Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: Przemoc -akty prawne, pomoc  (Przeczytany 110596 razy)

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #50 dnia: Sierpień 10, 2006, 12:59:37 pm »
Czekając na ratunek

Jeśli wzywasz policjantów na ratunek przez telefon, bo ktoś właśnie próbuje cię pobić, to możesz nie doczekać się pomocy. Dlaczego? Bo operator telefonii komórkowej może nie przekazać policjantom twoich danych osobowych - ostrzega "Dziennik Zachodni".

Trzech mieszkańców Bytomia pobiło 56-letniego Henryka F. w Nowym Chechle. Wdarli się do jego mieszkania. Jeden z ich kompanów jako kierowca siedział w samochodzie na czatach. Mężczyzna widząc "nieproszonych gości" zabarykadował się w kuchni. Natychmiast wykręcił z telefonu komórkowego numer 112. Zanim powiedział dyżurnemu, gdzie mieszka, napastnicy zdążyli sforsować drzwi. Zaczęli go okładać pięściami i kopać.

Bandyci wyciągnęli mężczyznę do samochodu i pojechali z nim w kierunku Zalewu Nakło-Chechło. W samochodzie nadal bili ofiarę - relacjonuje Sławomir Gmyrek, oficer prasowy KPP w Tarnowskich Górach. Kiedy go w końcu uwolnili, pobity zadzwonił ponownie na policję i zgłosił zdarzenie. Funkcjonariusze przyjechali na miejsce i aresztowali sprawców. Mieszkaniec Nowego Chechła został odwieziony z ogólnymi obrażeniami ciała do Szpitala Urazowego w Piekarach Śląskich.

Policjanci twierdzą, że pobicia można byłoby uniknąć, gdyby pracownicy Polskiej Telefonii Cyfrowej wykazali się większą elastycznością. Kiedy napadnięty mężczyzna po raz pierwszy skontaktował się z nami, próbowaliśmy ustalić jego tożsamość i adres zamieszkania, dzwoniąc do operatora sieci komórkowej. Tam jednak nikt nie chciał nam podać takich informacji, zasłaniając się przepisami o ochronie danych osobowych. To oburzające, bo przecież w takich sprawach liczy się każda sekunda - mówi Gmyrek. (PAP)


wiadomości wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #51 dnia: Sierpień 11, 2006, 11:39:21 am »
Trzymał w szachu rodzinę i sąsiadów


29-letni mężczyzna zabarykadował się sam w domu. Groził, że wysadzi się w powietrze. Po kilkugodzinnych negocjacjach z policją oddał butlę z gazem - relacjonuje "Gazeta Lubuska".

Kiedy zobaczył policjantów, zagroził, że wysadzi się w powietrze, jeśli nie zostawią go w spokoju. Wokół czuć było ulatniający się gaz. - Około 8.00 dostaliśmy zgłoszenie o awanturze domowej w podgłogowskim Wilkowie - mówi rzecznik policji Józef Koszów. - Po przyjeździe na miejsce okazało się, że sytuacja jest bardziej skomplikowana. Sprowadziliśmy negocjatora.

Na miejscu pojawiła się także straż pożarna i pogotowie. Strażacy zabezpieczyli teren, odsunęli gapiów na bezpieczną odległość, a lekarze czekali na rozwój wypadków. Rozmowa negocjatora z awanturnikiem zakończyła się sukcesem. - Udało mi się przekonać go, by otworzył okna, przewietrzył mieszkanie i oddał butlę z gazem - mówi Romuald Szyszka z komendy policji. - Dobrze, że tak się stało, bo istniało zagrożenie, także dla okolicznych domostw. Gdyby to wybuchło...

Sprawca porannego zamieszkania próbował uciec. Kiedy dobiegał do pobliskiego lasu, zatrzymali go policjanci. Najpierw trafił do policyjnego aresztu, gdzie miał także wytrzeźwieć. W piątek rozpocznie się jego przesłuchanie.

Sąsiedzi powiedzieli, że to nie był jego pierwszy dziwny wybryk, który dział się na oczach wilkowian. - Wszystkiemu winny jest alkohol - mówili ludzie.


interia
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #52 dnia: Sierpień 31, 2006, 03:20:19 pm »
"Na dzieci mają płacić rodzice, a nie państwo"


Prezydent Alaksandr Łukaszenka zapowiedział, że rodzice pozbawieni praw rodzicielskich powinni ponosić odpowiedzialność finansową za dzieci.

Jeśli rodzice będą uchylać się od płacenia, należy ich zmuszać do pracy.

Na naradzie poświęconej projektowi dekretu w tej sprawie prezydent oświadczył, że państwo powinno odbierać dzieci rodzicom, którzy "nie chcą pracować, piją i prowadzą amoralny tryb życia", gdyż nie są oni w stanie "wychować normalnego, zdrowego potomstwa".

Rodzice ci powinni jednak ponosić pełną odpowiedzialność finansową za swe dzieci. - Powinni oni zwracać wydatki na dzieci co do kopiejki - powiedział prezydent, wymieniając sumę 120 dolarów miesięcznie na utrzymanie dziecka.

- A jeśli nie mogą zarobić, to trzeba ich zmusić - jakkolwiek brutalnie by to brzmiało - umieścić za drutem kolczastym i stamtąd wozić do pracy - oznajmił Łukaszenka, cytowany przez agencję Interfax-Zapad.

Przyznał, że w świecie nie stosuje się podobnych rozwiązań, więc realizacja takiej decyzji wywoła "bardzo dużo krytyki".

- Ale dla nas najważniejsze, żeby rozwiązany był ten problem. Musimy zmusić rodziców, by płacili za dzieci, które im odbierzemy. Przecież nie możemy na ich utrzymanie brać pieniędzy z budżetu państwowego - podkreślił.

Jak informuje Interfax-Zapad, proponowane przez Łukaszenkę rozwiązanie może wejść w życie już wkrótce. Według anonimowych źródeł we władzach, na które powołuje się agencja, przygotowano już projekt uchwały rządowej o przymusowym zwracaniu przez rodziców kosztów wydatków na ich dzieci będące pod opieką państwa.

Według prezydenta, na Białorusi co roku ok. 5 tys. dzieci jest odbieranych rodzicom, których zwykle pozbawia się praw rodzicielskich.


interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #53 dnia: Wrzesień 05, 2006, 07:26:17 pm »
Pijany opiekun stawiał roczne dziecko na barierce balkonu


Pijanego opiekuna, który naraził czworo dzieci w wieku od 11 lat do 3 tygodni na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia zatrzymali wrocławscy policjanci. Mężczyzna stawiał 13-miesięcznego chłopca na barierce balkonu na III piętrze i nakazywał mu zachować równowagę, choć sam miał spore problemy z jej utrzymaniem, mając 2,5 promila alkoholu w organizmie.

Jak poinformował Paweł Petrykowski z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu 59-letni mężczyzna zajmował się dziećmi pozostawionymi przez 29-letnią matkę, która miała w tym czasie zrobić zakupy. Jak się później okazało, kobieta piła alkohol z innymi mężczyznami na podwórku - powiedział Petrykowski.

Jak dodał, dzieci były w złej formie, zwłaszcza młodsze, w wieku 13 miesięcy i 3 tygodni. Były nieprzebrane, przemoczone i głodne. Dlatego zostały przewiezione do szpitala a starsze trafiły do pogotowia opiekuńczego. Policję, o tym co robi opiekun dzieci, zawiadomili sąsiedzi.

Matka dzieci i opiekun zostali zatrzymani i trafili do izby wytrzeźwień. Kobieta miała 2 promile alkoholu.

Za narażenie innej osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu grozi kara do 3 lat więzienia. A w przypadku matki, na której ciąży obowiązek opieki nad dziećmi grozi nawet do 5 lat pozbawienia wolności - powiedział Petrykowski

wirtualna polska
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #54 dnia: Wrzesień 06, 2006, 01:19:32 am »
:evil:  :evil:  :2gunfire:  :evil:


Syn znęcał się nad chorą matką

Do 10 lat więzienia grozi 36-letniemu mieszkańcowi Wschowy (Lubuskie), który znęcał się fizycznie i psychicznie nad schorowaną matką.

Kobieta na skutek odniesionych ran i zaniedbania zmarła. Akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie trafił do sądu.

Przestępstwo wyszło na jaw po tym, gdy przebywająca za granicą córka nie mogła telefonicznie skontaktować się z matką. Poprosiła sąsiadów, by zobaczyli, co się z nią dzieje. Ci zastali na miejscu pobitą, zakrwawioną kobietę, która nie mogła ruszać się i mówić. Mężczyzna został zatrzymany przez policję.

W toku śledztwa ustalono, że 36-latek znęcał się nad matką od grudnia ubiegłego roku. Bił ją, kopał, zatykał nos i usta, głodził, nie podawał wody, wielokrotnie groził, że ją zabije.

Interwencja córki i policji okazała się spóźniona. Kobieta na skutek wycieńczenia, niedożywienia i odniesionych ran zmarła w szpitalu.

Sprawca, syn ofiary, został aresztowany.

interia
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #55 dnia: Wrzesień 13, 2006, 12:20:26 pm »
Pijane matki zajmowały się dziećmi

Sprawą dwóch pijanych matek i ich dzieci pozostawionych bez opieki zajmie się szczeciński sąd. Wnioski do sądu skierowała miejscowa policja.

Sąd dla nieletnich zdecyduje o dalszym losie dzieci - poinformowało biuro prasowe szczecińskiej policji.

Badania na zawartość alkoholu, które przeprowadzono u obydwu kobiet wykazały, iż jedna z nich miała 1,5 promila alkoholu, druga zaś około 3,5 promila.

Pierwszą matkę - 38-letnią Grażynę O. znaleziono w nocy z soboty na niedzielę, siedzącą na schodach jednego z bloków w śródmiejskiej dzielnicy miasta. Przy niej była jej 10-letnia córka. Kobieta miała 1,5 promila alkoholu we krwi. Dziewczynkę przekazano za zgodą matki sąsiadowi, który zna rodzinę, matkę zaś policjanci zaprowadzili do jej mieszkania.

Druga pijana matka - 40-letnia Aldona Ś. leżała na chodniku przy jednej z ulic. Obok niej siedział 11-letni syn. Także i jego policja przekazała pod opiekę sąsiadom, którzy często opiekują się chłopcem. Kobietę przewieziono do Izby Wytrzeźwień.

Policjanci wystąpią do Sądu Rodzinnego i Nieletnich z wnioskiem o rozpatrzenie obydwu spraw i podjęcie decyzji w sprawie dzieci.



interia.pl


Kolejna pijana matka zatrzymana

Plaga pijanych matek w Szczecinie. Wczoraj zatrzymano dwie pijane kobiety, dziś kolejną. Tym razem matka miała pod opieką roczną dziewczynkę.

Badanie na trzeźwość wykazało u kobiety ponad 2,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. W chwili przybycia policjantów 37- letnia Joanna S., w towarzystwie kilku nietrzeźwych osób piła alkohol na wolnym powietrzu, w rejonie kompleksu garaży w pobliżu dużego osiedla w centrum Szczecina. W wózku płakało chore dziecko. Dziewczynkę pogotowie ratunkowe zawiozło do szpitala.

- Matka dziecka była już pod dozorem kuratora m.in. w związku z problemami z alkoholem. Policjanci wystąpili z wnioskiem do Sądu Rodzinnego dla Nieletnich, aby ten w trybie pilnym podjął decyzję co do dalszych losów dziecka - powiedział rzecznik szczecińskiej policji Artur Marciniak.

interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #56 dnia: Wrzesień 13, 2006, 11:19:41 pm »
Takie mamuśki pijaczki pójdą do MOPS-u i priorytetowo dostaną zasiłki, bo są uzależnione.
Sąd też niewiele im zrobi - nasze prawo jest całkowicie chore.
Osoby uzależnione muszą same dobrowolnei poddać się leczeniu AA, więc Sąd może im czasowo odebarć dzieci lub zasugerować odwyk.
Biedne w tym wszystkim są dzieci jak zwykle.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #57 dnia: Wrzesień 13, 2006, 11:52:27 pm »
A jak Soniu,jak chodziłam z Justysią w ciąży poszłam do opieki po pomoc bo zdąrzyłam stracić pracę(-pech chciał,że nie wiedziałam,że jestem w ciąży) czekałam na komisję z Martusią i nie miałam dosłownie żadnych zasiłków więc poszłam do opieki i ja musiałam się nie źle wygimnastykować ,kupę dokumentów donieść by otrzymać aż 120 zł a przedemną wszedł pijaczek z dwoma piwkami w kieszeni posiedział parę minut po chwili wyszedł i koledze powiedział:"dobra 15-go pijemy"-"ile Ci dali?"-"450 ".Gdy weszłam pani mi wręczała decyzję 120 zł więc zapytałam dlaczego ten pan przede mną dostał 450 zł a ja z 3-ką dzieci z 4 w ciąży 120zł?No bo ten pan jest chory jest alkoholikiem. :evil: Więc mówię,ale ja też mam dziecko chore co prawda nie jest moje dziecko alkoholikiem ,ale też chore i aby czasem mi się na nią też nie należą większe pieniądze więc pani twierdziła,że nie.Na szczęście rozmowę naszą słyszała druga opiekunka po dłuższej rozmowie kazali mi donieść kolejne papierki i udało mi się uzyskać 400 zł jednak nie tyle co ten pan alkoholik bo on za swoją chorobę dostał 450 zł.:evil:
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #58 dnia: Wrzesień 14, 2006, 11:21:20 pm »
Jak udowodnić przemoc w rodzinie?

Mój mąż od lat nadużywa alkoholu i został zwolniony z pracy. Coraz częściej wszczyna awantury w domu, często dochodzi do rękoczynów. Raz wezwałam nawet policję, jednak o niczym nie powiedziałam. Mąż zaczął również stosować przemoc wobec dzieci. Nigdy nie robiłam sobie ani dzieciom obdukcji. Czy mam szansę wygrać sprawę o znęcanie się męża nad rodziną?

Tak. Oczywiście, Czytelniczka ma taką szansę. Czyny, których dopuszcza się mąż Czytelniczki wobec niej oraz jej dzieci stanowią przestępstwo. Kto bowiem znęca się, fizycznie lub psychicznie, nad osobą najbliższą czy też małoletnim, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 - art. 207 § 1 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny (Dz. U. nr 88, poz. 553 ze zm.). Osobą najbliższą jest niewątpliwie współmałżonek oraz dzieci sprawcy przestępstwa. Przede wszystkim warto możliwie szybko zawiadamiać odpowiednie instytucje o istnieniu takiego problemu. Bardzo często przemoc w rodzinie jest bagatelizowana i traktowana jako sprawa wstydliwa, rodzinna, która nie może wydostać się poza "cztery ściany". To tylko pogarsza sytuację. Jeśli ofiara wspomnianego przestępstwa nie jest jeszcze gotowa na złożenie do prokuratury zawiadomienia o przestępstwie, warto aby zbierała dowody na to, co się dzieje w jej domu. Wbrew dość powszechnej opinii obdukcja, a więc badanie sądowo-lekarskie, nie stanowi jedynego sposobu na udowodnienie, że w rodzinie dochodzi do przemocy. Tę okoliczność można wykazać wszelkimi dostępnymi środkami, np. przedstawiając notatki z interwencji policji, na podstawie zeznań np. sąsiadów czy członków rodziny, za pomocą nagrania zarejestrowanego na kamerze wbudowanej do aparatu telefonicznego, itp.
Warto więc, aby Czytelniczka wezwała policję, gdy w jej domu dojdzie do rękoczynów, a następnie poprosiła policjantów o wypełnienie tzw. Niebieskiej Karty. W takim dokumencie zostaną zawarte informacje o osobie zgłaszającej konieczność interwencji oraz relacja z jej przebiegu, jej przyczynach i następstwach. Na jej podstawie zakładana jest teczka zagadnieniowa dotycząca przemocy domowej w danej rodzinie, w której gromadzi się dokumentację ze wszystkich przeprowadzonych interwencji.

Pamiętać należy, że problem przemocy w większości przypadków nie znika samoczynnie. Warto przełamać strach i wstyd i nie ukrywać przed znajomymi i rodziną faktu, że jest się ofiarą przemocy. Nie wolno również zapominać, że bagatelizowanie tego problemu często prowadzi do tragedii. Szczegółowych informacji o działalności organizacji pomagającym ofiarom przemocy w rodzinie można zasięgnąć w Ogólnopolskim Pogotowiu dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia" pod nr tel: 0-801-1200-02 oraz (022) 666-28-50, a także na stronie internetowej www.niebieskalinia.pl

- Gazeta Podatkowa nr 73 (279) z dn. 2006.09.11, strona 17
Autor: Dawid Szwarc
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #59 dnia: Wrzesień 15, 2006, 12:02:07 am »
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #60 dnia: Wrzesień 15, 2006, 05:19:02 pm »
Rodzina skazana na powrót taty

Małgorzata Zubik

Kowalski odsiaduje wyrok za znęcanie się nad rodziną. Jeśli miasto nie pomoże, prosto z więzienia wróci na Grochów do byłej żony i dziewięciorga uczących się i pracujących dzieci.

 Rodzina Kowalskich całe życie mieszka w niewielkim czteropiętrowym budynku na Grochowie. Wszyscy gnieżdżą się w dwóch pokojach z małą kuchnią. Teraz jest trochę luźniej, bo głowa rodziny w kwietnia zeszłego roku trafiła do zakładu karnego, jeden z synów zamieszkał z dziadkiem, a córka wyjechała na trochę za granicę do koleżanki.

W mieszkaniu jest pani Krystyna i jej ośmioro dzieci. Chodzą do szkoły (jak Kasia), uczą się i pracują jednocześnie (jak Andrzej i Magda) albo już tylko pracują (Piotr i Paweł). Basia dopiero skończyła liceum i szuka pracy. Na czynsz i życie rodzinie wystarcza. Jest inny problem.

- Boimy się powrotu mojego byłego męża - przyznaje pani Krystyna. - Mamy rozwód, ale umowa na to mieszkanie jest na nas oboje. W urzędzie powiedzieli mi, że nie można eksmitować kogoś, kto jest w więzieniu. A jemu przeszkadzało wszystko: talerze były nie tak ułożone w zlewie albo było za cicho.

Gdy ojciec zaczynał demolować mieszkanie i chwytać nóż do ręki, dzieci nauczyły się wołać na pomoc policję. Teraz cała rodzina boi się, że koszmar wróci i będzie jeszcze gorzej, bo Kowalski weźmie odwet za miesiące spędzone w więzieniu.

Rodzina szuka ratunku w urzędzie dzielnicy. Radni i urzędnicy Pragi Południe życzliwie spojrzeli na ich trudną sytuację. Uznano, że można im przyznać dwa mieszkania. Jedno dla braci bliźniąt i ich nieco młodszego brata. Drugie dla trzech sióstr. Pod starym adresem zostanie jednak pani Krystyna z najmłodszymi dziećmi: gimnazjalistą Kubą, chorującym Marcinem z pierwszej klasy liceum i Patrycją, która uczy się w technikum.

- Pierwszy raz prosimy o coś miasto. Nie chcemy żadnych rewelacji - mówi Rafał, który pracuje i kończy wieczorowo technikum. - Nikt mi nie da kredytu, na wynajęcie mieszkania mnie nie stać.

Tak samo jest z jego braćmi i siostrami. Niestety, od grudnia na Pradze urzędnicy nie znaleźli żadnego mieszkania, które mogliby zaproponować rodzinie Kowalskich. Lokali brakuje, a jeśli się zwalniają, urząd kieruje do nich najpierw ludzi z walących się domów.

Czy nie można znaleźć dachu nad głową dla rodziny z Grochowa w innej dzielnicy? Jest jeszcze szansa na pomoc, zanim wyrok dobiegnie końca (wiosna 2007 r.). Dlatego o interwencję poprosiliśmy Pawła Wypycha, dyrektora biura polityki społecznej w ratuszu. Jest on również stołecznym koordynatorem ds. mieszkań komunalnych. - Zrobię wszystko, by jak najprędzej pomóc tej rodzinie - obiecał dyrektor Wypych.

*Nazwiska i imiona bohaterów zostały zmienione

Gazeta Wyborcza 14.09.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26282
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #61 dnia: Wrzesień 27, 2006, 11:11:16 pm »
O PRZEMOCY WOBEC DZIECI NA ŁAMACH "NIEBIESKIEJ LINII"
Cytuj
Metoda dram
Grupowa terapia dzieci doświadczających przemocy w rodzinie
Przemoc domowa wyrządza ogromne straty wszystkim członkom rodziny, jednak w szczególnie trudnym położeniu znajdują się dzieci. Przemoc dotyka je we wszystkich sferach - duchowej, emocjonalnej, intelektualnej i fizycznej. Sytuacja dzieci jest trudna nie tylko ze względu na ich bezbronność i pozycję w rodzinie - bardzo ciężko jest im pomóc także psychologicznie. Często uważa się nawet, że u takich dzieci nie można mówić o terapii.

Cytuj
Telefon zaufania dla dzieci
Cztery funkcje telefonicznego pomagania

(...)Zasady udzielania telefonicznej pomocy psychologicznej dzieciom

   W naszym telefonie kierujemy się pewnymi zasadami. Niektóre wynikają wprost z ogólnych reguł udzielania telefonicznej pomocy psychologicznej, inne ze specyfiki pracy z dziećmi i młodzieżą. Oto najważniejsze z nich:
Nie odsyłamy klienta. Zakładamy, że zadzwonienie do telefonu zaufania było poważną i trudną decyzją dla dziecka czy młodego człowieka. Jeśli więc dzwoni do nas dziecko z problemami w relacjach z rówieśnikami, nie mówimy mu, że telefon ma inny profil i że powinien zadzwonić "tu i tu", ale staramy się maksymalnie profesjonalnie odpowiedzieć na jego potrzebę.
Przyjmujemy, że to co mówi dziecko, jest prawdą. Rozmawiamy z dzieckiem zakładając, że potrzebuje pomocy. Może okazać się, że cała rozmowa była żartem (co wielokrotnie się zdarza), ale wychodzimy z założenia, że może mamy do czynienia z dzieckiem, które nieporadnie szuka dla siebie pomocy.
Dostosowujemy się do języka dziecka. Kiedy dzwoni dziecko, szczególnie ważne jest dostrojenie językowe. Dziecko może nadawać znanym słowom specyficzne znaczenia albo może nie znać określeń, którymi dorośli posługują się na co dzień. Dlatego warto mówić językiem dziecka, co nie oznacza, że powinniśmy się infantylizować. Gdy mamy wątpliwości, czy będziemy zrozumiani, próbujemy mówić opisowo, zamiast zamykać znaczenia w pojedynczych terminach czy określeniach. Szczególna sytuacja to rozmowy na temat anatomii i fizjologii seksualnej z dziećmi-ofiarami nadużyć seksualnych czy młodzieżą w okresie dojrzewania.
Sprawdzamy nasze rozumienie i klaryfikujemy znaczenia. W pomocy psychologicznej szczególnie ważne jest sprawdzanie, czy nie rozmijamy się z klientem, czy potrafimy zrozumieć jego perspektywę. Szczególnie ważne jest to w kontakcie telefonicznym z dzieckiem. Dlatego trzeba dopytywać o znaczenie tego, co dziecko mówi, jednocześnie nie popadając w ton przesłuchania.
Nie dyskredytujemy rodziców. Wiele dzieci jest krzywdzonych przez rodziców. Starając się pomóc dziecku uznajemy krzywdę, jakiej doznaje, odzwierciedlamy jego trudne przeżycia, możemy nazwać to co złe i destrukcyjne w zachowaniu rodzica, ale nigdy nie pozwalamy sobie na negowanie rodzica jako postaci (np.: "Tak nie zachowuje się prawdziwy ojciec", "Rzeczywiście twoja matka, nie potrafi być matką"). Takie dyskredytowanie rodziców byłoby w gruncie rzeczy wkładaniem na barki dziecka jeszcze jednego problemu.
Zachowujemy neutralność światopoglądową. Oznacza to, że w naszej pracy nie kierujemy się jakimś wybranym, zamkniętym systemem wartości. Nie oceniamy według niego postępowania klientów i nie zajmujemy się doradztwem duchowym.
Nasz telefon powstał dla dzieci, których rodzice piją, które doświadczają przemocy i nadużyć seksualnych. Te dzieci powinny otrzymać podczas rozmowy pewne ważne przekazy dotyczące ich sytuacji. Mają one pomóc dziecku poradzić sobie z lękiem i poczuciem winy. Nie chodzi o ich wypunktowanie, ale o wplecenie w tok rozmowy i powiązanie ze zgłaszanymi przeżyciami i trudnościami dziecka. Oto treść tych przekazów:

Dzieci alkoholików powinny m.in. usłyszeć, że:
     dobrze, że zdecydowały się opowiedzieć o swoich przeżyciach,
     nie są winne temu, że rodzic pije;
     wiele dzieci znajduje się w podobnej sytuacji;
     nie muszą dłużej ukrywać tego, że rodzic pije;
     mają prawo do pomocy - mogą jej szukać u swoich bliskich, u pedagoga szkolnego, w kościele, w poradni itp. (...)

I wiele innych artykułów.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #62 dnia: Listopad 02, 2006, 10:15:02 pm »
Do domowej awantury na sygnale


Wrocławska policja w sposób szczególny traktuje zgłoszenia o przemocy domowej. Funkcjonariusze są wysyłani na miejsce jak najszybciej, samochodem z włączoną syreną.


Decyzje o tym, kiedy należy wysłać radiowóz na sygnale podejmuje za każdym razem oficer dyżurny policji, który przyjmuje zgłoszenia i ocenia poziom zagrożenia. - Jeśli mamy informacje o tym, że osoba awanturująca się często pod wpływem alkoholu, dodatkowo posługuje się niebezpiecznym narzędziem to będziemy chcieli dotrzeć jeszcze szybciej, wykorzystując w tym celu sygnały dźwiękowe - wyjaśnia komisarz Paweł Petrykowski.

Wszystko po to, aby rodzinna awantura nie zakończyła się tragedią. Dziennie wrocławscy policjanci interweniują ponad 1000 razy. Połowa tych wyjazdów dotyczy nieporozumień w rodzinie i sąsiedzkich kłótni.

Szybkie reagowanie na zgłoszenia o awanturach domowych - to pomysł, który pojawił się po lipcowej zbrodni w jednej z kamienic, kiedy to młody mężczyzna zamordował swoich rodziców. Wtedy pojawiły się oskarżenia, że policja zbyt wolno zareagowała na doniesienia sąsiadów.

interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #63 dnia: Listopad 02, 2006, 10:43:39 pm »
I co z tego, że Policja szybciej interweniuje?
Sąsiedzi odmawiają zeznań , Prokuratura umarza dochodzenie z braku dostatecznych dowiodów.

Tak wygląda w wielu przypadkach Polska szara rzeczywistość.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26282
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #64 dnia: Listopad 03, 2006, 03:53:59 pm »
W wątku Ciekawostki naukowo-medyczne

Czym skorupka za młodu...

W mózgu małp, które w dzieciństwie doświadczały przemocy, zachodzą zmiany, które zwiększają prawdopodobieństwo, że w przyszłości małpy te mogą się znęcać nad własnym potomstwem - wynika z badań opublikowanych w piśmie "Behavioral Neuroscience".

Wyniki tych badań mogą pomóc w wyjaśnieniu dlaczego przemoc wobec dzieci u ludzi często trwa w kolejnych pokoleniach - podkreślają naukowcy, cytowani przez serwis internetowy "New Scientist".
Cytuj
Wyniki obserwacji pozwalają podejrzewać, że dobrym rozwiązaniem w przypadku dzieci, wobec których stosowano przemoc, może być podawanie im leków antydepresyjnych. Dzięki temu podniesie się u nich poziom serotoniny.

Z drugiej strony przepisywanie takich leków dzieciom stało się kontrowersyjne, odkąd badania wskazały, że może to zwiększać myśli samobójcze u małych dzieci.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline kiki

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
Jak to udowodnic ?
« Odpowiedź #65 dnia: Listopad 22, 2006, 05:59:29 pm »
Jesli ktos bije to jak to fizycznie zrobic zeby nagrac? Nie wyobrazam sobie. Obawiam si eze to pic na wode znow ta ustawa. ;-(
Kiki

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #66 dnia: Listopad 28, 2006, 03:01:15 pm »
Aspekty prawne przemocy domowej

Wstęp

Od kiedy w społeczeństwie polskim zaczęto głośno mówić o zjawisku przemocy domowej, o jej konsekwencjach natury psychicznej, pojawia się problem, w jaki sposób skutecznie pomagać ofiarom. Wielu profesjonalistów, mimo znakomitego przygotowania do interwencji psychologicznej, mają trudności w poruszaniu się w zagadnieniach prawnych. Celem tego opracowania jest przybliżenie profesjonalistom, pracownikom służby zdrowia prawnego aspektu przemocy domowej.

Należy zdać sobie sprawę z tego, że prawo jako najbardziej klarowny instrument przeciwstawienia się przemocy nie jest jedynym sposobem na jej powstrzymanie. Za takim stwierdzeniem kryje się wiele przewidywalnych aspektów. Jednym z tych aspektów jest fakt, że każda interwencja niesie ze sobą konsekwencje niszczące rodzinę. Należy dokładnie zdać sobie z tego sprawę i wybierać za każdym razem mniejsze zło. Nie jest rzeczą prostą przerwanie przemocy chociażby, dlatego, że wymiar sprawiedliwości niechętnie stosuje sankcje w postaci zatrzymania sprawcy przemocy. Nie dysponuje też właściwym programem natychmiastowej pomocy ofiarom nawet, kiedy ofiarami przemocy stają się dzieci, osoby starsze, niedołężne. Należy też zwrócić uwagę na czas, jaki upływa od momentu zgłoszenia przestępstwa do momentu wyrokowania i wyroku. Sam wyrok też w wielu przypadkach nie poprawia sytuacji psychologicznej. Jedynie to, co zmienia, to konsekwencje wynikające z wyroku sądowego. Niekiedy samo postępowanie przygotowawcze i okres wyrokowania staje się karą, nie tylko dla sprawcy przemocy, ale także dla ofiar i osób najbliższych.

Polskie prawo wyraźnie wskazuje, że krzywdzenie członków rodziny jest przestępstwem i jak każde inne podlega karze. Każda osoba, która doznaje krzywdy (przemocy) ma prawo do ochrony, do powstrzymania czynnej przemocy. Ofiara przemocy w momencie decyzji o jej przerwaniu ma za sobą na ogół przykre doświadczenia, wynikające z jednej strony z bezskutecznych własnych działań, prowadzących do powstrzymania przemocy, z drugiej strony płynących ze strony różnego rodzaju instytucji, mających przeciwdziałać temu zjawisku. Niekiedy musi przełamać stereotypowe poglądy społeczne na temat przemocy. Musi przestać obarczać się odpowiedzialnością za doznane krzywdy. Bardzo wyraźnie należy podkreślić, że żadne zachowanie ofiary nie usprawiedliwia przemocy i nie upoważnia do przemocy.

Długotrwała przemoc rodzi w ofierze określone skutki psychiczne: strach, wstyd, bezradność. Dlatego też pomoc ofiarom przemocy powinna iść wielotorowo. Z jednej strony oddziaływania psychologiczne, a z drugiej prawne. Jednym z podstawowych aspektów oddziaływania jest powstrzymanie przemocy. Przerwanie przemocy jest podstawowym warunkiem do tego, aby można ofierze pomagać. Jest też jednym z najtrudniejszych aspektów interwencji. Innym aspektem jest pomoc psychologiczna, która powinna koncentrować się między innymi na zrozumieniu sytuacji, w jakiej się znalazła ofiara, przejściu przez poczucie krzywdy, winy, chęci odwetu i rozpaczy.

W oddziaływaniu psychologicznym należy stale pamiętać, aby przez te oddziaływania nie dokonywać wtórnego zranienia (między innymi: wytykanie bezskuteczności dotychczasowego działania, oceniania postępowania, ośmieszania), które skutkują wycofaniem się z przyjmowania takiej pomocy. Najskuteczniej można pomóc wówczas, gdy uwzględnia się zasoby zewnętrzne (zaplecze materialne) i wewnętrzne (psychiczne) ofiary. Zasoby te mogą stać się doskonałą podbudową do podejmowania ważnych życiowych decyzji. Staną się elementem zdrowienia i odzyskania utraconej mocy osobistej.

Najogólniej można stwierdzić, że każdy człowiek ma prawo do bezpieczeństwa, godności i nienaruszalności mienia. Każde naruszenie tego prawa może być ścigane przez prawo pod warunkiem, że zostanie zgłoszone właściwym organom ścigania – prokuraturze lub policji.

Przestępstwo przeciwko rodzinie


Na wstępie należy przybliżyć pojęcie „osoby najbliższej” w rozumieniu prawa karnego. Nie jest to równoznaczne z potocznym rozumieniem tego terminu. Podmiot ten jest określony w art. 115 §11 KK poprzez zaliczenie do osoby najbliższej: małżonka, wstępnych (rodziców i dziadków), zstępnych (dzieci i wnuki), rodzeństwa, powinowatych (członków rodziny współmałżonka) w tej samej linii i stopniu, osoby pozostającej w stosunku przysposobienia i jej małżonka, a także osoby pozostające we wspólnym pożyciu (konkubent i konkubina).

W przypadku przemocy w rodzinie dochodzi do naruszenie przepisów rozdziału XXVI kodeksu karnego, a w szczególności art. 207 §1 „Kto znęca się fizycznie i psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na stan psychiczny i fizyczny podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.” Jest to tzw. typ podstawowy przestępstwa, który w §§ 2 i 3 przewiduje jeszcze okoliczności zaostrzające (podwyższając) wymiar kary w przypadku, gdy czyn określony w §1 połączony jest ze stosowaniem szczególnego okrucieństwa oraz w sytuacji, gdy następstwem znęcania się jest targnięcie się ofiary na własne życie. W pierwszym przypadku górna granica kary ulega podwyższeniu do 10 lat, a w drugim do 12 lat.

Przemoc w postaci znęcania psychicznego lub fizycznego zawiera w swojej istocie wielokrotność działania sprawcy. W przypadku jednorazowego działania przemoc może być rozpatrywana w aspekcie naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia, a nawet naruszenia nietykalności cielesnej. W zależności od skutku działania sprawcy: od ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci m.in. ciężkiego kalectwa (art. 156 §1 KK), naruszeniu czynności narządu ciała i rozstroju zdrowia poniżej 7 dni (art. 157 KK), do naruszenia nietykalności cielesnej (art. 217 §1 KK) różna jest odpowiedzialność sprawcy i zagrożenie karą oraz tryb jego ścigania.

Stosowanie przemocy opisane w dyspozycji art. 207 KK jest przestępstwem ściganym z urzędu, co oznacza obowiązek organów ściągania prowadzenia postępowania bez względu na wyrażaną w tym zakresie wolę ofiary i nie jest konieczne zgłoszenie tego faktu osobiście policji lub prokuraturze. Do podjęcia czynności prawnych przez te organy wystarcza ich powiadomienie w jakikolwiek sposób, chociażby przez sąsiadów, czy kuratora.

W pozostałych przypadkach tryb ścigania uzależniony jest od następstw działania sprawcy. W sytuacji spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub naruszenia czynności ciała na okres powyżej 7 dni ściganie sprawcy prowadzone jest z urzędu. W tym ostatnim przypadku, gdy naruszenie czynności ciała jest kwalifikowane na okres powyżej 7 dni, a sprawcą jest osoba najbliższa dla ofiary, ściganie odbywa się wyłącznie na wniosek pokrzywdzonego, który może nie wyrażać chęci ścigania i pomimo oczywistego stwierdzenia przestępstwa postępowanie karne musi zostać umorzone.

W sytuacji, gdy naruszenie i rozstrój zdrowia zostały zakwalifikowane przez lekarza jako obrażenia naruszające czynności narządu na okres poniżej 7 dni, ewentualnie działanie sprawcy nosi znamiona naruszenia nietykalności cielesnej, wówczas ofiara sama sporządza i wnosi akt oskarżenia do właściwego sądu. W tym ostatnim zakresie ustawodawca uznał, iż ingerencja organów ścigania nie jest konieczna, chociaż dopuścił możliwość objęcia takiego czynu ściąganiem z urzędu w sytuacji, gdy wymaga tego interes społeczny np. ofiara jest osobą małoletnia, a sprawcami przestępstwa są rodzice lub ofiara jest podeszłym wieku. Wówczas prokurator, pomimo, że jest to przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego, wszczyna postępowanie karne.

W przypadku przestępstw prywatnoskargowych w pracy z ofiarą przemocy należy wyraźnie zaznaczyć jej rolę w procesie karnym w charakterze oskarżyciela prywatnego z wynikającymi z tego uprawnieniami. Mankamentem jest jednak konieczność wniesienia opłaty sądowej oraz narażenie na dodatkowy stres występowania w sądzie i przedstawiania swoich racji.

Przestępstwo przeciwko dziecku


Jednym z aktów przemocy wobec dziecka jest brak zabezpieczenia środków finansowych, umożliwiających prawidłowy jego rozwój, zdrowie, egzystencję oraz pozbawienia należytego kontaktu emocjonalnego z bliską osobą.

Ustawodawca w sposób jednoznaczny określa w art. 209 §1 KK, że „kto uporczywie uchyla się od wykonania ciążącego na nim na mocy ustawy lub orzeczenia sądowego obowiązku opieki przez niełożenie na utrzymanie osoby najbliższej lub innej osoby i przez to naraża ją na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, podlega karze....” Chodzi tu o alimentację nie tylko dzieci, ale również rodziców lub inne osoby najbliższe. Zjawisko uchylania się od tego obowiązku jest przemocą. Innym zjawiskiem, o którym mówi art. 210 §1 KK., jest brak troski, „Kto wbrew obowiązkowi troszczenia się o małoletniego poniżej lat 15 albo o osobę nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny osobę tę porzuca, podlega karze...”

Jednym z najbardziej krzywdzących dzieci działaniem przestępczym jest czyn opisany w art. 211 KK, „Kto wbrew woli osoby powołanej do opieki lub nadzoru, uprowadza lub zatrzymuje małoletniego poniżej lat 15 albo osobę nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny podlega karze...” Oznacza to nie mniej ni więcej to, że bez stosownego orzeczenia lub wyroku sądu czynić tego nie wolno, nawet wówczas, kiedy stosującymi przemoc są faktyczni opiekunowie.

Każda osoba fizyczna, nawet wybrana przez dziecko – ofiarę przemocy, udzielając mu schronienia wbrew woli prawnych opiekunów - narusza prawo. Pomocy takiej może jedynie udzielić osoba prawna (schronisko, izba dziecka, pogotowie opiekuńcze). Wyjściem z takiej sytuacji jest natychmiastowe postanowienie lub orzeczenie właściwego sądu o ograniczeniu władzy rodzicielskiej.

Nie ulega wątpliwości, że przemoc wobec rodziny, szczególnie wobec dzieci, jest szczególnie postrzegana przez osoby, które z racji swojego zawodu mają z nimi kontakt. Do tej grupy zawodowej należą nauczyciele, pedagodzy szkolni i psycholodzy. Na nich spoczywa obowiązek niezwłocznego powiadomienia policji lub prokuratora o swoich spostrzeżeniach. Taki społeczny (bez sankcji karnych) obowiązek nakłada art. 304 §1 KPK: „Każdy dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub policję.” W przypadku instytucji państwowych lub samorządowych np. szkoły, mamy do czynienia z bezwzględnym obowiązkiem, a zaniechanie powiadomienia może zostać potraktowane jako przestępstwo z art. 231 KK, tj. niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego (za takiego funkcjonariusza można uznać dyrektora szkoły) i działanie na szkodę interesu publicznego. Dla obrony świadków ustawodawca przewidział w art.191 § 3 KPK ochronę: „Jeśli zachodzi uzasadniona obawa użycia przemocy lub groźby bezpośredniej wobec świadka lub osoby najbliższej w związku z jego czynnościami, może on zastrzec dane dotyczące miejsca zamieszkania do wyłącznej wiadomości prokuratora lub sądu.” Najbezpieczniej jest jednak, aby instytucja (szkoła) chroniąc dziecko z mocy prawa wystąpiła z powiadomieniem.


Ofiara przemocy w trakcie czynności prawnych


W art. 15 ust.1 pkt. 3 ustawa z 6 kwietnia 1990r.
„o Policji” wyraźnie zapisano, że „ policja ma prawo zatrzymać osoby stwarzające w sposób oczywisty bezpośrednie zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzkiego, a także mienia.” Warto w tym momencie nieco więcej miejsca poświęcić temu zagadnieniu chociażby, dlatego, że policjant jest pierwszym na ogół przedstawicielem prawa wzywanym w sytuacji przemocy domowej. Głównym zadaniem policji przy interwencji jest przede wszystkim przerwanie aktu przemocy, zapobieżenie popełnieniu przestępstwa w przyszłości i ostatecznie ściganie sprawców. Aby skutecznie domagać się pomocy warto jest zapoznać się z tym, czego można oczekiwać.

Każda osoba wzywająca policję ma prawo do:

  1. Uzyskania od interweniujących policjantów zapewnienia doraźnego bezpieczeństwa. Nie chodzi tu w tym wypadku o stan nietrzeźwości, który według prawa nie jest przestępstwem, a o skutki tego stanu. Odizolowanie sprawcy przemocy jest tu najskuteczniejszym sposobem doraźnej pomocy.
  2. Informacji o funkcjonariuszach udzielających pomocy (nr identyfikacyjny, nazwę i siedzibę jednostki, która podejmuje interwencję). O takie informacje można już domagać się już przy zgłoszeniu telefonicznym. Znając dane służbowe policjanta można w każdej chwili zgłosić go na świadka.
   3. Wykonania notatki o interwencji, która może posłużyć w późniejszym okresie jako dowód w sprawie sądowej.
   4. Złożenia skargi na czynności policyjne.

Policjant z mocy Ustawy ma obowiązek:



  1. Zapewnić bezpieczeństwo pokrzywdzonym.
   2. Dokonać zapisu służbowego, które może być wykorzystane w sprawie.
  3. W ramach działalności prewencyjnej ma obowiązek przekazać sprawę do zainteresowania policjantom dzielnicowym.


Ustawa o policji w art. 142 §1 mówi wyraźnie „ Policjant, który przy wykonywaniu czynności służbowych przekracza uprawnienia lub nie dopełnia obowiązku, naruszając w ten sposób dobra osobiste, podlega karze pozbawienia wolności do lat 5.”

Istotne uwagi dotyczące ujawnienia przestępstwa

Do ujawnienia przestępstwa (przemocy) dochodzi najczęściej wówczas, gdy osoba pokrzywdzona zawiadamia o tym fakcie prokuratora lub policjanta właściwej komendy policji. Czynność ta niesie ze sobą ważną konotację. Istotne staje się w tej sprawie jasne określenie oczekiwań. Na ogól, jeśli dochodzi do zgłoszenia, to intencją osoby zgłaszającej, w tym wypadku przemoc domową, jest żądanie ścigania i ukarania sprawcy. Do takiej decyzji należy się dokładnie przygotować. Jeśli ofiarą przemocy staje się osoba małoletnia, w jej imieniu musi wystąpić osoba dorosła – rodzice lub opiekun prawny. W przypadku, gdy sprawcami przestępstwa przemocy są przedstawiciele ustawowi małoletniego, Sąd Rodzinny i Nieletnich na wniosek prokuratora może ustanowić dla dziecka kuratora dla jego reprezentowania. Warto w tym miejscu jeszcze raz przypomnieć, że jeśli przemoc w rodzinie występuje dość często, zdarzenia takie powtarzają się, to nawet po wycofaniu zeznań przez osobę poszkodowaną, postępowanie przygotowawcze jest kontynuowane, gdyż opisane postępowanie sprawcy nosi znamiona przestępstwa z art. 207 kk, które ścigane jest z urzędu, niezależnie od woli pokrzywdzonego.

Przygotowanie zgłoszenia o przemocy nakłada pewne obowiązki, które mogą w poważnym stopniu przyśpieszyć i pomóc w procesie dochodzenia i w późniejszym okresie wyrokowania. Przygotowanie oznacza: przypomnieć sobie dokładnie przebieg zdarzeń, miejsce, dzień, godzinę, uczestników; jakie nastąpiły urazy i u kogo, kto udzielał pomocy medycznej; jak często pojawiają się akty przemocy, czy jest to zdarzenie incydentalne; czy przemocy towarzyszy stan nietrzeźwości sprawcy; czy pojawiają się groźby, które w przekonaniu ofiary mogą być spełnione; czy wzywano policję i jaki był efekt interwencji; zaświadczenia lekarskie o stanie obrażeń.


Dowody w sprawie o znęcanie się psychiczne i fizyczne


Generalnie można stwierdzić, że dowodem w sprawie może być każde świadectwo mówiące o ciągłej przemocy stosowanej przez sprawcę.


1. Zeznania świadków. Świadkiem może być każda osoba (na ogół jednak pełnoletnia), która była naocznym obserwatorem aktu lub aktów przemocy, może słyszeć odgłosy przemocy lub wysłuchać od ofiary skarg i opisu zdarzeń. Jeśli osoba poszkodowana wie, że zeznania świadka pomoże w sprawie może zgłosić go bez pytania o zgodę.
Stawiennictwo świadka jest obowiązkowe, a za składanie fałszywych zeznań grozi kara.

 Zeznania świadka w uzasadnionych przypadkach mogą być utajnione.

2. Dowodem może być również nagranie magnetofonowe i pisemny opis zdarzenia
      przedstawionego na taśmie.
3. Dowodem stają się również zniszczone przedmioty, ślady krwi, fotografie mieszkania
      ze śladami awantury oraz naoczni świadkowie takiego stanu.
  4. Bardzo istotnym dowodem w sprawie są świadectwa lekarskie o obrażeniach doznanych
      przez ofiarę. Nie musi to być świadectwo wystawione tylko i wyłącznie przez biegłego
      lekarza sądowego. Należy zadbać jedynie o to, aby lekarz w karcie pacjenta zaznaczył
      okoliczności powstania obrażeń (podawane przez pokrzywdzonego). Dobrze jest, jeśli lekarz określi, w jakim stopniu nastąpiło naruszenie czynności ciała i na jaki okres. W tym miejscu należy wskazać, że w przypadku przestępstwa znęcania się opisanego w art. 207 §1 KK nie jest wymagane, by działanie sprawcy spowodowało jakiekolwiek obrażenia u ofiary. Tym samym, jeżeli przemoc polega, np. na popychaniu albo takim zadawaniu uderzeń, by nie pozostawić śladów, nie powinno to powstrzymywać osoby pokrzywdzonej od złożenia zawiadomienia, a do wszczęcia postępowania nie jest konieczne świadectwo lekarskie.
   5. Dowodem też są notatki policyjne z interwencji. Utrwalanie i zbieranie dowodów aktów przemocy nie zależy od późniejszego ich wykorzystania. Mogą one służyć nie tylko w jednej sprawie, chociażby karnej. Można je ze skutkiem wykorzystać w postępowaniu cywilnym czy tez administracyjnym.


Dowody w sprawie można podzielić na:


Osobowe środki dowodowe, czyli dowody z zeznań świadków, w tym poszkodowanych

Należy zaznaczyć, że najważniejszą przesłanką dla ukarania sprawcy jest współpraca ofiary, której - jako osobie najbliższej - przysługuje w tym zakresie – zgodnie z art. 182 §1 KPK - prawo do odmowy składania zeznań. Korzystanie z przysługującego uprawnienia do odmowy do składania zeznań ma swoje reperkusje. Do tych konsekwencji należy konieczność traktowania dotychczasowych zeznań ofiary będącej osobą najbliższą tak, jakby nie zostały złożone. W przypadku braku innych świadków lub dowodów w sprawie, skutkuje to umorzeniem postępowania, odmową wszczęcia bądź uniewinnieniem sprawcy, kiedy skorzystanie z tego uprawnienia nastąpiło już po wniesieniu aktu oskarżenia. Skorzystanie z prawa do odmowy zeznań następuje najczęściej w sytuacji, gdy przestraszony ewentualnymi konsekwencjami karnymi swojego działania sprawca obiecuje ofierze poprawę, składa uroczyste przysięgi. Pokrzywdzony chcąc dać szansę na poprawę wnosi wówczas bądź o umorzenie postępowania bądź odmawia składania zeznań.

Należy tutaj przestrzec pokrzywdzonych przed skutkami takiego działania. W toku postępowania przed sądem, w przypadku, gdy pokrzywdzony skorzysta z tego prawa i przy braku innych dowodów, sąd zmuszony jest do uniewinnienia sprawcy, wówczas już oskarżonego. Wyrok w takim przypadku zawiera opis czynu, o który został oskarżony oraz stwierdzenie, że zostaje od popełnienia takiego czynu uniewinniony. Wyrok nie zawiera innych stwierdzeń, w tym przyczyn uniewinnienia. Nie określa, że nastąpiło to na skutek postawy ofiary, która odmówiła złożenia zeznań, a tym samym zabrakło dowodów do skazania sprawcy.

Efektem tego jest posiadanie przez sprawcę wyroku, w którym stwierdzono, że został on oskarżony o przemoc i od tego czynu później uniewinniony. W późniejszym okresie sprawca często posługuje się takim wyrokiem w kręgu swoich znajomych, lub w przypadku ponownego złożenia skargi - przed organami ścigania dla wykazania, że jest np. szykanowany przez ofiarę, która wcześniej złożyła na niego zawiadomienie o jego znęcaniu się nad nią, a później sąd od popełnienia tego czynu go uniewinnił. Dlatego też pokrzywdzeni powinni bardzo ostrożnie korzystać z instytucji odmowy składania zeznań, ponieważ może mieć to dla nich niekorzystne, opisane wyżej, konsekwencje. Korzystanie z tego prawa może być celowe tylko w sytuacji, gdy skrucha sprawcy jest wiarygodna i istnieją poważne przesłanki do przypuszczeń, że przemoc się nie powtórzy.

Ponadto skorzystanie z prawa do odmowy składania zeznań powoduje, że w niezręcznej sytuacji znajdują się świadkowie przemocy, którym prawo wynikające z art. 182 §1 KPK nie przysługuje. Praca z ofiarą przemocy między innymi koncentruje się na uzmysłowieniu tego faktu i zachęcania do daleko idącej konsekwencji i współpracy.

Nie bez znaczenia pozostaje również stosunek potencjalnego świadka do ofiary przemocy. Ofiara przemocy powinna zgłaszać tych świadków, którzy są jej życzliwi. Należy generalnie pomijać tych, którzy „mają oczy, a nie zobaczą” (oculuas habent, et non videbunt). Podstawowym świadkiem jest najczęściej osoba poszkodowana, ale także krewni i powinowaci, małoletnie dzieci niezależnie od wieku. Zeznania dzieci, szczególnie w procesie karnym, mają walor wyjątkowej wiarygodności (ex ore parvulorum veritas – „prawda płynie z ust dziecka”) zwłaszcza, gdy ich zeznawania poparte są stosowną opinia biegłego psychologa. Sąd lub inny organ sprawiedliwości pyta biegłego o zdolności zapamiętywania, przechowywania, odtwarzania i zdolności do kłamstwa czy konfabulacji.

Należy zadbać o to, aby dziecko nie było kilkakrotnie przesłuchiwane. Każde kolejne przesłuchanie niesie ze sobą traumę. Przeżycia związane z przesłuchaniem nie powinny stanowić przesłanki do odstąpienia tej czynności, szczególnie, jeśli zeznanie to wniesie istotne treści w sprawie.

Świadkiem może być także policjant. Interwencja może zakończyć się wypełnieniem tzw. „niebieskiej karty”. Niebieska karta zastępuje zeznania policjantów. Skutkuje to pod warunkiem, ze niebieska karta zostanie wypełniona.

Ofiara przemocy często wycofuje się z prowadzenia sprawy albo na skutek zagrożenia przez sprawcę, który powziął wiadomość o zaistniałym postępowaniu przeciwko niemu, albo na skutek próśb sprawcy, obiecującego poprawę lub radykalną zmianę postępowania wobec ofiary.

Dowody z wyjaśnień podejrzanego (oskarżonego)

Dowodem ważnym, mimo, że podejrzany (oskarżony) może nie mówić prawdy (kłamać), bowiem nie odbiera się od niego przyrzeczenia o obowiązku mówieniu prawdy i odpowiedzialności karnej wynikającego z tego tytułu, są wyjaśnienia podejrzanego (oskarżonego). Po odczytaniu na rozprawie stają się dowodem. Oczywiście treść wyjaśnień weryfikowana jest „mocą dowodową” pozostałych dowodów zebranych w sprawie. Jeśli owe „pozostałe dowody” okażą się słabe, wiarygodnymi pozostaną wyjaśnienia oskarżonego z wiadomym dla sprawy rezultatem. Omnis homo mendel - każdy człowiek jest kłamcą, z urzędu jest nim podejrzany, oskarżony, ale trzeba mu tego dowieść.


Rzeczowe środki dowodowe

W przypadku interwencji policji w miejscu zamieszkania ofiary przemocy, policjant powinien wykonać określone czynności. Do tych czynności poza rutynowym sprawdzeniu tożsamości itp. należy rozmowa z osoba powiadamiającą, rozpoznać sytuację i jej przyczyny (żadne zachowanie, przyczyna ze strony ofiary nie usprawiedliwia przemocy), przeprowadzić rozmowę pouczającą o naruszeniu obowiązujących przepisów i zwyczajowych zasad relacji między ludźmi. Istotnym elementem w tej części jest poinformowanie sprawcę o tym, że przemoc jest przestępstwem i podlega karze. Dobrze jeśli o tym dowie się poszkodowana, bo być może pierwszy raz to usłyszy z ust osoby kompetentnej. Należy też pouczyć o możliwościach dalszego postępowania (wszczęcie postępowania w prokuraturze). Jeśli sprawcą przemocy jest osoba nietrzeźwa, musi być niezwłocznie odwieziona do izby wytrzeźwień.

Jak już wspomniano w innym miejscu, pijany sprawca musi być bezwzględnie izolowany nie z powodu stanu nietrzeźwości, co ze względu na realne zagrożenie dla zdrowia i życia domowników w efekcie zachowań agresywnych. Jeśli nie ma izby wytrzeźwień, zatrzymanie realizuje się w policyjnej izbie zatrzymań. Od zatrzymania sprawcy policja może odstąpić jedynie, gdy nie stanowi on zagrożenia dla poszkodowanych lub na pisemne oświadczenie poszkodowanych, ze sprawca im nie zagraża.

Interweniujący policjant w przypadku osoby nietrzeźwej powinien:



    * działać zdecydowanie i z dużym opanowaniem;
    * zachować odporność na zaczepki, obelgi, przekleństwa, groźby, próbę szantażu;
    * zachować ostrożność i ograniczone zaufanie ze względu na niekontrolowane zachowanie sprawcy;
    * wydawać krótkie, jednoznaczne polecenia;
    * zachować spokój;
    * kiedy jest to konieczne założyć sprawcy kajdanki.


To, czego nie wolno, to:


    * ulec prowokacji i wdać się w dyskusje;
    * być zbyt brutalnym, by nie sprowokować agresji;
    * wyszydzać, ośmieszać, zabawiać się kosztem nietrzeźwego;
    * wdawać się w wymianę epitetów;
    * polecać położenie się spać, wyjść na spacer (pijany sprawca natychmiast podchwyci taką propozycję).


Jeśli sprawca jest trzeźwy, a jego zachowanie zagraża życiu i zdrowiu domowników, powinien on być zatrzymany i przewieziony do jednostki policji. Sprawca przemocy zazwyczaj podczas interwencji policji zachowuję się w miarę spokojnie, co może stwarzać wrażenie, że nie ma powodu do natychmiastowego zatrzymania. Z jednej strony daje to sprawcy poczucie bezkarności, a poszkodowanym odbiera nadzieję na pomoc a czasami nawet sprawiedliwość.

Warto zwrócić uwagę na pewne klasyczne zachowania sprawcy w sytuacji interwencji. Do klasycznych już zachowań należy:


    * przerzucanie odpowiedzialności za zaistniała sytuacje na wszystko i wszystkich poza sobą;
    * próby odwoływania się do męskiej solidarności;
    * próby użycia groźby, szantażu;
    * prowokowanie do użycia siły i środków przymusu bezpośredniego.


Wybiegi te służą odwróceniu uwagi od swoich czynów przez oskarżenie policjanta o brutalność, wywołanie u ofiary współczucia i poczucia winy w związku z wezwaniem policji. Są to typowe manipulacje sprawcy.

Odstąpienie od interwencji jest jednoznacznym sygnałem dla sprawcy, że jego zachowanie nie jest naruszeniem prawa. Sprawca musi być poinformowany o tym, że to, co robi jest przestępstwem i podlega karze.

Dokumentacja lekarska

Obdukcja lekarska jest dokumentem, za którą wnosi się opłatę. Zazwyczaj obdukcja zawiera potwierdzenie faktu odniesionych obrażeń ciała skutkujących jego dysfunkcją na okres poniżej 7 dni, a wypadek taki ścigany jest z oskarżenia prywatnego. Daje to organom ścigania, a później sądowi w oskarżeniu prywatnoskargowym, pewne podstawy do niedowierzania w popełnienie przez sprawcę przestępstwa fizycznego znęcania się i sprowadzania sytuacji ofiary do bycia jednorazowym obiektem przestępstwa lekkiego pobicia lub naruszenia nietykalności cielesnej. Ofiara powinna udać się do lekarza nie po obdukcję, a wręcz po leczenie ze skutków pobicia. W określonej sytuacji wystarczy później wskazać, gdzie znajduje się dokumentacja lekarska i zawnioskować o jej uzyskanie. Dla sądu zapewne większa moc dowodową będą miały zapiski lekarza w historii choroby, niż lakoniczny opis z obdukcji.

Nagrania magnetofonowe

O ile w procesie o rozwód, czy separację, nagranie magnetofonowe może stanowić doskonały dowód o znęcaniu się psychicznym, tak w procesie karnym rzecz ma się inaczej. Nagranie może być dowodem w sprawie pod warunkiem, że nie zastępuje zeznań świadka lub wyjaśnień podejrzanego (oskarżonego). Taśma z oryginalnym nagraniem musi pozostać do dyspozycji organów procesowych. Natomiast słuszne jest dostarczenie wiernego zapisu taśmy. W niektórych przypadkach sąd powołuje biegłego w dziedzinie fonoskopii.

Zdjęcia

Zdjęcia stanowią ważny dokument. Mogą one odzwierciedlać stan mieszkania po kolejnej awanturze, może też odzwierciedlać obrażenia ciała osoby pobitej. Nie jest słuszne, aby z tego typu dokumentacją czekać. Nie należy też zwlekać z tego typu dokumentacją w przypadku sprawcy, ponieważ nikt nie może długo nosi maski nemo potest diu personam fere.

Etap dochodzenia (postępowanie przygotowawcze)


Postępowanie w sprawach o znęcanie się psychiczne i fizyczne oraz w sprawach, gdzie zastosowanie przemocy niebędące jeszcze znęcaniem (np. jednorazowe działanie) spowodowało skutek w postaci obrażeń ciała można podzielić na dwa etapy: postępowanie przygotowawcze i postępowanie przed sądem. Pierwsze zaczyna się w momencie złożenia zawiadomienia o przestępstwie (ustnie lub pisemnie) drugie kończy się wydaniem prawomocnego wyroku.

Opisując w skrócie wymienione etapy należy stwierdzić, że wszczęcie postępowania przygotowawczego w trybie dochodzenia, wyjątkowo w trybie śledztwa, następuje po złożeniu skargi. Nie ma znaczenia, czy skarga została złożona w jednostce policji czy w prokuraturze. W szczególnych wypadkach złożenie zawiadomienia może nastąpić poprzez tzw. ustne zawiadomienie, zapisane w formie protokołu przez prokuratora lub policjanta. Dochodzenia w sprawie przestępstw z użyciem przemocy prowadzą najczęściej funkcjonariusze policji pod nadzorem prokuratura. Po wstępnym zweryfikowaniu zawiadomienia następuje formalne wszczęcie dochodzenia lub zostaje wydana decyzja o odmowie wszczęcia postępowania (gdy skarga jest oczywiście bezzasadna). Dlatego w tej fazie bardzo ważne jest możliwe najpełniejsze udokumentowanie zdarzenia i podanie wszystkich źródeł dowodowych. Dopiero po wszczęciu dochodzenia następuje protokolarne przesłuchiwanie świadków zdarzenia. Jest to najważniejszy etap całego postępowania, ponieważ wówczas są zabezpieczane (a przynajmniej powinny zostać) dowody i od jakości tego postępowania zależy dalszy jego bieg.

Jeżeli zebrane dowody dostatecznie uprawdopodobnią popełnienie przestępstwa jego sprawcy, przedstawiane są zarzuty. Wówczas sprawca staje się dla postępowania podejrzanym, dla którego prawo przewiduje określone uprawnienia. Osoba taka osobiście lub za pośrednictwem obrońcy ma prawo do robienia notatek, odpisów i kopii i uczestniczyć w czynnościach, które są podejmowane. W celu ustalenia przebiegu zdarzenia ma prawo zgłaszać wnioski o dopuszczenie do udziału w innych czynnościach śledczych i dochodzeniowych.

Po zabezpieczeniu materiał dowodowy zostaje oceniony przez prokuratora i po wykonaniu końcowych czynności dochodzenia prokurator sporządza i wnosi akt oskarżenia. Prokurator może też skorzystać z prawa do złożenia do sądu wniosku o warunkowe umorzenie postępowania z jednoczesnym zobowiązaniem sprawcy do wykonania określonych obowiązków (np. podjęcie leczenia odwykowego, czy terapii dla sprawców przemocy). Wiąże się to z okresem próby obejmującym okres od roku do dwóch lat. Istotne jest to, że umorzenie warunkowe postępowania nie świadczy o niewinności sprawcy. Oznacza to, że jeśli nałożone obowiązki zostaną przez sprawcę podjęte, nie będzie dalszego ścigania. W innym przypadku sąd może podjąć na nowo warunkowo umorzone postępowanie.

W przypadku wniesienia aktu oskarżenia rozpoczyna się etap postępowania przed sądem. Ponownie przesłuchiwani są świadkowie i ujawniane inne dowody. Sąd przesłuchuje świadków, poszkodowanych lub poszkodowanego, wysłuchuje wyjaśnień sprawcy. Kiedy ofiarą jest małoletni, sąd może zarządzić na postawie art. 192 § 2 KPK przesłuchanie w obecności biegłego psychologa. Podobnie inni świadkowie mogą być przesłuchiwani w obecności biegłego psychologa, jeśli zachodzi uzasadniona wątpliwość, co do ich stanu psychicznego.

Przed rozpoczęciem przewodu na rozprawie głównej (przed odczytaniem aktu oskarżenia przez oskarżyciela publicznego) pokrzywdzony może złożyć wniosek o dopuszczenie jego do udziału w tym postępowaniu w charakterze oskarżyciela posiłkowego. Ma wówczas na tym etapie postępowania prawa strony, może zadawać pytania świadkom, składać wnioski dowodowe, a w przypadku niezadowalającego wyroku złożyć od niego apelację. W sytuacji, gdy takiego wniosku nie złoży, jego udział w postępowaniu przed sądem ograniczony zostaje do biernego uczestnictwa.

Ofiara przemocy, niekiedy nie rozumiejąc konsekwencji wynikających z dobrodziejstwa prawa, decyduje się tylko na rolę świadka we własnej sprawie. Nie korzysta z prawa dopuszczającego jej do udziału w sprawie w charakterze oskarżyciela posiłkowego na podstawie art. 53 KPK, mimo, że oskarżycielowi posiłkowemu w sprawach o przemoc domowa przysługuje szereg uprawnień kodeksowych. Jak już wspomniano wcześniej, oskarżyciel posiłkowy może działać niezależnie od prokuratora, ponieważ jest stroną w sprawie. Oskarżyciel posiłkowy musi być powiadamiany przez sąd o terminie rozprawy, otrzymywać odpisy orzeczeń, zarządzeń wydanych przez sąd, które może zaskarżyć. Może mieć pełnomocnika (adwokata) działającego w jego imieniu, zadawać pytania świadkom przesłuchiwanym przez sąd w czasie rozprawy, ustosunkowywać się do tego, co powiedział oskarżony lub jego obrońca, może zgłaszać wnioski dowodowe (przesłuchanie dodatkowych świadków), przeglądać akta sprawy, robić notatki, składać wnioski o sprostowanie protokołu z rozprawy, zgłaszać inne wnioski, chociażby o uzupełnienie przewodu sądowego, zabierać głos w momencie, kiedy kończy się rozprawa, tuż przed wyrokiem. Jeszcze innym uprawnieniem wynikającym z prawa jest możliwość zaskarżenia wyroku (jedynie w części dotyczącej winy, nie kary) i żądanie uzasadnienia.

Po zapoznaniu się z całym zgromadzonym materiałem dowodowym sąd wydaje wyrok. Po ocenie materiału dowodowego, dokonuje kwalifikacji prawnej czynu, ustala stopień winy i wymiar kary oraz sposób jej wykonania. Następuje to po końcowym wysłuchaniu głosów stron i zamknięciu przewodu sądowego. Sąd ma obowiązek ustalenia rozmiaru winy sprawcy i wydania orzeczenia, co do kary i środków karnych umieszczając to w pisemnym wyroku.

Wyrok musi być ogłoszony. Od wyroku przysługuje stronom prawo złożenia apelacji w terminie 14 dni od otrzymania wyroku z uzasadnieniem. Wniosek o uzasadnienie należy złożyć w ciągu 7 dni od ogłoszenia wyroku.

W przypadku, kiedy sąd korzysta z dobrodziejstwa warunkowego zawieszenia kary pozbawienia wolności i poddaje skazanego okresowi próby, nakłada na niego pewnego rodzaju obowiązki, z których wykonania sprawca jest zobligowany się wywiązać. Okres próby zawiera się w przedziale od 2 do 5 lat. Sąd w tym okresie zobowiązuje skazanego do naprawienia w całości lub w części szkody wyrządzone przestępstwem, do innego stosownego zachowania się, jeśli to przyczyni się do nie popełniania przez niego ponownego przestępstwa (przemocy), przebywania w określonych miejscach lub środowisku, powstrzymywania się od picia alkoholu oraz do innych zobowiązań, które mogłyby w diametralny sposób poprawić sytuacje w rodzinie. Sąd na okres próby może oddać skazanego pod nadzór kuratora sądowego, który czuwa nad realizacją wyroku, ocenia zachowanie skazanego i składać w tym zakresie stosowne sprawozdania.

Jeśli skazany w okresie próby popełni takie samo przestępstwo, jeśli nadal stosuje przemoc, nie wykona postanowienia sądu, sąd zarządza wykonanie kary na podstawie art.75 §1 KK: „Sąd zarządza wykonanie kary, jeśli skazany w okresie próby popełnił podobne przestępstwo umyślne, za które orzeczono prawomocną karę pozbawienia wolności” i §2 KK: „Sąd może zarządzić wykonanie kary, jeżeli skazany w okresie próby rażąco narusza porządek prawny, w szczególności, gdy popełnił inne przestępstwo niż określone w §1 albo, jeśli uchyla się od uiszczenia grzywny, od dozoru, wykonania obowiązków lub orzeczonych środków karnych.” Takim obowiązkiem może być zobowiązanie skazanego do podjęcia leczenia się z uzależnienia od alkoholu.

Zakończenie


Gabinety lekarzy rodzinnych, psychologów oraz psychiatrów odwiedzają osoby, które zgłaszają wiele dolegliwości somatycznych, których podłożem jest przemoc. Czasami ofiary przemocy nie zdają sobie z tego sprawy, koncentrują się na skutkach zdrowotnych, pomijając z różnych powodów przyczyny takiego stanu zdrowia. Nie zawsze też lekarz czy inny specjalista służby zdrowia jest wyczulony na sprawę przemocy. Niekiedy tylko brak wiedzy w tej kwestii czyni go niekompetentnym. Udzielenie pomocy może przyczynić się do zmiany postawy ofiary wobec doznawanej krzywdy, nakłonić do skorzystania z pomocy wyspecjalizowanych ośrodków i grup samopomocowych. Aby jednak skutecznie pomóc potrzebna jest wiedza w tej dziedzinie. Przedstawione opracowanie może spełnić rolę przewodnika.

psychologia.net
Autor dr Andrzej Lipczyński źródło
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #67 dnia: Listopad 28, 2006, 03:13:36 pm »
Aspekty prawne przemocy domowej
Autor dr Andrzej Lipczyński
źródło
Obszerne informacje prawne i nie tylko.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #68 dnia: Listopad 28, 2006, 03:30:11 pm »
Warszawa Do tragedii doszło na spacerze

Mężczyzna zabił kobietę z dzieckiem

- Barbara Stawarz, PAP, TVN24

Zwłoki zastrzelonych dziecka, kobiety i mężczyzny, który po popełnieniu zbrodni odebrał sobie życie, znaleziono po południu na warszawskim osiedlu Targówek. Okoliczności tragedii wyjaśnia policja.

Jak poinformowała oficer prasowy Komendy Rejonowej Policji VI (Praga Płn., Białołęka, Targówek) Agnieszka Hamelusz, ciała trzech osób znalazł mężczyzna, który wyjeżdżał z garażu samochodem, po tym jak usłyszał strzały. Policja zabezpiecza miejsce tragedii.

Według wstępnych ustaleń, desperat prawdopodobnie zabił swoich bliskich, kobietę i dziecko, a następnie popełnił samobójstwo.

Według przypuszczeń policji kobieta miała około 25 lat, a dziecko około roku.

Z relacji świadków wynika, że mężczyzna podszedł do kobiety i z broni krótkiej zastrzelił najpierw dziecko, znajdujące się w wózku, później ją i popełnił samobójstwo. Do tragedii doszło w okolicy Trasy Toruńskiej, przy ul. Rzepichy.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26282
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #69 dnia: Listopad 29, 2006, 07:14:00 pm »
Zbite szklanki

Wojciech Staszewski2006-11-28

Cytuj

A najgorszy dla Sylwii jest strach, z którym się budzi: że to jej wina. Jeszcze nie wiadomo, co - ale na pewno jej wina. Że śmieci śmierdzą, żarówki się przepalają, syn wyjdzie za wcześnie albo za późno do szkoły. Albo że jak robi ziemniaki tłuczone na obiad, to je przed tłuczeniem krzywo pokroiła. Jej bardzo wielka wina.

Składa pozew w marcu 2005 roku, w październiku dostanie rozwód. W grudniu ma odebrać klucze do nowego mieszkania (na kredyt). Bo podziału majątku nie będzie. Adwokat ją spytał: - Ile pani zarabia? To w dwa lata się pani odkuje. A sprawa majątkowa może ciągnąć się i pięć lat. Wyda pani sporo na moje honorarium i będzie się pani użerać w sądzie. Spokój też ma swoją cenę.

Umawia się z Krzysztofem, że do grudnia doczekają pod jednym dachem. Ale w sierpniu Krzysztof wchodzi podpity i od razu z łapami do niej: - Wszystko sfilmowałem, ty kurwo, jak się w pracy pierdolisz z tymi facetami. A jak tylko wyjdziesz, to dzwonisz do swoich kochanków.

Sylwię krew zalewa. Rzeczywiście dzwoniła dziś po pracy do syna, więc pewnie mąż ją śledził. Wyzwiska, szarpanie. Zbita grecka figurka, szyba w łazience. Zbite szklanki. Krzysztof ze skaleczoną ręką wzywa policję, policjant widzi, co tu się naprawdę dzieje, i radzi: - Niech się pani wyprowadza, ale za chwilę. Bo on panią zabije dziś w nocy.

Sylwia wychodzi na dwór z policyjną eskortą. I po raz pierwszy od lat oddycha głęboko.

Sylwia i metryka

- Żal?

- Żałuję tego, że taka osoba poukładana, wykształcona, roztropna mogła to znosić przez tyle lat. Po terapii wiem, że w domu mnie wyuczono, że wszyscy są ważni, tylko nie ja. Dlatego weszłam w taki związek.
strona5

Cytuj
Wygrywa. Jacek nie odbiera telefonów od Patrycji, daje żonie odsłuchiwać nagrania na sekretarce. Organizuje jej trzydzieste urodziny-marzenie, na przyjęcie-niespodziankę ściąga znajomych Moniki z Warszawy, Gdańska. Zmienia pracę, na bankiecie firmowym Monika (trzy języki perfekt) czuje, że jest z niej dumny.

A w domu ochrzan, w kółko, coraz częściej: - Jak ty się zachowujesz? Jak wyglądasz? Ludzi straszysz!

strona 2    
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Beata umie dobrze zapominać
« Odpowiedź #70 dnia: Grudzień 26, 2006, 06:37:27 pm »
Beata umie dobrze zapominać
- Włodzimierz Nowak2006-12-24

Zauważyłam, że jak o złych rzeczach nie pamiętam, to przyciągam dobre sprawy. Taka magia.

Każdy żyje, proszę pana, jak umie. Niektórzy ludzie nie potrafią prosić. Kiedy pierwszy raz poprosiłam, to się nie wstydziłam. Nie miałam na jedzenie dla dzieci. Boleć zaczyna, kiedy trzeba stale prosić.

To było za szybko, takie rzucenie się w życie. Radzę wszystkim, żeby, zanim się pobiorą, zamieszkali razem na próbę.

Może on był wychowany tak jak ja, że jak w małżeństwie jest się, to do końca życia? Pytałam, czy kogoś kocha, to się wypierał. Nie myślałam źle o nim, tylko o sobie. Popadałam we własne nieszczęście.

Rodzicom nic nie mówiłam. Myślałam, że jak się powie, to już wszyscy wiedzą i trudno skleić.

Natalka się urodziła i zaraz była Wigilia. Na święta zawsze jest więcej nadziei.

(Beata K., 29 lat, dziewiąta w kolejce samotnych matek po ryż z Unii
Europejskiej, mąkę i pomarszczone papryki.

Dźwigam siatki z darami. Ogonek ustawia się codziennie przy bocznej furcie kościoła Bernardynów. Mogłem podejść do trzeciej kobiety w kolejce, do szóstej albo do tej blondynki z dzieckiem, która stała zaraz za Beatą.

Przypadek.

Mieszka w Poznaniu, pracuje w markecie. Samotnie wychowuje Dawida (7 lat) i Natalkę (4 lata). Z Fundacji Pomocy Samotnej Matce dostali na święta 10 kg mąki, po trzy paczki ryżu na głowę, po paczce makaronu i słodycze).
Robiłam Wigilię dla teściów, dla mojego męża. Naprawdę się przygotowałam. Pojechałam zabić karpia do mamy. Chciałam zrobić Robertowi niespodziankę i pofarbowałam włosy na taki bordo. Ale nie wiedziałam, jakie wino kupić. Szukałam go po markecie. Nie poznał mnie. Rozmawiał z jakąś dziewczyną tak intensywnie, umawiali się. Powiedziałam "cześć", był strasznie zmieszany.

To była taka Wigilia, że on wyzwał mnie od najgorszych, że żałuje, że się ze mną ożenił, a ja sobie przysięgłam, że odejdę.

Kiedy mnie pierwszy raz chwycił za gardło, powiedziałam sobie "jeszcze raz!". Poszłam w swoje urodziny. Natalka miała osiem miesięcy. Cały czas wrzeszczała.

Nie poszłam do rodziców, tylko od razu do tej interwencji kryzysowej. Długo żyliśmy na naleśnikach z cukrem albo z jabłkiem, bo wtedy mieszkaliśmy na działkach. Nie znało się tych wszystkich fundacji, nie wiedziało, gdzie stanąć. Fundacje uratowały mi życie. Chodzę do Samotnej Matki i do Rodzina Rodzinie.

Dawali końcówki. Kończył się termin przydatności i się ratowało, pieczarki na patelnie, albo zamrażało. Dzieci cieszyły się ze starych pączków. Nie miałam mikrofalówki, ale jak się pączek podgrzeje, to jest jak świeży.

Nieraz tylko chleb dostałam. Jedliśmy cały tydzień - na słodko, smażony, moczony w jajku, żeby dzieciaki miały trochę białka.

Zawsze pilnuję, żeby była w domu sól i mąka. Jak zaczęli dawać ryż z Unii i mąkę, to się poprawiło. Przede wszystkim było mleko. Dostaję 18 litrów miesięcznie, po 6 na osobę. Mogę dwa razy dziennie robić ryż na mleku. Szybko się robi, gęsta papka, moje dzieci wołają dokładki.

Teraz pracuję i mogę stać tylko raz w miesiącu. Przedtem stałam dwa razy w tygodniu. Na miesięcznej paczce jest spokojniej.

Na paczce codziennej każda ładuje, co złapie, dzieci robią galimatias. Panie wyzywają się od najgorszych. W kolejce każda narzeka. Że mąż ją kopnął, że dali nieświeże warzywa. I musisz słuchać. A przecież wszystkie jesteśmy w tej samej sytuacji, wszystkim jest trudno. Więc unikam zwierzeń.

Czasem się nie uda, jakaś kobieta mi się wyżali.

Tylko raz spotkałam taką panią Dorotkę, która nie narzeka. Przesympatyczna, gra na gitarze. Została samotną matką, bo mąż molestował ich dzieci. Walczy z nim dzielnie, wygrała sprawę o mieszkanie. Ma tylko zasiłek. W urzędzie pracy powiedziała, że nie będzie pracować za 600 zł, bo się ceni wyżej.
Sama sobie szuka pracy. Jedyna w kolejce, która pozytywnie myśli.

(Słychać zza drzwi: Puk, puk. Arek, wyłaź, chce mi się siku).

A to dzieci w kolejce do ubikacji. Od września mieszkam w bloku u rodziców. Cztery pokoje na ostatnim piętrze. Jak leje, to nam kapie z sufitu. W najmniejszym pokoju Madzia, moja najmłodsza siostra. Uczy się do matury. Wybiera się za granicę, bo nie chce, jak reszta rodzeństwa, mieszkać kątem u rodziny.

W drugim brat z żoną i dwójką dzieci. Mieszkali u teściów, ale czynsz tak skoczył, że teraz jest tam sklep Żabka. Rodzice dali im ciasny pokój, żeby nie zapomnieli się wyprowadzić. W trzecim my. Przepraszam, dzieci znowu zrobiły bałagan. Zapas mąki i ryż trzymam na meblościance, pod telewizorem warzywa. Marchewka normalnie po 2,38 zł, drugiej jakości, a ja trafiłam za 66 gr.

W dużym pokoju rodzice. Na mamę mówimy Babcia Ela. Ma dziewięcioro wnuków. Na Wigilii będzie piętnaście osób. To się widzi w oczach. Stoję w kolejce, ludzie patrzą, myślą, że jestem mało warta. A przecież mnie się tylko nie udało. Zaczęło się w podstawówce, kiedy przenieśliśmy się z Sątopów do Poznania. Piąta klasa jest bardzo ważna, dochodzą nowe przedmioty, szuka się akceptacji rówieśników. Jak klasa mówi stale "wieśniara", to się zamykasz.

Rodzice w Sątopach byli zaradną parą, mama hodowała chryzantemy i sprzedawała na Wszystkich Świętych. Tata - kierowca - dobrze zarabiał, jeździł nawet do Berlina wschodniego, stać ich było, żeby przeprowadzić się do miasta. Tylko był problem jakiś w przeskoku w nową rzeczywistość. To był 1989 rok. W Poznaniu coś się między nimi popsuło, tata stracił pracę, piątka dzieci, zaczęli się kłócić, chodzili własnymi drogami. Jestem najstarsza i najbardziej to przeżywałam.

Madzia, najmłodsza, nic nie pamięta.

W ósmej klasie koleżanka powiedziała, że jej ciocia jest psychologiem i jak chcę, to może ze mną pogadać. Bo wtedy ciągle płakałam, miałam jakiś żal.

Poszłam, a ona kazała przyprowadzić całą rodzinę, bo musi z nimi porozmawiać. Mama wyzwała mnie od wariatek, że obcemu opowiadam o problemach. Wszystko powinno zostać w rodzinie. Poszłam do zawodówki na ogrodnika. Bardzo chciałam być kochana. Wszyscy moi znajomi byli już w parach. Zakochałam się w starszym harcerzu.Sześć lat go kochałam. Najpiękniejszy moment. Listy miłosne, wiersze, dużo rozmawialiśmy. Taka miłość szczera, czysta i nieodwzajemniona. Jak miałam czternaście lat, to byłam dla niego za młoda, a kiedy skończyłam dwadzieścia, powiedział, że kocha mnie jak siostrę. Modliłam się, żeby szybko znalazł sobie dziewczynę, chociaż bolało jak diabli. Bo jak ktoś już kogoś ma, to jest nietykalny.

(Z panią Beatą nie da się rozmawiać przez komórkę. Jest zepsuta, działa tylko w jedną stronę. Słyszę panią Beatę, a ona mnie nie).

Nie przyszłam na spotkanie, przepraszam, ale mieliśmy z dziećmi rano wypadek. Jak jechaliśmy do szkoły, Dawidek zwymiotował w autobusie. Obrzygał całą Natalkę i mnie. Musieliśmy zawrócić. W markecie dostaję 618 zł na rękę, do tego alimenty 300 zł, to razem 918 zł. Z tego 300 zł daję mamie na mieszkanie, 200 zł na przedszkole, jeszcze jakieś 30 zł w szkole Dawida. Zostaje 388 zł, po 129 zł na głowę. Na sieciówkę mi nie starczyło, tylko za 16 zł kupiłam liniówkę dla Dawida. Bo zawsze krzyczy, żebym mu dała bilet. Nie może wracać ze szkoły na gapę. Ja czasem jeżdżę. Ostatnio złapali mnie z siatkami, jak wracałam z fundacji, chciałam sobie podjechać. Jedna pani dawała im za mnie 20 zł, więcej nie miała, ale oni chcieli 40 zł. Wlepili mandat, kiedyś komornik zapuka. A taki bilet z osiedla do fundacji to 2,60 zł. Tyle co obiad. Zawsze liczę, żeby na każdego wyszło po 2,50 zł. Wątróbka za 3 zł, do tego cebula, kiedyś była po 70 gr, teraz dwa razy droższa. Ziemniaki też skoczyły dwa razy. Ale z chlebem też smakuje. Nieraz wydam 10 zł, "o Jezu, ile poszło!", ale zjemy obiad i jeszcze na kolację starczy.

Jak dostałam zapomogę na buty, to kupiłam dzieciom po 30 zł, a sobie za 58 zł. Kiedyś patrzyłam tylko na cenę, ale w najtańszych nogi śmierdziały, nie do wytrzymania. Teraz patrzę na jakość.

Wstaję o piątej. Odwożę autobusem Dawida pod szkołę i o siódmej jestem w markecie. W pracy to ja myślę o pracy. Żeby było równo na półce, żeby nie pomylić ceny, wtedy dzień zleci. Układałam cify. Klient się awanturował, że kupił pampersy w promocji, a droższe od normalnych.

Nie myślę o tym, co było. Dlatego nie chodzę na spotkania bitych kobiet. Bo one ciągle powtarzały to samo. Poszłam po trzech latach, a one w tym samym miejscu. Jakby je mąż pobił wczoraj. Zauważyłam, że jak o złych rzeczach nie pamiętam, to przyciągam dobre sprawy. Taka magia.

Umiem dobrze zapominać. Przez to miałam problemy w sądzie, bo nie potrafiłam powtórzyć słów, którymi Robert mnie poniżał. Pamiętałam tylko, jakie uczucia niosły. Pani psycholog z domu samotnej matki tłumaczyła, że to normalne. Boby się organizm przeciążył. Nie zdążyłam uszykować kanapek do pracy. Wtedy piję wodę. W markecie mamy wodę za darmo. W końcu jesteśmy w Unii i woda zakładowa musi być. Jak mnie raz przycisnęło, to wymyśliłam tanie kanapki zakładowe. Taki biznes. Bułka, ser, coś zielonego i sprzedawać pracownikom marketu, potem rozszerzyć działalność na inne markety. Tacy jak ja by kupili. Tylko czy sanepid się zgodzi.

Najgorszy jest głód rzeczy dobrych. Jak jesz ciągle chleb, makaron, chleb, to jak trafi się mięso, chcesz je zjeść całe, na zapas.

Uważam, że zęby są ważne, a szczególnie u kobiety. Dlatego kupuję sobie dobrą pastę, co kosztuje o 2 zł więcej niż zwykła.

Miałam sobie złych rzeczy nie przypominać, ale trudno. Ząb mnie rozbolał w pracy. Tak mocno, że musiałam wziąć zwolnienie. Przez to mnie teraz przenoszą z chemii na spożywkę. Dentysta rozwiercił dziurę i zatruł.

Rozwiercają i trują za darmo.

Powiedział, że mam przyjść za dwa tygodnie, będzie kosztowało 50 zł. Nie poszłam, bo nie miałam. Wypadła trucizna, ale znów nie miałam tych 50 zł. Ból się zrobił nie do wytrzymania i wyrwali. Wyrywają na kasę, za darmo. W kinie byłam dawno, jeszcze za małżeństwa, ale nie z mężem. Robert powiedział, że jestem za gruba, nie zmieszczę się w fotelu. Może się źle ubierałam? Żeby zaoszczędzić, nosiłam to, co dostałam. A dostawałam tylko rzeczy po starszych paniach. Teraz sama sobie kupuję. Te spodnie kosztowały 1,50 zł. Raz w tygodniu w lumpeksie jest przecena 3 zł za kg, a jak się kupi kilogram, to jeszcze można wybrać drugi kilogram. Płaszczyk, który mi Dawidek obrzygał, mam od znajomej. Pracuje u bogatych. Dają jej ciuchy, żeby wywiozła, a ona zawsze coś mi odłoży.

Te bilety do kina Robert dostał z pracy. Miały trzy miesiące ważności. Czekałam do końca, myślałam, że ze mną pójdzie. W końcu poszłam z najmłodszą siostrą, ostatniego dnia. Nie chciałam, żeby się zmarnowały. Grali "Asterix, Obelix i Kleopatra", naśmiałam się na zapas. Tata jest nerwowy, bo taki ruch w kuchni, że sobie nie może zagotować wody na herbatę.

(Pani Beata czasem powie "system". Pamięta słowo ze szkoły, na przykład "system feudalny").

Takie coś nie do przeskoczenia. Na przykład dawali na bezrobociu pożyczkę na założenie firmy. Miałam pomysły, ale trzeba było znaleźć dwóch żyrantów, którzy zarabiali po 1600 zł na rękę. Nie znalazłam. Przecież jak jesteś biedny, to masz biednych znajomych.
Wszyscy żyjemy w systemie. Powstał już dawno, zanim się urodziłam. Obiecali po 1000 złotych matkom, które urodzą. Matki pozachodziły i teraz się słyszy, że chcą zabrać. Ale nawet jakby nie zabrali, to kto urodzi dziecko za 1000 złotych? Bogata kobieta? Jej ten tysiąc niepotrzebny. Czy ta biedna, jak moja sąsiadka? Ma trójkę dzieci i teraz zaszła. Za tysiąc kupi sobie pralkę, żeby te dzieci oprać. Jak zaszła, to mąż się odkochał i ją zostawił.

O, jeszcze jest system odsetkowy.

Jak sprzątałam legalnie u starszej pani, to, co zarobiłam, zabierał mi komornik za lodówkę. Zapłaciłam już więcej, niż była warta, ale to nie szło na spłacenie lodówki, tylko na odsetki od lodówki. Ich nie obchodzi, że ja nie mam tej lodówki, że stoi gdzieś u byłego męża, bo mi potem nawet szklanki nie oddał. Nie obchodzi ich, że te odsetki wzięły się z tamtej sytuacji, kiedy on mnie bił i oszukiwał. Rosną nowe odsetki. Komornik czeka, bo oni chyba nie mogą zabrać, jak masz tylko pensję minimalną krajową. Na alimenty też nie wejdą. Teraz jak zarabiam mało, to mogę się z nimi dogadać, żeby rozłożyli, potraktowali ulgowo, ale jak zacznę zarabiać lepiej, powiedzmy 1200 złotych, to już nie będą chcieli słuchać i zabiorą 600. Znowu będę miała tyle co teraz, ale opieka mi już nie pomoże, bo zarobki za wysokie. Czy jest sens szukania lepszej pracy?

Ja sobie poradzę, ale ludzie, jak są zadłużeni po uszy, wolą leżeć albo robić na czarno. Bo system można oszukiwać. Pisze się o zapomogę na buty, a wydaje się na jedzenie.

Albo niech zwolnią mnie z pracy. Przez pół roku mam te 500 złotych zasiłku. Znajdę sobie pięć starszych pań na czarno, po 150 złotych od każdej za sprzątanie, to razem mam 1250 złotych. Więcej niż teraz. Żyłabym lepiej, miała czas dla dzieci i żeby promocji pilnować.

A system oszukuje nas.

Jest trzynasty, źle się czuję albo Dawidek gorączkuje. Jakby było normalnie, tobym poprosiła kierowniczkę o trzy dni urlopu. A jest tak, ludzie idą na chorobowe i mówią doktorowi, żeby dał zwolnienie do końca miesiąca. Bo czy to dzień, czy dwa tygodnie, premia i tak stracona. A zarobi się tyle samo, ZUS zapłaci z moich składek, więc ja nikogo nie okradam, najwyżej siebie.

Teraz się pilnowałam, żeby dostać bony na 250 złotych. Mogę u siebie w markecie kupić coś dzieciom na Gwiazdkę. Podatek od bonów potrącą mi z pensji w styczniu.

Słyszałam, że najpierw trzeba wymazać biedę w sobie.

Rozmawiałam z koleżanką z działu chemicznego. Ona też ma ciężko, nie może ściągnąć alimentów, bo mąż uciekł za granicę. Mówię jej, że to nasz wybór, że tu jesteśmy. Aż jej się szampony przewróciły. Czy my jesteśmy gorsze? Zasługujemy, żeby mieć pieniądze, normalnie żyć, jak bogaci.

Ona: "Jak chcesz być bogata, jak dostajesz 600 na rękę?". Mówię, powtarzaj sobie: "Krystyna, możesz być bogata". A ona, czy ja powtarzam i co z tego mam.

Na razie nic. Ale już inaczej myślę i może za rok będę miała dobrą pracę, dobry zarobek.

No to powiedziała: "Ty, Beata, może się zmienisz, ale ja już nie". I poszła układać vizir.
Jak to się stało, przecież nigdy nie chciałam być biedna. Chciałam być dobra. Mama ciągle się modli. Ma w pokoju Matkę Boską i Pana Jezusa, stawia pod nimi świeże cynie. Czuje się, że kocha Boga, i jako najstarszą ciągnęła mnie do kościoła. Religia ma dobre strony, uczy miłości. Ale wbija różne ograniczenia do głowy. Zawsze chciałam być dobrą chrześcijanką. Nawet przez sen się modliłam, to było fantastyczne, jakby się anioł we mnie modlił.

Budzę się i słyszę jeszcze w głowie: "Spraw, Panie, żeby rodzice przestali się kłócić".

Ale nikt mi w kościele nie mówił: "Beata, bądź bogata".

Wierzę w Boga, ale czasem myślę, że jak słuchamy, co niektórzy księża nam mówią, to robimy sobie krzywdę. Może dlatego jesteśmy takim dziwnym, pokręconym narodem. Kiedy jesteś nieszczęśliwy, to łatwiej tobą sterować.

Rodzice piją kawę, palą papierosy i grają w totolotka, przyjemności biednych ludzi. Wszystkie podrożały. Babcia Ela odliczyła 1,25 na multilotka, a w punkcie mówią, że już 2,50.  (Babcia Ela filozofuje: - Czemuś biedny? Boś głupi. Czemuś głupi? Boś biedny. Tak mówią. Ja nie jestem biedna. Bo mieszkanie mam, dzieci, wnuki zdrowe, proste, niekalekie. Nigdy nie byli my głodni. Biorę pożyczki. Mamy na osiedlu Lukasa. Potem zwracamy po 60 zł. Tak popychamy, ale radę dajemy. Mówiłam, że się już nie zadłużę, i znowu się zadłużyłam.

Jak Beatka zaczęła dostawać ten ryż z Unii, to się jej poprawiło, zawsze nazbiera tego ryżu i ma).

Miałam kompleks osoby grubej, chociaż gruba nie byłam, o, taka jak teraz, ale bracia dogadywali. Więc poszłam na spotkania Herbalife. Poznałam fajnych ludzi. Uprawiali takie wchodzenie w wyższy stan umysłu. Każdy wyrzucał z siebie różne rzeczy, które nas blokowały. Jak dostałam z pracy pieniądze na wakacje pod gruszą, bo byłam sanitariuszką szpitalną, to pojechałam z nimi na kurs.

Pyszne jedzenie, ćwiczyliśmy tai-chi. Dwa tygodnie na Mazurach. Moje jedyne wczasy w życiu. Ale potem szybko dopadły mnie te domowe smutki. Poszłam pracować do marketu, bo dawali 900 zł, dwa razy więcej niż w szpitalu.

Straciłam kontakt z tamtymi ludźmi.

Roberta poznałam w tramwaju. Uśmiechnięty, miał bardzo ładne zęby. Zapytałam, z czego się śmieje, i poszliśmy w jednym kierunku. Zaszłam w ciążę. Nie powiem, że planowaliśmy, ale byłam szczęśliwa. Miałam 22 lata, a on 27. Byłam gotowa, żeby mieć rodzinę, on też, tak mówił. Był magazynierem w markecie, zarabiał ponad tysiąc.
Mieszkaliśmy u rodziców. Miałam zeszycik i notowałam wydatki, odkładałam na mieszkanie. Jak szłam do szpitala rodzić Dawida, to się już nieźle uzbierało. Byłam młodą mamą, karmiłam piersią, nie miałam czasu chodzić do banku. Aż do chrztu, chciałam zrobić przyjęcie. Kasjerka powiedziała, że mam zaraz iść do biura, bo jak nie, to zadzwonią na policję. Okazało się, że nie mamy oszczędności, a nawet przekroczyliśmy dopuszczalny debet. Robert przepraszał, tłumaczył, że mu się zdarzyło, pohulał. Miałam małe dziecko, byłam zakochana i z całej siły chciałam wierzyć, że będzie dobrze. Odrobimy i tyle. Nie powiedziałam w banku, że fałszował mój podpis na czekach.

Spłacaliśmy debet. Robert zachorował na komórkę. Myślałam, każdy facet musi mieć jakąś pasję, samochody, gadżety. Kupiliśmy mu komórkę.

Kiedyś zadzwoniła, jak siedział w łazience. Odebrałam, dziewczęcy głos: "Czy mogę rozmawiać z Robertem?". "Jest zajęty"."Ale proszę, jestem jego dziewczyną".

Dziewczyna była tak samo zaskoczona jak ja. Też go poznała w tramwaju. On ma ciągle problemy przez komórki. Dał się wkręcić kolegom z pracy. Zakład upadał. Napisał, że jak nie dostaną wypłaty, to oni coś tam zrobią. Taka groźba. I z własnej komórki wysłał. Koledzy się wyparli i wyleciał z pracy, bez odprawy i bez prawa do zasiłku. To było jeszcze w małżeństwie.

Ja mam cały czas ten sam numer, a on ciągle zmienia, jak tylko ma problem, to inna komórka. Ucieka od problemów. Kto matce z dwójką dzieci wynajmie pokój za 300 zł? Tyle obiecali mi w pomocy społecznej, jak coś znajdę. Nie miałam alimentów, tylko 400 zł zasiłku. Trafiłam na wieś do domu samotnej matki przerobionego z byłego więzienia. Cela z koleżanką, ja z dwójką, ona z trójką dzieci, szafa przez środek.

Usłyszałam o Biedzie. Taka fundacja, dostawali zapuszczone mieszkanie od miasta albo od jakiejś dobrej duszy i wprowadzali bezdomnych. Proponowali pokój w czteropokojowym mieszkaniu. Miałam się szybko zdecydować. Dałam Biedzie moje 300 zł z pomocy.

Otwieram mój pokój, a tam Rosjanka z córką, a na łóżku rzeczy jakiegoś pana. Pan Maciej też był bardzo zdziwiony, że ma w pokoju dwie baby z dziećmi, ale zachował się elegancko i zasłonił szafą. Rosjanka kochała życie, ciągle znikała, zostawiała mi córkę albo karteczkę "Odbierz małą z przedszkola". Oprócz nas mieszkała taka Dorotka z mężem i dziećmi, jeszcze rodzina z taką rzadką chorobą, od dziecka mieli podobnie jak ojciec zniekształcone twarze.

Zgadałam się z panem Maćkiem, bo on trochę pomagał w fundacji, przynosił kości na zupę i miał taki szerszy pogląd.

Miał kiedyś żonę, handlował, nieźle mu się powodziło. Firma padła, z żoną się rozstali, wykupił wycieczkę do Izraela i nie wrócił. Żył pięknie, pracował, ale nie odkładał na przyszłość. Złapali go imigracyjni i wysłali do Polski. Wrócił do niczego. Mówił mi, że nie pasuję do tego miejsca. Należy mi się od życia coś lepszego i musimy z tego, za przeproszeniem, gówna wyjść.

Wynajęliśmy za 600 zł domek na działkach pod Poznaniem. Dwa pokoje, łazienka, tylko nie można było nic uprawiać, bo właściciel pielęgnował trawę.

Z panem Maćkiem na początku układ był czysty, on ma swoje życie, ja swoje.Czy ja muszę się czuć winna, że kocham Macieja? Że nie czuję się samotna, bo kogoś mam? W opiece nie powiem, bo od razu facet, związek. A jaki to związek, samotna matka, bezrobotny bezdomny? W pracy też się nie przyznam, bo nie dadzą mi rannych zmian. Idę do fundacji po ryż i też czuję się winna.

Nie do wytrzymania jest brak miłości. Nawet te bite matki, które poznałam w ośrodkach pomocy, wracały do swoich mężów, bo nie wytrzymywały, że są same.

Robert też miał moment, że chciał wrócić. Byłam już w ośrodku interwencji kryzysowej. Koleżanka z pokoju mówiła, że ona by wróciła, bo Robert takie ładne SMS-y pisze. Miała 36 lat, więc w wieku, że powinna być mądra. Bliźniaki jej się przytrafiły mimo spirali, tak mówiła. Facet ją lał jak bokser, wyglądała, jakby się z traktorem zderzyła. Dzwonił, dzwonił i po miesiącu ją złamał, wróciła z dziećmi do domu. Znowu ją pobił, znowu uciekła. Jak mieszkałam na działkach, zadzwoniła, żeby jej przypilnować dzieci, bo są chore, a ona idzie do pracy. Ale ten facet był w domu, tylko nie chciało mu się ich pilnować. Nie poszłam. W ogóle jej nie szanował. Mówił: wychodzę i ona mu rower znosiła. Tak się go bała. A jednak z nim była. Chyba bardziej się bała, że nikt jej nie będzie kochał.Rodzice wbili sobie, że Maciej jest dla mnie za stary, bo ma pięćdziesiątkę. Mama mu ostatnio nagadała, że darmozjad. A Maciej się stara. Umie założyć regipsy. Czasem wpadnie mu 300 zł, ale ma pecha. Pojechali z moim bratem czyścić kurniki do Niemiec. Miało być 10 euro za godzinę, ale było 20 euro dziennie. Rzygali w tych kurnikach od kurzu. Wrócili na minusie. Na pięć osób w moim dziale czterem rozpadły się małżeństwa. Teraz pracuję na chemii, przedtem na perfumerii. W markecie jest dużo samotnych matek.

Dzieci nam chorują. Szczególnie na wiosnę i teraz. Chodzi się na opiekę i pani kierownik straszy, że albo nas zwolni, albo przeniesie na rybę, to znaczy na dział rybny. - Na rybie to gorzej? - pytam - No pewnie, która chce śmierdzieć rybami?!

(Pani Beata wystawia głowę w oknie nowego mieszkania na poddaszu). Otworzyłam, bo w mieszkaniu cuchnie. Długo stało puste, zagnieździli się menele i zrujnowali. Mieszkanie dostałam od miasta, warunek: muszę wyremontować przez pół roku. Jak nie, to odbiorą. Jakbym w totka wygrała. Mogłam czekać na socjalne. Nikt nie wierzył, że dostanę się na listę. Dostałam się, ale w urzędzie powiedzieli, że w kolejce na socjalne czeka się nawet 15 lat. Policzyłam, Dawid będzie miał 22 lata, a Natalka 19. Przez ten czas mi się skrzywią bez domu. Podłamałam się, ale mi znajomy strażnik miejski powiedział, że jest taki poseł, co pomaga. Nie wiem, czy on jest poseł, czy radny i z jakiej partii. Chyba z tej, co przegrała ostatnio. SLD, PiS, jak Boga kocham, mylą mi się te skróty. Mieszkałam wtedy na działkach, nie śledziłam. Gdyby oni walczyli o Polskę, tobym nawet śledziła, ale oni walczą o stołki. Pożytek z nich tylko taki, że jak tata ogląda telewizor, to ich przeklina, a nie nas.

Starałam się wyglądać dobrze, wzięłam Natalkę i poszłam do urzędu szukać tego pana.

Obiecał, że zadzwoni w mojej sprawie, przyszła komisja mieszkaniowa i machina ruszyła. Jak wzięłam to mieszkanie do remontu, to chwalił: "Cieszę się, że są ludzie, którzy sami chcą sobie poradzić".

Jestem mu wdzięczna. Wdzięczna jestem pani z fundacji, że dała mi swoje mebelki z dzieciństwa.

Wdzięczna jestem firmie budowlanej, która przekazała materiały wykończeniowe i okno dachowe, trochę duże, ale się wytnie większą dziurę. Opiece społecznej jestem wdzięczna, chociaż najpierw odmówili, ale ich uprosiłam i dali 4,5 tys. złotych na piec gazowy i grzejniki. Wdzięczna jestem pani z "Solidarności". Powiedziała, że miło mi się pomaga, bo ja "promieniuję nadzieją". A mnie ząb bolał, ale zawsze staram się uśmiechać.

Jak mam trochę czasu, to przyjeżdżam, żeby poskrobać, czekam na elektryka. Widziałam wczoraj koło śmietnika okna w bardzo dobrym stanie. Ktoś z bloku wymieniał na plastiki. Nie mogłam udźwignąć. Pojechałam po brata, ale już wywieźli.

Zrobię ten remont, chociażbym miała trupem paść. Mam taką siłę teraz, że do samego prezydenta Poznania bym poszła. Zrobimy taką wstępną Wigilię w naszym przyszłym mieszkaniu. Przy świecach nie będzie widać, że pusto i leci tynk. Dzieci poczują, że mamy już swoje miejsce. Upiekę sernik, zrobię rybę, jakąś gałązkę z bombką się powiesi na oknie. Będzie Maciej. Tylko się martwię, bo w gazetkach marketowych prawie nie promują karpia, w zeszłym roku kupiłam żywego w promocji, 5 zł za kilogram. Się przeliczyłam, bo jak go obrałam z łusek i wypatroszyłam, tobyśmy się więcej najedli, jakbym kupiła za te same pieniądze filet z karpia.

Każdy żyje, proszę pana, jak umie.

*Instytut Pracy i Spraw Socjalnych co roku ustala polskie "minimum socjalne" i "minimum egzystencji" zwane też "minimum biologicznym". Pierwsze pozwala jeszcze na godziwe życie, poniżej drugiego "występuje biologiczne zagrożenie życia". Według ostatnich danych minimum socjalne dla trzyosobowej rodziny (kobieta, mężczyzna i małe dziecko) to 1940,9 zł. A na przeżycie potrzebują minimum 898,1 zł. Instytut nie podaje, jakie minimalne dochody powinna mieć pani Beata z dwójką dzieci, żeby godziwie żyć albo tylko przeżyć. Dane dotyczą tylko rodzin pełnych Duży format GW
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #71 dnia: Grudzień 27, 2006, 11:18:35 pm »
Różne oblicza agresji


Świat, w którym żyjemy pełen jest okrucieństwa, bezwzględności i przemocy. Wiek dwudziesty to okres najokrutniejszych w dziejach ludzkości wojen. Ostatnie lata niestety zapisały się w wielu rejonach świata nieprawdopodobną wręcz eskalacją wzajemnej nienawiści. Dochodzi do eksterminacji całych narodów, na ulicach mordowani są przypadkowi ludzie. Wiadomości w telewizji i prasie to głównie opisy morderstw, samobójstw, napaści, wojen, zamieszek. Dokumentuje to bezmiar krzywd wyrządzanych innym ale często i sobie samym.

Przemoc stała się towarem bardzo dobrze sprzedającym się w filmach, książkach i grach komputerowych. Wiele dyscyplin sportów tzw. walk uczy jak skutecznie niszczyć przeciwnika.

Aby zrozumieć mechanizmy agresji, zarówno tej rozpatrywanej w skali całych społeczeństw, jak i poszczególnych ludzi, naukowcy wiele uwagi poświęcili także zjawisku agresji u zwierząt.

Przegląd literatury naukowej dotyczącej agresji pokazuje, że można ją definiować, opisywać i wyjaśniać na wiele sposobów. Przybiera ona różne formy. Bywa ukierunkowana do wewnątrz (autoagresja) i na zewnątrz. Może być jawna i ukryta, może osiągać różne natężenie.

Agresję najczęściej definiuje się w kategoriach:


   * prawnych
    * psychologicznych
    * biologicznych



Społeczne i prawne aspekty agresji


Agresja w kategoriach prawa międzynarodowego, to zbrojna napaść (użycie przez jedno państwo siły zbrojnej) przeciwko suwerenności, integralności terytorialnej lub politycznej niezawisłości innego państwa.
Zakaz agresji militarnej, jako sposobu załatwiania sporów międzynarodowych i narzędzia polityki, wprowadził po raz pierwszy pakt Brianda-Kellogga, podpisany w 1928 roku w Paryżu. Pakt ten został potwierdzony w 1945 roku przez Kartę Narodów Zjednoczonych i Statut Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze. Natomiast prace nad zdefiniowaniem agresji zakończono w 1974 roku, przyjęciem przez Zgromadzenie Ogólne ONZ następującej definicji: agresją jest użycie przez jedno państwo siły zbrojnej przeciwko suwerenności, integralności terytorialnej lub niepodległości politycznej innego państwa, w sposób sprzeczny z Kartą Narodów Zjednoczonych (Encyklopedia Multimedialna PWN, 1998).

W definicji wyliczono rodzaje działań uznanych za akty agresji i stwierdzono, że zakazane sposoby użycia siły nie mogą ograniczyć prawa do samostanowienia, wolności i niepodległości innych państw czy społeczeństw. Narody mają też prawo do prowadzenia walki narodowowyzwoleńczej oraz zwracania się o pomoc i otrzymania jej.

Zakaz agresji jest jedną z podstawowych, formalnie obowiązujących norm współczesnego prawa międzynarodowego, a jego naruszenie - zbrodnią przeciwko pokojowi. Jak jednak wygląda sprawa przestrzegania tego paktu, pokazują chociażby ostatnie lata. Dochodziło w nich wielokrotnie, również w Europie, do zbrodni ludobójstwa. Winę za nie przypisuje się zwykle dyktatorom, walczącym najczęściej o utrzymanie się przy władzy. Ale nie można zapominać, że konkretnych działań (morderstw, tortur, gwałtów) dokonywali szeregowi funkcjonariusze czy żołnierze. Postawieni przed trybunałami, zasłaniają się koniecznością wykonania rozkazów (odmowa groziła im nawet śmiercią). Jednak okrucieństwo, z jakim wykonywali swoje praktyki wskazywało na ich inicjatywę w realizacji swoich mniej lub bardziej ukrytych tendencji. Od II wojny światowej zadajemy sobie pytanie, dlaczego hitlerowcy przyjęli i realizowali plan totalnej eksterminacji Żydów i Cyganów? Dlaczego w byłej Jugosławii wzajemnie wyniszczały się całe społeczności? Jak postępować, aby w przyszłości takich wypadków było jak najmniej?

W kwietniu 1997 roku Instytut Francuski w Krakowie zorganizował dyskusję na temat przemocy w otaczającym nas świecie. Wzięło w niej udział 46 studiujących w Polsce Europejczyków. Wielu z nich podjęło temat agresji w skali międzynarodowej. I tak T. Marinkowic z Chorwacji opisywał, jak w dawnej Jugosławii brak tolerancji oraz uczucia nacjonalistyczne doprowadziły do wojny domowej i eksterminacji wielu tysięcy bezbronnych ludzi. Uważa on, że mająca już prawie pięć tysięcy lat historia naszej cywilizacji jest historią przemocy.

Z kolei C. Tansung z Turcji mówił o trudnościach ekonomicznych, rasizmie i ksenofobii, które w przecież rozwiniętej cywilizacyjnie Europie doprowadziły pod koniec tysiąclecia do powrotu przemocy i ludobójstwa. Podobnie dzieje się, jako to opisał D. Rice w Irlandii (strona internetowa Insytutu Francuskiego w Krakowie, 1997).

Psychologia agresji

Agresja w rozumieniu psychologicznym to zachowanie fizyczne lub werbalne zmierzające do skrzywdzenia, niszczenia bądź uszkadzania przedmiotów, zwierząt czy też ludzi, a nawet siebie samego (autoagresja, która może prowadzić wręcz do samobójstwa) (Encyklopedia Multimedialna PWN, 1998).

Analizując stopień agresywności u różnych ludzi, można wyróżnić kontinuum: od tych jednostek, które silnie hamują i kontrolują agresję, aż po tych, które nie panują nad swoją agresywnością.

Agresję mogą wyzwalać różne sytuacje (np. kumulacja silnych stresów). Może ona być wynikiem uszkodzenia mózgu (tzw. zespoły psychoorganiczny, np. charakteropatia), zaburzeń psychicznych (psychozy), czy też zaburzeń osobowości (psychopatie).

Stres nie musi prowadzić do jawnej agresji. Dzieje się tak, kiedy zadziałają czynniki hamujące działania agresywne (lęk przed karą, odruchowe mechanizmy hamujące agresję, wyuczone sposoby blokowania zachowań agresywnych, itd.).

Powszechnie uważa się, że ludzie narzucający sobie bardzo surowe ograniczenia i zasady, którzy prezentują się na zewnątrz jako dobroduszni, łagodni, ustępliwi a nawet ulegli, mogą odczuwać narastające napięcie emocjonalne. Może to w niekorzystnych okolicznościach prowadzić do nerwicowego kryzysu psychicznego lub depresji, bądź też do schorzeń o charakterze psychosomatycznym (takich jak. niebakteryjnie uwarunkowane owrzodzenia żołądka, zawały serca, nadciśnienie, biegunki, migreny). Oczywiście nie oznacza to, że każdy łagodny człowiek jest narażony na takie dolegliwości. Chodzi tu o osoby, u których asertywność jest słabo ukształtowana, a mechanizmy kontroli agresji zbyt silne. Osoby te więc nie są zdolne do uzewnętrznienia swoich negatywnych reakcji w formie, jaką mogliby zaakceptować oni sami, jak i ich otoczenie społeczne (A. Frączek i M. Kofta, 1975).

Niektóre spośród osób silnie kontrolujących swoją agresywność od czasu do czasu tracą panowanie nad sobą. Jest to więc kontrola nie zawsze w pełni skuteczna. Prawdopodobnie wybuch agresji jest metodą (mechanizmem obronnym) odreagowania nagromadzonych emocji, co może być jakimś zabezpieczeniem przed powstaniem zmian patologicznych, ale za to może negatywnie wpływać na stosunki takiej osoby z otoczeniem.

Są też ludzie, którzy nie wypracowali skutecznych form kontroli nad agresją. Bywają oni niebezpieczni dla otoczenia, bowiem mogą wykazywać skłonność do impulsywnego i niczym nieskrępowanego wyładowywania agresji na innych. Szereg aktów wandalizmu, chuligaństwa, gwałtów, okrucieństwa i sadyzmu miewa takie właśnie podłoże.

Stres o słabym i umiarkowanym natężeniu może wyzwalać zachowania pozytywne, chociażby mobilizację do zmiany niekorzystnej sytuacji. Wiadomo również, że niektóre stresory – zwłaszcza frustracja, bardziej niż inne, wzbudzają agresywne zachowanie (np. poczucie zagrożenia spowodowane przez negatywną ocenę najbliższego otoczenia). Tym samym, im bardziej stresujące są warunki życia, tym wyższy poziom agresji (A. Augustynek, 1996).

Zagadnienie, które czynniki były i są spostrzegane w Polsce jako najbardziej stresujące, zbadałem w 1976 roku i powtórzyłem badania w 1996 roku (A. Augustynek, 1996). Badania objęły grupy po 90 mężczyzn w wieku 22 - 65 lat o zróżnicowanym poziomie wykształcenia, statusie zawodowym i materialnym (wszyscy badani pracowali lub studiowali, a 25 spośród nich brało udział w obydwu badaniach). Uczestnicy eksperymentu odpowiadali na jedno pytanie: „czego w życiu codziennym chciałbyś najbardziej uniknąć, co mogłoby być najgorszym dla ciebie stresem?” Badani mogli wymienić kilka stresorów dla nich najważniejszych.

W 1976 roku odpowiedzi były następujące:



   1. Utraty zdrowia (choroby, wypadku) - (60%)
   2. Śmierci osób bliskich - (40%)
   3. Choroby najbliższych - (30%)
   4. Odejścia partnera - (23%)
   5. Własnej śmierci - (13%)
   6. Braku mieszkania - (10%)
   7. Kłopotów finansowych - (6%)
   8. Złodzieja - (3%)
   9. Egzaminów na uczelni - (2%)
  10. Wojny światowej - (1%)
  11. Porażki w sporcie - (1%)



Natomiast w 1996 roku uzyskałem poniżej przedstawione odpowiedzi:


   1. Pogorszenia sytuacji finansowej - (78%)
   2. Utraty pracy - (65 %)
   3. Choroby lub wypadku osób bliskich - (23%)
   4. Śmierci bliskich - (17%)
   5. Egzaminów na uczelni - (17%)
   6. Niemożności znalezienia pracy - (17%)
   7. Utraty zdrowia - (10%)
   8. Niemożności zdobycia mieszkania - (10%)
   9. Odpowiedzialności w pracy - (6%)
  10. Samotności - (6%)
  11. Własnej śmierci - (3%)
      12. Porażki w sporcie - (3%)


Czyżbyśmy w roku 1996 mniej chorowali i rzadziej umierali, ewentualnie mniej się tym przejmowali? Oczywiście, że nie. Pojawił się bowiem nowy stresor, jakim jest dla pracującego groźba utraty pracy i związane z tym pogorszenie sytuacji finansowej i społecznej. Jak się jednak czują ci, którzy już stracili pracę lub jej nie mogą znaleźć? Na pewno nie lepiej. Czy wpływa to na poziom agresji?

Jednym z pierwszych psychologów, który podjął zagadnienie agresji był Z. Freud (1901). Założył on, że od momentu narodzin człowiek posiada dwa przeciwstawne instynkty: życia (Eros), który powoduje, że jednostka rozwija się, jest zdolna do nawiązania związków emocjonalnych, oraz śmierci (Tanatos), który działa w kierunku samozniszczenia danej jednostki. Z. Freud uważał, że instynkt śmierci często zostaje skierowany na zewnątrz, w postaci agresji wobec innych.

Według Z. Freuda (1901) energia służąca instynktowi śmierci jest nieustannie generowana w organizmie. Jeśli nie może ona rozładować się w sposób akceptowany społecznie, to będzie się gromadzić i w końcu rozładuje się w skrajnej, nieakceptowanej społecznie postaci: wybuchu agresji. Tak rozumując można przyjąć, iż osobą wysoce agresywną, czy też skłonną do stosowania przemocy, jest zwykle:


   1. ktoś, kto generuje wiele agresywnej energii,
   2. ktoś, kto jest niezdolny do stopniowego rozładowania tej energii w sposób dostosowany i adekwatny do sytuacji zewnętrznej (P. Zimbardo i F. Rucha – 1997).


Natomiast według J. Dollarda i współpracowników (1939), siła agresji jest funkcją:


   1. pobudzenia emocjonalnego, leżącego u podstaw zablokowanej czynności, której wykonanie jednostce w jakiś sposób uniemożliwiono;
   2. wielkości przeszkody na drodze do realizacji celu;
   3. sumy doznanych stresów.


Deprywacja (rozumiana tutaj jako jeden ze stresorów) to brak możliwości zaspokojenia ważnych dla podmiotu potrzeb; frustracja zaś to przeszkoda na drodze do zaspokojenia istotnej potrzeby czy też niemożności realizacji zamierzeń.

Pierwszą tezę może zilustrować fakt, iż zabranie pożywienia głodnemu psu powoduje warczenie i szczerzenie zębów, silniejsze, niż u psa sytego. Z kolei niemowlęta tym dłużej płakały i krzyczały, im mniej spożywały pokarmu z należnej im porcji. Studenci badani za pomocą kwestionariuszy przyznawali w swych odpowiedziach, że im bardziej chcieli wziąć udział w zawodach sportowych, tym bardziej byli rozdrażnieni, zdając sobie sprawę, że nie mają do nich odpowiedniego przygotowania.

Odnośnie drugiej tezy, Dollard i inni (1939) powołują się na dane statystyczne wskazujące na to, że w miarę pogarszania się ekonomicznych warunków życia części ludności (czyli zwiększenia się stopnia zestresowania, związanego z niemożnością zaspokojenia podstawowych potrzeb), wzrasta liczba czynów aspołecznych i przestępstw.

Uzasadniając trzecią tezę autorzy wskazują na występowanie zjawiska sumowania się złego humoru i irytacji, w miarę przeżywania następujących po sobie trudności, kłopotów, niepowodzeń czy też konfliktów, z których każdy oddzielnie może wydawać się małoznaczący.

J. Dollard i jego współpracownicy (1939) wykryli ciekawą zależność: im silniejsze jest powstałe w wyniku frustracji pobudzenie do agresji, tym bardziej prawdopodobne jest ukierunkowanie agresji bezpośrednio na źródło frustracji. Zależność ta ulega modyfikacji, kiedy podmiot antycypuje wystąpienie kary za zaatakowanie źródła frustracji. Antycypacja (przewidywanie mającego nastąpić wydarzenia i jego skutków) prowadzi do zahamowania ataku, jednocześnie jednak natężenie zahamowanej agresji nie słabnie, lecz przeciwnie, narasta jeszcze bardziej. Zahamowanie agresji można traktować jako dodatkową frustrację, która zgodnie z podstawowym założeniem teorii frustracji, zwiększa zwrotnie stopień pobudzenia do agresji. Należy więc oczekiwać, że im silniejsze będzie zahamowanie agresji skierowanej na czynnik frustrujący, tym intensywniej wystąpi przemieszczenie agresji na cel zastępczy.

 Zjawisko to występuje w zróżnicowanych formach:



    * Pojawiają się niespecyficzne czynności agresywne pozbawione kierunku, np. miotanie się bezładnie lub niszczenie znajdujących się w pobliżu przypadkowych przedmiotów (nie atakujemy swojego przeciwnika, którego uważamy za zbyt silnego i którego boimy się, lecz niszczymy np. ławkę w parku).
    * Agresja zostaje przeniesiona w kierunku zastępczych obiektów lub osób – na tzw. kozła ofiarnego (zamiast atakować silniejszego od siebie, co może prowadzić do groźnych konsekwencji, bije się dziecko, starszą osobę lub bezbronne zwierzę).
    * Występuje autoagresja (np. samobójstwo, samookaleczenie się, przypisywanie sobie winy za niepowodzenia, itd.). Ta ostatnia forma agresji występuje zwłaszcza wtedy, gdy wszelkie przejawy ukierunkowanej na zewnątrz agresji są zdecydowanie karane.


Hipotezą przemieszczenia agresji wyjaśniano na przykład irracjonalną wrogości wobec etnicznych grup mniejszościowych (A. Frączek i M. Kofta, 1975).

Wykazano, że frustracja nie zawsze prowadzi do agresji. Obserwacje antropologiczne dostarczają przekonywających dowodów, że w niektórych kulturach następstwa frustracji nie manifestują się w postaci działań agresywnych. Frustracja może bowiem wzbudzać i inne stany emocjonalno-motywacyjne niż tylko złość (czy gniew). Może to być lęk i strach. Wówczas zostaje uruchomiona tendencja do ucieczki, nie zaś ataku.

Należy jednak pamiętać, ze frustracje i deprywacje nie są jedynymi czynnikami wyzwalającymi agresję. Do innych możemy zaliczyć:


    * czynniki biologiczne (omówione w następnym rozdziale),
    * dehumanizację relacji interpersonalnych (rodziców z dziećmi, nauczycieli z uczniami, lekarzy z pacjentami, itd.),
    * poczucie bezkarności w sytuacji powszechnej znieczulicy na krzywdę innych (brak reakcji przygodnych widzów na akty wandalizmu, gwałtów, rozbojów a nawet morderstw rozzuchwala sprawców),
    * wysoka temperatura powietrza - jej wpływ na agresję potwierdzają nie tylko obserwacje i badania eksperymentalne. ale także statystyki - najwięcej brutalnych przestępstw popełnianych jest w tych stanach USA, w których lato jest długie i gorące,
    * stłoczenie - zwrócono na nie uwagę po raz pierwszy, obserwując wybuchy agresji u szczurów, zmuszonych do przebywania w dużym stadzie na małej przestrzeni, dotyczy to także ludzi żyjących w wielkich aglomeracjach (P. Zimbardo, F. Rucha – 1997).


Agresja to jednakowoż nie tylko problem agresora. Dla wszystkich jest oczywiste, że do walki potrzebne są dwie strony. Rzadko jest tak, że tylko jedna ze stron jest winna powstania konfliktu. Najczęściej obie strony biorą udział w narastaniu napięcia, aż do momentu, kiedy wyzwala się agresja. Do aktu przemocy dochodzi zwykle w wyniku trzyetapowego procesu: prowokacji, eskalacji i konfrontacji. Ponad 75% ofiar przestępstw (gwałty, napady, morderstwa) zna napastnika (krewny, znajomy, a nawet przyjaciel). Najczęstszymi ofiarami agresji są osoby słabe i ubogie (P. Zimbardo, F. Rucha – 1997).

Niestety cechy zachowań agresywnych mają także niektóre poczynania naukowców, chociażby przypominając niesławne i niewyobrażalnie okrutne eksperymenty na ludziach, wykonywane przez dr Mengele w obozach koncentracyjnych. Niestety, ostatnie lata niewiele tu zmieniły. Są pseudobadacze, prowadzący bezsensowne i bezduszne doświadczenia na zwierzętach. Cel tych badań jest często zupełnie trywialny. Aby bronić zwierzęta przed takimi eksperymentatorami powołano komisje etyczne, orzekające, czy badanie na zwierzętach może być wykonane. Ale i ta bariera często jest omijana. Są firmy farmaceutyczne i kosmetyczne testujące swoje wyroby na zwierzętach. Przykładowo, młodym króliczkom wycina się powieki a następnie zalewa się ich oczy szamponem. Społeczny sprzeciw doprowadził, że część firm swoje wyroby oznacza symbolem: „produkt nie testowany na zwierzętach”.

Znane są przykłady współczesnych badań eksperymentalnych na ludziach, których samo podjęcie wywołuje najgłębszy sprzeciw. Metody w nich stosowane są nieetyczne i okrutne, a podawane instrukcje lub wyjaśnienia fałszywe. Czemu służyły opisane poniżej eksperymenty? Autorzy tych badań twierdzili obłudnie, że poznaniu granic podporządkowania się autorytetowi lub mechanizmom uległości. Badano w nich także, do jakich granic zachowań agresywnych może dojść człowiek w warunkach eksperymentalnych (P. Zimbardo, F. Rucha – 1997).

W pierwszym z tych eksperymentów, przeprowadzonych w 1965 roku przez S. Milgrama (Uniwersytet Nowojorski), osobami badanymi byli zgłaszający się na ochotnika mężczyźni w wieku od 20 do 50 lat. Byli wśród nich robotnicy, pracownicy umysłowi, przedstawiciele wolnych zawodów, a także osoby z doktoratem.

Uczestnicy eksperymentu byli przekonani, że celem badania jest ustalenie wpływu kar na zapamiętywanie. Każdemu badanemu mówiono, że będzie uczniem lub nauczycielem. Kim zostanie, zadecyduje losowanie. Gdy zostanie nauczycielem, jego zadaniem będzie wymierzanie kary (wstrząsu elektrycznego) uczniowi za każdym razem, gdy ten popełni błąd.

Każdorazowo, w rezultacie sfingowanego losowania, badany zostawał nauczycielem, a uczniem był za każdym razem „Mr. Wallace” - sympatyczny mężczyzna w wieku około 50 lat, mówiący ze jest księgowym (w rzeczywistości był on aktorem, grającym rolę ucznia).

Na wstępie, dla demonstracji, badany otrzymywał słaby wstrząs prądem o napięciu 45 woltów, ponadto oglądał ucznia przywiązanego do krzesła elektrycznego znajdującego się w sąsiednim pomieszczeniu. Następnie rozpoczynała się dalsza, zasadnicza, część eksperymentu. Badanemu demonstrowano, jak posługiwać się trzydziestoma przyciskami: poczynając od tego z napisem „słaby wstrząs" (15 woltów) aż po przycisk oznaczony słowami „niebezpieczeństwo: silny wstrząs" (450 woltów). Badanemu polecono zwiększyć napięcie wstrząsu o 15 woltów za każdym razem, gdy uczeń popełni błąd lub nie zareaguje w określonym czasie. Ponieważ uczeń popełniał wiele błędów, poziom kar podnosił się szybko. Protesty ofiary, dobiegające z głośnika, wzmagały się wraz ze wzrostem napięcia wstrząsów (uczniem był aktor). Przy 75 woltach, uczeń zaczynał jęczeć; przy 150 woltach domagał się, aby go zwolnić z udziału w eksperymencie; przy 180 woltach krzyczał, że nie może już dłużej wytrzymać bólu. Gdy napięcie osiągnęło 300 woltów, wołał, że nie może dłużej brać udziału w eksperymencie i musi być uwolniony. Krzyczał, że ma chore serce, wył, a następnie, przez ostatnie serie prób, nie reagował w ogóle, nie dając znaku życia. Jeśli badany wahał się lub protestował, nie chcąc wymierzyć następnego wstrząsu, eksperymentator mówił mu: „nie masz innego wyboru: musisz działać dalej! Twoje zadanie polega na karaniu ucznia za popełnianie błędów". Eksperymentator podkreślał, że brak reakcji również musi być karany, gdyż przyjęto zasadę, iż to także jest błędem.

Poproszono 40 psychiatrów, aby przewidzieli, jak będą zachowywać się badani w tym eksperymencie. Sądzili, że większość badanych nie dopuści do przekroczenia granicy 150 woltów, że przy 300 woltach co najwyżej 4% badanych będzie nadal posłusznych. Natomiast do 450 woltów dojdą tylko nieliczne (mniej niż 0,1%) osoby o cechach psychopatycznych.

Oczywiście w badaniu „ofiara" była aktorem - asystentem eksperymentatora, a jej protesty były odegranymi i zarejestrowanymi na taśmie magnetofonowej reakcjami na wstrząsy o różnym napięciu - przy czym żadnego z tych wstrząsów naprawdę nie wymierzono. Badani byli jednak przekonani o realności sytuacji eksperymentalnej.

Jak łatwo można sobie wyobrazić, sytuacja ta była niezwykle przykra dla większości badanych. W istocie wielu z nich bardzo cierpiało. Wymierzanie niewinnemu, obcemu człowiekowi wstrząsów elektrycznych o tak dużym napięciu było oczywiście dla nich aktem skrajnego okrucieństwa i agresji. Większość z nich protestowała. Uświadamiali sobie przecież, że mogą nawet zabić ucznia, jeśli wstrząs wywoła u niego atak serca. Nalegali, aby zwolnić ich z badania. Przytoczony poniżej fragment zapisu wypowiedzi jednego z badanych świadczy wyraźnie, że sytuacja eksperymentalna wywoływała silny konflikt wewnętrzny:

      Podano l80 woltów:


      - On nie może tego wytrzymać. Nie myślę zabić tego człowieka. Czy nie słyszysz, że on krzyczy? On krzyczy. Co będzie, jeśli coś mu się stanie? Kto weźmie na siebie odpowiedzialność, jeśli coś się stanie?”
      W tym momencie eksperymentator brał na siebie pełną odpowiedzialność.
      - Jeżeli tak to w porządku...

     Podano 195 woltów:

      - Przecież on krzyczy. Posłuchaj jego. Ojej, ja nie wiem...
      Eksperymentator mówi:
      - Eksperyment wymaga, abyś działał dalej...
      - Wiem o tym, proszę pana, ale myślę, że on nie wie, czego od niego chcemy. On doszedł już do 195 woltów... -

      Podano 240 woltów:


      - O, nie. Myślisz, że dojdę do końca tej skali? Nie, proszę pana. Nie zamierzam zabić tego człowieka. Nie myślę podać mu 450 woltów.


Gdy w pokoju ucznia zapadała złowieszcza cisza, trwająca kilka prób, wówczas niektórzy badani wołali do ucznia, domagając się od niego poprawnej reakcji, żeby nie musieli nadal wymierzać mu wstrząsów, przy czym przez cały czas głośno protestowali wobec eksperymentatora, co nie przeszkadzało im naciskać kolejnych przycisków.

Większość badanych protestowała, lecz nie odmawiała dalszego udziału w badaniu. Prawie dwie trzecie badanych (62%) naciskało po kolei wszystkie przyciski, aż do ostatniego, włączającego 450 woltów. Średni poziom najsilniejszego wymierzanego wstrząsu wynosił 370 woltów. Żaden z badanych, który doszedł da piątego przycisku od końca, nie odmówił dojścia do samego końca. Później, gdy eksperyment ten powtórzono w sytuacji zwiększającej prestiż i autorytet eksperymentatora (uczniów szkoły średniej badano na Uniwersytecie Princeton) do samego końca skali doszło 85% badanych (D. Rosenhan, 1969). Z tych ostatnich 25% osób bez wahania, szybko i z dużą ochotą „karało” ucznia. Dodawali nawet własne: komentarze w chwili, gdy naciskali przyciski włączające prąd o natężeniu powyżej 300 woltów, np.: „Niech on wreszcie zacznie się czegoś uczyć. ”

Testy osobowości, jakie wykonali wszyscy badani, nie ujawniły cech, którymi osoby wymierzające karę aż do końca, różniłyby się od osób odmawiających ich wykonania.

W powyższych badaniach istotnymi czynnikami wpływającymi na postawę badanych były: obecność eksperymentatora, który przyjmował prawną i etyczną odpowiedzialność za następstwa działania badanego, brak bezpośredniego kontaktu z ofiarą, akceptacja roli podwładnego, którego postępowaniem rządzą pewne reguły (P. Zimbardo, F. Rucha, 1997). Jednak na podstawie wyników tych badań musimy dojść do pesymistycznego wniosku, że różne czynniki sytuacyjne mogą niejednokrotnie dominować nad naszymi postawami i uznawanymi wartościami moralnymi.

Mimo negatywnej oceny faktu samego podjęcia takich badań; dokonanej przez świat nauki, znalazły one kontynuatorów. C. Sheridan i R. King (członkowie Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychologów) w roku 1972 podjęli badania S. Miligrama, aby odpowiedzieć na dalsze pytania dotyczące agresji i uległości wobec autorytetu.

Badanymi byli studenci wyższej uczelni (13 mężczyzn i 13 kobiet). Pełnili oni rolę pomocników eksperymentatora w uczeniu zwierząt różnicowania bodźców. Mieli karać każdy błąd przez włączanie coraz silniejszych wstrząsów elektrycznych, dokładnie tak samo, jak we wcześniejszych badaniach z „Mr. Wallacem”. Osoba badana brała zwierzę na ręce (był to mały, kudłaty, kilkumiesięczny szczeniak) i umieszczała w drugim pomieszczeniu.

Podczas eksperymentu piesek rzeczywiście otrzymywał wstrząsy, gdy „nauczyciel” naciskał przyciski, znajdujące się na pulpicie. Natężenie wstrząsu, jaki otrzymywał szczeniak, w rzeczywistości wzrastało jedynie do umiarkowanego (bolesnego, ale zdaniem eksperymentatorów nieszkodliwego), co sprawiało jednak, że eksperyment wydawał się całkowicie wiarygodny, ponieważ, gdy siła wstrząsów wzrastała, reakcje psa stawały się bardziej intensywne.

Spośród badanych 7 mężczyzn i wszystkie (!!!) kobiety doszły do końca skali. Badane były co prawda wzburzone, protestowały, a niektóre nawet płakały, lecz żadna nie odmówiła kontynuowania badania.

Rezultaty omówionych eksperymentów zmuszają do przemyślenia naszych założeń dotyczących natury psychiki ludzi. Rozwiały one mit, że czynienie krzywdy innym jest czymś obcym przeciętnemu człowiekowi. Łatwiej też zrozumieć to, co dzieje się wokół nas. Eksperymenty te skłaniają też do refleksji nad psychiką niektórych naukowców. Zadufani w sobie, zasłaniający się poszukiwaniami naukowymi realizowali chyba swoje mniej lub bardziej uświadamiane tendencje sadystyczne.

Biologia agresji


Agresja jako pojęcie biologiczne jest to uwarunkowany genetycznie rodzaj zachowania, zmierzającego do pokonania lub zmuszenia przeciwnika do ucieczki. Według K. Lorenza (1966), agresja to spontaniczna i wrodzona gotowość do walki, która jest niezbędna do przeżycia. W relacjach wewnątrzgatunkowych, agresja przejawia się często w formie instynktownego imponowania i grożenia przeciwnikowi, co zwykle pozwala uniknąć bezpośredniej walki (słabszy okazuje uległość i poddaje się, co hamuje agresję u silniejszego). Agresję może hamować także dziecięcy wygląd ofiary lub przynależność do tego samego stada.

Z kolei w stosunkach międzygatunkowych, agresja występuje przeważnie wtedy, gdy obcy osobnik przekroczy dystans krytyczny (wkroczy na teren zajmowany przez danego osobnika), co prowadzi do walki. Zagadnienie agresji wśród zwierząt nie jest jednak tematem tego opracowania. Zainteresowani zawsze mogą sięgnąć do wielu opracowań z zakresu etologii, chociażby fundamentalnych prac z tego zakresu chociażby wzmiankowanego powyżej laureata nagrody Nobla Konrada Lorenza (w Polsce przetłumaczono kilka jego książek z których najbardziej znana to „Tak zwane zło”).

Agresja jest procesem o stosunkowo dobrze zbadanym podłożu biologicznym. Kierowana jest przez ośrodkowy układ nerwowy. Zilustruję to na przykładzie agresji u kota (bardziej złożone, acz podobne reakcje można wywołać także u człowieka). Podrażnienie przy pomocy słabego prądu elektrycznego (mikroelektrodą) okolic znajdujących się poniżej podwzgórza powoduje izolowane reakcje, nie mające charakteru emocjonalnego - może to być przykładowo tylko zjeżenie sierści, wysunięcie pazurów i wygięcie grzbietu. Natomiast drażnienie odpowiednich ośrodków podwzgórza wywołuje nieukierunkowaną reakcję emocjonalną. Tak np. w eksperymentach przeprowadzanych przez J. Massermana, (1950) elektryczne bądź mechaniczne drażnienie podwzgórza powodowało objawy wściekłości lub strachu. „...Na początku działania bodźca kot tulił uszy, syczał, wyginał grzbiet i stroszył ogon. Jego oddech stawał się głęboki. Jednak nie była to pełna reakcja agresji. Określono ją bowiem jako agresję rzekomą. W zestawieniu z reakcją autentyczną, różni ona się od niej kilkoma cechami:


    * nie jest ukierunkowana,
    * nie jest celowa (uciekające zwierzę nie korzysta z otwartych drzwi klatki, wściekłe zwierzę nie koncentruje ataku na określonym przedmiocie - można je nawet wziąć na ręce i bezpiecznie głaskać),
    * reakcja ta nie wyklucza innych, z pozoru konfliktowych czynności (kot w stanie pobudzenia może jednocześnie pić mleko),
    * reakcja ta zanika natychmiast po przerwaniu drażnienia (podczas gdy prawdziwa wściekłość lub strach utrzymują się na ogół przez pewien jeszcze czas po ustaniu stymulacji).


Reakcja wściekłości regulowana jest również na wyższych piętrach układu nerwowego - w tzw. układzie limbicznym. Badania nad drażnieniem i usuwaniem jądra migdałowatego (fragment układu limbicznego) ujawniły, że agresywne zachowanie zwierzęcia pozostaje w związku ze stanem funkcjonalnym tego obszaru. Drażnienie grzbietowo-przyśrodkowej części jądra migdałowatego wyzwala u zwierząt zespół reakcji obronnych: ucieczki lub ataku. Przykładowo sygnały elektryczne przekazywane drogą radiową do jądra migdałowatego zatrzymywały w miejscu szarżującego byka (P. Zimbardo, F. Rucha, 1997). Natomiast po usunięciu niektórych części jądra migdałowatego (część grzbietową u jednej grupy, a przyśrodkową u drugiej) reakcja zmienia się. Zwierzęta, którym usunięto część grzbietową, wykazały wzrost gotowości do reakcji agresywnej. Agresja rozwijała się u tych zwierząt przy stosunkowo małej prowokacji i osiągała ogromną gwałtowność: „Po kilku minutach pies zmieniał się w tak niebezpieczną bestię, że cztery lub pięć osób musiało trzymać go i wyprowadzić z sytuacji eksperymentalnej. Wyzwolony z niej pies stawał się znów łagodny i spokojny (E. Fonberg, 1965, s. 430). Natomiast psy, którym usunięto część przyśrodkową jądra migdałowatego były spokojne i łagodne, nie okazywały złości. ani podniecenia mimo drażnienia.

Rolę jądra migdałowatego w regulacji agresji potwierdzono także u ludzi (J. Reykowski, 1974). Przy obustronnym (z lewej i prawej półkuli mózgu) wycięciu tego fragmentu mózgu (tzw. lobotomii, zabiegu obecnie niepraktykowanego) u ludzi (wyjątkowo agresywnych przestępców) dochodzi do całkowitego zaniku agresywności (temat ten podjęto w kultowym już filmie: „Lot nad kukułczym gniazdem”). Kora mózgowa z kolei pełni funkcję integracji agresji (i oczywiście wszystkich innych form działania) ze zjawiskami zachodzącymi w świecie zewnętrznym.

Na poziomie biochemicznym agresję regulują hormony i neuromediatory (czyli związki chemiczne, pośredniczące pomiędzy neuronami w przekazywaniu informacji w formie pobudzenia). Jak wykazują liczne badania, istotnym w regulacji zachowań agresywnych neuromediatorem jest serotonina. Jej niski poziom wykryto zarówno u dzieci torturujących zwierzęta jak i u dorosłych skłonnych do impulsywnych napadów agresji. Także u samobójców (autoagresja) wykryto obniżony poziom serotoniny (J. Zagrodzka, 1999). Istnieje szereg leków podnoszących poziom serotoniny w mózgu (blokując tzw. jej wychwyt zwrotny) jak np. Prozac czy Fevarin. Ich działanie zmniejsza u ludzi poziom nie tylko depresji, ale i często agresji. Zauważono też, że poziom serotoniny u mężczyzn jest niższy niż u kobiet, co w połączeniu z wyższym poziomem hormonów męskich może być jedną z przyczyn, iż mężczyźni, niezależnie od narodowości i grupy społecznej, są bardziej agresywni niż kobiety (popełniają około 90% wszystkich przestępstw) (J. Zagrodzka, 1999).

Także niektóre uszkodzenia mózgu mogą prowadzić do agresji. Padaczka występuje wśród przestępców dziesięć razy częściej niż u nie popełniających przestępstw. Nieprawidłowy zapis elektroencefalograficzny (EEG) również stwierdza się częściej u tych więźniów, którzy są recydywistami. U pewnej kilkunastoletniej dziewczyny, która napastowała niemowlęta i w końcu udusiła jedno z nich (ponieważ jego płacz denerwował ją), lekarze zlokalizowali specyficzne pole mózgu, którego czynność bioelektryczna, powstająca pod wpływem dźwięku płaczu dziecka (zarejestrowana w zapisie EEG), znacznie odbiegała od normy. Guzy w mózgu również mogą mieć związek z agresywnym zachowaniem, na co wskazuje chociażby przypadek wielokrotnego mordercy Charlesa Whitmana (P. Zimbardo, F. Rucha, 1997).
Wrodzona czy nabyta?

Badania M. Mednicka (1958) objęły 6000 osób adoptowanych jako kilkumiesięczne dzieci i wykazały, że wyraźnie częściej dokonują przestępstw ci, których biologiczni ojcowie też byli przestępcami. Z tych i innych badań wynika, że w przestępstwach przeciw mieniu prawdopodobieństwo wystąpienia czynnika dziedzicznego wynosi około 80% ,,a w przestępstwach przeciwko życiu i zdrowiu 50%. Lecz nadal nie wiadomo czy dziedziczymy predyspozycje do pewnych skłonności (na przykład do alkoholizmu), które wtórnie prowadzą do przestępczości, czy też dziecko, obserwując rodziców, uczy się patologicznych zachowań.

Agresja może być modyfikowana przez doświadczenie - dzieci poddane treningowi prospołecznemu zachowują się znacznie mniej agresywnie w wyniku frustrujących sytuacji niż te, które motywowano do ciągłego współzawodnictwa.

Odrzucenie przez rodziców, które w znacznym stopniu narusza potrzebę bezpieczeństwa, miłości i akceptacji, często prowadzi do zachowań agresywnych w dzieciństwie i potem w wieku dojrzałym (P. Zimbardo, F. Rucha, 1997).

Dla kształtowania się prospołecznych lub agresywnych zachowań niezwykle ważne są normy i standardy etyczne, funkcjonujące w rodzinie. A we wszystkich społeczeństwach wyrosłych z podobnego nam kręgu kulturowego, wciąż zróżnicowane są standardy dla płci - dlatego między innymi kobiety są mniej agresywne (P. Zimbardo, F. Rucha, 1997).

U dzieci w najwcześniejszym okresie życia główną rolę w kształtowaniu zachowań - agresywnych lub prospołecznych - odgrywają rodzice i rodzeństwo. W dużej mierze nabywanie wzorców zachowania agresywnego odbywa się przez tzw. modelowanie, czyli naśladowanie agresywnych zachowań. Innymi słowy, przez zły przykład. A przykład rodziców, ze względu na więź emocjonalną z nimi, działa niezwykle silnie (J. Reykowski, 1974).

Badania wykazują, że znaczny procent agresywnych dzieci i późniejszych przestępców pochodzi z rodzin, w których zwykłym sposobem porozumiewania się była agresja. Dotyczy to nie tylko kar fizycznych stosowanych wobec dzieci, ale i stosunków między rodzicami. Istnieje ścisła korelacja między tym, jak rozwiązuje się problemy rodzinne i utrzymuje dyscyplinę w rodzinie, a sposobem rozwiązywania konfliktów między rodzeństwem. Rodzice, którzy często i gwałtownie kłócą się, jednocześnie mają tendencje do bicia swych dzieci, a dzieci z kolei biją się między sobą.

Idealnym modelem dla wpojenia dzieciom agresywnych postaw są surowo karzący rodzice. Są oni bez wątpienia osobami ważnymi dla dziecka, a w dodatku jest ono od nich zależne. Wymierzona przez nich kara, przykładowo w formie bicia, jest więc dla dziecka ważnym sygnałem, dodatkowo wzmocnionym tym, że zwykle w tego typu rodzinach naśladownictwo wzorów rodzicielskich jest nagradzane. Właśnie dlatego dzieci maltretowane fizycznie przez najbliższych są agresywne w stosunku do kolegów i opiekunów. Ten karzący stosunek rodziców do dzieci daje też efekt przemieszczania się agresji oraz przejawia się w jej pośrednich i ukrytych formach, zgodnie z zasadą: „nie mogę uderzyć ojca, to chociaż dołożę kotu". Z biegiem czasu coraz ważniejsza dla dziecka staje się grupa rówieśnicza - działa ona jako model, czynnik wyzwalający i wzmacniający agresję oraz będąca celem wrogości (P. Zimbardo, F. Rucha, 1997).

Agresja wśród młodzieży a media

Normy prawne, obyczajowe i religijne oraz standardy moralne regulują zachowania społeczne i nie dopuszczają do niehamowanej agresji. Jednak w pewnych grupach (np. gangach młodzieżowych), podkulturach, a nawet kulturach, istnieją normy premiujące agresywne i antyspołeczne zachowanie. Z licznych badań przeprowadzanych w więzieniach wynika, że w zamkniętych grupach przestępczych lub gangach skinheadów wysoki status osiąga się właśnie dzięki agresji. Także w jednej z pierwotnych społeczności, która żyje na wyspach Salomona i tworzy odrębną kulturę, podstawową wciąż obowiązującą normą jest zasada „ząb za ząb" (P. Zimbardo, F. Rucha, 1997).

Zazwyczaj grupy młodzieżowe mają swój styl zachowania, porozumiewania się, mody (ubiór, fryzura, itp.). Zachowanie części młodzieży ostatnich lat XX wieku przeraża rodziców, nauczycieli, budzi pogardę rówieśników. Policja twierdzi, że przestępczość nieletnich zaczyna się w subkulturach, których także w Polsce istnieje wiele. Naśladują one ruchy działające na Zachodzie. Czerpią wzorce z filmów przesiąkniętych agresją. Nuda i niemożność znalezienia swego miejsca w społeczeństwie (powiększające się bezrobocie w okresie transformacji polskiej gospodarki) są też często powodem zachowań agresywnych. Nie mają co robić z czasem, rodzice nie interesują się nimi, szkoła i organizacje społeczne nie organizują atrakcyjnych, pozalekcyjnych zajęć. Pozostaje ulica. Brak też pozytywnych wzorców do naśladowania. Dodatkowo na psychikę młodzieży działają coraz liczniejsze środki audiowizualne (TV, gry komputerowe, internet).

Oddziaływanie telewizji na psychikę dzieci i młodzieży było i jest przedmiotem licznych badań konferencji, i publikacji. Działania w Polsce podejmuje w tej sprawie także Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Natomiast problem oddziaływania gier komputerowych i żeglowania po internecie jest jeszcze stosunkowo mało zbadany.

Rozwój technik multimedialnych i szybkie rozpowszechnienie komputerów sprawia, że liczba dzieci i młodzieży korzystających z gier komputerowych i internetu jest bardzo duża, a czas poświęcany na korzystanie z nich stale rośnie. Co gorsza, nie jest to zazwyczaj przez nikogo kontrolowane, gdyż dorośli (rodzice i nauczyciele) często nie znają się na nich, nie wiedzą na czym polegają, ani też jak działają na psychikę.

Gry agresywne, stanowiące około 95% wszystkich gier, polegają na walce grającego z różnymi istotami (ludźmi, zwierzętami, potworami). Do walki używana jest rozmaita broń: dzidy, rewolwery, piły tarczowe, maczugi, broń laserowa i atomowa. Gry są tak skonstruowane, że w polu widzenia gracza znajdują się przeciwnicy, a także jego ręka z bronią, np, rewolwerem czy mieczem. W zależności od możliwości technicznych sprzętu i rodzaju gry animacja jest bardzo różnorodna, od prostej, jak w filmach rysunkowych, do realistycznej gry aktorów włącznie. Możliwe jest ponadto włączenie dodatkowych opcji, pozwalających między innymi na ponowne obejrzenie zabitego przeciwnika z różnych kątów widzenia, spojrzenie mu w oczy, podeptanie zwłok nogami i zostawienie krwawych śladów. Obrazy uzupełniane są odpowiednio dobranym dźwiękiem: muzyką, krzykami, jękami, odgłosami wybuchów.

Bodźce często powtarzane przestają być atrakcyjne (zjawisko habituacji). Następuje zobojętnienie. Sceny muszą być coraz bardziej szokujące, żeby wywołać reakcję. Młodzi widzowie często oglądając sceny przemocy stają się przekonani o ich normalności lub przestają na nie reagować.

Liczne badania eksperymentalne wykazały, że istnieje silny związek między oglądaniem scen przemocy w wieku lat od 6 do 10 lat, a późniejszym posługiwaniem się przemocą i agresją. (najbardziej podatne na uczenie się agresji są dzieci w wieku 6-10 lat, zwłaszcza chłopcy, później podatność ta wzrasta ponownie w okresie dojrzewania) (P. Zimbardo, F. Rucha, 1997).

Wymienione zjawiska psychiczne: habituacja i czerpanie wzorców mają na pewno miejsce nie tylko przy oglądaniu filmów i telewizji, ale także przy grach komputerowych. Zachodzi jednak między nimi zasadnicza różnica. W filmach i telewizji morderstwa obserwuje się pasywnie. Natomiast w grach komputerowych grający jest nie tylko obserwatorem przemocy, ale także jej egzekutorem. Można więc sądzić, że jeżeli oglądanie scen przemocy w telewizji wpływa na agresywność dzieci, to gry zawierające elementy agresji mają wpływ znacznie silniejszy.

Z drugiej strony, korzystanie z gier komputerowych (zwłaszcza strategicznych, np.: szachy, czy też sprawnościowych: symulatory samochodów czy samolotów) ma też bez wątpienia swoje dobre strony. Tego rodzaju gry:


    * pogłębiają wiedzę informatyczną;
    * poprawiają koordynację wzrokowo-ruchową;
    * rozwijają refleks;
    * uczą kombinatoryki i myślenia strategicznego.


Komputer może stanowić też przydatne narzędzie terapii różnych zaburzeń. Ponieważ większość gier umożliwia dowolny wybór poziomu trudności i dostosowanie go do możliwości gracza, ma on możliwość wygrywania. Zwycięstwo poprawia samoocenę, porażka nie jest traktowana w kategoriach ostatecznej klęski, gdyż istnieje możliwość rewanżu. Wszystko to może powodować redukcję lęku i wzrost pewności siebie. Jednakże pozostawanie w wirtualnej rzeczywistości sprawia, że gracz odrywa się od świata realnego, a granica między rzeczywistością a fikcją zaciera się u niego. Istotne jest także to, że zbytnie zainteresowanie grami komputerowymi czy Internetem ogranicza czas przeznaczany na naukę, kontakty społeczne i prowadzi do zawężenia zainteresowań, a nawet uzależnienia.


psychologia.net
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #72 dnia: Styczeń 06, 2007, 11:02:35 am »
PRZEMOC W RODZINIE W Czechach prześladowcy są eksmitowani, w Wielkiej Brytanii chroni się ofiary

UE powinna walczyć z domowymi katami

Dwa miliony kobiet narażonych na przemoc w Hiszpanii. Co trzy dni ofiara śmiertelna we Francji. W Polsce 100 tysięcy interwencji w ciągu roku. Organizacje praw człowieka biją na alarm: problemem powinna się zająć UE

30-latek z Chomutova w Czechach upił się, zaczął rozbijać meble i grozić dziewczynie, że ją zabije. Sąsiedzi wezwali policję. Ta siłą wyciągnęła go z domu i zakazała powrotu przez najbliższe dziesięć dni.

Natychmiastowa eksmisja prześladowcy to nowy pomysł czeskich władz. Prawo obowiązuje od 1 stycznia tego roku, a już kilku mężczyzn spędza noce poza domem. Ten z Chomutova był pierwszym, którego dotknęło nowe prawo. Czeska policja zastosowała je w pierwszych godzinach nowego roku. Ofiarom przemocy pomysł się podoba. Na kilka wypadków tylko jedna kobieta z Usti nad Łabą zgodziła się wpuścić swojego partnera do domu.

Dziesięciodniowa izolacja ma pomóc i ofierze, i katu. W dużych miastach powstały specjalne centra interwencyjne, w których także prześladowca może znaleźć pomoc psychologa. Jeśli ofiara uzna, że izolacja jest za krótka, może wystąpić do sądu o jej przedłużenie.

Nadzieja w Niemcach

W Czechach na przemoc domową narażonych jest aż 36 procent kobiet. 86 proc. mieszkańców tego kraju uważa, że to bardzo poważny problem. W najbliższą niedzielę do Pragi zjadą międzynarodowi eksperci, którzy o przemocy będą debatowali przez kilka dni. Wnioski końcowe mają przedstawić Komisji Europejskiej.

- Potrzebne jest jednoznaczne stanowisko Europy w tej sprawie. Kraje UE muszą zdecydowanie pokazać, że przemoc w rodzinie jest nie do zaakceptowania -przekonuje jedna z organizatorek konferencji Anna Curdova. Czesi nie ukrywają, że liczą na to, iż coś się zmieni w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, gdy na czele UE będą stać Niemcy. Na razie każdy kraj bardziej lub mniej skutecznie sam walczy z tym problemem.

Pomoc a prawa człowieka

Czeski sposób na katów stosowany jest już w Austrii i w Niemczech. W Polsce, gdzie co roku policja interweniuje około 100 tysięcy razy, podobny pomysł pojawił się już w latach 90., ale uznano wtedy, że ogranicza on prawa człowieka.

- Były jednak wątpliwości. Zaczęto się zastanawiać, czy oznacza on odebranie prawa do korzystania z własnego majątku, jakim jest dom. Ale jeśli taki pomysł jest zgodny z prawami człowieka w innych krajach, to dlaczego nie w Polsce? - zastanawia się w rozmowie z " Rz" Renata Durda, kierownik Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia. Jej zdaniem to dobre rozwiązanie, gdyż to sprawca, a nie ofiara, powinien ponieść konsekwencje swojego zachowania. -U nas tego brakuje -mówi.

Pokój z kamerami

Brytyjczycy posunęli się jeszcze dalej. Ofiary przemocy znajdują bezpieczne schronienie we własnym domu. W specjalnym pokoju, tzw. safe room, w którym policja instaluje alarm, kamery, drzwi antywłamaniowe, solidne zamki, światła sygnalizacyjne, nawet drabinę i sprzęt niezbędny do ewentualnej ucieczki. Na razie ten pomysł wprowadzono wżycie w kilku miastach, ale projekt ogólnokrajowy ma poparcie rządu, który chce przeznaczyć na ten cel 74 miliony funtów.

Wszystko zaczęło się od Leeds, gdzie pierwszy taki pokój powstał w sierpniu ubiegłego roku. Do dziś z tej formy pomocy skorzystało 75 osób. Między innymi 27-letnia Dawn Pearce, która chciała uciec od agresywnego męża alkoholika z kilkumiesięczną córeczką.

- Pomyślałam: dlaczego to ja mam się wyprowadzać z dzieckiem z własnego domu? To nie w porządku wobec córki -opowiadała kilka dni temu dziennikarzowi z "Leeds Today". Jak pokazują lokalne statystyki, ofiary przemocy domowej stanowią aż 37 procent bezdomnych.

Przemoc w rodzinie to najczęstsza przyczyna chorób kobiet w wieku od 19 do 44 lat. Jak twierdzi brytyjski Home Office - częstsza niż wypadki samochodowe. Według obliczeń Rady Europy każdego roku przemoc w rodzinie powoduje straty rzędu 600 mln euro.

Problem w Hiszpanii i Francji

Nie potrafi sobie z nią poradzić Hiszpania, choć rząd uznał ją za priorytet i do walki z przemocą skierował ponad tysiąc dodatkowych policjantów. Co roku w Hiszpanii ginie z rąk partnerów 50 - 70 kobiet. W Wigilię 60-letni mąż oddał dwa strzały do swojej żony.

We Francji w ciągu dziewięciu miesięcy ubiegłego roku partnerzy zabili 100 kobiet. Najczęstszą przyczyną był alkohol i bezrobocie. Jak wynika z sondażu gazety " Le Parisien", jedna trzecia Francuzów zna co najmniej jedną osobę bitą w domu. Trzy czwarte uważa, że rząd powinien działać.

KATARZYNA ZUCHOWICZ

Rzeczpospolita 6.01.2007r.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #73 dnia: Styczeń 23, 2007, 02:22:55 pm »
Kolejny przykład horroru przemocy:  :roll:

Mam nadzieję, że ojciec nie będzie robił tego samego mojemu rodzeństwu. Że nie będzie się czuł tak bezkarny.....
Nie połamię się z tobą
- Katarzyna Surmiak-Domańska 2007-01-23
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26282
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #74 dnia: Luty 06, 2007, 06:43:09 am »
Rodzice wierzą w bicie, nauczyciele - już nie
Dominik Uhlig 2007-02-06

- Dzieci bić nie można, ale czasem trzeba - z taką opinią zgadza się połowa Polaków. Dlaczego w wychowawczą moc klapsa bardziej wierzą Polacy niż Bułgarzy?

Większość bijących wierzy w wychowawczą moc twardej ręki, bo sami w dzieciństwie byli bici - przyznaje się do tego aż czterech na pięciu Polaków. Potwierdza to również fakt, że dużo częściej jesteśmy w stanie usprawiedliwić karę fizyczną (bicie pasem czy klapsy) niż słowne poniżanie dziecka albo jego zaniedbywanie.

Poza tym większość z nas zgadza się z poglądem, że dzieci trzeba trzymać krótko. A to oznacza też przyzwolenie na kary fizyczne. 60 proc. najmłodszych doświadcza ich w wersji łagodnej - najczęściej klapsów. Ale co czwarte dziecko jest bite pasem lub innym przedmiotem. Matki są równie surowe jak ojcowie i tak samo często sięgają po przemoc. Najczęściej bite są małe dzieci, które same nie potrafią się jeszcze obronić i nie wiedzą, że rodzic nie ma prawa stosować przemocy.

Fundacja Dzieci Niczyje postanowiła zbadać, jak wypadamy na tle siedmiu innych krajów regionu: Bułgarii, Litwy, Łotwy, Macedonii, Mołdawii i Ukrainy. Okazało się, że Polakom daleko do Bułgarów, których połowa uważa, że nigdy nie powinno się bić dzieci. Co ciekawe - o ile w Polsce zwolenników wychowywania dzieci twardą ręką łatwiej znaleźć na prowincji, wśród osób bez wykształcenia, w Bułgarii uznają bicie mieszkańcy stolicy.

Polacy - obok Litwinów - najczęściej usprawiedliwiają przemoc wobec dzieci. Częściej niż inni zgadzają się na bicie dzieci, jeśli rodzic uzna, że to skuteczna metoda wychowawcza (wyprzedza nas tylko Macedonia).

Skąd ta skłonność do bicia? - Myślę, że dużą rolę odgrywają uwarunkowania kulturowe. Polska była jedynym krajem tego regionu, gdzie państwo nie ingerowało tak głęboko w życie rodziny. Dużą rolę odgrywał za to - inaczej niż w pozostałych krajach - Kościół. A księża podkreślali wciąż rolę hierarchicznej rodziny i surowego wychowania, mniejszą wagę przykładając do nauczania o prawach dziecka - uważa Monika Sajkowska, dr socjologii, prezes fundacji Dzieci Niczyje.

Nadzieja wyłania się z porównania opinii nauczycieli ze szkół w stolicach siedmiu krajów. Polscy nauczyciele - obok Ukraińców i Łotyszy - w najmniejszym stopniu są za karami fizycznymi wobec dzieci. To, zdaniem Moniki Sajkowskiej, efekt programów edukacyjnych, które w Polsce pojawiły się wcześniej niż w pozostałych krajach.

Najwięcej zwolenników kar fizycznych można znaleźć wśród nauczycieli z Mołdawii. Według nauczycieli we wszystkich siedmiu krajach na lanie najbardziej zasługują dzieci, które dopuszczają się drobnych kradzieży i te, które zaczynają pić alkohol. Takie dzieci karałby fizycznie co piąty polski nauczyciel.

A co z ustawowym zakazem bicia dzieci?
Taki zakaz obowiązuje już na Łotwie, w Bułgarii i na Ukrainie. W Polsce popiera go blisko 60 proc. respondentów. Ma jednak nikłe szanse stać się obowiązującym prawem - propozycją wprowadzenia zakazu bicia dzieci Sejm zajmował się w 2005 r. Została odrzucona i obśmiana - również przez członków dzisiejszej ekipy rządzącej: - Jak klapsa dziecko dostanie, czy mama dziecko ścierką uderzy, to co to się stanie? - pytał Andrzej Lepper (Samoobrona). - Jak mi syn będzie wyjadał rodzynki z ciasta przed Wigilią, to na pewno dostanie szmatą w łeb - mówił Tadeusz Cymański (PiS).

•  Badania w domach respondentów, próba od 500 (Litwa) do 2057 osób (Ukraina) - w Polsce na zlecenie Fundacji Dzieci Niczyje przeprowadził TNS OBOP na grupie 955 osób powyżej 18. roku życia.



Zobacz, usłysz. powiedz

Aż 82 proc. z nas deklaruje gotowość do interwencji, gdyby dziecko w rodzinie sąsiada było bite. Ale tylko 18 proc. uważa, że trzeba zareagować na karcenie dziecka klapsem. I tylko 64 proc. uważa, że może ingerować, gdy dziecko jest bite przez rodzica pasem.

Ten odsetek ma zwiększyć rozpoczęta właśnie kampania: "Zobacz - Usłysz - Powiedz". - Być może jesteś jedyną osobą, która może pomóc dziecku. Inni mogą bać się oskarżeń o wtrącanie się w cudze sprawy albo nie widzą, że dzieje się coś złego - przekonuje dr Monika Sajkowska, szefowa fundacji Dzieci Niczyje.

•  7 grudnia: trzymiesięczny chłopczyk z urazami głowy trafił do szpitala w Elblągu. Policja zatrzymała matkę - miała 2,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu

•  29 grudnia: sąd w Piotrkowie Trybunalskim na 25 lat więzienia skazał matkę 4-letniego Oskara i jej konkubenta: miesiącami bili chłopca. Sekcja zwłok chłopca wykazała ciężkie uszkodzenie nerek.

•  6 stycznia: policja w Łowiczu zatrzymała matkę podejrzaną o pobicie 3-letniego syna. Dziecko z sińcami na twarzy i ciele trafiło do szpitala.

(17 stycznia: matka pobiła 1,5-rocznego chłopca, który trafił do szpitala w Tarnowskich Górach.



Jeśli wiesz, że dziecko jest bite, zadzwoń pod warszawski numer: 0 22 826 80 72 lub wyślij maila:
bitedziecko@fdn.pl.

Więcej informacji
www.zobacz-uslysz-powiedz.pl


Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #75 dnia: Luty 06, 2007, 09:34:31 pm »
Opieka, a nie władza

Katarzyna Surmiak-Domańska
 
Dwa tygodnie temu opublikowaliśmy reportaż "Nie połamię się z tobą" - o 17-letniej Agnieszce, która prawnie walczy z rodzicami stosującymi wobec niej przemoc

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75480,3893488.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #76 dnia: Luty 09, 2007, 12:11:49 pm »
Mężczyzna - ofiara przemocy?


Mówi się o nim wstydliwy problem. Często słyszymy o przemocy w rodzinie i jej ofiarach - kobietach i dzieciach. I bardzo dobrze, ponieważ czas najwyższy postawić tamę okrucieństwu i bezmyślnej brutalności. A co z mężczyznami - ofiarami brutalnych żon?


Czy w ogóle nie ma mężczyzn - ofiar przemocy w rodzinie? Skoro bywają kobiety stosujące przemoc - a bywają - to przecież muszą także istnieć mężczyźni - ich ofiary. I chociaż niewątpliwie 95 proc. ofiar to kobiety, to jednak żyje gdzieś te 5 proc. maltretowanych przez kobiety mężczyzn.

Okazuje się, że niewiele informacji na ten temat znajdziemy w prasie, czy usłyszymy w telewizji. Dlaczego? Ponieważ jest to problem wstydliwy. Wstydliwy przede wszystkim dla samych maltretowanych mężczyzn, którzy wolą sprawę przemilczeć, niż narażać się na drwiny i zawstydzanie w stylu: "Co ty, dajesz się gnębić babie? Co z ciebie za chłop!".
Wstyd i strach przed ośmieszeniem skutecznie knebluje usta mężczyzn, doznających przemocy ze stron bliskich kobiet (żon, konkubin, rzadziej matek).

Dlaczego tak trudno uwierzyć nam w to, że mężczyzna może być ofiarą przemocy ze strony kobiety? I dlaczego tak niewielu maltretowanych mężczyzn zdobywa się na odwagę proszenia o pomoc w tej sprawie?

Anna M. Nowakowska, pracownik Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy, prowadząca grupy pomocy psychologicznej stwierdza: "Tak się składa, że najsłabszym ogniwem każdej historii o przemocy doznawanej przez mężczyznę ze strony kobiety jest trudność w zrozumieniu szczególnej (odwróconej) równowagi sił: jak to się dzieje, że kobieta zyskuje przedziwną przewagę, pozwalającą jej znęcać się nad partnerem - na przekór wszelkim stereotypom?
Ta właśnie niecodzienna sytuacja budzi najwięcej wątpliwości, prowokuje do żartów, półuśmiechów i innych reakcji otoczenia - zawstydzających i bolesnych dla ofiary".

Zauważcie, że nawet słowo "ofiara" jest rodzaju żeńskiego, co sprawia, że mówiąc "ofiara" - myślimy: ona, kobieta, pacjentka itd.

Najbardziej typowe reakcje otoczenia na skargi mężczyzny to: szydzenie, ironizowanie, drwienie, niedowierzanie, zawstydzanie lub doradzanie odwetu. Prawdą jest także, że wszystkie historie, gdzie mężczyzna jest ofiarą przemocy, a kobieta jej sprawcą - są trudne do zdiagnozowania. Trudne jest także obmyślenie strategii rozwiązania takich sytuacji.
Mężczyźni - ofiary przemocy powinni mieć taką samą ofertę pomocy psychologicznej, jak kobiety, a więc grupy wsparcia, grupy terapeutyczne, treningi. Jednak nie mają, ponieważ jest ich zbyt mało. Pozostaje indywidualna pomoc psychologiczna i terapeutyczna.
Mężczyźni, którzy są ofiarami przemocy w swoich związkach, nie tylko mają utrudniony dostęp do pomocy psychologicznej i znacznie uboższą, niż kobiety, ofertę terapeutyczną, ale główną i podstawową trudnością jest dla nich przyznanie sie przed samym sobą do problemu i nazwanie go. Jeszcze trudniejsze jest pójście do kogoś obcego i wypowiedzenie tych słów: "Jestem ofiarą przemocy". Jest to trudne także dla kobiety, a co dopiero dla mężczyzny. Mężczyźnie niezwykle trudno zidentyfikować siebie jako ofiarę. Nawet wyraźna przemoc fizyczna bywa nazywana: "konfliktem, czy problemem z żoną".

Dlaczego kobiety stają się sprawcami przemocy lub wykorzystują partnera, a następnie odtrącają go ze szczególnym okrucieństwem?

Dzieje się tak zazwyczaj po pewnym czasie trwania związku, najczęściej po tym, jak kobieta musiała poradzić sobie z jakąś trudną sytuacją życiową lub rodzinną, a nie uzyskała wystarczającego wsparcia i pomocy ze strony męża. Po takich doświadczeniach jej poczucie własnej mocy i wartości (a także samoocena) wzrastają, ale wzrasta także niezadowolenie ze związku i pogarda dla bezsilnego i niewydolnego partnera. Staje się on "niepotrzebny" i "bezwartościowy", ponieważ nie sprawdził się jako głowa rodziny i podpora, na której można się oprzeć, a więc zasługuje jedynie na wzgardę i nienawiść. Konieczność samego uporania się z trudnymi problemami sprawia, że niektóre kobiety stają się "brutalnymi facetami", a ich partnerzy słabymi ofiarami.

kobieta wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26282
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #77 dnia: Marzec 16, 2007, 04:10:33 pm »
Lek dla ofiar i świadków przemocy
Cytuj
Zapomnienie na zawołanie
Usunięcie dręczących wspomnień jest możliwe za pomocą lekarstwa - udowodnił polski psychiatra Jacek Dębiec i jego zagraniczni współpracownicy.


Lekarstwo usunie przykre wspomnienia
Polskiemu naukowcowi i jego zagranicznym kolegom udała się rzecz niezwykła - w mózgu zwierzęcia zamazali lęk towarzyszący jednemu przykremu wspomnieniu, nie naruszając pozostałych

Więcej na ten temat >>>>  
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26282
Nie ma przyzwolenia na uciekanie się do przemocy
« Odpowiedź #78 dnia: Marzec 19, 2007, 02:00:18 pm »
Krewki sąsiad zapłaci za zastosowanie przymusu

Nie tylko trwałe, lecz także przemijające zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu polegające na znoszeniu cierpień fizycznych uzasadniają przyznanie ich ofierze zadośćuczynienia pieniężnego.

Nawet gdy sprawca wywołał tylko siniaki. Choć minęły, naruszyły funkcjonowanie organizmu - orzekł Sąd Okręgowy w Zamościu.


Sąsiedzi Teresa B. i Wiktor Z. są ze sobą skonfliktowani. W kwietniu 2005 r. podczas wizji lokalnej inspektorów nadzoru budowlanego na działce Wiktora Z. mężczyzna złapał sąsiadkę za obie ręce i trzymając w ten sposób, wyprowadził za furtkę swojej posesji. Kobieta powiadomiła policję o naruszeniu swojej nietykalności cielesnej i doznaniu obrażeń w postaci siniaków na obu rękach. Sprawa trafiła do sądu.

Sąd Rejonowy umorzył warunkowo postępowanie karne. Wówczas kobieta wytoczyła Wiktorowi Z. proces cywilny, domagając się zadośćuczynienia za spowodowanie siniaków i negatywne przeżycia z tym związane.

Sąd Rejonowy oddalił powództwo, argumentując, że siniaków, po których nie ma śladu, nie można uznać za przejaw rozstroju zdrowia lub uszkodzenia ciała. Zdaniem sądu choć urazy, których doznała Teresa B., mogły wywołać dyskomfort i lekkie cierpienie, to znikomość doznanej krzywdy, a wręcz jej brak, neguje zasadność przyznania jakiegokolwiek zadośćuczynienia.

Sąd Okręgowy w Zamościu stanął na odmiennym stanowisku. Przyjął, że siniaki są objawem naruszenia czynności narządów ciała - skóry. Tym bardziej że powstały wskutek przemocy. Zdaniem sądu nawet przemijający charakter zakłóceń w funkcjonowaniu organizmu - a takim właśnie są siniaki - nie wyłącza możliwości uznania, że zakłócenia te wywołały naruszenie czynności narządów ciała.

-Sąd nie może dać też przyzwolenia naużywanie przemocy, nawet w wypadku przyczynienia się czy prowokacji przez drugą stronę - podkreślił sąd, uzasadniając wyrok.

Zasądził od Wiktora Z. na rzecz Teresy B.1000zł zadośćuczynienia za krzywdę fizyczną przejawiającą się w powstaniu dwóch siniaków, a także negatywne przeżycia psychiczne z tym związane (sygn. I Ca 22/07).

Robert Horbaczewski
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26282
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #79 dnia: Kwiecień 19, 2007, 10:25:59 pm »
Zrozumieć sprawców przemocy

Sylwia Kluczyńska

Sprawcy przemocy w rodzinie. Co wyzwala w nich taką falę agresji? Jak mogą wyrządzać tyle zła najbliższym osobom? Czy można to zrozumieć, wyjaśnić? Czy powinno im się pomagać? Czy też należy ich bezwzględnie karać? To pytania, które nurtują wiele osób pracujących z rodzinami doświadczającymi przemocy.

Nie posiadamy wystarczającej wiedzy, wiele jest też niejasności; podobnie, jak nie istnieje typowy portret ofiary przemocy, tak też trudno nakreślić portret sprawcy, zarówno jeśli chodzi o wiek, wykształcenie, status społeczny oraz cechy osobowości. W literaturze spotykamy wiele odmiennych podejść, koncepcji szukających wyjaśnienia zjawiska przemocy w rodzinie. Poniższy tekst jest próbą uporządkowania aktualnej wiedzy na temat sprawców przemocy domowej.  
 
 Osoby o osobowości nieprawidłowej
Często słyszymy, że sprawcy przemocy domowej to po prostu psychopaci, bo tylko psychopata może wyrządzić tyle zła swojej rodzinie.

Psychopaci przez większość ludzi postrzegani są jako jednostki społecznie nieprzystosowane, naruszające normy moralne, społeczne i prawne. Ich zachowanie powoduje częste konflikty z otoczeniem. Są niezdolni do miłości, uczciwości, lojalności wobec innych osób. Odznaczają się lekkomyślnością, egoizmem, impulsywnością, niezdolnością do przeżywania poczucia winy, nieodpowiedzialnością. W odczuciu wielu ludzi, tym również profesjonalistów, pojęcie psychopatii ma negatywne znaczenie i nasuwa z reguły obraz osobnika brutalnego, gwałtownego, aspołecznego, popełniającego liczne zbrodnie.

Przez wiele lat w literaturze przedmiotu nie było pełnej zgodności co do samej istoty psychopatii i jej definicji. Mianem tym obejmowano wiele różnych cech i tłumaczono dość dużą liczbę zachowań przestępczych. Przedstawione przez różnych autorów charakterystyki psychologiczne psychopatów, mimo wielu cech wspólnych, były jednocześnie tak różnorodne, że trudno było ustalić jednoznaczne kryteria diagnozowania psychopatii. W praktyce spowodowało to, że zbyt pochopnie ją rozpoznawano. Ostatnio zdecydowanie dąży się do uściślenia kryteriów diagnostycznych oraz zmian terminologicznych. Dlatego też w miejsce obciążonej pejoratywnym znaczeniem nazwy psychopatia wprowadzono termin osobowość nieprawidłowa.

Obecnie przyjmuje się kryteria diagnostyczne osobowości nieprawidłowej sformułowane przez wybitnego znawcę zagadnienia - Cleckleya (1985):

trwała niezdolność do związków uczuciowych z innymi ludźmi,
bezosobowy stosunek do życia seksualnego (przedmiotowe traktowanie partnera),
brak poczucia winy, wstydu i odpowiedzialności,
nieumiejętność odraczania satysfakcji (dążenie do natychmiastowego zaspokajania popędów i potrzeb),
utrwalone i nieadekwatne zachowania antyspołeczne,
autodestrukcyjny wzorzec życia (np. po okresie dobrego przystosowania, a nawet sukcesów, niszczenie dotychczasowych osiągnięć z przyczyn niezrozumiałych dla otoczenia), nieumiejętność planowania odległych celów (koncentracja na teraźniejszości),
niezdolność przewidywania skutków swojego postępowania,
niezdolność wyciągania wniosków z przeszłych doświadczeń (tj. nieefektywność uczenia się),
nie dające się logicznie wyjaśnić przerywanie konstruktywnej działalności,
swoisty brak wglądu,
w miarę sprawna ogólna inteligencja, formalnie nie zaburzona,
nierozróżnianie granicy między rzeczywistością a fikcją, prawdą a kłamstwem,
brak lęku,
nietypowa lub niezwykła reakcja na alkohol,
częste szantażowanie samobójstwem,
tendencje do samouszkodzeń.
Skutkami powyższych cech jest niedostateczna adaptacja, zachowania antyspołeczne, brak wykształcenia pomimo "dobrej inteligencji", brak zawodu, brak stałych związków rodzinnych, uleganie nałogom (alkohol, rzadko inne uzależnienia), częste konflikty z porządkiem prawnym, które raczej są drobne i przypadkowe (rzadziej są to przestępstwa złożone, planowane). Do dziś nie jest znana geneza osobowości nieprawidłowej. Uwarunkowań jej poszukiwano, uwzględniając zarówno czynniki biologiczne, jak i społeczno-kulturowe (proces wychowania i socjalizacji). Udoskonalenie metod badania mózgu spowodowało wydzielenie swoistej kategorii osobowości nieprawidłowej, uwarunkowanej nabytym, zwłaszcza w okresie płodowym, okołoporodowym lub we wczesnym dzieciństwie, uszkodzeniem ośrodkowego układu nerwowego. Osobowość nieprawidłową o podłożu organicznym nazywamy encefalopatią lub charakteropatią (tj. organicznymi zaburzeniami charakteru). Osobowość encefalopatyczna charakteryzują bardziej lub mniej wyraźne objawy zespołu organicznego, jak np. chwiejność emocjonalna, drażliwość, wybuchowość, skłonność do czynów impulsywnych, obniżenie sprawności intelektualnej itp.

Ostatnio dość ostro kwestionuje się mit psychopaty-recydywisty, jaki pokutuje nie tylko w opinii publicznej, ale także w niektórych kręgach profesjonalistów, np. wśród psychiatrów, psychologów, prawników. Z badań wynika, że tylko część osób z nieprawidłową osobowością popełnia przestępstwa, jak również tylko u niektórych przestępców stwierdza się zaburzenia osobowości. Ocenia się, że osobowość nieprawidłowa występuje u około 3% populacji, 3-10 razy częściej u mężczyzn niż u kobiet. Wśród więźniów odsetek ten wynosi 20-70%.

Badania potwierdzają, że osoby z osobowością nieprawidłową stanowią znaczny odsetek mężczyzn uporczywie znęcających się nad swoją rodziną.

Nie opracowano dotychczas skutecznych metod leczenia osobowości nieprawidłowej. Istnieją opinie (np.Cleckley), że zachowania psychopatyczne nie podlegają modyfikacji pod wpływem jakiejkolwiek terapii. Nieefektywne okazały się próby leczenia psychofarmakologicznego ( poza chwilowym tłumieniem zachowań agresywnych) ani też terapia litem. Za nieskuteczne uznano elektrowstrząsy i zabiegi psychochirurgiczne. Równie nisko ocenia się wyniki różnego rodzaju psychoterapii.  
 
 


Osoby uzależnione od alkoholu
Według niektórych statystyk 95% przypadków bicia partnerki ma związek z alkoholem. Niektóre badania wskazują, że 40% partnerów znęcających się nad rodziną to osoby uzależnione od alkoholu. Prawdopodobieństwo wystąpienia aktów przemocy w rodzinach alkoholowych jest ponad dwukrotnie większe niż w pozostałych. Istnieją badania, które stwierdzają, iż w przypadku kobiet maltretowanych przez nadużywających alkohol mężów, wyraźna jest tendencja do powtarzania się w ich małżeństwie sytuacji rodzinnej z dzieciństwa. Córki brutalnych, nadużywających alkoholu ojców, decydowały się na małżeństwo z mężczyznami prezentującymi te same cechy czy skłonności.

Badania potwierdzają, że alkohol wzmaga chemiczne uszkodzenia mózgu i działa silniej na osoby z nieprawidłową osobowością.

Pernanen (1981) w swoich badaniach nad wpływem alkoholu na przestępczość wskazuje, że istnieją trzy następujące mechanizmy:

alkohol redukuje zahamowania i wyzwala zachowania przestępcze, dewiacyjne;
alkohol zmienia aktywność neuroprzekaźników, co wiąże się z rozwojem zachowań agresywnych;
przewlekły alkoholizm prowadzi do dysfunkcji kory mózgowej, szczególnie płata skroniowego, co również sprzyja patologii zachowania.
Autor ten zwraca również uwagę na mechanizm psychosomatyczny, w którym alkohol sprzyja powstaniu hypoglikemii i zaburzeń fazy REM snu, co z kolei wzmaga rozwój drażliwości i agresywności.

Można spotkać się z twierdzeniem, że alkoholizm prowadzi do nieodwracalnych zmian charakterologicznych. Obecny poziom terapii uzależnień zmusza do bardziej ostrożnego wygłaszania takich sądów. Zdarzają się, oczywiście, przypadki alkoholizmu z organicznymi uszkodzeniami mózgu, któremu towarzyszą patologiczne zachowania. Zachowania te nie ulegają zmianie nawet po zaprzestaniu picia i gruntownej terapii. Są to jednak przypadki dosyć rzadko spotykane.  
 
 


Osoby z organicznym uszkodzeniem mózgu
Przebycie uszkodzenia albo schorzenia, mózgu może powodować lub powiększać trudności adaptacyjne człowieka, zwłaszcza przy działaniu innych niekorzystnych czynników środowiskowych i może prowadzić do antyspołecznych czy też przestępczych zachowań. Wyniki badań na temat wpływu organicznych uszkodzeń na kształtowanie się zaburzeń w zachowaniu i nieprzystosowania społecznego są niejednolite, choć w wielu z nich taki związek się stwierdza. W jednym z badań u prawie 90% mężczyzn bijących żony stwierdzono poważne urazy głowy, prowadzące do okresowej utraty świadomości. Seria innych badań wykazała, że 60% mężczyzn bijących swoje żony doznało wcześniej urazu głowy. Sam uraz nie musi być powodem agresji, ale może upośledzać zdolność jej kontrolowania.

Osoby ze schorzeniami ośrodkowego układu nerwowego powinny znajdować się pod stałą opieką neurologiczną i psychiatryczną.  
 
 


Osoby z padaczką skroniową
Badania, jakim zostali poddani mężczyźni bijący swoje żony, wykazują, że u 30% badanych występowała padaczka skroniowa. Według innych badań, u pacjentów cierpiących na padaczkę skroniową u 50% stwierdzono incydenty przemocy.

Sporadyczna przemoc mająca związek z padaczką przejawia się w rozmaitych formach: od napadów rozdrażnienia po wybuchy wściekłości skierowanej przeciwko ludziom, zwierzętom czy przedmiotom. Napadu padaczkowego się przy tym nie odnotowuje. Czasem bywa to bezładna przemoc, po której następuje amnezja. Innym razem gniew narasta, a w punkcie kulminacyjnym występują drgawki. Dużym i małym napadom padaczkowym towarzyszą zwykle zmiany świadomości (stan dezorientacji, poczucie nierealności), a niekiedy i zaburzone zachowanie. Mogą pojawić się omamy wzrokowe i słuchowe. Zaburzeniom tym towarzyszy często lęk, niepokój, depresja, nienawiść. Częściej na opisywany zespół zaburzeń cierpią mężczyźni. Napady występują nagle, bez widocznego powodu. Zaczyna się od przemocy werbalnej, nagłego potoku przekleństw i bluźnierstw. Nierzadko towarzyszy temu warczenie, szczerzenie zębów, groźne pomruki. Fizyczna przemoc, jeśli do niej dochodzi, przybiera często formę kopania, drapania, plucia i gryzienia.

W odróżnieniu od osób z osobowością nieprawidłową, osoby cierpiące na tę formę zaburzeń odczuwają po ataku wyrzuty sumienia.

Ważne jest właściwe zdiagnozowanie padaczki skroniowej, gdyż ataki padaczkowe powodujące wybuchy przemocy można z dobrym skutkiem leczyć.  
 
 


Osoby chore psychicznie
Przemoc w rodzinie może mieć związek z chorobą psychiczną sprawcy. Gniew i związana z nim agresja mogą pojawić się w ostrych psychozach. Jest to grupa chorób o dosyć ostrym (kilka godzin, dni, tygodni) początku, charakteryzująca się poważnym zaburzeniem związków człowieka z rzeczywistością. Mieszczą się tu takie choroby jak: schizofrenia (ostry początek lub nawrót), choroby afektywne, zespoły związane z nadużywaniem narkotyków, psychozy związane z odstawieniem alkoholu. Pacjent w ostrej psychozie może być niebezpieczny zarówno dla siebie, jak i otoczenia. W takich sytuacjach niezbędna jest pomoc psychiatryczna.

Istnieją eksperci, którzy zdecydowanie odrzucają powyższą próbę porządkowania wiedzy na temat sprawców. Twierdzą, iż korzenie przemocy w małżeństwie leżą w kulturowo i społecznie ugruntowanym przekonaniu o dominacji mężczyzn nad kobietami. Sprawcy, zgodnie z tą koncepcją, wybierają świadomie przemoc. Są przekonani, że do sprawowania władzy nad kobietami wolno mężczyznom używać wszelkich form przemocy. Czują się bezkarni, gdyż z własnego doświadczenia wnioskują, iż za przemoc wobec rodziny grożą im niewielkie konsekwencje prawne czy też społeczne.

Oczywiście, wszelkie próby zrozumienia, wytłumaczenia czynów sprawców niosą za sobą ryzyko zbytnich uproszczeń, usprawiedliwień, szybkich diagnoz i cudownych rozwiązań. Niemniej jednak wydaje się, że komplementarna diagnoza sytuacji jest nieodzowna do właściwie skonstruowanego planu pomocy rodzinie uwikłanej w przemoc.



S.K
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26282
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #80 dnia: Kwiecień 24, 2007, 01:04:09 pm »
Mieszkanie w pakiecie z byłym mężem

Małgorzata Wach2007-04-23

Pani Dorota uciekła od męża, który się znęcał nad nią i ich 5-letnią córeczką. Wiele jednak wskazuje na to, że ich koszmar wróci, bo miasto przyznało kobiecie mieszkanie do spółki z byłym mężem.

Blisko trzy lata temu pani Dorota złożyła z mężem wniosek o przyznanie mieszkania komunalnego. Żyli wtedy kątem u rodziców. - Na zaledwie 43 metrach kwadratowych mieszkało jedenaście osób. W tym czwórka małych dzieci - relacjonuje pani Dorota. - Lokalówka wniosek przyjęła i kazała czekać.

Rozwód zgłoszony za późno


W międzyczasie życie rodziny diametralnie się zmieniło. - Mąż zaczął brać narkotyki i nadużywać alkoholu. Stał się agresywny. Fundował mnie i dziecku ciągłe awantury - relacjonuje pani Dorota. - Przestał pracować. Żyliśmy tylko z mojej pensji, zaczęliśmy popadać w długi. Nie mogłam tego wytrzymać. Zabrałam córeczkę i odeszłam - mówi kobieta.

Włamały się do pustostanu. - Powiadomiłam o tym administrację. Usłyszałam sporo przykrych słów, ale nikt mnie z dzieckiem nie wyrzucił na bruk - mówi pani Dorota. - Mieszkamy tam do dzisiaj. Co miesiąc płacę 314 zł, ale to mieszkanie na dziko.

W czerwcu ubiegłego roku sąd orzekł rozwód. Winą obarczył byłego męża. Kobieta poszła z wyrokiem do wydziału mieszkalnictwa. - Powiedziałam, że nie możemy się już ubiegać o mieszkanie jako małżeństwo, bo jesteśmy po rozwodzie - relacjonuje pani Dorota. - Usłyszałam, że jest za późno, bo nasz wniosek został już pozytywnie rozpatrzony.

Kilka tygodni później byłe małżeństwo znalazło się na liście mieszkaniowej jako najemcy tego samego lokalu. - Urzędnicy tłumaczyli mi, że popełniłam błąd, bo powinnam ich poinformować o wniesieniu sprawy rozwodowej, a nie czekać do czasu ogłoszenia wyroku. Zrobiłam to z niewiedzy - tłumaczy pani Dorota.

Zawsze zostanie jeszcze eksmisja

Pani Dorota wysłała do magistratu pismo z prośbą o pomoc w rozwiązaniu tej trudnej sytuacji. Podkreślała, że boi się mieszkać z byłym mężem pod jednym dachem. "Zgodnie z uchwałą rady miasta o pomocy mieszkaniowej, w przypadku orzeczenia rozwodu małżonków umieszczonych na liście ostatecznej, lokal mieszkalny będzie wskazany obojgu małżonkom. Chyba że jeden z nich złoży oświadczenie, iż rezygnuje z prawa do lokalu lub zostanie z niego eksmitowany" - odpisał wydział mieszkalnictwa.

Kobieta udała się po pomoc do wiceprezydent Elżbiety Lęcznarowicz, ale i tam usłyszała, że przepisy nie działają na jej korzyść. Tymczasem magistrat przysłał jej skierowanie pod konkretny adres. Podobną informację dostał jej mąż. Lada dzień będą musieli podpisać umowę najmu, która opiewa na pięć lat. - Jeśli jej nie podpiszę, to dla urzędu miasta będzie oznaczało, że w ogóle rezygnuję z pomocy. Jeśli nie zrezygnuję, zafunduję sobie i dziecku piekło, z którego z trudem udało nam się uciec - mówi załamana kobieta.

Poprosiliśmy wydział mieszkalnictwa o wskazanie możliwych rozwiązań tej dramatycznej sytuacji. W odpowiedzi otrzymaliśmy obszerne fragmenty korespondencji z panią Dorotą, która - w ocenie urzędników - wskazuje na szereg zaniedbań ze strony kobiety i listę obowiązujących przepisów.

- Sytuacja rzeczywiście jest trudna - przyznają urzędnicy. Twierdzą, że i tak poszli kobiecie na rękę, bo przyznali jej i byłemu mężowi dwupokojowe mieszkanie. - Wszystko odbyło się zgodnie z procedurą. Jeśli mąż okaże się uciążliwym współlokatorem, ta pani będzie mogła wystąpić o jego eksmisję. Innej możliwości prawnej w tym momencie nie ma.

* Imię bohaterki zostało zmienione
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #81 dnia: Maj 17, 2007, 01:06:51 pm »
Psychopaci są wśród nas


Psychopaci impulsywni bywają sprawcami szczególnie okrutnych i bezsensownych aktów przemocy


Kochająca rodzina. Wykształceni, dobrze sytuowani rodzice. Piękny, zadbany dom. Udane, śliczne dziecko. Sielanka. I oto pewnego dnia ukochana córeczka trafia na pogotowie. Lekarze stwierdzają, że pięciolatka ma zmiażdżone palce prawej rączki...


Jak do tego doszło? Matka, która odwiozła dziecko, początkowo odmawia jakichkolwiek wyjaśnień. W końcu ze spokojem oznajmia, że okaleczenie dziecka nastąpiło... za karę. Przeprowadzone badania psychiatryczne wykazały, że kobieta była psychopatką.

Czym jest psychopatia? To zaburzenie osobowości, charakteryzujące się m.in. niezdolnością do tworzenia trwałych więzi emocjonalnych, wybujałym egoizmem, brakiem lęku przed konsekwencjami swoich czynów.

Stereotypowe opinie kojarzą psychopatię głównie z zachowaniami przestępczymi, dewiacjami, prymitywizmem, brutalnością. Manifestowanie skrajnej, często nieumotywowanej agresji charakterystyczne jest dla psychopatów impulsywnych. To właśnie oni najczęściej popadają w konflikty z prawem, bywają sprawcami szczególnie okrutnych i bezsensownych aktów przemocy. Ich ofiarami padają zwykle osoby słabsze, bezbronne, najczęściej dzieci lub inni podporządkowani im członkowie rodzin.

Kochamy naszą mamusię

Wdowa, samotnie wychowująca pięcioro dzieci, otoczona była powszechnym szacunkiem sąsiadów. Nikt nie miał pojęcie o tragedii, rozgrywającej się w ścianach jej domu. Dzieci chodziły czyste i sprawiały wrażenie zadbanych. Okrutna prawda wyszła na jaw po samobójczej śmierci jednej z córek. Dopiero wtedy starsze rodzeństwo zdecydowało się mówić:

- Mamusia zawsze powtarzała, że to wszystko dla naszego dobra. Kocha nas i musi zrobić z nas ludzi. Woli nas zabić, niż pozwolić nam zejść na złą drogę. Budziła nas w nocy, ustawiała rzędem pod ścianą. Potem biła kablem lub sznurem od żelazka i kazała powtarzać "kochamy naszą mamusię". Nie wolno było płakać - za to była dodatkowa kara - relacjonowała jedna z ofiar.

Psychopatka karała w podobny sposób każde, nawet najdrobniejsze przewinienie. Dzieci były również głodzone. U dwojga najmłodszych personel pogotowia opiekuńczego odkrył poważne zaburzenia psychiczne. Nie dało się z nimi nawiązać żadnego kontaktu, kiwały się mechanicznie i powtarzały "kochamy tylko naszą mamusię".

Kobieta nie przyjmowała do wiadomości, że wyrządza dzieciom ogromną krzywdę. Twierdziła, że jako matka ma prawo do stosowania takich metod wychowawczych, jakie jej zdaniem są najskuteczniejsze. Poza tym dzieci mają tylko ją...

Kara za złe stopnie


Istnieje również inna odmiana psychopatii. Znacznie trudniej ją wychwycić, bowiem występuje u ludzi często obdarzonych dużym urokiem osobistym, inteligentnych, budzących zaufanie, myślących i działających racjonalnie. W rzeczywistości jednak osoby te są patologicznie egocentryczne, bezuczuciowe i oziębłe emocjonalnie, niezdolne do odczuwania wyrzutów sumienia. Są to psychopaci kalkulatywni. Wartościują innych z punktu widzenia własnych korzyści. Drugi człowiek liczy się dla nich tylko wtedy, jeżeli można go zmusić do wykonywania określonych czynności. Taka jest podstawowa płaszczyzna kontaktów społecznych psychopatów.

Nauczycielka w szkole podstawowej zauważyła u jednego z uczniów ślady pobicia. Na pytanie o powód chłopiec nie udzielił żadnej odpowiedzi. Zaniepokojona wychowawczyni skontaktowała się z rodzicami, sądząc że został on pobity przez kolegów. Ojciec (nauczyciel akademicki), ze spokojem oznajmił, że to on zbił dziecko, gdyż chłopiec dostał złą ocenę. Dodał, że umówił się właśnie z małym w ten sposób - taka ma być kara za niedostateczne postępy w nauce. Nie uważa, by było w tym coś niewłaściwego.

Morderstwa w imię zemsty


Życie wewnętrzne psychopatów opiera się z jednej strony na fascynacji własną osobą, a z drugiej - na ogromnej potrzebie pozyskania względów innych. W tym celu starają się prezentować siebie w jak najlepszym świetle, jako jednostki wybitne, dynamiczne, pełne charyzmy. Wszelkie przejawy odrzucania, czy lekceważenia przez otoczenie odczuwają bardzo boleśnie i reagują na nie rosnącą wrogością.

19-letni Charles Starkweatcher w dzieciństwie nie wyróżniał się niczym szczególnym. Był spokojnym i grzecznym chłopcem. Pochodził z ubogiej rodziny. Bardzo wcześnie zaczął marzyć o lepszym życiu, wysokim prestiżu. Swe marzenia pragnął zrealizować jak najszybciej i jak najmniejszym kosztem. Wkrótce uznał się za ofiarę niesprawiedliwego systemu społecznego. Postanowił więc zemścić się na społeczeństwie, które w jego mniemaniu nie pozwoliło mu osiągnąć wymarzonych celów. W imię tej zemsty z zimną krwią zamordował kilkanaście przypadkowych osób. W działaniu tym kierował się swoistą logiką - kolejne jego ofiary były przedstawicielami coraz wyższych szczebli drabiny społecznej...

Ludzie jak patyczki


Psychopatia nie jest chorobą społeczną. Osoby, wykazujące wymienione wyżej cechy, nie tracą kontaktu z obiektywną rzeczywistością, są zdolne do racjonalnych i przemyślanych działań, nakierowanych na realizację konkretnych celów.

Psychiatrzy badający Charlesa Starweatchera uznali go za w pełni poczytalnego i zdrowego na umyśle. Inne ich wnioski były jednak dość szokujące: "Ten chłopak traktuje ludzi jak patyczki, albo kawałki drewna. Ma bardzo ograniczony zakres odczuć emocjonalnych - występują u niego tylko w zalążkach. Próbuje je w sobie wykształcić, ale w rzeczywistości ma o nich zaledwie mgliste pojęcie".

Badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych wykazały znaczne nasilenie cech psychopatycznych u osób profesjonalnie zajmujących się kontrolowaniem innych. Testami objęto m.in. dyrektorów, prezesów stowarzyszeń, rektorów wyższych uczelni. Niepokoić może fakt, że osoby posiadające z racji pełnionych funkcji wysoki prestiż społeczny, są postrzegane jako wzorce osobowe. Ujemne cechy ludzi będących "na świeczniku" mogą stać się źródłem "psychopatyzacji" społeczeństwa. Sytuacja taka miała miejsce w hitlerowskich Niemczech. Z drugiej jednak strony trudno wymagać nadmiaru empatii od osoby piastującej odpowiedzialne stanowisko decyzyjne.

Eksperyment ze Stanford

Psychopata może obudzić się w każdym człowieku. Nawet w ludziach, którzy na co dzień normalnie funkcjonują w społeczeństwie. Udowodnił to głośny "eksperyment ze Stanford". Założonym jego celem miało być badanie wpływu uwięzienia na ludzi, którzy nie są przestępcami. Chodziło o problem adaptacji do nieprzyjaznego środowiska w warunkach kontroli i utraty wolności osobistej. Uczestnikami były dwie grupy studentów - ludzi dobranych losowo. Jedni mieli być więźniami, a drudzy strażnikami. Eksperyment odbywał się w odizolowanym budynku, doskonale imitującym autentyczne więzienie.

"Więźniowie" zostali aresztowani wedle wszelkich reguł, następnie poddano ich normalnej procedurze więziennej. "Strażnicy" otrzymali mundury i pałki. Żadnej z grup nie udzielono jakiejkolwiek instrukcji odnośnie zachowania. Do wiadomości podano jedynie regulamin więzienia, odczytany przez "naczelnika".

Eksperyment przerwano po sześciu dniach, gdyż sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli. Obserwatorzy stali się świadkami aktów bezsensownego okrucieństwa, znęcania fizycznego i psychicznego. "Strażnicy" przyznali się, że widok "więźniów" (kolegów ze studiów!) budził w nich agresję i nienawiść. Postanowili więc pokazać im, "kto tu rządzi". Zaczęli ich bić, zmuszać do wykonywania poniżających czynności, zamykać w karcerze. Sytuację pogarszał fakt, że "więźniowie" również utracili kontakt z rzeczywistością. Rozmowy w celach dotyczyły wyłącznie planów ucieczki lub sposobów wkupienia się w łaski "strażników". Jeden z uczestników eksperymentu jeszcze długo po jego zakończeniu miał z powrotem do normalnego życia...


interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26282
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #82 dnia: Maj 19, 2007, 11:12:21 pm »
Ostrożnie! Małe jest kruche" - to hasło kampanii społecznej pod nazwą "Dzieciństwo pod ochroną", zainicjowanej przez wiceminister Joannę Kluzik-Rostkowską w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej.

Głównym celem kampanii jest poprawa skuteczności działania instytucji państwowych, powołanych do ochrony dzieci przed przemocą w rodzinie.




Kampania ma także na celu zwiększenie zaangażowania społecznego w rozpoznawaniu przemocy w rodzinie i reagowania na nią - nie tylko poprzez instytucje. sprawi, że sytuacja najmłodszych ulegnie poprawie.

Krzywdzenie dzieci jest zjawiskiem powszechnym, lecz w świadomości wielu osób funkcjonuje wyłącznie jako przemoc fizyczna. Aby uniknąć skupienia się tylko na tym aspekcie - agencja Locomotiva, tworząc logo akcji, zdecydowała się na wskazanie kruchości i delikatności dzieciństwa, a jednocześnie łatwości zniszczenia przez środowisko tego, co cenne.

 "Chcieliśmy uniknąć wskazania konkretnego dziecka - nie epatować okrucieństwem, lecz poprzez przedartą sylwetkę wskazać uzmysłowić społeczeństwu, że przejawy przemocy w rodzinie zostawiają zarówno widoczne ślady, jak i urazy psychiczne - trwałe piętno na lata" - mówi Agnieszka Rekłajtis, account directorą twórcy loga kampanii.

Ogólnopolska kampania społeczna "Dzieciństwo pod ochroną" potrwa rok. Pierwszym jej etapem będzie rozpoznanie przemocy wobec dzieci nowonarodzonych.
Kolejne działania zmierzać będą  do wypracowania spójnego systemu opieki i ochrony najmłodszych, krzywdzonych w rodzinie.


Kampania obejmie wszystkie media, ponadto planowane są także pikniki, festyny i konferencje, których celem będzie rozpropagowanie idei "Dzieciństwo pod ochroną".
 
 
autor artykułu: kk
 zródło



Ministerstwo walczy z przemocą w rodzinie
2007-05-18

Wszystkie dzieci trafią do komputera

Ministerstwo Pracy przygotowuje elektroniczny system monitorowania rodzin patologicznych. Jest potrzebny, aby skutecznie przeciwdziałać przemocy wobec dzieci. W tym celu powstanie specjalna baza danych - gromadzone będą w niej informacje o każdym dziecku od narodzin do osiągnięcia pełnoletniości - pisze DZIENNIK.

System ma zagwarantować lepszą współpracę między pracownikami ośrodków pomocy społecznej, policją, lekarzami a szkołami i przedszkolami. Bo główny problem polega na tym, że instytucje te nie wymieniają się informacjami.  

"Dziś każda z tych instytucji pracuje osobno. Policja chodzi na interwencje do patologicznych rodzin, czasem sprawa trafia do sądu. Trudnymi rodzinami zajmuje się też pomoc społeczna" - mówi DZIENNIKOWI autorka pomysłu wiceminister pracy Joanna Kluzik-Rostkowska. I dodaje: "A to nie pozwala stworzyć pełnego obrazu, co się dzieje w danej rodzinie".

W efekcie dochodzi do takich dramatów jak samobójstwa nastolatków lub głośna sprawa martwych dzieci znalezionych w beczkach.

Wiceminister zaznacza, że dużą wiedzę na temat konkretnych dzieci mają też lekarze rodzinni, przedszkolanki i nauczyciele. "Ale nawet gdy lekarz czy nauczyciel podejrzewa, że z dzieckiem dzieje się coś złego, że może jego rodzice są alkoholikami i się nim nie zajmują, często nie wie, jak ma zareagować. I w efekcie nie robi nic" - tłumaczy Kluzik-Rostkowska.

Pomysł resortu jest taki: do elektronicznego systemu wprowadzane są dane wszystkich narodzonych dzieci. Dostęp do niego mają lekarze, nauczyciele, pracownicy ośrodków społecznych i policja. Każdy z nich dopisuje do elektronicznej bazy informację na temat dzieci. Na przykład jeśli lekarz rodzinny, podejrzewa, że dziecko, które leczy,  jest bite przez rodziców, wpisuje taką informację do systemu. Podobnie powinien zareagować nauczyciel.

Dane o dziecku trafiałyby do poszczególnych powiatowych centrów pomocy rodzinie. Centrala monitoringu mieściłaby się w Ministerstwie Pracy.
"Działałoby to tak: rano  pracownik socjalny po włączeniu komputera widziałby od razu zaznaczone na czerwono informacje wprowadzone dzień wcześniej przez lekarza czy nauczyciela. Wtedy musiałby na to zareagować" - opisuje Kluzik-Rostowska.

Beata Wesołek, resortowy koordynator projektu ds. ochrony dzieci zagrożonych przemocą w rodzinie, podkreśla, że zebrane o dzieciach informacje byłyby chronione. Lekarze i nauczyciele jedynie uzupełnialiby dane, nie mieliby jednak dostępu do informacji zapisanych wcześniej.

Projekt monitoringu już istnieje, ale na jego wprowadzenie potrzebne są pieniądze - ok. 3 mln zł. Pomysł podoba się organizacjom pozarządowym. "Taki system jest niezbędny, by efektywnie zapobiegać przemocy wobec dzieci" - przekonuje dr. Joanna Cielecka-Kuszyk, prezes fundacji Mederi, która pomaga dzieciom.  

Sceptycznie do inicjatywy odnosi się posłanka PO Elżbieta Radziszewska. "Jeżeli dziś nauczyciel widzi, że z dzieckiem dzieje się coś złego i nie reaguje, to jaką mamy pewność, że gdy powstanie system, on wpisze taką informację do komputera? - pyta posłanka. - Niech najpierw pani minister wprowadzi taki system i pokaże, że on działa. Wtedy mogę go chwalić" - dodaje Radziszewska.

Elektroniczny monitoring to niejedyna inicjatywa ministerstwa w sprawie patologicznych rodzin. Już dziś rusza kampania "Małe jest kruche".

Jej celem ma być przekonanie Polaków, żeby nie byli obojętni na przemoc wobec dzieci.

- Wysłaliśmy w Polskę plakaty i ulotki. W TVP przez sześć tygodni będą leciały spoty.  O przemocy trzeba mówić jak najwięcej - mówi Kluzik-Rostkowska. Kolejna taka kampania pojawi się na jesieni.
 
Kamila Wronowska
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26282
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #83 dnia: Maj 24, 2007, 12:09:22 am »
Tak cię kocham, że cię biję

Aż 85 proc. rodziców w Polsce uznaje za dopuszczalne uderzenie dziecka ręką w pupę. Ponad połowa (54 proc.) dopuszcza kilkakrotne uderzenie dziecka pasem (badanie OBOP).
Większość rodziców traktuje dziecko jak swoją własność. Są przekonani, że tylko oni mogą o dziecku decydować. Polskie prawo karne wciąż dopuszcza stosowanie bicia dzieci jako metodę wychowawczą, jeśli „użyte środki są proporcjonalne do przewinienia oraz nie zagrażają psychicznemu lub fizycznemu rozwojowi dziecka”.

Cytuj
Bicie dzieci bywa też wynikiem aktualnej frustracji.

Zdarza się, że na dzieciach wyżywają się matki zmęczone długim siedzeniem w domu, obwiniające dzieci o brak satysfakcji zawodowej i sfrustrowane brakiem wsparcia ze strony mężów.

Kobiety samotnie wychowujące dzieci.

 Albo mężczyźni, którzy stracili pracę i nie są w stanie utrzymać rodziny, którzy czują się nieszanowani, mają wrażenie, że dla nikogo nie są autorytetem

Na dzieciach odreagowują poczucie niezadowolenia i braku spełnienia w życiu.

Biją rodzice nieszczęśliwi w związkach małżeńskich, gnębieni przez współmałżonków, samotni.

 Biją rodzice bezradni, w poczuciu słabości i porażki.

 Użycie przemocy fizycznej daje im iluzję siły i władzy.

Złudzenie, że mogą zmusić dziecko do tego, czego chcą
.

Biją również rodzice, którzy czują się nic nie warci.

I zazdroszczą dziecku tego, czego im brak: radości, energii i dynamizmu

Cały artykuł
http://forum.darzycia.pl/vp111920.htm#111920

Oczywiście napewno nie dotyczy to wszystkich  ;)
Cytuj

 Użycie przemocy fizycznej daje im iluzję siły i władzy.

Złudzenie, że mogą zmusić dziecko do tego, czego chcą
.

Ile w tym prawdy jest :(
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26282
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #84 dnia: Maj 25, 2007, 09:54:11 am »
Dzieci - małe ofiary wielkiej przemocy

Dziennik Zachodni": Przypalanie papierosem czy gorącą patelnią, bicie rurką, pasem, kablem, zanurzanie stópek we wrzątku, polewanie gorącą wodą, wybicie zęba łyżką stołową, kopanie, rzucanie o ścianę, pojenie alkoholem, wsypywanie pieprzu do nosa, głodzenie - to lista tortur na jakie rodzice skazują w Polsce swoje dzieci. Małe ofiary wielkiej przemocy umierają w męczarniach.


Po to, aby im pomóc i na czas wyrwać z rąk domowych oprawców w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach-Ligocie powstało stanowisko koordynatora, który zajmie się maltretowanymi maluchami oraz organizacją opieki nad poszkodowanymi. To pierwszy szpital w Polsce, który o tym pomyślał.

Każde dziecko, które trafi do szpitala z podejrzeniem, że jest krzywdzone przez opiekunów, zostanie dokładnie zdiagnozowane, nie tylko pod kątem medycznym. Tomasz Iwański, 28-letni magister pielęgniarstwa, który pełni funkcję koordynatora, stworzył unikalną w skali kraju ankietę - "Niebieski Miś". Wypełnienie formularza ma dać odpowiedzi na pytania dotyczące rodzaju urazów dziecka, postawy jego opiekunów. Co niezwykle ważne, taki formularz będzie dla policji wiarygodnym dokumentem, na podstawie którego będzie można ścigać i zatrzymać oprawców. - Mały człowiek nie będzie musiał wielokrotnie odpowiadać na pytania policji czy prokuratora i wracać do traumatycznych przeżyć. Wystarczy wypełnienie ankiety "Niebieskiego Misia", w której znajdą się najważniejsze dane - wyjaśnia Iwański.

Swój program interwencyjny szpital będzie realizować wraz z policją oraz Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Katowicach. Zgodnie z umową, małe ofiary z całego regionu będą trafiały właśnie do Centrum w Ligocie.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #85 dnia: Maj 27, 2007, 04:25:28 pm »
Co za babcia :2gunfire: :evil: :evil: :evil:



Uderzyła 6- miesięczną wnuczką o futrynę


Policjanci z Łowicza (Łódzkie) zatrzymali pijaną 39-letnią kobietę, która w trakcie domowej awantury uderzyła 6- miesięczną wnuczką o futrynę.


Groziła też, że zrobi sobie i dziecku krzywdę. Niemowlę trafiło do szpitala. Kobiecie może grozić kara do 5 lat więzienia - poinformowała w niedzielę nadkom. Joanna Kącka łódzkiej policji.

Do zdarzenia doszło w jednej ze wsi w gminie Polesie k. Łowicza. Sąsiedzi poinformowali policję, że nietrzeźwa kobieta pobiła swoją półroczną wnuczkę. Jak ustalono, 39-latka jest prawnym opiekunem dziecka swojej 14-letniej córki. To właśnie nastoletnia matka zaalarmowała sąsiadów.
 
Jak wynika z dotychczasowych ustaleń, pijana kobieta wszczęła awanturę z córką i swoimi rodzicami a następnie siłą wyrwała im wnuczkę i uderzyła nią o futrynę. - Jednocześnie kobieta groziła, że sobie i maleństwu zrobi krzywdę. Pozostałym domownikom po szarpaninie udało się zabrać dziecko - wyjaśniła Kącka.

W chwili zatrzymania kobieta była pijana; miała ponad dwa promile alkoholu w organizmie. Niemowlę z podejrzeniem urazu głowy trafiło do szpitala a kobieta na obserwację psychiatryczną.

Policjanci wystąpią do sądu rodzinnego o odebranie jej praw opiekuńczych i przeprowadzą postępowanie karne.


]interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #86 dnia: Lipiec 13, 2007, 10:25:57 am »
Jeśli bił żonę, to nie powinien dostać adresu nieletniej córki


Urzędnicy muszą sprawdzać, czy osoby starające się o poświadczenie zameldowania swoich dzieci mają prawo znać ich adres. Mogą to być bowiem sprawcy domowej przemocy.


Tak wynika z ostatniej decyzji generalnego inspektora ochrony danych osobowych w sprawie jednego z miejskich urzędów meldunkowych.

Poświadczenie zameldowania jest potrzebne np. przy staraniu się o dodatek mieszkaniowy, przy zapisie do szkoły, przy delegowaniu zatrudnionego do pracy w innym miejscu. Cudzoziemcowi takie poświadczenie może być potrzebne do karty stałego pobytu.

Urzędnicy udostępnili mężczyźnie dane meldunkowe małoletniej córki jego byłej żony. Dzięki temu dowiedział się, gdzie mieszkają, choć one wcale sobie tego nie życzyły. Dlatego złożyły skargę na urzędników, że bez ich zgody podali adres, pod którym jest zameldowana i faktycznie mieszka dziewczynka (wraz z matką).

Skarga była oparta na art. 44h ust. 2 ustawy o ewidencji ludności i dowodach osobistych (DzU z 2006 r. nr 139, poz. 993 ze zm.). Przewiduje on, że dane ze zbiorów meldunkowych mogą być udostępnione zainteresowanym (z wyjątkiem wielu instytucji państwowych wymienionych w przepisach) tylko wtedy, gdy uwiarygodnią one interes faktyczny w otrzymaniu danych i za zgodą osób, których te dane dotyczą.

- Takiej zgody skarżąca jednak nie wyraziła -podkreśla generalny inspektor Michał Serzycki. Dlatego upomniał on burmistrza.

M. Serzycki podkreśla, że burmistrz jest administratorem danych osobowych zebranych w zbiorach meldunkowych. Tak jak każdy administrator danych powinien więc dołożyć należytej staranności w celu ochrony interesów osób, których te dane dotyczą. Przecież o dane córki mógł poprosić sprawca przemocy w rodzinie, ojciec, który ją molestował seksualnie, były więzień lub rozwodnik, z którym rodzina nie chce utrzymywać kontaktów itp. Urzędnicy powinni być szczególnie czujni, gdy o adres córki lub żony prosi mąż. W normalnej sytuacji nie zdarza się bowiem, aby mąż lub ojciec nagle zapomniał, gdzie na stałe przebywa jego rodzina.


rzeczpospolita
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #87 dnia: Sierpień 28, 2007, 02:32:41 pm »
Domowy agresor



Mężczyzna stosujący przemoc domową może być z pozoru łagodny jak baranek
I zawsze, w swoim przekonaniu, absolutnie niewinny. Bo skoro to ona prowokuje, dlaczego on nie miałby się bronić?


"Biję moją żonę. Budzi we mnie najgorsze instynkty i wyprowadza mnie z równowagi. Myślę, że chce, żebym ją bił". "Wiem, że on jest inny, nie mogłam się aż tak pomylić. Łączyło nas tak wiele, byliśmy przyjaciółmi, rozmawialiśmy". "Myślę, że jest bardzo rozpieszczona. Musiałem spuścić jej lanie, bo nie dostawała w skórę od ojca, gdy była mała". "Teraz jest jak głaz. Ma być tak, jak on chce i już. Jest, jaki jest i nie zamierza się zmieniać". "Nie wiem, czy potrafię ją zadowolić; jeżeli nie, odejdzie z innym, młodszym, który więcej może ... boję się, że mnie rzuci... jest bardzo ładna ... to byłaby dla mnie klęska, na oczach wszystkich ... nie wiem, jak ją utrzymać, odseparować od wszystkiego...". "Nie chcę od niego odejść; chcę, żeby był taki, jak przedtem". "Stary, to przecież przez nią czuję się pantoflarzem".

Te zdania pochodzą z wydanej w Hiszpanii książki "Przemoc wobec kobiet. Perspektywa multidyscyplinarna i praktyka sądowa" opracowanej przez 34 specjalistów z różnych dziedzin. Ukazuje ona prawne, filozoficzne, psychologiczne i socjologiczne aspekty przemocy wobec kobiet. Czy można mówić o konkretnym profilu psychologicznym prześladowcy? Laura Vaccarezza, lekarka, psychoanalityk i współautorka studium twierdzi, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Istnieją jednak pewne wspólne cechy zachowania domowego napastnika. Zrzucanie winy na kogoś innego – na kobietę – oto co łączy wszystkich mężczyzn używających przemocy wobec kobiet. Jednak Vaccarezza chce rozbić panujące stereotypy: – Mówi się, że charakteryzuje ich określona kultura, pozycja społeczna i brak wykształcenia; w praktyce jednak spotykamy mężczyzn, o których nikt nigdy by nie pomyślał, że są zdolni do przemocy. Mężczyzn wspaniale wykształconych, na prestiżowych stanowiskach – opowiada.

Vaccarezza proponuje, by nazywać ich "prześladowcami w białych rękawiczkach". "Stykałam się z mężczyznami – mówi autorka – których na pierwszy rzut oka można by było uznać za męskich szowinistów: taki mają zawód, tak się wyrażają, do takiej warstwy społecznej należą. Okazywało się jednak, że otaczają swoje żony całkowitym szacunkiem. Natomiast inni, którzy na pozór o nie dbają i rozumieją je okazują się w ukryciu pełni agresji".

"Ona mnie prowokuje". Te słowa padły z ust pewnego wykształconego prawnika. – To był niezwykły przypadek – wspomina Vaccarezza – bo prześladowcy zwykle do mnie nie przychodzą. Nie uważają się za ludzi z problemami. Autor tej wypowiedzi z absolutnym spokojem tłumaczył lekarce, że zamykanie w więzieniu mężczyzn, którzy biją swe żony wydaje mu się dobre i słuszne; jego przypadek jest jednak zupełnie inny. To ona go prowokuje i budzi w nim agresję: "Zawsze w miejscach publicznych poniża mnie, albo krzyczy, albo robi jakąś scenę, jak ostatnio, kiedy zaczęła tańczyć w domu moich rodziców ... z dziećmi! Nie można z nią nigdzie pójść, tracę przez nią autorytet; wyobrażam sobie, co wszyscy muszą o mnie myśleć: co za mięczak; u nich to na pewno rządzi żona!".

Vaccarezza tłumaczy takie przypadki rolą, jaka historycznie przypadała mężczyźnie. Społeczeństwo narzuciło mu wizerunek ojca posiadającego władzę i autorytet. Właśnie ta historyczna pozycja stała się przyczyną nieporozumień zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet. Przede wszystkim jednak doprowadziła do nadużywania władzy przez tych pierwszych. Wymaga ona bowiem, by on tłumił w sobie wszystko, co kojarzy się z kobiecością. Nie wolno mu zatem okazywać uczuć. Wszystko po to, by zachować "odpowiedni wizerunek" i być "prawdziwym mężczyzną".

Wynikająca z tej dominującej roli samokontrola daje mężczyźnie poczucie pewności siebie. Uważa, że jeżeli czegoś mu potrzeba, nie powinien prosić, lecz rozkazywać. Przyznanie się, że czegoś potrzebuje, byłoby przecież okazaniem słabości. Dlatego też, jeżeli istnieją jakieś uczucia uznawane za męskie, to jest to wściekłość, chęć walki i tak dalej. Wizerunek uzupełnia jeszcze potencja seksualna, powodzenie u kobiet i władza nad nimi, która jest potwierdzeniem tej potencji. – Przemoc wobec kobiety jest więc sposobem, który ma mężczyźnie pomóc w odzyskaniu utraconej pozycji – mówi Vaccarezza.

Odziedziczona po naszych przodkach koncepcja ról kobiety i mężczyzny sprawia, że często oni szukają "kogoś, kto będzie o mnie dbał, prowadził dom". Kobieta staje się rodzajem własności, zdobyczą, "czymś", a nie "kimś". Im bardziej mężczyzna ceni kobietę lub jej potrzebuje, tym bardziej boi się ją utracić: za każdym razem, gdy ona wykazuje niezależność, w nim pojawia się strach przed taką stratą.

Tak zatem wyglądałby, według wskazówek Vaccarezzy, psychologiczny profil prześladowcy: to mężczyzna, który kwestionuje wszystko, co robi jego żona, krytykuje jej przyjaciół, rodzinę i pracę, starając się, by utraciła wszelki kontakt z rzeczywistością zewnętrzną i była "cała jego". Kobieta staje się obsesją domowego agresora. W tym momencie mężczyzna ów gotów jest nawet zabić: nie potrafi poradzić sobie z wizją utraty swojej "własności" i woli widzieć ją martwą niż "należącą do kogoś innego".

onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #88 dnia: Sierpień 29, 2007, 08:40:41 pm »
16-latka zatrzymana za znęcanie się nad ojcem



Stołeczni policjanci zatrzymali 16-latkę, która od dłuższego czasu znęcała się psychicznie nad swoim ojcem. Mężczyzna zgłosił się w końcu na policję, sprawą dziewczyny zajmie się sąd rodzinny i nieletnich.

- Mężczyzna nie mógł już wytrzymać awantur i okradania przez własne dziecko, zgłosił się do komendy przy Cyryla i Metodego i opowiedział policjantom o swojej gehennie - powiedziała oficer prasowy praskiej policji Agnieszka Hamelusz.

Z relacji mężczyzny wynikało, że nastolatka wielokrotnie okradała go z pieniędzy, biżuterii i papierosów. Wracała też często do domu pijana i wszczynała awantury podczas których demolowała mieszkanie.
 
Policjanci zatrzymali ją i przewieźli do izby dziecka. Teraz sąd rodzinny i nieletnich zdecyduje do której placówki resocjalizacyjnej trafi.

- Jej ojciec jest spokojnym człowiekiem. Utrzymuje się z renty. Nigdy nie było zgłoszeń o tym by nadużywał alkoholu. Stracił żonę kilka lat temu i próbował wychować córkę, ale przestał dawać sobie z tym radę - podkreślają policjanci.

Jak dodają, dziewczyna była już wcześniej notowana m.in. za picie alkoholu na ulicy. Groziła wówczas, że popełni samobójstwo, jeśli trafi do placówki resocjalizacyjnej.


onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #89 dnia: Wrzesień 12, 2007, 08:09:00 am »
Sprawcę przemocy w rodzinie będzie łatwiej eksmitować


Zmiana Prawa Osoba stosująca przemoc w rodzinie zostanie eksmitowana z mieszkania, nawet wtedy gdy gmina nie będzie miała dla niej tymczasowego pomieszczenia.

Rząd przyjął projekt ustawy o zmianie ustawy - Kodeks postępowania cywilnego oraz ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie kodeksu cywilnego, który zwiększy ochronę ofiar przemocy w rodzinie poprzez umożliwienie dokonania realnej eksmisji ich oprawców.



Wprowadzenie zmiany pozwoli na skuteczne wykonywanie wyroków eksmisyjnych w stosunku do osób, którym nie przysługuje uprawnienie do otrzymania lokalu socjalnego lub zamiennego. W praktyce eksmisja takich osób była niemożliwa, albowiem przepisy nakazywały komornikowi wstrzymanie się z tą czynnością do czasu, gdy gmina wskaże tymczasowe pomieszczenie lub gdy osoba eksmitowana sama je znajdzie. Po zmianach, jeżeli sąd wydał wyrok eksmitujący osobę stosującą przemoc w rodzinie i orzekł, że nie ma ona prawa do otrzymania lokalu socjalnego i zamiennego, komornik będzie mógł go wykonać bez względu na to, czy skazany ma zapewniony lokal tymczasowy.

Na gruncie aktualnie obowiązujących przepisów ofiary przemocy w rodzinie, nawet wówczas gdy dysponowały wyrokiem eksmisyjnym przeciwko sprawcy tej przemocy, nie były w rzeczywistości w stanie wyeksmitować takiej osoby. W konsekwencji były skazane na dalsze zamieszkiwanie z nią. Projektowana zmiana jest odpowiedzią na oczekiwania doktryny i rzecznika praw obywatelskich, który zwracał uwagę na konieczność zapewnienia skutecznej i szybkiej egzekucji wyroków eksmisyjnych w takich sytuacjach.

Po zmianach sąd będzie miał obowiązek orzeczenia w wyroku eksmisyjnym o braku uprawnienia osoby stosującej przemoc w rodzinie do otrzymania lokalu socjalnego i zamiennego.

MAŁGORZATA OSTRZYŻEK
Gazeta Prawna Nr 177 (2047) środa, 12 września 2007 r. > Prawo i wymiar sprawiedliwości

oraz

Domowi tyrani mogą trafić na bruk

Eksmisję osób winnych przemocy w rodzinie bez zapewnienia pomieszczenia tymczasowego proponuje rząd.


Wczoraj przyjął przedłożony przez ministra sprawiedliwości projekt zmiany kodeksu postępowania cywilnego oraz ustawy o ochronie praw lokatorów.

Projekt zawiera też rozwiązania, które mają usprawnić egzekucję komorniczą. Obecnie dłużnik jest zobowiązany udzielać informacji o stanie majątku na żądanie sądu. Zakłada się, że po zmianach będzie musiał w ciągu siedmiu dni informować o tym komornika.

Skarga do sądu na komornika może dotyczyć tylko czynności najbardziej istotnych dla przebiegu postępowania oraz oddziałujących na majątek i prawa stron. Dziesięciokrotnie, nawet do 5 tys. zł, ma wzrosnąć maksymalna grzywna za nieuzasadnioną odmowę wyjaśnień lub informacji albo za podanie komornikowi nieprawdy.
Rz. 12.09.07 Nr 213
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #90 dnia: Wrzesień 13, 2007, 11:41:22 am »
Kobieta mnie bije



Rośnie liczba mężczyzn, którzy padają ofiarą przemocy ze strony żon czy partnerek, ale to wciąż temat tabu
Szanse ofiar przekreśla mit o kobiecej słabości i męskiej sile.


Przeżywają stres pourazowy taki jak u ofiar porwań. Trudno do nich dotrzeć. Jeszcze trudniej namówić na rozmowę z dziennikarzem. Tylko nieliczni godzą się na publikację wizerunku. Przełamania bariery wstydu nie ułatwia społeczna akceptacja dla przemocy ze strony kobiet.

Jacek mieszka w okolicach Warszawy. Dwa lata temu jeszcze się nie dawał, ale już leczył na depresję. Dziś nie wychodzi od lekarzy. – Ślub braliśmy w kościele. Kiedy urodziła się pierwsza córka, żona zrezygnowała z pracy w telewizji i zajęła się domem. Piekło rozpętało się cztery lata temu, gdy wróciła do mediów, gdzie zarabia duże pieniądze.

Najpierw zdecydowała, że będą sypiać oddzielnie. Każdego dnia prowokowała awantury i każdy pretekst był dobry – od rzekomo zbyt niskiej pensji Jacka po mokry parasol pozostawiony jak zwykle w przedpokoju. – Dzwoniła po policję, oskarżając mnie o bicie i znęcanie się nad rodziną. Na szczęście trafiłem na rozsądnych policjantów. Kiedy przyjechali po drugim wezwaniu, jeden z nich odprowadził mnie do radiowozu i powiedział "Nie tykaj jej palcem. Rozwali sobie łeb o kaloryfer i powie, że chciałeś ją zabić" – opowiada Jacek.

Dziś jego sytuacja jest beznadziejna. – Żona wzięła kutą na cztery nogi adwokat. Jedyne, co mi zostało, to tabletki. Puściła mnie z torbami. Pogodziłem się z losem – mówi zrezygnowany.

Dlaczego tak się stało? – Nowe okoliczności wyzwoliły chęć uzyskania niezależności, większych pieniędzy kosztem męża, który stał się ofiarą modliszki. Zmiana trybu życia często podszyta jest chęcią zmiany partnera – to diagnoza tego, co spotkało Jacka, sformułowana przez terapeutę.

Terminator po wylewie


Paweł z C. uciekł, by uwolnić się od toksycznej codzienności w czterech ścianach. – Nadal używam słowa wyprowadzka. A naprawdę uciekłem z własnego domu. Nigdy nie uwierzyłbym, że może mnie to spotkać – mówi.

On – obieżyświat, zawsze radzący sobie w ekstremalnych sytuacjach. Ona – drobna brunetka o łagodnym, miłym głosie. – Kładąc się spać, nie mogłem być pewny, że doczekam świtu. Zostawiłem dom i atrakcyjną działkę. Muszę zaczynać od nowa z pięćdziesiątką na karku. Takich jak ja są tysiące. Albo znajdują siłę i sposób, by zacząć od nowa, albo toną w bagnie obojętności. Na prawo i sprawiedliwość nie masz co liczyć – dopowiada z przekonaniem Paweł.

Bogusław Sadowski z Warszawy twierdzi, że dopóki miał pracę i zdrowie, miał spokój i rodzinę. Dziś ma pokój zamieniony w karcer o powierzchni 16 m kw. Przeciska się w nim między wersalką, lodówką, małą szafą a stolikiem, na którym stoi telewizor i elektryczny czajnik. Jest rencistą. Życie uratowała mu operacja. Po wylewie lewej ręki używa głównie do wypełnienia rękawa koszuli. Nie wolno mu się denerwować.

– Piorę ręcznie. To po tym, jak wezwałem policję, bo żona zabraniała mi korzystać z pralki. Pouczyli mnie, że maszyna jest żony, a ja mogę sobie kupić nową – mówi Sadowski. Nie pouczyli go, jak ma korzystać w tej sytuacji z łazienki. Opracował własną taktykę. Słucha, kiedy toaleta jest wolna, chwyta papier toaletowy i pędzi. Kiedy zamyka drzwi, już po chwili słyszy dobijanie się i hałaśliwe komentarze: "Wyłaź szybko,nie jesteś sam."
Jego prawdziwe kłopoty zaczęły się od interwencji policji na wezwanie żony. – Przyjechali, zapisali, że się awanturuję, znęcam nad rodziną. Wyszedłem na cyborga. A że z pierwszą grupą inwalidzką? Kogo to obchodzi? – pyta sam siebie.

W lutym 2005 r. odbyła się w warszawskim sądzie ich sprawa rozwodowa. – Na adwokata pożyczyłem 2 tys. zł. Wziął forsę, a na rozprawie powiedział, że winę biorę na siebie. Krzyczałem, że to nieprawda, ale sąd zgodził się ze zdaniem adwokata – żali się Sadowski.

Kiedy leżał po wylewie w szpitalu, miał sprawę o znęcanie się nad rodziną. Za pośrednictwem kolegi dostarczył dokumenty potwierdzające konieczność pobytu w szpitalu. Jego obecność na rozprawie okazała się niepotrzebna. Dostał dwa lata w zawieszeniu. Kurator skierował go do fundacji, która miała pomóc. Pomogli, dając torbę przeterminowanych makaronów i sosów.

Na ludowo, czyli w mordę...

W policyjnych statystykach liczba przypadków przemocy domowej, której ofiarą padają mężczyźni, zdecydowanie rośnie. W 1999 r. było ich 4239, w 2006 r. – 10.313. Duża liczba dramatów pozostaje w czterech ścianach, część zgłoszeń zastraszeni przez kobiety lub powodowani wstydem mężczyźni wycofują. – Policji najtrudniej dotrzeć do ofiar przemocy, gdy są nimi dzieci i mężczyźni – potwierdza nadkom. Grażyna Puchalska z Komendy Głównej Policji w Warszawie.

Mężczyźni padają ofiarą przemocy zarówno psychicznej, jak i fizycznej nie tylko w związkach małżeńskich. Kobiety wykorzystują tajemnice i słabe strony partnera, które poznały podczas wspólnego pożycia. Przemoc psychiczną kobiety stosują częściej m.in. dlatego, że są słabsze fizycznie.

– W ciągu 15 lat służby spotkałem się z trzema przypadkami umieszczenia w areszcie kobiet stosujących przemoc wobec mężczyzn. W Polsce praktycznie nie chroni się ofiar. One wracają pod dach, gdzie czeka oprawca. Nie brakuje pieniędzy na różne fundacje, zadania zlecane organizacjom pozarządowym, które produkują tony dokumentów. To państwo powinno zadbać o pomoc dla ofiar przemocy, zapewniając im dach nad głową, stawkę żywieniową i opiekę nie gorszą od tej, jaką mają więźniowie – mówi oficer policji jednej z mazowieckich komend powiatowych.

Na wsi dominuje przemoc fizyczna. W Sz. (woj. mazowieckie) każdy mieszkaniec zna Romana i jego żonę. Nikt nigdy nie zadzwonił na policję podczas awantur, które są u nich na porządku dziennym.

Roman nasącza się alkoholem systematycznie. Kiedy ma dość, wraca do domu. Ślubna czeka cierpliwie, a gdy go zobaczy, puszcza w ruch, co ma pod ręką – od wideł przez siekierę po odważniki. To ludzi na wsi nie dziwi, dziwne dla nich jest, że Roman wciąż żyje.

Do Biura ds. Rozwiązywania Problemów Uzależnień w Ciechanowie zgłasza się każdego roku kilku mężczyzn, prosząc o pomoc w obronie przed prześladowaniami ze strony nadużywających alkoholu kobiet. Ale to listek figowy. – Liczbę takich przypadków można szacować na ponad sto rocznie – mówi kierowniczka placówki, Elżbieta Muzińska.

Kto ich obroni?


Według badań przeprowadzonych przez CBOS w lutym 2005 r., 9 proc. mężczyzn przyznaje się, że było bitych przez swoich partnerów. – Polskie statystyki dotyczące zjawiska przemocy w rodzinie nie odbiegają w sposób znaczący od analiz w krajach europejskich. Ale mężczyznom ofiarom trudno pokonać barierę wstydu i obawę przed brakiem zaufania ze strony instytucji, do których mogliby się zwrócić. Kiedy krzywdzonymi są mężczyźni, instytucjonalny próg nieufności rośnie – twierdzi Katarzyna Michalska z Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Udzielaniem pomocy ofiarom zajmuje się z różnym skutkiem wiele instytucji i placówek. Ale krzywdzeni mężczyźni to wciąż temat tabu.

Prześladowana męska mniejszość na razie może liczyć na prawo do bezpieczeństwa i ochrony gwarantowane im w Polskiej Karcie Praw Ofiary, ale papierowe gwarancje to zbyt mało. Może i ten problem społeczny doczeka się publicznej debaty. Choć wątpliwe, by stało się to podczas panowania IV Rzeczypospolitej.


onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #91 dnia: Wrzesień 19, 2007, 02:44:31 pm »
Reaguj na przemoc

Rozmawiała: Dorota Frontczak

Że bicie dzieci jest złe, to już wiemy. Chodzi o zrobienie kroku dalej - jeśli podejrzewamy, że dzieje się coś złego, zróbmy z tym coś. Jeśli przestaniemy być obojętni, to liczba dramatów, o których słyszymy w mediach, zmaleje


Jaki jest cel kampanii 'Zobacz-usłysz-powiedz'?

Justyna Podlewska: Żebyśmy przestali być obojętni wobec przemocy. Bo że bicie jest złe, to już wiemy. Chodzi o zrobienie kroku dalej. Jeśli przestaniemy być obojętni, to liczba dramatów, o których słyszymy w mediach, zmaleje.

Czy płacz dziecka za ścianą wystarczy, żeby podjąć interwencję?

Jolanta Zmarzlik: Dziecko za ścianą ma prawo czasem popłakać. Ale jeżeli zaczyna cię to nurtować, w głowie kiełkuje myśl, że coś nie jest w porządku - koniecznie podziel się z kimś innym tym poczuciem. Ktoś, kto ma wrażenie, że widzi bite dziecko, nie musi być tego pewny na sto procent, nie musi mieć dowodów przemocy ani gotowej diagnozy.

JP: Dlatego na plakatach podajemy numer telefonu dyżurnego. Można tam dzwonić i opowiedzieć o konkretnej sytuacji osobie, która pomoże ją zdiagnozować i podjąć jakieś działanie.

Co usłyszę, gdy wykręcę 0 22 826 80 72?

JP: Usłyszy pani: 'Dziękujemy, że pani zadzwoniła. Proszę opisać sytuację, zastanowimy się wspólnie, co można w tym konkretnym przypadku zrobić'. I podamy rozwiązania: a, b, c. Albo idziemy do szkoły, albo do sądu, albo do prokuratury. Przeszkolony wolontariusz powie, gdzie można ze stron internetowych Fundacji Dzieci Niczyje ściągnąć wniosek o wgląd w sytuację rodziny czy zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Ale może też podyktować jego treść przez telefon lub razem z dzwoniącym sformułować pismo o tym, że dzieje się coś złego, i pomóc wybrać instytucję, do której takie pismo należy skierować.

Jedyny telefon, jaki przychodzi nam do głowy, to 997, czyli policja.

JZ: Na policję trzeba zadzwonić wtedy, gdy słyszymy już tak gwałtowną awanturę, że wymaga natychmiastowej interwencji. Reagować natomiast należy dużo wcześniej.

Co powinno być pierwszym krokiem, gdy coś zaczyna nas niepokoić?

JZ: Rozwiązań jest bardzo wiele i żadne nie jest złotym środkiem. Rozmowa z rodzicem dziecka to może być pierwszy krok. Czasem wystarczy powiedzieć: 'Pani dziecko często płacze. Mają państwo jakiś kłopot z dzieckiem?'. Warto otworzyć się na drugiego człowieka, bo nie każde bicie świadczy o tym, że rodzic jest potworem. To może być symptom kłopotów tej rodziny. Dziecko jest najsłabszym ogniwem i zawsze, gdy dzieje się coś złego w rodzinie, ono najbardziej cierpi.

Na przykład w małych miejscowościach można pójść do proboszcza i zasygnalizować, że w rodzinie Kowalskich nie radzą sobie z dziećmi. Są różne kółka, organizacje parafialne, które mogą pomóc tej rodzinie uporać się z problemem. Gmina poprzez organizacje pozarządowe, ośrodki pomocy społecznej, centrum pomocy rodzinie i ośrodki interwencji kryzysowej może świadczyć pomoc w przypadku przemocy.

Pomoc społeczna, Kościół. A gdzie jeszcze można szukać pomocy?

JP: W szkole, do której chodzi dziecko - u nauczyciela czy wychowawcy, który spędza z dziećmi dużo czasu, kontaktuje się z rodziną. U pedagoga czy psychologa szkolnego. Każda szkoła powinna mieć opracowaną strategię działania w przypadku krzywdzenia dzieci. Ale konieczny jest sygnał.

Jest też sąd rodzinny. Tam można złożyć wniosek o wgląd w sytuację rodziny i sąd się każdym takim wnioskiem zajmuje. Tylko uwaga - sądy te są zrejonizowane, więc wniosek należy wysłać do sądu właściwego dla miejsca zamieszkania dziecka i koniecznie podać adres dziecka. Sąd pod wskazany adres zwykle wysyła kuratora. Jeśli wniosek jest zasadny, kurator zaproponuje konkretne działania, a sąd rodzinny podejmie szereg działań. Może wyznaczyć stałego kuratora dozorującego rodzinę, zaproponować rodzicom podwyższenie kwalifikacji rodzicielskich - skierować na terapię. W drastycznych przypadkach umieszcza dziecko w placówce opieki albo w rodzinie zastępczej, podczas gdy rodzina pracuje nad poprawą sytuacji domowej. Pokazuje sądowi, że już jest lepiej, że są postępy, że się stara. I wtedy dziecko może wrócić. Jeśli nie jest lepiej, umieszcza się dziecko w placówce opiekuńczo-wychowawczej - w domu dziecka lub w rodzinie zastępczej na dłużej.

Jeżeli sąd rodzinny w toku swoich działań ustali, że chodzi o przestępstwo wobec dziecka, może poinformować prokuraturę. Sąd rodzinny może podejmować działania równolegle do prokuratury i sądu karnego, np. zabezpieczać dobro dziecka, jeżeli sprawcą przemocy jest ktoś z rodziny.

JZ: Nie obawiajmy się, że sąd rodzinny od razu zabierze dziecko i umieści w ośrodku opiekuńczym czy rodzinie zastępczej. To zawsze jest ostateczność. Z definicji i z polityki w naszym kraju sąd rodzinny działa tak, by jak najdłużej utrzymać dziecko w rodzinie. Może kontrolować władzę rodzicielską i motywować rodziców do różnych zmian, ale wspiera rodzinę aż do końca.

A jeśli jeden rodzic ochrania drugiego w przypadkach bicia dzieci?

JZ: Rodzic, który jest świadkiem tego, jak małżonek bije dziecko, ma obowiązek szukać pomocy! Jeśli dziecko jest bite czy maltretowane, upijane, gwałcone, a drugi rodzic nie reaguje, to staje się również sprawcą cierpienia dziecka.

JP: Rodzice pociągnięci do odpowiedzialności często się dziwią: 'Dlaczego ograniczono mi władzę rodzicielską? Przecież to on bił'. Ale jeśli rodzic nie reagował i interweniowały inne służby, to on jest współwinny. Jeśli małżonek stosuje przemoc wobec dziecka, drugi musi temu przeciwdziałać - na przykład złożyć zawiadomienie o przestępstwie do prokuratury.

 Moment, kiedy mąż podnosi rękę na dziecko, jest często momentem, w którym kobieta pęka i ujawnia przemoc w rodzinie.

Czy osoba postronna, która postanowi zainterweniować czy to w ośrodku społecznym, czy sądzie rodzinnym, czy na policji, musi liczyć się z tym, że może zostać powołana na świadka do sądu?

JZ: Do sądu rodzinnego może wysłać zgłoszenie anonimowo. Jeśli zadzwoni na policję, będzie musiała podać imię i nazwisko, a policja może zażądać, by wystąpiła w roli świadka - tak działa, jest zdeterminowana koniecznością posiadania dowodów. Niech wszyscy, którzy nie chcą brać odpowiedzialności za to, co dzieje się u sąsiada, pomyślą o tym, że zostali okradzeni na środku ulicy i nikt nie chce podać nazwiska, nikt nic nie widział.

W kampanii 'Zobacz-usłysz-powiedz' chodzi o to, żeby dać komunikat: zadzwońcie, zgłoście problem, a my wam poradzimy, jak pomóc dziecku i rodzinie w konkretnych opisywanych warunkach. Sami się każdym zgłoszeniem nie możemy zająć - będziemy namawiać, żeby osoba dzwoniąca sama podjęła interwencję.

JP: Podjęcie działań, kiedy jest się świadkiem bicia dziecka, nie jest doświadczeniem, którego nie mógłby wziąć na barki dorosły człowiek.

Spodziewacie się telefonów od dzieci?

JZ: Dziecko wybacza rodzicom nieskończenie wiele. Nie zadzwoni - tym bardziej że ma poczucie, że na bicie zasłużyło.

Nastolatek już prędzej zadzwoni, ale pamiętajmy, że ofiary długotrwałej przemocy mają psychikę ofiary - czują się winne temu, że cierpią, mają przekonanie, że nikt im nie uwierzy, że świat dorosłych jest zły. Jeżeli zawiedli najbliżsi, dlaczego mają uwierzyć innym.

Najprędzej dzieciaki mówią rówieśnikom. Rolą dobrych rodziców jest rozmawiać z dziećmi również o tym, że jeśli wiesz, że któryś z twoich kolegów cierpi, jest bity - powiedz nam. Bo tu nie chodzi tylko o dziecko z sąsiedztwa. Dzieckiem, które potrzebuje pomocy, może być kolega syna, córki. Statystycznie w każdej klasie jest takie dziecko.

Czy zmienia się u nas podejście do bicia dzieci?

JZ: Na poziomie klapsów nic się nie zmieniło. Na poziomie katowania dzieci - tak. Ale musi być siniak na twarzy, złamanie, wstrząs mózgu. Są zmiany kodeksowe, zaostrzenie kar. To dzięki oddolnej inicjatywie organizacji pozarządowych, dziennikarzy, psychologów.

Czy to rozróżnienie na klapsa pedagogicznego i katowanie ma w ogóle sens?

JZ: Nikt nie powie, że jest w porządku, kiedy dziecko ma połamane ręce i wstrząs mózgu, ale że dziecka nie można uderzyć? Tu jest silny opór społeczny. Także polityków i decydentów. Nie wiadomo, dlaczego akurat klaps stał się nagle synonimem rodzicielstwa, czymś, czego warto bronić.

JP: W Polsce rodzice mają poczucie, że dzieci to ich własność. I że w zaciszu domu mogą stosować dowolne metody wychowawcze, bo przecież robią to dla dobra dziecka. Ale de facto jeżeli stosujemy przemoc wobec dziecka, to bijemy osobę słabszą, która jest od nas zależna. Zawsze pierwszy klaps jest wtedy, kiedy czujemy własną bezradność. A potem następują kolejne. Kto z nas określi, czy pierwszy, czy drugi, czy trzeci klaps jest przemocą?

W każdej ze spraw, które pojawiają się w mediach, rodzic zawsze się tłumaczy: 'Dziecko płakało, to je uderzyłem'. On dzieci nie 'lał' - on je 'doprowadzał do porządku'. Czyż nie tak się dyscyplinuje dzieci? Otóż nie! Nie może być bicia, uderzania, szarpania. Trzeba promować inne metody wychowawcze. W świadomości społecznej nie może istnieć dobre bicie i złe bicie. Bicie zawsze jest złe.

Każdy widział na pewno scenę, jak matka szarpie dziecko w sklepie, na ulicy. Należy reagować?

JZ: Trzeba zwracać uwagę - nawet jeśli to nie przyniesie skutku w tym jednostkowym przypadku, warto wzbudzić presję społeczną. Tak jak wstydem jest dłubanie w nosie w miejscach publicznych, wstydem powinna stać się agresja wobec dziecka - szarpanie, ubliżanie, popychanie. Marzą mi się ulotki w supermarketach: 'Co zrobić, jeśli twoje dziecko zrzuca rzeczy z półek albo leży na podłodze i wrzeszczy'. Żeby odtąd żaden rodzic ani ludzie dookoła nie stawali nad dzieckiem i nie mówili: 'Dolać gówniarzowi'.

Ludzie nie lubią się czepiać, nie lubią się wtrącać. Trzeba?

JP: Bezwzględnie. Czasami taki sąsiad, który da choć sygnał, że słyszy, że widzi przemoc dziejącą się za ścianą, sprawi, że sprawca przestanie czuć się bezkarny. Może uratować życie.

Źródło: Wysokie Obcasy

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #92 dnia: Wrzesień 20, 2007, 02:16:41 pm »
Strach ciągle we mnie żyje

Małgorzata Szamocka

Co trzecia polska kobieta jest ofiarą przemocy domowej. Co 15 sekund ona, jej dziecko lub inny członek rodziny jest uderzany, szarpany, popychany. Ofiarą przemocy pada co czwarta mężatka, co druga kobieta w trakcie rozwodu i co piąte dziecko. 90 proc. aktów przemocy zdarza się w domach. Z danych Telefonu dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia" wynika, że połowa interwencji policji w dużych miastach dotyczy zażegnania konfliktów rodzinnych.

Magda. Kiedy patrzy na swoją ślubną fotografię, łzy kapią jej z oczu.

- Gdyby tak można było wszystko zacząć od nowa... Co zaniedbałam, dlaczego tak potoczyło się nasze wspólne życie? - szepcze. Na zdjęciu Magda w koronkowym welonie do ziemi, Marek - jej mąż - we fraku. Para jak z żurnala. On obejmuje ją i tuli jak największy skarb. Pamięta te silne ręce, jak ją pieściły. Ale pamięta też bolesne ciosy, po których nieraz nie mogła się podnieść... - Dlaczego tak się stało, Marku? Bywało jak w niebie, a ty zgotowałeś nam piekło... Sobie, mnie, naszemu synowi. Kochałeś mnie, czułam to. Jak dobrze byłoby znowu poczuć twoją miłość, jakby to była namacalna rzecz, jak ciepła woda. Być kochaną - marzy.

Magda i Marek dziś nie przypominają tych dwojga uśmiechniętych ludzi ze ślubnego zdjęcia. Ona - lat 35, o nadal pięknej, ale już pooranej zmarszczkami twarzy. W jej błękitnych oczach czai się pustka. On - lat 37, szpakowaty, przygarbiony z cynicznym grymasem delikatnych ust.

Agnieszka. Szczupła, 38-letnia brunetka. Dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach nadal przyprawia ją o dygot. A przecież to tylko jej matka wraca z zakupami. Boi się, że może to mąż. - Na powitanie zimne, szare oczy świdrowały mnie na wylot. Zaciśnięte usta czekały na mój pocałunek. Często zamachiwał się, ale nie uderzał. Zmuszał do upokarzającego kulenia się. To były moje małe końce świata. Kiedy człowiek się boi, chce się zmniejszyć do wielkości ziarenka piasku. Instynktownie wyczuwałam, że jest we mnie jakieś inne ja niż ten wystraszony kundel. Ale latami nie mogłam tej prawdziwej siebie wydobyć - wspomina, uciekając wzrokiem. Na zewnątrz małżeństwo Agnieszki należało do wzorowych. Paweł - inżynier władający trzema językami. Autorytet w pracy i u sąsiadów. Nie pił, nawet "cholera" mu się nie wyrwało. Wyprasowany kołnierzyk, czyste paznokcie. Ona - pianistka, po ślubie niepewna siebie gospodyni domowa. Tuż po porodzie ochrzciła córkę. Zosia była słaba. Mąż oczekiwał zdrowego syna. - Jakie to niewydarzone - tak przywitał córkę w szpitalu. Był rok 1998. Zosia została jedynaczką.

Zuzanna. 45 lat, burza rudych włosów. Na wspomnienie o mężu wstaje i odwraca się tyłem. Podchodzi do okna. Milczy. Jej plecy przechodzą drgawki. Ma kłopoty, ale uważa, że sama jest sobie winna. Przecież chciała mieć pięknie urządzone mieszkanie, samochód, wakacje w Egipcie. On, informatyk, musiał na to wszystko zarobić. Ona, tłumaczka, pracowała dla swojej przyjemności. On zaglądał do kieliszka i wtedy stawał się wulgarny. Wyzywał ją od dziwek, od k... Podejrzewał o zdradę z każdym mężczyzną, na którego spojrzała. Poszturchiwał i kopał. Okładał pięściami. Nie broniła się. Podbite oczy ukrywała za ciemnymi okularami. Przez lata milczała. W końcu, kiedy miesiąc temu, w środku nocy, nagą wyrzucił ją na klatkę schodową, musiała zapukać do drzwi sąsiadki. To ona wezwała policję i pogotowie. W szpitalu okazało się, że ma złamane trzy żebra i nos, liczne siniaki i zadrapania. Była tam tydzień, ale nie chciała złożyć skargi na męża.

Magda.
Nie opuszczę cię do śmierci


- Pamiętasz swój ślub? - pytam Magdę. - Oczywiście - uśmiecha się, a w jej policzkach pojawiają się figlarne dołeczki. - Jacy wtedy byliśmy szczęśliwi! - klaszcze w dłonie. - Marek bez zająknienia wymówił tekst małżeńskiej przysięgi, a ja zaniemówiłam i w kościele zaległa cisza. Jakbym się wahała, a przecież nie miałam żadnych wątpliwości. To ze wzruszenia zacisnęła mi się krtań. Popłakałam się, ale dukając za księdzem, ślubowałam, że go nie opuszczę aż do śmierci... I trwam, choć łatwo nie jest - śmieje się bez przekonania.

Wesele było nieudane. Po kilku kieliszkach atmosfera stała się napięta. Doszło do ostrej wymiany zdań męża Magdy z Andrzejem, jej pierwszym chłopakiem. Później do wyzwisk, a na koniec do bójki. Poleciały szyby z okien. Wesele zakończyło się interwencją policji i przyjazdem karetki pogotowia. Marek ze złamanym palcem wylądował w szpitalu. Magda - rozczarowana, z obrączką na palcu, samotnie spędzała noc poślubną. Ale wtedy nie podejrzewała, że mąż to też "damski bokser" i że to ona będzie jego ofiarą. Przez dziesięć lat małżeństwa żyła nadzieją, że się opamięta i że będzie tym samym chłopakiem z sąsiedztwa, którego pokochała. Marzycielem z czarną czupryną i zielonymi oczami, w których zapalały się ogniki, gdy planował podróże dookoła świata. Przetańczyła z nim studniówkę. Koleżanki jej zazdrościły. Często zmienia dziewczyny - szeptały jej do ucha. Ale ona się nie zraziła, już wtedy zapragnęła, by był jej na zawsze. I przez lata studiów trwała sielanka. Ślub zaplanowali po obronie prac dyplomowych. Marek skończył zarządzanie i nie miał problemu ze znalezieniem pracy, Magda - historię i zaczęła uczyć w liceum.

Agnieszka
Jesteś nikim


- Kiedy zaczęło się wszystko psuć? Kiedy Paweł po raz pierwszy mnie uderzył? - Agnieszka (pianistka) kiwa się w fotelu jak dziecko chore na sierocą chorobę. Pierwszy rok po ślubie był sielanką. Załatwili kredyt i kupili niewielkie mieszkanie. Ściany sypialni wylepili niebieską tapetą w chmurki - odpowiednią dla maleństwa, które się miało narodzić. Z niechęcią wspomina scenę, kiedy miesięczna Zosia przypadkiem zwymiotowała tatusiowi na ramię.

- Jak on się wściekał! Szarpał małą, potrząsał. Kiedy próbowałam wyrwać mu dziecko, pchnął mnie tak mocno, że upadłam, uderzając o krzesło i rozcinając sobie głowę. To była pierwsza poważna awantura - wspomina, wbijając wzrok w podłogę. - Trzaskając drzwiami, wyszedł z domu. Na pożegnanie krzyknął: "Ty niewdzięczna suko, nawet nie potrafisz dać mi syna! Jesteś nikim. Ciągle bębnisz na pianinie". Upokorzona i wystraszona Agnieszka całą noc nie zmrużyła oka. Rano Paweł wrócił z bukietem róż. - Wybacz! - rzucił, wręczając kwiaty. - Żyję jak na wulkanie. Mam tyle pracy... - dodał bez wyjaśnień. Ona wcześniej nie zetknęła się z podobną sytuacją. Jej ojciec nigdy nie podnosił głosu ani na nią, ani na jej mamę. Wybaczyła mu, ale przestała ufać, zaczęła się bać. I od tego momentu strach towarzyszył jej zawsze.

Zuzanna
Czułam się zraniona, ale winna


Zuzanna (tłumaczka) od dziecka musiała walczyć o swoje miejsce w domu, wychowała się w rodzinie, w której panowała atmosfera przemocy. Ojciec pił i awanturował się. Kiedy dorosła, szybko wyszła za mąż i równie szybko urodziła dwoje dzieci. Chłopca i dziewczynkę. Niestety, na męża wybrała Krzysztofa. - Po tym, jak po raz pierwszy mnie uderzył, czułam, że zrobi to znowu, chociaż chciałam wierzyć, że już mnie nie skrzywdzi. Kochałam go!

- Zuzanna krzyczy, kurczowo zaciskając dłonie. - Kilka lat temu poszliśmy ze znajomymi na dyskotekę - opowiada. Kolega poprosił ją do tańca. Kiedy wróciła do stolika, mąż zniknął. - Szukałam go, ale znajomi powiedzieli mi, że wyszedł, dlatego postanowiłam wrócić do domu. Otworzyłam drzwi, a on z tyłu złapał mnie za szyję, nim zdążyłam się odwrócić. Zaciskając palce, pchnął mnie na dywan. Upadłam, a Krzysztof walił moją głową o podłogę. Dusiłam się. Nagle mnie puścił i wyszedł. Leżałam tak kilka minut. Bałam się. Nigdy przedtem go takim nie widziałam. Zachowywał się jak szaleniec. Po godzinie wrócił. Myślałam, że mnie zabije. To okropne uczucie. Zwinięta w kłębek na kanapie czekałam na cios. A on usiadł obok mnie. Podskoczyłam, kiedy mnie dotknął. Zaczął płakać. Powiedział, że mnie kocha i nie chce mnie stracić. Czułam się zraniona, ale też winna. Przecież pozwoliłam na to, że obcy mężczyzna tulił się do mnie w tańcu. Z guzami na głowie byłam dumna, że jest o mnie zazdrosny. Kocha mnie i na pewno nie chciał skrzywdzić, tylko nie mógł powstrzymać gniewu... pocieszałam się w duchu.

Magda
Nadal go kocham


Miała nadzieję, że wpadający w szał z byle powodu Marek się zmieni. Tłumaczyła to tym, że mąż miał kłopoty w pracy. Nie awansował tak szybko, jak sobie zaplanował. Byli pięć lat po ślubie, ich synek Kacper miał cztery latka, kiedy Marek upił się po raz pierwszy.

- Wracaliśmy do domu z przyjęcia, ja prowadziłam samochód. Na ganku złapał mnie i powalił na podłogę. Upadłam na Kacpra. Słyszałam, jak dziecko krzyczy, że go boli. Zepchnęłam Marka z siebie i uderzyłam pięścią z całej siły. Byłam wściekła, że skrzywdził syna. Wtedy na dobre zabrał się do bicia. Wykręcił mi ręce i kopał z całej siły. Kiedy udało mi się wyrwać, pobiegłam do telefonu, ale mi go wyrwał i rzucił o ścianę. Nigdy nie zapomnę jego spojrzenia pełnego nienawiści. Kazałam mu się natychmiast wyprowadzić, ale wrócił po kilku tygodniach. To był również jego dom i było mi przykro, że go wyrzuciłam. Ja też nie chciałam porzucać tego wszystkiego. Tu jest moje miejsce. Nie mam innego. Ale od tego czasu żyję jak na minie. Nigdy nie wiem, jakie moje zachowanie może sprowokować wybuch agresji. Którejś nocy chciał, żebym się z nim kochała, a ja się opierałam. Groził, że mnie zgwałci, ale go odepchnęłam. Wtedy rzucił mnie na tapczan i powiedział, że nie jestem warta tego, żeby mnie dotknął. Poczułam się jak tania dziwka, a on - siedząc na mnie okrakiem - bił mnie po twarzy, a na koniec napluł na mnie. Chciałam umrzeć. Ale nie odeszłam. Dlaczego? Nie wiem... Pewnie nadal go kocham. W tym roku, w wakacje byliśmy w Wenecji i on zachowywał się, jakby nie było wszystkich tych strasznych chwil, był taki czuły... - Magda uśmiecha się do wspomnień.

Agnieszka
Wrócisz na klęczkach!


Agnieszka nerwowo zapala papierosa. - Nigdy nie zapomnę, jak Paweł uczył Zosię wierszyka "Kto ty jesteś?..." Ile mogło mieć dziecko w spacerówce? Przy kolejnej pomyłce uderzył ją w głowę. Rzuciłam się na niego z pięściami. - Moje życie z nim było krótko podstrzyżone - dodaje - tak jak włosy Zosi, do uszu, bo wtedy jest porządnie, mówił.

Co kilka dni wydzielał jej pieniądze na życie. Kiedy zapomniał, wybiegała za nim na klatkę schodową. Chciała pójść do pracy, uczyć dzieci muzyki, zabronił. Żyła z każdym dniem bardziej poniżona. I nie wiedziała, co jest gorsze - ból twarzy po ciężkiej dłoni męża, czy ból, kiedy on z tym swoim świdrującym spojrzeniem mawiał: "Zniszczę cię, ty zdziro!". - Myślę, że prześladowało go niezadowolenie z siebie i niechęć do tego, co nieporadne i delikatne. A przecież ożenił się ze mną. Słabowitą i kruchą. Mówił, że mnie kocha. Na szczęście jeszcze przed ślubem miałam kilka koncertów. Potem, ze mnie artystki, już nic nie zostało. Pewnej nocy, rok temu, kiedy przed lustrem w łazience oglądałam siniaki po jego pięściach, zapytałam siebie, czy chcę tak spędzić życie... Odpowiedź brzmiała: "Nie!". Spakowałam walizkę z najpotrzebniejszymi rzeczami, zabrałam Zosię i uciekłam. "Wrócisz do mnie na klęczkach!" - krzyczał. - I właśnie te jego słowa dały mi siłę, żeby się trzymać od niego z daleka. Brzmią mi w uszach, kiedy czuję, że nie dam sobie rady i myślę o powrocie. Wtedy, w nocy, wstydziłam się pojechać do rodziców. Przecież ukrywałam przed nimi moje kłopoty. Zadzwoniłam na Niebieską Linię i w ten sposób znalazłam się w schronisku. Pozwoliłam sobie pomóc. Słuchałam opowieści innych kobiet, były gorsze od mojej. Od pół roku pracuję w szkole muzycznej. Zamieszkałyśmy u rodziców. Bałam się, że będą namawiali mnie do powrotu do męża. Oni szczęśliwie żyją ze sobą już 35 lat. Ale uszanowali moją decyzję, choć nigdy nie powiedziałam im całej prawdy. A mama, bez dopytywania się dlaczego, zawozi córkę na spotkania z Pawłem. W co drugą niedzielę. Ja nie mogę się przełamać. Nadal mdleję na samo wspomnienie o nim. Miewam koszmarne sny. Budzę się z krzykiem, oblana zimnym potem. Strach ciągle żyje we mnie, a przecież muszę się z mężem spotkać w sądzie. Założyłam sprawę rozwodową z orzeczeniem o jego winie. Boję się, że przegram. On ma świetną opinię... A ja przez lata ukrywałam prawdę. Nawet przed moją przyjaciółką Jolą. Ale nie poddam się! Na razie nie potrafię mu wybaczyć... Czy naprawdę nie ma dla mnie ucieczki? Czy jestem na niego skazana? - pyta wystraszona. - Gdyby ktoś zrobił mi zdjęcie duszy, wyszłaby czarna dziura. Chociaż mam wokół siebie miłość i szacunek. Nie potrafię przewidzieć, kiedy odezwie się we mnie ta stłamszona Agnieszka, która nie umie zadbać o siebie i swoje dziecko - wyznaje, z całej siły gasząc papierosa w popielniczce.

Zuzanna
Moje złamane serce wciąż dla niego bije


- Dlaczego nadal tkwię w tym chorym związku? - zastanawia się Zuzanna. - Może dlatego, że mąż jest dobrym ojcem. Lubi bawić się z dziećmi. Nigdy nie podniósł na nie ręki. Mój ojciec pił i bił mnie i brata. W końcu odszedł, kiedy dorastałam - wspomina.

Kiedy Krzysztof wyrzucił ją nagą na klatkę schodową, myślała, że to już koniec. - Nie miałam dokąd pójść. Czułam się nic niewarta. Tymczasem następnego dnia on niczego nie pamiętał, a może po prostu nie chciał pamiętać... Zapytałam, czemu to zrobił. Odpowiedział - "Nie wiem". Między nami bywa różnie. Są miesiące, kiedy nie kocham się z nim. Odrzucam jego pieszczoty. Nie mogę znieść jego dotyku. A później on płacze i błaga, żebym go nie odrzucała. Powtarza, że mnie kocha. Ulegam i znowu bywa wspaniale. Jesteśmy jak para zakochanych szczeniaków. A potem on tak się zachowa, że chciałabym go zabić, ale już po chwili jest mi go żal. Czy tak wygląda ślepa miłość? Pewnie tak. Wiele razy obiecywał, że przestanie pić i już nigdy nie będzie agresywny. Jednak bił mnie znowu, a ja nie odchodziłam. Jest coraz gorzej. Koleżanka namówiła mnie i zwróciłam się do Stowarzyszenia Niebieska Linia, chciałabym namówić męża na terapię, ale on twierdzi, że nie będzie przed nikim się zwierzał z naszych problemów. Szukam wymówek, żeby go nie zostawić. Mamy ładne mieszkanie, samochód i inne rzeczy. Ciężko na to pracowałam. Dzieci potrzebują ojca, a ja męża, który by się nami opiekował - wylicza Zuzanna, jakby chciała przekonać samą siebie. - A jeśli kiedyś uderzy cię za mocno i... zabije? - pytam. - Nie wierzę. Nie chcę o tym myśleć. Moje serce, choć złamane, nie przestaje bić dla niego. Myślę, że on o tym wie ...Myślę, że mnie kocha...

Na prośbę bohaterek reportażu ich imiona i niektóre dane zostały zmienione.


LOUIS ALARCON ARIAS, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia:

Kat i ofiara sami sobie nie pomogą


"Dlaczego bohaterki reportażu ciągle uciekają do wspomnień sprzed lat? To psychologiczny mechanizm związany z teorią cykli, stworzoną przez znaną terapeutkę, zajmującą się przemocą w rodzinie, Leonore Walker. Na początku znajomości zawsze jest pięknie. Ale gdy mija stan zakochania i zaczyna się życie, nie jest już tak sielankowo. Jemu nie wszystko podoba się w partnerce, okazuje się, że inne były jego oczekiwania. Zdarza się też, że coś mu nie wychodzi w życiu, że ma problemy w pracy lub finansowe. Zwykle w wyniku konfliktów narasta napięcie, którego para nie potrafi rozładować. W końcu następuje pierwszy akt przemocy.

Nie jest on zwykle dramatyczny i krwawy. Może to być sytuacja, kiedy on nie wytrzymał i ją popchnął, poszarpał jej sukienkę, spoliczkował, rzucił na łóżko albo wyzywał od najgorszych. Dla niej jest to szok. Często kobiety mówią, że nie mogą uwierzyć, że ukochany mógł się tak zachować. Po prostu nie rozumieją tego. Przecież był taki czuły, kochający, opiekuńczy, a tu raptem z niego "coś takiego wyszło". Trudno jej w to uwierzyć, trudno to zaakceptować. W takiej sytuacji, jeśli człowiek nie ma wiedzy psychologicznej, sięga po iluzoryczne sposoby rozwiązania tej sytuacji albo szuka przyczyny na zewnątrz.

Myśli wtedy: "on nie jest taki, tylko czasy są takie ciężkie" albo "on ma kłopoty w pracy", "ktoś ma na niego zły wpływ", "był pod wpływem alkoholu". Kobiety chcą za wszelką cenę zachować w sobie pozytywny obraz bliskiego człowieka. Przecież jest to fundament związku. Następuje proces oszukiwania siebie, wmawiania, że to jednorazowa wpadka, która się nie powtórzy. Zresztą po fakcie przemocy następuje faza, którą Leonore Walker nazywa "miodowym miesiącem". On, po tym, co zrobił, chce naprawić szkody i daje do zrozumienia, że potrafi być dobry. I jest kochający, opiekuńczy. Obsypuje kwiatami, zaprasza na kolację, uwodzi. Seks jeszcze bardziej scala ich związek. Ona dostaje informację: on jest fantastycznym człowiekiem, któremu zdarzył się błąd, ale potrafił go naprawić. Jednak ona nie wie, że następny akt przemocy będzie silniejszy. Znów narastają konflikty, napięcia. I znowu on atakuje. Kobieta ma dwa rodzaje doświadczeń. Jej partner przypomina bohaterów powieści R.L. Stevensona "Dr Jeckyll i Mr Hyde". Niestety, jest to sytuacja, która często kończy się tragicznie, ponieważ przemoc ma to do siebie, że narasta i jej skutki stają się coraz bardziej dramatyczne.

Dlatego taka rodzina potrzebuje natychmiastowej pomocy z zewnątrz (co nie znaczy, że zawsze należy się rozstać). Małżonkowie tak mocno tkwią w chorym układzie, że sami sobie nie pomogą.



Kampania "Kochać zbyt mocno"

Kampania pod tym hasłem rozpoczęła się 8 marca 2007 r. i potrwa do końca roku. Jej celem jest pokazanie, na czym polega przemoc psychiczna i ułatwienie osobom nieświadomym zidentyfikowania sytuacji, w której zostają jej poddane. Często ofiara wymazuje złe doświadczenia i wspomnienia - m.in. dlatego tak trudno przezwyciężyć przemoc psychiczną.

Kampanię inauguruje wydanie autobiograficznej książki Rosalind B. Penfold pt. "Kochać zbyt mocno", będącej zapisem lat spędzonych w związku opartym na takiej przemocy. Rysunki autorki niezwykle czytelnie ujawniają tragiczny proces zniewolenia. W trakcie trwania Kampanii zachęca się do korzystania z Ogólnopolskiego Telefonu dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia" 0 801 120 002, pod którym dyżurują specjaliści udzielający wsparcia i informacji o tym, gdzie szukać pomocy.

"Niebieska Linia" działa na zlecenie Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Telefon jest czynny od poniedziałku do soboty w godz. 10.00-22.00, w niedziele i święta w godz. 10.00-16.00. Osoby dzwoniące ponoszą koszt jednego impulsu telefonicznego. Kampanii towarzyszy sprzedaż bransoletek z ilustracjami z książki. Można je nabyć w salonach EMPiK w dziale prasy. Cena bransoletki 10 zł. Dochód z ich sprzedaży zostanie przeznaczony na dofinansowanie celów statutowych Stowarzyszenia na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia - organizacji pozarządowej prowadzącej na szeroką skalę działalność profilaktyczną, edukacyjną, interwencyjną i terapeutyczną dla osób uwikłanych w przemoc w rodzinie. Stowarzyszenie świadczy bezpłatne konsultacje, pomoc psychologiczną i prawną.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #93 dnia: Wrzesień 28, 2007, 12:19:28 pm »
Przemoc w domu jest przestępstwem

Renata Mazurowska

Co roku ofiarami przemocy domowej jest w Polsce kilkanaście tysięcy osób w wieku 13 – 18 lat. Jeśli jesteś jedną z nich – powiedz stop. Powiemy Ci jak.

Dom rodzinny powinien być miejscem, gdzie panuje miłość i opieka, powinien być bezpieczny i ciepły. Dla niektórych nastolatków jest siedliskiem zagrożenia, strachu, poniżenia i bezsilności. W milczeniu znoszą swoje cierpienie, a przecież przemoc domowa jest przestępstwem.

Właśnie od osób bliskich doświadczamy największych cierpień, częściej niż na ulicy, w pubie, szkole, parku. Jeśli ktoś bliski wykorzystuje swoją przewagę nad Tobą i bije Cię, popycha, szarpie, wyśmiewa, obraża, używa w stosunku do Ciebie wulgarnych słów, nie daje Ci jedzenia, nie masz się w co ubrać, nie możesz spokojnie się uczyć, zamyka Cię w pomieszczeniu wbrew Twej woli, zmusza Cię do do czynności seksualnych – to nie jest Twoja wina! Pełną odpowiedzialność za to ponoszą dorośli. Masz prawo się bronić i przeciwstawić. Od bliskich spodziewamy się opieki i wsparcia, nie powinni sprawiać nam bólu.

Życiowa walizka

Osoby, które dotknęła przemoc domowa najczęściej bardzo się tego wstydzą i ukrywają ten fakt przed innymi. Boją się też odrzucenia, czują się gorsze. Trudno im też przyznać się samym przed sobą, że najbliższa osoba, ojciec lub mama nas krzywdzi.

To wcale nie musi być tzw. rodzina patologiczna. Ofiarami przemocy są często dzieci z ‘normalnych domów’.

- Jestem dobrą uczennicą – opowiada Ela – ale raczej z przedmiotów humanistycznych, gorzej idzie mi z matmą czy z fizyką. Rodzice stawiają mi wysokie wymagania, uważają, że jeśli potrafię nauczyć się historii, to z ułamkami też nie powinnam mieć problemów. Za każdą dwóję muszę odpokutować, nie dają mi kolacji.

Rodzice Eli inteligentni, dość zamożni, są świadkami Jehowy - jak się ma do tego głoszona przez nich miłość bliźniego? Ela twierdzi, że do niejedzenia można przywyknąć, kara nie odnosi spodziewanego wychowawczego skutku, wręcz przeciwnie – dziewczyna nienawidzi matmy jeszcze bardziej.

Rodzice często nie zdają sobie sprawy, jakie szkody fizyczne i emocjonalne u swoich dzieci powodują nieprzemyślanym lub celowym zachowaniem - ofiary przemocy domowej mają stany lękowe, zaburzone łaknienie, problemy z zasypianiem, są apatyczne, popadają w depresyjny nastrój, wykazują nadmierną potrzebę uczuć albo odwrotnie – zamykają się w sobie, są agresywne, niespokojne. Mogą mieć problemy w szkole, popaść w uzależnienia [alkohol, narkotyki], jąkać się, mieć zaburzoną kontrolę czynności fizjologicznych (np. moczą się).

Rodzice kształtują nasz charakter, życiowe postawy, sposoby radzenia sobie z problemami. Mogą w nas zasiać zaufanie do świata albo niepewność, niepokój i strach. Mogą sprawić, że czujemy w sobie wielką moc albo wzbudzić w nas brak pewności siebie, niską samoocenę. To jest nasz bagaż na resztę życia, nasza walizka na życiową podróż.

Przemoc upokarza, powoduje cierpienie, rodzi nienawiść i pragnienie zemsty.

Sprawcy przemocy

Nieudacznik życiowy, frustrat, niepewny swojej wartości, niezadowolony z siebie i życia – to portret psychologiczny osób stosujących przemoc. Ludzie szczęśliwi, zadowoleni z siebie i z życia nie muszą wyżywać się na innych, są raczej skłonni odnajdywać radość i pozytywy we wszystkim, co ich spotyka. Ci niezadowoleni swoje niepowodzenia odgrywają na innych, słabszych, często na najbliższych, bo są pod ręką, bo najłatwiej ich zranić.

Najczęściej sprawcami przemocy domowej są mężczyźni. Pochodzą z różnych grup społecznych – bogaci i biedni, wykształceni i niewykształceni, z rodzin „szanowanych” i patologicznych. Niemal połowa sprawców przemocy nadużywa alkoholu. Na zewnątrz są to często osoby postrzegane jako czarujące i „normalne”, rzadko kierują swoją agresję na obcych. Według badań Instytutu Psychologii Zdrowia blisko 23% polskich studentów przyznaje, że w ich domach przynajmniej kilka razy dochodziło do przemocy fizycznej, a 37% - że do przemocy psychicznej. Jest duże prawdopodobieństwo, że w rodzinach, które sami stworzą, będą powielać te wzorce, ponieważ takie mechanizmy są im znane, nie nauczyli się innych.

Przemoc fizyczna

Piotrka ojciec bije sukcesywnie, coraz częściej. – Już nie daję rady – mówi Piotr – chyba w końcu coś sobie zrobię, żeby skończył się ten koszmar. Bił mnie już w podstawówce, gdy źle powiedziałem wierszyk, teraz bije mnie za to, że krzywo spojrzałem. Każdy pretekst jest dobry, gdy mu podejdę pod rękę jak jest pijany. Gdy trzeźwieje płacze, przytula mnie, kupuje drogie prezenty i przysięga, że więcej nie będzie. Błaga, bym nikomu o tym nie mówił. I tak by nikt nie uwierzył – Twój ojciec? Dyrektor takiego przedsiębiorstwa? Może gdyby żyła mama byłoby inaczej...

15-letnią Kasię matka skatowała, bo nie chciała z nią jechać na wakacje do Grecji. 17-letnia Beata dostała w twarz, bo wróciła z koncertu pól godziny później niż zapowiadała. Bartek swoje pręgi na plecach z trudem ukrywał przed kolegami w szatni przed zajęciami z wf-u.

- Nikt nie ma prawa bić drugiego człowieka - mówi pani Wanda Paszkiewicz ze Stowarzyszenia na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”. – Jesteśmy orędnikami szukania innych metod wychowawczych, bo przemoc uczy przemocy. Gdy ludzie sobie nie radzą w rozwiązywaniu problemów, gdy kończą im się argumenty i dają sobie prawo do tego, by wpływać na drugą osobę, to sięgają po rozwiązania siłowe, a to już jest przemoc.

Przemoc psychiczna

Cierpienia i ślady pozostają nie tylko po biciu. Jeżeli Twój rodzic nieustannie Cię krytykuje, upokarza, wymaga zbyt wiele, mówi, że jesteś bezwartościowy, wyzywa Cię, grozi Ci, zabrania spotkań z przyjaciółmi lub bliskimi, grozi Ci, że Cię skrzywdzi - to stosuje wobec Ciebie przemoc psychiczną. Jeśli robi to często, to może doprowadzić do tego, że sam o sobie będziesz źle myśleć i że takie myślenie utrwali się w Tobie na długie lata. W przyszłości możesz przestać ufać ludziom, nie wierzyć we własne siły i marzenia, czarno widzieć świat, co nie pozwoli Ci na normalne funkcjonowanie w życiu, zaburzy Twoje relacje z innymi.

- Mój ojciec nigdy mnie nie bije – twierdzi Sławek – ale potrafi dokopać psychicznie. Jest złośliwy, ironiczny, umniejsza moje sukcesy choć bardzo się staram, wydaje mu się, że kpiąc ze mnie i powątpiewając w moje możliwości zmobilizuje mnie do większej pracy nad sobą, do lepszych wyników w nauce. Kupuje mi pióro ze złotą stalówka, a później miesiącami mi wypomina, że na nie nie zasłużyłem. Mam wrażenie, że jestem dla niego śmieciem, choć on uważa, że chce mi dać w życiu wszystko to, czego sam nie miał. Mam realizować marzenia, na które on sam się nie odważył?

- Przemocy psychicznej jest najwięcej, jest ona dość powszechna – mówi pani Wanda Paszkiewicz. – Rodzice mają dużą przewagę psychiczną w stosunku do swoich dzieci. Dojrzewanie to trudny okres nie tylko dla nastolatków, ale także dla ich rodziców. Nastolatki często negują wartości swoich opiekunów, wchodzą w spór międzypokoleniowy - poglądy się ścierają, że czasem aż iskrzy. Rodzice mogą sobie nie radzić z postawami dzieci, które chciałyby już uchodzić za dorosłe. Młodszym czasami dawali klapsa, teraz siedemnastolatkowi nie wypada, więc używają swojej przewagi psychicznej i ranią słowem.

Jak rozpoznać przemoc?

1. Gdy czyjeś zachowanie jest rozmyślnie skierowane przeciwko drugiej osobie wbrew jej woli.
2. Jeżeli przekroczone zostają czyjeś granice, prawa i dobra osobiste.
3. Jeżeli powyższe zachowania skierowane są przeciw osobie słabszej, podległej, zależnej od sprawcy. Osoba atakowana ma wówczas słabsze możliwości obrony i w związku z tym może ponieść różne szkody

Dlaczego to robią?

Większość rodziców kieruje się „wypróbowanymi” od lat zasadami:

1. Dzieci powinny być posłuszne swoim rodzicom
2. Ja [rodzic] wiem lepiej, co jest dobre dla ciebie [dziecka].

Rodzice używają przemocy, by skłonić albo zmusić do określonych zachowań, jest to dla nich „metoda wychowawcza”. Najczęściej nasi rodzice powielają wzorce zachowań swoich rodziców, nikt ich nie nauczył, jak dziecko wychować z uwagą, miłością i cierpliwością.

Agresywny ojciec lub matka odreagowuje też w ten sposób swoje stresy i frustracje.

- Sprawca musi sobie zdać sprawę z tego, ze na dłuższą metę jego zachowanie jest nieopłacalne – mówi pani Wanda Paszkiewicz. – Jeżeli nadal będzie się znęcał nad rodziną, to może mieć kłopoty prawne. Przemoc w rodzinie jest przestępstwem i jest karana. Reguluje to niedawno powstała ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

Gdzie szukać pomocy

Nie jest łatwo przełamać wstyd i strach i szukać dla siebie pomocy. Osoby gnębione boją się wystąpić przeciwko swoim bliskim, boją się ich gniewu, a także przedstawienia swojej rodziny w mało korzystnym świetle. – Trzeba o tym mówić – przekonuje pani Wanda Paszkiewicz. – Warto porozmawiać najpierw z rodzicami, a jeśli to nie odnosi skutku, bo często rodzice są przekonani, że działają w najlepszej wierze - trzeba znaleźć innych dorosłych, do których ma się zaufanie i poprosić ich o udział w rozwiązaniu problemu. To może być ktoś z rodziny, znajomy rodziców, pedagog szkolny, psycholog. Ofiara przemocy nie zostaje wówczas sama, tworzy mur, za którym stoją jego sojusznicy. Niech tych osób, które mówią „nie zgadzamy się na to, my tego nie chcemy” będzie jak najwięcej, wtedy przeciwwaga będzie mocniejsza. Przy czym sztuka polega na tym, żeby przemocy przeciwstawiać się bez przemocy.

Sojuszników można szukać też na policji, w ośrodkach pomocy społecznej, telefonach zaufania, Niebieskiej Linii.

Pani Wanda Paszkiewicz twierdzi, że to właśnie młodzież jest często pierwszym ogniwem przeciwdziałania przemocy, że to młodzi ludzie chcą naprawiać niedobre relacje w rodzinie. – Przemoc jest najbardziej ‘demokratycznym’ zjawiskiem – twierdzi pani Paszkiewicz – dotyka wszystkie warstwy i środowiska społeczne. Młody człowiek dorastając w rodzinie, gdzie jest przemoc zauważa, że w innych domach jest inaczej, że relacje nie muszą być takie, jakie on zna. Zdobywa też wiedzę poprzez naukę, czytanie, porównanie i zaczyna się przeciwstawiać się modelowi, jaki panuje w jego rodzinie. Sięga po telefon lub przychodzi po radę, co może zrobić.

Ukrywanie przemocy jest destrukcyjne, może narobić wiele szkód, bo sprawcy czują się bezkarni. Nie pozwól, byś stał się ofiarą. Masz prawo żyć bez strachu.

By zapewnić sobie bezpieczeństwo, pamiętaj:

* porozmawiaj z kimś, komu ufasz, nie wstydź się
* szukaj pomocy w Ośrodku Pomocy Społecznej, Poradni Odwykowej, Punkcie Konsultacyjnym, Ośrodku Interwencji Kryzysowej, Przychodni Zdrowia – są tam specjaliści, którzy mogą Ci pomóc; możesz też zgłosić problem wychowawcy w szkole;
* poproś sąsiadów, by reagowali i wzywali pomoc, nie wstydź się, chodzi o Twoje zdrowie i życie;
* przemoc w rodzinie jest przestępstwem ściganym przez prawo – możesz złożyć doniesienie w prokuraturze rejonowej;
* wzywaj policję – tel. 997;
* jeśli zostałeś pobity lub została użyta wobec Ciebie przemoc seksualna zwróć się do lekarza po obdukcję (jest płatna) lub zaświadczenie, w którym opisze obrażenia, jakich doznałeś (bezpłatnie);
* skontaktuj się z Niebieską Linią, tel. czynny od poniedziałku do piątku w godz. 9.00-14.00 [022] 499-37-33, e-mail: poradnia@niebieskalinia.org.

Artykuł opublikowano w czasopiśmie Cogito.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #94 dnia: Październik 16, 2007, 03:18:01 pm »
Przemoc to nie tylko bicie i krzywdzenie fizyczne, ale również psychiczne.

Mąż mnie nigdy nie uderzył

Magdalena Grzebałkowska

Załatwiałam się przy otwartych drzwiach do łazienki. "Masz jakieś tajemnice przede mną?" - pytał, gdy chciałam się zamknąć


Skontaktowały nas kobiety z forum internetowego Przemoc w Rodzinie. Mąż Marioli głodził ją i synka. Na ich oczach jadł obfite obiady. Im nie wolno było nic tknąć z lodówki. Żądał, żeby się sami utrzymywali, ale nie pozwalał Marioli iść do pracy.

Kontrolował jej życie. Dzwonił z pracy co dwie godziny, żeby sprawdzić, czy nie wyszła z domu.

- Dlaczego nie podkradała pani mężowi jedzenia dla syna? Nie zgłosiła sprawy na policję? Nikomu nic nie powiedziała? Co na to wasze rodziny? - nie rozumiałam.

Wciskała głowę między chude ramiona. Tłumaczyła się cicho, jękliwie. Że mąż ma znajomości na policji. Że nie umie kraść z jego lodówki, zresztą już podbiera mu cukier do herbaty dla dziecka. Że jej matka jest chora, a teściowa jej nie lubi.

Wkurzała mnie swoją dziecinną bezradnością. Raz chciała odejść od męża, a potem przy nim zostać, bo w końcu jej nie bije. Szukała taniego mieszkania, a jak znalazła, odrzuciła ofertę, bo miało brudne ściany. Szła do sądu podać męża o alimenty, ale zawracała spod drzwi. W każdej ofercie pomocy szukała dziury. Była jak pies z przetrąconą łapą, który skamle o pomoc i jednocześnie ucieka.

- Klasyczna ofiara przemocy psychicznej - powiedział Krzysztof Sarzała, szef Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku. - Jej historia jest nudna i męcząca. Ludzie uważają, że nie powinna narzekać, skoro mąż jej nie bije, albo natychmiast odejść od niego.

Zaczęłam szukać innych ofiar molestowania psychicznego. Nie było to łatwe, kampanie społeczne nauczyły już nas, że złem jest bicie. Ale przemoc psychiczna? Wymysły!

Usuwałam mu z drogi przeszkody

Karolina, lat 36. Mężatka od 11 lat, syn. Mieszka na wsi, na granicy z dużym miastem, w południowej Polsce. Studiuje marketing i zarządzanie. Zaocznie. Wcześniej skończyła kurs księgowych. Jeszcze wcześniej wieczorowe liceum. Na początku była krawcową po zawodówce. Mąż jest tylko po samochodowej zawodówce. Potrafi samodzielnie złożyć i rozłożyć każde auto.

- Widziałam kiedyś żółwia na wystawie zwierząt morskich w Gdyni. Był wielki i tkwił w małym szklanym domku. Nawet nie mógł się obrócić. Tylko walił łebkiem o ściankę. Ze mną było tak samo. Po każdej awanturze miotałam się jak ten żółw w akwarium.

A wie pani, że myślałam o sobie, że jestem wariatką? Nawet poszłam do psychologa. Dwa lata temu. No bo miałam niby normalny dom, pracującego męża, grzeczne dziecko, a czułam wściekłość i bezsilność. Psycholog nie chciał mnie jako pacjentki. Powiedział, że nie zajmuje się sprawami z zazdrosnymi mężami w tle.

Ale rok później te awantury się nasiliły. Mąż zaczął na mnie pluć, popychać, niszczył moje rzeczy. Śmiesznie brzmi, prawda?

A jak śmiesznie wygląda, gdy dorosły facet zbiera ślinę i spluwa na swoją żonę, która próbuje się przed nim zamknąć w łazience. A można było boki zrywać ze sceny, jak starałam się nie słuchać jego gadania. Wzięłam ołówki, siadłam w kącie i zaczęłam rysować. Udawałam, że go nie ma. Że jest malutki i zaraz zniknie. Wyrwał mi pudełko z ołówkami i, wrzeszcząc, próbował złamać. Ale tylko pogiął, bo było z metalu.

- I pani jeszcze z nim jest? - dziwię się.

- Odeszłabym - mówi. - Ale rok temu wykupiliśmy mieszkanie. Teraz jest też moje. Zrobiliśmy remont łazienki. Na ścianach namalowałam szlaczki w muszelki. Nie umiem tego zostawić, iść na poniewierkę. Cały czas wierzę, że mąż się zmieni. Może inaczej by było, gdyby podniósł na mnie rękę.

Poznaliśmy się 16 lat temu. Ja miałam 19 lat, on 23. Był męski, dobrze zbudowany, milczący, miał białego "malucha", kręcone włosy i cel w życiu - lepsze auto. Zakochałam się. On też. Kiedy przyszła teściowa dowiedziała się, że choruję na cukrzycę, kazała mu zerwać ze mną: "Co, kalekę se na łeb bierzesz? A kto cię obsłuży?". I zerwał. Ale potem błagał, żebym wróciła, kwiaty nosił.

Moje koleżanki przedrzeźniał, że są "Ach! Och!". Nie polubił mojego szwagra, o kolegów był zazdrosny. Ucięłam z nimi kontakty. Planowałam z nim życie, więc usuwałam z drogi to, co się mojemu przyszłemu mężowi nie podobało. On miał tylko jednego kolegę, ale nigdy mi go nie przedstawił.

Wpadliśmy po pięciu latach. Wesele huczne, wymarzony diadem na głowie, jego beżowy garnitur wciąż wisi w szafie. Zamieszkaliśmy w mieszkaniu po jego wujku, w naszej wsi. Chciałam być jak jego matka. Idealna kura domowa, która pierze, sprząta gotuje, szykuje rano skarpetki mężowi, a wieczorem mu je ściąga. Pełna obsługa, jakby miała manekin obok siebie.

- Pozwoli mi pani spotkać się z mężem? - pytam.

- Oj, nie. Przykro mi, ale nie. Gdyby on wiedział, że rozmawiam z panią, wściekłby się, może by mnie pobił nawet? Nie chcę ryzykować. Ja panią bardzo proszę, żeby pani nawet nie pisała, co to za większe miasto, koło którego mieszkaliśmy. Obiecuje pani?

Nie dawałam mu powodów do zazdrości

Agata, lat 47, mężatka od 18 lat, bezdzietna, prawniczka, bezrobotna. Zadbana. Z Warszawy. Ma futro z norek, yorkshire teriera Fubu. Mąż to bogaty adwokat. Ma srebrne bmw z podgrzewanymi siedzeniami i łysinę.

- Pierwszy sygnał był w miesiąc po naszym poznaniu. Spóźniłam się na randkę 15 minut. Powiedział, że nie spodziewał się tego po mnie, że on dla mnie zrobiłby przecież wszystko, że jeśli mam kogoś innego, to on się usunie. Ale jak mi na nim nie zależy, to on się zabije. Wszedł na jezdnię, chciał się kłaść pod nadjeżdżające auta. Absurd, prawda? A ja, zamiast popukać się w głowę, zaczęłam go błagać o przebaczenie.

Miałam się tym wtedy - tą aferą ze spóźnieniem - jakoś szczególnie przejmować? Zdawało mi się po prostu, że on mnie strasznie kocha.

Na czwartym roku rzuciłam prawo. "Po co ci dalsza nauka, i tak dobrej pracy nie znajdziesz. Ja nas utrzymam" - perswadował. Zgodziłam się. On poszedł na aplikację adwokacką, ja siedziałam w domu. Miał odziedziczyć po ojcu kancelarię, budowaliśmy dom pod miastem. La dolce vita. Sardynki i dezodorant Fa z Peweksu miałam, kożuszek z Turcji, wakacje w Jugosławii, serwis w różyczki na dwanaście osób z NRD.

Sesje (tak je nazwałam) zaczęły się krótko po ślubie, pod koniec lat 80. Któregoś dnia mąż ni stąd, ni zowąd mówił: "Dlaczego spojrzałaś na tego faceta w restauracji? Dlaczego? Zdradzasz mnie z nim? Tak? Dlaczego? Wyszłaś do toalety, puściłaś do niego oko, widziałem, ty suko". I był przy tym opanowany, spokojny, nie tracił wątku, jakby w sądzie dowód przeprowadzał. Ja nie pamiętałam żadnego faceta, a on: "Dlaczego mi to robisz? Czemu taka jesteś? Zła jesteś, wiesz? Co ty mi robisz, dziewczyno? Jak możesz taka być?". Te pytania mogły trwać po sześć godzin. Szalałam z rozpaczy, wyłam, waliłam głową w ścianę, gryzłam palce. Tłumaczyłam, że nie znam żadnego faceta. Czułam się jak taki pluszowy miś wypruty z trocin. Gdy byłam na granicy szaleństwa, mąż przytulał mnie, szliśmy na spacer, kupował mi loda, zabierał do łóżka. Nadal go kochałam. I wiem, że on mnie kochał. Ale dziś myślę, że robił mi pranie mózgu. Chyba nieświadomie, prawda?

Żyłam w ciągłym napięciu, odgadywałam w lot jego nastroje, rozładowywałam niewidzialne złe humorki, rozśmieszałam, gdy tylko marszczył czoło. Sesje i tak się powtarzały. Coraz częściej. Z różnych powodów. Bywałam niewdzięczną suką, bo przypaliłam obiad, na który on zarobił. Kretynką, bo nie podobał mi się film. Dnem, gdy oblałam sukienkę od niego.

Ale kiedy nie było źle, było dobrze.

Karał mnie i miał rację

Mariola, lat 34. Mężatka od 12 lat, syn. Skończyła podstawówkę ze słabymi ocenami. Ale ma ładny charakter pisma. Zawodówki handlowej nie ukończyła. Przed zamążpójściem marzyła o podróżowaniu. Ale do tej pory jeszcze nigdy nie wyjechała poza miasto. Mąż, tapicer z zawodu, pracuje w firmie produkującej części do samochodów.

- Jeszcze w grudniu ubiegłego roku uważałam, że mąż ma zawsze rację. Stałam nad zlewem, obierałam dwa ostatnie ziemniaki na obiad dla siebie i syna. Kiwałam się z płaczu, bo dziecko było głodne, ale nadal myślałam, że skoro mąż nas głodzi, to chce mnie za coś ukarać. I widocznie należy mi się. Myślałam, że to może kara za moje nieposłuszeństwo. Bo obcięłam sobie grzywkę. Sama, nożyczkami, w łazience. Mąż uważa, że każda kobieta, która dba o siebie, to dziwka.

Synek zapytał wtedy, czy może wziąć mandarynkę. Stały w misie takiej na stole. Szły święta, to mandarynkowy czas. Nie pozwolił mu. Wtedy przyszło mi do głowy, że on jednak źle postępuje. Ale nic nie powiedziałam. Co miałam powiedzieć? To były jego owoce.

Mój tata zostawił nas, jak byłam w czwartej klasie. Mama zawsze potem mi powtarzała: "Niechby pił, niechby bił, byle był". Poszłam do handlówki zawodowej, żeby jak najszybciej usamodzielnić się i odejść z domu. Jak poznałam męża, miałam 16 lat. On miał 19 i mieszkanie na starówce. Wyniosłam się do niego rok później. W trzeciej klasie rzuciłam szkołę. "I dobrze, będziesz miała więcej czasu dla mnie" - powiedział mi przyszły mąż. Sam był tapicerem po zawodówce. To dobry zawód. Zawsze się znajdą wersalki do obicia.

Zakazał mi nosić miniówki i obcasy, bo inni patrzą. Miałam się nie malować, nie nosić biżuterii, bo celowo kuszę mężczyzn. Mieć czarne włosy i pozostać chudą, bo takie lubi. Odtąd sam wybierał mi ubrania i fryzury (gładkie, długie, bez grzywki). Jasne dla mnie było, że robi to wszystko z miłości do mnie i chce mojego dobra. Podobało mi się to. Nawet bardzo.

Czasem mówi do niej Misiaczku

- Dlaczego te kobiety dają tak sobą manipulować? Dlaczego nie uciekną? - pytam Krzysztofa Sarzałę, szefa gdańskiego Centrum Interwencji Kryzysowej prowadzonego przez PCK.

- Nie ma nic gorszego niż rada: "Spakuj się i odejdź" - mówi Krzysztof Sarzała. - Wiele kobiet jest totalnie uzależnionych od swoich mężczyzn. Mają dzieci, żadnych środków do życia, pozrywały kontakty z rodzinami i znajomymi. Problem finansowy jest dla nich nie do rozwiązania. Mogą przyjść do naszego hostelu, ale się nie decydują. Większość z nich liczy wciąż, że ich mężowie się zmienią.

Żadne statystyki dotyczące przemocy nie oddają prawdy o molestowaniu psychicznym. Ofiary przemocy przeważnie nie zgłaszają tego nigdzie.

- A jeśli już przyjdą do nas, to na przykład dlatego, że mąż jest alkoholikiem - dodaje Krzysztof Sarzała. - Więc wpisujemy powód zgłoszenia: alkoholizm. A to czubek góry lodowej, bo pod spodem kłębi się przemoc fizyczna i psychiczna.

Przemoc psychiczna to dręczenie, nękanie swojej ofiary. Odarcie jej z intymności, przestrzeni osobistej, wspomnień, niezależności.

Według prawa o przemocy w ogóle można mówić wtedy, gdy trwa dłuższy czas, powtarza się, jest zwyczajem w związku. Dotyczy to także przemocy psychicznej.

- Ofiara przemocy to osoba, która nie potrafi sobie sama poradzić ze sprawcą - mówi szef gdańskiego OIK. - To, co się dzieje, przekracza jej zdolności zaradcze, jest zagubiona, nic nie rozumie, traci psychiczną równowagę.

Najgorsze jest to gadanie

Karolina (ta, na którą pluje mąż):

- Kiedy postanowiłam skończyć zaocznie liceum (sama uskładałam pieniądze), rzucił pogardliwie: "Matura za kiełbasę spod lady". Kiedy poszłam na kurs księgowych, był zły. Wściekł się, gdy rok temu zaczęłam studia. Sądzę, że mąż ma zaniżone poczucie własnej wartości i jest zazdrosny o mój rozwój. Podczas kłótni każe mi być cicho, bo jestem głupio mądra i odzywam się, jakbym miała coś do powiedzenia. Farby i sztalugi mi połamał, chciał zalać wodą komputer (synek go po prostu błagał, żeby tego nie robił), poprzecinał kable do modemu. Sam do klawiatury nie usiądzie (bo to "gówniane wynalazki"). Książki nie poczyta (bo "we łbie mieszają"). Gazety też nie (bo "łżą jak najęte").

Znalazłam pracę, gdy syn poszedł do przedszkola. Jestem księgową, a byłam sprzedawczynią w sklepie, kasjerką. Czasem musiałam zostać dłużej. Gdy wracałam, mąż milczał. Czułam napięcie. Zaczynał od czegoś błahego. Że mu nie nałożyłam kalafiora na talerz, tylko postawiłam w misce na stole. Rozkręcał się jak lokomotywa Tuwima. Mówił, że się puszczam z kolegami z pracy. Na dowód kazał pokazywać bilety autobusowe. Czytał daty z kasownika. Jeśli nie zgadzały się co do minuty z rozkładem jazdy (miał spisany), był to dla niego mój dowód zdrady. Mówił, że śledził mnie i nakręcił na kamerze, jak jestem z kochankiem. Krzyczałam: "Pokaż ten film!". Nie pokazał. Tylko mówił jak nakręcony: "Mam film, mam film".

Najgorsze jest gadanie. Staje w przejściu między kuchnią a pokojem i zaczyna mówić. Monotonnie, całe godziny. Zatykam uszy, uciekam do łazienki, śpiewam, staram się go nie zauważać. A on gada i idzie za mną, wyjmuje drzwi z zawiasów i zadaje wciąż jedno pytanie: "Dlaczego mi to robisz?". "Co ci robię!!! Co?!" - drę się do niego. Nie odpowiada, tylko wciąż pyta. Już wolę dni ciszy po awanturach.

Jak nie chcę go słuchać, grozi, że się zabije. Rzuca się po nóż, przykłada sobie do gardła, biegnie do wyjściowych drzwi, robi sceny. Mówi synkowi, że tatusia już więcej nie zobaczy, że mamusia ma innego tatę dla niego. Krzyczy, że mnie wykończy.

Wiele lat kryliśmy kłótnie przed teściową. Niedzielna msza, rosół, szarlotka. Idealna rodzina. Ale kiedyś ją wezwałam, gdy znów szedł z nożem do wyjścia. Sama nie miałam już siły. Przyszła. Nakrzyczała na mnie: "Co ty robisz mojemu synowi?!". Zakazała mówić komukolwiek o tym, co się dzieje w domu: "Brudy pierze się u siebie".

Poprosiłam sąsiadów o pomoc. Jakby usłyszeli wrzaski, mieli dzwonić po policję. Udawali, że nie słyszą. Poszłam na policję. Pytałam, co mam zrobić, gdy mąż łapie za nóż. "A obdukcję pani ma? Nie? To w czym problem" - powiedział dzielnicowy.

Życie jak w serialu

Agata (ta, która przechodzi "sesje" z mężem adwokatem):

- Czytał moje listy, przeszukiwał szuflady, grzebał w kieszeniach. Niech pani sobie wyobrazi, załatwiałam się przy otwartych drzwiach do łazienki. "Masz jakieś tajemnice przede mną?" - pytał, gdy chciałam się zamknąć. Nie wolno mi go było denerwować, nie mogłam płakać, śmiać się głośno. Jak to robiłam, mówił: "Znów zaczynasz, niewdzięczna kobieto".

Bałam się go i bałam się życia bez niego. Miałam dom, ogród, futro z norek, koronkową bieliznę. Ale nie mogłam opuszczać domu bez wiedzy męża. Zresztą dokąd bym poszła? Do lasu? Mieszkaliśmy kawałek za miastem, a ja nie miałam na bilety autobusowe. Mawiał: "Po co ci pieniądze, skoro nie robisz zakupów?". Mąż kupował wszystko - jedzenie, kosmetyki, ubrania. Mnie zostawiał co rano instrukcje. Na przykład: posprzątać kuchnię, wypielić chwasty, wydepilować nogi. A ja, gdy kroiłam mu chleb, myłam po nim wannę, prasowałam jego koszule, to bez przerwy marzyłam, że jeszcze będzie między nami dobrze.

Ale czułam, że to nie jest normalne życie. Uzbierałam kiedyś z drobnych dziesięć złotych. Pojechałam do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej po pomoc. Czułam się jak kretynka, w futrze, przed biurkiem urzędnika. Nie umiałam wytłumaczyć, o co mi chodzi. Jakiej pomocy potrzebuję. Wyszłam.

Pamiętam film z Julią Roberts. Ona ma męża, który ją kocha, ale wymaga od niej całkowitego posłuszeństwa. Wścieka się, gdy w szafkach kuchennych jest nieporządek. Dla niego bałaganem są kubeczki nieustawione uszkami w jedną stronę. Ona w końcu ucieka. Jak ja jej zazdrościłam.

- A pani dlaczego nie uciekła? - pytam.

- Dokąd? Za co? Proszę pani, życie to nie film.

Tylko plują na widok żon

W gdańskim Centrum Interwencji Kryzysowej pracuje się ze sprawcami przemocy fizycznej i psychicznej.

- Zaczęło się od próśb kobiet o rozmowy z mężami - wspomina Krzysztof Sarzała, szef CIK. - Mężowie niechętnie zgadzali się na wizyty. Często przychodzili tylko po to, żeby przekonać naszych ludzi do swoich racji. Mężczyznę i kobietę przydzielaliśmy innym opiekunom. On przychodził regularnie, ale ona zaczynała się wycofywać, znikać, coraz niechętniej się pojawiała.

- Jak to?

- Otóż mężowie kłamali żonom na temat rozmów w centrum. Mówili na przykład: "Widzisz, miałem rację! Nawet tam tak uważają". I kobiety w to wierzyły. Dlatego teraz działamy z dużo większą ostrożnością. Kobieta zawsze wie, o czym rozmawiamy z jej mężem. On nie wie nigdy. Sytuacja jest nierównoważna, bo on jest dla nas tylko drogą do niesienia jej pomocy.

- Czy sprawca przemocy psychicznej może zmienić się pod waszym wpływem?

- No, nie zmieniają się nagle w aniołki. Kobiety się cieszą, bo ich mężowie nie robią awantur z nożem w ręku, tylko plują na ich widok. To duża zmiana.

- Dlaczego taki człowiek nęka psychicznie bliską osobę?

- Część z nich ma naprawdę psychozy i zaburzenia. Tymi się nie zajmujemy. Ale inni znęcają się, bo chcą uzyskać posłuch w domu i mieć autorytet. Nie znają innej drogi niż krzywdzenie innych. Walą więc pięścią w stół, uzależniają swoje ofiary finansowo i psychicznie, uważają je za własność. Inni tracą wrażliwość. Nie byli tacy w dzieciństwie, dręczenie kogoś na początku sprawiało im trudność. Skrzywdzić kogoś pierwszy raz to duże przeżycie. Ale trening czyni mistrza, więc z czasem znieczulają się, znajdują nawet upodobanie w krzywdzeniu. Uważam też, że sprawcy przemocy psychicznej są wspierani przez lokalne społeczności, kulturę, bo nie znajdują potępienia.

Mówił, że już taki jest

Mariola (ta, którą mąż głodzi):

- Mąż nie chciał, żebym szła do pracy, bo na pewno bym się puściła z kochankiem. Nie pozwalał mi też spotykać się z koleżankami. Na początku naszego związku, kiedy szłam na spotkanie do kawiarni, śledził mnie, dosiadał się do nas do stolika. Potem straciłam kontakt z koleżankami. Miałam zajmować się domem. On przychodził z pracy, kładł się na wersalce, włączał telewizor. Nie robił w domu nic. Kiedyś dostałam ataku rwy kulszowej. Akurat syn zaczął raczkować. Czołgałam się po podłodze za dzieckiem. Pamiętam, że poprosiłam go wtedy, żeby zrobił małemu jeść. Wstał niechętnie, zrobił mleko. Ale umycie garnka przerosło go. Rzucił wszystko do zlewu. Jego ojciec w domu też nic nie robi. Ale tam rządzi teściowa. Teść to cichy człowiek, nie odzywa się.

Nasz syn ma 12 lat, zadaje pytania, zachęca do zabawy, chce się przytulać do ojca. Mąż tego nie lubi. Jak syn czegoś nie wie podczas odrabiania lekcji, mąż stuka go w głowę i mówi: "Ty durniu, półgłówku, idioto, cymbale". Ostatnio dzieciak dostał jedynkę. Mąż spakował wszystkie jego zabawki w worki i schował pod łóżkiem. Zostawił mu tylko książki i zeszyty. Syn się teraz nie bawi. Ale dziecka mąż nigdy nie uderzył. Krzyczał tylko i wymachiwał pasem, aż się dzieciak zsikał w majtki ze strachu. Nigdy razem nigdzie nie wyszli. Nigdy nie zabrał nas za miasto na wycieczkę. A jak wyjechał kiedyś sam, służbowo, dzwonił do domu co dwie godziny i pytał: "Co tak długo nie odbierałaś? Gzisz się w łóżku z gachem?".

Pracowałam jakiś czas. Byłam sprzedawczynią w sklepie spożywczym, przyjmowałam towar, nauczyłam się obsługi komputera. Za odłożone pieniądze wyremontowaliśmy kuchnię. Ale musiałam się zwolnić, nie zdążałam odbierać syna z przedszkola.

Jeszcze sześć lat temu jego pensja wystarczała nam na życie. Przychodziła na wspólne konto. Miałam z niej utrzymać dom, mąż miał zaskórniaki na swoje przyjemności. Kupił z nich komputer, telewizor, DVD. Przynosił do domu i zaznaczał, że to jego. Ja nie pracowałam, więc mnie się nic nie należało, bo byłam darmozjadem. Gdy pytałam, czy w takim razie mogę znaleźć pracę, mówił, że nie. Czemu nie? Bo nie.

Ceny rosły, a pensja męża nie. Przed pierwszą klasą synka, kiedy kupiłam mu podręczniki, zabrakło nam do pierwszego. Mąż uważał, że przepuszczam pieniądze. Myślałam, że pewnie ma rację. Rozliczałam się z każdej złotówki, czy pani wie, że opisywałam paragony?

I tak nie starczało. Cztery lata temu mąż zabrał mi kartę do bankomatu, przepisał konto na siebie i sam zaczął robić zakupy. Szedł do sklepu w sobotę. Kupował trochę bez sensu, jak to facet. Na przykład dużo mięsa i żadnej włoszczyzny. Jeden bochen chleba, kostkę masła i pięć koncentratów pomidorowych. Co miałam z tym robić? Gotowałam zupę na tydzień. Jak chleb kończył się w środę, do soboty już go nie kupił. "Żrecie za dużo, nie mam pieniędzy" - mówił.

- Głodził dziecko, a pani nic mu nie mówiła? - przerywam Marioli.

- Wierzyłam, że nie ma tych pieniędzy - odpowiada. - Skoro ja nie kłamię, czemu ktoś miałby mnie oszukiwać? Ja wtedy próbowałam to powiedzieć teściowej, nie chciała słuchać: "Wasze sprawy, nie wtrącam się". Moja mama uważała podobnie. Ona choruje od kilku lat na depresję. Nie interesuje jej świat zewnętrzny.

W listopadzie ubiegłego roku mąż odciął zupełnie pieniądze. On płacił za światło i czynsz. Kupował sobie jedzenie, a nam wydzielił półkę w lodówce. Udało mi się załapać sprzątanie na godzinę trzy razy w tygodniu. Akurat między jego telefonami, bo sprawdzał co dwie godziny czy jestem. Sprzedałam w lombardzie swoją biżuterię, kilka srebrnych pierścionków. Starczyło do grudnia.

Dużo poradników

Karolina postanowiła, że nie odejdzie. Jej mąż ma dobry kontakt z dzieckiem. Nie zmienił się, nadal jest zazdrosny i agresywny. Ale są dni, gdy ugotuje dla nich obiad (bo ona jest na zajęciach) i wieczorem idą na spacer. Karolina czyta bardzo dużo poradników psychologicznych.

Agata znalazła wsparcie i pomoc w jednym z Centrów Interwencji Kryzysowej w Polsce. Nie odeszła od męża.

Mariola zwracała się po pomoc do kuratora sądowego, ale odesłał ją z kwitkiem. W Unii Demokratycznej Kobiet dostała poradę, że za 200 zł może zrobić kurs opiekunek środowiskowych. W Centrum Interwencji Kryzysowej zaproponowano jej miejsce w hostelu, ale się nie zdecydowała. Znalazła pracę opiekunki do dziecka. Mąż się na to zgodził, gdy okazało się, że w szkole powinien płacić za obiady syna. Tydzień temu wynajęła mieszkanie na pół roku. Wyprowadza się.


Źródło: Duży Format, Gazeta Wyborcza

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #95 dnia: Listopad 01, 2007, 09:43:44 am »
Pokrewne wątki dot. przemocy:

Cicha rodzinna przemoc
http://forum.darzycia.pl/topic,3671.htm

Dziecko krzywdzone, bite, poniżane
http://forum.darzycia.pl/topic,3490.htm


oraz:

Przemoc w szkole a piewcy "bezstresowej" patologii
http://forum.darzycia.pl/topic,994.htm

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #96 dnia: Listopad 06, 2007, 10:34:14 am »
By przemoc móc zmóc

Według danych policyjnych liczba osób, które doświadczają przemocy wynosi rocznie około 150 tys. Ponad 35 tys. ofiar stanowią dzieci w wieku 13-18 lat. Zapobieganiem przemocy wobec dzieci zajmują się specjalne instytucje i organizacje, jednak coraz częściej mówi się o konieczności włączenia w obszar działań profilaktycznych osób mających bezpośredni kontakt z dziećmi, w tym szczególnie lekarzy, nauczycieli, pracowników szkolnych.

Procedury interwencji służb medycznych i możliwości ich zastosowania są przedmiotem badań dr n. med. Joanny Cieleckiej- Kuszyk z Instytutu "Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka".

"Rola, jaką lekarz może spełnić w przeciwdziałaniu przemocy wobec dziecka jest wyjątkowa - wyjaśnia dr Cielecka-Kuszyk. - Dlatego warto wypracować odpowiednie metody dotyczące procedur interwencji".

Metody te powinny obejmować m.in.: wprowadzenie określonego schematu badań diagnostycznych, mających na celu postawienie właściwej diagnozy i właściwego udokumentowania faktu przemocy, wdrożenie standardowego formularza zgłoszeniowego do użytku przez służbę zdrowia, udzielenie właściwej pomocy, a w określonych przypadkach hospitalizację dziecka oraz opiekę nad nim w formie częstych wizyt kontrolnych i monitorowania rozwoju psychosomatycznego.

"Konieczne jest również wprowadzenie odpowiedniego schematu procedur interwencji przy podejrzeniu lub po ujawnieniu przemocy wobec dziecka - dodaje Cielecka-Kuszczyk. - Samo przesłuchanie dziecka i badanie powinno być przeprowadzone w sposób nie narażający go na wtórne urazy. Powinno unikać się wielokrotnych przesłuchań, a konieczne badania medyczno-psychologiczne wykonywać możliwie szybko, bez przeciągania w czasie, możliwie bezpośrednio po fakcie przemocy".

Zagadnieniem włączenia pielęgniarek w proces przeciwdziałania przemocy wobec oraz wśród dzieci zajmuje się mgr Beata Brosowska z Katedry Nauczania Pielęgniarstwa Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

"Przyczyny nieprawidłowych zachowań dzieci i młodzieży są złożone - tłumaczy Brosowska. - Należy ich upatrywać przede wszystkim w rodzinie oraz w szkole. Nieobojętne pozostają także uwarunkowania tkwiące w grupie rówieśniczej, oddziaływania mediów oraz czynniki społeczne".

Jak dodaje, formy agresji dziecięcej mogą być różne: od znęcania się nad zwierzętami, poprzez wyszukane sposoby postępowania z rówieśnikami, aż do maltretowania rodziny i innych dorosłych. Szczególnym przejawem nieprawidłowości, która przyjmuje w ostatnim czasie rozmiary alarmujące, jest przemoc rówieśnicza, z jaką najczęściej mamy do czynienia w szkole.

Ze skutkami stosowania przemocy mogą zetknąć się pielęgniarki pediatryczne, jednak wydaje się, że problem ten najbardziej dotyczy pielęgniarek pracujących w instytucjach nauczania i wychowania. Dlatego główne zadanie pielęgniarki szkolnej powinno polegać na identyfikowaniu uczniów, którzy mogą być ofiarami lub sprawcami przemocy.

"Jedni i drudzy mogą stanowić grupę ryzyka zaburzeń zdrowia psychospołecznego - dodaje Brosowska. - Stwierdzenie niepokojących objawów jest wskazaniem do podjęcia działań służących szczegółowej diagnozie sytuacji i udzieleniu uczniowi właściwej pomocy".

PAP - Nauka w Polsce, Magdalena Weker

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #97 dnia: Listopad 06, 2007, 04:27:43 pm »
... i ślubuję Ci przemoc ...



Ataki i agresja skierowane przeciwko drugiej osobie, to „podstawa” istnienia wielu związków. I choć najczęściej małżonkowie czy partnerzy przyznają zgodnie, że tak żyć się nie da, to wciąż przeżywają i prowokują setki sytuacji prowadzących do przemocy. Dlaczego tak się dzieje?

Brian to najcudowniejszy człowiek na świecie – zwierza się rozpromieniona Ros swoim przyjaciółkom, bo jej związek z wdowcem z czwórką dzieci zaczął się bardzo romantycznie. Zakochuje się w nim bez pamięci. Wreszcie (w wieku 35 lat) czuje się kobietą spełnioną: nie tylko prowadzi z powodzeniem własną firmę, ma swój apartament w mieście, ale znalazła też mężczyznę pełnego energii, z fantazją, zaspokajającego jej potrzeby. Deklaracje zaufania, akceptacji, wierności, jedności duchowej – jakże to uszczęśliwia Ros i daje jej poczucie bezpieczeństwa. Czuje się wreszcie uwielbiana, kochana. I tak bardzo chce być kochana, że choć Brian już po dwóch miesiącach znajomości zaczyna ujawniać zachowania nacechowane przemocą, Ros tłumaczy je, bierze winę na siebie. Za każdym razem zastanawia się, czy to ona nie reaguje przesadnie, czy nie wyolbrzymia sytuacji, czy nie osądza Briana pochopnie.

Tak zaczyna się i tragicznie kończy jednocześnie szczęście w życiu Rosalind B. Penfold, autorki książki Kochać zbyt mocno (kapcie potwora). Czyli o tym jak wygląda przemoc domowa. Przez kolejne dziesięć lat u boku Briana przeżywa wiele traumatycznych sytuacji. Tą historią, smutną, tragiczną, wstrząsającą, Ros dzieli się dzisiaj z innymi kobietami, aby umiały w porę rozpoznać w swoich związkach mechanizmy przemocy, dostrzec zachowania wskazujące, że rozpoczyna się w ich związku proces dominacji, manipulacji i przewagi. Książka ma ciekawą i przystępną formę – Ros stworzyła rodzaj komiksu, budując swoją opowieść z rysunków pokazujących sytuacje, w których w jej życiu miały miejsce zachowania uzależniające, zniewalające, świadczące o przemocy ze strony męża i jej uległości wobec jego manipulacji. Przekaz jest sugestywny, jasny i przejrzysty – książka pokazuje kolejne etapy zniewolenia kobiety oraz zachowania całej rodziny, łącznie ze skutkami podjętych działań. Niewątpliwie będzie niosła pomoc wielu kobietom. Pamiętnik Rosalind Kochać zbyt mocno, to swoiste studium przemocy domowej, zawierające szczegółowy zapis nierównego układu sił i władzy, w którym strona silniejsza podporządkowuje i kontroluje stronę słabszą poprzez terror.

Granice godności


Historia dziesięcioletniego związku Ros uświadamia kobietom i mężczyznom, że w bliskich związkach warto pamiętać o granicach własnej godności, własnego świata, własnego prawa do indywidualności, którego bez naszej zgody nikt nie może naruszać. Wielu kobietom przyzwalającym na przemoc potrzebna jest pewność, że mogą w relacjach z mężczyzną ustalać własne terytorium, na które nikt nie powinien wchodzić „z butami”, nawet w imię miłości. Idea bliskości, uwspólnienia, dążenia do jedności w związku jest piękna, ale ważne, aby kobieta i mężczyzna rozumieli ją tak samo i mieli takie samo prawo do ustalania oraz szanowania własnych granic. Nie jest to z pewnością przykład dążenia do jedności w miłości, gdy mężczyźni „uwspólniają” na zasadzie „moje potrzeby stają się twoimi – w konsekwencji naszymi”, a kobieta rezygnuje z siebie, ze swojego świata, ze swojej inności.

Mężczyźni nie są otwarci na budowanie partnerskich związków nie dlatego, że nie chcą ich tworzyć, ale dlatego, że nie wiedzą, jak one powinny wyglądać. Miłość, partnerstwo to wielka sztuka, a nikt nie uczy nas, jak kochać, szanując wolność drugiej osoby. Mężczyźni często też nie chcą partnerstwa, bo tak jest im łatwiej i wygodniej funkcjonować. Kobiety poddają się więc manipulacjom i same też manipulują, bo myślą, że to jedyna droga porozumienia z mężczyzną i utrzymania związku. A mężczyźni nie zmienią się, dopóki nie usłyszą od kobiet asertywnego „stop”, dopóki nie dotrze do nich wyraźny sygnał, że coś jest nie tak, że gdzieś zaburzona jest harmonia i bezpieczeństwo w związku. Przyjrzyjmy się zatem kilku historiom związków...

Romantycznie i nieświadomie

W wielu związkach ujawniają się mechanizmy walki i przemocy, gdyż kobieta i mężczyzna nie umieją sobie poradzić z tymi tendencjami już na samym początku znajomości. Często takim parom brakuje świadomości zaistniałych problemów oraz wiedzy, że mogliby szukać pomocy i wsparcia. Pozostają na ogół sami ze swoimi trudnościami i to one piszą scenariusz wspólnego życia...

Aneta, gdy poznała Daniela, była nim zachwycona. Oboje studiowali, mieszkali w akademiku. Daniel był troskliwy, czuły, otaczał ją opieką. O nic nie musiała się martwić, bo on zawsze był przy niej. Wkrótce zamieszkali razem w wynajętym mieszkaniu w Warszawie. Anecie nie zależało szczególnie na tym, jak ma wyglądać ich wspólne gniazdko, więc cieszyła się, że Daniel sam zadbał o nie. Niektóre rzeczy, które kupił, np. łóżko, były według niej całkiem bez gustu i mało funkcjonalne, ale nie chciała mu tego wypominać i prowokować kłótni. Trochę ją wprawdzie czasem irytowało to, że Daniel sam podejmuje decyzje we wspólnych sprawach, że nie pyta ją o zdanie, ale nie chciała sprzeczkami o drobiazgi psuć tego, co piękne między nimi. Widziała, jak ją kocha, jak jej potrzebuje. Spędzali razem dużo czasu, Daniel przychodził po nią na uczelnię, wracali do domu i prawie nie rozstawali się. Był bardzo zazdrosny, co według Anety świadczyło o sile jego miłości. Nie chciała mu robić przykrości, więc przestała się widywać ze swoimi kolegami z roku. Nie chodziła też na imprezy, bo Daniel nie lubił się bawić, a gdy tylko zatańczyła z kimś innym, był zły, czasem nawet agresywny. Podejrzewał, że już go nie kocha, straszył, że tego nie zniesie i zmuszał Anetę do powrotu do domu, wzywając taksówkę i niemal siłą wyprowadzając z imprezy. Każda noc po takim zdarzeniu była okropna. Daniel albo odwracał się do niej plecami i nic nie mówił, albo kochał się z nią tak, że to aż bolało, całkiem bez czułości i wyczucia jej potrzeb. Czasem zastanawiała się, czy to ten sam mężczyzna, który potrafił być tak delikatny i pełen ciepła, troskliwy i opiekuńczy. Twarz i ciało były te same, ale zachowania nie przypominały jej ukochanego.

Niestety, zdarzało się to coraz częściej. Dobrze działo się tylko wtedy, kiedy było tak, jak chce Daniel. Aneta ani nigdzie nie mogła wyjść bez niego, ani nikogo zaprosić. Nawet gdy przyjeżdżała jej mama, Daniel okazywał niechęć, zniecierpliwienie i złość, że zabiera Anecie czas przeznaczony dla niego. Po trzech latach Daniel oświadczył się Anecie i oczywiście miał już gotowy scenariusz ślubu i wesela. Kupił jej nawet suknię ślubną i bieliznę na noc poślubną... Aneta nie bardzo przywiązywała wagę do tego, co zewnętrzne, więc z pewną ulgą przyjęła fakt, że Daniel wszystko zorganizował. Ślub był bardzo uroczysty, wesele huczne i wszystko wyglądało idyllicznie.

Poza tym, że wkrótce po ślubie Daniel stał się jeszcze bardziej zazdrosny – nawet o 60-letniego sąsiada, z którym rozmawiała o sprawach ich kamienicy. Kiedyś przyłapała męża na tym, że sprawdzał jej telefon komórkowy, czytał sms-y. Jej nigdy nie przyszło do głowy kontrolowanie Daniela, więc tym bardziej nie rozumiała jego zachowań. Pewnego wieczoru zobaczyła, że czyta jej korespondencję mailową. Tego było już za wiele – nie zrobiła przecież nic, co mogłoby zagrażać ich związkowi. A poza tym ona mu nie zaglądała do laptopa. Gdy powiedziała to Danielowi – stwierdził kategorycznie, że odkąd jest jego żoną i łączy ich sakrament małżeństwa, to wszystko jest wspólne i nie powinna mieć przed nim tajemnic. Wtedy po raz pierwszy krzyknęła na niego, że jest jego żoną, ale nie jest jego własnością. I po raz pierwszy dostała od niego w twarz...

Pierwszy poważny kryzys przeżyła, kiedy okazało się, że jest w ciąży. Z radością powiadomiła o tym męża. I wtedy... dostała w twarz po raz kolejny, a potem pchnął ją tak, że upadła na szafę i mocno się potłukła. Daniel miał pretensje, że zaplanowała sobie dziecko bez niego, że zrobiła coś, o czym on nie wiedział, że go oszukała, że nim manipulowała. Gdy ochłonęła, próbowała z nim rozmawiać, ale nie mogła sobie poradzić z jego agresją. Uciekła do mamy, ale cały jej świat się zawalił, nagle runął w gruzy. Teraz jest już po terapii, urodziła śliczną córeczkę Paulinę, odzyskała swoją siłę i kobiecość. Próbowała namówić Daniela na terapię małżeńską, ale nienawiść do niej przesłaniała mu realne widzenie sytuacji – nie potrafił myśleć o rozwiązaniach. Lepiej było go więc unikać, niż narażać się na to, co jakoś przestał kontrolować. W końcu złożyła pozew o rozwód.

Czy historia Anety i Daniela musiała zakończyć się rozwodem? Czy eskalacji przemocy w tym związku można było zapobiec? Czas zakochania, miłości romantycznej pozwolił im przecież w początkowej fazie na zaufanie sobie wzajemne, na bezpieczeństwo bycia ze sobą i cieszenie się przepływem dobroczynnych uczuć. Wkrótce jednak w ich relacje wkradły się lęki, obawy, niepewność. Często się tak zdarza, że w związek, który kobieta i mężczyzna zaczynają budować, wkradają się schematy z przeszłości. Każde z partnerów przeżywa na nowo poczucie zagrożenia – nieraz traumatyczne, często mające swoje podłoże jeszcze w dzieciństwie, a potem w doświadczeniach różnych związków. Jeśli oboje znajdą w sobie na tyle odwagi, aby zobaczyć, co im przeszkadza w tworzeniu związku, to mogą wspólnie zbadać przyczyny destrukcyjnych zachowań i znaleźć sposoby na uwolnienie się od nich. Często pomagają w takich momentach szczere rozmowy na temat tego, jakie doświadczenia wnoszą do wspólnego związku i jak mogą sobie wzajemnie pomóc, aby ich automatycznie nie powielać.

Aneta i Daniel przez kilka lat wspólnego życia nie potrafili rozmawiać o tym, co im przeszkadzało czuć się dobrze, ufać sobie. Daniel chciał sobie zapewnić bezpieczeństwo poprzez sprawowanie kontroli nad Anetą, ułożenie jej życia tak, aby była przy nim, aby go nigdy nie zostawiła. Im bardziej bał się odrzucenia, im bardziej czuł się zagrożony, tym bardziej walczył, tym więcej agresji wykazywał. Aneta, bojąc się jeszcze większej eskalacji złości, a w konsekwencji rozpadu związku, stosowała wyuczone od dzieciństwa schematy unikania i zaprzeczania konfliktom. Uważała, że lepiej przeczekać trudne sytuacje, lepiej nic nie mówić, aż Danielowi przejdzie. Tym samym dawała mu ciche przyzwolenie na takie jej traktowanie, na nieuwzględnianie jej potrzeb, na jej ograniczanie i tłamszenie. I tak wciąż ponawiali automatycznie ten sam schemat, który wtłaczał ich w role sprawcy i ofiary. Daniel nawet nie miał szans, aby poznać potrzeby Anety, aby je zrozumieć, bo przecież nie mówiła mu ani o swoich uczuciach, ani o oczekiwaniach. Nie rozumiała jego zachowań, ale bała się poprosić o wyjaśnienia, bo natychmiast stawał się drażliwy i od razu oskarżał – że to ona jest powodem jego frustracji.

Nie jest łatwo zobaczyć w samym sobie to, co przeszkadza w budowaniu bliskości. Jeszcze trudniej jest to ujawnić drugiej osobie. Często trzeba rozpoznać i zaakceptować w sobie lęki przed krytyką, brakiem akceptacji, odrzuceniem i zaufać, że wybrana przez nas osoba pomoże nam poradzić sobie z trudnościami. Jeśli partnerom udaje się pokonać tę barierę, pozwalają sobie wzajemnie na uruchamianie zrozumienia, czułości i troski w związku. Im mniej bowiem wnoszą lęków we wzajemne relacje, tym więcej jest w związku miejsca na miłość. Związek dwojga ludzi powinien nieustannie ewoluować w takim kierunku, by utwierdzał partnerów w przekonaniu, że jest dobry, piękny i twórczy. W tym celu oboje – każde z osobna i poprzez wspólną pracę – muszą szukać tego, co buduje i pracować nad uwalnianiem się od tego, co niszczy.

Świadomie i wspólnie


Piotr i Anna są już w drugiej połowie swojego życia – tej bardziej świadomej, dojrzałej, dorosłej. Oboje są po czterdziestce, każde z nich ma za sobą rozwód i parę nieudanych związków, w których próbowali na nowo odnaleźć miłość. Spotkali się w podobnym etapie życia – zdawali sobie sprawę z własnych potrzeb jeśli chodzi o budowanie satysfakcjonującego związku, a jednocześnie niemal stracili nadzieję, że taki związek jest możliwy. Żonaci od wielu lat przyjaciele Piotra nie radzą mu pakować się w kolejne tarapaty, bo jednak wolność to wolność, a nie można jej mieć z kobietą u boku. Jego dobry kolega, który ostatnio rozstał się ze swoją dominującą partnerką, uważa, że wszystkie kobiety w pewnym wieku robią się jędzowate i stosują przemoc psychiczną, więc nie warto ryzykować. Piotr coraz bardziej ufa Annie i czuje się z nią cudownie, gdy się spotykają. Jednak gdy zaczyna myśleć o związku z nią, uruchamiają się lęki przed odrzuceniem, przed dominacją. Całe życie bronił się przed despotyczną mamą, która zawsze lepiej od niego wiedziała, co powinien w życiu robić. Potem też miał takie partnerki – żadna nie zostawiała mu przestrzeni, tylko próbowała ją zapełnić całkowicie sobą. To on był tym, który kochał, adorował, spełniał potrzeby kobiet, wspierał je w ich problemach, otaczał czułością. I co dostawał w zamian? – pretensje, wrzask, byle jaki seks, oschłość. Z bezradności i bezsilności sam też zaczął atakować, wyrażając w ten sposób swoje dramatycznie niezaspokojone potrzeby akceptacji, wysłuchania, troski, zrozumienia. Kłótnie pozwalały mu odzyskać siebie oraz uwalniać się od przymusu i dominacji. I choć nie chciał w życiu walki, to jednak coraz częściej uruchamiał mechanizmy przemocy i one stawały się podstawą jego związków z kobietami.

Tendencje do odczuwania stanów osaczenia bardzo przeszkadzają w budowaniu partnerskiego związku. Piotr albo sam tak się czuł w związkach z kobietami, albo – aby nie przeżywać tego, co bardzo niewygodne – sam próbował od początku znajomości przejmować kontrolę nad związkiem, dominować, decydować, narzucać. Kobiety albo się podporządkowywały, a potem wciąż były nieszczęśliwe i miały do niego żal, albo buntowały się i odchodziły. W rezultacie stwierdził, że nie ma szczęścia do kobiet, że nikt nie potrafi już kochać i że przytrafiają mu się wyłącznie toksyczne związki...

Człowiek, który boi się dominacji, wciąż ponawia ten lęk wchodząc w kolejne związki, albo je blokując z tego powodu. Póki nie poradzi sobie z własnymi lękami, nie zobaczy ich ulotności i mechanizmu powstawania, one będą pojawiać się znowu i stymulować podobne doświadczenia. Albo my panujemy nad lękami, albo one panują nad nami. Niebezpieczeństwo polega na tym, że z lęku przed dominacją na ogół łatwo wchodzi się w związki uzależniające i objawia się to jak samospełniająca się przepowiednia. I człowiek albo sam jest uzależniony, „podczepiając się” pod silniejszą osobowość i utwierdzając w roli ofiary, albo, jeśli trafi na osobę wycofującą się, uległą, szybko uzależnia ją od siebie, bo stara się wszystko mieć pod kontrolą, ograniczać (z lęku przed tym, że utraci to, co jawi mu się jako szczęście), nie wypuścić z rąk. Czyli ze strachu w pewien sposób ubezwłasnowalnia drugą osobę, nie dając jej wolności. Tak „kochają” neurotycy – pragnąc bliskości i miłości, a jednocześnie cały czas bojąc się, że ją utracą, że nie mogą być kochani.

Piotr, mimo bolesnych doświadczeń, neurotykiem nie jest i wierzy, że można pracować nad sobą, że zmiany są możliwe. Niewątpliwie jednak podstawą jest, aby te powtarzane ustawicznie schematy zauważyć w sobie, a potem coś z nimi zrobić, aby nie determinowały życia z drugą osobą. I trzeba ćwiczyć wytrwale, aby to nie wracało. Anna ostatnio powiedziała Piotrowi, że tendencje do dominacji i uległości widzi jako problem każdego z nich z osobna, ale i wspólny. Zaproponowała, aby spróbowali wspierać się w tych trudnościach, bo sama też zmaga się z podobnymi nawykowymi reakcjami w swoim życiu. Radziła sobie z tym różnie – na ogół albo walcząc o swoje, albo wycofując się i pozwalając, by partner stosował wobec niej przemoc. Ważne jest, aby zbliżając się do siebie, Anna i Piotr nie koncentrowali się na tym, co potwierdza ich dotychczasowe koncepcje niepowodzenia w związkach, lecz na tym, co mogłoby być dla nich spełnieniem. Samo zauważenie, że można inaczej podejść do siebie wzajemnie, do wizji związku, do problemów, już pomaga uwolnić się od wielu lęków i otworzyć przestrzeń dla budowania bliskości, bezpieczeństwa.

Mężczyzna kocha zbyt mocno


Robert poznał Urszulę na weselu kolegi. Zauroczyła go od pierwszego wejrzenia. Był to trudny dla niego czas – właśnie usiłował się wyplątać z toksycznego związku z Martą, w którym tak mu brakowało ciepła, czułości, troski. Dla Marty liczyła się tylko ona sama. Wpadała do niego tylko wtedy, gdy jej się chciało, a gdy on jej potrzebował, nigdy nie miała czasu. Aż odeszła, mając mnóstwo pretensji, że to on jest niezdecydowany. Jak zwykle nie miał nic do powiedzenia, więc pozostało mu poradzić sobie jakoś z tą sytuacją.

Urszula zjawiła się jak cud. Postanowił, że to już będzie związek na całe życie. Urszuli też Robert się podobał, ale od początku irytowało ją to, że często nie potrafił podjąć decyzji nawet co do miejsca spotkania. Zawsze czekał na jej propozycje i zawsze się z nią zgadzał, czy miała rację, czy nie. Po kilku miesiącach znajomości zamieszkali razem. Urszula zaczęła szukać innej pracy, gdyż uznała, że zanim urodzi dziecko, chce się ustawić zawodowo i finansowo. Robert był zadowolony ze swojej pracy przedstawiciela handlowego, więc nie poddawał się sugestiom Uli, że też powinien szukać czegoś lepszego. Na tym polu zaczęły się pierwsze nieporozumienia między nimi. Urszula, gdy nie robił czegoś tak jak ona chciała, szybko wpadała w furię, robiła awantury.

Kiedy raz go uderzyła w takim ataku wściekłości, popłakał się z bezradności. Zobaczył, jak ulega przemocy ze strony swojej ukochanej kobiety i jak bardzo go to zabolało. Niestety, takie sytuacje zaczęły się powtarzać coraz częściej. Robert widział wyraźnie, jak Ula nieświadomie odtwarza wzorce ze swojej rodziny, w której mama rządziła domem, a ojciec nie miał nic do powiedzenia. Próbował z nią o tym rozmawiać, ale to ją rozjuszało jeszcze bardziej. Wyzywała go, obrzucała obelgami, poniżała. O atakach szału mówiła, że to silniejsze od niej i że inaczej nie potrafi. Pewnego popołudnia Robert postanowił namówić ją na terapię, gdy już całkiem nie wiedział, jak może jej pomóc – nadmierna dobroć, troska i czułość nie skutkowały. Wtedy rzuciła w niego garnkiem z gorącą zupą. Miał poparzone nogi i brzuch. Delikatna i subtelna kobieta, którą wybrał spośród wielu innych, którą tak bardzo kochał, coraz bardziej odsłaniała twarz tyrana. Chciał swoją miłością ochronić ją przed nią samą. Nie mógł znieść, że Ula pozwala, aby zło tak w niej działało, tak ją i jego niszczyło. Im bardziej chciał pomóc, tym większej doświadczał przemocy. Gdy odszedł od Urszuli, był strzępkiem nerwów.

Historia Roberta i Urszuli jest kolejną z serii „kochać zbyt mocno”. Wiele związków funkcjonuje według takiego schematu – w imię miłości jedna z osób dominuje, przejmuje władzę, a druga zrzeka się jej dla partnera. Takie relacje nie budują więzi, a mury. Kobieta i mężczyzna coraz bardziej oddalają się od siebie. Osoba, która przewodzi, albo nadużywa władzy i w skrajnych przypadkach staje się sprawcą przemocy, albo czuje się winna. Osoba, która się podporządkowuje, która ulega, ma głębokie poczucie krzywdy, pogłębiającą się urazę. W końcu, nie mogąc znieść dłużej roli ofiary albo buntuje się, albo szuka pomocy.

Mechanizmy kontroli są formą obrony, wynikającą z dużego poziomu lęku. Szukamy bliskich związków z ludźmi, aby poczuć się bezpiecznie, a jednocześnie nie wierzymy w to, że można funkcjonować w prawdziwie partnerskim związku z drugą osobą. Wracają więc zagrożenia i trudności. To, co już kiedyś się przydarzyło – niepowodzenie, brak akceptacji, strata, odrzucenie, upokorzenie, opuszczenie – pojawia się w formie obaw i lęków. Dopóki projekcje z przeszłości kładą się cieniem na budowaniu nowego związku, dopóki partnerzy nie potrafią się od nich uwolnić – walczą ze sobą.

Kochać zbyt mocno, to kochać bez szacunku dla własnych granic i granic partnera, dla inności. To ulegać, to zgadzać się na wszystko, to nie wyrażać swoich uczuć i potrzeb... Aby związek był bezpieczny i nie wkradały się do niego lęki z przeszłości, ważne jest wspólne ustalanie zasad i reguł jego funkcjonowania oraz szanowanie ich. Zdrowa relacja kobiety i mężczyzny potrzebuje w niektórych sytuacjach wyrażenia niewygodnych uczuć – złości, niechęci, dezaprobaty itp. – jako sił pozwalających zachować dystans i żywotność związku. Jeśli ktoś w relacjach z drugą osobą ustanawia swoje granice, wyraża otwarcie uczucia, pozwala w ten sposób partnerowi poznać swoje potrzeby, zrozumieć je, zaakceptować, a często też zaspokoić. Jeśli tych granic nie ma jasno określonych, partner nie wie, czego może się spodziewać, jakie są oczekiwania drugiej strony i do jakiego stopnia może realizować wyłącznie własne potrzeby.

Od walki do współpracy

Agnieszka i Paweł są małżeństwem od 20 lat. Mają trzech synów: jeden studiuje, drugi w tym roku zdaje maturę, a trzeci jest gimnazjalistą. Przeszli w związku wiele kryzysów, przeżywali też razem problemy związane z wychowaniem dzieci. Paweł jest artystą plastykiem i ma wolną duszę, potrzebuje przestrzeni. Agnieszka jest pedagogiem i praca z ludźmi jest sensem jej życia. W związku z Pawłem dotąd trudno jej nieraz opanować swoje tendencje do dominacji i uwzględniać potrzeby artystyczne męża. Paweł, wciąż bardzo zakochany w Agnieszce, często nie radzi sobie ze swoją zazdrością i dzieleniem się żoną z innymi ludźmi, którzy ją kochają. Wiele razy przeżywali burze emocjonalne, głębokie kryzysy, mieli obawy, czy wytrzymają ze sobą.

To, co obecnie podkreślają jako wielki atut ich małżeństwa, to umiejętność powracania w rozmowach do sytuacji, które były trudne i omawianie ich. Ważna jest w ich związku chęć obydwu stron, aby wyjaśniać nieporozumienia, aby pokazać własny punkt widzenia i zobaczyć perspektywę partnera. Kilka lat temu znajomi zaprosili ich na cykl warsztatów dotyczących dialogu w relacjach międzyludzkich. Było to dla nich – jak mówią – niesamowite doświadczenie. W programie realizowanym podczas dziesięciu spotkań, sześć par małżeńskich przyswajało wiedzę i doskonaliło umiejętności komunikowania się budującego kontakt. Uczestniczyli w ćwiczeniach, uczyli się wyrażać uczucia, potrzeby, prośby, wdzięczność, dzielili się własnymi doświadczeniami i korzystali z potencjału innych. W atmosferze akceptacji i wsparcia mieli też możliwość dokonywania analizy swojego postępowania, zobaczenia własnych błędów. Szukali pomysłów na zmiany, omawiając konkretne sytuacje z osobami prowadzącymi oraz z innymi uczestnikami warsztatów. Taka forma pracy warsztatowej z innymi ludźmi wniosła twórczy powiew do związku Agnieszki i Pawła. Pokazała im drogę do tego, aby nadal mogli się rozwijać jako osoby i jako para.

Historia Agnieszki i Pawła pokazuje, że choć tendencje do dominacji i walki w związku pojawiają się i są wyraźne, to jeśli dwoje ludzi chce wzajemnie się wspierać i pomagać sobie – ich związek będzie trwał bez względu na to, ile przeszkód mają do pokonania. A o to przecież chodzi.

Alicja Krata jest mediatorem i psychoedukatorem w Ośrodku Mediacji i Dialogu Kancelarii Prawniczej „Patrimonium” w Warszawie. Interesuje się zagadnieniami komunikacji budującej kontakt i rozwiązywania konfliktów. Prowadzi szkolenia z zakresu komunikacji, rozwiązywania konfliktów, mediacji i rozwoju osobowości.


onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #98 dnia: Listopad 08, 2007, 06:20:33 pm »
Przemoc w rodzinie

Tekst: Lidia Ostałowska

Młodzi policjanci są bardziej kompetentni i życzliwi: - Wiedzą, że jak odjadą, facet znów będzie bił, więc zabierają go. A starsi: "To nie taksówka. Proszę załagodzić sytuację, porozmawiać". Ale jak? On tu lata z nożem!

Irena z przegródki portfela wyjmuje fotografię. Starsza pani - wysoka, szczupła - w swoim pokoju. Porcelanowe filiżanki, książki. Obok zdjęcia plik kartek.

"14 maja 1997 r. zgłosiła się w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu p. Teodora A., lat 78. Badana podaje, że syn Edward K. rzucił jej w twarz jakimś przedmiotem, uszkodził nos, poranił po rękach. Przedkłada zaświadczenie od chirurga z rozpoznaniem: złamanie kości nosa z przemieszczeniem, krwiak okularowy oka lewego, krwiak śródręcza prawego. Jest to kolejne pobicie".

Irena, rocznik 1963, wykształcenie średnie. Wciąż atrakcyjna, zadbana, z figurą. Mówi o teściowej: mama. Połączyła je bliskość losu. Teodorę A. w czasie wojny władze sowieckie zesłały z Wileńszczyzny do gułagu. Przeżyła dziesięć lat w obozie. Irena mówi z rosyjskim akcentem. Urodziła się w Związku Radzieckim, bo dziadków i rodziców spotkało to samo. Repatriantka, w Polsce od połowy lat 80.

Gdy Irena poznała Edka, oboje mieli własne firmy. Ona - rozwódka z nastoletnią córką, masowała w Legnicy tęgie panie, on - stary kawaler, obszywał we Wrocławiu dywany na owerloku. Spotykali się tylko w weekend. Irena: - Dlatego nie wszystko o nim wiedziałam.

Ich pierwsza awantura: kilka miesięcy po ślubie, w 1996 roku, Edek przyznał się, że zastawił owerlok, bo mu zabrakło na czynsz. Irenie świetnie szło w salonie masażu, więc mu pożyczyła. Potem jednak odsprzedała lokal i przyrządy: - Edek mówił, że to poniżające dla mężczyzny, jak baba więcej zarabia.

Kolejna awantura. Irena zajrzała do warsztatu męża: - Owerlok przepadł, Edek czynszu nie zapłacił, przepił pieniądze.

I od tej kłótni miły Edek zniknął. Koledzy, libacje, ciągi dwu-trzydniowe: - Ja mamie, że trzeba chłopaka ratować. Znalazłam pracę w Niemczech, dla małżeństwa. Liczyłam, że tam się pozbiera. Ale mama do Edka: "To przez ciebie mam nadciśnienie, że chlasz. A teraz jeszcze chorą mnie zostawiasz?". Przestała brać tabletki, pogotowie za pogotowiem. I Edek nie pojechał. Sama go wychowywała, oczko w głowie.

Irena ulokowała córkę z pierwszego małżeństwa w Legnicy u babci. Była w Niemczech rok. Teściowa dzwoniła do niej wiele razy: - Opowiadała, że Edek kradnie jej emeryturę, że ją pobił i wylądowała w szpitalu ze złamanym nosem. A Edek: "Matce szajba odbija. Chce, żebyś wróciła, posprzątała i ugotowała".

Po powrocie w 1997 roku Irena zobaczyła krzywy nos teściowej. Teodora zgłosiła to w prokuraturze, ale potem skargę wycofała. Zarzekała się synowej: Edek się zmienił, już nie kradnie, tylko piwo pije.

Irena: - Tyle kłamstwa! Mama mnie oszukiwała. Nie wiedziałam, że przed naszym ślubem sześć razy wysyłała Edka na leczenie. Kiedy się poznaliśmy, też był na odwyku.

Irena z obawy o córkę uciekła do Legnicy i zażądała rozwodu. Teodora znów do niej zadzwoniła, ze szpitala: - "Pomyśl jeszcze, miłość wszystko zwycięży. On zginie bez ciebie". Wzięła mnie na litość.

"Raz byłam świadkiem awantury wszczętej przez Edwarda K. Rzucał się na matkę, chciał ją pobić. Synowa Irena próbowała bronić Teodorę. Wtedy Edward wyrwał drut telefoniczny i zaczął ją dusić. Gdy upadła na podłogę, zaczął kopać" - zeznaje Danuta K., magister farmacji, przyjaciółka Teodory A. - lekarza.

Irena: - Pierwszy raz w życiu sama dostałam po gębie. Zaraz wezwałam policję. Nie było jeszcze wylewu i sińca, więc policjant mnie wyśmiał: "Nawet nie widać, że panią uderzył. Chce pani naszymi rękami męża wsadzić?". I chociaż mama potwierdzała, straszył, że za fałszywe wezwanie mnie ukarze. Czułam się winna, że dobrze wyglądam. Pomyślałam: "Może zamiast się stawiać, trzeba było Edkowi coś dobrego ugotować?". Na drugi raz, kiedy bił moją głową o ścianę, już nie wzywałam radiowozu. Nawet jak mną walnął w kaloryfer i straciłam przytomność, i lekarze stwierdzili wstrząs mózgu.

W 1999 roku to Teodora rzuciła się na pomoc synowej. Irena: - Zapomniałam już, co to było, pomidorowa czy barszcz. Coś czerwonego. I gorące. Edek wylał to na mnie i jeszcze rzucił talerzem. Mama, że smaczna ta zupa. Na to Edek: "Wy zawsze się razem trzymacie, a ja sam!". "Synku, bój się Boga. Ja cię urodziłam, wychowałam ". Stała przy drzwiach. Krew na framudze została.

Teodora znów trafiła na chirurgię. Ale tym razem Irena ściągnęła policję. Młody funkcjonariusz dał im niebieską kartę - specjalny formularz dla ofiar przemocy domowej. Kazał zrobić obdukcję i stawić się w komisariacie na rozmowę.

Irena twierdzi, że młodzi policjanci są bardziej kompetentni i życzliwi: - Wiedzą, że jak odjadą, facet znów będzie bił, więc zabierają go do izby wytrzeźwień i już. A starsi: "To nie taksówka. Wie pani, co go tam czeka? Zimny prysznic!". Mówią: zła żona, zła matka. Straszą, że izba kosztuje. Radzą: "Proszę załagodzić sytuację, porozmawiać". Jak? On tu lata z nożem! "Trochę popił, obiecał, że więcej tego nie zrobi". Kiedyś poskarżyłam się policjantowi, że mąż mnie gwałcił. Odpowiedział: "To trzeba się było rozluźnić i czerpać z tego przyjemność". Mówię mu: "On na mnie narzygał". A ten policjant: "Jak pani wychodziła za mąż, to przecież pani wiedziała, jakie się z tym wiążą obowiązki".

Irena to weteranka. Sporo czyta o przemocy, zna doświadczenia wielu kobiet. Wie, że i one wysłuchują takich uwag. Ich zdaniem kat jest w korzystniejszej sytuacji. Policjant potrafi powiedzieć: "Więcej na interwencję nie będę przyjeżdżał. Niech się pani wyprowadzi z dziećmi do rodziny".

Najgorzej, gdy bije niepijący mąż: - Jak wzywałam policję, to zawsze pytali, czy mąż jest pijany, czy trzeźwy. Jak był trzeźwy, mówili: "Do trzeźwych nie ma po co jechać".

W komisariacie Irena usłyszała, kto we Wrocławiu może pomóc jej i teściowej. Demokratyczna Unia Kobiet, Karta 99, Niebieska Linia, Centrum Praw Kobiet, Centrum Psychoterapii i PARPA z poradnią antyalkoholową.

Właśnie tam w tajemnicy zgłosiły prośbę, żeby leczyć Edka. PARPA skierowała sprawę do prokuratury, bo Teodora wyznała, jak syn się nad nimi znęca.

Irena: - Ale mama się przed Edkiem wygadała, wtedy dopiero zaczął lać.

"Pacjentka, lat 82, przyjęta do oddziału w trybie ostrym. Uraz głowy"; "Doznała stłuczenia głowy i złamania nasady kości ramieniowej prawej".

Walka o sprawiedliwość zaczyna się od obdukcji.
Jedne z wielu oględzin ciała Ireny:
"W okolicy czołowo-oczodołowej lewej obrzęk i żółtawy siniec o wymiarach 9x8,5 cm. W jego obrębie pokryte strupem otarcia naskórka 3x2,5 cm. Na bocznej powierzchni szyi skąpe zlewające się wybroczyny krwawe 2,5x1 cm, a w rzucie kąta żuchwy pokryte strupem otarcia naskórka 0,5x0,1 cm. W okolicy podżuchwowej okalające szyję otarcie naskórka szerokości od 0,2 do 0,9 cm. Na bocznej powierzchni szyi po stronie prawej wybroczyny krwawe 3,5x2 cm. W okolicy międzyłopatkowej obrzęk i linijne otarcie naskórka 4x1 cm. Na przyśrodkowej powierzchni uda prawego ułożone w jednej linii żółtawe sińce mogące odpowiadać układowi palców rąk 8x2,5 cm".

Za obdukcjami kryją się: bicie trzonkiem od siekiery, bicie pięścią, bicie głową o framugę, bicie twarzą o podłogę, bicie dzbankiem, duszenie rękami, duszenie sznurkiem, duszenie kablem, kopanie, wleczenie za włosy, parzenie gorącą herbatą.

Każde z sądowo-lekarskich orzeczeń kończył refren: "Obrażenia mogły powstać w czasie i okolicznościach podanych przez badaną".

W 1999 r. obdukcja kosztowała 46 zł, teraz już 80. Kobietom ciężko wydawać na to ostatnie pieniądze. Są i inne przeszkody.
Irena: - Pobił mnie mężczyzna - mąż. Teraz idę do drugiego mężczyzny - lekarza. Każe mi się rozebrać. Jeśli powiem o gwałcie, będzie badał ginekologicznie. To czasem nie do wytrzymania. Kiedyś przyznałam się w rejestracji: "Ja się wstydzę". Powiedzieli: "On albo nikt. Lekarki nie mamy". Włożyłam płaszcz i uciekłam.

Edwardem K. zajął się Krzysztof G. Irena: - Młody, obojętny prokurator. Przesłuchiwał mamę trzy razy. Zawstydzał ją: "Jedynego syna chce pani wsadzić do więzienia? Co z pani za matka?". Kiedy prosiłam, żeby wreszcie skierował do sądu akt oskarżenia, odpowiadał: "Nie takie są procedury". A to trwało już ponad dwa lata. Pytam, czemu tak długo. "To pani wina. Donosi pani kolejne obdukcje, czyli nowe materiały w sprawie". Wreszcie pod presją prokuratora mama wycofała pozew. Nie dziwię się, choć było mi ciężko. Mama miała mocne argumenty. Kiedy o sprawiedliwość walczy żona, niektórzy myślą: "Może to jakaś wredna baba?".

Podobno przekonanie, że kobiety fałszywie oskarżają partnerów o przemoc lub gwałt, jest w wymiarze sprawiedliwości powszechne. Czemu miałyby to robić? By się zemścić, by łatwiej dostać rozwód czy zgodę na przerwanie ciąży. To nieprawda. W innych rodzajach przestępstw zdarza się więcej fałszywych oskarżeń - tak wynika z badań.

Zeznaje Romana I., kolejna przyjaciółka Teodory A.: "Jak bywam tam w odwiedzinach, najczęściej Edward K. jest w stanie upojenia alkoholowego. Widzę, że p. Irena opiekuje się teściową. Ona jak pracowała, to ze swoich zarobków utrzymywała siebie i matkę, prostuję: teściową. Teodora żaliła mi się, że syn zabiera jej emeryturę, w ogóle nie pracuje, kradnie, wynosi wszystkie wartościowe rzeczy z domu".

Działo się to w niewielkiej kamienicy w śródmieściu Wrocławia. Do Teodory A. należała połowa domu: dwa mieszkania, na parterze i na piętrze. U dołu sąsiadowała przez ścianę z państwem Cz. Chcieli odkupić od Teodory choć część jej własności, ponoć od lat mieli na to chrapkę. Naciskali Edwarda K., by przekonał matkę. Stało się inaczej.

Irena: - Mama wynajęła komuś pokój. Edek dogadał się z tym lokatorem. Wziął od niego pieniądze i spisał umowę, że za to po roku 2010 odda mu piwnicę. Mama się przeraziła: "Już mnie Edek pogrzebał! Po mojej śmierci za pół litra sprzeda dom!". Powiedziała, że mi go przepisze. "Ciebie nie podkupią i nie upiją. Ty masz dziecko. Coś po mnie zostanie". Wiosną 2000 roku poszła z tym do notariusza.

Rok później zadziałała PARPA. Edward K. odbył przymusowe miesięczne leczenie w ośrodku zamkniętym, przez dwa kolejne miesiące miał co dzień chodzić z domu na terapię.

Po powrocie wystąpił o rozwód (rozeszli się bez orzekania o winie, żeby prędzej) i przeprowadził się do mieszkania matki.

Irena robiła wówczas kapitalny remont na parterze: - Znalazłam dobrą pracę - analityk rynków wschodnich, ale aż w Świdnicy. Wstawałam o czwartej rano, wracałam po nocy. Asia wydzwaniała: "Mama, Edek mnie straszy, jak nie przyjedziesz, skoczę z okna". Zrezygnowałam z pracy. Nie znałam jeszcze pojęcia przemocy psychicznej.

Podobno zaczęło się to grubo przed rozwodem. Edward K. wedle relacji Ireny:
- zabierał ulubione ciuchy, niszczył je ("Nie będziesz chodzić z gołą dupą"),
- wsypywał pieprz do kawy,
- wymiotował do makaronu ("Teraz będziesz to żarła"),
- sikał do zlewozmywaka ("A tam ziemniaki obrane").

Irena poszła po pomoc do proboszcza: - Powiedział, że co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. To mój krzyż.

Przez pół roku brała środki na depresję. Nie spała, nie jadła, schudła do 38 kilo. Sprawa w prokuraturze nie posuwała się ani o krok. Ktoś z Centrum Psychoterapii doradził jej, by wystąpiła o zmianę prokuratora.

Irena: - To dali mi jeszcze młodszego. Jarosław G. - wyniosły, suchy, nieprzyjazny. Nie chciał się ze mną spotykać. Powiedziałam mu: "Pan robi wszystko, by umorzyć sprawę". On na to, że nie ma świadków. A ja, że przesłuchał sąsiadów nieżyczliwych, ale nie wezwał policjantów, którzy do nas przyjeżdżali. Na zeznania Asi wcale nie zwrócił uwagi.

Opinia psychologiczno-sądowa:
"Z psychologicznego punktu widzenia zeznania jedenastoletniej Joanny K. zasługują na miano wiarygodności".

W 2002 roku Asia powiedziała: "Tak, byłam świadkiem, jak Edward K. groził mamie nożem. Było to kilka dni temu. Wcześniej Edward K. robił niehigieniczne rzeczy. Widziałam, jak on się załatwia. Robił to, będąc trzeźwym, brudził klatkę schodową po tym, jak mama ją wymyła. Słyszałam, jak babcia mówiła, że się boi Edka. Bo on ją zamyka. Ona powiedziała, że dobrze, byle tylko jej nie bił. Widziałam, jak Edward zamykał swoją mamę. Moja mama chciała dać jedzenie Teodorze A., a Edward wypchnął moją mamę z pokoju i powiedział, że to nie jest jej mama. Widziałam, jak on uderzył swoją mamę, uderzył ją garnkiem, a ona była cała wykrwawiona i leżała w pościeli. Chciał pieniędzy, ona mu nie dała".

Zeznaje Teodora A.: "Gdy syn zabiera pieniądze z mojej emerytury, to ja czasami nie mam za co kupić jedzenia. Jedzenie, gdy jest kupione, znajduje się w lodówce. Syn zabiera mi całe jedzenie, a czasami tylko część. Zabiera całe, gdy jest go mało. Gdy jestem głodna, to chodzę po jedzenie do sąsiadów".

Irena: - Pisałam o tym do dzielnicowego, do prokuratora. A oni, że to już nie moja sprawa, bo po rozwodzie jestem dla niej obca.

Teodora A. zmarła jesienią 2002 roku.

W czerwcu następnego roku Prokuratura Rejonowa Wrocław Krzyki umorzyła po pięciu latach dochodzenie przeciw Edwardowi K. podejrzanemu o to, że znęcał się nad swoją żoną. "Wobec braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego" oraz "z braku interesu społecznego w objęciu tych czynów ściganiem z urzędu".

Taki werdykt to żadna nowina. W tym samym czasie w jednej z warszawskich dzielnic umorzono ponad 80 proc. spraw o przemoc. Niewiele ofiar odwołało się wyżej. Zbadało to Centrum Praw Kobiet.

Irena: - Pisałam zażalenia do prokuratury okręgowej. Sprawa wracała do ponownego rozpatrzenia, a Jarosław G. znów ją umarzał. Moją ostatnią skargę, chyba dziesiątą, prokuratura okręgowa odrzuciła. Zwróciłam się wtedy do sądu, żeby rozstrzygnął, czy to sprawiedliwe.

Sprawiedliwe. Tak 24 listopada 2004 roku uznał Sąd Rejonowy dla Wrocławia Krzyków. "Albowiem istota znęcania polega na innym zachowaniu sprawcy, aniżeli na zwyczajnym znieważeniu lub naruszeniu nietykalności cielesnej. Znęcanie polega na obiektywnym zachowaniu sprawiającym cierpienie. Nie można uwzględnić jedynie subiektywnego odczucia pokrzywdzonego, że jest się ofiarą.

Za znęcanie nie można uznać zachowania, które nie powoduje u ofiary poważnego cierpienia moralnego. Przestępstwo znęcania można popełnić wyłącznie umyślnie, i to z zamiarem bezpośrednim. Zebrany materiał dowodowy nie potwierdził takiego zamiaru w oczywiście nagannym zachowaniu Edwarda K.".


Od wyroku nie ma odwołania.

Irena: - Trzy tomy akt, pięć lat mojego życia, śmierć teściowej. Taki śmiech mnie złapał, że nie mogłam wstać z ławki. Dwie godziny siedziałam na korytarzu i płakałam.


Kobiety, które bywają w stowarzyszeniu Karta 99, noszą wypchane, ciężkie torby. To ich archiwa. Akty oskarżenia, zapisy zeznań, umorzenia, odwołania i wyroki.

Karta pomaga ofiarom przestępstw. Również wtedy, gdy to wymiar sprawiedliwości powtórnie je krzywdzi. Zbuntowane przeciw przemocy kobiety opowiadają swoje losy jedna drugiej.


Urszula L., pielęgniarka z dwojgiem małych dzieci, ma żal do pani sędzi. Zamożny, wykształcony mąż bił ją i gwałcił, nie dawał na życie. Nie oskarżyła go o znęcanie z paragrafu 207, wystąpiła tylko o rozwód - z winy męża. Pani sędzia udzieliła im go, ale bez orzekania o winie. Bo "w domu były konflikty o pieniądze", a "gdyby powódka nie stawiała oporu, to mąż nie musiałby jej gwałcić".

Przypadek Urszuli L. nie wywołuje zdziwienia.

- On molestował naszą córkę. A przy rozwodzie sędzia mnie zakrzyczał i kazał zawrzeć ugodę. Tego sędziego do końca życia nie zapomnę.

- Sprawca przemocy powinien być traktowany jak przestępca. Ale sąd rozwodowy i alimentacyjny podchodził do tego dokładnie jak mój sąsiad, który nie chciał wiedzieć, że mąż mnie bije.


W Karcie 99 Irena poznała Dorotę. Zaprzyjaźniły się.

 Dorota, 48 lat, informatyk, matka dorosłego dzisiaj syna. Ma udowodnić przed sądem, że dobrze się prowadzi. To skutek decyzji sprzed lat, gdy oskarżyła swego męża. Ma wiarygodnych świadków, co jej robił.

Szarpał, szczypał, bił i popychał. Wymieniał zamki, by nie mogła wejść. Pluł na nią z balkonu, obrzucał puszkami po piwie. Radził, by wyskoczyła z dziesiątego piętra. Straszył, że ją zabije, a szczątki przemiele. Wieczorem, dokładnie o 22, stukał palcem w zegarek i rozkazywał: "Wypierdalaj, kurwo". Najpierw musiał ją siłą wyrzucać, a potem sama wychodziła. Nocowała u rodziny, u znajomych.

W latach 90. Dorota - bardziej wykształcona i świadoma - pomogła Andrzejowi się dorobić. Warsztat samochodowy, dwa mieszkania, dwa auta i działka. Zeznaje Maciek, syn Doroty: "Ojciec mówił, że mama była mu potrzebna, żeby do czegoś doszedł, a teraz na jej miejsce czeka Marzenka".

Mąż Doroty formalnie pozbył się majątku. Wynajął jednego z najsławniejszych adwokatów w mieście, który w procesie o przemoc zajął się reputacją pokrzywdzonej.

Dorota: - Kiedy faceta pobiją w nocy na ulicy, nikt go nie pyta, co tam robił. Ze mnie robią dziwkę. Adwokat męża zajmuje tym sąd. Moja pani mecenas powiedziała, że nie będzie bronić mnie charytatywnie. A wzięła cztery tysiące. Bronię się sama i wychodzę na pieniaczkę. Jestem bez pracy, w długach, chcą mnie eksmitować, syn musiał przerwać studia. Mąż śmieje się, Marzenka jeździ naszym samochodem. Myślałam, że sąd mnie zrozumie. Ale tam kobiety traktuje się ostro. Płaczą na stojąco.


W 2001 roku Edward K. zawiadomił prokuraturę, że była żona znęca się nad jego matką. Irena: - Z początku pomyślałam: to jakaś tragikomiczna pomyłka. Dopiero jak zajrzałam w akta, pojęłam, o co w tym chodzi. Edek oskarżył mnie o "rażącą niewdzięczność" wobec mamy, która mi zapisała dom. Gdyby się to potwierdziło, można by cofnąć darowiznę. Nieruchomość objąłby Edek. Znalazłam w prokuraturze opis moich czynów. Podobno w lipcu zamknęłam teściową w pokoju i znikłam na kilka dni. Syn nie mógł jej pomóc, bo był w tym czasie na trzymiesięcznym odwyku (dołączono zaświadczenie). Sąsiad, pan Cz., musiał drzwi wyważać. Jego charakterem pisma wypełniony był cały ten donos, Edek tylko się pod nim podpisał.

Udowodnienie prawdy wydawało się Irenie proste. Owszem, wyjechała w lipcu do Legnicy na trzy dni. Dostała nagłą wiadomość, że jej matka leży w szpitalu z wylewem. W tym czasie Edward K. po miesiącu leczenia w ośrodku zamkniętym wrócił już do domu. Nie zostawiła więc teściowej samej, ale pod opieką syna.

Tym razem sprawą zajęła się prokurator Anna M. Irena: - Ucieszyłam się - wreszcie kobieta! Wezwała mnie na przesłuchanie. Była ostra, niemal agresywna: "Teściowa dała pani dom, a pani zostawiła ją za to bez chleba. Może u was na Wschodzie tak się robi". Nie wytrzymałam: "A u was w katolickim kraju dzieci biją matki i wszyscy udają, że tak nie ma". Ona rzucała aktami, ja płakałam. Nie polubiła mnie.

W sprawie karnej przysługuje adwokat z urzędu. Irena też go dostała: - Przed przekazaniem aktu oskarżenia jest czas na zapoznanie się z materiałami. Umówiłam się z moim adwokatem o dziewiątej. Za pięć dziewiąta zobaczyłam, jak wychodzi z pokoju pani prokurator. Powiedział mi: "Akta są jasne, niech sprawa idzie do sądu". Ja, że ta sprawa jest spreparowana, spotkajmy się. "Nie mam czasu".

Akta nie dawały spokoju Irenie. Odwiedziła adwokata: - Wyjaśnił: "Na zażalenie miała pani tylko siedem dni. Już za późno". Umówiliśmy się przed pierwszą rozprawą. Nie ma go. Wchodzę na salę, żeby o tym sędziemu powiedzieć. A tam dwie koleżanki rozmawiają: pani sędzia z panią prokurator. O mnie? Pani prokurator: "Proszę wyjść!". Wreszcie zjawia się adwokat. Sąd przesłuchuje Edka. Odczytuje mu protokół zeznania, w którym twierdzi, że był trzy miesiące na odwyku. Trącam obrońcę: "Kiedy pan powie, że on kłamie?". "Nie teraz. Sąd nie jest głupi". Maluje kreski na kartce. Po rozprawie wyraził się jasno: "W pani przypadku płacą mi tylko za stawienie się w sądzie. Inni klienci bulą, i to dużo. Wtedy zadaję pytania".

Irena pozbyła się go, nowego nie chcieli wyznaczyć. Mimo kłopotów finansowych wynajęła adwokata za pieniądze: - Dałam mu tylko część pieniędzy, za wniosek. Na rozprawę nie przyszedł: "Zapomniałem. Tyle mam spraw, tu kryminalna, tu rozwód". Ja, że mąż kłamał, a sąd mu uwierzył. Trzeba to sprostować. Mecenas: "Dobrze, a kiedy mi pani zapłaci?". Druga rozprawa. Nie ma mecenasa. I wniosku, za który zapłaciłam, nie ma. Zażądałam zwrotu honorarium. Wtedy on: "Myślisz, kurwa, że za stówę ja ci będę wniosek pisać? Tu nie Rosja". I moja stówa przepadła.

Teraz Irena broni się sama.

Kiedy zwyczajny człowiek staje się własnym adwokatem, w nieskończoność studiuje akta. Wertuje kodeksy, podręczniki, książki o procesach. Myśli: prawo i sprawiedliwość to to samo. Wierzy, że sobie poradzi.

Irena: - Prosiłam o wydzielenie zeznań mego byłego męża i sąsiada, pana Cz., w celu skierowania do prokuratury. Twierdziłam, że są sprzeczne, niech to sprawdzą. Kiedy o tym mówiłam, rozpłakałam się. A pani prokurator, że to teatr. Po rozprawie Edek pokazał mi środkowy palec: "Prokuratura jest po naszej stronie. Widzisz, co robią znajomości i pieniądze?". Biegli psychiatrzy stwierdzili, że mam depresję, doradzali półroczną przerwę w procesie. Tak się stało. Podczas przerwy na korytarzu sądowym spotkałam panią prokurator. Syknęła: "Jak jesteś taka chora, to nie powinnaś tu przychodzić. Wiem, że udajesz". Napisałam na nią zażalenie. Nie dopełniła obowiązków, może przyjęła korzyści majątkowe? Prokuratura rejonowa i apelacyjna stwierdziły, że Anna M. ma prawo do swoich poglądów, a moja rola to bronić się w sądzie. Wtedy pani prokurator oskarżyła mnie o zniesławienie.

Irena otrzeźwiała: - Przecież to Edek z sąsiadem, panem Cz., nagadali mi, że już z nią załatwili sprawę. Może to tylko podpucha? Zrobiło mi się głupio. Kupiłam lilie, piękny bukiet. Ale nie dała się przeprosić. Sprawa nie toczy się na Krzykach, lecz w sądzie śródmiejskim. Kilka tygodni temu przed pierwszą rozprawą rozmawiałam z panią sędzią. Sporo o mnie wiedziała, choć to inna dzielnica. Słuchałam przez pół godziny, że ze mnie przebiegła suka. Wyrok już zapadł. Pani sędzia wydała go przy kawie z panią prokurator.

Po Nowym Roku Edward K. oświadczył Irenie, że ją zabije. Wszystko mu jedno, może siedzieć. Teraz jest panem w domu Teodory A.

Irena z Asią uciekły.


Lidia Ostałowska
Korzystałam z materiałów konferencji naukowej "Przemoc w rodzinie - publiczna tajemnica czy publiczny problem", Warszawa 2004

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #99 dnia: Listopad 13, 2007, 10:53:46 am »
Do tekstu wyżej

Rozmowa z Moniką Płatek

Rozmawiała Lidia Ostałowska

Ile razy trzeba zbić kobietę, by uznano to za bezprawie?

Wystarczy raz. Nikt przecież od nas nie żąda, żebyśmy byli kilkakrotnie okradzeni, nim przyjmie się, że mamy do czynienia z kradzieżą. Pokrzywdzona nie musi czekać, aż jej życie będzie zagrożone. Kodeks karny nie wymaga jakichkolwiek fizycznych skutków znęcania.

A faceta?

Przemoc w rodzinie to problem kobiet i mężczyzn. Mężczyźni są najczęściej ofiarami przemocy psychicznej. Z badań wyraźnie wynika, że gdy mężczyzna jest ofiarą, pomoc medyczną trzeba stosować w 4-5 proc. wypadków. To zwykle chłopcy, dzieci. Takiej pomocy potrzebuje 70 proc. pokrzywdzonych kobiet. Gavin de Becker w książce poświęconej gwałtom stwierdza bez ogródek: "Mężczyźni w każdym wieku i we wszystkich częściach świata są bardziej skorzy do przemocy niż kobiety".

Irena z Wrocławia zgłosiła się w prokuraturze z kolejną obdukcją. Usłyszała: "Takie sińce i zadrapania mogła sobie pani zrobić przy ścinaniu gałęzi w ogródku". Gdy mąż wybił jej zęby, sprawę umorzono.

Na ogół prokuratorzy wiedzą dostatecznie dużo, by sprawę ciągnąć. Rezygnują z tego, zasłaniając się art. 17 kpk. Mówią: brak danych uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa. Czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego. Społeczna szkodliwość czynu jest znikoma. Tym samym negują fakt złamania prawa i zakłamują rzeczywistość. Ofiara zostaje bez wsparcia, a sprawca dowiaduje się, że jeżeli ma siłę i mocno zgnoi, poniży, przywali - będzie bezkarny. Błędy popełniane przez ludzi powołanych, by szczególnie przestrzegać przepisów, są tragiczne. Przecież kodeks sam nie zadziała. Trzeba wyraźnie i głośno powiedzieć: prawo zabrania bicia, ubliżania, poniżania, kontrolowania zachowań, zmuszania do porzucenia pracy, braku zgody na podjęcie pracy, niedawania pieniędzy.

Stara kobieta wycofała skargę po niemal trzech latach śledztwa przeciw synowi oprawcy. Ucieszył się i syn, i prokurator.

Przemoc w rodzinie to przestępstwo ścigane z urzędu. Procedury wycofania skargi, na którą regularnie powołują się nasi policjanci i prokuratorzy, nie rozumiem. Nie ma takiej opcji ani w kodeksie karnym, ani w kodeksie postępowania karnego. Doświadczenia Austrii, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, krajów skandynawskich, ale także Czech i Słowacji powinny być dla nas wskazówką. Przyjęto w tych krajach zasadę, że nawet jednostkowy czyn jest przestępstwem. A także, że raz wszczęte śledztwo prowadzi się również wtedy, gdy ofiara wycofała skargę. Tam, gdy kobieta przychodzi po awanturze z oświadczeniem: "Myśmy się pogodzili", prokuratur odpowiada: "Świetnie! Ale prawo zostało złamane". To nie znaczy, że mężczyznę się zaraz wsadza. Częściej posyła go na terapię.

Czy w Polsce to możliwe?

Wiem o doskonałym eksperymencie krakowskim. Prowadzi się tam w więzieniu wspólne grupy terapeutyczne dla osadzonych sprawców przemocy i dla sprawców przebywających na wolności. To przynosi znakomite efekty, lecz nie jest rozwiązaniem uznanym za standard. Na co dzień nie ma gdzie posłać tych panów.

Pewien sympatyczny policjant z dumą opowiedział mi, jak troszczy się o rodzinę. Przyjechał na interwencję. W domu żona, trójka niewielkich dzieci i bardzo agresywny facet. Zgarnął go do izby wytrzeźwień. Nie było miejsc. Na dołku też było pełno. Więc co zrobił? Wrócił do kobiety: "Ubieraj dzieci, wychodzimy, bo samej cię z nim nie zostawię". Czy mogę mieć pretensje do sympatycznego policjanta? Naprawdę nie wiedział, co zrobić. Do głowy mu nie przyszło, że są dworce i noclegownie, i tam mógł sprawcę odstawić. Zamiast tego wysłał rodzinę do domu dla samotnych, bitych matek.

Szczycimy się tworzeniem takich domów. To nienormalne. Postępowanie karne ma również ten cel, by chronić interesy pokrzywdzonego. Zamieńmy jedną noclegownię czy jeden dom samotnej matki na miejsce dla brutalnych mężczyzn, którzy będą tam mieli możliwość przejścia terapii, za którą sami zapłacą. Jako obywatelka mogę im na to pożyczyć w ramach jakichś kredytów. Tracimy pieniądze na tymczasowe areszty zamiast na to, co przyniosłoby realną korzyść rodzinom.

Przypadki, że kobietę trzeba ukryć, by ochronić jej życie, są sporadyczne. A sytuacje, gdy ofiara musi uciec z dziećmi ze swego mieszkania, bo sprawcom zostawiamy wolną rękę, są nagminne.

Kobiety dotknięte przemocą liczyły na to, że wejdzie w życie zakaz zbliżania się sprawcy do ofiary. Ostatnio w Sejmie skrytykowały ten projekt PO, PiS i LPR. O co chodzi?

Niektórzy posłowie i minister sprawiedliwości sądzą, że zakaz naruszy prawo własności sprawcy do lokalu. Pozbawi go możliwości korzystania z jego mieszkania. A przecież zakaz zbliżania się do ofiary w żaden sposób nie wpływa na kwestię własności. Gdyby kontynuować taką myśl, nikogo nie powinniśmy wsadzać do więzienia. Uciekające kobiety często opuszczają własne mieszkanie. Jak wówczas jest z ochroną ich własności? Politycy nie godzą się na zakaz, bo to nie oni lądują z dziećmi na ulicy i nie oni mają rozbite życie. A sprawcy myślą logicznie. Nie kopią szefa, nie plują i nie dogadują mu, gdy mówi rzeczy nieprzyjemne. Są racjonalni. Stosują przemoc tam, gdzie mogą, bo są bezkarni.

Jak sprawdza się zakaz zbliżania się sprawcy do pokrzywdzonego w innych krajach?

Znakomicie. W Austrii na przykład trwa od tygodnia do dziesięciu dni. Sprawca nie wchodzi wtedy do mieszkania. Policja wydaje zakaz po to, by ochronić ofiarę i wpłynąć na sprawcę. Powiedzieć mu: tego typu zachowania są przestępstwem i przynoszą przykrości. Poradzić, dokąd może pójść, by zrobić coś ze sobą.

Polskie prawo daje policjantom i prokuratorom możliwość korzystania z takiego zakazu, ale nagminnie ją lekceważą. Dlatego trzeba dodać do kodeksu wyraźny zapis, by wykształcić, przyzwyczaić organa ścigania do stosowania tej procedury. Jej zaletą jest szybkość. W sądzie warszawskim zaś bywa, że sprawy o znęcanie się trwają po kilka lat.

Jeśli już do nich dojdzie. Prokuratorzy umarzają dochodzenia i zasłaniają się brakiem świadków. Bez nich nie da się udowodnić przestępstwa przed sądem?

Da się. Mamy dowody, ślady, kryminalistyczne możliwości dochodzenia prawdy. Mamy niebieskie karty z opisem zdarzenia wypełnione przez policjantów. Mamy dzielnicowych, którzy świetnie wiedzą, co się dzieje. I sąsiadów. Oni boją się zeznawać, bo nie wiadomo, po co żądamy od nich dziesiątków danych, traktujemy podejrzliwie. Wystarczyłoby, by w odpowiedniej atmosferze mogli powiedzieć, co widzieli.

Niebieskie karty wymyślono właśnie po to. Dziś to lekceważony dokument. Policjanci nazywają go niekiedy dupochronem - dowodzi, że zrobili swoje. Dlaczego inne sprawy prowadzimy, choć też nie wiemy, kto zawinił? A te umarzamy, bo do tej kategorii przestępstw przywiązujemy mniejszą wagę.

Adwokat z urzędu wyjaśnił klientce: "W pani przypadku płacą mi tylko za stawienie się w sądzie". Stowarzyszenie Karta 99 radzi ofiarom: "Jeśli dostałaś adwokata, musisz dwa razy bardziej uważać". Kobiety bronią się same i mają opinię pieniaczek. W sądzie trzeba się zachowywać pokornie?

W sądzie niektórzy prokuratorzy, adwokaci i sędziowie nie są przyzwyczajeni do stron, które aktywnie uczestniczą w sprawie i walczą o swoje. Nie wiem, jak to zmienić. Pomóc mogą orzeczenia Trybunału w Strasburgu, że sama obecność adwokata na sprawie nie jest jednoznaczna z reprezentacją. Reprezentuje nas ktoś, kto zna sprawę i uzgodnił z nami, co zrobi. Kilka lat temu wydawało się, że zdarzenia z korytarzy sądowych, gdy adwokat wykrzykiwał: "Który z panów to pan Kowalski, bo ja jestem pana obrońcą", odeszły w przeszłość. Niestety, znów się powtarzają, dlatego rozumiem te kobiety.

Sędzia ostrzegł płaczącą kobietę: "Uprzedzam, że mogę ukarać panią grzywną". Skąd taka bezduszność?

Bywa, że sąd stara się wymusić szacunek i powagę poprzez restryktywne traktowanie stron i świadków. Zapomina, że tę powagę może wypracować tylko własnym zachowaniem. To jeden z najgorszych problemów w polskim wymiarze sprawiedliwości. Przedstawiciele pokrzywdzonych domagali się w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, aby w sądzie pokrzywdzony mógł w czasie przesłuchania skorzystać z krzesła i szklanki wody. Nic nie stoi na przeszkodzie, by tak było od zaraz. Nic oprócz złych przyzwyczajeń.

Urszula L. przeczytała w uzasadnieniu wyroku: "Gdyby powódka nie stawiała oporu, to mąż nie musiałby jej gwałcić".

Sędzia nie znał prawa. W małżeństwie ludzie są zobowiązani do współżycia. Co nie oznacza, że muszą zrobić to za każdym razem, gdy chce partner. I nikt, również mąż, nie może zmuszać kobiety, by wbrew swojej woli poddawała się jakimkolwiek praktykom seksualnym. Mąż, któremu żona odmawia współżycia, może z tego powodu wystąpić o rozwód, ale nie ma prawa jej gwałcić.

Kobiety twierdzą, że w sądzie nikomu nie chce się dociekać prawdy. Wyroki zapadają w kawiarni lub na bankiecie dla prawników. Liczą się znajomości i układy.

Najłatwiej się oburzyć, że te panie nie mają racji. Chociaż jak ktoś posiedzi w sądowej kawiarni, to może dojść do podobnych konkluzji. Jest jednak wielu mądrych, otwartych sędziów. Dbają o dochodzenie do prawdy. Mądrzy sędziowie powinni usłyszeć, jak są widziani. I jeśli rzeczywistość wygląda inaczej, powinni sprawić, by ludzie mogli zmienić zdanie o ich pracy.

Może prokuratorzy i sędziowie mają za dużo spraw, żeby każdą analizować?

To żadne wytłumaczenie. Łamiemy prawo, bo jesteśmy zapracowani? A za co bierzemy pensję? Za to, że łamiemy prawo, czy za to, że wydajemy wyroki w imię Rzeczypospolitej?

Skrzywdzone kobiety bez skutku walczą o sprawiedliwość. Twierdzą, że państwo zmówiło się przeciwko nim.

Mają rację. Do Niebieskiej Linii i organizacji pozarządowych co rok zgłasza się ponad sto tysięcy pokrzywdzonych. I co? Do niedawna telefon Niebieskiej Linii działał 24 godziny na dobę, już nie. Do niedawna był to telefon darmowy, już nie jest. Telefony posłów, ministrów, radców prawnych w rozmaitych instytucjach opłacamy. Dlaczego nie chcemy pomóc ofiarom przemocy w rodzinie? Tego typu działanie robi wrażenie złej woli.

Nasze rozwiązania prawne ujęte w art. 207 obejmują ochroną wszystkich, uwzględniają przemoc fizyczną, psychiczną, seksualną, ekonomiczną. Brakuje nam jednak najważniejszego - woli, by na serio przyznać: przemoc w rodzinie jest przestępstwem.

Źródło: Wysokie Obcasy

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach