Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Artykuły - Nowości szkolne  (Przeczytany 316515 razy)

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #250 dnia: Marzec 16, 2006, 12:52:31 pm »
Cytuj
Jeśli ktoś sądzi, że w Necie wszystko można- grubo się myli:

No niestety,a tak to bywa,że nie raz młodzież zakłada forum i piszą bez najmniejszych oporów,
a co przykre dużo jest takich for, gdzie ocenia się innych imiennie .Ale to nie w tym temacie  :cry:

Mają stanieć podręczniki szkolne,ale podrożeje pewnie.....papier i inne produkty potrzebne do wydania podręcznika :roll:
Cytuj
Porozumienie z wydawcami - tańsze podręczniki

Podręczniki będą tańsze. Resort edukacji podpisał porozumienie w sprawie obniżki z wydawcami książek. Nie jest jasne, jakiego rzędu będzie ta obniżka.
W tekście uzgodnień znalazł się wprawdzie zapis, wcześniej nieakceptowany przez wydawców, gwarantujący spadek cen o 25 procent.

Jednak wydawcy podkreślają, że nie można liczyć na tak znaczącą obniżkę nowych podręczników. Według nich, ceny spadną o co najwyżej kilkanaście procent, a obniżka o jedną czwartą dotyczy głównie książek używanych. Wydawca Piotr Marciszuk wcześniej już podkreślał, że jego zdaniem realny spadek cen nowych podręczników szkolnych wyniesie od kilku do dziesięciu procent.

Jeszcze w ubiegłym tygodniu wydawcy twierdzili, że nie są w stanie złożyć deklaracji o 25 procentowej zniżce. Ma ona jednak być możliwa dzięki zapisowi, iż to szkoły będą odpowiedzialne za organizację zakupu książek i rynek wtórny. Dzięki zbiorowym zamówieniom składanym przez szkoły uczniowie mają dostawać większe rabaty.

Wcześniej wydawcy zaznaczyli też, że jeśli podrożeje papier albo inne produkty potrzebne do wydania podręcznika, także nie będą mogli wywiązać się z deklaracji.
wiadomosci.onet.pl
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #251 dnia: Marzec 30, 2006, 08:48:10 am »
MEN o pieniądzach dla nauczycieli

Nauczyciele, którzy będą pracować w maju w zespołach przeprowadzających ustne egzaminy maturalne z języka polskiego i języków obcych, otrzymają zapłatę - 12,60 zł brutto za godzinę pracy. Przeciętnie tyle czasu zajmuje przeegzaminowanie dwóch uczniów. Pieniądze dostanie nie tylko ten nauczyciel, który pyta ucznia, ale także dwaj pozostali członkowie komisji egzaminacyjnej.

Nie dostaną natomiast nic nauczyciele, którzy dodatkowo pracują podczas egzaminów pisemnych i pilnują, by uczniowie nie ściągali. - Tę czynność wykonują w ramach swoich obowiązków - wyjaśnia Marek Legutko, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Ministerstwo podało nowe stawki za sprawdzanie prac pisemnych. Egzaminator otrzyma za jeden arkusz egzaminacyjny od 8 do 12 złotych, w zależności od przedmiotu i wybranego przez ucznia poziomu egzaminu. Aby otrzymać pieniądze, nauczyciele powinni zawrzeć umowy z dyrektorami okręgowych komisji egzaminacyjnych. a.p.
 
Rzeczpospolita 30 marca 2006r.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #252 dnia: Marzec 30, 2006, 09:12:41 am »
A tu kolejna propozycja?
Plany wprowadzenia obowiązkowej nauki religii lub etyki w szkołach

KOŚCIÓŁ Przedstawiciele episkopatu i rządu o religii w szkole i pielgrzymce Benedykta XVI
Uczeń będzie musiał wybrać
Rozważymy wprowadzenie obowiązkowej nauki religii lub etyki w szkołach - zapowiada wicepremier Ludwik Dorn

Obecnie religia i etyka są przedmiotami nieobowiązkowymi i uczniowie nie muszą na nie uczęszczać.
Na wczorajszym spotkaniu Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu biskupi poprosili rząd o wprowadzenie obowiązku nauki jednego z tych dwóch przedmiotów.
- Szkoła, gdzie nabiera się formacji moralnej, nie powinna pozostawiać pustego miejsca - oznajmił wicepremier i szef MSWiA Ludwik Dorn i zapowiedział, że rząd poważnie rozważy wprowadzenie nowego obowiązku.

 Nie wykluczył, że nauka religii lub etyki mogłaby stać się obowiązkowa od najbliższego roku szkolnego. - Ale negatywna ocena z tych przedmiotów nie spowoduje pozostawienia ucznia na drugi rok w tej samej klasie - obiecują minister edukacji Michał Seweryński i biskup Stanisław Wielgus.

Następnym krokiem, o jaki zabiegają biskupi, będzie wprowadzenie religii i etyki jako przedmiotów maturalnych do wyboru. Chociaż, jak zapewnił Dorn, taka decyzja będzie poprzedzona publiczną dyskusją.

Kto ma uczyć tej etyki?
Do pomysłu episkopatu nauczyciele nastawieni są jednak ostrożnie. - Sam pomysł jest dobry, jednak pod jednym warunkiem: że będzie wyszkolona kadra dobrze ucząca etyki. Pozostaje też pytanie, kto zapłaci za dodatkowe zajęcia - mówi Cezary Urban, dyrektor XIII LO w Szczecinie.

- W większości szkół zajęcia z etyki w ogóle się nie odbywają, bo nie ma wyspecjalizowanej kadry etyków. Wprowadzenie obowiązku nauki religii lub etyki będzie tak naprawdę wprowadzeniem obowiązkowej religii, bo dyrektorzy, nie mając do dyspozycji nauczycieli, będą kazali uczyć religii. To niedopuszczalne - mówi Krystyna Starczewska, dyrektor I Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie.

Wprowadzenie obowiązku nauki religii lub etyki wiązałoby się - zdaniem episkopatu - z wliczaniem stopni z tych przedmiotów do średniej ocen na maturze.

Wczorajsze spotkanie przedstawicieli rządu i episkopatu było pierwszym od półtora roku.

Urbański przeprasza
Przedstawiciele rządu poinformowali biskupów o przygotowaniach do pielgrzymki do Polski papieża Benedykta XVI. Bp Stanisław Wielgus nie chciał powiedzieć, czy Kościół jest za majowym terminem wyborów parlamentarnych. - Kościół modli się i czeka na spotkanie z Ojcem Świętym. Tyle mogę powiedzieć - oświadczył, choć po chwili dodał, że "nie widzi problemu" w bliskim terminie pielgrzymki i ewentualnych wyborów. - Ta kwestia nie była w ogóle dyskutowana na naszym spotkaniu - dodał wicepremier Ludwik Dorn.

O tym, że wybory w maju przeszkodziłyby w zaplanowanej na koniec tego samego miesiąca papieskiej pielgrzymce, mówił w poniedziałek kard. Stanisław Dziwisz. Szef Kancelarii Prezydenta Andrzej Urbański skomentował tę wypowiedź, mówiąc m.in.: "Proszę nie wprowadzać takiego quasi-terroru, że jeden kardynał będzie decydował o przyszłości politycznej Polski". Wczoraj Urbański przeprosił za swoją wypowiedź.

ANNA PACIOREK, GRZEGORZ PRACZYK

Rzeczpospolita z dnia 30 marca 2006r.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #253 dnia: Kwiecień 06, 2006, 04:44:29 pm »
Nauczyciele bez uprawnień nie będą mogli uczyć

Wielkie poruszenie w szkołach. Nauczyciele, którzy nie mają odpowiednich uprawnień, od 1 września nie będą mogli uczyć. - Z mocy ustawy wygasa ich umowa o pracę - mówi Anita Stanisławska, zastępca dyrektora Wydziału Edukacji, Kultury i Ochrony Zdrowia UM w Kielcach.
Jaka dokładnie będzie skala tego zjawiska, na razie nie wiadomo. Szkoły dopiero rozpoczęły przygotowania arkuszy organizacyjnych na przyszły rok. W Łopusznie problem będzie dotyczyć na pewno dwóch osób, choć może być ich więcej. W Daleszycach nauczycieli bez odpowiednich uprawnień jest ponad 10. - Dyrektorzy naszych szkół już nam sygnalizują, że może być problem z kilkoma nauczycielami, którzy nie podnieśli swoich kwalifikacji - informuje Piotr Pawłowski, kierownik Wydziału Oświaty Urzędu Gminy w Piekoszowie.

W Kielcach na razie nawet szacunkowo nie można określić, ilu nauczycieli od 1 września nie będzie mogło uczyć.

Przyczyną całego zamieszania jest ustawa z lutego 2000 roku. Zgodnie z nią zajęcia w szkołach prowadzić mają tylko nauczyciele z pełnym wykształceniem kierunkowym. W ustawie znajduje się też zapis, który mówi, że jeśli nauczyciele nie będą mieli odpowiednich uprawnień, 31 sierpnia 2006 roku wygasa ich umowa o pracę.

Szkoły są zdezorientowane. - Jest grupa nauczycieli, która żeby mieć pełny etat, musi uczyć kilku przedmiotów. W tej chwili nie bardzo wiemy, co z takimi przypadkami robić - mówi Alicja Godek z Zakładu Obsługi Ekonomiczno-Administracyjnej Szkół Urzędu Gminy Daleszyce.

Dyrekcje szukają pomocy w kuratorium. - Przywożą do nas nawet całe teczki, dokumentujące przebieg pracy, wykształcenie i pytają o opinię. Poza udzieleniem informacji niewiele możemy zrobić, bo decyzja leży po stronie dyrektora placówki - stwierdza Sławomir Meresiński ze świętokrzyskiego kuratorium oświaty.

Okazuje się, że najwięcej problemów będzie w małych miejscowościach. Tam często nauczyciele, żeby pracować w pełnym wymiarze godzin, uczą kilku przedmiotów. Ale problem ten nie ominie też Kielc, głównie w przypadku nauczycieli angielskiego. - Podczas spotkań dyrektorzy sygnalizowali, że jest kłopot z nauczycielami mającymi zbyt mało godzin swoich przedmiotów. Często zajęcia z techniki prowadził nauczyciel plastyki. Fizyki uczył matematyk. Teraz, jeśli nie ma odpowiednich uprawnień, nie będzie mógł tego robić. Sprawa jest jasna i dyrektor właściwie niewiele może zrobić - tłumaczy Stanisławska. Dodaje, że dyrektorzy będą musieli teraz znaleźć osobę, która zgodziłaby się prowadzić zajęcia tylko kilka godzin w tygodniu. Przyznaje, że nie będzie to łatwe. - Być może znajdą się nauczyciele, którzy będą to robić w kilku sąsiadujących szkołach - twierdzi.

Na ulgowe traktowanie mogą liczyć jedynie ci nauczyciele, którzy są w trakcie uzupełniania wykształcenia. - Przepisy dają dyrektorowi możliwość wystąpienia do kuratora z prośbą, by takiej osobie wydał zgodę na pracę. I takie zgody w uzasadnionych przypadkach będziemy wydawać. Najlepiej by było, gdyby szkoły zatrudniały nauczycieli wykwalifikowanych - ocenia Meresiński.

Co mówi ustawa z 18 lutego 2000 r.

art. 7.
1. (...) nauczycielom zatrudnionym na podstawie mianowania, którzy nie posiadają wymaganych kwalifikacji, stosunek pracy wygasa z dniem 31 sierpnia 2006 r., o ile wcześniej nauczyciele ci nie uzupełnią kwalifikacji lub nie zostanie z nimi rozwiązany stosunek pracy w odrębnym trybie
.

6. Nauczyciele zatrudnieni w dniu wejścia w życie ustawy na podstawie umowy o pracę w wymiarze co najmniej 1/2 obowiązkowego wymiaru zajęć, którzy nie posiadają wymaganych kwalifikacji, z tym dniem uzyskują stopień nauczyciela stażysty i stają się nauczycielami zatrudnionymi na podstawie umowy o pracę. Stosunki pracy z tymi nauczycielami wygasają z dniem 31 sierpnia 2006 r., o ile wcześniej nauczyciele ci nie uzupełnią kwalifikacji i nie uzyskają stopnia nauczyciela kontraktowego lub nie zostanie z nimi rozwiązany stosunek pracy w odrębnym trybie.

Dla Gazety

Urszula Muszyńska z VI LO w Kielcach

Z wykształcenia jestem nauczycielem historii, ale prowadzę też zajęcia z wiedzy o społeczeństwie. Z tego kierunku też kończę specjalizację. Został mi jeszcze jeden semestr studiów. Zdecydowałam się na podnoszenie kwalifikacji, żeby mieć pełny komfort pracy. Będę mogła spokojnie i zgodnie z obowiązującymi przepisami prowadzić zajęcia z dwóch przedmiotów. Poza tym kontakt z nowymi informacjami, literaturą naprawdę się przydaje w pracy.

Gazeta Wyborcza 6.04.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #254 dnia: Kwiecień 11, 2006, 11:45:23 am »
Debata edukacyjna w Gazecie Wyborczej

Kamil Skowroński

Rząd ma we wtorek przyjąć projekt ustawy o Narodowym Instytucie Wychowania. Instytut ma rozpocząć działalność na początku przyszłego roku. Będzie prowadzić badania, debaty, promować wzorce wychowawcze i monitorować treści przekazywane młodzieży w mediach.

Temat ten stał się głównym wątkiem debaty edukacyjnej zorganizowanej w siedzibie Gazety Wyborczej. Debata o nowych pomysłach Ministerstwa Edukacji od początku była burzliwa. Ale naprawdę gorąco zrobiło się przy Narodowym Instytucie Wychowania. - To ma być instytucja, która pokaże, że są wśród nas tacy, których warto naśladować - zaczął wiceminister edukacji Stanisław Sławiński.

- Autorytetów nie da się narzucić odgórnie! - kontrowała Krystyna Szumilas, posłanka PO i szefowa sejmowej komisji edukacji. - Instytut będzie prezentował tylko jeden jedyny słuszny światopogląd. To groźne - mówiła Irena Dzierzgowska, b. wiceminister edukacji. A poseł Zbigniew Dolata z PiS przekonywał, że młodzieży w wyborze wzorców trzeba pomóc. - Mamy przedstawić uczniom na równych prawach generała Jaruzelskiego i księdza Popiełuszkę? - pytał. - Obok czerni i bieli jest jeszcze 360 odcieni szarości - odpowiadał mu maturzysta z warszawskiego LO im. Cervantesa.

Minister oświaty propaguje spotkania modlitewne

Magdalena Kula

Wiceminister edukacji Jarosław Zieliński wezwał kuratorów oświaty, żeby rozpropagowali w szkołach spotkania modlitewne młodzieży w Lednicy

Wiceminister Zieliński swój list do kuratorów poprzedził fragmentem wypowiedzi Jana Pawła II: "Zwracam się również do was, drodzy nauczyciele i wychowawcy. (...) Młodzi was potrzebują. Oni poszukują wzorców, które byłyby dla nich punktem odniesienia". List został wysłany pod koniec marca.

Zieliński przypomina, że 3 czerwca na Polach Lednickich, "w miejscu uznawanym za kolebkę Państwa Polskiego", odbędą się jubileuszowe spotkania modlitewne młodzieży. "Wagę spotkaniu będą również nadawać poprzedzające je obchody pierwszej rocznicy śmierci Jana Pawła II i pielgrzymka do Polski Papieża Benedykta XVI" - pisze. I prosi, by kuratorzy tę informację rozpowszechnili wśród uczniów, nauczycieli i wychowawców.

Zielińskiego zaatakował SLD. Oburzała się wczoraj "Trybuna". A posłanka Sojuszu Katarzyna Piekarska mówi: - Sekretarzowi stanu ministerstwo pomyliło się z amboną. Nie mam nic przeciw spotkaniom lednickim, ale list wiceministra to próba indoktrynacji szkół, które powinny być wolne od treści religijnych. Wiceminister kompletnie nie rozumie swojej roli i należałoby się zastanowić, czy go nie odwołać - mówi.

Dziś Piekarska będzie namawiać swój klub, by wystąpił o dymisję Zielińskiego.

Sam Zieliński w liście nie widzi nic niestosownego. - Obowiązująca ustawa o systemie oświaty mówi o wartościach chrześcijańskich. A mój list to tylko życzliwa informacja; dyrektorzy, nauczyciele i uczniowie sami zdecydują, czy wezmą udział w spotkaniach w Lednicy, czy nie. List wysłałem na prośbę organizatorów.

Organizatorem spotkań jest dominikanin o. Jan Góra. - Osobiście poprosiłem pana ministra, aby zaprosił uczniów i nauczycieli do wzięcia udziału w tym wydarzeniu. Lednica jest wielkim dobrem, a istotą dobra jest to, że trzeba się nim dzielić. Nikogo do niczego nie zmuszam. Ja tylko zapraszam - tłumaczy o. Góra.

Możliwe, że o odwołanie Zielińskiego będzie też wnioskować PO. Krystyna Szumilas, minister edukacji w gabinecie cieni Platformy: - Spotkania modlitewne w Lednicy to inicjatywa godna poparcia. Ale czy powinien ją tak ostentacyjnie popierać minister rządu? Patrząc na ostre reakcje i głosy oburzenia z niektórych środowisk, widać, że nie. Przykro mi, że na skutek działań resortu pada cień na bardzo wartościową i cenioną przez samą młodzież inicjatywę. Minister Zieliński już nie pierwszy raz w problematyce oświaty porusza się jak słoń w składzie porcelany. Pora się zastanowić, czy to właściwa osoba na właściwym miejscu.

Już w miniony piątek list do premiera o odwołanie Zielińskiego wystosował Związek Nauczycielstwa Polskiego. Sławomir Broniarz, prezes ZNP: - Spotkania młodzieży na Polach Lednickich to wielka wartość. Jednak bycie listonoszem jakiejkolwiek organizacji, jakiegokolwiek stowarzyszenia to nie zadanie ministra w rządzie RP!

W liście do premiera prezes ZNP zarzuca Zielińskiemu "nieprzemyślane wypowiedzi" dotyczące oświaty i wytyka poprzedni list do kuratorów, w którym przestrzegał szkoły przed organizacjami pacyfistycznymi i ekologicznymi, które - zdaniem ministra - mogą nieść za sobą "szkodliwe treści wychowawcze". - Nie zamierzałem oceniać działalności żadnej organizacji. To było przypomnienie dyrektorom szkół, że są odpowiedzialni za wszystko, co się w szkołach dzieje - tłumaczy teraz wiceminister Zieliński. Przyznał, że list wystosował, bo "był w posiadaniu pewnych informacji" z ABW.

Sowińska: Rodzice też mogą stracic cierpliwość

   Nowa rzecznik praw dziecka Ewa Sowińska złożyła w piątek ślubowanie w Sejmie. Organizacje pozarządowe już krytykują ją za wypowiedzi w mediach, że dziecku można dać klapsa "z miłości"

To "przyzwolenie na łamanie praw dziecka" napisał w oświadczeniu Tomasz Polkowski, przewodniczący Towarzystwa "Nasz Dom". - Może będziemy musieli określić, który klaps został wymierzony "z miłości", a który nie? Może trzeba określić siłę klapsów dopuszczalnych i zakazanych? - denerwuje się Polkowski.

Monika Sajkowska, Fundacja Dzieci Niczyje: - Gloryfikowanie klapsów jako metody wychowawczej przez osobę, która ma bronić praw dzieci, jest niepokojące. Mam nadzieję, że ta wypowiedź wynikała z niewystarczającej wiedzy i gdy pani Sowińska pozna wyniki badań pokazujące rozmiary przemocy wobec dzieci, zmieni zdanie.

Elżbieta Czyż z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka dodaje: - Chciałabym, by nowa RPD przeczytała konstytucję i ustawę, w której wyraźnie zapisano, że jej obowiązkiem jest stanie na straży praw dzieci.

Rozmowa z Ewą Sowińską

Magdalena Kula: Klaps to dobra metoda wychowawcza?

Ewa Sowińska, rzecznik praw dziecka: Kiedy mówiłam, że dziecku można dać klapsa "z miłości", miałam na myśli lekkie klepnięcie. Jestem przeciwna biciu dzieci. Choć nie robiłabym afery, gdy rodzic incydentalnie, pod wpływem emocji, wymierzy klapsa. Rodzice także mogą stracić cierpliwość.

Poprzedni Sejm nie zgodził się zakazać w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie bicia i karcenia dzieci. Skoro jest Pani przeciwna biciu dzieci, to może jako RPD wróci Pani do tego pomysłu?

- Możliwe. Nie wyobrażam sobie jednak prawa, które pozwoli na ciąganie rodziców po sądach, bo zdarzyło im się dać swojemu dziecku klapsa.

W czasie obrad sejmowej komisji edukacji i komisji rodziny oświadczyła Pani, że uczniowie, którzy opuszczają lekcje i się do nich nie przygotowują, "są złodziejami".

- Państwo płaci na utrzymanie szkół. A młodzież nie prowadzi zeszytów, odmawia robienia zadań domowych, a często nawet nie chodzi do szkoły. Młodzi nie mogą być wychowywani w przekonaniu, że mają tylko prawa i przywileje. Mają jeszcze obowiązki. Jako RPD będę o tym przypominać.

Chcę doprowadzić do ścisłej współpracy mojego urzędu z resortem edukacji. Zaproponuję także, by Ministerstwo Edukacji miało w nazwie jak przed laty słowo "wychowanie". Bo ono jest kluczowe dla dobra dzieci.

Deklarowała Pani, że jako RPD będzie pomagać całym rodzinom. Jak?

- Chcę wspierać wychowawczo rodziny, edukować rodziców. Jestem też za ograniczaniem praw rodzicielskich w rodzinach, gdzie nastąpiła głęboka, całkowita destrukcja, gdzie są patologie. W takich przypadkach trzeba postawić na rodzinne domy dziecka i rodziny zastępcze.

Do piątku była Pani posłanką LPR. Jako rzeczniczka odłoży Pani polityczne przekonania na półkę?

- Jako rzeczniczka dzieci nie będę podejmować żadnych politycznych decyzji. Obiecuję.

Gazeta Wyborcza 11.04.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #255 dnia: Kwiecień 11, 2006, 12:00:41 pm »
Jak PiS zdobywa szkoły

 W poniedziałek większość nauczycieli zespołu szkół przy ul. Deotymy na Kole przyszło do pracy ubrana na czarno. W ten sposób protestują przeciw nowej dyrektorce, faworytce wiceministra oświaty.
 
Na drzwiach zespołu szkół przy ul. Deotymy zawisł protest nauczycieli przeciw mianowanej ostatnio dyrektorce
 
Nauczyciele z ul. Deotymy są przekonani, że ich nową szefową wskazał wiceminister edukacji Stanisław Sławiński. W proteście w poniedziałek przyszli do szkoły ubrani na czarno. Ratusz ogłosił właśnie konkursy na dyrektorów około 200 szkół w całej Warszawie
Wczoraj na budynku Zespołu Szkół nr 71 na Woli pedagodzy wywiesili flagi przepasane kirem. Na drzwiach przykleili kartkę: "Protestujemy przeciwko objęciu stanowiska dyrektora szkoły przez panią Magdalenę Politańską". Na korytarzu od razu widać, kto protestuje, bo nauczyciele na znak sprzeciwu ubrali się na czarno.

- Wynik konkursu był przesądzony. Pani Politańska to protegowana ministra Sławińskiego i jego żony, która uczyła w szkole - uważa część pedagogów. Mimo że podpisali się pod protestem, chcą być anonimowi. Od miesięcy prosili miejskie biuro edukacji i władze Woli o zorganizowanie konkursu na dyrektora. Poprzedni przeszedł na emeryturę. Obowiązki pełniła Urszula Skrzypczak.

- Konkurs ogłoszono dopiero w kilka dni po tym, jak pani Politańska zdobyła zaświadczenie o ukończeniu kursu zarządzania oświatą. Podpisał je Stanisław Sławiński, wiceminister edukacji związany z PiS - opowiadają nauczyciele.

Formowanie dyrektora

Magdalena Politańska kurs skończyła w Placówce Doskonalenia Nauczycieli "Pro Formatione" założonej przez Radę Szkół Katolickich. Sama prowadzi tam zajęcia. Dyrektorem Pro Formatione był Stanisław Sławiński. Podpis na zaświadczeniu złożył 17 grudnia zeszłego roku. Od 11 dni był już wiceministrem edukacji.


Zapytaliśmy w kancelarii premiera, czy minister mógł być jednocześnie dyrektorem prywatnej szkoły. Wczoraj nie doczekaliśmy się odpowiedzi. Sam Sławiński tłumaczy, że zaświadczenie podpisał "jako dyrektor, a nie jako minister". Zaprzecza, by wpływał na pracę Zespołu Szkół nr 71.

To nie przekonuje rodziców. Spodziewają się, że nowa dyrektorka będzie wychowywała dzieci zgodnie z przekonaniami Sławińskiego. W jednej z publikacji pochwalał on kary cielesne. Chwali też "wychowanie w posłuszeństwie".

- Nie chcę, żeby moje dziecko było bite - irytuje się Urszula Dębicka, mama pierwszoklasisty. - Już teraz dyrektorka pokazuje, że za nic ma zdanie rodziców i zrobi, jak chce. W ogóle nie przedstawiała nam swego programu - dodaje Elżbieta Obińska, przewodnicząca rady rodziców.

Marzenia o posłusznej kadrze

Irena Dzierzgowska, była wiceminister edukacji, zauważa, że dyrektor na to, co się dzieje w szkole, ma większy wpływ niż minister. A ponieważ posłowie PiS głośno mówią, że dyrektorzy powinni być posłuszni (ostatnio wypowiadał się tak Stanisław Pięta z Bielska-Białej), to może dojść do usunięcia niepokornych.

- Od dawna wymiana dyrektorów była marzeniem władz. Teraz jest okazja, bo wielu kończą się pięcioletnie kadencje - podziela te obawy Jerzy Wiśniewski, prezes mazowieckiego okręgu Związku Nauczycielstwa Polskiego.

W najbliższych tygodniach odbędzie się blisko 200 konkursów. Radni uchwalili, że tylko w ten sposób można zostać dyrektorem. Wykluczyli możliwość przedłużenia kontraktu na następne lata. Również w konkursie ma być wybrany nowy dyrektor liceum Cervantesa, którego uczniowie zorganizowali niedawno słynną debatę o wolności słowa.

- To wymiana kadr, która zaczęła się od góry. Niedawno minister edukacji wymienił kuratorów na takich, którzy będą z nim dobrze współpracowali. Teraz czas na dyrektorów - twierdzi Irena Dzierzgowska.

Liliana Zientecka, szefowa miejskiego biura edukacji, które ogłasza konkursy, zaprzecza, by taki był ich cel: - Nie ma możliwości, by ich wynik był z góry przesądzony.

Zapewnia, że skład komisji konkursowej gwarantuje obiektywny wybór. Mają na to wpływ różne środowiska: samorząd (trzy głosy), kuratorium (trzy), nauczyciele (dwa), rodzice (dwa) i związki zawodowe (dwa). Jednak Irena Dzierzgowska jest zdania, że w sprawie konkursów "istnieje porozumienie między kuratorium a władzami samorządowymi".

Magdalena Politańska nie chciała z nami rozmawiać.

Gazera Wyborcza/Warszawa 11.04.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #256 dnia: Kwiecień 13, 2006, 08:20:11 pm »
Rzecznik bicia dzieci

Uwaga, dzieci!
Jeżeli rodzic w ramach dyscyplinowania wymierzy wam solidnego klapsa, nie biegnijcie na skargę do rzecznika waszych praw! Ewa Sowińska, była posłanka LPR, która kilka tygodni temu objęła urząd Rzecznika Praw Dziecka uważa, że karcenie w ten sposób maluchów to nic złego.

- Klaps nikomu krzywdy nie zrobi, a nauczy dyscypliny. Dzieci mają prawa, ale należy od nich wymagać szacunku dla rodziców, dorosłych - twierdzi Ewa Sowińska (58 l.).

Z teorią pani rzecznik nie zgadzają się psychologowie. - Do matki, ojca dziecko ma bezgraniczne zaufanie. Źle się dzieje, gdy ktoś taki uderzy. Dla kilkulatka to przemoc! - tłumaczy dr Małgorzata Sitarczyk z Zakładu Psychologii Wychowawczej i Psychoprofilaktyki UMCS w Lubline. - Dziecko zaczyna się bać. Ciężko jest żyć w roli ofiary, więc w przedszkolu zachowuje się jak rodzic. Jest agresywne wobec słabszego. Klaps to brak dojrzałości emocjonalnej rodzica, wynik bezradności - dodaje.

- Dopuszczalne są jedynie inne formy upominania.
Jeżeli dziecko wie, że nie może czegoś zrobić i robi to, można odebrać mu jakieś przywileje. Na przykład zakazać na pewien czas oglądania telewizji. Trzeba to jednak robić delikatnie - podkreśla Joanna Wiktorowska, psychoterapeuta Instytutu Psychoanalizy i Psychoterapii w Warszawie.

- Nikt jeszcze nie udowodnił naukowo, że kary cielesne komuś szkodzą - odpowiada Sowińska. - Czasem ostre słowo, reprymenda są potrzebne. Młodzież jest coraz gorsza, więc klaps nie zaszkodzi.

autor: Łódź, Dariusz Kucharski
Super Expres z dnia 13 kwietnia 2006roku.

Cytuj
- Klaps nikomu krzywdy nie zrobi, a nauczy dyscypliny. Dzieci mają prawa, ale należy od nich wymagać szacunku dla rodziców, dorosłych - twierdzi Ewa Sowińska (58 l.).

ylko klapsem szcunku się nie zdobędzie u dzieci droga pani rzecznik  :evil:
Cytuj
- Nikt jeszcze nie udowodnił naukowo, że kary cielesne komuś szkodzą - odpowiada Sowińska. - Czasem ostre słowo, reprymenda są potrzebne. Młodzież jest coraz gorsza, więc klaps nie zaszkodzi.
 

Taki rzeczy nie trzeba udawadniać naukowo.
Jednym słowem jest to ciche przyzwolenie dla nauczycieli,skoro rodzic może i wychowuje ,to również i szkoła bo też ma za zadanie wychować .
Czy tylko rodzic "ma mieć  prawo" do wymierzenia klapsa :evil:

Wcześniejsza dyskusja rodziców na temat klapsa
Czy za klapsa trafimy pod sąd?  
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #257 dnia: Kwiecień 13, 2006, 11:03:05 pm »
uuuuuu ale się porobiło  :evil:
może lepszy byłby wakat w Ministerstwie  :wh
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Agatka 1

  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 26
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #258 dnia: Kwiecień 16, 2006, 11:00:49 pm »
No też myślę, że może byc nieciekawie. Ostatnio rodzice dzieci z ADHD byli w ministerstwie zdrowia z pytaniem o refundacje leków, pan minister powiedział, ze takiej choroby nie ma, bo on sie o takiej nie uczył na studiach :puppydogeyes:
ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy

Offline Przemcio

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 6
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #259 dnia: Kwiecień 22, 2006, 01:07:41 pm »
Skoro mały klaps jest dopuszczalny to należy ustalić wzorzec oraz stworzyć Instytut Klapsologii Stosowanej z oddziałami regionalnymi gdzie Rodzic mógłby otrzymać certyfikat np. ISO9001 oraz zezwolenie na jego użycie również poza granicami kraju.
Jak wiadomo klaps klapsowi nierówny i zależny jest od gabarytów oraz zwinności i przebiegłości Rodzica.
Jako tester-wskaźnik proponuję tylną część ciała rzecznika.

Nie wiem czy jakieś badania dowiodły z kolei, że TA część ciała jest u 99,9% populacji połączona najkrótszą drogą z centralnym układem nerwowym co powoduje nadzwyczaj szybką i skuteczną reakcję na bodziec z długotrwałymi efektami. Niestety przedawkowanie przynosi więcej strat niż pożytku
Ministerstwo Zdrowia oczywiście chętnie "wyszufluje" kilkaset milionów złotych na badania nad określeniem "dopuszczalnej dawki" dziennej, tygodniowej i miesięcznej tego "leczniczego" specyfku.

Tiiaaaa, XXI wiek i pedagogika legła w gruzach.

Pozdrawiam
Przemo

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #260 dnia: Kwiecień 22, 2006, 03:37:04 pm »
Przemcio - jesteś rewelacyjny  :ok:  :turn-l:
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #261 dnia: Maj 07, 2006, 09:58:29 am »
Szkoła nie musi być straszna
Grażyna Czetwertyńska* 06-05-2006

Słusznie martwimy się, że szkoła ma trudności z wychowywaniem, ale znajdowane środki zaradcze są jak herbatka z malin na poważną chorobę. A wystarczy dobra metoda i trochę entuzjazmu

Mateusz nie mógł się doczekać piątku. Udało mu się wypożyczyć starą maglownicę. To będzie najważniejszy eksponat na szkolnej wystawie „Stare jest piękne”. Zrobił metryczkę, będzie demonstrował, jak działała taka maglownica.

Monika nie spała prawie całą noc, następnego dnia na pokazie obrzędów weselnych Chełmszczyzny miała tańczyć polkę. Od tygodni przygotowywali imprezę. Szukali, pytali, liczyli, odtwarzali i dokumentowali - wiedzą wszystko o strojach weselnych, potrawach, dekoracji stołu
Te dzieci z podstawówki w Chełmie cieszyły się, idąc do szkoły.

Tymczasem obraz w mediach jest inny: szkoła jest czymś w rodzaju nieprzyjemnej choroby wieku dziecięco-młodzieżowego. Trzeba przetrzymać, czasem się wykazać, pokonać innych w rankingu o lepszą przyszłość. Wykształcenie to szczyt górski.

Ile osób ucieszyło się, kiedy ministerstwo zapowiedziało dłuższe wakacje? Krócej w szkole, czyli lepiej. Dla kogo? Można zrozumieć, że ucieszył się dzieciak, któremu wakacje kojarzą się z morzem i nadmuchanym delfinem, ale skąd taki entuzjazm dorosłych - rodziców, nauczycieli?


Po drodze

Nie miałam pojęcia, że od czegoś tak nudnego jak projekt z fizyki trudno będzie się oderwać. Już samo zbieranie wiadomości wprawiło nas w świetny nastrój. W jaki sposób dawniej ludzie przechowywali złowione ryby? Dlaczego folia przywiera do żywności? Wywiązywały się różne sytuacje, często nie mogłyśmy powstrzymać się od śmiechu. Wykonywałyśmy doświadczenia, sprawdzałyśmy, czy na pewno nie popełniamy błędu. Po drodze zdobyłyśmy dużo wiedzy z fizyki, a także z chemii i historii. (uczennica gimnazjum z Lublina o projekcie „Fizyka w kuchni domowej”)

Ci spośród nas, którzy zawodowo zajmują się edukacją, muszą wykazać się przed społeczeństwem. No właśnie, ale czym właściwie? Że (zadbamy o bezpieczeństwo dzieci, •  ochronimy je przed wzajemną agresją i złem świata zewnętrznego, •  nie zamęczymy nadmiarem pracy, •  sprawnie i - koniecznie! - tanio wyposażymy w odpowiednią porcję wiedzy, no i oczywiście •  dopilnujemy, żeby wakacje były odpowiednio długie.

Najważniejsza jest wiedza, ale jak głupio się ją ocenia! Czy będzie pasowała do egzaminów, do wymagań olimpiad i konkursów przedmiotowych? Czy da przepustkę na uczelnię? Nikt nie interesuje się, czy to kucie pomoże w wykonywaniu jakiejś sensownej pracy. Czy będzie jakkolwiek przydatne przez resztę życia?

Nauka sobie, życie sobie.
Uczenie się "po drodze", przy okazji obserwowania i badania świata, to pomysł na szkołę. Szkoda, że rzadko realizowany.

Kara, nagroda, odpowiedzialność

"Spotkał katar Katarzynę, A PSIK!". Kichaniu nie było końca, kiedy gimnazjaliści z Obornik Śląskich wystawiali "Brzechwę dzieciom" dla niepełnosprawnych przedszkolaków.

Karolina z trzeciej klasy:
Poczułam, że ja również mogę komuś dać chwilkę radości. A kiedy za rączkę wzięłam małego Piotrusia, a ten śmiało ze mną zatańczył, poczułam się dorosła. W domu ciągle powtarzają, że jestem niedojrzała... Akurat!!!

Wpadamy w panikę, ilekroć w szkole dzieje się źle. Uczniowie założyli nauczycielowi kosz na śmieci na głowę, ktoś pobił kolegę, uczennica pozowała dla "Playboya". Zwalniamy nauczyciela i za chwilę go zatrudniamy, wyrzucamy ze szkoły uczennicę i przyjmujemy ją do innej.
Nie do końca wiadomo, jakiej szkoły chcemy. Słusznie martwimy się, że szkoła ma trudności z wychowywaniem, ale znajdowane środki zaradcze są jak herbatka z malin na poważną chorobę.
Zwiększanie dyscypliny formalnej. Przeglądanie repertuaru kar i nagród zapisanych w pamięci naszych rodziców i dziadków. Surowsze ocenianie zachowania. Spoglądanie z nadzieją na szkoły ubierające uczniów w mundurki i zostawiające niegrzecznych uczniów w kozie. Szkoły katolickie jako wzór dla całej oświaty.

To nie pomoże. Coraz surowsze kary i rygory budzą agresję lub kształtują oportunistów.

Każdy doświadczony pedagog wie: im bardziej nauczyciel stara się uczniów zdyscyplinować, im bardziej stawia na wymagania, chce przyłapać na błędach i nieróbstwie, tym bardziej uczniowie marnują energię na ukrywanie niewiedzy, maskowanie lenistwa, ściąganie i oszukiwanie.

A może inaczej?

Może dać uczniom atrakcyjne zadania na miarę ich sił, aby mogli poczuć smak sukcesu? Zamiast opisywać im, jacy mają być, a jacy nie, zaangażować ich w projekt, w którym spróbują współpracy, a wartość pracy dla innych, także słabszych od siebie, zobaczą w oczach owego Piotrusia?
Może trenować wytrwałość i odpowiedzialność, odwołując się do tego, co w nich dobre?
To mnie obchodzi, chcę to wiedzieć
Obserwując drzewa, nie zdawałam sobie sprawy, że porosty mogą wskazywać na stopień zanieczyszczenia powietrza. Po pewnym czasie doszłyśmy do wprawy w korzystaniu ze „skali porostowej”. Nasze kochane Drezdenko jest zanieczyszczone! Dotąd uważałyśmy, że nie mamy tego problemu. To była praca! A wysiłek zbliżył nas do siebie. (gimnazjalistka Agata o uczniowskim projekcie ekologicznym)

W działającym od wieków modelu dzieci oddawane były w ręce specjalisty - nauczyciela. Musiał dać sobie radę ze wszystkim, brał całą odpowiedzialność za kształcenie. Uczniowie ubrani w jednolite stroje, posadzeni parami w ławkach, mieli się temu poddać. Na każdej lekcji dorzucano im coś do głowy - im więcej, tym lepiej. Uczeń, który nie dawał rady, szedł "do zawodu". Inni wspinali się po szczeblach edukacyjnej kariery.

Niejeden dorosły wzdycha - a nie mogłoby tak być dalej? Niestety, nie.

Taki system się nie sprawdza. Dzieci już nie te same, przynoszą do szkoły problemy, o jakich ich dziadkom i rodzicom się nie śniło, żyją w świecie internetu. Atakowane są informacjami, których nie umieją uporządkować.
Z łatwością powtórzą tekst reklamy wafelków, ale mają trudność z przeczytaniem choćby jednej szkolnej lektury. Snują się, markują uczenie się, a czasem nagle żądają wpływu na to, co się w szkole dzieje. Nie trafiają do nich argumenty, że ta męka jest dla ich dobra.

To może lepiej spytać uczniów o zdanie i tak kierować ich pracą, aby cel uznali za własny? Może pójść w kierunku szkoły, gdzie nauczyciele uczą przede wszystkim tego, jak się uczyć? Na dobrze dobranych treściach pokazują wartość wiedzy, rozbudzają zainteresowania. I przygotowują do uczenia się przez całe życie.
Tak, nauczyciel może podzielić się odpowiedzialnością z uczniem, ale musi pozwolić mu współuczestniczyć w planowaniu pracy i razem z nim ustalać kryteria oceny. Sam uczący się będzie określał, jak ma jeszcze daleko do celu. I jakiej pomocy potrzebuje.
Nauczyciel nie stara się przyłapać ucznia na błędach. Gramy do jednej bramki, drugą można z boiska usunąć.

Zmiana reguł gry
Pracując metodą projektów, poznaliśmy ich zainteresowania, poglądy, o których często nie mieliśmy pojęcia. Zdarzały się konflikty, ale udawało się znaleźć rozwiązania. Uświadomiliśmy sobie, jak ważny jest indywidualizm, osobowość ucznia. Sukces w szkole może być tylko wynikiem zintegrowanych działań nauczycieli, uczniów i rodziców.
Tak piszą nauczyciele z gimnazjum w Koluszkach. Z uczniami realizowali projekt "Nasza mała i wielka ojczyzna".

Moich studentów, przyszłych nauczycieli, zachęcam do dzielenia się odpowiedzialnością z uczniami. Słyszę, że jestem idealistką. Nawet studentom, którzy powinni mieć świeże spojrzenie, trudno uwierzyć, że to uczeń może częściej pytać nauczyciela, niż nauczyciel odpytywać ucznia. Że uczeń może przyznać się, że czegoś nie rozumie. Bez obawy, że zostanie zganiony, ośmieszony. Że może sam oceniać swoje postępy.

O takiej zmianie reguł mówi się jednak w świecie. Raport OECD "Teachers Matter": "Od nauczyciela oczekuje się więcej niż kiedyś. Zarządza procesem uczenia się i rozwoju uczniów, współtworzy szkołę jako uczącą się społeczność, inicjuje i kontroluje proces uczenia się, odpowiada na potrzeby i ocenia postępy dziecka, daje mu informację zwrotną, która pomaga dalej się uczyć. Potrafi łączyć dziedziny i dba o spójność wiedzy z różnych przedmiotów. Pracuje w zespole nauczycieli, którzy także doskonalą umiejętności. Współpracuje z rodzicami i lokalną społecznością".

Cała wiedza o świecie
Wpadłam na ten pomysł, bo chciałam pokazać uczniom, że matematyka to nie tylko nudne zadania, ale też piękno wokół nas. W projekcie „Harmonia świata” starali się zrozumieć istotę złotej proporcji, jej związek z ciągiem Fibonacciego, konstrukcje oparte na „złotej liczbie”. Poszukiwali jej w dziełach sztuki, w literaturze, przyrodzie, fizyce. Kolejne zespoły prześcigały się, aby ich prezentacja była jak najbardziej atrakcyjna dla słuchaczy: wypożyczali rekwizyty, przynosili reprodukcje dzieł sztuki, wykonywali pomiary. Rola nauczycieli ograniczyła się do wskazówek i weryfikacji materiału.

W takim kształceniu, którego przykładem jest projekt matematyczki z liceum w Gorzowie Wielkopolskim, traci znaczenie wkładanie do wszystkich uczniowskich głów jak największej liczby faktów, w dodatku identycznych. Ważniejszy staje się proces gromadzenia, porządkowania i wykorzystywania informacji. I tak zresztą od dawna nie daje się już przekazać wszystkich najważniejszych wiadomości. Zamiast tego można pokazać, że świat jest pasjonujący, i nauczyć, jak go odkrywać, jak w nim działać.

W szkole, czyli razem
Co pozostawili nam Grecy? Czy starożytność może dziś zachwycać? Jaki sens ma jej studiowanie? Na takie pytania odpowiadali licealiści z Tarnowa. Nauczyciele opisują:

To był wysiłek, ale chętnie go podejmowaliśmy. Efekty były więcej niż zadowalające. Uczniowie, którzy zwykle niechętnie występują na forum klasy, sprawdzają się, gdy mogą razem zaprezentować coś, czego się dowiedzieli, wiedząc, że to zainteresuje słuchaczy.
Uczniowie wolą komunikować się z kolegami niż z nauczycielem. Ich prace stają się staranniejsze, gdy mają być prezentowane kolegom. Gdy nie rozumieją tego, co mówi kolega, proszą o powtórzenie. Natomiast po wysłuchaniu wyjaśnień nauczyciela często tylko udają, że zrozumieli - boją się kompromitacji, uważają, że nie mają prawa zabierać czasu nauczyciela dla siebie.
Nauczanie koleżeńskie i grupowe to nie tylko sposób na zbyt liczne klasy. Badania dowodzą, że potrafi dać lepsze wyniki niż indywidualna praca z nauczycielem.

Jaka szkoła?
Potrzebujemy więcej takiej szkoły, jaka wyłania się z powyższych opisów dokonań naszych "Szkół z klasą". Właśnie teraz blisko 6 tys. nauczycieli walczących o tytuł "z klasą" przedstawia sobie nawzajem do oceny projekty edukacyjne.

Zaglądając na www.szkolazklasa.pl, skąd pochodzą wszystkie cytaty, dowiesz się też: •  jak uczniowie przygotowali czwartkowy obiad ze Stanisławem Augustem, •  jak zmierzyli pojemność Barbakanu, •  opracowali regionalną książkę kucharską, •  przygotowali kampanię zdrowego trybu życia.

Ilu z was, drodzy czytelnicy, nie wierzy, że szkoła nadaje się do polubienia, ba, do pokochania? Ilu z nas, pedagogów i metodyków, straciło tę wiarę?
Któż jednak nie chciałby posyłać uczniów do szkoły, w której pracują szczęśliwi nauczyciele, dumni ze swej pracy? Widziałam nawet szczęśliwych uczniów.

Najbardziej lubię, gdy uczniowie witają mnie rano z uśmiechem. Po prostu czuję, że oni nie mogą się doczekać, kiedy zaczną razem pracować. A ja będę im towarzyszyć - napisała jedna z kandydatek do tytułu „Nauczyciel z klasą”.
*Grażyna Czetwertyńska - Centrum Edukacji Obywatelskiej, Laboratorium Edukacyjne MISH Uniwersytetu Warszawskiego

„Nauczyciel z klasą”, aby uzyskać ten tytuł, musi udowodnić, że umie pracować metodą projektów, czyli dużych tematów, nad którymi pracuje zwykle grupa uczniów, zakończonych referatem, wystawą czy przedstawieniem.
Oto kilka przykładów takich właśnie zakończonych projektów:

Czy Kopernik jadł pierniki?
Wokół bochenka, czyli historia chleba dla każdego.
To dorośli też byli kiedyś dziećmi?
Budżet w domu.
Mój szkolny kolega z Afryki - piękno Afryki w oczach dzieci.
Tworzymy Wielka Księgę Tolerancji.
Piramidy to ostrosłupy!
Nadzwyczajne własności zwyczajnej wody.
Podróż do Państwa Środka śladami Marco Polo.
Przewodnik po "Panu Tadeuszu".
Dookoła koła.
Nasze rodziny i przemiany w Polsce - lata 1945-2006.
Wypasiony Słownik Naszej Polszczyzny (czyli język nastolatków.)
Ugryź to, czyli zgryzoty lokalne twojego miasta.
Więcej światła - optyka i życie.
Sałatka nastolatka - książka kucharska dla nastolatków.
Land art - protest przeciwko wypalaniu traw.
Szekspiriada.
Kodeks etyczny złotych jubilatów w naszym mieście - o tradycjach kultywowanych przez seniorów.
Bocian biały - żabojad z wdziękiem.
Rośniemy i dbamy o siebie.

I jeszcze wpis uczennicy z forum internetowego "Szkoły z klasą":

No więc ów program jest naprawdę całkiem, całkiem. Dzięki niemu w szkole czuć coś świeżego. Co prawda momentami aż mi "śmierdziało" tą świeżością, ponieważ moja klasa musiała robić projekty z paru przedmiotów naraz, ale jakoś daliśmy radę. Wcześniej nie myślałam, że część nauczycieli ma takie fajne pomysły.
Ocena: Akceptuję, gratuluję.
PS: Pozdrawiam wszystkich nauczycieli. Buziaczki!

Akcję "Szkoła z klasą" od 2002 r. prowadzą: "Gazeta Wyborcza", Centrum Edukacji Obywatelskiej i Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności

Grażyna Czetwertyńska*
Gazeta.pl
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #262 dnia: Maj 09, 2006, 09:55:54 am »
Wyżej artykuł na temat rzecznika
Cytuj
13 Kwiecień 2006, 20:20      
 Rzecznik bicia dzieci  

A dziś kolejny fantasta,ktory "będzie zabiegał o powrót kar cielesnych do szkół. ":evil:
Cytuj
że zaprzestanie stosowania kar cielesnych doprowadziło do eskalacji przemocy wśród młodych ludzi. - Będę zabiegał o stworzenie przepisów umożliwiających powrót kar cielesnych do szkół


Nauczyciele nie chcą stosować kar cielesnych
Ewa Furtak 08-05-2006

Henryk Urban, działacz PiS-u, będzie zabiegał o powrót kar cielesnych do szkół. Nauczyciele, z którymi rozmawialiśmy, nie wyobrażają sobie jednak bicia uczniów.

O pomyśle napisaliśmy we wczorajszej "Gazecie". Henryk Urban, kilka lat temu członek bielskiego zarządu miasta odpowiedzialny za edukację, a dzisiaj działacz PiS-u i członek Rady Politycznej tej partii, twierdzi, że zaprzestanie stosowania kar cielesnych doprowadziło do eskalacji przemocy wśród młodych ludzi. - Będę zabiegał o stworzenie przepisów umożliwiających powrót kar cielesnych do szkół. Będę namawiał do tego polityków, dziennikarzy, nauczycieli i rodziców - zapowiada.

Dodaje, że jeśli taką karę będą wymierzali wychowawcy pasjonaci, kochający dzieci i młodzież, nie będzie ona zemstą na uczniu, a jedynie wyrazem troski o jego odpowiednie wychowanie.

Nauczyciele są przerażeni pomysłem Urbana. Bożena Kotkowska, bielska radna i nauczycielka, od siedemnastu lat pracuje w pogotowiu opiekuńczym. - Nigdy nie zdarzyło mi się użyć kary cielesnej wobec ucznia, w ogóle nie wyobrażam sobie, że mogłabym to zrobić - tłumaczy. Dodaje, że często to właśnie dzieci bite w rodzinnych domach używają przemocy wobec młodszych i słabszych. - Jeśli dorośli, którzy mają być dla nich wzorem, stosują wobec nich przemoc fizyczną, to dzieci dochodzą do wniosku, że to najskuteczniejszy sposób na rozwiązywanie problemów - tłumaczy.

- Bicie jest przejawem zupełnej bezsilności ze strony nauczyciela. Jeśli ktoś musi posunąć się do takich metod, w ogóle nie nadaje się na wychowawcę młodzieży. Nie wyobrażam sobie, że z wyrachowaniem biorę do ręki np. pas i wymierzam razy uczniowi. Gdzie go mam uderzyć? W dłoń? Pośladki? - dodaje nauczyciel o ponaddwudziestoletnim stażu, uczący w jednym z bielskich gimnazjów.

Także ksiądz Józef Walusiak, który w bielskiej dzielnicy Komorowice prowadzi Katolicki Ośrodek Wychowania i Resocjalizacji Młodzieży "Nadzieja", mówi, że wprowadzenie kar cielesnych nie poprawi stanu naszej oświaty:

- Dziecko ma zrozumieć, dlaczego zrobiło źle, ponieść konsekwencje swojego postępowania. Dlatego czasami trzeba dziecku odmówić jakiejś przyjemności. Sam tak robię. Jeśli któryś z moich wychowanków nie wypełni jakiegoś zadania, zabraniam mu np. oglądania telewizji w sobotę. Jednak w ogóle obawiam się używać słowa kara, bo dzieciom to kojarzy się z czymś okropnym. Nie wyobrażam sobie powrotu kar cielesnych, chłosty, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Obawiam się poza tym, że mogłoby to otworzyć furtkę do różnych nadużyć - dodaje.

Cytuj
Dodaje, że jeśli taką karę będą wymierzali wychowawcy pasjonaci, kochający dzieci i młodzież, nie będzie ona zemstą na uczniu, a jedynie wyrazem troski o jego odpowiednie wychowanie.

Bez komentarza  :evil:
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
26 maja - dzień wolny na wizytę papieską
« Odpowiedź #263 dnia: Maj 16, 2006, 08:14:04 am »
Dzień wolny na papieża

W związku z pielgrzymką papieża Benedykta XVI do Polski, piątek 26 maja będzie dniem wolnym od nauki - dowiedział się "Super Express". Taką decyzję podejmie dzisiaj Rada Ministrów.

Rządowy plan potwierdził w rozmowie z dziennikiem premier Kazimierz Marcinkiewicz: "Będzie w tej sprawie rozporządzenie ministra edukacji narodowej" - ujawnia szef rządu.

Wolne obowiązywać będzie wszystkich uczniów w szkołach w całej Polsce, tak by wszyscy chętni mogli wziąć udział lub oglądać transmisję z mszy św. na Placu Piłsudskiego w Warszawie. Benedykt XVI odprawi ją przy ołtarzu wzorowanym na tym, przy którym podczas swej pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 r. modlił się w stolicy Jan Paweł II.

Tymczasem już jutro Benedykt XVI przyjmie polskiego premiera na prywatnej audiencji. "To niesamowite, że uda się nam spotkać w rocznicę urodzin Jana Pawia II" - cieszy się Kazimierz Marcinkiewicz.

Prócz audiencji, szef rządu złoży kwiaty na grobie papieża-Polaka i spotka się z kardynałem Angelo Sodano.

"Super Express" przypomina, że 18 maja mija 86 lat od dnia urodzin Karola Wojtyły.

(PAP)
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #264 dnia: Maj 18, 2006, 05:11:16 pm »
Zwycięska walka rodziców i dzieci o szkołę

 Izabela Jopkiewicz

Gdyby nie rodzice uczniów, Zespół Szkół Specjalnych nr 1 w Gdańsku już by nie istniał. Teraz ruszają nabory do klas pierwszych w jedynej szkole dla niepełnosprawnych dzieci we Wrzeszczu

W Zespole Szkół Specjalnych nr 1 we Wrzeszczu uczą się dzieci niepełnosprawne intelektualnie w stopniu lekkim i umiarkowanym, cierpiące na padaczkę, poruszające się na wózkach. W lutym 2005 roku Rada Miasta podjęła uchwałę o likwidacji szkoły.

Rada rodziców nie przyjęła tej decyzji do wiadomości. Szukała poparcia wśród radnych, by namówić ich do anulowania uchwały likwidacyjnej.

Rodzice odwiedzili rajców m.in. 14 lutego. Wręczyli im walentynki, prosząc o serce dla swoich dzieci podczas kolejnych sesji. W akcji wsparli ich przedstawiciele stowarzyszenia Komitet Inicjatyw Lokalnych z Wrzeszcza. W tym samym czasie rodzice złożyli doniesienie do prokuratury na urzędników wydziału edukacji Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

- Sfałszowali dane dotyczące naszej szkoły. Na ich podstawie radni zdecydowali o jej zamknięciu - oskarżali rodzice pracowników magistratu.

Prokuratura Gdańsk Wrzeszcz umorzyła postępowanie, nie stwierdzając nieprawidłowości w dokumentach, którymi posługiwali się radni.

Rodzice dalej walczyli. W kwietniu rada miasta cofnęła niekorzystną uchwałę. ZSS przetrwał, ale w zmienionym kształcie. Nie ma już w nim podstawówki. Zostało gimnazjum i zasadnicza szkoła zawodowa. Wydział edukacji właśnie zatwierdził propozycje nowych pierwszych klas i ruszył nabór.

- To dla nas duża radość, mój Marcin kończy w tym roku gimnazjum i przejdzie do szkoły zawodowej - mówi Janina Wiśniewska z rady rodziców. - Muszę jednak szukać innej szkoły dla młodszego synka, który też jest niepełnosprawny.

W szkole zawodowej ruszą klasy dwuzawodowe. Uczeń może dobrać sobie dowolne dwa zawody z oferty (kucharz małej gastronomii, pomocnik obsługi hotelowej, ślusarz, elektromechanik, malarz tapeciarz i tapicer).

- Zapraszamy też do gimnazjum zwłaszcza te dzieci, które z różnych powodów nie radzą sobie w klasach integracyjnych - dodaje Irena Dymarska, dyrektor ZSS 1. - W naszej szkole pracujemy indywidualnie, nie tylko z dzieckiem, ale i z jego rodzicami. Wystarczy przyjść na rozmowę, by się o tym przekonać.

ZSS 1 mieści się przy ul. Batorego 26, tel. 058/ 341 23 63

izabela.jopkiewicz@gdansk.agora.pl

Gazeta Wyborcza 18.05.2006
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #265 dnia: Maj 19, 2006, 07:25:16 pm »
26 maja bez lekcji

19.05.2006

Wicepremier, minister edukacji Roman Giertych podpisał rozporządzenie, zgodnie z którym 26 maja w związku z pielgrzymką papieża Benedykta XVI do Polski, nie będzie w szkołach lekcji; zajęć jakie w tym dniu przypadają uczniowie nie będą musieli odrabiać w innym terminie.

O podpisaniu dokumentu poinformowała dzisiaj rzeczniczka prasowa Ministerstwa Edukacji Narodowej Kaja Małecka.

Zgodnie z rozporządzeniem, dla uczniów, którym rodzice (prawni opiekunowie) nie będą mogli 26 maja zapewnić opieki szkoła ma obowiązek zorganizować zajęcia wychowawczo-opiekuńcze.

Rozporządzenie zostało wydane - jak czytamy w uzasadnieniu do niego - aby umożliwić uczniom i nauczycielom udział we mszy świętej, którą ma w tym dniu odprawić na Placu Piłsudskiego w Warszawie papież Benedykt XVI.

Zaplanowany na 26 maja egzamin maturalny z historii muzyki (ma do niego przystąpić 882 abiturientów w całym kraju) nie został przesunięty na inny termin.

Benedykt XVI będzie przebywał w Polsce z pielgrzymką od 25 do 28 maja (czwartek-niedziela). Odwiedzi Warszawę, Sanktuarium na Jasnej Górze, Kraków, Oświęcim, Wadowice i Kalwarię Zebrzydowską.

(PAP)

 Rozporządzenie Minister Edukacji Narodowej

z dnia 19 maja 2006 r.
Cytuj
zmieniające rozporządzenie w sprawie organizacji roku szkolnego
(Dz. U. z dnia 23 maja 2006 r.)

Na podstawie art. 22 ust. 2 pkt 7 ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty (Dz. U. z 2004 r. Nr 256, poz. 2572, z późn. zm.2)) zarządza się, co następuje:

§ 1. W rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 18 kwietnia 2002 r. w sprawie organizacji roku szkolnego (Dz. U. Nr 46, poz. 432, z późn. zm.3)) po § 7 dodaje się § 7a w brzmieniu:
"§ 7a.      Dzień 26 maja 2006 r. jest dniem wolnym od zajęć dydaktyczno-wychowawczych w szkołach. Dla uczniów, którym rodzice (prawni opiekunowie) nie mogą zapewnić opieki w tym dniu, szkoła ma obowiązek zorganizowania zajęć wychowawczo-opiekuńczych.".
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #266 dnia: Maj 19, 2006, 11:58:21 pm »
To mają uczniowie dzień wolny dla uczniów z okazji przyjazdu Benedykta XVI  :D

Zastanawiam się,czy i te ustalenia będą mieć finał?
Lekarze i pielęgniarki powrócą do szkół

Bezpłatne gabinety lekarskie mają wrócić do szkół – ustalono na poniedziałkowym spotkaniu premiera z ministrami zdrowia i edukacji.

Szczegółów na razie nie dopracowano. Wiadomo jedynie, że pieniądze na opiekę medyczną w szkołach mają pochodzić z budżetu państwa.

Kilka lat temu rząd przestał finansować lekarzy i higienistki. W części szkół gabinety lekarskie finansowały gminy, w innych zlikwidowano opiekę medyczną.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #267 dnia: Maj 24, 2006, 11:20:55 pm »
Pomysł Giertycha na oświatę

   Magdalena Kula 24-05-2006, ostatnia aktualizacja 24-05-2006 13:21

"Gazeta" dotarła do ministerialnego dokumentu dla kierownictwa MEN. Dotyczy prac nad nowelizacją ustawy o systemie oświaty

Z dokumentu wynika, że MEN chce błyskawicznie wprowadzić do ustawy trzy zmiany: •  monitoring w każdej szkole, •  blokady w szkolnych komputerach na strony internetowe, które mogą być „zagrożeniem dla prawidłowego rozwoju psychicznego uczniów” •  i obowiązek, by rada pedagogiczna ustalała na kilka lat zestaw podręczników (dzięki temu młodsze klasy będą przejmować książki od starszych kolegów).

Ministerstwo chce, by za filtry do szkolnych komputerów zapłacił budżet. Ile? Jeszcze nie wiadomo. Wiadomo za to, że to oprogramowanie rodzice mogliby bezpłatnie instalować także w domowych komputerach. Budżet ma też zapłacić za montowanie przy wejściach do szkół kamer i tworzenie centrów monitoringu. Jak zapewnia Giertych - to pomoże szkołom walczyć z dilerami narkotyków.

Ale na te wydatki minister edukacji chce szukać pieniędzy także w Funduszu im. Komisji Edukacji Narodowej. To fundusz państwowy na wyrównywanie edukacyjnych szans uczniów z najbiedniejszych środowisk. Powstał w ubiegłym roku. Poza wpływami z budżetu trafiają tam także pieniądze z darowizn i spadków. Kontem dysponuje minister edukacji.


Projekt powołania funduszu budził wiele kontrowersji. Organizacje pozarządowe protestowały, że zasilany z budżetu zaprzecza idei oddawania 1 proc. podatku organizacjom pożytku publicznego. I że wypłacane przez urzędy stypendia mało komu pomogą - bo żeby dostać pieniądze, uczeń najpierw musi sam kupić np. książki. Mimo prezydenckiego weta ustawa przeszła przez Sejm - głównie głosami SLD i SdPl.

W MEN jest już gotowy projekt ustawy, która fundusz zlikwiduje. Lada dzień miał o niej dyskutować rząd, ale jak dowiedziała się "Gazeta", minister edukacji wycofał ją. W dokumencie, do którego dotarliśmy, czytamy: "Roman Giertych polecił dokonanie takich zmian w projekcie, by możliwe było pozyskanie na realizację systemu monitorowania środków finansowych z funduszu".


- To karygodne, by z puli dla najbiedniejszych dzieci zabierać pieniądze na monitoring w szkołach czy filtry. Tym bardziej że te rozwiązania i tak się nie sprawdzą. Założenia kamer w 30 tys. placówek nie udźwignie ani budżet, ani samorządy - mówi Krystyna Łybacka z SLD, b. minister edukacji.

Jarosław Zieliński z PiS, do niedawna wiceminister edukacji: - Jestem za poprawą bezpieczeństwa i wspieraniem wychowania w szkołach, ale nie kosztem stypendiów dla uczniów! Tu przecież pieniędzy ciągle jest dramatycznie mało w porównaniu z potrzebami.


Według naszych informacji projekt zmian w ustawie oświatowej będzie gotowy już w czerwcu.

Gazeta Wyborcza 24.06.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Adam Wrzesiński

  • Gość
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #268 dnia: Maj 25, 2006, 09:26:07 am »
On jest nienormalny . Nie wierzę w cudowne rozmnożenie budżetu

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #269 dnia: Maj 29, 2006, 02:14:57 pm »
5-latki nie pójdą do szkoły

Nie będzie rocznego, obowiązkowego przygotowania przedszkolnego dla pięciolatków, tzw. zerówek - poinformował dzisiaj wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski, po spotkaniu z kierownictwem Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP).

- Konieczne jest wyrównywanie szans edukacyjnych, zwłaszcza na terenach wiejskich, ale
dzieci nie powinny być odganiane od dzieciństwa w wieku pięciu lat. Myślę, że "zerówka" w
wieku sześciu lat - to dobry pomysł - powiedział Orzechowski.

- Jestem przekonany, że specjaliści od wychowania znajdą rozwiązanie, jak wyrównywać szanse bez skracania dzieciństwa - dodał.

Obecnie roczne przygotowanie przedszkolne (w szkołach lub przedszkolach) jest obowiązkowe dla sześciolatków. Naukę w szkołach podstawowych dzieci rozpoczynają w wieku siedmiu lat.

Obniżenie wieku obowiązku szkolnego do sześciu lat i "zerówki" dla pięciolatków zapowiadali jesienią premier Kazimierz Marcinkiewicz i ówczesny minister edukacji Michał Seweryński. Za "zerówkami" dla pięciolatków, jako formą wyrównywania szans edukacyjnych, opowiada się m.in. ZNP.

Jak poinformował w poniedziałek prezes Związku Sławomir Broniarz, podczas spotkania
kierownictwa Związku z wiceministrem, Orzechowski przedstawił związkowcom ogólne
informacje, nie odpowiedział konkretnie na ich pytania.
Orzechowski powiedział po spotkaniu, że prace nad postulatami związkowców "są w różnej fazie przygotowywania przez MEN".

Dodał, że w najbliższym czasie zostanie ogłoszone stanowisko resortu w sprawie zaszeregowania płacowego nauczycieli, którzy ukończyli seminaria nauczycielskie. Ta grupa pedagogów (związki szacują, że jest to dwadzieścia kilka tys. osób) od 1 września b.r. może stracić część wynagrodzenia, bowiem po tym czasie ich kwalifikacje będą oceniane niżej niż obecnie.

Prezes ZNP podtrzymał zapowiedź, że 9 czerwca przed Sejmem odbędzie się pikieta Związku przeciwko polityce edukacyjnej państwa.

(PAP)
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #270 dnia: Maj 29, 2006, 04:05:06 pm »
I bardzo dobrze,że nie będzie .
Cytuj
- Jestem przekonany, że specjaliści od wychowania znajdą rozwiązanie, jak wyrównywać szanse bez skracania dzieciństwa - dodał.

Tylko ciekawe, co w zamian będzie wymyślone  ?  :roll:
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Adam Wrzesiński

  • Gość
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #271 dnia: Maj 30, 2006, 12:01:43 pm »
Z pomysłów MEN najlepszy(dla mnie)jest wydłużenie wakacji

Offline Renek

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 518
    • http://www.monika.smyki.pl
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #272 dnia: Maj 30, 2006, 02:47:47 pm »
No tak ale czy dzieci poradzą sobie w I kl. Ja jestem przerażona gdy bliźniaczki mojej koleżanki przychodza do domu ze szkoły i nadrabiaja szkolne pozostałości (to co nie zdążyły na lekcji) do godziny 20.00. Materialu jest bardzo dużo i trudno sobie z nim poradzić. Ja nie pracuję a boję się września gdy obie moje dziewcznyki rozpoczną naukę pomimo chodzenia do zerówki. Nie wiem jak radzą sobie rodzice pracujący, kiedy znajdują czas by posiedzieć z dzieckiem. Mnie najbardziej absorbuje Moniczka a teraz większość czasu chyba będę musiała poświęcić Martusi (zdrowej) by nie miała zaległości....
W I klasie jest za dużo materiału.

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #273 dnia: Maj 31, 2006, 09:08:22 pm »
Szkoła będzie księgarnią

Dopiero od 2007 r. uczniowie dostaną tańsze podręczniki. Wcześniej ministerstwo musi zmienić przepisy ustawy oświatowej.

  Minister Roman Giertych obiecuje: za rok podręczniki będą tańsze

- Zmiany będą głębokie, ministerstwo i szkoła wezmą na siebie obowiązek zaopatrzenia dzieci w podręczniki, tak żeby rodzice nie musieli ich szukać po księgarniach - zapowiedział wczoraj Roman Giertych, minister edukacji. Przyznał, że przekazanie uczniom przez szkoły bezpłatnych podręczników (tak jak robi się to np. w Finlandii) jest nierealne. Dodał, że kupowanie książek na wolnym rynku jest czymś niewłaściwym. - Nie poddamy się działaniom lobbingowym ze strony tych, którzy na podręcznikach zarabiają krocie - grzmiał Giertych.

W najbliższym roku szkolnym uczniowie będą kupować podręczniki tak jak do tej pory, mimo że ministerstwo zapowiadało 25-procentową obniżkę cen książek (poprzednio wiceminister Jarosław Zieliński dogadał się w tej sprawie z wydawcami). - Ministerstwo nie zrobiło nic, by wprowadzić porozumienie w życie, a szkoły nie zgłosiły nam, które zestawy podręczników wybierają - uważa Piotr Marciszuk, przewodniczący sekcji wydawców edukacyjnych Polskiej Izby Książki.

ap

Rzeczpospolita 31.05.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #274 dnia: Czerwiec 01, 2006, 08:29:48 am »


Państwo kupi uczniom książki

01.06.2006

System Ministerstwa Edukacji w skrócie będzie wyglądał tak: resort w drodze przetargu wybierze wydawcę, od którego kupi książki, a potem przekaże je szkołom.

Za książki zapłaci z budżetu państwa - pisze "Dziennik".

Oferty wydawców maja być rozpatrywane pod kątem ceny podręcznika i jego zawartości
merytorycznej. Wydawca będzie musiał również dostarczyć książki do szkoły, która potem
będzie wypożyczać je uczniom. Rodzice zostaną zwolnieni z obowiązku kupowania
podręczników, będą za to musieli wnosić opłaty na rzecz działania szkoły, np. środki czystości czy pomoce edukacyjne. Najbiedniejsi i rodziny wielodzietne mają być z tego obowiązku zwolnione - informuje gazeta.

Program "Tani podręcznik" nie będzie obowiązkowy - wezmą w nim udział tylko te szkoły, które będą chciały. - Szkoły, w których rodzice stwierdzą, że chcą, aby ich dzieci uczyły się z innych podręczników, będą działały według systemu, który obowiązuje teraz - powiedział "Dziennikowi" wysoki rangą urzędnik z MEN. Dodał, że taki system od lat sprawdza się w Niemczech i Czechach.

(PAP)
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline matkakarolina

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 146
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #275 dnia: Czerwiec 01, 2006, 07:26:04 pm »
Jestem odmiennego zdania niż Gaga bo:

mój syn mógłby bezpłatnie korzystać z przedszkola(dodatkowe 200 zł na rehabilitację)

w przedszkolu by z nim i innymi dziećmi PRACOWANO, a nie pilnowano

grupa liczyłaby do 25, a nie 30 osób

wykryto by wiele niepełnosprawności u dzieci, które teraz są skrzętnie ukrywane w domowym zaciszu, albo niedostrzegane przez rodziców i innych domowych patologii

miałabym zapewnione bezpłatne dojazdy do przedszkola.
A tak po raz kolejny, dostaną ponoć najubożsi, niekoniecznie wydolni wychowawczo.Dlaczego nasze państwo "robi ciągle  dobrze" ludziom nieudolnym życiowo, którzy mają do niego tylko pozycję roszczeniową.Pracuję, nie mogę poświęcić tyle czasu dziecku co powinnam,  terapię mam w godzinach pracy,a jeszcze teraz  z moich podatków rzad zasponsoruje przedszkole i dowozy dzieciom ze wsi.Fajnie.

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #276 dnia: Czerwiec 01, 2006, 07:39:10 pm »
Ja żeby nie być w Takiej sytuacji jak Ty nastawiłam się na pobyt z dzieckiem, rezygnując z pracy.
Życie z zasiłków to też nie "miód", ale dla dobra dziecka jest na pewno cudownie.
Zwłaszcza dla dziecka wymagającego systematycznej rehabilitacji.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #277 dnia: Czerwiec 01, 2006, 08:12:27 pm »
matkakarolina

Dyskusja na temat obowiązkowej zerówki od lat 5 była w wątku
Jaka szkoła
Od daty
Cytuj
Sonia
Wysłany: 23 Listopad 2005, 18:27  
Co czeka nas w przyszłości jeśli plany wejdą w życie?  

świat staje na głowie" - szkoda, że tą głową nie "pracuje"  
Dojrzałość szkolna nie ma przecież nic wspólnego z wiekiem dzieci - każdy na swój tryb rozwoju.
Dzieci niepełnosprawne będąc opóźnione w rozwoju (w tym i w dojrzałości szkolnej) - będą mimowolnie bardziej upośledzane i spychane na margines.
Teraz integracja jest pod zdechłym azorkiem- a co potem?  

aż do
kamejlanda
Cytuj
Wysłany: 6 Grudzień 2005, 20:41      

Obowiązkowe przedszkole, tak i to jak najbardziej. Naprawdę wiele dzieci by na tym skorzystało. Ale prosto do szkoły? To pomyłka w obecnym kształcie eduakcji w naszym kraju.

Zapraszam do zapoznania się z nią.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline matkakarolina

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 146
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #278 dnia: Czerwiec 01, 2006, 10:55:27 pm »
Nie był to absolutnie przytyk do  Twojej  sytuacji Soniu, ja mając dziecko z ZD też bym pewnie nie pracowała.Chodzi mi o prosty fakt pomocy również tym osobom, które płacą podatki i pracują choćby w odpisie na przedszkle integracyjne.Absolutnie nie myślę o osobach z chorymi  dziećmi na wychowaniu, tylko o takich, którym się nie chce pracować.Obrazek z takiej wioski(z której dzieci bedą miały sponsorowane przedszkole)-matka rodziny cały dzień u koleżaneczek, kawka papieroski(bo na to jest zawsze).Marchewka i jajka ze sklepu na krechę -bo po co samemu hodować.Obiad mrożonka lub zupa z proszku.Dzieci zajmują się same sobą.I ja mam do takich dokładać?W imię czego.

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #279 dnia: Czerwiec 03, 2006, 10:42:37 pm »
Internetowy Uśmiech” – nowy program Fundacji Grupy TP

Internetowy Uśmiech” to nowy, autorski program Fundacji Grupy TP. W ramach tego programu Fundacja tworzy dla dzieci przebywających w szpitalach mini – pracownie internetowe, przekazując szkołom przyszpitalnym darmowy sprzęt komputerowy oraz zapewnia preferencyjne warunki korzystania z Internetu. W roku 2006 Fundacja Grupy TP planuje uruchomienie co najmniej 40 pracowni internetowych w szpitalach, w których prowadzone są zajęcia edukacyjne

wiecej:

http://www.internetowyusmiech.pl/go.live.php/PL-H4/projekt.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Adam Wrzesiński

  • Gość
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #280 dnia: Czerwiec 05, 2006, 08:02:08 am »
Z tego co słyszę nacjonalista w MEN robi swoje

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #281 dnia: Czerwiec 05, 2006, 11:03:26 pm »
Znowu tłok w zawodówkach
Cytuj
Bożena Sobiech, Wrocław 04-06-2006, ostatnia aktualizacja 04-06-2006 20:28

Otwarcie unijnych rynków pracy spowodowało we Wrocławiu oblężenie szkół zawodowych. Do niektórych zgłosiło się nawet trzykrotnie więcej chętnych niż w ubiegłym roku.

Wyboru szkół w internecie dokonało już 8 tys. wrocławskich gimnazjalistów. Od lat największą popularnością cieszą się wśród nich ogólniaki. Jednak wzrost zainteresowania szkołami zawodowymi jest wyraźny. Kariera polskiego hydraulika we Francji czy posadzkarza w Wielkiej Brytanii dała do myślenia gimnazjalistom i ich rodzicom.

Horst Urbańczyk, dyrektor wrocławskiego Zespołu Szkół Budowlanych: - Naszą szkołą zainteresowało się teraz blisko 300 osób, a w zeszłym roku - 123. To bardzo dużo. Chcą zdobyć kwalifikacje w zawodach, w których można uzyskać legalną pracę na Zachodzie.

W pierwszych klasach wrocławskiej budowlanki wszystkie miejsca dawno już są zajęte. Oprócz murarzy gimnazjaliści chcą też być posadzkarzami i stolarzami.

Boom na naukę konkretnych zawodów widać w klasach ekonomicznych i socjalnych wrocławskiego liceum profilowanego przy ul. Słubickiej (licea profilowane to dawne licea zawodowe). Szkoła w zeszłym roku miała 543 chętnych, w tym - 1400! Z kolei do klas informatycznych i elektronicznych liceum profilowanego przy Elektronicznych Zakładach Naukowych w ubiegłym roku było 117 chętnych, w tym - 335. Piotr Baluk, wrocławski gimnazjalista, zapisał się do klasy elektrotechnicznej w Zespole Szkół Teleinformatycznych i Elektrotechnicznych. - Nie chcę iść do liceum ogólnokształcącego, wolę od razu uczyć się zawodu. O pracę dla technika elektronika we Wrocławiu nie będzie trudno. Wiele firm potrzebuje serwisantów kserokopiarek, drukarek czy niszczarek. Moi koledzy też wybierają zawodówki czy licea profilowane, myślą o wyjeździe za granicę.

Wielu gimnazjalistów mówi, że stawiają na zawody, na które będzie zapotrzebowanie w krajach UE. Więcej zgłoszeń niż przygotowanych miejsc wpłynęło do szkół kształcących cukierników i fryzjerów.

Dużym powodzeniem cieszy się samochodówka i wszelkie zawody gastronomiczne. - Uczniowie jeszcze w trakcie szkoły bez trudu znajdują tymczasową pracę za granicą. W czasie wakacji mają jednocześnie praktykę i zarabiają - mówi Krystyna Szumilak, dyrektorka zasadniczej szkoły gastronomicznej we Wrocławiu. - W tym roku mamy zatrzęsienie ogłoszeń. Restauratorzy poszukują kucharzy. Już od ubiegłego roku telefonują w poszukiwaniu absolwentów.

Nie tylko perspektywa pracy na Zachodzie zachęca gimnazjalistów do wyboru zawodówek. Liczą również na pracę na miejscu. W okolicach Wrocławia w ciągu kilku lat koncern LG wybuduje fabryki, w których miejsca pracy ma znaleźć 12 tysięcy ludzi. Dyrektorka wrocławskiego wydziału edukacji Lilla Jaroń twierdzi, że zawody, na które będzie wielkie zapotrzebowanie, to operatorzy obrabiarek, mechanicy samochodowi, mechatronicy (mechanicy ze znajomością układów elektronicznych), monterzy urządzeń telekomunikacyjnych i elektronicy.

Bez trudu pracę znajdą informatycy. Już dziś firmy mają kłopoty z ich zatrudnieniem. - Spotykamy się w tej sprawie z przedstawicielami Siemensa. Firma ma zamiar objąć patronatem kierunki informatyczne. Jest nadzieja na praktyki, a w przyszłości nawet na pracę - mówi Lilla Jaroń.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Adam Wrzesiński

  • Gość
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #282 dnia: Czerwiec 06, 2006, 11:46:46 am »
Tak prawdę mówiąc,wcale się nie dziwię ,w Europie ubiegają się o ludzi ,którzy wykonują pracę fizyczną,związanych z gastronomią i białego personelu

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Perfidnie oszukali tych, co uczciwie ściągali
« Odpowiedź #283 dnia: Czerwiec 13, 2006, 09:37:12 am »
Czy można ..... uczciwie ściągać ?  :puppydogeyes:
Norma,przywilej,czy bestroska uczniów ?
Lepiej ściągać niż się uczyć?
Co o tym sądzicie ?

 Perfidnie oszukali tych, co uczciwie ściągali
2006-06-09  Monika Sarwińska-Niewielska

Klasówki, dyktanda, sprawdziany, testy, odpowiedzi ustne, potem pierwszy ważny egzamin, wreszcie matura, egzaminy na studia i kolejne sesje – takie, w dużym skrócie, przygody związane z koniecznym przecież egzekwowaniem nabytej (lub nienabytej) wiedzy czekają ucznia przez cały okres edukacji. Można dyskutować, czy są to dobre sposoby, niemniej, takie na razie są i pewnie długo jeszcze nic się w tej materii nie zmieni.

Podobnie jak pewnie długo jeszcze nie zmieni się niechlubna i niestety, chyba typowo polska tendencja do ściągania, czyli różnego rodzaju sposobów korzystania z cudzej wiedzy, pracy, wysiłku w celu osiągnięcia pewnych korzyści (np. uzyskania lepszego stopnia niż wynika to z aktualnie reprezentowanego poziomu wiedzy) lub uniknięcia kary (np. jedynki za brak pracy). Samo słowo “ściąganie” nie ma w Polsce szczególnie pejoratywnego wydźwięku. Nie jest traktowane jak kłamstwo albo kradzież czy zawłaszczenie cudzej własności, w tym przypadku intelektualnej. Inaczej niż np. w języku angielskim, gdzie tego typu działalność określa się po prostu mianem: oszukiwanie.

Różne badania przeprowadzane co pewien czas na polskich uczniach wskazują, że stosunek do ściągania jest dla większości jeśli nie pozytywny, to co najmniej neutralny. Większość przyznaje się, że ściąga i nie widzi w tym niczego złego. Wręcz przeciwnie, ściąganie często uznawane jest za oznakę zaradności, sprytu życiowego, a nawet odwagi. Uczniowie czy studenci chwalą się np., że przed klasówką, sprawdzianem czy egzaminem “nic się nie uczyli”, a potem wszystko ściągnęli i teraz mają dobrą ocenę. W ich odczuciu ma to zapewnić podziw dla ich sprytu, czasem zazdrość, a przede wszystkim może, oddalić od nich fatalne piętno “kujona”. Lepiej pochwalić się, że cały wieczór spędziło się np. na imprezie, niż przy książkach, a przecież często z pogardą traktowani są ci, co przesadnie przejmują się nauką. Podobny podziw można wzbudzić, jeśli komuś uda się ściągnąć na klasówce, kiedy klasa jest pilnowana przez szczególnie “ostrego” i nieprzejednanego nauczyciela. Jest w tym na pewno element ryzyka, podnoszący adrenalinę, ale próżno szukać dla takich działań potępienia.

Choć, dla przykładu, może warto przytoczyć zupełnie odmienną historię, opowiedzianą przez uczennicę na forum internetowym dla maturzystów:

“Iwona po zdanej świetnie w Polsce maturze międzynarodowej zaczęła studia w amerykańskiej uczelni: - Bardzo się denerwowałam na pierwszym teście z biologii. Trudne pytania, obcy język. Niczego nie byłam pewna. Zapytałam dziewczynę obok o to, jaką odpowiedź zakreśliła przy 34. pytaniu, bo ja "c". Popatrzyła na mnie z taką zgrozą, jakbym jej matkę zabiła. Potem poleciała na skargę do opiekuna roku. Zrobiła się z tego straszna afera, przed trzyosobową komisją zostałam napiętnowana za próbę ściągania. Zupełnie nie rozumiałam, o co im chodzi. - Chciałam się upewnić, a nie ściągać - powtarzałam jak zdarta płyta. Oni na to: każda niesamodzielna praca jest złamaniem podstawowych zasad regulaminu uczelni i etyki. Tym razem ci wybaczymy, bo wiemy, że jesteś z Polski, a tam na ściąganie patrzycie inaczej. Gdybyś była Amerykanką, wyleciałabyś. Iwona wie, że mówili serio. Ściąganie jest w Stanach uważane za kradzież.”

Polscy uczniowie mają od lat wypracowane i coraz doskonalsze sposoby ściągania.
Do tradycyjnych, papierowych ściąg (przygotowywanych samodzielnie bądź oferowanych przez liczne wydawnictwa), trzymanych w ręku, chowanych w długopisach i innych przemyślnych miejscach, podkładanych “gotowców” itp., doszły metody znacznie bardziej udoskonalone technologicznie. Z pomocą uczniom przychodzą oraz lepsze i mniejsze telefony komórkowe, dzięki którym można nie tylko przekazywać sobie wiedzę np. poprzez sms-y, ale także korzystać z wbudowanych dyktafonów czy prawie niewidzialnych słuchawek. Nowością są także “niewidzialne długopisy”, którymi można zapisać coś wcześniej na kartce, a już na samym sprawdzianie odczytać normalnie niewidoczny zapis za pomocą specjalnej lampki zamocowanej na długopisie. Hitem tegorocznej matury i studenckiej sesji egzaminacyjnej są także podsłuchy. Innych, mniej i bardziej skutecznych ofertach nowoczesnych urządzeń do ściągania można bez problemu poszukać przez internet. Oferenci nie kryją, czemu służą takie urządzenia, bez skrępowania piszą o tym, jak oszukać nauczyciela.

Sposoby na ściąganie są różne i nie sposób wszystkich wymienić. Niepokojąca jest jednak głównie beztroska w podejściu uczniów do tego tematu. Najlepszym (i niebezzasadnym) ich wytłumaczeniem jest to, że materiału do opanowania jest bardzo dużo, często są to suche, encyklopedyczne dane, niepotrzebne w praktyce lub łatwe do odnalezienia w razie konieczności. Jeśli uczeń ma nauczyć się na pamięć kilkunastu skomplikowanych regułek, w których nie można pomylić nawet słowa, woli, dla bezpieczeństwa, przygotować na sprawdzian odpowiednią ściągawkę.
Może by tego nie zrobił, gdyby nauczyciel zezwolił na definicję danego terminu “własnymi słowami”.
Często niestety, do rozkwitu ściągania przyczyniają się sami nauczyciele. Jeżeli np. zadają trudną pracę domową, bez dostatecznego jej objaśnienia, a potem stawiają jedynki za brak pracy, sami skazują się na to, że następnym razem uczniowie odpiszą zadania od kilkorga najzdolniejszych uczniów.
Podobnie wtedy, kiedy na sprawdzianach testowana jest głównie sucha wiedza, znajomość faktów i definicji, a nie umiejętność korzystania z wiedzy i samodzielność myślenia.

Inną formą ściągania są plagiaty, czyli przypisywanie sobie autorstwa cudzej pracy. Już najmłodsi uczniowie potrafią odpisać wypracowanie, zwłaszcza, jeśli nagrodą będzie dobra ocena. Jest to bardzo proste i wymaga mniej wysiłku niż samodzielne pisanie. Nie musi to być wcale praca starszego kolegi, który pożyczy zeszyt, tysiące wzorów rozmaitych wypracowań, pisanych na różnych poziomach, a nawet na różne oceny, można znaleźć w internecie.

Zresztą, co tu mówić o uczniach.
Z cudzej własności niestety równie często korzystają studenci, przepisując cudze prace zaliczeniowe, licencjackie czy magisterskie. Od tego procederu nie są też wolni piszący prace doktorskie czy habilitacyjne.
Wracając na podwórko szkolne, kto z nas nie spotkał się z sytuacją, kiedy nauczyciel starający się o awans zawodowy “pożyczył” cudzą teczkę, skorzystał z nie swoich projektów czy wręcz spisał osiągnięcia kolegi?

Ze ściąganiem walczy się na różne sposoby: tłumaczeniem, próbami zmiany myślenia, wyjaśnianiem, zawstydzaniem, wreszcie sankcjami. Czy to odnosi skutek? Tajemnicą poliszynela od wielu lat było ściąganie na maturze. Panował pogląd, że wszystkiego biedny maturzysta i tak nie zdoła się nauczyć, a nauczyciele zwykle przymkną oko na to, gdy uczeń w odpowiednim czasie posłuży się “pomocą naukową”. Znając go kilka lat, więc wiedzą, na co go stać. Ściąganiu służyły specjalnie szyte marynarki i żakiety z odpowiednią liczbą kieszeni, a także słynne ściągi, np. z wynikami zadań, ukryte w kanapkach. Rzadko który maturzysta przyznawał się, że szedł na maturę bez ściągi.

W ten sposób powstała niechlubna tradycja, w którą walka rozpoczęła się dopiero niedawno.
M.in. temu miało służyć wprowadzenie egzaminu zewnętrznego czy oceniania prac przez nauczycieli innych niż uczący. W czasie ubiegłorocznej matury z całą stanowczością zapowiedziano, że wszelkie próby niesamodzielnego pisania prac będą jak najsurowiej karane. I faktycznie, zdarzało się, że maturzysta za próbę ściągania został wyproszony z sali bez prawa powrotu; były również przypadki unieważnienia prac, które w trakcie sprawdzania okazały się plagiatami.

Czy tegoroczni maturzyście wzięli sobie do serca apele o samodzielność i groźby surowych sankcji?

Trudno uogólniać, ale znamienny jest przykład egzaminu pisemnego z języka angielskiego. Świadczy on chyba o tym, że maturzyści nadal uznają ściąganie nie tylko za normę, ale nawet swój przywilej, o który gotowi są walczyć, nawet z samą Centralną Komisją Egzaminacyjną!

Sprawa dotyczy decyzji CKE o przygotowaniu nie jednej wersji testu dla wszystkich, a kilku równoległych. Poinformowała o tym na swojej stronie internetowej na kilka dni przed egzaminem, dlatego nie wszyscy o tym wiedzieli. Rezultat? W czasie egzaminu ci, co planowali zerkać przez ramię do pracy kolegi czy koleżanki, mogli się bardzo rozczarować. Odpowiedzi, być może lepszego ucznia, mogły być bowiem diametralnie różne od tych, jakie sami udzielili.

Na forum internetowym opowiada pewna maturzystka:

“Moja koleżanka (bardzo dobra z angielskiego) rozwiązała sama całą maturę, ale pod koniec zobaczyła u kolegi - geniusza, że ma wszystko inaczej niż ona, spanikowała i odpisała od niego . Nie mówię, że to nie jej wina, ale CKE powinno wszystkich uprzedzić o podziale na grupy, a tak w niektórych szkołach było to wiadome, a w niektórych nie. Taka sytuacja jest niedopuszczalna. Poniżej jest link, w którym można napisać własne petycje do CKE, wpisujmy się, niech zobaczą, ilu ludzi skrzywdzili, przez niepodanie informacji.”

Sprawa wywołała oczywiście w internecie ożywioną dyskusję. Niektórzy byli oburzeni złośliwością komisji, która nie raczyła odpowiednio wcześniej lojalnie uprzedzić maturzystów o dwóch wersjach testu, a właściwie o tym, żeby nie próbowali ściągać, bo to obróci się przeciwko nim. Inni dziwili się, jak można proponować nawet pisanie skargi do CKE, że perfidnie uniemożliwiła im ściąganie i w dodatku uważać to za niesprawiedliwość czy odebranie prawa do niesamodzielnego pisania.

Warto przytoczyć w tym miejscu fragmenty bardzo ciekawej dyskusji, jak toczyła się na ten temat na jednym z forów internetowych dla maturzystów:

@     “Ludzie, oni mają prawo nawet bez powiadamiania takie coś zrobić, a my nie mamy prawa ściągać. To jest matura i to jest niedopuszczalne, żeby ściągać. Jak będą szły petycje itp. to tylko na siebie bata zakręcicie, bo grupy nie były zróżnicowane w trudności, tylko odpowiedzi były wymieszane. A petycja potwierdza, że ściągaliście, a to już nie ich sprawa, tylko głupota, bo trzeba liczyć tylko na siebie!”

@     “Wysoka Komisjo. Stanowczo protestuję przeciw sposobowi, w jaki uniemożliwiliście mi ściąganie na maturze. Ponieważ nie pofatygowałem się czytać Waszych komunikatów, podział na grupy całkowicie mnie zaskoczył. To nie fair. Ściągam uczciwie od lat i z taką bezczelnością egzaminatora jeszcze się nie spotkałem... Czy coś takiego mamy pisać?”

@     “To jest tak, jakbyś pozwała policję do sądu, że dostałaś mandat za przekroczenie prędkości, bo nie wiedziałaś, że tam będzie kontrola radarowa...”

@     “Wyobraźcie sobie kogoś słabiutkiego z angielskiego, komu zależało tylko, żeby zdać tę maturę i kto pisał samodzielnie, aż do momentu, gdy przez przypadek ujrzał, że olimpijczyk siedzący obok niego ma zupełnie inny układ kropek. I w panice, żeby zdać, przepisał odpowiedzi olimpijczyka. I to mógł być super uczciwy uczeń. W stresie robi się wiele głupich rzeczy. I teraz porównajcie sobie takiego ucznia z typowym kombinatorem, który normalnie zjechałby wszystkie odpowiedzi, ale dyrektor poinformował go, że są grupy, wiec nie zjechał do pierwszego lepszego geniusza, ale najpierw zorientował się, kto z jego otoczenia ma identyczna grupę, i wtedy ściągnął.... To jest sprawiedliwe? Powinni poinformować wszystkich. I to nie na stronie CKE. Nie jest powiedziane, że każdy maturzysta musi zajrzeć na stronę. Już widzę, ile osób obleje przez to angielski.”

@     “Zajrzenie do kartki kolegi przez słabą osobę jest taką samą nieuczciwością, co zajrzenie przez dobrą w celu upewnienia się. Od kiedy słabszym wolno oszukiwać tylko dlatego, że są słabsi?!”

@     “Oszustwo jest zawsze oszustwem, niezależnie, jak często i po co się je popełnia. Do matury, żeby ją zdać, trzeba się uczyć, a nie liczyć tylko na to, żeby zdać cudem. Super uczciwy uczeń nie ściąga. Nie jest usprawiedliwione, że robi się tak pod wpływem stresu. Każdy bierze odpowiedzialność za swoje czyny. Ja w takiej sytuacji byłabym zła tylko i wyłącznie na swoją głupotę.”

@     “Czyli inaczej: nie nauczyłem się, to sobie zerżnę od kolegi, bo przecież jestem w potrzebie wyższej uzyskania tych 30 procent?”

@     “Osoba słaba np. z angielskiego, która nie ma zdolności językowych, nawet jeśliby chciała, to będzie miała trudności z językiem. I to często nie jest oznaka lenistwa czy czegokolwiek podobnego... trzeba również uwzględnić dysleksje, która w pewnym stopniu uniemożliwia nauk języka. Trzeba wiele rzeczy uwzględnić, aby cokolwiek wyrokować”.

@     “Można nie kraść, nie mordować, można też nie ściągać. Teraz mi napiszcie, że okazja czyni złodzieja. Nie kradniecie, bo was nie kusi, ale ściągacie, no bo aż się prosi, nie?”

Może to zaczątek poważnej, nawet narodowej debaty na temat ściągania?
Na razie w kręgach najbardziej zainteresowanych maturzystów, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by uczestniczyli w niej także nauczyciele, studenci, autorzy prac naukowych. Bo chyba mniej można zdziałać metodami policyjnymi, groźnymi sankcjami i wyciąganiem jak najsurowszych konsekwencji. Kluczem jest tu zmiana myślenia o samym zjawisku.

Gazeta Szkolna nr 24/25

(plagiat patrz  wątek w Prawo : Prawo autorskie }
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #284 dnia: Czerwiec 20, 2006, 07:46:05 am »
Koniec roku szkolego za 3 dni już.

Złe stopnie to nie dramat
Strach przed rodzicami może doprowadzić do tragedii!


Kłamstwa, ucieczki z domu, a nawet próby samobójcze.
Uczniowie, którzy boją się pokazać rodzicom świadectwa, zdolni są do wszystkiego! Lepiej nie bić piany, tylko pomóc dzieciom. Tylko tak można uniknąć tragedii - radzą psychologowie.

Koniec roku szkolnego nie dla każdego ucznia wiąże się z beztroską. Są tacy, których myśl o powrocie do domu po rozdaniu świadectw przeraża. Bo rodzice będą wymyślać kary za złe stopnie.

Czego to nie wymyślą
- Zakaz oglądania telewizji, korzystania z komputera, a nawet zero wyjazdu na wakacje. Aż dreszcze mnie przechodzą, czego to ludzie nie zrobią, by ukarać swoje dzieci - tłumaczy Izabella Kurzejewska (46 l.), psycholog szkolny. - Problem w tym, że nie zdają sobie sprawy z konsekwencji.

A te mogą być tragiczne. Zwłaszcza wtedy, kiedy dziecko jest wyjątkowo wrażliwe.

Tylko rozmowa
Przemek (7 l.), syn Barbary Konarskiej z Warszawy, zdaje do drugiej klasy. Stopnie ma różne: i piątki, i czwórki, i trójki.

- Nie jest najlepszy, ale dla mnie to nie tragedia. Odrabiam z nim lekcje, orientuję się, z czym ma problemy. Staram się pomagać, jak mogę. Niczego nie załatwiam krzykiem. Tylko tak można pomóc - uważa pani Barbara.

Niestety, niektórzy rodzice wpadają w furię, kiedy okazuje się, że ich pociechy nie spełniają oczekiwań.

Można uniknąć tragedii

- Dorośli mają chore ambicje. Jeśli dziecko boi się wrócić ze świadectwem do domu, to znak, że dzieje się tam coś złego - tłumaczy Izabella Kurzejewska.

Z dzieckiem przede wszystkim trzeba porozmawiać. Na spokojnie i bez nerwów.

- Nie wyszło, to trudno.
Należy powiedzieć: "Chodź, zastanowimy się, co z tym zrobić".
Nie wolno porównywać do siebie i mówić: "Ja w twoim wieku miałem lepsze stopnie".
Rodzice powinni się interesować dziećmi przez cały rok szkolny, a nie tylko pod jego koniec - dodaje Izabella Kurzejewska.

autor: Monika Tutak  
zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #285 dnia: Czerwiec 20, 2006, 08:44:46 pm »
Prawo ucznia do świadectwa

Rzecznik Praw Dziecka broni uczniów, którym szkoła za karę nie chce wydać świadectw

Lucyna Bojarska z biura Rzecznika Praw Dziecka: - Zdarza się, że w niektórych szkołach na koniec roku świadectw nie dostaje nawet kilkudziesięciu uczniów. Dotarliśmy do szkół, gdzie dokumenty dzieci leżały w sekretariatach nawet po trzy lata! To oznacza, że nie mogły się dalej uczyć ani pracować.

Powody zawsze te same. Bo uczniowie nie zwrócili książek do biblioteki, nie zapłacili za zniszczony strój szkolnej reprezentacji piłki nożnej albo wybitą szybę. A najczęściej - bo nie wpłacili składek na komitet rodzicielski, fundusz inwestycyjny, kserowanie testów do angielskiego czy remont sali gimnastycznej.

Rzecznik praw dziecka Ewa Sowińska wystosowała w tej sprawie list do ministra edukacji Romana Giertycha: "Uważam, że szkoły powinny w odpowiednim czasie podejmować słuszne działania dyscyplinujące, mające na celu egzekwowanie od uczniów należnych zobowiązań, (...) ale nie mogą robić tego z naruszeniem prawa, wstrzymując wydawanie świadectw".

- Przepisy mówią, że świadectwo to dokument państwowy wydawany nieodpłatnie. Szkoła nie ma prawa go przetrzymywać - mówi Lucyna Bojarska. Ale do biura RPD już piszą uczniowie przerażeni, że mogą nie dostać cenzurki. W Warmińsko-Mazurskiem do ośrodka pomocy społecznej zgłosiła się matka, prosząc o zasiłek na opłacenie komitetu rodzicielskiego! A to dobrowolna składka.

Niektóre szkoły domagają się zapłacenia zaległych kilkuset złotych na fundusz remontowy. Albo 2-10 zł na druczki. - To zwykła "lewizna", szkoły nie mają tych pieniędzy nawet jak zaksięgować - mówi Bojarska.

Na stronie internetowej www.strefamlodych.pl prawnicy radzą, jak wyegzekwować swoje świadectwo. Interwencję obiecuje też resort edukacji. - Jak tylko otrzymamy pismo Rzecznika Praw Dziecka, zajmiemy się sprawą - mówi Kaja Małecka, rzeczniczka MEN.

Gazeta Wyborcza 20.06.2006r.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #286 dnia: Czerwiec 21, 2006, 09:45:16 am »
Kolonie pełne pułapek - apel kuratorium

"Rzeczpospolita": Żeby organizować kolonie, wystarczy zarejestrować działalność gospodarczą. Nikt nie sprawdza przeszłości wychowawców, nie pyta, czy byli karani albo czy nie biorą narkotyków.

Mama dziewięcioletniej Asi i dziesięcioletniej Oli Anna Czarnacka, wysyła je w tym roku na obóz harcerski.

"Nie boję się tylko kolonii czy obozów organizowanych przez szkołę, w której uczą się dzieci. Nie wyobrażam sobie, żebym bez sprawdzenia mogła wysłać dziewczynki na kolonie organizowane przez nieznane mi osoby. Bym się bała" - mówi. Kolonie powinny być zgłaszane przez organizatorów do kuratorium. Ale nie zawsze tak się dzieje.

"Możemy tylko apelować do rodziców, by zwracali uwagę, kto jest organizatorem wypoczynku i sprawdzali, czy placówka jest zarejestrowana w kuratorium oświaty. To daje pewne gwarancje i możliwość interwencji w razie kłopotów" - mówi Gabriela Zielińska z Departamentu Młodzieży i Wychowania Ministerstwa Edukacji Narodowej.

"Biura podróży często nie zgłaszają swoich kolonii. Takie »dzikie« placówki powinny być zamykane i tak się dzieje, jeśli na nie natrafimy" - dodaje rozmówczyni dziennika.

Nie najlepiej sprawdzani są także wychowawcy, którzy opiekują się dziećmi.
"Od lat kuratoria oświaty postulują zmiany w zasadach naboru wychowawców kolonijnych. Dotąd jednak ministerstwo nie interesowało się naszymi prośbami. Tymczasem zasady doboru kadry kolonijnej są przestarzałe i niewystarczająco sprawdzają predyspozycje kandydatów na wychowawców" - przyznaje dyrektor Wydziału Edukacji Specjalnej, Wychowania i Kultury Fizycznej w lubelskim Kuratorium Oświaty Sławomir Kaczyński.

Żeby zostać kolonijnym opiekunem, wystarczy mieć średnie wykształcenie i ukończyć 36-godzinne szkolenie. Kursy dla wychowawców organizują różne biura podróży, fundacje, stowarzyszenia. I choć muszą mieć zgodę kuratorium, nie zawsze ten warunek spełniają - informuje "Rzeczpospolita".
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #287 dnia: Czerwiec 23, 2006, 05:37:27 pm »
Giertych: Przesuńmy rozpoczęcie roku szkolnego

W Ministerstwie Edukacji Narodowej zrodził się pomysł, aby następny rok szkolny rozpoczął się w poniedziałek 4 września, zamiast w piątek 1 września - poinformował wicepremier, minister edukacji Roman Giertych na piątkowej konferencji prasowej w Sejmie

- To by dało uczniom lepsze rozpoczęcie roku, niż gdyby organizować je pierwszego września w piątek. Przy okazji chciałem złożyć najserdeczniejsze podziękowanie nauczycielom, rodzicom, dzieciom za ten rok szkolny, za pracę, która była w tym roku bardzo ciężka. Chciałem też życzyć wszystkim dobrych, bezpiecznych wakacji - powiedział minister.

Podkreślił, że w ministerstwie w czasie wakacji będą trwały prace nad ważnymi projektami zmian. Zapowiedział, że od września zmieni się m.in. system awansu zawodowego nauczycieli, w taki sposób, aby ograniczyć procedury biurokratyczne.

- Myślę, że latem wejdzie w życie rozporządzenie w tej sprawie, tak aby nauczyciele nie zajmowali się papierami i pracą biurową, tylko mogli zająć się tym, do czego są powołani, czyli uczeniem i wychowaniem młodzieży - podkreślił.

Według Giertycha, w lipcu ma trafić do Sejmu projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Jego treści minister jeszcze nie ujawnił.

Gazeta Wyborcza 23.06.2006
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #288 dnia: Lipiec 03, 2006, 11:49:36 pm »
Dobra szkoła, czyli co?
Rozmowa z Johnem MacBeath 02-07-2006

Nauczyciele powinni wyłamywać się ze szkolnych schematów. Lekcja bez wyznaczonych celów? Czemu nie? Uczniowie potrafią zadawać naprawdę interesujące pytania i wtedy nagle cała klasa zaczyna iść za nimi. Warto spróbować - mówi brytyjski specjalista od oświaty

Alicja Pacewicz, Grzegorz Mazurkiewicz: Jak rozpoznać, czy szkoła jest dobra?

John MacBeath: Znajomy wizytator twierdzi, że można to ocenić w pół godziny. Gdy wchodzę do szkoły, zwracam uwagę, jak mnie witają. Czasem zza drzwi wygląda na moment czyjaś twarz i zapada cisza. Zły znak. Ale zdarza się, że otwiera mi para uczniów: "Zapraszamy. Napije się pan herbaty? Dyrektor już czeka".

Patrzę na ściany - czy wiszą prace dzieci. Staram się wyczuć klimat, czy "Obcym wstęp wzbroniony", czy raczej: "W naszej szkole goście są mile widziani".

Dalej - nauczyciele. Czy przechodzą obojętnie, strasznie zajęci, czy nie daj Boże zerkają wrogo? Albo przechodzą jak nieobecni, ze wzrokiem wbitym w ziemię? Czy też zatrzymują się na widok gościa: "Dzień dobry, możemy w czymś pomóc?".

Wreszcie dzieci - czy biegają radośnie, krzycząc coś do siebie, czy snują się pod ścianami? Czy przepychają się w przejściu, czy raczej cię przepuszczą?

Niedawno w pewnej szkole zobaczyłem dziecko, które miało jakiś problem. Nauczyciel przyklęknął, zapytał, co się stało, objął. Sygnał, że szkoła jest dobra.

A sposób nauczania, oceny?

- To już trzeba wejść do klasy. Popatrzeć na ławki - czy stoją równiutko w rzędach, czy są ustawione do jakiejś pracy zespołowej? Czy na ścianach wiszą prace dzieci, karykatury, liściki, czy tylko mapy i przekroje żaby? Czy w klasie jest cokolwiek ekscytującego? A jeśli możesz posłuchać lekcji, to porównaj, ile czasu mówi nauczyciel, a ile uczniowie. Najlepiej, gdy chcą mówić wszyscy naraz.

Ktoś o innych poglądach powiedziałby, że to brak dyscypliny.

- Jasne, mógłby pójść do tej samej szkoły i wcale nie uznać jej za dobrą. Ja to oceniam po swojemu - jak powinno wyglądać zaangażowanie i radość płynąca z uczenia. To oczywiście wartości dyskusyjne. Ale są też badania, które dowodzą, że dobre traktowanie uczniów, okazywanie im szacunku pomagają w nauczaniu. Takie podejście przeciwstawiam wartościom autorytarnym, nie tylko dlatego, że ich nie lubię. Nacisk na dyscyplinę i posłuszeństwo sprawia, że nauczyciele zatracają profesjonalne podejście - gorzej uczą, bo skupiają się na kontroli, a nie na procesie uczenia.

Za czasów Margaret Thatcher za dobrą szkołę uważano taką, w której na korytarzach było cicho, uczniowie pracowali indywidualnie w ławkach, a nauczyciele nad wszystkim panowali. Słowem - porządek. To nie jest moja wizja. Moja jest znacznie żywsza, chaotyczna, demokratyczna.

Takiej szkoły potrzebujemy w XXI wieku?

- Zależy kto. W krajach rozwijających się kluczowe jest zminimalizowanie odsetka analfabetyzmu i zapewnienie przyzwoitego nauczania nie tylko chłopcom, ale i dziewczynkom. Ale w krajach rozwiniętych cywilizacja do tego stopnia wyprzedziła szkolnictwo, że stało się ono anachroniczne.

W Wielkiej Brytanii - sądzę, że tak samo jest w Polsce - uczniowie wciąż siadają w ławkach, w pustych salach, dostają papier, pióro i odpowiadają na pytania. Przecież w realnym świecie używają informacji w wyrafinowany sposób, są praktycznie cały czas online: w świecie informacji, komunikacji i internetowej rozrywki. Nowoczesna technologia mogłaby zwiększyć odpowiedzialność młodych za własną naukę, ale szkoła tkwi w starych strukturach. Nasz model nauczania jest zapóźniony co najmniej o wiek.

Lata 70. spędziłem w USA. Ciekawe, żywe czasy. Niektóre szkoły w Filadelfii eksperymentowały, uczniowie pobierali naukę w muzeum, w szpitalu, w bibliotece. We włoskich delikatesach obsługiwali ludzi i uczyli się włoskiego, poznając też zasady handlu detalicznego. Wróciłem do Szkocji i rozpocząłem własny eksperyment.

Czy ta sławna szkoła w Glasgow jeszcze istnieje?

- Już nie. Przetrwała pięć lat, budząc wielki sprzeciw. Była otwarta 365 dni w roku 16-18 godzin na dobę. Wspólnie zarządzali nią uczniowie, nauczyciele i rodzice. Pogrążyły nas głupie przepisy, a dobił... sukces, bo rząd powiedział: "To dobry pomysł, chcemy go rozpowszechnić". Nasza mała szkoła zaczęła być kopiowana.

W latach 70. mieliśmy w całej Europie tysiące świetnych projektów, potem nastąpiło coś na kształt edukacyjnej kontrreformacji. Dziś miejsca na eksperyment jest jeszcze mniej. Filarami systemu są ogólnokrajowy program nauczania i państwowe egzaminy w formie testów. Nawet odważniejsze szkoły zaczynają tłuc testy, bo rodzice chcą, by dzieci dobrze wypadły na koniec podstawówki czy gimnazjum albo na maturze. Nauczyciele nowatorzy - o ile jeszcze są - nie mogą już być wywrotowcami jak my kiedyś.

Co zostaje szkołom, jeśli chcą wyjść poza wykucie uczniów przed egzaminami państwowymi?

- Nie ma jednej recepty. Każda szkoła musi szukać swojego modelu mądrego nauczania, które wyzwala wszystkie możliwości tkwiące w dziecku, a nie tylko pomaga mu zdać egzamin. Wiadomo tylko, że żaden nauczyciel w pojedynkę nie da rady. Jak w szwajcarskim przysłowiu - możesz złamać jeden patyk, ale nie złamiesz całego pęku. Tylko jeśli grupa nauczycieli wytworzy silną praktykę kolegialną, może coś zmienić.


Łatwo powiedzieć. W Polsce mamy nauczycieli indywidualistów uczących każdy po swojemu, za zamkniętymi drzwiami klas.

- To jak wam się udało znaleźć tyle Szkół Uczących się [informacja pod wywiadem]? Jak obudził się ten duch kolegialności i przygody? Także te 5 czy 6 tys. szkół w polskiej akcji "Szkoła z klasą" [informacja pod wywiadem] przeczy waszym twierdzeniem.

Pański konik to badanie jakości szkół. Dla czytelnika to może być dziwne. Szkoła ma uczyć, a jeśli oceniać, to uczniów. Nie szkoda czasu na szkolną samoocenę?

- Nie. Gdy grupa nauczycieli zaczyna się zastanawiać, czy ich praca ma sens - wyzwala się krytyczne myślenie i twórcza energia. Nauczyciele przypominają sobie o wartościach, które pokryły się kurzem. Stawiają sobie nowe cele, np. że trzeba się zająć uczniami z kłopotami albo zrobić coś dla wyjątkowo uzdolnionych z nauk ścisłych. Wymieniają się doświadczeniami, zamawiają szkolenia, wizytują nawzajem.

Zmiany, jakie europejska edukacja zawdzięcza takim reformatorom jak Pan, tworzą dziś nowy rodzaj ortodoksji w miejsce tradycyjnej lekcji.

- Opracowaliśmy coś w rodzaju modelu, który ma ograniczać martwą dydaktykę. Typowa lekcja, czy to będzie w Hiszpanii, czy w Finlandii, dzielona jest dziś na trzy części. Najpierw nauczyciel wypisuje na tablicy cele lekcji, uczniowie je komentują, nauczyciel sprawdza, czy rozumieją, czego i po co będą się uczyć. Potem rozgrzewka - zagadki, zabawy, coś intrygującego, co ich wciągnie w temat. Potem dużo pracy w parach i w grupach. Na koniec podsumowanie, czego się nauczyliśmy, i planowanie, co dalej.

Tak trzeba, jeśli chcemy, by uczniowie zrozumieli, po co tracą czas zamiast, pogadać z kolegami.

Ale to staje się takie stereotypowe! A może tak wyłamać się z tego schematu? Lekcja bez wyznaczonych celów? Moglibyśmy sami siebie zaskoczyć! Uczniowie potrafią zadać naprawdę interesujące pytania i wtedy nagle cała klasa zaczyna iść za nimi... Niestety, nauczyciel dyskretnie wraca wtedy do planu lekcji.

W Polsce model aktywnego nauczania dopiero się rozpowszechnia, szkoła jest królestwem nudy.

- Żywe, twórcze nauczanie jest tym trudniejsze, im silniejsza jest obsesja testów. W Szkocji testom poddaje się już czterolatki, w USA całe życie ucznia upływa w cieniu testu SAT.

Nieszczęściem jest też standaryzacja programu nauczania. Allison Woolf z londyńskiego Instytutu Edukacji krytykuje rząd za zawężanie programu do kanonu dziewięciu-dziesięciu przedmiotów: archaicznej już chemii, newtonowskiej fizyki, matematyki, jakiej uczyli się nasi dziadkowie, itp. Kolejną głową smoka jest uniformizacja - każdy uczy się tego samego, zamiast rozwijać talenty i zainteresowania.

Kto to zmieni?

- Tylko same szkoły, ale trzeba im dać swobodę. W Szkocji impulsem był właśnie system szkolnej samooceny. Od 1989 r. pytamy wszystkich - dzieci, rodziców, nauczycieli - jak oceniają swoją szkołę. I oni zaczynają przyglądać się pracy szkoły, spierać się, co zmienić... W 1995 r. poproszono mnie, bym powtórzył to samo w Anglii. Potem był europejski eksperyment w 18 krajach, teraz trwa projekt "Mosty ponad granicami".

A jak zachęcić polityków, by mądrze reformowali szkolnictwo?

- Trudne zadanie. Kiedy w 1997 r. Tony Blair doszedł do władzy, przez cztery lata pracowałem w rządowym zespole ds. standardów w edukacji. Ale rząd nas nie słuchał. Całą politykę robił sobie Blair z niewielką grupą przyjaciół na Downing Street. O pomysłach edukacyjnych nie informowali nawet ministra edukacji. Kiedy wbili sobie do głowy, że trzeba stworzyć system oceny szkół przez inspektorów, to nie chcieli już słuchać, że w Skandynawii taka polityka zaszkodziła.

Politycy są tak zajęci swoimi pomysłami i swoimi grami, że trzeba nimi wstrząsnąć. Reforma edukacji w Szkocji ruszyła, gdy dokonaliśmy "rebelii". Sprowadziliśmy dyrektorów szkół i nauczycieli z całej Szkocji i powiedzieliśmy ministrowi edukacji Davidowi Blanketowi: "Siadaj i słuchaj". Blanket coraz głębiej zapadał się w fotelu. Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Wreszcie wysapał: "Nigdy publicznie nie powiem, że mamy kryzys, ale teraz to widzę". Polskim politykom radziłbym to samo: słuchajcie głosów nauczycieli, a nie swoich doradców.

tłum. Tomasz Krzyżanowski

*** Prof. John MacBeath - profesor uniwersytetów w Cambridge i Glasgow, konsultant OECD, UNESCO, MOP, Europejskiej Komisji ds. Samooceny Szkół oraz Wskaźników, w latach 1997-2000 członek rządowej grupy ds. standardów w brytyjskiej edukacji. Współautor książki "Czy nasza szkoła jest dobra?" (Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne 2003), która pokazuje, jak ponad sto szkół z 18 krajów Europy doskonaliło się dzięki rzetelnej samoocenie z udziałem dyrektora nauczycieli, uczniów i rodziców.

*** Z Johnem MacBeath rozmawiali Alicja Pacewicz i Grzegorz Mazurkiewicz z Centrum Edukacji Obywatelskiej, autorzy podręczników i poradników, koordynatorzy programów edukacyjnych


SZKOŁY UCZĄCE SIĘ

Nauczyciele z kilkuset szkół w programie SUS prowadzonym przez Centrum Edukacji Obywatelskiej i Polsko-Amerykańską Fundację Wolności określają najważniejsze cele pracy swej szkoły (np. wyrównanie szans uczniów z ubogich rodzin, zapobieganie przemocy w szkole); wymyślają, jak te cele zrealizować, uczą się, jak badać efekty pracy

SZKOŁA Z KLASĄ

Ponad 6000 szkół z całej Polski stara się: •  dobrze uczyć każdego ucznia, •  sprawiedliwie oceniać, •  uczyć myślenia i rozumienia świata, •  rozwijać społecznie i uczyć wrażliwości, •  pomagać uwierzyć w siebie, •  przygotować do przyszłości (technologie informacyjne, języki obce). Akcję prowadzi od trzech lat CEO i „Gazeta Wyborcza” przy współpracy Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. W ramach „Szkoły” doskonalone były metody nauczania (program „Czytam.Myślę.Działam”), a ponad tysiąc szkół dostało środki na zajęcia pozalekcyjne. Właśnie dobiega końca kolejny program „Nauczyciel z klasą”, do którego zgłosiło się ponad 9000 nauczycieli.


Rozmowa z Johnem MacBeath
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ziemu

  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 34
dylematy
« Odpowiedź #289 dnia: Lipiec 15, 2006, 12:55:44 am »
Każdy zadaje sobie pytanie "po co".
Każde działanie powinno - w/g mnie - zawsze być poprzedzone odpowiedzenem sobie samemu (może i tylko w sumieniu) jaki jest sens i cel konkretnego działania.

Reszta to tylko wychowanie i zdrowy rozsądek.
A jak często widac mało komu on jest dany
"Nie ma rzeczy niemożliwych, czasem są tylko bardzo trudne"

7 Ninka mpd

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #290 dnia: Lipiec 15, 2006, 06:09:15 pm »
Cytuj
Prawie połowa maturzystów, którzy nie zdali tym roku matury, otrzyma we wrześniu świadectwa maturalne i będzie mogła się starać o przyjęcie na studia - zapowiedział w Zielonej Górze minister edukacji Roman Giertych. Rozporządzenie w sprawie takiej "amnestii" ma się pojawić lada dzień......

Całość: Giertych: "amnestia" dla części maturzystów, którzy nie zdali
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Kolonijna ciąża-uwaga koloniści
« Odpowiedź #291 dnia: Lipiec 18, 2006, 08:58:38 pm »
Kolonijna ciąża
- Łukasz Antkiewicz 18-07-2006

Rodzice, których córka zaszła w ciążę na koloniach, mogą domagać się odszkodowań!
Płacić może wychowawca lub... ubezpieczyciel


Czy za "kolonijną ciążę" powinni odpowiadać opiekunowie kolonistów?
Fot. Martin Mejia / AP

Opiekunowie na koloniach mają urwanie głowy! Nie dość, że muszą dbać o bezpieczeństwo
kolonistek, to teraz muszą dopilnować, by te... nie zaszły w ciążę. Taki obowiązek nakłada
na nich rozporządzenie Ministerstwa Edukacji. Resort chce, by opiekunowie ponosili
odpowiedzialność za wszelkie uszczerbki na zdrowiu swoich podopiecznych, w tym i za
przypadkową ciążę.

Tyle że dla wychowawców to duży kłopot. Powód? Upilnować małoletnich kolonistów wcale
nie jest łatwo. - Musimy nasłuchiwać, obserwować i nie raz warować całą noc, by do niczego nie doszło - opowiada Marek, opiekun na koloniach w Lądku Zdroju. - W tym wieku dzieci mają burzę hormonów i nie jest ich łatwo upilnować - wtóruje mu Marta Rataj z obozu w Łebie.

Teraz jednak w myśl ministerialnego rozporządzenia jeśli będąca pod ich opieką obozowiczka wpadnie, to mogą stanąć przed sądem pod zarzutem niedopełnienia obowiązków. Grozi za to nawet 5 lat więzienia lub wypłata... alimentów - od 10 zł do 3 tys. zł miesięcznie przez rok!

- Ciąża przecież może zagrozić bezpieczeństwu nieletniej osoby, a nawet uniemożliwić
kontynuację nauki - wyjaśnia Marek Tyciński, sędzia z Torunia.

Pierwsze tego typu sprawy toczą się już przed sądami w Krakowie, Gdańsku i Lublinie. I tak jak w przypadku 15-letniej Marty z Wrocławia, której rodzice udowodnili, że zaszła w ciążę na zimowym obozie w górach, zazwyczaj kończą się sukcesem, czyli alimentami dla dziecka.

Co na to kolonijni wychowawcy? By uniknąć płacenia, już zaczęli się ubezpieczać przed takimi przypadkami. Dla nich towarzystwa ubezpieczeniowe sprzedają specjalne pakiety OC.

Dwutygodniowa polisa kosztuje 60 zł.

- Nie chcę mieć później problemów, a tak, jeśli dojdzie do takiej sytuacji, to odszkodowanie wypłaci towarzystwo, a nie ja - mówi Marta Krawczyk, wychowawca na koloniach we Władysławowie.

Dr Grzegorz Południewski, ginekolog: - Pociąganie wychowawców do odpowiedzialności za
ciążę kolonistki jest nieporozumieniem. Dzieci po prostu nie mają wychowania seksualnego i stąd wczesne inicjacje seksualne i późniejsze kłopoty. A za to odpowiedzialność powinni
brać rodzice i szkoła - mówi.

źródło:
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #292 dnia: Lipiec 19, 2006, 06:30:56 pm »
"Amnestia" też dla zeszłorocznych maturzystów?  :roll:

"Gazeta Wyborcza": Amnestia maturalna min. Giertycha pozostanie. Obejmie ona także maturzystów, którzy oblali w zeszłym roku. To część zaskakujących zmian na maturze, które ministerstwo planuje wprowadzić od przyszłego roku.
Gazeta pisze, że projekt zmian na polecenie MEN przygotowała Centralna Komisja Egzaminacyjna. Wczoraj przedstawił je szef CKE Marek Legutko.

Innymi zmianami są wg "Gazety":
- maturzyści będą wybierać przedmioty do zdawania w grudniu, a nie we wrześniu;
- ten, kto zdaje przedmiot rozszerzony, nie będzie musiał zdawać tego przedmiotu w wersji podstawowej. Każdy kto będzie zdawał na poziomie rozszerzonym, aby zdać maturę, będzie musiał zdobyć minimum 30 proc. pkt.;
- uczeń zda maturę, jeśli będzie mieć min. 30 proc. pkt z co najmniej czterech spośród pięciu obowiązkowych egzaminów (dwóch ustnych i trzech pisemnych), pod warunkiem że ze wszystkich pięciu egzaminów jego średnia wyniesie co najmniej 30 proc.

Zmiany egzaminacyjne i poluzowanie kryteriów mają sprzyjać wprowadzeniu na maturę obowiązkowej matematyki (nie jest jasne kiedy) - informuje "Gazeta Wyborcza".

Przyjęcie nowych zasad może mieć ważne konsekwencje także dla zeszłorocznych maturzystów, którym powinęła się noga.

Zdaniem Legutki ich też powinna objąć obecna amnestia Giertycha. Wtedy wszystkie roczniki, które zdawały nową maturę, obowiązywały te same równe reguły.

Więcej w "Gazecie Wyborczej".

Raport specjalny. Kontrowersyjna "amnestia" maturalna
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #293 dnia: Sierpień 03, 2006, 03:52:33 pm »
MEN chce zlikwidować licea profilowane

Ministerstwo Edukacji chce zlikwidować licea profilowane. To efekt fatalnych wyników matury oraz raportu NIK, do którego dotarła IAR. Dokument pokazuje bardzo słaby poziom nauki w tych szkołach.

Wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski w rozmowie z IAR potwierdza, że według planów MEN, licea profilowane przestałyby istnieć za 3 lata. Obecnie przygotowywany jest przepis do ustawy dotyczący "wygaszania" tych liceów.

Chodzi o to, aby od roku 2007/2008 wstrzymać nabór do pierwszych klas. Zdaniem Mirosława Orzechowskiego, trzeba się zdecydować, czy chcemy liceum, czy szkoły zawodowej. Podkreśla, że liceum profilowane to "coś pomiędzy" . Zapis w tej sprawie ma się znaleźć w kolejnej nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Dokument ma być gotowy za kilka miesięcy, ale potem resort chce jeszcze skonsultować pomysł z ekspertami.

Teraz w Polsce działa ponad półtora tysiąca liceów profilowanych. Kształci się nich ponad 200 tysięcy uczniów.

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #294 dnia: Sierpień 07, 2006, 05:54:24 pm »
Nadal można składać wnioski o wyprawki dla pierwszoklasistów

Rodzice dzieci, które w tym roku rozpoczną naukę w pierwszych klasach szkoły podstawowej, mogą jeszcze składać wnioski o przyznanie darmowych podręczników w ramach programu "Wyprawka szkolna". Uczniowie dostaną podręczniki we wrześniu.

"Jeśli jakaś rodzina do tej pory nie złożyła wniosku, a podręczniki jej przysługują, może jeszcze to zrobić" - powiedziała PAP w poniedziałek rzeczniczka ministra edukacji Kaja Małecka.

Na darmowe podręczniki mogą liczyć dzieci z rodzin, w których dochód na osobę nie przekracza kwoty zapisanej w ustawie o pomocy społecznej (obecnie jest to 316 zł). Wniosek należy złożyć w szkole, do której będzie uczęszczać uczeń.

W szczególnych przypadkach dyrektor szkoły, w porozumieniu z gminą, może przyznać wyprawkę uczniom, których rodziny nie spełniają kryterium dochodowego.

We wrześniu naukę w pierwszych klasach szkoły podstawowej ma rozpocząć 380 tys. dzieci. Resort edukacji szacuje, że wyprawki otrzyma co najmniej 91 tys. pierwszaków, czyli mniej więcej co czwarty.

Program "wyprawka szkolna" realizowany jest przez rząd od 2002 roku.

Początkowo dzieci oprócz podręczników dostawały także tornistry i zeszyty.
Na realizację programu przeznaczono w budżecie państwa 11 mln zł. W programie uczestniczy 13 wydawców z 21 podręcznikami.

Gazeta Prawna 07 sierpnia 2006 r.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #295 dnia: Sierpień 18, 2006, 12:37:27 pm »
Spóźnialski nie może zostać za drzwiami

Niesfornego ucznia nie wolno wyrzucić z klasy. I nikt nie może z dnia na dzień wcisnąć młodzieży w mundurki. Rzecznik praw dziecka przypomina, co wolno i czego nie wolno w szkole

Właśnie ukazał się poradnik "Dziecko w szkole" - dla nauczycieli, rodziców i uczniów. Napisali go pracownicy Biura Rzecznika Praw Dziecka, bo jak twierdzą, prawo w szkołach jest nagminnie łamane. I tak np. uczniowie, którzy zapomnieli pantofli, są odsyłani przez woźną albo ochroniarza do domu. Spóźnialskich nie wpuszcza się do klasy, a dokuczliwych uczniów wyrzuca za drzwi. To niezgodne z prawem. Konstytucja i ustawa oświatowa gwarantują każdemu dziecku prawo do nauki - także tym niegrzecznym.

Co z zapowiedzią ministra edukacji Romana Giertycha, który chce powrotu mundurków do szkół? I w tej sprawie prawnicy z Biura RPD są jednomyślni: szkoła nie może wprowadzić mundurków z dnia na dzień. Jeśli uczniowie zaczynali naukę "nieumundurowani", to mają ją prawo zakończyć bez mundurka. - Szkoła może natomiast zapisać w statucie, że każdy nowy rocznik będzie się uczył w mundurkach - przypominają autorzy poradnika Lucyna Bojarska, Krzysztof Brzeziński i Tomasz Rek.

Prawdziwą plagą są finansowe żądania szkół. Biuro Rzecznika ma sygnały, że nauczyciele odmawiają wydania świadectw uczniom, którzy nie opłacili komitetu rodzicielskiego. - Świadectwo jest dokumentem państwowym. Nikt nie może go zatrzymać ani pobierać opłat za wydanie - podkreśla Bojarska. Prawnicy Biura RPD dotarli do takich szkół, gdzie cenzurki były przetrzymywane przez kilka lat! Ich właściciele nie mogli ani kontynuować nauki, ani zacząć legalnej pracy.

Tego, co dzieje się z pieniędzmi, które wpłacają rodzice, często nikt nie kontroluje. Tymczasem prawo mówi, że mogą być one wydawane wyłącznie na działalność statutową szkoły, np. na pomoce naukowe albo dofinansowanie szkolnej wycieczki. Na pewno ze składek od rodziców nie można finansować szkolnych remontów czy opłacać nauczyciela, który prowadzi dodatkowe lekcje.

Poradnik przypomina też sprawę, o którą batalię stoczyli w tym roku pełnoletni uczniowie. -Na lekcji wychowawczej usłyszeliśmy, że mimo 18 lat nie możemy sami pisać usprawiedliwień. Potwierdzili to dyrektor szkoły i łódzkie kuratorium. Wtedy postanowiłem walczyć o swoje prawa - opowiada maturzysta z Łodzi Bartek Gryndzia. Sprawę podchwyciły media. Skończyło się na sejmowej debacie i stwierdzeniu wiceministra edukacji: po skończeniu 18 lat każdy uczeń decyduje o sobie sam.

Nauczyciel nie może namawiać rodziców do pisania oświadczeń, że ich pełnoletnie dzieci nie będą usprawiedliwiać nieobecności. Może jednak odmówić przyjęcia usprawiedliwienia, jeśli powód podany przez ucznia jest niewiarygodny. No i obowiązuje zasada, że więcej niż połowa opuszczonych lekcji ma wpływ na końcową ocenę z poszczególnych przedmiotów.

A co z usprawiedliwieniami młodszych uczniów? Decyzję o tym, czy uczeń zostanie w domu, podejmują rodzice. Szkoła nie ma prawa żądać dodatkowych druczków od lekarzy, szpitali itp. Inaczej jest ze zwolnieniem z wychowania fizycznego - decyzję, że uczeń przez cały rok nie będzie ćwiczył, wydaje tylko lekarz. Matka lub ojciec może prosić tylko o jednorazowe zwolnienie z lekcji.

Poradnik trafił już do bibliotek i organizacji pozarządowych zajmujących się prawami dzieci. Od 25 sierpnia będzie można go pobrać ze strony internetowej Biura Rzecznika Praw Dziecka -www.brpd.gov.pl.

rzeczpospolita
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #296 dnia: Sierpień 18, 2006, 12:54:17 pm »
Giertych: decyzja w sprawie zerówek dla pięciolatków nie zapadła

Decyzja w sprawie wprowadzenia dla pięciolatków obowiązkowego przygotowania przedszkolnego, czyli tzw. zerówek, jeszcze nie zapadła - powiedział w piątek PAP wicepremier, minister edukacji Roman Giertych.

Piątkowy "Dziennik" napisał, że "ministerstwo edukacji już niemal postanowiło: w przyszłym roku każde pięcioletnie dziecko będzie musiało iść przedszkola".
Według "Dz", najprawdopodobniej już jesienią Giertych ma zwrócić się do ministra finansów, by w budżecie na przyszły rok zarezerwowano pieniądze na ten cel.

Giertych zaprzeczył piątkowym informacjom "Dziennika". "To jest szukanie newsa na siłę" - ocenił minister edukacji.

"Obecnie sprawa obowiązku przedszkolnego dla pięciolatków nie jest przedmiotem prac resortu. Minister Edukacji Narodowej podtrzymuje dotychczasowe stanowisko, iż obowiązek przedszkolny dotyczy jedynie 6-latków, a o momencie rozpoczęcia nauki decydują rodzice dziecka, a nie resort edukacji" - czytamy w oświadczeniu wiceministra edukacji Mirosława Orzechowskiego, opublikowanym w piątek na stronie internetowej Ministerstwa Edukacji Narodowej.

W maju minister Roman Giertych poinformował na konferencji prasowej, że w najbliższym czasie resort nie przewiduje wprowadzenia zerówek dla pięciolatków.

Nauka w szkole od szóstego roku życia i obowiązkowa zerówka dla pięciolatków, a nie sześciolatków, jak teraz - takie postulaty PiS zawarło w swoim programie i w planie rządu "Solidarne państwo". Obniżenie wieku obowiązku szkolnego i obowiązku przedszkolnego zapowiadało też wiosną ówczesne kierownictwo resortu edukacji.

W Polsce jedynie ok. 30 proc. dzieci w wieku 3-5 lat jest zapisanych do przedszkoli. Odsetek ten należy do najniższych w Europie. Wskaźnik upowszechnienia wychowania przedszkolnego wynosi 100 proc. na Węgrzech, w Belgii i Irlandii; ponad 90 proc. - w Czechach, Włoszech i Szwajcarii; ponad 80 proc. - w Niemczech, Francji i Danii oraz ponad 70 proc. na Słowacji i w Hiszpanii.

Przed wprowadzeniem obligatoryjnych zerówek dla sześciolatków (przed wrześniem 2004 r. były one powszechne, lecz nie obowiązkowe) zapisywanych do nich było prawie 100 proc. dzieci miejskich i 87 proc. wiejskich; faktycznie uczęszczało tylko blisko 60 proc. dzieci w mieście i około 45 proc. dzieci na wsi.

Zgodnie z ustawą o systemie oświaty, zerówki mogą być zarówno w przedszkolach, jak i przy szkołach podstawowych.

Według danych GUS, w ubiegłym roku działało w Polsce 7 tys. 746 przedszkoli, z tego na wsi tylko 2 tys. 595. W Polsce jest 869 gmin, w których nie ma przedszkoli. Prowadzenie przedszkoli jest zadaniem własnym samorządów - oznacza to, że utrzymanie placówek oraz wynagrodzenia nauczycieli tam pracujących finansowane są ze środków własnych samorządów. Ograniczenia finansowe samorządów doprowadziły do zamknięcia pomiędzy 1990 a 2001 r. ponad 30 proc. przedszkoli.

Gazeta Prawna 2006-08-18
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #297 dnia: Sierpień 18, 2006, 07:37:34 pm »
Podręczniki ze znakiem Leppera

Podręczniki od Samoobrony będą miały logo tej partii


Andrzej Lepper chce we wrześniu podarować przedszkolakom 50 tys. kompletów książek, na których będzie logo Samoobrony.

Akcja ma się zbiec z kampanią samorządową - dowiedziało się "Życie Warszawy".

Skąd pomysł na rozdawanie książek? - Chcemy pomóc rodzinom z terenów spustoszonych przez suszę i powodzie. Poza tym, spełniamy w ten sposób obietnicę rządu, że podręczniki będą tańsze. Nasze będą nawet za darmo, chwali się w rozmowie z "ŻW" szef Samoobrony. Dodaje, że Ministerstwo Edukacji Narodowej nie ma z tą akcją nic wspólnego. - To wyłącznie nasza inicjatywa, zaznacza.

Akcja Samoobrony ma ruszyć we wrześniu. Politykom nie chodzi jednak tylko o to, by zdążyć przed rozpoczęciem roku szkolnego. - Nie ma co ukrywać, że idealnie zbiegnie się to z kampanią samorządową. Mam nadzieję, że, idąc do urn, ludzie będą pamiętać, że można na nas liczyć, przyznaje jeden z posłów Samoobrony.

- Sytuacja jest przejrzysta. Nie szukamy żadnych sponsorów, za wszystko zapłacimy z partyjnej kasy, zapowiada Janusz Maksymiuk. Politycy Samoobrony nie obawiają się także zarzutów o nielegalną agitację oraz łączenie akcji charytatywnej z kampanią wyborczą. - Wszystko sprawdziliśmy. Partie mogą prowadzić taką działalność - uważa Maksymiuk. Potwierdza to Krzysztof Lorenc z Państwowej Komisji Wyborczej.

interia.pl



"Cokolwiek" na okładce podręcznika?



Prawnicy Ministerstwa Edukacji Narodowej badają, czy zgodnie z prawem można umieścić "cokolwiek" na okładce podręcznika, zatwierdzonego do użytku szkolnego przez resort - poinformował w piątek wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski.

Odpowiedział tak na pytanie dziennikarzy o pomysł Samoobrony, która chce podarować przedszkolakom 50 tys. podręczników. Na okładkach książek ma być umieszczone logo Samoobrony oraz m.in. napis, że jest to dar tej partii.

- Sprawę badają prawnicy. Musimy mieć szybko informację w tej sprawie - dodał Orzechowski. Wyjaśnił, że do użytku szkolnego zatwierdzany jest cały podręcznik, nie tylko jego treść, ale także wszystko co znajduje się na okładce.

- Szkoła jest miejscem, gdzie nie uprawia się polityki. W kilku decyzjach ministra edukacji zostało to wyraźnie oznaczone - podkreślił.

Pytany, czy samo ofiarowanie podręczników przez partię polityczną nie łamie zasady, że szkoła i przedszkole są miejscem, gdzie nie można agitować politycznie, odpowiedział: - Lepiej jest dać, niż wziąć. Na sercu jest milej i bezpieczniej. Myślę, że w geście Samoobrony jest troska o wychowanie, bo być może w niektórych rodzinach mogło by zabraknąć na podręczniki. - Chcę się wszędzie dopatrywać dobrej woli - podkreślił wiceminister.

Orzechowski dodał, że jeśli sam pomysł ofiarowania podręczników przez partię może budzić wątpliwości, czy nie jest w ten sposób łamana zasada apolityczności szkoły lub przedszkola, to ten aspekt sprawy również zbadają prawnicy.

O tym, że wicepremier Andrzej Lepper chce we wrześniu podarować przedszkolakom książki napisało w piątek "Życie Warszawy". - Chcemy pomóc rodzinom z terenów spustoszonych przez suszę i powodzie. Poza tym, spełniamy w ten sposób obietnicę rządu, że podręczniki będą tańsze. Nasze będą nawet za darmo - powiedział "ŻW" Lepper. Dodał, że MEN nie ma z tą akcją nic wspólnego: - To wyłącznie nasza inicjatywa.

Jak czytamy w "ŻW", politycy Samoobrony nie obawiają się także zarzutów o nielegalną agitację oraz łączenie akcji charytatywnej z kampanią wyborczą. - Partie mogą prowadzić taką działalność - uważa wiceszef klubu Samoobrony Jerzy Maksymiuk. Potwierdza to Krzysztof Lorenc z Państwowej Komisji Wyborczej.

"Sześcioletni odkrywca. Wspólna wyprawa" - tak brzmi tytuł serii książek, które chce rozdawać Samoobrona. Podręczniki zostały wydane przez Dom Wydawniczy Edukacja i zatwierdzone do użytku przez resort edukacji.


interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #298 dnia: Sierpień 18, 2006, 10:07:27 pm »
W lipcu 2006 r. ukazała się druga część poznańskiego informatora dla osób niepełnosprawnych i ich rodzin, pt. „Edukacja osób niepełnosprawnych

http://www.niepelnosprawni.info/ledge/x/16209;jsessionid=109A75C83F8F845D24457CD285FA4C06
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #299 dnia: Sierpień 18, 2006, 10:28:04 pm »
Tanie podręczniki są, ale w internecie

Aleksandra Przybylska, Poznań

Samorządy przestały liczyć na MEN i same pomagają uczniom kupić tańsze podręczniki do szkoły. Pomysł jest bajecznie prosty - internetowe giełdy używanych książek

Do rozpoczęcia roku szkolnego dwa tygodnie, trzeba kupić dzieciom komplety podręczników do następnej klasy. Jeszcze rząd Kazimierza Marcinkiewicza obiecywał tańsze szkolne książki. - Miało być taniej, a wyszło jak zwykle - wzdychają rodzice w kolejkach i wydają po kilkaset złotych za komplet książek. Pan Piotr z Poznania na szkolnym kiermaszu wydał właśnie 400 zł za kilka podręczników do szkoły podstawowej.

Okazuje się, że można wymyślić, jak potanieć podręcznikowe zakupy. W niektórych polskich miastach działają już internetowe giełdy używanych podręczników. W Poznaniu wiceprezydent miasta Tomasz Kayser na ten pomysł wpadł przypadkiem. - Mam do książek wielki szacunek. Nie mogłem patrzeć, jak w domu zalegają sterty niepotrzebnych podręczników. Prosiłem synów, żeby odnieśli je do antykwariatu. Ale dzieci w ich wieku sporo siedzą w internecie, nie mają na nic czasu. Wtedy przyszła mi do głowy myśl, żeby uruchomić w sieci giełdę używanych podręczników - opowiada.

Giełda na oficjalnym serwisie poznańskiego magistratu pojawiła się na początku czerwca tego roku. Dwie doby po jej starcie było już 240 ofert książek na sprzedaż. Po miesiącu - ponad 2,7 tys. Wczoraj w samo południe - ponad 7 tys.! - Nie spodziewaliśmy się takiego zainteresowania - mówi Wojciech Pelc zarządzający oficjalnym urzędowym serwisem Poznania w internecie. - Po reakcji poznaniaków i innych miast widać jednak, że giełda to strzał w dziesiątkę - dodaje.

Tymczasem pomysł Poznania kopiują już inne miasta. Pytali o niego samorządowcy z Lubina i Olsztyna. Na internetowej giełdzie używanych książek, która przed miesiącem ruszyła w Bydgoszczy, wczoraj rano było ponad tysiąc ofert. - Nieraz książki są tu oferowane za symboliczną złotówkę, nie ma porównania z cenami za nową książkę - mówi Marta Estkowska z bydgoskiego urzędu miasta.

PiS obiecywał tanie podręczniki jeszcze w kampanii wyborczej. Przed zawiązaniem koalicji z Samoobroną i LPR MEN wypracowało z wydawcami i księgarzami porozumienie o obniżeniu cen. Nauczyciele i rodzice mieli ustalić w szkołach listę obowiązujących podręczników. Dyrektor miał te książki zamawiać u hurtowników i księgarzy, którzy zaproponują najlepszą ofertę. Szkoły dostawałyby rabaty na hurtowo zamawiane podręczniki. Skorzystać mieli też wydawcy: drukowaliby tyle, ile potrzeba i nie byłoby kosztownych zwrotów. - Choć terminy były napięte, chcieliśmy realizować to porozumienie - mówi Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki. - Nie udało się ze względu na zmiany w MEN.

Po objęciu resortu przez Romana Giertycha porozumienie zerwano. - Gdy tylko minister Giertych objął resort, zapowiadał, że ma swój pomysł na tanie podręczniki i że będzie on realizowany od 2007 r. Szczegóły przedstawimy jesienią - mówi Kaja Małecka, rzecznik prasowy MEN. A co według resortu mają zrobić rodzice i uczniowie w tym roku? - Na razie szkoły powinny robić wszystko, oczywiście w ramach prawa, by zakup podręczników był tańszy - radzi Małecka.

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3556317.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach