Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: Ciekawe artykuły  (Przeczytany 17023 razy)

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Ciekawe artykuły
« dnia: Październik 22, 2004, 09:34:55 am »
Głuche dziecko na zamówienie

Głuche dziecko na zamówienie

Niektórzy rodzice woleliby, aby ich potomstwo urodziło się... niepełnosprawne. Gotowi są zaprojektować takie dziecko w probówce.

Testy genetyczne zarodków stosowane w przypadku poczęć in vitro wciąż budzą wiele emocji. W końcu nieraz prowadzą one do świadomej aborcji chorego płodu. Niektórzy utożsamiają te metody z czystą eugeniką i przyrównują wręcz do metod selekcji stosowanych przez nazistów. Jednak o wiele bardziej kontrowersyjny wydaje się pomysł, by wykorzystać takie testy z zupełnie odwrotnym zamiarem. Jak podaje najnowszy "Nature", niektórzy głusi rodzice chętnie sięgnęliby po nie, aby mieć gwarancję, że ich potomek również nie będzie słyszał.

Głusi mają głos

Każdy rodzic chce dla swego dziecka jak najlepiej, chce mieć z nim dobry kontakt i rozumieć jego myśli, wybory. By to osiągnąć, trzeba się jakoś porozumieć i żyć w podobnym świecie. Dlatego niektórzy głusi rodzice twierdzą, że woleliby mieć niesłyszące dzieci.

Teraz prócz pragnień są i narzędzia do ich realizacji. Coraz dokładniejsza znajomość ludzkiego genomu pozwala lekarzom na przewidywanie potencjalnych schorzeń, jakie mogą być przekazane potomstwu przez rodziców. Umożliwia też wczesne wykrycie wad rozwojowych, m.in. zespołu Downa, a także głuchoty.

W ponad połowie przypadków brak słuchu ma podłoże genetyczne. W 20 proc. za wadę odpowiada mutacja w genach kodujących białka - koneksynę 26 i 30. Według raportu opublikowanego wiosną tego roku znaczny wzrost małżeństw głuchych par, jaki miał miejsce w XIX w., mógł podwoić częstość występowania tej mutacji w amerykańskim społeczeństwie. W ubiegłym tygodniu naukowcy z Uniwersytetu Harvarda odkryli kolejne białko (TRPA1) niezbędne do prawidłowego słyszenia. - To najważniejsza cząsteczka w uchu, klejnot, który naukowcy od dawna pragnęli odkryć - komentuje jeden z autorów odkrycia Peter Gillespie.

Dwie strategie

Większość mutacji powodujących utratę słuchu jest recesywna. By dziecko było głuche, musiałoby odziedziczyć dwie takie same wadliwe kopie od matki i ojca - inaczej będzie słyszeć. Głusi rodzice pragnący posiadać podobne do siebie dziecko mogą obrać dwie strategie. Mogą poddać się wcześniej testom genetycznym i odpowiednio dobrać partnera. Gdyby się okazało, że DNA rodziców nie gwarantuje głuchego potomka, można by posłużyć się sztucznym zapłodnieniem z wykorzystaniem spermy odpowiedniego dawcy. Po wykonaniu testów i selekcji zarodków matce wszczepiono by tylko te głuche. Według sondażu przeprowadzonego przez Annę Middleton, konsultanta genetycznego z kliniki Addenbrooke's Hospital w Cambridge (Wielka Brytania), 20 proc. głuchych osób podjęłoby się takich testów, by wiedzieć, jakie będzie ich dziecko. Kilku respondentów rozważałoby aborcję na korzyść słyszącego dziecka, a trzy osoby - na korzyść głuchego.

- Trudno orzec, czy opinie respondentów są prawdziwe i czy pokrywałby się z ich zachowaniem w rzeczywistości - podkreśla Middleton. - Głusi świetnie zdają sobie sprawę z tego, że publiczne mówienie o testowaniu swojego przyszłego dziecka pod takim kątem byłoby bardzo ryzykowne. Można by uznać, że celowe skazywanie dziecka na upośledzenie i ograniczone doświadczanie świata dowodzi braku moralności (patrz "W poszukiwaniu głuchego dziecka").

Rodzic nie słyszy, prawo milczy

Poczucie moralności to jedno, a prawo to drugie. Wykonywanie prenatalnych testów genetycznych nie jest odpowiednio usankcjonowane. W Australii zezwala się na nie tylko w celu uniknięcia genetycznych schorzeń dziecka. W Wielkiej Brytanii decyzje tego typu wydaje się indywidualnie dla każdego przypadku, bez specjalnych zasad. Jednakże brytyjska Komisja ds. Genetyki Człowieka przygotowuje obecnie raport mający być podwaliną ustawy regulującej praktyki sztucznego zapłodnienia oraz decyzji podczas nich podejmowanych. "Także w USA nie ma w tym względzie żadnych oficjalnych restrykcji. Wychodzi na to, że ostateczna decyzja należy do genetyka, ginekologa i rodziców" - zwracają uwagę autorzy artykułu w "Nature".

W 2002 r. przeprowadzono ankietę wśród blisko 3 tys. lekarzy z kilku krajów, pytając, czy podjęliby się zastosowania procedur medycznych wykluczających urodzenie słyszącego dziecka. Z sondażu wynika, że nie uczyniłby tego żaden norweski lekarz, ale już jedna trzecia jego kolegów z USA, Włoch czy Izraela - tak.

Prof. Barbara Biesecker z Narodowego Instytutu Badania Ludzkiego Genomu (USA) komentuje: - Wątpię, by większość rodziców zaczęła sięgać po metody pozwalające na projektowanie dziecka. Jednak na pytanie, czy można by kogoś przed tym powstrzymać, dziś odpowiedź brzmi - nie.

I drugi art.

W poszukiwaniu głuchego dziecka

Dwa lata temu opinią publiczną wstrząsnęła para niesłyszących lesbijek, Sharon Duchesneau i Candace McColough. Kobiety zapragnęły mieć dziecko, które też będzie głuche. W tym celu Sharon poddała się zabiegowi sztucznego zapłodnienia; dawcą nasienia został mężczyzna pochodzący z rodziny, gdzie wszyscy od pięciu pokoleń byli głusi (było to niejako specjalne zamówienie - normalnie banki spermy nie przyjmują nasienia od niepełnosprawnych mężczyzn). Urodzony tuż przed Świętem Dziękczynienia Gauvin faktycznie nie słyszał. Opisana przez "Washington Post" historia wywołała lawinę często bardzo wrogich reakcji i komentarzy. Podczas gdy matki mówiły o szczęściu, media rozpisywały się o "ofiarach od urodzenia" i "przekreślaniu szans na normalne życie".
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 03, 2005, 04:32:13 pm »
Wygrać z ciszą, pokonać czas

W Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu nie ma rzeczy niemożliwych. Choć cuda się zdarzają
W Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w podwarszawskich Kajetanach w zeszłym miesiącu przeprowadzono 606 operacji. To prawdziwy rekord.

Cytuj
Magdalena Kądzior jest mamą trzyletniego Patryka. Dwa lata temu wykryto u niego 80-procentowy ubytek słuchu. Nie reagował nawet na głos swojej mamy. Od niedawna ma wszczepiony implant. Część wewnętrzna i zewnętrzna z urządzeniem zasilającym na baterie. To ostatnie jest trochę duże, nie daje się ukryć pod włosami. Ale mama Patryka jest przekonana, że niedługo mądrzy ludzie wymyślą jakieś mniejsze źródło zasilania. Teraz co miesiąc jeździ z synkiem na wizyty kontrolne, żeby ustawić procesor. Już widać pierwsze efekty. – Wcześniej Patryk nosił aparaty słuchowe, dźwięki rozpoznawał nieźle, ale nie mówił w ogóle. A teraz zaczyna wypowiadać pierwsze wyrazy. Mówi „mama”, choć jeszcze nie wie, że to jestem ja. Wie już, że pies robi „hau, hau”. No i oczywiście, co to jest ucho – mówi pani Magdalena. I opowiada, że skierowanie do Kajetan dostała z ośrodka w Krakowie. Termin przyjęcia był za cztery miesiące. Dlatego zdecydowała się na przymusowe wakacje we Włoszech. Patryk odwiedził tam z pięciu specjalistów. Żaden nie zakwalifikował go do wszczepienia implantów. – Na szczęście potem były Kajetany. To dzięki nim Patryk od września idzie do przedszkola. Do grupy integracyjnej, ale ma olbrzymie szanse na to, aby nadrobić zaległości.

więcej>>>
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #2 dnia: Styczeń 04, 2006, 09:53:28 pm »
Bardzo ciekawy artykuł o 3 dziewczynach żyjących w świecie ciszy.

Bariera dźwięku

Karolina tańczy w zespole
Cytuj
Jak to możliwe, że Karolina tańczy w rytm muzyki? Jakim cudem jest lepsza od wielu słyszących baletnic? Koniec próby. Karolina siada przy nas na chwilę. - Muzyka to wibracje - tłumaczy. Czuje je, dzięki czemu odczuwa rytm. A czasem po prostu uczy się kolejnych sekwencji tańca na pamięć.

Monika ściga sie w wyscigach motocyklowych
Cytuj
"Włącz głos" - piszę na kartce, kiedy puszcza mi film z wyścigów motocyklowych. Monika robi głośniej. Ryk silników i głos komentatora. "Poprosiłam, żeby to nagrali, bo byłam ciekawa publiczność, komentarz" - pisze. Komentator mówi tylko o niej. Mimo, że na torze oprócz niewielkiej blondynki ściga się jeszcze kilkunastu facetów.

Lucyna zna kilka językow obcych .Ukończyła surdopedagogikę w Krakowie
Cytuj
- Wtedy zaczęłaś uczyć się języków? - Języki od zawsze mnie interesowały, były dla mnie łatwe. Nie miałam zbyt wiele rozrywek, więc dużo czytałam, uczyłam się. - Ile ich poznałaś? - Angielski - długo myślałam, że większość ludzi zna ten język i to jest naturalne, że można mówić po polsku lub po angielsku. Rosyjski. W liceum niemiecki. Ale też esperanto, włoski i niderlandzki. - Niderlandzki? Po co ci niderlandzki? - Pod koniec podstawówki pojechałam z przyjaciółką do Krakowa. Poszłyśmy do księgarni. Nie miałam pieniędzy, ale strasznie chciałam kupić jakąś książkę. Wybrałam najtańsze: "Mówimy po niderlandzku" i "Esperanto i esperantyści". Tak się zaczęło.

Cytuj
Postscriptum
Nie da się ustalić dokładnej liczby głuchych w Polsce. Osób z głębokim i znacznym uszkodzeniem słuchu jest prawdopodobnie około 45-50 tysięcy, słabosłyszących - 800-900 tysięcy, dane te nie wykazują jednak osób z uszkodzonym słuchem w stopniu lekkim, bo nie są one objęte żadnymi wykazami.

Szacuje się, że gorzej słyszy od 17 do 19 procent dzieci w wieku szkolnym. Tylko co piąte dziecko z tej grupy poddane jest leczeniu i rehabilitacji. W Polsce na tysiąc porodów od trojga do pięciorga dzieci rodzi się z uszkodzonym słuchem. Liczba ta podwaja się w okresie niemowlęcym.

Cały długi artykuł >>>
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #3 dnia: Luty 03, 2006, 06:03:30 pm »
Czy wyprawa na narty pomaga odzyskać słuch?

http://www.niepelnosprawni.info/ledge/x/14902
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Głuchota na życzenie
« Odpowiedź #4 dnia: Marzec 10, 2006, 11:05:59 pm »
Głuchota na życzenie
W Europie co dziesiąty człowiek cierpi na zaburzenia słuchu. Powodem jest nadmiar decybeli, na jaki ludzie wystawiają się dobrowolnie.

Dyskoteki, party, kluby muzyczne, puby - jest wiele miejsc o zbyt dużym natężeniu hałasu, przybywa ich ciągle, dostęp do nich jest łatwy. Odwiedzają je najchętniej i najczęściej ludzie młodzi, dlatego właśnie ich zmysł słuchu narażony jest najbardziej. Niekorzystnie na słuch oddziałuje również korzystanie z przenośnych odtwarzaczy ze słuchawkami.

Z badań przeprowadzonych przez francuski Institut Ad.Hoc Research wynika, że najbardziej eksponowani na hałas są ludzie w wieku 15 - 19 lat (badania zostały przeprowadzone na reprezentatywnej próbie 1000 osób). Wyniki badań zostały przedstawione w Paryżu podczas konferencji z okazji francuskiego narodowego dnia słuchu.Z ankiety przeprowadzonej wśród tej grupy wynika, że 99 proc. osób w wieku 15 - 30 lat zdaje sobie sprawę ze szkodliwego wpływu hałasu na zdrowie. Połowa z nich odczuwała już zaburzenia słuchu po różnego rodzaju koncertach. Ale równocześnie tylko 7,9 proc. stosuje środki zapobiegawcze, udając się do miejsc, w których decybele atakują.

Poziom 85 decybeli jest już niebezpieczny dla słuchu, przy 110 decybelach u niektórych osób występuje uczucie bólu. Niestety, w wielu dyskotekach siła dźwięku ma zastąpić jego jakość. Z danych francuskich i australijskich wynika, że w dyskotekach poziom hałasu sięga często 105, a nawet 110 decybeli.

W Unii Europejskiej od 2008 roku będzie obowiązywał przepis mówiący o tym, że w miejscach, w których rozbrzmiewa muzyka, poziom hałasu nie może przekraczać 70 decybeli.

źródło>>>
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #5 dnia: Kwiecień 26, 2006, 10:44:38 pm »
Ze świata nauki; 2006-04-21 [PAP]

Zjawisko "dzwonienia w uszach" może mieć źródło poza narządem słuchu

Publikacja przedstawia wyniki badań prowadzonych na pacjentach cierpiących na GET (gaze-evoked tinnitus) - nietypową dolegliwość objawiającą się dzwonieniem w uszach, które nasila się, gdy chory patrzy w bok. Schorzenie to często dotyka osoby, które poddane były ingerencji chirurgicznej w obszarze nerwu słuchowego. Badanie tej rzadkiej choroby pozwala lepiej zrozumieć naturę ogólniejszych nieprawidłowości, które powodują szumy uszne.

W trakcie skanowania mózgów pacjentów cierpiących na GET, lekarze odkryli niezgodność stref odpowiadających za wzrok i za słuch. U zdrowego człowieka organy wzrokowe komunikują się z organami słuchowymi, aby zdecydować, który z nich powinien mieć pierwszeństwo w odbiorze danych bodźców. Zwykle przy spoglądaniu w bok aktywność wzrokowa mózgu tłumi bodźce słuchowe.

W przypadku chorych cierpiących na GET tak się nie dzieje. Uczeni sugerują, że właśnie nieprawidłowa komunikacja pomiędzy dwiema strefami mózgu może być istotnym czynnikiem powodującym szumy uszne.

Dzwonienie w uszach dotyka głównie mężczyzn powyżej 65 roku życia. Dolegliwość ta może prowadzić do depresji, zaburzeń snu i stanów lękowych.
zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #6 dnia: Kwiecień 29, 2006, 09:47:28 pm »
Wreszcie usłyszał głos matki

W domu u Marka Gromady (20 l.) w Katowicach słychać dzwonek. Chłopak podskakuje. - Co to? - pyta ze zdziwieniem rodziców.

- Spokojnie synku, to telefon - odpowiada mama. Marek nie słyszał przez 15 lat. Przeszedł operację ucha i uczy się teraz nowych dźwięków.

Marek (20 l.) założył już nowoczesny procesor. Pierwsze co usłyszał, to głos rodziców: - No i jak? - pytali. Chłopak był wniebowzięty! Nie pamiętał, jak mówią. Stracił słuch, kiedy miał 5 lat.

- Marek przez lata nosił aparat, ale niewiele to pomagało. Połowy nie mógł zrozumieć, nie rozróżniał głosów - mówi Adam Gromada (45 l.), ojciec Marka.

W marcu tego roku chłopak przeszedł operację w Międzynarodowym Centrum Słuchu i Mowy w podwarszawskich Kajetanach. "Super Express" towarzyszył Markowi.

Prof. Henryk Skarżyński (52 l.) wszczepił pacjentowi nowoczesny implant ślimakowy i elektrody. Dopiero po miesiącu mógł założyć specjalny procesor i uczyć się nowych dźwięków.

Marek nosi procesor codziennie, ale na razie urządzenie nie może być całkowicie włączone. Marek mógłby doznać szoku.
- Poznaję dźwięki powoli - wyznaje szczęśliwy.

autor: Monika Tutak
Super Express z dnia 29 kwietnia 2006r
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #7 dnia: Maj 12, 2006, 11:36:17 am »
W wątku "Odkrycia naukowe"
Wino może "odmładzać" uszy
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #8 dnia: Czerwiec 24, 2006, 09:59:43 pm »
Komórki ucha wewnętrznego mogą się odnawiać
22.6.Warszawa (PAP) - Wyspecjalizowane komórki ucha wewnętrznego,
dzięki którym słyszymy dźwięki, zachowują zdolność regeneracji -
wykazali naukowcy kalifornijscy.

Badania, które opisuje tygodnik "Nature", mogą zaowocować nowymi
metodami leczenia niektórych rodzajów głuchoty spowodowanej np.
urazem, chorobą, działaniem leków lub starzeniem.

Zdolność słyszenia dźwięków zawdzięczamy komórkom rzęsatym w uchu
wewnętrznym. Są one bardzo delikatne i podatne na uszkodzenie pod
wpływem wielu czynników, jak uraz, choroba, różne leki oraz
czynniki związane ze starzeniem się.  

Niestety, u ludzi i reszty ssaków komórki rzęsate nie odnawiają
się, dlatego ich uszkodzenie prowadzi do pogorszenia lub utraty
słuchu. Inaczej jest u innych kręgowców, np. ptaków, u których
utracone komórki rzęsate są zastępowane nowymi, wywodzącymi się z
tzw. komórek podporowych.

Dotychczas naukowcy nie mieli pewności, czy niezdolność
regeneracji komórek rzęsatych u ssaków wynika z tego, że komórki
podporowe nie potrafią się dzielić, czy dlatego, że sygnały
pobudzające je do podziałów są zablokowane lub w ogóle nieobecne.

Teraz naukowcy z House Ear Institute w Los Angeles dostarczyli
dowodów na prawdziwość tej drugiej hipotezy.

Okazało się, że komórki podporowe pobrane z ucha wewnętrznego
noworodków mysich mogą dzielić się w hodowli i przekształcać w
komórki rzęsate. Jednak aby do tego doszło, muszą wyłączyć gen o
skrótowej nazwie p27Kip1. Koduje on białko będące inhibitorem
kinaz cyklinozależnych.

U myszy, które ledwo co przyszły na świat, gen p27Kip1 jest
nieaktywny i dlatego komórki podporowe mogą odnawiać populację
komórek rzęsatych. Ale w miarę starzenia się, komórki podporowe
tracą zdolność wyciszania p27Kip1, a zarazem zdolność do
podziałów. Dlatego już u myszy w wieku 2 tygodni komórki rzęsate
nie regenerują.

Zdaniem badaczy, dowodzi to, że gen p27Kip1 blokuje proces
regeneracji komórek rzęsatych u ssaków.

"Wyniki naszych badań sugerują, że leki wyciszające gen p27Kip1
mogłyby w przyszłości pomóc w leczeniu różnych postaci głuchoty u
ludzi, np. spowodowanej chorobą, stosowaniem leków, urazem czy
starzeniem się" - komentują naukowcy.

Jak przypominają, obecnie nie ma metod pobudzających regenerację
komórek rzęsatych, stąd brak możliwości leczenia utraty słuchu
związanej z ich uszkodzeniem. "Nasze badania wprawdzie nie znajdą
bezpośredniego zastosowania w leczeniu głuchoty, ale wskazują,
jakie przeszkody musimy pokonać, by było to możliwe" - konkludują
autorzy pracy. (PAP)

PAP 22.06.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #9 dnia: Listopad 29, 2006, 10:15:33 pm »
Jak porozumieć się z osobą niesłyszącą?

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/17138;jsessionid=78C8D4878EBE5F8A60E0461C3B0B36BD.tomcat

Osobom niesłyszącym lub niedosłyszącym trudność sprawia komunikacja werbalna, czyli słowna. Wymaga bowiem od nich koncentracji na odczytywaniu słów z ust mówiącego, na obserwacji gestykulacji, mimiki, a także na odbiorze z otoczenia wszystkich znaków, które mogą być nośnikiem informacji.
Cytuj
Jeśli u osoby niesłyszącej naturalny rozwój mowy nie jest możliwy, to musi wypracować go mechanicznie. Często taka wymowa staje się niezrozumiała, bo słuch nie kontroluje artykułowanych dźwięków. Z kolei niedosłyszący odbierają dźwięki w sposób ograniczony, zniekształcony lub z pewnym opóźnieniem. Właśnie z tych powodów osoby z dysfunkcjami narządu słuchu czują się często wyobcowane i samotne. A ponieważ niewiele osób słyszących zna język migowy, tym bardziej powinny one zwrócić uwagę na swoje zachowanie i postawy komunikacyjne wobec niedosłyszącego lub niesłyszącego rozmówcy
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #10 dnia: Sierpień 17, 2007, 02:02:42 pm »
Telefon dla niesłyszących


Dzięki prostemu urządzeniu osoby z uszkodzeniem słuchu mogą normalnie rozmawiać przez telefon. Aparat przyda się też zdrowym pracującym w hałaśliwym środowisku

Pierwszy na świecie telefon stacjonarny wykorzystujący przewodnictwo kostne zaprezentował właśnie Panasonic. Sprzęt przeznaczony jest dla osób z tzw. niedosłuchem przewodzeniowym, czyli z uszkodzeniem części ucha biorących udział w mechanicznym przetwarzaniu fali dźwiękowej. U takich ludzi sygnały nie docierają do ucha wewnętrznego - najczęściej spowodowane jest to uszkodzeniem (po urazie lub chorobie) błony bębenkowej lub kosteczek słuchowych.

Dotąd osoby takie musiały korzystać z aparatów słuchowych oraz specjalnych przystawek umożliwiających rozmowy przez telefon. W ostateczności do komunikacji na odległość pozostawały wiadomości tekstowe.

Ale uszkodzone elementy ucha można ominąć. Nowy telefon Panasonica (KX-TG7170PDS) wyposażony jest w wibrator przewodnictwa kostnego, który przekazuje sygnały przez kości czaszki bezpośrednio do ucha wewnętrznego. Użytkownik - zamiast do małżowiny usznej -przykłada słuchawkę do kości policzka. Urządzenie wibrujące znajduje się w miejscu, gdzie zwykle jest głośnik.

Z telefonu mogą też korzystać osoby słyszące - przyda się on w miejscach o dużym natężeniu hałasu. System przewodnictwa kostnego nie sprawdzi się jednak uosób niesłyszących, u których występuje uszkodzenie ślimaka lub nerwu słuchowego.

Bezprzewodowy telefon Panasonica w standardzie DECT kosztuje 649zł.


Innym, starszym rozwiązaniem dla osób niesłyszących, które chcą korzystać z telefonu, jest tekstofon,czyli poręczne połączenie klawiatury i ekranu. To urządzenie znane jest od dawna. Rolę tekstofonu może też pełnić telefon komórkowy albo komputer. Uczestnicy rozmowy wysyłają do siebie komunikaty tekstowe. Na bazie tekstofonów powstał w Wielkiej Brytanii bardzo ciekawy serwis dla niesłyszących, który nazywa się Typetalk.

Osoba źle słysząca korzystająca z serwisu Typetalk odbiera komunikaty pisane dużymi literami na ekranie. Ale wysyła je nie stukając w klawiaturę, lecz po prostu mówiąc własnym głosem. Połączenie odbywa się przez operatora, który tłumaczy komunikaty głosowe na tekstowe. Takie rozwiązanie, zdaniem Brytyjczyków, jest optymalne, bo ludzie, którzy źle słyszą, to często osoby starsze, które nie potrafią sprawnie używać klawiatury komputera.

W Wielkiej Brytanii dostępny jest też drugi podobny serwis - WebCapTel. W nim również kluczową rolę odgrywa operator, ale nie przepisuje on na komputerze tego, co słyszał w słuchawce, lecz powtarza niczym echo. Program komputerowy dostrojony do głosu operatora analizuje dźwięki i rozpoznaje wypowiedziane słowa. Wysyła je w formie tekstowej do drugiego rozmówcy i konwersacja, choć z pewnym poślizgiem, się toczy.


rzeczpospolita
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #11 dnia: Wrzesień 05, 2007, 09:53:18 am »
Piękność ciszy

Niepełnosprawność nie musi być przeszkodą w spełnieniu marzeń


Top-modelka Brenda Costa nie słyszy, ale defiluje po wybiegu w rytm muzyki, bo odbiera wibracje. Słowne wskazówki fotografów są jej niepotrzebne, bo rozwinęła szósty zmysł: intuicję.

Brenda Costa: Mam 24 lata. Urodziłam się w Rio de Janeiro. Mieszkam równocześnie w Rio, Paryżu i Nowym Jorku. Jestem top-modelką, czyli zaliczam się do dwudziestu najlepszych modelek świata.

La Vanguardia: Nie słyszy pani od urodzenia?

Tak. Mój ojciec jest lekarzem i dość szybko się zorientował.

Porusza się pani po wybiegu nie słysząc muzyki?

Odczuwam wibracje i odróżniam najniższe dźwięki: w ten sposób potrafię zachować rytm. Uwielbiam tańczyć sambę – według wibracji.

Czy cokolwiek pani słyszy?

Niektóre bardzo niskie dźwięki.

A co najbardziej chciałaby pani usłyszeć?

Szmer płynącej rzeki.

Jak porozumiewa się pani ze swoimi koleżankami?

Potrafię czytać z warg, jeżeli mówią powoli.

Od jakiego wieku chciała pani zostać modelką?

Odkąd miałam pięć lat.

To bardzo wcześnie.

Moja matka pracowała w przedsiębiorstwach związanych z modą, w domu zawsze było mnóstwo magazynów i żurnali... Uwielbiałam je oglądać!

A co na to mówili pani rodzice?

Dzięki nim byłam normalną dziewczynką. Nie zamknęli mnie w ośrodku dla głuchoniemych. Uparli się, żeby, poszła do zwykłej szkoły

Jak sobie pani tam radziła?

Miałam w uchu aparat, a rodzice zatrudnili dziewczynę, która za moimi plecami powtarzała mi wprost do ucha to, co mówili nauczyciele.

Czy ma pani teraz aparat? Nie widzę...

Nie, bo w nocy włamali mi się do samochodu i ukradli torbę, a aparat był w środku. Kosztuje 20 tysięcy euro!

W jakim momencie życia najbardziej odczuła pani, że jest niepełnosprawna?

Chyba w szkole. Jednemu dzieciakowi, który się ze mnie okropnie wyśmiewał, musiałam zabrać okulary i nastraszyć, że ich nie oddam, jeżeli nie przestanie. Zrozumiał i zostawił mnie w spokoju.

A na studiach?

Zawsze byłam bardzo niespokojna, miałam mnóstwo energii, dużo się ruszałam i trudno było mi się skupić. Studia były nie dla mnie. Chciałam pozować i wychodzić na wybieg.

Czy pani kariera wyglądałaby inaczej, gdyby nie była pani głucha?

Nie sądzę. Na początku moi agenci nikomu nie mówili, że jestem głucha. Pracodawcy zdawali sobie z tego sprawę dopiero, kiedy mnie już zatrudnili i fotograf zaczynał coś do mnie mówić.

Jak porozumiewa się pani z fotografami?

Wszyscy mówią, że ze mną pracuje się łatwiej niż z większością modelek.

Dlaczego?

Mam bardzo dobrą intuicję i prawie nie potrzebuję słów, by w każdej chwili zrozumieć, czego ode mnie chcą. Czytam w ich myślach.

A teraz czyta pani w moich?

Nie. Może pan być zupełnie spokojny...

To nietrudne. Na pewno każdy mężczyzna, który na panią spojrzy, pomyśli, że jest pani bardzo piękna.

Ha, ha, ha…

Czy to, że pani nie słyszy, skomplikowało pani związki?

Och nie! Sama je sobie komplikuję. Mam do tego wybitny talent. Miałam trzech partnerów.

A jak wyglądają pani kłótnie?

Mówią, że mój wzrok potrafi być okropny. To prawda. Potrafię spojrzeć, jakbym miała w oczach pistolety... Mój tata nazywał to "czarnym spojrzeniem"... Poza tym sam pan słyszy, że chociaż jestem głucha, to nie niema! Potrafię krzyczeć. Nauczyłam się jako dziewczynka. Mam problem ze spółgłoskami, nie z samogłoskami.(...)

Założy pani kiedyś rodzinę?

Chciałabym. I chciałabym mieć dzieci. Moja głuchota nie jest chorobą genetyczną, więc nie odziedziczyłyby jej po mnie. (...)

Czy kiedykolwiek czuła się pani dyskryminowana zawodowo z powodu głuchoty?

Nie. Sądzę, że wszystko potoczyłoby się tak samo, gdybym nie była głucha.

Prasa ochrzciła panią Pięknością Ciszy. Przeszkadza to pani?

Nie. To ładne. Podoba mi się, tak samo jak pustynie.
Które też są królestwem ciszy.
Czuję ich siłę. Ich ogrom robi na mnie wielkie wrażenie.

Które zmysły rozwinęła pani bardziej, by zrównoważyć brak słuchu?

Sądzę, że wszystkie. A przede wszystkim – szósty zmysł.

Na czym on polega?

Na intuicji. Wiem nawet, co się o mnie mówi pod moją nieobecność. Zupełnie jakbym była podłączona do fal innej częstotliwości...

Jaki komplement najbardziej się pani spodobał?

Że jestem bardzo naturalna. Mówią mi też, że moja skóra świeci własnym światłem. I że jestem bardzo fotogeniczna.

Co poradziłaby pani osobom, które tak jak pani nie słyszą?

Żeby nie zamykały się w swoim świecie, w świecie głuchych. Wszyscy potrafią osiągnąć to, czego pragną. Siła jest w każdym człowieku. Niech walczą o to, czego pragną, niech podążają za swoimi marzeniami – cierpliwie i z uporem.

O czym pani marzy?

Aby więcej inwestowano w badania nad niedosłyszeniem, a mniej w zbrojenia. W ten sposób można będzie odkryć metody chwytania dźwięków i przekazywania ich wprost do mózgu bez pośrednictwa ucha.

A jaka pani będzie za, powiedzmy, dwadzieścia lat?

Taka, jak teraz. Będę cieszyć się życiem. I codziennie będę chodzić na plażę – to jest życie!


źródło: La Vanguardia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #12 dnia: Wrzesień 10, 2007, 08:05:30 pm »
Aparat słuchowy nie wystarczy, by usłyszeć życie

Urszula Agata Marczewska

Całkiem nieźle radzę sobie sama. Chciałabym jednak, by zwrócono uwagę na młodych ludzi, dotkniętych tym samym problemem co ja - mówi Joanna, cierpiąca od ponad dwudziestu lat na poważny niedosłuch.

Joanna ma 47 lat, mieszka w Lubartowie w województwie lubelskim. Jej problemy ze słuchem zaczęły się wiele lat temu, w okresie stanu wojennego. Dziś cierpi na poważny niedosłuch. W gronie jej znajomych tylko niektórzy wiedzą o aparatach słuchowych, ukrytych dyskretnie za każdym z uszu. To dzięki nim Joanna utrzymuje kontakt z otoczeniem. Aktywna, pracująca we własnej firmie, szczęśliwa mężatka oraz matka dwójki dzieci nie wygląda na głuchą. Chociaż wygrała batalię o normalność, jej wojna nie należała do łatwych.

- Z wykształcenia jestem polonistką, nauczycielką - opowiada. - Szybko zrozumiałam, że nie będę mogła pracować w swoim zawodzie. A ja chciałam być samodzielna! To dlatego zdecydowałam się na przekwalifikowanie. To był jedyny sposób na samodzielność.

Kontakt z Polskim Związkiem Głuchych tylko przez telefon

Joanna ma drugą grupę inwalidzką. W jej orzeczeniu lekarskim czytamy: "Nieodwracalne uszkodzenie nerwów słuchowych. Stwierdzono głęboki niedosłuch w paśmie mowy 100-110 db na granicy z głuchotą. Niedosłuch nieodwracalny".
- Poszłam z tym orzeczeniem do ZUS - wspomina Joanna. - Musiałam stanąć na komisji lekarskiej. Kazano mi np. zamknąć oczy i trafić palcem do czoła. Żadnych badań związanych ze słuchem. Opinia, którą mi wystawiono, stwierdzała, że jestem zdolna do pracy. W związku z tym na rentę liczyć nie mogłam.

Próbowała również skorzystać z pomocy lubelskiego oddziału Polskiego Związku Głuchych. - Ale oni nie mają adresu email, głuchy może z nimi porozmawiać tylko przez telefon! – śmieje się.

Regina Blacharska, sekretarz oddziału lubelskiego PZG przyznaje w rozmowie z autorką Wiadomości24.pl:
- No tak, tylko niektóre z naszych oddziałów mają adresy email. W pozostałych przypadkach pozostaje kontakt telefoniczny.

Aparat słuchowy to nie okulary

W swojej firmie Joanna czuje się jak ryba w wodzie. Używa telefonu, prowadzi rozmowy z klientami. Jednak to nie jest takie proste.
- Ludzie sądzą, że aparat słuchowy działa jak okulary: włożysz je i po problemie. Tymczasem aparat ściąga do siebie wszystkie dźwięki, nie tylko te bliskie. Na początku trzeba nauczyć się wyłapywania tylko właściwych, ale nigdy nie uda się to do końca. Kiedy chcesz z kimś porozmawiać w głośnym towarzystwie, jest to niezwykle trudne. Niedosłyszący zawsze wspomaga się czytaniem z ruchu warg, ale ta metoda zdaje egzamin tylko w przypadku rozmowy z jedną osobą – tłumaczy Joanna.
– Inny przykład: kiedy oglądam telewizję, a mój syn w innym pokoju słucha muzyki, muszę zamykać sobie drzwi - nawet kiedy muzyka leci cicho. Ale najgorzej jest poza domem, np. w biurze, gdzie jest drukarka, szumi komputer, a do tego przychodzą interesanci, z którymi trzeba rozmawiać. Musiałam postawić ściankę dźwiękoszczelną, która oddziela mnie od pozostałej części biura. Teraz do pomieszczenia, w którym pracuję nie docierają żadne dźwięki z zewnątrz i mogę swobodnie rozmawiać z klientami.

Pętla indukcyjna zamiast pilota

Pewnych rozwiązań dostarczają również możliwości techniczne aparatów.
– Nowoczesne aparaty słuchowe mają kilka programów, dostosowanych do różnych warunków, takich jak rozmowa w hałasie, oglądanie telewizji czy rozmowa telefoniczna - tłumaczy mi Joanna. - Program wybiera się jednak w aparacie. Ktoś dzwoni, ja chcę szybko odebrać, więc muszę błyskawicznie przełączyć się na inny program. To niewygodne i niezręczne – ciągnie. – Co prawda jest coś takiego jak pilot do aparatu, na przykład w formie breloczka, ale to koszt co najmniej 900 zł.

Joanna rozwiązuje problem telefonów w inny sposób. Na szyi zawiesza tzw. pętlę indukcyjną, która umożliwia przenoszenie dźwięku z telefonu bezpośrednio do aparatu słuchowego. To wygodne, ale zdobycie pętli nie jest proste.
- Kontaktowałam się z przedstawicielem sieci komórkowej, w której mam telefon od ponad siedmiu lat. W ogóle nie byli zainteresowani. Kazali mi dowiadywać się indywidualnie w salonie producenta, bo oni w ogóle nie wiedzieli, o czym mowa. Kiedy poszłam do konkurencji, wszystko załatwili w ciągu tygodnia. Wadą pętli indukcyjnej może być jednak cena - około 350 zł.

NFZ nie refunduje takich urządzeń

To tylko jedno z urządzeń, które może pomóc osobie słabosłyszącej odnaleźć się w świecie osobistym i zawodowym. Do pozostałych należy m.in. specjalny aparat stacjonarny. To koszt 300 zł.
- W domu mam specjalny telefon, przez który bardzo głośno wszystko słychać - mówi Joanna. - W pracy nie mogłabym go jednak używać – wszyscy wokół słyszeliby mojego rozmówcę.

Postanowiłam porozmawiać na ten temat z przedstawicielami Narodowego Funduszu Zdrowia. – Zgodnie z rozporządzeniem refundacji podlegają aparaty słuchowe oraz wkładki uszne wykonane indywidualnie - powiedział Łukasz Semeniuk, rzecznik prasowy lubelskiego oddziału NFZ. - Dotyczy to wad słuchu uniemożliwiających normalne funkcjonowanie. W przypadku osób czynnych zawodowo refundujemy aparaty na dwoje uszu. Niestety, jeśli chodzi o urządzenia, o których pani mówi, jak np. piloty do aparatów, to one refundacji nie podlegają.

Joanna poprosiła, bym nie podawała jej nazwiska w tekście, pozostawiła je do wiadomości redakcji.
- Nie mówię o tym wszystkim po to, by ktoś mi pomógł. Ja sobie całkiem nieźle radzę sama. Chciałabym jednak, by zwrócono uwagę na młodych ludzi, dotkniętych tym samym problemem. Wielu z nich marzy o rozpoczęciu normalnego życia zawodowego, a nie zawsze mają tę możliwość.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #13 dnia: Październik 05, 2007, 07:26:29 am »
Brenda Costa - piękność ciszy

Jej życie nie jest jedną z tych bajek o spełnianiu marzeń, w której piękna dziewczyna osiąga sukces i zostaje top-modelką. To historia walki, pokonywania barier i wytrwałości w dążeniu do celu. Co w tym dziwnego, że Brenda Costa jest uważana za jedną z najlepszych modelek świata? Może to, że od urodzenia jest niesłysząca

Urodziła się 8 października 1982 roku w Rio de Janerio i już od dzieciństwa wiedziała, co chce robić. Jej mama pracowała w branży związanej z modą i przynosiła do domu liczne magazyny oraz żurnale. Przeglądając je, Brenda wyobrażała sobie siebie w roli modelki. Jednak, jak to często bywa, początek był kompletnym przypadkiem. Została odkryta na plaży w Rio, gdy miała 16 lat. Zaproponowano jej próbną sesję zdjęciową, ale została odrzucona przez swoją "ułomność". Dyrektor agencji zmienił jednak zdanie, gdy udowodniła, że brak słuchu nie jest przeszkodą w wykonywaniu zawodu modelki.

Na początku kariery ukrywano, że jest niesłysząca. Fotograficy orientowali się dopiero, gdy podczas sesji zaczynali do niej mówić. Mimo to nie przeszkadzało im to w pracy, a wręcz przeciwnie, bardzo często pracowało się im z nią lepiej, niż z innymi modelkami, ponieważ Brenda intuicyjnie wyczuwa, jak ma się ustawić. Dzięki temu, że chodziła do normalnej szkoły porozumiewa się poprzez gesty i język ciała, a nie językiem migowym. Godne podziwu jest to, że potrafi czytać z warg i to w trzech językach: portugalskim, angielskim i francuskim.

Po debiucie w Rio de Janeiro szybko zaczęła dostawać propozycje pracy. Sukces przyniósł jej świat reklamy. Wystąpiła w kampaniach takich firm jak: Mango, L'Oreal, Bourjois, Shalimar de Guerlain, Calzedonia, Cortefiel, Sergio Rossi i Wolford. Jej zdjęcia pojawiły się w licznych czasopismach m.in. Cosmopolitan, Elle. Nikogo zapewne nie dziwi, że osoba niesłysząca bierze udział w sesjach zdjęciowych. Zaskoczeniem może być to, że pracuje również na pokazach mody. Odczuwa wibracje, odróżnia najniższe dźwięki i dzięki temu potrafi zachować rytm oraz defilować po wybiegu. Pojawiała się na wybiegach u takich marek jak: Andres Sardá, Jorge Gomez, Juanjo Oliva, Mango, Pronovias, Phard, czy José Luis Novias.

Prasa okrzyknęła ją "pięknością ciszy" i tak została zatytułowana jej biograficzna książka ("Bela do Silencio"), którą wydano na początku 2006 roku. Opisała w niej swoje doświadczenia w świecie mody oraz pokonywanie barier w komunikacji. "Możemy osiągać swoje marzenia, musimy tylko być silni" - twierdzi modelka i chce pokazać, że tacy, jak ona, także mogą żyć normalnie nie zamykając się w świecie niesłyszących. Brenda od samego początku nie chciała zaakceptować barier, ani swoich - zdrowotnych, ani tych, niepisanych, które ograniczały osobom z upośledzeniami pracę w modelingu. Pokonała kompleksy i teraz mówi: "Na początku czułam pewien rodzaj uprzedzenia ze strony producentów, czy innych modelek, ponieważ jestem głucha od urodzenia. Jednak, gdy czas minął, ustaliłam własne standardy w świecie mody i teraz jestem witana, gdziekolwiek pojadę." Wiele osób naciskało na nią, by zrezygnowała z kariery modelki. Gdy pojechała do Nowego Jorku na drzwiach swojego pokoju w mieszkaniu modelek znalazła kartkę z napisem: "wracaj do domu", ale nie dała za wygraną.

Ta piękna Brazylijka, tak jak jej rodaczki Gisele Bundchen, czy Adriana Lima zrobiła międzynarodową karierę. Dotarła na szczyty w swojej profesji. Patrząc na nią, nie ma się co dziwić, że jest uważana za jedną z najpiękniejszych modelek świata. A gdy się wie, że Brendra trwa w swojej ciszy, historia ta nabiera zupełnie innych barw i zaczyna się podziwiać wysiłek, jaki włożyła w osiąganie marzeń.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #14 dnia: Październik 08, 2007, 03:18:30 pm »
Moniki wyścig z ciszą


Niesłysząca od urodzenia 22-letnia Monika Jaworska, zwana Katanką, z powodzeniem rywalizuje z mężczyznami na motorowych torach wyścigowych. Jednocześnie walczy na innej bieżni. Chce mówić jak zdrowi.


Jak najlepiej ułatwić życie osobom głuchym? Jedni twierdzą: uczyć ich słuchać i mówić, choćby niepoprawnie. Drudzy są zwolennikami rozwijania przez społeczność niesłyszących własnego języka i kultury.

– Ja nie potrzebuję język migać – oświadcza Monika stanowczo. – Bo mogę stracić mówienie. Chce być słyszalna. Wyraźna. Miganie oznacza dla niej zamknięcie się w mniejszości językowej. Chce należeć do słyszącej większości. Na torze wyścigowym też przedziera się do większości. Z prędkością 280 km na godzinę.

„Proszę, nie pisz słowo głuchoniema, lecz najlepiej pisz niesłysząca” – upomina już podczas pierwszej rozmowy, prowadzonej jeszcze na internetowym Gadu-Gadu. Ona nie słyszy, ale nie jest niemową!

Na propozycję spotkania w realu zgadza się od razu. I przestrzega: „Na początku zawsze pisać w kartku. Najpierw jak poznać Ciebie nową, to niestety trudniej czytam z Tobą jak mówisz z ust. Ja mówię do Ciebie, też nie rozumiesz. Nie jestem doskonały mówić, ale słaba. Ale później będzie lepiej”.

I jeszcze proponuje: „A nie chcesz moja najlepsza przyjaciółka Agata? Ona też jest niesłysząca, ale bardzo ładnie mówić, jak słysząca”.

Rozmowa jest przeplatanką partii mówionych i pisanych. Dziewczyny uważnie obserwują rozmówców, coraz lepiej odczytują słowa z ruchu ust. Agata często jest tłumaczką Moniki. Wyraźnie i starannie powtarza to, co wcześniej mówiła koleżanka. Rzeczywiście, mówi jak słysząca. Ogłuchła, kiedy miała pięć lat. Agata potrafi nawet „usłyszeć”, z jaką siłą głosu wypowiada się Monika. – Nie krzycz – napomina koleżankę, gdy ta, ogarnięta ferworem opowiadania, zaczyna coraz bardziej podnosić głos.

Niesłysząca Monika jest straszną gadułą. Z najdrobniejszymi szczegółami – na przemian pisząc w zeszycie i mówiąc – opowiada o ważnych zdarzeniach ze swojego życia. Śmieje się, że chcemy wiedzieć wszystko od razu, zbyt szybko. Co to jest motor? – pytamy w zeszycie. – Silnik – odpowiada. Co to jest silnik? – Serce. A ja mam benzynę we krwi. Która drożeje!

Pojazdy motorowe zafascynowały ją jeszcze w dzieciństwie. Chyba wtedy, gdy ojciec odwoził ją do przedszkola na motorowerze marki Simpson. Stopniowo przesiadała się na pojazdy o coraz większej prędkości: gokarty, sportowe motorowery, motory i samochody w końcu. Prawo jazdy zdobyła w wieku 17 lat. Niesamowity wyczyn jak na osobę niesłyszącą, która oprócz zdania egzaminu musi przebrnąć przez wiele skomplikowanych testów. Jej pierwszym w życiu szybkim jednośladem był usportowiony motorower Suzuki AY50 Katana. Stąd wziął się pseudonim Moniki.

Od 2004 r. ściga się na poważnie. Brała udział w wyścigach o Puchar Hondy 125 CBR CUP. Zajęła trzecie miejsce. W 2005 r. startowała z zespołem PolandPosition na motocyklu Suzuki GSX-R600, w wyścigach kategorii Supersport 600, o mistrzostwo Polski. Zakończyła sezon na IV miejscu w swojej klasie. Zdobyła również tytuł najlepszego debiutanta roku.

Monika i Agata porozumiewają się mówiąc do siebie. Tylko trochę poruszają rękoma, tak jak robią to czasem słyszący, dla podkreślenia wagi wypowiadanych słów. Czy życie z językiem migowym nie byłoby znośniejsze? „Mam sporo koleżanka i kolega niesłyszący, właśnie tak pytałam jak Ty. Oni też nie interesuje język migać, ale musi – tylko słabo. Woli mówić niż język migać”.

Widok „migających” ludzi na ulicy uważa za nieprzyjemny. Stara porozumiewać się z urzędnikami, sprzedawcami. „By dotrzeć do słyszących, trzeba mówić” – zapisuje w zeszycie.

Czasem nawet mówienie Monice nie wystarcza. Kiedyś próbowała wysłać kupon Dużego Lotka. Podeszła do kolektury loterii. – Facet udawał, że mnie nie widzi. Mówiłam do niego – pokazuje, jak sprzedawca trzymał ręce założone na piersi z wzrokiem obojętnie skierowanym w drugą stronę. – Kazał mi mówić po polsku. Byłam wkurzona.

Kto ją zmobilizował do tego, żeby mówiła? Monika kręci głową. Trzeba zapisać pytanie w zeszycie. Monika wskazuje czasownik „zmobilizował”: – Za trudny. Zachęcił, namówił. – Tata. Rysował różne obrazki i uczył córkę układać usta odpowiednio do wypowiadanych słów. W ten sposób Monika stworzyła w swojej głowie ogród słów, który musi pielęgnować każdego dnia. Wie, że raz zapomniane słowo może stracić bezpowrotnie. Monika podkreśla „zmobilizował”. Prowadzi długą kreskę na niezapisany jeszcze kawałek kartki. Przyznaje, że czytanie czasami ją męczy: – A jeśli nie znam hasło, to wyjaśnić w słowniku. Sięga po niego bardzo często. – Długie zdania to nie umiem. Powiem, a ja pisać sama jest słaba.

Popełnia sporo błędów gramatycznych i stylistycznych. – Byłam niegrzeczna w liceum – wyznaje. Rodzice uznali, że Monika powinna pójść do normalnej szkoły, dla słyszących. Nie nadążała za resztą klasy z przyswajaniem materiału. – Bo chciałam więcej wiedza, ale nie udało. Byłam nerwowa i nie chciałam odrobić zadanie i nauka.

Czy Monika – która świadomie zrezygnowała z języka migowego, a jednocześnie ma problemy z opanowaniem mówionego i pisanego języka polskiego – ma wystarczający zasób słów, żeby nawiązać kontakt z inną osobą?

Zdaniem prof. Jadwigi Cieszyńskiej z Akademii Pedagogicznej w Krakowie, kierownika pracowni logopedycznej, Monika nie ma wystarczających związków ani ze światem ludzi słyszących, ani ze światem ludzi głuchych. – Nie potrafi się porozumieć z jednymi i z drugimi. Jest w stanie zawieszenia. I może dlatego zajęła się ekstremalnymi sportami. W jednym przyznaje Monice rację: głuchy nie może ograniczać się tylko do migania, bo w tym społeczeństwie nie przeżyje.

Czy brak kontaktu ze słowem, ze światem ludzi słyszących, nie jest najcięższym rodzajem kalectwa? – Tak. Niewiele osób to dostrzega. To język kształtuje nasz świat. Nasze relacje ze społeczeństwem. Jesteśmy ludźmi tylko dzięki słowom. Brak słów uniemożliwia nazwanie świata. Czyli jego zrozumienie – prof. Cieszyńska streszcza podstawowe założenia oralistów, którzy chcą uczyć niesłyszących mówienia, by lepiej funkcjonowali w społeczeństwie. Ona sama uważa się zresztą za niepoprawną oralistkę. W jej przychodni niesłyszące dzieci zaczynają się uczyć mówienia już w najmłodszym wieku.

Z prof. Cieszyńską nie zgadza się prof. Marek Świdziński z Instytutu Języka Polskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Dla niego braki w opanowaniu języka przez Monikę dowodzą, że powinna poznać język dla siebie naturalny – migowy. – Głusi nie są w stanie nauczyć się naszego języka, bo go nie słyszą. Głusi to nie inwalidzi, tylko mniejszość językowa, podobnie jak żyjący wśród nas Litwini, Wietnamczycy czy Romowie – uważa Świdziński. Uznaje metody oralistów za gwałt na niesłyszących, porównywalny z wynaradawianiem mniejszości tubylczych w Australii czy Kanadzie. – Głuchy ma święte prawo do własnego języka i własnej kultury. Jest źle i będzie źle tak długo, jak długo świat ciszy będą urządzać po swojemu słyszący, którzy – w najlepszej zresztą wierze  zakładają, że wiedzą lepiej niż głusi.

Czy bardzo się różnimy, słyszący i niesłyszący? Monika Katanka Jaworska uważa, że jesteśmy tacy sami. Ona marzy teraz o własnym mieszkaniu, o usamodzielnieniu się. Wie, że to będzie bardzo trudne. Chociażby motor, na którym się ściga – kupiła go z pomocą rodziców – kosztuje tyle, ile niezłej klasy samochód. Do tego dochodzi pokrywanie kosztów wyjazdów na zawody.

Swoją przyszłość wiąże nie tylko ze sportem. Razem z Agatą zapisały się na kurs fototechniki. Organizatorzy kursu nie przewidywali, że w zajęciach będą brały udział osoby niesłyszące. To nie zniechęciło dziewczyn, chociaż Monika przyznaje, że ich obecność na wykładach nie ma często sensu, „bo siedze cicho i milcze jak grób”.

Mama Moniki prowadzi aptekę. Monika mówi, to znaczy pisze: „Zastanawiam się, że mam szukać do pracy. Moja mama miała propozycja dla mnie. Mówiła ze nas można pracuje to tylko pomocnik np. komputer, zamówienia przez Internet, recepta. Mogę spróbować, ale jestem za młoda – tak mama mówiła”.

Dziś nie idzie na zajęcia fototechniczne. – Zima jest zla, wole wiosna. Naprawdę tak trudno na zimę. Jestem chandrę – z powodu pogody. Czeka na wiosnę, na to, aż obeschną tory wyścigowe. Tam czuje się najlepiej.

Czy słyszy swój motor? Tak, dzięki wibracjom, które go ogarniają, gdy wchodzi na coraz wyższe obroty. Wibracjom, które przepływają również przez jej ciało.

Marta Poznańska, Jarosław Armatys
Polityka - nr 8 (2543) z dnia 25-02-2006

Offline aga.rk

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 171
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 18, 2007, 02:08:47 pm »
Kilka miesięcy temu napisałam reportaż, który ostatnio został opublikowany w Gościu Niedzielnym. Jestem ciekawa jakie są Wasze - rodziców dzieci niepełnosprawnych - odczucia dotyczące poruszanej w nim problematyki. Z internetowych dyskusji wiem, że wiekszość niedosłyszących zgadza się z tym, co opowiedzieli Gosia i Paweł, ale jestem bardzo ciekawa Waszego zdania.

Między ciszą a dźwiękiem

Balansują na granicy świata ciszy i świata dźwięków. Ani jeden, ani drugi nie jest dla nich w pełni otwarty. Słabosłyszący – bo o nich mowa – ciągle szukają swojego miejsca na ziemi.

Paweł
Z Pawłem, 28-letnim studentem informatyki, spotykam się w kawiarni. W lokalu jest gwarno, jak zwykle w niedzielę – sporo ludzi, do tego muzyka grająca w tle. To chyba nie był dobry pomysł – myślę, spoglądając z niepokojem na aparaty słuchowe Pawła. Bo jak w tych warunkach porozmawiać z osobą słabosłyszącą? – Spokojnie, nie będzie żadnego problemu – uśmiecha się szeroko. Trudno uwierzyć, że gdyby zdjął aparaty, nie usłyszałby nadjeżdżającego pociągu. – To, jak mówię, to zasługa mojej mamy – zaczyna swą opowieść. – Kiedy okazało się, że niedosłyszę, zaczęła bardzo intensywnie ze mną pracować. Kiedy byłem starszy, mój brat chodził na angielski, a ja do logopedy. Czasami ciężkie życie miałem… – wspomina. Lata rehabilitacji zrobiły swoje: trudno zauważyć, że z jego słuchem jest coś nie w porządku. – W zasadzie żyję tak jak wszyscy. Ukończyłem masową podstawówkę, potem liceum, studium informatyczne. Rodzice wychowali mnie mentalnie do życia wśród słyszących. Sukces? Na pierwszy rzut oka – tak. Ale rzeczywistość nie jest różowa – nie jestem i nigdy nie będę słyszący. A z drugiej strony nie należę do świata głuchych… Trudno jest znaleźć swoje miejsce na ziemi.

Gosia

– Wielu osobom słyszącym wydaje się, że posiadanie dobrego słuchu stanowi klucz do osiągnięcia pełni szczęścia, pełni człowieczeństwa... A jeśli już pojawi się wada słuchu, to oczekują od dotkniętej nią osoby, aby się dostosowała do ich potrzeb, aby jej mowa była czysta i wyraźna. Jeżeli nie daje rady sprostać tym wymaganiom, jest odrzucana przez słyszących – może nie przez wszystkich, ale przez większość – tłumaczy 26-letnia Gosia. Tak jak Pawła, poznałam ją za pośrednictwem forum www.deaf.pl – miejsca w sieci, gdzie niesłyszący i słabosłyszący ludzie mogą porozmawiać i wymienić doświadczenia. Ona również mogłaby o sobie powiedzieć: szczęściara. Ukończona masowa podstawówka, liceum, potem studia pedagogiczne – i to pomimo głębokiego ubytku słuchu. Świetnie mówi i odczytuje mowę z ust, a jej nieco latynoska uroda sprawia, że ludzie najczęściej pytają ją, z jakiej części świata przyjechała. Przypadkowym przechodniom rzuca jakąś wymijającą odpowiedź, nie chce każdemu tłumaczyć, że jej miejscem jest świat ciszy. – Pomimo iż większość mojego życia spędziłam wśród słyszących, to dopiero między głuchymi odnalazłam swoje miejsce. Ale tak naprawdę cały czas balansuję na granicy pomiędzy jednym i drugim światem, co wcale nie jest proste.

Cena sukcesu…
Wszyscy wokół uważają, że odnieśli sukces. Ale tylko oni wiedzą, jak wiele wysiłku ich to kosztowało.
– Dzieciństwo? Nie miałam dzieciństwa – wspomina gorzko Gosia. – Zamiast się bawić z dziećmi, musiałam wiele czasu poświęcać na żmudne ćwiczenia logopedyczne, które przeprowadzała moja mama. Dzięki jej ogromnemu wysiłkowi mogę werbalnie komunikować się ze światem słyszących, ale… nie znam smaku dzieciństwa, nie potrafię zrozumieć radości, jaką odczuwa moja córka, bawiąc się z innymi dziećmi. Dopiero przy Basi uczę się postrzegać świat oczyma małego, beztroskiego dziecka.

Wielogodzinne, nużące ćwiczenia to codzienność każdego dziecka z wadą słuchu, kształcącego się w szkołach masowych. Do tego brak akceptacji otoczenia – co gorsza, zarówno nauczycieli, jak i uczniów. Pawłowi uniemożliwiono zdanie matury – zdał ją za drugim podejściem w innej szkole, ale żal i rozgoryczenie pozostały. U Gosi to koledzy upominali nauczycieli, aby mówiąc, nie odwracali się w stronę tablicy. – Życie ludzi takich jak my sprowadza się często do tego, żeby na każdym kroku udowadniać światu, że wada słuchu nie czyni z nas ludzi drugiej kategorii – zauważa Gosia.

Pierwsze spotkanie:
Oboje do końca liceum nie zdawali sobie sprawy z istnienia innego świata – świata ludzi głuchych. – Ludzie słyszący przedstawiali mi głuchych jako gorszych, bo niepotrafiących mówić. Ja miałam być tą lepszą… No więc rosłam w lęku przed tym, przed czym podobno udało mi się uciec – wspomina Gosia. Po raz pierwszy poznała głuchych na studiach w Akademii Podlaskiej w Siedlcach – to jedyna w Polsce integracyjna szkoła wyższa. Paweł zetknął się z nimi w studium informatycznym. – Wtedy nie sądziłem, że to spotkanie wpłynie tak mocno na moje życie – Paweł zamyśla się na moment. – Czułem się dziwnie, nie znałem migowego, nie wiedziałem, dlaczego oni tak chaotycznie mówią. Na początku trochę wstydziłem się przed kolegami z osiedla, co sobie pomyślą, że się z „takimi typami” zadaję. Potem mi przeszło, choć nie do końca. Ale wiesz, grupa głuchych zawsze przyciąga uwagę ludzi swoim zachowaniem, językiem migowym, mimiką. Zresztą głusi wcale nie są cisi! – śmieje się.

Gosia musiała przełamać wpojone jej przekonanie, że jakość wymowy świadczy o poziomie intelektualnym, a nawet o wartości człowieka. – To absurd! – oponuje teraz ostro. – Poznałam wielu głuchych, którzy są wspaniałymi ludźmi, bardzo inteligentnymi, a którzy nie nauczyli się mówić. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.


Dylematy

Po pierwszym spotkaniu przyszły następne. Odkryli, że istnieją światy im bliskie – świat słabosłyszących, a także świat Głuchych, pisanych przez duże G (tak jak Kaszubi, Ślązacy czy Polacy). Że są ludzie, dla których wada słuchu nie jest niepełnosprawnością, tylko normalną częścią życia. – Głuchota nie jest kalectwem. Nie jest ułomnością. Nie jest upośledzeniem. Nie myślcie tak! To tylko tworzy w nas niepotrzebne kompleksy. Głuchota po prostu jest. A z tego faktu wynika nowy język, nowa kultura – inna poezja, inny teatr, inny film, inny przekaz graficzny.

Jesteśmy po prostu cudownie inni – pisze Ola, studentka z Krakowa. Pochodzi z rodziny mieszanej (mama słysząca, tata głuchy), miga „od zawsze” i praktycznie nie posługuje się mową ustną. – Traktuję głuchych jako mniejszość językową, a nie jako grupę niepełnosprawnych. I chciałabym, żeby społeczeństwo wreszcie zaczęło nas traktować tak samo.

Paweł w świecie słabosłyszących poznał przyjaciół. – Nigdy wcześniej nie miałem tylu fajnych kompanów. Zacząłem się uczyć migowego, chociaż z marnymi efektami. Chyba nie mam do tego zdolności – stwierdza krytycznie. Z biegiem czasu zaczęło do niego docierać, że posługiwanie się mową nie uczyni z niego osoby słyszącej. – Znalazłem się na granicy światów. Nigdy nie będę potrafił żyć tak, jak wszyscy, wielu rzeczy się nie przeskoczy. Aparat to tylko proteza, nie zastąpi natury, pewne ograniczenia zawsze pozostają. A w oczach niektórych słyszących i tak zawsze będę tym gorszym – uzupełnia z nutką goryczy.
Więc pozostają światy słabosłyszących i głuchych. O ile wejście w ten pierwszy nie stanowi problemu, to w drugim istnieje bariera – przede wszystkim komunikacyjna. A głuchym często wcale nie zależy na pełnej integracji ze słabosłyszącymi. – Nigdy nie będę w pełni częścią ich świata, bo wychowany jestem wśród słyszących. Dla głuchych zawsze będę człowiekiem z zewnątrz, bo przecież potrafię mówić. No i mam zupełnie inne doświadczenia życiowe. To jest bariera, którą bardzo trudno pokonać.

Istnienie tej bariery potwierdza Ola. – Zaobserwowałam, choćby na wyjeździe pod namioty, że od razu się uformował podział na głuchych i słabosłyszących i obie te grupy robiły różne rzeczy osobno. Albo na imprezach – widać od razu te podziały. Ja też wolę przebywać z głuchymi niż słabosłyszącymi – mamy zbliżony sposób postrzegania świata, ukończone te same szkoły, wspólnych znajomych, wspólne tematy... A słabosłyszący przeważnie nie umieją migać. Ech, biedacy...

Gosią wstrząsnął fragment książki Bogdana Szczepankowskiego – słabosłyszącego propagatora języka migowego. Przeczytała w niej, że jednostka, nie chcąc się różnić od otoczenia i szukając ludzi podobnych do siebie, tworzy własną tożsamość społeczną. Taką – bardzo silną tożsamość – wykształciły osoby niesłyszące, odcinając się od środowiska słyszących i tworząc własną kulturę.

Natomiast izolowanie dziecka głuchego od społeczności niesłyszących może spowodować, że po latach dorosły człowiek nie będzie mógł odnaleźć swojego miejsca w życiu. – Kiedy to przeczytałam, poczułam, jakby we mnie piorun uderzył. Przecież to jest dokładnie o mnie! Izolowałam się od głuchych, bo tego nauczyło mnie otoczenie. Ale w głębi duszy nie czułam się szczęśliwa. Myślałam, że jeśli ja ucieknę od bycia niesłyszącą, to społeczeństwo słyszących zaakceptuje mnie jako jedną z nich… Tak się jednak nie stało. Odkryłam, że stoję na granicy dwóch światów, ale to świat ciszy bardziej mnie pociągał, poczułam, że to jest moje miejsce.

Pod wpływem znajomości z niesłyszącymi Gosia zmieniła swoje życiowe credo. – Kiedyś ogłaszałam wszem i wobec: „nie migałam, nie migam i nie będę migać”. Teraz mówię raczej: „nie migałam, nie muszę migać, ale pomimo to chcę się tego nauczyć”. Świat ciszy zafascynował mnie.

Oczywiście nie da się zupełnie uciec od życia wśród słyszących. Nie pozwala na to chociażby Basia, córeczka Gosi. Ale odnalezienie się w ich świecie stawało się coraz trudniejsze. Świadomość odmiennego akcentowania wyrazów powodowała coraz głębsze kompleksy. Szczególnie trudno było podczas rozmów z większą grupą ludzi – odczytywanie z ust jest wtedy bardzo trudne.

– Zablokowałam się, po prostu zamilkłam w obecności słyszących! Było mi bardzo trudno się przełamać. Czułam, że do nich nie pasuję. Kiedy trzy lata temu zachorowałam na zapalenie ucha, przestałam słyszeć cokolwiek. Ale, co może niektórym wydawać się dziwne, ta całkowita utrata słuchu utwierdziła mnie w przekonaniu, że mnie uszczęśliwia cisza. Bo to nie cisza stanowi problem dla ludzi niesłyszących. Nasz największy problem stanowi zwykła ludzka nietolerancja.

Żal
– Paweł, czy masz do kogoś żal? – pytam. – Tak. Tylko nie wskażę ci konkretnych osób, obwinianie kogokolwiek byłoby krzywdzące. Mam żal do świata. Po prostu, ogólnie żal do świata, że wcześniej nie umożliwił mi poznania osób niesłyszących. Wiesz, moi rodzice dużo zrobili, abym osiągnął to, co teraz potrafię. Gdyby nie ich wysiłek, teraz znałbym tylko język migowy, prawdopodobnie nie miałbym szans na takie życie jak teraz – studia, praca… Chcieli dla mnie jak najlepiej i jestem im za to wdzięczny. Ale zastanawiam się, jak potoczyłoby się moje życie, gdybym wcześniej poznał ludzi takich jak ja.

Gosia przez wiele lat miała żal do mamy. W końcu pogodziła się ze swoją sytuacją i przestała ją obwiniać. Tak jak Paweł zrozumiała, że matka chciała jej dobra. Ale nadal ma ogromne pretensje do osób, które wmówiły jej rodzicom, że dziecka głuchego nie wolno uczyć migać.

– Z języka migowego zrobiono potwora – stwierdza pani Beata Ziarkowska-Kubiak, polonistka z Ośrodka dla Dzieci Niesłyszących w Szczecinie. – Poradnie opiekujące się małymi dziećmi z wadą słuchu, lekarze i logopedzi wmawiają rodzicom, że język migowy to ostateczność, porażka, a dziecko, które nauczy się migać, nie będzie chciało mówić. Tymczasem jest odwrotnie: dziecko, które wcześnie pozna język migowy i dzięki niemu zrozumie swoje otoczenie, będzie czerpało radość z komunikacji z najbliższymi. A wtedy poczuje potrzebę, aby poznawać język dźwiękowy, którym posługuje się jego rodzina.

Język migowy to jeden ze sposobów na życie; wybór, który ma zalety i wady i – jak każda decyzja – pociąga za sobą konsekwencje. Problem w tym, że w Polsce odbiera się rodzicom możliwość wyboru, podejmując tę decyzję za nich. Dziecko ma mówić, i już! A rodzic, który chce dobra swojego dziecka, nie będzie przecież kłócił się ze specjalistami w białych fartuchach. W efekcie mamy wśród nas wielu ludzi, których prof. Szczepankowski określił kiedyś mianem „malowanych ptaków” – na pierwszy rzut oka są piękne, ale nie są prawdziwe, nigdy nie polecą – kończy pani Beata.

– Przeszłości nie zmienię, ale mam wpływ na swoją przyszłość – dodaje Gosia. – Żyję na pograniczu dwóch światów – świata słyszących i świata ciszy. I dopóki żyję, dopóty będę je odkrywać.

Żródło
"To, co możesz uczynić, jest tylko maleńką kroplą w ogromie oceanu, ale jest właśnie tym, co nadaje sens Twojemu życiu..." (A. Schweitzer).

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #16 dnia: Listopad 19, 2007, 08:53:32 am »
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #17 dnia: Listopad 19, 2007, 09:30:05 am »
Gratuluję artykułu Agnieszko ! Bardzo dobry tekst. Prawdziwy i podejmuje ważny temat  :ok:

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #18 dnia: Listopad 21, 2007, 08:48:11 pm »
aga.rk
Bardzo dobry tekst,gratuluje Aga. :ok:
Cytuj
Żyję na pograniczu dwóch światów – świata słyszących i świata ciszy.

Moje całe życie to życie na pograniczu tych dwóch światów,dla mnie te świat jest jeden
Troszkę odwrotnie,bo jako osoba słysząca.
Cytat: "aga.rk"
Jestem ciekawa jakie są Wasze - rodziców dzieci niepełnosprawnych - odczucia dotyczące poruszanej w nim problematyki. Z internetowych dyskusji wiem, że wiekszość niedosłyszących zgadza się z tym, co opowiedzieli Gosia i Paweł, ale jestem bardzo ciekawa Waszego zdania

Sama jestem ciekawa odczuć Rodziców.
Większość zgadza się z tym co piszą Gosia i Paweł i w sumie ja też.
Natomiast dodałabym jeszcze coś.
Gosia wypowiada się o swoim dzieciństwie
Cytuj
– Dzieciństwo? Nie miałam dzieciństwa – wspomina gorzko Gosia. – Zamiast się bawić z dziećmi, musiałam wiele czasu poświęcać na żmudne ćwiczenia logopedyczne, które przeprowadzała moja mama. Dzięki jej ogromnemu wysiłkowi mogę werbalnie komunikować się ze światem słyszących

To ogromny wysiłek,"dzisiaj" są jednak nieporównywalne inne warunki niż wiele lat temu.
Ale gdyby nie wysiłek Matki,ciągłe ćwiczenia być może że mogłaby nie mówić ,nie skończyć szkoły,liceum,studiów,to trzeba mimo wszystko docenić.
Tak jak i z każdym dzieckiem,gdzie trzeba włożyć ogrom pracy,aby były efekty.
Jednak rozumiem Gosie,bo warto znać,mieć przyjaciół i w jednym i w "drugim" świecie.
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #19 dnia: Grudzień 19, 2007, 08:56:17 am »
Wreszcie usłyszę kolędę!
Cud medycyny. Po 16 latach odzyskała słuch.

Anna Baranowska (42 l.) szaleje ze szczęścia. Czuje się tak, jakby narodziła się na nowo. Jej twarz rozjaśnia uśmiech, kiedy ktoś do niej mówi i kiedy ona sama delikatnie wypowiada słowa. Bo wreszcie, po 16 latach głuchoty, odzyskała słuch.



To będą wyśnione od wielu, wielu lat święta pani Anny Baranowskiej, gospodyni domowej z Ciechanek Krzesimowskich (woj. lubelskie). Do tej pory zasiadała z bliskimi do wigilijnego stołu i... jak zwykle wokół niej była przejmująca cisza. Nie słyszała śmiechu córek, życzeń od męża, cudownych kolęd, które tak uwielbiała w młodości.

To się zmieni, bo pani Anna w końcu opuściła świat ciszy. - Teraz usłyszę kolędy i trzask łamanego opłatka... - cieszy się kobieta. Wszystko dzięki skomplikowanej operacji przeprowadzonej przez lubelskich otolaryngologów.

Czytała z ruchu warg
Anna miała 20 lat, kiedy stopniowo zaczęła tracić słuch. Nie pomagały żadne leki. Wszystko wokół coraz bardziej cichło, aż w końcu zamilkło.

- Nauczyłam się czytać z ruchu warg - wyjaśnia, jak kontaktowała się z otoczeniem.

Kiedy pojawiła się szansa na implant, dzięki któremu odzyska słuch, nadzieja odżyła. Mąż był co prawda przerażony perspektywą bardzo skomplikowanej operacji, ale cały czas ją wspierał.

Przed Gwiazdką spełniło się największe marzenie Anny.

Po operacji znowu wszystko wokół nabrało dźwięków i barw.


- Nie mogę się już doczekać powrotu do domu - mówi wzruszona. Wreszcie usłyszy, co mówią córki Aleksandra (19 l.) i Aneta (17 l.), co czule szepcze do niej mąż Jacek (44 l.).

Świat zmienił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - mówi zdumiona.

Tak ładnie szeleści
- Czuję się trochę jak ufoludek. Kompletnie zagubiona i zaskoczona tym, że nawet papierek z batonika potrafi tak głośno i ładnie szeleścić - śmieje się.

Jest miło oszołomiona mnogością dźwięków, które ją otaczają.

- Z dnia na dzień pani Anna będzie słyszeć coraz lepiej - zapewnia dr Marcin Szymański (34 l.), otolaryngolog z Kliniki Otolaryngologii i Onkologii Laryngologicznej AM.

Na święta powinno być już całkiem dobrze. Anna z niecierpliwością wyczekuje kolęd. Tyle lat na nie czekała...

Jak działa implant


Zewnętrzna część elektronicznego urządzenia trzyma się na wszczepionym pod skórę magnesie i zbiera dźwięki. Następnie zamienia je na impulsy elektryczne. Potem cieniutkim przewodem przez otwór w czaszce przesyła je do elektrody umieszczonej w uchu wewnętrznym, czyli do ślimaka. - Impulsy drażnią zakończenia nerwu słuchowego, które pacjent odbiera jako dźwięk - tłumaczy dr Marcin Szymański. Tę jedną z najtrudniejszych operacji na uchu przeprowadzono pod mikroskopem.

autor: Mariusz Mucha
zr
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #20 dnia: Grudzień 19, 2007, 09:18:04 am »
Jak to mówi moja znajoma psycholog, biorąca udział w kwalifikacji do wszczepu implantu ślimakowego:

Implant to cudowne urządzenie, jednak cudu nie będzie... za to, żeby osiągnąć pożądane efekty, konieczna jest ciężka praca.

Są reklamy, artykuły na temat implantu pod hasłem "odzyskał/a słuch". Jednak to nie do końca tak. Implant nie powoduje "odzyskania" czy "przywrócenia" słuchu, jak to bywa ujęte, ale jedynie zmniejszenie poziomu głuchoty do stopnia lekkiego. Często jednak tego typu hasła o odzyskaniu/przywróceniu słuchu wprowadzają w błąd rodziców małych dzieci, którzy jeszcze ciągle mają nadzieję, że ich dziecko będzie w pełni zdrowe i zaczynają mieć mocno zawyżone oczekiwania wobec implantu (co może np. utrudniać pracę, powodować frustracje).

To nie jest tak, że dziecko, któremu założą implant, przestanie być niesłyszące i zacznie wszystko od razu słyszeć, co przełoży się na normalny rozwój mowy. Oczywiście, implant jest ogromnym osiągnięciem medycyny i poprawia poziom słyszenia (ale nie całkowicie, tylko lekkiego stopnia niedosłuchu) oraz zwiększa szanse na lepszy rozwój mowy.
Jednak nie jest takim cudem, żeby wszystko to nastąpiło od razu i samo z siebie.
Po założeniu implantu wymagane jest jeszcze wiele, wiele od dziecka i rodziców, z udziałem różnych specjalistów, żeby osiągnąć efekty - terapia logopedyczna, stymulacja... zaczyna się od rozpoznawania dźwięków, których nigdy się nie słyszało i uczenia się, co one znaczą...


W trochę innej sytuacji są osoby dorosłe, które ogłuchły w wieku, gdy już mowa została nabyta - tak jak u tej kobiety. U niej implant rzeczywiście może pozwolić odzyskać słuch, w takim sensie, że od nowa zaczyna słyszeć te dźwięki, które już zna i umie rozpoznać, bo  pamięta sprzed okresu głuchoty. Taka osoba po wszczepieniu implantu nie musi uczyć się od samego początku rozpoznawać dźwięków, zwłaszcza głosu ludzkiego - głosek, wyrazów, nie musi się również uczyć mowy - bo nie straciła umiejętności mówienia. To rzeczywiście może wyglądać tak, jakby po implancie zaczęła słyszeć.

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #21 dnia: Grudzień 25, 2007, 10:52:01 pm »
Poezja ciszy

Wiersz w języku, którego nie słychać? Poezja migowa? To sztuka, która pokaże ci świat, o jakim nie miałeś pojęcia.

Uwaga
: to nie jest pytanie z egzaminów wstępnych do szkoły teatralnej. Polecenie brzmi: masz do dyspozycji swoje ciało, mimikę, dwie ręce i tyle przestrzeni wokół siebie, ile jesteś w stanie objąć. Czy z pomocą takich środków umiałbyś pokazać wiersz?

Nie, nie chodzi o zapis na kartce, komputerowy wydruk czy instalację wideo.
Czy zdołasz wyobrazić sobie wiersz, którego nie da się zapisać, opowiedzieć słowami, usłyszeć? Możesz go zobaczyć, ale tylko przez chwilę. Trwa bowiem akurat tyle, ile czasu zajmuje jego „recytacja”. Cóż to takiego? Poezja w języku migowym.
Większości – słyszącej większości – wydaje się pewnie, że język migowy to rodzaj „pokazywanki” – prosty system komunikacyjny służący grupie niepełnosprawnych ludzi do komunikacji ze światem zewnętrznym. To stereotyp.
Nie ma jednego języka migowego. Jest ich tyle, ile społeczności głuchych. Granice tych społeczności nie zawsze pokrywają się z granicami państw czy granicami etnicznymi.
Mamy na przykład jeden język angielski foniczny, a obok dwa skrajnie różne języki – Amerykański Język Migowy i Brytyjski Język Migowy. Migający w nich głusi mają o wiele większe problemy, by porozumieć się ze sobą, niż słyszący Amerykanin ze słyszącym Brytyjczykiem.
Języków migowych nikt nie wymyśla. Powstają same, kiedy tylko pojawia się taka potrzeba. Musi być grupa, która ma te same możliwości porozumiewania się i chce się dogadać. Warunkiem narodzin języka jest więc powstanie społeczności głuchych. Dlatego eksplozja komunikacji migowej nastąpiła, gdy powstały szkoły z internatami – w XVIII wieku.
A trzeba przyznać, że bardzo różni się od jakiegokolwiek języka fonicznego. W języku migowym znaczenie jest niesione przez gest, mimikę, powtarzalność, przez „zaprojektowanie” sytuacji przestrzennej. Słyszącym trudno się tego nauczyć. Muszą przestać myśleć o języku, tak jak do tego przywykli. Otworzyć się na niezwykłą metodę komunikacji. Pokonać opór przy strojeniu dziwnych min, wymachiwaniu rękami, dotykaniu innych ludzi.
Komunikat wizualno-przestrzenny przypomina teatr lalek. Opowiadając o tym, że dziewczynka idzie przez las, pokazuje się ją idącą przez las.
Funkcje gramatyczne w tym języku pełni często mimika. Na przykład tylko mimicznie pokazuje się granice zdania podrzędnego czy zaprzeczenie. Do mówienia używa się także przestrzeni. Wyobraźmy sobie, że opowiadamy w języku migowym historię, której uczestnicy to: mama, babcia, wnuczka. Każdej z tych postaci, gdy pojawi się w opowieści pierwszy raz, migający wyznacza miejsce w przestrzeni, „stawia” ją w określonym miejscu. Jeśli za kilka chwil wróci na przykład do mamy, pokaże miejsce, gdzie ją „postawił” na początku. Czynność, którą wykonuje mama w tej opowieści, zlokalizuje tam, gdzie poprzednio mamę „zostawił”. To taka wirtualna rzeczywistość.
Czy w takim języku możemy tworzyć poezję. Co to za poezja?  Gdzie tu rytm, gdzie rym?
A co to jest rym? – pytam. W języku fonicznym polega to na pewnej powtarzalności, na przykład takim samym brzmieniu części wyrazów. „Woda – uroda”, „łabędzie – to będzie”.
A teraz jeszcze raz poproszę, żebyście zapomnieli o językach, którymi mówicie na co dzień, i wyobrazili sobie, jak mogą rymować się gesty-słowa. Tu też musi być jakiś powtarzalny element. Jaki? Na przykład kształt dłoni. Miejsce ciała, przy którym pokazuje się znak (często ten sam gest zamigany na wysokości głowy i na przykład przy ramieniu zmienia znaczenie – można powiedzieć, że to dwa słowa różniące się jedną głoską, jak po polsku „tam” i „dam”).
Dlatego poezja migowa jest nieprzetłumaczalna na język foniczny. Może stanie się nam bliższa, gdy bardziej rozpowszechni się pismo języków wizualno-przestrzennych, tak zwany signwriting. Dzięki niemu daje się notować gesty tak samo jak figury w tańcu. Już teraz w Internecie można znaleźć wiersze migowe zapisywane w tym systemie.
Zanim jednak to nastąpi, nam – słyszącym – pozostanie tylko przyjąć do wiadomości, że istnieje rodzaj sztuki bytujący na granicy naszej percepcji. Warto spróbować ją zrozumieć. Jest tuż obok.  

Olga Woźniak
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline aga.rk

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 171
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #22 dnia: Styczeń 30, 2008, 07:37:04 pm »
Słyszeć i słuchać
Z prof. Henrykiem Skarżyńskim, dyrektorem Instytutu Fizjologii Patologii Słuchu rozmawia Anna Mazerant

- Jest Pan autorem kolejnego wiekopomnego dzieła - chyba największego programu badań przesiewowych w audiologii w Polsce - dotyczącego słuchu dzieci w wieku szkolnym. Lekarze z Pana instytutu przebadali 12 tysięcy 13-latków z 210 szkół w Warszawie - jest pan zdruzgotany wynikami, czy spodziewał się, że ok. 20% z nich powinno być pacjentami chirurgów, laryngologów, audiologów, logopedów?

- Skala tego przedsięwzięcia w odniesieniu do prawie całej populacji 6-stoklasistów w Warszawie jest, jak dotąd, niespotykana. To bardzo ważny program w historii badań przesiewowych, które inicjowałem w Polsce z moim zespołem.  Dla przypomnienia - w latach 1995 – 98 został opracowany standard wczesnego wykrywania wad słuchu u noworodków i niemowląt. Od 2000 r.  kolejnymi badaniami przesiewowymi zostało w całym kraju objętych kilkaset tysięcy dzieci i młodzieży w wieku szkolnym. Ten program badań był najbardziej precyzyjny,  gdyż obejmował jedną populację. Zatem możemy dziś mówić co się dzieje z młodzieżą, która opuści za chwilę szkołę podstawową. Jaki jest jej słuch i jakie ma inne problemy. Ten program jest wstępem do badań podobnej populacji we wszystkich województwach tzw. ściany wschodniej. Uzyskane wyniki w Warszawie pozwolą nam lepiej przygotować się do przedsięwzięcia,  jakie nie było dotychczas opisane we współczesnej medycynie. Nasze wcześniejsze wyniki uzyskiwane podczas badań przesiewowych wskazywały, że skala problemu jest duża. Nie sądziliśmy natomiast, że wyniki są aż tak niepokojące. Ponad 20% dzieci ma problemy ze słyszeniem, prawie 30% odczuwa przemijające lub stałe szumy uszne i to nas niepokoi najbardziej. To świadczy o wielkim zagrożeniu dla słuchu młodej populacji naszych dzieci. Ich słuch,  gdy będą w wieku 30 - 40 lat,  może być na poziomie dzisiejszych 70-latków, a w tej grupie wiekowej aż 75% ma problemy ze swobodnym słyszeniem.

Wśród stwierdzonych przyczyn zaburzeń słuchu najczęstsze są pochodzenia centralnego. Te wymagają skomplikowanej diagnostyki i wielospecjalistycznej opieki nie tylko lekarskiej lecz również psychologicznej, logopedycznej i pedagogicznej. Część dzieci będzie miała możliwość uzyskania poprawy słuchu po leczeniu operacyjnym. Głównie dotyczy to zmian wysiękowych i zarostowych w uszach środkowych po przebytych wcześniejszych zapaleniach górnych dróg oddechowych.

- W trakcie tych badań okazało się, że większość rodziców czy opiekunów dzieci    kompletnie nie zauważa kłopotów ze słuchem u swoich  dzieci - tylko 35% z nich    zwróciło uwagę na to. To brak więzów rodzinnych, czy wiedzy rodziców? Jakie są tego   skutki?

- Nie wiem jak do tego się odnieść. Myślę, że problem może być bardziej złożony niż nam się to wydaje. Jeżeli około 2/3 rodziców nie widzi, że jego dziecko ma ewidentne zaburzenia słuchu, to może oznaczać bardzo wiele. Że nie ma właściwych związków w rodzinie, że rodzice nie interesują się prawdziwymi problemami swoich pociech. Że nie zastanawiają się, dlaczego ich dzieci nie mają postępów w nauce, dlaczego słuchają coraz głośniej radia, dlaczego głośno ustawiony jest telewizor. Wreszcie jak często i jak długo w ciągu dnia dzieci siedzą ze słuchawkami na uszach. Skutki stwierdzonych zaburzeń słuchu już dają o sobie znać podczas codziennych zajęć szkolnych i komunikowania się z otoczeniem. Do pełnej analizy przyczyn zapraszamy innych specjalistów zajmujących się m.in. problemami rodzinnymi.

- Jakie wnioski wypływają z takich badań? Potrzeba edukacji? Rozwinięcia diagnostyki dla dzieci? Odpowiednich programów szkoleń dla lekarzy? Poprawy finansowania tego rodzaju diagnozowania i leczenia? A co z dorosłymi?

- Wniosków zasadniczych jest kilka. Przede wszystkim takie badania to nie może być jednorazowa akcja. To musi być stała ocena np. słuchu, wzroku i mowy – czyli zasadniczych zmysłów, które decydują o rozwoju młodego pokolenia, przeprowadzana regularnie u pierwszo- i szóstoklasistów. Musi to być stałe zajęcie dla pielęgniarek szkolnych, które bez problemu mogą przeprowadzać takie badania regularnie. Oczywiście, przygotowanie tej kadry jest sporym wyzwaniem organizacyjnym, ale nie finansowym. Korzyści płynące z wczesnego rozpoznania wad słuchu są bezsporne i nie można tu mówić ani o jakichś olbrzymich nakładach finansowych, ani o powszechnie przytaczanej niemożności. Jeżeli chcemy mówić o prawdziwej profilaktyce w zakresie wczesnego wykrywania zaburzeń wspomnianych narządów zmysłów, to opracowane narzędzia i procedury pokazały, że rzeczywiście dziś mamy taką szansę. Dla wszystkich, którzy wymagają dalszej specjalistycznej opieki w Warszawie Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu będzie starał się zapewnić dalszą opiekę. W skali połowy kraju jest to już niemożliwe. W planach NFZ muszą być uwzględnione wydatki na wczesne badania diagnostyczne, by dostęp do placówek audiologicznych, foniatrycznych i otolaryngologicznych był odpowiedni. A co z dorosłymi? Przed 9 laty przeprowadziliśmy badania w populacji dorosłych w województwie podlaskim, mazowieckim i śląskim na grupie ponad 11 tysięcy osób. Wyniki wskazują, że problem słuchu będzie narastał wraz z wiekiem u nas wszystkich. To oznacza, że problem ten będzie ciągle aktualny. Pracujemy nad nowymi ogólnodostępnymi, tanimi procedurami. Mam nadzieję, ze w tym roku pokażemy te rozwiązania.
 W ostatnich badaniach zwraca pan uwagę na zjawisko szumów usznych - jak ono jest powszechne, z czego wynika i czy stanowi problem medyczny, czy społeczny, czy jest tylko indywidualną, niegroźną dysfunkcją?

- Szumy uszne u dzieci opisywane są w literaturze od kilku lat. Wyniki terapii są prezentowane w oparciu o małe liczebnie grupy pacjentów. Wszyscy naukowcy są zgodni, że jest to problem, który wymaga uwagi lekarzy różnych specjalności. Dzieci często same spontanicznie nie zgłaszają obecności szumu, ale pytane przez lekarza potwierdzają jego obecność. Szum uszny występuje od 6-29% dzieci z prawidłowym słuchem do 66% dzieci z różnego stopniem niedosłuchem. Utrudnia on dzieciom codzienne funkcjonowanie w środowisku, negatywnie może wpływać na ich rozwój psychoruchowy. Szumy uszne u dzieci występują w przebiegu wielu schorzeń wieku dziecięcego np. częstych infekcji górnych dróg oddechowych i ich powikłania - wysiękowego zapalenia ucha środkowego, jak i innych stanów zapalnych ucha i nosogardła (przerost migdałka gardłowego i migdałków podniebiennych). Dzieci ze względu na dużą aktywność ruchową narażone są na urazy głowy i kręgosłupa szyjnego, po których mogą wystąpić szumy uszne. Narażenie dzieci na wszechobecny hałas jako wynik rozwoju cywilizacji (głośne słuchanie muzyki, wybuchy fajerwerków, głośne zabawki, wystrzały z broni, przebywanie w hałaśliwym otoczeniu), stres emocjonalny mogą być czynnikami ryzyka wystąpienia tego objawu u dzieci. Szumy uszne mogą występować u dzieci z rozszczepem podniebienia, jednostronną głuchotą, autyzmem, ADHD, trudnościami szkolnymi, depresją i innymi zaburzeniami emocjonalnymi i zachowania. Mogą też być objawem, rzadko opisywanego u dzieci, guza nerwu słuchowego. Dzieci z szumem usznym wymagają wykonania diagnostyki i odpowiedniego leczenia, które - jak wykazują doniesienia z Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu - jest  bardzo skuteczne.

Szumy uszne u dzieci to istotny problem medyczny współczesnego, młodego społeczeństwa. Obecne badania w Warszawie okazały, że ten objaw u dzieci spotykamy u prawie 30%. Pytanie o szum powinno być standardem w wywiadzie lekarskim. Wykonywanie badań przesiewowych słuchu u dzieci i młodzieży w różnym wieku umożliwia wykrycie tego objawu, a więc prowadzenie badań na szeroką skalę w Polsce ma na celu poznanie też jak powszechny jest to problem w naszym kraju.

- Ze słuchem Polaków chyba nie jest dobrze, skoro co trzeci z nas ma problemy ze słyszeniem, a co szóste dziecko w wieku szkolnym cierpi na zaburzenia słuchu. Jaką receptę na dobre słyszenie dałby lekarz od wielu lat naprawiający słuch?

- Przede wszystkim należy rozwinąć programy profilaktyczne, o których wspominam w tym wywiadzie. Pozwolą one na wczesne wykrycie wad słuchu i wczesne, tańsze i bardziej efektywne leczenie. Ale działania czysto medyczne to nie wszystko. Każdy z nas musi zdawać sobie sprawę, że zachowanie dobrego słuchu zależy też od niego, od tego jak szanuje swój słuch, czy potrafi docenić ciszę, czy potrafi odpoczywać, czy może ograniczyć w swoim środowisku negatywne oddziaływanie hałasu. Jeżeli już ktokolwiek z nas zauważy, że gorzej słyszy, że ma szum w jednym lub obojgu uszach, że postępuje niedosłuch - powinien zgłosić się do lekarza.  Dziś, lecząc różne wady słuchu, mogę powiedzieć, że można pomóc prawie każdemu, kto potrzebuje naszej pomocy. Wynika to z ogromnego postępu technologicznego związanego z dostępem do wielu zaawansowanych technologii  medycznych,  stałego wzrostu naszych możliwości i umiejętności chirurgicznych.

- Podkreśla pan, że obiektywne zjawisko słyszenia należy odróżnić od słuchania - czyli zdolności do analizowania docierających dźwięków. Czy można ocenić, na ile Polacy źle słyszą, a na ile nie słuchają? I dlaczego nie słuchają? Jak odróżnić patologię od normalności?

- Zaburzenia słuchania (czy też uwagi słuchowej) mogą manifestować się bardzo podobnie do zaburzeń słuchu, np. dana osoba prosi często o powtórzenie pytań lub poleceń, ma problemy z rozumieniem co się do niej mówi, myli podobnie brzmiące słowa, wydaje się być zdekoncentrowana, często jest niemuzykalna i np. nie potrafi czysto śpiewać lub zanucić melodii. Innymi zauważalnymi objawami może być ubogie słownictwo, nadwrażliwość na dźwięki,  a także trudności z czytaniem i pisaniem, szczególnie widoczne u dzieci. Osoba, u której występują takie problemy może być podejrzewana o niedosłuch, jednak standardowe badania słuchu mogą dać w tym przypadku zupełnie prawidłowe wyniki. Musimy wtedy sięgnąć po bardziej wyrafinowane testy, np. psychoakustyczne lub najnowsze badania elektrofizjologiczne, które w sposób obiektywny mogą pokazać, w jaki sposób mózg przetwarza odebrane dźwięki.

Przyczyn zaburzeń słuchania często można szukać w dzieciństwie. Jedną z istotnych i często spotykanych są nawracające lub przewlekłe zapalenia uszu, których konsekwencje w postaci zaburzeń uwagi słuchowej są szczególnie wyraźne u dzieci. Mózg człowieka jest plastyczny, to znaczy,  że uczy się pod wpływem docierających do niego bodźców, także dźwiękowych. Układ słuchowy dziecka cierpiącego np. na przewlekłe wysiękowe zapalenie ucha, do czasu wyleczenia choroby jest odcięty od niektórych dźwięków, stąd mózg nie otrzymuje poprawnej informacji o sygnałach akustycznych z otoczenia i nie uczy się prawidłowo ich analizować. Z tego samego powodu zaburzenia słuchania mogą towarzyszyć innym zaburzeniom słuchu fizjologicznego. Im dłużej trwa taki stan, tym większe ryzyko rozwoju zaburzeń uwagi słuchowej. Niektórzy uważają że pewną rolę w rozwoju zaburzeń słuchania mogą odgrywać czynniki psychologiczne, np. silne negatywne przeżycia, zwłaszcza w okresie wczesnego dzieciństwa. Istotny wpływ mogą mieć minimalne uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego, powstające np. na skutek niedotlenienia podczas powikłanego porodu.

- Dziękuję za rozmowę.

http://portalwiedzy.onet.pl/4868,5130,1464807,czasopisma.html
"To, co możesz uczynić, jest tylko maleńką kroplą w ogromie oceanu, ale jest właśnie tym, co nadaje sens Twojemu życiu..." (A. Schweitzer).

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #23 dnia: Styczeń 30, 2008, 10:22:11 pm »
Bardzo szkoda, że nie ma wzmianki o nagminnym hałasie w szkole i to nie tylko na przerwach ale podczas lekcji. To dopiero powód do ubytku słuchu.


Przyczyn zaburzeń słuchania często można szukać w dzieciństwie. Jedną z istotnych i często spotykanych są nawracające lub przewlekłe zapalenia uszu, których konsekwencje w postaci zaburzeń uwagi słuchowej są szczególnie wyraźne u dzieci.

Cytuj
Mózg człowieka jest plastyczny, to znaczy,  że uczy się pod wpływem docierających do niego bodźców, także dźwiękowych. Układ słuchowy dziecka cierpiącego np. na przewlekłe wysiękowe zapalenie ucha, do czasu wyleczenia choroby jest odcięty od niektórych dźwięków, stąd mózg nie otrzymuje poprawnej informacji o sygnałach akustycznych z otoczenia i nie uczy się prawidłowo ich analizować. Z tego samego powodu zaburzenia słuchania mogą towarzyszyć innym zaburzeniom słuchu fizjologicznego. Im dłużej trwa taki stan, tym większe ryzyko rozwoju zaburzeń uwagi słuchowej. Niektórzy uważają że pewną rolę w rozwoju zaburzeń słuchania mogą odgrywać czynniki psychologiczne, np. silne negatywne przeżycia, zwłaszcza w okresie wczesnego dzieciństwa. Istotny wpływ mogą mieć minimalne uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego, powstające np. na skutek niedotlenienia podczas powikłanego porodu.



Każdy z nas musi zdawać sobie sprawę, że zachowanie dobrego słuchu zależy też od niego, od tego jak szanuje swój słuch, czy potrafi docenić ciszę, czy potrafi odpoczywać, czy może ograniczyć w swoim środowisku negatywne oddziaływanie hałasu. Jeżeli już ktokolwiek z nas zauważy, że gorzej słyszy, że ma szum w jednym lub obojgu uszach, że postępuje niedosłuch - powinien zgłosić się do lekarza.  Dziś, lecząc różne wady słuchu, mogę powiedzieć, że można pomóc prawie każdemu, kto potrzebuje naszej pomocy.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline aga.rk

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 171
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #24 dnia: Styczeń 31, 2008, 12:08:04 am »
Co do tych zapaleń uszu, to muszę dodać jedną rzecz - być może dla Was, rodziców, to będzie truizm, ale dla mnie to nowa informacja i być może jest ktoś, komu się przyda :) Otóż ostatnio na zajęciach dowiedziałam się, że u niemowląt zapalenia uszu często biorą się z niewłaściwej pozycji odczas karmienia. Po prostu noworodki mają bardzo prosto idący przewód, łączący jamę nosowo-gardłową z uchem. Dopiero wraz ze wzrostem dziecka kształt przewodu się zmienia. W tym pierwszym okresie jeśli dziecko jest karmione w zupełnie płaskiej pozycji, część pokarmu może dostawać się tym przewodem do uszu, tam zaczynają się gromadzić bakterie i zapalenie gotowe - a niestety zapalenia to jedna z częstych przyczyn uszkodzeń słuchu nabytych w okresie niemowlęcym. Rada jest jedna - podczas karmienia trzymać dziecko tak, aby główka nie była zupełnie płasko tylko lekko pod skosem - dzięki temu pokarm nie spłynie do uszu.
Jeśli napisałam coś, co wszyscy wiedzą - przepraszam, nie mam jeszcze własnych dzieci (choć ilość moich szkolnych koleżanek, które sa mamusiami dziś właśnie wprowadziła mnie w osłupienie...), więc nie wiem, co dla mam jest oczywiste, a co nie... :oops:
"To, co możesz uczynić, jest tylko maleńką kroplą w ogromie oceanu, ale jest właśnie tym, co nadaje sens Twojemu życiu..." (A. Schweitzer).

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #25 dnia: Styczeń 31, 2008, 09:55:40 am »
To prawda, hałas jest coraz częstszą przyczyną wad słuchu u dzieci.

Wątek na ten temat: Słuch - hałas:
http://forum.darzycia.pl/topic,2790.htm

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #26 dnia: Luty 13, 2008, 10:18:55 am »
Prof. Henryk Skarżyński wprowadza w błąd czytelników

Autor: Anna Gronowska

W nr. 11 "Przeglądu" z 12 marca 2001 r. ukazał się wywiad z profesorem Henrykiem Skarżyńskim, dyrektorem Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie, który znany jest szeroko - nie tylko w świecie lekarskim - ze swojej działalności na polu "przywracania słuchu" głuchym. Ten wywiad zbulwersował niesłyszących.

Oto kilka cytatów z tej rozmowy, wprowadzających w błąd czytelników "Przeglądu", a nas w zdumienie i oburzenie. O zmyśle słuchu: "(...) jest podstawą rozwoju inteligencji, a więc rozwoju mowy i opanowania języka. Słuch zapewnia nam nasze własne, wewnętrzne myślenie." Jak myśli człowiek niesłyszący? "(...) zapewne myśli w taki sposób, w jaki się porozumiewa. Można porównać jego myślenie do pisma obrazkowego." O języku migowym: "Jeśli ktoś nie mógł się nauczyć języka mówionego, nie miał aparatu, nie przeprowadzono operacji, ważne jest, żeby znał jakikolwiek język." O implantach: "To one pozwoliły na przywrócenie zmysłu słuchu. Ktoś, kto ma obustronną głuchotę i nie może skorzystać z aparatu słuchowego, jest teraz poddawany operacji. Wtedy wszczepiony implant ślimakowy zastępuje ucho wewnętrzne i przywraca słuch." Lucyna Długołęcka, redaktorka Świata Ciszy.

(...) W rozmowie tej profesor podkreślił, że słuch jest podstawą rozwoju inteligencji i zmysłem decydującym o niej, co nie jest prawdą. Z wypowiedzi profesora wniosek jest taki, że członkowie środowiska niesłyszących nie mają inteligencji. Zastanawiam się, na podstawie jakiej teorii, jakich badań podaje te informacje. Załóżmy, że, tak jak powiedział profesor, słuch decyduje o rozwoju inteligencji. Co w takim razie z ludźmi niesłyszącymi, którzy skończyli studia bądź właśnie studiują? Chodzi tu o osoby, które w ogóle nie słyszą i posługują się językiem migowym. Jest wielu takich magistrów, którzy pracują w placówkach oświatowych i nie tylko, biorą czynny udział w życiu naukowym, robią doktoraty. Czy te osoby nie mają inteligencji? Czy z powodu głuchoty ich inteligencja nie rozwinęła się? Zrobiono szereg badań nad inteligencją niesłyszących. Te badania pokazują, że to język, operowanie pojęciami, a nie słuch mają wpływ na rozwój inteligencji. Nie jest również powiedziane, że chodzi tu o język werbalny, tu chodzi o język w ogóle, czyli również migowy. W wielu badaniach porównywano inteligencję dzieci głuchych rodziców głuchych (DGRG) z dziećmi głuchymi rodziców słyszących (DGRS). Okazało się, że ci pierwsi, czyli DGRG mieli wyższe wyniki w porównaniu z DGRS. Wynika z tego, że rodzice głusi, dzięki wczesnej komunikacji w języku migowym, dostarczają swoim dzieciom bazę językową, która prowadzi do rozwoju wiedzy ogólnej i do osiągnięcia bardziej zaawansowanych poziomów myślenia.

Język migowy jest efektywnym systemem komunikacyjnym, który pozwala na wymianę informacji między rodzicem a ich głuchym dzieckiem i który pozwala tym dzieciom rozwijać lepszą kompetencję językową niż dzieciom głuchym wychowanym w środowisku oralnym. DGRG od chwili narodzin, dzięki językowi migowemu otrzymują przekaz skierowany do kanałów wizualno-motorycznych, czego brak jest głuchemu dziecku w środowisku oralnym. Podobne badania robiono nad myśleniem abstrakcyjnym, w których wyższe wyniki uzyskały DGRG (Sisco i Anderson 1980; Kushe 1983; Zwiebel 1987). Informacje podane przez prof. Skarżyńskiego, takie jak ta, że słuch zapewnia ludziom wewnętrzne myślenie, czy że brak słuchu zmniejsza możliwości komunikowania się i poznawania świata, są sprzeczne z wynikami wielu badań oraz z rzeczywistością. Przecież my, ludzie głusi też mówimy w myślach, myślimy obrazowo, mamy bogatą wyobraźnię. U prof. H. Skarżyńskiego zauważa się podejście tylko i wyłącznie biomedyczne, czyli "co zepsute należy naprawić". Jeśli dziecko nie słyszy, to należy wszczepić implant. Nie bierze się pod uwagę konsekwencji biopsychospołecznych dla operowanego. Nieprawdą jest, że po operacji wszystko będzie "okay". Mam kilku znajomych, którzy są po wszczepieniu implantu u prof. Skarżyńskiego i którzy tak naprawdę to nie mogą znaleźć sobie miejsca w tym nowym świecie słyszących. Wewnętrznie, psychicznie nadal czują się głusi. Pozostali nadal w środowisku niesłyszących i żałują, że poddali się operacji. Wszczepiony implant jest dla nich przeszkodą, muszą uważać, unikać niebezpiecznych sytuacji takich jak np. uderzenia w miejsce, gdzie był wszczepiony implant, a niektórzy go nawet na co dzień nie używają, tylko odkładają ten transmiter na półkę. Jest wiele osób, którym obiecywano, że po wczepieniu implantu będą słyszeć. Okazało się, że po długiej rehabilitacji nie ma efektów, że odbierają tylko dźwięki, ale treści nie.

Na pytanie, czemu poddali się operacji, odpowiedź brzmi - rodzice. Warto zapytać, czy jest to problem rodziców czy dziecka?

Kto powinien mieć wpływ na decyzję o operacji? Wiadomo, że za dwulatka decydują rodzice, ale czy tak powinno być? Czy za osobę dorastającą też powinni decydować rodzice? Uważam, że psycholodzy, którzy współpracują z prof. Skarżyńskim w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu powinni zdawać sobie sprawę z wszystkich konsekwencji biopsychospołecznych i zapobiegać im. Wiadomo, że po operacji słyszy się tylko dźwięki, których pacjent jeszcze nie odróżnia, nie zna ich, wtedy potrzebna jest rehabilitacja i to codzienna, aby naprawdę były efekty. W wielu przypadkach efekty operacji i rehabilitacji nie są tak spektakularne jak to zwykle mówi prof. Skarżyński. Zwłaszcza, że ostatnio Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu po dokonaniu operacji proponuje zajęcia rehabilitacyjne tylko raz na 2 tygodnie. Nie rozumiem, po co reklamuje się implanty, robi się nadzieje operowanym i ich rodzicom, jeśli nie zapewnia się później optymalnej rehabilitacji. Ogólnie rzecz biorąc rozmowa z prof. Skarżyńskim w "Przeglądzie" wprowadza czytelników w błąd. Chodzi tu o tych czytelników, którzy nie mają żadnych informacji na temat osób niesłyszących. Czytając wypowiedź profesora mogą oni wywnioskować, że głuchy to ktoś gorszy, że to osoba nie mająca inteligencji, nie rozwijająca się pod względem psychicznym, nie radząca sobie w różnych sferach życia, że trzeba zrobić wszystko, żeby przestała być głucha, bo inaczej będzie stracona. Ludzie tym bardziej wierzą w te opinie, że wypowiada je profesor, osoba która otrzymuje wiele nagród na polu naukowym, myślą: "O, wypowiada się ekspert; ach to tak wygląda świat niesłyszących!" Dzięki takim publikacjom, jak rozmowa z profesorem Skarżyńskim rodzą się stereotypy, uprzedzenia do osób niesłyszących. Co można zarzucić profesorowi? Brak tolerancji i obiektywizmu oraz brak podstaw psychologii (a na ten temat profesor się wypowiadał, ja nie kwestionuję jego kwalifikacji medycznych).

Czym tak naprawdę różni się osoba głucha od słyszącej? Niczym. Ma tak samo jak osoby słyszące swoje wartości moralne, poglądy na życie, politykę, uczucia, itd. Więc czym się różni? Tym, że nie słyszy! Tak, ale prowadzi życie towarzyskie, tańczy, uprawia sport, stawia sobie cele, realizuje swoje plany, zdobywa wykształcenie i wiedzę.


Anna Gronowska
niesłysząca studentka pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej Akademii Podlaskiej w Siedlcach oraz społecznej psychologii klinicznej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie

Świat Ciszy - wrzesień/pażdziernik 2001


Dopisek ode mnie - obecnie Ania Gronowska skończyła studia i jest psychologiem w Instytucie Głuchoniemych na Placu III Krzyży w Warszawie.

Rhobar1

  • Gość
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #27 dnia: Luty 13, 2008, 10:46:42 am »
piękny komentarz wspaniale że to zamieściłaś

Mulesia

  • Gość
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #28 dnia: Luty 21, 2008, 06:47:02 am »
Niesłysząca aktorka wystąpi w "Tańcu z gwiazdami"

środa, 20 lutego 2008 14:43 | wenn

Niesłysząca aktorka Marlee Matlin zapewnia, że inwalidztwo nie powstrzyma jej przed uczestnictwem w szóstej edycji amerykańskiego programu „Taniec z Gwiazdami”.

Gwiazda filmu "Dzieci gorszego Boga" zaapelowała do fanów, aby nie faworyzowali jej ze względu na niepełnosprawność tłumacząc, że dzięki niej będzie potrafiła koncentrować się na parkiecie wyłącznie na krokach tanecznych i ruchach partnera.

„Skoro głuchota nie przeszkodziła mi w aktorstwie, nie sądzę, abym miała z jej powodu większe problemy z tańcem, niż pozostali uczestnicy programu. Pozwolę, aby mój partner był dla mnie muzyką”, zapowiada gwiazda w wywiadzie dla gazety „USA Today”.

http://film.wp.pl/id,84931,title,Nieslyszaca-aktorka-wystapi-w-Tancu-z-gwiazdami,type,news,wiadomosc.html?rfbawp=1203572623.442

Mulesia

  • Gość
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #29 dnia: Luty 23, 2008, 02:32:46 pm »
INTERNET - Niesłyszącym pomoże miganie w MIM-ie i BIP-ie

Miejski Informator Multimedialny, który 10 lutego obchodził swoje dziesiąte urodziny, wzbogacił swoją ofertę onowe e-usługi. Portal miejski oraz Biuletyn Informacji Publicznej przygotowano w wersji dla niesłyszących.

Pojawił się także specjalny serwis informacyjny dla inwestorów, studentów, a wkrótce także dostępny będzie portal samorządów osiedlowych. - Otrzymywaliśmy sygnały ze środowiska osób niesłyszących, że mają problemy z pełnym zrozumieniem tekstów zamieszczanych w internecie - mówi Wojciech Pelc, redaktor naczelny MIM-a. - Umykają im ważne informacje. Dlatego postanowiliśmy stworzyć swego rodzaju przewodnik po biuletynie miejskim i BIP- ie, by dana osoba mogła łatwiej dotrzeć do interesującej ją treści. Nie było możliwe przetłumaczenie wszystkich informacji. Dlatego postanowiono zwrócić zainteresowanym uwagę na najistotniejsze wiadomości: załatw sprawę przez internet, konsultacje społeczne czy informacje znajdujące się w BIP-ie. To właśnie one zostały wyposażone w poradnik wyjaśniający zasady korzystania ze znajdujących się na tych stronach danych. Dzięki specjalnie przygotowanym scenkom osoby niesłyszące dowiedzą się, w jaki sposób szybko znaleźć interesującą je informację, jak poruszać się po miejskich stronach, co to jest informacja publiczna i jak do niej skutecznie dotrzeć. Klikając na ikonkę z przekreślonym uchem obejrzymy clip, w którym tłumaczka języka migowego objaśni wszystko. Ale to nie jedyne ułatwienie dla osób niepełnosprawnych korzystających z MIM-a. - Od kilku lat strony serwisów miejskich dostosowane są do odbioru przez osoby niewidome - wyjaśnia Tomasz Kayser, zastępca prezydenta Poznania. - Funkcjonuje także system specjalnych oznaczeń wybranych obiektów pod kątem ich dostępności dla niepełnosprawnych. Dzięki temu taka osoba wie, czy instytucja, którą chce odwiedzić - na przykład muzeum - dostosowana jest do jej potrzeb, to znaczy czy posiada podjazdy, windy.


Bogna Kisiel  -  POLSKA Głos Wielkopolski

http://poznan.naszemiasto.pl/wydarzenia/821806.html

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #30 dnia: Luty 25, 2008, 02:11:24 am »
Cytat: "Mulesia"
Niesłysząca aktorka wystąpi w "Tańcu z gwiazdami"

Wspaniale grała w filmie,to i z tańcem się Jej uda  :kw:
Ludzie głusi mają niesamowiete wyczucie rytmu,może będziemy mieli okazję zobaczyć dzięki naszej TV  Marlee Matlin jak dawała sobie radę?
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #31 dnia: Marzec 04, 2008, 06:01:45 pm »
Muzyka jest gdzie indziej

Z Jane Cordell rozmawiała Agnieszka Jucewicz  2008-03-03

Przez to, że nie słyszę, jestem trochę outsiderką. To czasami frustruje, ale pozwala też zobaczyć życie z innej perspektywy.

Co Pani słyszy?

Bez specjalistycznego aparatu słuchowego - nic. Kiedy go zakładam, słyszę na przykład żaby.

Żaby?

Parę lat temu dano mi do testowania aparat słuchowy najnowszej generacji, który pozwala cokolwiek usłyszeć osobie takiej jak ja, czyli praktycznie głuchej, która kiedyś słyszała. Kiedy po raz pierwszy go założyłam, mówię do mojego męża: "Słyszę żaby!". "Tu nie ma żadnych żab, są ptaki" - powiedział. No więc słyszę czasem ptaki, czyli żaby, roboty drogowe, samochody w korku, krzyki. Traktuję je jako tło konwersacji. Nie jestem w stanie usłyszeć, co ktoś do mnie mówi. W pracy korzystam z pomocy lip-speakera, czyli tłumacza dla osób głuchych, który bezgłośnie artykułuje to, co ktoś do mnie mówi, a ja to odczytuję z ruchu warg.

Kiedy straciła pani słuch?

16 lat temu. Miałam wtedy 24 lata. Przyjechałam do Gliwic uczyć języka angielskiego. Zaczęło się od tzw. szumu wewnętrznego. Potem przestałam słyszeć wysokie dźwięki. Coraz trudniej było mi zrozumieć, co ktoś do mnie mówi. Po trzech latach byłam prawie całkowicie głucha.

Co na to lekarze?

Do dzisiaj nie wiedzą, co było przyczyną. Być może wirus, a może uszkodzenie słuchu w wyniku słuchania głośnej muzyki.

Możliwe?

Bardzo możliwe. Przez całe lata muzyka była moim życiem. Kiedy miałam sześć lat, zaczęłam uczyć się grać na fortepianie. Skończyłam akademię muzyczną i anglistykę na Uniwersytecie w Cambridge. Po studiach przez rok grałam na altówce w profesjonalnej orkiestrze. Przekwalifikowałam się i zostałam nauczycielką angielskiego z dwóch powodów: po pierwsze, stwierdziłam, że z samego grania się nie utrzymam, po drugie, potrzebowałam zawodu, który będzie bardziej intelektualny. Ale cały czas grałam.

Jak się pani czuła, tracąc słuch?

Byłam zdruzgotana. Nie wyobrażałam sobie życia w ciszy. Każdy, kto gra na jakimś instrumencie, wie, co to znaczy. Przechodziłam przez coś w rodzaju żałoby. Chociaż z drugiej strony... może "żałoba" to zbyt mocne słowo. Sześć lat temu umarła moja mama. To była prawdziwa strata. Kiedy umiera ktoś bliski, już nic nam go nie zwróci. Kiedy tracisz słuch, powoli uczysz się funkcjonować na nowo. To znacząca różnica.

Ktoś panią wspierał?

W stu procentach wspierała mnie rodzina, ale oni byli daleko. Mój ówczesny chłopak z Polski mnie zawiódł. Nie tylko nie próbował mi pomóc, ale wręcz udawał, że nic się nie dzieje. Jego reakcja mnie bardzo bolała, ale też dała do myślenia. Skoro on nie akceptuje mnie takiej, jaka jestem, muszę go zostawić. I tak zrobiłam. Dzisiaj jestem zdania, że utrata słuchu to dobry test na przyjaciół.

Nie chciała pani rzucić wszystkiego, wrócić do Anglii?

Ależ skąd! Nie wyobrażałam sobie, że mogę przestać pracować. Zamiast się załamać, postanowiłam walczyć. Na początku nie było łatwo. Stopniowo głuchłam i nadal uczyłam.

Jak sobie pani dawała radę?

Ciężko pracując! (śmiech) Skrupulatnie przygotowywałam się do zajęć. Uczyłam w małych, cztero-dziesięcioosobowych, grupach. Opracowałam lekcje tak, żeby było jak najwięcej interakcji między uczniami. Starałam się, żeby zajęcia były interesujące. Ale bardzo pomogli mi też nauczyciele i uczniowie. Byli wyrozumiali i przyjaźni.

Mimo wszystko wróciła pani do Anglii?

Pojawiły się kłopoty finansowe i szkołę trzeba było zamknąć. Chciałam też spróbować swoich sił w szkolnictwie wyższym w Anglii, które było bardzo otwarte na osoby niepełnosprawne. Wtedy jeszcze nie funkcjonowało prawo, które m.in. zabrania dyskryminacji osób niepełnosprawnych przy przyjmowaniu do pracy. Strasznie się bałam, idąc na rozmowę o pracę na stanowisko nauczycielki angielskiego w college'u w Londynie

Wiedzieli, że jest pani głucha?

Tak, oczywiście. Ale traktowano mnie bez żadnej taryfy ulgowej. Musiałam zademonstrować, jak prowadzę lekcję. Pytania rekrutujących czytałam z ruchu warg. Komisja była pod wrażeniem i mnie zatrudniła.

A skąd się wziął pomysł na dyplomację?

Po dziesięciu latach pracy jako nauczyciel przyszedł czas na zmianę. Uważałam, że mam odpowiednie kwalifikacje: lubiłam negocjacje (sprawdziłam się jako negocjator z ramienia związków zawodowych w college'u), umiałam się z każdym dogadać. Zapragnęłam też znowu pracować za granicą. Od dwóch lat jestem w Polsce.

Jak się negocjuje, nie słysząc?

Zawsze byłam dosyć wrażliwa na ludzi. Utrata słuchu to wzmocniła. Kiedy wchodzę na spotkanie, wiem dokładnie, jaka jest atmosfera w pokoju. Wiem, co czują poszczególne osoby, w jakim są nastroju, z jakim nastawieniem przychodzą.

Czyta pani z postawy, ułożenia rąk?

O tak! Ciało nie kłamie, mimo że staramy się je kontrolować. Ludzie bardzo dobrze panują nad mimiką twarzy i górną partią ciała. Ale zapominają o nogach, a nogi mówią wszystko! Czy ktoś jest spięty, zrelaksowany, wycofany.

Proszę nie zaglądać pod stół!

Jednak zajrzę. Hm, skrzyżowane...

To znaczy?

To normalne zachowanie dla kobiety, która spotyka kogoś po raz pierwszy. Gdyby owinęłaby pani nogi dwukrotnie, jak śrubokręt, toby sugerowało, że jest pani wyjątkowo zestresowana. Gdyby usiadła pani z nogami rozstawionymi, to z kolei oznaczałoby niespotykane rozluźnienie.

Bardzo przydatne umiejętności na pani stanowisku...

Tak, to zdecydowanie mój atut. Pozwala wyczuć rozmówcę, dobrać odpowiedni ton.

Są jeszcze jakieś korzyści z bycia niesłyszącą?

Przez to, że nie słyszę, jestem trochę outsiderką. To czasami frustruje, ale pozwala też zobaczyć życie z innej perspektywy. Inny plus to to, że nie zakładam niczego z góry. Zawsze kiedy nie jestem czegoś pewna, pytam. Czasami po parę razy. Osoby słyszące w czasie rozmowy często się wyłączają, kiedy są znudzone albo zmęczone. Osoba niesłysząca jest zawsze czujna, skoncentrowana, nie może sobie pozwolić na stracenie wątku.

A sytuacje nieprzyjemne?

W zasadzie nie. Te, które się zdarzają, związane są z tym, że mój sposób mówienia jest inny, bo nie słyszę tego, jak mówię. Czasem mogę brzmieć niewyraźnie. Raz zdarzyło się, że ktoś odłożył słuchawkę, kiedy podniosłam telefon. Nie mógł mnie zrozumieć. Ciężko mi jest w sytuacjach, kiedy jest głośno, bo nie mogę wydobyć głosu tak, żebym brzmiała zrozumiale.

Uczyła się pani mówić na nowo?

Kiedy byłam nauczycielką w Londynie, raz w tygodniu chodziłam na specjalne zajęcia z wysławiania się. A przed przyjazdem tutaj dostałam stypendium dla uzdolnionych niepełnosprawnych pracowników służby dyplomatycznej. To był kurs wygłaszania publicznych przemówień. Takie ćwiczenia z właściwego oddychania, artykulacji, gestykulacji. Bardzo pożyteczne.

Lubi pani publiczne wystąpienia?

Bardzo lubię, ale skłamię, jeśli powiem, że mnie nie wykańczają nerwowo. Proszę sobie wyobrazić 200 osób na sali. Musi pani wejść na podest i wygłosić "speech". A do tego wszystkiego nic pani nie słyszy - ani tych ludzi, ani swojego głosu.

Nie tęskni pani za muzyką?

Nie, ponieważ wciąż gram.

Jak to?

Dziwi się pani. A wie pani, że w Wielkiej Brytanii jest kobieta całkowicie głucha, która gra profesjonalnie w Londyńskiej Orkiestrze Symfonicznej? Czuję muzykę. Kiedy gram na altówce, czuję wibracje na szyi. Niestety, w Polsce nie mogę znaleźć żadnej amatorskiej grupy muzycznej, z którą mogłabym grać. Za to kupiłam małe pianino cyfrowe i na nim gram.

Jaka jest przyjemność z grania, kiedy nie słyszy się dźwięków?

Mnie to pytanie wydaje się dziwne. Dla pani muzyka to tylko dźwięki, a przecież tu chodzi o wiele więcej. Przez pierwsze 24 lata życia słyszałam. Mam w głowie mnóstwo dźwięków. Kiedy oglądam występ orkiestry, potrafię te dźwięki odtworzyć. Czuję muzykę emocjonalnie i intelektualnie. Ostatnio byłam na koncercie muzyki brytyjskiej w Filharmonii w Warszawie. Występowała 120-osobowa orkiestra, a śpiewała moja koleżanka z college'u. Kiedy wydobyła z siebie głos, to poczułam, jak mi się zsuwa po kręgosłupie. Był niesamowity, taki błyszczący, przejmujący! To był cudowny koncert.

Mam przyjaciół niesłyszących od urodzenia, którzy mają niebywałe poczucie rytmu. Są chóry dla niesłyszących. Niesłyszący chodzą na dyskoteki, tańczą. Pewnie pani wie, jak potrafi dudnić sala. Tego nie trzeba słyszeć. To się czuje.

Chodzi pani na zakupy w Warszawie?

Oczywiście.

I jak?

Wchodzę do kiosku, mówię: 'Poproszę »Gazetę Wyborczą «', kładę pieniądze, 'Dziękuję, do widzenia'. I już. Jak jest jakiś problem, to najpierw tłumaczę, że nie rozumiem. A potem, że jestem osobą niesłyszącą.

Jaka jest reakcja?

Pani lub pan otwiera szeroko usta ze zdziwienia. I tak zostaje. Nie jest to przyjemne, ale to się zaczyna zmieniać. Coraz więcej jest osób, które umieją się normalnie zachować. Jakoś odpowiedzieć, zażartować.

W Wielkiej Brytanii czuje się pani swobodniej?

Bardzo dużo się zmieniło od czasu wprowadzenia ustawy o niedyskryminowaniu osób niepełnosprawnych dziesięć lat temu. Kiedy ostatnio byłam w Anglii, sprzedawczyni w Tesco używała języka migowego. Była słysząca. Pracodawca opłacił jej kurs. Niepełnosprawni pracownicy są wszędzie. Państwo dba o integrację. Wprowadzono np. prawo, że usługi transportowe muszą zapewnić osobom niepełnosprawnym swobodne poruszanie się, ale nie na zasadzie: "O rany, co my zrobimy, jak przyjedzie ktoś na wózku?". Tylko mają wyjść do osób niepełnosprawnych, zaprosić do korzystania ze swoich usług.

Prawo prawem, a jak to wygląda w praktyce?

Może londyńskie metro jeszcze pod tym względem kuleje. Ale poza tym dostęp dla wózków jest praktycznie wszędzie: pociągi, autobusy, taksówki, galerie, restauracje. Wszędzie można wejść z psami przewodnikami. Znaki drogowe, informacje o usługach publicznych mają często podpisy brajlem albo są duże - dla niedowidzących.

Przedsiębiorcy wiedzą, że to oznacza, że będą mieli więcej klientów.

A kino, teatr?

Osoby niewidome mogą dostać audioopisy filmu lub przedstawienia, które pozwalają wyobrazić sobie, co się dzieje. W teatrze albo operze - zamiennie - albo jest osoba, która na bieżąco przekłada sztukę w języku migowym, albo wyświetla się tekst na ekranie nad sceną.

Telewizja?

Wszystkie programy w telewizji publicznej mają podpisy. W Polsce to dla mnie problem, że nie mogę oglądać wiadomości. I rzadko mogę obejrzeć jakiś film. Kiedy byłam na spotkaniu z młodzieżą w Instytucie Głuchoniemych, tuż przed wyborami, zapytałam, czy śledzą debaty polityczne w telewizji. Czy wiedzą, na kogo głosować? Odpowiedzieli, że nie bardzo. To oburzające. W ten sposób wyklucza się ich ze społeczeństwa. A przecież to pełnoprawni obywatele z prawem do głosowania.

Czy rzeczywiście na rynku pracy w Wielkiej Brytanii osoby niepełnosprawne są traktowane równorzędnie?

Tak. Ludzie są zatrudniani na podstawie kompetencji i zasług, a osobom niepełnosprawnym i ich pracodawcom ułatwia się wykonywanie zawodu. Jeśli potrzebujesz specjalnego komputera albo telefonu, to pracodawca musi ci go zapewnić. Ale to nie oznacza, że płaci za to sam. Stworzono fundusz rządowy "Dostęp do pracy". Przecież nie chodzi o to, żeby powiedzieć pracodawcom: 'Zatrudniajcie niepełnosprawnych', i zostawić ich z dodatkowymi kosztami. To nie miałoby sensu.

Z ramienia ambasady pomaga pani polskiemu rządowi stworzyć ustawę o niedyskryminowaniu osób niepełnosprawnych. Ile czasu upłynie, zanim zmieni się nie tylko prawo, ale i mentalność ludzi?

Proponuje mi pani zakład? (śmiech) Proces już się rozpoczął i myślę, że w ciągu 18 miesięcy ustawa zostanie uchwalona. Pamiętam, co powiedział mi kiedyś przedstawiciel Komisji ds. Praw Niepełnosprawnych w Londynie: 'Ludzi nie zmienisz'. Ja się wzburzyłam. A on na to: 'Możesz zmienić tylko zasady. Jak zmienisz zasady, ludzie powoli je zaakceptują i w końcu zaczną stosować'. Tak się stało w Wielkiej Brytanii. W Polsce podobnie było z zapinaniem pasów. Ludzie na początku się buntowali. Dostali parę mandatów, upłynęło trochę czasu. Teraz zapinają automatycznie.

Myśli pani, że uda się przekonać polskich pracodawców, że warto zatrudniać osoby niepełnosprawne? Potrzeba na to czasu, ale się uda. Ja już poznałam osoby w Polsce, które wolą zatrudniać niepełnosprawnych, bo twierdzą, że mają oddanych, ciężko pracujących pracowników, którzy się cieszą, że mają pracę. Ja w każdym razie bardzo się cieszę, że ją mam!

Zawsze była pani optymistką?

Zawsze, ale utrata słuchu pozwoliła mi bardziej uwierzyć w siebie. Stanęłam przed jasnym wyborem: albo wycofam się w swój cichy świat, albo spróbuję żyć. Dzisiaj żaden problem nie jest dla mnie nie do pokonania. Nie wierzę w Boga, ale wielokrotnie zadawałam sobie pytanie: po co to wszystko? Dlaczego ktoś, kto żyje muzyką, ktoś, kto uczy, nagle głuchnie?

Znalazła pani odpowiedź?

Tak. To doświadczenie jest po to, żeby zrozumieć, jak mają się ludzie w podobnej sytuacji, i żeby coś dla nich zrobić. Także po to, żeby mieć fascynujące życie. Nie mogłabym sobie wyobrazić ciekawszego życia, niż mam.


Źródło: Wysokie Obcasy
http://www.gazetawyborcza.pl/1,81388,4972274.html?as=4&ias=4&startsz=x

Mulesia

  • Gość
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #32 dnia: Marzec 05, 2008, 09:29:37 am »
2008-03-05 00:03

Żeński hormon płciowy chroni przed głuchotą - kobiety i mężczyzn

Hormon zaliczany do estrogenów chroni zmysł słuchu u obu płci - wynika z najnowszych szwedzkich badań, o których informuje pismo "Journal of Clinical Investigation".

Żeński hormon płciowy - estradiol występuje zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Powstaje z męskich hormonów - androgenów, takich jak testosteron, pod wpływem działania enzymu aromatazy.
Estradiol wpływa na wiele tkanek i organów - przede wszystkim u kobiet, ale też u mężczyzn, którzy produkują go znacznie mniej. Swoje działanie w organizmie hormon ten wywiera za pośrednictwem obecnych w komórkach receptorów estrogenowych.

Aby sprawdzić wpływ estradiolu na narząd słuchu, naukowcy szwedzcy pod kierunkiem Barbary Canlon z Karolinska Institutet w Sztokholmie prowadzili badania na myszach z niedoborami różnych odmian receptorów estrogenowych oraz na myszach z niedoborami aromatazy.

Przejściowe upośledzenie słuchu u gryzoni wywoływano stosując przez 45 minut hałas o natężeniu 100 dB (decybeli). Nie powoduje on żadnych trwałych uszkodzeń, jak np. degeneracja komórek rzęsatych z ucha wewnętrznego, czy neuronów słuchowych, a jedynie podwyższenie progu słyszenia, które normalnie mija po 48 godzinach.

Jak zaobserwowali naukowcy, u myszy, które nie produkowały receptora estrogenowego typu beta (ER-beta) sprawność słuchu wracała tylko częściowo. Podobnie było w przypadku zwierząt z niedoborami aromatazy.

Natomiast, leki działające na receptory ER-beta były w stanie zapobiec zaburzeniom słuchu u zwykłych myszy i myszy, które nie wytwarzały aromatazy.

Dalsze badania potwierdziły obecność receptorów ER-beta w ślimaku ucha wewnętrznego samic i samców.

Okazało się ponadto, że receptory te chronią słuch wpływając na poziom czynnika wzrostu komórek nerwowych - tzw. BDNF (neurotropowy czynnik pochodzenia mózgowego). Zwierzęta pozbawione ER-beta lub aromatazy miały obniżony poziom BDNF.

Zdaniem autorów pracy, odkrycie roli receptora ER-beta w procesie ochrony słuchu przed urazami może zaowocować nowymi metodami prewencji lub leczenia głuchoty. JJJ

PAP - Nauka w Polsce

bsz
http://www.naukawpolsce.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_naukapl.pap.pl&_PageID=1&s=szablon.depesza&dz=swiat&dep=71269&data=&lang=PL&_CheckSum=870357591

Mulesia

  • Gość
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #33 dnia: Marzec 21, 2008, 08:30:16 pm »
Piątek, 21 marca 2008

Wszystkie telewizyjne programy będą z napisami?
Wiadomości, programy publicystyczne, przyrodnicze, filmy – wszystkie programy w telewizjach publicznych nadawane z UE mają mieć obowiązkowo napisy - czytamy w "Rzeczpospolitej".

Pomysł Lidii Geringer d’Oedenberg poparło 110 stowarzyszeń w Polsce i setki w Europie. Pod oświadczeniem, które złożyła w tej sprawie w Parlamencie Europejskim, podpisało się 427 z 785 eurodeputowanych, w tym niemal wszyscy z Polski.

Mój pomysł ma umożliwić wszystkim obywatelom równy dostęp do informacji, edukacji, dóbr kultury – mówi Lidia Geringer. Problem dotyczy kilkudziesięciu tysięcy osób w Polsce i aż 83 mln Europejczyków. To likwidacja wykluczenia ogromnej grupy ludzi – zauważa Krzysztof Kowal, prezes Oddziału Dolnośląskiego Polskiego Związku Głuchych, który zaangażował się w pomoc europosłance. Napisy dadzą też wszystkim możliwość nauki języków obcych.

Napisy, choć obowiązkowo wprowadzone do publicznych telewizji, widz będzie mógł włączać i wyłączać. Takie rozwiązanie wprowadzi od kwietnia we wszystkich programach brytyjska BBC. To zainspirowało Lidię Geringer.

Rzeczpospolita
http://wiadomosci.wp.pl/kat,9911,wid,9782295,prasaWiadomosc.html

Mulesia

  • Gość
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #34 dnia: Marzec 24, 2008, 09:53:11 am »
Maturalne szanse - pytanie czy równe dla wszystkich. Co trzecia niesłysząca albo słabo słysząca osoba nie zdaje matury. Obawy przed egzaminem mają nawet najlepsi, bo język migowy i ten używany w maturalnych testach - to dwa światy.

http://www.tvn24.pl/28377,1542881,wiadomosc.html

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #35 dnia: Kwiecień 08, 2008, 08:42:08 am »
Głuchoniemi nie są w stanie zdać nowej matury
Cytuj
Skąd te problemy?
Stąd, że opanowanie języka polskiego jest dla młodych niesłyszących ludzi wyjątkowo trudne. Mają wielkie kłopoty ze zrozumieniem nawet prostych wyrazów i zwrotów, nie mówiąc już o pojęciach abstrakcyjnych. - Po prostu trudno im zrozumieć coś, czego nie widzą - tłumaczy wicedyrektorka.

Jednak gdy już się jakiegoś pojęcia, słowa czy wyrażenia nauczą, świetnie je pamiętają. - I nie robią błędów ortograficznych - chwali Ewa Dąbek, nauczycielka języka polskiego w ośrodku. - Gdy raz zrozumieją słowo "kura", gdy będą wiedzieć, co ono oznacza, nigdy nie napiszą "kóra" - bo dla nich to już zupełnie inny wyraz.[/b]

Więcej w wątku Matura
http://forum.darzycia.pl/vp133166.htm#133166
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #36 dnia: Maj 22, 2008, 07:56:58 am »
Olgę Bończyk mama słyszała sercem

Ciepła, z sercem na dłoni i niezwykle skromna. Taką Olgę Bończyk ukształtowali w dzieciństwie rodzice. To im, choć byli ludźmi niesłyszącymi, zawdzięcza miłość do muzyki

Cytuj
Pani rodzice byli ludźmi niesłyszącymi. Podjęli niezwykłą decyzję – wysłali swoje dzieci do szkoły muzycznej.
Olga Bończyk
: Dowiedzieli się od naszej przedszkolanki, że jesteśmy utalentowani muzycznie. Postanowili więc kształcić nas w tym kierunku. Ogromne wyzwanie. Wiedzieli, że nigdy nie będą mogli nam pomóc. Porozumiewaliśmy się przecież tylko za pomocą języka migowego.

- Pewnie bolało ich, że nie mogą z wami dzielić pasji muzycznych.
Olga Bończyk: Pamiętam mamę na akademiach szkolnych. Siedziała na widowni. Biła brawo równocześnie z innymi rodzicami. Wielokrotnie widziałam, jak łzy płynęły jej po policzkach. Nasi rodzice poświęcili całe swoje życie, abyśmy my mogli rozwijać się jako muzycy. Oboje już nie żyją, ale wierzę, że dziś  dopingują nas i wspierają sponad chmur. Jestem pewna, że gdyby żyli, byliby z nas dumni.

Więcej:
http://polki.pl/przyjaciolka_artykul,10009076.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #37 dnia: Lipiec 29, 2008, 10:34:31 pm »
Prawo jazdy dla niesłyszących - mało tłumaczy
Zofia Bysiec2008-07-24, ostatnia aktualizacja 2008-07-24 17:10

Osoba niesłysząca może być świetnym kierowcą. Ale by mogła prowadzić auto największą barierą nie jest wada słuchu lecz brak tłumaczy języka migowego

Więcej w temacie
 Karta parking."koperta",prawo jazdy ,samochód O.N.
http://forum.darzycia.pl/vp140803.htm#140803
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #38 dnia: Sierpień 14, 2008, 11:49:54 pm »
A dom mój będzie ze szkła...

Autor: Magdalena Gajda, Fot. Archiwum A.Konewczyńskiej, Źródło: dodatek Praca 10/2008

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/25960
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #39 dnia: Sierpień 30, 2008, 01:13:33 pm »
Komórki włoskowe pomogą odzyskać słuch

Uzyskane dzięki terapii genowej komórki włoskowe pomogą leczyć głuchotę i choroby ucha wewnętrznego - informują na łamach pisma "Nature" naukowcy z USA.

Badacze przy użyciu terapii genowej zastosowanej w trakcie rozwoju myszy wykazali, że można doprowadzić do powstania działających komórek włoskowych (znajdujących się w tzw. ślimaku ucha wewnętrznego), dzięki którym można poprawić słuch u dorosłych myszy.

Komórki włoskowe tworzą w naszym uchu rodzaj aparatu do wykrywania i odbierania dźwięków, uszkodzenie lub utrata tych komórek prowadzi do upośledzenia słuchu. U ssaków komórki włoskowe nie podlegają regeneracji. John Brigande wraz z zespołem z Oregon Health & Science University w Portland, wykazał, że podczas rozwoju płodowego transfer genu Atoh1 do ucha wewnętrznego myszy powoduje że komórki niereceptorowe przekształcają się w prawidłowo działające komórki włoskowe.

Autorzy pracy mają nadzieję, że ich odkrycie stanie się podstawą do opracowania nowych terapii dla głuchoniemych pacjentów.
PAP
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Mulesia

  • Gość
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #40 dnia: Wrzesień 05, 2008, 10:14:46 pm »
2008-09-05 19:40
Tylko 4 proc. Polaków z niedosłuchem korzysta z aparatów słuchowych

W Polsce tylko 4 proc. osób z ubytkiem słuchu nosi aparaty słuchowe. Tymczasem, im wcześniej sięgniemy po to urządzenie, tym więcej możemy naprawić - podkreślali specjaliści z zakresu zaburzeń słuchu na konferencji prasowej w Warszawie.
(...)
Z badań wynika, że ok. 15 proc. światowej populacji cierpi na większy lub mniejszy niedosłuch, powiedziała surdopedagog (pedagog zajmujący się osobami z wadami słuchu - przyp. PAP) dr Maria Dubczyńska. Szacuje się, że w Polsce od 4 do 6 mln osób ma problemy ze słuchem, z czego co piąta osoba - czyli 1 mln - powinna nosić aparat słuchowy.

Niestety, dane wskazują, że w Polsce robi to tylko 4 proc. osób z niedosłuchem. Dla porównania, w Danii odsetek ten wynosi 45 proc., a w Wielkiej Brytanii i Norwegii - po 35 proc.
Jak oceniła dr Dubczyńka, wynika to m.in. z tego, że w Polsce kłopoty ze słuchem są ciągle traktowane jak problem wstydliwy. "W świadomości społecznej ubytek słuchu wiąże się ze starszym wiekiem. Dlatego pacjenci nie chcą się do niego przyznać. Normalnie niedosłuchu nie widać, a sięgając po aparat pokazujemy go" - tłumaczyła.

"Jednak, im wcześniej pacjent zdecyduje się na to urządzenie, tym będzie mógł więcej naprawić" - podkreśliła dr Dubczyńska. Liczy się tu nawet miesiąc zwłoki, w czasie którego niedosłuch może się jeszcze pogłębić. Aparat temu zapobiega, dzięki ciągłej stymulacji ośrodków słuchowych w mózgu. Najnowsza technologia pozwala chronić nasze ucho - podkreśliła.
(...)
Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Protetyków Słuchu Leszek Wierzowiecki przypomniał, że refundacja aparatów słuchowych jest przyznawana przez Narodowy Fundusz Zdrowia raz na 5 lat. Są jednak problemy z dofinansowaniem dwóch aparatów (do jednego i drugiego ucha) u osób po 26. roku życia. Rozporządzenie ministerstwa zdrowia mówi, że dofinansowanie dwóch aparatów dotyczy tylko osób czynnych zawodowo. W praktyce mogą z nich korzystać również osoby szukające pracy. Niestety, emeryci, renciści i osoby bezrobotne mogą liczyć tylko na dopłatę do jednego urządzenia. Według Wierzowieckiego, obecnie trwają prace nad nowym rozporządzeniem, które być może pozwoli zmienić sytuację na lepsze.

Jak podkreślił Kopeć od kilu lat dzięki Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wszystkie noworodki przechodzą badanie słuchu.

"Takie jednorazowe badanie nie może jednak odpowiedzieć na pytanie, co się dzieje ze słuchem 7-latka, który wkracza na drogę szkolnej kariery" - podkreśliła dr Dubczyńska. W międzyczasie, z powodu różnych, nawet błahych problemów, jak źle leczona infekcja, może pojawić się niedosłuch, który będzie utrudniał dziecku naukę. Dlatego, zdaniem specjalistki, ideałem byłoby, gdyby w każdym roku szkolnym dzieci przechodziły obowiązkowe badanie słuchu. Im wcześniej wykryje się ubytki słuchu, tym większe szanse, że można je będzie naprawić lub zahamować ich rozwój.

Dopóki nie będzie programu badań obowiązkowych, dobrze by było, aby to rodzice regularnie chodzili z dziećmi na badania słuchu. Są one proste, bezbolesne i bezpłatne. Trwają ok. 15 minut. Listę i adresy placówek, które wykonują takie badania można znaleźć na stronie internetowej www.slyszymy.pl JJJ

PAP - Nauka w Polsce

bsz

Całość: http://www.naukawpolsce.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_naukapl.pap.pl&_PageID=1&s=szablon.depesza&dz=stronaGlowna&dep=219906&data=&lang=PL&_CheckSum=-594652786

Mulesia

  • Gość
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #41 dnia: Wrzesień 06, 2008, 10:17:54 pm »
Co za dużo (higieny), to niezdrowo
01-09-2008 03:15

(...) W ostatnich dniach Amerykańska Akademia Otolaryngologii wydała szczegółowe zalecenia dotyczące pozornie błahej sprawy, jaką jest... usuwanie wosku wytwarzanego w uszach. Wynika z nich, że poziom higieny wielu współczesnych ludzi może znacznie szkodzić organowi słuchu.

Wosk uszny, zwany też woskowiną (łac. cerumen), to mieszanina złożona z wody, substancji tłuszczowych oraz resztek martwych włosów i naskórka. Jego główne zadania to usuwanie ciał obcych oraz obumarłych komórek z zewnętrznej części przewodu słuchowego, toteż wiele osób (nad?)gorliwie usuwa go z głębi ucha. Jak się okazuje, robią to niesłusznie i mogą zaszkodzić sami sobie.

Jak zaznaczają lekarze, higiena narządu słuchu jest istotna, lecz używanie wacików do usuwania woskowiny z głębi przewodu słuchowego zewnętrznego to niepotrzebny zabieg. Na dodatek może on dawać wyłącznie pozorne uczucie oczyszczenia ucha. W rzeczywistości może dojść do stopniowego "upychania" wydzieliny na powierzchni błony bębenkowej, co może prowadzić do upośledzenia słyszenia oraz do rozwoju zakażeń. Często potrzebna jest wówczas interwencja lekarza, którego zadaniem jest usunięcie złogów cerumen i przywrócenie naturalnego trybu jego wydzielania. Choć problem wydaje się błahy i być może niewarty poruszania, co roku aż 12 milionów Amerykanów (czyli ok. 4% populacji) potrzebuje opieki medycznej w efekcie tego przykrego zdarzenia. Nic więc dziwnego, że Akademia wydała i nagłośniła swoje zalecenia.

Lekarze wyróżnili specyficzną grupę pacjentów, którzy mogą pozwolić sobie na dogłębne czyszczenie przewodu słuchowego. Chodzi przede wszystkim o osoby używające aparatów słuchowych,
(...)
Jak więc myć uszy? Odpowiedź jest banalna: myć je tylko na tyle głęboko, na ile można swobodnie dosięgnąć bez używania przyrządów. Resztą zajmie się sam organizm.


Autor: Wojciech Grzeszkowiak

Źródło: LiveScience
Całość: http://kopalniawiedzy.pl/ucho-uszy-woskowina-wosk-uszny-cerumen-otolaryngologia-5566.html

Offline zija

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 433
    • http://dzieciom.pl\4687
Przełom w leczeniu głuchoty
« Odpowiedź #42 dnia: Wrzesień 11, 2008, 03:14:24 pm »
Przełom w leczeniu głuchoty  :flasingsmile:
Duży krok naprzód w badaniach nad nowymi sposobami leczenia głuchoty - naukowcom udało się po raz pierwszy wyhodować komórki, które mają kluczowe znaczenie dla słuchu u ssaków.


Osiągnięcie zespołu, którego przewodniczący sam ma poważnie upośledzony słuch, daje najlepszy z dostępnych dotąd sposobów regenerowania pokrytych rzęskami komórek receptorowych ucha, których uszkodzenie odpowiedzialne jest za większość problemów ze słuchem.

Od 60 do 90 procent przypadków głuchoty i utraty słuchu jest spowodowanych uszkodzeniem rzęskowych komórek receptorowych w uchu wewnętrznym, w części zwanej ślimakiem. To te komórki odbierają dźwięk i aktywują nerwy przenoszące informację czuciową do mózgu. Uszkodzenie to może się także przyczyniać do pojawiania się szumów usznych – dzwonienia w uszach dotykają około siedmiu milionów Brytyjczyków.

W ludzkim ślimaku znajduje się około 15 500 tych komórek, które mogą ulec uszkodzeniu na skutek starzenia się, nasilonego hałasu, wad genetycznych i niektórych leków lub infekcji. Komórki nie regenerują się, więc uszkodzenie powoduje postępujący i nieodwracalny ubytek słuchu, czasem prowadzący do całkowitej głuchoty.

Odkrycia, opublikowane w czasopiśmie „Nature”, stanowią obietnicę nowych sposobów leczenia dla dziewięciu milionów osób w Wielkiej Brytanii i 250 milionów osób na całym świecie, które mają problemy ze słyszeniem.

Pracom przewodniczył John Brigande z Oregon Health and Science University w Stanach Zjednoczonych, którego słuch od 10. roku życia ulegał postępującemu uszkodzeniu. - Moje upośledzenie słuchu stanowi dla mnie olbrzymie wyzwanie, zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Mam nadzieję, że  jeszcze za mojego życia pojawią się nowe odtwórcze metody leczenia ubytków słuchu – mówi.

Zespół z Oregonu wykorzystał terapię genową do wyhodowania działających komórek sensorycznych w mysich embrionach. Kiedy myszy się urodziły, liczba funkcjonujących komórek receptorowych w ich ślimakach była większa niż normalnie. Naukowcy ustali także, że komórki, które zostały stworzone przez manipulacje w obrębie genu o nazwie Atoh1, mają wszystkie cechy typowe dla rzęskowych komórek receptorowych.

Choć technika ta nadal wymaga znacznego udoskonalenia, zanim wejdzie w fazę badań na ludziach, stanowi jednak pierwszy dowód na to, że komórki rzęskowe mogą być u ssaków hodowane od początku.
Naukowcy zaczęli doświadczenia, by sprawdzić, czy technika ta może odwrócić skutki mutacji genetycznych, które powodują głuchotę u myszy. Jeśli im się to uda, mają oni nadzieję stworzyć lepszy mysi model do badań nad utratą słuchu u ludzi, by w końcu opracować sposób odtwarzania komórek rzęskowych i odwracania głuchoty u ludzi.

- Istnieje olbrzymie zainteresowanie sposobami zastępowania komórek w celu leczenia chorób ucha środkowego, ale dotąd nie mieliśmy bezpośrednich dowodów wskazujących, że moglibyśmy wyhodować funkcjonalne czuciowe komórki rzęskowe. Wykonaliśmy pierwszy krok: możemy przyczynić się do wyhodowania komórek rzęskowych. Teraz musimy dowiedzieć się, czy możliwe jest odtworzenie słuchu u głuchych mysich mutantów – wyjaśnia dr Brigande.

- Doświadczenia trwają. Wiemy, że możliwe jest wytworzenie rzęskowych komórek receptorowych, które funkcjonują prawidłowo i jest to ważny krok w stronę opracowania racjonalnych metod leczniczych u ludzi – mówi. -  Mam głębokie upośledzenie słuchu. Ekscytująca wiadomość dla ludzi z ubytkami słuchu lub szumami usznymi jest taka, że możemy teraz mieć nadzieję, iż pewnego dnia odzyskamy słuch – dodaje dr Brigande.

Technika terapii genowej może też być łączona z badaniami nad embrionalnymi komórkami macierzystymi i przeprogramowywaniem dojrzałych komórek w celu wytworzenia nowych komórek rzęskowych, które mogą być przeszczepiane, by odtworzyć słyszenie. Możliwe jest też bezpośrednie manipulowanie genami w uchu środkowym, by pobudzić powstawanie nowych komórek rzęskowych.
kamila 22l porażenie mózgowe  i epi wygasła

Mulesia

  • Gość
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #43 dnia: Wrzesień 11, 2008, 08:54:18 pm »
Zija, :D  artykuł jest rozwinięciem postu Soni zamieszczonego w tym wątku.
Mam prośbę : podaj źródło i autora.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #44 dnia: Październik 10, 2008, 11:35:38 am »
Czasem dobrze nie słyszeć


Autor: Jane Cordel

Zródło: Wysokie Obcasy


Dlaczego czasem może być lepiej nie słyszeć?

- Nie słyszysz złośliwych plotek kolegów

- Roboty drogowe pod oknem ci nie przeszkadzają

- Masz wbudowany "filtr relacji": prawdziwi przyjaciele dostosują się do ciebie, pozostali nie są warci twojej uwagi

- Zawsze jesteś w stanie zrozumieć innych w głośnej restauracji czy dyskotece

- Możesz plotkować i żartować w języku migowym i nikt postronny cię nie zrozumie

- Możesz pracować w biurze pełnym ludzi - nic ci nie przeszkadza.


Trudno sobie wyobrazić jaki jest świat niesłyszących. Dlatego kiedy ludzie słyszący, bez tego doświadczenia, opisują niesłyszących i ich kulturę, często, wbrew własnym intencjom, zniekształcają prawdziwy obraz i powielają stereotypy.

Pracuję w Polsce jako dyplomata. Bardzo interesuję się prawami człowieka i różnorodnością kulturową. Wierzę, że im większy zasób umiejętności i doświadczeń, tym lepiej dana organizacja funkcjonuje i tym większe odnosi sukcesy.

Z zainteresowaniem przeczytałam artykuł Olgi Bończyk o jej niesłyszących rodzicach. Skłonił mnie do przemyśleń. Rzadko zdarzają się artykuły na temat osób głuchych, więc kiedy już się taki pojawi, tym większe jest jego znaczenie i siła oddziaływania.

Uczyłam się trochę języka migowego i mam znajomych, dla których jest to pierwszy język. Pokazali mi oni inny, fascynujący świat. Wiadomo, na przykład, że dzieci które uczą się języka migowego od rodziców, rozwijają się szybciej. Synek mojego kolegi miał cztery miesiące, gdy zaczął używać języka migowego. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że język migowy to dla człowieka pierwszy naturalny język!

Ludzie, którzy nie używają języka migowego często uważają, że nie jest to prawdziwy język. Zakładają nieraz, że jest gorszy niż inne, bo nie ma gramatyki takiej, jak język pisany. W rzeczywistości język migowy jest bogatszy niż języki pisane, bo używa się w nim nie tylko rąk, ale także mimiki i całego ciała, aby przekazać komunikat. Na przykład, aby wyrazić niuans lub nacechowanie emocjonalne dobiera się odpowiednio rozmiar znaku czy szybkość wykonania gestu. Dzięki temu jest to język bardzo ekonomiczny - można wyrazić emocje za pomocą jednego gestu zamiast szukać odpowiednich przymiotników lub przysłówków.

Dobrym przykładem może być historia z okresu "pomarańczowej rewolucji' na Ukrainie, kiedy to tłumacz języka migowego w ukraińskiej telewizji był w stanie przekazać komunikat niesłyszącym widzom: "Tego nie będę tłumaczyć. To wszystko bzdury, zwykła propaganda, nie wierzcie w ani jedno słowo!" Tłumacz mógł zrobić to bez trudności, bo jego zwierzchnicy nie rozumieli języka migowego, myśleli więc, że wszystko jest w porządku. Oczywiście wiele osób niesłyszących oglądających program szybko przekazało to swoim słyszącym znajomym i tak wieść się rozniosła.

Artykuł Olgi Bończyk porusza temat wykształcenia i rozwoju osób niesłyszących. To prawda, że dostęp do wykształcenia jest często bardziej ograniczony dla takich osób, jak zresztą w ogóle dla ludzi niepełnosprawnych. Należy to jednak traktować jako problem całego społeczeństwa a nie problem osób niesłyszących. Jeżeli społeczeństwo zapewni niesłyszącym możliwości i warunki do nauki, będą oni mogli rozwijać swoje zdolności.

Znam dwie osoby, które mogą być przykładem, że tak właśnie się dzieje. Obie są inteligentne i zdolne. Obie straciły słuch jako małe dzieci. Pierwsza z nich uczyła się w dobrej szkole, gdzie podstawą był język migowy. Nauczyła się dwóch języków obcych, oprócz języka migowego i języka mówionego swego ojczystego kraju. Jest osobą pewną siebie, radosną i elokwentną (choć bez głosu). Pracuje jako nauczycielka.

Druga osoba uczyła się w bardzo tradycyjnej szkole, gdzie nie używano języka migowego i uważano, że niesłyszących uczniów należy zmuszać do mówienia, nawet kosztem silnego stresu. W efekcie, osoba ta uczyła się wszystkiego za pośrednictwem obcego języka, bardzo powoli i z dużym trudem. Nie mogła porozumiewać się najbardziej naturalnym dla siebie sposobem i miała poczucie, że język migowy jest czymś złym. W dorosłym życiu brakuje jej pewności siebie, zarówno w posługiwaniu się językiem angielskim jak i językiem migowym, co bardzo utrudnia jej normalne funkcjonowanie.

Równie ważnym elementem w rozwoju osób niesłyszących są formułowane wobec nich oczekiwania i założenia. Często to, czego inni się po nas spodziewają staje się rzeczywistością. Jeżeli rodzice i społeczeństwo oczekują, że człowiek będzie wykorzystywał swoje zdolności i stanie się niezależny, tak właśnie się dzieje. Jeśli jednak nie oczekuje się pozytywnego rozwoju sytuacji - nieraz taki właśnie scenariusz się spełnia.

Jestem Brytyjką i dlatego chciałabym napisać parę słów na temat praw osób niepełnosprawnych w Wielkiej Brytanii i regulacjach prawnych w tym zakresie. W roku 1995, po czterdziestu latach ciężkiej pracy i intensywnego lobbingu, przyjęta została ustawa "Disability Discrimination Act" - ustawa o prawach osób niepełnosprawnych. Została ona następnie znowelizowana i rozszerzona w 2005 roku. Gwarantuje osobom niepełnosprawnym równy dostęp do informacji, wykształcenia, usług publicznych i zatrudnienia. Wprowadza także pojęcie "reasonable adjustment" - "rozsądnego dostosowania": jeżeli ktoś jest zdolny do wykonywania jakiejś pracy i potrzebuje w tym celu tylko pewnej pomocy, ma prawo do jej uzyskania. Przedsiębiorcy i wszyscy świadczący usługi publiczne mają obowiązek zapewnienia dostępu do swoich usług wszystkim, w tym także osobom niepełnosprawnym. Ustawa ta przyczyniła się do niemalże rewolucyjnych zmian w sytuacji osób niepełnosprawnych. Niektóre z nich po raz pierwszy w życiu otrzymały wsparcie umożliwiające im podjęcie pracy zarobkowej. Po raz pierwszy zobaczyły jak bardzo mogą się rozwijać i co mogłyby osiągnąć.

Wspomniałam wcześniej, że dobrze jest jeśli niesłyszący sami mówią o swoich sprawach?. Czemu więc ja, jako dyplomata, piszę taki artykuł? Jakie mam prawo, żeby się na ten temat wypowiadać? Urodziłam się z dobrym słuchem, ale jako młoda osoba straciłam słuch. Od piętnastu lat nie słyszę. Dlatego w tym, co piszę opieram się także na własnych doświadczeniach. Może to niektórych dziwi, może zastanawiacie się państwo "jak udało się jej tak wiele osiągnąć?" Oczywiście konieczne są umiejętności i kwalifikacje, tak samo jak pracowitość i determinacja?

Moja praca wymaga porozumiewania się z ludźmi - negocjuję, lobbuję, uczestniczę w spotkaniach. Jako osoba niesłysząca, żeby być w stanie wszystko to robić, potrzebuję pomocy w porozumiewaniu się. Zgodnie z ustawą o prawach osób niepełnosprawnych, mój pracodawca zapewnia mi taką pomoc. Korzystam ze wsparcia brytyjskiej lipspeaker (osoby specjalnie przeszkolonej, która bezgłośnie powtarza usłyszany tekst tak, aby można go było odczytać z ruchu ust), od czasu do czasu pomagają mi także polscy note-takers, dzięki którym mogę na bieżąco z ekranu komputera odczytywać tekst wypowiadany po polsku przez mojego rozmówcę.

Napisałam wcześniej, że wierzę, iż różnorodność doświadczeń wzbogaca i poprawia funkcjonowanie instytucji. Moi koledzy z pracy mówią, że dzięki temu, iż pracują z osobą niesłyszącą lepiej rozumieją istotę komunikowania się. Taka sytuacja sprzyja także utrwalaniu dobrych praktyk, takich jak korzystanie z agendy w czasie spotkań czy robienie przerw w trakcie dłuższych dyskusji.

Na koniec, dodam do mojej początkowej listy jeszcze jeden powód, dlaczego osoba niesłysząca może osiągnąć sukces. Kiedy jesteś głuchy, nie słyszysz zniechęcających komentarzy!

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26253
Odp: Ciekawe artykuły
« Odpowiedź #45 dnia: Sierpień 02, 2009, 06:58:00 pm »
W wątku
Rocznica Powstania Warszawskiego

ciekawy reportaż umieściła zija na temat niesłyszących bohaterów Powstania Warszawskiego



eksplozja ciszy
http://forum.darzycia.pl/index.php?topic=7185.msg151438#new
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach