Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Usługi detektywistyczne tylko  ze sprawdzonym biurem Detektyw Warszawa polecamy tego detektywa.

Autor Wątek: Przemoc -akty prawne, pomoc  (Przeczytany 111079 razy)

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Przemoc -akty prawne, pomoc
« dnia: Grudzień 04, 2003, 11:07:37 am »
Prawa ofiar są nieźle chronione przepisami, ale tych przepisów nie znają dobrze sędziowie, policjanci i kuratorzy - uważa przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka Mirosława Kątna

Jak skutecznie wykorzystywać prawo, żeby pomóc ofiarom przemocy - fizycznej, psychicznej, seksualnej czy ekonomicznej - doświadczanej w domu, od najbliższych? Na to pytanie starają się odpowiedzieć uczestnicy rozpoczętej wczoraj trzydniowej konferencji "Przemoc domowa w labiryntach Temidy", zorganizowanej przez Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia".

- Przemoc domowa uważana jest już za takie samo przestępstwo jak przemoc na ulicy. Nikt już nie mówi, że to wewnętrzna sprawą rodziny - mówił dyrektor PARPA, prof. Jerzy Melibruda. To m.in. efekt kampanii medialnych, takich jak "Powstrzymać przemoc domową" (słynne billboardy "Bo zupa była za słona") czy "Dzieciństwo bez przemocy" (reklama z dziewczynką maltretującą misia). Jednak prawnicy nie zawsze dostrzegają, że "za każdą tragedią stoi człowiek". Same ofiary rzadko wiedzą, jak uzyskać pomoc. Przedstawiciele rządu zapowiadali, że już wkrótce wejdą w życie przepisy zakazujące zbliżania się sprawcy przemocy do ofiary i tzw. nakaz izolacji - obowiązek wyprowadzenia się z mieszkania sprawcy przemocy.

Informacje o pomocy dla ofiar przemocy domowej można uzyskać, dzwoniąc od poniedziałku do piątku od 10 do 22 pod numer Niebieskiej Linii: 0-801 12 00 02 (płaci się tylko za pierwszy impuls).

http://www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1808003.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Ewa-Lena

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 160
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #1 dnia: Grudzień 07, 2003, 05:16:14 pm »
A ile razy my słyszymy, że za ścianą coś jest nie tak? Ile razy widzimy łży w oczach bądź co bądź dorosłych osób? Mało? Wg mnie stanowczo za dużo...
Społeczeństwo nie jest uświadomione i nic nie robi w tym kierunku...
NIe wskazujmy palcem, zacznijmy od siebie...
Pozdrawiam serdecznie, ściskam, całuję, przytulam.

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Przemoc w rodzinie
« Odpowiedź #2 dnia: Marzec 16, 2005, 05:03:57 pm »
Przemoc w rodzinie

 
Młodzi policjanci są bardziej kompetentni i życzliwi: - Wiedzą, że jak odjadą, facet znów będzie bił, więc zabierają go. A starsi: "To nie taksówka. Proszę załagodzić sytuację, porozmawiać". Ale jak? On tu lata z nożem!


cały tekst

http://kobieta.gazeta.pl/wysokie_obcasy/1,53581,2592854.html


i jeszcze jeden w temacie przemocy domowej

Raport o przemocy w warszawskich domach

  Co trzeci dorosły warszawiak jest wyzywany przez partnera, co siódmy - popychany i szarpany. I nie ma co liczyć na pomoc świadków przemocy - wciąż pokutuje przekonanie, by nie wtrącać się w rodzinne sprawy

Takie wyniki przyniosły zakończone właśnie badania nad przemocą w warszawskich rodzinach. Wczoraj liczby poznali kierownicy instytucji zajmujących się w stolicy polityką społeczną.

Rezultaty badań nie nastrajają optymizmem. Przemoc dotyczy i dzieci, i dorosłych. Tych ostatnich zapytano wprost, czy są ofiarami przemocy ze strony partnera. Okazało się, że co trzeciego ktoś wyzywa, a co piątego poniża. Powszechna jest przemoc fizyczna - co siódma osoba przyznała się, że bywa popychana lub szarpana. Jeszcze więcej warszawiaków spotyka ofiary przemocy w swoim otoczeniu - 36 proc. zna kobiety bite przez partnera.

- Możliwe więc, że skala zjawiska jest jeszcze większa, bo część osób wstydziła się przyznać do bycia ofiarą - uważa prowadzący badania prof. Jerzy Mellibruda.

Co trzeci ankietowany spotkał się z przypadkami bicia dzieci przez rodziców czy opiekunów. Niemal wszyscy rodzice przyznają się, że krzyczą na swoje dzieci. Co szósty je szarpie, a co dziewiąty choć raz sprawił mu solidne lanie. Na przemoc wobec dzieci jest zresztą społeczne przyzwolenie - ponad 20 proc. osób twierdzi, że rodzice mogą karać dzieci w taki sposób, jaki uznają za stosowny.

Badania zwracają też uwagę na przemilczany zwykle problem maltretowania i znęcania się nad osobami starszymi lub niepełnosprawnymi - o takim przypadku wie co czwarta pytana osoba.

Ciekawe są wyniki dla poszczególnych dzielnic. Do cieszących się od dawna złą sławą Pragi i Woli teraz dołącza Ochota (patrz na mapce obok). Najspokojniej jest w Ursusie i - co również zaskakujące dla badających - na Targówku.

Niestety, ofiary przemocy nie mają co liczyć na pomoc sąsiadów czy innych świadków. Co trzeci pytany twierdzi, że nikt nie powinien się wtrącać w sprawy rodzinne. Tyle samo przymyka oczy, by uniknąć kłopotów.

- Ci ludzie nie tylko nie będą interweniować - nie zgodzą się zeznawać w sądzie, gdyby sprawa przemocy tam trafiła - komentuje prof. Mellibruda.

Pocieszające jest jednak to, że 90 proc. warszawiaków wie, gdzie szukać pomocy: w telefonie zaufania, w schroniskach dla ofiar przemocy, Niebieskiej Linii (tel. 666 00 60), pomocy społecznej. Jeszcze pięć lat temu wiedziało o nich niewielu.

Badania "Zjawisko przemocy domowej na terenie Miasta Stołecznego Warszawy" przeprowadził na zlecenie ratusza Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Uczestniczyła w nich duża grupa warszawiaków. Wśród nich 1000 osób wybranych losowo, 7 tys. 173 uczniów rożnych typów szkół, 6 tys. 589 rodziców, 955 nauczycieli i 789 pracowników służb społecznych.

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2604102.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #3 dnia: Marzec 17, 2005, 03:26:12 pm »
Śpiących tatuś nie będzie bił  
Wymiar sprawiedliwości i policja lekceważą ofiary przemocy domowej

Ela, przez lata maltretowania przez partnera, przedwcześnie się postarzała. Agata na słowo „mąż” sięga po paczkę chusteczek. One już poznały polski system wspierania ofiar przemocy domowej. Jaki jest? Beznadziejny. Mężczyźni mogą bezkarnie bić swoje kobiety.
 
Cytuj
Rocznie stwierdzanych jest około 23 tysiące przestępstw przemocy domowej. Osiemdziesiąt procent spraw kończy się wyrokiem, z tym że 90 procent z nich są to wyroki w zawieszeniu. Oprawca dalej mieszka ze swoją ofiarą.

- Coraz bardziej obawiam się, że w sejmowych szufladach utknie projekt ustawy, aby sprawca przemocy, nawet na polecenie policji, opuszczał dom, a nie jak teraz - pokrzywdzona - dodaje szefowa CPK.

WŁODZIMIERZ SZCZEPAŃSKI

Więcej:
Kulisy -onet.pl
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #4 dnia: Czerwiec 02, 2005, 02:04:54 pm »
Nie bójmy się reagować

Dom to nasza twierdza. Tu każdy może robić to co chce i nikt nie ma prawa się do tego wtrącać. To prawda, pod jednym jednakże warunkiem - że nie robi krzywdy innym!

Zbyt dużo piszemy o ludzkim bólu zamkniętym w czterech ścianach polskich mieszkań. O tragediach rozgrywających się tuż za naszymi ścianami. O katach, którzy na co dzień udają kochających mężów i ojców.

Ostatni, przerażający przypadek z Warszawy zakończył się tragedią. Ojciec zabił nożem córkę, która stanęła w obronie swej mamy. Wczoraj koledzy zamordowanej, młodzi licealiści, powiedzieli: "dość!".
I zaapelowali do dorosłych:
"Gdy słyszysz krzyk bólu kobiety, rozdzierający płacz dziecka - reaguj".

"Super Express" chce wzmocnić ich głos. By usłyszał go każdy w najdalszym zakątku kraju. Bo gdy obok rozgrywa się tragedia, nie możemy myśleć, że nas ona nie dotyczy. Że interweniując narażamy się na śmieszność. Nie! Być może ratujemy ludzkie życie.
autor: Adam Michejda
 Super Express
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
DZIEŃ DZIECKA Premier w ośrodku dla ofiar przemocy
« Odpowiedź #5 dnia: Czerwiec 02, 2005, 06:18:00 pm »
Prezenty i piosenka po angielsku


Kim chciałbyś zostać? - pytał Marek Belka chłopca. - Premierem - odparł. - Bo dużo zarabia


Wczorajsze spotkanie z dziećmi i ich matkami w ośrodku pomagającym ofiarom przemocy domowej na warszawskiej Pradze przebiegało dość swobodnie. Były prezenty. Starsze dzieci dostały discmany, młodsze zabawki. Poproszone o piosenkę, zaśpiewały jedną po angielsku. Chłopcy zagadywali oficerów Biura Ochrony Rządu. - Myślałem, że będą onieśmielone. A wchodziły mi prawie na głowę - mówił potem premier.

Jednak ze względu na bezpieczeństwo dzieci i ich matek spotkanie musiało się odbyć przy pewnej konspiracji. Nie wolno było ich fotografować, dziennikarze byli proszeni o niepodawanie nazwisk ani adresu ośrodka.

W ośrodku jest 25 miejsc, niektóre kobiety mieszkają tu po kilka miesięcy. W tym czasie ośrodek stara im się znaleźć mieszkanie kwaterunkowe, uregulować sytuację życiową, choćby wyegzekwować zasądzone kobietom alimenty. - Jedna z naszych podopiecznych trafiła do nas po pobiciu tak silnym, że leczyła się z niego w szpitalu przez trzy miesiące - opowiada Beata Pilewska-Zając, psycholog. Często dopiero po bezpośrednim zagrożeniu życia swoim lub dziecikobiety decydują się na wyprowadzenie z domu.

Dzieci w ośrodku są nie tylko bezpośrednimi ofiarami przemocy. Pośrednią krzywdą jest już bycie jej świadkiem. W dorosłym życiu dziecko może ją uznać za coś normalnego i powielać te schematy.

Z okazji Dnia Dziecka najmłodsi pojawili się, jak co roku, w budynku parlamentu. Sejm Dzieci i Młodzieży przyjął dwie uchwały: nawołującą do umacniania demokracji i o przeciwdziałaniu brutalizacji życia publicznego. Momentami obrady przypominały sejmową codzienność: posłowie przerzucali się złośliwościami, jeden z dokumentów nazwali "bublem prawnym", a marszałek groził, że wyłączy mikrofon.

Sylwia Szparkowska, pap

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050602/kraj/kraj_a_15.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
PRAWO MIESZKANIOWE Eksmisje
« Odpowiedź #6 dnia: Czerwiec 02, 2005, 06:23:58 pm »
PRAWO MIESZKANIOWE Eksmisje

Znęca się nad rodziną, ale mieszka nadal


Przepisy lepiej chronią osoby znęcające się nad rodziną niż ich ofiary - twierdzi rzecznik praw obywatelskich


Chodzi o realizację wyroków eksmisyjnych. Ustawa o ochronie praw lokatorów daje bowiem małżonkowi (lub byłemu małżonkowi) prawo wystąpienia do sądu o eksmisję męża (żony) znęcającego się nad rodziną lub stosującego przemoc.

Ta sama ustawa zwalnia sąd z obowiązku przyznania takiej osobie prawa do lokalu socjalnego. Nie oznacza to jednak, że delikwenta można szybko eksmitować.

Okazuje się bowiem, że skutecznie chroni go przed tym kodeks postępowania cywilnego. Od 5 lutego 2005 r. zakazuje on eksmisji nabruk. Eksmitowanemu, któremu nie przysługuje prawo do lokalu socjalnego, trzeba dostarczyć pomieszczenie tymczasowe (art. 1046 § 4 k.p.c.).

Szybkie znalezienie takiego pomieszczenia jest zazwyczaj niemożliwe. Dochodzi więc do sytuacji, w której ofiary przemocy w rodzinie przez wiele miesięcy, a czasami lat, muszą żyć ze sprawcą pod jednym dachem.

Tak nie może być. Przepisy powinny chronić ofiary przemocy w rodzinie, a nie sprawców.

Zdaniem rzecznika praw obywatelskich trzeba je zmienić. Zwrócił się więc do ministra sprawiedliwości o rozważenie możliwości nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego.

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050602/prawo/prawo_a_20.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Marsz milczenia przeciwko przemocy w rodzinie
« Odpowiedź #7 dnia: Czerwiec 02, 2005, 06:35:28 pm »
Marsz milczenia przeciwko przemocy w rodzinie

 Blisko siedmiuset uczniów przeszło wczoraj ulicami Ochoty w białym marszu milczenia. Protestowali przeciwko przemocy w rodzinie i bezsilności dorosłych, przez którą zginęła ich koleżanka

"Jesteście odpowiedzialni za nasze bezpieczeństwo - chcemy wam ufać" - krzyczał kilkumetrowy transparent przygotowany przez maturzystów z XXI Liceum im. Kołłątaja. To do tej szkoły chodziła 19-letnia Małgosia, którą dwa tygodnie temu zamordował ojciec.

Uczniowie milczeli. Drogę spod kościoła przy ul. Dickensa, gdzie odprawiono mszę w intencji Małgosi, na boisko szkolne Kołłątaja przeszli w skupieniu. W tłumie słychać było tylko szloch Anny G., jej matki. Cios nożem, od którego 14 maja zginęła Małgosia, był wymierzony w nią. Dziewczyna zasłoniła matkę.


więcej:

http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2742558.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #8 dnia: Lipiec 06, 2005, 10:22:41 am »
Natknełam się na artykuł  :cry:

PRZESTĘPCZOŚĆ Kompromitacja policji

Samosądny dzień

Policja odmówiła pomocy mieszkańcom Włodowa. Ludzie zatłukli na śmierć bandytę, który terroryzował wieś

Włodowo to duża wieś pod Dobrym Miastem na Warmii. 60-letni Józef C. z pobliskiego Brzydowa był tu dobrze znany.
 - Nie rozstawał się z tasakiem do cięcia buraków. Biegał po wsi, straszył, ubliżał, groził podpaleniem. Kiedy grasował, ludzie zamykali się w domach. Oddychaliśmy z ulgą, gdy siedział w więzieniu - opowiada Adam Ćwiek.

Pół życia za kratami
Józef C. to recydywista, który w więzieniach spędził pół życia. Ostatni wyrok to siedem lat za rozbój i brutalne pobicie. Gdy tylko wyszedł, pobił butelką młodą dziewczynę.

We Włodowie zjawił się w piątek. Już po drodze do sklepu straszył ludzi, że ich potnie i spali.

- Tego, który próbował go uspokoić, zranił tasakiem w rękę - dodaje Ćwiek.

Ranny pojechał do szpitala. Wtedy ludzie pierwszy raz zadzwonili na posterunek w Dobrym Mieście.

Nie wytrzymali
Usłyszeli, że policja ma teraz poważniejsze sprawy na głowie.
 Potem ten mieszkaniec, którego C. ranił, sam poszedł na posterunek. Tam mu powiedzieli, że może założyć sprawę sądową z oskarżenia prywatnego. Co najmniej trzy razy mieszkańcy prosili jeszcze policję o pomoc. Gdyby wtedy radiowóz przyjechał, uniknęlibyśmy tragedii - uważa Elżbieta Klisz, sołtys Włodowa.

Kiedy wieczorem C. obudził się z pijackiej drzemki, znów zaatakował. Ludzie nie wytrzymali.
 Ośmiu mężczyzn chwyciło, co miało pod ręką - łopaty, sztachety i ruszyło na bandziora. Pobity C. zmarł, zanim przyjechało pogotowie.

- Ta ósemka to bardzo porządni ludzie. Znam ich wszystkich. Nigdy nie mieli zatargów z prawem.
Gdyby nie bierność policji, nie musieliby sami bronić swoich rodzin i wsi.
Dlatego będę im pomagał, jak mogę. Gmina znajdzie dobrego adwokata - deklaruje Janusz Sypiański, wójt gminy Świątki, w której leży Włodowo.

Podobnie uważa sołtys Włodowa i mieszkańcy.
 Zdzisław Gazda, komendant wojewódzki policji w Olsztynie zarządził postępowanie dyscyplinarne i zawiesił w obowiązkach dwóch policjantów z Dobrego Miasta. Obaj służyli od wielu lat. Józefa C. i jego wyczyny znali bardzo dobrze.

Był festyn
- Nie wiem, dlaczego nie zareagowali na zgłoszenia. W tym czasie był w mieście festyn, były też inne zgłoszenia, ale to nie tłumaczy braku reakcji - mówił w rozmowie z "Rz" komendant Gazda.

Jego podwładni już raz zachowali się podobnie.
W 2004 r. w Bartoszycach policyjny patrol nie zareagował na krzyki kobiety wołającej o pomoc. Kobietę mordował były mąż.


Komendant Gazda uważa, że tych spraw nie należy uogólniać, bo "ludzka natura jest ułomna". Jeżeli wina zostanie policjantom udowodniona, czeka ich dyscyplinarne wydalenie ze służby i odpowiedzialność karna.

Olsztyński sąd tymczasem aresztował siedmiu z ośmiu uczestników zdarzenia. Prokuratura postawiła im zarzut pobicia i zabójstwa. Grozi za to od ośmiu lat do dożywocia.
IWONA TRUSEWICZ
Zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Sejm uchwalił ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie
« Odpowiedź #9 dnia: Lipiec 09, 2005, 10:26:41 am »
Sejm uchwalił ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie
Sejm uchwalił ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Od samego początku prac nad projektem, jego zapisy budziły kontrowersje; także podczas głosowania doszło do burzliwej wymiany zdań między posłami a przedstawicielem rządu.
Na mocy ustawy, jeśli zachodzą przesłanki do aresztowania sprawcy przemocy wobec rodziny, zamiast aresztu będzie możliwe zastosowanie dozoru policyjnego, ale pod warunkiem opuszczenia przez sprawcę lokalu zajmowanego wspólnie z ofiarą przemocy.

Ustawa stanowi, że w przypadku zawieszenia kary wobec sprawcy przemocy w rodzinie, sąd określi sposób kontaktowania się skazanego z pokrzywdzonym. Może też w takim przypadku zakazać zbliżania się skazanego do pokrzywdzonego w określonych okolicznościach. Sąd będzie mógł ponadto nakazać sprawcy poddanie się leczeniu lub uczestnictwu w programach edukacyjno- korekcyjnych  
 
 
Sejm odrzucił wszystkie złożone przez Ligę Polskich Rodzin poprawki. Najwięcej emocji, także tuż przed głosowaniem, wzbudziła poprawka złożona do artykułu zawierającego definicję przemocy. LPR chciała, by nie mieściło się w tym pojęcie naruszenia wolności, "w tym seksualnej". Zdaniem posłów LPR, te ostatnie słowa (zaznaczone cudzysłowem) powinny być wykreślone.

O sens poprawki pytali posłowie PiS - Tadeusz Cymański i Marek Jurek. Zastanawiali się, czy na taki przepis będzie mogło się powołać dziecko chcące podjąć współżycie seksualne. Cymański powątpiewał, by konieczne było podkreślanie jako przemocy naruszania wolności słowami "w tym seksualnej". Argumentował, że w tej samej definicji przemocy jest też naruszenie nietykalności cielesnej.

"Jak może mieć miejsce gwałt bez naruszenia nietykalności cielesnej?" - pytał.

Jego pytania spowodowały wzburzenie na sali. Wiceminister spraw socjalnych Cezary Miżejewski odpowiedział, że dywagacje posłów to "nadinterpretacja".

"Naszym zdaniem te zapisy nie obejmują tej kwestii" (nakazów wychowawczych) - dodał.

Na mocy ustawy osoba, która w związku wykonywaniem obowiązków zawodowych poweźmie podejrzenie, że w danej rodzinie dochodzi do przemocy, będzie zobowiązana do złożenia zawiadomienia o tym policji lub prokuratorowi. Ustawa nie zawiera sankcji karnych za niedopełnienie tego obowiązku.

Ten przepis tuż przed jego głosowaniem także był powodem dyskusji. Kazimierz Marcinkiewicz (PiS) pytał, czy przepis oznacza, że jeśli nauczyciel zauważy na ciele dziecka siniaki, będzie miał obowiązek "wyjść z klasy i dzwonić po policję" zamiast podjęcia działań edukacyjnych z dzieckiem i rodziną.

"Niepotrzebnie pan poseł uważa, że jedno ma zastąpić drugie" - odpowiedział Miżejewski.

Ewa Kantor ("Dom Ojczysty") domagała się jednak pełniejszej odpowiedzi na pytanie posła, dodając swoją część: jak nauczyciel ma to zachowanie pogodzić z Kartą Nauczyciela. Jednak już nie uzyskała odpowiedzi.

Ustawa stanowi, że gmina będzie zobowiązana do tworzenia własnego programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie, prowadzenia poradnictwa i interwencji w przypadku jej zaistnienia, prowadzenia gminnych ośrodków wsparcia dla rodzin dotkniętych przemocą. Podobne zadania ustawa nakłada na powiaty. Mają one realizować także zadania administracji rządowej w postaci prowadzenia specjalistycznych ośrodków wsparcia dla ofiar oraz opracowywać programy korekcyjno-edukacyjne dla sprawców.

Środki na realizację tych zadań mają być zapewnione w budżecie państwa.

http://wiadomosci.onet.pl/1127668,11,1,0,120,686,item.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #10 dnia: Wrzesień 27, 2005, 09:40:35 pm »
Jak pomagać ofiarom przemocy w rodzinie?

Specjalistki w dziedzinie prawa i psychologii ze Śląskiego Centrum Równych Szans będą szkolić śląskich policjantów, którzy stykają się podczas służby z problemem przemocy w rodzinie. We wtorek w Katowicach odbyła się inaugurująca program konferencja pt. "Reagujmy w porę".

Policjanci przyznają, że interwencje związane z przemocą w rodzinie należą do trudnych i niewdzięcznych. Zachowanie ofiar jest czasem niezrozumiałe i irytujące, zniechęca do niesienia pomocy. Zastraszona ofiara przeżywa nieraz huśtawkę emocji, zmienia decyzję i zeznania, czasem wspólnie ze sprawcą oskarża policjanta o przekraczanie uprawnień. Dużym problemem jest też agresja ze strony sprawców przemocy.

"Trzeba wymagać od policji skutecznej interwencji. Docierają do nas sygnały od kobiet, że interwencje bywają nieskuteczne, że przyjeżdżają panowie policjanci, którzy czasem - w imię męskiej solidarności - są zbyt pobłażliwi wobec sprawcy przemocy. Czasem namawiają kobiety, żeby nie wnosiły oskarżenia, że to jednorazowy wybryk, że trzeba wybaczyć. Może chcą sobie oszczędzić pracy, bo to jednak trochę papierkowej roboty" - powiedziała PAP Janina Obwiosło ze Śląskiego Centrum Równych Szans.

Śląski komendant wojewódzki policji Kazimierz Szwajcowski uważa, że takie szkolenia to konieczność. "W tych sprawach trzeba być i psychologiem, i socjologiem i mieć wiedzę z wielu różnych dziedzin. Bywa, że nie wszyscy policjanci mają odpowiednie wykształcenie i predyspozycje, bywa też, że podchodzą do sytuacji w sposób bardzo formalny, a tak się nie da - tu trzeba zrozumieć i dotrzeć do sedna sprawy - dlaczego ten konflikt zaistniał" - powiedział PAP.

Komendant planuje też zwiększenie zatrudnienia kobiet, które w sprawach przemocy w rodzinie sprawdzają się lepiej niż mężczyźni. W szkoleniach weźmie udział kilkuset funkcjonariuszy z całego województwa.

Uczestnicy konferencji podkreślali, że problem przemocy w rodzinie, najczęściej dotykający właśnie kobiety i dzieci, coraz bardziej narasta. Zarówno przemoc fizyczna, jako łatwiejsza do wykrycia, jak i przemoc psychiczna, ciągle jeszcze mało zbadana, ma miejsce w różnych środowiskach i niekoniecznie dotyczy osób z kręgu ubóstwa czy patologii społecznej. Na jej występowanie ma wpływ sytuacja materialna społeczeństwa, ale również wzorce kulturowe, rozpad rodziny i wzrost poziomu agresji.

Konferencję zorganizowała pełnomocnik wojewody śląskiego ds. równego statusu kobiet i mężczyzn Dorota Stasikowska-Woźniak we współpracy z komendantem Kazimierzem Szwajcowskim.(PAP)
www.esculap.pl/main/news.html?news=11451
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #11 dnia: Październik 01, 2005, 11:06:51 am »
PRZEMOC DOMOWA

Nie będzie bezpłatnego telefonu dla ofiar

Dwa tysiące osób skorzystało z bezpłatnej infolinii dla ofiar przemocy rodzinnej, która działała niespełna trzy miesiące

  Co druga osoba dzwoniąca mówiła, że doświadcza przemocy od życiowego partnera. Infolinia była elementem kampanii "Przełam przemoc" zorganizowanej przez pełnomocnika rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn. - Moim marzeniem było uruchomienie takiej linii na stałe, tym bardziej że koszty są niewielkie, ale niestety nie ma obecnie klimatu politycznego na taką inicjatywę - mówi minister Magdalena Środa.

Z policyjnych danych wynika, że w ubiegłym roku ofiarą przemocy domowej padło: 88 tys. kobiet, 53 tys. dzieci i 9 tys. mężczyzn. Konflikt rodzinny był motywem co trzeciego zabójstwa (310 zabójstw na 980).

Od 21 listopada zacznie w Polsce obowiązywać ustawa, która umożliwia sądom m.in. wydanie zakazu zbliżania się sprawcy przemocy do rodziny i nakazu opuszczenia wspólnego mieszkania.
e.o.
Zródło:

Cytuj
Od 21 listopada zacznie w Polsce obowiązywać ustawa, która umożliwia sądom m.in. wydanie zakazu zbliżania się sprawcy przemocy do rodziny i nakazu opuszczenia wspólnego mieszkania.

Ale czy to będzie wykonalne ?  :evil:
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #12 dnia: Październik 01, 2005, 11:19:35 am »
Wielu dzieciom i rodzinom wreszcie ulży.

Od 21 listopada zacznie w Polsce obowiązywać ustawa, która umożliwia sądom m.in. wydanie zakazu zbliżania się sprawcy przemocy do rodziny i nakazu opuszczenia wspólnego mieszkania.
Rzeczpospolita 01.10.05 Nr 230
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #13 dnia: Listopad 21, 2005, 09:51:39 am »


Przemoc w rodzinie

PRZEMOC W RODZINIE
• ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (Dz. U. nr 180, poz. 1493); patrz tekst: "Wyprowadzka albo areszt"



PRAWO KARNE Przeciwdziałanie przemocy
Wyprowadzka albo areszt

Rzeczpospolita 21.11.05 Nr 271


Zakaz kontaktów lub zbliżania się na określoną odległość czeka od dziś sprawców przemocy w rodzinie.

Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie właśnie wchodzi w życie Dz. U. nr 180, poz. 1493 w pdf
Dz. U. nr 180, poz. 1493 txt

Nowe przepisy okazały się konieczne, ponieważ co roku zgłaszanych jest coraz więcej takich przypadków. W 2003 r. było ich ponad 137 tys., a w 2004 r. - 148 tys.

Ustawa określa sposoby przeciwdziałania przemocy w rodzinie, zasady postępowania wobec osób nią dotkniętych oraz traktowania jej sprawców.

Przemoc w rodzinie ustawa definiuje jako jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste najbliższych. W szczególności wymienia: narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia, naruszenie godności, nietykalności cielesnej, wolności (w tym seksualnej), a także spowodowanie cierpienia i krzywd moralnych.

Osoba dotknięta przemocą będzie mogła skorzystać z poradnictwa
medycznego, psychologicznego, prawnego i socjalnego. Ustawa mówi też o interwencji kryzysowej i wsparciu, ochronie przed dalszym krzywdzeniem, a nawet zapewnieniu na żądanie ofiary bezpiecznego schronieniaw specjalistycznym ośrodku wsparcia.

Sąd, umarzając warunkowo postępowanie karne, będzie mógł orzec wobec sprawcy zakaz kontaktu z pokrzywdzonym, a nawet zbliżania się w określonych okolicznościach.

Jeśli zachodzić będą przesłanki tymczasowego aresztowania, sąd może zamiast niego zastosować policyjny dozór, pod warunkiem jednak, że sprawca opuści wspólnie zajmowany lokal. Termin wyprowadzki ustali sąd.

Przeciwdziałanie przemocy w rodzinie należy do obowiązków organów
administracji rządowej i jednostek samorządu terytorialnego. Ustawa dzieli zadania pomiędzy gminę, powiat i województwo.

Dla poprawy skuteczności działania rząd ma przyjąć krajowy program przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Pierwotnie przy premierze miała powstać specjalna rada, by doradzać w tych sprawach.

Od dziś także wychowawca zatrudniony w placówce

opiekuńczo-wychowawczej, oskarżony o popełnienie przestępstwa z użyciem przemocy, zostanie z miejsca zawieszony w pełnieniu obowiązków służbowych na czas trwania postępowania. W razie prawomocnego skazania dyrektor placówki rozwiąże z nim umowę o pracę.

Zadania powierzone gminom, powiatom i województwom będą wykonywane od 1 stycznia 2006 r.

Agata Łukaszewicz


Niebieska Linia. Pomoc prawna, Wzory pism
Dwumiesięcznik poświęcony przemocy

Cytuj
Pismo NIEBIESKA LINIA jest dwumiesięcznikiem wydawanym przez Instytut Psychologii Zdrowia PTP. Od 1998 roku zajmuje się zjawiskiem przemocy w rodzinie i w innych relacjach (szkoła, instytucje, grupy rówieśnicze) w perspektywie: psychologicznej, socjologicznej, prawnej, etycznej.

Publikujemy wyniki badań, opisy procedur diagnostyczno-interwencyjnych oraz opisy konkretnych działań (praca z klientem, działalność służb i organizacji). Korzystamy z dorobku zagranicznych placówek i ośrodków badawczo-naukowych.
Nasi autorzy są wybitnymi specjalistami - teoretykami i praktykami - w przeciwdziałaniu przemocy
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #14 dnia: Listopad 24, 2005, 01:23:43 am »
Minister sprawiedliwości chce zaostrzenia kar dla sprawców pobić dzieci

Cytuj
Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro chce zaostrzenia kar dla sprawców pobić dzieci. Zbigniew Ziobro zapowiedział, że wymiar sprawiedliwości będzie surowo reagował na przypadki przemocy wobec najmłodszych
Zbigniew Ziobro zapowiedział, że jutro wyda wytyczne dla prokuratorów, jak kwalifikować przypadki przemocy wobec najmłodszych. Minister Ziobro uważa, że niektórzy prokuratorzy mają zwyczaj stosowania zbyt ostrożnej kwalifikacji czynu.
Jego zdaniem w niektórych przypadkach możliwa jest zmiana kwalifikacji z pobicia ze skutkiem śmiertelnym - za co grozi do 12 lat więzienia - na zabójstwo lub usiłowanie zabójstwa. Wówczas za taki czyn groziłoby nawet 25 lat więzienia.

- Dorosły człowiek katujący dziecko powinien zdawać sobie sprawę, że może doprowadzić do śmierci - powiedział minister Ziobro. Jego zdaniem, nie można rozpatrywać pobicia małego dziecka tak samo, jak pobicia dorosłego.

Szef biura postępowania przygotowawczego Prokuratury Krajowej prokurator Jerzy Zientek podkreślił, że przypadkach pobić dzieci
prokurator powinien zakładać, że sprawca chciał zabić.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 24, 2005, 01:30:26 am »
Ustawa weszła w życie ale , czyżby luki???
Mam wątpliwości pewne zapoznając sie z całym artykułem
Cytuj
Ustawa wprowadza jedynie możliwość nakazania sprawcy opuszczenia mieszkania, w którym mieszka z ofiarą przemocy,

Możliwość?-tylko nakazania?  :shock:


Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie

Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która w poniedziałek wejdzie w życie, ma zapewnić lepszą ochronę prawną ofiarom przemocy domowej.


Przedstawiciele organizacji pozarządowych zajmujących się przeciwdziałaniem przemocy w rodzinie podkreślają, że jest to pierwsza regulacja, która w całości poświęcona jest rozwiązaniom i sankcjom za przestępstwo przemocy w rodzinie. Zgromadzenie w jednej ustawie przepisów dotychczas znajdujących się w różnych kodeksach ma ułatwić, zarówno przedstawicielom wymiaru sprawiedliwości, jak i samym ofiarom lepszą ochronę i ułatwić dochodzenie swoich praw.

Jednak wbrew postulatom organizacji oraz intencjom samych autorów ustawy nie ma w niej zapisów o bezwzględnym opuszczeniu przez sprawcę mieszkania zajmowanego wspólnie z ofiarą ani przymusu poddania sprawcy terapii.

Ustawa wprowadza jedynie możliwość nakazania sprawcy opuszczenia mieszkania, w którym mieszka z ofiarą przemocy, nawet bez zaistnienia obawy ponownego stosowania przemocy. Od poniedziałku sąd będzie mógł także nakazać dozór policyjny zamiast aresztu, pod warunkiem opuszczenia przez sprawcę lokalu zajmowanego wspólnie z ofiarą przemocy.

Sędziowie będę mieli także możliwość, w przypadku zawieszenia kary wobec sprawcy przemocy w rodzinie, określić sposób kontaktowania się skazanego z pokrzywdzonym, np. zakazać mu zbliżania się do pokrzywdzonego w określonych okolicznościach.

"W ustawie nie ma wyraźnie sformułowanych nakazów, by w sposób bezwzględny chronić życie ofiar już na etapie postępowania, interwencji przez policję" - powiedziała PAP współautorka ustawy, legislatorka Sylwia Spurek, która pracowała w zlikwidowanym już biurze pełnomocnika rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, gdzie powstał projekt. "Obowiązujące przepisy umożliwiały usunięcie agresora z domu, odizolowanie go od ofiary, ale sądy rzadko nawet aresztowały sprawców przemocy uznając najczęściej, że nie ma po temu przesłanek" - dodała.

Spurek Przyznaje, że ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zbiera przepisy istniejące już w różnych regulacjach. "Ta ustawa to takie +lex specialis+ - sygnał, że dostrzegamy szczególny charakter przestępstwa, jakim jest znęcanie się nad rodziną" - wyjaśnia. "Jeśli obecni parlamentarzyści będą chcieli ją zradykalizować, idąc dalej w kierunku ochrony osoby dotkniętej przemocą, będą mogli ją szybko znowelizować. Podczas gdy przepisy rozsypane po różnych kodeksach wymagałyby osobnej nowelizacji każdego z nich" - podkreśliła prawniczka.

Podobnego zdania jest sędzia Sądu Rejonowego na Mokotowie Paweł Dobosz, który współpracuje z poradnią przeciwdziałania przemocy w rodzinie na Ursynowie. "Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie wyraźnie wskazuje rozwiązania, które mogą być stosowane w przypadkach przemocy w rodzinie. Wcześniej takie rozwiązania były stosowane, ale na podstawie interpretacji przepisów ogólnych, bardziej ostrożnie" - ocenił.

Wskazuje on na ułomność ustawy wprowadzającej przepis, który może ograniczyć możliwość orzekania o obowiązku udziału sprawców w programach edukacyjno-korekcyjnych. "Dotychczas sąd mógł zobowiązać sprawcę do udziału w takim programie bez uzyskania jego zgody. Zapisy nowej ustawy wymagają w takim przypadku zgody skazanego, a w takich sprawach rzadko dochodzi do dobrowolnego poddania się karze" - zaznaczył Dobosz.

Ustawa zobowiązuje za to osoby, które w związku z wykonywaniem swoich obowiązków służbowych mają podejrzenie o popełnieniu przestępstwa z użyciem przemocy wobec członków rodziny, do niezwłocznego zawiadomienia o tym policji lub prokuratury. Nakłada również obowiązki na gminy i powiaty. Będą one m.in. zobligowane do tworzenia własnych programów przeciwdziałania przemocy w rodzinie, prowadzenia poradnictwa i interwencji w przypadku jej zaistnienia, prowadzenia ośrodków wsparcia dla ofiar przemocy domowej oraz przygotowania i prowadzenia programów korekcyjno- edukacyjnych dla sprawców.

Według danych Komendy Głównej Policji, w 2003 r. było ponad 137 tys. ofiar przemocy w rodzinie, z czego kobiety i dzieci stanowiły ok. 94 proc. W 2004 roku liczby te wzrosły - ofiar przemocy domowej było ponad 150 tys., z czego kobiety i dzieci to ponownie 94 proc. Wiele z tych sytuacji kończy się tragicznie - co trzecie zabójstwo popełnione w Polsce jest skutkiem konfliktu w rodzinie. Na 980 zabójstw popełnionych w 2004 r. nieporozumienie rodzinne było motywem w 310.
zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Kampania 16 dni przeciwko przemocy wobec kobiet
« Odpowiedź #16 dnia: Listopad 25, 2005, 01:27:08 pm »
Kampania 16 dni przeciwko przemocy wobec kobiet

   Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska


Zwykle jest cicho. A nawet, jak słychać wrzaski, sąsiedzi udają, że jest cicho. Od piątku w całej Polsce przez 16 dni znani ludzie, organizacje, psychologowie będą głośno mówić "nie" wobec przemocy wobec kobiet

Kampania 16 dni zaczyna się co roku 25 listopada, w Międzynarodowy Dzień przeciwko Przemocy wobec Kobiet. W Polsce wciąż wiele kobiet przeżywa to, co autorka tego wpisu w internecie:

"Nie wiem, jak nazwać to, co się czasem dzieje u nas w domu, czy to już jest przemoc? Mój mąż lubi sobie wypić, ale nie mogę powiedzieć, że jest alkoholikiem. Przy gościach z reguły jest dla mnie miły. Jak goście wyjdą, zaczyna się czepiać. Raz wyrzucił na mnie kubeł ze śmieciami i tłukł mi go na głowie (plastikowy nic mi się nie stało), drugi raz rzucił coś w stół, krzesło, podłogę, zniszczył kawałek mebla. Zawsze mówi, że ja go prowokuję. Jestem w ciąży. W sumie to nigdy nie stała mi się krzywda. Z reguły mnie mocno popycha i rzuca we mnie czymś stosunkowo lekkim".

Kalina Wojciechowska ze stowarzyszenia Pinezka, które współpracuje z zamkniętym forum "Przemoc w rodzinie": - Osoba, która sama przez to nie przeszła, dziwi się: jesteś taka głupia, żeby pozwalać się katować? Ja dopiero po rozmowach z maltretowanymi kobietami zaczęłam rozumieć, że ucieczka to początek przywracania własnej godności.

W trakcie kampanii głos zabiorą kobiety, które zabiły mężów przez lata torturujących je, a teraz odsiadują wyroki. Wezmą udział w szóstym Trybunale ds. Przemocy wobec Kobiet organizowanym przez stowarzyszenie Centrum Praw Kobiet.

Dwa lata temu trybunał pokazywany był w TVP - o przemocy opowiadały siostry, córki lub matki, których krewne zostały zabite przez partnerów, bo ani policja, ani sąsiedzi, ani pomoc społeczna nie zareagowały.

CPK chce przekonać polityków do dalszej pracy nad ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Teraz w myśl prawa tylko sąd może zakazać oprawcy zbliżania się do pokrzywdzonych. CPK chce, żeby mógł to zrobić już interweniujący policjant. W Austrii policja może zabronić zbliżania się do pokrzywdzonych na 10 dni. Mają wtedy czas na złożenie pozwu w sądzie.

Kampania kończy się 10 grudnia - w Światowy Dzień Praw Człowieka. W Warszawie, Wrocławiu, Łodzi, Katowicach i Głogowie odbędą się akcje uliczne, darmowe warsztaty prawne, psychologiczne, samoobrony WenDo oraz targi organizacji kobiecych. Od 1991 r. w kampanii wzięło udział prawie 2 tys. stowarzyszeń ze 130 krajów.

Szukasz pomocy? Dzwoń: Niebieska Linia, czyli Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy: 0-801 12 00 02. Program kampanii 16 dni: www.oska.org.pl

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3032942.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #17 dnia: Listopad 25, 2005, 02:08:27 pm »
Najnowsze informacje w tej tematyce można znaleźć także w dziale Prawo.:
Przemoc -akty prawne, pomoc
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #18 dnia: Listopad 25, 2005, 02:14:53 pm »
Odsyłam do informacji prasowych na temat przemocy w rodzinie
Powstrzymać przemoc domową
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #19 dnia: Listopad 27, 2005, 02:32:51 am »
Kiedy katują dzieci.....

Moje dziecko mnie bije

Rocznie tysiące katowanych matek donosi na własne dziecko.
Cierpi kilkadziesiąt tysięcy

Najbardziej nerwowy z całej gromady jest 34-letni Tadzio. Lubi złapać kabel od kosiarki, pogrzebacz albo szlauch. Pani Irena odsłania koślawy nadgarstek, o którym mówi: on już na nic. - Kruche, to poszło - dziś obwinia stare kości. Ale wtedy coś jej pękło w sercu i sprawy prokuratorskiej nie wycofała. Tadek na razie siedzi cicho. Lecz ona zna Tadzia. Widzi, jak czasem zagryza wargę i tak się ociera, niby niechcący...

Cytuj
Ani policja, ani Ministerstwo Sprawiedliwości nie mają statystyk mówiących o bitych rodzicach. Tego typu przypadki wciąż są wrzucane do jednego wora, nazywanego przemocą w rodzinie. Jednak według policjantów na co dzień patrolujących nasze osiedla, przypadek katowanej matki lub ojca zdarza się średnio trzy razy na sto interwencji.

Przemoc domowa we Francji

Biję, bo biłem bity

We Francji co dziesiąta kobieta jest ofiarą agresji we własnym domu
W jej wyniku co miesiąc umiera sześć kobiet. Frédéric M. opowiada jak to się dzieje, że w związkach dochodzi do takich dramatów.

Cytuj
Badania przeprowadzone w 2000 roku pokazały, że jedynie 8 proc. kobiet katowanych przez partnera zgłasza się na policję i składa skargę, a tylko 6 proc. tych skarg ma swój ciąg dalszy przed sądem. Agresywni mężczyźni są we Francji karani dwudziestoma latami więzienia lub dożywociem, jeśli doszło do zabójstwa. Najczęściej jednak orzeka się jedynie kary kilku miesięcy więzienia. W zawieszeniu.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline beszka

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 407
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #20 dnia: Listopad 27, 2005, 09:34:27 am »
Dziś o 00.45 godz.wzywaliśmy policję do sasiadów z góry.Tata strażak alkoholik a mama chowa dzieci ale tez alkoholiczka no i 5 dzieci od 13 lat do 2 lat.

Offline beszka

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 407
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #21 dnia: Listopad 27, 2005, 09:42:14 am »
Nie wiem czy dobrze zrobiłam ale słyszeliśmy krzyki dzieci [mamo nie bij bo zabijesz].Ta gehenna trwa od 3 lat jak tylko tu się przeprowadzili.On ma brata w policji i się chwali że wszystkich załatwi.Sąsiedzi boją się ich,bo oboje potrafią grozić wszystkim dookoła.Już kiedyś zawiadamiałam PCPR i mieli zając się tą rodziną ale chyba nici.

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #22 dnia: Listopad 30, 2005, 11:50:31 pm »
beszko , moim zdaniem dobrze zrobiłaś.
Więcej tutaj >>
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline beszka

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 407
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #23 dnia: Grudzień 06, 2005, 12:35:19 pm »
Dziś spotkała mnie ta sąsiadka,wyzwała od suk i powiedziala,że się wpier.....w jej życie i że to ona ustsla od której będzie cisza nocna!Teraz młotkiem stuka po kaloryferach!Nie wiem co mam robić.W środku nocy potrafi stukać po rurach!

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #24 dnia: Grudzień 06, 2005, 03:15:27 pm »
Zgłoś zakłócanie ciszy nocnej (od 22-6)
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline beszka

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 407
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #25 dnia: Grudzień 06, 2005, 09:43:52 pm »
Soniu,dziś byłam w prokuraturze i opowiedziałam wszystko.Pani prokurator kazała mi złożyć skargę ,co też jutro wyślę bo dziś napisałam.Dziękuję serdecznie.

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #26 dnia: Grudzień 08, 2005, 09:00:43 am »
Co powstrzyma bestie?
Jak karać oprawców dzieci?
Cytuj
Co zmieni nowa ustawa?

W nowej ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która właśnie weszła w życie, nie ma zapisu o zakazie stosowania jakichkolwiek kar fizycznych wobec dzieci (taki zapis mają m.in. Szwedzi od 1979 roku).

Z projektu został też wyrzucony zapis o szybkiej ścieżce eksmisyjnej dla sprawcy przemocy. Konstytucjonaliści stwierdzili, że byłaby niezgodna z Konstytucją RP. – Ustawa, aczkolwiek rewolucyjna, nie spełnia oczekiwań, jakie z nią wiązałam. Ale trudno, dobrze, że w ogóle jest – mówi Mirosława Kątna. – W ustawie określono zadania rządu, samorządu i poszczególnych resortów. Są też zapisy nakazujące zapewnić w budżecie państwa pieniądze na przeciwdziałanie przemocy. Minął czas partyzantki i szukania sponsorów.

Cytuj
Największą szansę na zauważenie przemocy w rodzinie mają lekarze pediatrzy, pielęgniarki środowiskowe, policjanci wzywani do domowych awantur, pracownicy ośrodków pomocy społecznej, którzy decydują o materialnej pomocy dla rodziny, pedagodzy szkolni, kuratorzy sądowi. – Ale żeby przemoc zidentyfikować, trzeba mieć minimum wiedzy. Nauczyciel w szkole już wie, że gdy Jaś nie rozbiera się na gimnastyce, to dlatego, że chce coś ukryć – tłumaczy Mirosława Kątna, której Komitet od lat szkolił służby pierwszego kontaktu. – Kiedyś lekarze badając dziecko z infekcją, nie oglądali całego ciała. Zaglądali tylko do gardła. Dziś już wiedzą, że dziecko trzeba rozebrać, obejrzeć skórę, popatrzeć na podejrzanie wyglądające blizny, zwłaszcza w tylnej części ciała (bo te najczęściej nie powstają przy upadku), zastanowić się, jak powstały obrażenia. Dziecko, które jest ofiarą przemocy, ma ślady na plecach, pośladkach, podudziach. Dziś to lekarze najczęściej reagują

Więcej >>>
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #27 dnia: Grudzień 10, 2005, 09:26:55 pm »
Stolica: 150 osób w marszu "Przeciwko Przemocy"

Około 150 osób przeszło w sobotę ulicami Warszawy w marszu "Przeciwko Przemocy", który zakończył kampanię społeczną "16 Dni Przeciwko Przemocy wobec Kobiet".
"Tym marszem chcemy zwrócić uwagę na istniejący w Polsce problem
przemocy wobec kobiet oraz pokazać, że kobiety nie muszą być biernymi ofiarami przemocy, że mogą się bronić" - powiedziała dziennikarzom jedna z organizatorek marszu.

Jeden z uczestników marszu, powiedział dziennikarzom, że bierze udział w marszu, ponieważ problem przemocy dotyczy także jego rodziny. "W Polsce potrzebna jest edukacja o tym, że przemoc domowa to nie sprawa prywatna, ale przestępstwo" - podkreślił. Jego zdaniem, niezbędne jest także uwrażliwienie policji oraz powstanie większej ilości poradni dla ofiar.

Podczas marszu rozdawane były ulotki, o tym jak się bronić i gdzie szukać pomocy w przypadku doświadczenia przemocy. Uczestnicy skandowali hasła "Stop przemocy wobec kobiet", "Możesz się bronić". Organizatorki radziły, aby nie być bierną ofiarą i bronić się przed sprawcą. "Jeżeli nie wiesz jak się bronić, możesz głośno krzyczeć - to odstraszy napastnika" - pouczały.

W marszu wzięła udział znana feministka Kazimiera Szczuka. Według niej, w Polsce coraz więcej mówi się o problemie przemocy domowej wobec kobiet. "Organizowane są kampanie, marsze, zajmują się tym media, a to uświadamia kobietom-ofiarom, że powinny mówić o swoim problemie" - powiedziała dziennikarzom Szczuka po zakończeniu marszu.

Uczestnicy protestu wyruszyli spod Hali Mirowskiej i przeszli ul. Chłodną, Żelazną, Twardą, Miedzianą do Dworca Warszawa Ochota. Marsz zabezpieczało kilkunastu policjantów.

Marsz zakończył kampanię społeczną "16 dni Przeciwko Przemocy wobec Kobiet" zorganizowaną przez Amnesty International, w ramach której odbyły się konferencje, akcje uliczne, wykłady oraz pokazy filmowe. 10 grudnia obchodzony jest także Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #28 dnia: Grudzień 12, 2005, 09:12:33 am »
Niewinne ofiary dorosłych
7 listopada 2005

Ludzi można nauczyć, by wyrzekli się przemocy, dzięki terapeutom w 60% przypadków.
 Ale nie można ich zmusić, by pokochali swoje dzieci - mówi Jolanta Zmarzlik z Centrum Pomocy Dzieciom "Mazowiecka", wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, w rozmowie z Mirą Suchodolską w tygodniku "Newsweek".


Często zasłaniając się prawem do prywatności, zamykamy się na to, co dzieje się w zaciszu czterech ścian u naszych znajomych czy sąsiadów. Potrzeba wstrząsu, by wyrwać ludzi z inercji. Przed tygodniem taką kroplą, która przelała czarę, była śmierć półtorarocznej Agatki z Sosnowca. Oprawcą okazał się przyjaciel matki dziewczynki. Skatowane dziecko zmarło.


Jeśli wierzyć statystykom, co roku do szpitali trafia 500 dzieci pobitych przez swych najbliższych, a kilka tysięcy spraw o znęcanie się nad nimi znajduje finał przed sądami. Dużo, ale mimo wszystko to społeczna patologia.

JOLANTA ZMARZLIK: Myślimy: margines społeczny, alkohol, skrajna bieda, bezrobocie. Obrzeża społeczeństwa. Jednak badania, a także doświadczenie wskazują, że znęcanie się nad dziećmi jest bardzo demokratycznym procederem i dotyczy wszystkich grup społecznych i zawodowych - zarówno z wyższych, jak i niższych półek.

Rodzice sadyści mówią, że katują dla dobra dziecka? A może jeszcze z miłości?
 - I tak bywa. Sąsiedzi widzieli wyplewiony ogródek, czyste okna, ładnie ubrane, odżywione dzieci: dziewczynkę i chłopca, osiem i jedenaście lat. Tyle że w tej rodzinie wszystko było podporządkowane temu, by robić dobre wrażenie. Dzieci nie miały prawa bawić się w tym wzorcowym ogródku. Aby nie pognieść perfekcyjnie wyprasowanej pościeli musiały spać na baczność. Każda niesubordynacja, krzywe ułożenie butów były karane. Rodzice opracowali cały zestaw tortur, od "prostego" bicia przez dźwiganie ciężarów na przypalaniu zapalniczką kończąc. Tłumaczyli ptem, że chcieli wychować dzieci na ludzi szanowanych przez otoczenie.

Kobiety przed maltretowaniem dzieci powinien chronić instynkt macierzyński.<7b>

- Niestety, robią to równie często jak mężczyźni, powiedziałabym, że nawet częściej, bo więcej czasu przebywają z dziećmi, więc mają ku temu więcej okazji. Tyle że w swoim znęcaniu są bardziej "subtelne" - twierdzi w tygodniku "Newsweek" pedagog Jolanta Zmarzlik.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Nikt nie widział bólu dziecka
« Odpowiedź #29 dnia: Grudzień 12, 2005, 06:55:50 pm »
PRZEMOC Prokurator sprawdza, czy rodzina zastępcza maltretowała dziewczynkę
Nikt nie widział bólu dziecka

Sylwia ma siedem lat. Ktoś łamał jej nogi, ręce, nos, miażdżył uszy. Cierpień dziecka nie dostrzegła ani szkoła, ani kurator

 
Dziewczynka musiała strasznie cierpieć — mówi dr Andrzej Wencław, który badał Sylwię
 
O przypadkach maltretowanych dzieci media donoszą od kilku tygodni. Zwykle jednak sprawcami są biologiczni rodzice. Sylwia tymczasem wychowuje się w rodzinie zastępczej.

- Dziewczynka długo musiała znosić potworny ból. Nasi lekarze znaleźli wiele zrostów i blizn po dawnych urazach - mówi Krystyna Piskorz, dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie.

- Sylwia miała kilka razy złamane nogi, przedramię, nos, zdeformowane - jakby zmiażdżone - małżowiny uszne, liczne krwawe wybroczyny na tułowiu i pośladkach. Musiała strasznie cierpieć i jakby się w tym cierpieniu zaadaptowała - ocenia doktor Andrzej Wencław, zastępca ordynatora oddziału chirurgii dziecięcej.

Spadła ze schodów
Sylwia trafiła do szpitala w Olsztynie dzięki lekarzowi z poradni ortopedycznej w Bartoszycach. On także zawiadomił miejscową prokuraturę.

Dziecko do poradni przyprowadziła prawna opiekunka - ciotka, Barbara S. Od dwóch lat zastępuje Sylwii matkę. Dziewczynka miała złamaną rękę. Nikt tego wcześniej nie opatrzył i rana nie chciała się goić. Barbara S. tłumaczyła, że dziewczynka spadła ze schodów, a ona próbowała leczyć złamanie okładami.

Dlaczego zastępcza matka nie zawiozła dziecka do szpitala od razu po wypadku?

- Nie potrafię tego wyjaśnić - rozkłada ręce Brygida Adamajtis, kierująca Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Bartoszycach. - Kuratorzy odwiedzali tę rodzinę wiele razy. Mieliśmy o niej dobre zdanie. Jednak my widzimy dzieci tylko przelotnie, nie mamy prawa ich rozbierać ani robić oględzin.

W szkole wszystko gra
Niczego nie zauważyli też nauczyciele ze szkoły podstawowej w Pieszkowie, do której chodzi Sylwia. Szkoła jest mała, klasy nieliczne, dzieci rozbierają się na zajęcia z wychowania fizycznego. Łatwo zauważyć, gdy mają siniaki, są markotne i obolałe.

- Nie mieliśmy ze szkoły żadnych sygnałów, że coś jest nie tak. O samej rodzinie też mieliśmy dobrą opinię. Żadnych ekscesów z alkoholem, spokojni, dzieci w miarę zadbane - zapewnia Lucyna Marecka, szefowa Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bartoszycach.

Dyrektorka szkoły Halina Stankiewicz odmawia rozmowy o Sylwii. Mówi tylko, że to "rodzina bardzo dbająca o dzieci".

Sylwia wcześniej nie zaznała szczęścia.
 Ojciec pił i bił, aż wylądował w więzieniu za znęcanie się nad rodziną. Matka w ogóle nie interesowała się dziećmi. W 2003 r. sąd odebrał obojgu prawa rodzicielskie. Umieścił Sylwię i jej starszego brata u ciotki.

Dziewięcioro dzieci
Zastępczy rodzice są bezrobotni, mają siedmioro własnych dzieci. Mieszkają na kolonii dwa kilometry za niewielką wsią pod Górowem Iławeckim. Na dwoje dzieci oddanych pod opiekę rodzina dostaje prawie 1300 zł miesięcznie. To jest jedyny stały dochód.

- Ta pani tłumaczyła, że obrażenia Sylwii to pozostałość po jej krewkim tatusiu - pamięta Brygida Adamajtis. Doktor Wencław przyznaje, że trudno ustalić dokładnie, jak dawne są urazy dziecka. Ma to wykazać prokuratorskie dochodzenie. - W tym tygodniu przesłuchamy dziewczynkę w obecności sędzi sądu rodzinnego i psychologa - mówi prokurator rejonowy w Bartoszycach Sławomir Dola.

Barbara S. na rozmowę się nie godzi. Jest teraz zajęta, bo właśnie "zabili świniaka i jest dużo pracy".

Sylwia wraca do zdrowia. Lekarze mówią, że się uśmiecha i tęskni za ciocią.

- Decyzja o powrocie do zastępczej rodziny należy do sądu rodzinnego - mówi doktor Wencław.

- Sytuacja materialna w rodzinie musi dawać szanse na spokojny rozwój dzieci. Przepisy ustawy o pomocy społecznej dokładnie określają, jakie kryteria powinny spełniać opiekunowie. Jeżeli osoba bezrobotna spełnia te kryteria, to i ona może tworzyć rodzinę zastępczą - tłumaczy Ewa Przybyszewska, przewodnicząca Wydziału Rodzinnego Sądu Okręgowego w Olsztynie.

IWONA TRUSEWICZ

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_051212/kraj/kraj_a_7.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #30 dnia: Grudzień 14, 2005, 11:36:01 pm »
Cytuj
O przypadkach maltretowanych dzieci media donoszą od kilku tygodni. Zwykle jednak sprawcami są biologiczni rodzice. Sylwia tymczasem wychowuje się w rodzinie zastępczej.

Straszne ! I nikt nie widział bólu dziecka ? :cry:   :evil:

A tu małopolska  :evil:
Coraz więcej przemocy w rodzinie

Ponad sześć tysięcy dzieci doznało w Małopolsce przemocy od najbliższych. To przerażająca statystyka za ubiegły rok. Tegoroczna jest jeszcze gorsza... Jak powstrzymać przemoc, jak pomóc jej ofiarom, zastanawiali się pedagodzy, psycholodzy, policjanci i prawnicy w starostwie krakowskim.

Dwa tygodnie temu ze śladami pobicia trafił do szpitala w Oświęcimiu pięciomiesięczny chłopiec. Sprawcą był najprawdopodobniej ojciec. Nie sposób zrozumieć, jak można znęcać się na bezbronną istotą, własnym dzieckiem. Wiadomo na pewno, że nawet jeśli rany się wygoją, ślady psychiczne zostaną na długo, czasem na zawsze.

Zamknięcie w sobie, lękliwość, nadpobudliwość, czasem agresja w stosunku do innych - to tylko niektóre ze skutków znęcania się nad dzieckiem. To jednocześnie sygnały, że w rodzinie jest coś nie tak.

Jeżeli już ktoś zdecyduje się prosić o pomoc, rzadko szuka sprawiedliwości. Tylko w co piątej sprawie pokrzywdzeni chcieli wszczęcia postępowania. Zapełniają się domy samotnej matki, ośrodki dla ofiar przemocy i domy dziecka. Karani są pokrzywdzeni, a nie sprawcy.

Jak więc powstrzymać przemoc ?

 Nie być obojętnym, umieć dyskretnie pomóc, pilnować by prawo było skutecznie egzekwowane. To zadanie między innymi dla uczestników konferencji, ale i każdego z nas...

(Kronika)
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #31 dnia: Grudzień 17, 2005, 10:06:24 pm »
Wywalić kata na bruk!
Czy ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie ochroni ofiary domowych bandytów?

Cytuj
Nie widać, nie słychać, a jednak istnieje

Domowi kaci czują się w Polsce bezkarni głównie ze względu na ciche społeczne przyzwolenie. W 2004 r. Instytut Psychologii Zdrowia na zlecenie warszawskich urzędników zrealizował badanie „Zjawisko przemocy domowej na terenie m.st. Warszawy”. Przeprowadzono je na reprezentatywnej próbie tysiąca dorosłych mieszkańców stolicy. Okazało się, że aż 37% ankietowanych uznało, że absolutnie nikt nie powinien wtrącać się w prywatne sprawy rodziny! Zdaniem psycholog Doroty Krzywickiej, między innymi dlatego dom dla wielu kobiet i dzieci staje się groźną pułapką: – Kobiety boją się zostać same, nie chcą pozbawiać dzieci ojca, uważając, że lepszy taki niż żaden. Nie mają też dokąd pójść. W naszym społeczeństwie funkcjonuje cicha zgoda na picie i bicie. Nie jest to piętnowane, pijani znęcacze czują się bezkarni, a nawet uważają, że prawdziwy mężczyzna ma prawo tak się zachowywać. Natomiast kobieta, według tego schematu, ma siedzieć przy mężu, prać, gotować i wychowywać dzieci.

 Cały artykuł >>>
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #32 dnia: Styczeń 17, 2006, 09:10:02 am »
Na skalanym Podhalu
Tekst: Wojciech Staszewski 14-01-2006

Nie wychodziłam z nim na pole. Bałam się, że ktoś się do mnie uśmiechnie na ulicy i w pysk dostanę
Cytuj
Pół wsi ma taki problem

(..)Stasia Nawara z Raby Wyżnej, żona Józka, 37 lat. Obawia się, czy nie krzywdzi męża, skoro złożyła zawiadomienie na policję.(..)

(..)Myślałam o swoim chłopie, że go kocham, a on mi takie maltretowanie zgotował.(..)

(..)Chwycił za włosy i przeciągnął przez pokój, korytarz, rzucił na łóżko. I jak się chciałam podnieść, to za szyję dociskał. Zaczęłam się dusić, a on cisnął. Wyrwałam się, uciekłam do siostry. Dom duży, a rodzice siedzą w Ameryce. Wyprowadziliśmy się z synem na miesiąc. Ale wróciłam, żeby syn miał ojca.(..)

Długie...i niecenzuralne, ale samo życie  :cry:
Czy tak to ma wyglądać ?
W imie czego dawać się tak poniewierać ?
Aby dziecko miało ojca?  :cry:
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #33 dnia: Luty 07, 2006, 12:31:38 pm »
PRAWO RODZINNE. Wiele luk i niekonsekwencji w przepisach

Niepełna ochrona przed domową przemocą

- Rzeczpospolita 07.02.06 Nr 32

Ciągle nie ma spójnego i skutecznego systemu ochrony ofiar przemocy w rodzinie. A przecież niedawno uchwalono nowe przepisy mające uregulować ten problem.

Zwrócił na to uwagę ministra sprawiedliwości w jednym ze swych ostatnich wystąpień prof. Andrzej Zoll, ustępujący rzecznik praw obywatelskich.

Najistotniejsza jest kwestia szybkiego odizolowania sprawcy od ofiary przemocy, tak by nie pozostawał wraz z nią w jednym mieszkaniu. Wchodzą tu w grę dwa przepisy szeroko rozumianego
prawa cywilnego: art. 58 § 2 k.r.io. oraz art. 13 ust. 2 ustawy o ochronie praw lokatorów. Oba mają jednak istotne ograniczenia.

Jak izolować sprawcę
Pierwszy z tych przepisów pozwala orzec eksmisję ze wspólnego mieszkania małżonków gdy jest ono przedmiotem najmu, współwłasności czy też gdy małżonkom, wspólnie służy spółdzielcze prawo do takiego lokalu. W orzecznictwie utrwalił się jednak pogląd, że na tej podstawie nie można orzec o eksmisji z mieszkania stanowiącego przedmiot majątku odrębnego małżonka, który miałby być eksmitowany, czy też z mieszkania przyznanego mu z racji wykonywanego zawodu lub pełnionej służby.

Z orzecznictwa Sądu Najwyższego płynie też wniosek, że przepis ten może mieć zastosowanie wyłącznie w sprawie o rozwód. Jeśli zatem jeden z małżonków nie złożył stosownego wniosku w toku
sprawy rozwodowej albo do znęcania się doszło już po orzeczeniu rozwodu, eksmisja nie wchodzi w grę.

Można jej wówczas żądać tylko na podstawie art. 13 ust. 2 ustawy oochronie praw lokatorów.

Przepis ten pozwala na orzeczenie przez sąd eksmisji małżonka, rozwiedzionego małżonka lub też innego współlokatora, jeżeli swoim rażąco nagannym postępowaniem uniemożliwia wspólne zamieszkiwanie. Przesłanki eksmisji ujmuje więc znacznie szerzej niż "znęcanie się". Odnosi się także do mieszkań przydzielonych eksmitowanemu małżonkowi z tytułu wykonywanego zawodu. Przepis ten nie ma jednak zastosowania do mieszkań pozostających w dyspozycji Wojskowej Agencji Mieszkaniowej.

Eksmisja nierealną groźbą
Zastosowanie zarówno jednego, jak i drugiego z tych przepisów przez sąd powoduje jedynie utratę uprawnienia do przebywania w mieszkaniu. Eksmitowany współlokator nie traci natomiast samego
prawa do tego mieszkania.

Ustawa o ochronie lokatorów pozwalała na sprawne i szybkie eksmisje, gdyż znosiła obowiązek dostarczenia lokalu socjalnego sprawcy przemocy w rodzinie. Nie wymagała też stosowania okresu
ochronnego trwającego od 1 listopada do 31 marca.

Zmienił to jednak uchwalony 5 lutego 2005 r. art. 1046 k.p.c., który nie przewiduje takich wyłączeń. W praktyce uniemożliwia to prawie eksmisje, ponieważ gminy nie dysponują na ogół lokalami zastępczymi. W rezultacie to nie sprawcy przemocy, lecz jej ofiary opuszczają mieszkanie, co najczęściej wiąże się z istotnym pogorszeniem ich sytuacji życiowej.

Ustawodawca niejako akceptuje ten stan. Taki wniosek można wyciągnąć z niektórych przepisów ustawy z 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej, na podstawie której tworzy się schroniska i
noclegownie. Paradoksalnie mają trafiać do nich nie sprawcy przemocy, lecz jej ofiary.

Wątpliwości interpretacyjne
Już rok temu rzecznik praw obywatelskich zwracał uwagę ministra sprawiedliwości, że nie ma środka zapobiegawczego, który pozwalałby nawet we wczesnych fazach postępowań na odizolowanie ofiary przemocy w rodzinie od sprawcy. Sytuację tę poprawiła jedynie częściowo ustawa z 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (Dz. U. nr 180, poz. 1439). Interpretacja jej przepisów na tle uregulowań kodeksu postępowania karnego może budzić wątpliwości. Artykuł 14 ust. 1 mówi np., że jeśli istnieją przesłanki do zastosowania tymczasowego aresztowania w związku z przestępstwem uniemożliwiania wspólnego zamieszkiwania, sąd może zamiast aresztu zastosować dozór policji.

Warunkiem jest, by oskarżony opuścił lokal zajmowany wspólnie z pokrzywdzonym w wyznaczonym przez sąd terminie i określił miejsce pobytu. Rzecz odnosi się więc jedynie do oskarżonych. Ustawa nie mówi o podejrzanych, ponieważ nie wspomina o nich ani nie odsyła do k.p.k., który to normuje.

Wątpliwości interpretacyjne budzi też przepis ustawy, który w razie warunkowego umorzenia postępowania z jednej strony pozwala na sprawcę przemocy nałożyć ograniczenie w sposobie kontaktowania się z ofiarą, a z drugiej - nie może nakazać mu opuszczenia wspólnie zamieszkiwanego lokalu. Takich niekonsekwencji jest więcej i zdaniem rzecznika wynika z nich potrzeba nowelizacji tych przepisów.

Jerzy Pilczyński
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #34 dnia: Luty 08, 2006, 10:52:39 am »
Na pomoc maltretowanym maluchom
Na stronie internetowej.

Wiesz o dziecku, któremu dzieje się krzywda?
Od dziś możesz o tym poinformować wiceminister pracy Joannę Kluzik-Rostkowską (43 l.). Ruszyła rządowa strona internetowa


www.rodzina.gov.pl

Można tam znaleźć informacje, co zrobić, kiedy dziecko jest krzywdzone lub tylko mamy takie podejrzenia.

- Ludzie boją się w tej sprawie zgłaszać na policję, bo nie chcą podawać informacji o sobie. Teraz mogą napisać bezpośrednio do mnie - podkreśla pani minister.
Na listy czeka pod adresem
j.kluzik@rodzina.gov.pl

Pięć ministerstw włączyło się do programu pomocy dzieciom, by lepiej koordynować pracę wszystkich mających kontakt z dzieckiem: położnych, pielęgniarek, pedagogów, sędziów, policjantów.

autor: IA, RG
Super Express
08.02.2006r.


Z podanej strony
Jak reagować na przemoc wobec dzieci?
Polskie prawo jest jednoznaczne - nie wolno bić dzieci. Problem w tym, że reprezentujący prawnie dziecko rodzic musiałby donieść na samego siebie. Dlatego tak ważna jest postawa innych świadków przemocy.
http://www.rodzina.gov.pl/?3,22
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Przemoc domowa
« Odpowiedź #35 dnia: Luty 14, 2006, 11:01:30 am »
Przemoc domowa
Mężczyźni też są bici

Policja coraz częściej interweniuje w przypadkach przemocy domowej. Co dziesiąta maltretowana osoba to mężczyzna

  Maltretowane osoby coraz częściej szukają pomocy w ośrodkach opieki kryzysowej

W ubiegłym roku policjanci ponad 96 tys. razy byli wzywani do awantur domowych. Pomogli ponad 150 tys. ofiar maltretowania, o ponad 6,5 tys. więcej niż rok wcześniej. - Coraz częściej jesteśmy wzywani do awantur domowych. Mamy więcej zgłoszeń nie tylko od samych ofiar, ale i ich sąsiadów. To budujące, bo widać, że jesteśmy bardziej wrażliwi na przemoc wokół nas - mówi kom. Grażyna Puchalska z Komendy Głównej Policji.

W porównaniu z 2004 rokiem policja odnotowała prawie 13-procentowy wzrost liczby pokrzywdzonych mężczyzn. - W ubiegłym roku było ich już ponad 10 tys. - mówi Grażyna Puchalska. Jej zdaniem mężczyźni coraz częściej decydują się mówić o tym, że są bici i poniżani. - Przełamujemy tabu związane z tym problemem - mówi policjantka.

Coraz częściej ofiarami są też małe dzieci. W ubiegłym roku policjanci interweniowali prawie 38 tys. razy w sytuacjach, kiedy maltretowane były dzieci do 13. roku życia. Tych interwencji było prawie o 6 proc. więcej niż w 2004 roku.

pra

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060214/kraj/kraj_a_14.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Byłbym zerem, gdyby nie smycz
« Odpowiedź #36 dnia: Luty 26, 2006, 11:08:42 pm »
Pan Bóg, dyktując Mojżeszowi dekalog, pamiętał tylko o szacunku do rodziców. O szacunku dla dzieci zapomniał

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3182710.html

bardzo długi tekst, więc tylko link
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Hata

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 581
Byłbym zerem, gdyby nie smycz
« Odpowiedź #37 dnia: Luty 27, 2006, 08:11:45 pm »
Dla osób o mocnych nerwach  :evil:

Cytuj
Byłbym zerem, gdyby nie smycz

Anna Fostakowska 26-02-2006 , ostatnia aktualizacja 24-02-2006 19:02

Pan Bóg, dyktując Mojżeszowi dekalog, pamiętał tylko o szacunku do rodziców. O szacunku dla dzieci zapomniał
[...]

Łapką na muchy. Za to, że miny robił... i wył

To zwykły pokój. Blokowy. Ze starymi tapetami i odpadającymi płytkami PCW na podłodze. Mówią, że płytki są rakotwórcze. Szkodzą. Szczególnie małym dzieciom. Ale co takim małym nie szkodzi? Zimne powietrze, mokre majtki, papierosy, truskawki... Żyć by nie szło, gdyby się człowiek oglądał na wszystko.

Tak sądzi kobieta, która krząta się po pokoju. Drobna sylwetka, dziecięca twarz, dżinsy i adidasy. Właśnie przypaliła cebulę do rosołu. Rosół bez spieczonej cebuli smakuje jak sraczka, mawiał jej ojciec.

- Zapamiętałam - zwierzy się niebawem dziennikarce. - Zawsze byłam posłuszna.

W pokoju jest duszno od dymu.

W pokoju jest głośno.

Nie może być ciszej. Raz w tygodniu musi być tak, jak chce mężczyzna. Zwalisty, łysiejący, w brunatnym swetrze z bazaru. Właśnie położył się na rozłożonej wersalce przed telewizorem. Ogląda siłaczy, którzy na ekranie ciągną lokomotywy i rzucają oponami tirów.

Dla kobiety mężczyzna jest ważny. Przygarnął ją w siódmym miesiącu ciąży, gdy nie miała gdzie mieszkać. Od roku ją utrzymuje. Kobieta co wieczór całuje go za to po rękach. Gotuje, sprząta, pierze. Jest wdzięczna.

Kobieta nazywa się Grażyna M. Ma 26 lat, jest bezrobotną kucharką.

Mężczyzna nazywa się Andrzej K. Ma 45 lat. Na miejscowym bazarze "robi w elektryce". Trochę kupuje, trochę sprzedaje, czasem bierze w komis. Komórki, radia samochodowe, mikrofalówki, DVD.

Pokój jest w bloku przy ulicy Grunwaldzkiej w Lublińcu koło Częstochowy.

W pokoju leży dziecko. Chłopczyk. Ma 11 miesięcy. Wierci się, gdy dym drażni mu oczy, kwęka, gdy mężczyzna pokrzykuje do siłaczy na ekranie.

Nie jest ani wdzięczny, ani posłuszny. Zużywa za dużo pieluch, zjada za dużo mleka. Nie chce podnosić główki do góry. Jeszcze niedawno tak ładnie się rozwijał - próbował siadać, szczerzył bezzębne dziąsła do grzechotek. - Ale smerfik - chwaliły sąsiadki zaglądające do wózka. Teraz nie chce. Płacze: o piątej rano, o piątej po południu, przy przewijaniu i w trakcie kąpieli, przed i po jedzeniu, kiedy leży sam i gdy ktoś się do niego zbliża. Nie-ustannie. - Nie idź do niego - mówi mężczyzna, kiedy wieczorem leżą razem na wersalce. - Gówniarz nie może nam wchodzić na głowę. Albo: - Ucisz go, kurwa, bo was wyrzucę. - Zamknij się! - krzyczy wówczas kobieta na dziecko. - Cicho! - mówię!

Niedługo na policji kobieta zezna: - Nie rzucaliśmy dzieckiem o ściany, nie dusiliśmy poduszką. Ot, czasami dostał łapką na muchy. Po rączkach, po pupie, w twarz. Za upartość. Za złośliwość. Za to, że miny robił. Oczami przewracał, zupełnie jak jego ojciec, który się go wyparł. No i wył. Nie patrzył, że człowiek zmęczony jest.

- Ale on miał dopiero 11 miesięcy, może wystarczyło przytulić? - zapyta ją niebawem dziennikarka.

- Toż się go przytulało - odpowie kobieta. - Ćwiczyliśmy, bawiliśmy się. Kochało się go przecież. Konkubent na niego pieniądze dawał. W miłości był lepszy ode mnie. Ja swojemu Dawidkowi nic nie dałam.

Dawid M. zmarł 25 października 2004 roku w Lublińcu. Konkubent Grażyny M. uderzył go ręką w tył głowy i klatkę piersiową. Obrażenia: połamane żebra, pęknięta podstawa czaszki, krwiaki wewnętrzne. Po pobiciu matka nie udzieliła mu pomocy. Wstydziła się wezwać pogotowie.[...]

http://serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,3182710.html
.:.carpe diem.:.

Offline kamyk

  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 46
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #38 dnia: Luty 27, 2006, 09:08:51 pm »
Boze...Wstrząsające!A ile takich dramatów co dzień,po cichu...
mama Nastusi i Kubika z mpd

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #39 dnia: Marzec 27, 2006, 08:22:04 am »
Hostel dla sprawców przemocy domowej
Agnieszka Urazińska, Łódź 27-03-2006

Rewolucja w walce z przemocą w rodzinie. To sprawca ma opuścić dom, a nie jego dręczone ofiary

W Łodzi powstanie hostel dla tych, którzy biją. - To bardzo ważne, bo wciąż to ofiary muszą uciekać i kryć się przed oprawcą - mówi Agata Zakrzewska z Centrum Praw Kobiet. - Maltretowane kobiety muszą zabierać dzieci, zostawiać dom, tułać się po sąsiadach i schroniskach, a sprawca ich krzywdy korzysta z wygód. Dlatego ofiary często zostają z brutalem pod jednym dachem, narażone na przemoc i jej tragiczne skutki.

Tymczasem prawo daje sprawcy przemocy wybór: nie zostaniesz aresztowany za bicie domowników, jeśli odejdziesz z domu. Wtedy areszt zostanie zamieniony na policyjny dozór. - Ale sprawca zawsze może powiedzieć, że nie ma dokąd odejść. I żeby skutecznie pomóc ofiarom, trzeba zacząć od zapewnienia im bezpieczeństwa oraz spokoju. Stąd pomysł na stworzenie hostelu - wyjaśnia Tomasz Bilicki z Centrum Służby Rodzinie, które zainicjowało projekt. Współpracują z nim policjanci, strażnicy miejscy i przedstawiciele organizacji pozarządowych, czyli ci, którzy ofiarom przemocy pomagają na co dzień. Komisarz Włodzimierz Sokołowski, pełnomocnik komendanta wojewódzkiego do spraw ochrony praw człowieka, nie ma wątpliwości, że odizolowanie sprawcy przemocy to strzał w dziesiątkę. - Utworzenie hostelu i umieszczenie tam brutala sprawi, że jego ofiara przestanie być podwójnie karana. Nie będzie bita i zmuszana do opuszczenia domu. W Austrii policja ma prawo odizolować brutalnego członka rodziny co najmniej na dziesięć dni. My możemy agresywnego człowieka zatrzymać na kilkadziesiąt godzin. Później o jego losie decyduje sąd.

Karol Chądzyński, wiceprezydent Łodzi: - Dzięki hostelowi ofiary agresywnego człowieka będą mogły pozostać w miejscu, gdzie czują się bezpiecznie. Byłbym jednak za tym, żeby agresor był izolowany natychmiast po zatrzymaniu. Oszczędziłoby to jego domownikom wielu stresów.

Utworzeniem hostelu - całodobowego i koniecznie z terapią dla sprawców przemocy - zajmie się Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. W Łodzi hostel miałby powstać na przykład przy schronisku dla bezdomnych. - I na pewno nie będzie tam luksusów - zapewnia Bilicki.

Projekt spodobał się w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. - Nowatorski, zmienia spojrzenie na problem przemocy - ocenia Marzena Bartosiewicz, naczelnik wydziału opieki nad dzieckiem i rodziną. - Może się sprawdzić, pod warunkiem że ośrodki takie nie będą dla sprawcy tylko miejscem izolacji. Będziemy obserwować działania samorządu łódzkiego w sprawie przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Być może ten projekt stanie się dobrym przykładem dla innych samorządów.

wiadomosci.gazeta.pl z dnia 27 marca 2006 r.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #40 dnia: Kwiecień 04, 2006, 09:42:12 pm »
Ośrodek wsparcia dla ofiar przemocy

Dzienny ośrodek wsparcia ofiarom przemocy w rodzinie uruchamia Caritas Diecezji Radomskiej. Placówka, finansowana ze środków gminnych, rozpocznie działalność jeszcze w tym miesiącu.
 
W tym roku na działalność ośrodka przeznaczono 90 tysięcy złotych. Placówka będzie finansowana z gminnego programu profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych. Kilka dni temu rozstrzygnięto konkurs ofert na wspieranie zadań z tego zakresu. Oferta Caritas była jedyną. - Mogliśmy sami prowadzić ten ośrodek, jednak wybraliśmy ofertę Caritas. Była ona doskonale przygotowana pod względem merytorycznym. Ponadto współpraca z Caritasem od wielu lat jest bardzo zadowalająca - powiedziała Elwira Skoczek, dyrektor wydziału zdrowia i polityki społecznej urzędu miejskiego w Radomiu. Dyrektor radomskiej Caritas ks. Radosław Walerowicz poinformował, że ośrodek będzie pomagał głównie kobietom, które są ofiarami przemocy rodzinnej. - Zjawisko to rodzi wielkie spustoszenie, nawet jeśli sprawca zostanie odsunięty od ofiary to i tak tym kobietom potrzebna jest specjalistyczna pomoc. My ją zaoferowaliśmy - podkreślił ks. Walerowicz. W ośrodku będą pracowali m.in. psycholog, pedagog, prawnik i psychoterapeuta. Będzie się on mieścił w siedzibie Caritas przy ulicy Kościelnej w Radomiu.

W ubiegłym roku do Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Radomiu wpłynęło ok. 1,5 tys. spraw związanych z przemocą w rodzinie, z czego 200 dotyczyło przypadków z okolic miasta. Dyrektor placówki Włodzimierz Wolski mówi, że niemożliwe jest dokładne zdiagnozowanie tego zjawiska, dopóki nie zostanie przerwana zmowa milczenia. Nowa ustawa z listopada ubiegłego roku o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zobowiązuje gminy do tworzenia własnego programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie, prowadzenia poradnictwa i interwencji, prowadzenia gminnych ośrodków wsparcia dla rodzin dotkniętych przemocą. Podobne zadania nałożono na powiaty.

http://ww6.tvp.pl/837,20060403323284.strona
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #41 dnia: Maj 05, 2006, 04:21:05 pm »
Przemoc w rodzinie

Jeśli jej doświadczasz lub jesteś jej świadkiem, nie bądź bierna! To przestępstwo zagrożone karą.

Urszula Nowakowska prawniczka i dyrektorka Centrum Praw Kobiet:

Problem ten jest wciąż w Polsce uznawany za wstydliwy lub mało istotny. Na szczęście, wiele się zmienia: przemoc domową w swoim małżeństwie ujawniła niedawno w dramatycznym wywiadzie aktorka Anna Samusionek. Poniżania i agresji w rodzinie absolutnie nie wolno przemilczać! Nagłaśnianie wypadków przemocy domowej uczula na ten problem policję, prokuraturę i sądy oraz świadków: sąsiadów ofiar, ich przyjaciół, rodzinę, pedagogów. Bez ich pomocy ofiary nie są bowiem w stanie wykorzystać przepisów prawa, które ma zapobiegać przemocy.

nie tylko margines
Słowo "przemoc" najczęściej kojarzy się ze środowiskiem tzw. marginesu społecznego. To jednak mylący stereotyp. W istocie przemoc jest demokratyczna: dotyczy ludzi biednych i bogatych, wykształconych i niewyedukowanych. Jej motorem bywają narkotyki i alkohol, ale często nie ma ona nic wspólnego z tymi nałogami, które czasami są wykorzystywane jako usprawiedliwienie: "to nie ja, to alkohol".

jesteś ofiarą?

1 przerwij łańcuch przemocy


Reaguj jak najszybciej! Nie bagatelizuj nawet najmniejszych jej przejawów, np. zakazu spotykania się z bliskimi, wymachiwania pięściami przed nosem. Godzenie się z tym sprawia, że sprawca czuje się bezkarny, a to często powoduje eskalację przemocy.

2 szukaj wsparcia

W rodzinie, wśród przyjaciół, sąsiadów. Izolacja to sojusznik sprawcy! Mówiąc o tym, możesz też zyskać ewentualnych świadków, na wypadek gdyby sprawa znalazła finał w sądzie. Jeśli nie możesz liczyć na znane ci osoby, poszukaj wsparcia w instytucjach: uzyskasz tam wsparcie psychologiczne i prawne.

3 gromadź dowody przemocy

Jeśli zostałaś pobita, zrób obdukcję. Nie musi to być płatna obdukcja potwierdzona na piśmie przez lekarza sądowego; lekarz rodzinny ma obowiązek wpisania do twojej dokumentacji lekarskiej informacji o obrażeniach. Może ona również służyć za dowód w sądzie. Zabezpiecz dowody rzeczowe, np. porwane ubrania, a w wypadku gwałtu, ślady spermy na odzieży lub ciele. Jeśli nie masz dowodów, nie jesteś przegrana; sprawa może trafić do sądu też na podstawie twojego zeznania wspartego opinią psychologa.

4 wezwij policję

W sytuacji, gdy doświadczasz przemocy, policja ma obowiązek przyjechać z interwencją (art. 1 ust. 2 pkt 1 Ustawy o policji). Zgodnie z zarządzeniem Komendanta Głównego Policji, funkcjonariusze muszą sporządzić notatkę służbową (tzw. niebieską kartę) na temat zajścia. Gdy tego nie robią, domagaj się, by spełnili obowiązek, a gdyby to nie pomogło, spisz ich nazwiska oraz numery służbowe i powiadom komisariat. Sprawca przemocy jest agresywny? Masz prawo domagać się od policji jego zatrzymania (na 48 godzin; art. 15 ust. 1 pkt 3 ww. ustawy)!

5 zawiadom policję

o popełnieniu przestępstwa Policja ma obowiązek wszczęcia postępowania w twojej sprawie, jeśli istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. Będziesz wtedy przesłuchana w charakterze świadka--pokrzywdzonej. Sprawca może zostać tymczasowo aresztowany. Zgodnie z nową Ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z 29 lipca 2005 r., zamiast aresztu można zastosować dozór policyjny, pod warunkiem jednak, że sprawca opuści mieszkanie, które zajmował wspólnie z pokrzywdzoną osobą.

jesteś świadkiem?

reaguj!


Przemoc w rodzinie to nie sprawa prywatna, to przestępstwo. Bądź wsparciem dla osoby prześladowanej. Niech wie, że ma na kogo liczyć (gdzie uciec, kogo wezwać na świadka, w razie sprawy sądowej). Gdy trzeba, wezwij policję.

zawiadom policję

Złóż w komisariacie zawiadomienie o przestępstwie albo poproś o pomoc organizację zajmującą się przeciwdziałaniem przemocy (patrz wyżej).

zadbaj o własne bezpieczenstwo

Jeśli będziesz składać zeznania jako świadek, masz prawo prosić o utajnienie adresu (art. 191 § 3 kodeksu postępowania karnego), jeśli obawiasz się, że sprawca użyje wobec ciebie przemocy lub będzie ci groził. Masz uzasadnione obawy, że sprawca może zagrozić twemu życiu, zdrowiu, wolności lub mieniu, kiedy złożysz obciążające go zeznania? Możesz złożyć w sądzie lub prokuraturze wniosek o zachowanie w tajemnicy twojej tożsamości (art. 184 § 1 kpk).

tu znajdziesz wsparcie

* Centrum Praw Kobiet, tel. (022) 621 35 37, www.cpk.org.pl

* Niebieska Linia, Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie, tel. (0801) 12 00 02, www.niebieskalinia.pl

* lokalne i gminne organizaje pomagające ofiarom przemocy

oraz grupy wsparcia (szukaj na stronach www.oska.org.pl

i www.rownystatus.gov.pl)

* gminne ośrodki pomocy społecznej (namiary na nie otrzymasz w Urzędzie Gminy).

Samo Zdrowie 11/2005
Zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #42 dnia: Maj 16, 2006, 11:23:56 pm »
Klaps, szybka droga donikąd
Z Barbarą Smolińską, psychoterapeutką, rozmawia Magda Rodak 09-05-2006

Bicie dzieci jest najmniej skuteczną metodą wychowawczą. A jednocześnie najczęściej stosowaną.

Cytuj
Co Pani sądzi o opinii, że dziecka nie należy bić w złości, tylko na spokojnie? To budzi mój ogromny protest i oburzenie. Dużo łatwiej mi zrozumieć tych, którzy czasem w złości dadzą dziecku klapsa - tym rodzicom chciałabym powiedzieć, by nie dramatyzowali. Nie musimy dziecka przepraszać za to przez rok. Trzeba umieć sobie pewne rzeczy wybaczać - jeśli na co dzień jestem w miarę przytomnym rodzicem, kocham swoje dziecko, spędzam z nim czas, bawię się, to nawet jeśli dałam mu klapsa, mogę przejść nad tym do porządku dziennego.

Natomiast bicie bez emocji, jako kara, jest dla mnie po prostu okrutne. Mam pacjentów, którzy w ten sposób byli bici w dzieciństwie i muszą długo korzystać z terapii, żeby sobie z tym poradzić. To bardzo psychicznie uszkadza dziecko, bo najbliższa osoba daje sprzeczny przekaz: "Kocham cię i dlatego cię biję".

Cytuj
Co powinni zrobić rodzice, którzy widzą, że coraz częściej rozwiązują konflikty za pomocą klapsów?

Zastanowić się nad swoją historią rodzinną. Nie wszyscy rodzice, którzy sami w dzieciństwie byli bici, biją, ale ci, którzy biją, niemal zawsze byli bici. Czasem potrzebna jest refleksja nad życiem bieżącym. Może


Cała Polska bije dzieci
Fundacja dzieci Niczyje 12-05-2006

Niewielu jest rodziców, którzy nigdy nie uderzyli swojego dziecka. Badania socjologiczne - odkąd skala problemu złego traktowania dzieci przez rodziców jest w Polsce diagnozowana, a więc od początku lat 90. - pokazują, że zdecydowana większość, ponad 80% rodziców przyznaje się do stosowania różnych form przemocy fizycznej wobec swoich dzieci
Cytuj
Musimy też pomóc rodzicom. Często biją dzieci, bo są bezradni wobec trudności, które wiążą się z rolą ojca i matki. Nie wiedzą, co zrobić, kiedy małe dziecko ciągle płacze, jest nieznośne, a starsze słabo się uczy, pyskuje i zaczyna palić papierosy. Przytłoczeni poczuciem odpowiedzialności za swoje dziecko biją, bo wierzą w skuteczność kar fizycznych, ale także dlatego, że nie znają alternatyw. Stres i niepowodzenia sprawiają, że są niecierpliwi, nerwowi, muszą odreagować. Biją też dlatego, że tak trudno o wsparcie i pomoc w sytuacjach, gdy rodzicom brakuje umiejętności i wiedzy, jak radzić sobie z wyzwaniami wychowania dzieci.

dr Monika Sajkowska, dyrektor Fundacji dzieci Niczyje
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #43 dnia: Maj 29, 2006, 09:11:28 am »
Musimy walczyć z narastającą agresją

Krzysztof Nowak (46 l.), aspirant, członek rady ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie, Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych

- W żadnym wypadku nie możemy zgadzać się na przemoc i agresję.

Musimy reagować, bo brak reakcji oznacza, że dajemy stuprocentowe przyzwolenie.

Jeśli za ścianą słyszymy krzyki albo widzimy, że na ulicy ktoś kogoś bije, reagujmy. Jeśli jesteśmy ofiarami przemocy w domu, to pamiętajmy, że im więcej osób będzie wiedziało o naszym problemie, tym więcej uzyskamy wsparcia.

Powiadommy policję, straż miejską, opiekę społeczną, skorzystajmy z poradni i grup wsparcia. Sprawcę, który znęca się psychicznie czy fizycznie, można postawić przed sądem i skazać. Ofiary przemocy i dzieci, które są jej świadkami, powinny być pod opieką psychologa, bo w późniejszym życiu mogą podświadomie uważać, że np. to normalne, że tata bije mamę. Przemoc należy uciąć już w momencie, gdy przyjmuje postać słownego obrażania. Brak reakcji będzie powodował narastanie agresji.

Zdarzają się jednak sytuacje, w których bezpieczniej nie przeciwstawiać się czynnie przemocy. Czasem lepiej poddać się bandytom i oddać im np. telefon. Nie warto stracić zdrowia, a nawet życia dla paru groszy. Można natomiast zacząć głośno krzyczeć i uciekać. Oczywiście każdy akt przemocy trzeba zgłosić policji.

autor: not. Łukasz Krajewski
Super Express



Powiedziałam w końcu - dość!
Nasze nowe grzechy główne

Grażyna Lange (40 l.) nigdy nie zapomni, jak mąż rzucił ją na ziemię i skakał po niej. Cudem przeżyła. I wtedy powiedziała dość! Uciekła z dziećmi od kata.

Kobieta, z którą rozmawiam, ma 40 lat, ale wygląda na co najmniej 50. - Mąż wykończył mnie fizycznie i psychicznie - mówi ze smutkiem.

Pił i bił
Zaczęło się trzy lata po ślubie. - Pił coraz więcej i wszczynał awantury - opowiada Grażyna. - Z byle powodu byłam kurwą, szmatą, ździrą - dodaje. To był dopiero początek. Niedługo potem zaczęła obrywać pięściami w twarz i dostawać kopniaki w brzuch. Za wszystko. Mimo to nie znajdowała w sobie dość siły, żeby odejść od oprawcy. - Byłam z nim ze względu na dzieci, a poza tym bałam się go - tłumaczy Grażyna. Doszło do tego, że wychodziła z dziećmi na ulicę i żebrała o pieniądze na wódkę dla męża. - Nie miałam wyjścia, inaczej by mnie skatował - mówi ze łzami w oczach. - Zresztą i tak dostawałam, moją głową uderzał o drzwi, potem zakrwawiona zjeżdżałam po ścianie w dół.

Uwierzyła, że się zmienił

W końcu nie wytrzymała i uciekła z dziećmi, ale on błagał, żeby wróciła. Obiecywał, że się zmieni. Uwierzyła. Było dobrze... przez trzy miesiące. Potem sytuacja wróciła "do normy". Zaczął ją dusić, wykrzykiwać, że się puszcza. Razy nie omijały też dzieci - dwuletnie bliźniaczki Ala i Natalka nieraz miały siniaki. Trzej starsi synowie (6-letni Krzysio, 10-letni Wiktor i 11-letni Paweł) obrywali po twarzy z otwartej dłoni.

Uciekła jak najdalej

Kiedy po kolejnym biciu Grażyna znalazła się w szpitalu, lekarz złapał się za głowę. Złamane żebro, siniak na siniaku. Wtedy powiedziała dosyć! Męża zamknęli na 24 godziny, a ona spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i uciekła. Od niespełna roku jest w domu samotnej matki "Bajka" w Warszawie, 500 km od kata. Wystąpiła o rozwód. Tylko tęskni za synami, którzy są w rodzinie zastępczej. - Przez niego, bo nakłamał sądowi, że to ja znęcam się nad dziećmi - płacze Grażyna. - Będę o nie walczyć, chcę, żeby miały normalne życie. Ja już do niego nie wrócę! Niech żadna kobieta nie godzi się na takie traktowanie!

Jesteś ofiarą lub świadkiem przemocy?
Dzwoń pod te numery:

"Niebieska Linia"
Ogólnopolskie Pogotowie
dla Ofiar Przemocy w Rodzinie:

0-22 666-00-60
od poniedziałku do piątku w godz. 10.00-14.00 (płatny)ĘĘ

0-801-12-00-02
(płatny pierwszy impuls)

od poniedziałku do soboty: 11.00-21.00,
niedziele i święta: 10.00-16.00.

W pogotowiu "Niebieska Linia" są również telefoniczne dyżury prawnika:

0-22 666-28-50
(połączenie płatne) w poniedziałki 19.00-21.00, w środy 18.00-22.00.

Jeśli jesteś ofiarą lub świadkiem przemocy ulicznej: napadu, rozboju, bójki dzwoń na pogotowie policji

997 lub 112 (z tel. komórkowego)

autor: Agata Rowińska  
Super Express
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #44 dnia: Czerwiec 06, 2006, 10:28:48 pm »
Mąż mnie nigdy nie uderzył

 Magdalena Grzebałkowska

Załatwiałam się przy otwartych drzwiach do łazienki. "Masz jakieś tajemnice przede mną?" - pytał, gdy chciałam się zamknąć

Skontaktowały nas kobiety z forum internetowego Przemoc w Rodzinie. Mąż Marioli głodził ją i synka. Na ich oczach jadł obfite obiady. Im nie wolno było nic tknąć z lodówki. Żądał, żeby się sami utrzymywali, ale nie pozwalał Marioli iść do pracy.

Kontrolował jej życie. Dzwonił z pracy co dwie godziny, żeby sprawdzić, czy nie wyszła z domu.

- Dlaczego nie podkradała pani mężowi jedzenia dla syna? Nie zgłosiła sprawy na policję? Nikomu nic nie powiedziała? Co na to wasze rodziny? - nie rozumiałam.

Wciskała głowę między chude ramiona. Tłumaczyła się cicho, jękliwie. Że mąż ma znajomości na policji. Że nie umie kraść z jego lodówki, zresztą już podbiera mu cukier do herbaty dla dziecka. Że jej matka jest chora, a teściowa jej nie lubi.

Wkurzała mnie swoją dziecinną bezradnością. Raz chciała odejść od męża, a potem przy nim zostać, bo w końcu jej nie bije. Szukała taniego mieszkania, a jak znalazła, odrzuciła ofertę, bo miało brudne ściany. Szła do sądu podać męża o alimenty, ale zawracała spod drzwi. W każdej ofercie pomocy szukała dziury. Była jak pies z przetrąconą łapą, który skamle o pomoc i jednocześnie ucieka.

- Klasyczna ofiara przemocy psychicznej - powiedział Krzysztof Sarzała, szef Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku. - Jej historia jest nudna i męcząca. Ludzie uważają, że nie powinna narzekać, skoro mąż jej nie bije, albo natychmiast odejść od niego.

Zaczęłam szukać innych ofiar molestowania psychicznego. Nie było to łatwe, kampanie społeczne nauczyły już nas, że złem jest bicie. Ale przemoc psychiczna? Wymysły!

Usuwałam mu z drogi przeszkody

Karolina, lat 36. Mężatka od 11 lat, syn. Mieszka na wsi, na granicy z dużym miastem, w południowej Polsce. Studiuje marketing i zarządzanie. Zaocznie. Wcześniej skończyła kurs księgowych. Jeszcze wcześniej wieczorowe liceum. Na początku była krawcową po zawodówce. Mąż jest tylko po samochodowej zawodówce. Potrafi samodzielnie złożyć i rozłożyć każde auto.

- Widziałam kiedyś żółwia na wystawie zwierząt morskich w Gdyni. Był wielki i tkwił w małym szklanym domku. Nawet nie mógł się obrócić. Tylko walił łebkiem o ściankę. Ze mną było tak samo. Po każdej awanturze miotałam się jak ten żółw w akwarium.

A wie pani, że myślałam o sobie, że jestem wariatką? Nawet poszłam do psychologa. Dwa lata temu. No bo miałam niby normalny dom, pracującego męża, grzeczne dziecko, a czułam wściekłość i bezsilność. Psycholog nie chciał mnie jako pacjentki. Powiedział, że nie zajmuje się sprawami z zazdrosnymi mężami w tle.

Ale rok później te awantury się nasiliły. Mąż zaczął na mnie pluć, popychać, niszczył moje rzeczy. Śmiesznie brzmi, prawda?

A jak śmiesznie wygląda, gdy dorosły facet zbiera ślinę i spluwa na swoją żonę, która próbuje się przed nim zamknąć w łazience. A można było boki zrywać ze sceny, jak starałam się nie słuchać jego gadania. Wzięłam ołówki, siadłam w kącie i zaczęłam rysować. Udawałam, że go nie ma. Że jest malutki i zaraz zniknie. Wyrwał mi pudełko z ołówkami i, wrzeszcząc, próbował złamać. Ale tylko pogiął, bo było z metalu.

- I pani jeszcze z nim jest? - dziwię się.

- Odeszłabym - mówi. - Ale rok temu wykupiliśmy mieszkanie. Teraz jest też moje. Zrobiliśmy remont łazienki. Na ścianach namalowałam szlaczki w muszelki. Nie umiem tego zostawić, iść na poniewierkę. Cały czas wierzę, że mąż się zmieni. Może inaczej by było, gdyby podniósł na mnie rękę.

Poznaliśmy się 16 lat temu. Ja miałam 19 lat, on 23. Był męski, dobrze zbudowany, milczący, miał białego "malucha", kręcone włosy i cel w życiu - lepsze auto. Zakochałam się. On też. Kiedy przyszła teściowa dowiedziała się, że choruję na cukrzycę, kazała mu zerwać ze mną: "Co, kalekę se na łeb bierzesz? A kto cię obsłuży?". I zerwał. Ale potem błagał, żebym wróciła, kwiaty nosił.

Moje koleżanki przedrzeźniał, że są "Ach! Och!". Nie polubił mojego szwagra, o kolegów był zazdrosny. Ucięłam z nimi kontakty. Planowałam z nim życie, więc usuwałam z drogi to, co się mojemu przyszłemu mężowi nie podobało. On miał tylko jednego kolegę, ale nigdy mi go nie przedstawił.

Wpadliśmy po pięciu latach. Wesele huczne, wymarzony diadem na głowie, jego beżowy garnitur wciąż wisi w szafie. Zamieszkaliśmy w mieszkaniu po jego wujku, w naszej wsi. Chciałam być jak jego matka. Idealna kura domowa, która pierze, sprząta gotuje, szykuje rano skarpetki mężowi, a wieczorem mu je ściąga. Pełna obsługa, jakby miała manekin obok siebie.

- Pozwoli mi pani spotkać się z mężem? - pytam.

- Oj, nie. Przykro mi, ale nie. Gdyby on wiedział, że rozmawiam z panią, wściekłby się, może by mnie pobił nawet? Nie chcę ryzykować. Ja panią bardzo proszę, żeby pani nawet nie pisała, co to za większe miasto, koło którego mieszkaliśmy. Obiecuje pani?

Nie dawałam mu powodów do zazdrości

Agata, lat 47, mężatka od 18 lat, bezdzietna, prawniczka, bezrobotna. Zadbana. Z Warszawy. Ma futro z norek, yorkshire teriera Fubu. Mąż to bogaty adwokat. Ma srebrne bmw z podgrzewanymi siedzeniami i łysinę.

- Pierwszy sygnał był w miesiąc po naszym poznaniu. Spóźniłam się na randkę 15 minut. Powiedział, że nie spodziewał się tego po mnie, że on dla mnie zrobiłby przecież wszystko, że jeśli mam kogoś innego, to on się usunie. Ale jak mi na nim nie zależy, to on się zabije. Wszedł na jezdnię, chciał się kłaść pod nadjeżdżające auta. Absurd, prawda? A ja, zamiast popukać się w głowę, zaczęłam go błagać o przebaczenie.

Miałam się tym wtedy - tą aferą ze spóźnieniem - jakoś szczególnie przejmować? Zdawało mi się po prostu, że on mnie strasznie kocha.

Na czwartym roku rzuciłam prawo. "Po co ci dalsza nauka, i tak dobrej pracy nie znajdziesz. Ja nas utrzymam" - perswadował. Zgodziłam się. On poszedł na aplikację adwokacką, ja siedziałam w domu. Miał odziedziczyć po ojcu kancelarię, budowaliśmy dom pod miastem. La dolce vita. Sardynki i dezodorant Fa z Peweksu miałam, kożuszek z Turcji, wakacje w Jugosławii, serwis w różyczki na dwanaście osób z NRD.

Sesje (tak je nazwałam) zaczęły się krótko po ślubie, pod koniec lat 80. Któregoś dnia mąż ni stąd, ni zowąd mówił: "Dlaczego spojrzałaś na tego faceta w restauracji? Dlaczego? Zdradzasz mnie z nim? Tak? Dlaczego? Wyszłaś do toalety, puściłaś do niego oko, widziałem, ty suko". I był przy tym opanowany, spokojny, nie tracił wątku, jakby w sądzie dowód przeprowadzał. Ja nie pamiętałam żadnego faceta, a on: "Dlaczego mi to robisz? Czemu taka jesteś? Zła jesteś, wiesz? Co ty mi robisz, dziewczyno? Jak możesz taka być?". Te pytania mogły trwać po sześć godzin. Szalałam z rozpaczy, wyłam, waliłam głową w ścianę, gryzłam palce. Tłumaczyłam, że nie znam żadnego faceta. Czułam się jak taki pluszowy miś wypruty z trocin. Gdy byłam na granicy szaleństwa, mąż przytulał mnie, szliśmy na spacer, kupował mi loda, zabierał do łóżka. Nadal go kochałam. I wiem, że on mnie kochał. Ale dziś myślę, że robił mi pranie mózgu. Chyba nieświadomie, prawda?

Żyłam w ciągłym napięciu, odgadywałam w lot jego nastroje, rozładowywałam niewidzialne złe humorki, rozśmieszałam, gdy tylko marszczył czoło. Sesje i tak się powtarzały. Coraz częściej. Z różnych powodów. Bywałam niewdzięczną suką, bo przypaliłam obiad, na który on zarobił. Kretynką, bo nie podobał mi się film. Dnem, gdy oblałam sukienkę od niego.

Ale kiedy nie było źle, było dobrze.

Karał mnie i miał rację

Mariola, lat 34. Mężatka od 12 lat, syn. Skończyła podstawówkę ze słabymi ocenami. Ale ma ładny charakter pisma. Zawodówki handlowej nie ukończyła. Przed zamążpójściem marzyła o podróżowaniu. Ale do tej pory jeszcze nigdy nie wyjechała poza miasto. Mąż, tapicer z zawodu, pracuje w firmie produkującej części do samochodów.

- Jeszcze w grudniu ubiegłego roku uważałam, że mąż ma zawsze rację. Stałam nad zlewem, obierałam dwa ostatnie ziemniaki na obiad dla siebie i syna. Kiwałam się z płaczu, bo dziecko było głodne, ale nadal myślałam, że skoro mąż nas głodzi, to chce mnie za coś ukarać. I widocznie należy mi się. Myślałam, że to może kara za moje nieposłuszeństwo. Bo obcięłam sobie grzywkę. Sama, nożyczkami, w łazience. Mąż uważa, że każda kobieta, która dba o siebie, to dziwka.

Synek zapytał wtedy, czy może wziąć mandarynkę. Stały w misie takiej na stole. Szły święta, to mandarynkowy czas. Nie pozwolił mu. Wtedy przyszło mi do głowy, że on jednak źle postępuje. Ale nic nie powiedziałam. Co miałam powiedzieć? To były jego owoce.

Mój tata zostawił nas, jak byłam w czwartej klasie. Mama zawsze potem mi powtarzała: "Niechby pił, niechby bił, byle był". Poszłam do handlówki zawodowej, żeby jak najszybciej usamodzielnić się i odejść z domu. Jak poznałam męża, miałam 16 lat. On miał 19 i mieszkanie na starówce. Wyniosłam się do niego rok później. W trzeciej klasie rzuciłam szkołę. "I dobrze, będziesz miała więcej czasu dla mnie" - powiedział mi przyszły mąż. Sam był tapicerem po zawodówce. To dobry zawód. Zawsze się znajdą wersalki do obicia.

Zakazał mi nosić miniówki i obcasy, bo inni patrzą. Miałam się nie malować, nie nosić biżuterii, bo celowo kuszę mężczyzn. Mieć czarne włosy i pozostać chudą, bo takie lubi. Odtąd sam wybierał mi ubrania i fryzury (gładkie, długie, bez grzywki). Jasne dla mnie było, że robi to wszystko z miłości do mnie i chce mojego dobra. Podobało mi się to. Nawet bardzo.

Czasem mówi do niej Misiaczku

- Dlaczego te kobiety dają tak sobą manipulować? Dlaczego nie uciekną? - pytam Krzysztofa Sarzałę, szefa gdańskiego Centrum Interwencji Kryzysowej prowadzonego przez PCK.

- Nie ma nic gorszego niż rada: "Spakuj się i odejdź" - mówi Krzysztof Sarzała. - Wiele kobiet jest totalnie uzależnionych od swoich mężczyzn. Mają dzieci, żadnych środków do życia, pozrywały kontakty z rodzinami i znajomymi. Problem finansowy jest dla nich nie do rozwiązania. Mogą przyjść do naszego hostelu, ale się nie decydują. Większość z nich liczy wciąż, że ich mężowie się zmienią.

Żadne statystyki dotyczące przemocy nie oddają prawdy o molestowaniu psychicznym. Ofiary przemocy przeważnie nie zgłaszają tego nigdzie.

- A jeśli już przyjdą do nas, to na przykład dlatego, że mąż jest alkoholikiem - dodaje Krzysztof Sarzała. - Więc wpisujemy powód zgłoszenia: alkoholizm. A to czubek góry lodowej, bo pod spodem kłębi się przemoc fizyczna i psychiczna.

Przemoc psychiczna to dręczenie, nękanie swojej ofiary. Odarcie jej z intymności, przestrzeni osobistej, wspomnień, niezależności.

Według prawa o przemocy w ogóle można mówić wtedy, gdy trwa dłuższy czas, powtarza się, jest zwyczajem w związku. Dotyczy to także przemocy psychicznej.

- Ofiara przemocy to osoba, która nie potrafi sobie sama poradzić ze sprawcą - mówi szef gdańskiego OIK. - To, co się dzieje, przekracza jej zdolności zaradcze, jest zagubiona, nic nie rozumie, traci psychiczną równowagę.

Najgorsze jest to gadanie

Karolina (ta, na którą pluje mąż):

- Kiedy postanowiłam skończyć zaocznie liceum (sama uskładałam pieniądze), rzucił pogardliwie: "Matura za kiełbasę spod lady". Kiedy poszłam na kurs księgowych, był zły. Wściekł się, gdy rok temu zaczęłam studia. Sądzę, że mąż ma zaniżone poczucie własnej wartości i jest zazdrosny o mój rozwój. Podczas kłótni każe mi być cicho, bo jestem głupio mądra i odzywam się, jakbym miała coś do powiedzenia. Farby i sztalugi mi połamał, chciał zalać wodą komputer (synek go po prostu błagał, żeby tego nie robił), poprzecinał kable do modemu. Sam do klawiatury nie usiądzie (bo to "gówniane wynalazki"). Książki nie poczyta (bo "we łbie mieszają"). Gazety też nie (bo "łżą jak najęte").

Znalazłam pracę, gdy syn poszedł do przedszkola. Jestem księgową, a byłam sprzedawczynią w sklepie, kasjerką. Czasem musiałam zostać dłużej. Gdy wracałam, mąż milczał. Czułam napięcie. Zaczynał od czegoś błahego. Że mu nie nałożyłam kalafiora na talerz, tylko postawiłam w misce na stole. Rozkręcał się jak lokomotywa Tuwima. Mówił, że się puszczam z kolegami z pracy. Na dowód kazał pokazywać bilety autobusowe. Czytał daty z kasownika. Jeśli nie zgadzały się co do minuty z rozkładem jazdy (miał spisany), był to dla niego mój dowód zdrady. Mówił, że śledził mnie i nakręcił na kamerze, jak jestem z kochankiem. Krzyczałam: "Pokaż ten film!". Nie pokazał. Tylko mówił jak nakręcony: "Mam film, mam film".

Najgorsze jest gadanie. Staje w przejściu między kuchnią a pokojem i zaczyna mówić. Monotonnie, całe godziny. Zatykam uszy, uciekam do łazienki, śpiewam, staram się go nie zauważać. A on gada i idzie za mną, wyjmuje drzwi z zawiasów i zadaje wciąż jedno pytanie: "Dlaczego mi to robisz?". "Co ci robię!!! Co?!" - drę się do niego. Nie odpowiada, tylko wciąż pyta. Już wolę dni ciszy po awanturach.

Jak nie chcę go słuchać, grozi, że się zabije. Rzuca się po nóż, przykłada sobie do gardła, biegnie do wyjściowych drzwi, robi sceny. Mówi synkowi, że tatusia już więcej nie zobaczy, że mamusia ma innego tatę dla niego. Krzyczy, że mnie wykończy.

Wiele lat kryliśmy kłótnie przed teściową. Niedzielna msza, rosół, szarlotka. Idealna rodzina. Ale kiedyś ją wezwałam, gdy znów szedł z nożem do wyjścia. Sama nie miałam już siły. Przyszła. Nakrzyczała na mnie: "Co ty robisz mojemu synowi?!". Zakazała mówić komukolwiek o tym, co się dzieje w domu: "Brudy pierze się u siebie".

Poprosiłam sąsiadów o pomoc. Jakby usłyszeli wrzaski, mieli dzwonić po policję. Udawali, że nie słyszą. Poszłam na policję. Pytałam, co mam zrobić, gdy mąż łapie za nóż. "A obdukcję pani ma? Nie? To w czym problem" - powiedział dzielnicowy.

Życie jak w serialu

Agata (ta, która przechodzi "sesje" z mężem adwokatem):

- Czytał moje listy, przeszukiwał szuflady, grzebał w kieszeniach. Niech pani sobie wyobrazi, załatwiałam się przy otwartych drzwiach do łazienki. "Masz jakieś tajemnice przede mną?" - pytał, gdy chciałam się zamknąć. Nie wolno mi go było denerwować, nie mogłam płakać, śmiać się głośno. Jak to robiłam, mówił: "Znów zaczynasz, niewdzięczna kobieto".

Bałam się go i bałam się życia bez niego. Miałam dom, ogród, futro z norek, koronkową bieliznę. Ale nie mogłam opuszczać domu bez wiedzy męża. Zresztą dokąd bym poszła? Do lasu? Mieszkaliśmy kawałek za miastem, a ja nie miałam na bilety autobusowe. Mawiał: "Po co ci pieniądze, skoro nie robisz zakupów?". Mąż kupował wszystko - jedzenie, kosmetyki, ubrania. Mnie zostawiał co rano instrukcje. Na przykład: posprzątać kuchnię, wypielić chwasty, wydepilować nogi. A ja, gdy kroiłam mu chleb, myłam po nim wannę, prasowałam jego koszule, to bez przerwy marzyłam, że jeszcze będzie między nami dobrze.

Ale czułam, że to nie jest normalne życie. Uzbierałam kiedyś z drobnych dziesięć złotych. Pojechałam do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej po pomoc. Czułam się jak kretynka, w futrze, przed biurkiem urzędnika. Nie umiałam wytłumaczyć, o co mi chodzi. Jakiej pomocy potrzebuję. Wyszłam.

Pamiętam film z Julią Roberts. Ona ma męża, który ją kocha, ale wymaga od niej całkowitego posłuszeństwa. Wścieka się, gdy w szafkach kuchennych jest nieporządek. Dla niego bałaganem są kubeczki nieustawione uszkami w jedną stronę. Ona w końcu ucieka. Jak ja jej zazdrościłam.

- A pani dlaczego nie uciekła? - pytam.

- Dokąd? Za co? Proszę pani, życie to nie film.

Tylko plują na widok żon

W gdańskim Centrum Interwencji Kryzysowej pracuje się ze sprawcami przemocy fizycznej i psychicznej.

- Zaczęło się od próśb kobiet o rozmowy z mężami - wspomina Krzysztof Sarzała, szef CIK. - Mężowie niechętnie zgadzali się na wizyty. Często przychodzili tylko po to, żeby przekonać naszych ludzi do swoich racji. Mężczyznę i kobietę przydzielaliśmy innym opiekunom. On przychodził regularnie, ale ona zaczynała się wycofywać, znikać, coraz niechętniej się pojawiała.

- Jak to?

- Otóż mężowie kłamali żonom na temat rozmów w centrum. Mówili na przykład: "Widzisz, miałem rację! Nawet tam tak uważają". I kobiety w to wierzyły. Dlatego teraz działamy z dużo większą ostrożnością. Kobieta zawsze wie, o czym rozmawiamy z jej mężem. On nie wie nigdy. Sytuacja jest nierównoważna, bo on jest dla nas tylko drogą do niesienia jej pomocy.

- Czy sprawca przemocy psychicznej może zmienić się pod waszym wpływem?

- No, nie zmieniają się nagle w aniołki. Kobiety się cieszą, bo ich mężowie nie robią awantur z nożem w ręku, tylko plują na ich widok. To duża zmiana.

- Dlaczego taki człowiek nęka psychicznie bliską osobę?

- Część z nich ma naprawdę psychozy i zaburzenia. Tymi się nie zajmujemy. Ale inni znęcają się, bo chcą uzyskać posłuch w domu i mieć autorytet. Nie znają innej drogi niż krzywdzenie innych. Walą więc pięścią w stół, uzależniają swoje ofiary finansowo i psychicznie, uważają je za własność. Inni tracą wrażliwość. Nie byli tacy w dzieciństwie, dręczenie kogoś na początku sprawiało im trudność. Skrzywdzić kogoś pierwszy raz to duże przeżycie. Ale trening czyni mistrza, więc z czasem znieczulają się, znajdują nawet upodobanie w krzywdzeniu. Uważam też, że sprawcy przemocy psychicznej są wspierani przez lokalne społeczności, kulturę, bo nie znajdują potępienia.

Mówił, że już taki jest

Mariola (ta, którą mąż głodzi):

- Mąż nie chciał, żebym szła do pracy, bo na pewno bym się puściła z kochankiem. Nie pozwalał mi też spotykać się z koleżankami. Na początku naszego związku, kiedy szłam na spotkanie do kawiarni, śledził mnie, dosiadał się do nas do stolika. Potem straciłam kontakt z koleżankami. Miałam zajmować się domem. On przychodził z pracy, kładł się na wersalce, włączał telewizor. Nie robił w domu nic. Kiedyś dostałam ataku rwy kulszowej. Akurat syn zaczął raczkować. Czołgałam się po podłodze za dzieckiem. Pamiętam, że poprosiłam go wtedy, żeby zrobił małemu jeść. Wstał niechętnie, zrobił mleko. Ale umycie garnka przerosło go. Rzucił wszystko do zlewu. Jego ojciec w domu też nic nie robi. Ale tam rządzi teściowa. Teść to cichy człowiek, nie odzywa się.

Nasz syn ma 12 lat, zadaje pytania, zachęca do zabawy, chce się przytulać do ojca. Mąż tego nie lubi. Jak syn czegoś nie wie podczas odrabiania lekcji, mąż stuka go w głowę i mówi: "Ty durniu, półgłówku, idioto, cymbale". Ostatnio dzieciak dostał jedynkę. Mąż spakował wszystkie jego zabawki w worki i schował pod łóżkiem. Zostawił mu tylko książki i zeszyty. Syn się teraz nie bawi. Ale dziecka mąż nigdy nie uderzył. Krzyczał tylko i wymachiwał pasem, aż się dzieciak zsikał w majtki ze strachu. Nigdy razem nigdzie nie wyszli. Nigdy nie zabrał nas za miasto na wycieczkę. A jak wyjechał kiedyś sam, służbowo, dzwonił do domu co dwie godziny i pytał: "Co tak długo nie odbierałaś? Gzisz się w łóżku z gachem?".

Pracowałam jakiś czas. Byłam sprzedawczynią w sklepie spożywczym, przyjmowałam towar, nauczyłam się obsługi komputera. Za odłożone pieniądze wyremontowaliśmy kuchnię. Ale musiałam się zwolnić, nie zdążałam odbierać syna z przedszkola.

Jeszcze sześć lat temu jego pensja wystarczała nam na życie. Przychodziła na wspólne konto. Miałam z niej utrzymać dom, mąż miał zaskórniaki na swoje przyjemności. Kupił z nich komputer, telewizor, DVD. Przynosił do domu i zaznaczał, że to jego. Ja nie pracowałam, więc mnie się nic nie należało, bo byłam darmozjadem. Gdy pytałam, czy w takim razie mogę znaleźć pracę, mówił, że nie. Czemu nie? Bo nie.

Ceny rosły, a pensja męża nie. Przed pierwszą klasą synka, kiedy kupiłam mu podręczniki, zabrakło nam do pierwszego. Mąż uważał, że przepuszczam pieniądze. Myślałam, że pewnie ma rację. Rozliczałam się z każdej złotówki, czy pani wie, że opisywałam paragony?

I tak nie starczało. Cztery lata temu mąż zabrał mi kartę do bankomatu, przepisał konto na siebie i sam zaczął robić zakupy. Szedł do sklepu w sobotę. Kupował trochę bez sensu, jak to facet. Na przykład dużo mięsa i żadnej włoszczyzny. Jeden bochen chleba, kostkę masła i pięć koncentratów pomidorowych. Co miałam z tym robić? Gotowałam zupę na tydzień. Jak chleb kończył się w środę, do soboty już go nie kupił. "Żrecie za dużo, nie mam pieniędzy" - mówił.

- Głodził dziecko, a pani nic mu nie mówiła? - przerywam Marioli.

- Wierzyłam, że nie ma tych pieniędzy - odpowiada. - Skoro ja nie kłamię, czemu ktoś miałby mnie oszukiwać? Ja wtedy próbowałam to powiedzieć teściowej, nie chciała słuchać: "Wasze sprawy, nie wtrącam się". Moja mama uważała podobnie. Ona choruje od kilku lat na depresję. Nie interesuje jej świat zewnętrzny.

W listopadzie ubiegłego roku mąż odciął zupełnie pieniądze. On płacił za światło i czynsz. Kupował sobie jedzenie, a nam wydzielił półkę w lodówce. Udało mi się załapać sprzątanie na godzinę trzy razy w tygodniu. Akurat między jego telefonami, bo sprawdzał co dwie godziny czy jestem. Sprzedałam w lombardzie swoją biżuterię, kilka srebrnych pierścionków. Starczyło do grudnia.

Dużo poradników

Karolina postanowiła, że nie odejdzie. Jej mąż ma dobry kontakt z dzieckiem. Nie zmienił się, nadal jest zazdrosny i agresywny. Ale są dni, gdy ugotuje dla nich obiad (bo ona jest na zajęciach) i wieczorem idą na spacer. Karolina czyta bardzo dużo poradników psychologicznych.


Agata znalazła wsparcie i pomoc w jednym z Centrów Interwencji Kryzysowej w Polsce. Nie odeszła od męża.

Mariola zwracała się po pomoc do kuratora sądowego, ale odesłał ją z kwitkiem. W Unii Demokratycznej Kobiet dostała poradę, że za 200 zł może zrobić kurs opiekunek środowiskowych. W Centrum Interwencji Kryzysowej zaproponowano jej miejsce w hostelu, ale się nie zdecydowała. Znalazła pracę opiekunki do dziecka. Mąż się na to zgodził, gdy okazało się, że w szkole powinien płacić za obiady syna. Tydzień temu wynajęła mieszkanie na pół roku. Wyprowadza się.

Magdalena Grzebałkowska

Nie mów na mnie idiotka

   
   
ZOBACZ TAKŻE  
 

• Mąż mnie nigdy nie uderzył (06-06-06, 01:00)

 
 

 
 
 
 Zofia Milska-Wrzosińska, psycholog i psychoterapeuta 06-06-2006 , ostatnia aktualizacja 02-06-2006 19:57




Ludzie nie wierzą, że można znosić takie traktowanie. Mówią: "Jak możesz na to pozwalać? Czemu nie odejdziesz?". Nie rozumieją, jak dramatycznie trudno odejść od części siebie. Osoby uwikłane w układ psychicznej przemocy są mistrzami w kreowaniu uzasadnień własnej bierności i przyzwolenia. I nie chodzi o te najprostsze: gdzie pójdę... jest dobrym ojcem... zabiłby mnie chyba. Oto, co na głębszym, często podświadomym, poziomie mogą myśleć ofiary:

Byłabym złą, mściwą, wredną babą, gdybym zaczęła się sprzeciwiać. I to by było najgorsze, bo nie wolno być kimś takim - nienawiść zatruwa człowieka. Jak będę zawsze dobrą, kochającą żoną, to może on zrozumie, że zasługuję na lepsze traktowanie. Mój ojciec był dużo gorszy, a na starość, jak umierał, to mu się odmieniło.

Przysięgałam, że na dobre i na złe... I miałabym, ot tak, odejść, bo mi się ten model przestał podobać? Od krzyku i wyzwisk się nie umiera. I nie ma co przesadzać: przecież na co dzień jest dobry, tylko czasem ma zły humor, no to trzeba umieć wcześnie rozpoznać, po prostu schodzić z drogi i tyle. W końcu przecież nie bije, dba o mnie i dzieci. Nie róbmy z igły wideł.

Jest taki zazdrosny, bo mnie bardzo kocha i po prostu chce być ze mną jak najbliżej, mieć mnie całą dla siebie. Gdyby nie kochał, po co miałby tak dręczyć mnie i siebie? Ja przecież widzę, że on cierpi. Sam znacznie bardziej się swoim zachowaniem gryzie niż ja. Widzę to po nim, przecież znam go najlepiej. A jak człowiek żałuje, to nie można być zawziętą.

Ze wszystkich myśli obronnych stosowanych przez ofiary najbardziej nieprawdziwa jest ta, że od tego się nie umiera. Od wyzwisk, nękania i poniżania przez najbliższą osobę niezauważalnie, ale nieuchronnie umiera dusza - i sprawcy, i ofiary. Dlaczego ofiary tego nie czują, dlaczego mają potrzebę samooszukiwania?

Bo kiedyś ich - albo ich matek - godność została złamana. Doświadczyły, że dziewczynka, kobieta to ktoś gorszy, kto ma się podporządkować i nie ma dla niej innej drogi. Czasem są po swojemu dumne, że potrafią to znieść. Przecież najgorsze ze wszystkiego to być "złą kobietą".

Bo jest w nich głód miłości, a miłość zaborcza i wyłączna wydaje im się największym, najprawdziwszym zaangażowaniem. Sądzą, że tworzą wyjątkową parę, a krytyczni obserwatorzy nie mają pojęcia o tak głębokiej miłości, udręce i oddaniu.

Bo nie widzą granicy między sobą a człowiekiem, z którym się zbliżyły. Codziennie odczytują swoje uczucia i wartość z trwożliwie podglądanego wyrazu twarzy partnera. Nie mają oddzielnej woli, myśli, planów. Dobrze ilustruje to sformułowanie jednej z bohaterek reportażu: "Gdy pytałam, czy wobec tego mogę sobie znaleźć pracę..." Jej umysł został tak wytrenowany, że podległość stała się normą, autonomia - przejawem wrogości i demoralizacji.

Dlaczego wobec tego niektóre wychodzą z zaklętego kręgu? Dostrzegają (czasem w nagłym przebłysku), że są oddzielnymi osobami, które czują i myślą inaczej. Często źródłem takiego olśnienia są dzieci - kobiety nie widzą powodu, by walczyć o siebie ("dlaczego mam walczyć? walczy się z wrogiem, a nie z najbliższym człowiekiem"), ale dotyka je boleśnie stosunek partnera do dziecka i czują, że w tym jednym nie mogą się z ową "najbliższą" istotą utożsamić. W ten sposób po raz pierwszy doświadczają siebie jako oddzielnej osoby, nie we wszystkim stopionej z partnerem. Tak może zacząć się droga ku wyzwoleniu.

Oczywiście im później, tym trudniej. Wielokrotnie powtarzane zachowania stają się normą - kobiecie, która zawsze godziła się ze wszystkim, trudno jest nagle powiedzieć choćby: kochanie, nie przełączaj telewizora, przecież ja oglądam. Albo kupić inną gazetę, niż on zwykł czytywać. Zabielić zupę jogurtem, nie śmietaną. Zażądać pewnym głosem: "Nie mów na mnie idiotka". Albo nawet: "Nigdy więcej nie mów na mnie idiotka".

A jemu trudno po latach władzy absolutnej uwierzyć w to, co słyszy. Wpada w furię, szydzi, poniża. Ale kluczem do zmiany jest właśnie postawienie granicy: jestem oddzielną osobą, nie częścią ciebie, nie ze wszystkim się zgadzam i nie masz mocy, by zmusić mnie do tego, czego nie chcę.

PS Mowa tu była o kobietach ofiarach, ale bywają one też sprawcami przemocy psychicznej. Istnieją pary, gdzie to kobieta jest tyranem boleśnie poniżającym zależnego od niej emocjonalnie i finansowo, bezradnego, wyzutego z wszelkiej mocy mężczyznę.

Gazeta Wyborcza 3.06.2006r.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #45 dnia: Lipiec 05, 2006, 11:58:51 pm »
W wątku Prawo -dla nas

ALKOHOLIZM - Rodzina nie zmusi do leczenia
Cytuj
Poddanie się leczeniu, także odwykowemu, musi być dobrowolną decyzją chorego.Jedynym wyjątkiem od tej zasady jest sądowy nakaz leczenia wydany na wniosek prokuratora lub gminnej komisji antyalkoholowej.
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26310
współuzależnienie: jak się uwolnić?
« Odpowiedź #46 dnia: Lipiec 11, 2006, 12:16:10 am »
współuzależnienie: jak się uwolnić?

Tak, jak inne nałogi, współuzależnienie to choroba emocji. To również niszcząca zależność od bliskiej osoby, która jest uzależniona. Wbrew obiegowej opinii, często współuzależnieni to dobrze wykształceni ludzie po studiach, w większości... kobiety.

Typowy scenariusz wygląda tak. Gdy wreszcie znękana żona alkoholika, matka narkomana, córka hazardzisty zbierze siły i odwagę, trafia do psychologa. Swoją opowieść najczęściej zaczyna od słów: "moje życie to koszmar. Chciałabym, aby on przestał pić, ćpać, grać". W czasie rozmowy nie tylko dowiaduje się, że nie jest w stanie pomóc osobie uzależnionej, ale przede wszystkim, żeby poczuć się znowu szczęśliwa, musi się wziąć za siebie. W reakcji, często pojawia się bunt, poczucie krzywdy, złość. No bo jak to? Ja, która tyle dla niego zrobiłam, tyle przez niego wycierpiałam, tak się poświęciłam, znowu coś muszę? Przecież to on jest chory! Taka osoba w czasie pierwszej rozmowy z psychologiem usłyszy prawdopodobnie, że cierpi na chorobę zwaną współuzależnieniem.

stale w napięciu

- Współuzależnienie to najprościej mówiąc, uzależnienie od osoby uzależnionej - tłumaczy psycholog i terapeutka uzależnień, Ewa Woydyłło. Takiej osobie wydaje się, że dba o dobro osoby uzależnionej i robi to z miłości, kiedy w rzeczywistości uwalnia ją od ponoszenia konsekwencji za swój nałóg. Co robi? Usprawiedliwia osobę uzależnioną w pracy i w szkole, tłumaczy przed znajomymi, płaci jej długi, przejmuje jej obowiązki. Efekt takiej postawy jest przeciwny do zamierzonego: zamiast walczyć z uzależnieniem, pozwala, żeby się panoszyło. Ale za takie zachowanie płaci się bardzo wysoką cenę, bo - współuzależnienie to życie w stanie przewlekłego stresu - mówi Bohdan Woronowicz, psychiatra i terapeuta uzależnień.

- Osoba współuzależniona jest stale napięta i ciągle stara się zmienić funkcjonowanie osoby uzależnionej, co się nie udaje - dodaje.

W miarę, jak współuzależnienie postępuje, mogą pojawić się depresja, zaburzenia psychosomatyczne, a nawet myśli samobójcze. Zanim osoba współuzależniona zdąży się zorientować, jej własne życie wymyka się z rąk i staje się jedynie reakcją na to, co dzieje się z bliskim, uzależnionym. Pije, czy nie pije? Ćpa, czy nie ćpa? Gra, czy nie gra? Kłamie, czy mówi prawdę? Każdy dzień to wielka niewiadoma. Własne problemy i sprawy schodzą na drugi plan.

wrodzone, nabyte?

Współuzależnienie nie jest niczyją winą. Nikt się z tym nie rodzi. Często spotyka ono właśnie tych, którzy są wrażliwi, kochają zbyt mocno, dbają przede wszystkim o innych i pozbawieni są elementarnej troski o siebie. Tak jak inne uzależnienia, jest nazywane "chorobą emocji",

bo największe koszta, jakie ponoszą osoby współuzależnione, dotyczą uczuć. Pojawia się chaos emocjonalny, brak umiejętności oceniania własnych uczuć, potrzeb i chęci, skłonność do manipulacji.

Cechy współuzależnienia mogą pojawić się wcześnie, w dzieciństwie u osoby, która wychowuje się w rodzinie alkoholowej, albo w związku z osobą uzależnioną. Mechanizm współuzależnienia kształtuje się przez lata. Pojawia się jako reakcja obronna na zachowanie osoby uzależnionej. Czasem pozwala przetrwać, ale częściej obraca się przeciwko osobie współuzależnionej i pozwala, żeby nałóg kwitł. Nie wszyscy, którzy wiążą się z uzależnionym partnerem, od razu popadają w uzależnienie. Są tacy, którzy potrafią uprzedzić chorobę i np. kończą związek, kiedy osoba uzależniona nie chce się leczyć, albo są na tyle odporni, że nie pozwalają, aby choroba partnera wpływała destrukcyjnie na ich własne życie. - Ale udaje się to niewielu - mówi Woronowicz.

współuzależnienie jest kobietą

Jak podają najnowsze badania, 90% kobiet tkwi w toksycznym związku z mężem alkoholikiem, podczas gdy 90% mężczyzn opuszcza żony alkoholiczki. To pokazuje, jaką pułapką staje się współuzależnienie dla kobiet. Kobietę wychowuje się w poczuciu, że jej wartość zależy od tego, czy posiada męża i jak dobrze funkcjonuje jej rodzina. To kobieta staje się "strażniczką domowego ogniska" i to ona bierze na siebie winę, jeśli ten układ się wreszcie posypie.Stąd, nawet kosztem własnego zdrowia i potrzeb, kobiecie łatwiej podtrzymywać krzywdzący dla niej układ. "Pije, bije, byle był" głosi popularne, ale jakże dramatyczne powiedzenie. Niestety, jest ono też prawdziwe. W Polsce dodatkowym czynnikiem, który często hamuje kobiety przed szukaniem pomocy, jest religia. Wierzącym kobietom znacznie trudniej ujawnić się z "rodzinną tajemnicą". Nie tylko wychodzą z założenia, że "rodzinnych brudów nie pierze się na zewnątrz", ale również, że swojego partnera muszą traktować z miłosierdziem i "nieść swój krzyż aż do grobowej deski". Na szczęście, w kościele jest coraz więcej księży, którzy specjalizują się w pracy z uzależnionymi i ich rodzinami, i tam również można zwrócić się o pomoc. Jak pisze w swoim eseju "Współuzależnienie: przejawy i sposoby przezwyciężania", ks. Marek Dziewiecki: "zadaniem doradcy duchowego jest wyjaśnienie, że odejście od osoby uzależnionej nie oznacza wycofania miłości. Jest bolesną koniecznością, formą dojrzałej miłości wobec osoby, która niszczy siebie i innych".

samo życie

42-letnia Marta jest żoną alkoholika od 15 lat. Mąż pije nałogowo od kiedy pamięta. Marta myślała, że kiedy urodzą się dzieci, on opamięta się i przestanie. Tak się nie stało. Stopniowo zaczął wpadać w dłuższe ciągi alkoholowe. Trzy lata temu stracił pracę. Od tej pory Marta utrzymuje dom i dwójkę dzieci. Jest strzępkiem nerwów. Nie rozmawia o tym z nikim, bo się wstydzi. Przed rodziną ukrywa fakt, że mąż stracił pracę z powodu picia. Cierpi na bezsenność, wysokie ciśnienie, często popada w apatię. Od męża nie chce odejść, bo twierdzi, że nadal go kocha i wierzy, że któregoś dnia ta miłość go wyleczy. W większości wypadków osoby współuzależnione są przekonane, że mają wpływ na to, co czuje i zrobi uzależniony. Wierzą, że swoją miłością wyleczą go z nałogu. Żyją nadzieją, tracą ją i znów odzyskują.

na karuzeli

Co świadczy o tym, że Marta jest współuzależniona? Obsesyjnie kontroluje męża: szuka go po okolicznych barach, przeszukuje jego kieszenie i szafkę, w poszukiwaniu alkoholu, a następnie go wylewa. Poddaje się rytmowi nałogu: kiedy mąż pije w ciągu, ona nie dba o regularne posiłki, tylko cała zalękniona czeka aż mąż przyjdzie do domu, skończy się awanturować i położy spać. Krzyczy na dzieci, zaniedbuje je, każe im być cicho, żeby nie drażnić ojca, karci je za złe oceny i drobne przewinienia. Kiedy mąż trzeźwieje, stara się jak najlepiej gotować, żeby mu się przypodobać, ładnie się ubiera, wyprzedza jego zachcianki. Marta od dawna przejęła na siebie wszystkie obowiązki domowe: nie tylko zarabia na dom, robi zakupy, sprząta i gotuje, załatwia też wszelkie sprawy urzędowe i związane ze szkołą. W imieniu męża, szuka dla niego pracy oraz spłaca jego długi. Na insynuacje, że powinna poszukać pomocy, oburza się, protestuje albo mówi, że poradzi sobie sama.

poplątane emocje

Emocjonalne życie Marty to zupełny chaos. Ona sama już dawno przestała się w tym orientować. Z jednej strony obwinia siebie o wszystko: o picie męża, o to, że jest złą żoną, niedobrą matką. Z drugiej, czuje złość w stosunku do męża, bezradność, wstyd i strach, które ukrywa. Czasem wydaje jej się, że kocha męża ponad wszystko (zwłaszcza, kiedy ten trzeźwieje i po raz kolejny obiecuje poprawę). Czasami z kolei myśli, że go nienawidzi. Nie wie, co czuje do dzieci. To zależy od tego, czy on pije, czy nie. Chciałaby żyć inaczej, ale nie potrafi. Wierzy w kilka rzeczy. Przede wszystkim w to, że gdyby on nie pił, ich życie byłoby sielanką. Że ona może sprawić, by on przestał pić, "ale widocznie źle się stara". I za to bez przerwy się karci. Jak wyglądają jej stosunki z innymi ludźmi? Już dawno przestały być szczere. Przed rodziną i przyjaciółmi Marta odgrywa jedno wielkie przedstawienie. "Jej mąż wcale nie jest alkoholikiem, tylko lubi sobie wypić, jak każdy polski mężczyzna". A co się stało z zainteresowaniami Marty? Ze śpiewem w chórze kościelnym? Z jej pracą, którą kiedyś tak lubiła? Z jej przyjemnościami? Nie ma na nie czasu, ani miejsca. Przecież musi pilnować męża.

konsekwencje

- Współuzależnienie to perfidna, postępująca i chroniczna choroba - mówi Ewa Woydyłło. - Gdy jej się nie leczy, poczucie własnej wartości może spaść do zera - dodaje. - Wynika to z przekonania, że jeżeli osoba uzależniona tak się wobec mnie zachowuje, to znaczy, że nie jestem nic warta. Osoba współuzależniona po latach takiego życia, skupia się tylko na tym, by przetrwać. Nie przeżywa szczęścia, nie potrafi go też dać. Staje się zgorzkniała, cierpi. Żyje w napięciu, bo obsesyjnie kontroluje osobę uzależnioną i stara się nie dopuścić, by ta ponosiła konsekwencje swoich zachowań - dodaje Woronowicz.

Na szczęście, jest w tej luksusowej sytuacji, że ma kogo obwiniać za swoją niedolę. Jednak okazuje się, że nawet gdy uzależniony partner umiera albo odchodzi, cierpienie osoby współuzależnionej wcale się nie kończy, ponieważ ona nauczyła się funkcjonować w roli ofiary.

- Taka osoba będzie nadal przyciągać ludzi, którzy będą ją wykorzystywać - mówi Ewa Woydyłło.

To jest tak silny mechanizm, że samemu trudno się z niego wyzwolić. Jego siłę pokazuje fakt, że ponad połowa żon alkoholików to córki alkoholików. Mimo że ta relacja je krzywdzi, decydują się na nią, bo znają mechanizmy życia z alkoholikiem.

szukanie pomocy


- Leczenie ze współuzależnienia polega na przywróceniu zdolności do wzięcia życia w swoje ręce i uwolnienia się od tej obsesji, a więc na zmianie konkretnych zachowań - mówi Bogdan Woronowicz. - Cóż z tego, że ja mam takiego męża, który niszczy wszystko wokół? Co mi z tego, że ja wiem, że to przez niego? Trzeba sobie przede wszystkim uświadomić, że jakość mojego życia zależy ode mnie - przypomina Ewa Woydyłło.

Melody Beattie, autorka książki "Koniec współuzależnienia", pisze: "Kiedy radzę współuzależnionym, żeby oderwali się od osoby, czy problemu, który pochłania ich wszystkie myśli i energię, to zdarza się nader często, że wzdragają się na samą myśl o tym".

oderwij się!


"Każdy odpowiada za siebie, nie potrafimy rozwiązać problemów innych, martwienie się ich sprawami nie pomaga" pisze Melody Beattie. Oderwanie się to, innymi słowy, po prostu zajęcie się swoimi sprawami i pozwolenie, aby osoba uzależniona zajęła się swoimi (w tym: konsekwencjami uzależnienia). To także przerwanie milczenia na temat choroby: trzeba wreszcie o niej powiedzieć dzieciom, rodzinie, znajomym. Oderwanie się to także porzucenie prób "leczenia" osoby uzależnionej na własną rękę. To nie znaczy, że w ten sposób przestajemy kochać. To oznacza tylko tyle, że nie pozwalamy, by uzależnienie dłużej niszczyło nasze życie. Oderwanie się to zajęcie się sobą: dbanie o zdrowie, o swoje zainteresowania, rozwój zawodowy. Można się tego nauczyć. Dzięki dobrej literaturze, terapii, mityngom. Najtrudniej zrobić pierwszy krok: przyznać się, że jesteś bezradna wobec uzależnienia, że nie chcesz i nie potrafisz dłużej tak żyć. Potem będzie tylko łatwiej.

postaw wreszcie ultimatum

NASZ EKSPERT Ewa Woydyłło, psycholog i terapeutka uzależnień

czy można uniknąć współuzależnienia?


Trzeba obciążać uzależnionego konsekwencjami jego uzależnienia. Spóźnił się do pracy? Niech się tłumaczy. Po raz kolejny nawala, bo ma kaca? Niech lekarz skieruje go do specjalisty, zamiast wypisywać fałszywe zwolnienie. Spłukał się w kasynie i nie ma na jedzenie? Niech zarobi, zamiast pożyczać. A żona co robi? Tłumaczy go, płaci długi, wyręcza w obowiązakach. Uzależniony sobie myśli: tym razem mi się udało, to dlaczego nie miałoby się udać następnym razem. Trzeba przerwać ten patologiczny cykl i być konsekwentnym. Jeśli mu zapowiadasz, że odejdziesz, jeśli nie przestanie pić, odejdź! Postaw mu ultimatum: albo zacznie się leczyć, albo wniesiesz pozew o rozwód. Jeżeli odmówi, zrób co zapowiedziałaś. To działa o wiele skuteczniej niż szantaż bez pokrycia, groźby, namowy i tłumaczenie.

co ma zrobić kobieta, która mówi: ja nie mogę tego zrobić, bo go kocham...?


Nie kocha go, jeśli mu wybacza, wierzy w jego słowa, udaje, że wszystko jest w porządku i... oszczędza pieniądze na pogrzeb, bo to wszystko do tego zmierza. Jeżeli naprawdę go kocha, to chyba zależy jej, żeby jak najszybciej zabrał się za leczenie, prawda? Nie chce, żeby po pijanemu wpadł pod pociąg, zaraził się HIV albo żeby go mafia ścigała za długi. Dlatego właśnie powinna powiedzieć: dość tego! Na pewno potrzeba wsparcia w takiej sytuacji, kogoś, kto by powiedział, jak się zachować i dodał siły. Taką pomoc można uzyskać w najbliższej poradni leczenia uzależnień. Albo pójść na mityng Al-anon dla współuzależnionych, gdzie ludzie przychodzą dzielić się siłą i nadzieją. Wielu z nich ma większe doświadczenie i sprawdziło na sobie rozmaite zachowania. To jest nieocenione źródło wsparcia.

dlaczego ta choroba jest tak podstępna?

Osoba, która żyje z uzależnionym przyzwyczaja się do tego stanu. Żyje od jednego pijaństwa do drugiego, od ćpania do ćpania, od grania do grania i w jakimś sensie nie wyobraża sobie, że może być inaczej. Jej życie staje się "bardzo atrakcyjne", ponieważ ciągle coś się dzieje. A to ją pobije, a to ją obrazi, a potem, kiedy otrzeźwieje, czołga się na kolanach i próbuje ją przebłagać, deklarując wielką miłość. Pojawiają się wielkie nadzieje, plany na przyszłość, miłość się odradza. A potem, bum, i znowu to samo. I tak w kółko. Ta emocjonalna huśtawka sama w sobie jest bardzo uzależniająca.

wielu współuzależnionych wierzy, że mogą wyleczyć bliską im osobę z nałogu...


Nie ma takiej możliwości! Uzależniony tylko wtedy zacznie się leczyć, jeśli straci coś lub kogoś dla siebie ważnego. Postępowanie charakterystyczne dla osób współuzależnionych tylko chroni jego nałóg. Osoba uzależniona nadal ma czysty dom, do którego może wrócić, ma co jeść, ma lojalną rodzinę i wie, że może sobie bezkarnie dalej pić czy ćpać. Co to za motywacja do leczenia? Żadna! Kiedy uzależniony zaczyna tracić ten komfort i odczuwa na własnej skórze przykre konsekwencje, jest szansa, że się obudzi.

załóżmy pozytywny scenariusz: uzależniony zaczyna się leczyć, a osoba współuzależniona ma poczucie straconych lat

Najważniejsze jest wybaczenie. Taka osoba powinna się znaleźć w jakimś neutralnym miejscu: w poradni, u psychoterapeuty, w grupie Al-anon. To może być nawet grupa zaufanych przyjaciółek. I ma się tam wyżalić. Powiedzieć, co ją bolało, o co ma żal, ile wycierpiała, ale potem zastanowić się też, co on może jej dać, niekoniecznie materialnego: to może być pomoc, wspólny wyjazd na wakacje, przejęcie obowiązków. To nie znaczy, że ona zapomni, co on jej zrobił, ale już będzie w stanie normalnie żyć, bez tej zadry w sercu. Wybaczeniu służy poczucie wdzięczności. Jeżeli uda się znaleźć coś, za co ona może mu być wdzięczna, będzie jej łatwiej. Ja zawsze powtarzam, że wybaczenie to jest coś, co się robi dla siebie. Daje wolność i otwiera drogę do szczęścia. Im bardziej ktoś pielęgnuje postawę ofiary, tym trudniej mu będzie odzyskać radość, choćby wszyscy byli trzeźwi.

gdzie po wsparcie

* Stowarzyszenie Grup Rodzinnych Al-Anon Wichrowe Wzgórze 32 c

61-670 Poznań, skr. pocztowa 14 tel. (0 61) 828 93 07

* Poradnia Terapii Uzależnienia i Współuzależnienia ul. Radzikowskiego 29 31-315 Kraków

tel. (0 12) 626 02 33, 501 192 180

* WOTUiW Przychodnia Terapii uzależnienia od alkoholu i współuzależnienia ul. Zakopiańska 37 80-142 Gdańsk tel. (0 58) 320 29 57, 301 51 32 faks 320 29 57

* Ośrodek Terapii Uzależnień IPiN ul. Sobieskiego 1/9 02-957 Warszawa tel. (0 22) 642 66 11, w. 453

* www.psychologia.edu.pl

(znajdziesz tu listę ośrodków zajmujących się leczeniem współuzależnienia w całym kraju; dostępny też słownik najważniejszych pojęć)

* www.parpa.pl (strona Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych)

* www.teczynki.pl (forum dyskusyjne prowadzone przez osoby współuzależnione)



Agnieszka Jucewicz
konsultacja Ewa Woydyłło
Samo Zdrowie 03. 2006

Na podanaj wyżej stronie  www.teczynki.pl  są 3 różne fora dot. współuzaleznienia, przemocy, alkoholizmu.

Wątek pokrewny
http://forum.darzycia.pl/topic,1483.htm
 FAS, RAD - Zespół Zaburzeń Więzi
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #47 dnia: Sierpień 01, 2006, 10:21:06 pm »
Policja będzie walczyć z przemocą w rodzinie

Szef policji Marek Bieńkowski chce, by policjanci w całym kraju zdecydowanie zwalczali przemoc w rodzinie. Ma to polegać m.in. na przekonywaniu ofiar "katów domowych", by składały obciążające ich zeznania, którą umożliwią zastosowanie aresztu.

Takie rozwiązania od kilku miesięcy stosuje policja w województwie warmińsko-mazurskim. Zdecydowane działania podjęto po tragedii, do której doszło w marcu w Stryjewie koło Biskupca. Mężczyzna w odwecie za zapowiedź rozwodu, podpalił pokój, w którym spała jego żona z córkami. Wcześniej zabarykadował drzwi, by nie mogły uciec - kobieta, dziewczynki i ich oprawca zginęli. Mężczyzna już wcześniej był karany za znęcanie się nad rodziną.

Jak wyjaśniła rzeczniczka warmińsko-mazurskiej policji Anna Siwek, obecnie podczas interwencji związanych z przemocą domową policjantom towarzyszy psycholog z centrum pomocy rodzinie. To on wspólnie z nimi ma przekonać kobietę do złożenia zeznań - tak by prokuratura mogła wystąpić o areszt dla oprawcy.

- Chodzi o to, by poszkodowana kobieta była zdecydowana w swoim postanowieniu. Potrzebna jest jej konsekwencja. Nasze działania prowadzą do tego, że nawet jeśli sąd nie stosuje aresztu, to wobec sprawców orzekany jest zakaz zbliżania się do członków rodziny - podkreśliła Siwek.

Teraz - zgodnie z zaleceniem komendanta głównego policji - ten sposób działania warmińsko-mazurskiej policji zostanie rozpowszechniony w całej Polsce. Jak podkreślił dyrektor biura komunikacji społecznej Komendy Głównej Policji Paweł Biedziak, powodem decyzji komendanta jest m.in. to, że - jak wynika z policyjnych statystyk - alkohol i przemoc domowa to nadal najczęstsze przyczyny zabójstw w Polsce.

- Chcemy, by policjanci konsekwentnie stosowali procedury związane z tzw. niebieskimi kartami (harmonogram postępowania policjanta w sytuacji zgłoszenia przemocy w rodzinie). By przekonywali ofiary przemocy domowej do takiej współpracy z organami ścigania, która umożliwi zebranie materiału dowodowego i wnioskowanie o areszt sprawcy - dodał.

W Polsce program "niebieskie karty" stosowany jest od 1999 r. Zgodnie z zawartymi w nich wytycznymi policjant ma m.in. pomóc ofierze w skontaktowaniu się z instytucjami, które mogą ją wesprzeć. Podczas interwencji wypełnia też specjalny formularz, który trafia następnie m.in. do dzielnicowego. To on później kontroluje, czy sytuacja się poprawiła, czy też nadal w danej rodzinie dochodzi do przemocy.

Od początku tego roku sądy w województwie warmińsko-mazurskim orzekły ponad 100 aresztów wobec sprawców przemocy domowej.

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #48 dnia: Sierpień 02, 2006, 12:07:24 am »
PRAWO RODZINNE
> rozporządzenie ministra pracy i polityki społecznej z 6 lipca zobowiązuje powiaty, aby przez 3 miesiące zapewniły schronienie ofiarom przemocy w rodzinie (DzU nr 127, poz. 890); opisaliśmy je na wczorajszej kolumnie "Nowe prawo" w tekście "Ofiarom domowego terroru pomoże powiat"

PRAWO RODZINNE Specjalistyczne ośrodki zapewnią ochronę, wsparcie i terapię

Ofiarom domowego terroru pomoże powiat

Powiatowe ośrodki mają zapewnić schronienie ofiarom przemocy w rodzinie na czas do trzech miesięcy.

Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z 29 lipca 2005 r. przewiduje udzielanie pomocy ofiarom domowego terroru. Wydane na jej podstawie rozporządzenie ministra pracy i polityki społecznej z 6 lipca 2006 r. (DzU nr 127, poz. 890) wyznacza standard podstawowych usług świadczonych przez specjalistyczne ośrodki wsparcia działające na szczeblu powiatu. Wyznacza także kierunki prowadzenia tzw. oddziaływań korekcyjno-edukacyjnych.

Przepisy te wejdą w życie 1 sierpnia.

Standardy usług określone są w trzech zakresach: interwencyjnym, potrzeb bytowych oraz terapeutyczno-wspomagającym. Dla przykładu: interwencje ośrodków wsparcia mają zapewniać schronienie ofiarom przemocy na czas do trzech miesięcy z możliwością przedłużenia w wypadkach uzasadnionych, ochronę przed osobami stosującymi przemoc, a także pomoc psychologiczną i medyczną. Jeśli chodzi o potrzeby bytowe, to ośrodek wsparcia ma w myśl rozporządzenia pomieścić nie więcej niż 30 osób w pomieszczeniach maksymalnie pięcioosobowych. Ponadto powinien posiadać takie pomieszczenia, jak pralnia, kuchnia czy łazienka. Ośrodek ma zapewniać pełne utrzymanie pensjonariuszy.

Jeśli chodzi o zakres terapeutyczno-wspomagający, to kompetencje ośrodka są scharakteryzowane bardzo ogólnie. Obejmują poradnictwo: medyczne, psychologiczne, prawne i socjalne. Ośrodek ma być gotowy do opracowywania diagnozy rodziny i indywidualnego planu pomocy konkretnej ofierze, powinien też prowadzić terapię indywidualną i grupową. Ma zapewniać pomoc medyczną.
Działania korekcyjno-edukacyjne są skierowane do stosujących przemoc. Mają ich odwieść od tego oraz rozwinąć umiejętności samokontroli i współżycia w rodzinie. Oddziaływań tych nie prowadzi się w ośrodkach wsparcia dla ofiar przemocy. Osoby stosujące przemoc, u których stwierdzono uzależnienie od alkoholu lub innych środków odurzających, w pierwszej kolejności kierowane są na terapię uzależnienia.

Michał Kaleta
Rzeczpospolita 31.07.06 Nr 177

Dziennik Ustaw z 2006 r.  Nr 127  poz. 890
ROZPORZĄDZENIE MINISTRA PRACY I POLITYKI SPOŁECZNEJ1) z dnia 6 lipca 2006 r.
w sprawie standardu podstawowych usług świadczonych przez specjalistyczne ośrodki wsparcia dla ofiar przemocy w rodzinie, a także szczegółowych kierunków prowadzenia oddziaływań korekcyjno-edukacyjnych (Dz. U. z dnia 17 lipca 2006 r.)

Na podstawie art. 5 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy
w rodzinie (Dz. U. Nr 180, poz. 1493) zarządza się, co następuje:

Vide Niebieska linia w dziale Strony polecane
http://forum.darzycia.pl/topic,6148.htm
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Przemoc -akty prawne, pomoc
« Odpowiedź #49 dnia: Sierpień 02, 2006, 12:33:07 pm »
Śmierć w wyniku domowej kłótni
 
72-letni mężczyzna i 64-letnia kobieta z Lipnicy Wielkiej na Sądecczyźnie ponieśli śmierć najprawdopodobniej w wyniku ran zadanych sobie w trakcie domowej kłótni.

Policja wyjaśnia okoliczności zgonu małżeństwa - podała w niedzielę rzeczniczka policji w Nowym Sączu, Beata Froehlich.

Do tragedii doszło w piątek, w domu położonym w dość odludnej okolicy. Przy życiu pozostała w nim tylko 94-letnia, częściowo sparaliżowana matka kobiety. Staruszce udało się wezwać pomoc dopiero w niedzielę.

Przywołała ona mężczyznę, który - w drodze na niedzielne nabożeństwo - przechodził obok samotnie stojącego domu. Przez okno w suterenie zobaczył on zwłoki 72-letniego mieszkańca domu. Na parterze, w łóżku, leżało ciało martwej kobiety. Mężczyzna zawiadomił policję.

94-letnia mieszkanka domu zeznała policjantom, że w piątek słyszała kłótnię i odgłosy szamotaniny między córką a zięciem, dobiegające z sutereny. Po pewnym czasie córka, pokrwawiona, z ranami ciętymi dłoni wróciła na parter i położyła się do łóżka. Tam - jak wstępnie ustaliła policja - zmarła w wyniku wykrwawienia.

Ustalono też, że od kilku lat małżeństwo było skłócone i nie mieszkało ze sobą. Mężczyzna zajmował suterenę, a jego żona wraz ze swoją matką - parter budynku.

- Prokurator i biegły lekarz sądowy ustalają na miejscu szczegóły tragedii. Wstępnie wykluczono udział w niej osób trzecich - powiedziała Beata Froehlich.



interia
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach