Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Artykuły - Nowości szkolne  (Przeczytany 316444 razy)

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #300 dnia: Sierpień 22, 2006, 11:09:40 pm »
Nie masz studiów? Nie uczysz

Gazeta Wyborcza, Aleksandra Pezda 2006-08-22

Tysiące nauczycieli szkół i przedszkoli może we wrześniu stracić pracę lub część pensji. Powód? Nie uzupełnili na czas wykształcenia. - Po 30 latach zarabiam 1019 zł brutto. Nie stać mnie było na studia - mówi przedszkolanka.

Od września 2006 r. wchodzi w życie nowelizacja Karty nauczyciela z 2000 r. zaostrzająca wymogi wykształcenia nauczycieli. Teraz nauczyciel będzie mógł uczyć tylko tego przedmiotu, z którego ma wyższe wykształcenie (co najmniej licencjat). Innym umowa o pracę wygaśnie.

Według wstępnych szacunków Związku Nauczycielstwa Polskiego bez wyższego wykształcenia pracowało przed wakacjami w polskich szkołach ponad 10 tys. nauczycieli. Ilu z nich straci pracę, a ilu zdążyło uzupełnić wykształcenie, na razie nie wiadomo. Precyzyjne statystyki dyrektorzy szkół przekażą Ministerstwu Edukacji Narodowej w połowie września. Szef ZNP Sławomir Broniarz uspokajał wczoraj, że exodusu w szkołach nie będzie. Ale np. Szczecin już policzył - 142 nauczycieli szkół i przedszkoli nie uzupełniło kwalifikacji.

Co na to MEN? Nie będzie łagodził wymogów. - Trudno sobie wyobrazić rodziców, którzy by chcieli, aby ich dzieci uczyli niedokształceni i niepodnoszący swoich kwalifikacji nauczyciele - mówi "Gazecie" Marzanna Piasecka z biura prasowego MEN.

Buntują się ci, którzy kończyli dawne studium nauczycielskie lub wychowania przedszkolnego.

Mamy ich ponad 14,6 tys. Będą mogli wciąż uczyć dzieci, ale stracą na pensji, bo spadną w tabelkach płacowych do tzw. grupy najniższego zaszeregowania. - Pracuję 30 lat, zarabiałam w przedszkolu 1019 zł brutto i nie było mnie stać na dodatkowe studia. Od września z tego powodu będę zarabiać 849 zł brutto - mówi "Gazecie" załamana przedszkolanka Danuta Budzińska z Polic. - Mam te same obowiązki, nadal będę przygotowywać dzieci do zerówki. Czy to, że po tylu latach pracy nie zrobiłam studiów, oznacza, że teraz będę się dziećmi gorzej zajmowała?

Nauczyciele po SN i SWP mogą stracić nawet po 300 zł miesięcznie niezależnie od tego, jaki szczebel kariery zawodowej osiągnęli wcześniej. W oświacie są cztery stopnie tzw. awansu zawodowego: stażysta, nauczyciel kontraktowy, mianowany i dyplomowany. Po wejściu w życie nowych przepisów nawet nauczyciel dyplomowany będzie zarabiał jak stażysta.

Dla nauczycieli tuż przed emeryturą ta zmiana oznacza niższe świadczenie z ZUS. - Za nimi stoi wieloletnie doświadczenie, a przeciwko nim - nowe wymogi wykształcenia. Staramy się od kwietnia, by minister edukacji wydłużył dla nich okres przejściowy - mówi "Gazecie" Sławomir Broniarz, prezes ZNP. O to samo walczyła nauczycielska "Solidarność". Wczoraj minister Roman Giertych obiecał, że zmieni przepisy tak, żeby nauczyciele po studium nauczycielskim i wychowania przedszkolnego zarabiali tyle co dotychczas.

Nowe przepisy Karty nauczyciela oznaczają również, że do nauki przedmiotów, którymi nauczyciele do tej pory często uzupełniali tzw. pensum (np. muzyka, plastyka czy informatyka), trzeba będzie mieć właściwe studia. Problem mają zwłaszcza dyrektorzy szkół w małych miejscowościach, np. w SP w Chojnie nauczyciel bloku "sztuka" ma ukończone studia z pedagogiki i wychowania muzycznego, ale nie z plastyki. Wicedyrektor szkoły Edyta Kalarus ma tylko wyjście połowiczne - jeśli udowodni, że nauczyciel ma przygotowanie zbliżone do plastycznego, może go zatrudnić. - Ale za muzykę zapłacimy mu jak dyplomowanemu, a za plastykę jak stażyście.

MEN do nauczycieli: Trzeba było się uczyć

IAR2006-08-14,

Kilka tysięcy nauczycieli może od września stracić pracę. Chodzi o osoby, które nie uzupełniły braków w wykształceniu, na przykład ukończyły studia, ale nie obroniły pracy magisterskiej lub nie mają wykształcenia pedagogicznego.

6 lat temu ówczesna nowelizacja Karty Nauczyciela dała czas na uzupełnienie wykształcenia do końca sierpnia tego roku. Teraz zwolnienia nie dotkną tylko nauczycieli zawodu i pedagogów po ukończonym studium nauczycielskim.

Wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski zapewnił w rozmowie z IAR, że mimo zwolnień nie będzie braków w kadrze. "Jest to niewielki problem. Każdy, kto jest nauczycielem powinien najlepiej rozumieć, że do wykonywania zawodu trzeba się odpowiednio wykształcić" - dodał.

O konieczności dokształcenia się od kilku lat informował Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Jednak - jak mówi prezes Związku Sławomir Broniarz - część nauczycieli zlekceważyła ten obowiązek. "Sześć lat to wystarczający okres, by uzyskać kwalifikacje. Część naszych koleżanek i kolegów nie wykorzystała tego czasu w sposób należyty" - przyznał Broniarz.

W Polsce jest obecnie ok. 700 tysięcy nauczycieli. Ministerstwo edukacji ostrożnie szacuje, że we wrześniu uprawnienia straci co najwyżej niecały procent z nich. Równocześnie jednak powstaną nowe miejsca pracy dla osób, które właśnie ukończyły studia.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #301 dnia: Sierpień 23, 2006, 12:44:12 pm »
Rodzice fałszują usprawiedliwienia

Uczniowie nie chodzą do szkół, a rodzice - jak wynika z badań dla "Życia Warszawy" - nagminnie kłamią w usprawiedliwieniach.

Dziennik dotarł do propozycji rozwiązania tych problemów, które kuratoria przesłały do resortu oświaty.

Co szósty rodzic (17,6 proc.) przyznaje, że zdarza mu się wystawić dziecku fałszywe usprawiedliwienie nieuzasadnionej nieobecności w szkole, a 74,3 proc. zapewnia, że tego nie robi - wynika z sondażu przeprowadzonego na zlecenie "ŻW" przez Mareco Polska.

Z plagą wagarów postanowiło walczyć Ministerstwo Edukacji Narodowej. Nakazało kuratoriom oświaty w całym kraju przeprowadzenie ankiety na temat frekwencji w podstawówkach, gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych w roku szkolnym 2005/06, która pozwoliłaby zdiagnozować wynikające z absencji problemy. Poproszono też o wskazanie rozwiązań, które zmniejszyłyby to zjawisko.

- Raporty z kuratoriów w całym kraju trafiły już do ministerstwa, które po opracowaniu ogólnopolskich, uśrednionych wyników, zaprezentuje je na konferencji prasowej - ujawnia rzecznik MEN Kaja Małecka.

Gazeta dotarła do danych z części województw. Wynika z nich, że rodzice nagminnie usprawiedliwiają nieobecności, nie podając ich przyczyn lub usprawiedliwiają "ciągiem" wiele godzin zaległych.

Z przesłanych do MEN-u informacji wynika, że najczęściej szkoły postulują, by usprawiedliwiać nieobecności wyłącznie na podstawie zwolnień lekarskich lub honorować te od rodziców jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Część ekspertów wskazuje jednak, że takie rozwiązanie to powrót do PRL. Rodzice mogą w efekcie zacząć nachodzić lekarzy i wymuszać wypisywanie zwolnień dla swoich dzieci.

W przesłanych do ministerstwa pomysłach dyrektorzy szkół sugerowali też wprowadzenie na świadectwie ukończenia szkoły zapisu o liczbie opuszczonych godzin - czytamy w "Życiu Warszawy".

interia
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #302 dnia: Sierpień 25, 2006, 10:02:13 pm »
Casting na nauczycieli

Renata Czeladko

W nowym roku szkolnym w Warszawie nie będzie komu uczyć angielskiego, informatyki czy mechaniki. Problem mają nawet renomowane licea. Młodzi nauczyciele nie chcą pracować za 700 zł miesięcznie

Rafał Nowakowski zrezygnował z etatu fizyka w renomowanym liceum im. Reytana Fizyk Rafał Nowakowski pół roku temu zwolnił się z LO im. Reytana przy Wiktorskiej. Od tamtego czasu dyrektor liceum wciąż poszukuje fizyka. - Praca z młodzieżą daje satysfakcję, ale finansowo uczenie nie jest atrakcyjne - mówi pan Rafał. Rozważał wyjazd nawet do Wielkiej Brytanii. Wziął udział w spotkaniu z brytyjską firmą rekrutującą nauczycieli do pracy w Szkocji. Tam szkoły oferowały roczną pensję od 19 tys. do ponad 31 tys. funtów (114 tys. - 190 tys. zł). Wyjechali m.in. informatycy, geografowie, matematycy. - Ostatecznie zostałem w Polsce, bo dostałem propozycję z Centrum Badań Kosmicznych - opowiada Rafał Nowakowski.

Kto stanie pod tablicą?

W banku ofert pracy kuratorium oświaty czeka blisko pół tysiąca miejsc w szkołach z Warszawy i okolic, które pilnie szukają nauczycieli. Dyrektorzy narzekają, że kadra się starzeje, a młodych nie kuszą szkolne zarobki. Początkujący nauczyciel dostaje na rękę ok. 700-800 zł. Ten z kilkunastoletnim stażem - niecałe 2 tys. zł.

- Taka pensja nie jest atrakcyjna na warszawskim rynku pracy - przyznaje Anna Kalińska, wicedyrektor wydziału kadr w kuratorium.

Najbardziej brakuje anglistów - ponad stu. Wolą uczyć na kursach językowych. - My szukamy dwóch. Pytamy znajomych, dajemy ogłoszenia - mówi Małgorzata Kuna, dyrektor Gimnazjum nr 51 przy ul. Jana Olbrachta na Woli.

Szkoły zatrudnią też bibliotekarzy, geografów, biologów, chemików, historyków. W podstawówce nr 66 przy ul. Przepiórki we Włochach jest casting na matematyka - poprzedni odchodzi na emeryturę. - W Warszawie nietrudno znaleźć jakiegokolwiek nauczyciela, ale dobrego z kwalifikacjami trzeba naprawdę szukać - martwi się Agnieszka Wąsala, wicedyrektor SP 66.

Brakuje fachowców od przedmiotów zawodowych, którzy uczą w technikach i zawodówkach. Zespół Szkół Elektronicznych i Licealnych przy ul. gen. Zajączka potrzebuje informatyków. - Tego modnego przedmiotu nie ma komu uczyć! Pracował u nas absolwent Politechniki. Skończył nawet płatne studia pedagogiczne, ale w telekomunikacji na dzień dobry dostał dwa razy większą pensję i odszedł. Ludzie z branży przychodzą do szkół, jak już mają nóż na gardle albo nie sprawdzili się w kolejnych zakładach - ocenia Zofia Salamonik, wicedyrektor Elektronika. Wacław Jaworski, kierownik warsztatów w Centrum Kształcenia Praktycznego, obawia się, że bez świeżego zastrzyku ludzi, którzy na studiach zetknęli się z technicznymi nowinkami, szkoła nie wykształci dobrych fachowców.

Warszawa za droga dla pedagoga

Te kłopoty mogą być dopiero wstępem do prawdziwych problemów. - W grudniu 2006 i 2007 r. 7,5 tys. nauczycieli z Mazowsza odejdzie na emeryturę - przewiduje Anna Kalińska z kuratorium.

Ratusz zastanawia się więc nad finansowymi zachętami dla najbardziej brakujących anglistów i nauczycieli przedmiotów zawodowych. - Mamy pewne pomysły. Analizujemy je i liczymy pieniądze - mówi Grażyna Ożarek, wicedyrektor miejskiego biura edukacji. Ratusz już stara się wspomagać warszawskich nauczycieli. Każdy ma np. dodatek prezydencki - 115 zł.

Co zrobią dyrektorzy, jeśli przed rozpoczęciem roku szkolnego nie znajdą pedagoga? - Bierze się najlepszego kandydata i pisze pismo do kuratorium z prośbą o pozwolenie na warunkowe zatrudnienie - odpowiadają. Ale to nie jest najlepsze rozwiązanie, bo w szkołach powinny uczyć osoby po studiach i z przygotowaniem pedagogicznym.

Gazeta Wyborcza 25.08.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #303 dnia: Sierpień 27, 2006, 03:38:15 pm »
Prgram "Tani podręcznik" dopiero za rok

Minimum 300 złotych muszą w tym roku wydać rodzice na wyprawkę szkolną dla swojego dziecka. Lwia część tej sumy to podręczniki.
W zeszłym roku Ministerstwo Edukacji zapowiadało, że książki będą tańsze, ale z zapowiedzi nic nie wyszło. Pół roku temu ówczesny PiS-owski wiceminister Jarosław Zieliński podpisał nawet umowę z wydawcami podręczników, ale nigdy nie weszła ona w życie. "Gdybyśmy zrealizowali to porozumienie, to podręczniki byłyby tańsze w sposób zauważalny" - powiedział dzisiaj Zieliński.

Krótko po objęciu fotela ministra edukacji umowę z wydawcami zerwał Roman Giertych. Jego zastępca Mirosław Orzechowski tłumaczy, że dokument zawierał błędy. W dodatku wymagał jeszcze zmiany ustawy o systemie oświaty, co oznacza, że resort i tak nie zdążyłby ze zmianami przed 1 września.

Zamiast nowego porozumienia z wydawcami, ministerstwo zapowiedziało nowy program - "Tani Podręcznik". Tyle, że wejdzie on w życie dopiero za rok. Pomysł zakłada, że resort wybierze po trzy książki z danego przedmiotu i dofinansuje zakup szkołom.

Od kilku lat najuboższe rodziny mogą korzystać z innego rządowego programu - "Wyprawka szkolna". W tym roku komplet podręczników otrzyma według szacunków Ministerstwa Edukacji 91 tysięcy pierwszaków.

gazeta wyborcza
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #304 dnia: Sierpień 27, 2006, 09:24:49 pm »
Będzie miejska giełda podręczników

Renata Czeladko

 Warszawa będzie miała internetową giełdę tańszych podręczników. "Gazecie" udało się namówić ratusz. Zapadła decyzja o uruchomieniu aukcji
Decyzja zapadła wczoraj po konsultacjach biura edukacji z informatykami. - Będziemy mieć internetową giełdę podręczników szytą na miarę Warszawy - zapowiedziała Grażyna Ożarek, zastępca dyrektora biura edukacji.

Każdy więc, kto szuka tańszych książek do szkoły albo chce je sprzedać, będzie to mógł zrobić w sieci. W poniedziałek miasto poda termin startu internetowej aukcji podręczników. Prawdopodobnie będzie to 1 lub 4 września. Uważamy, że to trochę późno, bo rodzice, którzy chcą zaoszczędzić, a nie udało im się zdobyć używanych książek przed rozpoczęciem roku szkolnego, kupują droższe nowe.

- Jednak wcześniej nie jesteśmy wstanie uruchomić giełdy. Tempo i tak jest wyjątkowe. Giełdę robimy w tydzień, a wymaga ona dobrego przygotowania ze strony informatycznej - mówi Grażyna Ożarek.

Do zorganizowania aukcji zachęciła ratusz "Gazeta". Miastu podsunęliśmy rozwiązanie z Poznania. Tam internetowa giełda używanych podręczników wystartowała przed wakacjami i ma 7 tys. ofert. Działa jak tablica ogłoszeń. Na stronie wpisują się ci, którzy chcą sprzedać, i ci, co chcą kupić książkę. Miasto nie pośredniczy w transakcji. Zainteresowani kontaktują się przez podane maile i telefony. Pomysł Poznania powieliły już inne miasta.

www.edukacja.warszawa.pl

Gazeta Wyborcza 25.08.2006r

-------

Kraków

W sobotę rusza internetowa giełda podręczników
Joanna Jałowiec  
Na stronie www.krakow.pl można zamieścić ofertę sprzedaży niepotrzebnych szkolnych książek i poszukać brakujących pozycji.
 
"Gazecie" udało się namówić krakowski magistrat, by wzorem Poznania uruchomił internetową tablicę ogłoszeń. Na stronie giełdy każdy internauta będzie mógł bezpłatnie zamieścić ofertę sprzedaży lub kupna podręczników, atlasów, lektur i innych wydawnictw szkolnych. Trzeba tylko podać w formularzu swoje dane i kontakt oraz dokładnie opisać książkę. Giełda będzie moderowana, by uniknąć wulgarnych lub niepoważnych wpisów. Pierwszym sprzedającym będzie m.in. Piotr Malcharek, dyrektor Wydziału Informatyki i Infrastruktury UMK, odpowiedzialny za techniczną stronę przedwsięzięcia. - Mam używane dawno temu "skarby" w postaci starych, ale bardzo dobrych podręczników do matematyki. Na pewno się jeszcze komuś przydadzą. Oddam je za symboliczne 50 groszy - żartował.

Gzaeta Wyborcza 31.08.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #305 dnia: Wrzesień 07, 2006, 03:09:52 pm »
Gdy odpowiadasz, nie patrz w twarz nauczyciela


Nauczyciele wymagają od uczniów, żeby patrzyli im w twarz w czasie przepytywania. Najnowsze szkockie badania dowodzą jednak, że powinni robić dokładnie odwrotnie - informuje serwis internetowy "Nature".

Okazuje się bowiem, że patrzenie w twarz drugiej osoby znacznie utrudnia koncentrację i nie pozwala nam jasno myśleć.

Dla osób dorosłych i starszych dzieci zupełnie normalną rzeczą jest bezcelowe patrzenie się przed siebie - np. przez okno czy w podłogę - w trakcie rozwiązywania jakiegoś problemu lub zagadki. Jednak wiele osób, w tym nauczyciele, uważa takie zachowanie za wyraz obojętności czy lekceważenia. Najnowsze badania naukowców ze szkockiego Uniwersytetu w Stirling dowodzą, że bezcelowe patrzenie się w przestrzeń po prostu pomaga naszemu mózgowi w koncentracji. Dokładny opis tych badań zamieszcza pismo "British Journal of Developmental Psychology".

Badaniami objęto grupę 25-latków. Zadawano im pytania z dziedziny matematyki. Uczestników testu wytrenowano tak, by w trakcie odpowiedzi na pytania patrzyli przed siebie, a nie w twarz pytającego.

Okazało się, że dzięki temu liczba prawidłowych odpowiedzi na zadania arytmetyczne była większa, niż wówczas, gdy badani koncentrowali się na twarzy ludzkiej.

Dalsze badania w tej grupie wykazały, iż patrzenie w twarz utrudnia myślenie nad problemami matematycznymi do tego stopnia, że wywołuje reakcje fizjologiczne organizmu. W jednym z doświadczeń ok. 30 osób poproszono by wykonali zadanie liczbowe wymagające skupienia, jak np. wymienili kolejno wszystkie wielokrotności 7 mieszczące się w zakresie od 100 do 7, równocześnie patrząc w twarz osoby odpytującej.

Było to dla badanych tak duże wyzwanie, że zaczęli się wyraźnie pocić. Najbardziej pocili się mężczyźni indagowani przez kobiety.

Wydaje się, że emocje widoczne na twarzach innych osób tak nas rozpraszają, iż przestajemy jasno myśleć, komentuje prowadząca badania Gwyneth Doherty-Sneddon.
Jej zdaniem, z doświadczeń tych płynie jasny wniosek, że nauczyciele powinni wręcz zachęcać uczniów do patrzenia w dal w trakcie odpowiedzi, zamiast karcić ich za takie zachowanie.
Naukowcy zaprezentowali wyniki swoich badań na Festiwalu Brytyjskich Stowarzyszeń Naukowych w Norwich w Wielkiej Brytanii.



onet.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #306 dnia: Wrzesień 07, 2006, 04:44:59 pm »
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #307 dnia: Wrzesień 07, 2006, 05:34:26 pm »
O ranyy mocny artykuł!
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #308 dnia: Wrzesień 10, 2006, 08:24:10 pm »
Nie ma dzieci "straconych"

Jestem wstrząśnięta wypowiedzią Jarosława Kaczyńskiego, w której oceniał działalność ministra Romana Giertycha. Popierając projekt tworzenia osobnych szkół dla trudnej młodzieży, powiedział m.in.: "Najlepsi nawet pedagodzy nie dadzą sobie rady z pewną częścią młodzieży, która jest kompletnie zdemoralizowana, bardzo agresywna i buduje opresję, przede wszystkim dla swoich kulturalniejszych i lepszych kolegów" (cytuję za "Rz" z 2-3.09. 2006 r.). Takie słowa w ustach premiera są oburzające. Oznaczają, że ludzie dorośli, w dodatku przedstawiciele władzy, proponują oddzielenie tych najgorszych młodych, a nawet dzieci, dla dobra pozostałych, bo ci najgorsi są już i tak "straceni". Wiemy, co pociąga za sobą dzielenie ludzi na dobrych i złych. Nie rozumiem też, jak minister edukacji pochodzący z partii deklarującej poszanowanie dla wartości chrześcijańskich może w ten sposób podzielić dzieci i jak premier przyznający się do tych samych wartości może to poprzeć. Blisko 40 lat pracowałam jako nauczycielka. Zaczynałam pod kierunkiem pedagogów, którzy wychowywali młodzież jeszcze przed wojną. Nauczyli mnie m.in. tego, że jestem w szkole nie tylko po to, aby przekazywać wiedzę, ale i wychowywać. O dziecku w szkole nigdy nie wolno powiedzieć, że żaden pedagog nie da sobie z nim rady i pozostaje tylko odizolować go od przyzwoitych kolegów.

Anna Walenta, Warszawa

Rzeczpospolita 9.09.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #309 dnia: Wrzesień 18, 2006, 09:44:05 pm »
EDUKACJA Dyrektorzy o pomysłach ministra

Chcą autonomii i pieniędzy dla szkół

Roman Giertych zapowiada, że za dwa lata ruszą specjalne placówki dla niepokornych uczniów. Dyrektorzy szkół nie kryją obaw

W Sejmie dyskutowało w weekend kilkuset dyrektorów z całego kraju. Rozmawiali o przemocy wśród uczniów i o tym, jak nowocześnie zarządzać szkołą. Największe emocje budziły pomysły ministra edukacji dotyczące wprowadzenia wychowania patriotycznego, mundurków i odrębnych szkół dla trudnej młodzieży.

- Można zastraszyć dzieci i zesłać je do koszar. Ale to nie rozwiąże żadnego z ich problemów. Ich frustracja i tak kiedyś wybuchnie - przekonywał dyrektor społecznego Wielokulturowego Liceum Humanistycznego w Warszawie Piotr Laskowski.

Dyrektorka jednego z krakowskich liceów mówiła: - Mam 21-letni staż nauczycielski. Bolą mnie zarzuty, że teraz brakuje wychowania w duchu patriotycznym. To znaczy, że przez te lata nie uczyłam patriotyzmu? Nikt mi nie musi nakazywać, by szkolne akademie rozpoczynać hymnem. Przekonywała, że zamiast szkół dla chuliganów potrzeba etatów dla psychologów i pedagogów.

Dyrektor Zespołu Szkół we Włocławku Krzysztof Stasiak apelował o środki na zajęcia pozalekcyjne. - Gdyby uczniowie mieli co robić w szkole po południu, nie mielibyśmy chuliganów.

Za autonomią szkół opowiedział się dyrektor szkoły w Subkowach (Pomorskie) Waldemar Pawlusek. - Czy w części szkół są mundurki? Tak. Czy są kamery? Tak. Ale niczego nie można narzucać. Zmiany muszą być uzgodnione wspólnie przez szkołę i rodziców.

Propozycji MEN bronił dyrektor 31. Gimnazjum w Krakowie: - Czasem uczniów trzeba dyscyplinować. Trzeba wyraźnie wskazać, że kto przekroczy granicę, zostanie przeniesiony do szkoły o surowszych zasadach.

Roman Giertych chce, by w szkołach dla niedostosowanej młodzieży obowiązywał - jak powiedział - quasi-wojskowy dryl. - Będzie to miejsce dla uczniów, którzy swoją agresją oraz drastycznym łamaniem dyscypliny utrudniają życie rówieśnikom. Do tych ośrodków będzie kierować uczniów dyrektor szkoły, kurator oświaty lub minister - mówił.

mku

Rzeczpospolita 18.09.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #310 dnia: Wrzesień 18, 2006, 10:14:46 pm »
Brak książek dla niewidomych

Angelika Swoboda  

Niewidomi uczniowie nie mają podręczników. Książki przepisują im sami rodzice. Rok szkolny w pełni, a MEN organizuje przetargi na druk

W polskich szkołach uczy się ponad 4 tys. dzieci niewidomych i niedowidzących. Co trzecie z nich nie ma podręczników, choć rok szkolny zaczął się dwa tygodnie temu. - Dzwonią do nas rodzice, ale niestety nie możemy pomóc. Radzimy, by skontaktowali się z kuratorium - opowiada Bogusława Radzka z Polskiego Związku Niewidomych.

Druk jednego podręcznika brajlem kosztuje do 1,5 tys. zł. Środki przekazywane na ten cel przez Ministerstwo Edukacji Narodowej są niewystarczające. Książek nie można kupić. Są wyłącznie w szkolnych bibliotekach, do których przekazują je kuratoria. Ale i tu ich brakuje.

- Podręczników dla niewidomych uczniów pierwszej i drugiej klasy nie mamy w ogóle. W tym roku szkolnym nie dostaliśmy też ani jednego nowego wydania - mówi Katarzyna Buła, bibliotekarka ze Szkoły Podstawowej nr 5 w Malborku.

Działacze Polskiego Związku Niewidomych twierdzą, że powodem kłopotów jest zmiana systemu edukacji i ogromna dowolność w doborze książek. - Praktycznie w każdej szkole, a nawet klasie uczniowie korzystają z innych podręczników - tłumaczy Józef Małosek, dyrektor biura zachodniopomorskiego oddziału Związku. W samym tylko Zachodniopomorskiem problem ten dotyczy ponad 200 uczniów!

Rodzice sami postanowili zaradzić problemowi. Pożyczają tradycyjne podręczniki i sami przepisują je brajlem! Beata Grekowicz ze Szczecina poświęca na to każdą wolną chwilę. Ma specjalną maszynę, dzięki której praca idzie szybciej, ale i tak przepisanie jednego podręcznika zajmuje jej wiele miesięcy.

- Młodszej córce przepisuję wszystkie książki, bo dopiero zaczyna naukę. Starszej tylko do polskiego i angielskiego, bo nie dałabym rady - mówi pani Beata.

MEN zapewnia, że dobiegają końca procedury związane z przetargami na druk. Nic innego nie było w stanie odpowiedzieć.

Chcesz pomóc niewidomym uczniom? Zgłoś się do Polskiego Związku Niewidomych w twoim mieście i zaproponuj przepisanie podręcznika (rodzice udzielą wskazówek). Nie musisz mieć maszyny brajlowskiej - pożyczą ci ją rodzice niewidomych dzieci. Telefony do oddziałów PZN pod adresem: www.pzn.org.pl

Gazeta Metro 18.09.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #311 dnia: Wrzesień 19, 2006, 09:45:23 pm »
TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY SUBWENCJA OŚWIATOWA
Samorządy dopłacą do edukacji


Władze lokalne będą musiały pokrywać ze środków własnych różnicę między wydatkami na oświatę a subwencją otrzymywaną na ten cel z budżetu państwa.

Trybunał Konstytucyjny orzekł w poniedziałek, że zaskarżone przez Radę Miejską Łodzi przepisy dotyczące podziału środków z subwencji oświatowej między poszczególne samorządy są zgodne z Konstytucją RP i Europejską Kartą Samorządu Terytorialnego. Chodzi o art. 28 ust. 6 ustawy z dnia 13 listopada 2003 roku o dochodach jednostek samorządu terytorialnego (Dz.U. nr 203, poz. 1966 z późn. zm.) oraz art. 1 pkt 17, lit. h) ustawy z dnia 15 lipca 2004 roku o zmianie ustawy – Karta Nauczyciela (Dz.U. nr 79, poz. 1845). Zgodnie z opinią wnioskodawcy realizacja tych przepisów powoduje nieadekwatny do wykonywanych działań podział publicznych środków pomiędzy jednostki samorządu. W ubiegłym roku władze Łodzi musiały przekazać ze środków własnych 84 mln zł na cele edukacyjne, na które zabrakło środków z subwencji budżetowej. W podobnej sytuacji znalazło się kilkadziesiąt większych miast w całej Polsce. Zdaniem pełnomocnika wnioskodawcy winne temu są m.in. zasady podziału subwencji faworyzujące samorządy wsi i małych miejscowości oraz brak standardów zatrudniania nauczycieli.

Trybunał nie podzielił jednak opinii Rady Miejskiej Łodzi. W uzasadnieniu wyroku TK podkreślił, że finansowanie oświaty to zadanie własne samorządów lokalnych, które może być opłacane także z własnych środków, a nie wyłącznie subwencji budżetowej. Trybunał przypomniał także, że wysokość nakładów państwa na poszczególne zadania samorządów, w tym na zadania oświatowe, należy do ustawodawcy. Ustala on również sposób podziału publicznych środków. Trybunał może interweniować w takich sprawach tylko w przypadku zaistnienia rażących dysproporcji między wysokością subwencji a ciężarem zleconych zadań. W ocenie sędziów sytuacja taka nie miała miejsca w omawianym wniosku łódzkich samorządowców.

 Łukasz Guza

Gazeta Prawna 19.09.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #312 dnia: Wrzesień 20, 2006, 11:30:34 pm »
MEN ogłasza "Tani podręcznik"
Aleksandra Pezda2006-09-20

Szkoły będą wybierać podręczniki i nie będą ich zmieniać przez cztery lata. Uczniowie z najuboższych rodzin dostaną książki za darmo

Program "Tani podręcznik" ogłosił wczoraj minister edukacji Roman Giertych. Ma działać od 2007 r. - Mamy horrendalne ceny podręczników - mówił Giertych. Twierdzi, że program obniży je nawet o 30 proc. w dwa lata.

Założenia są takie: szkoły (czyli rady pedagogiczne) wybiorą podręczniki spośród wszystkich dostępnych na rynku po konsultacjach z rodzicami (radami rodziców). Skompletują je tak, by taki sam podręcznik do jednego przedmiotu był dla wszystkich klas tego samego rocznika.

Wybranych książek szkoła będzie używać przez co najmniej cztery lata. Dzięki temu mają być tańsze, bo będzie można je odsprzedawać młodszym rocznikom.

Zamówienia ze szkół trafią do marszałka województwa, który ma negocjować ceny z wydawcami książek. Ale jak potem podręczniki trafią od dzieci? Czy wydawca dostarczy je bezpośrednio do szkoły, czy będzie się je kupować w księgarniach po wynegocjowanej cenie? Tego w programie MEN nie ma. - Szczegóły ustali się na poziomie województwa - mówi Ryszard Szubiński, dyr. departamentu nadzoru oświatowego w MEN.

Uczniowie z najbiedniejszych rodzin, w których miesięczny dochód nie przekracza 504 zł na osobę (kryterium otrzymania zasiłku rodzinnego), dostaną podręczniki za darmo. Według wstępnych wyliczeń chodzi o półtora miliona uczniów. MEN będzie potrzebował na to 570 mln zł w 2007 r., a do roku 2015 - 2,4 mld zł. Minister Giertych mówi, że przeznaczy na to pieniądze z unijnego Europejskiego Funduszu Społecznego.

Dzieci od zerówki do trzeciej klasy podstawówki dostaną książki na zawsze (w tych klasach to najczęściej ćwiczenia, w których dziecko pisze i rysuje). Od czwartej klasy szkoła będzie książki wypożyczać najbiedniejszym uczniom - oddadzą je do biblioteki, kiedy skończą się z nich uczyć.

- Systemu "taki sam podręcznik dla wszystkich" nie da się moim zdaniem zastosować w liceach. Nie można wybrać jednego podręcznika dla całej szkoły, bo klasy są profilowane - inaczej uczymy języka polskiego w klasie humanistycznej, inaczej w matematycznej. Różny jest też poziom uczniów w różnych klasach - mówi Joanna Cichocka, dyrektor warszawskiego LO im. Batorego i nauczycielka języka polskiego. - Uważam, że z tego programu powinny skorzystać szkoły, które będą chciały, ale nie wszystkie obowiązkowo - dodaje.

Żeby program w ogóle ruszył w 2007 r., Sejm musi zmienić m.in. ustawę o systemie oświaty. Jednak wczoraj drugi raz z rzędu nikt z Ministerstwa Edukacji nie przyszedł na posiedzenie sejmowej komisji edukacji zwołane specjalnie w tym celu.

Posłowie, choć oburzeni tą nieobecnością, nie krytykują pomysłów Giertycha. - Znam projekt od dziennikarzy. Platforma Obywatelska od dawna postulowała darmowe podręczniki dla ubogich uczniów - mówi szefowa komisji Krystyna Szumilas. Według niej jednak w programie jest dużo niewiadomych. - Czemu książka na cztery lata, skoro cykl nauki w szkołach ponadpodstawowych mamy trzyletni? I kto będzie dostarczał książki uczniom, kiedy już marszałek województwa wynegocjuje z wydawcą cenę? Trzeba to przedyskutować. Ale najpierw minister musi do nas przyjść, żeby było z kim dyskutować.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Anna

  • User z prawami do pisania
  • Weteran
  • ******
  • Wiadomości: 4459
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #313 dnia: Wrzesień 22, 2006, 09:31:56 am »
Uczniowie się uwsteczniają[/size]

2006-09-19, ostatnia aktualizacja 2006-09-20 16:09

Uczniowie nie umieją pisać ani rozwiązywać zadań problemowych, a na maturze często wybierają przedmioty, które "łatwo zdać". Nierzadko nie posiadają podstawowej wiedzy - mówią o tym wyniki tegorocznych egzaminów zewnętrznych przeprowadzonych w zachodniopomorskich szkołach.

Stan zachodniopomorskiej oświaty referuje Albert Łukaszewicz z OKETo wnioski z tegorocznych egzaminów zewnętrznych w zachodniopomorskich szkołach.

Źle na każdym poziomie kształcenia

- Najsłabsi uczniowie kończący podstawówki praktycznie czytają i rozumieją co trzecie słowo, a pozostałe umiejętności sprawdzane w szóstej klasie mają opanowane w 10 proc. - mówiła podczas spotkania z dyrektorami szkół Anna Przybył-Prange z Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej. Na spotkaniu omawiano wyniki tegorocznych egzaminów zewnętrznych.

- Jeśli chodzi o gimnazjalistów, to zaledwie 11 proc. posiadło wszystkie sześć ocenianych umiejętności w stopniu zadowalającym. Natomiast aż 23 proc. nie ma praktycznie żadnych wiadomości i zupełnie nie potrafi rozwiązywać zadań problemowych - informuje Przybył-Prange.

Jak wynika z analiz z OKE, te same problemy ciągną się za uczniami przez cały cykl kształcenia. - Wyniki egzaminów ujawniły dramatyczny brak elementarnej wiedzy w poszczególnych dziedzinach, nieznajomość podstawowych pojęć i terminów - mówił Albert Łukaszewicz z OKE. - Uczniowie nie potrafią stworzyć własnego tekstu, a w tych napisanych straszy liczba błędów i ograniczone słownictwo.

Uwstecznianie w gimnazjach

Na dodatek po porównaniu wyników sprawdzianu szóstoklasisty i egzaminu gimnazjalnego okazało się, że w obrębie poszczególnych umiejętności uczniowie zamiast rozwijać się i podnosić swój poziom, wręcz się cofają.

- Siatka godzin, szczególnie z przedmiotów ścisłych jest tak okrojona, że trudno jest nadganiać braki, z którymi uczeń przyszedł do szkoły i jednocześnie realizować program - przyznaje Beata Misiak, dyrektorka Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 2. - Jeśli mówimy np. o pisaniu, to rzeczywiście nauczyciele powinni więcej zadawać, potem to rzetelnie sprawdzać i omawiać. Ale przy trzydziestoosobowej klasie to jest praktycznie niemożliwe. Dlatego np. w naszej szkole nauczyciele mają konsultacje, podczas których mogą poświęcić uczniom dodatkowy czas.

Zawodówki nie uczą zawodu

W tym roku egzaminy potwierdzające kwalifikacje zawodowe zdawali też po raz pierwszy absolwenci szkół zawodowych i techników.

- Wypadło to rozmaicie na różnych kierunkach i w różnych ośrodkach - mówi Elżbieta Majka, egzaminatorka z Zachodniopomorskiego Centrum Edukacji. - Największy problem sprawiało zadanie teoretyczne, w którym uczniowie musieli omówić projekt, a nie go wykonać. I tak u nas na kierunku technik elektromechanik zdało ok. 60 proc. Na pozostałych kierunkach już znacznie mniej - ok. 30-40 proc.

W skali całego województwa dobrze wypadli przedstawiciele takich zawodów, jak sprzedawca, ślusarz, ekonomista czy handlowiec. Bardzo źle: ogrodnicy, stolarze czy mechanicy.

Jak temu zaradzić?

Zdaniem przedstawicieli OKE bardzo ważne jest, aby dyrektorzy dokładnie przeanalizowali wyniki, nawet poszczególnych uczniów i do nich dopasowywali plany dydaktyczne.

- Dyrektorzy gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych powinni przyjrzeć się, jacy uczniowie i z jakimi umiejętnościami przychodzą do ich placówek - apelował Albert Łukaszewicz. - Trzeba też koniecznie położyć nacisk na realizację podstaw programowych, a także egzekwowanie i utrwalanie wiadomości. Uczniowie powinni również więcej pisać.


http://miasta.gazeta.pl/szczecin/1,34939,3629476.html

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Łobuz czy aniołek - dwa oblicza jednego dziecka
« Odpowiedź #314 dnia: Wrzesień 26, 2006, 01:06:17 pm »
Łobuz czy aniołek - dwa oblicza jednego dziecka

Łobuz z zaburzeniami osobowości, nieprzystosowany do społeczności - taką opinię o 11-letnim Adasiu P. z Imielina ma jego była szkoła - SP nr 2. W nowej, w Lędzinach, gdzie na początku roku chłopca przeniosła mama Teresa P., nie ma z Adasiem problemów. W niczym nie odstaje od innych dzieci. Dobrze się uczy, jest grzeczny.

Skąd taka przemiana? Cud, czy dowód na to, że szkoła potrafi dziecko skrzywdzić?


- Ten chłopiec się pogubił. Był nadpobudliwy. Szkoła zamiast pomóc jemu i matce, zrobiła wszystko, by kłopotu się pozbyć i to się jej udało - mówi Krzysztof Śnioszek ze Śląskiej Społecznej Rady Oświatowej.

Szkoła w Imielinie robiła problemy z wyjazdem Adasia na zieloną szkołę. Zażądała, by pojechała z nim matka. Chcieli tego rodzice innych dzieci. Zamiast pojechać na wycieczkę do miejscowego domu kultury zapłakany chłopiec przesiedział godzinę w gabinecie dyrektorki. Dlaczego? Bo zdaniem szkoły był agresywny i nieposłuszny. Na dowód szkoła ma obdukcje dzieci rzekomo pobitych przez Adasia.

- Dopiero po dwóch latach matka poszła z chłopcem na badania do poradni psychologicznej. Nie chciała nam przekazać opinii. Dla dobra dziecka musieliśmy w tej sprawie wystąpić do sądu - mówi Jadwiga Lachor, dyrektor SP 2 w Imielinie.

- Nie mogłam przekazać tej opinii, bo jej po prostu jeszcze nie miałam. Poradnia ich jeszcze nie przygotowała. Szkoła nie chciała czekać i wystąpiła o sądowe wydanie opinii. Sąd sprawę umorzył - wyjaśnia Teresa P. i twierdzi, że skrzywdzono ją i dziecko. - Przez dwa lata nikt nie wspominał o problemach z Adasiem - dodaje. Oskarża szkołę o złą wolę i łamanie praw ucznia. Nie miała wyjścia. Musiała syna przenieść do Lędzin.

- Żałuję, że chłopiec odszedł. W końcu byśmy sobie z nim poradzili. Nigdy nie zrobiłabym krzywdy dziecku. Te oskarżenia są niesłuszne - broni się dyrektor Jadwiga Lachor.

11-letni Adaś P. z Imielina musiał pożegnać się ze swoimi kolegami, klasą i nauczycielami w Szkole Podstawowej nr 2. Zrobił to bez większego żalu. Ma nowych. Takich którzy go akceptują, chwalą i nie wyzywają od łobuzów. Tyle, że każdego dnia do szkoły zamiast 8 km musi pokonywać trzykrotnie dłuższą trasę aż do Lędzin.

Szkoła w Imielinie o Adasiu:
"Agresywny w stosunku do kolegów, nieposłuszny, ma zaburzenia osobowości, jest nieprzystosowany do życia w szkolnej społeczności".

Szkoła w Lędzinach: "
Chętnie współpracuje z pedagogiem, trochę nadpobudliwy, nie stwarza większych problemów, mądre dziecko, lubi być chwalony, bardzo się stara". Mowa o tym samym dziecku.

- Przez pierwsze dwa lata szkoła w Imielinie nie miała uwag do Adasia. Kiedy zlikwidowano jego klasę i przeniesiono go do innej, stał się tym "złym". Wmawiano mu, że jest nieznośny. Nie zabierano go na wycieczki, nie chciano beze mnie wysłać na zieloną szkołę. Podburzono rodziców innych uczniów. Zamiast mi pomóc - zrobiono nagonkę - żali się Teresa P., mama Adasia.

W ubiegłym roku przeniosła syna do Lędzin. Nie miała sił walczyć ze starą szkołą. Zresztą kuratorium, do którego zwróciła się o pomoc, nie widziało problemu. Pomocy odmówił też burmistrz Imielina. Uznał, że to nie podlega jego kompetencjom.

 W Lędzinach okazało się, że Adaś jest dobrym uczniem i nie sprawia większych kłopotów. - Aniołkiem to on nie jest. Ale nie odstaje niczym od innych chłopców. Mądre dziecko. Szczególnie z matematyki. Ma zaległości z polskiego, ale to się da nadrobić - mówi Helena Suski, nauczycielka z SP 4 w Lędzinach.


Tymczasem Jadwiga Lachor, dyrektor SP 2 ma całą dokumentację.
W niej obdukcje uczniów rzekomo pobitych przez Adasia i petycję podpisaną przez rodziców z trzech klas. Nie zgadzali się, żeby pojechał z ich dziećmi na zieloną szkołę. Zaproponowała więc, aby matka pojechała z synem i sama go pilnowała.

- Załatwiłam nawet pieniądze od burmistrza. To miało być jak darmowe wczasy - podkreśla dyrektorka. Pani Teresa nie zgodziła się. Twierdzi, że nie mogła ot tak po prostu zostawić pracy na trzy tygodnie. - Z matką od początku źle się współpracowało. Dwa lata prosiliśmy, żeby poszła na badania do poradni pedagogicznej. Kiedy w końcu tam się zgłosiła, odmówiła wydania opinii. A ona była nam potrzebna, żeby nad uczniem pracować. Poprosiłam o pomoc sąd rodzinny - mówi dyr Lachor. Problem w tym, że kiedy szkoła występowała do sądu o wydanie opinii, ta nie była jeszcze gotowa. Dopiero zakończyły się badania chłopca.

Sąd w Mysłowicach sprawę umorzył, bo Adaś zmienił szkołę. Nie było podstaw do wydania wobec niego tzw. zarządzeń opiekuńczych. W uzasadnieniu napisano: "W obecnej szkole Adaś czuje się akceptowany i nie ma z nim żadnych problemów wychowawczych. - Pracownicy poradni wykluczyli u chłopca ADHD, ale podkreślili, że bywa impulsywny, miewa problemy z emocjami i wtedy staje się agresywny. Słowem nic nadzwyczajnego u nastolatka.

W obronie Adasia i jego mamy stanęła Śląska Społeczna Rada Oświatowa. Uznała, że chłopiec był dyskryminowany. Stało się to po odpowiedzi kuratorium na skargę Teresy P.
Napisano w niej, że działania szkoły były zgodne z prawem i z zasadami dbania o dobro dziecka. - Naruszono tutaj prawa ucznia. Sprawa Adasia została potraktowana w sposób rutynowy - mówi Krzysztof Śnioszek, szef rady.
Uważa, że ani szkoła, ani kuratorium nie wyciągnęli do Adasia pomocnej dłoni. - Być może chłopiec się pogubił. Jednak szkoła powinna z takim problemem sobie poradzić. To się nie udało.
 Jeszcze raz okazało się, że ważniejszy jest komfort nauczycieli. To oni, a nie chłopiec powinien odejść z tej szkoły - podsumowuje Śnioszek.

(imię dziecka zmieniono)

Aldona Minorczyk-Cichy


Cytuj
Ten chłopiec się pogubił. Był nadpobudliwy. Szkoła zamiast pomóc jemu i matce, zrobiła wszystko, by kłopotu się pozbyć i to się jej udało -

Cytuj
Szkoła w Imielinie o Adasiu: "Agresywny w stosunku do kolegów, nieposłuszny, ma zaburzenia osobowości, jest nieprzystosowany do życia w szkolnej społeczności".

Szkoła w Lędzinach: "
Chętnie współpracuje z pedagogiem, trochę nadpobudliwy, nie stwarza większych problemów, mądre dziecko, lubi być chwalony, bardzo się stara". Mowa o tym samym dziecku.

I kto tu mial problem?  :evil:
Dwie szkoły,i jak różniące się opinie o tym samym dziecku  ?:(
Czy prościej pozbyć się dziecka ( "klopotu" )ze szkoły,czy starać się rozwiązać problem,jeśli taki jest?
Niestety,a problem nie dotyczy tylko jednego Adasia.  :(
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline agaj

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 73
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #315 dnia: Wrzesień 26, 2006, 03:22:22 pm »
I co tu sie dziwic skoro nawet nasz kochany minister edukacji jest za tym zeby uczniow sprawiajacych problemy (swoja droga ciekawe jakie bylyby tego kryteria) przenosić do specjalnych instytucji miast szukac zrodla problemu. W koncu lepiej miec swiety spokoj i juz na starcie przekreslac mlodych ludzi...  :2gunfire:
Zosia 7,5l. (epi), Basia 5l. (niedobór wzrostu).

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #316 dnia: Wrzesień 26, 2006, 10:57:51 pm »
Podręczniki pełne byków

Marcelina Szumer  

Człowiek ma 52 zęby, a Galileusz wynalazł mikroskop - humor z zeszytów szkolnych? Nie. Takie kwiatki można znaleźć w podręcznikach zatwierdzonych przez Ministerstwo Edukacji

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60153,3643812.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Anna

  • User z prawami do pisania
  • Weteran
  • ******
  • Wiadomości: 4459
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #317 dnia: Wrzesień 28, 2006, 02:43:00 pm »
Gra w golfa terapią dla dzieci[/size]
Joanna Jałowiec
 
Nauczyciele Gimnazjum nr 25 postanowili wykorzystać sport kojarzony przede wszystkim z eleganckim panem w spodniach w kratkę jako formę terapii dla dzieci z zaburzeniami emocji i zachowania.




 Uczniowie na polu golfowym w Ochmanowie

 Co tydzień grupa składająca się z dziesięciu uczniów będzie ćwiczyć odbicia, patowanie, czyli trafianie do dołka z bliskiej odległości, i pokonywać kolejne stopnie wtajemniczenia w grze w golfa. Skąd pomysł, by wykorzystać golf w pracy z dziećmi?

- Bo ta dyscyplina sportu pozwala na rozwój motywacji dziecka, uczy wytrwałości, pobudza do współzawodnictwa, ale nie agresji - tłumaczy Beata Mazurek, nauczycielka i pomysłodawczyni projektu.

- Gra w golfa jest także sposobem rozwijania koncentracji, koordynacji wzrokowo-ruchowej, uczy wewnętrznej samodyscypliny i uporządkowuje emocje. A poza tym dzieci mają świetną zabawę - dodaje Marta Jakubczak, pedagog socjalny i współautorka metody.

Wczoraj na zielonych pagórkach pola golfowego Royal Kraków w Ochmanowie, które włączyło się bezpłatnie w realizację projektu, odbyła się pierwsza lekcja. - Czyli trafianie kijem w piłeczkę, co - wbrew pozorom - nie jest tak dziecinnie proste, jak to wygląda w telewizji - śmieje się Tadeusz Bienas, menedżer pola. Dziesiątka gimnazjalistów wybrała specjalne kije dostosowane do ich wzrostu i udała się na pole treningowe.

- Kijek między stopami, luźna ręka i robimy zamach - pod czujnym okiem Wiesława Klimy, instruktora progolfa, chłopcy i Natalia, jedyna dama w towarzystwie, uczyli się odpowiedniej postawy i sposobu uderzania w piłkę, by poleciała jak najdalej.

- To nie jest wcale takie proste - śmiał się Damian Czerski po wyczerpaniu zapasów dwóch koszyków, czyli 68 piłek. O wiele łatwiejsze okazało się patowanie, czyli trafianie do dołka z bliskiej odległości na specjalnie przystrzyżonej 4-milimetrowej trawie. Gimnazjaliści będą przyjeżdżać na pole golfowe przez cały rok. Rozpisany na godziny i konkretne ćwiczenia schemat zajęć będą mogły wykorzystać w przyszłości także inne dzieci.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3648623.html

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Giertych oddaj Adasiowi szkołę!
« Odpowiedź #318 dnia: Październik 03, 2006, 01:19:46 am »
O tym,że dziecko ma problemy z podjęciem nauki w szkole,już nie jeden Rodzic przekonał sie o tym na własnej skórze  :(


02.10.2006 -
 Giertych, oddaj Adasiowi szkołę!
 
RODZICE MUSZĄ SAMI PŁACIĆ ZA NAUKĘ NIEPEŁNOSPRAWNYCH DZIECI
 
Kilka tysięcy najcięże chorych niepełnosprawnych dzieci nie ma prawa do nauki. W przepisach oświatowych jest luka, która nie pozwala na przyznanie im indywidualnego nauczania.
 
- W Polsce niepełnosprawne dzieci zepchnięte są na margines. Państwo nic dla nich nie robi. Nie refunduje się leków, nie ma pieniędzy na rehabilitację. Pozbawienie ich możliwości nauki to barbarzyństwo - mówi Anna Szymanek mama niepełnosprawnego 7-letniego Adasia.
 
Państwo nie pokrywa kosztów indywidualnego toku nauczania dzieci
 
Brak przepisów, które by pozwalały na przyznanie indywidualnego nauczania dotyczy sześciolatków i dzieci, które mają odroczony obowiązek szkolny. W Polsce można odraczać obowiązek szkolny przez cztery lata, a więc do 10 roku życia.

Jak wyrzutki społeczeństwa
 
- Żadne przedszkole integracyjne nie chciało przyjąć synka. Był zbyt trudnym przypadkiem. Adaś nie chodzi. nie mówi ma padaczkę. nosi pampersy - mówi Anna Szymanek.
Rodzice zapewnili dziecku logopedę, rehabilitanta. Te zajęcia pochłaniają większość ich zarobków. Odkąd urodził się Adaś rodzina żyje na granicy ubóstwa.
 
Dokumenty nic niewarte
 
W ub. roku Adaś miał zapewnione bezpłatne indywidualne nauczanie. Po pół roku widać było efekty pracy z nauczycielem. Więcej rozumiał był sprawniejszy manualnie.
- W tym roku kiedy Adaś miał rozpocząć naukę w szkole też dostałam orzeczenie o indywidualnym toku nauczania. Okazało się jednak że nie honorują tego orzeczenia -
skarży się matka.
Pomocy szukała wszędzie: w Ministerstwie Edukacji Związku Nauczycielstwa Polskiego, kuratorium oświaty.
- Ubolewam ale nie mogę pomóc. Brak podstawy prawnej pozwalającej na przyznanie indywidualnego nauczania-tłumaczy Dorota Żyro, z Centrum Metodycznego Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej.
 
Giertych wie
 
Roman Giertych minister edukacji narodowej przyznaje że wie o braku przepisu umożliwiającego naukę indywidualną niepełnosprawnym dzieciom. Wie ale nic nie zrobił.
- Zmienimy to ale po trzeba na to dwóch miesięcy. Moi poprzednicy zostawili bałagan - tłumaczy Giertych. Minister na swoim stołku wygód nie siedzi już pięć miesięcy i nic nie zrobił dla niepełnosprawnych dzieci.

 SUPER EXPRESS  
  Data: 2006-10-02      
  Autor: EDYTA PARADOWSKA  
zródło



Na temat zajęć rew. oraz ind. nauczania w wątku
Zajęcia rewalidacji indyw i wczesne wspomaganie rozwoju
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #319 dnia: Październik 04, 2006, 12:20:57 pm »
MEN chce ograniczyć biurokrację w szkołach


Resort edukacji chce odbiurokratyzować nadzór pedagogiczny. Chce, by w przyszłości szkoły przekazywały kuratoriom tylko te dane o swojej działalności i uczniach, których nie zawierają bazy danych np. Systemu Informacji Oświatowej czy Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.

"Chodzi o bardzo poważne wyeliminowanie biurokracji, która w tej chwili zabiera nauczycielom i dyrektorom szkół bardzo dużo czasu" - powiedział we wtorek na konferencji prasowej wicepremier, minister edukacji Roman Giertych.

Poinformował, że skierował do konsultacji międzyresortowych i społecznych projekt nowelizacji rozporządzenia, dotyczącego zasad sprawowania nadzoru pedagogicznego. Wyjaśnił, że gdy nowelizacja wejdzie w życie, szkoły nie będą musiały wypełniać wielu specjalnych formularzy i ankiet służących do oceny pracy szkoły, które obecnie przekazywane są kuratoriom.

Minister edukacji zapowiedział, że jeśli konsultacje przebiegną pomyślnie jeszcze w październiku, nowelizacja rozporządzenia zostanie podpisana i w ten sposób "zniesiona będzie forma ucisku". Tak bowiem - zadaniem Giertycha - nauczyciele traktowali konieczność dokonywania przez dyrektorów szkół corocznej oceny pracy kierowanych przez siebie placówek. Za zniesieniem procedur tzw. wewnętrznego mierzenia jakości pracy szkoły opowiadali się także związkowcy.

Mówiąc o dokumentach, które obecnie muszą, zgodnie z przepisami, wypełniać dyrektorzy szkół na potrzeby nadzoru pedagogicznego, minister edukacji powiedział, że "nie jest to coś co jest potrzebne polskiej szkole". "Nikt tych formularzy nie czyta" - podkreślił.

Podczas konferencji prasowej Giertych oświadczył także, że od wtorku nie będzie udzielał żadnych informacji przedstawicielom BBC, nie będzie się wypowiadał, a także odpowiadał na pytania dziennikarzy tej stacji na konferencjach prasowych. Związane jest to - jak wyjaśnił - z "brutalnym atakiem" BBC na papieża Benedykta XVI. Dodał, że "urąga on wszelkim zasadom rzetelności dziennikarskiej i wszelkim zasadom kultury". Zaapelował do innych polityków by przystąpili razem z nim do bojkotu BBC. Ma on trwać tak długo, aż stacja nie przeprosi za swoje "skandaliczne zachowanie".
W niedzielę wieczorem telewizja BBC nadała program, w którym zarzuciła papieżowi, że będąc kardynałem, miał zalecić egzekwowanie tajnej instrukcji nakazującej milczenie na temat przypadków pedofilii wśród księży.

gazeta prawna
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #320 dnia: Październik 07, 2006, 12:03:11 am »
Szkolna medycyna w opłakanym stanie
Joanna Jałowiec2006-10-06

Aż w 14 proc. krakowskich szkół nie ma gabinetów lekarskich, a tylko w co czwartej jest dentysta. Radni miasta apelują - Trzeba uzdrowić szkolną medycynę.

Z raportu sanepidu wynika, że szkolne gabinety są zbyt małe i niedostatecznie wyposażone, nie mają odpowiednich podłóg, dostępu do ciepłej czy zimnej wody, a w jednym inspektorzy natrafili na... pianino. Aż 120 na 256 szkół pozbawionych jest jakiejkolwiek opieki lekarskiej. - To niebezpieczne, bo dzieci narażone są na urazy - komentuje Małgorzata Radwan-Ballada, lekarz i radna miasta. - Na szczęście, jak do tej pory, nie było poważnego wypadku, ale szkolna medycyna wymaga szczególnej troski - dodaje.

Pierwsza pomoc od matematyka

Szkoła Podstawowa nr 4 w Krakowie ma - to rzadkość - i gabinet lekarski, i stomatologiczny. Pielęgniarka przychodzi do uczniów trzy razy w tygodniu, drugą część etatu wypełnia w innej szkole. Kiedy pod jej nieobecność dziecko gorzej się poczuje, boli je brzuch, głowa lub dostanie krwotoku z nosa, opiekę przejmują nauczyciele.

- Przeszkoliłam grono pedagogiczne w zakresie pierwszej pomocy. Jeśli dziecko nabije sobie guza, to mamy schłodzony żel, jeśli ma jakiś uraz, opatrujemy rany. Gdy uczeń zemdleje lub źle się poczuje, siada przy nim nauczyciel lub woźna i wzywamy rodziców - opowiada Elżbieta Wohn, dyrektorka szkoły.

Innym problemem jest brak pieniędzy. - Musimy kupować leki, środki i wyposażenie z funduszy komitetu rodzicielskiego. Zakład Ekonomiki Oświaty nie rozlicza nam takich rachunków, musimy sobie radzić sami - mówi dyrektorka.

Szczerbata populacja?

Nie lepiej wygląda sytuacja w gabinetach dentystycznych. Szkolna opieka stomatologiczna została zlikwidowana w 60 proc. Tymczasem koszt utworzenia gabinetu stomatologiczne od nowa to wydatek rzędu 100 tys. zł. Lekarze nie chcą inwestować swoich pieniędzy bez gwarancji długoletnich kontraktów, a szkoły - nawet jeśli znalazłyby wolne pomieszczenie - nie mają pieniędzy na ich dostosowanie, nie mówiąc o zakupie drogiego sprzętu.

- Nie ma lepszego miejsca opieki nad zdrowiem dziecka niż to, w którym się kształci. Rodzice zazwyczaj idą z dzieckiem do dentysty dopiero wtedy, kiedy ząb boli - uważa Robert Stępień, wiceprzewodniczący Okręgowej Izby Lekarskiej. Jego zdaniem, jeśli teraz nie zainwestuje się w zdrowie dzieci, to potem państwo będzie ponosić większe koszty.

- Znaczna część chorób ogólnoustrojowych wynika z nieleczonych wcześniej dolegliwości jamy ustnej. Kiedyś monitorowaliśmy stan uzębienia uczniów, dzieci były poddawane fluoryzacji. Teraz nie wiemy nawet, jaki procent populacji ma próchnicę! - dodaje Robert Stępień.

Miasto musi pomóc


Problem kulejącej opieki medycznej w szkołach jest na tyle poważny, że zajęła się nim Komisja Zdrowia i Profilaktyki Rady Miasta Krakowa.

- Niepokoi nas przede wszystkim fatalna opieka stomatologiczna - mówi Małgorzata Radwan-Ballada, przewodnicząca komisji. - Pielęgniarki są natomiast świetnie przygotowane do udzielania pomocy przedlekarskiej, przechodzą specjalne kursy, ale problem leży w tym, że na jedną przypada od 700 do 1100 dzieci. Kiedy szkoła jest mniejsza, pielęgniarka musi łączyć etat w dwóch placówkach. NFZ powinien zmniejszyć limit podopiecznych, którymi ma się zająć jedna pielęgniarka, aby szkoła zapewniała opiekę medyczną przez cały tydzień - dodaje.

Radni zwrócili się do prezydenta o dodatkowe środki na wyposażenie gabinetów stomatologicznych.

- Mam nadzieję , że na najbliższym posiedzeniu komisji zdrowia przedstawiciele wydziału edukacji przedstawią jakieś propozycje w tej sprawie. Ciekawi nas też, jak realizowane jest rozporządzenie prezydenta, w myśl którego wszystkie gabinety szkolne miały być dostosowane do wymagań sanepidu i innych norm - dodaje Radwan-Ballada.

Jeszcze 10 lat temu gabinet z lekarzem i higienistkami był normą. W 1999 r. wprowadzono ustawę o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym, która nie przewidywała osobnych umów na opiekę zdrowotną nad dziećmi
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #321 dnia: Październik 09, 2006, 09:44:53 am »
Już miały być ,tanie,darmowe ? podręczniki szkolne ... a tymczasem  :roll:


OŚWIATA SZYBKA REALIZACJA PROGRAMU TANI PODRĘCZNIK ZAGROŻONA
Darmowe podręczniki dopiero w 2008 r.


• Roman Giertych zapewnia, że uczniowie otrzymają książki od szkół już we wrześniu 2007 roku
• Samorządowcy twierdzą, że pierwsze podręczniki trafią do szkół dopiero w 2008 roku
• Uruchomienie unijnych środków na zakup książek i organizacja przetargów może potrwać 18 miesięcy

Roman Giertych, minister edukacji narodowej, zapewnia, że 1,6 mln uczniów pochodzących z biednych rodzin otrzyma we wrześniu 2007 roku książki dzięki uruchomieniu programu Tani Podręcznik.

– To niemożliwe, aby podręczniki trafiły do szkół już we wrześniu przyszłego roku – mówi Renata Szczepańska, wójt gminy Cisna, członek Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.

Należy bowiem najpierw przygotować szczegółowe zasady realizacji programu, w tym przeprowadzić przetargi, a to może potrwać osiemnaście miesięcy.


Program w powijakach

Zakup tanich podręczników ma być realizowany w ramach ósmego priorytetu: Rozwój wykształcenia i kompetencji w regionach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, który w 80 proc. finansowany jest z Europejskiego Funduszu Społecznego. Za jego realizację będą odpowiadały m.in. urzędy marszałkowskie. To one będą musiały wypracować szczegółowe zasady wdrażania programu z samorządami oraz Ministerstwem Edukacji Narodowej.

– Przy bardzo dużym wysiłku i mobilizacji każdej ze stron mogą one być gotowe jeszcze w tym roku – uważa Anna Mickiewicz z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.
Samorządowcy twierdzą, że nawet jeśli uda się je szybko ustalić, to książki i tak nie trafią do uczniów na początku przyszłego roku szkolnego.

– Dziś nawet nikt nie wie, jak będzie wyglądał ostatecznie PO KL. Nie zostały bowiem opisane poszczególne działania – mówi Renata Szczepańska.

We wrześniu zakończyły się konsultacje PO KL. Po jego przyjęciu przez Radę Ministrów Polska będzie go negocjować z Komisją Europejską. Zdaniem Danuty Hübner, komisarz UE ds. rozwoju regionalnego, zatwierdzony zostanie pod koniec pierwszego kwartału 2007 roku.


Kto zorganizuje przetargi

– Realizacja programu Tani Podręcznik będzie miała zapewne formę projektów systemowych, czyli bez konieczności ogłaszania konkursów, a to przyspieszy całą procedurę – mówi Anna Mickiewicz.




– Przeprowadzenie przetargów nie będzie jednak proste. Sama procedura przetargowa trwa pół roku. Aby książki trafiły do szkół już we wrześniu, przetargi powinny być ogłoszone w marcu – uważa Stanisław Szelewa, dyrektor wydziału oświaty i wychowania Starostwa Powiatowego w Świdnicy.

Na terenie gmin ponadto jest wiele szkół: podstawowe, specjalne, zawodowe i ogólnokształcące. Każda może wybrać inne podręczniki. Jeśli przetargi będzie przeprowadzał urząd wojewódzki, musi przygotować zestawienie liczące kilkaset różnych pozycji. Określenie liczby kompletów też nie będzie łatwe. Liczenie powinno się zacząć po zakończeniu naboru do szkół, czyli w maju. Dopiero wówczas można oszacować, ile i jakie zestawy będą potrzebne. Ze względów proceduralnych jednak należałoby zacząć to robić w styczniu przyszłego roku. Wtedy jednak nie będzie wiadomo, ilu uczniów trafi do poszczególnych szkół i ilu z nich będzie miało odpowiednio niskie dochody.


MEN wolno wydaje fundusze

Doświadczenia we wdrażaniu środków unijnych w latach 2004-2006 także potwierdzają, że w przyszłym roku tanie podręczniki nie trafią do szkół. W latach 2004-2006 Ministerstwo Edukacji Narodowej miało do dyspozycji 278 mln euro na zwiększanie dostępu do edukacji oraz 450 mln euro na podniesienie jakości edukacji w odniesieniu do potrzeb rynku pracy. Do sierpnia bieżącego roku wydano dopiero 14 proc. pierwszej sumy i 26 proc. drugiej. MEN nadzorował m.in. realizację działań mających sprzyjać tworzeniu alternatywnych form edukacji przedszkolnej.

Pierwszy konkurs miał być zorganizowany w styczniu 2004 r., a został ogłoszony dopiero w grudniu. Umowa z pierwszym wnioskodawcą została podpisana pod koniec czerwca 2005 roku. Kolejny, drugi konkurs MEN zorganizował dopiero w czerwcu 2006 roku. Na wydanie czeka jeszcze ponad 20 mln złotych.

– Jeśli tak samo będzie z realizacją programu Tani Podręcznik, to uczniowie książki dostaną najwcześniej za dwa lata – podsumowuje Renata Szczepańska.
Samorządowcy dodają, że rozwiązywanie problemów podręczników na stopniu centralnym to nietrafiony pomysł.

– Każda gmina powinna sama zdecydować, czy podręczniki kupuje ona czy poszczególne szkoły. W przeciwnym razie zapanuje wielki chaos – podkreśla Stanisław Szelewa.

 Jolanta Góra



OPINIA

Zdobysław Milewski
rzecznik prasowy Marszałkowskiego Urzędu Województwa Małopolskiego

Program Operacyjny Kapitał Ludzki jest dopiero w fazie przygotowań. Nasz urząd nie otrzymał jeszcze informacji o tym, że ze środków EFS rozdzielanych poprzez ten program mają być kupowane podręczniki. Obecnie nie mamy zatem żadnych danych na temat programu Tani Podręcznik, a bez nich nie możemy powiedzieć, kiedy i jak zostanie zrealizowany. Tak naprawdę nikt nie wie nawet, czy z tych pieniędzy mają być dofinansowane i podręczniki, i stypendia dla biednych uczniów. Powszechnie wiadomo jednak, że wszelkie konsultacje, ustalanie założeń i wytycznych trwa kilka miesięcy.

zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #322 dnia: Październik 18, 2006, 08:51:02 pm »
Plany lekcji niezgodne z higieną psychiczną uczniów

Prawie w co trzeciej szkole plan lekcji jest ułożony niezgodnie z zasadami higieny psychicznej ucznia. Tak wynika ze wstępnych kontroli przeprowadzanych przez Państwową Inspekcję Sanitarną.

Rzecznik Inspekcji Anna Malinowska powiedziała, że nieprawidłowości dotyczą głównie okienek, czyli wolnych godzin, w czasie których uczeń czeka na kolejną lekcję oraz różnych godzin rozpoczęcia zajęć. Anna Malinowska podkreśliła, że nie może być tak, że w poniedziałek dziecko idzie do szkoły na 8.00. w środę na 12.00, a w piątek na 14.00. Dodała, że źle jest też konstruowana kolejność lekcji.


Według standardów zajęcia w szkole nie powinny zaczynać się, ani kończyć trudnymi przedmiotami, jak język polski czy matematyka. Rano zdolność koncentracji jest mniejsza, dlatego lepiej, aby uczeń miał wtedy łatwiejsze lekcje typu muzyka czy plastyka.

Dyrektorzy szkół, w których Państwowa Inspekcja Sanitarna stwierdzi nieprawidłowości w planie lekcji, muszą go zmienić. Inspekcja apeluje też, aby udostępnić dzieciom szafki w szkołach, aby nie musiały wszystkich książek i pomocy naukowych nosić do domu. (ap)
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #323 dnia: Październik 22, 2006, 08:16:18 pm »
Minister zapomniał o niewidomych

Marcelina Szumer

Szkoły i ośrodki dla dzieci niewidomych nie dostaną specjalistycznego sprzętu komputerowego, bo Ministerstwo Edukacji Narodowej zapomniało o przetargu

Niewidome dzieci uczące się w ośrodkach w całej Polsce miały dostać specjalistyczne komputery, dzięki którym mogłyby się

więcej nauczyć. Ministerstwo mogło na ten cel dostać pieniądze z UE, ale spóźniło się z przetargiem na wart nawet 40 mln zł sprzęt. Rozpisano go dopiero wiosną, choć już w sierpniu mijał termin dostaw sprzętu. Do tego przygotowano tak niedbale, że po wyłonieniu zwycięskiej firmy Urząd Zamówień Publicznych unieważnił całą procedurę. Następny przetarg z niewiadomych przyczyn się nie odbył.

A dzieci na komputery czekają... - Ja miałem szczęście - mówi niedowidzący Maciek, który od roku studiuje na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu - w ośrodku w Owińskach, gdzie kończyłem liceum, mieliśmy naprawdę dobrze wyposażoną salę komputerową: klawiatura z brajlem, programy powiększające. - Domyślam się jednak, że nie wszędzie tak jest, a właśnie zmarnowano szansę, by to zmienić - martwi się chłopak.

- W dzisiejszych czasach w ogóle trudno się obejść bez narzędzia, jakim jest komputer, a my chcemy, żeby nasi podopieczni mieli szanse na rynku pracy, byli na bieżąco, znali obsługę sprzętu - mówi Krystyna Broniarz z ośrodka dla niewidomych w podwarszawskich Laskach - Ten sprzęt jest nam po prostu niezbędny...

Jakie są szanse, że ministerstwo zdoła naprawić swoje pomyłki? - Pod koniec września rozpisaliśmy nowy przetarg, procedury trwają - odpowiada biuro prasowe MEN.

Metro 19.10.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #324 dnia: Październik 23, 2006, 10:20:31 pm »
PRAWO OŚWIATOWE Pomoc edukacyjna dla uczniów

Zielone szkoły i świetlice za pieniądze z budżetu

Gminy, starostwa oraz organizacje pozarządowe ponownie mogą starać się o rządowe środki na rozwój pomocy edukacyjnej dla ubogich dzieci. Do podziału jest 15 mln zł.

W tym roku Ministerstwo Edukacji Narodowej realizuje po raz pierwszy program wspierania regionalnych lub lokalnych programów wyrównywania szans edukacyjnych dzieci i młodzieży. Podstawę prawną do tych działań zawiera rozporządzenie Rady Ministrów z 28 marca 2006 r. (DzU z 2006 r. nr 59, poz. 411).

Cel programu to dofinansowanie edukacyjnych pomysłów, których adresatami są uczniowie różnego typu szkół. Chodzi m.in. o stypendia, organizowanie zielonych szkół oraz zajęć pozalekcyjnych o charakterze psychologiczno-pedagogicznym wspierających rozwój ucznia, a także podejmowanie aktywności edukacyjnej i zawodowej oraz kształtującej postawy przedsiębiorczości.

Pomysłodawcami mogą być gminy, starostwa oraz organizacje pozarządowe. Państwo nie sfinansuje im jednak całości kosztów przedsięwzięcia, lecz połowę. Podziałem środków zajmują się wojewodowie. Oni organizują konkursy na programy. Pierwsza tura przyjmowania wniosków już się zakończyła, do podziału było 75 mln zł. Nie wszystkie pieniądze zostały jednak rozdysponowane. Ministerstwo ma jeszcze 15 mln zł.

Nowelizacja wspomnianego wyżej rozporządzenia weszła w życie 11 października (DzU z 2006 r. nr 183, poz. 1356). Przewiduje kolejny termin składania wniosków na lokalne oraz regionalne programy edukacyjne dla uczniów - do 27 października tego roku. Wojewoda rozpatrzy je najpóźniej 3 listopada. Zainteresowani muszą też pamiętać, że dotacja nie może być przeznaczona na inny cel, niż zakłada program. Realizatorzy programów mogą przeznaczyć na jego obsługę nie więcej niż 5 proc. wszystkich środków.

Według szacunków MEN liczba dzieci, które wymagają pomocy w 2006 roku, sięga 1 mln 565 tys. Więcej informacji na temat programu zawiera strona internetowa MEN: www.men.gov.pl

Renata Krupa-Dąbrowska

Rzeczpospolita 23.10.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #325 dnia: Październik 26, 2006, 07:39:01 am »
CBOS: rodzice wydali średnio 800 zł na wyprawki szkolne

2006-10-25

Średnio 800 zł wydała w tym roku polska rodzina na potrzeby dzieci związane z rozpoczęciem roku szkolnego. W przeliczeniu na jedno dziecko w wieku szkolnym wydatki te wyniosły średnio 513 zł - wynika z sondażu CBOS.

Według CBOS, tegoroczne koszty poniesione przez rodziców są najwyższe w ostatnim
dziesięcioleciu.

Z sondażu wynika, że co dziesiąty rodzic na potrzeby swoich dzieci związane z rozpoczęciem roku szkolnego wydał nie więcej niż 300 zł (w tym 8 proc. wydało od 201 do 300 zł, a 2 proc. do 200 zł). Prawie co trzeci (30 proc.) wydał od 301 do 500 zł, ponad połowa (58 proc.) powyżej 500 zł; w tym 25 proc. od 501 do 800 zł, a 33 proc. powyżej 800 zł.

Z deklaracji rodziców wynika, że jeden proc. z nich nie poniósł żadnych wydatków w związku z rozpoczęciem roku szkolnego swoich dzieci.

Wysokość kwot przeznaczonych na cele szkolne zależy od liczby dzieci w wieku szkolnym w rodzinie. Te rodziny, które mają na utrzymaniu jedno dziecko w wieku szkolnym, wydały średnio 573 zł, czyli o 4 proc. więcej niż przed rokiem. Rodziny z dwojgiem dzieci przeznaczyły na ten cel średnio 872 zł, a więc niemal tyle samo, ile w ubiegłym roku, a rodziny z co najmniej trojgiem dzieci - 1601 zł, czyli o 23 proc. więcej niż rok temu.

Zaledwie 2 proc. rodziców wydało na edukację swoich dzieci w przeliczeniu na jedno dziecko średnio co najwyżej 100 zł, jedna piąta (21 proc.) przeznaczyła na ten cel od 101 zł do 300 zł, prawie połowa (45 proc.) - od 301 zł do 500 zł, a blisko jedna trzecia (31 proc.) - powyżej 500 zł.

W tym roku rodzice wydali na jedno dziecko średnio 513 zł, czyli o 6 proc. więcej niż przed rokiem. Rodziny, które mają na utrzymaniu jedno dziecko w wieku szkolnym, wydały w tym roku średnio 573 zł, a więc o 4 proc. więcej niż przed rokiem. Rodziny z dwojgiem dzieci przeznaczyły na ten cel 436 zł w przeliczeniu na jedno dziecko, czyli niemal tyle samo, ile w ubiegłym roku. Natomiast rodziny mające na utrzymaniu co najmniej troje uczniów, wydały na jedno dziecko 455 zł, czyli o 20 proc. więcej niż w 2005 roku.

Na wydatki związane z rozpoczęciem roku szkolnego składają się przede wszystkim koszty podręczników (47 proc. ogólnych kwot), ubrań (32 proc.) oraz - w mniejszym stopniu (20 proc.) - przyborów szkolnych. Nieco większe niż przed rokiem były nakłady finansowe na podręczniki i ubrania. Nie zmieniły się jedynie kwoty wydawane na przybory szkolne.

Wydatki związane z edukacją dzieci to także koszt dodatkowych płatnych zajęć. Ponad jedna trzecia badanych mających dzieci w wieku szkolnym (36 proc., od ubiegłego roku wzrost o 6 punktów) deklaruje, że któreś z nich już uczęszcza lub zamierza uczęszczać na dodatkowe płatne zajęcia. Zdecydowana większość rodziców (64 proc., spadek o 6 punktów) przyznaje jednak, że nie zapewnia swoim dzieciom udziału w żadnych płatnych formach edukacji.

Rodzice opłacają swoim dzieciom przede wszystkim naukę języków obcych (25 proc.) oraz zapewniają udział w zajęciach sportowych (16 proc.) i artystycznych (12 proc.).
Rzadziej finansują korepetycje, kursy przygotowawcze (6 proc.) oraz kursy komputerowe, informatyczne (5 proc.) i inne zajęcia (2 proc.).

Prawie połowa rodziców finansujących dzieciom w wieku szkolnym dodatkowe zajęcia (48 proc., od roku 2005 wzrost o 14 punktów) przeznacza na ten cel miesięcznie do 100 zł w przeliczeniu na jedno dziecko, ponad dwie piąte (42 proc., spadek o 5 punktów) - od 101 zł do 300 zł, a co dziesiąty rodzic (10 proc., spadek o 9 punktów) wydaje powyżej 300 zł.

W przeliczeniu na jedno dziecko korzystające z płatnych zajęć nakłady finansowe rodziców na dodatkową edukację dzieci wynoszą obecnie 167 zł, czyli o 33 proc. mniej niż w roku ubiegłym, i są najniższe od 2000 roku.

Badanie przeprowadzono 6-9 października 2006 roku, na 999- osobowej reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

Gazeta Prawna za PAP
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #326 dnia: Październik 27, 2006, 07:56:37 am »
Ile kosztuje darmowa szkoła?


Komitet rodzicielski, ubezpieczenie, klasowe wyjazdy i zrzutka na odnowienie szafek. Nazwa "szkoła publiczna" nie oznacza wcale, że rodzice nie będą za nią płacić.

- Jeśli chciałabym dać na komitet moim córkom, musiałabym wyłożyć 300 zł. Razem z podręcznikami, pomocami szkolnymi typu blok, kredki, wychodzi grubo ponad kilkaset złotych - mówi Barbara Ostrzewska, mama trójki dzieci. - Dochodzą do tego wycieczki szkolne, wyjścia do kina czy teatru, czyli średnio około 10 zł na dziecko w miesiącu.

W krakowskich szkołach składka na komitet rodzicielski wynosi od 40 do 200 zł. O wysokości opłat za komitet rodzicielski i sposobie ich wydawania decydują rodzice. Pieniądze idą najczęściej na pomoce naukowe, niewielkie remonty lub - tak jak w SP nr 16 w Krakowie - przeznaczane są na dopłaty do wycieczek i obiady dla najuboższych dzieci oraz nagrody rzeczowe w szkolnych konkursach. Obowiązkowo trzeba zapłacić za ubezpieczenie zdrowotne dziecka, ok. 40 zł. Oprócz tego w niektórych szkołach uczniowie z jednej klasy zrzucają się na tzw. klasowe płacone raz na pół roku lub co miesiąc.

Pani Grażyna na każde takie spotkanie bierze 30 zł. - Ciągle się na coś składamy: a to na imprezę z okazji ślubowania, kwiaty na dzień nauczyciela, stroiki na Boże Narodzenie i inne święta... Zawsze myślałam, że będę zbuntowaną mamą, ale kiedy słyszę: "w naszej szkole przyjęło się" i widzę wyczekujące spojrzenia innych rodziców, poddaję się i płacę - opowiada.

- W tym roku składka na komitet wynosi 40 zł, z tego zwykle 1/3 rodziców nie płaci. Nasza szkoła usytuowana jest na Kazimierzu, mamy sporo dzieci z biednych rodzin. Rodziców nie stać na zapłacenie nawet tak małej kwoty - mówi wicedyrektor SP nr 16 Marek Zieliński.

- W ciągu ostatnich kilku lat rodzice coraz mniej chętnie zrzucają się na komitet. Pieniądze wolą przeznaczyć na dodatkowe zajęcia: basen, lekcje angielskiego czy tańce - zauważa Wiesława Maczek-Hurlak, dyrektorka SP nr 52. - Część rodziców, choć nie narzeka na brak gotówki w portfelu, na komitet nie płaci "dla zasady".

- Denerwuje mnie to ciągłe dokładanie do oświaty. W ubiegłym roku za pieniądze z komitetu szkoła wyremontowała łazienkę. Uważam, że za malowanie klasy czy globus do sali geograficznej powinno płacić miasto, a nie rodzice - uważa pan Tomasz, tata drugoklasisty.

Dyrektorzy krakowskich podstawówek podkreślają jednak, że szkoła absolutnie nie naciska na rodziców, by wpłacali na komitet. - To dobrowolna opłata. Takie sprawy rodzice powinni ustalać między sobą, my w to nie ingerujemy - podkreśla Zieliński.

Potwierdza to Agata Szuta, małopolski wicekurator oświaty. - Rodziców nie wolno zmuszać do płacenia na komitet rodzicielski ani prosić o wyjaśnienia, dlaczego tego nie robią. Nie mogą być z tego powodu karani np. wstrzymaniem wydania świadectwa.

Szkolne wydatki (na przykładzie jednej z krakowskich podstawówek)

mundurek - 55 zł

ubezpieczenie - 40 zł

komitet - 200 zł

wycieczka do gospodarstwa agroturystycznego (szkoła prowadzi program unijny) - 40 zł

obiady w szkole - 70 zł

basen (10 lekcji) - 200 zł

bilety do teatru (średnio raz w miesiącu) - 15 zł

książki do drugiego języka obcego w szkole - 60 zł



gazeta.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #327 dnia: Październik 27, 2006, 12:27:07 pm »
Dzieci na etacie

Pracujące dzieci – termin, który kojarzy się z zacofaniem i trzecim światem, coraz częściej, choć w zupełnie nowym sensie, używany jest do określenia trybu życia współczesnych kilkulatków
Justyna ma 8 lat. Wstaje, gdy jest ciemno. Biegnie na tenis. Potem szkoła: prywatna, trzy języki obce, basen, teatr. Ze szkoły na pianino, potem dodatkowy angielski. W domu jest przed wieczorem. Czasem nawet ogląda wieczorynkę. No, chyba że ma dużo zadane…

Pracujące dzieci teraz pochodzą ze świata „pierwszego” – bogatszego, wykształconego… No i świadomego, że właściwa, dogłębna edukacja to warunek sukcesu, że „odpowiednie” wychowanie to nie tylko kilka godzin spędzonych w ławce. Dlatego oprócz szkoły (zwykle prywatnej), dziecko biegnie na pianino, potem na dodatkowy angielski, tenis czy inne zajęcia. Czy jednak taka „inwestycja” w dzieci rzeczywiście się zwróci? Z czego naprawdę wynika? I czy dzieci edukowane od kołyski rzeczywiście mają zapewniony lepszy start w przyszłość?


Dlaczego Jasia na chiński?


Myli się ten, kto sądzi, że współczesna, poważna edukacja zaczyna się od szkoły podstawowej, czy nawet zerówki. Już trzylatek, o ile jego rodziców stać, może chodzić do przedszkoli artystycznych, językowych, sportowych, muzycznych. Czesne – w zależności od miejsca i oferty – od kilkuset do… kilku tysięcy złotych. Do tego cała gama przedziwnych i wciąż nowych zajęć – ćwiczenia pamięci, wyobraźni, pobudzanie wszelkimi sposobami szarych komórek w małych głowach. Im dziecko starsze, tym bardziej zajęć przybywa. Rodzice – co ciekawe – nie tylko ci najbogatsi, coraz chętniej korzystają z ofert.

Anna Walewska, mama Kingi: – Jestem pielęgniarką, mąż nauczycielem. Zarabiamy niewiele. Żyjemy bardzo oszczędnie. Wszystkie pieniądze idą na Kingę. Nie, nie uważam, że to przesada. Po prostu przyszłość dziecka jest najważniejsza.

Znalezione na jednym z forum poświęconych wychowaniu dzieci: „Zaniedbałam angielski mojego synka. Czy nie myślicie, że nie jest za późno… Ma już 10 miesięcy”. Śmieszne? Pewnie tak, ale internetowe mamy podeszły do „problemu” poważnie. Dawały dobre rady, pocieszały i dopingowały do działania. Jedna tylko wypowiedź zachęcała zatroskaną mamę do… zdrowego rozsądku.

Przyczyn, dla których rodzice dostają „edukacyjnej histerii”, jest wiele. Niektóre zupełnie jasne i zrozumiałe: nie chcemy po prostu, aby dzieci się nudziły. Wolny czas w nadmiarze może szkodzić.

– Często wtedy pozostaje Internet i telewizja, bo przecież nie można się dzieckiem opiekować non stop – mówi Karolina Brzozowska z Kalisza, mama dwójki dzieci.

– Obawiamy się, że gdy nie zajmiemy dziecku czasu wolnego, „świat się dzieckiem zajmie” – mówi Edyta Plich, dyrektorka żeńskiej szkoły im. Cecylii Plater-Zyberkówny w Warszawie. – Boimy się złego towarzystwa, nadmiernego wpływu rówieśników czy też oddziaływania mediów.
Jak twierdzą pedagodzy, rodzice często uważają też, że nie potrafią odpowiednio pokierować dzieckiem, że osoba wykwalifikowana, z odpowiednim przygotowaniem, zrobi to lepiej. I nawet nie z lenistwa, ale właśnie z dobrych intencji, obowiązkiem wychowania obarczają szkołę, instruktorów.

– Czasem jednak są leniwi i dorabiają do tego ideologię: „Staś czy Kazio jest taaaki mądry i musi się rozwijać”… – mówi jedna z nauczycielek w poznańskim gimnazjum.

Kolejną przyczyną, dla której rodzice wciąż podwyższają wymagania względem dzieci, są… własne niespełnione ambicje. Rodzic, który w dzieciństwie chciał, a nie mógł na przykład grać na skrzypcach, częściej będzie skłaniał do skrzypiec własną pociechę.

– Jednym słowem, gdy nawet dziecko uczy się grać, to kieruje nim motywacja… rodzica – mówi Anna Ziarno, nauczycielka w klasach 1–3 w Katolickiej Szkole Podstawowej im. Ks. Piotra Skargi w Warszawie. – A to nie daje raczej zbyt dobrych rezultatów.

Są jeszcze i inne powody: sami nieraz doświadczamy „wyścigu szczurów”, więc chcemy do niego przygotować nasze dziecko, chcemy dostosować je do realiów świata. No i kieruje nami moda na konkretne zajęcia: koledzy z pracy posyłają dziecko na judo? Nasze dziecko nie będzie gorsze. I chociaż może wolałoby pograć w piłkę, wykupujemy karnet na trening.

– Poza tym współczesny świat zaburzył naturalny podział „praca” – „odpoczynek”. Ponieważ sami pracujemy coraz więcej, dzieci również mają mniej czasu wolnego – uważa Plich. – Kategoria „nicnierobienia” zanika również u najmłodszych. W miejsce wolnego czasu wchodzi czas użytkowy – taki, dzięki któremu możemy mieć w przyszłości lepiej, możemy coś zyskać.

Jaś zyskuje, Jaś… traci

Co zyskuje dziecko, które od najmłodszych lat chodzi na języki, pływa, doświadcza wielu, wciąż nowych bodźców? Pewnie uczy się systematyczności, szybciej rozwija się intelektualnie, poznaje nowe możliwości spędzania czasu, można zaszczepić w nim nowe pasje, ćwiczy wrodzone zdolności… Jeśli jednak zajęć jest zbyt dużo lub są nieodpowiednio dobrane… dziecko może stracić. Bardzo wiele.

Edyta Plich: – Skutkiem przesadnej edukacji jest brak czasu wolnego. A co za tym idzie, dziecko nie ma czasu na myślenie, rozwój emocjonalny, kształtowanie wyobraźni…Współczesny człowiek jest pełen informacji, a mało w nim refleksji. Z dziećmi może być podobnie. Dziecko otrzymuje mnóstwo wiadomości, a zwyczajnie nie ma czasu, aby je przeanalizować.

Plich zwraca też uwagę, że czas wolny – o ile w ogóle jest, coraz częściej staje się czasem „użytecznym”. Nawet na wakacje wysyłamy dzieci na obozy językowe czy konne – dzieci wracają z certyfikatem, na ile są lepsze, mądrzejsze.

– Nie mają możliwości zwyczajnego odpoczynku, całkowitej zmiany trybu życia – mówi dyrektorka. – A nie trzeba nikomu tłumaczyć, że takie „lenistwo” jest konieczne do równowagi psychicznej.

Anna Wójcik, socjolog, mama pięciorga dzieci: – Nasze dzieci chodzą do dobrej szkoły, do tego na zajęcia dodatkowe – grają na instrumentach, pływają. Ich edukacja jest dla nas priorytetem. Jednak nauczyłam się, że nic na siłę. Rok temu starsza córka chodziła również do szkoły muzycznej. Radziła sobie dobrze – jest zdolna. Ale psychicznie traciła. Nie miała na nic czasu, wciąż żyła w biegu, a my z nią. Dziś uczy się gry na pianinie, ale dwa razy w tygodniu, po godzinie. Znaleźliśmy złoty środek.

Gdy „złotego środka” się nie znajdzie, zamiast zyskiwać, tracą całe rodziny.

– Moje koleżanki stały się „szoferkami”, a nie matkami. Cały dzień w rozjazdach – nie ma chwili na rozmowę, bycie z dzieckiem, czy zwyczajne rysowanie – mówi mama 10-letniego Patryka. – Kompletny absurd: takie rodziny rwą więzi społeczne zamiast je zacieśniać.

Czy Jaś zostanie ministrem?

Z jednej strony istnieje wyraźna tendencja, żeby dzieci czytały w wieku trzech lat. Z drugiej – wciąż się mówi o zaniedbanych pod każdym względem dzieciach, biednych środowiskach i rosnących różnicach społecznych…

– Chciałabym posłać dziecko do prywatnej szkoły, na dodatkowe zajęcia… Ale, niestety, mnie nie stać – mówi Krystyna z małego miasta na wschodzie. – Jakie ono będzie miało start w porównaniu z  dziećmi z dużych miast?

Teoretycznie dzieci, które od przedszkola uczą się więcej niż ich rówieśnicy, pójdą do lepszych szkół, na lepsze uczelnie. A co za tym idzie – dostaną lepszą pracę. I w przyszłości powinny stać się elitą narodu. A praktyka?
– Nie szkoła i pęd do nauki jest dla dziecka najważniejszy – uważa Dobrochna Lama, dyrektor społecznej szkoły podstawowej  i przedszkola „Strumienie” prowadzonych przez stowarzyszenie „Sternik”. – Przez dobrą edukację rozumiem połączenie wychowania i nauczania. Jeśli wychowanie potraktujemy po macoszemu, a nacisk położymy wyłącznie na nauczanie, nasz „sukces” może stać się… porażką.

Dyrektorka jest zdania, że poważnym błędem we współczesnym wychowaniu jest kładzenie nacisku na rozwój intelektualny kosztem kształtowania charakteru.

– Dziecko powinno być wartościowym człowiekiem, bo to jest najważniejsze w życiu. Powinno wiedzieć, że ważny jest bliźni obok niego, a nie pieniądz i „sukces”. Jeśli dziecko wyłącznie uczy się, proces jego rozwoju może być zachwiany, chcąc nie chcąc możemy wychować ambitnego, zimnego, wyrachowanego egoistę.

„Wyrachowany egoista” – nie ma lepszego materiału na współczesnego człowieka sukcesu – chciałoby się rzec.

– A właśnie nie do końca… Polska się zmienia, polscy pracodawcy też. Teraz na rozmowie kwalifikacyjnej trzeba czegoś więcej niż tylko znajomości języków i dwóch fakultetów – uważa Lama. – Człowiek musi mieć przede wszystkim wnętrze, osobowość, a tego nie da się wyuczyć nawet na najlepszych, najdroższych zajęciach. Osobowość kształtujemy od dzieciństwa. I dlatego najważniejsza w edukacji dziecka jest rodzina. Zdrowa rodzina, która wymaga, która jest, poświęca czas i kocha. Wierzę, że młody człowiek wychowywany w takiej rodzinie potrafi wiele osiągnąć – uważa Lama.

– Nie myślmy ciągle o „przyszłości” dziecka. Ono ma być szczęśliwe tu i teraz. Rodzice, w trosce o przyszłe szczęście pociech, zapominają o dniu dzisiejszym – mówi Edyta Plich. – Zamiast posyłać na siódme zajęcia dodatkowe, po prostu poczytajmy dziecku…


onet.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #328 dnia: Październik 30, 2006, 08:32:05 am »
Czy Ewę uczyć tak jak Adama?

Piotr Cieśliński2006-10-26

Dziewczyny i chłopcy mają takie same zdolności do uczenia się różnych przedmiotów. Szkolne programy nie powinny więc inaczej traktować obu płci, bo to tylko pogłębia zgubne stereotypy - dowodzą psychologowie


Czy płeć dziecka powinna decydować o tym, do jakiej szkoły je poślemy albo do nauki jakich przedmiotów bedziemy je zachęcać? - pytają zaraz na wstępie swego raportu w "Science" Janet Hyde z Uniwersytetu Wisconsin i Marcia Linn z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. I przytaczają obiegowe sądy, że kobiece talenty nie mogą rozkwitnąć w klasach zdominowanych przez agresywniejszą i brzydszą płeć albo że dziewczynki lepiej się uczą w środowisku nastawionym na współpracę, a chłopcom bardziej sprzyja wzajemna konkurencja. Te opinie podzielają niektórzy psychologowie, głosząc np. wyższość jednopłciowych klas i szkół nad koedukacyjnymi.

One nie są gorsze niż oni

Hyde i Linn dokonały mrówczej analizy rezultatów ponad 5 tys. (!) badań, w których brało udział w sumie aż 7 mln uczniów. I nie znalazły w nich potwierdzenia różnic między płciami. Owszem, w testach niemal zawsze wykrywa się lukę między średnią z osiągnięć dziewcząt oraz chłopców. - Ale skala tego efektu jest bez znaczenia - twierdzą badaczki.

Przykładowo, w rozwiązywaniu problemów matematycznych chłopcy są przeciętnie trochę lepsi, ale różnica dotyczy ledwie 4 pkt na 300-stopniowej skali.

Podobnie jest z agresywnymi zachowaniami - przeciętnie płeć brzydka w nich góruje, i to znacznie. Ale kiedy spojrzymy nie na średnią, ale na indywidualnych uczniów, to okaże się, że w sumie aż 40 proc. dziewcząt jest agresywniejszych niż przeciętny chłopiec.

Jaka jest więc prawda? Dziewczyny są gorsze z matematyki czy lepsze? Bardziej agresywne czy spokojniejsze? - Te badania raczej wskazują na niezwykłe podobieństwa płci w szkolnych uzdolnieniach niż na różnice - piszą badaczki.

Jeśli już dzielić uczniów w klasach ze względu na poziom ich aktywności, agresji, zdolności matematycznych czy językowych, to absolutnie nie płeć powinna być kryterium.

Ale jak wyjaśnić, że kobiety rzadko robią kariery naukowe, a jeśli już dorównują mężczyznom, to tylko w niektórych dziedzinach? W USA kobiety zdobywają 46 proc. stopni doktorskich w biologii, ale już w fizyce tylko 25 proc. i 15 proc. w inżynierii.

- To zgubny skutek stereotypu - podkreślają badaczki.

Wypadam źle, bo tego się po mnie spodziewają

W poprzednim numerze "Science" kanadyjscy psychologowie z uniwersytetu Brytyjskiej Kolumbii w Vancouver opisali eksperyment, w którym przetestowali z matematyki 220 dziewcząt. Podzielili je na kilka grup. W przerwie sprawdzania zdolności matematycznych poddawano je też testowi językowemu, ale każda grupa miała do przeczytania inny esej. Jeden z nich był o tym, że kobiety są genetycznie mniej uzdolnione w matematyce. I jak się okazało - dziewczyny z tej grupy osiągnęły dwa razy gorszy wynik niż najlepsza z grup! Co więcej, częściej sie myliły dopiero po przeczytaniu tego eseju.

- Ludzie wierzą w nieubłaganą siłę genów, a w tym wypadku doprowadziło to do samospełniającej się przepowiedni - mówi dr Steven Heine, autor badania.

Najbardziej niezwykłe było to, że słabsze rezultaty osiągnęła też grupa, która czytała wydawałoby się neutralny esej o kobietach w sztuce. - Był on pomyślany tak, by przypomnieć im, że są kobietami - mówi dr Heine.

Zadziałał więc stereotyp - jestem kobietą, a więc matematyka jest nie dla mnie. Kiedy musimy się z nim świadomie zmierzyć, jesteśmy poddani dużej presji, pod którą często się załamujemy - zauważa dr Heine.

Tego typu zagrożenie jako jeden z pierwszych opisał już w latach 70. Claude Steele pracujący na Uniwersytecie Stanforda w USA. Jego eksperymenty pokazywały np. niezwykły wpływ stereotypów rasowych. Kiedy białym golfistom wpajano, iż jakość gry bardziej zależy od "naturalnej sprawności atletycznej" niż "intelektualnej strategii", to zaczynali osiągać wyniki gorsze od czarnoskórych graczy.

Podobnie biali Amerykanie byli gorsi w testach z matematyki, kiedy tylko mówiono im, że ich koledzy o azjatyckich korzeniach radzą sobie lepiej.

Profesorowie w sidłach stereotypów

Przekonanie o różnych zdolnościach naukowych kobiet i mężczyzn jest niezwykle mocno zakorzenione w naszej kulturze, mimo że w świetle badań opisanych przez "Science" nie ma podstaw.

Ulegają mu wszyscy - wystarczy wspomnieć prof. Lawrence'a Summersa. Musiał ustąpić z funkcji prezydenta Uniwersytetu Harvarda po swej zeszłorocznej wypowiedzi, w której nawiązał do wrodzonych różnic między płciami i ich związku z karierami kobiet w nauce.

W debacie, jaka się potem wywiązała, Elizabeth Spelke, profesor psychologii na Harvardzie, opowiadała o tym, że to stereotypy, a nie geny mają większe znaczenie dla naukowych karier.


Opisywała jeden z eksperymentów, w którym gronu profesorskiemu uczelni dano do oceny aplikację na stanowisko nowego profesora asystenta. Aplikacja była ta sama, ale połowa z recenzentów dostała informację, że aplikantem jest kobieta, a druga połowa - że mężczyzna.

Mimo że oceniano te same dokumenty, decyzje były różne. Profesorowie wyżej ocenili naukową produktywność u mężczyzny (choć wykaz publikacji był ten sam!). Lepiej też wycenili mu doświadczenie w nauczaniu (choć patrzyli na tę samą listę wykładów!). W ostatnim pytaniu mieli wskazać, czy zatrudniliby tego kandydata. Mężczyzna dostał 70 proc. akceptujących głosów, kobieta - tylko 45 proc. - Gdyby decyzję podejmowano w głosowaniu, kobieta nie zostałaby zatrudniona. Mimo że przedstawili identyczne aplikacje - komentowała prof. Spelke.

Stereotypy nie tylko więc podkopują wiarę kobiet we własne zdolności, ale też często są barierą w karierze naukowej.

A wszystko zaczyna się już w piaskownicy. Pierwsza mówiąca lalka Barbie, jaka w 1989 r. pojawiła się na rynku, potrafiła wypowiedzieć ledwie kilka zdań, a wśród nich m.in.: "Lubię robić zakupy" i "Matematyka jest trudna".
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #329 dnia: Październik 30, 2006, 10:16:14 pm »
Kampania społeczna dzienników regionalnych i fundacji grupy TP
               
                     "Szkola bez przemocy"

W Kodeksie "Szkoły bez przemocy" znajdują się standardy, jakie powinna spełniać szkoła, której bliska jest idea walki z przemocą. Z jednej strony Kodeks definiuje wartości i normy postępowania, z drugiej zaś zawiera warunki - formalne i organizacyjne, jakie musi spełniać szkoła, która dba o rozwiązywanie konfliktów i ograniczanie przemocy

http://www.szkolabezprzemocy.pl/?menu_id=52
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #330 dnia: Październik 31, 2006, 01:16:11 pm »
Giertych: pierwszy ośrodek wsparcia wychowawczego we wrześniu

"We wrześniu 2007 roku ruszy pierwszy ośrodek wsparcia wychowawczego, kolejne powstaną w następnym roku" - zapowiedział wicepremier, minister edukacji Roman Giertych.
Do ośrodków - szkół z internatami pod specjalnym nadzorem pedagogicznym - trafiać mają gimnazjaliści, którzy uniemożliwiają spokojną naukę innym.


"Po roku, dwóch funkcjonowania ośrodków, które mają mieć charakter półotwarty, niewykluczone jest powstanie analogicznych dla uczniów starszych" - zapowiedział Giertych.O skierowaniu ucznia do ośrodka decydować ma komisja kwalifikacyjna przy kuratorze oświaty. W przypadku braku zgody rodziców na umieszczenie dziecka w ośrodku zgodę będzie wydawał sąd rodzinny. Od wniosku dyrektora szkoły o umieszczeniu ucznia w ośrodku do podjęcia decyzji ma upłynąć nie więcej niż siedem dni. Uczniowie mogą być kierowani do ośrodków na okres od tygodnia do dwóch lat, z możliwością jego skrócenia.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #331 dnia: Listopad 02, 2006, 11:13:55 am »
"Zero tolerancji": Zakaz używania komórek

"Dziennik" dotarł do szczegółów programu "Zero tolerancji", który minister Roman Giertych chce wprowadzić w polskiej oświacie.

Program przewiduje możliwość nakazania przez dyrektora szkoły uczniowi prac społecznych jako kary za złe zachowanie lub łamanie regulaminu szkoły. Prace społeczne nie muszą odbywać się w szkole. Młodociani chuligani mogą być skierowani do prac w domu opieki społecznej lub w schronisku dla zwierząt.

W szkolnych statutach mają się też pojawić zapisy o karach za agresywne lub wulgarne zachowanie, zakaz używania telefonów komórkowych w budynku szkoły i obowiązek przychodzenia na lekcje w schludnym ubraniu.

Za przestrzeganie regulaminu mają być odpowiedzialni dyrektorzy i pedagodzy. Całość programu "Zero tolerancji" Roman Giertych ma przedstawić jutro w gdańskim Gimnazjum numer 2, gdzie dwa tygodnie temu pięciu nastolatków doprowadziło swoją koleżankę do samobójstwa - pisze "Dziennik".


gazeta.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #332 dnia: Listopad 02, 2006, 04:24:31 pm »
Szkoły pod lupą premiera

Przegląd wszystkich szkół  oraz pociąganie do odpowiedzialności za tzw. przestępstwo urzędnicze nauczycieli i dyrektorów szkół, którzy nie zawiadomią policji czy prokuratury o przestępstwie popełnionym na terenie szkoły to rządowe propozycje walki z przemocą wśród uczniów.

"Pewien etap rozwoju polskiej oświaty się skończył. Czas tolerancji i nicnierobienia w tych sprawach mamy już za sobą" - zadeklarował w czwartek szef rządu na konferencji prasowej po czwartkowym spotkaniu z przedstawicielami resortów edukacji, spraw wewnętrznych oraz sprawiedliwości. Dodał, że w przyszłym tygodniu pojawią się do tego podstawy prawne.

Przegląd ma polegać na spotkaniach z nauczycielami, rodzicami i uczniami, by ich przestrzec przed takimi zdarzeniami jak to gdańskie, które doprowadziły do samobójstwa uczennicy.

Premier Kaczyński wyjaśniał, że przeglądu wszystkich szkół miałyby dokonywać trzyosobowe zespoły złożone z przedstawiciela administracji oświatowej, policji i prokuratury (prokurator wchodziłby w grę prawdopodobnie tylko w szkołach ponadpodstawowych), które odwiedziłyby wszystkie szkoły, spotkały się z ich dyrektorami, komitetami rodzicielskimi i uczniami.

Jak zapowiedział wiceminister sprawedliwości Andrzej Kryże, nauczyciele i dyrektorzy szkół, którzy nie zawiadomią policji czy prokuratury o przestępstwie popełnionym na terenie szkoły, sami będą pociągani do odpowiedzialności za tzw. przestępstwo urzędnicze .

Kryże zaznaczył, że będzie to "obowiązek karny, a nie społeczny"; przestępstwo urzędnicze jest zagrożone karą do 3 lat więzienia. Poinformował także, że w resorcie sprawiedliwości trwają prace nad zwiększeniem odpowiedzialności karnej i finansowej za sprzedaż alkoholu nieletnim oraz rozszerzeniem odpowiedzialności rodziców.

Przypomniał, że resort już wcześniej zapowiadał zmiany w kodeksie, zakładające pociąganie do odpowiedzialności nieletnich od 15. roku życia, podwyższenie kar grzywny oraz wprowadzenie obostrzeń za przestępstwa o charakterze chuligańskim.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #333 dnia: Listopad 02, 2006, 05:09:42 pm »
Pobił mnie uczeń

Agresywny chłopak omal nie udusił kolegi i skopał nauczyciela WF-u!

12-letni Darek wpadł w szał. Chwycił kolegę za szyję i zaczął dusić. Kamil już nie miał sił się bronić. Powoli tracił przytomność. Gdyby nie szybka reakcja nauczyciela WF-u, doszłoby do tragedii.

Żeby rozdzielić chłopców, musiał użyć siły. Został przy tym dotkliwie pobity przez Darka! 25 października, podczas przerwy w jednej z krakowskich podstawówek dzieci jak zwykle bawiły się w sali gimnastycznej. Po chwili radosne okrzyki grających w piłkę uczniów przerwane zostały rozpaczliwym wołaniem o pomoc. 12-letniemu Darkowi nie spodobał się uśmiech kolegi i dlatego postanowił go zaatakować.

- Natychmiast podbiegłem do chłopców, chciałem jak najszybciej oswobodzić Kamila. Niestety, sytuacja zaczęła mnie przerastać. Darek działał jak w amoku, mimo że jestem nauczycielem WF-u, nie dawałem rady dziecku - opowiada z przejęciem Mariusz Zontek (45 l.). - Kamil siniał, a jego oczy były coraz bardziej mgliste. Nie chcę nawet myśleć o tym, co mogłoby się stać, gdyby zamiast mnie w sali była tylko nauczycielka. Kamil nie miał już siły się bronić, od tragedii dzieliły nas sekundy - dodaje pan Mariusz.

Uczeń przeżył, ucierpiał nauczyciel
Pedagog w asyście wicedyrektorki nie mogli uspokoić chłopca. Darek kopał, gryzł i przeklinał, dobrze wiedział, gdzie uderzyć, aby sprawić największy ból. Mariusz Zontek, wysportowany nauczyciel z 22-letnim stażem, dostał od dwunastolatka kilkanaście ciosów w głowę i kilkadziesiąt kopniaków w inne części ciała. Do tej pory goją się rany po ugryzieniach. Mężczyznę czeka jeszcze wizyta u neurologa i chirurga, przez najbliższych 12 dni nie wróci do pracy. - Boję się, że takie dramaty będą zdarzać się coraz częściej - mówi przerażony pan Mariusz.

Oni go sprowokowali
Mama agresywnego nastolatka uważa, że dzieci sprowokowały go do takiego zachowania. - Darek cierpi na ADHD, powinniście to zrozumieć.

Jednak to nie był pierwszy przykry incydent z Darkiem w roli głównej. Jakiś czas temu dwunastolatek zaatakował dyrektorkę nożyczkami, uderzył w twarz wychowawczynię klasy, a jedną z dziewczynek złapał za włosy i z impetem walił jej głową w szafę.

- To była naprawdę wspaniała klasa, do momentu, kiedy Darek się w niej pojawił - opowiada rozgoryczona Małgorzata Jamróz, mama pobitego Kamila. - Nie chcę, żeby Darek dostał kolejną szansę, przez tych kilka lat miał ich wystarczająco dużo. Do tej pory wykazywaliśmy zbyt dużą tolerancję, ale to się musi skończyć. Jestem wdzięczna nauczycielowi i kolegom Kamila za pomoc, mój syn czuje się dobrze, ale wciąż się o niego boję - dodaje łamiącym się głosem pani Jamróz.

Sprawą zainteresowała się już policja. Darek był przesłuchiwany. O jego losie zdecyduje najprawdopodobniej sąd rodzinny.

Co to jest ADHD?
Zespół nadpobudliwości psychoruchowej. Charakteryzuje się m.in.: impulsywnością działania, zwiększoną wrażliwością emocjonalną na bodźce otoczenia, wybuchami złości, brakiem wytrwałości w realizacji zadań wymagających zaangażowania.

Panuje moda na ADHD
Mówi prof. Zbigniew NĘcki, psycholog:

- Z wielkim żalem muszę powiedzieć, że zapanowała moda na ADHD. Dzieci, u których stwierdzono zespół nadpobudliwości czują się bezkarne, a psychopatyczne tendencje są niestety coraz częściej usprawiedliwiane przez chorobę. U chłopca, który zaatakował rówieśnika, a potem nauczyciela, pojawiła się agresja na poziomie zwierzęcego instynktu. Ten dwunastolatek doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co robił, wiedział, że sprawia komuś ból. Dzieci z ADHD mają jedynie utrudnioną samokontrolę - nie są jej całkowicie pozbawione. Izolacja dzieci chorych nie pomoże, staną się jeszcze bardziej aspołeczne. Każdemu dziecku z ADHD powinien przysługiwać opiekun, wtedy można by uniknąć takich dramatów.

Pobity nauczyciel
Mariusz Zontek, nauczyciel WF-u, dostał od 12-latka kilkanaście ciosów w głowę i kilkadziesiąt kopniaków w inne części ciała

Matka chłopca
Uważa, że dzieci sprowokowały jej syna do agresywnego zachowania

Agresywny Darek
12-letniemu chłopcu nie spodobał się uśmiech kolegi, więc postanowił go pobić. Dostało się również nauczycielowi WF-u.

- opowiada nauczyciel Mariusz Zontek

autor: Paulina Jakubowska

http://www.superexpress.pl/_gAllery/98/64/98647.jpg
Darek działał jak w amoku. Mimo że jestem nauczycielem WF-u, nie dawałem rady dziecku
FOTO ROBERT SZWEDOWSKI
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #334 dnia: Listopad 02, 2006, 09:38:24 pm »
Do szkoły bez komórki


W szkołach zostanie wprowadzony całkowity zakaz używania telefonów komórkowych - zapowiedział minister edukacji Roman Giertych.

W czasie spotkania z dyrektorami podlaskich placówek oświatowych w Białymstoku, Giertych szukajpodkreślił, że tolerowanie negatywnych zachowań w szkole oznacza "współudział" w tych zdarzeniach.

Giertych poinformował, że ministerialnym rozporządzeniem zostanie wprowadzony obowiązkowy nakaz wpisu do statutów szkolnych, zakazu używania na terenie szkół telefonów komórkowych.
 
- Telefony komórkowe są dobre do kontaktu z rodzicami, ale można ten kontakt zrealizować poza budynkiem szkoły. A już w żadnym razie nie można zezwolić na korzystanie z telefonów komórkowych na lekcji, czy to w formie SMS-ów, czy w formie zwyczajnej rozmowy telefonicznej. To jest rzecz niedopuszczalna - tłumaczył minister edukacji, mówiąc o założeniach programu "Zero tolerancji".

Zachęcał też dyrektorów szkół, by "ukrócili rewię mody" i wprowadzili u siebie mundurki szkolne (spotkanie odbyło się w liceum katolickim, gdzie takie stroje obowiązują), choć zastrzegł, że resort takiego nakazu nie zamierza wprowadzać.

- Nie wolno mylić plaży czy dyskoteki z budynkiem szkoły - mówił Giertych. W jego ocenie, mundurki szkolne to dobry sposób ukrócenia "poczucia alienacji ze strony uczniów mniej zamożnych" ale i "innych niepożądanych elementów" występujących w szkole.

Apelował do dyrektorów szkół, by wraz z nauczycielami "zwracali uwagę na drobiazgi", bo - jego zdaniem - jeżeli nie będzie zwracania uwagi na takie drobne rzeczy jak używanie telefonów komórkowych czy strój uczniów, to "nie zbudujemy właściwego wzorca edukacji".

Giertych tłumaczył, że "Zero tolerancji" ma oznaczać "zero tolerancji dla obojętności i patrzenia przez palce" na negatywne zjawiska w szkołach. - To ma być dla nas zero tolerancji - mówił do pedagogów.

Powiedział też, że nie można pozostawiać bezkarnie nawet najmniejszych wykroczeń przeciwko porządkowi.

- Tolerancja w tym przypadku oznacza współudział. Jeżeli tolerujemy sytuację, w której ktoś kogoś uderzy, ktoś kogoś zwymyśla (...), jeżeli tolerujemy tego typu incydenty, to sprawcy zostają powstrzymani dopiero, gdy komuś zrobią poważną krzywdę, gdy trafiają przed oblicze wymiaru sprawiedliwości - przekonywał Giertych.

Wcześniej w Kancelarii Premiera odbyło się spotkanie przedstawicieli resortów edukacji, spraw wewnętrznych oraz sprawiedliwości, dotyczące bezpieczeństwa w szkołach.

Lider LPR przedstawił na nim założenia przygotowywanego przez jego resort programu "Zero tolerancji wobec przemocy w szkołach". Program ma zapobiegać eskalacji chuligaństwa, m.in. poprzez konsekwentne karanie uczniów już za drobne wykroczenia i naruszenia regulaminu szkoły. Ma zostać zaprezentowany publicznie w piątek w Gdańsku.

Z kolei premier Jarosław Kaczyński zapowiedział przegląd wszystkich szkół. W przyszłym tygodniu pojawią się do tego podstawy prawne. Przegląd ma polegać na spotkaniach z nauczycielami, rodzicami i uczniami, by ich przestrzec przed takimi zdarzeniami jak te gdańskie, które doprowadziły do samobójstwa uczennicy.

- Pewien etap rozwoju polskiej oświaty się skończył. Czas tolerancji i nicnierobienia w tych sprawach mamy już za sobą - zadeklarował w czwartek szef rządu na konferencji prasowej.

Premier Kaczyńskiszukaj wyjaśniał, że przeglądu wszystkich szkół miałyby dokonywać trzyosobowe zespoły złożone z przedstawiciela administracji oświatowej, policji i prokuratury (prokurator wchodziłby w grę prawdopodobnie tylko w szkołach ponadpodstawowych), które odwiedziłyby wszystkie szkoły, spotkały się z ich dyrektorami, komitetami rodzicielskimi i uczniami.

- Nauczyciele i dyrektorzy szkół, którzy nie zawiadomią policji czy prokuratury o przestępstwie popełnionym na terenie szkoły, sami będą pociągani do odpowiedzialności za tzw. przestępstwo urzędnicze - powiedział z kolei wiceminister sprawiedliwości Andrzej Kryżeszukaj.

Kryże zaznaczył, że będzie to "obowiązek karny, a nie społeczny"; przestępstwo urzędnicze jest zagrożone karą do 3 lat więzienia. Poinformował także, że w resorcie sprawiedliwości trwają prace nad zwiększeniem odpowiedzialności karnej i finansowej za sprzedaż alkoholu nieletnim oraz rozszerzeniem odpowiedzialności rodziców.

Przypomniał, że resort już wcześniej zapowiadał zmiany w kodeksie, zakładające pociąganie do odpowiedzialności nieletnich od 15. roku życia, podwyższenie kar grzywny oraz wprowadzenie obostrzeń za przestępstwa o charakterze chuligańskim.

Wiceminister edukacji Mirosław Orzechowskiszukaj potwierdził, że program "Zero tolerancji" przewiduje m.in. kary w postaci prac społecznych dla uczniów za złe zachowanie i łamanie regulaminu szkoły. Dodał, że każda gmina i powiat prowadzące szkoły mogłyby same ustalać rodzaj kar dla uczniów.

Czwartkowy "Dziennik" napisał, że w szkolnych statutach mają pojawić się zapisy o karach za agresywne lub wulgarne zachowanie. Według gazety, dyrektor mógłby nakazać uczniowi odbycie prac społecznych np. w domu opieki społecznej.

Zdaniem Orzechowskiego, ministerstwo edukacji wprowadza "przywracanie porządku w polskich szkołach". Wiceminister zapowiedział, że wprowadzone będą zmiany do regulaminów szkolnych.


interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #335 dnia: Listopad 02, 2006, 11:55:49 pm »
Premier: Będą "przeglądy" wszystkich szkół

 Premier Jarosław Kaczyński zapowiedział przegląd wszystkich szkół. Dodał, że w przyszłym tygodniu pojawią się do tego podstawy prawne. Przegląd ma polegać na spotkaniach z nauczycielami, rodzicami i uczniami, by ich przestrzec przed takimi zdarzeniami jak to gdańskie, które doprowadziły do samobójstwa uczennicy.

"Pewien etap rozwoju polskiej oświaty się skończył. Czas tolerancji i nicnierobienia w tych sprawach mamy już za sobą" - zadeklarował w czwartek szef rządu na konferencji prasowej.


Premier Kaczyński wyjaśniał, że przeglądu wszystkich szkół miałyby dokonywać trzyosobowe zespoły złożone z przedstawiciela administracji oświatowej, policji i prokuratury (prokurator wchodziłby w grę prawdopodobnie tylko w szkołach ponadpodstawowych), które odwiedziłyby wszystkie szkoły, spotkały się z ich dyrektorami, komitetami rodzicielskimi i uczniami.

Orzechowski: Kary w postaci prac społecznych dla uczniów za złe zachowanie

Wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski potwierdził w czwartek na konferencji prasowej w Łodzi, że program "Zero tolerancji" przewiduje m.in. kary w postaci prac społecznych dla uczniów za złe zachowanie i łamanie regulaminu szkoły. Dodał, że każda gmina i powiat prowadzące szkoły, mogłyby same ustalać rodzaj kar dla uczniów.

Czwartkowy "Dziennik" napisał, że w szkolnych statutach mają pojawić się zapisy o karach za agresywne lub wulgarne zachowanie. Według gazety, dyrektor mógłby nakazać uczniowi odbycie prac społecznych np. w domu opieki społecznej.

Zdaniem Orzechowskiego, ministerstwo edukacji wprowadza "przywracanie porządku w polskich szkołach". Wiceminister zapowiedział, że wprowadzone będą zmiany do regulaminów szkolnych.

- Nauczyciel musi poczuć się jak prawdziwy wychowawca, przewodnik. Dlatego potrzebne są zmiany. Uczniowie muszą mieć świadomość, że każdy czyn, czy słowo ma swoje następstwa. Młody człowiek, który dopuściłby się wyzwisk w stosunku do swoich rówieśników bądź uczestniczyłby w bójce, mógłby na przykład czyścić toalety - powiedział Orzechowski.

Kryże: Nauczyciele będą karani za niezgłoszenie przestępstwa


Nauczyciele i dyrektorzy szkół, którzy nie zawiadomią policji czy prokuratury o przestępstwie popełnionym na terenie szkoły, sami będą pociągani do odpowiedzialności za tzw. przestępstwo urzędnicze - powiedział na czwartkowej konferencji prasowej wiceminister sprawiedliwości Andrzej Kryże.

Kryże zaznaczył, że będzie to "obowiązek karny, a nie społeczny"; przestępstwo urzędnicze jest zagrożone karą do 3 lat więzienia.

Poinformował także, że w resorcie sprawiedliwości trwają prace nad zwiększeniem odpowiedzialności karnej i finansowej za sprzedaż alkoholu nieletnim oraz rozszerzeniem odpowiedzialności rodziców.

Przypomniał, że resort już wcześniej zapowiadał zmiany w kodeksie, zakładające pociąganie do odpowiedzialności nieletnich od 15. roku życia, podwyższenie kar grzywny oraz wprowadzenie obostrzeń za przestępstwa o charakterze chuligańskim.


gazeta.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #336 dnia: Listopad 03, 2006, 08:04:20 am »
Koniec koedukacji ?


Chłopcy i dziewczynki w gimnazjach powinni uczyć się osobno - oświadczyła dzisiaj rzecznik praw dziecka, Ewa Sowińska
Jej zdaniem, trzeba też zadbać o to, aby klasy nie były zbyt liczne.
.

Swoją opinię na temat koedukacyjnego kształcenia Sowińska wyraziła w przesłanym PAP komunikacie. List odnosi się do dyskusji na temat poprawy sytuacji wychowawczej w gimnazjach. Jednym z rozwiązań, które rozważane są przez MEN, jest podzielenie gimnazjów na męskie i żeńskie.

Dyskusja rozgorzała po tragicznych wydarzeniach w Gimnazjum nr 2 w Gdańsku, którego 14-letnia uczennica popełniła samobójstwo po tym, jak stała się ofiarą seksualnej napaści kolegów z klasy.

"Dalsze bierne oczekiwanie na nowe ekscesy (...) to nasz współudział w zbrodni" - napisała Sowińska.

Jak tłumaczyła, dzieci w wieku gimnazjalnym doświadczają "rozchwiania emocjonalnego" związanego z procesem dojrzewania. Jej zdaniem, bezpieczniej dla gimnazjalistów byłoby, gdyby nie uczyli się w koedukacyjnych klasach. Według RPD, młodzież skłonna jest do histerii i negatywnego "popisywania się" jedynie wtedy, kiedy ma widownię. Jeżeli jej zabraknie, takie zachowania nie będą, miały sensu - argumentowała Sowińska.

"Rozdzielny system nauczania nie tylko uciszy emocje, złagodzi obyczaje, lecz także ułatwi 'specyficzne' nauczanie z korzyścią tak dla dziewcząt, jak i chłopców" - napisała.

Podkreśliła, że ważne jest też ustalenie górnego pułapu liczebności szkół gimnazjalnych, a zwłaszcza liczebności poszczególnych klas.

interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #337 dnia: Listopad 03, 2006, 09:49:45 am »
Za małe oczekiwania wobec uczniów cierpiących na Zespół Downa

Naukowe badania wykazały, że być może całe pokolenia dzieci cierpiących na Zespół Downa osiągały bardzo niskie wyniki w nauce, tylko dlatego, że wymagano od nich mniej, niż od zwykłych uczniów.

W Wielkiej Brytanii na Zespół Downa cierpi ok. 9 000 dzieci. Dokumentacja medyczna wskazuje na to, że tylko 6 proc. dzieci może odnieść jakiekolwiek korzyści z uczęszczania do szkoły, aczkolwiek badania opublikowane w the British Journal of Educational Psychology (Brytyjski Magazyn Psychologii Edukacyjnej) zasugerowały, że większość z tych osób jest w stanie opanować przynajmniej podstawowe wiadomości.
Naukowcy z Uniwersytetów w Manchesterze i Stirling zbadali 106 przypadków dzieci z zespołem Downa, które w latach 1986-2000 znajdowały się pod opieką zamkniętego obecnie Hester Adrian Research Center w Manchesterze. Okres działania tego Ośrodka zbiegł się w czasie ze zmianami dotyczącymi edukacji osób z problemami w procesie uczenia się.

W 1988 r. ówczesny konserwatywny rząd Wielkiej Brytanii wprowadził narodowy program edukacyjny, zgodnie z którym wszystkie dzieci, łącznie z dziećmi z niepełnosprawnością procesu uczenia się, podlegały obowiązkowi edukacji w szkołach publicznych na jednakowym poziomie.
Obecnie szkoły zobowiązane są do wyznaczania edukacyjnych celów dla dzieci z niepełnosprawnością procesu uczenia się tak jak dla innych dzieci, od dzieci niepełnosprawnych nie wymaga się jednak osiągnięcia standardów dla uczniów w wieku 7, 11 i 14-lat.
Przy użyciu specjalnie opracowanego "wskaźnika osiągnięć naukowych" naukowcy Stephen Turner i Alison Alborz badali wyniki niepełnosprawnych dzieci w wieku 20 lat.

Najmniejsza grupa z badanych osób z zespołem Downa była w stanie w wieku 20 lat osiągnąć wyniki w czytaniu, pisaniu i liczeniu na poziomie dziecka w wieku 5 lat. Połowa z badanych potrafiła czytać i pisać na poziomie 7-latków, a ¼ z nich potrafiła liczyć na poziomie standardów dla uczniów czternastoletnich.
Tylko 11 proc. z badanych przypadków uczęszczało do szkół wraz z innymi dziećmi. Wyniki badań wykazały, że rządowa polityka poddawania dzieci z niepełnosprawnością procesu uczenia się edukacji w publicznych szkołach podstawowych i gimnazjach, pomaga tym uczniom osiągać lepsze wyniki w nauce.

Zdaniem naukowców z przeprowadzonych badań wynika, że przynajmniej niektóre dzieci mogłyby mięć lepsze wyniki w nauce, gdyby uczęszczały do publicznych szkół wraz z innymi dziećmi. Mają oni nadzieję, że badanie pomoże władzom edukacyjnym opracować realistyczny poziom nauczania dla dzieci z niepełnosprawnością procesu uczenia się.
Tylko przy opracowaniu kilku badań wykorzystano wskaźniki zdolności akademickich odpowiednie do szerokiego zakresu predyspozycji, który posiadają dzieci z Zespołem Downa. Rezultatem takiego podejścia jest nieprecyzyjne określenie poziomu i możliwości, jakich można wymagać od tych uczniów w różnym wieku.

Ocena, że tylko 6 proc. dzieci z Zespołem Downa może skorzystać, pobierając edukację w szkole publicznej, jest, zdaniem naukowców, skrajnie pesymistyczna. Z przeprowadzonych badań wynika bowiem, że bardzo niewielka liczba niepełnosprawnych dzieci nie osiągnęła żadnych wyników. Naukowcy ostrzegają jednak przed wyciąganiem zbyt daleko idących wniosków i stawianiem zbyt wysokich wymagań uczniom z Zespołem Downa. Istnieje ryzyko, że nacisk na osiąganie wyników spowoduje nie docenianie edukacji tych uczniów, którzy nie będą w stanie wykorzystać nowych możliwości. Należy bowiem podkreślić, że pomiar wyników naukowych wykorzystany w przeprowadzonym badaniu nie jest jedynym odpowiednim pomiarem postępu jednostki w nauce.

niepełnosprawni.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #338 dnia: Listopad 03, 2006, 04:11:51 pm »
Cytuj
Naukowe badania wykazały, że być może całe pokolenia dzieci cierpiących na Zespół Downa osiągały bardzo niskie wyniki w nauce, tylko dlatego, że wymagano od nich mniej, niż od zwykłych uczniów
.
I chyba cos w tym jest?

Artykuł również w dziale zD
Za małe oczekiwania wobec uczniów cierpiących
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #339 dnia: Listopad 05, 2006, 06:34:53 pm »
Demokracja w szkole?
Minister spotkał się z nauczycielami
4 listopada

Demokracja w szkole to nieporozumienie - uważa wicepremier, minister edukacji Roman Giertych. Jego zdaniem, jednym z największych błędów popełnionych w ostatnich latach było założenie, że w szkole panuje demokracja, co w praktyce oznaczało, że rządzą uczniowie.

- Nie wyobrażam sobie, by w szkole była demokracja. To jakieś nieporozumienie. To tak, jakby w wojsku żołnierz wybierał sobie rodzaj działań bojowych - odpowiedział Giertych podczas sobotniego spotkania z nauczycielami i dyrektorami szczecińskich szkół na pytanie, czy wprowadzenie programu "Zero tolerancji" oznacza koniec demokracji w polskich szkołach.

Giertych przedstawił swój program
Przedstawiciele środowiska pedagogicznego pytali ministra, czy w związku z wprowadzaniem zmian w polskiej szkole nie należałby też zmienić sposobu kształcenia nauczycieli, którzy na ogół są nieprzygotowani do roli wychowawcy. Giertych przyznał, że choć nie ma w tej kwestii możliwości działania to "postara się pewne kroki przedsięwziąć".

Ustawy o szkolnictwie pod lupę

Nauczyciele zwracali też uwagę na konieczność włączenia rodziców do pracy szkoły. Minister zapewnił, że w każdej szkole obowiązkowo będą działały rady rodziców.


Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #340 dnia: Listopad 07, 2006, 11:54:48 am »
A tu coś nowego,czy tylko w Krakowie ?  :roll:

Po godz. 22 radiowozem do domu

Policjanci mają wyłapywać nieletnich uczniów, którzy po 22 chodzą po ulicach i odwozić ich do domów. - Świetnie! - komentuje złośliwie pomysł wprowadzenia godziny policyjnej Zdzisław Kusztal, dyrektor VIII LO w Krakowie.

- Ci, którzy wychodzą z koncertów, czy pubów będą mieli darmowe taksówki. Uczniowie nie są skłonni do żartów. - To jakaś bzdura.
Wychodzę z psem po 22, wracam z koncertu czy spektaklu i to ma być przestępstwo - pyta Grzegorz Witek, uczeń pierwszej klasy XXXI LO.

 - Rozumiem, że policja zajmuje się nieletnimi, którzy piją czy rozrabiają, ale odwozić radiowozem ucznia za to, że spaceruje po ulicy.
To głupota - wtóruje mu Wojciech Stanek, kolega z liceum. Sytuacji, w których córki czy synów przywozi pod dom policja, nie są w stanie wyobrazić sobie także rodzice. - Rozumiem, że moja córka zostaje przyłapana na czymś złym, ale legitymować ją i wsadzać do radiowozu, bo wraca póżno od koleżanki czy ze spektaklu.
To chory pomysł - oburza się Anna, mama uczennicy krakowskiego liceum.

Jan Żądło, wicedyrektor wydziału edukacji UMK też ma dylemat, gdy słyszy o pomyśle.

- Uczniowie, którzy po 22 przebywają poza domem powinni mieć legitymację.
Służby miejskie powinny zaś zwracać uwagę na podejrzane sytuacje, w których uczestniczą nieletni. Ale po co od razu wprowadzać godzinę policyjną i wsadzać niewinnych do policyjnych samochodów? I kto zapłaci za dodatkowych policjantów - zastanawia się.

Godzina policyjna budzi mieszane uczucie także Janusza Szklarczyka, dyrektora wydziału nadzoru pedagogicznego małopolskiego kuratorium oświaty.

- To prawda, że rodzice nie interesują się co robią ich dzieci, to także prawda, że wielu nieletnich przebywa w godzinach nocnych w miejscach niebezpiecznych, popija, używa wulgarnych wyrazów i jest zagrożeniem dla innych.

Ale policja przecież powinna się nimi zająć bez konieczności wprowadzenia godziny policyjnej - dowodzi.

 W Komendzie Wojewódzkiej Policji nie komentuje się pomysłu godziny policyjnej.

 - Do tej pory każdy policjant, który zauważył dziecko, czy nieletniego w sytuacji budzącej jego podejrzenia, interweniował i to niezależnie czy była godzina ranna, czy nocna - zauważa Sylwia Bober-Jasnoch z biura prasowego KWP.

(KACH)  -  Gazeta Krakowska
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #341 dnia: Listopad 07, 2006, 04:15:02 pm »
"Rząd zgodził się na obowiązkowe mundurki i kamery w szkołach"

Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty - poinformował minister edukacji wicepremier Roman Giertych.
Zgodnie z projektem w szkołach będą obowiązkowe mundurki, oprogramowanie broniące uczniom dostępu do niewłaściwych treści w internecie oraz kamery monitorujące.

Na konferencji prasowej w MEN minister dodał, że wprowadzi zmiany w karcie nauczyciela, zgodnie z którymi nauczyciele będą funkcjonariuszami publicznymi.


PAP, MD
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #342 dnia: Listopad 07, 2006, 05:50:07 pm »
Giertycha pomysły na szkołę

Joanna Tańska/06.11.2006

Zakazy - izolacja - nietolerancja - to nie wystarczy, żeby zlikwidować przemoc wśród uczniów

Minister Roman Giertych za tło prezentacji programu „Zero tolerancji” wybrał gdańskie gimnazjum nr 2, w którym doszło do dramatu. Zażyczył sobie nawet tej samej klasy i być może nawet ławki, na której znęcano się nad 14-letnią Anią. Przeciwko robieniu spektaklu były władze miasta, szkoły, nauczyciele i sami uczniowie, którzy swą opinię umieścili na ścianie budynku: „Szkoła wolna od Giertycha”. Ale ministra to nie zniechęciło i z wielką pompą przedstawił katalog kar dla uczniów.

Czy to zlikwiduje lub ograniczy przemoc wśród uczniów? Pedagodzy przekonują, że nie wystarczy dać nauczycielom bat do ręki. Tym bardziej że nadal nie mamy spójnej koncepcji przeciwdziałania zachowaniom nagannym w szkole. A to niestety sprzyja agresji.

Czyje jest dziecko w szkole?

Ucznia, jak piłkę, przerzucają sobie nawzajem rodzice i nauczyciele. Pierwsi mają prawo uważać, że posyłając dziecko do szkoły, oddają je w ręce nie tylko edukatorów, ale i wychowawców. Jednak gdy dochodzi do konfliktu nauczyciel-uczeń, rodzice zwykle biorą stronę dziecka. W ten sposób podważają i tak nadwątlony już autorytet pedagogów. Ci z kolei słusznie zarzucają rodzicom, że za mało uwagi poświęcają wychowaniu własnych dzieci. A to przede wszystkim w domu młody człowiek powinien poznać system wartości i wynieść wiedzę, co jest dobre, a co złe, na co można sobie pozwolić, a na co nie. Tymczasem w jednym z badań wyszło na jaw, że przeciętny rodzic poświęca na rozmowę z dzieckiem... 7 minut dziennie.

– Wychowanie dziecka to przede wszystkim trud rodziców, szkoła jedynie rodzinę wspomaga. Polska rodzina przeżywa jednak kryzys. Przejawia się on m.in. w tym, że dorośli coraz mniej czasu poświęcają swoim dzieciom, rwą się rodzinne więzi, coraz mniej nam na sobie wzajemnie zależy. Nieobecni w życiu dzieci ojcowie, zapracowane matki, życiowy pośpiech, nieustanny stres, lęki, niepokój związany z zapewnieniem środków finansowych albo pomnażanie dóbr – wszystko to odsuwa rodziców od dzieci. Pozostają same ze swoimi problemami, młodzieńczymi niepokojami. Dziecko jest lustrem, w którym odbija się jego dom. Niestety, często jest on ułomny, chory – zauważa dr hab. Grażyna Miłkowska, prof. Uniwersytetu Zielonogórskiego, zajmująca się problematyką niedostosowania społecznego. Na początku tego roku wraz z zespołem opracowała program walki z przemocą w szkołach.

Nauczyciele z przymusu

Zarzut ministra, że źródłem przemocy w szkole jest liberalne podejście nauczycieli do młodzieży, wywołuje tylko uśmiech politowania wśród ekspertów. To, że nauczyciel nie reaguje na zaczepne zachowanie ucznia, nie oznacza, że jest on zwolennikiem liberalnego wychowania, tylko że jest kiepskim pedagogiem, który nie umie sobie poradzić z trudną młodzieżą. – Gdyby nauczyciele umieli traktować dzieci jak partnerów, nie byłoby problemów z agresją. Ale nauczyciele tego nie potrafią – mówi Krystyna Starczewska, dyrektor gimnazjum nr 20 w Warszawie.

Do pracy w szkole trafiają często osoby, które nie potrafią się zrealizować na żadnej innej ścieżce kariery zawodowej. O powołaniu nie ma mowy. Ale niedoinwestowana szkoła nie może wybrzydzać. – Uczniowie doskonale wyczuwają, kto uczy, bo to kocha, a kto przychodzi do szkoły tylko dlatego, że musi zarabiać – uważa Marcin Bednarz, terapeuta pracujący z trudną młodzieżą.
Kiedy w czerwcu tego roku MEN przedstawiło raport na temat przestrzegania wybranych praw ucznia, okazało się, że ponad 30% uczniów było świadkiem, jak nauczyciel poniżał ich kolegów. 17% twierdziło zaś, że sami byli obiektem kpin ze strony uczących. Wyśmiewali oni najczęściej brak wiedzy podczas odpowiedzi lub po sprawdzianie. Tradycyjnie używają epitetów: „ty ośle, baranie, matole, durniu”. Niewłaściwe relacje pomiędzy nauczycielami a uczniami zaogniają sytuację w szkole. Uczeń lider, którego przy całej klasie upokorzył nauczyciel, odbije sobie to (ratując źle pojęty „honor”) na słabszym koledze.

Na złośliwych i niesprawiedliwych wychowawców najczęściej narzeka młodzież ponadgimnazjalna (21%) i gimnazjalna (19%). – Agresja nauczycieli skierowana na uczniów nie jest zjawiskiem jednostkowym, ale ciągle stanowi temat tabu – sądzi dr Grażyna Poraj z Zakładu Psychologii Rodzimy i Rozwoju Człowieka Uniwersytetu Łódzkiego, której raport dotyczący przemocy opublikowało prestiżowe wydawnictwo „Charaktery”. – Uczniowie do patogennych sytuacji wychowawczych szkoły zaliczają brak poszanowania ich godności i interesów, nadmierne krytykowanie, ośmieszanie, nawet atakowanie rodziny. Także drastyczną niesprawiedliwość: brak uznania dla uczniowskich sukcesów oraz brak reakcji na pozytywne zachowania uczniów – wymienia dr Poraj.

Co ciekawe, kiedy w 2002 r. pracownicy Instytutu Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego chcieli zbadać poziom agresji w gronie pedagogicznym, napotkali mur milczenia. Większość nauczycieli odmówiła udziału w badaniu. Ostatecznie ankiety wypełniły 123 nauczycielki. Okazało się, że u co czwartej zaobserwowano bardzo wysoki poziom agresji. Nie miał on związku ani z wiekiem, ani ze stażem pracy. – Istnieje silny związek pomiędzy poziomem agresji a obrazem siebie i motywami wyboru zawodu nauczycielskiego. I tak, agresji sprzyja obniżona samoocena, której towarzyszą: postawa lękowa, słaba umiejętność radzenia sobie z problemami, negatywne nastawienie do ludzi i świata. Do zachowań agresywnych nauczycieli prowokują także przypadkowy wybór zawodu, brak poczucia samorealizacji zawodowej i towarzysząca temu frustracja – podsumowuje dr Grażyna Poraj.

Gdzie uczeń się boi

Najmniej bezpieczni czują się uczniowie szkół podstawowych (poczucie zagrożenia ma tu 73% uczniów). Zachowania agresywne maleją wraz z wiekiem. I tak w gimnazjach przemoc dostrzega 53% uczniów, a w szkołach ponadgimnazjalnych – 30%. Warto wspomnieć, że nauka w podstawówce jest dla maluchów ciekawa i rozwijająca, natomiast wśród gimnazjalistów dominuje przekonanie, że ich zajęcia są stratą czasu. A nudny nauczyciel ma problem z utrzymaniem spokoju na lekcji.

Psychologowie podkreślają, że koniec podstawówki i gimnazjum to najtrudniejszy okres dla młodego człowieka. – Nie można mówić, że gimnazja są niebezpieczne. Można natomiast powiedzieć, że młodzież w gimnazjach wymaga szczególnego, mądrego podejścia wychowawczego – podkreśla prof. Grażyna Miłkowska. – Przechodzenie od dzieciństwa do dorosłości wiąże się z ogromnymi zmianami biologicznymi i psychicznymi. Młodzi ludzie charakteryzują się w tym czasie niezrównoważeniem emocjonalnym, wyrażającym się nadmierną pobudliwością, stają się bardzo wyczuleni na słowa krytyki, są drażliwi, niespokojni ruchowo. Dziewczęta bywają nadąsane, płaczliwe, chłopcy agresywni. Miewają wybuchy złości. Stają się mniej podatni na wpływy dorosłych, są wobec nich krytyczni i nieufni. Takie zachowania często dorosłych irytują, dziecko postrzegane jest (zarówno w domu, jak i w szkole) jako krnąbrne i agresywne.
Jednocześnie właśnie wtedy dziecko najbardziej potrzebuje wsparcia.

– Gimnazjum to okres silnej potrzeby akceptacji w grupie rówieśniczej. Nie bez znaczenia jest także powszechna wśród młodzieży akceptacja zachowań agresywnych. Niektóre z nich wchodzą na stałe do repertuaru zachowań młodych ludzi i nie są traktowane jako niewłaściwe. Rozpowszechniający się wulgaryzm w codziennym porozumiewaniu się i np. walenie kolegi w plecy przy każdej okazji to klasyczne przejawy agresji – w pierwszym przypadku słownej, w drugim fizycznej. Czy jednak uczestnicy interakcji tak je traktują? – zastanawia się dr Grażyna Poraj.

Odpowiedź dają badania przeprowadzone przez Instytut Psychologii UŁ – aż 69% gimnazjalistów nie ma nic przeciwko przemocy wobec innych! Stąd ta przerażająca bierność uczniów wobec krzywdzenia innych.

Młodzi ludzie właśnie w okresie szkolnym poszukują własnej tożsamości. Stąd też ich tendencje do eksperymentowania, poszukiwania nowych doznań, łamania zasad i poszukiwania granic własnej wolności. – Te granice trzeba im wyraźnie określić, bo w przeciwnym razie pogubią się i posuną w swoim poszukiwaniu za daleko. Jak w Gdańsku. Jeśli nastolatek nie otrzyma w tym trudnym dla siebie okresie „burzy i naporu” zrozumienia, wsparcia i pomocy, a jednocześnie wyraźnych norm i zasad społecznych ze strony dorosłych, odwraca się od nich i zaczyna poszukiwać na własną rękę – dodaje prof. Grażyna Miłkowska.

Przemocy w szkołach sprzyjają także przeładowane klasy, kiepski system oceniania uczniów, który nie uwzględnia możliwości danego ucznia, poczucie zagrożenia przez uczniów, przeciążenie nauką i jednocześnie brak oferty rozwijającej pozaszkolne zainteresowania (zajęcia pozalekcyjne to albo korepetycje, albo kółka dla olimpijczyków). Młodzi ludzie w szkole czy w mediach obserwują, że arogancki sposób zachowania przynosi korzyści – w ten sposób uzyskują wyższą pozycję w szkolnej hierarchii. Dlatego tak trudno z tym walczyć.

Z badań prowadzonych na Uniwersytecie Zielonogórskim wynika, że w przeciętnej klasie jest około 9-10 uczniów niedostosowanych. Poziom agresji jest mniej więcej taki sam u dziewcząt, jak i u chłopców. U tych pierwszych przeważa przemoc pośrednia – wyśmiewanie, krytykowanie, ale też manipulowanie związkami przyjaźni. Tę niebezpieczną, bo dewastującą psychicznie formę znęcania się stosuje 72% gimnazjalistek, a w szkołach ponadgimnazjalnych – aż 83 % dziewcząt. U chłopców dominuje prawo pięści. Nie jest więc prawdą twierdzenie ministra, że odejście od szkół koedukacyjnych rozwiąże problem chorych relacji między rówieśnikami.

Czy przemoc to znak czasu?

Co takiego się porobiło z młodzieżą, że staje się coraz bardziej agresywna? A może to tylko media bardziej nagłaśniają przypadki przemocy?

Włodzimierz Paszyński, były stołeczny kurator oświaty, przekonuje: – Przemoc w szkole była zawsze. W PRL prawdopodobnie nie przeprowadzano badań dotyczących tego zjawiska. A nawet jeśli je robiono, to nie ujawniano ich wyników. Dawniej licea i część techników były szkołami elitarnymi. Zawodówek było znacznie więcej, i to tu głównie dochodziło do aktów przemocy. Były one zresztą bardziej zakamuflowane – nie nagrywano telefonami komórkowymi, nie nagłaśniano takich przypadków w prasie.
Dziś badanie szkolnych patologii też nie jest łatwe. Problem niechętnie ujawniają i nauczyciele, i sami uczniowie. Gdy MEN przeprowadzało ankietę na temat m.in. przemocy, nauczyciele wprawdzie przyznali, że są świadkami agresji wśród uczniów, ale paradoksalnie nie wpłynęło to na ich ocenę bezpieczeństwa w szkole. Tę ocenili bardzo wysoko (100% odpowiedzi „tak” na pytanie o poczucie bezpieczeństwa uczniów). Dla władz placówki ujawnienie problemu jest niewygodne, bo oznacza spadek w rankingu szkół. Dyrektorzy anonimowo dodają, że rozwydrzony dzieciak często pochodzi z bogatego domu, a jego tatuś to miejscowa szycha. Nauczyciele boją się natomiast zadrzeć z wyrostkiem z patologicznej rodziny. „Najbezpieczniejsza” staje się bierność.

Problem przemocy w szkole dostrzegają wszyscy, różnią się tylko koncepcje, jak zlikwidować czy ograniczyć to zjawisko. Czy jest możliwe wprowadzenie dyscypliny w dzisiejszej szkole? Czy kluczem do rozwiązania problemu są mundurki, ochroniarze, kamery i zakaz używania telefonów komórkowych (dzięki którym zresztą zobaczyliśmy, jak wygląda przemoc w szkolnych murach)? Dyscyplina i wartości moralne wpajane uczniom w katolickim liceum w Wieluniu nie zapobiegły tragedii – we wrześniu absolwent tej szkoły na schodach budynku zabił 18-letnią uczennicę.

Mundurki mają swych zwolenników (ukrócą rewię mody) i przeciwników (stłamszą indywidualność młodzieży, nie zapobiegną tekstylnej konkurencji poza szkołą). Tak samo z kamerami, które mogą powstrzymać szkolnego łobuza przed dręczeniem innych, ale przecież kamer nie umieści się wszędzie. Podobnie jak ochroniarzy. – Musimy mieć świadomość, że nie na tym polega wychowanie. Bo ten szkolny łobuz poczeka na swoją ofiarę w parku czy na klatce schodowej; tam, gdzie nie będzie kamer i ochroniarzy. Musimy wychowywać, wskazywać młodym ludziom wartości i uczyć życia zgodnego z nimi. Musimy uczyć odpowiedzialności za podejmowane czyny. Młody człowiek musi wiedzieć, czym jest dobro, a czym zło. Bez relatywizmu! A gimnazjaliści często tego nie wiedzą – mówi prof. Miłkowska.

Najwięcej kontrowersji wzbudzają ministerialny katalog kar i budowa zamkniętych ośrodków dla trudnej młodzieży. Pedagodzy wytykają, że Giertych ignoruje jednocześnie promowanie postaw społecznych wśród uczniów, a jedyna nagroda, jaką proponuje, to brak kary.

Krystyna Starczewska ostrzega: – Przemoc i siła rodzą strach i uległość, częściej jednak prowokują bunt, który jest źródłem agresji i wrogiego nastawienia wobec otoczenia. Stosując przemoc – uczymy dziecko przemocy, postępując bezwzględnie – zabijamy wrażliwość, zamiast wychowywać – demoralizujemy dzieci.

– Getta dla młodzieży niczego dobrego nie przyniosą. Choć przyznaję, że czasami są sytuacje, w których lepiej młodego człowieka odizolować – uważa Włodzimierz Paszyński. I przypomina, że przecież działają u nas Młodzieżowe Ośrodki Socjoterapii i Młodzieżowe Ośrodki Wychowawcze, do których trafia młodzież sprawiająca kłopoty. Może więc lepiej dofinansować ośrodki, które już istnieją, a nie otwierać – pod publiczkę – nowe?

W marcu tego roku Krajowe Stowarzyszenie Antymobbingowe uruchomiło specjalny program dla uczniów dręczonych w szkole. Do dyspozycji dzieci i rodziców są dwa telefony (0-663-533-438, 0-695-606-586). Ale sygnałów o agresji w szkole było niewiele. – To był temat wstydliwy. Być może po tym, co stało się w Gdańsku, więcej osób ośmieli się prosić o pomoc – zastanawia się Gabriela Biegańska, która dyżuruje przy telefonie zaufania.

Według niej nie chodzi tylko o ustanawianie rejestru kar. Trzeba zająć się ofiarami szkolnej agresji.

– Należy uświadomić dręczonemu dziecku, że to nie jego wina. Ono ma poczucie, że skoro mu dokuczają, to znaczy, że wina tkwi w nim. Takie dziecko trzeba dowartościować, dodać mu pewności siebie – przekonuje i dodaje: – Nie podobają mi się ośrodki Giertycha. Trzeba postawić na coś innego. Uczniowie, którzy rozrabiają, nie muszą być źli, może im nikt nie zaproponował, w jaki sposób mogą dać upust temperamentowi?

Takie podejście wspiera Marcin Bednarz, terapeuta i założyciel Młodzieżowej Placówki Wychowawczej – świetlicy działającej przy Caritasie.

– Zaczęło się od tego, że powiedziałem dzieciakom z ulicy, że jeśli pomogą odremontować pomieszczenie, to będziemy je mieli dla siebie. U nas panuje zasada współpracy. Nie ma też nic za darmo. Jeśli chcą wyjechać na żagle, to muszą popracować przy łodziach
– opowiada. – Dzieci, które do mnie przychodzą, to nie młodzi przestępcy. One są zagubione, nieakceptowane. Taki świat zafundowali im dorośli.

Zdaniem Marcina Bednarza, propozycje izolowania uczniów w specjalnych ośrodkach to sposób na kryminalizację młodych ludzi. – Trzeba zadać sobie pytanie, co osiągniemy, wysyłając tam uczniów? Co stanie się z nimi po dwóch latach? Znowu je zamkniemy? I jaki jest sens, by w takim ośrodku zamknięty był Jan, co napadł dziadka, z Jasiem, który popchnął koleżankę? – zastanawia się.

Nie ma jednego źródła agresji w szkołach. W grę wchodzą czynniki biologiczne, psychologiczne, społeczne. Dlatego nie ma jednej, prostej recepty, która sprawdzałaby się we wszystkich przypadkach. A z pewnością nie rozwiąże się problemu, koncentrując się tylko na jednym jego wymiarze.




Mizerne Zero tolerancji

Szumnie zapowiadane pomysły ministra Romana Giertycha przybrały nieoczekiwanie mizerną formę. Program "Zero tolerancji" zakłada dyscyplinowanie uczniów metodami, jakie są już stosowane w szkołach, czyli poprzez: upomnienie, naganę, list do rodziców, publiczną naganę na apelu, skreślenie z listy uczniów, przeniesienie do innej szkoły. Także inne elementy tego programu - takie jak zapisy w statutach szkół o "godnym ubiorze", zakaz używania telefonów komórkowych, możliwość sprawdzania trzeźwości uczniów - już w tej chwili w wielu szkołach obowiązują.
Policja i straż miejska będą musiały informować rodziców o wagarującej młodzieży. Rady gmin będą miały prawo wprowadzić godzinę policyjną w nocy dla nieletnich.
Giertych chce, by w przyszłym roku otworzyć dwa pierwsze ośrodki wsparcia wychowawczego według jego pomysłu. Podobne placówki już istnieją, ale nie są tak rygorystyczne, jak te planowane przez ministra.
Nowością jest natomiast zwiększenie kontroli nad dyrektorami szkół. Będą oni mieli prawny, a nie jak dotychczas społeczny obowiązek zawiadamiania policji lub sądu o okolicznościach świadczących o demoralizacji nieletniego, a w szczególności "o naruszaniu przez niego zasad współżycia społecznego, popełnieniu czynu zabronionego, używaniu alkoholu". Dyrektorzy będą mogli zmusić agresywnego ucznia do przeproszenia swojej ofiary i naprawienia szkody poprzez pracę społeczną na rzecz szkoły czy środowiska lokalnego.
Co trzeci uczeń i co trzeci nauczyciel przyznają, że przemoc w ich szkole jest poważnym problemem. Niepokojące jest także to, że co piąty uczeń nigdy nie mówi rodzicom o konfliktach z rówieśnikami, a co trzeci robi to rzadko. Uczniowie nie wierzą, że rodzice im pomogą – wynika z badań CBOS przeprowadzonych w ramach kampanii „Szkoła bez przemocy”. Opublikowane w październiku badanie objęło prawie 4 tys. uczniów ze 150 podstawówek, gimnazjów i liceów, 900 nauczycieli i ponad 500 rodziców.


źródło: Przegląd [/b]

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #343 dnia: Listopad 08, 2006, 09:23:40 am »
Dziadkowie i babcie nie mogą chodzić na wywiadówki

Renata Czeladko 2006-11-06
Oceny wnuczków nie są dla oczu i uszu dziadków oraz babć - twierdzi szkoła w Brwinowie. Prawo oświatowe nie pozwala seniorom chodzić na wywiadówki

Emerytowany dziadek (imię i nazwisko do wiadomości redakcji) na zebraniu w podstawówce nr 2 w Brwinowie dowiedział się, że nie powinien przychodzić na wywiadówki. Nauczyciele będą o ocenach rozmawiać tylko z rodzicami.

- Nie rozumiem tej decyzji. Odprowadzam wnuczka do szkoły. Odbieram go. Odrabiam z nim lekcje. Więcej wiem o jego szkolnym życiu niż mama. Nawet teraz dzwonię z komórki, siedząc w samochodzie przed szkołą, bo czekam na wnuczka - oburza się dyskryminowany dziadek.

Szkoła zasłania się przyjętym przez nauczycieli regulaminem, że informacji o ocenach i postępach w nauce udziela się rodzicom bądź prawnym opiekunom dziecka.

Dziadka z Brwinowa popierają znani dziadkowie. Aktor Marian Opania, czworo wnucząt: - To jakaś bzdura! We współczesnym świecie, gdy rodzice są zabiegani, dziadek jest czasem ostatnią deską ratunku! Biorę czynny udział w wychowywaniu swoich wnucząt. Parę razy byłem na wywiadówkach u najstarszego wnuka. To prawda, że babcie są od rozpieszczania, ale dziadek ma autorytet. I potrafi jeszcze pomóc w lekcjach. Sam pomagam w historii, matematyce, nie mówiąc już o polskim.

Aktor Witold Pyrkosz, troje wnucząt: - Ten dziwny przepis śmieszy mnie bardziej niż afera z "Czterema pancernymi". Czy chodzi o to, że dziadek naruszy przepisy o ochronie danych osobowych siedmioletniego wnuka? Gdyby moja córka poprosiła mnie, żebym poszedł do wnucząt na wywiadówkę i usłyszałbym, że mam wyjść z klasy, to chyba krew by się polała, bo pękłbym ze śmiechu.

W innych szkołach dziadkowie też są na cenzurowanym. W stołecznej podstawówce nr 10 przy ul. Jasielskiej mogą przychodzić na zebrania, pod warunkiem że zostaną zidentyfikowani. - Rodzice muszą podać telefon i nazwisko dziadków, żeby było wiadomo, że występują w roli opiekunów - dowiadujemy się.

Jadwiga Goralska, dyrektorka szkoły nr 120 przy Międzyborskiej, nie wyprasza dziadków z klasy (podobnie jak starszych sióstr), ale woli rozmawiać z rodzicami. I nie chodzi o to, że dziadkowie mogą czegoś nie dosłyszeć albo o czymś zapomnieć. Winny jest stereotyp babci i dziadka. - Mogą być bardziej wyrozumiali dla dziecka niż rodzice i przez to trudniej szkole rozwiązywać problemy wychowawcze - zauważa Jadwiga Goralska.

- Takie postępowanie jest zgodne z prawem oświatowym. Nie możemy o dziecku rozmawiać z osobami, które za nie prawnie nie odpowiadają - stwierdza Zofia Kowalczyk, wicedyrektor Zespołu Szkół nr 2 w Brwinowie. Kuratorium popiera szkoły. - Z całym szacunkiem dla babci czy dziadka, ale informacja o ocenach, postępach i niepowodzeniach jest przeznaczona dla rodziców lub prawnych opiekunów. Dziadkowie mogą ją uzyskać, jeśli są rodziną zastępczą. W wyjątkowych wypadkach, gdy rodzice uzgodnią to z wychowawcą - potwierdza Anna Milewska, dyrektor wydziału kształcenia podstawowego i gimnazjalnego kuratorium.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #344 dnia: Listopad 08, 2006, 11:19:41 pm »
Z PRAC RZĄDU NOWELA USTAWY O SYSTEMIE OŚWIATY

Obowiązkowe rady rodziców w szkole


W szkołach powstaną rady rodziców, a egzaminy eksternistyczne przeprowadzą okręgowe komisje egzaminacyjne. Rząd przyjął wczoraj projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty.



zmiana prawa

Zgodnie z przyjętym wczoraj projektem, rady rodziców mają być obowiązkowo powoływane w każdej szkole. Obecnie rady mogą być zakładane, ale nie muszą. Często jednak dyrektorzy szkół nie liczą się z ich opiniami. Maciej Osuch, społeczny rzecznik praw ucznia, uważa jednak, że wprowadzenie obowiązku tworzenia rad nic nie zmieni. Minister edukacji narodowej będzie mógł ponadto zobowiązać szkoły do instalowania oprogramowania ograniczającego dostęp uczniów do treści pornograficznych. Nowela określa też nowe zasady wyboru podręczników i programów nauczania przez nauczycieli.

Nowelizacja przewiduje również, że od 1 lipca 2007 r. egzaminy eksternistyczne będą przeprowadzały okręgowe komisje egzaminacyjne. Oznacza to, że zestawy pytań i zadań będzie opracowywać Centralna Komisja Egzaminacyjna. Każdego roku do egzaminów eksternistycznych przystępuje około 100 tys. dorosłych, którzy chcą podnieść swoje wykształcenie. Obecnie organizują je kuratoria oświaty. Najwyższa Izba Kontroli wykazała jednak, że obowiązujące przepisy sprzyjają korupcji. Grzegorz Buczyński, dyrektor Departamentu Nauki, Oświaty i Dziedzictwa Narodowego, uważa, że planowane zmiany pozwolą wyeliminować większość tych nieprawidłowości.

Projekt przewiduje też zmiany w wyborze kuratora oświaty. W komisji konkursowej będzie zasiadać po trzech przedstawicieli ministra i wojewody, a tylko dwóch marszałka.

– W konsekwencji samorząd województwa nie będzie miał wpływu na wybór kuratora – uważa Marek Olszewski z Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu. Obecnie każdą ze stron reprezentują dwie osoby.

Rząd zaakceptował także zmiany w ustawie Karta Nauczyciela.

Zgodnie z nimi, nauczyciel podczas pełnienia obowiązków służbowych korzysta z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych.
Przyjął też uchwałę w sprawie działań przeciwko przemocy w szkołach.

Pozwoli ona przedstawicielom kuratorium, policji i prokuratury skontrolować szkoły pod względem przestrzegania zasad bezpieczeństwa.

Jolanta Góra
zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #345 dnia: Listopad 09, 2006, 05:59:20 pm »
Godzina bezpieczeństwa od stycznia 2007 roku

Środa, 8 listopada (15:34)

Prawdopodobnie od stycznia 2007 roku zostanie wprowadzona dla młodzieży godzina bezpieczeństwa, po której dzieciom bez opieki dorosłych nie będzie wolno przebywać w miejscach publicznych.

- Chcemy, aby od 1 stycznia 2007 roku samorządy mogły uchwalać tego typu godziny bezpieczeństwa dla młodzieży - powiedział Roman Giertych podczas spotkania z dyrektorami i nauczycielami szkół z regionu łódzkiego. Dodał, że słyszał również o pomyśle, aby ustawowo wprowadzić określoną godzinę, a samorządy mogłyby wyjątkowo ją uchylać, np. w przypadkach jakichś imprez czy szczególnych sytuacji.

Giertych powiedział również, że ministerstwo chce ograniczyć usprawiedliwianie nieobecności ucznia w szkole przez rodziców. - Trwa dyskusja, czy będą oni mogli usprawiedliwić trzy, czy pięć dni, a później potrzebne będzie zaświadczenia lekarskie(...). To musimy bezwzględnie wprowadzić, bo "choroby" uczniów stają się prawdziwą plagą - ocenił szef resortu edukacji.

Poinformował, że postanowił zmienić priorytety wydawania pieniędzy z Unii Europejskiej. Do tej pory wydawane były przede wszystkim na szkolenia nauczycieli albo osób, które mają szkolić nauczycieli. - Od przyszłego roku chcemy, aby z tych pieniędzy opłacać nauczycieli prowadzących zajęcia pozalekcyjne. Te pieniądze byłyby w gestii wojewodów albo marszałków, a szkoły występowałyby o nie - tłumaczył Giertych.

W rozmowie z pedagogami przypomniał, że rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Zgodnie z nowymi zasadami, w szkołach pojawi się monitoring i obowiązek korzystania z oprogramowania broniącego uczniom dostępu do niewłaściwych treści w internecie. W związku z tą ostatnią sprawą poinformował dyrektorów, że na stronie internetowej ministerstwa można bezpłatnie pobrać odpowiedni program "blokujący".

Potwierdził, że dyrektorzy będą mogli wprowadzić w szkołach mundurki oraz że ustawa wprowadza do szkół obowiązkową Radę Rodziców. Przypomniał również, że już wkrótce nauczyciele będą funkcjonariuszami publicznymi.

Odniósł się też do vacatu na stanowisku łódzkiego kuratora oświaty. Na początku września bezpartyjna dyrektorka jednej z łódzkich szkół podstawowych, Beata Florek, wygrała po raz drugi konkurs na stanowisko łódzkiego kuratora oświaty. Wojewoda łódzki Helena Pietraszkiewicz zatwierdziła jej kandydaturę na to stanowisko. Ostateczna decyzja w tej sprawie należy jednak do ministra edukacji Romana Giertycha, który do tej jej nie podjął.

W środę Giertych tłumaczył, że w związku z tym, iż Florek kandyduje do rady miejskiej w Łodzi, musi on zasięgnąć opinii, czy kurator może być kandydatem na radnego lub posła.

Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #346 dnia: Listopad 14, 2006, 10:40:25 am »
RPO: brak przepisów dotyczących powierzchni klas na jednego ucznia

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę na brak przepisów określających minimalną powierzchnię klasy i objętości pomieszczenia przypadającej na jednego ucznia. Napisał w tej sprawie list do wicepremiera, ministra edukacji Romana Giertycha w związku ze skargami rodziców na przeludnienie klas w szkołach.


"Problem przeludnienia klas powoduje istotne pogorszenie komfortu pracy uczniów i nauczycieli. Przekłada się to na przemęczenie uczniów, nadmierne obciążenie nauczycieli, a w konsekwencji może wpływać na obniżenie poziomu kształcenia i nie przyczynia się do wyrównywania szans w zdobywaniu wiedzy. Takie sytuacje niejednokrotnie prowadzą do powstawania konfliktów pomiędzy rodzicami uczniów a szkołą i organem prowadzącym" - napisał w liście zastępca RPO Stanisław Trociuk.

List udostępniono PAP w poniedziałek.

Rzecznik przyznał, że zgodnie z rozporządzeniem ministra pracy na każdego z pracowników powinno przypadać co najmniej 13 metrów sześciennych wolnej kubatury pomieszczenia, w którym pracuje, oraz co najmniej 2 metry kwadratowe powierzchni podłogi niezajętej przez np. urządzenia techniczne lub sprzęt. RPO zaznacza jednak, że nie można stosować ich per analogiam do uczniów.

Jednocześnie przypomniał, że w 1983 r. ówczesny Departament Inwestycji i Wyposażenia Szkół Ministerstwa Oświaty i Wychowania przyjął, iż powierzchnia sali lekcyjnej powinna wynosić 60 metrów kwadratowych dla 24 uczniów, przy czym należy dążyć do normy 2 do 2,5 metra kwadratowego powierzchni na ucznia.

"Natomiast docierające do mnie sygnały wskazują, że powszechne staje się tworzenie klas o liczbie ponad 30 uczniów, którzy zmuszeni są do przebywania w klasach o powierzchni poniżej 50 metrów kwadratowych" - napisał Trociuk.

Wiceminister edukacji Sławomir Kłosowski powiedział w poniedziałek PAP, że list i uwagi RPO będą analizowane przez resort. "Zależy nam na tym, by warunki, w jakich uczą się dzieci, były jak najlepsze" - podkreślił. Jednocześnie przypomniał, że organami prowadzącymi dla szkół są samorządy i to od nich zależy, w jakich budynkach odbywają się lekcje i jak liczne są klasy.


gazeta prawna
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #347 dnia: Listopad 15, 2006, 11:51:49 am »
Posłowie o przeciwdziałaniu przemocy wśród dzieci i młodzieży

Odejście od bezstresowego wychowania, odbudowa autorytetów, wzmocnienie roli rodziny w wychowaniu - to sposoby przeciwdziałania przemocy wśród dzieci i młodzieży, na które m.in. wskazywali we wtorek posłowie w debacie nad informacją rządu na temat tego zjawiska. Przedstawiciele rządu zapewniali, że podjęto już działania, które mają zapobiec przemocy wśród młodych ludzi.

Wicepremier, minister edukacji Roman Giertych powiedział, że zaproponowany przez resort edukacji program "Zero tolerancji dla przemocy" oznacza, iż szkoła odchodzi od wychowania bezstresowego. Podkreślił, że dyscyplina musi być wprowadzona do szkół "nim dojdzie do przestępstwa".

Giertych zauważył, że wychowanie nie może być oderwane od stawiania wymagań dzieciom.

Wspomniał o pomyśle pomocy rodzicom poprzez przekazywanie im wiedzy o tym jak postępować z dziećmi, gdy pojawią się problemy. Wymienił też m.in. projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który zakłada możliwość wprowadzenia jednolitych strojów w szkołach, jeśli zdecyduje tak dyrektor szkoły za zgodą rodziców. Minister edukacji przekonywał, że należy wprowadzić obligatoryjne mundurki w szkołach podstawowych. Poparł też projekt LPR wprowadzający zakaz pornografii.

Natomiast wiceminister pracy i polityki społecznej Bogdan Socha zaznaczył, że problemy przemocy wobec dzieci i młodzieży były przez wiele lat tematem tabu, dlatego brakuje danych o skali zjawiska. Według niego, przypadki przemocy w szkołach, zgłaszane są policji przez dyrektorów szkół niezwykle rzadko; także ofiary przemocy - uczniowie nie zgłaszają takich przypadków ze względu na brak zaufania do dorosłych.

Maria Nowak (PiS) przekonywała, że "w Polsce jest moda na bezstresowe wychowanie". Jak oceniła, broniąc jedynie praw ucznia, pozbawiło się rodziców i nauczycieli możliwości egzekwowania dyscypliny wśród dzieci i młodzieży. Jej zdaniem, na wzrost przemocy wśród dzieci i młodzieży wpływ ma także pokazywanie agresji w mediach oraz coraz mniejsze zainteresowanie rodziców, którzy są zajęci karierą zawodową.

Według Joanny Fabisiak (PO), "korzenie przemocy" i przestępczości wśród dzieci i młodzieży często tkwią w zachowaniach dorosłych i błędach, a największą odpowiedzialność za to, co dzieje się z dzieckiem ponosi rodzina, która często "cierpi na niewydolność wychowawczą". Podkreślała, że należy wspierać rodzinę.

Zbigniew Włodkowski (PSL) zauważył, że dzieci bite przez rodziców, same potem biją innych. "Polska nie może być już dłużej krajem, gdzie przemoc wobec dzieci w rodzinie jest traktowana jako środek wychowawczy, będący świadectwem rodzicielskiej miłości" - mówił. Powołał się na badania, z których wynika, że ponad 60 proc. rodziców bije swoje dzieci, a ponad 30 proc. bije dzieci do 6. roku życia w sposób - który sami określają - jako "porządne lanie".

Natomiast Izabela Jaruga-Nowacka (SLD) zaznaczyła, że nie ma jednej prostej recepty rozwiązywania problemów wychowawczych. Jej zdaniem, "autorytarny chów jedynie poprzez zakazy, nakazy i sankcje - w przeciwieństwie do wychowania młodzieży do odpowiedzialności - oznaczać będzie nie tyle społeczeństwo karne, co bezradne, bierne i wypełnione głuchą agresją". Tak odniosła się do zapowiadanych przez resort edukacji reform.

Według Jarugi-Nowackiej, wychowanie polega na wskazaniu młodym ludziom wartości i uczenia jak żyć w zgodzie z nimi, uczenia odpowiedzialności, ponoszenia konsekwencji za podejmowane decyzje i czyny. "To znacznie trudniejsze niż bezmyślne podporządkowanie i posłuszeństwo" - dodała.

Tymczasem Anna Sobecka (RLN) uważa, że "trzeba wrócić do naturalnego porządku rzeczy, gdzie najpierw za wychowanie odpowiedzialni są rodzice, a szkoła i Kościół są instytucjami wspierającymi". "Od mediów, które mają wpływ na wychowanie dzieci, oczekujemy programów, które są źródłem wiedzy i rozwoju intelektualnego i estetycznego, oczekujemy też podjęcia działań, aby odbudować autorytety i wartości" - zaznaczyła.

Marian Daszyk (niezrzeszony) przekonywał, że "trzeba skończyć z lansowaniem takich bohaterów jak Harry Potter i jemu podobni", a "pokazywać młodzieży prawdziwe autorytety jak m.in. Maria Konopnicka, Henryk Sienkiewicz, Roman Dmowski, którego dzisiaj próbuje się przedstawić jako antysemitę".

Głos w debacie zabrała także Rzeczniczka Praw Dziecka Ewa Sowińska, która podkreśliła rolę dyscypliny w wychowaniu, jednocześnie zaapelowała, aby nie traktować "dyscypliny jako próby nękania kogoś".

W trakcie debaty na specjalnie zwołanej konferencji była minister edukacji w rządach Leszka Millera i Marka Belki, posłanka SLD Krystyna Łybacka zaapelowała do ministra edukacji, by reformując polską szkołę konsultował się z nauczycielami, pedagogami i specjalistami, którzy znają problem.

Gazeta Prawna z dnia 2006-11-14 za PAP
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #348 dnia: Listopad 17, 2006, 09:11:48 am »
Koniec z bezstresowym wychowywaniem?

Wtorek, 14 listopada (19:13)

Odejście od bezstresowego wychowania, odbudowa autorytetów, wzmocnienie roli rodziny w wychowaniu - to sposoby przeciwdziałania przemocy wśród dzieci i młodzieży, na które m.in. wskazywali we wtorek posłowie w debacie nad informacją rządu na temat tego zjawiska.

Przedstawiciele rządu zapewniali, że podjęto już działania, które mają zapobiec przemocy wśród młodych ludzi.


Wicepremier, minister edukacji Roman Giertych powiedział, że zaproponowany przez resort edukacji program "Zero tolerancji dla przemocy" oznacza, iż szkoła odchodzi od wychowania bezstresowego. Podkreślił, że dyscyplina musi być wprowadzona do szkół "nim dojdzie do przestępstwa".

Giertych zauważył, że wychowanie nie może być oderwane od stawiania wymagań dzieciom. Wspomniał o pomyśle pomocy rodzicom poprzez przekazywanie im wiedzy o tym jak postępować z dziećmi, gdy pojawią się problemy. Wymienił też m.in. projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który zakłada możliwość wprowadzenia jednolitych strojów w szkołach, jeśli zdecyduje tak dyrektor szkoły za zgodą rodziców. Minister edukacji przekonywał, że należy wprowadzić obligatoryjne mundurki w szkołach podstawowych. Poparł też projekt LPR wprowadzający zakaz pornografii.

Natomiast wiceminister pracy i polityki społecznej Bogdan Socha zaznaczył, że problemy przemocy wobec dzieci i młodzieży były przez wiele lat tematem tabu, dlatego brakuje danych o skali zjawiska. Według niego, przypadki przemocy w szkołach, zgłaszane są policji przez dyrektorów szkół niezwykle rzadko; także ofiary przemocy - uczniowie nie zgłaszają takich przypadków ze względu na brak zaufania do dorosłych.

Maria Nowak (PiS) przekonywała, że "w Polsce jest moda na bezstresowe wychowanie". Jak oceniła, broniąc jedynie praw ucznia, pozbawiło się rodziców i nauczycieli możliwości egzekwowania dyscypliny wśród dzieci i młodzieży. Jej zdaniem, na wzrost przemocy wśród dzieci i młodzieży wpływ ma także pokazywanie agresji w mediach oraz coraz mniejsze zainteresowanie rodziców, którzy są zajęci karierą zawodową.

Według Joanny Fabisiak (PO), "korzenie przemocy" i przestępczości wśród dzieci i młodzieży często tkwią w zachowaniach dorosłych i błędach, a największą odpowiedzialność za to, co dzieje się z dzieckiem ponosi rodzina, która często "cierpi na niewydolność wychowawczą". Podkreślała, że należy wspierać rodzinę.

Zbigniew Włodkowski (PSL) zauważył, że dzieci bite przez rodziców, same potem biją innych. - Polska nie może być już dłużej krajem, gdzie przemoc wobec dzieci w rodzinie jest traktowana jako środek wychowawczy, będący świadectwem rodzicielskiej miłości - mówił. Powołał się na badania, z których wynika, że ponad 60 proc. rodziców bije swoje dzieci, a ponad 30 proc. bije dzieci do 6. roku życia w sposób - który sami określają - jako "porządne lanie".

Natomiast Izabela Jaruga-Nowacka (SLD) zaznaczyła, że nie ma jednej prostej recepty rozwiązywania problemów wychowawczych. Jej zdaniem, "autorytarny chów jedynie poprzez zakazy, nakazy i sankcje - w przeciwieństwie do wychowania młodzieży do odpowiedzialności - oznaczać będzie nie tyle społeczeństwo karne, co bezradne, bierne i wypełnione głuchą agresją". Tak odniosła się do zapowiadanych przez resort edukacji reform.

Według Jarugi-Nowackiej, wychowanie polega na wskazaniu młodym ludziom wartości i uczenia jak żyć w zgodzie z nimi, uczenia odpowiedzialności, ponoszenia konsekwencji za podejmowane decyzje i czyny. - To znacznie trudniejsze niż bezmyślne podporządkowanie i posłuszeństwo - dodała.

Tymczasem Anna Sobecka (RLN) uważa, że "trzeba wrócić do naturalnego porządku rzeczy, gdzie najpierw za wychowanie odpowiedzialni są rodzice, a szkoła i Kościół są instytucjami wspierającymi".

- Od mediów, które mają wpływ na wychowanie dzieci, oczekujemy programów, które są źródłem wiedzy i rozwoju intelektualnego i estetycznego, oczekujemy też podjęcia działań, aby odbudować autorytety i wartości - zaznaczyła.

Marian Daszyk (niezrzeszony) przekonywał, że "trzeba skończyć z lansowaniem takich bohaterów jak Harry Potter i jemu podobni", a "pokazywać młodzieży prawdziwe autorytety jak m.in. Maria Konopnicka, Henryk Sienkiewicz, Roman Dmowski, którego dzisiaj próbuje się przedstawić jako antysemitę".

Głos w debacie zabrała także Rzeczniczka Praw Dziecka Ewa Sowińska, która podkreśliła rolę dyscypliny w wychowaniu, jednocześnie zaapelowała, aby nie traktować "dyscypliny jako próby nękania kogoś".

W trakcie debaty na specjalnie zwołanej konferencji była minister edukacji w rządach Leszka Millera i Marka Belki, posłanka SLD Krystyna Łybacka zaapelowała do ministra edukacji, by reformując polską szkołę konsultował się z nauczycielami, pedagogami i specjalistami, którzy znają problem.

Źródło informacji: PAP
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Jak sobie radzą w innych krajach z agresją dzieci ?
« Odpowiedź #349 dnia: Listopad 17, 2006, 09:37:09 am »
Jak sobie radzą w innych krajach z agresją dzieci ?
Niemcy wysyłają niepokornych na roboty do Polski ( i nie tylko)zamiast poprawczka.
Czy to może być nowe zagrożenie?

Niemiecka młodzież resocjalizowana w Polsce
2006-11-06

Niemieckie dzieci żyją w kaszubskich domach i uczą się w szkołach na Kaszubach. Tak Niemcy resocjalizują młodzież, z którą nie mogą sobie poradzić u siebie - pisze "Rzeczpospolita".
Cytuj

Idea projektu jest prosta: kiedy młody Niemiec zaczyna się staczać, trzeba go wysłać za granicę. Izolować od patologicznego środowiska. Niemcy uciekają od poprawczaków, bo zdecydowana większość wychowanków wraca do przestępstwa.

Młodych objęto więc Niemiecko-Polskim projektem pedagogicznym AWO Mannheim. Za pobyt i opiekę nad wychowankami w Polsce płacą Niemcy. Obecnie w polskich domach na Kaszubach - tam gdzie rodziny znają język niemiecki - przebywa 66 młodych Niemców.

Niemieckie dzieci mieszkają w domach rodzin opiekuńczych, porozrzucanych po wioskach i miasteczkach. Codziennie kilka busów przywozi je do szkoły w Gostomiu. Wokół są jedynie lasy i jeziora Pojezierza Kaszubskiego. Uciec stąd niełatwo.

W Gostomiu młodzi Niemcy uczą się w normalnych klasach. Są w różnym wieku - od 13 do 21 lat. Niektórzy mieli nawet kilkuletnią przerwę w nauce. Nad ich prawidłowym rozwojem czuwa cały sztab: 13 nauczycieli, kilku pedagogów, psycholog, terapeuta i psychiatra.


Tak ma  podobno resocjalizuja niemieckiej mlodzieży przebiegać.
A niżej już coś innego pisze .....
 :(


Zamiast poprawczaka w Niemczech na roboty do Polski (wideo0
Marcin Kowalski2006-11-16

Ludzie biją się "o Niemca", bo mogą zarobić miesięcznie kilka tysięcy euro. Dużo więcej kasują podejrzane fundacje organizujące wyjazdy. Do rolników północnej i wschodniej Polski trafiają masowo młodzi niemieccy przestępcy "na resocjalizację"
Cytuj
Z właścicielami Dziecięcego Projektu umowy podpisują rolnicy z Mazur i Podlasia. W zamian za miesięczną pensję muszą zapewnić dzieciom pokój i wikt. O wychowaniu w kontraktach nie ma mowy. Fundacja nie weryfikuje nawet znajomości niemieckiego.

Wysokość pensji okryta jest tajemnicą. Nasi informatorzy twierdzą, że za jedno dziecko można dostać do 4 tys. euro miesięcznie. Suma w tej ubogiej okolicy niewyobrażalna!

Pieniądze pochodzą z Jugendamt, pośrednikiem jest fundacja. Jaką pobiera prowizję? Nie wiadomo. Patrząc na dworek w Stankunach, gdzie mieści się Dziecięcy Projekt, można przypuszczać, że niemałą.

Cytuj
Dla Gazety

Romuald Sadowski

dyrektor Zakładu Poprawczego i Schroniska dla Nieletnich w Warszawie

współautor reformy zakładów poprawczych

Ja sam na początku lat 90. stworzyłem program tzw. rodzin wychowawczych: trudna młodzież trafia do takiej rodziny i jest wychowywana. Opiekunowie dostawaliby średnią pensję krajową. Nad resocjalizacją miał czuwać zakład poprawczy, z którego pochodził wychowanek. Niestety, nie zgłosiła się żadna chętna rodzina.

Podobne intencje przyświecają niemieckim instytucjom, które kierują swoich obywateli na resocjalizację do Polski.

Ale muszą być spełnione trzy warunki: •  wychowawcy muszą mieć pojęcie o resocjalizacji, konieczne jest profesjonalne szkolenie. Nie wyobrażam sobie, by wychowawca nie znał języka wychowanka; •  wychowawca musi znać historię podopiecznego, wiedzieć, skąd jest, jakie ma problemy, co nabroił; •  rodziny wychowawcze muszą być nadzorowane przez fachowców.

ZOBACZ WIDEO

Niemcy wyeksportowali ponad tysiąc młodych przestępców
Cytuj
Wczoraj razem z progrmem "Uwaga" stacji TVN ujawniliśmy, że w naszym kraju ta resocjalizacja najczęściej jest fikcją. Niemieckie trudne dzieci trafiają do rodzin rolników. Opiekunowie nie mają przygotowania merytorycznego, w większości nie mówią po niemiecku. Chętnych na opiekunów nie brakuje, bo Jugendamty płacą do 4 tys. euro miesięcznie za wychowanka

Cytuj
Afery wybuchały nie tylko w Polsce

Według szacunków Witte'go obecnie zagranicą resocjalizuje się od 1000 do 1500 młodych Niemców. Oficjalnych statystyk nie ma. - Młodych Niemców Jugendamty wysyłają zagranicę, kiedy okazuje się, że w Niemczech nie jesteśmy w stanie zawrócić ich ze złej drogi i prędzej czy później wylądują w więzieniu - mówi Witte. - Wyrwanie ze starego środowiska i przeniesienie do innych realiów kulturowych daje zazwyczaj dobre rezultaty. Nie można uogólniać, że system działa źle. Jednak regularnie co dwa lata okazuje się, że mamy do czynienia z czarnym owcami, rozmaitymi fundacjami, które zostawiają młodzież na pastwę losu np. w rumuńskich wsiach.

Dwa tygodnie temu tygodnik "Der Spiegel" opisywał losy 14-letniego Marcela z Zagłębia Ruhry, którego Jugendwerk wysłał na resocjalizację do wsi w rumuńskiej Transylwanii. Chłopiec i kilkunastu jego rówieśników został zaprzężony do pracy w gospodarstwie. Nosił drewno, obrabiał pole, zbierał warzywa, a że Transylwania to nie Niemcy, wodę pito ze studni, z której pojono bydło. Gdy odmówił czyszczenia dywanów, został pobity miotłą.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach