Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Jeśli uważasz że serwis Dar Życia jest potrzebnym miejscem Wesprzyj nas. Chcemy reaktywować serwis, dostosować graficznie i technicznie do aktualnych standardów, ale potrzebujemy Twojego wsparcia. Dziękujemy za wsparcie.

Autor Wątek: Artykuły - Nowości szkolne  (Przeczytany 316452 razy)

Offline Ewaa6

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 115
sposoby cwiczenia
« Odpowiedź #150 dnia: Czerwiec 27, 2004, 04:55:47 pm »
Mam taki problem.
Ucze w szkole - masowej, sredniej zawodowej.
Mam w klasie ucznia, ktory ma wielorakie orzeczenia. Po prostu caly zestaw - uszkodzenia analizatora wzrokowego, sluchowego, wolne tempo pracy, dyslekcja, dysortografia, czytanie na poziomi 1 klasy szkoly podstawowej, intelekt w dolnej granicy normy, znaczne spowolnienie dzialania. Uczen ten przeszedl do klasy III liceum. Wystawilam mu ocene dostateczna poneiwaz widze, ze stara sie bardzo i praacuje wiele. Ma ponadto problemy z wszelkimi pojeciami abstrakcyjnymi,rozumieniem tekstu i polecen oraz pamiecia.
Teraz bedzie w klasie ostatniej szkoly ponadgimnazjalnej. Chcialabym spytac czy moglabym od Was dostac jakies wskazowki jak ulatwiac mu prace? Co mam robic aby ulatwic mu przyswajanie materialu z jezyka polskiego?
Widze, ze on sie bardzo stara. Zamiast klasowek wprowadzilam testy - jest mu latwiej napisac 1-2 zdania lub zakreslic odpowiedz nic pisac cala prace. Pytam go ustnie zamiast kartkowek dajac wydluzony czas na odpowiedz.
Czy moglabym dac mu jakies wskazowki jak ma sie uczyc, co ma cwiczyc? Co zrobic aby mial wiecej korzysci z lektur? On je czyta ale po prostu nic nie wie, staram sie tlumaczyc, powtarzac, dawac mu okazje do aktywnosci i wykazania sie wiedza ale chcialabym wiedziec co moge zrobic aby mu ulatwic nauke i sprawic aby na egzaminach, ktore beda dobrze wypadl/
Dodam, ze w domu pomagaja mu rodzice.
Najprawdopodobniej - z tego co dowiadywalam sie od psychologa - ma intelekt ponizej normy sporo ale rodzicom bardzo zalezalo aby byl w szkole masowej, wiele pracy w to wkladaja i dlatego nie uwzgledniono tego w orzeczeniu.
Czy byloby mozliwe udzielenie mi jakis wskazowek?
Ewa

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Beata

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 152
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #151 dnia: Czerwiec 28, 2004, 01:13:04 pm »
Taka uwaga "techniczna" - szkoda jego czasu na czytanie długich lektur, skoro niewiele z tego rozumie. Proponuję, aby z każdej lektury przeczytał samodzielnie rozdział, fragment - możesz wybrać ten najciekawszy, najprostszy czy taki, który go wprowadzi w treść książki i zachęci, a nie zniechęci. Resztę mogą mu przeczytać rodzice, czy koledzy lub można skorzystać z oferty ośrodka czytelnictwa dla niepełnosprawnych (o ile taki u Was jest) i wypożyczać lektury na kasetach magnetofonowych.

Offline Ewaa6

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 115
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #152 dnia: Czerwiec 28, 2004, 09:51:28 pm »
Bardzo dziękuję za uwagę, jest ciekawa. Problem jeden jest taki, że teoretycznie jest to szkoła średnia kończy się egzaminem więc nie mogę tak całkiem otwarcie kazać czytać tylko kawałka tekstu - bo wtedy cała klasa tak zrobi pewnie... ale na pewno uda mi się jakoś przemycić taką sugestię.
Zawsze go zachęcam aby zapoznał się z opracownaiem lub streszczeniem.
Wyjątkiem są wiersze, które czytamy wszyscy na lekcjach, wymagam aby tez je czytał w całości.
Ewa

Offline Beata

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 152
Przygotowanie do szkoły
« Odpowiedź #153 dnia: Czerwiec 29, 2004, 05:43:21 pm »
ZALECANE ĆWICZENIA MOTORYKI MAŁEJ
1) malowanie farbami dużych kształtów (na arkuszach papieru rozpiętych na ścianie lub tablicy);
2) malowanie jednocześnie obydwoma rękami na dużym arkuszu papieru;
3) malowanie pędzlem linii prostych, splatanych nici, kłębuszków;
4) zamalowywanie kolorem większych płaszczyzn ruchami od strony lewej do prawej i z góry na dół;
5) zamalowywanie pól między liniami poziomymi;
6) malowanie krótkich, pionowych kresek;
7) malowanie linii falujących poziomych i pionowych (np. fale na morzu) z zachowaniem ciągłości i kierunku zgodnego z kierunkiem pisma;
8) malowanie linii spiralnych (dom ślimaka, kłębuszki);
9) kolorowanie książeczek obrazkowych;
10) rysowanie i kolorowanie pisakami (farby, miękkie kredki, pisaki wymagają niewielkiego nacisku, co zmusza do rozluźnienia mięśni);
11) kreślenie linii poziomych i pionowych "po śladzie" i samodzielnie;
12) kreślenie linii kolistych i falistych "po śladzie" i samodzielnie;
13) kreślenie linii zamkniętych (koła, owale, prostokąty);
14) łączenie liniami zaznaczonych punktów;
15) rysowanie przez kalkę techniczną wzorów dużych i drobnych o kształtach geometrycznych i literopodobnych;
16) wycinanie po liniach prostych, falistych, łamanych;
17) wycinanie figur;
18) wycinanie postaci ludzkich, zwierząt, kwiatów;
19) wycinanie części obrazków do składania;
20) wycinanie przestrzenne (np. domki, samochody, rakiety);
21) wykonywanie prac konstrukcyjnych wg wzoru (łódka, kapelusz itp.);
22) wykonywanie prac konstrukcyjnych wg własnych pomysłów;
23) lepienie z plasteliny;
24) ugniatanie plasteliny i zapełnianie nią powierzchni koła, kwadratu i trójkąta;
25) wałkowanie cienkich wałków i obwodzenie nimi narysowanych przedmiotów i figur;
26) układanie z wałeczków plasteliny różnych figur;
27) układanie klocków;
28) układanie puzzli;
29) odwzorowywanie szlaczków i wzorów.

Zaburzenia związane z motoryką małą

Offline kameljanda

  • User z prawami do pisania
  • Gadacz
  • *****
  • Wiadomości: 1452
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #154 dnia: Czerwiec 29, 2004, 06:43:50 pm »
Swego czasu zarzuciłam w domu takie zabawy, bo młoda po prostu była zmęczona po przyjściu z przedszkola. Za to uwielbia wszelakiego rodzaju zabawy ruchowe. Dzięki nim odsteresowuje się.

Dodałabym tu zabawy z ciastem solnym, gliną(autentycznie),zabawy ze starymi gazetami, można je kształtować za pomocą domowej roboty kleju. Suszyć i malować :)

Offline Beatris

  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 44
dofinansowanie do zakupu pomocy edukacyjno-rechab.
« Odpowiedź #155 dnia: Lipiec 22, 2004, 11:57:29 am »
Proszę o informację na temat dofinansowania do zakupu pomocy rechabilitacyjno-edukacyjnych. Jak na leży to załatwiac, jakie wymagania trzeba spełnić
Z góry dziękuję za odpowiedź
Miłosz/to już 2 latka - Epi
Pozdrowienia

Offline asiorek

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 141
    • http://asior71.w.interia.pl/
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #156 dnia: Lipiec 22, 2004, 11:25:38 pm »
Jedyne dofinansowanie do przedmiotów rehabilitacyjnych to chyba mozliwość  zwrócenia się do PCPR, tak jest np w przypadku wózka, ale już przedmioty typu piłka, czy drabinki, a tym bardziej materiały edukacyjne trzeba chyba niestety kupować za własne środki, które można sobie odliczyć od podatku, w zależności od niepełnosprawności dziecka.  Polecam też założenie konta w fundacji bądź stowarzyszeniu, wówczas jeśli uda się zebrać jakieś środki, można z nich pokryć sobie koszty zakupu przyrządów. My tylko tak funkcjonujemy, inaczej się nie da. Wszystko jest za drogie. A firmy produkujące przedmioty dla osób niepełnosprawnych windują ceny niesamowicie. :)
Nie wiem, czy moja odpowiedź pomogła, ale jeśli są inne możliwości, to sama chętnie skorzystam. :D
Pozdrawiam Asia, mama Patryka (10) i Pawła (9)-mpd

Offline Beatris

  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 44
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #157 dnia: Lipiec 23, 2004, 09:08:16 am »
o dofinansowaniu pisała sonia
http://forum.darzycia.pl/topic,2244

Soniu bardzo prosimy o więcej informacji
Miłosz/to już 2 latka - Epi
Pozdrowienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Policealna szkoła chce w weekendy kształcić farmaceutów i fi
« Odpowiedź #158 dnia: Sierpień 18, 2004, 11:56:31 am »
Policealna szkoła chce w weekendy kształcić farmaceutów i fizjoterapeutów

   
 Marek Soja z rzeszowskiego kuratorium: - Radzę wszystkim, którzy podejmują decyzję o nauce w szkole policealnej, by w książce telefonicznej znaleźli numer do kuratorium oświaty i sprawdzili, czy wybrane przez nich studium ma uprawnienia szkoły publicznej i czy zawody, w których proponuje naukę, są w Polsce uznawane
 
 
 

- To niezgodne z prawem oświatowym - grzmią Ministerstwo Zdrowia i MENiS


Policealnym Studium Zawodowym "Wszechnica" z Krosna zainteresowało się najpierw Ministerstwo Zdrowia, a później MENiS. - Ktoś wysłał do Warszawy ulotkę reklamową tego studium. Nie dość, że nazwy zawodów, w których szkoła ogłosiła nabór, nie były zgodne z wykazem ministerialnym, to na dodatek technicy farmaceutyczni i fizjoterapii mieli się kształcić w systemie zaocznym. Tymczasem w Polsce w tych zawodach można kształcić tylko w szkołach dla młodzieży w systemie dziennym. Nie ma innej możliwości - podkreśla Marek Soja, dyrektor wydziału kształcenia ponadgimnazjalnego i ustawicznego w rzeszowskim kuratorium oświaty. Szkołom, które nie przestrzegają tych zasad, grozi utrata uprawnień placówki publicznej. A to oznacza, że nie będą mogły wydawać uznawanych w kraju świadectw i dyplomów, więc dla słuchaczy nauka w nich będzie stratą czasu. - Możemy też złożyć na szkołę doniesienie do prokuratury - mówi Marek Soja.

Ministerstwo Edukacji zobowiązało rzeszowskie kuratorium do wyjaśnienie sprawy krośnieńskiej Wszechnicy.

Nie udało się nam porozmawiać z nikim w szkole, bo pod podanym telefonem odpowiada faks. Ale kuratorium już zbadało sprawę. - Skontaktowałam się z przedstawicielem Wszechnicy. Tłumaczy, że ulotki, które rozpowszechniał, były tylko sondażem, czy na rynku jest zainteresowanie kształceniem w tych zawodach. Okazało się, że nie ma, więc kierunki te nie zostaną uruchomione - mówi Janina Czerepiuk, wizytator z krośnieńskiego oddziału kuratorium. Jak zapewnia szefostwo studium, szkoła jest przygotowana, by kształcić młodzież w systemie dziennym. - Zapewniano mnie także, że jeśli znaleźliby się chętni, szkoła postarałaby się o uprawnienia - dodaje Janina Czerepiuk i komentuje: - To nieprzemyślane i nieodpowiedzialne działanie.

Podobnie w ubiegłym roku postąpiła Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z Przemyśla. Ogłosiła nabór na kierunek, na który nie miała pozwolenia. Po blisko roku nauki okazało się, że 60 studentów straciło tylko swój czas i pieniądze. Władze szkoły tłumaczyły się, że bez problemu uzyskały ministerialne pozwolenie na prowadzenie zajęć na informatyce, więc sądziły, że równie łatwo pójdzie im z drugim kierunkiem - psychologią zarządzania. Tak jednak się nie stało i studenci zostali na lodzie.

Podkarpackie kuratorium ostro rozprawia się ze szkołami policealnymi, które łamią prawo. Na początku lipca kurator zawiadomił prokuraturę, że policealne studium Top Education działa w Rzeszowie nieuczciwie: powołuje się na uprawnienia, których nie ma, i obiecuje kandydatom nieistniejące tytuły. Jednocześnie z Top Education kuratorium skierowało sprawę do prokuratury przeciwko Centrum Nauki i Biznesu "Żak". - Ta placówka także ogłosiła nabór, nie zgłaszając swojej działalności ani nam, ani urzędowi miasta, co jest jej obowiązkiem - wyjaśniali pracownicy kuratorium.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2234678.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Wychowywać i uczyć jak to łatwo powiedzieć...
« Odpowiedź #159 dnia: Sierpień 24, 2004, 11:58:05 pm »
Wychowywać, jak to łatwo powiedzieć...

Poczucie własnej wartości u dzieci.

Każdy z nas intuicyjnie czuje, co to jest poczucie własnej wartości oraz jakie ma znaczenie w życiu. Trudniej jest wyrazić tę wiedzę słowami. W psychologii istnieje dużo definicji poczucia własnej wartości. Większość z nich mówi o poczuciu własnej wartości jako rezultacie mniej lub bardziej świadomego szacowania i oceny własnego znaczenia, atrakcyjności, kompetencji i zdolności. Inaczej jest nazywane koncepcją siebie. Dominującą rolę w strukturze pojęcia o sobie odgrywa świadomość kim jestem i jaki jestem. Koncepcja siebie jest uwarunkowana tym, jak inni spostrzegają i oceniają nas. Szczególnie dotyczy to obrazu siebie małych dzieci. Reakcje werbalne, czyli to co mówimy i jak mówimy oraz pozawerbalne, czyli gesty, miny, postawa ciała mówią dziecku, jakim człowiekiem jest w naszych oczach i jakim chcielibyśmy je widzieć. Dziecko uczy się rozpoznawać i oceniać, w jakim stopniu przystaje czy pasuje do ideału określonego i komunikowanego dziecku przez dorosłych. Wielu badaczy podkreśla, że wiedza o sobie czyli obraz Ja jest podstawową i być może najważniejszą cechą osobowości regulującą ludzkie zachowanie. Uznaje się wręcz, że sposób spostrzegania siebie wyznacza przebieg życia: wpływa na funkcjonowanie w społeczeństwie, umożliwia odczuwanie satysfakcji z obcowania z innymi, obniża poziom lęku, poprawia społeczne i intelektualne funkcjonowanie dziecka.
Wyznacznikiem poczucia własnej wartości jest samoocena. Wysoka samoocena powoduje, że dziecko z pewnością siebie, z ufnością i wiarą we własne możliwości podejmuje różne wyzwania jakie stawia mu szkoła, ponieważ wierzy we własne zdolności i nie boi się nowych, trudnych zadań. Niska samoocena powoduje niezadowolenie z siebie, pogardę dla siebie i w konsekwencji dość często samoodrzucenie, obniża efekty działań, kształtuje bierną postawę wobec zadań. Dziecko jest podatne na sugestie, przejawia zachowania asekuranckie, osiąga mniej niż wynika to z jego potencjalnych możliwości. Zdarza się też, że dziecko ma zawyżoną samoocenę. Może ona, ale nie zawsze tak jest, pełnić rolę pozytywną. Zbyt wysoka samoocena jest powodem porażek, może rodzić frustracje, napięcia i konflikty.
Budowanie poczucia własnej wartości jest procesem-trwa całe życie. Uczestniczą w nim osoby znaczące dla dziecka: najpierw rodzice i nauczyciele, potem rówieśnicy. Może się wydawać, że rolą rodziców jest nieustanne chwalenie, podbudowywanie swego dziecka. Jest to zadanie znacznie poważniejsze i wymagające większego wysiłku, ale wcale nie skomplikowane. Dziecko ma wysokie poczucie własnej wartości, kiedy łączy go więź ze swoją rodziną, czuje, że są akceptowane jego uczucia, jest z uwagą wysłuchiwane i szanowane. Budowanie więzi w rodzinie odbywa się poprzez zaspokajanie potrzeb biologicznych (ubranie, jedzenie, inne potrzeby materialno-bytowe) oraz potrzeb psychicznych (doświadczanie czułości, intymności, szczęścia, zadowolenia, zainteresowania, bezpieczeństwa, miłości). Pragnę podkreślić, że potrzeba miłości może być zaspokojona tylko w rodzinie. Najlepsza pani w przedszkolu czy w szkole nie jest w stanie dać dziecku tego rodzaju miłości.
Brak zaspokojenia tych potrzeb powoduje, że dziecko czuje się odtrącone, traci poczucie bezpieczeństwa i obniża się poczucie własnej wartości. Psychoterapeuci zbadali, że im słabsza więź w rodzinie, tym większy jest wpływ rówieśników i mediów. Dzieci szukają akceptacji często w grupach przejawiających patologiczne zachowania: alkohol, narkotyki, rozboje, prostytucja, palenie papierosów bądź uciekają w wirtualny świat w Internecie. Jako rodzic dostrzegam więcej wad niż zalet posiadania komputera i Internetu w domu. Przede wszystkim brakuje czasu na rozmowy, czytanie książek bo dzieci są zajęte grami bądź "gadu-gadu". Marzę o tym, aby przyszła do nas moda (najlepiej ze USA) na wakacje bez komputera. Jest to postawa bardzo wygodna, bo wtedy dzieci łatwo by się jej poddały. O wiele trudniej jest samemu ją wprowadzić we własnym domu i konsekwentnie trwać.
W jaki sposób zaspokajamy potrzeby psychiczne dzieci? Temat jest bardzo szeroki. Dobór sposobów postępowania jest uzależniony od rodziców, od preferowanej przez nich metody wychowania, ponieważ oni są pierwszymi i najważniejszymi wychowawcami swoich dzieci. Chciałabym zwrócić uwagę Czytelników na kilka aspektów wychowywania dzieci. O dwóch z nich pisałam w poprzednich artykułach, a mianowicie o akceptacji dziecięcych uczuć i stawianiu granic w wychowywaniu.
Akceptacja dziecięcych uczuć ("Widzę, że jesteś wściekły na Tomka") nie oznacza zgody na niewłaściwe zachowania ("Byłaś tak zła na siostrę, że ją kopnęłaś. Nie wolno kopać. Powiedz Kasi, co ci się nie podoba słowami. Przecież potrafisz"). Okazując szacunek dla dziecięcych uczuć uczymy ich szanowania samych siebie i innych. Ważne jest, że uczymy dzieci słownictwa określającego ich wewnętrzną rzeczywistość. Skoro umieją nazywać swoje doznania, zaczną radzić z nimi sobie same.
Granice w wychowywaniu to system zasad i norm, które wyznaczamy swoim dzieciom i sami ich przestrzegamy. Dzięki nim wiadomo, co jest słuszne, a co nie. Ograniczenia wiążą się nierozerwalnie z dyscypliną. Jeśli są zbyt sztywne i surowe, dzieci staja się buntownicze i zalęknione. Należy więc zachować elastyczność i znaleźć czas na rozmowę z dziećmi, gdy mają jakiś problem.
W procesie budowania poczucia własnej wartości ważny jest sposób oceniania, a więc pochwały i krytyka. Trudno jest zaakceptować pochwałę w rodzaju "jesteś wspaniała, cudowna". Czujemy, że jest wyolbrzymiona i niemal natychmiast odrzucamy ją. Dzieci również czują się niezręcznie i mają trudności z zaakceptowaniem pochwały, która wystawia im ocenę.
Większość dzieci odczuwa niepokój, gdy ustawicznie słyszy komentarze na temat swego zachowania, nawet jeśli są one pozytywne. Czują się tak, jakby były pod ciągłą obserwacją. Są też dzieci, które w takich sytuacjach reagują inaczej. Tak się przyzwyczajają do faktu, że wciąż słyszą słowa aprobaty dla tego, co robią, iż bez pochwały czują się zagubione i niepewne siebie. Jeśli przyzwyczaimy je, żeby ciągle szukały aprobaty na innych, to jaką informację im przekazujemy? "Nie możesz ufać samemu sobie. Potrzebujesz opinii innych ludzi, żeby wiedzieć, jak sobie radzisz".
Niektóre dzieci odbierają ustawiczne pochwały, jako subtelne, niewypowiedziane powiedzenie, żeby zachowywały się zgodnie z oczekiwaniami i życzeniami swoich rodziców. Dzieci te często dochodzą do wniosku: "Muszę przestać myśleć, co chcę robić i jak chcę to zrobić, a pomyśleć o tym, co oni chcą, żebym zrobił. Nie mogę polegać na sobie. Lepiej polegać na innych".
Jeśli mamy do wyboru skierować uwagę dziecka na to, co pomyślą inni lub na to co same zrobiły, lepiej wybrać tę drugą możliwość. Nauka jest bardziej wartościowa wtedy, gdy dzieci są głęboko zainteresowane tym, co robią a nie wtedy, gdy martwią się, jak ocenią ich ludzie. Pochwała opisowa sprawia, że dziecko staje się świadome swoich możliwości i jest w stanie same sobie udzielić pochwały. Dobra pochwała składa się z dwóch części: Dorosły opisuje z uznaniem, co widzi lub czuje ("Widzę, że wykonano tu dużo pracy. Wszystkie klocki na półce. Każda płyta w swoim przedziale. Miło wejść do takiego pokoju") i dziecko, po wysłuchaniu opinii potrafi pochwalić się samo ("Kiedy chcę, to wiem jak się sprząta"). Podobnie chwalimy rysunki dzieci. Dzieci potrafią siebie oceniać i czują się nieswojo, kiedy zachwycamy się , często bez zastanowienia: "Wspaniale! Jesteś prawdziwą artystką". Jeżeli mamy powiedzieć dziecku, co widzimy to musimy naprawdę patrzeć: "Widzę czarne niebo i blady księżyc, i błyszczące, żółte gwiazdy". Dziecko pochwali siebie: "Umiem narysować noc".
Nie zawsze możemy pochwalić, zachwycić się, bo widzimy niedociągnięcia i czujemy, że w jakiś sposób trzeba zmotywować do dalszych prób. Krytyka ("No proszę! Włosy potargane. I jeszcze nie włożyłaś butów. Pośpiesz się, bo się spóźnisz.") odbiera ducha do czegokolwiek. Zamiast koncentrować się na tym, co złe zacznijmy od zwrócenia uwagi na to, co dziecko osiągnęło. Potem należy wskazać, co jeszcze dziecko powinno zrobić ("Jesteś prawie ubrana. Czysta bluza, spodnie i skarpetki. Jeszcze tylko buty i włosy i możesz iść!"). Jest to konstruktywna krytyka.
Sześciolatki podejmują próby pisania liter. Dziewczynka z mojej grupy, po napisaniu kilku linijek litery "O" podeszła do mnie z zeszytem i zapytała :"Czy ładnie napisałam?" Praca nie wyglądała zbyt dobrze: literki nie były zbyt kształtne, niektóre nie mieściły się w liniach. Wyszukałam kilka najbardziej kształtnych i powiedziałam: "Widzę tu dużo literek "O" . Kilka z nich mi się podoba: ta, ta i ta jest ładna. Postarałaś się i te napisałaś ładne. Pozostałe mniej mi się podobają. Jeszcze musisz poćwiczyć". Dziewczynka odeszła. Kiedy podchodziła do swego stolika, jedna z koleżanek spytała: "No i co ci pani powiedziała?" "Że się staram"- odparła.
Wszyscy: nauczyciele, dzieci i rodzice możemy czerpać korzyści z tego, że osoba mająca obiektywny punkt widzenia powie nam, jak zrobić coś lepiej. Ale zanim w ogóle będziemy w stanie rozważać możliwość zmian, musimy uwierzyć, że więcej w nas dobrego niż złego i że sami jesteśmy w stanie naprawić to, co złe. W ten sposób budujemy wiedzę o sobie, a co za tym idzie poczucie własnej wartości." - Krystyna Grochulska, Nauczycielka w Przedszkolu Samorządowym nr 32 w Białymstoku

PORADY LOGOPEDY

Dziecko "ryzyka dysleksji"


    Według definicji M. Bogdanowicz (Uniwersytet Gdański) dysleksja jest objawem zaburzeń wyższych czynności psychicznych, które przejawiają się w postaci specyficznych trudności uczenia się czytania i pisania. Definicja ta wyklucza trudności ,które są rezultatem upośledzenia umysłowego, schorzeń neurologicznych, uszkodzeń narządów zmysłów i ruchu bądź zaniedbań wychowawczo - dydaktycznych.
    Dysharmonie rozwoju psychoruchowego wskazujące na zagrożenie dysleksją uwidaczniają się już we wczesnych okresach rozwojowych dziecka.
Ryzykiem dysleksji objęte są dzieci:
. Z nieprawidłowej ciąży i porodu (na skutek mikrouszkodzeń centralnego układu nerwowego).
. Z obciążeniami genetycznymi (gdy w rodzinie występowała dysleksja, opóźnienie rozwoju mowy, oburęczność lub leworęczność).
. Dzieci rozwijające się nieharmonijnie, z opóźnieniem rozwoju niektórych funkcji poznawczych i mowy oraz z opóźnieniami rozwoju ruchowego
Dziecko o opóźnionym rozwoju ruchowym znacznie później niż jego rówieśnicy osiąga przewidzianą normą sprawność motoryczną. Ma trudności w wykonywaniu wielu czynności ruchowych i samoobsługowych a następnie w zabawach manipulacyjnych i konstrukcyjnych. Ruchy dziecka są wolniejsze (zwiększenie ich tempa powoduje wzrost napięcia mięśniowego i brak precyzji). Dlatego dziecko unika zabaw wymagających dobrej sprawności ruchowej czy sprawności manualnej. Nie lubi rysować (rysunki prezentują niski poziom graficzny), niechętnie bawi się układankami itp.
  Opóźnieniu i dysharmonii rozwoju ruchowego często towarzyszą zaburzenia w zakresie percepcji wzrokowej. Ich przejawem mogą być:
. trudności w różnicowaniu wzrokowym (dziecko nie wyodrębnia elementów z całości obrazu, słabiej go zapamiętuje, nie dostrzega szczegółów itp.),
. uboga struktura przestrzenna wytworów konstrukcyjnych oraz kłopoty z konstruowaniem wg planu,
. schematyczne, ubogie treściowo rysunki,
. trudności w rozpoznawaniu abstrakcyjnych kształtów, mylenie liter, cyfr,
. trudności z odtwarzaniem wzorów graficznych i "szlaczków",
. opuszczanie liter, sylab lub linijek tekstu.
Dziecko "ryzyka dysleksji" ma też trudności z opanowaniem schematu własnego ciała, przyswajaniem pojęć: prawa - lewa i koordynacją wzrokowo- ruchową. Przejawia kłopoty z oceną położenia przedmiotów w przestrzeni i posługiwaniem się określeniami typu: na, pod, w, obok, przed.
    Dziecko "ryzyka dysleksji" nie lubi słuchać bajek, ma trudności z zapamiętywaniem wierszy, piosenek, złożonych poleceń, ciągów słownych (dni tygodnia, nazwy miesięcy). Przyczyna tych objawów leży w zaburzeniach funkcji słuchowych. Dziecko nie radzi sobie z wydzielaniem głosek w słowach i ich łączeniem, nie różnicuje głosek podobnie brzmiących: p - b , t - d , sz - ż.
Zaburzenia funkcji słuchowych często są przyczyną opóźnień i zaburzeń w zakresie rozwoju mowy, oraz wad wymowy. Często u tych dzieci stwierdza się opóźniony rozwój mowy, trudności z zapamiętywaniem i wypowiadaniem złożonych wyrazów, nazw, budowaniu wypowiedzi, utrzymującą się wadliwą wymowę, błędy gramatyczne.
Reasumując, można stwierdzić iż dziecko, którego rozwój w zakresie motoryki, percepcji wzrokowej, słuchowej lub mowy przebiega nieprawidłowo, będzie miało problemy z przyswojeniem umiejętności czytania i pisania. Na ogół specyficzne trudności w pisaniu i czytaniu rozpoznawane są zbyt późno, tzn. wtedy, gdy zaczynają decydować o dalszej karierze szkolnej ucznia. Dlatego z punktu widzenia profilaktyki, należy dążyć do jak najwcześniejszego eliminowania dysharmonii rozwojowych, jeszcze przed podjęciem przez dziecko nauki w szkole.
  Zachęcam do bardziej wnikliwego spojrzenia na własne dzieci, zwłaszcza pod kątem funkcjonowania omówionych tu sprawności, leżących u podstaw umiejętności czytania i pisania. Wczesne objęcie dziecka oddziaływaniami ukierunkowanymi na stymulowanie rozwoju zaburzonych funkcji, stwarza przedszkolakowi szansę na osiągnięcie gotowości do nauki czytania i pisania." - Logopeda Bożena Jabłońska

PORADY PSYCHOLOGA

Porozmawiajmy o agresji u dzieci


O agresji mówi się ostatnio bardzo dużo, ale jeszcze chyba za mało, bo w dalszym ciągu codziennie zasypywani jesteśmy informacjami o najróżniejszych aktach przemocy. A może nie mówi się tego co trzeba. Na przykład tego, że oglądanie agresywnych zachowań pokazywanych w telewizji lub kinie, po pierwsze, nasila tendencję do reagowania agresją, a po drugie, powoduje narastające znieczulenie na krzywdę. Oba twierdzenia zostały dowiedzione ponad wszelką wątpliwość w dziesiątkach badań prowadzonych na całym świecie, ale co z tego, skoro na palcach jednej ręki można policzyć produkcje filmowe i telewizyjne nie zawierające mniej lub bardziej brutalnych scen. I dotyczy to nie tylko filmów dla dorosłych, ale, niestety, również tych przeznaczonych dla dzieci. Nawet przedstawienia teatralne dla najmłodszych często potrafią straszyć szarpaniną, krzykiem, przepychankami na scenie, bardzo często niczym nie uzasadnionymi, nawet wymogami akcji. Pół biedy jeśli z dzieckiem ogląda to wszystko mądry dorosły, który wytłumaczy co dobre, a co złe, ale jeśli nie, to może być to początek kłopotów z zachowaniem. Mały człowiek najszybciej i najefektywniej uczy się przecież przez naśladownictwo. Media to nie jedyne źródło zagrożeń, ale ze względu na zasięg wpływu, jedno z poważniejszych, o czym wciąż trzeba przypominać.
Co my jako rodzice możemy zrobić, aby zmniejszyć częstość zachowań agresywnych naszych dzieci. O jednej możliwości już wspomniano - rozmawiać i tłumaczyć. Jeśli trzeba, to w nieskończoność i przy każdej okazji. Poza tym - zdecydowanie ograniczyć oglądanie telewizji, co na pewno wyjdzie dziecku na dobre również i z innych powodów. Wybierać odpowiednie, najlepiej wcześniej znane przedstawienia filmowe i teatralne. Nagradzać dziecko za każde zachowanie, które mogło być agresywne, a nie było. Uczyć takiego rozwiązywania konfliktów, aby stosowanie przemocy nie było potrzebne. Życzliwie (bez agresji) karać odpowiednio do przewinienia pamiętając, że kara ma nie być odwetem, ale poniesieniem konsekwencji nieodpowiedniego zachowania. Rozwijać w dziecku empatię czyli umiejętność współodczuwania, a także wrażliwość na krzywdę. Ale przede wszystkim być dla dziecka przykładem. Jeśli chcemy, aby nasze pociechy nie zachowywały się agresywnie, sami nie stosujmy przemocy wobec członków rodziny, innych ludzi, ale też i zwierząt. Zachowujmy się tak, jakbyśmy chcieli, aby zachowywały się nasze dzieci." - Psycholog Maria Bartosiewicz

Jak Trudno Być Mamą!

Dzień, w którym dziecko przyszło na świat, całkowicie zmieniło twoje życie. Od tej chwili stałaś się matką. Maleńka istotka, którą urodziłaś, oczekiwała , że zaspokoisz wszystkie jej potrzeby.
Od chwili narodzin stałaś się dla niej całym światem. Nawet jeśli pilnie przygotowywałaś się do nowej roli, przeżyłaś prawdziwą burzę uczuć. Każdego dnia ogarnia cię niezwykła radość i euforia, ale czasem też smutek , przygnębienie, a nawet paniczny strach przed tym, co cię jeszcze czeka. Te uczucia to smak rodzicielstwa, cała gama nowych doznań, które będą się ciągle zmieniać i mieszać ze sobą. I towarzyszyć przez całe lata.
Na początku bycie mamą może wydawać się nierealne, zupełnie jakby nie chodziło o ciebie.
Kiedy narodziny dziecka i trudne przeżycia szpitalne są już za tobą, może wydawać się, że najgorsze już minęło bezgranicznie. Jednak w domu okazuje się, że ta mała istotka przewróciła twoje życie do góry nogami i może nawet przychodziły chwile, kiedy zastanawiałaś się, czy aby na pewno posiadanie dzieci jest twoim pragnieniem i czy poradzisz sobie ze wszystkimi obowiązkami wychowawczymi, domowymi wcielając się w rolę mamy. Zawsze musi minąć trochę czasu, by twoje umiejętności rozwijały się, tak jak będzie rosło i rozwijało się dziecko. Z biegiem czasu można dojść do przekonania, ze wszystko robisz świetnie i najlepiej wiesz, czego potrzebuje pociecha. A czasem wydaje się, że jesteś bezradna jak rozbitek na oceanie, a pomoc znikąd nie nadchodzi...
Punktem wyjścia do naszego rodzicielstwa jest to, jak sami byliśmy wychowani i traktowani przez rodziców. Wszystko czego nauczyliśmy się w dorosłym życiu o wychowaniu dzieci, nakłada się na wiedzę, która zapadła w nas dawno temu, gdy sami byliśmy mali. Jeśli twoi rodzice dawali ci to, czego potrzebowałaś i czego pragnęłaś, będziesz pewnie próbowała podobnie twoje dziecko. Jeśli nienawidziłaś czegoś w dzieciństwie, postarasz się oszczędzić tego swemu dziecku.
Nie jest to łatwe, dlatego czasem wbrew najszczerszym postanowieniom, usłyszysz we własnym głosie jakby echo tego, co mówiła do ciebie mama. Być może zdarzy się to, gdy nie będziesz miała czasu ani siły, by przemyśleć sytuację. Po prostu automatycznie sięgasz do swoich doświadczeń z dzieciństwa. Cokolwiek zrobisz, staraj się pamiętać, że każde dziecko jest inne, a wychowanie polega na wzajemnym dopasowaniu swoich potrzeb i oczekiwań.
To, że zostałaś mamą, ma znaczenie nie tylko dla ciebie i twojego dziecka. Również inni- krewni, przyjaciele, znajomi będą upewniać się, że rozpoczął się nowy rozdział w twoim życiu. Nawet rodzice, choć dla nich zawsze będziesz dzieckiem, będą postrzegać cię w innym świetle. Przyjaciele, którzy mają już dzieci, przyjmą cię jakby na nowo do swojego ekskluzywnego klubu, z pełnym zrozumieniem "ludzi wtajemniczonych". Natomiast wśród tych, którzy nie mają dzieci, prawdopodobnie będziesz czuła się osamotniona. Nie będziecie mieli o czym rozmawiać. Wasze drogi na jakiś czas się rozejdą. To normalna kolej rzeczy, ale z biegiem czasu wrócicie do straconych przyjaźni, znajomych. Od chwili kiedy zostałaś matką, tylko to się liczy dla ciebie najbardziej w życiu.
Czasem w odnalezieniu się w tej roli pomagali ci obcy ludzie, którzy podczas spacerów zatrzymywali się przy wózku i ciekawie zaglądali do maleństwa, uśmiechali się. W ten sposób postrzegali cię jako matkę, a chwile dumy przeżyte na spacerze choć częściowo wynagradzały ci nie przespane noce.
Przyjście dziecka na świat nadaje nowy sens twojemu związkowi z partnerem, otwiera nowy okres wspaniałych doświadczeń, które możecie dzielić i które są wyłącznie wasze. Jednocześnie oznacza utratę wolności i niezależności. Nie ma co ukrywać, że od chwili przyjścia dziecka na świat, będzie coraz mniej czasu dla siebie. Warto więc rozmawiać na nurtujące was problemy, tematy, aby drobne nieporozumienia nie urosły do rangi poważnych problemów.
Każda zmiana w życiu jest stresująca, a pojawienie się dziecka należy z pewnością do najtrudniejszych. Choć trudy tej sytuacji mogą okazać się większe niż przypuszczaliście, warto wtedy pomyśleć, że wasze szczęście, radość i duma również przekroczyły wcześniejsze oczekiwania.
JAK BYĆ DOBRĄ MAMĄ?...
- Znajdź trochę czasu dla siebie - przemęczona mama nie potrafi spokojnie myśleć i działać. Nawet pół godziny w ciągu dnia daje szansę relaksu.
- O ile to możliwe, ustal porządek dnia (posiłki, sen dziecka, spacer, wyjście do koleżanki)
- Ciesz się kontaktem fizycznym z dzieckiem. Przytulanie, łaskotanie, baraszkowanie pomoże nawiązać tę szczególną nic porozumienia między matką a dzieckiem, która odtąd będzie zawsze was łączyć.
- Poczucie wspólnoty z innymi ludźmi często pomaga przetrwać trudne chwile. Dlatego warto utrzymywać kontakty z rodzicami, którzy mają dzieci w tym samym wieku lub podobne problemy.
- To zupełnie naturalne, że porównujesz swoje dziecko z maluchami, w tym samym wieku i interesuje cię, jak rozwijają się dzieci znajomych.
Jeśli jednak twoje dziecko nieco wolniej niż inne dzieci zdobywa różne umiejętności, nie martw się. Każde dziecko rozwija się we własnym tempie, a nieraz uczy się nowych rzeczy w innej kolejności niż rówieśnicy.
- Możesz prześledzić w książkach kolejne etapy rozwoju dziecka, ale pamiętaj, że, twoja pociecha nie musi być "przykładem książkowym".
- Zwracaj uwagę na reakcję dziecka. Jeśli jest pogodne, zadowolone i prawidłowo się rozwija, nie martw się niczym. Bądź pewna, ze radzisz sobie bardzo dobrze.
- Poczucie winy często uniemożliwia sensowne działanie i powoduje, ze czujesz się źle. Jeśli zdarzyło się zrobić coś, czego potem żałujesz, spróbuj znaleźć sposób, by sobie wybaczyć, przeproś dziecko- to nic, ze jest za małe, by cię zrozumieć i zacznijcie wszystko od początku. Przyznanie się do winy nie oznacza końca świata, a może poprawić samopoczucie.
- Nigdy nie oszukuj dziecka. Jeśli nie spełniasz swoich przyrzeczeń, dziecko nie będzie ci wierzyć, a w przyszłości również szanować cię.
- Zachowaj różne pamiątki, zdjęcia , kasety. Dzięki nim zobaczysz, jak szybko rośnie wasze dziecko, uczy się i jak szybko minął okres, który wydawał się nie mieć końca.
GDY CZUŁY DOTYK, TKLIWE SPOJRZENIA, PEŁNE MIŁOŚCI SZEPTY LUB MELODYJNE KOŁYSANKI SPRAWIĄ,ŻE NA ZAPŁAKANEJ BUZI DZIECKA POJAWI SIĘ UŚMIECH, KAŻDA MAMA ZAPOMINA O ZMĘCZENIU, NIE PRZESPANYCH NOCACH. RADOŚĆ DZIECKA DODAJE KAŻDEJ MAMIE NOWYCH SIŁ I ENERGII, A TAKŻE MACIERZYŃSKIEGO UROKU I CAŁKOWITEGO SPEŁNIENIA SIĘ W TEJ ROLI.

Źródło:
Czasopismo "Dziecko" artykuł "Jak trudno być mamą!" - Moniki Jaroszyńskiej - Szymczuk
Opracowała Bogusława Czyrska
http://osiedle.net.pl/przedszkole77/mama.htm
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Nauczyciele bez korzyści
« Odpowiedź #160 dnia: Sierpień 31, 2004, 01:41:59 pm »
Nauczyciele bez korzyści

WIESŁAW KOSAKOWSKI

DYREKTOR III LO IM. MARYNARKI WOJENNEJ W GDYNI

Co wynika ze zmian w Karcie nauczyciela?

Myślę, że wchodzące od września w życie zmiany w Karcie nauczyciela nie są korzystne. Najważniejsza - wydłużenie okresu oczekiwania na nauczycielski awans - wynika głównie z braku pieniędzy w budżecie. Przecież, jak już ktoś zostaje nauczycielem, to chce jak najszybciej przebyć całą ścieżkę awansu i zyskać te niewielkie, ale jednak pieniądze. Teraz nie trzeba będzie tak szybko zwiększać pensji nauczycielom, bo awansować oni będą wolniej. Część nauczycieli, zwłaszcza ci, którzy rozpoczynają starania o awans, może być z tych przepisów niezadowolona. W mojej szkole ponad połowa nauczycieli ma stopień nauczyciela dyplomowanego, ale nowi, którzy niedawno przyszli, będą pewnie tą zmianą przepisów rozczarowani. Niekorzystny też jest brak określenia górnego pułapu nauczycielskich zarobków, gwarantowanych przez państwo. Scedowanie na samorządy powiększania pensji i dodatków dla nauczycieli nie jest dobrym rozwiązaniem, bo samorządy z roku na rok mają mniej pieniędzy. Będzie tak jak jest teraz, że nauczyciele za tę samą pracę w różnych gminach zarabiają mniej lub więcej.

Za słuszną uważam natomiast zmianę przepisów dotyczących egzaminu na stopień nauczyciela dyplomowanego. Uczestniczyłem w posiedzeniach komisji kwalifikacyjnej i wiem, że trudno ocenić nauczyciela tylko na podstawie dokumentów, bez rozmowy z nim. Teraz już nie wystarczą zgromadzone dokumenty, potwierdzające kwalifikacje. Starający się o ten stopień nauczyciel będzie musiał odbyć rozmowę z komisją kwalifikacyjną. Moim zdaniem w przypadku awansu na nauczyciela dyplomowanego powinien być nawet przeprowadzany państwowy egzamin, tak jak w Niemczech. Przecież nauczyciel dyplomowany jest mistrzem w zawodzie.

Kolejna, niekorzystna dla nauczycieli zmiana, dotyczy urlopów na poratowanie zdrowia. O dwa lata dłużej, minimum siedem lat, będzie musiał on pracować, by o taki urlop mógł wystąpić. Wiem, że niektórzy nauczyciele, spodziewając się zaostrzenia przepisów, wcześniej postarali się o urlop. A przecież taki odpoczynek jest niezbędny w naszej pracy, także ze względów psychicznych. (notowała a.p.)

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040831/prawo/prawo_a_2.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Prawo oświatowe Gmina ustala sieć
« Odpowiedź #161 dnia: Wrzesień 01, 2004, 11:42:50 am »
Prawo oświatowe Gmina ustala sieć
Przedszkole obowiązkowe


Od dziś każdy sześciolatek musi uczestniczyć w wychowaniu przedszkolnym. Stworzenie warunków pozwalających rodzicom dziecka wypełnić ich obowiązek posyłania dziecka do przedszkola lub oddziału przedszkolnego szkoły podstawowej jest zadaniem własnym gminy.


Rada gminy ustala sieć prowadzonych przez siebie przedszkoli i oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych. Powinna być ustalona tak, aby wszystkie dzieci sześcioletnie zamieszkałe na jej terenie zostały objęte wychowaniem przedszkolnym - wynika z wchodzących dziś w życie przepisów nowelizacji ustawy o systemie oświaty z 27 czerwca 2003 roku (Dz. U. nr 137, poz. 1304). Mówią one także, żeby droga sześciolatka z domu do najbliższego publicznego przedszkola lub oddziału przedszkolnego w szkole podstawowej nie przekraczała 3 km. Jeśli to się nie uda, obowiązkiem gminy jest zapewnienie bądź bezpłatnego transportu i opieki w czasie przewozu dziecka, bądź zwrot kosztów przejazdu dziecka i opiekuna środkami komunikacji publicznej.

Rodzice dziecka podlegającego obowiązkowi przedszkolnemu są obowiązani dopełnić czynności związanych ze zgłoszeniem dziecka do przedszkola lub oddziału przedszkolnego w szkole podstawowej. Muszą też zapewnić regularne uczęszczanie dziecka na zajęcia. Nierespektowanie obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki podlega egzekucji w trybie przepisów o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. Dyrektorzy publicznych i niepublicznych przedszkoli i szkół podstawowych, w których zorganizowano oddziały przedszkolne, są obowiązani powiadomić dyrektora szkoły, w której obwodzie dziecko mieszka, o przyjęciu przedszkolaka do ich placówki.

Od 1 września, na podstawie tej noweli pojawia się także nowy typ szkoły: trzyletnie szkoły specjalne przysposabiające do pracy dla uczniów z upośledzeniem umysłowym w stopniu umiarkowanym lub znacznym oraz dla uczniów z niepełnosprawnościami. Ich ukończenie daje świadectwo potwierdzające przysposobienie do pracy.

Dzieci z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego dotyczy jeszcze jeden nowy przepis: wychowaniem przedszkolnym mogą one być objęte także w wieku powyżej 6 lat, nie dłużej jednak niż do końca roku szkolnego, w którym dziecko kończy 10 lat. Obowiązek szkolny tych dzieci może być odroczony do końca roku szkolnego, w którym dziecko kończy 10 lat. Ż.S.

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040901/prawo/prawo_a_4.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Szkolne nowości
« Odpowiedź #162 dnia: Wrzesień 01, 2004, 11:57:24 am »
Szkolne nowości

   
•  Miasto przygotowało w tym roku także program dla dzieci wybitnie zdolnych. Nosi wdzięczną nazwę - „As Wśród Nas". Urzędnicy proponują w nim m.in. stworzenie międzyszkolnych kółek dla nastoletnich geniuszy.

•  Dodatkową godzinę tygodniowo na przygotowanie się do egzaminu dostają też maturzyści (program: „Nowa Matura").

•  Dzięki programowi „Równe szanse" podstawówki dostaną tygodniowo po 1,5 godziny na jedną klasę (rok temu miały po 1 godzinie). Gimnazja - po 3 (wcześniej dwie godziny). Szkoły ponadgimnazjalne - tak jak rok temu - mają dwie godziny. Niestety, miasto powiadomiło o tym dyrektorów dopiero kilka dni temu, gdy ułożono już plany lekcji. Trzeba więc je zmieniać.

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2261629.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Szkoły od świtu do zmierzchu
« Odpowiedź #163 dnia: Wrzesień 01, 2004, 11:59:02 am »
Szkoły od świtu do zmierzchu

   
Miasto chce wydać kilkanaście milionów na zajęcia pozalekcyjne - szkoły mają pracować nawet do godz. 19.


Od nowego roku szkolnego w stolicy zaczyna się mała rewolucja oświatowa: miasto wprowadza program "Otwarte Drzwi". Chce, by szkoły publiczne pracowały - tak jak część prywatnych - od rana do wieczora (teraz zajęcia kończą się zazwyczaj o godz. 16).

- Szkolne świetlice, siłownie, biblioteki, sale gimnastyczne i komputerowe będą czynne nawet do godz. 19. Dzieci będą mogły w szkole pograć w piłkę, pójść na kółko zainteresowań, ale też odrobić lekcje - zapowiada dyrektor miejskiego biura edukacji Maxymilian Bylicki.

Oferta ma zależeć wyłącznie od szkoły. Nauczyciele, którzy poprowadzą zajęcia, stworzą ją wspólnie z rodzicami. Ci ostatni zadecydują ostatecznie, czy wolą, by ich dzieci po lekcjach grały w kosza czy np. w piłkę nożną.

- Nie chcemy, by podstawówki czy gimnazja stały się przechowalniami, w których uczniowie będą siedzieć w świetlicy przed telewizorem. Sfinansujemy jedynie dobre projekty - zastrzega wicedyrektor biura edukacji Ewa Krawczyk.

W sumie miasto wyda na program ok. 10 mln zł (to tylko szacunki), ale część dyrektorów już teraz alarmuje, że pieniędzy jest za mało. - Policzmy: Na zajęcia pozalekcyjne mamy dostać tygodniowo po 18 godzin dydaktycznych. Czyli wypada ich raptem po trzy dziennie. Jedno kółko trwa godzinę. Jakim więc sposobem moja szkoła, do której chodzi 600 uczniów ma być czynna do siódmej wieczorem? Po drugie, ile dzieci skorzysta z takiej skromnej oferty? Ten program może się okazać fikcją - denerwuje się jeden z dyrektorów.

Miasto uspokaja: szkoły mogą dostać więcej niż 18 godzin. Szczególnie te, do których chodzą uczniowie z mniej zamożnych rodzin.

Poza tym nauczyciele mają się starać o tzw. małe granty. Chodzi o nowatorskie projekty zajęć pozalekcyjnych - szkolne teatry, ekologiczne przedsięwzięcia, społeczne akcje (ten program nazywa się "Super belfer").

Ale i tu pojawiają się kłopoty: - Projekty musimy napisać, potem oceniają je urzędnicy w dzielnicy. Zanim prześlą pieniądze na szkolne konta, będziemy listopad! Zajęcia zaczną się z opóźnieniem, tak jak rok temu! - ostrzegają nauczyciele. Inni się pocieszają: - Lepszy rydz, niż nic.

Tym bardziej, że szkoły dostaną - w ramach kolejnego już programu "Równe szanse" - nieco więcej niż rok temu godzin na np. dodatkowy angielski, informatykę czy matematykę

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2261628.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Niewymarzona szkoła
« Odpowiedź #164 dnia: Wrzesień 01, 2004, 12:03:38 pm »
Niewymarzona szkoła

   

Uczeń wie, że większość rzeczy ze szkolnego materiału nigdy mu się nie przyda w dorosłym życiu. Uczy się po to, by zdać egzaminy, a potem zapomnieć. I tylko mu żal, że pół życia stracił, a i tak musi iść do doradcy podatkowego, żeby wypełnić druczek PIT-u. A gdy wracając stamtąd, natknie się na wypadek, ucieknie w popłochu, bo przecież nie umie udzielić pierwszej pomocy...


Mój rocznik, tegorocznych maturzystów, miał okazję obserwować zarówno szkołę przed reformą, jak i szkołę dziś, w jej trakcie. I uważam, że nie rozwiązała ona największego problemu polskiej szkoły - jej niskiej efektywności wynikającej z tego, że wciąż uczy się archaicznymi metodami nauczania na podstawie archaicznych programów, w których roi się od rzeczy uczniowi niepotrzebnych. Moja rówieśnica podsumowała to tak: "Żeby zdobyć pracę, albo nie trzeba tego wszystkiego wiedzieć, albo trzeba jeszcze umieć coś innego".

Uczeń nie nauczy się niczego, jeśli nie będzie miał do tego motywacji. Skoro zaś doskonale zdaje sobie sprawę, że większość rzeczy ze szkolnego materiału nigdy mu się nie przyda w dorosłym życiu, nic nie da powtarzane w kółko: "uczysz się dla siebie". Uczy się do egzaminów, po to, by je zdać, a zakute zapomnieć. I tylko mu żal, że pół życia stracił, a teraz i tak musi iść do doradcy podatkowego, żeby wypełnić druczek PIT-u. A gdy wracając stamtąd, natknie się na wypadek, ucieknie w popłochu, bo przecież nie umie udzielić pierwszej pomocy...

W związku z reformą i "unowocześnianiem" szkoły przeprowadzono - co prawda - pewne zmiany w programie nauczania. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że nie polegały one na tym, by wyrzucić rzeczy w nim zbędne i zastąpić nowymi, bardziej odpowiadającymi rzeczywistym zapotrzebowaniom współczesnego ucznia. Po prostu łączy się poprzednie wymagania z nowymi, przeciążając plan zajęć do maksimum. Wprowadza się takie przedmioty jak przedsiębiorczość, wiedza o Unii Europejskiej itd. Jednak często na tych lekcjach dubluje się informacje z historii, WOS-u lub matematyki. Czasem na czterech różnych godzinach czterech różnych nauczycieli tłumaczyło nam, jak przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej, a my siedzieliśmy w szkole do popołudnia, cały dzień wałkując jedno i to samo.

A potem słyszy się na korytarzach: "Nie mam czasu siedzieć w szkole. Muszę się uczyć". Samemu bądź na korepetycjach, czasem udzielanych nawet przez tych samych nauczycieli, tylko "po godzinach"... Wszyscy uczniowie z radością podchwyciliby hasło: efektywniej i praktyczniej. Ale to wciąż hasło, podobnie jak cała reforma, która utknęła w chaosie, stojąc w rozkroku między starym a nowym.

Wspomniana wyżej koleżanka o biologii: "Uczmy się nie o pierwotniakach, tylko o chorobach, jakie nam grożą, i po której stronie mamy wątrobę. Powinniśmy mieć sprawdziany z udzielania pierwszej pomocy". Nic dodać, nic ująć - człowiek uczy się szczegółów rozmnażania paprotników, a gdy go zapytać o tę nieszczęsną wątrobę...

Spróbujmy więc chwilę pomarzyć, jak wtedy, gdy w podstawówce kazano nam pisać wypracowania pt. "Moja wymarzona szkoła". Czego brakuje nam w poszczególnych przedmiotach, aby można było je raczej nazwać "dziedzinami naszego życia"?

Gdyby tak na historii uczono nas tylko zarysu chronologicznego, a nie dat dziennych pokoju w Tylży. Gdyby tak na każdy fakt historyczny patrzeć przez pryzmat skutków i przyczyn (dziś robi się to sporadycznie, a w dodatku przeważnie skutków też się nas uczy, nie pozwalając dojść do nich samemu). Gdyby więcej było historii współczesnej, nawet kosztem polityki dynastycznej Jagiellonów! To absurd, że w większości klas nauczyciel współczesność pomija, nie nadążając z programem i mając świadomość, że i tak lepiej do matury powtórzyć wojnę trzydziestoletnią, niż omówić transformację '89 roku. I gdy młody człowiek idzie do urny (jeśli w ogóle idzie), głosuje często na chybił trafił, nie rozumiejąc mechanizmów dzisiejszej sceny politycznej.

Pewien nauczyciel matematyki opowiadał mi o swej wizycie w sklepie spożywczym. Kostka sera, z ceną nie wiadomo za co. Za kilogram? Za całość? Za funt? Matematyk, zafascynowany, nakłania panią, aby wyliczyła mu, ile kosztowałby kilogram tego sera. Pani, nieco wystraszona, odpowiada: "Trzeba pomnożyć". "Nie - trzeba podzielić". Pani dzieli, ale nie w tę stronę, i tak dalej. Zapytałam: Czy w takim razie nie lepiej byłoby, aby w szkole ta pani, zamiast uczyć się stereometrii i macierzy, często wracała przy różnych okazjach do podstaw, ciągle powtarzała tak proste, ale ważne czynności matematyczne: obliczanie procentów, średniej, dzielenie pisemne? Materiału przerobiłaby mniej, ale może zapamiętałaby więcej i nie była matematycznym wtórnym analfabetą?!

Matematyk nie do końca się zgodził. A gdyby - spytał - ta pani miała na tyle rozwinięty matematycznie umysł, by po prostu wpaść na to, jak to liczyć? Może trzeba właśnie rozwijać umysł ucznia, więcej do szkolnego programu dodając np. logiki? Zagadnienie do dyskusji. Ale dziś za mało jest i jednego, i drugiego. Pan prof. Łukasz Turski stwierdził w niedawnej gazetowej dyskusji z prof. Osiatyńskim ("O czym nie mówi szkoła", "Gazeta" z 12 czerwca), że w polskich szkołach nie uczy się już matematyki wyższej, że to wspomnienia, "że uczy się, jak zakładać spółkę komandytową, o rentach na dożycie". Oj, być może w niektórych, ale w większości...

Ale jeżeli już zdarzy się, że w szkole wprowadzony jest ciekawy, autorski program nauczania, często pozostaje on ciekawy tylko na papierze. To, czy uczeń przyswoi zawartą w nim wiedzę, zależy bowiem od sposobu, w jaki się ją poda. A to, czy będzie to sposób interesujący - wciąż tylko od dobrej woli nauczyciela. Jak ważna jest w procesie nauki metoda jej przekazania, przekonałam się na własnej skórze, pracując z harcerzami. Podobnie jak w szkole miałam im do przekazania pewien program, jednak na moje zbiórki dzieci nie miały obowiązku przychodzić. Musiałam więc uczyć je w taki sposób, by miały ochotę wracać. Stosując metodę zwiadu, robiąc z nimi przedstawienia, zapraszając na zbiórki ciekawych gości udało mi się sprawić, że nie tylko miały ochotę w nich uczestniczyć, ale też na trwałe przyswajały sobie "materiał" (po części przypominający ten szkolny).

A potem pytałam sama siebie: dlaczego podobnie nie może wyglądać lekcja w szkole?

- Bo nie zdążylibyśmy z programem! - powie ktoś. Ale po co bombardować dziecko informacjami, jeżeli ono i tak otwiera sobie swój antywiedzowy parasol, bo nie ma ochoty tej wiedzy przyswajać? A mogłoby przecież chcieć się uczyć lub nawet wchłaniać tą wiedzę mimochodem, na przykład podczas pracy w grupach.

Twórcy reformy chyba to spostrzegli. Wczoraj moja siostra-gimnazjalistka na klasyczne pytanie "Co masz zadane?" odparła, że... mapę mentalną Mojżesza. Czy ktoś kilka lat temu słyszał o czymś takim? Jednak z moich obserwacji wynika, że zmiany w metodyce to wciąż tylko eksperymenty kreatywnych nauczycieli, a nie normalne wobec nich wymaganie. Trudno mi z mojej pozycji powiedzieć, jak sprawić, by zalecenia reformy stały się dla nauczycieli obligatoryjne. Podobnie jak trudno byłoby mi znaleźć prostą receptę na przełamanie strachu przed zmianami w podstawie programowej. Mogę wskazać jedynie objawy, nie metody leczenia. Ale uważam, że mam prawo i obowiązek opowiedzieć o tym, czego mi w szkole brakowało i czego brakuje mi w momencie wejścia w dorosłe życie.

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2260687.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Szkoła bez dzwonka
« Odpowiedź #165 dnia: Wrzesień 01, 2004, 12:13:17 pm »
Szkoła bez dzwonka



Dzwonek - rzecz, bez której, zdawałoby się, szkoła obyć się nie może. A jednak z wielu szkół dzwonki zniknęły. Co więcej z niektórych zniknęły też oceny

Dziś 1 września i chciałoby się powiedzieć, że "w szkołach zabrzmią pierwsze dzwonki". W przypadku bardzo wielu szkół byłaby to jednak nieprawda.

- U nas nic nie dzwoni, za to wszędzie - w klasach, na korytarzach - wiszą zegary - mówi Mariola Smoleń z II Gimnazjum STO w Gdańsku. - Uczniowie mają sami pilnować, aby nie spóźnić się na lekcję. To dużo trudniejsze niż dzwonki, ale uczy odpowiedzialności za siebie. Oczywiście są spóźnienia, ale były i wcześniej.

Na wyłączenie gongu zdecydowała się swego czasu również gdańska podstawówka nr 45. Eksperyment trwał trzy lata. Dzwonek powrócił na wyraźną prośbę nauczycieli.

- Byłam trochę rozczarowana, bo mnie osobiście bardzo podobał się brak tego denerwującego sygnału. No i nie było tego "hurrra!" po dzwonku na koniec lekcji. Musiałam jednak ulec prośbom nauczycieli. Fakt, że dzieci częściej się spóźniały - mówi Irola Ferlin, dyrektor SP 45.

- A u nas dzwonek jest, ale tylko jeden - na dwie minuty przed początkiem lekcji. O tym, kiedy skończyć zajęcia, decydują sami nauczyciele - mówi Jolanta Szulfer z gdańskiego Zespołu Szkół Programów Indywidualnych.

Dzwonki łącznościowców

W gdańskim Zespole Szkół Łączności przy Podwalu Staromiejskim zachowało się kilka dzwonków. Tego akurat - najstarszego - używa się już bardzo rzadko, w bardzo wyjątkowych okolicznościach. Ostatnio zabrzmiał wiosną - przy okazji akcji, w której w jednym momencie w szkołach w całej Europie "wydzwaniano" pokój na świecie. Aż się prosiło, aby wtedy dyrektor szkoły dał uczniom sygnał do dzwonienia tym, liczącym tradycyjnym, metalowym, liczącym sobie ponad 50 lat.



A to już niepodzielny władca szkolnych dzwonków. Właśnie tego typu urządzenie - metalowa czasza z kowadełkiem - najczęściej oznajmia koniec lekcji czy przerwy. Mechanizm wprawia w ruch prąd. Włącza go - najczęściej woźna - guzikiem.



Ten elektroniczny sterownik błogosławią woźne, a przeklinają uczniowie. Jest tak zaprogramowany, że sam - we wcześniej zaplanowanych momentach - uruchamia dzwonki w całej szkole. Nie da się go ubłagać, aby zadzwonił nieco wcześniej czy później. Chyba że akurat nie ma prądu i woźna musi chwycić za tradycyjny dzwonek...

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2261039.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Posadki dla kolegów
« Odpowiedź #166 dnia: Wrzesień 01, 2004, 12:18:33 pm »
Posadki dla kolegów

   
ZOBACZ TAKŻE  
 

• Ruch w szkołach (30-08-04, 01:00)
• Trzeba stworzyć system selekcji (30-08-04, 01:00)

 
Liczą się znajomości, a nie umiejętności - alarmuje kuratorium oświaty. I potwierdza to, co od dawna jest tajemnica poliszynela: dyrektorzy szkół zatrudniają nauczycieli z protekcji. Szykują się kontrole

Aby ułatwić nauczycielom znalezienie zatrudnienia, mazowieckie kuratorium oświaty utworzyło internetowy bank ofert pracy (http://www.biuletyn.edu.pl). Ogłoszenia, które zamieszczają tam dyrektorzy, już po kilku godzinach są nieaktualne. Na anons o etacie chemika w Zespole Szkół nr 10 przy Kolektorskiej odpowiedziało 20 osób. To nie wyjątek. Konkurencja na oświatowym rynku pracy jest tak duża, że dyrektorzy mogliby wybierać spośród najlepszych. Czy tak robią? Niekoniecznie.

Udają, że szukają...

- Dociera do nas coraz więcej sygnałów, że wolne etaty rozdawane są wśród znajomych - przyznaje Małgorzata Korczak, dyrektor biura kadr i statusu zawodowego w kuratorium. - Część dyrektorów jedynie udaje, że szuka nauczycieli. Umieszczają ogłoszenia tylko po to, by zachować pozory zdrowej konkurencji.

Nauczyciele skarżą się w kuratorium, że szkoły ich zwodzą: oferują najpierw cały etat, potem pół, w końcu tuż przed podpisaniem umowy odsyłają z kwitkiem. Bronisław Lermer, matematyk z doktoratem (w liceum i gimnazjum uczył 12 lat), od kilku miesięcy szuka pracy. Złożył podania do ośmiu szkół publicznych. - Gdy dzwonię z ogłoszenia, zwykle jest już nieaktualne. Nie mam wątpliwości, że część ofert jest pozorowana - mówi.

Pani Małgorzata (nazwisko do wiadomości redakcji), historyk, dostała pół etatu właśnie dzięki protekcji koleżanki, która poleciła ją swojej dyrektorce. - Przez kilka miesięcy szukałam pracy na własną rękę. Złożyłam podania w 15 szkołach. Jestem nauczycielem mianowanym, mam doświadczenie, sukcesy w pracy. Ale nie takie rzeczy się liczą. Belfer "z ulicy" ma nikłe szanse na etat w szkole - uważa.

...a pracę dają znajomych

Dyrektor szkoły sam odpowiada za politykę kadrową. Teoretycznie może więc zatrudnić, kogo zechce. - Nie ma regulaminu, który by określał zasady zatrudniania nauczycieli w publicznych szkołach - przyznaje kurator Ryszard Raczyński. - Dyrektor nie musi organizować konkursu ofert.

Z informacji kuratorium wynika, że przez "tylne drzwi" dyrektorzy zatrudniają często osoby bez kwalifikacji. Zdarza się, że lekcje przysposobienia obronnego prowadzą byli wojskowi, angielskiego - językowcy, którzy mają jedynie First Certificate in English (certyfikat potwierdzających znajomość języka na poziomie podstawowym). W szkołach integracyjnych na etatach specjalistów pracują wolontariusze. Czasem dochodzi do nieprawdopodobnych sytuacji. Jedna z dyrektorek przedszkola chciała np. zatrudnić na etat nauczycielski matkę przedszkolaka. Tłumaczyła, że jej kandydatka ma "wyjątkowe podejście do dzieci". Tu kuratorium od razu interweniowało.

Oświatowi urzędnicy zgadzają się, by dyrektor zatrudnił nauczyciela bez kwalifikacji, o ile ten jest w trakcie uzupełniania wykształcenia. - Większość takich próśb jednak odrzucamy, bo nie wierzę, że nie można znaleźć wykwalifikowanego wuefisty - twierdzi dyrektor Korczak.

I zapowiada kontrole w szkołach. Mają być prowadzone razem ze stołecznym biurem edukacji.

- Trudno udowodnić dyrektorowi, że zatrudnił znajomego, ale łatwo sprawdzić kwalifikacje nauczycieli - dodaje

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2257404.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Szkoły- uczniowskie posłki
« Odpowiedź #167 dnia: Wrzesień 01, 2004, 04:00:12 pm »
Czy obiady będą droższe?


Przygotowanie i sprzedaż posiłków w stołówkach szkolnych nie jest zwolniona z VAT. Jak powiedział „GP” doradca podatkowy Trajan Szuladziński, w takich przypadkach należy stosować stawkę właściwą dla ogółu usług gastronomicznych, czyli 7 proc. Zwolnione od podatku są natomiast usługi polegające m.in. na organizowaniu obozów czy kolonii. Usługi te muszą być jednak organizowane przez szkoły i inne jednostki objęte ustawą o systemie oświaty i świadczone wyłącznie na rzecz dzieci i młodzieży z tych szkół i jednostek.

szkoŁY. uczniowskie posiŁki
Czy obiady będą droższe?


Przygotowanie i sprzedaż posiłków w stołówkach szkolnych nie jest zwolniona z VAT. Jak powiedział „GP” doradca podatkowy Trajan Szuladziński, w takich przypadkach należy stosować stawkę właściwą dla ogółu usług gastronomicznych, czyli 7 proc. Zwolnione od podatku są natomiast usługi polegające m.in. na organizowaniu obozów czy kolonii. Usługi te muszą być jednak organizowane przez szkoły i inne jednostki objęte ustawą o systemie oświaty i świadczone wyłącznie na rzecz dzieci i młodzieży z tych szkół i jednostek.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #168 dnia: Wrzesień 02, 2004, 12:27:02 am »
Ustawa o systemie oświaty

Polecam

USTAWA z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty
(Tekst ujednolicony - zawiera zmiany wprowadzone ustawą z dnia 2 lipca 2004 r., która weszła w życie z dniem 21 sierpnia 2004 roku - Dz. U. z 2004 roku Nr 173, poz. 1808)



Tekst ujednolicony. Stan prawny na 10 lipca 2004 roku - m.in. organizacja kształcenia, wychowanie i opieka w szkołach i placówkach publicznych...

więcej informacji - sdsi, rzeczpospolita 01 09 2004
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Szkoda czasu na dzieciństwo
« Odpowiedź #169 dnia: Wrzesień 05, 2004, 12:42:28 pm »
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #170 dnia: Wrzesień 05, 2004, 01:08:25 pm »
Mocny reportaż Ulka.

Nauka rozwija mózg  
Mózg dwulatka ma dwa razy więcej połączeń między neuronami (synaps) niż mózg dorosłego człowieka. Proces ich tworzenia jest nieustannie stymulowany przez bodźce, które docierają z otoczenia. Im więcej synaps, tym lepiej pracuje mózg.
Cytuj
Naukowcy dowiedli, że na przykład nauka gry na instrumencie muzycznym we wczesnym dzieciństwie ma nieocenoony wpływ na rozwój prawej półkuli odpowiedzialnej za myślenie abstrakcyjne. W wieku późniejszym skutkuje to dobrymi wynikami w naukach ścisłych. Równie dobroczynny wpływ na rozwój mózgu ma także wczesna nauka języków obcych.


Szkoda czasu na dzieciństwo - Tygodnik "Wprost", Nr 1136 (05 września 2004)

Z tym się zgadzam, choc nieraz zarzucano mi "meczenie" dziecka.
Wcale nie chodzilo o edukacje jako taka, ale bodzcowanie mozgu dla dalszego rozwoju, dla unikniecia plaskiej glowki z tylu. Jesli polaczy sie zabawe z edukacja w formie zabawy, mozna wiele osiagnac.  A z "krytykantow" to my sie teraz z Monika smiejemy.  :D
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #171 dnia: Wrzesień 06, 2004, 08:39:36 am »
Śniadanie na szóstkę

Dziennik Polski

Cytuj
Według badań niemal 14 procent dzieci w wieku szkolnym wychodzi z domu bez śniadania i rozpoczyna naukę na czczo, kolejne 17 procent rano jada tylko w niektóre dni. Podsumowując: ponad 30 procent polskich uczniów w trakcie tygodnia nauki je nieregularnie lub w ogóle nie je tak ważnego posiłku, jakim jest pierwsze śniadanie.

Przyczyną tego stanu rzeczy są zarówno problemy ekonomiczne, z którymi zmagają się polskie rodziny (niskie zarobki, bezrobocie), jak i czynniki cywilizacyjne (brak czasu rodziców, tempo współczesnego życia). Efektem jest przyzwyczajenie dziecka niemal od najmłodszych lat życia do złych nawyków żywieniowych. Tymczasem odżywianie ma bezpośredni wpływ na zdrowie i ogólną kondycję, a także na zdolność do przyswajania wiedzy w szkole. Głodny uczeń zachowuje się tak, jak się czuje, a jego samopoczucie zależy w dużej mierze od tego, co je.

Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline renata

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 87
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #172 dnia: Wrzesień 06, 2004, 02:50:39 pm »
Soniu zgadzam sie ze nauka w formie zabawy i bez wymagan ale nie zeby zabierac dzieciom dziecinstwo nikt nie napisze co dzieje sie po tych cudownych naukach dzieci od malego ze sa wypalone i maja problemy psychiczne a moze to was zaciekawie ze woda w anglii ma prozac pozostalosci anglicy jedza tyle tego srodka ze organizm nie jest w stanie przetworzyc i czesc jest wyiusiana sa to takie ilosci ze resztki znajduje sie w wodzie fajnie do czego dazy ta nasza super cywilizacja w pogani za czym Moze jeszcze jedne fakty ze dzieci w przedszkolu maja nerwice i cierpia na anoreksje skad to sie bierze wiecej zajec wiecej stresu  bedzie wiecej potrzyman ciazy wiecej psychologow i przemysl medyczny zarobi na prozacu

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #173 dnia: Wrzesień 06, 2004, 03:18:24 pm »
Napewno każda przesada ma złe strony w rozwoju dzieci. Co do stresu w przedszkolach i szkołach - myślę, że oprócz braku dojrzałości szkolnej winę ponosi odwieczna gonitwa po Ośrodkach w poszukiwaniu "złotego środka". Sam pośpiech sam w sobie jest już zadręczający dzieci, potem kontakt malutkich dzieci z wszelkimi infekcjami w takim zbiorowisku. Z pewnością nie ma sztywnych reguł na wszystko, ale przemoc i pośpiech, a także nadopiekuńczość matek i niezbyt przyjazne stosunki panujące w placówkach są największym powodem dalszych niedomagań dzieci.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Joanna74

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 194
    • http://www.kacperek.sos.pl
Dowody sympatii
« Odpowiedź #174 dnia: Wrzesień 06, 2004, 10:58:38 pm »
"Dla optymalnego rozwoju dziecko powinno zbierac jak najbardziej roznorodne doswiadczenia ze wszystkich narzadow zmyslow. Potrzebuje dowodow sympatii, jak pieszczoty i usciski, tak samo jak chlapania w blocie, szalenstw, wspinania sie i biegania, aby wyrosnac na czulego, kochajacego zycie, ciekawego swiata czlowieka" S.Pauli, A. Kisch "Co sie dzieje z moim dzieckiem? Zaburzenia rozwoju ruchowego i postrzegania".

Przytulajmy sie zatem i calujmy oraz szalejmy z naszymi ukochanymi dzieciaczkami. Dajmy im troszke swobody i sami badzmy przy nich dziecmi. :multi:  :onfire:  :angel:  :B-fly:  :ok:  :eating:   :tekno:

Pozdrawiam serdecznie

Anonymous

  • Gość
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #175 dnia: Wrzesień 07, 2004, 08:29:02 am »
Kontrowersyjny pomysł kuratorów oświaty

 "Gazeta Wyborcza": Niektórzy kuratorzy oświaty chcą odciąć dostęp do liceów ogólnokształcących najsłabszym uczniom, bo boją się, że zaniżają poziom. Ogólniaki biją popularnością inne szkoły kończące się maturą (technika i licea profilowane).

W ostatnich trzech latach absolwenci gimnazjów wybierali masowo właśnie licea - szło do nich około 44 proc. absolwentów - są bowiem przekonani, że ogólniak to najlepsza droga na studia - podkreśla "Gazeta Wyborcza".

Według "Gazety Wyborczej", efekt jest taki, że jak grzyby po deszczu, często w miejsce szkół zawodowych, powstają nowe LO. Jest w nich coraz więcej miejsc.

Zdaniem kilku kuratorów, przez to często dostają się do nich uczniowie słabi. Bywa, że nawet tacy, którzy na świadectwie z gimnazjum mają same dwóje (czyli mierne), obniża się więc poziom ogólniaków. Dlatego kuratorzy proponują ograniczyć dostęp do LO uczniom najsłabszym.
 Info:
http://info.onet.pl/975937,11,item.html

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #176 dnia: Wrzesień 07, 2004, 01:27:01 pm »
Ręce opadają na "decycje władz" :roll:
Już po rozpoczęciu nowego roku szkolnego  :cry:

Awantura o szkołę
 
Rodzice uczniów pierwszej klasy gimnazjum w Brzeziu w gminie Kłaj protestują przeciwko przeniesieniu oddziału zamiejscowego szkoły do oddalonego o pięć kilometrów gimnazjum w Szarowie. Jak twierdzą, o decyzji wójta dowiedzieli się... w czwartek rano. Ostrzegają, że nie będą tam posyłać dzieci.
 

Gimbus w czwartek i piątek odjechał pusty. Uczniowie pierwszej klasy gimnazjum, choć powinni rozpocząć lekcje w Szarowie, pozostali w Brzeziu.

Wój gminy Kłaj tłumaczy likwidację oddziału gimnazjum niżem demograficznym i decyzją kuratorium.

Z decyzją wójta nie zgadza się Rada Gminy, która proponowała utworzenie w Brzeziu zespołu szkół, podobnie jak w sąsiednim Targowisku. Tam też kuratorium odmówiło pierwotnie wydania zgody.

Mieszkańcy są przekonani, że szkoła w Brzeziu to idealne miejsce dla ich dzieci. Rozgoryczeni rodzice zapowiadają, że będą codziennie odprowadzać dzieci do gimnazjum w Brzeziu.

Zródło:
Serwis regionalny Kraków
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline asiabe

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 379
święta prawda
« Odpowiedź #177 dnia: Wrzesień 07, 2004, 05:18:56 pm »
Podpisuję się pod tym postem obiema rękami, tylko dlaczego niektórzy sie na mnie dziwnie patrzą, a i wielu zastanawia się kiedy dorosnę :D
tata

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #178 dnia: Wrzesień 07, 2004, 05:45:36 pm »
I ja się zgodzę że nauka przez zabawę może rozwijac małe dzieci i nic chyba nie stoi na przeszkodzie żeby pewne elementy wprowadzac wcześniej
dla dzieci które na taka naukę są juz gotowe.
Niestety, w Polsce i chyba nie tylko panuje sposób
" uśredniania" nikt nie mysli o tym że jeden trzylatek pozna wszystkie litery  i nawet będzie juz czytał, gdy inny  jeszcze długo bedzie miał z tym kłopoty, nawet w wieku szkolnym
i wcale nie chodzi tu o dzieci z deficytami, to dotyczy także zdrowych dzieci
na to naklada się jeszcze problem mizeroty oświatowych finansów, ktora nie ma nic do zaproponowania dzieciom zdolniejszym i usilnie
" równa w dół"( to niby tak dla sprawiedliwości, o czym także w artykule)

więc jeżeli po takim artykule ktos wpadnie na genialny pomysł żeby I-szą klasę zaczynać w wieku lat trzech i to dla wszystkich dzieci to lepiej
żeby zapomniano o sprawie
 
sami rodzice tez czasami nie pozostaja bez winy, czytałam kiedys na forum dzieci pytanie matki 3-latka
-czy sa jakieś metody żeby nauczyć dziecko szybko czytać???
i nawet odezwały się " znawczynie tematu" z dobrymi radami, jedna nawet polecała wspaniałą metodę którą sama pracuje z dzieckiem ( nazwę przemilczę)
i proponowała kontakt
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline marias52

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 509
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #179 dnia: Wrzesień 08, 2004, 10:58:43 am »
To wyobraz sobie jak sie na mnie patrza na szalejaca babcie tylko ja sie tym nie przejmuje

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #180 dnia: Wrzesień 08, 2004, 11:06:27 am »
My z Monisią przytulamy się gdzie się da, w domu najczęściej w tańcu (choć nie tylko), na ulicy jak coś ciekawego powie itp.
To nie tylko dowód radości, ale akceptacji i przede wszystkim bodźce dotykowe.
Tulmy więc ile się da i dokąd nasze dzieci dzadzą się tuklić :D
Ja zaraz mam oakzję to zrobić, bo za pół godziny wróci ze szkoły- ukażę radość z jej samodzielnego powrotu, potem za serduszka lub ocenę w szkole.
Powodów jest zawsze wiele tylko chcieć  :D
W szkole czy przedszkolu też można - uśmiechem, chwyceniem za rączkę.... - no wychowawcy - próbujcie także.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline asiabe

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 379
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #181 dnia: Wrzesień 08, 2004, 11:43:59 am »
Ja tez sie podpisuje pod tym co napisali poprzednicy zwłaszcza mój mąż  :D

Macie rację ,powodów do okazywania radości i czułości nie brak zwłaszcza dla naszych "darowych bohaterów" .
Ale pamietajmy tez o pozostałych dzieciaczkach (kto ma  :D ),aby tymi całusami i przytuleniami obdarowywac kazde po równo.
 Wiadomo, że kazdy najmniejszy nawet drobiazg czy wykonana samodzielnie rzecz chorego dziecka cieszy postokroć, i radości a czesto łez wzruszenia nie ma końca.  Staram się wtedy cieszyć się razem z pozostałymi dziecmi z Oli sukcesów i oczywiście odwrotnie.

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Będzie pomoc dla niepełnosprawnych uczniów liceum
« Odpowiedź #182 dnia: Wrzesień 09, 2004, 05:41:13 pm »
Będzie pomoc dla niepełnosprawnych uczniów liceum

   
 
Zawiodło ministerstwo, pomogły władze miasta - niepełnosprawni uczniowie liceum integracyjnego przy ul. Jasnej znowu mają nauczycieli wspomagających. Bez takiej pomocy trudno byłoby im poradzić sobie w szkole.


Ada jest uczennicą drugiej klasy liceum przy Jasnej. Z trudem pisze jednym palcem na komputerze. Bez pomocy drugiej osoby nie jest w stanie robić notatek z polskiego czy narysować wykresu funkcji na matematyce. Nie może zanotować pracy domowej.

Do tej pory jej i innym niepełnosprawnym dzieciom w szkole pomagali np. robić notatki tzw. nauczyciele wspomagający. Na początku września okazało się jednak, że ich nie będzie, bo nie ma pieniędzy na etaty dla nich.

Ada próbowała radzić sobie w inny sposób. Na lekcjach historii nagrywała wykład na dyktafon. Na innych zajęciach pomagali jej koledzy i koleżanki.

- To wspaniali młodzi ludzie - mówi mama Ady.

Nauczycieli zabrakło, bo ministerstwo edukacji nie przygotowało rozporządzenia, umożliwiającego sfinansowanie takich etatów. Poprzednie rozporządzenie w tej sprawie straciło moc. Ministerstwo obiecywało przygotować nowe, ale nie dotrzymało słowa. To nie pierwsza wpadka urzędników, w ubiegłym roku było tak samo.

Kiedy tydzień temu napisaliśmy, że Ada została bez pomocy, do redakcji zadzwoniła czytelniczka. - Jestem emerytowaną nauczycielką. Skoro zawiedli urzędnicy, ja deklaruję pomoc. Mogę pomagać tej dziewczynce na wszystkich lekcjach, za darmo - powiedziała. Skontaktowała się z mamą Ady i z dyrekcją Zespołu Szkół Integracyjnych przy ul. Jasnej. Kiedy już panie były umówione, okazało się, że wolontariusz nie jest potrzebny.

- W Urzędzie Miasta znalazły się pieniądze na nauczycieli wspomagających. Mimo tego chciałam bardzo podziękować tej pani za jej serce - powiedziała nam wczoraj mama Ady.

Szkoła dostała pieniądze na sześć etatów. Nauczyciele będą pomagać nie tylko Adzie, ale też innym niepełnosprawnym uczniom w tym liceum.

- Fundusze wygospodarowaliśmy w ramach budżetu uchwalonego przez radę. Swoją drogą, nie rozumiem poczynań rządu. W skali kraju nie są to przecież tak wielkie pieniądze - mówi Andrzej Sygut, wiceprezydent Kielc.

Ada będzie mogła normalnie uczestniczyć w lekcjach. Dziewczyna ma już plany na przyszłość.

- Myśli o studiowaniu psychologii, lubi też języki obce. Może będzie kontynuować naukę przez internet, jest tyle możliwości. Może też przez internet pracować. Ale najważniejsze teraz to zdać maturę - mówi mama Ady.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2275903.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Ministerstwo Edukacji ostrzega przed stronami w internecie
« Odpowiedź #183 dnia: Wrzesień 22, 2004, 06:22:13 pm »
Ministerstwo Edukacji ostrzega przed stronami w internecie

   
W internecie pojawiły się strony, które wyglądają jak oficjalne witryny ministerstwa edukacji, ale nimi nie są. Próbują wciskać nauczycielom płatne materiały i bezużyteczne zaświadczenia


- Szkoły pytają czy mamy coś wspólnego z wydawnictwami oferowanymi na jednej z takich stron. Tymczasem my tego nie firmujemy. Datarły do nas też informację o witrynie, która ma podobną nazwę jak my, a poblikuje błędne informacje o nowej maturze - opowiada Mieczysław Grabianowski, rzecznik Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu (MENiS). - Nie jesteśmy w stanie śledzić wszystkich takich stron na bieżąco. Dlatego umieśliśmy w naszym serwisie informację, w której odcinamy się od tych, którzy się pod nas podszywają - wyjaśnia rzecznik.

Dotarliśmy do właściciela jednego z takich serwisów. Dlaczego podszywa się pod MENiS? - W żadnym miejscu na mojej stronie nie ma informacji, że to serwis ministerstwa, a wybrałem taki adres ze względu na oglądalność. Serwis, do którego nikt nie zagląda nie ma prawa istnieć - wyjaśnia Jacek Richta z Sosnowca.

Richta przyznaje, że odbiera telefony od osób, które sądzą, że dzwonią do ministerstwa. - Wyprowadzam ich z błędu, choć jeśli mogę to odpowiadam na ich pytania - mówi. Mimo że nie jest prawnikiem ani nauczycielem, a ekonomistą. Jako ekonomista się sprawdza, bo na swojej stronie nieźle zarabia. Oprócz sprzedaży programów edukacyjnych, kursów, pomocy szkolnych i przyborów biurowych, oferuje także zaświadczenia nauczycielom zbierającym takie dokumenty, żeby uzyskać awans zawodowy. Wygląda to tak: ktoś przysyła artykuł, Richra umieszcza go na swojej stronie i odpłatnie wystawia zaświadczenie, że nauczyciel opublikował materiał. Ta usługa cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Tymczasem podkarpacki kurator Stanisław Rusznica zapewnia, że takie zaświadczenia nie są uznawane.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2297135.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #184 dnia: Wrzesień 24, 2004, 11:08:23 am »
ZDANIEM MAMY. Tylko nie getto!

Szkoły lepsze i gorsze były od zawsze. A w ramach tych szkół bywały klasy cieszące się lepszą lub gorszą opinią. W jednej akurat zeszły się dzieci spokojniejsze, w drugiej z kolei bardziej uzdolnione. Z reguły taki układ był jednak dziełem przypadku. Na przełomie lat 50. i 60. o tym, czy chodziło się do klasy a, b czy c decydował... alfabet. W klasie "a" były więc dziewczynki lub chłopcy (bo szkoły koedukacyjne należały do rzadkości), których nazwiska zaczynały się na litery od A do K, w "b" - ze środka, a w "c" - z końca alfabetu.

Szansa na to, by w jednej klasie zeszli się uczniowie zdolniejsi, w innej z bogatszych rodzin, a w kolejnej same nieznośne była więc znikoma. Ale też różnice, przynajmniej finansowe, między dziećmi były minimalne. Jeżeli kogoś nie było stać na wyjazd na wycieczkę, płacił za to komitet rodzicielski. I tyle...

- Dlaczego moje dziecko nie ma prawa jechać na "zieloną szkołę", dłuższą wycieczkę albo uczyć się w szkole dodatkowego języka? Dlaczego poziom w klasie jest niższy niż mógłby być, a syn narażony jest na demoralizujący wpływ kolegów? - zastanawiają się rodzice, których potomstwo skazane jest na chodzenie do szkoły w "niedobrej" dzielnicy, gdzie wielu rodzin nie stać na absolutnie żadne wydatki ekstra, dzieci nie chcą się uczyć, a przy tym rozrabiają ponad miarę. - Nie stać nas na prywatną szkołę, a poza tym płacimy podatki i mamy prawo, żeby w zamian za to nasze dziecko miało naukę na właściwym poziomie - argumentują.

Więc co - przyjmować dzieci do klas według zarobków rodziców, miejsca zamieszkania (osobny oddział dla tych z mieszkań socjalnych), czy może według stopnia demoralizacji? Klasa "a" dla lepiej sytuowanych, "b" - dla chuliganów a "c" dla niedożywionych? Ale jak podzielić młodych ludzi, jeśli synek z bogatej rodziny będzie bardziej zdemoralizowany od tego z biednej, a dziewczynka z mieszkania socjalnego okaże się zdolniejsza od koleżanki mieszkającej w przyzwoitym bloku lub nawet w domku jednorodzinnym?

Chyba nie w tym sęk, by dzielić dzieci, ale by dorośli znaleźli wyjście z tej sytuacji - np. szukając grosza na dopłaty do ponadprogramowych lekcji albo wycieczek nie tylko w szkole czy pomocy społecznej, ale w fundacjach i instytucjach charytatywnych, organizując zajęcia wyrównawcze dla mniej zdolnych uczniów itp. Bo tworzenie gett nigdy i nikomu nie wychodzi na dobre..."- EWA - Dziennik Polski z dn. 23,09.2004r

ZDANIEM TATY. Równi i równiejsi

Maciek, syn dość wysoko postawionego w służbowej hierarchii gminnego urzędnika, siedzi w ławce z Kacprem, którego rodzice są lekarzami. Razem z nimi do klasy chodzą dzieci prawników, inżynierów, nauczycieli, pracowników wyższych uczelni, właścicieli niewielkich prywatnych firm. Wszystkie mogłyby uczyć się prywatnie, lecz z różnych powodów trafiły do gimnazjum publicznego, jednego z kilku w mieście. W tej samej szkole są również dwie inne klasy, utworzone z uczniów przyjętych tylko dlatego, że mieszkali w rejonie obsługiwanym przez wspomnianą placówkę oświatową. A rejon to, przyznajmy szczerze, nieciekawy. Stare, popadające ruinę kamienice z lokatorami, wśród których na próżno szukać przedstawicieli miejscowej inteligenckiej elity.

Podział na klasy lepsze i gorsze w publicznych podstawówkach i gimnazjach nie jest przypadkowy. Wynika z oczekiwań części rodziców, którzy liczą, że lokując swoje latorośle w grupie wybrańców, zapewnią im wyższy poziom nauczania i bezpieczeństwo, uchronią się przed problemami wychowawczymi, związanymi z wpływem tzw. złego towarzystwa. Takie rozwiązanie jest również na rękę dyrekcji szkół, choćby z czysto praktycznego punktu widzenia. Wiadomo na przykład, jak trudno przy nadmiernie zróżnicowanych aspiracjach i zamożności rodziców zorganizować wspólne wyjście do teatru czy wyjazd na wycieczkę. Ci chcą i mogą jechać, tamci też chcieliby, ale oczekują, że zostaną wsparci finansowo przez bogatszych, innych to zupełnie nie interesuje.

Przeciwko podziałom w szkołach zdecydowanie protestują pedagodzy i psychologowie. Alarmują, że taka segregacja fatalnie odbija się na charakterach młodych ludzi, rodzi kompleksy, wywołuje poczucie odrzucenia, pogłębia różnice dzielące poszczególne grupy społeczne. Zgoda, ale nie ukrywajmy, że rację mają też przecież rodzice, którzy, jakkolwiek byłyby im bliskie ideały wolności, równości i braterstwa, kierują się przede wszystkim dobrem własnych dzieci, tak jak je sami pojmują. Poza tym narzekamy, że współczesna szkoła jest oderwana od realnego życia. No, to proszę bardzo. Lekcja 1: "Świat zamieszkują równi i równiejsi"... - ADAM , Dz.Polski z dn.23-09.2004r
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Akcja "Razem w naszej szkole"
« Odpowiedź #185 dnia: Wrzesień 24, 2004, 03:49:49 pm »
Akcja "Razem w naszej szkole"

 

W filmie rozesłanym do 12 tys. szkół w Polsce Paweł Deląg zastanawia się, czy niepełnosprawni są szczęśliwi. - Nie wiem, czy chciałabym widzieć. A jak się sobie nie spodobam? - rozwiewa jego wątpliwości niewidoma uczennica


Drugą edycję akcji "Czy naprawdę jesteśmy inni? Razem w naszej szkole" zainicjowali wczoraj wspólnie Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji i Ministerstwo Edukacji Narodowej. - Nie chodzi o to, by tworzyć całe szkoły integracyjne, ale żeby w szkołach rejonowych w razie potrzeby można było otworzyć klasę integracyjną - przekonywał minister Mirosław Sawicki.
Do szkół trafiły scenariusze lekcji wychowawczych i kasety wideo z filmem o niepełnosprawnej młodzieży. Uczniowie na warsztatach będą sprawdzać, jak to jest być niepełnosprawnym - spróbują pisać bez użycia rąk, czytać brajla albo słuchać z zatkanymi uszami.

W filmie niesłyszący, niewidomi, osoby na wózkach i niepełnosprawne intelektualnie obalają stereotypy: niewidoma nie ma ochoty widzieć, niesłyszący uwielbia techno. - Czuję rytm poprzez ciało. Słyszę dźwięk w aparacie - tłumaczy. W języku migowym dziewczyna deklaruje: - Świetnie jest być głuchym, jest tak cicho.

22-letni Michał Badera z porażeniem mózgowym podkreśla: - Jestem podobnym człowiekiem jak ty.

12 lat temu w ogóle nie chodził - ma porażenie mózgowe. W Grodzisku Mazowieckim trafił do trenera Edwina Nartonowicza, skończył szkołę życia, teraz chodzi, choć z trudnością. Nie przeszkadza mu to w zdobywaniu złotych medali na paraolimpiadach w Polsce i Europie w dwuboju. - Trenuję pięć razy w tygodniu po dwie godziny, a do tego dorzucam godzinę basenu tygodniowo - opowiada Michał.

Co im wszystkim przeszkadza w kontakcie z pełnosprawnymi? To, że ci drudzy się peszą, gapią, litują, zamiast podejść i pogadać.

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2302393.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Czy angielskiego w szkole może uczyć tylko nauczyciel
« Odpowiedź #186 dnia: Wrzesień 30, 2004, 04:54:27 pm »
Czy angielskiego w szkole może uczyć tylko nauczyciel

   
Wójt z podskierniewickiego Makowa nie mógł znaleźć nauczycieli angielskiego. Zatrudnił więc lektorów z firmy językowej. Uczniowie już się uczą angielskich słówek, ale nie wiadomo jak długo...


Wójt Makowa Marek Skiba jest zadowolony, bo nikt się na lektorów nie skarży, w dodatku są tańsi niż zwykli nauczyciele (gmina m.in. nie płaci za nich ZUS-u). Swoją lektorkę chwali też Jolanta Szeliga, dyrektor podstawówki w Makowie.

Lektorzy z firmy mają trochę inne obowiązki niż nauczyciele - nie muszą dyżurować na przerwach, uczestniczyć w radach pedagogicznych, prowadzić kółek zainteresowań. Z pracy rozlicza ich szef firmy, w której są zatrudnieni, a nie dyrektor szkoły.

Ich zatrudnienie zbulwersowało łódzkiego posła SLD i szefa lokalnego ZNP Krzysztofa Baszczyńskiego. - W publicznych szkołach uczą osoby, o których niewiele wiadomo. Czy mają kwalifikacje i czy nadają się do pracy z dziećmi - mówi poseł.

Wójt Skiba przyznaje, że nie sprawdzał kwalifikacji pedagogicznych lektorów.

- Firma przedstawiła oświadczenie, że jej kadra ma kwalifikacje wymagane przez ministerstwo - podkreśla. Dyrektor Szeliga dodaje zaś, że widziała dyplom swojej lektorki. - Jest po filologii angielskiej i choć nie była na kierunku nauczycielskim, to wystarczy.

Jednak MENiS stawia sprawę inaczej. - W publicznych szkołach mogą uczyć wyłącznie osoby z wyższym wykształceniem i przygotowaniem pedagogicznym, zatrudnione zgodnie z Kartą nauczyciela. Dziwne, że dyrektorzy zgadzają się, by robiły to osoby nieznające być może podstaw programowych i niezobowiązane do przestrzegania regulaminu szkoły - mówi "Gazecie" Mieczysław Grabianowski, rzecznik resortu.

Tymczasem Baszczyński zainteresował już sprawą NIK i zażądał wyjaśnień od kuratorium.

- Co mam robić, skoro nie ma na rynku nauczycieli - denerwuje się wójt Skiba. - Najwyżej nie będzie angielskiego. W Makowie i w podobnych małych miejscowościach, bo to problem ogólnopolski.

Jak ustaliliśmy, firma, która wygrała przetarg w Makowie, zatrudnia też lektorów w szkołach wielkopolskich. Jej właściciel nie znalazł czasu na rozmowę z "Gazetą".

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2314088.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Halina Kantor

  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 40
    • http://portal.adhd.org.pl/phpbb
Swietny pomysl
« Odpowiedź #187 dnia: Październik 07, 2004, 01:48:33 pm »
Szkoda , ze tak pozno, gdyby ta akcja odbywala sie przynajmniej poltora roku temu to moze moj syn nie musialby dojezdzac do szkoly, ale to tak naprawde nie trzeba uswiadamiac dzieci, o tym , ze z niepelnosprawnymi mozna zyc i obcowac, ta akcja powinna trafic do rodzicow, bo tak naprawde to oni decyduja o tym czy ich dziecko trafi do klasy integracyjnej czy tez nie.
Pozdrawiam
Halina mama Piotra (15) i Krzysia (6)obydwaj ADHD

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Lekcja głupoty
« Odpowiedź #188 dnia: Październik 11, 2004, 06:44:52 pm »
Lekcja głupoty
   
Z nauki nie ma pożytku

 Wysyłasz dziecko do gimnazjum? Polski system oświaty da mu prawdziwą lekcję życia. Oto sześć absurdów polskiego szkolnictwa, które za kilka dni nauczyciele z impetem wcielą w życie.
 
 
  Anna Zawisza, dyrektor departamentu kształcenia ogólnego MENiS
Dyrektor szkoły nie chciał przyjąć do pracy nauczyciela mianowanego, bo był za drogi? W takim razie z miłości do pieniędzy zapomniał o miłości do ucznia. Nie sądzę jednak, by takie przypadki zdarzały się w większej liczbie szkół. O ocenianiu uczniów o obniżonych wymaganiach sytuacja jest jasna: minister edukacji dał w przepisach bardzo ogólną informację o tym, jak oceniać postępy w nauce.

Prawo do szczegółowego określenia systemu oceniania mają rady pedagogiczne. To one decydują, czy za odpowiedzi na pytania o różnym stopniu trudności stawiać takie same oceny, czy nie. Nie ma nic złego w tym, że sposoby oceniania uczniów w każdej placówce są nieco inne. Rodzice nie powinni uważać, że to niesprawiedliwe, bo przed posłaniem dziecka do danej szkoły mogą się zapoznać z wewnątrzszkolnym systemem oceniania.
 
 
Nauczyciel do ucznia: – Ile jest sześć razy osiem? Uczeń przewraca wzrokiem, ręce zaczynają mu się pocić. – 68? – odpowiada. – Piątka! – wyrokuje nauczyciel. – Dałeś z siebie wszystko! Absurd? Nie, to rzeczywistość polskiego systemu oświaty. Gdyby zaczynał się i kończył na ustawie, ta rzeczywistość wyglądałaby inaczej. Polskimi szkołami rządzą jednak niepisane prawa i oryginalne interpretacje, powstające gdzieś w szarej strefie pomiędzy głową ministra a biurkami dyrektorów szkół. Polski system oświaty tworzą de facto ludzie: urzędnicy ministerstwa, kuratoriów i szefowie szkół.

Jedna, wielka, sfeminizowana wspólnota strachu przed zwierzchnikami. Strachu, który paraliżuje szare komórki, znieczula na logikę i podsuwa irracjonalne rozwiązania pod hasłem: byle się nie wychylić. W efekcie codzienność w polskich szkołach nijak się ma do teorii zawartych w rozporządzeniach i ustawach. Szeregowy nauczyciel w tym systemie staje się pionkiem. A uczeń? Lepiej żeby na to wszystko nie patrzył. Bo poza polskim i biologią nauczy się jeszcze paru innych życiowych prawd.

Lekcja I – Wszystko możesz

Tę prawdę polscy uczniowie zapamiętują najszybciej. Przychodzą do szkół z naturalną skłonnością do robienia wszystkiego, na co przyjdzie im ochota, a szkoły nawet nie starają się im w tym przeszkadzać. Wręcz przeciwnie: obdarowują kolejnymi przywilejami. W większości szkół nie wolno już pytać w piątki, zadawać na święta, stawiać do kąta, wołać po nazwisku... Sprawdziany trzeba zapowiadać dwa tygodnie wcześniej, a w tygodniu mogą być tylko trzy.

Obowiązków jest wciąż tyle samo, ale jakby mniej. Dlaczego? Krzysztof, nauczyciel z Grodziska Mazowieckiego: – Uczniowie swoje prawa mogą wyegzekwować. Poskarżą się w kuratorium, że łamany jest szkolny kodeks ucznia. A nauczycielom odebrano wszystkie środki dyscyplinujące. Ja nie mogę wyrzucić ucznia z klasy, bo jestem za niego odpowiedzialny. Nie mogę postawić go w kącie, bo to podobno uwłacza jego godności. Nie mogę zganić go na apelu, bo ujawnię jego dane osobowe. Mogę zadzwonić do rodziców. Z własnego telefonu.

Lekcja II – Nie ma sprawiedliwości

Złudzenia pryskają bardzo szybko. Zamiast nich pojawia się rezygnacja i zobojętnienie. Wystarczy jedna lekcja, na przykład geografii. Kartkówka, pięć krótkich pytań, wśród nich: jaka jest stolica Gwatemali. Uczniów w klasie jest 24, ale zestawów pytań o jeden mniej. Bo jeden z uczniów dostanie pytanie inne. Kilka tygodni wcześniej przyniósł zaświadczenie od szkolnego psychologa. Jest mniej zdolny, więc nauczyciel musi obniżyć wobec niego swe wymagania. Nie zadaje mu pytania o Gwatemalę. Pyta o stolicę Polski. Ale pod koniec lekcji stawia mu piątkę – tak samo jak reszcie uczniów, którzy odpowiedzieli poprawnie. Później na świadectwie nie będzie ani słowa o tym, że miał łatwiejsze życie.

Katarzyna, 32-letnia nauczycielka z warszawskiego Bródna: – O obniżaniu wymagań wobec niektórych uczniów usłyszałam trzy lata temu. Na radę pedagogiczną przyszła pani z kuratorium i zrobiła pogadankę. Ale nigdy nam nie wyjaśniono, jak takich uczniów oceniać. Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie, ale wniosków nie było żadnych.

Dlaczego mniej zdolny uczeń powinien dostać piątkę? Bo wkuwając stolicę Polski, dał z siebie wszystko. – Jeszcze parę lat temu uczeń, który opanował minimum programowe, dostawał ocenę dopuszczającą – mówi Krzysztof, nauczyciel z Grodziska. – Teraz filozofia jest inna. Ustawa o systemie oświaty mówi, że trzeba każdemu uczniowi stworzyć takie warunki, by osiągnął sukces edukacyjny. Nie ma sprawy. Ale jak ja uczniom wytłumaczę, że to sprawiedliwe?

Lekcja III – Z nauki nie ma pożytku

O tym, że to bzdura, powinien przekonać każdy nauczyciel. Ale niektórym te słowa nie przechodzą przez gardło. Na przykład Magdzie, 29-letniej nauczycielce wychowania fizycznego. Przez lata kształciła się, by posłusznie wykonać nakazy znowelizowanej Karty Nauczyciela. Pokonywała kolejne szczeble awansu zawodowego: była stażystką, kontraktową, wreszcie została nauczycielem mianowanym. Za każdym razem – zgodnie z przepisami – dostawała podwyżki. Przed rokiem zdecydowała się przenieść z Warszawy do Białegostoku. Zaczęła szukać pracy. – Jako nauczyciel mianowany byłam pewna, że jestem idealną kandydatką – doświadczoną, sprawdzoną…

Magda etatu w szkole nie dostała. – Dyrektor powiedziała mi wprost: nie zatrudnię pani, bo pani etat za drogo kosztuje. Zamiast Magdy pracę dostała stażystka, tuż po AWF, bez jakiegokolwiek doświadczenia w pracy z dziećmi. Magda pyta: – Pan myśli, że ja teraz potrafię spojrzeć swoim uczniom w oczy i powiedzieć: tak, nauka ma sens?

Lekcja IV – Ignorancja to wina innych

Polski uczeń, nawet jeśli jest głąbem, nie ma wyrzutów sumienia. System oświaty uczy go, że jego głupota to wina nauczyciela. To on powinien wytłumaczyć się ze stawianych na okres ocen niedostatecznych. – Nie chodzi tu o zwykłe uzasadnienie jedynek – zaznacza Ewa, germanistka z 10-letnim stażem. – Mam wytłumaczyć, co zrobiłam, by im zapobiec. Ja. Nie uczeń!

Krzysztof z Grodziska dodaje: – Przed rokiem postawiłem w jednej z klas jedynkę. Dyrekcja wezwała mnie do gabinetu i pyta:  co ja zrobiłem w kierunku, żeby ten uczeń zdał. No, do cholery, nauczyłem się za niego. Ale nie mogę się sam odpytać!

Inny nauczyciel, matematyk z warszawskiego Mokotowa opowiada: – Wystawiłem uczennicy niedostateczny, bo nie opanowała nawet minimum programowego. Od dyrektorki usłyszałem: proszę jej zadać takie pytanie, by odpowiedziała! Mówię, że słyszałem o zasadzie obniżonych wymagań, ale przecież ta dziewczyna ma zaległości jeszcze z klas podstawowych! – To już pana sprawa – usłyszałem. – Albo ona zda, albo będziemy mieli problem z panem.

Lekcja V – Prawo można lekceważyć

Tego polski uczeń nauczy się od samych nauczycieli. Wystarczy, że będzie się bacznie przyglądał ich pracy. Od lat praktyka w oświacie zmusza bowiem nauczycieli do poświadczania nieprawdy w dokumentach. Na mniej więcej dwa tygodnie przed końcem roku szkolnego muszą przedstawić na tzw. radzie klasyfikacyjnej dane dotyczące frekwencji... za cały rok szkolny. – Biorę pod uwagę nieobecności do dnia klasyfikacji, ale dzielę przez wszystkie dni nauki – przyznaje Ewa. – Wpisuję nieprawdę. Robią tak setki tysięcy nauczycieli od lat i nikomu to nie przeszkadza.

Najmniej uczniom. Patrzą i zapamiętują. A po konferencji klasyfikacyjnej połowa z nich przestaje pojawiać się w szkole. – Wiedzą doskonale, że nawet dwutygodniowa nieusprawiedliwiona nieobecność nie wpłynie na ich ocenę – mówi Krzysztof. – Skoro nauczyciele piszą bzdury w dziennikach, to i im wolno zlekceważyć przepisy. Czy im się dziwię? Nie, proszę pana, w ogóle…

Lekcja VI – Autorytety nie istnieją

Polski uczeń szanuje swych nauczycieli tak samo, jak szanuje ich system oświaty. Nauczycielka z warszawskiego gimnazjum opowiada: – Odróżniam uczniów, którzy mnie lubią od reszty po specyficznych pytaniach, które mi zadają. Raz podszedł do mnie Igor i pyta: jakie studia skończyłam. Mówię mu, że filologię. On robi kwaśną minę i mówi: „Wie pani co, to ja się dziwię, że pani tu pracuje, bo pani mogłaby sobie lepszą pracę znaleźć. Za 1500 zł tylko idioci pracują”.

Ale system oświaty lubi robić z nauczycieli idiotów. Nałożył na nich np. obowiązek powiadamiania rodziców o grożących ich pociechom ocenach niedostatecznych. – Mam chodzić po domach – mówi Krzysztof. – Ale ułatwiam sobie robotę i dzwonię na komórki. Z sekretariatu? Pan żartuje… Z domu dzwonię.

W robieniu z nauczycieli idiotów każda szkoła ma swoje osiągnięcia. W jednym z gimnazjów na warszawskiej Pradze dyrekcja nakazała nauczycielowi przepisanie do jednego zeszytu kilkudziesięciu uzasadnień ocen niedostatecznych. Ręcznie. Nie pozwoliła spiąć uzasadnień w segregator. Nie można też było przepisać ich treści na komputerze. Krzysztof pyta: – Jak uczeń ma mnie szanować, skoro widzi, że system mną pomiata?


Zenon Frączek, wydział kształcenia ogólnego MENiS
Jeżeli w arkusze ocen nauczyciele wpisują dane niezgodne z prawdą, to rzeczywiście jest to problem. Ale ja nie znam takiej praktyki. W dokumentach powinny być dane prawdziwe. Jak wyliczyć frekwencję dwa tygodnie przed końcem zajęć dydaktycznych? Wcale nie trzeba robić tego tak szybko. Frekwencję powinno się obliczać po zakończeniu zajęć dydaktycznych. A przepraszam... frekwencja ma wpływ na ocenę z zachowania, którą trzeba wystawić dwa tygodnie wcześniej... No cóż. To tylko jeden z elementów, który wpływa na tę ocenę. Myślę, że można ją wystawić bez danych na temat frekwencji. Cokolwiek by się działo przez ostatnie dwa tygodnie zajęć, nie powinno już zmieniać oceny za cały rok.

W tym poplątanym szkolnym świecie gubią się wszyscy. Obiektywna ocena nauczycieli staje się fikcją, bo w nienormalnych warunkach każdy może zwariować. Trudno też ocenić postępy uczniów, bo co z tego, że zyskają książkową wiedzę, skoro nijak nie będzie ona pasować do rzeczywistości, którą widzą wokoło. – Uczniowie w sondażach mówią, że lubią chodzić do szkół. Twierdzą, że mają luz. Ale w rzeczywistości taki system ich demoralizuje i zniekształca. Rosną w przekonaniu, że wszystko wolno, ale niczego nie trzeba. Uczą się lekceważyć prawo i żyć bez autorytetów. Pal licho głąbów! Ale cierpią na tym tysiące zdolnych, porządnych uczniów, którzy opuszczają nasze szkoły kompletnie zwichrowani, nie wiedząc, co jest dobre, a co złe – podsumowuje Ewa.

By to zmienić, potrzebna jest otwarta dyskusja. Żaden z nauczycieli, z którymi rozmawialiśmy, nie chciał, by w gazecie znalazło się jego zdjęcie. Żaden nie chciał podać nazwiska. Żaden nie chciał, by w tekście znalazła się informacja, w jakiej szkole uczy. Dziennikarz Kulis usłyszał: – Niech pan też uważa. Panie w kuratoriach mają dużo wolnego czasu. Jeśli ma pan w rodzinie nauczyciela, znajdą go. Wtedy nie będzie dyskusji…

Andrzej Borkowski

http://kiosk.onet.pl/art.html?NA=3&ITEM=1183839&KAT=242
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Gra w klasy -segregacja dzieci
« Odpowiedź #189 dnia: Październik 12, 2004, 12:52:14 am »
Gra w klasy
   Stygmaty dzieciństwa

Szkoła publiczna musi być szkołą, gdzie wszyscy są jednakowo traktowani. Segregacja w szkole jest czymś niedopuszczalnym i trzeba się jej przeciwstawić” - przypomniał niedawno metropolita lubelski abp Józef Życiński. To nader aktualne napomnienie. Najnowsze badania Instytutu Spraw Publicznych pokazują, że w co piątej polskiej szkole segregacja dzieci jest dziś zjawiskiem powszechnym

Skala tego procederu nabrała w ostatnim czasie tak dużych rozmiarów, że głuche i ślepe do tej pory Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu zdecydowało się wreszcie na jakieś działania. Urzędujący od niedawna minister Mirosław Sawicki przyznał kilka dni temu, przy okazji inauguracji nowego roku szkolnego, że w wielu polskich szkołach mają miejsce podobne niegodne praktyki. Jednocześnie zapowiedział, że będzie zdecydowanie przeciwdziałał wszelkim próbom segregacji. Póki co, wszystkie kuratoria muszą do końca listopada skontrolować podległe im szkoły i przekazać wyniki kontroli do ministerstwa.

Czy przyniesie to jakieś rezultaty, czas pokaże. Oby po raz kolejny nie okazało się, że to jedynie działania pod publiczkę, a sytuacja po kilku miesiącach wróci do normy.

Ostatni gimbus

Metody segregacji zależą od inwencji dyrekcji szkoły i „nazbyt ambitnych” rodziców. W jednej z lubelskich szkół podstawowych rodzice wykupywali dodatkowe zajęcia dla swoich pociech w wysokości 180 zł miesięcznie. Dla wielu rodzin jest to suma decydującą o comiesięcznym być albo nie być. Dlatego dzieci tych rodziców, których nie było stać na taki wydatek, trafiały do „gorszych” klas. Miały mniej zajęć z języków obcych i informatyki, a także słabszych nauczycieli. Klasy „pakietowe”, jak te w Lublinie, to dzisiaj zjawisko coraz częstsze. Według badaczy z Instytutu Spraw Publicznych, segregacja dzieci według statusu społeczno-ekonomicznego ich rodziców to najczęstszy ze sposobów dokonywania selekcji.

Czynnik ekonomiczny miał także kluczowe znaczenie dla dyrektora jednej ze świętokrzyskich podstawówek, który utworzył osobne klasy dla dzieci rodziców bezrobotnych i pracujących. Bardzo często do takich praktyk przyczyniają się działania samych rodziców. Wielu z nich nie chce, by ich dzieci chodziły do jednej klasy ze słabszymi uczniami. Dlatego imają się różnych form nacisku na szkolnych włodarzy, żeby tylko odseparować swoje pociechy od „słabeuszy”. Innym z kolei przeszkadza, że ich dziecko musi zadawać się z „elementem”.

- Takie problemy wypływają niejako przy okazji innych spraw. Miałam sygnały od rodziców, którzy skarżyli się, że niektóre klasy są specyficznie dobrane, na przykład według miejsca zamieszkania czy zdolności intelektualnych – mówi Alicja Matecka, wielkopolski Rzecznik Praw Ucznia. Ale ze zjawiskiem segregacji spotykamy się już na poziomie przedszkolnym.

W kieleckich przedszkolach i zerówkach dzieci dzielone są na płatne grupy z wyżywieniem i grupy pozbawione posiłku. No bo skoro rodzica nie stać, to niech dziecko przychodzi jedynie na kilka godzin, a bezrobotna mama coś tam przecież upitrasi. Głośna była niedawno sprawa gimnazjum w Rabce, które stało się symbolem segregacji – w tej samej stołówce siedziały dzieci bogatszych rodziców zajadające kotlety schabowe i dzieci biedniejsze. Tym ostatnim musiała wystarczyć parówka...

Często segregacja przeprowadzana jest w białych rękawiczkach. Na pozór panuje równość, ale… W jednej ze szkół w województwie zachodniopomorskim plan lekcji był tak ułożony, że dodatkowe atrakcyjne zajęcia pozalekcyjne pokrywały się z godziną odjazdu ostatniego szkolnego gimbusa. Niby drobiazg, ale „wsiowe” dzieci nie miały wyboru i siłą rzeczy musiały rezygnować z dokształcania. A pozostali uczniowie byli zabierani ze szkoły samochodami rodziców.

Z kolei w Słupsku dyrektor jednego z gimnazjów podzielił uczniów według miejsca zamieszkania. Teoretycznie sprawiedliwie, tyle że w tym konkretnym przypadku utworzyły się w ten sposób odrębne klasy z dziećmi z dzielnic willowych i tych, które mieszkają w wielkich blokowiskach.

Menadżer na włościach
Jeśli segregacja zaczyna się już od przedszkola, problem ten niejako automatycznie musi przenieść się wyżej. Gorzej edukowane dziecko trafia później do szkoły podstawowej, gdzie kwalifikuje się je do słabszej klasy. Prawdziwy dramat rozgrywa się jednak na poziomie ponadpodstawowym. Jak pokazują badania Instytutu Spraw Publicznych, segregacja w gimnazjach występuje prawie dwa razy częściej niż na niższym szczeblu systemu oświaty. Według różnych szacunków, zjawiskiem tym objęte jest 30-50 procent miejskich szkół ponadpodstawowych.
Co ciekawe, z segregacją spotykamy się praktycznie wyłącznie w miastach, prawie nigdy zaś nie występuje ona na obszarze wiejskim. Dlaczego zatem w ostatnich latach segregacja tak bardzo przybrała na sile? Zasadnicze powody są dwa. Niż demograficzny i struktura systemu oświaty sprawiają, że dyrektorzy szkół robią wszystko, byle tylko przyciągnąć ucznia do swojej placówki. Jeśli im się to uda, mogą liczyć na większe dotacje samorządowe.

Dlatego najważniejszą sprawą staje się dziś renoma szkoły. A tę osiąga się poprzez wysoki poziom placówki. Wypada więc pochwalić się olimpijczykami czy też atrakcyjnymi wycieczkami lub dodatkowymi zajęciami dydaktycznymi. Niestety, do tego wizerunku nie pasują dzieci z biednych rodzin, których rodzice mimo najszczerszych chęci nie mogą sobie pozwolić na finansowe wsparcie edukacji. Biedne dzieci odstraszają, więc trzeba je odseparować już na wstępnym etapie selekcji.

Dlatego też do lamusa odchodzi stereotyp dyrektora – srogiego, ale sprawiedliwego pedagoga. W jego miejsce pojawia się rzutki menadżer traktujący szkolne mury jak placówkę zarobkową. Efekt? Dzisiejsza edukacja coraz bardziej przypomina transakcję handlową pomiędzy majętnymi rodzicami a dyrektorem–menadżerem. „Lepsze” dzieci mogą liczyć na specjalne traktowanie i parasol ochronny przed „zdegenerowanymi” rówieśnikami, a w zamian bogaci rodzice fundują szkole dodatkowy sprzęt, komputery i pomoce naukowe. I wszyscy (no, prawie wszyscy) są zadowoleni.

Stygmaty dzieciństwa

Szkopuł jednak w tym, że ci przedsiębiorczy rodzice nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób wypaczają psychikę własnego dziecka. Rośnie nam nowe pokolenie egoistów przekonanych o tym, że są lepsi, zdolniejsi, bardziej majętni. A gdy taki nieprzystosowany społecznie młody człowiek wkracza w końcu w dorosłość, trafia na brutalną rzeczywistość, przed którą do tej pory był chroniony. Spotyka biedę, bezrobocie, dyskryminację... i jest bezradny. Bez pomocy rodziców ginie, albo też staje się bezwzględnym wyzyskiwaczem, nieczułym na ludzkie nieszczęście.

- Klasy o różnorodnym przekroju społecznym najlepiej spełniają swoją rolę wychowawczą. Dzieci z tzw. dobrych domów, obcując z biedniejszymi rówieśnikami, stają się bardziej wrażliwe i uczą się rozwiązywać konflikty na tle tej różnorodności. Z kolei dla słabszych uczniów stwarza to możliwość intelektualnego równania do najlepszych w klasie. Element ten jest bardzo ważny w procesie kształcenia. Najgorszym z możliwych wariantów jest klasa „stygmatyczna”, która skupia jedynie dzieci słabe czy biedne – przekonuje Alicja Matecka. Dziecko, któremu od dzieciństwa wmawia się, że jest gorsze, traci poczucie własnej wartości.

I z takim garbem wchodzi w dorosłe życie. Za kilkanaście lat ten dziecięcy podział odczuje całe nasze społeczeństwo. Skutki mogą być opłakane, bo już dziś obie grupy patrzą na siebie z zajadłą nienawiścią. A tymczasem w latach 60. amerykańscy socjologowie udowodnili, że dzieci, które chodziły do jednej klasy z bogatszymi czy też inteligentniejszymi rówieśnikami, uczyły się zdecydowanie lepiej, a w przyszłości całkiem dobrze radziły sobie w życiu zawodowym. Jednocześnie stwierdzono, że obecność dzieci „gorszych” w żaden sposób nie odbijała się negatywnie na tych „zdolniejszych”.

Oczywiście nic w tym złego, że rodzic chce zapewnić dziecku dobry start na przyszłość. Tym bardziej, że we współczesnym społeczeństwie o sukcesie życiowym decyduje najczęściej dobre wykształcenie. Kto chce i ma ku temu środki, niech płaci. Tyle że od kilkunastu lat w polskim systemie oświaty funkcjonują szkoły prywatne. I to w nich jest miejsce dla „wybrańców”. Zupełnie inaczej ma się sprawa ze szkołami publicznymi. Tutaj nie może być mowy o tworzeniu gett i selekcjonowaniu dzieci ze szkodą dla ich psychiki. Gwarantuje to art. 70 Konstytucji RP, który zapewnia każdemu powszechny i równy dostęp do edukacji, a ustawa o systemie oświaty nakazuje jednakowe warunki kształcenia.

Jeżeli zatem państwo nie potrafi zapewnić swoim obywatelom godziwej egzystencji, to przynajmniej niech stworzy takie warunki, w których dzieci będą miały w szkole zapewniony równy start w dorosłość. W przeciwnym wypadku kolejne pokolenie młodych Polaków „odziedziczy biedę” po swoich rodzicach.
Łukasz Kaźmierczak
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline jolanta

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 150
    • http://www.ogodnezycie.host.sk
Integracja przez czytelnictwo
« Odpowiedź #190 dnia: Październik 15, 2004, 07:44:17 am »
Siedziba naszego stowarzyszenia mieści się w budynku Chełmskiej Biblioteki Publicznej. Jest ona dostosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych, więc z dotarciem do naszej siedziby nie ma najmniejszych problemów.
Do nas przychodzą i przyjeżdźają na wózkach różne niepełnosprawne osoby. Chętnie korzystają z naszej podręcznej biblioteczki, ale ze zbiorów CHBP korzysta niewielu...
DLACZEGO????? trudno przekonać osoby niepełnosprawne do czytelnictwa?
Wspólnie z bilioteką prowadzimy różne rodzaje zachęty i promocji jakoś bezskutecznie.
Ciekawa jestem czy w innych miastach jest lepiej a może macie jakieś pomysły?
Wklejam jeden z wykładów wygłoszonych podczas konferencji organizowanej przez nasze stowarzyszenie - to szczera prawda...
Od tamtej pory trochę drgnęło czytelnictwo. Chyba jeszcze naszą podręczną blblioteczkę przeniesiemy do czytelni głównej i wtedy będzie koniecznośc odwiedzenia nie tyklo naszego biura lecz także i biblioteki...

Mgr Jerzy Masłowski – historyk, nauczyciel, publicysta, rolnik - Chełmska Biblioteka Publiczna w Chełmie
Biblioteka a osoby niepełnosprawne (na przykładzie działalności Chełmskiej  Biblioteki Publicznej)


Cytuj
        Relacje między biblioteką a osobami niepełnosprawnymi regulowane są przez dwa podstawowe akty prawne. Są to ustawa o bibliotekach i Karta Praw Osób Niepełnosprawnych.
   Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uchwałą z dnia 1.08.1997 roku przyjął Kartę Praw Osób Niepełnosprawnych. W paragrafie 1 wymieniono 10 najważniejszych praw jakie winny gwarantować osobom niepełnosprawnym „... niezależne, samodzielne i aktywne życie”.
       Trzy z nich bezpośrednio odnoszą się do funkcji wykonywanych przez biblioteki publiczne. Są to prawa do:
   1. dostępu do dóbr i usług umożliwiających pełne uczestnictwo w życiu społecznym,
     2. życia w środowisku wolnym od barier funkcjonalnych, w tym:
-   dostępu do urzędów, punktów wyborczych i obiektów użyteczności       publicznej,
-   swobodnego przemieszczania się i powszechnego korzystania ze
środków transportu,
-   dostępu do informacji,
-   możliwości komunikacji międzyludzkiej,
3. pełnego uczestnictwa w życiu publicznym, społecznym, kulturalnym, artystycznym,      sportowym oraz rekreacji i turystyce odpowiednio do swoich zainteresowań i potrzeb.”.
   Ustawa z dnia 27 lipca 1997 roku o bibliotekach w artykułach 3 i 4 precyzuje cele i zadania bibliotek. Art. 3 ust. 1 i 2 brzmią : „ Biblioteki i ich zbiory stanowią dobro narodowe oraz służą zachowaniu dziedzictwa narodowego. Biblioteki organizują i zapewniają dostęp do zasobów dorobku nauki i kultury polskiej oraz światowej. Prawo korzystania z bibliotek ma charakter powszechny”. Jako podstawowe zadanie biblioteki  art. 4 ust. 2 wymienia obsługę użytkowników, a przede wszystkim udostępnianie zbiorów oraz prowadzenie działalności informacyjnej.
   Przytoczone wyżej zapisy obu aktów prawnych gwarantują wszystkim użytkownikom, a więc i osobom niepełnosprawnym, powszechny dostęp i to zarówno w sensie fizycznego dostępu do zgromadzonych zbiorów, jak również dostęp do informacji w wersji elektronicznej.
   W Chełmskiej Bibliotece Publicznej przyjęto filozofię kreowania równych szans wszystkim użytkownikom, bez podziału na osoby w pełni sprawne i niepełnosprawne i to na wszystkich płaszczyznach działalności ustawowej.
   Zasady przystosowania budynków użyteczności publicznej, a taką budowlą w świetle prawa jest biblioteka, regulują w Polsce przepisy prawa budowlanego, a w szczególności Rozporządzenie Ministra Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa z dnia 14.12.1994 roku w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, z uwzględnieniem potrzeb osób niepełnosprawnych.
Ponieważ budynek główny ChBP wznoszony był w II połowie lat 90-tych XX wieku, a więc już po wejściu w życie w/w rozporządzenia, w zasadzie wszystkie jego rygory dotyczące zniesienia barier architektonicznych zostały spełnione. (utwardzone dojścia odpowiedniej szerokości, pochylnie, drzwi wejściowe i wewnętrzne, progi i ciągi komunikacyjne, a także urządzenia sanitarno-higieniczne).  Nieco gorzej przedstawia się sytuacja w filiach biblioteki, szczególnie tych budowanych w czasach PRL (urządzenia sanitarne i trudności z dojechaniem do pomieszczeń bibliotecznych wózkiem inwalidzkim). Wszystkie filie zlokalizowane są jednak na parterze budynków.
   Użytkowana część budynku głównego Biblioteki to pomieszczenia biurowe, gdzie w związku z brakiem od kilku już lat środków finansowych na kontynuację budowy właściwej części biblioteki umieszczono  katalogi, informatorium, wypożyczalnie i czytelnie. Katalogi i Wypożyczalnia Główna wraz z zlokalizowanymi w odrębnym pomieszczeniu zbiorami audiowizualnymi, znajdują się na parterze budynku i osoby niepełnosprawne ( w tym również na wózkach) mogą bez przeszkód korzystać ze zbiorów. Dość istotnym mankamentem jednak jest usytuowanie parkingów przy wejściu pozbawionym pochylni. Osoba na wózku po zaparkowaniu samochodu musi  przejechać ulicą na drugą stronę budynku, gdzie wykonawca usytuował wejście z pochylnią.
   Od kilkunastu miesięcy, ze względu na potężne zadłużenie biblioteki (w tym nawet wobec ZUS i Urzędu Skarbowego) jest wyłączona z użytkowania winda, którą osoby niepełnosprawne ruchowo mogły dostać się do czytelni, informatorium i pomieszczeń sanitarnych. W związku z wdrożeniem programu oszczędnościowego i spłaceniem wszystkich długów  w najbliższych tygodniach, po dokonaniu przeglądu technicznego i konserwacji winda ponownie zostanie uruchomiona. Na odnotowanie, niestety, zasługuje fakt, że od stycznia 2003 roku żadna osoba niepełnosprawna nie zgłaszała chęci korzystania z czytelni i informatorium, a z usług wypożyczalni korzystają jedynie 2-3 osoby na wózku.
   W końcu 2003 roku z budynku Chełmskiego Domu Kultury, gdzie między innymi w pobliżu brak było przystanków autobusowych i parkingów, a wewnątrz windy, która mogłaby dowieźć osoby niepełnosprawne do zlokalizowanej na piętrze czytelni, postanowiono przenieść Wypożyczalnię Główna i Czytelnię Główną do właściwego budynku Biblioteki.
Mimo iż zarówno czytelnia, jak też wypożyczalnia i katalogi zostały umieszczone w pomieszczeniach biurowych, warunki dostępu i pracy dla wszystkich czytelników znacznie poprawiły się. Został skrócony czas oczekiwania na książki z magazynu, który od początku funkcjonowania biblioteki znajdował się w budynku głównym, a także w jednym ciągu umieszczono informatorium, czytelnię książek i czytelnię prasy. Udało się też wygospodarować odrębne pomieszczenie na katalogi wraz z 5 stanowiskami komputerowymi z  wolnym dostępem do katalogów elektronicznych.
W informatorium natomiast oferujemy stały dostęp do internetu na 10 stanowiskach i fachową pomoc w wyszukiwaniu potrzebnych informacji. Kolejne 3 stanowiska komputerowe oferują dostęp do katalogów i baz danych ChBP.
 Realizujemy również program informacji telefonicznej, a także usługę wypożyczeń międzybibliotecznych.   
   Biblioteka nie posiada jednak specjalistycznego sprzętu komputerowego dla osób z dysfunkcja wzroku i słuchu.
Regały z książkami w wolnym dostępie w Wypożyczalni Głównej są ustawione w odległościach umożliwiających korzystanie z księgozbioru osobom na wózkach inwalidzkich.
  Przy kłopotach z dostępem do książek z najwyższych półek pomocą służą  dyżurujący bibliotekarze. Również przy katalogach kartkowych i elektronicznych dyżurują bibliotekarze z wieloletnim doświadczeniem., którzy każdemu czytelnikowi potrzebującemu pomocy służą radą i wskazówkami.
   Zbiory audiowizualne (płyty i kasety) zlokalizowane są w pomieszczeniu  całkowicie dostępnym dla osób niepełnosprawnych. Wśród nich znajduje się jedyny w naszym regionie zbiór tzw. książki mówionej – 3800 tytułów nagrań  literatury pięknej i popularnej. Korzystają z niej głównie czytelnicy niewidomi i niedowidzący, którzy po książki przychodzą samodzielnie, tylko nieliczni korzystają z pomocy osoby towarzyszącej W ostatnim okresie  systematycznie wzrasta liczba czytelników – dzieci i młodzieży z dysleksją.
Z książki mówionej i nagrań muzycznych korzystają również dzieci z porażeniem mózgowym i upośledzeniem umysłowym. Systematycznie ze zbiorów audiowizualnych korzysta jedna osoba na wózku inwalidzkim, druga pojawia się sporadycznie.
Istotnym utrudnieniem w pracy tej wypożyczalni jest sytuacja finansowa w jakiej od 3 lat znalazła się biblioteka. Ciągle narastające  zadłużenie powodowało minimalizację zakupów księgarskich nowości, w tym w szczególności książek mówionych, jako pozycji stosunkowo drogich. W 2003 roku kupiono tylko 30 nowych tytułów książki mówionej (393 kasety na kwotę1869 zł.). W miarę postępowania normalizacji finansowej nowości będą uzupełniane. W 2003 roku zaczęliśmy jednak od odbudowy sprzętu komputerowego w informatorium i zakupów  książek popularnonaukowych i dla najmłodszych czytelników.
W 2003 roku Oddział Zbiorów audiowizualnych opracował i rozesłał  do stowarzyszeń i organizacji pracujących z osobami niepełnosprawnymi na terenie miasta Chełma informację o zbiorach i oferowanych usługach wraz z ofertą bliższej współpracy. Wypożyczalnia ta opiekuje się też punktami bibliotecznymi przy Domach Opieki Społecznej prowadząc systematyczną wymianę zbiorów.
   Filia nr 2 na ul. Zachodniej w Chełmie prowadzi  wypożyczalnię kaset magnetofonowych, a także jako jedyna w mieście, w ramach akcji „Książka przyjdzie do Ciebie” opiekuje się dwoma osobami niepełnosprawnymi  dostarczając im książki do domu.
   Centrum Wiedzy o Regionie, w strukturach którego funkcjonuje informatorium,  nawiązało stałą współpracę z Centrum Pomocy Rodzinie. Podopieczni CPR (w tym osoby niepełnosprawne) korzystają nieodpłatnie w określonych terminach z internetu.
   W 2003 roku, w ramach współpracy z domami opieki i placówkami szkolno-wychowawczymi przekazaliśmy nieodpłatnie do ich bibliotek przeszło 2000 książek  pochodzących z dubletów, selekcji i darów. Porządkując zbiory po byłej wypożyczalni kaset video przekazaliśmy przeszło tysiąc sztuk sprawnych kaset tym placówkom i Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Rodzinie.
   Obecnie w końcowej fazie przygotowań znajduje się strona internetowa biblioteki, której szybkie uruchomienie z znacznym stopniu ułatwi czytelnikom dostęp do informacji o naszych zbiorach. Zainteresowane organizacje osób niepełnosprawnych zapraszamy do składania uwag i podpowiedzi, jakie informacje istotne dla środowiska winny być na niej umieszczone..
   Najistotniejszym zadaniem stojącym przed biblioteką w obecnym czasie (po zakończeniu reorganizacji i przeprowadzek ) jest właściwe rozpoznanie potrzeb poszczególnych środowisk i podejmowanie takich działań, które usprawnią obsługę wszystkich czytelników, w tym również osób niepełnosprawnych.
   Jeśli uda się utrzymać na obecnym poziomie dofinansowanie biblioteki i na stałe wdrożyć programy oszczędnościowe, w najbliższych latach winien być odbudowany podstawowy księgozbiór biblioteki – zakupy nowości wydawniczych z ostatnich lat i to zarówno z literatury pięknej, jak też naukowej. Problem systematycznego wzrastania liczby czytelników-studentów i rozwijanie się chełmskich uczelni wyższych, które nie posiadają wyodrębnionych własnych bibliotek, wymagający zaangażowania większych kwot pieniędzy w zakupy literatury naukowej, może spowodować znaczne rozłożenie w czasie dopływu nowości dla innych grup czytelników. Musimy jednak w planowanych zakupach, proporcjonalnie do ilości czytelników i aktualnych możliwości finansowych, uwzględniać potrzeby, przede wszystkim osób z dysfunkcją wzroku i dysleksją.
   W najbliższej przyszłości planujemy również wyodrębnić z Wypożyczalni Głównej Oddział dla Dzieci i Młodzieży ( z własnymi pomieszczeniami na wypożyczalnię i kącik czytelniczy), gdzie obok realizacji podstawowych funkcji biblioteki, będą również w szerszym stopniu niż dotychczas, prowadzone różne formy zajęć z tą grupą czytelników.
   Biblioteka organizuje również szereg wystaw ,do przygotowania których zaprasza między innymi dzieci i młodzież z placówek szkolno-wychowawczych i opiekuńczych. W ubiegłym roku zorganizowano 17 wystaw.  Odwiedziło je  około 6,5 tys. osób, w tym uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów stanowili 26%, uczniowie szkół ponad gimnazjalnych – 46% i osoby dorosłe – 28%.
   W organizowanych przez bibliotekę historycznych wykładach otwartych  w 2003 roku wzięło udział ok. 500 osób. Wśród nich liczną grupę stanowią  osoby starsze - przedstawiciele kombatanckich organizacji niepodległościowych.
   Powyżej przedstawione wybrane przykłady działań  wraz z planami na przyszłość Chełmskiej Biblioteki Publicznej  winny w  przyszłości przynieść wzrost liczby czytelników i osób odwiedzających bibliotekę i jej strony internetowe w poszukiwaniu informacji. To zaś  z kolei powinno doprowadzić  do tworzenia się na bazie tradycyjnej biblioteki nowoczesnego centrum informacji.
"gdyby każdy miał to samo,
nikt nikomu nie byłby potrzebny" (ks. Jan Twardowski)
Jolanta/Bartek z.D.lat 8

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Karta Nauczyciela do likwidacji?
« Odpowiedź #191 dnia: Październik 26, 2004, 03:55:37 pm »
Karta Nauczyciela do likwidacji?

Karta Nauczyciela - ustawa regulująca wykształcenie, przygotowanie i warunki pracy pedagogów - może zostać zniesiona. Pojawiają się nowe propozycje regulacji prawnych, które - zdaniem ich autorów - mogą dodatnio wpłynąć na poziom kształcenia. Mówiono o tym w Krakowie podczas konferencji "Misja-pasja-kompetencja", poświęconej statusowi nauczyciela i jego przygotowaniu do zawodu.
 

W każdej szkole są pedagodzy, którzy uczą, ale niekoniecznie potrafią nauczyć.
Brak odpowiedniego przygotowania czy motywacji do trudnej pracy?
 Karta Nauczyciela od 2000 roku określa awanse nauczycieli czterostopniowo: stażysta, kontraktowy, mianowany, dyplomowany.

Szkoły finansowane przez wladze samorządowe wolą zatrudnić tańszych stażystów niż nauczycieli mianowanych. Praca nauczycieli jest oceniana, ale zwolnienie pedagoga ze względów innych niż zdrowotne zdarza się niezwykle rzadko. Podczas konferencji na Uniwersytecie Jagiellońskim przedstawiono nowe propozycje zmian w systemie kształcenia nauczycieli i motywowania ich do pracy.

Zdaniem niektórych uczestników dyskusji, aby w szkołach była bardzo dobra kadra pedagogiczna, trzeba zmienić dotychczasowe prawo oświatowe, a nawet znieść Kartę Nauczyciela.

Dyskusja o statucie nauczyciela i jego przygotowaniu do zawodu została zorganizowana przez Rzecznika Praw Obywatelskich.
ptr
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #192 dnia: Październik 27, 2004, 04:29:11 pm »
Moim zdaniem należy( tak jak w innych zawodach) mocno ograniczyć " stare" przywileje

ale zniesienie w tej chwili całkowicie K.N. moze doprowadzic do sytuacji w której dyrektorzy szkół będą zatrudniać tylko " stażystów" bo taniej
czy dzieci i rodzice będą zadowoleni?
czy nie odbije się to na jakości nauczania ?
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Renata 2

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 293
karta nauczyciela
« Odpowiedź #193 dnia: Październik 27, 2004, 11:10:51 pm »
A jakie "stare przywileje" tak niekorzystnie mają wpływać na nauczanie?

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26487
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #194 dnia: Październik 27, 2004, 11:18:24 pm »
KARTA NAUCZYCIELA

(tekst ujednolicony wraz ze zmianami wprowadzonymi ustawą o zmianie Karty Nauczyciela z dnia 15 lipca 2004, która weszła w życie z dniem 31 sierpnia 2004 roku)

Cytuj
Mając na względzie doniosłą rolę oświaty i wychowania w Rzeczypospolitej Polskiej, pragnąc dać wyraz szczególnej randze społecznej zawodu nauczyciela zgodnie z potrzebami i oczekiwaniami, otwierając niniejszą ustawą drogę do dalszych uregulowań prawnych systemu edukacji narodowej, stanowi się, co następuje:
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #195 dnia: Październik 27, 2004, 11:52:37 pm »
Cytuj
Praca nauczycieli jest oceniana, ale zwolnienie pedagoga ze względów innych niż zdrowotne zdarza się niezwykle rzadko.


tam gdzie nie ma konkurencji, wkrada sie rutyna
a to ma ogromny wpływ na jakość nauczania


Cytuj
A jakie "stare przywileje" tak niekorzystnie mają wpływać na nauczanie?
????

nie przywileje- na nauczanie, ale mizerota finansowa oswiaty doprowadzi do sytuacji ze zaczniemy oszczędzac na dzieciach, juz zaczęlismy pozbawiając szkoły specjalistów i dajac te godziny nauczycielom bez odpowiedniego przygotowania np. w rewalidacji
ale za to mianowanym ktorych i tak nie mozna zwolnić
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25627
    • Dar Życia
Artykuły - Nowości szkolne
« Odpowiedź #196 dnia: Październik 28, 2004, 12:27:48 am »
A ja tu troszkę wspomnę o braku odpowiedniej osobowości u wielu nauczycieli.
I tu kładłabym nacisk na uregulowania prawne na poziom uczelni pedagogiczncyh począwszy już od rekrutacji na kierunki nauczania spec.
O tym pyskowałam podczas prelekcji na Konferencji naukowekej "BK" w W-wie w maju b.r.(biedna dr Minczakiewicz musiała wysłuchać mojego pyszczenia) - choć wcale nie oponowała  :D

Nie wystarczy mieć dyplom nauczyciela, ale wiedzę z dziedzin od których zależy rozwój psycho-fiz. dziecka, jego edukacja i sposoby wychodzenia naprzeciw jego możliwościom.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Renata 2

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 293
karta nauczyciela
« Odpowiedź #197 dnia: Październik 28, 2004, 11:42:28 pm »
Mianowanych n-li nie można zwolnic, co nie oznacza, że mogą oni pracować niezgodnie ze swoimi kwalifikacjami (w końcu ktoś za to odpowiada). Uważam, ze najgorsza u  przeważającej liczby n-li jest "potulność"wobec przełożonych i brak odwagi do własnego zdania. A dyrektorzy (niektórzy?) potrafią mieć wyjątkowo dziwne, a nawet "szkodliwe" podejście do celów nauczania dzieci, zwłaszcza niepełnosprawnych.

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Pracownia komputerowa dla dzieci niepełnosprawnych
« Odpowiedź #198 dnia: Październik 31, 2004, 10:53:23 am »
Pracownia komputerowa dla dzieci niepełnosprawnych


Fot. Grzegorz Dabrowski/AG

Specjalne klawiatury, ogromne kolorowe myszy i tzw. head-mouse - te wszystkie urządzenia mają pomóc uczniom niepełnosprawnym w poznawaniu wirtualnego świata.

Otwarta wczoraj w Zespole Szkół Integracyjnych nr 1 w Białymstoku pracownia komputerowa dla dzieci niepełnosprawnych to druga - po gdyńskiej - tego typu w Polsce. Docelowo w całym kraju pojawi się siedem takich pracowni. Za 50 tys. zł Polski Czerwony Krzyż i firma Prokom kupiły białostockiej szkole sprzęt, który od dziś ma ułatwiać dzieciom upośledzonym ruchowo, umysłowo, z zaburzeniami mowy i wzroku codzienną pracę z komputerem. Resztę - czyli zakup mebli, krzesełek i wykonanie sieci informatycznej - dołożyło miasto.

- Jest specjalna klawiatura dla dzieci niedowidzących ze skanerem, który następnie przeprowadza obraz na ekran, przy innym komputerze mamy ogromne myszy dla dzieci z niedowładem i niedowidzeniem, a tam dalej tzw. head-mouse, czyli sprzęt, który dzieciom z niedowładem rąk pozwala na to, by poruszać się po programie przez poruszanie głową czy dmuchnięcie - wylicza zalety niektórych urządzeń Magdalena Juwko, koordynator ogólnopolskiej kampanii "e-Kids Network". - W komputerach zainstalowano także syntezator mowy Syntalk i program umożliwiający porozumiewanie się osobom niemym lub niemówiącym.

Szkolna pracownia wyposażona jest w siedem stanowisk. Rano będą się w niej odbywały zajęcia z niepełnosprawnymi uczniami szkoły, popołudniami dostęp do niej będą miały wszystkie niepełnosprawne osoby z całego miasta. Marcin, uczeń klasy Vc, który cierpi na porażenie mózgowe, bardzo ucieszył się z otwarcia pracowni: - Przede wszystkim podoba mi się to, że jest tu tak dużo gier, a dzięki tej wielkiej myszce łatwiej mi się poruszać - mówi.

- Otwierając tę pracownię, chcieliśmy po prostu otworzyć tym dzieciom świat na nowe podboje - mówi Magdalena Juwko. - A ten sprzęt z pewnością im to ułatwi.
Pracownia komputerowa dla dzieci niepełnosprawnych - kika 26-10-2004
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Wyrównanie szans pogłębia różnice. Zbyt trudne egzaminy dla
« Odpowiedź #199 dnia: Listopad 02, 2004, 11:07:28 pm »
Wyrównanie szans pogłębia różnice. Zbyt trudne egzaminy dla absolwentów szkół specjalnych

   
Artur Siedlecki, Gdańsk
Uczniowie z lekkim upośledzeniem umysłowym zdają od tego roku te same egzaminy zawodowe co ich zdrowi rówieśnicy - zdecydował resort edukacji. Znane są już wyniki - zdało zaledwie 19 procent z nich


Krystian Cyskowski skończył Zasadniczą Zawodową Szkołę Specjalną w Gdyni. Był wyróżniającym się uczniem. Razem z kolegami wygrał nawet ogólnopolski konkurs gastronomiczny dla szkół specjalnych. 22-letni Krystian miał szczęście - znalazł pracę w gdyńskiej restauracji Kwadrans. Do jego obowiązków należy wstępna obróbka warzyw i ryb, przygotowywanie pierogów oraz przyjmowanie towaru. - Lubię tę pracę. Dla mnie jest najważniejsza - mówi chłopak, a właściciel Kwadransu Wojciech Lazarowicz nie może się go nachwalić. Zresztą nie tylko jego.

- Zatrudniam trzech takich pracowników jak Krystian - mówi Lazarowicz. - To wspaniali fachowcy, a pracę wykonują z większą starannością niż inni. Zamierzam dalej dawać szansę absolwentom szkół specjalnych. Jeżeli mają udokumentowane, że zdobyli zawód, to dlaczego nie?

I tu może być problem.

Dobrzy w praktyce, ale oblewają testy

MENiS zadecydowało o wspólnym egzaminie dla absolwentów szkół specjalnych oraz ich rówieśników ze zwyczajnych zasadniczych szkół zawodowych. Ma to doprowadzić do zacierania się różnic między młodzieżą upośledzoną a tą dostosowaną społecznie. Egzaminy składają się z testu i sprawdzianu umiejętności praktycznych. Absolwenci szkół specjalnych mają na test pół godziny więcej.

- Nasi absolwenci w części praktycznej radzą sobie dość dobrze, ale problemy zaczynają się podczas testów z teorii - mówi Iwona Krumholc, dyrektor Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Gdyni. Jej ocenę podziela prof. Anna Firkowska-Mankiewicz z warszawskiej Akademia Pedagogiki Specjalnej: - Egzamin w formie testu nie jest miarodajną oceną wiedzy dzieci z upośledzeniem. Trudne słowa w teście tworzą dla nich dodatkową barierę. Dopiero w formie egzaminu ustnego uczniowie w pełny sposób mogliby wykazać się wiedzą.

Przed przejściem na emeryturę Andrzej Węgorzewski z Grudziądza pracował z młodzieżą o lekkim upośledzeniu umysłowym przez 37 lat. - Iloraz inteligencji IQ tych dzieci oscyluje w granicach 57. One po prostu nie są w stanie przyswoić takiej wiedzy jak zdrowi rówieśnicy - mówi.

To tylko nadopiekuńczość nauczycieli

- Przygotowywaliśmy się bardzo długo i starannie do nowych egzaminów - zapewnia Lesław Zabłocki z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej w Warszawie. Jest kierownikiem Wydziału Egzaminów Zawodowych. - Zakres materiału egzaminacyjnego obejmuje program nauczania, który dostały z MENiS wszystkie szkoły. Oczywiście dochodziły do nas sygnały ze szkół specjalnych, że ich uczniowie nie poradzą sobie na egzaminie teoretycznym. Rozumiem nadopiekuńczość nauczycieli, ale rozpościerają nad wychowankami zbędny parasol ochronny. My staramy się, aby szybciej pokonywali bariery odgradzające ich od społeczeństwa.

W skali kraju do egzaminu przystąpiło 1268 osób z lekkim upośledzeniem umysłowym - to tylko część z absolwentów. Dyplom potwierdzający kwalifikacje otrzymało tylko 237 zdających. - Miałem egzamin jeszcze według starych zasad - mówi Krystian Cyskowski. - To chyba szczęście?

Bez dyplomu państwowego szanse na zatrudnienie tej młodzieży są żadne.

- Dopiero analizujemy tegoroczne wyniki egzaminów. Za wcześnie, aby mówić, czy nowa forma się sprawdziła - mówi Lesław Zabłocki.

•  W kraju jest 469 szkół zawodowych specjalnych. W 2004 r. ukończyło je 8845 uczniów. Mogli uzyskać dyplomy w siedmiu zawodach: kucharza małej gastronomii, sprzedawcy, ogrodnika, malarza-tapeciarza, posadzkarza, blacharza, koszykarza-plecionkarza.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2371743.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

 

(c) 2003-2019 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach