Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: Katarzyna Butowtt-wolontariuszka Fundacji Dr Clown  (Przeczytany 14761 razy)

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Katarzyna Butowtt-wolontariuszka Fundacji Dr Clown
« dnia: Maj 06, 2004, 04:19:06 pm »
Z Katarzyną Butowtt, byłą modelką, wolontariuszką Fundacji Dr Clown rozmawia Iwona Bugajska

Piękna kobieta zakłada sobie czerwony nos z gąbki. Dlaczego?

Katarzyna Butowtt: - Bo ma ochotę i czas.

A może dlatego, że gdzieś chce pracować.

- Jestem psychologiem i myślę, że ze swoim nazwiskiem gdzieś bym tę pracę znalazła. Ale mam w sobie pokorę. Nie mam zamiaru zabierać pracy lepszym. Inni się dokształcali, a ja ostatnio byłam tylko modelką.

I nagle...

- ...pomyślałam, że inni robią coś pożytecznego. A ja? Nie mówię, moda jest ważną dziedziną życia, daje pracę tysiącom ludzi. Ale mnie już ogłupiała. Proszę stanąć tak, proszę się przejść, przymierzyć to i tamto. I tak przez trzydzieści lat.

Rodzina o Pani wyborze?

- Mąż powiedział: Tylko proszę, nie opowiadaj mi o chorobach. Bo on należy do tych, którzy na widok szpitala przechodzą na drugą stronę ulicy.

A Pani? Do jakich należy osób?

- Ja należę do tych ludzi, którzy zabiorą poturbowanego psa z ulicy albo zagłodzonego kota ze śmietnika. Kiedyś w pogotowiu weterynaryjnym na Grochowskiej usłyszałam: - Niedługo to nam pani przywiezie do zszycia rozdeptaną dżdżownicę.

W fundacji nie zdziwili się, gdy w drzwiach stanęła słynna modelka? O nic nie pytali?

- Dziś niewielu mnie poznaje. Nie maluję się na co dzień , nie stroję. Tak mi zostało na skutek wielogodzinnego przymierzania, malowania się przed pokazami. A w fundacji? Ucieszyli się, że przyszła wolontariuszka.

A Pani o co ich zapytała?

- Czy będę musiała robić cyrkowe sztuczki. Bałam się, że nie dam rady.

To jak Pani zabawia chore dzieci?

- Wymyślam historyjki. Mam np. pacynkę z żółtymi włosami. Żartuję z dziewczynką po chemioterapii, że teraz to na pewno odrosną jej takiego koloru włosy. Razem z dr. Żwirkiem i Frotką rozdaję słodycze. Robimy też z balonów zwierzaki. Często noszę dzieci na rękach. One tego tak strasznie potrzebują. Znam dziecko, którego rodzice nie byli w szpitalu od trzech miesięcy. Czasem myślę, że na bycie matką powinno się wydawać pozwolenie.

Czy rozmawia Pani z dziećmi o...

- ... śmierci? Nie. Od tego są rodzice.

Dzieci wiedzą, że odchodzą?

- Wiedzą. Ale mają nadzieję. Wszyscy mamy nadzieję. To naturalne. Choć powiem pani, że dziecku łatwiej pogodzić się ze swoją śmiercią niż matce ze śmiercią dziecka.

więcej:

http://serwisy.gazeta.pl/metro/1,52722,2000637.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #1 dnia: Czerwiec 28, 2004, 03:39:26 pm »
Fundacja Fantazja spełnia marzenia chorych dzieci

   
Luksusowy apartament, ekscytujące miejsca i wiele innych atrakcji przez cały weekend przygotowała dla małej Zuzi Fundacja Dziecięca "Fantazja". Dzięki temu chora dziewczynka na chwilę będzie mogła zapomnieć o chorobie

Zuzia Dziedzina ma pięć lat. Jest drobną, uśmiechniętą blondynką z warkoczykami. Chora na nieuleczalną mukowiscydozę dziewczynka przyjechała z Malborka, by oderwać się od codziennych trosk.

Pracowniczka poradni, w której leczy się Zuzia, trzy miesiące temu przeczytała artykuł o fundacji Fantazja. Spełnia ona marzenia nieuleczalnie chorych dzieci. Mama Zuzi dała się namówić, by napisać do fundacji list.

Wczoraj Zuzia z rodzicami i 12-letnim bratem Damianem przyjechała do Warszawy. Zamieszkali w apartamencie hotelu Sheraton. Po obiedzie podziwiała stolicę z tarasu widokowego Pałacu Kultury. Dziś Zuzię czekają kolejne atrakcje: wycieczka do zoo, spacer po Starówce, a w niedzielę - trójwymiarowy seans w kinie IMAX. Wszystko dzięki sponsorom fundacji Fantazja.

W zeszłym roku założyła ją warszawska firma doradztwa personalnego Center Corporation, która udostępnia też pomieszczenia i zatrudnia trzech jej pracowników. W tym roku Fantazja spełniła już marzenia dziesięciorga dzieci z całej Polski: kupiła telewizor, kucyka, rower, komputer, pieska, załatwiła też wyjazd do Liverpoolu i spotkanie z Jerzym Dudkiem. Po Zuzi, już w poniedziałek, emocjonujący dzień czeka czteroletnią Martynkę z Legnicy, która leży w hospicjum. Chciała zobaczyć morze, więc poleci tam samolotem. Z kolei 13-letni Adrian i 14-letni Mariusz wyjadą do Niemiec na wyścigi Formuły 1.

W Polsce mamy około tysiąca dzieci nieuleczalnie chorych. - Po spełnieniu każdego marzenia zgłaszają się kolejne. Postaramy się spełnić wszystkie ich marzenia. Dzieci są bardzo wdzięczne, piszą potem, że to były najszczęśliwsze chwile w ich życiu, a na pewno od czasu, kiedy chorują - mówi Katarzyna Myślicka z fundacji.

Do fundacji można pisać pod adresem: ul. Taborowa 22 02-499 Warszawa

Numer telefonu: 549 63 12, faks 549 63 64, strona internetowa: www.f-df.pl

 
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2150690.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Można uszczęśliwić nieuleczalnie chore dzieci
« Odpowiedź #2 dnia: Lipiec 08, 2004, 03:01:52 pm »
Można uszczęśliwić nieuleczalnie chore dzieci
Ich marzenia tak łatwo spełnić


- Uśmiech, proszę, Shrek - poprosiła Martynka maskotkę, o której marzyła


Sześcioletnia Martynka z nieoperacyjną wadą serca marzyła o Shreku i klockach. Jej rówieśniczka, Paulinka, cierpiąca na zanik mięśni wymarzyła sobie komputer. Wczoraj ich marzenia się spełniły - Martynka dostała maskotkę Shreka, większą od niej samej, a Paulinka komputer z zestawem gier.

Pomogła w tym Fundacja Dziecięca Fantazja. Istnieje od września 2003 r. i spełnia marzenia dzieci nieuleczalnie chorych. Dotychczas uszczęśliwiła 13 dzieci w wieku 3 -18 lat.

- O marzeniach najmłodszych dowiadujemy się w różny sposób - mówi Agata Malec-Łupińska, koordynator projektu. - Czasem formularz na stronie internetowej wypełniają lekarze czy pielęgniarki z hospicjów i szpitali. Innym razem zgłaszają się do nas rodzice. Warunek jest jeden. Do listu z marzeniami musi być dołączony rysunek, niekoniecznie wykonany przez dziecko - tłumaczy. - Tworzymy z nich galerię prac, można je obejrzeć na naszej stronie internetowej.

Marzenia dzieci są różne. Ostatnio kilkuletnia Ania chciała wybrać się do kina z całą rodziną - pojechała tam limuzyną Lincoln. Czasem dzieci marzą o klockach czy lalkach. Niekiedy zaś o spotkaniu z piłkarzami Realu Madryt czy FC Liverpool - z tymi ostatnimi dzięki pomocy Jerzego Dudka spotkali się niedawno Marcin i Karolina. Marzenie Ani o spotkaniu z Michałem Wiśniewskim i wysłuchaniu piosenki "A wszystko to, bo ciebie kocham" spełniło się na kilka dni przed śmiercią.

- Dla nas najważniejsze jest, by chociaż w ostatnich chwilach te dzieci miały trochę radości - mówi Agata Malec-Łupińska.

Chętni do spełniania marzeń chorych dzieci mogą wypełnić formularz na stronie www.f-df.pl

Karolina Baca

http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_040708/warszawa_a_10.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Spełnione marzenie Karoliny
« Odpowiedź #3 dnia: Wrzesień 01, 2004, 12:10:45 pm »
Spełnione marzenie Karoliny

 
- To jest piosenka dla dziewczyny chorej na raka kości - mówił do Karoliny z Gdańska solista zespołu Linkink Park.- Śpiewajcie ją razem ze mną, bardzo głośno. Ona jest z Polski i musi to usłyszeć.

Nagranie z koncertu ukochanego zespołu Karolina wraz z kilkorgiem przyjaciół oglądnęła w wynajętym kinie Helikon w Gdańsku. Płakała ona, wzruszyli się znajomi, płakała Agata Malec-Łupińska kierująca fundacją Dziecięce Fantazje, dzięki której dziewczyna mogła spełnić swoje marzenie. Warszawska fundacja zajmuje się spełnianiem marzeń dzieci nieuleczalnie chorych z całej Polski, wczoraj spełniała marzenie trójki dzieci z Pomorskiego.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2261046.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Fundacja " Mam Marzenie"
« Odpowiedź #4 dnia: Listopad 05, 2004, 02:18:22 pm »
Można zgłosić chore dziecko do programu fundacji

Fundacja " Mam Marzenie"
ul. Bogusławskiego 7/27
31-048 Kraków

http://www.mammarzenie.org
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #5 dnia: Kwiecień 15, 2005, 05:08:58 pm »
Działalność Fundacji  "Mam marzenie'

http://www.mammarzenie.org/pressRelease.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26268
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #6 dnia: Czerwiec 11, 2005, 03:41:20 pm »
M jak marzenie

Najpierw odgrażał się, że chętnie porozmawia z aktorkami, a gdy podeszły Małgorzata Kożuchowska i Anna Mucha, na chwilę stracił głos.
Cierpiący na mukowiscydozę Mateusz spędził dzień na planie serialu "M jak miłość"... I zamierza tam pojechać jeszcze raz.

Cytuj
Na wizytę w mieszkaniu studentów i w Zalesiu trzeba było czekać dwa miesiące. - Okazało się, że takie samo marzenie ma Dominik z Gdańska. Musieliśmy zgrać terminy przyjazdu obu chłopców - tłumaczy Lech Chojnacki, wolontariusz Fundacji "Mam marzenie".

Uczestnicząc w próbach chłopcy przekonali się, ile wysiłku trzeba włożyć w nakręcenie trwającej kilkadziesiąt sekund sceny. - Mateusz najwięcej czasu spędził z aktorkami. Szepnął mi tylko, że są znacznie drobniejsze niż się spodziewał - mówi wolontariusz


Więcej>>>  
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26268
Spełnione marzenia małych pacjentów Edipresse
« Odpowiedź #7 dnia: Październik 31, 2005, 10:27:16 pm »
Spełnione marzenia małych pacjentów Edipresse  

Lepiej niż beztroskie zabawy z rówieśnikami znają długie pobyty w szpitalach, bolesne zastrzyki, strach przed kolejnym zabiegiem... Niełatwo wywołać uśmiech na ich buziach, ale są tacy, którym to się udaje – specjaliści od spełniania marzeń

Cytuj
Niezwykłe fundacje, które niosą radość

Dzieciństwo to najważniejszy okres w życiu każdego człowieka. Pełen miłości i beztroski. Ale dla ciężko chorych dzieci i ich rodzin oznacza tylko walkę o życie. Dlatego fundacje, spełniając ich marzenia, pragną, aby choć przez chwilę zapomniały o cierpieniu.


Fundacja Spełnionych Marzeń
Powstała z inicjatywy Małgorzaty i Tomasza Osuchów, którzy przegrali walkę z chorobą nowotworową 11-letniego syna.
Kontakt: Warszawa, ul. Marszałkowska 24, tel. 0 22 522 74 98, ul. Kasprzaka 17 a, tel. 0 22 327 71 27,
www.spelnionemarzenia.waw.pl


Mam Marzenie
Powstała jako ostatnie życzenie 6-letniego Chrisa Greciusa. Chciał, aby na świecie powstały fundacje spełniające marzenia ciężko chorych dzieci. Jego spełniło się tuż przed śmiercią – gubernator Arizony mianował Chrisa policjantem.
Kontakt: Kraków, ul. Św. Krzyża 7, tel./fax. 0 12 426 31 11,
www.mammarzenie.org


Dziecięca FantazjaNiesie radość ciężko chorym dzieciom w wieku od 3 do 18 lat.
Kontakt: Warszawa, ul. Syta 68 a, tel. 0 22 329 29 29,
 www.f-df.pl  

Cały artykuł >>>
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Marzenia dzieci są po to, żebyśmy je spełniali
« Odpowiedź #8 dnia: Luty 08, 2006, 08:24:42 pm »
Marzenia dzieci są po to, żebyśmy je spełniali
Siłacz na życzenie

– Dzieciom nigdy nie odmawiam – powiedział nam Mariusz Pudzianowski. – Jeśli takie jest życzenie chorej dziewczynki, na pewno do niej przyjdę.

Asia Kułakowska jest nieśmiałą jedenastolatką. Ma ogromne marzenie – chciałaby, żeby w szpitalu, w którym poddawana jest właśnie chemioterapii, odwiedził ją siłacz Mariusz Pudzianowski j. Bo go podziwia i wie, że ze spotkania ucieszą się także inni mali pacjenci wrocławskiej hematologii. – Niewykluczone, że okazja będzie już w przyszłym tygodniu – obiecał nam w piątek siłacz Pudzianowski. – Przyjeżdżam w okolice Wrocławia na imprezę. Po drodze spróbuję zajrzeć do kliniki.

Asia Kułakowska nie może chodzić. Najpierw bardzo bolały ją nogi. Lekarze długo nie znali przyczyny. Niedawno stwierdzono, że to wina złośliwego guza. Ulokował się w prawej kości kulszowej, nie było go widać na zdjęciach rentgenowskich, co opóźniło diagnozę. Może dlatego, że nowotwór przysparzał bólu i odbierał siły, Asia zaczęła marzyć o tym, by choć na chwilę znalazł się obok niej ktoś, kto potrafi zdziałać wiele mocą własnych mięśni. Być może nawet – jak żartują dzieci z kliniki hematologicznej – mógłby unieść na swych barkach cały szpital przy ulicy Bujwida we Wrocławiu.

Woli supermana

– Siostra szaleje na punkcie komputera. Poznała go dopiero w szpitalu, ale opanowała tak szybko, że nie mogliśmy uwierzyć, jaką jest specjalistką – opowiada 23-letnia Justyna. Cały czas spędza przy szpitalnym łóżku Asi. – W domu nie mamy komputera. Ale mimo to, kiedy spytaliśmy, jakie ma marzenie, wybrała spotkanie z Mariuszem Pudzianowskim. Najpierw dziewczynka podziwiała go, oglądając w telewizji zawody strong manów, czyli najsilniejszych facetów na świecie. Potrafią przeciągać na linie ciężarówki, bez problemu podnoszą pociąg. Wtedy stwierdziła, że Pudzianowski to strasznie fajny facet. I choć do najśmielszych nie należy, zebrała się na odwagę i wysłała e-mail do swego idola. Napisała, że bardzo go lubi i pozdrawia. Odpisał! – Od tego czasu siostrzyczka zastanawiała się, jak byłoby fajnie spotkać się z tym silnym panem oko w oko, a może nawet porozmawiać – dodaje Justyna.

Specjaliści od marzeń

Wszystko wskazuje na to, że pragnienie ciężko chorych dzieci spełni się. Pudzianowski złożył nam obietnicę, a do dzieła zabierają się fachowcy od spełniania ukrytych pragnień. – Nic nie dzieje się tak jak w bajce, gdzie wypowiedzenie marzenia uruchamia magiczne siły – uśmiechają się Sebastian Szewczyński i Tomek Szelewicki, wrocławscy wolontariusze Fundacji „Mam Marzenie”. – Trzeba wypełnić kwestionariusze i karty, zebrać wywiady i zaświadczenia. – Najczęściej dzieci proszą o laptopy. Dla chorego malucha to jedyny sposób na zabawę i naukę – tłumaczy Szewczyński. – Chcielibyśmy spełniać marzenia wszystkich dzieci – opowiadają ludzie z fundacji. – Ale prawda jest taka, że w wielu przypadkach trzeba się spieszyć. Na pierwszym miejscu stawiamy realizację pragnień maluchów, których życie jest zagrożone.

Trzymają kciuki za Asię

Żeby zagrożenie w przypadku Joasi było jak najmniejsze, trzymają kciuki wszyscy: pielęgniarki w szpitalu, koledzy i koleżanki ze szkoły w Jedlinie Zdroju i jej rodzina – rodzice, dwunastoletnia siostra Iwonka, 23-letnia Justyna i 24-letni Sebastian. Wszyscy wierzą, że chemioterapia przyniesie dobry efekt. Dziewczynka przechodzi jej czwarty cykl. Czeka ją jeszcze wszczepienie endoprotezy. Możliwe, że wkrótce jej nogi znów nabiorą siły.

Miej marzenie

Fundacja we Wrocławiu uszczęśliwiła w ubiegłym roku 15 marzycieli, w 2004 roku – dwóch. Dla osiemnastoletniej Agaty seria książek o Harrym Potterze była ostatnim prezentem w jej życiu. Podobnie było z 14-letnim Piotrem i 10-letnim Arkiem, którzy dostali komputery. W poczekalni fundacji czeka dziesięć podań o spełnienie marzenia. 12-letni Paweł chciałby znaleźć się na wojskowym poligonie, 14-letnia Ania marzy o złożeniu wizyty w szpitalu z serialu „Na dobre i na złe”, a 12-letni Kuba chciałby zwiedzić fabrykę Ferrari. Fundacja powstała w 2003 r. w Krakowie. Opiera się na pracy wolontariuszy, których gromadzi i szkoli we wszystkich miastach, gdzie znajdują się ośrodki hematologii i onkologii dziecięcej. Informacje o fundacji oraz formularz zgłoszenia można znaleźć na stronie internetowej www.mammarzenie.org lub pod telefonem 012 426 31 11.

– Roli czynnika psychicznego w leczeniu dzieci dotkniętych nowotworem nie da się przecenić. Jest tak samo ważny, jak bodźce fizyczne, czyli farmakologia – mówi prof. Alicja Chybicka, szefowa wrocławskiej Kliniki Hematologii Dziecięcej. – Pracuję z chorymi dziećmi 30 lat i wiele widziałam. Nawet te najbardziej chore, którym pomogła Fundacja „Mam marzenie”, przechodziły chemioterapię znacznie lepiej. I nawet jeśli czasem są to ostatnie spełnione pragnienia, to warto.

Barbara Chabior  
 
http://media.wp.pl/kat,12471,wid,8179308,wiadomosc.html?rfbawp=1139329275.020&ticaid=110c5
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #9 dnia: Wrzesień 02, 2006, 11:09:24 am »
Fundacja Mam Marzenie
Małgorzata Wach

Danusia i Przemek cierpią na nieuleczalną chorobę genetyczną. W piątek wyruszyli z Krakowa do Szkocji. W podróż swojego życia, którą udało się zrealizować dzięki Fundacji Mam Marzenie.

Grecja, Paryż, iPod, czy rola w "Kryminalnych" u boku Maćka Zakościelnego? 14-letnia Danusia długo nie mogła się zdecydować. Snuła się po domu, dzwoniła do koleżanek, przeglądała internet... Wreszcie wybrała: Paryż!

- W filmie przecież jeszcze kiedyś zdążę zagrać - mówiła z uśmiechem.

Trzy miesiące później spacerowała po Champs Elysées i podziwiała stolicę Francji z wieży Eiffla.

- To był dobry wybór - uznała.

Nie mniejszy dylemat miał jej o rok starszy brat - Przemek. On z kolei najpoważniej zastanawiał się nad odtwarzaczem MP 4.

- Jest podobny do odtwarzacza MP 3, ale o klasę lepszy, bo oprócz muzyki odtwarza również filmy - tłumaczy 15-latek. Danusia korygowała jego marzenia.

- Rzecz można stracić, przygody ci nikt nie odbierze - tłumaczyła.

- Faktycznie - pomyślał, ale przyznał to dopiero po trzech dniach.

Ostatecznie zdecydował, że on też wyruszy w podróż swojego życia. Do końca wahał się między Rumunią a Szkocją. Wygrał kierunek zachodni. Szalę przeważyły malownicze krajobrazy, które Przemek znał z ulubionych albumów i internetu.

- No i potwór z Loch Ness - dodaje chłopiec.

Danusia i Przemek Skrzypkowie pochodzą z Nowego Sącza. Oboje cierpią na nieuleczalną chorobę genetyczną - zespół Marfana. Szpitale to ich drugi dom, ale na co dzień starają się żyć podobnie jak ich rówieśnicy. Danusia lubi tańczyć, śpiewać. Przemek uwielbia rysować. Sześć lat temu zmarła ich mama. Zmagała się z tą samą śmiertelną chorobą. O tym, że jest chora, dowiedziała się przez przypadek, gdy była na badaniach genetycznych z Danusią. Do końca wierzyła, że wszystko będzie dobrze.

Kilka miesięcy temu tata Danusi i Przemka usłyszał od znajomych o fundacji Mam Marzenie.

- Zadzwoniłem. Kilka tygodni później wolontariusze przyszli do nas do domu - relacjonuje pan Bronisław. - Spytali, o czym marzą moje dzieci. Dowiedziałem się, że o dziesiątkach różnych rzeczy - dodaje z uśmiechem mężczyzna.

Tydzień temu cała rodzina wróciła z Paryża. Danusia do dziś mówi o tej podróży z wypiekami na twarzy. Ledwo zdążyli się rozpakować, a czekała ich kolejna przygoda. Lot do Edynburga, stolicy Szkocji. Wczoraj spotkaliśmy ich na lotnisku w Balicach. Przemek był wyraźnie ożywiony, niecierpliwy. Nie przestawał opowiadać o tym, jak to w tej Szkocji będzie. Danusia spokojna, uśmiechnięta.

- Ja też tak miałam - mówi wyrozumiale dziewczynka. - To całkiem normalne.

Fundacja Mam Marzenie zajmuje się spełnianiem marzeń śmiertelnie chorych dzieci. W ciągu trzech lat istnienia udało jej się uszczęśliwić ponad 570 dzieci z całej Polski, w tym ponad 80 z Krakowa i okolic. W wielu przypadkach było to ostatnie marzenie, jakie miały dzieci.

Fundacja Mam Marzenie:

http://www.mammarzenie.org
Kraków, ul. Św. Krzyża 7
tel./fax. 0 12 426 31 11,

Offline agaj

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 73
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #10 dnia: Wrzesień 02, 2006, 08:35:51 pm »
Od niedawna fundacja dziala takze w moim miescie. Spelniono marzenia Rafala i Faustynki. Na spelnienie swoich marzen czekaja Piotr i Adrian. A tu zdjecie Czaki. To Husky mojej kolezanki, obie uczestnicza w zyciu fundacji jako wolontariuszki :) klik.
Zosia 7,5l. (epi), Basia 5l. (niedobór wzrostu).

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26268
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #11 dnia: Listopad 10, 2006, 10:00:04 am »
Spełniliśmy marzenie Wojtka

Byłem wniebowzięty! I ten piękny stan zawdzięczam wam.

Zaśpiewać na prawdziwej scenie z ukochanym zespołem - tego ogromnie pragnął Wojtek Winnicki, chory 15-latek z małej wsi Ramoty (Warmińsko-Mazurskie). Pięć lat temu spełniliśmy jego marzenie i zorganizowaliśmy koncert, na którym Wojtek wystąpił z zespołem Mejk. Sam Marek Sierocki zapowiedział to niezwykłe wydarzenie.


Do kina Narie w Morągu ściągnęły tłumy. Wojtek - chłopiec, któremu zaraz po urodzeniu nie wróżono życia - z mikrofonem w ręku, niczym wytrawny showman bawił publiczność. "Świat nie jest zły, kiedy masz okulary różowe" - śpiewał.

Pieniądze z biletów przeznaczyliśmy na zakup dobrego sprzętu dla Wojtka, aby miał na czym słuchać swoich ulubionych piosenek. - To był najpiękniejszy dzień mojego życia - wspomina 20-letni dziś Wojtek i zamyśla się.

Pokazać, że potrafi
Scena kina nie jest wielka, ale Wojtkowi wydawała się ogromna, kiedy stanął na niej w lutym 2001 roku. Publiczność - ponad pół tysiąca ludzi (zabrakło biletów) - zobaczyła, że choć wątły i niepozorny, radzi sobie świetnie. Ale siedząca w pierwszym rzędzie mama Wojtka, Grażyna Winnicka (48 l.), przez zaszklone łzami oczy widziała w nim dziecko, które od dnia swoich narodzin było inne od wszystkich dzieci.

- Urodził się z przepukliną mózgowo-rdzeniową, wodogłowiem i wieloma innymi wadami - opowiedziała nam.

- Przeszedł mnóstwo operacji. Opóźniony w rozwoju, mało sprawny fizycznie, nie mówi wyraźnie. Słabo widzi na lewe oko. Słabo słyszy na lewe ucho.


Wojtek nigdy nie pogodził się ze swoją innością. Ani z tym, że dzieci wołały za nim "pokraka", a niektórzy dorośli cichcem mówili: "Po co taki żyje?". Chłopiec chciał być kimś, zaimponować kolegom w szkole, pokazać, że coś potrafi. I "Super Express" mu w tym pomógł.

Mogę wszystko
Kiedy dowiedzieliśmy się, że Wojtek zna i śpiewa wszystkie piosenki popularnego wówczas zespołu Mejk, zorganizowaliśmy mu koncert. Chłopiec ćwiczył z zespołem śpiewanie. Zaprosiliśmy Marka Sierockiego, który zapowiadał koncert, a na koniec wręczył Wojtkowi radiomagnetofon.

- Jestem taki, jak wszyscy. Mogę wszystko - zawołał szczęśliwy Wojtek.

- Ale szum się zrobił po koncercie - na te wspomnienia uśmiecha się Grażyna Winnicka. - Ludzie go rozpoznawali, zapraszali na różne imprezy, festyny. Nakręcili z nim teledysk.

Koledzy zmienili stosunek do Wojtka. Chełpili się, że mają w szkole takiego artystę.
Wojtek po skończeniu gimnazjum uczył się w nowej szkole wikliniarstwa. Znowu walczył o to, by być taki sam, jak inni. - Dokuczali mi tam - wyznaje.

Teraz tańczę
Dziś Wojtek uczęszcza na warsztaty terapii zajęciowej w Morągu. Przeszedł wiele pracowni: plastyczną, muzyczną, rzeźbiarską. Ćwiczy się w budownictwie.

- Marzenia o śpiewaniu uleciały - mówi jego mama, ale sam Wojtek oponuje: - O, nie! Wciąż się obracam w artystycznych kręgach. Teraz tańczę z grupą warsztatową. Wystąpiliśmy nawet w regionalnej telewizji - informuje.

Mama Wojtka przyznaje, że tamten moment, kiedy zaśpiewał na koncercie, otworzył Wojtka. Szybko nawiązuje przyjaźnie. Uwierzył w siebie.

- Byłem wniebowzięty - mówi Wojtek i uśmiecha się od ucha do ucha. - I ten piękny stan zawdzięczam "Super Expressowi".


Czy spełni swoje marzenie inne dziecko?
Paulnka,choć "zdrowa" to również pokrzywdzona przez los  :(
Dziewczynka ze swoim rodzeństwem przebywa w Domu Dziecka.
Wyśpiewam rodzeństwu piękny dom >>>>
Cytuj
Utalentowana nastolatka potrzebuje nauczyciela, bo nie zna nut
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #12 dnia: Listopad 27, 2006, 11:30:03 pm »
Spełnione marzenie Mariusza
 
Kto był najszczęśliwszym człowiekiem na Torwarze w sobotni wieczór? Wcale nie nowy mistrz świata Krzysztof Włodarczyk, ale Mariusz, wielki fan sportu, cierpiący na zanik mięśni
18-latek z Rawy Mazowieckiej to kibic wielu dyscyplin, ale boks i futbol są u niego na pierwszym miejscu. Ponad rok temu Mariusz napisał list do fundacji Dziecięca Fantazja, która pomaga spełniać marzenia chorych dzieci. Chłopcu po nocach śnił się wyjazd na mecz ukochanego Realu Madryt. A że "Królewscy" to wielki klub, bez problemu zgodził się na przyjęcie gościa z Polski. - Mariuszowi dosłownie odjęło mowę, gdy po treningu podszedł do niego Zinedine Zidane i chwilę z nim porozmawiał - wspomina Patrycja Wróbel z fundacji.

Jednak jak każdemu kibicowi, również Mariuszowi najbliżsi sercu są rodzimi sportowcy. W sobotę udało się zrealizować jego drugie marzenie. W towarzystwie Przemysława Salety Mariusz oglądał warszawską galę bokserską. Choć trwała ona niemal sześć godzin, chłopak ani myślał, żeby przepuścić walkę wieczoru Włodarczyka ze Stevem Cunninghamem. Dzięki Salecie Mariusz spotkał się nawet z amerykańskim pięściarzem. - Steve okazał się przesympatyczny. Mariusz był wniebowzięty - mówi Patrycja Wróbel.

A spełnienie marzenia chorego chłopca wcale nie było łatwo. W Warszawie był spory problem, by zorganizować transport dla poruszającego się na wózku kibica. Problemów ciąg dalszy był na Torwarze. Na szczęście 120-kilogramowy wózek Mariusza chętnie przenosili z miejsca na miejsce rośli ochroniarze. Wystarczyło jedno słowo Salety

Metro 27.11.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #13 dnia: Kwiecień 03, 2007, 12:41:40 pm »
Fundacja "Dziecięca Fantazja" spełnia marzenia dzieci

Fundacja "Dziecięca Fantazja" zajmuje się spełnianiem marzeń dzieci nieuleczalnie chorych. Jej podopiecznymi są głównie dzieci zmagające się z różnymi nowotworami oraz ciężkimi chorobami genetycznymi. Misją Fundacji jest więc dotarcie do wszystkich cierpiących dzieci w Polsce, i wniesienie w ich życie odrobinę radości poprzez spełnienie ich najskrytszych pragnień.

Dla większości dzieci dzieciństwo to pierwszy, wyjątkowy i niepowtarzalny, nie mniej jednak jeden z kolejnych etapów w życiu, natomiast dla dzieci nieuleczalnie chorych dzieciństwo pozostanie wszystkim, czego w życiu doświadczą. Los bezwzględnie pozbawia je fundamentalnego prawa - wkroczenia w świat dorosłości. Co więcej, dzielnie zmagając się ze swoją chorobą i walcząc o każdy dzień życia, nieuleczalnie chore dzieci niejednokrotnie tracą wiele podstawowych radości i przyjemności, jakie daje okres dzieciństwa - bardzo często bowiem opieka nad śmiertelnie chorym dzieckiem oznacza, że rodzina nie może sobie finansowo pozwolić na zaspokojenie innych potrzeb dziecka, niż te związane z leczeniem i utrzymaniem przy życiu.

W Polsce tysiące dzieci zmaga się ze schorzeniami, wobec których medycyna wciąż pozostaje bezradna, są to jednocześnie tysiące niespełnionych dziecięcych marzeń i fantazji. Jeśli te marzenia przyjęłyby realną postać choćby na jeden dzień, wówczas ciepłe wspomnienia zostaną na zawsze i mają szansę złagodzić codzienne zmagania z rzeczywistością, którą dla chorego dziecka stanowią szpitale, ból, cierpienie i łzy.

Ubiegły rok to dla Fundacji Dziecięca Fantazja inspirujące pasmo spełnionych, wspaniałych, dziecięcych marzeń i fantazji, udokumentowanych na stronie internetowej Fundacji, http://www.f-df.pl, gdzie znaleźć można pełny opis każdej ze spełnionych fantazji, listy dzieci, referencje, relacje mediów oraz listę dziecięcych fantazji oczekujących na spełnienie. Gorąco zapraszamy do odwiedzenia strony.

Nie zawsze dzieci mają egzotyczne marzenia, niektóre życzenia są bardzo zwyczajne. Fundacja Dziecięca Fantazja z pomocą firm i ludzi wielkiego serca sprawia, że marzenia tych dzieci stają się rzeczywistością. W ciągu 3 lat działalności udało się spełnić ponad 350 marzeń 250 nieuleczalnie chorych polskich dzieci. Na realizację następnych oczekuje w tej chwili ponad 170 dzieci, napływają też kolejne zgłoszenia. W Polsce żyje tysiące dzieci nieuleczalnie chorych, ich marzenia są czasem duże, a czasem całkiem maleńkie, najważniejsze tylko aby zdążyły się spełnić.

1 grudnia 2006 BPH Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA rozpoczyna pierwszą w historii rynku funduszy inwestycyjnych kampanię, z której część dochodu otrzymanego przez BPH TFI z tytułu pobieranych opłat manipulacyjnych przeznaczy na Fundację Dziecięca Fantazja i realizację marzeń nieuleczalnie chorych dzieci.

BPH TFI przekaże Fundacji kwotę darowizny odpowiadającą wysokości należnych Towarzystwu opłat manipulacyjnych pobranych od 1 do 31 grudnia 2006. Oznacza to, że dystrybutorzy otrzymają swoje wynagrodzenie z tytułu sprzedaży funduszy zarządzanych przez BPH TFI. Kwota darowizny będzie bezpośrednio uzależniona od wysokości aktywów pozyskanych do każdego z funduszy inwestycyjnych otwartych zarządzanych przez BPH TFI. Jej wielkość będzie znana w styczniu przyszłego roku.

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26268
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #14 dnia: Kwiecień 12, 2007, 07:28:08 pm »
12-04-2007  

Marzenie spełnione na planie

Twórcy serialu "Na dobre i na złe" zaprosili chorą Olę z Zakopanego

 
7-letnia Ola z Zakopanego nie może się już doczekać najbliższej niedzieli i premiery 291. odcinka serialu "Na dobre i na złe". Wystąpi w nim w roli chorej dziewczynki, która spotyka się ze znaną dziennikarką, graną przez Adriannę Biedrzyńską.

W realnym życiu Ola była operowana już 16 razy. Rola w filmie jest spełnieniem jej marzeń.

- Kiedy odwiedziliśmy ją w domu po raz pierwszy, marzyła, by zagrać w którymś z trzech seriali: "Na dobre i na złe", "M jak miłość" albo "Pierwsza miłość" - śmieje się Marta, wolontariuszka z Fundacji "Mam Marzenie", do której Olę zgłosiła nauczycielka ze szkoły przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie. - Marzenie piękne, jednak nie byliśmy pewni, czy uda się je zrealizować. Film to wielka machina; czy zechce się zatrzymać dla małej dziewczynki? Ale Ola była konsekwentna. Zdradziła nam, że wprawdzie wcześniej marzyła o kamerze cyfrowej, ale teraz zdecydowanie chce jednego: grać w filmie. No i udało się - zagrała!

Olę i jej mamę Lucynę poznałam w maju ubiegłego roku. W Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym trzymałyśmy kciuki za pierwszą w Polsce tak bardzo rozległą operację małej Martynki - dziewczynki, podobnie jak Ola, chorej na zespół Aperta. Są to wady wrodzone polegające na zniekształceniach w obrębie czaszki i twarzy, a często także na nierozdzieleniu się w życiu płodowym palców stóp i dłoni. Chore dzieci są poddawane licznym korekcjom już w okresie rozwojowym, kiedy rosną, bo przy takiej deformacji dochodzi do ciasnoty wewnątrz czaszki. Trzeba zrobić miejsce na powiększający się mózg. Nie bez znaczenia jest również dążenie do zminimalizowania zeszpecenia buzi dziecka.

Operacja Martyny została przeprowadzona przez Scotta Bartletta, profesora chirurgii plastycznej ze szpitala dziecięcego w Filadelfii. Oleńka miała być następna w kolejce.

- I była. Prof. Bartlett pomógł córeczce już po raz kolejny. Tym razem usunął z czaszki fragmenty siatki tytanowej, którą zresztą sam przywiózł dla Oleńki dwa lata wcześniej. Niestety, stało się to, o czym nas uprzedzał. Siatka, choć z tytanu, podobnie jak każdy inny sztuczny materiał, nie może rosnąć tak, jak rosną własne kości dziecka. Stała się za ciasna. Oli groziło zbyt wysokie ciśnienie śródczaszkowe, które jest bardzo niebezpieczne dla życia i prawidłowego rozwoju mózgu - opowiada Lucyna Witkowska, mama Oli. - Dlatego już w październiku trzeba było dokonać reoperacji i wyjąć tę siatkę. Niestety, wdało się zakażenie i na Mikołaja Ola była ponownie operowana. Trafiła do szpitala w stanie bardzo ciężkim. Przyznam, że wieźliśmy ją tam z duszą na ramieniu.

Niedawno rodzice Oli rozmawiali z prof. Bartlettem. Specjalista proponuje, aby przyjechali z dzieckiem do Filadelfii, gdzie można dokonać przeszczepu kości. Problem w tym, że każdy sztuczny materiał grozi odrzutem i poważnymi komplikacjami, ale coś zrobić trzeba, bo Ola nie ma kości w prawie połowie czaszki. - Oleńka była operowana już 16 razy. Nie można dalej na niej eksperymentować - mówi mama dziewczynki.

Rodzice Oli założyli fundację, której zadaniem jest zebranie pieniędzy na operację córki, ale również na potrzeby innych dzieci z zespołem Aperta i zespołem Cruzona oraz publikowanie wiadomości na temat tych chorób. Kiedy Ola się urodziła, nigdzie nie można było znaleźć informacji po polsku na temat jej choroby.

Ola jest dzieckiem pogodnym, wesołym i bardzo rezolutnym. Szybko i łatwo nawiązuje kontakty, choroba w niczym jej nie przeszkadza. Może tylko w niektórych zajęciach sportowych. W tym roku - z powodu ubytku kości czaszki - po raz pierwszy nie mogła jeździć na nartach. Ale za to śpiewa w zespole "Mini Regle" im. Jana Jędrola z Poronina. I zagrała w serialu telewizyjnym...

- Zadzwonili do nas w piątek, 26 stycznia, że we wtorek, trzydziestego, musimy być z córką na planie - opowiada mama Oli. - Chcieliśmy wyjechać w poniedziałek rano, bo strasznie sypało i baliśmy się, że nie dojedziemy na czas. W radiu powiedzieli, że "zakopianka" jest nieprzejezdna, więc postanowiliśmy jechać pociągiem. Jedyny do Warszawy właśnie odjechał. Złapaliśmy go w Poroninie. Zadowoleni usiedliśmy w przedziale, a tu przychodzi konduktor i mówi, że zerwało trakcję i dojedziemy najdalej do Białego Dunajca. W sumie nasza podróż do stolicy trwała prawie 12 godzin. Ola nie spała, ale nie była zmęczona i następnego dnia na planie brylowała.

W Sękocinie pod Warszawą, czyli w filmowej Leśnej Górze, Ola została przedstawiona całej ekipie. Zagrała w czterech scenach. Przed kamerą zachowywała się naturalnie i całkiem bez tremy. Bez zająknięcia wypowiedziała swoje kwestie, a w pewnym momencie nawet podrzuciła tekst Adriannie Biedrzyńskiej.

Dziewczynka nie usiadła ani na moment. Obeszła wszystkie pomieszczenia, zebrała autografy (każdy w 7 egzemplarzach - dla rodziny i koleżanek) i sama złożyła własne. Na pożegnanie otrzymała torbę prezentów: fotografie aktorów z autografami, skrypt z podpisami kolegów z planu, grę komputerową, album na zdjęcia i serialowy kubek do kawy. W pociągu z dumą pokazywała każdemu swoje filmowe "trofea".

- Kręcenie scen do filmu to było niesamowite przeżycie - mówi poważnie Oleńka. - Naprawdę świetnie się bawiłam i nawet myślałam, że zostanę w przyszłości aktorką. Ale teraz już wiem, że wolę być lekarzem. Zresztą nie wytrzymałabym, gdybym musiała mieszkać w Warszawie. To jest strasznie daleko od Zakopanego, mamy, taty, cioć i gór!

ELŻBIETA BOREK
Dziennik Polski


Więcej na temat zespołu Aperta w wątku:
*Zespół Aperta
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #15 dnia: Czerwiec 15, 2007, 01:47:11 pm »
Zdążyć ze spełnieniem marzenia

Anna Sulewska-Toczyska
 
 Łukasz ma 15 lat i rdzeniowy zanik mięśni. I uśmiech od ucha do ucha. - Było super, było super! - co chwila słychać jego dźwięczny głos.

 Fot. Aleksander Prugar / AG
Łukasz Kłosowski i Angelika Olwert, podopieczni Fundacji Dziecięca FantazjaWczoraj Łukasz opowiadał dziennikarzom o dziewięciodniowej wyprawie do Kanady. Dlaczego do Kanady?

- Bo ja zawsze marzyłem, żeby zobaczyć zielone wzgórza z "Ani z Zielonego Wzgórza" - tłumaczy.

17-letnia Angelika chora na mukowiscydozę też wzięła udział w wyciecze. Do tego dwie mamy, pielęgniarka i koordynatora projektu Patrycja Wróbel z Fundacji "Dziecięca Fantazja".

Jedynym celem Fundacji jest spełnianie marzeń i fantazji nieuleczalnie chorych dzieci. Może to być spotkanie z Jerzym Dudkiem, lot helikopterem czy pływanie z delfinami. A wszystko po to, żeby dzieciaki choć na chwilę zapomniały o chorobie. Często rodziny wydają większość pieniędzy na leczenie dzieci i nie są w stanie nawet myśleć o spełnianiu innych marzeń.

Dla Łukasza wyprawa do Kanady to też pierwszy lot samolotem i pierwszy wyjazd za granicę. Zwiedził Nową Szkocję, wyspę Księcia Edwarda, odwiedził muzeum Ani z Zielonego Wzgórza. Angelika natomiast była na imprezie z kanadyjskimi rówieśnikami, w muzeum "Titanica", u fryzjera i wizażysty.

- Kanadyjczycy bardzo się starali, żeby nasz pobyt był niezapomniany - opowiada Angelika.

- Co chwila były jakieś niespodzianki, takie super - mówi Łukasz.

- Dopiero po paru dniach rozpoznaliśmy, że jak się oboje trochę mniej uśmiechają, to znaczy, że są zmęczeni - opowiada Patrycja Wróbel.

Przywieźli ze sobą dziewięć kilo nadbagażu prezentów i nowe pomysły.

- Chciałbym napisać książkę o przygodach w Kanadzie, o oceanie, o wszystkim - mówi Łukasz.

Teraz jednak znów czeka go szpital i sanatorium.

Wyprawa do Kanady była możliwa dzięki szczodrości firm i osób prywatnych. Część pieniędzy na wyjazd dało centrum handlowe, bilety - linie lotnicze, miejsce do spania - hotel. Fundacja "Dziecięca Fantazja" spełniła już prawie 500 życzeń dzieci z całej Polski. Z wieloma zdążyła w ostatniej chwili.

Informacja, jak można pomóc spełnić życzenie oraz jak zgłosić dziecko, które ma życzenie do spełnienia, na stronie: www.f-df.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna 14.06.2007r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #16 dnia: Wrzesień 18, 2007, 10:11:36 pm »
Tomek pojedzie na tor Formuły 1

Piotr Olechno
 
Chory Tomek Kuliński marzył, by przejechać się prawdziwym samochodem wyścigowym. Dziś pomknie torem Formuły 1 w pobliżu Budapesztu.

Tomek Kuliński z Przemysławem Saletą, który pomógł zorganizowac wyjazd, i dziennikarzem motoryzacyjnym Maciejem Zielińskim- Zawsze interesowałem się samochodami, fascynowały mnie wyścigi. Teraz nie mogę doczekać się przejażdżki po węgierskim torze Hungaroring. Będę gnał sportowym samochodem nissan 350 Z z zawodowym kierowcą rajdowym - mówi Tomek.

Ma 18 lat. Mieszka pod Jarocinem. Zmaga się z nieuleczalną dystrofią mięśniową typu Duchnne'a, potocznie - stopniowym zanikiem mięśni. Jeździ na wózku. Ma cztery siostry, brat zmarł niedawno, bo chorował na tę samą chorobę. Tomkiem zaopiekowała się fundacja Dziecięca Fantazja. Jej ambasador Przemysław Saleta namówił firmę Nissan do sponsorowania wyjazdu.

- Tomek nie tylko przejedzie się po raz pierwszy samochodem wyścigowym, ale też po raz pierwszy będzie za granicą i po raz pierwszy przeleci się samolotem - cieszyła się jego mama Grażyna, która towarzyszy synowi w podróży.


Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna 18.09.2007r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #17 dnia: Październik 26, 2007, 06:25:40 pm »
Mama Chrisa

LINDA BERGENDAHL PAULING, ZALOZYCIELKA FUNDACJA MAM MARZENIE I MAMA CHRISA

rozmawiała Violetta Szostak


Mojemu synowi zostały trzy lata życia. Przeżyjemy całe życie w ciągu trzech lat

Ile lat miał pani syn Chris, kiedy zmarł?

Siedem i pół.

Kiedy zachorował?

Miał cztery i pół roku, gdy postawiono diagnozę. Przyjechaliśmy wtedy do Phoenix w Arizonie, żeby zająć się moją mamą po śmierci ojca. Ojciec zmarł, kiedy był u nas z wizytą w Illinois. Wracałam do Arizony jego samochodem.

Następnego dnia Chris zaczął krwawić z nosa, nie chciał bawić się, rozmawiać. Myślałam: przejdzie, zmęczył się podróżą, przeżywa pogrzeb dziadka, bo pytał cały czas: 'Gdzie jest dziadek Wally? Musimy po niego wrócić'. To moja mama powiedziała: 'Coś jest z Chrisem nie tak, jest zbyt blady, idźcie do lekarza'. Pamiętam, odpowiedziałam nawet: 'Mamo, jest blady, bo u nas nie ma tyle słońca co w Arizonie!'. Chciałam myśleć, że to nic poważnego. Ale mama powtarzała: 'Idźcie do lekarza'. Poszliśmy jeszcze tego samego dnia.Lekarz pobrał krew z palca. Wrócił z wynikami: 'Pani syn ma białaczkę'.

Ja byłam prostą dziewczyną, miałam wtedy 25 lat, nie wiedziałam, o czym właściwie ten doktor mówi, zapytałam: 'No dobrze, ale jak się mamy tego pozbyć, panie doktorze? Jakie są na to lekarstwa?'. Skierował mnie do szpitala dziecięcego. Pojechaliśmy od razu. Pamiętam każdą chwilę: wnoszę syna po schodach, pielęgniarki zabierają go z moich rąk, czekam w szpitalu cały dzień, wieczorem przychodzą do mnie lekarz i ksiądz, bo to był szpital katolicki. Pomyślałam: ,Nie żyje...'. Żył. Przekazali mi pełną diagnozę: będziemy walczyć, ale przy obecnych możliwościach medycyny Chris przeżyje trzy lata. To był rok 1977, białaczka była wtedy jak wyrok. Lekarz, patrząc mi prosto w oczy, powiedział: "Chrisowi zostały trzy lata życia".

I zaczęliśmy żyć

Linda: Zostaliśmy tej nocy w szpitalu, patrzyłam na niego, jak spał, modliłam się. Rozpacz. I uczucie, że nam te trzy lata życia jeszcze dano, że mój syn jeszcze żyje... Pomyślałam, postanowiłam: "Przeżyjemy całe życie w ciągu trzech lat". Następnego dnia mogłam zabrać go do domu. I wtedy zaczęliśmy żyć.

Z takim wyrokiem? Jak?

Zaczęliśmy robić wszystko, na co mieliśmy ochotę. Pytałam Chrisa: 'Co chcesz robić?'. 'Chciałbym popływać'. Szliśmy popływać. 'Chciałbym pojeździć na koniu'. OK! Chodźmy na konie. Nie miałam wiele pieniędzy, ale to nie miało znaczenia. Chciał buty kowbojskie - dostał je.Robiliśmy wycieczki tropem westernów, które uwielbiał. A każdego piątku mieliśmy randkę. Chris zakładał garnitur i krawat, ja - elegancką suknię, wkładałam mu do portfela pieniądze i wychodziliśmy do restauracji. On grał dżentelmena, płacił rachunek, dawał napiwek, kelnerki przynosiły mu dodatkowy deser. Czasami po obiedzie szliśmy do kina, to był nasz wieczór na mieście. Czuł się bardzo dorosły wtedy. I ja właściwie tak go traktowałam przez cały ten czas, kiedy dorastał, w ciągu tych trzech lat. Zamiast nakazać mu sposób życia, pytałam: 'Czego byś chciał? Jak uważasz, co powinniśmy zrobić? Co bardziej by ci odpowiadało?'. Chciał jechać pewnego dnia do obozu pionierów na pustyni w Arizonie, bałam się, czy zdążymy wrócić przed zmierzchem do domu, a on założył sobie kowbojski kapelusz, stanął i powiedział: 'Mamo, jestem policjantem, policjanci bronią swoich mam. Możemy jechać'. Zaczęliśmy się śmiać. I pojechaliśmy.

Była pani sama z synem?

Mąż został w Illinois, my zamieszkaliśmy w Phoenix, musieliśmy być blisko szpitala. Nasze małżeństwo już wcześniej zaczęło się rozpadać, ale mąż wspierał nas cały czas finansowo, odwiedzał. Rozstaliśmy się po śmierci syna.


Pozwolę mu umrzeć

Chris był świadomy, jak ciężko jest chory?

Tak. Rozmawialiśmy o tym. Pytał, dlaczego dostaje zastrzyki, dlaczego go boli, dlaczego wypadły mu włosy. Kupiłam książkę z rysunkami anatomii człowieka, pokazałam mu, jak działa białaczka, chemioterapia, jak jego organizm reaguje. Mówiliśmy sobie, że leki to policjanci, którzy walczą z 'tymi złymi', z bad guys. Miał misia pluszowego, podłączał go do kroplówki i robił na nim zabiegi. Wszystko, co usłyszał ode mnie i od doktora, tłumaczył misiowi. Słuchając, wiedziałam, jak on to odbierał, co rozumie. Rozmawialiśmy o śmierci.

Jak?

Nie umiałam mówić w skomplikowany sposób, sama byłam jeszcze dzieckiem, ale może dlatego w ogóle umiałam o tym z nim mówić. Mówiłam, że wszyscy musimy umrzeć któregoś dnia. Pytał, czy pójdę tam razem z nim. Mówiłam, że się spotkamy. Tak o tym myślałam, nadal tak myślę. Był coraz słabszy. W jego siódme urodziny wyprawiliśmy przyjęcie, wieczorem dostał krwotoku z nosa. To był koniec kolejnej remisji, trzecie uderzenie choroby, a wtedy z białaczką było jak w baseballu - trzy razy się pomylisz, wypadasz z boiska. Wiedziałam, że jesteśmy blisko końca, że to nadchodzi... Rozmawiając z lekarzem, zdecydowałam, że pozwolę mu umrzeć.

Pozwolę umrzeć?

Usłyszałam, że możemy walczyć i podtrzymywać go przy życiu jeszcze przez krótki czas, dwa--trzy miesiące, albo mu zaprzestać terapii i pozwolić odejść bez przedłużania cierpienia, uśmierzając ból. Lekarz zostawił mi decyzję. Myślałam trzy dni i trzy noce, nie spałam, modliłam się. Widząc go, jak cierpi... Byłoby z mojej strony bardzo egoistyczne starać się go zatrzymać. Zabrałam Chrisa ze szpitala do domu.


Dlaczego oni to dla mnie zrobili?

Zdążyła pani jeszcze spełnić jedno marzenie syna, jak to wyglądało?

To nie ja, sama nie byłabym w stanie tego zrobić. Chris chciał być policjantem. Kiedy jechaliśmy samochodem i zobaczył policyjny motocykl albo wóz, wychylał się przez okno tak, że musiałam go trzymać, aby nie wypadł. Wypisywał mi mandaty, kiedy przejechałam na czerwonym. Kilka lat wcześniej znajomy policjant obiecał, że przewiezie go motocyklem, a może nawet helikopterem. Tamtego dnia, kiedy wróciliśmy ze szpitala, zadzwoniłam do niego: 'Jeśli chcesz spełnić obietnicę, teraz jest ten moment'. Trzy dni później oddzwonił i zapytał Chrisa: 'Chciałbyś polecieć helikopterem?'. Tak szczęśliwego nie widziałam go dawno.Zanim do tego doszło, mój syn zasłabł i wszystko wskazywało na to, że to już koniec. Jednak następnego dnia w szpitalu obudził się, zjadł śniadanie, oglądał bajkę w telewizji i czekał, aż ja się obudzę. Chciał się bawić... Lekarz był zaskoczony tą poprawą, stwierdził, że możemy wrócić do domu, przeżyć w domu ostatnie dni, bo było wiadomo, że to są ostatnie dni. I jednego z tych ostatnich dni do Chrisa przyjechali policjanci. Okazało się, że mój znajomy powiadomił kolegów i zrobili coś wspaniałego. Leciał helikopterem nad Phoenix, siedział na kolanach oficera i kierował wozem patrolowym, jechał na policyjnym motocyklu. Zawieźli go do Departamentu Bezpieczeństwa Drogowego, gdzie został zaprzysiężony na pierwszego i jedynego w Arizonie honorowego policjanta drogówki. 'Podnieś prawą rękę i powtarzaj za mną' - powiedział do niego komendant. Chris podniósł lewą, był małym chłopcem, jeszcze mu się myliło. 'Balonowy policjant' - nazwał go ktoś, bo Chris żuł gumę i cały czas robił wielkie balony. Na drugi dzień policjanci zadzwonili i spytali, jakie są jego wymiary, bo firma szyjąca mundury dowiedziała się o Chrisie i chce uszyć dla niego mundur. Szyli całą noc. Rano przywieźli. Zajechali pod nasz dom kawalkadą policyjnych samochodów, motocykli, na sygnale. O, to było niesamowite! To wszystko na naszej małej, spokojnej ulicy. Nie chcę wiedzieć, co myśleli o nas sąsiedzi. Chris przebrał się zaraz w mundur. Dali mu mikrofon, żeby powiedział coś przez policyjne radio, które nastawili tak, że słyszały go patrole w całym mieście. Powiedział: 'Hallo, Phoenix!'. A potem się wystraszył, bo radio odpowiedziało. Zauważył, że na mundurze policjanci mają odznakę skrzydeł. 'Jak ja mogę takie skrzydła dostać?' - zapytał. Policjanci postawili słupki, przejechał między nimi na dziecięcym motorku. Dostał za to skrzydła. Ci wszyscy wielcy mężczyźni płakali.

Czym to było dla niego?

Był tym zachwycony, każda minuta tego wydarzenia go zachwycała. Zapytał mnie potem: 'Dlaczego oni to dla mnie zrobili?'. On wiedział, on nie był głupi, wiedział, co się dzieje, i wydawało się, że w jakiś niezwykły sposób to zaakceptował. Był szczęśliwy tego dnia. Ale był już bardzo słaby. Nazajutrz poprosił mnie, żebym zabrała go do szpitala. Dzień później umarł. Stało się to bardzo szybko. Tego ostatniego dnia do szpitala przychodzili oficerowie, żeby się z nim żegnać. Leżał w śpiączce... Nawilżałam mu usta... Raz się obudził, zawołał: 'Mamusiu, mamusiu...'. 'Byłaś naprawdę dobrą mamusią' - powiedział... Zobaczył mundur, który powiesiłam na oknie, uśmiechnął się... Zamknął oczy, oddychał, ale to było jego pożegnanie...Tego wieczoru umarł. 3 maja 1980 roku. Wtedy to był chyba pierwszy raz, kiedy od początku choroby Chrisa głośno zapłakałam, rozerwał mnie płacz. Przedtem chciałam, żeby widział mnie silną. Lekarz powiedział: 'Chciałem przez całe trzy lata, żebyś to w końcu zrobiła'.


Bo to cud

Linda: Trzy tygodnie po pogrzebie przyszli do mnie Frank i Scott, dwaj oficerowie policji. Zapytali mnie: 'Czy nie moglibyśmy robić tego dalej? Czy nie moglibyśmy założyć organizacji imienia Chrisa i spełniać marzeń dzieci chorych jak on?'. Odpowiedziałam: "Tak!". Nie musiałam się zastanawiać. Wiedziałam, że w szpitalu, w którym leżał mój syn, jest wiele dzieci tak samo spragnionych czegoś jasnego. W kilka osób założyliśmy organizację Make-A-Wish. Dziś działa ona aż w 28 krajach od USA po Indie, spełniła 160 tysięcy marzeń, angażują się w nią tysiące ludzi, powstaje wiele innych organizacji, które czerpią z tej idei. Jak to się stało, że aż tak się rozwinęła? To było jak lawina. Kilka miesięcy po śmierci Chrisa spełniliśmy pierwsze marzenie - siedmioletniego Bobsy'ego chorego na białaczkę. Chłopiec chciał zostać strażakiem, lecieć balonem i pojechać do Disneylandu. I od razu złamaliśmy regulamin, w którym zapisaliśmy, że spełniamy po jednym marzeniu. Bobsy dostał wszystko. Strażacy zrobili dla niego to samo, co policjanci dla Chrisa. Reportaż z tej akcji ukazał się w popularnym programie telewizyjnym. I po emisji wszystko eksplodowało! Ludzie z całej Ameryki dzwonili i chcieli robić to samo w swoich miastach. Pomagaliśmy im zacząć. Dalej biegło już samo.

Minęło 25 lat, a pani wciąż pracuje w Make-A-Wish jako wolontariuszka?

Tak, spotykam się z innymi wolontariuszami, opowiadam tę historię. To ważne, żeby oni słyszeli ją ode mnie i żeby wiedzieli, że ja również jestem wolontariuszką. Kiedy robimy piknik, żeby zebrać fundusze, wtedy pracuję jak wszyscy, na przykład stoję i smażę hamburgery. Za każdym razem, gdy spełniamy marzenie, czuję to samo, widząc oczekiwanie, radość i moment, gdy dziecko zapomina o chorobie. Chłopiec, który chciał przejechać przez most Golden Gate. Dziewczynka w Londynie, która chciała tańczyć z bestią z musicalu 'Piękna i Bestia'... Każde spełnienie jest niepowtarzalne.

Jak po takim momencie zapomnienia, marzenia dziecko przeżywa potem zderzenie z rzeczywistością, z cierpieniem?

Dzieci bardzo długo żyją tym, co się stało, opowiadają o tym - dostają nadzieję. Wiele z nich wychodzi przecież z choroby, niektóre wracają do nas jako wolontariusze. Wracają też rodzice, których dzieci umarły, pracują dalej tak jak ja.

Pomagała pani zakładać fundację Mam Marzenie w Polsce, chociaż nie jest ona formalnie związana z Make-A-Wish.

To nie ma znaczenia, jak się nazywacie. Kiedy Piotr Piwowarczyk zadzwonił do mnie i powiedział, że chcieliby robić to samo w Polsce, odpowiedziałam: 'Cudownie! Róbcie!'. Chciałabym, żeby to działo się wszędzie.

Kiedy teraz rozmawiamy, cały czas uśmiecha się pani i tamuje łzy. Opowiada pani o tym na spotkaniach z wolontariuszami, dziennikarzom, którzy wypytują jak ja, ale to mówienie musi boleć.

Nie, to mówienie nie boli. Ja płaczę, bo... to cud. To, co udało się zrobić dzięki Chrisowi, dzięki tym ludziom, którzy jemu i mnie wtedy pomogli, że to trwa...

Czy miała pani jeszcze dzieci?

Chris był jedynym moim dzieckiem. Po jego narodzinach miałam problemy i nie mogłam już mieć więcej dzieci. Pierwszy raz, gdy ktoś zapytał mnie: 'Czy masz dzieci?', i gdy pierwszy raz musiałam powiedzieć: 'Nie. Nie mam' - to bardzo bolało.

Mogłam powiedzieć: 'Nie mam', albo zacząć tłumaczyć, ale kiedy zaczynałam mówić, wiele osób źle się czuło, przepraszało, że poruszyło ten temat. Dlatego czasem mówiłam: 'Nie mam'. To było bardzo trudne, gdy tyle lat było się matką.

Wszyscy znają panią jako 'mamę Chrisa'.

Tak, jestem mamą Chrisa.


Linda Bergendahl-Pauling - założycielka fundacji Make-A-Wish.

23 września odebrała w Tomaszowie Mazowieckim order Ecce Homo (przyznawany ludziom, 'którzy wbrew wszelkim przeciwnościom, poprzez konsekwentną działalność dają świadectwo bezinteresownej miłości bliźniego'). Spotkała się z wolontariuszami fundacji Mam Marzenie w Warszawie, Poznaniu i Krakowie.
Napisała książkę o historii Chrisa i fundacji Make-A-Wish, w Polsce ukazała się pod tytułem 'Mały policjant, czyli mam marzenie' w wydawnictwie Media Rodzin

Źródło: Wysokie Obcasy

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #18 dnia: Październik 27, 2007, 01:16:01 pm »
Marzenia się spełniają

Małgorzata Szamocka
 
Ich świat to choroba, ból, cierpienie, któremu czasem trudno ulżyć. I marzenia, bo z marzeniami łatwiej żyć. O własnym laptopie, wyprawie do Disneylandu, o spotkaniu z gwiazdą. Poznajcie osoby, które pomagają je realizować.

Monika patrzy w lustro i nie może uwierzyć - Czy to naprawdę ja? - powtarza w duchu. - Ta śliczna panna młoda, z zaróżowionymi policzkami, fikuśnymi loczkami, w białej sukni i welonie spływającym do ziemi? Wokół dziewczynki uwija się kilka osób. Jedna poprawia fryzurę, inna wpina kwiat we włosy, padają komendy fotografa: "Popatrz na mnie, uśmiechnij się. Unieś brodę. Dobrze! Jeszcze raz! A teraz zrób nadąsaną minę". A ona, choć ledwie stoi na nogach ze zmęczenia, jak zawodowa modelka posłusznie wykonuje każde polecenie. Tylko od czasu do czasu zerka w stronę siedzącej na kanapie w drugim końcu sali mamy. Może po to, żeby czerpać siły z jej zachwytu, bo matka nie może się nadziwić, że jej maleńka Monia z Kopciuszka przeistoczyła się w prawdziwą księżniczkę. Jak w bajce A stało się to 8 listopada, w stylowym salonie sukien ślubnych Madonna w Krakowie. Tam, dzięki właścicielowi, panu Krzysztofowi Wopińskiemu, spełniło się wielkie marzenie 13-letniej, chorej na mukowiscydozę Moniki.

Bez granic

Mukowiscydoza, podstępna genetyczna choroba jest dziedziczna. Rodzice Moniki byli jej nosicielami i nic o tym nie wiedzieli. Ich pierwsze dziecko, 15-letni dziś syn, nie zachorowało. Lekarze, do których najpierw trafili z Moniką, nie mieli pojęcia o objawach choroby. Dziewczynka z rodziną mieszka w niewielkiej wiosce Tarczowa, oddalonej 7 km od Kamieńca Ząbkowickiego, a 70 km od Wrocławia. Dopiero kiedy znaleźli się z 5-miesięczną córeczką w szpitalu we Wrocławiu, udało się postawić prawidłową diagnozę. Organizm Moniki produkuje nadmiernie lepki śluz, który powoduje zaburzenia w funkcjonowaniu płuc, układu pokarmowego. Dziewczynka wymaga codziennej pielęgnacji polegającej na oczyszczaniu dróg oddechowych z zalegającego śluzu poprzez drenaże i zapewnienia jej wysokoenergetycznej diety. Ma też zniszczoną trzustkę, przeszła żółtaczkę typu B, którą zakaziła się w szpitalu. Niestety, obecnie nie ma skutecznej metody wyleczenia mukowiscydozy, a leki i zabiegi pozwalają jedynie na przedłużanie życia.

W czerwcu ubiegłego roku, kiedy Monika przebywała w klinice we Wrocławiu, tamtejsza pedagog namówiła ją do napisania listu do Fundacji Dziecięca Fantazja. Okazało się, że największym marzeniem dziewczynki jest wizyta w salonie sukien ślubnych, przymierzenie różnych kreacji oraz otrzymanie jednej z nich. Można się dziwić: po co nastolatce ślubna sukienka? Mogła wybrać coś bardziej użytecznego, choćby komputer, jak podpowiadał jej brat. Jednak Patrycji Wróbel, która w fundacji pracuje prawie od początku jej istnienia, to pragnienie wcale nie zaskoczyło. - Od września 2003 r. uczestniczyłam w spełnianiu ok. 350 dziecięcych fantazji. Niektóre z nich były kompletnie odlotowe. Jeśli tylko stan zdrowia dziecka na to pozwalał, realizowaliśmy je. Z Karolem, chorym na zanik mięśni i podłączonym do respiratora, leciałam balonem nad Disneylandem w Paryżu. Z Justyną, która ma miopatię (podczas snu wiotczeją jej mięśnie i przestaje oddychać, więc musi być podłączona do respiratora) pływałyśmy z delfinami w Szwajcarii. Z nastolatkiem chorym na nowotwór kości chcieliśmy skoczyć na bungee, ale nie zgodził się na to jego lekarz. Nie mogłam też spełnić pozornie prostego marzenia pięcioletniego Piotrusia chorego na rdzeniowy zanik mięśni. Pragnie przejechać się samochodem po Łodzi, gdzie mieszka i zwiedzić stadninę koni - opowiada Patrycja, odgarniając z czoła kruczoczarną grzywkę. Bo Piotruś musi leżeć, nie może nawet odwrócić główki z powodu wiotkości mięśni klatki piersiowej. Chłopiec chciałby jechać i widzieć wszystko dookoła, a do tego konieczny jest samochód z leżanką na wysokości okna. Odpowiednia byłaby karetka pogotowia, ale ponieważ karetki mają częściowo zamalowane szyby, nic przez nie nie widać. Inne samochody nie są przystosowane do przewozu dziecka podłączonego do skomplikowanej medycznej aparatury. - Jeśli tylko możemy, staramy się nie ograniczać wyobraźni dzieci - zapewnia Patrycja. Ale trzy lata temu, gdy jej szef Anglik - założyciel fundacji, który chce pozostać anonimowy - zaproponował jej tę pracę, była przerażona. Bała się, że skoro nie potrafi powstrzymać łez na filmie "Król lew", to nie poradzi sobie z obcowaniem z nieuleczalnie chorymi dziećmi. Teraz nie wyobraża sobie życia bez tej pracy. Zaocznie studiuje psychologię, wybrała specjalizację z opieki paliatywnej - ta wiedza przydaje się w praktyce.

Ze śmiercią na ty

- Dziś całą noc nie spałam. Wieczorem dowiedziałam się, że umarł Karol, chłopiec, którego marzenie spełnialiśmy dwa lata temu. Było to spotkanie z piłkarzem Maciejem Żurawskim. Do śmierci nie potrafię się przyzwyczaić, choć od dzieci uczę się ją oswajać. Kiedyś chłopiec w szpitalu spytał mnie: "Wiesz, że umrę?". Na chwilę mnie zamurowało, a potem odparowałam: "A ty wiesz, że ja też? Może nawet wcześniej od ciebie?". Śmierć jest obecna od początku istnienia fundacji. Już w trakcie spełniania pierwszego marzenia zmarła chora na guza mózgu 16-letnia Karolina, której pragnieniem była wycieczka do Londynu. To był dla nas szok i lekcja pokory. Na szczęście towarzysząca jej w londyńskim szpitalu mama zapewniła nas, że Karolina umierała szczęśliwa, bo wcześniej przeżyła wspaniałe chwile.

W gabinecie figur woskowych sfotografowała się z Jennifer Lopez i zjadła obiad z bramkarzem Jerzym Dudkiem. O tym, że umrze, wiedziała - guz odrodził się w pół roku i rósł w zastraszającym tempie - wspomina Patrycja. Twierdzi, że dzięki pracy w fundacji stała się innym człowiekiem. Szczęśliwym. Jej problemy są tak mało istotne wobec tych, z którymi walczą dzieci... Nauczyła się cieszyć z każdej chwili. Nauczyła się walczyć. - Dla uśmiechu dzieciaków mogę gryźć i kopać! Czasem, żeby rozbawić maluchy, robię z siebie głupka. Mogłabym występować w kabarecie, ale wystarcza mi sala szpitalna. Wiem, że nasi podopieczni mają do mnie zaufanie i jeśli dzieje się coś złego, dają mi sygnał telefoniczny, nawet w środku nocy. Oddzwaniam, wysłuchuję. Dzieci często nie chcą obarczać swymi lękami rodziców. Chronią ich. Nasza znajomość nie kończy się z chwilą spełnienia marzenia - zapewnia Patrycja.

Cuda się zdarzają

Jej zapał nie gaśnie. Poznałyśmy się miesiąc temu podczas spełniania marzeń dwóch Patrycji: 16-latki z Łodzi chorej na nowotwór kości i 11-latki z Gdańska, walczącej z syndromem Gorhama. Przyjechały z rodzicami do stolicy przekonane, że celem ich wizyty jest obejrzenie pokazu mody i poznanie zaprzyjaźnionej z Fundacją Dziecięca Fantazja Ilony Felicjańskiej. Ale Patrycja Wróbel przygotowała dla nich niespodziankę Pokaz odbywał się w budynku Atrium. Dziewczynki z rodzicami zajęły miejsca w pobliżu wybiegu. Patrycja z Gdańska na specjalnym leżaczku, bo każdy krok sprawia jej ból. Obserwowała jak Ilona Felicjańska prezentuje nowy model Alfa Romeo. Ale potem wywołała ją.

I zdarzył się cud. Gdy tata szykował się, żeby wnieść córkę na rękach, ona odepchnęła go i sama weszła na scenę. Speszona stanęła w świetle reflektorów. I wtedy wręczono jej laptop, o którym marzyła. Dziewczynka była zaskoczona i wzruszona. Mówiła, że komputer stanie się jej oknem na świat - będzie mogła kontaktować się z rówieśnikami, uczyć się, grać. No i zapomni o bólu...- Na 170 marzeń, które czekają na spełnienie, 70 to prośby o komputer lub laptop. Są moją zmorą - wyznaje Patrycja Wróbel. Wielokrotnie zwracała się do producentów i dystrybutorów sprzętu komputerowego o ulgi przy zakupie. Pozostają głusi na jej prośby. Może liczyć jedynie na prywatnych ofiarodawców i pieniądze, które uda się zarobić podczas licytacji przedmiotów podarowanych przez znane osoby. Ostatnio prowadzącemu licytację Tomaszowi Kammelowi udało się za fanty, w tym koszulkę z podpisami drużyny Real Madryt, uzyskać zawrotną sumę 50 tys. złotych. Podczas pokazu w Atrium zaśpiewała Justyna Steczkowska.

Kiedy recital dobiegł końca, artystka nie zeszła ze sceny, lecz zaczęła czytać: "Świat się nie toczy kołem i kwadratem/Miłość się nie błąka jesienią i latem..." - ten wiersz Patrycji Słobodzian z Łodzi pochodzi z jej pierwszego tomiku wydanego przez Wydawnictwo Nowy Świat - zakończyła piosenkarka, prezentując książkę. Drobna dziewczyna w chustce na głowie ukryła twarz w dłoniach, nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje. Wywołana wyszła na scenę, gdzie Kamil Witkowski, przedstawiciel wydawnictwa, pogratulował jej talentu i porównał jej twórczość do poezji K.K. Baczyńskiego. Dla Patrycji to wielkie wyróżnienie, bo Baczyński jest jej ulubionym poetą. - Nie było jednego szczególnego momentu w moim życiu, który sprawił, że zaczęłam pisać wiersze - mówi młoda poetka. - Chciałam w jakiś sposób wyrazić swoje uczucia. Padło na poezję. Biedne wiersze Zaczęłam je pisać, zanim zachorowałam, ale dopiero choroba sprawiła, że świat zewnętrzny zwolnił bieg, a wewnętrzny przybrał postać prawdziwego huraganu. Wtedy zdałam sobie sprawę z własnych marzeń. Jednym z nich było wydanie tomiku wierszy. Teraz, kiedy się spełniło, jestem szczęśliwa. Patrycję boli ręka od wpisywania dedykacji, dziennikarze i fotografowie dobijają się do niej. Wraz z drugą Patrycją są gwiazdami wieczoru. Nie mogą uwierzyć, że dzieje się to naprawdę.

Anioł z Krakowa

Podobnie czuła się Monika z Tarczowa, kiedy Patrycja Wróbel zadzwoniła do jej mamy z informacją, że za trzy dni w Krakowie zostanie zrealizowane jej pragnienie. Nie chciała uwierzyć, bo przecież czekała tylko 4 miesiące. Niedawno namówiła mamę, żeby pojechała z nią na targi mody ślubnej do Wrocławia, ale tam kreacje prezentowały modelki i nie można się było nimi nacieszyć. A teraz będzie mogła dotykać, przymierzać, a jedną suknię zatrzymać na zawsze. Monika od dziecka lubiła przebierać lalki, czesać je, malować. Teraz ma już własne kosmetyki, a w przyszłości pragnie zostać wizażystką. Nie chce rozmawiać o swojej chorobie, a jej mama dopiero od niedawna w miarę swobodnie opowiada o problemach zdrowotnych córki. Przez te wszystkie lata nauczyła się walczyć ze znieczulicą Narodowego Funduszu Zdrowia. To pochłania mnóstwo jej czasu i energii. Niewiele zostaje na realizowanie marzeń córki. Zresztą sytuacja materialna rodziny Moniki nie jest dobra. Ich stały dochód to 1000 zł miesięcznie (oboje rodzice są na rencie), a na lekarstwa wydają średnio kilkaset złotych w miesiącu. A przecież mają jeszcze syna, który jest uczniem gimnazjum. Kiedy nadszedł dzień realizacji marzenia, Monika z mamą wstały o świcie - dziewczynka zjadła porządne śniadanie i poddała się zabiegom. O siódmej wsiadły do autobusu, który zawiózł je do Wrocławia. Stamtąd pociągiem przyjechały do Krakowa. W drodze Monika niewiele mówiła, ale z emocji pociły się jej dłonie. - Widziałam, że się trochę boi... Dotychczas wyjeżdżała jedynie do szpitala we Wrocławiu lub do sanatorium w Rabce - opowiada mama.Na dworcu powitała ich Patrycja Wróbel.

Monika po raz pierwszy była w Krakowie. Wszystko jej się podobało. I Brama Floriańska, i rynek z gołębiami, kościół Mariacki. Jednak nie traciła czasu na zwiedzanie, bo spieszyła się do salonu Madonna, który znajduje się przy Floriańskiej, najbardziej prestiżowej ulicy Krakowa. Zajmuje pierwsze piętro zabytkowej kamienicy, a jego wysokie ściany zdobią XIX-wieczne malowidła. Ma drewniane stropy i urządzony jest antykami. W progu powitały nas panie z obsługi i zaprosiły do specjalnie zarezerwowanego salonu. Pod ścianami przeszklone szafy wypełniają ślubne kreacje. Jedne są strojne, z falbankami i aplikacjami. Inne skromne, kuszą szlachetnością materiału i fasonu. Monika stanęła osłupiała. W prostym brązowym polarze, w okularach na zadartym nosku wygląda bardzo dziecinnie. Czy któraś z tych sukien będzie na nią pasować? W salonie czekają dziewczyny ze Stylowni, firmy zajmującej się przygotowaniem do sesji fotograficznych modelek i gwiazd: Anna Maria Wieja i Katarzyna Więcek zajmują się wizażem oraz Monika Sikora, specjalistka od stylizacji fryzur. Gotowe są spełnić najbardziej wyszukane pragnienia Moniki. Jest też fotograf współpracujący z naszym wydawnictwem, Mateusz Skwarczek. Energiczna pani Monika z Madonny, która zawsze stara się odgadnąć potrzeby klientek, radzi, by dziewczynka najpierw oddała się w ręce stylistek i kiedy będzie już "zrobiona", z łatwością dobierze suknię. Malowanie i czesanie trwa ponad 1,5 godziny. Monika cierpliwie znosi tuszowanie rzęs, kręcenie loków, lakierowanie włosów. Jest tak przejęta, że prawie się nie odzywa. Patrycja Wróbel zagaduje ją - Mam nadzieję, że pomożesz mi dobrać suknię, bo w przyszłym roku zamierzam wyjść za mąż.

Dziewczynka się śmieje. Dopiero teraz, w nowej fryzurze i delikatnym makijażu, jej uroda rozbłysła. - Suknia powinna być elegancka, nieprzeładowana ozdobami - radzi pani Monika. Idealny okazuje się model Neptuno znanej hiszpańskiej firmy Pronovias. Leciutka jak poranna mgiełka muślinowa sukienka z odkrytymi ramionami. Jeszcze tylko pantofelki na obcasie, delikatny kryształ górski na szyję, kwiat we włosy. Nasza modelka jest przystrajana w ubieralni, w której panie zasłoniły lustro. Kiedy uznały, że jest już gotowa, zdjęły z niego szal i Monika aż krzyknęła z wrażenia. Dziewczyny ze Stylowni przywiozły wspaniałe skrzydła anioła z ptasich piór i namówiły Monikę, by je założyła. - Od dziś mama będzie mówiła do ciebie "Mój ty aniołku"- śmieje się Patrycja. A Monika wyciąga do góry ręce, jakby chciała odlecieć.Dochodzi godzina 18., zmęczenie i głód dają o sobie znać. Dziewczynka musi dobrze się odżywiać. Ustalamy, że sukienka będzie do odebrania następnego dnia po południu. Trzeba ją skrócić, a my możemy się udać na wystawny obiad. Dziewczynka zamawia talerz mięs. Bez deseru, bo za słodyczami nie przepada. Nazajutrz Monika odbiera z salonu Madonna pięknie zapakowaną sukienkę. Zawiezie ją do domu. Będzie dla niej wspomnieniem tych chwil, kiedy znajdowała się w centrum uwagi i uwierzyła, że jest piękna. Niemożliwe stało się możliwe. Warto marzyć!


źródło: Poradnik Domowy

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #19 dnia: Październik 27, 2007, 01:16:07 pm »
Dziewięcioletni Patryk przyjęty do policji

Na trasie Katowice - Bielsko łapał w piątek kierowców dziewięcioletni policjant. W mundurze specjalnie skrojonym, ze świeżą legitymacją i lizakiem. Kierowcy byli wzruszeni, że biorą udział w spełnianiu marzenia chorego dziecka.

- Chciałbym mieć kajdanki, kogoś zatrzymać, ale najpierw gonić szybko radiowozem - wyznał Patryk Pochopień z Katowic Fundacji Mam Marzenie. Patryk cierpi na białaczkę, zakończył leczenie, jest pod opieką hospicjum. A że Fundacja realizuje najśmielsze pragnienia...

W piątek spełniło się jego marzenie, choć Patryk do końca nie wiedział, że jedzie na uroczyste ślubowanie policjantów.

Na miejscu w oddziale prewencji śląskiej policji przebrano chłopca w mundur - specjalnie dla niego skrojony, spodnie z kantem, czarne buty, czapkę. I do szeregu!

Przysięgę składało wczoraj 246 policjantów. Komendant wywołał na środek czterech najlepszych i Patryka, by osobiście wręczyć im legitymacje. Nic dziwnego, że chłopcu odebrało mowę. Wszystkie kamery i obiektywy zwrócone były na niego.

Potem przyszedł czas na patrol drogowy. Ledwo Patryk wysiadł z radiowozu, zatrzymał pierwsze auto. Osobowe, kierowca zdziwiony. - Poproś o prawo jazdy, patrz poważnym wzrokiem na kierowcę, sprawdź, czy to ten sam, co na zdjęciu, a teraz rejestrację, czy się zgadza z tymi cyferkami w dokumencie - pouczali policjanci. - Wszystko w porządku? No to oddaj honor i życz szerokiej drogi.

Kierowca miał łzy w oczach. - Cieszę się, że mogłem wziąć udział w takiej wspaniałej akcji! - dziękował.

Z ciężarówką poszło łatwiej. Patryk wdrapał się do kabiny i sprawdził stan techniczny auta, wypytał o gaśnicę, trójkąt, zbadał trzeźwość.

- Ma dobre predyspozycje na policjanta - ocenił chłopca Włodzimierz Mogiła z wydziału ruchu drogowego. - Jest stanowczy. Na odprawie w komendzie powiedział, że jak zatrzyma przestępcę drogowego, to wsadzi go do więzienia na sto lat. Kiedyś zmięknie - dodał Mogiła. - Przy takich karach nikt by nie jeździł po polskich drogach.

Kierowca ciężarówki też był w porządku, a Patryk tak bardzo chciał wlepić mandat. Dlatego chce zostać policjantem. Więc policjanci wzięli go jeszcze na przejażdżkę po autostradzie wozem z wideorejestratorem. Wlepił trzy mandaty i był bezwzględny.

Patryk miał dwa marzenia, ale fundacja zawsze każe dzieciom wybrać jedno, najważniejsze. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego spełnił drugie - na koniec wręczył chłopcu playstation.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #20 dnia: Październik 27, 2007, 01:16:08 pm »
Inne artykuły na temat spełniania marzeń chorych dzieci przez Fundację Mam Marzenie

Słynny badacz dinozaurów u chorego chłopca

Cytuj
Prof. Jack Horner, sławny badacz dinozaurów, spotkał się w środę z chorym na białaczkę Kubą. A chłopiec pomógł mu wymyślić nazwę dla odkrytego gada





Kryształowy fotel spełni marzenie chorego chłopca

Cytuj
Chory na białaczkę Emil marzy o safari. Pieniądze za fotel wysadzany kryształkami Swarowskiego spełnią jego marzenie.




Spotkać sięz Harrym Potterem

Cytuj
Mamy siedem zgłoszeń od chorych dzieciaków, które liczą na ich spełnienie. Prosimy ludzi dobrej woli o pomoc - mówi Anna Góralska, szefowa z fundacji Mam Marzenie w Olsztynie

(...)

Jak pomagać?

"Mam marzenie" prosi o wpłaty i czeka na wolontariuszy, którzy chcieliby poświęcić swój czas dzieciom. Zbiera też zgłoszenia od rodziców i opiekunów, których chore maluchy mają jakieś marzenia.

Dodatkowe informacje:
www.mammarzenie.org


Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26268
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #21 dnia: Marzec 07, 2008, 09:27:35 am »
Spełnili marzenie chorego chłopca

To był najszczęśliwszy dzień w życiu Wojtusia (5 l.)! Pozwolił mu zapomnieć, że cierpi na białaczkę

Chory na białaczkę Wojtuś czekał na ten dzień od 11 miesięcy. W końcu lekarze pozwolili mu spełnić jego największe marzenie, którym był lot nad morzem na pokładzie prawdziwego wojskowego samolotu.


Do Gdyni chłopiec przyleciał z rodzinnego Krakowa. Wymęczona długą, ciężką chorobą twarz Wojtusia (5 l.) była uśmiechnięta od ucha do ucha. Ten dzień pozwolił zapomnieć chłopcu o cierpieniach, których doświadczył. Rok temu chory na białaczkę chłopiec przeszedł przeszczep szpiku kostnego. Dzięki Fundacji "Mam Marzenie" i Marynarce Wojennej zobaczył morze z pokładu wojskowego samolotu AN-28 "Bryza". Właśnie to było jego największym pragnieniem!

Piloci Marynarki Wojennej zrobili wszystko, aby Wojtuś tego dnia nie zapomniał nigdy. W bazie Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej pokazano chłopcu dwa sokoły. Nie śmigłowce, ale piękne drapieżniki, które na lotnisku przeganiają ptaki stwarzające zagrożenie dla samolotów i śmigłowców.

Komandor porucznik Andrzej Szczotka i kapitan Sławomir Knap zaprosili Wojtka do kabiny samolotu. Zajął stanowisko mechanika pokładowego. Chłopczyk zaniemówił z wrażenia. Założono mu słuchawki, w których słyszał rozmowy pilotów z wieżą kontrolną. Rodzice i dwie starsze siostry Wojtusia polecieli razem z nim jako zwykli pasażerowie.

Samolot wystartował z lotniska Gdynia Babie Doły. Maszyna wzięła najpierw kurs na platformy wiertnicze na Bałtyku, potem przeleciała nad wybrzeżem od przylądka Rozewie aż do krańca Półwyspu Helskiego.

- To nie był rejs pasażerski, ale normalny lot szkoleniowy. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem uśmiechu, który nie schodził z twarzy chłopca - mówi kpt Czesław Cichy z Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej.

W trakcie ponadgodzinnego lotu Wojtuś zobaczył z powietrza także port wojenny w Gdyni. - Było pięknie - powtarzała szczęśliwa Barbara Murzyn, matka chłopca, spoglądając przez cały czas na uśmiechniętego synka. We wrześniu Wojtek ma zacząć naukę w "zerówce". - Chciałbym tym latać do szkoły - stwierdził kategorycznie podczas oglądania śmigłowców SH-2 Kaman i Mi-17, należących do Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. Od wzruszonych żołnierzy dostał w prezencie wielkiego białego misia z marynarskim kołnierzem, lotniczą furażerkę i dwa sokole pióra.

autor: Andrzej Walentek
Pozdrawiam :))
"Starsza Letnia Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Spełniają marzenia chorych dzieci
« Odpowiedź #22 dnia: Maj 29, 2008, 09:52:39 pm »
Marzenia spełniam profesjonalnie
 
 Rozmowa z Anną Opasińską

 Urszula Jabłońska: Asystowała pani przy spełnianiu marzeń 15 dzieci cierpiących na choroby, które zagrażają życiu. O czym marzyły?

Anna Opasińska, wolontariuszka w fundacji Mam Marzenie: W większości były to przedmioty materialne - komputer czy telewizor. Tak chore dzieci bardzo dużo czasu spędzają w szpitalu, dzięki komputerowi mogą obejrzeć film, skontaktować się ze znajomymi, pouczyć się. Ale najprzyjemniej spełnia się oryginalne marzenia. Jedna dziewczynka chciała zostać gwiazdą. Dogadaliśmy się z Teatrem Lalka i zrobiliśmy przedstawienie, w którym Julka grała główną rolę - najpierw była Królewną Śnieżką, potem Czerwonym Kapturkiem. Po przedstawieniu przyjechała Małgorzata Kożuchowska i przeprowadziła z nią wywiad. Załatwiliśmy też przejażdżkę limuzyną.

Agnieszka chciała znaleźć się na okładce magazynu - zorganizowaliśmy jej pokaz mody, sesję zdjęciową, znaleźliśmy magazyn, który zgodził się zamieścić zdjęcie. Był też nocleg w luksusowym hotelu.

Jak to wszystko załatwiacie?

- Przez formularz na naszej stronie internetowej zgłaszają się do nas rodzice chorych dzieci. Kontaktujemy się z nimi i wypytujemy o marzenia. Potem rozpoczynamy poszukiwania sponsora. Na jednego marzyciela przypada dwóch wolontariuszy. Wbrew pozorom łatwiej załatwić przedstawienie czy spotkanie ze sławną osobą niż pieniądze na zakup np. telewizora. Jednak zdarza się, że lekarz dziecka mówi, że zostało mało czasu. Wtedy nie szukamy sponsora, tylko bierzemy pieniądze, które dostajemy z 1 procentu, i działamy w ekspresowym tempie.

Czy są jakieś marzenia, których nie spełniacie?

- Zdarza się, że dziecko mówi coś pod naciskiem rodziny. Na przykład ośmiolatek nagle życzy sobie remontu pokoju, a przecież dzieci w tym wieku raczej myślą o zabawkach czy Disneylandzie. W takim wypadku staramy się porozmawiać z dzieckiem, by zastanowiło się, czego naprawdę pragnie.

Niebawem spełni się marzenie Justyny Wierzbickiej.

- Interesuje się wizażem i uwielbia robić sobie makijaż. Nawet w szpitalu jest umalowana. Przy naszym pierwszym spotkaniu podarowałam jej kosmetyki - tusz, cienie i błyszczyk. Teraz czas na spełnienie głównego marzenia - Justyna marzy o laptopie z internetem.


Marzenie Justyny z fundacji Mam Marzenie spełnia Agora SA, wydawca „Gazety Wyborczej", wspólnie z partnerem akcji - Toyotą. Kolejne marzenia czekają na fundatorów w poczekalni marzycieli www.mammarzenie.org.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach