Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: Etapy rozwoju dziecka  (Przeczytany 94132 razy)

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #50 dnia: Wrzesień 27, 2006, 03:27:10 pm »
Proste jak struna

Moje dziecko się garbi - często martwią się rodzice. I rzeczywiście mają powód. Bo mocny kręgosłup z jego naturalnymi krzywiznami stanowi prawdziwy filar zdrowia na całe życie. A o tym, czy będzie dobrze spełniał swoje funkcje, decydują pierwsze lata życia.

Kręgosłup niemowlaka wymaga asekuracji. Musimy więc podtrzymywać ręką główkę dziecka, by nie narazić na zniekształcenia i urazy odcinka szyjnego. Dla stawów biodrowych i odcinka lędźwiowego najlepiej jest, gdy dziecko ma szeroko rozstawione nóżki, nośmy je więc na biodrze.

Zrób to koniecznie:

  1. Obserwujmy, jak się rozwija.
   2. Każdy rodzic chciałby, żeby jego dziecko było zdrowe. Niezastąpione są w tym względzie wizyty u pediatry, ale sami też możemy zabawić się w detektywa.
   3. Jeśli chcemy ustrzec malca przed kłopotami z kręgosłupem, po prostu go obserwujmy. Jeśli często przyjmuje tę samą pozycję, np. leżąc w foteliku-leżaku, stale przechyla główkę w jedną stronę, nie chce raczkować lub w czasie zabawy ciągle podkłada nogę pod pupę - musimy jak najszybciej powiedzieć o tym lekarzowi.
   4. Pamiętajmy jednak, że skrzywieniom kręgosłupa zapobiec może przede wszystkim ruch, zwłaszcza na świeżym powietrzu, gdy operujące słońce sprawia, że w organizmie wytwarza się korzystna dla układu ruchu witamina D. Zachęcajmy więc dzieci do gimnastyki, biegania, pływania, gry w piłkę czy jazdy na rowerze. Nie zapominajmy też o diecie bogatej w wapń.


Kręgosłup rozwijającego się płodu przyjmuje kształt litery C. Ale kiedy dziecko już się urodzi, jego nośny filar powoli przybiera właściwą “linię”. Bardzo ważne są pod tym względem pierwsze miesiące życia.

Leżę i rosnę

Okres niemowlęcy dziecko spędza, głównie leżąc. Ale wtedy też kształtuje się jego układ kostny. Ważna jest więc pozycja, jaką przyjmuje podczas leniuchowania. Nie powinna być ciągle ta sama. Póki dziecko nie umie jeszcze samo przekręcać się z boku na bok, musimy mu w tym pomagać. Leżąc na brzuszku, będzie po jakimś czasie coraz wyżej unosiło główkę, żeby obserwować i poznawać otaczający je świat. A to idealna gimnastyka dla kształtującej się właśnie tzw. krzywizny piersiowej. Kładąc maluszka na plecach, nie zapominajmy o podłożeniu mu pod główkę małej poduszki.
Musimy również zwrócić uwagę na ubiór - nie może on krępować ruchów niemowlęcia. Musi być nieco za luźny. Małe dzieci są niezwykle energiczne, a wykonywane przez nie ruchy - nawet zupełnie nieskoordynowane - są najlepszą gimnastyką dla układu kostnego.

Siedzę i poznaję świat


Pamiętajmy jednak, że “nic na siłę”. To fajnie pochwalić się, że nasz synek czy córka już siedzą, ale do tego trzeba dorosnąć. Nie podpierajmy więc dziecka poduszkami, by pochwalić się dziadkom, jak sprawny jest ich wnuk. To katastrofa dla kręgosłupa!
Jeśli dziecko jest silne i ciekawe świata, możemy je 2-3 razy dziennie na 20-30 minut sadzać w foteliku-leżaku. W nim kręgosłup przyjmuje kształt litery C, co nie wpływa na niego niekorzystnie.
Pamiętajmy, by nie zmuszać malca do zbyt wczesnego stania i chodzenia. Tak naprawdę najlepsze jest jak najdłuższe raczkowanie. Jeśli malec pełza, a potem raczkuje, może to robić nawet do 12.-14. miesiąca życia. Z badań Centrum Rehabilitacji w Konstancinie wynika, że ponad połowa młodych pacjentów ze skoliozą (bocznym skrzywieniem kręgosłupa) nigdy nie raczkowała. I nie kupujmy mu tzw. chodzika. W nim dziecko nie chodzi, ale podskakuje - nabiera więc złych nawyków.

Idę na spacer

Najpierw w wózku. Wielu rodziców wybiera tzw. spacerówkę, kierując się własną wygodą. Bo jest lekka, składana. Ale dla kształtującego się kręgosłupa ważne jest, by wózek był w miarę szeroki i miał regulowane oparcie. To umożliwia dziecku zmianę pozycji, np. gdy zmęczone zasypia. Lekkie “parasolki” mogą być wykorzystywane okazjonalnie, na krótkich trasach, np. do sklepu.

Potem są pierwsze buty. Mają ogromne znaczenie. Gdy malec zacznie schodzić z wózka i dreptać, musi mieć dobrze wyprofilowane buciki. Kupując je, nie kierujmy się modą. Dobre buty powinny być w miarę luźne (ok. pół centymetra luzu przed paluchem) i z usztywnionym zapiętkiem stabilizującym stopę. Lepiej, gdy sięgają za kostkę (i są sznurowane) oraz mają elastyczną, grubszą podeszwę, która zamortyzuje wstrząsy w czasie skoków czy biegania.

Pamiętajmy, aby bez konsultacji z ortopedą nie kupować bucików z wkładką ortopedyczną. Przeznaczone są one dla dzieci z rozwijającym się płaskostopiem. U innych mogą zrobić więcej złego niż dobrego.

Mam swoje biurko

Pierwszy “sprzęt roboczy” dziecka to stołek z blatem. Niemowlę jest w nim bezpieczne i ma dobrze podparty kręgosłup. Możemy więc uczyć je samodzielnego jedzenia.
A gdy przyjdzie czas na biurko, pamiętajmy, że koniecznie musi być ono dopasowane do wzrostu dziecka. Dobrze jest, gdy ma uchylny blat, umożliwiający inne ustawienie, gdy malec np. rysuje czy lepi z plasteliny. Krzesło powinno być dość miękkie, z podłokietnikami (łokcie nie mogą “wisieć”) i z regulowaną wysokością siedziska, by stopy dotykały podłogi. Oparcie koniecznie wysokie i lekko wygięte na wysokości lędźwiowego odcinka kręgosłupa.
Jeśli dziecko siedzi przy komputerze, monitor musi być ustawiony na wprost jego twarzy - jeśli stoi z boku, wymusza przyjmowanie nienaturalnych pozycji.

Podnoszę i dźwigam

W dzisiejszych czasach już przedszkolak musi nosić na zajęcia różne rzeczy. Jeśli zabiera coś ze sobą, powinien to nieść w plecaku.
Jeszcze “ciężej” mają dzieci chodzące do szkoły. Dlatego ich tornister czy plecak powinien mieć szerokie regulowane szelki oraz usztywnioną część przylegającą do pleców. I nie pozwalajmy mu nosić ciężarów ponad miarę.
Jeżeli dziecko musi coś podnosić, uczmy je, by robiło to na ugiętych kolanach. To nawyk, który procentuje do późnej starości.


poradnik zdrowie.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #51 dnia: Listopad 25, 2006, 01:53:30 pm »
Artykuły i porady - rozwój dziecka, problemy, wychowanie itd

http://www.kobieta.wp.pl :

Noworodek i niemowlę
Przedszkolak i uczeń
Nastolatki

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #52 dnia: Luty 09, 2007, 11:34:45 pm »
Czego uczy się maluch w pierwszych 24 miesiącach życia?

Beata Ciepłowska-Kowalczyk Konsultacja: dr Piotr Albrecht

Chyba każda młoda mama sięga po poradniki i tabelki, żeby sprawdzić, czy jej dziecko dobrze się rozwija. Ale przecież człowiek to nie Orient Express trzymający się precyzyjnie rozkładu jazdy...

Każde dziecko rozwija się w swoim tempie, bo każde dziecko jest inne. Niby wiemy o tym doskonale, ale to nie zmienia faktu, że wciąż coś nas niepokoi. Dlaczego starszy syn w tym wieku wysoko unosił główkę, a młodszy położony na brzuszku tylko się złości? Czy to normalne, że mała jeszcze nie siada sama? Córka sąsiadki robi to już od kilku tygodni. A przecież jest o dziesięć dni młodsza! W poradniku dla rodziców pisali, że roczne dziecko powinno... itd. itd.

Najlepiej byłoby mieć zaprzyjaźnionego pediatrę, który spokojnie by nam wszystko wyjaśnił i sprowadził problem do właściwych wymiarów. Niestety o takiego zwykle trudno. Czym więc martwimy się niepotrzebnie? Kiedy możemy maluchowi pomóc, a kiedy powinniśmy po prostu uzbroić się w cierpliwość i czekać?

Trzymiesięczne nie potrafi unieść główki

Nie martw się. Większość maluchów osiąga tę umiejętność dopiero po ukończeniu trzech miesięcy. Wcześniej ułożone na brzuchu unoszą głowę najwyżej na kilka sekund.

Jak najczęściej układaj dziecko na brzuszku. Pokazuj mu przedmioty w żywych kolorach, tak żeby musiało wysoko unieść główkę, by się im przyjrzeć.

Zawieś na szczebelkach łóżeczka nie tłukące się plastikowe lustro. Połóż niemowlę twarzą do niego. Nawet największy leniuszek, gdy zobaczy dzidziusia naprzeciwko, zechce przyjrzeć mu się dokładniej i uniesie wysoko głowę.

Możesz też położyć się na plecach, układając sobie malucha na brzuchu. Z pewnością spróbuje ci spojrzeć w oczy.

Za kilka tygodni zdziwisz się, z jaką łatwością to robi. Spróbuj go wtedy delikatnie podciągnąć do pozycji siedzącej. Jeśli główka nie leci mu do tyłu, to znaczy, że jego mięśnie karku są już mocne. Możesz zacząć nosić go w nosidełku.

Jeżeli dziecko ma już cztery miesiące i wciąż nie umie unieść wysoko głowy, skonsultuj się z pediatrą. Prawdopodobnie maluch musi po prostu jeszcze trochę poćwiczyć, oczywiście leżąc na brzuszku, ale gdy lekarz stwierdzi, że wszystko jest w porządku, będziesz spokojniejsza.

Pięciomiesięczne nie obraca się na boki

Nie ma powodu do paniki. Rzeczywiście wiele niemowląt w tym wieku potrafi już przekręcić się na bok, ale nie wszystkie. Bardziej pulchne, mniej ruchliwe lub po prostu spokojniejsze maluchy często opanowują tę sztukę dopiero miesiąc później.

Gdy dziecko leży na plecach, układaj obok niego kolorowe zabawki (by po nie sięgnąć, będzie musiało się nieco obrócić). Zawieś na ścianie za łóżeczkiem plastikowe lustro. Wprawdzie by przyjrzeć się widocznemu w nim dzidziusiowi, wystarczy przekręcić główkę, ale by go dotknąć, trzeba już bardziej się postarać.

Wypróbuj zabawy zmuszające malca do obracania się na boki, np. delikatne turlania czy proste "a kuku" (stań nieco z boku tak aby maluch, chcąc cię odszukać wzrokiem, musiał się obrócić).

Jeśli karmisz piersią, możesz położyć niemowlę na tapczanie na pleckach i położyć się z odkrytym biustem tuż obok. Zapach mleczka powinien zmobilizować go do większego wysiłku.

Dzięki tym ćwiczeniom w wieku sześciu miesięcy twój maluch będzie obracał się nie tylko na boki, ale też z brzuszka na plecy i odwrotnie. Więcej - turlanie stanie się jego ulubioną zabawą. Jeśli wciąż będzie miał z tym problem, na wszelki wypadek porozmawiaj o tym z lekarzem.

Półroczne nie siedzi

Nie jest wyjątkiem. Większość niemowląt pewnie siedzi bez podparcia (co nie znaczy, że samo siada) dopiero w wieku siedmiu, ośmiu miesięcy. Musisz więc wykazać trochę cierpliwości. Często układaj dziecko na brzuszku materacu rozłożonym na podłodze. Podnosząc głowę i klatkę piersiową na przedramionach, sięgając po zabawki, turlając się, najlepiej wyćwiczy mięśnie szyi, karku, ramion i tułowia, potrzebne przy siadaniu.

Jeśli chcesz mu pokazać uroki nowej pozycji, możesz go na chwilę posadzić, podpierając poduszkami. Jeśli jednak szybko opadnie do przodu lub na bok albo zacznie się zsuwać, to znak, że jeszcze za wcześnie na siedzenie. Mięśnie nie są jeszcze na to gotowe.

Jeśli dziecko wyrosło już z głębokiego wózka, możesz wozić je w spacerówce, ale ustaw oparcie w pozycji półleżącej. Ambitny maluch z pewnością będzie próbował podciągać się do siedzenia, trzymając się boków wózka. I bardzo dobrze, niech ćwiczy. Oczywiście gdy mu się uda, pozwól mu posiedzieć. Jeżeli sam usiadł, jego kręgosłupowi to na pewno nie zaszkodzi.

Ośmiomiesięczne nie umie samo usiąść

To zupełnie normalne. Wiele niemowląt w tym wieku podtrzymywane pod paszkami pewnie stoi na nogach, a nawet próbuje wstawać o własnych siłach. Z umiejętnością siadania jest natomiast gorzej. I to zarówno z leżenia, jak i ze stania.

Trzymając się szczebelków łóżeczka czy nogi od stołu, maluch potrafi dźwignąć pupę. Niestety, nawet jeśli mu się to uda, nie umie usadzić jej z powrotem. Jeżeli mu nie pomożesz, biedak może tak stać i stać.

Większość dzieci potrafi usiąść z pozycji leżącej dopiero w wieku dziewięciu, dziesięciu miesięcy. Niektóre opanowują tę sztukę dopiero, gdy nauczą się raczkować (z pozycji na czworakach łatwiej usiąść).

Pokaż maluchowi, że gdy stoi, wystarczy, by zgiął nóżki w kolanach. Leżąc na boku, może natomiast podeprzeć się przedramieniem. To też możesz mu pokazać.

Ale nie przejmuj się tym za bardzo. Pozycja siedząca jest niezwykle atrakcyjna dla niemowlęcia (nareszcie można tyle zobaczyć) i większość dzieci nie trzeba do niej specjalnie zachęcać. Gdy tylko są na to gotowe, po prostu siadają.

Gdyby maluch nie potrafił tego w wieku jedenastu miesięcy, skonsultuj się z lekarzem.

Dziesięciomiesięczne wciąż nie raczkuje

I wcale nie musi. Niektóre dzieci w ogóle pomijają ten etap. Po prostu od razu zaczynają chodzić. Inne przesuwają się innymi sposobami: turlają się, przesuwają na pupie, pełzają. Jedne z czasem zaczynają raczkować, a drugie nie. Niezależnie od tego, do której grupy należy twój maluch, zachęcaj go do samodzielnego przemieszczania się.

Jak najczęściej pozwalaj mu bawić się na podłodze (na dywanie lub materacu z gąbki), bo leżąc całymi dniami w łóżeczku czy siedząc w kojcu, nie będzie miało zbyt wielu okazji do nauki raczkowania.

Kiedy dziecko leży na materacyku, kładź przed nim kolorowe zabawki, ale tak, żeby nie mogło dosięgnąć ich rączką. To je skłoni do wysiłku.

Sadzaj go okrakiem na swojej nodze i pozwól podskakiwać na niej jak na prawdziwym rumaku. To bardzo dobre przygotowanie zarówno do raczkowania, jak i do chodzenia, bo maluch uczy się utrzymywać równowagę.

Konsultacji wymaga jedynie sytuacja, w której dziecko w tym wieku w ogóle nie próbuje się przemieszczać.

Roczne nie chodzi

Nie poganiaj go. Widocznie jego mięśnie nie są jeszcze do tego gotowe. Stawiając dziecko na siłę, za bardzo obciążysz słabe nogi i kręgosłup. Mamy często licytują się, czyj malec wcześniej zaczął chodzić. Tymczasem ortopedzi wcale nie przepadają za takimi prymusami, bo częściej występują u nich wady stóp. A raczkowanie znakomicie wpływa na... mózg.

I nie myśl, że twój maluch jest zapóźniony. Najwięcej dzieci zaczyna chodzić między 13. a 14. miesiącem życia.

Nie kupuj chodzika. Wprawdzie maluchowi jeżdżenie w nim bardzo by się spodobało, ale na jego nóżki wpłynęłoby to fatalnie. Poruszanie się w chodziku angażuje zupełnie inne grupy mięśni niż te, które są potrzebne do samodzielnego chodzenia. Z czystym sumieniem możesz natomiast kupić chodzik-pchacz. Jest to rodzaj stabilnego wózeczka, który dziecka pcha przed sobą, stawiając pierwsze kroki. Daje on malcowi oparcie i pomaga utrzymać równowagę.

Do lekarza trzeba zgłosić się, jeśli dziecko ma półtora roku i wciąż nie chodzi.

Piętnastomiesięczne ciągle się przewraca

Nic dziwnego. Przecież maluch chodzi zaledwie od kilku miesięcy. Musi po prostu nabrać nieco wprawy. Tymczasem postaraj się go nieco zabezpieczyć.

Przede wszystkim kup mu wygodne buty. Miękkie, lekkie, o szerokich noskach i nieślizgającej się, elastycznej podeszwie. Początkującemu chodziarzowi przyda się sztywny zapiętek (ale uwaga, bucik nie powinien krępować nogi w kostce).
W domu przydadzą mu się skarpety z antypoślizgowymi gumkami pod spodem.

Dziewczynki wyglądają uroczo w długich sukienkach, ale niestety ta elegancja strasznie plącze się pod nogami. Na spacery nawet w cieplejsze dni ubieraj dziecku długie spodnie, najlepiej nieco wzmocnione na kolanach.

Zawsze miej przy sobie wodę w spreju, wodę utlenioną i plasterek z opatrunkiem.

I nie martw się. W wieku dwóch lat większość dzieci nie tylko sprawnie chodzi, ale i biega (co nie znaczy, że wszystkie powyższe rady przestają być aktualne, upadki na pewno jeszcze nie raz mu się zdarzą). Jeśli starsze dziecko często się potyka i przewraca, na wszelki wypadek lepiej skonsultować się z ortopedą.

Półtoraroczne nie mówi

Tak jak wielu jego rówieśników. Przeciętny półtoraroczny brzdąc wypowiada od kilku do kilkunastu słów (wliczając w to wyrazy dźwiękonaśladowcze jak hau-hau, ko-ko czy brum-brum). Gdybyś dobrze podsumowała swojego malucha, na pewno zmieściłby się w tej normie.

Jeżeli dziecko wyraźnie rozumie, co do niego mówisz, nie masz powodu do niepokoju. Staraj się po prostu jak najwięcej mówić do malucha, recytuj mu wierszyki, czytaj książki. Jeśli zniekształca wyrazy lub tworzy własne wyrażenia, nie udawaj, że go nie rozumiesz, ale też nie powtarzaj ich za nim. Nie mów: "Zaraz pobawimy się brum-brumem", tylko: "Zaraz pobawimy się autem". Nie pytaj: "Basia cie ziupki?", tylko: "Czy chcesz zupy, Basiu?". To maluch powinien uczyć się od ciebie, a nie ty od malucha.

Większość dzieci mówi prostymi zdaniami dopiero w wieku dwóch lat. Trzylatki na ogół mają już duży zasób słów i używają zdań złożonych.

Skonsultuj się z lekarzem, jeśli masz wrażenie, że dziecko nie słyszy albo nie rozumie, co do niego mówisz.

Dwuletnie nie bawi się z dziećmi

Twój maluch nie jest wyjątkiem. Dwulatki dopiero uczą się kontaktów z rówieśnikami. Nie potrafią współpracować w zabawie ani się dzielić. Gdy nie są w stanie dogadać się z kolegą, szybko przechodzą do rękoczynów.

Staraj się stwarzać maluchowi okazję do kontaktów z rówieśnikami, ale podczas zabawy nie spuszczaj ich z oka. Jeśli zaczynają się bić lub wyrywać sobie zabawki, natychmiast interweniuj. I bądź cierpliwa. Opanowanie sztuki negocjacji i umiejętności osiągania kompromisu wymaga czasu. Jako tako dają sobie z tym radę dopiero trzylatki.



5 rad dla zatroskanych mam

- Pamiętaj, że każde dziecko rozwija się we własnym tempie. I tylko nieliczne zdobywają nowe umiejętności dokładnie według podręczników medycznych i poradników dla rodziców.

- Nie porównuj nieustannie swojego malucha z innymi dziećmi. To, że twoja córka zaczęła siadać, gdy miała pół roku, do niczego nie obliguje jej brata.

- Nie przejmuj się niewielkimi opóźnieniami. Gdy twoje dziecko będzie miało dwa lata, w ogóle nie będziesz pamiętała, że miało trudności z podnoszeniem główki.

- Kiedy ćwiczysz z maluchem, nie forsuj go - przerywaj zabawę przy pierwszych objawach zmęczenia.

- Jeśli coś w rozwoju dziecka bardzo cię niepokoi, powiedz o tym waszemu pediatrze.

eDziecko

Jeśli coś w rozwoju dziecka bardzo cię niepokoi, powiedz o tym waszemu pediatrze.

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #53 dnia: Marzec 01, 2007, 12:36:25 pm »
Małe dzieci nie wierzą we wszystko, co słyszą


Dzieciństwo to czas, w którym do małych główek trafia cała masa, często zbędnych i nieprawdziwych informacji. Dotychczas uważano, że dzieci wierzą we wszystko, co im mówimy. Okazało się, że wcale tak nie jest.

Naukowcy z USA dowiedli, że wbrew ogólnym przekonaniom, małe dzieci potrafią rozróżniać rzeczywistość od fikcji. Wyniki badań opublikowano na łamach pisma "Child Development".

Selekcja informacji

Podczas rozmów, czytania książek, słuchania radia czy oglądania telewizji małe dzieci otrzymują nowe informacje. Większość z nich to informacje prawdziwe - fakty, np. nazwy miejscowości, jednak część informacji nie jest prawdziwa, np. istnienie króliczka wielkanocnego czy Baby Jagi. Dzieci muszą rozstrzygnąć, które informacje są prawdziwe, a które nie.

Dzieci odróżniają prawdę od fikcji

Naukowcy z Teksasu i Wirginii odkryli, że w wieku około 4 lat dzieci odróżniają fakty od fikcji na podstawie kontekstu, w jakim nowe informacje są im prezentowane.
Przeprowadzono trzy badania, w których udział wzięło około 400 dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Dzieciom przekazywano jakąś nową informację, a ich zadaniem było powiedzieć, czy to, co usłyszały, to prawda, czy nie (rzeczywistość czy fikcja).

Prawda czy fałsz?


Część małych uczestników usłyszała zdanie prawdziwe, zawierające określenia naukowe (typu "słodycze zawierają dużo cukru"), druga grupa dzieci usłyszała zdanie nieprawdziwe - bajkowe (typu "wróżki używają czarodziejskiej różdżki, żeby spełniać życzenia dzieci").

Na podstawie wyników badacze stwierdzili, że zdolność do wykorzystania kontekstu podczas rozpoznawania informacji prawdziwych rozwija się u dzieci pomiędzy trzecim a piątym rokiem życia.

Liczy się kontekst

Co więcej, naukowcy zaobserwowali, że jeżeli nowa informacja jest zaprezentowana w znajomym dla dziecka kontekście (dotyczy przedmiotu czy osoby, które dziecko już wcześniej poznało), dziecku jest łatwiej rozpoznać jej prawdziwość.

Główna autorka badań, profesor Jacqueline Woolley, podkreśla, że na podstawie otrzymanych wyników można jasno stwierdzić, że dzieci nie wierzą we wszystko, co słyszą, a informacje prawdziwe od tych ze świata bajek i fantazji rozróżniają używając kontekstu.

wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #54 dnia: Marzec 04, 2007, 12:18:15 pm »
Jak maluch uczy się mówić

Nie możesz się doczekać, kiedy twoje maleństwo zacznie wypowiadać pierwsze słowa? Pomóż mu w tym!

Czy wiesz, że dziecko uczy się mówić już od pierwszych chwil życia? Jak? Osłuchuje się z melodią języka. Jak najczęściej więc do niego przemawiaj, czytaj mu książeczki.
Jednak to, na co tak bardzo czekasz – pierwsze dźwięki, czyli tzw. głużenie – usłyszysz dopiero w drugim, trzecim miesiącu życia twojej pociechy. Będzie godzinami gawędzić sama ze sobą, powtarzając: „aaa”, „guu”, „ebw”. Oznacza to, że jest w świetnym nastroju! Gdy malec ma pół roku, zaczyna gaworzyć. Wówczas wielką radość sprawia mu powtarzanie rozmaitych dźwięków w różnej intonacji. Najpierw wymawia pojedyncze sylaby (np. „ma”, „ba”), potem tworzy ciągi: „ba-ba...”, „ma-ma...”. Nie mają one jeszcze konkretnego znaczenia. Dziecko po prostu bawi się głosem i trenuje narządy mo≠wy. Ale, gdy do niego mówisz, chętnie „odpowiada” na zaczepki.
Około dziewiątego miesiąca życia z coraz większym upodobaniem powtarza zasłyszane słowa: „tata”, „baba”. Nadal robi to bez zrozumienia, bo dopiero miesiąc później nabywa umiejęt≠ności kojarzenia dźwięków z odpowiednimi osobami lub przedmiotami. Pierwsze sylaby już o konkretnym znaczeniu wypowiada w okolicy pierwszych urodzin. Często są to wyrazy dźwiękonaśladowcze, np. „mu” to krówka, „au” – pies.
Kilka pojedynczych słów to ważne osiągnięcie dla rocznego malca. Poprawnie wypowiada też wszystkie samogłoski, a trudniejsze spółgłoski zastępuje łatwiejszymi (np. robaka nazywa „jobakiem”). Dalszy rozwój mowy jest bardzo szybki.
Choć dwulatek używa już od kilkudziesięciu do kilkuset słów, mówi w sposób uproszczony. Skraca długie wyrazy o jedną lub dwie sylaby, np: „midol” zamiast „pomidor”. Pewne głoski może też zmiękczać – prosi np. o „siok” zamiast o „sok”. Ale to właśnie w tym czasie usłyszysz od swojej pociechy pierwsze całe zdanie: „Mama da pić”. Od tej chwili dogada się już z każdym!        

Nasz ekspert odpowiada

Wydaje mi się, że mój synek zbyt wolno uczy się mówić. Ma już rok, a wciąż tylko gaworzy. Czy to powód do niepokoju?
Trzeba się upewnić, czy dziecko dobrze słyszy. Radzę wyjaśnić sprawę z pediatrą lub bezpośrednio z audiologiem. Wprawdzie wszystkie noworodki mają badany słuch jeszcze w szpitalu, ale to niestety nie gwarantuje, że kłopoty ze słyszeniem nie wystąpią w późniejszym czasie. Nie warto jednak martwić się na zapas. Być może maluch, podobnie jak wiele innych dzieci w jego wieku, skupia się teraz przede wszystkim na nauce chodzenia. A ponieważ jest bardzo zajęty nabywaniem tej nowej umiejętności, to chwilowo nie robi postępów w rozwoju mowy. Najpewniej po kilku tygodniach wszystko wróci do normy i dziecko „przypomni sobie” o mówieniu.

Sposób na milczka

Powtarzaj dźwięki, które dziecko wydaje, zmieniając intonację głosu, wyraz twarzy. Długo i często z nim rozmawiaj. Ale też:

    * Zadawaj proste pytania. Zawieszaj po nich głos w oczekiwaniu na odpowiedź malca.
    * Opowiadaj, co widzisz lub robisz. Kiedy jedzie samochód, powiedz: „To jest auto”, a gdy przygotowujesz obiad: „Kroję marchewkę”.
    * Pokazuj to, o czym mówisz. Kiedy oglądacie obrazki w książeczkach, tłumacz: „To jest lalka, a to miś”. Maluch łatwiej będzie kojarzyć słowa z rzeczami.
    * Śpiewaj kołysanki, recytuj proste wierszyki. Rymowanki łatwo zapamiętać!
    * Chwal za próby mówienia – np. uśmiechnij się z zadowoleniem i dodaj na zachętę: „Ślicznie, powiedz coś jeszcze”.
    * Delikatnie koryguj błędy. Gdy usłyszysz np.: „Tata jada badek”, przytaknij: „Tak, tata zjadł obiadek”.
    * Rozwijaj wypowiedzi malca. Jeśli powie: „Kotek”, dodaj: „Tak, zobacz, jaki ładny, czarny kotek. On lubi mleko”.

twoje dziecko
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #55 dnia: Marzec 04, 2007, 12:20:54 pm »
Noc bez mamy

Jeśli po takiej nocy obudzi się radosny, możesz być pewna  - właśnie zrobi ważny krok ku samodzielności.

Może się kiedyś zdarzyć, że z powodu nagłego wyjazdu lub innych ważnych względów nie będziesz mogła tak jak co dzień ułożyć maluszka do snu. W pierwszym roku życia lepiej nie zaskakiwać dziecka takimi sytuacjami, a jeśli się zdarzą, tak je zorganizować, by mogło spać we własnym łóżeczku, otoczone znajomymi zapachami i dźwiękami. To daje mu poczucie bezpieczeństwa.
Jednocześnie też można i warto przyzwyczajać malca do zasypiania w obecności innych bliskich osób, a później do nocowania po≠za domem. Takie doświadczenia uczą malucha, że babcia czy opiekunka mogą być troskliwe i serdeczne, i że w innym domu można się czuć bezpiecznie, także wtedy, gdy nie ma się obok siebie mamy.  
Zanim jednak dziecko spędzi pierwszą noc u babci, zróbcie w ciągu dnia próbę usypiania bez ciebie, np. podczas spaceru z tatą lub ciocią. Kiedy już się z tym oswoi, poproś osobę, którą maluch dobrze zna i lubi – babcię, siostrę, przyjaciółkę – by przyszła do was w porze kąpieli i... razem utulcie malca do snu. Kolejnego wieczoru (gdy dla siebie i męża zorganizujesz bilety do kina) może zrobić to już sama. Wybierz dzień, kiedy dziecko dobrze się czuje, nie ma problemów z ząbkowaniem i nie jest zmęczone.  
Dopiero po wielu takich doświadczeniach, zwykle przed drugimi urodzinami, malec jest gotowy, by spędzić całą noc bez ciebie. Nie pytaj go, czy chce spać u babci. Dla niego to za poważna decyzja. To ty musisz ją podjąć i w pogodny sposób o tym powiedzieć. Jeśli maluch wyczuje twoją niepewność, może poczuć się zaniepokojony. Być może dowiesz się, że było mu smutno i troszkę płakał. Powiedz: „Jeśli kogoś lubimy, to gdy go nie ma, tęsknimy. Ale potem znów się widzimy”. To uczy malca, jak radzić sobie z trudniejszymi uczuciami. Wkrótce sam zapyta, kiedy pojedzie do dziadków i zostanie na noc.

A jeśli płacze u dziadków?

Co zrobić, gdy babcia telefonuje, bo u niej maluch rozpacza?

Zapytaj, co konkretnie się dzieje, jak dziecko się zachowuje. Dowiedz się, w jaki sposób babcia próbowała je uspokoić. Podsuń własne, sprawdzone pomysły i zapytaj, czy ktoś może pomóc uspokoić rozbudzonego malca. Może lepiej go ukołysze opanowany dziadek niż zdenerwowana babcia? Dziecko wyczuwa jej napięcie i odpowiada na nie płaczem. Warto pamiętać, że taki telefon zwykle świadczy nie tyle o tym, że maluszek źle się czuje, ale że osoba, która podjęła się opieki nad nim, nie jest do tego gotowa. Wtedy lepiej pojechać i zabrać malucha. Nie miej żalu do babci, ale też nie obwiniaj siebie za to niepowodzenie.

Jak przygotować malca

Nocowanie poza domem bez ciebie to dla dziecka zupełnie inne doświadczenie niż rozstanie w ciągu dnia. Pomóż mu pomyślnie przez nie przejść.

    * pozwól innym karmić smyka. Łatwiej zaakceptuje fakt, że czasem dostanie butelkę z kaszką od niani czy babci, gdy w nocy podaje mu ją tata.
    * wybierz znajome miejsce. Pierwszą samodzielną noc dziecko powinno spędzić tam, gdzie czasami zostaje w ciągu dnia bez ciebie, np. u dziadków.
    * spakuj jego ukochane rzeczy. Przytulankę, z którą usypia, kocyk, piżamkę (używaną, a nie świeżo upraną). Znajome zapachy oswoją nowe miejsce.
    * opowiedz, co się będzie działo. Wytłumacz maluchowi, że położysz go do łóżeczka, że obok będzie spała babcia, a ty przyjdziesz rano, na śniadanko.
    * utul pociechę do snu. Zachowanie domowych rytuałów pomoże maluszkowi pokonać ewentualne obawy.


twoje dziecko
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #56 dnia: Marzec 05, 2007, 11:44:32 pm »
Sroczka kaszkę warzyła...    


...dzieci swoje karmiła. Temu dała na łyżeczce. Temu dała na miseczce. Temu dała na spodeczku. Temu dała w garnuszeczku. A dla tego? Nic nie miała Frr!!! Po więcej poleciała.

Pamiętasz na pewno te zabawy z dzieciństwa.O raku-nieboraku, o czapli, która po desce chodziła, o panu, który, jedzie na koniku, o kominiarzu na drabinie... Kiedy zaczynasz recytować te króciutkie wierszyki, ręce same układają się do zabawy, prawda? Jeśli będziesz w ten sposób bawić się ze swoim maluszkiem, szybko przekonasz się, że i jego łapki próbują powtarzać charakterystyczne ruchy. A to go nie tylko będzie cieszyć...

Umysł chłonny jak gąbka


Dziecko uczy się przez zabawę. Różne bodźce, które dociarają wówczas do jego mózgu, rozwijają go i sprawiają, że powstają w nim nowe połączenia. Ale malec nie potrzebuje superszkoleń, by się rozwijać – fantastyczną „lekcją” są proste zabawy paluszkowe. Kiedy przychodzi na nie czas? Baw się tak z malcem od pierwszych dni jego życia. Na początku tylko delikatnie go dotykaj, leciutko opukuj ciałko opuszkami palców. A gdy zacznie śledzić wzrokiem ruchy swoich własnych rączek, wkładać je do buzi, przyglądać się im z zainteresowaniem (tak się dzieje mniej więcej od trzeciego miesiąca życia), zacznij pokazywać mu pewne elementy z paluszkowych zabaw, wzmacniając je słowami. Na początku maluch będzie w nich biernie uczestniczyć, jedynie cię obserwując. Potem zacznie powtarzać niektóre ruchy rąk, w najróżniejszy sposób je łącząc. Czasem nieporadnie, myląc się i „gubiąc” jedne, a inne z kolei przesadnie podkreślając.

Śmiejcie się i bawcie do woli

Staraj się, by takie zabawy sprawiały dziecku przyjemność. Nie wolno go przestraszyć czy zaniepokoić. Czułość i delikatność wzbudzą zaciekawienie, lęk i niepewność zniechęcą do zabawy. Kiedy więc rak-nieborak wędruje po brzuszku maluszka, szukając miejsca do „uszczypnięcia”, pamiętaj, że naciskanie żołądka wypełnionego mleczkiem nie będzie przyjemne, podobnie jak najdelikatniejsze nawet „bieganie” po skórze, kiedy malec jest senny, zmęczony. Ten sam rak-nieborak szalejący po gołych pleckach, rączkach i nóżkach przed czy po kąpieli, sprowokuje do śmiechu i stanie się ulubioną zabawą dziecka. Będzie uważnie śledziło twoje ruchy, wyczekując na ten najważniejszy moment, kiedy poczuje delikatne szczypnięcie.
 
Powtarzaj, bez końca powtarzaj

Dłuższe wierszyki, jak ten o rodzinie (patrz niżej), będą wymagały powracania do początku, powtarzania niektórych fragmentów. Im młodsze dziecko, tym więcej powtórzeń i pokazywania na palcach, że: Ten pierwszy – nasz dziadziuś, a obok – babunia. Największy –to tatuś. A przy nim – mamunia. A to jest – dziecinka mała! Tralalala la la… A to – moja rączka cała! Tralala la la.
Malec nauczy się naśladować twoje ruchy, wyprzedzać je i przytrzymywać ci ręce w chwilach, kiedy emocje będą największe. Z czasem połączy wypowiadane słowa z ruchami swoich paluszków.
 
To się opłaca!

Kiedy powtarzasz te same sekwencje ruchów, sprawiasz, że dziecko zyskuje poczucie bezpieczeństwa. Wie, co się za chwilę wydarzy, czeka na to i nie rozczarowuje się. Ma przy tym bliski kontakt z tobą lub tatą – najważniejszymi osobami na świecie.
Zabawy paluszkowe pozwalają także rozładować napięcie, wyzwalają radosne reakcje, angażując całe ciało i, co bardzo ważne, nigdy nie kończą się niepowodzeniem. Weź więc maluszka na kolana i powtarzaj: Jedzie, jedzie pan, pan, na koniku sam, sam. Przez góry, przez góry, przez lasy, przez lasy, róóów! Przy słowie „rów” rozłącz nogi, by malec mógł w niego „wpaść”.Wywołasz salwy śmiechu! Nie mówiąc już o tym, że udoskonalisz w ten sposób zmysł równowagi... Udanej zabawy!

twoje dziecko
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26210
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #57 dnia: Marzec 20, 2007, 02:26:20 pm »
Cud pamięci >>>
Czy pamięć noworodka to czysta karta, na której dopiero życie zapisuje swoje ślady? Tak niegdyś sądzono. Dziś wiemy, że nawet nowo narodzone dzieci mają własne wspomnienia!
Cytuj

Jak wyglądają pierwsze „pamięciowe kroczki” malutkiego dziecka?
 Co taki brzdąc jest w stanie zapamiętać? I na jak długo?
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #58 dnia: Kwiecień 18, 2007, 12:18:37 pm »
Lęk przed psami

Obawa dziecka przed psem jest czymś zupełnie naturalnym i dobrym ponieważ kształci zdrowy dystans do zwierzęcia. Jednak zbyt duży strach może także mieć negatywne skutki.

Strach przed psem jest czymś zupełnie naturalnym u małego dziecka i nie należy próbować go zupełnie likwidować. Obawa w granicach zdrowego rozsądku jest wręcz pożądana, ponieważ łatwiej nauczyć dziecko, aby nie zbliżało się do obcych zwierząt, które mogą okazać się niebezpieczne.
Jednak zbyt duży lęk przed psami może również mieć negatywne skutki, np.: strach przed wyjściem na dwór czy nieracjonalny strach przed przejściem obok obcego psa na ulicy. Lęk taki pozbawia dziecko korzystnego kontaktu ze zwierzęciem, które od pradawnych czasów jest uważane za przyjaciela człowieka. W tym wypadku należy zminimalizować lęk do takiego stopnia, aby dziecko nie bało się kontaktu z zaprzyjaźnionym psem, który jest podopiecznym kogoś w rodzinie czy znajomych.

Jak przygotować dziecko do kontaktu z psem


Najlepiej zacząć od rozmowy z dzieckiem na temat psów — o tym jak wyglądają, jak się zachowują, co jedzą, w co się lubią bawić, zaprezentować „jak pieski mówią”. Dobrze przy tym pokazywać obrazki i zdjęcia psów, przeczytać książeczkę. Należy przy tym przedstawić psa jako przyjaciela, stworzenie dobre, które nie chce zrobić krzywdy a jedynie chce się poznać, zaprzyjaźnić i pobawić. Jednak jednocześnie należy uczulić dziecko na to, że nie wszystkie pieski, które są na ulicy można głaskać i dotykać, bo niektóre z nich mogą być niebezpieczne.

Pierwsze spotkanie


Po takich rozmowach można zorganizować spotkanie z psem, pokazać jak się psa głaszcze, wytłumaczyć co znaczy warczenie, szczekanie, machanie ogonem. Aby zmniejszyć lęk dziecka przy pierwszym kontakcie z psem najlepiej trzymać go na dystans (np.: żeby psa na smyczy trzymał jego właściciel, a dziecko żeby było u rodzica na rękach). Nie wolno przy tym dziecka zmuszać do dotknięcia ani pogłaskania psa. Spotkania ze zwierzęciem najlepiej organizować tak długo aż malec sam się przekona do pogłaskania go.
Czasami najlepszym sposobem na przełamania strachu jest kupienie psa. Nie może to być jednak niespodzianka, ale wcześniej zaplanowana i podjęta razem z dzieckiem decyzja. Natomiast kiedy pies już pojawi się w domu, nie należy zmuszać dziecka natychmiastowego kontaktu z psem; najlepiej poczekać a samo się przekona i podejdzie do nowego przyjaciela.

Na co dziecko uczulić


Aby kontakt z psem (także innym zwierzęciem) był bezpieczny i aby nie ryzykować niebezpiecznych sytuacji trzeba nauczyć dziecka postępowania ze zwierzęciem. Należy unikać zachowań, które zwierze uzna za zagrożenie dla siebie. Do podstawowych zasad należą:
- nie wolno zbliżać się do obcych zwierząt na ulicy, ponieważ mogą być chore, groźne lub niebezpieczne i mogą ugryźć;
- nie wolno ciągnąć psa za ogon i uszy, nie wolno psa bić. Trzeba go traktować delikatnie, głaskać po karku, grzbiecie;
- nie wolno dotykać ani zabierać jedzenia psa;
- dziecku nie wolno zbliżać się do zwierząt bez opieki osoby dorosłej;
- nie wolno przy psie zachowywać się agresywnie, krzyczeć, bić go zabawkami i drażnić go zabieraniem jego zabawek, kości do gryzienia itp.

baby on line
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #59 dnia: Kwiecień 18, 2007, 12:20:33 pm »
Zmysły noworodka


Świat niemowlęcia rządzi się własnymi prawami, dlatego, że jego zmysły nie są jeszcze w pełni rozwinięte. Chcesz go poznać? Zapraszamy rodziców w fascynującą podróż...

Gdyby noworodek był w stanie od razu zobaczyć i usłyszeć to, co dorośli, jego jeszcze niedojrzały system nerwowy nie wytrzymałby takiej ilości bodźców. Dziecku na początku wystarczy to, co znajduje się w jego bezpośredniej bliskości. W miarę rozwoju mózgu i świadomości polepsza się również wzrok i słuch malca.

Mózg pracuje...


Co prawda każdy noworodek jest inny, ale przeciętnie około 23 godzin na dobę zajmuje mu sen, półsen lub płacz. Tylko godzinę (i to po 5-10 minut w kilku odstępach) maluszek aktywnie czuwa. To zbyt mało, żeby nauczyć się świata – tak stwierdzili naukowcy, których zainteresował fenomen snu noworodka. Badając zapis EEG mózgu, doszli do rewelacyjnych wniosków: gdy maleństwo śpi, przez cały czas pracuje kora mózgowa, dzięki czemu dziecko uczy się i zdobywa nowe doświadczenia. Po kilku tygodniach może np. rozpoznawać krótkie wierszyki, piosenki czy melodie, których słuchało tylko podczas snu!

Smak, zapach i dotyk


Dzięki temu, że karmisz, przytulasz i dotykasz maluszka, on uczy się Ciebie rozpoznawać. Badania Aidana Macfarlane z Uniwersytetu w Oksfordzie wykazały, że już kilkudniowe noworodki są w stanie rozpoznać matkę po... zapachu mleka! Maluszkom podano dwa tampony – jeden był nasączony mlekiem mamy, drugi – innej kobiety. Okazało się, że aż 3/4 dzieci zwróciło się w stronę tamponu z "ich" mlekiem! Obraz mamy, jaki powoli wyłania się w jego świadomości, jest właśnie mieszaniną zapachu, smaku mleka, dotyku ręki, przytulenia do piersi. Te zmysły są już u noworodka bardzo dobrze rozwinięte.
Dziecko od urodzenia doskonale odróżnia, co jest słodkie (dużo więcej i chętniej pije słodzone płyny), a co gorzkie (wzdryga się i krzywi). Zadziwiające jest to, że maluch akceptuje również smak słony. Chętnie np. wypije lekko osoloną wodę! Jest to spowodowane przebywaniem przez tak długi czas w wodach płodowych i przyzwyczajeniem się do ich słonego smaku.

Widzi... ale jak?


Początkowo jego świat jest mały. Dziecko skupia się na doznaniach płynących z własnego ciała. Nic dziwnego: widzi przecież w miarę wyraźnie jedynie przedmioty znajdujące się w odległości około 20-30 centymetrów od oczu. Wszystko to, co znajduje się dalej, jest nieostre i zamazane. Brzdąc dostrzega wielkie, nakładające się na siebie, niezrozumiałe obrazy, których nie potrafi zlać w całość. Również przyglądając się na przykład Twojej twarzy, nie postrzega jej całej. Widzi oddzielnie oczy, usta, włosy, nos.

Maleństwo uwielbia przyglądać się poruszającym się przedmiotom. Nie jest jednak w stanie obserwować ich ruchu. Widzi, że znikają, a po chwili są już w innym miejscu. Maluch spostrzega ich ruch jak montaż fotografii, tak jak na starych filmach.

Zadanie dla mamy i taty

Jeśli chcesz wiedzieć, jak widzi Twoje maleństwo, przeprowadź eksperyment: Połóż otwartą książkę na rozłożonej na kolanach gazecie. Jedno oko zamknij, drugim patrz na książkę, a potem powoli zbliżaj ją do swojej twarzy. Zwróć uwagę, jak szybko druk stanie się rozmazany. Po chwili powtórz ten eksperyment, jednocześnie przesłaniając oko kawałkiem nie całkiem przezroczystej folii. To właśnie mniej więcej tak widzi noworodek.

W kolorach czy czarno-białe?

Malec początkowo dostrzega jedynie różnicę między światłem a ciemnością, białym i czarnym. Razi go zbyt ostre oświetlenie (to dlatego na sali porodowej miał prawie zawsze zamknięte oczy). Jednak już po kilku tygodniach jego wzrok nabiera ostrości i maluszek będzie w stanie odróżnić od szarości kilka kolorów: żółty, pomarańczowy, czerwony, zielony.

Zadanie dla mamy i taty
Zamknij się w ciemnym pokoju. Posiedź chwilę, aż Twoje oczy przyzwyczają się do ciemności, a potem rozejrzyj się wokół. Kolory wyglądają zupełnie inaczej niż przy normalnym oświetleniu, różnią się od siebie właściwie tylko odcieniem szarości. Wyraźnie zobaczysz jedynie kontrasty, np. czarne krzesło na tle białej ściany. Tak początkowo postrzega barwy Twój maluszek.

To pomoże w rozwoju wzroku

- Przyciemnione światło. To ważne, by w pierwszych dniach życia dziecko nie było narażone na ostre światło. Niedojrzała jeszcze kora mózgowa nie jest w stanie poradzić sobie z nadmierną ilością bodźców wzrokowych.
- Twarz mamy. Jest najlepszą "zabawką" dla noworodka. Kiedy przechodzisz obok łóżeczka, jak najczęściej pochylaj się nad swoim dzieckiem. Szybko zauważysz, jak chętnie będzie się przyglądać Twej twarzy, szczególnie oczom (poruszają się!), włosom i ustom.
- Karuzelki i pozytywki. Możesz je zawiesić nad łóżeczkiem już dwutygodniowego maleństwa. Najlepsze są zabawki poruszające się (niezbyt szybko) i wydające dźwięki. Nie powinno ich jednak być zbyt wiele!
- Kolorowe zabawki (np. balony). Zawieś je tak, by latały pod sufitem (na białym tle doskonale je widać).

Słyszy inaczej

Maleństwo nie potrafi rozpoznać dobiegających doń dźwięków ani zlokalizować, skąd pochodzą. Dzieje się tak, ponieważ słyszy to, co dorośli nauczyli się ignorować.
Zatrzaskujące się drzwi wywołują u niego tzw. odruch Moro (dziecko całe wzdryga się, gwałtownie rozkłada ramiona). Dzięki zjawisku echa maluszek "słyszy" ten dźwięk wielokrotnie. Zatrzaśnięcie drzwi spowodowało powstanie fali powietrza (jakby wiatru), która odbija się od ścian pomieszczenia.
Dziecko już po urodzeniu rozpoznaje głos mamy. Ale kiedy przestajesz do niego mówić, ono jeszcze długo Cię słyszy. Dlatego świat jest dla niego mieszaniną dźwięków, z którą by sobie nie poradził, gdyby nie... ucieczki w sen.

Zadanie dla mamy i taty

Wyobraź sobie, że jesteś w dworcowej hali. Zamknij oczy. Słyszysz głos osoby zapowiadającej pociągi, kroki przechodzących ludzi, odgłosy zamykanych drzwi. Wszystkie te dźwięki mieszają się i odbijają wielokrotnym echem; nie potrafisz dobrze ich odróżnić. Podobnie słyszy noworodek.

To pomoże w rozwoju słuchu


- Mówienie do dziecka. Do noworodka mów w specyficzny sposób, wyraźnie modulując głos. Okazuje się, że maluszki właśnie to lubią.
- Wiersze i rymowanki. Nawet kiedy maluch jeszcze nie rozumie słów, jego uwagę przyciągają powtarzające się dźwięki i rymy. Później bardzo to pomaga w nauce mowy.
- Spokojna muzyka. Jej słuchanie jest bardzo korzystne dla dziecka. Jak najczęściej śpiewaj mu, nuć kołysanki.

Widzi zapachy, czuje kolory...

- Świat pachnie dla dziecka inaczej niż dla nas, ponieważ odczuwa ono zapachy wszystkimi zmysłami: "widzi je", "czuje", "dotyka". Są badania, które potwierdzają fakt, że maleństwo łączy wrażenia odbierane przez różne zmysły. Taką zdolność mają także niektórzy dorośli (słynął z tego np. rosyjski kompozytor Rimski-Korsakow).
- Fascynujące okazały się również wyniki badań przeprowadzonych przez Andrew Meltzoffa i Richarda Bortona z Uniwersytetu w Waszyngtonie. Podawali oni do ssania noworodkom dwa specjalnie wykonane smoczki, nie pozwalając im na nie spojrzeć. W jednym końcówka był kulista, w drugim – chropowata. Następnego dnia tym samym dzieciom pokazano smoczki. Okazało się, że maluszki znacznie dłużej przyglądały się temu, który trzymały w buzi, chociaż go przecież wówczas nie widziały!

Pierwsze rozmowy

Już wkrótce płacz maleństwo zastąpi gaworzeniem i uśmiechem, a potem rozmową. Będziesz obserwować, jak Twoja kruszynka zmienia się i staje się coraz mądrzejsza.
A przed Tobą największe w życiu zadanie: musisz nie tylko nakarmić, odpowiednio ubrać i pielęgnować malca, ale także nauczyć go zaufania i miłości, wprowadzić w świat.

baby on line
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #60 dnia: Kwiecień 24, 2007, 10:38:27 am »
Jakie emocje przeżywa niemowlę


Niegdyś sądzono, że niemowlęta odczuwają tylko najprostsze emocje – np. smutek, radość, strach – związane z zaspokajaniem podstawowych potrzeb: głodu, poczucia bezpieczeństwa itp. Ostatnie badania naukowe pokazały że świat emocji niemowlęcia jest znacznie bogatszy.

Mama jest moja!

Zdaniem niektórych psychologów już pięcio-, sześciomiesięczne maluchy potrafią być zazdrosne. Jeśli tylko zorientują się, że mama poświęca czas innemu dziecku, zaczynają natarczywie domagać się jej uwagi.
Na Uniwersytecie w Teksasie przeprowadzono w ubiegłym roku ciekawy eksperyment z udziałem setek kilkumiesięcznych dzieci. Po paru minutach, jakie mama poświęcała na zabawę ze swoim dzieckiem, dawano jej w ramiona lalę-dzidziusia. Zadaniem kobiety było tulić lalę, nie zwracając uwagi na malca. I co się okazało? Prawie każdy brzdąc, niezależnie od tego, w jakim humorze był jeszcze przed chwilą, zaczynał rozpaczliwie krzyczeć! – Mama jest moja i tylko moja – zdawały się mówić jego łzy. – Nie powinna zajmować się nikim innym! Najmniejszy nawet konkurent do maminej miłości jest dla mnie zagrożeniem. Jeśli mama zajmie się nim, nie będzie mogła odpowiednio zadbać o mnie. W ten sposób dzieci dawały wyraz „dbałości o własne interesy”. Niemowlę jest przecież bezbronne i zależne od mamy. A zatem każdy rywal, który odwraca jej uwagę, jest zagrożeniem. I trzeba całą siłą kilkumiesięcznych płuc „przywołać ją do porządku”.

Mamę poznam zawsze


W ostatnich latach poznajemy takie zdolności niemowląt, o jakich nie śniło się psychologom. Wielu badaczy próbuje dotrzeć do tego, co tak naprawdę przeżywają maleńkie dzieci – mówi dr Grażyna Kmita, psycholog z Zakładu Zdrowia Rodziny Instytutu Matki i Dziecka. – Nowe badania uzmysławiają nam znaczenie, jakie dla prawidłowego rozwoju dziecka ma relacja, którą od pierwszych chwil życia buduje ono z najbliższymi osobami.
Niemowlęta mogą popisać się jeszcze inną umiejętnością. Otóż około trzeciego-czwartego miesiąca życia są w stanie rozpoznać twarz mamy na zdjęciu, którego fragmenty zostały pomieszane! Mama a la Picasso jest dla nich tak samo znajoma, jak ta na zdjęciu, gdzie wszystko jest na swoim miejscu. Niestety tą niesamowitą spostrzegawczość dzieci z wiekiem tracą. U kilkulatków nie można jej już zaobserwować. Czyżby więc była ona związana z jakimś jeszcze innym mechanizmem (może zapisanym w genach), pozwalającym niemowlętom przetrwać przy mamie w trudnych warunkach przed tysiącami lat?

Umiem współczuć?


Jeśli ułożysz noworodka obok innego płaczącego dziecka, to po chwili będziesz miała dwoje krzyczących wniebogłosy maluchów! Dlaczego? Być może dzieje się tak, bo nowo narodzony człowiek już umie współczuć? Martin Hoffman, profesor psychologii z Uniwersytetu Nowojorskiego, zajmuje się tą stroną niemowlęcej osobowości już od ponad ćwierćwiecza. W ostatnich latach o krok dalej poszli włoscy naukowcy. Chcieli się dowiedzieć, czy dziecko zaczyna płakać na dźwięk innego płaczu tylko dlatego, że jest tym głośnym dźwiękiem podenerwowane, czy też przyczyną łez jest prawdziwe współczucie okazywane drugiemu dziecku. I zrobili tak: włączali kilkutygodniowym niemowlętom kasety z nagranym płaczem. Gdy był to głos innego dziecka, prawie zawsze niemowlę zaczynało mu wtórować. Kiedy jednak z taśmy odtwarzano krzyk samego zainteresowanego, reakcji nie było.
Wnioski autorów eksperymentu? Niemowlę nie tylko odróżnia swój płacz od cudzego, ale ma pewne predyspozycje, by współodczuwać. Płacze „do towarzystwa”, okazując w ten sposób (bo inaczej nie umie) zrozumienie dla cudzego smutku! Intensywność współodczuwania słabnie z wiekiem. Półroczne dzieci tylko krzywią się, gdy słyszą krzyk innego malca, a roczne biorą sprawy w swoje ręce – starają się pocieszyć płaczącego rówieśnika, a gdy to nie pomaga, zachęcają swoją mamę, by ukoiła jego łzy.
Pod koniec pierwszego roku życia dziecko dostrzega emocje innych. Rozumie, że oni także są obdarzeni umiejętnością cieszenia się, smucenia, złoszczenia – czyli odczuwania. Dzięki kontaktom z coraz szerszym kręgiem osób umiejętności emocjonalne maluszka rosną z każdym dniem.

Rozpoznaję emocje

Intrygujący jest jeszcze inny talent niemowląt – zdolność do odszyfrowywania z wyrazu twarzy, jakie uczucia przeżywa obserwowana osoba. Badania wykazały, że czteromiesięczne dziecko orientuje się, jaka mina towarzyszy radości i zadowoleniu, a jaka zasmuceniu czy złości. Co więcej, brzdąc woli przyglądać się i nawiązywać kontakt z osobą radosną. A od tej smutnej czy złej odwraca główkę!
W drugim i trzecim półroczu dziecko nabiera coraz większej wprawy w takich emocjonalnych „zgadywankach”. Podążając za spojrzeniem innych osób, umie rozszyfrować, czym ktoś jest zainteresowany, co czuje, co zamierza zrobić. Potrafią to już dziesięcio-, jedenastomiesięczne maluchy! Niemowlę w tym wieku bacznie obserwuje reakcje mamy na różne zdarzenia – wyjaśnia dr Grażyna Kmita. Gdy np. maluch się uderzy, obserwuje czy mama, kiedy go pociesza, jednocześnie daje do zrozumienia, że choć wypadek był przykry, można sobie z nim poradzić. W ten sposób mama pomaga dziecku nadać znaczenie temu, co się wydarzyło.

Będę taki mądry

Maleństwo, otoczone czułością mamy, taty, rodzeństwa, ma okazję „ćwiczyć się” w uczuciach. W takich warunkach, gdy nie brak mu uwagi najbliższych, może prawidłowo rozwijać się intelektualnie. – Niemowlę to nie „obiekt do stymulowania”, który trzeba rozwijać przez nowoczesne zabawki – mówi dr Grażyna Kmita. – Rozwój małego dziecka odbywa się przede wszystkim dzięki pełnym radości codziennym „dialogom” z innymi osobami. Małe dziecko potrzebuje kontaktu z ludźmi, którzy są wrażliwi na jego potrzebę porozumiewania się. Jest bowiem tak „zaprogramowane”, że w pierwszych miesiącach życia niemal wszystkiego uczy się przez kontakt z innymi. Dlatego Twoje maleństwo potrzebuje przede wszystkim Ciebie, Twojej miłości i czasu. Jego rozwój umysłowy, społeczny i fizyczny zaczyna się już w kołysce, wraz z pierwszym wymienionym z Tobą uśmiechem, pierwszym „a-guu”, pierwszą najprostszą zabawą. Wystarczy, że wsłuchasz się w jego „wołanie” o Twą uwagę i będziesz gotowa na nie odpowiadać...


żródło
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline tirana

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 7
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #61 dnia: Maj 02, 2007, 09:40:18 am »
witam szukam testów umiejętności, kompetencji maluchów. Większość linków podanych na pierwszej stronie wątku albo się nie otwiera, albo odsyła do innych tematów.
Jestem mamą 17 miesięcznych bliźniąt. Właśnie jesteśmy na etapie diagnostyki córeczki, która rozwija się bardzo nieharmonijnie, skokowo i ma trochę "opóźnień"(paskudne słowo). Dziewczynka nie rozumie co się do niej mówi. Jedyne polecenie na jakie reaguje to "daj", nie pokazuje paluszkiem ważnych osób (mama, tata, czy czegokolwiek innego), nie lubi wspólnych zabaw z dorosłym, nie wchodzi w relacje z bratem. Lękowo reaguje na nowe miejsca i osoby. Po świętach wielkanocnych rozpoczęliśmy rehabilitację w ośrodku stymulacji wczesnodziecięcej, jednakże na razie większość zajeć kończy się na jej dzikim wrzasku. 16 maja jedziemy na konsultacje do Pani Jagody Cieszyńskiej w Krakowie w nadziei, że dostaniemy wytyczne do pracy z Natalką.
Troszkę się rozpisałam. Gdyby ktoś miał linka do testów kompetencyjnych, umiejętności na maluchów i mógł mi podrzucić bylabym wdzięczna. Pozdrawiam

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #62 dnia: Maj 02, 2007, 10:49:40 am »
Witaj "tirano" prosisz o linki kompetencyjne- przeanalizuj ten właśnie wątek o etapach rozwoju dzieci.
Każde z nich rozwija się inaczej i nie można oczekiwać sztywnych reguł.
Większość podanych linków działa, te które nie działają NIE są winą Daru a konkretnego serwera gdzie zostały umieszczone.

A zachowanie Twojej córeczki czy oby nie wskazuje na autyzm wczesnodziecięcy?
Poczytaj w dziale Autyzm i porównaj zachowanie dziecka.
http://forum.darzycia.pl/vf21.htm
http://forum.darzycia.pl/topic,3032.htm

W moim odczuciu warto poddać ją obserwacji psychologicznej.
Wybacz jeśli to zabrzmiało inaczej niż chcialam Cię tylko ukierunkować.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline tirana

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 7
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #63 dnia: Maj 02, 2007, 11:00:47 am »
witaj Soniu - wygląda to tak jak napisałaś dlatego też jedziemy do pani Cieszyńskiej bo w moim małym mieście nikt nie chce podjąć się dokonania obserwacji psychologicznej małej, a Cieszyńska jest psychologiem i logopedą. Te testy są mi potrzebne po to,by w miarę kompetentnie rozmawiać z panią Cieszyńską i nie zastanawiać się kiedy mała zaczęła to czy tamto robić.
Wiem, że nie można się trzymać sztywno reguł, wiem, że skoskowy rozwój, nieharmonijny to nic strasznego. Tak jak dziecko nie mówiące do 3 r.ż. tyle że Natalka zdaje się nie rozumieć tego co do Niej mówimy.
Nie wspominałam nic o autyźmie ponieważ sama na razie nie chcę się w postrzeganiu Natalki zaszufladkować (chodzi mi o to, by mieć świeży umysł i nie interpretować wszystkiego pod jednym kątem).
Jeszcze raz przeczytam wątek i prześledzę dział autyzmu.
Soniu dziękuję za odpowiedź  :kw:

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #64 dnia: Maj 02, 2007, 03:32:54 pm »
triano z tego co wiem to prof. Cieszyńska i jej siostra są bardziej nastawione na pracę jako logopedki (ale mogę się mylić)
Poczytaj http://forum.darzycia.pl/topic,6249.htm
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline tirana

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 7
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #65 dnia: Maj 02, 2007, 06:14:42 pm »
zgadza się :) ale ta pani jest też psychologiem

Offline tirana

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 7
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #66 dnia: Maj 02, 2007, 07:49:03 pm »
i jest mentorką pani logopedy, która ma pracować z Natalką. Oczywiście przygotowujemy się do innych konsultacji psychologicznych. Od tego spotkania jednak zaczynam. Soniu dziękuję za troskliwe podejście  :D

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #67 dnia: Maj 09, 2007, 12:14:27 pm »
Dlaczego nie chce spać?


Co się dzieje z Twoim maluchem? Nie lubi spać czy może coś mu nie pozwala zasnąć


Przyczyny problemów ze snem niemowlęcia są różnorakie: od błahych po bardzo poważne. Sprawdź, czemu Twój maluszek wierci się i – zamiast spać – co chwilę otwiera oczka.

Już się wyspałem

Ze snem jest jak z jedzeniem: jedne maluchy potrzebują go więcej, inne mniej. Jeśli dziecko jest pogodne i wygląda na wypoczęte, oznacza to, że śpi wystarczająco długo, nawet jeśli spędza w łóżku mniej czasu niż rówieśnicy. Możesz jedynie spróbować trochę „przemeblować” jego dobę, np. skrócić dzienną drzemkę.

Poplątało mi się

Noworodki śpią i budzą się we własnym rytmie. Kilkumiesięczne maluszki potrafią już odróżniać dzień od nocy. Tyle teoria, w praktyce bywa z tym różnie. Niektóre dzieci w ciągu dnia śpią jak susły, a w środku nocy są radosne i gotowe do zabawy. Na szczęście jest na to rada. Pokaż dziecku, czym się różni dzień od nocy. Gdy drzemie w dzień, nie zasłaniaj szczelnie okien, nie wyłączaj radia, nie chodź po domu na palcach. Możesz też położyć malca w innym miejscu niż na noc, np. w kojcu. Wieczorem postępuj inaczej. Zgaś światło, mów ciszej, wprowadź wieczorne rytuały. Nie daj się wciągnąć w zabawę.

Dla mnie za wcześnie!


Jeśli Twoje dziecko raczej nie należy do rannych ptaszków – zazwyczaj budzi się późno, rano jest półprzytomne, werwę natomiast odzyskuje wieczorem – nie licz na to, że będzie zasypiać zaraz po dobranocce. Jednak nawet stuprocentowa „sowa” nie powinna chodzić spać o północy. Jeśli chcesz, by dziecko zasypiało chociaż odrobinę wcześniej, postaraj się stopniowo zmienić jego przyzwyczajenia. Zacznij jednak nie wieczorem, a rano – od wcześniejszej o kwadrans pobudki.

Bawię się, więc śpię

Im dziecko starsze, tym ważniejsza dla jego dobrego snu jest sprawa aktywnego czuwania. Zabawy i ruch prowadzą do zmęczenia mięśni i układu nerwowego. By się zregenerować, dziecko mocno zasypia. Dbaj, aby malec w ciągu dnia dużo się ruszał (leżał na brzuszku i obracał się na boczki, raczkował) i miał zapewnione urozmaicone bodźce (spacery, zabawy).

Brakuje mi reguł

Nieregularny tryb życia (raz wstajemy o 6.00, a raz o 11.00, dziś kąpiemy się przed dobranocką, jutro dopiero po wyjściu gości) utrudnia zasypianie. W miarę stały rozkład dnia oraz wieczorne rytuały (kąpiel, przebieranie w piżamkę, znajoma melodia z pozytywki itd.) pomagają dziecku zorientować się, że pora iść spać. Oczywiście nie trzeba trzymać się planu dnia z żelazną konsekwencją – pojedyncze odstępstwa nie wprowadzą w życiu malca dużego zamieszania. Najważniejsze, by dziecko nie żyło w totalnym chaosie.


Nie chcę być sam

Dzieciom, przynajmniej na początku, najbardziej zależy na bliskości. Trudno spokojnie spać, gdy jest się samemu w pokoju i nie wiadomo, gdzie jest ukochana mama. Dziecko będzie spało spokojniej, jeśli ustawisz jego łóżeczko blisko własnego łóżka i w razie nocnej pobudki będziesz gładzić je po włoskach. Jeżeli chcesz, możesz spać razem z nim, nie rób tego jednak, gdy śpisz niespokojnie, zbyt głęboko, piłaś alkohol, palisz papierosy albo zażywasz leki, które sprawiają, że śpisz mocniej niż zwykle. Spanie z dzieckiem ma mnóstwo zalet (szkrab śpi spokojnie, Ty nie musisz się zrywać, by sprawdzić, dlaczego płacze).

Tu jest mi niedobrze!

Ważne jest też odpowiednie miejsce do snu. Łóżeczko nie może stać tuż przy grzejącym kaloryferze, gdyż jest tu najbardziej wysuszone i najgorętsze powietrze. Przed każdym spaniem pokój powinien być wywietrzony (świeże powietrze pomaga zasnąć, mózg się dotlenia). W cieplejsze dni możesz zostawiać uchylone okno. Temperatura w pokoju nie powinna przekraczać 20°C. To ważne zwłaszcza zimą, bo każdy stopień wyżej oznacza spadek wilgotności powietrza, co jest niekorzystne dla delikatnej skóry oraz śluzówki przełyku i noska. Nie układaj dziecka do snu przy zapalonym świetle. To silny bodziec, który może zakłócać odpoczynek.

Burczy mi w brzuchu

Noworodki i małe niemowlęta nie są w stanie najeść się na zapas, więc domagają się jedzenia także w nocy. Nie ma rady – przez kilka pierwszych miesięcy trzeba je karmić o najróżniejszych porach.

Jeśli karmisz piersią, możesz spać razem z dzieckiem – nakarmisz je, niemal się nie budząc. Możesz także poprosić tatę dziecka, by przynosił Ci głodomorka na czas karmienia do łóżka albo napoił go odciągniętym pokarmem.
Jeżeli zaś karmisz butelką, postaraj się wszystko przygotować wieczorem (przegotowana woda w termosie, czyste butelki itd.). Roczne dziecko nie powinno już jednak jeść w nocy. A ma prawo o tym nie wiedzieć. Jeśli nadal domaga się jedzenia, spróbuj je trochę oszukać, podając mu zamiast mleka wodę. Być może po jakimś czasie przestanie się budzić. Po co miałoby przerywać sen dla czegoś, co nie jest mlekiem?

Niewygodnie mi!

Za miękki, za twardy albo z innego powodu niewygodny materacyk może uniemożliwić spokojny sen nawet największemu śpiochowi. Materac powinien być elastyczny, ale na tyle twardy, by nie zapadał się pod ciężarem ciała. Lepiej, żeby był nowy. Nie dawaj maleństwu poduszki. Jest niebezpieczna (dziecko może wtulić w nią buzię, co mu utrudni oddychanie) i źle wpływa na kształtujący się kręgosłup. Jeśli z powodu kataru albo wiotkości krtani malec powinien spać z ułożoną wyżej głową, unieś cały materac, np. podstawiając pod nogi łóżka równej grubości książki.

Coś mi przeszkadza


Wpijająca się w ciało gumka, zbyt ciasno zapięta pieluszka, przykrótkie śpiochy, niewygodny kaftanik, drapiąca skórę sztywna metka, łaskoczący w nos pluszak... Każda z tych rzeczy może być niczym ziarnko grochu, odbierające sen bajkowej księżniczce. Bardzo dokuczliwe są metalowe zatrzaski od piżamki.

Zrobiłem kupkę

Spanie w pełnej pieluszce nie należy do przyjemności, nic więc dziwnego, że malec budzi się i zaczyna płakać. I dobrze, bo bakterie, które są w kupie, mogłyby powędrować do cewki moczowej i spowodować infekcję. Nie ma rady, trzeba wstać, przewinąć malca i trzymać kciuki, by szybko zasnął. Nie trzeba natomiast zmieniać pieluchy za każdym razem, gdy dziecko zrobi siusiu (oczywiście jeśli jest jednorazowa, a nie z tetry).

Jestem zły!

Gdy dziecko jest rozdrażnione i zdenerwowane (a jak wiadomo, zdarza się to dzieciom dość często), trudno mu zasnąć. Zanim położysz złośnika do łóżka, postaraj się go uspokoić i wyciszyć. Może zadziała któryś ze sprawdzonych sposobów, np. śpiewanie kołysanki albo cichutkie szeptanie? Poszukaj też własnych trików.

Miałem ciężki dzień


W spaniu przeszkadza dzieciom także... zmęczenie. Wysiłek, nadmiar emocji (nawet przyjemnych), jakieś zmiany – wszystko to może wyprowadzić malca z równowagi. Bądź wyrozumiała. Po wyjątkowo intensywnym dniu Ty też przewracasz się z boku na bok.

Dlaczego tu tak cicho?

Wszyscy wiedzą, że trudno spać w hałasie. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że niektórym dzieciom przeszkadza w zasypianiu cisza. Znajome odgłosy, jak szum wody czy niezbyt głośna rozmowa, sprawiają, że malec czuje się bezpiecznie. Wiele dzieci najszybciej zasypia przy cicho grającym radiu.

Mam zatkany nos


Niemowlęta nie potrafią oddychać ustami, więc nawet niewielki katar jest dla nich katastrofą. Jak tu spać, skoro trudno zaczerpnąć powietrze? Przed położeniem malucha do snu dokładnie oczyść mu nos solą fizjologiczną albo wodą morską w sprayu.


baby on line
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #68 dnia: Maj 11, 2007, 11:42:31 am »
Jak rozwija się niemowlę?

Niewielu rodziców zdaje sobie sprawę, jak rozwija się ich dziecko. A to fascynująca wiedza! I bardzo potrzebna.


O rozwoju niemowlęcia, w tym rozwoju mowy, rozmawiamy z dr Małgorzatą Dąbrowską, psychologiem wczesnej integracji.

O rozwoju niemowlaka mówi się, że jest to rozwój psychoruchowy, co oznacza, że rozwój fizyczny i rozwój psychiczny są tak ze sobą zintegrowane, że nie da się ich oddzielić od siebie. Co to oznacza w praktyce?

Najpierw dziecko rozwija koordynację ruchową w tak zwanej dużej motoryce – czyli synchronizuje ruchy dużych części ciała: głowy rąk, tułowia i nóg. Dzięki temu może poczuć, że jest jedną, spójną istotą. Potem, te doświadczenia, które zdobywa w planowaniu ruchowym w dużej motoryce, przenosi na planowanie ruchowe w małej motoryce – zaczyna manipulować przedmiotami, a potem artykułować mowę. Dzieci, które miały jakiś kłopot, nawet dyskretny, z rozwojem dużej motoryki, mogą w przyszłości mieć jeszcze inne problemy. Dlatego dobrze jest je obserwować...

A jakie to mogą być problemy?


Bywa tak, że dziecko zaczyna chodzić o czasie i wszystko wydaje się być w porządku, ale okazuje się na przykład, że mowa rozwija się bardzo wolno, mimo że maluch wszystko rozumie. Późno pojawiają się pierwsze sylaby lub pierwsze słowa i są bardzo niewyraźne. Gdy rozmawia się z rodzicami o tych problemach, często okazuje się, że w wczesnym okresie życia dziecko miało jakieś kłopoty z dużą motoryką – np. nie umiało się podpierać rączkami gdy leżało na brzuszku, długo nie siadało albo wcale nie raczkowało, tymczasem tego typu umiejętności są właśnie odpowiedzialne za rozwój planowania ruchowego w pierwszym okresie życia.

Kilka pierwszych miesięcy po przyjściu dziecka na świat, to dla rodziców czas niezwykły, ale jednocześnie okres wielu niepokojów o to, czy rozwój malucha przebiega prawidłowo. Co psycholog może powiedzieć o pierwszych tygodniach życia maleństwa?
Najmłodszym dzieciom trzeba przede wszystkim dać czas, aby przystosowały się do warunków życia w z świecie zewnętrznym i poczuły się w nim dobrze. Dla maleństwa wszystko jest nowe. Mnóstwo bodźców „atakuje” je i zaskakuje. W porównaniu z życiem płodowym, gdzie były one przefiltrowane przez ruchy mamy, wody płodowe i powłoki brzuszne, na zewnątrz wszystko odbierane jest znacznie mocniej: ruch, dotyk, dźwięki a do tego dochodzą jeszcze wrażenia wzrokowe, nowe zapachy i smaki. Nic więc dziwnego, że musi minąć trochę czasu zanim rytm snu i czuwania niemowlaka wyreguluje się, podobnie jak rytm jedzenia. W pierwszym okresie życia malucha mogą męczyć kolki, może nie lubić kąpieli lub marudzić bez powodu. Na ogół wcale nie świadczy to o tym, że z jego rozwojem dzieje się coś złego.

A jak rozwijają się kontakty społeczne takiego malucha?


W pierwszych tygodniach po przyjściu dziecka na świat, dziecko i mama „uczą się” siebie nawzajem, podobnie dzieje się w relacjach pomiędzy dzieckiem i tatą. Mama jest dla malucha zazwyczaj na pierwszym planie, ponieważ go karmi, ale przecież i tata jest ważny, bo nosi go, kąpie, przytula. Już kilkudniowe dzieci na króciutko i jeszcze dość przypadkowo zatrzymują wzrok na twarzy mamy czy taty, ale gdy mają 4-6 tygodni kontakt wzrokowy zaczyna się wydłużać. Takie maluchy przerywają nawet ssanie piersi aby popatrzeć na mamę. Mniej więcej gdy mają dwa miesiące zaczynają się do niej uśmiechać.

A czy uśmiech również świadczy o chęci nawiązania kontaktu?


Tak, oczywiście. Powinien się on pojawić, jak już wspomniałam, na przełomie drugiego i trzeciego miesiąca życia. Początkowo są to takie nieśmiałe próby, ale zdarzają się coraz częściej. Tak naprawdę, kilkumiesięczne maluchy uśmiechają się nie tylko do mamy, ale również do każdej innej osoby, która przemawia do nich z uśmiechem. Zachęta do kontaktu wzrokowego i uśmiechu jest więc dla malucha uśmiech dorosłego, dlatego tak ważne by maluch widział pogodną twarz mamy, gdy na nią patrzy – wtedy będzie się uśmiechał, a to świadczy o jego dobrym rozwoju emocjonalnym i społecznym.

Co powinno nastąpić po pojawieniu się uśmiechu?


W trzecim miesiącu powinny pojawić się pierwsze dźwięki. “Wyrywają się” one jeszcze dość przypadkowo (ej-ge, e-je itp.) i są to głównie samogłoski.
Natomiast w czwartym lub piątym miesiącu, takich dźwięków powinno być już zdecydowanie więcej. Na przykład w sytuacji radości powinno się zdarzać, że dziecko “wybucha” radosnymi dźwiękami. Troszeczkę zaczyna zmieniać intonację. Jest to oczywiście jeszcze przypadkowe ale już daje się zauważyć.
Około szóstego miesiąca życia powinny pojawić się łańcuchy sylab typu ge-ge-ge, da-da-da, mem-mem-mem. Jest to najczęściej jedna sylaba powtarzana wielokrotnie.

A kiedy jest ta granica, kiedy dziecko na pewno powinno już coś “mówić”?


Jeśli maluch skończył 6-7 miesięcy i cały czas jest bardzo cichy, to warto się zastanowić z czego to może wynikać. Czy mało z nim rozmawiamy, czy jednak ma jakiś kłopot i nieco wolniej się rozwija (ma na przykład problem z przetwarzaniem wrażeń zmysłowych). Warto wtedy pójść do specjalisty, który podpowie na co zwrócić uwagę i jak bawić się takim dzieckiem; bo wspieranie rozwoju w tym wieku polega właśnie na zabawie, którą każdy rodzic może z łatwością zorganizować w domu.

Jak rodzice mogą wspierać rozwój mowy dziecka?


Dla rozwoju mowy szalenie ważne są zabawy „twarzą w twarz”, podczas których gugamy do dziecka, cmokamy, robimy śmieszne miny i wydajemy różne dźwięki zmieniając intonację. Dziecko słyszy wówczas to co do niego „mówimy” i jednocześnie, obserwując naszą buzię, widzi jak to
robimy.

Dobrą metodą zachęcania malucha do wydawania dźwięków jest naśladowanie tych dźwięków, które on sam wydaje. Przykuwa to jego uwagę i zachęca do dalszej, większej, aktywności.

Bardzo ważne jest również prowadzenie z maluchem „dialogów”, na zasadzie: on coś mówi po swojemu, a my mu odpowiadamy, lub też – my zagadujemy do niemowlaka, a potem robimy przerwę, aby on mógł nam odpowiedzieć. W ten sposób uczymy dziecko na czym polega rozmowa pomiędzy dwiema osobami.

Ponieważ mowa jest czymś, co ma służyć dziecku do porozumiewania się z innymi ludźmi, nie możemy liczyć na to, że magnetefon zastąpi rodziców czy opiekunów w rozwijaniu umniejętności werbalnych, a tym bardziej komunikacyjnych dziecka - z magnetofonem nie da się bowiem rozmawiać ani dzielić uczuciami, które są tak ważnym elementem każdej konwersacji.

Czyli najważniejsza jest obecność cierpliwego i pogodnego rodzica, chętnego do kontaktu i komunikowania się z dzieckiem. Czy zabawki w tym okresie też odgrywają jakąś rolę?

Małe dzieci interesują się wszystkimi przedmiotami, po które mogą sięgnąć i dzięki temu poznają ich właściwości, a z biegiem czasu także przeznaczenie. Nie muszą to być wcale bardzo skomplikowane i drogie zabawki, bo maluchy są zafascynowane każdym drewnianym klockiem, plastikowym kubeczkiem czy kolorowym sznurkiem, jakby to był największy skarb.
Nie wystarczy jednak otoczyć dziecko zabawkami i zostawić samo sobie – powinniśmy jak najczęściej bawić się razem z nim i rozmawiać o tym, co wspólnie robimy (jeżeli maluch jeszcze nie mówi, to my nazywajmy wszystko, czym się interesuje). W ten sposób dziecko nie tylko szybciej nauczy się rozumieć mowę, ale również współdziałać w zabawie.

Wróćmy więc jeszcze do rozwoju mowy.
Co dzieje się dalej, gdy dziecko umie już wypowiadać łańcuchy sylab?

Na przełomie siódmego i ósmego miesiąca sylaby te stają się trochę bardziej urozmaicone. Pojawiają się takie spółgłoski jak p, b, m, g, d, h , które w połączeniu z samogłoskami zaczynają tworzyć zróżnicowane sylaby typu pa-ba-ma itp.
W ósmym miesiącu dziecko świadomie słucha wypowiadanych przez siebie sylab i samo ze sobą zaczyna „rozmawiać”. Wtedy rodzice często zauważają, że maluch coś mówi – słucha– powtarza – modyfikuje głos i w ten sposób prowadzi monolog, który jest dla niego bardzo fascynujący. Tak zachowują się często niemowlaki między ósmym a dziewiątym miesiącem życia zaraz po przebudzeniu. Są to już „zaawansowane” ćwiczenia aparatu artykulacyjnego oraz uwagi słuchowej. Od tego momentu uczestniczenie w dialogu z drugą osobą jest dla dziecka również bardziej świadome, warto więc kontynuować zabawy polegające na konwersowaniu z maluchem. Rodzice często śmieją się, że maluch, powiedziawszy coś, wyraźnie czeka na reakcję drugiej strony. Dorosły powinien kontynuować taką zabawę na zasadzie „ja mówię, ty słuchasz - ty mówisz, ja słucham”.

A kiedy dziecko zaczyna wypowiadać pierwsze słowa?


Dzieje się tak około roku, ale za nim to nastąpi obserwujemy najpierw jak maluch przestaje wypowiadać długie ciągi sylab, a zamiast tego świadomie zaczyna łączyć ze sobą tylko dwie sylaby (np. ma-ma, da-da). Takie połączenia początkowo jeszcze nic nie znaczą – nabierają sensu dopiero później, gdy dorośli słysząc np. ma-ma, pokazują na mamę i mówią “tak, to jest mama”. I tu znowu trzeba podkreślić jak ważny jest kontakt z dorosłym, który uzmysławia dziecku, że wypowiadane przez nie zbitki sylab mogą znaczyć coś konkretnego.
Pierwsze słówka są bardzo krótkie. Przeważają tak zwane wyrazy dźwiękonaśladowcze. Zastępują one w zasadzie całe zdania, np. “am-am” oznacza “- chcę jeść, a “au-au” - widzę psa. Słówka takie u jednych dzieci pojawiają się około jedenastego miesiąca życia, a u innych w wieku czternastu miesięcy. Jedno słówko może oznaczać dwa wyrazy, np.: da – może znaczyć i daj i weź. Najczęściej nowe słowa dotyczą zjawisk lub osób, które mają dla dziecka szczególne znaczenie emocjonalne. Tych słówek na początku może być dosłownie kilka.

A ile dziecko w wieku roku rozumie z tego, co do niego mówimy?


Maluch który ma około roku powinien rozumieć zakaz „nie” (chociaż szybko zapomina, że mu czegoś nie wolno). Dzieci w tym wieku reagują już na proste polecenia typu: „daj”, “zrób pa-pa”, ale spełniają je tylko wówczas gdy mają ochotę, a więc nie zawsze, gdy chcą tego dorośli. Często zdarza się, że dziecko patrzy w kierunku jakiejś rzeczy, o której mówi mama czy tata - nie wskazuje jej palcem, ale wyraźnie wie o co chodzi.

Co na etapie niemowlęcym może świadczyć o tym, że dzieci w późniejszym okresie życia mogą mieć problemy z rozwojem mowy?


Pierwszym sygnałem mogą być kłopoty ze ssaniem, kiedy dziecko nie potrafi ssać lub ma z tym problem. Kolejną rzeczą świadczącą o nieprawidłowościach może być niechęć do jedzenia łyżeczką, niechęć do zupek i bardziej stałych pokarmów. Objawia się to tym, że bardzo trudno jest takiego malucha czymkolwiek nakarmić, bo ma na przykład bardzo silny odruch wymiotny. Są też takie dzieci, które mając zęby jedzą co prawda chętnie ale słabo żują.
Tymczasem ssanie, następnie jedzenie przy pomocy łyżeczki, potem rozdrabnianie grudek jedzenia i przełykanie pokarmów o różnorodnej konsystencji, to naturalny masaż buzi, warg i języka - jest to swojego rodzaju gimnastyka logopedyczna. Dlatego dzieci, które mają przedłużające się kłopoty ze spożywaniem stałych pokarmów mogą mieć potem problemy z artykułowaniem mowy. Warto wówczas zwrócić się do logopedy znającego się na problemach małych dzieci, bo przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele.

A inne objawy?


Warto jest również pamiętać, że te niemowlęta, które miały problemy psychoruchowe takie jak obniżone lub wzmożone napięcie mięśniowe lub asymetrycznie się układały, są to dzieci które należy obserwować i w późniejszym okresie życia. Zdarza się, że takie maluchy w przyszłości mogą (ale nie muszą) mieć inne problemy rozwojowe, w tym między innymi kłopoty z rozwojem mowy (późno mogą pojawić się pierwsze sylaby lub słowa) i problemy z małą motoryką czyli ruchami precyzyjnymi, umożliwiającymi manipulowanie przedmiotami (trzymanie łyżeczki czy długopisu).

A skoro tempo rozwoju mowy u każdego dziecka jest inne, to czym jeszcze rodzice powinni się niepokoić?

Jeśli dziecko kończy pierwszy rok życia i nie wypowiada żadnych sylab lecz tylko pojedyncze dźwięki samogłoskowe (np.: iii, uuu) trzeba spytać się specjalisty jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy.
Kolejnym niepokojącym sygnałem może być to, że półtoraroczne dziecko nie wypowiada pierwszych wyrazów, chociażby tylko dźwiękonaśladowczych. To również warto skonsultować ze specjalistą...

Tymczasem niektórzy specjaliści twierdzą, że dziecko może zacząć mówić nawet w wieku trzech lat i że spokojnie można czekać do tego momentu...
Nie zgadzam się z tą opinią. Jeżeli rodziców coś niepokoi lepiej poradzić się specjalisty wcześniej. Specjalista w trakcie zabawy z maluchem zaobserwuje jak komunikuje się on z otoczeniem i ewentualnie doradzi co można robić aby mowa rozwijała się szybciej. Są to na ogół różne rodzaje zabaw, które można robić w domu i które sprawią, że przed ukończeniem trzech lat dziecko pokona swoje trudności.

Czasem słyszy się opinię, że maluch zacznie mówić, gdy pójdzie do przedszkola i będzie musiał porozumiewać się z rówieśnikami...
Niestety to wcale nie musi być prawda, bo jeśli u dziecka występują rzeczywiste problemy z rozwojem mowy, to nie zostaną one przezwyciężone tylko dlatego, że znajdzie się ono w grupie rówieśników. Wręcz przeciwnie, jeżeli jego możliwości porozumiewania się z otoczeniem będą ograniczone, prędzej czy później pojawią się problemy emocjonalne i społeczne. Na początku dziecko może nie zdawać sobie sprawy z własnych ograniczeń ale z biegiem czasu będzie czuło się coraz mniej pewnie.

A co logopeda czy psycholog sprawdza u takiego dziecka?


Specjaliści oceniają przede wszystkim nie tylko ile dziecko mówi ale również jak mówi – jakie wydaje dźwięki, czy pomaga sobie gestami, czy jego mowa używana jest w odpowiednim kontekście sytuacyjnym itp. Czasami zdarza się, że półtoraroczne czy dwuletnie dziecko niewiele mówi ale sposób w jaki się wypowiada nie budzi wątpliwości, że rozwój mowy przebiega prawidłowo. Bywa natomiast, że sposób wypowiadania dźwięków świadczy o tym, że maluch będzie miał w przyszłości problem z artykułowaniem mowy i wtedy trzeba zanalizować sytuację, co robić żeby było lepiej.

Jakie błędy popełniają rodzice, chcąc zmobilizować malucha do mówienia?


Często rodzice niepokojąc się, że dziecko mało mówi albo posługuje się własnym językiem, wywierają presję: “powiedz mama” , “a powiedz, jak szczeka piesek” Robią to tym częściej im większy jest ich niepokój, tymczasem małe dziecko, nie ma jeszcze w sobie takiej gotowości i nie jest jeszcze na tyle dojrzałe by ciągle spełniać polecenia. Dorosły, nie rozumiejąc tego, zaczyna wymuszać na dziecku mówienie i w rezultacie zniechęca malucha do kontaktu i wspólnej zabawy.
Dlatego lepiej wykorzystywać to, czym dziecko samo z siebie się interesuje i o tym mówić., na przykład jeżeli bawi się piłką, to komentujmy jego działanie: “to jest piłka masz piłkę, ale duża piłka, baach – piłka upadła...” W ten sposób dochodzi do synchronizacji mowy i działania. Dzięki temu dziecku dużo łatwiej jest skojarzyć co oznaczają słowa i jak się nimi posługiwać w różnych sytuacjach. W dodatku, nie zmuszane przez nikogo, często zaczyna z własnej inicjatywy mowę dorosłych.

Małgorzata Dąbrowska, dziecięcy psycholog kliniczny, terapeuta integracji sensorycznej, konsultant Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w dziedzinie wczesnej interwencji. Pacjentów przyjmuje w Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym Promyk; ul. Słoneczna 50 w Warszawie.


źródło
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #69 dnia: Maj 17, 2007, 10:12:46 am »
Wyobraźnia też jest ważna!


Pamiętasz swoje zabawy z dzieciństwa? Znaleziony na podwórku patyk bywał czarodziejską różdżką, halabardą, wężem, parasolką. Dziś dzieciom trudniej bawić się w ten sposób, bo wszystko – i różdżkę, i węża, i parasolkę – mogą znaleźć w sklepie.


Rzadziej niż my kiedyś mają okazję, by wyobrażać sobie bohaterów bajek, bo mogą ich od rana do nocy oglądać w telewizji, a nawet dostać plastikowe lub pluszowe podobizny ulubieńców. Na szczęście nie brakuje im fantazji (może rzadziej wymyślają rzeczy, ale nadal wyobrażają sobie różne sytuacje), więc warto stwarzać takie okazje, by mogły z niej w pełni korzystać.

Dzień bez zabawek


Warto bawić się nie tylko „gotowcami”. Przyniesiona z łazienki plastikowa miska jest o wiele bardziej uniwersalna: może być statkiem pirackim, formułą 1, basenem, skorupą żółwia Ninja, bezludną wyspą, sceną dla piosenkarki, kryjówką. Do zabawy nadaje się niemal wszystko: tekturowe rolki po papierze toaletowym albo papierowych ręcznikach (czyli lunety, lornetki, słoniowe nogi i tunele), plastikowe butelki po napojach (grzechotki, rakiety kosmiczne, łodzie podwodne), pudełka po kremach, jogurtach itd.

Świat z plasteliny

Do plasteliny można dosypać brokatu, wetknąć w nią piórka, słomki, patyczki, cekiny, koraliki, listki, sosnowe igły, małe gałązki. Świetnie nadaje się do „kolorowania” obrazków i sklejania drobnych elementów. Można
z niej zrobić oczy, uszy i zęby „PORtworowi” z pora, a nawet przy jej pomocy przeobrazić plastikowego konika w pegaza, a dinozaura w smoka (skrzydła można ulepić albo wyciąć z papieru i przykleić kulką plasteliny).

Co by było, gdyby…


Gdyby ciocia miała wąsy, dziadek skrzydła, a domy były zrobione z czekolady? Co by się działo, gdyby wszyscy ludzie robili wyłącznie to, na co mają ochotę? Jak wyglądałby mój dzień, gdybym był królem, nietoperzem albo samolotem? Oto są pytania!

Barwy walca

Czy da się narysować muzykę? Można spróbować! Wesoły walczyk ma z pewnością inny kolor niż mroczne tango.

Kot w rękawiczkach


Czasem wystarczy podmienić jeden element bajki, by powstała całkiem nowa opowieść. Warto też wymyślać oryginalne historie – im bardziej nieprawdopodobne, tym lepiej. Równie zabawne może być przekręcanie słów znanych piosenek i przysłów. Na przykład: „Wlazł kotek na tapczan i chrapie”.

Był sobie król


Nie trzeba kupować stroju króla, by nim zostać. Wystarczy narzucić na ramiona obrus, wziąć do ręki tłuczek albo po prostu… zadrzeć do góry nos.

My, artyści

Pozwól dziecku malować jak chce, czym chce i na czym chce. Palcem po mokrej szybie lub zakurzonej masce samochodu, starą szminką po lustrze, plakatówką po kamieniu, doniczce czy papierowym talerzu. Niech ufarbuje popcorn, zrobi sobie tatuaż i dorysuje wampirze zębiska politykom w gazecie!


źródło
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #70 dnia: Maj 22, 2007, 11:37:28 pm »
Mamo, skąd się biorą dzieci ?



Malec pyta wprost, bo jest zwyczajnie ciekawy świata. Z tego samego powodu domaga się też wyjaśnień, dlaczego dziewczynki nie mają siusiaków lub jak dzidziuś wydostaje się z brzucha mamy. Potraktuj go z całą powagą oraz szacunkiem i udziel prawidłowej odpowiedzi. Ale uwaga! Żaden szkrab nie oczekuje od razu całego elaboratu o anatomii czy prokreacji. Dlatego wątpliwości zawsze wyjaśniaj stopniowo, biorąc pod uwagę poziom rozumienia dziecka.

Małymi kroczkami do prawdy


W przeciwnym wypadku malec z całego tłumaczenia niewiele zrozumie, szybko się znudzi. Psycholodzy podkreślają, że im dziecko jest młodsze, tym odpowiedzi powinny być prostsze. Inne są bowiem możliwości poznawcze trzylatka, a inne np. starszego przedszkolaka czy pierwszoklasisty. Ważne również, być zawsze odpowiadała szczerze oraz unikała szczegółów, które nie są dziecku na danym etapie potrzebne. Oto, co możesz przykładowo powiedzieć, by sprostać zadaniu.

Trzyletni brzdąc potrzebuje odpowiedzi krótkiej i rzeczowej: "Dzieci biorą się z brzucha mamy". Maluchy zwykle nie pytają dalej, toteż nie ma potrzeby wybiegać poza to, co chcą w danym momencie wiedzieć.

Pięciolatek jest bardziej dociekliwy. Ciekawi go np., jak się znalazł¸ w twoim brzuchu. Najlepiej powiedz, że z twojego jajeczka i nasionka taty. Jajeczko i nasionko spotykają się ze sobą, gdy rodzice się przytulają. Możesz posłużyć się porównaniami, np. komórki jajowej do małej roślinki, a nasienia do wody do podlewania roślin. Taki obrazowy język ułatwi przedszkolakowi zrozumienie istoty sprawy.

Siedmiolatek chce znać konkrety


Dziecko siedmioletnie zwykle oczekuje już konkretnej wiedzy o tym, jak powstało. Wytłumacz więc: "Wiesz, że każdy mężczyzna ma siusiaka (penisa). To nim wprowadza do ciała kobiety nasienie. Robi to poprzez pochwę, którą ma każda kobieta, czyli dziurkę między nogami. Gdy nasienie połączy się z malutkim, wytworzonym przez kobietę jajeczkiem, powstaje zarodek, z którego rozwija się dziecko.

Trzy różne szkoły

Pewnie nieraz zastanawiasz się, jakich słów używać nazywając przy dziecku intymne części ciała. Posługiwać się medycznym czy dziecinnym nazewnictwem? Wśród pedagogów opinie na ten temat są podzielone. Część specjalistów uważa, że lepiej korzystać z poprawnej terminologii (członek, pochwa itp.). Nie ma powodu, by penis nazywać np. siusiakiem. To taka sama część ciała, jak wszystkie inne, a przecież nie wymyślamy żadnych specjalnych określeń np. dla łokci czy stóp.

Inni przekonują do używania mniej sztywnego języka. Dla dziecka "cycuś" brzmi po prostu ładniej niż "sutek". Zdrobniałe słowa są ponadto dla malucha przystępniejsze i przez to łatwiejsze do zapamiętania.

Są też głosy wypośrodkowane: kiedy dziecko jest malutkie, dobrze posługuje się miękkim językiem. A kiedy malec podrasta i rozmowy o seksie stają się coraz poważniejsze, stopniowo przechodźmy na poprawną terminologię. Największą akceptacją rodziców cieszy się właśnie ten wyważony pogląd. Jego dodatkową zaletą jest to, że nieco infantylne określenia ułatwiają dorosłym pokonanie bariery wstydu podczas rozmów z malcem o tych sprawach.

Tylko bez pruderii

Badania naukowe pokazują, że blisko połowa dorosłych Polaków unika tematów związanych z intymną sferą życia. Stąd wiele z nas nie angażuje się zbytnio w edukację seksualną swych pociech. Uważamy po prostu, że to temat zbyt trudny i krępujący. Jednak psycholodzy twierdzą, że o seksie warto rozmawiać z dzieckiem jak najczęściej. Doradzają, by do przekazywania ważnych informacji wykorzystywać rozmaite sprzyjające momenty, które niesie samo życie. Oto przykłady.

Gdy kupujesz podpaski i dziecko zapyta cię, do czego one służą, wyjaśnij mu to. Oczywiście z wyczuciem, tak aby wiedza na temat kobiecej płodności zbytnio nie przytłoczyła dziecka. Jeśli twój 10-latek przypadkiem natknie się na prezerwatywę, od razu powiedz, co to jest i jakie ma zastosowanie. Przy okazji przypominasz, że seks nie służy wyłącznie prokreacji i że wtedy potrzebne jest zabezpieczanie się.

Kiedy synek zaskoczy w łazience nagiego tatę i zapyta: A dlaczego ja nie mam takiego dużego siusiaka, nie ma co wpadać w panikę. Zamiast nerwowo się osłaniać, tata powinien rzeczowo odpowiedzieć na pytanie (Jestem dorosły, więc wszystkie części ciała mam większe). W ten sposób dziecko uczy się, że nagość to coś naturalnego, a nie powód do przesadnego wstydu czy niepokoju.

Aby maluchowi łatwiej było poją, czym jest poczęcie, ciąża i narodziny, wspieraj si dostosować do wieku dziecka lektury. W księgarniach jest spory wybór książeczek dla najmłodszych o przekazywaniu życia. Napisane prostym, przystępnym językiem, z estetycznymi ilustracjami (np. "Skąd się biorą dzieci", Marcin Brykczyński, wyd. Nasza Księgarnia) mogą być ci bardzo pomocne przy wprowadzaniu dziecka w skomplikowany świat miłości i seksu.

Pierwsze lekcje uczuć

Pamiętaj, choć rozmowy o seksie są ważne, to większkość informacji na ten temat rodzice przekazuj dzieciom bez słów. Dlatego nie jest bez znaczenia, co twoja córeczka czy synek widzi, gdy co rano pakuje się do łóżka rodziców.

Jeśli przytulacie się do siebie, uśmiechacie się, okazujecie sobie czułość, to dla malca jest to bardzo pozytywny sygnał: seks wiąże dwoje ludzi. Mama i tata są sobie bliscy, śpią w jednym łóżku, ,lubią się całować i głaskać.

Gorzej, gdy maluch stale wyczuwa między tatą atmosferę wzajemnej niechęci. Wtedy skojarzenia między tym, co rodzice robi w łóżku, a tym, co czują do siebie, może rodzi w dziecku negatywne nastawienie do seksu. Bywa, że potem, jako osoba dorosła, traktuje tę sferę życia z niechęcią, a nie jako rzecz piękną i wyjątkową.

Trzy złote reguły

Aby intymna rozmowa z maluchem przebiega¸a jak najbardziej naturalnie: 1nigdy nie uciekaj przed trudnymi pytaniami. Wykręty w rodzaju: Jak podrośniesz, to się dowiesz budzą w malcu poczucie winy. Sądzi, że pytając, zrobił coś niewłaściwego; tłumacz tylko to, o co malec pyta, nie więcej. Gdy np. chce wiedzieć, dlaczego ciocia ma taki duży brzuch, wyjaśnij: Bo ma tam dzidziusia. Pomiń kwestię, jak do tego doszło. Dziecko wcale nie chce wiedzieć wszystkiego naraz i dokładnie; trzymaj się prawdy - wydumane opowieści o bocianie robi dziecku mętlik w głowie.


wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #71 dnia: Czerwiec 14, 2007, 06:42:05 pm »
Dziecięce kolekcje

Często zdarza się, że dziecko do zabawy wykorzystuje przedmioty, które z pozoru są najzwyklejszymi śmieciami. Rodziców nierzadko wprawia w zdumienie fakt, że ich pociecha, otoczona kosztownymi niekiedy zabawkami, więcej czasu poświęca przyniesionym z podwórka kamykom, blaszkom, potłuczonym szkiełkom.


Bywa, że w domu znajdują się prawdziwe kolekcje tego typu "skarbów", a wszelkie próby ich wyrzucenia napotykają na zdecydowany opór właściciela.

Dla dziecka samodzielnie znaleziony przedmiot nabiera szczególnego znaczenia. Jest tajemniczym obiektem, o którego przeznaczeniu decyduje ono samo. Kawałek blaszki, zależnie od potrzeby, staje się statkiem kosmicznym, bryłką złota lub jakimś magicznym narzędziem. Gotowe, kupione w sklepie zabawki nie dają tylu możliwości. Po jakimś czasie nudzą się. Pozornie bezużyteczne podwórkowe znaleziska mogą być wykorzystywane na wiele sposobów i nie znudzą się nigdy.

Pewien malec bardzo długo rozpaczał, gdy mama niebacznie wyrzuciła do śmieci kolekcję papierowych kulek. Chłopczyk sporządził je własnoręcznie - były "kierowcami" jego samochodzików, nadał im nawet imiona. Dał się udobruchać dopiero wtedy, gdy wspólnie z mamą wykonali nowe.

Wyobraźnia dziecka tworzy zabawki niedostępne w żadnym sklepie. Dorosłym niekiedy trudno to zrozumieć. Dbająca o domowy porządek mama niełatwo przyjmuje do wiadomości, jak wielkie znaczenie dla jej pociechy może mieć na wpół zardzewiała śrubka, czy kilka najzwyklejszych kamyków.
Jeżeli pasja kolekcjonerska skłania dziecko do gromadzenia w mieszkaniu przedmiotów niepożądanych (kamyków, szkiełek, zardzewiałych blaszek), można spróbować zachęcić je do zastępowania ich innymi drobiazgami - niepotrzebnymi kluczami, zabawnymi breloczkami lub szklanymi kulkami. W wymyślnych zabawach przydatne mogą okazać się również guziki o różnych kształtach. Warto również nakłonić dziecko, by swoje "skarby" trzymało w specjalnie do tego celu przeznaczonym pudełku. Pozwoli to na uniknięcie bałaganu w mieszkaniu.

prawdziwe kolekcje


 Z czasem, gdy maluch dorasta, można ukierunkować jego zamiłowania na zbieranie przedmiotów nadających się do tworzenia prawdziwych kolekcji. Po latach mogą one stworzyć cenne zbiory.

Niektóre przedmioty mają dla dziecka wartość pamiątkową - przywiezione z wakacji nad morzem muszelki, drobne prezenty od kolegów lub członków rodziny. Czasami najcenniejszą zabawką bywa stary, wytarty miś lub dawno pozbawiony kółek samochodzik. Bywa, że dziecko pozornie nie zwraca uwagi na jakąś rzecz, nie bawi się nią, zdawać by się mogło, że o niej nie pamięta. Natychmiast jednak zauważy jej brak i będzie miało żal, gdy ją bez uprzedzenia wyrzucimy.

Rodzice powinni zdawać sobie sprawę z tego, że dzieci emocjonalnie przywiązują się do zabawek, niekiedy czynią je swoimi powiernikami. Chcąc uszanować uczucia najmłodszych członków rodziny, powinniśmy generalne porządki w dziecięcym pokoju robić wspólnie z jego mieszkańcami. Wspólnie też powinny zapadać decyzje, które zabawki można już wyrzucić (lub wynieść na strych), a które warto jeszcze zostawić.

Czasami "skarby" z dzieciństwa są pieczołowicie przechowywane przez całe życie, pozwalają odżywać wspomnieniom. Pozwólmy więc dzieciom samodzielnie decydować, co jest ich ulubioną zabawką, oczywiście przy zachowaniu bezpieczeństwa.




interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #72 dnia: Czerwiec 22, 2007, 01:04:10 am »
Patrzę, dotykam, poznaję...



A to wszystko dzięki zabawkom. To one uczą myśleć i rozwiązywać problemy, rozwijają wzrok, słuch, dotyk. Sprawdź, jakie wybrać, by były najlepszą inwestycją na przyszłość. I nie znudziły się maluszkowi już po miesiącu.

Kiedy twoje dziecko cichutko siedzi, mocując się z układanką, czas nie upływa mu wcale tak beztrosko, jak się wydaje. Ono ciężko pracuje. Powtarza te same czynności, by nauczyć się, jaki odniosą skutek. Sprawdza, jak działają różne przedmioty i do czego ciekawego można ich użyć. Najpierw jednak uważnie im się przygląda, poznaje kolory, kształty, faktury. A wszystko zaczyna się... już niedługo po narodzinach.

Czy noworodkowi potrzebne są zabawki? Jak miałby się nimi bawić, skoro trudno mu jeszcze zapanować nad nóżkami, rączkami, główką? Właśnie poprzez zabawę i dającą oparcie obecność mamy czy taty malutkie dziecko zaczyna kontrolować swoje ciałko. Szybko odkrywa, skąd dobiegają dźwięki i jak różnorodny jest świat kolorów. Najpierw uczy się rozróżniać biały i czarny. Potem poznaje następne (właśnie w takiej kolejności): czerwony, żółty, niebieski i zielony. Wodzi oczkami za kręcącą się nad łóżeczkiem karuzelką czy zabawkami, które mu pokazujesz, ogląda przedmioty przyczepione do szczebelków łóżeczka.

Słucham i badam

Trzymiesięczne dziecko odkrywa świat dźwięków, samo też zaczyna wydawać odgłosy. Wrodzona ciekawość powoduje, że odwraca główkę na dźwięk grzechotki, a mając pół roku, próbuje nią poruszać. Choć zabawka wydająca miły dźwięk niezawodnie wywołuje u maluszka uśmiech, dla niego najważniejszy jest nadal twój głos. Gdy cię słyszy, czuje się spokojniejszy. Opowiadaj mu więc, dokąd pójdziecie, co będziecie robić, komentuj codzienne czynności.

Półroczny szkrab doskonali zmysł dotyku –_ dowiaduje się, że przedmioty są twarde, miękkie, kanciaste, obłe, a niektóre szeleszczą. Sprawdza to, wkładając je również do buzi. Odtąd coraz więcej czasu będzie spędzać na badaniu i dopasowywaniu podobnych kształtów. Może na przykład bardziej lubić okrągłe albo trójkątne klocki i będzie odkładać je na bok. Dostarczaj maluchowi różnorodnych wrażeń. Wybieraj zabawki drewniane, pluszowe, z miękkiego plastiku i materiału. Gdy masz okazję, wsyp mu do rączki trochę piasku, daj do dotknięcia kamień, pogniećcie razem liście i grubą plastikową folię.

Odkrywam zasady

Odkąd twój maluch dowiedział się, że może wpływać na ciebie płaczem, szuka też innych sposobów, by być sprawcą zdarzeń. Już wie, że gdy ty zbudujesz wieżę z klocków, on może ją zburzyć (i robi to z radością!), gdy naciśnie przycisk na zabawce, ta zaczyna grać. Uwielbia też zapalać i gasić światło, chować przedmioty i je znajdować, zamykać i_ otwierać pojemniki. Dzięki temu przed pierwszymi urodzinami dziecko poznaje prawidła rządzące światem i uczy się przejmować nad nim kontrolę. A sukcesy motywują do dalszych postępów.

Kolekcjonuję

Atrakcyjne zabawki wzbudzają ciekawość, zachęcają do eksperymentów. Nie otaczaj jednak swojej pociechy wszystkimi nowościami. Małe dziecko dopiero uczy się skupiać uwagę, a wiele atrakcji naraz w tym przeszkadza.

Pamiętaj też, że dla malucha bardzo ciekawa jest zabawa zwykłymi przedmiotami. Jeśli uparcie dobiera się do kuchennych szuflad, przeznacz jedną z nich na jego „skarby” – takie, którymi nie zrobi sobie krzywdy. Garnki, pokrywki, drewniane łyżki, plastikowe pojemniki, pożyczone od starszego brata piłeczki (odpowiednio duże, by maluszek nie włożył ich sobie do buzi) mogą dać móstwo uciechy. Wkrótce się o tym przekonasz. Co i kiedy poznaje dziecko? 0-3 miesiące: kolory. Najpierw pokazuj kontrasty czarno-białe, a potem przedmioty o wyrazistych barwach. 3-6 miesięcy: dźwięki. Nie powinny być zbyt głośne, nie mogą przestraszać. 6-9 miesięcy: kształty i materiały (faktury). Pozwalaj dotykać różnych rzeczy: kamieni, piasku czy papieru. 9-12 miesięcy: relacje przyczynowo-skutkowe i przestrzeń. Buduj wieże z klocków i pozwalaj dziecku je burzyć. Zabawki, które uczą Z ogromnej oferty wybraliśmy takie, które świetnie rozwijają wszystkie zmysły malucha. Podpowiadamy też, w jaki sposób można wykorzystać przedmioty codziennego użytku do twórczej zabawy. Kolorowe klocki nie mogą mieć ostrych brzegów i muszą być z plastiku dobrej jakości. Najwcześniej stymuluj wzrok malucha – zabawki nie powinny za bardzo kipieć kolorami. Materiały, z których wykonano zabawki, muszą być różnorodne i bezpieczne dla dziecka. Odgłosy grzechotki czy dźwięki grających zabawek powinny być delikatne i nie za głośne.



kobieta wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #73 dnia: Lipiec 02, 2007, 12:49:54 pm »
Tak się boję!

Stale rośnie liczba zalęknionych dzieci, podobnie jak i dorosłych, którzy stale czegoś się boją. Psychologowie twierdzą nawet, że staliśmy się społeczeństwem lękowym.



Nadmiar złych wiadomości oraz widmo niewesołej przyszłości powodują, że ciągle się boimy. W takiej atmosferze wychowuje się młode pokolenie. Badania psychologiczne wykazują, że 20 proc. dzieci w wieku szkolnym często przeżywa silne lęki. Kiedy zostaje przekroczona „zdrowa” dawka emocji tego rodzaju i maluch boi się tak bardzo, że to uczucie paraliżuje go, odbiera mu spokojny sen, radość życia, ochotę do poznawania świata? Czy można pomóc dziecku przeżywającemu lęki?

Lęk czy strach

Te dwa uczucia nie są tożsame, chociaż mówimy, że się boimy, zarówno kiedy przeżywamy strach jak i lęk. Strach przeżywamy w sytuacji realnego zagrożenia. To wrodzona, instynktowna reakcja na grożące obiektywne niebezpieczeństwo, która przygotowuje cały organizm do obrony lub ucieczki (np. przed bólem, ogniem; drapieżnymi zwierzętami i innymi poważnymi zagrożeniami). Strach mobilizuje do działania obronnego, nie jest więc uczuciem jednoznacznie negatywnym, bo często pozwala ocalić życie czy zdrowie.
Lęk to szczególna forma strachu. Ten stan emocjonalnego niepokoju pojawia się jako reakcja na zagrożenie, którego źródło nie jest dokładnie znane, a sygnały niebezpieczeństwa często są irracjonalne. Występuje on zwłaszcza w sytuacjach oczekiwania i niepewności, gdy nie mamy kontroli nad tym, co się dzieje.
Dziecko nie jest w stanie odróżnić zagrożenia rzeczywistego od irracjonalnego, więc lęk i strach w gruncie rzeczy przeżywa tak samo. Dlatego strach przed utratą rodziców może być dla malucha równie silny i rzeczywisty jak lęk z powodu smoka czającego się pod łóżkiem.

Jak reagować

Każdy rodzic odczuwa instynktowną potrzebę chronienia swoich dzieci przed wydarzeniami, które mogą budzić strach. Jednak pamiętaj, że nie jesteś w stanie ustrzec ich przed przeżywaniem lęku. Nie możesz też wyręczyć młodego człowieka w zmaganiu z tym problemem. On sam musi uporać się z własnymi lękami – to ważne, istotne w rozwoju doświadczenie. Możesz jedynie pomóc mu, okazując zrozumienie, miłość i wsparcie.

Czego nie robić


1. Nie strasz dziecka – nigdy, nawet w żartach nie mów, że już go nie kochasz, że oddasz je komuś innemu, że pójdzie do piekła, bo jest niegrzeczne.

2. Nie drwij z jego lęków
– nie przekonuj go, że nie ma czego się bać, bo ono czuje inaczej niż Ty, a lęk jest irracjonalny. Nie bagatelizuj przeżyć malucha i nie nazywaj go tchórzem.

3. Nie zawstydzaj go przed innymi – lęk nie jest przecież niczym złym, nienormalnym ani godnym potępienia. Ośmieszanie tylko pogłębi problem dziecka.

4. Nie złość się – nie jesteś w stanie przyspieszyć momentu, kiedy maluch przestanie się bać. Okres utrzymywania się lęku zależy od osobowości dziecka i minie tym szybciej, im więcej spokoju i tolerancji okażesz córce lub synowi.

5. Nie stosuj terapii szokowej!
Przełamywanie lęku i zmuszanie dziecka do stawienia czoła budzącej lęk sytuacji to okrutna, chociaż bardzo rozpowszechniona postawa. U wrażliwego malucha może spowodować utrwalenie lęku na całe życie.

6. Nie doszukuj się czyjejś winy w tym, że dziecko przeżywa lęki. To na ogół nie jest skutek ani popełnionych przez Ciebie błędów wychowawczych, ani fanaberii dziecka. Nie ma w tym nic niepokojącego czy nienormalnego – to jeden z elementów psychicznego rozwoju.

7. Nie „zarażaj” dziecka własnymi lękami. Jeśli sam żyjesz w ciągłej obawie przed złodziejami, utratą pracy, nędzą, wojną, terroryzmem, chorobą czy ludzką nieuczciwością, kilkulatkowi udzieli się Twoja lękliwa postawa wobec życia. Nawet jeśli tego rodzaju obawy są Twoim udziałem, staraj się nie przenosić ich na dziecko.

Co robić


1. Przyznaj mu prawo do bania się – żebyś nawet bardzo się starał, nie uchronisz dziecka przed tym doświadczeniem. Powiedz mu, że każdy czasem się boi i nie ma w tym niczego nagannego.

2. Poznaj przyczyny lęku – uważnie obserwuj, w jakich sytuacjach występuje. Kiedy dziecko uspokaja się? Co Ty możesz zrobić, żeby mu to ułatwić?

3. Bądź cierpliwy i taktowny – to najlepsza strategia. Rozmawiaj z dzieckiem o jego lęku tylko tyle, ile ono potrzebuje. W odpowiedzi na jego pytania mów prawdę, unikając rozwlekłego wyjaśniania. Upewniaj je, że nie dzieje się z nim nic złego i że wkrótce poradzi sobie z problemem.

4. Stosuj metodę małych kroków
– pomóż dziecku stopniowo oswajać się z lękotwórczym obiektem czy sytuacją. Towarzysz mu, wspieraj, ale nie stosuj presji.

5. Nie przejmuj się zanadto – pamiętaj, że niektóre rodzaje lęków są typowe dla określonego wieku. To, że się pojawiły, świadczy o normalnym rozwoju malucha.

6. Kontroluj, co Twoje dziecko ogląda w telewizji. Skreśl z tej listy nie tylko horrory, ale także agresywne, budzące lęk kreskówki, filmy przyrodnicze, na których zwierzęta walczą, polują i zabijają inne zwierzęta oraz wiadomości telewizyjne (są pełne przemocy i nieszczęścia). Tłumacz maluchowi, na czym polega różnica między rzeczywistością a filmową fikcją, co to są efekty specjalne itp.

Kalendarz lęków


Dwulatek
– lęk przed głośnymi, nagłymi dźwiękami (grzmotem, przejeżdżającym motocyklem, pracującym odkurzaczem), zmianami w najbliższym otoczeniu
(np. przeprowadzką), rozłąką z mamą.
Trzylatek – lęk przed obcymi, niemiłymi twarzami, włamywaczami, wieczornymi wyjściami rodziców z domu, czarownicami i potworami.
Czterolatek – lęk przed ciemnościami, dzikimi zwierzętami, wyjściem rodziców wieczorem z domu.
Pięciolatek – mniej lęków, głównie z powodu ciemności i opuszczenia przez mamę.
Sześciolatek – liczne i intensywne lęki: przed śmiercią bliskich, piekłem, czarownicami, potworami i duchami, przed żywiołami (ogniem, wodą), przed opuszczeniem, zgubieniem się, lęki nocne.
Siedmiolatek – dużo lęków: przed ciemnością, wojną, przestępcami oraz lęki, które są związane ze szkołą (przed spóźnieniem się, odpowiedzią, klasówką).
Ośmio-, dziewięciolatek – mniej lęków, głównie związane ze szkołą.
Dziesięciolatek – znów więcej lęków: przed ciemnością, zwierzętami, przestępcami, katastrofami.
Jedenasto-, dwunastolatek – lęk przed zwierzętami, ciemnością, wysokością, samotnością w nieznanym miejscu.
Trzynastolatek – nowy rodzaj lęków: przed ludźmi (obcymi, nauczycielami, brakiem akceptacji ze strony rówieśników, przed wystąpieniami publicznymi).
Czternastolatek – znacznie mniej lęków, głównie przed ciemnością, wysokością, wężami oraz lęki związane z życiem w społeczeństwie (np. przed odpowiedzią
w szkole, plotkami, odrzuceniem przez grupę, ośmieszeniem się.)


BABY ON LINE
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline amara

  • Aktywny Gadacz
  • *****
  • Wiadomości: 781
Kim jestem cz.I
« Odpowiedź #74 dnia: Lipiec 06, 2007, 11:33:23 pm »
HUŚTAWKA NASTROJÓW
Charakter dziecka kształtuje się w pierwszych czterech latach życia. To czy będzie ekspansywne, śmiałe, przebojowe czy też wrażliwe i zamknięte w sobie zależy zarówno od jego temperamentu jak i od warunków rozwoju jakie stworzą mu rodzice.

Zdaniem psychologów obserwujących najmłodsze dzieci ich rozwój psychiczny nie przebiega tak gładko jak psychiczny. Małe dziecko rośnie, uczy się chodzić, mówić i doskonali te umiejętności. Fizycznie nigdy się nie cofa – nie stanie się np. o parę cm mniejsze niż było, nie oduczy się chodzenia. Młodzi rodzice z reguły oczekują, że tak samo będzie się doskonalić psychika dziecka. Gdy maleństwo w pierwszych miesiącach życia płacze a my nie możemy rozpoznać przyczyny jego łez, z niecierpliwością oczekujemy chwili gdy wreszcie zacznie mówić. Mamy nadzieję, że wtedy nie będzie już nieporozumień a szczęśliwemu i bezkonfliktowemu malcowi wszystko da się wytłumaczyć. Tymczasem tak nie jest.
W opinii specjalistów, rozwój psychiczny dziecka przebiega jak sinusoida: okresy psychicznej równowagi przeplatają się z okresami dysharmonii. Grzeczny aniołek, nierzadko trzymający się spódnicy mamy i wyraźnie potrzebujący jej wsparcia, może zmienić się w ekspansywnego i żądnego wrażeń urwisa by po pewnym czasie powrócić do stadium aniołka.

Trudny wiek
Często słyszy się o dzieciach krnąbrnych, nadpobudliwych, stawiających zawsze na swoim, nieposłusznych. Wielu rodziców przyczepia swoim malcom taką właśnie etykietkę. Książki na temat wychowania dzieci mówią w takich wypadkach o dzieciach „źle wychowanych”, którym nie wpojono zasad dyscypliny dnia codziennego. Za receptę na posłuszne dziecko był wówczas uznawany harmonijny rozkład dnia -–posiłki, spacery, sen, zabawa- zawsze o określonej porze. W ostatnich latach podejście psychologów do kwestii krnąbrnych dzieci wyraźnie się zmieniło. Dziś mówi się raczej o etapach walki i uporu, przez które każdy malec powinien przejść i w których to nie należy tłumić jego osobowości jeśli chcemy by wyrósł na mądrego, pewnego siebie człowieka.
Za trudne okresy skłócenia ze światem i samym sobą, wyrażające się agresją, uporem, nieposłuszeństwem a z drugiej strony – lękiem i zamknięciem w sobie uważa się wiek 2,5  3,5   4,5  roku. Z kolei okresami stabilizacji, wiary we własne siły i  niezależność jest wiek 3 , 4 , 5 lat. Oczywiście u jednego dziecka mogą one występować nieco wcześniej u innego później ale w zasadzie każdy maluch musi przejść okresy „burzy i niepokoju” kiedy to najmocniej daje o sobie znać tworząca się osobowość dziecka. Jeden maluch przejdzie przez ten okres niemalże niezauważalnie inny swoim zachowaniem potrafi zburzyć porządek i hierarchię w rodzinie.

Świadomość samego siebie
Chociaż o osobowości dziecka można mówić już w okresie prenatalnym to jednak długie lata upłyną zanim maluszek zda sobie sprawę z tego kim jest i zacznie się zastanawiać nad swoim „ja”. W pierwszych miesiącach życia niemowlę uważa siebie i mamę za jedną osobę – matka jest jakby przedłużeniem jego samego. Dopiero w drugim roku życia dziecko w pełni zaczyna zdawać sobie sprawę że jest kimś odrębnym. W trzecim roku życia zaczyna świadomie używać słowa „ja”.

Jak rodzi się osobowość
Dzieci różnią się już w okresie prenatalnym – jedne są bardzo spokojne, przez całe dnie i noce śpią, rzadko poruszają się w brzuchu mamy. Matki innych z kolei narzekają, że maleństwa kopią bez przerwy, nie dając spać. Różnice zachowań jeszcze bardziej uwidaczniają się po urodzeniu. Niektóre niemowlęta przesypiają całą noc i większość dnia, budzą się uśmiechnięte i cierpliwie czekają na jedzenie. Inne – niespokojne wiercipięty podważają słuszność tomów książek napisanych na temat tego jak długo w określonym wieku dziecko powinno spać. Krzyczą przez całe noce, niektóre reagują pozytywnie na wszelkie niedogodności i  szybko się do nich przyzwyczajają inne najmniejszą zmianę traktują jak zamach na własne bezpieczeństwo.

Od czego zależy osobowość
To jakie będzie twoje dziecko nie zależy tylko od genów ale także od systemu wychowawczego jaki przyjmiecie – czy skłaniać się będziecie  ku wychowaniu bezstresowemu, zaspokajając wszystkie zachcianki malca, a nawet je wyprzedzając czy wprowadzicie cały system norm i zakazów. Ważne jest też zachowanie ludzi, którzy opiekują się maluchem a zwłaszcza postawa matki: czy jest spokojna, pewna siebie, zrównoważona czy też nerwowa, lękliwa, nadopiekuńcza. Charakter dziecka zależeć będzie też od tego czy jest jedynakiem, czy też będzie musiał od najmłodszych lat o  wszystko rywalizować z bratem lub siostrą. Wielu psychologów podkreśla fakt, że ogromny  wpływ na osobowość ma typ budowy ciała. Endomorficy, lekko otyli są zwykle towarzyscy, śmiali, swobodni, kochają ludzi i ... jedzenie. Szczupli i delikatni ektomorficy są raczej wstrzemięźliwi, nieśmiali i nadwrażliwi. W wielu sytuacjach czują się nieswojo.

1 ROK – POZNAJĘ ŚWIAT
Roczne dziecko zafascynowane umiejętnością chodzenia,biegania a czasem także wdrapywania się,potrafiące gestem a nierzadko słowem wyrazić swoje pragnienia zdaje się być szczęśliwe i u szczytu formy.Nastawione jest niemal wyłącznie na siebie.Początki samodzielności dodają mu skrzydeł.Ma poczucie,że jest w stanie zdobyć świat i podporządkować go sobie.Nic i nikt nie może mu w tym przeszkodzić.Dlatego każda porażka wywołuje frustracje.

Uciekam od ciebie mamo
Na spacerze malec wyjęty z wózka natychmiast ucieka w druga stronę nie zważając na wołanie mamy.Choć rozumie sens wypowiadanych do niego słów niewiele sobie z nich robi i postępuje dokładnioe odwrotnie niż go o to prosisz.Jeśli naprawdę zależy ci aby wrócił zwab go czymś interesującym lub po prostu przynieś.dziecko w tym wieku lubi przeciwstawiać się mamie i uciekać przed nią ale przede wszystkim uwielbia być przez matkę gonione i łapane.Możesz też powiedzieć mu „pa pa” i odejść.Po chwili samo do ciebie przybiegnie

Nadpobudliwość
Cieszysz się,że twój malec jest śmiały i rozpiera go energia.Raczkuje z prędkością rakiety,biega,wszędzie go pełno,wspina się na meble,otwiera z hukiem szuflady.Takie zachowanie choć uciążliwe dla rodziców jest jednak często dla nich powodem do dumy-zwłaszcza jeśłi chodzi o chłopca.Problemy jednak rosną po kilku miesiącach maluchowi już nie wystarcza wdrapywanie się na stołki.Nie zwraca najmniejszej uwagi na rodzicielskie „nie” nawet poparte klapsem.Popycha kolegów.Rodzice powoli przestają być dumnie ze swego bohatera.On to też zauważył-poprzednio uśmiechem akceptowali jego wyczyny,teraz coraz częściej reagują złością,nie potrafiąc zapanować nad sytuacją.Twoje dzicko choć jeszcze malutkie jest mądrym obserwatorem.Jeśli raz dla zabawy pozwoliłeś mu tupać nogami po stole czy  parapecie będzie się tego domagał codziennie.Nie rozumie dlaczego tobie ta zabawa nagle przestała się podobać.Maluch w tym wieku potrzebuje sztywnych norm,które zawsze muszą być przestrzegane. Jeśli twoje dziecko jest bardzo aktywne i ściąga na siebie co tylko ma pod ręką musisz odowiednio przystosować mieszkanie i niebezpieczne przedmioty przenieść wyżej.Warto aby miał swój kącik z zabawkami,z którymi może robić co chce.Postaraj się jednak aby nie dawać mu jednocześnie zbyt wielu przedmiotów-dziecko przerzuca zainteresowanie z jedego na drugi i nie jest w stanie na niczym się skupić.Zaplanuj tak dzień aby był czas na zabawy ruchowe-niech malec wyładuje swoją energią na spacerze.Nie trzymaj go w wózku jeśli nie ma ochoty.Ucz ,że w określonych porach dnia jest czas wyłącznie na zabawy refleksyjne i wyciszające np. oglądacie i czytacie razem książeczki,słuchacie muzyki

To moje
Półtoraroczny malec nie zna pojęcia własności.Nie rozumie,że interesujące zabawki z piaskownicy,które zabrał innym dzieciom nie należą do niego.Jest nastwiony na branie.Ludzi a zwłaszcza dzieci traktuje jak przedmioty dlatego może szarpać za włosy swojego kolegę,popchnąć,uderzyć.Siebie natomiast zaczyna identyfikować ze swoimi rzeczami.Warto już w tym wieku uczyć malca pożyczania-jeśli chce się bawić autkiem kolegi niech mu pożyczy swoją piłke.Jeśłi popchnął kolege a ten zaczął płakac warto żeby go przeprosił np. przytulił.Maluchów w tym wieku warto uczyć umiejętnośći przyjaznego wspóżycia z rówieśnikami.

2 LATA – PRÓBA SIŁ
Dla dwulatków największą przyjemnościa jest mówienie „nie” i decydownie o sobie.”Sam” to kolejne ulubione słowo.Dziecko zaczyna sobie zdawać sprawę z własnej odrębności.Wie już że jest kimś innym niż mama i tata czuje więc że ma prawo mieć swoje zdanie.Dwulatek jest apodyktyczny,nieskory do ustępstw.Jeśli konfliktu nie potraktujesz pół żartem pół serio przerodzi się w nie lada awanturę,z krzykiem,płaczem,rzucaniem się na podłogę a nawet waleniem głową o ścianę.Szczególnie niebezpieczny jest okres ok. 2,5 rż

Kto silniejszy
Jeśli powiesz,że coś jest czarne twoje dziecko będzie się upierać,że białe.O cokolwiek go poprosisz zawsze będzie chciało czegoś przeciwnego.Wszystkie zachcianki trzeba potraktować z dystansem i przymrużeniem oka.Oczywiście często trzeba do tego stalowych nerwów.Nie irytuj się ale i przesadnie nie ulegajjego zachciankom.On po prostu bada swoją siłe i usiłuje ustalić hierarchię w rodzinie.Biada ci jednak jeśli uzna że ma więcej do powiedzenia niż ty.

Za a nawet przeciw
Dzieci w tym wieku miotają się między sprzecznościami „chcę-nie chcę” „zrobię-nie zrobię”.Malec poznał już smak podejmowania decyzji wart jednak żeby zdawał sobie sprawę również ze wszystkich jej konsekwencji.Jeśli poprosi cie o farby a po namalowaniu dwóch kresek ma już dość nie namawiaj go aby jeszcze dorysował promienie słoneczka.Przypilnuj za to aby razem z tobą schował do szafki pędzelek,farby.

Pokochaj schematy
Twoje dziecko po raz dziesiąty układa te same puzzle dumne ze swoich osiągnięć przy których oczywiście ty musisz asystować.Chce czytać po raz setny tę samą bajkę choć ty znasz ją już na pamięć i masz serdecznie dość.Dwuletni brzdąc lubi rytuały i schematy.Chce aby wszystko było uporządkowane i na swoim miejscu-daje mu to poczucie bezpieczeństwa.Jeśli pewnego dnia przed snem przeczytasz mu trzy bajki będzie codziennie doamagał się ich czytania właśnie o tej porze.

Młody bardzo gniewny
Dwulatki bywają agresywne.Rzostawiają rodziców po kątach awanturują się o bbyle co w złości mogą ugryźć lub świadomie uderzyć zarówno inne dziceko jak rodzica czy obcego dorosłego.Staraj się zapewnić maluchowi możliwość wyładowania energii na świerzym powietrzu a także przez zabawy ruchowe w domu.Nie krzycz na malca i nie stosuj kar fizycznych.Zostaw go ze swoją złością musi sam nauczyć się radzićze swoimi emocjami.Gdy się uspokoi spokojnie porozmawiaj z nim na temat jego zachowania.

Chcę być dzidziusiem
Wiele dzieci zwłaszcza wrażliwych przechodzi w wieku 2,5 lat okres w którym pragną być znowu niemowlakami.Wiedzą dobrze,że czas ten bezpowrotnie minął i mają z tego powodu żal.Twój malec może domagać się brania na ręce,kołysania.Może też swoje pragnienia artykułować wprost.Nigdy w takich sytuacjach nie zawstydzaj dziecka zwłaszcza przed obcymi.Ono po prostu bardzo cię potrzebuje.Tęsknota za niemowlęctwem wkrótce minie.

Nie jestem na pokaz!
Nie zdziw się jeśli twój nieźle już mówiący malec w pewnym momencie zaczyna przekręcać wyrazy np. z uporem twierdzi że „wiewióra” mieszka w „dziubli”.Śmiej się razem z dzieckiem z jego dziwolągów językowych.Ono po prostu bawi się słowami.Jeśli n ie chcesz żeby taka wymowa się utrwaliła po prostu nie zwracaj na to uwagi.Jeszcze niedawno szczęśliwa z postępów w mówieniu dziecka chwaliłaś się przed znajomymi.Tymczasem teraz dziecko ma 2,5 roku gdy spotykasz koleżankę twój malec nie chce powiedzieć ani be ani me.Twoja koleżanka rozkłada ręce a ty oblewasz się rumieńcem,zapominając,że to tylko małe dziecko,które po prostu nie ma ochoty chwalić się przed nieznajomymi tym co już wie.Uznaj po prostu,że ma do tego prawo.Nie jest twoją zabawką lecz człowiekiem,który ma lepsze i gorsze dni.Pomożesz swojemu dziecku jeśli dasz mu prawo decydowania w części o sobie.Niech ma swój kąt w pokoju gdzie może robić co chce,kawałek swojej ściany,na której może malować.Każdy maluch ma prawo do części domu,w którym mieszka i częśći twojego czasu każdego dnia.Ale tylko części.

żródło:Mtj
"Człowieka poznaje się po tym co nosi w sercu"
terapeuta zajęciowy, mama Mateusza 11l z zD

Offline amara

  • Aktywny Gadacz
  • *****
  • Wiadomości: 781
Kim jestem cz.II
« Odpowiedź #75 dnia: Lipiec 26, 2007, 11:47:32 am »
3 LATA – PYTAM WIĘC JESTEM
Trzylatek jest otwarty na świat, chętny do zabawy i współpracy z dorosłymi, zwłaszcza z matką. Jego ulubione słowa to „ja też” – chce we wszystkim uczestniczyć. Uwielbia fantazjować i bawić się mową. Dużą radość sprawiają mu takie słowa jak „niespodzianka”, „tajemnica”. Umie nawiązać pierwsze przyjaźnie. Po okresie harmonii, w wieku około 3,5 roku następuje załamanie wyrażające się brakiem poczucia bezpieczeństwa, obawą przed utratą rodzicielskiej miłości. Twoje przebojowe w wieku 3 lat dziecko pół roku później może nagle stac się nieśmiałe i zalęknione.

Wiek pytań
3 lata to wiek zadawania pytań – dziecko, które już dość dobrze opanowało tajniki mowy, stara się dowiedzieć jak najwięcej o otaczającym je świecie.Nic nie jest dlań oczywiste,dlatego zadręcza dorosłych pytaniami.Czy na wszystkie pytania trzylatka musimy starać się odpowiadać szczegółowo?Często dzieci zadają je nie w celu uzyskania konkretnej odpowiedzi lecz dla samej przyjemności pytania.Jednak nad odpowiedziami warto trochę się pogłowić.Adele Faber i Elaine Mazlish autorki bestseleru „Jak mówić,żeby dzieci nas słychały.Jak słuchać,żeby dzieci do nas mówiły” wydanego również w Polsce podkreślają,że nie wystarczy udzielić maluchowijakiejkolwiek odpowiedzi.Jeśli chcemy żeby wyrósł na myślącego człowieka potraktujmy jego problem poważnie.

Jąkanie
Dziecko,które w wieku 2,5 lat sprawnie mówiło nagle rok później zaczyna się jąkać.Wielu rodziców zaczyna szukać pomocy u specjalistów.Tymczasem w tym okresie życia jąkanie się jest procesem naturalnym związanym z fizjologicznymi zaburzeniami koordynacji (tzw jąkanie wczesnodziecięce) Problem ten dotyczy zwłaszcza dzieci nieśmiałych oraz tych,które chciałyby powiedzieć więcej niż pozwala im na to zasób słów.Staraj się nie przywiązywać do tej sprawy zbyt dużej uwagi nigdy przy dziecku nie mów na ten temat.Nie przerywaj maluchowi wypowiedzi i nie kończ za niego zdania.Rozmawiaj z nim jak najczęściej czytaj książeczki.Jeśli jąkanie się trwa kilka miesięcy możesz poradzić się logopedy.

Czy ty mnie kochasz?
Brak poczucia bezpieczeństwa malca wyraża się w częstych pytaniach „kochasz mnie?”,przytaulaniu,przesiadywaniu na kolanach mamy i domaganiu się pieszczot.Nigdy nie zbywaj dziecka jeśli prosi o pieszczotę nawet jeśli uważasz,że twój synek jest duży i powinien być samodzielny.Nie ulegaj presji otoczenia i nie zawstydzaj malucha przed obcymi.Bądź adwokatem swojego dziecka.Maluchy w tym wieku często obawiają się,że nikt ich nie kocha,że mama zniknie i nie wróci.Domagają się okazywania miłości.Pomóż mu przejść przez ten trudny okres.Nie denerwuj się gdy wpada w złość,że za długo rozmawiasz z koleżanką (jest po prostu zazdrosny) gdy wyrywa ci gazetę i wdrapuje się na twoje kolana.Maluch potrzebuje twojej uwagi i miłości.

Nie chcę do przedszkola
Rodzice z radością oczekuja chwili gdy ich pociecha znajdzie się w przedszkolu,będzie bawić się z rówieśnikami,chodzić na rytmikę,zajęcia platyczne.Liczą się z tym,że przez kilka dni malec może płakać przy rozstaniu ale mają nadzieję,że zalety przedszkola szybko zrekompensują nieobecność mamy przez te kilka godzin.Tymczasem dla niektórych dzieci pójście do przedszkola jest prawdziwą tragedią.Niepokój,lęk,brak apetytu,zaburzenia snu,bóle głowy- te objawy mogą występować nawet przez kilka miesięcy.Wrażliwi rodzice obawiaja się trwałego urazu u dziecka.Jeśli chcesz aby twój trzylatek polubił przedszkole musisz go odpowiednio wsześniej przygotować.Przyzwyczaić do tego,że je się wtedy gdy przychodzi pora posiłków a nie wtedy gdy ma się na to ochotę,że o określonej porze trzeba leżakować.Powinnaś też oswajać go z grupą rówieśników i usamodzielniać.Do rozłąki z dzieckiem przygotuj także siebie – uwierz,że malec da sobie radę w nowej sytuacji.To przede wszystkim ty musisz być pewna,że przedszkole jest najlepszym rozwiązaniem,że jego plusy przewyższą minusy.Tą wiarą zarazisz dziecko.Jeśli malec zdecydowanie źle znosi rozłąkę może warto by jeszcze kilka miesięcy pozostał w domu.Każde dziecko dojrzewa społecznie w swoim tempie.Zdaniem psychologów,nie każdy trzylatek nadaje się do przedszkola.Jeśli maluch nie miał zbyt wielu kontaktów z obcymi nie dziw się,że nie jest szczęśliwy gdy nagle z przytulnego mieszkanka zostaje wrzucony w 20 osobową grupę rozkrzyczanych rówieśników.

4 LATA – DYZIO MARZYCIEL
To wiek przygód i poszukiwania nowych dróg.Dzieci tryskaja energią,owładnięte są duchem przekory i uporu,lubią się przechwalać,popisywać,prowokowac i hałasować.Uwielbiają bunt.Są nie do opanowania także emocjonalnie.Głośny śmiech wytępuje na przemian z napadami złości.

Bujanie w obłokach
-A ja wczoraj z tata leciałem samolotem-opowiada twój synek sąsiadce szczegółowo opisując przebieg lotu.Oczywiście nigdy naprawdę nie leciał samolotem nie przeszkadza mu to jednak w snuciu fantastycznych wizji z sobą w roli bohatera.Siedząc na kanapie twoja córeczka rozmawia z wyimaginowanymi przyjaciółkami z zapałem opowiada jak to rano wspaniale bawiły się w piaskownicy.W tym wieku dla dziecka granica między fikcją a rzeczywistością jest bardzo cienka,malec często utożsamia się z postaciami z bajek i opowiadań,wierzy w to co podpowiada mu wyobraźnia,która w tym wieku nie ma żadnych rozsądnych granic.Historie te nie mają nic wspólnego z kłamstwem i  nie należy ich przerywać mówiąc,że to nieprawda.Przeciez tobie też zdarza się fantazjować,tyle że w myślach.Pozwól dziecku pobujać w obłokach!

Mamo ja sam!
Czterolatkowi warto pozwolić na odrobinkę samodzielności.Zgódź się by wybierał ubranie,w którym chce iść do przedszkola,choćby twoim zdaniem nie było ono najstosowniejsze.Niech sam się myje,czesze.Pozwól mu samodzielnie odwiedzić kolegę,pojeździć na rowerze.Jednocześnie wpajaj mu zasady bezpieczeństwa.

Uważaj co mówisz!
Zapewne zdarzy ci się usłyszeć od dziecka „wyjdz z mojego pokoju bo cie zaraz walne”.Słownictwo czterolatka potrafi zaszokować-wulgarne,przykre dla otoczenia wyrażenia wchodzą w skład jego normalnego języka.Maluch zestawia je ,rymuje,bacznie przy tym przyglądając się reakcji twojej i otoczenia.Kiedy twoje dziecko wypowie jakieś szokujące słowo zignoruj ten wyczyn.Jeśli zdarza się to częściej porozmawiaj z nim na ten temat nie okazując jednak zbytnio swoich emocji.Wytłumacz spokojnie,że nie życzysz sobie żeby używał tego tpu słów,obrażając przy tym innych.Wydaje ci się może ,że czterolatek nie liczy się z niczyim zdaniem są to jednak tylko pozory.Największym autorytetem są zawsze rodzice.Jeśli wy nie będziecie używać tego typu słów malec szybko pójdzie w wasze ślady.

Siusianie z emocji i lęku
Twoje dziecko powinno już w zasadzie panować nad zwieraczami i być suche zarówno w dzień jak i w nocy,choć oczywiście pojedyńcze wpadki mogą mu się jeszcze zdarzać.Co jednak zrobić gdy twój malec codziennie budzi się w mokrym łóżku a pediatra wykluczył jakiekolwiek dolegliwości które mogłyby być przyczyną takich sytuacji?Moczenie nocne najczęściej jest wynikiem stersu.Spróbuj znajeść jego przyczynę.Być może nocnikową naukę rozpoczęłaś zbyt wcześnie,gdy twoje dziecko nie było jeszcze przygotowane do tego i zbyt wielką wagą przywiązywałaś do treningu czystości?Być może stresem dla malca jest pojawienie się w waszej rodzinie małego dzidziusia lub wasze małżeńskie kłótnie? A może w ten sposób dziecko protestuje przeciw zbyt rygorystycznemu traktowaniu?Nigdy nie ośmieszaj malucha,że znów zmoczył prześcieradło.Okazuj mu swoją miłość.Jeśłi okażesz mu więcej uwagi i zaufania problem rozwiąże się sam
"Człowieka poznaje się po tym co nosi w sercu"
terapeuta zajęciowy, mama Mateusza 11l z zD

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #76 dnia: Lipiec 26, 2007, 08:11:11 pm »

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #77 dnia: Sierpień 01, 2007, 11:21:58 am »
Dlaczego dzieci kłamią ?


Nasze dziecko mniej więcej w wieku około 3 lat zaczyna kłamać. Co to oznacza? Co tak naprawdę chce nam powiedzieć? Jakie są typy kłamstw? Poznaj tajemnice twojego dziecka i pomóż mu... bo bez twojej pomocy sobie nie poradzi.

Co to jest kłamstwo ?


Kłamstwo to świadome wprowadzenie w błąd, zatajenie faktów, bądź konfabulacja. Żeby uznać kłamstwo za kłamstwo, musi być intencja okłamania, intencja wprowadzenia w błąd. Natomiast to, czym kieruje się dziecko, trudno nazwać świadomością. Motywacje dziecka do kłamstwa są dosyć skomplikowane. Dziecko w różnym wieku ledwo odróżnia siebie od innych, ledwo odróżnia fantazję od rzeczywistości, dlatego ciężko je stanowczo oskarżyć o kłamstwo. Zanim się to uczyni, należy się bacznie przyjrzeć motywom i zbadać źródło takiego zachowania. Poniżej znajdują się trzy typy kłamstwa. Może też dochodzić do komicznych sytuacji. Na przykład, gdy ciotka uskarża się, że ma żaby w brzuchu, dzień później 4-letnie dziecko może powiedzieć „Zjadłem żabę”. Weźmy to też pod uwagę i wykażmy się cierpliwością w poznawaniu świata przez nasze pociechy.

To nie ja

Dziecko często doświadcza stresowych sytuacji. Jeśli nie umie sobie poradzić z emocjami i ich nazwać, przemawia za nie ciało. I tak, jeśli cierpi na przykład, z powodu rozstania z rodzicami i zsika się w nocy, może zgonić na kogoś innego. „To nie ja to zrobiłam”. Język pozwala dziecku uporządkować to, czego doświadcza. W tym wypadku doświadcza strachu związanego z rozłąką i obwinia podświadomie rodziców. Gdyby byli obok, na pewno nie zrobiłoby siusiu.

Zainteresuj się mną


Często zdarza się, że dziecko szybko orientuje się, że jeśli wymyśli dobrą historyjkę, ma szansę wzbudzić zainteresowanie dorosłych. Wie, że im bardziej będzie ona nieprawdopodobna, tym lepiej. Co dzieje się z dzieckiem wtedy? Zwykle ma poczucie, że nikt go nie słucha i w ten sposób próbuje zaskarbić sobie nasze zainteresowanie bądź zainteresowanie otoczenia. Wymyślając kłamstwa nierealistyczne dziecko wysyła komunikat: „Gdy mówię coś normalnego, gdy mówię prawdę, nie słuchasz mnie. Zainteresuj się mną”.

Kłamię, by przetrwać

Niekiedy widzi się dzieci o niezwykle smutnych oczach. Wyglądają, jakby miały się zaraz rozpłakać. Zapytane o przyczynę nie potrafią jej dokładnie określić. Ale pytane głębiej opowiadają historyjkę o swojej rodzinie, zwykle nieprawdziwą. Wybielają rodziców, bądź przypisują im cudowne właściwości, np. że tata jest marynarzem i kimś ważnym. Często dzieje się tak w rodzinach patologicznych, gdzie dziecko widzi, że nie jest dobrze, porównuje się z innymi i nie może się pogodzić z rzeczywistością, by ukryć też wstyd, wymyśla nieprawdziwą historię na temat swojej rodziny. Jest to najsmutniejszy rodzaj kłamstwa. Pomocy potrzebuje zarówno dziecko, jak i cała rodzina.

Do 7 roku nie kłamię


Warto uświadomić sobie, że do siódmego roku życia dziecka niesprawiedliwe jest oskarżanie je o kłamstwo. Do tego wieku dziecko dopiero uczy się odróżniać fikcję od rzeczywistości. Często fantazjuje, zmyśla rozmaite fakty, przeżywa czytane im bajki, jakby się działy naprawdę.

Czego robić nie wolno !


Najgorszą rzeczą, jaką możesz zrobić, gdy odkryjesz, że twoje dziecko kłamie jest wyśmianie go, potępienie, czy karanie. Pamiętaj też, że z kłamstwa i fantazji dziecko wyrośnie.

Tak postępuj

Gdy słyszysz niestworzoną historię, na przykład, gdy 4-letni Piotruś mówi: „Prowadziłem dziś samochód taty”. Zamieniaj na „Chciałbyś prowadzić samochód taty. Gdyby tata dał ci poprowadzić, gdzie byś pojechał?”. Natomiast, gdy dziecko upiera się przy swoich marzeniach, zapewniając, że na pewno prowadził ten samochód, to pozwól mu zostać w świecie jego fantazji i też zapytaj, gdzie dojechał.

Pamiętajmy też, że my dorośli ledwo jesteśmy w stanie określić swoje emocje i uczucia, nazwać je zgodnie z prawdą, dlatego oskarżanie o to samo małego dziecka, jest co najmniej nietaktowne…


wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #78 dnia: Sierpień 12, 2007, 08:26:01 pm »
Wzrok noworodka


Moja córeczka ma dwa tygodnie. Jej babcia twierdzi, że tak małe dziecko prawie nic nie widzi, a mnie się wydaje, że lubi patrzeć na moją twarz. Pokazuję jej też różne zabawki. Czy ona je dostrzega? Bożena z Gdyni

Dostrzega
. Noworodek ma doskonały wzrok, choć początkowo jest krótkowidzem. Widzi wyraźnie z odległości 20-30 cm (reszta jest dla niego zamazana i pozostanie taka przez kilka tygodni). Najszybciej uczy się rozpoznawać twarz mamy i w skupieniu obserwuje ją podczas karmienia. Proszę więc jak najczęściej pochylać się nad dzieckiem. Warto zrobić mocniejszy makijaż, bo dzięki temu maleństwu łatwiej będzie zauważyć Pani oczy i usta. Można również powiesić nad łóżeczkiem karuzelkę, ponieważ noworodek lubi przyglądać się przedmiotom w ruchu. Proszę też pokazywać małej dwa przedmioty równocześnie – będzie próbowała przenosić wzrok z jednego na drugi. To dobre ćwiczenie dla malutkich oczu. I jeszcze jedno - naukowcy nie są pewni, czy tak małe dziecko rozróżnia kolory.

Na pewno najbardziej atrakcyjne dla malucha są przedmioty w silnie kontrastujących barwach, np. w czarno-białe paski. W pierwszym miesiącu życia warto więc wybierać dla maluszka takie właśnie zabawki. Mogą to być duże, białe kostki z wielkimi czarnymi kropkami albo lale ubrane w sukienki w pasy. Czarne kwadraty, koła i pasy można również namalować na zwykłej kartce papieru – dziecko będzie się im przyglądać z zainteresowaniem. Niektórzy jednak uważają, że pierwszym kolorem dostrzeganym przez noworodka jest czerwony. W każdym razie dziecko rozpoznaje pełną paletę barw najpóźniej w czwartym miesiącu życia. W szóstym będzie mieć wzrok tak ostry, jak dorosły.


baby on line
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #79 dnia: Sierpień 13, 2007, 12:14:49 am »
Straszne rzeczy, czyli o czym myślą niemowlęta



Ktoś niewtajemniczony mógłby sądzić, że myśli ubranego w błękitne gatki, gaworzącego, 17-miesięcznego Rainena Solomona, krążą wokół spraw przyziemnych, na przykład „jestem głodny” albo „jestem BARDZO głodny”. Derek Ogilvie vel Czytający w Myślach odbiera bardziej skomplikowane sygnały.

– Rainen przekazuje, że chorował na brzuszek jakieś dwa i pół miesiąca temu – mówi Ogilvie w pośpiechu notując i wpatrując się w chłopca.

Ogilvie siedzi na podłodze w mieszkaniu na Upper West Side, gdzie przybył, żeby zademonstrować coś, co skromnie nazywa swoim darem: zdolność telepatycznego porozumiewania się z dziatwą, zwłaszcza taką od roku do trzech lat.

Z pochodzenia Szkot, Ogilvie jest umiarkowanie znany w Anglii, gdzie w ubiegłym roku był bohaterem czteroodcinkowego serialu zatytułowanego „The Baby Mind Reader” i gdzie produkuje się na estradzie jako medium. W ubiegły poniedziałek zadebiutował w USA, na antenie programu „Today”.

W sobotę zgodził się podjąć próbę nawiązania pozazmysłowego kontaktu w domach dwóch nieznanych sobie wcześniej rodzin. Na pierwszy ogień poszedł Rainen, którego matka Jenny oczekuje wiadomości z wnętrza łepetyny swojego syna z dużą niecierpliwością. Niestety przekazywane informacje nie mają sensu.

– Nie przypominam sobie problemów z brzuszkiem – mówi autentycznie zdziwiona. - Nie dotykał brzuszka w tym miejscu? – pyta Ogilvie, klepiąc się po pępku. Jest niedużym mężczyzną o przerzedzonych, jasnych włosach i mocnym szkockim akcencie. – To się działo, kiedy miał kłopoty z zawiązywaniem bucików. Jenny myśli przez chwilę. – On nie ma żadnych bucików ze sznurowadłami – wzrusza ramionami. - Potrzebuje pani więcej informacji – odpowiada Ogilvie z nutą rozdrażnienia w głosie.

Całe to zaklinanie niemowląt nie jest prostą sprawą. Jak wyjaśnia Ogilvie, odbiera tylko obrazy z wnętrza umysłów dzieci, nie mając na nie wpływu. Twierdzi, że pomógł dziesiątkom rodziców zrozumieć, co dręczy ich maluchy: problemy ze snem, brak apetytu, co tylko się da. Jednak niektórzy milusińscy są bardziej „otwarci”, niż inni, a Rainen najwyraźniej należy do tych zamkniętych. Albo stroi sobie żarty. – Mmmmmm gllaaaaaaa – mówi delikwent, pociągając z plastikowej buteleczki.

- Z jakiegoś powodu pokazuje mi kuchenkę, lewy palnik – kontynuuje Ogilvie. – Czy ma pani jakieś problemy z tym palnikiem w kuchence? - Nie mam żadnych problemów z kuchenką – odpowiada Jenny. – Może chodzi o kuchenkę teściowej, mieszka obok.

Po chwili zjawia się Arlene Solomon, imponująca dama, zaskoczona, co zrozumiałe, pytaniami zadawanymi przez obcego, który twierdzi, że konwersuje sobie z jej nie potrafiącym mówić wnukiem. – To mnie trochę przerasta – mówi. – Kim pan jest?

Ogilvie wyjaśnia, skąd się tam wziął i pyta o kuchenkę. Rainen nie przestaje mu jej „pokazywać”. Czy są problemy z palnikami? – Nie ma żadnych – odpowiada babcia. – Może nie domknęła pani drzwi? – naciska Ogilvie. - Z drzwiami też wszystko w porządku - mówi Arlene. Usiłuje być pomocna, ale nie ma pojęcia, skąd Rainen miałby wiedzieć, jak wygląda jej kuchenka, bo nigdy jej nie widział.

- Kuchnie i łazienki to niebezpieczne miejsca, dlatego mam nawyk zamykania drzwi do łazienki i założyłam barierkę, żeby Rainen nie mógł wejść do kuchni – tłumaczy.

Ogilvie wygląda na wyczerpanego. Najwyraźniej nigdy wcześniej nie zetknął się z najprzezorniejszym z bożych stworzeń: żydowską babcią.

Dzwoni telefon, wpada sąsiadka, a Rainen kaleczy paluszek, co wywołuje przynajmniej minutę głośnego płaczu. Ogilvie siedzi na kanapie, milczący i zamyślony. – Nie lubię się poddawać – mamrocze.

– Przykro mi – odpowiada Jenny. Jest rozczarowana. Rainen jest troszkę opóźniony, więc pięć razy w tygodniu chodzi do logopedy i na gimnastykę. Jenny miała nadzieję, że Ogilvy zaoferuje jej pewien wgląd w to, co hamuje małego w rozwoju.

Wszystko to zaskakuje Ogilviego, co samo w sobie też jest zaskakujące. Wedle jednego z jego bardziej błyskotliwych twierdzeń, wszystkie niemowlęta są obdarzone zdolnościami parapsychicznymi, więc czytając ich myśli odczytuje się także rzeczy przejmowane przez dzieci z umysłów rodziców.

Często dotyczy to również zdarzeń, które miały miejsce przed urodzeniem dziecka ponieważ, jak twierdzi Ogilvie, pamięć jest wśród licznych składników odżywczych, absorbowanych przez dzieci w łonie matki.

Spuśćmy zasłonę milczenia na wymiar medyczny tych rewelacji i załóżmy na chwilę, że Ogilvie ma rację. Skoro Jenny martwi się o rozwój Rainena, a maluch czyta jej w myślach, to powinien odebrać sygnały o jej niepokoju i przekazać je Ogilviemu. Tymczasem ten sporządził notatki o kuchenkach, butach i dywanach.

- Jestem na łasce dziecka – wyjaśnia z rezygnacją Ogilvie. – Co jest ważne dla niego, może nie być ważne dla rodziców.

Z jego doświadczeń wynika, że dzieci prowadzą dość bogate życie umysłowe, co wyjaśnia w „The Baby Mind Reader”, autobiografii opublikowanej w ubiegłym roku w Anglii. Książka zawiera nie tylko relacje z ciekawszych doświadczeń parapsychicznych, ale też historię życia autora: pełną melancholii młodość w Glasgow, ojca inżyniera w British Airways, ujawnienie homoseksualnej orientacji w 1994 roku, lata finansowych sukcesów, inwestycje w bary przynoszące fortunę, a następnie porażkę i utratę całego majątku. Kiedy w 2001 roku żył z zasiłku, odwiedziła go babcia nieboszczka i zasugerowała, że powinien wykorzystać swoje parapsychiczne zdolności, którymi dysponował od 8. roku życia.

Zatrudnił się w małej rozgłośni radiowej w Szkocji, prowadząc jako medium audycje dla słuchaczy pragnących się skontaktować ze zmarłymi. Specjalizacja niemowlęca pojawiła się później i od razu okazała się fantastyczną niszą rynkową. Rodzice, którzy próbowali już wszystkiego, często w końcu zwracali się do niego. Jego usługi są nieodpłatne, ale zbudował na nich reputację, dzięki której ludzie płacą po 30 dolarów za obejrzenie jego występów estradowych. – Oczywiście nie pracuję z dziećmi na estradzie, to by było szaleństwo – mówi.

Nie, żeby praca z dziećmi w ich domach była taka znów normalna. Najłatwiej się o tym przekonać podczas wizyty nr 2, u 18-miesięcznej Lily Reingold, która pociera buzię i się uśmiecha. Ogilvy siedzi obok jej matki, Anne.

– Mała przekazuje, że ma lekką infekcję gardła – mówi. – Nic mi o tym nie wiadomo – odpowiada Anne.

– Czy były jakieś problemy, kiedy była pani w siódmym miesiącu ciąży? – Nie. Nie było też kłopotów z prawą piersią, upadku z huśtawki, krewnego bez piątej klepki, powrotu do szkoły w wieku 27 lat, ani urazu dłoni (wszystkie te informacje Ogilvy uzyskał od Lily). - Lily! – żartobliwie wybucha Anne – chyba zmyślasz!

Ogilvy sięga dna, kiedy oświadcza, że mąż Anne, Randy, prowadzi biały samochód, a Randy zostaje wezwany, żeby ten fakt potwierdzić. Okazuje się, że nigdy nie prowadził białego samochodu, ani też żadnego innego: Randy nie ma prawa jazdy.

Ogilvie strzela, dopóki nie uda się w coś trafić (owszem, dawno temu była tu stara kanapa z uszkodzonym oparciem), a kiedy to następuje, woła „wow!” jakby sam siebie zadziwił talentem. Jeszcze bardziej niezwykły jest jednak fakt, że nie stara się nigdy dostarczyć otuchy matkom. Najwyraźniej nie ma pojęcia, czego szukają jego klientki.

– Miałam nadzieję się dowiedzieć, dlaczego ona jeszcze nie chodzi – mówi Anne. Ogilvie zbywa ją starą śpiewką („to wszystko wina dzieciaka”) i ogłasza zwycięstwo.

Mimo tej deklaracji, Ogilvy wygląda na przygnębionego i przyznaje, że nie był to typowy dzień. Według niego, 80 proc. jego seansów kończy się sukcesem, a kiedy zdobędzie mocny kontakt z niemowlęciem, rezultaty są imponujące. Podobno jego występy w telewizji sprawiały, że matki krztusiły się z podziwu. Anne jednak do nich nie należy. – Przestraszyłem panią? – pyta Ogilvy na odchodne. – Nie bardzo – odpowiada, krztusząc się - ze śmiechu.


onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #80 dnia: Sierpień 15, 2007, 03:44:57 pm »
Szkolny debiut



Zbliża się wrzesień i debiut naszego dziecka w szkole. Czujemy dumę, że mamy takiego „dużego człowieka” rozpoczynającego naukę w szkole, ale także odczuwamy niepokój z tym związany. Zaczyna się życiowy wyścig, dochodzą nowe obowiązki. Nastawmy nasze dziecko pozytywnie do tej nowej drogi w życiu.


Adaptacja szkolna nie jest łatwa, zmienia się środowisko, koledzy, wychowawczyni. Nie bagatelizujmy tego, ze nasze dziecko początkowo nie czuje się pewnie, nie ze wszystkim sobie radzi, nie do końca jest zorganizowane. Wszystko wymaga czasu. Nawet dorosły w nowej pracy musi mieć czas, aby wszystko sobie poukładać.

Pomocne w tym, by nasze dziecko poszło do 1 klasy z chęcią jest przestrzeganie pewnych zasad:

1. Nigdy nie strasz dziecka szkołą np. nie mów: „szkoła to nie przelewki” itp.
2. Wprowadź dziecko w szkolny świat opowiadaniami o niej, o tym, że nauczyciela trzeba słuchać, kiedy będziesz po nie przychodzić i o innych zasadach w niej panujących.
3. Pokaż mu wcześniej szkołę, żeby wiedziało gdzie jest jego klasa, ubikacja itd.
4. Zróbcie z zakupów szkolnych święto. Niech dziecko wybierze sobie samo ubrania do szkoły, tornister, zeszyty i przybory.
5. Przygotujcie w domu kącik do nauki.
6. Spraw, by pierwszy dzień szkoły od rana był miłym przeżyciem. Zjedzcie ulubione śniadanko, pożartujcie, a może daj mu jakiś miły drobiazg, żeby sprawić mu przyjemność.
7. Postaraj się o kilkudniowy urlop, żeby dziecko miało dużo czasu na opowiadania, co słychać w szkole i żeby pierwsze dni nie kończyły się w szkolnej świetlicy.
8. Chwal go nawet za te najmniejsze sukcesy.
9. Niech pobyt w domu po szkole nie będzie tylko zmuszaniem dziecka do odrabiania lekcji. To jest jeszcze małe dziecko i potrzebuje odpoczynku oraz zabawy. Nie wymagaj od niego zbyt wiele.
10. Rozwijaj jego szkolne i pozaszkolne zainteresowania, co umocni go wierze, ze jest z czegoś dobry i będzie się czuł pewnie i dumny z siebie.
11. Na każdym kroku pokazuj dziecku, ze w nie wierzysz.
12. Nie demonizuj jego porażek.

Pamiętaj, że i Ty całkiem niedawno zaczynałeś podobną drogę. Twoje dziecko poradzi sobie tak świetnie jak Ty, a może nawet lepiej. Wprowadzenie dziecka w świat szkolny zależy od Ciebie - postaraj się, aby poszło do szkoły z uśmiechem.


baby24
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #81 dnia: Wrzesień 10, 2007, 07:25:39 pm »
Od czego zależy rozwój motoryczny dziecka?

Irena Obuchowska

Dzieci afrykańskie zazwyczaj siadają, wstają i zaczynają chodzić o kilka miesięcy wcześniej niż ich amerykańscy rówieśnicy. I nie odgrywa przy tym wyłącznej roli dziedziczenie, ale – jak to wykazały badania prowadzone w Kenii – intensywność ćwiczenia.

Na krytą pływalnię przyszedł tata z dwoma synkami. To charakterystyczne: częściej niż mamusie, na pływalnię z dziećmi przychodzą tatusiowie. I to nie tylko po to, żeby się w wodzie razem pobawić, ale przede wszystkim w celu nauczenia dzieci sztuki pływania.

Jednak tym razem sytuacja była niezwykła: bowiem młodszy synek był w wieku siedmiu miesięcy. Od jego starszego braciszka dowiedziałam się, że maluchowi na imię Julek. I oto tata płynąc na plecach, dłonią podtrzymywał bródkę Julka. A ten całym swoim niewielkim ciałkiem poruszał się w wodzie jak… właściwie to nie wiem do jakiego morskiego stworzenia przyrównać te falujące ruchy całego ciała. W psychologii rozwojowej takie ruchy nazywa się wężowatymi. Zatem Julek to jakby mały wąż morski? Jakiego by nie użyć określenia – widok był fascynujący.

Nauka nie tylko pływania

Zarumieniona buzia malca i jego promienne oczy wyrażały emocję, którą można by nazwać biologiczną radością. Czyżby każdy mały człowiek w tym wieku miał w programie genetycznym krótkotrwałą fazę takiego właśnie poruszania się w wodzie? I wobec braku okazji nigdy tego nie doświadczy? Julkowi jego tata stworzył możliwość ujawnienia naturalnych umiejętności poruszania się w wodzie i można sądzić, że ten niemowlak szybko opanuje naukę samodzielnego pływania. Mały Julek ma szczęście.
Wiemy, że sprawności motoryczne dzieci pojawiają się w przewidywalnej kolejności: leżące na brzuszku niemowlę najpierw unosi podbródek, potem pierś, następnie pełza na brzuchu, po czym raczkuje, podnosi się opierając o meble, wreszcie zaczyna samodzielnie chodzić. Wydaje się więc, że wszystko przebiega zgodnie z ustalonym programem genetycznym. A jednak ten program nie jest sztywny i środowisko odgrywa niepoślednią rolę także przy rozwoju umiejętności ruchowych.

Dobrym przykładem na wpływ środowiska mogą być różnice międzykulturowe, a wśród nich czas, w jakim dzieci amerykańskie i afrykańskie osiągają różne sprawności ruchowe. Bowiem dzieci afrykańskie zazwyczaj siadają, wstają i zaczynają chodzić o kilka miesięcy wcześniej niż ich amerykańscy rówieśnicy. I nie odgrywa przy tym roli dziedziczenie (lub nie wyłącznie), ale jak to wykazały badania prowadzone w Kenii – intensywność ćwiczenia. Okazało się bowiem, że dzieci afrykańskie, których rodzice byli przekonani, że bez odpowiednich ćwiczeń, czyli „same z siebie” nie będą siedziały ani chodziły – opanowały te umiejętności wyraźnie szybciej nie tylko w porównaniu z dziećmi amerykańskimi, ale także z afrykańskimi, nie poddawanymi ćwiczeniom.
A oprócz odpowiedniego treningu ruchowego, istotne znaczenie dla szybkości i doskonałości opanowania różnych sprawności ruchowych, ma motywacja dziecka, które pragnie oddziaływać na otaczający je świat. Dziecko najpierw zdolne tylko do utrzymania
przedmiotu, kiedy zostanie mu on włożony do dłoni, zaczyna używać rąk jako narzędzi – samo nimi sięga, chwyta, rzuca lub manipuluje. Jego ruchy nabierają koordynacji, dziecko zdobywa kontrolę nad swoim ciałem, ma radosne poczucie sprawstwa. Każde dziecko cieszy się ze swoich osiągnięć, uśmiecha się, całym ciałem wyraża myśl „ja to umiem!”

Jeśli mają wpływ...

Dostarczanie dzieciom poczucia sprawstwa jest ważnym wychowawczym zadaniem w każdym wieku dziecka. A jest tak dlatego, ponieważ wywołane przez poczucie sprawstwa pozytywne emocje, w znacznej mierze wpływają na skuteczność uczenia się. Co więcej – im to czego człowiek chce się nauczyć jest trudniejsze – tym rola pozytywnych uczuć jest większa. A już przy myśleniu abstrakcyjnym staje się zasadnicza.
Warto więc dostarczać już małym dzieciom możliwości doświadczania radości z własnych działań. Im bardziej te działania będą różnorodne, tym większy będzie zasięg możliwych osiągnięć. Obserwacja Julka w basenie dostarcza ważnej refleksji: już w małych dzieciach tkwią takie możliwości, jakich byśmy się raczej nie spodziewali.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #82 dnia: Wrzesień 19, 2007, 10:05:22 am »
Rozwój psychomotoryczny dziecka

Opracowanie: prof. dr hab. med. Maria Korzon
Klinika Pediatrii, Gastroenterologii i Onkologii Dziecięcej Instytutu Pediatrii AM w Gdańsku


ROZWÓJ PSYCHOMOTORYCZNY DZIECKA

Tuż po urodzeniu dziecka każda matka z niecierpliwością pragnie je zobaczyć, aby stwierdzić czy jest ono zbudowane prawidłowo, czy ma wszystko "na swoim miejscu". W miarę rośnięcia i rozwoju dziecka pojawia się następne pytanie - czy dziecko rozwija się prawidłowo, czy jego rozwój psychiczny i fizyczny jest prawidłowy.
Istnieje cały zespół objawów znanych pediatrom (a często nie zauważanych przez rodziców), które sygnalizują, że rozwój dziecka będzie przebiegał z opóźnieniem lub nieprawidłowo.

Dlatego bardzo ważne jest badanie dziecka nie tylko zaraz po urodzeniu, ale także po 3 tygodniach, kiedy objawy zaburzeń jego rozwoju stają się wyraźniejsze. Niektóre wcześnie rozpoznane zaburzenia, zwłaszcza nieprawidłowości w zakresie rozwoju ruchowego, poddane szybkiej rehabilitacji ulegają całkowitemu wyrównaniu. Niektóre nieprawidłowości rozwoju psychomotorycznego uwidaczniają się później w miarę postępującego rozwoju dziecka, kiedy matka zauważa, że dziecko nie wykonuje czynności takich jak jego rówieśnicy lub nie interesuje się w sposób dostateczny otoczeniem.

Należy z całą mocą podkreślić, że rozwój każdego dziecka jest bardzo indywidualny i określenie, że dziecko jest "opóźnione w rozwoju" powinno być stawiane z bardzo dużą ostrożnością. Należy brać pod uwagę dynamikę rozwoju pozostałych dzieci w rodzinie, indywidualny rozwój matki i ojca w dzieciństwie - jednym słowem czynniki genetyczne. Wcześniactwo, ciężkie choroby matki w ciąży, choroby dziecka w pierwszych miesiącach życia mogą spowodować, że rozwój jego będzie wolniejszy, ale osiągnie ono wszystkie "sprawności" jak inne dzieci, tylko nieco później. Podobnie się dzieje z pojawieniem się pierwszych ząbków - jest ono czasem znacznie opóźnione (nawet, gdy dziecko nie ma krzywicy) a zebranie wywiadu wyjaśnia, że matka czy ojciec ząbkowali również późno.
Matka jest ważnym obserwatorem swojego dziecka i niejednokrotnie wydaje się jej, że zachowuje się ono dziwnie, czy inaczej od rówieśników - przychodzi wówczas, często zrozpaczona, do swojego lekarza. Są niemowlęta spokojne, i bardzo żywe, sypiające dobrze, i płaczące w nocy, jedzące, i bez apetytu - wszystkie one mimo tych różnic najczęściej w miarę postępowania procesu dojrzewania wyrastają na zdrowe, prawidłowo rozwinięte dzieci.

Ocena prawidłowości rozwoju dziecka, w wypadku istnienia w/w odchyleń osobniczych, a zwłaszcza wyrażenie własnej opinii, co do jego przyszłego potencjału intelektualnego i rozwoju fizycznego, jest niesłychanie trudna. Może to uczynić jedynie bardzo doświadczony lekarz pediatra, a i tu czasami mimo niepokoju o dalszy rozwój dziecka okazuje się, że w miarę upływu czasu osiąga ono doskonałe wyniki zaskakujące zarówno rodziców jak i lekarza.

Aby móc sobie zdać sprawę czy dziecko rozwija się prawidłowo należy je w pierwszym roku życia, co miesiąc badać u lekarza pediatry.

Zdrowo wychowywane w odpowiednich warunkach niemowlę opanowuje pierwsze czynności (unoszenie głowy, siadanie, chodzenie etc.) w odpowiednich tygodniach życia. Moment, w którym dana umiejętność pojawia się uzależniony jest od czterech głównych czynników decydujących o rozwoju dziecka: czynnika genetycznego, wpływów środowiska, własnej aktywności dziecka oraz czynnika wychowawczego. Oceniając aktualny rozwój psychomotoryczny dziecka należy znać warunki, w jakich dziecko wzrasta, stan jego zdrowia w chwili urodzenia.

Specjalnie wnikliwej ocenie rozwoju poddajemy dzieci urodzone w tzw. "zamartwicy" spowodowanej niedotlenieniem w czasie ciąży lub porodu. Należy tutaj podkreślić, że nieprawidłowe utlenienie płodu w czasie ciąży i porodu jest najczęstszym czynnikiem upośledzającym późniejszy rozwój dziecka. Konieczne jest dostarczenie kobiecie w ciąży dostatecznej ilości świeżego powietrza (papierosy!), a matki przewlekle chorujące (cukrzyca, wady serca) powinny być szczególnie troskliwie prowadzone w ciąży przez lekarza internistę.

Najbardziej rozpowszechnionym wskaźnikiem prawidłowości rozwoju dziecka jest jego przybieranie na wadze. Jest to dość istotny wskaźnik prawidłowego przyswajania podawanych dziecku pokarmów, jednak nie ma on nic wspólnego z prawidłowościami procesów rozwoju psychicznego i motorycznego. Te muszą być oceniane odrębnie. Dla ułatwienia oceny rozwoju dziecka skonstruowano tabele, w których zawarte są niektóre czynności wykonywane przez większość dzieci w odpowiednim czasie. Przy ich interpretacji należy jednak pamiętać, że rozwój dziecka oceniamy zawsze indywidualnie.




1 miesiąc

# unosi główkę w pozycji na brzuchu
# zaciska rękę na przedmiocie (np. podanym palcu)
# reaguje na dźwięk
# wykonuje ruchy ssania (smoczek)
# przestaje płakać na widok matki lub jej głos


2 miesiąc    

# wysoko unosi głowę w pozycji na brzuchu i utrzymuje ją
# śledzi poruszające się obrazy
# odwraca głowę w kierunku dźwięku
# zaczyna wydawać pojedyncze dźwięki
# uśmiecha się


3 miesiąc

# w pozycji na brzuch opiera się na przedramionach unosząc głowę
# utrzymuje grzechotkę w ręku, potrząsa nią
# śledzi przedmiot
# "gruchanie", wydaje dźwięki artykułowane
# ożywia się na widok ludzi, reaguje mimiką, odpowiada uśmiechem na uśmiech


4 miesiąc

# umie siedzieć podparte poduszkami
# przewraca się z boku na plecy i z pleców na bok
# sięga ręką do przedmiotu. Bawi się zabawką w ręku, prowadzi ją do ust
# odróżnia ojca i matkę
# odpowiada dźwiękiem gdy się do niego przemawia
# śmieje się głośno


5 miesiac

# umie podciągane za ręce usiąść
# oburącz sięga po przedmiot
# poznaje siebie w lustrze
# śmieje się głośno, "zna się" na żartach
# bawi się zabawkami


6 miesiąc

# siedzi trzymając się
# sięga po przedmioty jedną ręką
# gaworzy (pierwsze sylaby)
# otwiera usta na widok jedzenia
# bawi się nogami (stopy przyciąga do ust)


7 miesiąc

# siedzi samo nie podparte (krótko)
# pełza na brzuchu (do tylu)
# przekłada zabawkę z ręki do ręki
# szuka schowanej zabawki
# powtarza wielokrotnie sylaby
# je łyżeczką
# pragnie aktywnego kontaktu z inną osobą


8 miesiąc

# siedzi samo bez podparcia
# umie usiąść samo
# stać trzymając się
# pełza w przód
# wyrzuca zabawki z łóżka
# chwyta trzyma palcami
# samo je herbatnik
# reaguje lękiem na obce osoby
# bawi się w chowanego ("a kuku")


9 miesiąc   

# pewnie siedzi i stoi trzymając się
# raczkuje
# stawia pierwsze kroki trzymając się
# naśladuje ruchy ('pa-pa', 'kosi-kosi')
# siada na nocniku
# reaguje na swoje imię


10 miesiąc

# staje samo trzymając się
# wyjmuje klocki z pudełka, wkłada palce w otwory
# rozumie proste zlecenia (daj, weź, rozumie zakazy)
# pije z garnuszka


11 - 12 miesiac

# staje bez podparcia
# podnosi zabawki kucając
# chodzi trzymane za rękę lub kilka kroków samo
# wkłada mniejsze przedmioty do większych, otwiera pudełka
# wskazuje nazwany przedmiot
# mówi 'mama', 'tata'
# serdeczność wobec innych
# wysadzone w porę korzysta z nocnika


Tabela opracowana na podstawie danych mgr B. Kisiel i M. Bogdanowicz


Są to bardzo ogólne dane, na podstawie których matka może się zorientować co do rozwoju swojego dziecka. Nieco późniejsze wykonywanie przytoczonych czynności czy zachowań dziecka nie świadczy jeszcze o jego opóźnionym rozwoju psychomotorycznym.

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #83 dnia: Listopad 20, 2007, 07:21:04 am »
Wziąść rozwód z rodzicami


Jak ten czas leci! Czy to normalne, że nasze dziecko jeszcze nie tak dawno najchętniej trzymało się matczynej spódnicy, a dziś, jako nastolatek, próbuje za wszelką cenę wyrwać się spod rodzicielskiej kurateli? – zastanawiają się rodzice. A czy to normalne, żeby kilkunastolatek przedkładał towarzystwo rodziców nad rówieśników? – niepokoją się inni. Jedni i drudzy zadają sobie pytanie, jaki błąd wychowawczy popełnili.


Przychodzimy na świat z wrodzoną tendencją do przywiązywania się do innych. Więź między dzieckiem i matką oraz pozostałymi bliskimi członkami rodziny jest jednym z podstawowych elementów ludzkiej natury, rzec można – bazą, na której budować się będą późniejsze związki emocjonalne z innymi ludźmi. Istnieje kilka teorii psychologicznych dotyczących istoty przywiązania dziecka do rodziców. Mimo różnic w szczegółach, każda z nich traktuje proces kształtowania się tej pierwszej więzi jako determinujący nasze dalsze losy.

Zarówno Margaret Mahler w swej teorii symbiozy-separacji-indywiduacji, jak i John Bowlby w teorii przywiązania, Françoise Dolto czy Jean Piaget przypisują tym najwcześniejszym doświadczeniom fundamentalne znaczenie, twierdząc, że wiele problemów w życiu człowieka ma swoje korzenie we wczesnym dzieciństwie.

Rozwój więzi między dzieckiem i rodzicami jest procesem składającym się z etapów i przebiega w ścisłym związku z jego rozwojem motorycznym, poznawczym, emocjonalnym i społecznym.

– Prawidłowe przejście kolejnych etapów stanowi ważny warunek harmonijnego rozwoju dziecka – mówi Grażyna Ilczuk, psycholog w jednej z warszawskiej poradni zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży. – Wiele zależy tu od rodziców, ich postaw, reakcji, rozumienia i gotowości zaspokajania potrzeb dziecka.
Żeby lepiej zrozumieć mechanizm tego procesu, prześledźmy jego kolejne etapy.

Od narodzin do przedszkola

Od chwili przyjścia na świat dziecko pozostaje w bliskości z matką. Łącząca ich pępowina, choć fizycznie odcięta tuż po urodzeniu, w sensie psychicznym pozostaje na dłużej, czasem na bardzo długo. W tym pierwszym okresie niemowlęctwa rodzi się więź dziecka z matką, więź, poprzez którą będzie ono zdobywało świat. Noszone, przytulane, kołysane, zdobywa pierwsze doświadczenia w nauce poczucia bezpieczeństwa.

Naturalna ciągłość tej relacji jest bardzo ważna. Karmiąc piersią, matka daje dziecku nie tylko pokarm, lecz także bicie serca, ciepło ramion – bezpieczeństwo. To ona, reagując na jego potrzeby, uczy dziecko orientacji i świadomości własnych stanów, rzec można – tworzy treść psychiczną w jego umyśle. Kiedy płacze, matka bierze je w ramiona i mówi np.: „Widzę, że się rozkopałeś, pewnie jest ci ciepło”, albo „Chciałeś się przytulić?... Już dobrze”. Dziecko ukojone przez mamę, w dorosłym życiu będzie umiało znaleźć pocieszenie w sobie.

Między drugim a szóstym miesiącem życia dziecko zaczyna odróżniać matkę od innych osób. Jak mówi M. Mahler, następuje wtedy okres symbiozy, w którym oboje tworzą jedność. Dzięki tej jedności z matką dziecko bezpiecznie poznaje świat i zdobywa siły do późniejszego oddalania się.

Niezaspokojenie emocjonalnych potrzeb niemowlęcia odbija się negatywnie na rozwoju jego osobowości. Psychologowie zgodnie twierdzą, że brak opieki matki (długotrwała choroba, pobyt w szpitalu, porzucenie) lub traktowanie przez nią dziecka w chłodny, niedostępny sposób, może mieć dla niego przykre i długotrwałe konsekwencje. Ta deprywacja potrzeb dziecka spowoduje, że stanie się ono niepewne siebie, wycofane, pełne lęku przed kontaktem ze światem. Negatywne efekty tych wczesnych doświadczeń mogą dać o sobie znać w późniejszym dzieciństwie, w okresie dojrzewania, a także w dorosłości.

Po szóstym, siódmym miesiącu życia relacje dziecka z matką wchodzą w nowy etap: wyraźnie już odróżnia ją od innych, żywo i z uśmiechem reaguje na jej twarz, a w stosunku do obcych zachowuje dystans. Osiągnąwszy zdolność przemieszczania się, zdobywa nowe doświadczenie – własną odrębność fizyczną. Zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą lub stojącą, dziecko obserwuje świat z własnej perspektywy, jakby niezależnie od matki. Może także oddalać się od niej i bezpiecznie wracać, czerpiąc z tej nowo odkrytej niezależności przekonanie o swych możliwościach. Według teorii M. Mahler, na tym etapie rozpoczyna się okres separacji.

Odrębności fizycznej towarzyszy także odrębność własnego „ja”. – Wraz z zaimkiem „ja” w świadomości dziecka pojawia się słowo „nie”, oba niezwykle pomocne przy wydobywaniu się z obszaru symbiozy z mamą – mówi Grażyna Ilczuk. W wieku kilkunastu miesięcy dziecko bardzo intensywnie rozwija się intelektualnie, ale nie jest oczywiście jeszcze samodzielne na tyle, by mogło samo stanowić o sobie w kontakcie ze światem, coraz bardziej dostępnym i kuszącym nowościami. Jednak niezwykle ważne jest, by ten tzw. romans ze światem przebiegał bez nadmiernych ograniczeń.

Budząca się „niezależność” dziecka i gotowość oddalania się od matki, łączy się z przeżywaniem lęku separacyjnego, z którym przyjdzie mu się mierzyć jeszcze wiele razy. Maluch nadal bardzo potrzebuje matki, a świadomość bliskiego z nią kontaktu daje mu poczucie bezpieczeństwa i odwagę do stawiania samodzielnych kroków. Można powiedzieć, że staje oko w oko wobec konfliktu pomiędzy chęcią bycia przy mamie i separacją, dzięki której może poznać własne możliwości. Pomyślne rozwiązanie tego konfliktu zależy od postawy rodziców i ich mądrości. – W praktyce wygląda to tak, że matka widząc, jak dziecko zastanawia się nad samodzielnym krokiem, nie wstrzymuje go, ale i nie naciska, mówiąc: „No idź”, tylko dodaje mu otuchy: „Jeśli chcesz, możesz iść” – twierdzi Grażyna Ilczuk.

Chodzi o to, by pozwolić dziecku, aby próbowało swych sił, zapewniając mu równocześnie opiekę i bezpieczeństwo. Jeśli półtoraroczny malec próbuje wdrapać się na krzesło, warto mu na to pozwolić, asekurując dyskretnie, tak by mu się nie stało nic złego.

Mama, która bacznie obserwuje swe dziecko, wsłuchana w jego potrzeby, będzie umiała „puścić” je od siebie, ufając własnej intuicji i mądrości. Zatrzymanie dziecka przy sobie prowadzi do niekorzystnego utrwalania stanu symbiozy i utrudnia jego start w dorosłe życie.

W miarę dorastania dziecko coraz lepiej radzi sobie z oddalaniem się i powrotem do rodziców i coraz chętniej demonstruje swoje „nie”. Jest to czas próby sił i granic – tych własnych i tych stawianych przez dorosłych. To także ważne wyzwanie dla rodziców, którzy powinni mądrze towarzyszyć dziecku, kierując się przede wszystkim względami bezpieczeństwa, unikając drastycznych zakazów i ograniczeń. Warto pamiętać, że maluch, który nie doświadczy w wystarczającym stopniu satysfakcji z oderwania się od matki, nie nauczy się również radości z powrotu. Zdaniem psychologów, ten etap ćwiczeń stanowi krytyczny moment dla zakłóceń w rozwoju osobowości dziecka.

Od przedszkola do szkoły

Traktowanie trzylatka jako dziecka gotowego na dłuższe rozstanie z matką budzi kontrowersje. – W tym wieku więź z matką jest bardzo silna, a dla większości dzieci najważniejsze jest to, że mogą się „przeglądać w oczach mamy”, kształtując w taki właśnie sposób swą tożsamość – mówi Grażyna Ilczuk. – Najlepsza nawet przedszkolanka, najatrakcyjniejsze zabawki, najfajniejsi koledzy nie zrekompensują trzylatkowi braku mamy. Tracąc ją z oczu, czuje się on tak, jakby znikał mu świat.

Przeprowadzone przez Bowlby’ego badania dwu-, trzy- i czterolatków odseparowanych na jakiś czas od matek (np. z powodu choroby lub innego zdarzenia losowego) wykazały, że najgorzej radzą sobie z separacją właśnie trzylatki. Dziecko nieco starsze, np. czteroletnie, potrafi lepiej poradzić sobie z uczuciem lęku przed utratą mamy dzięki umiejętności utrzymania w swoim umyśle i pamięci jej obrazu.

Niejeden czterolatek samodzielnie daje sobie radę z pokonaniem lęku w sytuacji stresowej, np. w przedszkolu. Wie, że zostaje tu bez mamy i że odbiera go ona w umówionym czasie (np. po obiedzie, po leżakowaniu). Do separacji z rodzicami kilkuletnie dziecko dojrzewa jednak stopniowo, nie każde gotowe jest od razu rozstawać się na długo. Jeśli próbuje negocjować czas rozstania, warto podjąć te negocjacje, a jeśli całym sobą sprzeciwia się, lepiej znaleźć rozwiązanie inne niż przedszkole (np. babcia lub opiekunka „matkująca” dziecku w domu podczas nieobecności rodziców).

Jednego możemy być pewni: dziecko, które w pełni przeżyło etap symbiozy z mamą i któremu potem pozwoliła ona oddalać się, samo pokaże rodzicom, że jest gotowe na separację.

Witaj szkoło

Szkoła, podobnie jak każda nowa sytuacja w życiu, jest dla dziecka potencjalnym źródłem problemów związanych z oddalaniem się od rodziców. To, czy da sobie teraz radę, zależy w dużej mierze od warunków, z jakich startowało w poprzednich etapach. Siedmiolatek, który przeszedł przez nie pomyślnie, powinien dobrze poradzić sobie z wyzwaniami stawianymi przez szkołę, choć na pewno będzie mu potrzebne wsparcie rodziców i pomoc w zaadaptowaniu się do nowych warunków.

Dorastając, dziecko w wieku szkolnym staje się coraz bardziej samodzielne, stopniowo przejmuje odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo, już nie musi mieć rodziców cały czas pod ręką, bo siłę i poczucie bezpieczeństwa czerpie ze świadomości, że w każdej chwili może się z nimi skontaktować, że są w razie potrzeby dostępni i gotowi spieszyć mu z pomocą. Warto więc zadbać o prawidłowy rozwój dziecka od samego początku – kiedy tworzą się zręby dla etapów późniejszych.

Nastolatki

Okres dojrzewania i dorastania dziecka, to czas zmian w jego relacjach z rodzicami. Charakterystyczne jest rozluźnienie więzi nastolatków z rodzicami, choć nadal są dla nich podstawowym źródłem oparcia i bezpiecznej ochrony. Młody człowiek chętnie oddala się od bliskich, by samodzielnie zdobywać świat i radzić sobie z problemami. Ta niezależność od rodziców przychodzi mu tym łatwiej, im większe ma do nich zaufanie i przekonanie, że w sytuacji kryzysowej zawsze znajdzie u nich wsparcie i pomoc. Dla rodziców to również czas wielkiego wyzwania. Świadomi zagrożeń, jakie niesie samodzielny kontakt ze światem, muszą zachować równowagę między rozsądnym, naturalnym niepokojem o bezpieczeństwo dziecka i własnymi lękami. Zmianom w relacjach nastolatków z rodzicami towarzyszy rozwój ich relacji z rówieśnikami. Nie są to jednak uczucia konkurencyjne. Przywiązanie do rodziców nie zanika, chociaż nie odgrywa już tak znaczącej roli jak w dzieciństwie. W tym wieku rodzic ma jednak szansę na zaprzyjaźnienie się z dzieckiem i poszukanie nowych wspólnych pól zainteresowań i obszarów bycia razem.

Zasada walizki

Wczesne dzieciństwo stanowi najważniejszy okres w rozwoju dziecka i ma wpływ na jego dalsze losy. M. Mahler przywiązuje wagę do trzech pierwszych lat, bo jak mówi „w życiu dziecka liczy się każda chwila”. Według F. Dolto z kolei, jeśli wychowując dziecko dobrze się postarasz do jego szóstego, siódmego roku życia, będziesz mieć w nim przyjaciela na całe życie.

Do rozważań tych jak ulał pasuje również często przywoływana w psychologii zasada walizki – z dzieckiem jest jak z walizką: co włożysz, to wyjmiesz. Innymi słowy, jeśli rodzice pozwolą dziecku prawidłowo i w pełni przejść przez poszczególne etapy kształtowania się ich wzajemnych relacji, nic ich w przyszłości nie zaskoczy.

I ostatnia refleksja na zakończenie: we wszystkich wątpliwościach związanych z wychowaniem swego dziecka odwołuj się do własnych doświadczeń. Przypomnij sobie wszystkie lęki, strachy i potwory, które prześladowały cię w dzieciństwie, przypomnij sobie swój płacz w przedszkolu, szkolne niepowodzenia i bunt nastolatki, która chciała, wbrew rodzicom, wyjechać z kumplami pod namiot. Co myślałaś wtedy, w tych trudnych momentach, jak postąpili twoi rodzice? Przypomnij sobie, czym dodali ci skrzydeł, które cię niosły przez życie.

Ewa Szperlich jest socjologiem i dziennikarzem. W swoich tekstach porusza problemy psychologiczne i zdrowotne. Jest współautorką książki O co pytają dzieci? (zapis rozmów z Wojciechem Eichelbergerem).



onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #84 dnia: Listopad 30, 2007, 11:28:51 am »
Dlaczego dziecko kłamie?

Między trzecim a czwartym rokiem życia każdy z nas dokonuje zdumiewającego odkrycia: dostrzega umysły innych ludzi, ich emocje, pamięć, przekonania. Wiedza ta umożliwia prawdziwą empatię, ale także oszustwo.


Niedawno byłem świadkiem zabawnej sytuacji. Podczas odwiedzin u mojego przyjaciela obserwowałem jego dwuletniego synka, który leżał twarzą do ziemi na środku dywanu w dużym pokoju. "Co on robi?" ? spytałem. "Bawimy się z Jasiem w chowanego ? padła odpowiedź. ? I on właśnie się schował".

Jaś, beztrosko leżący bez słowa jeszcze parę minut, święcie przekonany, że cały świat zapomniał o jego istnieniu, przypomniał mi, jak istotna jest prosta zdolność mentalna, którą dziecko wykształca zazwyczaj pomiędzy trzecim a czwartym rokiem życia. Zdolność tę psychologowie nazywają teorią umysłu (od słów Theory of Mind Mechanism).

Ta specyficzna nazwa sugeruje, że jest to w istocie zbiór hipotez roboczych dotyczących działania umysłu, zarówno naszego, jak i innych ludzi. Każdy z nas milcząco zakłada prawdziwość tych hipotez i wykorzystuje je w codziennym życiu. Jedną z takich prawidłowości jest na przykład istnienie związku pomiędzy zamiarem a ruchem. Ale u podstaw takiego rozumowania leży zdanie sobie sprawy z tego, że zawartość innych umysłów może różnić się od naszego. Dla dzieci poniżej trzeciego roku życia wcale nie jest to oczywiste. W olbrzymim stopniu wpływa to na ich życie społeczne.

Homo kłamca

Dlaczego wykształcamy taką zdolność? Psychologowie ewolucyjni, a więc badacze zajmujący się tłumaczeniem zagadek naszego umysłu za pomocą teorii ewolucji, zadają w tym miejscu pytanie nieco inne: w jaki sposób cecha ta przyczyniała się do przetrwania w naturalnym środowisku naszych antenatów? Zgodnie z logiką ewolucji, upowszechniane są te cechy, które zwiększają szanse skutecznej reprodukcji, a więc ewolucyjną przewagę. Hominidy, aby przetrwać, musiały stawiać czoło rozmaitym problemom środowiskowym. Oprócz unikania drapieżników, znajdywania zdrowych partnerów do rozrodu, odpowiedniego pożywienia, umiejętnej opieki nad potomstwem, problemem było również czytanie w umysłach innych osobników naszego gatunku.

Nasz umysł do dziś pozostaje umysłem łowcy-zbieracza, który pierwotnie, 200-300 tys. lat temu, żył w 150-osobowej grupie nomadów na sawannach Afryki. Ponieważ przyroda z reguły nas nie rozpieszczała, trzeba było sobie jakoś radzić. A najlepiej poradzą sobie ci, którzy doskonale się rozumieją. Korzystnie było zatem przewidywać zachowania partnerów i domyślać się ich intencji ? to zawsze usprawnia działania. Ma to również drugą stronę, nieco mroczniejszą, ale także korzystną: dzięki teorii umysłu potrafimy kłamać. Czytając myśli innych, lepiej możemy nimi manipulować i wyciągać osobiste zyski, zachowując niezbędne pozory. Taka mentalna szermierka miała wszelkie powody, by dobór naturalny ją wspierał. Dzięki temu mogliśmy zresztą nie tylko wyprowadzać w pole naszych wrogów, ale także skuteczniej polować ? każdy myśliwy wie, że podstawą udanego polowania jest wyczucie "myśli" zwierzyny.

Cukierki prawdomówności


Psycholog Simon Baron-Cohen, specjalista w materii teorii umysłu, dowodzi, że choć ToMM jest zaprogramowaną biologicznie predyspozycją, nikt się z nią nie rodzi. Rozwijający się mózg dziecka wykształca ją dopiero po pewnym czasie. Zanim to nastąpi, mamy okazję zaobserwować, jak brak teorii umysłu wpływa na obraz świata malca i jego życie społeczne. A przyznać trzeba, że wnioski są bardzo ciekawe.

Pierwszy z nich to zupełna niezdolność do kłamania. Nie w tym rzecz, czy dziecko ma naturę obłudnego kłamczucha, czy nie, ale w tym, że nie jest w stanie pojąć samych mechanizmów oszustwa. Sprawdza to prosty test obrazkowy. Dziecku przedstawiana jest historyjka z udziałem dwóch dziewczynek. Jedna chowa słodycze pod poduszkę, druga zaś bacznie ją obserwuje. Podczas gdy pierwsza z nich wychodzi, druga podstępnie wykrada cukierki i chowa je do kieszeni. Następnie do pokoju wraca nieświadoma niczego pierwsza dziewczynka. W tym momencie zadajemy dziecku pytanie: "Jak myślisz, gdzie według niej są cukierki?". Nam wydaje się oczywistym, że dziecko odpowie: "Nadal pod poduszką". Jednak malec bez teorii umysłu odpowie: "W kieszeni!".

Dzieci w tym wieku nie uświadamiają sobie jeszcze, że inni ludzie mogą mieć inne przekonania niż one. Pewne są, że to, co wiedzą, znane jest wszystkim i na odwrót ? tego, czego nie wiedzą, nikt nie ma prawa znać. "Skoro widziałem, że zabrano cukierki, to każdy to wie". Jaś z historyjki na początku też był pewien, że wystarczy mocno zamknąć oczy, by nikt go nie wypatrzył. Dopiero jakościowa zmiana, jaką niesie za sobą uświadomienie sobie faktu, że inni ludzie mogą myśleć inaczej niż my, pamiętać co innego, mieć inne intencje, pozwala skutecznie manipulować innymi: zrozumieć fałszywe przekonanie o cukierkach pod poduszką i szukać lepszych kryjówek niż środek pokoju.

W świecie przedmiotów

Brak ToMM niesie dla życia społecznego całą lawinę konsekwencji. Dość powiedzieć, że ludzie, którzy nie rozwijają teorii umysłu, zapadają na jedno z najcięższych zaburzeń umysłowych ? autyzm.

Autyści oraz małe dzieci są zupełnie niezdolni do udawania. Udawanie jest pewną subtelną formą kłamstwa. Niestety, nawet na takie łagodne odmiany oszustwa dziecko nie jest w stanie się zdobyć. Być może weźmie udział w balu przebierańców, ale tak naprawdę nie odczuje tego jako odgrywania pewnej roli. Świadczą o tym również zabawy trzylatków, które całkowicie pozbawione są podziału na role. Tak małe dzieci zazwyczaj bawią się same ze sobą, rzadko w jakimś towarzystwie czy grupie. Prosta zabawa w dom to o wiele wyższa szkoła jazdy.

Równie ważnym skutkiem braku ToMM jest traktowanie drugiej osoby jak przedmiot. Skoro inni nie mają umysłu, to nie myślą ani nie czują. A co za tym idzie? Choćby brak ulubionych kolegów i koleżanek. Nie ma przyjaciół. Nie ma zakochanych par. Nie ma wrogów. Cechy jednostek, ich reputacja w grupie ? dla trzylatków nie ma to większego znaczenia. Nie mają opinii ani o sobie, ani o innych. Dobitnie przekonałem się o tym, obserwując podczas jednej z zabaw procedurę dobierania się w pary. O ile u pięcio- i sześciolatków dziewczynki i chłopcy organizują się w pary na podstawie wzajemnego lubienia ? nielubienia, o tyle dzieciom młodszym... jest wszystko jedno. Zazwyczaj z niezmąconym spokojem na buzi wybierają osoby stojące najbliżej.

Cele ich działań zazwyczaj mają charakter materialny, namacalny. Dziecko łatwo można zmotywować obietnicą otrzymania cukierka, przytulenia, zabawy ulubioną zabawką. Dzieci starsze stawiają już sobie bardziej abstrakcyjne cele. Mogą dążyć do pozycji lidera, mogą chcieć kogoś skompromitować lub zasłużyć na czyjąś przyjaźń ? ich działalność może więc przybrać typowo społeczny charakter. Dla trzylatka jest to nie do pomyślenia!

Tam, gdzie norma nie sięga

Pewnego dnia, podczas moich badawczych wizyt w przedszkolu, miałem okazję zaobserwować coś bardzo interesującego. W grupie trzylatków były urodziny. Mama jubilata przyniosła dla wszystkich tort, a pani przedszkolanka ustawiła dzieci w koło ? tak, aby można było przywitać chłopca. Kiedy pojawił się główny zainteresowany, pani zaintonowała "100 lat", a dzieci zaczęły śpiewać razem z nią. Jubilat wpadł w niemały popłoch. Przeraził się tak bardzo, że nie był w stanie puścić maminego płaszcza. Zawstydzenie? Trema? Cóż ? ostatecznie zdarza się każdemu. Najbardziej zastanawiające było jednak zachowanie innych dzieci. Te zdawały się w ogóle nie zwracać uwagi na panikę chłopca. Śpiewały sobie dalej w najlepsze, patrzyły na tort, zabawki, za okno, na sufit... Cały rytuał ? pomimo "niedyspozycji" jubilata ? bez przeszkód dobrnął do końca.

Ta i inne podobne obserwacje nasunęły mi przypuszczenie, że dzieci bez ToMM nie tylko nie potrafią czytać w umysłach innych, ale w ogóle abstrahować. Nie potrafią skonstruować ogólnej symbolicznej reprezentacji sytuacji. Innymi słowy, nie są w stanie przyswoić nawet najprostszej normy społecznej. Jak to? ? można spytać ? przecież rozumieją, co się do nich mówi. Gdy wołamy je na obiad ? przychodzą, gdy prosimy, by się ubrały, umyły ? robią to. Owszem, jednak jest to wynikiem działania o wiele prostszego mechanizmu niż internalizacja normy. Dzieci reagują w tym wypadku na jasny komunikat. Takim komunikatem było: ?Śpiewamy ?100 lat!??. To wystarczyło, by uruchomić całą sekwencję. Antropolog Michael Tomasello twierdzi, że takie zachowania wskazują raczej na pozbawione refleksji odtwarzanie, niż świadome naśladowanie i dostosowywanie się do wymogów sytuacji. Bardziej przypomina to związek "bodziec ? reakcja" niż "norma ? zachowanie".

Trzylatkom o większości rzeczy trzeba mówić wprost. Gdybyśmy powiedzieli do nich: "już trzynasta!", to prawdopodobnie nie skojarzyłyby tego ze zbliżającym się obiadem. Podobnie po przyjściu do domu: same nie pójdą do łazienki, by umyć ręce ? trzeba je o to poprosić. Krótko mówiąc: są zewnątrzsterowne. Starsze dzieci odpowiednie mechanizmy uwewnętrzniają i o wielu rzeczach wiedzą już same, bez dopowiadania.

Na przestrzeganie norm można również spojrzeć jako na formę udawania. Socjologowie od dawna opisują człowieka jako jednostkę dysponującą całym zestawem ról do odegrania. Raz jestem synem, innym razem wnukiem, chrześniakiem, kiedy indziej przechodniem na ulicy, klientem w sklepie, czy badaczem. Odgrywanie szczególnej roli również jest pewnego rodzaju udawaniem. A trzylatek? Trzylatek zawsze jest trzylatkiem, bez względu na okoliczności. Najlepiej oddaje to sformułowanie: "To jeszcze dziecko!".

Terror teraźniejszości


Działania dzieci bez teorii umysłu ograniczone są do danego kontekstu, chwili i miejsca. To, co ma miejsce tu i teraz ? liczy się najbardziej. Nie planują nic na jutro, ani nie rozpamiętują zdarzeń z przeszłości. Po kilku latach stwierdzą, że z tego okresu nie w są stanie nic sobie przypomnieć ? nazywamy to amnezją wczesnodziecięcą. Dzieci bez ToMM działają tak, jakby nie było przeszłości i przyszłości. To, co warunkuje ich zachowanie to chwila obecna. Dlatego trudno będzie nam wpłynąć na zachowanie trzylatka, obiecując mu na przykład piękne wakacje za kilka miesięcy. Powodów potrzebuje on teraz, natychmiast, konkretnie.

Skutkuje to tym, że dzieci te nie potrafią spojrzeć "poza kontekst". Rozważania o innych miejscach i czasie oraz o zasadach, które mogą obowiązywać gdzieś indziej i kiedy indziej nie są ich najmocniejszą stroną. Dlatego właśnie nie są w stanie nikogo oszukać. Aby móc kogoś okłamać, trzeba nie tylko znać treść jego świadomości i skutecznie nią manipulować, ale musi to być również działanie zaplanowane, przemyślane, wybiegające w przyszłość. Bądźmy spokojni, o czyny popełnione z premedytacją na pewno nie da się oskarżyć trzylatka. Jego domena to działanie w afekcie.

Widzimy więc, że teoria umysłu, ta podstawowa zdolność poznawcza, nie tylko pozwala nam na "czytanie" w umysłach innych ludzi. Od niej bowiem bierze początek myślenie symboliczne, abstrakcyjne. Wiedza o umyśle wzbogaca dziecięcy obraz świata o nowe kategorie: planowanie, manipulowanie, skryte intencje. Stąd wiedzie prosta droga do biegłego rozumienia zastanej sytuacji, jaka ma miejsce między ludźmi. Niepotrzebne jest wieczne upominanie dziecka ? wiele rzeczy rozumie już bez naszej pomocy. Staje się wewnątrzsterowne, internalizuje podstawowe normy i zasady. Kieruje się nimi w życiu.

Te właściwości wprowadzają małego człowieka w prawdziwe bogactwo kultury i świata społecznego. Dzięki nim staje się pełnoprawnym podmiotem, opuszcza krainę tresury i skojarzenia, aby wejść do królestwa podmiotowości. To prawdopodobnie wtedy zaczyna świadomie używać zaimka ?ja?. Ale to już zupełnie inna historia...


onet dziecko
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #85 dnia: Styczeń 16, 2008, 09:28:35 am »
Zrozum zachowanie dziecka

Czy niemowlę zaskakuje Cię swoim zachowaniem? Raczkuje do tyłu, zbiera z dywanu okruszki, ciągnie za włosy... dlaczego?

Obserwowanie maleństwa w pierwszych miesiącach życia – jak próbuje poznawac świat, z jakim zaangażowaniem ćwiczy wkładanie rączek do buzi, jak bardzo zafascynowane jest tym, co je otacza, i jak wytrwale próbuje się przesunąć i dostać do zabawki – to jedna z najprzyjemniejszych i najbardziej niesamowitych rzeczy na swiecie!

Wszystko wkłada do buzi

Niemowlę robi tak z kilku powodów. Wkładanie paluszków czy zabawki do ust przygotowuje wargi, język i podniebienie do radzenia sobie z pokarmami innymi niż mleko. Wkładanie rączek do buzi jest też wstępnym, i niezbędnym, etapem nauki mówienia. „Trenuje” buzię, szykując ją w ten sposób do trudnej sztuki, jaką jest emisja dźwięków. Wkładanie przedmiotów do ust to także przejaw naturalnej niemowlęcej ciekawości. Dotyk, oprócz słuchu, jest u dziecka w pierwszym roku życia najlepiej wykształconym zmysłem. A w buzi czucie jest najdoskonalsze.

„Paca” rączką

Dwu-, trzymiesięczne maleństwo wyciąga łapki i stara sie trącic zabawkę, a potem uderza w nią całą dłonią. Dlaczego? Bo tak bardzo pragnie wszystko poznac, wszystkiego dotknąć, wszystko samodzielnie sprawdzić! Wyciągnięcie ręki i próba dotknięcia dostrzeżonego przedmiotu wynika z chęci poznania otoczenia. Kontrola dłoni u kilkumiesięcznego maleństwa jest jeszcze nieprecyzyjna, dziecko nie wie, jak daleko powinno wyciagnąć rączkę, by trafić w upragniony cel. Uderzając i „pacając”, metodą prób i błędów, określa odległość. W ten sposób uczy się oceniać dystans dzielący je od zabawki oraz ćwiczy koordynację wzrokowo-ruchową.

Zbiera drobne paproszki

Każda drobinka jest czymś nowym i ciekawym, więc dziecko chce ją wziąć do ręki. Najpierw umie ujmować przedmioty całą dlonią, ale w miarę doskonalenia funkcji ręki próbuje podnieść je dwoma palcami. I w tym właśnie okresie fascynuje się małymi paproszkami, nitkami, okruszkami. Podnosząc je, nie tylko zaspokaja ciekawość, ale też doskonali chwyt pęsetkowy - między kciukiem i palcem wskazującym lub środkowym.

Powtarza jedna czynność

Odkrywszy nową umiejętność, dziecko zaczyna ćwiczyć ją bez wytchnienia. Potrafi zbudzić się w środku nocy, by zapamiętale próbować obrócić się na brzuszek czy doskonalić wstawanie i siadanie! Jest nową czynnościa tak zafascynowane, że pragnie ją wciąż powtarzać – najpierw, żeby się jej nauczyć, a potem, żeby ją doskonalić. W końcu, dzięki ćwiczeniom, ma miejsce tzw. automatyzacja, czyli opanowanie nowej umiejętności w stopniu pozwalającym na włączenie jej w cały zespół aktywności, które dziecko juz zna. I można przejść do nauki nowych rzeczy!

Zapomina, czego sie nauczyło?

Gaworzący malec może np. przestać się odzywać, gdy zaangażuje się w naukę siadania. Doskonalenie nowej umiejetności wymaga odeń bowiem tak wielkiej koncentracji, ze układ nerwowy niejako „odkłada na bok” inne, te wcześniej opanowane. Maleństwo nie zapomina ich, a jedynie rezygnuje z nich na pewien czas, by skupić wszystkie siły na ćwiczeniu kolejnej czynnosci. Dzięki temu może ją doskonalić z maksymalnym zaangażowaniem, co pozwala na lepsze i szybsze jej opanowanie.

Ciągnie za włosy

Gdy niemowlę poczuje coś pod rączką, w pierwszym odruchu szybko ją zaciska – dotyk bowiem to bodziec, a reakcja na niego – chwyt. Kolejnym mimowolnym mechanizmem u malutkiego dziecka jest próba podciągniecia się. To właśnie z tego powodu może się zdarzyć, że maluszek, mocno chwyciwszy rączka Twoje włosy, będzie się starał podciągnąć na nich w górę!

Wkłada innym palec do oka

Kiedy ktoś się nad maleństwem pochyli czy przybliży doń swoją twarz, by z nim „pogadać”, może się zdarzyć, że w odpowiedzi dziecko z wielkim zainteresowaniem i zaaferowaniem włoży mu do oka swój paluszek! Taka reakcja jest jak najbardziej zrozumiała. Oko to przecież ciekawy i wyrazisty obiekt, ciemny i przykuwający uwagę na tle jasnej twarzy. Dlatego wzbudza u maleństwa duże zainteresowanie i chęć bliższego poznania. Jest barwna plama, wiec trzeba ją zbadać...

„Prycha” ustami

Kilkumiesieczny brzdąc potrafi wydawać zabawne dzwieki, przypominające prychanie czy raczej warkotanie wargami. Ten nowy odgłos jest tak niesamowity, że dziecko wciąż go powtarza. W ten sposób nawiązuje kontakt z otoczeniem, zaczepia mamę i tatę, ale też samo ze sobą bawi sie nowym dźwiękiem, wypróbowuje go. Jest to ważny etap w rozwoju jamy ustnej. Przygotowuje do nauki mowy, nabierania jedzenia do ust i żucia gęściejszych pokarmów, a także – do picia z kubeczka. Aby to się udało, dziecko musi m.in. opanować odpowiednią pracę i ułożenie warg, języka, żuchwy, policzków. Prychanie oraz inne zabawy buzią to ćwiczenia, które pozwolą niemowlęciu nauczyć się tego.

Kołysze się na czworakach

Czasem rodzice niepokoją się takim zachowaniem. Zupełnie niepotrzebnie, to naturalne! Jednym z mechanizmów w rozwoju fizycznym niemowlęcia jest ruch do tyłu (odpychanie od podłoża) – dziecko, ułożone na brzuszku, odpycha się na przedramionach, potem na łokciach, dłoniach. Wreszcie udaje mu się unieść klatkę piersiową oraz pupę i maluch na czworakach odpycha się dłonmi. Tułów wędruje w tył, po czym wraca do punktu wyjścia. Wygląda to jak kołysanie. Tak dziecko stopniowo zdobywa kontrolę nad swoim ciałem w różnych położeniach. Ćwiczy ruchy barków, miednicy i tułowia, rozwija koordynację pracy mięśni, doskonali utrzymywanie równowagi. Dzięki temu wkrótce będzie mogło zacząć raczkowac, a potem – chodzić.

Pełza w kółko, raczkuje w tył.

Większosc pięcio-, siedmiomiesięcznych dzieci umie w pozycji na brzuszku kręcić się wokół własnej osi. Zaczyna się od przypadku. Jeśli malcowi uda się odepchnąć jedną ręką i dostać do ulożonej z boku zabawki, to odkrywa, że nauczył się czegoś nowego. Teraz będzie to powtarzał, po czym przejdzie do kręcenia się w drugą stronę. W tym samym mniej wiecej okresie zacznie też prawdopodobnie podejmować próby przesunięcia się do przodu. Początkowo dziecko odpycha się rączkami, ale nie potrafi jeszcze włączyć do ruchu nóżek. W rezultacie, chociaż wcale tego nie chce, przemieszcza sie do tyłu. Denerwuje się i złości, ale wytrwale próbuje dalej. Dzięki tym próbom w pewnym momencie udaje mu się
dołączyć ruchy nóżkami i skoordynować je z naprzemiennym ruchem ramion. I w końcu rusza na czworakach do przodu!

Monika Krawiecka

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #86 dnia: Luty 08, 2008, 12:33:40 am »
Co powinno zaniepokoić rodziców w zachowaniu dziecka w pierwszych trzech miesiącach ?

W pierwszych tygodniach życia noworodka niepokojące objawy dotyczą emocji, nadmiernego płaczu, trudności z zasypianiem lub zaburzeń odruchu ssania.

Za wyraz podrażnienia OUN (ośrodkowego układu nerwowego) uznawane są:
częsty i uporczywy płacz bez wyraźnego powodu, ostry krzyk, nadmierne reakcje lękowe podczas codziennej pielęgnacji dziecka, podczas kąpieli, podczas zmiany pozycji.

Niemowlęta z takimi problemami mogą okazywać niezadowolenie podczas podnoszenia ich, przytulania, także podczas karmienia prężą się i denerwują, nie umieją czasem chwycić piersi, albo skoordynować ssania z połykaniem. Ma się wrażenie, że pomimo głodu są zbyt pobudzone , aby zaspokoić swoje potrzeby.
U noworodków i młodych niemowląt musi zwracać uwagę zbyt mała ilość snu na dobę, trudności w usypianiu dziecka i płytki sen powodujący łatwe wybudznie ze snu.

Może się zdarzyć, że dziecko będzie nadmiernie spokojne i wtedy niepokojącymi objawami są: brak zainteresowania ludzką twarzą, brak kontaktu wzrokowego, słabe reakcje na bodźce słuchowe, mała ruchliwość dziecka.

Wizytę u neurologa powinny oczywiście sprowokować niepokojące objawy ruchowe: drżenia kończyn lub bródki, drgawki, utrzymujące się asymetryczne ułożenie i zachowania sugerujące większą swobodę ruchów jednej rączki czy jednej nóżki w stosunku do strony przeciwnej.

Po okresie fizjologicznej asymetrii oczekujemy pod koniec trzeciego miesiąca życia jednakowej aktywności prawych i lewych kończyn, utrzymania symetrii tułowia i symetrycznego ustawienia głowy w leżeniu zarówno na plecach jak i na brzuchu. Podnoszone nóżki nie powinny stale opadać na jedną stronę. Piąstki powinnny pozostawać przez większość czasu otwarte, a kciuk odwiedziony. Obserwujemy czy ustawiane są jednakowo stopy dziecka i czy oba biodra są jednakowo odwiedzione.

Niepokojącym zachowaniem już w pierwszych tygodniach życia są: prężenia całego ciała i odginanie do tyłu głowy przy jednoczesnym prostowaniu nóg i napinaniu kończyn górnych w silnym zgięciu lub wyproście z zaciśniętymi mocno piąstkami i schowanymi w nich kciukami.

Często problemem dzieci w pierwszym kwartale życia jest wiotkość powłok przedniej ściany brzucha. Widać u tych dzieci rozdęcie i zcieńczenie mięśni prostych brzucha. Stan taki nie jest sam w sobie schorzeniem, ale wskazuje, że mogą występować trudności z koordynacją ruchową między pasem barkowym i pasem biodrowym. Niewydolność mięśni brzucha utrudnia dżwiganie nóg nad podłoże i stabilizowanie miednicy, utrudnione jest przyciąganie głowy do klatki piersiowej i zaburzona jest praca powiązanych ze sobą łańcuchów mięśniowych co może mieć w przyszłości znaczenie w powstawaniu wad postawy.

Podsumowując pierwsze oznaki zaburzeń neurorozwojowych to:

nadmierne odginanie głowy oraz mostki i reakcje odgięciowe tułowia,  
prężenia kończyn dolnych,  
baletowe ustawianie stopy z przywiedzeniem przodostopia,  
trudności zginania i odwodzenia kończyn podczas toalety i ubierania niemowlęcia,  
drżenia kończyn  
silne i częste zaciskanie piąstek,  
przywodzenie kciuka pod koniec pierwszego kwartału oraz w późniejszym okresie,  
niechęć dziecka do leżenia na brzuchu pod koniec pierwszergo kwartału oraz w późniejszym okresie,  
nadmierna i nieuporządkowana ruchliwość dziecka,  
nadwrażliwość, niepokój, małe zapotrzebowanie na sen,  
trudności w nawiązywaniu i utrzymywaniu kontaktu wzrokowego z najbliższymi,  
drgawki, bezdechy, wyłączenie świadomości

Źródło: http://fizjoterapia.waw.pl
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #87 dnia: Luty 12, 2008, 02:23:34 pm »
Przytul mnie

 Pierwszy krzyk, dotyk wilgotnego ciała na twoim brzuchu, usta łapczywie szukające piersi Wreszcie jest. Patrzy na ciebie zadziwiony światem. A ty nie możesz oderwać od niego oczu. Co dzieje się w tej małej główce, gdy tulisz go w ramionach? Co czuje, kiedy delikatnie gładzisz go po główce?


Noworodek postrzega świat zupełnie inaczej niż dorosły. Inaczej widzi, słyszy, czuje To dlatego, że jego mózg nie jest jeszcze w pełni ukształtowany. Dopiero uczy się odbierać i przetwarzać bodźce, które do niego docierają. Jego układ nerwowy jest żywą, dynamiczną tkanką, która kształtuje się z każdym dniem - każdy dźwięk, widok, zapach odciskają się w jego strukturach nerwowych. Każdy twój pocałunek, każdy szept i pieszczota są pożywką dla jego mózgu, pobudzają ciało i umysł do rozwoju. Im lepiej zrozumiesz, jak kształtują się zmysły twojego dziecka, tym lepiej będziesz umiała zaspokoić jego potrzeby i tym lepiej się porozumiecie.

Lubię dotyk twoich rąk

Twoje dziecko dopiero pojawiło się na świecie, a ty najchętniej nie wypuszczałabyś go z objęć. Chcesz je cały czas przytulać, całować, głaskać. To nie tylko zachwyt nad tym maleńkim cudem, to instynkt ci podpowiada, że dla nowonarodzonego dziecka dotyk jest najważniejszy. Dzięki dobrze rozwiniętemu układowi czuciowemu noworodek odbiera bodźce dotykowe o wiele lepiej niż wzrokowe, słuchowe, a nawet smakowe. Widzi cię jak przez gęstą mgłę, ale doskonale czuje miękkość twoich piersi i ciepło twojej dłoni. Najbardziej wrażliwe na dotyk są jego usta. Już kilkudniowy maluszek językiem i wargami bada kształt twoich sutków. A miesięczne niemowlę potrafi rozpoznać wzrokiem przedmiot, którego wcześniej nigdy nie widziało, a jedynie zbadało ustami!

A ręce? Dziecko delikatnie gładzi cię po piersi, chwyta za palec. Umie to robić doskonale, zaczęło przecież używać rąk jeszcze przed przyjściem na świat - dotykało nimi swojej twarzy, ssało kciuk. Ale mimo to jego dłonie nie są tak wrażliwe jak usta. Dopiero w trzecim miesiącu nauczy się rozpoznawać dotykiem przedmioty o różnych kształtach.

Lekarze dopiero niedawno zdali sobie sprawę, że noworodki są wrażliwe na ból. Wcześniej sądzono, że skoro ich kora mózgowa jest słabo rozwinięta, nie mogą odczuwać tak silnych bodźców. Dzisiaj wiadomo już z całą pewnością, że noworodki również cierpią (wrażliwość na ból pojawia się już w życiu płodowym, prawdopodobnie na przełomie drugiego i trzeciego trymestru) i wszelkie inwazyjne zabiegi medyczne, którym muszą być poddane takie maluszki, są wykonywane w miejscowym lub ogólnym znieczuleniu. Sama możesz ukoić ból dziecka np. podczas szczepienia, jeżeli natychmiast po zastrzyku przystawisz je do piersi, weźmiesz na ręce, ukołyszesz. Takie pieszczoty działają jak środek przeciwbólowy - bo zakłócają przekazywanie impulsów bólowych.

Dowiedziono, że dzieci często i z czułością dotykane, przytulane, masowane, noszone na rękach nie tylko lepiej się rozwijają, są spokojniejsze i lepiej śpią, ale nawet są zdrowsze i bardziej odporne na choroby! Przytulaj więc maluszka, noś go w ramionach, albo owiniętego w chustę i nie słuchaj gdy inni mówią, że w ten sposób go rozpieścisz. To nieprawda! Wyrośnie na spokojniejszego, mądrzejszego i pewniejszego siebie człowieka, niż jego rówieśnik pozbawiony dotyku i czułości rodziców.

Kołysz mnie, kołysz

Tulisz dziecko w ramionach i odruchowo zaczynasz kołysać. Malec natychmiast się uspokaja i zasypia. Potrzeba kołysania, ruchu, to nie zwykły kaprys! Dziecko doskonale wie, co dla niego dobre. Kołysanie na rękach, bujanie w wózku czy w kołysce pobudza jego układ przedsionkowy, czyli zmysł równowagi. To bardzo ważne dla rozwoju mózgu w pierwszych miesiącach życia.

Maluchy często kołysane szybciej zaczynają podnosić główkę, samodzielnie siadać, a potem raczkować i chodzić, mają też lepszą koordynację wzrokowo- ruchową i są mądrzejsze niż rówieśnicy, których rzadko bujano. Naukowcy dowiedli, że istnieje zależność między dobrze funkcjonującym układem przedsionkowym a uczeniem się, rozwojem mowy, umiejętnością skupiania uwagi, a nawet czytaniem i pisaniem!

Nikt nie pachnie ładniej niż ty

Powonienie jest jednym z najlepiej rozwiniętych zmysłów dziecka. Węch pozwala mu zapoznawać się ze światem, a także odróżniać to, co znane, od tego, co nowe i obce.

Czy wiesz, że noworodek potrafi rozpoznać mamę po zapachu? Kiedy w jednym z eksperymentów położono przy główkach sześciodniowych dzieci staniki ich mam i innych kobiet, maluchy natychmiast przekręcały buzię w stronę, z której czuły woń swojej rodzicielki.

W twoim mleku, pocie, ślinie znajdują się substancje zapachowe, które były również w płynie owodniowym. Maluch zna je więc jeszcze z tamtej strony brzucha. To właśnie one pomagają mu rozpoznać cię po urodzeniu. Daj sobie więc na jakiś czas spokój z perfumami, różanymi mydłami czy dezodorantami i zacznij używać produktów bezwonnych, żeby dziecko mogło nacieszyć się twoim naturalnym zapachem. Tym bardziej, że działa on na nie kojąco. Zdaniem badaczy już u trzydniowego noworodka widać spowolnienie chaotycznych ruchów, kiedy tylko poczuje on zapach mamy.

Twoje mleko jest pyszne

Widziałaś kiedyś noworodka, któremu dano do polizania coś kwaśnego? Marszczy nos, ściąga usta, zaczyna się ślinić. Z podobnym obrzydzeniem zareaguje na coś gorzkiego. Słony smak jest mu obojętny. Poczuje go dopiero w czwartym miesiącu życia. Na razie aprobatę malca wzbudza tylko to, co słodkie. Oczywiście najbardziej smakuje mu twoje mleko, ale z przyjemnością wypije również wodę z glukozą czy cukrem.

Dlaczego noworodek tak lubi słodki smak? Nie tylko zresztą noworodek Musisz przyznać, że po porcji tiramisu czy filiżance gorącej czekolady świat jest zdecydowanie piękniejszy. Z fizjologicznego punktu widzenia nasze upodobanie do słodyczy jest logiczne - zjedzenie ich bardzo szybko wprawia nas w dobre samopoczucie. Badania wykazały, że znajdujące się w jamie ustnej receptory słodyczy połączone są z obszarami mózgu wydzielającymi endorfiny, czyli naturalne związki narkotyczne, które wprawiają nas w błogostan i odcinają dopływ bolesnych bodźców do mózgu.

Kiedy noworodek płacze, bo czegoś się boi, wystarczy podać mu coś słodkiego - najlepiej przystawić do piersi, ale podobnie zadziała słodka woda. Malec przestaje wówczas płakać, rytm jego serca staje się wolniejszy i słabną nieskoordynowane ruchy. Można więc powiedzieć, że zamiłowanie do słodyczy dziecko dosłownie wysysa z mlekiem matki. Dopiero po roku, dwóch zacznie doceniać też inne smaki.

Chcę słyszeć tylko ciebie

Zauważyłaś jak zmienia ci się głos, kiedy zwracasz się do dziecka? Mówisz raz na wyższych, raz na niższych tonach, jakbyś śpiewała, nieco wolniej niż zwykle, używasz zdrobnień. Wcale się nie wygłupiasz! Po prostu instynkt podpowiada ci, że noworodek słyszy inaczej niż starsze dzieci czy dorośli, odbiera inne tony i oczekuje również innego sposobu przemawiania. Taki sposób mówienia doczekał się nawet specjalnej nazwy - "język matczyny". Co prawda badacze twierdzą, że najlepiej dotrze on do malca dopiero, kiedy będzie miał pięć tygodni (wówczas rozwinie się u niego większa wrażliwość na wysokie tony), ale mamy ćwiczą go od początku.

W momencie narodzin słuch dziecka jest daleki od doskonałości. Noworodek np. nie słyszy cichych dźwięków. Dolny próg słyszalności jest u niego o około 40 do 50 decybeli wyższy niż u osoby dorosłej, co oznacza, że maluch odbiera tylko dźwięki, które dorosły uznałby za dość głośne. Ograniczony jest również zakres tonów, które rejestruje. Niskie częstotliwości odbiera lepiej niż wysokie. Może dlatego, że twój głos słyszany od środka brzmiał znacznie grubiej (jeśli jesteś ciekawa, jak słyszało cię dziecko zanurzone w płynie owodniowym, zrob mały eksperyment w czasie kąpieli - leżąc na wznak w wannie zanurz uszy w wodzie i powiedz coś na głos). Ale choć po tej stronie brzucha twój głos brzmi wyżej, jego modulacja jest ta sama, charakterystyczna tylko dla ciebie. Toteż malec z największą przyjemnością wsłuchuje się w jego melodię. Kiedy więc jest zdenerwowany, nie pomaga kołysanie i tulenie, zaśpiewaj mu piosenkę, albo zacznij do niego czule przemawiać. To powinno go uspokoić. Mów do niego nawet z drugiego końca pokoju. Zobaczysz, że odwróci główkę w twoją stronę. Noworodek potrafi bowiem ocenić, czy dźwięk dobiega z prawej, czy z lewej strony, pod warunkiem że rozbrzmiewa co najmniej kilka sekund.

Jak twierdzą naukowcy, słuch - choć jeszcze tak niedoskonały - odgrywa w rozwoju umysłowym największą rolę. Mózg dziecka zostaje jeszcze przed narodzinami nastrojony do zwracania szczególnej uwagi na mowę i samo przysłuchiwanie się jej w ciągu pierwszych kilku miesięcy życia przygotowuje właściwe struktury nerwowe do nauki języka.

Słuch stymuluje też rozwój emocjonalny, pozwala bowiem na głębsze porozumienie między matka a dzieckiem. Mów więc do maluszka jak najwięcej. Opowiadaj mu bajki, mów co robisz ("a teraz wrzucam do garnka marchewkę"), śpiewaj kołysanki, recytuj wierszyki. Nie znasz? Nie martw się, same się wymyślą!

Jesteś najpiękniejsza, mamo!

Prawda, jakie niesamowite spojrzenie ma noworodek? Poważne, spokojne, wręcz hipnotyzujące. Aż trudno uwierzyć, że tak naprawdę niewiele widzi.

Światło przenika przez jego oczy bez przeszkód, ale ani aparat wzrokowy, ani mózg nie są w stanie rozszyfrować docierających zewsząd informacji. Soczewka oka nie potrafi się jeszcze akomodować do widzenia przedmiotów bardzo bliskich i bardzo dalekich - maluch wyraźnie dostrzega jedynie to, co się znajduje około dwudziestu centymetrów od oczu. Niewielka jest także rozdzielczość widzenia, co oznacza, że przedmioty położone blisko siebie zlewają się dziecku w jedno. Słaba jest również jego wrażliwość na kontrast między światłem i ciemnością. Dostrzega pewne barwy, ale nie wszystkie, np. czerwień i zieleń widzi wyraźniej niż błękit. I, co ciekawe, inaczej niż dorosły, znacznie lepiej dostrzega to, co znajduje się nie w centrum lecz na obwodzie jego pola widzenia.

Ale ta ograniczona zdolność widzenia noworodka na razie w zupełności mu wystarcza, a nawet jest dla niego zbawienna. Dzięki niej bowiem maluszek może poznawać świat w stopniowo - nie zostaje przytłoczony niewiarygodnie ogromną ilością bodźców, jakie odbiera wzrokiem dorosły.

Noworodek najlepiej widzi wyraźnie zarysowane przedmioty i desenie, czarno-białe wzory - dlatego zawieszona na sznurku kartka czy balon z wzorkami narysowanymi grubym czarnym flamastrem są dla niego teraz lepszymi zabawkami niż włożony do łóżeczka miły, beżowy czy błękitny miś, którego maluch po prostu nie zauważy. Poza tym jego uwagę przyciąga ruch (wystarczy niewielki przeciąg, by balon czy kartka zawieszona na sznurku poruszyły się). W pierwszych tygodniach dziecko najchętniej jednak wpatruje się w ludzkie twarze (również w balon z namalowaną uśmiechniętą buźką), zwłaszcza w twarz mamy. Kiedy karmisz je piersią, jego oczy są akurat w idealnej odległości, aby mogło się skoncentrować na twojej fizjonomii. Rozpoznaje cię już po kilku godzinach od chwili przyjścia na świat!

Pozwól mu do woli wpatrywać się w ciebie i naciesz się tym, że jesteś teraz w centrum jego uwagi. Wkrótce czeka cię wspaniała nagroda. Bo to ciebie maluch obdarzy swoim pierwszym uśmiechem.

Polegaj na instynkcie

Martwisz się, że nie znasz jeszcze swojego maleństwa, czytasz więc mnóstwo poradników i książek o wychowaniu dzieci. To naturalne, że chciałabyś dowiedzieć się o maluszku jak najwięcej. Ale pamiętaj, że nie musisz znać tajemnych ścieżek i kodów układu nerwowego, żeby być dobrą mamą! Nie musisz podchodzić do zagadnienia naukowo i w przemyslany sposób "stymulować rozwój dziecka". Zachowuj się tak, jak podpowiada ci serce i instynkt. Jeśli otaczasz maluszka troskliwą opieką, przytulasz go, mówisz do niego, śpiewasz i kołyszesz w ramionach - czyli robisz to co wszystkie mamy od zarania wieków - to robisz dokładnie to, co trzeba.

gazeta.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Mulesia

  • Gość
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #88 dnia: Marzec 06, 2008, 08:57:19 pm »
Przedszkole ważne zwłaszcza dla ubogich dzieci

Przedszkole zapewnia dobry start szkolny, jest to ważne zwłaszcza dla dzieci z rodzin o niższym statusie społecznym i materialnym - uważa Barbara Murawska z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego.

- Dwa-trzy lata w przedszkolu mogą zniwelować braki wyniesione z domu - mówiła Murawska w czwartek podczas seminarium "Wychowanie przedszkolne warunkiem wyrównywania szans edukacyjnych".

- Najlepiej byłoby, gdyby dzieci z rodzin o niskim statusie społecznym zaczynały edukację przedszkolną już od trzeciego roku życia, wtedy zyskają najwięcej bodźców do rozwoju - powiedziała. Z danych przytaczanych przez Murawską wynika, że im dłużej dzieci chodziły do przedszkola tym mniej mają w przyszłości problemów z nauką czytania. Odsetek dzieci w wieku 3-5 lat chodzących do przedszkoli w Polsce jest najniższy wśród krajów UE - wynosi tylko ok. 30 proc. Najgorzej wygląda sytuacja na wsi. Tymczasem wskaźnik upowszechnienia wychowania przedszkolnego np. na Węgrzech, w Belgii i Irlandii wynosi 100 proc., a w Czechach, Włoszech i Szwajcarii - ponad 90

Prowadzenie przedszkoli jest zadaniem własnym samorządów - oznacza to, że utrzymanie placówek oraz wynagrodzenia nauczycieli tam pracujących finansowane są ze środków własnych samorządów. Ograniczenia finansowe gmin doprowadziły do zamknięcia pomiędzy 1990 a 2001 r. ponad 30 proc. przedszkoli, większość z nich to były przedszkola w małych miejscowościach i na wsi.

Od kilku lat w Polsce, głównie dzięki środkom z Unii Europejskiej, tworzone są małe wiejskie przedszkola. Obecnie jest ich około 800, uczęszcza do nich około 9 tys. dzieci. Tworzeniu alternatywnych przedszkoli patronują m.in. Fundacja Rozwoju Dzieci im. Jana Amosa Komeńskiego i Federacja Inicjatyw Oświatowych. Wrześniowa nowelizacja ustawy o systemie oświaty usankcjonowała prawnie istnienie małych przedszkoli.

Zgodnie nowelizacją ustawy o systemie oświaty z września ubiegłego roku i rozporządzenia do niej z stycznia br., możliwe jest tworzenie, obok tradycyjnych przedszkoli i małych przedszkoli, placówek alternatywnych np. zespołów wychowania przedszkolnego i punktów przedszkolnych.

W zespole wychowania przedszkolnego zajęcia mogą być prowadzone tylko w niektóre wybrane robocze dni tygodnia, natomiast w punkcie przedszkolnym - przez wszystkie robocze dni w tygodniu. Minimalny dzienny wymiar zajęć wynosi 3 godziny, a tygodniowy - 12 godzin. Dotyczy to zarówno zespołu wychowania przedszkolnego, jak i punktu przedszkolnego.

W alternatywnych przedszkolach zatrudnieni muszą być wykwalifikowani pedagodzy, ale pozostałe wymagania, np. lokalowe, są mniej rygorystyczne niż dla tradycyjnych przedszkoli. W placówkach tych podstawy programowe wychowania i nauczania będą mogły być realizowane w całości lub w części. Zajęcia - zarówno w zespole wychowania przedszkolnego, jak i w punkcie przedszkolnym - są organizowane w grupach liczących od 3 do 25 dzieci.

Jak przypomniała w czwartek wiceminister edukacji Krystyna Szumilas na tworzenie alternatywnych przedszkoli i wsparcie tzw. małych przedszkoli, które powstały w ostatnich latach, przeznaczono 240 mln euro ze środków Unii Europejskiej na lata 2007-2013.

http://wiadomosci.onet.pl/1705872,11,przedszkole_wazne_zwlaszcza_dla_ubogich_dzieci,item.html

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #89 dnia: Marzec 18, 2008, 10:42:43 am »
Lekarze porównywali polskie dzieci z wzorcem z USA


Ile powinien ważyć 14-letni chłopiec żyjący w mieście i prowadzący aktywny tryb życia? Na to pytanie trudno odpowiedzieć nawet lekarzom, którzy do tej pory porównywali polskie dzieci z amerykańskim wzorcem - ocenia "Metro".

Co siódme dziecko w Polsce ma problem z nadwagą - wynika z raportu Instytutu Żywności i Żywienia. Do tego lekarzom ciężko jest ustalić prawidłową wagę i właściwe dla niej ciśnienie krwi, bo normy, według których są one oceniane, przywędrowały do nas z USA. W Polsce nigdy takich wzorów nie opracowano. A te zza oceanu nie pasują do warunków, w jakich żyją polskie dzieci.

Różnimy się trybem życia i nawykami żywieniowymi od Amerykanów. Tam jest też duże zróżnicowanie rasowe, a porównywanie budowy ciała Polaków z dziećmi innych ras nie ma sensu - mówi dr Zbigniew Kulaga, kierownik Zakładu Zdrowia Publicznego Centrum Zdrowia Dziecka. Dodaje, że powinniśmy mieć własne normy, według których będziemy mogli określić, jakie są prawidłowy wzrost i waga dziecka w danym wieku.

Do czego nam te polskie normy są potrzebne? Bo tabele z USA wprowadzają polskich lekarzy w błąd. Chociaż na oko widać, że dziecko, które bada lekarz jest np. za grube, to amerykańskie wskaźniki pokazują, że mieści się w normie, więc nie trzeba go leczyć. Efekt? Dziecko i rodzice są spokojni. A skutki otyłości mogą być niebezpieczne.

Dlatego teraz polscy lekarze postanowili sprawdzić, ile dziecko powinno naprawdę ważyć i jakie mieć ciśnienie, żeby w porę zapobiegać chorobom. Przy wsparciu UE (dało 600 tys. euro) Centrum Zdrowia Dziecka przebada młodych Polaków.

Pomysł jest prosty - lekarze przyjrzą się 15 tys. uczniów z podstawówek, gimnazjów i liceów. Sprawdzą wzrost, wagę, obwód klatki piersiowej i pasa. Opracowania trafią do gabinetów lekarskich i szkolnych pielęgniarek jeszcze w tym roku.

Nie będzie już pomyłek. Lekarze będą mieć pewność, że w porę wykrywają nadwagę i nadciśnienie dziecka. I będą mogli szybko zacząć dziecko leczyć - zachwala projekt Zbigniew Kulaga.

Do tej pory przebadano tysiąc dzieci, kilka lat wstecz pilotażowo podobne analizy przeprowadzono w Łodzi. Okazuje się, że ze zdrowiem polskich uczniów jest gorzej, niż podpowiadały amerykańskie normy. (PAP)



wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #90 dnia: Kwiecień 02, 2008, 11:37:25 am »
Jak przeciąć pępowinę?


Zaczyna się od wiązania butów i wkładania dwóch nóg do jednej rajstopy. Nauka samodzielności trwa bardzo długo, niektórzy nie mogą jej osiągnąć nawet do końca życia. Bo potknęli się na którymś z progów do samodzielności.


Próg I - matka

To najważniejsza osoba w nauce samodzielności. Już od 6 miesiąca życia zaczynamy się od niej oddalać i wybijać na samodzielność. Od tego jak zareaguje na nasze jedzenie rosołu ręką w wieku lat dwóch, może zależeć jakaś część naszego dalszego życia. Są trzy złe postawy matek i tylko jedna dobra. Marta ma 20 lat. Ostatnio szef wysłał ją w delegację do Krakowa. Ale ona boi się samodzielnych podróży. Pamięta pierwszą, miała 4 lata, wysłano ją pod opieką pani z przedziału, do babci na wieś. Bardzo się bała, po przyjeździe rozchorowała się. Do Krakowa Marta nie pojechała. Udała, że jest chora. Matka Marty chciała ją usamodzielnić bardzo szybko i na siłę. Natury nie da się oszukać, pewnych rzeczy nie wolno przyśpieszać.

Kasia ma 18 lat. Jej matka potrafi powiedzieć, gdy Kasia wychodzi na imprezę: „Tylko wracaj szybko, bo mamusia będzie płakała”. Tak samo mówiła kiedyś, gdy córka schodziła się pobawić na podwórko. I Kasia zawsze wracała i wraca szybko do domu. Choć często żal jej opuszczać rozbawionych kumpli. Ale jeszcze bardziej żal jej matki. Nie wie, że matka nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że Kasia mogłaby się usamodzielnić, jej maleństwo nigdy nie stanie się dorosłe. Świadomie lub nie, wzbudzając poczucie winy, nie pozwala na samodzielność.

Trzecia grupa matek przesyła dziecku sprzeczne komunikaty, np. słowami pozwala na wiele, ale mimiką, gestami, całym zachowaniem nie pozwala na odejście. I to jest najbardziej niebezpieczne; najbardziej zaburza nasz rozwój sytuacja, w której zupełnie nie wiemy o co tak naprawdę chodzi.Najłatwiej było uczyć się samodzielności tym z nas, którym pozwalano na nią we właściwym czasie i na właściwą skalę. Ludzie, którzy wierzą niezachwianie we własne możliwości, mieli z pewnością bardzo mądre matki.

Próg II - dojrzewanie

Kiedy zaczynają szaleć hormony samodzielne kroki podejmujemy nawet na siłę. Buntujemy się przeciw wszystkim i wszystkiemu. I tak być powinno, naprawdę jest źle wtedy, gdy nie ma się przeciw czemu buntować.Tomek ma bardzo liberalną matkę. Nigdy nie ingerowała, np. w sposób w jaki się ubierał. Sam zaczął więc kontrolować sposób w jaki ona się ubiera. Miał pretensję, że nigdy na siłę nie sadza go do lekcji, choć inni rodzice na swoich dzieciach to wymuszają. Brak sytuacji, przeciwko którym można się zbuntować bywa czasem gorszy niż rygorystyczne wychowanie. Asertywność, walkę o własne zdanie, trzeba ćwiczyć. To prowadzi do samodzielnych decyzji, poglądów, sposobów zachowania.

Próg III - niekonsekwencja rodziców

Rodzina powinna pozwalać na samodzielność. Nauka samodzielności jest procesem powolnym i nie można jej przeprowadzić z dnia na dzień. Samodzielność stopniowa to, np. przestać się dopytywać gdzie syn idzie, ale musi za to powiedzieć, o której wróci. Tymczasem rodzice często są niekonsekwentni i albo wzmagają kontrolę, albo pozwalają na zupełny luz, oba podejścia są złe. Ważne jest jasne określenie granic. Bardzo często u psychologów pojawiają się rodzice z nastoletnimi synami. Pozwalali im na swobodę, ale teraz, pod wpływem mediów, tego co dzieje się na ulicy, zaczynają dokręcać śrubę. To błąd. Młody człowiek nie wie co się dzieje.

Próg IV - wyjazd z domu


Trudny przeskok do samodzielności to wyjazdy z domu. Anka przez całe życie była chowana pod kloszem. Nie buntowała się, bo było jej wygodnie. Kiedy znalazła się na studiach, poczuła się jak ptak wyrzucony z gniazda. Nagle została sama daleko od domu, wśród obcych ludzi, w nowym mieszkaniu. Widziała, że koledzy wokół niej kipią szczęściem, bo w końcu uciekli spod kurateli rodziców. Ona cierpiała z tego powodu, zaczęło jej przychodzić do głowy, że może jest nienormalna. Anka powieliła sytuację dziecka, które pierwszy raz idzie do przedszkola, tyle tylko, że nie bardzo mogła z niego uciec. Postąpiono z nią jak z noworodkiem, któremu od razu odcina się pępowinę.

Dziś już wiadomo, że nawet z tym trzeba poczekać, pozwolić ochłonąć po szoku zachłyśnięcia się pierwszy raz powietrzem. Przede wszystkim powinno się pamiętać, że to co przeżywamy w sytuacji takiej, jak u Anki, to nie patologia. Tylko opóźnione dojrzewanie do samodzielności, spowodowane wyhamowaniem gdzieś po drodze. Szok można złagodzić przegadaniem wszystkiego z rodzicami, częstymi telefonami do domu, kontakt głosowy jest tu tak samo ważny, jak dla trzyletniego dziecka, które uspokojone głosem matki, bawi się samo w pokoju.

Próg V - pieniądze

Jola i Jurek od pół roku są małżeństwem. Oboje jeszcze studiują. Mieszkają razem z rodzicami Joli i jej bratem w M-4. Starają się nie wchodzić sobie w drogę, ale trudno ciągle nie natykać się na siebie w jednej kuchni i łazience. Bezkonfliktowe mieszkanie staje się niemożliwe. Ostatnio pokłócili się z rodzicami, którzy zaczęli im wyrzucać, że za późno wracają do domu, że niepotrzebnie kupili sobie własny telewizor.

 To nasza polska specyfika, że młodzi ludzie ze względów ekonomicznych nie mogą się usamodzielnić. Wiadomo, że psychicznie jesteśmy związani z rodzicami przez całe życie, ale fizyczne odejście w pewnym momencie jest konieczne dla zdrowia psychicznego jednych i drugich. Gorzka prawda jest jednak taka, że dopóki nie dysponujemy własnymi pieniędzmi, nie będziemy do końca samodzielni. To, że ktoś nas utrzymuje, daje mu pewne prawa w stosunku do nas, a nam w stosunku do niego narzuca pewne obowiązki.

Próg VI - odpowiedzialność

Iwona zawsze była niespokojnym duchem. Pierwsza do wywrotowych numerów w klasie i poza nią. Rodzice zupełnie przestali sobie z nią radzić. Nie zdała matury. Po wakacjach wyjechała do innego miasta, do szkoły policealnej. Zamieszkała z koleżanką. I jakoś zupełnie przeszła jej ochota do wygłupów. Zaczęła kontrolować sama siebie. Bo samodzielność jak najściślej łączy się z odpowiedzialnością. Wszyscy chcemy być samodzielni, ale jak przychodzi do brania odpowiedzialności za siebie, robimy czasem krok do tyłu. Fajnie być samodzielnym, dopóki to nie sprawia żadnych kłopotów. Są też tacy, którzy po kilku próbach samodzielnych decyzji czy samodzielnego życia, rezygnują z niej. Właśnie dlatego, że wiąże się z odpowiedzialnością.

Próg VII - poczucie wolności


Tak naprawdę, dlaczego tak bardzo chcemy być samodzielni? Bo samodzielność to poczucie wolności. Każdy chce być wolny. To, że nie każdemu z nas pozwolono na to, może mieć niewesołe konsekwencje, np. w pracy zawodowej. Irek ma 27 lat od zawsze mieszkał tylko z matką. Ona mu pierze, gotuje, sprząta. Odkąd pamięta wyręczała go we wszystkim. Gdy sam próbował w dzieciństwie wiązać buty, zawsze go strofowała, że robi to źle, kończyło się na tym, że to ona wiązała zgrabne kokardki.

Podświadomie odbierał informację: twoja samodzielność jest do niczego, jak już coś robisz to zawsze nie tak jak trzeba. Dziś Irek jest doskonałym informatykiem, bardzo cenionym w pracy. Ostatnio był jednym z kandydatów na szefa działu. Nie awansował, bo jak przyszło do podejmowania samodzielnych decyzji - klapa. Sam Irek twierdzi, że nie dlatego, że nie umie ich podejmować, ale dlatego, że się boi.


wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #91 dnia: Kwiecień 02, 2008, 12:15:52 pm »
Mówienie do siebie pomaga


Część rodziców niepokoi się, gdy ich małe dziecko coś do siebie mówi. Tymczasem powinni je do tego zachęcać...


 Adam Winsler, profesor psychologii z George Mason University, wykazał, że 5-latki lepiej wypadają w zadaniach ruchowych, gdy mówią na głos, niż gdy siedzą cichutko jak myszka pod miotłą. Nie ma znaczenia, czy mówienie to inicjatywa własna, czy wynik zachęcania przez dorosłego.

Winsler twierdzi, że warto się przysłuchiwać temu, o czym opowiada maluch, bo to fantastyczne sposób na zrozumienie tego, co dzieje się w małej główce.


W ramach swojego studium badacz wykazał, że 78 proc. mówiących do siebie przedszkolaków wypadało lepiej lub co najmniej tak samo, jak podczas pracy w ciszy. Okazało się także, że dzieci z zaburzeniami zachowania, na przykład z ADHD, mówią do siebie częściej niż inne brzdące.

Psycholog zwraca uwagę na fakt, że nauczyciele próbują często uspokajać niesforne dzieci, bojąc się, że mówienie na głos będzie wywoływać problemy z zachowaniem. Tymczasem jeśli nie przeszkadza ono pozostałym uczniom, w rzeczywistości może promować rozwój "trudnych" dzieci.

Mówienie do siebie nazywa się fachowo mową egocentryczną. Termin ten został wprowadzony przez szwajcarskiego psychologa i pedagoga Jeana Piageta. Według niego, maluch posługuje się nią aż do wieku szkolnego. Dopiero na jej "fundamencie" kształtuje się tzw. mowa uspołeczniona.

Mowa egocentryczna to mówienia do i dla siebie. Psycholodzy uznają, że pomaga dziecku w uporządkowaniu toku myślenia i wykonywania czynności. Towarzyszy głównie zabawom. Maluch komentuje to, co robi, zachęca się, ośmiela, a słowa pełnią wyraźną funkcję regulującą.

Profesor z George Mason University obserwował zachowanie dzieci autystycznych. Te, które były upośledzone w mniejszym stopniu, także często posługiwały się mową egocentryczną. Robiły to dokładnie w tym samym celu, co maluchy zdrowe. - Dzieci autystyczne mają problemy z zewnętrzną mową społeczną, dlatego psycholodzy założyli, że mowa egocentryczna również będzie zaburzona. Nasze studium wykazało jednak, że to nieprawda - pisze.

Źródło informacji: kopalnia wiedzy
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #92 dnia: Kwiecień 06, 2008, 04:02:00 pm »
Wspierać, nie zmuszać

Tekst Justyna Dąbrowska

W dzisiejszym świecie wykształcenie odgrywa coraz większą rolę. Modna staje się wczesna edukacja. Czy jednak nie pozbawia dziecka szczęśliwego dzieciństwa? Jak najlepiej wykorzystać czas, gdy umysł jest tak otwarty i chłonny? Jak wspomagać rozwój, a nie zmuszać dziecka do tego, na co nie ma ochoty? Odpowiadamy na pytania, które zadają sobie rodzice.

Zmysły

Pierwsze miesiące

W tym czasie każdy bodziec docierający do dziecka stymuluje jakiś zmysł. Ważne, by bodźców nie było ani zbyt wiele (bo to męczy), ani zbyt mało (bo to nudzi). Niemowlę najbardziej lubi wpatrywać się w twoją twarz. Nad łóżeczkiem warto mu powiesić pastelowe mobile (mogą grać cichą melodyjkę). Mów do dziecka, nawet jeśli masz wrażenie, że nic nie rozumie. Wkrótce zacznie reagować gardłowym "guuu".

Półrocze

Dziecko z zaciekawieniem śledzi poruszające się przedmioty. Idealną zabawką będzie teraz specjalne nietłukące się lusterko dla niemowląt. Dziecko chętnie słucha spokojnej, kojącej muzyki i na swój sposób "podśpiewuje" do wtóru. Wszystko, co może, wkłada do ust - koi w ten sposób ból dziąseł podrażnionych ząbkowaniem, ale też poznaje nowe przedmioty. Dotyk możesz ćwiczyć, pokazując dziecku różne faktury - gładkie, szorstkie, futerkowe, porowate.

12 miesięcy

Zapachy z dzieciństwa zapadają głęboko w pamięć. Kiedy po latach czujesz aromat drożdżowego placka pieczonego przez babcię, przypomina ci się klimat pierwszych lat życia. Postaraj się, by twoje dziecko otaczały miłe, naturalne zapachy - ziół, domowych potraw, kwiatów.

Powyżej roku

Wzrok dziecka jest zmysłem najbardziej atakowanym przez zewnętrzne bodźce. Kolorowe książeczki i zabawki edukacyjne rozwijają, ale spróbuj nie zaniedbywać zmysłu dotyku i słuchu. Pobudza je ugniatanie i wałkowanie ładnie pachnących, miękkich tworzyw. Baw się więc z dzieckiem miękką gliną (można ją kupić w sklepach dla plastyków), ciastoliną, woskiem.


Ruch

Pierwsze miesiące

Wkładaj maluchowi luźne śpioszki. Gdy tylko jest ciepło, rozbieraj go, żeby mógł swobodnie poruszać rączkami i nóżkami. Fikając, wzmocni mięśnie używane potem przy chodzeniu. Staraj się, by często miał gołe stópki. Codziennie masuj go przed snem - rozluźni się i nabierze ochoty do ruszania się następnego dnia.

Półrocze

Dbaj, by twoje niemowlę musiało się wyciągać, żeby po coś sięgnąć. Staraj się, żeby jak najrzadziej przebywało w kojcu. Przyda się natomiast huśtawka na sprężynie, w której maluch może spędzać sporo czasu. Nie używaj chodzika. Zachęcaj do pełzania i raczkowania, bo jedno i drugie bardzo wzmacnia mięśnie.

12 miesięcy

Jeśli dziecko zaczęło już chodzić, podaruj mu zabawkę do pchania lub pojazd-jeździdełko. Puszczaj maluchowi swoje ulubione płyty i zachęcaj do tańczenia (polecamy reggae).

Powyżej roku

Pozwól dziecku bez pomocy wchodzić na niskie krzesełko i schodzić z niego. Bawcie się piłką - turlaj ją po podłodze i zachęcaj malucha do kopania jej. Kup (np. w Ikei) tunel, przez który dziecko może się przeczołgiwać. Możesz też sama zrobić taki tunel z połączonych ze sobą dużych kartonów. Wybierzcie się razem na basen z ozonowaną wodą. Włóż dziecku kostium z pływaczkami lub załóż mu rękawki i bawcie się razem w wodzie.


Koordynacja

Pierwsze miesiące

Dziecko stopniowo uzmysławia sobie, że ma ręce i że można z nich zrobić jakiś użytek. Uzyskanie umiejętności koordynowania tego, co rozkaże mózg, z tym, co widzi oko, i tym, co wykonuje ręka, wymaga ogromnego wysiłku i setek prób. Ten proces trwa jeszcze w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Małe niemowlę ćwiczy koordynację, bawiąc się po prostu swoimi rączkami. Pomożesz mu, głaszcząc często małe rączki, wkładając mu w dłoń niezbyt duże, kolorowe przedmioty.

Półrocze

Zachęcaj dziecko do sięgania po przedmioty, które widzi. Pamiętaj, by ćwiczyć obie rączki. Podawaj maluchowi jedną zabawkę za drugą, zachęcając, by używało wolnej ręki do chwytania, a drugiej do trzymania. Wkrótce nauczy ci się odwzajemniać i też coś podawać. Bawcie się w kosi-kosi i "sroczka kaszkę warzyła".

12 miesięcy

Pozwól dziecku, by samo jadło. Niech chwyta małe kawałki jedzenia i podnosi je do buzi. To znakomite ćwiczenie na koordynację ruchowo-wzrokową.

Jeśli jesteś zmęczona podnoszeniem przedmiotów, które dziecko upuszcza, przywiąż długą gumą grzechotkę do krzesełka. Wkrótce malec nauczy się sam wciągać zabawkę z powrotem. Wybieraj zabawki pomagające ćwiczyć sprawność ręki (z guzikami, tarczami obrotowymi, dzwoneczkami itp.), a także takie, które zachęcają do wkładania przedmiotów jeden w drugi.

Kiedy dziecko siedzi na podłodze, daj mu plastikowy kubek i łyżeczkę - będzie zapamiętale wkładać łyżeczkę do środka, ucząc się przy tym jednocześnie, czym są oba przedmioty. Zabawa piłeczką ćwiczy koordynację - posadź malca na podłodze i powoli turlaj piłkę w jego stronę.

Powyżej roku

Niech maluch ćwiczy obie ręce. Może zacząć się bawić w sortowanie przedmiotów według kształtów i wkładać je do pojemników z różnymi otworami. Pod koniec drugiego roku życia nie powinno mu to już sprawiać trudności. Przydadzą się proste układanki i telefon-zabawka z obracaną tarczą. Znakomitym ćwiczeniem będzie próba samodzielnego jedzenia łyżką.

Spróbujcie na zmianę pokazywać palcem ilustracje w książeczkach. Już czternastomiesięcznemu dziecku można dać do rączki grubą kredkę i pokazać, że przyciśnięta do papieru zostawia ślady.


Poznawanie

Po urodzeniu

Dziecko rodzi się z ogromną gotowością do poznawania świata. Nigdy później nie będzie się uczyło w takim tempie. Zapewniając mu różnorodne możliwości, stymulujesz jego zdolność do nauki, nie przesadzaj jednak z ilością bodźców. Bądź uważną obserwatorką i staraj się dobrze poznać swojego malucha. Jedne dzieci są żądne coraz to nowych doświadczeń, inne uczą się systematycznie i powoli. Póki dziecko jest malutkie, żaden specjalny trening nie jest mu potrzebny. Wystarcza obserwowanie świata dookoła i twoja kojąca obecność.

Półrocze

Mów do dziecka. Opowiadaj, co robisz, nazywaj różne przedmioty. Zacznij się bawić w chowanie przedmiotów pod pieluszką i pytaj: "Gdzie jest miś?". Z czasem dziecko zacznie samo zdejmować pieluszkę i odnajdywać przedmiot. Oglądajcie wspólnie książeczki z obrazkami, nazywaj to, co widzisz.

12 miesięcy

Dziecko zaczyna rozumieć proste polecenia. Proś o przyniesienie zabawki, podanie książeczki. Zabawek nie musi być dużo, ważne, żeby były różnorodne. Kiedy jakaś zabawka się znudzi, schowaj ją i daj znów po tygodniu, dwóch; wzbudzi zachwyt jak nowa. Nie kupuj skomplikowanych zabawek edukacyjnych - ty sama jesteś najlepszym nauczycielem. Dziecko uczy się przede wszystkim, patrząc i naśladując.

Powyżej roku

Zabieraj malca ze sobą, gdzie tylko można. Ćwicz jego pamięć, pytając, gdzie są przedmioty, które mają w domu stałe miejsce. Rozwijaj słownictwo - opisuj części ciała, nazywaj zwierzęta i postaci w książeczce. Pozwalaj dziecku, by próbowało samodzielnie poradzić sobie z prostym zadaniem (np. układanką). Nie przejmuj się ewentualnymi niepowodzeniami, nie wyręczaj we wszystkim, ingeruj tylko wtedy, kiedy jest już wyraźnie zniecierpliwione. Zachęcaj do zabawy piaskiem, wodą, gliną, tkaninami. Pod koniec drugiego roku życia kup nietoksyczne farby i pokaż, że można malować dłońmi i stopami.


Emocje

Po urodzeniu

Maleńkie dziecko będzie się dobrze rozwijać emocjonalnie, jeśli nabierze poczucia bezpieczeństwa. Zapewni mu je jedna kochająca osoba stale przy nim obecna. Taka, która w większości sytuacji nie zawodzi, przychodzi, gdy się ją woła - daje poczucie, że jest i czuwa. Niemowlęciu do szczęścia wystarczy, jeśli odprężona i pogodzona z własną niedoskonałością zaspokajasz jego podstawowe potrzeby - jest mu ciepło, czuje się syte i spokojne. Gdy maluch czuje się bezpiecznie, nabiera otwartego, pozytywnego stosunku do świata i ludzi.

Półrocze

Dziecko coraz bardziej interesuje się innymi osobami, choć traktuje je podobnie jak otaczające przedmioty. Nadal czuje się przywiązane do najbliższych osób, które się nim opiekują. Nie wciskaj go na siłę w ramiona innych (będzie się tego bało zwłaszcza około 8. miesiąca życia) ani nie zostawiaj samego, gdy jest smutne albo przestraszone.

12 miesięcy

W życiu malca zachodzi wielka zmiana. Zaczyna chodzić. Może się oddalić od ciebie - również emocjonalnie. Te pierwsze nieśmiałe kroki ku samodzielności wytyczają drogę, którą dziecko będzie szło przez następne kilkanaście lat. Trzeba zdobyć się na cierpliwość. Być w pobliżu, a jednocześnie wytrzymywać próby samodzielnego działania. W utrzymaniu dobrej, pogodnej atmosfery w domu pomoże regularność codziennych zajęć.

Powyżej roku

Przyjmuj pomoc dziecka, nawet jeśli to dodatkowy kłopot. Kiedy przekracza dozwolone granice, mów "nie" spokojnie, stanowczo i konsekwentnie. To nic, że czasami wpada w złość, krzyczy i płacze. Ma prawo sprawdzać granice twojej cierpliwości, a ty masz prawo uczyć go cywilizowanych sposobów wyrażania złości. Zabieraj malucha na spotkania z mamami, które mają małe dzieci. Nie będzie jeszcze umiał się z nimi bawić, ale zacznie się oswajać z sytuacjami społecznymi. Nie oszukuj, nie przekupuj, nie obiecuj gruszek na wierzbie. Niech dziecko wie, że zawsze, w każdej sytuacji może na tobie polegać.


Z tym nie warto się spieszyć

•  Języki obce.
Psychologowie twierdzą, że dziecko najpierw powinno dobrze opanować język ojczysty - ten, w którym mówią do niego rodzice.

Potem można uczyć (w formie zabawy) języków obcych. Dopiero czterolatki dobrze się bawią, śpiewając angielskie piosenki i recytując obcojęzyczne wyliczanki.

•  Komputery.
 Dla małego dziecka nie jest zdrowe siedzenie w jednym miejscu przed telewizorem albo ekranem komputera. Nawet jeśli ktoś twierdzi, że jakaś gra jest dla dwulatka, zachowaj zdrowy sceptycyzm. Pierwsze programy uczące literek lub cyferek polecić można dopiero przedszkolakom. Wadą gier komputerowych jest też to, że zniechęcają do wysiłku. Dziecko przyzwyczajone do posługiwania się myszką szybciej traci zapał, kiedy musi ćwiczyć skomplikowaną sztukę pisania liter ręcznie.

•  Rozwijanie logiki.
Małe dzieci nie mają umiejętności abstrakcyjnego myślenia. Ćwiczenie ich inteligencji (np. matematycznej) jest bezcelowe. Spowoduje tylko frustrację i odbierze zapał potrzebny na rozwijanie innych umiejętności - ruchowych, emocjonalnych, społecznych.


Korzystałam z książek:
Dorothy Einon, "Nauka od kołyski", wyd. Hannah Publishing
Richard Woolfson, "Zdolne niemowlę", wyd. Muza, Marian Diamond
"Magic trees of the mind", wyd. Dutton, Lise Eliot
"Co tam się dzieje?", wyd. Media Rodzina

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #93 dnia: Kwiecień 17, 2008, 10:30:05 am »
Zabawa poważna sprawa  


Zabawa to fanaberia – uważamy i rezygnujemy z niej bez żalu. Staramy się też, by dzieci nie marnowały na nią zbyt wiele czasu. Psycholodzy nie mają wątpliwości – głupio robimy.


Kiedy następnym razem usłyszysz od swej latorośli: „Pobaw się ze mną...”, nie lekceważ tego. Dzięki zabawie twoje dziecko (a i ty także) stanie się mądrzejsze, sprawniejsze i lepiej przystosowane do zmieniającego się świata. A na tym ci chyba zależy? Dlatego już o zwykłej przyjemności płynącej z zabawy nie wspomnę.

Pułapka bezproduktywności

W naukowym opisie (czynionym zwykle za francuskim socjologiem i filozofem Rogerem Caillois) o zabawie mówi się tak: dobrowolna (to działanie, w którym zarówno udział, jak i rezygnacja z niego są zależne wyłącznie od decyzji uczestnika), wyodrębniona i fikcyjna (zabawa rozgrywa się we własnej przestrzeni, starannie oddzielonej od reszty „normalnego” życia, ma też własne ramy czasowe), zawiera element niepewności, jest ujęta w normy (światem zabawy rządzą konwencje oraz reguły, których przestrzeganie jest warunkiem koniecznym uczestnictwa) i bezproduktywna. Holenderski historyk kultury Johan Huizinga w swej książce „Homo ludens” poświęconej zabawowej stronie ludzkiej kultury dorzuca jeszcze taką cechę jak bezinteresowność, komentując to następująco: „Zabawa znajduje się poza procesem bezpośredniego zaspokajania konieczności i żądz, a nawet ów proces przerywa. Przebiega sama przez się, dokonywana jest dla zadowolenia, jakie mieści się w samym jej dokonywaniu”.

No tak, a więc trudno się dziwić – jak w materialnym świecie nastawionym na zysk, korzyść, produktywność i efekty może się cieszyć poważaniem coś takiego? Dlatego trzebimy zabawę z naszego życia, odzyskując zajęte przez nią połacie wolnego czasu, które szybko zarastają kolejnymi obowiązkami. Podłączamy ją pod rozmaite cele (integracja zespołu, rozwój osobowości, poprawa kondycji fizycznej itp.), przyczyniając się do poważnej korozji jej idei.

To nasze podejście do życia, które nakazuje robienie czegoś po coś, a nie dla samej przyjemności, doprowadziło do tego, że psycholodzy w trosce o los zabawy zaczęli szukać dowodów na jej konieczność, realność, silne osadzeni w rzeczywistości oraz produktywność. I trzeba przyznać, że sporo znaleźli.

No bo czemu służy coś tak absurdalnego jak zabawa? – pytali poirytowani naukowcy. To fanaberia, ekstrawagancja-. Spójrzmy obiektywnie: pochłania ogromną ilość energii (nawet do 15 procent dziennego poboru kalorii), sprzyja kontuzjom i jest zwykle hałaśliwa. W świecie zwierząt bawią się głównie ssaki (patrz ramka na s. 54). Robią to, choć jest wiele powodów, dla których nie powinny. Wykorzystując zużywaną do zabaw energię, mogłyby szybciej rosnąć, lepiej się rozwijać. Poza tym zabawa jest po prostu niebezpieczna. Robert Harcourt, zoolog z Macquarie University w Sydney, spędził dziewięć miesięcy na obserwacji życia fok u wybrzeży Peru. Obliczył, że na 102 młode foki zaatakowane przez lwy morskie spośród 26 zabitych 22 zwierzęta zginęły właśnie podczas zabawy.

Dlaczego zatem zabawa istnieje? – Ma funkcje adaptacyjne, a w każdym razie mu-szą z niej płynąć korzyści, które wynagradzają straty – tłumaczy antropolog z Uniwersytetu Wrocławskiego i Polskiej Akademii Nauk, profesor Bogusław Pawłowski.

Koncepcji jest kilka. Po pierwsze – przygotowanie do dorosłości. Młode zwierzęta wypróbowują w zabawie, w bezpiecznym środowisku, rozmaite zachowania potrzebne potem do przetrwania: ucieczkę, walkę, bijatykę z rywalem, skradanie się. W zabawie konsekwencje błędu nie są duże. W dorosłym życiu mogłyby być śmiertelne. Częste powtarzanie określonych ruchów wyrabia „pamięć mięśni” – odruch. Brzmi to logicznie, prawda?

Tylko że ruchy wykonywane podczas zabawy wcale nie są identyczne jak te w prawdziwym świecie. Tuż przed zadaniem zabójczego ciosu łapa zwalnia, napastnik za chwilę zmienia się w ofiarę, uciekinier w ścigającego. Do czego więc służy ta zabawa? A co by się stało, gdyby zwierzętom nie pozwolić się bawić? Czy nie umiałyby polować, bić się, uciekać? Te wątpliwości pojawiły się w głowie T.M. Caro, badacza z University of St Andrews. Do rozwiania ich zaangażował kilkanaście rozbrykanych małych kotów. 11 z nich pozwolono na zabawy w łowy na niby, 8 zaś miało spędzić dzieciństwo, siedząc grzecznie na ogonkach. I co? I nic. Wcale nie wpłynęło to na ich zdolności łowieckie w starszym wieku.

O co więc, kurczę, chodzi w tej zabawie?

Kalibracja mózgu


Na pewien trop wpadł amerykański zoolog John Byers. Przez parę lat obserwował brykanie jelonków, antylop i kózek, szukając w nim celowości. Jednak poza kilkoma wypadkami zsunięcia się rozbawionych zwierząt ze skalnej grani w przepaść niczego się nie dopatrzył. Sfrustrowany zaszył się w bibliotece. Tam odkrył, że wykres „zabawowości” niemal wszystkich zwierząt przypomina odwróconą literę U. Maksimum chęci do zabawy osiągane jest w dzieciństwie i wczesnej młodości, prawie całkowicie zanikając w wieku dorosłym. Pewnego dnia, wertując bezmyślnie książki poświęcone rozwojowi myszy, zobaczył ten wykres po raz kolejny. Nie dotyczył on jednak skłonności do zabawy, mimo że niemal się z nią pokrywał. Przedstawiał natomiast... rozwój części mysiego mózgu – móżdżku. Ta struktura odpowiada za koordynację ruchów i utrzymanie równowagi. Móżdżek dostaje informacje z ośrodków mózgu, analizuje je i moduluje tak, aby ruchy były płynne i dokładne. Decyduje, które mięśnie mają się kurczyć, a których odruch rozciągania ma być zahamowany. Móżdżek także stale kontroluje przebieg ruchu i wprowadza do niego automatyczne poprawki. Tak samo jak u myszy móżdżek rozwija się u szczurów, kotów, małp, no i u ludzi. „Zabawa jest potrzebna do jego prawidłowego rozwoju – wywnioskował Byers. – Móżdżek potrzebuje zaangażowania całego ciała, by się dobrze wykalibrować”.

To był trop. Wielu naukowców zaczęło grzebać w mózgach, szukając tam śladów zabawy. Kanadyjczyk Sergio Pellis, neurobiolog z University of Lethbridge w Alberta, zauważył (na szczęście u szczurów, nie u ludzkich dzieci), że pozbawienie młodych istot możliwości zabawy zahamowuje rozwój przedczołowych płatów kory mózgowej. Te zaś odpowiadają za wyższe funkcje poznawcze, takie jak planowanie, kontrolowanie emocji, oraz za zachowania społeczne. Czy podobnie działa to u ludzi?

Zabawy terapeutyczne

– Badania pokazują, że dorośli, którzy w wieku przedszkolnym nie mogli swobodnie się bawić, byli „niewybawionymi” dziećmi, cierpią na rodzaj małej patologii – mówi psycholog rozwojowy, profesor Anna Brzezińska z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej w Warszawie. – Z takich dzieci wyrastają ludzie- mało twórczy. Tacy, którzy źle się czują w sytuacjach wymagających szybkiej adaptacji, mają pewną sztywność w zachowaniu i kłopoty w kontaktach z ludźmi, zwłaszcza kiedy sytuacja nie jest jasno określona.


wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #94 dnia: Czerwiec 18, 2008, 11:22:09 am »
Dlaczego chodzą na czworakach?

Mutacja pewnego genu powoduje, że ludzie zaczynają się poruszać na czworakach. Do tej pory naukowcy nie doszli jednak do porozumienia, w jaki sposób zaburzenie jego działania nie dopuszcza do chodzenia w pozycji wyprostowanej.

O tym, że istnieją ludzie posługujący się przy chodzeniu zarówno nogami, jak i rękoma, świat dowiedział się dzięki dokumentowi telewizji BBC2 z 2006 roku (The Family That Walks On All Fours). Przedstawiono w nim kilku członków tureckiej rodziny Ulas, u których stwierdzono tę dziwną przypadłość. Wszyscy oni byli upośledzeni umysłowo i mieli problemy z utrzymaniem równowagi. Po jego wyemitowaniu pojawiły się doniesienia o czworonożnych ludziach z innych części świata, w tym z Brazylii i Iraku.

Opisywane osoby poruszają się w sposób określany mianem niedźwiedziego raczkowania (ang. bear crawl). Wygląda ono podobnie do zwykłego raczkowania, tylko nogi są ułożone inaczej. Delikwent nie przesuwa się na kolanach, lecz stawia stopy na ziemi (tak jak dłonie). Jego ciało wygina się w łuk.

Co powoduje, że ludzie przestają się poruszać jak ludzie? Przed dwoma laty Uner Tan z Çukurova University w Adanie postulował, że osoby czworonożne cofają się do etapu ewolucyjnego poprzedzającego przyjęcie postawy wyprostowanej (International Journal of Neuriscience). Turek ukuł nawet termin "dewolucja". Jego biegający na czterech kończynach rodacy byliby więc ofiarami zmutowania genów (lub genu) umożliwiających spionizowanie ciała. Oprócz wymienionych wcześniej cech, zespół Unera Tana obejmował zbliżony do małp człekokształtnych stosunek długości rąk i nóg.

Fenomen badał też psycholog Nicholas Humphrey z London School of Economics. W zupełności nie zgadzał się on jednak z Tanem. Stwierdził nawet, że tezy Turka nie mają sensu z genetycznego i ewolucyjnego punktu widzenia. Wg niego, osoby cierpiące na opisywane zaburzenie mają uogólnione problemy z utrzymaniem równowagi. Ponieważ nie leczono ich w odpowiedni sposób, muszą się poruszać na czworakach. Gdyby dać im chodzik, potrafiłyby stanąć, a nawet się przemieszczać.

W Barcelonie odbyło się spotkanie Europejskiego Stowarzyszenia Genetyki Człowieka. Tayfun Özçelik i zespół z Bilkent University w Ankarze badali 4 tureckie rodziny z przypadkami czworonożności. U członków dwóch z nich odkryto mutację w genie VLDLR. Koduje on białko – receptor lipoprotein o bardzo małej gęstości - niezwykle istotne z punktu widzenia prawidłowego rozwoju układu nerwowego.

W artykule, który ukazał się w marcu w Proceedings of the National Academy of Sciences USA, Özçelik dywaguje, że białko VLDLR musi wpływać na zdolność do przyjęcia postawy wyprostowanej. Inni naukowcy, m.in. wspominany już wcześniej Humphrey, sądzą jednak, że mutacje w VLDLR oddziałują na ogólny rozwój mózgu, a zwłaszcza móżdżku.

Humphrey podkreśla, że jego zespół także natrafił na mutacje genu VLDLR u części czworonożnych pacjentów. Brytyjczycy inaczej wyjaśniają jednak "przebieg wydarzeń". Sądzą np., że dochodzi do niedorozwoju móżdżku. Niekoniecznie musi to być część związana z nauką chodzenia, ale z równowagą i zdolnością wyprostowania się.

Turek odparowuje, że do tej pory opisano wiele chorób zaburzających zmysł równowagi, żadna nie prowadziła jednak do czworonożności. Niektóre uwzględnione przez niego osoby miały częsty kontakt z wieloma lekarzami (część odwiedziła gabinety ponad 10 medyków). Chodzik czasem pomagał, ale chorzy przestawali z niego korzystać i ponownie zaczynali się przemieszczać na czworakach.

Mutacje VLDLR to nie jedyna przyczyna zespołu. W różnych rodzinach zaburzenie jest powiązane z różnymi chromosomami. Poza tym opisano przypadki ludzi z mutacjami VLDLR, którzy chodzili na dwóch nogach, choć był to chód chwiejny.

kopalnia wiedzy
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

yogisia

  • Gość
pouczająca lektura
« Odpowiedź #95 dnia: Lipiec 21, 2008, 03:19:52 pm »
Mój ostatni zakup, żałuję, że dopiero teraz wpadło mi w łapki, bo fajne bardzo:

Jagoda Cieszyńska, Marta Korendo, Wczesna interwencja terapeutyczna, stymulacja rozwoju dziecka od noworodka do 6 roku życia, , Wydawnictwo Edukacyjne, Kraków, 2008

Książka przeznaczona jest dla terapeutów, logopedów, pedagogów, nauczycieli przedszkoli, rodziców i opiekunów dzieci zdrowych oraz dzieci z różnymi zaburzeniami rozwojowymi. Opisuje w sposób przystępny wszystkie sfery rozwojowe dzieci od pierwszego miesiąca do zakończenia szóstego roku życia (tj. motoryka, spostrzeganie wzrokowe, słuchowe, mowa, zabawa, także rozwój społeczny). Podaje wiele przykładów ćwiczeń stymulujących dla każdego etapu rozwojowego. Dodatkowo posiada rozdział zawierający wskazówki dotyczące wczesnej nauki czytania. Autorki są terapeutkami z wieloletnim doświadczeniem zdobytym w pracy z dziećmi z zaburzeniami rozwoju mowy oraz z różnorodnymi zespołami chorobowymi.
cyt. za http://www.edukacyjna.pl

Tu można zobaczyć okładkę :)

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #96 dnia: Lipiec 21, 2008, 04:22:15 pm »
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

yogisia

  • Gość
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #97 dnia: Lipiec 21, 2008, 08:23:46 pm »
Tak, w tej książce, o której pisałam jest tez rozdział o uczeniu czytania i o "Lubię czytać" - wygląda bardzo ciekawie, jeszcze się w te kwestie nie wgłębiałam, bo Ela nie na tym etapie....

A cała "Wczesna interwencja.." jest - moim zdaniem laika - bardzo dobrym elementarzem. Mnie bardzo by się taki przydał 2 lata temu, niestety trafiłam na niego niedawno (zresztą ta książka akurat wydana w 2008 :)

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #98 dnia: Październik 03, 2008, 03:30:09 pm »
Seksualni od maleńkości


Dziecko, tak jak dorosły, jest istotą seksualną. Dlatego od najmłodszych lat interesują je „te” sprawy. Pytanie tylko, które z dziecięcych zachowań seksualnych są w ich rozwoju czymś oczywistym i normalnym, a które powinny wzbudzić nasz niepokój?


Rodzice kilkuletnich dzieci przychodzą do poradni i zaczynają rozmowę z wyraźnym zakłopotaniem: „Nie wiemy co robić, jak się zachować, bo nasze dziecko, no wie pani..., ojej! Ono jeszcze jest takie małe, a już...”. Dopytywani, jakie zachowania dziecka budzą ich niepokój, z trudnością wyznają: „Ono tak jakby... masturbuje się”. Kiedy mówię, że takie zachowanie nie jest niczym nieprawidłowym, oddychają z ulgą, ale w ich oczach widać zdziwienie.

Rodzicom trudno przyjąć, że ich dziecko jest istotą seksualną. Choć dziś częściej mówi się o seksualności, to i tak w wielu rodzinach jest ona tematem tabu. A przecież seksualny rozwój biologiczny następuje właściwie już w okresie płodowym, kiedy rozpoczyna się identyfikacja płciowa człowieka. Różnicowanie się cech płciowych zaczyna się w 45. dniu życia płodowego i trwa do pokwitania. Do 45. dnia ciąży zarodki, niezależnie czy to jest dziewczynka, czy chłopiec, rozwijają się jednakowo, różnią się tylko chromosomami. Pomiędzy 8. a 10. tygodniem życia płodowego u płodu o genotypie XY rozwijają się m.in. nadjądrza, nasieniowody, między 11. a 15. tygodniem prącie i moszna. To wtedy rodzice mogą ujrzeć w obrazie USG ten „dowód” męskiej płci. W przypadku genotypu XX między 8. a 10. tygodniem życia płodowego rozwijają się jajowody, macica i 2/3 górnej części pochwy, a między 11. a 15. tygodniem kształtują się łechtaczka, wargi sromowe i reszta pochwy. Dzięki najnowszym technikom ultrasonograficznym wiemy, że około 16. tygodnia życia u płodu pojawiają się reakcje seksualne, np. erekcja. Występują one dużo wcześniej niż funkcje oddechowe, które są uruchamiane prawie 12 tygodni później.

Ożenię się z tatą

Rodzice już od pierwszego przytulenia uczą niemowlę, czym jest miłość, ciepło, czułość, cielesność i dotyk. Wczesne fazy rozwoju psychoseksualnego są podstawą późniejszych zachowań seksualnych. W rozwoju tym dziecko przechodzi kolejne etapy fascynacji swoim ciałem. Chłopcy w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy życia odkrywają własne narządy płciowe; nieco wcześniej niż dziewczynki, które dokonują tego odkrycia dwa miesiące później. Zauważają, że dotykanie tych części ciała jest przyjemne. Zygmunt Freud zakładał, że nawet najmniejsze dziecko znajduje się pod wpływem popędów. Według Carla Gustawa Junga, pierwszy rok życia dziecka to kraina zmysłów i instynktów, drugi rok to narodziny indywidualności i zakreślanie własnych granic. Już dwuletnie dziecko odróżnia dziewczynkę od chłopca i kobietę od mężczyzny sugerując się ich fryzurą i ubraniem. Ma również świadomość swojej płci, czyli tego, że jest dziewczynką, jak matka lub chłopcem, jak ojciec. Dwu, trzyletnie dziecko interesuje się tym, jakie pozycje przyjmują chłopcy i dziewczynki podczas oddawania moczu – dziewczynki próbują naśladować chłopców i odwrotnie. W tym okresie życia budzi się ciekawość co do różnic płci w budowie ciała. Dziecko interesuje się własnymi narządami płciowymi, lubi je dotykać, gdy jest rozebrane, lubi również oglądać i dotykać ciała rodziców. Dzieci w tym wieku zapowiadają, że ożenią się z mamą, babcią lub tatą – płeć nie ma znaczenia. W grupie trzylatków pojawiają się pierwsze, najczęściej krótkotrwałe i zmienne, sympatie do dziecka odmiennej płci.

Badania Ireny Obuchowskiej i Andrzeja Jaczewskiego nad zachowaniami dzieci pokazują, że prędzej czy później dochodzi do ekspresji seksualności. Dziecko dotyka swych obszarów genitalnych, chłopcy dotykają członka, dziewczynki – łechtaczki (zachowania masturbacyjne), zdarza się, że podgląda dzieci odmiennej płci, rozbiera je (orientacyjne), podejmuje zabawy seksualne, na przykład w „mamę i tatę”, „doktora” czy „narzeczeństwo” (interakcyjne), a także wymyśla wierszyki o treści seksual­nej, a na rysunkach wyraźnie zaznacza części płciowe.

W Afryce wcześniej

Ujawnienie takich zachowań zależy od reakcji dorosłych oraz kultury, w jakiej wychowuje się dziecko. Badania Otto Kernberga nad seksualnością tzw. prymitywnych kultur w zestawieniu z nielicznymi danymi pochodzącymi z badań przeprowadzonych w krajach Europy Zachodniej pokazują, że w kulturze Zachodu przeważa raczej tendencja do tłumienia ekspresji seksualnej dziecka. Wynikać to może z nadmiernej opieki i kontroli dziecka do około 3. roku życia. Inaczej jest w niektórych kulturach Afryki, gdzie dziecięca ekspresja seksualna jest akceptowana przez dorosłych i traktowana jako naturalny etap rozwoju. Tam zachowania seksualne u dzieci pojawiają się wcześniej niż w kulturach represyjnych, gdzie dopiero okres przedszkolny, jak pisze Maria Beisert, sprzyja bogatej ekspresji.

Nasze dziecko to robi

Najczęstszą formą ekspresji seksualnej dzieci jest masturbacja. Polega ona na stymulowaniu własnego ciała, głównie obszarów erogennych. Różne mogą być jednak jej motywy. Te uznawane za rozwojowe to zyskiwanie przyjemności poprzez dotykanie narządów płciowych (masturbacja rozwojowa) oraz zaspokajanie ciekawości poznawczej (masturbacja eksperymentalna). Niepokojąca jest natomiast sytuacja, gdy poprzez masturbację dziecko chce coś zasygnalizować otoczeniu i szuka w ten sposób rozwiązania swoich problemów (masturbacja instrumentalna).

Jak je odróżnić? Masturbacja rozwojowa prowadzi do doznania przyjemności, stąd chęć jej powtarzania. Dziecko może doznawać przyjemności nie tylko poprzez dotykanie obszarów erogennych, ale również dzięki na przykład rytmicznemu zaciskaniu ud czy pocieraniu kroczem o wybrany przedmiot. Zazwyczaj ukrywa się z tym. Z czasem to zachowanie mija bez szkody dla dziecka, nie wymaga więc żadnej interwencji.

Rzadsza jest masturbacja eksperymentalna. Dziecko nie ukrywa tego, co robi, traktuje masturbację czysto poznawczo. Mniej istotny jest wynik, a bardziej pasjonujący sam proces jego osiągania. Bywa, że dziecko przechodzi od dotykania narządów płciowych do prób wkładania przedmiotów do otworów ciała. Od stymulacji rękami przechodzi do stymulacji przedmiotami, może to być np. wkładanie małych przedmiotów do pochwy czy odbytu. Rodzice powinni wyjaśnić dziecku, że tego typu zachowania stanowią zagrożenie i kategorycznie zakazać zachowań, które są szkodliwe.

Natomiast wymaga interwencji masturbacja instrumentalna. Sygnalizuje ona, że dziecko ma jakiś problem, z którym nie potrafi sobie poradzić. Według Marii Beisert, w ten sposób dziecko może reagować na stres, albo próbować przyciągnąć uwagę rodziców, zajętych młodszym rodzeństwem lub kłócących się. W tego typu masturbacji zachowanie seksualne dziecka służy uzyskaniu zupełnie czegoś innego niż doznanie przyjemności czy zaspokojenie ciekawości poznawczej. Dziecko może w ten sposób komunikować potrzebę bliskości, miłości, czułości, większego zainteresowania, albo stymulacji poznawczej. Wykorzystywanie aktywności seksualnej dla celów pozaseksualnych to przejaw stosowania mechanizmów obronnych zamiast zaradczych. Stwarza też groźbę, że dziecko nauczy się poprzez masturbację radzić sobie ze stresem i trudnościami, zamiast szukać innych, konstruktywnych sposobów ich rozwiązywania. W takiej sytuacji rodzice mogą pomóc dziecku, spędzając z nim więcej czasu na zabawie, przytulając, organizując mu czas wolny.

Rodzice często skupiają się głównie na samej masturbacji. Próbują wyeliminować to zachowanie, zamiast rozpoznać prawdziwą jego przyczynę. Należy zaobserwować, w jaki sposób dziecko się masturbuje, jak często, w jakich okolicznościach, przyjrzeć się, czy w jego zachowaniach jest coś niepokojącego. Można posłużyć się wymyślonymi opowiadaniami, w których bohater zachowuje się podobnie. Dobrze, aby w historyjce było dużo szczegółów opisujących bohatera i jego przygody, tak żeby dziecko mogło sobie to wyobrazić.

Była sobie mała dziewczynka

Bajkę można rozpocząć od nazwania tego, co zaobserwowaliśmy w zachowaniu dziecka. Na przykład jeśli dziecko masturbuje się po powrocie z przedszkola, można opowiedzieć historyjkę:

„Była sobie mała dziewczynka, miała 3,5 roczku, długie, jasne włoski, niebieskie oczka i uśmiechniętą buźkę. Na imię miała Alinka. Pół roku temu Alince urodził się braciszek, który płakał głośno i często. Mama Alinki zdecydowała, że zapisze dziewczynkę do przedszkola, żeby mogła bawić się z innymi dziećmi i odpocząć od płaczu Karolka. Dziewczynka niechętnie zostawała w przedszkolu, płakała, przytulała się mocno do mamy, nie chciała jej puścić. A kiedy wracała po południu do domu, chowała się w swoim pokoiku, przymykała oczka i głaskała się w majteczkach rączką. Nawet wtedy nie słyszała, jak mama wołała ją na jej ulubiony deser, lody śmietankowe z bitą śmietaną i polewą czekoladową...”

Pytamy, czy dziecko też lubi taki deser? I jak myśli, czemu Alinka ucieka do pokoju? Czego chce? Co może czuć? Dalej bajeczka powinna zawierać rozwiązanie, jak można sobie inaczej poradzić w takiej sytuacji. Na przykład, że można narysować to, co się czuje, albo porozmawiać z mamą, przytulić się, wziąć ulubionego miśka na ręce, pomóc w pracach przy braciszku.

Podglądając mamę i tatę

Innym sposobem ekspresji seksualnej u dziecka są zachowania orientacyjne, które pojawiają się między 5. a 6. rokiem życia. Wiążą się one z odkrywaniem przez dziecko i poznawaniem różnic w wyglądzie kobiet i mężczyzn, szukaniem odpowiedzi, po co te różnice występują, czemu służą. Dziecko w tym czasie dokonuje mnóstwa odkryć. Szczególnie koncentruje się na najbliższym otoczeniu: rodzicach, rodzeństwie i rówieśnikach. W tym wieku podgląda też inne dzieci albo dorosłych w łazience. A co zrobić, jeśli dziecko przyłapie rodziców podczas seksu? Celowo używam zwrotu „przyłapie”. Trzeba bowiem zdawać sobie sprawę z tego, że widok kochających się rodziców budzi w dziecku różne skojarzenia, na przykład że tata robi mamie krzywdę, bije ją. Dziecko może czuć lęk, bezradność. Pojawiają się przekonania, że seks to coś niebezpiecznego, agresywnego. Jeżeli zdarzyło się, że dziecko było świadkiem seksu rodziców, należy porozmawiać z nim o tym i wytłumaczyć mu to zachowanie w sposób adekwatny do jego wieku. Można powiedzieć, że rodzice mocno się kochają, tata i mama przytulają się, bo to jest dla nich przyjemne, i że dzięki temu dziecko pojawiło się na świecie.

Dzieci w tym wieku chętnie pokazują swoje ciało (ekshibicjonizm dziecięcy) i porównują je z innymi. Jak reagować na tego typu zachowania dziecka? Swoją postawą w tym czasie rodzice wpływają na postawy dziecka wobec seksualności. Przekazują, jak należy traktować własne ciało. Dobrze jest zachować spokój, okazać aprobatę dla ciała dziecka. A jednocześnie zwrócić mu uwagę, że na co dzień nosimy ubrania, dzięki którym wyglądamy ładniej i chronimy się przed zimnem. Warto opowiedzieć dziecku, w jakich miejscach nagość jest dozwolona – na przykład na plaży, w łazience czy saunie, a w jakich należy okrywać ciało. Nagość rodzica w saunie będzie czymś innym niż nagość w domu. Demonstrowanie nagości przez rodziców na co dzień, na przykład chodzenie nago po mieszkaniu, może w późniejszym wieku spowodować u dziecka wycofanie, rezygnację z jakichkolwiek myśli i działań o podtekście seksualnym. Albo przeciwnie – może rozbuchać dziecięcą seksualność i doprowadzić do tego, że dziecko nie będzie w stanie nawiązywać relacji, które nie są nasycone seksem. Edukacja w zakresie demonstrowania ciała wyznacza granice między dorosłymi a dziećmi, między osobami bliskimi a obcymi. Jest to moment, kiedy dziecko uczy się różnych zasad, na przykład dowiaduje się, że nie można poślubić brata lub siostry.

Zabawa w doktora

Kolejną grupę zachowań seksualnych małych dzieci stanowią zabawy erotyczne. Dziecko bawi się w lekarza, w rodzinę – w tatę i mamę. Zabawy służą zaspokojeniu ciekawości i zdobyciu wiedzy, a także stymulują, dostarczają przyjemności i pozwalają na ekspresję seksualną w kontakcie z rówieśnikami. Najczęściej polegają na oglądaniu narządów płciowych u obojga płci, ich dotykaniu, odgrywaniu roli „małżeństwa”, rzadziej na imitowaniu współżycia seksualnego w ubraniu, a jeszcze rzadziej nago. Zabawy „w doktora” wynikają z chęci poznania odmienności budowy płci. Nie ma w nich nic złego, jeśli dzieci są w tym samym wieku i nie robią sobie krzywdy. Przestaną to robić, gdy zaspokoją ciekawość. Dlatego najlepiej takich zabaw nie zauważać, bo gdy już zauważymy, musimy jakoś zareagować. Można przy okazji spokojnie zrobić wykład o intymności, dorastaniu i seksualności. Jeśli okażemy zaskoczenie lub potępienie, wówczas seks dla dziecka staje się czymś mrocznym i złym, co nie wpływa pozytywnie na jego rozwój psychoseksualny.

Czasem podczas zabaw dziecko powtarza przeżyte sytuacje traumatyczne. Może wówczas ujawniać szczegóły, które wykraczają poza to, co mogło zaobserwować w relacji między matką i ojcem. Nakazuje innemu dziecku, co ma robić. Obiecuje, co mu da, jak to zrobi. Taka zabawa wzbudza w dziecku wiele emocji, w tym negatywnych – lęk, złość. Jeśli rodzaj zabaw wykracza poza normę rozwojową, a dziecko po jej zakończeniu płacze, drży i chowa się, jest to sygnał, że trzeba mu pomóc.

Dziecięca twórczość obejmuje również wykonywanie rysunków, lepienie, rymowanie, układanie wierszyków o treściach seksualnych. Pozwala to dzieciom na bezpieczne, zabawowe wyrażenie i zaspokojenie zainteresowań treściami seksualnymi. Należy pamiętać, że podobnie jak w przypadku zabaw erotycznych, twórczość dziecka może pełnić funkcje diagnostyczne i odzwierciedlać traumatyczne doświadczenia dziecka. Ważnym sygnałem dla dorosłych może być powtarzanie się rysunków, na których widać seks oralny dorosłego mężczyzny z dzieckiem, łzy, chmury, krew. W razie wątpliwości rodzice powinni zgłosić się po pomoc do specjalisty (psychologa, seksuologa).

Czemu chłopcy mają siusiaka?


Wcześniej czy później dzieci zaczynają zadawać rodzicom trudne pytania: „Skąd się wziąłem? Czemu chłopcy mają siusiaka, a dziewczynki nie? Dlaczego oboje rodzice muszą być, aby powstało dziecko?”. Rodzice, słysząc takie pytania, często są skonsternowani. Wpadają w popłoch: jakich słów użyć, jak dziecku odpowiedzieć? Największą potrzebę szczerej rozmowy z rodzicami na tematy z dziedziny seksualnej dziecko odczuwa w wieku 9-10 lat. Ważne, by rodzice umieli rozmawiać z dziećmi na tematy, które je aktualnie interesują, nie unikali rozmów o seksualności. Fakt, że dziecko pyta o seks, nie świadczy o nadmiernym zainteresowaniu tą dziedziną życia, ale o tym, że po prostu jest ciekawe i chce poznać fakty. Kiedy dziecko dopytuje o szczegóły, nie należy unikać rozmowy i udzielać wymijających odpowiedzi. Można na przykład powiedzieć tak:

„Aby powstało dziecko, potrzebny jest mężczyzna i kobieta. Mężczyzna ma narząd (siusiaka, penisa), którym wprowadza do ciała kobiety (poprzez pochwę) nasienie. Jeśli nasienie połączy się w ciele kobiety z malutkim jajeczkiem, powstaje zarodek, z którego rozwinie się dziecko. Będzie ono rosnąć u mamy w specjalnym worku z mięśni zwanym macicą. Czasem ludzie się przytulają i nie mają wcale dzieci. Kobieta co miesiąc ma jedno jajeczko gotowe do zapłodnienia. Jeśli jajeczko nie spotka się z nasieniem, wylatuje z organizmu i wtedy nie dochodzi do zapłodnienia i nie ma dzidziusia”.

Pytania dziecka mogą wynikać z czys­tej ciekawości, ale mogą być również przejawem potrzeb emocjonalnych – szukaniem wsparcia, uspokojenia, wyjaśnienia trudnych i niezrozumiałych kwestii związanych z seksualnością. Pamiętajmy, że rozmowa o seksie, to rozmowa o miłości. Ważne, aby rodzice podkreślali rolę czułości i wzajemnej fascynacji, a nie koncentrowali się tylko na informacjach technicznych. Dzieciom potrzebne jest przekonanie, że rodziców łączy coś silnego, dobrego i trwałego. To daje im poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Nie wahajmy się więc powiedzieć, że kiedy mama z tatą się kochają, to jest im dobrze. Im dziecko jest starsze, tym istotniejsze, aby dopytywać o jego własny pogląd na ten temat: co o tym myśli, co słyszało, czego chciałoby się dowiedzieć.

Akceptacja rozwoju seksualnego dziecka przez rodziców może znacząco ułatwić zdobycie wiedzy o jego zachowaniach erotycznych, dzięki czemu możliwe będzie rozróżnienie, czy są one normą rozwojową, czy wymagają interwencji i pomocy. Rodzice, którzy unikają rozmów na tematy seksualności z dziećmi, bo nie akceptują tej sfery ich rozwoju, bagatelizują ją, zabraniają pewnych zachowań, mogą mieć dużą trudność w poznaniu intencji dziecka, co może budzić obopólny niepokój oraz znacząco wpływać na rozwój seksualny dziecka w przyszłości.

Anna Resler-Maj jest psychologiem, terapeutą poznawczo-behawioralnym. Pracuje z dziećmi i młodzieżą w Klinice Psychiatrii Wieku Rozwojowego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.


onet dziecko
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Etapy rozwoju dziecka
« Odpowiedź #99 dnia: Październik 17, 2008, 12:21:07 pm »
Maminsynki i łobuziary - czego (nie) uczymy dzieci?

"Chłopcom kupuje się niebieskie, a dziewczynkom różowe ubranka". Mogłoby się wydawać, że różnica w traktowaniu dzieci w zależności od płci na tym się kończy. Nic bardziej mylnego. Sposób, w jaki odnosimy się do chłopców i dziewczynek, jest różny, i to już od momentu, gdy pojawią się na świecie.
Kobiety i mężczyzn różni wiele: poczynając od cech fizycznych, takich jak siła fizyczna czy uroda, przez sposób zachowania, na upodobaniach kończąc. Zazwyczaj z góry przyjmujemy, że różnice te biorą się z tego, co dała lub czego poskąpiła nam natura, i że inni ludzie mają na nie znikomy wpływ. Tymczasem, jak wykazują badania, to właśnie otoczenie w ogromnym stopniu wpływa na naszą odmienność. Kształtowanie różnic zaczyna się już we wczesnym dzieciństwie.

Silny jak chłopczyk


Zazwyczaj bierzemy za oczywiste to, że chłopcy to małe łobuziaki, a dziewczynki delikatne królewny. Wydaje nam się, że takie po prostu mają geny. Istnieją jednak badania, które dowodzą, że dzieci uczone są tego, jakie mają być, tuż po urodzeniu.

Zella Luria i Jeffrey Rubin postanowili sprawdzić, czy stosunek rodziców do nowonarodzonych dzieci różni się w zależności od tego, czy są to chłopcy, czy dziewczynki. Dwadzieścia cztery godziny po urodzeniu prosili świeżo upieczonych rodziców o opisanie ich dzieci. Rodzice - a zwłaszcza ojcowie - określali malutkie dziewczynki przymiotnikami takimi jak "ładna, urocza, czarująca, o delikatnych rysach, malutka", natomiast chłopców takimi jak "duży, o wyraźnych rysach". Najciekawsze jest to, że rodzice wyrażali się tak o dzieciach niezależnie od faktycznego stanu. Zwracali uwagę na delikatność dużej, silnej dziewczynki, i odwrotnie, podkreślali wyrazistość malutkiego chłopca. Tak więc dzieci już w szpitalu, kiedy dopiero co zderzyły się ze światem zewnętrznym, dostają sygnały - nie do końca "jakie są", tylko raczej "jakie mają być".

Role płciowe

Według licznych teorii socjologicznych, nasze życie w społeczeństwie oparte jest na rolach, jakie przyjmujemy wobec innych. Role to nie tylko profesje zawodowe, jak lekarka czy woźny, ale wszelkie funkcje, które są dla nas istotne. Dzięki istnieniu ról wiemy dobrze, jak się zachować w różnych sytuacjach, które bez ról byłyby dla nas bardzo trudne. To właśnie dzięki rolom, znanym nam z obserwacji, tak łatwo wejść w skórę zakochanej kobiety (kiedy ktoś daje nam kwiaty, wiemy, że trzeba się zachwycić i wstawić je do wazonu, a nie wyrzucić do kosza) czy dobrego taty. Nasza płeć jest taką właśnie rolą, której uczymy się od dzieciństwa, i dzięki temu mamy uczucie, że się z nią urodziliśmy.

- Socjalizacja do ról płciowych - wyjaśnia badaczka społeczna Lenore J. Weitzman - zaczyna się zanim dziecko jest w ogóle świadome tożsamości płciowej: zanim on czy ona może posiadać wewnętrzny powód dostosowywania się do standardów ról płciowych. Kulturowe przypuszczenia dotyczące tego, co jest "naturalne" dla chłopca czy dziewczynki są tak głęboko ugruntowane, że rodzice mogą traktować dzieci różnie, nie będąc nawet tego świadomymi.

Energiczna chłopaczara

Nauka ról, rozpoczęta w domu rodzinnym, kontynuowana jest w przedszkolu, a potem w szkole. Na pewno większość z nas zauważyła, jak bardzo - i to już od maluchów - zabawy chłopców i dziewczynek różnią się od siebie. Dziewczynki wybierają zazwyczaj kąciki, w których mogą huśtać swoje lalki i bawić się w dom. Chłopcy biegają po sali, krzycząc i wymachując plastikową bronią. Takie zachowanie nie do końca wynika z ich biologii, skoro ich rówieśnicy, nie chodzący do przedszkola, dużo rzadziej przejawiają aż tak daleko posunięte różnice. Wynika ono z tego, co i w jaki sposób wzmacniane jest u dzieci - i to zarówno przez inne dzieci, jak i dorosłych.

- Każdego dnia, gdy odprowadzam moją Agatkę do przedszkola, obserwuję wychowawczynie i widzę, jak różny mają stosunek do dziewczynek i chłopców - opowiada Ela. - Agatka jest bardzo energicznym dzieckiem, dużo biega, krzyczy. Panie zawsze, gdy zwracają jej uwagę, mówią, że dziewczynce tak nie wypada. Ostatnio opowiadała mi, że na spacerze, kiedy razem z kolegą odłączyła się od grupy i zaczęła grzebać w błocie, pani okrzyczała ją mówiąc, że jest flejtucha i chłopaczara. Koledze nie powiedziała ani słowa!

Dziewczynki w przedszkolu zachęcane są do zachowywania się "tak, jak przystoi dziewczynce"; wszelkie żywiołowe, nieodpowiedzialne, a co dopiero agresywne zachowania są dużo surowiej karane niż u chłopców. Tym z kolei, nawet jeśli są spokojni i poważni, tak długo powtarza się, że "chłopaki to łobuzy", aż rzeczywiście zaczynają zachowywać się niegrzecznie. Wiele rodziców skarży się, że ich łagodny synek od momentu pójścia do przedszkola stał się wcielonym diabłem. A on po prostu stara się robić to, czego grupa od niego oczekuje - aby nie usłyszeć pod swoim adresem: "dziewczyna!".

Skrzydła zamiast uprzedzeń

Nasze społeczeństwo opiera się na rolach, które służą utrzymaniu go w nienaruszonym stanie. Czym innym są jednak role, a czym innym stereotypy i uprzedzenia, które krzywdzą ludzi i nie pozwalają im rozwinąć skrzydeł. Zbytnie przywiązanie do ról może zaszkodzić samym zainteresowanym. Znamy dobrze sytuacje, gdzie twardy ojciec nie akceptuje wrażliwego syna. Tak bardzo przywiązał się do wyobrażenia mężczyzny jako osoby stanowczej i świetnie radzącej sobie ze wszystkim, że ten stereotyp przysłania mu to, kim naprawdę jest jego własne dziecko. W ten sposób nie tylko krzywdzi syna, ale i samego siebie, żyjąc w poczuciu, że coś stało się zupełnie nie tak, jak miało.

A przecież, co tak naprawdę oznacza "bycie prawdziwym chłopcem" czy "prawdziwą dziewczynką"? Może jeśli pozwolimy dzieciom na większą swobodę w definiowaniu tych tożsamości, dowiemy się czegoś, co nam samym, "prawdziwym mężczyznom" i "prawdziwym kobietom" nigdy nie przyszłoby do głowy?


gazeta.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach