Smakują dźwięki, słuchają kolorów - skąd się biorą synesteci?- Olga Sobolewska 20-07-2005
Zaburzenia w rozwoju mózgu są najbardziej prawdopodobną przyczyną występowania synestezji - rzadkiej cechy polegającej na odbieraniu jednego bodźca wieloma zmysłami równocześnie - twierdzą naukowcy.
Dla profesjonalnego muzyka oprócz słuchu niezmiernie ważne są też wzrok i smak - dowodzi przypadek osoby znanej tylko pod inicjałami E.S., której historię opisuje "Nature". Kiedy kobieta słucha muzyki, przed oczami rozbłyskuje jej feeria barw. Co więcej, odpowiednie różnice w wysokościach dźwięków wywołują na jej języku wrażenie słodyczy, goryczy lub innego smaku.
Ta niezwykła zdolność zwana jest
synestezją. Ma ją średnio jedna na 20 tys. osób. Najczęstsza postać synestezji to taka, gdy napisane na papierze czarno-białe znaki - mogą to być na przykład litery lub liczby - mienią się oglądającemu różnymi kolorami. Zazwyczaj te barwy są przyporządkowane jednemu symbolowi, np. litera O jest zwykle pomarańczowa, a A czerwona. Kolory mogą się też pojawiać pod wpływem określonych dźwięków. Rzadziej obserwuje się inną postać synestezji, kiedy to pobudzone zostają wspólnie zmysły dotyku i smaku. Taka osoba podczas konsumowania niektórych produktów czuje mrowienie w palcach, jakby dotykała konkretnego kształtu.
Kto tak słodko gra? Do wyjątków należą natomiast przypadki "podwójnych synestetów", czyli takich osób, u których występują równocześnie dwa odmienne rodzaje wrażeń. Dlatego E.S., której pod wpływem dźwięków robi się zarówno
kolorowo przed oczami, jak i - powiedzmy - słodko w ustach, tak zafascynowała uczonych. Neuropsycholodzy z Uniwersytetu w Zurychu postanowili się przekonać, czy ten niezwykły dar pomógł kobiecie w karierze muzyka.
E.S. została poddana serii testów sprawdzających, czy rzeczywiście jej deklaracje są zgodne z prawdą. Miała za zadanie rozpoznawać interwały, czyli różnice w wysokościach kolejnych dźwięków. Poprawne określenie interwału jest jedną z najważniejszych umiejętności muzyków i nawet najlepszym sprawia trudności. E.S. twierdzi, że brzmienie różnych
interwałów powoduje u niej pojawienie się odmiennych smaków. Jeden interwał brzmi słodko, inny słono, są też zestawy dźwięków kwaśnych i gorzkich. Aby to potwierdzić, badacze przed odtworzeniem muzyki
podawali kobiecie do picia płyny o różnym smaku. Czasami podany napój miał "pomóc" E.S. - jego smak odpowiadał bowiem temu, jaki kobieta odczuwała podczas słuchania muzyki. Czasami "przeszkadzał" - jego smak był bowiem odmienny od tego, który wedle relacji kobiety pojawiał się u niej, kiedy słyszała dźwięki.
Okazało się, że w pierwszym przypadku E.S. rozpoznawała fragment muzyczny znacznie szybciej niż jej koledzy po fachu niebędący synestetami, którzy także wzięli udział w testach. Sytuacja zmieniała się diametralnie w drugim przypadku, kiedy naukowcy "wyłączali" u E.S. odczucia synestetyczne przez wywołanie na jej języku smaku, który nie
współgrał z dźwiękiem. Wtedy kobieta wypadała znacznie gorzej niż inni muzycy.
- To dowód na to, że synestezja działa. Co więcej, w tym przypadku okazała się bardzo przydatna - przyczyniła się do podniesienia kwalifikacji zawodowych kobiety. Rozpoznawanie interwałów jest
normalnie żmudnym i trudnym zadaniem. Tymczasem dla E.S. jest to dziecinna igraszka, bo wyczuwa ona interwały smakiem - relacjonuje główny autor badań Lutz Jaencke.
Zmysły przywiązane do siebie Zjawisko synestezji coraz bardziej intryguje badaczy mózgu. Bo dlaczego właściwie płata on nam takie figle, no i w jaki sposób to czyni? Wśród tych, którzy szukają odpowiedzi na te pytania, są również
neurobiolodzy z dwóch prestiżowych placówek - Uniwersytetu Kalifornijskiego i Instytutu Salka. Użyli oni rezonansu magnetycznego (fMRI), by sprawdzić, co dzieje się w głowach sześciu synestetów.
Wybrane do doświadczenia osoby podczas patrzenia na czarno-białe litery lub liczby widzą je w kolorach.
Naukowcy pokazywali badanym diagram, na którym wśród ogromnej liczby znaków jeden konkretny (litera lub liczba) układał się w figurę.
Zadanie polegało na odszukaniu tej figury. Osoby ze zdolnościami synestetycznymi zrobiły to znacznie szybciej niż ludzie, którym natura poskąpiła tego daru. Rezonans magnetyczny ujawnił dlaczego - u
synestetów włączały się również komórki mózgowe odpowiedzialne za widzenie barw. Nic dziwnego, że natychmiast dostrzegali figurę utworzoną ze znaków tego samego koloru.
- U synestetów równocześnie pracowały dwa ośrodki w mózgu. Pierwszy odpowiada za rozpoznanie znaków, drugi jest zaangażowany w percepcję kolorów - mówi główny autor eksperymentu Vilayanur Ramachandran.
Szczegóły badań publikuje pismo "Neuron". Genezę zjawiska uczony tłumaczy zaburzeniami w rozwoju mózgu. - U synestetów zostały zachowane niektóre połączenia pomiędzy ośrodkami zmysłów, które u
większości ludzi zostają przerwane, kiedy mózg dojrzewa - wyjaśnia.
Te zaburzenia - podkreśla Ramachandran - są zupełnie nieprzewidywalne.
Dlatego dar synestezji chodzi krętymi ścieżkami. - Na przykład każda z sześciu osób, które testowaliśmy, widziała barwy z nieco innym natężeniem. To dlatego, że fragmenty kory mózgowej rozpoznające kolory były u nich w różnym stopniu pobudzone - informuje uczony.
Artyści - grupa wybrańców Badania nad synestezją dopiero raczkują. Do niedawna zainteresowanych nią było niewielu. - Naukowcy popełnili błąd, bagatelizując to zjawisko. Dzięki niemu możemy bliżej poznać niektóre procesy
zachodzące w rozwijającym się mózgu, dostajemy też niepowtarzalną okazję przyjrzenia się zawiłej pracy zmysłów, które przecież są dla nas oknem na świat - przekonuje Ramachandran.
Synestezja - zwraca uwagę uczony - tkwi też u podstaw tworzenia metafor. Niektóre zestawienia słów, z których potrafimy odczytać głębsze znaczenie, zbudowane są właśnie na międzyzmysłowych
połączeniach, np. "gęsta ciemność" czy "słodki zapach". Niektóre tak nam spowszedniały, że przestaliśmy dostrzegać ich synestetyczne źródło, np. "czarna rozpacz", "gorzka porażka".
- Wśród artystów jest osiem razy więcej synestetów niż w reszcie populacji - informuje Ramachandran. - To nie przypadek. Być może łączenie kolorów ze znakami nie jest uwzględnione na liście przewag ewolucyjnych naszego gatunku. Ale już zdolność tworzenia metafor i niebanalnych połączeń słownych powinna się na niej znaleźć. A oba zjawiska mają przecież te same podstawy. Tak naprawdę umiejętność
łączenia ze sobą doznań jest jedną z podstawowych cech, dzięki którym staliśmy się ludźmi."
Nasze zmysły współpracują ze sobąTyle że ta współpraca czasem przybiera dziwne formy - np. "słyszymy" kolory bądź "widzimy" dźwięki. Wlej do kieliszka porcję czerwonego wina i delektuj się nim przez chwilę. Jakie zmysły biorą w tym udział? Smak? Naturalnie, ale nie tylko. Nie mniej ważny jest zapach, a także kolor trunku. Dopiero suma tych trzech wrażeń zapewnia pełną rozkosz z picia wina. Jeszcze do niedawna naukowcom wydawało się jednak, że każdy z naszych zmysłów - a więc dotyk, wzrok, słuch, węch i smak - działa na własną rękę i obsługiwany jest przez zupełnie inny fragment mózgu. Co więcej, podejrzewano, że nie ma między nimi wyraźnej komunikacji. Dziś już nie ma wątpliwości: zmysły współdziałają, zaś celem tej współpracy jest jak najlepsze, najbardziej miarodajne odbieranie otaczającego świata.
Niebieskie truskawki, które nie pachną Przykładem takiej współpracy jest intensyfikowanie węchowych wrażeń przez towarzyszące im obrazy. Dlaczego tak się dzieje? - Człowiek w porównaniu ze zwierzętami ma słabe powonienie i nasz mózg stara się to nadrobić za pośrednictwem wzroku - tłumaczyła podczas spotkania Amerykańskiego Towarzystwa Neurobiologicznego w Nowym Orleanie dr Gemma Calvert z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Calvert wykazała niedawno, że gdy ludzie wąchają płyn o zapachu truskawek, który jest zabarwiony na czerwono, to odczuwają większą przyjemność, niż gdy płyn ma kolor
niebieski bądź jest bezbarwny. A zatem przyjemny zapach truskawek podkreśla ich barwa. Gdyby owoce przemalować na niebiesko, wprawiłoby to nasz mózg i nos w prawdziwą konsternację.
Ostatnio Calvert przeprowadziła kolejny eksperyment. Posługując się techniką rezonansu magnetycznego (fMRI), sprawdzała, co dzieje się w mózgu, gdy zapach łączy się z właściwym bądź zupełnie nietypowym obrazem. Innymi słowy, analizowała, czy mózg silniej odbiera zapach pomarańczy, jeśli badanemu pokazuje się na rysunku pomarańczę, czy coś innego, np. pastę do zębów. 12 ochotników ułożyło się karnie przed magnetycznym skanerem, a potem wąchało różne pojemniczki i oglądało obrazki. Wynik nie pozostawiał wątpliwości - część kory mózgowej i
ciało migdałowate odpowiedzialne za odbieranie wrażeń węchowych pracowały intensywniej, gdy rysunek pasował do zapachu.
Bywa jednak i tak, że współpraca zmysłów idzie za daleko i przybiera dziwne formy. Ludzie "widzą" dźwięki bądź "słyszą" kolory. Takie "pomieszanie zmysłów" zwane synestezją dotyczy co dwutysięcznej osoby. A być może zdarza się nawet częściej, tyle że ludzie nie przywiązują do tego uwagi.
- Znajomy mówił mi niedawno, że zwykle widzi różne kolory, jak słucha muzyki - opowiadała w Nowym Orleanie Megan Steven z Uniwersytetu Oksfordzkiego. - Wyjaśniłam mu, że jest synestetykiem. A on na to:
"Nie żartuj. Przecież jestem normalny".
Niewidomi, którzy widzą słuchem Megan Steven od kilku lat bada synestetyków, próbując dociec, jaki jest neurobiologiczny mechanizm tego zjawiska. Chociaż synestezja opisywana jest od dawna, kontrowersje wokół niej pozostają. Ponieważ jedną z najczęstszych jej form jest "widzenie" dźwięków, Steven wzięła się za tę właśnie postać tego fenomenu. Do badań wybrała jednak bardzo nietypową grupę, były to bowiem osoby, które od lat są zupełnie niewidome, tymczasem twierdzą, że na odgłos pewnych dźwięków nadal widzą kolory.
W eksperymencie wzięło udział sześciu niewidomych w wieku 46-72 lat.
Wszyscy utracili wzrok co najmniej dziesięć lat wcześniej. Steven prosiła ich, by opisali kolory, jakie widzą, gdy słyszą nazwy dni tygodnia i miesięcy, a także gdy dociera do nich dźwięk poszczególnych liter alfabetu. Dwa miesiące później badanie powtórzono. Ku zaskoczeniu badaczki relacje niewidomych pokrywały się niemal w stu procentach. Jeśli ktoś za pierwszym razem utrzymywał, że litera "A" wydaje mu się "jasnozielona", za drugim mówił np., że jest jak "rozświetlona zieleń". Czasem więc badani używali nieco innych określeń, ale postrzegane przez nich barwy nie zmieniały się z upływem czasu. Dwie osoby spośród sześciu badanych odczuwały także wrażenia wzrokowe podczas czytania Braillem. Okazało się, że kolory związane z poszczególnymi literami braillowskimi również nie zmieniały się w czasie.
O czym to świadczy? Że synestetycy rzeczywiście widzą kolory "okiem rozumu", nawet wtedy gdy są całkowicie niewidomi. Że nie jest to ich wymysł, lecz coś, co naprawdę dzieje się w ich mózgach. W najbliższym czasie Megan Steven chce jeszcze prześledzić (za pomocą techniki rezonansu magnetycznego), jakie obszary mózgu uaktywniają się u badanych. Badaczka ma nadzieję, że ten eksperyment pozwoli jej postawić kropkę nad "i" w kwestii synestezji."