Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: 'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne  (Przeczytany 38509 razy)

Offline kameljanda

  • User z prawami do pisania
  • Gadacz
  • *****
  • Wiadomości: 1452
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« dnia: Listopad 16, 2003, 05:15:47 pm »
TUTAJ znalazłam kompletny poradnik jak udzielać pierwszej pomocy ale nurtuje mnie pytanie, czy w Waszych miastach, miasteczkach i wioseczkach :-) można spokojnie pójść na bezpłatny kurs pierwszej pomocy.

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 24, 2006, 11:55:31 pm »
Owsiak nie zrezygnuje z programu udzielania pierwszej pomocy

Jurek Owsiak nie zamierza rezygnować z przeprowadzania w szkołach programu udzielania pierwszej pomocy. Pomysł skrytykowała wiceszefowa sejmowej komisji edukacji. Maria Nowak z PiS powiedziała na łamach "Naszego Dziennika", że "działalność szefa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy do tej pory przyniosła więcej szkody niż pożytku.


Fundacja Jurka Owsiaka kontaktuje się bezpośrednio z dyrektorami szkół, którzy mogą podjąć decyzję o udziale w programie.

Ratownik medyczny Borys Poleganow mówi, że takie programy są w szkołach niezbędne, bo uczniowie nie wiedzą, jak się zachować podczas wypadku, gdzie zadzwonić i co powiedzieć.

Na sto wypadków w Polsce ginie średnio 12 osób, na zachodzie zaledwie 3.

Podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Jarosław Pinkas uważa, że program Owsiaka może zmienić te statystyki, bo fundacja jest dobrze przygotowana do szkoleń i nie zamierza przekazywać niewłaściwych treści.

Jurek Owsiak uspokaja, że to nie on osobiście pojawi się w szkołach, a nauczyciele, których przeszkoli fundacja. WOŚP podaruje też szkołom odpowiedni sprzęt do ćwiczeń.

Wiceminister edukacji Jarosław Zieliński przekonuje, że w szkole jest miejsce na realizację dodatkowych programów, ale każdy z nich musi wcześniej przejść odpowiednie procedury. Tymczasem, Jurek Owsiak nie zgłosił swojego programu MEiN. Szef WOŚP uważa, że nie musi tego robić, bo program jest dobrowolny i dyrektorzy sami decydują czy wysłać nauczycieli na szkolenie.

Program ratowania życia jest bezpłatny. WOŚP finansuje go z pieniędzy, które zebrała w czasie styczniowego finału. Etap pilotażowy ruszy w kwietniu.


Dlaczego posłowie PiS nie chcą Owsiaka w szkołach?

 -  Bo "wyrządził wiele szkód wychowawczych"
Maria Nowak z PiS, wiceprzewodnicząca sejmowej komisji edukacji i młodzieży


Do wprowadzenia w życie programu "Uczymy pomagać" Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy przygotowywała się przez dwa lata.

- Program Jerzego Owsiaka to kopia akcji bardzo popularnych w USA i krajach skandynawskich - mówi Przemysław Paciorek, kujawsko-pomorski konsultant medycyny ratunkowej. - Rozmawiałem kiedyś z amerykańskim chłopcem, który uratował swoją chorą na serce matkę. Robił dokładnie to, czego nauczył się podczas kursu w szkole. W Polsce matka raczej by nie przeżyła ataku. Z ankiet, które przeprowadziłem w Bydgoszczy i w Łodzi, wynika, że chęć udzielania pomocy mamy wielką - prawie sto procent pytanych chce pomagać. Ale na pytanie o znajomość podstaw pomagania, tylko trzy procent odpowiedziało twierdząco. Mało kto wie, że zarówno kodeks karny, jak i powstająca właśnie ustawa o ratownictwie medycznym nakładają na nas obowiązek niesienia pierwszej pomocy. Czeka nas więc ogromna praca edukacyjna. A tę najlepiej zacząć od dzieci.
Krzysztof Dobies, rzecznik prasowy WOŚP: - Szkoły będą przystępować do programu dobrowolnie. Nauczyciele, którzy się zgłoszą, zostaną przeszkoleni przez fachowców. Wyposażymy ich w materiały promocyjne, książeczki, płyty, kasety i gumowe manekiny, na których będzie można prowadzić zajęcia praktyczne. Szkoły nie płacą złotówki. Wszystko finansuje nasza fundacja i sponsorzy.

Program WOŚP skrytykował wczorajszy "Nasz Dziennik" związany z o. Tadeuszem Rydzykiem. "Drodzy rodzice, czy chcielibyście, aby Wasze dzieci uczył... Jerzy Owsiak?" - pyta gazeta na pierwszej stronie. I odpowiedź: "Jeśli nie, koniecznie porozmawiajcie z dyrektorem szkoły, do której chodzą Wasze pociechy".

W tekście program Owsiaka krytykuje Maria Nowak z PiS, wiceprzewodnicząca sejmowej komisji edukacji i młodzieży.

- Co złego robi Owsiak? - pytamy posłankę Nowak.

- Lansuje ideologię "róbta, co chceta". Wyrządził wiele szkód wychowawczych młodzieży. Uczył, że liczą się tylko zachcianki, nie liczą się żadne normy społeczne. Konsekwencją tej działalności są problemy z dziećmi.

- A co zrobił dobrego?

- Przede wszystkim zrobił dużo złego.

Marian Piłka, poseł PiS, dodaje, że nauka pierwszej pomocy to nie zadanie dla WOŚP. - Powinny ją realizować inne organizacje - mówi "Gazecie". - Otoczka i głoszona przez Owsiaka ideologia budzą wątpliwości.

Owsiak w liście do autorki artykułu "Róbta, co chceta w szkołach" napisał: "Ponieważ napisała Pani o swoich ogromnych obawach, a my wsłuchujemy się w każdy głos dotyczący naszego programu i ten jest pierwszym tak mocno wyrażającym swoją krytykę, to zapraszamy Panią do Fundacji lub na otwarcie naszego programu, które będzie miało miejsce 4 kwietnia. W tym momencie jest to Pani obowiązkiem, aby rzetelnie przekazać wiadomości na temat tego programu, co nie odbiera Pani prawa do jego krytyki".

O programie wymyślonym przez WOŚP entuzjastycznie wypowiada się Ministerstwo Zdrowia.

- Wielka Orkiestra od lat w bardzo profesjonalny sposób zajmuje się szkoleniami w zakresie pierwszej pomocy - podkreśla kompetencje fundacji Owsiaka rzecznik ministra zdrowia Paweł Trzciński.

Ministerstwo Edukacji i Nauki zdania wyrobionego nie ma.

"Ministerstwo nie miało możliwości ocenienia programu szkoleń w zakresie pierwszej pomocy, który Fundacja Świątecznej Pomocy chce organizować w szkołach" - pisze w swoim oświadczeniu Mirosław Grabianowski, rzecznik MEiN.

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,3230520.html
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
Dwa wdechy, 30 uciśnięć, czyli w Suwałkach uczą się pierwsze
« Odpowiedź #2 dnia: Kwiecień 06, 2006, 04:49:59 pm »
Dwa wdechy, 30 uciśnięć, czyli w Suwałkach uczą się pierwszej pomocy

Posłowie PiS zrobili Owsiakowi dobrą reklamę. Nauczyciele walą do niego drzwiami i oknami, żeby nauczyć się udzielania pierwszej pomocy

Mała wioska na Mazurach. Na drodze leży nieprzytomny człowiek. Obok przewrócony rower. Wokół nie ma żywej duszy. Komórka nie działa. Co robić?

- Jeszcze trzy godziny temu wpadłabym w panikę. Teraz wiem, co robić, żeby pomóc temu człowiekowi - mówi Teresa Pietkiewicz, nauczycielka ze Szkoły Podstawowej w Przerośli, która wczoraj jako jedna z 30 nauczycieli wzięła udział w szkoleniu zorganizowanym przez WOŚP pod hasłem "Ratujemy i uczymy ratować". W ramach tego programu wolontariusze fundacji Owsiaka nauczą zasad pierwszej pomocy nauczycieli, którzy potem przekażą wiedzę swoim uczniom. Szkoły otrzymają fantomy, na których będą ćwiczyć, oraz książeczki instruktażowe. Idea jest taka, żeby za dwa lata wszystkie polskie dzieci znały zasady pierwszej pomocy.

- Nauczyciele są bardzo dobrymi uczniami - podsumowuje Karol "Ogon" Głowacki, jeden z instruktorów.

Akcja jest dopiero w fazie pilotażowej. Jurek Owsiak wybrał Suwałki na jej inaugurację, bo tutejszy sztab jest aktywny i ściśle z nim współpracuje. Tu nikt nie przestraszył się zamieszania wokół programu, gdy posłowie PiS skrytykowali projekt m.in. na łamach "Naszego Dziennika". Ani wiceministra edukacji Jarosława Zielińskiego, notabene pochodzącego z Suwałk, który też przestrzegał przed zgubnym wpływem Orkiestry.

- Nie boję się, że na Suwałki spadnie jakieś odium za to, że to właśnie tutaj była inauguracja akcji. Wręcz przeciwnie, czuję się z tego powodu wyróżniony i zaszczycony. Może wreszcie nasze miasto będzie znane nie tylko jako polski biegun zimna - ocenia Józef Gajewski, prezydent Suwałk, który również odbył szkolenie i nauczył się także obsługiwać defibrylator. Takich urządzeń jest w Suwałkach aż jedenaście. I to też dzięki WOŚP. Przez dwa ostatnie dni instruktorzy Owsiaka nauczyli instruktorów jazdy, policjantów, strażaków, pograniczników i celników, jak się z tym sprzętem obchodzić.

Sam Owsiak, który wczoraj gościł w Suwałkach, z dystansem podchodzi do zamieszania wokół programu.

- To zadziałało marketingowo. Znajomi ze Stanów Zjednoczonych pytają mnie, czy wynajęliśmy jakąś specjalną ekipę, która tym wszystkim tak zakręciła. Niemal natychmiast po ogłoszeniu programu zgłosiło się do nas mnóstwo szkół - śmieje się Owsiak.

Gazeta Wyborcza 5.04.2006r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26210
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #3 dnia: Październik 19, 2006, 11:57:08 pm »
Minuty między życiem, a śmiercią

Postępy nauki i techniki medycznej umożliwiają dzisiaj ratowanie życia ludzkiego w sytuacjach uważanych dawniej za nieodwracalne. Aby jednak osoby, które znalazły się w sytuacji zagrożenia mogły skorzystać ze współczesnych zdobyczy lecznictwa, muszą znaleźć się w szpitalu. Utrzymanie ich przy życiu do tej chwili wymaga często udzielenia pierwszej pomocy na miejscu zachorowania lub wypadku, nieodzownej dla podtrzymania podstawowych funkcji życiowych.
Cytuj
Wiadomości ogólne

Utrata przytomności

Ocena funkcji serca

Czy chory oddycha?
Omdlenie

Śpiączka
Pozycja boczna ustalona

Minuty między życiem a śmiercią: stan śmierci klinicznej.

Reanimacja

Technika zabiegów reanimacyjnych
Oddech metodą usta-usta
Masaż pośredni serca
Koordynacja sztucznego oddechu i masażu serca
Jak długo?
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #4 dnia: Styczeń 09, 2007, 11:34:05 pm »
Nowa lekcja: ratownictwo

Jak udzielić pierwszej pomocy, zatamować krwotok, założyć opatrunek czy zrobić sztuczne oddychanie? Od września w szkołach ma pojawić się nowy przedmiot: ratownictwo medyczne
To na razie projekt resortu zdrowia i edukacji. Zbigniew Religa chce, aby nowy przedmiot jak najszybciej umieścić w rozkładach zajęć. - Zrobimy wszystko, aby nowy rok szkolny uczniowie zaczęli już z nowym przedmiotem - mówi Paweł Trzciński, rzecznik Ministerstwa Zdrowia. - Na razie prowadzimy intensywne rozmowy z ministrem Giertychem. Jest pomysłowi przychylny i chyba zgodzi się na tę niewielką rewolucję w edukacji.

Z informacji resortu zdrowia wynika, że nowy przedmiot stałby się obowiązkowy już w szkole podstawowej. Jego nauka miałaby się zakończyć dopiero w klasie maturalnej. Dyrektorzy szkół o pomyśle dowiedzieli się od dziennikarzy. Reakcje były różne. Jarosław Dworzański, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 34 w Białymstoku, uważa, że pierwsza klasa podstawówki to zdecydowanie za wcześnie na taką edukację.

Kto miałby prowadzić zajęcia w szkołach? Ministerstwo Zdrowia nie ma wątpliwości, że powinni to być ratownicy medyczni. - A skąd ich wziąć? Przecież pogotowie głośno mówi, że ma braki kadrowe po wejściu w życie nowej ustawy - dziwi się Dariusz Mierzyński, dyrektor Publicznego Gimnazjum nr 18, także w Białymstoku. - Kadra może być największym problemem, bo idea jest naprawdę słuszna.

Metro 8.01.2007r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #5 dnia: Styczeń 10, 2007, 12:03:52 am »
przeniesione z wątku NFZ>>>

Wysłany: 9 Październik 2006, 11:30   Nowa ustawa o ratownictwie medycznym

OCHRONA ZDROWIA

Pogotowie ratunkowe ma przyjechać po 20 minutach


Definitywny koniec możliwości traktowania przez chorych pogotowia ratunkowego jako przychodni na kółkach zapowiada nowa ustawa o ratownictwie medycznym. Z czasem w wielu zespołach wyjazdowych - wzorem amerykańskim - nie będzie lekarzy. Zastąpią ich ratownicy z wyższym wykształceniem medycznym


/kliknij/

Pierwszy raz ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym została uchwalona 25 lipca 2001 r. (DzU nr 113, poz. 1207 ze zm.). Jeszcze tego samego roku - 31 grudnia 2001 r. - przedłużono okres jej vacatio legis, a potem czyniono to kilkakrotnie. Ustawa z 6 grudnia 2002 r. o świadczeniu usług ratownictwa (DzU nr 2, poz. 241 ze zm.), przesądziła o niestosowaniu części jej przepisów początkowo do 31 grudnia 2004 r., a potem przez kolejne lata - do końca 2005 r. i 2006 r. Przyczyna tego zamętu była oczywista: budżet państwa nie wysupłał pieniędzy na uruchomienie nowoczesnego systemu ratownictwa. Jakie są tego efekty - dobitnie pokazuje statystyka. U nas na sto wypadków ginie 12,6 osoby, podczas gdy średnia europejska to 5,6 zgonów w takich sytuacjach.

Uchwalając 8 września 2006 r. nową ustawę o tym samym tytule, posłowie uchylili zarówno ustawę z 2001 r., jak i tę z 6 grudnia 2006 r. Zasadniczo wchodzi ona w życie 1 stycznia 2007 r. Jednak już dwa tygodnie po ogłoszeniu będą obowiązywały przepisy ustawy nakazujące wojewodzie powierzenie przeprowadzenia postępowania o zawarcie umów z dysponentami zespołów wyjazdowych dyrektorowi właściwego oddziału wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia. Z kolei dopiero 1 września 2009 r. w programach szkół znaleźć się ma edukacja w zakresie udzielania pierwszej pomocy.

Ustawę musi jednak jeszcze podpisać prezydent RP.


Planuje wojewoda
Podstawowa zasada ustawy sprowadza się do tego, że wojewoda odpowiada za funkcjonowanie ratownictwa medycznego na jego terenie. To on opracowuje schemat, z którego wynikać będzie przede wszystkim liczba i rozmieszczenie poszczególnych jednostek, głównie zespołów wyjazdowych i szpitalnych oddziałów ratunkowych, oraz sposób koordynacji ich działań. Ma on istotne znaczenie, gdyż jest podstawą do zawierania kontraktów dotyczących wykonywania czynności ratunkowych. Ustawa obliguje wojewodę do takiego skonstruowania tego dokumentu, by czas dotarcia na miejsce karetki nie przekraczał 15 minut w mieście liczącym powyżej 10 tys. mieszkańców i 20 minut - poza nim. Przygotowany przez wojewodę schemat zatwierdza minister zdrowia.

W urzędzie wojewódzkim działają i na bieżąco monitorują działanie systemu: centra powiadamiania ratunkowego przyjmujące zgłoszenia z numeru alarmowego 112 i przekierowujące je do właściwej jednostki pogotowia ratunkowego oraz - w wojewódzkim centrum zarządzania kryzysowego - lekarz koordynator ratownictwa medycznego.

Istotna w systemie jest rola dyspozytora medycznego. Może być nim wyłącznie osoba, która przez co najmniej 5 lat była zatrudniana przy udzielaniu pomocy w pogotowiu ratunkowym, szpitalnym oddziale ratunkowym, oddziale anestezjologii lub w szpitalnej izbie przyjęć. Musi być z wykształcenia lekarzem, ratownikiem lub pielęgniarką. To ona przejmuje powiadomienia o zdarzeniach wymagających interwencji, ustala priorytety działania i dysponuje karetkami pogotowia, powiadamia, gdy dochodzi do większych wypadków, szpitalne oddziały ratunkowe lub inne potrzebne do niesienia pomocy. W razie potrzeby wsparcia przez jednostki spoza jego obszaru działania powiadamia o tym lekarza koordynatora.

Płaci budżet


Istotne dla funkcjonowania systemu są uregulowania ustawy dotyczące jego finansowania. Wynika z nich, że koszty funkcjonowania zespołów ratownictwa medycznego i dyspozytora medycznego są finansowane z budżetu państwa, z części, której dysponentem jest wojewoda (wyjątek stanowi lotnictwo sanitarne, utrzymywane z pieniędzy, którymi dysponuje minister). Z kolei świadczenia, których udzielają szpitalne oddziały ratunkowe i inne jednostki organizacyjne szpitali objęte planem działania systemu, są finansowane ze środków przeznaczonych na ten cel w planie finansowym NFZ.

Mimo że ratownictwo medyczne w sporej części jest finansowane z budżetu, NFZ kontraktować będzie całą pomoc medyczną. Wojewodowie będą bowiem powierzali dyrektorom oddziałów wojewódzkich NFZ zawieranie umów z ujętymi w planie (patrz wyżej) dysponentami zespołów ratownictwa medycznego. Środki na ich realizację wojewoda będzie przekazywał NFZ w formie dotacji celowej. Rozwiązać taką umowę może dyrektor z NFZ tylko w porozumieniu z wojewodą i tylko w razie nienależytego wywiązywania się kontrahenta z umowy.

Zawód: ratownik medyczny

Ważną osobą w systemie będzie ratownik medyczny, który zastąpi lekarza pogotowia w wielu zespołach wyjazdowych. Kwalifikacje do uprawiania tego zawodu zdobywać się będzie w trakcie wyższych licencjackich studiów medycznych - w ich programie uwzględniono prawie trzy tysiące godzin w zakresie ratowania życia. W zawodzie tym pozostaną także absolwenci policealnych szkół medycznych mający dyplom potwierdzający uzyskanie tytułu zawodowego "ratownik medyczny". Dla ratowników, którzy teraz są po szkołach policealnych, będą zorganizowane studia pomostowe.

Z czasem będą to wyłącznie osoby z wyższym wykształceniem medycznym, które nie będą mogły leczyć, ale potrafią uratować człowieka w razie nagłego i niespodziewanego zagrożenia życia.


ŻANETA SEMPRICH



Specjalizacje lekarskie
Ważna dziedzina medycyny


Medycyna ratunkowa to oddzielna specjalizacja lekarska. Zajmuje się wszystkimi nagłymi i niespodziewanymi zagrożeniami życia, tzn. chorymi ginącymi z powodu urazu wielonarządowego, zatrucia lub innej nagłej przyczyny wewnętrznej. Chodzi o sytuacje, w których gwałtowne mechanizmy degradacji funkcji życiowych przebiegają tak szybko, że trzeba je natychmiast umiejętnie przerwać. Nadumieralność z powodu takich przyczyn w naszym kraju jest wyższa niż akceptowalne, zgodne ze stanem wiedzy medycznej wskaźniki w krajach zachodnich. W tym zakresie szkoleni są ratownicy medyczni, jest to jednak także specjalizacja lekarska. Obecnie w Polsce mamy 444 lekarzy specjalistów medycyny ratunkowej, a kolejnych 450 jest w trakcie tej specjalizacji

źródło



Przeniesione z wątku NFZ>>>

Wysłany: 16 Październik 2006, 17:46  

"Pierwszy krok w dobrym kierunku"

Prezydent Lech Kaczyński podpisał w czwartek ustawę o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Zacznie ona obowiązywać 1 stycznia 2007 r. Prezydent podkreślił, że "ratownictwo medyczne to dziedzina najściślej związana z ochroną ludzkiego życia".

Lech Kaczyński dodał, że ratowanie życia jest najistotniejszym obowiązkiem, jakie ma państwo wobec obywateli. Zaznaczył, że "to ustawa porządkująca, potrzebna, która czyni poważny, ale dopiero pierwszy krok w dobrym kierunku".

Prezydent wyraził nadzieję, że w ciągu najbliższych lat uda się utrzymać wysokie tempo wzrostu Produktu Krajowego Brutto, a tym samym przeznaczać coraz większe środki na ratownictwo medyczne.

Minister zdrowia Zbigniew Religa powiedział, że ustawa kładzie nacisk na nowy zawód ratownika medycznego oraz edukację medyczną społeczeństwa. Przypomniał, że w przyszłym roku na ratownictwo medyczne zostanie przeznaczone 1,2 mld zł z budżetu państwa.

Jak powiedział Religa po uroczystości dziennikarzom, ustawa zawiera zapisy, które będą weryfikowane w praktyce przez najbliższe lata i być może będą wymagały nowelizacji. Zaznaczył, że określona w ustawie organizacja opieki przedszpitalnej powinna zmniejszyć śmiertelność osób w czasie między wypadkiem a zapewnieniem opieki w szpitalu.

Szef ratownictwa medycznego Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Robert Gałązkowski podkreślił, że "ustawa jest po to, aby jeszcze lepiej, skuteczniej, w sposób zorganizowany i systemowy nieść pomoc każdemu, kto jej potrzebuje". Podkreślił, że ustawa "wprowadza nowy zawód ratownika medycznego i mówi jasno, co mu wolno zrobić samodzielnie, a co pod nadzorem lekarza".

Ustawa zakłada m.in. utworzenie w urzędach wojewódzkich centrów powiadamiania ratunkowego (CPR), które będą przyjmować zgłoszenia z numeru alarmowego 112 i natychmiast informować odpowiednie służby o nagłych wypadkach.

Ustawa mówi o dwojakim sposobie finansowania ratownictwa medycznego: z budżetu państwa i przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Budżet będzie płacił tylko za świadczenia zdrowotne udzielane choremu w tzw. fazie przedszpitalnej, czyli od wypadku do momentu dowiezienia chorego do szpitala. Za świadczenia wykonane na oddziale ratunkowym będzie płacił NFZ. Utworzone zostaną zespoły koordynacji ratownictwa medycznego. W wojewódzkim centrum zarządzania kryzysowego będzie działał lekarz-koordynator.

W systemie ratownictwa mają współdziałać: szpitalne oddziały ratunkowe, zespoły ratownictwa medycznego, w tym także lotnicze, oraz organy administracji rządowej, zajmujące się realizacją zadań z tego zakresu. Zespoły ratownictwa będą dzielić się na specjalistyczne (lekarz i pielęgniarka lub ratownik; co najmniej trzy osoby) i podstawowe (bez lekarza; co najmniej dwie osoby).

Ponadto w ustawie znalazły się zapisy o obowiązkowej edukacji w zakresie udzielania pierwszej pomocy w szkołach i o ustanowieniu 13 października dniem ratownictwa medycznego.
esculap
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #6 dnia: Styczeń 10, 2007, 12:07:57 am »
Przeniesione z wątku NFZ>>>

Wysłany: 28 Grudzień 2006, 12:53

Na sygnale, ale bez lekarza


Od Nowego Roku, wzywając karetkę pogotowia, musimy się liczyć z tym, że na pomoc rannemu w wypadku nie pospieszy lekarz, lecz ratownicy medyczni. Nie wiadomo jednak, jakie będą ich uprawnienia, bo, choć ustawa wchodzi w życie 1 stycznia, nie uściśliło tego Ministerstwo Zdrowia.

Zmian obawiają się pacjenci i lekarze - pisze "Dziennik Łódzki".

W styczniu na ulice Łodzi wyjadą trzy nowe karetki pogotowia, w których lekarzy zastąpi dwóch ratowników medycznych. Po jednym nowym ambulansie pojawi się w Kutnie i Zgierzu. Będą to zespoły podstawowe. Do ciężkich przypadków wyjadą karetki specjalistyczne z lekarzem i ratownikiem lub pielęgniarką. O tym, który zespół wyjedzie do chorego lub rannego, zdecyduje dyspozytor, po rozmowie z osobą zgłaszającą wypadek.

- Chodzi o to, by karetka przestała być przychodnią na kółkach - mówi Bogusław Tyka, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi. - Ratownicy po udzieleniu niezbędnej pomocy mają obowiązek przewieźć poszkodowanego do szpitala pod opiekę lekarzy specjalistów.

Nowe przepisy budzą jednak wiele wątpliwości. - A co by było, gdyby pacjent zmarł, a nie byłoby przy tym lekarza? - zastanawia się Jarosław Dębski, p.o. kierownik pogotowia w Tomaszowie Mazowieckim. - Mielibyśmy same procesy... Barbara Buss z Łasku uważa, że sam ratownik w karetce nie wystarczy. - Jestem po zawale i dla takich osób jak ja lekarz w pogotowiu jest niezbędny - mówi.

W większości szpitali w woj. łódzkim zapewniono jednak "DŁ", że lekarze nadal będą przyjeżdżać karetkami do ofiar wypadków. - Ponieważ nie ma przepisów wykonawczych do ustawy, przynajmniej na okres przejściowy, w styczniu nic nie zmieniamy - zapowiada Andrzej Wiśniewski, ordynator oddziału ratunkowego szpitala w Sieradzu.

interia
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #7 dnia: Styczeń 22, 2007, 09:02:39 pm »
Karetki groźne dla zdrowia

Beata Łabutin

W placówkach firmy Falck Medycyna, która zawiaduje karetkami pogotowia ratunkowego w dwunastu miastach Opolszczyzny, nie przestrzega się podstawowych zasad higieny. To prosta droga do zakażeń pacjentów i personelu - stwierdził sanepid

Kontrolę przeprowadzono w siedmiu oddziałach prywatnej firmy Falck Medycyna: w Głubczycach, Krapkowicach, Prudniku, Koźlu, Namysłowie, Świerczowie i Kluczborku. Kontrolowano stan sanitarno-higieniczny pomieszczeń i karetek oraz stosowanie się do zasad zapobiegania zakażeniom pacjentów i personelu medycznego. Wyniki kontroli są zastraszające.

Brud i niedouczenie

Kontrolerzy stwierdzili we wszystkich placówkach brak odpowiednich pomieszczeń do dezynfekcji sprzętu medycznego i narzędzi. Drobny sprzęt myto i dezynfekowano w małych pomieszczeniach wyposażonych tylko w umywalki do mycia rąk. W Kluczborku wykonywano te czynności w pomieszczeniu z... bidetem, w Koźlu i Głubczycach w tzw. brudownikach, w Prudniku w gabinecie zabiegowym, a w Świerczowie wręcz w toalecie!

Wszędzie brakowało przyborów do mycia brudnych narzędzi. "Świadczy to o braku znajomości zasad przeprowadzania dezynfekcji i przygotowania sprzętu do sterylizacji" - czytamy w raporcie sanepidu.

Z kolei w tzw. brudownikach brakowało zlewów do mycia i dezynfekcji sprzętu, nie było też pojemników na odpady. Brudny, nieoznakowany i wilgotny sprzęt znaleziono w Prudniku, Krapkowicach i Koźlu.

Sprzęt o większych rozmiarach, jak np. deski ortopedyczne, myto na korytarzach, na parkingach, w garażach, na cementowych, zakurzonych posadzkach.

W większości placówek zapasy sprzętu, materiałów opatrunkowych i leków przechowywano w szafkach na korytarzach i w dyżurkach lekarskich, a w Świerczowie - w szafie z uszkodzonym zamkiem.

We wszystkich placówkach stwierdzono braki w wyposażeniu personelu w jednorazowe fartuchy, maski, gogle, przyłbice. Brak też było zapasowych kompletów ubrań ochronnych i toreb wyjazdowych.

Zaplamione i zabrudzone podczas akcji ratunkowych ubrania przepierano na bieżąco w umywalkach, a właściwe pranie odbywało się w prywatnych domach personelu.

Kontrola wykazała też, że personel we wszystkich placówkach nie potrafi przyrządzać roztworów dezynfekcyjnych i robi to "na oko", bez użycia miarek. A w karetce w Koźlu w ogóle nie było płynu do dezynfekcji rąk.

Co jednak najbardziej uderzyło kontrolerów, to wielokrotne stosowanie sprzętu jednorazowego użytku, takiego jak rurki ustno-gardłowe, rurki intubacyjne, po uprzednim ich wysterylizowaniu. Tak było w Krapkowicach, Koźlu, Głubczycach.

Używanie sprzętu przeterminowanego, np. zestawu do wkłuć centralnych czy rurek intubacyjnych, wykryto w Głubczycach i Świerczowie.

Zdaniem sanepidu w Falcku nie przestrzega się też w karetkach rozdziału stref i czynności tzw. czystych i brudnych. Stwierdzono zbyt rzadkie - bo tylko raz w tygodniu - dezynfekowanie przedziału medycznego karetek.

Sanepid: to źle pojęte oszczędzanie

Zdaniem sanepidu wszystkie te nieprawidłowości mogą stanowić poważną przyczynę szerzenia się zakażeń tak wśród pacjentów, jak i personelu medycznego. - Stwierdziliśmy bardzo poważne uchybienia i obawiam się, że to nie koniec. Bowiem wiele z nich wynika ze źle pojętej oszczędności, którą firma nadal zapewne będzie prowadzić - mówi dr Krystian Kościów, szef wojewódzkiego sanepidu. - Sprawa jest bardzo poważna, bo idzie tu przecież o bezpieczeństwo pacjentów. Sanepid może ukarać finansowo firmę Falck, ale stanowcze decyzje powinien podjąć NFZ, który płaci firmie, a także Opolskie Centrum Zdrowia Publicznego - uważa Kościów.

Dr Roman Kolek, wicedyrektor opolskiego NFZ, mówi, że jeszcze raportu sanepidu nie zna, więc nie będzie się wypowiadał. Natomiast dr Piotr Jastrzębski, wojewódzki konsultant ds. medycyny ratunkowej, przyznaje, że niektóre z zarzutów zawartych w raporcie mówią o szkolnych błędach, gdy chodzi o sztukę medyczną. - Rzeczywiście, ten raport jest mocny - podkreślił.

Falck: nie jest tak źle

Przedstawiciel firmy Falck na Opolszczyźnie Krzysztof Waszkiewicz nie jest przerażony raportem. - To zbiorczy wojewódzki raport, powstały po zeszłorocznych kontrolach powiatowych, z których zalecenia dostawaliśmy i realizowaliśmy na bieżąco - zapewnia. - Mogę z całą odpowiedzialnością zapewnić, że niedociągnięcia zostały usunięte. Z niektórymi zarzutami zresztą trudno się zgodzić, np. z tym dotyczącym sterylizacji rurek ustno-gardłowych, bo kupno nowych jest tańsze od sterylizacji.

Dodaje, że w marcu ma się spotkać z przedstawicielem sanepidu, by dogadać się w sprawie ujednolicenia wymagań, jakie stawiają mu powiatowe placówki sanepidu w różnych miastach.

Ireneusz Sołek

szef komisji zdrowia w zarządzie regionu opolskiej "S"

- Zgłoszę sprawę do prokuratury, bo takie niedociągnięcia stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentów. O tym, że w Falcku źle się dzieje, mówiłem publicznie już w listopadzie zeszłego roku, ale nikt - ani NFZ, ani wojewoda - nie zareagował. Nikt nie wie, ile osób mogło zostać zarażonych chorobami w wyniku takich niedociągnięć.

Gazeta Wyborcza 22.01.2007r
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #8 dnia: Luty 08, 2007, 12:39:19 pm »
Wszystkie karetki śledzone z kosmosu


O której karetka ruszyła, na jakiej jest ulicy, a nawet z jaką jedzie prędkością - od początku roku pracę ambulansów Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego dniem i nocą śledzą satelity

CPR przy ul. Łazarza w Krakowie to duża sala, w której przy stanowiskach komputerowych siedzą dyspozytorzy (w sumie w centrum pracuje 500 osób). To oni decydują, którą karetkę wysłać do pacjenta. - Teraz jest to znacznie łatwiejsze. Wiem z telefonu gdzie jest pacjent, a na monitorze mam elektroniczną mapę miasta z zaznaczoną lokalizacją wszystkich karetek. Wyświetlają się też dodatkowe informacje: czy konkretna karetka jest w bazie, w drodze czy u pacjenta - wyjaśnia jedna z dyspozytorek. Wczoraj krakowskie pogotowie po raz pierwszy pochwaliło się, że ma już system GPS.
Jak on działa w praktyce można się było przekonać rano, gdy mieszkaniec Krakowa zgłosił wypadek w pracy. Jego wezwanie wprowadzono do systemu, a w tej samej sekundzie pojawiły się znaczki wszystkich karetek pogotowia, które akurat w tej chwili znalazły się najbliżej ofiary wypadku. Kierowca wybranej karetki przekręcił kluczyk w stacyjce, a system już informował o tym centralę. Dyspozytorka widziała też na monitorze komputera, kiedy została włączona syrena, jakimi ulicami karetka jedzie, a nawet z jaką prędkością! Taka lokalizacja - z dokładnością do kilkunastu metrów - jest możliwa dzięki systemowi GPS zainstalowanemu we wszystkich krakowskich karetkach.
- Mało, że dzięki nim dokładnie wiemy, co się dzieje z ambulansami, to wszystkie te dane są archiwizowane. Zawsze można do nich wrócić i - dosłownie sekunda po sekundzie - odtworzyć i prześledzić pracę każdego zespołu - mówi Filip Banaś, szef zespołu informatyków, którzy pomagali ten system wprowadzić.
Co zyskają na tej inwestycji pacjenci? Karetki powinny szybciej dojeżdżać. Od przyjęcia zgłoszenia do dyspozycji wyjazdu upływają dosłownie sekundy. Systemu nie sposób też oszukać. Nie da się powiedzieć, że lekarz dojechał w 15 minut, choć w istocie zajęło mu to trzy kwadranse, bo po drodze robił zakupy do domu. Wszystko namierzą satelity.
- Kosztował on nas kilkaset tysięcy złotych, ale naprawdę warto było wydać te pieniądze. Oszczędza nam pracy i poprawia jej jakość - cieszy się Małgorzata Popławska, dyrektor Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego. 480 tysięcy na ten cel przekazało województwo małopolskie, 120 tysięcy złotych dołożył powiat krakowski.


ratmed.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech


Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #10 dnia: Marzec 05, 2007, 09:45:28 pm »
Odmrożenia

Odmrożeniem nazywamy miejscowe uszkodzenie tkanek na skutek działania zimna. Zdarzają się nawet przy temperaturach powyżej 0 stopni Celsjusza. W odmrożeniu skóra początkowo bywa zaczerwieniona, później staje się sina, szaroniebieska "marmurkowa", a w końcu biało blada. We wstępnym okresie odmrożenia występuje uczucie marznięcia, swędzenie i wrażenie "puszystości". Z powodu płynnych i nieostrych granic zmian na skórze trudno jest rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z odmrożeniem, czy też z miejscowym wychłodzeniem. Dopiero w ciepłym pomieszczeniu można z grubsza odróżnić te dwa rodzaje uszkodzeń: lekkie odmrożenie i silne przechłodzenie powodują od razu silny ból, podczas gdy ciężkie odmrożenia pozostają również w cieple zupełnie niebolesne. Głównym zagrożeniem jest nieodwracalne obumarcie odmrożonych części ciała a także zakażenie.

Postępowanie :


  1.

      Przy miejscowych wyziębieniach i powierzchownych odmrożeniach pierwszą czynnością jest rozluźnienie obcisłej odzieży i rozsznurowanie butów. Ucisk wywierany na odmrożone okolice ogranicza ukrwienie. Zaleca się ogrzewanie rąk, wsuwając je np. pod pachy. W przypadkach zmarznięcia bez równoczesnego wychłodzenia całego ciała zezwala się na wykonywanie czynnych ruchów dotkniętych kończyn. Nie wolno natomiast przy odmrożeniach wykonywać ruchów biernych. Poszkodowanemu zakłada się dodatkowe części garderoby, owija kocami podaje łyżeczkami mocno osłodzone gorące napoje. Odmrożone okolice przykrywa się materiałem opatrunkowym i dba po to, aby nie były uciskane.
  2.

      W przypadkach głębokich odmrożeń nie zaleca się żadnych czynności mających na celu ogrzewanie odmrożonych okolic. Dalsze postępowanie pozostawia się fachowemu personelowi pogotowia ratunkowego. Jeśli wytworzyły się pęcherze, przykrywa się je jałowym opatrunkiem. Nie można ich otwierać. Zabrania się również szeroko stosowanego nacierania odmrożonych kończyn śniegiem, pogarsza to jeszcze stan kończyny. Zabronione jest również podawanie alkoholu, gdyż jego działanie rozszerzające naczynia może spowodować przechłodzenie całego organizmu. Nie wolno również palić. Zwężająca naczynia krwionośne nikotyna pogarsza rokowanie.


ratownictwo
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26210
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26210
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #12 dnia: Marzec 17, 2007, 02:06:22 pm »
Metoda usta usta nie zawsze uratuje życie

Pierwsza pomoc nie powinna zaczynać się od sztucznego oddychania - przekonują naukowcy, podważając dotychczasową praktykę

W wielu przypadkach należy zacząć od masażu serca - wskazują wyniki badań Japończyków z Surugadai Nihon University Hospital w Tokio. Naukowcy opublikowali wyniki swoich analiz w najnowszym numerze specjalistycznego magazynu "Lancet".

Zespół pod kierownictwem Kena Nagao doszedł do tego wniosku, zebrawszy informacje o ponad 4 tys. pacjentów, u których atak serca nastąpił na ulicy. 18 proc. z nich otrzymało pomoc w postaci resuscytacji krążeniowo-oddechowej (CPR) polegającej na sztucznym oddychaniu i ucisku serca. 11 proc. udzielono pomocy polegającej tylko na tej drugiej czynności. W rezultacie u 19 proc. osób z tej grupy zawał nie dokonał zniszczeń w mózgu. Podobnie stało się w przypadku 11 proc. osób, którym udzielono pomocy w formie CPR.

Naukowcy tłumaczą, że jeśli człowiek traci przytomność z powodu choroby serca, w jego organizmie znajduje się na tyle dużo powietrza, że powinno go wystarczyć jeszcze na kilka minut, zanim serce znowu zacznie bić. Tymczasem, robiąc w pierwszej kolejności sztuczne oddychanie, kradnie się czas, który powinien być przeznaczony na masaż tego organu.

Z badań wynika również, że od udzielenia pomocy wielu przechodniów odstręcza wizja przeprowadzenia sztucznego oddychania. Ludzie obawiają się, że w ten sposób mogliby się zarazić jakaś groźną chorobą.

Sztuczne oddychanie powinno być przeprowadzane w przypadkach utonięć, przedawkowania lekarstw czy dłuższej utraty przytomności z powodu chorób serca -przypominają lekarze.

i. r.
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26210
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #13 dnia: Czerwiec 12, 2007, 05:51:47 pm »
Defibrylatory na stacjach metra

 
Jeszcze w tym tygodniu na najbardziej ruchliwych stacjach warszawskiego metra pojawi się osiem przenośnych defibrylatorów półautomatycznych. Urządzenia zostaną zamontowane w szarych gablotach na stacjach: Kabaty, Wilanowska, Politechnika, Centrum (2 sztuki), Ratusz Arsenał, Dworzec Gdański i Plac Wilsona.
 

Defibrylatory przekazało Polskie Towarzystwo Kardiologiczne. 11 kolejnych otrzymało stołeczne pogotowie ratunkowe.

Urządzenie jest proste w obsłudze.
Wydaje krótkie komunikaty głosowe i tekstowe, jak właściwie przeprowadzić akcję reanimacyjną. Po podłączeniu defibrylator automatycznie określa rytm serca poszkodowanego i dobiera odpowiednie natężenie prądu do elektrowstrząsów.

– Akcje wyposażania w defibrylatory tak bardzo ruchliwych miejsc jak metro warszawskie są bardzo ważne. Naszym celem jest dostarczanie w miarę możliwości tego typu urządzeń ratujących życie. Chcemy też zwrócić uwagę na to, że każdy może to życie uratować, musi tylko wiedzieć jak – powiedział prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego Adam Torbicki.

Defibrylatory zostaną zamontowane na stacjach, gdzie w ciągu doby pojawia się najwięcej pasażerów. – Jesteśmy pewni, że wśród 400 tysięcy pasażerów, którzy codziennie podróżują metrem, na pewno znajdują się osoby, które będą potrafiły z tego korzystać i szybko udzielić pomocy. Postaramy się wyposażyć w te urządzenia także pozostałe stacje – powiedział prezes metra Jerzy Lejk.

Jak poinformował wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz, jeszcze w tym roku ratusz planuje zakupić 20 defibrylatorów które mają być zamontowane w urzędach. – Bardzo ważnym elementem jest szkolenie osób pod kątem poprawnego korzystania ze sprzętu ratowniczego. Chcemy je robić w szkołach wśród nauczycieli i młodzieży – dodał.

Defibrylatory dla warszawskiego pogotowia oraz metra ufundowała jedna z zagranicznych firm obuwniczych.

zródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #14 dnia: Lipiec 08, 2007, 11:10:03 pm »
Jak rozpoznać, że to złamanie?

Kości dzieci pękają łatwiej niż dorosłych toteż takie urazy zdarzają się malcom dość często. Zobacz co robić w takiej sytuacji.


Kości dzieci są jak młode, wiotkie gałązki. Pękają łatwiej niż grubsze i twarde kości dorosłych, toteż takie urazy zdarzają się wszędobylskim malcom dość często.

Nawet po niezbyt silnym urazie dziecko może nagle poczuć intensywny ból. Jeśli nasila się przy próbie poruszania zranioną kończyną, istnieje ryzyko, że doszło do złamania. Maluch nie chce wtedy ruszać rączką lub stawać na nóżkę – u najmłodszych to nieraz pierwszy niepokojący objaw. Może pojawić się też obrzęk, a kończyna będzie nienaturalnie wygięta.

Co wtedy zrobić?

• Unieruchom zranioną kończynę. To zmniejszy ból oraz ryzyko dalszego przemieszczania się kości. Usztywnij ją (najlepiej wraz ze stawami powyżej i poniżej złamania): obandażuj razem z długą linijką czy dwoma kijkami. Zranioną rękę podwieś na temblaku z trójkątnej chusty lub choćby apaszki. Złamaną nogę unieruchom, bandażując razem kolana i kostki obu nóg. A palec ręki oklej plastrem wraz z sąsiednimi.
• Jeśli ręka lub noga jest zniekształcona, nie prostuj jej! To bardzo bolesne. Możesz też dodatkowo uszkodzić tkanki otaczające zranienie.
• Daj dziecku lek przeciwbólowy – najlepiej w czopku. Jeśli w tabletce, to z minimalną ilością wody. Poza tym nie podawaj mu niczego do picia ani jedzenia. W szpitalu może się okazać, że konieczne jest znieczulenie ogólne.
• zwieź malca do najbliższego szpitala pełniącego dyżur urazowy dla najmłodszych.
Pamiętaj – pod żadnym pozorem nie odwlekaj wizyty u lekarza. Narastający obrzęk, a często i niedokrwienie kończyny może utrudnić i opóźnić powrót do zdrowia.

Jak wgląda leczenie?

Złamania bez przemieszczenia nie wymagają nastawienia, a jedynie unieruchomienia w opatrunku gipsowym lub syntetycznym. Standardowo zakłada się gipsowy. Syntetyczny, który jest znacznie lżejszy i wygodniejszy, rodzice muszą kupić sami w aptece. Kosztuje około 40 zł. Czas unieruchomienia zależy od rodzaju złamania: od 2–3 tygodni w „prostych” przypadkach do minimum 6–8 tygodni w urazach bardziej skomplikowanych. Im dziecko młodsze, tym złamanie zrasta się szybciej. Jeśli złamanie jest z przemieszczeniem, trzeba ręcznie nastawiać kości (oczywiście po uprzednim znieczuleniu), a czasami zastosować wyciąg. Niektóre typy złamań, zwłaszcza u starszych dzieci, wymagają leczenia operacyjnego.


baby on line
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #15 dnia: Lipiec 22, 2007, 11:44:52 am »
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #16 dnia: Lipiec 25, 2007, 02:02:46 pm »
Ratownictwo w rozsypce


Państwowe ratownictwo medyczne tworzone jest już blisko dziesięć lat. Nadal nie dorównuje europejskim standardom. Jak twierdzą eksperci na jego dostosowanie potrzeba co najmniej trzech lat.

Według świadków, na miejsce katastrofy polskiego autokaru we francuskich Alpach, pomoc nadjechała po około pięciu minutach od telefonu do straży pożarnej. Akcja ratownicza była prowadzona bardzo sprawnie. Czy tak samo byłoby, gdyby wypadek zdarzył się w Polsce?
– Jestem przekonany, że tak. Nasze ratownictwo jest na bardzo wysokim poziomie, a w wielu karetkach jeżdżą lekarze. Na zachodzie w większości karetek są już sami ratownicy medyczni – mówi prof. Jerzy Karski, krajowy konsultant ds. medycyny ratunkowej.
Kwalifikacje polskich lekarzy i ratowników niczym nie odbiegają od europejskich standardów. Problemem jest jednak koordynacja działań wszystkich służb ratowniczych.

Nie wiedzą co kto robi

– W żadnym miejscu naszego kraju służby ratownicze, czyli pogotowie, straż pożarna i policja nie współpracują w ramach jednego centrum powiadamiania ratunkowego – mówi dr Marek Sehn z Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej.
Dlatego zdaniem prof. Leszka Brongela z Kliniki Medycyny Ratunkowej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, zdarza się, że po telefonie pod numer alarmowy 112 wybucha chaos organizacyjny. – Tak dłużej być nie może. Musimy jak najszybciej ujednolocić ten system – apeluje prof. Brongel.
Podobnego zdania jest prof. Jerzy Karski. – Numer 112 nie funkcjonuje, bo centrum powiadamiania ratunkowego nie obejmuje całego kraju. Jest jeszcze wiele do zrobienia – dodaje.

Śmigłowiec tylko w dzień

Lotnicze pogotowie ratunkowe ma szesnaście stałych baz i jedną sezonową w Koszalinie. I choć są pieniądze na interwencje lotnicze, to pogotowie zmaga się z problemami kadrowymi. – Brakuje nam pilotów i lekarzy. Powodem są oczywiście niskie zarobki – wyjaśnia dr Robert Gałązkowski, szef medyczny Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Słabym ogniwem lotniczego pogotowia są też stare maszyny. LPR dysponuje śmigłowcami Mi-2, które nie mogą latać w nocy. Dlatego interwencje LPR możliwe są praktycznie tylko w dzień. – Jedynie w Warszawie stacjonuje śmigłowiec, który może latać nocą – dodaje Gałązkowski. Ale wkrótce może się to zmienić, bo został już rozpisany przetarg na 23 nowe maszyny. Do dwudziestu zwiększy się też liczba baz LPR. Dzięki temu pogotowie ma docierać do każdego miejsca w kraju w ciągu 20 minut.
W Polsce brakuje lekarzy specjalistów medycyny ratunkowej. – Mamy około 600 takich specjalistów, aby w istniejących już zespołach wyjazdowych w karetkach ina szpitalnych oddziałach ratunkowych praca przebiegała bezproblemowo, powinno ich być minimum trzy tysiące – przyznaje prof. Karski.
Dzisiaj na oddziałach ratunkowych dyżurują lekarze innych specjalności. Ale eksperci ostrzegają, że nawet doskonały specjalista kardiolog czy chirurg może nie być w stanie pomóc w przypadkach innych niż jego profesja.
Niewystarczająca jest również liczba szpitalnych oddziałów ratunkowych (SOR). W ocenie specjalistów są także źle finansowane. – Działalność SOR-ów finansowana jest przez Narodowy Fundusz Zdrowia w formie ryczałtu. Ten nie opłaca się dyrektorom szpitali i dochodzi do sytuacji, w której im mniej pacjentów tym lepiej – tłumaczy prof. Brongel. Jest jednak nadzieja, że uda się zmienić sposób kontraktowania SOR-ów. – Już nad tym pracujemy, ale pamiętajmy, że w Polsce zawsze są opory przed zwiększaniem nakładów na służbę zdrowa – mówi prof. Brongel.

Potrzeba pieniędzy

W tym roku rząd przeznaczył na ratownictwo medyczne 1,2 mld złotych. Wiadomo już, że na przyszły rok potrzeba o ponad 100 mln więcej. Ale czy takie pieniądze się znajdą, pokaże dopiero budżet państwa na 2008 rok. Minister zdrowia wystąpił już do ministra finansów o nie zmniejszanie tej kwoty. Ale zdaniem posłów rzeczywistość może być nieco inna.
 – Prawdopodobne jest, że pieniędzy na ratownictwo będzie mniej– ostrzega Ewa Kopacz (PO), szefowa sejmowej Komisji Zdrowia.



życie warszawy
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #17 dnia: Sierpień 13, 2007, 09:39:23 pm »
Szkolenie dla lekarzy na temat... udzielania pierwszej pomocy


Około 180 dolnośląskich lekarzy POZ zostanie przeszkolonych z zasad udzielania pierwszej pomocy w ramach programu "Ratuj życie!". Podczas szkoleń będą oni korzystać z najnowocześniejszego sprzętu ratowniczego, w tym m.in. z fantomów i defibrylatorów.


Organizowane w ramach programu szkolenia dotyczą zasad ratownictwa medycznego, są przeznaczone dla lekarzy Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Ich głównym celem jest zwiększenie skuteczności udzielania pierwszej pomocy, m.in. w wypadkach drogowych.

Kursy w ramach programu rozpoczęły się w maju i potrwają do grudnia; odbywają się w 19 miastach Polski, m.in. Warszawie, Opolu, Lublinie, Białymstoku i Krakowie. W 75 spotkaniach weźmie udział ponad 2.000 lekarzy. Koordynator akcji, Marzena Szczurek, powiedziała, że kurs jest bardzo potrzebny, ponieważ "większość lekarzy rodzinnych ostatni raz z zasadami udzielania pierwszej pomocy spotkała się na studiach, natomiast ich codzienna praca w przychodni nie wymaga takich umiejętności". Szczurek dodała, że dzięki akcji będą oni mogli odświeżyć i uzupełnić zdobytą podczas studiów wiedzę z zakresu medycyny ratunkowej.

Szkolenie składa się z dwóch części: teoretycznej - wykładów i dyskusji oraz praktycznej - z wykorzystaniem fantomów, defibrylatorów, rurek do wentylacji i innego sprzętu medycznego. Obie części przeprowadzają lekarze i ratownicy z krakowskiego Instytutu Ratownictwa Medycznego.

W samym Wrocławiu zorganizowanych zostanie 6 szkoleń, podczas których kursy przejdzie około 180 dolnośląskich medyków.


źródło
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #18 dnia: Sierpień 17, 2007, 11:04:00 am »
Potrzeba świadomości pierwszej pomocy


Kwestie pierwszej pomocy to wciąż niedoceniany temat w społecznej edukacji. Brak świadomości obowiązku udzielania pomocy w razie nieszczęśliwych wypadków i ignorancja związana z podstawowymi nawet zasadami niesienia ratunku drugiej osobie to tykająca bomba zegarowa, która w obliczu katastrofalnej sytuacji polskiej państwowej służby zdrowia staje się jeszcze bardziej niebezpieczna.


Kiedy w Polsce za innowację uznaje się zastosowanie motocykla w ratownictwie medycznym, na zachodzie firmy promują tworzenie domowych mini OIOM-ów, które mają być pierwszym etapem pomocy medycznej dla domowników i sąsiadów w razie jakiegokolwiek nieszczęścia. Philips na przykład wprowadził na rynek zestawy z defibrylatorem, które można trzymać w szafce we własnym mieszkaniu i użyć w razie potrzeby. Pomoc członka rodziny, czy sąsiada może dotrzeć do potrzebującego wcześniej niż najszybsza nawet karetka.

Masowa edukacja dotycząca zasad udzielania pierwszej pomocy powoli realizowana jest także w Polsce. Dynamicznie działają na tym polu organizacje pozarządowe. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy intensywnie szkoli dzieci i młodzież oraz wyposaża w nie miejsca publiczne, takie jak choćby przystanki metra czy PKP, duże instytucje i urzędy czy stadiony sportowe. Również firmy włączają się w podobne akcje.

Plus GSM udostępnił wszystkim właścicielom telefonów komórkowych specjalną aplikację informującą o zasadach udzielania pierwszej pomocy i wspomagającą ją praktycznymi wskazówkami. Dowiedzieć się można na przykład, jak zareagować w przypadku oparzenia, zakrztuszenia, krwotoku, utraty przytomności czy urazu kręgosłupa. Aplikacja nie ma zastąpić praktycznego kursu - ma przede wszystkim dodawać pewności siebie, kiedy nadejdzie konieczność niesienia pomocy drugiej osobie.

Dzieci to także ważna grupa, która powinna zostać objęta edukacją dotyczącą ratowania życia. Fundacja Świat Dziecka realizuje program „Serce na start", w którym z wiedzą o pierwszej pomocy chce dotrzeć do najmłodszych. Akcją objęci są również nauczyciele. Nauka pomagania już w tak młodym wieku ma swój głęboki sens - chociaż trudno wymagać od 5 czy 10 latka, że będzie w stanie pomóc poszkodowanemu na takim samym poziomie jak dorosły człowiek. Idea akcji polega na przyzwyczajaniu dzieci do myślenia o pierwszej pomocy, kształtowaniu postawy potrzeby nieustannego polepszania swoich umiejętności w tej sferze i budowaniu odruchów niesienia pomocy.

Gdyby chociaż co dziesiąty mieszkaniec ziemi potrafił udzielać pierwszej pomocy, udałoby się uratować co roku przynajmniej milion osób. Kształtowanie świadomości potrzeby niesienia pomocy drugiej osobie i rozwijanie umiejętności pomagania to obowiązki, od których nie powinniśmy uciekać.


interia360
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26210
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #19 dnia: Wrzesień 02, 2007, 10:00:27 pm »
Zanim przyjedzie pogotowie

Przypadek, chwila nieuwagi, głupota… Tak niewiele potrzeba, by doszło do tragedii. Co robić, będąc jej świadkiem? Najważniejsze to nie stać bezczynnie! Od twojej reakcji może zależeć czyjeś zdrowie i życie

Więcej
http://polki.pl/przyjaciolka_artykul,10004008.html
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #20 dnia: Wrzesień 10, 2007, 07:53:58 pm »
Naucz się udzielać pierwszej pomocy

Oficjalne dane informują o 564 przypadkach utonięć w 2006 r. Ponadto dane policji pokazują, że większość utonięć miała miejsce w miejscach niestrzeżonych, gdzie ofiary nie mogły liczyć na profesjonalną pomoc ratownika

Tymczasem sytuacja może się pogarszać. W związku z otwarciem rynku pracy na Zachodzie, duża część polskich ratowników wybiera lepiej płatną pracę w krajach takich, jak Anglia czy Irlandia. Dla przykładu, małopolski WOPR informuje, że w tym sezonie zabraknąć może nawet 10 proc. osób pilnujących bezpieczeństwa kąpiących się. W takim przypadku kwestia edukacji dotyczącej metod pierwszej pomocy wydaje się jeszcze bardziej paląca.


To obowiązek, a nie ewentualność

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że w myśl aktualnych przepisów pomoc przedlekarska w przypadku nagłych wypadków jest obowiązkiem. O sankcjach za nieudzielanie pomocy mówi artykuł 162 kodeksu karnego:

§ 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 2. Nie popełnia przestępstwa, kto nie udziela pomocy, do której jest konieczne poddanie się zabiegowi lekarskiemu albo w warunkach, w których możliwa jest niezwłoczna pomoc ze strony instytucji lub osoby do tego powołanej.

Naturalnie najlepiej byłoby, gdyby decyzja o pośpieszeniu z pomocą drugiemu człowiekowi podyktowana była naturalnym odruchem solidarności, a nie perspektywą kary za bierność.


Co z edukacją?

Mimo wysiłków Czerwonego Krzyża, Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy czy innych licznych organizacji pozarządowych i instytucji takich, jak policja czy straż pożarna, praktyczna wiedza o udzielaniu pierwszej pomocy przedmedycznej nie jest w polskim społeczeństwie powszechna. Analizy przeprowadzone przez naukowców z Torunia i Bydgoszczy pokazują, że trzy czwarte badanych twierdzi, iż posiada wiedzę na temat metod udzielania pierwszej pomocy, ale równocześnie większość uznaje ją za niepełną (średnią - 46 proc.), a nawet niewystarczającą (33 proc.)! Czyli w rzeczywistości wiedza ta może nie przekładać się na konkretne umiejętności. Na ile młodzi kierowcy, którzy „przeszli” kurs pierwszej pomocy podczas zajęć na kursach prawa jazdy, będą w stanie skutecznie pospieszyć z pomocą poszkodowanym w wypadkach? Jednorazowy kurs nie jest w stanie zrównoważyć regularnych ćwiczeń praktycznych pod opieką profesjonalnych instruktorów. Tymczasem wydaje się, że powszechne myślenie sprowadza się właśnie do takiego schematu – „skoro coś o pierwszej pomocy słyszałem, nie muszę się już starać pogłębiać swoich umiejętności”.
http://trzcianka.21.edu.pl/publikacje/1/103.doc

Promocja wiedzy i umiejętności

Na szczęście istnieje szereg inicjatyw, które wychodzą naprzeciw tej niedobrej sytuacji. O ile państwowa organizacja ratownictwa medycznego boryka się wciąż z tymi samymi problemami (brak jednego centrum powiadamiania, kłopoty z numerem 112, patologiczne niedofinansowanie), to działające poza nią (czy raczej ją wspierające) organizacje stają się coraz bardziej aktywne.

W 2006 roku Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy uruchomiła program edukacyjny „Ratujemy i uczymy ratować”. Akcja skierowana jest głównie do młodych ludzi, nauczycieli i osób pracujących z młodzieżą. Jej celem jest nie tylko nauka zasad udzielania pierwszej pomocy, ale także inspirowanie przekazywania tej wiedzy i umiejętności dalej. Do tej pory wyszkolono w ramach projektu ponad 6 tysięcy nauczycieli z ponad 3,5 tysiąca szkół. Ratowniczą edukacją objętych jest 380 tysięcy dzieci. Fundacja zamierza zwiększyć tę liczbę do 2 milionów w ciągu dwóch lat!
http://www.wosp.org.pl/uczymyratowac

Interesującą inicjatywą jest także projekt „Pierwsza pomoc w Twojej komórce”, realizowany przez sieć Plus. Telefony komórkowe stały się nieodłącznym elementem codziennego życia, zabieramy je wszędzie i wciąż mamy je pod ręką – są to więc doskonałe narzędzia do zdobycia niezbędnych wskazówek. Aplikacja, którą można pobrać na telefon lub obejrzeć za pomocą zakładki WAP, udostępnia podstawowe teksty informujące o praktyce pierwszej pomocy, obrazowane niezbędnymi ilustracjami i schematami.

Podczas letniego wypoczynku na plaży czy w górach w przypadku nieszczęśliwego zdarzenia możemy być zdani wyłącznie na własne umiejętności. Warto nie odwracać się od tej myśli – tylko znaleźć motywację do zdobycia lub utrwalenia swoich umiejętności z dziedziny udzielania pierwszej pomocy. Czasem przecież wystarczy tylko odrobina dobrej woli, żeby zauważyć ogłoszenie o bezpłatnym szkoleniu albo kilka chwil, żeby z własnej komórki stworzyć podręczną bazę wiedzy, potrzebną w razie wypadku. Pozostaje tylko mieć nadzieję, by nie było potrzebne testowanie swojej wiedzy w praktyce.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #21 dnia: Wrzesień 28, 2007, 11:36:17 am »
Ratownik dojedzie do chorego na rowerze

Jak ratować turystów i mieszkańców Krakowa, którzy zasłabli w centrum miasta, skoro karetki utykają w korkach? - Przesadzić nas na rowery - podpowiadają ratownicy. I jest szansa, że tak się stanie.

Pomysł na ratowników na rowerach, którzy mieliby stacjonować w najbardziej obleganych przez turystów punktach Krakowa, to jedno z następstw boomu turystycznego oraz remontów i koszmarnych korków. - Miałem gości i oprowadzałem ich po Wawelu. Nagle ktoś zasłabł, reanimowałem go, czekając na ambulans. Nie przyjechał za szybko - opowiada doktor Mikołaj Spodaryk, lekarz z Prokocimia, a zarazem społecznik, który m.in. zorganizował kursy ratownictwa dla dzieci w Lanckoronie. Prowadzili je ratownicy z grupy R2.

- Opowiadaliśmy mu o tym, jak teraz jest ciężko z dojazdem do pacjentów, a przecież przy zatrzymaniu krążenia liczy się dosłownie każda minuta - mówi Marek Maślanka, ratownik z R2, a zarazem pracownik pogotowia ratunkowego i LPR. - W godzinach szczytu między sobą nawet żartujemy, że prędzej byłoby na rowerze - dodaje. Od żartu do pomysłu droga okazała się krótka. - Gdyby rozmieścić ratowników na rowerach w najczęściej odwiedzanych przez turystów miejscach, znacznie skróciłby się czas od wezwania karetki do przyjścia człowiekowi z pomocą - mówi Spodaryk. Ratownicy mieliby zabezpieczyć funkcje życiowe pacjentów do przyjazdu karetki.

Członkowie R2 dyżury na rowerach chcą pełnić nieodpłatnie. Spodaryk, który jest też nauczycielem akademickim, zapewnia, że do pomysłu zapalili się lekarze stażyści, studenci medycyny i pielęgniarstwa. Tylko skąd wziąć pieniądze na te rowery? Potrzeba od dwóch do czterech, a taki z wyposażeniem medycznym kosztować może od 15 do 20 tys. zł.

- To bardzo ciekawy pomysł, bo do Krakowa przyjeżdża dziewięć milionów osób, trzeba o nich dbać, również pod względem medycznym - mówi Grażyna Leja, pełnomocniczka prezydenta miasta ds. turystyki i marketingu. - Właśnie przygotowujemy się do przyszłego sezonu, tych ratowników musimy mieć. Od razu zaczynam szukać pieniędzy na rowery - dodaje.

Kto natomiast może zapłacić za pomoc medyczną? Na pewno nie NFZ. - Ustawa o ratownictwie medycznym określa, że możemy płacić jedynie za specjalistyczny środek transportu sanitarnego, jakim jest karetka pogotowia - wyjaśnia Jolanta Pulchna, rzeczniczka prasowa małopolskiego NFZ-etu. A skoro ustawa nie przewidziała istnienia ratownika na rowerze, to fundusz takiej usługi nie kupi ani w tym, ani w przyszłym roku.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #22 dnia: Październik 05, 2007, 09:52:29 am »
W czym mogę pomóc?

Pierwsza pomoc to dla mnie drętwy termin kojarzący się z manekinem do sztucznego oddychania i niemożliwą do zapamiętania pozycją boczną ustaloną. Zawsze kiedy jestem świadkiem wypadku, czuję bezradność i strach, że zamiast pomóc, bardziej zaszkodzę.

Tymczasem udzielanie pierwszej pomocy wcale nie jest skomplikowane i zawsze opiera się na tych samych niezmiennych regułach. Większość czynności podpowiada nam zazwyczaj intuicja. Reszty dowiesz się z naszej prostej instrukcji. Przeczytaj i zapamiętaj ją na całe życie.


Jak wezwać pomoc?

Po wykręceniu numeru telefonu i zgłoszeniu się operatora ratunkowej linii:
Przedstaw się.
Wskaż w miarę możliwości dokładnie miejsce wypadku.
Powiedz, ilu jest poszkodowanych i w jakim są stanie (czy przytomni, oddychający, w szoku, z jakimi ranami). Podaj ich płeć i orientacyjny wiek.
Opisz zagrożenia, które są na miejscu (pożar, wylane paliwo, rozwścieczeni kibice, groźny pies).
Podaj swój numer telefonu i nie rozłączaj się pierwsza – operator może zadać Ci jeszcze dodatkowe pytania.

Jeśli jesteś świadkiem pobicia czy wypadku, nie podbiegaj do poszkodowanego z krzykiem, nie szarp go. W zależności od oceny sytuacji zastosuj odpowiednią pomoc.

Osoba przytomna

Zacznij z nią rozmawiać. Jeśli reaguje, ale nie wszystko jest w porządku (jest rozkojarzona, wstaje, odchodzi, wraca), zostań z nią i wezwij pogotowie. Nie dawaj takiej osobie nic do picia ani do jedzenia, bo jeżeli trzeba będzie przeprowadzić zabieg operacyjny, opóźni to podanie narkozy.

Osoba nieprzytomna oddychająca

Jeśli poszkodowany nie reaguje na wołanie, poklep go po ramieniu. Jeżeli się ocknie, postępuj jak wyżej. Jeśli nie, sprawdź, czy oddycha. Załóż rękawiczki (dla swojego bezpieczeństwa), odchyl mu głowę do tyłu i postaraj się usłyszeć oddech. Jeśli Ci się to uda, wezwij pogotowie, okryj poszkodowanego i utrzymuj mu głowę odchyloną do tyłu. Zrobisz to, kładąc dwa palce na jego żuchwie, a drugą rękę opierając o czoło.

Osoba nieprzytomna nieoddychająca

Jeśli nie czujesz oddechu, działaj szybko. Połóż poszkodowanego na twardym podłożu. Nie obawiaj się o to, że coś mu uszkodzisz – teraz najważniejsze jest przywrócenie oddechu. Pomyśl też o sobie! Jeżeli nie masz pod ręką maseczki do sztucznego oddychania, zrób po prostu palcem dziurę w foliowym woreczku. Odchyl głowę poszkodowanego do tyłu i zacznij od 30 ucisków mostka na głębokość ok. 5 cm. Nie wiesz, w jakim tempie uciskać? Licz głośno: „Raz i dwa, i trzy, i cztery...”. Po 30 uciskach dwa razy wdmuchnij powietrze do ust nieprzytomnej osoby.


Na ratunek bez paniki

Stłuczki

Widzisz wypadek samochodowy i odruchowo chwytasz za telefon. Powstrzymaj się i przyjrzyj sytuacji. Co możesz zrobić? W odległości 30–100 m od auta postaw trójkąt ostrzegawczy. Sprawdź, czy nie ma wyciekającego paliwa lub tlącego się ognia. Nie bój się, że samochód wybuchnie – to zdarza się tylko w filmach. Wyciągnij kluczyki, rzuć je pod nogi kierowcy (taka jest zasada – wiadomo, gdzie są) i zaciągnij hamulec. Jeśli nie otworzyła się poduszka powietrzna, może się to jeszcze zdarzyć – nie wkładaj więc głowy między kierowcę a kierownicę. Jeśli kierowca jest przytomny, lub nieprzytomny, ale oddycha, nie wyciągaj go z samochodu. Zrób to, kiedy konieczna jest reanimacja lub miejsce nie jest bezpieczne.

Przepraszam, czy tu biją?

Biją i to, niestety, coraz częściej. Co możesz zrobić? Postępuj według ogólnych zasad pierwszej pomocy. Nie zabieraj pobitego sama do szpitala, bo przejmujesz odpowiedzialność za jego życie.

Upadek na głowę

Zdarza się podczas skoków lub na mokrych basenowych płytkach. Co możesz zrobić? Obserwować! Nie podawać leków ani płynów. Jeśli w ciągu 4 godzin pojawią się zawroty głowy lub wymioty, trzeba jechać do szpitala. Zasada, aby nie dać usnąć osobie uderzonej, nie obowiązuje! Jeżeli usnęła, co jakiś czas delikatnie ją budź.

Rany

Twój chłopak mocno rozciął sobie nogę po upadku z roweru? Prawdopodobnie potrzebne będzie szycie. Co możesz zrobić? Na rozcięcie połóż gazę, a następnie uciśnij je twardym przedmiotem (to może być np. telefon komórkowy). Obandażuj ranę. Jeśli opatrunek przesiąka, dobandażuj kolejną warstwę. Czas do chirurga!


Kara za obojętność

Według artykułu 162 kodeksu karnego „za nieudzielenie pomocy grozi kara pozbawienia wolności do lat trzech”. Oczywiście nikt nie wymaga od Ciebie, abyś ratowała tonącego, jeśli nie umiesz pływać. Wezwanie pomocy jest już jej udzieleniem.

Dzwoń pod nr 999 lub 112.

Marta Ptaszyńska

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #23 dnia: Październik 05, 2007, 12:11:42 pm »
Śląscy niepełnosprawni jednym ruchem mogą wezwać fachową pomoc



Naciśnięcie jednego klawisza w telefonie, wysłanie SMS-a, maila, wiadomości przez komunikator internetowy lub też przycisku w nadajniku GPS - to wystarczy, by w Mysłowicach na Śląsku niepełnosprawne, zniedołężniałe lub po prostu starsze osoby mogły wezwać pomoc.

W czwartek uruchomiono tam system powiadamiania ratunkowego, który dzięki najprostszemu nawet sygnałowi od zawiadamiającej osoby pozwala przyjść jej z dostosowaną do jej potrzeb pomocą. Według pełnomocniczki prezydenta Mysłowic ds. osób niepełnosprawnych Gabrieli Magdziorz, daje też jego użytkownikom poczucie bezpieczeństwa.

Osoby np. z wadami słuchu i mowy nie muszą już obawiać się, że nie zdołają powiedzieć przez telefon dyspozytorowi, dlaczego dzwonią. Wystarczy, że nacisną klawisz w telefonie, a na monitorze obsługi pojawi się informacja, że pomocy wzywa głuchoniemy, w dodatku leczony w ostatnim czasie na zapisane w systemie schorzenia - wyjaśniła Magdziorz.

System - prócz otwarcia dla zarejestrowanych w nim osób nowych możliwości wzywania pomocy - zawiera również kompleksową i na bieżąco uaktualnianą bazę danych m.in. o niepełnosprawności czy schorzeniach. Dysponując - obok adresu - takimi danymi, ratownicy lub inne służby zyskają wiedzę, czego może potrzebować wzywająca ich osoba.

Zastosowane w systemie rozwiązania pozwalają np. dostosować do każdej cyfry w telefonie inny komunikat dla ratowników, uruchomić alarm już w razie zrzucenia słuchawki z widełek aparatu, albo nawet dostarczyć dokładnej informacji o miejscu pobytu wzywającej pomocy osoby, jeśli będzie miała ze sobą nadajnik sprzężony z systemem pozycjonowania GPS.

Na razie w systemie nie działa jeszcze żaden moduł GPS, ponieważ osoby korzystające z systemu muszą dysponować własnymi urządzeniami pozwalającymi wezwać pomoc. Koszt takiego modułu - to ponad 1 tys. zł. Mamy jednak nadzieję, że uczestnicy systemu będą mogły zdobyć na sprzęt dofinansowanie z PFRON - wskazała Magdziorz.

Najtańsze - od kilkudziesięciu złotych - są telefony komórkowe z bezpośrednim wybieraniem numeru. Wielu potencjalnych użytkowników systemu nie potrafi jednak obsługiwać nawet tego typu urządzeń. Dlatego takie osoby - po tym jak zadeklarują w magistracie chęć objęcia systemem - uczestniczą w prowadzonym dla nich indywidualnie nawet do 2 tygodni szkoleniu.

Zanim mysłowicki system oficjalnie ruszył, przeszkolono i objęto już nim 10 pierwszych osób. Magdziorz zakłada, że prawdopodobnie docelowo będzie z niego korzystało ok. 120 mysłowiczan. Obsługa dodatkowego stanowiska w już istniejącym w mieście centrum powiadamiania ratunkowego, to nowe miejsca pracy dla 4 niepełnosprawnych osób.

Korzystający z systemu będą mogli zwrócić się do nich nie tylko w przypadku zagrożenia życia, ale też np. w razie nagłej awarii czy innej trudnej sytuacji, z którą nie będą sobie w stanie sami poradzić. Koszt wdrożenia tego rozwiązania w Mysłowicach wyniósł 45 tys. złotych; 30 tys. zł wyłożył Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.



wp.pl
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #24 dnia: Październik 07, 2007, 04:55:34 pm »
Do postu wyżej:

Ruszył nowoczesny system powiadamiania dla niepełnosprawnych

Naciśnięcie jednego klawisza w telefonie, wysłanie sms-a, maila, wiadomości przez komunikator internetowy lub też przycisku w nadajniku GPS - to wystarczy, by w Mysłowicach na Śląsku niepełnosprawne, zniedołężniałe lub po prostu starsze osoby mogły wezwać pomoc.

W mieście uruchomiono właśnie system powiadamiania ratunkowego, który dzięki najprostszemu nawet sygnałowi od zawiadamiającej osoby pozwala przyjść jej z dostosowaną do jej potrzeb pomocą. Według pełnomocniczki prezydenta Mysłowic ds. osób niepełnosprawnych Gabrieli Magdziorz, daje też jego użytkownikom poczucie bezpieczeństwa.

"Osoby np. z wadami słuchu i mowy nie muszą już obawiać się, że nie zdołają powiedzieć przez telefon dyspozytorowi, dlaczego dzwonią. Wystarczy, że nacisną klawisz w telefonie, a na monitorze obsługi pojawi się informacja, że pomocy wzywa głuchoniemy, w dodatku leczony w ostatnim czasie na zapisane w systemie schorzenia" - wyjaśniła Magdziorz.

System - prócz otwarcia dla zarejestrowanych w nim osób nowych możliwości wzywania pomocy - zawiera również kompleksową i na bieżąco uaktualnianą bazę danych m.in. o niepełnosprawności czy schorzeniach. Dysponując - obok adresu - takimi danymi, ratownicy lub inne służby zyskają wiedzę, czego może potrzebować wzywająca ich osoba.

Zastosowane w systemie rozwiązania pozwalają np. dostosować do każdej cyfry w telefonie inny komunikat dla ratowników, uruchomić alarm już w razie zrzucenia słuchawki z widełek aparatu, albo nawet dostarczyć dokładnej informacji o miejscu pobytu wzywającej pomocy osoby, jeśli będzie miała ze sobą nadajnik sprzężony z systemem pozycjonowania GPS.

"Na razie w systemie nie działa jeszcze żaden moduł GPS, ponieważ osoby korzystające z systemu muszą dysponować własnymi urządzeniami pozwalającymi wezwać pomoc. Koszt takiego modułu - to ponad 1 tys. zł. Mamy jednak nadzieję, że uczestnicy systemu będą mogły zdobyć na sprzęt dofinansowanie z PFRON" - wskazała Magdziorz.

Najtańsze - od kilkudziesięciu złotych - są telefony komórkowe z bezpośrednim wybieraniem numeru. Wielu potencjalnych użytkowników systemu nie potrafi jednak obsługiwać nawet tego typu urządzeń. Dlatego takie osoby - po tym jak zadeklarują w magistracie chęć objęcia systemem - uczestniczą w prowadzonym dla nich indywidualnie nawet do 2 tygodni szkoleniu.

Zanim mysłowicki system oficjalnie ruszył, przeszkolono i objęto już nim 10 pierwszych osób. Magdziorz zakłada, że prawdopodobnie docelowo będzie z niego korzystało ok. 120 mysłowiczan. Obsługa dodatkowego stanowiska w już istniejącym w mieście centrum powiadamiania ratunkowego, to nowe miejsca pracy dla 4 niepełnosprawnych osób.

Korzystający z systemu będą mogli zwrócić się do nich nie tylko w przypadku zagrożenia życia, ale też np. w razie nagłej awarii czy innej trudnej sytuacji, z którą nie będą sobie w stanie sami poradzić. Koszt wdrożenia tego rozwiązania w Mysłowicach wyniósł 45 tys. złotych; 30 tys. zł wyłożył Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. MTB

PAP - Nauka w Polsce

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #25 dnia: Październik 08, 2007, 01:53:02 pm »
Zanim przyjedzie pogotowie

Przypadek, chwila nieuwagi, głupota… Tak niewiele potrzeba, by doszło do tragedii. Co robić, będąc jej świadkiem? Najważniejsze to nie stać bezczynnie! Od twojej reakcji może zależeć czyjeś zdrowie i życie.

Skoki do wody,  górskie wspinaczki, a nawet zwykłe plażowanie – wiele z wakacyjnych atrakcji może mieć fatalny finał. Póki nie znajdziemy się w obliczu zagrożenia, póty nie zastanawiamy się, jak z niego wybrnąć. A szkoda, bo udzielanie pierwszej pomocy to nie tylko nasz obowiązek (za jego niedopełnienie grozi odpowiedzialność karna), ale i umiejętność, od której może zależeć życie naszych bliskich. Oto zasady, które pomogą wam przejść taką próbę.

Udar cieplny
Skutkiem zaśnięcia na plaży czy przesiadywania w zbyt gorącym pomieszczeniu może być przegrzanie organizmu, czyli udar. Objawy, które wskazują, że mamy z nim do czynienia, to: osłabienie (a nawet omdlenie), bóle i zawroty głowy, nudności, zimne poty, dreszcze, gorączka (powyżej 39 stopni C), zaburzenia widzenia.

Tak możesz pomóc:

- przenieś chorego do chłodnego pomieszczenia;
- przykładaj zimne okłady na głowę, pomóż wziąć chłodny prysznic lub kąpiel albo owiń mokrym ręcznikiem;
- co 10 minut mierz temperaturę, nie dopuść, by gorączka za szybko spadła, bo mogą wystąpić objawy hipotermii (wyziębienie ciała);
- jeśli pacjent dobrze się czuje, podaj mu chłodne napoje (bez kofeiny i alkoholu!). Jeśli ma problemy z oddychaniem albo traci przytomność, wezwij pogotowie. W razie potrzeby - - rozpocznij reanimację (patrz dalej).


Omdlenie
To chwilowa utrata przytomności. Może być wynikiem udaru cieplnego, ogólnego osłabienia organizmu (np. u osób na zbyt restrykcyjnej diecie) czy problemów z krążeniem.

Tak możesz pomóc:

- zapewnij choremu dostęp świeżego powietrza (otwórz okna, na dworze poproś o odsunięcie się gapiów);
- rozluźnij odzież;
- połóż pacjenta na wznak. Nie podkładaj nic pod głowę, unieś mu nogi (możesz też podnieść ręce);
- gdy chory odzyska świadomość, poproś, by jeszcze poleżał. Jeśli przytomność nie wraca, dzwoń po pogotowie. Kontroluj oddech i krążenie. W razie potrzeby rozpocznij reanimację (patrz dalej).


Podtopienie
Występuje, gdy do dróg oddechowych dostanie się woda. Na początku tonący stara się ją połykać (dopóki nie wypełni się żołądek), potem zaczyna nią „oddychać”. Gdy woda dostanie się do płuc, następuje niedotlenienie, zatrzymanie oddychania, a po pewnym czasie także krążenia.

Tak możesz pomóc:

- wyciągnij topielca na brzeg, a jeśli jest to niemożliwe, podłóż mu niezatapialny przedmiot pod plecy (np. deskę do pływania), oczyść jamę ustną i rozpocznij sztuczne oddychanie;
- na brzegu podejmij reanimację;
- każ wezwać pogotowie. Jeśli nikogo nie ma, po 4 cyklach ucisków i wdechów sama zadzwoń po pomoc.

- WAŻNE! Nie próbuj wypompowywać z topielca wody. Jeśli zacznie sama wypływać, połóż go na chwilę na boku.


Reanimacja

To masaż serca i sztuczne oddychanie. Prowadzi się je zarówno w przypadku braku oddechu, jak i krążenia.

Tak możesz pomóc:

- sprawdź, czy chory oddycha  – popatrz na ruchy klatki piersiowej, zbliż policzek do ust chorego (by poczuć oddech), przystaw ucho do ust i się wsłuchaj – jeśli brak reakcji, - zacznij masaż serca, a potem sztuczne oddychanie;

- zbadaj tętno – przyłóż palce do tętnicy szyjnej (pod żuchwą, z w zagłębieniu na szyi), sprawdź puls na nadgarstku, przyłóż dłoń (a potem ucho) do serca – jeśli nie wyczuwasz bicia, zacznij masaż serca i sztuczne oddychanie.


Masaż serca

By go wykonać, uklęknij obok chorego. Odsłoń jego klatkę piersiową. Połóż dłoń na jej środku. Na dłoni oprzyj nadgarstek drugiej ręki. Nie uginając łokci, zacznij energicznie uciskać.

Uwaga! Naukę masażu serca wolno trenować tylko na manekinie. U człowieka, który nie ma problemów z oddychaniem ani krążeniem, uciskanie klatki piersiowej może zaburzyć rytm serca!


Sztuczne oddychanie

Na początku udrożnij drogi oddechowe. Odchyl do tyłu głowę i podciągnij żuchwę (by to zrobić, podłóż dwa palce pod podbródek). Gdy rozchylą się wargi, sprawdź, czy chory nie ma czegoś w jamie ustnej, jeśli tak, usuń przeszkodę. Sprawdź też, czy dróg oddechowych nie blokuje język. Potem zatkaj choremu nos, weź głęboki oddech, obejmij ustami usta chorego i wdmuchnij powietrze (nie gwałtownie!).


Nad wyraz poważny uraz
Skręcenia, zwichnięcia i złamania przytrafiają się nie tylko w trakcie ekstremalnych wypraw w góry, ale i podczas spacerów po lesie (choć ryzyko oczywiście jest dużo mniejsze).

Ponieważ osoba bez wykształcenia medycznego miewa problemy z określeniem rodzaju kontuzji, we wszystkich przypadkach postępuje się tak samo:

- wezwij pomoc,
- delikatnie usuń ubranie z uszkodzonego miejsca – jeśli jest to niemożliwe (np. ciasne dżinsy), rozetnij materiał,
- jeśli widzisz otwartą ranę, zabezpiecz ją jałowym opatrunkiem,
- w przypadku intensywnego krwawienia załóż powyżej urazu opaskę uciskową (może być stosowana najwyżej przez 1,5 godziny!),
- unieruchom kończynę.

- WAŻNE! Nigdy nie próbuj nastawiać ręki czy nogi. To zadanie dla lekarza.


Diana Ożarowska-Sady

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #26 dnia: Październik 17, 2007, 03:40:24 pm »
W.Brytania/ Ciągnąc za język można uratować życie

 
Zamachy bombowe w Londynie z roku 2005 zainspirowały studentów londyńskiego Royal College of Art do opracowania prostego urządzenia ratującego ludzkie życie - uchwytu-przyssawki do języka.

W londyńskich zamachach zginęło 56 osób, a 800 zostało rannych. Przy tak wielkiej liczbie ofiar ogromnie trudne było zapewnienie im fachowej pomocy medycznej. U nieprzytomnej, leżącej na ziemi osoby może na przykład dojść do uduszenia z powodu zatkania gardła przez język. By się udusić, wystarczy kilka minut, a londyńscy sanitariusze docierali do niektórych z setek rannych dopiero po kilkunastu minutach.

Studiujący sztukę Philip Greer, Graeme Davies, Chris Huntley i Lisa Stroux z Royal College of Art wpadli na pomysł, by ułatwić przypadkowym osobom niesienie pomocy ofiarom masowych katastrof i zamachów za pomocą urządzenia Tongue Sucker, które pozwala mocno uchwycić bezwładny język. Składa się z niewielkiej komory - przyssawki połączonej z gumową gruszką. Nawet laik może przyssać ten prosty przyrząd do języka rannego, by odblokować drogi oddechowe, a potem wezwać pomoc lub samemu przystąpić do resuscytacji. Jaskrawy kolor gruszki zwraca uwagę sanitariuszy i informuje, u których z ofiar dokonano udrożnienia. Na razie studentom przyznano fundusze na dopracowanie i wypróbowanie projektu.


źródło
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #27 dnia: Październik 19, 2007, 10:38:50 am »
Warszawskie karetki będą wyposażone w nawigację satelitarną

Już w styczniu warszawskie karetki zostaną wyposażone w system nawigacji satelitarnej, dzięki czemu znacznie skróci się czas dojazdu karetek do pacjentów - zapowiedział na konferencji prasowej dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego Artur Kamecki.

Zdaniem wicemarszałka województwa mazowieckiego Waldemara Roszkiewicza, nawigacja satelitarna usprawni pracę pogotowia zwłaszcza w sytuacjach "zdarzenia masowego". Zapowiedział, że w przyszłości możliwe będzie skoordynowanie w ramach tego systemu także innych służb, np. straży pożarnej czy straży miejskiej.

Jak wyjaśnił Kamecki, system połączy centrum dyspozytorskie z 16 "miejscami wyczekiwania" zespołów ratunkowych, których obecnie jest na terenie Warszawy 43. W każdej karetce znajdzie się nadajnik GPS, a dyspozytor będzie mógł obserwować na ekranie położenie ambulansu i jego status - zajęty lub wolny. "Dzięki temu będę wiedzieć, która karetka jest najbliżej miejsca wypadku i odpowiednio zarządzać zespołami" - powiedziała PAP kierownik Centrum Powiadamiania Ratunkowego Zuzanna Zwierzchowska.

Mapa, opracowana przy współpracy Biura Geodety Województwa Mazowieckiego w Warszawie, będzie na bieżąco aktualizowana i uzupełniana o informacje o prowadzonych w stolicy remontach i związanych z nimi objazdach. "Jesteśmy w stałym kontakcie z dyrektorem, kierującym zespołem koordynującym remonty stołecznych dróg. O wszystkich remontach jesteśmy powiadamiani z wyprzedzeniem" - zapewnił Kamecki.

Koszt realizacji przedsięwzięcia to 1,15 mln zł, z czego połowa pochodzi ze środków Samorządu Województwa Mazowieckiego, a połowa - z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. AKW

PAP - Nauka w Polsce

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #28 dnia: Listopad 07, 2007, 07:36:46 pm »
Breloczek ratujący życie

Ratownictwo medyczne w naszym kraju niejedno ma oblicze

Jednym z nich jest mało znana Społeczna Krajowa Sieć Ratunkowa.


Niedawno wszystkie media donosiły, że bohaterski trzylatek uratował życie mamy. Nie ulega wątpliwości, że jest to wiadomość piorunująca, ale również prowokująca do zadania sobie pytania – czy w naszym kraju chory znajdujący się w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia może liczyć na coś więcej niż tylko szczęśliwy zbieg okoliczności? Okazuje się, że tak.

Synek pani Kingi Szymańskiej uratował jej życie dwukrotnie, bowiem już dwa razy zadzwonił pod numer alarmowy 112. Jednak po drugim dramatycznym epizodzie życie pani Kingi nie tylko już zależy od trafnej decyzji niezwykle rezolutnego dziecka, szczęśliwego zbiegu okoliczności, że zgłoszenie dziecka odebrała ta sama operatorka, co za pierwszym razem, ale przede wszystkim od profesjonalnego zestawu ratującego życie. Taki zestaw bezpłatnie podarowała mamie Krystiana Społeczna Krajowa Sieć Ratunkowa. Teraz, gdy poczuje się źle, wystarczy, że naciśnie mały przycisk na noszonym przy sobie breloczku, a on uruchomi system alarmowy.

To już dwadzieścia lat

Społeczna Krajowa Sieć Ratunkowa działa już prawie dwadzieścia lat i od samego początku jest organizacją działającą społecznie. Wszystko zaczęło się od CB-Radia, a konkretnie od jego 9. kanału ratunkowego, za pomocą którego posiadacze CB-Radia, w dobie, kiedy nie było telefonii komórkowej, a posiadanie telefonu stacjonarnego niemal graniczyło z cudem, zgłaszali wypadki, pożary, włamania i napady. Gwałtowny rozwój telefonii komórkowej wyparł CB-Radio, które sprawdza się w nadzwyczajnych przypadkach, takich jak klęski żywiołowe. Wówczas bowiem najczęściej przestają działać wszystkie pozostałe systemy łączności.

My poszliśmy dalej, uruchomiliśmy jeden z najnowocześniejszych systemów reagowania na zagrożenie życia – stwierdza Jerzy Płókarz, prezes Społecznej Krajowej Sieci Ratunkowej.  Standardowy system alarmowy wysyła sygnał do SKSR, gdzie następuje natychmiastowa reakcja na sygnały typu: włamanie, napad, pożar, rozszczelnienie instalacji gazowej bądź wystąpienie bezpośredniego gwałtownego zagrożenia dla życia ludzkiego w wyniku jakiejś jednostki chorobowej. Dotyczy to głównie tych osób, którym choroba może uniemożliwić podniesienie słuchawki telefonicznej w celu wezwania pomocy. Wówczas poprzez naciśnięcie guzika umiejscowionego w breloczku noszonym przy sobie wzywana jest automatycznie pomoc. W szczególnych przypadkach, podobnych do pani Kingi Szymańskiej, która nie tylko poważnie choruje, ale także jest w ciężkiej sytuacji materialnej, SKSR bezpłatnie wyposaża w zestaw ratunkowy.

- Technicznie wygląda to w ten sposób, że u osoby chorej, starszej czy niepełnosprawnej instaluje się centralkę alarmową, którą podłącza się do prądu i linii telefonicznej, a osoba mogąca potrzebować pomocy nosi przy sobie breloczek z urządzeniem uruchamiającym alarm. W sytuacjach kryzysowych wystarczy, że naciśnie na przycisk znajdujący się na breloczku i w tym momencie uruchamia cały system alarmowy – tłumaczy Jerzy Płókarz. W centrali SKSR wiadomo jest od kogo pochodzi sygnał, gdzie ta osoba mieszka i jakiej wymaga pomocy. Jeśli jest to nagły atak choroby, to oczywiście wzywa się pogotowie ratunkowe, informując na co osoba choruje i ewentualnie jakich wymaga specjalistycznych leków. Taki indywidualny system zgłaszania ma właściwie same plusy, bowiem lekarz w karetce wie, do jakiego przypadku jest skierowany, a chory otrzyma najlepszą w jego przypadku pomoc medyczną.

Jednak system alarmowy SKSR nie tylko uruchamia się wówczas, gdy zagrożone jest ludzkie życie w wyniku choroby, ale także wówczas, gdy zagrożone jest ono w przypadku napaści czy rozboju. Wówczas oczywiście wzywana jest policja.

Zestaw dla każdego potrzebującego

Jak zapewnia Jerzy Płókarz, każda osoba poważnie chora i znajdująca się w trudnej sytuacji materialnej może liczyć na bezpłatny zestaw ratujący życie. - Taka jest nasza idea, żeby w naszym społeczeństwie sprawnie działał obywatelski system bezpieczeństwa, dzięki któremu każdy z nas będzie mógł się czuć w miarę bezpiecznie. Szczególnie zaś zależy nam na grupie osób starszych, często schorowanych, która jest najbardziej narażona na dyskomfort życia – podkreśla prezes Płókarz. Dodaje również, że w momencie korzystania z sieci SKSR osoby starsze mają zupełnie inną jakość życia, gdyż posiadają pewność, że przez 24 godziny na dobę ktoś czuwa nad ich bezpieczeństwem. Mają świadomość, że wystarczy wdusić guzik, a pomoc nie tylko zostanie uruchomiona, ale przybędzie do nich na miejsce. Niewątpliwie zmienia się również komfort życia psychicznego ich bliskich, którzy nie zawsze, pomimo najlepszych chęci, mogą sobie pozwolić na osobistą, całodobową opiekę.

Nie tylko ratują, walczą też o prawa najsłabszych

Wśród wielu członków SKSR są osoby niepełnosprawne. W ich przypadku sieć alarmowa wydaje się niezbędna, ponieważ w sytuacjach kryzysowych nie tylko są, ale i czują się wyjątkowo bezsilne. Zdaniem Jerzego Płókarza, to druga grupa osób żyjących w ogromnym dyskomforcie psychicznym. SKSR czuje wyjątkową satysfakcję, ponieważ udaje im się choć w pewien sposób wpłynąć na poprawę jakości życia tych osób na co dzień. Ponieważ w ich przypadku nie tylko udziela się pomocy w wyjątkowych sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia, ale także pomaga w rozwiązywaniu problemów dnia codziennego. Warto tutaj nadmienić, że SKSR jest członkiem Sejmiku Osób Niepełnosprawnych.

Ważna jest również informacja, że w domach i mieszkaniach zarówno osób niepełnosprawnych, jak i osób starszych, jest także możliwość zainstalowania czujnika wykrywającego pożar czy też niebezpiecznego stężenia gazu. Z wieloletniego doświadczenia ratowników SKSR wynika, że osoby starsze nierzadko zasypiają przy pozostawionym na gazie garnku lub czajniku z wodą. Nie trzeba posiadać dużej wyobraźni, żeby zdawać sobie sprawę o tragicznych konsekwencjach tego typu przypadków.

Okazuje się, że SKSR nie jest tylko organizacją niosącą konkretną pomoc ratunkową, ale także wrażliwą na potrzeby osób starszych doświadczających krzywdę ze strony czy to rodziny, czy też sąsiadów lub innych osób. Jak podkreśla Jerzy Płókarz, w przypadku nawet najmniejszych sygnałów krzywdzenia osób starszych SKSR podejmuje bardzo zdecydowane działania, ponieważ zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego, jak i kodeksem karnym organizacja pozarządowa ma prawo do przystępowania do tego typu postępowań. Ma również prawo do wszczęcia postępowania prawnego na prawach strony. – Osoba starsza jest tą, której zawdzięczamy nasze wychowanie, wykształcenie, naszą samodzielność i fakt życia w wolnym kraju. Nie wolno dopuścić do tego, aby starsi byli traktowani w naszym społeczeństwie jako „zbędny bagaż”. Osoby starsze wymagają z naszej strony ogromnego szacunku i pomocy – konstatuje Jerzy Płókarz.

Ratownictwo z dziwną ustawą

W opinii prezesa SKSR na gruncie ratownictwa medycznego jest w naszym kraju coraz lepiej. Jednak dotyczy to przede wszystkim sprzętu, jakim dysponuje.  W jego opinii obecna ustawa ma masę mankamentów, a założenie, że poprawi się je w krótkim czasie, jest niczym innym jak igraniem z ludzkim życiem. Kuriozalnym w Ustawie o państwowym ratownictwie medycznym, w przekonaniu Jerzego Płókarza, jest m.in. zapis zezwalający na to, że jeżeli lekarz posiada prawo jazdy, zbędny jest wówczas w karetce kierowca… Równie niebezpieczny, dlatego wymagający natychmiastowej reorganizacji, jest jego zdaniem nie do końca wprowadzony system telefonu alarmowego 112. - Manipulowanie przy systemie ratowania życia powinno być dokonywane w sposób przemyślany, bowiem trzeba pamiętać, że jest to niesienie pomocy osobom będącym w stanie zagrożenia życia. Bardzo kontrowersyjne jest zatem wprowadzenie do karetki pogotowia ratownika medycznego, który nie ma odpowiedniej wiedzy medycznej do podejmowania akcji ratowania życia. A prezes Płókarz wie, o czym mówi, bo sam jest społecznym ratownikiem medycznym i niejednokrotnie był świadkiem, gdy lekarz nie tylko na miejscu wypadku, ale także w jadącej do szpitala karetce pogotowia musiał podejmować bezpośrednie czynności ratujące życie, bez których ofiary wypadków nie przeżyłyby. Jak podkreśla prezes SKSR - o życiu ludzkim najczęściej w takich sytuacjach decyduje ogromne doświadczenie lekarza oraz szybki czas podejmowania akcji ratowania, dlatego tak trudno zrozumieć fakt stworzenia tak złej ustawy.

***


Jak zdobyć zestaw ratunkowy?

Aby otrzymać zestaw ratunkowy, wystarczy wysłać e-mail lub list z informacją, że niezbędny jest bezpłatny zestaw, gdyż osoba potrzebująca jest w trudnej sytuacji materialnej lub informację o chęci zakupu takiego zestawu, którego koszt wynosi około 600 zł.

Prośbę może wysłać osoba najbliższa, sąsiad czy też opiekun społeczny. Oczywiście zasadność próśb o zainstalowanie bezpłatnego zestawu ratującego życie jest sprawdzana przez członków SKSR.

Krajowy Sztab Ratownictwa SSR

ul. Piotrkowska 238
skr. poczt. 32
90-954 Łódź - 4

tel.(042) 637-04-74

e-mail: sztab@ratownictwo.org

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26210
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #29 dnia: Grudzień 27, 2007, 09:54:18 am »
Ustawa o ratownictwie wymaga szybkiej nowelizacji

W karetkach pogotowia nadal pracuje za mało ratowników medycznych
Czas dojazdu karetek do pacjentów wciąż jest zbyt długi
Nawet 60 proc. wyjazdów zespołów ratunkowych nie jest uzasadnione medycznie
ANALIZA


Od roku obowiązuje ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym (PRM). Mimo zmiany w zasadach finansowania systemu nie udało się skrócić czasu dojazdu karetek do wypadków, a pacjenci traktują zespoły wyjazdowe jak przychodnie na kółkach. Ponadto brakuje wykwalifikowanych ratowników medycznych, wciąż źle funkcjonuje też numer alarmowy 112.

Zdaniem ekspertów potrzebna jest pilna nowelizacja ustawy o ratownictwie medycznym. Doprecyzowania wymaga np. określenie roli centrów powiadamiania ratunkowego oraz zmiana zasad finansowania szpitalnych oddziałów ratunkowych. Dodatkowo należy uprościć system kształcenia ratowników medycznych. W przeciwnym razie w karetkach nadal będą jeździć lekarze, co podwyższa koszty działania całego systemu.

Więcej pieniędzy

Uchwalenie ustawy spowodowało lepsze finansowanie ratownictwa medycznego, ale tylko w pewnym zakresie. Dzięki niej w każdym roku budżet musi zagwarantować pieniądze na pokrycie kosztów tzw. opieki przedszpitalnej, czyli od momentu wezwania karetki do chwili dowiezienia poszkodowanego do szpitala. W tym roku państwo przeznaczyło na ten cel ponad 1,2 mld zł, a w 2008 roku będzi to 1,5 mld zł.

Zdaniem Wojciecha Brachaczka, lekarza koordynatora ratownictwa medycznego w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach, dzięki budżetowemu finansowaniu zespołów ratownictwa medycznego możliwe jest podwyższenie dobowych stawek za ich tzw. pozostawanie w gotowości do udzielania pomocy przez całą dobę.

W mijającym roku karetki typu W (czyli wypadkowe) dostawały w woj. śląskim 1750 zł na dobę za pozostawanie w gotowości, natomiast w 2008 roku stawka ta zostanie podwyższona do 2470 zł. Natomiast w przypadku karetek typu R (czyli ratunkowej) stawka wzrośnie z 2150 zł do 3070 zł.

Niedofinansowane SOR

Sytuacja finansowa stacji pogotowia ratunkowego ulega stopniowej poprawie, ale wciąż słabo opłacane są szpitalne oddziały ratunkowe (SOR).

- Problem polega bowiem na tym, że oddziały te są finansowane jedynie przez NFZ - mówi profesor Wojciech Gaszyński, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Medycyny Katastrof.

NFZ płaci SOR jedynie stawkę ryczałtową za pozostawanie w gotowości do udzielania świadczeń. W 2008 roku zamierza przeznaczyć na ten cel niewiele ponad 30 mln zł.

- W województwie podlaskim stawka dobowa oddziału ratunkowego w szpitalu powiatowym wynosi 2 tys. zł i w przyszłym roku nie planujemy jej podwyższenia - mówi Adam Dębski, rzecznik prasowy podlaskiego NFZ.

Środowisko medyczne uważa, że to zdecydowanie za mało.

- Dlatego budżet państwa powinien płacić za pozostawanie SOR w stanie gotowości, za ich wyposażenie i wynagrodzenie pracowników, a NFZ płacić za faktycznie wykonane usługi - uważa profesor Wojciech Gaszyński. Krzysztof Grzegorek, wiceminister zdrowia powiedział, że w połowie 2008 roku resort przygotuje nowelizację ustawy o PRM, w której zaproponuje, aby także budżet finansował SOR.

Za mało ratowników

Jednym z głównych założeń ustawy o PRM było zwiększenie liczby wykwalifikowanych ratowników, których umiejętności pozwalają im m.in. na samodzielną pracę (bez nadzoru lekarza). Tych jednak wciąż brakuje.

Zdaniem Tomasza Mosiewicza z Wydziału Zarządzania Kryzysowego Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy, personel zespołów ratownictwa medycznego nie spełnia kwalifikacji określonych w ustawie.

- Dotyczy to nawet 60 proc. personelu karetek - dodaje Tomasz Mosiewicz.

Bardzo poważnym błędem ustawy było utrzymanie szkolnictwa pomaturalnego w zakresie ratowników medycznych.

- Główną przyczyną braku ratowników jest kontynuowanie ich kształcenia w szkołach pomaturalnych, bo wydłużało to okres ich nauki. Ratownicy po dwuletnich studiach pomaturalnych nie mają żadnego przygotowania praktycznego. Dlatego decydują się na trzy- lub trzyipół-letnie studia licencjackie - uważa profesor Wojciech Gaszyński.

W ten sposób proces ich kształcenia wydłuża się do pięciu - sześciu lat.

Za dużo karetek z lekarzami

Brak wystarczającej liczby ratowników powoduje, że w większości województw wciąż przeważają karetki pogotowia, w których jeżdżą lekarze (czyli specjalistyczne), a powinny te z ratownikami, czyli typu podstawowego (oznaczone literą P).

Na dostosowanie się do tego województwa mają czas do 2010 roku. Oznacza to zwiększenie kosztów funkcjonowania.

- Koszt zespołu z lekarzem jest wyższy niż karetki z ratownikiem - podkreśla Wojciech Brachaczek.

Ponadto świadomość, że w karetkach jeżdżą lekarze, sprawia, że wciąż wysoki jest odsetek wezwań do przypadków nieuzasadnionych medycznie.

- Z kontroli przeprowadzonej w województwie kujawskim wynika, że tylko 10 proc. wyjazdów było zasadnych, czyli faktycznie życie i zdrowie pacjenta było zagrożone - dodaje Tomasz Mosiewicz.

Dominika Sikora
http://www.gazetaprawna.pl/?action=showNews&dok=2120.89.0.39.10.1.0.1.htm
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #30 dnia: Marzec 05, 2008, 11:59:02 am »
Telefon ratujący życie

W sytuacjach zagrożenia dla zdrowia i życia liczy się każda sekunda
Bez względu na to, czy chodzi o zawał serca, wypadek samochodowy czy ugodzenie nożem, im prędzej nadejdzie pomoc, tym lepiej.


Doskonale wiedzą, albo powinni wiedzieć ci wszyscy, którzy jeżdżą samochodami. W Polsce co roku w wypadkach drogowych ginie około pięć tysięcy osób, kilkadziesiąt tysięcy innych odnosi różnego rodzaju obrażenia.

Lekarze nie pozostawiają złudzeń, że po przewiezieniu do szpitala lub podczas akcji ratowniczej liczy się każda sekunda. Bezcenny czas często ucieka, bo ratujący życie nie mogą skontaktować się z najbliższą rodziną i ustalić grupy krwi poszkodowanej osoby, lub uzyskać informacji, czy ofiara wypadku zażywała na stałe jakieś leki albo czy cierpi na jakieś przewlekłe choroby. W niektórych przypadkach są to bezcenne informacje.

Do takiej niespodziewanej sytuacji może dojść nie tylko w Polsce, ale także gdzieś w Europie. Tam również policjanci, lekarze, strażacy, ratownicy medyczni oraz ci wszyscy, którzy zjawiają się na miejscu wypadków, wielokrotnie mają trudności z uzyskaniem szybkiego kontaktu z krewnymi lub bliskimi  poszkodowanych. Jak poradzić sobie z tym problemem?

Pomysł narodził się przed kilku laty w Europie Zachodniej, najprawdopodobniej we Włoszech. Tamtejsze media zaproponowały, aby ludzie w specjalny sposób oznakowali w swoich komórkach numer, pod którym  w nagłych przypadkach losowych  można skontaktować się z bliskimi. Wszak bardzo często to właśnie komórka – obok dokumentów osobistych – jest jednym z przedmiotów, który niemal zawsze można znaleźć przy poszkodowanej osobie.

Ponieważ książka kontaktów w telefonie jest zazwyczaj długa i liczy co najmniej kilkadziesiąt pozycji, trudno jest znaleźć np. najbliższą rodzinę. Tymczasem szybki kontakt z członkiem najbliższej rodziny pozwoliłby  na uzyskanie bardzo ważnych informacji, niezbędnych dla ratowania ofiary wypadku. Jest to o tyle istotne, że w Polsce -jak w większości krajów europejskich - nie ma obowiązku noszenia przy sobie dowodu tożsamości ani innych dokumentów, ułatwiających ratownikom zdobycie informacji o poszkodowanym.

Zaproponowany przez włoskich ratowników skrót, pod którym można by umieścić w swojej komórce takie właśnie numery, to ICE (skrót od angielskiego "In Case of Emergency", czyli po polsku - "w nagłym wypadku"). Informowałby on, do kogo powinni zadzwonić ratownicy udzielający pomocy właścicielowi telefonu.

Pomysł jest banalnie prosty w realizacji, nie wymaga żadnych nakładów finansowych, a jedynie dobrej woli z naszej strony… i kilkudziesięciu sekund niezbędnych dla wpisania w pamięci telefonu tego jednego numeru, który w krytycznych sytuacjach może uratować nam życie. Gdyby ktoś chciał umieścić kilka numerów, warto oznaczać je w następujący sposób: ICE1, ICE2 itd. - takie oznakowanie uprości pracę wszystkim służbom ratowniczym. Powinniśmy wybierać osoby, które dużo wiedzą o naszym stanie zdrowia, a także nie wpadną w panikę na wiadomość, że stało się nam coś złego!

* * *

Pomysł numeru ICE błyskawicznie przyjął się w całej Europie (wszak prawie każdy ma tam swój telefon komórkowy) i jest promowany różnymi sposobami. Również i Polsce szybko zdobywa sobie zwolenników.

- Jeżeli osoba poszkodowana jest przytomna, to zawsze niosąc pomoc zaczynamy od zapytania na co choruje i czy jest na coś uczulona – wyjaśniają ratownicy medyczni. – Pomysł z numerem ICE jest fantastyczny, bo może dostarczyć nam informacji na wagę złota. Naprawdę nikt z nas nie odgadnie, że pod nazwą "Niusia" kryje się żona lub córka, podczas gdy rozpoznawalny wszędzie, także za granicą, skrót ICE, jest jednoznaczny i czytelny. Krewni lub bliscy mogą też szybko udzielić informacji o przewlekłych chorobach, przyjmowanych lekach lub alergii rannego. Taka wiedza ma przecież wpływ na to, w jaki sposób udziela się dalszej pomocy. Jeśli zaś ofiara wypadku jest nieprzytomna, to po takim jednym telefonie ratownicy wiedzieliby od razu, jak postępować. Wspaniale by było, żeby ten pomysł spotkał się z szeroką aprobatą społeczną, a telefon komórkowy z numerem ICE stał się szybkim źródłem informacji.

Lekarze pogotowia podkreślają, że każdy sposób zapisywania danych o swoim zdrowiu jest dobry i nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać.

- Człowiek, który uległ wypadkowi, nawet jeśli nie straci przytomności, bardzo często jest w tak wielkim szoku, że nie pamięta własnego imienia. Dlatego pomysł z numerem ICE jest rewelacyjny! Jakże często próbujemy skontaktować się z bliskimi poszkodowanego, ale zanim dodzwonimy się do właściwej osoby, musimy przewertować całą książkę telefoniczną. A przecież w niektórych sytuacjach każda minuta jest na wagę złota!

W przeszłości telefoniczny numer kontaktowy, wpisywano często do „papierowych” dowodów osobistych. Teraz jest to niemożliwe, dlatego idea wpisywania takiego numeru do telefonu komórkowego jest szczególnie cenna. Wprawdzie w każdym paszporcie jest miejsce na podanie takich informacji, ale rzadko kto, podróżując po Polsce,  nosi ze sobą ten dokument przy sobie. Dlatego namawiamy wszystkich naszych Czytelników, posiadających telefony komórkowe, aby zaraz po zakończeniu lektury tego tekstu wprowadzili pod hasłem „ICE” odpowiednie namiary w komórkach swoich i najbliższej rodziny. Naprawdę nie odkładajmy tego na później, bo albo o tym zapomnimy, albo pojawią się inne, niecierpiące zwłoki, sprawy. Być może nigdy nie będzie konieczności skorzystania z tego numeru, ale w dramatycznej sytuacji może on uratować nasze życie.

* * *

Utrudniony kontakt z rodziną ofiar wypadków to nie jedyny problem ratowników medycznych. Od wielu lat plagą są różni żartownisie, telefonujący z fałszywymi alarmami albo głupimi dowcipami. Zdarza się, że jeśli ktoś się uprze, dzwoni nawet dziesięć razy z rzędu! W ten sposób  blokuje linię telefoniczną, a przecież inni w tym czasie naprawdę mogą potrzebować pomocy.

Na szczęście, każde połączenie pod numery alarmowe jest rejestrowane. Coraz częściej możliwa jest także identyfikacja „żartownisiów”, dzięki czemu policja nie ma problemów z ich zatrzymaniem. Złośliwe dzwonienie i blokowanie linii to wykroczenie. Jeśli jednak z tego powodu dojdzie do tragedii, sprawcy mogą zostać postawione zarzuty z kodeksu karnego, na podstawie których grozi nawet kara kilkuletniego więzienia. Warto, aby mieli tego świadomość, kiedy przyjdzie im głowy kolejny głupi pomysł z telefonicznym pseudo żartem.


onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #31 dnia: Marzec 28, 2008, 02:29:58 pm »
Ratować ratownictwo


Już przeszło rok działa ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym, a nic się nie zmieniło.


Zgodnie z założeniami reformy systemowej, miało powstać Państwowe Ratownictwo Medyczne złożone m.in. z zespołów ratowniczych wyjeżdżających do wypadków ze Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych, gdzie pacjenci mieli otrzymywać wykwalifikowaną pomoc medyczną. Idea powstania tych oddziałów była bardzo dobra, ale...

System legł jednak w gruzach i jedyne, co z niego zostało, to pogotowie ratunkowe bez lekarzy. Dzisiaj w załodze karetki nie musi być lekarza, wystarczy ratownik medyczny.

Brakuje specjalistów i środków

Oprócz nadmiaru pacjentów, SOR-y mają też problemy kadrowe. W kraju brakuje lekarzy ze specjalizacją z medycyny ratunkowej. Powinno ich być ok. 3 tysięcy, a jest 500, z czego na Podkarpaciu "aż" 6! Ministerstwo Zdrowia stara się rozwiązać problem, otwierając tzw. krótką ścieżkę uzyskiwania specjalizacji z medycyny ratunkowej, z której będą mogli skorzystać lekarze mający już specjalizację w innych dziedzinach. Czy będą chętni do zdobywania tej specjalizacji?

- Bardzo wątpię, praca w ratownictwie jest ciężka. Konieczna jest umiejętność podejmowania szybkich decyzji, radzenia sobie ze stanami nagłymi, agresją pacjentów - mówi dr Krzysztof Szuber, prezes Podkarpackiej Izby Lekarskiej w Rzeszowie.

Od 2008 roku SOR-y, które obsługują do 80 pacjentów dziennie, miały otrzymać 5- 6 tys. zł za dobę, a przyjmujące do 120 chorych - ok. 8 tys. zł. Na 10 tys. zł i więcej mogły liczyć oddziały obsługujące powyżej 120 chorych dziennie. - Dostajemy 4,5 tys. zł za dobę pracy oddziału. Nie da się więc spełnić wszystkich warunków ustawy o ratownictwie - mówi Marian Furmanek, dyrektor SP ZOZ w Leżajsku.

Ratować ratownictwo

W Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim trwają prace związane z przygotowaniem obiektu na potrzeby Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego, które planuje rozpocząć działalność od 1 stycznia 2011 r. Do tego czasu jego rolę na terenie województwa pełni Podkarpacki Komendant Wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej. - Na lata 2008 -

- 2010 planowane jest uruchomienie 3 szpitalnych oddziałów ratunkowych w Dębicy, Jarosławiu i Kolbuszowej - mówi Agnieszka Skała z biura prasowego PUW w Rzeszowie.

SOR przy Wojewódzkim Szpitalu nr 2 w Rzeszowie, który pełni rolę Ośrodka Regionalnego, nie posiada wymaganego standardu. Szpital musi rozpocząć nową inwestycję, bo z powodu braku możliwości modernizacyjnych bryły budynku, nie można istniejącego oddziału dostosować do nowych potrzeb. Inwestycja została wyceniona na 28 mln zł. Na pewno nie rozpocznie się w tym roku.



super-nowości.eu
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #32 dnia: Kwiecień 06, 2008, 02:48:59 pm »
Pierwszy w Polsce automam do masażu serca

Pierwszy w Polsce pneumatyczny aparat do resuscytacji krążeniowej, służący do przywracania krążenia u osób z zatrzymaniem akcji serca uruchomiono na oddziale ratunkowym Szpitala Wojewódzkiego im. Kopernika w Łodzi.

Aparat Lucas CPR to przenośne urządzenie pneumatyczne zasilane tlenem lub powietrzem. Automatycznie wykonuje zewnętrzny masaż serca przez ucisk klatki piersiowej na głębokość 4-5 cm i w tempie ok. 100 uciśnięć na minutę - czyli zgodnie z wytycznymi Europejskiej Rady Resuscytacji - poinformowała rzeczniczka prasowa szpitala Adriana Sikora.

Zainstalowanie urządzenia na klatce piersiowej trwa kilkadziesiąt sekund. Polega na wsunięciu pod plecy deski stabilizującej, nałożeniu górnej części w postaci podkładki uciskającej oraz zapięciu rąk pacjenta pasami mocującymi. Konstrukcja urządzenia pozwala na prowadzenie defibrylacji pacjenta bez konieczności zdejmowania aparatu.

"Jego główną zaletą jest to, że w przeciwieństwie do ratownika aparat się nie męczy. Często reanimacja musi trwać ponad pół godziny. Ratownik jest tylko człowiekiem i średnio po kilkunastu minutach opada z sił. W czasie kiedy aparat dokonuje kompresji klatki piersiowej ratownik czy lekarz może podejmować inne decyzje medyczne np. jakie leki zastosować czy gdzie przewieźć pacjenta" - podkreśliła rzeczniczka.

Aparat można stosować także podczas transportu pacjenta do szpitala. "Normalnie nie można wykonywać resuscytacji krążeniowej, gdy karetka czy helikopter transportujący pacjenta jest w ruchu. Natomiast ten aparat taką możliwość daje" - zaznaczyła Sikora.

Jej zdaniem, choć użycie aparatu może doprowadzić do złamania żeber u ratowanego pacjenta, to jednak statystyki pokazują, że procent takich przypadków jest podobny do resuscytacji krążeniowych wykonywanej przez ludzi. Aparatu nie można jednak stosować u dzieci.

Szpital im. Kopernika w Łodzi jest pierwszą placówką medyczną w Polsce, która kupiła takie urządzenie. Zakup sfinansował Urząd Marszałkowski, któremu podlega placówka. Według nieoficjalnych informacji, aparat wkrótce być może trafi także do karetek reanimacyjnych w Płocku.

Według Sikory, do tej pory przy użyciu tego urządzenia w łódzkim szpitalu przeprowadzono dwie skuteczne reanimacje pacjentów. SZU

PAP - Nauka w Polsce

Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #33 dnia: Maj 08, 2008, 10:32:28 pm »
Nikt nie potrafił pomóc

Gdy Marta biegła do tramwaju, stanęło jej serce. W samym centrum Gorzowa, w biały dzień, przechodnie nie podjęli reanimacji. Nie wiedzieli, jak to zrobić.

http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/23842
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26210
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #34 dnia: Maj 09, 2008, 08:20:43 am »
Dziewczyna,która sama ratowała innych nie otrzymała pomocy :(
Nikt nie potrafił pomóc :(
Dla Gazety: Jurek Owsiak, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
Cytuj
Z pierwszą pomocą, niestety, wciąż jest u nas krucho. A przecież żyjemy w świecie, gdzie umiejętność jej udzielania jest niezbędna. Każdy powinien wiedzieć, jak zrobić masaż serca, jak ułożyć osobę w pozycji bocznej. To zwiększa szanse przeżycia, zanim przyjedzie karetka.

Ten jeden telefon na pogotowie to już dużo, ale w przypadku Marty okazało się za mało. WOŚP uczy pierwszej pomocy od dawna. W2006 i 2007 r. promowaliśmy ją podczas finałów. Nasze kursy w podstawówkach przeszło już 700 tys. dzieciaków. Zaczynamy od najmłodszych. Oni później uczą kolegów, rodzeństwo, rodziców. Ale by realnie coś zmienić, potrzeba jeszcze kilku lat. Moim zdaniem pierwsza pomoc musi być obowiązkowym przedmiotem w szkołach
.

Mam nadzieję,że rehabilitacja przyniesie oczekiwane efekty  :kw:
Cytuj
Szulowska: - Karetka to nie jumbo jet. Nieodwracalne zmiany w mózgu następują już po czterech-pięciu minutach. W tym czasie żadna, nawet najszybsza karetka świata nie dojedzie na miejsce. Jeżeli sami nie udzielimy pomocy, człowiek umrze lub będzie ciężko okaleczony do końca życia.

Dziś Marta walczy o powrót do normalnego życia. Czeka na przyjęcie do Kliniki Rehabilitacji Neurologicznej w Bydgoszczy, jednej z najlepszych w Europie. Korzysta z dodatkowej, prywatnej rehabilitacji
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26210
Ratownicy na dwóch kółkach
« Odpowiedź #35 dnia: Maj 22, 2008, 08:29:52 am »
Ratownicy na dwóch kółkach

Są wyposażone jak karetka pogotowia, ale nawet kiedy wszyscy stoją w korkach, one mogą dotrzeć do poszkodowanego. Rowery mają być "lekarstwem" dla pacjentów, do których trudno dojechać samochodem - zwłaszcza w okolicach Rynku Głównego i Plant. Dzięki rowerom ratownicy mogą być szybciej na miejscu, gdy każda minuta decyduje o ludzkim życiu.



Mają defibrylatory i najpotrzebniejsze lekarstwa, które mogą utrzymać przy życiu człowieka po wypadku. Na ulice Krakowa ruszyły pierwsze rowerowe patrole ratowników.

To nie przypadek, że ratownicy jeżdżą na rowerach i motorach. Taki środek lokomocji znakomicie sprawdza się w wąskich uliczkach, na Plantach, czy wzgórzu Wawelskim.

Pomimo, że ratownicy na jednośladach to nowość w rejonie Rynku Głównego, wielu z nich miało już okazję sprawdzić swoje umiejętności w akcji.

Rowery i motocykle to dopiero początek. Ratownicy już myślą o sprzęcie, dzięki któremu będą mogli pomagać ludziom przez cały rok.

W Krakowie jest już dwudziestu pięciu rowerowych ratowników i sześciu motocyklistów. Wkrótce będzie ich jeszcze więcej, bo szkoli się kolejnych dziesięciu i niedługo wyruszą na ulice.

(Kronika)

ZOBACZ TAKŻE:  
  wideo
 
http://ww2.tvp.pl/8979,20080519718362.strona
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

zwalcio

  • Gość
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #36 dnia: Maj 22, 2008, 09:48:23 am »
Świetny pomysł podoba mi się, tylko ciekawe jak się sprawdzi i jak to będzie wyglądało zimą. Ale pomysł ok  :ok:

berto45

  • Gość
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #37 dnia: Maj 22, 2008, 12:27:23 pm »
Super pomysł,brawo Kraków,ale pytanie co zimą?? :ok:

Offline Mery6

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 282
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #38 dnia: Maj 23, 2008, 05:09:39 pm »
Świetny pomysł ja się poruszam po mieście rowerem i w niektóre miejsca szybciej docieram niż auta
,,Uśmiech gdy w sercu ból, to najtrudniejsza z życiowych ról'' Dorosła z ADHD w końcu po diagnozi

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26210
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #39 dnia: Czerwiec 10, 2008, 07:48:23 pm »
Pogotowie w pogotowiu
 
Po zapaści szpitalnych oddziałów ratunkowych Małopolsce grozi paraliż pogotowia ratunkowego

 
VIDEO
http://ww2.tvp.pl/8979,20080609731678.strona
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Mulesia

  • Gość
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #40 dnia: Czerwiec 11, 2008, 08:48:10 pm »
Pierwsza pomoc

Wojciech Moskal 2008-06-11
 
Jeżeli jesteś świadkiem wypadku, nie stój bezczynnie czekając na pomoc. Gdy nadejdzie, dla ofiary może być już za późno. Działaj sam. Nie bój się, że coś zrobisz nie tak. Najgorsze, co możesz zrobić, to nie zrobić nic
Wojciech Moskal, Sławomir Zagórski:

Niedawno "Gazeta" opisała historię 20-letniej Marty, która w rodzinnym Gorzowie upadła na przystanku i straciła przytomność. Karetka jechała kilka minut, w tym czasie serce Marty nie biło. Dziewczyna przeżyła, ale jej mózg został poważnie uszkodzony. Jak to możliwe, że w centrum 130-tys. miasta nikt spośród kilkudziesięciu gapiów nawet nie próbował jej ratować?

Dr Adam M. Pietrzak*: Gdy coś takiego się dzieje, rodzina, znajomi i otaczający ludzie z reguły zachowują się na dwa sposoby: mierzą czas do przyjazdu karetki albo nie robią kompletnie nic. To nie tylko polska specyfika. Podobnie jest na całym świecie. M.in. dlatego Europejska Rada Resuscytacji twierdzi, że standard postępowania ratowniczego musi być maksymalnie uproszczony, tak żeby mógł go zastosować praktycznie każdy człowiek. Nawet w Europie przez pierwsze 10 minut od zatrzymania krążenia na fachową pomoc - lekarza, strażaka czy policjanta - możemy podobno liczyć zaledwie w 8 proc. przypadków. Tyle że te 10 minut to jest 6 minut po nieodwracalnej śmierci mózgu.

Czyli albo my sami, albo nikt?

- Czyli cała nadzieja w przygodnym świadku zdarzenia. I jeżeli ludzie tego nie rozumieją, to przegrywamy. A z reguły przegrywamy.

Jakie są przyczyny, że nikt się nie rusza z pomocą? Ludzie nie wiedzą, co robić? Boją się popełnić jakiś błąd?

- To tylko tak zwane wygodne wytłumaczenia, bo większość z nas przynajmniej raz w życiu przechodziło szkolenie z pierwszej pomocy. Jeżeli jednak nie jest zagrożony ktoś, na kim nam naprawdę zależy, to z reguły nie robimy nic - nie korzystamy z wiedzy, jaką posiadamy. To po prostu skrajny egoizm, no chyba że czasem chorobliwa nieśmiałość.

Ale gapie nie odchodzą w takiej sytuacji, tylko stoją, patrzą i komentują.

- Tak, bo to też dla nich jakaś zabawa, sensacja. Przecież od czasu szafotu i publicznych egzekucji nasza mentalność specjalnie się nie zmieniła.

Charakterystyczne jest to, że znacznie częściej można liczyć na pomoc bliźnich w mniejszych miejscowościach, tam gdzie się praktycznie wszyscy znają. Za to kompletnie nie reagują te gigantyczne, wymieszane populacje wielkich miast.

Jak powinno się zareagować w przypadku Marty?

- Sytuacja wydawała się o tyle komfortowa, że dotyczyła młodej, estetycznie wyglądającej osoby. Motywacja do udzielenia pomocy komuś takiemu jest większa. Trywialnie mówiąc - łatwiej zdecydować całować się z kimś młodym i ładnym niż z menelem, który leży na trawniku i czuć od niego wódkę. Ale po kolei.

Pierwsza rzecz - dotknij i zawołaj - "Hej ty, otwórz oczy!", "Co się stało?!" - to naprawdę może zrobić każdy z nas. Jeżeli ktoś nie reaguje na dźwięk, może odpowie na dotyk. Potrząśnij za ramiona, dotknij palcem czoła.

Jeżeli ktoś nie reaguje na dźwięk i dotyk, bezwzględnie wezwij pomoc - sam albo poproś kogoś z otoczenia. Jedną konkretną osobę.

Dlaczego jedną konkretną?

- Tłum, który gromadzi się wokół ofiary jest całkowicie anonimowy. Z doświadczenia wiem, że jeżeli się zwrócimy ogólnie: "Czy ktoś może pomóc?", "Niech ktoś zadzwoni po karetkę", wszyscy nagle zaczynają "szukać lotnika" - patrzą w niebo i zastanawiają się, kogo to dotyczyło. Trzeba powiedzieć wprost: "Pan w jasnej koszuli w kratkę, w okularach. Tak, do Pana mówię. Proszę natychmiast wezwać pogotowie". Teraz tłum już patrzy na Pana w koszuli w kratkę, przyjrzał mu się przez zmrużone oczy i myśli: "Jak ten młody blondyn nie zadzwoni, to mu tak dop..., że się nie pozbiera". I on wtedy z reguły zadzwoni. Z tłumem nie ma żartów. Niestety, jego agresja czasem obraca się przeciw ratownikowi.

Ten zresztą narażony jest na inne przykre niespodzianki. Moi studenci już trzykrotnie zostali okradzeni podczas niesienia komuś pomocy. A mówi się, że człowiek jest taki empatyczny i że ludzkie cierpienie go wyhamowuje. Cywilizacja leczy z empatii.

Wróćmy do ofiary - pogotowie jest już wzywane.

- Posłuchaj, czy ofiara oddycha. I nie rób tego za pomocą piórka, lusterka, ale własnego ucha. Przykładamy ucho do ust i nosa poszkodowanego. Patrz na ruch klatki piersiowej. Nie wierzysz uchu, przystaw nos. Jeżeli człowiek jest nieprzytomny, bo nie reaguje na dźwięk ani dotyk, i nie oddycha - to znaczy, że trzeba natychmiast zacząć go reanimować.

Nie badamy tętna?

- Już nie. Badanie na tętnicach szyjnych rezerwuje się dziś dla profesjonalnych ratowników, bo wymaga to pewnej wprawy. Większość ludzi, przykładając palce do czyjejś szyi, czuje na opuszkach swoje własne tętno - tzw. tętno kapilarne. Błędnie uznaje więc, że tętno jest, czyli wszystko w porządku i nie trzeba podejmować żadnej akcji. Dlatego, zgodnie z wytycznymi Europejskiej Rady Resuscytacji, szukanie tętna opuszczamy.

Od czego zacząć resuscytację, czyli prościej mówiąc - ożywianie?

- Musimy odsłonić klatkę piersiową. Może nie jest to czasem dobrze postrzegane przez otoczenie, ale nie jesteśmy w stanie skutecznie uciskać klatki piersiowej przez ubranie. A więc tnij, rwij, podciągnij pod szyję, wszystko jedno - musisz odsłonić mostek - znaleźć środek klatki piersiowej.

Układamy tam podstawę naszej dłoni, splatamy palce. Ręce wyprostowane, usztywnione w nadgarstkach, łokciach, ramionach i całym ciężarem ciała wywieramy rytmiczny ucisk na klatkę piersiową, tak by za każdym razem ugiąć ją o te 3-5 cm. Tak wykonujemy 30 rytmicznych uciśnięć. To jest pośredni masaż serca u osoby dorosłej.

Ktoś się może bać, że połamie przy tym żebra...

- Pęknięcie żeber zdarza się czasem u osób starszych, z osteoporozą. Prawdopodobieństwo połamania klatki piersiowej u kogoś młodego jest raczej niewielkie. Poza tym pęknięcie żeber, mostka, krwiak, odma - wszystko to w obliczu zagrożenia śmiercią nie są istotne powikłania.

Dlaczego?

- Bo jeżeli nie podejmiecie tych działań, to ten człowiek już jest martwy. Po czterech minutach zatrzymania krążenia umiera mózg. Tylko z wami ma jeszcze szansę na przeżycie.

Czyli uciskamy na głębokość 3-5 cm?

- To całkiem sporo, dlatego warto poćwiczyć, żeby zobaczyć, jak to wygląda. Całym ciężarem ciała, nie odrywając rąk od klatki, 100 uciśnięć na minutę, czyli na dwie sekundy średnio trzy uciśnięcia.

Uciskanie jest najważniejsze, ważniejsze nawet od sztucznego oddychania. Zasada jest taka: jeżeli z jakichś powodów, np. estetycznych, nie jesteśmy w stanie prowadzić sztucznego oddychania, musimy zapewnić przynajmniej te 100 uciśnięć na minutę.

Uciśnięcia liczymy głośno. To ważne, w ten sposób nadajemy sobie tempo, uspokajamy się i skupiamy na tym, co robimy. Jeżeli nie jesteśmy w stanie uciskać klatki tak szybko, jak trzeba - nie należy się przejmować. Problemem naprawdę nie jest to, że ktoś to robi źle, tylko, że nie robi tego wcale.

Co pierwsze: uciskanie czy oddechy?

- U dorosłych zaczynamy od uciskania - bardziej skłonni jesteśmy uciskać komuś klatkę, niż się z nim całować. Po 30 uciśnięciach trzeba ratowanej osobie odchylić głowę, jedną rękę oprzeć o jej czoło, zatkać kciukiem i palcem wskazującym nos, drugą dłonią podeprzeć żuchwę, szczelnie przyłożyć nasze usta do ust poszkodowanego i zrobić dwa wdechy. Patrzymy przy tym na klatkę piersiową - przy wdmuchiwaniu powietrza powinna się poruszyć. Dwa wdechy, potem znowu 30 uciśnięć i tak w kółko.

Jak długo?

- Do trzech skrajnych scenariuszy: albo pacjent się poruszy - wtedy sprawdzamy czy oddycha, albo przyjedzie pogotowie, albo wyczerpią się siły ratowników.

Jak reanimuje się dzieci?

- Najpierw 5 wdechów wstępnych, żeby trochę je dotlenić, i potem 30 uciśnięć. Uciskamy trochę delikatniej - jeżeli to przedszkolak to na głębokość 1-2 cm jedną dłonią. Jeżeli noworodek czy niemowlę - podkładamy dłonie pod łopatki, obejmujemy całą klatkę i uciskamy kciukami na głębokość 0,5 do 1 cm. 30 uciśnięć, dwa oddechy i od nowa.

Lepiej, jeżeli reanimuje jedna osoba czy dwie?

- Jedna, nawet jeżeli ratowników jest dwóch. Jeden reanimuje, a drugi pilnuje - stoi za jego plecami, ręce rozłożone i chroni, żeby tłum nie wsiadał mu na plecy. Jak pierwszy się zmęczy - zmiana.
 
Ratujemy tonącego...

- Przy ratowaniu podtopionych można rozpocząć zastępcze oddychanie nawet jeszcze w wodzie. Nie należy nikogo wciągać np. do kajaka, bo niemal na pewno kajak się wywróci. Można podtopionego holować na powierzchni np. na dwóch kamizelkach ratunkowych. Pełna resuscytacja na brzegu.

Zakładamy, że udało nam się przywrócić oddech i krążenie. Co dalej?

- Układamy ofiarę na boku. Jednym z częstych i bardzo groźnych powikłań jest zachłyśnięcie się kwaśną treścią pokarmową. Powoduje to chemiczne, zachłystowe zapalenie płuc - zmorę wszystkich anestezjologów. Człowiek nieprzytomny, któremu grozi zachłyśnięcie, ułożony na boku, po pierwsze - jest stabilniejszy, po drugie - język nie zapada mu się na tylną ścianę gardła, co grozi uduszeniem się.

Nawet uraz kręgosłupa w odcinku szyjnym nie jest przeciwwskazaniem do ułożenia na boku, bo jak poszkodowany się zachłyśnie, to pewnie nie dożyje do operacji neurochirurgicznej.

Kiedyś nazywano to pozycją boczną ustaloną.

- To klasyczna pozycja ze szkoleń wojskowych, czyli jedna ręka pod twarzą, druga za plecami, co stabilizuje pacjenta i zapobiega, żeby się nie przewracał. Inaczej mówiono na to - pozycja boczna ustalona "bezpieczna" ogólnowojskowa. Sylwetka człowieka jest w takim ułożeniu krótka i pacjent pasował do wklęsłych, głębokich i krótkich noszy ogólnowojskowych. Nie turlał się na boki, a jak nawet zaczął wymiotować, nie zalewał się wydzieliną, tylko wymiotował na bok. Dzisiejsza proponowana pozycja boczna jest trochę inna.

U pacjenta, który leży na wznak, jedną rękę kładziemy w poprzek na klatce piersiowej, drugą wyciągamy do góry i następnie ciągniemy pacjenta za biodro i ramię w stronę tej wyciągniętej do góry ręki. Czyli obracamy tak, żeby obie ręce były po tej samej stronie pod twarzą, a nogi ugięte.

Natomiast to, czy jest to prawy, czy lewy bok, nie ma znaczenia. Głowa odchylona do tyłu tak, żeby był swobodny przepływ powietrza przez nos i usta.

Jedynie kobiety w zaawansowanej ciąży powinno ułożyć się na lewym boku, aby powiększona macica nie uciskała na żyłę główną dolną i aortę brzuszną.

Zapewnienie pozycji bocznej jest bardzo ważne. Nawet jeśli widzimy nieprzytomnego pijaka leżącego na trawniku i czujemy do niego odrazę, obrócenie go na bok, tak, żeby się przynajmniej nie zachłysnął, może uratować mu życie. Oto gest dobrego samarytanina.

Zdarza się jednak, że ktoś się stara udzielić pomocy i, niestety, ta pomoc obraca się przeciw poszkodowanemu. Powodem są pewne mity, jakie krążą na temat ratownictwa. Na przykład - jak ktoś się dławi, trzeba walnąć go pięścią w plecy.

- To klepanie po plecach wzięło się stąd, że większość wszystkich zadławień to tzw. zadławienia wysokie, czyli powyżej strun głosowych. I rzeczywiście - drgania powodowane przez klepanie ułatwiają wtedy odkrztuszanie. Problem w tym, że jeżeli coś nam wpadło poniżej, to klepanie po plecach spowoduje, że to coś wpadnie jeszcze głębiej do tchawicy.

Najlepiej więc objąć kogoś rękoma od tyłu, oprzeć pięść w górnej części brzucha i szarpnąć, ścisnąć do góry. To tzw. metoda Heimlicha.

U dzieci nie do końca też mądre jest szarpanie za nogi głową w dół, bo możemy uszkodzić stawy skokowe, kolanowe, biodrowe. Zdrowiej jest przełożyć dziecko przez kolano i wtedy klepać otwartą dłonią po plecach.

Mit numer dwa - ofiarę wypadku trzeba wynosić na drzwiach, żeby nie uszkodzić kręgosłupa.

- Kiedyś uważano, że jeżeli jest uraz kręgosłupa, który ma wiele kręgów i stawów, to najlepiej unieruchomić całą tę okolicę. A więc ułożyć na czymś, co będzie podpierać pacjenta "od stóp do głów" i żeby było sztywne. Standardem były drzwi. Tyle że dzisiejsze drzwi są zupełnie inne niż kiedyś - większość ma szklaną taflę albo w ogóle są całe szklane. Mało tego. Dawniej w budynkach spędzano mniej czasu i wypadki w większości zdarzały się na zewnątrz. Drzwi wyniesione z budynku były wtedy naszymi doraźnymi noszami w każdych warunkach. I to nie było takie głupie, tyle że... Standardowe drzwi są przecież szerokości framugi i nie da się z nimi wyjść z leżącym pacjentem przez normalny otwór drzwiowy. Próbowano wtedy różnych "skosików", pochyleń itd., co kończyło się tym, że pacjent spadał na podłogę, a uraz się pogłębiał. Tak ostatecznie wymyślono deskę ratowniczą, "ortopedyczną".

Wypadek samochodowy - zostawić kierowcę czy wyciągać?

- Raczej wyciągać. W wypadkach drogowych najczęściej dochodzi do urazu głowy, później klatki piersiowej, brzucha i kończyn. Uraz kręgosłupa wcale nie jest tym kluczowym. Podstawowym wskazaniem do podjęcia próby wyciągnięcia z pojazdu ofiary wypadku jest zatrzymanie krążenia i oddychania. Poszkodowanego wyciągamy też w sytuacji zagrożenia pożarem, wybuchem oraz tym, że najedzie na nas zaraz inny pojazd.

Wielu kierowców wciąż upiera się jak osły, że nie będzie jeździć w pasach. Po wypadku patrzymy - człowiek bez pasów, ale nie wypadł przez przednią szybę ani się nie zabił. Najczęściej widzimy tylko jego pośladki i stopy, bo wpadł w stronę wnęki na nogi pasażera. I jeżeli ktoś nie zacznie go ratować, to ten człowiek w takiej pozycji na sto procent się udusi.

Inne sytuacje - silne uderzenie głową w kierownicę albo strzelająca z bliskiej odległości poduszka powietrzna. Skutek - wgnieciona część twarzowa czaszki.

W każdym razie koniec jest taki - pacjent jest nieprzytomny i nie oddycha, czyli wymaga resuscytacji. Jeżeli nie spróbujemy go wyciągnąć czy choćby odchylić głowy do tyłu na tyle, żeby złapał własny oddech, ten człowiek nie przeżyje. Mniejsze ma wtedy znaczenie, czy ma uraz kręgosłupa, czy nie.

Niestety, często największym problemem przy wypadku są gapie - nie dość, że nie udzielą pomocy, to jeszcze potrafią przeszkodzić komuś, kto próbuje ratować - "Hej, Ty nie rusz go, bo jeszcze uszkodzisz!".

Na skutek urazu ktoś silnie krwawi. Kiedyś uczono - oceń czy krew jest jasna, czy ciemna, bo to pozwoli rozróżnić krwotok tętniczy od żylnego. A od tego z kolei zależało, czy opaskę uciskową założyć powyżej rany, czy sam opatrunek.

- Dzisiaj proponuje się tylko opatrunek uciskowy dokładnie na ranę. Uproszczono to tak, by mógł sobie z tym poradzić człowiek, który nie ma żadnego doświadczenia i może mieć kłopoty z rozróżnieniem krwotoków. Tym bardziej że jak nie widać rany (spod opatrunku), to uspokaja otoczenie...

Zatem - przyłóż opatrunek dokładnie na ranę i przywiąż. Opatrunek nie musi być sterylny - ma zatamować krwawienie. Jeżeli nie masz bandaża, gazy, niech to będzie fragment ubrania, rękaw koszuli, kurtki czy urwany pas bezpieczeństwa.

OK, przywiązałeś, ale przesiąka? Na pierwszą warstwę przyłóż drugą, potem trzecią, dociśnij czymś twardym - butelką z wodą mineralną, kompletem kluczy oczkowych, czymkolwiek.

Kiedyś radzono też zakładać opaskę uciskową przy ukąszeniu przez żmiję...

- To, niestety, absurd. Chyba więcej dziś egzotycznych jadowitych zwierząt ludzie hodują u siebie jako tzw. pupili domowych, niż mamy żmij zygzakowatych w polskich lasach. Ponadto, o ile ktoś nie jest alergikiem, to jako dorosły człowiek w zasadzie jest w stanie przeżyć całą dawkę jadu żmii i nic mu się nie stanie. Czyli demonizowanie ukąszenia żmii zygzakowatej - jako śmiertelnie zabójczego gada - jest bzdurą.

A co do opaski. Kiedyś zetknąłem się z wręcz cudownym opisem tego problemu. Pewien inspektor sanitarny z Sanoka stwierdził, że w warunkach lasu bieszczadzkiego najwięcej ukąszeń przez żmiję zygzakowatą dotyczyło pewnej wypiętej w krzaki części ciała turysty, na którą zakładać opaskę uciskową nie sposób.

Tak naprawdę przy ukąszeniach przez jadowite zwierzę pomaga nie tyle opaska uciskowa, ile unieruchomienie i schłodzenie rany, oczywiście bez żadnego wysysania przez rodzinę.

Odcięte, zmiażdżone palce...

- Blisko rany, 5-10 cm, zakładamy opaskę uciskową. Na ranę zakładamy opatrunek uciskowy. Odciętą część ciała do plastikowego woreczka, a ten do wody z lodem - być może uda się go przyszyć. Mamy w kraju genialnych chirurgów.

Kłótnia, bójka i ktoś kończy z wbitym nożem. Co robić - wyjąć czy zostawić?

- Pierwszy odruch jest taki - coś się komuś wbiło - trzeba wyrwać. Tymczasem to błąd, bo ten nóż lub szkło może działać jak korek, który zatyka np. dużą tętnicę. Trzeba go zostawić, uszczelnić brzegi rany i wieźć do szpitala - niech się chirurg martwi jak to wyciągnąć. Dzięki temu przeżyli ludzie, którzy mieli wbity nóż w klatkę piersiową. To zresztą dotyczy nie tylko noża, ale każdego wbitego ciała obcego.

Małe dziecko łyknęło trochę domestosu albo kreta. Sprowokować wymioty, podać mleko?

- Żadnych wymiotów, żadnego mleka, żadnych neutralizatorów. Pod wpływem wymiotów poparzony przełyk może nawet pęknąć. Można co najwyżej dać dziecku do wypicia szklankę przegotowanej wody i natychmiast na ostry dyżur chirurgiczny.

Inna historia - weekendowy wypad do lasu i atak pszczoły, osy czy trzmiela. Czasami może się to skończyć tragicznie jak w przypadku aktorki Ewy Sałackiej.

- Przede wszystkim osoby, które wiedzą, że mają alergię na jad pszczoły czy osy, powinny podjąć próbę odczulenia się w poradni alergologicznej. Poza tym powinny stale mieć przy sobie środki zmniejszające reakcje obrzękową (np. w aerozolu), a także również podawaną podskórnie adrenalinę. To tzw. autoratownictwo. Obrzękniętą okolicę dobrze jest też maksymalnie schłodzić.

* Dr Adam M. Pietrzak jest specjalistą anestezjologii i intensywnej terapii oraz medycyny ratunkowej.


Źródło: Gazeta Wyborcza
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80355,5303340,Pierwsza_pomoc.html?as=4&ias=4&startsz=x

Mulesia

  • Gość
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #41 dnia: Czerwiec 11, 2008, 09:00:52 pm »
Czytałam kiedyś w książeczce dotyczącej udzielania dzieciom pierwszej pomocy, że robiąc sztuczne oddychanie małym dzieciom nie należy wdmuchiwać dziecku całej objętości swoich  ( dorosłych ) płuc, bo może się to skończyć uszkodzeniem płuc malucha.
Jeśli mamy na Darze kogoś z wykształceniem medycznym ( pielęgniarka, lekarz, ratownik ) proszę zweryfikujcie to twierdzenie. Prawda to czy fałsz.

Offline Emilianka

  • User z prawami do pisania
  • Wyjadacz
  • *****
  • Wiadomości: 3124
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #42 dnia: Czerwiec 12, 2008, 09:16:22 am »
To ja jeszcze dodam zdjęcia dołączone do artykułu - czasem dzięki obrazowemu przedstawieniu tego, łatwiej jest załapać, jak trzeba wykonywać poszczególne czynności pierwszej pomocy.









Offline Ulka

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 10988
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #43 dnia: Lipiec 15, 2008, 11:12:36 pm »
Pierwsza pomoc w sytuacjach zagrożenia życia

http://www.swiat-dzieciom.pl/
Ulka-Darek30mpdz & Magda31 &   wspomnienia

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26210
Karta I.C.E. może uratować życie
« Odpowiedź #44 dnia: Lipiec 20, 2008, 02:16:59 pm »
Karta I.C.E. może uratować życie

 Skrót I.C.E (in case of emergency) staje się coraz bardziej rozpoznawalny w Polsce i na całym świecie. Noszenie karty I.C.E. przy sobie może przyczynić się do uratowania Twojego życia.  

Często o uratowaniu życia lub zdrowia ofiary wypadku decydują minuty. Tymczasem w Polsce nie ma obowiązku noszenia przy sobie dowodu tożsamości ani innych dokumentów ułatwiających ratownikom zdobycie informacji o poszkodowanym.


We Włoszech narodził się pomysł, by każdy obywatel nosił przy sobie wypełnioną kartę I.C.E. Inicjatywa ta zainteresowała inne kraje. Noś kartę I.C.E. zawsze przy sobie:

Skrót I.C.E pochodzi od angielskich słów „in case of emergency” znaczących dosłownie: „w nagłym wypadku”

 Noszenie przy sobie wypełnionej karty I.C.E. znacznie ułatwi ratownikom, lekarzom i innym osobom zaangażowanym w akcję ratunkową kontakt z bliskimi poszkodowanego.

Umożliwi to identyfikację rannej osoby oraz zdobycie kluczowych informacji dotyczących jej stanu zdrowia, przyjmowanych leków, odbywanej terapii. Osoby podane do kontaktu, powinny być w stanie odpowiedzieć na te podstawowe pytania.

Kto powinien mieć kartę I.C.E.:

Czy chcesz wiedzieć, co się dzieje z Twoimi bliskimi? Czy chcesz, aby Twoi bliscy wiedzieli, co się dzieje z Tobą? Noś kartę I.C.E. zawsze przy sobie. Kartę I.C.E. powinien mieć każdy z nas! - Ty

- Twoje dziecko

- Twoi rodzice i dziadkowie

- Twoi współpracownicy, podwładni i przełożeni

Jakie korzyści przynosi każdemu z nas posiadanie Karty I.C.E.:

- umożliwia natychmiastowy kontakt z najbliższymi osobami,

- umożliwia personelowi medycznemu zasięgnięcie informacji nt. chorób i zażywanych leków, mających wpływ na stan pacjenta,

- umożliwia zasięgnięcie informacji o tym, gdzie się pacjent leczy i ew. kto prowadzi terapię

- potencjalnie zmniejsza śmiertelność lub czas trwania choroby,

- w przypadku zdarzenia w miejscu pracy ułatwia sprawną organizację pomocy.

KONTAKT:

Polski Czerwony Krzyż Małopolski Zarząd Okręgowy w Krakowie ul. Studencka 19, 31-116 Kraków tel. 012 422-91-15, krakow@pck.org.pl

System jest następujący: osoba zainteresowana (lub firma) kupuje zdrapkę z kodem w biurze PCK i na stronie www.pck.org.pl/ice wypełnia stosowny formularz.
Kartę otrzyma w ciągu 10 dni z Warszawy pocztą.
Cena karty – 5 zł.


 mmas  
żródło
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

yogisia

  • Gość
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #45 dnia: Lipiec 20, 2008, 07:55:31 pm »
Poleca się także, żeby w telefonie komórkowym wpisać w książce telefonicznej ICE - nr osoby kontaktowej w razie wypadku, tzn. takiej, która wie na co chorujesz, jakie leki zażywasz itp.  Bo komórki ludzie często miewają przy sobie. My wpisaliśmy :)

Offline Mery6

  • Raczkujący Gadacz
  • ****
  • Wiadomości: 282
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #46 dnia: Lipiec 22, 2008, 08:20:33 am »
Ja reż mam w komórce ICE od roku koleżanka mi powiedziała
,,Uśmiech gdy w sercu ból, to najtrudniejsza z życiowych ról'' Dorosła z ADHD w końcu po diagnozi

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26210
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #47 dnia: Lipiec 30, 2008, 06:58:50 pm »
Z wątku:  Błędy lekarzy-zbiór informacji
http://forum.darzycia.pl/vp140879.htm#140879

Po tragedii Kamila: Kiedy wzywać śmigłowce ratunkowe?
Cytuj
- Ale może zdarzyć się tak, że wszystkie karetki z okolicy są w terenie – powiedział Gazecie Wyborczej Maciej Merkisz z wydziału zarządzania kryzysowego w Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim.

- I wtedy rolą dyspozytora jest tak zorganizować pomoc, by karetki dotarły jak najszybciej do chorego, a nie chory sam do szpitala. Należy ustalić, skąd może przyjechać pogotowie i je wysłać.
Wyjaśminy, co stało się w Krynicy Morskiej. Takie sytuacje są niedopuszczalne.

O komentarz dotyczący funkcjonowania systemu i trybu wzywania śmiglowca ratunkowego poprosiliśmy dr. Marka Sechna, członka zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej, pracowika Kliniki Medycyny Ratunkowej i Oddziału Ratunkowego we Wrocławiu:

 – Sprawa jest prosta, jeśli wzywamy śmigłowiec na miejsce wypadku i wtedy rzeczywiście wystarczy telefon. Inaczej jest jak w tym pierwszym przypadku, gdy chodzi o transport między szpitalami – tłumaczy dr Marek Sechn. – Lot jest wówczas płatny i płaci za niego szpital wzywający śmigłowiec.  Koszt wynosi około 7-8 tysięcy złotych, a więc sporo.

– Koszt zależy też od odległości, bo jeśli jazda samochodem potrwałaby około 30 minut, to nie opłaci się czasowo wzywać śmigłowca, bo on w warunkach polskich nie ląduje na dachu szpitala, tylko w pewnej odległości i tego pacjenta trzeba tam dowieźć karetką lub na wózku i to też trwa – zaznacza dr Sechn. – Tak więc sama procedura wezwania śmigłowca nie jest trudna, tylko co potem...
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #48 dnia: Listopad 12, 2008, 02:28:45 pm »
Automatyczna pierwsza pomoc


Przedstawiciele nowozelandzkiej firmy KM Medical zaprezentowali przenośne urządzenie zapewniające optymalną wentylację płuc u noworodków wymagających resuscytacji. Maszynę zaprezentowano na konferencji w niemieckim Dusseldorfie.


Wynalazek opracowany przez KM Medical nie jest pierwszym aparatem pozwalającym na wykonywanie "sztucznego oddychania" u noworodków. Posiada on jednak szereg innowacyjnych cech pozwalających na zwiększenie skuteczności i bezpieczeństwa jego stosowania. Jak oceniają przedstawiciele firmy, może to oznaczać znaczne ograniczenie ryzyka uszkodzeń miąższu płuc.

Richard McCulloch, prezes KM Medical, wymienia najważniejsze cechy wynalazku: podczas, gdy stosowane obecnie urządzenia do resuscytacji noworodków kontrolują wyłącznie ciśnienie w drogach oddechowych, KM Medical Neonatal Resuscitator [tak nazwano aparat - red.] jednocześnie kontroluje objętość oddechową, ciśnienie w drogach oddechowych oraz częstotliwość oddechów. Jest to niezwykle istotne dla noworodków, które są małe i niezwykle trudno się je wentyluje.

Dodatkowym osiągnięciem jest miniaturyzacja urządzenia. Cała maszyna waży poniżej kilograma i mieści się w obudowie niewiele większej od typowej latarki. Co więcej, jej ogromną zaletą jest możliwość korzystania z powietrza atmosferycznego bez dostawy gazu z jakiejkolwiek butli (choć istnieje możliwość wykonania takiego podłączenia). Możliwe jest także zastosowanie kilku źródeł zasilania, jak np. wbudowany zestaw baterii czy standardowe gniazdo zapalniczki samochodowej.

Obsługa urządzenia jest dziecinnie prosta. Aby rozpocząć procedurę resuscytacji, wystarczy użyć dotykowego ekranu LCD, by wprowadzić wagę dziecka. Aparat automatycznie dobiera optymalne warunki wentylacji w taki sposób, by zmaksymalizować szanse na przeżycie noworodka. W wyjątkowych sytuacjach, jeżeli wprawny operator uzna to za konieczne, można zmodyfikować domyślne ustawienia.

Wynalazcy KM Medical Neonatal Resuscitator twierdzą, że może on znacznie ograniczyć uszkodzenia płuc spowodowane przez podawanie nieprawidłowej ilości powietrza oraz wtłaczanie go pod niewłaściwym ciśnieniem. Wadliwe przeprowadzenie resuscytacji może bowiem prowadzić do przewlekłej choroby płuc noworodków (ang. chronic lung disease - CLD), występującej aż u 15-20% wentylowanych sztucznie dzieci.

Opracowany przez Nowozelandczyków prototyp został doceniony przez jurorów konkursu "Bayer Innovation Awards for Research and Development". Dzięki ich głosom projekt trafił do finału zmagań o tytuł najbardziej innowacyjnego produktu roku 2008.


kopalnia wiedzy
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

Offline ilonadora

  • User z prawami do pisania
  • Rozgadany Weteran
  • *******
  • Wiadomości: 8423
    • http://wwwmojedzieciaki.blox.pl/html
'Pierwsza pomoc / ratownictwo medyczne
« Odpowiedź #49 dnia: Listopad 12, 2008, 03:58:33 pm »
Analizujmy porażki

Nasze ratownictwo medyczne wykonuje część zadań, do których nie zostało powołane
Ten system potrzebuje nie tylko pieniędzy, ale i mądrej organizacji.


W kraju śmiertelność okołourazowa ofiar wypadków w okresie pierwszych godzin wynosi 20 procent. W państwach zachodnich jest prawie 3-krotnie niższa: od 4 do 8 procent. Dlaczego polski system ratownictwa medycznego radzi sobie gorzej niż większość krajów Europy?

Jednym z zasadniczych problemów do rozwiązania w naszym ratownictwie medycznym jest oddzielenie zadań systemu od zadań podstawowej opieki zdrowotnej. Dzisiaj system ratowniczy często leczy banalne przeziębienia Kowalskiego, umożliwia mu szybkie i darmowe wykonanie badań laboratoryjnych lub uzyskanie porady specjalistycznej.

To ratownik, a nawet i lekarz systemu przyjeżdża dyżurującą karetką do pacjenta, który nie wie, gdzie szukać pomocy głuchą nocą czy w weekend.

– Ambulanse jeżdżą, zastępując lekarza rodzinnego i obsługę socjalną, a do szpitalnych oddziałów ratunkowych trafiają osoby, których dolegliwości można wyleczyć, przepisując receptę – irytuje się profesor Juliusz Jakubaszko, od września konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej.

1400 zespołów


Słowem, system wykonuje część zadań, do których nie został powołany. To jeden z powodów wydłużania czasu dotarcia karetek na miejsce wypadku, "zakorkowania" SOR-ów banalnymi przypadkami i permanentnego niedofinansowania systemu.

Profesor Jerzy Karski, były konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej, mówi podobnie: – Mamy jeden z najwyższych w Europie wskaźników liczby karetek w stosunku do liczby mieszkańców. Liczba dyżurujących ambulansów jest nawet wyższa niż zakładają to normy obowiązujące w krajach "starej" Unii. Przecież działa w kraju ponad 1400 zakontraktowanych zespołów ratownictwa medycznego. Nawet w tak bogatym państwie jak Niemcy nie ma takiej liczby zespołów. Karetki są źle wykorzystane. Pozostają w stałej gotowości, a mimo to ambulansów brakuje. Dzieje się tak właśnie m.in. dlatego, że ich zespoły wykonują inne zadania, niż te przewidziane dla systemu ratownictwa.

Tak naprawdę ciągle nie ma pomysłu, jak zapewnić pacjentom dobry dostęp do podstawowej opieki lekarskiej przez 24 godziny na dobę. Pogotowie wciąż więc pozostaje przychodnią na kółkach, a szpitalne oddziały ratunkowe zajmują się np. wyciąganiem kleszczy. I pewnie nie szybko się to zmieni.

Ratownictwo, słucham...

Tego rodzaju uwagi to kamyczek wrzucony do ogródka lekarzy rodzinnych. Adam Windak, przewodniczący Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, przyznaje, że są rejony, w których z dostępnością opieki całodobowej jest kiepsko i m.in. dlatego pacjenci wymagający drobnej porady trafiają na izby przyjęć i do szpitalnych oddziałów ratunkowych albo wzywają pogotowie. Uważa, że dzieje się tak dlatego, bo nie ma wypracowanego jednego modelu funkcjonowania takiej opieki.

– Moi pacjenci wiedzą, gdzie mają pójść, kiedy skończę pracę, bo taka informacja wisi na drzwiach gabinetu. Są podane telefony i adresy ambulatoriów, do których mają się udać – zapewnia Adam Windak. Jak zaznacza, ma zwrotne informacje, z których wynika, że sporo jego pacjentów trafia do wskazanych przez niego jednostek opieki całodobowej.

Co jednak, jeśli potencjalny nocny pacjent od lat nie był u lekarza? Z przyzwyczajenia uda się do ambulatorium przy pogotowiu, zaskoczony zdziwi się, że ambulatorium już tam nie ma (bo je zlikwidowano w całym kraju) i pojedzie do najbliższego szpitala albo od razu zadzwoni po karetkę.

Wentyl bezpieczeństwa

Zbigniew Dragan, zastępca dyrektora ds. medycznych pogotowia ratunkowego we Wrocławiu, mówi z przekonaniem, że pogotowie pozostaje wentylem bezpieczeństwa dla systemu ochrony zdrowia, jakiego oczekuje społeczeństwo: – Jeżeli nie działa należycie POZ, nie działają inne struktury, to pogotowie musi je zastąpić.

Dyrektor uważa nawet, że liczba karetek wcale nie jest za duża i mieści się na granicy wydolności systemu: – Musimy mieć rezerwy, bo jeśli do chorego nie przyjedzie lekarz pierwszego kontaktu, to kto? Pogotowie. Nie ma na to pytanie innej odpowiedzi.

Dyspozytorzy krakowskiego pogotowia ratunkowego zgłaszają się teraz, mówiąc: "Słucham ratownictwo medyczne". Dzwoniący pytają zaskoczeni: "Nie pogotowie?".

– Choćby w taki sposób próbujemy edukować pacjentów, ale to chyba nie nasza rola – mówi Małgorzata Popławska, dyrektor krakowskiego pogotowia. Uważa, że koniecznie trzeba uruchomić prosty, ogólnopolski program edukacyjny: – Niech jak najwięcej osób dostanie do ręki choćby ulotkę informującą o tym, gdzie na swoim terenie mają udać się lub dzwonić po pomoc, jeśli zachorują nocą lub w święta.

Wolą do szpitala

W Opolu regionalna prasa biła niedawno na alarm: pacjenci długie godziny wyczekują w izbie przyjęć i na oddziale ratunkowym. Z drobiazgowej analizy przypadków z jednego miesiąca opolski NFZ wyprowadził wniosek, że 20 procent pacjentów powinno było zgłosić się do swego lekarza, a nie do szpitala. Co więcej, często mogli to zrobić bez przeszkód, bo do godzin wieczornych była czynna przychodnia w ich rejonie, a w godzinach nocnych mogli skorzystać ze świadczeń ambulatorium, które ma podpisany kontrakt z NFZ na opiekę nocną i świąteczną.

– Być może to wynika z mylnego przekonania pacjentów, że w szpitalu, z gorączką i kaszlem, pomoc otrzymają szybciej – mówił dziennikarzom Roman Kolek, zastępca dyrektora opolskiego oddziału NFZ.

Roman Kolek zwracał się do pacjentów w prasie: – Nie warto jechać do szpitala, ale zgłosić się do swojej poradni czy do ambulatorium. Tam chory nie będzie czekał dłużej niż dwie godziny, bo w kontrakcie z nami przychodnia ma zobowiązanie, że jeśli liczba pacjentów jest duża, to natychmiast ściąga do pracy dodatkowych lekarzy.

Tracimy rozum!


W sytuacji opisanej wyżej, oddział ratunkowy to maszynka do zadłużania szpitala... Ordynatorzy, dociskani do muru przez pilnujących finansów dyrektorów szpitali, próbują ograniczać liczbę porad u tych pacjentów, którzy powinni trafić do POZ. W tej sprawie wydają nieformalne polecenia służące ograniczeniu kosztów.

– Jest skierowanie? – padają pytania. Są SOR-y, gdzie takie pytanie pacjenci – i to tacy z wyraźnymi dolegliwościami grożącymi gwałtownym pogorszeniem stanu zdrowia – mogą nadal usłyszeć, wiele tygodni po tragedii w SOR w Kartuzach. Tam, w marcu br., zmarł 6-miesięczny Dawid nie doczekawszy się pomocy, bo... nie było skierowania właśnie. – Ludzie, pilnując kosztów, tracimy rozum! – wołał w pomorskiej prasie jeden z lekarzy proszony o komentarz do tamtego zdarzenia.

Są jednak i takie regiony, gdzie nawet pacjentowi w stanie zagrażającym życiu pełna specjalistyczna pomoc, jaką powinien świadczyć system, jest udzielana z opóźnieniem. Z prostszej przyczyny: brakuje SOR-ów. Mamy ich około 150. To jeszcze za mało. W optymistycznych założeniach mówiono nawet o potrzebie istnienia w kraju około 250 szpitalnych oddziałów ratunkowych.

Deficytowy jak... SOR

W Szpitalu Powiatowym w Lublińcu, w sierpniu tego roku nie udzielono natychmiastowej pomocy ofierze trąby powietrznej. Izba przyjęć jest tam co prawda wyposażona w sprzęt, który miał posłużyć tworzonemu szpitalnemu oddziałowi ratunkowemu, ale – jak to w izbie bywa – nie ma stałego lekarza dyżurnego. Oddział nie powstał, bo dyrekcja lecznicy i samorząd uznały, że szpital nic nie zyska na ratowniczym kontrakcie z NFZ.

SOR-u nie uruchomiono – jak zakładano w 2007 roku – choć w jego wyposażenie zainwestowano 2 mln zł. – Gdybyśmy musieli spełnić wszystkie standardy, funkcjonowanie oddziału byłoby nieopłacalne – tłumaczył wtedy taką decyzję dziennikarzom wicestarosta lubliniecki Tadeusz Konina. A starosta Joachim Smyła mówił nawet: – Niektóre powiaty potworzyły SOR-y i teraz mają straty. Może dobrze się stało, że ten oddział u nas nie powstał.

Przykład Lublińca, gdzie szpital nie zabiega o kontrakt dla SOR-u nie jest wyjątkiem. Łatwiej o racjonalne rozlokowanie szpitalnych oddziałów ratunkowych i równie racjonalne wydawanie pieniędzy na ratownictwo tam, gdzie dochodzi do porozumienia na regionalnym szczeblu. Tak jest w województwie dolnośląskim. Przy wojewodzie powstał zespół, który wskazał, gdzie muszą powstać SOR-y. Oprócz kryterium odległości i zaludnienia (1 SOR na ok. 250 tys. mieszkańców), brano pod uwagę względy bardziej merytoryczne, które dotąd, jak się wydaje, umykały regionalnym decydentom.

Planować z głową


– Wskazaliśmy te szpitale, które w naszej ocenie są w stanie wykonać zdecydowaną większość procedur, jakie mogą być niezbędne przy ratowaniu pacjentów w stanie zagrożenia życia. SOR powinien mieć oparcie w jednostce wieloprofilowej. Bez niego staje się iluzorycznym miejscem pomocy, bo ta pomoc jest niekompletna – przekonuje Roman Szełemej, kierujący pracami zespołu pełnomocnik wojewody dolnośląskiego ds. ochrony zdrowia.

Według naszego rozmówcy, funkcjonujący SOR ma wpływ na dobrą organizację pracy całego szpitala. – Bez dobrze działającego SOR-u szpital będzie systematycznie tracił na znaczeniu, będzie miał coraz mniej pacjentów, będzie coraz bardziej marginalizowany. Taki pogląd przekazujemy dyrekcjom szpitali i starostwom. I znajdujemy zrozumienie, bo ci starostowie, którzy do tej pory z dystansem odnosili się do propozycji ulokowania SOR-u w szpitalu powiatowym, teraz zmieniają zdanie – dodaje Roman Szełemej.

Jednak nawet jeśli założyć, że samorządy wyłożą pieniądze na adaptacje pomieszczeń i zakup niezbędnego sprzętu, nierozwiązanym problemem pozostaje finansowanie działalności szpitalnych oddziałów ratunkowych. Według różnych ocen, są niedofinansowane o 25 procent (wariant optymistów) lub nawet o połowę (wariant pesymistów). W tej akurat kwestii nie ma żadnych nowin ze strony płatnika i ministerstwa. Z powodu niedostatecznego finansowania, w ciągu roku powstaje coraz mniej nowych oddziałów.

Dysponent z nazwy


Oczywiście SOR-y nie muszą być w każdym powiecie. Co do tego panuje raczej zgodność poglądów. – Lepiej jest mieć mniej takich oddziałów, ale doskonale je wyposażyć i zorganizować – argumentują wszyscy specjaliści medycyny ratunkowej.

Aby jednak pacjent szybko dotarł do takiego oddziału i otrzymał specjalistyczną pomoc, konieczna jest bardzo dobra koordynacja działań i wymiana informacji między zespołami pogotowia a lekarzami i szpitalami o różnym poziomie referencyjności. Tego – jak się wydaje – m.in. zabrakło w Krynicy (patrz tekst na str. 22), gdzie dyspozytorka nie zdecydowała się na zezwolenie jedynej dyżurującej karetce specjalistycznej na wyjazd poza jej obszar operacyjny i transport ciężko rannego dziecka, bo rejon pozostałby bez dozoru.

Profesor Jerzy Karski proszony o komentarz do tamtego zdarzenia mówi: – Dla mnie najistotniejszym mankamentem systemu jest brak prawidłowej organizacji powiadamiania i dysponowania jednostkami systemu. Nadal mamy Polskę powiatową. Praktycznie biorąc, dysponent systemu nie może wysłać karetki z ościennego miasta powiatowego, żeby zluzować inną karetkę, która akurat ma ważne zadanie, ponieważ to nie jest w jego gestii. Dysponent nie jest właścicielem tej jednostki, ale przecież budżet płaci za wszystkie karetki w Polsce i za utrzymanie tych karetek. To jakiś paradoks.

Przed nami  dużo pracy

Profesor Juliusz Jakubaszko jako konsultant krajowy zapowiedział, że wspomniane przypadki będą analizowane, aby wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość. Choć, jak zastrzega, dokładna analiza tych zdarzeń nie będzie prosta.

– U nas wszelkie pytania o niepowodzenia lekarskie traktuje się jak napaść na osobę, a nie próbę merytorycznej dyskusji, i tak też jest skonstruowane prawo. Rolą dobrze zorganizowanego systemu ratownictwa medycznego jest również analiza tzw. zgonów możliwych do uniknięcia, ale w tej akurat kwestii przed nami wiele lat pracy – konkluduje profesor Jakubaszko.

***

Cywilny system z wojska wzięty

System ratownictwa medycznego działa jak dotąd w 9 państwach "starej" Unii i USA; jest rozwijany także w Polsce, postrzeganej w tym zakresie jako lider zmian w Europie Środkowo-Wschodniej...

Ideą systemu jest szybkie i specjalistyczne udzielenie pomocy przedmedycznej i medycznej osobom w stanach nagłych. Tak organizowane ratownictwo jest finansowane bezpośrednio z budżetu państwa, a pomoc w stanie zagrożenia życia dostępna dla każdego obywatela.

Na pomysł tworzenia systemu wpadli Amerykanie, analizując doświadczenia wojny wietnamskiej. Okazało się, że śmiertelność wśród rannych była znacznie niższa w grupie tych żołnierzy, których szybko transportowano śmigłowcami do dobrze wyposażonych szpitali. Zauważono, że szanse przeżycia żołnierzy z ciężkimi urazami wyraźnie rosły, jeśli otrzymywali kompleksową pomoc przedmedyczną i medyczną w czasie do 60 minut.

Stąd pochodzi obiegowe już w ratownictwie pojęcie "złotej godziny". Po upływie tego czasu ryzyko śmierci i powikłań u poszkodowanych osób gwałtownie wzrasta.


onet
"Być bohaterem przez minutę, godzinę, jest o wiele łatwiej niż znosić trud codzienny w cichym heroizmie."
Ilonadora i czwórka pociech

 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach