Ogłoszenia Zwierzęta
Aktualności: Dar Życia poleca Kalendarz ze zdjęciami oraz Foto Karty, powołując się na nasze forum otrzymają Państwo rabat w postaci darmowej wysyłki PREZENTÓW. Kod rabatowy to słowo DAR ŻYCIA a strony to Foto Karty oraz Kalendarze ze zdjęciami

Autor Wątek: Pedagodzy nie znają języka migowego. Dzieci są pokrzywdzone  (Przeczytany 1599 razy)

Online Gaga

  • Administrator
  • Rozgadany Weteran
  • *****
  • Wiadomości: 26210
Pedagodzy nie znają języka migowego. Dzieci są pokrzywdzone
Małgorzata Siuta2011-02-18

Głuchoniemą dziewczynkę, która porozumiewa się za pomocą języka migowego, przebadali w płockiej poradni surdopedagodzy, którzy migać nie potrafią. Helenka była przerażona, nie wiedziała co się wokół niej dzieje. Naturalne, że wynik badania był negatywny, teraz 10-latka trafi do szkoły specjalnej

Historię opowiedzieli nam rodzice Helenki.

- Córka ma teraz 10 lat - mówili. - Przez trzy lata uczyła się w Instytucie Głuchoniemych przy placu Trzech Krzyży w Warszawie. W ubiegłym roku postanowiliśmy ją przenieść do szkoły w Płocku. Wybraliśmy Szkołę Podstawową nr 3. Nie było żadnego problemu, zaproponowano nam zajęcia indywidualne. Musieliśmy przynieść do szkoły orzeczenie z poradni psychologiczno-pedagogicznej.



Pierwsze badanie w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 1 w Płocku odbyło się we wrześniu. - Poszedłem z córką - opowiada ojciec Helenki Paweł Chojnowski. - Myślałem, że wejdę razem z nią, ale okazało się, że nie mogę, takie są procedury. Czekałem za drzwiami. W tym czasie córką zajmowały się pracownice poradni, pięć pań, które wchodziły i wychodziły z pomieszczenia. Wszystko trwało dwie godziny. W tym czasie mała nie wiedziała, co się dzieje, bo żadna z kobiet nie znała języka migowego. W orzeczeniu, które otrzymaliśmy, przeczytaliśmy, że córka jest głęboko opóźniona w rozwoju.

Potem dziewczynka przeszła dwa badania w tej samej poradni. Dwa tygodnie temu i w ostatni czwartek. Przed dwoma tygodniami mała nie była w stanie wytrzymać dwóch godzin i drugą część badania przełożono na czwartek. Tym razem państwo Chojnowscy postanowili nie dopuścić do sytuacji takiej, jak ta sprzed kilku miesięcy. Na długo przed planowanym spotkaniem dopytywali o możliwość wejścia z dziewczynką tłumacza. - Najpierw tłumaczyli, że być może znajdzie się taka osoba - opowiadają. - W końcu okazało się, że musieliśmy go sobie znaleźć sami. Przyjechała pani z Jeleniej Góry. Ponieważ nie znała Helenki, baliśmy się, że mała będzie skrępowana i do pomocy zatrudniliśmy jeszcze jedną osobę, głuchoniemą znajomą panią, która posługuje się językiem migowym. Helenka migała do pani Małgosi, ona do tłumaczki, a ta z kolei mówiła do pani prowadzącej badanie.

Tłumaczka Agnieszka Golec, która była obecna podczas badania, relacjonuje: - Helenka była zestresowana już od samego początku. Pierwsze badanie z września wywarło na niej ogromne wrażenie. Gdy zobaczyła te same miejsca i osoby, wszystko jej się przypomniało. Wstrząsające dla mnie było to, że pani surdopedagog nie znała nawet podstaw migowego. Nie zrozumiała nawet wtedy, kiedy mała prosiła o picie. Gdyby mnie tam nie było, nikt by na prośby Helenki nie zareagował.

Teraz rodzice czekają na wynik drugiego badania. - W przychodni już nam sugerowali, żeby nie spodziewać się niczego dobrego - przyznają. - Nie będziemy mieli innego wyjścia jak przenieść córkę do szkoły specjalnej. Tam, gdzie nikt nie będzie się z nią porozumiewał i cofnie się w rozwoju. Nie możemy się z tym pogodzić. Wynik byłby zupełnie inny, gdyby któraś z osób przeprowadzających badanie znała język migowy.

Dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 1 Paweł Świątek wyjaśnia krótko: - Mam pracowników, którzy są przygotowani do pracy. Mają ukończoną surdopedagogikę, co daje im kwalifikacje do pracy z dziećmi z wadą słuchu. Nigdy nie było na nich żadnych skarg, przeciwnie.

Rodzice Helenki z problemami osób głuchoniemych stykają się na co dzień. Nie tylko z powodu głuchoty córki. Od lat prowadzą fundację "Przerwij ciszę", która organizuje m.in. darmowe kursy języka migowego. - Zgłasza się na nie wiele osób, ale ci, którzy powinni, nadal nie przychodzą - przyznają. - A jak już przychodzą, to nie zawsze zależy im na wynikach. Kiedy zorganizowaliśmy kurs dla nauczycieli, aż 70 procent z nich nie zdało egzaminu końcowego.

Ich zdaniem w Płocku, podobnie zresztą jak w całym kraju, osobie głuchoniemej trudno jest załatwić najprostszą sprawę. Ale są i pozytywne przypadki. - W starostwie powiatowym pracuje dziewczyna, która świetnie sobie radzi z migowym - przypomina Marta Chojnowska. - W Miejskim Urzędzie Pracy pracuje siedem osób, które skończyły kurs, trzy z nich zgłosiły się na kurs drugiego stopnia. Kurs skończył także ratuszowy rzecznik niepełnosprawnych. Podobnie kilka osób z kina Przedwiośnie.

Olgierd Kosiba, prezes Towarzystwa Tłumaczy i Wykładowców Języka Migowego z niecierpliwością czeka na pakiet ustaw związanych z uznaniem języka migowego za język urzędowy. - W polskim urzędzie łatwiej jest załatwić sprawę Anglikowi niż głuchemu Polakowi. W Jeleniej Górze zdarzyło się, że do głuchoniemego samobójcy w oknie trzy godziny szukano tłumacza. Negocjator nie był w stanie się z nim porozumieć.

O ile taki przypadek można zrozumieć, o tyle trudno wytłumaczyć to, że podstaw języka migowego nie znają surdopedagodzy. Tym bardziej gdy przegląda się ofertę uczelni, które takich specjalistów kształcą. Dla przykładu - kandydaci na studia magisterskie z surdopedagogiki w Dolnośląskiej Szkole Wyższej Edukacji na wstępie muszą legitymować się znajomością migowego. W Wyższej Szkole Pedagogicznej w Łodzi na studiach podyplomowych jako jeden z przedmiotów widnieje język migowy.


Źródło: Gazeta Wyborcza Płock
Pozdrawiam :))
"Starsza Wiosenna Miotełka"

Pan Rajek

  • to weteran
  • polecający usługi
  • *******
 

(c) 2003-2017 Team Dar Życia :: nota prawna :: o plikach Cookies :: biuro@darzycia.pl
Polecamy:   Forum o zwierzętach