Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: Koncept odporności stada  (Przeczytany 669 razy)

Offline bladymamut

  • User z prawami do pisania
  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 18
    • Szczepienia
Koncept odporności stada
« dnia: Wrzesień 03, 2016, 03:40:47 pm »
Jeśli szczepionki nie dają solidnej ochrony przeciw chorobom to nie mogą zapewnić odporności stadnej – Shawn Siegel

Termin odporność stada, w odniesieniu do ludzi, powstał w 1933 roku i był po prostu obserwacją jednego stadium cyklu choroby – z przypływu na przypływ i odpływ choroby. Gdy występowanie choroby osiągnęło pewien poziom w społeczności, wraz z naturalną odpornością nabywaną po przebyciu tej choroby następował odpływ, a zjawisko nazwano odpornością stada. Nie był to przepis na zapobieganie chorobom i nie miał być. W rzeczywiści z natury jest to rozpoznany cykliczny charakter choroby; gdzie po kilku latach liczba osób podatnych wzrasta i choroba ponownie się pojawia.
Stopa potrzebna do uruchomienia naturalnej odporności stada została obliczona na tylko 68%, a nie 95% wskaźnik szczepień o jakim mówi się nam, że jest konieczny. To nie ma sensu.
Krytyczne: odporność oznacza, że nie rozwinie się infekcja podczas kolejnych ekspozycji, ale obecnie jest dobrze wiadomym, że odsetek zaszczepionych dzieci i dorosłych rozwinie chorobę w pełnej okazałości po ekspozycji, tak więc kategorycznie zrównanie szczepienia i uodpornienia jest po prostu błędne. Jeśli szczepionki nie są w stanie zapewnić niezawodnej ochrony przed chorobą, to z pewnością nie są w stanie zapewnić odporności stada.
Jeszcze bardziej krytycznym i ważnym uzupełnieniem do ilości zarażeń jest ekspozycja po szczepieniu: różne badania empiryczne wskazują, że zaszczepieni nie tylko nadal chorują na choroby przeciw którym byli szczepieni, ale w wielu przypadkach rozwijająca się choroba będzie albo bezobjawowa – podobnie jak w przypadku krztuśca, jak powiedziało nam kilka lat temu FDA – lub nietypowo objawowa – jak w przypadku odry i ospy wietrznej, gdzie wysypka, bąble oraz charakterystyczne objawy nie są widoczne. Ponadto, osoby z przypadkami nietypowymi często mogą dalej przenosić chorobę na innych ludzi, więc z wielu perspektyw ostatecznym celem pozornej ochrony przed chorobą – odporność stada poprzez szczepienia – jest po prostu nieosiągalna i daremna.
Biorąc pod uwagę, że choroby na które są szczepionki są naprawdę łagodne u każdego kto nie jest niedożywiony lub ma obniżoną odporność z innych powodów, odporność stada poprzez szczepienia staje się niemal chorobliwym popędem w obliczu podstępnej natury znanych uszczerbków na zdrowiu spowodowanych szczepionkami, które nadwyrężają prawidłowe funkcjonowanie zarówno układu odpornościowego jak i nerwowego.
Shawn Siegel, The Vaccine Myth: An Issue of Trust

Koncept odporności stada nie uwzględnia własnego cyklu życia wirusów i bakterii – Larry Palevsky

Cały ten koncept odporności stada jest bardzo interesująca, ponieważ uczono nas, że odporność stada występuje, ponieważ pewien procent populacji aktywnie przechodzi przez chorobę. Zatem pewien procent tych którzy przechorowali chorobę pokrywa ochroną pozostałą część populacji, która jeszcze nie zachorowała. Tak więc stado, które przechorowało, roztacza wokół siebie ochronę na tych, którzy jej jeszcze nie mają.
W nauce związanej ze szczepionkami przewidujemy lub konkludujemy, że jeśli zaszczepimy pewien procent ludzi, to przeniesiemy ochronę na tych, którzy nie zostali zaszczepieni. NIE wykazano, by takie stwierdzenie mogło być prawdziwe, ponieważ prawdziwa odporność stada w teorii opiera się na AKTYWNEJ CHOROBIE i wiemy, że pomimo tego czego jesteśmy uczeni, szczepienia nie naśladują naturalnie przebytej choroby.
Nie możemy więc korzystać z tego samego modelu odporności stada z naturalnej choroby w polityce szczepień. Ale niestety jest on używany, mimo że nie ma podstaw naukowych. Co jest najbardziej dla mnie interesujące to to, że cała koncepcja odporności stada nie bierze pod uwagę faktu, że bakterie i wirusy mają swój cykl życiowy, a to co sprawia, że stają się lub przestają być aktywne może nie mieć niczego wspólnego z odsetkiem osób, które zostały zainfekowane.
Wszystko co musisz zrobić, to patrzeć na wybuch SARS. Ten wirus, którego mieliśmy się bać nie zaraził 70 czy 80 procent populacji, która następnie roztoczyłaby wokół siebie odporność stada na pozostałe 20 czy 30 procent ludzi, którzy nie zachorowali. To dlatego, że wirus miał swój własny cykl życia. Pojawił się i odszedł bez pozostawienia odsetka chronionej populacji. Nie było odporności stada, a jednak wirus sam wymarł.
Nie bierzemy pod uwagę tego, że wirusy mają cykl życia i mają swoje własne relacje zarówno w stosunku do innych organizmów jak i do nas. Coś je aktywuje i coś je rzeczywiście zatrzymuje, a to nie koniecznie ma cokolwiek wspólnego z odsetkiem ludzi, którzy mogą zachorować lub zostaną zaszczepieni.
… To niedorzeczne myśleć, że dziecko, które zostało zaszczepione nie będzie dalej przenosiło bakterie lub wirusy, przeciwko którym zostało zaszczepione. Jeśli w rzeczywistości dzieci są zaszczepione, to dlaczego rodzice i urzędnicy zdrowia publicznego obawiają się, że nieszczepione dzieci w jakiś sposób przenoszą coś, czego nie mają, a powinni czuć się komfortowo, że ich dzieci są zaszczepione? Nie można iść dwoma drogami na raz.
Nie można szczepić wierząc, że twoje dzieci będą chronione, a potem obawiać się, że twoje dzieci nie są chronione, ponieważ w jakiś sposób, niektóre z niezaszczepionych dzieci przenoszą jakiś tajemniczy organizm, który nikt inny nie przenosi. To po prostu nie ma żadnego sensu.
Larry Palevsky, MD


Agammaglobulinemia, odporność i szczepienia – Roman Bystrianyk

Nie rozumiejąc systemu odpornościowego, wakcynolodzy rozpoczęli wstrzykiwanie ludziom różnych rodzajów szczepionek, od połowy lat 1900. I to, o czym było nawet wiadomo, w czasach, kiedy szczepionka przeciwko odrze była wprowadzona – to, że przeciwciała nie były nawet potrzebne do pełnego wyzdrowienia z odry!
Cytuj
„Jednym z najbardziej niepokojących odkryć w medycynie klinicznej było stwierdzenie, że dzieci z wrodzoną agammaglobulinemia, których organizm nie mógł produkować żadnych przeciwciał i miał tylko nieznaczne ślady immunoglobuliny w obiegu, przechodziły odrę w normalny sposób, wykazywały taka samą sekwencję objawów, a następnie zyskiwały odporność. (9)”
Co takiego? Przeciwciała nie są potrzebne, aby w pełni wyzdrowieć z odry? To odkrycie rujnuje prostą historyjkę o tym, że przeciwciała to układ odpornościowy. Prawda jest taka, że układ odpornościowy może być opisany, jako składający się z dwóch części – humoralnej (przeciwciała), oraz komórkowej (fagocyty, itd.) To ten komórkowy system odpornościowy opiera się na dobrym odżywianiu się to w dużej mierze wyjaśnia, dlaczego śmiertelność znacznie spadła, zanim pojawiła się szczepionka przeciwko odrze. Witaminy. Odpowiednie odżywianie bez wątpienia przyniosło tę poprawę o 99,9% we wskaźnikach śmiertelności.

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******

Offline bladymamut

  • User z prawami do pisania
  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 18
    • Szczepienia
Odp: Koncept odporności stada
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 03, 2016, 03:42:15 pm »
„Mały brudny sekret" immunologii

Substancje pomocnicze zawierające aluminium są stosowane w szczepionkach od ponad 80 lat. Paradoksalnie, mimo tak długie­go czasu, dokładny mechanizm wspomagania działania szczepionki przez te substancje nie został jeszcze do końca poznany92 93 94.
Charles Janeway Jr., immunolog z Yale University w New Haven, nazwał w 1989 roku aluminium „dirty, little secret”, „małym brud­nym sekretem” immunologii95.
Janeway przymierzył się też do zinterpretowania tego, na czym mógłby polegać ten sekret. Założył, że aluminium przypomina organizmowi cząsteczkowy wzór zarazków chorobotwórczych i to powoduje wzmocnienie reakcji immunologicznej organizmu. Pięć lat później kalifornijska immunolożka Polly Matzinger sformuło­wała konkurencyjną interpretację, prezentując „danger modeli”96.
Zgodnie z nim to nie wrodzone wzorce prowokują układ odpornoś­ciowy do reakcji z trwałą pamięcią immunologiczną, lecz sygnały zagrożenia pochodzące od komórek i całkiem namacalna śmierć ko­mórkowa. Gdyby więc aluminium wzmacniało w ten sposób dzia­łanie szczepionki, byłoby faktycznie „dirty”. Model immunologicz­ny Matzinger został ostro skrytykowany przez wielu naukowców. Z dzisiejszej wiedzy na temat sposobu działania aluminium, która znalazła odzwierciedlenie w publikacjach z kilku ostatnich lat 97 98, wynika jednak, że tezy Matzinger są znacznie bliższe rzeczywistości niż teorie Janewaya.
Jako substancji pomocniczej czy też adiuwantu (łac. adjuvare, wspierać) w szczepionkach zaczęto używać aluminium w czasach, kiedy jeszcze niemal nic nie wiedziano o funkcjonowaniu układu odpornościowego, czyli w drugiej połowie lat dwudziestych XX wieku. W1931 roku Alexander Thomas Glenny opublikował wyna­lezienie połączonej z aluminium szczepionki przeciw błonicy.
Medyczną zagadką jest, jak w ogóle twórcy szczepionek wpadli na pomysł zastosowania niemal nieznanego wówczas aluminium. Nie znalazłem w archiwach żadnej próby wyjaśnienia. Wiadomo jedy­nie, że intensywnie poszukiwano substancji, która byłaby w stanie wywołać w doświadczeniu na zwierzętach produkcję jak największej ilości przeciwciał. „Najbardziej prawdopodobna jest rzeczywiście teza, według której sprawdzano substancje chemiczne w kolejności alfabetycznej” – przypuszcza specjalista od aluminium Chris Exley. Wiadomo, że aluminium jest w stanie zmotywować układ odpor­nościowy do wytwarzania przeciwciał. Wszystko inne jednak przez większość czasu skrywał mrok tajemnicy.
Mimo tak gigantycznego doświadczenia w stosowaniu soli alumi­nium mechanizmy ich działania do dziś nie zostały wystarczająco poznane. Na przykład dopiero w 2006 roku ukazała się przeglądo­wa praca szkockiego immunologa Jamesa M. Brewera o programo­wym tytule: (Jak) działają adiuwanty z aluminiumr99 Autor wyraża w niej zdziwienie, że mimo ponad 70-letniej historii stosowania aluminium tak mało wiemy o jego interakcjach fizyczno-chemicz- nych z antygenami pochodzącymi ze szczepionki i że do tej pory właściwie nie zbadano dokładnie biologicznego oddziaływania soli aluminium na organizm.
Na pewno wiadomo jedynie, że aluminium wzmacnia specyficzną odpowiedź immunologiczną skierowaną przeciw antygenom szcze­pionki. Działanie to opiera się na kilku mechanizmach. Po pierw­sze, przez związanie antygenu przez substancję pomocniczą osiąga się wolniejsze uwalnianie, a tym samym efekt gromadzenia. Dzięki temu więcej komórek układu odpornościowego styka się z substan­cją czynną i następuje lepsza odpowiedź immunologiczna z lepszym rozkładem na makrofagi, komórki dendrytyczne i limfocyty.
Jednym z najważniejszych wymogów stawianych substancji po­mocniczej jest to, by wzmacniała odpowiedź immunologiczną na substancje czynne zawarte w szczepionce, nie wywołując jednocześnie własnej reakcji immunologicznej skierowanej przeciw sobie samej. Adiuwanty po wykonanej robocie powinny zostać rozłożone i usu­nięte przez organizm bez żadnych negatywnych skutków. Tyle teoria.
Niemal wszystkie stosowane adiuwanty to sole nieorganiczne, które są trudno rozpuszczalne, w związku z czym powoli oddają połączone z nimi antygeny. Do obrotu dopuszczono tutaj przede wszystkim sole aluminium, czyli fosforan glinu i wodorotlenek glinu.
Zaletą soli aluminium jest to, że w ramach reakcji immunolo­gicznej powodują one zwiększoną produkcję przeciwciał. To zna­czy, że uaktywniają raczej reakcję Th2 układu immunologicznego. Obronę komórkową (reakcję Th1) stymulują natomiast w niewiel­kim stopniu.
Żywe szczepionki zawierające osłabione wirusy, na przykład szcze­pionki przeciw ospie prawdziwej czy ospie wietrznej, nie potrzebują adiuwantów, ponieważ posiadają jeszcze dostatecznie dużo pier­wotnej struktury, by system wrodzonej obrony immunologicznej potraktował je jako intruzów. Działają zatem jak własne adiuwan­ty. Również całe, uśmiercone bakterie najczęściej nie potrzebują do wywołania odpowiedniej odpowiedzi immunologicznej żadnej substancji pomocniczej, ale części bakterii czy określone białka po­wierzchniowe – tak. Najwyraźniej antygeny nie są dla układu od­pornościowego dość „groźne”, by na nie zareagował. Dopiero stan zapalny wywołany przez sole aluminium w miejscu wkłucia stawia układ odpornościowy w stan gotowości. Ponieważ jednak sole nie­organiczne jako „istoty nieżywe” są przez układ odpornościowy ignorowane, znalezione w tym miejscu antygeny zostają wzięte za przyczynę nieszczęścia, schwycone przez komórki dendrytyczne i odprowadzone do węzłów chłonnych. Używając potocznego sfor­mułowania, można by powiedzieć, że aluminium świętuje pojmanie podejrzanego, którego demaskuje jako groźnego podpalacza, a któ­ry w rzeczywistości jest policjantem biorącym udział w obronie im­munologicznej organizmu.
Dla układu odpornościowego agresywne związki metali są zjawi­skiem obcym. Ponieważ w miejscu wkłucia powodują one ogrom­ny chaos, masowo uszkadzają i uśmiercają komórki, konieczne jest natychmiastowe działanie. Tym bardziej że komórki, walcząc na śmierć i życie, uwalniają substancje alarmowe, wołając o pomoc. Jest wśród nich kwas moczowy, jedna z najważniejszych substan­cji sygnałowych, wydzielanych podczas nagłej śmierci komórkowej. Komórki nie potrafią jednak przekazać informacji na temat rodzaju zagrożenia. Jest to alarm uogólniony. Niebezpieczeństwo może po­chodzić zewsząd.
Dopiero ta sztuczka, ów „dirty little secret” immunologii, pozwa­la zmusić układ odpornościowy do poważnego potraktowania anty­genów zawartych w szczepionce. Tak jak jednostka specjalna policji wezwana do zamachu zatrzyma wszystkie osoby znajdujące się w po­bliżu miejsca przestępstwa, tak i dla układu immunologicznego po­dejrzana jest każda obca cząsteczka. Sam związek aluminium, który spowodował te szkody, jest jednak w większości przypadków igno­rowany. Dla układu odpornościowego, ćwiczącego od miliardów lat swoje wzorce, jest to niezapisana karta. Te kilkadziesiąt lat, od kiedy aluminium w większych ilościach występuje w naszym otoczeniu, nie wystarczy, by w ewolucyjnej pamięci układu odpornościowego pozostał po nim ślad. Na temat aluminium układ odpornościowy nie ma żadnych informacji i dlatego w większości przypadków nie uznaje aluminium za sprawcę.
Immunolodzy i specjaliści od szczepień uważają tę właściwość alu­minium za genialną. Mogą je bowiem stosować jako tajnego agenta, z którego pomocą można przemycić do organizmu wszelkie możli­we substancje. Z pomocą aluminium da się zmanipulować układ odpornościowy w każdą stronę i wywołać agresywną reakcję wobec niemal każdej substancji. Wszystko zależy tylko od tego, z czym alu­minium zostanie połączone.
Zjawisko to wykorzystuje się nawet w doświadczeniach na zwie­rzętach do wywołania określonych chorób, na przykład u myszy alergii na pyłki kwiatów. Następnie podejmuje się próbę wyleczenia zwierząt, u których sztucznie wywołano chorobę.
To samo dotyczy doświadczalnego wywoływania astmy u myszy. Standardowa procedura przewiduje użycie owalbuminy, najczęściej występującego białka jaja kurzego, w roli antygenu i połączenie jej z wodorotlenkiem glinu pełniącym rolę adiuwantu. Wstrzyknię­cie tej mieszanki myszom doświadczalnym nieuchronnie prowadzi do wystąpienia astmopodobnych ataków. Objawia się to stanami zapalnymi dróg oddechowych i płuc. Stwierdzony w badaniu wy­soki poziom przeciwciał przeciw alergenom oraz znaczący wzrost wywołujących stan zapalny cytokin w dużym stopniu odpowiadają wzorcowi przebiegu astmy u ludzi. W tym względzie model my­szy uznawany jest za pewny i naukowcy próbują teraz za pomocą najróżniejszych środków doprowadzić do wyzdrowienia myszy albo przynajmniej złagodzić u nich objawy, mając nadzieję, że kiedyś uda się znaleźć odpowiedni lek na astmę u ludzi.
To, że do takiej alergizacji może dojść również mimowolnie, sta­nowi jedną z wielu wad zastosowania aluminium w szczepionkach, ponieważ również tu można znaleźć często pozostałości procesu wytwarzania, których oddziaływanie na układ odpornościowy rów­nież jest wzmacniane przez aluminium. Mogą to być resztki kultury drożdży, w których zarazek uległ namnożeniu, albo określone biał­ka. Gdy teraz — z pożywieniem albo przez drogi oddechowe – trafią do organizmu niegroźne cząsteczki, które wprowadzają niepokój wśród czekających w gotowości przeciwciał, ponieważ przypominają im o pozostałościach szczepionki, układ odpornościowy zaczyna te niegroźne cząsteczki atakować. Problem polega jednak na tym, że komórki układu immunologicznego nie biorą sobie za cel poszcze­gólnych białek – na przykład pyłków kwiatów brzozy – lecz atakują cały obszar, bombardując go wywołującymi stan zapalny cytokina­mi, w których znalezione zostały te podejrzane obce ciała. Chory odczuwa to jako rzut astmy czy atopowego zapalenia skóry albo jako jedną z wielu kolejnych postaci procesów alergicznych.
Istnieją na ten temat niepokojące obserwacje, wychodzące poza względnie proste wzorce reakcji alergicznej, których mechanizm powstania nie jest dziś do końca zrozumiały. Z badań wiemy, że pacjenci cierpiący na ciężkie schorzenie jelit, znane pod nazwą cho­roby Leśniowskiego-Crohna, uderzająco często mają przeciwciała przeciw grzybowi o nazwie Saccharomyces cerevisiae, bardziej znane­mu pod nazwą drożdży piekarskich.
Drożdże piekarskie natomiast doskonale się nadają na podstawo­wy moduł fabryki biotechnologicznej. Jeśli bowiem podsuniemy drożdżom piekarskim dodatkowe informacje genetyczne, grzyby zaczną produkować cząsteczki według podanej instrukcji. W ten sposób drożdże stały się jedną z najważniejszych substancji podsta­wowych w gwałtownie rozwijającym się przemyśle biotechnologicz­nym.
Coraz więcej szczepionek produkuje się przy użyciu technologii genetycznych. Ich prekursorem była szczepionka przeciw wiruso­wemu zapaleniu wątroby typu B amerykańskiej firmy Merck, która weszła na rynek w 1999 roku pod handlową nazwą Recombivax HB.
W sporządzonej przez amerykański urząd do spraw zdrowia FDA informacji o produkcie Recombivax HB100 znajdziemy następujący akapit:
„Część genu wirusa zapalenia wątroby typu B, która zawiera in­strukcję budowy antygenu powierzchniowego wirusowego zapale­nia wątroby typu B, zostaje wprowadzona do drożdży i szczepionka przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu B jest produkowana z użyciem kultur tych genetycznie zmienionych drożdży. Antygen zostaje zebrany i oczyszczony z resztek kultur fermentacyjnych zmo­dyfikowanej linii komórkowej drożdży Saccharomyces cerevisiae.
Związki aluminium wykorzystuje się w produkcji tej szczepionki dwojako. Stosuje się mianowicie siarczan aluminiowo-potasowy do związania uśmierconych przez toksyczny formaldehyd antygenów wirusowego zapalenia wątroby i wytrącenia ich z roztworu. Wresz­cie, do tak wyprodukowanego surowca dodaje się jeszcze AAHS (amorphous aluminium hydroxyphosphate sulfate) jako substancję wzmacniającą działanie”. AAHS to opracowana przez naukowców firmy Merck wzmocniona forma stosowanego do tej pory jako adiuwant wodorotlenku glinu.
Na marginesie należy jeszcze wspomnieć, że nie istnieją przepisy zmuszające do zbadania nowych substancji chemicznych za pomo­cą własnych testów bezpieczeństwa pod kątem ich oddziaływania na zdrowie szczepionych osób i długofalowe skutki dla układu od­pornościowego. Podczas gdy w przypadku każdego innego nowego leku wprowadzanego na rynek odpowiedzialne instytucje żądają przeprowadzenia rygorystycznych testów bezpieczeństwa, w odnie­sieniu do szczepionek obowiązuje dla związków aluminium glejt in blanco. Najwyraźniej uznano, że każdy związek aluminium z za­sady jest równie bezpieczny jak pozostałe związki i że kilkadziesiąt lat jego stosowania stanowi z definicji gwarancję bezpieczeństwa. Oczywiście, Merck przeprowadził badania i doświadczenia na zwie­rzętach w celu stwierdzenia przydatności AAHS jako substancji wzmacniającej działanie szczepionki. Ale takie badania mają status tajnych i nie są oficjalnie publikowane. Nowo opracowany AAHS został poddany testom od razu z Recombivaxem HB w ramach badań rejestracyjnych i następnie wprowadzony na rynek. Jednak zacytowane z oficjalnego raportu oczyszczenie wytworzonego w la­boratorium genetycznym antygenu nie było całkowite. W doku­mencie FDA czytamy „Szczepionka może zawierać do i procenta białek grzybów”.
Niewiele wiemy o tym, jak przeciwciała reagują na białka grzy­bów w organizmie, ale wyniki badań nie napawają optymizmem. Opublikowane w 2007 roku badania101 z udziałem 117 osób cier­piących od dłuższego czasu na chorobę Leśniowskiego-Crohna wy­kazały u 73 procent uczestników przeciwciała przeciw drożdżom piekarskim. U zdrowych osób z grupy kontrolnej takie przeciwciała stwierdzono jedynie w pojedynczych przypadkach102. Uderzające jest podobieństwo do wysokiego poziomu przeciwciał z uszkodze­niem genu odgrywającego istotną rolę w opanowaniu infekcji je­lita. W obu przypadkach pacjenci, których to dotyczy, są młodzi, choroba przebiega ciężej, przewężenia oraz przełomy jelit są częstsze i odpowiednio częściej zachodzi też konieczność przeprowadzenia zabiegu operacyjnego.
Autorzy tych badań to zespół ekspertów od przewlekłych chorób zapalnych jelit z uniwersytetu im. Johna Hopkinsa w Baltimore w amerykańskim stanie Maryland. W całych badaniach nie pada ani jedno słowo na temat ewentualnych przyczyn powstawania tak niezwykłych przeciwciał przeciw drożdżom piekarskim. Naukowcy kończą raport zaleceniem dla swoich kolegów po fachu: „Pomiary poziomu przeciwciał mogą okazać się przydatne do oceny ryzyka pacjentów przez zaaplikowanie pacjentom z wyższym poziomem bardziej agresywnej terapii przeciwzapalnej”.
Podczas gdy jedni naukowcy celowo stosują aluminium do wywo­łania chorób u zwierząt podczas testowania nowych terapii, to w ra­mach „zwykłego” stosowania aluminium w szczepionkach nikt na­wet nie dyskutuje o tym, jakie może to nieść ze sobą konsekwencje.

Dr Humphries - Aluminium i Nerki.
https://www.youtube.com/watch?v=_ngJDt-dp64

Wielu zwolenników szczepień twierdzi, że aluminium w szczepionkach dla niemowląt i dzieci jest całkowicie nieszkodliwe. Mało kto bierze pod uwagę niską sprawność czynnościową nerek u niemowląt. Dr Suzanne Humphries, Internista i Nefrolog, omawia tę kwestię w swoim kolejnym wykładzie.



Offline bladymamut

  • User z prawami do pisania
  • Podglądacz
  • *
  • Wiadomości: 18
    • Szczepienia
Odp: Koncept odporności stada
« Odpowiedź #2 dnia: Wrzesień 03, 2016, 03:42:33 pm »
Szczepienie nie jest synonimem odporności – Michael Bennese

Naturalne uodpornienie nabyte po przejściu choroby jest złożonym interaktywnym procesem w którym bierze udział wiele narządów i układów organizmu; nie może być zreplikowane przez sztuczną stymulację przeciwciał.
Teoria odporności stada była terminem stosowanym do ogólnej odporności na patogen w populacji na podstawie nabytej odporności na niego przez dużą liczbę członków w czasie. To nigdy nie miało w zamierzeniu być przeznaczone do opisania potencjalnej odporności grupy zdobytej poprzez szczepienia. To rozróżnienie jest ważne. Szczepienie nie jest synonimem do uodpornienia, chociaż te terminy są używane zamiennie.
Naturalne uodpornienie nabyte po przejściu choroby jest złożonym interaktywnym procesem w którym bierze udział wiele narządów i układów organizmu; nie może być zreplikowane przez sztuczną stymulację przeciwciał. Istnieją skąpe dowody na to, że odporność stada może być zastosowana do szczepionek w taki sposób, w jaki to pojęcie miało być użyte dla zarażania się chorobą. Dlaczego? Ponieważ oprócz wpływu na nasz układ odpornościowy poprzez oddzielne ścieżki, zachorowanie na konkretną chorobę daje trwałą odporność na całe życie, a szczepionki nie, stąd szczepienia przypominające.
Kolejne badania wskazują, że odporność stada nabyta dzięki szczepionkom jest konającym mitem, ponieważ wiele szczepionek w tym przeciw odrze i krztuścowi, stało się nieskutecznych.¹ ² ³ ⁴ ⁵ ⁶ . W pełni zaszczepione populacje nadal doświadczają epidemii. Nie za bardzo naukowym podejściem jest zwalanie winny za pojawiające się ogniska odry czy krztuśca na osoby nieszczepione, choć obecnie stało się to bardzo popularnym trendem. Odporność stada to termin, który powinien należeć do jego pierwotnego zamysłu zarażania się chorobą i trzymany z dala od żargonu szczepień. To po prostu nie pasuje.
– Dr Michael Bennese

Naturalna odporność jest prawdziwym modelem dla odporności grupowej

„A.W. Hedrich studiował epidemiologię odry w USA od 1900-1931 a w 1932 roku opublikował  pracę na temat podatności na odrę u dzieci. Doszedł do wniosku, że po tym jak 68% dzieci w populacji została zarażona odrą, cykl odry w tej populacji będzie przerwany, kończąc w ten sposób wybuch choroby. Podstawą teorii była wiedza, że gdy dziecko przechoruje odrę, dziecko staje się odporne na nią na całe życie. Teoria odporności grupowej zakłada, że duża część ludności jest rzeczywiście odporna na dany patogen.
Urzędnicy służby zdrowia i zwolennicy szczepionek od pewnego czasu rozpoczęli stosować teorię odporności grupowej do nacisków opinii publicznej i przekonania jej do idei szczepień. Ich argumentem jest to, że osoby nieszczepione są bezpieczne tylko dlatego, że korzystają z ochrony  zapobiegających chorobom „szczepień ochronnych” i cieszą się szerszą ochroną zaszczepionego stada. Innymi słowy, utrzymuje się, że, gdy pewna część populacji będzie w pełni zaszczepiona, częstość występowania chorób będzie tak rzadka, że ekspozycja na nie będzie w dużym stopniu ograniczona.
Powierzchownie brzmi to wiarygodnie i stało się to marketingowym złotem dla producentów szczepionek, jednocześnie dodając  rozmachu  programom  legislacyjnym, które uczynią szczepionki obowiązkowymi bez wyjątków. Jest to skuteczna taktyka, ponieważ z jednej strony opiera się na strachu, a z drugiej na odwołaniu się do naszego poczucia obowiązku i współczucia dla innych. Wpływanie na opinię publiczną jest zadanie nr 1, gdy masz coś do sprzedania i trudno byłoby znaleźć bardziej skuteczne narzędzia. Jedynym problemem jest to, że nie jest to prawdą.
Pierwotna koncepcja odporności grupowej odnosiła się do naturalnej odporności nabytej przez zachorowanie na daną chorobę i wyzdrowienie. Przeniesienie koncepcji i zastosowanie jej hurtowo do zaszczepionej populacji zakłada kilka podstawowych faktów, które nie są prawdziwe. Jest to całkowicie wadliwa teoria w odniesieniu do zaszczepionej populacji.
Naturalna odporność zazwyczaj oferuje ochronę na całe życie. W populacji, w której odporność została nabyta w sposób naturalny, każde nowe pokolenie dzieci przechodzi choroby wieku dziecięcego, a także jednocześnie naturalnie zwiększa odporność tych, którzy zostali wcześniej zainfekowany przez cykl ponownej ekspozycji. To jest model dla prawdziwej odporności grupowej i jego korzyści dla ochrony stada są oczywiste.”

Wysoki poziom wyszczepialności nie zapobiega wybuchom chorób – Lucija Tomljenovic

„Regularnie powtarzające się stwierdzenie, że wysoki poziom wyszczepialności zapobiega wybuchom epidemii chorób nie jest dokładny, bo choroby zakaźne w rzeczywistości występują nawet w populacjach w pełni zaszczepionych tak samo jak u pojedynczych osób. Prawdopodobną przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że szczepionki stymulują głównie odporność humoralną (przeciwciała lub na odpowiedź Th2), podczas gdy mają one mały lub żaden wpływ na odporność komórkową (cytotoksyczne komórki T, odpowiedź Th1), która ma absolutnie podstawowe znaczenie dla ochrony przed wirusowymi jak również jak niektórymi bakteryjnymi patogenami.
Może to być przyczyną tego, że uodpornienie nabyte poprzez szczepionki jest przejściowe i wymaga szczepień przypominających, a naturalnie nabyta odporność uzyskana przez komórki układu odpornościowego bez szczepień zwykle jest stała.
Podsumowując, obserwacje te mogą tłumaczyć, dlaczego ogniska chorób przeciw którym rzekomo zapobiegają szczepienia występują w pełni zaszczepionych populacjach i dlaczego odporność (lub jej brak) nie może być wiarygodnie ustalona na podstawie badania serologicznego (poziom przeciwciał), które jest najbardziej powszechną miarą skuteczności szczepionki w badaniach klinicznych.
Należy zauważyć, że nie jest to przypadek, gdzie szczepienia mogą indukować odpowiedź komórek T (Th1) i jest to prawdziwe w przypadku powtarzających się immunizacji tym samym antygenem (tj. w krótkich odstępach czasu „szczepionki przypominające”), jednakże indukcja takiej odpowiedzi immunologicznej jest szkodliwa jak zaprezentował to Ken Tsumiyama, który wykazał, że limfocyty T CD4 + u myszy wielokrotnie immunizowanych nabyły zdolność do indukowania autoprzeciwciał co skutkowało autoimmunologicznymi uszkodzeniami tkanek podobnych do obserwowanych u ludzi chorób autoimmunologicznych.
Self-Organized Criticality Theory of Autoimmunity
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2795160/
Jak wcześniej wspomniałam, Ken Tsumiyama ze swoich eksperymentów  doświadczeniach wywnioskował, że autoagresja systemowa wydaje się być konsekwencją nadmiernego stymulowania układu odpornościowego  gospodarza przez wielokrotne uodparnianie antygenami.
Lucija Tomljenovic, PhD, biochemik z Neural Dynamics Research Group na Uniwersytecie British Columbia w Kanadzie


 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach