościowania lekcji religii w szkołach zgłosił w marcu 2006 r. na pierwszym spotkaniu nowego rządu PiS z Episkopatem bp Stanisław Wielgus, ówczesny współprzewodniczący Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu. Zaproponował, aby wszyscy uczniowie, którzy nie chodzą na lekcje religii, mieli obowiązkowe zajęcia z etyki oraz aby religia była przedmiotem do wyboru na maturze, a oceny z religii wliczać do średniej.

Z tej propozycji MEN wziął tylko średnią. Bo - jak zapowiedział min. Giertych - religia wejdzie do przedmiotów maturalnych dopiero w 2010 r. A o obowiązkowych lekcjach etyki nie ma na razie mowy.

W majowym wywiadzie dla "Gazety" metropolita warszawski, przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Wychowania Katolickiego abp Kazimierz Nycz mówił: - Nikogo to nie dyskryminuje. Obawa, że katecheci dadzą za wysokie oceny, żeby zawyżyć średnią, jest tak samo niesłuszna jak ta, że katecheta będzie dyscyplinował jedynkami, żeby zmusić do nauki religii.

Ocena z religii na świadectwie może podnieść średnią, ale nie zwiększy szans np. przy wyborze studiów. Bo podczas rekrutacji uczelnie biorą pod uwagę wyniki z konkretnych przedmiotów, a nie całą średnią.

Projekt nowego rozporządzenia MEN jest na stronie internetowej resortu.



Katecheta: Mam z tym kłopot

Aleksandra Pezda: Ksiądz uważa, że stopnie na lekcji religii to dobry pomysł?


Ks. Zbigniew Paweł Maciejewski, katecheta w Zespole Szkół w Mławie: Osobiście mam z tym kłopot. Zdarzało mi się niewierzącym cynikom z bólem serca wystawić dobre oceny, a gorsze - mniej pojętnym, ale zaangażowanym, religijnym dzieciom. Dlatego uważam, że stopień z religii to sprawa drugorzędna.

Co mogą oceniać katecheci? Znam katechetkę, która rozlicza dzieci z obecności na niedzielnej mszy świętej.


- Według oficjalnych wytycznych Kościoła nie wolno nam oceniać wiary ani praktyk religijnych. Oceniać należy za wiedzę, jak na lekcjach z innych przedmiotów.

Np. za znajomość katechizmu, odpytanie z poprzedniej katechezy. Katecheta powinien zachęcać do praktyk religijnych, ale stopni za obecność lub nieobecność na mszy św. stawiać nie może.

Czy wliczanie ocen do średniej może od religii odstraszyć?

- Jednych uczniów odstraszy, innych może zachęcić. Potrafię sobie wyobrazić, że ten pomysł ministra niektórym uczniom poprawi średnią, bo może jakiś katecheta z dobrego serca wszystkim wystawia piątki.

Ale moi uczniowie nie będą zadowoleni. Ja jestem dość wymagający, najczęściej stawiam dopuszczający i dostateczny.


Źródło: Gazeta Wyborcza
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #438 dnia: Czerwiec 10, 2007, 09:46:18 pm »
Wliczą religię do średniej

Szef MEN Roman Giertych wysłał do uzgodnień międzyresortowych rozporządzenie o wliczaniu stopnia z religii do średniej ocen na świadectwach szkolnych. Uzgodnienia mają potrwać dziesięć dni. - To oznacza, że pod koniec czerwca podpiszę to rozporządzenie i ocena z religii będzie się liczyła do średniej ocen - mówi Giertych. Nauka religii nie jest obowiązkowa w szkołach, uczniowie mogą wybrać między uczęszczaniem na religię lub etykę, mogą też zrezygnować z zajęć.

pap

Rzeczpospolita 9.06.2007r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #439 dnia: Czerwiec 14, 2007, 07:33:37 pm »
Giertych po lekturach weryfikuje podręczniki


We wrześniu minister Giertych powoła komisję, która zweryfikuje treść podręczników. Nie podoba mu się m.in. to, jak pisze się w nich o Okrągłym Stole - informuje "Rzeczpospolita"
.

O analizę książek do historii LPR apelowała krótko po tym, gdy Giertych został ministrem edukacji. Teraz MEN szykuje się, by ten postulat spełnić. Powstaje komisja, która ma zweryfikować wszystkie podręczniki. Te do historii pójdą na pierwszy ogień. Po nich książki do polskiego.

- Sprawdzimy wszystko. Weryfikacja potrwa dwa lata. Chodzi o uaktualnienie treści - potwierdza minister Giertych. Zmienione książki mają trafić do szkół w 2010 roku.
 
Sprawdzimy, czy treść odpowiada prawdzie. Podręcznik, który nie opisuje śmierci Jana Pawła II i tego wszystkiego, co się wtedy działo, powinien być uzupełniony. Albo podręczniki do historii, które podają, że Okrągły Stół był pozytywnym wydarzeniem: mówienie o tym w samych superlatywach nie może być akceptowane - dodaje.

Ocena wydarzeń z 1989 roku jest według Romana Giertycha jasna. Już jako minister edukacji nazwał Okrągły Stół "zdradą narodową" i "spiskiem", a jego uczestnika Jacka Kuronia postawił w jednym szeregu ze Szczęsnym Potockim i Januszem Radziwiłłem. Czy taką ocenę chce zapisać w podręcznikach - stawia pytanie "Rz".

- Nie można tego wydarzenia stawiać na piedestale ani potępiać w czambuł. W podręcznikach obowiązuje edukacyjny kompromis i ja go będę przestrzegał deklaruje teraz Giertych. Nie wiadomo, kto miałby na polecenie MEN weryfikować podręczniki. Minister twierdzi, że do współpracy zaprosi historyków. Których - Nie jestem jeszcze w stanie wskazać nazwisk mówi.


interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #440 dnia: Czerwiec 14, 2007, 07:36:19 pm »
Uwaga na podręczniki


Jak podaje "Gazeta Szkolna", tylko do końca maja szkoły mają czas na podjęcie decyzji o zestawie podręczników na kolejny rok.

Zmiana możliwa będzie wyłącznie w uzasadnionych przypadkach, na wniosek nauczyciela lub rady rodziców i to tylko na początku roku szkolnego. Wiele szkół już dokonało wyboru, inne mają jeszcze kilka dni na podjęcie decyzji.

Uwaga na podręczniki


Na podstawie art. 22a i 22b ustawy o systemie oświaty oraz art. 7 ustawy nowelizującej, wybór szkolnego zestawu programów i podręczników na nowy rok szkolny 2007/2008 musi być dokonany do końca maja br. W latach kolejnych termin ten zostanie skrócony i decyzję trzeba będzie podjąć do końca marca. Wybrany program i podręcznik mają obowiązywać do końca cyklu kształcenia, przez trzy kolejne lata nauki.

Warto pamiętać, że regulacja ta dotyczy także własnego, autorskiego programu wychowania, przedszkolnego lub programu nauczania, jeżeli "laki został opracowany przez nauczyciela. Ustalenie zestawów programów nauczania i podręczników mających obowiązywać w danej szkole należy do rady pedagogicznej, która oczywiście powinna uprzednio zasięgnąć opinii rady rodziców. Wdrożenie tej zasady ma następować stopniowo.

W roku szkolnym 2007/2008 będzie to dotyczyło klas pierwszych i czwartych szkół podstawowych oraz klas pierwszych pozostałych typów szkół. W przypadku pozostałych Mas taką uchwałę rada pedagogiczna też może podjąć, ale nie musi.

Tylko zgodnie z wykazem


Warto przestrzec nauczycieli przed pokusą wyboru podręcznika nie znajdującego się na liście podręczników dopuszczonych do użytku szkolnego: przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Jednakże przepisy ustawy ani innych analizowanych aktów prawnych nie przewidują bezpośrednio sankcji za naruszenie omawianego obowiązku. W związku z tym odpowiedzialności takiej można by poszukiwać na gruncie całokształtu regulacji określających obowiązki nauczyciela i dyrektora. W przypadku naruszenia wymogu przez nauczyciela, sytuację taką można by oceniać w kategoriach uchybienia obowiązkowi rzetelnego wykonywania zawodu i ewentualnie doszukiwać się podstaw odpowiedzialności dyscyplinarnej. Jednakże taka kwalifikacja ma charakter oceny i zależy w dużej mierze od stanowiska organu nadzorującego pracę nauczycieli.

Tylko z listy


Nauczyciel nie ma zatem prawa wybrać podręcznika, który w momencie wyboru nie znajduje się na liście zatwierdzonej przez ministerstwo.Nieznane, nawet najbardziej atrakcyjne i sprawiające wrażenie wartościowych i cennych pod względem dydaktycznym publikacje nie mogą być traktowane jako podręczniki wchodzące w skład szkolnego zestawu.

Oczywiście nie oznacza to, iż są one na indeksie - jak najbardziej mogą być bowiem przez nauczyciela traktowane jako materiały pomocnicze, jednak nie jako podręczniki w pełnym tego słowa znaczeniu. Tylko w jednym przypadku możliwe jest odstępstwo od reguły -jak głosi par. 27 rozporządzenia MENiS z dnia 5 lutego 2004 w sprawie - dopuszczenia do użytku szkolnego programów wychowania przedszkolnego, programów nauczania i podręczników oraz cofania dopuszczenia - może się tak stać w przypadku podręczników do kształcenia w zawodach lub w profilach kształcenia ogólnozawodowego, jeżeli w wykazie zabraknie jakiegokolwiek podręcznika do nauczania danego zawodu lub profilu ogólnozawodowego.

Jak działa system dopuszczania?

System dopuszczania podręczników do użytku szkolnego działa od 1992 roku, nie jest zatem niczym nowym. Miał on być swoistym gwarantem jakości podręcznika oraz zgodności jego zawartości z wymogami programowymi. W 2004 roku system przeszedł pewną metamorfozę polegającą na tym, że obecnie recenzenci wybierani są spośród osób znajdujących się na- liście ustalonej przez ministerstwo edukacji.

Oczywiście, każdy wydawca może starać się o aprobatę Ministerstwa Edukacji Narodowej dla swoich publikacji. Warunki, jakie musi spełnić podręcznik dopuszczony do użytku szkolnego, i niezbędne procedury, jakie powinien przejść, określa szczegółowo wspomniane rozporządzenie MENiS z dnia 5 lutego 2004.

Podręcznik wpisany do wykazu musi posiadać w widocznym miejscu adnotację, iż jest dopuszczony do użytku szkolnego przez ministra właściwego do spraw oświaty i wychowania, i wpisany do odpowiedniego wykazu podręczników z informacją, do nauczania jakiego przedmiotu i na jakim poziomie jest przeznaczony. W adnotacji tej powinny się też znaleźć nazwiska rzeczoznawców, na podstawie opinii których podręcznik został dopuszczony oraz numer tegoż dopuszczenia.- W przypadku jakichkolwiek wątpliwości, należy zajrzeć na stronę ministerstwa (www.men.home.pl) i sprawdzić, czy dana pozycja znajduje się na liście.

Wybieramy to, co dobre i bezpieczne

W wielu szkołach wybór został już sprawnie przeprowadzony i pomyślnie zatwierdzony, bez większych konfliktów i utrudnień. W większości przypadków nauczyciele wybrali podręczniki już sprawdzone, z których, byli zadowoleni. Można zaryzykować stwierdzenie, że z listy dopuszczonych podręczników popularnością wśród nauczycieli cieszy się ok. 4-6 pozycji. Pozostałe są wybierane i kupowane raczej rzadko.Z raportu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową wykonanego na zlecenie Polskiej Izby Książki wynika, że pozycję lidera na wydawniczym rynku nadal dzierżą Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, na drugim miejscu znajduje się Wydawnictwo Nowa Era. Pozostałe wydawnictwa, choć proponowane przez nie podręczniki także są kupowane, nie mają już takiej siły przebicia. Na liście funkcjonuje też pewna grupa, podręczników w pewnym sensie niszowych rzadko kupowanych, mniej znanych, choć wybieranych przez niektórych nauczycieli. Taka nisza z pewnością jest potrzebna i dobrze, że nadal funkcjonuje. Ograniczenia w tym względzie byłyby bowiem wysoce niepokojące. Na szczęście, różnorodność nadal jest możliwa, choć oczywiście w dużych szkołach mogą być z tym większe problemy, gdy nauczycieli jednego przedmiotu jest w szkole więcej niż trzech i każdy ma określone preferencje.

Mimo wszystko, nauczyciel nadal ma wpływ na wybór podręcznika, warto jednak jeszcze raz podkreślić, że tym razem decyzja ta musi być jeszcze bardziej świadoma i przemyślana niż zwykle. Z raz wybranego podręcznika nie będzie można bowiem zrezygnować po roku bez uzasadnionych powodów.



interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #441 dnia: Czerwiec 18, 2007, 10:00:18 pm »
Unia przekaże miliardy euro dla polskich szkół

W latach 2007-2013 Polska będzie mogła wykorzystać łącznie 2,7 mld euro z funduszy strukturalnych na programy związane z edukacją. Pieniądze te trafią m.in. do szkół i nauczycieli.

Ministerstwo Edukacji Narodowej już wie, jak zostaną podzielone pieniądze na działania edukacyjne z Programu

Operacyjnego Kapitał Ludzki. System oświaty będzie wspierany poprzez priorytety III i IX. Za wdrażanie Priorytetu III: wysoka jakość systemu edukacji o wartości 1 mld euro odpowiedzialne będzie Ministerstwo Edukacji Narodowej. Oznacza to, że resort będzie dzielił pieniądze tylko na projekty o zasięgu ogólnopolskim lub ponadregionalnym.

- Z tej puli unijnych dotacji wspierane będą również publiczne instytucje oświatowe - tłumaczy Sylwia Sysko-Romańczuk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej.

Z nich zostanie sfinansowana m.in. działalność centralnej i okręgowych komisji egzaminacyjnych, a także kuratoriów oświaty. Część funduszy zostanie również wydana na badania, w tym dotyczące finansowania oświaty. Ponadto aż 242 mln euro wzmocnić system szkolnictwa zawodowego.

- Chcemy m.in. sfinansować szkolenia dla nauczycieli przedmiotów zawodowych, w tym pracowników przedsiębiorstw - podkreśla wiceminister.

Regiony będą natomiast wdrażać Priorytet IX: Rozwój wykształcenia i kompetencji w regionach o wartości 1,7 mld euro.

Szesnaście województw otrzyma 450 mln euro więcej niż początkowo planowano. To bowiem samorządy województw, a nie Ministerstwo Edukacji Narodowej, będą odpowiedzialne za przeprowadzanie konkursów na projekty wspierające edukację przedszkolną oraz programy rozwojowe dla szkół. Przedstawiciel kuratora oświaty będzie jedynie zasiadał w komitecie monitorującym, który m.in. opracowuje procedury wyłaniania projektów.

Z tej zmiany zadowolona jest Krystyna Szumilas, przewodnicząca sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

- W obecnym okresie programowania samorządy pokazały, że unijne dotacje wydają sprawniej i celniej niż urzędy centralne - tłumaczy posłanka.

Lokalne władze wiedzą lepiej, jakie działania, jakie instytucje potrzebują pomocy. Najwięcej funduszy przeznaczono na kształcenie zawodowe - 782 mln euro. W sumie szkoły zawodowe otrzymają aż 1 mld euro.

- Mam nadzieję, że dzięki takiej pomocy zostaną m.in. dobrze zdiagnozowane potrzeby lokalnych rynków pracy - mówi Sysko-Romańczuk. Absolwenci zawodówek będą lepiej wykształceni i łatwiej znajdą pracę.

Jolanta Góra

Gazeta Prawna 18.06.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #442 dnia: Czerwiec 20, 2007, 12:09:11 pm »
Zmiany w systemie polskiej edukacji od 1989 roku


Od 1 września w szkołach podstawowych i gimnazjach uczniowie obowiązkowo będą musieli nosić jednolite stroje szkolne. Pomysł wicepremiera, ministra edukacji Romana Giertycha wprowadzenia mundurków, poprzedziły w ciągu ostatnich 18 lat dużo większe zmiany: począwszy od przekazania prowadzenia szkół samorządom, zmianę struktur szkolnictwa, do wprowadzenia egzaminów zewnętrznych.


Pierwsze decyzje rad gmin o przejmowaniu przez nie prowadzenia szkół zapadły już w lipcu 1990 r. i były konsekwencją przyjęcia przez Sejm w marcu tego roku ustawy o samorządzie gminnym. W roku szkolnym 1994-1995 gminy przejęły około 1/3 wszystkich szkół podstawowych, w tym samym czasie w ramach pilotażu wybrane większe miasta przejęły prowadzenie liceów ogólnokształcących i szkół artystycznych.
Zakładano, że już w 1994 r. wszystkie szkoły będą samorządowe, jednak odstąpiono od tego, m.in. z powodu postępującego zadłużenia oświaty i protestu samorządów.

Ostatecznie wszystkie szkoły, z wyjątkiem artystycznych, przeszły do samorządów z dniem 1 stycznia 1996 r. Przez kilka lat obowiązywało jednak moratorium na przekazanie szkół artystycznych - w 2001 r. prowadzenie ich zostało powierzone ministrowi kultury.

Od samego początku o podobny status, jak mają szkoły artystyczne, zabiegały szkoły leśne i rolnicze. Po wielu latach starań udało im się to tylko częściowo. W październiku ubiegłego roku minister rolnictwa Andrzej Lepper na mocy porozumień z samorządami przejął prowadzenie 10 szkół rolniczych z różnych regionów kraju, a w kwietniu tego roku minister środowiska Jan Szyszko przejął prowadzenie sześciu szkół leśnych.

Przekazaniu prowadzenia zadań oświatowych samorządom towarzyszyła zmiana sposobu finansowania ich - na prowadzenie szkół samorządy zaczęły dostawać środki z tzw. subwencji oświatowej (części subwencji ogólnej dla samorządów), prowadzenie przedszkoli stało się zaś zadaniem własnym samorządów finansowanym z ich dochodów.

Samorządy od początku twierdziły i nadal to podkreślają, że środki jakimi dysponują są niewystarczające. Zaowocowało to pod koniec lat 90. masowym zamykaniem tzw. małych wiejskich szkół oraz przedszkoli (między 1990 a 2001 r. zamknięto ponad 30 proc. przedszkoli). Zamykaniu części wiejskich szkół towarzyszył silny opór rodziców, którzy nie godząc się na likwidację placówki okupowali ją, często po wiele dni.

Od 1990 r. zaczął się również proces powoływania szkół niepublicznych jako alternatywny dla szkolnictwa publicznego. Liczba uczniów w tych szkołach systematycznie rośnie (od blisko 4 tys. w roku szkolnym 1990-1991 do ponad 35 tys. już w 1998-1999). Wśród szkół niepublicznych są zarówno placówki prowadzone przez stowarzyszenia, jak i osoby prywatne, oraz Kościół.

Kolejna wielka zmiana w oświacie wprowadzona została za rządów AWS; zbiegła się w czasie z wielką reformą administracyjną i wprowadzeniem powiatów.

W styczniu 1999 r. Sejm przyjął nowelizację ustawy o systemie oświaty, zgodnie z którą 1 września tego samego roku w miejsce dotychczasowych 8-letnich szkół podstawowych, 4-letnich liceów ogólnokształcących i 5-letnich techników oraz szkół zawodowych pojawiły się 6-letnie szkoły podstawowe i 3-letnie gimnazja. Po ukończeniu ich uczniowie mieli iść do zupełnie nowych szkół ponadgimnazjalnych. Istniejące wówczas szkoły ponadpodstawowe zaczęły być stopniowo wygaszane, czyli zaprzestano naboru do nich.

Ustalono wówczas także, że podstawówki i gimnazja będą prowadzone przez gminy, a szkoły ponadpodstawowe i ponadgimnazjalne - przez powiaty.

Wraz z gimnazjami pojawił się problem dowozu dzieci do tych szkół. Dlatego przez sześć lat z rzędu MEN kupowało dla samorządów specjalne autobusy szkolne - nazywane gimbusami.

Rząd Jerzego Buzka i ministrowie edukacji: Mirosław Handke i Edmund Wittbrodt chcieli by szkołami ponadgimnazjalnymi były 3- letnie licea profilowane (kształcące w klasach o czterech profilach tzw. prozawodowych lub o profilu akademickim - odpowiadającym poprzednim ogólniakom) kończące się maturą, 2- letnie szkoły zawodowe oraz 2-letnie licea uzupełniające, dla absolwentów szkół zawodowych.

Propozycję tę krytykowało SLD. Jesienią 2001 r., zaraz po objęciu władzy przez rząd Leszka Millera, Sejm znowelizował ustawę o systemie oświaty. Ówczesna minister edukacji Krystyna Łybacka uznała, że lepszymi szkołami ponadgimnazjalnymi będą kończące się maturą: 3-letnie licea ogólnokształcące, 3-letnie licea profilowane (realizujące podstawę programową ogólną i specjalizacje w czternastu profilach zawodowych), 4-letnie technika oraz 2- i 2-5-letnie szkoły zawodowe, po których można kontynuować naukę w liceach uzupełniających i technikach uzupełniających. Szkoły ponadgimnazjalne rozpoczęły działalność 1 września 2002 r.

W latach 90. rozpoczęto też pracę nad nowymi podstawami programowymi nauczania i nad przygotowaniem egzaminów zewnętrznych. Wiosną 2002 r. przeprowadzono pierwszy ogólnopolski sprawdzian dla uczniów kończących VI klasy szkół podstawowych oraz uczniów kończących III klasy gimnazjów.

Ideą przyświecającą wprowadzeniu egzaminów zewnętrznych było sprawdzenie umiejętności i wiedzy uczniów kończących konkretne etapy edukacji i uzyskanie porównywalnych, rzetelnych wyników. Dlatego podczas sprawdzianu i egzaminu wszyscy uczniowie w całym kraju rozwiązują takie same testy przygotowane przez Centralną Komisję Egzaminacyjną (specjalną instytucję powołaną w 1 stycznia 1999 roku na mocy ustawy o systemie oświaty do przygotowywania i przeprowadzania egzaminów zewnętrznych), które potem sprawdzają egzaminatorzy z okręgowych komisji egzaminacyjnych.

Uznano także, że wynik egzaminu gimnazjalnego będzie miał wpływ na przyjęcie ucznia do szkoły ponadgimnazjalnej, w ten sposób egzaminy do tych szkół ograniczono tylko do sprawdzianów dla chcących kontynuować naukę w klasach dwujęzycznych i szkołach sportowych.

Wiosną 2002 r. miała być przeprowadzona także matura na nowych zasadach - egzamin zewnętrzny, jednakowy w całym kraju, mający być przepustką na studia, czyli zastąpić egzaminy wstępne przeprowadzane przez uczelnie.

Łybacka uznała jednak, że w odróżnieniu od sprawdzianu i egzaminu gimnazjalnego, wprowadzenie nowej matury nie jest przygotowane. Zdecydowała o przełożeniu jej o trzy lata. Pod naciskiem m.in. Rzecznika Praw Obywatelskich prof. Andrzeja Zolla i samych maturzystów pozwoliła im samym (ale tylko abiturientom z 2002 r.) zdecydować czy chcą zdawać egzamin według starych, czy według nowych zasad. Z możliwości zdawania według nowych zasad korzystało wtedy tylko 6,5 tys. maturzystów, czyli 1,29 proc. zdających w 2002 r.

Powszechna nowa matura została wprowadzona do szkół w 2005 r. W pierwszym roku zdawali ją tylko abiturienci z liceów ogólnokształcących i liceów profilowanych. W 2006 r. dołączyli do nich abiturienci z techników, liceów uzupełniających i techników uzupełniających.

Zdający maturę według nowych zasad mają obowiązkowe trzy egzaminy pisemne: z języka polskiego, języka obcego i wybranego przedmiotu oraz dwa ustne: z polskiego i języka obcego. Zgodnie z planami Handkego i Wittrodta, miał być jeszcze jeden obowiązkowy egzamin pisemny - z matematyki. Łybacka uznała jednak inaczej i matematyka znalazła się w grupie przedmiotów do wyboru.

Jesienią ubiegłego roku Giertych zdecydował, że obowiązkowy egzamin z matematyki powróci na maturę. Początkowo miało się to stać w 2009 r., zostało jednak przesunięte na wiosnę 2010 r.

W ubiegłym roku Giertych wprowadził także, tzw. amnestię maturalną, czyli możliwość otrzymania świadectwa maturalnego, nawet wówczas gdy nie zda się jednego z egzaminów. Skorzystało z niej 53 tys. ubiegłorocznych maturzystów

Amnestię skrytykował m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich, który zaskarżył ją do Trybunału Konstytucyjnego. W styczniu Trybunał uznał, że część wprowadzonych ubiegłoroczną nowelizacją przepisów dotyczących egzaminów dojrzałości - w tym "amnestia" - są niezgodne z ustawą o systemie oświaty i z konstytucją.

W rezultacie w miejsce amnestii minister edukacji wprowadził egzamin poprawkowy. Przepis ten będzie obowiązywał jednak dopiero od 2008 r.

Pod koniec lat 90. Handke wprowadzając nową strukturę szkół ponadgimnazjalnych i przygotowując wprowadzenie egzaminów zewnętrznych podkreślał, że reform w oświacie nie da się wprowadzić bez zaangażowania w nie nauczycieli. Dlatego znowelizowano wówczas także ustawę Karta Nauczyciela wprowadzając zupełnie nowe stopnie awansu zawodowego nauczycieli, zasady zdobywania ich oraz powiązano z nimi wysokość wynagrodzenia nauczycieli. W ustawie zapisano także znaczne, trzy-etapowe podwyżki dla nauczycieli.

I tak od 1999 r. nauczyciele rozpoczynający pracę po studiach to stażyści. Wraz ze zdobywaniem doświadczenia i wiedzy awansują na nauczycieli kontraktowych, mianowanych i dyplomowanych. Aby starać się o wyższy stopień awansu nauczyciel musi specjalnej komisji przedstawić dokumenty potwierdzające swoje kwalifikacje i osiągnięcia.

W wyniku niedoszacowania kosztów wdrażania pierwszego etapu podwyżek dla nauczycieli w subwencji oświatowej w 2000 r. zabrakło 1,286 mld zł na podwyżki dla nauczycieli. Jesienią rządowi udało się wygospodarować na ten cel tylko 708 mln zł. Część samorządów, aby wypłacić nauczycielom wynagrodzenia zgodne z Kartą, musiała zaciągnąć kredyty lub przekazać na wypłaty pieniądze przeznaczone na inne potrzeby.

W 2001 r. rząd na spłatę zobowiązań wobec samorządów wynikających z niedoszacowania subwencji przeznaczył 734,6 mln zł (kwota miała pokryć zaciągnięte kredyty wraz z odsetkami).

W lipcu 2000 roku Handke, który przedtem utrzymywał, że subwencja oświatowa została obliczona prawidłowo, przyznał się do błędu i podał do dymisji.

Drugi etap podwyżek został wprowadzony bez problemów. Wprowadzenie trzeciego - ostatniego zostało zamrożone przez rząd Millera w związku z deficytem budżetowym i wprowadzeniem programu naprawy finansów publicznych; początkowo miał być on opóźniony o rok, ostatecznie był o 10 miesięcy i wszedł w życie w październiku 2002 r.

Nauka w Polsce, Danuta Starzyńska

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Podsumowanie roku szkolnego 2006/2007
« Odpowiedź #443 dnia: Czerwiec 22, 2007, 09:23:51 am »
Wszystkie poniżej poruszane tematy i dyskusje,znajdziemy w wątkach w edukacji.
Tu krótkie podsumowanie całego roku szkolnego i ... pomysłów Pana Ministra G. ;)



Podsumowanie roku szkolnego 2006/2007

Jaki był ten rok szkolny? Z pewnością obfitujący w mocno dyskusyjne zmiany wprowadzane (lub, na całe szczęście, na razie tylko planowane) przez najbardziej chyba kontrowersyjnego w historii Ministra Edukacji.

Roman Giertych zasypywał uczniów i nauczycieli pomysłami przez cały rok, nie zważając na fakt, że proponowanie zmian w trakcie lub u samego progu roku szkolnego (jak chociażby słynna amnestia maturalna, z której skorzystało aż 53 tys. ubiegłorocznych maturzystów!) wprowadza niepotrzebny chaos i zdecydowanie podważa i tak już mocno nadszarpnięty autorytet ministra. Warto przypomnieć, że amnestia została ostatecznie uznana przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodną z ustawą o systemie oświaty i z Konstytucją i zostanie zastąpiona sierpniowym egzaminem poprawkowym (przepis ten będzie obowiązywał jednak dopiero od 2008 r.).

Zresztą propozycje "ulepszeń" naszego systemu oświatowego pojawiały się tak często, że uczniowie mieli prawdziwy mętlik w głowie. Przedstawiamy zatem, w celu uporządkowania edukacyjnego bałaganu, podsumowanie najważniejszych wprowadzonych juz zmian oraz najciekawsze projekty.
A w ocenie minionego roku skupmy się na zdaniu tych najważniejszych (o czym także często zapomina pan Giertych) - uczniów.

Na początek postanowiono ostatecznie rozprawić się ze szkolnymi łobuzami

Program "zero tolerancji dla przemocy w szkole" przewiduje m.in. utworzenie ośrodków wsparcia wychowawczego dla uczniów uniemożliwiających normalną, spokojną naukę innym, rozszerzenie pomocy psychologiczno-pedagogicznej, organizowanie specjalnych szkoleń dla rodziców, monitoring w szkołach i nałożenie na szkoły obowiązku korzystania z oprogramowania blokującego dostęp uczniów do niewłaściwych treści w Internecie. Dyrektor szkoły, po zasięgnięciu opinii rady rodziców, będzie mógł też wprowadzić obowiązek noszenia przez uczniów na terenie szkoły jednolitego stroju. O tym, jak strój jednolity ma wyglądać oraz kiedy ma być noszony, dyrektor i rada rodziców mają zdecydować wspólnie.


Co myślimy o programie "Zero tolerancji"
http://portalwiedzy.onet.pl/1502723,10479,info.html

Warto przy okazji nadmienić, że akcja przeciw przemocy w szkole wywołała skutek odwrotny. Przemocy jest jeszcze więcej... . Co gorsza, wg ostatnich badań, liczba uczniów, którzy lubią chodzić do szkoły, spadła z 49 do 39 proc., a tych, którzy czują się w szkole doceniani, zmalała o jedną trzecią.




A na szkoły ruszono trójkami

Trójki Giertycha
Pierwsze zespoły w składzie wizytator, policjant i urzędnik wyruszyły do szkół w październiku. W grudniu z nakazu premiera Jarosława Kaczyńskiego dołączyli do nich prokuratorzy. Za kilka dni trójki zakończą pracę, z 2621 szkół pozostało do skontrolowania 16 i jak się spodziewano, nie odkryły niczego nowego. Potwierdziły znane wszystkim pedagogom, uczniom i rodzicom problemy: palenie papierosów, agresję słowną w stosunku do nauczycieli i kolegów, alkohol, przemoc fizyczną, kradzieże, niską frekwencję. Najwięcej do zrobienia mają gimnazja.
Więcej o trójkach



Wspomniana już matura po raz kolejny zmieni swoje oblicze

Nowe zasady na maturze od 2010 roku
Od 2010 r. każdy maturzysta będzie musiał zdać egzamin z matematyki, żeby otrzymać świadectwo dojrzałości; od przyszłego roku szkolnego nie będzie można oblać żadnego z obowiązkowych egzaminów - takie zapisy znalazły się w nowym rozporządzeniu dotyczącym matur podpisanym przez wicepremiera, ministra edukacji Romana Giertycha.

W miejsce obowiązującej jeszcze w tym roku tzw. amnestii maturalnej, od przyszłego roku szkolnego dla tych, którzy nie zdali jednego egzaminu, będzie wprowadzony egzamin poprawkowy. Będzie on przeprowadzany w sierpniu lub wrześniu - w terminie ustalanym przez dyrektora Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.

Przeczytaj więcej o nowych zasadach
http://matura.onet.pl/1398100,informacje.html



Kiedy już wszyscy przyzwyczaili się do nowego podziału szkół, okazało się, że znowu może się to zmienić

Powrót 4-letnich liceów?


Wicepremier Roman Giertych rozważa możliwość powrotu do 4-letnich liceów, które były - według niego - lepszym rozwiązaniem niż licea 3-letnie.

Roman Giertych powiedział, że zna opinię nauczycieli w tej sprawie - która krytykuje 3-letnie licea. Nauczyciele i dyrektorzy szkół uważają, że 3 lata to zbyt mało czasu, by wykształcić ucznia do matury.

Minister edukacji przyznał nauczycielom rację, że 4-letnie "dobre licea tworzyły człowieka". "Teraz zostaje praktycznie 2,5 roku nauki w liceum, bo pozostałe pół roku to ścisłe przygotowywanie się do matury" - dodał Giertych.

Wicepremier poinformował, że do 4-letnich liceów można by wrócić za trzy cztery lata, bo trzeba do tego się przygotować. Według niego, docelowy pomysł jest taki, by dzieci zaczynały naukę szkolną w wieku 6 lat, co spowoduje, że powstanie wolny dodatkowy rok dla 4-letnich liceów. (PAP)

 


A uczniowie na to:

Jestem uczennicą I klasy liceum. Nie podoba mi się to, że liceum trwa tylko 3 lata, a uczymy się właściwie 2 i pół roku. To stanowczo za mało, żeby opanować i dobrze przećwiczyć cały materiał. Skoro wymagania wobec nas są tak duże, to i czasu na naukę powinno być więcej. Dawne czteroletnie licea byłyby w sam raz. Nie ma cudów, jeśli chcesz mieć dobre oceny, musisz dużo czasu spędzać nad książkami. Jednak to tempo, które nam narzucono jest za duże i często brakuje czasu na realizację swoich zainteresowań i na rozrywki. Dlatego warto się zastanowić nad powrotem czteroletnich liceów. Szkoda tylko, że nawet jeśli wrócą, to mnie to ominie...
Monkacz

 
Koniec z pokazem mody na szkolnych korytarzach


Od września do szkoły w mundurku
Jednolite stroje szkolne będą obowiązywać w szkołach podstawowych i w gimnazjach, natomiast w szkołach ponadgimnazjalnych o wprowadzeniu mundurków może zdecydować dyrektor placówki po zasięgnięciu opinii rady rodziców

Tak zdecydował w środę Sejm przyjmując poprawkę Senatu do nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Za odrzuceniem poprawki głosowało 180 posłów, 237 było przeciw odrzuceniu, 6 osób wstrzymało się od głosu.

Poprawkę dotyczącą obligatoryjnego wprowadzenia jednolitych strojów w szkołach podstawowych i gimnazjach złożyła w Senacie LPR. Zgłoszenie poprawki zapowiedział wicepremier, minister edukacji Roman Giertych już na początku marca, zaraz po przyjęciu nowelizacji przez Sejm. Wcześniej identycznej treści poprawkę autorstwa LPR posłowie odrzucili, m.in. głosami PiS-u. Premier Jarosław Kaczyński tłumaczył później, że to była "klasyczna pomyłka".

Wicepremier, minister edukacji Roman Giertych, który zaapelował do posłów o przyjęcie poprawki, zapewnił, że w budżecie państwa są zabezpieczone środki na pomoc dla kilkuset tysięcy uczniów, których rodzin nie stać na zakup mundurków. Zapowiedział także, że odrzucenie poprawki przez Sejm wprowadzi "sytuację stałego braku większości na tej sali".

Sejm przyjął w środę również poprawkę, zgodnie z którą szkoły będą mogły wybrać do trzech podręczników do każdego przedmiotu na danym poziomie kształcenia; nie będzie też ograniczenia jeśli chodzi o wybór programów nauczania. Za odrzuceniem tej poprawki głosowało 38 posłów, 388 było przeciw odrzuceniu, nikt nie wstrzymał się od głosu.

Posłowie poparli także poprawkę o stopniowym wprowadzaniu zasady ograniczenia wyboru podręczników do trzech - od roku szkolnego 2007-2008 stosować się ją będzie poczynając od klasy I i IV szkoły podstawowej oraz od klasy I pozostałych typów szkół. W pozostałych klasach do zakończenia kształcenia na danym etapie edukacyjnym szkoły będą mogły wybrać więcej niż trzy podręczniki do każdego przedmiotu.

Resort edukacji chciał by szkoły wybierały tylko jeden podręcznik.

Minister edukacji zapowiedział także, że w związku z przyjęciem przez Sejm poprawki senackiej dotyczącej podręczników, już w czwartek w MEN rozpoczną się procedury zmierzające do weryfikacji podręczników dopuszczonych obecnie do użytku szkolnego.

"Nie podzielam pesymizmu pana premiera Giertycha" - powiedział dziennikarzom poseł Tadeusz Cymański (PiS). Wypowiedź ministra edukacji nazwał, zbyt emocjonalną. "Myślimy przede wszystkim o kieszeni rodziców, ale sprawa dotyczy także księgarzy, wytwórców, autorów podręczników" - zaznaczył poseł. Według Cymańskiego, poprawka senacka to "już pewien postęp" i "krok we właściwą stronę". (PAP)
Duży sprzeciw wzbudził obowiązek noszenia mundurków także przez  uczniów w  szkołach specjalnych –
dyrektorzy szkół określili to jako „kompletny idiotyzm”  
http://portalwiedzy.onet.pl/1554238,10479,info.html



Okazało się także, że trzeba się będzie bardziej przykładać do nauki religii

Ocena z religii do średniej

Od roku szkolnego 2007-2008 stopień z religii będzie wliczany do średniej ocen na świadectwach szkolnych - potwierdziła we wtorek rzeczniczka prasowa Ministerstwa Edukacji Narodowej Aneta Woźniak.

W projekcie nowego rozporządzenia ministra edukacji w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów zapisano, że do średniej ocen "uczniowi, który uczęszczał na dodatkowe zajęcia edukacyjne, religię lub etykę" wlicza się oceny z tych przedmiotów.

Jak czytamy w uzasadnieniu do projektu, proponowany zapis jest odpowiedzią na postulat strony kościelnej zgłoszony na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu oraz na liczne postulaty zgłaszane do MEN przez szkoły.

"Wprowadzenie proponowanej zmiany przyczyni się do: nadania średniej ocen charakteru nośnika informacji o całokształcie pracy i postępach ucznia, motywowania ucznia do dodatkowego wysiłku, doceniania pracy wynikającej z uczestniczenia w innych niż obowiązkowe zajęcia edukacyjne" - napisano w uzasadnieniu.

Zaznaczono w nim także, że "niemożność wliczania ocen z wyżej wymienionych zajęć do średniej ocen odbierana jest przez wielu nauczycieli i uczniów jako brak motywacji do podejmowania wysiłku w zdobywaniu dodatkowych wiadomości i umiejętności".

Nowe rozporządzenie ma wejść w życie 1 września tego roku. Jego projekt został skierowany do uzgodnień zewnętrznych.

(PAP)


Zobacz co na to uczniowie
http://portalwiedzy.onet.pl/1,176,8,31608587,86038698,3887374,0,forum.html


Nie chcemy wliczania ocen z religii do średniej
 http://portalwiedzy.onet.pl/1555551,10479,info.html






Najwięcej emocji wzbudził jednak pomysł wyrzucenia z kanonu paru wyjątkowo ważnych lektur

Burza wokół lektur
Gombrowicz, Witkacy, Kafka i Goethe usunięci z listy lektur szkolnych! Ministerstwo Edukacji Narodowej zmieniło kanon lektur. Nowy ma obowiązywać od przyszłego roku szkolnego. Projekt rozporządzenia w tej sprawie MEN umieściło na swojej stronie internetowej.

Przeczytaj więcej o sporze wokół kanonu lektur
http://portalwiedzy.onet.pl/1545338,10479,info.html
 
Na szczęście uczniowie stanęli w obronie wielkich autorów  
http://portalwiedzy.onet.pl/1,176,8,30968586,84477487,3845680,0,forum.html




Dowiedzieliśmy się także, że wspólna nauka chłopców i dziewcząt ma na nich zły wpływ
Szkoły niekoedukacyjne
Nie istnieją żadne przeszkody prawne, by w Polsce powstały publiczne szkoły zróżnicowane, czyli takie, w których osobno uczą się dziewczęta i chłopcy, a podczas ich kształcenia kładziony jest nacisk na wydobycie ich potencjału wynikającego z płci.
Więcej o szkołach z podziałem na płeć
http://portalwiedzy.onet.pl/1552822,10479,info.html


A na zakończenie pomysły naprawdę ekstremalne...

Z Giertychem na wycieczkę
MEN ogłosiło właśnie na stronach internetowych program wycieczek szkolnych do miejsc pamięci narodowej "Podróże historyczno- kulturowe w czasie i przestrzeni". W Warszawie o oporze wobec komunizmu resort chce uczyć tylko nad grobem płk. Kuklińskiego. O Jacku Kuroniu, który leży obok, ani słowa - pisze "Gazeta Wyborcza".

"Podróże historyczno- kulturowe w czasie i przestrzeni" to zapowiadane już dawno przez ministra Romana Giertycha wycieczki patriotyczne po kraju i zagranicy (m.in. Wilno, Katyń, Rzym). Podróże mają "w procesie edukacji patriotycznej, wychowania obywatelskiego i kształtowania miłości Ojczyzny budzić nastroje, sentymenty, uczucia dumy z narodowych wartości".

Szkoły mają zwiedzać miejsca w Polsce na koszt MEN (pieniądze będą rozdzielać kuratoria). Np. dla mazowieckich uczniów przeznaczono ponad milion złotych.

Propozycji tras jest 30. Pogrupowane chronologicznie i tematycznie. Od Polski Piastów do współczesności.



Giertych chce transmisji w TVP ze szkolnych zawodów

Stworzenie ogólnopolskiego systemu szkolnych turniejów sportowych w piłce nożnej, siatkówce i koszykówce zapowiedział w środę wicepremier, minister edukacji Roman Giertych. Wyraził nadzieję, że system ruszy 1 września, czyli z nowym rokiem szkolnym.

Giertych wyraził nadzieję, że turnieje transmitowane będą w Telewizji Polskiej: rozgrywki na szczeblu krajowym mogłyby być transmitowane w paśmie ogólnopolskim, a finały wojewódzkie na antenach regionalnych.

- Telewizja publiczna chce być wszędzie tam, gdzie dzieją się rzeczy ważne dla Polski i dla młodzieży. Jesteśmy przekonani, że inicjatywa resortu edukacji, która obejmie swoim zasięgiem wiele milionów młodych polaków, jest bardzo istotna - mówił na konferencji wiceprezes zarządu TVP Piotr Farfał. - Chcemy być obecni na tych imprezach, chcemy relacjonować przebieg rozgrywek - zapewnił. Pierwszymi organizowanymi w ramach "Szkolnej Ligi Młodych Talentów" rozgrywkami ma być Turniej Piłkarski o Puchar Ministra Edukacji Narodowej.

Jak mówił Giertych na konferencji prasowej, chodzi o to, aby dzieci i młodzież mogły w sposób wartościowy spędzać wolny czas, by wzmacniały dzięki sportowi swoje zdrowie, nauczyły się zdrowej rywalizacji i pokonywania słabości. - Chodzi także o wyłanianie tych młodych ludzi, zawodników i zawodniczek, którzy mają talent i mogą osiągać wyniki - powiedział minister edukacji.

Według niego, treningi i zawody miałby się odbywać w czasie wolnym od nauki - w ramach zajęć popołudniowych, wieczornych lub w soboty. Zapewnił, że resort edukacji ma środki (około 100 mln zł na zajęcia pozalekcyjne) na dodatkowe wynagrodzenia dla nauczycieli wf, którzy prowadziliby te zajęcia.




Wytrawny strażnik cnoty

Minister Roman Giertych wypalił z nowym pomysłem: szkoły mają informować prokuraturę o ciążach uczennic, które nie ukończyły 15 lat. Pomysł, jak większość poprzednich, ni z gruszki, ni z pietruszki, śmieszno-smutny.

Więcej o liczeniu uczennic w ciąży
http://portalwiedzy.onet.pl/,12800,1386019,czasopisma.html



A uczniowie robią to co do nich należy – uczą się!

Na całe szczęście uczniowie nie tylko potrafią rozsądnie skomentować i sprzeciwić się dziwnym pomysłom ministerialnym, ale też (a może raczej przede wszystkim) pamiętają o tym, że muszą się uczyć, aby coś osiągnąć. Oto ich wypowiedzi:

W tym roku szkolnym kończę już klasę II gimnazjum. Nie ukrywam, że nauki było bardzo dużo. Przypuszczam, że nawet kilka razy więcej niż klasie I. Na chemii poznawaliśmy skomplikowane reakcje chemiczne, na biologii dokładnie opisywaliśmy czynności życiowe zwierząt, na geografii uczyliśmy się o Europie, na historii dokładnie zgłębialiśmy tajemnice średniowiecza oraz czasów nowożytnych. Nauka oczywiście nie poszła w las, ale wszystkiego nie dało się zapamiętać na dłuższy okres... Szczególną trudność sprawiały mi rozmaite wzory fizyczne. Przekształcania, działania na jednostkach, jak dla mnie to czarna magia. Na szczęście nie będę miała z tym styczności przez cale dwa miesiące. Życzę wszystkim słonecznych wakacji.
Gimnazjalistka-Magda

Mijający rok szkolny... Mogę powiedzieć, że jestem z siebie zadowolona. Fakt, że ciężko musiałam pracować na oceny, które zostały mi wystawione. Niektórzy myślą, że ja się nie muszę uczyć, bo od razu wszystko rozumiem i zapamiętuję. Tak nie jest! Tak, jeśli coś zrozumiem, później tego nie zapominam. Mogę coś zapamiętać, ale nie wszystko! Inni myślą, że to jest proste. Uważam, że jeśli chce się pracować na dobre oceny, jest to możliwe. W ciągu ostatniego miesiąca pomagałam innym podciągnąć oceny. Nie czuję się z tego powodu jakaś.. mądrzejsza lub coś w tym stylu. Lubię pomagać, tłumaczyć innym to, czego nie rozumieją. Jeśli dostawałam ocenę lepszą niż inni, widziałam ich wzrok. Czułam taką zawiść... Nie obnoszę się jakoś z powodu tego, że mam lepsze oceny od innych. Rozumiem, ktoś uczy się, ale dopada go stres i nic z tego wychodzi. Gorzej z osobami, którym nie chce się uczyć. Oskarżają od razu cały świat za to, że ktoś ma lepsze oceny od nich. Znając życie i tak ktoś skomentuje całą moją wypowiedź jako coś "bezsensu". Wciąż zastanawiam się co będzie z tymi mundurkami. Będę chodzić w tym tylko rok, bo teraz kończę drugą klasę gimnazjum. Nie mam właściwie nic przeciwko, jednak mundurki będą "trochę" kosztować... No cóż, będę musiała to przeżyć. Przecież nie będzie to straszne! Jestem dobrej myśli. Cały rok szkolny opisuję jako bardzo dobry. Zdarzały się jednak sytuacje, które nie były miłe. Ale tak musiało być, nie ma nic idealnego! Trzeba przeżyć wszystko. Cieszę się, że mogłam osiągnąć tyle sukcesów w szkole. Nie chodzi o żadne konkursy (chociaż te też były), chodzi o oceny. Chodzi również o to, że mogłam pomóc innym, że moja wiedza mogła być komuś przydatna. Dziękuję wszystkim ludziom, dzięki którym osiągnęłam sukces. Dziękuję nauczycielom, koleżankom, mamie. Dziękuję!
Marta, lat 15. (pewne miasto na Śląsku).

 
Ostatni rok spędzony w szkole to wiele niespodzianek. Średnia 5,22, szóstki z informatyki, Niemieckiego i historii, wzorowe zachowanie, tylko jedna czwórka, a wydarzenia? W pierwszym półroczu niezła dyskoteka - z muzyką Linkin Park :D *Pewni* chłopcy niszczą toaletę, inni drzwi, zniszczeń nie zabrakło, ale o tym lepiej cicho być ;P A w piątek już zakończenie... Aaach...
~Wrathu

jestem w drugiej klasie…gimnazjum oczywiście. nie napiszę, że było lekko, bo chwilami była istna rzeźnia, miliony klasówek, kartkówek, odpytywań - koszmar. należy dorzucić do tego trzeba jeszcze moją "cudowną" klasę, która wolała siedzieć w szkole niż wyjechać na jakąkolwiek wycieczkę (powód - "nie chce mi się!") i powstaje straszne wspomnienie drugiej klasy gimnazjum. na szczęście pasek jest - i to nie tam, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę ;-), ale na świadectwie. średnia 5,23. przyzwoita, ale chyba mogło być jeszcze lepiej. pozdrawiam wszystkich przyszłych trzecioklasistów ;-)
by the way - nie chcę nosić mundurków !!! mam kupować jakieś beznadziejne kamizelki z logo szkoły na 10 miesięcy, płacić za to i chodzić w tym nawet wtedy, kiedy będzie przepocone, brudne lub na dworze będzie baaaardzo gorąco... z tego miejsca specjalne pozdrowienia dla szanownego ministra edukacji ;-)
~angel_without_wings

Fajnie było mam średnią 5,73(6 klasa)i w dodatku  zdałam  do gimnazjum które wybrałam!!!!!
~Xsara

Musze przyznać że  w pierwszym półroczu było dosyć ciężko ale teraz już było okey ... średnia 5.0 mnie zadowala !!! 1 gim. to nie przelewki , aż się boję  myśleć co będzie w 2 !! Już  się  nie mogę doczekać wakacji chociaż zostało tylko kilka dni do końca roku szkolnego ;) Życzę wszystkim udanych wakacji ;)
 ~Pati...=)

Mam średnią 3.1 ale to nieważne w tym roku dobrze się bawiłem i to najważniejsze !!!
~Gała

Przyłącz się do dyskusji i oceń miniony rok szkolny!




Więcej do poczytania:
A jak ocenia swoją pracę pan minister?
http://portalwiedzy.onet.pl/,12800,1397796,czasopisma.html

Są również tacy, którzy chwalą działalność pana Giertycha
http://portalwiedzy.onet.pl/,12800,1386022,czasopisma.html

Wywiad ze Stefanem Niesiołowskim Pełne zaćmienie w polskiej edukacji
http://portalwiedzy.onet.pl/,12800,1419787,czasopisma.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #444 dnia: Czerwiec 22, 2007, 11:47:28 am »
Żegnaj szkoło

Julia Dąbrowska


Dziś początek wakacji. Szkoła, do której uczniowie wrócą, bardzo się zmieni: obowiązkowe mundurki, zakazane komórki, nowa lista lektur - a w nagrodę wycieczki patriotyczne


Przez najbliższe dwa miesiące 5 mln uczniów powinno solidnie wypocząć. Po powrocie czeka ich rewolucja. Modne dżinsy lub minispódniczka i obcisła bluzka - tak ubierała się do tej pory większość uczennic. Od września koniec z szałowymi ciuszkami w szkole. Obowiązkowe będą mundurki. Najczęściej granatowe lub czarno-białe. I choć protestów przeciwko uniformom było wiele, większość dyrektorów poradziła sobie z ich wprowadzeniem. - Rodzice nie potrafili się dogadać, to sam zadecydowałem, że na co dzień w szkole będzie obowiązywała biała bluzka i granatowa spódnica lub spodnie - mówi Wiesław Jałocha, dyrektor SP nr 75 w Krakowie. - A czy uczniowie i ich opiekunowie dostosują się, to przekonamy się po wakacjach.

Ale mundurki to niejedyna zmiana. Telefony komórkowe i inne urządzenia elektroniczne - choćby popularne wśród młodzieży MP3, na których nagrywała wykłady - zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Edukacji od września na czas lekcji muszą być wyłączane. - Problem z tym sprzętem jest mocno przesadzony. Dzieci - przynajmniej u nas - nigdy nie dzwoniły podczas zajęć. I tak chyba było w większości szkół - mówią nauczyciele z warszawskiej podstawówki.

Ma się też zmienić lista lektur - chociaż nie wiadomo, jak bardzo. Minister Roman Giertych chce z niej wyrzucić m.in. Witkacego, Kafkę, Dostojewskiego i Gombrowicza. Protestują poloniści, autorytety i minister kultury. Decyzja co do ostatecznego kształtu kanonu lektur jeszcze nie zapadła.

Do średniej ocen najprawdopodobniej będzie wliczana religia i etyka - MEN jeszcze nie wydało rozporządzenia, ale to priorytet min. Giertycha. Resort opracował też trasy wycieczek do miejsc patriotycznych. Wyjazdy te nie są wprawdzie obowiązkowe, ale zalecane.

W szkołach pojawią się koordynatorzy ds. bezpieczeństwa (powołują ich dyrektorzy spośród grona pedagogicznego). Mają informować o wszelkich pojawiających się zagrożeniach. Resort edukacji nie sprecyzował jednak, kogo: czy tylko dyrekcję, czy również kuratorium i ministerstwo. - Do tej pory każdy nauczyciel dbał o bezpieczeństwo uczniów. Nie wiem, co zmieni koordynator. Ale rozporządzenie ministra musimy wykonać - rozkłada ręce wicedyrektorka warszawskiej podstawówki.

Większą rolę mają odgrywać rady rodziców, które będą m.in. opiniowały program wychowawczy szkół. - I tak naprawdę to jest jedyna pozytywna decyzja pana Giertycha - komentuje Irena Dzierzgowska, była minister edukacji. - Rewolucja, którą minister wprowadza, jest pozorna i niczego w polskiej oświacie na lepsze nie zmieni. Mało tego. Szkoły są zastraszone, dyrektorzy wykonują polecenia, z którymi się nie zgadzają. To nie wróży niczego dobrego - uważa Dzierzgowska.


Źródło: Metro

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #445 dnia: Czerwiec 22, 2007, 12:39:48 pm »
Zakończył się rok szkolny 2006/2007

W piątek zakokończył się rok szkolny 2006-2007. Minął on pod znakiem tzw. amnestii maturalnej, rządowego programu "Zero tolerancji dla przemocy w szkole", zapowiedzi wprowadzenia jednolitych strojów szkolnych, dyskusji na temat kanonu lektur szkolnych oraz protestów nauczycieli.

W piątek zakokończył się rok szkolny 2006-2007. Minął on pod znakiem tzw. amnestii maturalnej, rządowego programu "Zero tolerancji dla przemocy w szkole", zapowiedzi wprowadzenia jednolitych strojów szkolnych, dyskusji na temat kanonu lektur szkolnych oraz protestów nauczycieli.

WRZESIEŃ

Rok szkolny rozpoczął się nie 1 września, tak jak w latach poprzednich, lecz dopiero 4 września. Spowodowane było to znowelizowaniem w lecie przez wicepremiera, ministra edukacji narodowej Romana Giertycha rozporządzenia w sprawie organizacji roku szkolnego. Zgodnie z nowelizacją, jeśli 1 września wypada w piątek lub w sobotę, to rok szkolny rozpoczyna się w najbliższy poniedziałek po tym dniu. 1 września 2006 r. wypadał właśnie w piątek.

Podczas uroczystej inauguracji Giertych zapowiedział swój program reform, który nazwał "4P": prestiż, porządek, patriotyzm i prawda. Platforma Obywatelska odpowiedziała mu, że jego program to raczej "3P" czyli pozory, puste hasła i przymus.

Kilka dni później minister edukacji podpisał nowelizację rozporządzenia w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów. Wprowadził w ten sposób tzw. amnestię maturalną, czyli możliwość otrzymania świadectwa maturalnego nawet wówczas, gdy nie zda się jednego z egzaminów. Skorzystało z niej 53 tys. ubiegłorocznych maturzystów, a także maturzyści, którzy zdawali egzamin rok wcześniej.

Amnestię skrytykował m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski, który zaskarżył ją do Trybunału Konstytucyjnego. W styczniu Trybunał uznał, że część wprowadzonych ubiegłoroczną nowelizacją przepisów dotyczących egzaminów dojrzałości - w tym "amnestia" - są niezgodne z ustawą o systemie oświaty i z konstytucją.

W rezultacie w maju minister edukacji wydał nowe rozporządzenie i w miejsce amnestii wprowadził egzamin poprawkowy. Przepis ten będzie obowiązywał jednak dopiero od nowego roku szkolnego.

Zgodnie z wrześniową nowelizacją rozporządzenia abiturienci, którzy chcą zdawać egzamin na poziomie rozszerzonym, od razu podchodzą do trudniejszego egzaminu. Wcześniej maturzysta, który chciał zdawać egzamin na poziomie rozszerzonym, musiał najpierw zaliczyć poziom podstawowy.

We wrześniu zdecydowano także, że od 2009 roku na maturze obowiązkowy będzie pisemny egzamin z matematyki. Później jednak przesunięto wprowadzenie obligatoryjnej matematyki o rok, czyli na wiosnę 2010 r.

W nowelizacji zapisano również, że od 2009 r. egzamin gimnazjalny będzie składał się z trzech części, a nie jak obecnie - z dwóch. Obok testu z wiedzy humanistycznej i testu z wiedzy matematyczno- przyrodniczej, gimnazjaliści będą pisać trzeci - z języka obcego nauczanego w szkole.

Wprowadzono też zapisy, zgodnie z którymi ocena z zachowania będzie miała wpływ na promocję ucznia do następnej klasy. Promocji nie otrzyma uczeń, który trzy razy z rzędu miałby naganną (najniższą) roczną ocenę z zachowania. Jeśli uczeń otrzymałby taką ocenę dwa razy z rzędu, to o jego promocji do następnej klasy miałaby decydować rada pedagogiczna szkoły. Wcześniej ocena z zachowania nie miała wpływu na to, czy uczeń zda do następnej klasy.

PAŹDZIERNIK

Wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski w wywiadzie prasowym powiedział, że "teoria ewolucji to kłamstwo i pomyłka, którą zalegalizowano jako obowiązującą prawdę". Wypowiedź kwestionująca wartość naukową teorii Darwina wywołała ostrą krytykę m.in. naukowców z Polskiej Akademii Nauk.

W warszawskim Sądzie Rejonowym w wydziale pracy rozpoczął się proces wytoczony Centralnemu Ośrodkowi Doskonalenia Nauczycieli (CODN) przez byłego dyrektora tej placówki Mirosława Sielatyckiego. Stroną w procesie jako pozwany był też minister edukacji.

Sielatycki został odwołany ze stanowiska w czerwcu ub.r. przez Giertycha w związku z publikacją w 2005 r. przez CODN poradnika Rady Europy "Kompas - edukacja o prawach człowieka w pracy z młodzieżą". Minister uznał, że opublikowany przez CODN poradnik dopuszcza tezę, iż zakaz małżeńskich związków homoseksualnych i adopcji dzieci przez pary homoseksualne może być przejawem dyskryminacji. Zdaniem ministra, było to sprzeczne z podstawami programowymi nauczania.

W maju sąd uznał, że odwołanie Sielatyckiego ze stanowiska było nieuzasadnione w świetle prawa, stanowiło przejaw dyskryminacji oraz zasądził ponad 19 tys. zł odszkodowania dla byłego dyrektora. Pełnomocnik ministra i CODN zapowiedział apelację.

Minister edukacji przed świętem nauczycieli - Dniem Edukacji Narodowej - odrzucił 285 wniosków o przyznanie Medali Komisji Edukacji Narodowej (najwyższych odznaczeń przyznawanym przez resort edukacji) osobom rekomendowanym przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Giertych pytany o to powiedział, że stara się "nie odznaczać osób rekomendowanych przez organizacje mające wszelkie cechy organizacji o charakterze wywodzącym się z czasów komunistycznych".

Jednocześnie zapowiedział przyznanie Medali KEN wszystkim nauczycielom, którzy przez co najmniej 10 lat uczyli w szkole w latach 1945-1989 i nie wstąpili do partii.

W październiku resort edukacji zapowiedział, że będzie dofinansowywać wycieczki szkolne do miejsc pamięci narodowej.

Doszło też do podpisania porozumień z samorządami, na mocy których minister rolnictwa Andrzej Lepper przejął prowadzenie 10 szkół rolniczych w różnych regionach kraju; w kwietniu zaś minister środowiska Jan Szyszko przejął prowadzenie sześciu szkół leśnych. O powrót do resortów szkoły leśne i rolnicze zabiegały od końca lat 90.

LISTOPAD

Na początku miesiąca Giertych ogłosił założenia do rządowego programu "Zero tolerancji dla przemocy w szkołach". Zrobił to w gimnazjum nr 2 w Gdańsku; w placówce tej dwa tygodnie wcześniej doszło do molestowania seksualnego przez kolegów z klasy 14- letniej Ani. Dziewczynka na drugi dzień popełniła samobójstwo.

Program "Zero tolerancji", którego część zapisów znalazła swoje urzeczywistnienie w kwietniu 2007 r. w nowelizacji ustawy o systemie oświaty, zakładał m.in. wprowadzenie monitorowania za pomocą kamer wejść do szkół, możliwość zobligowania do zainstalowania w komputerach szkolnych filtrów uniemożliwiających dostęp do "treści, które mogą stanowić zagrożenie dla prawidłowego rozwoju psychicznego uczniów". Nauczyciele i dyrektorzy szkół zyskali ochronę prawną przewidzianą dla funkcjonariuszy publicznych.

W nowelizacji ustawy zapisano także, co również postulowano w programie "Zero tolerancji", wprowadzenie jednolitych strojów w szkołach - od nowego roku szkolnego będą one obowiązkowe w szkołach podstawowych i gimnazjach (szkoły ponadgimnazjalne mogą same zdecydować, czy wprowadzą takie stroje, czy nie). Szkoły mogły same wybrać, jak ma wyglądać taki strój. Według mediów, większość opowiedziała się za najtańszymi kamizelkami z logo placówki.

Program "Zero tolerancji" zakłada także utworzenie ośrodków wsparcia wychowawczego dla uczniów uniemożliwiających normalną, spokojną naukę innym oraz możliwość wprowadzenia przez samorządy tzw. godziny bezpieczeństwa dla dzieci i młodzieży - czyli zakazu przebywania nieletnich w miejscach publicznych w porze nocnej bez opieki osoby dorosłej. Kwestie te nie znalazły jeszcze swego urzeczywistnienia w prawie.

W programie postulowano także wprowadzenie zmian w Kodeksie karnym, zgodnie z którymi dorośli, którzy udostępnili (np. sprzedali) alkohol małoletnim, mieliby odpowiadać za czyny popełnione przez nich pod jego wpływem.

Program "Zero tolerancji" zakłada także zwiększenie w szkołach zajęć pozalekcyjnych; według MEN, mogą być one sfinansowane ze środków UE.

Pod koniec listopada i na początku grudnia - to też efekt programu - do szkół wyruszyły tzw. trójki (w zależności od możliwości, w ich skład wchodzili: przedstawiciel kuratorium, psycholog, policjant, samorządowiec), które miały za zadanie przeprowadzać kontrole, rozmawiać z uczniami i nauczycielami m.in. na temat zjawiska przemocy i o dealerach narkotyków. W kwietniu Giertych poinformował, że konieczne jest wprowadzenie programów naprawczych w ponad 7 tys. szkół na 25 tys. skontrolowanych przez "trójki".

GRUDZIEŃ

MEN rozesłało do kuratoriów, a te do szkół, specjalne ankiety dotyczące ciąż wśród uczennic i skali udzielonej im pomocy. Z ankiet wynikało, że w ostatnim czasie szkoły udzieliły pomocy kilkunastu tysiącom uczennic w ciąży. Według resortu, wyniki te mogą pomóc w tworzeniu rządowego programu pomocy uczennicom w ciąży.

STYCZEŃ

Giertych poinformował, że rozważana jest możliwość wydłużenia nauki w liceach ogólnokształcących z 3 do 4 lat; nie wykluczył jednocześnie, że powiązane z nim będzie obniżenie wieku obowiązku szkolnego z 7 do 6 lat i "zerówki" dla 5-latków; wówczas - jak tłumaczył - "znalazłby się dodatkowy rok" na wydłużenie nauki w liceach.

LUTY

Ministrowie edukacji Polski i Grecji, Roman Giertych i Marietta Giannakau, przedstawili w Brukseli na posiedzeniu rady ministrów edukacji krajów Unii Europejskiej propozycję nowego, wspólnego programu europejskiego przeciwdziałania przemocy w szkole. Zdaniem Giertycha, podstawą programu unijnego mógłby się stać polski program "Zero tolerancji".

W połowie miesiąca zakończyło się referendum strajkowe ZNP. Ponad 80 proc. pracowników oświaty biorących w nim udział opowiedziało się za przeprowadzeniem jednodniowego strajku ostrzegawczego w szkołach, w proteście wobec polityki edukacyjnej prowadzonej przez Giertycha.

Pod koniec miesiąca ZNP weszło w spór zbiorowy z rządem. 17 marca zorganizowało demonstrację; w proteście przeciwko polityce edukacyjnej rządu i Giertycha ulicami Warszawy przeszło kilkanaście tysięcy osób.

29 maja ZNP przeprowadziło dwugodzinny strajk ostrzegawczy w szkołach i przedszkolach; według związku, wzięło w nim udział ok. 50 proc. szkół, według MEN - niespełna 25 proc.

W tym samym czasie, gdy ZNP prowadziło referendum strajkowe, specjalne ulotki skierowane do pracowników oświaty z pytaniem o ewentualną akcję protestacyjną rozesłała do szkół także Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność".

Wiosną 2007 r., podobnie jak jesienią 2006 r., miały miejsce liczne demonstracje przeciwko Giertychowi, organizowane m.in. przez uczniów i studentów, w tym przez Inicjatywę Uczniowską i Kampanię "Giertych Musi Odejść".

MARZEC

Wiceminister Orzechowski podał, że trwają prace nad projektem specjalnej ustawy, która wprowadzi zakaz propagowania homoseksualizmu na terenie szkół i placówek oświatowych. Dwa miesiące później - w maju - Giertych przedstawił projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty, w którym zapisano m.in., że szkoły będą zobowiązane do ochrony uczniów przed treściami zagrażającymi ich prawidłowemu rozwojowi psychicznemu i moralnemu, m.in. godzącymi w zasadę ochrony małżeństwa i rodziny, w tym poprzez propagowanie homoseksualizmu.

Jak powiedział Giertych, celem projektu jest to, aby organizacje zajmujące się propagowaniem homoseksualizmu nie miały wstępu do szkół. Cytując jedną z uchwał Sądu Najwyższego minister powiedział, że "propaganda to każde zachowanie polegające na publicznym prezentowaniu danego przekonania w zamiarze przekonania do niego".

W połowie miesiąca weszła w życie nowelizacja ustawy lustracyjnej, zgodnie z którą lustracja miała objąć także dyrektorów szkół, zarówno publicznych, jak i niepublicznych. W kwietniu Trybunał Konstytucyjny, który badał nowelizację, uznał, że lustracji podlegać będą tylko dyrektorzy szkół publicznych.

Również w marcu Sąd Najwyższy wydał orzeczenie, w którym stwierdził, że praca nauczycieli podczas ustnych matur jest pracą dydaktyczną i w związku z tym za jej wykonywanie nauczycielom należy się wynagrodzenie za pracę w godzinach ponadwymiarowych. Sąd rozpatrzył tę sprawę na wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich, który zwrócił się do SN o zbadanie, czy praca nauczycieli- egzaminatorów podczas matur jest wykonywana w ramach 40-godzinnego tygodniowego limitu pracy, czy też jest pracą dydaktyczną wykonywaną powyżej tygodniowego obowiązkowego wymiaru godzin (pensum).

W ostatnich dwóch latach liczna grupa nauczycieli pracujących przy ustnych maturach skierowała pozwy do sądów pracy o uznanie ich roszczeń i wypłatę dodatku za pracę w godzinach ponadwymiarowych. Wyroki w różnych miastach były zróżnicowane. Według krakowskich sądów I i II instancji, praca przy maturach nie była realizacją programu nauczania, nie chodziło więc o godziny ponadwymiarowe, lecz o wykonywanie zadań statutowych szkoły. Z kolei sądy okręgowe w Białymstoku, Krośnie i Poznaniu uznały pracę przy maturach za pracę dydaktyczną. Do czasu zbadania sprawy przez Sąd Najwyższy stanowisko resortu edukacji w sprawie pracy nauczycieli przy maturach było takie samo, jak krakowskich sądów.

Pod koniec marca wicepremier, minister edukacji Roman Giertych oraz minister pracy i polityki społecznej Anna Kalata podpisali nowelizację rozporządzenia w sprawie minimalnych stawek wynagrodzenia nauczycieli. Zgodnie z tą nowelizacją, płaca zasadnicza nauczycieli, w zależności od ich stopnia awansu zawodowego, wzrosła w tym roku od 58 zł do 105 zł brutto.

Wydanie rozporządzenia poprzedziły wielomiesięczne starania Giertycha o znalezienie w budżecie środków na podwyżki. Minister edukacji groził nawet zerwaniem koalicji rządowej. Ostatecznie subwencja oświatowa na 2007 r. została zwiększona o 1,5 mld zł.

Zarówno Związek Nauczycielstwa Polskiego, jak i Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" domagają się kolejnych podwyżek. ZNP oczekuje 20-proc. wzrostu płac nauczycieli: 12 proc. w 2008 r. i 8 proc. w 2009 r. Oświatowa "S" oczekuje w przyszłym roku wzrostu płac w oświacie o 10 proc. ponad poziom inflacji.

Pod koniec maja Giertych zapowiedział, że MEN będzie zabiegać o 10- proc. wzrost wydatków na płace dla nauczycieli. Podtrzymał złożoną wcześniej obietnicę, że płace dla nauczycieli wzrosną w 2008 r. o 5 proc. ponad inflację.

MAJ

Giertych zapowiedział stworzenie ogólnopolskiego systemu szkolnych turniejów sportowych w piłce nożnej, siatkówce i koszykówce. Wyraził nadzieję, że system ruszy 1 września, czyli od nowego roku szkolnego. Pierwszymi organizowanymi w ramach "Szkolnej Ligi Młodych Talentów" rozgrywkami ma być Turniej Piłkarski o Puchar Ministra Edukacji Narodowej.

Minister odznaczył księdza prałata Henryka Jankowskiego Medalem Komisji Edukacji Narodowej. Według ministra, ks. Jankowski "jest wzorem dla młodzieży, a dobro młodych ludzi zawsze leżało mu na sercu". Jak przypomniał Giertych, prałat zasłużył się przede wszystkim dla opozycji antykomunistycznej w PRL.

Weszła w życie nowelizacja ustawy o systemie oświaty, w której znalazły się zapisy odnoszące się do programu "Zero tolerancji". Ponadto nowelizacja ograniczyła możliwość wyboru liczby podręczników przez szkoły. Zgodnie z nowelizacją, szkoły będą mogły wybrać raz na trzy lata nie więcej niż trzy podręczniki do każdego przedmiotu na danym poziomie kształcenia. Zasada ograniczenia wyboru podręczników będzie wprowadzana stopniowo - w roku szkolnym 2007-2008 stosować się ją będzie tylko w klasie I i IV szkoły podstawowej oraz w klasie I pozostałych typów szkół. W pozostałych klasach do zakończenia kształcenia na danym etapie edukacyjnym szkoły będą mogły wybrać więcej niż trzy podręczniki do każdego przedmiotu.

W maju rozpoczęła się seria spotkań przedstawicieli związków zawodowych działających w oświacie z wicepremierem Przemysławem Gosiewskim, który przewodniczy Międzyresortowemu Zespołowi ds. Nadzoru Ubezpieczeń Społecznych.

ZNP chce, aby wszyscy nauczyciele, którzy rozpoczęli pracę przed 1998 r., czyli przed rozpoczęciem reformy emerytalnej, mieli możliwość przechodzenia na wcześniejsze emerytury na dotychczasowych zasadach. Oświatowa "S" opowiada się za bezterminowym utrzymaniem tego przywileju.

Oba związki chcą też objęcia emeryturami pomostowymi nauczycieli urodzonych po 1969 r. oraz wpisania prawa nauczycieli do takich emerytur do ustawy, a nie do rozporządzenia, jak chce międzyresortowy zespół kierowany przez wicepremiera Gosiewskiego.

Gosiewski podtrzymał stanowisko rządu w sprawie emerytur nauczycieli. Podkreślił, że jest ono konsekwencją decyzji podjętych przez Sejm w 1999 roku i że dla żadnej grupy zawodowej nie może być ustępstw, jeśli chodzi o wcześniejsze emerytury.

Zgodził się tylko na wyłączenie z projektu ustawy o emeryturach pomostowych zapisów nowelizujących ustawę Karta Nauczyciela dotyczących nauczycieli, którzy w tym roku nabyli prawa do wcześniejszych emerytur. Zapisy te w formie osobnego projektu poddane zostaną szybszej ścieżce legislacyjnej.

Obecnie, zgodnie z Kartą Nauczyciela, nauczyciele mogą przejść na wcześniejsze emerytury bez względu na wiek, jeśli mają 30 lat stażu pracy, w tym 20 lat pracy w oświacie, lub 25 lat stażu pracy, w tym 20 lat w szkolnictwie specjalnym. Choć przepisy obowiązują do końca roku, to nauczyciele chcący z nich skorzystać musieli złożyć wypowiedzenie na trzy miesiące przed początkiem nowego roku szkolnego, czyli do końca maja.

Pod koniec maja rzecznik rządu Jan Dziedziczak informował, że wolą rządu jest, aby nauczyciele, którzy do końca 2007 r. uzyskają - zgodnie z obecnymi przepisami Karty - uprawnienia do przejścia na wcześniejsze emerytury, mogli przejść na nie również po 1 stycznia 2008 r.

Zgodnie z projektem ustawy o emeryturach pomostowych z kwietnia tego roku, nauczyciele urodzeni po 31 grudnia 1948 r., a przed 1 stycznia 1969 r., będą mogli przejść na takie emerytury po osiągnięciu co najmniej wielu 55 lat dla kobiet i co najmniej 60 lat dla mężczyzn; ich okres składkowy musi wynieść co najmniej 20 lat dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn, a okres pracy w szczególnym charakterze co najmniej 15 lat.

Pod koniec maja rozpoczęła się też publiczna dyskusja nad kanonem lektur szkolnych; "Gazeta Wyborcza" - opisując projekt rozporządzenia ministra edukacji w tej sprawie - podała, że z kanonu lektur usunięto dzieła Fiodora Dostojewskiego, Franza Kafki czy Johanna Wolfganga Goethego, a wprowadzono trzy powieści Jana Dobraczyńskiego, cztery powieści Henryka Sienkiewicza oraz "Pamięć i tożsamość" Jana Pawła II.

Projekt skrytykował m.in. minister kultury Michał Ujazdowski. Kilkakrotnie powiedział, że spis lektur szkolnych powinien być ukształtowany przy uwzględnieniu kilku zasad: hierarchii dokonań literackich, szacunku dla integralności całej polskiej literatury oraz troski o znajomość literatury europejskiej. W ocenie Ujazdowskiego, kanon lektur musi być także wolny od wszelkich prób ideologizacji procesu edukacyjnego. Resort kultury przekazał MEN wykaz tytułów, o które - jego zdaniem - powinien być uzupełniony spis lektur.

Po konferencji uzgodnieniowej dotyczącej projektu rozporządzenia w sprawie lektur, w której brał udział wiceminister kultury, Giertych powiedział, że z trzech zaproponowanych na liście powieści Jana Dobraczyńskiego MEN jest skłonne pozostawić tylko jedną - "Listy Nikodema". Na liście znajdzie się też miejsce dla fragmentów "Innego świata" Gustawa Herlinga-Grudzińskiego oraz "Zbrodni i kary" Fiodora Dostojowskiego.

"Jest mnóstwo dobrych autorów, ale żeby dodać propozycje ministerstwa kultury, trzeba coś z listy usunąć. Nie ma miejsca na wszystkie. Trzeba decydować: coś za coś" - powiedział wówczas Giertych. Jego zdaniem, nie można listy lektur rozszerzać w sposób nieograniczony. Jak tłumaczył, nadmierne rozszerzenie listy spowoduje, że znajdą się na niej pozycje, których uczniowie i tak nie przeczytają. Przypomniał, że do listy lektur dochodzą cztery powieści Henryka Sienkiewicza. "Nie zrezygnuję z nich" - zaznaczył.

CZERWIEC

Giertych zapowiedział, że stopień na koniec roku z religii będzie wliczany do średniej ocen. Poinformował, że rozporządzenie w tej sprawie zostało przekazane do uzgodnień międzyresortowych i zostanie najprawdopodobniej podpisane pod koniec czerwca.

Nauka religii nie jest obowiązkowa w szkołach; obecnie uczniowie mogą wybrać między zajęciami z religii lub etyki, mogą też zrezygnować z tych zajęć.

Zmiana zasad nauki religii i etyki w szkołach była pod koniec marca ub.r. jednym z tematów obrad Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu. Kościół postulował wówczas, aby uczniowie musieli wybrać jedno z tych zajęć, a także aby stopień z nich był wliczany do średniej na świadectwach szkolnych.

Wiceminister edukacji Sylwia Sysko-Romańczuk poinformowała w czerwcu, że nie istnieją żadne przeszkody prawne, by w Polsce powstały publiczne oddzielne szkoły dla chłopców i dziewczynek. Mówiła, że chodzi o szkoły, w których dzieci byłyby uczone trochę inaczej ze względu na różnice wynikającego z płci.

Zdaniem wiceminister, takie szkoły powstaną, jeśli pojawi się oddolna inicjatywa rodziców oraz zgoda samorządów. "Myślimy o systemie pilotażowym" - dodała Sysko-Romańczuk.

PAP - Nauka w Polsce, Danuta Starzyńska-Rosiecka

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #446 dnia: Czerwiec 26, 2007, 11:57:30 pm »
Ewa Niemyjska
Uczę rodziców, jak porozumiewać się z dziećmi

Pracuję w zawodzie nauczycielskim 17 lat; staram się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom rodziców, poszerzać ich nawyki wychowawcze, a szczególnie rozwijać ich umiejętności komunikowania się z dziećmi.

Cytuj
Ciągle słyszymy wokół siebie: nie mam czasu, jestem zajęta, nie mogę nadążyć, czas mnie goni. W pościgu za umykającymi chwilami coraz rzadziej znajdujemy czas na rozmowę z naszymi najbliższymi, na spokojną dyskusję z kolegą w pracy, z uczniem. Uświadomienie sobie istnienia barier, które utrudniają komunikowanie się, a z drugiej strony-poznanie sposobów takiego nadawania komunikatów, aby dotarły one do rozmówcy, jest niezbędne, aby nasz kontakt z otaczającym światem był poprawny i efektywny. W zawodzie nauczyciela te umiejętności są szczególnie ważne, tym bardziej że chcemy być dobrze zrozumiani przez tych, którym poświęcamy naszą pracę dzieciom. Nie mniej ważna jest umiejętność przekazywania tego, co chcemy powiedzieć rodzicom naszych uczniów

Więcej
http://www.vulcan.edu.pl/eid/archiwum/2006/09/porozumienie.html



Piotr Krzywicki
Jak dobrze mówić dobrze?

Jak często używamy wobec własnego dziecka lub podopiecznych w swojej praktyce wychowawczej i dydaktycznej słowa dobrze? Co ono oznacza? Czy to samo oznacza dla nas i dla dziecka, ucznia? To określenie oceniające i wyrażające naszą akceptację najczęściej definiujemy jako wyrażenie pochwały, którą kierujemy do dziecka, chcąc wyrazić swoje zadowolenie po wykonaniu przez nie jakiegoś zadania czy przejawieniu akceptowanego przez nas zachowania.



Cytuj
Pochwał, wyrazów uznania, aprobaty można udzielać w różnych formach. To, co także potocznie mieści w sobie pole semantyczne krótkiego słowa dobrze, można wyrazić w różnorodnych słowach. Poniżej podaję 100 takich przykładów. Warto, czytając je, zastanowić się nad intencją ukrytą w każdym z nich. Zrozumienie tej intencji spowoduje, iż nasze wyrazy uznania kierowane do dziecka będą lepiej uwzględniały jego specyfikę jako określonej osoby, wymagania zadania, cechy sytuacji itp., a zatem będą zawsze kierowane do określonego dziecka w określonej sytuacji, a nie do jakiegoś dziecka z nie wiadomo jakiego powodu.

Oto tych 100 przykładów:

To rzeczywiście wspaniałe.
Lubię sposób, w jaki pracujesz.
Znacznie lepiej.
Cudownie!
Taka praca bardzo mnie cieszy.
Rzeczywiście, dałeś z siebie wszystko.
Fantastycznie!
Jestem dumny ze sposobu, w jaki dziś pracujesz.
Właśnie, tak!
Cudowna praca.
Wygląda na to, że to będzie wspaniałe.
Dziękuję za twoją pracę.
Jestem ci wdzięczny za twoją pomoc.
To bardzo interesujące.
Wygląda na to, że włożyłeś w to dużo pracy.
Tak! To jest wspaniałe.
Pracuj tak dalej, to dobra praca.
Poprawnie myślisz.
To wygląda znacznie lepiej.
Jesteś bardzo pomysłowy.
Tak! To właściwa odpowiedź.
Sprawiłeś mi wielką przyjemność.
Masz dziś dobry dzień.
To jest piękne!
Pokazałeś dziś dobrą pracę.
Teraz znalazłeś właściwe rozwiązanie.
Sprawiłeś, że wygląda to bardzo ładnie.
Dałeś z siebie wszystko.
To doskonałe.
Jesteś dziś wspaniały.
Jesteś najlepszy.
Brawo! To jest wspaniałe.
Ale jesteś świetny.
Tak trzymaj.
Rewelacja.
To jest fantastyczne.
Ale jesteś pomysłowa.
To bardzo dobra obserwacja.
Dziękuję ci bardzo.
To interesujący punkt widzenia.
Wszyscy pracowaliście bardzo dzielnie.
Gratuluję! Miałeś rację.
To przyjemność uczyć, kiedy pracujesz w ten sposób.
Mama i tata będą dumni, kiedy zobaczą twoją pracę.
Jesteś bardzo uważny.
Pięknie!
Dobrze ci idzie.
Och! Jak cudownie.
Super.
Co za piękna praca.
Jesteś grzeczny.
Jak to miło, gdy czekasz w ciszy.
Masz interesujące spojrzenie na ten problem.
Tak! To ty miałeś rację.
Jestem z ciebie dumny.
Dziękuję ci za to, że tak ładnie siedzisz.
Dziękuję ci za to, że jesteś gotów do pracy.
Dziękuję ci, że oczekujesz w ciszy.
Tak! Teraz to jest gotowe na wystawę.
Bardzo ładnie, może pokażemy to kolegom.
To znacznie lepiej niż oczekiwałem.
Dokładnie tak.
To jest wspaniały sposób.
Brawo! Jesteś sprytny.
Swoją pracą sprawiłeś mi ogromną przyjemność.
Teraz jestem z ciebie naprawdę zadowolony.
Brawo! Zasłużyłeś na uznanie.
Podoba mi się twoje zachowanie.
Wspaniale!
Twój pomysł był genialny.
Myślisz bardzo poprawnie.
Praca z tobą to prawdziwa przyjemność.
Sprawiłaś mi miłą niespodziankę.
To było bardzo miłe.
Czuję się szczęśliwy, gdy ty jesteś taki dzielny.
Brawo! Twoja praca jest wyjątkowa.
Twoje zachowanie może być wzorem.
Kocham cię!
Sprawiłeś, że jestem szczęśliwy.
Byłaś perfekcyjna.
Brawo! To najlepsze rozwiązanie, jakie widziałem.
Przerosłeś samego siebie.
Fantastycznie! Jesteś naprawdę sprytny.
Wiem, że stać cię na wiele, ale to jest szczególne.
Sprawiłeś mi wyjątkową radość.
Dziękuję! Było mi bardzo miło.
Brawo! To, co zrobiłeś, jest wyjątkowe.
Rzeczywiście pięknie.
Po prostu wspaniale.
Ależ ty potrafisz pracować.
Perfekcyjnie.
Brawo, błysnąłeś, kolego.
Masz rację, ja też bym tak zrobił.
Jesteś naprawdę dzielny.
Jesteś wyjątkowa.
Byłaś błyskotliwa.
Przerastasz moje oczekiwania.
Było świetnie.
Brawo! Jesteś bardzo wytrwały.
Dałaś mi powód do radości.

Więcej:
http://www.vulcan.edu.pl/eid/archiwum/1999/10/jak_dobrze.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #447 dnia: Czerwiec 28, 2007, 11:54:27 am »
Spóźniona wyprawka
Olga Sobolewska2007-06-28

Najbiedniejsi uczniowie mogą liczyć na wsparcie od MEN przy zakupie podręczników i mundurków. Niestety, nie wszyscy je dostaną. Wszystko przez zbyt późno podpisane rozporządzenie

Blisko 1,5 mln dzieci może w nowym roku szkolnym liczyć na finansowe wsparcie od państwa. Dotacje będą przyznawane najuboższym - czyli tym, w rodzinach których dochód na osobę nie przekracza netto 351 zł. Uczniowie zerówek i klas I-III mogą liczyć na dotację do podręczników szkolnych (od 70 do 170 zł) - resort szacuje, że będzie to blisko 500 tys. dzieci. Będą także zwracane pieniądze za zakup mundurków szkolnych (50 zł) - to dotyczyć może nawet miliona uczniów podstawówek i gimnazjów. MEN chce zacząć rozdzielać pieniądze już w lipcu. Może się jednak okazać, że nie trafią one do wszystkich, którym przysługują.

Dlaczego? Odpowiednie rozporządzenie Rady Ministrów zostało przyjęte 20 czerwca - zaledwie dwa dni przed końcem roku szkolnego. I chociaż odpowiednie dokumenty - jak zapewniają kuratoria - były rozsyłane do samorządów priorytetem, dyrektorzy placówek zaczęli je dostawać dopiero w tym tygodniu - kiedy klasy opustoszały z dzieci, a nauczyciele powoli wybierają się na wakacje. - To bardzo niefortunny moment. Są wakacje, z uczniami i ich rodzicami nie mamy kontaktu - mówi Helena Jurgielewicz, wicedyrektorka Szkoły Podstawowej nr 34 w Białymstoku.

Tymczasem czas nagli - resort już wkrótce będzie przyznawał pierwsze środki. Żeby je uzyskać, rodzic musi złożyć w szkole odpowiedni wniosek oraz - w przypadku dofinansowania podręczników - zaświadczenie o zarobkach lub dokumenty z opieki społecznej. W niektórych gminach szkoły mogą składać wnioski tylko do 6 lipca. - Czasu jest niewiele - i dla nas, i dla rodziców - podkreśla Helena Jurgielewicz. - Na razie będziemy do nich wydzwaniać. A do tych, z którymi się nie zdołamy skontaktować, wyślemy informacje na piśmie.

Nauczyciele, choć działają pod presją czasu, wiedzą, kogo szukać - korzystają z list uczniów, którzy otrzymują pomoc socjalną. Niestety, często są to dzieci pochodzące z rodzin patologicznych. - Chłopczyk, o którym wiem, że przysługuje mu pomoc od ministerstwa, wyjechał już na ufundowane przez miasto kolonie. Tymczasem jego matka gdzieś zniknęła. Nie wiem, jak ją powiadomić - żali się pedagog z podwarszawskiej podstawówki.

Samorządowcy też są zdezorientowani. - Wielu dyrektorów nie wie, że czekamy na te dane - mówi Łucja Orzechowska z departamentu edukacji, kultury i sportu w Białymstoku. - Dlatego poprosiliśmy kuratorium, by pomogło nam w przekazaniu informacji do wszystkich szkół - dodaje. Władze miast twierdzą, że wyjściem z sytuacji jest stworzenie orientacyjnej listy dzieci, którym przysługuje dotacja, a wnioski od rodziców będą uzupełniane w miarę napływania. Nie ukrywają jednak, że wszystko zależy od dobrej woli i sprawnej pracy nauczycieli i dyrektorów szkół. Ci nie kryją rozżalenia. - W poprzednich latach wytyczne dostawałam pod koniec maja i miałam miesiąc, żeby skontaktować się z rodzicami i przygotować dokumentację - mówi pedagog szkolny. - Teraz zamiast pojechać na wakacje, wychodzę z siebie, żeby wszyscy rodzice dowiedzieli się o ulgach. To nie jest fair.


Źródło: Metro
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #448 dnia: Czerwiec 28, 2007, 09:42:27 pm »
Nowe programy PFRON:

Cytuj
Podjąłem już decyzję o wdrożeniu programu „Uczeń na wsi", który ma służyć uczącej się młodzieży niepełnosprawnej z terenów wiejskich. W ramach tego programu Fundusz sfinansuje zakup podręczników, opłaci kursy językowe, pokryje także koszty zakupu biletów autobusowych lub kolejowych na dojazd do szkoły, jak również koszty instalacji w domu Internetu. Tym uczniom, którzy uczą się poza miejscem zamieszkania, PFRON opłaci koszty zakwaterowania oraz czesne.



http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/19249
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26484
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #449 dnia: Czerwiec 30, 2007, 11:01:39 am »
Na temat emerytur dla  nauczycieli

http://forum.darzycia.pl/vp114894.htm#114894
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach