Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)  (Przeczytany 341985 razy)

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« dnia: Listopad 18, 2003, 09:53:25 am »
Zofia Rysiówna nie żyje

Była jedną z ostatnich wielkich heroin sceny. Poezja i tragizm zdawały się być jej przeznaczeniem.
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #1 dnia: Styczeń 18, 2004, 07:21:17 pm »
...tu czas się zatrzymał

mijam, mijasz
tylko tyle i aż tyle





W dniu 4 stycznia 2004 roku zmarła Dorota Terakowska.
Zmarła Dorota Terakowska
Nekrolog
Zbiór twórczości Doroty Terakowskiej



Teraz odszedł od nas Czesław Niemen


Czesław Niemen z żoną (1979 r.)
(fot. PAP / Marek Broniarek)

Odszedł Czesław Niemen - Niedziela, 18 stycznia 2004, PAP 03:50
 
Cytuj
Czesław Niemen, określany jako król polskiej muzyki, nie żyje. Był jednym z najwybitniejszych polskich artystów - piosenkarzem, kompozytorem, instrumentalistą i plastykiem. Od lat walczył z ciężką chorobą.

Czesław Niemen (Wydrzycki) urodził się 16 lutego 1939 roku w Wasiliszkach Starych koło Nowogródka (obecnie Białoruś). Komponował utwory rockowe i jazzowe, był prekursorem big-beatu. Do 1967 roku był członkiem Niebiesko-Czarnych, później kierował własnymi zespołami: Akwarele, Niemen-Enigmatic oraz Grupa Niemen. Występował również jako solista.

Jego największe przeboje to: "Pod papugami", "Czy mnie jeszcze pamiętasz", "Dziwny jest ten świat", "Sen o Warszawie". Tworzył także muzykę teatralną i filmową, między innymi do filmu "Wesele" Andrzeja Wajdy. W swoich utworach wykorzystywał teksty Cypriana Kamila Norwida, Adama Asnyka i Kazimierza Przerwy-Tetmajera.

Przełomowym momentem w jego karierze był występ z Akwarelami na V festiwalu w Opolu. Za piosenkę "Dziwny jest ten świat" został uhonorowany nagrodą specjalną Przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji. W latach 60. i 70. był wielokrotnie uznawany za najpopularniejszego i najlepszego wokalistę w kraju w ankietach pism muzycznych "Jazz" i "Non Stop". W 1999 roku został wybrany wykonawcą wszechczasów w plebiscycie "Polityki".

W ostatnich latach skoncentrował się na pracy we własnym studiu muzycznym. W swoich kompozycjach chętnie wykorzystywał instrumenty elektroniczne i syntezatory. Na muzykę młodego pokolenia patrzył z rezerwą. "Dzisiaj wydaje się, że nie trzeba mieć żadnego pojęcia o śpiewaniu, żeby śpiewać. Rynek zachłysnął się czymś, co jest jedną wielką balangą. Zapanowała pląsomania, w takt fokstrota na cztery. I każda próba odejścia, szczególnie w tekstach, od tematu damsko- męskiego jest nie do przeskoczenia, ponieważ media odmawiają publikacji" - powiedział w jednym z wywiadów.

Oprócz muzyki Niemen tworzył też prace plastyczne. Rysował od dziecka, później szczególnie zainteresowała go grafika komputerowa. W 2001 roku przeznaczył część swoich prac na licytację. Dochód z aukcji został przeznaczony dla Polskiej Akcji Humanitarnej na kupno sprzętu edukacyjnego dla szkół na Litwie.

Wiadomość o śmierci artysty przekazała w sobotę wieczorem, podczas Balu Charytatywnego Dziennikarzy w Warszawie, Kora Jackowska.

"Odszedł król polskiej muzyki" - takimi słowami zareagował na tę wieść dziennikarz muzyczny Krzysztof Szewczyk. "Był wielką osobowością, wielkim filozofem. Nigdy nie podejmował szybkich decyzji, wszystko bardzo dokładnie przemyśliwał. Odszedł prawdziwy pomnik polskiej muzyki" - dodał Szewczyk.

"Nie zgadzam się! To niesprawiedliwe! Tak nie może być!" - zareagował kompozytor Włodzimierz Korcz. "Jestem dumna, że go znałam i że był moim przyjacielem" - powiedziała Ewa Bem. "Wszyscy jesteśmy pogrążeni w wielkim bólu, ponieważ był to jeszcze młody mężczyzna i kreatywny twórca. Wznosimy ciężkie pytania do nieba, dlaczego musiał odejść" - dodała.

"Wraz z jego odejściem skończyła się ważna epoka w dziejach polskiej muzyki" - uznał piosenkarz i kompozytor Zbigniew Wodecki, który zaznaczył przy tym, że Niemen był "niedoceniany przez polskie środowisko muzyczne". Janusz Stokłosa uznał, że śmierć Niemena to "cios dla muzyki".

Redaktor "Jazz Forum" Paweł Brodowski, który grał w zespole Akwarele, wspomina Niemena jako "postać charyzmatyczną", jednego z największych artystów muzyki polskiej, a także jako ciepłego, bezpośredniego, czułego i przyjaznego człowieka.

Zdaniem Zbigniewa Namysłowskiego, Niemen miał wspaniały głos, który w latach 60. i 70. był "zjawiskiem na skalę światową". Jan Kanty Pawluśkiewicz określił natomiast Niemena jako "muzycznego czarodzieja". "Był osobą bardzo zamkniętą, tajemniczą. Czarował egzotycznym pochodzeniem. Był bardzo powściągliwy w ocenie, choć dość radykalny w poglądach. Jako muzyk nie szedł na kompromisy" - wspomina kompozytor.

Zdaniem Marka Niedźwieckiego, Niemena nie można z nikim porównać. - "Nie potrafił odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale nigdy usilnie nie zabiegał o popularność. Był prawdziwą osobowością". (ck)


Czesław Niemen nie żyje - PAP, mat z 2004-01-18

Cytuj
"Zmarł Czesław Niemen. Przed chwilą otrzymaliśmy taką wiadomość" - powiedziała w sobotę późnym wieczorem Kora Jackowska na VII Charytatywnym Balu Dziennikarzy. 65-letni Niemen cierpiał na chorobę nowotworową.

Kora i zespół Maanam wystąpili na balu w Auli Politechniki Warszawskiej. Po zakończonym koncercie publiczność prosiła o bisy. Zespół pojawił się na scenie, a Kora poinformowała o śmierci Niemena.

"Wiemy wszyscy, że był chory. Niech ta piosenka będzie swoistym requiem dla niego" - powiedziała Kora. Zespół zagrał utwór "Planety". Po zejściu Maanamu ze sceny prowadzący bal Hirek Wrona zagrał dwie piosenki Niemena - "Wspomnienie" oraz "Dziwny jest ten świat". Wśród gości balu zapanowała cisza, nikt nie tańczył.

Czesław Niemen urodził się 16 lutego 1939 roku w Wasiliszkach Starych koło Nowogródka jako Czesław Wydrzycki. Komponował muzykę rockową i jazzową. Był prekursorem big-beatu. Tworzył także muzykę teatralną i filmową, między innymi do filmu "Wesele" Andrzeja Wajdy. W swoich utworach wykorzystywał teksty Cypriana Kamila Norwida, Adama Asnyka i Kazimierza Przerwy-Tetmajera.

Do 1967 roku był członkiem Niebiesko-Czarnych, później kierował własnymi zespołami: Akwarele, Niemen-Enigmatic oraz Grupa Niemen. Występował również jako solista. Jego największe przeboje to: "Dziwny jest ten świat", "Czy mnie jeszcze pamiętasz", "Pod papugami" i "Sen o Warszawie".

Przełomowym momentem w karierze Niemena był występ z Akwarelami na V festiwalu w Opolu. Za piosenkę "Dziwny jest ten świat" został uhonorowany nagrodą specjalną Przewodniczącego Komitetu do spraw Radia i Telewizji.

W ostatnich latach artysta skoncentrował się na pracy we własnym studiu muzycznym. W swoich kompozycjach chętnie wykorzystywał instrumenty elektroniczne i syntezatory. Na muzykę młodego pokolenia Niemen patrzył z rezerwą. "Dzisiaj wydaje się, że nie trzeba mieć żadnego pojęcia o śpiewaniu, żeby śpiewać. Rynek zachłysnął się czymś, co jest jedną, wielką balangą. Zapanowała pląsomania, w takt fokstrota na cztery. I każda próba odejścia, szczególnie w tekstach, od tematu damsko-męskiego jest nie do przeskoczenia, ponieważ media odmawiają publikacji" - mówił artysta podczas jednego z wywiadów.

Oprócz muzyki Niemen tworzył też prace plastyczne. Rysował od dziecka, później szczególnie zainteresowała go grafika komputerowa. W 2001 roku przeznaczył część swoich prac na licytację. Dochód z aukcji został przeznaczony dla Polskiej Akcji Humanitarnej na kupno sprzętu edukacyjnego dla szkół na Litwie.

Czesław Niemen był wielokrotnie wyróżniany. W 1974 roku został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Dostał też nagrodę I stopnia Prezesa Rady Ministrów za twórcze osiągnięcia w dziedzinie kompozycji i interpretacji. Od 1964 do 1980 roku, był uznawany za najpopularniejszego i najlepszego wokalistę w kraju w ankietach pism muzycznych "Jazz" i "Non Stop". W 1999 roku został wybrany wykonawcą wszechczasów w plebiscycie "Polityki". Radiowa Trójka uhonorowała go "Supermateuszem", nagrodą imienia Mateusza Święcickiego za zasługi dla kultury.
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #2 dnia: Styczeń 21, 2004, 04:15:44 pm »
jeszcze w temacie:

Cytuj
17 stycznia wieczorem po ciężkiej chorobie miesiąc przed 65 urodzinami zmarł Czesław Niemen. Był jedną z niewielu wielkich i prawdziwych gwiazd na polskiej scenie muzycznej. Może nawet największą i jedyną prawdziwą




Czesław Niemen nie żyje - Robert Sankowski 17-01-2004
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #3 dnia: Styczeń 30, 2004, 01:04:04 pm »
Na warszawskich Powązkach bliscy żegnają Czesława Niemena - wybitnego wokalistę i kompozytora, który zmarł 17. stycznia w wieku 65 lat, po kilku latach walki z chorobą nowotworową.(2004-01-31)

W dniu pogrzebu Niemena -Dziwny ten światgraficznie i dźwiękowo w wyk. Ewy Białek
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #4 dnia: Styczeń 30, 2004, 09:57:35 pm »
Pod papugami- Czesław Niemen, dźwięk i grafika Ewa Białek
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline grazka

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 466
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #5 dnia: Styczeń 31, 2004, 07:10:26 am »
Soniu podziekuj pani Ewie za opracowanie tych wspanialych utworow. Teraz moge dokladniej przeczytac tekst "Dziwny jest ten swiat" i mysle, ze chociaz minelo tyle lat to slowa te sa nadal aktualne  :cry:
Serdecznie pozdrawiam - grazka :-)
Patryk-nastolatek astma + epi i Judzia ok.

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #6 dnia: Styczeń 31, 2004, 08:50:19 am »
całe lata lubiłam słuchać zwłaszcza tę piosenkę:
Dziwny jest ten świat

Dziwny jest ten świat
gdzie jeszcze wciąż
mieści się tyle zła.
I dziwne jest to,
że od tylu lat
człowiekiem gardzi człowiek.

Dziwny ten świat,
świat ludzkich spraw.
Czasem aż wstyd przyznać się,
a jednak często jest,
że ktoś słowem złym
zabija tak, jak nożem.

Lecz ludzi dobrej woli jest więcej
i mocno wierzę w to,
że ten świat
nie zginie nigdy dzięki nim.

Nie! Nie! Nie!
Nadszedł już czas
nienawiść zniszczyć w sobie!

/Czesław Niemen/

17.01.2004r. odszedłeś, ale jesteś...
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Pożegnanie z Niemenem
« Odpowiedź #7 dnia: Styczeń 31, 2004, 10:07:00 pm »
Pożegnanie z Niemenem



Pierwsze publiczne wykonanie piosenki "Dziwny jest ten świat" przygotował Niemen na festiwal w Opolu. Na próbie tylko markuje śpiew. Na koncercie transmitowanym na żywo przez telewizję śpiewa przejmująco. W rejestrach, do których męski głos nie sięga. Z krzykiem poruszającym, histerycznym
http://serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,1882044.html
Pożegnanie z Niemenem - Wojciech Staszewski 25-01-2004 Gazeta Wyborcza.pl
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #8 dnia: Luty 01, 2004, 12:55:39 am »


W piątek, w kościele św. Karola Boromeusza na warszawskich Powązkach odbyła się msza żałobna za duszę Czesława Niemena. W ostatniej drodze towarzyszyło muzykowi około trzech tysięcy ludzi. "Był to wielki artysta, wokalista pokolenia, a właściwie pokoleń" - mówił w homilii duszpasterz środowisk twórczych ks. Wiesław Niewęgłowski
Tłumy pożegnały Czesława Niemena - Roman Pawłowski 30-01-2004, ostatnia aktualizacja 30-01-2004 20:38
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Czesław Niemen - ostatni wywiad z Niemenem
« Odpowiedź #9 dnia: Marzec 04, 2004, 01:46:02 pm »
Czesław Niemen

Mógł być drugim Jamesem Brownem lub Jimem Morrisonem, ale urodził się w złym miejscu i złym czasie. Historia jego życia to historia człowieka, który kochał, artysty, który walczył i odpierał zarzuty, że jest inny, mówiąc: "Robię to, co czuję". Zmarł w sobotę 17 stycznia

http://gala.onet.pl/3,1147769,gwiazdy.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Jeremi Przybora nie żyje
« Odpowiedź #10 dnia: Marzec 04, 2004, 01:47:18 pm »
Jeremi Przybora, znakomity aktor i pisarz, jedna z najważniejszych postaci polskiej estrady po II wojnie światowej, legendarny współtwórca "Kabaretu Starszych Panów" zmarł w nocy ze środy na czwartek. Miał 88 lat

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1946575.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Zmarł wybitny eseista i pisarz Zygmunt Kubiak
« Odpowiedź #11 dnia: Marzec 20, 2004, 11:42:36 am »
Zmarł wybitny eseista i pisarz Zygmunt Kubiak




Paweł Goźliński 19-03-2004, ostatnia aktualizacja 19-03-2004 20:05

Kiedy za "Mitologię Greków i Rzymian" zdobył nagrodę NIKE od czytelników, w podziękowaniu napisał: "Żyję zamurowany w pracy dla Was. Tak będzie do śmierci"

Nie udało mu się skończyć przekładu Nowego Testamentu, nie napisze już książki o Janie Kochanowskim, jednak dziesiątki jego dzieł pozostaną w polskiej kulturze. Oby nie zamurowane w bibliotekach, tylko żywe i wciąż na nowo czytane.

Zygmunt Kubiak był autorem najbardziej niezwykłego fenomenu w polskiej literaturze epoki wolności - ten samotnik z wyboru, pracujący 16 godzin na dobę pustelnik, stał się autorem bestsellerowej "Mitologii Greków i Rzymian". Jednak to nie ponaddwustutysięczny nakład porażał najbardziej. Najbardziej zaskakująca była powszechna akceptacja jego trudnej, gorzkiej, pesymistycznej lekcji starożytności. Jak opisać tę lekcję, która wpisana jest w każdą książkę i całe życie Zygmunta Kubiaka?

Latynowie nad Wisłą

Starożytność najpierw była dla Niego ucieczką. Kiedy wybuchła wojna, Zygmunt Kubiak miał dziesięć lat. Mieszkał z rodzicami w Warszawie, na Grochowie, i zaczytywał się w cyklu opowieści o starożytności wielkiego filologa klasycznego Tadeusza Zielińskiego. Po latach mówił, że różnica wieku w porównaniu z Tadeuszem Różewiczem (ur. 1921) czy Zbigniewem Herbertem (ur. 1924) pozwoliła mu zachować ufność wobec tradycji i nie szukać w europejskiej kulturze źródeł koszmaru wojny.

Po wojnie studia filologii klasycznej były dla Kubiaka naturalnym wyborem. Władze nie pozwoliły mu jednak ich kontynuować - zamiast pisać doktorat, został publicystą. Potem eseistą i tłumaczem. W 1956 roku w "Tygodniku Powszechnym" opublikował tekst "Natura i obłęd", który do dziś jest jedną z najbardziej przenikliwych analiz fenomenu XX-wiecznego totalitaryzmu. "Totalizm opiera się na gigantycznym zamyśle intelektualnym - pisał w nim. Bunt ludu domagającego się chleba intelektualiści wyzyskali jako podłoże dla ucieleśnienia swego buntu, który z tamtym niewiele ma wspólnego".

Zygmunt Kubiak zawsze stawał po stronie ludu. „Jeżeli nasz kraj wyzwala się od totalizmu - pisał w jednym z esejów - dzieje się tak dzięki temu, że lud znacznie konsekwentniej niż intelektualiści stanął po stronie natury ludzkiej przeciw obłędowi. Zarówno po stronie &niskich pragnień &, tak jak pragnienie chleba, jak i po stronie pożądań najwyższych, takich jak pożądanie wolności”.

Tak rozumiany lud, strażnik tego, co rdzennie ludzkie, okazał się raczej mitologiczną fantazją niż rzeczywistością - przyznał Kubiak po latach. Wielką, fascynującą fantazją była cała jego "Polska śródziemnomorska", którą opisywał w olśniewających esejach. Jedną z najważniejszych zaludniających ją postaci był Janicjusz (Klemens Janicki - tak się o nim pisze w podręcznikach), wspaniały renesansowy poeta, choć chłopski syn, prawdziwy "Latyn nad Wisłą".

W wizji Kubiaka wszyscy jesteśmy Latynami znad Wisły, a pamięć europejskiej kultury miała być dla nas antytotalitarną odtrutką. Jednak w latach 90. okazało się, że niewiele mamy w sobie Latynów, "świat jest, jaki jest" i "społeczeństwo jest, jakie jest", a "pochodzenie z warstwy ludowej nie daje żadnego charyzmatu" (mówił tu o Lechu Wałęsie, na którego postawił w wyborach prezydenckich i który bardzo szybko go rozczarował). Zygmunt Kubiak musiał więc zrewidować swoje poglądy. Aż stwierdził - z tragiczną dojrzałością, a nie rezygnacją: - "Myślę, że podstawowym naszym doświadczeniem po upadku komunizmu jest rozpoznanie, że istoty ludzkie nie mogą się ze sobą porozumieć".

Pokój Oktawiana

"Ja Grecję wielbię, a Rzym kocham" - mawiał Zygmunt Kubiak. Raz z miłością opisywał naznaczony cyprysami włoski krajobraz, innym razem grecką surowość. Przez lata chętniej sięgał do pisarzy łacińskich, potem zanurzał się w Grece. To od Greków, z tragedii i z mitu zaczerpnął swoją lekcję pesymizmu, która naznaczyła jego "Mitologię...". Jesteśmy "zamurowani w człowieczeństwie" - pisał. Nie uciekniemy przed własną kondycją, w którą wpisane jest błądzenie, ból i śmierć. Bliskie były mu słowa Zeusa z "Iliady": "Wśród wszystkiego, co dyszy i pełza po ziemi, nie ma istoty bardziej nieszczęsnej niż człowiek".

Czy możemy jednak gdzieś szukać nadziei? Kubiak - za swoimi ulubionymi autorami - odpowiada: nadzieja jest w pięknie. Znajdował je w poezji Horacego, Wergiliusza, ale też w politycznej wizji Pax Romana Oktawiana Augusta - harmonijnego współistnienia kultur i państw pod auspicjami Rzymu. To kolejny mit - przyznawał - „który w sobie piastowałem w okresie wewnętrznego oporu przeciwko komunizmowi, gdy się zamykałem w mojej pustelni”. Bo w rzeczywistości - o czym pisał w swoich „Dziejach Greków i Rzymian” - Pax Romana to tylko moment w dziejach, po której rozpoczyna się bezpardonowa rozgrywka o władzę nad Rzymem i imperium. To oprócz chwały wielkich zwycięstw i rozkwitu cywilizacji - narodziny tajnej policji, która „nazywała się niewinnie frumentarii, &handlarze zbożowi &", i obnoszenie głów wrogów Rzymu w pochodach triumfalnych.

A jednak Rzym - w odróżnieniu od demokratycznej tylko dla nielicznych Grecji Sofoklesa - to miejsce, gdzie syn niewolnika mógł zostać wielkim poetą (Horacy), nawet Cesarzem (Dioklecjan). To miejsce, gdzie dało się żyć.

Smak trzeźwości

Europa, mimo że krytycznie patrzył na jej dzieje, pozostała dla Zygmunta Kubiaka "większą ojczyzną", miejscem, gdzie daje się żyć. Najbardziej cenił w jej tradycji to, że nawet po chwilach ideologicznego zaślepienia, trzeźwiała. Bo dzieje Europy "to dzban błogiego napoju, nieraz porażającego nas goryczą. Lecz właśnie wtedy, gdy nas poraża, rozpoznajemy smak trzeźwości i przenika do naszych serc świadomość, że cierpliwość, wytrwałość to też jest piękno, pełniejsze, dojrzalsze. Nie jakiś jeden zryw skrzydeł, lecz wracanie, po upadku dźwiganie się znowu w górę". To najważniejsza lekcja, jaką pozostawił nam Zygmunt Kubiak.

http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1976468.html
JACEK PIOTROWSKI
ZOBACZ TAKŻE  
• Ostatnie książki Zygmunta Kubiaka (19-03-04, 20:12)
• Zygmunt Kubiak, Latyn znad Wisły (19-03-04, 20:09)
• Nie wierzę w pogodny dzień ludzkości - rozmowa z Zygmuntem Kubiakiem (11-08-03, 20:17)
• "Dzieje Greków i Rzymian" Zygmunta Kubiaka  (02-07-03, 19:44)
• Zygmunt Kubiak "Dzieje Greków i Rzymian"  (15-05-03, 01:00)
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Zmarła aktorka Daria Trafankowska
« Odpowiedź #12 dnia: Kwiecień 10, 2004, 11:21:37 am »
Zmarła aktorka Daria Trafankowska. Miała 51 lat. Od wielu miesięcy walczyła z chorobą nowotworową.




Wiadomość o śmierci aktorki podała telewizja TVN 24.

Daria Trafankowska ukończyła łódzką "filmówkę". Po ukończeniu szkoły średniej pracowała jako lektorka i dziennikarka radiowa. Jako adeptka występowała w Teatrze imienia Fredry w Gnieźnie. Była aktorką teatrów warszawskich: Narodowego w latach 1979-81 i Powszechnego (od 1981 roku).

Daria Trafankowska występowała także w wielu filmach i serialach, ostatnio w emitowanym w Telewizji Polskiej "Na dobre i na złe". Znana jest również z wielu ról w Teatrze Polskiego Radia. Jej ważniejsze filmy: "Stan Wewnętrzny" (1983), "Cudowne Dziecko" (1986) , "Ucieczka z Kina "Wolność" (1990) , "Koniec Gry" (1991) , "Pożegnanie z Marią" (1993) , "Polska Śmierć" (1994) oraz "Tato" (1995).

http://film.onet.pl/0,0,900181,wiadomosci.html - Onet.film,
(IAR, PAP, Gal/10 kwietnia 2004)

oraz:
Smutna wiadomość - Interia 10.04.2004


Daria Trafankowska jako siostra Danuta Dębska
/Archiwum/

Po ciężkiej chorobie zmarła wczoraj aktorka Daria Trafankowska. Miała 51 lat. Występowała na scenach teatralnych i w filmach, ostatnio znana publiczności jako siostra przełożona w serialu "Na dobre i na złe".

Darzyła świat wielką przyjaźnią i wrażliwą uwagą. Była dobrym duchem - wspierająca, mądra, taktowna, potrafiąca umiejętnie "wchodzić w świat innych ludzi - powiedział aktor Aleksander Trąbczyński z Teatru Powszechnego. Jak podkreślił, wrażliwość i dobroć Darii Trafankowskiej "nie przeszkadzały jej być dobrą aktorką, właściwie niewykorzystaną w teatrze na miarę jej możliwości".

Trąbczyński był jednym z członków "Komitetu Koleżeńskiej Pomocy", który - wraz z dyrekcją Teatru Powszechnego - zainicjował i zorganizował koncert na rzecz Darii Trafankowskiej.

Akcja wspierania chorującej aktorki była - jak to określił aktor - "fenomenem jednomyślnej solidarności". W koncercie wziął udział niemal cały zespół Teatru Powszechnego - "wszyscy, którzy mogli", jak powiedział Trąbczyński - a także wielu artystów spoza teatru. Ci, którzy nie mogli, przekazali osobiste pamiątki na aukcję. Zaangażowali się nie tylko aktorzy i dyrekcja, ale także wszystkie piony teatru, łącznie z ekipą techniczną i bileterami.

- Nasza inicjatywa spotkała się z dużym oddźwiękiem w polskim środowisku teatralnym i nie tylko. Przedstawienia, z których dochód przeznaczono na rzecz Darii Trafankowskiej, odbyły się w Starym Teatrze w Krakowie i Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Duże kwoty wpłynęły na otwarte przez nas konto. Odbyła się też aukcja, na którą przekazano m.in. piękne grafiki. Do akcji włączyły się różne firmy, małe i duże, np. hotele, restauracje, spółki giełdowe, a nawet zakłady fryzjerskie. Wpłynęło mnóstwo datków od widzów - relacjonował Trąbczyński.

Wkrótce po ogłoszeniu akcji i koncercie na koncie znalazło się blisko 150 tys. zł. Kwota ta szybko rosła. W sumie zebrano ponad 200 tys. zł. - Środki nadal napływały jeszcze w ostatnich dniach. Zgromadzonych pieniędzy niestety nie zdążyliśmy wykorzystać - powiedział aktor. - Jest prawdopodobne, że powstanie fundusz pomocy aktorom z chorobą nowotworową - dodał.

Daria Trafankowska była aktorką teatralną, filmową i telewizyjną. Ukończyła Wydział Aktorski w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi.

Występowała przez 25 lat na scenach warszawskich teatrów, najpierw Narodowego (1979-1983), a od 1983 r. Powszechnego, gdzie zagrała m.in. w "Iwonie, księżniczce Burgunda", "Wariacjach Goldbergowskich" Taboriego, "Weselu" Wyspiańskiego, a ostatnio w "Biesach" według Dostojewskiego. Znana jest z ról w filmach, m.in. "Zdjęcia próbne" Agnieszki Holland, "Spirala" Krzysztofa Zanussiego, "Cudowne dziecko" Waldemara Dzikowskiego. Ostatnio występowała w emitowanym w Telewizji Polskiej "Na dobre i na złe".

Miała nowotwór trzustki. Nie chciała opowiadać o swojej chorobie, by nie być posądzoną o chęć zrobienia sobie reklamy. W walce z rakiem wspierali ją przyjaciele. W listopadzie ub.r. zorganizowali koncert, z którego dochód został przeznaczony na leczenie "Duśki", jak o niej mówili. Daria Trafankowska leczyła się m.in. w klinice w Salzburgu w Austrii.

(INTERIA.PL/PAP)
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26226
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #13 dnia: Kwiecień 10, 2004, 07:32:46 pm »
Żegnaj Duśka
Późnym wieczorem w piątek, w szpitalu przy ulicy Banacha, zmarła aktorka Daria Trafankowska
Grała w teatrze, występowała w telewizji, pisała felietony, m.in. do "Super Expressu". Od czterech lat była Danutą Dębską, siostrą oddziałową w serialu "Na dobre i na złe". 5 stycznia skończyła 50 lat.


"Ma on chronić przed złymi energiami. Jasiek, mój partner, kupił mi serduszko bursztynowe, a ja do tego doczepiłam maluteńki paciorek - Bozię, którą mam jeszcze po mojej mamie. Z łańcuszkiem się nie rozstaję". Tak pod koniec grudnia mówiła w wywiadzie dla naszej gazety Daria - zmęczona chorobą, mimo czekającego ją leczenia, pełna optymizmu, nadziei... Mieliśmy nadzieję, że jej się uda. W Wielki Piątek już jej między nami nie ma. Trudno w to uwierzyć!
"Zaprzyjaźniony wróż powiedział mi: W 49. roku życia osiągniesz niesamowitą popularność, będzie koło ciebie mnóstwo pieniędzy i będzie się to wiązało z wyjazdem za granicę. Będziesz też otoczona taką miłością, że wielu ci będzie zazdrościć. I to się spełniło..."

Ostatni tydzień życia spędziła w szpitalu przy Banacha. Codziennie odwiedzały ją tłumy - przyjaciele, znajomi, wielbiciele. - Wy chyba już myślicie, że umrę - czasem tymi słowami witała ich w drzwiach.

Nie dopuszczała do siebie myśli o śmierci. Nawet pod koniec marca, gdy lekarze z austriackiej kliniki, gdzie przebywała na leczeniu onkologicznym, powiedzieli, że szanse na przezwyciężenie raka trzustki ma znikome... Wróciła do Warszawy, do szpitala. Do końca był przy niej jej partner Jan. Odeszła. - W Wielki Piątek zabiera sam Chrystus... - powiedziała Hanna Karolak, pisarka i przyjaciółka Duśki.

Zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Jacek Kaczmarski nie żyje
« Odpowiedź #14 dnia: Kwiecień 10, 2004, 10:35:30 pm »
Zmarł Jacek Kaczmarski - poinformował Mirosław Chojecki, szef działającego w podziemiu wydawnictwa "Nowa", jeden z przyjaciół Kaczmarskiego.
W latach 80. był bardem "Solidarności", śpiewał autorskie piosenki, w których odwoływał się do tradycyjnych wartości i symboli narodowych oraz krytykował władze socjalistyczne.

Jacek Kaczmarski był zafascynowany twórczością Włodzimierza Wysockiego i Bułata Okudżawy. Popularność przyniosła mu pieśń "Mury", która nawiązywała do utworu katalońskiego barda Lluisa Llacha.

Inne jego znane utwory to między innymi: "Obława", "Nasza klasa", "Głupi Jasio", "Zbroja", "Dzieci Hioba". Śpiewał je zarówno w ciasnych mieszkaniach przyjaciół, jak i w wielkich salach koncertowych.

Twórczość Kaczmarskiego znalazła się na wielu płytach. Są wśród nich: "Mury", "Raj", "Muzeum", "Pochwała łotrostwa", "Wojna Postu z Karnawałem". Wczesne programy poetycko-muzyczne powstały w wyniku współpracy z Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim.

Z tym ostatnim Kaczmarski nagrał także album "Sarmatia". Ostatnio została wydana płyta "Mimochodem". Większość tekstów poetyckich barda "Solidarności" znalazło się w licznych śpiewnikach i zbiorach z tekstami.

W latach 90-tych Jacek Kaczmarski pisał także książki, często zwierające obszerny wątek autobiograficzny, między innymi: "Autoportret z kanalią", "Życie do góry nogami ", " Plażę dla psów " oraz " O aniołach innym razem ". W 2001 wydany został "Napój Ananków", powieść mówiąca o pracy w Radiu Wolna Europa.

Jacek Kaczmarski urodził się w 1957 roku. Debiutował w latach 70. w środowisku studenckim. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Trzykrotnie zdobywał nagrody Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie.

Od 1981 roku przebywał na emigracji, pracował między innymi w Radiu Wolna Europa, dużo koncertował w Europie i Ameryce. Po upadku PRL wrócił do kraju, skąd wyjechał w 1995 roku na kilka lat do Australii.

W 2000 roku Jacek Kaczmarski przyjął Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, nadany mu przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Kilka lat temu u Jacka Kaczmarskiego wykryto raka krtani.
 
http://info.onet.pl/900328,11,item.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #15 dnia: Kwiecień 10, 2004, 11:46:08 pm »
Jak smutno zaczynają się te święta. W gdańskim szpitalu, po długiej i ciezkiej chorobie zmarł Jacek Kaczmarski, bard, poeta, kompozytor i autor książek.


fot. Damian Kramski / AG
"...on dodawał im pieśnią sił, śpiewał, że blisko już świt..."
Jacek przed swoim domem w Gdańsku. Styczeń 2003


Jacek Kaczmarski1957-2004 - pi, IAR 10-04-2004
Jacek Kaczmarski na zdjęciach
oraz w kaciku Prasa
wywiady o J.Kaczmarskim

Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Dodawał pieśnią sił
« Odpowiedź #16 dnia: Kwiecień 14, 2004, 05:28:56 pm »
Dodawał pieśnią sił



W Wielką Sobotę w gdańskim szpitalu zmarł Jacek Kaczmarski, pieśniarz, poeta, pisarz, także kompozytor. Twórca "Obławy" i "Murów" - bard "Solidarności". Miał 47 lat, dwa lata temu okazało się, że cierpi na nowotwór złośliwy przełyku. Rak go pokonał; nie pomogła skomplikowana terapia, pamięć i wsparcie tych, którzy powtarzali: "Śpiewak nie może być sam".

A śpiewakiem był niezwykłym. Zdumiewająco aktywnym, twórczym, lekceważącym konwencje i mody, zawsze młodym. Napisał ponad tysiąc(!) piosenek, z czego sześćset wykonywał publicznie, wiele z nich rejestrując na płytach i kasetach, nagrywanych solo i w tercecie z Przemysławem Gintrowskim i Zdzisławem Łapińskim.

Ostatni list
Od czasu wywiadu pt. "Czuję się autentyczniejszy", jaki ukazał się w bożonarodzeniowym dodatku "Plus Minus", sporo korespondowałem z Jackiem Kaczmarskim. Porozumiewaliśmy się pocztą e-mailową, bo choć - jak przyznał Kaczmarski - "e-mail to tylko rozmowy namiastka", w jego stanie zdrowia wolał tę formę dialogu. Przekonałem się, że bezpośrednie rozmowy sprawiają mu trudność. Pamiętając jego wiersze o malarzach pomyślałem, że mógłby napisać utwór o Brunonie Schulzu. Ten pomysł zainteresował Kaczmarskiego. "Bądźmy w kontakcie. Do rychłego zobaczenia" - zakończył swój list. Ostatni e-mail otrzymałem 9 kwietnia o 15.41. Kończył się słowami: "Ostatnio dzielę czas między dom i szpital, więc trochę jest trudno. Ale staram się. Nic groźnego, mam nadzieję. Życzę też wszystkiego najlepszego i pozdrawiam Załogę [Rzepy]! Jacek

Następnego dnia pojawił się komunikat o jego śmierci.

Jan Bończa-Szabłowski

 
Pozostał we Francji po 13 grudnia 1981 r. i zaangażował się w działania Komitetu Solidarności z "Solidarnością", na którego rzecz koncertował we wszystkich chyba skupiskach Polaków w wolnym świecie: USA i Kanadzie, RPA i Australii. Przez dziesięć lat uprawiał dziennikarstwo w Radiu Wolna Europa, dokąd trafił dzięki Jerzemu Giedroyciowi. Dźwięki "Zbroi" zapowiadające cotygodniowy "Kwadrans Jacka Kaczmarskiego" gromadziły przy radioodbiornikach tysiące młodych ludzi, dla których autor programu był nie tylko twórcą znakomitych tekstów, ale i autorytetem moralnym. A zarazem kimś najbliższym. Jeden z popularnych zespołów studenckich nazwał się wymownie Bez Jacka.

Był także autorem powieści: "Autoportret z kanalią", "Plaża dla psów", "O aniołach innym razem", "Napój Ananków". W końcu tego miesiąca ukaże się "Tunel", tom ostatnich jego utworów.

Dorobek autorski Kaczmarskiego dowodzi wykonania przez artystę gigantycznej pracy - estradowej i literackiej, ale i obywatelskiej. Jego pieśni nie tylko komentowały polską rzeczywistość, ale w wielu wypadkach okazać się miały profetyczne. K.M.


http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040413/kultura/kultura_a_1.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Zmarł Jacek Kaczmarski Słuchacze byli dla Niego najważniejsi
« Odpowiedź #17 dnia: Kwiecień 14, 2004, 05:30:32 pm »
Zmarł Jacek Kaczmarski Słuchacze byli dla Niego najważniejsi. Dla nich grał po 25 koncertów miesięcznie, dla nich pisał i śpiewał
Bez Jacka



(c) BARTŁOMIEJ ZBOROWSKI

Na to, że będzie artystą, był niejako - jako dziecko artystów - skazany. Obrazy malowali zarówno jego mama - Anna Trojanowska, jak i ojciec - Janusz Kaczmarski, wieloletni prezes Polskiego Związku Artystów Plastyków. Jacek też malował, tyle że słowem i śpiewem. Wiele jego utworów zostało zainspirowanych twórczością malarzy. Ukochanym Piotrem Brueglem Starszym, Goyą, Munchem, Boschem, ale i Malczewskim, Witkacym, Linkem. Tak było od początku. Wysoko ceniony przez miłośników Kaczmarskiego "Encore, jeszcze raz", będący "opowiedzeniem" obrazu Pawła A. Fiedotowa, powstał w 1977 roku.

Dance Macabre

Brniemy, brniemy zaciekle

Dopóki życia staje

Danym za frajer Piekłem

Rzadko dostępnym Rajem


Zazwyczaj się udaje

Roztrwonić siły i zdrowie

Jedno, co pozostaje

To o tej drodze Opowieść


Na czym zdarłem podeszwy?

Co z wędrówki rozumiem?

Czym stał się mój Czas Przeszły?

- Gadać nie każdy umie


Ale bełkotu breją

Karmi sny niespokojne...

Tych, co gadać umieją

Mało kto zresztą pojmie


Są tacy, co pojmują

(To ich różni od zwierząt)

Poczęstują, współczują,

Ale w Opowieść - nie wierzą


Więc sami brną zaciekle

Póki im życia staje

Niezrozumiałym Piekłem

Nie do pojęcia Rajem


Osowa, 19.08.2003

 
Tak jak malarstwo, tak i muzyka była w domu Jacka czymś oczywistym. W końcu był bratankiem sławnej śpiewaczki Bogny Sokorskiej, a to do czegoś zobowiązywało. Wymigał się wprawdzie od lekcji gry na pianinie, ale z entuzjazmem przyjął kupioną mu gitarę. Był wtedy uczniem warszawskiego Liceum im. Narcyzy Żmichowskiej.

- Bardzo szybko zorientowałem się, że moje akcje u co ładniejszych koleżanek poszły zdecydowanie w górę. Z gitarą w ręku stałem się kimś innym - wspominał po latach.

- Rodzice mieli swoją sztukę, zajęcia na uczelni i choć mnie nie zaniedbywali, to wychowanie przerzucili na barki dziadków i oni ukształtowali mnie najbardziej - opowiadał. - Babcia zmuszała mnie do słuchania muzyki klasycznej, czego nie lubiłem, ale zgadzałem się na to ze względów strategicznych, a dziadek wciągał mnie w rozmowy o polityce, opowiadał o świecie - jaki był, jaki miał być, a jaki jest. To był "wierzący" komunista, jeszcze przedwojenny.

Dziadkowie Jacka - Felicja i Stanisław Trojanowscy - dożyli sędziwych lat. Dziadek, przedwojenny komunista, w PRL został posłem, pracował w dyplomacji, był wiceministrem oświaty. W 1981 r. oddał legitymację PZPR i zajął się - jeśli wierzyć Jackowi - filozofią zen.

Wychowywano Jacka w duchu laickim, o czym decydował światopogląd dziadków i żydowskie akcenty w jego życiorysie. "Chodziłem do kościoła oglądać witraże..." - przyznawał w 1993 r. w "Drzewie genealogicznym". A jednak Bóg obecny był w jego utworach stale. Wadził się z nim, traktował nadto może poufale, jednak mówienie o Jacku jako o ateiście jest absurdem. Jak mało który artysta swą twórczość zorientował wobec nie kogo innego, a Stwórcy właśnie.

Pierwszy raz usłyszałem go z taśmy, nagranej byle jak na byle jakim sprzęcie. Jego śpiew - zdaniem wielu, krzyk raczej - magnetyzował, nasuwając oczywiste skojarzenia z Włodzimierzem Wysockim. Niebawem zresztą dość swobodnie przetłumaczył "Ochotę na wołkow", robiąc z niej "Obławę" i wygrywając tym songiem Festiwal Piosenki Studenckiej w Krakowie. Był rok 1977. Wygrał także dwa następne festiwale w Krakowie, gdzie jurorzy sugerowali żartobliwie, by przyznać mu abonament na pierwsze nagrody, dopóki nie ukończy studiów. Od sukcesów studenckich daleko było jednak do zaistnienia na estradzie profesjonalnej. Korzystając z SZSP-owskiego parasola mógł najwyżej nagrać jedną czy dwie piosenki na składankowej kasecie. O wydaniu płyty nie mogło być mowy. Umożliwiono mu jednak, wraz z Przemysławem Gintrowskim, występy w Teatrze Na Rozdrożu. Tam też zaczął zarabiać pierwsze prawdziwe pieniądze.

Śpiewał wtedy i inne pieśni Wysockiego, m.in. "Nie lubię", którą wyeliminowała cenzura z "Przypadku" Krzysztofa Kieślowskiego, czy "Ze sceny". Po latach w wywiadzie dla "Tygodnika Solidarność" powie: "To po spotkaniu z Wysockim w 1974 roku zrozumiałem, że piosenka nie jest jedynie umiejętnością napisania tekstu i skomponowania muzyki. Może być sposobem wyrażenia najgłębszych, najbardziej podstawowych treści". Po śmierci Wysockiego napisze wstrząsające "Epitafium...", za które w 1981 r. dziennikarze dadzą mu swoją nagrodę na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu.

Tyle że to już był czas "Karmanioli", a "Mury" śpiewała Polska jak długa i szeroka. Pieśń katalońskiego barda Luisa Llacha stała się wręcz hymnem "Solidarności", a wykonawcę tego przeboju każdego polskiego strajku uznano za barda nowego związku zawodowego. Niezależnego i samorządnego. Po latach Kaczmarski napisze: "Patrzono na mnie przez soczewki/Miłości, złości, interesu/Przeinaczano moje śpiewki/By się stawały tym, czym nie są./Tak używano mnie w potrzebie/Aż dziw, że jeszcze mam ciut siebie".

Najbardziej "przeinaczony" został sens "Murów" właśnie. Jak to było możliwe? Przecież chyba każdy człowiek mający minimum inteligencji, nie mógł mieć wątpliwości, o co naprawdę chodzi w tym songu?

- Mnie idziesz pytać? - odpowiedział mi kiedyś Jacek pytaniem na pytanie, nie kryjąc wesołości. - W 1981 roku grałem koncert w Teatrze Ósmego Dnia i moi przyjaciele z tego teatru, aktorzy, wspaniali, myślący ludzie zakrzykiwali puentę "Murów". Wołali: "Mury nie rosną, ale runą, runą!" Nie mam o to pretensji, powiedziałbym nawet, że odczuwam jakąś perwersyjną przyjemność, płynącą z tego, że słowa tej piosenki sprawdziły się. To takie borgesowskie nałożenie się rzeczywistości i literatury.

Śpiewał na strajkach i w opozycyjnym salonie literackim państwa Walendowskich w dawnym mieszkaniu Melchiora Wańkowicza przy ulicy Puławskiej i Pod Egidą u Jana Pietrzaka. Na Zachodzie został nieco przypadkowo. Wyjechał z Gintrowskim i Łapińskim na koncerty do Francji, trasa się przedłużała, koledzy musieli wrócić do kraju, pozałatwiać jakieś swoje sprawy. Po 13 grudnia 1981 r. paszportów już nie dostali, a Jacek został w Paryżu. Późniejsze zatrudnienie w Wolnej Europie wybawiło go od kłopotów materialnych i troski o codzienne sprawy bytowe, ale z drugiej strony - wciągnęło w kierat dziennikarskiej harówki, bynajmniej nie tak twórczej, jak by się zdawało, a na pewno silnie stresującej.

Pierwszego stycznia 1994 r. razem ze swoją drugą żoną, Ewą, złożyli rezygnację z pracy w RWE. Rok później podjął decyzję o wyjeździe do Australii. Na stałe. Kiedy przyjeżdżał na koncerty do Polski, opowiadał, jak mu się wspaniale - z Ewą i córką Patrycją - żyje w Perth. Niemniej na to życie zarabiał w Polsce. Na którąś trasę koncertową przyjechał już rozwiedziony. To rozstanie przebiegło znacznie spokojniej niż rozwód z pierwszą żoną Inką, z którą miał syna - Kosmę. To cudowne, że w Polsce znalazł kolejną życiową partnerkę - Alicję, a w niej oparcie; bardzo szybko nadeszło jednak to, co najgorsze - śmiertelna choroba. Jacek był szczerym człowiekiem. Nie tylko przyjaciołom, ale i w wywiadach potrafił powiedzieć: - Naprawdę skrzywdziłem wszystkich, którzy chcieli dla mnie dobrze.

Był alkoholikiem. O wódce wiedział dużo, siedem lat zajęło mu wydobywanie się z zaklętego kręgu odtruć, zaszywań, zapijań itd. Zgodnie z zaleceniami AA mówił o tym publicznie, pomagając innym "braciom w nałogu".

Miał wiernych słuchaczy i, o dziwo, przybywało ich. Na jego koncerty na początku XXI wieku przychodzili coraz młodsi słuchacze, którzy wciąż na nowo odczytywali "Obławę" jako pieśń o nich samych. Dla Jacka najważniejsi byli właśnie oni. To dla nich nadwerężał struny głosowe, dla nich grał po 25 koncertów miesięcznie, dla nich pisał, grał i śpiewał. Po śmierci Bułata Okudżawy napisał "Pożegnanie", którego słowa najlepiej wyrazić mogą to, co czuję teraz, będąc przekonanym, że dzielę to uczucie z tymi wszystkimi, którzy mówią dziś, że świat bez Jacka już nigdy nie będzie taki sam: "Piosenka pożegnania/Piosenką jest utraty/Żegnałem ludzi i zdania -/Traciłem całe światy./I nic nie pozostało/Prócz tego, co nucicie!/To wcale nie jest mało/Tak - żegnać - całe życie".

Krzysztof Masłoń

Przemysław Gintrowski: Jacek to był gość, który starał się czerpać z życia pełnymi garściami. Potrafił używać życia. Był tytanem pracy. Podczas wspólnych wyjazdów obserwowałem, jak w hotelu budził się o 7.00 rano i siadał do pisania. Wiem, że mimo choroby, do ostatnich chwil pracował bardzo intensywnie. Pisał kolejne wiersze.
Jacek zaczął śpiewać w drugiej połowie lat 70. Do wspólnych występów namówił nas Marcin Idziński, szef nieistniejącego już Teatru na Rozdrożu. Na zamówienie tego teatru powstały właśnie "Mury", od których rozpoczęliśmy naszą współpracę. Kiedy wybuchła "Solidarność" wiedzieliśmy, że hasła przez nią głoszone są nam bardzo bliskie. Jacek okrzyknięty został bardem "Solidarności", choć myślę, że to określenie znacznie ograniczało jego twórczość, podobnie jak określenie Zbigniewa Herberta: poeta polityczny. Kaczmarski był po prostu świetnym poetą.

Kochał koncerty i lubił, gdy go słuchano. Jeszcze parę lat temu potrafił przejechać maluchem na drugi koniec Polski, kiedy wiedział, że czekają na jego występ. Podczas jednego z koncertów w Harendzie pobił rekord świata, śpiewał przez pięć godzin.

Jeszcze przed chorobą Jacka mieliśmy wspólne plany.

Postanowiliśmy napisać nowy program, tym razem o relacjach między kobietą i mężczyzną. Do udziału w nim zaprosiliśmy Bogusława Lindę. Choroba Jacka zweryfikowała te projekty, a jednak wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało. NOT. J.B-S.
 

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040413/kultura/kultura_a_2.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Bard dotrwał do pointy
« Odpowiedź #18 dnia: Kwiecień 14, 2004, 05:31:52 pm »
Bard dotrwał do pointy
Jacek. Nieco młodszy kolega z podstawówki, potem z liceum, a potem z polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Kiedy w połowie lat siedemdziesiątych, jeszcze przed pierwszym jego sukcesem na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie, w pewnym warszawskim mieszkaniu słuchaliśmy w grupie przyjaciół "Obławy", pierwszej z jego elektryzujących pieśni, nie przewidywaliśmy przygody z historią, jaką przyjdzie mu przeżyć. I jaką przyjdzie przeżyć nam wszystkim.


Potem były cztery lata po czerwcu 1976 roku, podczas których rodził się ruch opozycyjny. Wtedy w klubach studenckich i na koncertach w prywatnych mieszkaniach rodził się również bard - Jacek Kaczmarski. Elektryzował swoją niezwykłą śpiewaną poezją. Był patetyczny tym patosem, którego potrzebowano.

Potem był sierpień 1980 roku i Jacka okrzyknięto bardem "Solidarności". Potem były lata stanu wojennego, gdy Kaczmarski swoim niestrudzonym śpiewaniem elektryzował polskich emigrantów na Zachodzie, a nas w kraju za pośrednictwem przemycanych stamtąd nagrań. Po 1989 roku jakoś trudno mu było na powrót zagrzać sobie miejsce nad Wisłą. W pewnej chwili uciekł przed sobą i Polską aż do Australii.

Rolę barda Kaczmarski przyjął na siebie z dużą sumiennością. Bard to instytucja, rola społeczna, służba. Ale on poza tę rolę wykraczał, co chyba rzadko kto z tzw. szerokiej publiczności zauważał. Jego dialog z Polską był trudny. Poczucie tragizmu historii, nad którą wisi katastrofa, brzmiało już w pieśni o zagładzie Pompei, a dramatycznej, mrocznej powtarzalności polskich dziejów - już w "Krajobrazie po uczcie". Samotność barda, po którym historia przetoczyła się jak walec, wyraził w najbardziej znanej pieśni "Mury".

Ta właśnie pieśń do dziś sprzedawana jest jako wspomnienie o zagrzewaniu do rewolucyjnej walki. Rzadko komu starcza cierpliwości, by dotrwać z uwagą do ostatniej zwrotki, do pointy, gdy bard patrzy z rosnącym smutkiem na rozgrzany jego pieśnią, pewny siebie rewolucyjny tłum, który "wyrwał murom zęby krat". I widzi, że mury znów rosną, a u nóg kołyszą się kajdany.

Bogumił Luft

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040413/kultura/kultura_a_3.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Koncert według Jacka Kaczmarskiego
« Odpowiedź #19 dnia: Kwiecień 14, 2004, 05:32:59 pm »
Koncert według Jacka Kaczmarskiego

Finałowy koncert XXV Przeglądu Piosenki Aktorskiej, który odbędzie się 3 maja, będzie złożony z piosenek i wierszy Jacka Kaczmarskiego. Zmarły w sobotę autor "Wojny postu z karnawałem" do ostatnich godzin życia aktywnie uczestniczył w przygotowaniach do koncertu.

- Jacek Kaczmarski napisał tekst wiążący piosenki, które wybraliśmy - mówi Wojciech Kościelniak, reżyser spektaklu. - Korespondowaliśmy e-mailami. Ostatni dostałem w piątek po południu. Jacek bardzo zaangażował się w ten projekt - wspomina Roman Kołakowski, dyrektor przeglądu.

Wybór utworów do finałowego koncertu jubileuszowego przeglądu nie był przypadkiem. Jacek Kaczmarski wspólnie z Przemysławem Gintrowskim w 1981 roku byli laureatami wrocławskiego przeglądu. Kaczmarski wielokrotnie tu koncertował, był jurorem przeglądu.

- Będzie to pierwszy od wielu lat koncert, którego współautorem jest Jacek. Niestety, już bez niego. Odbywały się rozmaite koncerty charytatywne, na których zbierano pieniądze, by ratować jego życie. Organizując je, jakby zapomniano, że Jacek jest nie tylko pieśniarzem, ale także świetnym pisarzem i poetą - opowiada Roman Kołakowski.

W spektaklu wystąpią m.in. Kinga Preis, Katarzyna Groniec, Mariusz Lubomski, Konrad Imiela, Jacek Bończyk, Mirosław Baka i Sambor Dudziński. Scenografię przygotował Grzegorz Policiński. Próby trwają od dwóch miesięcy.

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040413/kultura/kultura_a_4.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #20 dnia: Kwiecień 14, 2004, 10:43:13 pm »
Piękną stronę zrobiła Ewa Białek
...tu czas się zatrzymał 10.04.04r.
(głośniki włączcie)

W nakręcanym codziennie zegarze
Wskazówki dawno odpadły
A ciężary nieznanych wydarzeń
Na dwoje wróżą z wahadła.
Gdy zapętli się czasu nić -
Zacznie bić..

Jacek Kaczmarski
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Dorota

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 503
    • http://www.oliwia.iskierka.org
Pożegnaliśmy dzisiaj Darię Trafankowską
« Odpowiedź #21 dnia: Kwiecień 15, 2004, 11:49:38 pm »
Tłumy przybyły na uroczystości pogrzebowe zmarłej w ubiegłym tygodniu aktorki Darii Trafankowskiej, które odbyły się na warszawskim Cmentarzu Powązkowskim

http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=5148586&ticket=7588638342788650ulbJDGhTOTKKI6tTj54hPqQ9mKFOfN1R%2BZZC8RAHXRcv4R4XflbDrWrtkfaeMisrxwgFAtZ5UP5%2Fhn74XBybrNuLAiZJjCm%2BZHhzlIYDtaahSMCgWKcsX0zOC2cwK3gF


 POZOSTAWIŁA SMUTEK I ŻAL :cry: :cry: :cry: :cry:

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Zmarła Zofia Raciborska
« Odpowiedź #22 dnia: Kwiecień 27, 2004, 06:16:47 pm »
Zmarła Zofia Raciborska


W niedzielę w Warszawie w wieku 80 lat zmarła aktorka Zofia Raciborska. Miliony telewidzów znają jej głos z klasycznych dobranocek. Jej głosem mówili Jacek i Agatka, była też sąsiadką Ptysia i Balbinki. Sama Raciborska występowała w tych dobranockach po prostu jako pani Zosia. Zofia Raciborska tuż po wojnie studiowała w krakowskim Studiu Iwo Galla i w Krakowie rozpoczynała pracę aktorską. W latach 50. pracowała w teatrze Dzieci Warszawy. Był to jej powrót do stolicy, w której walczyła podczas powstania jako łączniczka w AK-owskim Zgromadzeniu Krybar na Powiślu

http://serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,2041958.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Dorota

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 503
    • http://www.oliwia.iskierka.org
Waldemar Milewicz nie żyje
« Odpowiedź #23 dnia: Maj 07, 2004, 07:59:02 pm »
Waldemar Milewicz dziennikarz, korespondent wojenny TVP i montażysta Mounir Bouamrane zginęli rano w Iraku. Operator Jerzy Ernst jest ranny w rękę, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Bez szwanku wyszedł ich iracki przewodnik Assir Kamel al-Kazzaz.



Czytaj:
Waldemar Milewicz i Mounir Bouamrane zabici w Iraku

Offline Dorota

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 503
    • http://www.oliwia.iskierka.org
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #24 dnia: Maj 07, 2004, 08:03:36 pm »

Offline Andrzej67

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 406
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #25 dnia: Maj 09, 2004, 11:13:27 pm »
I w imię czego następna śmierć ? - pytanie do naszych polityków ......bo wam "Panowie" to nic nie grozi - no chyba że Bin Laden  przyceluje na Wiejską - czego wam i sobie ......... :twisted: :!:
"piekła  nie ma tam - po drugiej stronie życia , jest tu i teraz : sami sobie je stwarzamy przez nasze myśli i uczynki...."
"śpieszmy się kochać - bo ludzie tak szybko odchodzą...."
"każdego dnia jest coraz lepiej ,lepiej i lepiej...." (J.Silva)

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #26 dnia: Maj 10, 2004, 12:25:24 am »
Ale wycelowałeś

Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Dorota

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 503
    • http://www.oliwia.iskierka.org
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #27 dnia: Maj 10, 2004, 08:05:04 am »
Brawo! Brawo! wszystkich ich :2gunfire:

Offline Dorota

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 503
    • http://www.oliwia.iskierka.org
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #28 dnia: Maj 10, 2004, 08:28:19 am »
A tym czasem samolot z ciałami naszych rodaków  wylądował w nocy na lotnisku Okęcie w Warszawie.
Czytaj więcej na stronie

 :cry:  :cry:  :cry:

Offline Beata

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 152
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #29 dnia: Maj 12, 2004, 11:16:46 am »
Tu można zapalić wirtualna świeczkę za Waldemara Milewicza.

Offline Dorota

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 503
    • http://www.oliwia.iskierka.org
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #30 dnia: Maj 12, 2004, 11:15:44 pm »
Dziękuję za link :(

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26226
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #31 dnia: Maj 13, 2004, 11:54:04 am »
I po co to wszystko?
Wojna, nienawiść i niepotrzebna kolejna śmierć  :cry:
 
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Dorota

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 503
    • http://www.oliwia.iskierka.org
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #32 dnia: Maj 13, 2004, 03:32:15 pm »
Ja też się zastanawiam ????????
Te wszystkie zamieszki też mi się nie podobają,
giną niewinni ludzie i dzieci..
po co to?

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #33 dnia: Czerwiec 17, 2004, 10:34:13 am »
Jacek Kuroń 1934 - 2004

W Warszawie po długiej chorobie zmarł Jacek Kuroń, polityk i publicysta, minister w rządach Tadeusza Mazowieckiego i Hanny Suchockiej, jeden z założycieli Komitetu Obrony Robotników, uczestnik rozmów "okrągłego stołu". Miał 70 lat.



Cytuj
Był wybitnym polskim politykiem i publicystą. W czasach komunistycznych był działaczem opozycyjnym, po 1989 roku posłem, a także jednym z liderów Unii Demokratycznej, ministrem pracy i polityki socjalnej. Choć od kilku lat z powodu choroby nie zajmował się polityką, cieszył się popularnością i zaufaniem. Pasją jego życia była działalność społeczna.

Jacek Kuroń był jedną z najbardziej znanych postaci opozycji antykomunistycznej, z którą był związany od połowy lat 60. Współtworzył Komitet Obrony Robotników, wielokrotnie był więziony i internowany, uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu. W więzieniu spędził łącznie blisko 10 lat.

Urodził się 3 marca 1934 roku we Lwowie. Ukończył historię w Uniwersytecie Warszawskim. W latach 40. należał do Związku Harcerstwa Polskiego, w latach 50. działał w Związku Młodzieży Polskiej i PZPR. Z partii dwukrotnie go usuwano: w 1953 roku za odmowę złożenia samokrytyki i w 1964 roku - za "List otwarty", napisany wspólnie z Karolem Modzelewskim. W 1975 roku był współinicjatorem listu 59 intelektualistów, którzy wystąpili w obronie praw człowieka w PRL.

W Komitecie Obrony Robotników działał od jego powstania w 1976 roku do 1981 roku. Rok później został oskarżony o próbę obalenia ustroju. Był doradcą Komisji Krajowej "Solidarności" i Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ "S" w okresie, gdy związek działał w podziemiu.

Po przełomowym 1989 roku został członkiem-założycielem ROAD, a następnie wiceprzewodniczącym Unii Demokratycznej. Potem był związany z Unią Wolności.

W rządzie Tadeusza Mazowieckiego i Hanny Suchockiej kierował ministerstwem pracy i polityki socjalnej. Pod jego kierownictwem opracowano pierwszą w powojennej Polsce ustawę o bezrobociu i utworzono Fundusz Pracy.

Od 1989 roku był posłem na Sejm trzech kolejnych kadencji. W 1995 roku w pierwszej turze wyborów prezydenckich zajął trzecie miejsce, za Aleksandrem Kwaśniewskim i Lechem Wałęsą.

W latach 90. zainicjował wiele akcji społecznych, między innymi powstanie Fundacji "Pomoc Społeczna SOS, mających łagodzić dotkliwe skutki transformacji gospodarczej w naszym kraju.

Jacek Kuroń jest autorem kilku książek, między innymi: "Polityka i odpowiedzialność", "Wiara i wina. Do i od komunizmu", "Moja zupa" oraz "Spoko, czyli kwadratura koła". Swoją aktywność w licznych ruchach społecznych podsumował w książce "Działanie".

W 1994 roku został odznaczony medalem św. Jerzego, przyznawanym przez "Tygodnik Powszechny". Został uhonorowany najwyższym polskim odznaczeniem - Orderem Orła Białego. W 1999 roku za tworzenie nowego partnerstwa polsko-niemieckiego otrzymał Wielki Krzyż Zasługi Republiki Federalnej Niemiec. Został także odznaczony francuską Legią Honorową oraz ukraińskim Orderem Jarosława Mądrego.


http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2134756.html

Inne zdjęcia Kuronia http://serwisy.gazeta.pl/fotografie/5,53321,2106745.html

http://forum.darzycia.pl/topic,3328
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #34 dnia: Czerwiec 17, 2004, 09:09:12 pm »
Obszernie wraz ze zdjęciami Jacka Kuronia
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/8,53600,2106704.html





Strona Jacka Kuronia
http://www.kuron.pl
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #35 dnia: Czerwiec 21, 2004, 09:01:30 pm »
Jacek Kuroń opowiada o sobie:

Cytuj
Rewizja. Mały Maciek Kuroń budzi się i pyta dziadka, kim są ci panowie. - To koledzy tatusia przyszli - usłyszał w odpowiedzi. ?I Maciuś mówił potem do Gajki: - Wiesz, ci koledzy to zupełnie głupi, jeden stał w nocy koło mnie i czytał wszystkie moje książeczki?.


więcej:

http://serwisy.gazeta.pl/df/0,34468.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Stachura-wspomnienie
« Odpowiedź #36 dnia: Lipiec 27, 2004, 04:24:51 pm »
Guru z chlebakiem

 
Dwadzieścia pięć lat temu w swoim mieszkaniu na warszawskim Grochowie na haku od żyrandola powiesił się Edward Stachura. Tak narodziła się jedna z największych legend literatury polskiej

Autor "Całej jaskrawości" niemal z dnia na dzień stał się bożyszczem tłumów. Do kawalerki w gomułkowskim bloku przy ul. Rębkowskiej, grobu pisarza na cmentarzu Wólka Węglowa, rodzinnego domu w Aleksandrowie Kujawskim pielgrzymowali młodzi ludzie z całej Polski. Jak grzyby po deszczu zaczęły się mnożyć Stachuriady - festiwale jego twórczości. Opublikowane w latach 80. trzy edycje dzieł zebranych pisarza (każda w nakładzie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy) błyskawicznie zniknęły z księgarń. Zdesperowani młodzi ludzie oferowali pracownikom Czytelnika łapówki za umożliwienie zakupu pięcioksiągu wydanego w imitujących dżins okładkach.

Bitnik i hipis

Podobizna Stachury trafiła nawet na rozkładówkę "Razem", jednego z nielicznych wówczas kolorowych magazynów. A trzeba pamiętać, że "plakat" w tym popularnym tygodniku to było coś. Ówczesna, kontrolowana przez cenzurę prasa nie cieszyła się zbytnim wzięciem i żeby przyciągnąć czytelników, redakcje zamieszczały niedostępne w sklepach fotosy gwiazd rocka lub zdjęcia tzw. gołych bab. Autor "Kropki nad Ypsylonem" zajął więc strategiczne miejsce zarezerwowane dla Perfektu, UFO czy Budgie, co było bez precedensu.

O Stachurze i jego wyznawcach pisano na okrągło. Prasa donosiła, że w jednym z miast wojewódzkich odbywają się seanse spirytystyczne, podczas których duch pisarza daje wskazówki życiowe. Odnotowano kilka samobójstw inspirowanych jego śmiercią. Za Stachurę wzięli się inni twórcy. Anna Chodakowska objechała Polskę z monodramem "Msza wędrującego" na kanwie jego poezji, wydanym potem na płycie. Wiersze i piosenki Stachury śpiewali: Marek Gałązka, Wojciech Bellon, Elżbieta Adamiak, Stare Dobre Małżeństwo. Witold Leszczyński przeniósł na ekran "Siekierezadę". Do filmu o Stachurze podobno przymierzał się Andrzej Wajda.

Dlaczego to Edward Stachura, autor, który uciekał od rozgłosu i którego rozgłos przez długie lata omijał (jeszcze w połowie lat 70. jego książki wycofywano z bibliotek, bo nikt ich nie wypożyczał), a nie inny pisarz o barwnej biografii doczekał się masowego uwielbienia? Stachuromania miała korzenie pozaliterackie. Debiutujący na początku lat 60. tomem opowiadań "Jeden dzień" Stachura uosabiał ducha swoich czasów. A były to czasy bitników, a potem hipisów, o których zaczynało być głośno również w zahibernowanej w małej stabilizacji Polsce - kontestujących świat mieszczańskich wartości cywilizacji zachodniej. Stachura robił to samo, tyle że na socjalistycznym Wschodzie.

Czuły mściciel

Kreował w swoich utworach nowego bohatera, w którego franciszkańskiej postawie i wiecznym zachwycie nad światem łatwo można się dopatrzyć - choć zapewne on sam tego nie chciał - powinowactwa z ideałami beat generation. "Ten bohater jest sympatyczny, życzliwy światu i ludziom - zachwycał się Julian Przyboś. - Tak inny niż brutalni złodziejaszkowie, niepodobny do knajpianych lumpów, jakimi zajmowała się do niedawna młoda, tzw. hłaskoidalna proza".

Stachura przemierzał Polskę wzdłuż i wszerz, a potem, gdy przyszły nagrody i honoraria za książki, podróżował po świecie. Był na stypendium w Meksyku, wielokrotnie jeździł na Zachód, co w czasach, gdy władza reglamentowała wydawanie paszportów, musiało imponować. Ciągłe wypady nie miały nic wspólnego z turystyką. Podróżował nie po to, żeby dotrzeć do celu, podróżowanie, bycie w drodze stanowiło dla niego cel sam w sobie, sposób na życie.

Podobnie jak ciężka praca fizyczna, która jest kanwą dwóch jego powieści: "Cała jaskrawość" (1969, o czyszczeniu stawu w Ciechocinku) i "Siekierezada" (1971, o zimowym wyrębie lasu koło Kotli na Dolnym Śląsku ). Żył tak, jak pisał, a pisał tak, jak żył. Swoje warszawskie mieszkanie nazywał kwaterą, na wieczory autorskie zgadzał się tylko wtedy, gdy potrzebował pieniędzy.

Dziecko Peerelu

Nigdy nie wadził się z komunistyczną władzą, jeśli nie liczyć kolegium za ekscesy po wódce, próżno też doszukiwać się treści politycznych w jego twórczości. Powie ktoś, że Stachura był beneficjentem PRL i nie miał się o co na reżim gniewać. Wcześnie, bo w wieku 25 lat, miał debiut książkowy w poważnym wydawnictwie, potem też drukowano go bez przeszkód. Cieszył się uznaniem krytyki i kolegów po piórze.

Na romanistyce był traktowany ulgowo, a o mieszkanie wystarał mu się Jarosław Iwaszkiewicz. Korzystał ze stypendiów i innych dotacji z kieszeni państwa, dostawał nagrody, wyjeżdżał, gdzie chciał.

Ale też wiele z tych beneficjów rozdał emerytom i menelom w barach mlecznych, gdzie chętnie się stołował. Postawa Stachury nie była skierowana przeciwko systemowi komunistycznemu, ale przeciwko systemowi w ogóle, i pewnie dlatego w latach 80. na festiwalu w Jarocinie punki wypisywały na skórzanych kurtkach "Stachura" obok anarchistycznego "No future".

Cybulski w dżinsach

Stachura kreował się na obywatela świata, wagabundę, ale był przy tym bardzo polski. Ubrany w zachodni dżinsowy uniform nosił chlebak z demobilu i blaszany kubek, tak jak Zbigniew Cybulski, którego podziwiał. Na gitarze zaczął sobie akompaniować grubo po trzydziestce. Nigdy nie nauczył się dobrze grać, śpiewał też nienadzwyczajnie - zacinał się, seplenił. Na pewno sporo racji ma Ziemowit Fedecki, pisząc, że jego legendę "rozdmuchał kołtun". To ten obraz Stachury - wiecznego wędrowca z gitarą, muzyka i jednocześnie poety, autora ckliwych piosenek do świec - odcisnął piętno na jego legendzie. Takim chciały go widzieć tysiące nastolatków, na takiego bohatera było zapotrzebowanie.

Pod koniec lat 70. Stachura przeżywał twórczy, czyli w jego przypadku egzystencjalny dramat. Zmagał się z chorobą psychiczną. Umarł jego biologiczny ojciec, a potem przybrany - sportretowany w wierszach śląski gawędziarz i filozof Rafał Urban. Odchodzili przyjaciele poeci, m.in. Ryszard "Bruno" Milczewski, unieśmiertelniony w piosence "Ruszaj się Bruno".

Stachura uznał, że jego koncepcja pisania jest nieprawdziwa, że literatura nie tylko nie jest życiem, ale wręcz je fałszuje. Zanegował więc literaturę. Wypisał się ze Związku Literatów Polskich z powodu zaprzestania działalności pisarskiej. Potem zanegował życie. W kwietniu 1979 r. w pobliżu Bednar pod Łowiczem rzucił się pod lokomotywę. Stracił cztery palce prawej ręki. Lewą napisał wstrząsający pamiętnik "Pogodzić się ze światem" i "List do pozostałych".

Dekadę po śmierci 42-letniego poety emocje opadły. Na początku lat 90. grupa Hey nagrała jego piosenkę, potem było kilka wznowień książek, sporadycznie odbywają się kameralne Stachuriady. Nadszedł czas na weryfikację legendy, która zaszkodziła jego twórczości. Poetycka proza urodzonego we francuskim Delfinacie pisarza na pewno na to zasługuje.

http://serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,2200085.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26226
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #37 dnia: Lipiec 28, 2004, 11:16:57 am »
Zmarł łódzki aktor
Bogusław Sochnacki nie żyje




Był aktorem znakomitym i lubianym. Kochał go teatr, film i telewizja. Całe życie związał z Łodzią, był ulubieńcem Kazimierza Dejmka.

Łódź

W filmie stworzył pół setki kreacji, niby drugiego planu, ale zawsze pierwszej wielkości ("Ballada o Januszku", "Noce i dnie", "Chłopi"). To jego głosem mówił Rumcajs z telewizyjnej dobranocki. Zmarł w Łodzi w poniedziałkowy wieczór. Miał 74 lata.

autor: Zofia Kraszewska

Zródło:
Super Express z dnia 28 lipca 2004 r.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #38 dnia: Sierpień 16, 2004, 08:34:49 pm »

Mistrz przeżywania świata

W sobotę o godzinie 11.10 we własnym mieszkaniu w centrum Krakowa w wieku 93 lat zmarł Czesław Miłosz, jeden z największych poetów XX wieku.

Odszedł w otoczeniu najbliższych, syna Antoniego i synowej. Na wieść o śmierci honorowego obywatela Krakowa na siedzibie magistratu zawisła flaga miasta okryta kirem.


Czesław Miłosz, fot. archiw.PAP


Czesław Miłosz - wybitny poeta, pisarz, eseista, laureat literackiej Nagrody Nobla zmarł w Krakowie w wieku 93 lat - poinformowała Joanna Miłosz, synowa poety.     

Cytuj
Miłosz zmarł przed południem w domu w otoczeniu najbliższych. Cierpiał na dolegliwości układu krążenia i od kilku lat coraz częściej przebywał w szpitalu.  Czesław Miłosz urodził się 30 czerwca 1911 roku w Szetejniach na Litwie. Ukończył wileńskie gimnazjum im. Zygmunta Augusta. Jak sam wspominał, w dzieciństwie zupełnie nie myślał, że zostanie poetą - "bo było postanowione, że wybieram zawód przyrodnika" - fascynował go zwłaszcza świat ptaków.  Jednak Miłosz stopniowo tracił miłość do przyrody, m.in. z powodu znajomości teorii Darwina, a pociągała go poezja, w której wielokrotnie wracał do natury i do krainy swojego dzieciństwa.  Jako poeta zadebiutował podczas studiów prawniczych na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie wierszami opublikowanymi w uniwersyteckim piśmie "Alma Mater Vilnensis".  Był wówczas jednym z założycieli grupy poetyckiej i pisma "Żagary". Jego książkowy debiut to "Poemat o czasie zastygłym" z 1933 r. Pierwszym sukcesem okazał się wydany trzy lata później tom "Trzy zimy".  Przed wojną Miłosz pracował w rozgłośni Polskiego Radia w Wilnie, a potem w Warszawie. Podczas okupacji uczestniczył w podziemnym życiu kulturalnym stolicy - publikując m.in. "Wiersze" pod pseudonimem Jan Syruć.  Po wojnie przez kilka lat Miłosz pracował jako dyplomata - był attache kulturalnym PRL w Nowym Jorku, a potem sekretarzem ambasady w Paryżu.  W 1951 r. poprosił o azyl na Zachodzie - przebywał we Francji, a w 1960 r. przeniósł się do USA, gdzie został profesorem na Wydziale Języków i Literatur Słowiańskich Uniwersytetu w Berkeley.  W 1980 r. za całokształt twórczości Miłosz został nagrodzony literacką Nagrodą Nobla.  Rok później poeta przyjechał do Polski i odebrał doktorat honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W 1989 r. doktorat honoris causa przyznał Miłoszowi Uniwersytet Jagielloński.  Od roku 1994 Miłosz zamieszkał w Krakowie, dzieląc odtąd swój czas między Kraków i Berkeley. W obu miastach wykładał na uniwersytetach. Jak twierdził, do Krakowa ciągnęło go jego podobieństwo do Wilna.  Był niekwestionowanym autorytetem moralnym - wiele razy zabierał głos w ważnych dla Polaków sprawach. Chciał między innymi położyć kres konfliktowi o krzyż na oświęcimskim żwirowisku, był sygnatariuszem Apelu Wawelskiego, w którym intelektualiści zwrócili się do Polaków o głosowanie za wejściem naszego kraju do Unii Europejskiej.  Jest autorem wierszy, poematów, powieści i esejów m.in. utworów: "Poemat o czasie zastygłym", "Trzy zimy", "Ocalenie", "Gucio zaczarowany", "Traktat poetycki", "Traktat moralny", "Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada", "To", "Dolina Issy", "Zniewolony umysł", "Rodzinna Europa", "Widzenia nad Zatoką San Francisco", "Piesek przydrożny", "Abecadło Miłosza".  Sam poeta spośród swoich utworów najwyżej cenił "Świat. Poema naiwne", a spośród poetów najbardziej emocjonalnie czuł się związany z Adamem Mickiewiczem. W 1998 r. za "Pieska przydrożnego" otrzymał Nagrodę Nike.  Był honorowym obywatelem Krakowa i Sopotu. Nagrodzono go m.in. Nagrodą Obojga Narodów, przyznawaną przez Prezydium Zgromadzenia Poselskiego Sejmu RP i Sejmu Republiki Litewskiej. W 1994 r. otrzymał Order Orła Białego.

Zmarł Czesław Miłosz- Kraj PAP, MFi /2004-08-14
Raport specjalny - Śmierć Czesława Miłosza


Do księgi kondolencyjnej wystawionej w krakowskim magistracie po śmierci Czesława Miłosza, wpisać może się każdy
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #39 dnia: Sierpień 20, 2004, 12:18:09 am »
Wiersz poświęcony zmarłemu
Wiersz Bywaj poeto... - autor Ryszard Opara, Oprawa graficzno-dźwiękowa Ewa Białek
Miłosz o Miłoszu

Raport specjalny. Pogrzeb Czesława Miłosza
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #40 dnia: Październik 06, 2004, 04:01:37 pm »
20 rocznica śmierci ks. Popiełuszki


Ks. Jerzy Popiełuszko
CZAREK SOKOLOWSKI AP


ks. Jerzy Popiełuszko

Cytuj
Uroczystości w Suchowoli, rodzinnej parafii księdza Jerzego Popiełuszki, rozpoczęły obchody 20-tej rocznicy męczeńskiej śmierci kapelana Solidarności
Podczas inauguracyjnych obchodów otwarta zostanie wystawa fotograficzna "Ksiądz Jerzy Popiełuszko".

Ksiądz Popiełuszko został uprowadzony i zamordowany przez funkcjonariuszy MSW 19 października 1984 roku. 30 października z zalewu we Włocławku wyłowiono zwłoki kapłana. Pion śledczy lubelskiego IPN prowadzi w tej sprawie śledztwo, na temat którego szczegółowe informacje będą przedstawione opinii publicznej przed dziewiętnastym października - informował we wrześniu w Radiu Białystok szef pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej prof. Witold Kulesza. Od lutego 1987 roku prowadzony jest proces beatyfikacyjny ks. Jerzego Popiełuszki . Jeden z biskupów mówił niedawno, że mogłaby ona nastąpić już w przyszłym roku." - IAR 03-10-2004



Zabójstwo Popiełuszki: dokument wskazał winnego?
Kto kazał zamordować ks. Popiełuszkę?
Wałęsa: O generale Milewskim mam złe zdanie
IPN: kto zlecił zabójstwo ks. Popiełuszki?

Raport specjalny

     

Polityka
[2004-10-14 18:23]
IPN: prok. Witkowski nie będzie już prowadził śledztwa ws. zabójstwa ks. Popiełuszki

Cytuj
Prokurator Andrzej Witkowski z lubelskiego IPN nie będzie już prowadził śledztwa w sprawie inspirowania przez władze PRL zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki. Śledztwo zostało przeniesione z Lublina do Katowic - podał Instytut Pamięci Narodowej. Witkowski nie komentuje tej decyzji.
O przeniesieniu sprawy z Lublina do Katowic, a tym samym odebraniu jej Witkowskiemu, postanowił szef pionu śledczego IPN prof. Witold Kulesza po analizie akt sprawy dokonanej w centrali IPN. Jeszcze w środę do Kuleszy zwrócił się z pismem naczelnik lubelskiego pionu śledczego Instytutu. W wyniku badania akt śledztwa wyszło bowiem na jaw, że Witkowski był przesłuchany jako świadek w jednym z wątków tej sprawy. To zaś skutkuje koniecznością odebrania mu tego śledztwa.

PAP ustaliła, że przyczyną odebrania Witkowskiemu tej sprawy jest to, że w 1993 r. był on przesłuchany przez Sąd Wojewódzki w Warszawie jako świadek w procesie przeciwko generałom Władysławowi Ciastoniowi i Zenonowi Płatkowi, oskarżonym o kierowanie zabójstwem ks. Popiełuszki. W tej sprawie jest nieprawomocny wyrok uniewinniający Ciastonia, a postępowanie wobec Płatka jest zawieszone z uwagi na jego chorobę.

Gdyby pozostawić prowadzenie tego śledztwa prok. Witkowskiemu, zrodziłoby się "niebezpieczeństwo wykonania czynności procesowych, których poprawność mogłaby być formalnie zakwestionowana, a ich merytoryczne rezultaty - prawnie unicestwione" - podkreśla szef IPN z Lublina.

Lubelski IPN, gdy pisał do centrali o problemie prawnym związanym z prok. Witkowskim, zwrócił się o przekazanie tego śledztwa do innego oddziału Instytutu. Uzasadniono to znacznym obciążeniem pracą w lubelskim IPN. Nieprzeniesienie tej sprawy do innego oddziału mogłoby - zdaniem IPN z Lublina - spowodować "zahamowanie wykonywania w przedmiotowym śledztwie jakichkolwiek czynności procesowych" - czytamy w tym liście.

IPN zaznacza, że Witkowski ma przekazać do Katowic akta tego śledztwa i wskazać nowemu prokuratorowi to, co jest najpilniejsze do wykonania - w tym czynności związane z notatką Wiesława Górnickiego, którą ujawnił niedawno prof. Andrzej Paczkowski. W tych zapiskach, opisujących naradę w Urzędzie Rady Ministrów z 25 października 1984 r., jest mowa o "odpowiedzialności politycznej i osobistej" sekretarza KC PZPR gen. Mirosława Milewskiego za uprowadzenie ks. Jerzego Popiełuszki.

W zeszłym tygodniu Witkowski zapowiadał, że niebawem nastąpią przesłuchania świadków - osób wymienionych w notatce Górnickiego. "Zostaną przesłuchane osoby, które w jej treści zostały wymienione, te które żyją. Być może także inni świadkowie, jeśli wyłoni się taka potrzeba" - mówił PAP 8 października Witkowski. Jego zdaniem, dopiero po przeprowadzeniu zaplanowanych czynności procesowych będzie można mówić o znaczeniu ujawnionego dokumentu dla prowadzonego śledztwa.

U Witkowskiego pozostaje natomiast główne śledztwo, w którym sprawa śmierci ks. Popiełuszki była tylko pobocznym wątkiem. To wielowątkowe i obszerne dochodzenie w sprawie funkcjonowania w strukturach MSW w latach 1956-1989 związku, który miał na celu przestępstwa przeciwko opozycjonistom i duchownym.

"Nadal prowadzę to śledztwo, dotyczące ponad stu zabójstw i innych zbrodni dokonanych na duchownych Kościoła rzymskokatolickiego i działaczach opozycji politycznej. Zamierzam skutecznie je kontynuować" - powiedział PAP w czwartek Witkowski.

Ten prokurator już raz, na początku lat 90., został odsunięty od śledztwa, które prowadził w warszawskiej prokuraturze przeciw Ciastoniowi i Płatkowi (właśnie w procesie w tej sprawie był przesłuchiwany przez sąd). Prasa donosiła potem, że powodem odsunięcia było to, iż chciał postawić zarzuty Wojciechowi Jaruzelskiemu i Czesławowi Kiszczakowi. Nikt nie potwierdził oficjalnie tej wiadomości. fot. Mirosław Trembecki PAP
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Zmarł "Superman" Christopher Reeve
« Odpowiedź #41 dnia: Październik 11, 2004, 05:03:49 pm »
Zmarł "Superman" Christopher Reeve

W Nowym Jorku zmarł w niedzielę Christopher Reeve, słynny filmowy "Superman" - poinformowała w poniedziałek telewizja Fox. Powodem śmierci 52-letniego Reeve'a był atak serca.

Christopher Reeve popularność zdobył przede wszystkim rolą filmowego Supermana. Po upadku z konia na planie zdjęciowym 9 lat temu był niemal całkowicie sparaliżowany.

Obrażenia, jakie odniósł Reeve, były tak ciężkie, że aktor nie był w stanie samodzielnie oddychać i został podłączony do respiratora. Nie zrezygnował jednak z aktywnego uczestniczenia w życiu. Grał nawet w filmach m.in. w remake'u filmu Hitchcocka "Okno na podwórze".

Po wypadku Reeve zaangażował się też w politykę - był zwolennikiem Demokratów. Zgodził się również testować na sobie nowe metody terapii, mające "naprawiać" uszkodzony rdzeń kręgowy. Został przewodniczącym Rady Dyrektorów Amerykańskiego Stowarzyszenia Sparaliżowanych.

Reeve zainteresował się aktorstwem jeszcze w latach szkolnych. Studiował w nowojorskiej Julliard School of Performing Arts. Jego pierwszym ważnym występem była rola u boku Katherine Hepburn w broadwayowskiej sztuce "A Matter of Gravity" w 1976 r., chociaż już od dwóch lat pojawiał się regularnie w telewizyjnej operze mydlanej "Love of Live".

Sławę przyniosła mu rola tytułowa w filmie "Superman" (1978) Richarda Donnera. Reeve zagrał też jeszcze w czterech filmach o Supermanie (w latach 1980, 1983 i 1987r.), ale dbał, aby jego nazwisko nie kojarzyło się tylko z bohaterem popkultury. Zdecydował się na powrót do teatru - na scenę Broadwayu, gdzie zagrał w sztuce "Fifth of July" w 1980r. i potem w spektaklu "Wesele Figara" w 1985 r.
 
http://info.onet.pl/991826,12,item.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Hata

  • User z prawami do pisania
  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 581
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #42 dnia: Październik 11, 2004, 06:32:08 pm »
Ta strata bardzo mnie zasmuciła. Podziwiałam Christophera, za to, że walczył i się nie poddawał i ciągle miał nadzieję. I zarażał tym innych
[`]
.:.carpe diem.:.

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26226
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #43 dnia: Listopad 01, 2004, 09:12:00 am »
Wielcy Nieobecni
Odeszli w 2004 roku
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26226
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #44 dnia: Listopad 01, 2004, 09:21:03 am »
Pisarze , którzy nic już dla nas nienapiszą

Pisarze, którzy w 2004 roku odeszli...
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26226
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #45 dnia: Listopad 06, 2004, 12:40:04 am »
Zmarł prof. Jerzy Duda-Gracz

Jeden z najwybitniejszych polskich malarzy współczesnych, prof. Jerzy Duda-Gracz, zmarł na serce w Łagowie (Lubuskie), podczas pleneru malarskiego - poinformowała żona zmarłego.

Jego malarstwo zawsze budziło u widzów silne emocje. Duda-Gracz w swoich obrazach za pomocą postaci ludzkich o karykaturalnie zdeformowanych ciałach oraz powszechnie czytelnych symboli obnażał i wytykał swoim rodakom wady. Wśród nich głupotę, nietolerancję, zakłamanie, chamstwo, lenistwo, ślepą fancynację pieniądzem i kulturą amerykańską.

Krzysztof Teodor Toeplitz pisał o malarstwie Dudy-Gracza, że to świat głęboko tragiczny - świat, w którym człowiek nie potrafi znaleźć wewnętrznej harmonii i godnego miejsca.

Każdy obraz Dudy-Gracza oznaczony jest numerem i datą. Artysta tłumaczył, że ta dokumentacja miała być początkowo czynnikiem dyscyplinującym młodego malarza. Po latach okazało się to bardzo przydatne w tropieniu falsyfikatów.

Ostatnio malarz odszedł nieco od znanego cyklu obrazów "arystokratyczno-historycznych". Kilka lat temu, przy okazji jubileuszu 25-lecia pracy artystycznej, powiedział, że "żegna się z publicystyką, bo przeszły mu już naiwne pasje poprawiania świata".

Urodzony w 1941 roku profesor Jerzy Duda-Gracz był absolwentem krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych - studiował w jej filii w Katowicach. Był wykładowcą na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach oraz w Europejskiej Akademii Sztuki w Warszawie. Brał udział w ponad 180 wystawach w kraju i za granicą.

63-letni artysta chorował od dłuższego czasu. W sobotę jego ciało ma zostać sprowadzone do Katowic.
(mn)
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #46 dnia: Listopad 20, 2004, 09:33:57 pm »
Zmarł Marcin Pawłowski - dziennikarz TVN

 

Dziennikarz Marcin Pawłowski zmarł w sobotę w szpitalu w Warszawie po długiej i ciężkiej chorobie nowotworowej - poinformowała telewizja TVN.

Cytuj
Pawłowski pracował w TVN od lipca 1997 roku jako reporter i prowadzący "Fakty". Zajmował się tematami politycznymi, ale również społecznymi. Relacjonował m.in. pielgrzymkę do Polski papieża Jana Pawła II oraz amerykański atak na Irak.

Od 2002 roku zmagał się z chorobą nowotworową. Leczył się m.in. w klinikach w Szwajcarii i Warszawie. Latem po dłuższej nieobecności pojawił się kilkakrotnie jako prowadzący "Fakty". Ostatnio na wizji pojawił się we wrześniu. (reb)


Marcin Pawłowski nie żyje
Sobota, 20 listopada 2004 - 16:25
 
Cytuj
Marcin Pawłowski, dziennikarz telewizji TVN, zmarł w sobotę w szpitalu w Warszawie po długiej i ciężkiej chorobie nowotworowej.

Pawłowski pracował w TVN od lipca 1997 roku jako reporter i prowadzący "Fakty". Zajmował się tematami politycznymi, ale również społecznymi. Relacjonował m.in. pielgrzymkę do Polski papieża Jana Pawła II oraz amerykański atak na Irak.
Od 2002 roku zmagał się z chorobą nowotworową. Leczył się m.in. w klinikach w Szwajcarii i Warszawie. Latem po dłuższej nieobecności pojawił się kilkakrotnie jako prowadzący "Fakty". Ostatnio na wizji pojawił się we wrześniu." - ss, pap


http://www.se.pl/_gAllery/31/23/31235.jpg
http://www.se.pl/_gAllery/31/23/31234.jpg
http://www.wprost.pl/G/pics/0/70/70364/l.jpg

Marcin Pawłowski wrócił do "Faktów"
Poniedziałek, 12 lipca 2004 - 21:18
Cytuj
"+Fakty+, Marcin Pawłowski. Witam państwa" - tak po ponad półrocznej nieobecności przywitał się w poniedziałek z widzami ten znany dziennikarz TVN. Wrócił do pracy, mimo ciężkiej choroby.

"Winien jestem państwu słowo wyjaśnienia. Widzimy się po raz pierwszy po półrocznej przewie, trudno też nie zauważyć, że nieco się zmieniłem. To prawda, jestem chory, a ważną częścią walki z moją chorobą jest dla mnie praca, dlatego postanowiłem do niej wrócić. Rozumieją to moi lekarze, szefowie, koleżanki, koledzy. Mam nadzieję, że zrozumiecie także państwo" - powiedział widzom "Faktów" Pawłowski.
Marcin Pawłowski będzie prowadził główne wydanie "Faktów" codziennie, aż do piątku w tym tygodniu. Potem pojawi się na antenie w zależności od przebiegu leczenia.

"Raczej jest to w tej chwili kalendarz układany przez lekarzy. My bardzo liczymy na to, że on wróci normalnie do pracy już od września" - powiedział PAP zastępca dyrektora programowego TVN 24 Grzegorz Miecugow. Był zadowolony z prowadzenia poniedziałkowych "Faktów". "Fajnie było, z powerem. Bardzo mi się podobało. Człowiek jak pół roku nie jest na antenie, to zawsze ma jakąś tremę. A tego w ogóle nie było widać" - powiedział po zakończeniu programu.

Marcin Pawłowski pracuje w TVN od lipca 1997 r. jako reporter i prowadzący "Fakty". Od 2002 roku walczy z chorobą nowotworową, dlatego długo nie pojawiał się na ekranie. Leczy się w klinikach w Szwajcarii i Warszawie. Według mediów, jego leczenie finansowo wspiera założyciel TVN Mariusz Walter.

Z chorobą nowotworową zmagał się także Kamil Durczok, dziennikarz TVP prowadzący główne wydania "Wiadomości". Także on, mimo choroby pojawiał się na antenie i prowadził program. W marcu odbierając statuetkę Wiktora (od publiczności) Durczok pozdrowił Pawłowskiego (który przebywał na leczeniu) mówiąc: "Przed tobą wiktoria i wiele Wiktorów". - ss, pap


Zobacz - źródło

   
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline jolanta

  • Raczkujący bywalec
  • **
  • Wiadomości: 150
    • http://www.ogodnezycie.host.sk
Zmarła Beata Ćwieczkowska
« Odpowiedź #47 dnia: Grudzień 20, 2004, 06:08:45 pm »
ZMARŁA BEATA ĆWIECZKOWSKA (2004-12-18)  
Cios, który trafia nagle... boli najbardziej. I choć wszyscy wiedzieliśmy, że Beata jest poważnie chora. nikt nie zdawał sobie sprawy... nikt nie dopuszczał do siebie myśli że nie da rady. Wierzyliśmy że wyzdrowieje i bardzo chcieliśmy by walczyła, i Beata walczyła a my dzielnie Ją dopingowaliśmy. Dziś w nocy przestała walczyć, zmarła w szpitalu.

Świat wydaje się taki sam, ale Centrum Wolontariatu, gdzie kilka ostatnich lat była Koordynatorem Biura Pośrednictwa Pracy dla Wolontariuszy nie jest i nie będzie takie samo. Jest inaczej niż wtedy, kiedy Beti była z nami, kiedy odbierała dzień w dzień telefony od wolontariuszy, czy od osób potrzebujących pomocy. Jest inne niż w momencie, kiedy przestała pracować... Wtedy zamiast Beaty była nadzieja, nadzieja że któregoś dnia wpadnie zdyszana do biura powie „cześć” i usiądzie za swoim biurkiem.. Już nie usiądzie.
http://www.wolontariat.org.pl/wydarzenia.asp?id=448
"gdyby każdy miał to samo,
nikt nikomu nie byłby potrzebny" (ks. Jan Twardowski)
Jolanta/Bartek z.D.lat 8

Offline sonia

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 25632
    • Dar Życia
Ku Pamięci Tych, którzy odeszli (*)
« Odpowiedź #48 dnia: Grudzień 20, 2004, 06:51:32 pm »
Cytat: "jolanta"
ZMARŁA BEATA ĆWIECZKOWSKA (2004-12-18)  
Cios, który trafia nagle... boli najbardziej. I choć wszyscy wiedzieliśmy, że Beata jest poważnie chora. nikt nie zdawał sobie sprawy... nikt nie dopuszczał do siebie myśli że nie da rady. Wierzyliśmy że wyzdrowieje i bardzo chcieliśmy by walczyła, i Beata walczyła a my dzielnie Ją dopingowaliśmy. Dziś w nocy przestała walczyć, zmarła w szpitalu.

Świat wydaje się taki sam, ale Centrum Wolontariatu, gdzie kilka ostatnich lat była Koordynatorem Biura Pośrednictwa Pracy dla Wolontariuszy nie jest i nie będzie takie samo. Jest inaczej niż wtedy, kiedy Beti była z nami, kiedy odbierała dzień w dzień telefony od wolontariuszy, czy od osób potrzebujących pomocy. Jest inne niż w momencie, kiedy przestała pracować... Wtedy zamiast Beaty była nadzieja, nadzieja że któregoś dnia wpadnie zdyszana do biura powie „cześć” i usiądzie za swoim biurkiem.. Już nie usiądzie.
http://www.wolontariat.org.pl/wydarzenia.asp?id=448
Tam gdzie warto dotrzeć, nie ma dróg na skróty.
Sonia, mama Moniki z zD- 19,10l. , Domowa terapia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Jan Nowak-Jeziorański nie żyje
« Odpowiedź #49 dnia: Styczeń 21, 2005, 03:08:39 pm »


Jan Nowak-Jeziorański nie żyje

Jarosław Kurski

Dziś w nocy odszedł Jan Nowak Jeziorański, ostatni wielki autorytet XX-wiecznej Polski. Wychowany w legendzie Powstania Styczniowego, całe życie obsesyjnie był zakochany w Polsce. Nie była to jednak miłość ślepa. Kurier z Warszawy często powtarzał, że największym niebezpieczeństwem dla Polski bywają sami Polacy

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2505308.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach