Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Usługi detektywistyczne tylko  ze sprawdzonym biurem Detektyw Warszawa polecamy tego detektywa.

Autor Wątek: Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)  (Przeczytany 360869 razy)

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26308
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #150 dnia: Październik 17, 2006, 07:48:56 am »
Będą walczyć o Nagrodę im. Marka Grechuty

W samo południe w Krakowie pożegnamy wielkiego pieśniarza

Dzisiaj o godzinie 12 na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, w Alei Zasłużonych pochowany zostanie Marek Grechuta.

Przyjaciele zmarłego przed tygodniem artysty zdecydowali, że od przyszłego roku uczestnicy Studenckiego Festiwalu Piosenki walczyć będą o nagrodę imienia swojego wielkiego mistrza - Marka Grechuty.

- To wyróżnienie będzie niosło naszą pamięć o Marku i Jego twórczości. Chcemy także, żeby w ten sposób młodzi twórcy czuli się zobowiązani do podtrzymywania wysokiego poziomu konkursu - mówi Jan Wołek, pieśniarz, wieloletni przyjaciel zmarłego artysty.

Jeszcze dzisiaj artyści biorący udział w festiwalu i ci, którzy przyjechali do Krakowa złożyć hołd zmarłemu, spotkają się w klubie Pod Jaszczurami. Tam, dzięki "Nocnym Zaduszkom" ponownie rozbrzmiewać będą najpiękniejsze utwory krakowskiego muzyka.
autor: Paulina Jakubowska  
zródło


Wpomnienia -długie
Nagle wypiął białe żagle
Wojciech Staszewski 2006-10-16

Pierwsze rzędy w każdej sali okupują zauroczone Markiem Grechutą kobiety. Ale nic z tych rzeczy

Wiek XXI zastaje Marka Grechutę w białym domku na podkrakowskich wzgórzach. Rzadko stąd wychodzi. Kiedy w 2002 roku dostaje Fryderyka za całokształt twórczości, ledwo sunie do mikrofonu i dostaje owację na stojąco.

"Świecie nasz, świecie nasz,

Chcę być z Tobą w zmowie,

Z blaskiem twym, siłą twą,

Co mi dasz - odpowiedz!"
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #151 dnia: Październik 17, 2006, 11:18:39 am »
Grechuta pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim

- nat, PAP

Prezydent Lech Kaczyński przyznał Markowi Grechucie pośmiertnie Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Krzyż odebrała żona artysty przed dzisiejszą mszą żałobną za duszę zmarłego w Bazylice Mariackiej w Krakowie.

Artysta - piosenkarz, kompozytor i poeta - zmarł 9 października w Krakowie w wieku 61 lat. Jego trumna, przybrana białymi kwiatami, spoczywa na katafalku przed ołtarzem Wita Stwosza.

Msza za duszę Grechuty rozpoczęła się przed południem. Chwilę wcześniej Elżbieta Jakubiak, szefowa gabinetu prezydenta RP, wręczyła żonie piosenkarza Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Prezydent odznaczył artystę w uznaniu jego zasług dla kultury. Artyści Piwnicy pod Baranami odśpiewali pieśń 'Przychodzimy, odchodzimy'.

Do Bazyliki Mariackiej przybyła najbliższa rodzina Marka Grechuty - żona Danuta i syn Łukasz oraz przyjaciele, znajomi i wielbiciele twórczości. W bazylice są m.in. artyści Piwnicy pod Baranami, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Zbigniew Preisner i inni przedstawiciele świata kultury i nauki. Po mszy trumna z ciałem artysty przewieziona zostanie na Cmentarz Rakowicki, gdzie spocznie w Alei Zasłużonych.

oraz



Nagle wypiął białe żagle

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/51,53600,3688612.html?i=0
Foto

http://krakow.naszemiasto.pl/inne/specjalna_galeria/3886_4933.html
zbiór zdjęć z pogrzebu Marka Grechuty
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #152 dnia: Październik 17, 2006, 11:18:39 am »
Kraków żegna Marka Grechutę

O godz. 10 w Bazylice Mariackiej w Krakowie rozpoczęły się uroczystości żałobne ku czci Marka Grechuty.

Piosenkarza i kompozytora żegnają: rodzina - żona Danuta i syn Łukasz oraz przyjaciele i jego wielbiciele. W czasie nabożeństwa w Bazylice Mariackiej trumna, przybrana białymi kwiatami, spoczywa na katafalku przed ołtarzem Wita Stwosza. Artyści Piwnicy pod Baranami odśpiewali pieśń "Przychodzimy, odchodzimy".

- Marek Grechuta budował tęsknotę za dniami, których jeszcze nie znamy i miejscami, których nie znamy. Niósł ludziom radość i nadzieję - powiedział podczas mszy pogrzebowej ks. Stefan Misiniec, proboszcz parafii pw. Najświętszego Salwatora w Krakowie.

Ks. Misiniec cytował słowa piosenki Grechuty - "ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy". - W słowach tych ukryta jest głęboka intuicja i radość życia - powiedział duchowny. Odwołując się do tytułu ostatniej płyty artysty "Niezwykłe miejsca" pokreślił: "W tworzeniu tych miejsc Marek Grechuta miał udział, niosąc ludziom przesłanie nadziei. I z tym przesłaniem Kraków zostanie na zawsze".

Prezydent Lech Kaczyński przyznał Markowi Grechucie pośmiertnie Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski w uznaniu jego zasług dla kultury. Przed mszą żałobną odznaczenie wręczyła żonie artysty szefowa gabinetu prezydenta RP Elżbieta Jakubiak.

Marek Grechuta będzie pochowany w Alei Zasłużonych na krakowskim Cmentarzu Rakowickim.

Wieczorem miłośnicy twórczości Grechuty oraz artyści uczestniczący w 42. Studenckim Festiwalu Piosenki spotkają się w Klubie pod Jaszczurami, by wspominać zmarłego artystę i śpiewać jego piosenki.

Ostatnie pożegnanie artysty to spotkanie trzech pokoleń, które wychowały się na jego piosenkach. Na krakowskim Rynku z wielbicielami Marka Grechuty rozmawiał Maciej Grzyb

posłuchaj relacji audio

Marek Grechuta zmarł 9 października. W grudniu skończyłby 61 lat. Należał do grona najwybitniejszych polskich artystów XX wieku. Był piosenkarzem, pianistą, kompozytorem i aranżerem, poetą, a także malarzem.
interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26308
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #153 dnia: Październik 17, 2006, 03:15:58 pm »
Kraków: Grechuta pochowany w Alei Zasłużonych - zdjęcia




Kraków: Grechuta pochowany w Alei Zasłużonych
PAP2006-10-17

Marek Grechuta został we wtorek pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Ci, którzy towarzyszyli artyście w ostatniej drodze, składali na jego grobie kwiaty, głównie białe i czerwone róże.

Tysiące osób żegna we wtorek na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie Marka Grechutę. Podczas ceremonii pogrzebowej kompozytor, współzałożyciel zespołu Anawa Jan Kanty Pawluśkiewicz pożegnał swojego przyjaciela słowami wiersza Leszka Aleksandra Moczulskiego.

"Nas wielka cisza dziś dotyka, okryta bielą obłoków. Muzyka Twa nie ustanie, ze swoją zwiewną lekkością" - brzmiał fragment wiersza.

Obecny na uroczystości prezydent Krakowa Jacek Majchrowski mówił, że Marek Grechuta "był osobą, która swą twórczością uczyła miłości, pokory, wrażliwości i kultury". "Bez niego Kraków będzie innym miastem. Pustka, którą zostawił przez długie lata nie będzie wypełniona - mówił Majchrowski.

Marek Grechuta zmarł w Krakowie 9 października. Na jego pogrzeb, obok rodziny, artystów i przyjaciół m.in. z "Piwnicy Pod Baranami", przybyło kilka pokoleń słuchaczy jego piosenek.

zr

Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #154 dnia: Październik 17, 2006, 11:00:01 pm »
Ku czci Marka Grechuty-odsłuchajmy Ciszę (w mp3)
http://members.1012surfnet.at/mag.ludwig.gruber/MP3/Il%20Silenzio.mp3

Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline beszka

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 407
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #155 dnia: Październik 18, 2006, 10:15:23 am »
....ŻEGNAMY MONIKE (1987-2006)...
W nocy z piątku na sobotę (14 X 2006) w Warszawie w tragicznych okolicznościach zginęła nasza koleżanka, Monika Czarnota.

Monika w tym roku rozpoczęła studia na SGGW w Warszawie. Była stypendystką Fundacji od kilku lat. Pochodziła z Głubczyc w diecezji opolskiej.

Prosimy wszystkich o modlitwę w jej intencji oraz w intencji pogrążonej w żalobie rodziny i przyjaciół.

Na zawsze zachowamy ją w swoim sercu...

W imieniu stypendystów Fundacji DNT, RedAkcja

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #156 dnia: Październik 18, 2006, 10:39:39 am »
Przykro mi... :lzy:

"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #157 dnia: Październik 18, 2006, 12:24:26 pm »
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26308
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #158 dnia: Październik 18, 2006, 03:30:13 pm »
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline dana

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 580
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #159 dnia: Październik 18, 2006, 08:02:41 pm »
  • Smutne gdy tak mlody czlowiek odchodzi. :kw:
odrobinka miłości
Dana -mama Sary z ZD.5.lat.

Offline siersciuch

  • User z prawami do pisania
  • Aktywny Gadacz
  • *****
  • Wiadomości: 791
    • http://www.Kuba.2q.pl
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #160 dnia: Październik 19, 2006, 10:18:07 am »
pozdrawiamy - ewa i kubuś z zesp. Sotosa i niedosłuchem obustronnym - wspomnienia<10 lat> oraz Dawidkiem <2,5 roku>

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26308
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #161 dnia: Październik 31, 2006, 08:11:08 am »
Odeszli od nas

W tym roku pożegnaliśmy się z nimi na zawsze. Zostawili po sobie wspaniałe wspomnienia. Niektórzy z nich, jak Marek Grechuta - piękne piosenki, albo tak jak Hanka Bielicka pamięć o wspaniałej osobowości i wiarę, że do końca życia można mieć pogodę ducha.

W Dniu Wszystkich Świętych miejmy w pamięci nie tylko naszych najbliższych, którzy odeszli. Zapalmy świeczkę, choćby w sercu, tym znanym. Za medale, piosenki i piękne wspomnienia, które po sobie pozostawili.

Stanisław Lem (1921 - 27.06.2006)
Pisarz s.f. Napisał kilkadziesiąt tomów powieści, opowiadań i dramatów z tego gatunku. Jego książki przetłumaczono na 41 języków. Mawiano o nim, że jest nie tylko pisarzem, ale też mędrcem i wizjonerem.

Ofiary katastrofy w Katowicach
W dniu Wszystkich Świętych szefowie Międzynarodowych Targów Katowickich specjalnie otworzą boczną bramę prowadzącą w pobliże płyty, na której stała zawalona hala. Odsłonięta zostanie również tablica upamiętniająca 65 ofiar tragedii z 28 stycznia 2006 roku.

Ksiądz Jan Twardowski (1915 r. - 18.01.2006 r.)
Duszpasterz, myśliciel, eseista i poeta. Zwykł o sobie mówić - ksiądz piszący. A pisał i publikował od 1937 roku. Był najpopularniejszym przedstawicielem współczesnej liryki religijnej. "Spieszmy kochać ludzi, tak szybko odchodzą" - pisał. Nie ma chyba człowieka, do którego nie dotarło to przesłanie.

Marek Grechuta (1945 r. - 9.10.2006 r.)
Piosenkarz, poeta, kompozytor. Jeden z najwybitniejszych twórców lat 60., 70. i 80. Z wykształcenia architekt, jeszcze na studiach założył kabaret Anawa, który przekształcił się w zespół Anawa. Do jego najsłynniejszych utworów należą: "Tango Anawa", "Będziesz moją panią", "Korowód".

Anatol Lawina (1940 r. - 19.09.2006 r.)
Był publicystą. Pisał chętnie i zadziornie, nie oglądając się na żadne autorytety, tak we wspomnieniach zapamiętali go przyjaciele. Wcześniej był działaczem KOR-u i Solidarności. Po '89 roku trafił do NIK, gdzie m.in. nadzorował kontrolę w FOZZ. Prywatnie fascynowała go astrologia.

Ojciec Marcin Żelazek (1926 - 30.04.2006)
Zakonnik, werbista. Przez prawie pół wieku pracował wśród biednych i trędowatych w Indiach. Trafił tam zaraz po przyjęciu święceń kapłańskich w Rzymie. Początkowo pracował w Kesramal, potem w Peri nad Zatoką Bengalską. W 2002 roku był kandydatem do Pokojowej Nagrody Nobla.

Hanka Bielicka (1915 - 9.03.2006)
Aktorka. Widzowie zapamiętali ją przede wszystkim jako rozgadaną paniusię, Dziunię Pietrusińską. Bielicka związana była z warszawskimi teatrami i kabaretami, wystąpiła także w blisko 30 filmach. Nieodłącznym elementem jej stroju był kapelusz.

Jerzy Ficowski (1924- 9.05.2006)
Poeta i prozaik. Był wybitnym znawcą twórczości Brunona Szultza. Kochał też kulturę żydowską i cygańską. Pod koniec lat 40. przez trzy lata wędrował z taborem cygańskim. Jest autorem wielu popularnych piosenek, m.in. "Jadą wozy kolorowe taborami", którą śpiewała Maryla Rodowicz.

Prof. Józef Andrzej Gierowski (1922-19.02.2006)
Był wybitnym historykiem. Znawcą czasów nowożytnych, głównie saskich. Był miłośnikiem Śląska. Wykładał w Uniwersytecie Wrocławskim i Jagiellońskim. Po wydarzeniach marcowych 1968 roku ukrył dokumenty o represjach wobec studentów, obawiając się, by zbiory nie trafiły do SB.

Lucjan Kydryński (1929 - 9.09.2006)
Człowiek-instytucja: popularyzator i krytyk muzyczny, felietonista, znakomity konferansjer - wielokrotnie prowadził m.in. festiwale piosenki w Sopocie i Opolu oraz koncerty gwiazd zagranicznych. Mąż piosenkarki Haliny Kunickiej i ojciec dziennikarza muzycznego Marcina Kydryńskiego.

Renata Kossobudzka (1921- 9.10.2006)
Znana aktorka, na scenie zadebiutowała w 1946 roku i przez większość swojej kariery związana była z Teatrem Polskim w Warszawie. W kinie zagrała wiele epizodów i ról drugoplanowych. Na małym ekranie pojawiła się ostatni raz w tym roku w serialu "Niania".

Krzysztof Kołbasiuk (1952 - 3.03.2006)
Aktor. Znany przede wszystkim jako powstańczy poeta Łukasz Zbożny z serialu "Dom" oraz dr Adam Sulich z serialu "Na Wspólnej", Miał w dorobku wiele znakomitych ról drugoplanowych. Był też wybitnym aktorem dubbingowym.

Lidia Wysocka (1916 - 2.01.2006)
Aktorka i piosenkarka. Zadebiutowała w 1935 r. w komedii "Kochaj tylko mnie". Po wojnie zagrała w niewielu filmach - m.in. "Irena do domu" - poświęcając się karierze scenicznej. W 1956 roku założyła głośny kabaret "Wagabunda".

Igor Śmiałowski (wł. Smirnow) (1917 - 16.06.2006)
Aktor. Zadebiutował w wileńskim teatrze w 1940 roku. Po wojnie związany z teatrami w całej Polsce. Zagrał m.in. w serialach "Chłopi", "Lalka", "Stawka większa niż życie". Ostatnią jego rolą była postać hrabiego Alfreda Bizanca w serialu "Dom".

Stanisław Jopek (1935 r. - 1.08.2006 r.)
Wybitny tenor, od 1956 r. związany z Zespołem Pieśni i Tańca "Mazowsze". Jego głos i charyzma były rozpoznawane na całym świecie. Za wykonanie "Furmana" otrzymał tytuł Pierwszego Furmana Rzeczypospolitej. Ojciec skrzypaczki Patrycji i wokalistki Anny Marii.

Walek Dzedzej (13.12.1953 r. - 7.10.2006 r.)
Naprawdę nazywał się Lesław Danicki. Uznawany za pierwszego punka PRL-u, założyciel i lider pierwszego polskiego zespołu punkowego Walek Dzedzej Pank Band. W latach 80. wyjechał na stałe do Nowego Jorku i występował tam na ulicach Manhattanu, śpiewając własne utwory.

Kazimierz Klaudiusz Górski (1921 - 23.05.2006)
Piłkarz, wybitny trener piłkarski, selekcjoner reprezentacji Polski w latach 1970-76. Prezes PZPN w latach 1991-95, honorowy prezes 1995-2006.

Jako zawodnik występował w klubach lwowskich RKS, w Spartaku i Dynamo oraz w Legii Warszawa. Nosił pseudonim boiskowy Sarenka. W kadrze Polski wystąpił tylko raz - w roku 1948, w przegranym 0:8 meczu z Danią.

Kariera trenerska poprowadziła go przez Marymont, Legię, Lubliniankę, Gwardię Warszawa, ŁKS do reprezentacji juniorów i młodzieżowej aż do reprezentacji seniorów. Zdobył z nią największe trofea w historii polskiego futbolu: złoty i srebrny medal na IO w Monachium i Montrealu oraz 3. miejsce na mistrzostwach świata w RFN w roku 1974. Drużyna "Orłów Górskiego" przeszła nie tylko do historii, ale i do legendy polskiego sportu. Na przełomie lat 70. i 80. Kazimierz Górski prowadził kluby greckie: Panathinaikos, Olympiakos, Kastorię i Ethnikos, zdobywając z pierwszymi dwoma trzy tytuły mistrzowskie, co zapewniło mu w Helladzie niezwykłą popularność.

Do śmierci pan Kazio - jak nazywali go wszyscy - był wielkim autorytetem jako szkoleniowiec i jako człowiek, który nie miał wrogów. Na kilka miesięcy przed śmiercią został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Mieczysław Nowak (1936 - 17.05.2006)
Sztangista kat. piórkowej. Zdobywca 4 medali MŚ (w tym złoty w 1970 r.). Trzykrotny mistrz Europy (1965, 1966 i 1968). Brązowy medalista olimpijski w Tokio (1964). Po skończonym podejściu nie rzucał sztangi na pomost, lecz odkładał ją z szacunku dla żelaza.

Ireneusz Paliński (1932 - 9.07.2006)
Pierwszy polski mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów (1960, waga półciężka). Brązowy medalista igrzysk 1964 w kat. lekkociężkiej. Siedem razy bił rekordy świata, w trójboju i podrzucie. Sportowiec Polski 1961. Najstarszy z 7 braci ze wsi pod Ciechanowem.

Wacław Latocha (1936 - 27.04.2006)
Pierwszy polski medalista MŚ w kolarstwie torowym (srebro na 1 km w roku 1967). Dwukrotny olimpijczyk (1964 i 1968). Po zakończeniu kariery zawodnika był trenerem, głównie w Łodzi, z którą związany był całe życie, ale także w Orle Warszawa. Z wykształcenia - krawiec modelarz.

Roman Ogaza (1952 - 5.03.2006)
Napastnik reprezentacji w piłce nożnej (21 występów i 6 goli). Gracz klubów śląskich (do roku 1983) i francuskich (do 1991). We Francji zamieszkał na stałe i tam zmarł. Srebrny medalista olimpijski 1976 (zagrał w meczu 1/4 finału). Mistrz Polski 1980 w barwach Szombierek Bytom.

Teresa Ciepły (1937 - 8.03.2006)
Wybitna lekkoatletka. 3-krotna medalistka olimpijska na 4x100 m i 80 m przez płotki (w tym złoto na 4x100 m w 1964 r.). Dwa złote medale i brązowy na ME 1962. Honorowa obywatelka Bydgoszczy, gdzie osiadła w 1961 roku, po wyjściu za mąż za Olgierda Ciepłego, mistrza Europy w rzucie młotem.

Andrzej Skrzydlewski (1946 - 28.05.2006)
Zapaśnik stylu klasycznego. Brązowy medalista olimpijski 1976 w kat. 100 kg. Zdobywca dwóch brązowych medali MŚ oraz srebrnego i brązowego w ME (wszystko w latach 1972-76). Wyróżniał się ryzykownymi akcjami na macie. Prowadził firmę transportową w rodzinnym Ksawerowie k. Łodzi.
zr

Powspominajmy o naszych najbliższych >>>>[/b]

Pamiętajmy .....
Darowe Aniołki (*)
 Tatuś Wiktorka i Gabusi
» Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #162 dnia: Listopad 01, 2006, 01:53:30 pm »
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #163 dnia: Listopad 01, 2006, 02:47:37 pm »
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26308
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #164 dnia: Listopad 20, 2006, 10:00:40 am »
Aktor Zygmunt Bielawski nie żyje

Zmarł wybitny wrocławski aktor teatralny i filmowy Zygmunt Bielawski. Od 1963 roku był aktorem Teatru Polskiego we Wrocławiu, w latach 1992-1995 pełnił funkcję szefa artystycznego teatru w Jeleniej Górze.



Zagrał między innymi w filmowej trylogii Sylwestra Chęcińskiego "Sami Swoi", "Nie ma mocnych", "Kochaj albo rzuć". Stworzył wiele wybitnych kreacji teatralnych, między innymi w przedstawieniach Jarockiego i Lupy. Ostatnio występował w "Wiśniowym sadzie" Pawła Miśkiewicza.

Od wielu lat ciężko chorował, jednak - jak mówi dyrektor Teatru Polskiego Krzysztof Mieszkowski - dzielnie walczył z chorobą i bardzo chciał wrócić na scenę. 2 tygodnie temu rozpoczął próby do nowego spektaklu Agnieszki Olsten. Premiera miala się odbyć w lutym.

Zygmunt Bielawski miał 69 lat.


Kadr z filmu "Nie ma mocnych"
Rok: 1974


(*)(*)(*)
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #165 dnia: Listopad 26, 2006, 09:47:19 pm »
Wspomnienie o Ewie Pięcie
Niedawno, tuż przed Zaduszkami, TVP pokazała film dokumentalny Ewy Pięty "Jak motyl". Ze względu na późną porę i brak zapowiedzi w programie, zapewne niewielu telewidzom udało się go obejrzeć. Podwójna strata: zarówno ze względu na osobę bohatera filmu – Przemka - jak i postać reżyser Ewy Pięty.

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/16907
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #166 dnia: Listopad 26, 2006, 10:44:56 pm »
Reżyser Ewa Pięta zmarła w dniu 23 października 2006 r.

Kilka dni później setki ludzi, m. in. Przemek, uczestniczyło w jej pogrzebie na cmentarzu w Sulejówku. Przez jakiś tragiczny zbieg okoliczności jej film, poświęcony niepełnosprawnemu człowiekowi, już na zawsze pozostanie najlepszym i najbardziej znanym dziełem w jej dorobku twórczym. A przecież jeszcze tyle tematów miała w swoim notesie...

Może kiedyś będzie nam dane obejrzeć ten film.

Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26308
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #167 dnia: Listopad 26, 2006, 11:45:59 pm »

Cytuj
23 października 2006 roku odeszła od nas Ewa Pięta, jedna z najzdolniejszych i najwybitniejszych reżyserek filmowych młodego pokolenia. Miała zaledwie 38 lat (...)

Jej walka z chorobą trwała zaledwie pięć tygodni
.

  Zródło



Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #168 dnia: Listopad 28, 2006, 03:03:43 pm »
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #169 dnia: Listopad 29, 2006, 08:47:26 pm »
Zmarł Leon Niemczyk
 
Po długiej i ciężkiej chorobie zmarł łódzki aktor Leon Niemczyk. Przez blisko 50 lat kariery zagrał w ponad 400 filmach, także zagranicą.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3763143.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #170 dnia: Listopad 29, 2006, 09:02:50 pm »


Aktor Leon Niemczyk zmarł
 po południu w Warszawie - poinformował przyjaciel aktora, Krzysztof Wróblewski. Zmagał się z długą i ciężką chorobą.



Artysta był jednym z najwybitniejszych aktorów filmowych starszego pokolenia. Przez blisko 50 lat zagrał w około 150 filmach. Występował także za granicą, między innymi w Niemczech.

Na początku kariery pracował w Objazdowym Teatrze Komedii Muzycznej w Warszawie. W 1949 roku był z wiązany z Teatrem Wybrzeże w Gdańsku, a w latach 1950-53 z Teatrem Ziemi Pomorskiej w Bydgoszczy, następnie przez kilka lat z łódzkim Teatrem Powszechnym. Od 1979 roku pracował wyłącznie w filmie.

Przypominamy filmowe kreacje
Leona NiemczykaLeona Niemczyka


W 1998 na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi odsłonięto jego gwiazdę w nowo powstałej Alei Gwiazd. W 1999 roku otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. W 2002 roku, Leon Niemczyk odebrał Złotą Żabę dla polskiego aktora na Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych "Camerimage" w Łodzi.

Leon Niemczyk służył w 444 batalionie III Armii Pattona. W 1999 roku otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Mieszkał w Łodzi.

Znany był z zamiłowania do piłki nożnej - był zagorzałym kibicem Widzewa Łódź.

Zmarł po ciężkiej i długiej chorobie. Miał 83 lata.

Niemczyk był wiarygodny we wszystkim, co robił
http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/zmarl-leon-niemczyk,822510,2943
http://fakty.interia.pl/galerie/kraj/leon-niemczyk/zdjecie,322234,1
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26308
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #171 dnia: Listopad 29, 2006, 10:38:17 pm »
Wielki żal.....  :(

Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #172 dnia: Listopad 30, 2006, 10:55:09 am »
O ranyyy :lzy:  :lzy:  :lzy: Najlepsi Polscy artyści odchodzą :lzy:



Dla mnie odszedł ktoś szczególny....
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline siersciuch

  • User z prawami do pisania
  • Aktywny Gadacz
  • *****
  • Wiadomości: 791
    • http://www.Kuba.2q.pl
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #173 dnia: Listopad 30, 2006, 11:02:28 am »
wielka strata...
pozdrawiamy - ewa i kubuś z zesp. Sotosa i niedosłuchem obustronnym - wspomnienia<10 lat> oraz Dawidkiem <2,5 roku>

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #174 dnia: Grudzień 01, 2006, 02:43:40 pm »
Leon Niemczyk galeria zdjęć
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26308
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #175 dnia: Grudzień 06, 2006, 08:20:15 pm »
Na Starym Cmentarzu przy ulicy Ogrodowej w Łodzi odbędzie się pogrzeb Leona Niemczyka. Aktor zmarł po długiej chorobie w ubiegłą środę.
 
W ceremonii pogrzebowej mają uczestniczyć przyjaciele Niemczyka, przedstawiciele władz Łodzi i województwa łódzkiego.

Niemczyk miał 83 lata. W ciągu ponad 50-letniej kariery aktorskiej zagrał w ponad 400 filmach. Do jego najznakomitszych ról należą kreacje w "Nożu w wodzie" Romana Polańskiego i "Pociągu" Jerzego Kawalerowicza.

Aktor uznawany był za rekordzistę wśród polskich aktorów pod względem liczby zagranych ról.

Leon Niemczyk był aktywny zawodowo do końca życia.




zr
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26308
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #176 dnia: Grudzień 20, 2006, 08:00:47 am »
Danuta Rinn nie żyje

Wczoraj w Warszawie po długiej chorobie zmarła znana polska piosenkarka i aktorka Danuta Rinn. Miała 70 lat.



Danuta Rinn, właściwie Danuta Smykla, później jeszcze Danuta Czyżewska urodziła się 17 lipca 1936 w Krakowie. Studiowała na Wydziale Kompozycji krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej. W 1963 roku przeniosła się do Warszawy i rozpoczęła karierę piosenkarki. W roku następnym wyszła za mąż za Bogdana Czyżewskiego z którym śpiewała w duecie. Występowali ze znanymi polskimi big bandami. W 1974 roku ich małżeństwo się rozpadło, rozpoczęła wtedy solową karierę. Jej najbardziej znane utwory to "Na deptaku w Ciechocinku", "Gdyby choć raz" (oba z z Bogdanem Czyżewskim), "Tyle wdzięku", "Gdzie ci mężczyźni".

Jako aktorka grała w filmach od początku lat 70. np. "Zazdrość i medycyna", "Bilans kwartalny", "Doktor Murek", "Kariera Nikosia Dyzmy". Później często występowała w polskich serialach, między innymi: "Niania, Graczykowie, czyli Buła i spóła", "Samo życie", "Adam i Ewa".





Zmarła aktorka i piosenkarka Danuta Rinn
2006-12-20

W Warszawie zmarła piosenkarka Danuta Rinn. Miała 70 lat.



Dziennikarka muzyczna Maria Szabłowska, wspominając artystkę, podkreśliła jej wielki talent. Przypomniała też, że teksty pisali dla Danuty Rinn najwybitniejsi twórcy, między innymi Wojciech Młynarski czy też Jan Pietrzak, który napisał dla niej pamiętny utwór "Gdzie ci mężczyźni". W stanie wojennym zaangażowała się w śpiewanie piosenek patriotycznych.

Maria Szabłowska przypomniała, że Danuta Rinn była też aktorką, ale w młodości zdecydowała się pójść w kierunku śpiewu. Szabłowska dodała, że wiele osób na pewno pamięta ją jeszcze z duetu Rinn-Czyżewski. Bogdan Czyżewski był mężem artystki. Śpiewała z nim piosenki z raczej lekkiego repertuaru, dopiero po rozstaniu zmieniła repertuar.

Maria Szabłowska przypomniała, że Danuta Rinn była osobą o niewzykłej energii. W ostatnich latach, Danuta Rinn mieszkała w Domu Aktora w Skolimowie. Choć była już bardzo chora, wciąż myślała o zorganizowaniu kolejnych koncertów.





Danuta Rinn nie żyje
Księga kondolencyjna

(*)(*)(*)
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #177 dnia: Grudzień 20, 2006, 08:37:12 am »


Przykre :lzy:
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline karlabaran

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 374
    • http://www.karlabaran.bobasy.pl
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #178 dnia: Grudzień 20, 2006, 01:08:50 pm »
smutne ***
mama nicolki zd 2,5l

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #179 dnia: Grudzień 20, 2006, 11:07:30 pm »
Szkoda, wielka szkoda
odchodzą wspaniali artyści
a nowych/ młodych mniej i już nie ta klasa
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26308
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #180 dnia: Grudzień 23, 2006, 11:03:10 pm »
Teraz śpiewa w niebie
Ostatnia droga Danuty Rinn
Wczoraj na warszawskich Starych Powązkach tłumy ludzi pożegnały piosenkarkę Danutę Rinn ( 70 l.).


- Danusia poszła do nieba na Boże Narodzenie jako anioł ze skrzydłami - powiedział podczas mszy ksiądz Wiesław Niewęgłowski (65 l.), duszpasterz środowisk twórczych. - Kiedy odwiedziłem ją w ubiegły piątek w szpitalu, miałem nadzieję, że jeszcze trochę z nami zostanie. Ale decyzja Boga była jednak inna - wspominał ze smutkiem w głosie duchowny.
 - Żegnając ją, musimy pamiętać o wielkiej duchowej przemianie, jaka dokonała się w jej sercu - dodał.

W kościele św. Karola Boromeusza słuchał go tłum przyjaciół i wielbicieli znakomitej piosenkarki i aktorki. Jeszcze przed mszą św. rodzina Danuty Rinn otrzymała z rąk przedstawicielki Kancelarii Prezydenta Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski nadany jej przez Lecha Kaczyńskiego w 25. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Piosenkarka nie zdążyła go już odebrać...

W ostatniej drodze towarzyszyli Danucie Rinn m.in. Elżbieta Zającówna (48 l.), Jerzy Połomski (73 l.) i Krzysztof Kolberger (56 l.).

autor: PL
zr

Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline BasiaB

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 2721
    • http://www.michalek_b.republika.pl/index.html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #181 dnia: Grudzień 24, 2006, 08:55:11 am »
Basia - mama Michałka z ZD lat 15

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #182 dnia: Grudzień 24, 2006, 10:21:47 am »
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #183 dnia: Grudzień 27, 2006, 10:56:17 pm »


Danuta Rinn- galeria zdjęć
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #184 dnia: Grudzień 28, 2006, 12:32:23 pm »
Polski Internet pamięta swojego pioniera


Tomasz Kolbusz był współtwórcą internetowej rzeczywistości. Choć był bardzo skromnym człowiekiem, pozostawił swój ślad w Sieci. I ten ślad teraz odczytujemy, bo tekst został napisany wyłącznie na podstawie informacji o Tomku, znalezionych w Internecie.
W czwartek odszedł od nas na zawsze Tomasz Kolbusz, jeden z pionierów polskiego Internetu, współzałożyciel i długoletni prezes Onet.pl, ale przede wszystkim wspaniały Kolega i Przyjaciel, Człowiek wielkiego serca. Informacja o jego śmierci przyszła nagle w przedświąteczny, piątkowy wieczór.


więcej na :
onet.pl




Dzisiaj żegnamy Tomka Kolbusza



Tomasz Kolbusz


Dzisiaj pogrzeb Tomasza Kolbusza, jednego z pionierów polskiego Internetu.
O godzinie 12.00 na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie rozpoczął się pogrzeb Tomka Kolbusza.

Tomek zmarł nagle 21 grudnia. Był współtwórcą Onet.pl, wspaniałym Kolegą i Przyjacielem, Człowiekiem wielkiego serca. Na początku lat 90. był współzałożycielem i Prezesem Wydawnictwa Pascal, potem Wiceprezesem Zarządu Optimus Pascal (właściciela portalu Onet.pl), a od lipca 2000 do lipca 2004 – Prezesem Zarządu Onet.pl.



onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #185 dnia: Styczeń 23, 2007, 10:27:01 pm »
Zmarł Ryszard Kapuściński

Dziś w Warszawie w wieku 75 lat zmarł Ryszard Kapuściński. Informacje potwierdzili nam szpital oraz przyjaciele pisarza.

Zasłynął jako najbardziej znany polski pisarz-podróżnik i reportażysta. Pracował w "Polityce", "Kulturze", a także jako korespondent Polskiej Agencji Prasowej w Afryce, Ameryce Łacińskiej i Azji. Dokumentował m.in. upadek cesarstwa w Etiopii i Iranie.

Pracując w "Kulturze" w latach 1974-1980 Kapuściński bezustannie podróżował, kilkakrotnie był między innymi w Etiopii i Iranie. Z tych podróży powstały dwie książki, które przyniosły mu międzynarodowy rozgłos: "Cesarz" (1978) o świetności i upadku Hajle Sellasje w Etiopii i "Szachinszach" (1982) o dworze szacha Rezy Pahlawiego w Iranie. Obie otworzyły Kapuścińskiemu drogę na zachodni rynek czytelniczy. W superlatywach pisali o nim: John le Carre, Norman Mailer, Susan Sontag.

"Cesarz", "Heban", "Szachinszach" i inne jego książki dostępne są w bibliotekach na całym świecie. W 1986 r. pokazał swoje nieznane oblicze - czytelnicy poznali go jako dojrzałego poetę. Wydał tomik wierszy "Notes".

Był laureatem wielu prestiżowych nagród literackich, m.in. nagrody im. Dariusza Fikusa za rok 2004. Doktor honoris causa Uniwersytetów Jagiellońskiego i Gdańskiego, wybrany Dziennikarzem wieku przez swych kolegów w plebiscycie miesięcznika "PRESS". Łącznie otrzymał ponad 40 nagród i wyróżnień, jednak nie doczekał literackiego Nobla, do którego również był nominowany w 2006.

"Jeden Kapuściński wart jest tysiąca skamlących i fantazjujących gryzipiórków" - napisał Salman Rushdie. "Dzięki jego niezwykłemu połączeniu reportażu i sztuki stajemy wreszcie tak blisko tego, co Kapuściński nazywa niedającym się przekazać prawdziwym obrazem wojny".

źródło>>>
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Anna

  • User z prawami do pisania
  • Weteran
  • ******
  • Wiadomości: 4459
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #186 dnia: Styczeń 24, 2007, 08:10:16 pm »
Zmarła aktorka Krystyna Feldman



W swoim poznańskim mieszkaniu zmarła aktorka Krystyna Feldman - poinformowała dyrekcja Teatru Nowego. Była uważana za mistrzynię epizodów. Chociaż zawód aktorski uprawiała ponad 60 lat, swoją pierwszą główną rolę zagrała w dopiero w wieku 84 lat, w "Moim Nikiforze" Krzysztofa Krauzego.

Urodziła się w 1920 roku we Lwowie, w rodzinie aktorskiej. Debiutowała w 1937 roku we lwowskim Teatrze Miejskim. podczas okupacji była w Armii Krajowej. Po wojnie występowała m.in. w Katowicach, Jeleniej Górze i Szczecinie, najdłużej, bo 19 sezonów, grała w Łodzi, dokąd zaangażował ją Kazimierz Dejmek. W Poznaniu była od lat 70., najpierw w Teatrze Polskim, a od połowy lat 80. w Nowym.

Feldman była mistrzynią drugo- i trzecioplanowych ról charakterystycznych. Grała hrabiny ("Godzina Pąsowej Róży"), żebraczki ("Masarda"), pijaczki ("Nad rzeką, której nie ma"), nawet morderczynie (w serialu "Kapitan Sowa na tropie"). Popularność zdobyła dzięki roli babci w serialu "Świat według Kiepskich".

Wielką sławę i uznanie przyniosła jej dopiero główna rola w "Moim Nikiforze" Krauzego. Kiedy po premierze dziennikarze pytali ją, czy granie mężczyzny sprawia jej trudność, Feldman odpowiadała pytaniem na pytanie: - Czy nie mam tyle wyobraźni, żeby na dwie godziny przemienić się w mężczyznę?




Pani Krysia często bywała w moim mieście. Na moim osiedlu mieszka Jej siostra.
Często widywałam Ją (zawsze uśmiechniętą jak na zdjęciu), kiedy spacerowały po osiedlowych ulicach witane przez wszystkich sąsiadów.
To  była nie tylko wielka aktorka, ale i kochany dobry, wrażliwy człowiek.
Bardzo będze mi Jej brakowało. :(

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #187 dnia: Styczeń 25, 2007, 09:45:42 pm »
Krystyna Feldman na zdjęciach:

Krystyna Feldman


"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #188 dnia: Styczeń 29, 2007, 11:26:15 am »
Dziś żegnamy Krystynę Feldman

Znicze przed wejściem do teatru, kolejka osób chcących wpisać się do księgi kondolencyjnej, pomodlić się i złożyć kwiaty przy trumnie wystawionej w poniedziałek w foyer Teatru Nowego w Poznaniu - tak poznaniacy żegnają zmarłą 24 stycznia aktorkę Krystynę Feldman.

Prawie cała, kilkusetstronicowa księga kondolencyjna już została zapełniona wpisami.

"Zostaniesz w sercach naszych", "Byłaś Wielka", "Dlaczego ci, których kocham, muszą odchodzić", "To była kobieta, która nas wszystkich uszczęśliwiała" - można wyczytać w księdze.

Żałobnicy składają kwiaty, modlą się obok wystawionej trumny, a nawet czytają wiersze poświęcone aktorce.

- Mamy też zapowiedź, że przyjadą Łemkowie z Legnicy i Wrocławia, aby, jak sami mówią, śpiewem pożegnać "drugiego Nikifora" - powiedziała w poniedziałek Magdalena Biernacka z Teatru Nowego w Poznaniu.

Wystawienie trumny aktorki w Teatrze Nowym to początek uroczystości pogrzebowych. W poniedziałek o godzinie 11-tej odprawiona zostanie msza św. w intencji aktorki, w kościele ojców Dominikanów, a o 13:30 ciało Krystyny Feldman zostanie pochowane w Alei Zasłużonych cmentarza na Miłostowie.

Feldman zmarła w wieku 86 lat. Jako aktorka debiutowała w 1937 roku na scenie Teatru Miejskiego we Lwowie. W 1983 roku związała się na stałe z Teatrem Nowym w Poznaniu. W swoim dorobku ma ponad 60 ról telewizyjnych i filmowych. Sławę na świecie zdobyła dzięki tytułowej roli w filmie "Mój Nikifor" Krzysztofa Krauzego, za którą została nagrodzona wieloma prestiżowymi nagrodami krajowymi i międzynarodowymi.


interia.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26308
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #189 dnia: Styczeń 30, 2007, 07:54:16 am »
To smutne bardzo,do ostaniej chwili pracowała  :(
Cytuj
Żegnaj Babciu
Tłumy oddały hołd aktorce

Wczoraj w holu Teatru Nowego w Poznaniu przez kilka godzin była wystawiona trumna z ciałem Krystyny Feldman. Setki osób przyszło pożegnać aktorkę w miejscu, gdzie przez blisko 25 lat występowała na scenie.

- Poznań już nie będzie tym samym miastem - powtarzali wielbiciele. W księdze kondolencyjnej pojawiło się mnóstwo wpisów mieszkańców miasta, artystów i kolegów z pracy. - Dziękujemy pani Krysiu za życzliwość, spontaniczność, za uśmiech - pisali. Na pogrzeb przyjechała przyrodnia siostra artystki, Janina Mayer, z synami Andrzejem i Kristofem.

- Śmierć Krysi jest wielką stratą dla rodziny, ale również dla wszystkich, którzy byli z nią związani jako aktorką - powiedziała pani Janina. - To najsmutniejszy dzień w historii naszego teatru - dodał dyrektor teatru Janusz Wiśniewski. Spod ukochanego teatru artystki kondukt żałobny przeszedł do kościoła ojców Dominikanów, gdzie Krystyna Feldman regularnie pojawiała się na niedzielnych mszach.

Ciało artystki spoczęło w Alei Zasłużonych na poznańskim cmentarzu miłostowskim. W ostatniej drodze towarzyszyło jej ponad tysiąc osób. Zgodnie z życzeniem, Krystyna Feldman została pochowana w stroju z ostatniej sztuki, w której grała samą siebie. Przed budynkiem teatru poznaniacy cały czas zapalają znicze i składają kwiaty.

autor: Anna Furmanowska
zródło

Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Offline dziadek Janusz

  • User z prawami do pisania
  • Weteran
  • ******
  • Wiadomości: 3704
Tadeusz Nalepa nie żyje.
« Odpowiedź #190 dnia: Marzec 04, 2007, 06:49:27 pm »
Cytuj
Tadeusz Nalepa nie żyje

TVN24/wp.pl - dodane 22 minuty temu

Muzyk Tadeusz Nalepa nie żyje - dowiedziała się TVN 24. Były lider zespołu Breakout miał 64 lata. Jeden z najwybitniejszych polskich muzyków bluesowych i rockowych zmarł po długiej chorobie.


więcej w wp => Tadeusz Nalepa nie żyje


Tadeusz Nalepa - ojciec polskiego bluesa
Na krańcach zwątpienia zawsze pali się światło.
Janusz - dziadek Michałka, 4 latka z zD i Natalki, 1 rok

Offline dana

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 580
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #191 dnia: Marzec 04, 2007, 07:40:56 pm »
Smutne ze tak duzo wspanialych ludzi odchodzi.

No ale taka jest kolej naszego zycia. :cry:
odrobinka miłości
Dana -mama Sary z ZD.5.lat.

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #192 dnia: Marzec 04, 2007, 10:22:47 pm »
Tadeusz Nalepa ostatnio współpracował z grupą ze szczecińską grupą Free Blues Band miałam okazję być na ich występie - wielka strata,kolejny Wielki Talent odszedł.

"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline malgorzata

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 241
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #193 dnia: Marzec 05, 2007, 08:53:20 am »
(*) (*) (*)  :(

kasiape

  • Gość
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #194 dnia: Marzec 05, 2007, 12:42:06 pm »


dla Babci Gagi i Tadeusza Nelepy,
dziś jest także 10 rocznica śmierci Agnieszki Osieckiej...

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #195 dnia: Marzec 05, 2007, 03:34:27 pm »
Dla niego blues był muzyką

Jeden z najwybitniejszych polskich muzyków bluesowych, kompozytor, gitarzysta i wokalista Tadeusz Nalepa zmarł wczoraj po długiej chorobie, miał 64 lata. Poniżej zapis jednego z wywiadów z artystą.
Dla mnie blues to tylko muzyka. Jeżeli to ma oznaczać niechlujny ubiór, dziurawe buty, łażenie poknajpach i spijanie piwa z cudzych szklanek, to taki "styl życia" nigdy mnie nie interesował. Zresztą nie uważam siebie wyłącznie za muzyka bluesowego, raczej za muzyka rockowego, który dobrze gra bluesa - mówił Tadeusz Nalepa.


- Zgodzi się pan, że od wielu lat jazz i blues nie są w modzie, że płyty z jazzem i bluesem źle się sprzedają? Tak przynajmniej twierdzą analitycy rynku fonograficznego.

- To prawda. Płyty źle się sprzedają, mamy od lat problem z piractwem, zwłaszcza odkąd można ściągać nagrania przez Internet. Działka płytowa się kurczy, oczywiście można się wstrzelić, ale w jakiś muzyczny pop. Blues, jazz, teraz także rock zostają w tyle. Jednak są koncerty i wyjazdy zagraniczne. Ja daję rocznie około 20-25 koncertów (właśnie wróciłem z Kanady), poza tym także komponuję. Jakoś trzeba sobie radzić. W najgorszej sytuacji są początkujący muzycy.

- Pan miał szczęście stawiać pierwsze kroki w czasach, kiedy wyławiano młode talenty i ułatwiano im start. Stał się pan sławny wkrótce po tym, jak dostał pan nagrodę na II Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie w 1963 r.

- Byłem już wtedy zawodowym muzykiem. Myślę, że dałbym sobie radę i bez takiej imprezy nagłośnionej przez telewizję, bo byłem uparty. Natomiast obecnie jest znacznie większe parcie na szukanie młodych talentów, ciągle są jakieś konkursy. Jest ich nadmiar i wcale mi się to nie podoba.

- Czy gdyby dzisiaj był pan młodym początkującym, byłoby panu łatwiej się przebić?

- Nie, wcale tak nie myślę. Ale trzeba wierzyć w siebie, ja zawsze wierzyłem. W końcu zaczynałem jako amator, tak jak wszyscy dokoła. I w pewnym momencie wiedziałem, że zostanę muzykiem - nie, że zrobię karierę, ale że będę z tego żył. Tak się stało, nigdy nie zdradziłem tego zawodu, nic innego w życiu nie robiłem.

- Powiedział pan: zaczynałem jako amator. Nie ma pan wykształcenia muzycznego? Jest pan samoukiem?

- Nie mam. Trochę się uczyłem muzyki, ale w zasadzie jestem samoukiem. Jako mały chłopak chodziłem do szkoły muzycznej, jednak naukę gry na skrzypcach przerwałem po roku.

- Nie szło panu czy skrzypce pana nudziły?

- Szło! Za to mojego ojca nudziły skrzypce, bo sam pochodził z muzycznej rodziny, gdzie wszyscy grali na tym instrumencie, począwszy od moich pradziadków. Byłem, jak mi mówiono, wyjątkowo zdolny. Uczył mnie w szkole muzycznej profesor, który był uczniem mojego dziadka, więc jak bym mógł nie być zdolny! (śmiech). Ale jakoś straciłem zainteresowanie skrzypcami, a potem straciłem skrzypce, bo przyłożyłem nimi koledze, który strzelał do mnie z procy, i się rozleciały. Nie straciłem jednak zainteresowania muzyką. Gdy byłem starszy, poszedłem do szkoły na klarnet, potem grałem na kontrabasie. W końcu trafiłem na gitarę i zakochałem się w niej. Wtedy nie było jeszcze w szkole muzycznej klasy gitary. Kupiłem podręczniki gry i sam się uczyłem.

- Dlaczego wolał pan gitarę od skrzypiec i klarnetu?


- Gdy byłem chłopcem, to był bardzo modny instrument. Parkowy taki. Można było wszędzie chodzić z gitarą, a np. ze skrzypcami nie. I bardzo szybki, bo wystarczy nauczyć się paru akordów i można coś tam zagrać. Spotykaliśmy się na ławce w parku, śpiewaliśmy piosenki, a ja, z gitarą, byłem wtedy szalenie atrakcyjny.

- Pana syn, Piotr, też został gitarzystą, zresztą gra razem z panem. To pan go namawiał na gitarę?


- Bardzo chciałem, żeby syn grał, jak tylko się urodził. Zresztą był moim wymarzonym synem - jeszcze jak byłem gówniarzem, marzyłem, żeby mieć syna. I pierwsze zdjęcia, jakie mu zrobiłem, były z instrumentami: z klarnetem, z gitarą basową itd. Później dostawał w prezencie zabawki gitary, nawet mu z zagranicy przywiozłem fantastyczną perkusję, ale nie zdradzał zainteresowania muzyką. W pewnym momencie sam przyszedł, żebym mu pokazał kilka chwytów - i zaczął grać. Ja go nie namawiałem, tak samo jak nie namawiam teraz mojej ośmioletniej wnuczki, która uczy się grać na gitarze i na fortepianie.
- Jest pan często nazywany ojcem polskiego bluesa. Poczuwa się pan do tego "ojcostwa"?

- Nie wypieram się.
- Kiedy pierwszy raz zetknął się pan z bluesem?

- Ja w ogóle miałem ciągoty do muzyki swingowej. Zresztą blues przewija się u każdego muzyka na początku, jak nie ma repertuaru. Kiedy Blackout nie miał repertuaru, a chcieliśmy dłużej pograć, to graliśmy takie bluesowate rytmy. Naprawdę, tak "na poważnie" zainteresowałem się bluesem, gdy posłuchałem kapel czarnych muzyków.

- Nigdy nie pociągał pana jazz, pokrewny gatunek?


- Uważałem, że nie starcza mi umiejętności i cierpliwości, bo musiałbym dużo ćwiczyć, uczyć się. Kocham jazz, słucham go z przyjemnością, ale zawsze wydawał mi się za trudny.

- Czyli trudniej grać jazz niż bluesa?


- Do grania bluesa wystarczy tylko talent. A do jazzu trzeba mieć i talent, i umiejętności.

- W moim odczuciu blues stoi niżej od jazzu, jest takim jakby uboższym jazzem.


- Tak, bo jest jakby pierwotną formą jazzu. Od bluesa wyszedł jazz, potem się rozwinął.

- A czy współczesny blues się rozwija? Bo jazz tak, mamy np. free jazz, cool jazz, jazz-rock, jazz symfoniczny itd. Jazzmani wciąż eksperymentują, choć coraz częściej te eksperymenty niewiele mają z jazzem wspólnego. Jednak w jazzie coś się dzieje, a w bluesie?

- W jazzie już wszystko wolno. Jedni jazzmani mówią, że wszystko już było, drudzy wciąż szukają - i bardzo dobrze. Z bluesem sprawa wygląda inaczej. Blues się nie rozwinął w tylu kierunkach. Trochę ewoluuje, siłą rzeczy teraz nieco inaczej się go gra. Sam często się zastanawiałem, do jakich granic można rozwijać bluesa. Jednak są utarte schematy, wszystko się zamyka w schematach rytmicznych, harmonicznych. Z tego nie można wyskoczyć, bo to już nie będzie blues.

- Słyszałam od wielu muzyków, że jazz i blues to nie tylko muzyka, ale także styl życia, sposób na życie. Co pan przez to rozumie?

- Dla mnie blues to tylko muzyka. Jeżeli to ma oznaczać niechlujny ubiór, dziurawe buty, łażenie po knajpach i spijanie piwa z cudzych szklanek, to taki "styl życia" nigdy mnie nie interesował. Zresztą nie uważam siebie wyłącznie za muzyka bluesowego, raczej za muzyka rockowego, który dobrze gra bluesa

- Co pan sądzi o współczesnej polskiej muzyce rozrywkowej?


- Nie podoba mi się. Są wyjątki, np. bardzo lubię Annę Jopek, ma ciekawy repertuar, wysoką kulturę muzyczną. Lubię też grupę Myslovitz, choć jej początki wcale mi się nie podobały. No i jazz lubię, choć uważam, że opinie, jakobyśmy byli w czołówce światowej jazzu, są przesadzone. Jednak nasz rynek jest zdominowany przez muzyczne knoty uparcie lansowane przez media.

- Wspomniał pan, że jazz i blues mają wspólne korzenie. Sięgają one czasów niewolnictwa - były to m.in. pieśni czarnych niewolników amerykańskich, wyrażające gorycz (stąd nazwa) i bunt. Ciekawa jestem, czy ta treść ideowa bluesa pana pociągała?

- Nie, nigdy nie byłem buntownikiem.

- Przez wiele lat nosił pan długie włosy, co wtedy było atrybutem pokolenia dzieci kwiatów, hippisów, ludzi protestujących przeciw społecznym konwenansom.


- Nigdy nie byłem hippisem i nigdy nie byłem zwolennikiem ruchu dzieci kwiatów.
Dla mnie blues to tylko muzyka. Jeżeli to ma oznaczać niechlujny ubiór, dziurawe buty, łażenie po knajpach i spijanie piwa z cudzych szklanek, to taki "styl życia" nigdy mnie nie interesował. Zresztą nie uważam siebie wyłącznie za muzyka bluesowego, raczej za muzyka rockowego, który dobrze gra bluesa - mówił Tadeusz Nalepa.

- Kiedy kilka lat temu ściął pan włosy, rozpisywała się o tym "wydarzeniu" kolorowa prasa. Dlaczego pan to zrobił?

- Po pierwsze, to stawało się nieprzyzwoite: miałem 50 lat, zacząłem siwieć, włosy mi się przerzedziły i zaczęły się kręcić. Jak bym wyglądał z długimi, siwymi, kręconymi włosami? Jak jakiś głupek.

- Może jak Grzegorz Markowski z Perfectu?

- Ale ja nie chciałbym wyglądać tak jak Grzegorz Markowski! Mówiąc szczerze, nigdy tych moich włosów nie lubiłem. Nosiłem długie włosy i zarost, żeby jakoś za tym się schować, bo nie bardzo byłem przekonany do tego, co robię.

- Coś takiego! A ja czytałam wywiady z panem, gdzie pan stwierdzał, że jest najlepszy, bardzo utalentowany.

- Z tym najlepszym to trochę przesadziłem, po prostu znam swoją wartość. Zresztą kiedy tak powiedziałem? Dopiero po pięćdziesiątce. Miałem już spory dorobek.

- Sądziłam, że jest pan bardzo pewny siebie, a nawet zarozumiały.

- Nigdy nie byłem zarozumiały, tylko wierzyłem w to, co robię. Kiedyś byłem wręcz nieśmiały, miałem trochę kompleksów. Teraz już nie mam kompleksów, wyrosłem z nich. Jestem zadowolony z życia, wszystko mi się udaje.

- Stereotypowy bluesman jest luzakiem, hulaką. A pan?

- Nie, ja jestem poważnym facetem. Poważnym ojcem i dziadkiem. Nie chodzę z gitarą po knajpach, nie gram bluesa na imprezach. Jestem poważnym, zawodowym muzykiem i gram tylko za pieniądze. Tak było od początku, bo tak sobie wymyśliłem. Nie marnuję czasu.

- Czy wolny rynek dał się panu we znaki?

- Pozytywnie. Choć i w poprzednim ustroju dobrze mi się wiodło.

- Ma pan pewnie zaradnego agenta?

- Nie mam agenta, żona pomaga w sprawach organizacyjnych.

- Żona również gra z panem, tak jak syn. Jak się pracuje z rodziną?

- Świetnie. Bardzo lubimy razem grać, to dla nas także rozrywka.

- Kto rządzi? Pan?

- Noooooo, oczywiście! To mam przypisane nie tylko z racji wieku. Już od najmłodszych lat zawsze byłem szefem: na podwórku, w szkole. Kiedy pracujemy, jesteśmy jak kumple. Zresztą czuję się z moim synem jak z rówieśnikiem, bo generalnie się czuję o tych dwadzieścia kilka lat młodszy i z takimi ludźmi głównie przebywam.

- Rówieśnicy są za starzy?

- Na ogół tak. Żona za moimi rówieśnikami nie przepada. Mówi, że między mną a nimi widzi ogromną różnicę wieku.

- Na początku lat 80. odeszła z Breakoutu główna wokalistka, Mira Kubasińska. Zapytany przez dziennikarzy, dlaczego pan się z nią rozstał, odpowiedział pan: "Bo nie chciałem już grać babskiej muzyki, tylko męską". Może pan to wyjaśnić? Czym się różni babska muzyka od męskiej?

- Zespół Breakout został już w zasadzie rozwiązany, postanowiłem sam grać. Pani pytała, jak się pracuje z rodziną. Z Mirą, która była moją pierwszą żoną i jest matką Piotra, pracowało mi się najpierw dobrze, ale potem fatalnie. Mira bardzo się stresowała, ciągle miała pretensje do muzyków, wysługiwała się mną, żebym z nimi się wykłócał. W tamtych czasach była moda, żeby dziewczyna była w zespole, ale... Mnie się męskie zespoły zawsze bardziej podobały, nigdy nie przepadałem za zespołami z wokalistkami. Prawda jest taka, że choć Mira świetnie śpiewała, tylko dlatego była w zespole, że była moją żoną. A drugi powód, że nie miałem wokalisty - bo ja nie cierpiałem śpiewać, zawsze z konieczności podchodziłem do mikrofonu. Dlatego być może chowałem się za te moje długie włosy. Chcieli u mnie śpiewać różni wokaliści, m.in. Cugowski, ale nikt mi się nie podobał, więc z braku laku śpiewałem sam.

- Gdyby dzisiaj był pan małym chłopcem ze swojej piosenki...

- ...to niczego bym w swoim życiu nie zmienił. Szedłbym tą samą drogą.

- Czy słowa z pana przeboju - "tylko forsa ważna w życiu jest" - to pana kredo życiowe?


- Nie, skądże. Zresztą to nie jest mój tekst. Ja forsę zarabiam - i wydaję lekką ręką. Co tu kryć, dobrze jest ją mieć. A moje kredo... Zawsze marzyłem o tym, żeby być trochę wyżej środka. Mieć trochę lepiej i być trochę lepszym. I chyba to mi się udało. Jestem spełniony, zadowolony. Mam wszystko w życiu poukładane. Nawet polubiłem swoje kłopoty zdrowotne, bo uważam, że bez nich byłbym za szczęśliwy.

onet.pl


Jeżeli ktoś chce złożyć kondolencje to może to zrobić tutaj
księga kondolencyjna
[/size]
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #196 dnia: Marzec 05, 2007, 09:40:06 pm »
Najlepsi odchodzą, przykre to bardzo,
to nasze pokolenie

są nowi, młodsi, inna muzyka
lepsza, gorsza??
trudno stawierdzić
chyba inna

ale czy ta nowa przetrwa pokolenia??

(*)
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline karlabaran

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 374
    • http://www.karlabaran.bobasy.pl
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #197 dnia: Marzec 05, 2007, 10:48:06 pm »
(*)(*)
mama nicolki zd 2,5l

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26308
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #198 dnia: Marzec 14, 2007, 03:51:29 pm »
Aktor Zygmunt Kęstowicz nie żyje

2007-03-14
W Warszawie zmarł Zygmunt Kęstowicz, aktor teatralny i filmowy. Miał 86 lat. W ostatnich latach był kojarzony przez widzów, jako senior rodu Lubiczów z telewizyjnego serialu "Klan".




W biografii Zygmunta Kęstowicza ważne miejsce zajmowały dziecięce programy telewizyjne. Zaczęło się od "Kącika wujka Zygmunta", który szedł jeszcze na żywo. Potem był "Przedszkolaczek", "Pora na Telesfora" i słynne "Piątki z Pankracym". Z Pankracym aktor jeździł także po szkołach i szpitalach. Kiedyś przypadkowo trafił do szkoły dla dzieci specjalnej troski. Wzruszony ich losem założył razem z żoną ośrodek pomocy dzieciom upośledzonym umysłowo "Dać szansę" przy klinice neurologii DSK w Białymstoku.

Dorośli pamiętają go jako Stefana Jabłońskiego z radiowego słuchowiska "W Jezioranach". Te rolę kreował ponad 40 lat. Aktor grał w Teatrze Dramatycznym, Polskim i Narodowym. Występował w filmach i popularnych serialach telewizyjnych, jak "Stawka większa niż życie", "Czterej pancerni i pies", "Czarne chmury" oraz "Polskie drogi". Za swoją pracę był wielokrotnie nagradzany, m.in. w 1976 r. zdobył "Złoty ekran" za "Porę na Telesfora", a w 1995 r. marszałkowie Sejmu i Senatu uhonorowali artystę Orderem Wdzięczności Społecznej za pracę w słuchowisku "W Jezioranach".

Zygmunt Kęstowicz urodził się 24 stycznia 1921 r. w Szakach koło Kowna w rodzinie zamożnego aptekarza z Kresów. Rodzice przygotowywali go do kariery dyplomatycznej. Miał rozpocząć naukę w Szkole Dyplomacji w Paryżu, ale nie zdążył. Wybuchła wojna. Aktorem został przypadkowo - poszukiwano statystów do przedstawienia "Królowa przedmieścia" z udziałem Hanki Ordonówny. Partner Ordonki zachorował i wtedy Kęstowiczowi zaproponowano rolę Stacha. Debiutował w 1940 r. na deskach teatru w Wilnie. Tuż po wojnie występował w Białymstoku - z tym miastem miał wiele wspólnego. Było to pierwsze miasto, w którym wraz z żoną wysiadł w 1945 r. z pociągu repatriacyjnego jadącego z Wilna. Wraz z nim wysiedli inni artyści wileńscy - Igor Śmiałowski, Hanka Bielicka, Mieczysław Dowmunt, Jerzy Duszyński, Czesław Wołłejko. I zostali na rok - przed dalszą wędrówką do centrum Polski.

Potem Kęstowicz występował w teatrach w Krakowie. Grał m.in. w filmach: "Korczak", "Karino", "Janosik", "Podróż za jeden uśmiech", "Tajemnica Enigmy", "Bez znieczulenia".


Wspomnienie.....

Zygmunt Kęstowicz
To za mną szło





 Z Zygmuntem Kęstowiczem rozmawia Jolanta Gajda-Zadworna

Swoją wydaną niedawno biografię zatytułował Pan "Na obrotowej scenie życia". Dlaczego?

Bo moje życie było bardzo niespodziewane. W dużej mierze przysłużyła się do tego wojna, ale nie żałuję tych zawirowań, zakrętów i obrotów losu.

Jako senior serialowego rodu Lubiczów wrócił Pan do rodzinnych aptekarskich tradycji. Czy zapach dawnej apteki bardzo różni się od obecnych?

Tamten był przesycony aromatem ziół i leków, które bardzo intensywnie pachniały. Mieszał się z zapachem waleriany i mydełek pulsa. Wypełniał całe pomieszczenie. Wystarczy, że dziś zamknę oczy, wciągnę powietrze i już go czuję.

Zapachy dzieciństwa wiążą się także z potrawami. Podobno Pana mama słynęła z kołdunów. Pochwalił je nawet kiedyś znany aktor.

Ach, stary Leon Wołłejko. To niesamowita historia. Byłem małym chłopcem, gdy po gościnnych występach teatru w naszym mieście aktorzy zostali zaproszeni przez ojca na obiad, m.in. Leon Wołłejko. Po wielu latach, w trakcie teatralnego objazdu trafiłem do Lublina. Na spotkaniu po spektaklu podszedł do mnie siwiuteńki staruszeczek i mówi: Ajaj, Kęstowicz, toż ja u twojej mamy najlepsze kołduny jadłem.

Jak to się działo, że tyle znakomitych osób bywało w domu Pana rodziców?

Nasza apteka była jedyną w Postawach, mieście liczącym 3 tys. mieszkańców. Ale nie z tego powodu mieliśmy takich gości. Mój ojciec był człowiekiem ciekawym, otwartym, serdecznym. Lubiano go w całym powiecie, a nawet województwie. Ciągnęli do nas artyści, swego czasu znalazł tu schronienie Piłsudski. Potem przyjeżdżał jeszcze do nas kilka razy.

Powtarza Pan, że "nie urodził się na aktora", ale od początku miał Pan z ludźmi sceny kontakty, których niejeden mógłby Panu pozazdrościć.

Rzeczywiście, aktorstwo wciąż koło mnie krążyło, chociaż rodzice pragnęli dla mnie kariery prawnika. Duży nacisk kładli na wykształcenie. Od dziecka uczyłem się języków - francuskiego, angielskiego. Miałem studiować najpierw na uniwersytecie w Polsce, potem w akademii w Paryżu. Plany pokrzyżowała wojna. I nagle okazało się, że było mi pisane aktorstwo. Wszedłem w środowisko, które wcześniej podziwiałem na scenie i w domu. A bywały u nas takie znakomitości, jak Malicka czy Osterwa. Najlepsze polskie teatry przyjeżdżały na występy do Domu Ludowego, gdzie działała bardzo porządnie zorganizowana scena. Kiedyś śpiewał na niej także chór Dana. Jego gwiazdą był Mieczysław Fogg. Proszę sobie wyobrazić, że tenże Fogg przyszedł kiedyś do naszej apteki. Miałem wtedy siedem lat i patrzyłem na niego jak w tęczę. A jak zareagowała na jego widok panienka, która pracowała w aptece! Ona też musiała mu się spodobać, bo była to przepiękna osoba. Fogg miał kupić tylko proszki od bólu głowy, tymczasem stał z rosnącą górą pakunków

przy ladzie, nieświadomie coraz bardziej odsuwając rękawiczki. Przyszło mi do głowy, że jeśli schowam te rękawiczki, to potem będę miał pretekst, żeby za nim pobiec. Złapałem je więc i wsunąłem pod sweter. Gdy z paczuszkami zawieszonymi na wszystkich palcach Fogg wyszedł, ruszyłem za nim i... rękawice wypadły na podłogę. Gdy je panna Janka zobaczyła, jak chwyciła, jak pobiegła... A ja nieszczęsny zostałem ze łzami w oczach. Gdy po wielu latach spotkałem Fogga w Warszawie, spisałem tę historię i wręczyłem mu.

A czy nie było łatwiej ją opowiedzieć?

To pisanie, jak aktorstwo, też gdzieś za mną szło. Jeszcze w 1938 r. w gimnazjum zostałem redaktorem pisma "U Mety". Potem chętnie spisywałem różne historie i spostrzeżenia.

W "Klanie" gra Pan wilniuka. Kresowa melodyjność języka przydaje się teraz, a jak było wcześniej?

Póki występowałem w Białymstoku, zaciąganie nikogo nie raziło, ale gdy dostałem zaproszenie do Krakowa, Stanisława Perzanowska przestrzegła mnie, żebym się pilnował i nie zmiękczał głosek. Bardzo się tym przejąłem. Ćwiczyłem nocami i szybko miałem osiągnięcia, ale melodyjność gdzieniegdzie pozostała.

Wigilia to jedyny dzień w roku, gdy zwierzęta mówią ludzkim głosem, ale Pan z Telesforem i Pankracym potrafił się dogadywać przez cały rok.

Przeżyliśmy kilkanaście lat. Pankracy bardzo pomagał mi nawiązać kontakt z dziećmi siedzącymi przed telewizorem i tymi, z którymi spotykałem się w szpitalach, aby pomagać małym pacjentom w niełatwych chwilach. To przynosiło dużą satysfakcję.

Co się stało z Pankracym?

Zmarł. Przez lata za tą lubianą postacią skrywał się Hubert Antoszewski. Wszyscy znali jego głos, rzadko kto twarz. A pomniejszoną pacynkę Pankracego mam w domu.

Telesforowi i Pankracemu poświęcił Pan sporo lat. Jeszcze dłużej żył Pan jako Stefan.

To już czterdzieści kilka lat, odkąd jestem w radiowych "W Jezioranach"! Jeśli ktoś krzyczy na ulicy: Stefan! Zawsze się oglądam.

Dlaczego nie lubi Pan grać w filmach?

Tak mówiłem? Chyba chodziło mi o to, że w tej chwili produkcje realizuje się zbyt pospiesznie. Nie ma czasu wczuć się w rolę, przeżyć ją w pełni. Kiedy zaproponowano mi udział w "Klanie", bardzo się obawiałem tego tempa, ilości tekstu do nauczenia z dnia na dzień. Wyszedłem ze szkoły, która nie toleruje nieprzygotowanego aktora. Na szczęście reżyser i scenarzysta zgodzili się, żebym mówił w niektórych przypadkach kwestie własnymi słowami. Jedynym filmem, w którym przygotowanie do roli trwało odpowiednio długo, była "Baza ludzi umarłych". Każdy z aktorów tam grających wziął urlop w teatrze. Kilka tygodni spędziliśmy w górach, dojeżdżając codziennie 24 km po ośnieżonych krętych drogach na plan. Wytworzyła się atmosfera prawdziwej bazy. Zdjęcia trwały długo, bo kręciliśmy w zimie, w naturalnym świetle, więc po 2-3 godzinach trzeba było je kończyć.

Podobno sam Pan prowadził tę ogromną ciężarówkę?

Przyjechałem dwa tygodnie wcześniej, żeby potrenować. Dobrze czuję się za kółkiem. Już jako 12-latek przekupywałem szofera ojca i pozwalał mi prowadzić na polnych drogach. Szyba była dosyć wysoko, więc żeby widzieć drogę, podkładałem na siedzeniu "10-lecie Polski odrodzonej" i... Biblię. Gdy skończyłem 16 lat, zrobiłem w Wilnie prawo jazdy. Przed zdjęciami do "Bazy..." trenowałem jazdę po ośnieżonych drogach z szoferem u boku. Kiedyś zatrzymał nas jakiś człowiek: Panie - mówi - Może by pan coś przewiózł. - Proszę bardzo - odpowiadam. Dojechaliśmy do jakiejś wsi, rozładowaliśmy towar, a on wyciąga 10 zł. Ja nie chcę brać, ale siedzący obok mnie kierowca mówi: Weź pan, nie rób przykrości, to pierwsze uczciwie zarobione pieniądze

Rozmawiała Jolanta Gajda-Zadworna
Życie Warszawy
27 grudnia 2002
 http://www.teatry.art.pl/!rozmowy/toz.htm
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26308
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #199 dnia: Marzec 15, 2007, 09:23:24 am »
Żegnaj, panie Zygmuncie

Dla jednych był panem Pankracego, dla drugich Władkiem Lubiczem z "Klanu"


Program "Pora na telesfora"
FOTO: PAT


Pokolenie dzisiejszych 20-, 30- i 40-latków pamięta go jako przyjaciela smoka Telesfora z "Pory na Telesfora", a później psa Pankracego z "Piątku z Pankracym". Jednak dla milionów widzów był przede wszystkim Władysławem, nestorem rodu Lubiczów w "Klanie".

Trudno uwierzyć, że Zygmunt Kęstowicz nie pojawi się więcej w willi Lubiczów na Sadybie, a jesienią nie weźmie udziału w corocznej kweście na warszawskich Powązkach. Aktor zmarł wczoraj w warszawskim szpitalu. Miał 86 lat.

Amant o ślicznym uśmiechu
- Zawsze był uśmiechnięty. Pamiętam go jeszcze z dawnych, dawnych czasów, gdy zaczynał pracę w Teatrze Komedia. Lubił śpiewać, dlatego szybko odnalazł się w teatrze muzycznym. I to w jakim stylu! W tamtym czasie był prawdziwym amantem. I najprzystojniejszym aktorem w swoim pokoleniu: blondyn o dużych, niebieskich oczach i ślicznym uśmiechu. Ja byłam wtedy dzieckiem, ale często przychodziłam na jego spektakle - wspomina aktorka Ewa Złotowska (59 l.), popularna Pszczółka Maja. - Poznałam go wiele lat później: robiliśmy razem wiele różnych imprez dla dzieci i młodzieży. Zawsze przypominałam mu przy tych okazjach, jak bardzo byłam kiedyś urzeczona jego męską urodą. A on się tylko uśmiechał... - dodaje ze smutkiem aktorka.

Przedwojenny dżentelmen
- To był niezwykle sympatyczny i uroczy człowiek. Najkrócej można go określić jako przedwojennego dżentelmena - wspomina Katarzyna Romanis, drugi reżyser "Klanu". Kęstowicz urodził się w 1921 roku na Litwie, koło Kowna. Miał 24 lata, gdy jako repatriant przyjechał po wojnie do Białegostoku.

Razem z nim trafili tam m.in.: Igor Śmiałowski, Hanka Bielicka, Czesław Wołłejko. Choć mieszkał tam tylko rok, zawsze bardzo ciepło wspominał swój pobyt w tym mieście. Po latach wrócił do Białegostoku i założył w nim fundację "Dać szansę", dzięki której przy Dziecięcym Szpitalu Klinicznym działa rehabilitacyjny ośrodek dla upośledzonych dzieci. Miał też działkę na Suwalszczyźnie, na której spędzał bardzo dużo czasu: - Mieliśmy z tym nawet mały problem, bo wyjeżdżał tam od maja do października i nie pojawiał się na planie - mówi Romanis.

Od "Jezioran" do "Klanu"
W słuchowisku "W Jezioranach" grał od samego początku, od maja 1960 roku. Wcielił się w Stefana Jabłońskiego, głowę rodziny mieszkającej we wsi Jeziorany pod Puławami.

Jego ostatnią, niewątpliwie najbardziej znaną rolą był Władysław Lubicz, nestor rodu, emerytowany kurator sądowy, który wraz z córką Elżbietą, jej mężem oraz z panią Stanisławą, repatriantką z Kazachstanu, mieszka w domu na Sadybie. - Zygmunt pojawiał się na planie mniej więcej raz w miesiącu. Prywatnie był energicznym, pełnym życia człowiekiem, zaprzeczeniem swojego serialowego bohatera - opowiada Katarzyna Romanis. - Cała ekipa jest wstrząśnięta jego śmiercią - dodaje.

Lubiany przez dzieci i dorosłych
Pan Zygmunt urodził się 24 stycznia 1921 r. w Szakach koło Kowna. Zadebiutował w 1940 roku w Wilnie. Występował na scenach teatrów m.in. Komedii Lutnia w Wilnie, Miejskiego w Białymstoku i Dramatycznego w Warszawie,

Zagrał w m.in.: "Bazie ludzi umarłych", "Czterech pancernych i psie", "Stawce większej niż życie" oraz "Podróży za jeden uśmiech".

Od 1960 występował w radiowym słuchowisku "W Jezioranach" jako Stefan Jabłoński.

W 1976 roku otrzymał Order Uśmiechu, popularność wśród dzieci przyniosły mu programy "Pora na Telesfora" i "Piątek z Pankracym".

Od 1997 roku grał Władysława Lubicza w serialu "Klan" .

Był niezwykle ciepłym i życzliwym człowiekiem...
Ewa Serwa (51 l.),

Znali się z "Jezioran" i "Klanu":

Był osobą niebywałą. Wywodził się ze starego pokolenia aktorskiego, co było widać w jego zachowaniu. To był prawdziwy fachowiec. Ogromnie ciepły i życzliwy, nie było w nim zawiści. Był wzorem człowieka kultury: interesował się innymi ludźmi, ich radościami i smutkami. Traktował nas jak swoje dzieci i pamiętał imiona naszych pociech.

Roman KŁosowski (78 l.),
Zagrali w "Bazie ludzi umarłych":

Wspominam Zygmunta bardzo miło. Na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako osoba sympatyczna, pogodna i wielkoduszna. Graliśmy razem w "Cieniu", "Bazie ludzi umarłych" i jest mi ogromnie żal, że już nie ma go wśród nas. Był bardzo niezwykłym człowiekiem i wspaniałym kolegą.


Artur BarciŚ (50 l.),
Zastąpił aktora w "Pankracym":

Wspominam go cudownie, ponieważ nie da się inaczej. Był to wspaniały kolega, aktor i człowiek. Niezwykle ciepły i życzliwy. Poznałem go jako młody aktor i to było wspaniałe spotkanie, którego nigdy nie zapomnę. Bardzo go lubiłem. Jest to wielka strata dla nas wszystkich.

Tomasz Bednarek (37 l.),
W "Klanie" mąż jego wnuczki :

Jest mi bardzo przykro. Dowiedziałem się o śmierci Zygmunta Kęstowicza 3 minuty temu i załamałem się. Wspominam go bardzo sympatycznie. Był to bardzo serdeczny, ciepły człowiek dla którego byłem pełen podziwu za jego chęci i upór w dążeniu do celu. Uważam, że był to człowiek legenda i ikona polskiego kina.

StanisŁaw Mikulski (78 l.), Grali w "Stawce większej niż życie:
Kęstowicza wspominam niezwykle ciepło. Był to nie tylko fantastyczny aktor, ale także przyjaciel. Graliśmy razem m.in. w "Stawce większej niż życie". Zygmunt był człowiekiem ogromnie ciepłym i pogodnym. Zawsze będę darzył go niesłychanie wielkim sentymentem.

autor: Marta Kawczyńska, Małgorzata Kamińska, EB Marzi max



Przykre i smutne, że tak dużo wspaniałych ludzi odchodzi ....
ale tak musi być  :lzy:
Pozdrawiam :))
"Starsza Jesienna Miotełka"

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach