Neurofibromatoza – choroba, którą trudno ukryćJako nastolatka Jeannine Lancaster zauważyła plamki jak po ukąszeniu przez komara na ramionach i plecach. Nie przywiązywała do nich zbytniej wagi. Dziesięć lat później podobne zmiany pojawiły się na jej twarzy.
Neurowłókniaki – bo o nich mowa – to rodzaj guzów, które w ciągu ostatnich 18 lat w poważny sposób zeszpeciły jej wygląd. 43-letnia obecnie Lancaster nie może uciec od wzroku ciekawskich, gdy wychodzi z domu. W takiej sytuacji uśmiecha się i daje gapiom kartkę: „Jeśli jesteś ciekawy, mam neurofibromatozę.”
W tym genetycznym schorzeniu, znanym pod skrótem NF, dochodzi do powstawania guzów w obrębie i wokół nerwów. Guzy, które mogą pojawić się na całym ciele, uciskają nerwy i przerywają przewodnictwo w systemie nerwowym. U niektórych pacjentów mogą nie występować widoczne guzy, jednak cierpią oni z powodu powikłań wewnętrznych. Nieznane jeszcze mechanizmy powodują trudności w nauce i deformacje kości.U Megan Leaf, doradczyni ds. nauczania specjalnego w szkołach publicznych z Baltimore, nie występują żadne fizyczne zniekształcenia. Przez większość swojego życia miała jednak trudności w nauce oraz problemy z widzeniem i koordynacją.
- Nie wyglądam na osobę, z którą coś byłoby nie tak, ale mogę mieć problemy z wypowiadaniem się lub widzeniem – wyjaśnia 27-letnia Leaf.
W szkole podstawowej miała problemy z czytaniem z tablicy i potrzebowała pomocy przy przepisywaniu notatek.
Lekarze uważają, że zmienność objawów NF czyni ją trudną do zdiagnozowania.
- NF jest częstym schorzeniem genetycznym, które jest słabo znane zarówno przez lekarzy, jak i opinię publiczną – mówi dr Jaishri Blakeley, dyrektor Kompleksowego Centrum Neurofibromatozy w Szpitalu Johna Hopkinsa. - Tych pacjentów nikt nie słucha, a często mają dużą samoświadomość i czują się niezrozumiani.
Lancaster i Leaf należą do, jak się szacuje, 100 tysięcy Amerykanów cierpiących na NF. Według Fundacji Guzów Dziecięcych, wspierającej chorych na NF, schorzenie to jest częstsze niż mukowiscydoza, wrodzona dystrofia mięśniowa, choroba Huntingtona i choroba Tay-Sachsa razem wzięte.
Nie ma leczenia na żaden z trzech podtypów NF. Chirurdzy mogą usuwać guzy, kiedy stają się one bolesne albo zagrażają normalnym funkcjom ciała, takim jak widzenie czy poruszanie się. W rzadkich wypadkach guzy mogą zezłośliwieć i wówczas leczy się je tak jak nowotwory za pomocą radio- i chemioterapii.
Lancaster przeszła oddzielne operacje w celu usunięcia guzów w płucach i na szyi, które zagrażały jej kręgosłupowi i stawały się bolesne. Jednak – jak mówi – operacje te przysporzyły jej jeszcze więcej bólu.
- Czasami czuję jak przez moje ciało przebiegają zupełnie niespodziewanie impulsy elektryczne - opowiada Lancaster. - Trwa to kilka sekund, a potem ustępuje. Mimo to Lancaster więcej wysiłku wkłada w walkę z psychologicznymi i społecznymi następstwami NF.
- Nie umiem poradzić sobie z ludźmi. Są niegrzeczni, wytykają palcem, gapią się, wykrzywiają twarz, gdy na mnie patrzą – opowiada Lancaster, emerytowana pracownica urzędu stanowego, mieszkająca w Suitland. - Kiedy wychodzę z domu, muszę mieć włączony system ochronny. Jestem przygotowana na komentarze i spojrzenia, dlatego noszę ze sobą kartki.
Większość ludzi nie wie, czym jest NF i często pyta, czy te guzy to ugryzienia komara. Jednak zdarzają się też obraźliwe komentarze.
- W Halloween dziecko zapytało mnie, czy mam na sobie maskę – wspomina Lancaster. - To naprawdę mnie zraniło.
Aby poprawić jej wygląd, dermatolodzy usunęli w 2006 roku kilka guzów z jej twarzy. Ale - jak mówi Lancaster - one po prostu odrosły.
Lekarze zwykle odradzają wykonywanie operacji w celach kosmetycznych. - Nie jest to zalecane postępowanie, ponieważ trzeba by usunąć zbyt wiele guzów – wyjaśnia Blakeley. - Może to nie być warte ryzyka uszkodzenia czucia i nerwów.
Lekarze starają się poznać objawy i genetykę NF oraz zbadać, jaki ma ona wpływ na życie pacjenta. U pacjentów może występować szerokie spektrum objawów, w tym plamy o barwie kawy z mlekiem („cafe-au-lait”) - płaskie przebarwienia skóry, nazywane tak z powodu ich jasnobrązowego koloru. Niektórzy dorośli mogą nie mieć widocznych objawów i żyć w nieświadomości, że są nosicielami choroby, dopóki nie zdiagnozuje się jej u ich dzieci.
- Naukowcy skupiają się na chorobie, a pacjenci skupiają się na dyskryminacji - tłumaczy Blakeley. - Mogą nie mieć zagrażającej życiu postaci choroby, ale każdy kolejny dzień jest dla nich taki, jakby żyli z rakiem. Leaf - podobnie jak i Lancaster - z trudem radzi sobie z reakcjami ludzi. - Kiedy mówię o NF, ludzie nie przyjmują tego do wiadomości – mówi.
W wieku 14 lat przeszła operację usunięcia guza rosnącego w rejonie móżdżku – obszaru mózgu kontrolującego funkcje motoryczne. Nie może prowadzić samochodu ani nawet chodzić po linii prostej, dlatego skazana jest na transport publiczny. Mimo tych trudności, Leaf otrzymała niedawno tytuł magistra nauczania na College of Notre Dame. - Moja matka uczyła mnie, że nie różnię się od innych ludzi i zawsze walczyła, bym była samodzielna – opowiada Leaf.
Wielu pacjentów martwi się ryzykiem przekazania choroby swoim dzieciom. Według Fundacji Guzów Dziecięcych, każde dziecko chorego rodzica ma 50 procent szans na odziedziczenie wadliwego genu. W rodzinie Leaf nie ma przypadków choroby i dotyczy to niemal trzech pokoleń wstecz. Jej matka miała pewne zmiany na twarzy. Lekarze postawili diagnozę u 18-letniej córki i 13-letniego syna Lancaster, kiedy na ich skórze wystąpiły liczne plamy o barwie kawy z mlekiem. - Myślę po prostu, że musimy znaleźć jakiś sposób leczenia tej choroby – mówi Lancaster.
Badania nad NF są prowadzone głównie przez Departament Obrony pod auspicjami Kongresu, który w tym roku zmniejszył wydatki na ten cel z 25 milionów dolarów w 2005 roku do 8 milionów. Badacze i osoby działające na rzecz pacjentów - takie jak John Risner, prezes Fundacji Guzów Dziecięcych – głośno wyrażają swoje zaniepokojenie. - To są dobrze wydawane pieniądze, a w innych programach nie zmniejsza się wydatków – mówi Risner.
Aby zwiększyć świadomość problemu, fundacja w kwietniu planuje zorganizować pierwsze narodowe sympozjum w Waszyngtonie, kiedy to naukowcy, rodzice i członkowie rodzin zbiorą się razem, by dyskutować nad ostatnimi doniesieniami naukowymi.
Obecnie badania nad NF skupiają się na czynnikach wzrostu guza. Naukowcy spekulują, że mogą do nich należeć zaburzenia hormonalne. Lancaster należy do pacjentek, które zaczęły obserwować wzrost guzów w okresie dorastania i ciąży.
Naukowcy dodają, że badania nad NF mogą przynieść nowe dane dotyczące także innych typów guzów, w tym tych złośliwych. Dr Allan Belzberg, chirurg Szpitala Johna Hopkinsa, który prowadzi szerokie prace nad NF mówi, że miał wielu pacjentów, którzy mieli nadzieję na usunięcie innych rodzajów guzów bez naruszenia nerwów.
- Jeśli zrozumiemy tę chorobę, to z całą pewnością przyniesie to korzyści, które pomogą nam także w innych dziedzinach medycyny - uważa Belzberg.
Trwa także kilka badań klinicznych nad lekami, które mogą zatrzymać lub spowolnić wzrost guzów. Opracowanie skutecznych leków może dać pacjentom większą kontrolę nad chorobą. Leczenie mogłoby zmniejszyć ilość potrzebnych operacji i prawdopodobieństwo zezłośliwienia guza.
Lancaster ma nadzieję, że uda jej się wziąć udział w konferencji w Waszyngtonie, gdzie nie będzie musiała się tłumaczyć innym ludziom. Do tego czasu z goryczą rozdaje karteczki.
- Cieszę się, że mogę czegoś nauczyć – mówi. - Jestem jednak zmęczona codziennym tłumaczeniem, co mi jest.

2008-08-19 Euna Lhee