Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: Przemoc -akty prawne, pomoc  (Przeczytany 108023 razy)

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #100 dnia: Listopad 13, 2007, 11:13:03 am »
:puppydogeyes:   :2gunfire:

oto jak działą u nas prawo  :evil:

Policjant bije żonę? Prokurator: To niemożliwe

Karol Adamaszek

Historia jakich wiele: nad Dorotą P. znęca się mąż. Tylko że mąż to policjant, a prokuratura odmawia zajęcia się sprawą, bo jego koledzy z pracy uważają go za spokojnego człowieka.

Gehenna pani Doroty i jej małego dziecka (ze względu na jego dobro nie chce zdradzić nawet jego wieku) zaczęła się trzy lata temu. - Konflikty z Krzysztofem nasiliły się, kiedy przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Mąż szarpał mnie, ciągnął za włosy, ubliżał. Zdarzało się, że wykręcał mi ręce i dusił. W końcu w czerwcu 2006 roku mocno mnie pobił. Następnie dnia do szpitala zabrała mnie karetka. Nie rozumiem, dlaczego on to zrobił! - opowiada wycierając łzy pani Dorota. - Nie wytrzymałam i złożyłam zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Teraz, kiedy już z nim nie mieszkam, zaczął nękać mnie telefonami. Zwyczajnie się boję.

Policjanci: To moda na robienie spraw o znęcanie się

Po raz pierwszy prokuratura rejonowa Lublin-Północ umorzyła postępowanie w sprawie psychicznego i fizycznego znęcania się na Dorotą P. w listopadzie 2006 roku. Wcześniej przesłuchała oboje małżonków, ich rodziców i dziewięciu kolegów P. z II komisariatu. Śledczy nie uznali za konieczne przesłuchania sąsiadów.

W swoich zeznaniach przed prokurator Agnieszką Kępką policjanci powtarzali: "Znam ten temat jedynie z jednej strony... Ja sam niedawno przechodziłem rozwód i uważam, że cała ta sytuacja to jest moda na robienie sprawy o znęcanie się przy okazji rozwodu" (Zbigniew S.). "On według mnie jest bardzo spokojnym człowiekiem, według mnie on się nie znęca nad żoną" (Tomasz D.). "Ja osobiście myślę, że on nie mógłby znęcać się nad żoną" (Cezary N.). Inny z kolegów P. zeznawał: "Nigdy nie widziałem u Doroty obrażeń zewnętrznych, za to u Krzyśka widziałem".

Biegły opisał obrażenia kręgosłupa i krwiaki

Przeczy temu biegły medycyny sądowej w opinii z sierpnia 2006 roku przygotowanej na potrzeby prokuratury. Opisuje u pani Doroty szereg obrażeń kręgosłupa i krwiaki na całym ciele. Wskazuje, że mogły powstać wskutek pobicia przez męża.

Sam P. w zeznaniach przed prokuraturą opowiadał, że od 2004 roku przez dwa lata leczył się psychiatrycznie i brał leki uspokajające. Był wówczas czynnym funkcjonariuszem.

O terapii nie wiedzieli jego przełożeni. Jak się okazuje, nie musieli. Prawo zabrania lekarzowi ujawniania takich informacji, nawet jeśli jest on policjantem i na co dzień chodzi z bronią. P. ma ważne do 2010 roku badania psychologiczne.

Komendant II komisariatu o konflikcie z żoną wie od dwóch lat. Z P., który jest dzielnicowym, rozmawiał. - Krzysztof P. jako funkcjonariusz publiczny musi mieć świadomość, że powinien być jak żona Cezara, nieskalana. Po to była ta rozmowa - wyjaśnia rzecznik Komendy Miejskiej Policji Witold Laskowski.

Wg prokurator, kołnierz ortopedyczny był "dla efektu"

Decyzję prokuratury rejonowej o umorzeniu postępowania Dorota P. zaskarżyła. Kiedy i to nic nie dało, zwróciła się do Sądu Rejonowego w Lublinie. Ten nakazał prokuraturze rejonowej powtórne zajęcie się sprawą. Sąd w uzasadnieniu napisał: "Trudno oprzeć się wrażeniu braku obiektywnej oceny zgromadzonego materiału". Podkreślał, że nie można podejmować decyzji o umorzeniu jedynie w oparciu o zeznaniach bliskich i znajomych Krzysztofa P. z pracy. W czerwcu br. kolejno prokuratury rejonowa i okręgowa znowu nie znalazły podstaw do skierowania sprawy do sądu.

- Pani prokurator Kępka zarzucała mi, że kołnierz ortopedyczny, który nosiłam po pobiciu, założyłam dla efektu. Odmawiając śledztwa opierała się przecież na znajomych mojego męża - mówi rozżalona Dorota P.

- To normalne, że w sprawach policjantów przesłuchujemy ludzi z ich środowiska. Pani Dorota też do niego należy - tłumaczy Marek Zych z prokuratury Lublin-Północ. Odmiennego zdania jest szef Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie Robert Bednarczyk: - Ze względu na dobro śledztwa prokuratura Lublin-Północ (której podlega II komisariat) powinna przekazać sprawę innej prokuraturze. Obiecuję zorientować się w sprawie i podjąć dalsze decyzje wobec podwładnych.

Krzysztof P., mimo naszych nalegań, nie zgodził się na rozmowę z "Gazetą".


Dla Gazety

Prof. Jan Widacki, profesor prawa karnego UJ

Pomiędzy prokuratorami a policjantami czasem istnieje solidarność zawodowa. Mogę tylko podejrzewać, że w przypadku pani P. taka sytuacja miała miejsce.

Małgorzata Tobiszewska, Fundacja Centrum Praw Kobiet

Policjanci są zwykłymi obywatelami i prokuratorzy nie powinni stosować wobec nich żadnej taryfy ulgowej. Jeśli pani prokurator uznała, że to nie mąż policjant pobił panią Dorotę, to przecież, ktoś to zrobił. Skoro jest opinia biegłego, powinna się tym zająć.

Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #101 dnia: Listopad 13, 2007, 01:35:48 pm »
Niestety to nie jest wcale odosobniona sprawa nie pierwszy raz się zdarza,że żony policjantów są maltretowane i boją się cokolwiek robić gdyż jak wzywają na pomoc policję to przecież wzywa jego kolegów którzy zwykle starają się pomóc - ale swojemu koledze lub po prostu pogrożą ewentualnie mu palcem :2gunfire: Podobna sytuacja była w rodzinie mojego męża -on policjant który pił i bił ją i dzieci -wielokrotnie dzwoniła po jego kolegów -pogadali i wychodzili z resztą nie raz kompletnie pijanego przynosili do domu -jednak dziewczyna o tyle się zaparła,że poszła prosić o pomoc samego komendanta ten mu w końcu postawił warunek albo jedzie na leczenie albo koniec pracy z policji.Pojechał na 6 tygodniowe leczenie zamknięte,jeździ co tydzień na terapię - ,dziewczyna ma spokój ,ale kilka lat prosiła o pomoc za nim znalazł się ktoś kto jej pomógł.
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Mulesia

  • Gość
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #102 dnia: Listopad 13, 2007, 02:26:58 pm »
Niestety, ja również znam przypadki znęcania się przez policjantów nad rodziną ( choć nie chciałabym generalizować).  Zwykle pozostają bezkarni. Fałszywie pojęta solidarność zawodowa powoduje, iż koledzy z  pracy prowadzą dochodzenia - delikatnie mówiąc  - " bez entuzjazmu". Sprawy trafiają do prokuratorów i w aktach brak podstawowych dowodów, które mogłyby tam być, gdyby " entuzjazm" był większy.  :non:

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #103 dnia: Listopad 13, 2007, 06:34:18 pm »
Znam przypadek, że prokurator prowadząca śledztwo w sprawie o znęcanie się męża nad członkami rodziny (w tym nad dzieckiem niepełnosparwnym )- nie chciała przesłuchać matki, ponieważ przyszła z dzieckiem niep. na przesłuchanie.
Matka postawiła sprawę jasno, że to Prokuratorka NIE jest przygotowana do przesłuchania tej matki, ponieważ z akt jasno wynika, że matka jest samotnie wychowującą dziecko niepełnosprawne.
Zażądała od prokuratorki na piśmie odmowy przesłuchania.
W takiej sytuacji Prok. znajac sytuację rodziny powinna zabezpieczyć dziecku opiekę w innym pomieszczeniu aby matka mogła swobodnie zeznać w sprawie o notoryczne znecanie się i nagminne uchylanie się od łożenia na dziecko.

Postawa matki okazała się skuteczna, została przesłuchana, śledztwo ruszyło, a sprawca  został skazany na karę 1 rok 9 mies. pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat, miał zakaz przychodzenia pod wspólny adres i nakaz łożenia na dziecko.

Dodam, że ów sprawca popijał właśnie z kpt. Policji  :D  będącym mężem rzeczniczki prokuratury :D
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Mulesia

  • Gość
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #104 dnia: Listopad 13, 2007, 10:51:31 pm »
To, o czym piszesz Soniu, jest zwykłym brakiem dobrej woli. Gdyby ta dobra wola była, dziecko mogłoby np. pobawić się w sekretariacie.
Ja od dwóch lat pracuję w urzędzie  ( z barierami architektonicznymi , niestety ).
Nie trzeba żadnych nadzwyczajnych warunków, by podać starszemu człowiekowi krzesło lub poinformować ludzi, że w danym momencie wszyscy są zajęci innymi petentami i potrwa to około godziny. Są to sytuacje rzadkie, ale się zdarzają.
Po co ludzie mają czekać, skoro mogą w tym czasie załatwić inne sprawy.
Naprawdę człowiek nie zubożeje, jeśli poczęstuje własną herbatą starszego , przemarzniętego człowieka, który jechał do urzędu prawie godzinę.
Jeśli, przychodzi mama z niepełnosprawnym dzieckiem, a sala dla petentów jest zajęta, to można ją przyjąć w sekretariacie.
W przypadku mam z małymi dziećmi , które przychodzą przeglądać akta i często na miejscu sporządzają jakieś pisma ( wyobraźcie to sobie : dziecko świetnie się bawi, a mama ledwie żyje ) , po prostu dajemy dzieciom kartki i kolorowe pisaki. Mam też dyżurną książeczkę mojego synusia, którą przynoszę chętnym dzieciom do zabawy.
Właśnie uszykowałam do pracy kilka Piotrusiowych zabawek, z których wyrósł. Będą w kartonie, w sali przyjęć.
Nie zawsze możemy załatwić sprawy tak , jakby ludzie tego oczekiwali , ale zawsze możemy ich życzliwie potraktować.
Do tego nie trzeba nadzwyczajnych środków czy funduszy, wystarczy odrobina dobrej woli.

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #105 dnia: Listopad 13, 2007, 11:23:22 pm »
Mulesia  warto Cię sklonować i rozesłać po urzędach w Polsce.
Brawo, brawo  :kw:
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Mulesia

  • Gość
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #106 dnia: Listopad 15, 2007, 01:46:43 pm »
Wybraźcie sobie, że mój pomysł wydzielenia kącika zabaw nie wypalił. Koleżanki stwierdziły, że " narusza powagę urzędu ".  :2gunfire: Cóż, zabawki przechowam u siebie w biurku i w razie potrzeby dam dzieciom.

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #107 dnia: Listopad 15, 2007, 02:12:29 pm »
Mulesia napisał/a:

Cytuj

Wybraźcie sobie, że mój pomysł wydzielenia kącika zabaw nie wypalił. Koleżanki stwierdziły, że " narusza powagę urzędu


W naszym Urzędzie Miasta ktoś jednak wpadł na pomysł pokoiku zabaw dla dzieci i wcale to nie koliduje z "powagą urzędu "- gdy odbierałam swój dowód osobisty a wiedziałam,że postoję w kolejce kilka godzin poszłam i zostawiłam tam moją Justysię by mi nie marudziła z nudów.W tym pokoiku pracują dwie przemiłe panie które bawią się razem z dziećmi -spisuje się tylko dane osobowe,nr telefonu,czas przybliżony o której wróci się po dziecko ,co więcej ten pokoik jest bezpłatny -nic nie płaci się za opiekę nad dziećmi .Jest to wygodne bo nie ciągnie się tych dzieci po kolejkach a te w tym czasie mają co robić- więc chyba faktycznie to tylko dobra wola urzędników.
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #108 dnia: Listopad 15, 2007, 02:35:12 pm »
"narusza powagę urzędu" ? :shock:

co za absurd !  :2gunfire:

Urząd ma służyć ludziom, udzielaniu pomocy, czy zachowaniu powagi?

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #109 dnia: Listopad 23, 2007, 02:06:21 pm »
Jak mąż policjant znęca się nad swoją żoną?
Jak reagują zwierzchnicy i prokuratura-obejrzyjcie, posłuchajcie.  :roll:

Dramat w czterech ścianach

Pani Dorota twierdzi, że jej mąż, który jest policjantem, dotkliwie ją pobił. Obrażenia potwierdziła lekarska obdukcja. W winę swojego kolegi nie wierzą policjanci pracujący z mężem pani Doroty. Kobieta szukała pomocy w prokuraturze, która sprawę dwukrotnie umarzała, ponieważ uznała, iż małżonkowie znęcali się nad sobą wzajemnie. Rozprawa rozwodowa jest w toku. (TVN24)
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26238
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #110 dnia: Listopad 27, 2007, 08:23:51 am »
Koalicja przeciw domowemu piekłu
Ire2007-11-26
 
Przemoc w rodzinie to nie jest "sprawa prywatna" - przypominają pracownicy instytucji i organizacji, pomagających ofiarom domowej przemocy w Małopolsce.
"Jak przeciwdziałać przemocy w rodzinie?" - to hasło projektu Małopolskiego Instytutu Samorządu Terytorialnego i Administracji w Krakowie. Uczestnicy, głównie przedstawicielki pozarządowych organizacji, omawiają doświadczenia i pomysły na skuteczną pomoc ofiarom. O olbrzymiej skali zjawiska świadczą nawet oficjalne statystyki, choć ujmują one jedynie zgłoszone przypadki. W 2006 r. policja odnotowała 160 tys. ofiar domowej przemocy w Polsce. Małopolscy policjanci interweniowali ponad 6 tys. razy.


- Wiele ofiar wciąż nie potrafi przełamać lęku, upokorzenia i wstydu, aby ujawnić swoją sytuację innym osobom - przyznaje Iwona Anna Wiśniewska, psycholog i dyrektor krakowskiego Ośrodka dla Osób Dotkniętych Przemocą.

W Małopolsce - podobnie jak w całym kraju - zdecydowana większość domowych dręczycieli, to mężczyźni (96 proc.). Zwykle znęcają się nad żonami, a przy okazji cierpią dzieci. Domowa przemoc występuje w każdym środowisku. Także w rodzinach o wysokim statusie społecznym. Przypadki takie rzadziej jednak wykazują policyjne statystyki. Powód jest oczywisty: inteligentne, wykształcone osoby potrafią psychicznie niszczyć, uzależniać i osaczać swoje ofiary. Przemoc stosują tak, aby nie było widocznych śladów i świadków. Zamiast bicia stosują np. groźby i obelgi.

- Przemoc psychiczna jest tak samo karalna jak przemoc fizyczna. Zwykle bywa groźniejsza, ponieważ zostawia ślady na całe życie - dodaje dyr. Wiśniewska. Jak podkreśla, efektem domowego prania mózgu jest "wyuczona bezradność" i brak wiary, że można uwolnić się od oprawcy. - Często ofiary usprawiedliwiają się, że znoszą wszystko dla dobra dzieci, choć także one cierpią, nasiąkając jak gąbka atmosferą przemocy - dodaje.

Przełamać bezradność i uwolnić ludzi od domowego piekła ma szeroka, społeczna edukacja i pomoc specjalistów. - Ofiary muszą doskonale wiedzieć, gdzie znajdą wsparcie. Muszą czuć, że nie pozostaną same, kiedy zdecydują się uwolnić od prześladowcy - podkreślają uczestniczki projektu MISTiA. Konieczną pomoc - psychologiczną, prawną, materialną, policyjną - mają zapewniać lokalne koalicje: państwowych, samorządowych i społecznych organizacji i instytucji, które walczą z przemocą w rodzinie.

- Trzeba uświadomić społeczeństwu, że przemoc domowa dotyczy każdego z nas, nie musi być alkoholu i widocznych sińców - podkreślają Agata Ostrowska i Barbara Puzio, działaczki Stowarzyszenia Przeciw Przemocy w Rodzinie "Promyk".


Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #111 dnia: Grudzień 04, 2007, 08:31:47 pm »
Kiedy ty wreszcie zdechniesz

tekst Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska

Spektakl "Pasja. Obrzęd zdjęcia masek ofiarnych" realizowany w ramach projektu "Praca i godne życie dla kobiet ofiar przemocy domowej"


Pochodzę z domu nienawidzących się kobiet. To przechodzi z matki na córkę. Babkę biła jej matka, a potem ona biła moją matkę. Zawsze były bite dziewczynki, nigdy chłopcy


Na początku była miłość. Niezależnie od tego, co się potem stało, na początku była miłość - sześć ubranych na czarno kobiet beznamiętnym głosem recytuje donośnie. Dwieście osób w sali teatralnej dawnej Wytwórni Wódek na warszawskiej Pradze cichnie.

- Mój mężczyzna! - Ewa rzuca się w taniec. Harmonia przygrywa walczykiem, ale po chwili przechodzi w tango. Kobiety opowiadają wspólną historię:

- Czasem się gniewał.

- Wiedziałam, że to moja wina.

- W końcu niepotrzebnie się urodziłam.

- Wstawałam o 5.30.

- Myłam się, robiłam śniadanie dla niego i dla dzieci.

- Sama jadłam dopiero w pracy.

- Praca, korek, przedszkole, do domu.

- Pranie, sprzątanie, gotowanie.

- Ale wszystko to, co robiłam, było bez pożytku.

- Do dziś, choć już nie mieszkamy razem, czuję się odpowiedzialna za jego mieszkanie.

- Wiem, że ma bałagan, i czuję się winna.

Chórem: - Pił, lżył, przeklinał. Chciałam odejść. Zostawałam. Parę razy naprawdę mnie uszkodził - kobiety biorą głęboki wdech: - O mało mnie nie zabił.

Instynkt

Warszawa, czerwiec 2006. Grupa wsparcia. Rozmawiają: Beata, Ruda Beata, Elka, Bogusia, Ewa. Agnieszka tylko słucha.

- Mąż mnie śledził. A miał być lekiem na poprzedniego męża, a w końcu o niczym decydować nie mogłam.

- Zaczynało się od wyzwisk, kopnięć, a skończyło na regularnym tłuczeniu.

- Kiedyś dziecko bawiło się w pokoju. On wszedł do domu i najpierw był wrzask, a potem rzucił mną przez cały pokój. Nie wiem, skąd ta wściekłość. Ledwo wrócił.Agnieszka nie mówi nic, stwierdza, że w porównaniu z tymi opowieściami ona tak naprawdę to nic nie przeżyła. Do warszawskiego Centrum Praw Kobiet trafiła z powodu mobbingu w pracy (jest sekretarką w budżetówce). Od pierwszego chłopaka, który po kilku miesiącach znajomości tak ją stłukł, że nie mogła chodzić, uciekła. Miała 20 lat. Poszło o kota, okładał go pasem. Zaprotestowała. Wylądowała na ścianie, dalej już nie pamięta. Chłopak charczał, walił pięściami, kopniakami. Zwiała. To był instynkt. Jacek to co innego. On był spokojny. Jak zaczęli rozmawiać, okazało się, że czytają podobne książki: Camus, Dostojewski, egzystencjaliści albo okolice. On lubił góry, ona też. On lubił las i ona lubiła las. Narodził się między nimi rodzaj bliskości. Później zdarzało się, że ją przydusił, ale nie było śladów, więc to nie ma chyba znaczenia. A po co ma się odzywać, jeśli to nie ma znaczenia?

Mówił, że mnie kocha

Harmonia zmienia melodię na bardziej marszową. Kobiety znów rzucają pojedyncze zdania:

- Postanowiłam odejść. Siedem lat czekałam na rozwód.

- Miałam w sądzie jednocześnie trzy sprawy: dwie karne i jedną rozwodową.

- Udowadniano mu przestępstwo.

- A ja wciąż czekałam na rozwód!

- Mówił, że mnie kocha.

- Sędzia uwierzyła.

- Człowiek, który próbował mnie zabić, mieszkał ze mną pod jednym dachem!

- Awanturował się. Przychodził pijany! Upokarzał mnie!

- Jego dziwki gasiły papierosy na progu mojego pokoju.

Chórem: - A mnie wciąż namawiano do ratowania małżeństwa.

Zapada cisza. Ludzie na widowni pochrząkują, pokasłują.

Niepotrzebnie urodzona

Agnieszka gra. To nie jej życie, nie jej kwestie. Trik polega na tym, że w pierwszej części spektaklu ona mówi kwestie z życia koleżanek, a koleżanki - z jej życia. Tak, żeby każda na swoje życie spojrzała z boku. Agnieszka patrzy na scenę ze swego rodzinnego domu.

Chór kobiet krzyczy: - Maatkaa! Na scenę wychodzi Ruda, prywatnie taksówkarka z długimi kasztanowymi włosami.

Chór krzyczy: - Ooojciec!

Beata zakłada pożyczony od męża czarny kapelusz, błyska jaskrawymi paznokciami. Jako ojciec nic nie mówi, tylko stoi.

Chór: - No i jeszcze babka. O babce nie można zapomnieć. Baabka!

To Elka przepasana fartuchem, prywatnie nauczycielka tuż przed emeryturą.

Matka wyje, bo rodzi: - Aaaa, a po cooooo. A w dupieee. Aaaaa.

Spomiędzy nóg wychodzi jej Agnieszka, którą gra Ewa: - Aaa, aaa, aaaa.

Babcia czule obejmuje Agnieszkę: - Niepotrzebnie się urodziłaś. Kiedy ty zdechniesz?

Matka też czule: - A po co? A w dupie!

Po kilku czułościach babka już wrzeszczy: - Niepotrzebnie się urodziłaś! Kiedy ty zdechniesz?!

Matka też wrzeszczy. Reszta kobiet skupia się wokół Agnieszki-Ewy i jak czarownice zaklinają starą kołysanką: Bzi, bzi, bzi-bzianka. Po-żarł wil-czek ba-ranka. Po-tem wilczka zjadły psy. Uśnij, niuniuś. Bzi, bzi, bzi!

Matka i babka

Agnieszka do terapeutycznej grupy teatralnej trafia w wieku 38 lat. Dagna Ślepowrońska, terapeutka, daje wszystkim zadanie: wypisać zdania, które utkwiły im w pamięci, zdania, którymi się do nich zwracali rodzice, mężowie, koleżanki.

Na następnych zajęciach kobiety czytają: 'Wiesz, córeczko, że musisz', 'Nie należy ci się', 'Jesteś za głupia', "Beze mnie wszy cię zeżrą', 'Ty to nic, tylko tę cipę myjesz', "Nie masz studiów".Agnieszka nie przynosi nic. Obserwuje. Na drugie spotkanie przynosi całą litanię - ze 40 zdań: "Nadajesz się tylko do szkoły specjalnej", 'Nie rusz, bo zepsujesz', 'Jak pójdziesz do liceum, to się będziesz tylko puszczać", 'A po co - a w dupie', 'Kiedy ty wreszcie zdechniesz', "Niepotrzebnie się urodziłaś, tylko matce życie zmarnowałaś". Elka: - Aga zna tylko jedną - złą - rzeczywistość. Bogusia, matka dwóch synów, technolożka żywienia: - Ona to miała od urodzenia. Jej wpajała to matka, babka. Dopiero kiedy koleżanki odgrywają sceny z jej życia, np. kłótnię matki z babką, Agnieszka zaczyna się odzywać: - Wtedy zauważyłam, na czym ludzie się koncentrują - na nienawiści mojej babki z moją matką. Pochodzę z domu nienawidzących kobiet. To przechodzi z matki na córkę. Matka była bita przez babkę, a babka była bita przez swoją matkę. Bite były dziewczynki, nigdy chłopcy. Doświadczam tego, czego one doświadczały wcześniej. Mieszkałyśmy na 12 metrach we trzy. Mnie matka uchroniła przed fizycznym katowaniem. Cały problem mojego życia to to, że mnie nie było. Była matka i babka, i ich nienawiść. Ja byłam jako ktoś, kto im przeszkadzał, albo jako ktoś, komu można dowalić, kto zmarnował komuś życie. Przez pół roku się męczyłam, żeby nazwać to, co poczułam, gdy dziewczyny odgrywały sceny z mojego życia. Dopiero jak zaczęłyśmy próby do spektaklu, zrozumiałam, że nie zostałam wyrzucona w życie, tylko w pustkę, w grób. Nie pamiętam siebie innej niż wycofanej. Już jak miałam pięć lat, byłam gotowa wejść pod stół, jak tylko ktoś na mnie krzyknął. W domu nie mogłam ani śmiać się, ani płakać, ani czytać. Miało mnie nie być. Panowała absolutna cisza. No, chyba że włączono telewizor. Siedziałam w pokoju i myślałam, żeby tylko nic nie czuć. I to mi się udawało.

Ja - szczęśliwa

Cichnie harmonia.

Chór: - Na początku była miłość.

Agnieszka wychodzi na scenę w białej sukience i w sinej masce. Gra siebie. Mówi niepewnie, głos jej się łamie. Trzyma zdjęcie z Bieszczad: - Jak dawno nie robiłam zdjęć, chociaż tak to lubiłam. Jaka byłam szczęśliwa. Ja - szczęśliwa, nie może być. A jednak. Widać to po tym, jak fotografowałam krajobraz. Słońce niczym woda spływa w dół. Skąpane w nim źdźbła trawy zdają się uśmiechać. Czy zawsze musi być tak samo? Bezwiednie powielam stare schematy. Wchodzę w stare tryby.

On

Agnieszka wyprowadza się z domu jako 19-latka. Pracuje w szpitalu, wynajmuje pokój za opiekę nad starsząpanią. Po chłopaku psychopacie poznaje spokojnego Jacka, z którym spędzi niemal 20 lat. - To był proces, którego nie zauważałam. Po dziesięciu latach on się zaczął robić agresywny. Ale już wcześniej zaczęło się takie delikatne osaczanie. Jak on poszedł na jakiś kurs, to ja nie mogłam wyjść z domu, musiałam być pod telefonem, musiałam go przepytywać. To, że sobie gdzieś chodzę, jak on się uczy, było niedopuszczalne. Mówił: 'Jesteś kobietą', i to był argument.

Agnieszka mówi jednym tchem, miejscami piskliwie, ale to podobno nic w porównaniu z tym, jak piskliwie mówiła kiedyś.

- Mówię do niego z pewnym wyprzedzeniem: "Wtedy i wtedy chcę pójść do kina". On mówi: "Dobrze, świetnie". Ja wychodzę i już jest awantura, o byle co. Że na przykład kupiłam za kwaśne śliwki. I albo ja już nie pójdę, bo mi się odechciało, albo pójdę i nic z tego nie będę mieć, bo już nie mam siły być w tym kinie. Już mi nie zależy.

W końcu mogłam zrezygnować ze wszystkiego i też było źle. Ale ja tego nie widziałam. Zauważyłam to, gdy pierwszy raz żeśmy się poszarpali. On chciał wyjechać, a ja powiedziałam, że nas nie stać w tym roku na wakacje. I wtedy dostałam w dziób. Powiedziałam, że mu tego nie wybaczę. Nie widzieliśmy się, o Jezus, ze trzy lata, cztery. Ale wróciłam. Od tej pory już byliśmy razem na zasadzie rozstań i powrotów. On rzadko był emocjonalny. Po prostu przychodził do domu i wystarczyło cokolwiek. Przez parę godzin chłodno mi wykładał. To były słowne uderzenia: 'Jesteś kobietą, a kobieta jest słabsza od mężczyzny', 'Kobieta jest głupsza', 'Inne kobiety są lepsze'. Jak zdałam maturę, to miałam 'chore ambicyjki'. Jak się rozkręcił, mówił: 'Ty nie masz prawa do niczego', 'Ty jesteś dziwką z marginesu'. Ja się go bałam. Jak mówiłam o przemocy, on mówił: "O co ci chodzi, przecież nie masz sińców". Nie miałam argumentów. O przemocy psychicznej jest trudniej mówić. Tamten mną rzucał po ścianach, byłam posiniaczona, nie mogłam chodzić - rzeczy konkretne. A tutaj nie. Czujesz sięcoraz bardziej osaczana, bez wyjścia. Ja byłam wpatrzona w jego twarz, jakikolwiek grymas i od razu pytałam: 'Coś się stało, zły jesteś?'. I on krzyczał: 'Nie jestem!'. I ja: 'Ale wiesz, jesteś agresywny'. On: 'No to po co się pytasz?! Jakbyś się nie zapytała...', i zaczynał się kilkugodzinny monolog. Tak mnie psychicznie wykończył, że to ja się na niego rzuciłam z pięściami. Chciałam gdzieś wyjść, on mnie nie chciał puścić, i ja go zaatakowałam. To był jedyny raz, kiedy doszło do szarpaniny, którą ja zaczęłam. Po co ja to wszystko znoszę?

Na scenie wokół Agnieszki w tej białej sukience i sinej masce gromadzą się upiory. - Martwi nie odczuwają zmian. Martwi są... niezmienni - szepczą jej do ucha. Agnieszka niepewnym głosem próbuje uciąć ich gadaninę: - Co za bzdury.

Ale upiory dalej ciągną o martwych.

Agnieszka: - Po co ja to wszystko znoszę?

Upiory doskonale znają odpowiedź: - Z miłości. Z miłości do nas, kochanie. Dla nas gotowa jesteś umrzeć, bylebyśmy cię tylko po-ko-chały. Łasisz się do nas jak kot... Ale śmietanki nie dos-ta-nieszszszsz!

Agnieszka: - Koty są niezależne. Koty mają... - krzyczy: - ...pazury!

- Gadanie, zawracanie - upiory się śmieją i grożą: -Będziesz sama jak palec.

Maska

Agnieszka: - Wiesz, cały ten proces robienia swojej maski był dla mnie trudny, bo każdy kolor, który starałam się stosować, był za żywy. Mam siną maskę zombi z zaklejonymi plastrem ustami, bo ja w zasadzie nie mogłam nic. Musiałam bardzo dużo pracy włożyć w to, żeby się dokopać w sobie innych rzeczy niż same koszmarne. Wszystko było pochodną tych pierwszych tekstów, które słyszałam w domu. Dlatego wchodziłam w takie związki, w jakie wchodziłam, że pozwalałam się tak traktować. Że mi nawet nie przyszło do głowy, że się mogę obronić. Moją maską była obojętność. Jak mnie ktoś obrażał, nie odpowiadałam. Lata temu zwróciła mi uwagę koleżanka: 'Ty mi mówisz takie pioruńskie rzeczy. Ty się jeszcze uśmiechasz! Ty chora jesteś?'. Ja mówiłam tak, jakby to nie dotyczyło mnie. To jest ta maska. Albo lekarz: 'Jak pani mówi, to pani otwiera usta, ale nie rusza szczęką'. Nie miałam mimiki. Nie śmiałam się, nie płakałam. To było znieczulenie. W tej masce czułam się bardziej akceptowana. Fakt, można mi było dowalić, ale jakoś czułam się mniej samotna. A teraz czuję się samotna, i to jest trochę przerażające.

Premiera

Tuż przed premierą spektaklu Agnieszka dzwoni do Beaty. - Nie pamiętam już nawet, co ona tam mówiła, bo dla mnie było ważne, żeby ją przytrzymać - opowiada Beata. - I powiem szczerze, że ja wtedy zrobiłam jej świństwo, bo natychmiast zadzwoniłam do Majki i do Dagi, i przekazałam, że Agnieszka chce odejść i że trzeba ją zatrzymać.

Agnieszka: - Nie powiedziałaś mi tego!

Elka się uśmiecha: - Dagna ma wśród nas duży autorytet. I rzeczywiście kilkakrotnie musiałyśmy się odwoływać do Dagny po to, żeby przytrzymać osoby, które traciły siły. Oczywiście, że tak, skarżypyciłam - uczciwie się do tego przyznaję i wcale się nie wstydzę. Skarżyłam, że ta i ta to chce odejść.

Ruda przypomina: - A Ewa, która tuż przed spektaklem rzuca: 'Ja nie będę tego grała, nie pamiętam tekstu!'?

Beata: - Każda z nas chciała zrobić to samo.

Elka: - Zaprosiłam później wszystkie koleżanki z pracy, ale jakiś czas wahałam się, czy zaprosić którąkolwiek. Spektakl powstał dzięki pieniądzom na pomoc ofiarom przemocy. Tylko że ten tytuł: 'Ofiary przemocy', to tytuł, którego nienawidzimy wszystkie co do jednej.

Beata: - Ja też się wahałam - wyjść czy nie wyjść na scenę. Mój mąż jest osobą publiczną - i pod takim szyldem ja miałam wystąpić.

Elka: - To nie jest łatwe obnażyć siebie samą. To jak stanąć na golasa.

Beata: - A pamiętasz, Aga, jak przed pierwszym przedstawieniem chciałaś iść do domu żelazko wyłączać? A ja powiedziałam, że nie wiem, czy moim pieskom ktoś jeść dał, a jeszcze kotki muszę nakarmić.

Agnieszka: - Ja ci zaproponowałam, że nakarmię te kotki.

Beata: - Powiedziałam, że sama nakarmię.

Protestuję

Agnieszka ciągle w tej białej sukience walczy z upiorami. - Chcę odzyskać swoją twarz - próbuje cicho.

Upiory dobrze znają uporczywie powtarzane zdania z dzieciństwa. - Nie masz prawa do życia - szepczą. I: - Niepotrzebnie się urodziłaś. Nie-masz-prawa-do-życia-niepotrzebnie-się-urodziłaś-nie-masz-prawa-do-życia-niepotrzebnie-się-urodziłaś!

- Protestuję! - wrzeszczy wreszcie Agnieszka i ściąga maskę. - To jest moja twarz - zarzuca zawadiacko włosami i na krześle z tyłu zapala pod maską świeczkę. Mówi do maski: - Dziękuję ci. Przez wiele lat byłaś mi potrzebna. Pozwalałaś przetrwać. Teraz poradzę sobie bez ciebie.

Telewizja

Na pierwsze przedstawienie przychodzi 150 osób. Na drugie - ponad 200. Do tego TVP kręci materiał do 'Wiadomości'. I aktorki są rozrywane przez media. Przemoc fizyczna dla TVP - proszę bardzo. Skutki picia alkoholu dla TVN - 'Może któraś z pań opowie?'. Program "Kobieta zaradna"? - idzie Elka i Ewa.

Beata: - W telewizji pierwszy raz zostałyśmy wszystkie podciągnięte pod jedną przemoc - fizyczną - że byłyśmy bite, katowane. I żeśmy się do siebie rozdzwoniły, że nie o to chodziło. Ale potem doszłyśmy do wniosku, że jeśli to ma pomóc chociaż jednej kobiecie, to nie będziemy protestowały. Powiedziałam mężowi, że mogą mnie 14 tys. razy pokazywać, jeżeli ma to pomóc chociaż jednej kobiecie. A po tym programie rozdzwoniły się telefony.

Ruda zaciąga się papierosem: - Przemoc psychiczna, ekonomiczna, fizyczna. Po ryju można dostać od różnych facetów w różny sposób. Schemat zostaje ten sam.

Elka: - My mówimy publicznie, że już się na to nie godzimy.

Przyjaciółki

Białobrzegi nad Zalewem Zegrzyńskim, lipiec 2007, wieczór po szkoleniu, jak zakładać spółdzielnię socjalną. Aktorki chcą założyć objazdową spółdzielnię teatralną albo knajpę, albo jeszcze co innego. Mają kilka pomysłów. Po ponad roku terapii i pracy dwa razy w tygodniu nad spektaklem wiedzą, która co potrafi i do czego może się przydać.

Agnieszka wcześniej nie miała takich koleżanek. - Miałam na zasadzie: jak przyjdziesz, jak pomożesz, jak załatwisz. Jak ja o coś poproszę: 'No co ty, chora jesteś? Dla ciebie?' - mówione tonem księżniczki. Był taki moment, że nie mogłam wrócićdo domu. I zadzwoniłam do - wydawało mi się - przyjaciółki, którą się opiekowałam, jak była chora, z którą mieszkałam, jak jej facet odszedł. Mówię: 'Słuchaj, jest tak i tak', i ryczę do tej słuchawki. A ona na to: 'To musisz mi dać 200 zł. Musisz mi zapłacić za tę noc. Jak się nie ma pieniędzy, to trudno oczekiwać od ludzi, że coś dla ciebie zrobią'. To nie była pierwsza taka jazda. I w tym momencie ja się wycofałam z jakichkolwiek kontaktów. Praca, druga praca, dom, książki, zakupy. Potem moja matka wróciła ze szpitala, ja wróciłam do niej, ale ona znowu miała ataki, więc musiałam się wynieść dla swojego i jej bezpieczeństwa. I znowu trafiłam do Jacka.

Beata: - To myśmy ją znowu ochrzaniły. Za to, że wróciła. Nie podobało nam się, że ona do niego wraca jak bumerang, kiedy już zaczyna walczyć o siebie. I kiedy już widać postępy. Bo Aga, taka cichutka, niewidoczna, zaczęła wychodzić na światło dzienne, zaczęła się pokazywać, zaczęło być jej pełno, zaczęła rozmawiać. I nagle powrót do tego gnębiciela. Zaczęłyśmy ją rugać. Przecież ona zarabia, jest w jakiś sposób niezależna. Nie można żyć ze swoim gnębicielem. Mój mąż był na spektaklu. Zrozumiał. Jacek odmówił - Beata patrzy Agnieszce w oczy. - Aga, mogę powiedzieć o tym, co było u mnie? O tej kropli, która przelała czarę?

- Wiesz, ale ogólnie.

- Był u mnie grill, byłyśmy wszystkie, rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się - jak to w babskim gronie. W pewnym momencie usłyszałam jej rozmowę. Aż zacisnęłam ze złości zęby. Bo widziałam Agę ze łzami w oczach.

Agnieszka: - To był wybór: albo teatr, albo on.

Beata: - Powiedziałam: "Nie wrócisz do domu, masz zostać u mnie". I Aga u mnie zanocowała, spędziłyśmy razem pół niedzieli. Potem trafiła do Eli. Myśmy wszystkie wbrew niej walczyły o nią. Bo są kobiety, które kochają za bardzo. Kochają swoich gnębicieli, tych swoich oprawców tak, że są w stanie wybaczyć im wszystko.

Ruda wchodzi jej w słowo: - Skaczemy sobie czasem do oczu, mało się nie pozabijamy.

Beata: - Żadna na żadną się nie obraża. W pewnym momencie jest tak, jakbyś dostała obuchem w łeb i: "Cholera, ona ma rację".

Bogusia: - Za dzień, za dwa człowiek prześpi sprawę i uświadomi sobie sam. Moje działanie, moje gadanie nie dociera. Mogą minąć lata - mnie minęło 20 lat z moim mężem i nic nie wskórałam. Nie uda ci się zmienić nikogo oprócz siebie samej. Lepiej nie trać czasu.

Ruda: - To świetnie widać u kogoś, natomiast same z uporem maniaka wracamy do starych nawyków. Na pewnym etapie mówimy: 'Tak, wiem', po czym odwracamy się i robimy dokładnie to samo. I cały świat nam może mówić, cały świat wszystko dostrzega, natomiast my z uporem: 'Tak, wiem, już to przerobiłam...' - kobiety wybuchają śmiechem. - Wszystkie to znamy.

Beata: - Słuchaj, do k... nędzy, przestań, uspokój się, pomyśl chwilę! Chodzi o wstrząśnięcie tą osobą. Któryś z kolei kopniak powoduje, że my wyskakujemy z tych starych kolein i wpadamy na czystą szosę. I zaczynamy nowe koleiny sobie tworzyć. I te nowe koleiny zaczynają nas prowadzić nową drogą. Ale w tej drodze czujemy się często samotne. I w tym momencie wszystkie my jesteśmy po to, żeby w razie czego złapać za rękę, w razie czego powiedzieć: 'Kocham cię, nie bój się, nie jesteś sama. Jestem przy tobie. Bogusia jest przy tobie, Aga, Elcia, Beata, Ewa. To jest dobra droga, idź nią'. I taka osoba powoli stawia pierwszy krok, drugi krok, za chwilę się odwraca i widzi, że ma za sobą nas. Wbrew tej osobie jesteśmy w stanie walczyć o nią.

To miłość

Sześć ubranych na biało kobiet stoi już bez masek. Znów mówią chórem: - Na początku była miłość. Może trwała bardzo krótko, tylko tyle, ile może trwać mrugnięcie, przelotny uśmiech, błysk światła pod powieką. A jednak niezależnie od tego, co się potem stało, na początku była miłość. To ona pozwalała iść, kiedy chciało się położyć i usnąć na zawsze. To miłość pozwalała podnieść się po każdym upadku, po każdej śmierci, małej lub wielkiej - krzyczą: - Zmartwychwstać!


Imiona Agnieszki, Elki i Jacka zostały zmienione.


"Pasja. Obrzęd zdjęcia masek ofiarnych".

Scenariusz: Dagna Ślepowrońska
Reżyseria: Dagna Ślepowrońska i Maria Depta
Muzyka: Katarzyna Szurman i Katarzyna Żytomirska.

Występują uczestniczki projektu "Praca i godne życie dla kobiet ofiar przemocy" realizowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego (Inicjatywa Wspólnotowa EQUAL) koordynowanego przez fundację Centrum Praw Kobiet (tel. 022 652 01 17).

Pomoc dla ofiar przemocy
Niebieska Linia tel. 0 801 12 00 02


Źródło: Wysokie Obcasy

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #112 dnia: Grudzień 05, 2007, 11:31:13 am »
Jak niespójne jest prawo o przemocy i eksmisji:

Trybunał potwierdził zakaz eksmisji na bruk

- Jolanta Kroner 04-12-2007

Przepis o wstrzymaniu eksmisji lokatora, któremu sąd nie przyznał mieszkania socjalnego, a gmina nie wskazała pomieszczenia tymczasowego, jest zgodny z konstytucją.

Trybunał orzekł we wtorek, że przepis, który miał zapobiegać eksmisjom na bruk, spełnia swoje zadanie i choć jest niejasny, to komornicy mogą go stosować.

Chodzi o art. 1046 kodeksu postępowania cywilnego. Nakazuje on komornikowi wstrzymać eksmisję lokatora, któremu sąd nie przyznał prawa do lokalu socjalnego lub zastępczego, aż do czasu „gdy gmina wskaże pomieszczenie tymczasowe" (co najmniej 5 mkw. na osobę) lub dłużnik sam je sobie znajdzie.

Wniosek do TK skierowała Rada Miasta Gdyni. Uważa ten przepis za nieprecyzyjny, bo nie określa on, co to właściwie znaczy „wskazać" pomieszczenie tymczasowe: wyszukać? przydzielić? wynająć z zasobów własnych? A może z cudzych? Na podstawie jakiej umowy? Czy w przepisie adresowanym do komornika można nakładać obowiązki na gminę? I czy właściciel mieszkania blokowanego przez lokatora, którego nie można wyeksmitować, ma prawo domagać się od gminy odszkodowania?

Zdaniem radnych Gdyni tak niejasny przepis jest niezgodny z konstytucyjnymi zasadami prawidłowej legislacji. Samorządowcy obawiają się, że jego stosowanie przerodzi się w nowy obowiązek, na którego wykonanie ustawodawca nie przewidział dodatkowych środków.

Niejednoznaczność przepisu potwierdziła rozprawa.

Prokurator Barbara Długołęcka z Prokuratury Krajowej oceniła, że skierowany do komorników przepis nie może formułować obowiązków gminy. Poseł Stanisław Chmielewski podkreślał zaś, że przepis mówi o „wskazaniu" pomieszczenia tymczasowego, a nie o zapewnieniu.

Trybunał stwierdził, że art. 1046 ust. 4 k.p.c. nie nakłada nowego zadania na gminę, ale przywołuje obowiązek wskazania eksmitowanemu pomieszczenia tymczasowego zawarty w ustawie o ochronie lokatorów.

– Jest nieprecyzyjny, ale nie na tyle, aby komornik nie mógł go wykonywać – mówił sędzia sprawozdawca Adam Jamróz. – Nie narusza więc konstytucji.

Brak w systemie prawnym jasnych i zawartych w jednym przepisie zasad wykonywania przez gminy obowiązków związanych z eksmisją lokatorów jest naganny – uznał TK. W związku z tym do Sejmu skierowana zostanie sygnalizacja o konieczności poprawienia tego stanu (sygn. K 26/05).

Źródło : Rzeczpospolita
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #113 dnia: Grudzień 08, 2007, 12:03:49 pm »
DDS – Dorosłe Dzieci Sadystów


Ponoć mędrcy powiadają, że milczenie wobec przemocy jest zbrodnią! Nędza odziedziczonych wartości i skumulowanej przemocy wobec dzieci przelewa się w polskich domach. Byliśmy i jesteśmy milczącymi świadkami tych zdarzeń!


Przemoc, bicie, bestialstwo czy ohydne zbrodnie, są to słowa, które coraz częściej goszczą na ustach komentatorów radiowo - telewizyjnych. W krótkich odstępach czasu pojawiają się w przekazach medialnych porażające informacje o tragicznych losach polskich dzieci. Agencje i redakcje robią wszystko, aby dotrzeć jak najbliżej do miejsca zdarzenia i do ofiary. Najlepiej gdy udaje się ofiarę pokazać w całej okazałości.

Od razu zastrzegam, że nie generalizuję, ale obnażam rzeczywistość, która jest usankcjonowana postawami wielu ludzi w naszym społeczeństwie. Jakby nie patrząc, dzieci należą do najsłabszej grupy statystycznej naszego społeczeństwa. Wymagają szczególnej troski i uwagi, nie tylko rodziców czy krewnych, ale wszystkich obywateli oraz instytucji naszego państwa. Teoretycznie mają to, zapewnione w systemie prawnym. Powołano kilka instytucji do zadań których należy "ochrona praw dzieci". Nie chronią jednak dzieci, tylko zajmują się stroną zagadnień prawnych. Rzeczywistość jawi się ponuro i bezdusznie. Niewielu ma świadomość tego, że ochrona zza biurka jest najzwyklejszą fikcją. Smutne to, ale prawdziwe.

Jak powiadają mędrcy, dzieci to przyszłość narodu

Należy pamiętać, że jaką stworzymy dzieciom teraźniejszość, taka będzie ich przyszłość i prawdopodobnie odpłacą tym samym. Podobne losy oni zgotują swemu potomstwu. Tak jak inne wartości, przemoc w stosunku do dzieci jest dziedzictwem, które otrzymujemy w spadku po naszych rodzicach. Przemoc w stosunku do dzieci, zawsze zaczyna się w ich domu i zadawana jest przez najbliższych. Sadystyczne zachowania - tak należy w każdym przypadku nazwać każdą przemoc wobec dzieci - to nie tylko razy i ból fizyczny. Tortury zadawane psychice dziecka są o wiele gorsze. Potrafią doprowadzić do wielu tragedii w życiu dorosłym tych ludzi. Niejednokrotnie to te urazy kształtują osobowość oraz światopogląd, który wyznacza ich relacje z własnymi dziećmi i otoczeniem.

Czy można znaleźć proste i jasne odpowiedzi dotyczące przyczyn tych zachowań?

Przemoc w rodzinie można uznać za tradycyjny sposób wychowania, lansowany w naszej ojczyźnie w czasach komuny. Wiem, że w tym momencie podniesie się larum, dorośli zaczną bić się w piersi i zaprzeczać. Jednak wystarczy posłuchać dzieci, przejrzeć ankiety czy dokładnie poobserwować otoczenie. Przemoc, nie jest zjawiskiem występującym w środowiskach patologicznych. Nie oszukujmy się, przemoc zdominowała nasze społeczeństwo na dobre. Jeszcze niedawno, kiedy większość mediów była publiczna był to temat tabu. Przecież nie wypadało pisać o rodzicach sadystach, przemocy w szkole, w przedszkolach lub żłobkach. Obraz polskiej rodziny przedstawiany był sielankowo. Realizm tamtych czasów był jednak zupełnie inny.

Większość dzieci przechodziła tzw. twarde wychowanie. Były bite przez rodziców, starsze rodzeństwo, dziadków oraz innych krewnych. Była to "rodzinna troska" o przyszłość dziecka. Do bicia przyłączali się także nauczyciele, wychowawcy, księża i zakonnice uczący religii. Oprawcy dzieci stosowali jeszcze dodatkowe metody, polegające na psychicznym znęcaniu się. Przedstawiciele kleru wiedli prym w zastraszaniu dzieci piekielnymi mękami. Nie jeden z nas pamięta do dziś, jakie z tego powodu przeżywał koszmary w dzieciństwie. Znam to doskonale z własnego doświadczenia, doświadczenia mojego rodzeństwa, rówieśników oraz obserwacji otoczenia. W przeszłości jak i dziś dochodzi do śmierci dzieci z powodu urazów zadanych przez sadystycznych rodziców.

W miejscowości, w której dorastałem doszło do takiej tragedii. Matka w napadzie złości uderzyła swoją 16-letnią córkę motyką w głowę. Była to kara wymierzona w ramach dobrego wychowania. Następnego dnia rano nieprzytomną dziewczynę zabrało pogotowie. Nie odzyskawszy przytomności po paru dniach zmarła. Krwiak wewnątrz czaszkowy zrobił swoje. Jednak największą tragedią tego zdarzenia była zbrodnicza zmowa milczenia. O tragedii oraz przebiegu zdarzenia wiedzieli wszyscy. Wieś milczała jak zaklęta. Podobne metody wychowawcze, gdzie głównym argumentem była sadystyczna przemoc, stosowała większość z nich. Wobec tego milczenie było ochroną samych siebie. Jakiekolwiek krytyczne uwagi, jednocześnie byłyby adresowane w ich stronę. Samokrytyka? Nie! Takie zachowanie byłoby zamachem na lojalność wobec reszty mieszkańców. To samo mogło jutro zdarzyć się w ich domach. Dla nich to milczenie było normą i ochroną.

W przypadku powyżej opisanej historii śmierci, nawet nie zostało wszczęte postępowanie wyjaśniające. Nikt nie poniósł żadnych konsekwencji prawnych. O tym zdarzeniu tylko przypomina pomnik na miejscowym cmentarzu. Kiedy spoglądam na niego to jestem pewien że to jest niemy okrzyk rozpaczy tego dziecka! Jak wyglądają sumienia tych, którzy milczeli i milczą nadal? Z rozmów przeprowadzonych z nimi wynika, że wszystko jest ok. Ich dzieci czynią podobnie. Biją, bo tak trzeba, milczą, bo tak nakazuje fałszywa solidarność i tradycja.

W tym miejscu należałoby zastanowić się nad czynnikami, które sprzyjają tak drastycznym zdarzeniom?

Na pewno jednym z głównych czynników jest powyżej wspomniane dziedzictwo. "Dorosłe Dzieci Sadystów" otrzymały to w spadku po swoich rodzicach. Nie ulega wątpliwości, że jest to dla większości z nich wzorzec wychowawczy. Są przeświadczeni o swojej słuszności. Jak pokazują przekazy medialne, nigdy nie przyznają się do winy, najczęściej dziecko samo zrobiło sobie krzywdę. Milczący, solidarni, nieraz zastraszeni członkowie rodziny, głusi i ślepi na tragedię sąsiedzi. I tak można mnożyć. Zbrodnicza solidarność rodziny, sąsiadów, bloku, osiedla...

Łańcuszek milczenia tworzy zbrodniczy krąg. Do następnych czynników, które sprzyjają tego typu zachowaniom należy zaliczyć bezduszność i biurokrację ośrodków odpowiedzialnych za monitoring tego typu patologii. Takie instytucje jak: szkoła, przedszkole, żłobek powinny stać na pierwszej linii frontu. Niestety pracują tam ludzie, którzy są bliskimi znajomymi rodziców pokrzywdzonych dzieci. Czy w miasteczku, w którym we własnym sosie gotują się nauczyciel, policjant, pediatra, warto oskarżać kogokolwiek o przemoc? Jak pokazuje doświadczenie, milczenie jest wszędobylskie.

Nie należy oczekiwać radykalnych zmian w wartościach wychowawczych. Na to potrzeba kilku pokoleń oraz intensywnej edukacji społeczeństwa. Musi dokonać się głębokie przeorientowanie i przewartościowanie wszystkich tych, którzy jako dorośli dostrzegają tę przemoc. Nadszedł czas by także piętnować milczących sąsiadów, nauczycieli, lekarzy oraz inne osoby dostrzegające przemoc wobec najmłodszych. Kiedy głośniej gra muzyka sąsiedzi wzywają policję, natomiast stają się głusi na przeraźliwy płacz i krzyk dziecka. Nauczyciele wychowania fizycznego starają się nie dostrzegać posiniaczonych ciał ćwiczących dzieci. Po co zadawać trudne pytania? Najlepiej usprawiedliwić te objawy urazów zrzucając wszystko na karb dziecięcych zabaw.

Dopóki będzie trwała zbrodnicza zmowa milczenia dopóty co jakiś czas media będą miały sensacyjną pożywkę. Największą tragedią jest to, że najwyższą cenę za ten ohydny akt milczenia płacą najmłodsi.

interia360
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #114 dnia: Grudzień 11, 2007, 07:21:18 pm »
"Potrafiłaby zabić, gdyby Jezus jej kazał"



BYŁA BETANKA O BICIU I MOLESTOWANIU W KLASZTORZE
TVN
- Przywódcą wszystkiego był ojciec Roman. Pomagała mu siostra Jadwiga. Mieliśmy szykować się na wiosnę Kościoła, ale zanim ona miała nadejść, czekała nas walka z szatanem - była betanka z Kazimierza opowiedziała reporterom Superwizjera o biciu i molestowaniu przez towarzyszącego zakonnicom księdza.

- Siostra Jadwiga powiedziała, że skoro mieliśmy coś jeszcze zrobić, to ona wychodzi, a my mamy 20 minut, żeby to zrobić. Wyszła z pokoju, siedliśmy na jej łóżku. Zdjął mi majtki i sobie też zdjął i położył się na mnie. Leżał tak przez parę minut. Ubrał się, wstał i wyszedł. To było dla mnie tak dramatyczne, nie mogłam tego przeżyć, nie mogłam sobie znaleźć miejsca cały czas płakałam. Już nie wróciłam do normalności - powiedziała była betanka.

Pięściami wypędzano złego ducha

Bicie, szarpanie, kopanie, molestowanie - to niektóre praktyki stosowane przez Jadwigę Ligocką wobec zakonnic. Była przełożona zgromadzenia nazywała to wypędzaniem złego ducha. Jakakolwiek próba nieposłuszeństwa kończyła się zawsze tak samo: wezwaniem do specjalnego pokoju i biciem - często przez wyznaczone do tego wcześniej inne zakonnice. Te seanse przemocy nazywano modlitwą - przekazywaniem światła.

- Na początku tylko ona biła. Potem także nam kazała się włączać. Mówiła, że nie umiemy walczyć o te siostry, nie kochamy ich, że pozwalamy diabłu je kraść. (...) Nie umiałam tak bić. Siostra Jadwiga jakby wpadała w szał. Potrafiłaby nawet zabić, gdyby Jezus jej kazał - mówiła była betanka.

Wystarczyło jedne złe spojrzenie... I koniec


Według byłej betanki pobitym można było być w każdej chwili:

- Wystarczyło, że jakaś osoba wiarygodna albo siostra Jadwiga czy ksiądz Roman powiedział – zauważyłem, że ta dziwnie się zachowuje, albo - jak ta na mnie spojrzała, diabelski wzrok, diabeł siedzi - i koniec. Dziewczyny miały siniaki, podbite oczy, podrapania. Żadna z nas nigdy nie pytała, co się stało. Wszystkie wiedziałyśmy, słychać było z pokoju krzyki, płacze... Ale my naprawdę wierzyłyśmy, że to dla ich dobra, że taka jest metoda wypędzania złego ducha - relacjonowała była zakonnica.

Zakonnice przygotowywały się do nadejścia "wiosny Kościoła"

Bicie i przemoc nie zamyka katalogu przerażających praktyk, które miały miejsce w kazimierskim klasztorze w czasie buntu. Była zakonnica, do której dotarła dziennikarka Superwizjera, opowiada także o molestowaniu seksualnym i bardzo dziwnych relacjach między siostrą Jadwigą a księdzem Komaryczką. Obydwoje roztaczali przed siostrami wizje nowego kościoła i nowych porządków. Wypędzanie złych duchów wynikało z tego, że od pewnego momentu w klasztorze zapanowała atmosfera nadejścia "wiosny Kościoła". Dziewczyny przestały być zakonnicami, a stały się wspólnotą zgromadzoną wokół siostry Ligockiej, uosabiającej Maryję i księdza Komaryczki, który miał być wcieleniem Jezusa. Wizja nowego Kościoła zaczęła dominować wśród zbuntowanych zakonnic.

Zbuntowane "anioły"

Rozłam między zakonnicami ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej zaczął się dwa lata temu. Na skutek protestów części sióstr w sprawie łamania regulaminu zakonu i wprowadzaniu nowych zasad przez przełożoną zakonu Jadwigę Ligocką w Kazimierzu, Kongregacja Watykańska odwołała ją z funkcji przełożonej i powołała na to miejsce nową zakonnicę. Siostra Ligocka nie zgodziła się z tą decyzją i wezwała zakonnice do obrony zakonu. Wraz z kilkudziesięcioma siostrami i księdzem Komaryczką zabarykadowała się w kazimierskiej siedzibie. Mimo apeli hierarchów kościelnych nie chciała opuścić Kazimierza. Decyzją sądu została eksmitowana wraz ze zbuntowanymi siostrami i księdzem Komaryczką.




"Na początku tylko ona biła. Potem także nam kazała się włączać.  "
 
Była betanka

"Dziewczyny miały siniaki, podbite oczy, podrapania. Żadna z nas nigdy nie pytała, co się stało."    
Była betanka

"Siostra Jadwiga jakby wpadała w szał. Potrafiłaby nawet zabić, gdyby Jezus jej kazał. "    
Była betanka

tvn24
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #115 dnia: Styczeń 15, 2008, 10:34:04 am »
Wdusiło mnie w fotel po tej wieści: przemoc, rozstanie-a teraz:  :roll:

Dom dziecka nauczy je kochać tatę

- Ośmioletnie bliźniaczki są negatywnie nastawiane wobec ojca, dlatego zostaną odebrane matce i umieszczone w placówce opiekuńczo-wychowawczej, gdzie przejdą terapię - postanowił wczoraj Sąd Okręgowy w Warszawie.

Na przymusową psychoterapię pójdzie także matka dzieci Izabela D., którą były mąż oskarżył o manipulowanie psychiczne dziećmi. Miało to doprowadzić do zerwania więzi między ojcem a córkami. Wczorajsza sprawa była apelacją. Wcześniej podobny wyrok zapadł w sądzie rejonowym.

- Trafiliśmy na rozsądny skład sędziowski. Choć to trzy kobiety, zrozumiały racje ojca - mówi Ireneusz Dzierżęga, szef Centrum Stowarzyszenia Praw Ojca i Dziecka obecny na sprawie. - Te dziewczynki trzeba odseparować od matki, która niszczy je od wielu lat. Zupełnie wyrugowała obraz ojca z życia dzieci. Już nie mówiły o nim "tata", ale "łysy". Bały się go. Ten człowiek bardzo to przeżywał. Nasze Centrum popiera wyrok sądu. Mam nadzieję, że dziewczynki na nowo pokochają ojca.

Dzieci nie widziały się z nim od półtora roku. Sąd rejonowy (ten sam, który wydał decyzję o odebraniu dzieci) rok temu zawiesił widzenia ojca z dziećmi, bo źle je znosiły. Miały bóle głowy, brzucha.

Matka Izabela D.: - Bały się ojca, bo widziały, jak mnie bił, krzyczał, wzywał policję. Wcześniej miał częste kontakty z córkami, sam to zepsuł.

Ojciec twierdzi, że to nieprawda. - Odkąd sąd zezwolił mi na kontakty z dziećmi bez obecności matki, córki zaczęły mnie kopać i wyzywać. Ich matka kłamała dzieciom na mój temat - mówi.

Przeciwko Cezaremu D. toczy się sprawa karna o pobicie żony. Sąd nie przejrzał tych akt, kierując się zasadą domniemania niewinności.

Matka jest zrozpaczona. - Jak ja im to powiem? Kiedy dowiedziały się o wyroku poprzedniego sądu, był krzyk i płacz! Mają w tym roku komunię. Jak to będzie? - szlocha.

Ojciec uważa wyrok za sprawiedliwy: - Wiem, że to jest krzywda dla dzieci. Ale to ostatnia szansa, żeby im pomóc, inaczej nie będą mogły w dorosłym życiu podejmować własnych decyzji. Biegli uważają, że w efekcie będzie to dla nich korzystne.

Cezary D. został przez sąd skierowany do psychologa, by ten pomógł mu w rekonstrukcji zerwanej więzi z dziećmi.

Wyrok jest prawomocny. Jeszcze nie wiadomo, kiedy kurator zabierze dzieci, do jakiej placówki trafią ani na jak długo. Jeśli jednak matka nie zmieni swojego nastawienia, dzieci trafią po terapii pod opiekę ojca.


Źródło: Gazeta Wyborcza, Dorota Frontczak  2008-01-15
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Mulesia

  • Gość
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #116 dnia: Styczeń 15, 2008, 11:23:42 am »
Jestem zszokowana.
Nawet, gdyby tak było , że matka nastawia dzieci przeciwko ojcu ( a na tle przedstawionych okoliczności jest to bardzo wątpliwe ), umieszczenie dzieci w placówce opiekuńczo wychowawczej na pewno nie sprzyja dobru dzieci. A w końcu to je sąd powinien brać pod uwagę przede wszystkim.
Tymczasem tu sąd kierował się głównie dobrem ojca dzieci.
Cytat: "sonia"
Odkąd sąd zezwolił mi na kontakty z dziećmi bez obecności matki, córki zaczęły mnie kopać i wyzywać.

Są to słowa ojca dzieci.
To by wskazywało, że matka dbała o poprawne zachowanie dzieci względem taty.

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #117 dnia: Styczeń 18, 2008, 09:05:20 pm »
RPO domaga się ochrony dla ofiar przemocy

Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski chce, aby ofiary przemocy były należycie chronione przed swoimi oprawcami. Skierował w tej sprawie pismo do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego.

Rozpowszechnienie stosowania zakazu zbliżania się przestępcy do ofiary czy doprowadzenie do tego, żeby to oskarżony musiał opuścić mieszkanie, zajmowane wspólnie z pokrzywdzonym - to główne postulaty RPO.

Ofiary przestępstw muszą ratować się ucieczką z własnego domu

"Z wniosków napływających do biura rzecznika wynika, że wciąż to ofiary przestępstw muszą ratować się ucieczką z własnego domu, a organy postępowania nie podejmują żadnych działań w celu zapewnienia im bezpieczeństwa w toku postępowania karnego, mimo możliwości prawnych" - pisze Kochanowski w piśmie do ministra sprawiedliwości, przesłanym w piątek PAP.

Rzecznik przypomina, że zwracał się już w tej sprawie do resortu w lipcu zeszłego roku. Otrzymał wtedy zapewnienie od ministerstwa, że zostaną wprowadzone stosowne zmiany legislacyjne, jednak do tej pory do nich nie doszło. Jak podkreśla Kochanowski, problemu tego nie rozwiązuje także ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

Rzecznik zwraca także uwagę, że bardzo często - w sprawach dotyczących znęcania - z powodu niewłaściwej oceny zachowania sprawcy postępowanie karne w ogóle nie jest wszczynane lub szybko zostaje umorzone. Zdaniem RPO, zjawisko to jest na tyle powszechne, że powinno być zbadane przez ministra sprawiedliwości.(PAP)

Źródło: PAP
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26238
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #118 dnia: Styczeń 31, 2008, 09:37:21 am »
RPO: bicie dziecka to przestępstwo
Z.J. , pap 30-01-2008,


Wprawdzie bicie dzieci jest sprzeczne z prawem, ale sądy tylko sporadycznie za to karzą.

– Choć konstytucja zabrania stosowania kar cielesnych w stosunku do każdego człowieka, także wobec dzieci, w Polsce nie uznaje się ich za przestępstwo – alarmuje rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski. Jego zdaniem w praktyce orzeczniczej ukształtował się pogląd, że nie narusza nietykalności cielesnej ten, kto fizycznie karci swoje dziecko. Podaje przy tym dane z Krajowego Rejestru Karnego: od września 1998 r. do końca grudnia 2005 r. skazano tylko dziesięć osób za bicie dzieci i ponad 2 tys. osób za ten sam czyn popełniony wobec dorosłych.

Rzecznik prosi ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego o zbadanie problemu i opinię w tej sprawie.

Źródło : Rzeczpospolita
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #119 dnia: Luty 08, 2008, 11:29:14 am »
Świadkowie przemocy


Świadek przemocy w rodzinie to bardzo ważna osoba.
Ważna, bo często jedyna, która może pomóc w przerwać przemoc!


Jeśli jesteś świadkiem przemocy między współmałżonkami albo widzisz, że ktoś krzywdzi dzieci...

Może zdarza się, że słyszysz zza ściany krzyki, wołanie o pomoc, czyjś płacz.
Może widzisz, że ktoś z Twoich sąsiadów, znajomych, doznaje przemocy. Nie prosi cię o pomoc. Stara się ukryć ślady pobicia.
Można wtedy uznać, że nie chce pomocy albo że akceptuje taką sytuację.

To nieprawda!!!!!!!


Przemoc w rodzinie tworzy zamknięty krąg!

Pamiętaj, że ofiara przemocy w rodzinie:

   1. Boi się-
          * o swoje życie i zdrowie;
          * tego, że nawet jeśli zawiadomi o przestępstwie policję, prokuraturę to i tak nikt nie będzie chciał zeznawać, że widział, słyszał jak ona doznaje przemocy;

  2. Nie wierzy-
          * że ktoś chce i może jej pomóc,
          * Że ma prawo prosić o pomoc,
          * Że coś się zmieni;

  3. Wstydzi się-
          * bo bierze na siebie całą odpowiedzialność za to co się dzieje w jej domu

TY

możesz przerwać zamknięty krąg milczenia!
możesz pomóc!


Nie musisz robić tego, co policja, prokurator, psycholog, lekarz.

Ważne jest przede wszystkim to, żebyś :

   1. wysłuchał osoby, która doznaje przemocy,
   2. uwierzył w to, co mówi
   3. zapewnił ją o tym, że ma prawo szukać pomocy
   4. zawiadomił osoby, które zajmują się udzielaniem pomocy w sytuacjach kryzysowych, czyli:

    * Niebieską Linię:
      (0-22) 668-70-00


      Poradnia działa w dni powszednie w godzinach 14.00 - 22.00;
      dyżur prawny w ramach poradni odbywa się w poniedziałki i piątki w godz.: 18.00 - 22.00.
      Tam uzyskasz informacje o tym jak znaleźć miejsce, które pomaga ofiarom przemocy w rodzinie na danym terenie i w jaki sposób zawiadomić o tej sytuacji.
    * Ośrodek Pomocy Społecznej- znajduje się w każdej gminie
    * Policja - wystarczy wykręcić 997
    * Prokuratura

Na świecie wciąż jeszcze zdarza się wiele zła - miej odwagę stanąć w obronie krzywdzonych!

Dzięki Tobie te instytucje pomagające ofiarom przemocy mogą dotrzeć do ludzi, którzy tej pomocy potrzebują.


niebieska linia
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #120 dnia: Luty 08, 2008, 11:38:20 am »
Sprawcy przemocy

Zrozumieć sprawców przemocy


Sprawcy przemocy w rodzinie. Co wyzwala w nich taką falę agresji? Jak mogą wyrządzać tyle zła najbliższym osobom? Czy można to zrozumieć, wyjaśnić? Czy powinno im się pomagać? Czy też należy ich bezwzględnie karać? To pytania, które nurtują wiele osób pracujących z rodzinami doświadczającymi przemocy.

Nie posiadamy wystarczającej wiedzy, wiele jest też niejasności; podobnie, jak nie istnieje typowy portret ofiary przemocy, tak też trudno nakreślić portret sprawcy, zarówno jeśli chodzi o wiek, wykształcenie, status społeczny oraz cechy osobowości. W literaturze spotykamy wiele odmiennych podejść, koncepcji szukających wyjaśnienia zjawiska przemocy w rodzinie. Poniższy tekst jest próbą uporządkowania aktualnej wiedzy na temat sprawców przemocy domowej.  

Osoby o osobowości nieprawidłowej

Często słyszymy, że sprawcy przemocy domowej to po prostu psychopaci, bo tylko psychopata może wyrządzić tyle zła swojej rodzinie.

Psychopaci przez większość ludzi postrzegani są jako jednostki społecznie nieprzystosowane, naruszające normy moralne, społeczne i prawne. Ich zachowanie powoduje częste konflikty z otoczeniem. Są niezdolni do miłości, uczciwości, lojalności wobec innych osób. Odznaczają się lekkomyślnością, egoizmem, impulsywnością, niezdolnością do przeżywania poczucia winy, nieodpowiedzialnością. W odczuciu wielu ludzi, tym również profesjonalistów, pojęcie psychopatii ma negatywne znaczenie i nasuwa z reguły obraz osobnika brutalnego, gwałtownego, aspołecznego, popełniającego liczne zbrodnie.

Przez wiele lat w literaturze przedmiotu nie było pełnej zgodności co do samej istoty psychopatii i jej definicji. Mianem tym obejmowano wiele różnych cech i tłumaczono dość dużą liczbę zachowań przestępczych. Przedstawione przez różnych autorów charakterystyki psychologiczne psychopatów, mimo wielu cech wspólnych, były jednocześnie tak różnorodne, że trudno było ustalić jednoznaczne kryteria diagnozowania psychopatii. W praktyce spowodowało to, że zbyt pochopnie ją rozpoznawano. Ostatnio zdecydowanie dąży się do uściślenia kryteriów diagnostycznych oraz zmian terminologicznych. Dlatego też w miejsce obciążonej pejoratywnym znaczeniem nazwy psychopatia wprowadzono termin osobowość nieprawidłowa.

Obecnie przyjmuje się kryteria diagnostyczne osobowości nieprawidłowej sformułowane przez wybitnego znawcę zagadnienia - Cleckleya (1985):

    * trwała niezdolność do związków uczuciowych z innymi ludźmi,
    * bezosobowy stosunek do życia seksualnego (przedmiotowe traktowanie partnera),
    * brak poczucia winy, wstydu i odpowiedzialności,
    * nieumiejętność odraczania satysfakcji (dążenie do natychmiastowego zaspokajania popędów i potrzeb),
    * utrwalone i nieadekwatne zachowania antyspołeczne,
    * autodestrukcyjny wzorzec życia (np. po okresie dobrego przystosowania, a nawet sukcesów, niszczenie dotychczasowych osiągnięć z przyczyn niezrozumiałych dla otoczenia), nieumiejętność planowania odległych celów (koncentracja na teraźniejszości),
    * niezdolność przewidywania skutków swojego postępowania,
    * niezdolność wyciągania wniosków z przeszłych doświadczeń (tj. nieefektywność uczenia się),
    * nie dające się logicznie wyjaśnić przerywanie konstruktywnej działalności,
    * swoisty brak wglądu,
    * w miarę sprawna ogólna inteligencja, formalnie nie zaburzona,
    * nierozróżnianie granicy między rzeczywistością a fikcją, prawdą a kłamstwem,
    * brak lęku,
    * nietypowa lub niezwykła reakcja na alkohol,
    * częste szantażowanie samobójstwem,
    * tendencje do samouszkodzeń.

Skutkami powyższych cech jest niedostateczna adaptacja, zachowania antyspołeczne, brak wykształcenia pomimo "dobrej inteligencji", brak zawodu, brak stałych związków rodzinnych, uleganie nałogom (alkohol, rzadko inne uzależnienia), częste konflikty z porządkiem prawnym, które raczej są drobne i przypadkowe (rzadziej są to przestępstwa złożone, planowane). Do dziś nie jest znana geneza osobowości nieprawidłowej. Uwarunkowań jej poszukiwano, uwzględniając zarówno czynniki biologiczne, jak i społeczno-kulturowe (proces wychowania i socjalizacji). Udoskonalenie metod badania mózgu spowodowało wydzielenie swoistej kategorii osobowości nieprawidłowej, uwarunkowanej nabytym, zwłaszcza w okresie płodowym, okołoporodowym lub we wczesnym dzieciństwie, uszkodzeniem ośrodkowego układu nerwowego. Osobowość nieprawidłową o podłożu organicznym nazywamy encefalopatią lub charakteropatią (tj. organicznymi zaburzeniami charakteru). Osobowość encefalopatyczna charakteryzują bardziej lub mniej wyraźne objawy zespołu organicznego, jak np. chwiejność emocjonalna, drażliwość, wybuchowość, skłonność do czynów impulsywnych, obniżenie sprawności intelektualnej itp.

Ostatnio dość ostro kwestionuje się mit psychopaty-recydywisty, jaki pokutuje nie tylko w opinii publicznej, ale także w niektórych kręgach profesjonalistów, np. wśród psychiatrów, psychologów, prawników. Z badań wynika, że tylko część osób z nieprawidłową osobowością popełnia przestępstwa, jak również tylko u niektórych przestępców stwierdza się zaburzenia osobowości. Ocenia się, że osobowość nieprawidłowa występuje u około 3% populacji, 3-10 razy częściej u mężczyzn niż u kobiet. Wśród więźniów odsetek ten wynosi 20-70%.

Badania potwierdzają, że osoby z osobowością nieprawidłową stanowią znaczny odsetek mężczyzn uporczywie znęcających się nad swoją rodziną.

Nie opracowano dotychczas skutecznych metod leczenia osobowości nieprawidłowej. Istnieją opinie (np.Cleckley), że zachowania psychopatyczne nie podlegają modyfikacji pod wpływem jakiejkolwiek terapii. Nieefektywne okazały się próby leczenia psychofarmakologicznego ( poza chwilowym tłumieniem zachowań agresywnych) ani też terapia litem. Za nieskuteczne uznano elektrowstrząsy i zabiegi psychochirurgiczne. Równie nisko ocenia się wyniki różnego rodzaju psychoterapii.  
 

Osoby uzależnione od alkoholu

Według niektórych statystyk 95% przypadków bicia partnerki ma związek z alkoholem. Niektóre badania wskazują, że 40% partnerów znęcających się nad rodziną to osoby uzależnione od alkoholu. Prawdopodobieństwo wystąpienia aktów przemocy w rodzinach alkoholowych jest ponad dwukrotnie większe niż w pozostałych. Istnieją badania, które stwierdzają, iż w przypadku kobiet maltretowanych przez nadużywających alkohol mężów, wyraźna jest tendencja do powtarzania się w ich małżeństwie sytuacji rodzinnej z dzieciństwa. Córki brutalnych, nadużywających alkoholu ojców, decydowały się na małżeństwo z mężczyznami prezentującymi te same cechy czy skłonności.

Badania potwierdzają, że alkohol wzmaga chemiczne uszkodzenia mózgu i działa silniej na osoby z nieprawidłową osobowością.

Pernanen (1981) w swoich badaniach nad wpływem alkoholu na przestępczość wskazuje, że istnieją trzy następujące mechanizmy:

    * alkohol redukuje zahamowania i wyzwala zachowania przestępcze, dewiacyjne;
    * alkohol zmienia aktywność neuroprzekaźników, co wiąże się z rozwojem zachowań agresywnych;
    * przewlekły alkoholizm prowadzi do dysfunkcji kory mózgowej, szczególnie płata skroniowego, co również sprzyja patologii zachowania.

Autor ten zwraca również uwagę na mechanizm psychosomatyczny, w którym alkohol sprzyja powstaniu hypoglikemii i zaburzeń fazy REM snu, co z kolei wzmaga rozwój drażliwości i agresywności.

Można spotkać się z twierdzeniem, że alkoholizm prowadzi do nieodwracalnych zmian charakterologicznych. Obecny poziom terapii uzależnień zmusza do bardziej ostrożnego wygłaszania takich sądów. Zdarzają się, oczywiście, przypadki alkoholizmu z organicznymi uszkodzeniami mózgu, któremu towarzyszą patologiczne zachowania. Zachowania te nie ulegają zmianie nawet po zaprzestaniu picia i gruntownej terapii. Są to jednak przypadki dosyć rzadko spotykane.  
 
 
Osoby z organicznym uszkodzeniem mózgu

Przebycie uszkodzenia albo schorzenia, mózgu może powodować lub powiększać trudności adaptacyjne człowieka, zwłaszcza przy działaniu innych niekorzystnych czynników środowiskowych i może prowadzić do antyspołecznych czy też przestępczych zachowań. Wyniki badań na temat wpływu organicznych uszkodzeń na kształtowanie się zaburzeń w zachowaniu i nieprzystosowania społecznego są niejednolite, choć w wielu z nich taki związek się stwierdza. W jednym z badań u prawie 90% mężczyzn bijących żony stwierdzono poważne urazy głowy, prowadzące do okresowej utraty świadomości. Seria innych badań wykazała, że 60% mężczyzn bijących swoje żony doznało wcześniej urazu głowy. Sam uraz nie musi być powodem agresji, ale może upośledzać zdolność jej kontrolowania.

Osoby ze schorzeniami ośrodkowego układu nerwowego powinny znajdować się pod stałą opieką neurologiczną i psychiatryczną.  
 
 
Osoby z padaczką skroniową

Badania, jakim zostali poddani mężczyźni bijący swoje żony, wykazują, że u 30% badanych występowała padaczka skroniowa. Według innych badań, u pacjentów cierpiących na padaczkę skroniową u 50% stwierdzono incydenty przemocy.

Sporadyczna przemoc mająca związek z padaczką przejawia się w rozmaitych formach: od napadów rozdrażnienia po wybuchy wściekłości skierowanej przeciwko ludziom, zwierzętom czy przedmiotom. Napadu padaczkowego się przy tym nie odnotowuje. Czasem bywa to bezładna przemoc, po której następuje amnezja. Innym razem gniew narasta, a w punkcie kulminacyjnym występują drgawki. Dużym i małym napadom padaczkowym towarzyszą zwykle zmiany świadomości (stan dezorientacji, poczucie nierealności), a niekiedy i zaburzone zachowanie. Mogą pojawić się omamy wzrokowe i słuchowe. Zaburzeniom tym towarzyszy często lęk, niepokój, depresja, nienawiść. Częściej na opisywany zespół zaburzeń cierpią mężczyźni. Napady występują nagle, bez widocznego powodu. Zaczyna się od przemocy werbalnej, nagłego potoku przekleństw i bluźnierstw. Nierzadko towarzyszy temu warczenie, szczerzenie zębów, groźne pomruki. Fizyczna przemoc, jeśli do niej dochodzi, przybiera często formę kopania, drapania, plucia i gryzienia.

W odróżnieniu od osób z osobowością nieprawidłową, osoby cierpiące na tę formę zaburzeń odczuwają po ataku wyrzuty sumienia.

Ważne jest właściwe zdiagnozowanie padaczki skroniowej, gdyż ataki padaczkowe powodujące wybuchy przemocy można z dobrym skutkiem leczyć.  
 
 
Osoby chore psychicznie


Przemoc w rodzinie może mieć związek z chorobą psychiczną sprawcy. Gniew i związana z nim agresja mogą pojawić się w ostrych psychozach. Jest to grupa chorób o dosyć ostrym (kilka godzin, dni, tygodni) początku, charakteryzująca się poważnym zaburzeniem związków człowieka z rzeczywistością. Mieszczą się tu takie choroby jak: schizofrenia (ostry początek lub nawrót), choroby afektywne, zespoły związane z nadużywaniem narkotyków, psychozy związane z odstawieniem alkoholu. Pacjent w ostrej psychozie może być niebezpieczny zarówno dla siebie, jak i otoczenia. W takich sytuacjach niezbędna jest pomoc psychiatryczna.

Istnieją eksperci, którzy zdecydowanie odrzucają powyższą próbę porządkowania wiedzy na temat sprawców. Twierdzą, iż korzenie przemocy w małżeństwie leżą w kulturowo i społecznie ugruntowanym przekonaniu o dominacji mężczyzn nad kobietami. Sprawcy, zgodnie z tą koncepcją, wybierają świadomie przemoc. Są przekonani, że do sprawowania władzy nad kobietami wolno mężczyznom używać wszelkich form przemocy. Czują się bezkarni, gdyż z własnego doświadczenia wnioskują, iż za przemoc wobec rodziny grożą im niewielkie konsekwencje prawne czy też społeczne.

Oczywiście, wszelkie próby zrozumienia, wytłumaczenia czynów sprawców niosą za sobą ryzyko zbytnich uproszczeń, usprawiedliwień, szybkich diagnoz i cudownych rozwiązań. Niemniej jednak wydaje się, że komplementarna diagnoza sytuacji jest nieodzowna do właściwie skonstruowanego planu pomocy rodzinie uwikłanej w przemoc.




niebieska linia
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26238
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #121 dnia: Luty 28, 2008, 08:10:04 pm »
28 lutego 2008

Sejm: trzeba lepiej chronić ofiary przemocy w rodzinie

Krajowy Program Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie powinien lepiej chronić ofiary przestępstw - uznali posłowie podczas sejmowej debaty nad sprawozdaniem z realizacji programu w roku 2006.


Program wprowadzono we wrześniu 2006 r., będzie prowadzony do roku 2016 - tego wymaga ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

Wiceminister pracy i polityki społecznej Agnieszka Chłoń-Domińczak przypomniała, że program ma na celu skoordynowanie działań i interdyscyplinarne podejście do zwalczania przemocy w rodzinie. Kierowany jest zarówno do ofiar, świadków, jak i sprawców przemocy w rodzinie.

Czuwaniem nad prawidłowym wykonywaniem zadań przewidzianych w programie zajmuje się międzyresortowy Zespół Monitorujący, w skład którego wchodzą przedstawiciele resortów realizujących go (MPiPS, MSWiA, MEN i Ministerstwa Zdrowia - w randze sekretarza bądź podsekretarza stanu), a także Komendant Główny Policji oraz przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji; zespołem kieruje przedstawiciel MPiPS.

Jak podkreśliła Chłoń-Domińczak, ponieważ sprawozdanie obejmuje jedynie cztery miesiące, trudno mówić o wymiernych efektach programu. Zauważyła, że pierwsze miesiące jego realizacji raczej wskazały na konkretne zagadnienia, które trzeba dopracować.

Posłowie przyjęli sprawozdanie, wyrażając nadzieję, że raport z roku 2007 będzie bardziej szczegółowy i wyczerpujący. Zwrócili także uwagę na szereg zapisów w ustawie, które wymagają zmian bądź doprecyzowania. Zgodnie podkreślali, że jedną z najważniejszych kwestii jest właściwa ochrona ofiar przemocy, m.in. poprzez wprowadzenie do ustawy przepisu nakazującego opuszczenie sprawcy przemocy mieszkania, które zajmuje wspólnie z ofiarą bądź skuteczne egzekwowanie zakazu zbliżania się oprawcy do ofiary.

Zdaniem Marzeny Okły-Drewnowicz (PO) przemoc domowa powinna być ścigana z urzędu, niezależnie od woli osoby pokrzywdzonej. Ściganie na wniosek pokrzywdzonego daje pozory bezkarności. Ofiarę łatwo jest odwieść od składania skargi, choćby przez zastraszenie - mówiła posłanka. Zaznaczyła, że konieczne jest także uregulowanie postępowania z zatrzymanym do czasu wydania wyroku.

Wielu posłów zwracało też uwagę na potrzebę zdiagnozowania przyczyn przemocy, by - przy pomocy odpowiednich działań ustawodawczych - przeciwdziałać im. Według Tadeusza Cymańskiego (PiS) czynnikiem sprzyjającym przemocy jest alkohol, dlatego trzeba ograniczać reklamy alkoholu w telewizji. Także niewłaściwe filmy, pełne przemocy, mogą - jego zdaniem - źle wpływać na młodzież i w przyszłości powodować agresywne zachowania.

Na pierwszym miejscu zawsze powinny być ofiary. Dziecko jest bezpartyjne, rodzina też, dlatego dobrze, że w tej sprawie mówimy jednym głosem - mówił Cymański.

Mieczysław Kasprzak (PSL) dodał, że także postępujące rozluźnienie więzów rodzinnych może być jedną z przyczyn przemocy. Podkreślił, że warunkiem skutecznego jej zwalczania jest dobra koordynacja działań instytucji włączonych w realizację programu.

Anna Bańkowska (LiD) zwróciła uwagę, że przemoc to nie tylko problem środowisk patologicznych, choć w tzw. normalnych rodzinach jest bardziej skrywana. Jej zdaniem żaden sygnał o przemocy nie może być bagatelizowany, a ośrodki pomocy społecznej powinny interesować się losami rodzin, w których podejmowano z tego powodu interwencje, nawet jeśli potem nie wniesiono skargi.

Izabela Jaruga-Nowacka (LiD) podkreśliła, że problem przemocy w rodzinie nie jest neutralny płciowo. Trzeba informować, która płeć jest ofiarą, a która sprawcą. Powiedzmy sobie otwarcie, że przemoc jest wynikiem patriarchalnego modelu rodziny, nie tylko uzależnień i przemocy w mediach - przekonywała Jaruga-Nowacka.

Posłowie zwracali także uwagę m.in. na trudności z dostępem do Niebieskiej Linii - telefonu dla ofiar przemocy, niedostateczną liczbę ośrodków udzielających im pomocy oraz potrzebę działań edukacyjnych zmierzających do zmiany postaw społecznych wobec zjawiska przemocy. (ak)
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #122 dnia: Marzec 12, 2008, 04:32:24 pm »
Rodzina z problemem alkoholowym


45 minut lekcji... potem 10-15 minut przerwy... Potem 45 minut lekcji z inną klasą. Jak w tak krótkim czasie nauczyciel ma rozpoznać dziecko potrzebujące pomocy?
Jak rozpoznać dzieci wychowujące się w rodzinach z problemem alkoholowym? Co powinno zwrócić uwagę nauczycieli i osób dorosłych, co powinno być sygnałem, że dziecko wymaga pomocy lub rozmowy ze specjalistą?


Twardy świat trzech rad


By "nie zwariować" w rodzinie alkoholika, dzieci uczą się szybko trzech zasad. Jedną z nich jest sposób życia, tzn. "nie czuj", czyli tłum w sobie uczucia, nie okazuj ich, a wtedy w domu będzie spokój i tobie będzie łatwiej żyć. Dlatego dzieci te potrafią być wzorowymi uczniami, nie sprawiającymi problemu. Z czasem nie potrafią już nawet powiedzieć co czują. Stają się jak sejf, w którym zamknięta jest bomba. Trudno jest do niego znaleźć szyfr (uświadomić dziecku, że ma prawo do uczuć, że wszystko, co czuje, jest dobre) i otworzyć go tak, żeby bomba nie wybuchła i nie zniszczyła wszystkiego dokoła (trzeba nauczyć dziecko nazywać i okazywać uczucia, zwłaszcza te trudne).

Kolejna zasada nakazuje: "nie mów". Nikt w rodzinie alkoholowej nie nazywa problemu, bo wtedy wszyscy czują się, jakby go nie było i wobec tego nie trzeba go rozwiązywać. Matka często dzieciom tłumaczy, że "tatuś jest chory, że zmęczony, że boli go głowa". Dziecko nie rozumie, dlaczego rodzina się tak zachowuje. Rozumie jednak, że stanie się coś złego, jeżeli powie komukolwiek o sytuacji w domu. Z jednej strony nie umie więc mówić o alkoholizmie, a drugiej wie, że nie wolno mu mówić. Z czasem zaczyna się także po prostu wstydzić.
Nawiązanie kontaktu z drugą osobą dodatkowo utrudnia trzecia zasada: "nie ufaj". Dziecko bardzo szybko uczy się, że może polegać tylko na sobie. Rodzice stają się bowiem osobami, które nie dotrzymują obietnic, okłamują, są nieprzewidywalne i zdradzają powierzone im tajemnice. Jednocześnie dzieciom nasuwa się prosty wniosek: jeśli najbliższe mu osoby nie są godne zaufania, to tym bardziej nie można liczyć na pomoc innych dorosłych, w tym nauczycieli.

Paradoksalnie, im bardziej maleje poczucie wartości dzieci z rodzin alkoholowych, tym bardziej szukają one uznania w oczach osób dorosłych i na ich opinii budują poczucie własnej wartości. To jest szansa-furtka, z której można i trzeba korzystać, by nawiązać współpracę z uczniem. Jednocześnie warto pamiętać, że te dzieci bardzo dużo w życiu doświadczyły i nawet jeśli popełnimy jakieś błędy w rozmowie z nimi, to najważniejsze jest, by ich nie odtrącić i nie pozostawić samych.

Jak być rodzicem własnego rodzica

W zdrowym domu rodzice opiekują się dziećmi, pozwalając im doświadczać różnych ról. W rodzinie patologicznej dzieci, by przetrwać, stosują rożne mechanizmy obronne (opisane wcześniej). Jednym z takich mechanizmów są sztywne i destrukcyjne role podejmowane przez dzieci, czyli określony sposób zachowania i reagowania na daną sytuację. Można powiedzieć, że na skutek doświadczeń dziecko z takiej rodziny wygląda jak dziecko, w dużej mierze zachowuje się jak dziecko, lecz dzieckiem przestaje być bardzo wcześnie.
Oto krótkie zestawienie obronnych wzorów funkcjonowania dzieci:

1. Bohater rodzinny - to najczęściej jedynak lub najstarsze dziecko, które w sytuacji domowego chaosu wyznacza sobie rolę osoby odpowiedzialnej za wszystko; rezygnuje z ważnych osobistych celów życiowych, by kształcić rodzeństwo, godzić rodziców; dziecko to ma małą świadomość swoich potrzeb i nie potrafi dbać o siebie; wyrasta z niego na ogół perfekcjonista i pracoholik, cierpiący stale na głód uznania i oceniający swoją wartość zależnie od tego, co mówią inni ludzie;

PRZYKŁADY ZACHOWAŃ:

a) stara się wszystko robić perfekcyjnie (zachowuje się wzorowo; ubiera schludnie); być najlepszym w klasie, w zawodach itp.;
b) nie potrafi pogodzić się z porażką;
c) często spóźnia się na lekcje (zajmuje się rodzicami, domem i rodzeństwem);
d) jest nad wiek odpowiedzialny i rozwinięty, jest rodzicem swoich rodziców;
e) jest często najgrzeczniejszym dzieckiem w klasie;
f) nie okazuje negatywnych uczuć;
g) nie rozmawia o swojej rodzinie lub robi to niechętnie, często przy tym kłamiąc;
h) nie umie odmawiać.

2. Wspomagacz - to dziecko najbliższe wzoru współuzależnienia; przyjmuje postawę opiekuńczą wobec rodzica; jego głównym zadaniem jest łagodzenie konfliktów między rodzicami oraz chronienie alkoholika przed skutkami jego picia; to ono wylewa alkohol do zlewu lub przynosi go do domu, żeby alkoholik nie wyszedł, by się upić; wyszukuje powody i usprawiedliwienia dla picia, manipuluje, by alkoholik pił mniej;

PRZYKŁADY ZACHOWAŃ:

a) wcześnie sam zaczyna nadużywać alkoholu;
b) trudno mu się skupić na lekcji, ciągle myśli o czymś innym;
c) nagromadzona złość nieraz powoduje nagłe, nieopanowane wybuchy gniewu;
d) często zaczyna coś robić i nie kończy;
e) nie ma marzeń i własnych planów (jego życie i myśli koncentrują się wokół pijącego rodzica);
f) nie uczestniczy w dyskotekach i innych imprezach.

3. Kozioł ofiarny -
to częsty odbiorca agresji alkoholika, wyrzutów i upokorzeń; jest "tym złym" w rodzinie; na niego przelewana jest cała odpowiedzialność za niepowodzenia i problemy rodziny; dziecko takie, chcąc za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę rodziców, zaczyna rozrabiać, wagarować i przysparzać problemów; zżera go złość na rodziców, za to, że go nie kochają, i na rodzeństwo, że jest bardziej kochane; złość ta jest jednak często maskowaniem uczuć związanych z samotnością, odrzuceniem i poczuciem krzywdy;

PRZYKŁADY ZACHOWAŃ:

a) dziecko jest przeważnie złym uczniem; łamie wszelkie zasady i reguły;
b) wagaruje, ucieka z domu;
c) odcina się od bliskich, a uznania szuka w grupach z marginesu społecznego;
d) jest zbuntowane i agresywne;
e) często sięga po alkohol i inne środki psychoaktywne, stając się w ten sposób kandydatem na przyszłego potencjalnego alkoholika;
f) nastolatki wcześnie rozpoczynają życie seksualne.

4. Maskotka - to dziecko urocze, przymilne, pełne wdzięku; czuje się odpowiedzialne za rozładowanie napięć w domu, ale czyni to żartami, psotami, zręcznie opowiedzianym dowcipem; u podstawy tego zachowania leży lęk wzmacniany faktem, że nikt nie traktuje "błazna" poważnie, a on sam zatraca granicę między rzeczywistością a żartem, zawsze robiąc dobrą minę do złej gry; charakterystycznym uczuciem maskotki jest strach, często nie do końca uświadomiony;

PRZYKŁADY ZACHOWAŃ:

a) komik klasowy;
b) zwraca na siebie uwagę poprzez śmieszne żarty, głupie zachowania;
c) życie "traktuje z przymrużeniem oka";
d) często nie może przez dłuższy czas usiedzieć na miejscu;
e) często nie słucha nauczyciela i nie jest w stanie spokojnie pracować;
f) na trudną sytuację najczęściej reaguje śmiechem lub żartem.

5. Aniołek -
stara się dokładnie wykonywać wszystkie polecenia i łatwo przystosowuje się do warunków, pozostając prawie niezauważalne; jest zwykle najmłodszym dzieckiem w rodzinie, wycofanym w świat swoich fantazji i marzeń; ma silnie wykształcony odruch ucieczki w sytuacjach trudnych oraz gotowość do tzw. przymykania oczu i udawania, że nie ma czegoś, co jest; jest dzieckiem nie stawiającym żadnych wymagań ani żądań; często jest także nazywane "dzieckiem zapomnianym" - nikt bowiem nie daje mu tego, co w dzieciństwie niezbędne: nikt nie interesuje się, co ono robi, nikt nie chwali za osiągnięcia, nikt nie łagodzi dziecinnych lęków; zagubione dziecko nie buntuje się, ale znosi biernie swój los;

PRZYKŁADY ZACHOWAŃ:

a) dziecko bardzo ciche i niezauważalne;
b) ma swój wyimaginowany świat i zmyślonych przyjaciół;
c) czasem do szkoły przynosi ulubioną lalkę;
d) z powodu nieśmiałości i cichości, często jest upokarzane;
e) często podpiera ściany na korytarzu;
f) nie spotka się go na boisku czy w grupie kolegów lecz raczej w chórze szkolnym lub nad jakimś trudnym zadaniem, zleconym przez nauczyciela, albo w kącie przy lekturze ulubionej książki;
g) ulega słabostkom (nadwaga, zaspokajanie apetytu na smakołyki)*.

Nieme prośby o pomoc

Powstają jeszcze inne sygnały, które wskazują na występowanie problemu alkoholowego w rodzinie dziecka.

1. Sygnały związane z wyglądem ucznia:

a) chodzenie w znoszonych, dziurawych ubraniach;
b) brak niektórych ubrań (np. dresów, adidasów);
c) brak przyborów szkolnych;
d) sińce i znaki po uderzeniach, opór ucznia przed ćwiczeniem w krótkich spodenkach, przed przebieraniem się;
e) wygłodzenie; niezdrowy wygląd.

2. Sygnały związane z zachowaniem w grupie:

a) izolowanie się od otoczenia;
b) niebranie udziału w imprezach, wycieczkach;
c) strach przed wystąpieniami na forum klasy;
d) nienawiązywanie bliższych kontaktów z rówieśnikami lub poszukiwanie przyjaciół w środowiskach z marginesu społecznego;
e) agresja wobec otoczenia (bicie kolegów; wyzwiska; kłótnie);
f) trudności z mówieniem o własnych uczuciach;
g) duża zmienność przeżywanych emocji (często dana emocja jest nieadekwatna do sytuacji);
h) strach przed niektórymi miejscami;
i) kłamanie "na zawołanie" nawet w błahych sprawach.

3. Sygnały związane z zachowaniem wobec osób dorosłych:


a) nieposłuszeństwo na lekcjach; ignorowanie poleceń nauczyciela;
b) "pyskowanie";
c) zachowania agresywne;
d) strach przed rozmową z osobami dorosłymi; unikanie takich rozmów;
e) zachowanie "przytulanki", która niemal trzyma się "spódnicy" nauczycielki;
f) "branie do serca" każdej, nawet najdrobniejszej opinii, a przy tym niezwykła pamiętliwość szczegółów (np. drobnych żartów);
g) strach przed dotykiem (dziecko nie chce, by je głaskano czy przytulano).

4. Sygnały związane z zachowaniem wobec rodziców:

a) niepoznawanie rodziców;
b) silny opór przed wracaniem z nimi do domu;
c) strach przed rodzicami (np. dziecko zaczyna się inaczej zachowywać przed końcem lekcji, pojawia się panika, lęk).

5. Sygnały związane z zachowaniem wobec siebie:

a) autoagresja (bije sam siebie, bije się po twarzy, wyrywa sobie włosy);
b) mówienie do siebie;
c) posiadanie wyimaginowanego przyjaciela;
d) picie alkoholu, sięganie po narkotyki, osobliwy i rzucający się w oczy styl ubioru;
e) niskie poczucie własnej wartości.

6. Sygnały związane z powierzanymi im zadaniami:

a) nieodrabianie prac domowych;
b) zapominanie o powierzonych im zadaniach;
c) dużo nieobecności w szkole, wagary;
d) trudności z koncentracją i z pamięcią.

7. Inne.

Tu można zaliczyć sygnały i wskazówki zawarte w twórczości dzieci alkoholików. Powszechnie wiadomo, że twórczość plastyczna jest formą ekspresji uczuć i emocji. Rysowanie, klejenie itp. są czynnościami, podczas których dzieci nieświadomie "mówią" prawdę o swojej sytuacji i niejednokrotnie "wołają" o pomoc.

Warto, by nauczyciel w ramach poznawania uczniów poprosił ich o narysowanie rodziny (nie wolno mówić, czyjej - swojej lub nie - po prostu rodziny), przy użyciu kredek ołówkowych. Na pewne cechy rysunku nauczyciel (nawet początkujący) powinien od razu zwrócić uwagę i zapewnić dziecku kontakt z pedagogiem czy psychologiem w celu wyjaśnienia wątpliwości.

Do tych sygnałów należą wszelkie odchylenia od normy charakteryzującej rysunki dzieci w danym wieku, a także:

1) słabo zintegrowane części ciała lub brak niektórych części ciała;
2) niewielkie wymiary postaci;
3) zmniejszenie postaci ojca czy matki, bądź narysowanie ich w sposób mniej staranny niż pozostałych członków rodziny;
4) przesadnie duże wymiary postaci;
5) deformacje postaci ludzkich;
6) izolowanie własnej postaci od reszty rodziny;
7) pominięcie postaci lub członka rodziny;
8) pominięcie własnej postaci lub pomniejszenie jej;
9) malowanie jednym kolorem;
10) używanie dużej ilości koloru czarnego;
11) silny nacisk kredki na kartkę (kredka przebija na drugą stronę);
12) sztywne i krótkie kreski (mało ruchów półkolistych);
13) bardzo małe rysunki, zajmujące niewielką część kartki;
14) rysunki przedstawiające sceny z życia rodzinnego związane z przemocą czy piciem alkoholu.

Uwaga! Trzeba pamiętać, że chłopcy z reguły rysują gorzej niż dziewczęta.
Trzeba pamiętać, że wystąpienie któregokolwiek z tych symptomów nie oznacza jednoznacznie, że dziecko jest synem lub córką alkoholika i kwalifikuje się do natychmiastowej pomocy. Warto jednak poobserwować dziecko i w razie wątpliwości skontaktować z pedagogiem lub psychologiem.

wychowawca
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #123 dnia: Marzec 20, 2008, 02:56:02 pm »
Przymusowe życie z dręczycielem


Mężczyzna dwukrotnie skazany za znęcanie się nad rodziną, mimo orzeczonej z tego powodu eksmisji, spokojnie mieszka z żoną i dziećmi, które dręczył. Bo musi być dla niego wyznaczone pomieszczenie tymczasowe. A nikt się do tego nie kwapi.
Wyrok eksmisyjny od dwóch lat pozostaje na papierze. - Szkoda w ogóle iść do sądu - mówi rozgoryczona pani Danuta, nad którą znęcał się mężczyzna.


Gehenna w czterech ścianach

Jej dramat zaczął się na początku lat 90. - Mąż potrafił uderzyć mnie w twarz, bo uznał, że podczas mycia talerzy zużywam za dużo wody. Innym razem kopnął i wyrzucił za drzwi za to, że wyrzuciłam do śmieci tłuszcz po smażeniu - opowiada kobieta.

W 1996 roku zapadł pierwszy wyrok. Za bicie pani Danuty i dwóch synów, grożenie i obrzucanie wyzwiskami skazał mężczyznę na rok więzienia, ale karę warunkowo zawiesił.

Wyrok niewiele zmienił, podobnie jak rozwód. Do sądu trafiła następna sprawa o znęcanie się nad najbliższymi. Zarzuty niemal identyczne jak poprzednio. W 2005 roku sąd orzekł półtora roku pozbawienia wolności, znowu w zawieszeniu. - Od tego momentu były mąż wystrzega się bicia czy kopania. Wykańcza nas psychicznie.

Wyłącza prąd, z kuchenki gazowej wykręca palniki, by nie można było nic ugotować, żarówki. Jak idę korytarzem, to podkłada mi nogę - wylicza kobieta. Pokój przedzieliła przepierzeniem z dykty, by mieć jak najmniej kontaktu z byłym małżonkiem. W drastycznych sytuacjach uciekała z dziećmi do pobliskich pustostanów. - Młodszy syn ze strachu przychodził ze szkoły do domu o godzinie 22, byle być tu jak najkrócej. Uczył się w ubikacji bądź na korytarzu - mówi pani Danuta.

Eksmisja na papierze

Wydawało się, że gehenna skończy się wreszcie dwa lata temu. Sąd cywilny orzekł bowiem wtedy, że z powodu znęcania się nad rodziną były mąż ma zostać eksmitowany z mieszkania, i to bez prawa do lokalu socjalnego. Nic z tego. Sąd na wniosek komornika niedawno wstrzymał eksmisję, bo okazało się, że mężczyźnie trzeba najpierw zapewnić pomieszczenie tymczasowe. To taki lokal socjalny o najniższym standardzie. - Rzeczywiście, przepisy są takie, że nie ma eksmisji na bruk. Nawet w tak drastycznych przypadkach - rozkłada ręce sędzia Waldemar Żurek, rzecznik krakowskiego sądu.

Sąd uznał, że pomieszczenie tymczasowe powinna wskazać gmina, pani Danuta lub sam były mąż. Gmina nie kwapi się jednak do tego. - Przepisy są tak skonstruowane, że nie mówią precyzyjnie, kto konkretnie ma wskazać takie pomieszczenie. Wymienia się gminę, wierzyciela bądź samego dłużnika. Ponieważ prawo nie nakłada bezpośrednio takiego obowiązku na nas, więc ze względu na sytuację lokalową ograniczamy się tylko do wyznaczania takich pomieszczeń w przypadku eksmisji z lokali komunalnych - tłumaczy Edward Siatka, zastępca dyrektora Wydziału Mieszkalnictwa UMK. Jak przyznaje, z tego powodu w zawieszeniu jest 190 innych spraw, w których trzeba zapewnić pomieszczenie tymczasowe dla eksmitowanych.

Co gorsza, nie wiadomo też do końca, co może być takim lokalem. - Mówi się o pomieszczeniu, które ma mieć minimum pięć metrów kwadratowych, okno, kuchenkę, prąd. W jednym z miast próbowano więc wskazywać na przykład noclegownię dla mężczyzn, ale sąd odrzucił taką możliwość. Niektórzy wierzyciele sami więc próbują wynająć dłużnikom jakiś lokal - mówi Łukasz Obrał z działu poradnictwa Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Czekając na zmianę

Pani Danuty nie stać na wynajęcie byłemu mężowi jakiegokolwiek lokalu. Wskazała jednak, że bywa on w mieszkaniu krewnych, niedaleko centrum Krakowa. Ale komornik odpisał, że dotychczasowa najemczyni zmarła, a były mąż nie może ubiegać się o najem tego lokalu. I mężczyzna dalej mieszka z panią Danutą.

We wrześniu zeszłego roku rząd przyjął projekt zmiany ustawy zezwalającej w przypadku znęcania się nad rodziną wyeksmitować sprawcę bez konieczności zapewniania mu pomieszczenia tymczasowego. Sejm jednak dotąd zmiany nie uchwalił.

PS Imię bohaterki zostało zmienione.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków, Jarosław Sidorowicz 2008-03-19
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Mulesia

  • Gość
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #124 dnia: Marzec 31, 2008, 08:02:40 pm »
19:01, 31.03.2008 /TVN24

Brutalnie pobita, sprawca na wolności, prokuratura umywa ręce
PROSTO Z POLSKI

TVN24

Trzydziestoletnia kobieta z Tczewa trafiła do szpitala z 60. ranami kłutymi i szarpanymi. Sprawcą był jej konkubent, który poranił ją na oczach ich pięcioletniego synka. - Do sytuacji nie doszłoby, gdyby prokurator dopilnował swoich obowiązków i zareagował na moje sygnały - mówi TVN24 kobieta. Prokuratura nie ma sobie nic do zarzucenia.
Nie można zaprzeczyć, że pani Marzena miała dużo szczęścia - mogła nie przeżyć brutalnego pobicia. W nocy do domu wszedł jej konkubent, Piotr W. i rzucił się na nią z nożem. Świadkiem zdarzenia był pięcioletni synek ofiary i napastnika.

- Usiadł na mnie i zaczął mnie dusić - opowiada pani Marzena. - Walczyłam z nim, ale nagle nie wiadomo skąd, w jego rękach znalazły się noże - dodaje.

Prokurator chciał dowodów

Zdaniem pani Marzeny i jej rodziny, że do tragedii by nie doszło, gdyby miejscowy prokurator dopilnował swoich obowiązków i zareagował na ich alarmy. Ofiara wielokrotnie zawiadamiała prokuratora o groźbach jej konkubenta, znęcaniu się. Prokurator nie zainterweniował, domagał się dowodów.

- Zeznania tych osób nie dawały przesłanek do jednoznacznego stwierdzenia, że mamy do czynienia z przestępstwem - mówi TVN24 prokurator Mirosław Szymański.

W ciągłym strachu

Kobieta powoli dochodzi do siebie. Jednak cała jej rodzina żyje w strachu, bo Piotr W. wciąż jest na wolności. - Ciągle się boję, wydaje mi się, że go widzę - przyznaje pani Marzena. - Nikt się nami nie zainteresuje - żali się.

Mężczyzna jest poszukiwany przez policję. Jeśli zostanie złapany, można będzie mu postawić zarzuty usiłowania zabójstwa i znęcania się ze szczególnym okrucieństwem. Wcześniej był już karany za gwałt i rozbój.

jk//mat
http://www.tvn24.pl/12690,1544302,0,1,wiadomosc.html

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #125 dnia: Kwiecień 12, 2008, 12:35:37 am »
Sprawa zakazu bicia dzieci w Polsce

Jeszcze w tym roku rząd ma rozpocząć prace nad nowelizacją ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie; jest szansa, że znajdzie się w niej zapis o całkowitym zakazie bicia dzieci - poinformowała Krystyna Wyrwicka z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej na konferencji, poświęconej profilaktyce krzywdzenia małych dzieci.
Na konferencji, zorganizowanej przez Fundację Dzieci Niczyje (FDN), zainaugurowano program "Dobry rodzic - Dobry start", którego celem jest ochrona przed przemocą najmłodszych dzieci. Projekt realizowany jest pod patronatem Ministerstwa Pracy i Polityki społecznej i Ministerstwa Zdrowia, przy współudziale m.in. stołecznego ratusza.

Jak poinformowała Karolina Lewandowska z FDN, program ma wspierać rodziców w pierwszym okresie po narodzeniu dziecka. Organizatorzy, wychodząc z założenia, że nie wszyscy potrafią się właściwie opiekować niemowlęciem i nie zdają sobie sprawy, że pewne zachowania, np. potrząsanie, mogą być dla niego niebezpieczne, położyli nacisk na edukację. Zarówno dla rodziców, jak i dla profesjonalistów - osób, które z racji wykonywanego zawodu stykają się z małym dzieckiem i mogą rozpoznać, że jest ono krzywdzone, będą organizowane specjalne szkolenia i warsztaty.

W ramach programu budowany jest lokalny system profilaktyki krzywdzenia małych dzieci, który ma umożliwić szybką identyfikację rodzin ryzyka i udzielenie im odpowiedniej pomocy i wsparcia. System ten ma opierać się na współpracy pomiędzy ośrodkami pomocy społecznej, Zakładami Opieki Zdrowotnej i innymi instytucjami, które mają styczność z dziećmi. Organizatorzy zapraszają do współpracy organizacje pozarządowe, instytucje państwowe, firmy komercyjne i media.

Uczestnicy konferencji zwracali uwagę na potrzebę koordynacji działań wszystkich podmiotów zaangażowanych w przeciwdziałanie przemocy. "Często, gdy dochodzi do tragedii i zaczynamy szukać winnego, okazuje się, że nikt nie zawinił: każdy zrobił wszystko, co mógł, w ramach swoich kompetencji. Ale zabrakło współpracy. To największa bolączka naszego systemu" - uznała z-ca dyrektor Departamentu Pomocy i Integracji Społecznej w MPiPS Krystyna Wyrwicka.

Wyrwicka wyraziła nadzieję, że w nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy znajdzie się zapis, który definitywnie zakaże bicia dzieci i "zakończy dyskusję na temat tego, czy klaps to przemoc". "Nikt nie ma prawa bić, poniżać i krzywdzić dzieci. Będziemy również chcieli wzmocnić ochronę ofiar przemocy przez wyciągnięcie z domu sprawcy. Poprzednim razem zwyciężyło prawo własności, mamy nadzieję, że tym razem się uda" - powiedziała Wyrwicka.

Zdaniem wiceprezydenta Warszawy Włodzimierza Paszyńskiego, w Polsce dziecko wciąż traktowane jest jak własność rodziców. "Musimy stworzyć jednolity front w tej kwestii. Nauczyciele, lekarze, dziennikarze, księża - wszyscy powinni jednym głosem mówić o tym, że dziecko ma prawa i nie może być krzywdzone w żaden sposób" - przekonywał.

Jak podkreślają organizatorzy akcji, krzywdzenie i zaniedbywanie jest jedną z najczęstszych przyczyn śmierci i niepełnosprawności dzieci w grupie do lat trzech. Największe ryzyko krzywdzenia występuje wśród dzieci, które nie ukończyły pierwszego roku życia. Sprawcami krzywdzenia małych dzieci najczęściej są ich rodzice.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #127 dnia: Maj 06, 2008, 01:12:58 am »
Owsiak o prowokacji TVN: potrzebne takie akcje

Czy "dom grozy" Fritzla może istnieć gdzieś w Polsce? Czy reagujemy na przemoc w naszym otoczeniu? Takie pytania zadali sobie twórcy programu "Teraz My" i urządzili prowokację, żeby to sprawdzić. - Potrzebne są takie akcje, żeby walczyć ze znieczulicą społeczną - mówił gość programu Jurek Owsiak.

Dyskusję na temat agresji wokół nas wywołał przypadek z Austrii, gdzie Josef Fritzl przez ponad 20 lat więził w piwnicy swoją córkę. Goście Tomasza Sekielskiego i Andrzeja Morozowskiego zastanawiali się czy taka sytuacja jest możliwa w Polsce. - Austria wydaje się takim cywilizowanym krajem, ale takie historie tez się przytrafiają. Polska ma takie same przykłady dodatnie, jak ujemne - powiedział Jurek Owsiak.

Brak reakcji ludzi...

Reporterzy TVN postanowili sprawdzić jak Polacy reagują na sygnały o przemocy w swoim otoczeniu. W bloku w centrum Warszawy zorganizowali prowokację. W mieszkaniu dwóch aktorów udawało kłótnie i bójkę domową, trzecia osoba próbowała nakłonić do działania sąsiadów. Odgłosy wskazywały, że sytuacja w środku może być dramatyczna. Nikt nie wezwał policji. Mimo, że 80 proc. Polaków deklaruje w sondażach, że tak właśnie trzeba się zachować.

- To brak odpowiedzialności społecznej, nie interesujemy się drugim człowiekiem. - Boimy się formalności, że będziemy zeznawać i to nic nie da, ale też tego, co będzie później - dodał Krzysztof Orszagh ze Stowarzyszenia Przeciwko Zbrodni im. J. Brzozowskiej.

Nie tylko znieczulicą społeczną, ale także doświadczeniami z policją brak reakcji tłumaczył Owsiak. - Nie reagujemy, bo się boimy. Także konsekwencji naszego działania. To pokazuje słabość systemu policyjnego w Polsce. Ludzie widzą, że człowiek zatrzymany
"Boimy sie konsekwencji naszego działania"
za chuligaństwo jest puszczany. Więc uważają, że nawet jeśli powiedzą coś na policję, to nic to nie da. A społeczeństwo obywatelskie polega na tym, że widzi się skuteczność swoich działań - powiedział Owsiak. - To utajniony strach przed pakowaniem się w kłopoty - dodał.

...i władzy

Jednak nie tylko policji się obawiamy - uważa członek Stowarzyszenia Przeciwko Zbrodni. - Policja zazwyczaj działa poprawnie, problem jest z tym, co trzeba dalej. Czy prokuratura postawi zarzuty, co orzeknie sąd - tłumaczył.

- Społeczeństwo chce wiedzieć, kto w danej sprawie został ukarany. To nie wola zemsty, ale poczucia sprawiedliwości - zgodził się z nim Owsiak.


http://www.tvn24.pl/-1,1548616.1,wiadomosc.html


ps warto kliknąć na ten link i posłuchać - obejrzeć co mówią -polecam
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26238
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #128 dnia: Maj 07, 2008, 09:04:40 am »
Wyzwiska,krzyki grozby i tłuczone talerze -wszystko to w bloku w centrum Warszawy.
Wyreżyseowana awantura i .... niewyreżyserowane reakcje sąsiadów.
http://www.onet.tv/28962,4451,1,3468932,1,1,0,0,wideo.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #129 dnia: Maj 14, 2008, 03:37:51 pm »
Zmiany w mózgach ofiar przemocy

Grupa badaczy z McGill University odkryła istotne różnice pomiędzy mózgami dręczonych w dzieciństwie ofiar samobójstw oraz mózgami uznawanymi za normalne. Różnica ta dotyczy tzw. modyfikacji epigenetycznych, czyli zmian w strukturze i aktywności genów niezależnych od sekwencji DNA.

Zmiany epigenetyczne zachodzą w komórce pod wpływem czynników zewnętrznych i nie są - w przeciwieństwie do samej informacji genetycznej - w stu procentach dziedziczone po rodzicach. Oznacza to na przykład, że jednojajowe bliźnięta dorastające w różnych warunkach mogą wykazywać znaczne różnice w tzw. wzorze metylacji, czyli liczbie i rodzaju genów "wyznakowanych" przez odwracalne przyczepienie chemicznych grup metylowych (-CH3) do określonych miejsc w genomie. Metylacja pozwala na minimalizację aktywności genu, dzięki czemu proces ten odgrywa istotną rolę w regulacji procesów fizjologicznych wewnątrz komórki w zależności od bieżących potrzeb i uwarunkowań zewnętrznych.

Głównym celem badań było określenie aktywności genów kodujących tzw. rybosomalne RNA (rRNA), które wraz z odpowiednimi białkami tworzy tzw. rybosomy - struktury pozwalające komórce na syntezę białek wg instrukcji zakodowanej pierwotnie w informacji genetycznej. Ze względu na fakt, iż większość procesów w komórce zachodzi przy udziale białek, epigenetyczna regulacja aktywności genów dla rRNA jest kluczowa dla większości procesów zachodzących w organizmie. Zespół pod wodzą dr. Moshe Szyfa udowodnił, że geny kodujące rRNA także podlegają tego typu regulacji, przez co czynniki środowiskowe mogą wywierać znaczący wpływ m.in. na procesy uczenia, podejmowania decyzji i zapamiętywania.

Poprzednie, wykonane na szczurach, badania naukowców z McGill University dowiodły, że zachowanie matki w czasie wczesnego dzieciństwa wpływa na aktywność genów - i przez to także na zachowanie - rozwijającego się potomstwa. Jednocześnie wykazano, że podawanie młodym leków zmieniających wzór metylacji DNA pozwala zmienić aktywność genów oraz sposób reagowania zwierząt na stres.

Opisując wyniki badań nad mózgami dręczonych w dzieciństwie osób, dr Szyf zaznacza: Możliwe, że zmiany we wzorze metylacji były spowodowane przez przemoc w dzieciństwie, lecz w przypadku ludzi ciężko jest ustalić związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy wczesnym dzieciństwem, a zjawiskami epigenetycznymi. Dodaje: Wciąż nie jest znana odpowiedź na pytanie, czy możliwe jest wykrycie podobnych zmian w DNA uzyskanym z krwi, co pozwoliłoby na opracowanie testów diagnostycznych. [Należy też zbadać], czy możliwe jest opracowanie terapii, które usuwałyby te różnice w modyfikacjach epigenetycznych.

Wojciech Grzeszkowiak

Źródło informacji: kopalnia wiedzy
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #130 dnia: Maj 20, 2008, 05:03:40 pm »
Słyszysz za ścianą płacz - pomóż

BRAK REAKCJI NA MALTRETOWANIE DZIECI TO PROBLEM SPOŁECZNY

Wydaje się, że wokół problemu przemocy w rodzinie panuje zmowa milczenia. Można to zmienić. Kiedy podejrzewamy, że dziecko jest bite, możemy być jedynymi osobami, które mogą mu pomóc. Gdyby ktoś interweniował, zakatowany w Kamiennej Górze 3,5-letni Bartek, mógłby żyć nadal.
Matka mężczyzny oskarżonego o zabicie chłopca zarzuca sąsiadom, że milczeli. - Przecież musieli coś słyszeć. Gdyby choć raz coś powiedzieli. Ale nic, kompletnie - mówiła kobieta. Lekarze twierdzą, że rany małego Bartka wskazują na długofalowe maltretowanie czytaj więcej

- Jest społeczne przyzwolenie na bicie dzieci - tłumaczył w "Magazynie TVN24" psycholog Janusz Czapiński czytaj więcej

Świadkowie, sąsiedzi - wielokrotnie biernie przysłuchują się wydarzeniom zza ściany. Bohdan Bielski, psycholog sądowy, tłumaczy: - Wszyscy mówią to samo: o spokojnej z pozoru rodzinie sprawców. A wystarczy tylko zechcieć usłyszeć płacz.

Jak możesz pomóc?

Możemy zawiadamić ośrodek pomocy społecznej, przedszkole czy szkołę, do której uczęszcza dziecko. Te placówki obowiązkowo muszą zawiadomić organy ścigania, gdy zachodzi podejrzenie znęcania się.

Jeśli nie podjęły odpowiednich działań, zawiadamiamy sąd rejonowy. Tu kierujemy list z danymi osoby maltretowanej i jej rodziny (bez naszego podpisu). Kiedy nie mamy pewności, czy rzeczywiście dzieje się coś złego, należy zgłosić do sądu rodzinnego wniosek o wgląd w sytuację rodziny.

Kiedy przemoc jest pewna, anonimowo można powiadomić:
policję (wystarczy wykręcić 997) bądź prokuraturę,
zadzwonić na Niebieską Linię: (0-22) 668-70-00 (informuje o miejscach, które pomagają ofiarom przemocy w rodzinie na danym terenie).
Pomóc mogą Ośrodki Pomocy Społecznej (tzw. OPSy),
hostele dla ofiar przemocy domowej
oraz fundacje i stowarzyszenia jak
Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia"-  http://www.niebieskalinia.pl ,
oraz Fundacja Centrum Praw Kobiet -  http://cpk.org.pl/pl.php5/on/home )

Konkubinat zwiększa ryzyko

Jak pisze w jednym z artykułów psycholog społeczny Aleksandra Nałęcz-Tolak, "fakt życia dziecka pod jednym dachem z osobą niespokrewnioną z nią genetycznie jest jednym z ważniejszych czynników ryzyka bycia ofiarą maltretowania i zaniedbania."

Co trzeci Polak doświadczył przemocy

Przemoc domowa wciąż uważana jest za kwestię wstydliwą i ukrywana. Tymczasem występuje we wszystkich grupach społecznych, niezależnie od poziomu wykształcenia czy sytuacji materialnej. We wrześniu 2007 na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej CBOS przeprowadził badania, według których w rodzinach prawie połowy Polaków dochodzi do przemocy. Co trzeci Polak (36 proc.) sam doświadczył przemocy w rodzinie lub był jej świadkiem. Przy tym prawie dwie trzecie badanych (64 procent) zna rodziny, gdzie istnieje problem znęcania się.

W Polsce za stosowanie przemocy fizycznej lub psychicznej grozi do 10 lat więzienia.

kaw, lar//mat
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26238
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #131 dnia: Maj 22, 2008, 09:04:56 am »
Słyszysz krzyk dziecka - zgłoś to!

Skandujący, wzburzony tłum czekał przed prokuraturą w Kamiennej Górze na Iwonę K. i jej konkubenta Mariusza V. Trzyletni synek kobiety został w niedzielę zakatowany na śmierć. Chłopiec był maltretowany przez kilka miesięcy. Sąsiedzi, owszem, słyszeli krzyki dziecka. Ale nie zawiadomili policji. Twierdzą, że bali się Mariusza V. Jednak półtora roku wcześniej nie zawahali się zgłosić, że mężczyzna włączył za głośno muzykę. Ale takie sytuacje można zgłaszać anonimowo. O przemocy w rodzinie może świadczyć skrytość dziecka, nieufność, lęk w stosunku do dorosłych. Wystarczy chcieć pomóc.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,,wid,9975272,wiadomosc.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #132 dnia: Maj 27, 2008, 01:11:16 pm »
System monitorujący losy dzieci

System komputerowy monitorujący losy dzieci - dzięki czemu informacje policji, pomocy społecznej i innych instytucji, zajmujących się pomocą rodzinom, zostałyby zebrane w jednym miejscu - przygotowała posłanka PiS Joanna Kluzik-Rostkowska. Jak powiedziała Kluzik-Rostkowska, istotą systemu jest zgromadzenie informacji, które docierają do policji, ośrodków pomocy społecznej, które są w posiadaniu pracowników szkół czy ośrodków zdrowia.

"W tej chwili nie ma przepływu informacji, każda instytucja działa na własnym wycinku - policja ma dane z Niebieskiej Karty, OPS-y, mają informacje o swoich podopiecznych. Dopiero gdy dochodzi do tragedii, okazuje się, że w danej rodzinie już kilkakrotnie interweniowała policja, dziecko miało kłopoty w szkole czy nie zgłaszało się do przychodni na szczepienia" - mówiła Kluzik- Rostkowska.

Do systemu mieliby kodowany wgląd pracownicy instytucji, które zajmują się pomocą rodzinie. Mogliby wpisywać swoje spostrzeżenia, np. lekarz - informacje o powtarzających się siniakach na ciele dziecka, pedagog szkolny o rozkojarzeniu na lekcji itp. "Gdyby te wszystkie informacje się spotkały, może ktoś by się zainteresował sytuacją w tym domu" - powiedziała Kluzik-Rostkowska.

Jej zdaniem byłaby to również kontrola, czy te instytucje prawidłowo działają. Jeśli nikt nie zareagowałby na niepokojące sygnały, od razu byłoby wiadomo, w którym miejscu system pomocy rodzinie zawiódł.

Jak podkreśliła Kluzik-Rostkowska, system można by wprowadzić w ciągu dwóch miesięcy, a kosztowałby ok. 5 mln zł. "W Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej działają inne systemy komputerowe, na których można go powiesić, w policji jest system Niebieskich Kart" - powiedziała. Dodała, że chciałaby, aby po pół roku działania systemu sprawdzono, czy nie ma w nim "dziur" - czy nie trzeba w związku z jego działaniem zmienić niektórych przepisów.

Dodała, że pomysł zrodził się, kiedy jeszcze kierowała Departamentem ds. Kobiet, Rodziny i Przeciwdziałania Dyskryminacji w MPiPS. "Gdy przygotowywałam projekt ustawy o rodzicielstwie zastępczym, okazało się, że cały system opieki nad dzieckiem trzeba zbudować od początku. Tak, aby dziecko było w nim podmiotem, a nie przedmiotem" - podkreśliła Kluzik-Rostkowska.

Zaznaczyła, że gdy była ministrem pracy, wygospodarowała środki na wprowadzenie systemu, jednak z powodu wcześniejszych wyborów nie zdążyła zrealizować pomysłu. "Rozmawiałam o tym kilkakrotnie z moją następczynią, minister Jolantą Fedak, a także, kilka dni temu, z wiceminister Chłoń-Domińczak, która wyraziła zainteresowanie i obiecała, że postara się zrealizować ten pomysł. Musi mieć jednak akceptację szefowej resortu" - zaznaczyła Kluzik- Rostkowska. Dodała, że aby wprowadzić system, trzeba tylko znaleźć na niego środki, a to, jak wynika z jej doświadczenia, nie powinno być problemem. AKW

PAP - Nauka w Polsce

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26238
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #133 dnia: Maj 29, 2008, 10:27:27 pm »
Na ten temat jeszcze tutaj:


PiS proponuje system "monitorowania losów dziecka"

Fedak: trzeba wprowadzić ustawowy zakaz bicia dzieci


http://forum.darzycia.pl/vp136141.htm#136141
Cytuj
Jak dodała, ustawa ma zostać znowelizowana jeszcze w tym roku, w drugim półroczu. Nowela ma wprowadzić także możliwość odseparowania ofiary od sprawcy przemocy już na etapie postępowań przygotowawczych. "Chcemy spowodować, żeby to nie kobiety z dziećmi musiały szukać schronienia, tylko żeby agresor szukał miejsca, może nawet w noclegowni, już na tym etapie, kiedy jest wyjaśniana przez policję" - powiedziała minister pracy. Resort będzie starał się też wprowadzić bezpłatne obdukcje. "Być może dla wielu rodzin jest to bariera, żeby zgłaszać takie przestępstwa i je dokumentować. W takim kierunku pójdzie ta nowela" - zapewniła Fedak.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #134 dnia: Czerwiec 03, 2008, 12:47:06 pm »
Lekarze powinni pytać o przemoc domową

W drzwiach kliniki spotkałam srebrnowłosą kobietę – jedno ramię opierała na niebieskim temblaku. To nie pierwsza jej wizyta. W ciągu ostatnich kilku miesięcy była tu dwa razy z rozmaitymi niewyjaśnionymi bólami i dolegliwościami. Tym razem mąż złamał jej rękę - i powód poprzednich wizyt stał się jasny.


Od miesięcy zastanawiałam się nad schowanym gdzieś między rubrykę "palenie" i "zapinanie pasów" pytaniem o przemoc domową w kwestionariuszu medycznym. Najwyraźniej okazało się całkowicie nieskuteczne, bo odpowiedź tej pacjentki brzmiała "nie".

Pytając o przemoc domową spełniam zalecenia lekarza naczelnego i wielu lekarskich stowarzyszeń, w tym Amerykańskiego Stowarzyszenia Lekarzy. Zwolennicy rutynowych pytań są zdania, że przemoc domowa dotyka kobiet częściej niż wiele chorób regularnie kontrolowanych przez lekarzy, takich jak rak piersi albo okrężnicy, a związane z nią zagrożenie dla zdrowia jest dobrze udokumentowane. Mimo rekomendacji, lekarze o wiele rzadziej pytają zdrowe na pierwszy rzut oka kobiety o przemoc domową, niż badają je pod kątem raka piersi czy wysokiego cholesterolu.

Niektórzy lekarze uważają, że przemoc domowa pozostaje przede wszystkim w gestii wymiaru sprawiedliwości i czują się urażeni, kiedy oczekuje się od nich zagłębiania się w trudny i nieprzyjemny temat. Mają już na głowie przesiewowe badania dotyczące wielu innych chorób i diagnozowanie skomplikowanych schorzeń, a czasu dla jednego pacjenta coraz mniej.

Ostatnie ogólnoamerykańskie badanie na grupie blisko 5000 kobiet wykazało, że tylko 7 procent z nich było kiedykolwiek pytane przez lekarza o przemoc w rodzinie. Lekarze mówią, że nie pytają z powodu braku czasu, odpowiedniego wyszkolenia i dostępu do instytucji, pomagających tego typu pacjentkom. Niektórzy twierdzą, że boją się obrazić pacjentkę i nie wierzą, że zadanie pytania cokolwiek zmieni. – Jak my wszyscy, lekarze nie lubią robić rzeczy krępujących– mówi dr Michael Rodriguez, naukowiec i lekarz rodzinny z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. – Niektórzy oczekują też, że kiedy przemoc zostanie wykryta, kobieta natychmiast odejdzie od partnera. Czują się sfrustrowani, kiedy tak się nie dzieje.

Rodriguez i inni eksperci mówią, że naleganie by maltretowana pacjentka po prostu odeszła od partnera nie jest ani realistyczne ani bezpieczne, z wielu powodów. Ryzyko morderstwa jest najwyższe w momencie odejścia ofiary; bywa, że kobiety zależą od partnera dostarczającego im pożywienia i schronienia; wreszcie, pacjentki mogą źle przyjąć próby dyktowania im przez lekarza, co mają robić.

Według ekspertów najlepiej pytać o przemoc w warunkach prywatności, pod nieobecność członków rodziny, zadając pytanie w ramach rutynowego wywiadu. Jeśli pacjentka ujawni, że w domu ją bito lub jej grożono, lekarz powinien okazać jej współczucie, powiedzieć, że to, co ją spotkało jest niedopuszczalne, włączyć jej relację do dokumentacji medycznej i poinformować ją, do kogo może się z wrócić.

Według Barbary Gerbert, szefowej Centrum Zdrowia i Profilaktyki przy Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco, choć początkowo niektóre kobiety mogą zaprzeczać, że doświadczają przemocy domowej, regularne pytanie przyniesie skutki. Często pacjentki zapamiętują, że były pytane przez lekarza i w końcu, nawet całe lata później, ujawniają swój sekret. – Wystarczy zapytać, żeby zapoczątkować zmiany – mówi.

Felicia M. Frezell, 34-letnia kierowniczka biura z Omaha, opowiedziała mi niedawno, że w ciągu 15 lat, które przeżyła z byłym mężem, skazanym w 2005 roku za gwałt na niej, wielokrotnie odwiedzała lekarza z piątką swoich dzieci. Chociaż często miewała siniaki, nikt nigdy nie zapytał jej dlaczego – dopóki nie poprosiła lekarza o opatrzenie jej podbitego oka i nie powiedziała, że uderzył ją mąż. – W odpowiedzi lekarz poradził, żebym ”lepiej coś zrobiła z tą sytuacją” i to wszystko – mówi Frezell, i dodaje – Teraz wiem, że nie miałam pojęcia o dostępnej pomocy. Gabinet lekarski to dobre miejsce: neutralne i budzące zaufanie. Wyjście do lekarza to zupełnie co innego niż powiedzenie mężowi, że idzie się na policję.

Według statystyk wymiaru sprawiedliwości, w latach 2001-2005 (ostatnie dostępne dane pochodzą z tego właśnie roku) rocznie dochodziło do prawie 511 tysięcy brutalnych napaści na kobiety (i 105 tysięcy na mężczyzn) ze strony współmałżonka lub partnera. Około połowa z nich skutkowała uszkodzeniem ciała.

Pomimo takich statystyk amerykańskie siły prewencji doszły w 2004 roku do wniosku, że choć lekarze pierwszego kontaktu powinni "zachować czujność" wobec oznak przemocy, nie ma dostatecznych podstaw, aby wypowiedzieć się za lub przeciw przesiewowemu badaniu pacjentek niewykazujących objawów na okoliczność przemocy domowej - głównie ze względu na brak badań naukowych nad tą kwestią, zakrojonych na wystarczająco dużą skalę.

Część badaczy jest zdania, że konieczne jest zwiększenie nakładów na takie badania. Inni uważają analogię do rutynowych badań przesiewowych za chybioną. – Próby zrównywania tego z cytologią są bez sensu – mówi dr Christina Nicolaidis, internistka i badaczka z Oregońskiego Uniwersytetu Medycznego. – To nie jest kolejne okienko do zaznaczenia. Takie pytanie zadaje się, żeby edukować pacjentkę i otworzyć przed nią drzwi, żeby wiedziała, że może zwrócić się do lekarza. To część budowania prawdziwej relacji. Z czasem być może uda się ujawnić przemoc i zapewnić pacjentce bezpieczeństwo, ale też lepiej zrozumieć pochodzenie jej objawów i pomóc jej radzić sobie z chorobami.

Kobiety doznające przemocy częściej cierpią na przewlekły ból, depresję, lęki, uzależnienie od alkoholu i narkotyków. Mogą też mieć problemy z prawidłowym zażywaniem leków i terminowym stawianiem się na wizyty. Według niedawnego badania partnerzy kobiet doświadczających przemocy częściej wtrącają się do ich leczenia.

Siedem lat temu Instytut Medycyny, który doradza rządowi federalnemu, wydał duży raport na temat szkolenia pracowników ochrony zdrowia dotyczącego przemocy w rodzinie. Konkluzja raportu brzmiała, że ten rodzaj przemocy "nie stanowi priorytetu" w kształceniu pracowników ochrony zdrowia. Zalecono, aby Departament Zdrowia i Służb Społecznych ustanowił ośrodki edukacyjno-badawcze zajmujące się zagadnieniem przemocy w rodzinie.

Niefortunnie, raport ogłoszono podczas konferencji prasowej 11 września 2001. Jak mówi jedna z jego autorek, Felicia Cohn, kierująca wydziałem etyki medycznej na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvine, od tego czasu nikt się nim nie interesował. – Oczywiście inne sprawy były wtedy ważniejsze, jednak permanentny brak zainteresowania jest równie niewybaczalny, co żenujący. Chodzi o pandemię o ogromnym wpływie na ochronę zdrowia.

Dla mojej siwowłosej pacjentki (i innych kobiet, które przyjmuję w klinice) nie ma prostych rozwiązań. Mam zawsze w kieszeni fartucha numery telefonów do schroniska dla kobiet i policyjnego wydziału przemocy domowej. I nie przestaję pytać, żeby moje pacjentki wiedziały, że mają się do kogo zwrócić.


Źródło: New York Times
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #135 dnia: Czerwiec 03, 2008, 01:00:07 pm »
Bijący dzieci mogą trafić do noclegowni

Osoby dopuszczające się przemocy w rodzinie powinny być szybko usuwane z mieszkania, nawet wówczas, gdy nie można im zapewnić nowego lokum. Taka jest propozycja Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego


– Nie chcemy nikogo wyrzucać na ulicę. Proponujemy jednak ograniczyć ochronę przed eksmisją w wypadku osób z wyrokiem za znęcanie się nad rodziną. Powinny być one eksmitowane do noclegowi. Niech same szukają dla siebie mieszkania, dlaczego mają to za nich robić inni – uważa prof. Feliks Zedler z Komisji Kodyfikacyjnej. – Taka zmiana wymaga jednak nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego. Chcemy ją opracować jak najszybciej.

Sprawca lepiej chroniony

Wielu prawników jest zdania, że obecne przepisy lepiej chronią osoby znęcające się nad rodziną niż ich ofiary. Nie można ich bowiem eksmitować, dopóki nie dostarczy się pomieszczenia tymczasowego.

Chodzi o realizację wyroków eksmisyjnych w praktyce. Ustawa o ochronie praw lokatorów daje małżonkowi (lub byłemu małżonkowi) prawo wystąpienia do sądu o eksmisję męża (żony) znęcającego się nad rodziną lub stosującego przemoc. Ta sama ustawa zwalnia sąd z obowiązku przyznania takiej osobie prawa do lokalu socjalnego. Nie oznacza to jednak, że taką osobę można szybko eksmitować. Okazuje się bowiem, że skutecznie chroni ją przed tym kodeks postępowania cywilnego. Eksmitowanemu, któremu nie przysługuje prawo do lokalu socjalnego, trzeba dostarczyć pomieszczenie tymczasowe (art. 1046 § 4 k.p.c.). Szybkie dostarczenie takiego pomieszczenia nie jest zazwyczaj możliwe. Dochodzi więc do sytuacji, kiedy ofiary przemocy w rodzinie przez wiele miesięcy, a czasami lat, muszą żyć ze sprawcą pod jednym dachem.

– Niestety, takich przypadków jest wiele – mówi Małgorzata Tobiszewska, dyrektor oddziału gdańskiego Centrum Praw Kobiet.

– Propozycja jest dobra, ale niewystarczająca – ocenia Małgorzata Tobiszewska. Osoba, która zostaje skazana za stosowanie przemocy w rodzinie, nie może być na podstawie tego samego wyroku eksmitowana, trzeba wytoczyć odrębny proces, który trwa latami. Znam przypadki, kiedy dochodzi do tragedii – zdarza się, że kobiety są już tak zdesperowane, że zabijają swoich mężów. Obie te kwestie powinny być więc rozstrzygnięte w jednym wyroku.

– To nie takie proste – mówi sędzia Robert Zegadło. – Wyroki za znęcanie się nad rodziną zapadają w sądach karnych, natomiast sprawami eksmisji zajmują się sądy cywilne. Przepisy procedury karnej wyjątkowo dopuszczają rozstrzygnięcie sporu cywilnego wynikającego z przestępstwa.

Iwonie Karpiuk-Sucheckiej, byłej prezes Krajowej Rady Komorniczej, również podoba się propozycja komisji. Przepisy w tej chwili są faktycznie niesprawiedliwe – uważa – i powinno się to zmienić. W ślad za tymi zmianami powinny pójść kolejne. Według niej przydałoby się, aby w wyroku eksmisyjnym sąd podawał także powód orzeczenia eksmisji, a nie tylko jej fakt.

W tej chwili komornicy nie są nawet w stanie ocenić skali problemu. – Komornik dostaje do ręki wyrok eksmisyjny i ma go zrealizować, nie wie, z jakiego powodu ma ją przeprowadzić – dodaje Karpiuk-Suchecka.

Rzecznik nie chce zmian

W dyskusji nad sposobami uchronienia dzieci przed domową przemocą głos zabrał także Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich. Na wczorajszej konferencji „Uwaga! Nasze dzieci w niebezpieczeństwie” podkreślił, że obowiązujące regulacje prawne są w pełni wystarczające, by chronić dzieci przed przemocą, trzeba jednak zmienić nastawienie społeczne i usprawnić działanie instytucji odpowiedzialnych za pomoc rodzinom. Sposobem realizacji tego postulatu mogłoby być powołanie międzyresortowego ośrodka koordynującego działania zapobiegające przemocy w rodzinie. W jego skład mogliby wejść przedstawiciele ministerstw, agencji rządowych i organizacji pozarządowych.

    Ofiarami przemocy w rodzinie są przede wszystkim kobiety i dzieci. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że mężczyźni także są ofiarami przemocy, ale tego typu przypadków jest mniej.

Źródło : Rzeczpospolita
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26238
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #136 dnia: Czerwiec 17, 2008, 12:10:53 pm »
Eksmisje osób znęcających się nad rodziną nie są wykonywane

Z braku lokalu socjalnego albo pomieszczenia tymczasowego eksmisja osoby, która znęca się nad rodziną, musi być wstrzymana.


Przepisy regulujące sposób orzekania i przeprowadzania eksmisji są sprzeczne ze sobą, w dodatku obowiązują wyłącznie na papierze, a eksmisje nawet osób znęcających się nad rodziną nie są wykonywane. Ustawa z 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów przewiduje, że współlokator może wytoczyć powództwo o eksmisję małżonka, rozwiedzionego małżonka lub współlokatora, który uniemożliwia wspólne zamieszkanie, bo znęca się nad nim.

O eksmisji oraz o uprawnieniu lub braku uprawnienia do lokalu socjalnego orzeka sąd cywilny, natomiast o znęcaniu się nad rodziną karny. Eksmisją zajmuje się komornik, który na podstawie przepisów kodeksu postępowania cywilnego nie przeprowadzi eksmisji na bruk, ale tylko do lokalu socjalnego lub pomieszczenia tymczasowego. Jeżeli takiego lokalu gmina lub wierzyciel nie posiadają, eksmisja nie jest realizowana.

Autor: Małgorzata Piasecka-Sobkiewicz

Źródło: GP
Artykuł z dnia: 2008-06-13,
http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/21821,eksmisje_osob_znecajacych_sie_nad_rodzina_nie_sa_wykonywane.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Mulesia

  • Gość
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #137 dnia: Czerwiec 19, 2008, 10:59:03 pm »
Lepsza ochrona ofiar przemocy w rodzinie

Konrad Piłat 19-06-2008

Policja już podczas interwencji będzie mogła nakazać sprawcy przemocy w rodzinie, by natychmiast opuścił lokal, w którym mieszka z ofiarą.

Nakaz taki obowiązywałby przez dwa tygodnie. Przez ten czas sprawca nie mógłby się zbliżać do pokrzywdzonych na odległość mniejszą niż 100 metrów. O przedłużeniu lub uchyleniu nakazu ma decydować sąd opiekuńczy. Takie są najważniejsze konsekwencje projektu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej. Został on przygotowany przez Fundację Razem Lepiej.

Źródło : Rzeczpospolita
http://www.rp.pl/artykul/150585.html

Mulesia

  • Gość
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #138 dnia: Czerwiec 20, 2008, 04:53:06 pm »
Kłopotliwego małżonka można wyeksmitować już w trakcie sprawy rozwodowej

Marek Domagalski 20-06-2008

Jeden ze współmałżonków może żądać eksmisji drugiego ze wspólnego mieszkania już w trakcie sprawy rozwodowej – na podstawie ustawy o ochronie lokatorów. Musi jednak wytoczyć odrębny proces


Inaczej mówiąc, nie musi czekać na wyrok rozwodowy. To uchwała Sądu Najwyższego z 12 czerwca 2008 r.(sygn. III CZP 41/02).

Zgodnie z art. 58 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, eksmisja może być orzeczona tylko w wyroku rozwodowym. Jednak nieznośnego małżonka można próbować eksmitować także na podstawie art. 13 ust. 2 ustawy o ochronie lokatorów, i to niezależnie od tego, czy małżonkowie mają sprawę rozwodową czy nie. Kontrowersja, którą Sąd Najwyższy rozstrzygał, dotyczyła tego, czy z tych dwóch dróg prowadzących do eksmisji można korzystać jednocześnie.

(...)

SN dopuścił możliwość skorzystania z niezależnej od rozwodu drogi, ale pod jednym warunkiem: że w sprawie rozwodowej nie zgłoszono żądania eksmisji.


Źródło : Rzeczpospolita
Całość : http://www.rp.pl/artykul/151127.html

Mulesia

  • Gość
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #139 dnia: Czerwiec 25, 2008, 10:52:35 pm »
Ustawa o zapobieganiu przemocy w rodzinie " jest za miękka

"W zeszłym roku stwierdzono ok. 81 tys. przypadków przemocy w rodzinie - wynika z danych policji. Jak skutecznie zapobiegać temu zjawisku, zastanawiano się w środę w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej na konferencji "Przemoc w rodzinie - zareaguj, nie bądź obojętny".

Źródło: PAP
Całość: http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/23602,ustawa_o_zapobieganiu_przemocy_w_rodzinie_jest_za_miekka.html

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #140 dnia: Czerwiec 28, 2008, 10:38:27 am »
Przemoc wobec kobiet nie jest poważnie traktowana również przez policję. Choć podczas interwencji domowej mają obowiązek założyć kobiecie niebieską kartę, nie robią tego. Bo potem taką kobietą trzeba się specjalnie opiekować, raz w miesiącu odwiedzić i sprawdzić sytuację.....

Dlatego radzimy kobietom, by zawsze pisały zażalenia.


Opowieść Anny z Opola:
Nie przypuszczałam, że to, co przez lata robił ze mną mój mąż, to przestępstwo. Prokuratura mi to uświadomiła. Dała nadzieję, że mąż przestanie mnie nękać. Ale potem umorzyła dochodzenie. Czuję się oszukana...

Prokuratura pomaga, ale niezobowiązująco
- Izabela Żbikowska, Opole 2008-06-27
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26238
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #141 dnia: Czerwiec 30, 2008, 08:07:02 am »
Mąż upokarzał mnie przez 14 lat
Izabela Żbikowska, Opole2008-06-27,
 
Opowieść Anny z Opola: Nie przypuszczałam, że to, co przez lata robił ze mną mój mąż, to przestępstwo. Prokuratura mi to uświadomiła. Dała nadzieję, że mąż przestanie mnie nękać. Ale potem umorzyła dochodzenie. Czuję się oszukana
Mam dziś 38 lat, dwójkę dzieci. Mój mąż zaczął mnie upokarzać 14 lat temu, niedługo po ślubie. On lubił postawić na swoim.


Nakazał, byśmy po połowie składali się na jedzenie, na artykuły do domu. Jeśli nie przyniosłam paragonu, to nie płacił za zakupy. Wszystko przeliczał i kontrolował, czy rzeczywiście jest w lodówce. Jak nie było, to przepytywał dzieci, czy na pewno to jadły. Sprawdzał nawet numery seryjne produktów, by się upewnić, czy nie dostałam czegoś w promocji. I oczywiście ciągle słyszałam, że na pewno go naciągam, że oszukuję.



Kiedy przestałam pracować, krzyczał, że do niczego się nie nadaję. Wyzwiska - "krowa", "mamut" - były na porządku dziennym. Pluł na mnie, popychał. Ciche dni między nami trwały czasami pół roku.

Znosiłam to wszystko dla dobra dzieci. Byłam taką szarą myszką i jedyne, co wtedy wydawało mi się, że mogę zrobić, to wypłakać w samotności.

Gdy poszłam do nowej pracy w hurtowni, zrobiło się jeszcze gorzej. Bo tam miałam nocne zmiany. Uroił sobie, że na pewno mam kochanka. Kiedy wracałam do domu, dogadywał, przyduszał łokciem do ściany i groził, że "przypierdoli mi tak, że się nie podniosę". Kilka razy mnie zbił. Nie przetrwałabym, gdyby nie przyjaciele.

Tomasz, kolega z pracy: To ja doradziłem jej prokuraturę

Znam Annę od ponad 10 lat, poznaliśmy się w pracy. Była skryta, ale widać było, że cierpi. Próbowałem z nią rozmawiać, ale nie była skora do wyznań. Zaufała mi, dopiero gdy zwierzyłem się jej z własnych problemów rodzinnych.

Razem z kolegą Piotrem chcieliśmy postraszyć tego jej męża, ale Anna nie zgadzała się na takie metody. Widząc, jaki koszmar przeżywa, namawialiśmy ją, by złożyła pozew o rozwód. Ale ona myśli przede wszystkim o dzieciach.

W końcu doradziliśmy jej, by poszła na dni otwarte w prokuraturze i opowiedziała, co się u niej dzieje.

Anna: Uwierzyłam, że się nim zajmą


Poszłam. Chciałam sprawdzić, czy coś w ogóle da się zrobić w mojej sprawie.

Opowiedziałam o wszystkim dyżurnej prokuratorce. Powiedziałam, że nie mam na nic dowodów, bo wszystko się dzieje w czterech ścianach naszego mieszkania, że to jest słowo przeciwko słowu. Pokazałam jej tylko SMS-y od męża, np. "nie szukaj rozpaczliwej asekuracji, gilotyna spada".

Prokuratorka oceniła, że to groźba karalna. Wyjaśniła mi też, że to, co się dzieje w moim domu, to przemoc fizyczna i psychiczna, że ta ostatnia jest gorsza, bo rany goją się latami. Powiedziała również, że kobiet w takiej sytuacji są tysiące, ale nie wszystkie mają odwagę zrobić to, co ja, czyli przyjść i opowiedzieć.


Uwierzyłam, że coś może się zmienić.

Chciałam mu pokazać, że już się nie boję, że może zostać ukarany za to, co mi robi. Ale on tylko mnie wyśmiał. Zaczął szydzić jeszcze bardziej, był przekonany, że nic mu nie zrobią. "I tak wszystko obróci się przeciwko tobie, idiotko" - mówił.

Ale ja wierzyłam, że się nim zajmą.

Prokurator Lidia Sieradzka: Tu nie ma interesu społecznego

Rozmowa z prokuratorem w czasie dni otwartych nie była zobowiązująca. Inaczej wszak wygląda opowiedziana sprawa, a inaczej po zebraniu materiałów.

Prokurator prowadzący sprawę uznał, że nie było znęcania się, tylko pojedyncze naruszanie nietykalności oraz dochodziło do znieważenia. To znaczy uznał, że doszło do nieprawidłowości, ale nie na tyle ważkich, by sprawę ścigać z urzędu, bo nie ma w tym interesu społecznego. Pokrzywdzona może oskarżyć męża prywatnie.


Cieszyć się należy tym, że zaczęła działać we własnej sprawie.


Anna: Chcę skorzystać z tej sprawiedliwości

Trzy miesiące po tym, jak byłam w prokuraturze, dostałam odpowiedź, że umorzono dochodzenie. Napisali: "za znęcanie się nie można uznać zachowania sprawcy, które nie powoduje u ofiary poważnego cierpienia moralnego".


Nie mogę tego zrozumieć. Przecież mąż zniszczył mnie, moją psychikę, miałam myśli samobójcze, chodziłam do psychologa.

Czuję się oszukana. I znowu bezradna. A mąż szydzi ze mnie, że jak zwykle nic mi nie wyszło.


Ale postanowiłam, że się już nie poddam. Złożyłam zażalenie. Chcę skorzystać z tej sprawiedliwości, o której tyle się nasłuchałam podczas dni otwartych w prokuraturze.

Psycholog Katarzyna Miłoszewska: To w prokuraturze norma

Mnie to nie dziwi, że prokuratorzy obiecali pani Annie pomoc, a potem skończyło się niczym.

We Wrocławiu, w naszym Centrum Praw Kobiet, też zapraszamy prokuratorów na takie dni otwarte. Kiedy rozmawiają z człowiekiem w cztery oczy, to zachowują się jak ludzie, a potem wygląda to tak, jakby włączali maszynę, która wszystkie tego typu sprawy umarza.

Tak działają prokuratury w całym kraju. Choć sprawy o znęcanie się są teoretycznie ścigane z urzędu, to w 90 proc. spraw prokuratorzy uznają, że albo nie ma dowodów, albo nie ma przesłanek, albo jest niska szkodliwość społeczna czynu.

Przemoc wobec kobiet nie jest poważnie traktowana również przez policję. Choć podczas interwencji domowej mają obowiązek założyć kobiecie niebieską kartę, nie robią tego. Bo potem taką kobietą trzeba się specjalnie opiekować, raz w miesiącu odwiedzić i sprawdzić sytuację.

Dlatego radzimy kobietom, by zawsze pisały zażalenia.

Stanisław Wileński, biuro rzecznika praw obywatelskich:

Zajmiemy się tą sprawą, tylko pani Anna musi się najpierw zgłosić się do nas. Wtedy my wystąpimy do prokuratury o przekazanie akt i się im przyjrzymy.

Imiona Anny i Tomasza zostały zmienione na ich prośbę.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26238
To tylko klaps?
« Odpowiedź #142 dnia: Lipiec 05, 2008, 07:16:25 pm »
To tylko klaps?

Klasyczna scena, jaką często można zobaczyć w sklepie: małe dziecko krzyczy. Chce zabawkę, której matka nie ma zamiaru mu kupić. Mały, zamiast się uspokoić, wydziera się coraz głośniej, tupie nogami i płacze. Kobieta z torbami pełnymi zakupów chce odciągnąć dziecko od półki z zabawkami, ale ono się nie daje, więc zdesperowana sama zaczyna krzyczeć, aż w końcu daje mocnego klapsa w tyłek. Czy to dobre rozwiązanie? Czy uderzenie w pupę cokolwiek załatwia?

Psycholodzy są zgodni: bicie jest złe, nawet klaps to porażka rodzica, a nie błąd malucha.

Bo biciem nie tylko uczymy, że przemoc może rozwiązać problemy, ale również pokazujemy naszą słabość.

Nie mamy innych argumentów niż uderzenie, nie potrafiliśmy przekonać malucha inaczej, spokojnie i słowami że to, co robi, jest złe. Jednak nie wszyscy rodzice zgadzają się z tym poglądem. Wielu uważa, że klaps to nic strasznego, a czasami nie ma innej możliwości i trzeba w ten sposób pokazać dziecku, kto tu rządzi.

Zastanówmy się jednak, dlaczego dzieci robią coś źle.

Czy dlatego, że są złośliwe? Mają „spaczony” charakter, czy chcą dokuczyć rodzicom?
Nie, to dlatego, że my popełniliśmy jakiś błąd w wychowaniu. Dzieci muszą nauczyć się nas słuchać. Powinniśmy wydawać proste i zrozumiałe polecenia i pamiętać, by wymagać od dzieci by je spełniały.


Nie wolno też odpuszczać. Gdy maluch ma sprzątnąć zabawki, musi to zrobić sam, nawet jeśli to potrwa i nie będzie tak dokładne, jakbyśmy chcieli. Nie można najpierw czegoś wymagać, a potem wykonywać tej czynności za dziecko. Gdy brak jest konsekwencji, dzieci stają się „rozpuszczone”, a rodzice z czasem tracą argumenty i ostatecznym sposobem przemówienia do malucha staje się klaps. Konsekwencja, stanowczość, ale i łagodność, a nie krzyk i bicie powinny być podstawą w wychowaniu dziecka.

- Lepiej działa metod kar i nagród. Klapsy nie skutkują. Czasem dzieci wyprowadzają rodziców z równowagi, ale po uderzeniu dalej broją - mówi Agnieszka, mama dwóch dziewczynek. - Przeboleją lanie. Poboli, poboli, przestanie i znów można robić co się chce. Najważniejsza jest konsekwencja w karaniu i nagradzaniu. Ale kary to nie klapsy, ale np. zabronienie czegoś. Lepszy jest stary, dobry kąt, albo słynny żółwik super-niani – dodaje.


Czy biciem i krzykiem można uzyskać jakikolwiek efekt, oprócz zastraszenia?


Oczywiście, „niewinny” klaps nie jest jeszcze wielką przemocą, jednak jaka jest różnica między mocnym a słabym uderzeniem? Gdzie jest granica pomiędzy klapsem a uderzeniem, między klepnięciem a biciem? Być może nie jest taka wyraźna i jasna, jak nam się wydaje.
Przecież, jeśli to zadziała, powtórzymy to kolejny raz, a potem coraz częściej i mocniej.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

kasiape

  • Gość
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #143 dnia: Lipiec 05, 2008, 07:26:09 pm »
Cytat: "Gaga"
Kobieta z torbami pełnymi zakupów

chciałabym uprzejmnie zauważyć, że matka z siatami dzieciaka nie strzeli, bo musiałaby te siaty rzucić, a jabłka na pewno by się rozsypały!
dzieciaki dobrze wiedzą kiedy można zrobić ostrą jazdę z zachowaniem względów bezpieczeństwa :silly: dla siebie!  ;)

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26238
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #144 dnia: Lipiec 05, 2008, 07:48:42 pm »
Może ma torby na zamek błyskawiczny  ;)  :D

Nie zmienia to jednak faktu,że klaps jest szeroko i często stosowany
w bardzo różnych sytacjach  :lzy:
Bo nawet ta ostra jazda dziecka ,to nie jest czasem winą rodzica?
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

kasiape

  • Gość
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #145 dnia: Lipiec 05, 2008, 09:17:30 pm »
patrząc na swoje młodsze dziecię (i inne znane mi) wyciągam wniosek, że już z charakterkiem na świat przychodzi! i już ma tendencje!
to już rodzice albo przytemperują albo rozbudzą!
na szczęście i ja z charakterem na świat przyszłam i moje jazdy nie robią ( a przynajmniej nie ostrej)  ;)

zwalcio

  • Gość
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #146 dnia: Lipiec 05, 2008, 09:45:13 pm »
Mój Domiś raz zrobił mi taką jazdę jak nie chciałam mu kupić lizaka, ale od tamtej pory jest spokój. Wytłumaczyłam mu, że nie zawsze dostanie to co będzie chciał, nie wiem czy coś z tego zroumiał, ale dzisiaj byliśmy na targu żeby kupić tatusiowi spodenki i Domiś zobaczył fruwające baloniki stanał przy nich i chciał jednego. Wzięłam go na bok i powiedziałam, że teraz przyjechaliśmy kupić tacie spodenki a nie zabaweczki, więc Domiś pokiwał balonikom mówiąc "papa" i grzecznie odszedł. Mam nadzieję, że zawsze tak będzie, chociaż znając charakterek Domisia to wszystkiego mogę się spodziewać :silly:

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26238
Zazdrość o młodsze rodzeństwo
« Odpowiedź #147 dnia: Lipiec 06, 2008, 09:08:51 am »
Zazdrość o młodsze rodzeństwo

Gdy rodzi się nowe dziecko, starsze ma prawo być zazdrosne. To całkiem naturalne, że pierworodny czuje się zagrożony. W domu pojawia się ktoś nowy, a cała rodzina skupia się tylko na krzyczącym noworodku, zamiast zachwycić się jego rysunkami. W oczach starszego, taki maluch może być niepotrzebnym intruzem.

Ważne podejście rodziców


Kiedy na świat przychodzi kolejne dziecko, trzecie, czy czwarte, poczucie rywalizacji nie jest już tak silne. Najtrudniej jest przyzwyczaić do pobytu nowego mieszkańca dziecko, które do tej pory było jedynakiem. Rodzice byli tylko dla niego, wszyscy skupiali się na jego potrzebach, spełniali zachcianki, a nagle wszystko przewraca się do góry nogami. Dziecko jest oszołomione, zawiedzone, a często czuje się także po prostu opuszczone i niepotrzebne. Dlatego tak ważne jest odpowiednie postępowanie rodziców i całej rodziny. By nikt nie był poszkodowany.

Rozmowy w czasie ciąży

Agnieszka, która ma dwie córeczki, doskonale pamięta zazdrość starszej o maleńką. Jednak nie było to aż tak trudne dzięki temu, że starała się przyzwyczaić starszą dziewczynkę do myśli że wkrótce pojawi się ktoś nowy. Wraz z mężem tłumaczyli jej, że pojawi się siostrzyczka, malutka i bezbronna, że starsza córka będzie im bardzo potrzebna i nadal będą ją kochać tak, jak do tej pory, ale może się zdarzyć, że będą mieć dla niej trochę mniej czasu. Gdy mała się urodziła, rodzice prosili by goście przynosili prezenty nie tylko dla młodszej córki. Oczywiście nie obeszło się bez problemów i nieraz 3-latka była niezadowolona z obecności noworodka i głośno to okazywała, jednak teraz kocha swoją małą siostrzyczkę i nie pozwala jej nawet dotknąć przez obce dzieci.

Nie tylko noworodek jest ważny

Zazdrość na początku jest naturalna. Nie ma w tym niczego dziwnego, że maluch czuje się zagrożony. Przecież do tej pory był sam, a teraz musi się wszystkim dzielić. Jednak ważne jest, by rodzice odpowiednio się zachowywali by zminimalizować poczucie bycia nieistotnym. Nie można więc skupiać się wyłącznie na noworodku. W czasie pierwszych tygodni warto zwrócić uwagę na starsze dziecko i dać mu poczucie, że jest kimś wyjątkowym. Niech wie, że jest silniejszy od młodszego, a dzięki temu może go wspierać, pomagać, być jego przewodnikiem, a nie rywalem.


Pozwól mu pomóc

Dzieci cieszą się, gdy mogą pomóc i zrobić coś przy maluszku, ale tylko pod warunkiem, gdy rodzice będą doceniali jego wysiłki i będą za każdym razem go chwalić i cieszyć się, że stara się coś zrobić dla młodszego brata czy siostry. Warto mówić, że jest dojrzalszy, starszy i mądrzejszy niż noworodek i utwierdzać go w przekonaniu, jak wiele znaczy dla całej rodziny i dla najmłodszego.

Goście

Bardzo ważne jest również otoczenie. Doświadczona mama - Agnieszka, radzi, żeby prosić gości by zwracali uwagę także na starsze dziecko. Młodsze nic nie rozumie, nie poczuje się więc odrzucone. A warto porozmawiać ze starszym, pobawić się z nim zanim zaczniemy się zachwycać maleństwem. Tak, by dojrzalsze dziecko wiedziało, że wciąż jest kimś istotnym.

Najważniejsze to zachować umiar i zdrowy rozsądek. Nie można w żadnym wypadku wyróżniać żadnego z dzieci , ale jednocześnie trzeba pamiętać, jak wielkim szokiem dla starszego jest pojawienie się w domu nowego „przybysza”. Z czasem rodzeństwo stanie się sobie coraz bliższe i będą dla siebie przyjaciółmi. Jednak to między innymi od rodziców zależy, jak szybko tak się stanie i jak silna będzie więź między rodzeństwem.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26238
Nikt nie chciał pomóc, a ojciec katował córkę
« Odpowiedź #148 dnia: Lipiec 07, 2008, 08:04:49 am »
Nikt nie chciał pomóc, a ojciec katował córkę

Przez tydzień Roma Korytkowska szukała pomocy dla bitych nastolatków. Była w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie, na policji. Dzwoniła do Niebieskiej Linii dla ofiar przemocy i pod nr 112. Pomoc ruszyła dopiero po telefonie "Gazety Wyborczej".

Ania ma 14,5 roku. Mieszka z rodzicami i młodszym bratem w kamienicy w centrum Szczecina. Ich mama jest nauczycielką, ojciec prowadzi firmę. Ania przyjaźni się z kolegą z klasy, do którego zaczęła przychodzić. To właśnie jego matka Roma Korytkowska zaalarmowała gazetę, gdy wszystkie inne instytucje zawiodły.

Dziewczyna boi się wracać do domu - opowiada Roma Korytkowska. W piątek zmokła i musiała zdjąć sweter. Na ramionach miała ślady po przypalaniu papierosem, na nadgarstkach ślady żyletki. Ania w SMS-ach i na Gadu-Gadu pisze synowi, że tnie się żyletkami i chce popełnić samobójstwo. Wiem, że ma problemy psychiczne. Ktoś musi jej pomóc.

Mieszkamy nad nimi od dwóch lat i co tydzień jest tam awantura. Krzyczy dziewczyna, a potem jej ojciec. Na koniec słychać rzucanie meblami - opowiadają Martyna i Ryszard Żołnowscy. Na początku wzywaliśmy policję. Na pewno raz przyjechali. Bez rezultatu. Nie wiemy, czy dziewczynka jest bita, ale z pewnością ta rodzina potrzebuje pomocy, bo w końcu wydarzy się tam tragedia.

W piątek 27 czerwca pani Roma zadzwoniła pod warszawski numer Niebieskiej Linii. Skierowali ją do Towarzystwa Przyjaciół Dzieci i Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. W TPD też skierowali ją do MOPR. Umówiła się na wtorek.

W sobotę 28 czerwca jej 15-letniego syna pobił ojciec Ani - dwa razy uderzył pięścią w twarz i przypalił papierosem. Interwencja przypadkowo przechodzącej emerytki zapobiegła dalszym obrażeniom. W niedzielę rano pani Roma obie sprawy zgłosiła dyżurnemu na komisariacie policji.

O pobiciu powiedział, że obrażenia wyglądają niegroźnie iże nie kwalifikują się na postępowanie karne. Co do Ani, to spytał, czy mam jakieś dowody, i powiedział, że powinnam porozmawiać z policjantem zajmującym się przemocą wobec dzieci - dwa razy próbowałam się do niego dostać, ale go nie było - opowiada pani Roma.

W szpitalu lekarz podejrzewał złamanie szczęki i skierował 15-latka na prześwietlenie. Obdukcji pani Roma nie zrobiła, bo musiałaby zapłacić za nią 145 zł, a nie miała pieniędzy. Ze skierowaniem z policji obdukcja byłaby bezpłatna, ale policjant jej go nie dał.

Wyczerpana odbijaniem się od drzwi do drzwi, od telefonu do telefonu we wtorek 1 lipca zgodnie z wcześniejszą umową poszła do MOPR. Pani Roma po chwili wyszła, bo usłyszała, żeby przyszła w piątek. Puściły jej nerwy.

W czwartek po telefonie "Gazety" do działu interwencji kryzysowej MOPR z panią Romą spotkał się kierownik tego działu Jacek Ciechowicz. Była z nim psycholog. To bardzo groźna sytuacja. Psycholog stwierdziła, że zachowanie dziewczynki jest wołaniem o pomoc. Powiadamiamy sąd rodzinny - zapowiedział tego samego dnia Ciechowicz.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,8171,title,Nikt-nie-chcial-pomoc-a-ojciec-katowal-corke,wid,10126519,wiadomosc_prasa.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

zwalcio

  • Gość
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #149 dnia: Lipiec 07, 2008, 08:57:28 am »
O rety, wszędzie w mediach jest nagonka żeby powiadamiać o przemocy w rodzinie, a jak już ktoś powiadomi odpowiednie organy to jest odsyłany gdzie indziej szok :shock:  :evil:  błędne koło :2gunfire:  :2gunfire:
Mam nadzieję, że ktoś w końcu pomoże tej dziewczynie

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach